Dodaj do ulubionych

rozmowa p. dyr. z Gabą

10.11.14, 07:43
Na której stronie znajduje się opis tej rozmowy? Bo z recenzji "Wnuczki" wynika, że się odbyła, a ja jakoś czytając (no dobra, w zasadzie kartkując...) książkę przeoczyłam to.
--
i nic już nie jest tak samo
Obserwuj wątek
        • lezbobimbo Re: Przytyk w stronę krytyków 13.11.14, 23:34
          dianevond napisał(a):

          > Zauważyłyście? Milicja podśmiewa się z Gaby, jakże dowcipnie i wdzięcznie, że t
          > a "zionie nietolerancją". Zarzut często powtarzany wobec poglądów samej autorki
          > ...

          "Zioniesz tolerancją" rzecze dokładniej Milicja.
          Tolerancję zaprawdę ma Mila wysoką - ja na jej miejscu zatrzasnęłabym drzwi i nie odzywała się do tak altruistycznej córki, dopóki owo wyrodne chamidło na klęczkach ze łzami nie wybłagałoby przebaczenia od dyr. D-N.
          Bo doprawdy to wspaniały żarcik familijny w tak ciepłej i pokrzepiającej rodzinie "kulturalnych inteligentów" wyzwać starszą sąsiadkę od Sowietów. W wolnej Polsce anno 2013.

          --
          "Wiem, że Marta jest kudłaty robaka. Wytwarzają one straszna choroba." MVF
          • ginestra Re: Przytyk w stronę krytyków 14.11.14, 00:26
            Dla ścisłości, u mnie w książce jest:

            "- Widzę, że zioniesz nietolerancją - rzekła kpiąco (...)"

            str. 114


            --
            “(...) Krytykujemy aż miło, ale konstruktywnie i bez wrednych złośliwości." - motto założycielskie Forum ESD - by meduza7.
            • iwoniaw Też mam "nietolerancję" 14.11.14, 09:38
              w moim egzemplarzu
              "Tolerancja" byłaby w tym kontekście zaprawdę ironiczna, ale nie ma jej, niestety.

              --
              "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
              • lezbobimbo Re: Też mam "nietolerancję" 14.11.14, 22:39
                iwoniaw napisała:
                > w moim egzemplarzu
                > "Tolerancja" byłaby w tym kontekście zaprawdę ironiczna, ale nie ma jej, nieste
                > ty.

                Sprawdziłam i rzeczywiście, nietolerancją :/
                Czyli nie dość, że nie zrzuciła ALTRUISTYCZNEJ córuni ze schodów za obelgi dla sąsiadki, to jeszcze dobrze wie, że ktoś obcy, Nie Rozumiejący Wspaniałego Żarciku Rodzinnego mógłby za takie miano mieć pretensje do profesor Gabencji i wołałby o tolerancji bliźniego na przykład.


                --
                W Polsce zostalo tylko 90 niedzwiedzi! Pomóz polskim Miszkom!
          • a_weasley Re: Przytyk w stronę krytyków 18.11.14, 21:19
            Już niektórzy sami nie wiedzą, czego się przyczepić.

            Lezbobimbo napisała:

            > Bo doprawdy to wspaniały żarcik familijny w tak ciepłej i pokrzepiającej rodzin
            > ie "kulturalnych inteligentów" wyzwać starszą sąsiadkę od Sowietów. W wolnej Po
            > lsce anno 2013.

            Nie przypominam sobie, żeby w Polsce anno 199x pojawiło się powszechne oburzenie, gdy ksiądz ukochany przez salony zwyzywał w ten sposób pół społeczeństwa.
            Ani potem, gdy redakcja gazety uchodzącej (we własnych oczach) za najbardziej opiniotwórczą przy każdej okazji okładała "homo sovieticusem" zacofaną część tegoż społeczeństwa.
            A Gaba użyla tego zwrotu trafnie. Do osoby, która oczekuje, że "ktoś coś zrobi", a sama cyka się podpisać protest, pasował znakomicie.

            --
            Do jakich racjonalizacji ludzie są zdolni, byle nie stanąć ze sobą twarzą w twarz wyznając "Ja bym tak nie umiał"!
        • zla.m Re: Przytyk w stronę krytyków 14.11.14, 00:55
          Dla mnie cała ta rozmowa jest kuriozalna, zaczynając od tego, że kobieta starsza o pokolenie, matka kolegi z klasy, mówi do Gaby "pani profesor". Mam kontakt z sąsiadami z moich lat dziecinnych, z których dziećmi się bawiłam - mimo że jestem od lat dorosła, pracuję, mam dziecko - NIKT z nich nie wpadł na pomysł, że może przejdziemy na "ty" albo oni też będą do mnie mówić na pani. Nie, żebym się skarżyła, też jestem przyzwyczajona i mojej godności to nie uwłacza ;), po prostu chodzi o pewne nawyki. Zwłaszcza w miejscu, gdzie obie mieszkają całe życie, bo żeby choć Gaba na parę-parenaście lat wyjechała za młodu, a wróciła dorosłą panią profesor, to może ktoś by po takiej przerwie inaczej ją potraktował.
          --
          Myślałam, że mam ADHD, ale okazało się, że to wszyscy wokół mnie są, k*rwa, nudni.
          • iwoniaw mam dokładnie te same doświadczenia 14.11.14, 09:43
            Dyrektor Dąbek-Nowacka ma w książce jakieś 70-80 lat, wydaje mi się po prostu kuriozalne, że miałaby się zwracać per "pani profesor" do rówieśnicy swojego syna, jego koleżanki z klasy, w dodatku sąsiadki, którą od lat nastoletnich widuje codziennie (i właśnie nie ma nawet tej przerwy, że odkąd ktoś wyjechał z rodzinnych pieleszy do liceum z internatem, nie widzieli go w tych stronach aż powrócił na emeryturę z profesurą, noblem i wnukami).
            Cała rozmowa jest nieprawdopodobna, a Gaba po prostu dramatycznie niegrzeczna.
            --
            "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
              • ciotka_scholastyka Oj-oj-oj 20.02.15, 09:27
                Wiem, że wątek już miniony, ale chciałabym się odnieść do jednego zdania:

                > > Stasznie chamski komentarz prof. Gabuni, pomijając, że od czapy.

                Chamski - tak. Od czapy - nie. Gaba nie powinna wygłaszać go w obecności pani D-N, lepiej by było, gdyby zachowała tę myśl dla siebie, ewentualnie podzieliła się nią z matką w zaciszu domowym. Kwestia zwykłej grzeczności wobec osób starszych, w dodatku znanych jeszcze z czasów, gdy było się licealistką.
                Ale postawa pani D-N to jest kliniczny wręcz przypadek Homo Sovieticus. Do tej pory mający się świetnie w naszym społeczeństwie, nawet wśród ludzi dużo młodszych, ledwo-ledwo pamiętających komunę. Klasyczna, podręcznikowa wręcz reakcja: "Niech KTOŚ coś z tym zrobi". Ktoś - ale nie my.
                Przykłady można by mnożyć - samochody na podwórku rozjeżdżają trawniki? "Co za chamstwo, kiedy KTOŚ coś z tym zrobi?" Ale sam palcem nie kiwnie. Autobusy się spóźniają? "Ciekawe, czy wreszcie KTOŚ..." etc., ale na to, że w autobusach i na przystankach wisi apel Przedsiębiorstwa Komunikacji, żeby zgłaszać do nich przypadki konkretnych spóźnień mailem lub sms-em, utyskujacy nie zwraca uwagi. Potrzebne jest przejście dla pieszych? Przebiegamy na lewo, pomiędzy samochodami, bo przecież to nie my, ale KTOŚ musi się trochę wysilić, żeby to przejście w tym miejscu powstało. To jest myślenie rodem z PRL-u, kiedy rzeczywiście wszystko robiono za nas, choć niekoniecznie z naszą wola, i można było wygodnie siedzieć i palcem nie kiwać, ale powody do narzekania się miało.
                Pani D-N jest dokładnie taka sama - remont ją wykańcza, ściany pękają, ale petycji nie podpisze, ależ skąd!!! Nie dociera do niej to, że organizacja takiego naszego, codziennego życia zależy teraz w ogromnej mierze od nas - tyle tylko, że trzeba chcieć tym palcem kiwnąć.
                • tt-tka Re: Oj-oj-oj 20.02.15, 11:50
                  skoro wyciagnelas watek, Ciotko, to i ja sie dopisze

                  "to jest myslenie rodem z PRL , kiedy (...) mozna bylo wygodnie siedziec i palcem nie kiwac, ale powody do narzekania sie mialo"

                  ale to Borejki w pelnej krasie ! narzekaja na wszystko, nic im sie nie podoba, szkola dzieci, program w telewizji, repertuar w teatrach i cala ta rzeczywistosc, ale czy robia cokolwiek ? nic a nic ! homo sovieticusy na emigracji wewnetrzej :-)))

                  przy okazji , te trzy w sumie samochody Strybow i Palysow to gdzie parkuja, nie na wspolnym podworku przypadkiem ? bo jakos nie wierze, ze na ulicy, w strefie platnego parkowania... bylo gdzies o tym ?
            • verdana Re: mam dokładnie te same doświadczenia 14.11.14, 17:39
              Mnie sie parę razy zdarzyło, ze rodzice koleżanki z klasy/sąsiedzi zwrócili się do mnie "pani profesor", mniemając zapewne, że tytuł profesorski jest tak istotny, iż szaraczki nie maja już prawa zwracać sie do czcigodnej persony po imieniu, choćby w dzieciństwie zakazywali jej skakać po kanapach i karmili zupą. Wiek się zgadza.
              Tylko, na litość - zupełnie automatyczną odpowiedzią jest "No, nie, przecież jestem Gaba, nie żadna "pani profesor". Brak takiego odruchu jest żenujący, naprawdę.

            • isia_54 Re: mam dokładnie te same doświadczenia 29.11.14, 20:06
              No cóż, jeśli synowie Kłamczuchy po kilku zaledwie latach zaczynają zwracać sie do "cioci" Idy (która miedzy innymi świadczyła bezpłatne usługi medyczne całej rodzinie Żeromskich włącznie z usunięciem migdałków) per "pani" to nie widzę nic dziwnego w tym "profesorowaniu" p. Dyrektor, aczkolwiek raczej jest to mało prawdopodobne; mimo że niektórzy moi uczniowie są już dorośli (nawet bardzo) nadal nie potrafię przejść na Pan/Pani, to już raczej oni czasami zaczynają mi mówić po imieniu. Córka mojej przyjaciołki, którą (córkę) niestety widuję raz na 10 lat nadal mówi do mnie "ciociu", dzieci innych przyjaciółek są ze mną po imieniu, tak jak byli w dzieciństwie - myślę, że u MM zabrakło dobrej redakcji po prostu; a może to taki poznański zwyczaj?
          • a_weasley Może być, kiedy było 18.11.14, 21:13
            Zla.m napisała:

            > Dla mnie cała ta rozmowa jest kuriozalna, zaczynając od tego, że kobieta starsz
            > a o pokolenie, matka kolegi z klasy, mówi do Gaby "pani profesor". Mam kontakt
            > z sąsiadami z moich lat dziecinnych, z których dziećmi się bawiłam - mimo że je
            > stem od lat dorosła, pracuję, mam dziecko - NIKT z nich nie wpadł na pomysł, że
            > może przejdziemy na "ty" albo oni też będą do mnie mówić na pani.

            Bardzo możliwe, ale do czego Cię to jednostkowe doświadczenie uprawnia?
            Też mieszkam całe życie w tym samym budynku. I jedni starzy sąsiedzi tykają mi do dziś, inni zaś w pewnym momencie zaczynali mi mówić "pan". Ktoś po maturze, ktoś - jak skończyłem studia, a był i sąsiad, który przestał mi tykać, kiedy pozbyłem się rozsypującego się pełnoletniego fiata i kupiłem rocznego poloneza (może to przypadkowa zbieżność w czasie).
            Dumnym tytułem zawodowym czy naukowym nikt mnie nie obdarzał i nie obdarza, alem się też takowego nie dorobił.
            Moi rodzice moim kolegom też w pewnym momencie przestawali tykać - ojciec wcześniej, Mama później.

            --
            Gdy chrześcijanie zbierają się, żeby podjąć decyzję, ich celem zasadniczo nie jest (a w każdym razie nie powinno być) ustalenie, jakie jest zdanie większości, lecz czego chce Duch Święty - a to mogą być dwie zupełnie różne rzeczy.
            (Margaret Thatcher)
              • a_weasley Re: Może być, kiedy było 18.11.14, 22:46
                W stosunku do siebie, jak rozumiem? Oczywiście, że nie. A niby dlaczego miałoby mi zależeć na dalszym tykaniu przez ludzi luźno znajomych?

                --
                Gdy chrześcijanie zbierają się, żeby podjąć decyzję, ich celem zasadniczo nie jest (a w każdym razie nie powinno być) ustalenie, jakie jest zdanie większości, lecz czego chce Duch Święty - a to mogą być dwie zupełnie różne rzeczy.
                (Margaret Thatcher)
                • iwoniaw Re: Może być, kiedy było 19.11.14, 11:02
                  Sądzisz, że w takim przypadku chodzi o to, że komuś zależy lub nie, czy znani od dzieciństwa (naszego, bo oni dla nas zawsze byli dorośli lub wręcz wiekowi) nas tykają?
                  To nie mam więcej pytań.

                  --
                  'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
                  'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
                  • a_weasley Re: Może być, kiedy było 19.11.14, 16:38
                    Iwoniaw napisała:

                    > Sądzisz, że w takim przypadku chodzi o to, że komuś zależy lub nie, czy znani o
                    > d dzieciństwa (naszego, bo oni dla nas zawsze byli dorośli lub wręcz wiekowi)
                    > nas tykają?

                    Oczywiście. Z jakichś przyczyn może dla kogoś być krępujące, żeby taka osoba mu panowała. Gdyby przyjaciele domu zaczęli mi mówić "pan" (możebne, bo u nas nie było wujkowania niespokrewnionym), tobym zaprotestował. Ale kiedy rozmawiam z którymś z dawnych kolegów ojca? Z sąsiadem, z którym nasze kontakty, odkąd poszedłem do liceum i straciłem z oczu jego dzieci, ograniczały się do "dzień dobry"?
                    Są sąsiedzi, którzy mi twardo tykają, nie robię z tego sprawy, ale nie powiem, żebym to lubił.

                    > To nie mam więcej pytań.

                    A ja mam. O co innego może chodzić?

                    Zasadniczo dorośli ludzie bez względu na różnicę wieku są albo na ty, albo na pan/pani. W obie strony.
                    Dzieci dorosłym panują, dorośli im tykają.
                    W pewnym momencie dziecko staje się dorosłym i relacja dziecko/dorosły zamienia się w relację młody dorosły/wiekowy dorosły, w której stronie starszej należy się pierwszy ukłon, przepuszczenie w drzwiach i mało co poza tym. Obiit Gabusia, pani Gabriela (co, zauważmy, już jest formą poufałą, by nie rzec protekcjonalną, tak mawiają np. przełożeni do podwładnych) nata est.
                    Profesorowanie mogło się wziąć z tego, że to p. Nowacka chciała, żeby Gaba "coś zrobiła", a nie na odwrót.

                    --
                    Gdy chrześcijanie zbierają się, żeby podjąć decyzję, ich celem zasadniczo nie jest (a w każdym razie nie powinno być) ustalenie, jakie jest zdanie większości, lecz czego chce Duch Święty - a to mogą być dwie zupełnie różne rzeczy.
                    (Margaret Thatcher)
                    • staua Re: Może być, kiedy było 19.11.14, 17:25
                      A dlaczego chcesz być nazywany "panem"?

                      Może to perspektywa patrzenia z oddali, ale formy grzecznościowe nikomu nie dodają godności.
                      --
                      "Predicting what is going to happen in the inanimate world is a piece of cake compared with predicting what is going to happen in the social world" - Richard Dawkins
                      • a_weasley Re: Może być, kiedy było 19.11.14, 18:08
                        Staua napisała:

                        > A dlaczego chcesz być nazywany "panem"?

                        Zaraz, halt muzyka. To dla odstępstwa od sytuacji domyślnej (czyli na ty lub na pan, ale symetrycznie) musi być powód. Otóż ja tego powodu nie widzę. Starszy pan, który wprowadził się tu mając lat 50, gdy ja miałem 20 z groszami, jest tak samo moim sąsiadem jak jego rówieśnik, który wprowadził się tutaj jako trzydziestolatek, z dziećmi równie małymi jak ja. Te ostatnie, owszem, dziś mi tykają i ani mnie, ani im nie przyszłoby do głowy tego zmieniać... ale tu chodzi o tykanie z wzajemnością.

                        > Może to perspektywa patrzenia z oddali, ale formy grzecznościowe nikomu nie dod
                        > ają godności.

                        Stwarzają natomiast dystans, niekiedy niezbędny, i dlatego są ludzie, z którymi za żadne ciastka bym na ty nie przeszedł.
                        Ty jednostronne w wielu sytuacjach, zwłaszcza konfliktowych, jest bardzo niekomfortowe.

                        --
                        Po co komu latarnia morska na kółkach?
                        • iwoniaw Re: Może być, kiedy było 20.11.14, 10:29
                          CytatOtóż ja tego powodu nie widzę. Starszy
                          > pan, który wprowadził się tu mając lat 50, gdy ja miałem 20 z groszami, jest ta
                          > k samo moim sąsiadem jak jego rówieśnik, który wprowadził się tutaj jako trzydz
                          > iestolatek, z dziećmi równie małymi jak ja


                          No i właśnie tu leży ta różnica, której zdajesz się nie dostrzegać: sąsiad, który jest tylko sąsiadem na "dzień dobry", jest tym sąsiadem zupełnie inaczej niż jego rówieśnik, z którym łączą cię zupełnie inne doświadczenia od paru dekad.

                          --
                          'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
                          'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
                          • paszczakowna1 Re: Może być, kiedy było 20.11.14, 14:34
                            > No i właśnie tu leży ta różnica, której zdajesz się nie dostrzegać: sąsiad, któ
                            > ry jest tylko sąsiadem na "dzień dobry", jest tym sąsiadem zupełnie inaczej niż jego rówieśnik, z którym łączą cię zupełnie inne doświadczenia od paru
                            > dekad.

                            Jak łączą "zupełnie inne doświadczenia", to już nie jest sąsiad, tylko przyjaciel domu, więc sytuacja jest inna. (A i wtedy raczej jest przyjęte, że "tykanie" jest obustronne.) Nie widzę cienia powodu, by sąsiad, z którym kontakty są nikłe, miał mówić komuś "ty" tylko dlatego, że widuje go przed blokiem od dzieciństwa. W przypadku natomiast rodzica dobrego kolegi z dzieciństwa... trudno powiedzieć. Różnie może być, wszystko zależy od późniejszych relacji. Ale nie byłoby dla mnie naturalne, by pani 70+ mówiła do pani 50+ na ty jednostronnie. Jeśli "pani" którejś ze stron z jakichś powodów nie odpowiada, w pewnym momencie przeszłyby na "ty" obie.
            • zla.m Re: Może być, kiedy było 19.11.14, 22:08
              a_weasley napisał:

              > Bardzo możliwe, ale do czego Cię to jednostkowe doświadczenie uprawnia?

              Uprawnia mnie do oceny prawdopodobieństwa w książkach nie-naukowych. Tak jak każdego z nas - nikt nie ma innej miarki, niż to co przeżył i czego się dowiedział.

              A w kwestii formalnej - niewiele znam osób, zwłaszcza mieszkających w danym miejscu cały czas, których sąsiedzi "tykać" przestali. Może wokół mnie sami niewychowani żyją, w sumie - ja z czółkiem i z bloku, więc wiadomo.

              Ale przynajmniej ta dyskusja spowodowała, że sobie obiecałam przestać tykać znajome dzieci lub też zaproponować im tykanie dwustronne, gdy podrosną :)
              --
              5/4 Polaków nie zna się na ułamkach.
              • kkokos Re: Może być, kiedy było 19.11.14, 22:57
                > A w kwestii formalnej - niewiele znam osób, zwłaszcza mieszkających w danym mie
                > jscu cały czas, których sąsiedzi "tykać" przestali.

                otóż to. tzn. paru sąsiadów, rodziców moich kumpli z podstawówki (niekoniecznie rówieśników, ale zblizónych wiekowo) uprzejmościowo przechodziło na "pani" albo wprost pytało, czy jako pełnoletniej mają mi mówić pani, ale oczywiście protestowałam. czułabym się idiotycznie, gdyby nagle ci ludzie zaczęli mi mówić na pani. fakt, że nie było wśród nich nikogo, kogo bym naprawdę nie znosiła, ani też nikogo, kto byłby np. zbyt wścibski, ładował mi się w prywatne sprawy z butami itd. czy dyrektor d-n była taka? nie sądzą. nawet sądzę, że ta sama scena, ale w formie "gabrysiu, ty na pewno potrafisz coś z tym remontem ulicy zrobić!!!!" byłaby znacznie bardziej wiarygodna. no ale wtedy gaba nie mogłaby nic odszczeknąć o homo sovieticusie, a przecież o pretekst do tego tekstu chodziło autorce, nieprawdaż.

                Może wokół mnie sami niewyc
                > howani żyją, w sumie - ja z czółkiem i z bloku, więc wiadomo.

                ja też czółkiem, ale rzecz się w najprawdziwszej kamienicy działa!
              • isia_54 Re: Może być, kiedy było 29.11.14, 20:35
                Wszak Dyrektor Dąbek-Nowacka zwykłą sąsiadką nie jest, tylko mamą Pawełka, u którego Gaba często bywała (na keksie ananasowym bodajże); rodzice moich przyjacioł całe zycie mnie "tykali" i nie widziałam w tym nic złego - gdyby nagle zaczęli się do mnie zwracać per Pani to bym się dopiero zdziwiła; ja tak samo do przyjaciół mojego dziecka (których znam z czasów szkolnych) zwracam się po imieniu i nie przypuszczam, żeby mieli z tym problem (raz się nawet spytałam) - ale może powinnam zacząć używać form bardziej oficjalnych. Dmuchawiec wszystkich swoich uczniów "tykał" bez pardon - nawet jesli tylko przypuszczał, że są byłymi uczniami (vide Ewcia Sopel)
          • pinos Re: Przytyk w stronę krytyków 20.11.14, 13:49
            Jest parę osób, znajomych rodziców, którzy kiedyś za smarkacza, mówili mi na "ty", a teraz mi mecenasują. Są to osoby mające bardzo formalne podejście do życia, z którymi nie spotkam się - już - na gruncie towarzyskim. Albo zawodowo, albo mijając się w drzwiach domu rodzinnego. towarzyskie. Ja im prezesuję bądź dyrektoruję, oni też używają mojego tytułu...
            Normalne.

            --
            Hurry up, before we come to our senses!
      • yasmeen Re: rozmowa p. dyr. z Gabą 14.11.14, 15:32
        Dzieki wielkie, jakos przeoczylam....
        Ja dobieram jednak inaczej komentarz mamy Borejko. Ironia miala nie spostponowac zachowanie Gaby, tylko raczej odniesc sie do tego, ze wlasnie przez ogol zostanie uznana za nietolerancyjna. Takie wykpienie na zasadzie ironii "ach ach jak mozesz byc taka, skoro obecnie nalezy byc tolerancyjnym i kochac wszystkie homo sovietikusy i inne zle jednostki"... I znow Gaba wyszla na osobe, ktora sie nie boi mowic trudnych rzeczy w ciezkich czasach ;)

        --
        i nic już nie jest tak samo
        • iwoniaw Re: rozmowa p. dyr. z Gabą 14.11.14, 22:05
          Odebrałam ten komentarz Mili identycznie jak Ty i dlatego jeszcze bardziej mi ta scena zgrzyta.
          A w ogóle co ona z tym homo sovieticus wyskoczyła? W czasach generalnie trudnych opisywanych w dawnych częściach "nawet ci Nowaccy z góry okazali się w porządku", a teraz jakieś resentymenty w roku Pańskim 2013? O co tu chodzi?

          --
          "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
          mniej awanturujący."
          • kkokos Re: rozmowa p. dyr. z Gabą 15.11.14, 20:31
            W czasach generalnie trudnyc
            > h opisywanych w dawnych częściach "nawet ci Nowaccy z góry okazali się w porząd
            > ku", a teraz jakieś resentymenty w roku Pańskim 2013? O co tu chodzi?

            ha, ja tego nie pamiętam, że "w dawnych częściach" - zgaduję, iż o OwR chodzi - "nawet ci nowaccy z góry okazali się w porządku", ale być może tak było. raczej dla mnie dyr. d-n była takim symbolem człowieka dostosowującego się do parszywych okoliczności komuny, jak sąsiad, co świniaka w piwnicy dzielił. ale się nie upieram.

            natomiast przy tej scenie z gabą podskoczyłam z radości - i pewnie nie tylko ja, jak przy wszystkich takich aluzjach do przeszłości i archeojeżycjady.
            tyle że mam wrażenie, iż pojawienie się pani dąbek-nowackiej było kolejnym klockiem do pożegnania z miastem, gdzie ludzie parszywi są po prostu! no proszę, narzeka taka, a boi się własnego cienia, ludzie o miałkich duszach tak mają, że się z niczym brońborze nie wychylą, cisi i pokorni, choć przecież mogliby wziąć życie we własne ręce.

            tylko bardzo bym chciała zobaczyć tę wieś, gdzie wszyscy są tacy bezkompromisowi, odważni, jawnie przeciwstawiają się wójtowi, który kręci swoje lody, księdzu proboszczowi, który narzuca bandycki haracz w postaci pracy fizycznej lub dużych pieniędzy na remont domu parafialnego/ogrodzenia/whatoever. już ja widzę, jak to gospodarz przez gospodarza wyrywają się do podpisywania petycji różnych!!!
            • kaliope3 Re: rozmowa p. dyr. z Gabą 15.11.14, 21:50
              Wydaje mi się, że ta scena pojawiła się w książce bo bo autorce zachciało się wtrącić jakiś tam komentarz do swojej wizji rzeczywistości i akurat nigdzie indziej by nie mogła, więc rach ciach, taką scenkę zmontowała. Uniżone "pani profesor" pachnie mi tu obśmiewanym "pani magister" w aptece, co to, prawda, prosty lud ma w zwyczaju używać ( tylko pani D-N w końcu była kiedyś dyrektorką szkoły, ale w sumie reżimową więc pewnie się nie liczy). Strasznie protekcjonalnie się Gaba odezwała i pogardliwie. Nawet jeśli nie ma zbyt wysokiego mniemania o sąsiadce, to zwykła ( z założenia niby oczywista) kultura nie pozwala na takie zachowanie.
            • agafiatichonowna Re: rozmowa p. dyr. z Gabą 15.11.14, 22:32
              Jedną taką wieś znam. Może nie wszyscy są bezkompromisowi ale większość tak. Nie tylko podpisują, ale składają się na koszta postępowania . I sprawę przeciw staroście i wojewodzie wygrali w WSA. Fakt, na proboszcza sarkają po cichu.
    • spirytus_movens Re: rozmowa p. dyr. z Gabą 20.11.14, 18:07
      Nikt chyba nie napisał, ale ta rozmowa jest także odpowiedzią na zarzuty z forum. W którymś tam momencie Gaba sobie myśli, że biedny pies, bo w bloku siedzi. Napisane jest to w taki sposób, że jasno wynika intencja autora- dlatego B. nie mają zwierząt, bo w bloku by siedziały.
      • lezbobimbo Re: rozmowa p. dyr. z Gabą 20.11.14, 18:30
        spirytus_movens napisał(a):
        > Nikt chyba nie napisał, ale ta rozmowa jest także odpowiedzią na zarzuty z foru
        > m. W którymś tam momencie Gaba sobie myśli, że biedny pies, bo w bloku siedzi.

        Gaba nic o żadnym bloku nie myśli. W dodatku i ona, i dyr D-N mieszkają całe życie w tej kamienicy, w której bramie Gaba znieważa panią D-N. Pusia potwierdza!

        Gabon myśli o tym, że "biedne te psy na smyczach, przecież one potrzebują wolności!"
        Co znowu dowodzi potężnej nieodpowiedzialności MM piszącej te słowa, gdyż psy MUSZĄ w mieście a także w podmiejskiej mieścinie chodzić na smyczy, aby nie zostać przejechane albo żeby nie rzucały się na inne psy czy ludzi.
        To już nie PRL, żeby Lucyper biegał luzem samopas po wszystkich opłotkach Jeżyc.

        --
        Jesli niszczysz żywą Przyrodę, podkopujesz wlasną egzystencję, bowiem Ona nas żywi, leczy i podtrzymuje nasz odbyt.
        • iwoniaw Re: rozmowa p. dyr. z Gabą 20.11.14, 19:02
          Ona pisze "biedne są te psy w mieście. Żadnej swobody" - w odniesieniu do smyczy Pusi. No i faktycznie, wszak u Pulpy już lata wcześniej psy rozszarpywały zająca bez zrozumienia "mieszczucha", teraz widać Gaba już zreedukowana :-/

          --
          Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
          Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
          • piotr7777 Re: rozmowa p. dyr. z Gabą 22.11.14, 11:39
            2 sprawy:
            1. To nieprawda, że pani D. N. zna Gabrielę od dziecka - Borejkowie mieszkają w kamienicy od 1977 r., Nowaccy byli tam wcześniej. Gabriela była już wtedy nastolatką a dyrektor Nowacki w piwnicy mówił do niej wtedy na "pani" (chyba), kiedy proponował część swojego świniaka. Więc i ona mogła -podobnie jak np. Ignacy - zwracać się do nastoletnich kolegów syna bardziej formalnie (to, że pomiatała Anielą - Franciszką to inna kwestia, to jednak nie była - przynajmniej dla pani D. N. koleżanka Pawła). Poza tym Gabriela i Paweł nie byli jakoś szczególnie zaprzyjaźnieni, bycie w jednej klasie to trochę mało a i w grupie ESD były bliższe i dalsze relacje. Także to, że pani D. N. mówi do Gabrieli na "pani" to raczej normalne, to że wyskakuje z naukowym tytułem już trochę mniej, ale odbieram to jako formę lizusostwa.
            2. Mam wrażenie, że autorka przyznaje rację Gabrieli w tej rozmowie, ale komentarz o homo sovieticusie ma być z założenia niestosowny, choć usprawiedliwiony upałowym rozdrażnieniem. I chyba tak to też odbiera Mila.
            • dakota77 Re: rozmowa p. dyr. z Gabą 22.11.14, 13:37
              No nie wiem, czy komentarz mial byc z zalozenia niestosowny, skoro Mila powiedziala do gaby kpiaco, ze zionie nietolerancja. czyli jednak wziela jej strone.
              --
              "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
              • piotr7777 Re: rozmowa p. dyr. z Gabą 22.11.14, 14:22
                > No nie wiem, czy komentarz mial byc z zalozenia niestosowny, skoro Mila powiedz
                > iala do gaby kpiaco, ze zionie nietolerancja. czyli jednak wziela jej strone.

                Ale wcześniej autorka pisze, że Gabriela bezmyślnie rzuciła rodzinnym żartem. Czyli - gdyby pomyślała toby zachowała tę opinię dla siebie.
            • tt-tka Re: rozmowa p. dyr. z Gabą 07.09.17, 16:01
              Tak sobie remanenta wyciagam...

              piotr7777 napisał:

              To nieprawda, że pani D. N. zna Gabrielę od dziecka - Borejkowie mieszkają w
              > kamienicy od 1977 r., Nowaccy byli tam wcześniej. Gabriela była już wtedy nast
              > olatką a dyrektor Nowacki w piwnicy mówił do niej wtedy na "pani" (chyba), kied
              > y proponował część swojego świniaka.

              Dyrektor Nowacki w ogole nie zwracal sie do Gaby, tylko do pana Kaczmarka. I niczego jej nie proponowal, powiedzial tylko "dla tej pani tez sie cos znajdzie", caly czas jego rozmowca jest dzialacz komitetowo-blokowy. Gaby jako kolezanki syna z jednej klasy w ogole nie skojarzyl. Wzial ja za lokatorke-spolecznice.

              Więc i ona mogła -podobnie jak np. Ignacy
              > - zwracać się do nastoletnich kolegów syna bardziej formalnie (to, że pomiatał
              > a Anielą - Franciszką to inna kwestia, to jednak nie była - przynajmniej dla pa
              > ni D. N. koleżanka Pawła).

              Do Cesi pani D.-N. zwracala sie jak najbardziej po imieniu. Forma pan byla zarezerwowana dla Dmuchawca.

              Także to, że pani D. N. mówi do Gabrieli na "pani" to ra
              > czej normalne, to że wyskakuje z naukowym tytułem już trochę mniej, ale odbiera
              > m to jako formę lizusostwa.

              Nie uwazam tego za normalne, ale mniejsza. Gorzej, ze Gaba nie protestuje i nie proponuje, by po dawnemu mowic jej "ty", choc sama doroslej juz Agnieszce, ktora nawet nie bywala u nich w domu na keksie, ktora pamieta "z jakiegos baliku szkolnego" wali na ty bez pytania.
        • a_weasley Prawo, życie i psy 22.11.14, 16:11
          Lezbobimbo napisała:

          > Gabon myśli o tym, że "biedne te psy na smyczach, przecież one potrzebują wolno
          > ści!"
          > Co znowu dowodzi potężnej nieodpowiedzialności MM piszącej te słowa, gdyż psy M
          > USZĄ w mieście a także w podmiejskiej mieścinie chodzić na smyczy, aby nie zost
          > ać przejechane albo żeby nie rzucały się na inne psy czy ludzi.

          Primo: w Polsce nie ma prawnego obowiązku prowadzenia psów na smyczy. Niektóre gminy wprowadziły, a i to nie jest jasne, czy nie przekroczyły uprawnień.
          Secundo: nie wiem, czy w moim mieście takowy jest - sam psa nie mam, więc się nie interesowałem - ale przynajmniej po parkach psy generalnie chodzą bez smyczy, a i na ulicy widuję takowe wcale często.
          Tertio: jeśliby nawet taki obowiązek był, psy na smyczach nie byłyby przez to ani trochę mniej biedne.

          --
          A jeżeliś już w Polskę zwątpił aż do końca,
          Odejdź i cieniem swoim nie zasłaniaj słońca.
          (T. Lenartowicz)
          • jeg_heter_asia Re: Prawo, życie i psy 20.02.15, 13:41
            A tu niestety nie mogę się zgodzić - obowiązek co prawda nie jest wskazany wprost, niemniej mamy na poziomie ustawowym regulację w art. 10a ust. 4 i 5 ustawy o ochronie zwierząt wymóg:

            "3. Zabrania się puszczania psów bez możliwości ich kontroli i bez oznakowania umożliwiającego identyfikację właściciela lub opiekuna.
            4. Zakaz, o którym mowa w ust. 3, nie dotyczy terenu prywatnego, jeżeli teren ten jest ogrodzony w sposób uniemożliwiający psu wyjście"

            Oczywiście - pies świetnie wyszkolony i grzeczny, idzie przy nodze i reaguje na wołanie właściciela jeśli się oddali, jednak generalnie - smycz zapewnia największą pewność w miejscach publicznych.
            Poza tym niepilnowanie zwierza może stanowić wykroczenie: art 77 KW: Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia,
            podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.
            "W komentowanym przepisie chodzi o panowanie nad zwierzęciem w stopniu gwarantującym bezpieczeństwo w miejscu publicznym. Spełnienie tego warunku w ramach zwykłych środków ostrożności nie wymaga np. spacerowania z psem znajdującym się na smyczy lub w kagańcu. Chodzi w szczególności o doskonałe poznanie psychiki psa i uzyskanie bezwzględnego posłuszeństwa. Nie można bowiem wyobrazić sobie, że prowadzenie na smyczy i w kagańcu wilczarza irlandzkiego (ważącego 85 kg, wysokości 110 cm w kłębie) zapewni bezpieczeństwo. Jeżeli bowiem pies tej rasy miałby skłonności do agresywnego zachowania, to nie ma człowieka tak mocnego, który mógłby go utrzymać. Tymczasem psy tej rasy są wyjątkowo łagodne i wykazują skłonności opiekuńcze zarówno w odniesieniu do ludzi, jak i zwierząt, i nigdy same pierwsze nie atakują. Nie popełnia zatem wykroczenia z tego przepisu osoba, która znając psychikę swojego czworonożnego przyjaciela, prowadzi go w miejscu publicznym bez smyczy i kagańca." (W. Kotowski)
            Wszystko więc zależy od sytuacji, bo obowiązek sprowadza się do kontroli.
            • przymrozki Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 08:25
              Tak, ale "możliwość kontroli" to niekoniecznie smycz. Wystarczy sprawować nad psem kontrolę w sensie potocznym (tzn. widzi się go i jest się w stanie go złapać, jeżeli zajdzie taka potrzeba). Inne przepisy obowiązują tylko w lesie - tam nie wolno "puścić psa luzem", czyli nie wystarczy "zachować nad nim kontrolę" trzeba go fizycznie trzymać (jedyny wyjątek to psy myśliwych w trakcie polowań).

              Mandaty, które wystawia Straż Miejska/Gminna lub Policja za puszczenie psa bez smyczy wystawiana są najczęściej na podstawie 54 Kodeksu Wykroczeń w związku z przepisami miejscowymi. W uchwale Rady Warszawy na przykład dopuszcza się spuszczanie psów ze smyczy "w miejscach mało uczęszczanych przez ludzi". Dlatego SM/Policja nie może ukarać mandatem kogoś, kto spuścił psa ze smyczy w miejscu, w którym nikomu to nie przeszkadza.

              • iwoniaw Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 10:41
                Tak, ale "możliwość kontroli" to niekoniecznie smycz.

                Powiem więcej - smycz to niekoniecznie "możliwość kontroli". Kto z nas nie widział psa ciągnącego właściciela nie będącego w stanie go powstrzymać? Oczywiście, że znacznie "bezpieczniejszy" dla otoczenia jest idący karnie przy nodze bez żadnej smyczy czy kagańca pies reagujący na komendy.

                A Pusia p. D-N, psina mała i wyprowadzania w środku dużego miasta na jednej z najruchliwszych ulic, smycz powinna mieć dla własnego bezpieczeństwa przynajmniej do chwili dotarcia do skweru, parku czy gdzie tam spaceruje z panią. Natomiast Gaba niech już tak się nie użala nad jej losem, pewnie akurat ten "biedny pies w mieście" ma w mieszkaniu większy metraż do dyspozycji niż jej własne dzieci.


                --
                "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
                • tt-tka Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 11:22
                  iwoniaw napisała:


                  >
                  > A Pusia p. D-N, psina mała i wyprowadzania w środku dużego miasta na jednej z n
                  > ajruchliwszych ulic, smycz powinna mieć dla własnego bezpieczeństwa przynajmnie
                  > j do chwili dotarcia do skweru, parku czy gdzie tam spaceruje z panią.

                  I zawsze - bez zwiazku z ksiazka - tak to widze. Dla bezpieczenstwa, nie dla kontroli.

                  Natomias
                  > t Gaba niech już tak się nie użala nad jej losem, pewnie akurat ten "biedny pie
                  > s w mieście" ma w mieszkaniu większy metraż do dyspozycji niż jej własne dzieci

                  :))))
                • przymrozki Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 11:27
                  No i jeszcze jedna rzecz - Pusia jest skutkiem ho ho, ilu lat (dzisiaj wiemy, że przynajmniej kilkudziesięciu tysięcy) hodowli. Tysiące pokoleń jej przodków były dobierane tak, żeby Pusia lgnęła do człowieka i lubiła z nim przebywać ceniąc ten luksus ponad wilczą swobodę. Zupełnie nic nie wskazuje na to, żeby współczesne psy odczuwały życie w mieście, przy człowieku, jako zamach na ich podstawowe instynkty.
                  • fornitta69 Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 13:17
                    Wiesz, ja troche Gabe rozumiem. Miedzy innymi Dorota Suminska, mowila kiedys o tym, ze dla psow najlepiej by bylo, gdyby czlowiek ich nigdy nie udomowil... Nie wiem czy do konca sie z tym zgadzam, ale hodowle psow okreslonych ras, czy tez warunki zycia wielu psow (akurat i w miescie i na wsi) nie napawaja optymizmem. I pisze tu nie o psach zaniedbywanych, tylko tych "ukochanych" skazywanych na przyklad na samotne kisniecie w mieszkaniu w bloku po 12-14 godzin na dobe :(
                    • vi_san Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 13:33
                      Ale chwilunia... Czemu niby psina pani D-N miałaby kisnąć samotnie te 12 - 14 godzin? [IMHO: takie "manie psa" to sadyzm i bezmyślność "niby-kochającego" właściciela!]? Wszak państwo D-N są już osobami mocno starszymi, od lat kilku co najmniej na emeryturach... A i wcześniej zapewne przynajmniej pani D-N nie spędzała w pracy całej doby.
                      Osobną kwestią jest hodowanie określonych ras dla eksterieru, "przerasowienie", czyli buldogi z tak uformowaną kufą, że ledwo mogą oddychać, monstrualnie długie jamniki cierpiące na wszelkie możliwe dolegliwości kręgosłupa itp. Ale chyba nie mamy info, że psinka państwa D-N jest super-hiper-ekstra rasowa? Nie pamiętam i nie będę sprawdzać. Ale jeśli MM nie napisała, że to "blablabla rasowe zwierzę" - to równie dobrze możemy założyć, że to malutki kundelek, być może wzięty ze schroniska już dorosły...

                      --
                      Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
                      • ciotka_scholastyka Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 13:40
                        vi_san napisała:

                        > możemy założyć, że to malutki kundelek, być może wzię
                        > ty ze schroniska już dorosły...

                        Tylko po co? Co to wniesie do dyskusji?
                        Generalnie, Pusia jest mała i jest typowym "psem przy rodzinie", że się tak wyrażę. Jojczenia Gaby, że biedny pies, są po prostu głupie. Może ŚGP szuka sobie nowego celu do troszczenia się o, i padło na nieszczęsnego pieska? ;)
                        • tt-tka Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 13:47
                          ciotka_scholastyka napisała:

                          , że biedny pies, są po prostu głupie. Może ŚGP szuka sobie
                          > nowego celu do troszczenia się o, i padło na nieszczęsnego pieska? ;)

                          Pewnie tak :)
                          Czym jest P, Ciotko ? Swieta Gabriele odgadlam, ale P. ?
                        • vi_san Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 14:03
                          No, gdyby była [Pusia] takim egzemplarzem "przerasowionym", z wadami utrudniającymi życie itd - to jeszcze JAKOŚ TAM jojczenie świętej jeżyckiem można by zrozumieć? Ale nie mamy informacji jakoby przedmiot dysputy [czyli piesek] miał problemy z poruszaniem, oddychaniem czy inne.
                          Jojczenia Gaby ostatnimi laty są zwykle głupie. :D

                          --
                          Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
                      • tt-tka Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 13:46
                        vi_san napisała:

                        > Ale chwilunia... Czemu niby psina pani D-N miałaby kisnąć samotnie te 12 - 14 g
                        > odzin? [IMHO: takie "manie psa" to sadyzm i bezmyślność "niby-kochającego" właś
                        > ciciela!]? Wszak państwo D-N są już osobami mocno starszymi, od lat kilku co na
                        > jmniej na emeryturach... A i wcześniej zapewne przynajmniej pani D-N nie spędza
                        > ła w pracy całej doby.

                        Nie spedzala. I zawsze byla dobrze zorganizowana.
                        A w F wychodzi z psiakiem w srodku roboczego dnia, czyli bywa w domu czesciej niz raz na 14 godzin.
                        PS moja praca to w pewnym stopniu streetwork i dawno zaobserwowalam, ze osoby starsze chetniej wychodza z psami na dluzej w poludnie lub wczesnym popoludniem.
                      • fornitta69 Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 15:00
                        vi_san napisała:

                        > Ale chwilunia... Czemu niby psina pani D-N miałaby kisnąć samotnie te 12 - 14 g
                        > odzin? [IMHO: takie "manie psa" to sadyzm i bezmyślność "niby-kochającego" właś
                        > ciciela!]? Wszak państwo D-N są już osobami mocno starszymi, od lat kilku co na
                        Ja rozumiem i nawet popieram utyskiwanie Gaby tak w ogolnym zarysie a nie w przypadku psa panstwa D-N, bo o jego zyciu nic nie wiem ;) Nie pamietam dokladnie tego fragmentu. Tylko po prostu wiem, ze wiele miejskich psow ma kijowo.
                        • vi_san Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 15:48
                          OT - niechętni nie czytać! :)
                          Całe życie w mieście, w bloku. Mieszkanie na I piętrze, bez windy, dwa pokoje. W domu zawsze były cztery łapy, obecnie miejsce jest puste, od kiedy odszedł nasz ostatni pupil. Psy zawsze duże - ostatni owczarek niemiecki. Zarówno on, jak jego poprzednicy - wyjścia co najmniej cztery dziennie: rano około 6:00 na 10 - 15 minut, później, po powrocie z pracy, czyli około 15:00 na 20 - 30 minut, kolejny około 19:00 - 20:00 na godzinę - półtorej, no i ostatni, około 23:00 też około godziny. Nie wyglądał na nieszczęśliwego...

                          --
                          Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
                          • fornitta69 Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 15:55
                            Vi_san, jak myslisz, ile miejskich psow odbywa tyle spacerow co Twoje psy? A ile z nich wychodzi tylko dwa razy dziennie, na siku? Ile ma mozliwosc wybiegania sie, a ile kisnie w mieszkaniu przez cale swoje zycie i jedyna forma ruchu, jaka znaja to dreptanie na krotkiej smyczy (lacznie pol h dziennie)? :(
                            • vi_san Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 16:08
                              Na pewno sporo. Ale to nie tak, że pies w mieszkaniu w bloku to dramat i tragedia. Kretyn właściciel psa to dramat i tragedia, nie zależnie od tego, czy będzie miał mieszkanie, dom czy wręcz pałac we Florencji - bycie kretynem nie jest zależne od posiadanej ilości gotówki oraz warunków lokalowych.
                              A, żeby nie było - moje psy spacer odbywały między blokami na smyczy [głównie dla poczucia bezpieczeństwa innych ludzi], a po dojściu do terenów zielonych - luzem. Wszystkie były układane, karne i zdyscyplinowane - i bez smyczy wystarczyło mi gwizdnąć, aby przybiegły do nogi.

                              --
                              Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
                    • lord_vmordevol Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 14:31
                      fornitta69 napisała:

                      > m. I pisze tu nie o psach zaniedbywanych, tylko tych "ukochanych" skazywanych n
                      > a przyklad na samotne kisniecie w mieszkaniu w bloku po 12-14 godzin na dobe :(

                      Bez przesady. Normalna szychta w pracy to 8 godzin, plus po pół godziny dojazdu tam i z powrotem, w dziewięć godzin obleci. Do tego zwykle jest jakiś mąż/żona, który może pracować trochę wcześniej czy później, jakieś dzieci, które też są poza domem w innych godzinach... W sumie tak ze sześć godzin taki pies musi wytrzymać, to już nie tak źle.
                      • fornitta69 Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 14:56
                        Lordzie, zapraszam na forum emama- tam sie dowiesz,ze pies siedzacy sam w mieszkaniu kilkanascie godzin ma krolewskie zycie. Tyle czasu niektorzy wlasciciele psow przebywaja poza domem- i nie sa to jednostkowe przypadki.
                      • przymrozki Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 15:02
                        Gdyby Gabunia płakała nad ciężkim losem Pusi, dlatego że pies zostaje sam w domu na całe dnie, to to byłby jednak inny zarzut niż to, że Pusia mieszka w mieszkaniu. Taki zarzut bym rozumiała. Natomiast mieszkanie Pusi raczej nie przeszkadza. Bardzo możliwe, że wieki hodowli uczyniły z niej istotę niezdolną do znoszenia chłodów i upałów bez opieki człowieka.
                          • tt-tka Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 16:07
                            fornitta69 napisała:

                            > Ale fakt faktem,ze pies ktory ma do dyspozycji podworko ma lepiej ;)

                            Tak. O ile podworko nie jest na przyklad zastawione samochodami lokatorow, w tym trzema autami rodziny B.

                            Gaba pewni
                            > e miala w pamieci psy Pulpy i porwnala sobie ich zycie do zycia Pusi...

                            Nie ma czego porownywac, bo psow Pulpy Gaba w zyciu nie widziala na oczy. One nie zebrza pod stolem, nie domagaja sie glaskania itd, bo ich po prostu nie ma. A gdy raz sie objawily telefonicznie, to latajac luzem i duszac zwierzyna, tak wiec porownanie wypada zdecydowanie na korzysc Pusi i jej wlascicielki - Pusia nie lata i nie dusi, jest zadbana, spacerowana i pieszczona.

                          • jottka Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 16:22
                            to są rozważania pseudoteoretyczne oparte na potężnym uogólnieniu, że Wszystkie Psy w Miastach Są Nieszczęśliwe, Gdyż Muszą Mieszkać w Małym Mieszkaniu. psy są zwierzętami raz - jak już słusznie powiedziano - udomowionymi i nastawionymi na życie z człowiekiem, ale dwa - to są zwierzęta stadne, dla których liczy się sensowny podział doby na odpoczynek i polowanie z przywódcą stada (bądź kumplem, zależy jakie kto ma relacje:) spać można i na jednym metrze kwadratowym, liczy się ilość i jakość czasu spędzanego z opiekunem.

                            znaczy w naturze psy też nie pląsają wesoło wśród pól 24h na dobę, tylko np. śpią i polują. i jeśli opiekun - a spora ich część, o ile nie większość jest taka - zapewnia swojemu psu odpowiednią dawkę spacerów (zależną od wielkości psa, rasy, wieku itp. itd.) oraz uwagi, to pies się czuje lepiej niż ten swobodny jak rybka Burek na wiejskim podwórku, który wprawdzie może się po nim tarzać do woli, ale za to świat za płotem ogląda może raz na tydzień, za to na smyczy.

                            podobnie "wolnościowe", a znacznie groźniejsze w skutkach podejście prezentują rozmaici ... [tu się pohamuję], którzy głoszą wszem i wobec, że kot absolutnie musi wychodzić na zewnątrz! bo inaczej więzimy nieszczęsne zwierzę, które wszak wypuszczane w wielkim mieście może zaznać szczęścia przejechania przez samochód albo innych ciekawych okaleczeń w czasie zdecydowanie krótszym niż dłuższym. zastanowienie się i zrozumienie różnicy między wypuszczaniem kota pod nadzorem w spokojnej i bezsamochodowej okolicy a wypuszczaniem kota na osiedlu, gdzie np. rozdrażniony życiem sąsiad skopie zwierzę tak, że mu łapy połamie (przykład sprzed roku), jest zwykle poza zasięgiem takich piewców swobody absolutnej.
                            • fornitta69 Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 17:02
                              jottka napisała:

                              > to są rozważania pseudoteoretyczne oparte na potężnym uogólnieniu, że Wszystkie
                              > Psy w Miastach Są Nieszczęśliwe, Gdyż Muszą Mieszkać w Małym Mieszkaniu.
                              Nie. To sa smutne refleksje osoby,ktora przez cale zycie miala psy (ja- nie Gaba) i ktora na codzien widzi, jak baaaardzo wielu "milosnikow" psow nie mysli o ich potrzebach. Zeby pies byl szczesliwy w mieszkaniu w miescie, trzeba w to wlozyc troche wysilku. Pies potrzebuje ruchu, zapachow,bodzcow (plus oczywiscie kontaktu z czlowiekiem!). Inaczej gnusnieje, tyje, staje sie apatyczny, albo przeciwnie: nerwowy, agresywny... NIE MA OBOWIAZKU POSIADANIA PSOW!!!- jesli ktos sie na to decyduje, powinien miec nie tylko serce ale i sprawny mozg.
                              • jottka Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 17:25
                                > refleksje osoby,ktora ... na codzien widzi, jak baaaardzo wielu "milosnikow" psow nie mysli o ich potrzebach

                                a konkretnie ilu? trzech, trzydziestu, trzystu? może jakieś bliższe dane, mogą być nawet anegdotyczne (bo innych tu zdaje się nie przywołujemy), ale jakoś masz pecha, bo jak się rozglądam po moim wielkim mieście, to widzę w większości zadowolone psiaki.


                                > Zeby pies byl szczesliwy w mieszkaniu w miescie, trzeba w to wlozyc troche wysilku.

                                dokładnie ta sama zasada dotyczy psa na wsi bądź przedmieściu.

                                • fornitta69 Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 17:59
                                  jottka
                                  > a konkretnie ilu? trzech, trzydziestu, trzystu? może jakieś bliższe dane, mogą
                                  > być nawet anegdotyczne (bo innych tu zdaje się nie przywołujemy), ale jakoś mas
                                  > z pecha, bo jak się rozglądam po moim wielkim mieście, to widzę w większości za
                                  > dowolone psiaki.
                                  A konkretnie to mam znajome w roznych tozach (zakopianski i krakowski) i jedna znajoma pracujaca w schronisku- wiec sie sporo nasluchalam o takich ludziach. Na przyklad o takich, ktorzy oddaja psy bo psom "bez powodu odbija"- a to "bez powodu" to czesto wlasnie samotne zamkniecie na wiele godzin w mieszkaniu :(
                                  Aha i nie opowiadaj mi prosze o zadowolonych psiakach w Twoim miescie- nawet bardzo nieszczesliwy pies, moze wygladac na szczesliwego na spacerze. Nie wiesz jakie zycie ma pies widzac go przez 5 minut w parku.

                              • vi_san Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 17:41
                                Fornitto - ale to nie dotyczy psów w mieście! Na Zeusa i wszystkich bogów Olimpu! Myślisz, że przeciętny wsiowy Burek, całe życie na łańcuchu spędzający [ale na podwórku, ofkors!] ma lepiej, niż moje psiska, w dużym mieście żyjące?
                                Oczywiście: posiadanie psa, NIEZALEŻNIE czy w mieście czy na terenach podmiejskich czy na wsi wymaga odrobiny wysiłku i dobrej woli! Jak sama napisałaś: pies potrzebuje ruchu, zapachów, bodźców i kontaktu z człowiekiem. Myślisz, że cokolwiek z tego ma zapewniony Burek z Pcimia Górnego, całe życie szastający łańcuchem od budy do płota? Albo yorczuś, z grzywką pofarbowaną na kolor lakieru nissana micra właścicielki, który ma do dyspozycji caaały ogród, blisko 700m2 - 150m powierzchni domu, ogrodzony drobną siatką, to po co mu spacery?
                                NIE MA OBOWIĄZKU POSIADANIA PSA! - i z tym się w pełni zgadzam. :)

                                --
                                Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
                                • tt-tka Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 17:49
                                  Cala ta debata ma sie nijak do pani dyrektor D.-N. i jej Pusi :)
                                  Pusia jest ewidentnie zadbana, ma swojego czlowieka, ktory sie o nia troszczy i ma ruch. Z zachowaniem zasad bezpieczenstwa w dodatku.
                                  Pani D.-N., pozwole sobie zauwazyc, nie miala psy w czasie, gdy pochlanialy ja liczne obowiazki zawodowe i spoleczne, o rodzinnych nie mowiac. A teraz - dzieci z domu, emerytura, caly swoj czas moze poswiecic psu i panu Nowackiemu :)
                                  • vi_san Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 18:35
                                    A ja zaznaczyłam, że kompletnie OT! :)
                                    Ale w pełni się z tobą, Tt-tko zgadzam: niezależnie od doli czy niedoli INNYCH psów, Pusia sąsiadów Borejków ma zapewnione wszystko co potrzeba, ruch, troskę człowieka i [nie wątpię] dobre jedzonko. I owszem, w czasach kiedy pracowała zawodowo plus posiadała dwoje dzieci w wieku szkolnym - nie ma wzmianki o posiadaniu psa - a w Kłamczusze MUSIAŁBY się pojawić, gdyby był. Lata minęły, Paweł jest zapewne dyrektorem jak jego ojciec, Marzenka panią dyrektor oraz dyrektorową [znaczy pełni funkcję dyrektora i jej mąż jest dyrektorem ;) ], państwo starsi sami zostali, więc mogą obecnie cały czas, energię i miłość poświęcić pieskowi.

                                    --
                                    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
                                • fornitta69 Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 17:52
                                  Tyle,ze o niedoli psow na wsi zaczelo sie juz mowic. Sa akcje, jest uswiadamianie. A o niedoli psow w miescie, nie mowi sie w mediach- ja w kazdym razie nie slyszalam. A powinno sie o tym trabic! Bo czesc ludzi kiszacych swoje psy w mieszkaniach NAPRAWDE NIE WIE, ze robi im krzywde. Mysla,ze micha i dwa spacery po 15 minut, plus wieczorne glaskanie wystarcza. To nie sa zli ludzie, tylko glupi.
                                  • jottka Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 18:35
                                    mnie chodzi o stereotyp, wykorzystywany również w Jeżycjadzie, zgodnie z którym pies (w ogóle zwierzę) w miejskim mieszkaniu (a czasem w ogóle "w mieście") to samo zło. może w czasach dawno minionych, tak na początku XX w. pies wiejski miał ogólnie lepiej niż pies miejski, bo zapewne i do polowania służył, ale dzisiaj - bez wzięcia pod uwagę różnych wymienianych tu czynników - to rzewna bzdura. nierzadko też wykorzystywana do obłudnych nieco oświadczeń, że ja to zwierzęta kocham po prostu, ale żadnego nie wezmę, gdyż w mieście mieszkam wszak.

                                    podobnie szkodliwym przekonaniem jest wspominany pogląd, że kot musi absolutnie wychodzić z domu na dwór bo inaczej uschnie z rozpaczy. owszem, jak przygarnęliśmy dobrze dorosłego zabijakę, którego np. trzeba było podleczyć, to możliwe, że trzeba będzie się zgodzić na spacery. ale równie możliwa jest opcja nr 2 - koci zakapior nie widzi powodu, by się oddalać z bezpiecznego terytorium i bardzo mu się podoba rola kanapowca.

                                    i jednakowoż nie jest tak trudno rozpoznać nieszczęśliwego psa, jak tu koleżanka sugeruje. nie musi wcale w rozpaczy wlec brzuchem po ziemi, zaniedbany pies jest zwykle trudno kontaktowy, agresywny itp., zadowolony zwierzak "mówi" całym sobą. nie ma co szerzyć apokaliptycznej grozy, jak to zwierzęta w mieście cierpią masowo.
                                    • tt-tka Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 18:57
                                      jottka napisała:


                                      > podobnie szkodliwym przekonaniem jest wspominany pogląd, że kot musi absolutnie
                                      > wychodzić z domu na dwór bo inaczej uschnie z rozpaczy. owszem, jak przygarnęl
                                      > iśmy dobrze dorosłego zabijakę, którego np. trzeba było podleczyć, to możliwe,
                                      > że trzeba będzie się zgodzić na spacery. ale równie możliwa jest opcja nr 2 - k
                                      > oci zakapior nie widzi powodu, by się oddalać z bezpiecznego terytorium i bardz
                                      > o mu się podoba rola kanapowca.
                                      >

                                      Znalam osobiscie takie dwa :), Walczyk i Nutka, dzieci jednej matki, wychowywane w tym samym domu przez te sama, znajaca (staly kontakt z zoo i tozem) zwierzeta osobe. Walczyk jak to chlop (zdaniem jego pani) wpadal do domu cos zjesc i znow go nosilo swiatami. Nutka protestowala rozpaczliwie nawet przeciw wynoszeniu jej na podworko, przy nieustajacej obecnosci czlowieka domowego. Nie i juz.
                                    • fornitta69 Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 19:05
                                      jottka napisała:
                                      > i jednakowoż nie jest tak trudno rozpoznać nieszczęśliwego psa, jak tu koleżank
                                      > a sugeruje. nie musi wcale w rozpaczy wlec brzuchem po ziemi, zaniedbany pies j
                                      > est zwykle trudno kontaktowy, agresywny itp., zadowolony zwierzak "mówi" całym
                                      > sobą. nie ma co szerzyć apokaliptycznej grozy, jak to zwierzęta w mieście cierp
                                      > ią masowo.
                                      A ja radze jednak troche pogadac z weterynarzami, psiarzami, psimi behawiorystami- a potem pisac o tym, jak to nieszczesliwy pies jest agresywny i niekontaktowy. To jest kompletna bzdura. Pies, ktory caly dzien nudzi sie i teskni, moze byc podczas spaceru uosobieniem szczescia- bo wlasnie wtedy ma "swoje 15 minut" radochy. I nikt mi nie wmowi,ze to jest pies zadbany. I dlatego, z uporem maniaka, bede wszedzie powtarzac swoje rzewne brednie- zeby ludzie mysleli, czego pies naprawde potrzebuje do szczescia. A nie: "tylu ludzi trzyma bernardyna w bloku i pracuje 10h na dobe, to ja tez moge" :/ Niby jestesmy psolubnym spoleczenstwem a jednak, wiedza o psach jest w Polsce nikla :(
                              • przymrozki Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 17:49
                                Wiadomo, że pies to obowiązki. W tym obowiązek zapewnienia mu ruchu. Ale tutaj pani Dąbek-Nowacka wydaje się zachowywać racjonalnie. Raczej nie miała psa w czasach swojej kariery dyrektorskiej (Aniela by nie wspomniała, że sprząta po psie? Romcia i Tomcio i marudziliby Tosi, że Marzena ma psa, a oni nie?). Pusię ma teraz, na emeryturze, kiedy ma dużo czasu na spacery i często jest w domu. Na dodatek pewnie poświęca pieskowi nawet więcej uwagi i troski niż jest mu niezbędne do przeżycia - w końcu zwraca się do niej zdaniami takimi jak "Psiuchno, jaka ty jesteś mądra, dziecinko, pańcia cię uwielbia!".

                                Jasne, istnieją rasy psów, które wymagają więcej ruchu niż inne. Ale na podstawie opisu Pusi można wnosić, że nie ona wodołazem, syberianem husky czy seterem irlandzkim. Raczej jest to mały kundelek lub przedstawicielka którejś z ras kanapowych. Taki pies może mieszkać z parą emerytów (lub samotną emerytką, jeżeli pan Nowacki już nie żyje) i niczego do życia nie powinno mu brakować. A dla takiej starszej osoby pies to świetna sprawa. Wymusza aktywność, także fizyczną, pozwala spotykać nowych ludzi. Nawet to, że daje temat do rozmowy!
                          • 70skuter70 Re: Prawo, życie i psy 12.09.17, 16:16
                            Mój pies ma podwórko a jednak nie ma lepiej, bo woli spędzać życie na kanapie:). Pewnie nie jest zachwycony , że wiekszość dnia siedzi sam w domu, ale czy w schronisku było mu lepiej?
                      • iskrzy_54 Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 16:34
                        Bez przesady. Normalna szychta w pracy to 8 godzin, plus po pół godziny dojazdu tam i z powrotem, w dziewięć godzin obleci.

                        wszystko zależy od psa (rasy i cech osobniczych). kiedyś mieszkałam obok pary młodych ludzi, którzy mieli basseta. Ponieważ często pracowałam w domu miałam okazję słuchać jak nieszczęsne zwierzę pozostawione samo wyło całymi godzinami do powrotu właścicieli z pracy. Znajomy weterynarz uświadomił mi, że jest to rasa towarzyska, więc lepiej, aby taki basset nie zostawał sam na dłużej niż godzina-dwie. Mój własny owczarek niemiecki przesypiał godziny do naszego powrotu ze szkoły, albo cierpiał w milczeniu - sąsiedzi się nigdy nie skarżyli na hałasy. Jednak ŚGP mocno przesadziła - może ta scena miała nam pokazać emocjonalną ynteligencję Pani Profesor?
                • iskrzy_54 Re: Prawo, życie i psy 08.09.17, 16:13
                  Kto z nas nie widział psa ciągnącego właściciela nie będącego w stanie go powstrzymać?

                  Sama zaliczyłam scenę z wielu westernów tudzież Poszukiwaczy zaginionej arki, kiedy dwa duże psy, które prowadziłam na smyczy zdecydowały się zareagować na zaczepki Yorka trzymanego przez jego panią na ręku, do dziś mam małą bliznę na twarzy po szorowaniu ze smyczami w dłoni po trotuarze.
                  • verdana Re: Prawo, życie i psy 10.09.17, 13:05
                    Ależ przecież ta scena jest odpowiedzią na zarzuty Forum, ze w Jezycjadzie nie ma zwierząt, a Gaba podobno zbiera bezdomne z ulicy, ale jakoś ich ani widać ani słychać.
                    I teraz jest jasne - Borejkowie nie mają zwierząt, ponieważ sa dobrymi ludźmi. Dobry człowiek nad zwierzęciem sie nie znęca, nie trzyma go w mieszkaniu w bloku. Więc oni nie mają zwierząt z miłości do nich. Na wsi owszem - taki pies zajączka sobie pogoni, takie konie trawkę sobie poskubią na metrze kwadratowym i są szczęśliwe, bo w łączności z przyrodą.
    • jofier Re: rozmowa p. dyr. z Gabą 28.11.15, 21:53
      W orzechowej wnuczce zdziwiło mnie, że Ida natychmiast przeszła na Ty z Dorotą i jej babciami. Dotąd raz w życiu tylko spotkałam lekarkę, która tak sobie z prostymi ludźmi od razu, bez dłuższej znajomości przechodziła na ty. Była jednak młoda i tuż po studiach. Ida jest zaś doktorem medycyny, matką trojga dzieci, super-intelektualną Borejkówną, ordynatorową oraz osobą niemłodą. Ida nabija się co- nieco z bystrości babć w listach do siostry (jak to kilka razy trzeba im to samo tłumaczyć lub jak to podglądają wnuczkę przez dziurkę). Ida nie ufa też słusznie cenom, jakie proponują za sprzedaż rudery, prosząc Florka o wycen (nie daj się zrobić w balona pracowitemu ludowi wielkopolskiemu). Jest to więc dla mnie dziwne, że z (we własnym odczuciu) nieco nieuczciwymi prostaczkami chce bruderschaftu z kompotem po kilku dniach znajomości, nawet jeśli tam wynajęła pokój.
      Nieraz całe lata ludzie u kogoś wynajmują pokój i nie są na ty.
      Dorota to może szczególna okoliczność, bo dziewczyna ratowała ją i wziąwszy za młodszą od razu tykała, z czego też nawet chciała się wycofać. Przeważnie doktor medycyny odwdzięczyłaby się jakoś inaczej młodej dziewczynie za ratowanie życia, np. skoro ukazana jest jako zamożna - mogłaby opłacić jej jakiś kurs organizowany przez akademię medyczną, skoro ta chce zostać lekarzem i na czas kursu zaoferowałaby pokój u siebie. Niekoniecznie wchodziłaby w pierwszej rozmowie w bycie na ty maturzystką. Maturzystka też niekoniecznie zgodziłaby się na to, nawet po naleganiach, wiedząc już, że to osoba starsza od jej mamy i że to doktor medycyny.
      Może się mylę, ale to zdziwiło mnie bardziej, niż tytułowanie Gaby tytułem, który ma. Nie znamy bliższych okoliczności. Może dyrektorka jest wścibska i w ostatnich latach usiłowała Gabę (jako koleżankę syna) ustawiać, co i jak Gaba we własnym życiu powinna zrobić. Wówczas Gaba mogła się oburzyć, jeśli było to nie po raz pierwszy i mogła powiedzieć tej pani, że jest ona profesorem, a nie dzieckiem, które można ustawiać. Nowacka mogła się wtedy obrazić i od tamtej pory Gabę celowo tytułuje i jest dystans z tego powodu między nimi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka