Dodaj do ulubionych

Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą?

22.08.17, 17:09
Teraz jestem w trakcie czytania Dziecka Piątku.
Tam jest taka scena gdy Stryba zachwalał rodzinę Świętej Męczennicy Poznańskiej. Tylko Jej córki traktuje jako "chmurki na horyzoncie co samo w sobie jest obrzydliwe.
Świeżo upieczony Ojczym mówi, że pasierbice rzucają mu kłody pod nogi.
Ja to widzę zupełnie inaczej.
Mąż Gabrieli interpretował uśmiech Pyzy jako złośliwy, ale wiemy, że te ciele nie jest zdolne do samodzielnego myślenia a co dopiero do złośliwości!
A Laurka przecież zagadywała, grała z nim w makao. Czy naprawdę był ślepy i nie docenił jej starań? To, że parę raz jojczyła, że inni pozwalają jej wygrywać. Grzesiek wziął to za problem nie do przejścia który skreśla ich relacje, albo za dobrą wymówkę bo mi się wydaję, że dziewczynki mało go obchodzą i toleruje je bo tak się los ułożył.
A Gaba? Sama też bardzo szybko zrezygnowała z prób integracji całej trójki. Według mnie i jej te relacje nie obchodziły, a próby zbliżenia ich do siebie podjęła chyba tylko bo tak wypada...
Co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • zuzudanslemetro Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 22.08.17, 17:43
      Jakby były przeszkodą to pewnie nie ożeniłby się z Gabsonem. Myślę, że Grzegorz albo ma aspergera albo jest dziecinny skoro tak zasadniczo podszedł do sprawy szachrowania przez dziecko przy grze (serio, można dziecku wytłumaczyć, że cwaniactwo nie jest cnotą, bez strzelania focha) i nie wiem od kogo domagał się ustalenia godzin, kiedy on pracuje a kiedy dziewczynki mogą pograć sobie na komputerze. Chyba szukał nie żony tylko mamy. No i znalazł ją, bo oczekuje się od niego tylko starannego wymieszania sałaty.
      • tt-tka Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 22.08.17, 18:10
        Grzegorz wcale nie strzelal focha przy tym makao, tylko "czy mial udawac, ze nie widzi, jak ona szachruje" - to Laura strzelila focha giganta, z zalewaniem sie lzami, krzykami, ze nikt jej dotad tak nie obrazili z zapowiedzia, ze ona z nim wiecej grac nie bedzie. Grywala z innymi wujkami, bo oni pozwalali jej wygrywac, a dziecinka chce byc gora, nawet za pomoca szacherki, a co tam. Wygrana wazna.

        Mysle, te Grzegorz w ogole sobie nie wyobrazal i nie zastanawial sie, jak ma i jak bedzie wygladac to zycie rodzinne. Jego corka od zawsze zajmowali sie ojciec ze stryjem, to i dziecmi Gaby ktos sie zajmie. No ale przeciez nie on, bo on pracuje, a w wolnych chwilach ma sie zajmowac Gaba, a nie jej corkami. I mysle, ze to Gaba go ustawila na takiej pozycji, ze Grzegorz jest tylko dla niej (i ewentualnie na uslugi jej rodzicow, troche pozniej) - te poczytki ich wspolnego zycia, DP wlasnie i Gaba, ktore dzieci chcialaby podrzucic pasierbicy, niech sie nimi Elka zajmuje, ale o wyjezdzie smarkatych z Grzegorzem mowy nie ma. A o wyjezdzie CALA RODZINA, czyli male z matka i ojczymem, nawet przez sekunde nie mysli. To wyglada, pardon, tak, jakby Pyziakowny byly przeszkoda dla Gaby wlasnie, od chwili jej zamazpojscia/pojawienia sie IGS. Niech sie nie placza pod nogami. A Grzegorz sie dostosowal.
        • zuzudanslemetro Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 22.08.17, 20:18
          Masz absolutną rację, za wyjątkiem jednego: uwagę szachrującej dziewczynce można zwrócić na miliard sposobów. Można powiedzieć ciepło "Małpiszonie, nie kantuj" i widząc skłonności dziecka nauczyć je grać w pokerka, gdzie bluff jest pożądany i tym samym ukierunkować te skłonności, a można powiedzieć "Lauro, jeśli chcesz grać ze mną to bardzo proszę cię, nie oszukuj, gdyż nie takie są zasady gry.", po czym godnie oddalić się do swojego komputera.
          • tt-tka Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 22.08.17, 20:28
            zuzudanslemetro napisała:

            > uwagę szachrującej dziewczynce możn
            > a zwrócić na miliard sposobów. Można powiedzieć ciepło "Małpiszonie, nie kantuj
            > " (...) a można powiedzieć "Lauro, jeśli ch
            > cesz grać ze mną to bardzo proszę cię, nie oszukuj, gdyż nie takie są zasady gr
            > y.", po czym godnie oddalić się do swojego komputera.

            Ale my nie wiemy, w jakiej formie Grzegorz zwrocil uwage. Znamy tylko reakcje Laury - ryki i obraza.
              • tt-tka Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 22.08.17, 22:14
                Pewnie jest, na tyle, na ile zasadniczka moze byc facet calkowicie pozbawiony nabialu. Niemniej to on Laurze robil uprzejmosc grajac z nia w karty i mial prawo oczekiwac, ze ta uprzejmosc zostanie uprzejmie przyjeta. Mozliwe, ze jej wybuch przyjal z ulga, ze wiecej nie bedzie musial byc uprzejmy i grywac z pasierbica. Natomiast d..., jak zawsze, dala matka nijak (ani zasadniczo, ani z humorem) nie odnoszac sie do szachrowania w grze. A jak lata pozniej oszukuje przy grze Magda, to jest to jeden z grzechow glownych i dyskwalifikacja.
                  • tt-tka Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 22.08.17, 23:27
                    Wiesz, nawet nie wiadomo, czy Gabon odstawil corki na boczny, czy zwykle tam byly... Mila kilka tomow pozniej wspomina, jak to dziewczynki z nia, czesciej z dziadkiem chodzily na spacer do parku, na dlugo przedtem, nim nastal Grzegorz. I Gabona bawiacego sie z corkami (a przy okazji wtlaczajacego im jakies zasady czy umiejetnosci) ja nie pamietam. Polozyc do lozeczka, dac ksiazeczke, dac jesc... wszystko. Do wspolnej zabawy byli wujkowie, nie mama.
                    • przymrozki Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 08:09
                      No tak po prawdzie to mamy dwie sceny życia rodzinnego Gabrieli i córek (nie liczę sceny z córką w "Opium w rosole") - jedną, z retrospekcji, o wyjeździe do Śmiełowa. Opis kończy się refleksją Laury, że wspólne wycieczki się skończyły, gdy mama wyszła za mąż i urodziła Ignasia. Druga scena, w "Dziecku piątku", Róża rozmawia z koleżanką przez telefon o chłopakach (wtedy jeszcze Borejkównom było wolno), a Gabriela urządza Laurze jakiś abstrakcyjny wykład o miłości bliźniego. Ze sceny wynika, że Gaba dała się przekonać, że kłamstwo wcale nie jest złe, a przynajmniej nie wtedy, gdy jest zabawne i ciekawe, a Laura przyjęła do wiadomości, że nie można kraść perfum, bo dzieci ładnie pachną. Każdy kto zna jakieś dziecko lub przynajmniej jakimś kiedyś był wie, że siedmiolatka zrozumie z tego tyle, że ciotki śmierdzą i gdy ona też zacznie, to wolno jej będzie kraść.
                      • tt-tka Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 10:14
                        przymrozki napisała:

                        > No tak po prawdzie to mamy dwie sceny życia rodzinnego Gabrieli i córek (nie li
                        > czę sceny z córką w "Opium w rosole") - jedną, z retrospekcji, o wyjeździe do Ś
                        > miełowa. Opis kończy się refleksją Laury, że wspólne wycieczki się skończyły, g
                        > dy mama wyszła za mąż i urodziła Ignasia.

                        Matkoborsko, nie pamietalam, ze to sie konczy od zamazpojscia Gaby...znaczy ona te wyklady o Mickiewiczu robila corce 10-letniej i 7-letniej ??? nie no, pyszna zabawa dla dziewczynek i wspaniale spedzony wspolnie czas. Oczywiscie. Bez watpienia.

                        Druga scena, w "Dziecku piątku" (...) Gabriela urządza Laurze jakiś abstrakcyjny wykład o miłości bliźnie
                        > go.

                        To miala byc rozmowa wychowawcza. Z ktorej tyle wyniklo, ze Gaba niczego dziecku wyjasnic nie potrafi, a Laura tyle z tego zrozumiala, ze wolno jej klamac, a podbieranie cudzych rzeczy nie jest niczym nagannym.

                        Niemniej - wspolnych z corkami zajec, spedzania czasu razem na zasadzie "uczyc bawiac, bawic uczac" nie ma i nie bylo. Zreszta z Ignasiem takze nie. Na dzieci male Gaba patrzy z rozczuleniem, na starsze z cierpieniem w oczach i na twarzy, ale tak zasadniczo to te dzieci raczej jej przeszkadzaja w zyciu. Jej, a Grzesiowi to tak wtornie.
    • przymrozki Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 22.08.17, 19:24
      Uczciwie trzeba przyznać, że Grześ do pasierbic podchodził z większym uczuciem niż do własnej, rodzonej córki. Pasierbic aż tak nie lekceważył, chociaż faktem jest, że letni dystans to nie jest to, czego porzucona przez ojca dziewczynka potrzebuje od nowego męża matki. Natomiast zgadzam się, że jak na ekstremalnie pozytywnych bohaterów książki dla dzieci, Strybowie są stadem zaskakująco patologicznym. Tutaj jednak większa jest wina Gabrysi - to przede wszystkim ona miała obowiązek ułożyć swoją nową rodzinę tak, żeby było w niej miejsce dla "starych" dzieci. I to miejsce pełnoprawne, a nie na doczepkę. Fakt, że w monologu wewnętrznym matka cieszy się z braku jakiejkolwiek relacji między dziećmi a ojczymem, uznając to za najlepsze rozwiązanie, w prawdziwym życiu świadczyłby o tym, że matka ma jakieś emocjonalne problemy i może powinna je była zaleczyć zanim weszła w drugie małżeństwo.

      A co do Grzegorza Stryby. Chyba już to pisałam przy innej okazji, ale tak wyszło, że "Noelkę" czytałam po "Dziecku piątku". Na dodatek między jedną a drugą lekturą minął przynajmniej rok, więc nie skojarzyłam (a w każdym razie późno skojarzyłam), że ojciec Elki to nowy mąż Gabrysi. Jako dziecko w wieku wczesnogimnazjalnym byłam głęboko przekonana, że Grzegorz, sobek, który nie ma żadnej relacji z córką, półsierotą, i na dodatek ją o to obwinia (paskudnica jako dwulatka śmiała znudzić się rozmową z nim) i który zostawia rodzinę w Wigilię został uczyniony bohaterem książki po to, by doznać przemiany. Jak Eugeniusz Jedwabiński. I tak czekam na tę strybową Kanossę już wstyd się przyznać który rok. Eugeniusz miał swoją scenę na dworcu PKP, nawet Pyziak miał, też zresztą na dworcu PKP. A poczucia wina Grzegorza nie widziano nawet na dworcu PKSu.
        • bupu Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 22.08.17, 19:41
          soova napisała:

          > Eugeniusz jest Tym Złym, z Pyziaka autorka zrobiła Tego Złego, a tylko źli prze
          > chodzą katharsis. Niby z jakiej paki ma je przejść Grzegorz, od początku jednak
          > typowany na Tego Dobrego?

          Moje panie, żeby przejść katharsis, trzeba mieć psychikę. Widział ktoś kiedyś mieszadło do sałat, wyposażone w psychikę?


          --
          Wiedźma
          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
          http://archiwumpanahyde.laa.pl/
              • zuzudanslemetro Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 08:55
                ssssen napisał:

                > zuzudanslemetro napisała:
                >
                >
                > > Moje mieszadło do sałatek ma bardzo bogate życie wewnętrzne, przeróżne pr
                > zygody
                > > oraz świetny kontakt z moją córką. Nie to co Grzegorz!
                >
                > Czyli nie jest mieszadłem do sałatek.

                Ależ jest! Gdyż ja nie mówię tutaj o mężu tylko o łyżce, którą mieszam sałaty a moje dziecko niejednokrotnie świetnie się z nią bawiło.
                • ssssen Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 13:24
                  zuzudanslemetro napisała:


                  > Ależ jest! Gdyż ja nie mówię tutaj o mężu tylko o łyżce, którą mieszam sałaty a
                  > moje dziecko niejednokrotnie świetnie się z nią bawiło.

                  :)))
                  Ale to "życiem wewnętrzne" to mi do mieszadła nie pasuje... życie wewnętrzne może mieć czajnik, butelka, ostatecznie - garnek... ale mieszadło?! ;)
                  • tt-tka Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 14:55
                    ssssen napisał:


                    > :)))
                    > Ale to "życiem wewnętrzne" to mi do mieszadła nie pasuje... życie wewnętrzne mo
                    > że mieć czajnik, butelka, ostatecznie - garnek... ale mieszadło?! ;)

                    Nawet sobie nie wyobrazasz, co moze sie kryc/zostac ukryte we wnetrzu lyzki... i jak to sie swietnie nadaje na istote dwulicowa, z jedna twarza wklesla, a druga wypukla... a jak trzonek gruby a. szeroki, i jeszcze z dziurka u gory... moja wlasna, osobiscie przeze mnie ukradziona lyzka typu chochelka byla ksiezniczka, rycerzem, wiedzma, mna sama i wiele, wiele innych :)
                  • zuzudanslemetro Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 18:02
                    ssssen napisał:

                    > zuzudanslemetro napisała:
                    >
                    >
                    > > Ależ jest! Gdyż ja nie mówię tutaj o mężu tylko o łyżce, którą mieszam sa
                    > łaty a
                    > > moje dziecko niejednokrotnie świetnie się z nią bawiło.
                    >
                    > :)))
                    > Ale to "życiem wewnętrzne" to mi do mieszadła nie pasuje... życie wewnętrzne mo
                    > że mieć czajnik, butelka, ostatecznie - garnek... ale mieszadło?! ;)

                    zależy, co tchniesz w przedmiot. Mówię to ja, aktorka-lalkarka i mieszadła - zaufaj - są bardzo wdzięcznymi aktorami o bogatej osobowości. Grzegorz mógłby się od nich uczyć.
        • przymrozki Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 22.08.17, 19:47
          No tak. Przecież on tylko odwrócił się od córki, co to za przewina. Gdyby Grzegorz zostawił Gabrielę, to owszem, wtedy byłby postacią negatywną i z tomu na tom karlałby coraz bardziej, by w końcu okazać się winnym zamachu na Jana Pawła II.

          Przecież nawet Pyziak zawinił porzuceniem Gabrysi, nie porzuceniem Róży i Laury. Wszak gdy Róża oświadczyła dziadkowi, że chce ojcu wybaczyć, oburzony dziadek wyjaśnił jej, że wybaczać to może co najwyżej Gabrysia (bo najwyraźniej nie będąc niewzruszonym, azbestowym centrum dla przygarniętych psów i kotów oraz porwanych spod kościoła Rumunek, Róża nie jest podmiotem uprawnionym do własnych traum, wolno jej tylko współodczuwać traumy matki).
    • marutax Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 12:55
      Niestety ani Gaba, ani Grześ nie uwzględnili dzieci w planowaniu wspólnej przyszłości i różne tarcia były tego efektem. Warto przypomnieć, że Gaba zaprasza Grzesia na wigilię kiedy już "postanowili być razem". On nie zna jej dzieci, ona nie zna jego córki. Nie liczy się, jakie będą relacje między ojczymem a pasierbicami. Grzegorz zna Gabę tylko od "pozadomowej" strony, ona w ogóle nie dostrzega, że facet ma jakąś rodzinę...
      Grześ nie myślał o Pyziakównach, bo przez całe życie nie interesował się własną córką i przyzwyczaił się, że nie ma wobec niej obowiązków, wszystkim zajmuje się ktoś inny. Prawdopodobnie oczekiwał powtórki z rozrywki. Z kolei Gaba była przyzwyczajona, że dzieci są, wszyscy się nimi zajmują, to ich psi obowiązek - sytuacje z Idą, wciśnięcie córek Natalii z tekstem "to są też twoje dzieci". Nie trzeba brać ich pod uwagę, bo jakoś to będzie. Oczekiwała, że Grześ po prostu wpisze się w tę sytuację i żadnych problemów nie będzie, facet zaakceptuje zachowanie Tygryska i w ramach nieranienia żony odpuści wychowanie.
      • przymrozki Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 13:34
        Więcej! Grześ przed wizytą u Gabrysi obawia się matki swojej wybranki i nawet kupuje jej czekoladki (nawiasem pisząc, z jego podejrzeń co do osobowości rodziców Gabrysi wynika, że ta nigdy mu nie opowiadała o swojej rodzinie). Spotkania z dziewczynkami, dla których ma się stać ojcem, Stryba w ogóle nie odnotowuje (nie pomyślał nawet o jakimś drobnym prezencie, a przecież przyszedł na Wigilię).

        I to désintéressement jest konsekwentnie utrzymywane w kolejnych książkach. Kiedy 20 lat później Laura wychodzi za mąż oczywistym jest, że Grzegorz nie jest brany pod uwagę jako pełniący obowiązki ojca panny młodej. Kiedy "dziadkowie" jadą do małej Mili, jasnym jest, że Grzegorz zostaje w domu. Przepastny pokój pełniący obowiązki mieszkania Strybów nie jest miejscem, w którym Laura może przebywać - kiedy raz się tam znalazła, matka powitała ją pełnym zdziwienia "a co ty tu robisz?", chociaż to w tym pokoju znajdowały się jedyne komputery w domu (a na pewno jedyne z dostępem do internetu) i to tam bawił się brat Laury.

        I wszystko byłoby w porządku, gdyby najbliższej rodziny mijającej się jak dalsze kuzynostwo nie przedstawiano nam jako wzorcowej, ciepłej i pełnej miłości.
        • bupu Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 14:22
          przymrozki napisała:

          > Więcej! Grześ przed wizytą u Gabrysi obawia się matki swojej wybranki i nawet k
          > upuje jej czekoladki (nawiasem pisząc, z jego podejrzeń co do osobowości rodzic
          > ów Gabrysi wynika, że ta nigdy mu nie opowiadała o swojej rodzinie).

          Co mnie nieodmiennie rozwala na kawałki. Dwoje ludzi po trzydziestce decyduje się na małżeństwo, a nie wiedzą nic o sobie nawzajem. Nic, kompletnie, on nie ma pojęcia jaka jest jej rodzina, ona nie zna przyszłej pasierbicy nawet ze zdjęć. O czym oni zatem rozmawiaja i co to za zwiazek na litość?





          --
          Wiedźma
          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
          http://archiwumpanahyde.laa.pl/
          • przymrozki Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 14:40
            Czy Gabrysia w ogóle wiedziała, że Grzegorz ma córkę? Może dowiedziała się o tym dopiero, gdy po kolacji pokazał jej zdjęcie. Trzymam się tej wersji z resztek sympatii wobec Gaby. Nie chcę wierzyć, że królowa Jeżyc była tak bezmyślna, by samotnego ojca zapraszać na Wigilię bez dziecka.
            • bupu Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 14:55
              przymrozki napisała:

              > Czy Gabrysia w ogóle wiedziała, że Grzegorz ma córkę? Może dowiedziała się o ty
              > m dopiero, gdy po kolacji pokazał jej zdjęcie. Trzymam się tej wersji z resztek
              > sympatii wobec Gaby. Nie chcę wierzyć, że królowa Jeżyc była tak bezmyślna, by
              > samotnego ojca zapraszać na Wigilię bez dziecka.


              Wiesz co, zapraszać kogoś na Wigilię bez znajomości jego sytuacji rodzinnej to też rekordowa bezmyślność.

              --
              Wiedźma
              To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
              http://archiwumpanahyde.laa.pl/
              • przymrozki Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 15:18
                Bupu napisała "zapraszać kogoś na Wigilię bez znajomości jego sytuacji rodzinnej to też rekordowa bezmyślność".

                Zawsze można by mieć nadzieję, że Grzegorz powiedział "a wiesz, ja to jestem taki samotny...", co Gabrysia zrozumiała dosłownie i dyskretnie nie drążyła tematu. Nie przyszło jej do głowy, że ojciec może nie wspomnieć o dziecku, a pytanie "masz dzieci?" uznała za obcesowe nawet w relacji prawie narzeczeńskiej. Owszem, widzę, że ta wersja nie trzyma się kupy i nikogo nie stawia w zbyt dobrym świetle, ale jednak nieco lepszym niż "a wiesz, jestem samotnym ojcem", "super wpadniesz do mnie Wigilię?", "pewnie, pokażę ci wtedy zdjęcie mojej córki", "ekstra, lubię sobie przy Wigilii popatrzeć na podobizny sierot, które dzięki mnie spędzają ten wieczór samotnie".


                TT-ka napisała: "wiedziala, wiedziala. Mowi pozniej, ze strasznie sie bala spotkania z ta corka".

                To już było pod koniec wieczoru. Można mieć (znowu - ewidentnie naciąganą) nadzieję na belferski skrót myślowy. Grzegorz przyznał się do córki podczas kolacji, Gaba zrozumiała, co narobiła swoim głupim zaproszeniem i obawiała się spotkania z Elką także dlatego, że czuła, że strzeliła gruby nietakt.

                • tt-tka Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 15:40
                  przymrozki napisała:

                  > Zawsze można by mieć nadzieję, że Grzegorz powiedział "a wiesz, ja to jestem ta
                  > ki samotny...", co Gabrysia zrozumiała dosłownie i dyskretnie nie drążyła temat
                  > u. Nie przyszło jej do głowy, że ojciec może nie wspomnieć o dziecku,

                  Wiesz, ta teoria nawet dalaby sie wybronic, tylko... no wlasnie. Jak nalezy rozumiec slowa Grzegorza "ona jest samotna i ja jestem samotny", nb wypowiedziane do wlasnego ojca w obecnosci wlasnej corki ? W tej sytuacji nie jako "nie ma innej kobiety/innego mezczyzny", tylko najdoslowniej.
                  O tym, ze Gabon ma matke, Grzegorz wie i to jest wszystko, co wie. A, i ciotki ma. Matka jest sztywna, nadeta snobka wysuwajaca do pocalunku drobnomieszczanska dlon, a ciotki takie same. Ojca, siostr i corek Gabona w myslach (i obawach) Grzegorza niet. Nie mowila mu, ze ma dzieci ? Skoro on o tym nie mysli, a wiec zapewne nie wie ?
                  Dwoje doroslych ludzi, ktorzy juz "zdecydowali sie byc razem, a moze nawet wziac slub". Po roku spotykania sie. I taki stan wiedzy wzajemnej ???
                  PS. Gaba o Grzegorzu nie wiedziala nawet tego, ze on mieszka z ojcem ? Do tego stopnia on nie mowil, a ona nie pytala ? A jesli wiedziala, zaprosila amanta skazujac na samotna Wigilie jego ojca ?
                  • przymrozki Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 16:53
                    Poza tym mój tok rozumowania ma jedną wielką lukę - gdyby Gaba dowiedziała się, że jej chłopak przez rok nie uznał za stosowne wspomnieć o córce, to chyba jednak zapaliłoby się jej w głowie jakieś czerwone światło. Już nie mówię, że światło pochodziłoby z rozumnej części jej jestestwa, ale samo życiowe doświadczenie powinno jej podsunąć sylwetkę Py... Py... Pyziaka [szloch].
                    • tt-tka Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 16:58
                      Blednie rozumujesz, kolezanko. Py...py... porzucil GABE i to jest niewybaczalne. Ewentualna rodzina Grzegorza to nie Gaba.
                      Imho - juz to gdzies pisalam - nie rodzina bylaby przeszkoda, tylko nadmierne (jak na Gaby potrzeby) przywiazanie Grzesia do tej rodziny. Stad proba wyjecia faceta w Wigilie wlasnie, a nie w dowolny inny dzien. Da sie wyjac wlasnie wtedy ? No to nadaje sie, bedzie moj i moich rodzicow bez reszty, nikt nam w tym nie przeszkodzi.
                      • iwoniaw Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 17:31
                        To i tak jest kuriozalne jak nie wiem co. Jak można nie wiedzieć nic (!) o sytuacji rodzinno-domowej niemal-narzeczonego/narzeczonej? Już dawno pisałam, że nie przekonuje mnie ani totalna niewiedza Gaby i Grzegorza o dzieciach, ojcach etc., ani fakt, że dzień przed ślubem (!) rodzina Idy drży, czy aby pan młody się nie rozmyśli, zaś matka panny młodej najwyraźniej przyszłego zięcia jeszcze nie widziała na oczy (pyta, ile ma wzrostu - nie zauważyła dotąd, jak wygląda przy jej córce? Czy wyższy o głowę, czy wprost przeciwnie - sięga jej do ramienia?) i nigdy przenigdy z nim najwyraźniej nie rozmawiała, skoro nie miało okazji paść hasło, że jego matka "z Ameryki" tak naprawdę jest z Poznania, a właściwie ciotka do tej pory na Polnej mieszka?


                        --
                        Ignorantia non est argumentum
                        • bupu Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 17:42
                          iwoniaw napisała:

                          > To i tak jest kuriozalne jak nie wiem co. Jak można nie wiedzieć nic (!) o sytu
                          > acji rodzinno-domowej niemal-narzeczonego/narzeczonej? Już dawno pisałam, że ni
                          > e przekonuje mnie ani totalna niewiedza Gaby i Grzegorza o dzieciach, ojcach et
                          > c., ani fakt, że dzień przed ślubem (!) rodzina Idy drży, czy aby pan młody się
                          > nie rozmyśli, zaś matka panny młodej najwyraźniej przyszłego zięcia jeszcze ni
                          > e widziała na oczy (pyta, ile ma wzrostu - nie zauważyła dotąd, jak wygląda prz
                          > y jej córce? Czy wyższy o głowę, czy wprost przeciwnie - sięga jej do ramienia?
                          > ) i nigdy przenigdy z nim najwyraźniej nie rozmawiała, skoro nie miało okazji p
                          > aść hasło, że jego matka "z Ameryki" tak naprawdę jest z Poznania, a właściwie
                          > ciotka do tej pory na Polnej mieszka?

                          Wychodzi mi na to, że Idusia ze swoim wąsatym rycerzem też nie rozmawiała o rodzinie, przecież gdyby to czyniła kwestia poznańskiego pochodzenia mamusi wyskoczyłaby od razu i niejako sama przez się. Zdaje się, że to u Borejków jest norma, brać ślub z osobą, o której nie ma się zielonego pojęcia. I broń Boru nie rozmawiać o takich istotnych życiowych sprawach, jak na przykład lokum, w którym młodzi zamieszkają po ślubie, albo dzieci przyszłego małżonka.



                          --
                          Wiedźma
                          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                          http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                          • reveiled Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 21:30
                            Zgadzam sie prawie z wszystkim, ale jednak Ida mogla wiedziec, ze mama Marka jest z Poznania i ze ciotka mieszka na Polnej - od tej wiedzy do zidentyfikowania Moniki jeszcze daleko... Byc moze Marek nawet mieszkal/bywal u ciotki, i moze Ida tez ja poznala - w koncu mala Asia, zostawiona w kraju jako dziecko, mogla nie znac/pamietac/kojarzyc szkolnej przyjaciolki Moniki... Niekoniecznie zreszta wyplyneloby imie matki Idy, a nazwisko i tak zmienila po slubie...
                      • przymrozki Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 18:05
                        tt-tka napisała:

                        > Blednie rozumujesz, kolezanko. Py...py... porzucil GABE i to jest niewybaczalne
                        > . Ewentualna rodzina Grzegorza to nie Gaba.
                        > Imho - juz to gdzies pisalam - nie rodzina bylaby przeszkoda, tylko nadmierne (
                        > jak na Gaby potrzeby) przywiazanie Grzesia do tej rodziny. Stad proba wyjecia f
                        > aceta w Wigilie wlasnie, a nie w dowolny inny dzien. Da sie wyjac wlasnie wted
                        > y ? No to nadaje sie, bedzie moj i moich rodzicow bez reszty, nikt nam w tym ni
                        > e przeszkodzi.

                        Na to wychodzi. Idealny kandydat na męża to sierota i jedynak.

                        Zresztą, z mężów Borejkówien tylko jeden Robroj ma rodzeństwo, być może dlatego w nowej serii książek nie jest bohaterem nawet drugoplanowym. W chwili ślubu obojga rodziców nie ma żaden z zięciów Ignaca, pozostali na horyzoncie teściowie jego córek są zaś epizodyczni niczym rzeki w Afryce. W przypadku Grzesia można by jeszcze uznać, że ojciec, stryj i córka mają siebie nawzajem, a z Grzegorzem i tak nie byli nigdy jakoś szczególnie blisko. Ale Wiesia i Monika są wdowami. Nie mają innych dzieci i wnuków. Mieszkają w Poznaniu. A nawet nie bywają na Wigilii.
                        • bupu Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 18:18
                          przymrozki napisała:


                          > Zresztą, z mężów Borejkówien tylko jeden Robroj ma rodzeństwo, być może dlatego
                          > w nowej serii książek nie jest bohaterem nawet drugoplanowym.

                          Siostra Robrojka, razem ze szwagrem i syrenką znika tajemniczo w nowych tomach, mam wrażenie. Nie wiem jak tam w Kalamburce, ale w Córce Robrojka nie ma o niej żadnej wzmianki. Żadniutkiej.
                          --
                          Wiedźma
                          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                          http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                          • ciotka_scholastyka Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 21:21
                            bupu napisała:


                            > Siostra Robrojka, razem ze szwagrem i syrenką znika tajemniczo w nowych tomach,
                            > mam wrażenie. Nie wiem jak tam w Kalamburce, ale w Córce Robrojka nie ma o nie
                            > j żadnej wzmianki. Żadniutkiej.

                            Owszem, jest. Swatała go z koleżankami, o ile dobrze pamiętam, z tą od głosowania na Kwaśniewskiego i z tą, której popsuł się odkurzacz. Tak w kwestii formalnej, bo generalnie straszliwej wymowy całości to ani na jotę nie zmienia.
                            • ciotka_scholastyka Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 21:25
                              ciotka_scholastyka napisała:

                              > Owszem, jest. Swatała go z koleżankami, o ile dobrze pamiętam, z tą od głosowan
                              > ia na Kwaśniewskiego i z tą, której popsuł się odkurzacz.

                              Przepraszam, to z panią od odkurzacza to z innej książki jest :D Od dawna mi się wydawało, że coś mieszam, ale dopiero teraz mnie olśniło, z jakiej książki, i że to nie Musierowicz :)
                              • przymrozki Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 22:15
                                Teraz tak sobie myślę... Ida, przy okazji oceniania kindersztuby córki Robrojka (nawiasem mówiąc, przyganiał kocioł garnkowi!), zauważa pewne braki w dobrym wychowaniu, ale tłumaczy je jedynactwem Belli. Czyli Pałysowa Sierpniowa uważa ludzi pozbawionych rodzeństwa za coś z definicji podejrzanego. Pogląd to zaskakujący w rodzinie, która konsekwentnie nie paruje się z nikim innym jak tylko z jedynakami.
                        • tt-tka Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 23.08.17, 19:06
                          przymrozki napisała:



                          > Na to wychodzi. Idealny kandydat na męża to sierota i jedynak.

                          Py...py... byl okraglym sierota. Siostre mial, ale w innym miescie. I tez sie nie nadal. Co za los...

                          W przypadku Grzesia można
                          > by jeszcze uznać, że ojciec, stryj i córka mają siebie nawzajem, a z Grzegorze
                          > m i tak nie byli nigdy jakoś szczególnie blisko.

                          Niby racja. Ale od kiedy Elka wyjechala, Grzegorz jest jedynym krewnym M&C w Poznaniu. A oni starsi, nie mlodsi, z kazdym rokiem. Moze by tak choc raz na kwartal o zdrowie zapytac ? Bo o zawiezieniu do lekarza czy poleceniu do apteki nie smiem marzyc...

                          > Wiesia i Monika są wdowami
                          > . Nie mają innych dzieci i wnuków. Mieszkają w Poznaniu. A nawet nie bywają na
                          > Wigilii.

                          Wiesia ma Zaczkow, a Monika Asie. Niech nie wymagaja za duzo, przeciez wiedza, ze ich synowie maja rodziny i tym rodzinom winni poswiecic sie bez reszty.
    • fornitta69 Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 26.08.17, 15:46
      Akurat relacje Grzesia i pasierbic sa bardzo fajnie i realistycznie opisane. Nie patologiczne, ale trudne. Troche z winy wszystkich zainteresowanych, troche z winy sytuacji. To tutaj na forum, czytalam w ktoryms watku (niestety nie pamietam w ktorym) wypowiedzi dziewczyny,ktora sama stworzyla patchworkowa rodzine. O ukladaniu sobie zycia z dziecmi z poprzednich zwiazkow "na stanie". I ona GaboGrzesiow swietnie rozumiala, bo przezyla to samo. Niestety,zostala zakrzyczana przez wiedzace lepiej moralizatorki-teoretyczki. Troche mniej jezdzenia po Borejkach dla samego jezdzenia dobrze by temu forum zrobilo...
      • tt-tka Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 26.08.17, 16:10
        fornitta69 napisała:

        To tutaj na forum, czytalam w ktoryms watku (niestety nie pami
        > etam w ktorym) wypowiedzi dziewczyny,ktora sama stworzyla patchworkowa rodzine.
        >

        A ja czytalam, tez tu na forum, ze to zadna patchworkowa rodzina. Patchwork to moje, twoje, nasze. A tu - i dla wszystkich - jest Gaba, dzieci Gaby, drugi maz Gaby. Ani ojczym, ani macocha, przybrana corka, przybrana siostra, jej i przyrodniego brata dziadkowie, nic.
        PS nie masz wiedzy, kto tu teoretyk, a kto praktyk.
        • fornitta69 Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 26.08.17, 16:21
          No w tamtym watku same dyskutantki sie przyznaly,ze teoretyczki, jezeli dobrze pamietam. Ale i tak wiedzialy lepiej np na jakim etapie nalezy partnera z dziecmi poznac. Lepiej niz ktos kto to przezyl. Krytykujemy neo za mdloslodki brak realizmu. Tymczasem realizm w J tez jest be- bo bohaterowie sa ludzmi, nie idealami. Bo to MM pisala- wiec wszystko musi byc ZUE, NAIGORSZE. Bo tak.
          • bupu Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 26.08.17, 16:30
            fornitta69 napisała:

            > No w tamtym watku same dyskutantki sie przyznaly,ze teoretyczki, jezeli dobrze
            > pamietam. Ale i tak wiedzialy lepiej np na jakim etapie nalezy partnera z dziec
            > mi poznac. Lepiej niz ktos kto to przezyl. Krytykujemy neo za mdloslodki brak r
            > ealizmu. Tymczasem realizm w J tez jest be- bo bohaterowie sa ludzmi, nie ideal
            > ami. Bo to MM pisala- wiec wszystko musi byc ZUE, NAIGORSZE. Bo tak.

            Najbardziej Neo się dostaje za rozjazd mdłosłodkich deklaracji odautorskich na temat Borejków, z ich zachowaniem, które wcale słodkie nie jest, do tego stopnia, że rozjazd ów zaczyna nabierać rozmiaru kanionu Kolorado. Relacje w rodzinie Gabów są tego pięknym przykładem - wedle autorki jest cudownie, kolorowo, a kucyponki kupkają motylkami, tymczasem zachowanie bohaterów temu nader jaskrawo przeczy.

            I owszem, docieranie się rodzin patchworkowych jest trudne, niemniej jednak dla dobra dziatek i świeżego małżeństwa wskazanym jest aby dany macoch, lub macocha sobie jakieś relacje z pasierbami zbudował. Niezupełnie rodzicielskie w sytuacji, gdy oboje rodzice żyją i mają się świetnie, ale jakieś jednakowoż mieć powinni. Tymczasem Gaba swojego męża własnoręcznie wstawia do kąta. I czyni to tak skutecznie, że dorosła Laura woli, aby do ołtarza prowadził ją dziadek, a nie mąż matki, który jest dla niej w zasadzie nikim.


            --
            Wiedźma
            To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
            http://archiwumpanahyde.laa.pl/
            • tt-tka Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 26.08.17, 20:20
              bupu napisała:

              > I owszem, docieranie się rodzin patchworkowych jest trudne, niemniej jednak dla
              > dobra dziatek i świeżego małżeństwa wskazanym jest aby dany macoch, lub macoch
              > a sobie jakieś relacje z pasierbami zbudował (...) Tymczasem Gaba swojego męża własnoręcznie wstawia do kąta. I czyni to tak
              > skutecznie, że dorosła Laura woli, aby do ołtarza prowadził ją dziadek, a nie
              > mąż matki, który jest dla niej w zasadzie nikim.

              Siegnelam do zrodel. Od DP
              "wspaniala byla jego zona Gabrysia (...) wspaniali byli jej rodzice (...) wspaniale byly trzy siostry Gabrieli (...) i naprawde swietny byl Marek, maz Idy" w tej kolejnosci Grzegorz ustawia swoja rodzine. Jako nastepnych wymienia corke, ojca i stryja i tylko w kontekscie tego, ze wszyscy troje uznali wspanialosc Gabrysi i pokochali ja. Na samym koncu zostaly wymienione pasierbice. I to w charakterze chmurek zasnuwajacych jasny jasny firmament jego malzenskiego zycia. Tak wiec dystans uznal za najlepszy modus vivendi i "mial spokoj w swoim kacie przy oknie, w malzenskim gniazdku".
              Co o tym mysli Gabon ?
              "smarkate ignorowaly wszystkie jego polecenia (...) Nie byl w stanie niczego wyegzekwowac (...) po kilku podejsciach przestal nawet probowac" - i dobrze, tak ma byc. Po ponad roku zycia w tym domu Grzegorz nie jest kims, kto mialby prawo wydac polecenie. Gaba "zaniechala prob zainteresowaniqa corek swoim wybrancem" i uznaje to za "najlepsze rozwiazanie". Aczkolwiek " z tego wyniklo pare niedogodnosci dla Gabrieli osobiscie", a jedna z nich jest to, ze nie moze wyslac corek z Grzesiem na wakacje. Wyslac. Nie pojechac z nimi wszystkimi. I jest to niedogodnosc dla niej osobiscie, nie dla Grzesia, nie dla corek.

              I tak to trwa az po Feblik, w ktorym Grzegorz melancholijnie (a nawet depresyjnie wrecz) wspomina, jak to byl przeciwny hartowaniu Ignasia poprzez tluczenie go przez Jozwe, ale milczal, by nie sprawiac przykrosci Gabie, ktora ten sposob chowu syna - ich wspolnego syna - uznala za najlepszy.
              Tak wiec owszem, Gaba wlasnorecznie wstawila swego meza do kata. I zadbala, by byl nikim zarowno dla jej corek, jak i wlasnego syna.

          • tt-tka Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 26.08.17, 16:46
            Nie, nie dlatego, ze pisala MM. Dlatego, ze napisany (owszem, przez nia, ale napisany W TEN SPOSOB przez kogo innego bylby tak samo krytykowany) ojciec i ojczym NIE JEST ani ojczymem, ani ojcem swojej corki, ani ojcem swojego syna. Istnieje tylko jako posledniego gatunku maz swojej zony i obsluga tesciow. Capisco ?
            • fornitta69 Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 26.08.17, 17:09
              Byyylooo juz tyle razy,ze mi sie az nie chce pisac. Grzesiu jak najbardziej ma jakies tam relacje z pasierbicami (sprzatanie stolu w DP, klotnia z Laura w TiR), z wlasnym synem tez (posuwanie po kryjomu wychowawczych lektur, rozmowy o wynoszeniu smieci). Nie twierdze,ze jest dobrym ojcem i ojczymem,ale stwierdzanie,ze w ogole w tych rolach nie funkcjonuje to chyba celowe upraszczanie,byle zrobic z kiepskiej rodziny jeszcze gorsza. I po co to.
              P.s. "Capisco" - to taki luzacki styl rozmowy? Bo dla mnie to jest zwyczajnie niegrzeczny styl.
              • bupu Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 26.08.17, 17:48
                fornitta69 napisała:

                > Byyylooo juz tyle razy,ze mi sie az nie chce pisac. Grzesiu jak najbardziej ma
                > jakies tam relacje z pasierbicami (sprzatanie stolu w DP, klotnia z Laura w TiR)

                Aha. Ta sama kłótnia w trakcie które dostaje zero, okrągłe zero wsparcia od własnej żony i matki swch pasierbic. Tak samo jak w kwestii korzystania przez małe z grzesiowego komputera.

                > z wlasnym synem tez (posuwanie po kryjomu wychowawczych lektur, rozmowy o wy
                > noszeniu smieci).

                Po kryjomu. Ojciec. Synowi. We własnym domu. Zarówno powyższe przykłady interakcji Grzesia z dziewczynkami, jak i to, że wobec własnego syna jest pozbawiony praw wychowawczych do tego stopnia, że musi mu lektury podsuwać chyłkiem, doskonale ilustruje to, o czym mówiła Tetetka. Grzesiek jako ojciec i ojczym jest pozbawiony wsparcia i odstawiony na bocznicę. A to stoi w jaskrawej sprzeczności z odautorskimi komentarzami o wspaniałości stadła i rodziny Gabów.


                --
                Wiedźma
                To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                http://archiwumpanahyde.laa.pl/
        • bupu Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 26.08.17, 16:24
          tt-tka napisała:

          > fornitta69 napisała:
          >
          > To tutaj na forum, czytalam w ktoryms watku (niestety nie pami
          > > etam w ktorym) wypowiedzi dziewczyny,ktora sama stworzyla patchworkowa ro
          > dzine.
          > >
          >
          > A ja czytalam, tez tu na forum, ze to zadna patchworkowa rodzina. Patchwork to
          > moje, twoje, nasze. A tu - i dla wszystkich - jest Gaba, dzieci Gaby, drugi maz
          > Gaby. Ani ojczym, ani macocha, przybrana corka, przybrana siostra, jej i przyr
          > odniego brata dziadkowie, nic.

          Tem bardziej, że Borejków się nam serwuje jako rodzinę modelową, ociekającą ciepłem, miłością i życzliwością, oraz zgraną, że ho ho. Tymczasem Grześ i jego pasierbice są sobie w zasadzie obcy, przy pełnej aprobacie Gaby. Która to Gaba kosym oczkiem spogląda na próby Grzesia ustawienia sobie jakichś relacji z Pyzą i Tygrysem. Dla niej najlepszy układ to taki, w którym mąż i dzieci z pierwszego małżeństwa istnieją obok siebie, nie wchodząc w interakcje, co zdaje się było gdzieś niemal explicite stwierdzone. W TiR chyba.

          No to jakie to jest budowanie i jaki patchwork, ja się pytam?




          --
          Wiedźma
          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
          http://archiwumpanahyde.laa.pl/
      • przymrozki Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 26.08.17, 17:58
        Zgadzam się z przedpiszącymi, że problem byłby mniejszy, gdyby Gabrieli i jej rodziny nie przedstawiano nam jako basenu pełnego fiołków i tęczy. W przypadku mojego stosunku do stada Strybów znaczenie ma jeszcze stosunek Grzegorza do własnej córki - ją też emocjonalnie, a potem i fizycznie, opuścił, a mimo to został namaszczony na pozytywnego bohatera (z nieznanych, w zasadzie, przyczyn).

        Myślę też, że jakieś wyobrażenie o praktyce bycia rodziną "rekonstruowaną" ma każdy, nawet jak sam do niej nie należy. I raczej trudno uciec od wrażenia, że zupełny brak relacji między ojczymem a pasierbicą nie jest standardem. Nikt nie mówi, że miedzy nimi musi być miłość rodzicielska, chociaż i tak się zdarza, nawet w rodzinach mniej idealnych niż Borejkowie. Wystarczyłaby troska i przyjaźń. Grzegorz zaś oddał pasierbice (i własnego syna też, nawiasem mówiąc) teściowi. Widać miał jakąś pilną sałatę do wymieszania i nie miał czasu na głupostki.

        Dodatkową okolicznością obciążającą cudowne dziecko celofanu i kalarepy jest to, że wszedł w sytuację, w której nie mógł sobie pozwolić na stanie z boku. Nie miał komfortu, który miała Natalia, gdy to ona została macochą. Jego pasierbice nie były dorosłymi, samodzielnymi kobietami z własnymi rodzinami. W takim układzie od Natalii oczekuje się tylko, by tak sobie poukładała emocje, żeby Bella w jej domu czuła się jak w domu swojego taty, nie jak u obcych. Grzegorz tak łatwo nie miał. Na dodatek jego pasierbice nie miały swojego ojca. Wszelkie potrzeby materialne i emocjonalne związane z ojcostwem musiał zaspokajać on, i tak jest - musiał. Dobrowolnie przyjął na siebie ten obowiązek żeniąc się z samotną matką. Wiemy też, że przynajmniej Laura zainteresowania i troski dorosłego mężczyzny bardzo potrzebowała, garnęła się do każdej pary spodni (nie licząc garnituru Marcelka). I nie jest to nasze urojenie, autorka, ustami Natalii, pokazuje nam, że rodzina to widzi i odczuwa z tego powodu pewien niepokój. Grzegorz zaś nie widział lub uznał, że to nie jego problem. I autorka jego zdanie wydaje się podzielać.

      • tt-tka Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 26.08.17, 22:34
        Szczerze watpie.
        Po pierwsze - Grzes sie na ojca nie nadaje. Sorry. Nie byl nim ani dla Elki, ani dla Ignasia. Z ta roznica, ze Elka miala dwoch troskliwych dziadkow i byla zadbana, a Ignas nawet butow na zime nie ma. Tatus nie dopatrzyl tak samo jak matka.
        Po drugie - ta scena, gdy Ida prosi o zdyscyplinowanie smarkatych, pada slowo "mezczy... o przepraszam", bo Gaba natychmiast dostaje nozy w spojrzeniu. A dzieje sie to juz po roku spotykania sie z Grzegorzem i w przededniu oswiadczyn. No wiec jesli sam ten wyraz kojarzy sie Gabie z Januszem nieobecnym od lat siedmiu, a nie z Grzesiem zakochanym i gotowym do zeniaczki, to
        - albo byly jest duzo wazniejszy niz aktualny i Gaba nie powinna sie wiazac na nowo, poki sie ze swoimi uczuciami nie upora, bo relacje w rodzinie beda zapaprane
        - albo Janusz stal sie wygodna wymowka, ktora Gaba sie zaslania wtedy, gdy nie chce jej sie czegos robic, np wychowywac wlasnych dzieci i wtedy relacje w rodzinie tez beda zapaprane.
        No i takie sa.
      • kkokos Re: Czy dla Grzesia Pyziakówny były przeszkodą? 02.09.17, 19:21
        diananawozku napisał(a):

        > Dodam od siebie takie gdybanie...
        > Czy gdyby Pyziak nie był tematem tabu i Grześ starałby się być ojcem dla Pyzy i
        > Tygryska to może relacje Laury z rodziną wyglądałby lepiej i nie byłoby całej
        > ucieczki do Torunia w TiR?

        starania grzesia - pojawiające się lub nie - nie mają w tym kontekście znaczenia. gdyby pyziak nie był tematem tabu, tylko tematem przepracowanym przez gabę jako kobietę, jako żonę, a także jako matkę, gdyby był tematem przepracowanym przez laurę, ucieczki by nie było. laura miałaby jakiś obraz ojca w głowie, odpowiedni do jej wieku i pojawiających się z czasem emocji, jej wątpliwości, poczucie żalu/odrzucenia/ewentualne kompleksy/wściekłość i inne takie, które mogłyby się z czasem pojawić, zostałyby przez mądrą i wspierającą matkę złagodzone lub wręcz zneutralizowane. ale jeśli matka mdlała na dźwięk nazwiska pyziak (jak ona znosiła zebrania w szkole???), to grześ mógł sobie tam dowolnie na rzęsach stawać, by pyziaka w życiu laury i pyzy zastąpić, albo wręcz przeciwnie, mógł sobie stać z boku cichutko - efekt ten sam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka