Dodaj do ulubionych

A co, jeżeli Strybowie nie istnieją?

05.04.17, 17:59
Pewnie znacie taki typ książek i filmów, w których od początku oglądamy świat oczami zaburzonego umysłu (jak we „Wstręcie” Polańskiego). Czasami jest tak, że dopiero pod koniec filmu czy książki okazuje się, co było prawdą, a co wytworem wyobraźni głównego bohatera (np. „Czarny łabędź”, „Dziewczyna z pociągu”).

I tutaj pojawia się pytanie. Czy rodzina Strybów nie jest sumą majaków i skutków ubocznych leków Grzegorza? Powiecie, że nie i użyjecie argumentu „przecież Borejkowie widywali Elkę”. Ale czyżby? Wiemy tylko, że Grzegorz pokazał Gabrieli zdjęcie jakiejś dziewczyny, którą, jak się okazało, Gabrysia zna. Wiemy też, że Grzegorz opowiadał o córce osobom postronnym. Zawsze jednak twierdził, że nie mogą jej spotkać, bo akurat właśnie jest na nartach albo zupełnie przypadkiem nagle wyemigrowała do Japonii. Możliwe też ślub syna doktora Kowalika wcale nie był jednocześnie ślubem Strybówny.

Gdybym miała rację, to tłumaczyłoby wiele inaczej niewytłumaczalnych kwestii. Na przykład:

1. Jakim cudem ktoś, kto ma dziecko, ojca i stryja, który jest jak drugi ojciec może przyjść sam w odwiedziny do obcych osób w Wigilię? Przecież najbardziej sobkowaty sobek wiedziałby, że wychodząc wieczorem w Wigilię sprawia rodzinie poważną przykrość.

2. Jak to możliwe, że ojciec niepełnoletniego dziecka wyprowadza się od niego do nowej żony? Pomijając kwestie emocjonalne, to Grzegorz byłby jedynym opiekunem prawnym Eli. Cyryl i Metody nie mieliby np. prawa wyrazić zgody nawet na prosty zabieg medyczny w rodzaju usunięcia zęba wnuczki.

3. Czemu dorosły człowiek rozmawia z małym synem tylko szeptem w obecności śpiącego teścia, nerwowo zerkając, czy teść się nie budzi? Nawet jeżeli Grzegorz jest de wołową i boi się Ignacego seniora, czemu nie wyszedł do innego pokoju? Skoro w rodzinie ewidentnie istnieje zakaz pozostawiania Ignasia sam na sam z ojcem, to musi być jakaś tego przyczyna (być może z tych samych powodów Bernard celowo nie pozwolił Grzegorzowi wywieźć Gabrysi na romantyczne tete-a-tete, a Gabrysia z tej interwencji była rada – w końcu kto chciałby zostać sam na odludziu z człowiekiem niepoczytalnym).

4. Czemu Ignaś, którego monologi wewnętrzne dają nam wyczerpującą wiedzę o bogatym świecie jego uczuć, nie ma dziadka Metodego, wujka Cyryla, siostry Elki, szwagra i licznych siostrzeńców (jacyś pewnie są, skoro w „McDusi” Elka jest w ciąży „znowu”).
Obserwuj wątek
    • piotr7777 Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 05.04.17, 18:26
      Tak gwoli ścisłości, to wszystkie postaci z Jeżycjady nie istnieją.
      Ale
      Ad. 1. Może Grzegorz nie przepada za wigiliami na Krasińskiego i ogólnie za życiem rodzinnym. Z ojcem się specjalnie ne dogaduje, ze stryjem ma dobry kontakt, ale w umiarze, z córką nie umie nawiązać więzi. Zapewne odsiedziałby swoje, połamał sie opłatkiem i pod pretekstem obowiązków poszedł pracować przy komputerze, więc co to za różnica.
      Ad. 2. W 1991 r. Elka ma 17 lat. Grzegorz żeni się z Gabrielą gdzieś w czasie wakacji'92, wtedy Elka może być już pełnoletnia. A nawet jeśli nie to ma już chyba prawo wyboru, gdzie chce mieszkać.
      Ad. 3 Grzegorz z Ignasiem rozmawia normalnie, jedynie w tajemnicy poleca mu powieści kryminalne, których nie uznaje Ignacy,. Pewnie, że to nie jest do końca normalne, ale takie porozumienie ojca z synem tajemnicy przed dziadkiem to nic nadzwyczajnego, w tym wypadku utrudnieniem jest fakt przebywania wszystkich pod jednym dachem i słaba pozycja Grzegorza w rodzinie żony (bywa)
      Ad. 4 Wiele dzieci ma słaby kontakt z a) przyrodnim rodzeństwem )zwłaszcza przy dużej różnicy wieku) b) dziadkami ze strony ojca (bo nawet statystycznie bliższe więzi ma się z dziadkami ze strony matki, zwłaszcza że często babcie macierzyste traktuja swoje wnuki prawie jak własne dzieci) i tyle. Inna rzecz, że autorka po prostu zaniedbała tę kwestię. Z tym, że osobnik o charakterze Grzegorza akurat wydaje się mało zdolny do jednoczenia bliskich sobie osób. Choć faktycznie jego przywiązanie do Borejków i teksty w stylu, że śmierć ojca jakoś przebolał, ale śmierci teściów się boi... no tu chyba już jest przegięcie).
    • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 05.04.17, 19:49
      przymrozki napisała:


      > I tutaj pojawia się pytanie. Czy rodzina Strybów nie jest sumą majaków i skutkó
      > w ubocznych leków Grzegorza? Powiecie, że nie i użyjecie argumentu „przecież Bo
      > rejkowie widywali Elkę”. Ale czyżby? Wiemy tylko, że Grzegorz pokazał Gabrieli
      > zdjęcie jakiejś dziewczyny, którą, jak się okazało, Gabrysia zna. Wiemy też, że
      > Grzegorz opowiadał o córce osobom postronnym. Zawsze jednak twierdził, że nie
      > mogą jej spotkać, bo akurat właśnie jest na nartach albo zupełnie przypadkiem n
      > agle wyemigrowała do Japonii. Możliwe też ślub syna doktora Kowalika wcale nie
      > był jednocześnie ślubem Strybówny.

      Hm, te zaburzenia musialaby miec calkiem spora grupa. Strybow widzi Terpentula,Baltona, Tomek... Na slubie rowniez Bella i Robroj.

      > 1. Jakim cudem ktoś, kto ma dziecko, ojca i stryja, który jest jak drugi ojciec
      > może przyjść sam w odwiedziny do obcych osób w Wigilię? Przecież najbardziej s
      > obkowaty sobek wiedziałby, że wychodząc wieczorem w Wigilię sprawia rodzinie po
      > ważną przykrość.

      Grzes najwyrazniej mial to w nosie.Ale nie dowodzi to, ze nie istnial :)


      > 2. Jak to możliwe, że ojciec niepełnoletniego dziecka wyprowadza się od niego d
      > o nowej żony? Pomijając kwestie emocjonalne, to Grzegorz byłby jedynym opiekune
      > m prawnym Eli. Cyryl i Metody nie mieliby np. prawa wyrazić zgody nawet na pros
      > ty zabieg medyczny w rodzaju usunięcia zęba wnuczki.

      Elka miala skonczone 17 juz w Noelce. Sama mogla decydowac. W 1991 roku nikt nie pytalby opiekuna, czy 17-latce mozna wyrwac zab.


      > 3. Czemu dorosły człowiek rozmawia z małym synem tylko szeptem w obecności śpią
      > cego teścia, nerwowo zerkając, czy teść się nie budzi? Nawet jeżeli Grzegorz je
      > st de wołową i boi się Ignacego seniora, czemu nie wyszedł do innego pokoju? Sk
      > oro w rodzinie ewidentnie istnieje zakaz pozostawiania Ignasia sam na sam z ojc
      > em, to musi być jakaś tego przyczyna (być może z tych samych powodów Bernard ce
      > lowo nie pozwolił Grzegorzowi wywieźć Gabrysi na romantyczne tete-a-tete, a Gab
      > rysia z tej interwencji była rada – w końcu kto chciałby zostać sam na odludziu
      > z człowiekiem niepoczytalnym).

      Wczesniej z nim wyjechala, i to ZA GRANICE:)))
      A Grzes z synem zostawal sam na sam, a nawet wychodzil z nim.


      > 4. Czemu Ignaś, którego monologi wewnętrzne dają nam wyczerpującą wiedzę o boga
      > tym świecie jego uczuć, nie ma dziadka Metodego, wujka Cyryla, siostry Elki, sz
      > wagra i licznych siostrzeńców (jacyś pewnie są, skoro w „McDusi” Elka jest w ci
      > ąży „znowu”).

      Zapewne temu, ze nie mial okazji ich poznac. A czemu dzieci Palysow (monologi glosne Lucji i wewnetrzne Jozwy) nie znaja babci Moniki Palysowej ? Czemu dzieci Natalii nie znaja wlasnej siostry, Belli ?

      • przymrozki Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 06.04.17, 12:01
        Odnośnie do punktu drugiego.

        Właśnie niezupełnie tak. Do mojej klasy w liceum chodziła dziewczyna, która przyjechała do szkoły z małej miejscowości. W naszym "wielkomiejskim ośrodku" mieszkała z własną, rodzoną babcią, która na dodatek dostała pisemne upoważnienie od rodziców dziewczyny do reprezentowania jej w szkole, w domu i w zagrodzie. W drugiej klasie liceum (mieliśmy po 17 lat właśnie) urząd miasta wraz z Unią Europejską walczyły z otyłością w naszej szkole. Pielęgniarka i dietetyk ważyli nas, mierzyli, udzielali indywidualnych porad dietetycznych i wręczali cenny suwenir (jakąś paczkę suszonych śliwek czy inny cymes). Koleżance tego zaszczytu odmówiono właśnie dlatego, że upoważnienie dla babci nie obejmowało "zgody na procedury medyczne". Paranoja? Może, ale argumenty pielęgniarki nie brzmiały histerycznie. Mówiła, że nawet sobie nauczycielstwo nie wyobraża, ilu rodziców ze względów światopoglądowych stosuje specyficzne diety i twardo ich broni albo ilu rodziców czuje się osobiście zaatakowanych gdy katolicko-narodowy urząd miasta lub lewacko-sodomicka Unia Europejska bierze się za kwestionowanie rodzicielskich metod wychowawczych (choćby i tylko w dziedzinie żywienia). Pielęgniarka, działając bez zgody rodziców dziewczyny, mogłaby mieć poważne nieprzyjemności.

        Kolejny przykład. Niedawno, już ze względów czysto zawodowych, brałam udział w awanturze o wszy. Nauczycielka przedszkolna wiedziała dokładnie, które dziecko przyniosło wszawice i zaraziło tym samym całą grupę. Nie mogła jednak nic zrobić, bo rodzice odmówili zgody na kontrolę stanu głowy dziecka. W przedszkolu, oczywiście, podniósł się bunt, przyjechały komisje i kuratoria poradziły, pogadały i doszły do wniosku, że owszem, prawo jest głupie i nieżyciowe, ale jest jasne - nauczycielka nie ma prawa przejechać dziecku ręką po głowie, bo to naruszenie nietykalności dziecka i można by ją było sądzić za napaść.

        • soova Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 06.04.17, 12:16
          Mowa o Elce 17-letniej w 1991 roku. Zła Unia, która każe dzieciom przechodzić na diety, a władzom sanitarnym mieć zgody rodziców na wszystkie procedury wobec dziecka, to czasy o półtorej dekady późniejsze. W 1991 roku naprawdę nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby domagać się zgody opiekuna na usunięcie zęba dziecku czy nastolatce. Tym bardziej, że wszak Grzegorz nie pojechał na kontrakt w Libii, a przeprowadził się kilka ulic dalej, więc gdyby ktoś się formalnie uparł, żeby ją uzyskać, nie byłoby przecież problemu.
            • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 06.04.17, 13:39
              mariamm87 napisała:

              > A Elce się nie dziwię, że stawiała opór - u dziadków miała chyba swój pokój, u
              > Borejów musiałaby albo gnieść się z Pyziakównami w pokoju albo być prekursorem
              > IGS za regałem w pokoju ojca z nową żoną.

              Nie dziwie sie, ze wolala zostac na Krasinskiego.
              Dziwie sie bardzo, ze po slubie z Tomciem do swego panienskiego pokoju (i obu dziadkow) sciagnela meza, zamiast zamieszkac na poddaszu u Kowalikow, w lokum bylo nie bylo odrebnym, z wlasna kuchnia i lazienka.
        • pavvka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 20.04.17, 01:21
          przymrozki napisała:

          > Kolejny przykład. Niedawno, już ze względów czysto zawodowych, brałam udział w
          > awanturze o wszy. Nauczycielka przedszkolna wiedziała dokładnie, które dziecko
          > przyniosło wszawice i zaraziło tym samym całą grupę. Nie mogła jednak nic zrobi
          > ć, bo rodzice odmówili zgody na kontrolę stanu głowy dziecka. W przedszkolu, oc
          > zywiście, podniósł się bunt, przyjechały komisje i kuratoria poradziły, pogadał
          > y i doszły do wniosku, że owszem, prawo jest głupie i nieżyciowe, ale jest jasn
          > e - nauczycielka nie ma prawa przejechać dziecku ręką po głowie, bo to naruszen
          > ie nietykalności dziecka i można by ją było sądzić za napaść.

          Za moich czasów higienistka po prostu przychodziła do klasy i publicznie po kolei sprawdzała głowy wszystkim dzieciom bez pytania nikogo o zgodę (choć nie wiem czy w przypadku wykrycia wszy informowała o tym również przy wszystkich - chyba nie było takiego przypadku w mojej klasie). Naprawdę nie zawsze było tak jak Ty pamiętasz.
          >


          --
          Although it is not true that all conservatives are stupid people, it is true that most stupid people are conservative. - John Stuart Mill
      • przymrozki Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 06.04.17, 12:11
        A co do punktu czwartego.

        Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale Józek i Łucja znają swą babcię Monikę, ale jej, z wzajemnością zresztą, za bardzo nie lubią. Pani Pałysowa uważa dzieci Idy za niewychowane, więc kontakt z nimi ogranicza to poklepywania po rudych główkach. Wyjaśnienie głupie i niewiarygodne, ale jakieś.

        A co do dzieci Natalii i Belli. Od kilkunastu lat w Borejkowersum nie oglądaliśmy świata oczami żadnego z Rojków. Nie wiemy zatem nic o relacjach w ich domu (a o rodzinie Gabrysi wiemy wszystko z perspektywy jej, jej męża, jej córek i syna). Mimo wszystko wiemy na pewno, że państwo Rojkowie są zapraszani do Belli na imprezy sylwestrowe. Ja swoje kontakty z rodzicami uważam za wzorowe, a na imprezy karnawałowe raczej bym ich nie zaprosiła. Zakładam zatem, że młodzi Majchrzakowie dobrze żyją ze starymi Rojkami.
        • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 06.04.17, 13:26
          przymrozki napisała:

          >
          > Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale Józek i Łucja znają swą babcię Monikę, ale
          > jej, z wzajemnością zresztą, za bardzo nie lubią.

          Chyba sie mylisz. A jesli ja sie myle, przytocz, prosze, jakies cytata potwierdzajace kontakty Palysow z babcia Monika.
          W kazdym razie w BARDZO obszernych wypowiedziach Lusi i Jozka nie ma o niej slowa. Co przeciez nie dowodzi nieistnienia, wiec czemu to, ze IGS nie mysli o Elce mialoby dowodzic tegoz ?

          > A co do dzieci Natalii i Belli. Od kilkunastu lat w Borejkowersum nie oglądaliś
          > my świata oczami żadnego z Rojków. Nie wiemy zatem nic o relacjach w ich domu (
          > a o rodzinie Gabrysi wiemy wszystko z perspektywy jej, jej męża, jej córek i sy
          > na). Mimo wszystko wiemy na pewno, że państwo Rojkowie są zapraszani do Belli n
          > a imprezy sylwestrowe. Ja swoje kontakty z rodzicami uważam za wzorowe, a na im
          > prezy karnawałowe raczej bym ich nie zaprosiła. Zakładam zatem, że młodzi Majch
          > rzakowie dobrze żyją ze starymi Rojkami.

          Zaraz, zaraz. O zaproszeniu RAZ mamy wzmianke i to nawet chyba autorska, a nie ktorejs z postaci. Wiec wedle stanu swiadomosci rodziny B. corka Robrojka przestala istniec zaraz po 96 roku. A moze w ogole nie istniala, tylko byla efektem ubocznym rojen Rojka, wzglednie upalow ? I co z tego, ze Borejkowie ja widzieli, ot pomieszkala u nich jakas dziewczyna...

          PS co do wymogow unijnych, czyli od roku 2004 i wczesniejszych o lat pietnascie juz odpowiedz padla :)
          • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 06.04.17, 13:36
            A tak juz calkiem z boku - gdyby przyjac, ze Strybowie nie istnieja, co by sie zmienilo ? Przeciez ich i tak w zyciu Grzegorza nie ma, ani faktycznie, ani mentalnie.
            Dziwne tylko, ze Gaba, ktora na wieczorek zapoznawczy ze Strybami poszla jeszcze w Sylwestra 1991 roku zdecydowala sie wyjsc za Grzesia po naocznym stwierdzeniu, ze jego bredzenia nie maja pokrycia w faktach...wtedy sie nie bala ?
          • przymrozki Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 06.04.17, 14:13
            Gdyby Bella nie była córką Rojka, siadłaby spójność fabularna historii. Natomiast gdyby Elka była jakąś tam sobie dziewczyną, którą Tomek wyłowił z sobie znanych źródeł, akacja Jeżycjady nie zmieniłaby się w ogóle. Wręcz przeciwnie - byłaby spójniejsza. Wiemy w końcu, że Grzegorz nie był złym człowiekiem (tak jak wiemy, że Gabrysia była dzielna, Łusia bystra, a Pyziak był kłamliwą fują) i wiemy też, że córka mu się rozpłynęła w powietrzu wraz z nastaniem transferu do Borejkowersum, a więc pozostaje tylko jedna możliwość - Grzegorz ma jakiś problem.
          • przymrozki Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 06.04.17, 14:18
            A co do kontaktów Moniki z Pałysiątkami. Nie mam przy sobie książki, więc nie mogę sprawdzić, czy na pewno nie konfabuluję, ale mam wrażenie, że opisywane przeze mnie spotkanie (kolejne w życiu, z wyraźnym zaznaczeniem, że Monika wnuki znała i miała o nich wyrobioną opinię) miało miejsce przed kontusikowym ślubem Natalii. To wtedy Pałysowa kręciła nosem na opłakane skutki metody wychowawczej Idy. Z opisu wynikało, że matki Marka do wnucząt jakoś nie ciągnęło.
            • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 06.04.17, 14:27
              przymrozki napisała:

              > A co do kontaktów Moniki z Pałysiątkami. Nie mam przy sobie książki, więc nie m
              > ogę sprawdzić, czy na pewno nie konfabuluję, ale mam wrażenie, że opisywane prz
              > eze mnie spotkanie (kolejne w życiu, z wyraźnym zaznaczeniem, że Monika wnuki z
              > nała i miała o nich wyrobioną opinię) miało miejsce przed kontusikowym ślubem N
              > atalii. To wtedy Pałysowa kręciła nosem na opłakane skutki metody wychowawczej
              > Idy. Z opisu wynikało, że matki Marka do wnucząt jakoś nie ciągnęło.


              Jesli to bylo w Kalamburce, to i ja nie sprawdze.
              Niemniej - jesli widywala wnuki i krecila nosem na ich wychowanie, czemu nie ma sladu tego chocby w przemysleniach Jozina ? Nawet na zasadzie kontrastu, ze Babi taka wszystkorozumiejaca w przeciwienstwie do ograniczonej i czepliwej drugiej babci ? Moze jednak Monika nie istnieje ? Albo tylko uroila sobie, ze ma synowa i wnuki ? Ba, moze nawet syna sobie uroila ? Bo widzimy ja na slubie Natalii Borejko, wiemy o sylwestrach spedzanych ze starymi Borejami, a czemu nigdy u Palysow ? Wszystkie swieta i rodzinne uroczystosci bez syna ?
                • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 06.04.17, 19:28
                  Byla jakas wzmianka ? Bo (poza Kalamburka) Monika jest na Roosevelta na zapoznawczej Wigilii, nastepnego dnia na weselu, potem w Pulpecji (gdy to oblana Patrycja przezywa i Monika jako jedyna tym sie niepokoi) i - wydaje mi sie - nigdy wiecej.
                  Czyli na dlugo przed zaistnieniem jej pierwszego wnuka, a tym bardziej kolejnych.
                          • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 09.04.17, 20:13
                            Nie watpilam ani przez chwile, ze celowy :)
                            I przyznam, ze mi to smakuje - urojenia w postaci wmawiania nieistniejacej rodziny (czym rodzina gorsza lub lepsza od psow i kotow ?) to moze niekoniecznie, ale czy Grzes na pewno wszystkich ma w domu ? Skad takie zmiany charakterologiczne, ze energiczny (odautorsko) w Noelce facet zmienil sie, i to bardzo szybko, w kompletnego kapcia ? KTO mu to zrobil ???
                            • soova Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 10:50
                              Grzegorz w Noelce wcale nie jest energiczny, jest zamkniętym w sobie człowiekiem. Przed dość w gruncie rzeczy standardowymi problemami życia ucieka w pracę. Nie wiem, jaki przymiotnik byłby tu najodpowiedniejszy, chodzi mi o to, że strata współmałżonka i samotne rodzicielstwo zdarzają się dość często, owszem, to są tragedie, ale nie na miarę Hioba. Na dodatek w Noelce Grzegorz jest tym wdowcem nie od pół roku, a od lat kilkunastu, a w opiece nad małym dzieckiem wyręcza go własna matka, potem ojciec i stryj. Chyba że oczywiście za przejaw energii życiowej uznać decyzję spędzenia Wigilii z rodziną kobiety, w której się zakochał, to co innego. Ale inaczej, to tej energii w nim mniej więcej tyle, ile w kapciach właśnie.
                              • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 13:08
                                soova napisała:

                                > Grzegorz w Noelce wcale nie jest energiczny, jest zamkniętym w sobie człowiekie
                                > m.

                                Rzucam pare cytatow - w pelni swiadoma, ze to nic nie znaczy, bo, jak zwyykle, opis sprzecza sie z faktami :)
                                "w ogole nie chcial (Grzegorz) uchodzic za bezbronna sierotke (...) wiecznie czyms zajety, zalatany"
                                "trzasnely pchniete energicznie drzwi i zadudnily szybkie kroki. Do kuchni wpadl ojciec Elki - zaaferowany jak zwykle, dynamiczny czterdziestolatek"
                                "- To sie nawet dobrze sklada - wtracil energicznie"
                                "ciagnal ojciec Elki z dziwna u niego niepewnoscia"
                                Cp prawda gdy tylko pomysli o rodzinie B. (na pewno sztywnej i snobistycznej) ogarnia go niepokoj, czuje w sobie jakby chlodna szara chmure... i zaraz traci jaja. Na odleglosc i na niewidzianego. Hm. Hm, hm.
                                • soova Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 15:37
                                  Tak, to prawda, opis mija się z faktami. Grzegorz, opisywany jako energiczny, po prostu energicznie i skutecznie od życia rodzinnego ucieka w pracę, i to jest bardzo zresztą ładnie odautorsko opisane.

                                  "Być może poczta się spóźniła z ich dostarczeniem, bywało tak w ubiegłych latach. Może pierwsze życzenia zaczną napływać dopiero po świętach. Ale to będą na pewno życzenia dla tamtych trojga. Dla niego nie będzie nic.
                                  Co prawda, i on do nikogo nie pisuje, bo niby po co. Nie ma na to czasu. Kiedy miałby jeszcze bawić się w pisywanie kartek i listów? Po nocach? A zresztą, na to szkoda energii, naprawdę.
                                  Tyle miał jeszcze do zrobienia! Praca wypełniała mu całe życie,
                                  i bardzo dobrze. Tak być powinno. Człowiek, który tyle pracuje, nie ma czasu na różne tam depresje.
                                  Prawdę mówiąc, po śmierci żony ledwie się pozbierał. Żle z nim już było. Ale potrafił wziąć się w garść, tak że nikt tego nie zauważył. Teraz, po piętnastu latach, miał pozycję zawodową, stopień naukowy, sukcesy międzynarodowe i poczucie, jakże miłe, że w pełni wykorzystał wszystkie swoje uzdolnienia i możliwości.

                                  Może rzeczywiście za bardzo się już zagalopował z tą pracą. Rodzina żyła gdzieś na boku; starsi panowie tonęli w swoich odwiecznych konfliktach, a Mała miała swoje własne młodzieżowe życie. Zawsze się jakoś mijali w biegu - córka i on - każde pędziło do swoich obowiązków. Kiedy była mniejsza, usiłował z nią rozmawiać, łapać jakiś kontakt, ale dał sobie szybko spokój. Był najwidoczniej okropnie nudny. Ledwie trochę pogadał, Małej robiły się szklane oczy, uwaga najwyraźniej odpływała jej w inne regiony, bąkała jakieś monosylaby i tylko patrzała, jak umknąć. Cóż, przestał próbować. Ona też była zapracowana. Same sukcesy, do czego by się nie wzięła! - rzecz oczywista, to wymaga czasu. Niech pracuje. No i w końcu - to już duża pannica. Pewnie po prostu nie potrzebuje już ojca."

                                  Poza tym człowiek energiczny nie czai się z wizytami zapoznawczymi u rodziny swojej wybranki, tylko układa sobie życie osobiste. A Grzegorz właściwie do ostatniego momentu już jest prawie, prawie zdecydowany na małżeństwo z Gabrielą, tylko że boi się jej snobistycznej rodziny. Dopiero przykład Terpentuli i Cyryjka działa na niego otrzeźwiająco, że oto może ma ostatnią okazję, żeby sobie to życie ułożyć, więc musi z niej skorzystać. To nie żadna życiowa energia, to ruszenie w drogę na ostatni dzwonek.
                                • soova Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 18.04.17, 16:13
                                  Jeszcze o sprzeczności opisu z faktami. Nie jestem pewna, czy to błąd pisarza. Oczywiście to nie zawsze zabieg zamierzony. Zdaje się, że w Jeżycjadzie z Grzegorzem autorce taka sprzeczność wyszła przypadkiem, bo chciała stworzyć postać smutnego, samotnego człowieka w średnim wieku, złamanego wdowieństwem, który przed życiem uciekł w pracę, a jednocześnie pokazać, że jest energiczny, stąd ten przymiotnik, choć właściwie żadne jego działania własne za tym nie idą. Lecz z drugiej strony - gdyby literatura składała się wyłącznie z postaci, jakie zarówno od strony jakiejś cechy się opisuje, jak i przypisuje się im związane z tą cechą działania - byłby to śmiertelnie nudny dydaktyzm.
                                  • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 18.04.17, 16:29
                                    Nie podejmuje sie zgadywac, co altorka chciala, wiem, co napisala. A napisala buca, dla ktorego zona - najpiekniejsza dziewczyna na uniwerku - byla tylko premia od zycia, na rowni z wczesnym doktoratem. Ktory z wlasna corka, ojcem i stryjem nie ma praktycznie wiezi i wcale nie stara sie jej stworzyc.

                                    Kilka tomow pozniej Nutria snuje, jak to Gabunia "wyprowadzila Grzegorza z czarnej otchlani samotnosci na droge jasna i pelna sensu". No, za slowa Nutrii nie musi odpowiadac nikt inny :), ale ja tego sensu i jasnosci w zyciu Grzegorza juz na Roosevelta nie widze, to zanika zaraz po DP, po pierwszym roku jego malzenstwa.

                                    A wracajac do Noelki, jego mysli o wizycie swiadcza, ze
                                    1) nie ma pojecia o rodzinie i sprawach Gaby. Nie mowila ?
                                    2) desperacko zamierza wkroczyc miedzy snobow saczacych kawe z odchylonymi palcami i lustrujacych go mieszczansko. O Gabie mysli jak najlepiej, ale nie przeraza go takie jej otoczenie, jakie sobie wyobrazil - od razu zamierzal WYLACZYC sie z zycia rodzinnego w drugiej rodzinie ?
                                    • soova Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 18.04.17, 16:46
                                      "A wracajac do Noelki, jego mysli o wizycie swiadcza, ze
                                      1) nie ma pojecia o rodzinie i sprawach Gaby. Nie mowila ?"

                                      Tu właśnie z fabułą jest słabo. Choć dopuszczam pewną możliwość, że nie mówiła, bo on... nie zapytał. Byli tak pochłonięci sobą i rozmowami na fascynujące ich wspólnie tematy intelektualne, że kiedy nagle tuż przed świętami Gabriela zapytała, czy nie wpadłby na przykład w Wigilię, żeby poznać jej rodzinę, on dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że właściwie o tej stronie jej życia nic nie wie. I zaczął sobie wyobrażać owych snobów. Nie wiadomo właściwie dlaczego, w końcu - upraszczając -
                                      jeśli nasza druga połowa (czy kandydatka na taką) jest normalna, skąd założenie a priori, że jej rodzina jest dziwna?

                                      "O Gabie mysli jak najlepiej, ale nie przeraza go takie jej otoczenie, jakie sobie wyobrazil - od razu zamierzal WYLACZYC sie z zycia rodzinnego w drugiej rodzinie ?"

                                      Zauważ, że Grzegorz nie umie żyć rodzinnie, i mógł po prostu właśnie tak wyobrażać sobie życie w tej drugiej rodzinie - że owszem, będzie miał nową partnerkę życiową, ale dalej będzie pracował i żył z grubsza tak samo jak w mieszkaniu z córką, ojcem i stryjem, czyli obecny, ale wyłączony. Poza tym może owi snobi go nie przerażają, ale niechęć przecież do nich już z góry czuje.
                                      • bupu Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 18.04.17, 17:20
                                        soova napisała:

                                        > "A wracajac do Noelki, jego mysli o wizycie swiadcza, ze
                                        > 1) nie ma pojecia o rodzinie i sprawach Gaby. Nie mowila ?"
                                        >
                                        > Tu właśnie z fabułą jest słabo. Choć dopuszczam pewną możliwość, że nie mówiła,
                                        > bo on... nie zapytał. Byli tak pochłonięci sobą i rozmowami na fascynujące ich
                                        > wspólnie tematy intelektualne, że kiedy nagle tuż przed świętami Gabriela zapy
                                        > tała, czy nie wpadłby na przykład w Wigilię, żeby poznać jej rodzinę, on dopier
                                        > o wtedy zdał sobie sprawę, że właściwie o tej stronie jej życia nic nie wie.

                                        Bezsęsu. Znaczy dwoje dorosłych, przynajmniej teoretycznie dojrzałych ludzi, w poważnie rokującym związku nie rozmawia w ogóle o sobie? O tym kim są, jakie mają rodziny, dzieci, zainteresowania, plany, potrzeby...? To jak oni, do larwy przędzy, właściwie planują tę przyszłość wspólną, skoro nic o sobie nie wiedzą? Rozmawiając o Owidiuszu? Jak oni w ogóle są w tym związku, skoro do tego stopnia nic o sobie nie wiedzą? Na żadnej randce nie wpadło im do łbów sięgnąć do portfela i pokazać, o, pacz Gabrysiu, to jest moja Elka, zobacz no Grzesiu to Pyza i Tygrysek? Srsly?
                                        Nie ogarniam takiego związku.
                                        --
                                        Wiedźma
                                        To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                                        http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                                        • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 19.04.17, 00:20

                                          (Gaba i Byli tak pochłonięci sobą i rozmowami na fascynują
                                          > ce ich
                                          > > wspólnie tematy intelektualne

                                          Ze co ? : )))
                                          Jakie w ich dwudziestoletnim pozyciu maja oni tematy
                                          - wspolne ?
                                          - intelektualne ?

                                          Wspolnota tematyczna dotyczy wylacznie zarcia, ale to juz jak mieszkaja razem. Choc kto wie, moze i wczesniej o tym mowili.
                                          Intelektualizm u nich zalosnie ubogi - mysli Gaby to plycizna, mysli Grzegorza wystepuja tylko w DP i potem w Febliku, pomiedzy czarna dziura. Przy czym te pierwsze to o jego szczesciu malzenskim (z dwiema chmurkami w osobach Rozy i Laury), te ostatnie wybitnie depresyjne, o synu, zaniechaniach, nieobecnosci...i koniec koncow o samotnosci.

                                          Raczej jestem sklonna sadzic, ze zgodnie z tym, co Gabunia dawno sobie przyswoila, ze mianowicie slowa sa zrodlem nieporozumien, oni nie rozmawiali wcale. Madre spojrzenie cieplych kasztanowych oczu starczylo za wszystko. Choc oczywiscie elementarnej wiedzy o nich i ich pragnieniach nie dalo.
                                          • soova Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 19.04.17, 13:29
                                            Mówiłam o ewentualnych rozmowach sprzed "Noelki", o treści których nic nie wiemy. Zakładam, że mogło być tak, że dwoje coraz bardziej zainteresowanych sobą pracowników naukowych rozmawiało o wszystkim: o polityce (pamiętajmy, że to był 1991 rok, a może i ciut wcześniej, czyli wielkie przemiany w Polsce), swoich zainteresowaniach, lekturach, pracy itd., itp. Gabrysia mogła oczywiście powiedzieć, że ma z pierwszego małżeństwa dwie córki (podobnie Grzegorz na pewno wspomniał o Elce), mogła pokazać ich zdjęcia (z czego zakochany Grzegorz zarejestrował, że jest ich dwie, i że nie są to niemowlęta). Ale że do konkretnych rozmów między nimi o przyszłości związku (w tym o poznaniu rodzin) jeszcze nie doszło, a Gaba zaskoczyła znienacka Grzegorza tym zaproszeniem na Wigilię, zdał on sobie sprawę, że nic o jej rodzinie właściwie nie wie, i zaczął sobie ni z gruszki ni z pietruszki wyobrażać tych snobów. Przynajmniej ja jestem w stanie wyobrazić sobie, że tak to mogło wyglądać.

                                            Zaś sam wątek zaproszenia Grzegorza na tę Wigilię zasługuje na wpis w "Nie wierzę". Pomijając już to, że Gaba skradła Idzie show, jest nieprawdopodobne zarówno to, że nie uprzedziła przynajmniej Mili, że będą mieli na Wigilii dodatkową osobę w postaci pana, który jest nią zainteresowany (owszem, jest niby ten dodatkowy talerz, ale chyba nie o to chodzi), jak i to, że przez cały ten czas przed akcją "Noelki" absolutnie nikt spośród Borejków nie spostrzegł, że Gaba się z kimś spotyka, że jakiś mężczyzna do niej dzwoni (czy ona do niego). Owszem, nie musiał dzwonić codziennie, bo się widywali na uczelni, ale z raz czy dwa przecież oboje mogli takie telefony wykonać. Nikt nie spostrzegł, że Gaba np. dość podejrzanie często uprzedza, że dziś wróci z zajęć później, bo coś jej wypadło, innymi słowy - nikt nie zauważył jakichś zdarzeń z życia codziennego wskazujących, że w tym życiu Gabrieli coś się dzieje. To jest nie do uwierzenia.
                                            • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 19.04.17, 14:04
                                              Nie no, wiem, ze sprzed Noelki :), skoro mowa o rozmowach przedmalzenskich. Tylko - nadal sadze, ze oni o tym w ogole nie mowili. Grzegorz w N juz wie, ze chcialby spedzic z Gaba reszte zycia (albo przynajmniej rozpatruje taka mozliwosc),
                                              "Grzegorz byl juz prawie zdecydowany na malzenstwo"

                                              a o wizycie wigilijnej tez byla mowa nie w ostatniej chwili, Stryba rozmysla, ze na sto procent nie obiecal, ze wpadnie. W ostatniej chwili to telefon od Gaby go pogonil.

                                              ale gdy mysli o wizycie, przed oczami wyobrazni staja mu nadeci dorosli. NIE corki Gaby.
                                              "jezeli to tlum nadetych sztywniakow"
                                              "musialby i corke poddac surowej ocenie tej gromady sztywnych snobow"
                                              "Kupi jakies eleganckie czekoladki dla tej snobistycznej rodziny. Bardzo eleganckie. Poda je tej jakiejs sztywnej pani domu, to bedzie bardzo dobre wejscie. Podac czekoladki, pocalowac w drobnomieszczanska reke, a potem siedziec na bacznosc pod klujacymi spojrzeniami ze wszystkich stron" - tak rozmysla Grzes na chwile przed wizyta. Znaczys - o rodzinie lubej nie wie nic, za to wyobrazenie o niej ma jak najgorsze. Skad mu sie to wzielo, ciekawe.

                                              I kupujac snobistyczne czekoladki dla doroslych (na pewno nadetych i drobnomieszczanskich) ani chwili nie pomyslal o kupieniu czegos dla dzieci. Chocby czekoladowego Mikolaja.
                                              • ciotka_scholastyka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 19.04.17, 16:26
                                                tt-tka napisała:


                                                > ale gdy mysli o wizycie, przed oczami wyobrazni staja mu nadeci dorosli. NIE co
                                                > rki Gaby.
                                                > "jezeli to tlum nadetych sztywniakow"
                                                > "musialby i corke poddac surowej ocenie tej gromady sztywnych snobow"
                                                > "Kupi jakies eleganckie czekoladki dla tej snobistycznej rodziny. Bardzo elegan
                                                > ckie. Poda je tej jakiejs sztywnej pani domu, to bedzie bardzo dobre wejscie. P
                                                > odac czekoladki, pocalowac w drobnomieszczanska reke, a potem siedziec na baczn
                                                > osc pod klujacymi spojrzeniami ze wszystkich stron" - tak rozmysla Grzes na chw
                                                > ile przed wizyta. Znaczys - o rodzinie lubej nie wie nic, za to wyobrazenie o n
                                                > iej ma jak najgorsze. Skad mu sie to wzielo, ciekawe.

                                                Tak, też tego nie mogę zrozumieć. Dobra, nie rozmawiali z Gabą o swoich rodzinach, acz dlaczego - nie podejmuję się dedukować. Ale że mając przed oczami postać ciepłej, dobrej kobiety, pierwszej od lat, jaką się zainteresował, czyli musiała go czymś ująć, kogoś, z kim nadaje na podobnych falach, fiksuje się tak niemiłosiernie na wyobrażeniu sobie snobów i sztywniaków - ba, on nawet nie pomyśli, że mama Gaby może być dowcipna i wesoła, a tata, na przykład, być zapalonym modelarzem samolotów z czasów II WŚ, itd., itp. tylko od razu widzi jakieś zmurszałe pomniki - nie, tego nie jestem w stanie pojąć. Duży błąd "rzemieślniczy".
                                                • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 19.04.17, 17:43
                                                  ciotka_scholastyka napisała:



                                                  > Tak, też tego nie mogę zrozumieć. Dobra, nie rozmawiali z Gabą o swoich rodzina
                                                  > ch, acz dlaczego - nie podejmuję się dedukować.

                                                  Juz mniejsza, kogo Grzegorz mial przed oczami patrzac na Gabe, ale ta wigilijna wizyta byla, cytuje
                                                  "ona powiedziala, ze skorojuz sie zdecydowali, po roku znajomosci, byc razem, a moze nawet polaczyc swe losy, to ten wieczor bedzie najlepszy, zeby Grzegorza przedstawic jej rodzinie"

                                                  Dobra, nie gadali przez caly rok o swoich rodzinach. Ale w takiej sytuacji, kiedy to ma juz byc oficjalna prezentacja ? Jak sobie Grzes te wizyte wyobraza, prosze
                                                  "Niby racja. Gwiazdka. Mily nastroj. Rodzinne spotkania. Dlugie gadanie, oceniajace pytania, krytyczne szepty na stronie...brrr. Tak to chyba bedzie wygladalo. Nie lubil byc obiektem zainteresowania jakichs starych ciotek (...) Moze to po prostu gromada nadetych snobow. Beda siedziec, saczyc kawe, odstawiajac male palce...podzwaniac bransoletkami, rzucac ukradkowe, nieprzychylne spojrzenia i marnowac jego czas".

                                                  Tak wlasnie. Po roku. Po ustaleniu, ze beda razem. On tyle wie/nie wie o jej rodzinie. Znaczy, nawet zapraszajac go (czy tez decydujac, ze jej rodzina powinna go zobaczyc) ona nie powiedziala mu kompletnie nic.
                                                  • soova Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 19.04.17, 18:15
                                                    On myśli tunelowo - skupia się tylko na tych sztywnych dorosłych, bo tej konfrontacji się obawia. O dzieciach nie myśli nie dlatego przecież, że o nich nie wie. To już byłoby przegięcie na maksa, gdyby o tym, że jego wybranka ma dzieci, dowiedział się dopiero przybywając z wizytą do jej domu. Zresztą nic takiego się nie dzieje, Pyza i Tygrys nie wywołują u niego nagłej paniki i pytania: a czyje to właściwie córeczki, którejś z twoich sióstr, Gabrysiu? W danym momencie jego myśli krążą koło tych dorosłych li i jedynie, bo ich się obawia, a dziećmi nie zaprząta sobie głowy, bo mu to chwilowo nie spędza snu z powiek.

                                                    A o wizycie, istotnie, była mowa nie w ostatniej chwili, ale też i nie w rodzinie Borejków. Któraś z młodszych sióstr opowiada, że Gabrysia siedzi w kuchni z absztyfikantem, który zjawił się z zaskoczenia. Czyli na Roosevelta nie był o niej uprzedzony nikt, od Mili - pani domu, po Idę - bohaterkę wieczoru, której ślub miał się odbyć następnego dnia. Zakochanie odebrało Gabie rozum kompletnie.

                                                  • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 19.04.17, 20:12
                                                    soova napisała:

                                                    > On myśli tunelowo - skupia się tylko na tych sztywnych dorosłych, bo tej konfro
                                                    > ntacji się obawia. O dzieciach nie myśli nie dlatego przecież, że o nich nie wi
                                                    > e.

                                                    Nie no, mam nadzieje, ze wie. Tylko, jak by tu... skoro juz przymierza sie do wizyty u kobiety, z ktora zdecydowal sie byc, a byc moze nawet ozenic, to dosc naturalne wydaje mi sie, ze bardziej by powinno zalezec na oblaskawieniu/spodobaniu sie jej dzieciom niz ciotkom. Bo z jej dziecmi bedzie mial do czynienia, a z ciotkami nie musi. Isc z wizyta wigilijna/swiateczna bez zadnego prezentu dla dzieci wybranki ???

                                                    W danym momencie j
                                                    > ego myśli krążą koło tych dorosłych li i jedynie, bo ich się obawia, a dziećmi
                                                    > nie zaprząta sobie głowy, bo mu to chwilowo nie spędza snu z powiek.

                                                    I to jest nie do pojecia. Ona zapraszajac go nie powiedziala, kto bedzie ? Ze jej rodzice, dzieci i siostry ? Skad mu sie te ciotki wziely ? I dlaczego boi sie nadetych snobow, co dalo mu podstawy do takich przypuszczen ? Gabunia nie zapewnila, ze jej rodzina jest pelna ciepla i najcudniejsza na swiecie ?
                                                    A dziecmi powinien sobie zaprzatac glowe przede wszystkim, bo on tez te dzieci, jej dzieci bedzie mial.


                                                    > A o wizycie, istotnie, była mowa nie w ostatniej chwili, ale też i nie w rodzin
                                                    > ie Borejków.

                                                    Caly czas mpowa o ustaleniach z Grzegorzem :)

                                                    Któraś z młodszych sióstr opowiada, że Gabrysia siedzi w kuchni z
                                                    > absztyfikantem, który zjawił się z zaskoczenia. Czyli na Roosevelta nie był o n
                                                    > iej uprzedzony nikt, od Mili - pani domu, po Idę - bohaterkę wieczoru, której ś
                                                    > lub miał się odbyć następnego dnia. Zakochanie odebrało Gabie rozum kompletnie.

                                                    Czy zakochanie, czy odebralo, czy rozum - to mozna sobie pospekulowac, ze ho, ho. Przypuszczen, czemu wlasnie tego dnia, sporo bylo, a jedno gorsze od drugiego...
                                                    >
                                                  • soova Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 19.04.17, 20:18
                                                    "A dziecmi powinien sobie zaprzatac glowe przede wszystkim, bo on tez te dzieci, jej dzieci bedzie mial."

                                                    Biorąc pod uwagę jego stosunek do własnej córki, nie liczyłabym na wiele względem córek żony. Państwo nie porozumieli się co do swoich rodzin, nie miejmy nadziei, że w ogóle poruszyli temat przyszłego zamieszkania i związanych z tym rodzinnych układów.
                                                  • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 19.04.17, 21:03
                                                    soova napisała:

                                                    > Biorąc pod uwagę jego stosunek do własnej córki, nie liczyłabym na wiele względ
                                                    > em córek żony.

                                                    Na wiele to i ja bym nie liczyla. Ale prezent dla dzieciakow, zwlaszcza przy pierwszej wizycie, zwlaszcza gwiazdkowej to naprawde nie jest duzo. Powiedzialabym, ze minimum.


                                                    Państwo nie porozumieli się co do swoich rodzin, nie miejmy nadz
                                                    > iei, że w ogóle poruszyli temat przyszłego zamieszkania i związanych z tym rodz
                                                    > innych układów.

                                                    Skoro brali pod uwage nie tylko, ze chca byc razem, ale i ewentualne malzenstwo, to wlasnie fakt, ze tego tematu nie poruszyli jest zdumiewajacy. Co najmniej.
                                                  • bupu Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 19.04.17, 21:25
                                                    tt-tka napisała:


                                                    > Państwo nie porozumieli się co do swoich rodzin, nie miejmy nadz
                                                    > > iei, że w ogóle poruszyli temat przyszłego zamieszkania i związanych z ty
                                                    > m rodz
                                                    > > innych układów.
                                                    >
                                                    > Skoro brali pod uwage nie tylko, ze chca byc razem, ale i ewentualne malzenstwo
                                                    > , to wlasnie fakt, ze tego tematu nie poruszyli jest zdumiewajacy. Co najmniej.

                                                    Otóż to właśnie. Dwie podobno dojrzałe i rozsądne jednostki powinny na etapie myślenia o małżeństwie jednak znać się dosyć dobrze, mam wrażenie. W tym również znać sytuację rodzinną, mieszkaniową i finansową wybranka/i, wiedzieć jakie posiada życiowe zasady i priorytety, itepe itede. A tu tabula rasa normalnie, jakby się spotykali od tygodnia, a nie od roku.
                                                    --
                                                    Wiedźma
                                                    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                                                    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                                                  • soova Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 19.04.17, 21:53
                                                    Bo oni pewnie oboje czytali "Annę Kareninę". A tam wierny lokaj mówi księciu, który zdradził żonę z guwernantką, a zdrada wyszła na jaw: "Wszystko się jakoś ukształtuje!". Ewwentualnie "Przeminęło z wiatrem": "Pomyślę o tym jutro!".
                                                  • bupu Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 19.04.17, 22:26
                                                    soova napisała:

                                                    > Bo oni pewnie oboje czytali "Annę Kareninę". A tam wierny lokaj mówi księciu, k
                                                    > tóry zdradził żonę z guwernantką, a zdrada wyszła na jaw: "Wszystko się jakoś u
                                                    > kształtuje!". Ewwentualnie "Przeminęło z wiatrem": "Pomyślę o tym jutro!".

                                                    Będę zatem czekała z zapartym tchem na chwilę, gdy Grześ rzuci Gabie "Szczerze mówiąc kochanie ni cholery mnie to nie obchodzi".
                                                    --
                                                    Wiedźma
                                                    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                                                    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                                                  • zla.m Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 20.04.17, 22:48
                                                    tt-tka napisała:
                                                    > Na wiele to i ja bym nie liczyla. Ale prezent dla dzieciakow, zwlaszcza przy pi
                                                    > erwszej wizycie, zwlaszcza gwiazdkowej to naprawde nie jest duzo. Powiedzialab
                                                    > ym, ze minimum.
                                                    >
                                                    >

                                                    Mówimy o facecie, ktoremu własna córka - w sytuacji, gdy żona nie zyje - nie przeszkodziła w prowadzeniu takiego trybu życia, jakby był bezdzietnym kawalerem (fakt: nieimprezującym). Wiec cudze dzieci, nawet ukochanej, są na pewno dla niego abstrakcją i nie poświęcił im ani jednej myśli - ani prezentom, ani wspólnemu z nimi mieszkaniu, ani tego, czy dzieci go zaakceptują.

                                                    Na marginesie - Gaba tez nie wydaje się zastanawiać, czy dzieci polubią nowego pana. Dla wielu matek stosunki na linii dziecko-nowy facet są po prostu podstawą do decyzji o byciu razem. Ale nie dla Betonowego Centrum z Psamy i Kotamy.

                                                    --
                                                    Niewiele osób wie, że oprócz Międzynarodowej Olimpiady w Programowaniu istnieje również Paraolimpiada w tej dziedzinie. Z ramienia Polski startuje w niej zawsze wydział Filologii Polskiej.
                                            • bupu Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 19.04.17, 19:44
                                              soova napisała:

                                              > Mówiłam o ewentualnych rozmowach sprzed "Noelki", o treści których nic nie wiem
                                              > y. Zakładam, że mogło być tak, że dwoje coraz bardziej zainteresowanych sobą pr
                                              > acowników naukowych rozmawiało o wszystkim: o polityce (pamiętajmy, że to był 1
                                              > 991 rok, a może i ciut wcześniej, czyli wielkie przemiany w Polsce), swoich zai
                                              > nteresowaniach, lekturach, pracy itd., itp. Gabrysia mogła oczywiście powiedzie
                                              > ć, że ma z pierwszego małżeństwa dwie córki (podobnie Grzegorz na pewno wspomni
                                              > ał o Elce

                                              I po roku randkowania oraz rozmawiania, gotowa niemal na małżeństwo Gaba nie ma pojęcia jak córka Grzegorza wygląda. Zielonego. Zakonczenie Noelki jasno mówi, że zdjęcia progenitury pokazali sobie nawzajem dopiero podczas tej wigilijnej wizyty na Roosevelta.


                                              ), mogła pokazać ich zdjęcia (z czego zakochany Grzegorz zarejestrował
                                              > , że jest ich dwie, i że nie są to niemowlęta). Ale że do konkretnych rozmów mi
                                              > ędzy nimi o przyszłości związku (w tym o poznaniu rodzin) jeszcze nie doszło, a
                                              > Gaba zaskoczyła znienacka Grzegorza tym zaproszeniem na Wigilię, zdał on sobie
                                              > sprawę, że nic o jej rodzinie właściwie nie wie, i zaczął sobie ni z gruszki n
                                              > i z pietruszki wyobrażać tych snobów. Przynajmniej ja jestem w stanie wyobrazić
                                              > sobie, że tak to mogło wyglądać.

                                              No i to jest dla mnie nie do łyknięcia. Randkują od roku, związek jest na tyle poważny, że jedno i drugie myśli o małżeństwie, a mimo to jedno nic nie wie o życiu tego drugiego, na poziomie tak podstawowym, jak dzieci i bliscy? To o czym, na Bora, oni na tych randkach gadają, skoro o swoim życiu najwyraźniej nie?

                                              > Zaś sam wątek zaproszenia Grzegorza na tę Wigilię zasługuje na wpis w "Nie wier
                                              > zę". Pomijając już to, że Gaba skradła Idzie show, jest nieprawdopodobne zarówn
                                              > o to, że nie uprzedziła przynajmniej Mili, że będą mieli na Wigilii dodatkową o
                                              > sobę w postaci pana, który jest nią zainteresowany (owszem, jest niby ten dodat
                                              > kowy talerz, ale chyba nie o to chodzi), jak i to, że przez cały ten czas przed
                                              > akcją "Noelki" absolutnie nikt spośród Borejków nie spostrzegł, że Gaba się z
                                              > kimś spotyka, że jakiś mężczyzna do niej dzwoni (czy ona do niego). Owszem, nie
                                              > musiał dzwonić codziennie, bo się widywali na uczelni, ale z raz czy dwa przec
                                              > ież oboje mogli takie telefony wykonać. Nikt nie spostrzegł, że Gaba np. dość p
                                              > odejrzanie często uprzedza, że dziś wróci z zajęć później, bo coś jej wypadło,
                                              > innymi słowy - nikt nie zauważył jakichś zdarzeń z życia codziennego wskazujący
                                              > ch, że w tym życiu Gabrieli coś się dzieje. To jest nie do uwierzenia

                                              Owszem, też tak mniemam.
                                              --
                                              Wiedźma
                                              To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                                              http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                                                • bupu Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 19.04.17, 21:21
                                                  ciotka_scholastyka napisała:

                                                  > > Zakonczenie Noelki jasno mówi, że zdjęcia progenitury pokazali sobie nawz
                                                  > ajem dopiero podczas tej wigilijnej wizyty na Roosevelta.
                                                  >
                                                  > Nnno nie do końca, Gaba pokazała mu oryginały podczas samej wizyty ')

                                                  Oryginały oraz zdjęcia całej familii.
                                                  --
                                                  Wiedźma
                                                  To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                                                  http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                                              • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 20.04.17, 02:18

                                                > > Zaś sam wątek zaproszenia Grzegorza na tę Wigilię zasługuje na wpis w "Ni
                                                > e wier
                                                > > zę".

                                                Niestety - znajac Gabona juz z calej jezycjady - wierze.

                                                >Pomijając już to, że Gaba skradła Idzie show,

                                                Nie pomijalabym. Ktosia juz tu (nie ja !) okreslila Gabe jako te, ktora "chce byc panna mloda na kazdym slubie i nieboszczykiem na kazdym pogrzebie". Imho trafnie.

                                                > jest nieprawdopodobne
                                                > zarówn
                                                > > o to, że nie uprzedziła przynajmniej Mili, że będą mieli na Wigilii dodat
                                                > kową o
                                                > > sobę w postaci pana, który jest nią zainteresowany

                                                Przemilczala na wypadek, gdyby pan jednak skrewil.

                                                > jak i to, że przez cały ten czas
                                                > przed
                                                > > akcją "Noelki" absolutnie nikt spośród Borejków nie spostrzegł, że Gaba
                                                > się z
                                                > > kimś spotyka, że jakiś mężczyzna do niej dzwoni (czy ona do niego). Owsze
                                                > m, nie
                                                > > musiał dzwonić codziennie, bo się widywali na uczelni, ale z raz czy dwa
                                                > przec
                                                > > ież oboje mogli takie telefony wykonać. Nikt nie spostrzegł, że Gaba np.
                                                > dość p
                                                > > odejrzanie często uprzedza, że dziś wróci z zajęć później, bo coś jej wyp
                                                > adło,
                                                > > innymi słowy - nikt nie zauważył jakichś zdarzeń z życia codziennego wska
                                                > zujący
                                                > > ch, że w tym życiu Gabrieli coś się dzieje. To jest nie do uwierzenia

                                                Tam po prostu nikt nikogo nie obchodzi. Pan mogl dzwonic do pracy, nie do domu, rodzina wcale nie musiala znac jej rozkladu zajec (pomijajac to, ze na uczelni zawsze moze cos wypasc i trzeba zostac dluzej), a Gabunia mogla sie maskowac mina szorstka zamiast czulej. Jesli ona na chwile przed oswiadczynami na slowo "jakis mezczy...o, przepraszam" dostaje sztyletow w oczach zamiast rozmaslic sie myslac o Grzesiu - to, tego...
                                                W koncu dramatopisarstwa Milicji wykonywanego w domu, na oczach domownikow tez nikt nie zauwazyl, prawda. Choc publikacje i prace redakcyjne mieli tam za soba i Ignac, i Gaba. I powinni wiedziec, ze robienie korekty nie polega na pisaniu testu.
                                                • przymrozki Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 28.04.17, 20:04
                                                  W Borejkowersum nie ma takiej zasady, że trzeba kogoś znać, żeby podjąć decyzję o wspólnym życiu. I Ida, i Laura, i Józinek wydają się mieć zdrowy zwyczaj oświadczania się pierwszemu, co nie zdąży na czas uciec wzrokiem. Małgorzata Musierowicz widocznie uważa ten model partnerstwa za szczególnie romantyczny i szczególnie dobrze wróżący pożyciu. Czemu zatem miałaby odmówić takiego szczęścia Gabrysi, niewzruszonemu i niespopielonemu centrum ze spiżu i azbestu.

                                                  Nawiasem pisząc, mamy my aby pewność, że szatyn, którego znad pepsi i paluszków wypatrzyła Pulpecja to Grzegorz? Może to jego poprzednik, który na oświadczyny po siedmiu sekundach znajomości zareagował jak człowiek, który nie umie kochać na peronie i zwiał po prostu (otwierając tym samym wakat zajęty później przez Strybę)?

                                                  A już całkiem na marginesie, Stryba jest nam przedstawiany jako anty-Pyziak. Umie chłopak kochać, że klękajcie perony. I zupełnie nie szkodzi, że najwyraźniej nie kocha własnej córki (półsieroty!) i własnych pasierbic (nazywanych przez niego pieszczotliwie "chmurkami na jasnym niebie małżeńskiego szczęścia", mamy fragment jego monologu wewnętrznego, w którym sam przed sobą chwali się, że udało mu się zachować z pasierbicami stan pewnej życzliwej obojętności, bo dystans to, jak wiemy, dokładnie to, czego potrzebują od nowego męża matki porzucone przez ojca dzieci). Czemu Stryba nie ma żadnej sceny moralnego przeczołgania na dworcu? Skąd ta taryfa ulgowa? Jeżeli nie z choroby, o której się mówi, to skąd (#wielkiepytania)?
                                                  • bupu Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 29.04.17, 13:10
                                                    przymrozki napisała:

                                                    > W Borejkowersum nie ma takiej zasady, że trzeba kogoś znać, żeby podjąć decyzję
                                                    > o wspólnym życiu. I Ida, i Laura, i Józinek wydają się mieć zdrowy zwyczaj ośw
                                                    > iadczania się pierwszemu, co nie zdąży na czas uciec wzrokiem. Małgorzata Musie
                                                    > rowicz widocznie uważa ten model partnerstwa za szczególnie romantyczny i szcze
                                                    > gólnie dobrze wróżący pożyciu. Czemu zatem miałaby odmówić takiego szczęścia Ga
                                                    > brysi, niewzruszonemu i niespopielonemu centrum ze spiżu i azbestu.

                                                    Nie zapomnij też o Robroju, który rozmawiał z dorosłą Natalią może ze dwa razy, w porywach do trzech, potem nie widział jej przez rok, czy coś koło tego, a jednak już leciał z bukietem i propozycją małżeńską na ocienionych wąsem ustach. Sklęsła mu wprawdzie, ale sam fakt, że nie widział nic dziwnego, ani niewłaściwego w oświadczynach w takim momencie znajomości, mówi nam bardzo wiele.

                                                    Masz rację, w telenoweli "B jak Borejki" znajomość partnera nie jest potrzebna ani do oświadczyn, ani do stworzenia szczęśliwego związku (oczywiście małżeńskiego). Jak w wiktoriańskich powieścidłach romantycznych, wystarczy, że skrzyżujesz, niewiasto, spojrzenie z Panem Właściwym, a twe serce go od razu rozpozna i zakrzyknie "to łón!". A potem będziecie z łónym żyć długo i szczęśliwie.

                                                    Uważam promowanie takiego modelu za wyjątkowe kretyństwo, zwłaszcza że, przynajmniej w teorii, Jeżycjada jest adresowana do nastolatek. Całe szczęście, że grupa docelowa raczej Neobachoriady nie czyta, bo dreszcz zgrozy mnie przenika na myśl o wszystkich idiotycznych wyborach życiowych, których mogłyby dokonać małolaty, święcie przekonane, że właściwego faceta rozpoznaje się jednym spojrzeniem.

                                                    --
                                                    Wiedźma
                                                    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                                                    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                            • bupu Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 22:53
                              tt-tka napisała:

                              > Nie watpilam ani przez chwile, ze celowy :)
                              > I przyznam, ze mi to smakuje - urojenia w postaci wmawiania nieistniejacej rod
                              > ziny (czym rodzina gorsza lub lepsza od psow i kotow ?) to moze niekoniecznie,
                              > ale czy Grzes na pewno wszystkich ma w domu ? Skad takie zmiany charakterologic
                              > zne, ze energiczny (odautorsko) w Noelce facet zmienil sie, i to bardzo szybko,
                              > w kompletnego kapcia ? KTO mu to zrobil ???

                              A czy Grzegorz z Noelki to aby na pewno ten sam Grzegorz, co w późniejszych tomach? W Noelce poznajemy go jako szpakowatego okularnika, który szybko chodzi i energicznie mówi.
                              W późniejszych tomach zastępuje go jakiś rozmamłany brunet, który lekko siwieć i nosić okulary zaczyna dopiero w Febliku. Kim on jest, bo chyba raczej nie Grzegorzem Strybą?
                              --
                              Wiedźma
                              To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                              http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                              • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 23:24
                                bupu napisała:

                                > A czy Grzegorz z Noelki to aby na pewno ten sam Grzegorz, co w późniejszych tom
                                > ach? W Noelce poznajemy go jako szpakowatego okularnika, który szybko chodzi i
                                > energicznie mówi.
                                > W późniejszych tomach zastępuje go jakiś rozmamłany brunet, który lekko siwieć
                                > i nosić okulary zaczyna dopiero w Febliku. Kim on jest, bo chyba raczej nie Grz
                                > egorzem Strybą?

                                Nowy trop !
                                Wystepuje jako Stryba, w kazdym razie Gabon to nazwisko nosi. Albo tylko opieczetowuje nim ksiazki...
                                Jego slub z Gaba nie zostal pokazany. Nie wiemy, kto na nim byl, wiemy za to, ze odbyl sie bez komplikacji, co u Borejkow niezwykle.
                                Na slubie Elzbiety Gabon i jej maz wprawdzie "stoja w grupie Strybow", ale nie odzywaja sie, do mlodych nie podchodza, tylko szybko zwijaja sie do Kowalikow (obgadac lokum dla Rojka).
                                Nawet na imieninach rzekomego Grzegorza nie ma jego (?) corki Elzbiety. Nie ma jej takze kiedy indziej.
                                Kontakty z Metodym i Cyrylem zanikly praktycznie zaraz po slubie rzekomego syna /bratanka.
                                Zalu po smierci Metodego nie stwierdzono.

                                O rany, KIM jest ten facet i co sie stalo z Grzegorzem ??? Kiedy, jak i dlaczego ?

                                (klei mi sie teoryjka, ale watlutka i nie odpowiada na wszystkie pytania)
                                • przymrozki Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 11.04.17, 08:39
                                  Dokładnie tak. Tam ewidentnie odbyła się jakaś machlojka. Niewykluczone, że była to właśnie podmiana, a nie urojenia. To też wiele tłumaczy. Exempli gratia:
                                  - oszukiwany Stryba mógł nie być na wigilii u prawdziwych Strybów, bo zapewne nie był na nią zaproszony;
                                  - niby czemu oszukiwany Stryba miałby mieć jakiekolwiek relacje z córką, ojcem i stryjem Grzegorza. Oni mogli go nawet nie znać;
                                  - oszukiwany Stryba zastąpił Grzegorza w okolicach "Nutrii i Nerwusa". W czasie, w którym dzieje się akcja książki, prawdziwego Grzegorza już nie było, a podmienionego nie było jeszcze. Długi okres wymiany można tłumaczyć obecnością dzieci w domu - dziecko, jak wiemy z "Nowych szat cesarza", miewa przykrą skłonność do szczerości i prawdomówności. Mogłoby wsypać dublera. A tak obraz ojczyma w oczach Róży i Laury rozmazał się (tym bardziej, że z książek wcale nie wynika, żeby widywały go jakoś szczególnie często przed ślubem);
                                  - Ignaś mógł być synem prawdziwego, szpakowatego, dynamicznego Grzegorza Stryby, ale mógł wzrastać w przekonaniu, że jest synem brunatnego, rozmemłanego oszusta. To tłumaczy, czemu Borejkowie nie dawali mu spotykać się ze Strybami;
                                  - Bernard mógł nie być świadom podmiany, dlatego wprosił się na randkę małżeńską Gabrysi. Myślał, że to pozamałżeński romans i chciał ratować moralność przyjaciółki przed pohańbieniem przez brunatnego.

                                  Pytanie jest jedno - co się stało z prawdziwym Grzegorzem i jego rodziną? Historie o "wyjazdach do Terpentuli" i "emigracji do Japonii" znajduję niewiarygodnymi. Na wszelki wypadek dokładnie przekopałabym ogródek Pulpecji.
    • przymrozki Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 09.04.17, 14:29
      Słabe strony mojej tezy, oczywiście, istnieją. Im nie przeczę. Ale zobaczcie, o ile więcej jest mocnych.

      Kolejny przykład - Nutria i Neruws. Gabrysia, kilka miesięcy po urodzeniu dziecka, leży z chorobą, która nie pozwala jej się ruszać. Więcej nawet, ruch może ją normalnie zabić i to na śmierć. Jak wiadomo, matka trójki dzieci, z których najmłodsze jest niemowlęciem, raczej musi chodzić i dźwigać. Zwłaszcza jeżeli zostaje sama w domu na cały dzień pracy swoich dwóch jedynych pomocnic, sióstr (jednej postrzelonej a drugiej zapracowanej po uszy i ciężarnej). W takiej sytuacji Grzegorz, który już raz owdowiał i pozostał z małym dzieckiem sam (więc dobrze wie, czym takie wdowieństwo pachnie) nie pojechałby na żadne zagraniczne stypendia, a gdyby na jakichś był, to by wrócił. Chociażby po to, żeby z miłością patrzeć, jak ciężko chora kobieta froteruje podłogę, gdy on je drożdżówki - mógłby przynajmniej ją pięknie pożegnać i potem we wzruszającej scenie zamknąć jej oczy w upojnym zapachu wosku do parkietów.

      Tymczasem Grzegorza przy żonie nie ma, bo jest "na stypendium". Kiedyś, gdy ktoś chorował psychicznie w szpitalu albo siedział w więzieniu, mówiło się, że jest "w dalekiej podróży". Oczywiście, tak się mówiło obcym, nie rodzinie, ale, jak wiemy, rodzina Borejków jest względem siebie bardzo dyskretna, więc może, żeby Gabunia nie cierpiała, nie używa się przy niej nie tylko słowa "Pyziak" (tym bardziej że to nazwisko dwójki jej dzieci, więc faktycznie można je łatwo wyprzeć z pamięci) ale i unika się słów "szpital psychiatryczny".

      Zauważycie, słusznie, że do szpitala psychiatrycznego trafiają tylko chorzy niebezpieczni, a Grzegorz przecież jest uosobieniem dobroci. Akurat! Dorosły chłop, który sadzi takie farmazony jak te o "alternatywnej rzeczywistości, w której się znaleźliśmy" musi być niebezpieczny. Nie ma innej możliwości.
      • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 09.04.17, 19:28
        Nie no, sekunde, Gaba NIE zostaje sama na caly dzien. Ma Pyze, ktora ofiarnie gania do sklepu, szykuje i podaje zimne picie, husta Motyla i ogolnie jest bardzo pomocna. Czemu akurat te pomocna corke chce chora Gaba tak stanowczo wypchnac z domu, ciekawe.
        A Grzegorz w tej sprawie moglby sie wybronic, notabene jako jedyny - wyjechal przed kilku miesiacami, czyli gdy Gabon jeszcze byl na chodzie. Jest nader prawdopodobne, ze on o jej chorobie po prostu nie wie. W przeciwienstwie do calej reszty rodziny.
        Juz calkiem na marginesie - Gaba NIE lezy, choc powinna. wstaje do Nutrii, wstaje, zeby posprzatac i pilnuje tylko, zeby jej Ida na tym nie przylapala.
        Niewykluczono, ze pomoc lekarzy od glowki komus by sie tu przydala, ale czy aby na pewno Grzegorzowi ? Tylko jemu ?
        • przymrozki Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 09.04.17, 20:18
          Że Grzegorz jest tam nie jedyny do leczenia, to fakt. Z tym polemizować nie należy. Zresztą, gdybym miała tylko jedną tabletkę na głowę i mogła wybrać tylko jedną osobę do leczenia, to być może tą osobą nie byłby wcale Grzegorz. Na przykład Gabriela, matka dzieciom, doktor habilitowany, który nie obejmuje intelektem polecenie "leż, bo umrzesz, babo" też powinna się nad sobą przynajmniej zastanowić. Co do Róży - Pyza była przecież w domu bardzo krótko, w roku szkolnym spędzała dnie w szkole, a potem została uwieziona w dal przez Natalię.

          Ale wracając do Stryby, nawet jeżeli nie powiedzieli Grzegorzowi, że żona mu się może w każdej chwili przekręcić, to z pewnością poinformowali go, że narodziło mu się dziecię. A nawet jeśli nie, Grzegorz nie był aż takim znowu młotem, żeby nie domyślić się, że dziewięć miesięcy po pamiętnej scenie z omdleniem objawi się jakieś niemowlę. Samo to jest doskonałą okazją, żeby się pokazać w domu.
          • staua Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 09.04.17, 21:08
            A może Strybowie wlącznie z Grzegorzem nie istnieją i są wytworem wyobraźni Gaby, a całą rodzina się dostosowuje i udaje, że widzi i nawet rozmawia z Grzegorzem, który się "wprowadził", bo Gaba zaszłą w niewyjaśnioną ciążę (to by tłumaczyło mieszkanie Gaby, Grzegorza i Ignasia w jednym pokoju oraz wiele innych wydarzeń).
            (właśnie skończyłam czytać powieść indonezyjskiego pisarza Eki Kurniawana "Beauty is a wound" - galopujący realizm magiczny, pełno takich kwiatków, stąd hipoteza. Książkę szczerze polecam, tak na marginesie).


            --
            "A large population of people, often with well-developed literary and scholarly tastes, [...] have been educated far beyond their capacity to undertake analytical thought" - Richard Dawkins
            • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 09.04.17, 21:32
              staua napisała:

              > A może Strybowie wlącznie z Grzegorzem nie istnieją i są wytworem wyobraźni Gab
              > y, a całą rodzina się dostosowuje i udaje, że widzi i nawet rozmawia z Grzegorz
              > em, który się "wprowadził", bo Gaba zaszłą w niewyjaśnioną ciążę (to by tłumacz
              > yło mieszkanie Gaby, Grzegorza i Ignasia w jednym pokoju oraz wiele innych wyda
              > rzeń).


              Coraz lepiej :)
              Byl juz gdzies na forumie pomysl taki, ze Ida z przyprawionymi wasami i w czarnej peruce udaje, ze jest swoim nieistniejacym mezem Markiem :)
              Imo teoria, ze Grzegorz (z przyleglosciami) jest wytworem umyslu Gaby broni sie lepiej niz Grzegorz istniejacy, tylko z wymyslona rodzina.
              • przymrozki Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 09.04.17, 22:09
                Ciekawa koncepcja.

                Zastanówmy się. Bo tak, osoba postronna, Lelujkowa z przyległościami widziała Ignasia. Ale skoro Gaba zaszła przygodnie w ciążę, to Ignaś przecież istniał. Nic zatem dziwnego, że widziała go też Aga, Rumiankowie, Laura i Róża. Co prawda jednak Laura i Róża widziały też Grzegorza ALE istotnie tylko widziały. Nie pozostawił on żadnego obiektywnych efektów swojej bytności np. w postaci dobrego wychowania czy też męskiego wzorca mężczyzny zawsze obecnego, odpowiedzialnego i kochającego. Wręcz przeciwnie! Laura zachowywała się jakby każdy mężczyzna w jej życiu był chwiejną trzciną. Mogły zatem nie mieć ojczyma, ale niechętnie o tym głośno mówiły przy matce. Wiadomo, żeby jej nie ranić. Pytanie tylko, kto w takim razie robił tę zupę z kalarepy? Może kupowali gotową w jakiejś garmażerce?

                Kto spoza Borejkowersum widział Grzegorza? Aga. Hajduk. Pan Jankowiak w "Dziecku piątku". Trzeba by przemyśleć ich wiarygodność.

                A wracając do braku męskiego wzorca dla Laury - może Ignacy Borejko senior umarł w areszcie w 1983 r.?! I tylko Laura w przejściowych pobłyskach świadomości czuła, że go brakuje. To by tłumaczyło na przykład straszne braki w konsekwencji budowaniu tej postaci - raz potępia donosicielstwo, a potem go wymaga.
                  • przymrozki Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 08:45
                    No tak, ale jeżeli Grzegorz nie istnieje, to Róża i Laura wymagają pilnej hospitalizacji, a ich wersje wydarzeń trzeba traktować jako podejrzane o znaczne przeinaczenia. W końcu wiemy na przykład, że Laura nazywa niechętnych jej Lelujków "swoimi trzema adoratorami", może potem pogorszyło się jej jeszcze bardziej i kolejnych adoratorów po prostu sobie wymyśliła. Zresztą - Fryderyk Shoppe i jego brat Wolfgang Amadeusz. To nie brzmi jak prawdziwi ludzie.

                    I tutaj kolejny ciekawy wątek. Skąd tyle chorób w tak dużej rodzinie? Może rtęć w rurach? Może Rojek Arabella, chcący lub niechcący, swoimi naprawami spowodowała odsłonięcie toksycznych części rur i, w dalszej kolejności, stopniowe podtruwanie rodziny?
          • gat45 Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 07:39
            przymrozki napisała:

            [...]
            >
            > Ale wracając do Stryby, nawet jeżeli nie powiedzieli Grzegorzowi, że żona mu si
            > ę może w każdej chwili przekręcić, to z pewnością poinformowali go, że narodził
            > o mu się dziecię. A nawet jeśli nie, Grzegorz nie był aż takim znowu młotem, że
            > by nie domyślić się, że dziewięć miesięcy po pamiętnej scenie z omdleniem objaw
            > i się jakieś niemowlę. Samo to jest doskonałą okazją, żeby się pokazać w domu.

            Pokazać się w domu ? Na zagranicznym stypendium będący ?
            Eeeeh, młodzież. Za owych czasów to on mógł, owszem, przyjechać na narodziny dziecięcia, ale w takim przypadku już by na stypendium nie wrócił. I paszport, i zagraniczne wizy uprawniały do jednokrotnego przekroczenia granicy. I nie było zmiłuj, całą kołomyjkę trzeba by powtarzać od nowa - zakładając, że wciąż miał do tego odpowiednie podkładki (zaproszenia, zaświadczenia o stypendium, czy inne takie pozwalające się ubiegać).
              • gat45 Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 08:50
                Wizy wciąż istniały, nawet jeżeli z paszportami było lżej. Przynajmniej do 1996 jeżeli chodzi o UE.
                Poza tym zupełnie inaczej kształtowały się koszty przelotów. Wiesz, wtedy naprawdę, kiedy ktoś wyjeżdżał na półroczne stypendium, to nikt z rodziny ani bliskich nie spodziewał się go zobaczyć przed upływem 6 miesięcy. Nawet pomijając formalne sprawy papierowe, to gdyby GS stypendiował sobie za Atlantykiem, to na taki przelot do i z domu wydałby całe stypendialne pieniądze. Albo prawie.
            • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 09:53
              gat45 napisała:

              I paszport, i
              > zagraniczne wizy uprawniały do jednokrotnego przekroczenia granicy.

              Paszport NIE BYL jednorazowy. Wystawiany byl na okreslony czas (moj z 87 roku byl wazny przez lat dziesiec) i uprawnial do wielokrotnego przekraczania granicy.
              Wizy, owszem, kazdorazowo trzeba bylo wystac. I, jak piszesz nizej, w roku urodzin IGS najwiekszym problemem bylyby koszty - tak sobie wpasc do domu z Kanady czy USA w trakcie polrocznego stypendium to, tego...
              • gat45 Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 11:29
                Paszport, nawet ważny i upoważniający do ... itd, trzeba było oddać do organu wydającego maximum 7 dni po powrocie. Ponowne dostanie go do rąk własnych wymagało wypełnienia formalności jak do nowego.
                Przynajmniej NIKT z moich licznych znajomych nie miał prawa do przechowywania swojego własnego paszportu w swoim własnym biurku. Chodziły słuchy, że niektórzy mogą - ponoć artyści międzynarodowi i tak dalej. Że międzynarodowej sławy uczeni takiego prawa nie mieli, to wiem, bo znałam przynajmniej dwoje.
                Ty miałaś naprawdę swój paszport w szufladce w latach 80-90'?
                • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 13:17
                  gat45 napisała:

                  > Paszport, nawet ważny i upoważniający do ... itd, trzeba było oddać do organu w
                  > ydającego maximum 7 dni po powrocie. Ponowne dostanie go do rąk własnych wymaga
                  > ni takiego prawa nie mieli, to wiem, bo znałam przynajmniej dwoje.
                  > Ty miałaś naprawdę swój paszport w szufladce w latach 80-90'?

                  TAK, od roku 1990 mialam swoj paszport w szufladce. Jak WSZYSCY.
                • mamuka_z_boru Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 13:48
                  Paszportów nie trzeba było zdawać po każdym wyjeździe od roku 1984 (więc 10 lat przed stypendium Grzegorza). W 1988 wprowadzono paszporty wieloletnie. Więc w połowie lat '90 jak najbardziej miało się paszport w szufladzie. Ograniczeniem w swobodnych wojażach były a) wizy do większości krajów świata; b) koszty podróży niewyobrażalnie wysokie dla pokolenia easyjetów.
                  • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 14:01
                    Eeeee ? Moj paszport, rok, przypominam, 1987, byl wieloletni, ale obowiazek zdania go jeszcze mialam. Tzn moze moglam nie oddac bez konsekwencji, ale wtedy zostawalam bez dowodu osobistego, ktory jednak bywal mi potrzebny. Chocby do odbioru korespondencji na poczcie, ktora paszportu nie chciala honorowac przy przesylkach poleconych, bo tam nie bylo adresu.
                    A paszport mamy (na demoludy) byl wieloletni juz w latach 70-tych - jednego roku pojechala do Bulgarii ze mna, drugiego z moja siostra, innym razem na wycieczke do Leningradu, caly czas na ten sam paszport (do Gat - kazdorazowo zdawany i ponownie odbierany)
                  • gat45 Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 14:12
                    mamuka_z_boru napisała:

                    > Paszportów nie trzeba było zdawać po każdym wyjeździe od roku 1984 (więc 10 lat
                    > przed stypendium Grzegorza). W 1988 wprowadzono paszporty wieloletnie. Więc w
                    > połowie lat '90 jak najbardziej miało się paszport w szufladzie.

                    Oj, coś mi się jednak wydaje, że masz błędne dane. Paszport w szufladzie od 1984? Głowy może i nie dam, ale rękę już tak, że nastąpiło to sporo później. Za blisko stanu wojennego, za blisko ten orwellowski rocznik :(
                    Paszporty zawsze były "wieloletnie", podstawowy szkopuł to ich wymiana na dowód osobisty, jak pisała już Tetetka. Po prostu komenda MO troszczyła się o dokument obywatela przechowując pieczołowicie jego paszport. No i żeby obywatelowi się nie myliło, to miał albo paszport, albo dowód. Za spóźnienie się z oddaniem po powrocie zza granicy miało się krechę w aktach paszportowych.
                  • soova Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 15:40
                    Oczywiście, że paszporty były wieloletnie, ale z obowiązkiem oddania w siedem dni po powrocie. W 1987 wyjechałam na wakacje do Jugosławii, tam trzeba było mieć paszport, a po powrocie oddać go na milicję. W 1994 też byłam za granicą, z paszportem, ale tego już zwracać oczywiście nie trzeba było.
                  • iskrzy_54 Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 16:17
                    Paszportów nie trzeba było zdawać po każdym wyjeździe od roku 1984 (więc 10 lat przed stypendium Grzegorza).

                    Za pozwoleniem, zdałam swój paszport w 89 po powrocie, aby odzyskać dowód osobisty - w 95 musiałam na nowo wyrabiać, chociaż mój stary jeszcze nie miał 10 lat
                    • soova Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 16:23
                      Jak mówię, paszport po wakacjach w 1987 oddawano, mój był oddany. Jakoś w 1990, kiedy już można było mieć paszporty w szufladzie, odebrałam nowy paszport z jeszcze milicji czy już policji - albo ten stary albo nowy, bo już byłam pełnoletnia.
                      • mamuka_z_boru Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 21:31
                        Odszczekuję - uwierzyłam Wikipedii i forum historyków, nie wiem, skąd im się ten '84 wziął. Rzeczywiście, nowe prawo paszportowe weszło w życie dopiero w styczniu 1989 (paszport 10-letni, przechowywany przez obywateli we własnym zakresie). Tak czy owak, Grzegorz paszport miał i wrócić mógł. Tylko że przy krótkim wyjeździe np. do Stanów koszt biletów pewnie zjadłby mu całe stypendium.
                        • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 22:41
                          O tej sprawie pisano juz na forum sporo - mam na mysli powrot /choc o paszportach tez pisano :)/

                          Stanelo na tym, ze Grzegorz powinien byl PRZERWAC stypendium i zajac sie chora zona i malym synkiem. Wpadanie na chwile byloby calkiem bez sensu, pomijajac nawet koszta. Usprawiedliwiano go tym, ze zapewne nie wiedzial o chorobie Gabona - nie bylo go juz od kilku miesiecy przed poczatkiem NiN, a dzielna matkapolka zapewne nie zawiadomila meza, ze powinna lezec i potrzebuje pomocy, no bo ona przeciez taka dzielna i sama sobie poradzi, moze nie ?
                          Czemu nie zawiadomil go nikt inny (szwagierki, tesciowie, ktos od Strybow) pozostaje zagadka.
                          • vi_san Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 10.04.17, 23:41
                            A kto i po co miałby informować o czymkolwiek zmywarkę? Serio, wychodząc z domu informujesz stojak na parasole, że wrócisz dziś później? Oznajmiasz lampce nocnej, że źle się czujesz i po południu musisz się wybrać do lekarza?Rozważasz z suszarką do włosów czy warto omówić z szefem podwyżkę? Przecież Grzegorz nie istnieje w żaden żywy sposób w niczyim umyśle przy Roosevelta 5, więc czemu, na Zeusa, ktoś miałby nagle zawracać sobie nim głowę? Tak jak zapewne nie powiadamiali Jurka Hajduka, Aurelii Bittner czy rodziny Żaków - wszak osób nie istotnych dla codziennego życia się o takich sprawach nie informuje... ;)

                            --
                            Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
      • gat45 Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 11.04.17, 08:54
        Pójdę krok dalej w tę ciekawą stronę : właściwego Grzegorza zastąpił zmieniony nie do poznania przez więzienne przejścia Janusz Pyziak. A gbur, którego Laura spotyka na drodze w korku, to właśnie Grzegorz, który jakoś jej się mętnie kojarzy...
        • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 11.04.17, 09:21
          A ta smetna lebiega, ktora zjawia sie po latach "po przebaczenie" to kto ? Grzegorz wlasnie ? Czemu zniknal, gdzie sie podziewal i w ogole ?

          PS oczywiscie odrzucam te teorie - wiezienie zmienia ludzi, ale nie az tak i nie w te strone. Pyziak funkcjonujacy u Borejkow jako sprzet domowy - never !
          • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 11.04.17, 09:25
            Niemniej hipoteza o podmianie sporo wyjasnia - Grzegorz, podobno wybitny matematyk-informatyk, juz w Noelce z sukcesami miedzynarodowymi, raptem mysli o zmianie zawodu na, no nie moge, akwizytora.
            A pozniej siedzi z nosem w kompie, ale o pracy na uczelni, a zwlaszcza o dalszej karierze naukowej jakos nie slychac... zona prefesor (uczelniany), a on co ?
        • przymrozki Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 11.04.17, 17:17
          Ta teoria byłaby w ogóle najlepsze, niestety, w McDusi Janusz nie umiał kochać na dworcu. Wiemy jednak, że Gabunia lubiła sobie czasem zebrać z ulicy, a potem pokochać przypadkowych ludzi. Może tak zrekrutowała sobie Strybę-bis.

          Pytanie, co się stało ze Strybą-prim? Zobaczył, w co się wżenił i nawiał na Białoruś? Umarł na powikłania po pęknięciu pęcherza w porannej kolejce do łazienki? Powiedział przy obiedzie, że nie lubi Mickiewicza i trzeba go było zamordować?
          • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 11.04.17, 17:44
            Stryba-prim oswiadczyl sie, kiedy uslyszal o pomysle mieszkaniowym Gabuni, tej suterenie po Ogorzalkach. Z miejsca, z wlasciwa sobie i cechujaca go energia :)
            No to jak sie okazalo, ze niestety, suterene podebrala siostra, a on ma w pakiecie z zona tesciow i szwagierki, postawil ultimatum "wynosimy sie albo ja sie wynosze" i wiadomo, co uslyszal. A dopuscic do tego, zeby Gabunie porzucil kolejny maz, tym razem juz koscielny, no wez...
            ...znaczy tak mi sie myslalo, ale Twoja koncepcja, ze Grzegorz zostal podmieniony po tym stypendium, czyli po NiN jest lepsza. Moze caly rok z hakiem byl ludzony, ze tak, oczywiscie, tylko trzeba wyszukac, potem odlozyc.... a potem sie okazalo, ze na odlozenie nie ma szans, ze "dwie uniwersyteckie pensje plus liczne, lecz drobne honoraria" za rozmaite chaltury (publikacje, redakcje, tlumaczenia, wspolpraca z radiem) "ledwo wystarczaja na stale miesieczne wydatki". No to Grzes wybral wolnosc albo cichcem wrocil do tej komorki wyklajanej najtansza tapeta u taty i stryjka, tam przynajmniej mogl spokojnie pracowac. Albo i zwiazal sie z jakas sierota, w ktore Jezyce tak obfituja, moze i z dzieckiem/dziecmi, ale bez calej reszty.

            A zastepstwo rzeczywiscie moglo zostac zgarniete z ulicy :), w przyplywie uczuc albo desperacji.
            • tt-tka Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 12.04.17, 01:31
              W sumie to najbardziej pasowaloby, zeby Grzegorz po urodzeniu sie Motyla jakas chalupine zalatwil, przychodzi z tym, ze kredyt moga dostac i przeprowadzac sie chocby zaraz i slyszy "nigdzie sie stad nie ruszymy". Wiec z wlasciwa sobie energia szybko wyszedl. A Gaba wymyslila stypendium zagraniczne, zeby usprawiedliwic jego nieobecnosc i dac sobie czas na znalezienie zastepstwa...
          • bupu Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 11.04.17, 19:56
            przymrozki napisała:

            > Ta teoria byłaby w ogóle najlepsze, niestety, w McDusi Janusz nie umiał kochać
            > na dworcu. Wiemy jednak, że Gabunia lubiła sobie czasem zebrać z ulicy, a potem
            > pokochać przypadkowych ludzi. Może tak zrekrutowała sobie Strybę-bis.

            Zgarnęła jakiegoś bezdomnego, trochę podobnego do Stryby-prime, odszorowała, odkarmiła, ubrała w koszulę w kratę. A on, żeby już do bezdomności nigdy nie wrócić, grzecznie robi za mieszadło do sałat i daje sobą poniewierać Borejkom.

            --
            Wiedźma
            To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
            http://archiwumpanahyde.laa.pl/
            • przymrozki Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 11.04.17, 21:09
              To zresztą nie musi być przez cały czas ten sam bezdomny. Żaden by przecież tyle nie wytrzymał. Po prostu jak jednemu bezdomnemu w końcu uda się odgryźć sobie nogę i uciec z wnyków na Roosevelta, to Borejkowie łowią sobie nowego. Tłumaczyłoby to niespójną osobowość Grzegorza.

              A w okresach przedłużającego się słomianego wdowieństwa, pełniącym rolę Stryby może być sama Gabunia - stąd jej mania noszenia gregoriańskich koszul w kratę. To z kolei logicznie wyjaśniałoby fenomen Grzegorza-telepaty. Trudno żeby Grześ nie znał myśli Gabrysi, skoro to Gabrysia jest Grzesiem.
              • bupu Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 11.04.17, 22:22
                przymrozki napisała:

                > To zresztą nie musi być przez cały czas ten sam bezdomny. Żaden by przecież tyl
                > e nie wytrzymał. Po prostu jak jednemu bezdomnemu w końcu uda się odgryźć sobie
                > nogę i uciec z wnyków na Roosevelta, to Borejkowie łowią sobie nowego. Tłumacz
                > yłoby to niespójną osobowość Grzegorza.

                Słuchajcie, a może oni ten numer z podmianą wypróbowali wcześniej na Nutrii? Oryginalna Natalia prysnęła z kołchozu po ukończeniu liceum, wybierając życie wbrew wszelkim zasadom Borejklanu. Tak nimi to wstrząsnęło, że postanowili wyprzeć całą sytuację z psychiki, zastąpić Nutrię jakąś pofarbowaną na rudo nieszczęśnicą i udawać, że nic się nie stało.

                Ponieważ jednak Nutrie co jakiś czas uciekają, pojawiają się nowe, stąd zmieniająca się z tomu na tom osobowość Rudej. Ostatniemu egzemplarzowi udało się jednak świetnie wyprać mózg i wykorzystano go, aby dołączyć do klanu Robroja. Przećwiczywszy zaś żonglowanie zastępcami na Nutrii i Grzesiu, zastosowano tę strategię na Tygrysie. Znaczy się oryginalny Tygrys też dał nogę i został zastąpiony przez niedojdę, powtarzającą "Aaaaaaadaaaammmmmm".
                --
                Wiedźma
                To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                  • bupu Re: A co, jeżeli Strybowie nie istnieją? 11.04.17, 22:54
                    tt-tka napisała:

                    > Oryginalna Natalia, jesli prysnela, to imho po NiN. Tych wakacji z Pyziakownami
                    > miala dosc na reszte zycia. A jasne bylo, ze jesli tylko zdarzy sie okazja, to
                    > Gabunia zrobi jej powtorke z rozrywki.

                    Alez to nie mogła być oryginalna Nutria. To uduchowione stworzenie, które nie posiadało ani jednej brzydkiej rzeczy, nie mogło być tą samą osobą, która w Noelce uznała toporne skórkowe kamaszki za obuwie stosowne dla panny młodej i pasujące do wytwornej sukni ślubnej.
                    --
                    Wiedźma
                    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                    http://archiwumpanahyde.laa.pl/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka