Dodaj do ulubionych

Błękitny Szalet (nie mylić z tojtojką)

27.11.15, 01:12
Ten cholerny maszpański szalet męczył mnie od dawna mglistym uczuciem deja-vu. No gdzie ja już coś takiego... tylko mniej idiotycznego...
No i wreszcie Chłopcy Z Dołu wypuścili flarę.
"Błękitny Zamek"! Szalet Maszpański przypomina mocno dom Eddiego Snaitha na wysepce. Oba drewniane, składające się z salonu i sypialni plus kuchnia plus łazienka/Izba Sinobrodego, oba pod wielkimi drzewami iglastymi (dwie stare sosny u Montgomery, stary świerk u Musierowicz), tyle, że dom Eddiego nie był rozmiarów idiotycznie małych. Do tego ten Maszpan - zaklinacz sarenek, wożący Laurę po zaśnieżonych puszczach...

Szkoda tylko, że Laura nie zbuntowała się i nie wyłamała spod presji swojej koszmarnej rodziny, tak, jak uczyniła to Joanna.
--
Wiedźma
To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
http://archiwumpanahyde.laa.pl/
Edytor zaawansowany
  • ciotka_scholastyka 27.11.15, 09:17
    Hmm, coś w tym jest, tyle że MM wyszła straszna parodia tego domku (i w pomyśle, i w opisie). Szkoda, bo gdyby Adam kupił kawałek ziemi gdzieś w lesie i zbudował na nim dom, a nie postawił chatkę z resztek na środku plantacji (to nawet brzmi okropnie), to te wszystkie zachwyty byłyby uzasadnione. A i krytycznym czytelniczkom by się to podobało (choć pewnie i tu wynalazłyby sobie coś do czepiania się).
    A w takim domku Eddiego to sama chętnie bym zamieszkała, nawiasem mówiąc.
  • kanga_roo 27.11.15, 09:34
    och, dom Eddiego i ogólnie Mistawis to jedno z moich ulubionych miejsc :-)
    jakoś ta budka na plantacji kompletnie mi się nie kojarzy, dla mnie Laury szalet to taki drewniany domek jak w ośrodku wypoczynkowym, wiecie, taki z boazerii. o taki:
    www.ustacha.pl/oferta-ustacha/
  • kanga_roo 27.11.15, 09:35
    aha, wiecie, nie zamierzałam robić Stachowi reklamy. po prostu stamtąd kojarzyłam takie boazeriowe domki :-)
  • tt-tka 27.11.15, 09:58
    " nie zamierzalam robic Stachowi reklamy"
    Nie zamierzalas, ale zrobilas :-), naprawde mam ochote tam zajrzec !

    Tyle ze domki, poza tym ze urocze, sa wypoczynkowe. Sezonowe. Nie ma koniecznosci pomieszczenia tam wszystkiego, co czlowiek zwykle miewa w domu. Garderoby na kazda pore roku, zapasow poscieli, ksiazek, mlotka, zapasowych zarowek, zabawek, lozeczka dziecinnego...i tak dalej.
  • neandertalka 30.11.15, 16:30
    Ależ zrobiłaś! I bardzo dobrze :-) Cudny domek! Dwernik, jedna z miejscowości, na bieszczadzkich szlakach, które się złaziło za czasów studenckich i nieco później... #nostalgia
  • dakota77 27.11.15, 09:45
    Ja tez bardzo lubie te opisy :) Widoki z domku, ich wieczory przy kominku i wloczegi po jeziorze i lasach :)
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • dakota77 27.11.15, 09:43
    No ale wlasnie rozmiar jest zasadnicza roznica :) Tamten nie byl rozmiarow slawojki, z opisow sprawial wrazenie bardzo wygodnego.
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • kkokos 27.11.15, 18:18
    no ale hasło "dom na wyspie" to raczej synonim luksusu, a domek z resztek na plantacji to jest to, do czego namawiamy nasze czytelniczki z duszami zatrutymi prymitywnym konsumpcjonizmem.
  • kkokos 27.11.15, 18:18
    a wszak idea liczy się najbardziej!
  • slotna 27.11.15, 21:23
    Po tytule sie domyslilam, co bedzie w tym watku. Protestuje! Dom Snaitha byl normalnym, solidnym domem. Bardzo lubie "Blekitny zamek". I "Dzban ciotky Becky".

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • neandertalka 30.11.15, 16:33
    "Dzban ciotki Becky"? Też Montgomery? A to nie znam. He he, mam fajną (tak się spodziewam) książkę do przeczytania :-)
  • vi_san 30.11.15, 20:30
    "Dzban ciotki Becky" tłumaczony też jako "W pajęczynie życia". Ja wolę to drugie tłumaczenie. Bardzo fajna książka.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • vi_san 27.11.15, 22:05
    Jest jeszcze jedna kwestia: dom Eddiego nie stał na środku DOCHODOWEJ plantacji czegokolwiek! Ileż miliardów razy logiczniejsze byłoby gdyby MM napisała np coś w rodzaju "Pan Fidelis senior w prezencie ślubnym dał młodym kawałek ziemi, ZA plantacją iglaków [które subtelnie i taktownie oddzieliły młode stadło od chałupy rodziców]. Na spłachetku tym rósł przepiękny, dwustuletni [trzystu, ośmiuset, tysiąc - letni, czy ile tam sobie autorka zażyczy] świerk/dąb/buk/modrzew/czort wie co, więc Jadam długo konferował z architektem, by budowa domu nijak nie naruszyła drzewa. Domek więc stanął parterowy, prosty, nieduży, ocieniony częściowo przez rozłożyste drzewo. Budowa i dowóz materiałów na tąże nie nastręczały zbytnich problemów, jako że działka przylegała do drogi, prowadzącej do leżącej niedaleko leśniczówki." I byłoby git. Mały domeczek - bo ma się zmieścić pod konarami dębu czy tam jawora. Parterowy. Budowa bez rozjeżdżania iglaków na plantacji. Możliwość podłączenia elektryczności itp.
    Poza tym o ile wiem, za czasów Eddiego Snaitha normy budowlane były ciut inne, przepisy sanepidu też, wykopanie szamba nie stanowiło problemu itd.
    A na koniec Eddie nie traktował Joanny/Valancy jak kretynki konkursowej. I nie wyobrażam sobie, żeby usiłował ją szorować mydłem, bo się ośmieliła rozryczeć...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • bupu 27.11.15, 23:15
    Ależ no oczywiście, zgadzam się ze wszystkim co powyżej. Szalet jest stuprocentowo idiotyczny zarówno z uwagi na umiejscowienie i na rozmiary. Stwierdzam tylko, że wyczuwam lekką nutkę inspiracji domostwem Edwarda.

    Tak przy okazji, nie wiem czy wiecie, ale iglaki na plantacjach też się opryskuje, bo grzyby i robale tylko czyhają. Zatem nie wróżę zbyt długiego żywota lokatorom domku, położonego centralnie w jej środku. Pestycydy powinny ich wydusić w krótkich abcugach.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • vi_san 27.11.15, 23:38
    Dodatkowo dom na Mistawis był niewielki, ale nie do tego stopnia, żeby Eddie wkładając marynarkę walił łokciem małżonkę w zęby, żeby jedynym blatem do dyspozycji był ROZKŁADANY stół [nie, nie w sensie - rozłożony stanowi podstawę posiłku na 24 osoby, tylko przyśrubowany do ściany i rozkładany w miarę potrzeby z braku miejsca!!!]... No i jednak Eddie nie wycinał laubzegą aniołków - trębaczy w okiennicach...
    Ale tam wyduszą! Oni się już rozmnażają. Wreszcie, znaczy się. Lura mówi to w tajemnicy mamuni ]cholera ją wie czemu w tajemnicy, wywołując mamunię z pomieszczenia]. Na doadtek ogólne wrażenie [moje - być może błędne] jest takie, jakby oni z Jadamem od kilku lat co najmniej się o dziecię starali i bez skutków, jakby podejmowała wielokrotne leczenie, włącznie z zapalaniem świeczek przed ołtarzem Matki Boskiej Nowogródzkiej... A tymczasem są... Niespełna rok po ślubie, doprawdy, strrraszne, że dopiero. :D

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • bupu 27.11.15, 23:55
    vi_san napisała:

    > Dodatkowo dom na Mistawis był niewielki, ale nie do tego stopnia, żeby Eddie wk
    > ładając marynarkę walił łokciem małżonkę w zęby, żeby jedynym blatem do dyspozy
    > cji był ROZKŁADANY stół [nie, nie w sensie - rozłożony stanowi podstawę posiłku
    > na 24 osoby, tylko przyśrubowany do ściany i rozkładany w miarę potrzeby z bra
    > ku miejsca!!!]... No i jednak Eddie nie wycinał laubzegą aniołków - trębaczy w
    > okiennicach...

    Ale miał w bawialni okno wykuszowe z witrażem ze starego kościółka! Pamięta ktoś czy byli na nim anieli?
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • vi_san 28.11.15, 02:01
    Ale osobiście to może ów witrażyk z kościółka do domu przytaskał, nie ... Jak się nazywa konstruowanie witraży? Lutowanie? Spawanie? Sklejanie? W każdym razie ów witraż nie był dziełem rąk jego pisarskich. A tu mamy ogrodnika, muzykoznawcę, nauczyciela i stolarza w jednym.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • turzyca 29.11.15, 21:24
    . A tu mamy ogrodnika, muzykoznaw
    > cę, nauczyciela i stolarza w jednym.
    >

    Oj nie przesadzajmy, ostatnio pozyczalam wyrzynarke od informatyczki z wyksztalcenia utrzymujacej sie z prowadzenia czterech chorow, a wyrzynali nia biochemik na spolke z protetyczka. Wyrzynarke oddawalismy nie wlascicielce, ale jej corce, logopedce i harfistce.
    --
    Pani Grzyb tlumaczy
  • neandertalka 30.11.15, 16:39
    "Oj nie przesadzajmy, ostatnio pozyczalam wyrzynarke od informatyczki z wyksztalcenia utrzymujacej sie z prowadzenia czterech chorow, a wyrzynali nia biochemik na spolke z protetyczka. Wyrzynarke oddawalismy nie wlascicielce, ale jej corce, logopedce i harfistce. "

    Och, śliczne :-)
    Ja mam koleżanko-sąsiadkę, sekretarkę z zawodu, która z upodobaniem przeprowadza własnoręcznie remonty domu. Niestraszna jej ani wiertarka, ani kładzenie tapety, ani klejenie płytek w łazience. Więc co tam laubzega dla nauczyciela...
  • ciotka_scholastyka 30.11.15, 10:24
    > Niespełna rok po ślubie, doprawdy, strrraszne, że dopiero. :D

    Jaki rok? Trzy lata prawie. Ślub był w 2009, Feblik to 2012, zgadza się?
    Ogólny trend jest taki, że jeśli po roku starań nie wychodzi, to warto się zbadać. Laura mogła się martwić (abstrahując rzecz jasna od tego, że takie rzucanie się zaraz po ślubie na ciążę nie pasuje do laury, choć jest jak najbardziej zgodne z algorytmem musierowiczowskim).
  • vi_san 30.11.15, 12:48
    No to dwa i pół roku. Niech będzie. I tak ja odebrałam [być może mylnie!], że informuje o tym jakoś tak, jakby to było od dawna wyczekiwane i szaleńcze trudności trzeba było pokonać. Może wzięła pod uwagę wpływ pestycydów na płodność i dlatego to taki sukces? ;) W końcu w centrum plantacji iglaków [zapewne pryskanych] mieszkają... I to na zasadzie "Patrz, a mówili, że pestycydy szkodzą, a my nic, twardzi jesteśmy i już po dwóch latach zaszłam!"?

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 27.11.15, 23:52
    Nie wiedzialam, ze iglaki na plantacjach opryskuje sie. Ale skoro tak, moze wiesz - zanim zejda od pestycydow, na co moga zachorowac mieszkancy szaletu ? Jak opryski wplywaja na mnozenie sie ssakow ? Czy na gardlo (glos) to moze zaszkodzic ?
  • bupu 28.11.15, 00:19
    tt-tka napisała:

    > Nie wiedzialam, ze iglaki na plantacjach opryskuje sie. Ale skoro tak, moze wie
    > sz - zanim zejda od pestycydow, na co moga zachorowac mieszkancy szaletu ? Jak
    > opryski wplywaja na mnozenie sie ssakow ? Czy na gardlo (glos) to moze zaszkodz
    > ic ?

    Pestycydy wpływają fatalnie na jakość nasienia, obniżając liczbę plemników, a stała ekspozycja na nie obniża również poziom testosteronu. Kobietom natomiast mogą na kilka różnych sposobów rozregulować cykl hormonalny. Pestycydy są także neurotoksyczne, więc ekspozycja na nie w pierwszym trymestrze ciąży może aqburzyć rozwój cewki nerwowej płodu, a także spowodować rozliczne wady rozwojowe, takie jak rozszczep podniebienia, wady serca i kończyn. Rzecz jasna neurotoksyczność dotyka też rodziców, którym grozi uszkodzenie słuchu, co dla śpiewaczki będzie katastrofą. Jakby tego było mało stała ekspozycja na pestycydy może grozić też uszkodzeniem nerwów zawiadujących strunami głosowymi, co niewątpliwie kiepsko wróży tak karierze śpiewaczki Lury, jak i nauczyciela Maszpana. Dodatkowo regularne opryskiwanie pestycydami może u nich także wywołać nowotwory piersi i jajników, szyjki macicy, pęcherza moczowego, kości, mózgu, jelita grubego, wątroby i wielu innych elementów anatomii.

    Serdecznie witamy w gniazdku miłości :>
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 28.11.15, 00:34
    Lo matko i corko. I jeszcze kochanko.
    Dziekuje za wyczerpujacy wyklad i oddalam sie pospiesznie. Jak najdalej od gniazdka milosci.
  • ananke666 29.11.15, 23:00
    Toteż proroczo wyciął laubzegą trąbiące aniołki. Anielskie trąbki to jedna z nazw kwiatów bielunia dziędzierzawy.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • tt-tka 29.11.15, 23:18
    Ananke, czy sugerujesz, ze to laurkowe adammowanie to wplyw bielunia ? Czytalam kiedys, jakie toto zwidy moze sprowadzic...
  • bupu 29.11.15, 23:58
    tt-tka napisała:

    > Ananke, czy sugerujesz, ze to laurkowe adammowanie to wplyw bielunia ? Czytalam
    > kiedys, jakie toto zwidy moze sprowadzic...

    Nie wiem czy wiecie, ale podobno w czasach, gdy w Indiach palono wdowy razem ze zwłokami mężów, kobiety z regionów w kórych stosowano sati używały bielunia do wprowadzania swoich stetryczałych małżonków w coś w rodzaju otępienia, czy katatonii, w którym mogli trwać dośc długo, nie zużywając organizmu nadmiernie. To by tłumaczyło, czemu Lura odkąd związała się z Nadszympansem zachowuje się jak zombie...
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • sowca 27.11.15, 23:20
    Protestuję! Gdzież porównywać jakich Maszpanów i Sarenki do Joanny i Edwarda! To była para z krwi i kości, Edward był, jak na tamte czasy, chodzącym seksem (dla mnie przynajmniej ^^), a Joanna silną babką, która robiła, co chciała :) I ich szalecik miłości... ble, gdzież tam mu do Błękitnego Zamku nad Mistawis!
    --
    studiaparlaama.pl/ - piszę o włoskim, Włochach i Włoszech.
    www.facebook.com/studia.parla.ama?ref=hl - Polub profil facebookowy bloga Studia, parla, ama.
  • yackandandah22 28.11.15, 05:15
    Przyłączam się do protestu!!! Nie wiem, jak wyglądały kanadyjskie domy/domki w tamtych czasach, ale wiem dokładnie, jak sobie ten właśnie dom wyobrażałam: rozległy salon, podłogi i ściany z drewna, wielkie oszklone drzwi wychodzące na werandę z widokiem na jezioro. Mnóstwo przestrzeni i światła. Mmmmm...
    A dom Laury i Adama od początku wydawał mi się klaustrofobiczny. No i gdzie ta izba Sinobrodego, chociaż z drugiej strony czort wie, może mają piwnicę z dodatkowym pomieszczeniem, do którego drzwi zasłania szafa/regał z narzędziami?
    A tak swoją drogą, to w mojej wersji 'Błękitnego zamku' ona miała na imię Valancy, a od... kurde, chyba Barney (Bernard???), nie sprawdzę teraz, ale na pewno nie Edward. A u Was?
  • vi_san 28.11.15, 10:57
    Ja mam dwie wersje tłumaczenia - w jednej jest Valancy/Barney, w drugiej Joanna/Edward. Podobno pierwsza jest bliższa oryginału, ale ja wolę drugą...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • agafiatichonowna 28.11.15, 14:48
    Oddalaj się Tt-tko, oddalaj. Też już kiedyś o tym wspominałam, że tam nie tylko pestycydy harcowały, ale i fungicydy i herbicydy. Nie wiem jaki mają konkretny wpływ na stan zdrowia, mniemam, że niekonieczny. Bupu pewnie wie.
  • bupu 28.11.15, 15:59
    agafiatichonowna napisała:

    > Oddalaj się Tt-tko, oddalaj. Też już kiedyś o tym wspominałam, że tam nie tylko
    > pestycydy harcowały, ale i fungicydy i herbicydy. Nie wiem jaki mają konkretny
    > wpływ na stan zdrowia, mniemam, że niekonieczny. Bupu pewnie wie.

    Agafio, fungicydy i herbicydy to rodzaje pestycydów właśnie :D
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • agafiatichonowna 28.11.15, 16:15
    No,patrz Pani, nie wiedziałam. Bo jedne są chwastobójcze, drugie grzybobójcze, a jak się nazywają owadobójcze?
  • bupu 28.11.15, 18:53
    agafiatichonowna napisała:

    > No,patrz Pani, nie wiedziałam. Bo jedne są chwastobójcze, drugie grzybobójcze,
    > a jak się nazywają owadobójcze?

    Insektycydy. Pestycydy to nazwa zbiorowa, natomiast fungicydy, herbicydy, insektycydy i inne
    -cydy to nazwy typów pestycydów, wskazujące co są -bójcze, jeśli rozumiesz o co mi chodzi :D
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • ssssen 26.10.16, 08:58
    Konkurs: "Zdychaj, parrycydo!" - kto to powiedział, do kogo i w jakiej sytuacji (tylko bez googlowania!)
  • bupu 26.10.16, 23:23
    ssssen napisał:

    > Konkurs: "Zdychaj, parrycydo!" - kto to powiedział, do kogo i w jakiej sytuacji
    > (tylko bez googlowania!)

    Kmicic Andrzej do Radziwiłła Bogusława, pokonawszy go w pojedynku w bitwie pod Prostkami.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • jhbsk 28.11.15, 16:39
    Mam obie wersje. Ta z Joanną jest niestety okrojona.
    --
    JS
  • nikusz 28.11.15, 16:46
    ale suchary wuja są lepsze :D
  • jhbsk 02.12.15, 09:27
    Nie da się ukryć :-)
    --
    JS
  • neandertalka 30.11.15, 16:51
    Ojej, dopiero teraz się dowiaduję o Valancy i Barneyu. Łojezu... Obstawiam, że ta wersja ukazała się znacznie później niż ta z Joanną i Edwardem, na fali upoprawniania i zwrotu w stronę wierności literze tekstu. To się zaczęło gdzieś tak w latach 90... Wtedy też próbowano zmienić Kubusia Puchatka na Fredzię Phi-Phi, a Tadzia z "Ani z Zielonego Wzgórza" na oryginalnego Teodora (nie pamiętam, na co Tolę).

  • ananke666 30.11.15, 18:19
    Wtedy też próbowano zmienić Kubusia Puchatka na Fredzię Phi-Phi, a Tadzia z "Ani z Zielonego Wzgórza" na oryginalnego Teodora (nie pamiętam, na co Tolę).

    Fredzia jest równie zgodny z oryginałem jak Kubuś. Czyli tak samo z sufitu wzięty. Tadzio i Tola to David i Dora.
    Jednak wolę oryginalne pomysły autorów.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • ananke666 30.11.15, 18:28
    Davy, kurczę, Davy, nie David!

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • dakota77 28.11.15, 21:51
    W oryginale sa Valancy i Barney, ja mialam to tlumaczenie z Joanna i Edwardem. Tego tlumaczenia z oryginalnymi imionami nie znam.
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • slotna 28.11.15, 19:11
    A wiesz, ze byl rudy? :D

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • sowca 28.11.15, 23:10
    Albo że mama Joanny wcale nie nazywała się Fryderyka? ;) Ja mam tylko wersję z Joanną i Edwardem i jakoś się boję sięgnąć po wersję z Valancy i Barneyem,przywykłam do starej. Ale na sąsiednim forum, o LMM, jest fantastyczny wątek o Błękitnym Zamku i o tłumaczeniach, polecam :

    forum.gazeta.pl/forum/w,30357,64363881,64363881,Lost_in_translation_o_tlumaczeniach_raz_jeszcze.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,30357,46161804,144595367,Re_o_Blekitnym_Zamku_czesc_II.html
    Błękitny Zamek to jedna z moich ulubionych książek:)
    --
    studiaparlaama.pl/ - piszę o włoskim, Włochach i Włoszech.
    www.facebook.com/studia.parla.ama?ref=hl - Polub profil facebookowy bloga Studia, parla, ama.
  • agafiatichonowna 29.11.15, 08:31
    Dzięki, Bupu. Tera wszystko wim, a nazwy znałam z teorii jeno, bo u siebie w ogrodzie to żadnych -cydów nie stosuję, mszyce eksterminuję ręcznie w rękawiczkach lateksowych only, z przeproszeniem, ochojnika świerkowego pokonałam siłą i godnością osobistą. I cierpliwością.
    Na plantacji rzecz niewykonalna. Czy dobra mać Lura ma zamiar werandować potomka w tym prozdrowotnym otoczeniu? Pod świerkiem stuletnim ? A może Gabunia dobrze prognozuje i córeczka z juniorem/ką przeniesie się do niej?
  • slotna 26.10.16, 11:43
    > Albo że mama Joanny wcale nie nazywała się Fryderyka? ;)

    To wiemy i ze starego tlumaczenia: niby jest Fryderyka, ale ktorys z wujow zwraca sie do niej "Amelio" ;)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • anchema 06.11.16, 12:38
    nie Fryderyka tylko pani Fryderykowa, od imienia męża
  • slotna 06.11.16, 19:33
    Chodzi wlasnie o to, ze w tamtym tlumaczeniu bylo blednie Fryderyka, ale niekonsekwentnie - tak mowil o niej narrator, ale jedna z postaci powiedziala "Amelio".

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • marutax 06.11.16, 21:05
    anchema napisała:

    > nie Fryderyka tylko pani Fryderykowa, od imienia męża

    No właśnie "Fryderykowa" to i tak spolszczenie, w oryginale stoi "Mrs. Frederick Stirling". Dlatego jeśli tłumaczka nie znała koszmarnego zwyczaju, by mówić o zamężnej kobiecie w taki odindywidualizowany sposób, za to wiedziała, że w jęz. angielskim kobieta może nosić imię z pozoru męskie, to podczas tłumaczenia mogła się zaplątać. Zwłaszcza, że imię "Amelia" pojawia się w oryginale niemal wyłącznie w wypowiedziach innych bohaterów. Wygląda to trochę jak Buba (Doss), tzn. obiektywnie mamy panią Fryderyk, a ludzie mówią do niej "Amelio"...
  • zla.m 07.11.16, 21:43
    Nieco oftopicznie - w NY obok "miejsca po WTC" jest kawałeczek cmentarza. Skwerek taki, tylko, że groby tam są. Z początku wieku bodajże, żadna ważna historia. I tam jest grób pani "Matthew Smith" (albo jakoś podobnie). To było takie... uch, paskudne. I przykre. Biedna kobieta nawet po śmierci nie odzyskała swojego imienia. Smutne.

    --
    Pracuję z naprawdę wspaniałymi ludźmi. Są godni zaufania, uczciwi,
    nigdy nie powodują problemów. Zupełnie tam nie pasuję.
  • marutax 07.11.16, 22:08
    Dokładnie o to mi chodzi ;-/ Polscy tłumacze zazwyczaj w takich przypadkach "feminizowali" imiona mężów, co dało się jeszcze jakoś znieść - "pani Gilbertowa" czy "pani Fryderykowa" brzmiało trochę w stylu "pani doktorowa" czy "pani pastorowa". Ale kiedy zobaczyłam w wersjach oryginalnych, że te imiona pozostawały w formie męskiej nawet jeśli chodziło o kobietę... To było takie całkowite uprzedmiotowienie, odebranie tożsamości i autonomii. Oczywiście wiem, że czasy były inne i osoba męża określała pozycję żony, ale są jakieś granice...
  • gat45 08.11.16, 07:24
    Ja też uważam ten myk z nazwiskami za wielką niewieścią krzywdę. Angielskie i francuskie tracenie nawet imienia po zamążpójściu, słowiańskie końcówki "przynależnościowe" (-owa, ówna)...
    Ale i tak moim głównym wrogiem w tej materii jest polski czasownik i jego liczba mnoga - podział rodzajów na męskoosobowy i niemęskoosobowy uważam za najgłębiej upokarzającą sprawę językową. Na dodatek to polska specjalność, w rosyjskim już tego nie ma. Dlatego też nie mam serca do walki o feminizację języka (kiedyś tu była sprzeczka o żeńskie końcówki), bo wydaje mi się to czystą kosmetyką w sytuacji, kiedy przy zgromadzeniu stu kobiet czasownik odmieniamy jakby to było stado stu zwierzątek lub zbiór stu przedmiotów, a dodatek jednego samca wystarczy, żeby przeskoczyć do szlachetnego rodzaju męskoosobowego. I od razu mi się odechciewa, bo tej poprzeczki nie przeskoczymy.
  • potworia 08.11.16, 22:25
    Ducha nie gaście, Gatu. Przeskoczymy i to, wyposażywszy się uprzednio w stosowne końcówki. Niechby i do jakiegoś nowego rodzaju - żeńskoosobowego?
  • zla.m 15.11.16, 22:49
    gat45 napisała:

    . Dlatego też nie mam serca do walki o feminizację języka (kied
    > yś tu była sprzeczka o żeńskie końcówki), bo wydaje mi się to czystą kosmetyką
    > w sytuacji, kiedy przy zgromadzeniu stu kobiet czasownik odmieniamy jakby to by
    > ło stado stu zwierzątek lub zbiór stu przedmiotów, a dodatek jednego samca wyst
    > arczy, żeby przeskoczyć do szlachetnego rodzaju męskoosobowego. I od razu mi si
    > ę odechciewa, bo tej poprzeczki nie przeskoczymy.

    Aha. Oraz nie warto wspomagać bezdomnych kotów, skoro tygrysy są na skraju wyginięcia ani dawać pieniędzy na syryjskie dzieci w obozach we Francji, skoro nie mamy szans zażegnać wojny w Syrii.
    --
    Pracuję z naprawdę wspaniałymi ludźmi. Są godni zaufania, uczciwi,
    nigdy nie powodują problemów. Zupełnie tam nie pasuję.
  • ciotka_scholastyka 30.11.15, 10:18
    Takoż napisałam: "gdyby Adam kupił kawałek ziemi gdzieś w lesie i zbudował na nim dom..."
  • vilez 29.11.15, 10:19
    A mnie, wyznam, od dawna dziwi Wasz najazd na ten domek gospodarczy.

    Sama w takim mieszkałam pierwszy rok po studiach. Dwa mikro pokoiki, mini łazienka i mała kuchenka.
    Wspominam z rozrzewnieniem. Mąż i moi znajomi takoż.
    Coś jak Fiat 126p- też wspominam ze łzą, żaden późniejszy samochód nie wzbudził już we mnie takich uczuć i odczuć. A miał fotele zwiazywane sznurkiem (tak, tak...)

    Lepszy ten szałas, niż na kupie z Borejami.

    Potem będą mieszkać w czymś większym. Mają czas. Pewnie teraz, przy powiększającej się rodzinie, coś się w tej materii zmieni.
    Ale zasadnicza idea- mieszkanie na starcie w czymś, co tanie i dostępne- jest dla mnie bardzo ok.
    Zwłaszcza, gdy się nie pochodzi z Rockefellerów czy inszych Kulczyków...

    Hallo, tu jest Polska. Tu wielu ludzi mieszka w takich domkach gospodarczych czy innych mikro kawalerkach. Serio.
  • dakota77 29.11.15, 10:54
    Przeciez nie w tym rzecz, ze domek maly. Tylko ze z opisu wynika, ze ten szalecik jest wielkości szafy. Plus polozny w bezsensownym miejscu w srodku plantacji, gdzie nie byłoby jak dociagnac mediów.
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • vi_san 29.11.15, 12:14
    Vilez, weź oddech. Weź do ręki książkę z opisem szaleciku Nadszympaństwa. Przeczytaj. Uważnie. I pomyśl. To NIE JEST domek gospodarczy, ani altanka działkowa! To ma być dom na lata dla stadła Fidelisów młodszych!
    "w tym zabawnym, przytulnym domeczku o powierzchni nieco tylko większej od altany. Postawiony opodal starej studni z żurawiem, pośrodku kilkuhektarowej plantacji roślin ozdobnych, otoczony polami młodych modrzewi, jałowców, cisów i jodeł, wyglądał on jak chatka krasnoludków - może dlatego, że zbudowano go tuż pod wiekowym świerkiem", "Szafy i regały były ukryte w bielonych murach, szerokie, sosnowe półki biegły naokoło pod samym sufitem, a stół w jadalni miał blat przytwierdzony jednym bokiem do ściany i można go było złożyć, jak deskę do prasowania"... No, litości, gdzie tu sens i logika?! Środek plantacji? Serio? A jak tam doprowadzić media, wykopać szambo, jak dostarczać materiały do budowy nie doprowadzając przy tym młodych iglaczków do ruiny? Jak pogodzić stałe mieszkanie w centrum plantacji opryskiwanej pestycydami [w warunkach domowych można sobie nie pryskać, ale ta plantacja ma być dochodowa!] ze zdrowiem własnym i [ewentualnego] dziecięcia? A co do metrażu: ok, też znam parę, która po ślubie zamieszkała w kawalerce [21m2!] i dali radę. Ale, uczciwie, marzyli tylko o tym, żeby się przenieść do czegoś normalnego! Sama jakoś też nie zostałaś w dwóch mikropokoikach! Mimo, że wspominasz z rozrzewnieniem. Tymczasem oni mają tam zostać długie, długie lata! Jak w centrum plantacji pod iluśsetletnim drzewem widzisz rozbudowę tego mikrodomeczku? Wszerz, zabierając tereny przynoszące dochód [i po raz kolejny rozjeżdżając młodziutkie modrzewie, jałowce i cyprysiki betoniarkami i innym sprzętem ciężkim]? W górę, podcinając gałęzie zabytku przyrody?
    I zasadniczo właśnie nikt by się nie czepiał, gdyby MM napisała "Młodzi po ślubie zamieszkali na razie w mieszkaniu wynajętym od ciotki Feli i wujka Józeczka [którzy pojechali w podróż dookoła świata], czy na poddaszu w dawnej willi Kowalików, obecnie wykupionej przez Rojków, albo gdziekolwiek indziej, gdyż pan Fidelis senior w prezencie ślubnym ofiarował im spłachetek ziemi, odgrodzony od domu rodziców plantacją iglaków, gdzie Adam zamierzał z czasem postawić porządną willę. Na razie jak najszybciej starał się wykończyć kuchnię, łazienkę i dwa pokoje, tyle, żeby można było zamieszkać, ale z czasem...." blablabla...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • kanga_roo 30.11.15, 09:13
    ja już kiedyś pisałam, że widzę Laurę z Adamem w malutkim, wynajętym mieszkanku w jednej ze starych kamieniczek w centrum Kostrzyna. one są urokliwe, mają stare, drewniane schody, tajemnicze podwórka, i możliwe, że nawet piece kaflowe.
    szalecik na plantacji nadałby się na początek, gdyby już był. ale jako nowa inwestycja to strata kasy i energii.
  • vi_san 30.11.15, 13:13
    Nie znam Kostrzyna, ale jeśli posiada kamieniczki - to jak najbardziej! I nawet zaznaczyć, że mimo iż mieszkanko malutkie, mansardowe, to przecież tylko na jakiś czas, bo Jadam w sąsiedztwie Daglezji buduje od podstaw solidny dom dla młodego stadła. Stara się jak najszybciej wykończyć choć kuchnię, łazienkę i ze dwa pokoje, resztę można później, byle dało się mieszkać, ale na czas budowy - kawalerka na mansardzie. I byłoby IDEALNIE. Skromne maleńkie mieszkaneczko dla dwojga, a potem może być przeprowadzka do nowego, własnego domu, ale normalnych rozmiarów i z planem sensownej rozbudowy w miarę potrzeb i przybywania potomstwa. I nawet można z łezką w oku wspominać "A pamiętasz, jak w naszym maleńkim mieszkaneczku trzeba było letnie ciuchy jesienią wynosić do piwnicy, szczęście, ze przynależała tam duża i sucha komórka, bo miejsca za grosz" - robiąc porządki z sukniami "operowymi" [szytymi [oczywiście] przez Krawcową Operową cenioną w środowisku śpiewaczym] we własnej, przestronnej garderobie z okna widok przesłania dwustuletni świerk... Szalecik na ŚRODKU plantacji nie ma sensu pod żadnym kątem widzenia. Ale pawilon letni nadawałby się, i owszem, jak piszesz, jeśli by już istniał i został czasowo zaadaptowany na mieszkanie młodych, do czasu... Jako nowa inwestycja [zwłaszcza na długie, długie lata [!] sensu ma tyle, co ja wiedzy o fizyce kwantowej. Czyli zero.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • kanga_roo 30.11.15, 14:49
    nawiasem mówiąc, Adam jest nauczycielem, Laura nie pracuje, czyli ten domeczek to by najwyżej teściowie mogli ufundować. w świecie realnym mieszkanko w kamienicy służyłoby młodym ładnych parę lat. że nie wspomnę o priorytetach, hm hm. w wieku Laury to się nie bardzo chce wszystkie oszczędności pakować w dom, jeśli nie wyjazdy, wakacje, to chce się mieć i ciuchy, i książki, i na koncert iść, i do kina... jakoś Julia Żak potrafiła kupować luksusową odzież za kasę zarobioną przy dekoracjach z okazji rocznicy rewolucji październikowej, Ida na suknię ślubną wydawała całą pensję, a Laura to powietrzem chyba żyje.
  • tt-tka 30.11.15, 15:09
    No, Adam pomaga tez na plantacji i jakies dochody z tego tytulu moglby miec...tylko ja nie bardzo sie moge polapac, jaki jest finansowy status "Daglezji". Mowa byla o ok. 10 pracownikach czy wymyslilam to sobie ? W kazdym razie - Adam jezdzi dostawczakiem albo kompublikiem, wlasnego auta chyba nie ma. Rodzice Fidelisowie mieszkaja w zoltym domu kole plantacji i chyba to raczej zwykly jednorodzinny niz willa fullwypas. Starszy brat - ma cos swojego, czy wraz z zona mieszka z rodzicami ? Eksportuja te kwiaty, ale nie odnioslam wrazenia, ze to oszalamiajaco bogaci ludzie, zyja raczej skromnie. Jesli juz trzydniowa wycieczka poslubna jest ho, ho cymesem ?
    I w takim wypadku kupno lub nawet wynajecie mansardki - Kostrzyn chyba nie ma poznanskich cen wynajmu - byloby bardziej oplacalne niz utrzymywanie szaletu. Z kosztami oswietlania, ogrzewania, szambem i tym wszystkim.
  • gat45 30.11.15, 15:32
    Było o podatkach Bernarda, to i szlachetnego Adama się czepnę : czy on Waszym zdaniem odnotowuje starannie kilometraż, przejechany w celach prywatnych i deklaruje fiskusowi, że tyle-i-tyle nie wchodzi w koszty eksploatacji firmy ?
    Ciekawam.... Chociaż wydaje mi się, że znam odpowiedź.
  • neandertalka 30.11.15, 17:05
    vi_san: "Tymczasem oni mają tam zostać długie, długie lata!"

    Ale dlaczego? Wery sory, ale tata Fidelis mocno niedomaga, mama też. Nie są wieczni. Nie żeby zaraz czekać na ich odejście, ale po co budować porządną willę, skoro żółty domek czeka? No, chyba że mieszka tam Krzysiek z małżonką, ale nic o tym nie wiemy. I nic tego nie sugeruje.

    Tak czy owak - ja też nie do końca rozumiem ten atak na szalet. Ja też, jak vilez, odebrałam go jako coś tymczasowego, na pierwsze lata po ślubie. I samodzielnie, i romantycznie, i prawie bezkosztowo. Tylko te pestycydy bupu psują mi obraz całości :-) - ale zapewne ani autorka, ani czytelniczki nie znają tej strony zagadnienia, więc nic im nie zazgrzytało i nie zgrzyta.
  • tt-tka 30.11.15, 17:09
    Alez dlatego, ze tak mowi Adam. Wprost. "Bedziesz tu szczesliwa dlugie, dlugie lata". Tu, w tym wlasnie domku, przez niego zbudowanym.
  • tt-tka 30.11.15, 17:34
    "i samodzielnie, i romantycznie, i prawie bezkosztowo"

    O romantyzm nie bede sie spierac, ale bezkosztowo na pewno nie, w tym wlasnie sek. Wolnostojacy domek wymaga intensywnego ogrzewania przez pol roku w roku co najmniej. Zwlaszcza ze tam jest kominek, a nie normalny piec. Wywozka szamba to tez koszt wiekszy niz oplaty w budynku podlaczonym do kanalizacji. Wode grzac trzeba terma - do mycia, prania, zmywania. Pradu na to pojdzie od czorta. A czy w tej malenkiej kuchni badz lazience przewidziano miejsce na pralke ? Czy tez samodzielnosc bedzie polegac na samodzielnym taskaniu brudow do pralki Fidelisow starszych badz na Roosevelta ?
    Pod slowem, znajomi maja cos takiego na dzialce. Lesnej, daleko od miasta. Przystosowali chalupke na caloroczna, ocieplili, nawet sylwestra tam urzadzali, ale ich rachunki za to cudenko zwalaja z nog. Mimo ze zasadniczo spedzaja tam miesiac wakacji i ok. 25 weekendow rocznie, nie wiecej.
  • vi_san 30.11.15, 17:48
    Tt-tko, mam działkę, właśnie w lesie, nad jeziorem, na Kaszubach. Wywóz szamba - 120,- jednorazowo. Przy czym mamy szambo spore, podwójne, więc nie ma potrzeby aż tak często. Sylwestra, i owszem, urządzaliśmy, ale kilka dni wcześniej umówiony syn pobliskich gospodarzy chodził tam "przepalać", w dzień naszego przyjazdu napalił porządnie... W te kilka dni poszło prawie dwa metry drewna - znów koszt - zależnie od gatunku, ale od 160,- do 250,- za metr. Na wypad Sylwestrowy się da, ale jeśli by trzeba palić stale, całą zimę? Terma prąd żre jak smok - jeśli się przyjeżdża na weekend czy Sylwestra - można włączyć po przyjeździe na miejsce, ale na mieszkanie? Znów, rachunki, rachunki, rachunki. No, właśnie gdyby MM to napisała jako "daczę" - to by zagrało wszystko, ale na mieszkanie codzienne - nie ma opcji, żeby dali radę.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • bupu 30.11.15, 18:12
    tt-tka napisała:

    > "i samodzielnie, i romantycznie, i prawie bezkosztowo"
    >
    > O romantyzm nie bede sie spierac, ale bezkosztowo na pewno nie, w tym wlasnie s
    > ek. Wolnostojacy domek wymaga intensywnego ogrzewania przez pol roku w roku co
    > najmniej. Zwlaszcza ze tam jest kominek, a nie normalny piec.

    Przy czym jeśli nie jest to porządny kominek z wkładem i płaszczem wodnym, to stanowi on ogrzewanie potwornie niewydajne, a za to drewnożerne. Jeśli zaś Jadam nie ma życzenia sam uprawiać gimnastyki z siekierą, cena porąbanego drewna jest wyższa od takiego w wałkach, czy wałkach pociętych.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 30.11.15, 18:24
    Komin w szalecie zostal opisany jako "ceglany i ogromny", szczegolow brak. Poniewaz przy Florkach altorka zaznaczyla, ze ich kominek jest z plaszczem wodnym, wolno przypuscic, ze ten szaletowy nie tylko plaszcza, ale nawet kurtki nie ma.
    Drewno porabie omnipotentny pan Gruszka.
  • bupu 30.11.15, 18:42
    tt-tka napisała:

    > Komin w szalecie zostal opisany jako "ceglany i ogromny", szczegolow brak. Poni
    > ewaz przy Florkach altorka zaznaczyla, ze ich kominek jest z plaszczem wodnym,
    > wolno przypuscic, ze ten szaletowy nie tylko plaszcza, ale nawet kurtki nie ma.
    > Drewno porabie omnipotentny pan Gruszka.

    Skoro płaszcza niet, to jak oni tam grzeją wodę? Elektryczną termą? Drogo jak jasny pieron.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • neandertalka 30.11.15, 19:47
    Ożeż. Fakt.
  • neandertalka 30.11.15, 19:55
    neandertalka napisał(a):

    > Ożeż. Fakt.

    Odnosiłam to, pisząc, do tt-tkowego "Alez dlatego, ze tak mowi Adam. Wprost. >Bedziesz tu szczesliwa dlugie, dlugie lata<. Tu, w tym wlasnie domku, przez niego zbudowanym." Ale i co do kosztów utrzymania takiego domku macie zapewne rację. Pisząc "bezkosztowo" miałam na myśli samą budowę. Bo to i działki nie trzeba kupować, i materiał był gotowy, i robocizna własna.
  • dakota77 30.11.15, 20:06
    Nie ma bezkosztowego budowania, a juz na pewno wykanczania :) Te termy, lodowki, pralki, baterie kranowe, sedesy, lozka itp. z nieba im raczej nie spadly.
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • neandertalka 30.11.15, 20:14

    Prawda :-) No więc niskokosztowo. Bo jednak koszty działki, materiałów budowlanych (a przynajmniej ich części) i robocizny odpadły.
  • tt-tka 30.11.15, 20:56
    Hm, niskokosztowo...
    Budowal Adam, pan Gruszka (przynajmniej jeden z nich nie jest murarzem) i pracownik, mam nadzieje, ze fachowiec. Bo jednak system gospodarczy typu "Antek, trzymaj sciane, a ja lece po szwagra" to nie zawsze dobry pomysl.
    Dziure w ziemi trzeba bylo wykopac. Na szambo druga. Fundament polozyc (skoro jest duzy komin, fundament musi byc). Zwiezc to wszystko. Zalozmy nawet, ze cement, cegly, szklo i dachowki mieli z resztek po pawilonie rozanym i ze to wystarczylo (skonsultowalam ze znajomym, duze ogrodnictwo - zlapal sie za glowe, a potem mnie za reke i zaczal mi mierzyc puls. Nastepnie pod slowem zapewnil, ze pawilon kwiatowy, najpewniej szklarnia, bo niby co mialoby byc, czy to do hodowli, czy do ekspozycji, buduje sie z czego innego niz dom mieszkalny, bo inne sa potrzeby tego czegos, co tam ma zyc. Czlowiek nie kwiat). Ale zalozmy. Niemniej - jak Dakota nadmienila - sa jeszcze takie drobiazgi, jak wyposazenie kuchni (zlew, kuchenka), sanitariatu (sedes, wanna lub kabina), rury do tego wszystkiego, armatura, koncowki itp. Tak naprawde wykonczenie kosztuje tyle samo lub wiecej niz budowa w stanie surowym.
    Plus rujnacja plantacji przy tej budowie. Plus to, co odpadlo z terenu uprawnego - domeczek "o powierzchni niewiele wiekszej od altany", ale zawsze pare metrow kwadratowych ubylo. Plus podciaganie pradu i wody.
    Litosciwie pomine koszty uzytkowania, ale naprawde, samo ogrzewanie tego czegos to majatek - czy drewno, czy olejowe kaloryferki, czy dmuchawa albo sloneczko - koszta kolosalne.
    Wynajecie czegokolwiek byloby o wiele bardziej oplacalne i doprawdy nie chce dociekac, czemu mlody zdecydowal o budowie. Zwlaszcze ze oboje Maja zawody zwiazane z miastem. A Laura nawet z duzym miastem.
  • dakota77 30.11.15, 21:10
    Otoz to. Na te "niskokosztowosc" sklada sie masa niemalych kosztow.
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • zla.m 30.11.15, 23:25
    Ha! Już dawno to pisałam, choć z ogrodnictwem tyle mam wspólnego, że wiem, ze nie lubię pielić. I wysuwałam niecne supozycje, że to było świadome matactwo i wrzucanie w koszty pawilonu cegieł na dom.
    --
    Ten Józek to jest jak baobab!
  • vi_san 30.11.15, 20:59
    Materiał który był, to były resztki budowlane pozostałe po budowie pawilonu dla róż. Ile tego mogło zostać? Tak na rozum? Planując ów pawilon przecież znali PRZED zakupami jego planowany metraż, i chyba pan Gruszka przeliczył ile na to potrzeba cementu, ile cegieł ile drewna i ile czego tam jeszcze? Oczywiście, każdy rozsądny kupuje "z naddatkiem", ale ile tego wyjdzie, tego "naddatku"? Na wybudowanie osobnego domu?To jak oni, do licha, obliczali materiały na ten pawilon?!?!?! No, ale ok, niechby. Zasadniczo nikt, kto się nie budował nie wie ile pochłania tzw. wykończenie... Drzwi, okna, podłogi, te wszystkie pierdółki typu listwy przypodłogowe, fugi do kafelków, szafy do zabudowy, ceramika łazienkowa, sprzęty AGD kuchenne, oświetlenie... A przecież oni tam wszystkie meble musieli mieć nowe [bo wszak metraż nietypowy]. Sama kuchnia na wymiar, to już ładne parę tysi. A meble? Jakieś łóżko, ze dwa fotele, jakiś stolik, regalik, kawałek biurka dla Adama do pracy [niektórzy nauczyciele pracują w domu, wbrew wyobrażeniom Gaby]... Plus planowana rozbudowa szaletu z resztek?! Na wszystkich Bogów, których imiona dawno zapomniano - jak i gdzie?! Demolując plantację? Czy też dopiero, kiedy znów zostaną resztki, po budowie [tym razem] szklarni?
    Działki nie trzeba kupować, ale trzeba się liczyć z tym, że powierzchnia plantacji przynoszącej dochód zmniejszy się nie tylko o sam teren domku, ale i o drogę dojazdową do niego. Dodatkowo liczyć się trzeba z koniecznością np. odśnieżania tejże, kto ma to robić, pan Gruszka? Czy Jadam swemi nauczycielskimi dłońmi? Bo w to, że Laura, to jakoś słabo wierzę...
    A co do robocizny - własna, ok. Ale elektrykę powinien jednak kłaść fachowiec, do budowy komina też przydałby się specjalista, a nie Adam, bo pomijając już ryzyko, że dym będzie szedł na pokoje a nie w górę, to ryzyko pożaru wysokie... Adam mógł sobie laubzegą wyrzynać aniołki z trąbkami, ale parkiet tez nie każdy umie położyć, nawet panele wymagają pewnej wprawy. Dodajmy do tego, że Adam nie poświęcał na budowę całego swojego czasu, gdyż: a/. etat posiada nauczycielski w Poznaniu, który nieco czasu zajmuje; b/. kółko gramatyczne dla grammaznazi prowadzi, co też nie zajmuje pięciu minut a więcej; c/. furgonetka służbowa albo zbiorkom to też nie teleportacja; d/. w domu ma jeszcze sprawdzanie klasówek, zeszytów, uzupełnianie dziennika, pisanie konspektów itd - niekończąca się pracę papierkową; e/. sporo czasu spędzał z narzeczoną; f/. kiedy on, do stu tysięcy fur beczek prochu, ten szalet budował?!?!?

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 30.11.15, 21:15
    "kiedy on (Adam) ten szalet budowal"

    W wakacje, jak sadze. Skoro wlasna reka kladl cegly, to nie ma innej opcji. A potem musieli wkroczyc specjalisci - jak wspomnialas, szklarz, zdun, elektryk, hydraulik, posadzkarz...I akurat na Boze Narodzenie skonczyli :-)
  • vi_san 01.12.15, 21:35
    I tak w niespełna dwa miechy szalecik machnął? Szybki jest... Bo to wszak i pogoda musiała dopisać, bo w ewentualnej ulewie to d... a nie robota... Ale ja nie Musierowicz, nie będę szukać prognoz z tamtego czasu. :D

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • vilez 01.12.15, 19:17
    To zobacz, co na to Laura.
  • vi_san 30.11.15, 17:34
    Adam mówi wprost Łałrze, że będzie w tym szalecie szczęśliwa "długie, długie lata". No, że będą one długie to nie wątpię, w tojtojce, bez kanalizacji, bez ogrzewania, bez ocieplenia ścian porządnego... Mi by już jedna zima dłużyła się jak wiek i w zupełności wystarczyła, żeby wybić z głowy ślady romantyzmu - realia by zabiły miłość, a ja durnego męża. Co byłoby z zyskiem dla mnie, bo zyskałabym wikt i opierunek w lokalnym więzieniu, zamiast rozkuwać z rana lód w misce, coby oczka przemyć. :D
    Serio, widzisz sens budowania CZEGOKOLWIEK, nawet na chwilę, na przeczekanie do zgonu Fidelisów starszych, POŚRODKU plantacji? Nawet gdyby miał tam stanąć pawilon dla róż, to też sensu by nie miało kompletnie! Środek. Plantacji. Iglaków. Młode roślinki zapewne szalenie lubią być rozjeżdżane betoniarkami i temu podobnymi. Plus sens ulokowania pawilonu NA ŚRODKU plantacji? Jak tam podciągnąć prąd, wodę itp? Jak dotrzeć zimą? Odśnieżać te cholerne jałowce i modrzewie? Jak np. zrealizować transport kilkudziesięciu doniczek ze środka plantacji iglaków do np. Poznania? Dojazd do tego pawilonu jakiś zrobić? I kto to ma zimą odśnieżać?
    A w kwestii zamieszkania... Kanalizacja? Jaka? Szambo wykopane? A co na to przepisy sanepidu? Te iglaczki to w końcu na sprzedaż idą, ja nie wiem, jak przepisy mówią o nawożeniu plantacji łajnem Laury? Prąd? Kable górą chyba idące, w powietrzu znaczy, bo wszak w ziemi plantacja iglaków. Jakąś wysokość to mieć musi, żeby maszyny ogrodnicze [ciągniki i inne takie] się pod tym spokojnie zmieściły i nie zrywały. Woda? Studnia z żurawiem, romantyczna jak cholera, ale targać wodę na koromysłach to rozrywka mizerna, moim zdaniem. A podłączenie do sieci wod - kan, to rozkopywanie dochodowej plantacji.
    Przy tym wszystkim pestycydy to mały pikuś jest, acz też nie bez znaczenia.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • vilez 01.12.15, 19:19
    > Serio, widzisz sens budowania CZEGOKOLWIEK, nawet na chwilę

    Owszem, widzę. W Polsce- jak najbardziej. Ten domek, w którym my mieszkaliśmy, też był taki właśnie "na chwilę". I służył wielu ludziom.
  • vi_san 01.12.15, 21:38
    A stał on POŚRODKU plantacji czegokolwiek? Bo ładnie wyrwałaś z kontekstu PÓŁ zdania...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 01.12.15, 21:45
    No wiesz, murarskie trojki w swoim czasie to BLOK, a nie chatynke, potrafily postawic w 21 dni. W stanie surowym oczywiscie.
    A pozniej, czyli od wrzesnia (zaczal sie rok szkolny), weszli pewnie ci specjalisci od posadzek, przewodow, kominow i calej reszty. I zdazyli, ilez to roboty przy takiej maliznie... W trzy miesiace pewnie by sie wyrobili.
    W koncu od Laury slyszymy tylko, ze "Adam wlasnorecznie kladl cegly". Jakie prace i koszty skladaja sie na wykonczenie domku, ona zapewne nie ma pojecia, Cale zycie wszystko jej podstawiano pod nos. Zapewne tak jak MM mysli, ze wszystko samosie i za darmo...
  • vi_san 01.12.15, 23:43
    Ale [niestety, niestety...] fachowcom trzeba płacić. I to zwykle wcale nie mało. Zwłaszcza, jak się ich [tych fachowców] wlecze gdzieś na jakiś wygwizdów.
    Brat męża z żoną zaczęli remont i przebudowę domku na działce dwa lata temu. No i ok, ściany mają i dach. I dalej już kiepsko, mimo, że brat męża "robotny", w budowlance wykończeniowej oblatany i na dodatek nawet sam umie kominek "zrobić"! I oboje pracują na etatach, plus pan ma firmę! No, nie ma opcji, albo potrzebny jest czas, żeby robić samemu [ale wówczas odpada praca zawodowa i inne takie], albo na serio kupę pieniędzy, żeby zrobili ci to wszystko fachowcy. Tym bardziej, że sam może sobie kłaść kable elektryczne jak lubi i jak mu się podoba, ale fachowiec już pewnych rzeczy nie zrobi, bo przepisy itp. Zwłaszcza, że [wbrew pozorom] właśnie przy takiej "maliźnie" to każda pierdółka ma znaczenie! Każdy centymetr powierzchni musi być szalenie rozważnie zaplanowany i zrealizowany z zegarmistrzowską precyzją!
    Co do pojęcia Laury o kosztach - zapewne masz rację.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 02.12.15, 01:35
    Oczywiscie, ze fachowcom trzeba placic. Tak samo jak dostawcom sanitarki, ceramiki, okablowania... Nie sadze, zeby po pawilonie rozanym w naddatkach zostala kuchenka i sedes.

    Laura mowi, ze "po kosztach", bo "zostalo im sporo materialow", a "budowal Adam z panem Gruszka i tylko jednym pomocnikiem". Czy tam pracownikiem. Coz, p. G. moze i za "dziekuje", jak dla syna, ale pomocnik raczej nie. Te slowa Laury dowodza tylko tego, ze ona nie ma pojecia, co tam bylo robione, z czego i ile to kosztowalo. Adam na ten temat pyska przez cala ksiazke nie otworzyl, ani p. Gruszka.

    Poza ksiazka, sadze, tez zaden sie nie wypowiadal. Po co syrenkosarenka mialaby wiedziec, ile forsy Fidelisy moga i sa sklonne wylozyc ? Niech ona sobie tym swojej slicznej glowki nie zaprzata...
  • vi_san 06.12.15, 10:32
    Na marginesie - to "niech ona swojej ślicznej główki nie zaprząta" - to kolejny dowód, że dla Nadszympansa to ona jest ślicznym ozdobnikiem życiowym, ale o partnerstwie to tam mowy nie ma...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 06.12.15, 12:33
    No nie, to akurat byl moj tekst. Maszpolaniecki nigdzie tego expressis verbis nie mowi. Choc zachowuje sie tak, jakby to wlasnie myslal :-)
  • agafiatichonowna 06.12.15, 13:58
    Ani Twój, o Pani, ani mój tylko osobiście samego Stacha Połanieckiego, któregom z mroków niepamięci własnej przywołala. To on takie duperele tej swojej dziumdzi pociskał, a ona pełne zachwytu oczęta wznosząc szemrała cichutko acz z ukontentowaniem imię swego pana i władcy. Jak tiepier Laurka.
  • tt-tka 06.12.15, 14:13
    To ja wiem, Dostojna :-)
    Nie podszywam sie pod Polanieckiego, niech mnie reka boska ! ani nawet pod Sienkiewicza. Moj w sensie - ja go przypisalam naszpanu i Gruszce w kwestii kosztow budowy. Li i jedynie.
  • meduza7 06.12.15, 21:45
    > Nie podszywam sie pod Polanieckiego, niech mnie reka boska ! ani nawet pod Sien
    > kiewicza.

    A to przypadkiem nie Frank Kennedy tak mówił do Scarlett O'Hary, kiedy ta interesowała się finansami jego sklepu? Ten tekst kojarzy mi się wyłącznie z nim.
  • tt-tka 06.12.15, 22:38
    Frank tez. Ale i Polaniecki.

    Rzeczy to Laura faktycznie miala nie za wiele, spakowali szybko, rozpakowali piorunem. Nie twierdze, ze nadszympans osobiscie jej majtki w szafie ukladal (choc kto wie ?), ale ze te szafy i reszte sam wlasnorecznie zrobil, wiec mial juz wizje pedant cholerny " o, tu masz miejsce na swoja bielizne, tu beda moje skarpetki, ta podstawka/haczyk to na twoje lusterko". Cos w tym guscie.
  • ananke666 06.12.15, 22:54
    E, nie ma co przesadzać, szafy pewnie robił typowe. Nie dokładajmy mu jeszcze jednego maniackiego rysu na wyrost, swoich ma dość.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • vi_san 06.12.15, 16:40
    Ależ wiem, Tt-tko! Że on swemi usty nie. Ale działania ewidentnie na to właśnie wskazują. I o to mi chodzi! Bo nie musiałby MÓWIĆ "Lauro, kochanie, wolisz kuchenkę Indesit, Amica, czy Bosch? Wystarczyłaby wzmianka, że Jadam co prawda budował sam z panem Gruszką i kimś tam, ale już wyposażenie wnętrz załatwiali wspólnie, dobierając kolory itd. A nie, tu nie dość, że wszystko Adam sam, to jeszcze on decyduje w której szufladzie Laura ma trzymać majtki a w której koszulki!

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • ananke666 06.12.15, 21:10
    Z tymi majtkami i koszulkami to chyba przesada? Nie pamiętam czegoś takiego...

    Za to miałam wrażenie, że ich chyba domowe skrzaty rozpakowywały, albo Laura miała trzy ciuchy na krzyż, paczkę książek i teczkę nut w osobistym majątku. Aha, także paczuszkę z pamiątkami i lusterko. Bo jakoś piorunem to poszło.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • vi_san 06.12.15, 23:10
    Oczywiście, że majtki to ironia jest - ale mi chodzi o to, że nie ma ANI SŁOWA o tym, że Laura ma cokolwiek do powiedzenia w szalecie! Nie ma ani wzmianeczki o wspólnym wybieraniu kafelków do łazienki [no, chyba, że obok szaletu mieszkalnego jest drewniana "wygódka"; z wyciętym we drzwiach janiołkiem - trębaczem miast serduszka...], o jakichś rozważaniach czy kuchenkę gazową czy elektryczną [a'propos - jeśli gazową, to kto ciągnął instalację i podłączał to w szalecie? Bo jeśli pan Gruszka albo jakiś jego ogrodniczy pomagier, to jak to rąbnie, to Daglezję zmiecie. Z iglakami] i jakiej marki, nie ma jednego słowa, że Larwa we wspomnianym szalecie mogła wybrać materiał na zasłony, czy obicia kanapy. No, nic! Wszystko Adam. To ON decyduje [z głupia frant, na dzień przed ślubem], że jego narzeczona ma zebrać WSZYSTKO, bo on sobie życzy, że po ślubie ma być już wszystko na miejscu, w szalecie. Dzwoni do Laury i [łaskawca] daje jej godzinę na spakowanie!
    Ja tam już od dawna zazdraszczam bohaterkom Jeżycjady posiadania co najmniej kilku skrzatów domowych i różdżek czarodziejskich [w tym i tej z czarnego bzu, z rdzeniem z włosia z ogona testrala]. Pulpa ma na pewno co najmniej kilka skrzatów, które za nią kulinaria odwalają, zwłaszcza, przy nawale gości - nierobów, a i różdżka się przyda do rozwlekania czasu i paru innych drobnostek związanych z prowadzeniem gospodarstwa na obszarze wielkości chustki do nosa, hodowlą koni w porzeczkach i wnioskami o dotacje unijne...
    A swoją drogą - ile niby czasu miało Larwie zająć rozpakowywanie, skoro spakowanie zajęło coś ponad godzinę?

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • bupu 06.12.15, 23:38
    vi_san napisała:

    > Oczywiście, że majtki to ironia jest - ale mi chodzi o to, że nie ma ANI SŁOWA
    > o tym, że Laura ma cokolwiek do powiedzenia w szalecie! Nie ma ani wzmianeczki
    > o wspólnym wybieraniu kafelków do łazienki [no, chyba, że obok szaletu mieszkal
    > nego jest drewniana "wygódka"; z wyciętym we drzwiach janiołkiem - trębaczem mi
    > ast serduszka...], o jakichś rozważaniach czy kuchenkę gazową czy elektryczną

    To o czym ona właściwie decyduje w tym związku? O tym jak ma wyglądać dom nie, o tym kiedy się przeprowadzić nie, o tym dokąd i kiedy w podróż poślubną też nie, nawet decyzję o tym jak wyglądać idąc do ślubu wyjęto jej z ręki. Oraz ciekawe jak wyglądał proces decyzyjny w kwestii spłodzenia potomstwa.

    > a'propos - jeśli gazową, to kto ciągnął instalację i podłączał to w szalecie? B
    > o jeśli pan Gruszka albo jakiś jego ogrodniczy pomagier, to jak to rąbnie, to D
    > aglezję zmiecie. Z iglakami]

    Do kuchenki gazowej nie trzeba ciągnąć przyłącza. Wymyślono coś takiego jak butla, co się chyba lepiej sprawdzi w domu pośrodku niczego. Albo pośrodku plantacji iglaków.

    > ic! Wszystko Adam. To ON decyduje [z głupia frant, na dzień przed ślubem], że j
    > ego narzeczona ma zebrać WSZYSTKO, bo on sobie życzy, że po ślubie ma być już w
    > szystko na miejscu, w szalecie. Dzwoni do Laury i [łaskawca] daje jej godzinę n
    > a spakowanie!

    Używając gęsto zwrotu "ty musisz". "Ty musisz być szczęśliwa" też chyba padło. Nic tylko wiać od takiego z przeraźliwym wrzaskiem.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • vi_san 06.12.15, 23:54
    Ona decyduje... Powiesić portrecik Mozarta nad [zaplanowanym przez Adama] miejscem na pianino. Ona decyduje się zaśpiewać[na jego polecenie] partię Barbariny. Cavatinę.Nota bene swoją popisową partię, do której musi szukać nut. Ale mogła zdecydować sama co zaśpiewa, liczy się?
    Gaz niby faktycznie, można butlowy, ale po pierwsze - do używania gazu butlowego "normalną" kuchenkę trzeba przerobić [wiem, bo mam na działce!], a po drugie - na codzienne, zwykłe, domowe używanie to nieekonomiczne...
    Ja bym wiała. Albo bym go zabiła, coby siedząc w czystej, ogrzewanej, suchej celi cieszyć się, że uniknęłam szaletu. :D

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • bupu 07.12.15, 00:24
    vi_san napisała:

    > Ona decyduje... Powiesić portrecik Mozarta nad [zaplanowanym przez Adama] miejs
    > cem na pianino. Ona decyduje się zaśpiewać[na jego polecenie] partię Barbariny.
    > Cavatinę.Nota bene swoją popisową partię, do której musi szukać nut. Ale mogła
    > zdecydować sama co zaśpiewa, liczy się?

    Jeszcze zadecydowała, że gościom herbatki poda.

    > Gaz niby faktycznie, można butlowy, ale po pierwsze - do używania gazu butloweg
    > o "normalną" kuchenkę trzeba przerobić [wiem, bo mam na działce!], a po drugie
    > - na codzienne, zwykłe, domowe używanie to nieekonomiczne...

    Ekonomiczniejsze niż używanie zwykłej kuchenki elektrycznej, wiem, bo butlowego używam. A wątpię cze Maszpaństwo było stać na płytę indukcyjną. Rachunek za prąd i tak im pewnie wychodzi masakryczny, bo grzanie wody. Albo Maszpan zmywał Laurze makijaże zimną wodą w ramach treningu, żeby się przyzwyczajała, bo w szalecie dla oszczędności ciepłej używają do kąpieli tylko w soboty.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • vi_san 07.12.15, 08:19
    I nawet mogła sama wybrać jaką ta herbatkę zrobi - zwykłą, owocową czy jaką [a swoją drogą: jest info, że tąże herbatkę podała cynamonową - i cała czwórka obecnych [ona sama, Adam, Ignaś i Magda] mieli ochotę akurat na taką? Trochę [podkreślam: TROCHĘ, za mało do wpaduś] to dziwne, bo znam całkiem spore grono osób, które cynamonu nie lubią, a tu wszyscy chcą?]
    Może być, że gaz z butli ekonomiczniejszy niż elektryczna płyta. Nigdy nie miałam elektrycznej płyty. Natomiast jeśli mają tam doprowadzony "zwykły" gaz, to ja tego nie ogarniam wyobraźnią. To rozrycie plantacji, koszty gazowni [takie coś zdaje się muszą robić fachowcy!]...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 07.12.15, 00:29
    Ale co wy, dziewczyny ! Laurka jeszcze trzy lata pozniej jest az swietlista ze szczescia ! Feblika nie czytaly, czy co ?

    Wiemy juz, na co szkodza pestycydy i cisy - moze, Bupu sloneczko, zapomnialas wspomniec, ze to sie i na mozgowie rzuca ?
  • vi_san 07.12.15, 08:08
    Co do szczęścia Laurki, to wiesz, "Syndrom Sztokholmski"... Znam osobiście niewiastę, która, gdy ją próbowałam przekonać, że mężczyzna osobisty NIE MA PRAWA jej bić, odpowiedziała z całym przekonaniem "Wiesz, mocno bije to znaczy że mocno kocha"... I, powiem ci, ona na prawdę w to wierzyła! Osoba z takimi kompleksami, z takimi brakami emocjonalnymi itd jak Laura [zresztą podobnie jak Róża] poleci za pierwszym, który będzie dla niej miły/wyda jej się romantyczny i po owym "poleceniu" będzie każde zachowanie ukochanego tłumaczyć sobie i przekładać, że to dla jej dobra. Może zresztą to nie syndrom sztokholmski, tylko ma to w psychologii swoją odrębną nazwę? Ja nie psycholog, więc tego...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 07.12.15, 08:27
    Sztokholmski na pewno nie, pisano sporo na forumie, choc nie pamietam, w ktorych watkach.

    Rzecz w tym, ze o ile Laurka mogla dostac malpiego rozumu, to taki stan nie trwa jednak latami bez zmian. Ksztaltuje sie, ewoluuje, wykrzywia... A ona jak z zamrazarki wyjeta, jakby tych trzech z hakiem lat nie bylo... jakby dom, podobno wreszcie wlasny ani nie dal jej w kosc, ani do niczego nie zainspirowal
    Laurka nadal slicznie wyglada, spiewa i kocha Naszpolanieckiego i to jest wszystko, czym sie zajmuje. O ile przy Rozy moglo sie to wydawac mozliwe, o tyle tutaj - nie.
  • gat45 07.12.15, 08:35
    Nie dogodzi, no nie dogodzi....
    Laurka - jak z zamrażarki - czy to możliwe ?
    Ignacek młodszy za bardzo się zmienił - czy to możliwe ?
    ... jakiś kwiat z ich włosów spadł do stóp ołtarzy - że tak sobie poleśmianię od samego poranka,n na odtrutkę.

    Zła jestem jak diabli, więc się czepiam czepiania się. A co !
  • tt-tka 07.12.15, 08:46
    Czepiasz sie, ale nie bede czepiac sie tego, ze Ty sie czepiasz :-)
    IGS zmienil sie krancowo w ciagu kilku dni.
    Laura nie zmienila sie wcale przez 3,5 roku.
    Imho jedno i drugie niemozliwe.
  • vi_san 07.12.15, 09:00
    Czepiaj się, czepiaj, Gatto. Z tym, że jednak IGS we WdO jest ciągle DZIECKIEM, szczuplutkim, wątłym i bladym, tymczasem w F już jest barczystym choć smukłym, opalonym na czekoladkę młodym mężczyzną z sypiącym się wąsem. Sorry Winnetou, w opisywanym czasie to nie możliwe...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • vi_san 07.12.15, 08:58
    No to nie sztokholmski tylko jakiś inny, nie upieram się, a zasadę rozumiesz. :P
    I tu [z tym, że powinno jej przejść] się z jednej strony zgodzę a z drugiej nie. Normalnej osobie - by przeszło dawno. Szalecik by jej tak dokopał realiami, że romantyczna miłość pozostałaby w zapisie nutowym tylko i li, a w realu zagościłaby wroga, głucha i zapiekła niechęć, ocierająca o nienawiść. Plus przy szalecikowych realiach, to ona by tak śpiewała, jak ja tańczę w balecie. Bo ciągłe wyziębienie i chroniczne stany zapalne gardła fantastycznie robią na sopran.
    Natomiast biorę pod uwagę właśnie potężne braki emocjonalno - społeczno - rodzinne Laury. Wspomniana przeze mnie poprzednio pani była w ścisłym związku z tłukącym ją panem przez co najmniej cztery lata nim ją poznałam, a znacznie dłużej nim odważyłam się jej zasugerować zmianę stanu rzeczy. Dodajmy, że pan nie miał nawet pozorów adamowego "kochania", bo np. potrafił wspomnianą panią kopiąc zaprowadzić do przedpokoju, bo nie dość szybko wystartowała po papierosy, które się mu skończyły. I temu podobnie. A ona mnie przekonywała z całym zapałem, że skoro ją mocno bije to znaczy, że równie mocno kocha! Po kilku latach tłuczenia. Niemal codziennego. Laura ma, moim zdaniem, podobnie. I tym łatwiej jej w to wierzyć, że Adam POZORNIE jest dla niej dobry, łagodny i serdeczny. Do tego jeszcze można zapewne dołożyć podświadome "Ojciec mnie porzucił, zrobię wszystko, żeby Adam mnie nie porzucił" itd...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 07.12.15, 09:20
    Rozumiem zasade, oczywiscie :-)

    I nawet niekoniecznie znienawidzic, ale, do diabla, ona jest po trzech latach malzenstwa ! Pierwszych zapewne doswiadczeniach seksualnych, samodzielnym, a w kazdym razie bez mamusi, gospodarowaniu, kiedy to juz samo na stole nie stanie i do pralki nie wejdzie, probach (zakladam) ustawienia sie zawodowo, zdobycia pozycji lub przynajmniej zaistnienia i to tak wszystko bez sladu ? Nadal to, ze naszpolaniecki kladzie jej reke na karku zastepuje jej caly swiat ? No litosci
  • vi_san 07.12.15, 09:38
    Ale, Tt-tko - ja wierzę, że o samodzielnym gospodarowaniu to ona nadal ma pojęcie identyczne jak w dniu ślubu, bo zakupy robi Adam i on gotuje, on też odwala pranie itp. Albo skrzaty domowe, które się wszędzie w okolicach Poznania plączą w obfitości wielkiej. [A tak OT: nie mogłaby któraś miejscowa złapać jakiegoś i mi podesłać? Przydałby mi się bardzo! Obiecuję, że będę o niego dbać!]] Zawodowo to wiadomo przecież, wszyscy Borejkowie [niezależnie od nazwiska] dostają wspaniałą pracę od razu po wejściu na rynek i mogą jeszcze wybierać i przebierać w ofertach. Bo pracodawcy są, nieprawdaż, urzeczeni ciepłem rodzinnym z nich bijącym. W takim układzie - jak najbardziej wierzę, że jej Adam zastępuje cały świat. Zwłaszcza, że ona tak bardzo chce, żeby jej się udało, jej się po prostu MUSI udać, że nawet jeśli będzie widziała, że jest coś nie tak, to sama siebie przekona, że nie, że ona źle widzi. Bo Adam ją kocha i już. Aksjomat taki. I jest dla niej dobry. I nie jest CKNUKiem. I, owszem, jest dla niej i niebem i światem. I jest szczęśliwa. A że zimno, że dojazdy, że coś tam - nieważne. Aksjomat się liczy. A reszta to detale.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 07.12.15, 09:55
    A ja nie wierze...
    Praca absolwentki AM, o ile nie zostala nauczycielka wychowania muzycznego (czy jak tam sie to teraz nazywa) to jest euforia i stres, jedno i drugie w silnych dawkach; plus proby przed poludniem, wystepy po poludniu lub wieczorem, powrot do domu poznym wieczorem, zajete soboty i niedziele - powinny wystapic jakies problemy na tym tle ! Jesli nawet nie otwarty konflikt typu "tata ma imieniny, a ciebie ZNOWU nie bedzie" to jej wlasny zal, ze nie jest z nadszympansem tak dlugo i czesto, jak by chciala i ta wredna praca tak przeszkadza w zyciu albo przeciwnie, zrezygnowalam z tego wyjazdu, zeby byc z toba, ale zal sciska cztery litery, bo inni tam sukcesy odnosza, a ja miedzy chojakami...
    albo cokolwiek ! bo tak to ona jest jak te konie Flobrych, skladane w kosteczke na co dzien, a wyciagane i nadmuchwane od swieta.
  • vi_san 07.12.15, 10:31
    Ale uściślij, czy piszemy o realu czy musierowersum? Bo jeśli o realu, to oczywiście masz pełną rację, jeśli o musierowersum - to niekoniecznie. Przypatrz się pracy wszystkich w Borejlandzie: Milicja trzaskająca jednoaktówki między gotowaniem rosołku a lepieniem pierogów, Gabbini nie poświęcając pracy zawodowej ani minuty swojego cennego żywota [poza sytuacjami, kiedy grupa uwielbiających ją studentów jest potrzebna jako przerywnik w akcji], Grześ nie pracujący nigdy, Ida "estetycznie" omawiająca różne zabiegi niech będzie, nawet widzimy ją przy pracy, jak szyje język Żabie, Marek albo śpi albo go nie ma, Nutria i Robroj nie istnieją, Florian trudni się głównie sadzeniem katalpy i opowiadaniem dziejów wojów piastowskich, Pulpa ma czas na czytanie nowości, robienie lodów i inne duperele, ergo - tez się nie przepracowuje, o Różofrycach mało wiemy...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 07.12.15, 17:50
    MM o pracy swoich postaci nie pisze, a jak pisze, to bzdury. Wiem. Lepiej niech nie pisze wcale.

    Ale postac sklada sie nie tylko ze swojej (nieopisanej) pracy. Minelo ponad trzy lata ! Tyle co miedzy Brulionem a Noelka ! I tam Gaba sie zmienila, Kostucha sie zmienila, inni tez. Nie wytlumaczono nam, dlaczego tak, a nie inaczej, ale to bylo ! A - ktosie juz wspominaly w innych watkach - IGS od spokojnego, wrazliwego dziecka po zlosliwa miagwe ewoluowal nawet z duzym prawdopodobienstwem psychologicznym.
    A Laura nic. Jak ja obezwladnilo mozgowo i charakterologicznie, tak jej juz zostalo. Choc jej zycie zmienilo sie diametralnie, ona sama wcale.
  • slotna 07.12.15, 20:21
    > Gaz niby faktycznie, można butlowy, ale po pierwsze - do używania gazu butloweg
    > o "normalną" kuchenkę trzeba przerobić [wiem, bo mam na działce!], a po drugie
    > - na codzienne, zwykłe, domowe używanie to nieekonomiczne...

    Ja przez dlugie lata nie mialam pojecia, ze gaz moze byc z rury w scianie, a nie butli. W kazdym kolejnym mieszkaniu / domu mielismy butle, u babci byla butla, u ciotki... A wyobrazcie sobie moj szok, jak odkrylam piecyki gazowe w lazienkach!

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • wolfsnufkin 15.11.16, 17:43
    Adaammm to chyba psychopata ;)
  • vilez 03.12.15, 16:24
    Niczego nie wyrwałam... Tak, stał pośrodku czegoś, mianowicie posesji. Blisko domu "zasadniczego".
  • vi_san 03.12.15, 20:07
    Otóż Vilez, wróć sobie do McGniota. Nie stał pośrodku posesji blisko domu zasadniczego, a pośrodku kilkuhektarowej PLANTACJI iglaków, pod iluśsetletnim świerkiem. :P
    Możemy dyskutować o tym co MM pisze, ale jeśli już coś napisała - pozostaje to przyjąć do wiadomości. A w tym przypadku - po prostu przeczytaj McDusię i sama na własne oczy przeczytasz, że to był środek plantacji i Adam planuje tam długie, długie lata w szczęściu.
    O ile dostrzegam sens budowania "czegokolwiek" przy posiadaniu do tego warunków, o tyle cały pomysł kurnika na środku plantacji jest kretyński, idiotyczny i nic go nie broni.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • ciotka_scholastyka 04.12.15, 08:32
    > O ile dostrzegam sens budowania "czegokolwiek" przy posiadaniu do tego warunków
    > , o tyle cały pomysł kurnika na środku plantacji jest kretyński, idiotyczny i n
    > ic go nie broni.

    Ano właśnie, powiem wam, że ja już mniej wydziwiam nad budowaniem domku mieszkalnego z resztek po pawilonie ogrodniczym (!!!), a zdecydowanie bardziej nad jego umiejscowieniem.
    Plantacja iglaków, jak pokazałam na fotce wyżej, nie wygląda jak lasek miejski,gdzie jest mnóstwo dróżek i ścieżek, po których można spacerować. Owszem, są dróżki do przewożenia sprzętu, są większe, żeby te choineczki po ścięciu załadować i wywieźć, ale generalnie po czymś takim chodzi się w ciuchach roboczych, bo drzewka brudzą i drapią. Już widzę Laurę, zasuwającą dwa albo i więcej razy dziennie przez pole do bramy, bo przecież samochód pod domek nie podjedzie.
    Tak mi się nasuwają jeszcze dwie uwagi, a mianowicie:
    1/ Daglezja była ogrodnictwem, a więc iglaki stanowiły prawdopodobnie tylko część biznesu,nie były to hektary aż po horyzont - nie szkoda zatem jeszcze dodatkowo ich okrajać postawieniem domku? MM nie mogła powiększyć posiadłości Fidelisów o pół hektara, żeby można było postawić drugi dom na ich terenie, choćby i mały?
    2/ architekt robiąc projekt domku zdaje się uwzględnia z wiadomych powodów rodzaje materiałów, z których ten domek ma powstać. Jaki architekt zgodziłby się projektować domek z resztek po pawilonie różanym?...
  • ananke666 06.12.15, 21:11
    Może to była wielka murowana stodoła różana, subtelnie zwana pawilonem?

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • ciotka_scholastyka 04.12.15, 08:22
    vilez napisała:

    > Niczego nie wyrwałam... Tak, stał pośrodku czegoś, mianowicie posesji. Blisko d
    > omu "zasadniczego".

    I dla ciebie nie ma różnicy pomiędzy budynkiem na środku posesji, mieszkalnej jak zakładam, choćby i bardzo dużej, a budynkiem na środku plantacji iglaków?

    Pierwsze z brzegu zdjęcie, jak wygląda plantacja iglaków:

    http://www.ogrodinfo.pl/images/upload/artykuly/Szk%C3%B3%C5%82karstwo/Choinki_3.jpg
  • tt-tka 04.12.15, 10:09
    Z Waszych wpisow wnioskuje, ze vilez powoluje sie na nieczytany tekst :-)
    zatem sluze cytatem
    "domeczek (...) postawiony opodal starej studni z zurawiem, posrodku kilkuhektarowej plantacji roslin ozdobnych, otoczony polami mlodych modrzewi, jalowcow, cisow i jodel"

    POSRODKU kilkuhektarowej plantacji.
    OTOCZONY POLAMI mlodych iglakow.
  • bupu 04.12.15, 16:47
    tt-tka napisała:

    > Z Waszych wpisow wnioskuje, ze vilez powoluje sie na nieczytany tekst :-)
    > zatem sluze cytatem
    > "domeczek (...) postawiony opodal starej studni z zurawiem, posrodku kilkuhekta
    > rowej plantacji roslin ozdobnych, otoczony polami mlodych modrzewi, jalowcow, c
    > isow i jodel"
    >
    > POSRODKU kilkuhektarowej plantacji.
    > OTOCZONY POLAMI mlodych iglakow.

    Waita... oni tam mają pole cisów przy szalecie? Wszystkie części cisa, poza osnówkami owoców są trujące, tyczy się to też pyłku, który wywołuje bóle głowy, apatię, bóle stawów, podrażnienie skóry i wysypkę. Coraz lepsze to gniazdko miłości :D
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • bupu 04.12.15, 16:49
    bupu napisała:

    > Waita... oni tam mają pole cisów przy szalecie? Wszystkie części cisa, poza osn
    > ówkami owoców są trujące, tyczy się to też pyłku, który wywołuje bóle głowy, ap
    > atię, bóle stawów, podrażnienie skóry i wysypkę. Coraz lepsze to gniazdko miłoś
    > ci :D

    Byłabym zapomniała: przedłużony kontakt z rzeczonym pyłkiem może również wywołać astmę, co niewątpliwie ucieszy i śpiewaczkę Laurynię i nauczyciela Maszpołanieckiego.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • ewaty 05.12.15, 12:31
    Cyt. "domeczek (...) postawiony opodal starej studni z zurawiem, posrodku kilkuhektarowej plantacji roslin ozdobnych, otoczony polami mlodych modrzewi, jalowcow, cisow i jodel"

    Może MM sobie prowadzenie plantacji wyobraża tak, jak sadzenie młodych drzew w lesie? Wiecie, wyrąb starych, zauwazyłam, ze zwykle zostają pojedyncze drzewa ( nie wiem w jakim celu? Żeby ptaszyska miały gdzie lądować?) i sadzenie młodych drzewek? Bo ten pojedynczy, wielki, świerk posrodku plantacji, obok studni, to tez zagadka- studnia sugeruje, że było tu jakies siedlisko- może fundamenty po nim zostały? Swoją drogą, jeśli byłby to świerk, niczym maszt, sterczący pomiędzy niskimi roślinkami, to nie chciałabym spędzac w szaleciku burzy...

    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga długiego czasu.
    Czas i tak upłynie.
  • zla.m 02.12.15, 03:03
    vilez napisała:

    > > Serio, widzisz sens budowania CZEGOKOLWIEK, nawet na chwilę
    >
    > Owszem, widzę. W Polsce- jak najbrdziej. Ten domek, w którym my mieszkaliśmy,
    > też był taki właśnie "na chwilę". I służył wielu ludziom.

    Nie wiem, jakie ma znaczenie narodowość domku, a ten ktory czule wspominasz budowano pewnie dawno, w innych warunkach nie tylko gospodarczych, ale i prawnych. Ani w Polsce, ani wielu miejscach na świecie nie opłaca się stawiać tak małego domku na cennym kawału ziemi pod miastem:
    - większego obok nie postawią, a nowa parcela to koszt (kwestie środka plantacji pomijam, bo to nas od razu odsyła w jakąś krainę absurdu)
    - najdroższe rzeczy nie zależą (albo zależą w małym stopniu) od wielkości domu - te wszystkie prądy, termy, kominki w płaszczach, kanalizy, szamba, podłączenia urządzeń, wyposażenie kuchni itp.
    - podobnie jednorazowo się placi za pozwolenie na budowę, architekta (tak, nawet do takiej psiej budki trzeba mieć stosowny projekt, jeśli mają żyć tam ludzie), wizytę ludzi z uprawnieniami, którzy podłączą prąd/gaz lub klepną, że jest dobrze (nie wystarczy umieć, trzeba mieć stosowne uprawnienia)
    - co zrobią z tym "domem" jak dojdą do wniosku, że jednak za mały? nie sprzedadzą w sensownej cenie, wynajmą studentom może - mały zysk, duży kłopot
    To nie "Kulczykową", a właśnie biedaków nie stać na robienie czegoś na chwilę, po kosztach, byle jak. Bo kasa utopiona, a mieszkać się nie da.
    Gdyby taki domek już był, gdyby sobie letni domek czy dawne pomieszczenie gospodarcze niskim kosztem przysposobili, to ...na pewno tez byłyby uwagi ;-), ale zdcydowanie mniej
    ---
    Żeby mieć prawo jazdy, trzeba zaliczyć kurs i zdać egzamin. Z broni,ą palną jest podobnie. Ale żeby uchwalać ustawy, to już żadnego kursu ani egzaminu nie trzeba.
  • vi_san 02.12.15, 12:41
    Zła.M, ale jak to wynająć? Pal licho aspekt sentymentalny, ale kto to wynajmie? Cudo nieogrzewane, znaczy ogrzewane łysym, zwykłym kominkiem, wiesz ile to drewna, żeby to jako - tako ogrzać, kto ma to drewno kupować? Woda grzane w termie, elektrycznej zapewne, rachunki za prąd rzędu kosmicznych! Wyjazd zimą na tydzień [np. święta, ferie] spowoduje nie tylko totalne wyziębienie chałupinki, ale też i włażenie wszędzie wilgoci czarownej. Dosuszenie i dogrzanie tegoż - to kwestia co najmniej kilku dni. Dodajmy do tego, że całość położona jest malowniczo na środku kilkuhektarowej plantacji, w związku z czym każde udanie się do sklepu, na uczelnię, do pracy, gdziekolwiek do ludzi, to ładny "spacer" między modrzewiami i jodełkami, plus zimą urok odśnieżania drogi tejże... Przy czym po dotarciu do "głównej siedziby" Daglezji nijak nie jesteśmy jeszcze u celu! Dalej trzeba dygać na autobus i dopiero tymże dotrzeć do Poznania. Znasz kogoś, kto by z własnej, nieprzymuszonej woli poszedł na takie warunki? Bo ja nie... Plus: jeśli to miałby być wynajem, to jeszcze za to płacić by musiał, ten ktoś! Za pozwolenie na zakup metrów drewna, palenie w kominku, płacenie gigantycznych rachunków za prąd i łaskę mieszkania w centrum plantacji...
    Gdyby to była altana stojąca, którą młodzi sobie "na razie" przystosowali - zapewne byłoby mniej uwag, acz altana na środku plantacji tez sensu nie ma nijakiego. :)

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • vilez 03.12.15, 16:31
    Narodowość ma wiele do rzeczy, mianowicie to, że w Polsce dramatycznie brakuje lokum mieszkaniowego na rodzinę. Nuklearną. To raz.

    Dwa- jak najbardziej buduje się takie domki tanio. Ten, który my wynajmowaliśmy, był postawiony na starym garażu- ot, dobudowano "piętro". Gospodarz postawił systemem chałupniczym. Sam. Miał smykałkę do robót budowlanych. Wynajmują go tak do dziś.

    Nie bardzo więc rozumiem, czemu się dziwujesz tak prostym rzeczom...

    Trzy- taki domek zawsze można wynająć komuś, trzymać dla letników, lub jako szopę na cuś...
  • zla.m 05.12.15, 02:41
    vilez napisała:

    > Narodowość ma wiele do rzeczy, mianowicie to, że w Polssce dramatycznie brakuje
    > lokum mieszkaniowego na rodzinę. Nuklearną. To raz.

    Z moich doświadczeń i kontaktów z ludźmi w innych krajach, to wszędzie lokum dla młodej rodziny (czy młodej osoby) jest problemem. Sama mieszkałam przez chwilę w mieszkaniu w Lisbonie, mającym 4 pokoje zasiedlone przez 6 osób (na stałe, w porywach było sporo więcej ;-). Osób mlodych, ale pracujących, nie studentów. U nas problemem jest to, że każdy chce mieć swoje mieszkanie - stąd powszechność kredytów i kłopotów z nimi związanych

    >
    > Dwa- jak najbardziej buduje się takie domki tanio. Ten, który my wynajmowaliśmy
    > , był postawiony na starym garażu- ot, dobudowano "piętro". Gospodarz postawił
    > systemem chałupniczym. Sam. Miał smykałkę do robót budowlanych. Wynajmują go ta
    > k do dziś.

    Właśnie o to mi chodzi! Twój gospodarz nie zmarnował cennej ziemi na psią budkę, zrobił dobudówkę w czymś istniejącym. Gdyby Adam tak postąpił byłoby to może w jego sytuacji dziwne - zważywszy, że pochodzi z rodziny raczej bogatej - ale miałoby sens jako rozwiązanie tymczasowe.

    >
    > Nie bardzo więc rozumiem, czemu się dziwujesz tak prostym rzeczom...
    >
    Bo to nie ma SENSU. Ekonomicznego sensu nie ma stawianie od zera domu wielkości budki celnika. A mówimy o ludziach, którzy z sukcesem (współ)prowadzą przedsiębiorstwo i, wydawałoby się, liczyć umieją.

    > Trzy- taki domek zawsze można wynająć komuś, trzymać dla letników, lub jako szo
    > pę na cuś.
    Wspaniały pomysł - wydać kupę kasy na dom (przypominam - cegły, grube ściany z wbudowanymi szafami, kominek), a potem przerobić na szopę... O wynajmie już vi_san szeroko pisała. Ty byś chciała wynająć dom, nawet na wczasy, pośrodku plantacji, u ogrodnika w Kostrzyniu..?

    --
    Pod Londynem...
  • slotna 05.12.15, 13:43
    > U nas problemem jest to, że każdy chce mieć swoje mieszkanie - stąd powszechno
    > ść kredytów i kłopotów z nimi związanych

    U nas każdy chce mieć swoje mieszkanie nie dla hecy, tylko dla tego, że nie ma alternatywy. Nie ma budownictwa komunalnego pod wynajem, nie ma ochrony praw lokatorskich. Wprowadzasz się do takiego mieszkania i wiesz, że właściciel może wypowiedzieć ci umowę w każdej chwili - jak w takiej sytuacji czuć się bezpiecznie, u siebie? A że rata kredytu niewiele przewyzsza czynsz (bo panuje wolna amerykanka), no to wybór jest prosty.

    Ja tam bym wolała nie kupowac, tylko mieszkać w mieszkaniu wynajmowanym od państwa: z gwarantowanym niskim czynszem bez gwałtownych podwyżek, ze świadomością, że mogę tam mieszkać 10, 15, 20 lat, albo i do końca życia. Ale tego w Polsce nie ma.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • zla.m 05.12.15, 22:27
    slotna napisała:

    > U nas każdy chce mieć swoje mieszkanie nie dla hecy, tylko dla tego, że nie ma
    > alternatywy. Nie ma budownictwa komunalnego pod wynajem, nie ma ochrony praw lo
    > katorskich. Wprowadzasz się do takiego mieszkania i wiesz, że właściciel może w
    > ypowiedzieć ci umowę w każdej chwili - jak w takiej sytuacji czuć się bezpieczn
    > ie, u siebie? A że rata kredytu niewiele przewyzsza czynsz (bo panuje wolna ame
    > rykanka), no to wybór jest prosty.
    >
    ale ja nie twierdzę, że to źle, że ludzie chcą być na swoim - z przyczyn ekonomicznych i kulturowych tak jest i tyle. Z tą różnicą, że perspektywa "całego życia w wynajmowanym" jest u nas bardziej bolesna, z powodów które opisałaś.

    --
    Pod Londynem...
  • slotna 05.12.15, 22:58
    Chcialam tylko zaznaczyc, ze to powszechne "chcenie" de facto jest raczej koniecznoscia, a zrodlo problemu lezy gdzie indziej. Państwo zamiast budowac czynszowki jeszcze dodatkowo wspiera te chorobe programami typu MDM czy wczesniej "Rodzina na swoim", przyczyniajac sie do degradacji miast (za to deweloperzy sa zachwyceni). Problem mnie zywo interesuje z racji faktu, iz raczej nic nie odziedzicze.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • vi_san 30.11.15, 17:36
    A na marginesie: jeśli nawet Krzysiek z żoną mieszkają w Patagonii, to i tak nie zmienia to nijak prawa spadkowego i po zejściu mamusi i tatusia przysługuje mu dokładnie takie samo prawo do domu rodziców jak adamowi. :P

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 30.11.15, 18:11
    Nawet jesli Krzysiek z zona mieszkaja w Patagonii :-)

    Moze i mieszkaja, ale Krzysiek codziennie na plantacje dojezdza/dolatuje, bo jest na niej pracownikiem pelnoetatowym, bodajze nawet z kierunkowym wyksztalceniem. W przeciwienstwie do brata, ktory w "Daglezji" pomaga w chwilach wolnych od nauczycielstwa. Plus prowadzenie kolka gramatycznego.
    Poza wszystkim - rodzice synow w okolicach trzydziestki lub troche po to ludzie w wieku +60 zwykle. Do smierci daleko. Matka byla w szpitalu, ale co jej jest - nie wiemy. Ojciec jest na wozku - ale z tym tez mozna dlugo zyc. Przypuszczenie, ze dom panstwa Fidelisow starszych szybko bedzie do odziedziczenia - imho bezzasadne. A nie wierze zupelnie, by Adam z takim zalozeniem budowal szalet. Akurat do rodzicow wydaje sie byc szczerze przywiazany.
  • vi_san 30.11.15, 18:38
    A to nie ja, to Neandertalka wspominała, że "po co budować porządną willę, skoro żółty domek czeka". I ja się tylko do tego odniosłam.
    Skoro Krzysiek pracuje w Daglezji to Patagonia raczej odpada, ale nijak to nie wpływa na fakt, iż w razie zejścia rodziców śmiertelnego - do spadku po nich ma identyczne prawo jak jego braciszek. Ba, nawet gdyby miał swoją osobną willę i osobne przedsiębiorstwo roślinne "Daglezja Bis" niczego to nie zmienia! Prawo spadkowe mówi jasno - że w razie braku innych zapisów każdy z synów po połowie [oczywiście w razie zejścia obojga rodziców wspólnie]. W przypadku zaś zapisu testamentowego "wszystko dla Jadama" też można by się sądzić, korowodzić, zachowek dostałby Krzysztof i tak... A nie podejrzewam Fidelisów seniorów, by zapisy takowe czynili. Więc IMHO po śmierci mamusi i tatusia Fidelisów - każdy z braci dostanie pół królestwa. Być może Krzysiek będzie chciał zostać na całości, wówczas powinien brata spłacić, albo nie wiem, nie jestem prawniczką.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • neandertalka 30.11.15, 20:11
    Wszyściunio racja, jak już zresztą przyznałam ciut wcześniej. Chylę czoła przed waszą praktycznością. Romantyzm w starciu ze skrzeczącą rzeczywistością nie ma szans.

    Jedynie z tym, że Krzysiek stanowiłby poważną przeszkodę, jeśli chodzi o żółty domek w przyszłości, pozwolę sobie podyskutować. Jasne, że dziedziczą obaj, ale po pierwsze - również Adam Krzyśka może spłacić, a po drugie - jeśli Krzysiek skądinąd byłby już urządzony, to kto wie, jako kochający brat mógłby zrezygnować ze swojego udziału w spadku (zwłaszcza jeśli młody jako nauczyciel nie miałby z czego spłacić). Znam podobny przypadek z życia.

  • vi_san 30.11.15, 20:26
    Mógłby ale nie musiałby. Więc zasadniczo Adam na całość spadku i "swój" żółty domek - liczyć nie powinien. Tym bardziej, że państwo Fidelisowie seniorzy zapewne są w wieku 60+, owszem, chorują, ale żyć z chorobami mogą jeszcze choćby i 20 lat - to nieco długo jak na czekanie w romantycznie niedogrzanym, drogim jak pierun i praktycznym jak nie powiem co szaleciku na środku plantacji, nie sądzisz?
    Środek plantacji! Pfff...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • kooreczka 30.11.15, 20:27
    Wiesz, u nas też zawczasu było ustalone, kto dostanie domek po babci i nikt nie zamierzał słowa powiedzieć. Babcia, ciesząc się żelaznym zdrowiem osoby chorowitej, dożyła lat 90paru, sukcesor miał dzieci na swoim i podrastające wnuki.

    Nie mówiąc o tym, że domy zbudowane do lat '80 są bardzo drogie w remontach i utrzymaniu, a część tak zbudowana, że taniej niż remontować jest rozebrać i budować od nowa.
  • vi_san 30.11.15, 21:30
    Abstrahując już od tego, że życie się różnie układa, i nawet bracia mogą być "na dziś" dogadani, że jakby rodzice zmarli, to Krzysztof Adamowi ustąpi domu, a Adam Krzyśkowi - Daglezję, a wystarczy, że za rok czy dwa ich żony się "potną" o cokolwiek [o co przy charakterku Tygrysa nie trudno] i zgoda między braćmi może pójść się wietrzyć. Mało to jest takich sytuacji w życiu?

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • vilez 01.12.15, 19:17
    > Sama jakoś też nie zostałaś w dwóch mikropokoikach!

    Nie zostałam, albowiem przeniosłam się do innych dwóch mikro-pokoików. Tyle, że za mniejsze pieniądze. I mieszkałam w nich z mężem i dzieckiem.

    > Tymczasem oni mają tam zostać długie, długie lata!

    Skąd masz te długie lata? Bo ja wyczytałam z reakcji Laury na domek, że niekoniecznie. Ot, domek na teraz.
    Właśnie, "z czasem"... żadne blablabla.
  • vi_san 01.12.15, 21:50
    Sam Adam, własnemi usty oznajmia, że "Będziesz tu szczęśliwa długie, długie lata". Sorry, możemy sobie dośpiewywać, ale nie podważajmy tego, co MM wprost napisała. :P

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 01.12.15, 21:59
    Zgadza sie, naszpan wlasnymi usty oznajmia. I bez wzgledu na to, co o tym mysli Laura badz czytelnicy, szalet budowany byl jako lokum docelowe. Na dlugie lata.
    A ex-Tygrysica nie bardzo ma wybor ani moznosc protestu. Moze co najwyzej wrocic na Roosevelta do mamusi...bo przeciez nie pojdzie mieszkac z kolezanka, ani sama - za co ? jak to wytlumaczyc ? Wdepnela w ten szalet i teraz ma :-(
  • agafiatichonowna 01.12.15, 22:18
    Spokojnie, narada jakowaś się szykuje pod przewodnictwem pana Gruszki, nieprawdaz? Niewykluczone, że w celu dodania powierzchni użytkowej czy tam mieszkalnej. Lato trwa, Adaś ma wakacje, raz dwa z panem G. pięterko machną, cegiełki na taczkach sie przywiezie, slalomem między cyprysikami i jałowcami i po sprawie. A potem przyjdzie na świat kolejny dzidziuś i nastepne pięterko , i następne pięterko i następne...
    I będzie dużo dzidziusiów i dużo pieterków. The end.
  • tt-tka 01.12.15, 22:26
    O Boru, zobaczylam ten swierk stuletni porosniety pieterkami jak huba !
  • vilez 03.12.15, 16:32
    Ale Laura inaczej na to zareagowała, niż entuzjazmem bezkresnym, więc raczej nie na lata...
  • bupu 03.12.15, 16:53
    vilez napisała:

    > Ale Laura inaczej na to zareagowała, niż entuzjazmem bezkresnym, więc raczej ni
    > e na lata...

    Ale szaletu nie budowała Laura, tylko Maszpołaniecki z Gruszką i pomagierem. Który to Maszpołaniecki przewidywał, że Laura tam będzie szczęśliwa długie lata. A skoro tak, to nie wznosił szaletu jako chwilówki, tylko jako rezydencję stałą.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • bupu 29.11.15, 15:34
    vilez napisała:

    > A mnie, wyznam, od dawna dziwi Wasz najazd na ten domek gospodarczy.
    >
    > Sama w takim mieszkałam pierwszy rok po studiach. Dwa mikro pokoiki, mini łazie
    > nka i mała kuchenka.
    > Wspominam z rozrzewnieniem. Mąż i moi znajomi takoż.
    > Coś jak Fiat 126p- też wspominam ze łzą, żaden późniejszy samochód nie wzbudził
    > już we mnie takich uczuć i odczuć. A miał fotele zwiazywane sznurkiem (tak, ta
    > k...)
    >
    > Lepszy ten szałas, niż na kupie z Borejami.
    >
    > Potem będą mieszkać w czymś większym. Mają czas. Pewnie teraz, przy powiększają
    > cej się rodzinie, coś się w tej materii zmieni.
    > Ale zasadnicza idea- mieszkanie na starcie w czymś, co tanie i dostępne- jest d
    > la mnie bardzo ok.
    > Zwłaszcza, gdy się nie pochodzi z Rockefellerów czy inszych Kulczyków...
    >
    > Hallo, tu jest Polska. Tu wielu ludzi mieszka w takich domkach gospodarczych cz
    > y innych mikro kawalerkach. Serio.

    Ale to nie jest mieszkanie na start, w tym problem. To jest domeczek na lata, w dodatku posadowiony w samym środku plantacji co raczej wyklucza zbyt intensywną rozbudowę. Gdyby szalet był rozwiązaniem tymczasowym, nikt by się go nie czepiał.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • iwoniaw 30.11.15, 20:29
    Cytat A mnie, wyznam, od dawna dziwi Wasz najazd na ten domek gospodarczy.
    >
    > Sama w takim mieszkałam pierwszy rok po studiach.


    Też był zbudowany "z resztek po pawilonie różanym"? (Ciekawe, swoją drogą, ileż to takich resztek i jakiego rodzaju z takiego pawilonu może zostać?)

    Cytat Ale zasadnicza idea- mieszkanie na starcie w czymś, co tanie i dostępne- jest d
    > la mnie bardzo ok.


    Problem w tym, że - jak napisano już obok - ani to nie było rozwiązanie tanie, ani już istniejące i dostępne, ani na start, lecz specjalnie budowane (z resztek co prawda, ale zakładam, że jednak część materiałów po prostu MUSIELI dokupić) "na długie, długie lata".

    Cytat Zwłaszcza, gdy się nie pochodzi z Rockefellerów czy inszych Kulczyków...
    >
    > Hallo, tu jest Polska


    No jeśli na zakup/wynajęcie normalnego (małego! niech będzie, że małe, ale z miejscem na stolik i z ogrzewaniem!) mieszkania nie stać pracującego na etacie w szkole oraz współprowadzącego rodzinny biznes syna badylarza wysyłającego róże po Brukselach całymi samolotami, to już nie wiem, jakim cudem ktokolwiek mieszka w czymś innym niż ziemianka w lesie...



    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • vilez 01.12.15, 19:23
    > Też był zbudowany "z resztek po pawilonie różanym"?

    Coś w ten deseń :-)

    > ani to nie było rozwiązanie tanie, ani już istniejące i dostępne,

    Żartujesz? Jak najbardziej to może być tanie. I jest dostępne. Znam wiele takich domków- powstałych na posesjach, na których pobudowano normalny dom (tu: jednorodzinny, czy jak go zwać).

    > No jeśli na zakup/wynajęcie normalnego (małego! niech będzie, że małe, ale z miejscem na stolik i z ogrzewaniem!) mieszkania nie stać pracującego

    Ale po co ma "być stać", skoro on prowadzi ten interes ogrodniczy z rodzicami, i się nimi *rodzicami) OPIEKUJE?
    Ogólnie uważam, że ten domek to optimum w tych okolicznościach.
  • vi_san 01.12.15, 21:53
    Zwłaszcza budowany na środku plantacji... Bardzo optymalna lokalizacja, nieprawdaż... :P

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • vilez 03.12.15, 16:33
    A to już zależy od szczegółów rozplanowania...
  • tt-tka 30.11.15, 22:07
    Wprawdzie ani to zamek, ani nawet blekitny, ale przypomniala mi sie zupelnie innna ksiazka. "Siedem domow Kuny".
    Ten siodmy, docelowy, jest budowany w nadjeziornej miejscowosci (osadzie?) gdzies na Suwalszczyznie przez chlopaka bohaterki. Chlopak - kierowca rajdowy sredniej klasy, na sporcie nie zarobi, ale z zamilowania i umiejetnosci stolarz-snycerz. I bardzo realistycznie opisano, jak on toczy glazy na podmurowke, jak sciaga drzewo, pomieszkujac tymczasem w szalasie i zywiac sie zupa regeneracyjna kupowana od drwali. A ona mieszka po drugiej stronie jeziora, wynajmuje izbe od gospodyni i na zime, a nawet kilka zim on tam sie do niej sprowadzi, bo wiadomo, ze ten dom to nie bedzie pojutrze ani nawet za rok. Ale jak juz bedzie, to taki, jaki sobie wymarzyli oboje - miejsce dla ludzi i dla zwierzat (pies juz jest, chca kota albo i kilka), z jeziorem u stop, dzikimi labedziami, w pieknych okolicznosciach przyrody...I iglakow, a tez lisciakow w gruncie beda mieli wokol wiecej niz kilka hektarow :-)
  • tt-tka 02.12.15, 02:01
    troche OT, ale wlasnie pomyslalam sobie, ze obie Pyziakowny, na chwile biezaca, sa w bardzo podobnej sytuacji. Obu mezowie uwili gniazdeczko, obu wybrali lokalizacje, panny nie za duzo mialy w tej sprawie do powiedzenia...
    Roza jest "przy mezu", Laura wlasciwie tez. Zakladam, ze zrobila dyplom, ale... czy pojedzie za granice i dokad, czy wystartuje w zagranicznych konkursach zalezy od tego, czy maz da na to kase. Dojazd do Poznania albo z Adamem w pasujacych jemu godzinach, albo ze scenicznymi kreacjami autobusem. Chyba ze poprzestala na spiewaniu w kostrzynskim kosciele.
    Tyle ze Roza warunki mieszkaniowe ma chyba lepsze...
  • vi_san 02.12.15, 10:42
    No nie, Tt-tko, jednak ich sytuacja nie jest identyczna! Jest różna ze względu na różnice ich charakterów, wykształcenia...
    Fryc przyjął ofertę pracy w Oxfordzie, owszem, ale po pierwsze: sądzę, że po konsultacji z Pyzą, po drugie: wcale nie wiadomo czy na długie, długie lata. Plus Frycuś jednak zrezygnował z proponowanego szaletu u Pulpy na włościach... Mieszkanie Fryców w Anglii - jest sensowne, on młody naukowiec robiący karierę na skalę europejską [na razie!], ona "przy mężu", z dwójką dzieci... Można założyć, że np. pilnie uczy się języka, że kiedy Mila jest w przedszkolu albo czymś podobnym [nie wiem jak to funkcjonuje w UK, klubiki dziecięce?] Róża z małym Karolkiem np. odkryła w sobie pasję do fotografowania i lata z aparatem po urokliwych uliczkach i skwerkach dokumentując życie codzienne? Albo prowadzi bloga "Polskie szopy w Anglii", gdzie zamieszcza zarówno zdjęcia, jak i przydatne informacje, typu gdzie można dostać "prawdziwe" polskie jedzenie, albo jaką galerię sztuki otwarto w okolicy itp.
    Adam wybudował szalet nie tylko kompletnie bez sensu. Laura niechby już miała dyplom. Na wszystkich Bogów Olimpu - jej praca [ewentualna] jest ściśle związana z miastem! Z dużym miastem nawet! On sam też pracuje głównie w mieście, jest wyraźnie wspomniane, że w Daglezji pomaga w czasie wolnym. Jego głównym źródłem zarobkowania jest etat polonisty - w mieście. Mieszkanie na środku plantacji czegokolwiek mija się z sensem: pomijając już omówioną dogłębnie ideę [chorą] budowy wśród młodziutkich jałowców i modrzewi, dojście do tejże chałupinki trzeba zimą odśnieżać, na pluchy jesienne i roztopy wiosenne zdałoby się jakąś sensowną dróżkę zrobić, coby wytworna stopa Laury w pantofelku nie grzęzła po kostki w błocie, prócz tego stały dojazd, w [zapewne] odmiennych godzinach do Poznania - Adam zaczyna na 8:00, Laura ma próbę o 10:00 i co? Musi wlec się do Poznania bladym świtem [jeśli nauczyciel zaczyna na ósmą - musi być w szkole zasadniczo wcześniej, zwłaszcza, jeśli ma tzw. dyżur na korytarzu], a potem co? Siedzieć na schodach i czekać? Iść do parku? Kawiarnie często o tej godzinie zamknięte, McDonalds zostaje... Poza tym Jadam już co najmniej kilka razy podjął decyzje dotyczące różnych spraw sam i kompletnie nie wnikając, czy Laura akurat tego chce: pomijając już szorowanie jej gębusi mydłem [!!!] przed ślubem i wieniec cierniowy na skroniach [kompletne wdupiemanie poglądów Laury na to jak powinna wyglądać ona jako panna młoda!], INFORMUJE ją, że w podróż poślubną pojadą do Wilna [informuje, nie proponuje! A może ona akurat by wolała zimą wyskoczyć na tydzień do Portugalii [np na Maderę] i pogrzać się w słoneczku? Albo [też ciepłe] egzotyczne Maroko? Albo też, jeśli już MUSI być śladami Mickiewicza, czemu nie Odessa [tez klimat fajny], albo chociaż Krym? No dobra, Krym odpada z przyczyn politycznych... Ale czy Adam zapytał Laurę który z tropów Mickiewicza chciałaby w swojej podróży poślubnej zobaczyć? Nie, po co? ON zadecydował, zapewne również ON wykupił hotel itd. Nie ma ani jednej sceny, w której Adam traktowałby Laurę jak partnerkę - wyłącznie jak ograniczone umysłowo dziecko, którym trzeba pokierować.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • agafiatichonowna 02.12.15, 11:52
    To o czym piszesz i jeszcze wiele innych rzeczy wyrażnie wskazuje, że MM ma od jakiegoś czasu predylekcję do XIX wiecznych powieści i w tym duchu pisze. Te sierotki w jednej kiecuszc jeżdżące bryczkami, złe mamusie i siostry, przed którymi trzeba chronić wybrankę serca,te posłuszne żony wreszcie.Pan mąż każe - żona kornie schyla łeb i jeszcze się na dodatek zachwyca. Chociaż wydaje mi się,że taki pan Darcy zapytał jednak Elżbietę jaki wystrój buduaru chciałaby mieć, a Adam przy pomocy rzecz jasna pana Gruszki, swego /jakżeby inaczej/ dobrego gustu i laubzegi urządził wszystko sam. Nie wiem czy Laura tak dalece odbiega od innych dziewczyn, że jej to powiewa, ale urządzanie swojego gniazdka to dla kobiety na ogół naprawdę duża przyjemność Wspólne planowanie podróży takoż. To co Adam za sprawą pani Autorki wyczynia to nie jest już usarenkowienie żony a jej ucielęcenie. Zresztą jak zwał tak zwał, po kocie z Cheshire przynajmniej uśmiech pozostał, po Tygrysie nie zostało nic.
  • meduza7 02.12.15, 13:55
    Z tym dziewiętnastym wiekiem to się Autorce dużo wcześniej zaczęło.
    Analizujemy właśnie "Tygrysa i Różę" i tam ten dziewiętnasty wiek widać wyraźnie w relacjach Robrojka z Natalią. Robroj wspomina, jak to w dniu powrotu Natalii z Cypru wybrał się do Borejków z kwiatami, żeby wyznać swoje uczucia i OŚWIADCZYĆ SIĘ. A przecież przed jej wyjazdem na Cypr spędzili co prawda kilka miłych popołudni, była między nimi chemia, no ale cóż, nawet jeśli Robert się zakochał, to nigdy tego nie wyznał oraz nie miał żadnej pewności, czy Natalia to odwzajemnia, bo ona też nic na ten temat nie mówiła. A potem wyjechała na rok i przez ten czas w ogóle się nie kontaktowali - w czasach Jane Austen, kiedy list na taki Cypr szedłby może z miesiąc, a w ogóle pannie nie wolno było prowadzić korespondencji z mężczyzną niebędącym jej krewnym lub oficjalnym narzeczonym, to było całkiem zrozumiałe, ale dziś? I po tym całym czasie braku kontaktu oraz niewyznaniu uczuć on przychodzi się oświadczać, żeby "wreszcie było tak jak trzeba"...
  • tt-tka 02.12.15, 22:57
    agafiatichonowna napisała:

    > To o czym piszesz i jeszcze wiele innych rzeczy wyrażnie wskazuje, że MM ma od
    > jakiegoś czasu predylekcję do XIX wiecznych powieści i w tym duchu pisze. Te s
    > ierotki w jednej kiecuszc jeżdżące bryczkami, złe mamusie i siostry, przed kt
    > órymi trzeba chronić wybrankę serca,te posłuszne żony wreszcie.Pan mąż każe - ż
    > ona kornie schyla łeb i jeszcze się na dodatek zachwyca. Chociaż wydaje mi się,
    > że taki pan Darcy zapytał jednak Elżbietę jaki wystrój buduaru chciałaby mieć

    Tam pan Darcy... A nasi rodzimi pisarze ? w "Lalce" baron zwierza sie Wokulskiemu, ze w palacu bedzie zmieniac obicia, polozone nie dawniej, jak przed miesiacem (a moze dwoma tygodniami, nie pamietam), bo "nie podobaly sie, trudno, trzeba obedrzec". Narzeczonej sie nie podobaly. Pannie bez charakteru, wyraznych upodoban, ale nawet ona widziala swoje przyszle gniazdko przed slubem, wyrazila opinie i baron sie do jej zyczen zastosowal.
    A "Zona modna" czcigodnego biskupa warminskiego ? Caly dom po slubie staje na glowie, bo pani zyczy sobie calkiem inaczej niz jest i maz chalupe przebudowuje. Wzdycha ciezko, ale przebudowuje.
    Waclaw Potocki juz w XVII wieku, piszac o urzadzeniu domu wyraznie okreslil, gdzie maja byc pokoje pani i w jakiej liczbie, i zalecil, by ich wystroj dostosowac do gustu i potrzeb mieszkanki.
    U Orzeszkowej po oswiadczynach dobry ojciec jedzie na ogledziny domu i gospodarstwa przyszlego ziecia, a matka wyposaza corke w naczynia, materie miekkie i inne (wlasnej roboty), zeby corka na swoim miala co chce po swojemu.

    I wlasnie TO jest norma. U nich wszystkich.
  • agafiatichonowna 02.12.15, 23:25
    Z wyjątkiem Stacha Połanieckiego. On tez wszystko sam urządzał, sam o wszystkim decydował zeby sobie Marynia swojej ślicznej główki tym nie zaprzatała. W rezultacie Fidelisowie dośc mi ich przypominają. Tam było -Stachuuu, tu mamy Adaaaam.
  • tt-tka 03.12.15, 00:35
    OOO !!! A ja sie glowilam, z jaka postacia literacka mi sie naszpan kojarzy... Oczywiscie ! Sam wie sycko najlepiej, sam zdecyduje, nie powie, ile pieniedzy ma i skad, najwyzej, ze teraz (po spekulacjach) moze kupic perlowa kolie, a wczesniej nie mogl...A Laurka po zsarenkowieniu tez do tej blamdzi Maryni podobna.

    Zajrzalam noch mal do McGniota. W rozmowie z matka mala syrenka mowi
    "maciupci domeczek, ale w sam raz. Dwa pokoiki z kuchenka i lazienka. Altanka Milosci (...) Pan Gruszka jest nieziemski, potrzebowal tylko roku na calkowite skonczenie budowy (...) Mial tylko jednego pomocnika, no i oczywiscie Adama. Adam sam kladl cegly ! (...) On (p. Gr.) potrafi wszystko i na wszystkim sie zna"
    Pan Gruszka, o ile nam wiadomo, nie jest budowlancem z zawodu. Zatem budowal sposobem gospodarczym zapewne. Widywalam takie domy (choc zwykle tyralo przy nich wiecej osob), moga postac nawet dosc dlugo, ale ani praktyczne, ani wygodne, ani tanie w uzytkowaniu nie sa. To byly domowe sposoby budowy z lat 60-tych i 70-tych. Stawiano i planowano mieszkac przy calkiem innych cenach opalu, energii... i z innych materialow.

    Dalej, przeprowadzka, juz odautorsko. "Adam urzadzal dzis wszystko w domku i dopinal na ostatni guzik".
    Znaczy co dopinal ? Ustawienie mebli ? Oswietlenie ? Dobor kloszy ? Gdzie w szafce ma stac cukier i kasza ? No rzeczywiscie Laura musi tylko przeniesc zawartosc szafy i biurka, wszystko inne juz tam jest. Rozgospodarowane bez niej.

    "Zabawny, przytulny domeczek o powierzchni nieco tylko wiekszej od altany (...)wygladal jak chatka krasnoludkow". "Mial dach kryty zielona dachowka z papy i duzy komin z cegly".
    No gdzie tu zamek, nawet nie blekitny ? Nawet w wyobrazni sie nie pomiesci...

    "Adam zrobil wlasnorecznie okiennice", a takze polki i szafy. Wpuszczane w mury, zaznacza altorka. Jeny, jakiej grubosci musialay byc te mury, zeby w nie cos wpuscic ? Moze jednak zamek ? Sredniowieczny i silnie obronny ?
    Laura natomiast wymyslila i narysowala aniolki, te wycinane w okiennicach. Zawsze cos.

    "Bedziesz tu szczesliwa dlugie, dlugie, dlugie lata" szepnal naszpan do ucha narzeczonej, a ona "przestraszona obrocila sie, spojrzala na niego niepewnie i zapytala - tak ?"
    No ja tu nie widze reakcji, ktora by rokowala wprowadzenie zmian. Przestraszona i niepewna osoba niczego nie zwojuje. nawet gdyby chciala, a Laura...
    "...stala bez ruchu, grzecznie, jakby byla w gosciach, a nie u siebie", ale gdy "zahuczal ogien (w/na kominie) i zrobilo sie jasno i cieplo " - tego zdania, szczerze mowiac, nie rozumiem. Przed rozpaleniem ognia bylo ciemno i zimno ? Oswietlenia tam nie maja ? I najwyrazniej zadnego innego ogrzewania...

    W kazdym razie po tym, jak komin ozyl i po ulozeniu nut i lusterkla na przeznaczonych miejscach "mloda pani tego domu nabrala pewnosci siebie oraz wigoru". Nawet osobiscie zaparzyla i podala herbate, no, no.
    "Mamy pierwszych gosci - powiedziala z zadowoleniem - my jestesmy juz naprawde, naprawde w naszym domu".

    Gwoli scislosci - miejsce na nuty, lusterko etc jest pomyslu adama, bo on meblowal. On tez zamyka okiennice, rozpala na kominku itd. Gdy Laurze przyjdzie to robic samej, np pod jego nieobecnosc... no nie wiem...
  • bupu 03.12.15, 01:15
    tt-tka napisała:

    > Zajrzalam noch mal do McGniota. W rozmowie z matka mala syrenka mowi
    > "maciupci domeczek, ale w sam raz. Dwa pokoiki z kuchenka i lazienka. Altanka M
    > ilosci (...) Pan Gruszka jest nieziemski, potrzebowal tylko roku na calkowite s
    > konczenie budowy (...) Mial tylko jednego pomocnika, no i oczywiscie Adama. Ada
    > m sam kladl cegly ! (...) On (p. Gr.) potrafi wszystko i na wszystkim sie zna"
    > Pan Gruszka, o ile nam wiadomo, nie jest budowlancem z zawodu. Zatem budowal s
    > posobem gospodarczym zapewne. Widywalam takie domy (choc zwykle tyralo przy nic
    > h wiecej osob), moga postac nawet dosc dlugo, ale ani praktyczne, ani wygodne,
    > ani tanie w uzytkowaniu nie sa. To byly domowe sposoby budowy z lat 60-tych i 7
    > 0-tych. Stawiano i planowano mieszkac przy calkiem innych cenach opalu, energ
    > ii... i z innych materialow.

    A to zależy kto budował i z czego. Osobiście znam domy zbudowane systemem gospodarczym i obecnie (bo wciąż się tak buduje), i kiedyś, które są i praktyczne, i wygodne i całkiem tanie w użytkowaniu. Niemniej jednak gdy własnemi oczyma oglądałam pare lat temu powstawanie takiego domu, na budowie tyrał nie tylko właściciel z pomocnikiem, ale także pan obsługujący betoniarę typu gruszka (fundamenty), cieśle (więźba dachowa), elektryk i hydraulik. Pan Gruszka robiący na spółę z Maszpołanieckim absolutnie wszystko na budowie, to rzecz nierealna.

    > Dalej, przeprowadzka, juz odautorsko. "Adam urzadzal dzis wszystko w domku i do
    > pinal na ostatni guzik".
    > Znaczy co dopinal ? Ustawienie mebli ? Oswietlenie ? Dobor kloszy ? Gdzie w sza
    > fce ma stac cukier i kasza ? No rzeczywiscie Laura musi tylko przeniesc zawart
    > osc szafy i biurka, wszystko inne juz tam jest. Rozgospodarowane bez niej.

    Decyzja o przeprowadzce Laury do szaletu też zapadła jakby bez jej udziału. Po prostu Maszpan pewnego pięknego dnia stwierdził, że jego narzeczona musi już mieć wszystko swoje w domku, przyjechał na Roosevelta i bez pytania zgarnął Laurę wraz z mieniem. O.

    > "Bedziesz tu szczesliwa dlugie, dlugie, dlugie lata" szepnal naszpan do ucha na
    > rzeczonej, a ona "przestraszona obrocila sie, spojrzala na niego niepewnie i za
    > pytala - tak ?"
    > No ja tu nie widze reakcji, ktora by rokowala wprowadzenie zmian.

    Js tu nie widzę też nadmiaru entuzjazmu u Laury, jak też i pewności, że faktycznie będzie tam szczęśliwa :>
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 03.12.15, 03:38
    Przepraszam. "Gospodarczo" to byl skrot myslowy i oznaczal wlasnie taka budowe, ktora odwala wlasciciel z pomocnikiem, bez ciesli, zbrojarza-betoniarza i innych specjalistow. Mozna, ale do mieszkania to w efekcie nie za wygodne i zwykle jednak pierunsko drogie, bo tu przewody sie bujaja, tu cos nie styka, tam wystaje, wieje, dymi na pokoj i ogolnie daje w kosc i po kieszeni.
  • gat45 03.12.15, 09:07
    tt-tka napisała:

    > Przepraszam. "Gospodarczo" to byl skrot myslowy i oznaczal wlasnie taka budowe,
    > ktora odwala wlasciciel z pomocnikiem, bez ciesli, zbrojarza-betoniarza i inny
    > ch specjalistow. Mozna, ale do mieszkania to w efekcie nie za wygodne i zwykle
    > jednak pierunsko drogie, bo tu przewody sie bujaja, tu cos nie styka, tam wysta
    > je, wieje, dymi na pokoj i ogolnie daje w kosc i po kieszeni.

    Ja tam nie chciałabym psuć ogólnej zgody co do szaletu, ale na własne, osobiste oczy widywałam całe bloki mieszkalne - z lat chyba 60'- 70' - w których tu się przewody bujały, tam coś nie stykało, rury po ścianach prowadzone miały każda zupełnie inny pomysł na to, czym jest pojęcie pionu i poziomu, z okien wiało regularnie, a nic na pokój nie dymiło li tylko z braku kominków.

    Zaczęłam się zastanawiać nad mieszkaniami "młodych na dorobku" i zrobiłam przegląd znanych mi par. Rzadkie wyjątki dostawały od rodziców lokal mieszkalny, większość wynajmowała najpierw kawalerkę, potem dwa pokoje, a potem już na ogół miała uskładany wkład na zaciągnięcie pożyczki hipotecznej. Część od razu brała orientację na własny dom i kupowali coś dużego w stanie "do całkowitego remontu". Na początek rychtowali pokoik + kuchnię + łazienkę, a potem pomieszczenie po pomieszczeniu, latami. Po latach, o ile się nie rozstali w trakcie takiego niekończącego się remontu, zrobiły się z tego naprawdę wspaniałe domy. Ale przypłacone długimi latami życia w wiecznym zapachu cementu, farby i innych takich.
  • iwoniaw 03.12.15, 09:21
    Ależ oczywiście masz rację; tyle że ja nie widzę ani Laury-śpiewaczki ani Adama-polonisty w tym cemencie i robiących gładzie na ścianach latami. Na plantacji w domeczku też ich nie widzę, już najprędzej w tej wynajmowanej (czy kupionej na kredyt) kawalerce w Poznaniu właśnie. Ostatecznie, skoro "opieka nad rodzicami" Adama nie jest tylko deklaratywna, bardziej sensowne i realistyczne byłoby tu już zamieszkanie Laury po ślubie w domu rodzinnym męża.

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • dakota77 03.12.15, 10:16
    Dla mnie gospodarczo to niekoniecznie oznacza bez zadnych fachowych pomocnikow, za to jest to system, w ktorym domu nie buduje od A do Z deweloper, za to wlasciciel domu przy nim pracuje, on i ludzie przez niego znalezieni.
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • vi_san 03.12.15, 10:43
    Ale, Dakoto, MM wyraźnie napisała, że szalecik stawiał pan Gruszka wespół z Adamem i jeszcze jednym pomocnikiem! To, wybacz, jeśli ów pomocnik był elektrykiem, to nie był zdunem i kominka nie umiałby postawić, a jeśli był zdunem, to nie koniecznie stolarzem. Adam to polonista, studia w tym właśnie kierunku musiał kończyć, niechby robił drugi kierunek lub jakieś kursy, to raczej w kierunku bądź florystyki [uwicie wianka z róż za pomocą kabelka fi 0,5 to jest sztuka], albo też zarządzanie przedsiębiorstw lub coś w tym kierunku, raczej nie budowlanka.
    Plus ten mikry tojtoj musiał "klepnąć" jakiś architekt - jeśli nie, to Fidelisostwo młodsi mogą mieć problemy z MOPSem po pojawieniu się potomstwa! Do odebrania im dziecka włącznie! I to zapewne już po pierwszej wizycie położnej, która po przebrnięciu przez hektary modrzewi w śniegu [skoro Laura latem informuje, że jest w ciąży, jest spore prawdopodobieństwo, że urodzi zimą], dotrze do zaczadzonej dymem ze źle zbudowanego komina, oświetlanej karbidówką nory, w której nie ma ani miejsca na łóżeczko dziecięce, ani nawet na porządny stół, a za przewijak służy blat rozstawiany ze ściany... Pominę już tutaj litościwie [bo położna środowiskowa się może tez nie znać] wpływ pestycydów na dziecię. Zimą nie prowadzi się oprysków.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • dakota77 03.12.15, 10:50
    Alez ja sie w pelno zgadzam, ze nie byliby w stanie tego zrobic sami, i nie trzeba mi tlumaczyc, ze na budowie sa potrzebni fachowcy, naprawde :) Wszystko, co dotyczy budowy szaleciku jest jedna wielka glupota.
    Ja sie odnosilam do samego okreslenia "budowa w systemie gospodarczym" i tego, ze nie oznacza ona koniecznie budowy "ja i szwagier".

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • vi_san 03.12.15, 10:59
    Acha. No, ale w tym przypadku, który opisała MM właśnie "gospodarczy" - oznacza "ja i szwagier". :D

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • dakota77 03.12.15, 11:04
    W sumie to, ze na budowie pracowli tylko Adam i pan Gruszka moze wyjasniac, czemu ten szalet budowali az rok. "Panie Gruszka, jak sie miesza zaprawe?" :)
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • agafiatichonowna 03.12.15, 11:19
    Ktoś im musiał klepnąć projekt, urzędy mielą powoli, a niektóre i powoli i starannie. Nikt w Wydziale Architektury sie nie interesował lokalizacją, tzn. w kontekście doprowadzenia mediów. A Inspektorat Nadzoru Budowlanego? Tam , bywa, siedzą bardzo dociekliwi ludzie. I wszystko tak zatwierdzone z marszu? I w błyskawicznym tempie? Położna może się nie znać nz pestycydach, ale INB
    jednak sie zna i wie czym pachnie plantacja. Czegokolwiek.
    Chyba, że w tych urzędach siedzą adasiowi kumple z podstawówki, ale dobry kumpel wytłumaczyłby jełopowi bezsens tego przedsięwziecia i wskazał zagrożenia.
    Istnieje też inne wyjście - pod stołem i z reki do ręki.
  • dakota77 03.12.15, 10:14
    Zszokowalo mnie, ze Laura mowi, ze szalet byl budowany rok. Taka prowizorke tyle czasu?

    I jeszcze raz wstrzasnal mnie fakt, ze Laura nie miala ewidentnie nic do powiedzenia co do wygladau domku, przyszla na gotowe, nawet ubrania jej tam Adam zawiozl, brr. To creepy, a nie romantyczne, jak zdaje sie myslec MM.
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • vi_san 03.12.15, 10:49
    Jak nie ma? Przecież zaprojektowała aniołki z trąbkami, co to je Adam laubzegą wycinał w okiennicach. niech się cieszy, że mogła SAMA ułożyć swoje nuty i lusterko, bo majtki i kosmetyki - już pan mąż rozlokował...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • gat45 03.12.15, 11:03
    A ja wciąż mam ogromny problem z tymi aniołkami. Od samego początku.
    Bo jak wyrżnąć (w okiennicy, nie w tekturze !) trąbiącego aniołka ? Między instrumentem, zgiętą ręką oraz podbródkiem, szyją i tak dalej musi powstać taka "wysepka" :
    https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQn9y3ISbQGD6MfSfrbhdikaV4aoGl3sflIACpsjSbExJBFBUyD
    która zawiśnie w próżni. A bez niej cały rysunek się zatraca.

    Chyba, że to taki aniołek (ten niżej po prawej), ale on mi się wcale nie podoba, zupełny brak wdzięku :

    http://galerie.alittlemercerie.com/galerie/product/186031/outils-scrap-stencil-de-decoupe-vintage-ange-6423449-p1100768-jpg-5bb23e-f9d29_236x236.jpg

  • vi_san 03.12.15, 11:47
    Może coś takiego?
    www.granddeco.pl/product-pol-9652-Aniol-metalowy-z-trabka-30-cm.html
    Albo
    www.jumi.com.pl/ozdoby_z_drewna.php?produkt=724
    Ewentualnie
    www.pakamera.pl/ozdoby-choinkowe-aniol-z-trabka-nr890380.htm
    Ale to mocno na siłę...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • vi_san 03.12.15, 11:48
    Przepraszam, Gatto, że tylko linki, ale ja za głupia jestem i nie umiem wklejać obrazków... :(

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • ewaty 03.12.15, 16:17
    Wizualizuję sobie tarabanienie pianina do szaleciku. Bez drogi dojazdowej. Zimą.

    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga długiego czasu.
    Czas i tak upłynie.
  • gat45 03.12.15, 16:48
    Normalnie pianina powierza się specjalistycznemu przewoźnikowi, nawet jeżeli nie mają być transportowane po wertepach.
  • bupu 03.12.15, 17:02
    gat45 napisała:

    > Normalnie pianina powierza się specjalistycznemu przewoźnikowi, nawet jeżeli ni
    > e mają być transportowane po wertepach.

    Tutaj pianino wiózł Adam Maszpołaniecki, furgonetką. A wnosił je do środka zapewne z udziałem pana Gruszki. Jedno mnie tylko ciekawi: skoro szalet jest taki maciupci, że trzeba w jadalniosalonie stół jadalny składać, to jak oni zdołali tam wstawić to pianino? Nie wiem jak wygląda rozkład pomieszczeń, ale już przejście z korytarzyka (jakiś korytarzyk tam egzystuje chyba?) do salonu mogło się okazać problematyczne. Skoro bowiem domek maciupci, to korytarzyk wąski, a i drzwi nie z tych, co to mogła przez nie dama w krynolinie przejść, pianino ma zaś to do siebie, że rozłożyć na kawałki się nie da, a i na zakręcie zginać się nie będzie.
    No chyba, że od długotrwałego przebywania w Gumikołchozie samo nabrało cech gumowych.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 03.12.15, 17:28
    Miejsce na pianino przewidziano w sypialni. Niebieskiej i ozdobionej baldachimem nad lozkiem, tez niebieskim i drukowanym w klucze wiolinowe. Tak zeby juz wszystko pasowalo, kolorystycznie i muzycznie. A na scianie powieszono do towarzystwa te janiolki wyciete z okiennic.
    Kwestie transortu instrumentu i przepychania go przez drzwi (i ewentualnie korytarzyk - czy tam byl korytarzyk, nie wiadomo. Moze wchodzilo sie bezposrednio do pokoju, a z niego do nastepnego?) taktownie przemilczano.
  • gat45 03.12.15, 17:50
    Tu nie chodzi o wagę ani o gabaryty sprzętu.
    Tylko że naprawdę każdy, kto szanuje pianino i miał z nim do czynienia, wie, że transport tego instrumentu to wielce delikatna sprawa. Samemu to najwyżej można je przesunąć na środek pokoju podczas remontu, a i to lepiej się liczyć z koniecznością strojenia po powrocie na miejsce. O ile się nie mylę, to w McDusi sarenka wchodzi do domku, siada i gra. Na tym świeżo przetransportowanym przez dyletantów pianinie. Trudno mi to sobie wyobrazić.
  • kanga_roo 04.12.15, 08:38
    co mi przypomniało, że:
    - pianino jest w cho... bardzo, znaczy, ciężkie, i znoszenie go po schodach tudzież ładowanie na ciężarówkę naprawdę lepiej powierzyć fachowcom,
    - pianino po przeprowadzce na pewno będzie rozstrojone
    - pianino niespecjalnie lubi skoki temperatury, i wilgotności, a w domku ogrzewanym kominkiem li i jedynie, zimą, widzę skoki + - 10 stopni w ciągu doby (moi rodzice mają domek na działce, trochę większy, niż Fidelisów szalecik, ale tylko kominkiem grzany, więc wiem, co mówię)

    chyba, że ono jest elektroniczne, co w kontekście Roosevelta oraz szaletu miałoby naprawdę głęboki sens :-)
  • agafiatichonowna 04.12.15, 09:04
    Dzieki, Ciotko, za zdjęcie. I na środku tej połaci stoi sobie samotny stu- czy tam dwustuletni świerk, - a pod nim przycupnięta chałupinka - toż to czysty surrealizm. Na miejscu Laury czułabym sie co najmniej dziwnie - jakby mały lasek Birnam właśnie podszedł pod moje drzwi.
  • iskrzy_54 04.12.15, 19:18
    ...jakby mały lasek Birnam właśnie podszedł pod moje drzwi...

    bad, bad, bad Agafia, oplułam klawiaturę czerwonym winem przez Ciebie...
  • bupu 03.12.15, 18:01
    tt-tka napisała:

    > Miejsce na pianino przewidziano w sypialni. Niebieskiej i ozdobionej baldachime
    > m nad lozkiem, tez niebieskim i drukowanym w klucze wiolinowe. Tak zeby juz wsz
    > ystko pasowalo, kolorystycznie i muzycznie. A na scianie powieszono do towarzys
    > twa te janiolki wyciete z okiennic.

    Moment, bo coś mi się nie zgadza. Nie mam Makabrusi pod ręką, ale czy tam nie było sceny jak Laura śpiewa siedzącym przy herbatce gościom, akompaniując sobie na pianinie? Stąd moje wrażenie, że instrument zaparkowany został w salonie, ochapia mi się bowiem, że Laurynia nie szła do sąsiedniego pomieszczenia, tylko zwyczajnie przesiadła się od stołu do instrumentu. Ktoś mnie skoryguje?
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 03.12.15, 18:20
    Skoryguje :-)
    Pianino zostalo na Roosevelta, mialo stamtad wyjechac dopiero po weselu Laury, zreszta na wesselu ona przy nim siada i spiewa.
    Gosciom w domku cavatine spiewa stojac przy kominie, bez akompaniamentu.

    Zreszta usmialam sie przy tym i nie daruje sobie - dzieki kolezankom wykrylam, ze ona STAJE przy tym kominie, spiewa, a jak skonczyla spiewac, to "zerwala sie na rowne nogi". Z pozycji stojacej sie zerwala, uwazasz.
    I Gat juz gdzie indziej zwrocil uwage, ze po kiego czorta ona szukala nut do tego spiewu. Poltoraminutowej spiewanki, bedacej jej "popisowym numerem" nie jest w stanie zaspiewac z pamieci ? Sklerotyczka.
  • gat45 03.12.15, 18:32
    Uspokoiłaś mnie. Bo przygotowanie pianina do transportu to nawet dla fachowców długa i żmudna robota : wszystkie bebechy trzeba zabezpieczyć (kiedyś młoteczki i dźwignie owijało się, każdy oddzielnie, w takie śmieszne filcowe onucki, teraz profesjonalni transportowcy instrumentów mają na pewno coś mniej pracochłonnego)

    A gmeranie w nutach odebrieram raczej jako chwilę wyboru, co zaśpiewać. Cavatinę Barbariny to nawet ja potrafiłabym z pamięci zapisać na pięciolinii :)
  • dakota77 03.12.15, 18:36
    Przypomnienie czytelniczkom, ze Laurka ma porzadne muzyczne wyksztalcenie i czyta z nut, he he :) Pamietacie, ze pianino w ksiazkach pojawilo sie dopiero po tym, jak pytalysmy tu na forum, jak niby Laura cwiczy spiew w domu bez instrumentu? :)
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • gat45 03.12.15, 18:39
    Po bohaterce ma którymś tam roku Akademii Muzycznej chyba można się spodziewać pewnej znajomości solfeżu ?
  • dakota77 03.12.15, 18:44
    Wypadaloby :) Posiadania czegos do akompaniamentu rowniez, jednak autorce dlugo to nie przychodzilo do glowy ;-)
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • tt-tka 03.12.15, 19:07
    "gmeranie w nutach odbieram raczej jako chwile wyboru, co zaspiewac"

    A nie, nie, nic z tego. Ona szukala nut tej konkretnej cavatiny. I staje przy kominku z nutami w reku. Czy przed oczami tez, nie napisano.
  • tt-tka 03.12.15, 19:56
    Prosze, sluze cytacikiem
    Adam "poprosil, by jeszcze zaspiewala - po raz pierwszy w nowym domu - i Laura dlugo szukala nut na swoim nowym regale. Miala to byc koniecznie jej popisowa Cavatina (nie bic, pisownia MM) z opery Wesele Figara"
  • dakota77 03.12.15, 19:59
    Ech. Popisowa, ale bez nut nie potrafi?
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • tt-tka 02.12.15, 21:16
    vi_san napisała:

    > No nie, Tt-tko, jednak ich sytuacja nie jest identyczna! Jest różna ze względu
    > na różnice ich charakterów, wykształcenia...


    O Pyziakownach mowa .-) I masz racje, ich dazenia zyciowe, ambicje, charaktery sa rozne.

    Mieszkanie Fryców w Anglii - jest sensowne, on młody naukowiec robiący karierę na s
    > kalę europejską [na razie!], ona "przy mężu", z dwójką dzieci... Można założyć,
    > że np. pilnie uczy się języka, że kiedy Mila jest w przedszkolu albo czymś pod
    > obnym [nie wiem jak to funkcjonuje w UK, klubiki dziecięce?] Róża z małym Karol
    > kiem np. odkryła w sobie pasję do fotografowania i lata z aparatem po urokliwyc
    > h uliczkach i skwerkach dokumentując życie codzienne? Albo prowadzi bloga "Pols
    > kie szopy w Anglii", gdzie zamieszcza zarówno zdjęcia, jak i przydatne informac
    > je, typu gdzie można dostać "prawdziwe" polskie jedzenie, albo jaką galerię szt
    > uki otwarto w okolicy itp.

    O tym, jak sie zyje Pyzuni w Oksfordzie, bylo troche rozwazan (na innym forum). Temat otwarty - mozliwe sa Twoje supozycje. Moze tez Roza blysnela szarlotka na jakiejs szkolnej imprezie Mili i teraz ma grono przyjaciolek, ktore lubia ciasta meczyc (piekne okreslenie Dziabki), debatuje, probuje, wymienia sie przepisami i zbiera pochwaly i wyrazy uznania. Moze zostala bywalczynia ksiegi gosci u MM i z pasja i sukcesami rozwiazuje zagadki literackie oraz z radoscia zamieszcza zdjecia swoich pociech i szczerze podziwia cudze. Moze wdepnela w kompanie chustujacych matek i walczy z barierami architektonicznymi. Moze podjela on-line studia, tym razem z zainteresowania. W kazdym wypadku - ma spore szanse na szczescie osobiste, na zycie aktywne (na miare jej potrzeb i mozliwosci) i satysfakcjonujace ja.


    > Adam wybudował szalet nie tylko kompletnie bez sensu. Laura niechby już miała d
    > yplom. Na wszystkich Bogów Olimpu - jej praca [ewentualna] jest ściśle związana
    > z miastem! Z dużym miastem nawet! On sam też pracuje głównie w mieście, jest w
    > yraźnie wspomniane, że w Daglezji pomaga w czasie wolnym. Jego głównym źródłem
    > zarobkowania jest etat polonisty - w mieście. Mieszkanie na środku plantacji cz
    > egokolwiek mija się z sensem: pomijając już omówioną dogłębnie ideę [chorą] bud
    > owy wśród młodziutkich jałowców i modrzewi, dojście do tejże chałupinki trzeba
    > zimą odśnieżać, na pluchy jesienne i roztopy wiosenne zdałoby się jakąś sensown
    > ą dróżkę zrobić, coby wytworna stopa Laury w pantofelku nie grzęzła po kostki w
    > błocie, prócz tego stały dojazd, w [zapewne] odmiennych godzinach do Poznania
    > - Adam zaczyna na 8:00, Laura ma próbę o 10:00 i co? Musi wlec się do Poznania
    > bladym świtem [jeśli nauczyciel zaczyna na ósmą - musi być w szkole zasadniczo
    > wcześniej, zwłaszcza, jeśli ma tzw. dyżur na korytarzu], a potem co? Siedzieć n
    > a schodach i czekać? Iść do parku? Kawiarnie często o tej godzinie zamknięte, M
    > cDonalds zostaje... Poza tym Jadam już co najmniej kilka razy podjął decyzje do
    > tyczące różnych spraw sam i kompletnie nie wnikając, czy Laura akurat tego chce
    > : pomijając już szorowanie jej gębusi mydłem [!!!] przed ślubem i wieniec ciern
    > iowy na skroniach [kompletne wdupiemanie poglądów Laury na to jak powinna wyglą
    > dać ona jako panna młoda!], INFORMUJE ją, że w podróż poślubną pojadą do Wilna
    > [informuje, nie proponuje! A może ona akurat by wolała zimą wyskoczyć na tydzie
    > ń do Portugalii [np na Maderę] i pogrzać się w słoneczku? Albo [też ciepłe] egz
    > otyczne Maroko? Albo też, jeśli już MUSI być śladami Mickiewicza, czemu nie Ode
    > ssa [tez klimat fajny], albo chociaż Krym? No dobra, Krym odpada z przyczyn pol
    > itycznych... Ale czy Adam zapytał Laurę który z tropów Mickiewicza chciałaby w
    > swojej podróży poślubnej zobaczyć? Nie, po co? ON zadecydował, zapewne również
    > ON wykupił hotel itd. Nie ma ani jednej sceny, w której Adam traktowałby Laurę
    > jak partnerkę - wyłącznie jak ograniczone umysłowo dziecko, którym trzeba pokie
    > rować.

    Tak jest. Laura, ktora pragnela luksusow i byc podziwiana, na chwile obecna ma w perspektywie glownie rozczarowania.
  • tt-tka 11.12.15, 00:41
    Na Bora i Gaja (piekna inwokacja, Bupu!), wysnil mi sie szalet na plantacji i JUZ WIEM.
    Wiem, czemu on stoi wlasnie tam i jest, jaki jest.
    Oto zly czarodziej Maszpolaniecki uwiezil swoja krolewne w chatce na kurzej nozce, bo gdzie mial uwiezic ? Zamkiem z wieza to krole dysponuja, albo smoki. I strzega niebogi iglaki zle a kolczaste, zamykaja jej droge, gdy chce wyjsc, myla sciezynki, ze ani do bramy dotrzec... Tylko ze swym panem moze ona wyjsc i wejsc, w chatynce malutkiej caly czas na oku, a dodatkowo czuwa niezawodny pan Gruszka. I nieszczesna uwieziona taka jest szczesliwa, gdy pan wyprowadzi na spacer, a moze i do miasta zawiezie kiedy niekiedy, na koncert pozwoli... i nawet jej w glowce nie postanie, ze ona wiezniem jest, bo wszyk w czarodziejskiej krainie przebywa.
    I tak bedzie do czasu, gdy kawalatka chleba na kolacje nie stanie, wieczor pozny, bo pan na razie pedagogicznej sie zasiedzial, a tu nie tylko do sklepu, ale i do panstwa Fidelisow starszych dojsc nie mozna, bo chojaki droge zastepuja...
  • agafiatichonowna 11.12.15, 06:35
    ....a dobry Pan Mąż do pracy się udając słowami klasyka się żegna - "Pilnuj tutaj, a już ci bułeczkę przywieze abo i co."
  • lowett 26.10.16, 08:25
    https://www.zuziagorska.pl/userdata/news/images/2.jpg

    Nie taki straszny ten szalet jak go malują :D
  • bupu 08.11.16, 00:21
    lowett napisał(a):

    > https://www.zuziagorska.pl/userdata/news/images/2.jpg
    >
    > Nie taki straszny ten szalet jak go malują :D

    Ten jest jednak trochę większy niż chalet de Madam Nadszympans. Choinka się mieści, całkiem spora kanapa, krydens, pianino, stolik i jeszcze można przejść. Nie mają stołu składanego, żeby się dało obrócić.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 08.11.16, 01:34
    I regaly na kolkach, ktore moga sobie pojezdzic po mieszkanku i maja na to dosc miejsca, a nie zadne tam wpuszczane w grube bielone mury. Nie ta bajka.
  • zla.m 08.11.16, 10:41
    E tam, jakby nie kombinować, to nie da się na takiej przestrzeni mieszkać całorocznie. Z odkurzaczem, deską do prasowania, rowerami, nartami, ciuchami na cały rok, książkami, patelniami, garami - z uwzględnieniem używanych raz na rok wielkich garów na bigos czy miski do ucierania ciasta itp., kitchen-aidem, suszarką do ubrań na deszczowe dni itp. Pewnie, bez części z tego da się żyć, ale jednak zwykle obrasta się w rzeczy. A cicuhy dla artyski operowej chyba jednak muszą wisieć w szafie... Dużej ;-)

    --
    Pracuję z naprawdę wspaniałymi ludźmi. Są godni zaufania, uczciwi,
    nigdy nie powodują problemów. Zupełnie tam nie pasuję.
  • iskrzy_54 08.11.16, 21:42
    E tam, jakby nie kombinować, to nie da się na takiej przestrzeni mieszkać całorocznie. Z odkurzaczem, deską do prasowania, rowerami, nartami, ciuchami na cały rok, książkami, patelniami, garami - z uwzględnieniem używanych raz na rok wielkich garów na bigos czy miski do ucierania ciasta itp., kitchen-aidem, suszarką do ubrań na deszczowe dni itp. Pewnie, bez części z tego da się żyć, ale jednak zwykle obrasta się w rzeczy. A cicuhy dla artyski operowej chyba jednak muszą wisieć w szafie... Dużej ;-)

    No nie wiem... Mieszkam od 28 lat w kawalerce 26 m2, z czego pokój ma 14 z kawałkiem (na szczęście jest prostokątny i ma duże okno (3 m szerokości). Na początku byłam z dziecięciem, jego rodzicem, ok. 3 tys. książek, później ubył nam tata Młodej, ale przybył Kot (zajmujący prawie tyle samo miejsca). W porywach posiadałyśmy 6 komputerów, drukarkę oraz tonę rozmaitych papierów (np. kilka tysięcy ankiet do mojego nieukończonego doktoratu). Obecnie jest nas dwie + dwa koty +/- tyle samo ile poprzednio książek (większości podręczników akademickich i szkolnych się pozbyłyśmy) + znacznie więcej ciuchów (Młoda lubi ciuchlandy i ma nosa do okazji), mamy mniej komputerów (raptem 3 laptopy), no i faktycznie Młoda trzyma sprzęt narciarski i deskę u taty, ale zaświadczam, że można mieszkać na takiej powierzchni, co nie znaczy, że trzeba. Dla mnie budowanie szałasu pośrodku plantacji iglaków to pomysł znacznie bardziej poroniony niż poddasze Nerwusa i kołyska z kontenerka po pepsi
  • iskrzy_54 08.11.16, 21:45
    deska do prasownia... a po co komu deska? Ja osobiście mam idiosynkrazję i nie prasuję, Młoda prasuje na malutkiej desce (rękawniku) ale też niezbyt często
  • tt-tka 08.11.16, 22:22
    iskrzy_54 napisała:

    > deska do prasownia... a po co komu deska? Ja osobiście mam idiosynkrazję i nie
    > prasuję, Młoda prasuje na malutkiej desce (rękawniku) ale też niezbyt często

    zadna z Was nie jest ahhhtystka z zadeciem do pompadurowej elegancji :)
  • vi_san 08.11.16, 22:30
    A ja o tyle rozumiem, że ta "deska" to taki symbol trochę. Nie da się żyć nie obrastając choć trochę w przedmioty. Takie zwykłe, różne. Bo weź stadło Nadszympaństwa. On nauczyciel. Tony papierów. Kartkówki, zeszyty, odbitki prac dla uczniów, materiały na to cholerne kółko grammarnazi, dzienniki, konspekty i czort wie co jeszcze. Ona sopran klasy super - star. Kiecki operowe, szyte przez krawcową operową cenioną w środowisku śpiewaczym, buty dopasowane do kiecek, torebki dopasowane do butów. Nadmienię, że kiecki "operowe" powinny raczej wisieć w pokrowcach a nie złożone w kostkę jak konie Flobrostwa w szufladce komódki... W planach niemowlę - jakieś łóżeczko by się zdało, komoda, przewijak nie jest niezbędny, ale jednak... Miejsce na wanienkę, pieluchy, pudry, kremy i co tam jeszcze... Z założenia autorskiego i Naszpołaniecki i Larwa czytający. Te regały na bibliotekę z Plutarchem i "Panem Tadeuszem" też Jadam w ściany wmurował?
    I że się po raz kolejny czepię - niechby ci cholerni Nadszympaństow mieli mieszkanie wielkości wyrośniętego pudełka od zapałek - ok, znam parę, która wraz z dziecięciem żyła w 19m2 kawalerce. I żyli! I udało im się upchnąć zarówno ciuchy jak i wszystkie sprzęty. Ale z przyczyn finansowych i innych - nie mieli innej możliwości. Plus - rzeczona kawalerka była w idealnym punkcie, w centrum miasta z fantastycznym dojściem wszędzie itd. Niech mi ktokolwiek poda JEDEN sensowny i logiczny argument, za budowaniem czegokolwiek NA ŚRODKU plantacji iglaków! I za tym, by niebiedny facet budował toitoikę pośrodku niczego, zamiast nawet czasowo wynająć mieszkanie i wybudować dom, a nie sławojkę?No i poproszę o jeden dowód na zdrowie psychiczne autorki... Gdybyż MM napisała coś w rodzaju [nie pretenduję do pisania książek, o treść mi chodzi!] "Państwo Fidelis seniorzy w prezencie ślubnym dali Adamowi i jego małżonce kawałek ziemi, oddzielony od własnej siedziby plantacją iglaków, położony przy drodze do pobliskiej leśniczówki. Na razie młodzi wynajęli maleńkie, mansardowe mieszkanko w jednej z urokliwych kamieniczek w Kostrzyniu i Adam, po długich bojach z architektem na gwałt wykańczał chociaż część domu - tyle, by dało się mieszkać, na razie kuchnię, łazienkę i jeden pokój - resztę planował później, już na spokojnie. A boje były zażarte - bo tuż obok zaplanowanego miejsca budowy rósł iluśsetletni dąb/świerk/cyprys/czortwico i oboje młodzi za nic nie chcięli się zgodzić na naruszenie struktury drzewa - więc trzeba było obliczyć zasięg korzeni, dom musiał być niziutki, parterowy, by nie naruszyć konarów..." blablabla...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • iskrzy_54 08.11.16, 23:06
    Nie da się żyć nie obrastając choć trochę w przedmioty. Takie zwykłe, różne. Bo weź stadło Nadszympaństwa. On nauczyciel. Tony papierów. Kartkówki, zeszyty, odbitki prac dla uczniów, materiały na to cholerne kółko grammarnazi, dzienniki, konspekty i czort wie co...

    Kiedyś "obsługiwałam" wszystkie poziomy edukacji (oprócz przedszkola) i w każdej pracy produkowałam (moi uczniowie/studenci) papiery - pamiętam kiedy po mojej części pokoju chodziło się po warstwę papierów grubej na kilka centymetrów. Ja tylko mówię, że się da na siłę, ale po co jeśli się nie musi? Moje dziecię grało kiedyś na saksofonie i byłam bardzo szczęśliwa, kiedy znalazła sobie miejsce do ćwiczeń poza domem. Żyć na małej przestrzeni się da, jeśli się musi, ale tylko "inteligentny inaczej" to wybiera jeśli nie musi, a Lałra i Maszpołaniecki nie musieli
  • vi_san 08.11.16, 23:17
    I temu się właśnie czepiamy tej deski do prasowania w ścianie za stół robiącej! Bo zasadniczo - gdyby Laurka wyszła za jakiegoś kolegę z roku z równie "ustawionej" rodziny jak Borejkowie - ok, nikt by się nie czepiał, że obie familie zrzuciwszy się po ileś zebrały tyle, że młode stadło miało na "pierwszą wpłatę" na własną kawalereczkę. I nikomu by nie wadziło, że w tym maleńkim, ciasnym wnętrzu Jadam przemyślnie poumieszczał przeróżne schowki, szafeczki i inne szuflady pod podestami, aby zmieścić to co do życia niezbędne. Ale, na litość wszystkich Bogów, których imiona zapomniano - tu mamy do czynienia z zamożnym dziecięciem tej cho... Cho... Choinkowej "Daglezji". Dochodowej. Intratnej. Poza tym posiadającym normalny etat w szkole. Gdzie sens budowania czegokolwiek POŚRODKU plantacji [sens budowy czegokolwiek pośrodku plantacji został już szczegółowo omówiony, włącznie z wpływem pestycydów na jakość męskiego nasienia]. Gdzie sens budowania sławojki skoro pan nie biedny i w planach ma rozbudowę rodziny? Oczywiście - jak się musi, to się da, ale właśnie sęk w tym, że Larwa i Jadam Nadszympaństwo - NIE MUSZĄ!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • tt-tka 08.11.16, 23:26
    Gdzie sens ? Moze i byl...
    Ten Adam z fika Zlej.m wcale mi sie nie kloci z Adamem MM (z poprawka na to, ze Zla.m wiedziala, co pisze, a MM niekoniecznie). Chalupka posrodku plantacji, dojscie nawet do bramy uciazliwe (kilka hektarow, a dla Laury juz kilometr do przystanku to bylo taaak daleko), a od bramy do Poznania jeszcze swiat drogi - Laurka bedzie siedziec w domu albo bedzie wozona przez niego. I on doskonale bedzie wiedzial, dokad ona jedzie, na jak dlugo, jak ubrana...pelna kontrola.
    A ze niewielkie toto ? Moze Adam jest minimalista, a moze wzial od razu ostry kurs - kazda, nawet minimalna poprawe warunkow Laura przyjmie jak dar z nieba...No i na malej powierzchni mozna ja miec na oku praktycznie caly czas. Brrr.
  • vi_san 08.11.16, 23:32
    Takie więcej upiorne to co piszesz... Ja [i myślę, ze każda zdrowa na umyśle kobieta, nawet zakochana] na takie dictum oddaliłaby się nader szybko z dzikim wrzaskiem i nie troszcząc się zbytnio o kierunek...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • tt-tka 08.11.16, 23:43
    Ale nie Laurka...ona sama mowi, ze "domeczek malenki, ale w sam raz", rozczula sie nad Altanka Milosci, nad tym, ze Adas sam kladl cegly, ze po kosztach...
    Jesli nawet jej rozczulenie minelo po pewnym czasie mieszkania tam, co ma zrobic ? Wrocic na Roosevelta ?
    No i nie upieram sie bynajmniej, ze ona zdrowa na umysle, niezaleznie od zakochania.
  • vi_san 09.11.16, 00:07
    Kurczę, każdej, absolutnie KAŻDEJ kobiecie jedna zima w sławojce by tak dokopała, że romantyzm by jej się w reumatyzm zamienił! Brzmi podobnie, ale jednak nie to samo... Zimno jak cho...Cho... Choinka, jeśli ktoś [w domyśle Pan Mąż] nie napali, Larwa do palenia w piecach co świt mniej więcej tak wyrywna jak ja do uczenia się fizyki [czyli w stopniu ujemnym!], daleko wszędzie jak choinka,docieranie do szaletu przez te plantacje cyprysików czy tam innego kolczastego paskudztwa czarowne jak choinka, JEDYNYM towarzystwem mąż co prawda zapatrzony w sarenkochoinkę, ba, nawet i chętnie słuchający jak jego sarenkochoinka śpiewa, ale mający głęboko w zadku CO wspomniana mogłaby mieć do powiedzenia, rachunki jak cho... Cho... Cho... Jak ten ich świerk wysokie... No, ja WIEM, że gdybym już dała się ubrać [co jest niewykonalne, ale załóżmy dal dobra narracji] w sławojkę - to po pierwszym roku powieść obyczajowa dla nastoletnich dziewczątek zamieniłaby się w krwawy horror - zaszlachtowałbym bowiem czarownego małżonka w miarę tępym nożem. Ewentualnie zgarotowała go żyłką wędkarską. Poczęstowała herbatką z cyjankiem lub arszenikiem. Zastrzeliła z kuszy. Z tym, ze ja bym nie ukrywała zbrodni! Wręcz odwrotnie - sama zawezwałabym stosowną ekipę, coby mnie zamknęli, i żebym w więzieniu, w ludzkich warunkach wreszcie mogła wrócić do normy psychicznej - mogąc wziąć normalny, ciepły prysznic, umyć się rano ciepłą wodą i wyspać w czystym, suchym, nie zagrzybionym i nie zapleśniałym pomieszczeniu...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • tt-tka 09.11.16, 00:29
    vi_san napisała:

    > Kurczę, każdej, absolutnie KAŻDEJ kobiecie jedna zima w sławojce by tak dokopał
    > a, że romantyzm by jej się w reumatyzm zamienił!

    Totez przezornie Laury zima nam nie pokazano :)
    Widzimy ja latem (tak upalnym, ze pewnie woda w studni wyschla) i tez NIE w szaleciku.
    Cos mi sie widzi, ze pomyslu na ich wspolne zycie tam w tej...chalupince powiedzmy grzecznie to i altoressa nie ma. To juz o dawno zniknietej Rozy wiemy wiecej niz o Laurze na plantacji.
  • bupu 09.11.16, 16:30
    vi_san napisała:

    > dała się ubrać [co jest niewykonalne, ale załóżmy dal dobra narracji] w sławojk
    > ę - to po pierwszym roku powieść obyczajowa dla nastoletnich dziewczątek zamien
    > iłaby się w krwawy horror - zaszlachtowałbym bowiem czarownego małżonka w miarę
    > tępym nożem. Ewentualnie zgarotowała go żyłką wędkarską. Poczęstowała herbatką
    > z cyjankiem lub arszenikiem. Zastrzeliła z kuszy.

    Zatłukła szuflą do odgarniania śniegu z tej cholernej kilometrowej drogi przez plantacyję. Względnie powiesiła na tym świerku, szyszkom do towarzystwa.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • zla.m 08.11.16, 23:07
    Ok, można, chociaż jak sama piszesz, część rzeczy mieszka gdzie indziej, , część pewnie w piwnicy, której szalet też nie ma; innych rzeczy nie posiadasz - jak deska, stroje operowe (swoją drogą dlaczego w domu? to nie mieszka w garderobie?) oraz PIANINO. Dodatkowo przychodzi mi teraz do głowy, że wszyscy znajomi mający domy, mają w nich coś w rodzaju sieni, gdzie zostawia się ubłocone buciory... A buciory po przejściu przez plantację będą ubłocone, i co - od razu po wejściu do mycia je i do szafeczki w jakimś korytarzyku? A jest jeszcze taki myk, że Laura nie jest osobą, która lubi i umie się ograniczać. Młoda Gaba by dała radę, jeszcze by czerpała radość ze swojego spartaństwa i minimalizmu, Pyza by się dostosowała. Ale Adam zbudował taki dom Laurze... Mój Boru, co to jest za stadło, oni się w ogóle nie znają!

    --
    Jak to jest, że dziecku nieślubnemu zdarza się odmawiać chrztu bo "jest zrodzone z grzechu", a dziecko zgwałconej dwunastolatki jest "darem bożym"?
  • vi_san 08.11.16, 23:23
    A w tej sławojce jest w ogóle korytarzyk? Czy zgodnie z modą wg angielskich programów na DOMO+ wprost w ulicy się wchodzi do salonu? Swoją drogą - moim zdaniem kretyńska moda. A zaobserwowałam już w iluś tam programach o przebudowach czy tam remontach generalnych - ulica, podwórko i wprost z podwórka na salony. Bez przedsionka, korytarzyka czy jakiejś sieni.
    A poza tym po cóż Jadam miałby poznawać Larwę? Wszak ona cudną sarenką jest i tyle. Pokaż JEDNĄ scenę w której on się w jakikolwiek sposób liczy z jej zdaniem, opinią, w której by w ogóle o to zdanie czy opinię pytał? Nie ma. Wszak on wie lepiej co jest dla niej dobre i koniec kropka. Aksjomat taki.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • iskrzy_54 08.11.16, 23:46
    Ok, można... można, jak najbardziej można, mnie chodzi o to, że jeżeli nie jest to absolutna konieczność (jak u mnie) to zamieszkiwanie/budowanie szopy zamiast domu jest objawem skretynienia. Gdybym mogła, poczekałabym w trudnych warunkach rok/dwa, aby nie mieszkać w szałasie na środku plantacji iglaków albo w moich 26 m2. Ale ja przynajmniej mam centralne, elektryczność, supermarket naprzeciwko, 20 minut do pracy, no i nadzieję (słabą), że Młoda się wyprowadzi; a co ma Lałra? iglaki, pestydy, ciasnotę, etc.
  • vi_san 09.11.16, 00:16
    Ale otóż - gdyby MM napisała, że Adam zaadaptował stojący od dawna letni domek na całoroczny, na przeczekanie dwóch trzech lat, aż nie wykończy domu, którego budowę zaczął - ok, słowa bym nie powiedziała [sens budowanie nawet i letniaka na środku plantacji świadomie pomijam, bo niech będzie, że ja się nie znam. Ok, biedni nie są, ale i nie Kulczykowie, więc pojmuję, że na wypasienie chałupy w jeden sezon im ciut gotowizny zbrakło. No to NA RAZIE adaptują posiadaną na stanie altankę, a docelowo - normalny dom. Ale MM własnoręcznie, usty Adama stwierdza, że to domeczek na długie, długie lata! No, owszem, mi by się lata w szalecie bez kanalizacji, ciepłej wody i normalnego ogrzewania na pewno dłużyły... Acz nie jestem pewna czy dokładnie to MM miała na myśli... Czyli w oczach Adama [i autoressy] sławojka jest miejscem docelowym stadła. Dodajmy stadła mającego od cho... inki innych możliwości, plus mającego zawody ściśle związane z dużym miastem a nie z iglakami. I nawet pal licho te pestycydy, dwa czy trzy lata można by wytrzymać. Ale nie długie, długie lata...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • guineapigs 09.11.16, 18:51
    Heja, wątek długi, kiedyś czytałam, teraz nie chce mię się sprawdzać: może było o tym, że takie budowanie sobie a jakimś tam bliżej niesprecyzowanym muzom czegokolwiek i gdziekolwiek to jest jakby nie tylko mało praktyczne, ale też i mało możliwe z punktu widzenia przepisów. Nie wiem co prawda, co to tu znaczy 'środek plantacji', ale żeby cokolwiek zbudować potrzebne jest zezwolenie, a najpierw odrolnienie tego kawałka itp. Bez takich 'odannaszówdokajfaszów' czyli bez łażenia od biurka do biurka i z powrotem to można - zdaje się, głowy nie dam - postawić coś co ma 20 mkw po obwodzie, czyli altankę, szopę, domek działkowy, przyczepę kempingową. Jeszcze był jakiś myk z 'na trwale związaniem z podłożem', czyli chyba fundamenty odpadają. Jesliby nawet odrolnili i postarali się o WZ, to z dostaliby pozwolenie na normalny budynek mieszkalny całoroczny, a to są normalne wytyczne a nie jak dla szaletu, czyli minimalna i maksymalna powierzchnia zabudowy, wysokość budynku, spadek dachu etcetery. Musieliby przynieść dokumenty o instalacjach i poczekać na zatwierdzenie. A przede wszystkim działka pod budowę musiałaby być w jakiejś linii zabudowy, czyli nie gdzieś w polu czyli nigdzie, tylko tam, gdzie zabudowa jest przewidywana. Jak ktoś przez takie sprawy nie przechodził to nawet nie wie, jak trudno jest łopatę wbić. Dlaczego o tym piszę? Ano, podstawowa sprawa: ubezpieczenie. Oczywiście, możesz sobie zbudować co chcesz nawet bez pozwolenia - tylko że nie będziesz miał ani wodociągu, ani kanalizacji, ani ubezpieczenia. A w domu całorocznym mamy i sprzęt AGD/RTV, mamy inne wartościowe rzeczy (aparaty fotograficzne, albumy ze znaczkami, inne kolekcje), Laura ma drogie suknie i pianino, może nawet jakieś cenne książki zabrane z Poznania. W szalecie tego nie ubezpieczy.
    Jak tak naprawdę chca mieszkać na plantacji, to powinni przede wszystkim sprawdzić stan domu, w którym mieszka Pan Fidelis Starszy - może uda się coś odrestaurować, a może coś dobudować. Kiedyś domy były budowane w prostym kształcie, zatem dobudowa/rozbudiowa nie powinna byc problemem. W każdym razie jest problemem mniejszym niż budowanie czegokolwiek w środku plantacji (WTF?????).
    Już nawet, jak odrolnili i zdobyli jakieś pozwolenia, to najlepszym sposobem jest wybrać mały bliźniak - rozpoczynamy budowę, po czym kończymy połowę, reszta czeka na lepsze czasy.
    Ale budowanie szaletu z resztek gdzieś w środku plantacji bez mozliwości ubezpieczenia i zycia jak w normalnym budynku = to jakiś absurd. MM chyba w bajki wierzy i bajkami się posiłkuje.
  • lowett 15.11.16, 09:04
    No właśnie. Zastanawia mnie często wspomina w wątku duża ilość sukien operowych. Czy to nie jest tak, że suknie operowe należą do opery i są przechowywane w lwiej części garderobie operowej? Laura może śpiewać prawie wyłącznie w operze i mieć jedynie klika sukienek wieczorowych prywatnych. Dzisiaj już się nie nosi obfitych kiecek na kołach - suknia wieczorowa nie zajmuje z reguły więcej miejsca niż zwykła sukienka.
  • tt-tka 15.11.16, 09:25
    lowett napisał(a):

    > No właśnie. Zastanawia mnie często wspomina w wątku duża ilość sukien operowych
    > . Czy to nie jest tak, że suknie operowe należą do opery i są przechowywane w l
    > wiej części garderobie operowej? Laura może śpiewać prawie wyłącznie w operze i
    > mieć jedynie klika sukienek wieczorowych prywatnych. Dzisiaj już się nie nosi
    > obfitych kiecek na kołach - suknia wieczorowa nie zajmuje z reguły więcej miejs
    > ca niż zwykła sukienka.

    Laura w operze nie spiewa wcale, a przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo. Mowa byla o wystepach (m.in. w szkole Lusi) i konkursach. Do tego musi miec garderobe prywatna. Do ewentualnych wystepow stylizowanych - kiecki tez stylowe. I miejsca w szafie toto potrzebuje, najlepiej tyle, zeby sie nie gniotlo i nie wymagalo kazdorazowo prasowania.
    Tym bardziej ze skoro stol skladany "dla oszczednosci miejsca", to tam i prasowac nie bardzo jest gdzie.
  • bupu 15.11.16, 13:23
    lowett napisał(a):

    > No właśnie. Zastanawia mnie często wspomina w wątku duża ilość sukien operowych
    > . Czy to nie jest tak, że suknie operowe należą do opery i są przechowywane w l
    > wiej części garderobie operowej? Laura może śpiewać prawie wyłącznie w operze i
    > mieć jedynie klika sukienek wieczorowych prywatnych. Dzisiaj już się nie nosi
    > obfitych kiecek na kołach - suknia wieczorowa nie zajmuje z reguły więcej miejs
    > ca niż zwykła sukienka.

    Nawet Anna Netrebko nie zajmuje się wyłącznie występami w operze, ale również koncertuje. Laura zaś, zawodowo stojąca kilometry niżej od La Netrebko, koncertować musi, żeby a) zarobić, b) zostać zauważoną. A na koncercie operowym nie wystąpi wszakże w prywatnej kiecuszce, musi posiadać suknie wysoce eleganckie. Co najmniej kilka. I gdzieś one muszą wisieć, raczej nie upchane w szafie jak śledzie w beczce, bo będą wyglądać jak psu z gardła.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • 3piota 15.11.16, 14:01
    bupu napisała:
    > musi posiadać suknie wysoce eleganckie. Co najmniej kilka. I gdzieś one muszą wisieć,
    > raczej nie upchane w szafie jak śledzie w beczce, bo będą wyglądać jak psu z gardła.

    Te suknie (ta suknia) wiszą/i u krawcowej, bo szlag kobitę trafiał na wspomnienie ile się narobiła przy ślubnej kreacji i wszystko jak psu w d... Postawiła warunek: po każdym (ewentualnym!) występie - suknia z powrotem do mnie, a nie gdzieś na poniewierkę moja ciężka praca!
  • tt-tka 15.11.16, 14:16
    3piota napisał(a):


    > Te suknie (ta suknia) wiszą/i u krawcowej, bo szlag kobitę trafiał na wspomnie
    > nie ile się narobiła przy ślubnej kreacji i wszystko jak psu w d... Postawiła
    > warunek: po każdym (ewentualnym!) występie - suknia z powrotem do mnie, a nie g
    > dzieś na poniewierkę moja ciężka praca!

    Myslisz, ze pani Krawcowa Operowa (slusznie ceniona) mieszka na takim metrazu, ze moze przechowywac cudze lachy ? raczej zrezygnowala z szycia Laurze po tym numerze...
    Jesli jednak przechowuje, to czarno widze wystepy naszej primadonny - zawsze cos stanie na przeszkodzie i diwa kiecki na wystep nie bedzie miala. Szlus karierze :)
  • 3piota 15.11.16, 14:55
    Pani Krawcowa Operowa ma pracownię, więc musi mieć w niej trochę miejsca, wszak chyba nie TYLKO dla Fidelisowej szyje. Ma kilka obiegowych kiecek dla takich diw jak Laura i wypożycza w miarę ich skromnych potrzeb. Tu trochę ściągnąć tam wypuścić tu podwinąć i już pasuje.
  • tt-tka 15.11.16, 15:21
    3piota napisał(a):

    > Pani Krawcowa Operowa ma pracownię, więc musi mieć w niej trochę miejsca, wszak
    > chyba nie TYLKO dla Fidelisowej szyje. Ma kilka obiegowych kiecek dla takich
    > diw jak Laura i wypożycza w miarę ich skromnych potrzeb. Tu trochę ściągnąć tam
    > wypuścić tu podwinąć i już pasuje.

    Myslisz, ze Laurka, ZONA PLANTATORA, wystapilaby w kiecce po kolezance/kach ?
    Czort ja wie, moze i tak, szlafrok Almy wlozyla bez oporow. Chociaz - LUDZIE PATRZA i maja ja zobaczyc w kreacji po jakiejs Bulbec Hermenegildzie ? Zame !
  • 3piota 15.11.16, 17:42
    A tam żame!
    Laura i lauropodobne diwy nawet nie wiedzą że w tych samych Kleidach występują.
    Co to dla TAKIEJ krawcowej tu popuścić marszczenie, tam koronkę doszyć, tu taśmę z cekinami dofastrygować, tam złoty sznurek i już kiecka nie ta sama. Dopiąć kokardę na dupie i wio na scenę. Odśpiewać "Gretchen am Spinnrade" i do domu! A wcześniej suknia na miejsce.
  • tt-tka 15.11.16, 17:56
    3piota napisał(a):


    > Laura i lauropodobne diwy nawet nie wiedzą że w tych samych Kleidach występują.
    >
    > Co to dla TAKIEJ krawcowej tu popuścić marszczenie, tam koronkę doszyć, tu taśm
    > ę z cekinami dofastrygować, tam złoty sznurek i już kiecka nie ta sama. Dopiąć
    > kokardę na dupie i wio na scenę. Odśpiewać "Gretchen am Spinnrade" i do domu!
    > A wcześniej suknia na miejsce.


    A no chyba ze tak.
    Zreszta wcale bym sie nie zmartwila, gdyby Laurka, co tak chetnie przyswajala sobie cudze DOWIEDZIALA SIE, ze jej sceniczny stroj jest ogolnouzytkowy i juz kilka kolezanek przed nia w nim wystepowalo :)
  • gat45 15.11.16, 18:28
    O ile się orientuję, stroje do danej inscenizacji spektaklu operowego należą do teatru. Projekt, wykonanie i materiał - zamawiającym jest teatr, według wskazówek kostiumologa, który z kolei pracuje ze scenografem. Jeżeli obsada jest wieloraka, a jedna diva drobna i malutka, a druga w typie Walkirii to pewnie szyje się podwójne egzemplarze. Ale w jakimś wywiadzie znanej sopranistki słyszałam o ciągłym "przesznurowywaniu" gorsetu, kiedy śpiewały w La Scali na zmianę z koleżanką o nieco innych gabarytach.
    Zresztą przy ostatniej modzie wydziwiania na scenach operowych, wystarczy, że się ma w swojej garderobie przechodzoną fufajkę i dwa mniej lub bardziej podarte prześcieradła i jakiś bury koc. Z tym powinno się obskoczyć większą część repertuaru.
  • tt-tka 15.11.16, 18:45
    Ale Laura w operze nie spiewa. Przynajmniej nic o tym nie wiadomo. A na wystepy koncertowe musi miec chyba wlasna garderobe. I to cos lepszego niz kufajka z przescieradlem.
  • lowett 15.11.16, 09:13
    Jejku, przecież to nie jest CAŁY domek. Bielone ściany są, porządne regały w ścianę mogą być - te na zdjęciu po wypchaniu książkami raczej by się rozsypały.

    Jak widać, co czytelnik to inne wyobrażenie domku. Kiedy czytałam o szalecie u MM nigdy nie przyszło mi do głowy nic mniejszego, niż domek na powyższym zdjęciu. Dla mnie on jest miniaturowy i tak bym go opisała, a okazuje się, że dla innych to całkiem spora chata ¯\_(ツ)_/¯
  • tt-tka 15.11.16, 09:26
    lowett napisał(a):

    > Jejku, przecież to nie jest CAŁY domek. Bielone ściany są, porządne regały w śc
    > ianę mogą być - te na zdjęciu po wypchaniu książkami raczej by się rozsypały.
    >
    > Jak widać, co czytelnik to inne wyobrażenie domku. Kiedy czytałam o szalecie u
    > MM nigdy nie przyszło mi do głowy nic mniejszego, niż domek na powyższym zdjęci
    > u. Dla mnie on jest miniaturowy i tak bym go opisała, a okazuje się, że dla inn
    > ych to całkiem spora chata ¯\_(ツ)_/¯

    "malutki domeczek" o powierzchni "niewiele wiekszej od altany", "chatka krasnoludkow" - to sa slowa MM
  • ciotka_scholastyka 09.11.16, 10:36
    > Ten jest jednak trochę większy niż chalet de Madam Nadszympans. Choinka się mie
    > ści, całkiem spora kanapa, krydens, pianino, stolik i jeszcze można przejść. Ni
    > e mają stołu składanego, żeby się dało obrócić.

    Hmmm, w sumie tak do końca nie wiemy, co MM rozumie pod "malutki domeczek" ;) ;) ;) Skoro u niej przeciętny pokój ma mieć 50 m2 *przyczepia sobie odeśmianą sempiternę*

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka