Dodaj do ulubionych

Relację między Pyziakównami.

26.09.17, 18:35
Sama nie wiem czy nie nad interpretuję...
Opieram swoje relacje głownie na TiR bo czytam naszą ukochaną serię nie do końca zgodnie z chronologią za co przepraszam :) Nie krępujcie się mnie poprawiać, śmiało możecie też dorzucić przykłady z innych tomów.
Na mój rozum to te siostry teoretycznie powinny być sobie bliskie. Przecież obie zostały porzucone przez ojca, obie wychowuje narcystyczna dzielna, bardzo dzielna Gaba a reszta rodziny wcale lepsza nie jest.
Tymczasem dziewczynki są sobie chłodne.
Najbardziej mnie uderzyło że Róża na początku zniknięcia Tygryska zdawała się nie zauważać zniknięcia młodszej siostry. Ja często się kłócę z moim młodszym bratem ale jak zniknął to spać nie mogłam.
Mało tego! Nie dość że starsza Pyziakówna martwiła się tylko o swoją toksyczną rodzicielkę , to jeszcze z satysfakcją myślała o karze dla niej. Nawet nie brała pod uwagę, że mogło się stać jej coś złego. Gdyby Laura tak pomyślała o siostrze to MM wieszałaby na niej psy przez 1234 tomy.
Przecież Tygrys nawet jak palnął coś głupiego do dzielnej córki dzielnej matki to od razu tego żałowała ( To w CP o szanowaniu przez Wolfiego). A czy u Róży widać skruchę? I to ma być słoneczko domu?!
I czy nie było tak, że Laura nie powiedziała albo nikomu o domniemanych zaręczynach Pyzy albo nie powiedziała Róży co myśli o Frycku w ramach siostrzanej sztamy w ramach sztamy czy już wymyślam?
No i ta Akcja Róży ze stacjonarnym. Skąd ona mogła wiedzieć, że to Fryc dzwoni? Przecież to nie komórka! Nie dziwię się Tygryskowi, że czuł się odtrącony
Edytor zaawansowany
  • przymrozki 26.09.17, 18:48
    Lepiej. Zaraz po tym jak Róża zrobiła partię w stogu siana i awansowała na "zaręczoną szczęściarę" zupełnie przestała spędzać z siostrą czas. Sama to przyznała w "Tygrysie i Róży", ale natychmiast się usprawiedliwiła - przecież teraz jej czas należy się narzeczeństwu. Jednocześnie dowiadujemy się, że nędzny Frycu ma dla swojej Różyczki aż dwa popołudnia w tygodniu, choć tylko w ściśle określonych godzinach. Tutaj w ramach nawiasu można zadać pytanie, co Róża robiła przez resztę czasu, gapiła się w pierścionek? Którego nota bene chyba nie dostała?
  • tt-tka 26.09.17, 19:00
    A czemu Roza mialaby sie zajmowac siostra ? 16-17 a 13-14 lat to przepasc, duzo wieksza, niz miedzy 25- a 28-latka, to raz. Dwa - poprzednie trzy lata z Laura nie byly dla Rozy rozkoszne, wrecz przeciwnie. Mlodsza gnebila starsza przy, tradycyjnie, dyskretnym niedostrzeganiu calej rodziny albo wrecz kazano Rozy to przelknac z "ona juz tak ma, musisz jej wybaczyc".
    O tym, ze Laurze moglo sie cos stac, nie mysli w domu NIKT - ani mamunia, ani babunia, ani ciotunia. I Gabie wspolczuja wszyscy, chyba ze (Natalia) sa juz tak udreczeni tym wspolczuciem, ze na wiecej nie maja sily.
  • przymrozki 26.09.17, 19:15
    To wszystko są doskonałe powody, dla których Róża mogła oddalić się od Laury. Natomiast sama Róża nie użyła żadnego z tych argumentów, dla niej powodem było to, że jej uczucia należą się Frycowi.
  • tt-tka 26.09.17, 23:07
    przymrozki napisała:

    > To wszystko są doskonałe powody, dla których Róża mogła oddalić się od Laury. N
    > atomiast sama Róża nie użyła żadnego z tych argumentów, dla niej powodem było t
    > o, że jej uczucia należą się Frycowi

    Samozrozumiale. Wreszcie ma kogos, kto ja dostrzegl i zaakceptowal i to z wyboru, a nie z wyroku losu. Kogos, dla kogo nie jest tylko "zrob szarlotke, nakryj do stolu, odnies Robertowi teczke, przespaceruj Ignasia, zrob mi herbaty, golabeczko". Kogos, boru, kto z nia rozmawia, niechby i o tangramach ! Przeciez Gaba ani razu nie rozmawia ze starsza corka, nikt inny tez nie !
  • przymrozki 27.09.17, 07:59
    A i Fryc tylko dwa razy w tygodniu. No ale OK, rozumiem, że dla Róży to i tak wielki skok ilościowy i jakościowy.

  • tt-tka 27.09.17, 09:40
    przymrozki napisała:

    > A i Fryc tylko dwa razy w tygodniu.

    I to nie do Rozy wylacznie - tradycyjnie w tym domu a to brata obslugi komputera pouczy (tatus brata jest informatykiem, ale co tam), a to dziadek zyczy sobie z nim pogawedzic...

    > No ale OK, rozumiem, że dla Róży to i tak w
    > ielki skok ilościowy i jakościowy.

    No niestety...
  • fornitta69 26.09.17, 19:00
    Relacje miedzy Pyziakownami byly trudne i skomplikowane ;) Kazda w tej relacji cos tam miala za uszami (jak to czesto miedzy rodzenstwem bywa); ale wg mnie Laurka jednak miala wiecej. Tylko,ze tu jednak trzeba przeczytac calosc J zeby miec pelen oglad sytuacji, na podstawie wybranych tomow sie tego raczej nie da ogarnac.
  • neandertalka 26.09.17, 23:21
    Zgoda. Relacje między rodzeństwem bywają niełatwe. Poczytuję to MM na plus, że np. w NiN trafnie pokazała, jak Tygrysek - zwiewny, elfowaty, śliczny i przebiegły - gnębi poczciwą, klockowatą, rzetelną Pyzę. Nie sprzyja to więzi. I dość przekonujące jest, że dopiero gdy dzieciństwo i jego urazy dawno zostało za nimi - a i rachunki zostały jakoś tam wyrównane, bo w jakiejś chwili to Pyza zaczęła błyszczeć, a Laura zeszła w cień - odnalazły między sobą bliskość. Tak bywa.
  • neandertalka 26.09.17, 23:32
    Droga Diano, i nie miej mi za złe, ale zwrócę uwagę: relacjE między Pyziakównami, a nie relacjĘ. Nie wiem, skąd się to wzięło, że tak wielu ludzi dziś nie wie, kiedy piszemy "e", a kiedy "ę"... Kiedyś też robiono błędy, ale wydaje mi się, że nie ten.

    Między Pyziakównami panowały skomplikowanE relacjE (kto? co? - mianownik l. mnogiej).
    Pokaż mi tĘ relacjĘ z meczu w gazecie! - (kogo? co? - biernik l. pojedynczej)
  • fornitta69 26.09.17, 23:39
    To i ja ;) "Dzieczynki sa sobie chlodne"- niet! Moga byc chlodne wobec siebie? Moga byc sobie obojetne? Chlodne to sobie beda, jak zejda i beda lezec w trumnach :P
  • zuzudanslemetro 27.09.17, 20:44
    fornitta69 napisała:

    > To i ja ;) "Dzieczynki sa sobie chlodne"- niet! Moga byc chlodne wobec siebie?
    > Moga byc sobie obojetne? Chlodne to sobie beda, jak zejda i beda lezec w trumna
    > ch :P

    Ja bym tu nie była taka bezwzględna i potraktowała zwrot o chłodnych dziewczynkach jako uroczy anachronizm :)
  • dakota77 27.09.17, 21:57
    zuzudanslemetro napisała:

    > fornitta69 napisała:
    >
    > > To i ja ;) "Dzieczynki sa sobie chlodne"- niet! Moga byc chlodne wobec si
    > ebie?
    > > Moga byc sobie obojetne? Chlodne to sobie beda, jak zejda i beda lezec w
    > trumna
    > > ch :P
    >
    > Ja bym tu nie była taka bezwzględna i potraktowała zwrot o chłodnych dziewczynk
    > ach jako uroczy anachronizm :)

    A byl jakis czas w historii, kiedy wyrazenie "sa sobie chlodne" bylo w polszczyznie poprawne?
    Co do poprawiania, uwazam, ze doroslek osobie mozna zwracac uwage tak samo jak i nastolatce. I ja rozwniez do niedawna zylam w przekonaniu, ze diananawozku na jakies 14 lat, nie wiecej. Trudno mi uwierzyc, ze ma 22 lata.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • zuzudanslemetro 29.09.17, 10:53
    dakota77 napisała:


    >
    > A byl jakis czas w historii, kiedy wyrazenie "sa sobie chlodne" bylo w polszcz
    > yznie poprawne?
    > Co do poprawiania, uwazam, ze doroslek osobie mozna zwracac uwage tak samo jak
    > i nastolatce. I ja rozwniez do niedawna zylam w przekonaniu, ze diananawozku na
    > jakies 14 lat, nie wiecej. Trudno mi uwierzyc, ze ma 22 lata.
    >
    >
    Szczerze mówiąc, nie jestem pewna, czy był kiedyś czas, żeby takie sformułowanie było prawdziwie poprawne, co nie zmienia faktu, że w różnorakiej literaturze można się spotkać z podobnymi sformułowaniami.
    Co do poprawiania - zgadzam się. I ja też myślałam, że Diana jest przed dwudziestką.

  • neandertalka 27.09.17, 11:57
    Diano, przepraszam. Nie wiem dlaczego, ale myślałam, że masz 14 lat (chyba na podst. twojego opowiadania-pamiętnika), i nawet się dziwiłam, że tak dojrzale piszesz. Teraz dopiero przeczytałam wątek o szkole i stażu... Gdybym wiedziała, nie odważyłabym się tak wprost pouczać osoby dorosłej. Bo młodziutką uczennicę - chyba można. Przepraszam jeszcze raz.
  • diananawozku 27.09.17, 12:17
    możesz i poprawiać :) nie obrażę się
  • ciotka_scholastyka 27.09.17, 08:52
    diananawozku napisał(a):

    > I czy nie było tak, że Laura nie powiedziała albo nikomu o domniemanych zaręczy
    > nach Pyzy albo nie powiedziała Róży co myśli o Frycku w ramach siostrzanej szta
    > my w ramach sztamy czy już wymyślam?

    Nie Laura, tylko Gaba. Pyza ze stogu siana dzwoniła do matki i jej powiedziała o "zaręczynach", prosząc, żeby nikomu nie mówiła.
  • tt-tka 27.09.17, 09:43
    diananawozku napisał(a):

    > Mało tego! Nie dość że starsza Pyziakówna martwiła się tylko o swoją toksyczn
    > ą rodzicielkę , to jeszcze z satysfakcją myślała o karze dla niej.

    Sorki, ale brzmi to tak, jakby Roza myslala o karze dla toksycznej rodzicielki :)



    > Przecież Tygrys nawet jak palnął coś głupiego do dzielnej córki dzielnej matki
    > to od razu tego żałowała

    Oj nie. Poczytaj inne tomy.

  • haszyszymora 27.09.17, 16:04
    Szybki przegląd relacji dziecinno-nastoletniej:

    Noelka - Róża ewidentnie jest zdominowana przez młodszą siostrę, nie umie się jej postawić (scena z welonem), ale ciągle są ze sobą na tyle blisko, że potrafią się razem bawić i współdziałać (robią razem prezenty, stają w obronie żebraczek).

    Pulpecja - same here. Młode dalej współdziałają, choć ewidentnie Laura rządzi, a Pyza się dostosowuje (czego zresztą zwykle żałuje, patrz: noc poślubna Idy). Bawią się. Robią teatrzyk. Jest normalnie.

    Dziecko piątku - Pyza ewidentnie spada do roli podnóżka, patrz: Laura bałagani w kuchni, siostra po niej sprząta. Mam wrażenie, że zaczyna mieć tego dość, dziewczynki zaczynają się kłócić (co jest normalne), Pyza zawiązuje wspólny front z Grzegorzem.

    Nutria i Nerwus - Tygrysowi odbija, być może z zazdrości o Ignasia. Upokarza siostrę in public, robi z niej tragarza, myśli o Róży z mieszaniną niechęci i politowania, młode kłócą się praktycznie bez przerwy, Pyza wreszcie wybucha i diagnozuje problem: "Ona mnie traktuje jak głupią!". (wtręt osobisty - ponieważ moralność w literaturze nie obowiązuje, mam dla Laury pełną aprobatę. Róża to po prostu ten typ bohaterki, który ma na tyłku napisane "kopnij mnie"). Ewentualne sygnały dobra płyną od Pyzy, patrz: scena ze złą feministką.

    Imieniny - przy całej sympatii dla zepsutych nimfetek nawet ja widzę, że Laura przegina (a Pyza to albo idiotka, albo ofiara ciężkiego terroru). Tygrys jest już chora z zazdrości, uwaga poświęcana Róży przez Lelujków czy rodzinę doprowadza ją do szału, zagrania są paskudne. Like, kradzież prezentu. Like, psucie randek. Like, dąsanie się o to, że Róża nie chce nic opowiadać. Ciekawe, że Róża nadal nie umie się postawić - no nie liczę sceny z tortem, bo przecież wtedy wygrywa Laura. Ale dalej wystarczy jednego ostrego spojrzenia, by kretynka słoneczna dodała "Laura też z nami idzie" czy nie pisnęła słowem o zajumanym prezencie (a można było rzucić: ach, to ode mnie i Laury). Rozpad totalny, ale zafundowany raczej przez rodzinkę: dostajemy expressis verbis, że Tygrys czuje się zwyczajnie gorsza i niekochana.

    Tygrys i Róża przypada krótko po tym, kiedy między dziewczynami wszystko, co mogło jebutnąć, już jebutnęło. Jak nie lubię Pyzy, tak poniekąd rozumiem reakcję obronną i odcięcie się, zwłaszcza przy pełnej aprobacie rodziny. A i Tygrys chyba niespecjalnie szuka okazji do zbliżenia.

    Dalej nie wiem, skończyłam na Kalamburce. :)
  • diananawozku 27.09.17, 16:33
    Czyżby pojawienie się na świecie IGS tak bardzo zmieniło Laurę a co za tym idzie jej stosunki ze starszą siostrą?
  • tt-tka 27.09.17, 16:47
    Sadze, ze tak. Laura musiala podzielic sie - a w swoim odczuciu zabrano jej - uwage matki. Ktora dotad skupiala sie na niej. Roza zniosla to lepiej, bo ona juz wczesniej miala mlodsze rodzenstwo, Laure wlasnie.

    Ale nie tylko to, to jest okres buntow Laury i jej okropnych zachowac w ogole przez rodzine nie korygowanych - dla mnie najgorsza jest (w NiN) historia o ukradzionych przez Laure pieniadzach, ktora nie ma zadnego dalszego ciagu - ani wyjasnien, ani kary, ani innych konsekwencji. Cale zachowanie Laury w tym okresie 10-13 lat to jakby testowanie "na ile moge sobie pozwolic, ile zniosa" albo coraz glosniejsze wolanie o poswiecenie jej uwagi. Tyle ze czesto kosztem Rozy wlasnie. I nikt dziewczynkom nie pomaga wyjsc z tych rol dreczacej i dreczonej, porozumiec sie, postawic granic.
  • marutax 27.09.17, 18:42
    Kiedyś stwierdziłam, że reakcja Laury i Róży na pojawienie się IG przypomina stereotypowe zachowanie dzieci adoptowanych, których przybrani rodzice mają "w końcu swoje własne dziecko". Ignaś jest pierwszym męskim przedstawicielem rodu Borejków, otacza go powszechny zachwyt i bezwarunkowa akceptacja. Nie otacza go za to żaden cień, nie łączą się z nim złe wspomnienia. Dziewczynki mogą obawiać się podświadomie, że młodszy brat jest tym "prawdziwym" upragnionym dzieckiem Gaby. Do tego Pyziakówny czują się postawione poza nawiasem rodziny Strybów. I obie reagują jak dzieci bojące się odrzucenia, symbolicznego "odesłania". Róża stara się na każdym kroku udowadniać, że jest przydatna i pomocna, jakby chciała zapracować na swoje miejsce. Laura walczy o uwagę i pozycję. Próbuje przekraczać kolejne granicę, bo każde przebaczenie lub przyzwolenie matki utwierdza ją w przekonaniu, że "nie zostanie odesłana", nawet jeśli nie jest idealną córką. Żadna z nich nie rozumie i nie akceptuje postawy tej drugiej, a to tworzy między nimi przepaść.
  • fornitta69 27.09.17, 18:53
    Tylko,ze dziewczynkom sie charaktery nie zmienily po urodzeniu sie Ignasia. Juz wczesniej takie wlasnie byly- Pyza byla pocnym sloneczkiem a Tygrys byl nieposluszny i kaprysny.
  • przymrozki 27.09.17, 19:05
    fornitta69 napisała:

    > Tylko,ze dziewczynkom sie charaktery nie zmienily po urodzeniu sie Ignasia. Juz
    > wczesniej takie wlasnie byly- Pyza byla pocnym sloneczkiem a Tygrys byl niepos
    > luszny i kaprysny.

    Tak. Tygrys zawsze był ten swawolniejszy, a Pyza była cicha i pomocna. Ale do NiN Laura czuje się w rodzinie pewnie, a jej relacja z matką jest bliska (nic nam nie wiadomo o tym, żeby podobna więź łączyła Gabę z Pyzą).
  • fornitta69 27.09.17, 19:12
    przymrozki napisała:
    Ale do NiN Laura czuje się w rodzinie pewnie, a jej relacja z matką jest bliska (nic na
    > m nie wiadomo o tym, żeby podobna więź łączyła Gabę z Pyzą).
    Tzn Pyza nie miala z Gaba bliskiej relacji w Noelce, Pulpecji i DP? Czy zle zrozumialam?
  • przymrozki 27.09.17, 19:18
    Może miała, ale nigdy nie było to przedmiotem rozważań autorki. W książkach Gabrysia często rozmawia z Laurą, z Różą chyba nigdy.
  • fornitta69 27.09.17, 19:25
    Bo Roza jest nudna jak flaki z olejem, wiec jej nie ma tak duzo jak Tygrysa w J ;) Ja to zawsze rozumialam tak: Gaba ma z Tygrysem problemy, wiec ich rozmowy sa jakos tam istotne dla akcji ksiazek i dlatego tam sa. Z Pyza ma niczym niezaklocona, spokojna i dobra relacje i dlatego sa tylko rodzajowe scenki typu Pyza sie do niej tuli-
    gdzies tam w tle. A o zareczynach Pyza mowi wlasnie matce - i to moim zdaniem pokazuje,ze jednak byly blisko.
  • tt-tka 27.09.17, 19:28
    fornitta69 napisała:

    > Bo Roza jest nudna jak flaki z olejem, wiec jej nie ma tak duzo jak Tygrysa w J
    > ;) Ja to zawsze rozumialam tak:

    Pyza jest nieklopotliwa, wiec nie trzeba sie nia zajmowac - ja to tak rozumialam.

    O zareczynach Roza mowi matce, ale o ciazy - babce.
    Mamusi tylko dobre nowiny, bron boru isc do niej z klopotem. Nie, to nie sa dobre relacje, to sa relacje niemal nieistniejace.
  • przymrozki 27.09.17, 19:54
    Tak gwoli ścisłości to Róża o ciąży nie mówi nikomu. Płacze w najbardziej publicznym miejscu w domu i liczy, że ktoś się zainteresuje. Dobrze, że nie przyszedł Ignacy, bo powiedziałby zapewne coś w rodzaju "nie płacz Różo, bo mi nakapiesz do kubka z herbatą, którą mi zrobisz, ale pamiętaj, z cytryną".
  • tt-tka 27.09.17, 19:19
    fornitta69 napisała:


    > Tzn Pyza nie miala z Gaba bliskiej relacji w Noelce, Pulpecji i DP? Czy zle zro
    > zumialam?

    A miala ? Jakies rozmowy, zdarzenia, ktore by to potwierdzaly ?
    Corki sie garna do matki, tak. Ona popatruje na nie spiace. Ale relacji to tam nie ma.
  • przymrozki 27.09.17, 19:29
    Coś mi się mami, że był opis sceny, w której Pyza tuli się do matki, ale wzrok Gabrysi dowodzi, że jej myśli są przy Tygrysku. Smutne zdanie. Coś podobnego miała Nutria, gdy nikt oprócz Róży nie witał jej po rocznej nieobecności, bo akurat wszyscy rzucili się wiwatować na cześć powracając po dwóch dniach Gabrysi.
  • fornitta69 27.09.17, 19:30
    Smutne to by bylo, gdyby Pyza byla tego swiadoma. A ja zrozumialam z tekstu,ze nie byla.
  • tt-tka 27.09.17, 19:34
    To, ze ona nie idzie do matki z zadnym swoim problemem dowodzi, ze byla tego swiadoma. Role rozpisane, Gaba ma monopol na meczenstwo, a Laura na sprawianie matce przykrosci i klopotow (ocena borejklanu).
  • przymrozki 27.09.17, 19:34
    Nutria też nie była świadoma, że coś jest nie tak w hołubieniu jednej córki i ignorowaniu drugiej. I to jest właśnie smutne.

    Zresztą. Ja nie mówię, że podobne sceny zdarzyć się nie mogły. Tylko że skoro MM wybrała je dla nas i opisała, musimy uznać je za reprezentatywne (albo zostajemy bez materiału źródłowego do dyskusji). Czyli tak właśnie u Borejków dzielono uczucia. Trochę nieidealnie jak na idealną rodzinę.
  • fornitta69 27.09.17, 19:35
    Przeciez wielu rodzicow nie kocha dzieci identycznie, ale kocha je rownie mocno. Gaba patrzyla na spiace corki i myslala,ze od Pyzy bije cieplo a od Tygrysa tajemnica- dla mnie w tej scenie byla jej milosc i czulosc. Ale milosc inna do kazdej z corek.
  • przymrozki 27.09.17, 19:45
    To by było w porządku. O miłości Gaby do córek wiemy w sumie niewiele, bo mamy tylko jej deklaracje o bezbrzeżnej miłości matczynej. Natomiast na podstawie książek można postawić tezę, że więcej uwagi dostawał Tygrys. A że im bardziej broił, tym więcej dostawał uwagi, to broił coraz więcej. I tak w koło Macieju. Nie było to ani dobre dla Róży, ani wychowawcze dla Laury.

    Oczywiście, to niekoniecznie znaczy, że Pyza była kochana mniej. Ale wygląda jakby była kochana gorzej jakościowo.
  • fornitta69 27.09.17, 19:54
    Nie wiem jak sie ocenia jakosc kochania. Bo jezeli po efektach, to chyba jednak Laura byla "kochana gorzej jakosciowo"- bo milosc Gaby do niej byla nieudolna, moze wrecz toksyczna... Laura miala problemy z matka, Pyza - nie. Wiec samo sie nasuwa,ze Gaba byla lepsza matka dla Pyzy (bo to bylo latwe) a dla Tygrysa gorsza (bo kompletnie sobie z nia nie radzila).
  • gat45 27.09.17, 20:04
    fornitta69 napisała:

    > Nie wiem jak sie ocenia jakosc kochania. Bo jezeli po efektach, to chyba jednak
    > Laura byla "kochana gorzej jakosciowo"- bo milosc Gaby do niej byla nieudolna,
    > moze wrecz toksyczna... Laura miala problemy z matka, Pyza - nie. Wiec samo si
    > e nasuwa,ze Gaba byla lepsza matka dla Pyzy (bo to bylo latwe) a dla Tygrysa go
    > rsza (bo kompletnie sobie z nia nie radzila).

    Myślisz, że kiedy dziecko bierze na siebie cały trud w relacji z rodzicem, to jakość uczucia rodzica do niego można uznać za lepszą niż wobec dziecka, które sprawia kłopoty ?
    Dla mnie Pyza cały czas żebrze o miłość, a Laura - o uwagę. Ta druga cel czasami osiąga. Obawiam się, że ta pierwsza nie za bardzo.
  • fornitta69 27.09.17, 20:09
    No a ja tego zebrania Pyzy o milosc nigdzie nie zauwazylam.
  • przymrozki 27.09.17, 20:12
    Zależy jak na to patrzeć. Laura walczyła o miłość matki metodami desperackimi, ale jednak typowymi dla nastolatków.

    Róża zaś wyrosła z jedną z tych bezwolnych roślin, które w pionie mogą się trzymać tylko na tyczce. Całe życie podporządkowała narzeczonemu, studia wybrała w ogóle nie kierując się własnymi zdolnościami i zainteresowaniami (o ile jakieś miała). Obiekt jej uczuć nawet nie przedstawił jej w swoim domu i nic nie wskazuje, żeby na poważnie łączył z nią swoją przyszłość. W pewnym sensie można uznać, że Róża była skrzywiona bardziej.
  • fornitta69 27.09.17, 20:14
    A ja uwazam,ze Pyza nie byla skrzywiona przez wychowanie, tylko miala juz taki mamejowaty charakter.
  • przymrozki 27.09.17, 20:25
    A Laura miała silny charakter i tendencję do użalania się nad sobą. Nikt nie powiedział, że w idealnej rodzinie byłaby pachnącą liliją.
  • tt-tka 27.09.17, 20:23
    fornitta69 napisała:

    > Nie wiem jak sie ocenia jakosc kochania. Bo jezeli po efektach, to chyba jednak
    > Laura byla "kochana gorzej jakosciowo"- bo milosc Gaby do niej byla nieudolna,
    > moze wrecz toksyczna... Laura miala problemy z matka, Pyza - nie.

    Laura nie miala problemow z matka, tylko z soba. A matka w zaden sposob nie pomogla ich rozwiazac.
    Roza miala problemy z soba, ale jej problemy nie byly nawet zauwazone. O rozwiazywaniu mowy nie ma.
    Wiec ?
  • gat45 27.09.17, 19:57
    Chodzi mi po głowie taka scena : Gaba z obiema córeczkami na ulicy ; Pyza ciągnie ją za rękaw i domaga się przyznania, że nie wolno czytać cudzych listów (wiadomo, do kogo i do czego pije), ale Gaba pozostaje zatopiona w swoich myślach i w ogóle nie zwraca na to uwagi.
    Potrafi ktoś to umiejscowić i doprecyzować zakończenie tej scenki ? Bo nie pomnę ze szczegółami i nie wiem nawet, w którym tomie szukać. Pamiętam tylko swoje zdziwienie na brak reakcji, a przynajmniej takiej reakcji, jakiej bym się spodziewała. Chociaż zdaję sobie sprawę, że przy całkowitym désintéressement matki w sprawie defraudacji składek ta scenka to pestka.
  • fornitta69 27.09.17, 20:08
    To bylo w Noelce.
  • fornitta69 27.09.17, 20:12
    I Gaba zbyla dziewczynki jakims zdawkowym: "tak, nie wolno czytac cudzych listow". A swoja droga to z Pyzy kabel ;)
  • marutax 27.09.17, 20:20
    gat45 napisała:

    > Chodzi mi po głowie taka scena : Gaba z obiema córeczkami na ulicy ; Pyza ciągn
    > ie ją za rękaw i domaga się przyznania, że nie wolno czytać cudzych listów (wia
    > domo, do kogo i do czego pije), ale Gaba pozostaje zatopiona w swoich myślach i
    > w ogóle nie zwraca na to uwagi.
    > Potrafi ktoś to umiejscowić i doprecyzować zakończenie tej scenki ? Bo nie pomn
    > ę ze szczegółami i nie wiem nawet, w którym tomie szukać. Pamiętam tylko swoje
    > zdziwienie na brak reakcji, a przynajmniej takiej reakcji, jakiej bym się spodz
    > iewała. Chociaż zdaję sobie sprawę, że przy całkowitym désintéressement matki w
    > sprawie defraudacji składek ta scenka to pestka.

    "Noelka", Gaba idzie z dziewczynkami do Kowalików a potem do kościoła. Wbrew pozorom nie jest to taki rażący przypadek - Gabrysia nie słyszy rozmowy córek, nie wie, że chodzi o konkretną sytuację. Ot, kolejna kłótnia sióstr.
    "- Mamuś, powiedz Tygrysowi, że nie wolno czytać cudzych listów! - szarpnęła ją za rękaw Pyza.
    - Nie wolno, Tygrysku, nie wolno - odpowiedziała Gabrysia machinalnie. Stały już u końca Teatralki, przed willą, w której mieszkali Kowalikowie."
    Szkoda, że Gaba nie zastanowiła się, skąd ten temat i szkoda, że nie zapaliła jej się ostrzegawcza lampka "o, trzeba z Laurą porozmawiać, skoro nie rozumie takich rzeczy", ale cała ta scena nie jest taka straszna, tzn. to nie ten sam kaliber, co "wiem, że moja córka czytała listy Idy, ale nie będę drążyć tematu, bo zacznę myśleć o Januszu".

  • tt-tka 27.09.17, 20:20
    gat45 napisała:

    > Chodzi mi po głowie taka scena : Gaba z obiema córeczkami na ulicy ; Pyza ciągn
    > ie ją za rękaw i domaga się przyznania, że nie wolno czytać cudzych listów (wia
    > domo, do kogo i do czego pije), ale Gaba pozostaje zatopiona w swoich myślach i
    > w ogóle nie zwraca na to uwagi.
    > Potrafi ktoś to umiejscowić i doprecyzować zakończenie tej scenki ?


    Pyza szarpiac matke za rekaw "powiedz jej, ze nie wolno czytac cudzych listow" "Nie wolno, tygrysku, nie wolno" odpowiada machinalnie Gaba.
    Dalszego ciagu niet. Przy czym podniesione glosy dziewczynek slychac juz wczesniej, one kloca sie o to od jakiegos czasu.

  • pi.asia 27.09.17, 20:31
    gat45 napisała:

    > Chodzi mi po głowie taka scena : Gaba z obiema córeczkami na ulicy ; Pyza ciągn
    > ie ją za rękaw i domaga się przyznania, że nie wolno czytać cudzych listów (wia
    > domo, do kogo i do czego pije), ale Gaba pozostaje zatopiona w swoich myślach i
    > w ogóle nie zwraca na to uwagi.
    > Potrafi ktoś to umiejscowić i doprecyzować zakończenie tej scenki ?

    Noelka, Gaba z Pyzą i Tygryskiem idzie po doktora Kowalika.

    Gabrysia szła szybko, długimi, sprężystymi krokami, a córeczki, trajkocząc, pędziły za nią.
    - Nieprawda! - Prawda! - A właśnie że nie! - słyszała za sobą Gabrysia ich głosy.
    Znów się o coś wykłócały, ale nie chciało się jej interweniować.
    (...)

    - Mamuś, powiedz Tygrysowi, że nie wolno czytać cudzych listów! - szarpnęła ją za rękaw Pyza.
    - Nie wolno, Tygrysku, nie wolno - odpowiedziała Gabrysia machinalnie.


    Ta scena wkuropatwia mnie na maksa, chociaż osoby dzieciate raczej nie dostrzegają w niej nic nadzwyczajnego (była kiedyś dyskusja na forum), bo "to normalne, że rodzic nie zawsze reaguje, a zresztą Gaba zareagowała". Tymczasem moim zdaniem mamy tu pięknie pokazane unikanie jakiegokolwiek wychowania córek. Kradzież składek jest po prostu konsekwencją wcześniejszych zachowań, których nikt konkretnie nie potępił. W końcu różnica między cudzymi listami a cudzymi pieniędzmi jest żadna. I tego, i tego nie wolno ruszać. A brak kary za kradzież - cóż, skoro Gaba teraz machinalnie odpowiada "nie wolno", to za parę lat zapowie, że wymyśli karę i na tej zapowiedzi się skończy. Też logiczna konsekwencja w działaniu.
  • przymrozki 27.09.17, 20:38
    Kradzież składek jako zbrodnia bez kary to jest wątek nie do uratowania. MM zawiodła na całej linii namaszczając na ideał matkę do tego stopnia wychowawczo nieporadną.

    Ale z tymi listami to chyba było nie tak. Gabrysia nie słuchała rozmowy córek (bo po co by miała) i była przekonana, że to rozmowa teoretyczna. Przecież rodzice nie dopytują dziesięcioletnich dzieci o każde wypowiedziane przez nie słowo na wypadek, gdyby za tym słowem coś było ukryte.

  • tt-tka 27.09.17, 20:46
    przymrozki napisała:

    > Kradzież składek jako zbrodnia bez kary to jest wątek nie do uratowania. MM zaw
    > iodła na całej linii namaszczając na ideał matkę do tego stopnia wychowawczo ni
    > eporadną.
    >
    > Ale z tymi listami to chyba było nie tak. Gabrysia nie słuchała rozmowy córek (
    > bo po co by miała)

    Bo to byla jedyna w calym tym dniu chwila, kiedy corki mialy matke tylko dla siebie, a przynajmniej chcialy miec ? Gaba caly dzien zajeta, nie nimi bynajmniej, i uparly sie, ze wyjda razem z nia, zeby troche pobyc z mama.
  • gat45 28.09.17, 06:48
    przymrozki napisała:

    > Kradzież składek jako zbrodnia bez kary to jest wątek nie do uratowania. MM zaw
    > iodła na całej linii namaszczając na ideał matkę do tego stopnia wychowawczo ni
    > eporadną.
    >

    Wracam do składek, czyli do mojego jedynego prawdziwego i bezspornego szoku w J.
    Że matka okazała się nieporadna [leciutki eufemizm węszę :)] - to jedno. Ale powiedzcie mi, czy ze swojej strony polska szkoła zostawiłaby podobny występek bez konsekwencji ? Do załatwienia w domowym zaciszu ? Chodziło o pieniądze ze składek klasowych, defraudacja (czy tam sprzeniewierzenie, nie wiem, co gorsze) po oczach bije. Nawet jeżeli pieniądze zostały zwrócone przez rodzinę ucznia, to chyba wychowawca nie mógł tego pozostawić bez omówienia w klasie ? Bez symbolicznej chociaż kary dla ucznia, który wyrolował kolegów ? Bez pogawędki na temat cnoty nagrodzonej i niecnoty ukaranej ?
    A sami koledzy z klasy ? Czy nie zgotowaliby Laurce drobnego piekiełka ? We wszystkich szkołach, w których bywałam, taki złodziej wspólnego mienia miałby życie skutecznie zatrute. A już akurat zarozumiałą Laurę, znoszącą pokornie klasowy ostracyzm, wyjątkowo trudno mi sobie wyobrazić.
    Cała ta historia kupy się nie trzyma, za to - jak dla mnie - wielką kupą śmierdzi. No ale ja mam wpojone przesadne wprost poszanowanie dla pieniądza i przede wszystkim dla uczciwego z nim postępowania. Może to zbyt przyziemne dla rodziny z wyższych sfer kiejdańskich?
  • przymrozki 28.09.17, 08:02
    Możliwe, że coś przykrego spotkałoby Laurę w szkole, ale przecież ona została wywieziona do Łeby świeżo po wyjściu sprawy na jaw, jeszcze przed zakończeniem roku szkolnego (w chwili rozpoczęcia akcji rodzina jeszcze nie wie, że Laura będzie mieć obniżoną ocenę ze sprawowania). Wychowawczyni mogła mieć pomysł ukarania Laury naganą, urządzenia pogadanki na lekcji i zarządzenia jakiejś formy symbolicznego zadośćuczynienia w rodzaju "niech winowajczyni wypieli przyszkolny ogródek" (czy coś takiego).

    Nawiasem mówiąc, pozbycie się Laury z miasta dorosłym Borejkom zapewne też oszczędziło kilku upokorzeń. Inne rodziny pewnie by ich sobie popokazywały palcami, a i od nauczycielki pewnie trzeba by było znieść kilka przytyków i dużo karcących spojrzeń.
  • emae 28.09.17, 09:09
    gat45 napisała:

    > Że matka okazała się nieporadna [leciutki eufemizm węszę :)] - to jedno. Ale p
    > owiedzcie mi, czy ze swojej strony polska szkoła zostawiłaby podobny występek b
    > ez konsekwencji ? Do załatwienia w domowym zaciszu ? Chodziło o pieniądze ze sk
    > ładek klasowych, defraudacja (czy tam sprzeniewierzenie, nie wiem, co gorsze) p
    > o oczach bije. Nawet jeżeli pieniądze zostały zwrócone przez rodzinę ucznia, to
    > chyba wychowawca nie mógł tego pozostawić bez omówienia w klasie ? Bez symboli
    > cznej chociaż kary dla ucznia, który wyrolował kolegów ? Bez pogawędki na tema
    > t cnoty nagrodzonej i niecnoty ukaranej ?
    > A sami koledzy z klasy ? Czy nie zgotowaliby Laurce drobnego piekiełka ? We wsz
    > ystkich szkołach, w których bywałam, taki złodziej wspólnego mienia miałby życi
    > e skutecznie zatrute. A już akurat zarozumiałą Laurę, znoszącą pokornie klasowy
    > ostracyzm, wyjątkowo trudno mi sobie wyobrazić.

    Próbowałam kiedyś - bez śladu powodzenia - przeforsować na forum tezę, że Laura poniosła tak poważne konsekwencje w postaci kary w szkole i ostracyzmu klasowego, że Gaba nie widziała już potrzeby, żeby ją jeszcze dodatkowo karać.

    Moim zdaniem są w tekście pewne przesłanki. Laura ma obniżoną ocenę z zachowania "na bardzo, bardzo niską". Dla dziewczynki wychowanej w kulcie nauki, dla której stopnie szkolne mają znaczenie, to jest dotkliwa kara - nawet jeśli dorosły nie uznałby tego za jakąkolwiek karę. Jeśli chodzi o rówieśników - Laura jeszcze pięć lat później w tej samej klasie nie ma ani jednej koleżanki, co najwyżej Esmeraldę Kopiec, z którą nie są sobie ani trochę bliskie. Trudno uwierzyć, żeby inteligentna, dowcipna i czarująca Laura była do tego stopnia nielubiana. Może ciągnie się za nią piętno złodziejki?

    Chodzi mi o to, że Gabę dałoby się wybronić albo przynajmniej usprawiedliwić jednym zdaniem. Gdyby na przykład na zarzut Nutrii, że przecież miała ukarać Laurę, odpowiedziała coś w stylu: "Wiem, wiem, powinnam. Ale jakoś tak ciężko mi ją dodatkowo karać, kiedy widzę, jak bardzo dotknęła ją sytuacja w szkole. Dzieci bardzo jej dokuczają, ma obniżoną ocenę, nie dostała nagrody książkowej, a tak się na nią cieszyła...". Coś w tym stylu.

    Sam wątek kradzieży jest kuriozalny i nie trzyma się kupy. Żałuję, że nie został jakoś pogłębiony i wytłumaczony. Laura jest inteligentna i dojrzała jak na swój wiek. W tym wątku mamy uwierzyć, że wykazała się umysłowością pięcioletniej Pulpy, która topiła piniondz i odnotowywała, że ów tonie. Albo wychowano ją na dziecko drastycznie nieświadome wartości pieniądza (a przecież została skarbniczką klasową! Choćby z tej okazji trzeba było z nią na ten temat porozmawiać), albo cała wielka defraudacja to był niefortunny przypadek, np.: Laura poszła z koleżankami na lody, nie miała swoich pieniędzy, to zapłaciła ze składkowych, a potem zapomniała powiedzieć mamie, że potrzebuje pieniędzy, by uzupełnić to, co wydała.

  • tt-tka 28.09.17, 09:39
    emae napisała:



    > Próbowałam kiedyś - bez śladu powodzenia - przeforsować na forum tezę, że Laura
    > poniosła tak poważne konsekwencje w postaci kary w szkole i ostracyzmu klasowe
    > go, że Gaba nie widziała już potrzeby, żeby ją jeszcze dodatkowo karać.

    Nie kupuje. Przede wszystkim dlatego, ze Laura czuje sie pokrzywdzona "nauczycielka, wstretne babsko, uparla sie" - mowa o tym obnizonym stopniu ze sprawowania. Ocena to wina zlosliwosci nauczycielki, a nie konsekwencja postepkow Laury.
    A sam Gabon oswiadczyl przeciez "wobec ohydy tego wystepku kara musi byc wyszukana i okrutna" i mysli nad nia juz trzeci dzien. Tyle ze nie wymyslila i nie wykonala. Choc zapowiedziala.


    Trudno uwierzyć, że
    > by inteligentna, dowcipna i czarująca Laura była do tego stopnia nielubiana. Mo
    > że ciągnie się za nią piętno złodziejki?

    Dowcipy Laury w tym okresie, jesli sadzic po jej stosunkach z Roza, sa albo wymierzone w kogos, albo czyims kosztem. Laura kocha brylowac i blyszczec, a nie istniec w grupie - imho brak przeslanek, by uznac, ze Laura w klasie jest czarujaca. Natomiast wierze bez trudu, ze mogla byc sakramencko nielubiana.
    Dzieci niekoniecznie dobrze znosza ciagle wywyzszanie sie kolezanki.


    > Chodzi mi o to, że Gabę dałoby się wybronić albo przynajmniej usprawiedliwić je
    > dnym zdaniem. Gdyby na przykład na zarzut Nutrii, że przecież miała ukarać Laur
    > ę, odpowiedziała coś w stylu: "Wiem, wiem, powinnam. Ale jakoś tak ciężko mi
    > ją dodatkowo karać, kiedy widzę, jak bardzo dotknęła ją sytuacja w szkole. Dzi
    > eci bardzo jej dokuczają, ma obniżoną ocenę, nie dostała nagrody książkowej, a
    > tak się na nią cieszyła..
    .". Coś w tym stylu.

    Imho nie daloby sie. Laura powinna zrozumiec, czym jest naprawde to, co zrobila, a rzecza matki bylo to wytlumaczyc. To absolutne minimum. A Laura tyle z tego rozumie, ze nauczycielka jest wstretna, a nie, ze ona sama postapila wstretnie.

    > Sam wątek kradzieży jest kuriozalny i nie trzyma się kupy. Żałuję, że nie zosta
    > ł jakoś pogłębiony i wytłumaczony. Laura jest inteligentna i dojrzała jak na sw
    > ój wiek. W tym wątku mamy uwierzyć, że wykazała się umysłowością pięcioletniej
    > Pulpy, która topiła piniondz i odnotowywała, że ów tonie.

    Pulpa sie bawila, zwykla ciekawosc poznawcza dziecka :) Laura jest aspoleczna i nie widzi niczego zlego w zaspokajaniu swoich potrzeb czy kaprysow cudzym kosztem - i to jest konsekwencja jej niewychowywania przez Gabe. Gdyby w swoim czasie zamiast pitolic o cudownym zapachu dziecka wylozyla jasno i zrozumiale, ze cudzych rzeczy sie nie rusza i i konsekwentnie to egzekwowala... ale to by wymagalo wysilku, byc moze znoszenia fochow corki, a na pewno ciaglego reagowania. A Gabuni sie zwyczajnie nie chce.

    a
    > lbo cała wielka defraudacja to był niefortunny przypadek, np.: Laura poszła z k
    > oleżankami na lody, nie miała swoich pieniędzy, to zapłaciła ze składkowych, a
    > potem zapomniała powiedzieć mamie, że potrzebuje pieniędzy, by uzupełnić to, co
    > wydała.

    "Kupowala sobie ukochane lody banana joe" - sobie kupowala. I nie jednorazowo.
    >
  • fornitta69 28.09.17, 09:41
    emae napisała:

    > Moim zdaniem są w tekście pewne przesłanki. Laura ma obniżoną ocenę z zachowani
    > a "na bardzo, bardzo niską". Dla dziewczynki wychowanej w kulcie nauki, dla któ
    > rej stopnie szkolne mają znaczenie, to jest dotkliwa kara - nawet jeśli dorosły
    > nie uznałby tego za jakąkolwiek karę. Jeśli chodzi o rówieśników - Laura jeszc
    > ze pięć lat później w tej samej klasie nie ma ani jednej koleżanki, co najwyżej
    > Esmeraldę Kopiec, z którą nie są sobie ani trochę bliskie. Trudno uwierzyć, że
    > by inteligentna, dowcipna i czarująca Laura była do tego stopnia nielubiana. Mo
    > że ciągnie się za nią piętno złodziejki?
    Mnie bardzo latwo uwierzyc, ze Laura byla nielubiana z powodow innych niz pietno zlodziejki. Byla zarozumiala, uszczypliwa, czesto traktowala innych z pogarda. Poza tym byla bardzo ladna- co moglo wzbudzac zazdrosc kolezanek. I byc moze byla "na wyzszym poziomie" niz kolezanki, wiec ani jej, ani im na kontakcie nie zalezalo.
  • przymrozki 28.09.17, 10:40
    To nie jest tak, że Laura była nielubiana. Dostawała przecież walentynki. To raczej ona nie lubiła np. nudnego Patryka, który nie miał pojęcie o jazzie.

    Na dodatek w "TiR" dowiadujemy się, że niechęć Laury do kolegów z klasy cieszyła się poparciem rodziny. Słoneczko Jeżyc, Eksperymentalny Sygnał Dobra i Wcielona Miłość Bliźniego, wracając z poszukiwań zaginionej córki mówi "jakie to dziecko ma koleżanki". Znaczy się słusznie Laura robi, że ich nie lubi.
  • tt-tka 28.09.17, 10:48
    przymrozki napisała:

    > To nie jest tak, że Laura była nielubiana. Dostawała przecież walentynki. To ra
    > czej ona nie lubiła np. nudnego Patryka, który nie miał pojęcie o jazzie.

    Walentynki to raczej dowod na to, ze Laura sie podobala chlopakom, niz ze byla lubiana. Imho.
    Patryk nudny dla snobki od jazzu nowoorleanskiego mogl ja po tej pierwszej randce - albo gdy nie bylo drugiej - mocno znielubic, nie sadzisz ?


    > Na dodatek w "TiR" dowiadujemy się, że niechęć Laury do kolegów z klasy cieszył
    > a się poparciem rodziny. Słoneczko Jeżyc, Eksperymentalny Sygnał Dobra i Wcielo
    > na Miłość Bliźniego, wracając z poszukiwań zaginionej córki mówi "jakie to dzie
    > cko ma koleżanki". Znaczy się słusznie Laura robi, że ich nie lubi.

    To jest podsumowanie juz siodmego roku Laury w tej klasie, czy nawet osmego. Sloneczko nie popieralo niecheci, tylko nie mialo bladego pojecia, z kim jej corka kolezankuje i ze wlasciwie z nikim
  • przymrozki 28.09.17, 10:54
    Scarlett O'hara też podobała się chłopakom ku zazdrości kobiet ze swojego otoczenia (co ją zresztą bardzo cieszyło). A nie powiedziałabym, że była nielubiana w sensie "niepopularna w towarzystwie". Laura też mogła być centrum, wokół którego kręciło się najwięcej kół w klasie.

    I ja wypowiedź Gaby zrozumiałam jako narzekanie, że koleżanki Laury ją rozczarowały i że dziecko, które z takimi koleżankami musi przebywać jest "biedne".
  • tt-tka 28.09.17, 11:18
    przymrozki napisała:

    > Scarlett O'hara też podobała się chłopakom ku zazdrości kobiet ze swojego otocz
    > enia (co ją zresztą bardzo cieszyło). A nie powiedziałabym, że była nielubiana
    > w sensie "niepopularna w towarzystwie".

    Przez kobiety/dziewczyny byla nielubiana. Uslyszala, jak ja obgaduja, z nikim, nie miala wiezi, nikomu nie mogla sie zwierzyc (nie chciala?) ani znalezc wspolczucia czy zrozumienia. I - jak Laura - byla impregnowana na cudze uczucia i potrzeby.

    Laura też mogła być centrum, wokół któr
    > ego kręciło się najwięcej kół w klasie.

    Mogla, mogla, jak Patrycja, ktora ciagnie za soba sznutr wielbicieli i sznur zachwyconych kolezanek (minus ponura Roma, ale to na pewno z zawisci). Tyle ze nic nie wskazuje, by tak bylo.


    > I ja wypowiedź Gaby zrozumiałam jako narzekanie, że koleżanki Laury ją rozczaro
    > wały i że dziecko, które z takimi koleżankami musi przebywać jest "biedne".

    Ja tez tak zrozumialam, pytanie czym rozczarowaly i dlaczego dopiero teraz. Skoro z tymi dziecmi Laura jest w klasie siodmy czy osmy rok.
  • tt-tka 28.09.17, 11:29
    A i jeszcze - Gaba te wedrowke uskutecznia jak dlugo ? Ile czasu ona z kazda kolezanka corki porozmawiala/widziala ja ? Na jakiej podstawie ta krytyczna ocena kolezanek ?
    Bo podejrzewam, ze oceny byly baaardzo powierzchowne (jak lata pozniej ocena Bogatkowej w wykonaniu Idy) i raczej na bazie wyobrazen niz wiedzy. Albo dziewczynki ujawnily swoj brak sympatii/brak zainteresowania jej corka i dlatego "biedne dziecko".
  • przymrozki 28.09.17, 11:38
    tt-tka napisała:

    > przymrozki napisała:
    >

    > Przez kobiety/dziewczyny byla nielubiana. Uslyszala, jak ja obgaduja, z nikim,
    > nie miala wiezi, nikomu nie mogla sie zwierzyc (nie chciala?) ani znalezc wspol
    > czucia czy zrozumienia. I - jak Laura - byla impregnowana na cudze uczucia i po
    > trzeby.

    Scarlett niechęć koleżanek (i sióstr) wyraźnie cieszyła. Uważała ją za miernik swojego powodzenia.

    > Laura też mogła być centrum, wokół któr
    > > ego kręciło się najwięcej kół w klasie.
    >
    > Mogla, mogla, jak Patrycja, ktora ciagnie za soba sznutr wielbicieli i sznur za
    > chwyconych kolezanek (minus ponura Roma, ale to na pewno z zawisci). Tyle ze [b
    > ]nic[/b] nie wskazuje, by tak bylo.

    Nic nie wskazuje także na to, że była nielubiana. Wiemy tylko, że raczej nie nawiązywała więzi z rówieśnikami. Cała reszta jest zgadywaniem, z którego nie można wnosić, że kradzież została ukarana ostracyzmem.
    Dla porównania, w "DP" do Pyzy dzwonią koleżanki z klasy (żeby porozmawiać o chłopakach), w "NiN" przychodzą do niej pocztówki od koleżanek. Chociaż Róża nigdy nie była w centrum wydarzeń, wyraźnie pokazywano nam, że prowadziła życie towarzyskie (które załamało się dopiero w "Imieninach").


    pytanie czym rozczarowaly i dlaczego dopiero ter
    > az. Skoro z tymi dziecmi Laura jest w klasie siodmy czy osmy rok.

    Czym? Pewnie kopcowatością (ciekawe, ale w "Opium" rodzina Arlety była przedstawiona dosyć w sumie ciepło - mama ma połamane paznokcie, ale jest w domu i dba o dzieci, pani Kopcowa miała być kimś w rodzaju pani Lewandowskiej).
    Czemu dopiero wtedy? Trudno powiedzieć. Widać nie tylko Grzegorz z zasady nie chadzał na wywiadówki Pyziakówien.
  • fornitta69 28.09.17, 11:44
    przymrozki napisała:

    > Czemu dopiero wtedy? Trudno powiedzieć. Widać nie tylko Grzegorz z zasady nie c
    > hadzał na wywiadówki Pyziakówien.
    Na wywiadowkach sie nie poznaje kolegow i kolezanek z klasy dziecka. Mozna tam poznac co najwyzej ich rodzicow ;)
  • tt-tka 28.09.17, 12:06
    przymrozki napisała:


    > Scarlett niechęć koleżanek (i sióstr) wyraźnie cieszyła. Uważała ją za miernik
    > swojego powodzenia.

    Byc moze Laure tez cieszy. Ale sympatii jej to nie przysparza. A i w adoratorow jakos ubogo.

    >
    > Nic nie wskazuje także na to, że była nielubiana. Wiemy tylko, że raczej nie na
    > wiązywała więzi z rówieśnikami. Cała reszta jest zgadywaniem, z którego nie moż
    > na wnosić, że kradzież została ukarana ostracyzmem.

    Na to zgoda, ale tym bardziej Gabon, ktory zostawil sprawe kradziezy odlogiem, pozostaje bez usprawiedliwienia.
    Ato, ze Laura jest osamotniona, widac - byc moze jej nie lubia, byc moze ona gardzi/lekcewazy/wywyzsza sie... ale wiezi nie ma i nie umie ich nawiazywac. Z doroslymi mezczyznami tak, ale z kobietami i z rowiesnikami nie.


    >
    > pytanie czym rozczarowaly i dlaczego dopiero teraz

    > Czemu dopiero wtedy? Trudno powiedzieć. Widać nie tylko Grzegorz z zasady nie c
    > hadzał na wywiadówki Pyziakówien.

    Nietrudno powiedziec. To znaczy, ze kolezanki u Laury w domu nie bywaly ani ona u nich. Przez te wszystkie lata. Gabon ich do TiR nie znal.
  • przymrozki 28.09.17, 12:43
    Zwykle rodzice mają jakieś wyobrażenie o klasie dzieci. Przecież widują ich rodziców na wywiadówkach. No i same dzieci zwykle coś opowiadają. Wierzę, że Laura w wieku licealnym (jej rocznik chyba nie załapał się na gimnazja) nie paplała z mamą o koleżankach, ale "TiR" dział się przecież w podstawówce. A Tygrys jeszcze jako dziesięciolatka był z Gabą związany, więc coś tam pewnie opowiadał.
  • tt-tka 28.09.17, 12:56
    przymrozki napisała:

    > Zwykle rodzice mają jakieś wyobrażenie o klasie dzieci.

    Maja, bo te dzieci znaja i widuja. We wlasnym domu, przy okazji wycieczek i imprez szkolnych. Gaba nie zna.
    W DP, gdy dziewczyny sie spozniaja, G. dzwoni do rodzicow Ulki Kolodziejanki - w TiR nie ma o tym mowy. Albo Ulka juz do tej klasy nie chodzi, albo potomkini Zakow tez zostala skwitowana "jakie to dziecko ma kolezanki".

    Tygrys jesz
    > cze jako dziesięciolatka był z Gabą związany, więc coś tam pewnie opowiadał.

    Z tresci nie wynika, ze cokolwiek opowiadal. Ani nawet, ze byl zwiazany z matka. Dobijal sie uwagi matki, to cakiem co innego.
    Gabon nawet na Kopcow nie wpadl, Kopcowne podpowiedziala Roza. Babka, wredna, ale przytomna, od razu konkluduje, ze Laura ani kolka nie ma, ani na urodziny nie poszla. A matka nie kuma nic i nie wie nic.

    Ta wedrowka z Grzegorzem i Ignasiem robi na mnie wrazenie pokazowki "ach jak ja sie martwie o corke, jak jej szukam" (nb wtedy corka jest juz znaleziona. Przez Robroja). Powtarzam pytanie - CO upowaznilo Gabona do takiej oceny ? Dziewczyny zuly gume (jej corka tez zuje) ? Slychac bylo "Kiepskich" w tle ? Otworzyly w stringach widocznych spod spodnicy ? CO mozna wiedziec o dziecku po kilkuminutowej (gora!) pogawedce ?
  • emae 28.09.17, 13:20
    tt-tka napisała:

    > Powtarzam pytanie - CO upowaznilo Gabona do takiej oceny ? D
    > ziewczyny zuly gume (jej corka tez zuje) ? Slychac bylo "Kiepskich" w tle ? Otw
    > orzyly w stringach widocznych spod spodnicy ? CO mozna wiedziec o dziecku po ki
    > lkuminutowej (gora!) pogawedce ?

    No własnie nic - poza tym, że można stwierdzić, że są nieżyczliwie doświadczone do Laury. Stąd też zawsze odbierałam okrzyk Gaby nie jako pogardę wobec koleżanek Laury (moim zdaniem to nadinterpretacja), ale jako konstatację, że Laura jest naprawdę bardzo samotna.
  • przymrozki 28.09.17, 13:23
    Ale wtedy powiedziałaby "to biedne dziecko nie ma koleżanek". Albo coś takiego.

    "Jakie to biedne dziecko ma koleżanki" trudno rozumieć inaczej niż "koleżanki tego dziecka wprawiły mnie w zdumienie, żal mi Laury, że takie ma towarzystwo w szkole".
  • dakota77 28.09.17, 13:32
    Ja tez rozumiem, ze Gaba a) dopiero probujac dowiedziec sie o losie Laury ma okazje dowiedziec sie,z kim jej corka jest w klasie, oraz b) uwaza te dzieci uwaza za bedace ponizej tego, co klan Borejkow uwaza za godne Laury towarzystwo.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • yackandandah22 29.09.17, 09:04
    'Jakie to dziecko ma kolezanki!' Otoz ja tego okrzyku do dzis nie rozumiem. Rok 1999 to jeszcze byly czasy sprzed rewolucji obyczajowej, pamietam, sama bylam wtedy w liceum. Wszyscy byli normalni, niektorzy biedni, niektorzy bogaci, niektorzy uczyli sie lepiej, inni gorzej, ale nikt nie zaslugiwal na tak dramatyczny okrzyk! Co bylo nie tak z tymi kolezankami? Nie mialy regalow z ksiazkami w przedpokoju, a tata siedzial przy disko-relaksie?? 'N i k i m nie pogardzamy, Januszu. Z zasady. Nikim. Wiedz o tym.' Hue-hue...
  • fornitta69 29.09.17, 09:13
    yackandandah22 napisał(a):

    > Rok
    > 1999 to jeszcze byly czasy sprzed rewolucji obyczajowej, pamietam, sama bylam
    > wtedy w liceum. Wszyscy byli normalni, niektorzy biedni, niektorzy bogaci, niek
    > torzy uczyli sie lepiej, inni gorzej, ale nikt nie zaslugiwal na tak dramatyczn
    > y okrzyk!
    Nie wierze w to co czytam. To zart? W 1999 roku "wszyscy byli normalni"??
  • gat45 29.09.17, 09:20
    Ojojojojoj....
    Zdefiniujcie normalność, bo bez tego ani rusz :)

    PS Yacka, do jakiej rewolucji obyczajowej się odnosisz ? Czy raczej - do której ? Bo ja się głowię i głowię i w latach od 1999 do teraz rewolucji obyczajowej nie widzę żadnej.
  • yackandandah22 29.09.17, 09:26
    Rewolucji komorkowo-internetowej. Zaznaczam: pisze tu o moich doswiadczeniach, widzialam bowiem, ze pokolenie mojej siostry (mlodszej o 8 lat) bylo juz inne.
  • dakota77 29.09.17, 09:28
    Rewolucja komórkowo-internetowa rewolucją obyczajową? I jak to ma się do normalności?

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • fornitta69 29.09.17, 09:33
    To przed rewolucja komorkowo-internetowa wszystkie malolaty byly "normalne"? Gaba mogla zobaczyc, jak kolezanka Laury kopie psa, ktory jej sie placze pod nogami, albo mimochodem kaze mlodszej siostrze "spierdalac"- takie zachowania sie zdarzaly w kazdych czasach. Chociaz obstawiam,ze nie byla swiadkiem tak mocnych scen i do zniesmaczenia wystarczyly jej drobiazgi takie jak np. uzywanie zwtotu "ja zem", albo lezaca na biurku gazetka "Bravo"... Byla wtedy zdenerwowana zniknieciem Laury, wiec mogla byc drazliwa. I o jakiej pogardzie mowa?? Nie za duze slowo w tym kontekscie?
  • tt-tka 29.09.17, 09:38
    Gaba nie uzasadnia. "Rany boskie, jakie to dziecko ma kolezanki" i wsio. Na podstawie spostrzezen przypadkowych, wyrywkowych i sila rzeczy powierzchownych bardzo. Jak Ida lata pozniej.
    I wielkim glosem powtarzam pytanie - czemu ona do tej pory nie wiedziala, z kim do klasy chodzi jej dziecko ??? Miala na to SIEDEM lat !!!
  • emae 28.09.17, 13:23
    Boshshsh, nieżyczliwie nastawione miało być. Nastawione.
  • piotr7777 29.09.17, 18:57
    > w TiR nie ma o tym mowy. Albo Ulka juz do tej klasy nie chodzi, albo potomkini
    > Zakow tez zostala skwitowana "jakie to dziecko ma kolezanki".

    Raczej to pierwsze - jeżeli Julia i Tolek zorientowali się - podobnie jak Mila - że miejscowa podstawówka to "ponura buda", która nie dba o rozwój uczniów, przepisali pewnie córki do szkoły prywatnej albo społecznej. Swoją drogą to uparte trzymanie się przez Borejków edukacji publicznej przy jednoczesnym poczuciu wyższości względem plebsu, wysokiej stopie życiowej, przekonaniu o wyjątkowości swoich pociech i braku kultywowania u dzieci więzi rówieśniczych zaskakuje bo w wypadku latorośli tej rodziny szkoły prywatne byłyby jak najbardziej logicznym wyborem.
    > a. Przez Robroja). Powtarzam pytanie - CO upowaznilo Gabona do takiej oceny ? D
    > ziewczyny zuly gume (jej corka tez zuje) ? Slychac bylo "Kiepskich" w tle ?
    Odpada - w lutym 199 r. ten serial nie był jeszcze emitowany.
  • yackandandah22 28.09.17, 13:03
    No wlasnie. Gabriela nie znala kolezanek swojej 13- letniej corki. Nie zastanawiala sie, dlaczego Laury nikt po lekcjach nie odwiedza, dlaczego ona sama z nikim sie nie spotyka. Bo to 'kot, co chadza wlasnymi sciezkami'? Otoz dla mnie, mamy 6-latka i bynajmniej nie kokoszki (jak to kiedys cudnie ujal Zaczek) to jest absolutnie nie do pomyslenia. Rodzic powinien sie interesowac rozwojem dziecka na plaszczyznie przyjazni, a jesli tego nie robi, to zawodzi na calym polu.
    A przy okazji witajcie po dlugiej nieobecnosci, jesli ktos mnie jeszcze pamieta :-)
  • tt-tka 28.09.17, 13:21
    Yack, no jakze by nie pamietac :)

    Przymrozki - gdyby upierac sie, ze Gabon cos wiedzial, to
    - skad zaskoczenie, ze te kolezanki sa "rany boskie" ?
    - czemu jej corka nadal chodzi do tej beznadziejnej budy z "rany boskie" kolezankami ?

    Z faktu, ze Ula juz do tej klasy najwidoczniej nie chodzi wynika, ze JEJ rodzice uznali poziom szkoly i uczniow za problem, z ktorym cos by nalezalo zrobic, no i zrobili. Czemu nie matuchna gabuchna ?
    (tak, wiem, MM nie pamietala piszac TiR, ze wczesniej Ula byla w jednej klasie z Laura. Ale ja pisze o tym, co wynika z ksiazek, stanem zdrowia autorki nie musze sie przejmowac ani nawet go znac)
  • yackandandah22 28.09.17, 13:48
    Zreszta, zawsze mnie bawilo, ze Laura w Kalamburce okresla Ulke Kolodziejanke mianem 'tej agresywnej kokietki'. Przyganial kociol garnkowi. Ale, skoro nie chodzily do jednej klasy, a rodziny utrzymywaly kontakt dosc luzny, jak mniemam, to co, u licha, robila Ula na weselu Natalii?
  • przymrozki 28.09.17, 13:55
    Nawet jeśli chodziły do jednej klasy, to nie byłby to powód do zapraszania Ulki. Przecież na weselach, na których liczbę gości brutalnie ograniczył konserwator zabytków, nie wycina się z listy zaproszonych bliskich przyjaciół rodziny (Kreska)po to, żeby zaprosić niezbyt lubianą koleżankę z klasy niezbyt lubianej siostrzenicy.

    Chyba że Ulka była czyjąś osobą towarzyszącą, ale wtedy czemu agresywnie kokietowała?
  • tt-tka 28.09.17, 14:19
    przymrozki napisała:

    > Nawet jeśli chodziły do jednej klasy, to nie byłby to powód do zapraszania Ulki
    > . Przecież na weselach, na których liczbę gości brutalnie ograniczył konserwato
    > r zabytków, nie wycina się z listy zaproszonych bliskich przyjaciół rodziny (Kr
    > eska)po to, żeby zaprosić niezbyt lubianą koleżankę z klasy niezbyt lubianej si
    > ostrzenicy.
    >

    Eks-kolezanke z niegdys wspolnej klasy :)
    W TiR Ula juz do jednej klasy z Laura nie chodzi. Albo Gaba ma tak potezna skleroze, ze zapomniala o siostrzenicy ulubionej przyjaciolki, ktora to przyjaciolka Cesia ponoc nadal jest - jako rzecze MM. Albo wstyd jej swiecic po oczach ucieczka Laury znajomym, a jakims tam Kopcom mniejszy wstyd albo zadnego :(

    Co oczywiscie nie tlumaczy, czemu to Laura ustaa iste gosci na weselu Nutrii i Robroja, a nie oni sami. Ani czemu na tej liscie znalazla sie Ula, juz-nie-kolezanka, a ktorej istnieniu przy zaprosinach na wlasny slub Laura w ogole nie pamieta.
  • tt-tka 28.09.17, 14:20
    psia... ustaLa Liste oczywiscie
  • przymrozki 28.09.17, 14:30
    Kiedy Laura zapraszała na wesele Natalii Lelujków to zostało to wyjaśnione - chciała mieć chłopców do tańczenia (nawiasem mówiąc ta jej intryga z jedzeniem była dziwna, goście nie dziwili się, że nie ma dla nich miejsc siedzących i nakryć?). Ale to tym bardziej wyklucza zaproszenie Ulki, agresywnej kokietki, która mogłaby być dla niej konkurencją.
  • tt-tka 28.09.17, 16:42
    przymrozki napisała:

    > Kiedy Laura zapraszała na wesele Natalii Lelujków to zostało to wyjaśnione - ch
    > ciała mieć chłopców do tańczenia

    Taaa. Robroj i Natalia zamartwiaja sie, kogo pominac i kto z licznych ! przyjaciol i krewnych obrazi sie na niezaproszenie. Do tego stopnia kasuja, ze poczatkowo nie bierze sie pod uwage najblizszej krewnej, stryjecznej siostry panny mlodej, zarazem szkolnej kolezanki pana mlodego i czlonkini ESD, bylo nie bylo.
    Ale dla danserow Laury zaproszenie musi byc.
  • przymrozki 28.09.17, 17:36
    Danserzy w zasadzie zaproszenia nie dostali - oni tylko mogli przyjść popatrzeć, jak inni jedzą. Tyle że wszystko ułożyło się na tyle dobrze, że jednak starczyło dla nich jedzenia, więc nie było wstydu. Jedynym przegranym jest tu konserwator zabytków, no i właściciel restauracji, jeżeli Rojkowie zapłacili nie za określoną ilość jedzenia, tylko za bufet dla określonej liczby osób.

    Poza tym już tu kiedyś ktoś to pisał, chyba Bupu. Józeczek i Joanna to nie rodzina. To Borejki gorszego sortu.
  • tt-tka 28.09.17, 17:55
    Ale Jozeczek zostal zaproszony ! To swoja corke - dorosla, rowiesnice Gabona ! - Jozeczek mogl ZABRAC ze soba dopiero wtedy, gdy Laura przeforsowala tancerzy dla siebie. W liczbie sztuk trzy.
  • przymrozki 28.09.17, 18:08
    No to tym bardziej. Zaprosili Józeczka, chociaż to gorsza rodzina. Joanna powinna się cieszyć, że jej ojca spotkał taki zaszczyt, a nie pytać się o swoje zaproszenie.

    Ale czy to by znaczyło, że Natalia lub Robert są bliżej z Ulką niż z Joanną?
  • tt-tka 28.09.17, 19:10

    Obecnosci Ulki nie tlumaczy nic. Byl taki watek, skad Kolodziejanka na slubie Natalii czy jakos tak - jej obecnosc jest jedna z najwiekszych zagadek jezycjady.
  • przymrozki 29.09.17, 09:52
    Odpowiedź jest pewnie prosta - MM nie panuje nad relacjami pomiędzy bohaterami w stworzonym przez siebie świecie. Podobny przykład to Patrycja, która znajduje Romę na Naszej klasie i dzięki temu wie, co tam u niej, mniej więcej, słychać. A Roma jest przecież szwagierką córki Grzegorza. Jeżeli Elka została choć raz zaproszona na jakąkolwiek imprezę rodzinną, Patrycja nie musiała dokonywać swoich odkryć w retro internecie. Mogła zapytać. A jeżeli Borejkowie w ogóle uczestniczą w rodzinnych imprezach Elki, chrzcinach Kowaliczątek, urodzinach osobistych wnuków Grzegorza (!), rocznicach etc., to pewnie poznali uszatego Clooneya osobiście.
  • emae 28.09.17, 13:22
    yackandandah22 napisał(a):

    > No wlasnie. Gabriela nie znala kolezanek swojej 13- letniej corki. Nie zastanaw
    > iala sie, dlaczego Laury nikt po lekcjach nie odwiedza, dlaczego ona sama z nik
    > im sie nie spotyka. Bo to 'kot, co chadza wlasnymi sciezkami'? Otoz dla mnie, m
    > amy 6-latka i bynajmniej nie kokoszki (jak to kiedys cudnie ujal Zaczek) to jes
    > t absolutnie nie do pomyslenia. Rodzic powinien sie interesowac rozwojem dzieck
    > a na plaszczyznie przyjazni, a jesli tego nie robi, to zawodzi na calym polu.
    > A przy okazji witajcie po dlugiej nieobecnosci, jesli ktos mnie jeszcze pamieta
    > :-)

    Pamiętamy, pamiętamy :)
  • dominka1 29.09.17, 01:13
    tt-tka napisała:

    > przymrozki napisała:
    >
    > > To nie jest tak, że Laura była nielubiana. Dostawała przecież walentynki.
    > To ra
    > > czej ona nie lubiła np. nudnego Patryka, który nie miał pojęcie o jazzie.
    >
    >
    > Walentynki to raczej dowod na to, ze Laura sie podobala chlopakom, niz ze byla
    > lubiana. Imho.
    > Patryk nudny dla snobki od jazzu nowoorleanskiego mogl ja po tej pierwszej rand
    > ce - albo gdy nie bylo drugiej - mocno znielubic, nie sadzisz ?
    >
    >
    > > Na dodatek w "TiR" dowiadujemy się, że niechęć Laury do kolegów z klasy c
    > ie
    >
    Walentynki dostawała,kiedy miała siedem lat.Od tego incydentu ,aż do pojawienia się Wofiego nie ma żadnej normalnej interakcji Laury z rówieśnikami,a u chłopaków nie cieszy się specjalnym powodzeniem.Chyba w JT jest obserwacja Józinka,jak Laura traci pewność siebie w otoczeniu ludzi.W tym przypadku MM dość konsekwentnie zbudowała bohaterkę ,od której ludzie stronią.Niespecjalnie się dziwię,już w NIN jest w Laurze taka wredna złośliwość,antypatyczny sposób bycia.Ciekawie się o tym czyta,ale w życiu ludzie raczej unikają takich osób
  • pi.asia 28.09.17, 21:51
    fornitta69 napisała:

    > Mnie bardzo latwo uwierzyc, ze Laura byla nielubiana z powodow innych niz pietn
    > o zlodziejki. Byla zarozumiala, uszczypliwa, czesto traktowala innych z pogarda
    >

    Jeden z Lelujków mówi o Laurze, że niezła z niej jaszczurka. W innym miejscu pada stwierdzenie, że Laura jest jak pokrzywa, i powinna trochę złagodnieć, bo wszystkich poodstrasza. A taka jest ładna...

    Zdumiewa mnie, że nikt, absolutnie nikt z dorosłych nie zabrania Laurze wpychania się na siłę w Lelujkowe imieniny. Gdzieś pada nawet jej stanowcze stwierdzenie "pójdę!" i komentarz odautorski "rzecz szczególna, nikt się nie sprzeciwił". Litości. Ktokolwiek powinien powiedzieć "zaprosili Różę, nie ciebie, więc zostajesz w domu i kropka". A tu nic.
  • fornitta69 28.09.17, 21:56
    pi.asia
    > Zdumiewa mnie, że nikt, absolutnie nikt z dorosłych nie zabrania Laurze wpychan
    > ia się na siłę w Lelujkowe imieniny. Gdzieś pada nawet jej stanowcze stwierdzen
    > ie "pójdę!" i komentarz odautorski "rzecz szczególna, nikt się nie sprzeciwił".
    > Litości. Ktokolwiek powinien powiedzieć "zaprosili Różę, nie ciebie, więc zost
    > ajesz w domu i kropka". A tu nic.
    Bo Laury sie wszyscy boja- nawet dorosli. To taki maly demon- jak w filmie "Omen" ;)
  • tt-tka 28.09.17, 22:02
    Nie boja sie, tylko zatrzymanie jej w domu to bylby foch, moze i wyzywanie sie na Rozy, czyli cos, na co nalezaloby zareagowac. A mamusi sie nie chce, bo ja to wytraca ze strefy komfortu.

    Niemal identyczna sytuacja w KK zostala zalatwiona od reki "Gaba idzie, Ida zostaje. Prosze bez protestow".
  • tt-tka 28.09.17, 22:04
    A tak uczciwie mowiac to w tej lelujkowej sytuacji nalezalo objechac obie panny. Laure wiadomo, a Roze za ciagniecie nie na jej impreze osoby niezapraszanej. Na wlasne imieniny niech sobie zaprasza, kogo chce czy musi.
  • fornitta69 28.09.17, 22:19
    Mamusi (czyli Gabie) sie moze nie chciec,ale przy tym chyba i inni czlonkowie rodziny byli obecni? Dla mnie to jest scena tej samej kategorii, co brak reakcji doroslych na ucieczke Ignasia w CP- babol i tyle. Mniej ewidentny niz np splodzenie Belli w wieku lat 16 przez Robrojka, ale jednak babol. No chyba,ze w tej scenie byla tylko Gaba z corkami. Wtedy to nawet pasuje, bo Gaba nie umiala Tygrysa przywolywac do porzadku.
  • marutax 28.09.17, 22:33
    fornitta69 napisała:

    > Mamusi (czyli Gabie) sie moze nie chciec,ale przy tym chyba i inni czlonkowie r
    > odziny byli obecni?

    Jest tylko Gaba, Róża, Laura, IG i Lelujkowie. Przy czym Gaba nawet ma zamiar coś powiedzieć, ale sytuację zawala wcześniej Róża, która już przyjmując zaproszenie oświadczyła, że weźmie ze sobą Laurę (pod wpływem jej hipnotyzującego wzroku ;-) Tym samym Gaba znalazła się w niezręcznej sytuacji, bo najwyraźniej OBIE córki chciały tego samego.
  • tt-tka 28.09.17, 22:37
    marutax napisała:
    Tym samym Gaba znalazła się w niezręcznej sytuacji, bo najwyraźniej OBIE
    > córki chciały tego samego.

    No to wlasnie rola matki jest uswiadomic niewychowane dzieciny, ze na cudza impreze ani sie nie wprasza, ani nie zaprasza osob trzecich. Lelujkowie - gospodarze imprezy - zapraszali tylko Roze.
  • marutax 28.09.17, 23:14
    tt-tka napisała:

    > marutax napisała:
    > Tym samym Gaba znalazła się w niezręcznej sytuacji, bo najwyraźniej OBIE
    > > córki chciały tego samego.
    >
    > No to wlasnie rola matki jest uswiadomic niewychowane dzieciny, ze na cudza imp
    > reze ani sie nie wprasza, ani nie zaprasza osob trzecich. Lelujkowie - gospodar
    > ze imprezy - zapraszali tylko Roze.

    Skoro Róża sama oświadczyła, że Laura z nią pójdzie, Gaba znalazła się w głupiej sytuacji, zresztą podobnie jak Lelujkowie. Gdyby to Laura, sama z siebie, domagała się zabrania, sytuacja byłaby analogiczna do tej z "KK" i Gaba mogłaby zachować się jak Mila. A tak? Zwłaszcza, że Gaba mogła podejrzewać, że Róża chce obecności siostry, bo potrzebuje wsparcia lub czuje się niezręcznie.
    Owszem, Gabrysia powinna parę rzeczy córkom wytłumaczyć (już dużo wcześniej), ale w tym akurat momencie miała ograniczoną możliwość manewru.
  • tt-tka 28.09.17, 23:40
    marutax napisała:


    > Skoro Róża sama oświadczyła, że Laura z nią pójdzie, Gaba znalazła się w
    > głupiej sytuacji, zresztą podobnie jak Lelujkowie (...) Zwłaszcza, że Gaba mogła podejrzewać, że Róż
    > a chce obecności siostry, bo potrzebuje wsparcia lub czuje się niezręcznie.
    > Owszem, Gabrysia powinna parę rzeczy córkom wytłumaczyć (już dużo wcześniej), a
    > le w tym akurat momencie miała ograniczoną możliwość manewru.

    Sorry, nie zgadzam sie. Jak nie przy Lelujkach, to zaraz po ich wyjsciu nalezalo uswiadomic jednej, ze nie ciagnie sie ze soba do kogos gosci niezapraszanych, a drugiej, ze ona zapraszana nie byla. Jesli Roza potrzebuje wsparcia, niech sie nie umawia poza domem, ale niech nie wrzuca komus na kark osoby niepozadanej. I tak, skoro 16-latka tego nie wie, to rola matki jest jej to powiedziec juz zaraz, a nie kiedys tam.
  • fornitta69 28.09.17, 22:38
    Aha, no to inna sprawa... Bo gdyby tam byla Mila, to pewnie by sie odezwala ;)
  • tt-tka 28.09.17, 22:34
    Gaba i Ignas. Ktory natychmiast zadeklarowal, ze tez pojdzie, bo lubi "tych chlopcow" i jemu matka odmawia bez problemow. Natomiast Laurze zamiast krotko "nie ma mowy" zaczyna wahajaco "a co do Laury" i tu corka wpada jej w slowo "pojde !". I to zamyka sprawe.
    Przy czym niezachwycone miny Lelujkow widac golym okiem.
  • gat45 29.09.17, 07:16
    pi.asia napisała:

    [...] > ia się na siłę w Lelujkowe imieniny. Gdzieś pada nawet jej stanowcze stwierdzen
    > ie "pójdę!" i komentarz odautorski "rzecz szczególna, nikt się nie sprzeciwił".
    > Litości. Ktokolwiek powinien powiedzieć "zaprosili Różę, nie ciebie, więc zost
    > ajesz w domu i kropka". A tu nic.

    Od pewnego czasu obserwuję zanik prostych słówek typu "ktoś", "każdy", "wszelki", "żaden" na rzecz przekombinowanych -kolwieków.
    Pi.asiu, ale Ty??????? Et tu, bruta... Dotąd miałam Cię za drugą siebie : taką wredną, która siedzi w kącie i poprawia, poprawia, poprawia... A tu nagle z Twojego tekstu wyskoczył KTOKOLWIEK i walnął mnie obuchem w łeb. Uprzednio zabiwszy spokojnego KTOSIA, który powinien stać w tym miejscu. I go zjadł, podlec.
    Ktoś powinien powiedzieć, .... itd. Ktoś.
  • pi.asia 29.09.17, 20:33
    gat45 napisała:

    > Od pewnego czasu obserwuję zanik prostych słówek typu "ktoś", "każdy", "wszelki
    > ", "żaden" na rzecz przekombinowanych -kolwieków.
    > Pi.asiu, ale Ty??????? Et tu, bruta... Dotąd miałam Cię za drugą siebie
    > : taką wredną, która siedzi w kącie i poprawia, poprawia, poprawia... A tu nagl
    > e z Twojego tekstu wyskoczył KTOKOLWIEK i walnął mnie obuchem w łeb. Uprzednio
    > zabiwszy spokojnego KTOSIA, który powinien stać w tym miejscu. I go zjadł, podl
    > ec.
    > Ktoś powinien powiedzieć, .... itd. Ktoś.

    Yyyyy... KTOŚ śmie mnie poprawiać??? KTOŚ, kto jest drugą mną, wredną czepialską poprawiaczką??? A do tego cytuje Juliusza Cezara!("proszę mnie nie zmiękczać cytowaniem łaciny") O nie! Tak dobrze nie będzie, że KAŻDY wytyka błędy, od tego jestem ja, a nie WSZELKI byt forumowy!!!

    *otrzepuje rączki, odrzuca na bok dzielną grzywkę, i wodzi wzrokiem z wysokości metra siedemdziesięciu siedmiu, patrząc, czy znajdzie się jeszcze jeden odważny, jakiś ktoś, który powie coś*
    ;)
  • gat45 29.09.17, 20:55
    Jestem bytem małym, drobnym, słabym i chuderlawym, więc podkulam ogon i uciekam gdzieKOLWIEK przed osobowością, która przerasta mnie o centymetrów cały tuzin :( Zresztą ja w ogóle płochliwa jestem.
  • pi.asia 30.09.17, 05:14
    gat45 napisała:

    > Jestem bytem małym, drobnym, słabym i chuderlawym, więc podkulam ogon i uciekam
    > gdzieKOLWIEK przed osobowością, która przerasta mnie o centymetrów cały tuzin
    > :( Zresztą ja w ogóle płochliwa jestem.

    No to ja lecę za Tobą, żeby Cię ugłaskać i utulić, bo mam słabość do płochlików :)
  • ciotka_scholastyka 28.09.17, 14:46
    emae napisała:

    > Próbowałam kiedyś - bez śladu powodzenia - przeforsować na forum tezę, że Laura
    > poniosła tak poważne konsekwencje w postaci kary w szkole i ostracyzmu klasowe
    > go, że Gaba nie widziała już potrzeby, żeby ją jeszcze dodatkowo karać.

    Też tego nie kupuję. Jeśli tak było, MM powinna o tym wspomnieć. Dokładnie jednym zdaniem, tak jak ty to napisałaś. I Betonowe C wyszłoby przy tym na mądrą matkę.
  • emae 28.09.17, 20:01
    ciotka_scholastyka napisała:

    >
    > Też tego nie kupuję. Jeśli tak było, MM powinna o tym wspomnieć. Dokładnie jedn
    > ym zdaniem, tak jak ty to napisałaś. I Betonowe C wyszłoby przy tym na mądrą ma
    > tkę.

    Dokładnie o to mi chodzi. Był tu kiedyś taki wątek, gdzie dopisywano pojedyncze zdania, które mogłyby uratować daną scenę. To jest taka scena, którą można było uratować właśnie jednym zdaniem.
  • marutax 28.09.17, 20:44
    ciotka_scholastyka napisała:

    > emae napisała:
    >
    > > Próbowałam kiedyś - bez śladu powodzenia - przeforsować na forum tezę, że
    > Laura
    > > poniosła tak poważne konsekwencje w postaci kary w szkole i ostracyzmu k
    > lasowe
    > > go, że Gaba nie widziała już potrzeby, żeby ją jeszcze dodatkowo karać.
    >
    > Też tego nie kupuję. Jeśli tak było, MM powinna o tym wspomnieć. Dokładnie jedn
    > ym zdaniem, tak jak ty to napisałaś. I Betonowe C wyszłoby przy tym na mądrą ma
    > tkę.

    Uściślijmy: wyszłaby na troskliwą i kochającą, ale naiwną matkę. Na dobrą wyszłaby, gdyby po dodaniu tego zdania Autorka albo zrezygnowała z opisywania Laury, która karę w szkole postrzega jako złośliwość nauczycielki, wręcz szykany, albo też gdyby Gaba próbowała wytłumaczyć Tygrysowi, że kara to zasłużone konsekwencje jej postępku. Bez wprowadzenia jednej z tych zmian mielibyśmy sytuację typu "Gaba nie widzi, że Laura uważa, że nie zasługuje na karę - Laura nadal nie widzi nic złego w swoim postępowaniu - kara w szkole nie spełnia swego zadania". Prawdopodobnie ktoś mógłby zarzucić Gabie, że unika w ten sposób odpowiedzialności i zrzuca ją na szkołę...
  • tt-tka 28.09.17, 20:53
    A otoz. Te sytuacje i postaci sa tak pokopane, ze jedno zdanie naprawde niczego nie naprawi i nie zmieni. Poza tym zmiana sytuacji pociaga kolejne nastepstwa - troskliwa o Laure (w tej wersji) matka nadal ignoruje Roze, ktora zapewne ma piekne swiadectwo i chetnie by je odebrala (ewentualnie wraz z nagroda), zbierajac zasluzone pochwaly. Ale nie, w kazdej wersji zostaje tego pozbawiona.
  • tt-tka 27.09.17, 19:16
    przymrozki napisała:

    Ale do N
    > iN Laura czuje się w rodzinie pewnie, a jej relacja z matką jest bliska (nic na
    > m nie wiadomo o tym, żeby podobna więź łączyła Gabę z Pyzą).

    Wrecz powiedziano, gdy - sam poczatek NiN - Laura przestraszyla sie burzy, ze przed wejsciem do pokoju matki powstrzymuje ja
    a) afera z kradzionymi pieniedzmi
    b) uczucie/wiedza, ze mama woli tam byc sama z tym swoim tlusciochem (Ignasiem) i ze corka by im przeszkadzala

    TiR - Laura wchodzi do pokoju matki. Zamiast pruc prosto do komputera i szukac tego, po co przyszla, ona rozglada sie, zatrzymuje wzrok na kazdym drobiazgu. Widac, ze rzadko tam bywa i nie czuje sie swojsko.
    Rozy w pokoju matki nie ma w calej J. Ani razu.

    Mamy kilka rozmow Gabona z Laura - nieudolne i nic z nich nie wynika, ale sa. Z Roza matka zdaje sie nie rozmawia wcale - ich pierwsza rozmowa to juz Rozy 16-letniej i przez nia zainicjowana (Imieniny), druga - po zniknieciu Laury i sprowadza sie do "mysl, Pyzuniu, mysl". Wiecej nic.
  • przymrozki 27.09.17, 19:21
    I jeszcze w "Imieninach" Gabrysia mówi Róży, że dom jest pusty, gdy Róża wyjeżdża (gdzie ona wyjeżdżała, swoją drogą?).
  • tt-tka 27.09.17, 19:29
    przymrozki napisała:

    > I jeszcze w "Imieninach" Gabrysia mówi Róży, że dom jest pusty, gdy Róża wyjeżd
    > ża (gdzie ona wyjeżdżała, swoją drogą?).

    Do panstwa Jankowiakow do Pobiedzisk :(
  • marutax 27.09.17, 19:33
    fornitta69 napisała:

    > Tylko,ze dziewczynkom sie charaktery nie zmienily po urodzeniu sie Ignasia. Juz
    > wczesniej takie wlasnie byly- Pyza byla pocnym sloneczkiem a Tygrys byl niepos
    > luszny i kaprysny.

    Wcześniej dziewczynki miały określone cechy charakteru, ale miały też płaszczyzny porozumienia i chwile, gdy zachowywały się w nietypowy dla siebie sposób - np. Pyza broniąca Rumunek. Ich wybryki były naturalne, dziecięce. W późniejszych tomach podobne zachowania zaczynają być celowe i mieć drugie dno. Jakby każda z dziewcząt starała się na maksa wykorzystać swoją najsilniejszą broń. Kiedy siedmioletnia Laura wkładała Idzie białą różę w ręce, to był żart makabryczny, ale nie podszyty żadną złowrogą myślą. Gdyby to samo zrobiła Laura czternastoletnia, to nie byłoby wątpliwości, że to "żart" tylko pozorny, wyrachowany, obliczony na osiągnięcie określonego efektu.
  • fornitta69 27.09.17, 19:43
    A jak jest ze sprawa Tygrys-Natalia? Czy wtracanie sie w zycie poetycznej niedojdy mialo drugie dno i bylo obliczone na wywolanie efektu? Czy jednak po prostu i bez drugiego dna, sprawialo Laurce frajde? (Chodzi mi o dzwonienie do Filipa i pozniejsze powiedzenie o tym Nutrii)
  • przymrozki 27.09.17, 19:49
    Ja wzięłabym pod uwagę jeszcze jedną, najprostszą, możliwość. Laurę ciągnęło do mężczyzn, którzy by jej okazywali bezinteresowne zainteresowanie i poświęcali jej swój czas. Tunio i Filip tacy byli, więc nie chciała, żeby zniknęli z jej życia. W swojej dziesięcioletniej głowie nie uwzględniła woli Natalii uznając ją za czynnik irrelewantny w kojarzeniu jej małżeństwa.
  • fornitta69 27.09.17, 19:57
    Ale mi chodzi o powrot Natalii z Cypru! Laura ma wtedy 13 lat. I odczuwa chyba spora satysfakcje uswiadamiajac Nutrii, ze jej ulozyla zycie jak chciala.
  • gat45 27.09.17, 19:59
    Uwielbiam bezinteresowne zainteresowanie ! Tego się będę domagać od wszystkich swoich bliskich !!! :)
  • marutax 27.09.17, 20:01
    fornitta69 napisała:

    > A jak jest ze sprawa Tygrys-Natalia? Czy wtracanie sie w zycie poetycznej niedo
    > jdy mialo drugie dno i bylo obliczone na wywolanie efektu? Czy jednak po prostu
    > i bez drugiego dna, sprawialo Laurce frajde? (Chodzi mi o dzwonienie do Filipa
    > i pozniejsze powiedzenie o tym Nutrii)

    Owszem, efektem miał być związek Natalii z facetem, którego Laura lubiła i którego traktowała jak sojusznika. Jak sama stwierdziła, wyjawiając ciotce, że zadzwoniła do Fillipa: "Gdyby nie ja (...) mogłoby wszystko potoczyć się inaczej: wujek Filip by nie przyszedł, a pan Robert mógłby ci się oświadczyć. A gdybyś się zgodziła wyjść za niego, nie byłoby tak zabawnie: on nie umie grać w karty, ani wygłupiać się z nami..."
    Owszem, rozumowanie dziecinne, ale i wyrachowane. Gdyby Laura zadzwoniła, bo "Filip ją przekonał, bo on tak Natalię kocha, bo będą ładną parą..." to byłoby działanie bez drugiego dna. A tymczasem Tygrys pomógł Filipowi, bo chciał określonych skutków... dla siebie. Może trochę z żalu, że Grześ nie jest takim "zabawnym" facetem, jakiego chciała na ojczyma? I teraz postanowiła zadbać, żeby przynajmniej wujek był odpowiedni.
  • fornitta69 27.09.17, 20:05
    A ja mysle,ze gdyby naprawde chciala Filipka za wujka, to by sie nigdy nie przyznala,ze byla jego szpiegiem. Mam wrazenie, ze bawila sie biedna Natalia jak kot mysza (jak Tygrys Nutria)...
  • marutax 27.09.17, 20:11
    Laura jest wtedy ciągle jeszcze dzieckiem, a jej intrygi mają subtelność słonia. Jest przekonana, że skoro Natalia się zaręczyła, to na 100% wyjdzie za Filipa. Nie wie, że Nutria przeżywa kryzys. Laura zaczyna całą rozmowę, bo uważa, że ciotka powinna być jej wdzięczna za rolę, jaką dziewczynka odegrała w całej sprawie! Dlatego nie przewiduje, że jej słowa będą miały efekt przeciwny do zamierzonego.
  • fornitta69 27.09.17, 20:18
    Oj nie zgadzam sie. Tygrys ma wtedy juz 13 lat i w dodatku jest inteligentny. I chyba reakcja Natalii jej nawet poprawia humorek (glowy nie dam, ksiazki nie mam). Ona nie liczyla na wdziecznosc ciotki- ona chciala jej dopiec.
  • przymrozki 27.09.17, 20:20
    13 lat. Różę w tym wieku można było zająć na dobrych kilka minut dając jej jabłkowego mentosa zawiniętego w rulonik. Nie widziała wtedy świata poza swoim cukierkiem.
  • fornitta69 27.09.17, 20:22
    przymrozki napisała:

    > 13 lat. Różę w tym wieku można było zająć na dobrych kilka minut dając jej jabł
    > kowego mentosa zawiniętego w rulonik. Nie widziała wtedy świata poza swoim cuki
    > erkiem.
    I jak tu nie kochac Pyzuni? ;D zloty dziec!
  • marutax 27.09.17, 20:37
    Nie tyle dopiec, co zwrócić na siebie uwagę, pochwalić się swoim "osiągnięciem". Incydent zaczyna się od tego, że Natalia ignoruje Laurę, zatopiona w swoich myślach, a siostrzenica uznaje to za afront: "Natalia oderwała wzrok od okna i spojrzała z takim zdziwieniem, jakby nagle przemówiło do niej krzesło. Irytujące, doprawdy irytujące. I to ta ciotka tak się zachowuje? Ta, która wyraźnie i od lat czuła przed Laurą respekt? Którą można było manipulować do woli i straszyć byle czym?". Laura jest przekonana, że szczęśliwa Natalia myśli o rychłym ślubie, więc postanawia uświadomić ciotce, że to jej ów ślub zawdzięcza. Jest zaskoczona reakcją Nutrii, nawet robi jej się nieswojo.
    "- Byłam takim jego małym wywiadowcą - dodała Laura z zadowoleniem. - To była dobra robota. No i mamy teraz ślub, na szczęście nie z panem Robertem. Moja zasługa.
    Milczenie ciotki zaczęło ją trochę niepokoić.
    - No, o co chodzi? - spytała obronnie.
    Ciotka nie udzieliła jej żadnej odpowiedzi. Wstała raptem od stołu i, wziąwszy płaszcz z wieszaka, opuściła mieszkanie, z hukiem zatrzaskując drzwi. Zastanawiające."
    Czyli Laura nie miała świadomości, jakie znaczenie mają dla Natalii jej słowa. Owszem, humor jej się poprawia, ale nie dlatego, że dokopała ciotce, ale dlatego, że wywołała jej reakcję. Co znamienne, nieważne, jaką reakcję - ważne, że Natalia przestała Laurę ignorować.
  • fornitta69 27.09.17, 21:43
    Zupelnie inaczej widze te scene. Dalej uwazam,ze Laura nie chciala ciotki uszczesliwiac, tylko chciala jej dopiec. Wyraznie ja wczesniej cieszylo,ze Nutria sie jej boi i wyraznie ja potem draznilo,ze ja niby zlekcewazyla. Ona nigdy nie zabiegala o uwage Nutrii, dla samej uwagi,ona lubila nad nia gorowac. Zreszta nie tylko nad nia- z Pyza tez tak miala.
  • marutax 27.09.17, 21:55
    fornitta69 napisała:

    > Zupelnie inaczej widze te scene. Dalej uwazam,ze Laura nie chciala ciotki uszcz
    > esliwiac, tylko chciala jej dopiec. Wyraznie ja wczesniej cieszylo,ze Nutria si
    > e jej boi i wyraznie ja potem draznilo,ze ja niby zlekcewazyla. Ona nigdy nie z
    > abiegala o uwage Nutrii, dla samej uwagi,ona lubila nad nia gorowac. Zreszta ni
    > e tylko nad nia- z Pyza tez tak miala.

    Ale ja nie napisałam, że chciała Natalię uszczęśliwić, tylko, że chciała uświadomić jej, iż zawdzięcza swoje szczęście jej, Laurze. Na zasadzie "nie masz prawa mnie ignorować myśląc o ślubie, bo beze mnie tego ślubu by nie było". Owszem, w ten sposób próbowała odzyskać kontrolę nad ciotką, ale jej celem nie było sprawienie Nutrii przykrości - Laura byłaby tak samo usatysfakcjonowana, gdyby ciotka zaczęła jej dziękować i doceniła jej "zasługi". A że Laura nie wiedziała, że Natalia wcale nie jest szczęśliwa, to i nie zrozumiała, jaki efekt wywoła swoim wyznaniem.

  • przymrozki 27.09.17, 18:59
    Coś w tym jest. W "NiN" kiedy Laura słyszy troskę w głosie mamy, humor poprawia jej się tak bardzo, że nawet przesyła pozdrowienia dla Ignasia. Pewnie po prostu na chwilę znów poczuła się pełnoprawną częścią rodziny.

    Natomiast co do szukania winnych. O ile Gaba nie mogła mieć wpływu na różnice w okolicznościach narodzin córek i narodzin syna, to fakt, że Róża i Laura nie należały do rodziny Strybów (w sensie uczuciowym, nie formalnym) to już jest wina dorosłych. Kiedy Laura ucieka brać ślub z Wolfim i Józek pyta, czemu ciocia Gabrysia jest smutna, Józek dowiaduje się od Grzegorza, że "ciocia martwi się o SWOJEGO Tygryska, a ja ją pocieszam".
  • sowca 27.09.17, 21:48
    W kontekście relacji na linii Gaba - Pyza - Laura przypomina mi się jeszcze ta koszmarna rozmowa wychowawcza Gaby z Tygrysem w DP. Gaba zaczyna ją całkiem sprawnie, wydusza z Laury oświadczenie o "przemienianiu świata" ze świetną opowieścią o krześle i farbie, po czym, zamiast chwycić byka za rogi i wyjaśnić córce różnicę między fantazjowaniem a kłamaniem, wybucha śmiechem i oznajmia "Jesteś bardzo kolorowym tygryskiem" czy jak to tam szło. Jak mnie strasznie, okropnie denerwuje ta scena! Jak można było tak skopać całkiem sensowną rozmowę, no jak?
    Ciekawe, że nigdy nie rozmawia z Pyzą, chociaż ona też przecież bierze udział w niecnych działaniach w rodzaju wyjścia z domu bez zostawienia żadnej informacji. Wiadomo, że to Tygrys inicjował, ale mimo to z Pyzą też należało porozmawiać, też ją chociaż jakoś zauważyć.


    --
    studiaparlaama.pl/ - piszę o włoskim, Włochach i Włoszech.
    www.facebook.com/studia.parla.ama?ref=hl - śledz mój blog na facebooku
    www.instagram.com/studiaparlaama/ - śledź mój blog na instagramie
    twitter.com/Studiaparlaama - śledź mój blog na twitterze
  • przymrozki 28.09.17, 08:05
    Fajny jest też wątek z perfumami ciotek. Czemu Tygrysowi nie wolno ich podkradać? Bo Tygrys ładnie pachnie i bez nich. Natomiast niejasne pozostaje, co by było, gdyby Tygrys śmierdział. Bo z wypowiedzi Gaby wydaje sie wynikać, że wtedy kradzież byłaby w porządku.
  • zuzudanslemetro 28.09.17, 10:37
    sowca napisała:
    Wiadomo, że to Tygrys inicjował, ale mimo to z Pyzą też należało porozmawiać
    > , też ją chociaż jakoś zauważyć.
    >
    >

    Zwłaszcza, że Pyza jest starsza i dziewczynki puszczane same powinny wiedzieć, że to Pyza jest opiekunem tej młodszej a nie na odwrót. Ktoś (Gaba?) skopał te relacje już na samym początku kiedy Laura pojawiła się na świecie, czego możemy się domyślać chociażby po tym jak wyglądały relacje i zawiązywanie przez dorosłych więzi pomiędzy rodzeństwem, kiedy pojawił się Ignaś. Zauważcie, że Gabson faktycznie odstawia na boczny tor dziewczynki. One mają swój pokój, swoje życie, krzywda im się nie dzieje a Gaba całkowicie wchłania się w nowe macierzyństwo w dodatku myśląc o synku "wunderkind". Ciekawe, że nigdy tak nie pomyślała o córkach. Separuje ich od siebie i sądzę, że kiedy mała Pyzunia zyskała siostrę, było dokładnie tak samo - mamunia pogrążyła się w rozpaczy, że ją Janusz opuścił zanim urodziła, bez reszty oddała się nowej córeczce a starszą odstawiła na boczny tor. Jakim cudem dziewczynki miały zawiązać jakąkolwiek relację czy to między sobą czy z Ignasiem?
  • tt-tka 29.09.17, 13:29
    Wracajac do tematu stosunkow wzajemnych, padlo tu stwierdzenie, ze dorosle siostry juz sie dogaduja. Szczerze mowiac nie widze tego :(
    Niewiele tego w ksiazkach, ale to, co jest - pokazuje relacje bardzobardzo luzna.
    Laura wydzwania, nie baczac na pore i wyrywajac Roze ze snu wowczas, gdy jej sie cos dzieje - a to zerwala z Wolfim, a to rzyga i musi o tym opowiedziec wszystkim w rodzinie. O sprawy Rozy nie pyta.
    Roza nie interesuje sie powodem ("zerwalas ? chyba mi sie sni"), nie angazuje nawet w slub, na ktorym ma swiadkowac, poprzestajac na obecnosci w kosciele. Tez o sprawy siostry nie pyta.
    Kurczatko zbolale, z sasiadka czy dawno niewidziana kolezanka szkolna przecietny czlowiek ma wiecej do pogadania i objawia wieksze zainteresowanie.
  • fornitta69 29.09.17, 16:40
    No, ja tez zawsze w pierwszej kolejnosci mowilam sasiadce,ze stoje w obliczu zakochania sie na wieki. Ewentualnie, jak sasiadki nie bylo pod reka, to dzwonilam z tym do dawno niewidzianej kolezanki :D
  • tt-tka 29.09.17, 17:01
    I oczywiscie nie pytalas sasiadki/kolezanki, co u niej, nawet zdawkowo. Bo i po co. Takie pytania zastrzezone sa dla siostr. Tylko siostr Pyziak to nie dotyczy.
  • gat45 29.09.17, 19:15
    Mecz Fornitta / Tt-tka trwa.
    Ktoś liczy punkty ? :)
  • fornitta69 29.09.17, 19:21
    Kazda zawodniczka liczy i kazdej sie wydaje,ze to ona prowadzi ;) Tylko juz chyba niestety powtarzamy te same zagrania... ale czy to nasza wina,ze MM juz od dawna nie napisala niczego, co by moglo byc nowym tematem zazartej dyskusji? :(
  • tt-tka 29.09.17, 19:24
    gat45 napisała:

    > Mecz Fornitta / Tt-tka trwa.
    > Ktoś liczy punkty ? :)

    To nie mecz. W sportowej grze obowiazuje etyka i etykieta.
  • fornitta69 29.09.17, 19:27
    Wiedzialam,ze bedzie foch. Jeszcze czekam, az przyjdzie Ciotka S i mnie ochrzani,za uzywanie emotek i udawanie,ze sobie zartuje... Bo to brak szacunku dla swietego foruma!
  • tt-tka 29.09.17, 19:47
    Nie, to brak elementarnej grzecznosci wobec rozmowczyn. Argumentow ad personam uzywasz glownie ty. Ja o Gabonie, ty o mnie. Ja o Pyziakownach, ty o mnie. Gleboka awersja, ktora do ciebie zywie, jest efektem tych twoich jazd po osobach z forum zamiast po postaciach z ksiazek.
  • fornitta69 29.09.17, 19:57
    A ja to widze zupelnie inaczej. Ja o Borejkach a Ty wyskakujesz z jakimis personalnymi przytykami. Ja tutaj nikogo i nigdy pierwsza nie zaczepialam. Poczytaj sobie dyskusje o Pulpie i inne i zastanow sie czy nie przypisujesz mi przypadkiem swojego wlasnego zachowania...
  • fornitta69 29.09.17, 19:58
    I wiesz, przez jakis czas Ci odpowiadalam grzecznie, ze tego typu przytyki sa niepotrzebne. Nie odnioslo to skutku, wiec zaczelam sie do Ciebie zwracac w ten sam sposob- to wszystko.
  • tt-tka 29.09.17, 20:02
    fornitta69 napisała:
    . Ja tutaj nikogo i nigdy pierwsza nie zaczepialam.

    Absolutnie. Nigdy. Nikogo.
    A to, co w postach, to tylko zarty albo nasze urojenia.

  • gat45 29.09.17, 20:08
    Aj.
    Chyba głupio wyskoczyłam z tym meczem.
    Przepraszam, nie chciałam jątrzyć.
    Niemniej spróbujmy patrzeć pozytywnie i cieszyć się, że mamy na forum dwie tak zdecydowane osobowości.
  • fornitta69 29.09.17, 20:09
    Przypomnij sobie jak pisalam w dyskusji o Pulpie,ze dla mnie dziewczynski etos to bzdura. Wtedy wyskoczylas z sugestia,ze moze przynajmniej pojecia elementarnej przyzwoitosci nie trzeba mi tlumaczyc. W ten sposob ze mna "dyskutujesz"- od zawsze. Bylas wobec mnie arogancka, na dlugo zanim ja zaczelam byc arogancka wobec Ciebie. Co widac czarno na bialym- mozesz to sobie sprawdzic w starych dyskusjach. Ale wiem,ze wolisz byc w swoich oczach krysztalowym idealem.
  • fornitta69 29.09.17, 20:12
    I jeszcze jedno. Juz dawno, dawno, kiedy rozmawialas z jakas inna forumka, Ciotka S zwracala Ci uwage, ze jestes antypatyczna jak ktos sie z Toba nie zgadza. Wtedy nie dotarlo, teraz pewnie tez nie dotrze. Ale nie jestem jedyna osoba, ktora to zauwazyla, wiesz?
  • tt-tka 29.09.17, 21:03
    Nie jestem gejsza, zachwycajaca byc nie musze. A wobec ciebie nawet nie zamierzam.
    Moja antypatycznosc nie przeszkadza ani mnie, ani wiekszosci moich rozmowcow dyskutowac. Nawet gdy doszlo do spiec zakonczonych wzajemnym eot, w nastepnym watku rozmawialysmy znowu, bardziej czy mniej zapalczywie. Bo rozmawialysmy o ksiazkach, a nie o sobie.
    W stosunku do ciebie bede antypatyczna w najwyzszym stopniu kazdorazowo, gdy zejdziesz z jezycjady na personalia.
  • fornitta69 29.09.17, 21:10
    Odpowiedzualam Ci juz w innym watku i wiecej juz nie zamierzam, bo tak jak sadzilam- nic nie dociera...
  • tt-tka 29.09.17, 21:24
    Mam nadzieje, ze tym razem dotrzymasz slowa i rzeczywiscie przestaniesz do mnie pisac.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka