Dodaj do ulubionych

nie rozumiem, dlaczego...

14.07.17, 14:24
Jest wątek "nie wierzę", przyszła pora na nie rozumiem.
Otóż ja nie rozumiem, dlaczego:
- Mila musiała startując w wyborach Miss Juwenaliów, obciąć włosy. W końcu to lata 50te i taki koński ogon był hitem wśród fryzur i spokojnie mogła zrobić się na bóstwo, czesząc się na Brigitte Bardot.
- Gizela nie mogła sobie wcześniej poukładać życia osobistego z jakimś miłym dżentelmenem. Rozumiem, że dopiero Kazio Trak zawrócił jej w głowie, ale chyba nie aż tak bardzo, skoro zwlekała z zamieszkaniem z nim, tak jakby dorosła Mila nie mogła pomieszkać sama. Stała na straży jej cnoty? Aż tak wątpiła w siłę swojego wychowania, że bała się spuścić Milę z oka?
- Czy Nowakowscy w końcu mieszkają pod czy nad Żakami, bo sprawa jest mocno niejasna.
- Jakim cudem pół Poznania dało się nabrać na przebranie Kłamczuchy i jakim cudem nikt z domowników nie zauważył jej nigdy wymykającej się w kreacji Franciszki.
- Co jedli wegetarianie w Piastowskiej, kiedy nie udała im się podróż na koncert? Z moich obserwacji do dzisiaj ciężko o wegetariańskie potrawy w tego typu przybytkach, chyba że zjemy naleśniki na słodko. Weganie mają wszędzie przerąbane.
- Laura straciła gust przed ślubem i nie przyszło jej do głowy, że taki welon do kiecki powinien jednak pasować i że sprawdzić by to należało trochę wcześniej niż dzień przed (inna rzecz, że ja godzinę przed swoim ślubem zmieniałam marynarkę, bo ta którą sobie wymyśliłam nagle zaczęła źle wyglądać do tiulowej czerwonej kiecki, a dzień wcześniej jeszcze wszystko było w porządku)
- Ignac zabił gwoździami Laurę i nikt mu nie powiedział, że jest to ewidentnie jakiś przejaw demencji albo jakiegoś zatoru i że pomijając wszystko inne, nie ogranicza się wolności osobistej dorosłej osoby, gdyż jest to najzwyczajniej w świecie karalne.
- Z fajnego Ignasia wyrosła taka mameja i donosiciel
i pewnie jeszcze coś mi przyjdzie do głowy.
Edytor zaawansowany
  • 14.07.17, 18:17
    zuzudanslemetro napisała:

    > - Laura straciła gust przed ślubem i nie przyszło jej do głowy, że taki welon d
    > o kiecki powinien jednak pasować i że sprawdzić by to należało trochę wcześniej
    > niż dzień przed

    I że PLASTIKOWY!!! wianuszek nie będzie pasował do wypaśnej biedermeierowskiej kreacji. No chyba, że ogłuszona miełością Sarenka celowała jednak w styl bidetmajer.

    Natomiast ja nie rozumiem, dlaczego panna młoda załatwiała wszystkie sprawunki na piechotę i w szalejącej śnieżycy, chociaż na podorędziu były trzy samochody. No nie pojmuję za Bora Ojca i Matkę Ziemię.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • 14.07.17, 23:27
    Dobrze chociaż, że tortu nie musiała odbierać osobiście i targać w tę śnieżycę. Nie wiem, czemu, ale zważ, że lata wcześniej w szalejącą śnieżycę nie można było uruchomić samochodu, żeby pojechać na zakupy tylko trzeba było wysłać na piechotę Grzegorza z Laurką. Może ta tradycja się przyjęła w domu Borejków?...
  • 17.07.17, 08:57
    Tak. Grzegorz Mam-w-nosie-córkę-nawet-w-wigilię uważał, że jego samochód ma wrażliwe usposobienie i cierpi na mrozie. Dlatego tenże Grzegorz wyszedł w śnieżycę na zakupy z Laurą nawet nie rzucając okiem na to, w jakich butach ona wychodzi z domu.

    I tutaj gładko przechodzimy do mojego osobistego "nie rozumiem, dlaczego", które nurtuje mnie od dawna. Jak to jest, że Eugeniusz Jedwabiński i Pyziak Samo Zło mają swoje sceny przeczołgania na dworcach kolejowych, a Grzegorz, chłop z tym samym co oni problemem, jest pozytywną postacią i MM nie ciągnie go w celach autorefleksji nawet na dworzec PKS.
  • 17.07.17, 09:24
    No jak to? Nie wiesz? Bo MM nie zastanawia się, jakie zgliszcza zostawił Grzegorz w swojej pierwszej rodzinie, grunt, że miesza Gabie sałatki i już staje się bohaterem pozytywnym. Proste przecież!
  • 17.07.17, 09:41
    Jest to satysfakcjonująca mnie odpowiedź, dziękuję :-D

    PS nie tylko sałatki. Warzywa na zupę kalarepową też kroił.
  • 17.07.17, 09:57
    A tak nawiasem mówiąc, czy ktoś wie, czy Cyryl i Metody żyją jeszcze i czy Cyryl wreszcie skonsumował swój związek z Terpentulą?
  • 17.07.17, 10:48
    Metody widziany był ostatnio w "Dziecku piątku", a konkretnie był niewidziany, ale jego brak był usprawiedliwiony - pojechał z Elką na wycieczkę do Wiednia. Gabrielę to martwiło, bo miała plan uszczęśliwić pasierbicę zaszczytem sprawowania osobistej opieki nad Pyzą i Tygrysem (w tym samym monologu ta sama Gabriela zdecydowanie odrzuca pomysł powierzenia córek Grzegorzowi, bo, jak zauważyła, jej dzieci z jej mężem nie za bardzo się lubią. Utrzymanie tego stanu poprzez stałe izolowanie ojczyma od pasierbic, z sobie tylko znanych powodów, Gaba uznała za wskazane).

    Też w "Dziecku piątku" o istnieniu ojca jeszcze pamięta Grzegorz - dochodzi do wniosku, że musi go odwiedzić. Kiedyś. Być może. Bo ojciec kiedyś umrze, tak jak pan Broneczek, który też kiedyś umrze (tak streszczając smutne wywody Grzesiuli).

    Metody najprawdopodobniej w tym Wiedniu rzeczywiście umarł nie doczekawszy wizyty syna, bo w chwili urodzenia Miągwy tenże Miągwa ma, o ile nam wiadomo, tylko jednego dziadka. W którejś z ostatnich książek Grzegorz coś tam snuje o tym, że jego ojciec nie żyje. Ale żeby to była jakaś szczególna szkoda albo żeby ojciec był gdzieś konkretnie pochowany, to nie. Grzegorz zakopał Metodego pod płotem i wrócił do swojej prawdziwej rodziny, czyli teścia i żony (w tej kolejności). Cyryl zaś rozpłynął się pokazowo w mroku dziejów, widocznie miejsca dla niego nie starczyło nawet pod płotem.
  • 17.07.17, 11:24
    Jeśli Metody umierał w tym Wiedniu to albo Elka pochowała go pod płotem (zapewne ambasady, jak się dowiedziała, ile to pieniędzy i wysiłku kosztuje sprowadzenie zwłok z kraju do kraju) albo zaczęła się sprzedawać, żeby jednak Metodego do Polski ściągnąć a świetlany Grzegorz palcem nie tknął bo wiadomo - ma kiepski kontakt z dziewczynkami. Najwyraźniej wszystkimi. Cyryl może jednak wyjechał do Terpentuli i wylał się na to całe towarzystwo?
  • 17.07.17, 12:31
    Jeszcze w McD obaj starsi Strybowie zyja, a przynajmniej tak sie twierdzi. Malo, maja na tyle wigoru, ze na swieta wyjechali, do Terpentuli wlasnie. Panowie od seniorow borejczych starsi mniej wiecej o dyche, a to w przedziale wiekowym 70-80 niejaka roznice juz robi. Zaprawde chec ucieczki od Wigilii z Borejkami i slubu Laury musiala byc w nich przeogromna.
    W F dowiadujemy sie, ze umarl Metody - jak dawno, nie wiadomo. Co sie dzieje ze starszym od Metodego Cyryjkiem tez nie wiadomo, nikt sobie tym glowy nie zaprzata.
  • 14.07.17, 18:57
    > Z fajnego Ignasia wyrosła taka mameja i donosiciel

    Dla mnie tam Ignaś nigdy nie był fajny, od niemowlaka kreowany na geniusza, co to Plauta lekceważy, rysuje idealne okręgi, śpiewa Gaudeamus i nie ma potrzeby posiadania zabawek.
  • 14.07.17, 19:24
    ciotka_scholastyka napisała:

    > > Z fajnego Ignasia wyrosła taka mameja i donosiciel
    >
    > Dla mnie tam Ignaś nigdy nie był fajny, od niemowlaka kreowany na geniusza, co
    > to Plauta lekceważy, rysuje idealne okręgi, śpiewa Gaudeamus i nie ma potrzeby
    > posiadania zabawek.

    I chodzi w szlafroczku z wyłogami, Jezusie, Maryjo i Józeczku święty...




    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • 14.07.17, 23:22
    bupu napisała:

    > I chodzi w szlafroczku z wyłogami, Jezusie, Maryjo i Józeczku święty...


    Mi chodziło raczej o Ignasia sprzed Języka Trolli, na przykład w Imieninach jest bardzo fajnym dzieciakiem.
    >
    >
    >
    >
  • 14.07.17, 19:25
    Nawet pod siebie robił ironicznie, "dystansując się od tej czynności". Taka felix kupa. Miał też jakieś cztery lata, gdy podglądał, co Laura robiła na komputerze i zupełnie bezinteresownie doniósł o tym matce. To zawsze był śliski, zarozumiały lizusek. Jedyne, co się zmieniło, to stosunek Małgorzaty Musierowicz do Ignasia. Dopiero gdzieś w okolicach "Języka Trolli" zachowanie Miągwy przestało rozbiegać się z odautorskimi deklaracjami na jego temat, wcześniej jego irytujące zachowania były przedstawiane jako rozkoszne.

    Natomiast mi żal Łusi. Wydawała się dzieckiem z wyobraźnią i dobrym charakterem. Szkoda, że przerodziła się w nadętą starą maleńką z pierwszymi objawami chamstwa.
  • 14.07.17, 19:48
    Czemu Laura straciła gust przed ślubem? Zadaję sobie to samo pytanie. Kiczowaty wianek, bardzo strojny welon i suknia na granicy autoparodii. Na dodatek Laura po ślubie nie miała wesela, tylko obiad dla najbliższej rodziny. Gdzie ona chciała obnosić te krynoliny? Przecież taka stylówa poza konwencją balową wygląda groteskowo.

    Przemiana Ignaca w króla Leara byłaby zaś do zniesienia, gdyby reakcja rodziny była adekwatna. A nie była. Zresztą, Laura Laurą. To była dorosła kobieta z silnym, już ukształtowanym charakterem. Ale to, że mężczyźnie z zaburzeniami praktycznie oddano monopol na wychowanie małego Ignasia, to już jest szczyt braku rodzicielskiego wyczucia.

    Co do wegetarianizmu. W większości regionów pierogi ruskie są daniem wegetariańskim (tylko trzeba zaznaczyć, że się prosi bez skwarek - nie jestem wegetarianką, co prawda, ale ruskie zdecydowanie wolę w wersji bezmięsnej, więc mam to opracowane logistycznie). Niestety, na przykład w części Mazowsza skwarki wrzucane są to farszu. Nie wiem, jak w Wielkopolsce. Weganie w restauracji typu Piastowska zdecydowanie nie maja czego szukać. A już zwłaszcza zimą.
  • 14.07.17, 20:06
    zuzudanslemetro napisała:

    > Jest wątek "nie wierzę", przyszła pora na nie rozumiem.
    > Otóż ja nie rozumiem, dlaczego:
    > - Mila musiała startując w wyborach Miss Juwenaliów, obciąć włosy. W końcu to l
    > ata 50te i taki koński ogon był hitem wśród fryzur i spokojnie mogła zrobić się
    > na bóstwo, czesząc się na Brigitte Bardot.

    Nie musiała, ale widocznie chciała i tyle. Nigdzie nie jest powiedziane, że zrobiła to by wystartować w konkursie. Ostrzyżoną Milę widzimy oczami zbulwersowanego tradycjonalisty Ignacego, nie znamy jej motywów. Wiemy za to, że: "Wyglądała ładnie, pociągająco i nowocześnie." Może nie cierpiała swojego warkocza, a może miała chwilę buntu? Albo na jakiejś imprezie studenckiej zrobili numer a la ESD? Albo uznała, że w krótkiej fryzurze będzie łatwiej występować w teatrzyku studenckim?

    > - Gizela nie mogła sobie wcześniej poukładać życia osobistego z jakimś miłym dż
    > entelmenem. Rozumiem, że dopiero Kazio Trak zawrócił jej w głowie, ale chyba ni
    > e aż tak bardzo, skoro zwlekała z zamieszkaniem z nim, tak jakby dorosła Mila n
    > ie mogła pomieszkać sama. Stała na straży jej cnoty? Aż tak wątpiła w siłę swoj
    > ego wychowania, że bała się spuścić Milę z oka?

    Akurat sytuacja Gizeli jest prawdopodobna i dobrze umotywowana. Najpierw skrajna nędza i fatalne doświadczenia z ojcem, który pił i kradł. Potem wojna i przygarnięcie Mili, co natychmiast zmieniło jej status - panna z dzieckiem, co z tego, że cudzym? Gizela musiała stać się całkowicie niezależna, samowystarczalna. Mężczyzn po prostu odstraszała swoją surowością i siłą. Znamienne, że jedyny "zainteresowany" przed Kaziem to facet spotkany nad morzem, gdy Gizela jest bardziej zrelaksowana niż na co dzień. A i on ucieka, gdy myśli, że Mila to córka Gizeli.
    Kiedy Mila odmawia zamieszkania na Roosvelta Gizela nie martwi się o jej cnotę, ale o brak rozsądku i niedojrzałość: "Mila z pewnością nie powinna mieszkać sama, bo jest postrzelona, naiwna, wszystkim wierzy, wszystkim ufa, a na ludziach się nie zna, chociaż Gizela od dziecka kładła jej do głowy pewne zasady." Po prostu kobieta obawia się, że gdy zostawi Milę samą, ta wpadnie w tarapaty - uczuciowe, finansowe, zdrowotne... A Gizela czuje się za nią przesadnie odpowiedzialna i ma poczucie, że wybierając Kazia porzuciłaby osobę, która najbardziej jej potrzebuje.
  • 14.07.17, 20:17
    zuzudanslemetro napisała:

    > - Mila musiała startując w wyborach Miss Juwenaliów, obciąć włosy. W końcu to l
    > ata 50te i taki koński ogon był hitem wśród fryzur i spokojnie mogła zrobić się
    > na bóstwo, czesząc się na Brigitte Bardot.

    Koński ogon to raczej lata 60. Gwiazdy lat 50. miewały raczej krótkie fryzury (do linii żuchwy maksymalnie): Marylin Monroe, Sophia Loren, Elizabeth Taylor, Ava Gardner, Audrey Hepburn (w wersji pixie), nawet sama ikoniczna Grace Kelly najchętniej nosiła włosy niesięgające nawet do ramion. Poza tym około 50% dziewczyn i kobiet reaguje polepszeniem samopoczucia i samooceny po zmianie fryzury. Niestety, drugie 50% ma dokładnie odwrotnie. Pewnie Mila należała do pierwszej grupy.
    Tu materiał ikonograficzny:

    https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/58/1c/59/581c59f29eaeaf1616ba93986b3836c6.jpg

    https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/5e/70/29/5e7029170982dd8a17adcd7f07b152a2.jpg

    https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/36/62/13/3662131ef5318f70d35c1223a42e891b.jpg

    > - Gizela nie mogła sobie wcześniej poukładać życia osobistego z jakimś miłym dż
    > entelmenem. Rozumiem, że dopiero Kazio Trak zawrócił jej w głowie, ale chyba ni
    > e aż tak bardzo, skoro zwlekała z zamieszkaniem z nim, tak jakby dorosła Mila n
    > ie mogła pomieszkać sama. Stała na straży jej cnoty? Aż tak wątpiła w siłę swoj
    > ego wychowania, że bała się spuścić Milę z oka?

    Gizela przez wiele lat była sama. Czasem trudno tak po prostu zmienić swoje życie po 20 latach, było nie było, samotnego macierzyństwa. Gizela była poza tym osobą (nad)odpowiedzialną i bardzo przywiązaną do pewnych form. W latach 50. samotne mieszkanie młodej dziewczyny mogło być jednak inaczej postrzegane niż dziś.

    > - Co jedli wegetarianie w Piastowskiej, kiedy nie udała im się podróż na koncer
    > t? Z moich obserwacji do dzisiaj ciężko o wegetariańskie potrawy w tego typu pr
    > zybytkach, chyba że zjemy naleśniki na słodko. Weganie mają wszędzie przerąbane

    Surówkę i frytki. Been there, done that.
  • 14.07.17, 21:06
    Ja nie rozumiem dlaczego Dorotka nieprzytomnej Idzie lała do gardła gorzałkę. Dorotka, interesująca się wszak medycyną, nieprawdaż. Czyżby chciała dowiedzieć się, dlaczego jest to zabronione? Miała szczęście, że się nie dowiedziała.
  • 14.07.17, 22:17
    pi.asia napisała:

    > Ja nie rozumiem dlaczego Dorotka nieprzytomnej Idzie lała do gardła gorzałkę. D
    > orotka, interesująca się wszak medycyną, nieprawdaż. Czyżby chciała dowiedzieć
    > się, dlaczego jest to zabronione? Miała szczęście, że się nie dowiedziała.

    Bo najwyraźniej w domu jedyną literaturą fachową z zakresu medycyny była "Mała encyklopedia zdrowia" z czasów młodości Wikty i jej siostry.
  • 14.07.17, 22:31
    Bo Dorotka jest pacynką Małgorzaty Musierowicz. A szanowna autorka ma takie właśniewyobrażenie o pierwszej pomocy. Drugiego dna oraz ukrytych motywów próżno tu moim zdaniem szukać.
  • 14.07.17, 22:16
    Ja sprawdziłam sobie najpierw trendy :) I wcale nie przeczę, że te krótkie fryzury nie były modne, ale ten koński ogon to jednak 50te, chociażby bikiniarka w "Kapeluszu Pana Anatola" albo Ewa w "Ewa chce spać"... :)
    Mnie nie dziwi, że Gizela po latach nie układała sobie szybciutko życia, mnie dziwi, że nie próbowała tego zrobić wcześniej, zanim Mila stała się duża.
  • 14.07.17, 22:25
    jakgdyby.nigdynic napisała:

    > zuzudanslemetro napisała:
    >
    > > - Mila musiała startując w wyborach Miss Juwenaliów, obciąć włosy. W końc
    > u to l
    > > ata 50te i taki koński ogon był hitem wśród fryzur i spokojnie mogła zrob
    > ić się
    > > na bóstwo, czesząc się na Brigitte Bardot.
    >
    > Koński ogon to raczej lata 60. Gwiazdy lat 50. miewały raczej krótkie fryzury (
    > do linii żuchwy maksymalnie): Marylin Monroe, Sophia Loren, Elizabeth Taylor, A
    > va Gardner, Audrey Hepburn (w wersji pixie), nawet sama ikoniczna Grace Kelly n
    > ajchętniej nosiła włosy niesięgające nawet do ramion.

    Ahaś.

    Ava Gardner w filmie "Bhovani Junction", rok 1956.

    http://68.media.tumblr.com/0e70e394172ef09193e029ec31857171/tumblr_n15loaSp8f1qc77b7o1_500.jpg

    Jane Russell, film "His kind of woman", rok 1951.

    https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/7b/Robert_Mitchum_Jane_Russell_His_Kind_of_Woman_1951.jpg

    Lucyna Winnicka, rok 1959:

    http://www.e-teatr.pl/pl/realizacje/zdjecia/2015_07/66537/it_t_92104.jpg

    Barbara Kwiatkowska-Lass w "Ewa chce spać", rok 1957 (i modny naówczas koński ogon).

    http://oldfashionedgirl.pl/wp-content/uploads/2014/09/tumblr_mgjzjlVrRN1rsse9lo1_500.jpg

    Barbara Modelska w "Kapeluszu pana Anatola", rok 1957. Koński ogon widać?

    http://www.repozytorium.fn.org.pl/sites/default/files/video/PL7436f67c-b85c-4376-a76b-51d42bc06be1_trailer/kapelusz_pana_anatola_zw_00_00_56_00.jpg

    Nie, Mila nie musiała ścinać włosów, żeby zostać miss. Apppsolutnie nie.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • 14.07.17, 23:01
    No nie musiała. Ale całe życie nosiła długie i w warkoczu, to nic dziwnego, że chciała. I nie zależało jej na końskim ogonie, bo różnica nie jest wielka. I nie wygrała, bo ścięła włosy, tylko: ścięła włosy, spodobała się sobie, uwierzyła w siebie - i wygrała.

    --
    Niewiele osób wie, że oprócz Międzynarodowej Olimpiady w Programowaniu istnieje również Paraolimpiada w tej dziedzinie. Z ramienia Polski startuje w niej zawsze wydział Filologii Polskiej.
  • 14.07.17, 23:18
    o, widzę, że chciało Ci się poszukać tego, czego mnie się nie chciało :)
  • 15.07.17, 14:58
    bupu napisała:

    > Ahaś.
    >
    > Ava Gardner w filmie "Bhovani Junction", rok 1956.
    >
    >
    > Jane Russell, film "His kind of woman", rok 1951.
    >

    > Lucyna Winnicka, rok 1959:

    >
    > Barbara Kwiatkowska-Lass w "Ewa chce spać", rok 1957 (i modny naówczas koński o
    > gon).

    > Barbara Modelska w "Kapeluszu pana Anatola", rok 1957. Koński ogon widać?
    >

    > Nie, Mila nie musiała ścinać włosów, żeby zostać miss. Apppsolutnie nie.
    >

    Nie napisałam, że żadna kobieta nie nosiła krótkich włosów, tylko, że akurat wtedy krótkie były uznawane za modne i chętniej noszone niż obecnie. Italian cut, pixie, bouffant, wystylizowane boby czy wreszcie szalony poodle - to wszystko typowe fryzury lat 50. Tutaj zwięzły opis modnych fryzur z lat 50. hair-and-makeup-artist.com/womens-1950s-hairstyles/

    Oczywiście Mila mogła wystartować z warkoczem (ba, mogła wystartować nawet w kitelku rolnej robotnicy), ale chyba chodziło o pokazanie jej przemiany. Mila tłumaczy Idzie, że była szarą myszą z kompleksami, ale postanowiła to przezwyciężyć i - tak sobie gdybam - poza zmianą zachowania zaplanowała również zmianę wizerunku. Nic w tym dziwnego, wiele kobiet tak robi ze świetnym skutkiem zresztą.
  • 15.07.17, 21:17

    > Oczywiście Mila mogła wystartować z warkoczem (ba, mogła wystartować nawet w ki
    > telku rolnej robotnicy), ale chyba chodziło o pokazanie jej przemiany. Mila tłu
    > maczy Idzie, że była szarą myszą z kompleksami, ale postanowiła to przezwycięży
    > ć i - tak sobie gdybam - poza zmianą zachowania zaplanowała również zmianę wize
    > runku. Nic w tym dziwnego, wiele kobiet tak robi ze świetnym skutkiem zresztą.

    ech.. i wieku 40-paru lat jest przedstawiana, jako szara, stara, zaniedbana kobieta i tak juz zostaje na lat kolejnych 30 :(


    --
    "Natenczas onegdaj azaliż plwasz waść do strawy pozostawionej w holu?"
  • 14.07.17, 21:52
    Ja w kwestii wegetarianizmu, bo - nadmienię z weterańską dumą - wegetarianką zostałam jeszcze w mrokach lat dziewięćdziesiątych. Jeśli dobrze rozpoznaję specyfikę Piastowskiej, to do zjedzenia były tam tam na ogół: frytki plus tarta marchew, ewentualnie pierogi z kapustą i z grzybami (krzyczeć głośno, że bez omasty), marchewka z groszkiem, tak zwany bukiet jarzyn (mrożonka z mikrofali, czysta zgroza), ziemniaki w kilku opcjach, jak się miało szczęście to gryczana, a jak się akurat nie było w fazie wegańskiej to jajko sadzone. Generalnie w menu trzeba się było ograniczać do sekcji dodatki.
  • 14.07.17, 23:20
    po 2000 roku w wielu miejscach nic się nie zmieniło i - będąc przez parę lat wege - miałam do wyboru frytki z surówką, bo ruskich nie zjem a i na słodko jeść nie lubię.
  • 14.07.17, 23:32
    W sytuacjach kryzysowych zdarzało mi się intencjonalnie nie zapytać o sposób przyrządzenia zupy. Spożyte w takich razach pomidorowe i pieczarkowe zostaną mi pewnie wypomniane na Sądzie Ostatecznym. Tak zwany barszcz czysty - z czystym sumieniem;)
  • 15.07.17, 00:08
    I tak sobie myślę o samotności Gizeli - to akurat ten wątek nie dziwi mnie wcale. Nawet dzisiaj niezbyt ładna, szorstka w obejściu, niezamożna trzydziestoletnia panna z dzieckiem nie byłaby perłą na rynku matrymonialnym. Zwłaszcza gdyby nic w kierunku poznania odpowiedniego kawalera nie robiła, tak jak Gizela. W pracy znała szwaczki, po pracy wracała do domu, do Mili i sąsiadek. Ot, całe jej życie towarzyskie. A przecież sytuacja Gizeli żyjącej w dzisiejszych czasach byłaby, pod względem szans na udane życie uczuciowe, znacznie lepsza niż szanse Gizeli Kalemby, żyjącej tak, jak ją opisała Małgorzata Musierowicz.

    Z wojny szeregi panów w wieku poborowym wróciły do domów znacząco przerzedzone. Wolnych mężczyzn było mniej niż wolnych kobiet. Kiedy zaś Gizela w huku wojennej i powojennej zawieruchy wchodziła powoli w wiek wówczas staropanieński, na rynku pojawiło się kilkanaście roczników młodszych panienek przebierających do zamążpójścia nóżkami zgrabniejszymi niż gizeline. No bo nie oszukujmy się. Gizela, jak na pierwsze małżeństwo, była w latach '50 nietypowo dojrzała. Moja osobista Prababcia, rówieśnica Gizeli, wyszła za mąż w wieku lat 18. Jej córka, a moja Babcia, jeszcze z lat '60 pamięta, że w ostatnich klasach szkół niekończących się maturą likwidowano przynajmniej jeden oddział - taka była skala zamążpójść wśród uczennic (mężatki zaś nie chodziły do szkół dla młodzieży, jeżeli w ogóle kończyły szkoły, to dla dorosłych). Taki był wtedy standard.
  • 15.07.17, 10:06
    No nie jestem przekonana. Gizela wcale nie musiała być niezbyt ładna. Wysoka, dobrze zbudowana i smagła. Mogła wyglądać jak Kaśka Kariatyda i być pięknością prima sort, o tyle ciekawszą, że większą niż pozostałe panny. MM pisze, że Gizela nad morzem wyglądała jak Hinduska. Ja sobie ją wyobrażam w takim ładnym standardzie góralskim - mocna budowa, ciemne gęste włosy, regularne rysy. To, co mogło odstraszać to jej zasadniczość.
    Co do standardów wychodzenia za mąż - to chyba zależy jeszcze od warstw społecznych. W mojej rodzinie od czasów przedwojennych panienki wychodziły za mąż dopiero po ukończeniu 25 roku życia i niespecjalnie się spieszyły do zakładania własnej rodziny, ale z drugiej strony pamiętam jak moja koleżanka na studiach - ku mojemu rozbawieniu - opowiadała, dlaczego jej matka wyszła za mąż za drania ("wiesz, mama miała 26 lat, była już starą panną") a zupełnie nie była przedwojenną panienką (ta mama), bo działo się to na przełomie lat 70tych i 80tych, czyli czasy - że tak to ujmę - post hipisowskie i sądzę, że nie trzeba się było aż tak przejmować metryką a bardziej osobistymi upodobaniami.
    Co do Gizeli, nie tyle dziwi mnie układanie sobie życia dopiero w wieku mocno dojrzałym, ile, że wcześniej nie czyniła żadnych starań do poprawienia losu sobie i Mili poprzez męską opiekę, ale może faktycznie suma złych doświadczeń z rodzinnego domu i przerzedzony wojną kwiat męski, spowodowała tę samotność.
  • 15.07.17, 11:22
    Wiek zamążpójścia na pewno zależał od warstwy społecznej, ale Gizela była niewykwalifikowaną pracownicą fizyczną. Nic nam nie wiadomo o tym, żeby miała jakieś realne plany dokształcania się, chociażby w zawodzie, nie mówiąc o ambicjach uniwersyteckich. Panny w jej sytuacji wychodziły za mąż chociażby ze względów praktycznych - dwie pensje to więcej niż jedna.

    A co do urody Gizeli - na pewno nie była piękna urodą uznawaną wówczas za klasyczną i najbardziej pożądaną. To nie znaczy, że nie miała szansy na miłość, ale może tłumaczyć, czemu po Poznaniu nie latały za nią tłumy adoratorów. To, w połączeniu z charakterem i brakiem zainteresowania życiem towarzyskim, ograniczało jej szanse na "zrobienie partii".
  • 15.07.17, 14:18
    No masz rację, aczkolwiek nie wiem, jakim cudem kobieta z krwi i kości jest bardziej zainteresowana pozytywistyczną pracą u podstaw niż poukładaniem sobie życia. No i postawiła wszystko na jedną kartę - Milę, i proszę! Wylądowała jak wylądowała.
  • 15.07.17, 15:21
    Dlaczego nie rozumiesz? Gizela a. miała adoptowane dziecko. Dla wielu kobiet zapewnienie takiemu dziecku dobrego życia jest absolutnym priorytetem. Chcą być dobrymi matkami, mają wobec siebie wyższe wymagania, niż matki biologiczne. b. Aby ułożyć sobie życie Gizela musiałaby znaleźć faceta, który byłby przyzwoity, uczciwy i dobry dla dziecka. Moja babcia, która straciła męża bardzo wcześnie, miała faceta, za którego nie zdecydowała się wyjść za mąż, bo pił. Nie by agresywny, był jednym z najbardziej znanych przed wojną adwokatów, ale uznała, ze nie moze tego zrobić swojemu synowi. c. Po wojnie mężczyzn było za mało. Mogli wybierać. Gizela z dzieckiem, bez wykształcenia, nie była dobrą partią. Ps. Moja babcia, rówieśnica Gizeli wyszła za maż mając lat 18, ale pierwsze dziecko miała w wieku lat 30-tu, co dziwiło pokolenie mojej mamy, ale nie rówieśników babci.
  • 15.07.17, 19:19
    Tak się wetnę między wódkę a zakąskę (ulubione powiedzonko mojego łojca - co się wcinasz między wódkę a zakąskę?, borrrskie): Gizela może nie była wykształcona, ale była cholernie inteligentna i niezależna w swych poglądach. To była taka.... sól w soli. Tak niedokładnie i tylko mniej więcej przypowiem za którąś ewangelią: bądźcie jak sól, bo jak sól straci swój smak, to kto i czym ją posoli? I Gizela taka, w moim odczuciu, była. Nie szukała miłości na siłę, tylko po to by 'złapać portki'.
    Czy była ładna/piękna/brzydka - nie wiem, ale z pewnością była tak samo pociągająca jak odpychająca. Pociągającą swą dumą, inteligencją wrodzoną i zadbaniem a la dama, jak i odpychającą tymi samymi cechami. Bo popatrzcie: czego taki byle chłop spodziewał się po prostej szwaczce z dzieciakiem i to podstarzałej? Że przyjmie go, takiego bylechłopa aby portki nosił, z otwartymi ramionami, obiadem, piwem i biletem na mecz. A tu - zonk. Bo Gizela nie z takich. Więc i jej sie pewno te okoliczne bylechłopy bały i pewno gadały, że 'pindy nie ma' (jak w Konopielce).
    A tu, nagle, po latach posuchy i nieczekania, pojawia się Pan Trak - praktyczny, inteligentny, rozsądny, dobry. I iskrzy. I juz Gizela nie ma wątpliwości, że warto w to iść. Czy to rozsądek, czy miłość - nie mi to oceniać, ważne, że stworzyli dobry związek.
    Gizela, mimo braków w wykształceniu, gdyby miała możliwość to z pewnością by je nadrobiła i z sukcesem ukończyłaby np. ekonomię - bo co jak co ale liczyć i patrzeć na rynek to umiała. To samo z historią - jestem pewna, że Gizela byłaby wzorcowym studentem historii, pytającym o wszystko i analizującym po nocach wszelkie umowy, traktaty, sojusze.
    Gizela nie była w tym czasie i miejscu gdzie żyła atrakcyjną partią - bo była niezależna od 'mania chłopa' i miała swoje poglądy.
    A czy wyobrażacie sobie, moi mili, że mam koleżankę, która teraz, w pierwszym dwudziestoleciu wieku dwudziestego pierwszego uważa, że jak kobiety nikt nie - pardon sorry - 'rucha', to ta kobieta jest jakoś 'gorsza'? Nie wyobrażacie sobie i myslicie, że konfabuluję - ale naprawdę znam taką osobę -KOBIETĘ - która tak uważa.
    No Gizela to jej by chyba parasolką po łbie pogrzmociła kilka razy.
  • 15.07.17, 21:31
    O, podoba mi się taka interpretacja Gizeli, natomiast zupełnie nie podoba mi się interpretacja koleżanki i sama poczekałabym aż Gizela wygrzmoci koleżankę po głowie parasolką, po czym pożyczyłabym tę parasolkę i też natłukła. Zawsze mnie dziwią kobiety, które są nastawione antyfeministycznie i uważające, że o wartości kobiety świadczy facet oraz dziecko.
  • 16.07.17, 22:04
    > Więc i jej sie pewno te okoliczne bylechłopy bały i pewno gadały, że 'pindy nie ma' (jak w Konopielce).

    Z ciekawości - co wy z tą Konopielką? Przaśne, tępe, żenujące jak "kultowy" Bareja. A tu widzę, ludzie się wręcz do tego modlą.
  • 16.07.17, 22:37
    Brutalne, błyskotliwe, przewrotne. Bliższe rzeczywistości niż wypoetyzowane, magiczne wsie u Myśliwskiego, a przecież garściami czerpiące z różnych tradycji narracyjnych, od podań ludowych do epopei. Literacko bezbłędne, perfekcyjnie pomyślane i zrealizowane. Redliński jedną ręką mitologizuje tradycyjną społeczność , a drugą dekonstruuje ten mit. I nie traci humoru, co prawda bardzo cierpkiego, bo opisuje jednak dość bezwzględny świat. Uwielbiam.
  • 17.07.17, 07:53
    ciotka_scholastyka napisała:

    > > Więc i jej sie pewno te okoliczne bylechłopy bały i pewno gadały, że 'pin
    > dy nie ma' (jak w Konopielce).
    >
    > Z ciekawości - co wy z tą Konopielką? Przaśne, tępe, żenujące jak "kultowy" Bar
    > eja. A tu widzę, ludzie się wręcz do tego modlą.

    Możliwe, że to skutek modnej ostatnio propagandy idealizującej przedwojenność. Ludzie się zainteresowali, jak to naprawdę wyglądało no i sięgnęli do niegdysiejszej lekturowej ramoty, która okazała się po bliższym poznaniu całkiem do rzeczy książką.
  • 17.07.17, 08:43
    lord_vmordevol napisała:

    > Możliwe, że to skutek modnej ostatnio propagandy idealizującej przedwojenność.
    > Ludzie się zainteresowali, jak to naprawdę wyglądało no i sięgnęli do niegdysie
    > jszej lekturowej ramoty, która okazała się po bliższym poznaniu całkiem do rzec
    > zy książką.

    Przedwojenność ? Że co proszę ?
  • 17.07.17, 09:33
    "Konopielka" dzieje się już mocno po wojnie - to raz, Redliński jakoś tam był zaznajomiony z moją rodziną (chyba to był kumpel, któregoś z mężów jednej ciotki mojej matki - poczułam się jak ta babcia w Koglu moglu), pochodził z Podlasia. Ja osobiście studiowałam na Podlasiu i uważam, że tak "Konopielka", jak i "Malowany ptak" mówią prawdę i tylko prawdę o mentalności en generale (bo oczywiście, że są wyjątki i każdy z osobna jest czarujący, ale en block nie wygląda to już tak fajnie) tamtych stron. Nawiasem mówiąc, męża mam z Podlasia, więc proszę mnie nie podejrzewać o brzydkie rzeczy i dyskryminowanie kogokolwiek, a jedynie o poczynienie pewnych, przejaskrawionych troszkę, obserwacji.
  • 17.07.17, 10:28
    Dorzucę jeszcze, że gdyby Ministerstwo Edukacji wpadło na świetny pomysł zapytania mnie o radę w kwestii doboru lektur, to uważam K. za świetną odtrutkę na sienkiewiczowskie zaczadzenie. Bo chociaż ja nie z Podlasia, to od niepiśmiennych chłopów dzielą mnie raptem dwa pokolenia i moja mitologia bardziej tam niż w stepie szerokim. A takich jak ja jest jednak większość.
  • 17.07.17, 11:02
    potworia napisał(a):

    > Dorzucę jeszcze, że gdyby Ministerstwo Edukacji wpadło na świetny pomysł zapyta
    > nia mnie o radę w kwestii doboru lektur, to uważam K. za świetną odtrutkę na si
    > enkiewiczowskie zaczadzenie. Bo chociaż ja nie z Podlasia, to od niepiśmiennych
    > chłopów dzielą mnie raptem dwa pokolenia i moja mitologia bardziej tam niż w s
    > tepie szerokim. A takich jak ja jest jednak większość.

    Świętą prawdę kumo powiedacie, moja mitologia też pod strzechą i w opłotkach, a i nie tak wiela pokoleń minęło od czasów kiej moje przodki nawet na drukowanym rozebrać nie potrafily.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • 17.07.17, 19:43
    >ale z drugiej strony pamiętam jak moja koleżanka na studiach - ku mojemu rozbawieniu - opowiadała, dlaczego jej matka wyszła za mąż za drania ("wiesz, mama miała 26 lat, była już starą panną") a zupełnie nie była przedwojenną panienką (ta mama), bo działo się to na przełomie lat 70tych i 80tych,


    A jednoczesnie badania mowia wyraznie, ze wiek zawierania malzenstw chlopskich przez lata byl wlasnie w drugiej polowie trzeciej dekady zycia. Tak wiec ja tego jakos nie ogarniam.

    --
    Czajniczek Pana R.
  • 17.07.17, 19:57
    Serio? Co to za badania?
  • 15.07.17, 18:02
    Laura zapłaciła utratą gustu za odautorski morał, że nie wymyślne suknie i koafiury zdobią pannę młodą, ale tradycja, skromność oraz dwuznacznie rozumiany wianek. Żeby ten drugi zestaw zalśnił pełnym blaskiem, ten pierwszy należało przedstawić nieco karykaturalnie. Na wypadek, gdyby tak wyrażone przesłanie było mało czytelne, dostaliśmy również opinię Prawdziwego Mężczyzny, sformułowaną jednoznacznie.
  • 16.07.17, 11:20
    Taki odautorski morał byłby w zasadzie w porządku, ale pod warunkiem, że byłby dobrze poprowadzony. Można by stworzyć Laurę, która tak zatraciła się w przygotowaniach do hucznego weselicha, że straciła z oczu sens całego przedsięwzięcia. Wzięła kredyt na dwumetrową rzeźbę z lodu w kształcie anioła z trąbą, zamówiła stepujące wielbłądy i osobiście trenowała stado białych gołębic, które miały w locie ułożyć się w napis "sto lat młodej parze". I w tym wszystkim nie zauważyła kryzysu w związku. Ale przecież tygrysie zaślubiny były w pomyśle i wykonaniu skromne. Jedynym szaleństwem była ta suknia.

    No i jeszcze jedno, podejrzewam, że to już na forum było omówione, ale historia z kostiumikiem babci jest zupełnie bez sensu. Już pomijając wszystko inne, przecież Laura i Mila nie mogły nosić tego samego rozmiaru! Mila opisywana była jako bardzo drobna (niski wzrost i chudość rzucały się w oczy, nawet w latach '70, kiedy średnia wzrostu kobiet była niższa). Laura zaś, jak wiemy z historii zakupu jej pierwszej sukni ślubnej, nosiła rozmiar 38, czyli miała ok. 78 cm w talii. Przy założeniu, że Tygrys ma proporcjonalną sylwetkę (raczej ma, skoro jest opisywany jako atrakcyjny) i jest średniego wzrostu (skoro nie dostajemy żadnej informacji o tym, że jest inaczej), to uznać należy, że Laura była po prostu szczupła (miała prawidłową masę ciała). Ale na pewno nie byłaby opisana jako "chudziutka" czy "drobniutka". Gdyby zaś Laura była bardzo niska i miała 78 cm w pasie, to już zdecydowanie nie byłaby "drobniutka". Znając upodobanie MM do kobiet kościstych, Laura byłaby nam wtedy przedstawiona jako "różowy wieloryb".
  • 16.07.17, 13:34
    Z tym 38 to sprawa śliska, bo jeśli Laura miałaby wzrostu 150 to byłaby raczej dość korpulentna, natomiast jeśli przy tym rozmiarze ubrania, odziedziczyła wzrost raczej po ojcu to jest chuda. Co oczywiście nie zmienia faktu, że pomysł z kostiumikiem był idiotyczny i jakbym życzliwie nie patrzyła na kostiumiki z lat 50tych, nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego wiszenia na biodrach i że to dobrze wyglądało.
  • 16.07.17, 13:45
    zuzudanslemetro napisała:

    > Z tym 38 to sprawa śliska, bo jeśli Laura miałaby wzrostu 150 to byłaby raczej
    > dość korpulentna

    Bezedura. Mam wzrostu 155 centymetrów, a w czasach gdy nosiłam rozmiar 38 korpulentna nie byłam. Normalnie szczupła. W czasach zaś upiornej chudości, gdy ważyłam coś koło 37 kilo, nosiłam rozmiar 36. No ale zawsze miałam dość szeroką talię i takież biodra.

    > natomiast jeśli przy tym rozmiarze ubrania, odziedziczyła wzr
    > ost raczej po ojcu to jest chuda.

    O ile pamiętam LAura była raczej określana jako wysoka, co dziwnym nie jest, gdyż posiada dwoje wysokich rodziców.



    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • 16.07.17, 15:13
    Rozmiar w talii to w ogóle inna sprawa niż rozmiar w ogóle. Nie byłam szczupła ani przez jeden dzień swojego życia, rozmiaru 38 nie nosiłam nigdy, a w talii przed urodzeniem dzieci miałam 64 cm. W biodrach 98.
  • 16.07.17, 15:28
    verdana napisała:

    > Rozmiar w talii to w ogóle inna sprawa niż rozmiar w ogóle. Nie byłam szczupła
    > ani przez jeden dzień swojego życia, rozmiaru 38 nie nosiłam nigdy, a w talii p
    > rzed urodzeniem dzieci miałam 64 cm. W biodrach 98.

    Rozmiar ubrań określany jest właśnie przez wymiary ciała. Rozmiar 38 to 38 cm szerokości paska spódnicy na płasko, czyli spódnica dla kobiety, która ma ok. 76 cm w talii. Dzisiaj uznaje się, że 78 cm (kobiety są dziś wyższe i trzeba było powiększyć rozmiarówkę).

    Natomiast faktem jest, że rozmiar zaskakująco często ma się nijak do wrażenia "szczupłości" mierzonej na oko. Kobieta, która ma 70 cm w pasie może wyglądać "ciężej" niż taka, która ma 80 cm.
  • 17.07.17, 18:38
    >Rozmiar ubrań określany jest właśnie przez wymiary ciała. Rozmiar 38 to 38 cm szerokości paska spódnicy na płasko, czyli spódnica dla kobiety, która ma ok. 76 cm w talii. Dzisiaj uznaje się, że 78 cm (kobiety są dziś wyższe i trzeba było powiększyć rozmiarówkę).


    Ale problem w tym, ze rozmiar jest jeden a kobiety maja wiecej obwodow i one sa nieuwzglednione. A biust i biodra tez w ciuch trzeba zmiesci. Wiekszosc mlodych kobiet ma szczuple talie i luzy w tej talii, jesli akurat sklep nie szyje szczegolnie biodrzasto-biusciasto.

    --
    Czajniczek Pana R.
  • 16.07.17, 15:16
    U kobiet, przy średnim wzroście, BMI na granicy nadwagi to ok. 80 cm w talii. 78 cm to zatem raczej górne granice normy (przy czym ten "średni wzrost" to okolice 165 cm).

    Akacja "Czarnej polewki" działa się w czasach, w których rozmiarówka była już względnie ustalona i wspólna dla większości sklepów odzieżowych. Mało zatem prawdopodobne, aby Laura ubierała się gdzieś, gdzie rozmiar 38 to 60 cm w talii (tyle mają kobiety średniego wzrostu, jeżeli są bardzo szczupłe - przy czym, Laura, oczywiście, mogła mieć sylwetkę, dla której 60 cm w pasie osiągalne byłoby tylko niedożywieniem). Dlatego jest rzeczą bardzo mało prawdopodobną, aby kobieta, która w 2004 r. nosi rozmiar 38 i jest szczupła, mogła nosić kostium bardzo niskiej, bardzo chudej babci i to jeszcze tak, żeby ten kostium na niej wisiał.
  • 16.07.17, 17:08
    może suwaka w spódnicy nie zapięła?...
  • 16.07.17, 17:13
    Pierwszą suknię ślubną Laury rozmiar 38 kupiła "na oko" Żaba. (W moim odczuciu po to, żeby w finale zmieściła się w nią Pyza, ale to domniemanie.) Tygrysica nawet jej nie przymierzyła, bo odkryła bulwersującą prawdę o swego oblubieńca obojętności wobec Mickiewicza. Tak, że nie wiemy, czy pasowała ta suknia. Na obrazkach Laura wygląda raczej smukło, a wręcz wiotko. Określana jest jako bardzo zgrabna, co moim zdaniem zakłada wzrost co najmniej średni. Kostiumik z piki jest kolejnym pomysłem z kategorii "z dupy".
    I zgadzam się, że słuszny skądinąd morał nie wybrzmiał jak trzeba, ale pamiętajmy jaką książką jest McD. Straszną.
  • 16.07.17, 17:54
    potworia napisał(a):

    > Pierwszą suknię ślubną Laury rozmiar 38 kupiła "na oko" Żaba. (W moim odczuciu
    > po to, żeby w finale zmieściła się w nią Pyza, ale to domniemanie.) Tygrysica n
    > awet jej nie przymierzyła, bo odkryła bulwersującą prawdę o swego oblubieńca ob
    > ojętności wobec Mickiewicza. Tak, że nie wiemy, czy pasowała ta suknia.

    Pewną poszlaką może być fakt, że Żaba kupuje tę sukienkę bez problemów - po prostu standardowe 38, w pierwszym lepszym sklepie. Gdyby Laura była wyjątkowo niska lub miała np. bardzo szerokie biodra to należałoby wziąć to pod uwagę przy zakupie. Plus Laura nosi też obuwie rozmiar 38, czyli stopę ma wielkości przeciętnej.

    A już - jak było zresztą omawiane - kompletną głupotą jest fragment: "Kostium babci (...) leżał na pannie młodej całkiem nieźle, choć żakiet był troszkę za luźny. Spódnica lekko obwisała i sięgała Laurze prawie do kostek". I wcześniejsze stwierdzenie Mili, że przymierzała niedawno kostium i wciąż na nią pasuje. Czyli Mila w "McDusi" jest wyższa i szersza niż Laura?

    Wiem, że są to poszlaki, ALE osoba taka jak Laura, świadoma swej urody, dogryzająca pulchnej siostrze, zadręczałaby się wszelkimi, nawet pozornymi, "niedoskonałościami". Gdyby była szczuplutką, płaską dziewczyną o wzroście 155 cm to na pewno by nad tym bolała. Nosiła buty na niebotycznych obcasach, zastanawiała się, po kim to... I tak dalej. Skoro żadnych wzmianek o podobnych problemach nie ma, to uznaję, że Laura była szczupłą osobą raczej przeciętnego wzrostu. I kostiumik Mili nie miał prawa na nią wejść.

  • 16.07.17, 20:33
    ...żadnych wzmianek o podobnych problemach nie ma, to uznaję, że Laura była szczupłą osobą raczej przeciętnego wzrostu. I kostiumik Mili nie miał prawa na nią wejść.

    Laura była mniej więcej wzrostu Wolfiego - o ile dobrze pamiętam (bredzenie Piotrusia na temat odpowiedniego wzrostu w Żabie) a Wolfi najniższy chyba nie był. Kostiumik (spódnica) Mili miał prawo na nią wejść - sama nosiłam spódnice mojej szczupłej Mamy z czasów panieńskich - ale raczej nie miał prawa zwisać. BTW skąd u tej małej Mili i niezbyt wysokiego Ignaca - Ida (170 cm była od niego wyższa), syna małej Hanny Borejko takie wysokie córki - po tych Kiejdańskich przodkach?
  • 16.07.17, 20:56
    iskrzy_54 napisała:

    > Laura była mniej więcej wzrostu Wolfiego - o ile dobrze pamiętam (bredzenie Pio
    > trusia na temat odpowiedniego wzrostu w Żabie) a Wolfi najniższy chyba nie był.
    > Kostiumik (spódnica) Mili miał prawo na nią wejść - sama nosiłam spódnice moj
    > ej szczupłej Mamy z czasów panieńskich - ale raczej nie miał prawa zwisać.

    Niestety zwisa i to do kostek (!). A żakiet jest za luźny. Czyli Mila - i w młodości, i w wieku podeszłym - musiałaby być od Laury kilka centymetrów wyższa i trochę "szersza". Zważywszy, że Ignacy jest sporo niższy od Idy, a Mila nie jest od niego wyższa, to Laura musiałaby być niska - poniżej 160 cm? A że Wolfi ma być "mniej więcej podobnego wzrostu", to już w ogóle robi się problem ;-)
  • 16.07.17, 21:46
    Skoro Marek Pałys ze swoim wzrostem 168 cm nie jest opisywany jako niski, to ile mierzyć może wyraźnie określony jako "mały" Robrojek? 160?
    A historii z dopasowaniem liczącej pół wieku Milinej garsonki na Laurę nie przyjmuję i już. Po prostu to nie była ślubna garsonka Mili, tylko Gizeli. I wszystko wtedy się zgadza, Gizela była posągowa i jej przyodziewek ma prawo być luźny u góry i wisieć u dołu. A Mila ratuje sytuację jak może i wciska wnuczce sentymentalny kit o międzypokoleniowych garsonkach. Przecież tylko Ignac mógłby zauważyć, że nie w tym stroju występowała jego oblubienica (Monikę sprytnie zlikwidowane już wcześniej), ale przecież nikt nie podejrzewa tego osobnika o umiejętność zapamiętania takiej czy innej kreacji damskiej.
    Dixi.
    Jakim cudem garsonka Gizeli znalazła się w szafie Mili - nie pytajcie. Chwilowo wyczerpałam zapas inwencji ratunkowych. Jak się forum postara, to znajdzie tuzin, mendel albo i kopę wyjaśnień tego stanu rzeczy.
  • 17.07.17, 08:47
    Z "Córki Robrojka" wynika Robrojek ma 160 cm. Bella, jego zdaniem, rośnie jak na drożdżach, bo w wieku lat szesnastu jest już prawie jego wzrostu. Kiedy Robert tę myśl werbalizuje, córka zauważa w myślach, że nie jest to aż taki znowu wyczyn, skoro ojciec ma 160 cm. Nawiasem mówiąc, to by znaczyło, że Bella jest naprawdę bardzo niska, a fakt ten nie jest jakoś szczególnie uwzględniany w jej opisie.

    Bardzo niska musi być też Natalia, skoro nie jest wyższa od męża (a zdaje się, że nie jest, choć na poparcie tej tezy przychodzą mi do głowy tylko poszlaki - Rojki na ich własnym ślubie oglądamy oczami Moniki. Pałysowa krytykuje fizyczność męża Natalii, ale nie zauważa różnicy wzrostu na korzyść panny młodej, a jest to jednak coś, na co raczej zwróciłoby się uwagę).

  • 16.07.17, 18:08
    Być może pamięć mnie mami, ale to "38" wzięło się z zeznań Wolfiego. To on instruował Żabę co do rozmiarów i dyktując szczegóły zamówienia wyraził zaskoczenie świeżo odkrytym zbiegiem okoliczności, że i buty, i ubrania Laura nosiła w rozmiarze 38. Zakładam, że po prostu sprawdzał na bieżąco - rozmawiając z siostrą oglądał metki tygrysich ubrań i podeszwy tygrysich butów, gdy narzeczonej nie było w zasięgu słuchu (jest to dosyć słaba metoda, zwłaszcza gdy kupuje się dopasowaną sukienkę, ale też wpadł na nią młody chłopak, nie krawcowa, co trochę ten wątek ratuje).

    Jeżeli Laura miała 170 cm wzrostu lub więcej i rozmiar 38, to mogła być bardzo zgrabna. Ale nie "drobna" jak Mila. Tym bardziej, że Ignacy chyba był od Mili wyższy, choć sam nie mógł być szczególnie wysoki, skoro średniego wzrostu Ida była od ojca wyższa. Kiedyś jednak, już nie pamiętam, o co chodziło dokładnie, ale zdarzyło mi się złapać MM na niekonsekwencji co do wzrostu bohaterów. To jest prawdopodobnie kolejny tego przykład, po prostu. Więc pewnie niepotrzebnie dorabiam piętrową teorię :-)

  • 16.07.17, 21:53
    przymrozki napisała:


    . Tym bardziej, że Ignacy chyba był od Mili w
    > yższy, choć sam nie mógł być szczególnie wysoki, skoro średniego wzrostu Ida by
    > ła od ojca wyższa.
    >
    >

    Ida miała 170 cm, Gaba, w zależności od tomu od 175 do 180 :) Obie, jak na swoje roczniki, są wysokie. Zastanawia mnie, jakim cudem nieduzi Ignacy i Mila dorobili się co najmniej dwóch zdecydowanie wysokich córek? Co najmniej w przypadku Gabrieli dopatrywałabym się interwencji zmysłowego Zbysława :)


    --
    załóż stanik...poprawnie
  • 16.07.17, 22:07
    aadrianka napisała:

    >
    > Ida miała 170 cm, Gaba, w zależności od tomu od 175 do 180 :) Obie, jak na swoj
    > e roczniki, są wysokie. Zastanawia mnie, jakim cudem nieduzi Ignacy i Mila doro
    > bili się co najmniej dwóch zdecydowanie wysokich córek? Co najmniej w przypadku
    > Gabrieli dopatrywałabym się interwencji zmysłowego Zbysława :)
    >
    >
    A dyć tam z interwencją, bez przesady. Znany mi osobiście już świętej pamięci oficer i jego brat to były chłopiska nieledwie dwumetrowe, barczyste i dość tęgie, podczas gdy ich rodzice byli mikrej postury i małego wzrostu. Synowie się śmieli, że na kozim mleku tak wyrośli :)
  • 16.07.17, 22:45
    > Zastanawia mnie, jakim cudem nieduzi Ignacy i Mila dorobili się co najmniej dwóch zdecydowanie wysokich córek?

    Wojna była. Niedożywienie w dzieciństwie i okresie dojrzewania skutkuje niższym wzrostem niż zaprogramowany w genach.

    --
    "Podczas każdej oficjalnej wizyty powinno być obecne dziecko jako zapasowy temat rozmowy." J.Austen
  • 16.07.17, 23:39
    aadrianka napisała:


    > Zastanawia mnie, jakim cudem nieduzi Ignacy i Mila doro
    > bili się co najmniej dwóch zdecydowanie wysokich córek? Co najmniej w przypadku
    > Gabrieli dopatrywałabym się interwencji zmysłowego Zbysława :)
    >
    Przykład z mojej rodziny 2 siostry rodzone, jedna - 150, druga 170 cm.
  • 17.07.17, 09:36
    milstar napisała:

    > aadrianka napisała:

    > >
    > Przykład z mojej rodziny 2 siostry rodzone, jedna - 150, druga 170 cm.

    U mnie w rodzinie na odwrót. Jak poszłam z nieletnim wówczas bratem do lekarki, która była lekarką jeszcze naszej matki, to pani doktor wykrzyknęła: mama taka duża, a te dzieci takie malutkie!
    Tajemnicy w tym nie ma żadnej. Matka po prostu odziedziczyła geny ze strony ojca swojego ojca, ja zaś wyglądam jak dokładna kopia matki ojca mojej matki a mój brat jest kopią swojego ojca, który jest dość drobny i niski, ale faktycznie bardzo zgrabny.
  • 17.07.17, 13:28
    Przykład z mojej klasy w podstawówce: siostra wysoka a brat bliźniak sięgał jej do ramienia. Geny dają dziwne mieszanki.
  • 17.07.17, 13:58
    No, to akurat mogło być uzasadnione tym, że dziewczynki w podstawówce generalnie bywają - do pewnego momentu - wyższe od chłopaków, bo my wcześniej wchodzimy w ten skok wzrostowy niż oni. Ja - obecnie legitymująca się wzrostem zaledwie średnim, długo byłam wyższa od większości moich klasowych kolegów, przegonili mnie dopiero około ósmej klasy,
    Wydaje mi się zresztą, że wzrost dzieci szkolnych niekoniecznie jest dobrym przykładem na efekty genetycznych mieszanek. Moja sześć lat młodsza siostra, w mojem wieku będąc, była ode mnie - na ten sam moment mojego życia licząc - dobre 10 cm niższa. Czyli jakby zrobić fotomontaż z moich i jej fotek z wieku 10 lat, to by mi sięgała poniżej ucha. Teraz jest wyższa, niedużo, ale zauważalnie - po prostu rosła sobie w innym tempie.
    Inna rzecz, że wydaje mi się, że te odautorskie opisy wzrostu rozmaitych osób w Jeżycjadzie są bardziej emocjonalne niż faktograficzne. Ta Ida "o głowę" wyższa od ojca - toż "o głowę" to jest 20 cm różnicy przynajmniej, chyba, ze uznamy, że tak naprawdę była od ojca wyższa o - np. 3 cm, różnica zauważalna, zwłaszcza, ze Ida-kobieta góruje tu nad Ignacym-facetem, i daje podstawę do rodzinnych uwag, ze "przerosła ojca o głowę". Liczy się wrażenie, a nie miarka centymetrowa.

    BTW. moja koleżanka, która nadal jest w stanie czytać MM dla przyjemności (poza – co znamienne - McDusią), twierdzi, ze to dlatego, ze każdą książkę traktuje jak odrębną całość, nie powiązaną z pozostałymi. Lubiła to czytać jako dziecię niewinne, został jej sentyment i żeby sobie go nie poniszczyć, po prostu uznała, że to za każdym razem jest nowa "wariacja na temat", cos jak opisy z wszechświatów równoległych, niby to samo, a w każdym troszkę inaczej, i nie szuka konsekwencji pomiędzy tomami. Poza tym jest w stanie omijać/ignorować komentarze odautorskie (twierdzi, ze pomaga jej w tym wykształcenie, jest literaturoznawcą/filologiem/antropologiem kulturowym), a same obserwacje - bez tychże komentarzy - bywają szalenie trafne. Tylko ich interpretacja odautorska kuleje, ale interpretacje ona właśnie pomija. No w McD się nie dało, ale podobno już we Wnuczce i Febliku tak. Ja tak nie umiem, bo i bez odautorskich interpretacji niektórzy członkowie Borejversum zbyt niebotycznie mnie wkurzają…



    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • 16.07.17, 22:07
    przymrozki napisała:

    > Jeżeli Laura miała 170 cm wzrostu lub więcej i rozmiar 38, to mogła być bardzo
    > zgrabna. Ale nie "drobna" jak Mila. Tym bardziej, że Ignacy chyba był od Mili w
    > yższy, choć sam nie mógł być szczególnie wysoki, skoro średniego wzrostu Ida by
    > ła od ojca wyższa.

    I to znacznie wyższa. W którymś tomie była taka scena, w której Ida pochyla się, chcąc uścisnąć ojca. Nawet biorąc poprawkę na obcasy, Ignac musiał być kieszonkowy, coś w okolicach półtora metra wzrostu, co z kolei plasowałoby Milicję w okolicach metra czterdzieści. No ale w wyobraźni i tak dalej.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • 16.07.17, 22:18
    > Pierwszą suknię ślubną Laury rozmiar 38 kupiła "na oko" Żaba. (W moim odczuciu po to, żeby w finale zmieściła się w nią Pyza, ale to domniemanie.)

    No skąd ten powielany tutaj pomysł, że Pyza wzięła ślub zamiast Laury w tamtym dniu?! Oni tylko uznali z Frycem, że to jest fajne miejsce na ślub, i polecieli do księdza zaklepać termin!
  • 16.07.17, 22:45
    Ejże, przecież napisałam, że to domniemanie. Nawet swoiste poczucie realizmu MM cofnęło się przed ostatecznym poślubieniem Fryców tego dnia. Choć było blisko:)
  • 15.07.17, 21:35
    Nie rozumiem też, dlaczego dwie damy, urodzone w latach 30tych, u progu lat 90tych mają "siwe fryzurki". Już furda z tymi chryzantemkami nad czołem, może to było modne, nie pamiętam, bo wtedy bardziej mnie interesowały inne rzeczy, odpowiednie wiekowi. Ale, dlaczego do jasnej anielki, mama Pałys, elegancka w końcu kobieta, nosi się na siwo?! Mama Borejko była siwawa i starszawa już w wieku 40 lat (możliwe, że wtedy 40tka nie była nową 20tką i takie były trendy, żeby panie 40letnie były już na progu babciostwa), więc mogę uwierzyć, ale mama Pałysowa?!
  • 15.07.17, 23:19
    zuzudanslemetro napisała:

    Ale, dlaczego do jasnej anielki, mama Pałys, elegancka w końcu
    > kobieta, nosi się na siwo?!

    Zawsze sobie wyobrażałam Monikę P. jako archetyp amerykańskiej damy w farbowanym siwo-blond hełmie utrwalonym toną lakieru. Do tego żakiecik Chanel, misternie zawiązana apaszka i klipsy wielkości pozłacanych mandarynek.
    Coś w stylu Krystle Carrington:

    https://ryanjillian.files.wordpress.com/2012/06/dynasty-dynasty-tv-series-012.jpg

    Lejdi Di

    http://68.media.tumblr.com/tumblr_lumg5fkRdq1r0j6mso1_400.jpg

    a zwłaszcza Nancy Reagan (w mojej wyobraźni Monika to Nancy. Nawet chryzantemka się zgadza).

    https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/58/1d/4b/581d4b992d542899250bbe9fca12e122.jpg

    https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/96/13/c1/9613c1eecf5a3fcaccbce255e24d2b9d.jpg
  • 15.07.17, 23:30
    hi hi hi, coś jest na rzeczy :)
  • 16.07.17, 17:22
    Mama Borejko była siwawa i starszawa już w wieku 40 lat (możliwe, że wtedy 40tka nie była nową 20tką i takie były trendy, żeby panie 40letnie były już na progu babciostwa), więc mogę uwierzyć, ale mama Pałysowa?!

    Raczej nie sądzę, większość znanych mi (wielkomiejskich) babć z lat 90-tych nie była ani siwa, ani babciowata. BTW - nie rozumiem dlaczego Św. Gabriela Jeżycka, której "kostium się marszczył już w wieku lat 30-tu (Noelka) nadal jest "młodą blondynką" w CP i chyba w następnych tomach też (nie chce mi się sprawdzać).
  • 16.07.17, 22:41
    Mamę Borejko poznajemy w sylwestra 1977. "Mama miała nieco ponad czterdzieści lat, wyglądała na więcej, gdyż jej twarz nosiła ślady wszystkich trosk i kłopotów, których nie dopuściła do głębin świadomości. Tylko oczy były w jej twarzy młode - świeciły miłym, dobrym, błękitnym spojrzeniem"
    W KK siwy jest Dmuchawiec i sąsiadka, a siwawy tata Borejko.
    W IS siwa jest Basia i pan Paszkiet, a mama Borejko ma siwiejący kok/głowę.

    A mamę Pałysową poznajemy 14 lat później. 50+ to naprawdę nie jest nowa 20tka

    --
    ze skarpetkami to jest tak: w każdej parze jest silniejszy i słabszy osobnik i w pewnym momencie po prostu ten silniejszy pożera tego słabszego
  • 17.07.17, 09:40
    50+ może nie jest nową dwudziestką, ale nie uwierzę w elegancką panią, która nie jest Manuelą Gretkowską i nie ma w sobie nic z braku poszanowania dla konwenansów, że nie farbuje włosów. Jeśli pani maluje sobie paznokcie na perłowo i szuka w Poznaniu lat 90tych fryzjera na miarę Beverly Hills to na bank włosy ma zrobione na zimny blond na przykład. Mama Pałysowa jawi mi się jako taka "zadbana stosownie do wieku", ale takie panie siwiznę pokazują jedynie fryzjerce. Ja tak to sobie wyobrażam.
  • 17.07.17, 14:36
    Hm. Sądzę, że nawet elegancka dama 50+ może się obejść bez farbowania (na przykładzie mej własnej matki to mówię, ona jest już wręcz 70minus (i to niewielki), a jako piaskowa blondynka osiwiała do najpiękniejszego, chłodnego blondu. Mam nadzieje, ze względu na podobieństwo kolorystyczne, ze z czasem osiągnę ten sam efekt, farbować się nie zamierza żadna z nas). Ale zgadzam się z Tobą, że Monika, jako dama lat 90-tych XX w, przybyła ze Stanów, raczej nie mogła mieć na głowie czegoś, co można by określić jako „siwą fryzurkę”. I to jeszcze na tak ważnej uroczystości. Ona raczej nie pozwoliłaby, żeby wiek, czas czy cokolwiek dyktowało jej, jaki kolor czy fason ma nosić na głowie. Ot, tak się MM napisało, bo panie „w pewnym wieku” mają przecież „siwe fryzurki”.
    Mila zaś jest przez MM wizualnie postarzana od początku, i to jest trochę jej wiek, bo człowiek raczej nie ma wpływu na to, kiedy zaczyna siwieć, ale chyba bardziej zaniedbanie; przy czym jej siwy koczek wynika zapewne z niechęci (ew. braku czasu) do odwiedzania fryzjera albo do samoobsługi i spania w wałkach do włosów. Nie pracuje zawodowo, mało bywa, znajomych za wielu nie mają, niewiele, poza znajomymi córek, przyjmują gości – może uważa, że nie ma po co się odstawiać i że jej się nie chce. Jeszcze wtedy (w KK i IS) nie jest „ponad to”, tylko – tak to odbierałam – właśnie trochę nie ma czasu a trochę jej się nie chce. Nie sądzę zaś, by chodziło przede wszystkim o kasę – jestem ciut młodsza od Patrycji i pamiętam wzajemne usługi pomiędzy siostrami/znajomymi/sąsiadkami w zakresie rozjaśniania/farbowania włosów, robienia manikiuru, pamiętam babcię, zawijającą sobie fale na głowie na „krokodylki” i piwo – jak się chciało, to się zrobiło. A że Mili się nie chce, jej rzecz, ewidentnie Ignacowi to nie wadzi, a podejrzewam, ze nawet nie zauważa – a gdyby Mila ganiała do fryzjera co dwa tygodnie, to by też nie dostrzegł żadnej różnicy. Takie panie się zdarzały – choć akurat nie w mojej rodzinie, ale matki koleżanek już takie pamiętam.
    I tylko nie trafia do mnie funkcja zaniedbanie→ hołdowanie wyższym wartościom (a taką zależność podaje nam się w komentarzu odautorskim, choćby przeciwstawiając zaniedbane Milę i Gabę Monice albo babciom, których – sorry, nie pomnę ścisłego cycata – wygląd zaprzecza roli społecznej, czy jakoś tak. W moim pobliżu najbardziej zaniedbani są lokalni menele spod jadłodajni bonifratrów i jakoś nie sądzę, by wszyscy hołdowali wyższym wartościom, a w każdym razie zależność ta wydaje mi się nieco bardziej złożona.



    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.