Dodaj do ulubionych

Wielkanoc pana Grzegorza [ fanfik ]

09.05.15, 21:28
Może nie tyle Jeżycjada mnie zainspirowała co forum. Nosiłam się z tym pomysłem od początku roku. W końcu się odważyłam. Jeśli uważacie, że słabe albo nie pasuje zawsze można wątek usunąć.

Wielkanoc pana Grzegorza

Tuż przed świętami nikomu się nie chciało pracować, wszyscy bardziej patrzyli w komputery niż pracowali.Nawet bardziej rozmawiali niż patrzyli. Słońce świeco i zapowiadało się iż Wielkanoc w tym roku będzie prawdziwie wiosenna.
- Grzegorz czy jedziesz gdzieś z żoną na święta ?- spytał Jarek
- Nie. Zostaję w domu - powiedział zdziwiony Grzegorz.
- To mam prośbę, w ramach prezentu wykupiłem Wielkanoc w Białowieży. Obserwacja żubrów, hotel, spa . Taki wypad we dwoje. Tylko nie mamy z kim zostawić psa, a ty mieszkasz dość blisko ... gdybyś mógł się nim zająć ? Proszę jakoś postaram się zrewanżować . Dziś rano okazało się , że Młody nie dostał urlopu i nie przyjedzie.
Grzegorz lubił Jarka, dobrze się z nim pracowało. Chętnie by mu pomógł, ale no właśnie...
- Mieszkam z teściami i na dodatek w święta w domu będzie dużo gości w tym dzieci, niestety nie mogę. Teściowa nigdy nie zgodzi się na psa w domu. Zresztą nie wiem, czy pies wytrzymałby w takim gwarze.
Kolega chwilę pomyślał
- A jakbym dał ci klucze i tylko z 3 razy dziennie przyszedłbyś i wyprowadził Czemka dałbyś mu karmę, trochę do niego pogadał i pogłaskał ?
- A nie możesz go dać do hotelu dla psów ?- spytała siedząca obok sekretarka Basia.
- Czemko jest stary i nie zawsze się zgadza z innymi psami, zresztą wzięliśmy go ze schroniska i nie to nie byłoby dobre rozwiązanie. Młody miał przyjechać z dziewczyną i się nim zająć ale nie dostał urlopu na poniedziałek.
Grzegorz Stryba w pierwszej chwili miał ochotę grzecznie odmówić, ale przypomniał sobie świąteczny rozgardiasz zwykle panujący w domu Borejków. Tłum jedzących i gadających bez przerwy gości. Teścia rzucającego co chwilę łacińskimi przysłowiami , wymądrzającą się teściową i nie szczędzącą nikomu złośliwych uwag szwagierkę Idę, Rozmowy o muzyce poważnej i Nabokovie. Będą się dziwić, że jest taki milczący ale i tak go nikt nie wysłucha jak zacznie coś opowiadać.
-Myślisz, ze sobie z nim poradzę ? -spytał niepewnie Grzegorz - No czy będzie mnie słuchał, czy do domu mnie wpuści ? Nie mam doświadczenia z psami.
- Łagodny stary pies gdyby to było możliwe pojechał by z nami
Perspektywa wymknięcia się z przepełnionego rodzinnym ciepłem domu wydała się zachęcająca. Może uda się wyciągnąć na spacer Gabunię, pomyślał. Jeśli nie,to weźmie do domu Jarka laptopa i kilka godzin popracuje w spokoju, bez uwag teścia, że nie chce spędzać czasu z rodziną, o upadku obyczajów i o pogoni za pieniędzmi.
- No jak mnie pies nie zje, to mogę spróbować - stwierdził- przekonam się przynajmniej czy psy mnie lubią - zażartował.
- On w życiu nikogo nie pogryzł. Mam pomysł, wpadnij dziś do mnie i zobaczymy czy się polubicie-zaproponował kolega.
- Grzechu pół kilo cielęciny i każdy pies cię pokocha - zażartował Piotrek. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale z szuflady biura zaczeła dobiegać orientalna muzyka. Piotrek zaczał rozmowę
- Dziecko, to może zadzwoń z tym do mamy.
- Oj biedne ty dziecko moje znowu matka wybrała rozmowy z mordercami i złodziejami zamiast pogadać z tobą
Wszyscy się zaśmiali, żona Piotrka była prokuratorem.
- Kup trochę sernika, byle bez kokosa i makowiec, a i jeszcze trochę truflowego dla mamy. Damy jej w drugi dzień świąt, bo w pierwszy ma dyżur.
- No co ty, twoja matka kocha truflowca, tylko się nie przyzna.
- Dobrze, nie kupuj mazurka, jak dziwny. O i kup brokuła zrobimy razem sałatkę wieczorem.
-Pa
Młoda miała ciasto kupić na święta, a Alina nie mogła telefonu odebrać - wyjaśnił Piotrek.
- Kupujecie ciasto - zdziwił się Stryba - kiedyś przyniosłeś ciasto z domu, twoja żona wspaniale piecze.
- No tak, ale Alina ma teraz dużo pracy, chodzi o kradzieże obrazów w kościołach.Na dodatek w poniedziałek jakby coś się wydarzyło będzie dyżurować. Więc dajemy jej z Młodą luz przed świętami. Niech w domu odpoczywa.
Wieczorem Grzegorz siedział na fotelu u Jarka. Czemko mieszaniec podobny nieco do spaniela obwąchał gościa, przyjął kawałek kabanosa i łaskawie pozwolił się pogłaskać. Nawet za bardzo nie szczekał. siedział pod ławą i spoglądał na gościa mądrymi oczami. Od czasu do czasu przytulał się do Jarka i domagał się pogłaskania.
- Taki pieszczoch z niego - śmiała się żona Jarka Ania. - To co Czemko wpuścisz mnie tu pojutrze ? Będziesz miał wolną chatę, pójdziemy poszukać dla ciebie dziewczyny - żartował Grzegorz.
- On ma narzeczoną, taka jamniczkę, czasem bawią się z parku. Tą jamniczkę wyprowadza taka pani w czerwonym płaszczu. Psy razem biegają, a pani jest dość miła.
- Nie ucieknie jak go puszczę ? spytał Stryba.
- Skąd, wołasz Czenko do nogi i przyjdzie.
- Dasz radę z nim tu trochę posiedzieć, żeby się nie czuł taki opuszczony przez cały dzień ?spytała Ania.
- Damy radę - zaśmiał się Grzegorz.
Grzegorz wracał do domu z paczką cynamonowej kawy. Żona Jarka prowadziła sklep z kawą, herbatą i ziołami.
Gaba z oburzeniem wysłuchała opowieści o wyjeździe do Białowieży. Również teściowa dała do zrozumienia, że nie pochwala takich wyjazdów i święta należy spędzać w gronie rodzinnym. Jak można wychowywać dzieci, żeby na święta nie chciały przyjechać do kraju! Przy okazji Mila Borejko skrytykowała ludzi, którzy w mieście trzymają w domu psa. Przecież tylko szczekają i brudzą chodniki. Obydwie stwierdziły, że jeśli kiedyś Jarek pomógł Grzegorzowi i dał namiary na dobrego i taniego mechanika samochodowego należy mu się zrewanżować. Mila poprosiła tylko, żeby Grzegorz czasem nie przyprowadził psa do domu, bo dzieci się wystraszą. Po chwili cała rodzina zapomniała o psie i wyjazdach świątecznych. Weszła Ida z Józinkiem i trzeba było podać im kolację. Po chwili w kuchni zjawił się Ignacy Borejko, który kolejny raz opowiedział Józinkowi o ucztach starożytnych Rzymian


Edytor zaawansowany
  • tt-tka 09.05.15, 21:40
    Ale to chyba nie koniec jeszcze ?
  • czarna9610 09.05.15, 22:05
    Jeszcze kilka części będzie :)
    W sobotę nawet Plutarch i Cyceron przegrał z Pyzunią. Gabi smutnym wzrokiem wpatrywała się w telefon, od czasu do czasu zaglądała do laptopa czy na skype nie pojawi się Róża. Również Ignacy Borejko udowadniał, że przecież to żaden problem wsiąść do samolotu i przyjechać na święta do rodziny i on naprawdę nie rozumie dlaczego ten Schoppe woli siedzieć w Anglii Grzegorz chciał przypomnieć ,że w Anglii Wielkanoc kończy się w niedzielę, ale przecież mówił o tym już tyle razy. I tak nikt go by nie wysłuchał, a nawet jeśli wysłuchają to i tak nie zrozumieją i za rok będzie ten sam dialog.Tymczasem Mila Borejko ze zmęczoną miną obserwowała jak Grzegorz z synem kroją warzywa do sałatki. Obok Melanii siedział Józinek i od czasu do czasu podjadał migdały i suszone morele, które Gabi przygotowywała do ozdobienia mazurka. Kiedy sałatka byłą gotowa wpadła Ida. Od progu krzyczała, że się spieszy bo musi być za chwilę w szpitalu, zostawiła Ziutka spróbowała sałatki, skrytykowała, że za dużo pieprzu i soli. Ignacy na chwilę zapomniał o Róży i zajął się najmłodszym Pałysem, zaczął mu opowiadać mit o Syzyfie. Przez całe popołudnie Grzegorz pomagał Gabrysi w świątecznych przygotowaniach. Ładował brudne naczynia do zmywarki, część garnków sam wymył. Odkurzył mieszkanie i nie wiadomo kiedy nastał wieczór.
    - Gabuniu idę wyprowadzić Czemka, może miałabyś ochotę wyjść z nami. Cały dzień siedzisz w kuchni, przydałby ci się spacer.
    - Grzesiu został mi jeszcze murzynek do upieczenia, nie mogę - westchnęła Gabrysia
    - Przecież jest tyle ciasta...- zaprotestował Grzegorz
    - Bez murzynka Gabrysi absolutnie nie ma świąt , oświadczyła Ida.
    Rudowłosa szwagierka właśnie zakończyła dyżur w szpitalu i przyszła odebrać najmłodszego syna, przy okazji jadła kolację. Oprócz wędliny nałożyła sobie dużą porcję skrytykowanej kilka godzin wcześniej sałatki.
    Istotnie nie ma świat bez murzynka i anegdotki, jak Gaba po raz pierwszy piekła murzynka dla taty i jak mama wróciła ze szpitala, rodzinna tradycja Borejków, pomyślał Stryba.

    Grzegorz i Czemko wolno spacerowali po skwerku. Pies obwąchiwał prawie każdy krzaczek. Było cicho i spokojnie. Strybe przestała bolec głowa. Miał dosyć całodniowego rozgardiaszu i hałasu, jakby nie można było zrobić skromniejszych świąt, pomyślał po raz nie wiadomo który. Żeby tak się udało się namówić Gabunie na taki świateczny wypad, choćby nad morze w każdym razie daleko od Roosevelta. Tylko co z tego, nawet jak wykupi taki wyjazd jako niespodzianę żona zacznie protestować, że może to już ostatnie święta rodziców. Już przeżył sporo tych może ostatnich świąt... Zresztą nawet jakby wyjechali to Gabi przez większość czasu wydzwaniałaby jak nie do rodziców to do Laury i Róży.Co najmniej dwa razy dziennie przypominałaby Natalii i Pulpecji, że to również ich rodzice. Tak zdecydowanie wyjazd nie jest zbyt dobrym pomysłem. Odprowadził psa do domu, sprawdził czy jest w misce woda i karma. Usiadł chwilę i zerknął na telewizor.
    - Czemko może jakiś film obejrzymy, zaproponował.

  • czarna9610 10.05.15, 09:53
    W niedziele wielkanocną Grzegorz wstał wcześnie. Chciał przed rodzinnym śniadaniem połączonym z obiadem wyprowadzić psa na dość długi spacer. Chyba polubiłem tego malucha, pomyślał zdziwiony. Usiadł przy kuchennym stole z kubkiem kawy. Zauważył otwarty laptop teściowej. Czyżby na Kala Amburkę spadło natchnienie ? zdziwił się. Przeczytał fragment monologu. Jego bohaterka Paulina użalała się, że jako dziecko nie miała rodzinnych świat, bo rodzice ateiści zawsze w tym czasie wybierali wędrówki po górach. Na dodatek po szkole musiała wyprowadzać psa. Z dalszej części monologu wynikało, ze przez braki z dzieciństwa bohaterka jest chora na depresję.
    O rany, pomyślał zdziwiony Grzegorz to Ania z Jarkiem patrzą sobie na żubry i nawet nie wiedzą że są bohaterami kolejnego społecznego dramatu. Może powinienem im bilety na spektakl kupić?
    Czemko ucieszył się na widok Stryby, podskakiwał , szczekał i machał ogonem ile sił. Poszli na spacer. Pani od jamniczki Kory istotnie miała wściekle czerwony płaszcz, nie byłą zbyt rozmowna, stała paliła papierosa i obserwowała biegające psy. Po spacerze Czemko zjadł garść psich chrupek, wskoczył na kanapę i wtulił ufnie nos w spodnie Grzegorza. Po chwili przyniósł gumową kość, no pobaw się ze mną pokazywał. Po zabawi Grzegorz zerknął na telefon i stwierdził iż ma czas, aby jeszcze zerknąć na wiadomości TVN . Był program którego nie oglądano w rodzinie Borejków. Prawdę mówiąc nie oglądano żadnego, ale za to cała stacja TVN była przez Mile i Ignacego ostro krytykowana. Stryba nawet nie zauważył kiedy z 8 rano zrobiła się 9,30. Zerwał się na równe nogi.
    - Czemko, chwila spaceru i muszę do kościoła. Rozumiesz Laura będzie śpiewała, nie darują mi jak mnie nie będzie...

    Rodzinne śniadanie ciągneło się dość długo. Było jak zwykle Natalia z Pulpecją starały się być miłe i wszystko chwaliły. Ida niby była ciepła i serdeczna , ale zawsze starała się coś złośliwego powiedzieć.Patrycja miał ładny kolor sukienki, ale jak zauważyła Ida fason był na nieco szczuplejsza osobę. Ania siedziała zbyt krzywo i na pewno będzie na starość garbata. Lusia słuchała uważnie każdego chyba tylko po to, żeby wyłapać i wytknąć wszystkie możliwe błędy gramatyczne i stylistyczne.Ze szczególnym upodobaniem poprawiała Norę, w końcu dziewczyna przestała zupełnie się odzywać.Teść co chwila mówił po łacinie a Gaba z Milą prześcigały się, która pierwsza rozpozna autora cytatu. Było jak zwykle. Prawie jak zwykle. Wszyscy jedli niektórzy gadali.
    - Pulpet to już drugi kawałek makowca, pójdzie ci w biodra -zaśmiała się Ida
    W tym momencie zadzwonił telefon Floriana.
    _ Tak oczywiście, zaraz tam będę- to była dość krótka rozmowa.
    - Mamo i tato przepraszam, ale będę musiał pojechać do domu. Jakiś koń zachorował.
    - To ja z tobą tato i Nora też - powiedziała Ania .
    - Tak muszę jechać - powiedziała Ania wchodząc do pokoju.
    - Dziewczynki nie chcecie zostać z babcią ? rzewnie zacząła Mila
    - Ależ mamo chętnie by zostały, ale myślę że ich pomoc sie przyda. Zwłaszcza,że Nora chciałaby być weterynarzem kiedyś.
    - To ja pojadę z wami -zerwała się Patrycja.
    - Ależ córeczko, może zostań dadzą sobie radę, zaczęła Mila
    - Będę się tu tylko denerwować i znowu za dużo zjem i mi w biodra pójdzie, a tak spalę trochę kalorii w stajni.
    Grzegorz wstał żeby pożegnać gości. Usłyszał jak Ania szepce do Rojka - Dzięki tato myślałam , że już nie wytrzymam i kopnę Łusię.
    - Czekałem na telefon -szeptał Baltona
    - Dlatego się wymknęłam na klatkę schodową- zachichotała Ania
    Stryba uśmiechnął się porozumiewawczo i szepnał - ja nic nie słyszałem.
    Za Grzegorzem wbiegła do przedpokoju Gabrysia
    Pulpa mam nadzieję, ze przyjedziecie jutro na obiad. Będzie ciotka Felicja z mężem
    - Nie wiem czy ...- zaczął Baltona
    - Może to już ostatnie święta rodziców - zaczęła Gabrysia
    - Dobrze, postaramy się, Do jutra .
    Goście wyszli, dziewczyny szybko zbiegały po schodach
  • tt-tka 10.05.15, 11:08
    czarna9610 napisała:


    Lusia słuchała uważnie
    > każdego chyba tylko po to, żeby wyłapać i wytknąć wszystkie możliwe błędy gram
    > atyczne i stylistyczne.Ze szczególnym upodobaniem poprawiała Norę, w końcu dzie
    > wczyna przestała zupełnie się odzywać.

    O matko, kandydatka na druga Pyze ? Zabieraj ja stamtad jak najpredzej !


    > - To ja z tobą tato i Nora też - powiedziała Ania .
    > - Tak muszę jechać - powiedziała Ania wchodząc do pokoju.

    Zdublowalas Anie ? :-)


    . Usłyszał jak Ania szepce do Rojka - Dzięki
    > tato myślałam , że już nie wytrzymam i kopnę Łusię.

    Czemu Ania do Rojka mowi "tato" ?

    A w ogole swietnie idzie :-)
    A Flobre nieglupie, lepiej przyjechac samym i po chwili urwac sie, niz ryzykowac, ze to im zwali sie cala rodzina
  • czarna9610 10.05.15, 17:45
    Faktycznie powinna być Nora . Tak to jest jak się poprawia na pierwotnej wersji. Początkowo Szymon Rojek miał dzwonić z łazienki.
  • czarna9610 10.05.15, 18:02
    W pokoju nadal było głośno. Ignacy wspominał jakieś studenckie święta. Natalia siedziała obok Łusi i wysłuchiwała monologu o prawidłowym używaniu czasowników. Okazało się, ze w ręce młodej purystki językowej wpadła gazeta literacka. Łusia przejrzała czasopismo i skupiła się nad debiutanckim wierszem poety. Rudowłosa Natalia tłumaczyła, że poezja ma swoje prawa i ten młody poeta o pseudonimie IGS miał prawo tak napisać. Ignaś siedział bez humoru i patrzył na kuzynkę, jak na zdechłego szczura.
    - Łusiu to poezja nie sprawdzian z gramatyki i naprawdę nieładnie że weszłaś bez pozwolenia do pokoju Ignacego i zabrałaś z jego biurka gazetę, widzisz ze nie jest z tego zadowolony -ucięła rozmowę Natalia.
    -Oj po prostu chciała sobie poczytać -Mila pogładziła wnuczkę.
    Grzegorz pozbierał część brudnych talerzy i zaniósł do kuchni. Gabrysia sprawdzała czy biała kiełbasa już się upiekła.
    - Chyba trzeba zacząć podgrzewać już bigos - powiedziała Mila Borejko wchodząc do kuchni.
    Grzegorz postawił garnek z bigosem na kuchence i zaczął mieszać. - Gabrysiu, dlaczego Ida tak dokucza Patrycji ?
    -Ależ Grzesiu, to nie jest żadne dokuczanie. Ida ma taki styl bycia. przewrażliwiony jesteś.
    - Widziałem ,że Patrycji jest przykro...
    - Zupełnie niepotrzebnie, przecież to takie łagodne dogadywanie, naprawdę muszę z Patrycją porozmawiać.
    Grzegorz westchnął, ty stary głupcze pomyślał znowu chciałeś dobrze i wyszło jak zwykle. Po co się wtrącasz.
    Zaniósł salaterkę z bigosem do pokoju, Tym razem nestor rodu opowiadał po raz kolejny dlaczego lubi czytać Nabokova.
    Grzegorz z podziwem spojrzał na Marka Pałysa. Mąż Idy siedział przy stole z nieobecną miną, wyglądał jakby zaraz miał zasnąć.

    Popołudniowy spacer z Czemkiem Stryba przedłużał prawie w nieskończoność. Przecież nie mogę go tak zostawić samego na cały dzień, psy to towarzyskie zwierzęta, posiedzę z nim jeszcze z godzinkę. Usprawiedliwiał sam siebie. Obejrzeli sobie wiadomości i jakiś program o renowacji starych samochodów. Potem pospacerowali sobie po najbliższym skwerku.
    - No to do wieczora Czemko -powiedział Grzegorz. Musze się teraz w domu zameldować.
    Kiedy wychodził z bramy kamienicy zderzył się prawie z Markiem.
    - Ouuu stary, nie spodziewałem się , oficjalnie musiałem iść szybko do szpitala.
    Grzegorz spojrzał zdziwiony
    - Oj nic złego , nie mam kochanki, nie jestem gejem i nie prowadzę podwójnego życia, no prawie nie - zdenerwował się Pałys
    - Po prostu już nie mogłem wytrzymać, coraz częściej nie daję rady tego ględzenia i hałasu wytrzymać, jeszcze tylko brakuje żeby teściowa kazała nam czytać na głos swoje dramaty. Role nam przydzieli... Mama tu kupiła kawalerkę, to znaczy pomogłem jej... jak mam już dosyć przychodzę odpocząć. Chcesz? Mogę ci czasem klucz pożyczyć, pewnie też masz czasem dosyć.
    - A Ida - wyjąkał Grzegorz
    - Ida to nieodrodna córka Ignacego i Melanii. Umarła by chyba, gdyby ich nie odwiedzała pięć razy dziennie. Dobrze, że jeszcze nie można mieszkań połączyć, bo mieszkalibyśmy w jednej wielkiej rodzinie.
    - Rozumiem, a czy mógłbyś pogadać z Łucją żeby...
    -Pogadać z Łucją ! Człowieku ja się przy niej boję za dużo mówić, żeby mnie nie poprawiała co chwilę. Nie wiedziałem ze tyle błędów językowych robię. Wolę operować 24 godziny non stop niż z nią rozmawiać.
    - A czy nie moglibyście przynajmniej częściej jadać u siebie ?- spytał Grzegorz- Nie chciałbym żeby to brzmiało jakoś niegrzecznie, ale czasem chciałoby się po południu trochę ciszy.
    - Uwierz mi , że ja też lubię ciszę i chciałbym widywać teściów raz na tydzień, albo i dwa. Proponowałem Idzie kupno domu za miastem, ona nie może mieszkać daleko od rodziców i Gaby.
    - Szkoda mi mojego młodego, ten wiersz chyba był jego, tak podejrzewam
    -Twojemu młodemu mogę dać dobrą radę, niech się wyprowadza, jak najszybciej zanim się w dziadka Ignacego zmieni. A babcia Mila to mu każdą laskę wystraszy. Ciotunia Ida zresztą jej w tym pomoże.

  • sanciasancia 11.05.15, 02:58
    Sekretne życie nieobecnych mężczyzn? Fajne, tylko mam wrażenie, że dialogi trochę drętwe, chociaż z drugiej strony MM też ich napisała tak, jakby byli z drewna wystrugani.

    --
    "I think that it would have been better in the eyes of God if they had all attempted to gouge out each other's eyes with carving knives. But they were "good people."" Ford Madox Ford "The Good Soldier"
  • tt-tka 11.05.15, 08:56
    A bo oni obaj przez ostatnich kilkanascie lat prawie sie nie odzywali, to odwykli od mowienia...
  • jhbsk 12.05.15, 10:22
    Może teraz potrenują powrót do ludzkości posługującej się językiem mówionym :-)
    --
    JS
  • mika_p 10.05.15, 14:04
    Fajne, czekam na ciąg dalszy :)

    --
    http://img25.imageshack.us/img25/9809/errormr.jpg
  • oleni-a1974 13.05.15, 23:11
    Bardzo prosze, bez wzgledu na wszystko, nie zostaw nas bez zakonczenia! Boje sie zaczynac fanfikow, bo wszystkie urywaja sie w najciekawszych momentach. Jezeli krytyka czy komentarze zaczna ci przeszkadzac, to wklej od razu calosc. Nie lubie gdybac i dopowiadac sobie zakonczen. Prosze, nie dolacz do grona autorek stosujacych takie tortury:)
    --
    --:)
    Człowiek jest niedoskonały i... radzi sobie z tym doskonale.
  • czarna9610 14.05.15, 07:43
    Nie dołączę, jutro będzie kolejna część. W pracy się spiętrzyło i nie mam jak dopracować
  • czarna9610 15.05.15, 19:14
    Rodzina siedziała nadal przy stole, ale nastrój był jakiś smutny. Gabrysia cicho płakała, Ignacy krzyczał coś po łacinie , a teściowa siedziała z niezadowoloną miną. Grzegorz spojrzał z niepokojem na żone - Co się stało ?
    - Zadzwoniliśmy do Róży -wyjaśniła Natalia- okazało się że od jutra zaczyna pracę , kilka godzin w tygodniu, jakaś ekologiczna uprawa warzyw.
    - To świetnie, że Róża znalazła cos dla siebie, widziałem jak
    chętnie pomagała Florkowi i Patrycji. Gabuniu dlaczego płaczesz?
    - Bo nie przyjedzie z dziećmi na wakacje, Fryderyk powiedział, że sami sie dziecmi zajmą . Mama spytała Mili czy chcialaby żeby babcia po nią przyjechała
    - A cóka Fryderyka powiedziała , że nie chce przyjechac do Poznania, nie lubi tu być i woli zostac z rodzicami - zagrzmiał Ignacy - całkowity brak szacunku - dodał oburzony.
    - gdyby przyjechali Mila mogłaby lepiej sie nauczyć polskiego, bo robi błędy językowe, zresztą Róża i Fryderyk też - zauważyła Łusia.
    - Mam czas w wakacje mogłabym się zająć dziećmi , Pyzunia mogłaby spokojnie pracować , jeśli już musi . Zaproponowałam pomoc, pojechałabym tam na kilka tygodni , a oni podziękowali . Sami sobie poradzą, tak powiedział Fryderyk - chlipała Gabrysia.
    - Całkowity brak szacunku- grzmiał Ignacy - Fryderyk zamiast po prostu przywieźć rodzinę na wakacje do nas obiecuje dzieciom wycieczkę do Londynu.
    Grzegorz zauważył natchnioną minę szwagierki, która na pewno załapała hasło czas w wakacje
    - Gabuniu spójrz optymistycznie będziemy mieli w wakacje czas dla siebie. Może uda się wyskoczyć na kilka tygodni i odpocząć. .
    - Nie będę miała głowy, tam Pyza , dzieci, tu rodzice - Zagryzła wargi i podeszła do okna
    Laura podeszła do Gabi i zapewniła - Mamo ja nigdy tak daleko nie wyjadę , zawsze będę blisko. Niestety nieobecna duchem matka zupełnie nie zareagowała na te zapewnienia. Nadal patrzyła przez okno.
    - Miało byc takie dobre stypendium w Anglii a Róża musi iść do pracy , grzmiał Ignacy- dzieci się wynarodowią.
    - Tato to są dorośli ludzie , tłumaczył Grzegorz
    - Naprawdę nie rozumiem, czemu nie chcą na wakacje przywieźć dzieci? - dziwiła się Mila, miałyby tu świetne warunki do odpoczynku..
    Tak świetne, w pokoju z kaszlącymi dziadkami i pogadankami o Syzyfie, zwiedzaniem kościołów i uczeniem wierszyka, że nie rzucim ziemi, pomyślał Stryba.
    - Tęsknię za Pyzą i brakuje mi jej - wyznała Gabrysia . - Tak bardzo bym chciała, żeby mieszkała blisko
    Po kilku próbach zwrócenia na siebie i Adama uwagi Laura nie wytrzymała i powiedziała dość zimnym tonem
    - Naprawdę widzę, że w tej rodzinie trzeba emigrować, żeby być kochaną córką i wnuczką ! Jest jak zwykle, wszyscy kochają Pyzę i tęsknią za nią, a mną nikt się nie zainteresuje !
    Grzegorza to nie zdziwiło, znał teatralne mozliwości Tygrysa.
    - Wnuczko ma cum debita reverentia... - zaczął Ignacy
    - Właśnie mam rację ! I szacunek nie ma tu nic do rzeczy ! - krzyczała histerycznie Laura.
    - Wszyscy tęsknicie za Różą, taka dobra, wspaniała, i nic nie szkodzi, że studia rzuciła. Nic was nie obchodzę.
    - Nie histeryzuj, byliśmy dziś przecież na koncercie - opowiedziała jej babcia.
    - Tak, bo wam wypadało i was o to prosiłam. Może jednak powinniśmy z Adamem wyemigrować, może wtedy mama by też tak czekała , aż łaskawie zadzwonię ! Chodźmy Adam, nic tu po nas.
    Laura ubrała płaszcz i wyszła , za nią wybiegł Adam. Ida otworzyła usta, jakby chciała skomentować sytuację, ale chyba po raz pierwszy zabrakło jej słów. Kazik usmarował sobie twarz i bluzę polewą do murzynka, ale nikt na to nie zwracał uwagi.
    - Co ją ugryzło ? spytał zdziwiony zachowaniem siostry Ignacy Grzegorz.
    Gabriela spoglądała na wszystkich smutnym i bezradnym wzrokiem.
    - Nie przejmujcie się , do jutra jej przejdzie - oświadczyła Melania Borejko.
    Natalia z Robertem zabrali dzieci i wyszli do domu. Reszta rodziny przeszła do kuchni. Ignacy nadal robił krytykował Anglie i Fryderyka, astrofizyke przy okazji tez. Józinek i Ida słuchali go uważnie, od czasu do czasu podrzucajac jakieś zdanie.
    Ignacy Grzegorz schował się w swoim pokoju. Łusia wyglądała przez okno z obrażoną miną, bo kuzyn nie chciał z nią rozmawiać.
    Teściowa Grzegorza weszła w kuchni, włączyłą lapptop i coś pisała z zaciśniętymi ustami. Gabrysia cierpiała w milczeniu udając , że czyta książkę.
    Nic tu po mnie, pomyślał Grzegorz i poszedł wyprowadzić na spacer Czemka
  • gat45 16.05.15, 08:03
    Chwileczkę, bo zaczynam się gubić:

    - Całkowity brak szacunku- grzmiał Ignacy - Fryderyk zamiast po prostu przywieźć rodzinę na wakacje do nas obiecuje dzieciom wycieczkę do Londynu.
    Grzegorz zauważył natchnioną minę szwagierki, która na pewno załapała hasło czas w wakacje


    Której szwagierki i o jakie natchnienie chodzi ? Czy to Natalia rozmarzyła się na myśl o wakacjach, czy Ida coś knuje po swojemu ?
  • czarna9610 07.06.15, 20:33
    Poniedziałek świąteczny trudno byłoby nazwać radosnym. Mila i Ignacy od rana coś szeptali w swoim pokoju. Gabriela czytała pijąc herbatę. Nie dała się wyciągnać na poranny spacer . Ignaś spał, albo udawał że śpi. Grzegorz szybko wypił poranną kawę i wyszedł . Czemko jak zwykle ucieszył się na widok tymczasowego opiekuna. Kilka razy podskoczył i wykonał szalony taniec ogona. Wyszli z domu i skierowali się w stronę ulubionego skwerku. Narzeczona Czemka już się bawiła i biegała wokół krzaczków. Pani Kory tym razem w płaszczu niesamowicie niebieskim paliła papierosa. Na uszach miała słuchawki. Zespól Saxon, zdziwił się Stryba, kiedy podszedł nieco bliżej, prędzej by się spodziewał Grechuty, ewentualnie Antoniny Krzysztoń.
    Pani dziś była w nastroju bardziej towarzyskim, schowała słuchawki do kieszeni, opowiadała, że Kora wczoraj miała wycieczkę i biegała nad jeziorem w Ostrorogu i w końcu się trochę zmęczyła. Dwa razy nawet weszła do wody. Nawet wieczorny spacer skróciła, tylko raz siknęła i od razu chciała do domu, śmiała się opowiadając .Szkoda że nie ma czasu częściej jej tak pomęczyć.
    Po Korze nie było widać wczorajszego zmęczenia, skakała i biegała w kółko, Czemko czasami za nią nadążał, wiec zatrzymywał się i gniewnie szczekał.
    - Kora jak on na ciebie krzyczy, ty na niego też - śmiała się pani.
    Gdyby, ktoś mi powiedział, że spacer z psem będzie najmilszym akcentem światecznego dnia nie uwierzyłbym, myślał Grzegorz odprowadzajac Czemka. Szkoda,że Jarek dziś wraca. Miał przez chwile ochotę zapakować psa do samochodu i pojechać choćby do tego Ostroroga, pies by się wybiegał, on by odpoczął. Może nad wodą z dala od teściów dałoby się Gabuni wytłumaczyć, że Róża jest już dawno dorosła i namówić na jakiś wakacyjny wypad.
    Kretynie o czym marzysz, skarcił sam siebie, musisz być na rodzinnym obiedzie.
    - Co ja widzę Grzegorz kupiłeś psa ?- obok niego stał ojciec ze stryjkiem
    - Ale synu chyba nie pozwalasz, żeby teść gadał do psa po łacinie ?- spytał Metody.
    - Pies kolegi, opiekuję się nim, nie mamy warunków na psa. Przecież wiesz tato - wyjaśniał Grzegorz
    - I tak pozwolili ci wyjść w święta żeby zająć się psem ?- dziwił się Metody
    - Oj tato ...
    -Jakie oj tato, mam kilku wspólnych znajomych z twoimi teściami.
    - Kowalik założył się kiedyś o koniak, że nie wytrzymasz 10 lat... przegrał, ale jest pełen podziwu dla ciebie, - zdradził Cyrylek
    - Musze wytrzymać- wyrwało się Strybie
    - Musisz ? No tak, cały ty, dobry był ten koniak, choć jak tak patrzę, to wolałbym przegrać -westchnął Metody.
    -Grzesiu, a czy wiesz po co ludzie wymyślili telefony komórkowe ? - spytał Cyryl.
    Stryba spojrzał zdziwiony - A wujek jest za czy przeciw ?
    - Oj Grzesiu niby jesteś taki mądry, a nie rozumiesz, twój pokój jest wolny, kiedy masz już dość -zaczął stryj.
    - Ględzenia teścia i wymądrzania teściowej - dodał Metody
    -Wysyłasz sms do któregoś z nas - ciągnął Cyryl - i po chwili my dzwonimy,że potrzebujemy twojej pomocy. Przyjdziesz, odpoczniesz, poczytasz w ciszy i spokoju.
    - Film obejrzysz- dodał Metody- słyszałem, że u Borejków telewizja nadal jest zakazana
    Grzegorz najpierw chciał powiedzieć, że nie ma potrzeby - to nie jest tak, jak myślicie, zaczął.
    - Synu to luźna propozycja .
    - Nawet psa przygarniemy, żebyś go mógł od czasu do czasu wyprowadzać- proponował Cyryl
    - Czekamy- powiedział Metody.

  • dakota77 07.06.15, 20:51
    Saxon, jak fajnie :) I jak milo spotkac Cyryla i Metodego :) I to jeszcze jako podwojny glos rozsadku ;-)
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • czarna9610 07.06.15, 20:53
    To był najmniej świąteczny obiad w rodzinie. Atmosfera nieco przypominała stypę. Laura nie przyszła. Gabi siedziała smutna, teściowie obrażeni. Natalia pocieszała siostrę i zapewniała, że za rok na pewno Róża przyjedzie z dziećmi. Grzegorz zaproponował żonie, żeby wykorzystała wakacje i zrobiła coś dla siebie. Może by napisała na przykład książeczkę dla dzieci o filozofach starożytnych, na pewno Róża przeczyta ją chętnie swoim dzieciom.
    - Zawsze ubolewałaś, że dzieci coraz mniej znają historię starożytną, mogłabyś to napisać w formie zabawnych opowiadań. Na pewno by się spodobało. O Gabuniu mogłabyś to zadedykować swoim wnukom, - zachęcał żonę do swojego pomysłu.
    - Daj spokój Grzesiu- łzawo odpowiedziała Gabriela -nie będę miała do tego głowy.
    - Gabrysi nalezy się w wakacje odpoczynek- stwierdziła Ida
    - Oczywiście że nalezy - poparła ją teściowa
    Grzegorz wiedział, że jeśli Gabi zostanie w domu jej odpoczynek będzie polegał na gotowaniu obiadów i pilnowaniu Kazika. Tak bardzo chciał jej tego zaoszczędzić, tylko nie bardzo wiedział jak to zrobić. Wyjazd nie ma sensu, będzie prawie bez przerwy wisiała na telefonie. O ile by się na ten wyjazd zgodziła
    - Gabi twój mąż ma rację - poparła go nieoczekiwanie ciotka Felicja - Powinnaś coś zrobić dla siebie, jakaś publikacja naukowa, czy tłumaczenia. Dzieci dorosły masz czas dla siebie.
    - Moja córka pracuje wystarczająco dużo- powiedziała Melania.
    Goście jedli niewiele. Było cicho, nikt nie miał ochoty na rozmowę. Po jakimś czasie Marek Pałys powiedział że musi iść do szpitala i zobaczyć jak się czuje jeden z niedawno operowanych pacjentów.
    - My też się zbieramy, koń nadal choruje i po południu ma przyjechać weterynarz - powiedziała Patrycja.
    Dziś nikt ich nie zatrzymywał .
    Grzegorz zaoferował, że odwiezie do domu ciotkę Felicję i wujka Józka.
    Potem wyszedł z Czemko na spacer, jak wrócił wspólnie obejrzeli świąteczną komedię i wiadomości. Po wiadomościach poszli na kolejny spacer.
    - Ech stary nawet nie wiesz jak przy tobie odpoczywam - mówił głaskając psa- uratowałeś mi święta normalnie.
    Czemko zamachał ogonem, jakby chciał powiedzieć ze przecież doskonale wie. Biegał po skwerku, szczekał na jakiegoś wyżła.
    Stryba obserwował jak jakiś pies biega za rzucanym patykiem. Tak dla żartu rzucił patyk i zawołał
    - Aport !
    Pies przyniósł patyk raz , drugi bawili się kilka minut. w końcu dał znać iż już ma tej zabawy dosyć, w końcu ile można biegać.
  • tt-tka 07.06.15, 23:23
    "dobry byl ten koniak, ale wolalbym przegrac" - jesli to powiedzial zlosliwy i zawsze zadowolony Metody, to nie chce sobie wyobrazac , jak wyglada Grzegorz...

    Nie zebym sie wtracala w fabule, ale moze grzes wezmie sie za pisanie ksiazeczek dla dzieci ? Bajek informatycznych ? Moglby je zadedykowac "psu, dzieki ktoremu moglem odpoczac od moich tesciow" .-)
    jakim cudem to malzenstwo jeszcze istnieje ?
  • vi_san 07.06.15, 23:37
    Jedna mała uwaga, na prawdę maleńka! Nikt o Gabrysi nie mówi "Gabi". Tylko Gaba.
    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 07.06.15, 23:48
    A skad wiesz, jak o niej mowi Grzegorz, skoro nie slyszymy go od wielu lat ? dopiero w fanfiku przemowil...
  • czarna9610 08.06.15, 08:18
    Mógłby raz na jakiś czas powiedzieć - Moja Aspazjo z Miletu. To by było tak i miło a także nawiązywało do starożytności.
  • tt-tka 08.06.15, 09:03
    Milo, ale klamliwie :-) , Aspazja byla i piekna, i charakterna
    No, ale moze z Grzesia komplemenciarz. Utajniony.
  • zla.m 08.06.15, 09:20
    Stawiam na Gabrysiu... - czułe i nieco bezradne.

    A fanfik świetny, akcja się toczy niby spokojnie, a pod spodem rozmaite przeciwstawne prądy i nurty. Super.

    --
    5/4 Polaków nie zna się na ułamkach.
  • vi_san 08.06.15, 12:03
    Grzegorz by mógł. Ale "Gabi" mówi narrator. A nie jest to ff pisany w pierwszej osobie "jakby" przez Grzegorza... :)
    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • czarna9610 07.08.15, 21:53
    Stryba powoli wracał ze spaceru. Czemko szedł obok i wąchał wszystko co się dało. Grzegorz nie poganiał go. Z rozbawieniem zerkał jak pies obwąchuje krzak z każdej strony, jakby się zastanawiał kto tu przedtem przechodził ? Samochód Piotrka stał już pod kamienicą.
    - Cześć Grzesiu ! Jak się sprawował nasz maluch ? Grzeczny był ?- dopytywał
    - Był idealny , wspaniale się nam razem spacerowało , możecie wyjechać jeszcze na kilka dni jeśli chcecie - zaśmiał się Stryba - Chyba będzie mi go teraz brakowało.
    - Ania słyszysz mamy nianię dla psa - zawołał Piotrek.

    Grzegorz wrócił do domu . jak zwykle wszyscy siedzieli w kuchni . Teściowie, żona i Ida ze swoimi dzieciakami. Po co Markowi ta kawalerka, jeśli i tak oni tu siedzą prawie cały dzień, pomyślał. Wszedł do kuchni. Ida opowiadała o ciężkiej pracy lekarzy i jadła ciasto. Melania przygotowywała kanapki dla Kazika . Gabrysia piła herbatę z ulubionego kubka i zerkała z rozczuleniem na czytającego " Poetykę"Ignacego Grzegorza .
    - Jesteś już Grzesiu ? Herbatki ?
    - Tak proszę. Piotrek obiecał przesłać mi na pocztę zdjęcia z Białowieży. Może miałabyś ochotę je obejrzeć ? Podobno fantastyczny hotel, może wyskoczylibyśmy tam w maju ?
    - Nie wiem czy to dobry pomysł, wtrąciła Ida . Może być chłodno, na dodatek dużo roślin w maju kwitnie. Jeśli któreś z was jest uczulone, to możecie się rozchorować .
    - Mądrze córko mówisz , powiedział Ignacy Borejko - Zresztą co może być ciekawego w oglądaniu dzikich zwierząt w zimnym lesie.
    - Grzesiu w maju raczej nie damy rady. Laura dawno już opowiadała , że będzie występować w katedrze 3 maja. Powinniśmy tam być.
    - Łusia , tez tam będzie deklamować , - dodał Józinek
    - No a w następny weekend maja ? spytał Stryba
    - Grzesiu zapomniałeś mamy bilety do teatru , idziemy wszyscy ...
    No tak znowu trzeba będzie zachwycać finezją dialogów Kal Amburki przypomniał sobie Grzegorz.
    - Mam sympozjum w trzecią sobotę maja, przypomniała Ida - mam nadzieję Gabrysiu, że poradzicie sobie z mamą z Kazikiem ?
    - Na pewno sobie poradzimy , zapewniła Melania z łagodnym uśmiechem .
    Wyszło jak zwykle, pomyślał Grzegorz, mogę sobie co najwyżej pojechać za miasto na kawę do Florka i Patrycji.
  • gat45 11.05.15, 09:16
    Pisz dalej, proszę !
    Uwielbiam fanfiki.
  • seidhee 13.05.15, 10:48
    Bardzo mi się podobają Twoje pomysły fabularne :)
    Interpunkcja troszkę szwankuje i to utrudnia czasem czytanie.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/9f7j82c3q67xklrz.png
  • yoma 21.05.15, 16:53
    I, błagam, ZAŁOŻYŁA płaszcz, Laura znaczy...
    --
    Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
  • gat45 08.06.15, 09:28
    Odkryłam właśnie Ewę Ostrowską, której Ty pewnie czytać nie jesteś w stanie, bo tam ktoś ciągle ubiera jakąś część przyodziewku.
    Trochę mnie to razi, ale bez porównania mniej niż częsty biernik po przeczeniu. A szkoda, bo baba pisze z pazurem. Podoba mi się. Nawet chyba bardzo.
  • gat45 08.06.15, 09:20
    Bardzo fajny jest ten Grzegorz z psem. Inni także. Strasznie miło się to czyta.
    Pisz dalej, koniecznie !!!!
  • czarna9610 07.08.15, 22:26
    Łusia powiedziała, że chce iść już do domu, bo czuje się nieco zmęczona. Ida podała jej talerz z resztką sałatki jarzynowej i pieczeni.
    - To przy okazji zanieś tacie kolację - powiedziała.
    No proszę za słona i za pikantna sałatka na kolację i to dla lekarza, pomyślał Grzegorz. Myślałem że trochę dla mnie zostanie. Widać szwagierka dba o moje zdrowie , sama dużo zjadła a resztę zaniesie mężowi.
    - Gabrysiu, to obejrzymy te foty ?- spytał
    - Jutro Grzesiu , posiedźmy tutaj, tata tak fantastycznie opowiada o jak Rzymianie gotowali .
    Grzegorz został , zrobił sobie kolejną herbatę i udawał że słucha. Nie miał złudzeń, że uda mu się wtrącić do rozmowy choć kilka słów. Ignacy mówił a Gabrysia i teściowa prześcigały się która pierwsza odgadnie autora cytatu.
    A może to cecha genetyczna Borejków, zastanowił się. Każdy w tej rodzinie od chwili urodzenia zna łacinę i grekę, a w okolicach podstawówki zna wszystkie łacińskie maksymy i ich autorów. Aż dziwne, że Róża studiowała astronomię, zamiast filologii klasycznej . Ciekawe czy poszła na te studia bo ją zainteresował wszechświat, czy dlatego, że tak zdecydował ten chłopak. Może trzeba było z dziewczyną porozmawiać wtedy zamyślił się. Może te nieudane studia Pyzy to również nasza wina .Powinniśmy więcej z nią rozmawiać , nigdy nie pytałem co ją interesuje, co chciałaby robić. Gabrysia chyba też nie pytała, to był błąd. Z Elą też nie rozmawiałem, pomyślał. Szkoda, ale może lubi swoje życie.
    A czy Gabrysia lubi, to co robi ? Czy nie wolałaby mieć cukierni, czy na przykład być trenerką koszykówki. Może tylko dlatego została filologiem klasycznym , żeby kontynuować tradycję rodzinną, albo bo po prostu to były dla niej najłatwiejsze studia ? Dosyć tych rozważań na dziś, zdecydował.
    Ignacy oderwał się od starożytnych Rzymian i zaczął jeść kolację. Tymczasem Ida zaczęła dopytywać czy Laura zadzwoniła i przeprosiła.
    - Bo ty zawsze jesteś za łagodna , - krytykowała - i dziewczynom brak było dyscypliny. Na wszystko im pozwalałaś. teraz sama widzisz, jedna się obraziła a Pyza nie chce nawet przyjechać na wakacje.
    Po wygłoszeniu swojej tezy szwagierka razem z resztą swojej rodziny poszła w końcu do siebie. Gabi siedziała smutna, teściowie milczeli.
    - Gabuniu, tak sobie pomyślałem - zaczął Grzegorz - może byśmy kupili telewizor. Zobacz dzieci lubią oglądać bajki. Być może mała Mila chętniej by przyjechała gdyby wiedziała że będzie miała więcej rozrywek .
    - Nie to jest bardzo zły pomysł - zaczęła teściowa. - Przecież teraz nie ma w telewizji nic ciekawego. Wszyscy mówią, że te nowe bajki dla dzieci są niepedagogiczne i bez wartości .
    - Masz rację Milu - powiedział Ignacy - potrafię zabawić wnuki bez pomocy telewizora.


  • czarna9610 07.08.15, 23:28
    W kuchni znowu zrobiło się głośno . Borejkowie dyskutowali o szkodliwym wpływie telewizji na umysł dziecka. Gabriela się zgadzała z nimi. Przy okazji skrytykowali wszystkie stacje telewizyjne.
    Grzegorz wymknął się po cichu do pokoju. Włączył laptop, poczytał wiadomości na kilku portalach, potem obejrzał zdjęcia z Białowieży. Dobrze, by było choć na dwa dni wyrwać się z domu, nie słuchać wymądrzania się teściowej i teścia. No tak, tylko żona widocznie nie potrafi przeżyć dwóch dni bez rodziców i siostry. Zawsze mogłoby być gorzej , stwierdził. Dobrze że Natalia i Patrycja nie przychodzą tu zaraz po pracy i nie siedzą do późnego wieczora. Ciekawe czy Florian i Robert by tu siedzieli z nimi ? Może by też uciekali jak Marek. A może też trzeba stworzyć sobie takie miejsce, pomyślał.
    Przypomniała mu się poranna rozmowa z ojcem i stryjem. Postanowił, że jutro zadzwoni z pracy do ojca. Jeśli proponowali na serio, że może od czasu do czasu u nich sobie odpocząć. Nic się nie stanie, jak raz na jakiś czas posiedzę sobie w swoim dawnym pokoju . Oni chyba nawet nie zauważą, że mnie raz czy dwa razy w tygodniu nie ma przez kilka godzin. Kupię sobie mały telewizor, postanowił. Zresztą powinienem częściej odwiedzać ojca i stryja. W końcu spokojnie bez wtrącających się Borejków, będę mógł przez skype pogadać z Elą.
    To będzie takie chwilowe rozwiązanie, pomyślał. Może kiedyś Gabriela da się namówić na jakiś wyjazd, czy nawet kupno własnego mieszkania. Może kiedyś Idzie się znudzi suterena i wyprowadzi się gdzieś na drugi koniec miasta, rozmarzył się.
    Teść przeniósł się do pokoju i włączył Mozarta. Gabrysia kończyła sprzątanie kuchni. Już po Wielkanocy, pomyślał Grzegorz. Całkiem udanej Wielkanocy, stwierdził. Poznał sekret Marka i na dodatek to spotkanie z ojcem. Sięgnął po komórkę i obejrzał zdjęcia, które zrobił Czemko w czasie spaceru. Chyba powinienem mu kupić dużą kość zasłużył sobie, pomyślał.
    Koniec


  • pijany_zajac 08.08.15, 00:50
    Jak to "koniec"? Właśnie polubiłem Grzegorza i mam się więcej nie dowiedzieć co z nim dalej? Nie robi się tego swoim czytelnikom. Żądać niczego nie mogę, wobec tego uniżenie proszę o kontynuację fanfika. Mogę zasponsorować worek kości dla Czemki. I cyjanek dla Melanii.
  • tt-tka 08.08.15, 16:32
    No tak, juz po Wielkanocy, ale troche szkoda, ze koniec...Chcialoby sie wiedziec, co Mareczek naprawde robi/bedzie robic w tej swojej tajnej kawalerce, jak czesto Grzes bedzie sie urywac i czy ktoregos dnia nie zapomni wrocic na Roosevelta :-), czy pojawi sie w rodzinie (Strybow) pies, moze nawet alfa egzemplarz, ktory zacznie rozstawiac wszystkich po katach...
    Boszsz, jak ja bym chciala poczytac o zwierzaku, ktory ponurym wyciem zaglusza perory Ignaca, wpada pod nogi, kasa Jozwe i przegania od biurka Ignasia, kazac sie wyprowadzic na spacer !
  • czarna9610 08.08.15, 17:55
    Za przeproszeniem, :D zwierzaki to delikatne stworzenia i muszą mieć spokój . Na dodatek każdy z moich czworonogów pilnował lodówki. i jakby Ida z rodziną mogła wpadać na obiady i kolacje
  • tt-tka 08.08.15, 21:02
    czarna9610 napisała:

    > Za przeproszeniem, :D zwierzaki to delikatne stworzenia i muszą mieć spokój .
    > Na dodatek każdy z moich czworonogów pilnował lodówki. i jakby Ida z rodziną m
    > ogła wpadać na obiady i kolacje

    Moze Palysy zaczelyby wreszcie jesc u siebie ?
    A na psychopatyczna rodzine - psychopatyczny pies. Taki, ktory ustawilby to bractwo do pionu, a w razie potrzeby porozstawial po katach. Chociaz faktycznie, szkoda zwierzaka...
  • dakota77 09.08.15, 14:27
    No może się nie rozpędzajmy, niezaleznie od tego, co się sadzi o Jozwie, pies nie może gryzc domownikow.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • tt-tka 10.08.15, 00:00
    Scisle rzecz biorac Jozwa nie jest domownikiem...
    Przy okazji - nigdy nie mialam psa, niech mnie ktos objasni - jaka jest/powinna byc prawidlowa reakcja psa (normalnego psa) na akt czynnej agresji wobec kogos ze stada ? Np wtedy, gdy Jozwa dusil Ignasia mopem ?
  • zla.m 10.08.15, 09:12
    Zależy od psa. :)

    A poważnie - duże psy zwykle znają swoją siłę, jak będzie traktował Jożina jak "swojego", a walkę jak "tarmoszenie się szczeniaków" to może obszczekać, ewentualnie spróbować rozdzielić łagodnie (najwyżej niechcący zębem zahaczy) albo warknąć ostrzegawczo. Jak uzna, że to atak - może być groźnie, ale zwykle normalne psy przestają atakować, jeśli się poddać - położyć, odsunąć, "pokazać brzuch".
    Mniejsze psy (nie yorki, takie powiedzmy 1/2 albo 2/3 rozmiarów wilczura) często nadrabiają swój rozmiar większą wojowniczością (co nie znaczy, że są agresywne same z siebie, ale zaczepiane nie mają cierpliwości dużych) i znowu - zależy jak pies traktuje Pałysów: jak swoich, to w sumie jak wyżej; jeśli jak obcych - to może potraktować ostrzej niż duży, być bardziej zdecydowany w obronie.

    Przy czym - mówię o psach "normalnych", nie jakoś specjalnie agresywnych albo mających przykre historie w życiorysie, bo te mogą być nieobliczalne.

    --
    Myślałam, że mam ADHD, ale okazało się, że to wszyscy wokół mnie są, k*rwa, nudni.
  • czarna9610 10.08.15, 13:40
    Moje dwa psy broniły. Nawet czasem dla zabawy udawałam że tarmoszę Młodą to pies bronił Młodej, jak młoda udawała ze mnie bije pies bronił mnie. W końcu w stadzie nie powinno być bójek.
  • gat45 10.08.15, 16:33
    Moje wielkie bydlę nie znosi tarmoszenia w stadzie, chyba że z jego udziałem, bo wtedy wie na pewno, że to zabawa. Rozdziela samą masą, wciska się pomiędzy dwie tarmoszące się strony. Siła spokoju.
    Zupełnie inaczej reaguje, kiedy ktoś na mnie podniesie głos. O, wtedy z dobrodusznego pluszaka robi się niebezpieczny pies : uszy tuli tak, że praktycznie łączą mu się na zjeżonym karku, pokazuje komplecik zębów godny rekina i warczy jak eskadra helikopterów bojowych. Co dalej - nie wiem, bo na szczęście nigdy nie było dalej. I mam nadzieję, że nigdy się nie dowiem. Psisko wzięte ze schroniska w wieku dojrzałym, łagodne z natury, ale nie znam do końca wszystkich jego reakcji, choć bardzo nad tym pracuję. Nie mogę jednak stwarzać dobrowolnie sytuacji ataku na mnie, żeby się przekonać, co mój pieseczek zrobi : zagryzie na śmierć, dotkliwie pogryzie, czy podwinie ogon i ucieknie ? Czyli chwała Bogu, że wygląda tak straszliwie groźnie, bo agresywnym osobom adrenalina przemieszcza się z kierunku "atak" na kierunek "strach" na sam widok jego szerokiego uśmiechu. Ale po każdym takim przypadku pies bardzo długo dochodzi do siebie : nie odstępuje mnie na krok, pilnuje i w ogóle denerwuje się strasznie.
    .
  • pijany_zajac 08.08.15, 00:53
    Przygnębiająca scena, w której Mila gasi Grzesia jak peta na dworcu, a Gaba przygląda się temu bez słowa komentarza. Najgorsze jest to, że to nie fikcja literacka. Takie układy symbiotyczne córka-matka zdarzają się w życiu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka