Dodaj do ulubionych

reakcje Mili na wyznania Ignacego

30.07.16, 22:41
Czytam sobie Jeżycjadę po raz kolejny, i uderza mnie sposób,w jaki Mila reaguje na wyznanie miłości przez Ignacego.

Gdy pierwszy raz powiedział, że ją kocha, rozpłakała się, i w zasadzie wymusiła na nim oświadczyny:
"- Aż do śmierci będziemy razem - obiecał on.
- Pobierzemy się? - spytała Mila z nadzieją"
Scena ładna, Mila reaguje normalnie, też wyznaje Ignacemu miłość. A co się z nią później dzieje?

Imieniny (rok 1998):
"- Będę cię kochał, dopóki żyję - szepnął Ignacy (...)
- Cóż, jeszcze żyjesz. I to nieźle - kpiąco mruknęła żona."
Kawałek dalej:
" - Chciałem tylko powiedzieć, Milu, że naszej miłości starczy na całą wieczność.
- Znów jakby kicz. W sam raz na Dzień Zakochanych."

Kalamburka (1999)
"- Kocham cię, Milu.
- No, kto by się spodziewał, doprawdy."

Kalamburka (1993)
"- Nie przypuszczałem, że kocham cię aż tak.
- Aż jak? - spytała kpiąco"

W pozostałych częściach nie szukałam wyznań Ignacego, może wam się jeszcze jakieś przypomną, ale Mila mnie wkurza - czy naprawdę nie może normalnie mu odpowiedzieć, tylko zawsze kpiąco, z dystansem i bór wie jak jeszcze? Mogłaby przecież przekornie albo zalotnie, ale nie kpiąco!
Was też to wkurza czy wręcz przeciwnie?
Edytor zaawansowany
  • vi_san 30.07.16, 23:28
    Ja się nie powinnam wypowiadać, bo mnie Milicja wścieka do białości. Tym właśnie, między innymi, że ZAWSZE jest kpiąca, ironiczna itd. A tak na prawdę - to ani kpiąca, ani ironiczna, tylko wredna i złośliwa! I nie tylko wobec Ignaca [którego - nota bene - tez nie znoszę].
    Pierwsza z przytoczonych przez ciebie scen jest NORMALNA. A dalej... Kurczę, no, nie znam osobiście ani jednej baby [a znam wcale nie mało i nie wszystkie mają anielskie charaktery!], która na wyznanie męża po latach związku "Kocham cię" reagowałaby złośliwością, kpieniem czy lekceważeniem. chyba, że ogólnie w związku się im sypie i są ze sobą tylko na papierze. Sama też jestem mężatką od ... Kilku lat [no, dobra, kilkunastu] i kiedy mąż mi mówi, że mnie kocha - zwykle odpowiadam "Ja ciebie też!". Nie czuję potrzeby kpienia z jego uczuć, ani z jego wyznań. Jeśli milicja czuje takową - to pozostaje jej tylko wizyta u psychiatry.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • marutax 31.07.16, 08:19
    Odkąd autorka zaczęła opisywać Milę jako samodzielną postać, a nie "mamę Borejko" stara się kreować ją dość konsekwentnie na osobę z dystansem, ironiczną, kpiącą, surową, wszechwiedzącą itd. Niestety rezultat jest... nieprzyjemny. Najgorzej wychodzi to w "Kalamburce", którą naprawdę lubię jako książkę, ale nie znoszę jako część Jeżycjady. Mila jest tam po prostu wredna, egoistyczna, zarozumiała... A przy tym przedstawiana jak jakaś półbogini.
    To właśnie w tym tomie autorka stara się tłumaczyć oziębłość uczuciową Mili. Najpierw słowami Laury, która odzywkę "No, kto by się spodziewał, doprawdy." komentuje:
    "Babcia nigdy nie traciła dystansu. W krótkim przebłysku kobiecej intuicji Laura zrozumiała, że to babcia właśnie kochała najmocniej. Jeżeli uczucie sięga aż do najgłębszych obszarów duszy, ma się ochotę jakoś je osłonić, ustawić przed nim tarczę." Ładnie brzmi, ale na dłuższą metę przynosi raczej skutek odwrotny do zamierzonego, przynajmniej w życiu. Poza tym, człowiek osłania się zazwyczaj, gdy jest ryzyko, że zostanie zraniony. W tej sytuacji takiej potrzeby nie ma, chyba że Mila boi się, że Ignacy ją skrzywdzi lub zdradzi. W końcu od kilkudziesięciu lat są parą idealną, przynajmniej według autorki.
    Później (czy też chronologicznie wcześniej) Mila wyznaje Ignacemu, że jest on pierwszą osobą, która powiedziała, że ją kocha. To może być jakieś uzasadnienie, jednak Mila zachowuje się przez kolejne lata jak osoba, którą bito w dzieciństwie, więc teraz ona bije, bo przecież "jej nie zaszkodziło". Bije o wiele okrutniej, bo Gizela mogła nie mówić o swoich uczuciach, ale też nie odpowiadała na nie kpiną czy lekceważeniem. Do tego autorka podkreśla, że chłód Gizeli najmocniej rani ją samą i jest urazem po bardzo ciężkich doświadczeniach, a nie zaletą.
    Podsumowując - autorka wymyśliła pewne cechy dla "autonomicznej" Mili, starała się je nawet jakoś uzasadnić, ale nie zauważyła, że stwarza tym samym niesympatyczną, pozbawioną empatii i raniącą uczucia innych postać, którą odautorsko opisuje jako wspaniałą, kochającą, rozumiejącą itd. Te sceny z Ignacym opierają się na założeniu, że on ją tak świetnie rozumie, że jej ironiczne odpowiedzi traktuje jak wyznania miłości. Inni też postrzegają ten sposób bycia jako niesłychaną zaletę - przytaczana wielokrotnie scena z roztrzęsioną Różą:
    "- Masz dwadzieścia dwa lata - oschłe odezwała się babcia. - Nie płacz jak dziecko. Powiedz, o co chodzi, krótko i zwięźle.
    Surowość babci zawsze działała niezawodnie. Płacz Róży ustał.
    - Jestem w ciąży - oznajmiła. (...)
    - Tak też myślałam - spokojnie stwierdziła babcia, a Józinek wprost skamieniał na sedesie, porażony jej przenikliwością i wszechwiedzą."
    Podejście, że nic, tylko skoczyć z mostu, ale dla Borejków to wręcz geniusz empatii i psychologii...
  • vi_san 31.07.16, 08:42
    Wiesz, w ten sposób patrząc to słowo "Spier..." można odczytać jako "Kocham cię tylko nie wiem jak ci to powiedzieć"... :P
    Gdyby Mila ową "tarczą kpiny" osłaniała się przed zalotami lub wyznaniami jakiegoś kolegi, amanta, którego nie jest pewna, w relacji w której ona sama nie byłaby jeszcze pewna czego chce i co z tego wyniknie - można by to zrozumieć. Ale tak?
    A z ciekawości - czy ktokolwiek umie przytoczyć JEDNĄ scenę z Borejczady, w której ten paskudny potwór nie byłby kpiący, złośliwy, wredny, ironiczny, a w której pojawiłaby się choć na moment, choć w przebłysku prawdziwa Mila Borejko z Jeżycjady - ta, która potrafiła powiedzieć "Jedną mam tylko Idusię", ta, która wyczarowała romantycznego motyla, bo córka nie miała stosownej kiecki, ta, która na prawdę umiała wspierać, a nie tępo gapiąc się w komputer "dosrywać" zapłakanej wnuczce... Podkreślam - nie chodzi mi o Jeżycjadę starą, a o neotomy.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • pi.asia 31.07.16, 09:35
    Jeżeli uczucie sięga aż do najgłębszych obszarów duszy, ma się ochotę jakoś je osłonić, ustawić przed nim tarczę."
    >, człowiek osłania się zazwyczaj, gdy jest ryzyko, że zostanie zraniony. W tej sytuacji takiej >potrzeby nie ma, chyba że Mila boi się, że Ignacy ją skrzywdzi lub zdradzi. W końcu od >kilkudziesięciu lat są parą idealną, przynajmniej według autorki.


    Dokładnie tak! Na chu...steczkę taka tarcza w szczęśliwym małżeństwie, w rodzinie? A nawet jeśli Mila miałaby być faktycznie tą najsilniej kochającą wszystkich, i ma istotnie tę tarczę ustawioną, to miło by było, gdyby raz na jakiś czas ją odsunęła, i pokazała ile miłości się za nią kryje.

    Znalazłam w McD zdanie, które mnie powaliło:
    "Babcia raptem wstała. Nawet jej wstawanie pełne było skoncentrowanej energii".
    Na bogów Olimpu i Walhalii! Ta kobieta ma 74 lata! Już kilka tomów wcześniej było napisane czarno na białym, że bolał ją kręgosłup (raczej normalne w tym wieku), a teraz "raptem wstała".
    Włączył mi się Złośliwiec, i podsunął wersję tych zdań, w której zamiast zwrotu "raptem wstała" jest "raptem się zesr...ła".... Wybaczcie....
  • gat45 31.07.16, 09:58
    Czy ja się mylę, czy też rzeczywiście u Borejków ostrych kpin jest wiele (Melania, Laura...), ale rodzinie brak zupełnie autoironii ? Tej, która buzowała u Żaczków (z zazdrością zawodową wobec Callas na czele) ? Bo ja uznaję kpiarski ton tylko u ludzi, którzy potrafią zwrócić to ostrze przeciwko sobie samym. Inaczej to są po prostu wredne typy.
  • tt-tka 31.07.16, 11:06
    gat45 napisała:

    > Czy ja się mylę, czy też rzeczywiście u Borejków ostrych kpin jest wiele (Melan
    > ia, Laura...), ale rodzinie brak zupełnie autoironii ? Tej, która buzowała u Ża
    > czków (z zazdrością zawodową wobec Callas na czele) ? Bo ja uznaję kpiarski ton
    > tylko u ludzi, którzy potrafią zwrócić to ostrze przeciwko sobie samym. Inacze
    > j to są po prostu wredne typy.


    Nie mylisz sie. I to SA wredne, zarozumiale i ohydnie malostkowe typy.

    A Mile Borejko, jeszcze nie Milicje, naprawde lubilam - miala swoje wady, popelniala bledy, zdarzalo sie, ze mnie poteznie wkurzala, ale ona byla ludzka ! Nie androidalna ! Umiala powiedziec i nie udlawic sie "no wiec tak naprawde zostalam dla ciebie", "jedna mam tylko Idusie" i nie byla wtedy ironiczna, sarkastyczna ani zdystansowana. Dalo sie wysluchac, pozwolic sie komus wyplakac, pocieszyc i POTEM ustawic do pionu. Po okazaniu milosci, nie zamiast.

    A milosci to ja u niej, mowa o neo, nie widze. Milosc to nie tylko cieplo, czulosc, ale i - w udanym podobno malzenstwie - zaufanie. A Milicja przed Ignacem (i reszta rodziny) ukrywa bardzo duzo, od swego dramatopisarstwa poczawszy, na wizycie Pyziaka skonczywszy, poprzez lektury i marzenia o podrozach. Czyzby to ona byla lub stala sie CKNUKiem ?
  • marutax 31.07.16, 12:45
    Dokładnie, właśnie dlatego zastanawiałam się, dlaczego osłania się przed Ignacym - jakieś złe doświadczenia? Podejrzenia? Dalej - Laura ma w tej scenie nagły "przebłysk kobiecej intuicji", więc to może znaczyć, że przez całe dzieciństwo nie rozumiała zachowania babci i mogła odbierać jej teksty jako bolesne i upokarzające.
    I z drugiej strony - rodzina jest wytresowana, by przytyki, kpiny i krytykę odczytywać w kategoriach "babcia tak wyraża swoje uczucia". Ale jakim cudem także znajomi czy nawet przypadkowe osoby automatycznie czują w domu Borejków pokój, miłość i zrozumienie? Przecież osoba z zewnątrz, słysząc niektóre teksty Mili, powinna uznać ją za wredną, oschłą babę, która czerpie radość z tego, że może komuś dokopać i traktuje wszystkich z wyższością. Byłam kiedyś w towarzystwie, gdzie żona traktowała męża z iście borejkowskim "dystansem". Czułam się co najmniej niezręcznie. Para jest obecnie po rozwodzie.
    A ludzie stykający się ze starszymi Borejkami momentalnie wpadają w zachwyt nad tym cudownym ciepłem i niemal namacalnym szczęściem...
  • tt-tka 31.07.16, 13:19
    marutax napisał(a):


    > I z drugiej strony - rodzina jest wytresowana, by przytyki, kpiny i krytykę odc
    > zytywać w kategoriach "babcia tak wyraża swoje uczucia". Ale jakim cudem także
    > znajomi czy nawet przypadkowe osoby automatycznie czują w domu Borejków pokój,
    > miłość i zrozumienie? Przecież osoba z zewnątrz, słysząc niektóre teksty Mi
    > powinna uznać ją za wredną, oschłą babę, która czerpie radość z tego, że może k
    > omuś dokopać i traktuje wszystkich z wyższością.


    A kiedy tam byl ktos obcy, nowy ? W Noelce Elka, ale wtedy Milicja nie byla jeszcze taka wredna, raczej (wobec obcej) sympatyczna; Bernard ma skore nosorozca i nie zauwazy, nawet gdyby zostal potraktowany z buta, Aniela nie
    odbiera chyba Borejkow ani ich domu cieplo; Staszka Trolla widzi ich przez chwile i w przedwigilijnym nastroju; o Magdzie szkoda gadac... Innych znajomych ani przypadkowych jakos sobie nie przypominam...
  • marutax 31.07.16, 14:59
    tt-tka napisała:

    > Aniela nie odbiera chyba Borejkow ani ich domu cieplo

    Aniela w "Kalamburce": "Już chciała lecieć, gdy niespodziewanie ogarnął ją, jak ramionami, znajomy nastrój tej przytulnej kuchni.(...) Miło tu. Miło i swojsko. Jakby się wchodziło do własnego rodzinnego domu."
    Wrażenie wielu osób pojawia się, ponieważ autorka lubi uogólniać zachwyty nad Borejkami - wszyscy świetnie się czują w tym domu, wszyscy dobrze mówią o Gabie, każdy może liczyć na pomoc itd.

    Pomijając znajomych, ciekawe, jak Borejków odbierają rodziny zięciów i przyszłych synowych? Agnieszka się wpasowała, ale jej matka i siostra? Babcie Doroty? A z tych już zapoznanych - rodzina Adama? Mam niestety obawy, że podobnie jak rodzice Fryderyka postacie te zostaną ukazane jako "podległe" Borejkom - z jednej strony gorsze (mniej kulturalne, mniej szlachetne, mniej idealne), z drugiej pełne podziwu dla majestatu... Zwłaszcza, jeśli (jak zapowiadała Autorka) matka i siostra Agi będą "rehabilitowane". Ani chybi Borejkowskie ciepło oczyści ich dusze i każe żałować za grzechy.

    Swoją drogą, ciekawie byłoby przeczytać opis realistycznego spotkania jakiejś rodziny z Borejkami. Bez natychmiastowego zachwytu. Na równej stopie. Przy rozmowie o normalnych, życiowych tematach - praca, dzieci, wydarzenia w kraju i na świecie...

    Może dlatego Monika się zmyła? Bo nie dała się podporządkować? Albo - usłyszawszy jakiś tekst Mili - zapytała, czy przyjaciółka nie myśli o rozwodzie?




  • tt-tka 31.07.16, 15:25
    marutax napisał(a):


    > Aniela w "Kalamburce": "Już chciała lecieć, gdy niespodziewanie ogarnął ją, jak
    > ramionami, znajomy nastrój tej przytulnej kuchni.(...) Miło tu. Miło i swojsko
    > . Jakby się wchodziło do własnego rodzinnego domu."

    POpatrz, nie pamietalam... Moze stad to wrazenie, ze Aniela znala ten dom jeszcze z czasow KK i IS :-)

    > Wrażenie wielu osób pojawia się, ponieważ autorka lubi uogólniać zachwyty nad B
    > orejkami - wszyscy świetnie się czują w tym domu, wszyscy dobrze mówią o Gabie,
    > każdy może liczyć na pomoc itd.

    Fakt, lubi. A ja jednak chcialabym dowiedziec sie, co to za wszyscy i kim jest kazdy

    >
    > Pomijając znajomych, ciekawe, jak Borejków odbierają rodziny zięciów i przyszły
    > ch synowych?


    Zieciowie podlegaja unifikacji, a ich rodziny przepadaja w czarnej dziurze, to akurat wiemy

    Agnieszka się wpasowała, ale jej matka i siostra? Babcie Doroty? A
    > z tych już zapoznanych - rodzina Adama? Mam niestety obawy, że podobnie jak ro
    > dzice Fryderyka postacie te zostaną ukazane jako "podległe" Borejkom - z jednej
    > strony gorsze (mniej kulturalne, mniej szlachetne, mniej idealne), z drugiej p
    > ełne podziwu dla majestatu... Zwłaszcza, jeśli (jak zapowiadała Autorka) matka
    > i siostra Agi będą "rehabilitowane". Ani chybi Borejkowskie ciepło oczyści ich
    > dusze i każe żałować za grzechy.
    >

    Raczej znikna jak wszyscy ...niewykluczone, ze zmiazdzone borejkowska wyzszoscia. Moralna i kazda inna.


    > Swoją drogą, ciekawie byłoby przeczytać opis realistycznego spotkania jakiejś r
    > odziny z Borejkami. Bez natychmiastowego zachwytu. Na równej stopie. Przy rozmo
    > wie o normalnych, życiowych tematach - praca, dzieci, wydarzenia w kraju i na ś
    > wiecie...


    Zapomnij. Tego sie na pewno nie doczekamy.


    > Może dlatego Monika się zmyła? Bo nie dała się podporządkować? Albo - usłyszaws
    > zy jakiś tekst Mili - zapytała, czy przyjaciółka nie myśli o rozwodzie?

    Podejrzewam na wlasny uzytek, ze Monika stracila chec do kontaktow z borejklanem po tym, jak Milicja sztywno podziekowala jej za ratowanie Ignaca. Ktorego zlamanej reki kochajaca zona i nikt z rodziny nie zauwazyl przez kilka godzin. Moze jeszcze jakis popis Idy, Jozwy albo Lusi i Monika uznala, ze od rodziny synowej lepiej trzymac sie z daleka


  • vi_san 31.07.16, 18:24
    Jak to co za wszyscy? Te bezpańskie psy i koty co to je Gaba non - stop ratuje z ulicy! Moim zdaniem jeden z najgłupszych tekstów jakie się Autoressie udało wyprodukować. I już tłumaczę dlaczego. Jestem psiarą. Od lat wielu. W domu rodziców zawsze jakieś cztery łapy się plątały, w domu teściów też, to i nasz dom nie mógłby funkcjonować bez osobistego futrzaka. I powiem tyle: w domu w którym zwierzę JEST, choćby czasowo, nie da się go ominąć zupełnie. Nie da się, po prostu. Już nie chodzi mi o to, że właściciel, który pupila kocha zawsze ma go gdzieś w głowie i prędzej czy później wyrwie mu się info na temat w rodzaju w trakcie rozmowy z ukochanymi [ofkors] studentami: "O rany! Już tak późno?! Muszę lecieć, bo Luna czeka! Grzesiek ją pewnie zabrał na szybki spacerek, ale na dłużej to ja z nią biegam!", albo wchodząc do domu "Niech to szlag! W naszym zoologu nie mieli Acany ani Puriny, musiałam lecieć do weta, żeby kupić...", albo sprzeczka Pyzy z Tygryskiem "Dziś twoja kolej na spacer z Bobusiem - A nie, bo ja byłam wczoraj! - Ale ja za ciebie zmywałam!" itd. No, obecności psa, który w domu mieszka się nie uniknie! Pomijając już takie detale, że pies ZAWSZE układa się na środku przejścia, żeby państwo efektowną ekwilibrystykę uprawiali przechodząc nad nim [zwykle, dla jeszcze większej radości państwa wstaje w trakcie tegoż, tym chętniej im większe prawdopodobieństwo, że akurat państwo mają w rękach porcelanę stołową bądź kubek gorącej herbaty] - im większy pies tym większa gwarancja! Że pies zwykle chętnie bierze udział w wydarzeniach domowych [najczęściej właśnie włażąc pod nogi w chwilach zamieszania, albo "dając głos"]... I już bym wolała, żeby MM trzymała się jak pijany płota swojej wersji, że psów nie zna, nigdy nie miała i nie będzie o nich pisać. I gdyby zamiast tych kompletnie idiotycznych bezdomnych zwierząt przygarnianych przez Gabunię napisała np. scenę w której Ignaś jęczy o pieska, a ona tłumaczy, że nie można bo Babi ma astmę, która się nasila w kontakcie z sierścią, albo że on sam ma przecież alergię, "pamiętasz, synku, dwa lata temu robiliśmy testy", i... Pominę już detal, że posiadanie psa przez bohaterów nie musi być od razu jednoznaczne z "pisaniem o psach".
    Rodziny "wżenionych" znikają samoistnie. Bywa, że wspomina się o nich jak przez mgłę, że miało się kiedyś ojca czy tam stryja, ale cóż to takiego, dramatem będzie prawdziwym, jak teść kichnie...
    Monikę rozumiem. Też bym wybyła i nie chciała kontaktów. Jedynie współczułabym synowi, którego synowa non - stop utrzymuje w narkotycznym śnie...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • tt-tka 31.07.16, 18:42
    Czy to nie Pi.asia wysnula kiedys fascynujaca teze, ze Gaba na tle rozstania z Pyziakiem, oczywiscie przez sie zawinionego, popadla w lekki obled, co objawialo sie wmawianiem wszystkim, ze przygarnia ona bezdomne psy i koty ? Oczywiscie calkowicie urojone :-)
    Ale ze i MM sie udzielilo...
  • pi.asia 31.07.16, 20:52
    tt-tka napisała
    >Czy to nie Pi.asia wysnula kiedys fascynujaca teze, ze Gaba na tle rozstania z Pyziakiem, >oczywiscie przez sie zawinionego, popadla w lekki obled, co objawialo sie wmawianiem >wszystkim, ze przygarnia ona bezdomne psy i koty ? Oczywiscie calkowicie urojone smile
    >Ale ze i MM sie udzielilo...

    Oj tak, jam to uczyniła, dawno temu.
    "Otóż uważam, że Gabriela była targana wyrzutami sumienia tak dotkliwymi, że popadła w lekki obłęd. Obłęd ten polegał na wmawianiu otoczeniu, że gromadzi wokół siebie bezpańskie psy i koty. Oczywiście i psy, i koty były całkowicie urojone."

    Przypomnijcie, jeśli któraś ma książkę pod ręką - te psy i koty były zabłąkane, bezdomne czy bezpańskie? Bo ja nie pamiętam nawet, w której to książce jest napisane.
  • tt-tka 31.07.16, 20:57
    W Noelce. Kolezanka powyzej twierdzi, ze zablakane. Mnie sie wydawalo, ze bezpanskie, ale sprawdzic nie mam jak.
  • marutax 31.07.16, 21:00
    Cytat z "Noelki": "A Gabrysia tymczasem potrzebowała wciąż jeszcze kogoś do pokochania. Gromadziła wokół siebie rodzinę, przyjaciół, nawet obcych, nawet psy i koty zabłąkane na ulicy."
  • pi.asia 31.07.16, 21:12
    marutax napisał(a):

    > Cytat z "Noelki": "A Gabrysia tymczasem potrzebowała wciąż jeszcze kogoś do pok
    > ochania. Gromadziła wokół siebie rodzinę, przyjaciół, nawet obcych, nawet psy i
    > koty zabłąkane na ulicy."

    Aha. A potem zapewne przychodzili właściciele zwierzaków bądź rodzina tych obcych i odbierali swoją własność. Tak jak Cyganie swoje dziatki :) Jeszcze z awanturą :)
  • tt-tka 31.07.16, 21:16
    pi.asia napisała:

    > marutax napisał(a):
    >
    > > Cytat z "Noelki": "A Gabrysia tymczasem potrzebowała wciąż jeszcze kogoś
    > do pok
    > > ochania. Gromadziła wokół siebie rodzinę, przyjaciół, nawet obcych, nawet
    > psy i
    > > koty zabłąkane na ulicy."

    >
    > Aha. A potem zapewne przychodzili właściciele zwierzaków bądź rodzina tych obcy
    > ch i odbierali swoją własność. Tak jak Cyganie swoje dziatki :) Jeszcze z awant
    > urą :)


    Odbierali, o ile zdazyli w pore...naprawde nie chce dociekac, co tam sie tak slicznie rumienilo w piekarniku i czemu jak dziewcze
  • marutax 31.07.16, 21:20
    Tak właśnie sugerowałam wcześniej/niżej ;-) Układ typu "drzewko" bywa bardzo denerwujący...
  • pi.asia 31.07.16, 18:44
    >A z ciekawości - czy ktokolwiek umie przytoczyć JEDNĄ scenę z Borejczady, w której ten paskudny potwór nie byłby kpiący, złośliwy, wredny, ironiczny,

    Znalazłam w Języku Trolli.
    - Jesteś smutny, czy tylko mi się wydaje? - spytała znienacka, uważnie patrząc na niego znad okularów. (...) Babi objęła go łagodnie i przytuliła. (...) - Myślę, że jesteś zakochany - powiedziała ciepło. - Ja? - obraził się Józef Pałys.

    Czyli jednak potrafi. Szkoda, że tak rzadko.
  • vi_san 31.07.16, 18:48
    O! I to właśnie jest taka Mila, jaka być powinna. Uważna, ale łagodna i ciepła. Nie roztkliwiająca się i smarkająca, ale... Faktycznie, szkoda, że tak rzadko... :(

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • tt-tka 31.07.16, 19:02
    pi.asia napisała:

    > >A z ciekawości - czy ktokolwiek umie przytoczyć JEDNĄ scenę z Borejczady,
    > w której ten paskudny potwór nie byłby kpiący, złośliwy, wredny, ironiczny,
    >
    > Znalazłam w Języku Trolli.
    > - Jesteś smutny, czy tylko mi się wydaje? - spytała znienacka, uważnie patrz
    > ąc na niego znad okularów. (...) Babi objęła go łagodnie i przytuliła. (...) -
    > Myślę, że jesteś zakochany - powiedziała ciepło. - Ja? - obraził się Józef Pały
    > s.

    >
    > Czyli jednak potrafi. Szkoda, że tak rzadko.


    I szkoda, ze tylko wobec faworytow. Mowa o Jozinku, jej ulubionym wnuku, dziewiecioletnim wowczas. Bo np sporo mlodszej Ani z jezykiem uwiezionym w kieliszku (szklanym kieliszku podanym przez madra babcie) ma do powiedzenia tylko "cos ty nam narobila". Nam, psiakrew. To twoja wina, smarkata, ze teraz mamy klopot. W tym samym tomie to sie dzieje. Uch.
  • marutax 31.07.16, 19:02
    Jedno sprostowanie - Gaba przygarniała zbłąkane psy i koty, nie bezpańskie. To różnica - wzięcie bezpańskiego psa oznacza obowiązek i rzeczywiście nie wierzę w taką opcję. Bezpańskie zwierzę można albo odwieźć do schroniska, albo zabrać do domu z zamiarem znalezienia nowego właściciela. Tyle ze wtedy zawsze jest możliwość, że właściciela się nie znajdzie, za to dzieci przywiążą się do zwierzaka. Lub przywiążą się już podczas szukania. A pies przywiąże się do domu. Wtedy oddawanie go to trauma dla wszystkich.
    Natomiast zbłąkane psy i koty są na chwilę, do czasu, aż znajdzie się właściciel. Prawdę mówiąc, to sytuacja analogiczna do tej z małymi Rumunkami - chodzi bez opieki, można zabrać. W czasach akcji "Noelki" wypuszczanie psów, by same pobiegały, było chyba jeszcze dość powszechne... Już widzę tych wpienionych właścicieli, którzy przylatują do Borejków po "uratowane" czworonogi. I jakąś babcię, która spuszczając kundelka ze smyczy mówi "tylko nie uciekaj, bo cię Borejko złapie"...
  • srebrny_lisek 31.07.16, 23:09
    Może Gabochłon dawał zwierzakom tak zwany dom tymczasowy. My naszego piesia też mieliśmy przechować, ale został z nami i od pół roku, co nie wychodzę z nim na spacer zbiegają się wszystkie dzieciaki z podwórka. ;) Zwierzaka trudno pominąć, bo zajmuje duży skrawek życia, a kompetentnie uratowane przybłędy to już w ogóle robią sajgon porównywalny do uprowadzenia małych Rumunek, o ile nie większy. Generalnie pominięcie zwierzęcia, które niby gdzieś tam istniało w życiu Borejków, wypada trochę nienaturalnie i zwierzoluby to czują.
  • vi_san 31.07.16, 23:59
    Nawet zwierza na "tymczasie" nie da się pominąć! Zwłaszcza wręcz! Byliśmy "tymczasem" dla kilku nieszczęść - no, nie da się! Bo zwierzę to nie tylko obserwowanie i troska codzienna [opiekun tymczasowy MUSI jak najlepiej i jak najpełniej poznać "spectrum" zachowań podopiecznego, by w miarę sensownie dobrać mu dom stały!], ale po prostu zwierzę w domu - a więc zakupy karmy, spacery, zabawy z psem, uczenie go wszystkiego... Nie wierzę, żeby ktokolwiek powierzył cokolwiek Gabuchnie, mającej zerowe doświadczenie - zwłaszcza, że na "tymczasy" zwykle trafiają albo szczenięta [które trzeba nauczyć podstaw czystości i temu podobne - NIE DA się pominąć zasiusianej podłogi, poszarpanej szczenięcymi ząbkami pończochy czy pogryzionego buta ani temu podobnych] albo też psy z różnych przyczyn nie nadające się do nawet czasowego mieszkania w schronisku [np. z powodu nadpobudliwości]. Osoby prowadzące "tymczasy" - to zwykle ludzie, którzy niejednego psa mieli i nie raz radzili sobie w sytuacjach krytycznych.
    Jeśli Gaba ratowała "zabłąkane" psy i koty - to niech Bóg ma je w swojej opiece! Bo ja i owszem - dwa razy w życiu ratowałam ZABŁĄKANE zwierzęta - raz: byłam świadkiem jak młody dość bokser na przystanku tramwajowym wyrwał właścicielowi smycz i Bóg wie czemu wskoczył do wagonu właśnie odjeżdżającego tramwaju - ja jechałam w tymże wozie; pies był w kagańcu, więc złapałam za obrożę i wysiadłam dwa przystanki dalej, przeczekałam kilka tramwajów, ale właściciel nie dojechał, więc zadzwoniłam do schroniska, przysłali wóz i go zabrali - dzwoniłam następnego dnia, okazało się, że nim samochód przyjechał właściciel już zgłaszał i od razu po psa podjechał, a drugi raz: po sylwestrowej nocy po okolicy błąkał się "prawie jamnik" - poczęstowałam saszetką karmy, złapałam za obróżkę i tak jak poprzednio wezwałam schronisko - pracownik powiedział, że już o niego pytano, spłoszył go huk petard i biedak uciekł i się zgubił. Ale "zabłąkanych" zwierząt spotkałam dwa. Przez ostatnie dwadzieścia lat. To co zbiera Gaba? I co z nimi robi, jak już zbierze? Poza tym nie wierzę w funkcjonowanie jakiegokolwiek zwierzaka w tym domu! I nie, nie dlatego, że zwierzęciu byłoby źle, ale dlatego, że tak kompletnie i zupełnie nie ma śladu tegoż zwierzęcia!
    Dlatego, skoro już MM nie zna zwierząt, nie lubi i nie chce o nich pisać - nie powinna wklejać takiego debilizmu o przygarnianiu zabłąkanych zwierzątek, a co najwyżej umieścić scenę, w której Gaba tłumaczy Ignasiowi czemu nie mogą mieć pieska/kotka - bo Babi ma astmę, on sam ma alergię, bo to, tamto, siamto...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • tt-tka 01.08.16, 00:36
    Dziewczyny, spokojnie. Nasza gabunia_dobre_serduszko potrzebowala kogos do okazania milosci - pewnie zgarnela, poglaskala, nakarmila, moze nawet wykapala, a potem niech znika, skad przybyl. Jak Rumunki. Przeciez ona sobie chciala zrobic dobrze, nie zwierzakowi.
  • vi_san 01.08.16, 01:42
    Tt-tko - my nie mamy złudzeń. W Borejdomu nie ma i nie było żadnego, absolutnie ŻADNEGO czworonoga, co najmniej od kiedy Borejklan tam zamieszkał. Nie i koniec. Tylko, na Odyna, nie mam pojęcia PO CO MM napisała to kretyńskie kompletnie zdanie o pieskach i kotkach! Tym bardziej, że można to było serio - serio załatwić logiczniej i sensowniej.
    Kwitując kwestię zwierząt chorobą w rodzinie [astmą, alergią]. Wysyłając Gabona np. do pracy jako wolontariuszka w schronie. Ewentualnie "zahodowując" w Borejdomu np. rybki egzotyczne czy askolotla meksykańskiego - wilk syty a owca cała: zwierzątko w domu jest, a czasu ani niczego nie zabiera. :D
    Problem w tym, że MM sprawdzając pojedyncze uderzenia pioruna i temu podobne głupoty - równocześnie kompletnie olewa "risercz" w kwestiach życiowości swoich pomysłów. Ja jakaś dziwna jestem, ale uważam, że DOBRY redaktor by tego zdania nie przepuścił - albo kazałby je przeformułować, tak by rzeczone pieski i kotki trafiły do schroniska a Gaba im pomagała albo pracując tam, albo np. opłacając karmę i utrzymanie, albo też DOBRY redaktor kazałby dołożyć na zasadzie jedno zdanie na książkę o pupilach w domu. Ot, na zasadzie w mailu Gaby do Idy we WdO akapit "Ida, ty pawianie! Nawiałaś i się byczysz, a obiecywałaś mi, że w weekend zajmiesz się Fizią i ja będę mogła sobie pojechać do Pulpy! Ale nie denerwuj się! Umówiłam się z Józefinką - to jak wiesz córka mojego kolegi Pawła Nowackiego, mała przeszczęśliwa, bo jej rodzice na psa się zgodzić nie chcą, to chociaż tak może okazać swoją miłość do zwierzaków..." itp.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • tt-tka 01.08.16, 07:36
    vi_san napisała:

    > Tt-tko - my nie mamy złudzeń. W Borejdomu nie ma i nie było żadnego, absolutnie
    > ŻADNEGO czworonoga, co najmniej od kiedy Borejklan tam zamieszkał. Nie i konie
    > c. Tylko, na Odyna, nie mam pojęcia PO CO MM napisała to kretyńskie kompletnie
    > zdanie o pieskach i kotkach!

    Alez po to, by nam pokazac ogrom serca Gabuni... tatus, mamusia, siostry i corki to za malo, ona koniecznie musi jeszcze bardziej i wiecej. I jeszcze troche. I jeszcze.

    tym bardziej, że można to było serio - serio załat
    > wić logiczniej i sensowniej.

    Logiczniej i sensowniej ? MM ? U niej przy Borejkach konczy sie sens i logika.
  • vi_san 01.08.16, 08:15
    A właśnie tym jednym, idiotycznym zdaniem pokazała nie ogrom serca Gabuni a ogrom jej skretynienia... :D
    No, ja jakaś głupia jestem... Ciągle liczę, że MM się weźmie w garść, otrząśnie, pochowa Borejklan na uroczym cmentarzu pamięci własnej i wróci do tego, co jej wychodziło wspaniale - czyli pisania każdej książki o innej bohaterce, mającej jakieś tam luźne bardzo powiązania z pozostałymi, ale mającej SWOJE sprawy, SWOJE życie i nijak nie powiązanej z familią...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • pi.asia 01.08.16, 10:30
    MM wrzuciła to zdanie o psach i kotach przygarnianych przez Gabrysię dokładnie na tej samej zasadzie, co zdanie o hodowli koni prowadzonej przez Florków. Tu trzeba pokazać ogrom miłości, tam - obrotność i pracowitość. A że jest to kompletnie od czapy, to już nieistotne.

    A tak pięknie w IS opisywała Lucypera! Wręcz widziało się tego pieska!
    Potem znienawidziła zwierzęta - patrz wścibska psina Maciołków i wstrętny mały pies wypadający na fali ohydnego smrodu z mieszkania w bloku na Norwida. A kotów to już w ogóle w Poznaniu nie ma. Jedyny kot to Feluś babci Jedwabińskiej, ale on jest z Pobiedzisk.

    Tt-tka - za to, co rumieniło się w piekarniku, jak młode dziewczę masz u mnie palto! Palto Doroty! ;)

  • vi_san 01.08.16, 10:50
    I temu się właśnie czepiam redakcji, która powinna podłogę zamiatać i kawę parzyć, a nie pilnować redakcji książek, bo zna się na tym jak ja na fizyce kwantowej. Bo redaktor powinien wyłapać taki idiotyzm i ALBO wywalić zdanie, ALBO kazać je przeredagować, Albo też usiąść na tyłku, poszukać informacji, zrobić konkretny "risercz" [nie, sprawdzanie pogody to NIE JEST risercz!!!], upewnić się jak dana rzecz wygląda w praktyce i wówczas dopilnować, żeby dany aspekt miał jakieś osadzenie w akcji. W tym przypadku: albo wywalić info o kotkach i pieskach, albo przeredagować scenę, że Gaba od lat marzy o yorku, ale niestety Babi ma astmę a Ignaś alergię i nic z tego więc miłości do zwierząt dawała upust pracując jako wolontariusz w schronisku, albo też powtykać choć jedno zdanie na książkę, że np. ktoś idzie pobiegać po parku i zabiera ze sobą Fruzię, że trzeba z Azorkiem do weta, że przy zakupach zapomniała kupić żwirek do kuwety dla Pusi, albo że Mruczuś znowu w zabawie wepchnął pod szafę skarpetki Ignasia...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • tt-tka 01.08.16, 11:02
    pi.asia napisała:

    > Tt-tka - za to, co rumieniło się w piekarniku, jak młode dziewczę masz u mnie p
    > alto! Palto Doroty! ;)


    Och ! *rumieni sie uroczo jak to, co w piekarniku* - dzieki, ale niestety nie moge przyjac, tekst nie moj - padl juz na forum, ale nie przypomne sobie teraz, kto to napisal(a)
  • tt-tka 02.08.16, 12:07
    vi_san napisała:

    > Wiesz, w ten sposób patrząc to słowo "Spier..." można odczytać jako "Kocham cię
    > tylko nie wiem jak ci to powiedzieć"... :P

    przepraszam, nie moge sie powstrzymac - kto to jest dyplomata ? To osoba, ktora potrafi powiedziec "spier..." w taki sposob, ze poczujesz przyjemne podniecenie w zwiazku z oczekujaca cie podroza.
    Ale to oczywiscie do Milicji ma sie nijak.
  • fornitta69 31.07.16, 19:28
    Ja nie mogę wybaczyć MM co zrobila z mama Borejko. Pamiętam jak w "Opium w rosole" potrafila zajac sie Genowefa/Aurelia i jak pięknie i cieplo potraktowala Ewę Jedwabinska. Pani Lewandowska byla wobec Ewy szorstka i to się nie sprawdzilo,to samo Dmuchawiec. A pani Borejko naruszyla skorupę Ewy taka najprostsza dobrocią,bezpośredniością,serdecznością. Bez debilnej i wcale nie dowcipnej "ironii" ktora jej sie potem na mozg rzucila i w której sie plawila :/ Potem Mila jest juz karykaturalna. Ale i tak nie tak jak Ignac ;) Z niego Autorka zrobila juz takie indywiduum,ze momentami naprawde byl zabawny ;)
  • turzyca 02.08.16, 11:45
    A w sumie wystarczyloby jedno zdanie wiecej

    "- Będę cię kochał, dopóki żyję - szepnął Ignacy (...)
    - Cóż, jeszcze żyjesz. I to nieźle - kpiąco mruknęła żona." i czule poglaskala po policzku.

    " - Chciałem tylko powiedzieć, Milu, że naszej miłości starczy na całą wieczność.
    - Znów jakby kicz. W sam raz na Dzień Zakochanych." I jakby chcac utrzymac sie w konwencji zaczela go calowac, az w koncu zatopili sie w pocalunkach jak para podlotkow, ktora nie widziala sie od trzech tygodni.
    Plus ewentualnie ktos, kto to widzi i zastanawia sie, jaka to musi byc milosc, zeby po tylu latach malzenstwa sie tak calowac.

    "- Kocham cię, Milu.
    - No, kto by się spodziewał, doprawdy." Ale zdradze Ci inna tajemnice poliszynela, ja Ciebie tez.

    "- Nie przypuszczałem, że kocham cię aż tak.
    - Aż jak? - spytała kpiąco" Wtulajac sie w niego wycwiczonym przez dziesieciolecia malzenstwa ruchem.


    Owszem zbywam czasami z lekka kpiaco wyznania milosci mojego chlopa. Ale po pierwsze nigdy te wazne - gdy nagle sobie uswiadamia jakie to niesamowite szczescie go spotkalo w mojej osobie i prawie mu sie glos lamie, przytloczonym rozmiarem tej swiadomosci - tylko raczej te codzienne, rzucane w przelocie. A po drugie wlasnie staram sie te kpine rownowazyc albo odpowiednim tonem glosu albo wlasnie czulym gestem, dotykiem, pocalunkiem.
    Ale do tego trzeba dorzucic, ze my zasadniczo jestesmy samozdystansowani, wiec robienie sobie zartow z powaznych spraw jest u nas na porzadku dziennym. Tego u Borejkow chyba nie widze.

    --
    Dzenderowy potfur A.D. 1904
  • tt-tka 02.08.16, 12:02
    Otoz to, Turzyca slusznie prawi, polac jej ! Niechby i byl ten kpiacy ton, ale wlasnie z czulym gestem w pakiecie.
    Takie reakcje jak Milicji znam, widywalam. Tyle ze w wykonaniu dziewczyn/kobiet, ktore sa tak niepewne siebie, ze wola okazac lekcewazenie, zlac wyznanie, zeby bron boru chlop sie nie zorientowal, ze im zalezy, bo na pewno wykorzysta to przeciwko niej. I jesli Milicja tak reaguje po kilku dziesiecioleciach malzenstwa, no to tego...
  • marutax 02.08.16, 18:57
    Owszem, słowo czy gest mogą dużo zmienić, ale chyba muszę zabawić się w adwokata diabła. Tak naprawdę we wszystkich wymienionych przykładach coś takiego było. Jeśli popatrzymy na sceny, z których pochodzą fragmenty "wyznanie+kpina", to okaże się, ze nie jest tak źle.

    Fragment 1+2 (to jedna, dłuższa rozmowa):
    "- Będę cię kochał, dopóki żyję - szepnął Ignacy, biorąc jej rękę w swoje chłodne dłonie i ściskając ją mocno.
    - Cóż, jeszcze żyjesz. I to nieźle - kpiąco mruknęła żona. - Może więc nie ma na razie powodu do tych bezustannych jeremiad...
    - Bezustannych jeremiad?!...
    - Tak, i rzewnych pożegnań. Jesteś okropnie melodramatyczny, Ignacy. To mi się kłóci z deklarowanym przez ciebie od lat upodobaniem do stoicyzmu.
    - Tak powiadasz? - zastanowił się mąż.
    - O, tak. Za młodu nie byłeś taki skłonny do kiczu. I do użalania się nad sobą. Weź się w garść, bo cię przestanę kochać.
    - Nie wierzę. Aha, a potem... też się będziemy kochali, Milu - rzekł rozweselony nagle Ignacy Borejko. - (...) Chciałem tylko powiedzieć, Milu, że naszej miłości starczy na całą wieczność.
    - Znów jakby kicz. W sam raz na Dzień Zakochanych.
    - Nie dałem ci żadnej walentynki - zachichotał Ignacy.
    - No, widzisz, jaki ty jesteś. Przejmujesz szmirowate gusta, ale walentynki nie dasz. (...)"
    - czyli Ignacy w wieku lat 63 zaczyna deliberować o śmierci, Mila go wykpiwa - w miarę zrozumiałe, zważywszy, że są w tym samym wieku - ale też potwierdza, że kocha męża.

    Fragment 3: "- Ignacy, przestań być taki tragiczny, a raczej mnie pocałuj na zgodę.
    Laura zamarła w cieniu, bo oto ujrzała na własne oczy, jak jej dziadkowie wymieniają długi pocałunek.
    - Kocham cię, Milu.
    - No, kto by się spodziewał, doprawdy.
    (...) Dziadkowie znów się pocałowali."
    - mamy pocałunki i uzasadnienie, dlaczego Mila jest ironiczna - właśnie robiła Ignacemu awanturę, że nie powiedział jej o złamanym ramieniu. Na przepraszające "kocham cię" odpowiada w taki sposób, bo według niej postępowanie Ignacego nie było zachowaniem kochającego męża. On mówi, ze kocha, ona - że jego zachowanie na to nie wskazywało.

    Fragment 4 "- Patrz mi w oczy. Czy się mylę, przypuszczając, że miałeś
    właśnie paroksyzm zazdrości?
    - Nie mylisz się - przyznał Ignacy, nolens volens *. - Bardzo cierpiałem, Milu. Nie przypuszczałem, że kocham cię aż tak.
    - Aż jak? - spytała kpiąco.
    Ignacy, zamiast odpowiedzi, zamknął jej usta pocałunkiem."
    - tę kpinę sprowadza na siebie Ignacy, szalejąc z zazdrości z powodu Zbysława, podczas gdy Mila czyta w wannie. No i scena kończy się pocałunkiem.

    Podsumowując - nie jest tak koszmarnie. Kontekst sporo zmienia i Mila nie wychodzi na kompletną jędzę.
  • turzyca 03.08.16, 14:10
    O, dzieki, opieralam sie tylko na podanych cytatach. A tu i pocalunki sa i czulosc i w ogole, w kontekscie jest znacznie lepiej.

    --
    Dzenderowy potfur A.D. 1904

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka