Dodaj do ulubionych

O dziewczętach dla dziewcząt :)

09.09.16, 09:18
Dobra, tytuł wątku to taki żart trochę

Agnieszka

- To oczywiste, mężczyźni popełniają zbrodnię z bronią, kobiety boją się huku –Józef nie stoi, ale i tak jego zwalista postać dominuje w pełnym ludzi pokoju. Brudnozielone ściany powodują, że Agnieszka czuje się tu jak na dnie morza. - Kobiety trują..!
- Ależ Józefie, na przykład papieże…
- Papieże to nie mężczyźni! - drobna Łusia aż się wzdraga i nie podejmuje polemiki. - Więc mówię wam, że tylko mężczyzna, prawdziwy mężczyzna, wie jak obsłużyć broń i nie będzie obawiał się jej użyć.
Agnieszce ściska się serce, gdy patrzy, jak jej mądry Ignaś chłonie każde słowo tego… pitekantropa. Pochylony do przodu, z okularami lekko zjeżdżającymi z nosa, taki męski i delikatny, a zapatrzony w prymitywnego kuzyna.
- Taaa, jasne – Anka, najfajniesza z kuzynek Ignasia – Murzyni kradną i nie mieszkają w Białym Domu, a rudzi nie mają duszy.
- Och! Jak możesz! Przecież my jesteśmy rudzi!
- Dziękujemy ci, kapitanko oczywista – rzuca Nora w stronę oburzonej (aż się zaczerwieniła! Paskudnie to wygląda z jej włosami) Łusi. I dodaje wyjaśniająco - To przecież tylko przykłady głupich stereotypów
- To nie są żadne stereotypy! - rumieniec się pogłębia. - Stereotypy to „Szkoci są skąpi, a Irlandczycy rudzi”, przecież się uczyłam!
- Rrrrany, ty faktycznie masz autyzm. - mruczy Nora, a Agnieszce wygląda na to, że w rodzinie Florków jest to pomysł dość dawno dyskutowany
- Hej! - Józef zrywa się na równe nogi. Stoi na środku, olbrzymie łapy zaciska w pięści – Natychmiast przeproś moją siostrę!
- Józinku… - Dorotka ledwo otwiera usta. Co się stało z tą wygadaną dziewuchą?
- Bo co..? Uderzysz ją też? - teraz zrywa się Anka. Aga przestaje słuchać, mruży oczy i patrzy. Musi to namalować. Wielki, rudy małpiszon, dowódca stada, łapy wzdłuż ciała, ale gotowe do bicia i naprzeciwko drobna postać (mogłaby trochę schudnąć - widzi wykrzywioną niechęcią twarz matki), głowa podniesiona, ale nie zadarta, w oku błysk. A za nią skulona, potrzebująca ochrony… No nie, tak będzie zbyt melodramatycznie, lepiej namalować tak jak jest. Mały, zadowolony chochlik, silny pewnością, że ma obronę. Taaaak. Tylko powinien być ciut wyżej, żeby zachować proporcje… może będzie siedzieć nad drzewie..? To zielone tło, las..? A może jednak wodna grota..?
Agnieszka pochłonięta jest swoim obrazem (ciekawe, kiedy w końcu Ignaś pozna, że rysuje jego rodzinę?), a tymczasem kłótnia chyba się wypala i wraca podstawowy temat.
- Więc mówię wam, Adama na pewno zastrzelił jakiś facet, to nie mogła być Laura!
- Policja… - o, to stąd się wzięła ta skulona postać. Dorota. Co jej właściwie jest?
- Policja to debile – oznajmia autorytarnie Józef

--
Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
Edytor zaawansowany
  • zla.m 09.09.16, 09:19
    Laura

    Laura siedzi sama i próbuje się wyciszyć. Adam jej często tak mówi… mówił. „Wycisz się”. „Nie da się żyć z takimi emocjami”. Ale ona żyje. A on? Nie... Nie ma go. No, powiedz to sobie. Zastrzelili go. Umarł. Nie żyje. Dobra. Teraz płacz. Oczyści. Czy coś tam. Ale Laura nie płacze, nic. Ani siąknięcia nosem. Zamiast tego słucha domowych odgłosów. Szemranie dziadka. Jak potok. Uspokaja, zapewnia, że świat się toczy jak zwykle. Ale nic nie znaczy. Tak naprawdę to chyba nikt dziadka nie słucha. Nawet babcia. Ona tylko wyłapuje te parę cytatów i rzuca autora. Parę, bo więcej nie umiała się nauczyć! - chichocze złośliwy Tygrys. A dziadek szczęśliwy. Ciekawe, czy by zauważył, gdyby podała złe nazwisko… Oho, teraz padło „Ignacy, proszę cię, przestań!” Laura nie słyszy słów ale rozpoznaje tę krótką, szczekliwą kadencję. Cichutko pochodzi pod drzwi i uchyla je. Co jeszcze usłyszy? Niski, głos. Nie buczenie trzmiela, ale prawie. Policjant. Podinspektor? Chyba. Seksowny – dodaje Tygrys, a Laurze robi się za niego wstyd. Tak myśleć tuż po tym, jak bandyci (bo to musieli być bandyci, bo kto?) zabili jej męża. Teraz jazgot babci i uprzejme, ale jednoznaczne „To my zadajemy pytania”. Ten głos. Władczy, stanowczy. Silny, choć nie podniesiony ani o ton. Laura ma dreszcze, myśli o rękach chyba-podinspektora. Wstyd, wstyd. Ucisz się, Tygrysie, to nie czas. Jeszcze. Ale Tygrysa nie jest łatwo poskromić. „Na, na, na, Adama nie ma, jestem wolna..!”
    W głębi mieszkania słychać płacz dziecka. „Taaa, kurwa, wolna” mruczy Laura do Tygrysa i idzie utulić synka. Sprężyście.


    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • zla.m 09.09.16, 09:20
    Mila

    - To my zadajemy pytania.
    Bezczelny! Policjant jakiś-tam nie należy do rodziny, więc Mila z ulgą pozwala złości płonąć.
    - Czy wie pani o jakichś podejrzanych kontaktach swojego zięcia?
    - Proszę pana! To jest... był szanowany człowiek. Nauczyciel! Polskiego! Rozumie pan? Języka polskiego! Jakie on mógł mieć podejrzane kontakty?
    - Nie samym polskim żyje człowiek – rzuca ten prymityw i dodaje – A może w szkole coś złego się działo? Jakieś kłopoty z uczniami? Uczennicami? - pyta, a Mila aż się zachłystuje z oburzenia.
    - A pan? - śledczy spogląda teraz na jej męża.
    - Drogi panie – Ignacy jest sztywny i niechętny, ale też przestraszony. Od czasu więzienia boi się służb. - Jak już moja szanowna małżonka wskazała, Adam Fidelis to był, że pozwolę sobie na ten żarcik, prawdziwy semper fidelis i jak najbardziej powszechnie uwielbiany człowiek, mąż i od niedawna wszak, ale jednak pater fimiliae!
    Mila wątpi czy ten prymitywny glina rozumie cokolwiek. Inna sprawa, że Ignacy bełkocze wyjątkowo, nawet jak na siebie. A potem zachwyca się zwrotem „prymitywny glina” i postanawia użyć go w swojej sztuce. Na pewno zaskoczy świeżością. Opiszę cię, ty..!
    - Rozumiem – odpowiada jednak policjant. - A czy z małżeństwo denata z państwa córką było udane? - Mila patrzy na niego jak na idiotę, którym jest. Co ma do tego małżeństwo Gaby? Za to Ignacy chichoczę i mówi z nagłą sympatią
    - Laura to nasza wnuczka, nie córka.
    Mila jest wściekła! Jak to, ona nie zrozumiała, a ten stały pierdoła się połapał..? Ech, po prostu w głębi duszy to taki sam prostak, wszyscy mężczyźni są przecież tacy.
    - Ach..! To w takim razie jak mogę skontaktować się z jej matką? Jak ona się nazywa?
    - Gabriela Borejko. Nie, Pyziak. To znaczy Stryba. - Ignacy robi z siebie popisowego durnia, konstatuje jego żona z satysfakcją.
    - Nie rozumiem, to jak? - no pewnie, że nie rozumiesz, baranie! To zbyt skomplikowane dla ciebie.
    - Och, Stryba, Stryba – mityguje się Ignacy. Po prostu Gabrysia niedawno wyszła za maż!
    - Ładne mi niedawno! Ponad 20 lat temu – Mila pozwala wymknąć się tym słowom, ale zaraz pancerz powraca. - Ech, Ignasiu, jakiż z ciebie poeta. - komplement jest bez sensu, ale oczywiście jej ślubny łyka go jak gęś kluski, jak wszystkie wcześniejsze. Byle już niedługo!
    Policjant patrzy na nich z dziwną miną (czy sobie coś pomyślał? Nie, to niemożliwe) i wychodzi. Ale Mila wie, że to nie koniec jej piekła.

    --
    Pod Londynem...
  • tt-tka 09.09.16, 11:07
    KTO odstrzelil Nadszympansa ??? (nie, nie odpowiadaj ! pytanie jest do ogolnego pomyslenia)
    Kto mial powod ? Dosc hartu ? Mozliwosc zdobycia broni ? Czas ?
    Obstawiam babe, zdecydowanie. Jozwa ex definitione nie moze miec racji. Ida ?
  • haszyszymora 09.09.16, 17:20
    Hehe, obstawiam Ignaca Juniora. :D
  • marutax 09.09.16, 17:57
    tt-tka napisała:

    > KTO odstrzelil Nadszympansa ???

    Mila. Tak naprawdę ma zamiar wykończyć Ignaca i szykuje sobie alibi na wzór mordercy z "A.B.C." Agathy Christie.
  • zla.m 09.09.16, 18:48
    Zanim dojdzie do "I", to w ciul roboty będzie miała :D No bo chyba nie odwali fuszerki, że raz imię, raz nazwisko ;-) Jakieś kandydatury na "C"?

    --
    Pod Londynem...
  • tt-tka 09.09.16, 18:59
    zla.m napisała:

    > Zanim dojdzie do "I", to w ciul roboty będzie miała :D No bo chyba nie odwali f
    > uszerki, że raz imię, raz nazwisko ;-) Jakieś kandydatury na "C"?


    Cesia ? lepiej niech nie probuje, bo tetniczke przegryze. A na "B" kto ? Bebe ? Dla mnie moze byc...
  • zla.m 09.09.16, 19:29
    jest jeszcze pani Basia od p. Paszkieta. To by była epicka walka twardych staruszek :D

    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • tt-tka 09.09.16, 19:56
    zla.m napisała:

    > jest jeszcze pani Basia od p. Paszkieta. To by była epicka walka twardych staru
    > szek :D

    Pani Basia byla miedzy 70 a 80 (na moje oko), gdy maman B. liczyla sobie ok. 40 latek. Nie mialaby teraz szans :(

    Dlaczego Cyryjek ? Nie chce ! Poszukajmy kogos innego na "C". Na cala reszte zaproponowana przez kolezanke zgoda.
    PS Na "G" jest rowniez Gabon..., na "F" mamy Flobrego, na "D" Danusie Filipiak-Nowacka (a jak mieli na imiona panstwo Dabek-Nowaccy ?)
    >
  • marutax 09.09.16, 20:05

    Na "F" w ogóle duża konkurencja, i to sporo osób, których Mila może nie lubić - Fela, Fryc, Filip, nawet ojciec Sławka L. był Franciszek...

    Na "C" jest jeszcze Przeszczep (Cezary). Jeśli Mila chce przy okazji załatwić część przyszywanych członków rodziny to pasuje.

    Jeśli wyrzucamy Cyryjka, to Elka nadal siedzi daleko i trzeba ją zmienić na Esmeraldę Kopiec ;-)
    Za Dorotkę można wsadzić Dianę "Czekoladkę", żeby wyeliminować ryzyko zerwania Ignasia i Agnieszki. To nawet lepiej, bardziej skomplikowane powiązania.

    Czyli:
    Adam
    Bernard
    Cezary
    Diana
    Esmeralda
    Felicja
    Grzegorz
    Hildegarda
    Ignacy

  • zla.m 09.09.16, 21:06
    Bernard! Nie planowalam, ale może przy okazji.. ;-)

    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • turzyca 09.09.16, 23:53
    >Pani Basia byla miedzy 70 a 80 (na moje oko), gdy maman B. liczyla sobie ok. 40 latek. Nie mialaby teraz szans :(

    Jakby to w Musiwersum kiedykolwiek stanowilo problem!
    Masz zgrzybialego starca starszego o 8 lat od ukochanej, mozesz miec dziarska, swietnie zakonserwowana staruszke Basie w wieku lat 90, podczas gdy Mila dobija 70, ale jest biedna, zachudzona, drobniutka, wycienczona praca

    --
    Kółka się kręcą?
  • vi_san 18.09.16, 12:48
    Bernard. Ja jestem "ZA"! I nawet mogę pomóc jej w prokurowaniu alibi! :D

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • marutax 09.09.16, 19:30
    Eee, nie tak dużo...

    Adam
    Bernard (by Anielli dokopać)
    Cyryl
    Dorotka (bo czasem jeszcze myśli samodzielnie)
    Elka (przyjedzie na pogrzeb Cyryla)
    Felicja (bo ludzie ją bardziej lubią - byłby Fryc, ale za daleko)
    Grzegorz (ok, naciągana kandydatura, ale może Aurelia alias Genowefa się załapie?)
    Hildegarda (zamiast Fryca)
    Ignacy
  • reveiled 10.09.16, 01:57
    Tez mi sie wydaje, ze Mila. Albo Tygrys (nie Laura).
  • tt-tka 10.09.16, 08:35
    reveiled napisał(a):

    > Tez mi sie wydaje, ze Mila. Albo Tygrys (nie Laura).

    Fidelisowa bym odpuscila. Przeciez ta ofiara nigdy niczego nie umiala sobie zalatwic, skad wzielaby cos strzelajacego ? I prosze sie nie powolywac na kradziez w szczeniecych latach, tamte pieniadze dostala do raczki - bron sama do lapki nie wejdzie.
  • marutax 10.09.16, 09:17
    tt-tka napisała:

    > Fidelisowa bym odpuscila. Przeciez ta ofiara nigdy niczego nie umiala sobie zal
    > atwic, skad wzielaby cos strzelajacego ? I prosze sie nie powolywac na kradziez
    > w szczeniecych latach, tamte pieniadze dostala do raczki - bron sama do lapki
    > nie wejdzie.

    Roztrojenie jaźni? ;-)
    Kiedyś była Laura z maską Tygrysa. Przy Aaaadamie zrobiła się z tego Laura w wersji "Sarenka", która zaczęła dominować nad zwykłą Laurą. No to dziewczyna dla obrony ożywiła osobowość Tygrysa. Takiego, na jakiego pozowała w dzieciństwie - zdecydowanie, zaradność, determinacja, egotyzm, po trupach do celu itd. Teraz jest Laura z Sarenką na prawym i Tygrysem na lewym ramieniu. Zależnie od sytuacji zmienia się osobowość dominująca - Sarenka dla rodziny, Laura dla siebie samej, a Tygrys do czarnej roboty...
  • reveiled 10.09.16, 10:33
    Wlasnie. W tym opowiadaniu Laura i Tygrys to dwie rozne osoby. Tez bym odpuscila Fidelisowa, ale Fidelisowa to Laura. Moze Laura nawet nie wie, co Tygrys zrobil...
  • tt-tka 10.09.16, 11:10
    marutax napisał(a):

    > Roztrojenie jaźni? ;-)
    > Kiedyś była Laura z maską Tygrysa. Przy Aaaadamie zrobiła się z tego Laura w we
    > rsji "Sarenka", która zaczęła dominować nad zwykłą Laurą. No to dziewczyna dla
    > obrony ożywiła osobowość Tygrysa. Takiego, na jakiego pozowała w dzieciństwie


    No wlasnie, pozowala... ale nigdy taka nie byla...



    > zdecydowanie, zaradność, determinacja, egotyzm, po trupach do celu itd.


    Nie byla zaradna. A przy morderstwie wlasnie ta cecha sie przydaje.


    Teraz
    > jest Laura z Sarenką na prawym i Tygrysem na lewym ramieniu. Zależnie od sytuac
    > ji zmienia się osobowość dominująca - Sarenka dla rodziny, Laura dla siebie sa
    > mej, a Tygrys do czarnej roboty...


    Kiedy ona do roboty nawet w wersji Tygrys nie byla wyrywna...
  • marutax 10.09.16, 11:33
    tt-tka napisała:
    No to dziewczyna dla
    > > obrony ożywiła osobowość Tygrysa. Takiego, na jakiego pozowała w dziecińs
    > twie

    Właśnie dlatego napisałam, że w dzieciństwie pozowała, bo gdy dorosła i poczuła się zagrożona miała osobowość jak znalazł. Jako Laura nie potraf obronić się przed rolą Sarenki, więc wszystkie stłumione opory, protesty i przejawy indywidualizmu przejął Tygrys. Taki Tygrys, jakiego Laura sobie wyobrażała jako dziecko, za jakiego się uważała, nie rozumiejąc, że to tylko maska. Idea Tygrysa ;-)
  • tt-tka 10.09.16, 11:38
    marutax napisał(a):

    w dzieciństwie pozowała, bo gdy dorosła i poczuła
    > się zagrożona miała osobowość jak znalazł. (...)Taki Tygrys, jakiego Laura sobie wyobrażała jako dziecko
    > , za jakiego się uważała, nie rozumiejąc, że to tylko maska. Idea Tygrysa ;-)

    A, na idee Tygrysa pelna zgoda :) Kazdy z nas snuje jakas basn o sobie (cytat, ale nie z MM) Problem w tym, ze idea sama z siebie nie strzeli, idea musi znalezc wykonawcow...
  • guineapigs 09.09.16, 19:40
    Ależ to talent, Panie Dziejku! Talent! Pisać, pisać i jeszcze raz pisać! I pokazywać nam!
    A tak BTW - gdzie była Łusia, kiedy Mila i Ignac rozmawiali z policjantami? Bo chyba nie słyszała tej rozmowy, bo gdyby słyszała to poprawiłaby Dziadzia Kochanego, że o własnej żonie raczej nie przyjęte jest mówić 'małżonka'. I że wie o tym, bo Adam jej wytłumaczył.
    Nie to, że się czepiam - tylko taką uwagę poddaję pod rozmysł, bo może służyć za pomysł na nowy wątek.
    Kończę pisać, bo muszę oblizać paluchy - takie to było pyszne!
  • turzyca 09.09.16, 14:47
    Fantastyczne!

    PS a skad cytat z Arweny?

    --
    Pani Grzyb tlumaczy
  • zla.m 09.09.16, 18:59
    Z jakiejś ematkowej dyskusji o aborcji tudzież invitro.

    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • sanciasancia 09.09.16, 19:04
    Poproszę o więcej!

    --
    "I think that it would have been better in the eyes of God if they had all attempted to gouge out each other's eyes with carving knives. But they were "good people."" Ford Madox Ford "The Good Soldier"
  • zla.m 09.09.16, 21:29

    Wiktoryna

    Wiktoryna z rozwianym włosem, tanecznym krokiem wbiegła do izby… nie no, dziewczyno, skarciła się w duchu, nie przesadzaj. Może tak: Wikta dostojnie, ale żwawo wkroczyła do pomieszczenia. Żwawo i dostojnie wkroczyła? Jakoś to nie brzmi. A na dodatek, czy może kroczyć ktoś z imieniem podkuchennej? Albo dziewki od krów! Wiktoryna parsknęła do siebie niechętnie, po raz milionowy stwierdziła, że koniec z tym ubarwianiem rzeczywistości, westchnęła i po prostu weszła. Do pokoju. I…
    - Och, Dorotka! Witaj, malutka. Dawno przyjechałaś? Na długo? Zmizerniałaś!
    - No co ty, ciociu, schudłam. Jest super. Józinek mi ka...eeee… Józinek jest zachwycony! I koleżanki z uczelni zazdroszczą.
    - Ten Józinek chyba nie… - Wiktoryna nie ma pewności, ale ma wrażenie, że idealny chłopak wcale nie jest idealny. Zanim jednak zdoła wyrazić swoje wątpliwości, przerywa jej mamrotanie Andzi
    - Ja nie rozumiem tej mody na chudziny, ale najważniejsze, że Dorotka jest zadowolona.
    Wiktoryna znowu układa sobie w głowie rozdziały nienapisanej nigdy książki. Tym razem są dość ponure, opowiadają o demencji, samotnej opiece nad zdziecinniałą siostrą, poświęceniu, którego nikt nie docenia… I biedzie. Wikta wie, że ludzie mają ją za chciwą starą wiedźmę, ale przecież musi, musi, musi mieć pieniądze. Co będzie z nią, z Andzią, z tym wszystkim? Z czego będą żyć? Z żałosnych emeryturek czy może z jałmużny tej hardej dziewuchy z Norwegii..?! To codzienne koło myśli przerywa podekscytowany głos Andzi.
    - Nie uwierzyś, Wikuś! Kuzynki Józinka męża zastrzelili!
    - Co? Kogo czego zastrzelili?
    Andzia cmoka, jakby uważała, że Wikta się nie popisała i mówi:
    - Dopełniacz zastrzelili – a Dorota aż kładzie się na ziemi ze śmiechu. I przez chwilę jest wszystko dobrze, jak dawniej, jak przed tym cholernym latem.
    - Zastrzelili, ciociu, męża Laury. A Laura to jedna z kuzynek mojego Józinka.
    - Ale! - wcina się Andzia – na dodatek okazało się, że chodzi o syna starego Fidelisa, tego z Kostrzyna, wiesz, tego kaleki, co Daglezję ma...
    - On miał żonę Laurę? A nie Anię czy jakoś tak?
    - Nie ten, młodszy, wiesz, ten problemowy, co w końcu został nauczycielem. A niedawno się ożenił. I – Andzia siąka nosem – mieli malutkie dzieciątko.
    - No i tak, ciociu – Dorota jest podekscytowana i zadowolona, że może przekazać takie nowiny – Laura rano przyjechała do nas, no to znaczy do Józinka, a właściwie do jego dziadków… i tego.. zajęcia jakieś miała, czy coś, a potem została na obiedzie i generalnie nic nie wiedziała. A Adam został, normalnie razem jeżdżą, bo on do szkoły, ale miał rano mieć jakieś korki jeszcze, no bo wiesz, przy dziecku zawsze są wydatki, no i został i…Aha, i nie przyjechał do szkoły. Więc zadzwonili do niego, ale nie odebrał, a potem do Laury, ale ona najpierw też nie odbierała, a potem już tak, no i się zaczęła też martwić, i dzwoniła, i Adam naturalnie nie odbierał, więc zadzwoniła do pana Gruszki, żeby sprawdził. No i on sprawdził, ale też nie od razu, bo coś tam miał, jakieś zamieszanie z dostawą, więc poszedł już prawie pod wieczór. I znalazł Adama. Martwego. No i tak… - relacja gaśnie w bezradnym wzruszeniu ramion.
    - Aha. A skąd ty to tak wszystko wiesz?
    - No, bo Laura była cały czas u nas… to jest na Roosevelta. I policja tam przyszła. I – Dorota znów się rozpędza, a jednocześnie zniża głos – oni ją chyba podejrzewają..! Bo strasznie pytali, kiedy wyjechała, czy kto ją widział, czy widziała te uczennice i się dziwili, że nie wróciła do domu… no mówię wam! Ojej, umieram z głodu! Mogę sobie coś z kuchni wziąć?
    - Oczywiście, dziecko, przecież to twój dom.
    - No. I zawsze dostawałam po łapach, jak brałam żarcie bez pytania. Od ciebie, ciociu – Dorota znowu się śmieje, a Wikcie robi się lekko na duszy. Patrzy na drzwi wahające się lekko, po tym jak dziewczyna z impetem wypadła z pokoju, a potem spogląda na siostrę.
    - Andzia, - mówi surowo – czy ty nie widzisz, że coś jej z tym… Józinkiem nienajlepiej? Po co jej jeszcze przytakujesz, głupia? „najważniejsze, że jesteś zadowolona” - przedrzeźnia ze złością
    - Myślisz, że to demencja. - rzuca spokojnie Anna, a Wiktoryna aż się wzdryga. - Że powinnam jej przemówić do rozumu z tym chłopakiem. Pamiętasz, jak przemawiałam do rozumu jej matce? I co z tego mam? Dziecko na końcu świata, nawet na święta nie przyjedzie…
    - Pracuje..!
    - Inni też pracują! Dalej mają, ze Stanów, Australii przyjeżdżają! Tym razem nie będę taka głupia. Młodej dziewczynie do rozumu nie przemówisz, obrazi się tylko, za chłopakiem pójdzie…
    - To co będzie..? - pyta Wikta, nagle bezradna
    - Źle będzie. Źle. Ale Dorotka przynajmniej nie zwątpi że ją kocham. Kochamy. I może na końcu będzie lepiej niż z… - Andzia zaczyna płakać.

    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • mika_p 10.09.16, 23:40
    Wiktoryna mysli powieść o sobie? To powinno leciec tak:
    Dziarskim krokiem miła postac Wiktoryny wkroczyła do kuchni ;)

    --
    "Podczas każdej oficjalnej wizyty powinno być obecne dziecko jako zapasowy temat rozmowy." J.Austen
  • zla.m 10.09.16, 22:38
    Na początku takie małe ostrzeżenie i uwaga. Wiem, że niektórzy, przywiązani do Jeżycjady, za fanfikami nie przepadają. Głównie dlatego, że postaci zwykle nie są takie fajne, miłe i dzielne jak w kanonie. Rozumiem. Ten fanfik miał być trochę żartobliwy, ale przestałam nad nimi wszystkimi panować ;-) i robi się mroczno. Nie tak gotycko, tylko tak po ludzku. Niemile będzie, do tego stopnia, że zastanawiałam się, czy to naprawdę miejsce dla niego - jeżeli uznacie, że nie, to nie będę mieć żalu. W każdym razie, jak ktoś jest takim szczerym fanem J., to pewnie będzie na mnie zły. Więc z góry przepraszam za dyskomfort. Albo po prostu nie czytajcie.

    Laura
    Głos wymuskanej ciotki Idy jest taki jak zwykle, kozi, zgrzytliwy i pełen poczucia wyższości:
    - Rozumiecie, znam tego patologa, kiedyś się we mnie podkochiwał… - zawiesza wypowiedź, ale skoro nikt nie podchwytuje, mówi dalej – Adam zginął w ten poniedziałek, koło południa. Od strzału bronią kaliber jakiś tam.
    Laura słyszy z tyłu drwiące prychnięcie. Józinek.
    - W każdym razie, skoro ona – paluch i niechętna mina skierowane w Tygrysa – była tutaj wcześnie rano, to pewnie nie ona. Jednak.
    - Chyba, że zamiast na zajęcia pojechała do Kostrzyna
    - Nieźle kombinujesz – śmieje się Laura do brata i myśli, czy inni też słyszą w jej śmiechu strach
    - No i na pewno policja będzie z nią jeszcze rozmawiać, żeby się upewnić, co też robiła.
    - Laura, niezwykle mi przyjemnie – nie wytrzymuje Tygrys
    - Słucham?
    - Widzę, że zapomniałaś mojego imienia, droga ciociu, więc ci przypominam – wyjaśnia słodko. I z satysfakcją słucha dziwnego syku, jaki wydaje z siebie ciotka. Tak, moja droga, jestem „ona”, „ta mała żmija” i „pyziaczy pomiot”. Tak mówiłaś o mnie przez lata, myślałaś, że nie wiem, nie słyszę. Zawsze miałam świetny słuch, nie tylko muzyczny. Niby wszyscy się nade mną pochylali, a jednak często zostawałam samopas. I słuchałam, i słyszałam niejedno! Tygrysie, dość! Przecież to nie jej nienawidzę, choć tak kiedyś myślałam. Ale nie, to była tylko niechęć, odpowiedź na jej traktowanie mnie i ledwie maskowany wstręt. Pamiętasz dowcip z białą różą? Och, och, och, ale była afera… Nawet Marek się dziwił, że przecież nic takiego. Ale one narobiły rabanu, bo przecież wiedziały, wiedziały, że naprawdę chcę, by ta ruda wiedźma umarła… No tak, ale to było dawno, mityguje się Laura. No i teraz jest mądrzejsza. Wie, kogo naprawdę powinna nienawidzić.
    - Jaka szkoda, że nie nazwałaś synka Adam – mówi babcia.

    --
    Pod Londynem...
  • tt-tka 10.09.16, 23:31
    zla.m napisała:
    Ten fanfik miał być tro
    > chę żartobliwy, ale przestałam nad nimi wszystkimi panować ;-) i robi się mrocz
    > no. Nie tak gotycko, tylko tak po ludzku. Niemile będzie

    Przeciez to Borejki. To jak ma byc, milo ?


    do tego stopnia, że z
    > astanawiałam się, czy to naprawdę miejsce dla niego - jeżeli uznacie, że nie, t
    > o nie będę mieć żalu. W każdym razie, jak ktoś jest takim szczerym fanem J., to
    > pewnie będzie na mnie zły. Więc z góry przepraszam za dyskomfort. Albo po pros
    > tu nie czytajcie.


    Ja bede czytac. Zachlannie. Jestem coraz bardziej zaciekawiona.
  • zla.m 11.09.16, 12:27
    Agnieszka

    Dwie zwrócone do siebie twarze, jedna patrząca z oddaniem, druga bez wyrazu. Gotowa kompozycja. Agnieszka wie, że namaluje ten obraz i nazwie go „Niespełniona miłość”. Chociaż nie będzie mogła pokazać do Ignasiowi, przeraziłby się i obraził. Ale tak właśnie patrzy na kuzyna, z jakimś ślepym uwielbieniem. A teraz, jaka radość odbija się na jego twarzy! Bo Józef proponuje, żeby zeszli do niego i obgadali sprawy. Biedny, biedny Ignaś, taki dumny, że został dopuszczony do męskich rozmów, do poważnego omawiania spraw. Rudy małpolud jest po prostu ciekawy, co było na przesłuchaniu. No ale nie spyta wprost, to by było zbyt babskie..!
    Schodzą więc i trafiają do bardzo męskiego pokoju, oczywiście, myśli Agnieszka z przekąsem, męskość polega na tym, że wszędzie walają się brudne (a przynajmniej używane) ubrania, o, tu na przykład – spodnie na środku, wyglądają jakby Józef zrzucił je z tyłka i po prostu poszedł dalej. Na półkach jakieś śrubki, pokrętła, bebechy urządzeń. No jasne, bo książki i DVD są takie niemęskie. No i kurz. Aga widzi w duchu minę matki oglądającej ten pierdolnik. Nie zdaje sobie sprawy, że to jest też jej mina. Ich gospodarz celnym kopnięciem wbija spodnie pod biurko i proponuje, żeby usiedli.
    - No i co? Wyniuchaliście, co myśli policja?
    - Wiesz, policja rzadko zwierza się rodzinom ofiar.
    - No, ale o coś was chyba pytali, można na tej podstawie coś wydedukować – Józef chyba ignoruje jej sarkazm. Albo go nie zauważył.
    - Mnie pytali, co robiłem, kiedy zginął Adam – Ignaś dumnie się pręży, pytanie jak z prawdziwego kryminału! I czy wiem, co w tym czasie inni robili
    - I co? Co wiedziałeś?
    - E, prawdę mówiąc to nic. Byłem na uczelni, więc wiem tylko z opowiadań, że Laura była u nas i potem w operze, mama u siebie w biurze, babcia na targu i tak dalej. No to wtedy się pytali, czy wiem coś o Adamie.
    - Ale że jak?
    - No czy miał jakichś wrogów, z kimś na pieńku, czy miał problemy z prawem, narkotykami i takie tam.
    - Adam? Adam to był gość przecież! - rzuca młody Pałys, jakby to wszystko wyjaśniało. - A ty? O co ciebie pytali? – pyta Agnieszkę
    - Mnie..? W sumie o to samo… No i jeszcze, czy Laura z Adamem się kłócili.
    - A kłócili się? - tym razem pyta Ignaś
    - Przecież to twoja siostra! Naprawdę nie zauważyłeś? Nie było między nimi najlepiej… może to przez dziecko...
    W tym momencie drzwi otwierają się z impetem i pojawia się w nich wąska postać ciotki Ignasia. Agnieszka nie jest pewna, co o niej myśleć. Chwilami jest przeurocza i dziewczęca, czasem nieprzyjemna i obcesowa, a kiedy indziej wydaje się bardziej szalona niż matka w swoich najgorszych momentach. Tym razem jest matką-młodego-człowieka
    - Och, Józinku, masz gości! Jak miło!
    - To tylko Ignaś…
    - Widzę, kochanie, wyobraź sobie, że też znam Ignasia. Ale to nie zwalnia cię z zachowania norm towarzyskich. Zaproponuj gościom herbatę!
    Ostatnie zdanie jest ewidentnym rozkazem, nie dopuszcza też możliwości, że gość może wolałby wody (Agnieszka jest przekonana, że Ignaś by ją wybrał, zwłaszcza że u Pałysów nie dostanie raczej herbaty zielonej czy białej) albo kawy.
    Józek posłusznie drepcze do kuchni, mrucząc pod nosem, że szkoda, że nie ma Doroty, bo to ona powinna robić herbatę. Agnieszka czuje, jak oblewa ją war złości i… tak, strachu. Widzi schemat. Paskudny, kolczasty, zgniłobrązowy schemat.
    Tamci dwoje chyba niczego nie zauważyli, rozmawiają o wrażeniach Ignasia z nowej uczelni i jakiejś książce, którą pożyczył kuzynowi.
    - Synku! Gdzie masz tą książkę od Ignasia? Może mu ją oddasz.
    - Spoko, i tak jej nie będę czytać! Jest w biurku, najwyższa szuflada po lewej! Leloś, weź ją sobie. Bierz, leloś, bierz! - ostatniemu zdaniu towarzyszy radosny rechot.
    Ignacy zrywa się jak oparzony, uszy płoną mu czerwienią. Gwałtownie sięga do szuflady…
    - Po lewej, nie po prawej, ofermo! - woła ciotka, ale jest za późno. Szarpnięta za mocno szuflada wypada z łomotem, a jej zawartość rozsypuje się po podłodze. Tuż koło stopy Agi z ostatnim metalicznym błyskiem zatrzymuje się pistolet.

    --
    Pod Londynem...
  • mika_p 11.09.16, 12:43
    Więcej!

    --
    Po człowieku, który lubi salceson, można się wszystkiego spodziewać. Alutka Jędrulowa
  • tt-tka 11.09.16, 13:49
    O rrrrany... wiem, ze to nie ta bajka, ale widze scene z "Domu", gdy pan Popiolek sprzatajac/palac w piecu u doktora znieruchomial nad spluwa. I piekny dialog
    Doktor - co pan tam zobaczyl takiego, panie Popiolek ? (podchodzi, zobaczyl) Bo ja nic nie widze
    Popiolek - Nnic ?
    Doktor - Nic.
    Popiolek - Eee ... ja tez nic.
  • pi.asia 11.09.16, 14:33
    CO BYŁO DALEJ???????

    Genialnie napisane, genialnie!
  • marutax 11.09.16, 14:53
    Zaczynam bać się o Agnieszkę, która w Twoim fiku jest podobna do siebie z pierwszej połowy "Feblika" i daje się lubić. Józef był moim "najulubieńszym" kandydatem na mordercę, więc pewnie jest niewinny... Szkoda, jego wyeliminowanie sporo by pomogło.

  • sanciasancia 11.09.16, 17:56
    Tak! A napiszesz też o kibolsko-gangsterkich powiązaniach Józefa?

    --
    "I think that it would have been better in the eyes of God if they had all attempted to gouge out each other's eyes with carving knives. But they were "good people."" Ford Madox Ford "The Good Soldier"
  • yvi1 13.09.16, 18:28
    Proszę o więcej,czyta się super.
  • pi.asia 13.09.16, 20:30
    W sąsiednim wątku tt-tka zasugerowała, że morderczynią jest Ida. Cytat:

    Wiecie Wy co, z kazda chwila bardziej pasuje mi Ida jako morderczyni (z watku o dziewczetach) - za welon nie zdolala sie odegrac, za podbierane perfumy tez nie, za sp... noc poslubna, za dalsze udreki. No to rabnela raz a dobrze za caloksztalt, siostrzenica bez Naszpana i jego pieniedzy/pomocy ani chybi wyladuje znowu na Roosevelta. Tylko tym razem nie jako enfant terrible, a jako zakladniczka/wiezniarka rodziny, bo z dzieckiem. To, co czekalo Roze, gdyby Fryc nie wrocil, stanie sie udzialem Laury...

    Dodam, że Ida mogła się też zemścić na Naszpanie za zrobienie z Łusi potwora gramatycznego. A już zachowanie Idy w pokoju Józinka (w lewej, nie w prawej, ty ofermo!) wyraźnie wskazuje na nią jako sprawczynię.
  • tt-tka 16.09.16, 19:57
    pi.asia napisała:


    > Dodam, że Ida mogła się też zemścić na Naszpanie za zrobienie z Łusi potwora gr
    > amatycznego. A już zachowanie Idy w pokoju Józinka (w lewej, nie w prawej, ty o
    > fermo!) wyraźnie wskazuje na nią jako sprawczynię.


    Czy tylko potwora gramatycznego ? W swietle tego, co Zla pisze, to nieswietej pamieci Adasko mogl deprawowac Lusie nie tylko gramatycznie... Juz jak spotkal Laure, lubil wyrywac laski na swoja nieszczesliwa przeszlosc, a Lusia ma w tej opowiesci ile lat, 16, 17 ? Oj, mnoza sie motywy...
    Jakos mi pasuje, zeby to byla Ida. I zeby nie beknela za to, albo nie sama. Nie, ze sobie zycze, tylko te klimaty czuje :)
  • bupu 13.09.16, 19:55
    Miętoliłam bez przekonania Puzyńską zanim tu wpadłam i stwierdzam, że twoje dzieło jest znacznie lepszym kryminałem, niż "Trzydziesta pierwsza". Coooo było dalej???
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • zla.m 13.09.16, 21:42
    Jajć, to dopiero komplement :) Dalej jest plan napisany, jak uda mi się odlepić na chwilę dziecia (bo coś ma dziś dzień na przylepca) i nieco odespać, to się plan rozwinie.


    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • zla.m 16.09.16, 17:20

    Laura

    Pa-pa-PAM, pa-pa-PAM. Palce młodziutkiej policjantki wystukują metrum ¾. Jest zdenerwowana, a może znudzona. Razem z Laurą tkwi w pokoju przesłuchań i czekają na przystojnego podinspektora. Ciekawe, czy się w nim podkochuje – myśli Tygrysa błądzą leniwie, rozważa, jak wpleść w rozmowę wywołującą tajemny dreszcz frazę „Może pan ze mną zrobić, co zechce”. Pac! Nagłe kolnięcie poczucia winy i wstydu. Częste ostatnio, Laura powoli się do nich przyzwyczaja. Tak samo, jak do myśli, że jest wolna i… sama. Sama, ale czy samodzielna?
    Drzwi otwierają się ze skrzypieniem (to chyba raczej niechlujstwo niż zamierzony efekt psychologiczny, prawda?) i wchodzi policjant. Niesie trzy kubki z kawą, podaje im po jednym, ostatni stawia na stole przed sobą. Obie skupiają wzrok na jego dużych, opalonych dłoniach. Adam miał takie nieciekawe ręce, blade, nie za wielkie… ble… no i w jego wypadku sprawdziła się mądrość ludowa, o korelacji małych rąk z… - myśli nielojalnie Tygrys
    - Więc powtórzmy to jeszcze raz… - mężczyzna jest wyraźnie zmęczony, ale jego głos wciąż brzmi seksownie. Nawet lepiej może, z cieniem chrypki. - powiedziała pani, że wasze pożycie było harmonijne…
    - Bo było…
    - Cóż, mówiono nam o częstych i gwałtownych kłótniach.
    Ciekawe kto mówił..? Laura nie zadaje tego pytania, wie, że nie dostanie odpowiedzi. Zresztą, łatwo rozwiązać tę zagadkę. Kochana „mamusia”.
    - Panie inspektorze, każde małżeństwo się kłóci... - chyba, że składa się z takich firan jak matka i ojczym, mruczy Tygrys na boku. - A my na dodatek mieliśmy małe dziecko. Wie pan, to jest szczęście, ale i stres. Strach, zmęczenie. Nagły nawał obowiązku i nawał… - o nie, Laura nie umie choćby napomknąć przy obcym mężczyźnie o karmieniu piersią - … nawał spraw, nowych wrażeń. A dodatkowo ja, przyznaję, mam raczej temperament. Moją całą cierpliwość zużywam na synka, dla niego jestem aniołem. A Adam… no cóż, niezbyt to ładnie z mojej strony, ale do niego już nie miałam sił i często wybuchałam. Zwłaszcza, gdy znikał na całe dnie, zostawiając mnie z małym samą…
    - W tych waszych kłótniach szczególnie często przewijało się imię Łucja. Lub Łusia. Czy chodzi o pani kuzynkę, czy o kogoś innego?
    Laura wzdycha. Wiedziała, że to wyjdzie. Ma tylko nadzieję, że nie wyjdzie w całej okazałości.
    - O nią, o nią, niech to szlag. Nie podobała mi się ta przyjaźń. Łuśka się zaangażowała… taka wie pan, szczeniacka miłość… raczej do idola niż rzeczywistego człowieka... a Adam… no cóż, nie sądzę, żeby… Nie, ja WIEM, że z jego strony nie było nic więcej. Ale pewnie wolał towarzystwo wpatrzonej w niego jak w bóstwo dziewczyny niż żonę, która ciągle czegoś chce i co jakiś czas bez ostrzeżenia wybucha płaczem lub pretensją. No i kółko czy pomoc w przygotowaniach do olimpiady były wygodnym pretekstem, żeby nie być w domu i nie zmieniać śmierdzących pieluch.
    - A brata Łucji, Józefa, bardzo pani lubi? Podobno się przyjaźnicie.
    - Józka Lubię, ale… dlaczego? - Laura jest zdziwiona tą nagłą zmianą tematu
    - Proszę odpowiedzieć – w głosie mężczyzny brzmi stal, a Tygrys jest bliski wygięcia się w łuk i mruczenia
    - Lubię Józka, a raczej lubiłam. Był fajnym dzieciakiem, takim trochę za dorosłym na swój wiek, za bardzo negatywnym. Ale może dlatego się z nim wtedy dogadywałam. Ja byłam zbuntowaną nastolatką i razem krytykowaliśmy, i czuliśmy naszą wyższość nad resztą. - Laura śmieje się perliście, trochę za głośno. - No ale potem z tego wyrosłam, przynajmniej w części. A Józef… Józef nie… Jest taki anty świat, anty baby zwłaszcza. Trudno kobiecie się z kimś takim przyjaźnić. Więc nie, panie podinspektorze. Nie przyjaźnię się z nim, właściwie to od dnia mojego ślubu nie wymieniłam z nim słowa, poza jakimiś powitaniami na spotkaniach rodzinnych.
    - A czy oprócz Łusi pani mąż hołubił jeszcze jakieś inne dziewczynki?
    - Hołubił? Ładne określenie – Laura nie może się powstrzymać od tej uwagi, a protokołująca policjantka od chichotu - Nie, nikogo więcej nie hołubił.
    - Jest pani pewna? Nie miał innych uczennic, ulubienic, pupilek?
    - W pana ustach to brzmi tak… obleśnie i podejrzanie. Owszem, miał wiele uczennic, z kółka i nie tylko, przychodziły czasem na korki czy po coś. Ale wie pan, mąż był bardzo przystojny, to nic dziwnego, że się w nim podkochiwały. No i ogólnie raczej dziewczynki są zainteresowane polskim, to taki przedmiot. Wie pan, dziewczynki polski, chłopcy – matematyka. No i tak, sporo miał kontaktów z uczniami, uczennicami głównie. Ale ich nie hołubił!
    Głupia, irytuje się Tygrys. Za dużo wyjaśnień.

    --
    Pod Londynem...
  • pi.asia 16.09.16, 19:58
    Matko, ale to się czyta! Z bijącym sercem, z emocjami, z ciekawością.. i z wściekłością, że tylko tyle na dzisiaj....
  • turzyca 18.09.16, 14:15
    Pi.asia napisala wszystko, co chcialam napisac.

    Ale w sumie dobrze, ze takie krotkie, paznokcie dlugie i ladne wyhodowalam, jakby odcinek byl dluzszy, to paznokcie krotsze.

    --
    Pani Grzyb tlumaczy
  • marutax 18.09.16, 16:53
    Tak czyta, myślę o mordercy... a właściwie nie o mordercy, ale o tym, kogo chciałabym widzieć za kratkami ;-) I nagle przyszła mi do głowy cudowna wizja: Adama zabiła jakaś super niebezpieczna organizacja. Borejkowie z przybudówkami (minus Natalia i Patrycja) podpadają pod program ochrony świadków. A wiadomo, tak dużej rodziny nie da się ukryć. I decyzją odgórną zostają rozsiedleni po całym kraju w małych grupach, ze zmienioną tożsamością i zakazem częstego kontaktowania się z innymi członkami rodziny... To by było piękne ;-)
  • sowca 18.09.16, 18:06
    Dawajcie dalej, koleżanko! I nie przerywajcie, za dużo już fanfików nie dobrnęło do szczęśliwego zakonczenia...
    --
    studiaparlaama.pl/ - piszę o włoskim, Włochach i Włoszech.
    www.facebook.com/studia.parla.ama?ref=hl - śledz mój blog na facebooku
    www.instagram.com/studiaparlaama/ - śledź mój blog na instagramie
    twitter.com/Studiaparlaama - śledź mój blog na twitterze
  • tt-tka 18.09.16, 18:14
    sowca napisała:

    > Dawajcie dalej, koleżanko! I nie przerywajcie, za dużo już fanfików nie dobrnęł
    > o do szczęśliwego zakonczenia...

    Jestem za ! Przy okazji - co TU bedzie zakonczeniem szczesliwym ? Najchetniej - caly klan w pierdlu, ale to sie chyba nie uda...
  • fornitta69 18.09.16, 19:05
    Dla mnie szczęśliwe zakończenie byloby dobre dla Laury. Swoja droga trzeba przyznać,ze ta postać sie Pani MM wyjątkowo udala- budzi duzo emocji i inspiruje-moje ulubione fanfiki sa właśnie o niej :)
  • tt-tka 18.09.16, 19:10
    fornitta69 napisała:

    > Dla mnie szczęśliwe zakończenie byloby dobre dla Laury.

    Uscislijcie, kolezanko, co w tym przypadku byloby dobre :)
    Laura winna, ale ujdzie jej plazem ? Laura niewinna, ale uwolniona od Nadszympansa ? Okazja do rozrachunkow z rodzinnymi zaszlosciami i Laura wreszcie sie odegra (jak, na kim) ?
  • fornitta69 19.09.16, 19:29
    Wszystkie wymienione opcje mi sie podobaja :) (Swoja droga gdyby Laura okazala sie winna to chyba byloby za proste... historia jak w filmie "Lek pierwotny"- kuszące ale... liczę,ze Autorka nas zaskoczy i spowoduje opad szczek :D)
  • zla.m 20.09.16, 01:15
    Panie i panowie, poznajcie...

    Jagoda

    - Hohoho, niby Jagoda, a dziewczyna jak malina!
    Policyjna psycholog uśmiecha się, a w duchu wzdycha. Ten wspaniały żarcik słyszy niemal codziennie. Co dziwniejsze, oni też go słyszą… czy żaden nie pomyślał, jak bardzo musi być znudzona?
    - Witaj, Jagódko – jedną z podstawowych zalet podinspektora Śmigielskiego jest to, że nigdy nie wyjechał z tekstem o dziewczynie-malinie
    - Cześć, co tam?
    - To ja pytam „co tam”. Rozmawiałaś z tą małą? Masz coś dla mnie?
    Jagoda bez słowa wręcza mu raport.
    - Hmmm… Pałys Łucja,, adres… wiek..., intelektualnie w górnej granicy normy, wykazuje cechy osobowości...bla bla.. podejrzenie istnienia zespołu… utrudniony kontakt oraz wykluczone ustalenie faktycznego przebiegu zdarzeń… Czyli kupa?
    - Tak, Michałku, kupa. Dziewuszka ma prawdopodobnie niezdiagnozowane ZA i ciężko z niej coś wydobyć.
    - Co ma?
    - Zespół Aspergera – odpowiada za Jagodę aspirant Miśkiewicz – mój młodszy to ma. Ciężka sprawa.
    - Ale co to do cholery jest? Przecież jest normalna, tak czy nie?
    - Zespół Aspergera to tak zwane spektrum zaburzeń, taki łagodny autyzm. Dzieciak może być intelektualnie w normie albo nawet lepiej, tylko jest...no… dla zwykłego człowieka po prostu dziwny. Będzie znał na pamięć rozkład jazdy pociągów i tylko o tym gadał albo geniusz w jednej dziedzinie, ale nie będzie umiał się ubrać. Dobrze mówię?
    - Może trochę innych terminów bym użyła – uśmiecha się do aspiranta – ale bardzo dobrze. A ta Łusia to tzw. asperger wysokofunkcjonujący, normalnie żyje, jak każda nastolatka, do szkoły chodzi, nawet piątki ma i tak dalej. Tyle, że pewnie ją tam mają za dziwadło. Jest zafiksowana na gramatyce i poprawności językowej, ubiera się inaczej niż wszyscy, nie ma przyjaciół… każdy z nas takich znał… albo takim był. Ale problem polega na tym, że po pierwsze nie chce mówić nic przeciwko temu, jak mu tam, Fidelisowi. „Adam był cudowny, Adam to ideał” i tyle. Nawet jak jej pokazałam zdjęcia, to powiedziała, że to nie ona, tylko ktoś podobny i na pewno nie Adam je zrobił… bo by przecież pamiętała, a nic takiego nie pamięta.
    - Wyparcie..?
    - Może. A może wcale tego nie uważała za coś ważnego i faktycznie nie zapamiętała.
    - A może jej dał rohypnol..?
    - A może i tak – Jagoda wzrusza ramionami. - Nie wiem i nie umiem powiedzieć. Nie specjalizuję się w ZA, coś tam wiem, ale za mało.
    - Jagoda, nie obraź się, a jakby ktoś inny z nią pogadał?
    - Nie obrażam, sama o tym myślałam. Mogę ci podać nazwiska, ale wątpię, czy rodzice wyrażą zgodę… Jej matka się na mnie wściekła, jak wspomniałam o aspergerze… normalnie bałam się, że rzuci we mnie kubkiem z kawą, taka była wkurwiona. Piana na ustach, mówię wam.
    - A ojciec?
    - „Idusiu spokojnie, Idusiu uspokój się” i dodatkowo „Nie zgadzamy się z pani diagnozą” oraz poinformował mnie, że psycholog to nie lekarz, to on tu jest lekarzem, specjalistą neurologiem i WIE, że jego córka jest normalna. I koniec spotkania, do widzenia.
    - Lekarz? - zdziwił się aspirant – I tak po prostu nie uznał badania?
    - Para lekarzy – uzupełnił Michał. - To w ogóle jest takie fajne towarzystwo, wszyscy wyższe studia, ą i ę, bułkę przez bibułkę… a jak poskrobiesz, to… odechciewa się.
    Na szczęście zanim Śmigielski zdążył się rozkręcić ze swoją zwyczajową jeremiadą do pokoju wpadł jeden z komputerowców
    - Michał, mamy dla ciebie cały dysk.
    - Odzyskaliście?
    - No! Nie było łatwo, ale prawdziwi pro zawsze sobie poradzą. - chłopak puścił oko do Jagody, a ona uśmiechnęła się w odpowiedzi. Był całkiem przystojny i, wbrew stereotypom, nie nosił koszuli w kratę. Potem spoważniał – Mówię ci, chłopie, co za gówno tam było. Dziewczynki porozbierane, nie tylko ta jedna, sporo innych też. Takie niby już nie dzieci, ale widać, że piętnaście lat najwyżej. Ciekawe…
    - Co?
    - Ze to wszystko tak akurat przed śmiercią pokasował, jakby jakieś widzenie miał….
    - Jagoda… - zaczął Śmigielski
    - Tak, wiem – westchnęła – zapoznam się, zrobię profile… Rzyg. Ale zrobię. No i jak zidentyfikujecie te dziewczynki, to dajcie znać… Nie cierpię takich spraw.
    - To co, odpuszczamy szukanie sprawcy? – Jagoda wiedziała, że aspirant nie do końca żartuje. I że bywa i tak. Policjanci też mają dzieci.
    W tym momencie drzwi ponownie otworzyły się z hałasem i pojawił się… no oczywiście… cholerny komisarz Madeja, znany też, niestety powszechnie, jako ex Jagody. Cwaniaczek dumnie podniósł pięść i z tym swoim niezapomnianie pięknym uśmiechem zawołał:
    - Mamy je! - odpowiedziało mu kilka nierozumiejących spojrzeń. Jagoda była pewna, że wszyscy, tak jak ona, pomyśleli o dziewczynkach z komputera.
    - Co się tak patrzycie..? Dorwałem w końcu te dwie uczennice, które miały niby przyjść na korepetycje. No i tak, okazało się, że jednak naprawdę istnieją, piękna żonka nie kłamała.
    - I co z nimi?
    - Ano, podinspektorku, bardzo im się nie chciało, ale pan fajny, miły i przystojny, więc uznały, że może jednak pójdą… No i poszły, ale jak były już blisko, to przegonił je ten stary… Powiedział, że pomyliły dni, Adama nie ma. I że w inne dni też nie będzie, w ogóle, mają nie przychodzić i się nie pętać pod nogami. Panny się obraziły i sobie poszły… no i z tego focha nie chciały się przyznać w ogóle, że były, ale w końcu… Ooooo, widzę jaśnie pani psycholog raczyła nas nawiedzić.
    - Zostaw ją – macha ręką Śmigielski. - Jaki „stary” je przegonił? Znają go?
    - Właśnie wychodzę – Jagoda dumnie podnosi głowę i tłumiąc łzy wściekłości (czy tylko wściekłości?) faktycznie opuszcza pomieszczenie. Nie słyszy nazwiska osoby, o której mówił jej były i nic ją ono nie obchodzi.


    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • tt-tka 20.09.16, 01:50
    Uuuuu
    Adama ciagnelo do nieletnich ? Pytanie, czemu sie spiknal z Laura ? Umyslowo byla rozwinieta akurat tak jak jego ulubione pietnastolatki ? A potem na swoje nieszczescie zaczela dorastac ?
  • marutax 20.09.16, 10:37
    tt-tka napisała:

    > Uuuuu
    > Adama ciagnelo do nieletnich ? Pytanie, czemu sie spiknal z Laura ? Umyslowo by
    > la rozwinieta akurat tak jak jego ulubione pietnastolatki ? A potem na swoje ni
    > eszczescie zaczela dorastac ?

    Laurę akurat łatwo wytłumaczyć. Adam szybko zorientował się, że ma super okazję na załatwienie sobie "brody" - dorosła kobieta, która wierzy w złote nici i połówki dusz, o seksie wie niewiele, a to, co wie, jest czysto teoretyczne i przefiltrowane, potrzeb cielesnych właściwie nie wykazuje... Do tego jest wręcz chorobliwie spragniona uczucia i uległa. A jej rodzina patrzy głównie na wykształcenie, nie zapewnia też żadnego wsparcia. Adaś wymyślił sobie, że się ożeni, z małżonką będzie sypiał rzadko i na szybko, a ona będzie wierzyła w korepetycje i wszystkie inne wymówki, które jej zaserwuje. Po prostu dlatego, że nie przyjdzie jej do głowy inna możliwość. A kiedy się w końcu zorientuje (po kilku latach...) mąż przekona ją, że nikt nie uwierzy w jej ignorancję, zostanie uznana za współwinną, skandal zniszczy i ją, i jej rodzinę, a dziecko będzie dorastało z piętnem tatusia-pedofila.

    Niestety kiedy pomyślę o Borejkach, postawionych hipotetycznie w takiej sytuacji - tzn. dowiadujących się (od Laury?) o hobby Adama i stających w obliczu decyzji, co z tym dalej zrobić - to gra mi w głowie wstrząsająca piosenka Perfectu "Co się stało z Magdą K.?"
  • tt-tka 20.09.16, 11:03
    marutax napisał(a):

    > Laurę akurat łatwo wytłumaczyć. Adam szybko zorientował się, że ma super okazję
    > na załatwienie sobie "brody" - dorosła kobieta, która wierzy w złote nici i po
    > łówki dusz, o seksie wie niewiele, a to, co wie, jest czysto teoretyczne i prze
    > filtrowane, potrzeb cielesnych właściwie nie wykazuje... Do tego jest wręcz cho
    > robliwie spragniona uczucia i uległa. A jej rodzina patrzy głównie na wykształc
    > enie, nie zapewnia też żadnego wsparcia. Adaś wymyślił sobie, że się ożeni, z m
    > ałżonką będzie sypiał rzadko i na szybko, a ona będzie wierzyła w korepetycje i
    > wszystkie inne wymówki, które jej zaserwuje. Po prostu dlatego, że nie przyjdz
    > ie jej do głowy inna możliwość. A kiedy się w końcu zorientuje (po kilku latach
    > ...) mąż przekona ją, że nikt nie uwierzy w jej ignorancję, zostanie uznana za
    > współwinną, skandal zniszczy i ją, i jej rodzinę, a dziecko będzie dorastało z
    > piętnem tatusia-pedofila.

    O rany. No niestety. Sama racja.


    > Niestety kiedy pomyślę o Borejkach, postawionych hipotetycznie w takiej sytuacj
    > i - tzn. dowiadujących się (od Laury?) o hobby Adama i stających w obliczu decy
    > zji, co z tym dalej zrobić - to gra mi w głowie wstrząsająca piosenka Perfectu
    > "Co się stało z Magdą K.?"

    Piosenki nie znam, poszukam. Co do Borejkow - imho nie uwierzyliby. Moze nawet ostrzegliby (z troska) Adama, ze jego sarenka zdradza objawy kuku na muniu i trzeba sie nia zajac, a najlepiej zrobic jej drugie dziecko, bo to lek na wszystko.
  • marutax 20.09.16, 11:06
    tt-tka napisała:

    > Piosenki nie znam, poszukam. Co do Borejkow - imho nie uwierzyliby. Moze nawet
    > ostrzegliby (z troska) Adama, ze jego sarenka zdradza objawy kuku na muniu i tr
    > zeba sie nia zajac, a najlepiej zrobic jej drugie dziecko, bo to lek na wszystk
    > o.

    Poszukaj, bo jest wstrząsająca, niesamowicie prawdziwa i (niestety) wciąż aktualna. Moim zdaniem jedna z najważniejszych piosenek z okresu PRL-u, dziś niesłusznie w cieniu innych przebojów. I napisz słówko, co o niej myślisz :-)
  • tt-tka 20.09.16, 11:27
    marutax napisał(a):


    > Poszukaj, bo jest wstrząsająca, niesamowicie prawdziwa i (niestety) wciąż aktua
    > lna. Moim zdaniem jedna z najważniejszych piosenek z okresu PRL-u, dziś niesłus
    > znie w cieniu innych przebojów. I napisz słówko, co o niej myślisz :-)


    Znalazlam. Samo zycie. Ilez ja takich historii znalam i znam..."glupia k..., zeby tam siedem lat zycia, ona czlowieka zmarnowala, a taki byl porzadny gosc, dobry nauczyciel/instruktor/ksiadz/dowolne, dzieciaki go tak lubily, wstydu nie ma, takiej to by trzeba - tu rozwin wyobraznie, z dodatkiem, ze niekiedy te postulaty, co by z taka trzeba zostawaly wcielane i slowo stawalo sie czynem...
  • jehanette 20.09.16, 13:52
    Ojjj. Czekam w napięciu...

    --
    Piękny i Bestia - FB
  • tt-tka 23.09.16, 11:03
    zla.m napisała:

    Dorwałem w końcu te dwie uczennice, które miały niby
    > przyjść na korepetycje. No i tak, okazało się, że jednak naprawdę istnieją, pię
    > kna żonka nie kłamała.
    > - I co z nimi?
    > - Ano, podinspektorku, bardzo im się nie chciało, ale pan fajny, miły i przysto
    > jny, więc uznały, że może jednak pójdą…

    Och. "Bardzo im sie nie chcialo", bo wiedzialy, co moze sie dziac ? Czy nie chcialo im sie uczyc, ale poszly, bo "pan fajny, mily i przystojny" ?
    Adam sam wybieral uczennice, ktorym przydadza sie jego korepetycje, czy odlawial z tych, ktorym korki zamowili rodzice ? Dowiemy sie ?

    I jak to jest ? Nauczycielowi wolno dawac platne lekcje swoim uczniom czy Adam uczyl gdzie indziej, a kandydatki na korki odlawial gdzie indziej ?
  • zla.m 20.09.16, 20:16
    Agnieszka

    Aga patrzy na bujające się lekko odrzwia bramy kamienicy przy Roosevelta 5. Właśnie zniknął za nimi Ignaś. Blady i nieco spłoszony, ale zdeterminowany. Poszedł „rozmówić się” z ciotką Idą, która przed momentem zrobiła wielką scenę. Tu, na ulicy, nie zważając na przystających przechodniów i gapiącą się otwarcie publiczność w kawiarnianym ogródku. Wrzaski, wygrażanie, zaciśnięte pięści machają nad głową dziewczyny, rude włosy otaczają dziwnie okrągłą, bladą twarz jak księżycowe halo zwiastujące trzęsienie ziemi. Szczerze mówiąc, cała afera zrobiła większe wrażenie na Ignasiu i jego wuju, niż na Agnieszce. No proszę, nawet niezrównoważona matka-alkoholiczka może być czasem darem losu. Idowe szaleństwa i tak są niczym w obliczu przedstawień, które urządza szanowna rodzicielka.
    - Musisz jej wybaczyć – mamrocze nieduży człowieczek stojący obok, ramiona ma przygarbione, patrzy w ziemię. - Łusia… przesłuchania… te zdjęcia… podejrzenia…, a teraz jeszcze aresztowanie Józinka… Która matka to zniesie… - Marek Pałys nagle się ożywia – A może Józinek dowiedział się, że ten… tamten… mąż Laury… wykorzystał Łusię i chciał się zemścić? On tak kocha siostrę…
    Agnieszka uważa, że Józef nikogo nie kocha, ale dyplomatycznie milczy. W końcu odzywa się cicho:
    - Wie pan, ja… no cóż, przepraszam. I rozumiem panią Idę, że się wściekła. W końcu, no tak, powiedziałam policji o tym pistolecie. Ale, no, nie mogłam postąpić inaczej. Tutaj to śledztwo, zastrzelony, a tu – broń. No i.. sama nie wiem, wydawało mi się to słuszne. Ja… wtedy jeszcze nie wiedziałam o tych zdjęciach… może gdybym wiedziała, może bym nie doniosła. - Agnieszka zatyka sobie usta dłonią. Donos. Wstrętne słowo. Doniosła czy spełniła swój obowiązek? Pewnie nigdy nie będzie miała pewności.
    - No tak. Tak. - lekarz kuli się w sobie jeszcze bardziej, patrzy na Agę bez sympatii, odwraca się i powoli znika w bramie. Agnieszka zostaje sama…
    - Ja cię rozumiem – te nagłe słowa powodują, że prawie podskakuje. Kompletnie zapomniała o Dorocie. Co ta dziewczyna w sobie ma, że tak łatwo znika z widoku? Poprawka – łatwo znika z widoku w obecności Pałysów, szczególnie Józefa, ale Ida też zdaje się ją przytłaczać i tłamsić.
    - Naprawdę? Nie wściekasz się, że przeze mnie twój ukochany siedzi?
    - Nie siedzi. Jest zatrzymany do wyjaśnienia i na pewno wszystko się wyjaśni. Józinek nie jest w stanie zrobić nic złego.
    - A pistolet miał do samoobrony?
    - A może! Zresztą, możliwości jest tysiąc, pewnie dostał od jakiegoś kolegi, może w ogóle ten pistolet nie działa, może to atrapa…
    Taaa. Policja narobiła takiego rabanu z powodu atrapy…może w ogóle, to był pistolet na wodę, a oni się nie poznali. Agnieszka tłumi cisnące się na usta sarkastyczne uwagi, zresztą w tym momencie dzwoni telefon Doroty. Ta wyjmuje komórkę, spogląda na wyświetlacz i cała się rozjaśnia. No tak, Józef. Pewnie mu pozwolili zadzwonić, a adwokata i tak nie ma. Aga odchodzi kilka kroków w bok, ale nie przestaje obserwować, w żywej, wyrazistej twarzy Doroty można czytać jak w książce. Radość. Zdziwienie. Wyraźna przykrość. Zaprzeczenie. Jeszcze większa przykrość, buzia wywija się w podkówkę jak u skrzywdzonego dziecka. Kilka słów, wyraźnie mówionych z trudem, przez ściśnięte łzami gardło. Ostatnie pchnięcie ze strony rozmówcy i… ręka z telefonem opada bezwładnie w dół. Ból, brak nadziei. Można by nakręcić taką etiudę, bez słów, same obrazy opowiadające historię, przychodzi do głowy patrzącej. A potem robi jej się strasznie głupio. Jestem potworem. Ktoś cierpi, a ja… Pod wpływem wyrzutów sumienia w Agnieszce budzi się pewna myśl. Nie, to bez sensu, mało już namieszałaś? A może właśnie teraz jest dobry moment. Przecież i tak już jest wszystko jedno, jest u nich spalona…
    - Chodź, Dorotka, postawię ci czekoladę – gestem wskazuje na ogródek maleńkiej kawiarni. Rzecz dziwna, nigdy tu nie była z Ignasiem, choć to przecież zaledwie krok od jego domu. A może właśnie dlatego.
    Wchodzą, znajdują miejsce. Poza kilkoma słowami przy zamówieniu nie odzywają się dopóty, dopóki pszenno-błękitna kelnerka nie przyniesie ich kubków i nie odejdzie.
    - Wiesz – strzela Agnieszka – moja siostra miała męża. Trochę podobny typ, jak twój Józef. Duży, postawny, milczący. Ona… my… nasza matka… w każdym razie moja siostra bardzo potrzebowała wsparcia i poczucia bezpieczeństwa. Więc sobie wymyśliła, że taki gość, to ją przed całym światem obroni.
    - I co?
    - No, owszem. Bronił. Jak ktoś ją zaczepiał, to zaraz się rwał do walki w obronie swojej kobiety. Tyle, że jak wracali, to też… najpierw na nią tylko wrzeszczał, że się nie szanuje, że podrywa tych kolesi, zaczepia… potem… Wyzwiska były coraz gorsze, w końcu ją popchnął, szarpnął, a potem… poszło.
    - I co?
    - Miała więcej szczęścia niż rozumu, bo się zakochał w kimś innym i ją zostawił. Żywą, niezbyt uszkodzoną i niezaciążoną. - Agnieszka jest celowo dosadna. - Ale ty możesz takiego szczęścia nie mieć.
    - Ja? - żachnięcie Doroty i jej oburzenie jest ogromne. Przesadne. Teatralne. - Co ty..? Mało ci, że na niego doniosłaś?! Józinek taki nie jest! No oj, krzyknął na mnie, no zdarza się. Zdenerwowany był! W tej sytuacji miał prawo. I to moja wina właściwie, po co się głupio pytam..!
    - Wiesz co. Nagraj się i posłuchaj, jak to brzmi. Albo puść komuś. Matce, przyjaciółce, terapeucie.
    - Ale po co?
    - Niech ci powiedzą. Mówisz jak typowa ofiara przemocy.
    - A ty tak się świetnie znasz?
    - A wiesz, moja naiwna Dorotko, że nie najgorzej. Moja rodzina ma długą tradycję pakowania się w gówno. I tyle ci powiem; zwiewaj, póki czas. Póki możesz. Póki nie macie dzieci, póki ci dzieci nie tresuje, pasem, nocnymi pobudkami, upokorzeniem..! - Aga milknie, bo teraz ona musi zdusić płacz. Nie powie już ani słowa. Wyszarpuje portmonetkę z torby, rzuca na stół kilka banknotów, przez łzy nie widzi jakie, ale jest jej wszystko jedno. Wstaje gwałtownie i wybiega przewracając krzesło. Dorota siedzi jak skamieniała i długo, bardzo długo patrzy na bramę kamienicy Roosevelta 5.


    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • pi.asia 20.09.16, 21:17
    Dziewczyno! To jest - słów mi brakuje! Dech zaparty, oczy wlepione w ekran. Wspaniale piszesz, tak prawdziwie, świetnym stylem, ten czas teraźniejszy - diabelnie trudny! No po prostu słów mi zabrakło.

    Jeden cytat:
    "To w ogóle jest takie fajne towarzystwo, wszyscy wyższe studia, ą i ę, bułkę przez bibułkę… a jak poskrobiesz, to… odechciewa się. "
    Trafiony, zatopiony.
  • yvi1 20.09.16, 22:11
    Ja ciebie bardzo prosze,pisz dalej .A najlepiej cala Jezycjade od nowa ,tzn.Neo.
    Masz super styl i czekam sie z napieciem na ciag dalszy :)
  • lord_vmordevol 22.09.16, 14:19
    zla.m napisała:

    > spogląda na wyświetlacz i cała się rozjaśnia. No tak, Józef. Pewnie mu pozwoli
    > li zadzwonić, a adwokata i tak nie ma. Aga odchodzi kilka kroków w bok, ale nie

    ZTCW to nie jest tak, że aresztowany dostaje telefon z jednym nabojem i może sobie zadzwonić gdziekolwiek i powiedzieć cokolwiek, tylko robi to za niego policja, własnymi słowami, do wskazanej osoby. Ale jako licentia poetica spoko :-)
  • tt-tka 22.09.16, 14:25
    lord_vmordevol napisała:


    > ZTCW to nie jest tak, że aresztowany dostaje telefon z jednym nabojem i może so
    > bie zadzwonić gdziekolwiek i powiedzieć cokolwiek, tylko robi to za niego polic
    > ja, własnymi słowami, do wskazanej osoby. Ale jako licentia poetica spoko :-)

    A nic podobnego, Lordzie. Masz prawo do jednego telefonu. Taka jest praktyka, bez wzgledu na to, co mowia przepisy. I dzwonisz osobiscie, oczywiscie w obecnosci funkcjonariusza/y.
  • lord_vmordevol 22.09.16, 14:49
    tt-tka napisała:

    > lord_vmordevol napisała:
    >
    > > ZTCW to nie jest tak, że aresztowany dostaje telefon z jednym nabojem i m
    > oże so
    > > bie zadzwonić gdziekolwiek i powiedzieć cokolwiek, tylko robi to za niego
    > polic
    > > ja, własnymi słowami, do wskazanej osoby. Ale jako licentia poetica spoko
    > :-)
    >
    > A nic podobnego, Lordzie. Masz prawo do jednego telefonu. Taka jest praktyka, b
    > ez wzgledu na to, co mowia przepisy. I dzwonisz osobiscie, oczywiscie w obecnos
    > ci funkcjonariusza/y.

    A, to może słyszałem pogłoskę według innych przepisów niż polskie. Bo sam mam bardzo mizerne doświadczenia z aresztowaniami ;-)
  • tt-tka 22.09.16, 14:56
    Mozliwe, ze to zalezy od sprawy, osoby zatrzymanego i tak dalej... ale ja, aresztowana w 2006 wykonalam nawet dwa telefony (jeden do mamy, drugi sluzbowy poniekad), i oba z aparatu policji i na ich koszt, bo komorka mi siadla :)
    Inna rzecz, ze wtedy chalturzylam jako zurnalistka, w sprawie artykulu bylo zatrzymanie, wiec mozliwe, ze dostalam fory.
    A jeszcze w 2012 sama takie telefony odbieralam, i jako pracownica fundacji, i jako osoba prywatna. Dzwonili zatrzymani, nie policja w ich imieniu.
  • zla.m 22.09.16, 15:05
    Zwracam uwagę, że Aga nie wie tak naprawdę, kto dzwoni (może faktycznie policjant z telefonu Józka?) ani też, czy Józef może wykonać jeden telefon czy więcej - ona ma tyle wiedzy, co każdy przeciętny zjadacz kryminałów ;-)

    --
    Pod Londynem...
  • tt-tka 22.09.16, 15:16
    Oj. przyjelam za pewnik, ze Jozwa dzwonil, bo pasuje do tego reakcja Doroty i jej pozniejsze slowa. To byl kto inny ???
    Nawet jesli wyswietlil sie jego numer, nie jest powiedziane, ze aparat ma policja...
    Robi sie coraz ciekawiej, a ja od tego wstrzymywania tchu juz jestem podduszona
  • zla.m 22.09.16, 00:43
    Mila

    Jak zwykle w obecności więcej niż dwóch członków ukochanej rodziny Mila czuje pulsujący w ból w lewej skroni. Męczy ją szum, chaos i rozgardiasz. Tyle dobrego, że chociaż bachorów nie ma. Zielony pokój, zwykle spokojny i chłodny teraz jak piec bucha gorącem, złością, gniewem. Oraz, nie zapominajmy, strachem. Jest duszno i głośno. Grzegorz znienacka postanowił coś powiedzieć, ale wykrzykuje tylko „Ja mam dość...”, „Nie pozwolę...” i nie kończy żadnego zdania. Mila nie wie, czego ma dość, ale nie pyta. Kogo obchodzi człowiek-cień. Zresztą przebija go przenikliwy głos Idy. Nieznośnie wierci w uszach, kiedy ta wywrzaskuje oskarżenia pod adresem swojej siostry, jej syna i jego dziewczyny. Na szczęście jest sama rodzina, nikt obcy nie usłyszy jakie przekleństwa miota szanowana lekarka.
    - Ida – rzuca ostro Mila – czy ja cię uczyłam tak się wyrażać?
    - Wyrażać? Wyrażać?! Twoja ulubiona córka i jej pomiot właśnie zniszczyli życie mojego syna, a ciebie interesuje, jak się wyrażam!
    W każdym innym przypadku Mila wskazałaby, krótko a celnie, że to nie oni mieli broń i wdali się w znajomości z jakimiś podejrzanymi kibolami z bloków. Ale tu przecież chodzi o Józinka, jedynego udanego wnuka!
    - Ucisz się, moja droga – mówi więc nieco łaskawiej do Idy - kara ich nie minie.
    - Taaak, ciekawa jestem… - jazgocze nadal Ida, ale przerywa jej znienacka Pulpa. Boże, jak ona ma na imię? "Pulpa" pasuje świetnie, ale przecież ma inne imię…
    - A ja jestem ciekawa, ruda małpo, dlaczego powiedziałaś policji, że najlepszą sposobność do zabicia miał mój Florek..?
    - Bo miał!
    - Ale powód miał Józek! Albo Marek! Jeśli się obudził.
    - Phi! - Ida prycha jak zapchlony dachowiec- Co ty możesz o nas wiedzieć, nieuku bez matury!
    - Przynajmniej moje córki nie muszą szukać uczuć u starych facetów! A ja mam życie seksualne!
    - Ja ci zaraz..! - Ida chwyta kryształową cukiernicę, tak zwaną pamiątkę po prababci z Kiejdan
    - Silencio! - Ignacy nagle ożywa. No tak, nie przeszkadza mu, jak jego córki skaczą sobie do oczu, ale niech tylko ktoś coś powie o seksie… hipokryta jeden!
    - Uspokójmy się, policja chyba wszystkich nas sprawdza… - Gaba próbuje lać oliwę na wzburzone fale. Ale to już nie woda, wokoło płoną ognie złości, nienawiści i przerażenia.
    - Łatwo ci mówić, mądralo, jak byłaś na wykładach i masz alibi! - nagły wybuch Grzegorza wstrząsa wszystkimi, Mila patrzy na niego, tak naprawdę pierwszy raz od nie wiadomo ilu lat, i konstatuje, że bardzo się postarzał. Zresztą, rzuca okiem po pokoju, wszyscy moi zięciowie to stare pryki. Łysieją, siwieją, tyją, garbią się… i te smętne, obwisłe wąsiska, fuj!
    - Przecież… - Gaba zagryza wargi, a broda jej drży. Ale tym razem popisowy numer nie robi na nikim wrażenia - … wszyscy mamy alibi.
    - Ależ skąd – Mila mówi zimno i z satysfakcją. Podoba jej się szok na ich twarzach.
    - No właśnie, Duszko, właśnie. Dlaczego powiedziałaś, że nie wiesz, gdzie byłem?
    - Bo nie wiem. Skąd mam wiedzieć.
    - No jak to… Przecież ci powiedziałem! Nie ufasz mi?
    - Ufam, oczywiście – zmusza się do uspokajającego uśmiechu – ale to policja, może będzie sprawa w sądzie. Wiem, że powiedziałeś, że idziesz do biblioteki. I ja, jako Mila, oczywiście ci wierzę. Ale nie mam dowodów dla sądu.
    - No tak, tak. Zadziwiające. Oni też zdają się oczekiwać dowodów… Jak to? Przecież ja byłem w stanie wojennym aresztowany, walczyłem! A teraz mi się nie ufa?
    - I Grzesiu nasz kochany też nie ma alibi – syczy Ida ignorując kompletnie słowa ojca.
    - No, nie mam. - ku zdziwieniu Mili Grzegorz tylko wzrusza ramionami. - Byłem tu, sam, pracowałem. Ale nie mam świadków. Bo tata był w bibliotece, a mama – czy w jego twarzy błyska złośliwa satysfakcja? - nie wiem gdzie. Podobno na rynku, ale dowodów dla sądu nie mam.
    - To kto ma alibi? - nieoczekiwanie spokojnie pyta Ignaś. I zaraz zaczyna liczyć – Ja, mama, wujek Rojek w Łodzi, ciocia Natalia w Warszawie, ciotka Patrycja na kursie, wujek Florian..?
    - Nie mam, przyznaję się – ten też wydaje się być mało przejęty, może nawet rozbawiony. - Byłem w lesie, mogłem gada zastrzelić… o, przepraszam cię, moja droga – ostatnie słowa kieruje do wyjątkowo milczącej Laury
    - Nie ma sprawy, wujku – najgorsza z wnuczek wzdycha ciężko. - Wcale się nie dziwię… - i milknie
    - No tak – podejmuje Ignaś – to jeszcze kto? Ty, Laura, prawda?
    - Tak, ja tak.
    - Więc w ten sposób do niczego nie dojdziemy, zbyt wielu podejrzanych. Ale! Zastanówmy się, kto spoza rodziny miał motyw i sposobność… Laura? Adam miał jakichś wrogów? Ktoś mu był niechętny? Może się kogoś bał albo słyszałaś, że ktoś mu groził..?
    - To przemiło, że świetnie się bawisz, Sherlocku! - rzuca z sarkazmem Tygrys. - Nie wiem nic, miałam pewne podejrzenia, ale… - Laura macha z niechęcią w stronę Mili, a tej robi się gorąco. Byle się nie wygadała! - W każdym razie możesz być pewny, że policja już mnie o to przemaglowała. I czy ktoś się kręcił po plantacji też.
    - A kręcił?
    Laura przewraca oczami, ale odpowiada.
    - Nikt niezwykły. Rodzina Adama, ojciec, brat, pracownicy, jacyś klienci, dostawcy… I praktycznie wszyscy trzymali się części sklepowo-biurowej. Zapewniam cię, że nie ukrywałabym, gdybym widziała podejrzaną postać w czarnej masce skradającą się poprzez młode świerki odmiany „Dobra zmiana”.
    Zapada nieoczekiwana, tak upragniona cisza. Ale Mila czuje, że to jeszcze nie to. Za mało materiału na wstrząsającą scenę w nowej sztuce. Postanawia więc się odezwać:
    - Lauro – mówi surowo. - Jak mogłaś nic nie zauważyć, jak mogłaś być tak głupia..?! Naraziłaś dziecko! I jeszcze chciałaś je nazwać Adam..!
    Mila nie kończy. Patrzy na twarz oskarżonej i robi się jej słabo. Tygrys wygląda przerażająco, zaraz wydrapie jej oczy! Straszliwy bezruch przerywa Ignaś (on? ten miągwa?), podchodzi do siostry i kładzie jej dłoń na ramieniu.
    - Nie warto – mruczy. I, wyobraźcie sobie, to działa. Laura jakby leciutko się rozluźnia, mruży te paskudne kocie oczy i rzuca dobitnie, nie kryjąc nienawiści:
    - Odpierdol się raz na zawsze od mojego dziecka, ty stara kurwo.
    Mila jest w szoku. Nie, nie dziwią jej słownictwo ani emocje Laury (w końcu przecież sama się o nie postarała, to jej, można powiedzieć, udany eksperyment). Jest zdziwiona, że nikt, dosłownie nikt nie staje w jej obronie.
    - Mamo… - jęczy Gaba. No wreszcie ktoś! - Przecież Laura podejrzewała… przyszła do nas.. i to właśnie ty..! ty jej powiedziałaś, że wymyśla, uroiła sobie… i żeby nikomu nie mówiła, bo to wstyd tak myśleć o mężu!
    Mila nie może zrozumieć. Tak, Gaba była przy tej rozmowie, ale… oskarża ją? Matkę! Stanęła po stronie tej… tego… bękarta! Czy to możliwe? Jako dramatopisarka nie doceniła najwyraźniej instynktu samicy, ona sama, bliższa kulturze przecież niż naturze, nie ma go wiele, więc nie pomyślała… ale żeby to właśnie Gaba?!
    - Duszko, jak to..? - stęka Ignacy. W głowie Mili huczą płomienie.
    -
    Pod Londynem...
  • gat45 22.09.16, 08:14
    ... i tak mi zostało :(
    Pisz dalej, bo zejdę na uduszenie literackie i będziesz mnie miała na sumieniu
  • vi_san 22.09.16, 08:23
    Kilka tygodni temu byłam na kursie pierwszej pomocy, sztuczne oddychanie Ci, Gatto, mogę zaoferować... A raczej bym mogła, gdyby nie to, że sama jestem na bezdechu! I też czekam na ciąg dalszy!!!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • gat45 22.09.16, 08:43
    No to już nas dwie w stanie apneumii....
    Trzy, bo ta Mila spod pióra Zlej.m pewnie także. I może jeszcze kilkoro bohaterów opisanej tej nocy sceny. Mamy towarzystwo, o Vi_san.
  • tt-tka 22.09.16, 08:56
    *ostroznie wciaga dech po nokaucie umyslowym. Pyta szeptem*
    KTO jeszcze byl przy tej rozmowie, kiedy to Laura... ?
  • dziabka1 22.09.16, 11:01
    Dołączam do towarzystwa. Fanfik na podium najlepszych fanfików.
    Oby dotarł do swego końca.
  • animavillis 22.09.16, 22:01
    dziabka1 napisał(a):

    > Dołączam do towarzystwa. Fanfik na podium najlepszych fanfików.
    > Oby dotarł do swego końca.

    Moim skromnym zdaniem, w ogóle najlepszy fanfik ever! MUSI dotrzeć do końca! ;))
  • kwiat_slonecznika 22.09.16, 09:01
    Aż mnie ten wątek zmusił do wyjścia zza krzaczka-podczytywaczka.
    Jakie to dobre!!! Więcej, więcej!
    I błagam, niech historia nie urwie się z nagła bez zakończenia, jak to już wydarzyło się tutaj kilku obiecującym opowieściom.

    --
    Czas to nie droga szybkiego ruchu między kołyską a grobem,
    czas - to miejsce na zaparkowanie pod słońcem
  • jehanette 22.09.16, 10:00
    Przyłączam się do błagań...

    --
    Piękny i Bestia - FB
  • bupu 22.09.16, 10:08
    Też się przyłączam. Jak widzisz, szanowna autorko, trup ofiar literackiego bezdechu będzie słał się gęsto, jeśli nie napiszesz ciągu dalszego!

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • aadrianka 22.09.16, 10:08
    I ja!

    --
    załóż stanik...poprawnie
  • tt-tka 22.09.16, 10:41
    Czekam (z zapartym tchem), ale nie poganiam, bo Zlej.m dziec wisi na karku, wszystkie to rozumiemy :)
    Wierze gleboko, ze doczekamy zakonczenia, nawet na bezdechu, a do nastepnego odcinka mozemy sie pobawic. W zgadywanie, kto, dlaczego, jak. Ja twardo obstawiam Ide, powod miala, dostep do broni miala i charakter odpowiedni, a w dodatku przy spiacym Marku od dawna przywykla sama zalatwiac sprawy. I preferuje rozwiazania radykalne.
  • marutax 22.09.16, 11:58
    Zaczynam dochodzić do wniosku, że to nikt z Borejków. Ktoś obcy (członek rodziny jednej z wykorzystanych dziewczynek?), może ktoś z rodziny Adama, dopuszczam też samobójstwo upozorowane na zabójstwo. A to dlatego, że w świetle ostatnich fragmentów widać wyraźnie, że nie trzeba wcale mordercy wśród Borejków, by rodzina przeszła całkowitą rewolucję. Jak na razie:
    1. Józinek siedzi i oby szybko nie wyszedł
    2. Laura zmieniła się w Tygrysa, oby na dłużej
    3. Ignaś pokazuje przebłyski normalności, a Aga nie uległa zborejkowaceniu
    4. Grzegorz się odezwał
    5. Mila została zdemaskowana i raczej nie odzyska swojej pozycji (ciekawe, co Ida ma do powiedzenia na temat babki, która pozwala na molestowanie wnuczki)
    6. wyszedł na jaw ZA u Łusi - owszem, rodzice zaprzeczają, ale w którymś momencie będą musieli stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością
    7. Gaba wyszła z roli wiecznej idealnej córki
    8. do Ignaca coś w końcu dotarło
    Podsumowując, najbardziej irytujące i najgorsze postacie zostały wstępnie spacyfikowane lub dano im szansę na rehabilitację. Z tych, które zostały, trudno mi wskazać zabójcę. Jest oczywiście Ida, ale ona wydaje mi się zbyt niestabilna, już prędzej uwierzę, że zaatakowałaby Laurę lub Gabę. Poza tym sama się kompromituje swoimi wybuchami. No i Marek - a nuż? Niemniej dla "oczyszczenia" Borejków zabójca wśród nich nie jest konieczny, załatwia to we własnym zakresie.
  • tt-tka 22.09.16, 12:03
    Imho nie zalatwia. Przyklepia. Moze po nowym rozdaniu kart juz kazde w innej roli (co samo w sobie byloby rewolucja), ale takich zabagnionych stosunkow nie oczysci jeden wybuch. Sila bezwladu jest wielka.
    Sporo jest rzeczy silniejszych od strachu - uczucie, sila przekonan, nuuuuda. Ale zawsze najsilniejsze jest przyzwyczajenie.
  • marutax 22.09.16, 12:15
    tt-tka napisała:

    > Imho nie zalatwia. Przyklepia. Moze po nowym rozdaniu kart juz kazde w innej ro
    > li (co samo w sobie byloby rewolucja), ale takich zabagnionych stosunkow nie oc
    > zysci jeden wybuch. Sila bezwladu jest wielka.
    > Sporo jest rzeczy silniejszych od strachu - uczucie, sila przekonan, nuuuuda. A
    > le zawsze najsilniejsze jest przyzwyczajenie.

    Niestety, tego akurat nie pokona też morderca w rodzinie. Wręcz przeciwnie - po odkryciu, jaką szują był Adam i że jego ofiarą padła Łusia, zdemaskowanie na przykład Idy jako mordercy może zjednoczyć klan, zamiast go rozbić. W końcu z punktu widzenia Borejków okoliczności łagodzących będzie mnóstwo, a zabójstwa hebefila nikt nie potępi. W cieniu solidarności wobec bohatera/ki znikną wychodzące w tym momencie na jaw urazy i pretensje.
  • tt-tka 22.09.16, 12:22
    marutax napisał(a):

    > Niestety, tego akurat nie pokona też morderca w rodzinie. Wręcz przeciwnie - po
    > odkryciu, jaką szują był Adam i że jego ofiarą padła Łusia, zdemaskowanie na p
    > rzykład Idy jako mordercy może zjednoczyć klan, zamiast go rozbić. W końcu z pu
    > nktu widzenia Borejków okoliczności łagodzących będzie mnóstwo, a zabójstwa heb
    > efila nikt nie potępi. W cieniu solidarności wobec bohatera/ki znikną wychodząc
    > e w tym momencie na jaw urazy i pretensje.


    Oczywiscie, ze znikna. Albo klan zjednoczy sie w niewierze, uparcie twierdzac, ze to pomylka sledcza (lub wredna reka wiadomo kogo przeslania prawde). Albo zjednoczy sie w poszukiwaniu kozla ofiarnego (w tej roli widze Laure. Niestety). Albo zamilcza sprawe i wszystkim pozamykaja usta, zeby nie kompromitowac przedwczesnie, hm, wprowadzonej w doroslosc Lusi.
    Mozliwosci mrowie a mrowie, a kazda cuchnaca. W rozpirzenie tej familijnej gnojowki nie wierze. Zewra sily, obuduja betonem, nakryja i zamaskuja.
  • bupu 22.09.16, 12:28
    tt-tka napisała:

    > Oczywiscie, ze znikna. Albo klan zjednoczy sie w niewierze, uparcie twierdzac,
    > ze to pomylka sledcza (lub wredna reka wiadomo kogo przeslania prawde). Albo zj
    > ednoczy sie w poszukiwaniu kozla ofiarnego (w tej roli widze Laure. Niestety).
    > Albo zamilcza sprawe i wszystkim pozamykaja usta, zeby nie kompromitowac przedw
    > czesnie, hm, wprowadzonej w doroslosc Lusi.
    > Mozliwosci mrowie a mrowie, a kazda cuchnaca. W rozpirzenie tej familijnej gnoj
    > owki nie wierze. Zewra sily, obuduja betonem, nakryja i zamaskuja.

    A na wierzchu posadzą kwiatki i będą uparcie twierdzić, że to jest klomb. Boejki mają dużą wprawę w niezauważaniu słonia, stojącego na środku salonu.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 22.09.16, 13:02
    Meczy mnie ten komputer Adama. Pokasowane, ale nie trzeba specjalisty, zeby wiedziec o odzyskiwaniu skasowanych danych... prosciej byloby ukrasc i zniszczyc do imentu, gdyby chodzilo o zdjecia dziewczynek.
    Plus fotki Lusi chyba byly oddzielnie, Jagoda pokazala je, zanim spece odzyskali dane...
    Rany boskie, co ten Adam JESZCZE mogl miec za kolnierzem ? Czy Laura o tym "jeszcze" wiedziala lub podejrzewala ? A ktos inny ? Komu i czym Adam mogl zagrazac tak bardzo, albo rozzloscic tak bardzo, ze zostal definitywnie usuniety ?
  • marutax 22.09.16, 13:18
    tt-tka napisała:

    > Meczy mnie ten komputer Adama. Pokasowane, ale nie trzeba specjalisty, zeby wie
    > dziec o odzyskiwaniu skasowanych danych... prosciej byloby ukrasc i zniszczyc d
    > o imentu, gdyby chodzilo o zdjecia dziewczynek.
    > Plus fotki Lusi chyba byly oddzielnie, Jagoda pokazala je, zanim spece odzyskal
    > i dane...
    > Rany boskie, co ten Adam JESZCZE mogl miec za kolnierzem ? Czy Laura o tym "jes
    > zcze" wiedziala lub podejrzewala ? A ktos inny ? Komu i czym Adam mogl zagrazac
    > tak bardzo, albo rozzloscic tak bardzo, ze zostal definitywnie usuniety ?

    Według policji Adam usunął fotki przed śmiercią. Jeśli mają rację, to dopuszczam możliwość, że ktoś (Laura? Pan Gruszka?) dobrał się do jego kompa i wydrukował fotki Łusi jako dowód. Nastąpiła konfrontacja, po której Adam na szybko wykasował dowody z dysku. To by wskazywało, że
    a) albo nie obawiał się interwencji policji, tylko rodziny i wiedział, że jeśli usunie fotki nikt mu nie udowodni, ze istniały. W tej opcji skłaniam się ku Laurze.
    b) ktoś postawił mu ultimatum - zniszczy wszystko i przestanie, jak nie to sprawa trafi na policję. Tu pasuje mi pan Gruszka, który przepędził niedoszłe ofiary. Mógł wiedzieć, że Adam nie żyje, ale mógł też przepędzać uczennice na zasadzie "skończyło się, nie pozwolę na więcej"
    Przy czym w żadnej z tych opcji nie jest powiedziane, że osoba, która skłoniła Adama do skasowania zdjęć, potem go zabiła.
  • tt-tka 22.09.16, 13:34
    marutax napisał(a):

    >
    > Według policji Adam usunął fotki przed śmiercią.

    Nie ma moznosci stwierdzic, kto usunal fotki. Co najwyzej kiedy - czyli fotki usunieto jeszcze za zycia Adama (stwierdzenie ? hipoteza ?), ale niekoniecznie on.

    Jeśli mają rację, to dopuszcza
    > m możliwość, że ktoś (Laura? Pan Gruszka?) dobrał się do jego kompa i wydrukowa
    > ł fotki Łusi jako dowód. Nastąpiła konfrontacja, po której Adam na szybko wykas
    > ował dowody z dysku. To by wskazywało, że
    > a) albo nie obawiał się interwencji policji, tylko rodziny i wiedział, że jeśli
    > usunie fotki nikt mu nie udowodni, ze istniały. W tej opcji skłaniam się ku La
    > urze.

    Gdyby to byla Laura, Adam bez trudu odebralby jej i zniszczyl rowniez wydruk. Chyba ze nie zniszczyl, a ukryl (zeby miec i moc popatrzec), a policja znalazla...


    > b) ktoś postawił mu ultimatum - zniszczy wszystko i przestanie, jak nie to spra
    > wa trafi na policję. Tu pasuje mi pan Gruszka, który przepędził niedoszłe ofiar
    > y. Mógł wiedzieć, że Adam nie żyje, ale mógł też przepędzać uczennice na zasadz
    > ie "skończyło się, nie pozwolę na więcej"

    Tak, do pana Gruszki takie zachowanie pasuje.


    > Przy czym w żadnej z tych opcji nie jest powiedziane, że osoba, która skłoniła
    > Adama do skasowania zdjęć, potem go zabiła.

    Jasne. Mozliwe tez, ze ktos zabil, a potem sam skasowal. Albo skasowal kto inny, a zabil kto inny. Albo skasowal Adam, a zabil ktos bez zwiazku z tymi zdjeciami...
  • tt-tka 22.09.16, 13:35
    Do diabla, Lusia ! jezeli odkryla, albo jakas kolezanka pochwalila sie i smarkata dowiedziala sie, ze nie jest jedynym obiektem zachwytow Adama... a zdjecia rywalek skasowala przez zemste.
  • bupu 22.09.16, 13:37
    tt-tka napisała:

    > Do diabla, Lusia ! jezeli odkryla, albo jakas kolezanka pochwalila sie i smarka
    > ta dowiedziala sie, ze nie jest jedynym obiektem zachwytow Adama... a zdjecia r
    > ywalek skasowala przez zemste.

    Ooooo! Ta kandydatura mi się podoba!
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • marutax 22.09.16, 13:43
    tt-tka napisała:

    > marutax napisał(a):
    >
    > >
    > > Według policji Adam usunął fotki przed śmiercią.
    >
    > Nie ma moznosci stwierdzic, kto usunal fotki. Co najwyzej kiedy - czyli fotki u
    > sunieto jeszcze za zycia Adama (stwierdzenie ? hipoteza ?), ale niekoniecznie o
    > n.

    Owszem, dlatego napisałam "jeżeli mają rację"

    > > a) albo nie obawiał się interwencji policji, tylko rodziny i wiedział, że
    > jeśli usunie fotki nikt mu nie udowodni, ze istniały. W tej opcji skłaniam się
    > ku Laurze.
    >
    > Gdyby to byla Laura, Adam bez trudu odebralby jej i zniszczyl rowniez wydruk. C
    > hyba ze nie zniszczyl, a ukryl (zeby miec i moc popatrzec), a policja znalazla.
    > ..
    No właśnie policja musiała GDZIEŚ znaleźć te fotki. Nikt się do nich nie przyznał. Wyobrażam sobie, ze mogło to przebiec następująco: osoba X (Laura?) drukuje lub znajduje fotki Łusi, następuje konfrontacja z Adamem, który odbiera zdjęcia. X wybiega, obiecując, że to nie koniec. Adam na szybko czyści dysk, ale w szalecie nie ma możliwości zniszczyć fotek bez śladu, więc zamierza się ich pozbyć poza domem. Przed wyjściem dostaje kulkę, a zdjęcia zostają przy nim i znajduje je policja.
  • tt-tka 22.09.16, 13:56
    E, spalic fotki to jest chwila, nawet w szalecie.
    Czy bylo powiedziane, GDZIE policja fotki Lusi znalazla ? U Adama, u niej ? Jeszcze gdzie indziej ?
    Laura jako demaskatorka wydaje mi sie najmniej prawdopodobna. Sadze, ze Adam potrafilby (albo wierzyl, ze potrafilby) zamknac jej buzie na kazdy temat.
  • tt-tka 22.09.16, 13:58
    Poza wszystkim, skoro juz byly (slyszane przez innych) awantury o Lusie, to sprawa nie byla dla Laury swiezynka. Nawet jesli wczesniej tylko podejrzewala. I rodzinie tez juz zdazyla nakablowac...
    Skoro matka ani babka nie zareagowaly, czy Laura poszlaby z tym do ciotki ? Albo do Marka ?
  • bupu 22.09.16, 12:06
    marutax napisał(a):

    > wskazać zabójcę. Jest oczywiście Ida, ale ona wydaje mi się zbyt niestabilna, j
    > uż prędzej uwierzę, że zaatakowałaby Laurę lub Gabę. Poza tym sama się kompromi
    > tuje swoimi wybuchami. No i Marek - a nuż?

    do Idy bardziej pasowałby mi brutalny mord w afekcie. Gdyby rozdyźdano Maszpanowi łeb przyciskiem do papierów, albo ktoś by go rzetelnie podziabał nożem, porzuconym na miejscu zbrodni, zakrzyknęłabym: Idusia! Ale zimna egzekucja bronią palną? To nie w jej stylu. Faktycznie, tu bym bardziej widziała Marka.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 22.09.16, 12:11
    bupu napisała:

    > do Idy bardziej pasowałby mi brutalny mord w afekcie. Gdyby rozdyźdano Maszpano
    > wi łeb przyciskiem do papierów, albo ktoś by go rzetelnie podziabał nożem, porz
    > uconym na miejscu zbrodni, zakrzyknęłabym: Idusia! Ale zimna egzekucja bronią p
    > alną? To nie w jej stylu.

    W afekcie zlapala spluwe i poleciala odstrzelic. Nie baczac, ze to bron syna.

    >Faktycznie, tu bym bardziej widziała Marka.

    Mareczek kiedys byl nozownikiem... i jako neurochirurg tez ma wprawe :)

    Czuje przez skore, ze nas Zla.m poteznie zaskoczy. Ale poki nic nie wiemy, nadal obstawiam Idusie.
    >
  • bupu 22.09.16, 13:36
    tt-tka napisała:

    > bupu napisała:
    >
    > > do Idy bardziej pasowałby mi brutalny mord w afekcie. Gdyby rozdyźdano Ma
    > szpano
    > > wi łeb przyciskiem do papierów, albo ktoś by go rzetelnie podziabał nożem
    > , porz
    > > uconym na miejscu zbrodni, zakrzyknęłabym: Idusia! Ale zimna egzekucja br
    > onią p
    > > alną? To nie w jej stylu.
    >
    > W afekcie zlapala spluwe i poleciala odstrzelic. Nie baczac, ze to bron syna.

    Jesli morderca wywalił w Maszpana cały magazynek, to mogę uwierzyć, że to Ida.

    Tu muszę stwierdzić, że żadne z Borejków mi w gruncie rzeczy nie pasuje na zabójcę Jadama. Przecież oni wszyscy, jak jeden, są znakomicie wytresowani w ignorowaniu problemów i zamiataniu ich pod dywan. Grunt to fasada, a co za nią niech piorun spali i udawajmy, że tego słonia w salonie nie ma. Prędzej bym uwierzyła, że wiedzieli o tym, że Maszpan jest molestatorem, ale ignorowali to, w imię zachowania wizerunku takiej miłej i ciepłej rodziny.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 22.09.16, 14:05
    bupu napisała:
    muszę stwierdzić, że żadne z Borejków mi w gruncie rzeczy nie pasuje na zabó
    > jcę Jadama. Przecież oni wszyscy, jak jeden, są znakomicie wytresowani w ignoro
    > waniu problemów i zamiataniu ich pod dywan. Grunt to fasada, a co za nią niech
    > piorun spali i udawajmy, że tego słonia w salonie nie ma. Prędzej bym uwierzyła
    > , że wiedzieli o tym, że Maszpan jest molestatorem, ale ignorowali to, w imię z
    > achowania wizerunku takiej miłej i ciepłej rodziny.

    Zgoda. Tacy oni sa.
    W tej konkretnej sytuacji mogla sie wylamac rodzina Lusi - matka, ojciec, brat - o ile dowiedzieli sie/uwierzyli.
    jezeli motywem byly sklonnosci i te wlasnie dzialania Adama, to innych kandydatur w rodzinie B. nie widze.
  • ciotka_scholastyka 22.09.16, 19:46
    > Czuje przez skore, ze nas Zla.m poteznie zaskoczy.

    I okaże się, że to pani Dąbek-Nowacka ;)
  • animavillis 22.09.16, 21:59
    ciotka_scholastyka napisała:

    > > Czuje przez skore, ze nas Zla.m poteznie zaskoczy.
    >
    > I okaże się, że to pani Dąbek-Nowacka ;)

    Albo Pyziak. Mila i Gaba nie chciały słuchać, więc Laura pożaliła się ojcu. I tak odwieczny czarny charakter Jeżycjady występuje w tej roli także w fanfiku. ;)
  • tt-tka 22.09.16, 22:03
    ciotka_scholastyka napisała:

    > > Czuje przez skore, ze nas Zla.m poteznie zaskoczy.
    >
    > I okaże się, że to pani Dąbek-Nowacka ;)

    Pani D.-N. miala corke Marzenke. I wnuczki w stosownym wieku moze posiadac. Ale okaze sie, ze wcale nie to bylo powodem - Adam przyczynil sie do remontu pod kaponiera i przez to pani D.-N. nie ma cieplej wody ani w ogole zadnej ! A w domu piesek, ktoremu trzeba dac pic !
    Tez bym utlukla.
  • szafirki_i_konwalie 22.09.16, 09:50
    Proszę, więcej! Jest genialne!!!! Ukłony!!!!
  • marutax 22.09.16, 13:00
    A dlaczego Natalia w Warszawie? Bo to "alibi" daje duże możliwości...
  • tt-tka 22.09.16, 13:17
    marutax napisał(a):

    > A dlaczego Natalia w Warszawie? Bo to "alibi" daje duże możliwości...

    Tak samo jak Rojek w Lodzi... I na czym polega alibi Igstryby ? Byl na zajeciach ? Jesli to byly wyklady, to pewnosci to nie daje, nigdy nie ma kompletu i nikt na pewno nie wie, kto kiedy i na czym byl...
    Gaba prowadzila zajecia, Pulpa na kursie, jesli niewielka grupa, to da sie potwierdzic. I wlasciwie tylko one dwie. Marek i Ida, o ile akurat nie operowali, tez sa nie do sprawdzenia na 100 %.
  • szafirki_i_konwalie 22.09.16, 14:07
    A czy Laura nie mogła sie zwrócić z kłopotem do starszego brata Adama? Skoro własna rodzina ją, hm, zignorowała? Nie mowię, ze od razu brat zabił brata, ale w sumie moze rodzina Fidelisow maczała w tym palce??? W sumie spółki z Tygrysem tez nie wykluczam... taki skandal, jakie straty dla Daglezji!
  • tt-tka 22.09.16, 14:20
    Prawie nic nie wiemy o stosunkach miedzyfidelisowatych. Z tych kilku scenek, ktore byly, wygladali na kochajaca sie i zzyta rodzine, ale Borejki tez tak na pierwszy rzut oka wygladaja...
    Wydaje mi sie, ze raczej by zadzialali wobec Adama tak, jak opisala Marutax. A Laure predzej postarali by sie spacyfikowac niz wspoldzialali z nia. Niestety syndrom "Magdy K." trzyma sie mocno, a Laura jest obca, w sensie z zewnatrz, i zalezna od nich - mieszkaniowo, finansowo... no i po generalnej rozprawie byc moze chcialaby im zabrac ich wnuka...
  • iskrzy_54 22.09.16, 18:42
    Stawiam na Gruszkę - kocha Jadama jak syna, ale nie "odbrązowienie" go (Gruszkę) kompletnie załamuje, zwłaszcza, że Jadam odmówił zaprzestania oraz leczenia, a że przy okazji Cho.. ho ho ... rodzinka B. zostanie wplątana... Sytuacja przypomniała mi świeny kryminał/thriller czeskiego autora: "śledztwo prowadzi radca jakiśtam (nie chce mi się sprawdzać)
  • szafirki_i_konwalie 23.09.16, 09:09
    Tez mysle, że strzelał pan Gruszka ze łzami w oczach 😉
  • marutax 22.09.16, 19:55
    tt-tka napisała:

    > marutax napisał(a):
    >
    > > A dlaczego Natalia w Warszawie? Bo to "alibi" daje duże możliwości...
    >
    > Tak samo jak Rojek w Lodzi... I na czym polega alibi Igstryby ? Byl na zajeciac
    > h ? Jesli to byly wyklady, to pewnosci to nie daje, nigdy nie ma kompletu i nik
    > t na pewno nie wie, kto kiedy i na czym byl...
    > Gaba prowadzila zajecia, Pulpa na kursie, jesli niewielka grupa, to da sie potw
    > ierdzic. I wlasciwie tylko one dwie. Marek i Ida, o ile akurat nie operowali, t
    > ez sa nie do sprawdzenia na 100 %.

    Nie, w Roberta w Łodzi czy Ignasia w Poznaniu ludzie znają, więc ich alibi można łatwo sprawdzić i potwierdzić. Natalia w Warszawie daje dużo większe pole do popisu, jeśli nie jechała do znajomych tylko na przykład załatwiać coś w kuratorium to mogła urwać sporo czasu albo tak zakombinować, by pojechać do Łodzi przez Poznań. Oczywiście można to sprawdzić, ale wymaga to dużo więcej pracy - trzeba oglądać nagrania monitoringu, pokazywać zdjęcie Nutrii świadkom, może sprawdzać aktywność jej karty kredytowej... Możliwe, że dopóki nie stanie się mocno podejrzana, policja nie będzie poddawała w wątpliwość jej oświadczeń.
  • yvi1 22.09.16, 20:19
    Nie wiem czemu,ale Natalia mi sie kojarzy z trucizna,Ida z pogrzebaczem \ siekiera ;z czyms co tam jest pod reka ,absolut nie nie z zaplanowanym na zimno morderstwem.
    Pulpa mi nie pasuje do morderstwa absolutnie.Marek by kogos wynajal.Grzegorz by uzyl sznurka\drutu.
    Najbardziej na zimnokrwista morderczynie mi pasuje Milicja ,bo Ignac to by tylko na śmierć zagledzic potrafił :).
    Tak sobie ich wyobrażam ,a Jozina jako kopiacego kogos buciorem ....
  • bupu 22.09.16, 22:20
    yvi1 napisała:

    > Nie wiem czemu,ale Natalia mi sie kojarzy z trucizna,Ida z pogrzebaczem \ sieki
    > era ;z czyms co tam jest pod reka ,absolut nie nie z zaplanowanym na zimno mord
    > erstwem.
    > Pulpa mi nie pasuje do morderstwa absolutnie.

    Dawny Pulpet sybaryta mnie też nie pasuje, za dużo wysiłku z tym morderstwem i w ogóle. Ale Pulpa-stachanowiec? Zaplanowałaby i odwaliła to morderstwo jak na przodownicę pracy przystało i bez drgnienia powieki. Robota jest, robotę trzeba zrobić. Bam.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 22.09.16, 22:52
    marutax napisał(a):

    Roberta w Łodzi czy Ignasia w Poznaniu ludzie znają, więc ich alibi możn
    > a łatwo sprawdzić i potwierdzić.

    Wlasnie niekoniecznie. Byl na wykladach ? No byl. Jest pan pewnien, ze wlasnie tego dnia ? No, zawsze jest. Nie mieliscie przerwy, nie wychodzil ? nie, chyba nie... Zabieral glos ? A zwykle zabiera ? Komentowal wyklad po zakonczeniu ? A jaki byl temat ? A co mowil ?
    I moze sie okazac, ze IGS na wykladach wlasciwie zawsze jest, ale nikt pod przysiega nie zezna, ze byl wlasnie tego dnia, dokladnie w godzinach od...do...
    zwlaszcza jesli on na studiach nie zawiazal z nikim blizszych stosunkow i grupa go nieszczegolnie zauwaza.
    Robert w Lodzi - niby latwiej, bo pojechal zalatwiac konkretna sprawe, zakladam. Ale nie wiemy jeszcze, co to bylo, kiedy pojechal, kto moze potwierdzic godzine wyjazdu i o ktorej dotarl do Lodzi.
  • tt-tka 22.09.16, 22:58
    Co nie znaczy, ze uwazam, ze to ktorys z nich :), zapomnialam dodac. Ale "bylem na wykladach" to nieszczegolne alibi, "wyjezdzalem" tez. zwlaszcza bez potwierdzenia.

    Gaba ma komfortowa sytuacje, jesli prowadzila wyklady. Tak mowil Grzegorz. Ale zdaniem syna "byla w swoim gabinecie". Hm. Pulpa ma tyle wdzieku i latwo zyskuje sympatie, co to dla niej przekonac kolezanki z kursu, zeby nikomu nie mowily, ze na troche sie urwala (gdzie byl ten kurs ? nie wiemy. A jesli w Kostrzyniu ?)

    Inna rzecz, ze ani Gaby, ani IGS nie widze w tym. Oni sa zbyt skupieni na sobie, by mordowac. Pulpa wlasciwie tez.
    Robrojek ma synow i zone, trzecie swoje dziecko (Belli od dawna nie liczymy). Byc moze zabilby, gdyby komus z nich cos zagrazalo. Ale w cudzej sprawie nie sadze.
  • marutax 22.09.16, 23:25
    Jak pisałam wcześniej, ja w ogóle podejrzewam osobę z zewnątrz ;-) Mimo to właśnie wyjazd Natalii wydaje mi się pewnym odstępstwem od normy, bardzo wygodnym w tej sytuacji. Cóż, zawsze może się okazać, że Natalia odwiedza w W-wie Filipa...
  • bupu 22.09.16, 23:34
    marutax napisał(a):

    > Jak pisałam wcześniej, ja w ogóle podejrzewam osobę z zewnątrz ;-) Mimo to właś
    > nie wyjazd Natalii wydaje mi się pewnym odstępstwem od normy, bardzo wygodnym w
    > tej sytuacji. Cóż, zawsze może się okazać, że Natalia odwiedza w W-wie Filipa.
    > ..

    Wygodny układ, Robroj daje stabilizację, a Filipek wybuchi łóżkowe, których Natalii może brakować w małżeństwie. Wyobrażacie sobie tego oklapłego wujcia Robrojcia jako demona seksu? Bo ja nie.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 22.09.16, 23:44
    bupu napisała:

    > Wygodny układ, Robroj daje stabilizację, a Filipek wybuchi łóżkowe, których Nat
    > alii może brakować w małżeństwie. Wyobrażacie sobie tego oklapłego wujcia Robro
    > jcia jako demona seksu? Bo ja nie.

    Ja tez nie, ale i romansu z Filipem sobie nie wyobrazam. To bylo 15-17 lat temu, teraz Natalia ma 40+, dwoje dzieci i meza, ktory jej uroku ani pokusy nie dodaje. Myslisz, ze Bratek polecialby na nia ?
  • tt-tka 22.09.16, 23:40
    Zaraz, zaraz. Refleks szachisty mam, dopiero teraz mnie tknelo - a co oni sie tak znienacka i jednoczesnie w wojaze wybrali ? Jedno do Lodzi - no, powiedzmy, ze do corki albo dawnego wspolnika. Drugie do Warszawy - no przeciez nie do Bodzia. A mlode Rojki co ? Gdzie byli, co robili ? Kiedy widzielismy ich ostatnio, mieli 13 i 11 lat, a ciocia Gaba i babunia Milunia rak nie lamia i nie zapraszaja na obiadek (wzglednie nie rozpaczaja, ze Rojki burknely "sami sobie ugotujemy/zjemy w barze")?
  • tt-tka 23.09.16, 00:26
    marutax napisał(a):

    > Jak pisałam wcześniej, ja w ogóle podejrzewam osobę z zewnątrz ;-) Mimo to właś
    > nie wyjazd Natalii wydaje mi się pewnym odstępstwem od normy, bardzo wygodnym w
    > tej sytuacji.

    bardzo podejrzanym w tej sytuacji, raczej :)
    To sa podstawowe pytania - czemu Iks, ktory zawsze we wtorki grywal w klubie, akurat w ten wtorek nie zagral ? Czemu Igrek akurat tego dnia wracal z pracy samochodem kolegi zamiast jak zwykle kolejka 16.23 ?
    Dlaczego Rojek, ktory w Lodzi bywa raz na ruski rok i Rojkowa, ktora do Warszawy nie jezdzi wcale wybrali sie wlasnie wtedy, gdy Adam, ekh, padl, ekh, ofiara ?
  • yvi1 23.09.16, 00:55
    Tylko proszę,nie Rojek.Mimo,ze MM z niego skapcanialego dziada zrobiła,to bardzo go lubiłam.I bardzo bym nie chciała żeby był zdolny do morderstwa.A może slamazarna Pyza w obronie Laury się zmobilizowała do nadludzkich czynów ?
    Dowiedziała się do czego był zdolny szwagier i zaplanowała zbrodnie doskonała.Przyleciala z Anglii na jeden dzień i znikła jak sen złoty .
  • vi_san 23.09.16, 06:48
    Nic nie poradzę, ale najbardziej bym CHCIAŁA, żeby winą obciążyć Milicję. Znaczy nawet nie żeby osobiście go ustrzeliwała, ale żeby była mózgiem i tym, no, inicjatorem. No, nie lubię babska...
    Ale realnie - nie wydaje mi się zbyt prawdopodobna, niestety. Sprawa z Nadszympansem została już [w jej oczach] zamknięta i zamieciona pod dywan, Larwa histeryzuje, a Jadam jest złoto żywe, koniec kropka. Powodów de facto brak. Chyba, że wyjdzie na jaw coś innego, na co po trosze liczę.
    No, niestety najbardziej prawdopodobny wydaje mi się Józef - z przyczyn, że tak ujmę, psychologicznych. Zabójstwo "na zimno" wyklucza Idę, ale nie jej syna. Przemyślana zbrodnia pasuje właśnie do niego, który już jako dziecko snuł analizy "dorosłe". Powód też miał: kuzynka Larwa może sobie spać jak i sobie pościele, ale wprowadzenie nieletniej siostrzyczki w życie nocne - to nie jest coś, co by "łyknął"... Więc niestety... :(

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • szafirki_i_konwalie 23.09.16, 09:17
    Roza moim zdaniem odpada - ma dzieci, nie zaryzykuje dla siostry. Chyba ze sie okaże, ze podczas rzadkich odwiedzin w Polsce wujek Adam duuuuzo czasu poświęcał małej Mili.... tez bym utłukla dziada.
  • zla.m 23.09.16, 22:07

    LAURA

    Jest tak zmęczona, że kiedy czeka, aż dyżurny policjant wypisze jej przepustkę, opiera głowę o ścianę i niemal zasypia. Od pamiętnej „narady rodzinnej” nie przespała spokojnie jednej nocy. Co gorsza, Jasio wyczuwa jej nerwowość i wciąż płacze… Ale może dziś, dziś wreszcie się wyśpią. Tylko jeszcze odwalić to przesłuchanie, czy co to ma być. Nawet wizja spotkania z przystojnym podinspektorem nie poprawia Laurze humoru, nie po tym, czegosię od niego dowiedziała.
    Tym razem nie siedzi w paskudnym pokoju przesłuchań, ale w biurze. Ku jej zdziwieniu radio ustawione jest na program drugi, leci jakaś pogadanka o operach. Jeszcze jeden punkt styczny, podpowiada Tygrys. Ale Laura nie jest w nastroju.
    - Witam panią, tak jak mówiłem poprzednio, to spotkanie to właściwie formalność. Nasze ostatnie prze… eeee…. ostatnia rozmowa została przepisana z taśmy i teraz musi ją pani przeczytać i potwierdzić prawdziwość. Formalność, jak już mówiłem. - Laura przytakuje, bez zainteresowania sięga po wydruk.
    - Jeszcze zanim pani zacznie czytać, proszę mi podać adres zamieszkania…
    - Zamieszkania..?
    - Albo zameldowania, wszystko jedno. Chodzi o to, żeby można było się z panią skontaktować.
    - Eeee… ja raczej nie będę dostępna pod adresem zameldowania… zresztą, dobrze że mi pan przypomniał, wymelduję się stamtąd! A zamieszkania… na plantacji już nie będę raczej mieszkać… właściwie to teraz pomieszkuję u koleżanki, ale dziś mam coś wynająć… to może ja jeszcze to uzupełnię..?
    - To wpiszmy na razie adres zameldowania dla formalności. A jakbym chciał się jeszcze z panią zobaczyć, – policjant zawiesza na chwilę głos – służbowo oczywiście, to zadzwonię. Jeśli mogę..?
    O nieba, czy Laura dobrze słyszy? Czy on próbuje z nią flirtować? Teraz! Po tym… Niepoprawny Tygrys potwierdza, że oczywiście, może pan, jak najbardziej, kontaktować się. W każdej sprawie… W końcu Laura czyta. Pozbawiony mimiki i naturalnych gestów zapis słów brzmi dziwnie płasko, brakuje wykrzykników czy cudzysłowów, pełen jest powtórzeń i jakichś urwanych partykuł. Chwilami trudno zrozumieć sens.
    ****
    - Dlaczego usunęła pani z komputera męża zdjęcia?
    - Dlaczego? Nie chciałam, żeby je miał. Te zdjęcia Łuśki…
    - Łuśki?
    - No przecież nie Józka.
    - Zacznijmy od początku (Laura przypomina sobie, że jej rozmówca westchnął ciężko). Jak pani odkryła te zdjęcia?
    - W najgłupszy z możliwych sposób. Adam kazał mi poszukać w jego szufladach.
    - Zdjęć?
    - Skąd. Szedł na rozmowę do nowej szkoły i zginął mu jakiś certyfikat, z kursu, jakieś trudne negocjacje czy coś w ten deseń. Spieszył się jak diabli, poleciał się golić i prosił, żebym poszukała. No to poszukałam. I znalazłam.
    - Zdjęcia czy certyfikat?
    - Jedno i drugie.
    - Co pani zrobiła?
    - Z początku nic. To znaczy dałam mu ten cholerny certyfikat i nic nie powiedziałam. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Już wcześniej miałam jakieś tam podejrzenia, ale to. Gdyby to była dorosła osoba, jakaś baba, obca. Ale z rodziny i to taka smarkata. Dopiero wieczorem.
    - Co było wieczorem?
    - Zrobiłam awanturę. Niezłą awanturę. W sumie to największą w życiu. Taką z rzucaniem w niego walizkami i żądaniami wyprowadzki.
    - Ale w końcu nie wyprowadził się? Ani pani?
    - Nie.
    - Czy powiedziała pani komuś o tym znalezisku?
    - Nie.
    ***

    Laura podnosi głowę i mówi tu i teraz:
    - Skłamałam.
    - Co? - policjant pogrążony w jakiś swoich papierach patrzy lekko nieprzytomnie.
    - Skłamałam, mówiąc że nikomu nie powiedziałam o znalezionych zdjęciach Łusi. Powiedziałam ma…
    - Zaraz, zaraz! - przerywa jej i wyciąga skądś przedpotopowy magnetofon,. - włącza nagrywanie i wygłasza wszystkie formułki o dacie, osobach obecnych, odpowiedzialności za składania fałszywych zeznań – Teraz proszę mi wszystko opowiedzieć.
    - Czy to nie podpada pod składanie fałszywych zeznań?
    - Możemy uznać, że chciała pani chronić rodzinę i nie wyciągać konsekwencji. Gdybym miał karać każdego, kto mnie okłamał… - uśmiecha się łobuzersko i Laura czuje, że jednak nie jest zupełnie impregnowana na jego urok.
    - A więc, po znalezieniu w szufladzie męża zdjęć mojej kuzynki. Rozebranych zdjęć. Nieletniej kuzynki… Więc po tym i po awanturze, następnego dnia pojechałam do Poznania poradzić się mamy… Powiedziałam im.
    - Im?
    - No, była mama i oczywiście przylazła ta… jej matka… Więc im powiedziałam.
    - I co dalej? Co pani poradziły.?
    - Poradziła. Ba… babka. Żebym siedziała cicho. Że na pewno coś sobie uroiłam. Że to pewnie nie tak, może to zdjęcia z basenu… Z basenu! Nagie! I to że to przecież nie-moż-li-we, żeby taki szanowany nauczyciel… Krótko mówiąc – nie robić nic, bo i tak mi nie wierzy, nie wierzą. I nikt mi nie uwierzy. I tak to się skończyło. Czy to ma jakieś znaczenie?
    - Cóż, o mamę nie musi się pani martwić, jej alibi jest nie do podważenia. Natomiast pani babcia dość mętnie opowiada o swojej wizycie na rynku i teoretycznie mogła… - podinspektor przerwał gwałtownie, chyba poczuł, że mówi za dużo. Ale to starczyło, by Laura z Tygrysem odtańczyli radosny taniec. Tak! Wiedźma będzie miała kłopoty! Tymczasem podinsektor spokojnie pytał dalej – Czy pani matka lub babka mogły o tym komuś powiedzieć.
    - Babka na pewno nie. Sobie wmówiła, że nic nie słyszała, to o czym miała mówić.
    - A mama? Może pani ojcu?
    - Ojcu? A, pan myśli o Grzegorzu. To ojczym. Nie, nie sądzę. Jeżeli już komuś, to może wujkowi Bernardowi…
    - Komu..?
    Laura ma ochotę zachichotać, policjanta wyraźnie przeraża wizja kolejnych odnóg rodziny.
    - To nie jest mój prawdziwy wujek, tylko znam go od urodzenia i tak nazywam. Mamy bliski kolega, przyjaciel… Ale nie, nie to co pan myśli! On jest obłędnie zakochany w swojej żonie, to Aniella Żeromska, wie pan, ta aktorka. No i… on mamę rozśmiesza, ale jest obleśny z wyglądu… nie ma szans.
    Tygrys ma jednak wątpliwości. Mama zawsze świetnie bawi się z wujkiem, jest z nim wyraźnie bardziej wyluzowana niż przy Grzesiu… Ale tą myślą już się nie dzieli.
    - A czy ten pan… Bernard? Mógł jakoś zareagować, on panią lubi? Albo ma dzieci?
    - Lubi mnie, ja się w ogóle racze lepiej dogaduje z mężczyznami. Ale pyta pan, czy tak, żeby stanąć w mojej obronie..? Nie sądzę. A dzieci ma, ale synów, dorastających.
    - A może komuś powiedział?
    - Bez może – Laura wzdycha, nie myślała o tym wcześniej, ale powiedzieć Żeromskiemu, to jak puścić audycję w trójce. - Powiedział na pewno swojej żonie, znajomym… On zna pół miasta…
    - Tak, będziemy musieli sobie z nim porozmawiać. Z pani mamą i babcią też. - policjant zapisuje dane Żeromskich, a potem Laura wraca do czytania.
  • zla.m 23.09.16, 22:09
    cd...

    ***
    - … to były wydruki z komputera. Znalazłam potem zdjęcia Łusi w jego laptopie i wykasowałam.
    - A inne zdjęcia?
    - Jakie inne?
    - Innych dziewcząt.
    - Jak to. Innych dziewcząt? Były inne dziewczyny? Proszę, błagam, niech pan nie mówi. Jak to inne? Też takie? Takie młode?
    - Nie wiedziała pani? Przecież wszystkie były w tym samym katalogu, Wycieczki i imprezy.
    - Wycieczki i imprezy? Przecież. Tam były zwykłe zdjęcia, z wycieczek i imprez.
    - Oglądała je pani wszystkie?
    - Skąd. Adam był nauczycielem ponad 12 lat, jeździł na wycieczki ze swoimi klasami, z innymi do pomocy, on robił zdjęcia z każdego wyjścia, do kina, muzeum, teatru, z dnia chłopaka, zawodów sportowych, dnia dziecka. Tam było ze 100 podkatalogów, jak nie więcej. Kto by to oglądał.
    - No więc właśnie, ten katalog, o którym mówię nazywał się Xb. Był na końcu. A w nim były podkatalogi: Łusia i inne… Kasia, Marysia i tak dalej. Nie widziała ich pani?
    - Nie. Do głowy mi nie przyszło, żeby szukać właśnie tam.
    - To jakim cudem usunęła pani ten z kuzynką akurat?
    - Normalnie. Moje zdjęcia Adam miał w katalogu Laura, więc zrobiłam wyszukiwanie przez Łusia i Łucja i wszystko, co się znalazło wypieprzyłam bez oglądania i sprawdzania.
    - Przepraszam panią. Ale my się tak głowiliśmy, dlaczego tylko ten jeden katalog został usunięty najpierw. (Laura pamięta swój szok, bo policjant głośno się wtedy roześmiał).
    ***
    Czyta dalej, nuda, po raz kolejny opowiada, co robiła „feralnego dnia” i czy wie o jakichś kłopotach męża, może długach…
    - To gdzie mam podpisać? - pyta, tym razem odrywa policjanta od pisania czegoś.
    - Hmm, tutaj… ale wie pani, jeszcze te dzisiejsze zeznania… musimy uzupełnić i znowu pani dać do podpisu. Wiem, to upierdliwe… ale może jakoś pani zniesie kolejne spotkanie ze mną.
    - Nooo, jakoś zniosę – Laura podchwytuje żartobliwy ton, choć przypomnienie „Xb” Adama powoduje, że ma mdłości. - Kiedy?
    - Hmm, hmm… jutro.. nie.. to ja do pani zadzwonię, dobrze?
    - Ależ proszę.
    Laura wychodzi kołysząc lekko biodrami. Ale po głowie kołacze jej się rozpaczliwe „Czy pedofilia jest dziedziczna?”

    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • zla.m 23.09.16, 22:11
    PS
    mam nadzieję, że nie utrudniłam Wam bardzo czytania tymi "fragmentami protokólu". Powinna być taka fajna czcionka udająca wydruk... ale nie ma :)

    --
    Pod Londynem...
  • vi_san 23.09.16, 22:34
    Mi nie utrudniłaś! I czekam na ciąg dalszy! :D Z niecierpliwością! Pasjami uwielbiam kryminały! A ten dodatkowo z mocno "emocjonalnymi" bohaterami! Z ciekawości - bo nie mogę znaleźć: ów policjant ma jakieś imię i nazwisko?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • zla.m 23.09.16, 23:08
    Michał Śmigielski. W rozdzialiku o Jagodzie się nazywa :D

    --
    Pod Londynem...
  • tt-tka 23.09.16, 23:16
    A swoja droga - jezeli Gaba komus wspomniala - to chcialabym wiedziec, jak. W jakiej formie. Czy ze z zieciem cos jakby... czy ze znowu pojawiaja sie klopoty z corka, wymysla cos sobie i szkaluje najblizszych. I wyraznie chce zantagonizowac rodzine.
  • tt-tka 24.09.16, 00:52
    Tak sie zastanawiam... Skoro Laura juz zdecydowala sie mowic, juz puscila pare, czemu nie poszla z tym do Idy ? Jesli nie wczesniej, to po tej awanturze z Adamem. Nawet nie musialaby duzo gadac, dosc byloby plasnac zdjeciami o stol i powiedziec, ze znalazla to w szufladzie meza. Ktos ja o to zapyta ?
  • zla.m 24.09.16, 01:49
    Abstrahując od fika, to jak ty to widzisz? Jej mąż wykorzystuje nastolatkę, a ona ma iść do matki tego dziecka i oskarżycielsko plaskać zdjęciami?

    --
    Pod Londynem...
  • tt-tka 24.09.16, 03:32
    zla.m napisała:

    > Abstrahując od fika, to jak ty to widzisz? Jej mąż wykorzystuje nastolatkę, a
    > ona ma iść do matki tego dziecka i oskarżycielsko plaskać zdjęciami?

    Rzucic zdjecia na stol na zasadzie dowodu prawdy, babka nie chciala uwierzyc, choc jest kolorowe na bialym, sama zobacz. Nie w sensie oskarzania Lusi ! Tak to zabrzmialo ? To zle sie wyrazilam.
    Skoro zdecydowala sie mowic, to znaczy, ze chce sprawe ukrocic. Babka ja przygasila, matka nabrala wody w usta, kto moglby ja poprzec ? Rodzice dziecka najpredzej. A Ida jest jej ciotka, nadal sprawa rodzinna, gdyby nie chciala tego wywlekac na zewnatrz.
    Jesli juz puscila farbe, to logiczne i sensowne wydaje mi sie pociagnac dalej. Chyba ze Adam w tej awanturze zrobil lub powiedzial cos, co jej zamknelo usta...
  • tt-tka 24.09.16, 03:44
    ucielo
    I chyba ktos jednak powinien ja spytac, czemu nie ostrzegla Palysow - ktos z policji, mysle. Powodow, dla ktorych tego nie zrobila, zapewne znalazlaby niemalo i niebagatelnych, ale wydaje mi sie, ze takie pytanie powinno pasc.
  • gat45 24.09.16, 08:04
    tt-tka napisała:

    > ucielo
    > I chyba ktos jednak powinien ja spytac, czemu nie ostrzegla Palysow - ktos z po
    > licji, mysle. Powodow, dla ktorych tego nie zrobila, zapewne znalazlaby niemal
    > o i niebagatelnych, ale wydaje mi sie, ze takie pytanie powinno pasc.

    Sugerujesz tu nową scenę i całą nową linię zdarzeń, a nie wiadomo, czy było to w zamyśle Autorki.
    A ja bym wolała, żeby Zla.m napisała swoje dziełłłłło całłłłłkowicie po swojemu. Autorka ma sprecyzowany plan i dokładnie przewidziane, co i kiedy zrobi który z jej bohaterów. To zupełnie inna koncepcja pisania niż ta, którą swego czasu przyjęłaś Ty : urabiana na gorąco z czytelnikami, omawiana, zmieniana pod kątem ich uwag. No i sama widzisz, Twoje postaci wymknęły Ci się spod kontroli, bo forum stało się współautorem. I teraz musisz swoje własne postaci dyscyplinować ogromnym nakładem sił, zbierać je do kupy, tu przykroić - tam obciąć i w ogóle zaprowadzić porządek.
    A ja bym chciała przeczytać dokładnie to, co Zla.m sobie wymyśliła w głowie swojej, zaś tutejszą rozmowę ograniczyć do zachwytów i przepychanek-zgadywanek, ale ręce precz od sugestii zmian czy uzupełnień scenariusza. Tylko komentarze, żadnego interwencjonizmu. Jak się skończy, to wtedy coś tam konkretnego można będzie Autorce zasugerować, ale niech ten fanfik się urodzi bez interwencji zewnętrznej na płodzie w łonie matki:) Tak bardzo proszę....
  • gat45 24.09.16, 08:07
    Jakie komentarze, jakie "tylko komentarze", co ja wygaduję ! Przede wszystkim zachwyty, cała fura zachwytów !!!!
  • gat45 24.09.16, 08:30
    No żesz.
    Były zachwyty już w pierwszym gacim wpisie, Gat się powtarza. Ale nic to, naprawdę zachwytu mam na porządny skład pociągu towarowego.
  • tt-tka 24.09.16, 10:05
    gat45 napisała:


    > Sugerujesz tu nową scenę i całą nową linię zdarzeń, a nie wiadomo, czy było to
    > w zamyśle Autorki.

    A niech mnie reka dowolna ! Pisze na zasadzie "glosno mysle". Tak jakbym glosno myslala/gadala ze znajomymi o prawdziwym wydarzeniu, pani Jadziu, trudno uwierzyc, prawda ? czemu ona do rodzicow tej malej nie poszla ? tak, ma pani racje, powinni ja przycisnac, maz mezem, ale tu przeciez o dzieciaka chodzi...


    > A ja bym wolała, żeby Zla.m napisała swoje dziełłłłło całłłłłkowicie po swojemu


    TYLKO I LI !!!

  • tt-tka 24.09.16, 10:51
    I dalej glosno na pismie myslac tak sobie licze po cichutku - jak sie ma czas fanfikowy do jezycjadowego ? Bo w Febliku Lusia ma skonczone 15, a Laura dopiero co zaciazyla...

    Jezeli te obiekty zachwytu Adama byly po 15 i nie byly jego uczennicami (on w podstawowce uczyl), to skandal moze byc i oburzenie moralne, ale na prokuratora troche
    malo, akty dziewczat w tym wieku to nie to samo, co pornografia dziecieca. Chyba ze to byla pornografia, nie tylko rozbieranki...
  • tt-tka 24.09.16, 10:52
    A w ogole to masz racje, Gatu, bede glosno pisac po zakonczeniu dziellla. Obiecuje.
  • gat45 24.09.16, 11:50
    tt-tka napisała:

    [...]
    >
    > A niech mnie reka dowolna ! Pisze na zasadzie "glosno mysle". Tak jakbym glosno
    > myslala/gadala ze znajomymi o prawdziwym wydarzeniu, pani Jadziu, trudno uwier
    > zyc, prawda ? czemu ona do rodzicow tej malej nie poszla ? tak, ma pani racje,
    > powinni ja przycisnac, maz mezem, ale tu przeciez o dzieciaka chodzi...
    >

    (jestem panią Jadzią) :
    Bo pani, kochanieńka, to nie zna tej jej ciotki. Siostra szwagierki kolegi męża z wojska to tam na tego Roosevelta chrzestną miała i mówię pani, ta dochtórka do jędza jakich mało. I cała rodzina tę przyszłą Adamową to zawsze traktowała jak jakiego wyrodka. I tak cud, że się dziewczyna uchowała i całkiem na złą drogę nie zeszła, bo od dziecka ładna była i taka przylepna, chłopaki za nią na przez balkon leciały. No a już ta ciotka... Toć tam ludzie z kamienicy boją się jej dzień dobry powiedzieć, bo nigdy nie wiadomo, kiedy jadem plunie. Tak, tak, złociutka moja, są takie ludzie. Niby toto wykształcone, nosa zadziera, a w środku przekupa i wredota sama. Akurat do niej to ta biedna Adamowa w życiu by nie poszła i nie dziwota.
    I tak dalej.
  • tt-tka 24.09.16, 12:06
    Z takimi ludzmi to ja nie rozmawiam, a przynajmniej nie na takie trefne tematy. MOJA pani Jadzia odpowiedzialaby zupelnie inaczej.
    Ale obiecalam, ze ploty beda po zakonczeniu. No.
  • gat45 24.09.16, 15:01
    tt-tka napisała:

    > Z takimi ludzmi to ja nie rozmawiam,[...]

    Oh, to ja bardzo przepraszam za brak poziomu. Kajam się i wracam do Gaciej norki.
  • tt-tka 24.09.16, 15:08
    gat45 napisała:

    > tt-tka napisała:
    >
    > > Z takimi ludzmi to ja nie rozmawiam,[...]
    >
    > Oh, to ja bardzo przepraszam za brak poziomu. Kajam się i wracam do Gaciej nork
    > i.

    Z takimi jak przedstawiona przez Ciebie pani. O powaznych problemach, ogolnospolecznych czy dotyczacych jednej osoby, nie mowie na poziomie "kochanienka" czy "zlociutka" z zasady.
    I kiedy glosno mysle - a akurat Ty dobrze wiesz, ze dla mnie myslenie z kims jest bardziej owocne niz samotne - to by zrozumiec. Wiedza bez zrozumienia to tylko pol wiedzy w sprawach dotyczacych ludzi. Mnie nie wystarczy polowa.
  • mika_p 24.09.16, 15:19
    W Gaciej norce, w ciepłych gaciach,
    siedzi Gat i Pani Jadzia.

    I plotkują w Gaciej norce
    o narooseveltowskiej sforce.

    Gat wychodzić już nie musi,
    żeby wiedzieć wsio o Łusi,

    I o Idzie, i o Laurze,
    może siedziec Gat jak w mamrze.

    Ale zaraz się wyłoni,
    bo ma plotkę o Gabonie

    I podzielić się nią zechce
    tu na forum i Tetetce.

    --
    Dziewczyna, która opanowała mechaniczną skrzynię biegów, poradzi sobie w życiu. Carrie Bradshaw
  • tt-tka 24.09.16, 16:03
    Kochana Miko :)
    Szczegolnie te cieple gacie w norce ujely mnie za serce, ale reszta tez :)
  • gat45 24.09.16, 16:29
    Śliczne ! Pierwszy wiersz przyda mi się od jutra, bo ponoć ziąb idzie znad Atlantyku. Póki co - słońce w pełni i 27 celsjuszków biega po atmosferze.
    Jestem zachwycona, że ktoś o mnie natchnione wiersze pisze ! Weszłam do wielkiej poezji jako muza ! I to jeszcze w doborowym towarzystwie Tetetki. No żyć ni umierać ! Dzięki, Miko_p !

    PS A Ty, o Tetetko, naprawdę pomyślałaś, żem ja Cię podejrzewała o rozmowy w stylu MOJEJ pani Jadziuni jadowitej ? Miałam taką sąsiadkę w dzieciństwie, pani Zosia jej było. Moja mama miała problemy z ulubionym hobby, jakim była praca w ogródku, bo natychmiast pani Zosia pojawiała się u płota i nadawała, nadawała, nadawała.... A potem pytała, a potrafiła to robić tak, że dyplomowany inkwizytor to był przy niej pies. Ogród po przeciwnej stronie domu był zawsze o wiele bardziej zadbany. Zgadnij dlaczego :)
  • mika_p 24.09.16, 18:35
    Z najlepszymi zyczeniami, Gatu :) U nas jest zimno. Zwłaszcza w nos.

    --
    Dziewczyna, która opanowała mechaniczną skrzynię biegów, poradzi sobie w życiu. Carrie Bradshaw
  • tt-tka 24.09.16, 18:45
    gat45 napisała:

    Tetetko, naprawdę pomyślałaś, żem ja Cię podejrzewała o rozmowy w st
    > ylu MOJEJ pani Jadziuni jadowitej ?

    Nie, jasne, ze nie :)
    natomiast, nie ukrywam, zaskoczylo mnie (nieprzyjemnie) przypuszczenie, ze chcac zrozumiec milczenie Laury pytalabym /wspolmyslala z osoba taka, jak wykreowana przez Ciebie p. Jadzia.
  • gat45 24.09.16, 21:53
    tt-tka napisała:


    > natomiast, nie ukrywam, zaskoczylo mnie (nieprzyjemnie) przypuszczenie, ze chca
    > c zrozumiec milczenie Laury pytalabym /wspolmyslala z osoba taka, jak wykreowa
    > na przez Ciebie p. Jadzia.

    A to przepraszam bardzo, naprawdę. Do głowy mi nie przyszło, że mogłaś tak to odebrać. Przykro mi, jeżeli sprawiłam Ci przykrość, bo .... No bo tak i już. Bo Cię bardzo lubię, ot co.

  • tt-tka 24.09.16, 22:00
    Tam zaraz przykrosc - zaskoczenie, nawet nie bardzo przyjemne, to nie ten stopien. A w ogole skonczmy z tym, bo mi sie przypomnialo, ze mialam sie nie odzywac, poki Zla.m nie sfiniszuje. Bo ja mam zawsze tysiac sto pytan, ktore niekiedy (niechcacy, slowo harcerza) przeradzaja sie w postulaty, a naprawde jestem ciekawa tego, co Zla wymyslila :)
    My nasze pomysly i inne takie mozemy dopisac pozniej, co nie, psze pani ?

    PS Ja Ciebie tez :), wiesz o tym, prawda ?
  • zla.m 24.09.16, 22:09
    Ja się z gatem zgadzam i zła.m nie będzie pisać "na życzenie" (a w każdym razie, nie za darmo ;-) ), bo to donikąd nie prowadzi. Oraz w sumie teraz jest mi trochę głupio za wszystkie "a czy ona nie powinna..." skierowane do tt-tki.

    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • tt-tka 24.09.16, 22:30
    zla.m napisała:

    > Ja się z gatem zgadzam i zła.m nie będzie pisać "na życzenie" (a w każdym razie
    > , nie za darmo ;-) ), bo to donikąd nie prowadzi. Oraz w sumie teraz jest mi tr
    > ochę głupio za wszystkie "a czy ona nie powinna..." skierowane do tt-tki.
    >

    Lo matko...przeciez ja o to prosilam ! Ty masz przemyslane do konca, ja mysle w trakcie. I korzystam z cudzych uwag, sugestii etc., bo, jak wielokrotnie powtarzalam, swoje zdanie znam, a z cudzego moge sie dowiedziec czegos, czego nie wiem / na co nie wpadlam / co przeoczylam itd. Niech nikomu nie bedzie glupio, no :)

    A moja uwaga nie byla zyczeniem, naprawde, po prostu sie zastanawialam. Tyle ze na pismie. Ale moge popytac po zakonczeniu. I zawsze jeszcze pozostaje mozliwosc napisania fika na kanwie fika ;)
  • ciotka_scholastyka 24.09.16, 13:34
    > Chyba ze Adam w tej awanturze zrobil lub powiedzial cos, co jej zamknelo usta...

    "Zorientowałem się, że zrobiła jakieś straszne głupstwo, więc na wszelki wypadek skonfiskowałem chłopakom te zdjęcia..."

    Z tym że tak czy tak, on te zdjęcia powinien mieć w komórce/laptopie. Po co mu papierowe odbitki?
  • tt-tka 24.09.16, 13:44
    ciotka_scholastyka napisała:

    > > Chyba ze Adam w tej awanturze zrobil lub powiedzial cos, co jej zamknelo
    > usta...
    >
    > "Zorientowałem się, że zrobiła jakieś straszne głupstwo, więc na wszelki wypade
    > k skonfiskowałem chłopakom te zdjęcia..."

    Calkiem mozliwe. Ale wtedy to on powinien pomowic z rodzicami Lusi :)


    >
    > Z tym że tak czy tak, on te zdjęcia powinien mieć w komórce/laptopie. Po co mu
    > papierowe odbitki?

    Hm, a moze Laura sklamala w rozmowie z policja i wcale nie znalazla papierow w szufladzie ? Oj, swedzi reka i ozor... mnie znaczy.
    Jestem coraz bardziej chciwa epilogu. To juz zadza, nie ciekawosc, Zla.m mnie zdemoralizowala - znaczys wyzwolila moje najgorsze sklonnosci. Zanim dojdzie do zakonczenia, ja juz sobie wymysle caly gang pedofilow, siatke naganiaczy i diabli wiedza, co jeszcze. Moze nawet Milicje czerpiaca z tego zyski.
  • vi_san 24.09.16, 00:00
    Aaa... ! Przepraszam i się meaculpuję straszliwie! Worek pokutny zaraz przywdzieję wyhaftowany haftem krzyżykowym w pąsowe róże. Nieuważny czytacz ze mnie! Lubię imię Michał. I wszystkie Michały jakich znam - to fajne chłopaki. :D

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • vi_san 24.09.16, 08:24
    I że się jeszcze trochę poczepiam imion - dla samego czepiania, żeby nie było, nic nie sugeruję, żebyś zmieniała! Ale mi się trochę "gryzie"... Bo zrozumiałam, że synek Laury ma na imię Jan? No i otóż: Jan od lat jest w czołówce najmodniejszych imion, od 3 czy 4 lat - w pierwszej piątce jeśli idzie o nadawalność. Czy Laura, ze swoimi artystycznymi aspiracjami, muzyką i całą resztą, z charakterem i stalowymi oczami nadałaby dziecku tak "oklepane" imię? Czy chciałaby, żeby JEJ maluszek był jednym z "fefnastu" Jasiów w piaskownicy? Może gdyby to akurat imię miało jakieś uzasadnienie "rodzinne" - po ojcu, dziadku, teściu, bogatym wujku z Ameryki... Ale nie, o żadnym Janie w Jeżycjadzie nic sobie nie przypominam. Czyli co? Laura swoje ambicje położyła pod pociąg pospieszny i poszła jak owieczka za stadem? Nie mówię, żeby zaraz wybierać Bonnawentura czy Wiercisław, ale jednak coś z dołu pierwszej setki, a nie z samej góry... Tak tylko mi się pomyślało.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • tt-tka 24.09.16, 10:15
    vi_san napisała:
    Jan od lat jest w czołówce najmodni
    > ejszych imion, od 3 czy 4 lat - w pierwszej piątce jeśli idzie o nadawalność. C
    > zy Laura, ze swoimi artystycznymi aspiracjami, muzyką i całą resztą, z charakte
    > rem i stalowymi oczami nadałaby dziecku tak "oklepane" imię?

    Fidelis nadal. Po Kochanowskim.
  • kwiat_slonecznika 24.09.16, 10:45
    Może Jan nie od Jana tylko od Janusza?

    --
    Czas to nie droga szybkiego ruchu między kołyską a grobem,
    czas - to miejsce na zaparkowanie pod słońcem
  • kwiat_slonecznika 24.09.16, 10:46
    znaczy, nie Jan tylko Jaś :) Jaś od Janusza

    --
    Czas to nie droga szybkiego ruchu między kołyską a grobem,
    czas - to miejsce na zaparkowanie pod słońcem
  • zla.m 24.09.16, 22:04
    no właśnie, czyzby zapomniano o Pyziaku Jasiu? :D

    A poważniej - wymyśliłam kiedyś imiona dla moich dzieci, dawno ho-ho, jeszcze męża nie znałam nawet. Gdy byłam w ciąży i znaliśmy płeć, to powiedziałam, jakie imię dla dziewczynki bym chciała. Mężowi się spodobało, wszystkim w okół też, także dlatego, że "nie udziwnione, ale też nie super popularne" (wrażenie z naszego środowiska, bez czytania list popularności). I co się okazało? Dziecko ma imię, które było chyba 2 czy 3 na liście najpopularniejszych w roku jej urodzenia :)

    --
    Pod Londynem...
  • vi_san 24.09.16, 22:28
    No dooobra, o Pyziaku Jasiu nieco zapomniano. ;) Ale czy akurat Laura chciałaby go "uczcić" imieniem synka? A poza tym... No, jakoś mi do Laury pasuje coś bardziej "wymyślnego", nie żeby zaraz Amadeusz [coby już nie nachalnie Wolfi :D ], ale jednak... No, od kilku lat te nieszczęsne Jasie, Franki i Antosie wypierają powoli ale wytrwale Kubę, nie bardzo mi się chce wierzyć, ze Larwa nie zrobiłaby choćby powierzchownego rozeznania! No, chyba, że to np. po chrzestnym Adama, albo coś. Ale to należałoby uzasadnić. Bo do Laury, która taka zawsze była dbała o własną osobę, która CHCIAŁA być zawsze oryginalna - ten Jasio MI po prostu trochę nie pasuje. I właśnie Laura - na pewno by sprawdziła rankingi "nadawalności" - bo ona ceni [przynajmniej pro forma] oryginalność. Żeby nie było - nie widzę nic złego w nadawaniu imienia aktualnie modnego, popularnego czy "topowego". I nic mi do tego kto czym się kieruje nazywając swoje dziecko, nawet imieniem, którego osobiście nie lubię. Koleżanka nazwała córkę Lena Pamela. Co mi do tego? Nic. Z tym, że kiedy spytała mnie o zdanie, argumentując, że takie oryginalne - powiedziałam [zgodnie z prawdą!], że może jako zestaw oryginalne bo Pamela niemodna, ale Lena jest na szczycie list imion nadawanych, więc, sorry, ale oryginalna i "świeża" nie jest. Co nijak nie wpłynęło na decyzję imienniczą matki. Ale dla Laury, jak ja ją widzę, to BYŁBY argument: JEJ [tak wyjątkowej i niezwykłej] dziecko NIE MOŻE być 18 Julcią w piaskownicy, czy 28 Kubusiem w przedszkolu! Bo skoro ona jest niezwykła i wyjątkowa, to jej dziecko tez musi być niezwykłe. I o ile nie upieram się przy imionach tak rzadkich, że aż brzmiących dziwacznie [takie jak np. Litoriusz czy Leowigild] albo zaraz "staropolskich" [jakieś Ciechosław czy Włościwoj], to jednak, jak mówię, z dołu pierwszej setki, a nie z pierwszej piątki.
    Z tym, że uprzedzałam, że się czepiam!
    I w ogóle nie przejmuj się "czepiaczami" tylko pisz!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • pi.asia 25.09.16, 09:35
    vi_san napisała:

    > No dooobra, o Pyziaku Jasiu nieco zapomniano. ;) Ale czy akurat Laura chciałaby
    > go "uczcić" imieniem synka? A poza tym... No, jakoś mi do Laury pasuje coś bar
    > dziej "wymyślnego", nie żeby zaraz Amadeusz [coby już nie nachalnie Wolfi :D ],
    > ale jednak...

    Eeee, Laura to zlepek kontrastów, z jednej skrajności w drugą. W JT "obcięła swoje długie loki i resztki włosów ufarbowała na zielono. Wyglądała TAK SAMO łyso i mizernie jak większość dziewczyn".
    W CP - planowany ślub w cichym kościółku w Zakopanem - też aktualnie dosyć modne.
    W McD - nic oryginalności. Kiecka jak skrzyżowanie bezy z zaspą śniegu, fryzura i makijaż koszmarny, bo pewnie Kopiec Arleta powiedziała, że "takie teraz się nosi".
    Jakoś się nie dziwię, że poszła za ciosem "bycia taką jak wszyscy" i nadała synkowi najpopularniejsze imię. Może sama miała dość dziwactw rodziny, zresztą Wolfi, Fryderyk i Hildegarda dobitnie jej wytłumaczyli, jak można strasznie skrzywdzić dziecko durnym imieniem.


    tt-tka napisała:
    > tak sobie licze po cichutku - jak sie ma czas fanfikowy do jezycjadowego ? Bo w Febliku >Lusia ma skonczone 15, a Laura dopiero co zaciazyla...

    Ale te zdjęcia wcale nie musiały być "z teraz". Łusia jest zafascynowana Adamem od bodajże siódmego roku życia. Miał mnóstwo czasu, żeby sobie ją pofotografować.
  • mika_p 25.09.16, 12:38
    > No, od kilku lat te nieszczęsne Jasie, Franki i Antosie wypierają powoli ale wytrwale Kubę

    Od kilku lat Jakub jest na szczycie listy najczęściej nadawanych dzieciom imion :D

    --
    Po człowieku, który lubi salceson, można się wszystkiego spodziewać. Alutka Kosoń
  • ciotka_scholastyka 24.09.16, 14:02
    > Nie mówię, żeby zaraz wybierać Bonnawentura czy Wiercisła
    > w, ale jednak coś z dołu pierwszej setki, a nie z samej góry...

    Michał. Piotruś. Maciek. Krzyś. Jacek. Gdzie są teraz te imiona? Rzygam już Frankami, Jankami i Zosiami, serio.
  • gat45 24.09.16, 14:53
    ciotka_scholastyka napisała:

    > > Nie mówię, żeby zaraz wybierać Bonnawentura czy Wiercisła
    > > w, ale jednak coś z dołu pierwszej setki, a nie z samej góry...
    >
    > Michał. Piotruś. Maciek. Krzyś. Jacek. Gdzie są teraz te imiona? Rzygam już Fra
    > nkami, Jankami i Zosiami, serio.

    A mnie uderzył całkowity zanik Andrzejów i Marków, tak niegdyś popularnych. I rzeczywiście, Franki, Stasie i Jasie stadami biegają.
  • a_i_ola 24.09.16, 18:14
    Za pozwoleniem. Mały Fidelis jest Jasiem, co wiadomo z mego fanfika. Hihi. Dobra, chowam się i czekam na ciąg dalszy.
  • zla.m 24.09.16, 22:05
    nie pamiętałam, ale może podświadomość to przyjęła :D

    --
    Pod Londynem...
  • marutax 27.09.16, 12:14
    ciotka_scholastyka napisała:

    > Michał. Piotruś. Maciek. Krzyś. Jacek. Gdzie są teraz te imiona? Rzygam już Fra
    > nkami, Jankami i Zosiami, serio.

    Akurat w temacie, na onecie pojawił się dziś ranking najpopularniejszych imion w 2015 roku: kobieta.onet.pl/dziecko/niemowle/najpopularniejsze-imiona-w-polsce-ranking/7dx2bp

    Owszem, czołówka typowa dla ostatnich lat, ale Michał i Piotr chyba wracają do łask. I Aaaadam wysoko ;-)
  • mika_p 23.09.16, 22:34
     Czy masz na myśli taką czcionkę? Jeśli tak, to można otagować odpowiednie fragmenty, wkleic tekst od nowa,a  te dwa posty usunąć z odpowiedziami.  


    Kursywę tagujesz znakiem
    i
    w kwadratowych nawiasach
    a czcionkę do protokołu znakiem
    code
    w kwadratowych nawiasach.
    Zamknięcie to odpowiednio
    /i
    /code
    w kwadratowych nawiasach

    --
    Po człowieku, który lubi salceson, można się wszystkiego spodziewać. Alutka Kosoń
  • mika_p 23.09.16, 22:35
    A, i jak widać, trzeba będzie ręcznie łamac wiersze :)

    --
    Po człowieku, który lubi salceson, można się wszystkiego spodziewać. Alutka Kosoń
  • zla.m 23.09.16, 23:07
    A widzisz, ogólnie to wiem, jak się taguje, ale tutaj w zaawansowanych pokazuje, że można kursywę, pogrubienie, a
     to nie. Więc założyłam,  że nie obsługuje 
    . Ale łamanie ręczne wierszy przy takiej długości tekście raczej sobie daruję, po prostu nie będzie więcej protokółów ;-)
    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • mika_p 24.09.16, 15:23
    Można jeszcze czcionkę zmniejszyć, zwiększyc i pokolorować. Ale kroju ustawić się nie da.
    Code to taka proteza, kod dla maniaków :) ale ktos go tu keidys używał, chyba Kotula, do cytowania.

    --
    Odrobina strachu przed żoną jeszcze żadnemu mężczyźnie nie zaszkodziła. Alutka Kosoń
  • tt-tka 23.09.16, 22:26
    Cala Laura. Powiedziec mamusi to tak, ale zeby wziac ten wydruk i pokazac go babuni albo rodzicom smarkatej na ten przyklad...

    PS. Nienawidze prasowania. Ale jesli przyslesz mi swoje pranie, zrobie je na tafelke i odesle na wlasny koszt. Dobitniej wyrazic podziwu nie umiem.
  • fornitta69 24.09.16, 09:24
    Nie lubię kryminalow. Z wyjątkiem Christie, Chmielewskiej i Zlej.M :)
    To jest PYSZNE!
  • zla.m 24.09.16, 22:07
    O, teraz to zadzieram nosa tak, że o lampę zahaczam :D
    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • zla.m 24.09.16, 22:58

    JAGODA


    Jest gorąco, głośno, hałaśliwie. Muzyka zagłusza myśli, stroboskopy czy jak-tam-się-zwą te kule powodują, że wszystko wygląda jak jakiś obłędny pokaz slajdów, ludzie się tłoczą i ocierają, cholera wie – specjalnie czy przypadkiem. Jagoda ma dość. Przepycha się energicznie, po chwili jest już w drugim pomieszczeniu. Bar. Tu też jest głośno i tłoczno, ale w porównaniu z salą taneczną, to oaza spokoju. Za stara na to jesteś – myśli. Podchodzi do kontuaru i próbuje zwrócić na siebie uwagę kogoś z trojga barmanów. Bezskutecznie. Za to zauważa ją stojący obok koleś. No jasne, co on sobie wyobraża…
    - Cześć, Jagódko
    - Co? O niech mnie, to ty? Nie podejrzewałam, że gustujesz w takich miejscach…
    - O tej porze nie ma specjalnie wyboru. No i nawzajem, nie sądziłem, że lubisz tańczyć… i to do takiej techniawy.
    - Panieński – wzdycha Jagoda. - Panna młoda się uparła…
    - Rozumiem. - podinspektor Śmigielski także wzdycha – W moim przypadku uparł się Grzesiek…
    - Grzesiek? Nie mów, że jesteś tu z Madeją..!
    - Nnnno tak. Przykro mi. Przecież… no, przecież nawet nie musicie rozmawiać…
    A jednak muszą, bo były Jagody właśnie do nich podchodzi.
    - Oooo, widzę, że nie można cię zostawić samego, zaraz sobie znajdziesz damskie towarzystwo… - rozpoznaje stojącą dziewczynę - … i to jakie… Jaśnie pani w takim lokalu? Oczom nie wierzę. Wiesz, że ze mną nigdy nie chciała iść tańczyć?
    No tak. Na trzeźwego nie trafiło. Jagoda rozpaczliwie pragnie zmienić temat i pyta:
    - A jak tam wasze śledztwo? - chociaż wie, że zgodnie z niepisanymi zasadami, w sytuacjach prywatnych nie gada się o pracy.
    - Pokręcone – normalnie Śmigielski nie rozwijałby dalej tematu, ale i on chyba nie chce dopuścić Grzegorza do głosu – wyobraź sobie, że do tego wszystkiego wykryliśmy, że w tej Daglezji przemyt szedł… Prochy. Do nas i od nas…
    - Do nas i od nas..?
    - Od nas tranzytem ukraińskie i ruskie cuda, do nas – holenderskie jointy i inne.
    - I ten denat coś z tym miał..?
    - No właśnie nie wygląda… bardziej jego brat… ale wiesz, ludzie od narkotyków nie żartują…
    Jagoda kiwa głową. Mogli nawet zabić niewinnego gościa (no, nie takiego niewinnego, ale oni o tym nie wiedzieli), tylko dlatego, żeby postraszyć jego brata…
    - A te… - próbuje zapytać, ale w tym momencie Grzegorz zaczyna machać rękami i woła, że to nie jej sprawa. Na szczęście jednocześnie za jego plecami pojawia się kilka damskich postaci. Na głowach mają świecące kolorowo różki i czułki, a jedna – różowy wianek z doczepionym krótkim welonem.
    - Oto i moje towarzystwo! Dziewczyny, ci panowie to koledzy z pracy, na pewno chętnie wypiją z nami za pomyślność przyszłej panny młodej…
    - To ja stawiam! – wyrywa się, oczywiście, Grzegorz. Jutro, oczywiście, będzie żałował. Ale na szczęście to już nie problem Jagody. Humor jej się nagle poprawia i postanawia bawić się szampańsko.

    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • marutax 25.09.16, 14:09
    Pytanie odnośnie alibi Grzegorza, dla kogoś, kto się zna ;-) : czy jeśli pracował w domu, ale przy komputerze (nadal jest informatykiem?), to jego alibi nie jest w miarę mocne? Policja może chyba sprawdzić, co i kiedy robił? Oczywiście z zastrzeżeniem, że niekoniecznie on robił, ale to już wymagałoby wprowadzenia wspólnika, który pracowałby na komputerze Grzegorza podczas jego nieobecności. Zbyt ryzykowne, w końcu Mila mogła w każdej chwili wrócić.
  • zla.m 25.09.16, 23:28
    Ja ci odpowiem, abstrahując od fanfika - żeby mieć zapis tego , co się działo muszą być specjalne programy logujące. Jak je masz, to możesz wiedzieć nawet, co pisał. Ale przeciętny komputer sam z siebie tego nie zapamiętuje - bo to strasznie obciąża pamięc, w sumie i ROM i RAM. Zapamietywana jest w przegladarkach historia łażenia po stronach, ale znowu można napisać skrypt, który będzie otwierał różne strony, klikał w linki itp. Tak samo mozna też napisać skrypt, który będzie chodził po jakimś programie i wpisywał dane w pola (na tym - mniej więcej - polega automatyczne testowanie aplikacji). Czy mozna wiedzieć, że działał skrypt, a nie człowiek - tak, ale znowuż - trzeba mieć najpierw program, który zapisuje wszystko, czyli wywołanie skryptu także. ORAz osoba analizująca taki log musi się zorientować, że skrypt "alibi.bat' to właśnie to.

    Krótko mówiąc - w przypadku "normalnego", domowego komputerze bez logowania (zapisywania w logu, ale w sumie logowanie jako uwierzytalnianie się osoby też by się przydało) alibi raczej nie będzie mocne, bo pewnie podstawą będzie historia działań w necie, ewentualnie można machać jakimś plikiem roboczym zapisanym o 11:56.

    --
    Pod Londynem...
  • mika_p 25.09.16, 23:45
    > ewentualnie można machać jakimś plikiem roboczym zapisanym o 11:56.

    Tyle że pliki robocze zapisują się z datą i godziną komputera, a te można przestawiać :)

    --
    ze skarpetkami to jest tak: w każdej parze jest silniejszy i słabszy osobnik i w pewnym momencie po prostu ten silniejszy pożera tego słabszego
  • iwoniaw 26.09.16, 08:07
    Grzegorz jednak alibi mieć może - jeśli rzeczywiście jest informatykiem, to gdyby tak np. pracował zdalnie, łącząc się do firmy vpn-em i grzebiąc coś na firmowych serwerach, równocześnie gadając z kolegą via komunikator o tym, co robią - to wtedy właściwie ma zarówno świadków, jak i dowody na to, że to on coś robił w takim-a-takim-czasie. Nawet jeśli fizycznie siedział sam na Roosevelta i rodzina myśli, że nikt mu alibi nie da. Właściwie to jakiś informatyczny laik mógł sobie wymyślić w takiej sytuacji, że G. będzie doskonałym kozłem ofiarnym i...

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • pi.asia 26.09.16, 09:56
    Pierwsza zasada w każdym śledztwie brzmi "qui bono?" czyli - kto odniósł korzyść z tego, co się wydarzyło, a mówiąc po ludzku - kto miał motyw. No to powiedzcie mi, jaki motyw miałby Grzegorz? Jaką satysfakcję sprawiłaby mu śmierć Adama? I czy jakieś korzyści by z tego wynikły? Bo moim zdaniem byłoby wręcz odwrotnie!
    Przecież Grzegorz i Laura to duet, który podpisał pakt o wzajemnej nieagresji, relacji między nimi nie ma żadnych, za to Grzegorz zapewne pamięta, jak Tygrys poniżył go przy wszystkich i nikt nie stanął w jego, Grzesia, obronie. I pamięta, że został nazwany macochem. I inne rzeczy pewnie też. Nie ma więc powodów, by wielbić pasierbicę.
    Gdyby Laura była z Adamem wariacko szczęśliwa, można by podejrzewać Grzesia, że postanowił się zemścić na Laurze i dlatego zabił jej męża. Miałby z tego satysfakcję, w końcu zemsta jest rozkoszą bogów, nieprawdaż.
    Ale Laura raczej szczęśliwa nie była, więc Grzegorz by jej nie zrobił takiego prezentu, zwracając wolność (wolna, wolna - zamruczał Tygrys), tym bardziej, że był przekonany, iż owdowiała Laura wróci ciupasem na Roosevelta 5, a tego raczej wolałby uniknąć.
    Zabicie Adama w zemście za deprawację Łusi też mi zgrzyta, bo jakąż niby relację ma Grzegorz z Łusią?
    Tak więc Grzegorz moim zdaniem odpada w przedbiegach.
    Chyba że wyjdzie na jaw, iż oni razem z Adamem te małolaty.... hmmm... i Adam postanowił zadenuncjować wspólnika, albo Grzegorz był zazdrosny o którąś lolitkę i na tym tle...
  • iwoniaw 26.09.16, 10:03
    Dlatego też nie sądzę, że G. kogokolwiek zabił, ale ktoś, kto to zrobił, mógł uważać, że uda się go w to wrobić, a w każdym razie odsunąć od siebie podejrzenia i namieszać w śledztwie, jeśli więcej osób nie będzie miało alibi.
    Oczywiście cały czas pozostaje pytanie, jak właściwie zginął A., kto i gdzie go znalazł - to też mogłoby nam coś powiedzieć o możliwościach krewnych i znajomych Królika...

    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • mika_p 26.09.16, 10:15
    Pan Gruszka znalazł Adama, w rozdziale o Wiktorynie tak stoi

    --
    Odrobina strachu przed żoną jeszcze żadnemu mężczyźnie nie zaszkodziła. Alutka Kosoń
  • tt-tka 26.09.16, 10:17
    iwoniaw napisała:

    > Dlatego też nie sądzę, że G. kogokolwiek zabił, ale ktoś, kto to zrobił, mógł u
    > ważać, że uda się go w to wrobić, a w każdym razie odsunąć od siebie podejrzeni
    > a i namieszać w śledztwie, jeśli więcej osób nie będzie miało alibi.
    > Oczywiście cały czas pozostaje pytanie, jak właściwie zginął A., kto i gdzie go
    > znalazł - to też mogłoby nam coś powiedzieć o możliwościach krewnych i znajomych Królika...


    To akurat wiemy - zginal zastrzelony, okolo poludnia, znalazl go pan Gruszka (pod wieczor ? poznym popoludniem ?)
    Inna rzecz, ze ja znowu mam pytania - kiedy to sie dzieje ? W trakcie roku szkolnego ? To co ten Adam robil w domu ok. poludnia ? Osobiscie nie znam nauczyciela polskiego, ktory dowolnego dnia zaczynalby prace najwczesniej o 13.00. Chyba ze ze szkoly dzwonili wczesniej, a Adasko nie mial mozliwosci tego telefonu odebrac... Morderca albo ktos inny siedzialby tam z nim pare godzin ?
  • iwoniaw 26.09.16, 10:50
    zginal zastrzelony, okolo poludnia, znalazl go pan Gruszka (p
    > od wieczor ? poznym popoludniem ?)


    A, faktycznie. Czyli Laury nie było w domu - czy to wyjątkowe w jej trybie życia? Zawsze z dzieckiem rano jedzie do Poznania? Wyjątkowo tak wyszło?

    Inna rzecz, ze ja znowu mam pytania - kiedy to sie dzieje ? W trakcie roku szko
    > lnego ? To co ten Adam robil w domu ok. poludnia ? Osobiscie nie znam nauczycie
    > la polskiego, ktory dowolnego dnia zaczynalby prace najwczesniej o 13.00.


    To akurat mogłoby być całkiem możliwe - całe dnie pracuje od rana do nocy, ale środy zawsze ma wolne - specjalnie mu tak plan lekcji ułożono, od lat tak mu w szkole idą na rękę, bo w środy osobiście dogląda od rana ekspedycji kwiecia do Holandii i drwa do lasu ;-)
    Albo właśnie odwrotnie - zazwyczaj siedzi w szkole długo, ale akurat w środy ma tylko dwie pierwsze lekcje, tak się składa, i w domu jest już przed 10.00.


    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • tt-tka 26.09.16, 10:59
    iwoniaw napisała:

    Czyli Laury nie było w domu

    Tego nie wiemy. Mowi, ze poszla na zajecia, ale czy ktos potwierdza, ze na nich byla ?

    - czy to wyjątkowe w jej trybie życi
    > a? Zawsze z dzieckiem rano jedzie do Poznania? Wyjątkowo tak wyszło?

    Zwykle jezdzi (studiuje ? pracuje ?) z Adamem. Tego dnia pojechala sama, bo on mial miec jeszcze korepetycje. Czyli normalnie nie mial korkow przed poludniem, tak zrozumialam.

    To akurat mogłoby być całkiem możliwe - całe dnie pracuje od rana do nocy, ale
    > środy zawsze ma wolne - specjalnie mu tak plan lekcji ułożono, od lat tak mu w
    > szkole idą na rękę, bo w środy osobiście dogląda od rana ekspedycji kwiecia do
    > Holandii i drwa do lasu ;-)
    > Albo właśnie odwrotnie - zazwyczaj siedzi w szkole długo, ale akurat w środy ma
    > tylko dwie pierwsze lekcje, tak się składa, i w domu jest już przed 10.00.
    >

    Nie ma wolnych, ani nie pracuje tylko dwoch godzin rano, bo ze szkoly wydzwaniali z powodu - nie zjawil sie w pracy.

  • iwoniaw 26.09.16, 11:08
    To o której oni z tej szkoły wydzwaniali, że p. Gruszka dopiero po południu/wieczorem go zaczął szukać?
    Jedyna opcja, że miał tego dnia na popołudnie w takim razie. I ktoś, kto go zabił, doskonale wiedział, że A. siedzi o poranku sam w szalecie i przed np. 13.00 nikt go nie będzie szukał (a znając z JT opis szkoły, w której pracował, to może i do 15.00 nikt się nie zainteresował, jeśli klasa się nie wydzierała zbyt głośno bez opieki...)

    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • tt-tka 26.09.16, 11:26
    iwoniaw napisała:

    > To o której oni z tej szkoły wydzwaniali, że p. Gruszka dopiero po południu/wie
    > czorem go zaczął szukać?

    Ze szkoly zadzwonili do Laury, o ktorej, nie wiadomo, bo ona byla zajeta i nie odbierala.
    Ona zadzwonila do p. Gruszki, ktory odebral od razu, ale byl zajety, bo klienci, dostawy czy cos i do szaletu poszedl dopiero po pewnym czasie. O ktorej dokladnie, nie wiadomo.


    > Jedyna opcja, że miał tego dnia na popołudnie w takim razie. I ktoś, kto go zab
    > ił, doskonale wiedział, że A. siedzi o poranku sam w szalecie i przed np. 13.00
    > nikt go nie będzie szukał (a znając z JT opis szkoły, w której pracował, to mo
    > że i do 15.00 nikt się nie zainteresował, jeśli klasa się nie wydzierała zbyt g
    > łośno bez opieki...)

    Kiedy wlasnie nie mial siedziec sam, tylko z uczennicami. Korki mial w planie.
    A szkola to juz zupelnie inna niz w JT, nie pamietasz, ze wszystko zmienilo sie na duzo lepsze wraz z dambowym dyrektorowaniem ?
  • iwoniaw 26.09.16, 11:34
    nie pamietasz, ze wszystko zmienilo sie
    > na duzo lepsze wraz z dambowym dyrektorowaniem ?


    yhy ;-) uwierzę, jak zobaczę ;-) Dambo to ten gość, co pracując w liceum zamiast prowadzić lekcje historii, dawał się za każdym razem(!) wyciągać na pogawędki o Bebisiu, więc jakoś nie przypuszczam, że dla uczniów starszych klas podstawówki/gimnazjum byłoby problemem zabawiać go w dowolny sposób, żeby za szybko zastępstwa im nie przysłał. A jak już lekcja minęła, to i powód dzwonienia za A. był mniej naglący...


    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • tt-tka 26.09.16, 11:38
    iwoniaw napisała:

    > nie pamietasz, ze wszystko zmienilo sie
    > > na duzo lepsze wraz z dambowym dyrektorowaniem ?

    >
    > yhy ;-) uwierzę, jak zobaczę ;-)

    Aurelii nie wierzysz ?! Ignacowi nie wierzysz ?! MM nie wierzysz ?!
    Masz racje :(
  • bupu 26.09.16, 10:30
    iwoniaw napisała:

    > Dlatego też nie sądzę, że G. kogokolwiek zabił, ale ktoś, kto to zrobił, mógł u
    > ważać, że uda się go w to wrobić, a w każdym razie odsunąć od siebie podejrzeni
    > a i namieszać w śledztwie, jeśli więcej osób nie będzie miało alibi.

    Wyobraźnia podsuwa mi wizję Milicji, postanawiającej wykorzystać okazję i pozbyć się tego irytującego, bezużytecznego męża Gaby.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • mika_p 26.09.16, 10:36
    Grześ bezużyteczny? Więcej robi niż wymaga obsługi. Zniknięcie Grzesia to więcej roboty dla Melanii.

    --
    Odrobina strachu przed żoną jeszcze żadnemu mężczyźnie nie zaszkodziła. Alutka Kosoń
  • tt-tka 26.09.16, 10:47
    bupu napisała:

    > iwoniaw napisała:
    >
    > > Dlatego też nie sądzę, że G. kogokolwiek zabił, ale ktoś, kto to zrobił,
    > mógł u
    > > ważać, że uda się go w to wrobić, a w każdym razie odsunąć od siebie pode
    > jrzeni
    > > a i namieszać w śledztwie, jeśli więcej osób nie będzie miało alibi.
    >
    > Wyobraźnia podsuwa mi wizję Milicji, postanawiającej wykorzystać okazję i pozby
    > ć się tego irytującego, bezużytecznego męża Gaby.


    Bo ja wiem... forse do domu przynosi, na pewno wiecej niz sam zjada*, a poza tym cichy, jakby go wcale nie bylo.
    Chyba ze ostatnio Grzes przestal byc cichy i zaczal miec wymagania, o ktorych jeszcze nie wiemy :)

    * OT
    Swego czasu z przejeciem mowilam mamie, ze psiapsiola moja (znana jej od zawsze) najchetniej puscilaby w trabe swego meza z waznych przyczyn, ale sama nie utrzyma mieszkania, siebie i corki - na co mama mruknela wlasnie "mezczyzna przynosi forse do domu, fakt, ale i zjada duzo". Odebralam to jako dowcip, powtorzylam psiapsiole, usmialysmy sie obie.
    Zadzwonila do mnie po trzech tygodniach "sluchaj, L. (jej maz) byl dwa tyg. na urlopie, a ja notowalam wszystkie wydatki, z licznikami lacznie. Obie z corka przejadamy, zuzywamy wody, pradu etc mniej niz on jeden ! On rzeczywiscie zarabia glownie na siebie!"
    Malzenstwo przetrwalo, nawet niezle im sie uklada. Niewykluczone, ze wlasnie dlatego, iz z wyliczen jej wyszlo, ze jest samowystarczalna finansowo :)
  • fornitta69 26.09.16, 10:49
    A ja widzę Grzesia jako zabójcę...zrobil to na zlecenie dzielnej Gaby! Ona ma (niestety) mocne alibi ale jako kochajaca matka (hehe) przeciez nie zostawilaby Laury bez pomocy z takim problemem. Grzegorz to totalny pantoflarz- Gaba kaze,sluga musi. Troche tu nie pasuja jego rozgoryczone słowa do Gabrysi w trakcie rodzinnej narady ale... może to taka gra- dzieki temu,ze mu puszczają nerwy itd wygląda paradoksalnie na niewinnego. Przekombinowalam? ;)
  • tt-tka 26.09.16, 11:02
    fornitta69 napisała:

    > A ja widzę Grzesia jako zabójcę...zrobil to na zlecenie dzielnej Gaby!


    Podoba mi sie ten pomysl, ale nie wierze. Szkoda.
    Ona to cwana gapa, sama niczego nie zalatwi, a Grzes fajtlapa - strzelic to by moze umial, ale wystarac sie o bron ?
  • esme83 26.09.16, 11:12
    Pomyślałabym, że to było morderstwo w Orient Expresie ;) Ale chyba nie, bo widzimy myśli bohaterów i nic na to nie wskazuje.
  • fornitta69 27.09.16, 10:03
    Az tak to może nie ale... ja się poważnie zastanawiam czy nie mamy tutaj zbrodniczego duetu :)
  • tt-tka 27.09.16, 10:14
    fornitta69 napisała:

    > Az tak to może nie ale... ja się poważnie zastanawiam czy nie mamy tutaj zbrodn
    > iczego duetu :)

    Dobra, to lecimy po motywach
    - rodzice i brat Lusi - na pewno
    - Laura - tez
    - Gaba - bo ja wiem... Corka nigdy jej specjalnie nie obchodzila, ale nad przyszlym Tygrysiatkiem rozplywala sie juz w jego zyciu plodowym. I nawet nie to, ze tatus hebe (pedo ?)-fil, tylko osierocone male bedzie nasze/moje bez reszty, co tam jego matka. I pretekst jak znalazl
    - Grzes - sam z siebie nie. Dla Gaby - moze
    Z pozostalych ewentualnie Robrojek, z czysto moralnego oburzenia. Ale czy on wiedzial o tym ? Natalia wylaczyla sie z zycia rodziny, Pulpa poza swoj dom praktycznie nie wychodzi, Melania - imho predzej by sie kims posluzyla niz sama wykonala. Wydaje mi sie, ze ona woli atakowac cudzymi raczkami. Poza tym czy ja by ten problem w ogole obszedl ?
  • tt-tka 27.09.16, 11:02
    Jeszcze od innej strony - jakie konflikty interesow mogly wystapic na linii Borejki-Fidelis ?

    Krzywda Lusi. To obeszloby jednak tylko jej najblizszych imho.

    Fakt, ze Adam okazal sie swolocza - zakochany w nim byl Ignas i Jozwa. Obaj maja sklonnosci do agresji, IGS raczej do biernej, ale sprowokowany moze zadzialac aktywnie. Egzaltowany byl zawsze, jak mu idol spada z piedestalu, to kto wie.

    Dziecko Laury. Czy komus tam - Gaba, Milicja, Ignac - zalezaloby, zeby je zawlaszczyc, albo przynajmniej zdominowac wplywy ?

    Narkotyki - kogo mogloby to oburzyc tak, zeby zadzialac ? Jozwe pewnie tak (te pedalskie jointy ze zgnilej moralnie Holandii), a pozostalych ? Ewentualnie kto mogl korzystac z prochow - imo Ida (nakrecona caly czas), Pulpa (jak wyzej, skad ona tyle tej energii bierze), Florek (gdyby sie zorientowal, ze Pulpa bierze i kto jest jej dostawca), Melania ?

    Krzywda Laury - nie sadze, by Borejki tym sie przejely.

    Czysto zawodowy konflikt - polonistka jest Natalia. Diabli ja wiedza, bywa nieobliczalna.

    Cos jeszcze ?
  • fornitta69 27.09.16, 12:48
    O widzisz,jak Ty dobrze kombinujesz : )
    - Pulpa na amfie-kupuje to! Dlatego ma sile zaiwaniac jak maly samochodzik. Florek sie zorientował,przerazil i ubil Adama w bezmyślnym afekcie.
    - Milicja cudzymi lapkami (zeby wrobić Laurę i zeby miec materiał na sztukę). Może lapkami Idy albo Jozina?
    - Natalia- bo Adam jej sprzatnal sprzed nosa nagrodę w jakims konkursie poetyckim. I biedna policja skupiona na pedofilii i narkotykach w zyciu na to nie wpadnie :D
  • fornitta69 27.09.16, 12:52
    A może... Lusia? Może ona tylko udaje,ze nie pamięta jak Adam robił jej zdjęcia?
  • tt-tka 27.09.16, 13:17
    fornitta69 napisała:

    > A może... Lusia? Może ona tylko udaje,ze nie pamięta jak Adam robił jej zdjęcia
    > ?

    Moze udaje, moze oslania Adama ... tylko jaki mialaby powod ? Przestalo jej sie to podobac ? Jest zazdrosna o inne ?
    Lusia moglaby zabic. Po czym wykasowuje swoje fotki, inne zostawiajac. Ale ja pojecia nie mam, jak funkcjonuje aspi jej pokroju. Zabic i z glowy ? Czy nie lepiej dolozyc mu klopotow za zycia i patrzec, jak sie wije ?
  • tt-tka 27.09.16, 15:29
    tt-tka napisała:

    > Lusia moglaby zabic. Po czym wykasowuje swoje fotki, inne zostawiajac.

    Bzdury gadam. Jej zdjecia zniknely wczesniej niz inne, ale wszystkie jeszcze za zycia Adama. Ha, moze wlasnie brak jej fotek ja rozjuszyl (chciala sobie razem z Adamem obejrzec, a tu masz, ni mo), on, zeby ja uspokoic, skasowal pozostale ("patrz, wcale mi na nich nie zalezy"), a i tak nic mu to nie pomoglo.
    O pistolecie mogla wiedziec, ze jest i gdzie, zawsze tropila mieszkancow Roosevelta i wiedziala zaskakujaco duzo. Tyle ze do czasu to bylo irytujace, a nie grozne.
  • animavillis 27.09.16, 15:36
    No właśnie! Mogła najzwyczajniej być zazdrosna o te inne dziewczyny, którym teraz udzielał korepetycji. Zestarzała się i Adam przestał się nią interesować, więc po prostu poszła na wagary, zaczaiła się na Adama gdzieś na posesji... Broń mogła mieć od Józinka (zakładając, że pistolet z szuflady należał do niego).
  • iwoniaw 27.09.16, 16:40
    Broń
    > mogła mieć od Józinka (zakładając, że pistolet z szuflady należał do niego).


    Ha! Od Józinka, ale wcale nie znaczy to, że jej ten pistolet dał, albo że w ogóle wiedział, że ona wie, iż jest w jego posiadaniu. Łuśka przypadkiem znalazła broń u Józka, użyła go do realizacji wymyślonej zemsty i wytarłszy odciski odłożyła na miejsce, zanim ktokolwiek się dowiedział, że w ogóle go dotykała. Nawet jej do głowy nie przyszło, że naraża w ten sposób brata na cokolwiek, bo gdyby przyszło, to by broń ukryła lub zniszczyła, a tak to była zafiksowana (jak to aspergeryczka) na tym, żeby się nie dowiedział - z pamięci odtworzyła każdy centymetr bałaganu w szufladzie i nawet zabezpieczenia, które Józek zrobił i dla normalnych ludzi były niewidoczne.

    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • tt-tka 27.09.16, 16:43
    iwoniaw napisała:


    > Ha! Od Józinka, ale wcale nie znaczy to, że jej ten pistolet dał, albo że w ogó
    > le wiedział, że ona wie, iż jest w jego posiadaniu. Łuśka przypadkiem znalazła
    > broń u Józka, użyła go do realizacji wymyślonej zemsty i wytarłszy odciski odło
    > żyła na miejsce, zanim ktokolwiek się dowiedział, że w ogóle go dotykała. Nawet
    > jej do głowy nie przyszło, że naraża w ten sposób brata na cokolwiek, bo gdyby
    > przyszło, to by broń ukryła lub zniszczyła, a tak to była zafiksowana (jak to
    > aspergeryczka) na tym, żeby się nie dowiedział - z pamięci odtworzyła każdy cen
    > tymetr bałaganu w szufladzie i nawet zabezpieczenia, które Józek zrobił i dla n
    > ormalnych ludzi były niewidoczne.


    Z zalem wycofuje kandydature Idy. Luska jest o wiele bardziej prawdopodobna.

    Czy ktos sprawdzal jej alibi ?
  • fornitta69 27.09.16, 10:00
    Nie,nie,nie! Właśnie o bron by się jeszcze wystaral ale strzelić?! On,który zabić karpia nie potrafił,ideologiczny wegetarianin? Ale jednak...strzelil i potem znienawidzil za to Gabe (zaciera ręce) i może,może...bedziemy miec drugie morderstwo...? Wszak najtrudniejszy pierwszy krok,potem to juz samo leci ;)
  • lord_vmordevol 26.09.16, 11:49
    www.gazetawroclawska.pl/dolny-slask/a/czy-nauczyciel-matematyki-molestowal-uczennice-na-korepetycjach,10668574
    No proszę :-)
  • tt-tka 26.09.16, 12:12
    lord_vmordevol napisała:

    > www.gazetawroclawska.pl/dolny-slask/a/czy-nauczyciel-matematyki-molestowal-uczennice-na-korepetycjach,10668574
    > No proszę :-)


    Rzeczywiscie.
    Zafascynowalo mnie - co to moga byc te uslugi przyrodnicze ? Ogrodnictwo, projektowanie - ktos wie ? Probowalam sama, ale gugiel zachowal sie nieprzyzwoicie i nadal nie wiem.
  • iwoniaw 26.09.16, 12:20
    Mnie gógiel lubi, w tej szkole mają takie kierunki w zawodówce i technikum:
    www.zspu.jgora.pl/category/kierunki-ksztalcenia/
    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • tt-tka 26.09.16, 12:26
    iwoniaw napisała:

    > Mnie gógiel lubi, w tej szkole mają takie kierunki w zawodówce i technikum:
    > www.zspu.jgora.pl/category/kierunki-ksztalcenia/

    OMG, rzeczywiscie kombinat niesamowity.
    Dzieki, Iwonio, zajzdraszczam wzgledow u gugiela-
  • lord_vmordevol 26.09.16, 12:40
    tt-tka napisała:

    > lord_vmordevol napisała:
    >
    > > www.gazetawroclawska.pl/dolny-slask/a/czy-nauczyciel-matematyki-molestowal-uczennice-na-korepetycjach,10668574
    > > No proszę :-)
    >
    >
    > Rzeczywiscie.
    > Zafascynowalo mnie - co to moga byc te uslugi przyrodnicze ? Ogrodnictwo, proje

    W sumie to to, czego oczekiwał (przynajmniej jakoby) ten pan było jak najbardziej usługą przyrodniczą. Acz, skoro ma z tego powodu kłopoty, to raczej nie obejmuje jej program nauczania.
    W każdym razie z matematyki.
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 26.09.16, 20:17
    Gratuluję. Doskonale się to czyta.

    Ale, tego. Czy Łusia miała powyżej 15 lat? Bo jeśli poniżej, to przestępstwo ścigane z urzędu, a Laura miała "społeczny obowiązek" donieść o tym na policję, a nie tylko rodzinie. Społeczny co prawda znaczy, że jego niedopełnienie nie jest karalne, no i tutaj jeszcze jest ten paragraf, że nie ma obowiązku zeznawać na najbliższych. Ale na zdrowy rozum, czy ona nie czuła się z tym źle, że po powiadomieniu rodziny pozostawiła sprawę w spokoju? Przynajmniej nie podrążyła głębiej? Żyła dalej z mężem i nie zastanawiała się, czy nie zajmował się innymi dziewczynkami? Policja też tak łatwo to łyknęła? Nie podejrzewała Laury, że wiedziała o wszystkim i kryła męża?

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • iwoniaw 26.09.16, 20:19
    Pytanie podstawowe: ile czasu minęło od znalezienia zdjęć, rozmowy Laury z matką i babką (i kim jeszcze?) do znalezienia martwego Adama?

    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • tt-tka 26.09.16, 20:32
    iwoniaw napisała:

    > Pytanie podstawowe: ile czasu minęło od znalezienia zdjęć, rozmowy Laury z matk
    > ą i babką (i kim jeszcze?) do znalezienia martwego Adama?


    Wyszlo mi minimum dwa dni. ZnaJduje wydruki, nastepnego dnia mowi o tym matce (babka przylazla sama), wieczorem awantura z Adamem, kolejny dzien - zwloki.
    Ale moglo byc i znacznie wiecej tych dni.
  • iwoniaw 26.09.16, 20:41
    No właśnie - mogło być tych dni więcej, ale nigdzie nie jest też powiedziane, że Laura wiedziała i nic Idzie nie wspomniała. Może nie miała w ogóle czasu (tzn. tempo akcji było szybsze niż się zdaje), a może właśnie powiedziała? I wtedy ktoś coś? W każdym razie rodzina wie o zdjęciach (vide rozmowa Mili z córkami, Laurą, Grzegorzem i Ignacym) - od Laury czy od policji?

    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 26.09.16, 20:44
    A, jeśli nie powiedziała Idzie, to tym bardziej dziwne.

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • iwoniaw 26.09.16, 21:03
    Wcale bym się, z drugiej strony, nie zdziwiła, gdyby Ida zaprzeczyła faktom i nie chciała słuchać ani wiedzieć - zwłaszcza mając potwierdzenie Melanii, że Zła Laura znów (!) coś wymyśla i mąci. Aspergera wypierają oboje z Markiem, jakby im kto córkę co najmniej oskarżał o bycie wariatką z XIX-wiecznej powieści, zamkniętą w wieży na Wichrowych Wzgórzach i latającą z nożem, to co mówić o molestowaniu?

    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • tt-tka 26.09.16, 22:08
    Mnie jeszcze zastanawia ten ZA Lusi. Rodzice nie chca tego zauwazyc ani przyjac do wiadomosci, bywa. Ale nieswietej pamieci Adam, podobno nauczyciel - pedagog ! - zamilowany i nieprzecietny ? Zajmowal sie dziewuszyskiem kilka lat, nie zauwazyl ? Psychologa szkolnego w tej znakomitej placowce nie ma ?
  • pi.asia 26.09.16, 22:32
    tt-tka napisała:

    > Mnie jeszcze zastanawia ten ZA Lusi. Rodzice nie chca tego zauwazyc ani przyjac
    > do wiadomosci, bywa. Ale nieswietej pamieci Adam, podobno nauczyciel - pedagog
    > ! - zamilowany i nieprzecietny ? Zajmowal sie dziewuszyskiem kilka lat, nie za
    > uwazyl ? Psychologa szkolnego w tej znakomitej placowce nie ma ?

    E, chyba nie będzie wysyłał do psychologa lolitki, na którą ma chrapkę i której robi roznegliżowane fotki! No bo przecież nie wiemy, od ilu lat ciągnie się ta zabawa. Mało tego - Łusia nie ma koleżanek, bo jest dziwolągiem, więc tym bardziej lgnie do Naszpana. A jemu w to graj...
  • tt-tka 26.09.16, 22:56
    No dobra, Adam nie bedzie. O ile to dawniejsza historia, znaczy ta erotyczna. Wtedy bylby zdeklarowanym pedofilem, a nie hebefilem, przeciez pierwsze kontakty (jeszcze zawodowe) z Lusia mial, gdy ona liczyla sobie ile, 11 lat ? Mysmy juz wtedy zauwazyly, ze ona jest zaburzona...
    Ale powiedzmy, ze Adam nie. Innych nauczycieli ona nie ma, szkolnego psycha, szkolnego pedagoga ? przeciez specjalisci nie siedza tam dla ozdoby chyba
  • pi.asia 27.09.16, 06:30
    tt-tka napisała:

    >
    > Ale powiedzmy, ze Adam nie. Innych nauczycieli ona nie ma, szkolnego psycha, sz
    > kolnego pedagoga ? przeciez specjalisci nie siedza tam dla ozdoby chyba

    Och, kochana, znam osobiście szkolną panią pedagog, która dziewczynce podejrzewanej przez wychowawczynię o anoreksję powiedziała krótko "trzeba jeść" i na tym pomoc psychologiczna się zakończyła.
  • vi_san 27.09.16, 07:39
    Psycholog szkolny? Tt-kto, znam panią psycholog szkolną, która o problemach rodzinnych uczennicy (przemoc w rodzinie) gadała z dwiema nauczycielkami na przerwie, na korytarzu szkolnym, bez skrępowania, z nazwiskami... Inna pani psycholog szkolna informację że 16letnia uczennica jest w ciąży skierowała doslownie: "Było trzymać nogi razem a nie rozkładać dla byle kogo!"... W życiu niczego poufnego nie powierzyła bym żadnej z tych głupich bab, tylko dlatego, że przypadkiem pełnią jakas tam rolę. A, żeby nie bylo: nie uwazam że WSZYSCY psychologowie to samo zło. Jednak (niestety) zwyle psychologowie szkolni to pomyłka.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • tt-tka 27.09.16, 09:13
    vi_san napisała:

    > Psycholog szkolny? (...) W życiu niczego pouf
    > nego nie powierzyła bym żadnej z tych głupich bab, tylko dlatego, że przypadkie
    > m pełnią jakas tam rolę.

    Ale ja nie o powierzaniu im czegokolwiek...dziwie sie tylko, ze nikt w tej podobno znakomitej placowce nie dostrzegl zaburzen Lusi. My, w koncu nie specjalistki w wiekszosci, jednak zauwazylysmy, a grono gogiczne nic a nic ?
    Przy okazji - kochana Zla, bedzie jakas rozmowa z Lusia albo jakies jej , nie wiem, jak nazwac, powiedzmy przemyslenia ? Zobaczymy jej wnetrze ?
  • iwoniaw 27.09.16, 09:54
    Ależ my nie wiemy, czy nikt nie zauważył! Skoro Ida i Marek solidarnie ochrzaniają policjanta, który zwraca uwagę/pyta w sytuacji, gdy Ł. jest de facto pokrzywdzona i wplątana w sprawę morderstwa, to myślicie, że na sugestię pedagoga/nauczycielki zareagowaliby lepiej niż "ja tu jestem specjalistą od diagnozowania, niedouczona idiotko"? Nauczyciele oczywiście mają obowiązek respektować orzeczenia poradni PP a szkoła przygotowywać uczniom ze specjalnymi potrzebami osobny plan wychowawczy, ale nie może zmusić rodziców do udania się po takie orzeczenie, jeśli ci się sprzeciwiają. No, jeśli szkoła uzna, że szkody dla ucznia są ewidentne i rodzice nie reagując zaniedbują dziecko, to mogą iść ścieżką do sądu rodzinnego i postulować ustanowienie kuratora i przymusowe diagnozowanie. Ale to zdecydowanie nie w sytuacji, gdy dziecko nie jest agresywne (nie ma skarg innych rodziców i nie utrudnia funkcjonowania nauczycieli w szkole i prowadzenia zajęć), wyniki edukacyjne ma co najmniej w normie, a jeszcze z lekarskiej rodziny "pani nie wie, ordynatorem czego jestem".

    Może więc mieli jakieś sygnały, a reakcją było "nie ma pani większych problemów niż fakt, że nie dorasta pani intelektualnie do naszego wybitnego dziecka"?

    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • vi_san 27.09.16, 20:25
    Ale zaburzenia Łuśki ktoś mógł dostrzec! Ba, nawet pedagog szkolna czy tam psycholog szkolan mogła wezwać Idusilię na pogawędkę, ale łeb dam, że Ida w najlepszym razie słuchała rozmyślając w tym czasie o wycinaniu migdałków jak ser pleśniowy, albo czymś takim - jednym uchem wpuściła, drugim wypuściła i śladu w mózgowiu nie pozostało. W najgorszym - zrobiła pani pedagog czy psycholog awanturę, że jej Niuniula jest wybitnie inteligentna, czego taka tępa krowa nie jest w stanie pojąć. Możliwe są też wszelkie stadia pośrednie. I tyle z tego wynikło. Dziecko było zadbane, nakarmione, lekcje zwykle odrabiało - ogólnie nie ma podstaw aby uderzać do sądu rodzinnego o ograniczenie rodzicom opieki. No, a że nie chcą korzystać z opieki poradni? No, obowiązku nie ma... Nauczyciele jeśli spostrzegli - zapewne odsyłali do pedagog/psycholog. Albo też sami usiłowali porozumieć się z matką. Reakcje Idy - jak powyżej. Poza tym... No dobra, wiem, że to okropne, ale jednak: jak taki nauczyciel ma do przemielenia ileś tam klas, w każdej iluś tam uczniów to zupełnie serio, ma w odwłoku jedną Łusię. Tym bardziej, że niezrównoważona reakcja matki mogła sugerować, że dzieciak nie tyle ma ZA, czy inne "zespoły zaburzeń", a po prostu jest rozwydrzony i stąd tez słaba komunikatywność w grupie rówieśniczej. I przypuszczam, że większość nauczycieli wzdychała z ulgą, że ten Fidelis się zajął smarkulą i nie jest tak upierdliwa dla wszystkich, tym swoim wymądrzaniem się i wtrącaniem... Ten Fidelis to święty człowiek, że jej jeszcze nie zabił...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 26.09.16, 20:19
    BTW po co Laura skasowała zdjęcia Łusi, skoro chciała udowodnić sprawę babci i Idzie?

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • iwoniaw 26.09.16, 20:26
    Może później kasowała?

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • tt-tka 26.09.16, 20:29
    anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

    > BTW po co Laura skasowała zdjęcia Łusi, skoro chciała udowodnić sprawę babci i
    > Idzie?
    >

    Zrozumialam, ze ona chciala sie poradzic, a nie udowodnic. Mogla skasowac w pierwszym odruchu, nie przypuszczala, ze jej nie uwierza.
    Do Idy chyba wcale z tym nie poszla. Dziwilam sie temu.
    Inna ewentualnosc - w rozmowie z policja Laura klamie (jak jej ojciec), a bylo zupelnie inaczej. Lub troche inaczej.
  • tt-tka 26.09.16, 20:24
    anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

    > Gratuluję. Doskonale się to czyta.
    >
    > Ale, tego. Czy Łusia miała powyżej 15 lat?

    Lusia miala ukonczone 15 juz w Febliku, kiedy dopiero dowiadujemy sie o ciazy Laury. Chyba ze czas fanfikowy jest odrebny :)

    czy ona (Laura)nie czuła się z tym źle, że po pow
    > iadomieniu rodziny pozostawiła sprawę w spokoju? Przynajmniej nie podrążyła głę
    > biej? Żyła dalej z mężem i nie zastanawiała się, czy nie zajmował się innymi dz
    > iewczynkami? Policja też tak łatwo to łyknęła? Nie podejrzewała Laury, że wiedz
    > iała o wszystkim i kryła męża?

    Tez chcialabym to wiedziec.
    Chociaz imho spoleczne instynkty Laury sa zadne. Jej urazone ego to jeszcze...ale czy strach przed porzuceniem nie jest wiekszy ? Jakos nie moge sie polapac, czy Laura jest soba z Jezycjady, czy z forumowych wizji, czy to jeszcze ktos inny.
  • tt-tka 27.09.16, 09:07
    Przeczytalam od poczatku. Jest tak
    - Laura znajduje fotki Lusi; jest roboczy dzien, skoro Adam wybiera sie na rozmowe o pracy, czyli najpozniej piatek
    - wieczorem tego samego dnia robi awanture Adamowi
    - najwczesniej nastepnego dnia mowi matce (babka tez przy tym jest)
    - Adama znajduja w poniedzialek
    czasokres - co najmniej trzy dni. Moglo byc wiecej. I to wszystko przy zalozeniu, ze Laura mowi wylacznie prawde.

    Nadal nie rozumiem, po co Adam mialby robic odbitki czy wydruki, Annuszka ma racje - mial w kompie i to powinno mu wystarczyc. Albo nie on zrobil, albo chcial komus pokazac, a wolal nie przesylac; albo ktos (niekoniecznie Laura) szukal u niego konkretnie Lusi; albo nasza gieroinia klamie; swoja droga majac takie rzeczy w bebechach on nie zahaslowal sprzetu ? duren do kwadratu !
    Z rozmowek rodzinnych wyniklo mi, ze o fotkach dowiedzieli sie (poza Gaba i Milicja) od policji - dobrze zrozumialam ?
    Blagam, gdzie policja te zdjecia Lusi znalazla - przy Adamie ? w szalecie ? u Laury ? mnie wychodzi, ze Laurka o nich wylacznie mowila, nikomu ich nie pokazywala; i jeszcze - gdzie te fotki byly robione, jest jakis tylny plan, ktory pozwala to ustalic ? u niego, w szkole, w innych okolicznosciach ? co jest w tle ?
  • piotr7777 27.09.16, 17:54
    > Ale, tego. Czy Łusia miała powyżej 15 lat?
    Łusia urodziła się 1 sierpnia 1998 r. Więc 15 lat miała skończone w czasie akcji Wnuczki do orzechów i Feblika a akcja fanfika dzieje się później.
    Zatem w fanfiku (który jest kolejną symulacją rozpadu bezpiecznego świata Borejków i ogólnie zmierza do zburzenia konstrukcji Jeżycjady) ma więcej niż 15 lat.
    Inna sprawa, że pewnie autorka uznała, że Adam miał molestować Łusię wcześniej.
    Akurat nie lubię tych antyfanfików (bo tak to raczej należy nazwać) no, ale czytam.
  • zla.m 27.09.16, 17:33
    LAURA

    - Bywam tu częściej niż na zajęciach – zaśmiała się Laura wchodząc do gabinetu podinspektora. Odpowiedział uśmiechem, a Tygrys znowu wyobraził go sobie w mniej oficjalnych okolicznościach
    - Proszę, dziś chyba skończymy. I uczelnia panią odzyska.
    Laura zajęła miejsce, a policjant zaproponował jej kawę. O nieba! Może… W tym momencie drzwi otwarły się ze zgrzytem (czy oni wszystkie drzwi mają takie hałaśliwe?) i pojawiła się głowa innego policjanta. Ten też był niczego sobie, no proszę… Może rzucić operę i pójść do policji?
    Podinspektor przeprosił i wyszedł. Nie było go dłuższą chwilę, Laura zaczęła się nudzić. Co robić? Żadnych papierów na biurku, na które można rzucić okiem, przecież nie będzie grzebać w szafkach! Nie, żeby jej nie kusiło, ale ryzyko było za duże. Wstała i ostrożnie wyjrzała na korytarz. Pusto. Po przekątnej uchylone drzwi, jeśli dobrze pamięta, to do pokoju przesłuchań. Chyba ktoś tam jest… Słyszy Śmigielskiego, chyba tego drugiego i jeszcze kogoś… Kogo? Ta melodia słów brzmi drażniąco znajomo, ale nie umie jej umiejscowić. No i nie wie, co mówią. Po chwili wahania Laura wychodzi i staje bliżej drzwi… Jak ktoś ją przyłapie, to powie, że szukała podinspektora i właśnie się waha, czy zajrzeć…
    - Więc przyznaje się pan do zabicia Adama Fidelisa? – to jej podinspektor. Jak to? Mają mordercę?
    Cisza. A potem - Proszę nie kiwać głową, na potrzeby protokółu musimy mieć nagrane pana słowa.
    - Przyznaję. - Czy to…? Nie, niemożliwe. Zdaje się jej. Laura jest w szoku, jednocześnie w jej głowie błyska, że znowu dowiaduje się najważniejszych rzeczy podsłuchując. Melodia jej życia.
    - Proszę opowiedzieć wszystko od początku.
    - Od początku? – teraz Laura nie ma wątpliwości. Pan Gruszka! Gruszka! Ale dlaczego? Dlaczego?! Przecież on Adama kochał jak syna… - Trudno powiedzieć, gdzie był początek…
    - Dlaczego go pan zabił?
    - Żeby przestał.
    - Żeby co przestał? - to ten drugi gliniarz
    - No, to co robi… z tymi dziewczynkami… tym dziewczynkom.
    - Wiedział pan..?
    - No, wiedziałem, a co myśli?
    - Od kiedy pan wiedział?
    - Od kiedy ta, jak jej tam, wyjechała do Australii. - co? O czym on mówi? Laura nie ma pojęcia, o kogo chodzi, policjanci chyba też nie, bo nagle pan Gruszka się rozgaduje. - No przecież mówię, poprzednia narzeczona Adama – kto?! - zostawiła go i powiedziała, że wyjeżdża. Do Australii. No i jak on tak strasznie rozpaczał, to żem poszedł do panny się z nią rozmówić, może rozumu nabierze. A ona mi powiedziała, że Adam… no…
    - Że jest pedofilem?
    - No… - Laura zna ten ton, wie, że towarzyszy mu niechętne wzruszenie ramion. - To znaczy, dała do zrozumienia. Więc zacząłem obserwować Adasia, te jego uczennice… I jak już byłem pewien, ze ta-tamta nie kłamała, to go obsobaczylem jak burą sukę. No i obiecał mi, że przestanie. Słowo dał! Powiedział, że to z braku kobity i że sobie poszuka takiej odpowiedniejszej. No i znalazł. Taką trochę… dziwną, niby dorosłą, a jak dziecko we mgle. Ale pełnoletnią, to najważniejsze. Jaki ja byłem szczęśliwy! Że mój Adaś wyjdzie na prostą. I było dobrze, ślub, dziecko, wszystko normalnie. Panna leniwa strasznie i nieogarnięta – co?! a niech cię, ty… Gruszko! - ale dzieciaka mu urodziła… A o resztę, to ja bym się zatroszczył, jak zawsze…
    -A jego rodzice? - przerywa nagle któryś z policjantów.
    - Liiii tam, tacy rodzice… Oni dawno na nim krzyżyk położyli, jeszcze w liceum był, że nieudany taki. I tylko Krzysia hołubili. No, potem, jak Adam na ludzi w końcu wyszedł, to tez się nim chwalili. Ale kto chłopaka dopilnował? Ano ja… No i ja go też zabiłem, żeby więcej krzywdy nie robił i wstydu nie przynosił…
    - Proszę opowiedzieć szczegółowo.
    - No to jakoś panna w ciąży była, jak się zorientowałem, że Adam z tą jej kuzynką, co jego uczennicą była, to się tak spotyka… nie po naukę. Strasznie na niego byłem zły, bo obiecał mi przecież, jakby rodzonemu ojcu obiecywał…! To poszłem tam kiedyś i poszukałem… w komputrze miał, świństwa różne, dziewczynki…
    - Dziwne, że nie miał hasła założonego… - to podinspektor. Laura chyba zna powód. Korzystała czasem z kompa Adama, kiedy byli jeszcze parą, nie miał na nim hasła. Gdyby je założył po ślubie mogłaby to uznać za podejrzane. A tak… wiedział, że w życiu nie będzie sama z siebie przeglądała zdjęć „z wycieczek i imprez szkolnych”. No, ale nie docenił pana Gruszki.
    - Co?
    - Nieważne. Proszę dalej, co zrobił pan, gdy znalazł te zdjęcia?
    - Wydrukowałem te z tą, Łusią i podrzuciłem do szuflady.
    - Co?! Ale po co? - w głosie policjanta słychać niedowierzanie.
    - Myślałem, że może ta panna… żona znajdzie. I coś zrobi.
    - Ale co?
    - No nie wiem…. Rzuci go, pójdzie do rodziców tej małej, to w końcu jej rodzina. Albo na policję. Ale nic nie zrobiła. Poawanturowała się i tyle.
    Laurze robi się niemiło. Prawda słyszana z ust tego prostaka brzmi tak… gorzko.
    - A pan? Dlaczego pan nie poszedł na policję? Albo do rodziców?
    - Ja? A co ja się będę w cudze sprawy… Zresztą ta matka to jakaś wariatka jest, kto by tam chciał z nią gadać. No i… - głos lekko mu drży – wie pan, ja go przecież.. jak syna… jakże bym mógł? No i jeszcze. To taki wstyd. Straszny wstyd.
    Laura nawet nie zdaje sobie sprawy, że energicznie kiwa głową słuchając tych wynurzeń. Wstyd. Tak. Trudno się przyznać, że pokochało się takiego… A jak już człowiek się przyzna, to co z tego ma? Wmawiają mu, że zwariował… Kochana rodzinka z babcią na czele. Ida nie byłaby lepsza, pewnie by ją oskarżyła, że kłamie, wymyśla… Gdyby jeszcze w szale nie zniszczyła wszystkich zdjęć..! Pogrążona w myślach traci na chwilę wątek rozmowy.
    - … broń? - to słowo wybija ją z rozmyślań i przywraca do rzeczywistości.
    - Od takiego jednego. Janusza. Janusza Błaszczykowskiego, jak ten piłkarz, ale to nie rodzina.
    - A ten… Błaszczykowski?
    - Od syna. Mariusza. On jeździ z lawetą do Niemiec, ten Mariusz. I zna takich tam. Różnych. No i mnie załatwił kopyto.
    - I nie dziwił się?
    - A skąd! Powiedziałem, że to do obrony przed uchodźcami i wcale się nie dziwił. Mówił, że sobie też załatwi. I ojcu.
    - Rany boskie..! - ten niesłużbowy jęk podinspektora powoduje, że Laura, mimo ogromnego smutku, ma ochotę zachichotać. Ale zaraz poważnieje.
    - Więc jak już miałem to kopyto, to poszłem do Adama. Wiedziałem, że będzie miał wolne rano, do szkoły na trzynastą piętnaście...
    - Skąd?
    - No przecież mi powiedział! Ja tam zawsze słuchałem, co dziecko mówi, nie tak, jak inni rodzice..! Powiedział, że pół szkoły wyjechało na jakieś tam zielone coś… jakiś biwak czy coś takiego, no a on nie, bo dziecko małe, no to jak. Więc ma wolne rano. No to sobie myślę, pogadam z tobą bratku, ostatnią szansę ci dam, kopytkiem może postraszę… Ale jak szłem...
    - O której?
    - No, jakoś dobrze po dziesiątej. No więc, jak szłem, to spotkałem dwie takie tutejsze siksy. „Do pana Adama! Na lekcje!” No to je pogoniłem, bo jakże to tak, we własnym domu, ledwie żona za próg wyszła! Więc zły taki byłem, a tu Krzysiek się napatoczył z jakimiś daliami do Holandii na jutro, więc jeszcze to, w końcu idę, idę, a ten mi otwiera cały w uśmiechach, ogolony świeżo, wypachniony… i mówi, że nie mnie się spodziewał… No i czerwono mi się w oczach zrobiło, w uszach szum taki, gnat mi sam do ręki wskoczył, chciałem nim tylko pomachać, ale nie strzymałem i nie wiem jak to się stało… sam chyba wystrzelił…!
    - I co dalej?
    - Dalej nic. Od razu wiedziałem, że trup. To tylko weszłem na chwilę i usunąłem te zdjęcia z komputra, żeby wstydu przed światem nie było. I wróciłem do roboty, bo tam tych dalii trzeba było dopilnować… bo te chłopaki teraz, na odwal robią… No a potem żona zaczęła wydzwaniać, teraz to się o Adasia martwi! Więc musiałem odebrać w końcu i powiedzieć, że pójdę zobaczyć… Ale jakoś mi się iść nie bardzo chciało, to jeszcze przy tych daliach porobiłem i potem jeszcze przy świerczkach… no i potem to już mus było iść… i taką miałem nadzieję, że on tam jednak nie leży. Ale leżał.


    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • tt-tka 27.09.16, 18:11
    Nie. Nie, nie, nie. Naswinili wszyscy, a odpokutuje tylko jeden, najmniej winny ???
  • zla.m 27.09.16, 18:27
    Życie.

    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • tt-tka 27.09.16, 18:33
    zla.m napisała:

    > Życie.
    >

    Nie. To ta najbardziej niesprawiedliwa wersja zycia, a nie zycie. Pan Gruszka nie tylko odsiedzi wyrok, ale i - przede wszystkim - nie bedzie sobie mogl darowac. Ani tego, co zrobil, anie czego nie zrobil.

    A wszyscy inni otrzepia sumienia albo cos w tym rodzaju i pojda niewzruszenie dalej. W pelni przekonani, ze oni sa w porzadku.

    Odmawiam przyjecia tego do wiadomosci. Ide marzyc o tym, co im sie stanie.
  • pi.asia 27.09.16, 20:55
    tt-tka napisała:


    > Nie. To ta najbardziej niesprawiedliwa wersja zycia, a nie zycie. Pan Gruszka n
    > ie tylko odsiedzi wyrok, ale i - przede wszystkim - nie bedzie sobie mogl darow
    > ac. Ani tego, co zrobil, anie czego nie zrobil.
    >
    > A wszyscy inni otrzepia sumienia albo cos w tym rodzaju i pojda niewzruszenie d
    > alej. W pelni przekonani, ze oni sa w porzadku.
    >

    A nie nie nie! Nie będzie tak pięknie!
    Oczywiście, wszyscy Borejkowie będą w charakterze świadków zeznawać na rozprawie pana Gruszki. Niejeden z tych świadków zostanie tymczasowo aresztowany.
    Przede wszystkim Laura odpowie za niepowiadomienie o przestępstwie, co jest zagrożone karą bodajże do trzech lat więzienia.
    Z tego samego paragrafu mogą beknąć Gaba i Milicja. A nawet jeśli nie, to będą mieć świadomość, że gdyby uwierzyły Laurze, gdyby razem postanowiły zawiadomić kogo trzeba, to Tygrys nie wylądowałby za kratami, a Adam pod ziemią. Już widzę, jak Święta Jeżycka i Macierz Świętej Jeżyckiej przerzucają się wzajemnymi oskarżeniami.

    He, Ida się dowie, że wszyscy wiedzieli, że Adam naprawdę molestował Łusię, a nikt nie uznał za stosowne jej o tym powiedzieć.

    Józinek będzie podwójnie wściekły i rozżalony - raz, że Dorota mu uciekła, a dwa - że swojej ukochanej Łusi nie obronił. Ba, nawet nie spostrzegł, co jest na rzeczy. Ukochaną dzielną ciotkę i jeszcze bardziej ukochaną Babi znienawidzi do imentu.

    I jeszcze Gabę będzie szlag trafiał, że to pan Gruszka załatwił coś, czym powinna się zająć ona. Podobnie jak ze ślubem. Swoją drogą, zła.m stworzyła ciekawą klamrę - Pan Gruszka zorganizował Laurze ślub i wesele, a teraz zorganizował jej wdowieństwo. Był przy początku i przy końcu tego małżeństwa.

    >Odmawiam przyjecia tego do wiadomosci. Ide marzyc o tym, co im sie stanie.

    Mam nadzieję, że te wizje trochę Cię pocieszyły. Bo prawdziwe piekło to się dopiero szykuje!
  • tt-tka 27.09.16, 21:04
    Dzieki za probe pocieszenia, ale to niestety malo...oni wszyscy poczuja sie pokrzywdzeni, nie winni ! Wsciekli tak, rozzaleni tak, ale ani na chwile nie dotrze do nich to, to sami narobili !
  • zla.m 27.09.16, 21:20
    pi.asia napisała:

    > Przede wszystkim Laura odpowie za niepowiadomienie o przestępstwie, co jest za
    > grożone karą bodajże do trzech lat więzienia.

    Pomijając moją opinię o polskim sądownictwie (zawiasy dla gwałcicieli), to uprzejmie zwracam uwagę, że nie wiemy, czy Adam jakieś przestępstwo popełnił - bo to, że wszyscy używali określenia pedofilia i czuli obrzydzenie, to nie znaczy, że któraś z jego ofiar miała lat mniej niż 15. A tym bardziej Laura wiedziała tylko o Łusi i to po skończeniu przez tą ostatnią 15 lat. Może można to podciągnąć pod wykorzystanie pozycji, ale skoro Adam uczył w podstawówce, a Łusia to już liceum, to chyba nic się nie udowodni...

    --
    Pod Londynem...
  • mika_p 27.09.16, 22:36
    > to uprzejmie zwracam uwagę, że nie wiemy, czy Adam jakieś przestępstwo popełnił

    Może i przestepstwa jako takiego nie popełnił, ale moralnie - paskudny.

    --
    Odrobina strachu przed żoną jeszcze żadnemu mężczyźnie nie zaszkodziła. Alutka Kosoń
  • tt-tka 27.09.16, 23:03
    mika_p napisała:

    > > to uprzejmie zwracam uwagę, że nie wiemy, czy Adam jakieś przestępstwo po
    > pełnił
    >
    > Może i przestepstwa jako takiego nie popełnił, ale moralnie - paskudny.
    >

    Nawet gdyby mleko sie rozlalo za zycia Adama i okazaloby sie, ze dziewuszki mialy 15 ukonczone i nic przeciwko temu, co pan nauczyciel robil, to i tak mialby przechlapane. Problemy z praca w szkolnictwie, moze nawet zakaz pracy z
    mlodzieza - ten nauczyciel, ktorego przyklad Lord przywolal, mial do czynienia z maturzystkami, a i tak z pracy wylecial. Jeszcze przed procesem. Wstyd, skandal, utrata zrodla utrzymania...troche szkoda, ze Adamowi zostalo to oszczedzone.
  • lord_vmordevol 28.09.16, 11:38
    pi.asia napisała:

    > e pana Gruszki. Niejeden z tych świadków zostanie tymczasowo aresztowany.

    Co do tego to akurat przypuszczam, że wątpię.

    > Przede wszystkim Laura odpowie za niepowiadomienie o przestępstwie, co jest za
    > grożone karą bodajże do trzech lat więzienia.

    Ale to mąż jest. Skoro wolno odmówić zeznań przeciwko mężowi, to chyba i wolno nie zgłaszać jego przestępstw.

    > Z tego samego paragrafu mogą beknąć Gaba i Milicja. A nawet jeśli nie, to będą

    No, to w ogóle może być ciężkie do udowodnienia, bo mogą powiedzieć, że nie dostały żadnych zdjęć i nikt im nic nie mówił.

  • tt-tka 28.09.16, 11:41
    Niestety, tez sadze, ze prawnych konsekwencji wobec borejklanu nie bedzie. Presja spolecznego potepienia to jedyna szansa.
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 27.09.16, 23:12
    "… broń? - to słowo wybija ją z rozmyślań i przywraca do rzeczywistości.
    - Od takiego jednego. Janusza. "

    Szkoda, że nie Pyziaka :)

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • zla.m 27.09.16, 17:33
    Wiktoryna

    - Wikta, chodź tu, szybko, szybko!
    - Co tam?
    Wchodzi do pokoju Dorotki – tak wciąż o nim mówią, choć coraz mniej liczą na to, że ich wnuczka jeszcze tu będzie spać – i widzi Andzię wpatrzoną w monitor komputera. Jej oczy są wilgotne…
    - Co się stało? Z Dorotą wszystko dobrze..?
    - Tak, tak, jak najlepiej! Teresa napisała! Że odebrała ją z lotniska, że są już razem..! Widzisz, wszystko dobrze się skończyło…
    - Taaak. Ciekawe, jak będzie dalej, czy się w ogóle dogadają… Przecież nie widziały się od lat – mówi Wiktoryna i od razu żałuje, że jest taką jedzą.
    - Będzie im ciężko – odpowiada miękko Andzia – ale wiesz, Terenia już nie jest tą zaperzoną smarkulą… Zobacz, co napisała.
    Okulary gdzieś się, jak zwykle, zapodziały, więc nachyla się do monitora niemal dotykając go nosem. I czyta:
    Możliwe, że będzie nam ciężko się dogadać… tyle czasu, tyle błędów. Chodzę na terapię i myślałam, że może Dorotka pójdzie ze mną, jeśli zechce. I jeszcze, mamo, może zobaczymy się w święta..?

    KONIEC


    --
    Pod Londynem...
  • fornitta69 27.09.16, 20:17
    NAPRAWDE koniec??? O buuuu! A ja sobie jeszcze chciałam pospekulowac kto zabił i wymyśliłam Pyziaka ;)
    Zakończenie bardzo smutne ale pasujące.
    Dziekuje za fanfik,dostarczył mi wielu emocji :)
  • zla.m 27.09.16, 21:30
    fornitta69 napisała:

    > NAPRAWDE koniec??? O buuuu! A ja sobie jeszcze chciałam pospekulowac kto zabił
    > i wymyśliłam Pyziaka ;)
    > Zakończenie bardzo smutne ale pasujące.
    > Dziekuje za fanfik,dostarczył mi wielu emocji :)

    Dzięki :) Pisanie na bieżąco jest bardzo fajne, ale jednocześnie nieco przerażające - każdy komentujący podrzuca nowe tropy i pomysły, ciężko się trzymać tego, co się wymyśliło, bo niektóre są naprawdę rewelacyjne. Osobiście jestem fanką Natalii mordującej w zemście za przegraną w konkursie poetyckim :D :D

    Oraz te rozkminki i analizy, co kto robił i jak mógł się wywinąć. Iskrzy_54, marutax oraz szafirki_i_konwalie dostają złotego Józina za trafne wskazanie mordercy :) A wszyscy dostają obietnicę, że jeszcze coś napiszę, w końcu ten cholerny Bernie wciąż żyje, należy to jakoś ukrócić ;-)


    --
    Pod Londynem...
  • tt-tka 27.09.16, 21:40
    O Boru, w swoim rozzaleniu zapomnialam podziekowac, a tez mnie emocje przyduszaly

    Wielkie i szczere dzieki !

    Choc i tak nie przyjmuje do wiadomosci, ze to koniec. Przed nami rozprawa sadowa, a tam... panu Gruszce to nie pomoze, ale mnie troche pocieszylo.
  • zla.m 27.09.16, 22:12
    W prawdziwym życiu to nie wiem, ale wyobrazam sobie, że można okoliczności łagodzące znaleźć. Albo może policzyć jako chwilową niepoczytalność... ?

    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • tt-tka 27.09.16, 22:16
    W sprawie pana Gruszki to nawet nie o wyrok chodzi. Rzecz w tym, ze sam pan Gruszka nie wybaczy sobie - sa tacy ludzie, ktorych od poczucia winy nie uwolni sad, psychiatra, ksiadz, spoleczenstwo, bo oni sami nie beda sobie umieli odpuscic.
  • tt-tka 27.09.16, 22:17
    Dlatego smutno mi, ze to wlasnie on :(
  • marutax 28.09.16, 09:01
    zla.m napisała:

    > W prawdziwym życiu to nie wiem, ale wyobrazam sobie, że można okoliczności łago
    > dzące znaleźć. Albo może policzyć jako chwilową niepoczytalność... ?
    >
    Może gdyby Adam zginął od ciosu czymkolwiek przypadkowym, ale pan Gruszka poszedł tam z naładowanym pistoletem, który załatwił sobie specjalnie na tę okazję... Wprawdzie w zeznaniach stoi, że chciał go postraszyć, ale zamiar ewentualny jak nic. Okoliczności łagodzące - tak, niepoczytalność - raczej nie. Chyba, że stwierdzą jakieś konkretne zaburzenia psychiczne, ale wtedy po prostu zamienią więzienie na zakład zamknięty.
  • mika_p 27.09.16, 22:32
    Już? Szkoda.
    Fajnie było.

    A tytuł faktycznie przewrotny, "O dziewczętach dla dziewcząt" to książka o dojrzewaniu :)

    --
    Dziewczyna, która opanowała mechaniczną skrzynię biegów, poradzi sobie w życiu. Carrie Bradshaw
  • tt-tka 28.09.16, 08:48
    przepraszam, ale musze, bo sie udusze

    POSTCRIPTUM

    Rozprawa byla utajniona ze wzgledu na ochrone dobr osobistych zamieszanych w nia osob. Ale wscibscy dziennikarze nie odpuscili. W popularnym brukowcu, na kilku plotkarskich portalach, a takze w powaznym, opiniotworczym pismie pojawily sie artykuly zwiazane z zamordowaniem nauczyciela szkoly uchodzacej za wzorowa. A potem, naturalna konsekwencja, komentarze, sprostowania, komentarze do sprostowan i pooooszlo. Nazwiska ofiar pedagoga ze sklonnoscia do nieletnich przemilczano. I tylko te.

    Caly Poznan i pol Polski z zachlanna ciekawoscia czytalo i z pasja wypowiadalo sie o parze nauczycieli akademickich, parze lekarzy, emerytowanym pracowniku szacownej placowki naukowej i nauczycielce z renomowanego prywatnego liceum, w ktorych rodzinie doszlo do skandalu. Podkreslano z naciskiem, ze sa to osoby pelniace zawody zaufania publicznego. Zarzuty, mniej i wiecej zasadne, tolerowania, ukrywania, oslaniania pedofila rozpetaly histerie, zadza odwetu na tych, ktorych opinia publiczna uznala za wspolwinnych nasilala sie tym bardziej, ze bezposredni sprawca byl juz poza zasiegiem doczesnej sprawiedliwosci. Pacjenci, studenci, rodzice uczniow, sprzedawczynie z jezyckich sklepow, pracownicy kwaterunku, poczty i inni na rozne sposoby dawali wyraz swoim uczuciom, od niecheci, nieufnosci po otwarta wrogosc.

    Do zadnych rozliczen i przewartosciowan w rodzinie szeroko rozumianych Borejkow nie doszlo. Ale zycie stalo sie dla nich nie do zniesienia. Im mniej rozumieli, tym bardziej cierpieli w poczuciu niezasluzonej krzywdy. I dobrze im tak.
  • fornitta69 28.09.16, 11:06
    Ales Ty msciwa! ;D
    Ale ja tez się zastanawiałam co bylo dalej...kto sobie poradził a kto nie. Zwłaszcza zafrapowaly mnie dalsze losy:
    -Laury. Sprobuje sie ogarnac jako samotna matka czy raczej błyskawicznie rzuci sie w ramiona jakiegokolwiek mężczyzny? Zerwie kontakt z Borejkami?
    - Agnieszki. Ona naprawde kocha Ignasia ale przez jego toksyczna rodzinę to nie jest szczęśliwa miłość. Wyrwie go spod ich wpływów,czy raczej go zostawi?
    - Lusi. Czy ktokolwiek jej pomoże uporać sie z ta historia? Jak to się odbije na jej dalszym zyciu?
  • tt-tka 28.09.16, 11:24
    fornitta69 napisała:

    > Ales Ty msciwa! ;D

    W zasadzie nie :) Ale przy Borejkach stosuje odstepstwo od zasad.


    > Ale ja tez się zastanawiałam co bylo dalej...kto sobie poradził a kto nie. Zwła
    > szcza zafrapowaly mnie dalsze losy:
    > -Laury. Sprobuje sie ogarnac jako samotna matka czy raczej błyskawicznie rzuci
    > sie w ramiona jakiegokolwiek mężczyzny? Zerwie kontakt z Borejkami?

    Gdybyz potrafila... Laura jest tragicznie niesamodzielna. Pojawila sie nadzieja (w fiku), zatrzymala sie czasowo u kolezanki, czyli zaczela miec kolezanki. Chce cos wynajac, czyli ma pieniadze. Ale czy wlasne, przez nia zarobione ?
    Czy ona potrafi uczyc sie/pracowac i pogodzic to z opieka nad dzieckiem, czy jednak wroci do mamusi ? Zarabiac i gospodarowac pieniedzmi ? Znajdzie wsparcie u Fidelisow jako poniekad ofiara ich syna czy przeciwnie, przez nia wszystko ? Poradzi sobie z tym, ze jest postrzegana jako zona pedofila ?
    Tak jak ja Laure widze - albo rodzina, albo inny mezczyzna. Bez gwarancji, ze za
    drugim razem trafi lepiej.


    > - Agnieszki. Ona naprawde kocha Ignasia ale przez jego toksyczna rodzinę to nie
    > jest szczęśliwa miłość. Wyrwie go spod ich wpływów,czy raczej go zostawi?

    Jezeli potrafi go namowic na wyprowadzke i zdobeda sie oboje na samodzielnosc, chocby biedna na poczatek, jest szansa. Pod dachem Borejkow nie.


    > - Lusi. Czy ktokolwiek jej pomoże uporać sie z ta historia? Jak to się odbije n
    > a jej dalszym zyciu?

    Bez terapii ani rusz. I nie tylko o te historie chodzi. Rodzice nie wyrazaja zgody, czy ona jako juz pelnoletnia dostrzeze te potrzebe i zdecyduje sie pracowac nad soba ? Z pomoca specjalistow ?
  • tt-tka 28.09.16, 12:30
    fornitta69 napisała:
    się zastanawiałam co bylo dalej...kto sobie poradził a kto nie.

    Mam szczera nadzieje, ze Jozwa nie. W tym srodowisku, w jakim on sie obraca, szwagier (chocby i cioteczny) pedofil to dno. Jak on mogl nie rozpoznac, przeciez kazdy takiego na pierwszy rtzut oka odrozni od normalnych. Jak mogl pozwolic, by kto inny zalatwil te sprawe. Cienias z ciebie, moj Jozku (od bardziej realnych okreslen powstrzymam sie). A jeszcze, wiecie, on tak tego Adama chwalil... co on z nim mial ?
    Na dzielni Jozwa ma przerabane. A poza nie bardzo potrafi sie odnalezc.
  • pi.asia 28.09.16, 17:50
    "uprzejmie zwracam uwagę, że nie wiemy, czy Adam jakieś przestępstwo popełnił - bo to, że wszyscy używali określenia pedofilia i czuli obrzydzenie, to nie znaczy, że któraś z jego ofiar miała lat mniej niż 15. A tym bardziej Laura wiedziała tylko o Łusi i to po skończeniu przez tą ostatnią 15 lat. Może można to podciągnąć pod wykorzystanie pozycji, ale skoro Adam uczył w podstawówce, a Łusia to już liceum, to chyba nic się nie udowodni..."

    Akurat dzisiaj przeczytałam w GW, że pewien drużynowy z podczęstochowskiej Blachowni utworzył drużynę harcerek specjalnie po to, by je molestować, a potem współżyć. Ofiary miały od 15 do 17-u lat. Jedną, czternastoletnią, upił i zgwałcił. Postawiono mu 13 zarzutów - oprócz gwałtu także - uwaga - doprowadzenie małoletnich dziewcząt do poddania się innej czynności seksualnej oraz nadużycia stosunku zależności. Facet dostał 8 lat.

    Czyli - nawet jeśli panienki ( w tym i Łusia) miały powyżej 15-tu lat. to i tak zarzut karny może się pojawić. Zwłaszcza, że Adam też nadużył swojej pozycji - Łusię urabiał sobie od lat, a inne panienki były jego uczennicami. Pierdel, bez dwóch zdań.

    Natomiast Laura mogła odmówić zeznań, i, faktycznie, nie miała obowiązku zgłaszania przestępstwa, ze względu na dobro najbliższej osoby. Zresztą w tym akurat przypadku niezgłoszenie nie było zagrożone karą. Buuu.

    A fanfik bardzo smakowity! Szkoda mi pana Gruszki, ogromnie, ale inaczej nie mogło być. To jedyny prawy człowiek w tym gnieździe Żmijejków.
    Zła.m DZIĘKUJĘ za fantastyczną lekturę i emocje przeżywane podczas jej czytania.
  • tt-tka 28.09.16, 18:07
    pi.asia napisała:

    > Natomiast Laura mogła odmówić zeznań, i, faktycznie, nie miała obowiązku zgłas
    > zania przestępstwa, ze względu na dobro najbliższej osoby. Zresztą w tym akurat
    > przypadku niezgłoszenie nie było zagrożone karą. Buuu.

    Nie placz. Z takim pietnem zyc... ona byla jego zona. Rozejdzie sie sensacja i watpie, czy Laura znajdzie wspolczucie. Ba, przekonana jestem, ze znajda sie tacy, co ja obwinia, od "jak moglas sie nie zorientowac, czemu milczalas" po "ale mu marnie dawala(s), skoro wolal siksy". Bedzie to slyszec, widziec w prasie, natykac sie w necie, Z bardzo przykrymi komentarzami pod swoim adresem. I niewazne, ze niezasluzonymi.
    Nie znosze Laury, ale az tak zle jej nie zycze, niemniej to nieuniknione. Odejscie od rodziny i terapia, fachowa, to jej jedyna szansa. Inaczej ona znowu wdepnie w jakies guano, sama albo z kolejnym mezczyzna.
  • iwoniaw 28.09.16, 18:34
    A fanfik bardzo smakowity! Szkoda mi pana Gruszki, ogromnie, ale inaczej nie mo
    > gło być. To jedyny prawy człowiek w tym gnieździe Żmijejków.
    > Zła.m DZIĘKUJĘ za fantastyczną lekturę i emocje przeżywane podczas jej czytani
    > a.


    Z klawiatury mi to wyjęłaś, więc się tylko podpiszę!

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • iskrzy_54 28.09.16, 20:22
    fanfik bardzo smakowity! Szkoda mi pana Gruszki, ogromnie, ale inaczej nie mo
    > gło być. To jedyny prawy człowiek w tym gnieździe Żmijejków.
    > Zła.m DZIĘKUJĘ za fantastyczną lekturę i emocje przeżywane podczas jej czytani
    > a.

    Z klawiatury mi to wyjęłaś, więc się tylko podpiszę!

    me 2:) Napisz coś jeszcze zła.m, prity pliz!?
  • reveiled 28.09.16, 19:02
    W jakim srodowisku Jozek sie obraca? Cos przegapilam?
  • tt-tka 28.09.16, 19:05
    Kibolskim.
  • tt-tka 28.09.16, 20:15
    PS do postscriptum

    Sensacja stalo sie wystawienie nowej sztuki Kala Amburki. Krytycy zgodnie glosili, ze znany ten dramaturg, zwykle balansujacy na pograniczu mistycyzmu i plotki politycznej tym razem stworzyl bardzo realistyczne i dobrze umotywowane postacie, "kawal dobrej obyczajowki na bazie kryminalu", nawiazujacy w dodatku do glosnej sprawy zamordowanego we wlasnym domu nauczyciela pedofila.

    Psycholog Jagoda jako pierwsza (lub jedna z pierwszych, czy to mozna wiedziec na pewno) skojarzyla postac lekarki-histeryczki z osoba, z ktora miala nieprzyjemnosc rozmawiac. Skrzywienie zawodowe. Kiedy zlapala pierwszy trop, rozszyfrowanie pozostalych nie bylo juz trudne. Na jej prosbe kolega i nspektor, z lekka naduzywajac uprawnien (mial prawo wystepowac tylko we wlasnym imieniu, a wyslal pismi jako komenda) zazadal od wydawcy ujawnienia nazwiska i adresu autora, motywujac to tym, ze zostal obsmarowany i osmieszony i chce wystapic z pozwem. Precedensy istnialy, a wyroki zapadaly korzystne dla skarzacych. Wydawnictwo ujawnilo, policjant wystapil o zadoscuczynienie bez wielkich szans na wygrana, ale za to z hukiem tozsamosc Kala Amburki przestala byc tajemnica.

    Na Roosevelta rzucily sie hordy spragnionych skandalu zurnalistow i paru dosc znanych tzw "dziennikarzy sledczych". Zyciorys Melanii B., ze szczegolnym uwzglednieniem podlego porzucenia przybranej matki, stal sie publiczna wlasnoscia. W prasie pojawily sie faksymile jej PIT-ow z czasow, gdy serwowala rodzinie chude obiadki i narzekala na zlodziejskie kieszenie kolejnych rzadzacych ekip oraz na ogolna biede. Odnajdywano dawnych znajomych, szkolnych kolegow dzieci i wnukow, niegdysiejszych sasiadow.

    Na domiar zlego rozeszla sie pogloska, ze wystawa mlodej i nieznanej wlasciwie plastyczki Agnieszki Z. przedstawia osoby ze sztuki i artykulow. W powaznej prasie specjalisci, a w kolorowej tak zwani specjalisci dopasowywali sylwetki, usytuowanie, koloryt, maski do osob z dramatu. Z powodzeniem.

    Teatry i galeria odnotowaly wyjatkowo wysoka frekwencje. Na spektakle i wystawe pchali sie takze ludzie, ktorych noga nigdy dotychczas nie postala w zadnym przybytku sztuki. I to byl niewatpliwy plus tej obrzydliwej sprawy Adama F.
  • iskrzy_54 28.09.16, 20:34
    Teatry i galeria odnotowaly wyjatkowo wysoka frekwencje. Na spektakle i wystawe pchali sie takze ludzie, ktorych noga nigdy dotychczas nie postala w zadnym przybytku sztuki. I to byl niewatpliwy plus tej obrzydliwej sprawy Adama F.

    no nie tt-tko, miałby ten zniesławiacz Burka jeszcze na tantiemach zarobić: intelektualne elity zbojkotowały premierę i kolejne przedstawienia a niskoczułkowcy obrzucili dom znanego dramatopisarza niezbyt przyjemnie pachnącymi substancjami, zalewając przy okazji piwnice i apartament pary znanych lekarzy, którzy tymczasowo zamieszkali w walącej się szopie nad jeziorem, Kazio vel Ziutek vel Gargulec odmówił powrotu z Oxfordu, Łucja zaniemówiła a co się stało z Józefem nie wie nikt (podobno wstąpił do klasztoru o bardzo surowej regule).
  • tt-tka 28.09.16, 20:45
    Spoko, Iskrzy - co zarobi ten znieslawiacz Burka, to pojdzie. Na kary i grzywny dla kwaterunku za samowolki budowlane i zawlaszczony korytarzyk (oraz piwnice Palysow, ktore ciagle zwiekszaja powierzchnie). Na odwanianie i odnawianie lokalu, na ktorym obywatele wyladowuja swoje instynkty spoleczne. Na nowe lokum, bo tam sie juz zyc nie da. Na nowa tozsamosc, bo z dawna juz sie zyc nie da. Ewentualne resztki wyrwie Patrycja na leczenie siebie i swojej rodziny po dluzszym pobycie Borejkow z Roosevelta.
  • pi.asia 28.09.16, 21:02
    tt-tka napisała:

    > PS do postscriptum

    No i pozamiatała :D
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 28.09.16, 21:13
    Jej, ale zawzięta! ;)

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • potworia 28.09.16, 12:00
    Dziękuję za przednią rozrywkę, płaczę nad Gruszką.
  • gat45 29.09.16, 00:47
    Tak po prostu.
    Świetnie się czytało, szkoda, że się skończyło. Ale z drugiej strony - należy Ci się nagroda specjalna za zakończenie rozpoczętego dzieła. Rzadkość nad rzadkościami na tym forum, choć ostatnio jakby lepiej - Haszyszmora też nie zostawiła nas z dziełem napoczętym, a nie urodzonym.
    BRAWO !
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 29.09.16, 08:00
    Zaraz, a czy zostało wyjaśnione, skąd się wziął pistolet Józefa?

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • tt-tka 29.09.16, 08:29
    Domniemanie, ze te jego kibolskie znajomosci zaopatrzyly go w bron to w tekscie bylo czy to nasz domysl ? I po co ? Dla szpanu, na wszelki wypadek ?

    Mnie by interesowalo, czy Ida o tym wiedziala (ta szuflada to z nawyku sztorcowania IGS mogla byc), a jesli wiedziala, to skad ?
  • marutax 29.09.16, 09:51
    tt-tka napisała:

    > Domniemanie, ze te jego kibolskie znajomosci zaopatrzyly go w bron to w tekscie
    > bylo czy to nasz domysl ? I po co ? Dla szpanu, na wszelki wypadek ?

    W tekście było z Milą jak narratorem: "W każdym innym przypadku Mila wskazałaby, krótko a celnie, że to nie oni mieli broń i wdali się w znajomości z jakimiś podejrzanymi kibolami z bloków." Brzmi, jakby informacje pochodziły od policji, na przykład z przesłuchań, na których Borejkowie byli pytani o powiązania Józefa w stylu "jak często spotykał się z Jackiem Z. ps. "Wędzonka""

    Ogólnie za tę broń Józek na pewno dostanie wyrok (kara od 6 miesięcy do 8 lat bodajże). Jeśli nie będzie współpracował, to bez nawiasów. Jeśli będzie i dostanie np. rok w zawieszeniu, to koledzy mu "podziękują"...

    Sądzę, że również Ida nie wyjdzie z tego bez szwanku. Sprawa zdjęć Łusi jest kluczowa i będzie wracać w procesie. Wyobrażam sobie Idę, która robi awanturę na sali sądowej albo atakuje prokuratora i dostaje zarzuty. Do więzienia nie pójdzie, ale może przymusowa obserwacja psychiatryczna? A że to środowisko lekarskie, szybko się rozniesie. Ida wraca do pracy, ze wszystkich stron słyszy szepty, robi potężną awanturę, po której kończy przed jakąś komisją dyscyplinarną. Wypływają inne, wcześniej zamiecione pod dywan incydenty - obrażanie pacjentów, ujawnianie tajemnicy lekarskiej, upokarzanie i terroryzowanie personelu niższego szczebla... W rezultacie pozbawiony dominującego wpływu żony Marek ulega sugestiom specjalistów i wysyła Łusię na badania i terapię.

    Laura na pewno będzie zdziwiona, że ludzie nie widzą w niej ofiary i mają do niej jakieś pretensje. Przy jej charakterze wyobrażam sobie, że może dać się skusić na wywiad jakiemuś dziennikarzowi z brukowca. Staje się krótkotrwałą celebrytką, ale kompletnie traci anonimowość. Przy czym reakcje ludzi nie są takie, jakich się spodziewała, a na forach i w komentarzach zaczynają pojawiać się różnorakie informacje na jej temat. Laura nie potrafi sobie z tym poradzić. Zabiera dziecko i wyjeżdża do Róży "na jakiś czas". Tam okazuje się, że niepracująca siostra owszem, może pomóc z Jasiem, ale Laura musi iść do pracy. A że nie ma kwalifikacji, to i pracę dostaje kiepską. Czy potraktuje to jako szansę na nowy początek? Czy też złapie jakiegoś podstarzałego oksfordzkiego pracownika naukowego?
  • tt-tka 29.09.16, 12:05
    Och, mniut na moje serce - Jozwa, Ida.
    Marek - to on sie darl, ze jest lekarzem i neurologiem i wie lepiej. Myslisz, ze tylko pod wplywem zony ?
    Nic do Marka nie mam, ale tez nie powinno mu ujsc calkiem na sucho. Nic nie wiedzial o wlasnych dzieciach - koledzy, ktorzy na pewno tez maja problemy z potomstwem (zawsze jakies sa) podziela sie na dwie grupy. jedna okaze zrozumienie i wesprze (kolego, zdarza sie), a druga zacznie kwestionowac jego wiedze, umiejetnosci i przydatnosc na stanowisku ordynatora.

    Twoja wizja losow Laury pasuje mi. Z poprawka, ze w Oksfordzie jest nie tylko siostra, ale i szwagier :)
    Miedzy nami - jakie szanse na poznanie, juz nie mowie
    wyrwanie naukowca tamze ma osoba pracujaca na zmywaku, ewentualnie spiewajaca w knajpie ?
    No i w fiku Laura jeszcze studiuje. zrezygnuje z dyplomu ?
  • marutax 29.09.16, 21:56
    Co do Marka, to swoje spekulacje opieram na tym, że on kompletnie nie brał udziału w wychowywaniu dzieci. Jeśli miał na ich temat jakąś opinię, to tylko zapośredniczoną. Zostawił dzieci Idzie i niejako w zamian przyjmował za pewnik jej zdanie. Jego powoływanie się na swoje stanowisko może wynikać z dwóch uzupełniających się czynników: po pierwsze, Marek próbuje zanegować swoje zaniedbania wobec dzieci, a po drugie, kołacze się w nim przekonanie, że skoro jest neuro - kimś, to gdyby Łusia była chora, to musiałby to zauważyć. Tym samym się zapętla - by przyznać, że nie rozpoznał ZA u własnej córki musiałby przyznać też, że nie miał z nią kontaktu. Bo gdyby miał, to jako lekarz by się zorientował. Jeśli będzie musiał stanąć twarzą w twarz z faktami i wziąć odpowiedzialność za swoją rodzinę, może rozum mu wróci.

    A Laura? Obecność Fryca może zadecydować o tym, że zostanie zmuszona do szukania pracy. Jeśli chodzi o studia (tu mi się plącze, strasznie długo studiuje chyba?) to uważam, że Laura jest przekonana o swojej wyjątkowości i talencie. Za tym przekonaniem idzie pewność, że rezygnacja z dyplomu w tym czasie i miejscu nie pociągnie za sobą poważniejszych konsekwencji. Że każda uczelnia ją przyjmie, że w każdej chwili będzie mogła wrócić, w końcu - że nawet bez dyplomu zrobi karierę.
    Co do poznania potencjalnego męża - Laura nie będzie pracować 24 godziny na dobę. Może poznać ludzi z otoczenia Fryderyka, może Róża także znalazła jakichś znajomych? W dzień Laura może sprzątać pokoje hotelowe, a w niektóre wieczory wychodzić na odczyt czy koncert. Albo na kurs językowy. Jeśli tylko nastawiłaby się na szukanie partnera, okazji mogła znaleźć sporo.
  • tt-tka 29.09.16, 22:27
    marutax napisał(a):



    > Co do poznania potencjalnego męża - Laura nie będzie pracować 24 godziny na dob
    > ę. Może poznać ludzi z otoczenia Fryderyka, może Róża także znalazła jakichś zn
    > ajomych? W dzień Laura może sprzątać pokoje hotelowe, a w niektóre wieczory wy
    > chodzić na odczyt czy koncert. Albo na kurs językowy. Jeśli tylko nastawiłaby si
    > ę na szukanie partnera, okazji mogła znaleźć sporo.

    Laura nie wychodzila sama. Ona bez faceta przy boku/siostry/chocby malego brata nie ruszala sie. a jak raz zdobyla sie na ganianie za kims, to trafila na Adama :(
    Tak tylko pisze, mogla sie zmienic, zwlaszcza po przejsciach. Moze zreszta i tam spiewac w kosciele, przypuszczam.
    Z cala reszta twego postu zgadzam sie, w pelni.
  • zla.m 30.09.16, 22:47
    Laura sama pojechała do Torunia, jej samodzielne poruszanie się w Sprężynie nie jest jakimś ewenementem, chodzi do szkół, na studia... Naprawdę, w Jeżycjadzie jest mnóstwo wtop i absurdów, nie trzeba wymyślać nowych

    --
    Pod Londynem...
  • tt-tka 30.09.16, 22:57
    Miala motywacje, konkretna, personalna. Za to nie miala lekow, ktorych moze sie nabawic w sytuacji opisanej przez Marutax.
    Co nie znaczy, ze ja sie upieram, ze ona sobie nikogo nie znajdzie - chociaz postrzegam ja jako malo przedsiebiorcza i raczej sklonna spychac swoje sprawy na kogos niz samej zalatwiac. Ja sie tylko boje, ze ona znowu zle trafi
  • zla.m 29.09.16, 12:11
    Taka jedna sprawa - w zapale dowalenia Borejkom nagłaśniacie wszystko, brukowce, cała Polska czyta itp. A te dziewczyny? Nie dość, że Adam je wykorzystał, to jeszcze mają się stać ofiarami takiego skandalu? Plotek, chamskich odzywek (dała d... za piątkę z polaja) itp.? Bo ja tam - gdybym mogła, ale nie mogę przecież ;-) - to bym całą sprawę właśnie wyciszała. Wolę, żeby jakieś Borejki (których winy są moralne, ale nie prawne) odeszły wolno i "bez skazy" niż robić piekło ofiarom. Józef - ma kłopoty, ale to sprawa osobna, Gruszka się przyznał, więc nie musi być wielkiej rozprawy i długiego procesu. Może nawet powiedzieć: "zabiłem to zabiłem, na ch... drążyć temat" i sąd też będzie zadowolony. Oraz policja. Oni się nie nudzą, naprawdę. A jak jeszcze podsądny pójdzie na współpracę w kwestii "dalii z Holandii", to może nawet wyrok nie będzie taki straszny.

    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • tt-tka 29.09.16, 12:19
    Naglasniane sa osoby powiazane ze sprawa, a nie poszkodowane. Nazwiska ofiar to wlasnie to, co utajniono. A powiazania rodzinne Fidelisa, czyli Borejki, wyszlyby tak czy inaczej.

    Nie ma znaczenia, czy Gruszka bedzie zeznawal. Policja ma zdjecia malolat i musi przesluchac kazda zidentyfikowana. Musi.
  • zla.m 29.09.16, 13:59
    Policja/prokurator musi przesłuchac, ale jak nie będzie wielkiego procesu, to na sali sądowej moze ich nie być. Albo można nie nagłaśniać - ot, jeden gość zabił drugiego, motywy "rodzinne" i po sprawie. Bez brukowców i koniecznie-dowalania-Borejkom. A w takie cuda - nazwisko Adama wyjdzie, nazwisko jego teściowej i babci żony też, a nazwiska ofiar nie - to ja nie wierzę.

    --
    Zdecydowanie łatwiej zajść w ciążę i urodzić niż oddać krew. by arwena_11
  • tt-tka 29.09.16, 14:13
    Po jakiej sprawie ? Zabojstwa - tak. Jest sprawca, przyznanie sie, dowod. Dla sadu koniec. Ale nie dla policji. Bo wyszly inne sprawy.

    Na przyklad ten pistolet - policja musi wyjasnic, czy pan Blaszczykowski syn tak jednorazowo byl uczynny, czy czesciej ? Skad bral, jak przewozil, komu jeszcze dostarczyl ?

    W sprawie poszkodowanych przez Fidelisa to tez dopiero poczatek, a nie koniec, bo sporo jest do wyjasnienia. Na przyklad czy dziewczynce trafil sie tylko jeden taki kochajacy mlodziez nauczyciel, czy bylo ich wiecej. Czy komus sygnalizowala - jesli tak, to komu i jaka byla reakcja. Jesli nie, to czemu - nie czula sie pokrzywdzona, wstydzila sie, bala sie.? Jesli to ostatnuie, to czego/kogo i dlaczego. I tak dalej.
    Postepowanie wyjasniajace obowiazkowo obejmie dyrekcje szkoly, to byl ich nauczyciel i przynajmniej jedna poszkodowana (Lusia) byla ich uczennica. Moze skonczy sie na naganie i cieciu premii nza brak nadzoru, moze dyscyplinarka, moze sprawa karna. Ale wyjasnic trzeba, co sprawilo, ze latami nikt niczego nie zauwazyl. uczulic wladze oswiatowe, zorganizowac tematyczne pogadanki dla mlodziezy, ujawnic mechanizmy. Policja zajmuje sie nie tylko sciganiem sprawcow przestepstw juz popelnionych, lecz takze prewencja.

    W sprawie zabojstwa mlode z pewnoscia nie beda zeznawac, bo nie ma powodu. Wystarczy odczytanie zeznac potwierdzajacych motyw p. Gruszki i na pewno nie bedzie to w obecnosci osob postronnych, sad zarzadzi oproznienie sali. Ich nazwiska pozostana slodka tajemnica sledczych (chyba ze ktoras sama chlapnie). Ale powod - o nie, tego nikt nie bedzie ukrywac. I wlasnie dlatego, ze jedynymi nazwiskami (i powiazaniami) bedzie rodzina ofiary (sprawca byl samotny) wszyscy rzuca sie na Borejkow.

    PS. Na Fidelisow tez, ale to mnie nie obchodzi, dlatego ich nie wymienilam
  • tt-tka 29.09.16, 14:17
    Nawet odczytania zeznan moze nie byc. Dowody sa w komputerze.
  • tt-tka 29.09.16, 17:11
    zla.m napisała:

    > Policja/prokurator musi przesłuchac, ale jak nie będzie wielkiego procesu, to n
    > a sali sądowej moze ich nie być. Albo można nie nagłaśniać - ot, jeden gość zab
    > ił drugiego, motywy "rodzinne" i po sprawie.

    Przepraszam, az musialam sprawdzic. Nie, tak sie nie da zalatwic. Sad musi dac uzasadnienie wyroku i to na pismie. A adwokat pana Gruszki na pewno bedzie walil jak w dzwon, ze jego klient dzialal w interesie spolecznym, dostrzegl krzywdy, przewidzial nastepne i jako jedyny zadzialal. Opinia publiczna tez musi zostac zaspokojona, Adam mial bardzo dobra maske spoleczna - oddany syn, nie dziwkarz, tylko porzadny czlowiek, nauczyciel wzorowy i tak dalej, a tu jakis robol go zatlukl i wyrok smiesznie niski (zawsze znajdzie sie ktos, komu dowolny wyrok wyda sie za niski), dozywocie draniowi !
    No i jesli nie wczesniej, to wlasnie tu wyjda okolicznosci sprawy.
  • tt-tka 01.10.16, 14:41
    zla.m napisała:

    można nie nagłaśniać - ot, jeden gość zab
    > ił drugiego, motywy "rodzinne" i po sprawie. Bez brukowców i koniecznie-dowalan
    > ia-Borejkom.


    Zalozmy, ze tak sie stanie (niemozliwe, noale) - co wtedy z panem Gruszka ? jest spalony, z mamra nie ma dokad wracac. Stracil bezpowrotnie swoja rodzine z wyboru, Fidelisow. Pracy nie dostanie u zadnego badylarza w okolicy, on, ktory zabil syna swojego pracodawcy (i dobroczyncy). Inwalidzie i schorowanej kobiecie odebral syna, zdolnego, udanego, podpore i nadzieje. Malenkiemu dziecku odebral ojca. Bez powodu, co to za "rodzinne sprawy ",?
    On bedzie sie bal wyjsc do kiosku po gazete czy do sklepu po chleb i nie bez powodu, to na jego widok ludzie tam beda pluc. Co najmniej pluc. W wyniesc sie -
    dokad ? Za co ?

    A zanim wyjdzie, pan Gruszka posiedzi. Przy dobrym adwokacie nie za dlugo, ale
    jednak. Klawisze tez ludzie, maja swoje emocje. Osadzeni tez ludzie, im kto wiecej ma na sumieniu, tym gorliwiej szuka kogos gorszego od siebie. Mordercy mlodego, obiecujacego, przyzwoitego nauczyciela, dobrego syna, ojca dziecku kazdy chetnie dolozy. Co innego taki, ktory zaj---l pedofila. Taki w wiezieniu ma zupelnie inna pozycje.

    >A w takie cuda - nazwisko Adama wyjdzie, nazwisko jego teściowej i
    > babci żony też, a nazwiska ofiar nie - to ja nie wierzę.

    Zeznawac na procesie bedzie cala rodzina. A co najmniej zona, tesciowa i jej matka, jako wymienione w sledztwie te, ktore poinformowano o sprawie. Co za sztuka ich odlowic ? Dla sprawozdawcy sadowego zadna.
    A nazwiska ofiar Adama na sali sadowej nie beda wymieniane ani ujawnione.

  • marutax 29.09.16, 14:23
    Dlatego wydaje mi się, że sprawę "wsypać" może właśnie Laura. I nie od strony ofiar, bo o nich nie będzie myślała (a nawet ich znała). Po prostu mam wrażenie, że już w tym momencie w sprawę jest zaangażowanych bezpośrednio lub pośrednio kupa ludzi - rodziny ofiar i Adama, ale też nauczyciele ze szkoły, pracownicy "Daglezji", osoby, które potwierdzały alibi Borejków... Wiadomo, że Adama zamordowano. Ci wszyscy ludzie będą ciekawi dlaczego. W rodzinie Borejków jest kilka osób (Ida, Mila, nawet nierozgarnięty Ignacy), które tajemnicy nie dochowają, ze względu na niestabilność emocjonalną, chęć zemsty albo wybielenia się (niepotrzebne skreślić). Zaczną krążyć plotki, teorie i podejrzenia. Laura znajdzie się pod obstrzałem i łatwo może dojść do wniosku, że lepiej powiedzieć prawdę, bo tylko wtedy będzie mogła się usprawiedliwić. I sądzę, że bez problemu uwierzyłaby pierwszemu lepszemu dziennikarzowi, obiecującemu, że przedstawi jej wersję. Bez myślenia o konsekwencjach, dla siebie i innych. Z przekonaniem, że ludzie będą postrzegać ją tak, jak ona sama tego chce. Nie przyjdzie jej do głowy, że "z boku" wcale nie wygląda tak pięknie i niewinnie... Problem polega na tym, że nawet jeśli będzie to rozgłos krótki i lokalny, to właśnie osoby z jej otoczenia zapamiętają go najdłużej. A to może poważnie utrudnić jej życie i skłonić do ucieczki.
  • tt-tka 29.09.16, 15:34
    marutax napisał(a):
    już w tym momencie w sprawę jest zaangażowanych bezpośrednio lub pośrednio
    > kupa ludzi - rodziny ofiar i Adama, ale też nauczyciele ze szkoły, pracownicy "
    > Daglezji", osoby, które potwierdzały alibi Borejków...


    ... a wsrod tych osob sa m.in. pracownicy szpitala/przychodni, a byc moze ich pacjenci; babki na rynku, ktore Borejkowa powinny znac przynajmniej z widzenia, skoro od dziesiecioleci ona tam kupuje; sasiedzi, ludzie z pracowni kolder, kiosku etc, pytani, czy widzieli, kto kiedy wychodzil i wracal; pracownicy biblioteki, miejsca, gdzie bywa sporo osob; i prawdopodobienstwo, ze czesc z nich prezentuje mentalnosc pani Jadzi, tej gaciej, nie mojej, jest wiecej niz duze.
  • sowca 03.10.16, 00:58
    Od razu wiedziałam, że to był Gruszka!!!
    --
    studiaparlaama.pl/ - piszę o włoskim, Włochach i Włoszech.
    www.facebook.com/studia.parla.ama?ref=hl - śledz mój blog na facebooku
    www.instagram.com/studiaparlaama/ - śledź mój blog na instagramie
    twitter.com/Studiaparlaama - śledź mój blog na twitterze
  • pi.asia 03.10.16, 09:06
    Klawisze tez ludzie, maja swoje emocje. Osadzeni tez ludzie, im kto wiecej ma na sumieniu, tym gorliwiej szuka kogos gorszego od siebie. Mordercy mlodego, obiecujacego, przyzwoitego nauczyciela, dobrego syna, ojca dziecku kazdy chetnie dolozy. Co innego taki, ktory zaj---l pedofila. Taki w wiezieniu ma zupelnie inna pozycje.

    A skąd pewność, że do więzienia nie dotrze wiadomość, za co Gruszka zabił Adama? W więzieniach doskonale wiedzą, kto za co siedzi i czym "zawinił" zabity! Morderca pedofila będzie raczej szanowany niż szykanowany.
    Polecam polski film "Symetria" - pełna, choć nieco przejaskrawiona prawda o polskich więzieniach.
  • tt-tka 03.10.16, 09:14
    pi.asia napisała:


    >
    > A skąd pewność, że do więzienia nie dotrze wiadomość, za co Gruszka zabił Adama
    > ? W więzieniach doskonale wiedzą, kto za co siedzi i czym "zawinił" zabity! Mor
    > derca pedofila będzie raczej szanowany niż szykanowany.

    Wlasnie to napisalam. Czarny scenariusz bylby konsekwencja utajnienia motywu i wyjasnienia zabojstwa "wzgledami rodzinnymi".

  • pi.asia 03.10.16, 13:08
    tt-tka napisała:

    > pi.asia napisała:
    >
    >
    > >
    > > A skąd pewność, że do więzienia nie dotrze wiadomość, za co Gruszka zabił
    > Adama
    > > ? W więzieniach doskonale wiedzą, kto za co siedzi i czym "zawinił" zabit
    > y! Mor
    > > derca pedofila będzie raczej szanowany niż szykanowany.
    >
    > Wlasnie to napisalam. Czarny scenariusz bylby konsekwencja utajnienia motywu i
    > wyjasnienia zabojstwa "wzgledami rodzinnymi".
    >

    A to przepraszam, nie doczytałam albo nie zrozumiałam (bije się w pierś łabędzią)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka