Dodaj do ulubionych

Oszukani, rozczarowani

31.01.16, 20:12
Numer pierwszy - Grzes.
Poznal Gabe i znajomosc kultywowali ponad rok poza domem. Mogl oczekiwac, ze zona rownie chetnie jak , hm, znajoma czasem ruszy sie z chalupy. Zamiast tego na randce z wlasna zona dostal Bernarda.
Oswiadczyl sie, kiedy uslyszal o mieszkaniu po Ogorzalkach. Zamiast chaty ciasnej, ale wlasnej dostal lokum obszerniejsze, za to z cala liczna rodzina zony.

Jak reaguja normalni ludzie na taka jednostronna gruntowna zmiane zyciowych zalozen ? Jakies przemyslenia, rozczarowania, zlosc ? Albo przynajmniej refleksja, ze nie tak mialo byc, ale ta sytuacja ma swoje dobre strony - jakie dobre strony dla Grzesia ma jego malzenstwo z Gaba ?
Obserwuj wątek
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Oszukani, rozczarowani 31.01.16, 23:18
      Przeczytałam właśnie taką historię na jednym forum katolickim: Była sobie para narzeczonych, uprawiali seks, planowali ślub. Ale narzeczony nagle się nawrócił i zażyczył sobie, żeby aż do ślubu więcej seksu nie uprawiać i żeby narzeczona nauczyła się naturalnych metod planowania rodziny. Narzeczona ze stresu wylądowała u psychologa i wkrótce zerwała.

      --
      Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
    • vilez Re: Oszukani, rozczarowani 01.02.16, 11:55
      Zasadniczo to chcącemu nie dzieje się krzywda.
      Nie wierzę, że dwojga pracujących ludzi - w tym jednej z pensją profesorską na UAM (mało to nie jest) nie stać na wynajem mieszkania lub na kredyt mieszkaniowy.
      Małe dwupokojowe mieszkanko na obrzeżach Poznania można kupić już za ok. 120.000.
      Czyli- chcą tak żyć, no i żyją. Musi im to odpowiadać. Obojgu. Nie ma co się litować nad "bidnym Grzesiem".
    • marutax Re: Oszukani, rozczarowani 01.02.16, 12:22
      Ja widzę Grzegorza inaczej i nie sądzę, żeby jego plany życiowe były jakoś skonkretyzowane – na pewno nie na tyle, by Gaba je całkiem zburzyła. Może to dlatego, że straszliwie znielubiłam go w "Noelce", a potem nie był na tyle eksponowany, by moja opinia uległa zmianie?
      W "Noelce" Grzegorz to czterdziestoletni facet, który nagle (kryzys wieku średniego?) orientuje się, że zawalił swoje życie osobiste i zaczyna się bać, że zostanie sam. Z ojcem i stryjem nie ma głębszej więzi, córka dorasta, a on przez piętnaście lat "nie umiał nawiązać z nią kontaktu". Przy jego wynurzeniach szlag mnie trafił. Grzegorz stwierdza, że nie był dla Elki interesujący, bo jak próbował z nią rozmawiać, to się nudziła… Serio? Jak miała pięć czy sześć lat to też nie mógł znaleźć z nią żadnej płaszczyzny porozumienia? Pójść do parku, do kina, poczytać z nią książkę, nauczyć posługiwać się komputerem? Dziewczyna latała na kurs, mając w domu ojca-geniusza informatyki z międzynarodowymi sukcesami! Owszem, najpierw załamał się po śmierci żony, ale potem? Facet ustawił się wygodnie i zgodnie ze swoim introwertycznym charakterem. W okresie, kiedy ojcowie martwią się o przyszłość nastoletnich córek, on stwierdza, że szesnastoletnia Elka tak właściwie to jest dorosła i go nie potrzebuje. W domyśle – "nie mam już wobec niej obowiązków. Mogę olać wigilię, na której jej zależy, mogę oznajmić, że wybieram się odwiedzić rodzinę kobiety, o której nigdy wcześniej nie wspominałem." Przepraszam, ale wizyta zapoznawcza w wigilię to zazwyczaj poważna sprawa, taka z gatunku "i myślimy o czerwcowym ślubie". Mimo to – i mimo otwartego stwierdzenia, że on i Gaba "postanowili być razem" – Grzegorz nie czuje potrzeby, by informować o swoich planach rodzinę.
      Rozpisałam się, ponieważ na podstawie zachowania Grzegorza w "Noelce" oceniam, że on wcale nie chciał zaczynać całkiem nowego życia z panią Pyziak. Po prostu czuł, że wkrótce rzeczywistość go dopadnie – Elka opuści dom, ojciec i stryj się zestarzeją i to nimi trzeba się będzie opiekować. A on chciał spokoju, stabilizacji i żeby nikt się go za bardzo nie czepiał ani nie wymagał inicjatywy. No to związał się z Gabą. Pod wieloma względami dostał to, czego oczekiwał. Rodzinę, w której się nie liczy i jest mu z tym wygodnie (z małą władzą przychodzi mała odpowiedzialność ;-). Dzieci, w których wychowanie nie pozwalają mu się angażować (czego i tak nie chce, vide: Elka). Możliwość wtapiania się w tło i stania z boku, ewentualnie ucieczki w pracę. Towarzystwo członków klanu w różnym wieku, dzięki któremu nie musi utrzymywać bliższych relacji z osobami spoza rodziny (Borejków, rzecz jasna). Incydent ze zmywarką był wyjątkiem potwierdzającym regułę. Grzegorz zapewne nie przewidział ataku teścia, ale też nie wyciągnął z incydentu żadnych wniosków, poza jeszcze głębszym okopaniu się na swoich pozycjach.
      Co do mieszkania Ogorzałków – odczytuję to odwrotnie. Gdyby Grzegorz chciał czegoś własnego, to starałby się kupić lub wynająć mieszkanie. Opcja piwniczna od początku nie oznaczała niezależności, ale podłączenie do Borejków i to Grzegorzowi odpowiadało. W suterenie był tylko pokój z kuchnią, więc podejrzewam, że przynajmniej Róża i Laura spędzałyby dnie wyżej (a może i zostały u dziadków?). Czyli zmiana planów tak naprawdę niewiele zmieniła…
      • tt-tka Re: Oszukani, rozczarowani 01.02.16, 15:45
        marutax napisał(a):

        na podstawie zachowania Grzegorza w "Noelce" oceniam,
        > że on wcale nie chciał zaczynać całkiem nowego życia z panią Pyziak. Po prostu
        > czuł, że wkrótce rzeczywistość go dopadnie – Elka opuści dom, ojciec i st
        > ryj się zestarzeją i to nimi trzeba się będzie opiekować. A on chciał spokoju,
        > stabilizacji i żeby nikt się go za bardzo nie czepiał ani nie wymagał inicjatyw
        > y. No to związał się z Gabą. Pod wieloma względami dostał to, czego oczekiwał.
        > Rodzinę, w której się nie liczy i jest mu z tym wygodnie (z małą władzą przycho
        > dzi mała odpowiedzialność ;-). Dzieci, w których wychowanie nie pozwalają mu si
        > ę angażować (czego i tak nie chce, vide: Elka). Możliwość wtapiania się w tło i
        > stania z boku, ewentualnie ucieczki w pracę.

        Ciekawe rzeczy piszesz, tak na to nie spojrzalam...czyli mozna by uznac, ze Grzegorz w Gabe praktycznie uciekl przed zyciem i ma w tym malzenstwie to, czego chcial/spodziewal sie.
        Musze przemyslec.
        • sowca Re: Oszukani, rozczarowani 01.02.16, 23:09
          Kurczę, faktycznie! Nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób. POtwierdzeniem tej tezy o pragnieniu wygodnego życia byłoby tak całkowite odstawienie na boczny tor zarówno Metodego i Cyryla, jak i Elki.
          --
          studiaparlaama.pl/ - piszę o włoskim, Włochach i Włoszech.
          www.facebook.com/studia.parla.ama?ref=hl - Polub profil facebookowy bloga Studia, parla, ama.
      • piotr7777 Re: Oszukani, rozczarowani 14.02.16, 17:21
        > Rozpisałam się, ponieważ na podstawie zachowania Grzegorza w "Noelce" oceniam,
        > że on wcale nie chciał zaczynać całkiem nowego życia z panią Pyziak.

        Raczej z panią Borejko - Gabriela nigdy nie nosiła nazwiska pierwszego męża.
        • tt-tka Re: Oszukani, rozczarowani 14.02.16, 17:49
          piotr7777 napisał:

          > > Rozpisałam się, ponieważ na podstawie zachowania Grzegorza w "Noelce" oce
          > niam,
          > > że on wcale nie chciał zaczynać całkiem nowego życia z panią Pyziak.
          >
          > Raczej z panią Borejko - Gabriela nigdy nie nosiła nazwiska pierwszego męża.

          Nigdy nie jest NAZYWANA pania Pyziak, powiedzmy ostroznie. W OwR caly czas mowa o Gabrysi Borejko, mimo ze w tym czasie jest mezatka i jej corka nosi nazwisko Pyziak. Co miala w dowodzie wpisane, nie wiemy. Wiemy, ze osoba meza budzi w niej silne emocje.

          Cwierc wieku pozniej Gaba oficjalnie jest Stryba, takiego nazwiska uzywa, tak pieczetuje swoj ksiegozbior. Co nie zmienia faktu, ze osoba bylego od 25 lat meza nadal wzbudza w niej silne emocje. O wiele silniejsze, niz osoba meza aktualnego, rzeczonego pana Stryby.

          Przerost formy nad trescia.
          • daniellap Nazwiska Gabrysi 07.05.16, 13:47
            piotr7777 napisał:
            > Raczej z panią Borejko - Gabriela nigdy nie nosiła nazwiska pierwszego męża.

            Dowodem na to, że Gabrysia nigdy nie nosiła nazwiska Pyziak, może być sytuacja opisana w "Tygrysie i Róży".
            Laura, która uciekła z domu do Torunia (w celu poznania siostry swojego ojca), czytała w pociągu Senekę zwędzonego własnej matce. Jej współpasażer, zaintrygowany lekturą podróżną dziewczynki, sięgnął po tomik i przeczytał na stronie tytułowej: "Gabrysia Borejko, kl. IIIb", a pod spodem: "dr hab. Gabriela Stryba".
            Na podstawie tak podpisanej książki stwierdził, że zna mamę dziewczynki, przychodził do niej wiele lat temu na korepetycje i pamięta, jak Laura była wtedy niemowlakiem. Zatem przychodził w czasie, w którym Gabriela była jeszcze w związku małżeńskim, lub tuż po jego zakończeniu (kiedy oni właściwie się rozwiedli?). W tomie Seneki nie ma nazwiska Pyziak, a ten były uczeń pamięta ją z tego okresu jako panią Borejko (no bo przecież jeszcze nie Strybę).

            Myślę, że pani MM w kolejnych tomach wykorzysta to, iż Gabrysia nigdy nie nazywała się Pyziak, jako kolejny "dowód" na to, że to małżeństwo od początku rzekomo nie rokowało dobrze. Rozumiecie - ślub tylko cywilny, pozostanie przy swoich nazwiskach, do tego fotografia ślubna opisana w "Tygrysie i Róży" jako ponura, nikt się na niej nie cieszył, wszyscy byli posępni. Robrojek dziwnym trafem też po latach wspomina, że "od początku wiedział, że tak będzie" i że wkurzała go "błazeńska mina" Janusza na ślubie.
            • tt-tka Re: Nazwiska Gabrysi 23.07.16, 14:48
              daniellap napisała:

              Myślę, że pani MM w kolejnych tomach wykorzysta to, iż Gabrysia nigdy nie nazyw
              > ała się Pyziak, jako kolejny "dowód" na to, że to małżeństwo od początku rzekom
              > o nie rokowało dobrze. Rozumiecie - ślub tylko cywilny, pozostanie przy swoich
              > nazwiskach

              Ale to by znaczylo, ze Gaba nie przyjmujac nazwiska meza OD POCZATKU zakladala, ze bedzie to zwiazek nieudany. I mimo to wyszla za Janusza ? Hm.

              Poza tym - skad u Laury nazwisko Pyziak ? Roze obecny jeszcze wtedy Janusz mogl uznac, ale druga corka urodzila sie juz po jego wyjezdzie. Powinna nosic nazwisko matki - chyba ze jednak kontakt z Cknukiem byl i on Laure tez oficjalnie uznal ? Tylko jak to sie ma do tekstu Gaby "nawet nie zainteresowal go fakt, ze urodzila mu sie corka" ?
              • bupu Re: Nazwiska Gabrysi 23.07.16, 18:30
                tt-tka napisała:


                > Poza tym - skad u Laury nazwisko Pyziak ? Roze obecny jeszcze wtedy Janusz mogl
                > uznac, ale druga corka urodzila sie juz po jego wyjezdzie. Powinna nosic nazwi
                > sko matki - chyba ze jednak kontakt z Cknukiem byl i on Laure tez oficjalnie uz
                > nal ? Tylko jak to sie ma do tekstu Gaby "nawet nie zainteresowal go fakt, ze u
                > rodzila mu sie corka" ?

                Ale jakie uznawanie? Kiedy rodziła się Laura, jej rodzice pozostawali w związku małżeńskim, zgadza się? A skoro tak, to cokolwiek w tym momencie (oraz w ciągu trzystu dni od chwili ustania/unieważnienia małżeństwa) urodziła Gaba, nawet spłodzone z Krzysiem, z prawnego punktu widzenia było dzieckiem Janusza. Domyślnie i defaultowo.


                --
                Wiedźma
                To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                • tt-tka Re: Nazwiska Gabrysi 23.07.16, 18:55
                  bupu napisała:

                  > tt-tka napisała:
                  >
                  >
                  > > Poza tym - skad u Laury nazwisko Pyziak ? Roze obecny jeszcze wtedy Janus
                  > z mogl
                  > > uznac, ale druga corka urodzila sie juz po jego wyjezdzie. Powinna nosic
                  > nazwi
                  > > sko matki - chyba ze jednak kontakt z Cknukiem byl i on Laure tez oficjal
                  > nie uz
                  > > nal ? Tylko jak to sie ma do tekstu Gaby "nawet nie zainteresowal go fakt
                  > , ze u
                  > > rodzila mu sie corka" ?
                  >
                  > Ale jakie uznawanie? Kiedy rodziła się Laura, jej rodzice pozostawali w związku
                  > małżeńskim, zgadza się?

                  A wlasnie nie wiadomo, czy sie zgadza. Wg TiR Janusz o rozwod poprosil w 83 roku, wg innych pozycji (nie pamietam, co kiedy i gdzie) a to zazadal rozwodu przed wyjazdem, a to ten rozwod wymusil - to jak, zdalnie ?

                  Moim zdaniem, juz calkiem z boku, Gaba jak najbardziej po slubie nosila nazwisko Pyziak, a to "Borejko" bylo dla czytelnikow, coby im glabom wyjasnic, who is who.
                  Nie wiem, za trudno bylo napisac, ze najstarsza corka Melanii i Ignaca Borejkow, Gabriela Pyziak ? Albo cos w tym stylu ?
                  A pozniej, w szale niszczenia wszelkich sladow po Januszu, ze lzami w oczach gumka wycierala w kazdej ksiazce "Gaba Pyziak", a wytarte miejsce ostemplowywala z pasja swoim (grzesiowym) nowym nazwiskiem...
                  • bupu Re: Nazwiska Gabrysi 23.07.16, 23:31
                    tt-tka napisała:


                    > > Ale jakie uznawanie? Kiedy rodziła się Laura, jej rodzice pozostawali w z
                    > wiązku
                    > > małżeńskim, zgadza się?
                    >
                    > A wlasnie nie wiadomo, czy sie zgadza. Wg TiR Janusz o rozwod poprosil w 83 rok
                    > u, wg innych pozycji (nie pamietam, co kiedy i gdzie) a to zazadal rozwodu prze
                    > d wyjazdem, a to ten rozwod wymusil - to jak, zdalnie ?

                    Skoro mógł płodzić zdalnie Laurę, to zdalny rozwód był dla niego miętą z bubrem ;)
                    Poza tym w TiR autorka radośnie przeczy samej sobie, w jednym miejscu pisząc jak to Janusz porzucił ciężarną Gabę z dzieckiem przy piersi wiosną 1984, a potem ustami pana Wiśniaka informując, że Januszka zapudełkowali w 1983.

                    Zakładając zatem, że Pyziaczek wybył z Borejkołchozu ta wiosną 1984, to zanim zdążył popełnić czyny karalne, trafić do puszki i poprosić o rozwód, nie mówiąc o otrzymaniu go, ciąża Gaby musiała być bliska rozwiązania. Wszystko zatem wskazuje na to, że Janusz dziecięcia nie musiał uznawać, bo było jego z domniemania.


                    --
                    Wiedźma
                    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                    • tt-tka Re: Nazwiska Gabrysi 24.07.16, 00:21
                      bupu napisała:

                      > Zakładając zatem, że Pyziaczek wybył z Borejkołchozu ta wiosną 1984, to zanim z
                      > dążył popełnić czyny karalne, trafić do puszki i poprosić o rozwód, nie mówiąc
                      > o otrzymaniu go, ciąża Gaby musiała być bliska rozwiązania. Wszystko zatem wska
                      > zuje na to, że Janusz dziecięcia nie musiał uznawać, bo było jego z domniemania

                      W ktoryms tomie pada, ze Janusz zazadal rozwodu PRZED wyjazdem. Ale fakt, nawet jesli zazadal, a G. byla piec minut po zaciazeniu, to i tak z dnia na dzien go nie otrzymal. Jego z domniemania. Biedny Janusz.
                      • pi.asia Re: Nazwiska Gabrysi 02.08.16, 20:02
                        Dla mnie w całej Jeżycjadzie najbardziej oszukani/rozczarowani są bracia Lelujkowie.

                        Jacek, cudowny przyjaciel Kreski, zakochany w niej do białej gorączki, dbający o jej zdrowie, dyskretny, nienarzucający się - niestety, on od pierwszej chwili był skazany na przegraną. Tak po prostu musiało być, ale cała sytuacja od początku była klarowna. Jakże dobrze się stało, że spotkał swoją drugą połówkę, ową drobną blondyneczkę, tak ciasno przytuloną do niego na zdjęciu!

                        Ale pozostała trójka? Z Wiktorem na czele? MM stworzyła tak fascynujących, pełnokrwistych mężczyzn, przystojnych, zaradnych, uczciwych i po ludzku dobrych tylko po to, żeby przegrali z tym odrażającym Fryckiem w staraniach o Pyzę?
                        A jeśli chodzi o tę ostatnią - do pewnego momentu ją lubiłam, za jej ciepło, gotowość pomagania innym, lojalność. Cała moja sympatia do niej znikła po tym, jak wystawiła Wiktora do wiatru.

                        Lelujkowie zdecydowanie nie zasłużyli na to, co ich spotkało.
                        • tt-tka Re: Nazwiska Gabrysi 02.08.16, 20:19
                          pi.asia napisała:
                          (Lelujkowie)Z Wiktorem na czele? MM stworzyła tak fascynujących, pełn
                          > okrwistych mężczyzn, przystojnych, zaradnych, uczciwych i po ludzku dobrych tyl
                          > ko po to, żeby przegrali z tym odrażającym Fryckiem w staraniach o Pyzę?
                          > A jeśli chodzi o tę ostatnią - do pewnego momentu ją lubiłam, za jej ciepło, go
                          > towość pomagania innym, lojalność. Cała moja sympatia do niej znikła po tym, ja
                          > k wystawiła Wiktora do wiatru.

                          Pyza zachowala sie bardzo nieladnie, ale panowie L. tez mnie nie zachwycali. Co to za ustawianie dziewczyny "bylismy u was, powiedzielismy twojej babci, ze nie przyjdziesz na obiad, wiec idziesz z nami" ? Pytanie o zgode (!) na zaproszenie 16-latki najpierw Gabona, potem dopiero oznajmianie dziewczynie, ze ja zapraszaja ! Ta braterska wspolnota w duchu "obojetne ostatecznie, ktory z nas, byle nie obcy", co do licha, niech bedzie ich, a oni jakos sie dogadaja ! I to zakablowanie Rozy przed matka, ze poszla na wagary, fuj i jeszcze raz fuj.

                          W pozniejszych tomach pojawiaja sie migawkowo, moze dlatego sa sympatyczniejsi, ale tez nie robia wrazenia oszukanych ani rozczarowanych, i dobrze. Tylko Jacka bylo mi autentycznie zal, patrzec, jak ukochana dziewczyna pakuje sie w takiego tombakowego Kmicica, ueeee.
                          • pi.asia Re: Nazwiska Gabrysi 02.08.16, 22:51
                            tt_tka napisała:

                            >Pyza zachowala sie bardzo nieladnie, ale panowie L. tez mnie nie zachwycali. Co to za ustawianie dziewczyny "bylismy u was, powiedzielismy twojej babci, ze nie przyjdziesz na obiad, wiec idziesz z nami" ?

                            Nie odebrałam tego jak ustawiania dziewczyny, tylko zadbanie o to, żeby się nie martwiła, że babcia czeka z obiadem.
                            Dla porównania - ten pieroński Fryc też zadecydował za Pyzę, co i gdzie ma robić - kwiatki zostawiasz tu, wychodzisz tędy, idziemy tam, wsiadasz na rower i jedziemy do mojej rodziny. Ale o zawiadomieniu rodziny, że porywa Pyzę do Koszut, już nie pomyślał. A niech się wapniaki martwią.
                            W tym zestawieniu bracia L. wygrywają zdecydowanie.

                            > Pytanie o zgode (!) na zaproszenie 16-latki najpierw Gabona, potem dopiero oznajmianie dziewczynie, ze ja zapraszaja !

                            Wychowani przez samotną matkę (ojciec wszak zmarł, jak byli mali), zostali nauczeni, że mamę należy informować i uprzedzać o zamiarach. Zarówno własną jak i cudzą. Tym bardziej, że Pyza mentalnie ma jakieś 12-13 lat ("i, mamusiu, suszymy spodnie, jemy lody, i mamusiu, nie mów nikomu, więc ja, mamusiu...."), a bracia L. byli już u niej w domu i dostrzegli, jak bardzo jest zżyta z matką.
                            A Fryc miał wywalone na to, że matka Pyzy będzie się niepokoić, bo córka nie wróciła ze szkoły o normalnej porze. I na to, że do solenizantki na pewno przyjdą goście.

                            >Ta braterska wspolnota w duchu "obojetne ostatecznie, ktory z nas, byle nie obcy", co do licha, niech bedzie ich, a oni jakos sie dogadaja !

                            Klasyczne granie do jednej bramki w obliczu zagrożenia. Jeszcze dwa dni wcześniej tłukli się o miejsce przy boku Pyzy ;)

                            > I to zakablowanie Rozy przed matka, ze poszla na wagary, fuj i jeszcze raz fuj.
                            A tu jakoś Wiktora rozumiem. Był tak zdołowany i rozgoryczony, że mu się ulało. Niezbyt to ładne, ale biorąc pod uwagę jak zachowała się Pyzda, to jej się należało. A w dodatku wcale jej tym nie zaszkodził, bo Gaba dostała kociokwiku ze szczęścia, że córeczka się zaręczyła.

                            • tt-tka Re: Nazwiska Gabrysi 02.08.16, 23:20
                              Alez ja nie twierdze, ze Fryc zachowuje sie lepiej od Lelujkow :-)
                              Niemniej i oni zachowuje sie niebaldzo. Uprzedzenie matki jest rzecza corki/syna, a nie osob trzecich i bede jak niepodleglosci bronic zalozenia, ze najpierw nalezalo zaprosic Pyze, a ewentualnie potem gadac z matka. Nalezalo powiedziec "mozesz zadzwonic od nas, zeby nie czekali z obiadem /nie martwili sie o ciebie", a nie "uzgodnilismy z twoja babcia, wiec idziesz prosto do nas". Bracia L. traktuja Roze tak samo jak jej rodzina, a co gorsza juz zauwazyli, ze ona nie potrafi odmawiac i na wszystko sie zgodzi, zeby nie sprawic przykrosci.
                              Poza tym faje sa, jak nie chcieli Laury na imprezie (a i tak ja dostali), to mozna i trzeba bylo wymyslic cos (chocby film od lat 16, ona miala 13), a nie stosowac wykrety typu uprowadzenie. Nie, nie popisali sie imho.
                              A ten donos Wiktora - i niewazne, ze nie zaszkodzil Rozy, i niewazne, ze jej sie nalezalo - to dno. Adorator, ktory zakablowalby mnie, ze na wagary poszlam i co gorsza nie sama, bylby skreslony nieodwolalnie. Mogl sie odgrywac inaczej.
                              • pi.asia Re: Nazwiska Gabrysi 03.08.16, 18:58
                                Zajrzałam do Imienin. I tam jest tak:

                                "- Reasumując - rzekł najstarszy - dziś, kiedy ją odwiedzimy, przedstawimy jej nasz pomysł. Jej - i matce, bo matka jest najważniejsza. Wszystko ma się odbyć legalnie i porządnie, żeby nasza mama się nie czepiała. Zapytamy, co pani Gabriela sądzi o naszym pomyśle. Jak się ona zgodzi - zapytamy Różę. Reszta od niej zależy".

                                Nie widzę nic niewłaściwego w tym pytaniu matki o zgodę na codzienne "porywanie" jej córki. Chłopcy najwyraźniej rozumowali tak: Mama się zgodzi - mówimy córce. Nie zgodzi - wymyślamy coś innego, na co się zgodzi.
                                A spróbujmy to odwrócić - najpierw przedstawiają pomysł córce, ona reaguje entuzjastycznie, ale stwierdza, że zapyta się mamy, no i mama mówi "NIE". I co? Córka ma żal, albo jest wściekła, w każdym razie jest niefajnie.


                                >Nalezalo powiedziec
                                > "mozesz zadzwonic od nas, zeby nie czekali z obiadem /nie martwili sie o ciebi
                                > e", a nie "uzgodnilismy z twoja babcia, wiec idziesz prosto do nas"
                                Czyli albo-albo. Albo Pyza zostanie postawiona przed faktem dokonanym (zawiadomiliśmy twoją babcię) albo babcia - czekająca z obiadem! - dowie się, że wnusia je już obiad gdzie indziej. Mimo wszystko uważam, że większe "uważanie" należało się babci. Zresztą, znając Pyzę, to ona kompletnie by się nie przejęła, że ktoś czeka, tak jak nie przejęła się dwa dni później ani Wiktorem, ani mamą, ani gośćmi, którzy przyszli na imieniny.

                                Natomiast przyznaję, że słusznie się przyczepiłaś do niepięknego wyrolowania Laury. No ale ja na tę osóbkę mam taką alergię, że kibicuję każdemu, kto dobitnie stawia ją do pionu.
                                • tt-tka Re: Nazwiska Gabrysi 03.08.16, 19:24
                                  pi.asia napisała:

                                  > Zajrzałam do Imienin. I tam jest tak:
                                  >
                                  > "- Reasumując - rzekł najstarszy - dziś, kiedy ją odwiedzimy, przedstawimy jej
                                  > nasz pomysł. Jej - i matce, bo matka jest najważniejsza. Wszystko ma się odbyć
                                  > legalnie i porządnie, żeby nasza mama się nie czepiała. Zapytamy, co pani Gabr
                                  > iela sądzi o naszym pomyśle. Jak się ona zgodzi - zapytamy Różę.


                                  No i w moim przypadku tu by sie skonczyla rozmowa. O plany zwiazane ze mna pyta sie mnie przede wszystkim, a co powiem mamie i innym, to moja rzecz. Powiem nawet, ze bardziej bylam na to uwrazliwiona, gdy mialam 16 lat niz obecnie :-)
                                  Zreszta Lelujki same sobie strzelily w stope, gdyby rozmawiali z Roza w cztery oczy, nie przy calej rodzinie, nie mieliby Laury na karku.



                                  > Nie widzę nic niewłaściwego w tym pytaniu matki o zgodę na codzienne "porywanie
                                  > " jej córki.

                                  No, a ja widze. Sprawy z matka zalatwiac powinna corka. do niej nalezy powiedziec "zapytam mame" albo "zapytajmy mame" albo "poproscie mame", albo zgola "dobra!" bez zadnego pytania. Na milosc i litosc, to chodzi o spotkanie po poludniu, nie calonocna balange ! Roza ma 16 lat ! I moze wcale nie ma ochoty ujawniac rodzinie swoich pozadomowych zajec.



                                  > >Nalezalo powiedziec
                                  > > "mozesz zadzwonic od nas, zeby nie czekali z obiadem /nie martwili sie o
                                  > ciebi
                                  > > e", a nie "uzgodnilismy z twoja babcia, wiec idziesz prosto do nas"

                                  > Czyli albo-albo. Albo Pyza zostanie postawiona przed faktem dokonanym (zawiadom
                                  > iliśmy twoją babcię) albo babcia - czekająca z obiadem! - dowie się, że wnusia
                                  > je już obiad gdzie indziej. Mimo wszystko uważam, że większe "uważanie" należał
                                  > o się babci.


                                  A ja nie. Tym bardziej ze Roza CHCIALA zjesc obiad w domu. Swoj wlasny, dietetyczny. Umawiala sie z nimi w przeddzien na popoludnie, nie na obiad.



                                  > Natomiast przyznaję, że słusznie się przyczepiłaś do niepięknego wyrolowania La
                                  > ury. No ale ja na tę osóbkę mam taką alergię, że kibicuję każdemu, kto dobitnie
                                  > stawia ją do pionu.

                                  Ja sie nie czepialam niepieknego wyrolowania Laury, tylko uznalam, ze Lelujki okazaly sie ofermami, bo mozna bylo splawic mala zmije nie robiac takich unikow, jak oni. A poza tym - gdyby pytali Roze nie przy wszystkich, tylko ja sama, nie mieliby tego klopotu
                                  • pi.asia Re: Nazwiska Gabrysi 03.08.16, 20:21
                                    tt-tka napisała:

                                    >
                                    >> Mimo wszystko uważam, że większe "uważanie" należało się babci.
                                    >
                                    > A ja nie. Tym bardziej ze Roza CHCIALA zjesc obiad w domu. Swoj wlasny, dietety
                                    > czny. Umawiala sie z nimi w przeddzien na popoludnie, nie na obiad.
                                    >
                                    A to mi umknęło, przepraszam.

                                    > Ja sie nie czepialam niepieknego wyrolowania Laury, tylko uznalam, ze Lelujki o
                                    > kazaly sie ofermami, bo mozna bylo splawic mala zmije nie robiac takich unikow,
                                    > jak oni. A poza tym - gdyby pytali Roze nie przy wszystkich, tylko ja sama, ni
                                    > e mieliby tego klopotu

                                    Pełna zgoda, zapomniałam. A Laura jest faktycznie żmiją, bo ona nie była zaproszona, a na siłę się wkręciła. I NIKT jej nie powstrzymał.

                                    > Sprawy z matka zalatwiac powinna corka. do niej nalezy powiedzi
                                    > ec "zapytam mame" albo "zapytajmy mame" albo "poproscie mame", albo zgola "dobr
                                    > a!" bez zadnego pytania. Na milosc i litosc, to chodzi o spotkanie po poludniu,
                                    > nie calonocna balange ! Roza ma 16 lat !
                                    >
                                    No ja tu mam inny punkt widzenia, wbity ( w sensie prawie dosłownym) w dzieciństwie. Miałam 12 lat, gdy kolega z klasy zaprosił mnie na imieniny. Zaproszenie było na piśmie, a jakże, zrobione kolorowymi flamastrami (wonczas towar ekskluzywny) z rysuneczkami, z podaną godziną i adresem solenizanta.
                                    Cała radosna poinformowałam o zaproszeniu rodzinę i zostałam natychmiast sprowadzona na ziemię, że "takie rzeczy załatwia się inaczej", że "gdyby to było poważne zaproszenie, to jego mama powinna zwrócić się do nas", że "nie wiadomo co oni tam z tobą będą robić" i w ogóle "wybij sobie to z głowy". Na moje prośby, żeby w takim razie ktoś mnie odprowadził do kolegi, usłyszałam, że rodzice czasu nie mają, bo idą do znajomych, a babcia (mieszkająca w sąsiedniej klatce) nie będzie się fatygować.
                                    Poinformowałam więc solenizanta, że nie przyjdę, bo rodzice mi nie pozwalają. Było mi tak wstyd, jak nigdy. I w dzień imienin zostałam zaryczana w domu. Może na tym by się skończyło, ale solenizant postanowił, że nie odpuści, i przyszedł po mnie ze swoim najlepszym przyjacielem. Długo mnie namawiali, wreszcie się zgodziłam i poszłam.

                                    A tam... biały obrus, czekoladki, winogrona, odświętnie ubrana rodzina... byłam jedyną zaproszoną koleżanką z klasy! Zaledwie usiadłam i podano mi herbatę w szklance na spodeczku (!!!!) gdy rozległ się dzwonek do drzwi i weszła moja babcia....
                                    Jak się okazało, mama zadzwoniła do niej, żeby mnie skontrolowała. Babcia miała klucze od naszego mieszkania, a zaproszenie z adresem kolegi leżało na stole, więc trafiła jak po sznurku.
                                    Nie pomogły grzeczne tłumaczenia gospodarzy, zaproszenie jej do stołu - po prostu zabrała mnie i wyszła.
                                    Nigdy nie zrozumiałam, dlaczego mama nie mogła wybrać się tam ze mną przed wyjściem do znajomych, albo dlaczego babcia nie mogła mnie zaprowadzić NA imieniny, a mogła przyjść i mnie zabrać. Takie działanie "nie, bo nie!"
                                    Oczywiście nikt z klasy już nigdy mnie nigdzie nie zaprosił.
                                    Do tej pory (a lat minęło wiele) pamiętam tamten wstyd, przykrość i upokorzenie. Może dlatego jestem taka zafiksowana na załatwianiu wszystkiego najpierw z "ośrodkiem decyzyjnym".

                                    • tt-tka Re: Nazwiska Gabrysi 03.08.16, 21:06
                                      No tak, takie smutne doswiadczenie wiele wyjasnia. Przepraszam Cie.
                                      Niemniej nie bylo to chyba typowe, no i w I Roza ma juz 16 lat, nie 12.
                                      Mnie juz w dojrzalym wieku 9 lat wystarczylo powiedziec "ide do Baski/Goski/Artura na imieniny/urodziny/spotkanie". No, ale to bylo towarzystwo z klasy i podworka i rodzice ich wszystkich oraz ich rodzicow znali.
                                      • pi.asia Re: Nazwiska Gabrysi 03.08.16, 21:29
                                        tt-tka napisała:

                                        > No tak, takie smutne doswiadczenie wiele wyjasnia. Przepraszam Cie.

                                        Nie przepraszaj, bo nie masz za co, nie naubliżałaś mi, nie obraziłaś, po prostu bardzo kulturalnie broniłaś swego punktu widzenia, i dlatego przeprosin nie przyjmuję, bo są absolutnie zbędne :) ;)

                                        > Niemniej nie bylo to chyba typowe,
                                        Oj tak, typowe to raczej nie było. To było wręcz odchylenie od normy.

                                        > no i w I Roza ma juz 16 lat, nie 12.
                                        A mentalnie to chyba z osiem. Lezie za Fryckiem jak cielę, zapominając o czekającym Wiktorze, zaproszonych gościach i własnej matce, do której dzwoni dopiero o 18-ej (a lekcje skończyły się trzy godziny wcześniej), a która szaleje z niepokoju.
                                        Zdanie "- Mamusiu - powiedział gdzieś daleko w słuchawce kochany, spokojny, zrównoważony głos jej niezawodnej i rozsądnej córki" brzmi w tej sytuacji jak jawna kpina.

                                        > Mnie juz w dojrzalym wieku 9 lat wystarczylo powiedziec "ide do Baski/Goski/Art
                                        > ura na imieniny/urodziny/spotkanie". No, ale to bylo towarzystwo z klasy i podw
                                        > orka i rodzice ich wszystkich oraz ich rodzicow znali.
                                        Łał, ale miałaś fajnie...
                                        • tt-tka Re: Nazwiska Gabrysi 03.08.16, 21:37
                                          pi.asia napisała:

                                          > tt-tka napisała:
                                          >
                                          > > No tak, takie smutne doswiadczenie wiele wyjasnia. Przepraszam Cie.
                                          >
                                          > Nie przepraszaj, bo nie masz za co

                                          za przywolanie smutnego wspomnienia...


                                          >
                                          >> no i w I Roza ma juz 16 lat, nie 12.


                                          > A mentalnie to chyba z osiem. Lezie za Fryckiem jak cielę, zapominając o czekaj
                                          > ącym Wiktorze, zaproszonych gościach i własnej matce, do której dzwoni dopiero
                                          > o 18-ej (a lekcje skończyły się trzy godziny wcześniej), a która szaleje z niep
                                          > okoju.
                                          > Zdanie "- Mamusiu - powiedział gdzieś daleko w słuchawce kochany, spokojny, zró
                                          > wnoważony głos jej niezawodnej i rozsądnej córki" brzmi w tej sytuacji j
                                          > ak jawna kpina.


                                          No, a jej 22 lata starsza mamusia ? kiedy Wiktor zjawia sie z tym donosem i juz wiadomo, ze Roze ponioslo nie wiadomo gdzie, ze wystawila faceta, z ktorym sie umowila i Milicja wyraza obawe, czy Roza zdazy na swoje wlasne imieniny, co mowi Gabunia nasza kochana ? Cos takiego "spokojnie, mamo, Pyza nie zawodzi, nigdy" (cytuje z pamieci, ale sens wierny). To jak Roza miala sie nauczyc doroslosci i odpowiedzialnosci ?

                                          > > Mnie juz w dojrzalym wieku 9 lat wystarczylo powiedziec "ide do Baski/Gos
                                          > ki/Art
                                          > > ura na imieniny/urodziny/spotkanie". No, ale to bylo towarzystwo z klasy
                                          > i podw
                                          > > orka i rodzice ich wszystkich oraz ich rodzicow znali.
                                          > Łał, ale miałaś fajnie...

                                          Jak chyba wszyscy w naszej klasie i na naszym podworku :-) W ogole nie wyobrazalam sobie, ze moze byc inaczej...
            • tt-tka Re: Nazwiska Gabrysi 23.07.16, 21:17
              daniellap napisała:


              > Dowodem na to, że Gabrysia nigdy nie nosiła nazwiska Pyziak, może być sytuacja
              > opisana w "Tygrysie i Róży".
              > Laura, która uciekła z domu do Torunia (w celu poznania siostry swojego ojca),
              > czytała w pociągu Senekę zwędzonego własnej matce. Jej współpasażer, zaintrygow
              > any lekturą podróżną dziewczynki, sięgnął po tomik i przeczytał na stronie tytu
              > łowej: "Gabrysia Borejko, kl. IIIb", a pod spodem: "dr hab. Gabriela Stryba".
              >

              Szpraszam, ale to moze dowodzic na przyklad tego, ze gaba nie miala potrzeby podpisywania ksiazki raz juz podpisanej, a opieczetowala ksiegozbior nie nowym nazwiskiem, tylko tytulatura. Nie podpisala przeciez ani jako mgr G. Stryba, ani jako prosty nieohabowany doktor, choc w chwili, gdy dostala haba (ha, ha, ha), od ladnych paru lat byla juz Strybowa.
        • slotna Re: Oszukani, rozczarowani 14.02.16, 18:12
          > Raczej z panią Borejko - Gabriela nigdy nie nosiła nazwiska pierwszego męża.

          To bardzo, bardzo watpliwe. Jestem pewna, ze nosila.

          --
          Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
          • piotr7777 Re: Oszukani, rozczarowani 15.02.16, 18:15
            > To bardzo, bardzo watpliwe. Jestem pewna, ze nosila.

            Jedyną miarodajną odpowiedzią jest tekst Jeżycjady.
            Proponuję przyjąć określoną zasadę - to co jest napisane przyjmować za pewnik a spekulować tylko tam gdzie są niedopowiedzenia.
            Jedyna książką, w której Gabriela jest żoną Janusza, to Opium w rosole. W tej książce jest bodaj 3-krotnie nazwano Gabrielą (Gabrysią) Borejko.
            Po raz pierwszy przez Dmuchawca - on akurat Pyziaka kojarzy może z twarzy, ale raczej nie z nazwiska a dawne uczennice pamięta po nazwiskach panieńskich.
            Po raz drugi przez Piotra Ogorzałkę - on z kolei jest sąsiadem Borejków, więc w naturalny sposób przyporządkowuje Gabrielę do tej rodziny.
            Ale po raz trzeci tego określenia używa już sam narrator. Jest tam zdanie : "Gabriela Borejko również słyszała ten samolot".
            Ponieważ dzieje się w momencie, w którym Gabriela radośnie oczekuje na powrót męża jest wątpliwym, by autorka zapomniała o stanie rodzinnym swojej bohaterki. Paradoksalnie właśnie w tej scenie aż prosiłoby się napisać: "Gabriela Pyziak, z domu Borejko, również słyszała ten samolot", albo jakoś tak. A zwracam uwagę, że Opium miało dość dokładną redakcję.
            Owszem, w latach 80 zachowywanie przez mężatek własnych nazwisk, choć prawnie dopuszczalne było raczej rzadkością. Co więcej, tak wtedy jak i teraz pytano małżonków jakie nazwisko będą nosili oni i ich dzieci, ale w razie braku oświadczenia żona automatycznie przyjmowała nazwisko męża (dziś jest inaczej - gdy małżonkowie nie oświadczą inaczej zachowują swoje nazwiska a dziecko nosi nazwisko ojca). Zatem kobieta w sytuacji Gabrieli raczej nie miałaby głowy do detali tylko chciałaby mieć formalności za sobą a tym samym panią Pyziak stałaby się automatycznie, ale ... skoro autorka, może i przez przeoczenie (tego nie wiemy), określa ją nazwiskiem panieńskim, to należy to uszanować.
            Co więcej - skoro post, do którego się odniosłem, był o relacji Grzegorz - Gabriela, to akurat w Noelce Gabriela również zostaje nazwana nazwiskiem rodowym, więc raczej tego nazwiska używała i tak się przedstawiła (została przedstawiona) Grzegorzowi.
            • slotna Re: Oszukani, rozczarowani 16.02.16, 20:46
              No ja jakos nie szanuje ;) Bylaby o tym wzmianka, tak jak byla o braku slubu koscielnego. Nazywanie Gaby nazwiskiem panienskim to imo wpadka i tyle.

              --
              Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
            • ssssen Re: Oszukani, rozczarowani 26.02.16, 11:53
              "Jedyną miarodajną odpowiedzią jest tekst Jeżycjady.
              Proponuję przyjąć określoną zasadę - to co jest napisane przyjmować za pewnik a spekulować tylko tam gdzie są niedopowiedzenia. " - paaaanie, jakby się tu tej zasady trzymano to od wielu lat byłaby tu martwa cisza ;)
              • tt-tka Re: Oszukani, rozczarowani 26.02.16, 12:22
                ssssen napisał:

                > "Jedyną miarodajną odpowiedzią jest tekst Jeżycjady.
                > Proponuję przyjąć określoną zasadę - to co jest napisane przyjmować za pewnik a
                > spekulować tylko tam gdzie są niedopowiedzenia. " - paaaanie, jakby się tu tej
                > zasady trzymano to od wielu lat byłaby tu martwa cisza ;)

                Ja bym sie nawet tej zasady przytrzymala - ale co robic w sytuacji, gdy altorka pisze jako pewnik rzeczy wzajemnie sprzeczne i wykluczajace sie wzajemnie ? Co robic, panie premierze, co robic ?
    • srebrny_lisek Re: Oszukani, rozczarowani 01.02.16, 15:13
      Ależ ja byłam wkurzona zachowaniem Bernarda. Cierpiałam razem z Grzesiem czytając tę scenę, a poczciwe zadowolenie Gaby wynikało nie tylko z braku romantycznego nastroju, ale przedziwnej ślepoty na mężowskie intencje i oczywistą potrzebę intymności w związku. Nosz do jasnej ciasnej. Noc poślubna Idy sprawiła, że zgrzytałam zębami, a raczej nigdy się nie wściekałam czytając Jeżycjadę, tylko przewracałam oczami, jak już. Miałam ochotę palnąć Gabę w miłą grzywkę, bo trzeba chyba nie mieć ani jednego hormonu, żeby nie wykazać się zaangażowaniem we własną randkę i empatią wobec pary, która ma przed sobą NOC POŚLUBNĄ. ;C

      Następny przykład - Nutria potrzebuje samotnej wyprawy, a Gaba obarcza ją dziećmi. Sypialnia dzielona z synkiem. Moja diagnoza jest taka, że Gabochłon posiada rozbuchany instynkt stadny, ale średnio sobie radzi z wzajemnym przyciąganiem 1:1. Nie wykluczam, że to jakiś syndrom popyziaczy, który przekierowuje większość potrzeby intymnej więzi na nieobecnego partnera. :D
      • ssssen Re: Oszukani, rozczarowani 02.02.16, 09:10
        A ja kompletnie ich nie żałowałem, dostali za swoje. Za swoją "grzeczność" która nie pozwoliła im powiedzieć Bernardowi "Niestety nie możemy cię zabrać ze sobą". Scena która w zamierzeniu autorki miała być zabawna (jak każda z Bernardem - a każda następna jest coraz głupsza...) pokazała tylko jakie pokłady kompleksów i kołtuństwa leżą w psychice Gaby i Grzegorza.
        • tt-tka Re: Oszukani, rozczarowani 02.02.16, 09:28
          Zeby tylko kompleksy i koltunstwo... Grzegorz przynajmniej reaguje jakos po ludzku, to znaczy jest wsciekly, ze niespodzianke, imieninowy prezent ( a zapewne i co nieco z wlasna zona) szlag mu trafil.
          A Gabon ? Prycha smiechem w zlewozmywak, a tak zasadniczo to swietnie sie bawi z Bernardem, kiedy jej maz najpierw obsluguje ich oboje, a potem sprzata po nich. I najwazniejsze dla niej, zeby szybko wrocic do domu. Azeby ja pokrecilo, powiem od serca, w pelni zasluguje na to, zeby Grzegorz do tego domku pojechal kiedy indziej z kim innym !
            • marutax Re: Oszukani, rozczarowani 02.02.16, 11:40
              Właśnie nie jest to takie jednoznaczne. Co innego, gdyby Grzegorz pogonił Bernarda, ale on, nawet zły i zawiedziony, unika konfliktu i rezygnuje ze swoich planów. Pojawiły się przeszkody, nie poszło gładko, więc nie warto walczyć, lepiej pozwolić innym decydować i popłynąć z prądem. To mi trochę przypomniało te "rozmowy" z Elką, o których wspominałam powyżej - dziewczynka była znudzona, więc Grzegorz zrezygnował z prób zbliżenia się do niej, zamiast szukać innego tematu lub wspólnego hobby. Tutaj zadziałał podobny mechanizm - przygotował niespodziankę dla żony, włączył się Bernard, więc Grzegorz się wycofał, zamiast porozmawiać z intruzem albo Gabą. Grzegorz funkcjonuje w wąskich, bezpiecznych ramach. Jeśli coś się w nich mieści (rozmowa, wyjazd do Wenecji, przygotowanie wieczoru we dwoje) to jest w stanie to zrobić. Jeśli sytuacja wymaga, by te ramy opuścił, to woli ustąpić, właśnie w imię spokoju. Odpuszcza starcie, ale zachowuje status quo.
          • ciotka_scholastyka Re: Oszukani, rozczarowani 02.02.16, 09:54
            > I najwazniejsze dla niej, zeby szybko wrocic do domu.

            ... bo nie powiedziała matce, że zupa dla Ignasia jest w lodówce. Jak mnie to wkurzyło. Najpierw chciała wracać ze skrzyżowania, na którym maluch się zepsuł, bo przecież matka sama nie wpadnie na to, żeby czymś dziecko nakarmić. A potem w tym domku Gaba mówi coś w stylu "i może szybciej wrócimy, powiedziała Gabrysia, ciągle jeszcze myśląc o tej zupie". Auuuuu...
            • agafiatichonowna Re: Oszukani, rozczarowani 02.02.16, 10:08
              Trzeba przyznać, że Grzes miał nad wyraz udany dzień i nagrodę za wszystkie starania - najpierw to, potem afera ze zmywarką, niejeden na jego miejscu trzepnął by drzwiami i poszedł w cholerę. Chyba mu wtedy optymistyczny obraz związku nieco przywiądł.
            • tt-tka Re: Oszukani, rozczarowani 02.02.16, 10:26
              . A potem
              > w tym domku Gaba mówi coś w stylu "i może szybciej wrócimy, powiedziała Gabrysi
              > a, ciągle jeszcze myśląc o tej zupie". Auuuuu...

              Ale dopiero wtedy powiedziala "wrocmy wczesniej", jak Grzegorz zawarczal, ze nie wie, czy dlugo to wytrzyma. W bawieniu sie z Bernardem mysl o zupie jej nie przeszkadzala !
      • zla.m Re: Oszukani, rozczarowani 13.02.16, 20:01
        srebrny_lisek napisał(a):

        > Ależ ja byłam wkurzona zachowaniem Bernarda. Cierpiałam razem z Grzesiem czytaj
        > ąc tę scenę, a poczciwe zadowolenie Gaby wynikało nie tylko z braku romantyczne
        > go nastroju, ale przedziwnej ślepoty na mężowskie intencje i oczywistą potrzebę
        > intymności w związku.

        A spójrzcie na to tak - Gaba wpakowała się w małżeństwo z Grzesiem. W sumie trudno powiedzieć dlaczego - może uznała, że powinna kogoś mieć i "dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama", może po latach postu pomyliła pożądanie z miłością, a może faktycznie była zakochana... Grunt, że za niego wyszła i te 5 lat po ślubie jest jasne, że go nie kocha, a w każdym razie nie pożąda i jej ewentualne ciepłe uczucia dla niego nie mają wiele wspólnego z miłością pomiędzy kobietą a mężczyzną. Cóż, uczciwie byłoby się rozstać, ale:
        - ślub był kościelny, Gaba jest wierząca... żeby jeszcze miała jakiś gruby powód (pije, bije, zdradza)
        - było nie było złożyła przysięgę, a jest wychowana w kulcie dotrzymywania słowa i bycia uczciwą
        - jest dziecko, któremu trudno tak "dla kaprysu" zabrać ojca
        - rzucić Grzegorza, to jak kopnąć szczeniaczka, trudno naprawdę się na to zdecydować, wiedząc, że będzie cierpiał, zwlaszcza, że
        - sama była porzucona i wie, jak to smakuje
        - jest rodzina, która jej po takim ruchu nie da żyć - że jak mogła, że czemu, że wszytko powyższe
        - no i jest jeszcze "co ludzie powiedzą" - dla mnie powód z podogonia, ale dla Gaby nie

        Nawet zakładają, że niektóre z powyższych powodów, to wymówki, a nie przyczyny, Gaba jest w pułapce. Nie kocha faceta, rozstać się nie może (nie ma siły/odwagi). Na seks z niekochanym gościem ochoty nie ma... I nagle Grześ urządza to romantyczne "porwanie". Bólem głowy, sennością ani dzieckiem w tym samym pokoju czy rodzicami za ścianą się nie wymiga... ale nagle! Bernard! tak, wyszło paskudnie, ale trochę rozumiem niekochającą Gabę, że wcale jej ten nieproszony gość na ich randce nie zmartwił.

        --
        Pod Londynem...
        • piotr7777 ale Gabriela kocha Grzegorza 13.02.16, 20:48
          ...i nie ma sensu tworzenie hipotez, że jest inaczej. Czym innym są fanfiki (gdzie niezmiennie uważa się, że to małżeństwo to fikcja) a czym innym analiza tekstu napisanego przez M. M. Nie powinno się tego tekstu odwracać.
          Bo jeszcze w wypadku Idy i Marka są dość wyraźne sygnały, że ten związek zmaga się z problemami, które dopiero w najnowszych książkach znajdują rozwiązanie małżeństwo G & G jest konsekwentnie przedstawiane jako może niezbyt barwne, ale harmonijne, stabilne i trwałe, w sumie szczęśliwe.
          Zastanawiam się, dlaczego na tym forum tak wiele osób tego nie kupuje.
          • slotna Re: ale Gabriela kocha Grzegorza 13.02.16, 21:55
            Ja na przyklad nie wierze w udane malzenstwo, w ktorym zona przez dwie dekady placze na wspomnienie pierwszego meza oraz ktore nie ma nawet wlasnego pokoju. Jeszcze to mieszkanie u tesciow bym jakos zrozumiala, ale Ignas za szafa? Odpada.

            --
            Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
            • tt-tka Re: ale Gabriela kocha Grzegorza 13.02.16, 22:09
              Przemyslalam, przegadalam. Kupuje zalozenie, ze byli w sobie zakochani albo tak im sie wydawalo i przestepowali do sakramentu z dobra wiara i wola. Ale swoich wzajemnych oczekiwan to oni jednak nie znali i nie przyszlo im do lbow ani powiedziec, ani zapytac.

              W rezultacie zwiazek jest silny jedna wspolna cecha - potrzeby Gaby sa dla Grzesia wazne i dla Gaby wazne. Moze im to wystarcza.
          • bupu Re: ale Gabriela kocha Grzegorza 13.02.16, 22:15
            piotr7777 napisał:

            > ...i nie ma sensu tworzenie hipotez, że jest inaczej. Czym innym są fanfiki (gd
            > zie niezmiennie uważa się, że to małżeństwo to fikcja) a czym innym analiza tek
            > stu napisanego przez M. M. Nie powinno się tego tekstu odwracać.
            > Bo jeszcze w wypadku Idy i Marka są dość wyraźne sygnały, że ten związek zmaga
            > się z problemami, które dopiero w najnowszych książkach znajdują rozwiązanie ma
            > łżeństwo G & G jest konsekwentnie przedstawiane jako może niezbyt barwne, ale h
            > armonijne, stabilne i trwałe, w sumie szczęśliwe.
            > Zastanawiam się, dlaczego na tym forum tak wiele osób tego nie kupuje.

            Nie kupuję kochającego małżeństwa, które śpi w jednej sypialni z synem, póki ten syn nie wkroczy w wiek dojrzewania. Nie kupuję również miłości do Grzegorza w wykonaniu Gaby, którą na randkę z mężem ów mąż musiał wlec niemal siłą i która w rodzinnych sporach nigdy nie staje po stronie Grzegorza.

            --
            Wiedźma
            To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
            http://archiwumpanahyde.laa.pl/
          • iwoniaw Re: ale Gabriela kocha Grzegorza 13.02.16, 23:16
            Zastanawiam się, dlaczego na tym forum tak wiele osób tego nie kupuje.

            Nie kupuję szczęśliwego małżeństwa, w którym - jak wyżej wspomniano - żona płacze po poprzednim mężu jeszcze kilkanaście (!) lat po ślubie (drugim).
            Nie kupuję szczęśliwego małżeństwa, w którym żona nigdy (!) nie stanęła po stronie męża w sytuacji konfliktu z dowolnym członkiem jej rodziny, nawet gdy mężowska racja jest ewidentna, a jej córka czy ojciec po prostu zwyczajnie bezczelni (Laura - tu już nawet ponoć unikająca konfrontacji Pyza się potrafiła odnaleźć w scenie z "macochem", Ignac - scena ze zmywarką).
            Nie kupuję szczęśliwego małżeństwa, w którym żona przyjeżdżając po klamoty dla tatunia i mamuni do pustego mieszkania, które mąż remontuje dla całej rodziny, podczas gdy owa rodzina zażywa wywczasów na wsi na jego stęsknione i uradowane spojrzenie ma w zanadrzu "po co ja tu właściwie jechałam?" (skoro klamoty już mąż wyekspediował).
            I tak dalej.


            --
            'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
            'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
          • tt-tka Re: ale Gabriela kocha Grzegorza 14.02.16, 15:12
            piotr7777 napisał:

            > ...i nie ma sensu tworzenie hipotez, że jest inaczej. Czym innym są fanfiki (gd
            > zie niezmiennie uważa się, że to małżeństwo to fikcja) a czym innym analiza tek
            > stu napisanego przez M. M. Nie powinno się tego tekstu odwracać.

            No i wlasnie analiza tekstu wykazuje dobitnie, ze Gaba Grzegorza nie kocha. Nie zna go, jego potrzeb i wcale jej one nie obchodza, nie zna/nie zamierza uwzgledniac jego zdania w zadnej sprawie, nawet w wychowaniu wspolnego syna, jego zmartwienia i problemy dla niej nie istnieja...
            Do licha, mozna nie kochac, a zachowac jakas relacje bliskosci z czlowiekiem, ktorego wybralo sie do zycia pod jednym dachem ! A dla niej tzw maz jest wygodnym sprzetem domowym
            • piotr7777 Re: ale Gabriela kocha Grzegorza 15.02.16, 18:33
              No to może inaczej.
              Dla autorki to, że Gaberiela kocha swojego męża jest tak samo oczywiste, jak to, że kocha swoich rodziców, siostry i dzieci. Oraz, że ma dużo ciepłych uczuć dla połowy osiedla, licznych przyjaciół, profesora Dmuchawca i ogólnie świata (oczywiście z wzajemnością).
              Natomiast autorka nie potrafi pokazać, że ów mąż jest dla niej kimś wyjątkowym. Albo inaczej - próbuje, ale to może przekonać nastoletnie czytelniczki, ale już nie krytyczne znawczynie z tego forum (to nie było złośliwe ani ironiczne, przysięgam).
              A w ramach tych prób mamy
              - wyjście na pasterkę tylko we dwoje (Noelka)
              -randki na mieście (Pulpecja)
              -wspólną radość z oczekiwania na narodziny dziecka (Dziecko piątku). Mała dygresja - nieobecność w tej książce seniorów sprawia, że można sobie wyobrazić jak wyglądałoby życie rodziny Gabrieli, gdyby zdecydowała się na własne mieszkanie
              -empatyczne głaskanie po dłoni (Tygrys i Róża)
              -wspólną lekturą książek (McDusia)
              -ciepłe myśli i czułe słowa (właściwie większość powieści). Warto zauważyć, że Gabriela względem sióstr czy nawet ojca stosuje często taką ciepłą ironię, względem Grzegorza nigdy.
              Mamy oczywiście (to akurat znowu McDusia) określenie "mąż - przyjaciel" (w założeniu określenie "przyjaciel" ma wzmocnić określenie "mąż", faktycznie je chyba osłabia) i podkreślenie niezwykłej telepatycznej więzi tych dwojga.
              Problem polega na tym, że te sceny, może jeszcze do Dziecka piątku wydają się naturalne, potem są trochę tak na siłę. I to jest dostrzegalne, ale chyba nie dla nastoletniego targetu (a przynajmniej tak to sobie autorka wyobraża).
              • tt-tka Re: ale Gabriela kocha Grzegorza 15.02.16, 23:42
                piotr7777 napisał:


                > Dla autorki to, że Gaberiela kocha swojego męża jest tak samo oczywiste, jak to
                > , że kocha swoich rodziców, siostry i dzieci

                Piotrze, wiemy/domyslamy sie, co altorka CHCIALA napisac :-)
                Sek w tym, ze nie potrafila -w dyskusjach forumowych sprzed kilku lat na temat pary Gabrysiow w wiekszosci stawiano na to, ze jest to malzenstwo udane. Nie szal zmyslow, ale wlasnie cieply zwiazek. Niestety im dalej, tym gorzej.


                > Natomiast autorka nie potrafi pokazać, że ów mąż jest dla niej kimś wyjątkowym.

                Ani nawet liczacym sie, godnym uwagi :-(

                > Albo inaczej - próbuje,
                > A w ramach tych prób mamy
                > - wyjście na pasterkę tylko we dwoje (Noelka)
                > -randki na mieście (Pulpecja)
                > -wspólną radość z oczekiwania na narodziny dziecka (Dziecko piątku). Mała dygre
                > sja - nieobecność w tej książce seniorów sprawia, że można sobie wyobrazić jak
                > wyglądałoby życie rodziny Gabrieli, gdyby zdecydowała się na własne mieszkanie
                > -empatyczne głaskanie po dłoni (Tygrys i Róża)
                > -wspólną lekturą książek (McDusia)
                > -ciepłe myśli i czułe słowa (właściwie większość powieści). Warto zauważyć, że
                > Gabriela względem sióstr czy nawet ojca stosuje często taką ciepłą ironię, wzgl
                > ędem Grzegorza nigdy.
                > Mamy oczywiście (to akurat znowu McDusia) określenie "mąż - przyjaciel" (w zało
                > żeniu określenie "przyjaciel" ma wzmocnić określenie "mąż", faktycznie je chyba
                > osłabia) i podkreślenie niezwykłej telepatycznej więzi tych dwojga.


                Mamy rowniez, duzo silniejsze w wyrazie, prychanie przez Gabriele ze smiechu, gdy sie Grzesiowi randka z wlasna zona nie udaje, jej milczenie, gdy on obrywa zmywarka po pysku, jej emocje pod adresem bylego meza duzo silniejsze i liczniejsze niz wobec aktualnego
                ...i wiele innych
                Cieple mysli Gabrieli wobec Grzesia, tak na marginesie, dotycza glownie jego uzytecznosci w domu - zwrociles uwage ? A telepatia dziala tylko w jedna strone, tzn on ma rozumiec ja bez slow...

                A propos nazwiska - sadze, ze odautorskie nazwanie Gabona Borejko w OwR ma taki sam cel jak "twoja siostra Roza" skierowane do Laury w McDusi - poinformowanie czytelnika, who is who.
              • gat45 Re: ale Gabriela kocha Grzegorza 17.02.16, 09:34
                piotr7777 napisał:

                > No to może inaczej.
                > Dla autorki to, że Gaberiela kocha swojego męża jest tak samo oczywiste, jak to
                > , że kocha swoich rodziców, siostry i dzieci. Oraz, że ma dużo ciepłych uczuć d
                > la połowy osiedla, licznych przyjaciół, profesora Dmuchawca i ogólnie świata (o
                > czywiście z wzajemnością).

                OK. Dla autorki jest tak, jak mówisz. Ale autorka podaje nam tekst, swój własny tekst, z którego to nijak nie wynika. Dla czytelnika nieważne są zamiary autora, ważne jest, co mu w tekście przekazał.
                Podobno pisząc "Redutę Ordona" Mickiewicz doskonale wiedział, jaki był rzeczywisty przebieg wydarzeń bitewnych. I co ? Ordon aż do śmierci miał życie zatrute, a całe pokolenia płaczą i płakać będą nad bohaterem i jego wzniosłym samobójstwem. (wiem, wiem, ta analogia jest kulawa, chodziło mi tylko o rozdźwięk między świadomością autora a odczuciem odbiorcy jego tekstu)
                • jottka Re: ale Gabriela kocha Grzegorza 17.02.16, 23:02
                  eno, gat, ale ta analogia to cokolwiek w ogóle nie w tą stronę:) mickiewicz był głęboko świadom tego, co chciał napisać, i dlatego zwisała mu rzeczywista rzeczywistość. wielkość twórcy poznajemy po tym, że - jak to już arystoteles był łaskaw napisać w "poetyce" - sarna w dziele może być zielona, nie szkodzi, grunt, żeby czytelnik w to uwierzył.

                  no a z "jeżycjadą" jest ten problem, że od pewnego momentu czytelnik nie wierzy nawet w sarenkę...
            • gat45 Re: ale Gabriela kocha Grzegorza 17.02.16, 09:39
              Mnie by jak najbardziej przekonywało małżeństwo spokojnie przyjacielskie, gdyby nie parę scen, gdzie Gaba postępuje nielojalnie wobec Grzegorza. W związku opartym na szalonych zmysłach takie grzeszki mogą przejść, w opartym na przyjaźni - nie. Gaba nie jest przyjacielem Grzesia, przyjaźń wyklucza nielojalność.
              • iwoniaw Re: ale Gabriela kocha Grzegorza 17.02.16, 10:09
                Gaba postępuje nielojalnie wobec Grzegorza. W związku opa
                > rtym na szalonych zmysłach takie grzeszki mogą przejść, w opartym na przyjaźni
                > - nie. Gaba nie jest przyjacielem Grzesia, przyjaźń wyklucza nielojalność.


                Dokładnie o to chodzi.

                --
                Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
                Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
                  • gat45 Re: ale Gabriela kocha Grzegorza 17.02.16, 20:55
                    W rzeczy samej. Ale tak się składa, że od początku mówimy o relacji małżeńskiej. Konkretnie.
                    Poza tym - wszystko jest kwestią proporcji. Burza zmysłów może zniwelować grzeszek drobnej nielojalności. W parze, gdzie nie ma wyjścia poprzez stereotypowe pogodzenie się w łóżku, nielojalność rośnie wysoko (jak pan leży głęboko) i cień rzuca długi a ponury.
                    Wydawało mi się, że wyłożyłam to jasno w swoim poprzednim wpisie. Teraz uzupełniłam i jaśniej już naprawdę nie umiem.
                    • vilez Re: ale Gabriela kocha Grzegorza 19.02.16, 10:58
                      > Burza zmysłów może zniwelować grzeszek drobnej nielojalności.

                      Dla mnie nielojalność to nielojalność i burza zmysłów tutaj niczego nie umniejsza. Też jaśniej nie umiem :-)
                      Mamy spisany protokół rozbieżności.
                      • zla.m Re: ale Gabriela kocha Grzegorza 19.02.16, 12:03
                        vilez napisała:

                        > > Burza zmysłów może zniwelować grzeszek drobnej nielojalności.
                        >
                        > Dla mnie nielojalność to nielojalność i burza zmysłów tutaj niczego nie umniejs
                        > za. Też jaśniej nie umiem :-)

                        Ale to nie chodzi o ciebie (ani o mnie, ja też tak mam), ale o to, że na świecie zdarzają się, ba, są częste, związki, w których partnerzy nie traktują się lojalnie ani przyzwoicie, ale są ze sobą ze względu na fizyczne dopasowanie. I Gat, jak rozumiem, mówiła o tym, że gdyby to był związek typu "burza zmysłów przesłania mi świat i odbiera rozum", to machnięcie ręką na nielojalność jest wytłumaczalne albo przynajmniej możliwe - bo wiemy, że są ludzie, którzy tak reagują. W związku opartym na przyjaźni (wyłącznie/głównie) nielojalność jest nieakceptowalna, bo podważa przyjaźń ergo podważa cały związek. W związku GiG nie widać ani burzy zmysłów ani przyjaźni (pomijam deklaracje narratora i Gaby). Choć nie, przyjaźń widać, ale tylko jednostronnie - po stronie Grzesia, który stoi za Gabą cokolwiek by się nie działo.


                        --
                        Pod Londynem...
                        • tt-tka Re: ale Gabriela kocha Grzegorza 20.02.16, 18:12
                          zla.m napisała:

                          > . W związku opartym na przyjaźni (wyłącznie/głównie) nielojalność jest nieakcep
                          > towalna, bo podważa przyjaźń ergo podważa cały związek. W związku GiG nie widać
                          > ani burzy zmysłów ani przyjaźni (pomijam deklaracje narratora i Gaby). Choć ni
                          > e, przyjaźń widać, ale tylko jednostronnie - po stronie Grzesia, który stoi za
                          > Gabą cokolwiek by się nie działo.

                          Bo ja wiem, czy to stanie przez Grzesia to przyjazn... Ja to odbieram raczej jako oddanie, zeby nie powiedziec poddanie (sie). Przyjazn nie wyklucza ani posiadania wlasnego zdania, ani wlasnych decyzji. A Grzes, gdy ma watpliwosci, nie wyraza ich, a gdy ma zdanie odrebne/odmienne w dowolnej sprawie, nawet tak istotnej jak wychowanie wspolnego syna, to tez milczy. Bardziej podporzadkowanie sie, chec przypodobania imho niz przyjazn.
        • ssssen Re: Oszukani, rozczarowani 26.02.16, 11:56
          "Gaba jest w pułapce. Nie kocha faceta, rozstać się nie może (nie ma siły/odwagi)." - no cóż, ja w sumie uznałbym to za dość częste w małżeństwie. O ile nie częstsze niż miłość.
          • zla.m <a href="http://fm.tuba.pl/Re:" target="_blank" rel="nofollow"> 26.02.16, 14:51
            ssssen napisał:

            > "Gaba jest w pułapce. Nie kocha faceta, rozstać się nie może (nie ma siły/odwag
            > i)." - no cóż, ja w sumie uznałbym to za dość częste w małżeństwie. O ile nie c
            > zęstsze niż miłość.

            Możliwe. Ale jaki z tego wniosek dla pary G+G? Gaba jest usprawiedliwiona? Grzegorz ma nie cierpieć, bo to częste zjawisko?

            -
            Pod Londynem...
    • haszyszymora Re: Oszukani, rozczarowani 22.07.16, 11:07
      Tajemnicza Flecistka vel Żona Robrojka. Wiem, że nic o niej nie wiemy, ale sądząc po tym, jak Robroj o niej myśli w CR (nagroda pocieszenia, mama Belli, nikt ważny w sumie - toż chyba nawet jej imię nie pada) i jak po 20 latach przeżywa jeszcze miłość do Anieli, mogę sobie wyobrazić, co się działo, kiedy od tych nieszczęsnych amorów mijały jakieś dwa lata. Jakoś wyobrażam sobie Flecistkę jako żeńskie wcielenie Grzegorza.
      • marutax Re: Oszukani, rozczarowani 02.08.16, 22:02
        haszyszymora napisał(a):

        > Jakoś wyobrażam sobie Flecistkę jako żeńskie wcielenie Grzegorza.

        Tyle że o swojej zmarłej żonie Grzegorz myśli równie paskudnie, co Robert o swojej...
        "Był zawsze prymusem. I zrobił doktorat najwcześniej ze wszystkich kolegów na roku.
        I ożenił się z najładniejszą dziewczyną na uniwersytecie.
        I nigdy nie był naprawdę szczęśliwy. Może po prostu nie umiał."
        Zamiast cienia Anieli mamy żonę jako trofeum, małżeństwo potraktowane na równi z doktoratem i związek, w którym biedny Grześ "nie był szczęśliwy". Kwestia, czy żona była szczęśliwa, się nie pojawia. Po chwili Grzegorz się poprawia, że jednak BYWAŁ szczęśliwy, ale to już takie samo usprawiedliwianie. Potem myśli o Gabie: "spotkał NARESZCIE kobietę swego życia". No tak, bo zmarła żona była tylko nic nie znaczącym epizodem, Grzesiowi od zawsze była przeznaczona Gabrysia. Naprawdę widzę tu wiele analogii do Robrojka, z zastrzeżeniem, że Robert był przynajmniej dobrym ojcem, a Stryba olał córkę kompletnie.

        • tt-tka Re: Oszukani, rozczarowani 02.08.16, 22:16
          marutax napisał(a):

          > haszyszymora napisał(a):
          >
          > > Jakoś wyobrażam sobie Flecistkę jako żeńskie wcielenie Grzegorza.
          >
          > Tyle że o swojej zmarłej żonie Grzegorz myśli równie paskudnie, co Robert o swo
          > jej...

          > Zamiast cienia Anieli mamy żonę jako trofeum, małżeństwo potraktowane na równi
          > z doktoratem i związek, w którym biedny Grześ "nie był szczęśliwy". Kwestia, cz
          > y żona była szczęśliwa, się nie pojawia (...)Potem myśli o G
          > abie: "spotkał NARESZCIE kobietę swego życia". No tak, bo zmarła żona była tylk
          > o nic nie znaczącym epizodem, Grzesiowi od zawsze była przeznaczona Gabrysia. N
          > aprawdę widzę tu wiele analogii do Robrojka, z zastrzeżeniem, że Robert był prz
          > ynajmniej dobrym ojcem, a Stryba olał córkę kompletnie.

          Totez per saldo, choc Grzegorz byl moim oszukanym i rozczarowanym numer jeden, wcale mi go nie zal. I tak sobie msciwie mysle, ze nawet prymusostwo i najwczesniejszy na roku doktorat na niewiele mu sie zdaly - Gabunie widzimy jako dr hab (bez wzgledu na to, na ile to prawdopodobne), prof (uczelniany, ale zawsze), a o kolejnych tytulach i szczeblach kariery Grzegorza ani widu, ani slychu... Albo zajety gotowaniem zaniechal nauki, albo nikogo to nie obchodzi tak dalece, ze nie wspomina sie jego sukcesow nawet mimochodem. I dobrze mu tak.
          >
          • haszyszymora Re: Oszukani, rozczarowani 03.08.16, 13:16
            Z Grzegorzem sprawa jest o tyle skomplikowana, że to jakby relacja zwrotna - z jednej strony on nie nawiązuje relacji z ojcem i stryjem, z drugiej strony oni go olali, gdy okazało się, że niezależny Grzesio nie pokrywa się z ich wyobrażeniem o sierotkach. Żonę traktuje instrumentalnie - zgoda. Córkę oddał dziadkom na wychowanie - prawda jak szlag. A jednak, kurczę, ten człowiek nawet we własnym rodzinnym domu mieszka kątem w spiżarce, jego zdanie się nie liczy, jest niewidzialny jak na Roosevelta. Smutne życie ma ten facet. I chyba jakiś głęboki problem psychiczny.
            • tt-tka Re: Oszukani, rozczarowani 03.08.16, 14:40
              haszyszymora napisał(a):

              > Smutne życie ma ten facet (Grzegorz). I chyba jakiś głęboki p
              > roblem psychiczny.

              MIAL smutne, poki nie spotkal na ciernistej drodze tegoz zycia naszego sloneczka jezyc i kwiatu rodu borejkow. "Gabunia wydobyla go z czarnej otchlani samotnosci i wyprowadzila na droge jasna, pelna szczescia i sensu", czy jakos tak, cycata luzna, z pamieci. Tak Nutria ocenia zycie Stryby z Borejklanem.
            • bupu Re: Oszukani, rozczarowani 03.08.16, 16:28
              haszyszymora napisał(a):

              > Z Grzegorzem sprawa jest o tyle skomplikowana, że to jakby relacja zwrotna - z
              > jednej strony on nie nawiązuje relacji z ojcem i stryjem, z drugiej strony oni
              > go olali, gdy okazało się, że niezależny Grzesio nie pokrywa się z ich wyobraże
              > niem o sierotkach. Żonę traktuje instrumentalnie - zgoda. Córkę oddał dziadkom
              > na wychowanie - prawda jak szlag. A jednak, kurczę, ten człowiek nawet we własn
              > ym rodzinnym domu mieszka kątem w spiżarce, jego zdanie się nie liczy, jest nie
              > widzialny jak na Roosevelta. Smutne życie ma ten facet. I chyba jakiś głęboki p
              > roblem psychiczny.

              W związku z powyższym mam wrażenie, że nie tyle Grzegorz wychowanie oddał, co dziadkowie je po prostu wzięli we własne ręce, ewentualne protesty puszczając mimo uszu. A że Grześ jest, jak słusznie zauważyłaś, potwornie bierny i uległy, pozwolił, żeby córka się od niego kompletnie oddaliła.

              I właśnie może te cechy czynia z niego partnera idealnego dla Gabuni. Każdy odrobinę mniej uległy i celofanowy facet (patrz piosenka z musicalu "Chicago" "Mr Cellophane", opisująca takiego właśnie uległego, łagodnego człowieka, z którym nikt się nie liczy, a mało kto w ogóle zauważa), zwiałby z Borejkołchozu z krzykiem po tygodniu najdalej. O ile w ogóle by się tam wprowadził, a nie zareagował na sugestię Gaby popukaniem w czoło.

              A Grześ nie uciekł, grzecznie wpasował się w sytuację, pozwalając wszystkim, z seniorami na czele, włazić sobie na głowę i tańczyć na niej oberka. No ideał.


              --
              Wiedźma
              To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
              http://archiwumpanahyde.laa.pl/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka