Dodaj do ulubionych

I znów Kwiat Kalafiora - klęczę przed Geniuszem

26.01.16, 22:34
Kochani
Czytam właśnie - po raz kolejny - KK. Książka znakomita, pyszna, taka, jaka powinna być tego typu proza. Takie drobiazgi językowe, takie nawiązania do sytuacji społ-gosp-ekon ówczesnej Polski - to, za przeproszeniem, tylko u Bułhakowa. Nie będe dawała teraz przykładów, ale jak mnie Kto do tablicy wywoła - to przygotuję odczyt.
Niemniej zastanawia mnie jedno zdanie, brzmiace mniej więcej tak: Przy napiętym do granic możliwości budżecie i przy manii kupowania książęk, w domu Borejków nie było forsy na....
Troszku tu mię zkonfudowało. Weźmy tak matematycznie, logicznie: budżet jest napięty do granic możliwości (czyli suponuję, że aby ubrac, oprać i wyzywić liczną rodzinę ledwo starcza, ale starcza, bo to znaczy właśnie 'napiety do granic bidżet), i nagle pojawia się - hej a ho - jak coś out of the blue KUPOWANIE KSIĄŻEK bez opamiętania.
Albo wtedy książka kosztowała mniej niz rolka papieru toaletowego i była to np. Mitologia, Plutarch i Encyclopedia Brittanica lub wręcz Atlas Historyczny Całego Świata w cenie jednego pomidora (o daj nam Panie Boże tzw. Komunę!!!), albo Borejkowie mieli nieco inne pojęcie 'napietego budżetu' niz my teraz. Ja teraz, na pierwszym miejscu mam: kredyt, rachunki które muszę zapłacić teraz, rachunki którę mogę zapłacić jutro, telewizja, telefon, internet, podstawowe jedzenie, podstawowa chemia, proszek do prania (mozna wszak prać mydłem), szewc/krawiec, jako luksus - dwa wyjścia 'do knajpy', jak cos zostanie - to lepszy kosmetyk (O KYRIE ELEJSON - PERFUMY??? O KYRIE ELEJSON - FRYZJER??? . Az przykro mówić, ale książka (40 zł średnio) to naprawdę luksus, albo pozyczam, albo na bezczela ściągam. O filmie na CD nie wspominając (albo nazwą mnie frajerem - bo kupuję, albo złodziejem - bo ściągam, tertium non datur).
Do AD REMU: ponieważ KK uważam za naprawdę bardzo dobrze napisana powieść, to się nie czepiam, a tylko mam pytanie: czym był ten 'napiety budżet'? Był liczony z książkami czy bez?
Prywata: mam kuzynkę, swego czasu mieszkała w Nowym Dworze Mazowieckim. Pewnego grudniowego poranka, jako dziewczę młode, czujnie ustawiła się w kolejce pod księgarnia - bo cały Nowy Dwór tam stał (coś było na rzeczy, cos wisiało w powietrzu...) tego dnia nabyła z nienacka kilka egzemplarzy Miłosza - a była pewnie posłana po maslo albo kiełbasę. Tego Miłosza wymieniano potem na krzesła, gwoździe i - O KYRIE ELEJSON - papier toaletowy.
Może Borejki tak kupowali te książki z zamiarem 'na wymianę'? Albo wtedy, faktycznie, nie pamietam, za grosze mozna bylo nabyć całą prozę rosyjską (Dostojewski, Tołstoj itd) - za mniej niz kilogram ogórków? Bo dziś - to absurd
Edytor zaawansowany
  • vi_san 26.01.16, 23:16
    Ja nieco za smarkata by osobiście, ale jednak na świecie byłam jeszcze w latach 70 ubiegłego wieku i coś tam pamiętam. Rodzice - oboje nauczyciele w szkole podstawowej [a nie był to zawód wysoko płatny!]. I po pierwsze: książki w domu były od zawsze i zawsze, plus od czasu do czasu pojawiały się nowe [nie Plutarch, ale np. Senekę mój tata lubił i miał], po drugie: budżet był dość napięty [na pewno nie aż tak jak u Borejków [jedna pensja, to co mama Borejko dorobiła w spółdzielni - a to raczej marne grosze bywały, a do tego cztery córki, po trzecie wreszcie: nie tyle może książki były tanie jak papier toaletowy [choć proporcjonalnie do zarobków - jednak sporo tańsze niż dziś], ale ogólnie były ciut inne realia. Kredytów [które obecnie wielu parom "pochłaniają" większą część dochodów] nie było, rachunki, i owszem, konieczne, ale też inne niż dziś - telefon nie był standardem, samochody były mniej liczne, nie było Canal Plusów i innych kablówek, nie było komórek, nie było internetu, ani Mila ani dziewczyny do krawca/szewca/fryzjera nie chadzały, do knajp także nie [nie było zwyczaju, zwłaszcza w niezbyt zamożnym środowisku, by młodzież licealna po knajpach i tancbudach się włóczyła]. Co zostaje? Rachunki typu czynsz/prąd/abonament rtv. Podstawowe jedzenie. Podstawowa chemia. A weź też pod uwagę, że określenie "podstawowe jedzenie" też zmieniło znaczenie.
    A co do "dziś" - dziś Borejki kupują po dwa lub trzy egzemplarze nowości literackich. Gaba i Grześ na pewno kupują każde swój egzemplarz, żeby trenować czytanie synchroniczne - MM napisała, że całują się po każdym przeczytanym rozdziale, no to nie ma opcji, czytanie synchroniczne. A bywa, że daną książkę już wcześniej kupił np. tata Borejko. I dalej głoszą te szlachetne ubóstwo, niematerializm i temu podobne głupoty.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 26.01.16, 23:34
    Jedzenie - ubogie, zawiadamia nas altorka i widzimy to zreszta. Morszczuk na noworoczny obiad ! I zadnych poswiatecznych resztek tam nie widze, a w sylwestra jeszcze powinny byc. Imo.
    Ciuchy - niewiele i byle jakie, ale dwie male rosny i trzeba je przyodziewac na biezaco. Kosztuje.
    Kosmetykow uzywaja. Ida mazidla, maman po powrocie ze szpitala tez sie maluje.
    Ksiazki. Drogie nie byly, ale wyszukane wydawnictwa swoje jednak kosztowaly.

    Sadze, ze najwiecej wydawali na prad i gaz. Szesc osob sie kapie, w tym Nutria po kilka razy dziennie. W wannie, nie pod prysznicem. Swiatla nie gasza maniacko. Tansze to bylo niz teraz, ale nie darmowe jednak.
  • ciotka_scholastyka 27.01.16, 09:03
    > Morszczuk na noworoczny obiad ! I zadnych poswiatecznych resztek tam nie widze, a w sylwestra jeszcze powinny byc.

    Mrożony morszczuk na noworoczny (czy aby na pewno od razu w Nowy Rok Gaba zabrała się za morszczuka?) obiad to była konieczność, bo Mila wylądowała w szpitalu, to raz. Po drugie: a dlaczego noworoczny obiad miałby być bardziej wykwintny? Nie jest to ogólnie przyjęty zwyczaj, że w Nowy Rok jada się jakoś specjalnie (być może w niektórych rodzinach to tak).
    Co do resztek poświątecznych aż do Sylwestra - no co ty? Przy czterech żertych pannach?! U mnie progenitury o połowę mniej, niż u Borejów, a najpóźniej 27 grudnia wszystko już zniknięte.
  • tt-tka 27.01.16, 11:15
    ciotka_scholastyka napisała:


    > Mrożony morszczuk na noworoczny (czy aby na pewno od razu w Nowy Rok Gaba zabra
    > ła się za morszczuka?) obiad to była konieczność, bo Mila wylądowała w szpitalu
    > , to raz.

    Ale w lodowce i spizarce nie bylo nic innego . Tylko ten morszczuk i kielbasa z bialkiem roslinnym. Ba, nie bylo nawet zapasow przetworow - one pokazaly sie dopiero w IS.

    Po drugie: a dlaczego noworoczny obiad miałby być bardziej wykwintny?

    Czy wykwintny - raczej niedzielny niz wybitnie swiateczny, ale majac w perspektywie wolny dzien robilo sie i wieksze zakupy, i cos lepszego, pamietam siebie i kolezanki z siatami w okresie przedsylwestrowym (jak obie Borejkowny) i jednak na stole w nowy rok ladowalo cos innego niz smazona ryba. A Gaba bierze sie za morszczuka z braku innych surowcow.


    > Co do resztek poświątecznych aż do Sylwestra - no co ty? Przy czterech żertych
    > pannach?! U mnie progenitury o połowę mniej, niż u Borejów, a najpóźniej 27 gru
    > dnia wszystko już zniknięte.

    No rzeczywiscie, cztery i zarte... u nas ciast moglo juz nie byc, ale ryba faszerowana *lezka wzruszenia* i pierogi jeszcze byly, poupychane w lodowce i na balkonie. I to mimo, ze rodzice nosili specjaly do pracy na poczestunek :-) jakos duzo sie tego robilo...
  • mankencja 28.01.16, 11:48
    U mnie odwrotnie, jakiś makowiec to się jeszcze może ostanie, ale pierogi znikają najpóźniej w pierwszy dzień świąt.

    --
    kot
    lemur
  • mamuka_z_boru 28.01.16, 17:43
    A mnie też zawsze intrygował ten brak jedzenia w Nowy Rok. I nie dlatego, że noworoczne menu musi być jakoś bardziej wytworne. Raczej myślałam o tym, że Mila planowała jakiegoś Sylwestra, choćby i dla własnej rodziny (stąd propozycja nie do odrzucenia złożona Idzie, że jej Waldzio zamiast towarzyszyć jej na prywatce, może co najwyżej potowarzyszyć jej w domowym Sylwestrze), poza tym wiadomo - Nowy Rok dzień wolny od pracy, więc wszystko zamknięte, potem kilka pierwszych dni nowego roku to remanenty, które wtedy bynajmniej nie były robione prędziutko i po nocach, byle tylko jak najszybciej znów otworzyć, poza tym sklepy po okresie świąteczno-noworocznym były wyczyszczone z towarów, i znów nikt raczej nie stawał na głowie, żeby jak najszybciej porobić dostawy, więc matki rodzin wielodzietnych robiły zazwyczaj zapasy jak na oblężenie (niektórym do teraz zostało ;)... No i w okresie świąteczno-noworocznym można się było w każdej chwili spodziewać gości (niekoniecznie zapowiedzianych - mało kto miał telefon), więc w Nowy Rok raczej się można było spodziewać pełnej lodówki + zamrażarki niż smętnego morszczuka i ścierwowatych kiełbas.
  • ciotka_scholastyka 29.01.16, 08:24
    Teraz dopiero widzę, że nigdy na to zupełnie nie zwróciłam uwagi. A przecież w Sylwestra Gabriela z Idą w pierwszej scenie wracają z zakupów!
    - Kupiłyśmy jajka? - skojarzyła sobie Ida.
  • esme83 27.02.16, 15:05
    A ja myślę, że zapasy mogły być (typu mąka, olej itp), o czym świadczą właśnie wspomniane zakupy z poprzedniego dnia, ale nie było nic, z czego pozostawiona bez Mili rodzina umiałaby coś przygotować. No chyba że to taki imperatyw narracyjny.

    Przy okazji chcę się przywitać, bo choć śledzę forum od dawna, nie było jakoś okazji, by coś napisać.
  • tt-tka 27.02.16, 16:07
    Witaj, witaj, kawalek morszczuka ?

    Tego rodzaju zapasy - maka, olej - byly na pewno, skoro Gaba wziela sie za smazenie. Chodzi o to, ze w tomie nastepnym, IS, mamy opis spizarki wypelnionej przetworami wlasnej roboty, kiedy to "mama Borejko zapasteryzowala juz lub zawekowala na zime plony tegorocznego lata". A w KK ani slowa o sloikach wypelnionych fasolka, konfiturami, kompotami itp. Ni ma.
  • esme83 27.02.16, 17:00
    Wolałabym zaproszenie do cioci Felicji;) Masz rację, to raczej niekonsekwencja, choć na upartego dałoby się sklecić tezę, że Mila Borejko zaczęła robić zapasy dopiero od następnego roku, nauczona doświadczeniem z KK.
  • esme83 27.02.16, 17:01
    Albo że w grudniu wszystkie zapasy były już wyjedzone. Ale przyznaję, że oba wyjaśnienia są naciągane.
  • czarna9610 28.02.16, 15:10
    Borejkowie nie musieli spłacać kredytu hipotecznego, myślę że rachunki były na pewno niższe. Przecież mogłam się chlapać w młodości ile chciałam.. Rodzice płacili czynsz, ale nie było liczników wody. Przez tego nieszczęsnego morszczuka moja pochodząca z okolic Konina mama zraziła się do Jeżycjady. No jak żeby Poznanianka nie miała pełnej lodówki na Nowy Rok .
    O ile pamiętam to przy tym napiętym budżecie Ignacy często kupował książki i tłumaczył żonie ze więcej pożytku z nowej książki niż z czekolady. Można i tak. Potem rodzina jadła serek topiony i jakoś to było.
    Do biblioteki chodził dziadek Cesi i nawet alfabetycznie wypożyczał książki.
  • ssssen 27.01.16, 08:13
    Odpowiedź znajdziesz sama jeśli dokończysz własne zdanie "w domu Borejków nie było forsy na..."
  • vilez 27.01.16, 12:13
    Ja pochodzę z domu, w którym ciągle był napięty budżet, i w którym mimo tego napiętego budżetu ściany porosły książkami.
    Podpowiadam: książki nie były drogie tak jak dziś, nadto dobrze funkcjonowały przeceny książek i prenumeraty/subskrypcje, w których było taniej, niż cenie detalicznej. Większość książek moich rodziców pochodziła z przecen, na droższą cenę (np. albumy) to oni się pukali po głowie.
    No i na tanią książkę musiało się znaleźć...Kwestia priorytetów.
  • gat45 27.01.16, 12:19
    Mnie od początku dziwiło coś nieco innego : jak w tym domu o napiętym budżecie dopiero po dość długim czasie zorientowano się, że najmłodsza latorośl oddaje się naukowym doświadczeniom w postaci topienia banknotów. Nawet biorąc pod uwagę rozgardiasz, który powstał po przewiezieniu matki roku do szpitala, ktoś jednak - a konkretnie Ignacy, Gaba albo oboje razem musieli pieniężne zasoby jakoś podliczyć i jakoś się umówić co do ich wydawania ? Więc jak mogli nie zauważyć tych trafionych-zatopionych ?
  • tt-tka 27.01.16, 12:38
    gat45 napisała:

    > Mnie od początku dziwiło coś nieco innego : jak w tym domu o napiętym budżecie
    > dopiero po dość długim czasie zorientowano się, że najmłodsza latorośl oddaje s
    > ię naukowym doświadczeniom w postaci topienia banknotów. Nawet biorąc pod uwagę
    > rozgardiasz, który powstał po przewiezieniu matki roku do szpitala, ktoś jedn
    > ak - a konkretnie Ignacy, Gaba albo oboje razem musieli pieniężne zasoby jakoś
    > podliczyć i jakoś się umówić co do ich wydawania ? Więc jak mogli nie zauważyć
    > tych trafionych-zatopionych ?

    Coz, wyglada na to, ze nie podliczali i nie umawiali sie co do wydawania...
    Jak zwykle w awaryjnej sytuacji targalo sie pake ksiazek do antykwariatu. Albo torbe butelek po pepsi do spozywczaka. I starczalo akurat na makaron z mlekiem.
    A potem juz za zakupy wziela sie Fela. Czyzby za swoje kupowala ? Ta afera z topionymi pieniedzmi to juz byla po tym, jak Fela sie pojawila czy wczesniej ?
  • gat45 27.01.16, 12:44
    To sprzedawanie książek też mi potężnie zgrzytało od początku. Zakładam, że wtedy kupowali pojedyncze egzemplarze, no i nie kupowali głupot. A co to za bibliofile, co się tak z lekkim sercem wyzbywają swojego księgozbioru?
  • vilez 27.01.16, 13:05
    Eee tam, książka to tylko książka. Dziś sprzedasz, jutro nabędziesz. Białych kruków mniemam nie kupowali i nie sprzedawali. Mieli zresztą egzemplarze podwójne.
    Oni nie byli w takim sensie miłośnikami ksiażek, że je traktowali jak cacka czy bóstwo. Nie, zupełnie nie. Traktowali je użytkowo, czyli- jak należy.
  • gat45 27.01.16, 14:10
    Pomijając sprawę zakupu podwójnych egzemplarzy w domu, gdzie nie bardzo się dojada, to jednak upierałabym się przy traktowaniu przez Borejków księgozbioru jako czegoś ważniejszego niż butelka po pepsi. Czysto użytkowemu traktowaniu książek przeczy choćby przeprowadzka CAŁEJ biblioteki do Pulpy.
  • vilez 27.01.16, 18:38
    W moim domu (niebogatym) też się zdarzały podwójne egzemplarze. Tak to już w tej robocie jest, że gdy kupujesz dużo, to czasem zapomnisz, że coś już masz.
    Przeprowadzka całej bibliotek i to inny rejestr. Ja też cierpiałam, gdy mieszkałam powiedzmy dłużej niż miesiąc z dala od moich książek, tak że rozumiem. I nie powiem, ile książek przeprowadzałam z akademika do akademika... Użytkowość książek polega bowiem tylko na tym, że MAJĄ BYĆ pod ręką- w razie ochoty na którąś. Na tym to maniactwo właśnie polega :-)
    Zgadzamy się w jednym- książki były dla nich bardzo ważne. I ja to rozumiem. Miałam tak samo.
  • vi_san 27.01.16, 19:22
    Zdarzały się podwójne i nie nowości. A u Borejków KUPUJE się podwójne egzemplarze nowości, żeby uniknąć sporów, kto przeczyta pierwszy! No wybacz, ale przy niedopinającym się budżecie, kupowanie [świadome!] dwóch [lub więcej] IDENTYCZNYCH książek - to po prostu marnotrawstwo. I nikt mi nie wmówi, że mając "średnią" sytuację materialną wywaliłby pięć dych "bo się pokłóci z żoną/mężem, kto pierwszy czyta"!!! A jeśli tak - to jest nienormalny, a nie jest miłośnikiem książek!
    Wyjaśnienie: Gaba i Grześ czytają książki całując się po każdym rozdziale. Jednakowe. I jest scena [nie pomnę już w którym tomie, że dziad Borej stojąc obok telefonu widzi gabrysiną książkę [podano nawet, o ile pamiętam, tytuł i nazwisko autora], po czym stwierdza, że on już ją ma. Z satysfakcją. No, faktycznie, powody do statysfakcji jak licho... Z tym, że o satysfakcji chyba MM nie pisała, to moje odczucie do tej sceny.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • vilez 27.01.16, 19:41
    To świadome kupowanie podwójne to już raczej w NEOjeżycjadzie. I też tego nie rozumiem.
    Ale w tym wątku to my chyba nie o tym rozmawiamy.
  • teano1 29.02.16, 19:31
    Nie wiem czy się wstrzelę we właściwe miejsce, ale tak a propos dywagacji czy to normalne że Borejkowie mając napięty budżet kupowali tak wiele książek powiem tak: Niedawno skończyłam przeprowadzkę. A konkretnie likwidację mieszkania po rodzicach. Od sylwestra moją podłogę zaściełają stosy książek, a ja się zastanawiam jak je upchnę na pękających w szwach półkach. 3/4 tychże książek, została kupiona w czasach komuny. Kupowało się wtedy maniacko i z dziką radością, bo książka była towarem deficytowym (jak wszystko może poza octem i szczawiem w owym czasie). I znalazłam niektórych fajnych książek po kilka egzemplarzy. Bo albo każdy domownik niezależnie od pozostałych akurat przyuważył, z radością kupił i do domu przytachał, albo (częściej) kupowało się kilka, "bo będzie na prezent".
    Więc taka mania była typowa w owych latach. A też się u nas nie przelewało.
    Powiem jeszcze, że likwidując mieszkanie zostawiłam część mebli, wyniosłam do caritasu ubrania, pozbyłam się mnóstwa rzeczy a jednak nie zdobyłam się na to, by książki zostawić. Zostawiłam trochę kucharskich, parę nieaktualnych poradników. Resztę zabrałam ze sobą.
    Być może część oddam do biblioteki, ale na razie nie znalazłam jeszcze takich, z którymi dam radę się rozstać. Kilka już odłożyłam, obejrzałam i włożyłam z powrotem na półkę ;).
    Natomiast bez żalu mniej więcej połowę książek byłabym w stanie oddać, gdyby zjawił się ktoś i stwierdził, że tych książek potrzebuje (i tak na przykład część księgozbioru pojechała do jakiejś fundacji tworzącej biblioteki z polskimi książkami na Wschodzie, część specjalistycznych poszła do muzeum) Z pozostałej połowy część byłabym w stanie sprzedać w antykwariacie i za komuny często tam "wymieniałam" książki bo to taka trochę jakby "płatna biblioteka" albo rodzaj "lombardu dla moli książkowych". Niektóre książki można tam sprzedać bez żalu, ale są takie, których się nie sprzeda za żadną cenę. Ale i z tych ostatnich pewnie byłabym w stanie oddać mniejwięcej połowę, gdybym zobaczyła w czyichś oczach ten błysk, to pożądanie, głód - o tak, wiedziałabym wtedy, że mam przed sobą osobę która książki nie skrzywdzi, przytuli ją i będzie się nią cieszyć. I takiej osobie wiele moich książek oddałabym bez żalu (rzekłabym, że wszystkie poza tymi z szafki "miesiąc zatajony" - kto czytał ten wie ;) )
    Dlatego dla mnie zachowanie Borejków w tej kwestii jest jak najbardziej prawdopodobne i wcale nie dziwne :)
    --
    "Drogi Adwenenie!" - skreśliła "drogi" i wpisała "tani" uśmiechając się złośliwie.
    "...przez chwilę wpatrywał się w śpiącą. Tak. To ona. Zdecydowanym ruchem położył dłoń na jej ustach. Szarpnęła się, otwierając szeroko oczy."
    Nie widzę tam żadnego ciacha. Same stare pierniki.
    "Facet jest jak sylwester. Przez chwilę było fajnie, ale rano zostaną po nim tylko resztki po petardach i kac gigant."
  • tt-tka 27.01.16, 13:05
    Mogli i glupotki kupowac, wtedy jeszcze nie byli tak nieprzytomnie przeintelektualizowanymi snobami. Nie wszyscy przynajmniej.
    W domu byly nastolatki, kupilo sie Siesicka, przeczytalo, ale to nie Plutarch do holubienia przez dziesieciolecia. Albo ktos w porywie natchnienia kupil "Owczarstwo nizinne w XVIII w." czy inne "Poczatki rybolostwa na terenie powiatu kaliskiego" i przy czystce bibliotecznej uznano, ze bez tej cegly w domu mozna sie obejsc.

    Ale faktycznie, wczesniej nie zwrocilam uwagi - matka laduje w szpitalu tuz po wyplacie. I Gaba w jej portmonetce nie znajduje ani grosza, i gdzie indziej nie szuka. A mala Pulpa wie, gdzie w domu leza pieniadze, i to banknoty, nie drobniaki. Zgrzyta.
  • gat45 27.01.16, 14:19
    Może i kupowali głupotki. Ale swoją drogą razi mnie, że w Jeżycjadzie nikt nie chodzi do biblioteki publicznej. A może coś pominęłam ? Umknęła mi jakaś postać wracająca z biblioteki z paczką pod pachą ?
    Sama chodziłam i chodzę dalej, wszyscy moi znajomi też swoje czytelnictwo opierają w znacznym stopniu na książkach pożyczonych czy wypożyczonych. Bo kto ma takie metraże, żeby we własnym domu pomieścić wszystko, co czyta ? A tam czyta sporo osób...
  • tt-tka 27.01.16, 14:47
    gat45 napisała:

    swoją drogą razi mnie, że w Jeżycjadzie nikt nie
    > chodzi do biblioteki publicznej. A może coś pominęłam ? Umknęła mi jakaś postać
    > wracająca z biblioteki z paczką pod pachą ?
    > Sama chodziłam i chodzę dalej, wszyscy moi znajomi też swoje czytelnictwo opier
    > ają w znacznym stopniu na książkach pożyczonych czy wypożyczonych. Bo kto ma ta
    > kie metraże, żeby we własnym domu pomieścić wszystko, co czyta ? A tam czyta sp
    > oro osób...

    Albo mnie tez umknelo, albo nie bylo. Chyba to drugie.
    Do biblioteki chodzi sie do pracy. Ignac do Raczynskich, Nutria dorabia okresowo w bibliotece TPN. Ale zadnej wypozyczanej ksiazki nie pamietam. Ani tez biblioteki szkolnej, osiedlowej czy miejskiej, tylko placowki o statusie naukowych.

    Ludzie na poziomie maja ksiazki wlasne, nie pozyczone, sugeruje z wlasciwa sobie subtelnoscia MM. To tylko tata Anieli, prosty rybak, bral "Hamleta" z biblioteki, kiedy chcial sie zprientowac, co wlasciwie corka bedzie grala. Jenteligencja takie rzeczy ma w domu i wypozyczac nie musi.
  • vi_san 27.01.16, 19:31
    Czyli sama sobie przeczysz. :D
    Najpierw piszesz, że nie ma sceny, żeby ktoś coś z biblioteki, a potem jednak SAMA zauważasz, że Kowalik Józef rybak dalekomorski i owszem, Hamleta wziął był i przeczytał. :D
    Ale innych scen też nie kojarzę. Znaczy nawet nie scen, tylko wzmianki chociażby typu "Oj, miałam oddać książki do biblioteki a zagapiłam się i już zamknięta!", "Mamy na poniedziałek przeczytać "Ludzi Bezdomnych", a w szkolnej bibliotece są tylko dwa egzemplarze i oczywiście nie sposób..."...
    A swoją drogą MUSIELI korzystać z biblioteki, bo Milicja czytywała w parku [ukrywając się] braciszka Cadfaela, a wszak stary pierdoła by takiej [tfu, za przeproszeniem] szmiry na półkę koło Seneki nie wpuścił, coby swą niegodną okładką kalała prawdziwą LITERATURĘ...
    Wyjaśnienie - osobiście kocham Brata Cadfaela, zarówno w wersji literackiej jak i serialowej [Chwała Derekowi Jacobiemu] i mam na półce kilka tomów. Więc określenie szmira jest nie moje, ale jakby mógł określić to Borej.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • tt-tka 27.01.16, 20:10
    vi_san napisała:

    > Czyli sama sobie przeczysz. :D
    > Najpierw piszesz, że nie ma sceny, żeby ktoś coś z biblioteki, a potem jednak S
    > AMA zauważasz, że Kowalik Józef rybak dalekomorski i owszem, Hamleta wziął był
    > i przeczytał.

    NIKT z Borejkow (w domysle). Budzet sie nie dopina, a oni kupuja zamiast wypozyczac. A potem nosza do antykwariatu, gdzie sprzedaja ze strata.



    > A swoją drogą MUSIELI korzystać z biblioteki, bo Milicja czytywała w parku [ukr
    > ywając się] braciszka Cadfaela, a wszak stary pierdoła by takiej [tfu, za przep
    > roszeniem] szmiry na półkę koło Seneki nie wpuścił, coby swą niegodną okładką k
    > alała prawdziwą LITERATURĘ...

    Myslisz, ze Ignac wie, co ma na polkach ? Swoje ksiazki zna i pamieta, ale rodzinne ? Poza tym w czasach KK Cadfaela jeszcze w bibliotekach chyba nie bylo. Poza tym wtedy jeszcze ibn borejko dopuszczal (z lekcewazeniam), ze nie tylko Seneke sie czytuje, zone podejrzewal o czytanie w kolejce "literatury kobiecej", w jego oczach ten mniej wiecej sort co kryminaly, jak przypuszczam
  • vi_san 27.01.16, 20:26
    A. W KK to Mila chyba w kolejce wiersze Majakowskiego czytała, a nie Cadfaela? Cadfaela to później. Ale mi zasadniczo chodziło o to, że kiedyś książki były jeszcze tańsze, to pół biedy, mogli i Arystotelesa i Majakowskiego. Ale później? Kiedy już książki zaczęły być drogie?
    I nie wierzę, że Borej by nie dostrzegł na własnej półce takiej tandety.
    Znaczy w KK mógł nie dostrzec. Po pierwsze: podejrzewa Milę o "literaturę kobiecą" czyli w domu musiały być oprócz Plutarcha i Seneki również półki z książkami mniej "znacznymi". Chociażby z tą literaturą kobiecą. Ale potem?

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • pavvka 28.01.16, 09:31
    vi_san napisała:

    > A potem nosza do antykwariatu, gdzie sprzedaja ze strata.

    Ale atrakcyjniejsze tytuły w antykwariatach chodziły po cenach dużo wyższych niż okładkowe.

    --
    "There's a word for people like that...No, I'm saying, there's a word and I don't know what it is. I'm not being fucking poetic."
  • ciotka_scholastyka 28.01.16, 10:22
    No ale to chyba przy sprzedaży Z antykwariatu, a nie DO :)
  • pavvka 28.01.16, 11:27
    Nie wiem jakie zasady kupowania książek miały antykwariaty, nigdy niczego im nie sprzedawałem, ale jeśli zamierzali sprzedać książkę za cenę okładkową razy 5, to chyba i płacili za nią więcej niż nominał?

    --
    3 logicians walk into a bar. The bartender asks "Do all of you want a drink?" The first logician says "I don't know". The second logician says "I don't know". The third logician says "Yes!"
  • vi_san 28.01.16, 11:46
    A z tym różnie bywało. Bo zasadniczo antykwariusze to tez handlarze i opłaca im się tanio kupić drogo sprzedać. Więc oczywiście, że antykwariusz kupując jakąś książkę "zaniżał" jej wartość "A bo okładka podniszczona", "a bo stronice przyżółkłe", "A bo grzbiet wytarty", nawet jeśli wiedział, że to "biały kruk", i że sprzeda drogo. Oczywiście, bywali też i uczciwi [czyli nie zaniżający wbrew wiedzy własnej cen], ale jednak - oni na tych książkach chcieli zarobić, nie kupowali ich li i jedynie aby pomóc Borejkom! Więc NIE MOGLI zaoferować za nie kwot zbliżonych do tych, za jakie sprzedadzą - bo to by się po prostu nie opłaciło.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • pavvka 28.01.16, 13:25
    Nie no, jasne, że musieli mieć na cenach książek jakieś przebicie, ale niekoniecznie pięciokrotne.

    --
    Although it is not true that all conservatives are stupid people, it is true that most stupid people are conservative. - John Stuart Mill
  • tt-tka 28.01.16, 17:18
    pavvka napisał:

    > Nie no, jasne, że musieli mieć na cenach książek jakieś przebicie, ale niekonie
    > cznie pięciokrotne.
    >

    Roznie bywalo - np. stare komiksy skupowane za grosze teraz chodza po cenach nieprawdopodobnych :-)
    Tak czy inaczej, nie sadze, by borejki nosily do antykwariatu pozycje cenne i wyjatkowe, za ktore mozna by dostac przyzwoita kwote. Raczej wyzbywali sie literatury popularnej niz okazow bibliofilskich, akurat tak za bulki i serek topiony do nich :-), moze jeszcze butelke mleka.
  • vilez 28.01.16, 20:24
    Ja tam się ratowałam antykwariatem nie raz... To była dobra instytucja i w sumie- uczciwa, jeśli chodzi przebitkę cenową.
    Piszę "była", bo teraz się spsiła. Teraz faktycznie dają grosze, wolę oddać komuś za darmo.
  • pavvka 29.01.16, 10:06
    "Ja tam się ratowałam antykwariatem nie raz... To była dobra instytucja i w sumie- uczciwa, jeśli chodzi przebitkę cenową.
    Piszę "była", bo teraz się spsiła. Teraz faktycznie dają grosze, wolę oddać komuś za darmo."

    Bo generalnie używane książki (poza faktycznie zabytkowymi i jakimiś białymi krukami) są teraz bardzo tanie. Większość rzeczy z lat 60-80. można kupić na Allegro za parę złotych.

    --
    Although it is not true that all conservatives are stupid people, it is true that most stupid people are conservative. - John Stuart Mill
  • pavvka 29.01.16, 10:04
    > Roznie bywalo - np. stare komiksy skupowane za grosze teraz chodza po cenach nieprawdopodobnych :-)

    Ale skupowane zapewne dawniej, kiedy jeszcze nie chodziły po takich cenach.

    --
    3 logicians walk into a bar. The bartender asks "Do all of you want a drink?" The first logician says "I don't know". The second logician says "I don't know". The third logician says "Yes!"
  • tt-tka 29.01.16, 10:15
    pavvka napisał:

    > > Roznie bywalo - np. stare komiksy skupowane za grosze teraz chodza po cen
    > ach nieprawdopodobnych :-)
    >
    > Ale skupowane zapewne dawniej, kiedy jeszcze nie chodziły po takich cenach.
    >

    Oczywiscie ! Wlasnie o tym pisalam, ze noszac ksiazki do antykwariatu w chwilach kryzysowych Borejkowie dostawali za to imo niewiele :-)
  • slotna 28.01.16, 20:01
    "> W domu byly nastolatki, kupilo sie Siesicka, przeczytalo, ale to nie Plutarch d
    > o holubienia przez dziesieciolecia. Albo ktos w porywie natchnienia kupil "Owcz
    > arstwo nizinne w XVIII w." czy inne "Poczatki rybolostwa na terenie powiatu kal
    > iskiego" i przy czystce bibliotecznej uznano, ze bez tej cegly w domu mozna sie
    > obejsc."

    Albo "Druga i trzecia mlodosc kobiety"... :D

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • ewa9717 27.01.16, 13:44
    tt-tka napisała:

    w awaryjnej sytuacji targalo sie pake ksiazek do antykwariatu. Albo
    > torbe butelek po pepsi do spozywczaka.
    Pepsi pojawiła się w Polsce chyba na początku lat siedemdziesiątych (w jakimś kawałku kraju coca, a jakimś pepsi, nie pamiętam granicy), ale ćwierćlitrowa (lub niewiele pojemniejsza butelka) napoju kosztowała 5 złotych (sporo!), więc torby butelek po pepsi w domu o napiętym budżecie też mocno zgrzytają.

  • tt-tka 27.01.16, 14:17
    ewa9717 napisała:


    > Pepsi pojawiła się w Polsce chyba na początku lat siedemdziesiątych (w jakimś k
    > awałku kraju coca, a jakimś pepsi, nie pamiętam granicy), ale ćwierćlitrowa (lu
    > b niewiele pojemniejsza butelka) napoju kosztowała 5 złotych (sporo!), więc tor
    > by butelek po pepsi w domu o napiętym budżecie też mocno zgrzytają.
    >

    Jednak w IS Ida znajduje w schowku cala torbe tych butelek, no co ja poradze... i taska je do sklepu, co zapewnia jej pozywienie na trzy dni.
    Na czekolade nie bylo, a na pepsi bylo. Moze Ignac slodyczy nie jadal, a pepsi pijal i stad ta niekonsekwencja ?
    A butelki byly chyba 0,33 litra, takie pamietam. Ile kosztowaly, umknelo mi, mysmy pijali mazowszanke. Ile ona kosztowala, tez nie pomne
  • tt-tka 27.01.16, 14:22
    I kolejna niekonsekwencja, wspomniana juz - w IS cala spizarka wypelniona jest przetworami. Ida nie smie ich tknac, bo to na zime.
    A w KK ni ma. Morszczuk, kielbasa w zamrazalniku i ani slowa o sloikach z fasolka czy innymi plonami lata, choc to dopiero poczatek zimy.
    Czy mama Borejko dopiero po tym wrzodzie wziela sie za marynowanie i pasteryzowanie ?
  • gat45 27.01.16, 14:22
    tt-tka napisała:

    [...]

    > A butelki byly chyba 0,33 litra, takie pamietam. Ile kosztowaly, umknelo mi, my
    > smy pijali mazowszanke. Ile ona kosztowala, tez nie pomne

    Będę się kłócić : nie masz jak Nałęczowianka ! Zielona, czyli naturalnie gazowana.
    (w obronie Nałęczowianki wystąpił Gat, uzależniony w Polsce od tego płynu)
  • tt-tka 27.01.16, 14:34
    gat45 napisała:


    >
    > Będę się kłócić : nie masz jak Nałęczowianka ! Zielona, czyli naturalnie gazowa
    > na.
    > (w obronie Nałęczowianki wystąpił Gat, uzależniony w Polsce od tego płynu)

    A czy ja sie kloce ? *z niewinnym zdziwieniem*
    Kochaj sobie naleczowianke miloscia wielka i namietna, dobra ona jest i zdrowa. A mysmy pijali mazowszanke. A w Busku buskowianke, tez naturalnie gazowana. Do wyboru, do koloru.

    Natomiast, jak sobie przypominam, coli w domu nie bywalo. To sie pilo w kawiarni, w klubie, "na wyjsciu". Holender, zdrowiej zylam niz Borejkowny i oszczedniej. Choc i ksiazki sie kupowalo, i czekolade. I prase, codzienna, periodyki kulturalno-spoleczne i pisma dla dzieci i mlodziezy. Czy na Jezycach pojawia sie prasa ? Bobcio czytal "Misia", a Hajduk "Przeglad sportowy", a poza tym ?
  • kkokos 27.01.16, 18:07
    tt-tka napisała:


    >
    > Natomiast, jak sobie przypominam, coli w domu nie bywalo. To sie pilo w kawiarn
    > i, w klubie, "na wyjsciu".

    dokładnie tak :) tak samo jak cuda pod nazwą napój firmowy albo jakieś desery typu krem sułtański.
  • lord_vmordevol 28.01.16, 11:25
    tt-tka napisała:

    > ewa9717 napisała:
    > Jednak w IS Ida znajduje w schowku cala torbe tych butelek, no co ja poradze...
    > i taska je do sklepu, co zapewnia jej pozywienie na trzy dni.

    Butelka po Pepsi tez była stosunkowo droga, więc była wydajna w skupie :-)

    > A butelki byly chyba 0,33 litra, takie pamietam. Ile kosztowaly, umknelo mi, my

    Nie, butelki Pepsi były 0,25. 0,33 były takie zwykłe onenżady.

    > smy pijali mazowszanke. Ile ona kosztowala, tez nie pomne
  • a.nancy 27.01.16, 15:00
    może budżet byłby mniej napięty, gdyby nie wydawali połowy pensji na książki? just sayin'...

    --
    Good evening. I am a lizard woman from the dawn of time, and this is my wife.
  • tt-tka 27.01.16, 15:14
    a.nancy napisała:

    > może budżet byłby mniej napięty, gdyby nie wydawali połowy pensji na książki? j
    > ust sayin'...
    >
    Imho budzet bylby mniej napiety, gdyby oni choc czasem, choc odrobine zastanowili sie nad swoimi wydatkami.
    Ekonomistka Mila wykazuje Ignacowi bezsens kupowania przekladu, gdy na polce stoi oryginal, ale w duchu zgadza sie z mezem, ze ksiazka jest dobrem trwalym i wartosciowym, w przeciwienstwie do czekolady. Nikt nie goni Nutrii z lazienki, kilka kapieli dziennie w duzej przedwojennej wannie, a ile to taka kapiel zje ? A rachuneczek za gaz leci... Nikt nie gasi swiatla. I nikt nie zauwaza, co slusznie podniosl Gat, ze pieniadze znikaja z portfela i tona w umywalce. Pieknoduchy, psiakrew.
  • gat45 27.01.16, 15:14
    Just sayin' - ale najwyraźniej nie czytain'
    Bo o tym jest pół wątku najmarniej :)
  • iskrzy_54 27.01.16, 22:23
    U nas pijało się (chyba do połowy 70-tych) wodę sodową z syfonu, przeważnie szklanego na wymianę, później rodzice nawet nabyli syfon metalowy, do którego się dokupowało naboje. We wczesnych 70-tych ksiązki jeszcze były stosunkowo tanie (pałętałam sie po wynajmowanych pokojach, na które wydawałam pół pensji) ale książki kupowałam. Pamiętam, że po jakimś Kiermaszu majowym lub innych Targach książki rzucili mnóstwo dobrej klasyki paperbackach (obkupiłam się wtedy w Chandlera, Faulknera oraz Hammeta). Można też było dostać coś okazyjnie w antykwariacie, aczkolwiek pod koniec 70-tych udało mi się kupić Paragraf 22 za jedyne 200% wyjściowej ceny. Do bibliteki chadzał Ignac w Kalamburce i nawet mamie pracę załatwił. A i jeszcze były serie na subskrypcję (np. 13 tomów encyklopedii). W MPIKu można było bardzo tanio dostać książki w różnych obcych językach, jako że w ZSRR nie honorowano praw autorskich - były także przekłady na rosyjski, bardzo porzadnie wydane. A w ogóle to z rozrzewnieniem wspominam kolejki na Foksal, kiedy oczekiwano dostawy do PiWu (po piątej rano mało szans na zakup czegokolwiek).
  • kkokos 27.01.16, 18:06
    kredytów na prawo i lewo nie dawali - kredyty były na konkretne zakupy (typu pralka, w latach 60.), a okresowo w ogóle tylko dla młodych małżeństw (lata 80.?) - więc nie mieli co spłacać. być może u ignaca w pracy był fundusz zapomogowo-pożyczkowy.
    kąpiele w wielkiej wannie kosztowały mniej niż dziś - nie było liczników wody w każdym mieszkaniu, płaciło się od metra powierzchni mieszkania albo od liczby domowników, nie pomnę.
    nie pomnę też, czy telefon był drogi (ale chyba był). szewc/krawiec jakoś zabójczo chyba nie kosztował, ale krawca w tym domu się chyba nie wykorzystywało, skoro mila sama mogła uszyć. stałym wydatkiem pewnie była repasacja pończoch/rajstop, ale to też chyba nie kosztowało oko z głowy.
    te proszki, mydła, szampony kupowało się znacznie rzadziej, bo bywały trudne do dostania, więc się używało oszczędniej niż dziś.

    gazet i czasopism mogli nie kupować - na pewno biblioteka ignaca prenumerowała wszystkie politycznie nakazane, a i te nienakazane pełne były propagandy. choć oczywiście były tytuły, które przemycały różne ciekawe rzeczy, bawiąc się w kotka i myszkę z cenzurą, ale też mi się wydaje, że one dość tanie były.
  • tt-tka 27.01.16, 18:37
    kkokos napisała:


    > kąpiele w wielkiej wannie kosztowały mniej niż dziś - nie było liczników wody w
    > każdym mieszkaniu, płaciło się od metra powierzchni mieszkania albo od liczby
    > domowników, nie pomnę.

    Ale za gaz placilo sie od zuzycia w mieszkaniu ! A oni mieli piecyk gazowy. I przy napelnianiu tej ogromnej wanny goraca woda 10 razy dziennie (szesc osob, w tym Nutria kilka razy) rachunki za gaz mogli miec niemale.

    > te proszki, mydła, szampony kupowało się znacznie rzadziej, bo bywały trudne do
    > dostania, więc się używało oszczędniej niż dziś.
    >
    E, w latach 70-tych nie byly trudne do zdobycia, szampon w kazdym kiosku mozna bylo kupic. To w 80-tych zaczeto oszczedzac, jak juz byly na kartki.


    > gazet i czasopism mogli nie kupować - na pewno biblioteka ignaca prenumerowała
    > wszystkie politycznie nakazane, a i te nienakazane pełne były propagandy. choć
    > oczywiście były tytuły, które przemycały różne ciekawe rzeczy, bawiąc się w kot
    > ka i myszkę z cenzurą, ale też mi się wydaje, że one dość tanie były.

    Tu nie o kosztach mowa :-) Kultura, Polityka, Zycie i Nowoczesnosc to byl standard w inteligenckim domu. Licealistka nie czytajaca Filipinki, Razem, ITD to z kolei kuriozum bylo. A u Borejkow nikt nic...
    Ignac w pracy pewnie mial, ale jakos watpie, zeby zonie i dzieciom nosil, poza tym bylo juz w watku, ze oni z bibliotek wlasciwie nie korzystaja - pracuja tam, ale zeby stamtad cos do poczytania wziac, to nie.
  • kkokos 27.01.16, 19:51
    >>Tu nie o kosztach mowa :-) Kultura, Polityka, Zycie i Nowoczesnosc to byl standard w inteligenckim >>domu. Licealistka nie czytajaca Filipinki, Razem, ITD to z kolei kuriozum bylo. A u Borejkow nikt nic...

    z jednej strony masz rację. z drugiej strony nie wydaje mi się niemożliwe, że dziewczyny czytające na co dzień fizjonomikę arystotelesa i senekę nie znajdowały dla siebie wiele w itd czy razem, zaś filipinkę czy inny na przełaj czytały na przerwie od koleżanek. oczywiście mamy hajduka z jego feynmanem i przeglądem sportowym, ale autorka wykorzystała już ten chwyt i po co go powtarzać.
    z trzeciej strony mamy parę innych inteligenckich smaczków, jak rzucanie się do telewizora, by wyłączyć siódemkę, jak rozmowa ignaca z gośćmi w bibliotece, którzy to goście w swoim kraju wszystko mają większe i piękniejsze, jak komentarz do komiksu z gapiszonem - czy musimy koniecznie mieć jeszcze milę czytającą kulturę? oczywiście ponieważ ten ignac nawet życia i nowoczesności nie czyta, tym bardziej zaskakuje nas jego opozycyjna legenda - no ale (z trzeciej strony) może właśnie dlatego nie czyta, że sam już w podziemiu coś drukuje?
  • vi_san 28.01.16, 10:49
    Nie wierzę w opozycyjną przeszłość Ignaca! Nie i koniec. działanie w tzw podziemiu wymagało a/. wiary w cokolwiek poza Cyceronem, b/. energii do działania, c/. umiejętności trzymania gęby na kłódkę, d/. jeszcze kilku innych. Prędzej uwierzę, że ktoś ze znajomych mu podrzucił "bibułę" a ta pierdoła dała się z nią [tą bibułą] przyłapać panom w garniturach, albo też z typowym dla siebie kretynizmem pokazała komuś bardziej "prawomyślnemu". A że nie był kompletną szmatą, to nie powiedział od kogo to miał, więc odpowiedział.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • bez_zarzutu 28.01.16, 20:50
    No nie był kompletną szmatą, nie był nawet szmatą niekompletną- jak Ignaca toleruję wyłącznie w Imieninach, tak muszę zaprotestować. A może on te bibuły po prostu czytał, jak całkiem wielu Polaków? jest cytat w "Kalamburce" stosowny, dostał w pracy, wsadził do teczki i go złapali. W Ignaca walczącego z ogniem w oku o wolność naszą i waszą też nie wierzę :)
  • vi_san 28.01.16, 21:20
    No to mówię - dostał od kogoś, i dał się przyłapać, albo wręcz chlapnął komu nie trzeba. Ale nie wierzę, w jego zaangażowanie w tzw "podziemny obieg", w drukowanie ani w kolportaż! No, chyba, że za kolportaż uznamy danie Mili do przeczytania. A dostawać mógł nawet regularnie i czytywać, to owszem. Powiedziałabym nawet, że nader prawdopodobne, że miewał ową "bibułę" regularnie. Takich "jednorazowych" w sumie przypadku trzeba było żeby złapać, a stały czytelnik, w dodatku tak pierdołowaty jak Ignac mógł z czasem rozluźnić uwagę i np. zostawić na swoim biurku, albo chlapnąć coś w stylu "A wie pan, panie dyrektorze, czytałem ostatnio, że...". Przez głupie zapomnienie, że to nielegalne!
    Natomiast za samo czytanie to by wyroku nie dostał, gdyby zasypał drukarnię, kolportera. Skoro siedział = nie wydał nikogo.
    Ale i tak to górna granica jego "działalności wywrotowej" w jaką jestem w stanie uwierzyć...
    Chociaż... Tak mi się skojarzyło: moja własna osobista babcia, w czasie wojny [II światowej] i długie lata po wojnie miała do mojego dziadka [a swego męża] żal, że był całą wojnę leśniczym "u Niemca", że się nie angażował, że kiedy inni ginęli, on na bezpiecznej posadce... Dopiero na kilka lat przed dziadka śmiercią, pod koniec lat osiemdziesiątych wyszło na jaw, że dziadek był jednym z wysokich oficerów AK i służbę pełnił "na rozkaz", przez całą wojnę i po wojnie pomagał partyzantom, WiNowcom... Nikt, nawet najbliżsi, nie wiedzieli i nie podejrzewali. A dziadek powiedział tylko: "Gdyby ktokolwiek wiedział czy podejrzewał, znaczyłoby, że jestem do niczego w tej robocie". Z tym, że dziadek był całe życie człowiekiem bardzo energicznym. Mało prawdopodobne, żeby Ignac, snujący się po domu z książką i ględzący głupoty w rzeczywistości był asem wywiadu.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • lord_vmordevol 29.01.16, 09:31
    vi_san napisała:

    > Chociaż... Tak mi się skojarzyło: moja własna osobista babcia, w czasie wojny [
    > II światowej] i długie lata po wojnie miała do mojego dziadka [a swego męża] ża
    > l, że był całą wojnę leśniczym "u Niemca", że się nie angażował, że kiedy inni
    > ginęli, on na bezpiecznej posadce... Dopiero na kilka lat przed dziadka śmierci

    Brrrr... Masakra taka żona. Jak dla mnie to to jest patologiczne.
  • vi_san 29.01.16, 09:44
    Nie, no nie że wypominała, ale żal miała, tym bardziej, że ona i owszem, była zaangażowana. Uważała, że to wyższa konieczność itd.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • kkokos 29.01.16, 20:50
    vi_san napisała:

    > Nie wierzę w opozycyjną przeszłość Ignaca! Nie i koniec.

    pozwolę sobie przypomnieć, że był kiedyś taki wątek "nie wierzę w..." i opozycyjna działalność ignaca była tam chyba jedną z najpowszechniej "niewierzonych w..." rzeczy :)
  • zla.m 27.01.16, 20:25
    tt-tka napisała:
    > Tu nie o kosztach mowa :-) Kultura, Polityka, Zycie i Nowoczesnosc to byl stand
    > ard w inteligenckim domu. Licealistka nie czytajaca Filipinki, Razem, ITD to z
    > kolei kuriozum bylo. A u Borejkow nikt nic...

    Pamiętam scenę, w której ze stołu sprzątane są stosy czasopism, które gromadzą się tajemniczo, mimo porządków przed kazdym posiłkiem (nie mam tu dostępu do książek, więc nie zacytuję).

    --
    Pod Londynem... Święta!
  • ciotka_scholastyka 28.01.16, 10:30
    Telefon nie był drogi - płaciło się za rozmowę, potrafiłam wisieć na słuchawce godzinę, półtora (naturalnie z przyjaciólką, z którą dopiero co się pożegnałam, ale to insza rzecz). Przykrym szokiem było potem przejście na impulsy :)
  • nigolla 28.01.16, 19:42
    A ja IS czytam. Kojarzycie, że Ida zwiała z Czaplinka, nie? Potem w listach Gaba jej pisze dwa razy, że zostawiła ją z garami, że Gaba ciągle te gary myje i myje, a ojciec Pyziaka zagarnia dla siebie. Co ona tak myła pod tymi namiotami, że aż w dwóch listach o tym pisać musiała, jakby jej to dzień w dzień po 5h zajmowało?
  • slotna 28.01.16, 19:59
    > Co ona tak myła pod tymi namiotami,
    > że aż w dwóch listach o tym pisać musiała, jakby jej to dzień w dzień po 5h zaj
    > mowało?

    Przypalone ryby.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • guineapigs 29.01.16, 20:55
    Kochani
    tu ja, Guineapigs. Założycielka tematu. Bardzo przepraszam, że nie moge uczestniczyć często w dyskusji, ale składa się na to wiele powodów (kiepskie połaczenie, brak czasu itp).
    Z żalem zauważyłam, że nie przedstawiłam swej postawy jasno. Po prostu u mnie język nie jest na tyle giętki by przekazać to, co pomysli głowa.
    Chodziło mi o taka sprawę: kolejność zdań. Najpierw mamy zdanie, że budżet w domu Ignacostwa Borejków jest NAPIETY DO GRANIC MOŻLIWOŚCI, a potem: że kupuja książki w wielkich ilościach, niezależnie od tego napięcia.
    Zatem nie był napiety do granic mozliwości. Był napięty, ale nie do granic możliwości.
    Nie chcę poprawiać Genialnej Redakcji, ale wg. mnie analizowane sformułowanie powinno brzmieć jakoś tak: "przy bardzo napiętym budżecie ORAZ manii kupowania wielkiej ilości książek...'.
    Budżet 'napiety do granic mozliwości' wyklucza kupowanie książek w ilości większej niż niezbędna (podręcznik, atlas, lektura, ewentualnie jakaś nowość czy sensacja na rynku). Na takie niezbędne pozycje powinna być linijka w budżecie napietym do granic możliwości (np.: 100 zł - książki). Ale z punktu logiuki: skoro budżet jest juz napiety do granic mozliwości - to nie może nastąpić sytuacja, gdy 'oraz sie kupuje książki w duzych ilościach' - bo po prostu NIE MA ZA CO. Napięcie do granic mozliwości oznacza, ze kazde kolejne 5 zł powoduje BUUUUM!!!!!
    I wtedy się pożycza od znajomych albo drepcze do wypozyczalni.....
    Mi chodziło tylko o dziwna logikę tego stwierdzenia.
    Przekładając na dzisiejsze: Guineapigs, mając swoj budżet napiety do granic mozliwości, bo kredyt, rachunki, benzyna, czynsz oraz proste pożywienie zjadają jej 100 proc poborów (jak nie 110 proc, ale od czego sa rodzice i różne 'na lewo' he he he) - jeszcze książki kupuje. ZA NIBY CO?
    Chodziło mi tylko o logike tej wypowiedzi. Kolejność. Nie: budżet napiety do granic możliwości a potem kupowanie książek - alę: kupowanie książek napinało juz ten skromny budżet do granic możliwości.
    Z pozdrowieniami
    Guineapigs.

  • tt-tka 27.02.16, 12:00
    guineapigs napisała:


    > Chodziło mi o taka sprawę: kolejność zdań. Najpierw mamy zdanie, że budżet w do
    > mu Ignacostwa Borejków jest NAPIETY DO GRANIC MOŻLIWOŚCI, a potem: że kupuja k
    > siążki w wielkich ilościach, niezależnie od tego napięcia.
    > Zatem nie był napiety do granic mozliwości. Był napięty, ale nie do granic możl
    > iwości.
    > Nie chcę poprawiać Genialnej Redakcji, ale wg. mnie analizowane sformułowanie p
    > owinno brzmieć jakoś tak: "przy bardzo napiętym budżecie ORAZ manii kupowania w
    > ielkiej ilości książek...'.

    W zasadzie masz racje, ale jest jeszcze jedna mozliwosc - ksiazki byly w budzecie pozycja stala i m.in. przez to byl on napiety.
    Domowa piramida wydatkow u Borejkow mogla wygladac tak - czynsz, gaz, swiatlo, KSIAZKI, komitet rodzicielski, jedzenie, ubranie. W tym jedzenie skromne, a ubranie byle jakie. A inne tylko, jesli na nie starczy - jak w danym miesiacu ksiazek kupilo sie mniej (nie rzucili niczego atrakcyjnego) albo tansze, to moze starczylo na szewca i Pepsi.

    Wpadlam na to po przypomnieniu sobie DP lub NiN - dwie uniwersyteckie pensje plus liczne chaltury - tlumaczenia, redakcje, pogadanki radiowe itp - to dla duetu GG ZALEDWIE DOSC na stale miesieczne wydatki. Na wyslanie na wakacje dzieci juz nie starczy, a jeszcze kilka lat pozniej Ignas chodzi zima w tandetnych (!) i podklejanych przez Gabona adidaskach z braku zimowych butow.
    Nie chce wiedziec, co oni miescili w swoich stalych miesiecznych wydatkach, ale ze nie potrafia ich planowac i ze zarowno u Borejkow, jak i u Strybow potrzeby dzieci sa na szarym koncu to pewnik.
  • independency.today 28.02.16, 18:06
    A ja dla odmiany "Opium w rosole" odświeżyłam i też doszłam do wniosku, że lepszej książki o stanie wojennym nie czytałam. W dodatku napisaną tak nie wprost, delikatnie, z perfekcyjnym omijaniem cenzury. Piałam z zachwytu, zaraz po "Febliku"- jaka to odmiana! Chciałabym tylko podpytać, bo zupełnie mi wyleciało: gdzie wyjaśniona jest sprawa zerwanych zaręczyn Idy ze Sławkiem? Chyba w "Pulpecji"? Bo ona zdaje się zaczyna od ślubu z Pałysem. Czy w "Noelce"? Proszę mnie oświecić
  • tt-tka 28.02.16, 19:12
    W Noelce. Jest powiedziane, ze Ida z hukiem zerwala zareczyny z pieknym Slawkiem, bo domagal sie pierogow, a ona na medycynie miala duzo kucia. Mniemam, ze rowniez miala, tylko nie powiedziala tego, malo nabozenstwa do prac domowych, nie chciala przez reszte zycia zagniatac ciasta - i jak widzimy, dosc skutecznie sie od tego miga :-)
    W Pulpecji za to sa rozwazania Gabci naszej kochanej i borejkowatej, ze Slawek na pewno, na pewno stawia nowy samochod pod oknami Idy, zeby jej dokuczyc. Ze okna jego rodzicow sa z tej samej strony, to przeciez bez znaczenia.

    Woda wowczas byla tansza, ale gaz swoje kosztowal, a Borejki mialy w lazience piecyk gazowy i duza, przedwojennych rozmiarow wanne. I powtarzam, kapalo sie tam szesc osob, w tym Nutria kilka razy dziennie. A swiatla palily sie we wszystkich pomieszczeniach na okraglo. Imo za gaz i prad placili niemalo.
  • independency.today 28.02.16, 21:15
    Dzięki za szybką odpowiedź. Mnie się zawsze wydawało że zerwanie musiało nastąpić ze względu na mezalians. Zapewne Sławek nie zapisał na politechnikę?? Wpisz swoją odpowiedź
  • tt-tka 28.02.16, 21:51
    independency.today napisała:

    > Mnie się zawsze wydawało że zerwanie musiało nastąp
    > ić ze względu na mezalians.

    Zapewne :-) Opadla fala podnioslych nastrojow i tramwajarza w febliku widzimy juz tylko jako spozywce zatluszczonej bulki rozjezdzajacego subtelna Age.

    Zapewne Sławek nie zapisał na politechnikę??

    Nie dowiadujemy sie o nim niczego ponad to, ze przyjezdza ze Szwecji nowym Volvo i z dziewczyna. W przekonaniu Gaby - celem zaszpanowania przed eks-narzeczona.
    > swoją odpowiedź
  • kadanka 29.02.16, 20:25
    tam bylo zaznaczone, ze czesc ksiazek (zapewne "czytadla" i inna nieszczesna idusiowa literature kobieca") odsprzedawali w antykwariacie. W scenie kiedy Gaba rano po wyjsciu ojca orientuje sie, ze jest bez forsy, zaczyna kombinowac, i tu pada pomysl zeby zaniesc jakies ksiazki do antykwariatu.
    poza tym w prlu ,ksiazki byly tansze niz dzis. mysle, ze Ignacy jako pracownik naukowy i pracownik biblioteki mogl miec sprzedawane rozne rzeczy spod lady - taniej. wiemy, ze oszczedzali na jedzeniu (mieso, wedliny), na ubraniach. jesli chodzi o rozswietlone wszystkie pokoje i codzienne kapiele nutrii to pamietaj, ze w tamtych czasach w wielu blokach nie bylo liczniokow dla kazdego mieszkania. byl licznik na caly blok. i dlatego woda lala sie a liczniki na prad cykaly w wielu mieszkaniach, nie tylko u Borekow.
    poza tym mam wrazenie, ze to nie jest bieda, ubostwo, ile raczej dosyc skromne zycie i totalne nieogarniecie finansowe. nigdy nie wiedza ile maja, nie planuja. plus nieprzykladanie wagi do powierzchownosci. znam pare takich osob (faceci), co naprawde chodza jak ostatni oberwancy, ale na swoje przyjemnosci typu ksiazka, gra, nowy laptop, wydaja konkretna kase.
  • czarna9610 29.02.16, 21:18
    Teraz dopiero sobie uświadomiłam, że dla mnie Ignacy Borejko był zawsze stary. Odbierałam go jak kogoś w wieku tuż przed emerytalnym . Przecież in był koło 40 a zachowywał się jak niezbyt zaradny. To zachowanie bardziej pasuje do starego kawalera mieszkającego z mamą. Żona w szpitalu a on nie potrafi sobie poradzić z dziećmi, które przecież są dość duże.
  • tt-tka 29.02.16, 21:19
    blagam - trzy razy pisalam, ze nie o wode chodzi, do ktorej licznik byl zbiorczy, tylko o gaz i prad. One byly rozliczane od zuzycia na lokal, nie od budynku.
  • czekolada72 02.03.16, 09:42
    Ja zawsze wyobrazalam sobie, ze oni kupuja ksiazki kosztem ciuchow, a nawet jedzenia np. Ze przez to, iz ksiazki kupuja, nieraz nie starcza im nawet na jedzenie, njakies lepsze jedzenie, np zamiast szynki - pasztetowa. A na komitet moze pozycza od rodziny.
    Inna sprawa, ze w latach 70 w porownaniu do dzis - stosunkowo - ksiazki byly duzo duzo tansze. Owszem drukowane na gorszym papierze, ale przez to bardziej dostepne dla chetnych. A tych tytułów ktorych nabyc nie mozna bylo (np "Dzieci z Bullerbyn" :)) - mozna bylo takze za przystepna cene nabyc w antykwariatach lub np w Kraku - pod Hala Targowa. Za całkiem rozsadne kwoty mozna bylo sie takze pozbywac ksiazek w ww miejscach.

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    63,9

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka