Dodaj do ulubionych

Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią

21.11.17, 22:40
Pamiętacie?
Pyza i Tygrys jadą z Nutrią do Łeby.
Jest godzina 17.30, potworny upał.
Małolaty wsiadają do pociągu i natychmiast Pyza woła o jedzenie:

- Ciociu - wtrąciła Pyza. - Poproszę o bułeczkę.
- Ach, Pyzo, Pyzo droga, ty wciąż o tym jedzeniu! - zawołała Laura z miną istoty, która
odżywia się wyłącznie rosą i pyłkiem kwiatowym.


Potem Nerwus przykuwa się do Natalii, wkracza konduktor, zabiera Nerwusa, a Natalia płacze.

Podczas gdy ona dyskretnie popłakiwała w chusteczkę, Pyza i Tygrysek zjadły większość słodyczy i kanapek przeznaczonych na drogę. Wypiły także wszystko, co było do wypicia, a więc zawartość obu bidonów oraz litrową butlę płynu gazowanego Fanta (miało go starczyć aż do Gdyni).

Jakieś pół godziny potem panny żądają wyprawy do bufetu.

Dotarły do bufetu Wars, gdzie słaniający się z gorąca bufetowy, sprzedał im dwie butle wody Sprite oraz dwie porcje parówek z musztardą i bułką. Wszystko razem było bardzo drogie, ale z powodu panującego upału Natalia wyraziła słaby tylko sprzeciw wobec żądania Laury:
- Ciociu, jeszcze porcyjkę! - gorąco popartego przez Pyzę.
Po spożyciu drugiej porcyjki parówek z musztardą i bułką, panienki zażądały jeszcze
ciastek w czekoladzie, po czym spałaszowały je z wielkim zapałem, zapijając Spritem.


Cała trójka wysiada w Inowrocławiu. I teraz pomyślmy.
Ekspres jedzie z Poznania do Inowrocławia mniej więcej godzinę. W tym czasie dziewczynki zeżarły kanapki, słodycze, po dwie porcje parówek z bułką i ciastka w czekoladzie oraz wypiły średnio dwa litry napoju na głowę.
Czy tylko mnie się wydaje, że to ciut ciut za dużo? Zwłaszcza w upał? I że Gaba powinna dać pannom wodę mineralną, a nie słodzony napój, po którym jeszcze bardziej chce się pić?

W tej sytuacji trudno się dziwić, że Laura wymiotowała. Należy się raczej dziwić, dlaczego Róża dała radę strawić cały ten ładunek.




Obserwuj wątek
    • taodmickiewicza Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 21.11.17, 23:06
      Moim zdaniem, to jest po prostu jawna hiperbola, która miała podkreślić beznadzieję sytuacji Natalii. Niby to były tylko dzieci, ale moim skromnym zdaniem zemdliłoby je na długo, nim zdołałyby spałaszować wszystko w godzinę. Inna sprawa, że w ogóle Gabriela wcisnęła córki na siłę siostrze tak beztrosko bo: "Ojoj, one nigdzie nie były, a ja mam Ignasia, a ja jestem chora" (i gdzie tu dzielność, hę?). Nie mówię, na pewno było jej ciężko z tą nogą, ale moim skromnym zdaniem, tu zachowała się jak egoistka (bardzo tęsknię za Gabrysią z OwR, wtedy była fajna). No, wiadomo, że gdyby Nutrii nie kończyłyby się pieniądze, cała fabuła poszłaby w łeb.
      Osobiście za "Nutrią i Nerwusem" nieszczególnie przepadam, chyba ze względu na obecność Róży i Laury właśnie ;)
    • bupu Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 21.11.17, 23:07
      pi.asia napisała:
      >
      > Cała trójka wysiada w Inowrocławiu. I teraz pomyślmy.
      > Ekspres jedzie z Poznania do Inowrocławia mniej więcej godzinę. W tym czasie dz
      > iewczynki zeżarły kanapki, słodycze, po dwie porcje parówek z bułką i ciastka w
      > czekoladzie oraz wypiły średnio dwa litry napoju na głowę.
      > Czy tylko mnie się wydaje, że to ciut ciut za dużo? Zwłaszcza w upał? I że Gaba
      > powinna dać pannom wodę mineralną, a nie słodzony napój, po którym jeszcze ba
      > rdziej chce się pić?

      A koło dziewiętnastej docierają do miasteczka i idą do restauracji, gdzie Nutria kupuje dla wszystkich coś do picia. Pół godziny do czterdziestu minut wcześniej wysiadły z pociągu, w którym dostały po butli sprite na głowę.

      Być może dziewczynki najadły się i napiły na zapas, bo następnego dnia całodzienne pożywienie składało się z bułki, jogurtu i odrobiny serka topionego per capita. A do picia wytrawna turystka Natalia kupiła fantę, wtedy zresztą dosyć drogą, co dziwić może, bo podobno pieniądze kurczyły jej się w oczach.
      --
      Wiedźma
      To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
      http://archiwumpanahyde.laa.pl/
    • ssssen Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 08:00
      pi.asia napisała:

      > że Gaba powinna dać pannom wodę mineralną, a nie słodzony napój, po którym jeszcze
      > bardziej chce się pić?

      "- Pamiętaj, Kaziu, że podczas upału nie wolno pić piwa ani oranżady, gdyż to tylko wzmaga pragnienie. Należy pić albo czarną kawę, albo gorzką, mocną herbatę.

      Urwał, zobaczył, bowiem mnie, siedzącego przy stole i zapijającego oranżadą kiełbasę z musztardą.

      - O, właśnie - wskazał mnie palcem - ten pan nie ma doświadczenia turystycznego. Będzie przez cały dzień odczuwał narastające pragnienie.

      Bezradnie rozłożyłem ręce.

      - Niestety, szanowny panie, w tej gospodzie nie ma ani czarnej kawy, ani gorącej herbaty.

      Oko grubego pana błysnęło triumfująco.

      - Słyszycie? - zawołał do swej gromadki. - Oto przykład braku doświadczenia turystycznego. Co bowiem cechuje prawdziwego turystę? Otóż cechuje go przezorność. Prawdziwy turysta wozi ze sobą w jednym termosie czarną kawę, a w drugim gorącą herbatę."
      • ciotka_scholastyka ssssen! 22.11.17, 09:18
        "- Pamiętaj, Kaziu (...)"

        Czyt to jest Pan Samochodzik? Na pewno to czytałam, ale ze względu na styl waham się między panem Tomaszem a Jackiem Joachimem :)
        • dziabka1 Re: ssssen! 22.11.17, 10:34
          ciotka_scholastyka napisała:

          > "- Pamiętaj, Kaziu (...)"
          >
          > Czyt to jest Pan Samochodzik? Na pewno to czytałam, ale ze względu na styl waha
          > m się między panem Tomaszem a Jackiem Joachimem :)

          Rzecz oczywista! Besserwisser pan Anatol w części "Nowe przygody pana Samochodzika". Uwielbiałam pana Anatola, był taki realny :)
          • ssssen Re: ssssen! 22.11.17, 12:49
            Tak jest. "Wdać się z nim w dyskusję znaczy obrazić go śmiertelnie" (cytat z pamięci). Znam takiego gościa w realu: wyrzucano go z kilku forów (a jedno z nich nawet sam założył...), aż w końcu znalazł sobie zaciszne gniazdko na facebooku, gdzie poucza wszystkich na wszelkie możliwe tematy, a najgorszą karą za np. składanie mu życzeń na urodzinowych na fb (sic!) jest usunięcie przez niego delikwenta ze znajomych ;)
    • przymrozki Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 08:23
      Co do fragmentu z Fantą zamiast wody mineralnej.

      Pamiętam czas akcji "NiN", oglądałam go na własne oczy własnymi oczami dziecka kilka lat młodszego od Laury. Mam graniczące z pewnością przekonanie, że wtedy nie pojono dzieci wodą mineralną. W ogóle nie było takiego zwyczaju, nic się nie mówiło o tym, że to zdrowe. W przedszkolach i szkołach dawano kompot lub herbatę, w domu piło się soki, a jeżeli wodę, to gazowaną. Wszystkie dzieci piły słodkie gazowane napoje, w szkolnym sklepiku sprzedawano za 30 gr taką lokalną oranżadę w kolorze roztworu fenoloftaleiny w środowisku zasadowym. Smakowało toto jak landrynka z cukrem.

      Zresztą, z wód butelkowanych w mniejszych sklepach była tylko woda marki BonAqua (może przekręciłam nazwę) produkowana przez koncern Coca-cola. Smakowała jak kranówa (którą chyba była) i była droga. Jeżeli tańsza niż Fanta, to niewiele.
      • zuzudanslemetro Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 08:48
        Tak, to była BonAqua i jeszcze była druga podobna z PepciCo. Przymrozki ma rację. Pojono nas albo sokami (na drogę mogły być ostatecznie w małych kartonikach z niewyginalną rurką) albo kompotem albo herbatą. Jeśli woda to tylko gazowana. Na drogę brało się kanapki i ewentualnie jakieś batoniki (słynne "Kukuruku jest trujące w szkole, w lesie i na łące. Nadziewane heroiną i od tego dzieci giną"). Moi rodzice zabierali jeszcze tony czekolady na wyjazdy, ale to dlatego, że chodziliśmy wszyscy po górach, więc żeby był zapas jak w lokalnym sklepiku zabraknie. Raz pojechaliśmy z koleżanką mojej matki i wtedy nowość! Ona zamiast czekolady miała ze sobą potworny zapas rodzynków. To chyba było moje pierwsze uświadomienie na temat zdrowej żywności.
        • zuzudanslemetro Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 08:49
          A! I BonAqua była w cenie coli, sprita i innych takich. A te wszystkie napoje faktycznie były wtedy drogie. Nawet pamiętam, że jak miałam fanaberię, że ja to bym się wody napiła to dorośli mówili, że nie warto tyle płacić za wodę i sami namawiali, że jeśli już to lepiej cola. Takie były barbarzyńskie czasy!
        • przymrozki Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 09:29
          zuzudanslemetro napisała:

          "Kukuruku jes
          > t trujące w szkole, w lesie i na łące. Nadziewane heroiną i od tego dzieci giną
          > ").

          O, matko, tak! Dalej było "Lech Wałęsa go spróbował i na raka zachorował".

          Pamiętam, że dorośli wciskali dzieciom do wody cytrynę "żeby jakiś smak był". Na dodatek te gazowane wody były naprawdę mocno gazowane, jak z syfonu. Kiedy się je wlało do szklanki, aż syczały. W przedszkolach do podwieczorku podawano jeszcze galaretkę rozpuszczoną w trzykrotności zalecanej porcji wody. Wychodziła z tego taka niskobudżetowa niegazowana oranżada.

          W ogóle w kwestii napojów to były dzikie czasy. Kawa też była niezbyt zachęcająca. W domu piło się "po turecku", a nawet poważne lokale gastronomiczne podawały rozpuszczalną (która, zresztą, uchodziła za coś niemal luksusowego, "kawoszowi" nawet wypadało pijać "Neskę").
          • ciotka_scholastyka Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 10:05
            przymrozki napisała:

            > "kawoszowi" nawet wypadało pijać "Neskę".

            A propos - pamiętacie, jak w "Wojnie domowej" Anula i jej ciotka zastanawiają się, co kupić Pawłowi na urodziny. Padają różne propozycje, w końcu Aniela mówi, żeby kupić mu neskę, bo to taki luksus, a poza tym jak sobie Paweł ukręci swojej własnej neski, to się poczuje jak dorosły :)

            I tak się zastanawiam, o co z tym "kręceniem" Neski chodziło? Że zmieli? Czy w latach 60-tych Neska była już rozpuszczalna?

            Nawiasem mówiąc, "Wojna domowa" to fantastyczne świadectwo tamtej codzienności.
            • pi.asia Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 10:29
              ciotka_scholastyka napisała:


              > A propos - pamiętacie, jak w "Wojnie domowej" Anula i jej ciotka zastanawiają s
              > ię, co kupić Pawłowi na urodziny. Padają różne propozycje, w końcu Aniela mówi,
              > żeby kupić mu neskę, bo to taki luksus, a poza tym jak sobie Paweł [b]ukręci[/
              > b] swojej własnej neski, to się poczuje jak dorosły :)
              >
              > I tak się zastanawiam, o co z tym "kręceniem" Neski chodziło? Że zmieli? Czy w
              > latach 60-tych Neska była już rozpuszczalna?

              Neska trafiła na rynek szwajcarski w 1938-ym roku. Stamtąd błyskawicznie powędrowała do USA i Wlk. Brytanii, a w czasie wojny rozpełzła się z wojskiem na cały świat. Szklane słoiki wprowadzono dopiero w 1962 roku, wcześniej neska była w puszkach. W PRL dostępna była wyłącznie w peweksie za dolary, więc nie bardzo wiem, jakim cudem Anula i jej ciotka mogłyby kupić ją Pawłowi. Chyba że zaryzykowałyby kupno dolarów u cinkciarza.

              Może dla Anuli neska była synonimem kawy ziarnistej, którą trzeba własnoręcznie ukręcić w młynku? Notabene bardzo powoli się ją mieliło, ale za to jaki miała aromat! Pamiętam w sklepach młynki do kawy z kremowego plastiku z metalowym pojemnikiem u góry. Gdy jakiś klient zażyczył sobie zmielenia kawy "orient", to w sklepie pachniało przez godzinę.
              • berrin Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 12:53
                pi.asia napisała:

                > ciotka_scholastyka napisała:
                >
                >
                > > A propos - pamiętacie, jak w "Wojnie domowej" Anula i jej ciotka zastanaw
                > iają s
                > > ię, co kupić Pawłowi na urodziny. Padają różne propozycje, w końcu Aniela
                > mówi,
                > > żeby kupić mu neskę, bo to taki luksus, a poza tym jak sobie Paweł [b]uk
                > ręci[/
                > > b] swojej własnej neski, to się poczuje jak dorosły :)
                > >
                > > I tak się zastanawiam, o co z tym "kręceniem" Neski chodziło? Że zmieli?
                > Czy w
                > > latach 60-tych Neska była już rozpuszczalna?
                >
                > Neska trafiła na rynek szwajcarski w 1938-ym roku. Stamtąd błyskawicznie powędr
                > owała do USA i Wlk. Brytanii, a w czasie wojny rozpełzła się z wojskiem na cały
                > świat. Szklane słoiki wprowadzono dopiero w 1962 roku, wcześniej neska była w
                > puszkach. W PRL dostępna była wyłącznie w peweksie za dolary, więc nie bardzo w
                > iem, jakim cudem Anula i jej ciotka mogłyby kupić ją Pawłowi. Chyba że zaryzyko
                > wałyby kupno dolarów u cinkciarza.
                >
                > Może dla Anuli neska była synonimem kawy ziarnistej, którą trzeba własnoręcznie
                > ukręcić w młynku?

                Ad. 1 . Polskie gospodynie miały nawyk zalewania dowolnego proszku najpierw odrobiną wody i mieszania, żeby się zamiast produktu docelowego nie zrobiły kluchy (w tym kakao tak się przyrządzało, najpierw troszkę wody, potem paćkę na gorące mleko). I owszem, technologia przygotowywania neski obejmowała właśnie dosypanie do niej cukru, zalanie odrobina gorącej wody i "ukręcenie" jak kogla-mogla. Potem dopiero dolewało się wody do pełna. Ciotka (rocznik 1947) twierdzi, że to chyba dlatego, że - niezależnie od tworzenia się przy tej technice produkcji pianki - neska dostępna wtedy w polskich sklepach potrafiła być nieco skamieniała i rozbicie takiej grudy było całkiem uzasadnione. Taki odruchowy brak zaufania, że produkt instant naprawdę okaże się instant.
                Ad. 2 Ależ jak najbardziej neska była dostępna w latach 60-tych za złotówki. W Delikatesach, na tej samej zasadzie, co rodzynki, szynka w puszkach, cytrusy i inne dobra luksusowe – zwykle „rzucali” je przed świętami. Więc kontakt z kawą instant był możliwy – po odstaniu swojego w długaśnym ogonie. Poza tym puszki neski pojawiały się także w komisach – ludzie przywozili z zagranicy albo dostawali w paczkach.
                Przeniesienie większości nie tylko zagranicznych dóbr luksusowych do Pewexu to pomysł dopiero późniejszych dekad, kiedy uznano, ze to świetny sposób na wydobycie waluty od ukrywającego ją po skarpetach społeczeństwa. Co nie znaczy, że w kioskach PKO (poprzednika Pewexu) takich dóbr wtedy nie mozna było znaleźć - ale kioski takie były głównie w hotelach, żeby to cudzoziemcy mogli się zaopatrzeć w dobra pierwszej potrzeby a u nas pozostawic troszke waluty :)




                --
                Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
            • zuzudanslemetro Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 10:30
              Ja wiem! :) Mój dziadek ukręcał neskę! Robiło sie tak: wsypywało się kawę do szklanki i cukier oraz odrobinkę wody i ukręcało jak kogel-moogel i dopiero potem zalewało wodą. Powstawała na wierzchu śliczna pianka. Ale serio. Gdyby nie to, że dziadek do końca życia lubił neskę i nauczył mnie tej sztuczki (dziadek poznał neskę przez UNRę, tak samo jak chesterfieldy i strasznie go cieszyło, że uwielbiam chesterfieldy) to bym też za boga nie wiedziała, o co Anuli chodziło.
              • verdana Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 14:34
                Taka ukręcona neska była naprawdę dobra. Ucierało sie ją z cukrem i odrobiną wody tak długo, aż robiła sie niemal biała i wtedy dolewało wrzątku. Moje znajome parę razy mnie częstowały, ja spróbowałam w domu raz czy dwa, ale nie lubię słodzonej kawy, więc to nie dla mnie. Proponuję spróbować z obecną kawą rozpuszczalną, dla lubiących słodką kawę moze być dobra!
              • ciotka_scholastyka Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 23.11.17, 15:44
                reveiled napisał(a):

                > "Nawiasem mówiąc, "Wojna domowa" to fantastyczne świadectwo tamtej codzienności
                > ."
                > Ale chwila, moment, ktorej tamtej rzeczywistosci? "Wojna domowa" to pokolenie
                > moich rodzicow, a Roza i Laura sa mlodsze ode mnie.

                No przecież nie rzeczywistości Róży i Laury! Pisałam o "Wojnie Domowej"... W WD codzienność opisana jest fantastycznie, kronikarsko: co się nosiło, czego się słuchało, co było "modne" a co "niemodne", jakie były problemy dorastającej młodzieży, jak dbało się o urodę...
          • pi.asia Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 10:46
            przymrozki napisała:

            > zuzudanslemetro napisała:
            >
            > "Kukuruku jes
            > > t trujące w szkole, w lesie i na łące. Nadziewane heroiną i od tego dziec
            > i giną
            > > ").
            >
            > O, matko, tak! Dalej było "Lech Wałęsa go spróbował i na raka zachorował".

            I guma rozpuszczalna MAMBA, o której krążyły plotki, że zawiera jad czarnej mamby, jednego z najbardziej jadowitych węży świata.
          • ssssen Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 12:52
            przymrozki napisała:

            > Na dodatek te gazowane wody były naprawdę mocno gazowane, jak z syfonu. Kiedy si
            > ę je wlało do szklanki, aż syczały.

            Jak to - "były"? Są dalej, tylko trzeba wiedzieć jakie kupować. Mistrzostwo to Bystrzanka w szklanych butelkach. I takie są najlepsze - dopiero po napiciu się wody ze szkła czujemy jak zajeżdżają plastikiem te z butelek PET.
      • bupu Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 11:18
        przymrozki napisała:

        > Co do fragmentu z Fantą zamiast wody mineralnej.
        >
        > Pamiętam czas akcji "NiN", oglądałam go na własne oczy własnymi oczami dziecka
        > kilka lat młodszego od Laury. Mam graniczące z pewnością przekonanie, że wtedy
        > nie pojono dzieci wodą mineralną. W ogóle nie było takiego zwyczaju, nic się ni
        > e mówiło o tym, że to zdrowe. W przedszkolach i szkołach dawano kompot lub herb
        > atę, w domu piło się soki, a jeżeli wodę, to gazowaną. Wszystkie dzieci piły s
        > łodkie gazowane napoje, w szkolnym sklepiku sprzedawano za 30 gr taką lokalną o
        > ranżadę w kolorze roztworu fenoloftaleiny w środowisku zasadowym. Smakowało tot
        > o jak landrynka z cukrem.
        >
        > Zresztą, z wód butelkowanych w mniejszych sklepach była tylko woda marki BonAqu
        > a (może przekręciłam nazwę) produkowana przez koncern Coca-cola. Smakowała jak
        > kranówa (którą chyba była) i była droga. Jeżeli tańsza niż Fanta, to niewiele.


        U nasz na wsi była Woda Grodziska. I Krystynka. W małych, wiejskich sklepikach. Istniały soki w kartonikach i cały szereg napojów znacznie tańszych niż cola, fanta i sprite. A i wody niegazowane pokazywały się już w początkach lat 90. Poważnie. Dlatego Nutria, dysponująca skromnym budżetem i uparcie kupująca najdroższe napoje, w dodatku gazowane dziwi mnie nieustannie.

        --
        Wiedźma
        To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
        http://archiwumpanahyde.laa.pl/
        • marzenna114 Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 11:56
          bupu napisała:


          > U nasz na wsi była Woda Grodziska. I Krystynka. W małych, wiejskich sklepikach.
          > Istniały soki w kartonikach i cały szereg napojów znacznie tańszych niż cola,
          > fanta i sprite. A i wody niegazowane pokazywały się już w początkach lat 90. Po
          > ważnie. Dlatego Nutria, dysponująca skromnym budżetem i uparcie kupująca najdro
          > ższe napoje, w dodatku gazowane dziwi mnie nieustannie.
          >
          Grodziska była chyba w szklanych butelkach ? Nie dałabym dziecku na drogę ciężkiej szklanej butelki. Kupowanie dzieciom gazowanych słodkich napoi było normalne w tych czasach. A dlaczego sprite? Była już chyba wtedy tańsza "nata" w plastiku 1,5l. Przypuszczam, że małe soki w kartonikach były porównywalne cenowo do sprita. W wiejskim sklepiku Natalia mogła jeszcze kupić tani napój "na miejscu" - oranżadę lub od biedy mineralną (piszę od biedy, bo dziewczynki zapewne wybrałyby oranżadę).
          Ja w tych czasach byłam oszczędzającą studentką, ale po treningu szłam do sklepu na sprita w szklanej butelce - widocznie nie był to powalający wydatek. A mineralnej niegazowanej bym nie wypiła, bo nie lubię (nie piję do dziś, tylko gazowaną). Nie miałam też świadomości, że trzeba zaspokajać pragnienie wodą - i większość społeczeństwa też nie. Poza tym rodzice raczej się cieszyli, że mogą kupić dzieciom takie fajne, kolorowe napoje jak na filmach, których wcześniej nie było. I nikt się nie zastanawiał ile to ma cukru.
          • bupu Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 13:34
            Oranżade można było nabyć także na wynos. A w roku 1994 istniały także soki w dużych kartonach i mnóstwo innych napojów tańszych niż sprite. Serio, serio, chodziłam wtedy do liceum i starannie oglądałam każdą złotówke przed wydaniem i jakoś nie pijalam wtedy masami fanty ani sprite. O, był na przykład napój Floryda, smakiem podobny do fanty, ale tani jak barszcz. I owszem, dało się go nabyć wszędzie. Zresztą były to czasy w których fabryczki napojów gazowanych wyrastały jak grzyby po deszczu.

            --
            Wiedźma
            To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
            http://archiwumpanahyde.laa.pl/
            • marzenna114 Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 13:46
              bupu napisała:

              > Oranżade można było nabyć także na wynos.
              Chodziło mi o to, że były w małych szklanych butelkach i żeby w podróży nie taszczyć butelki ze sobą, tylko wypić i butelkę oddać - i to na pewno wychodziło tanio. A zapewne była już wtedy również duża oranżada w plastiku i na pewno tańsza niż sprite.
              A co do sprita to też nie kupowałam go codziennie, tylko okazjonalnie.
              • przymrozki Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 14:07
                W sumie nie wiemy, czy Pyziakówny pojono napojami firmy Coca-cola na co dzień. Może dostały tę Fantę z uroczystej okazji wyjazdu na wakacje. Wszak miały tego raptem litr na trzy osoby. Pewnie za główne źródło nawodnienia miała służyć zawartość bidonów, które miały przy sobie dziewczynki.

                A to, że Pyziakówny zapijały parówki Sprajtem a ciasteczka Fantą to już jest literacki wyraz wychowawczej nieudolności Natalii. Pyza i Tygrys wlazły jej na głowę i skutecznie wymuszały nieracjonalne zakupy.
                  • przymrozki Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 14:57
                    To może oni na co dzień pili Fantę, a na większe uroczystości kupowali Orange. Może ten Orange to był jakiś niemożebny luksus? Może Marek Aureliusz piłby Orange?

                    Poza tym, nie pamiętam całej frazy, ale narrator opisując fakt wypicia całej Fanty komentuje, że "miało jej starczyć do samej Gdyni". Z tego można by wnosić, że rodzina albo nie wiedziała, ile Fanty są w stanie wypić dziewczynki (czyli że rzadko widywano je z tym napojem), albo one tego piły mało (litr na trzy osoby to nie są jakieś oszałamiające ilości, wychodzi po puszce na głowę).
    • ciotka_scholastyka Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 09:14
      > Ekspres jedzie z Poznania do Inowrocławia mniej więcej godzinę. W tym czasie dziewczynki zeżarły kanapki, słodycze, po dwie porcje parówek z bułką i ciastka w czekoladzie oraz wypiły średnio dwa litry napoju na głowę.

      Myśmy tu już kiedyś doszli do wniosku, że ta podróż do Inowrocławia dziwnie jakoś długo trwała, biorąc pod uwagę wydarzenia w pociągu. dziewczynki nie tylko zeżarły potworne ilości jedzenia, ale była też i scena z kajdankami, i rozwiązanie całej Rewii Rozrywki.
      A Natalia to jest dusza wołowa, a nie doświadczona turystka, skoro pozwoliła dzieciom zjeść wszystko, co było na całą podróż, i to w taki upał, gdzie o klimatyzacji w ekspresach nikt nie słyszał (nawet w teorii, bo wiadomo, jak to dzisiaj z ta klimatyzacją bywa).
      No i faktycznie, wtedy kult wody mineralnej nie był jeszcze tak rozpowszechniony. W tych czasach w Poznaniu wciąż jeszcze królowała litrowa gazowana Woda Grodziska, sprzedawana w szklanych butelkach.
      • vi_san Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 10:23
        Ja mam w ogóle wrażenie, że MM słabo sobie radzi z geografią o odległościami... Ja jestem z tego noga. Stołowa. Ale... Podróż w NiN trwa i trwa. Tymczasem biorąc pod uwagę odległości - powinna trwać 1/5 tego. A z późniejszych... Czytając o Rumiankowie miałam wrażenie, że to Promno, to gdzieś "na końcu mapy taka wieś, gdzie przy polnej drodze domy dwa
        gdzie ze studni wodę trzeba nieść a jedynym światłem - światło dnia", że zacytuję mojego ukochanego Andrzeja Sikorowskiego z Pod Budą. Tymczasem to właśnie, niniejsze forum [o ile się nie mylę w osobie Jaśnie Wielmożnej Bupu] mi uświadomiło, że to powalający dystans pół godziny kolejką od aglomeracji Poznań! I nie ma opcji, by na takim dystansie zachował się taki skansen.
        A na marginesie - czysto technicznie nie wiem czy w przewidywanym przez PKP czasie podróży dałoby się wypełnić całą "Rewię Rozrywki"? W końcu to są zadania różne, krzyżówki panoramiczne, jolki, rebusy... Pomijając już tu kwestię kultury [łapanie się za cudzą własność i niszczenie - tak rozwiązanie komuś krzyżówek to JEST niszczenie jego własności!!!] i kwestię tego, że nie każdy WSZYSTKIE typy krzyżówek lubi i równie łatwo rozwiązuje - to "Rewia" ma chyba zadania na dość wysokim poziomie? Nie bardzo wierzę, by nawet i oczytane i "oblatane" dwie smarkate ot tak sobie rozwiązały WSZYSTKIE zadania...

        --
        Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
    • mika_p Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 20:43
      Ha! mam teorię, która tłumaczy zarowno wyjazdowe obżarstwo Pyziakówien, jak i defraudację składek na lody BananaJoe.
      I jest echem obżarstwa Borejkówien u cioci Feli.

      Parówki w pociągu, hot-dog na mieście, zapiekanka z budki - wszystko ma swoj urok, jesli jest owocem zakazanym. Doskonale moge sobie wyobrazić: "Zapiekanka? nie ma sensu, zaraz bedziemy w domu, babcia ugotowała pyszny obiad", "Lody? Są w domu, zjemy na deser po obiedzie", "Delicje? alez kochanie, przecież upiekłam biszkopt z galaretką, a wczoraj skończyliśmy murzynka", "Oczywiście, masz tu na lody, ale weź siostrę ze sobą"

      Nikt nie chodzi glodny, babcia i mama świetnie gotują, są ciasta i lody, ale człowiek chciałby coś czasem spontanicznie, tak inaczej, i - do cholery - nie dzielić się z siostrą!
      Ciocia Natalia ma miękkie serduszko, to trzeba korzystac, chocby się czlowiek mial pochorować, bo w domu tego nie będzie.


      --
      Buziak kobiety, którą zęby bolą, pożądanym nie jest. (z lektur szkolnych)
      • marzenna114 Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 23.11.17, 09:37
        mika_p napisała:

        > Parówki w pociągu, hot-dog na mieście, zapiekanka z budki - wszystko ma swoj ur
        > ok, jesli jest owocem zakazanym. Doskonale moge sobie wyobrazić: "Zapiekanka?
        > nie ma sensu, zaraz bedziemy w domu, babcia ugotowała pyszny obiad", "Lody? Są
        > w domu, zjemy na deser po obiedzie", "Delicje? alez kochanie, przecież upiekłam
        > biszkopt z galaretką, a wczoraj skończyliśmy murzynka", "Oczywiście, masz tu n
        > a lody, ale weź siostrę ze sobą"
        Ale nigdzie w książce nie jest powiedziane, że dziewczynki nigdy nie jadły zapiekanek, lodów, hot-dogów. To jest nadinterpretacja nie mająca przesłania w tekście. Jest scena, kiedy Laura przy stole w kuchni zajada jakieś ciasteczka kupne. Delicje, chipsy były wymienione jako ulubione słodycze, co jak dla mnie wskazuje, że Pyza je jadała, a nie że były owocem zakazanym.
        Ja też piekę ciasta specjalnie dla chłopaków na niedzielę, bo lubią i denerwuje mnie, gdy ciasto leży (ich ulubione), a oni jedzą kupne słodycze (bo im się "zapomni"). Kupne można zjeść jak skończy się ciasto. Zapiekanki przed obiadem też nie pozwoliłabym zjeść - najpierw obiad, a potem inne przyjemności.
        Co do kupowania lodów dla dwóch córek, to dla mnie normalne postępowanie kochającej matki - miała kupić tylko Tygryskowi ? Dzieci w tym wieku są bardzo zazdrosne. Znam z rodziny takie, które mierzyły banany.
        Zdarzało mi się bardzo rzadko kupić coś jednemu dziecku (typu lody czy ciastko), ale tylko gdy miałam pewność, że drugie się nie dowie.


        • emae Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 23.11.17, 10:46
          marzenna114 napisał(a):

          > Ale nigdzie w książce nie jest powiedziane, że dziewczynki nigdy nie jadły zapi
          > ekanek, lodów, hot-dogów. To jest nadinterpretacja nie mająca przesłania w tekś
          > cie. Jest scena, kiedy Laura przy stole w kuchni zajada jakieś ciasteczka kupne
          > . Delicje, chipsy były wymienione jako ulubione słodycze, co jak dla mnie wskaz
          > uje, że Pyza je jadała, a nie że były owocem zakazanym.
          > Ja też piekę ciasta specjalnie dla chłopaków na niedzielę, bo lubią i denerwuje
          > mnie, gdy ciasto leży (ich ulubione), a oni jedzą kupne słodycze (bo im się "z
          > apomni"). Kupne można zjeść jak skończy się ciasto. Zapiekanki przed obiadem te
          > ż nie pozwoliłabym zjeść - najpierw obiad, a potem inne przyjemności.
          > Co do kupowania lodów dla dwóch córek, to dla mnie normalne postępowanie kochaj
          > ącej matki - miała kupić tylko Tygryskowi ? Dzieci w tym wieku są bardzo zazdro
          > sne. Znam z rodziny takie, które mierzyły banany.
          > Zdarzało mi się bardzo rzadko kupić coś jednemu dziecku (typu lody czy ciastko)
          > , ale tylko gdy miałam pewność, że drugie się nie dowie.
          >

          Hm...
          Nie bardzo umiem to wytłumaczyć, ale - ilekroć miałam jakieś swoje pieniądze, jako dziecko (swoje, nie ze składek!) i byłam sama w sklepie (nie zdarzało się to często), za każdym razem kupowałam sobie coś słodkiego albo właśnie lody. Słodycze jadało się u nas w domu, lody też, nikt ich nam nie żałował. Był jakiś urok w tych nadprogramowych, nieplanowanych lodach.
          • marzenna114 Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 23.11.17, 11:08
            emae napisała:
            > Hm...
            > Nie bardzo umiem to wytłumaczyć, ale - ilekroć miałam jakieś swoje pieniądze, j
            > ako dziecko (swoje, nie ze składek!) i byłam sama w sklepie (nie zdarzało się t
            > o często), za każdym razem kupowałam sobie coś słodkiego albo właśnie lody. Sło
            > dycze jadało się u nas w domu, lody też, nikt ich nam nie żałował. Był jakiś ur
            > ok w tych nadprogramowych, nieplanowanych lodach.
            Ja czasem kupowałam lody za swoje pieniądze jako nastolatka (wiek licealny) po szkole i jadłam bardzo szybko (tak, że zamarzało mi gardło - a lód był z 7 gałek:)), żeby nie zobaczyła siostra w domu, że miałam loda. I z tego co pamiętam to ukrywałam się właśnie przed siostrą.
            • przymrozki Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 23.11.17, 15:14
              Na pewno w domu dziewczynkom jakoś ograniczano jedzenie słodyczy i fast foodów. Wiemy, że nie redukowano ilości niezdrowych przekąsek do zera, tylko pilnowano, żeby nie były podstawą żywienia. Jest to postawa raczej typowa i rozsądna.

              A Pyziakówny, spuszczone ze smyczy, pod opieką uległej ciotki, po prostu jadły to, na co miały ochotę. Czyli cały dzień słodkie. To akurat wydaje mi się zupełnie prawdopodobne. Nawet wierzę, że Gaba oddałaby dzieci takiej opiekunce - pewnie wychodziła z założenia, że te dwa tygodnie laby żywieniowej dzieciom nie zaszkodzą.
              • pi.asia Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 23.11.17, 15:22
                przymrozki napisała:


                > A Pyziakówny, spuszczone ze smyczy, pod opieką uległej ciotki, po prostu jadły
                > to, na co miały ochotę. Czyli cały dzień słodkie.

                Że co proszę???

                W pociągu zjadły wszystkie słodycze i większość kanapek przeznaczonych na drogę oraz po dwie porcje parówek z bułką i ciastka czekoladowe.
                Następnego dnia piły mleko, zjadły po miniwafelku, a następnie jadły bułki z topionym serkiem i jogurt.
                Kolejny dzień to lody zafundowane przez Filipa, jakieś śniadanie i obiad u Jankowiaków.
                Gdzie tu widzisz "cały dzień słodkie"?
              • bupu Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 23.11.17, 15:47
                przymrozki napisała:

                > Na pewno w domu dziewczynkom jakoś ograniczano jedzenie słodyczy i fast foodów.
                > Wiemy, że nie redukowano ilości niezdrowych przekąsek do zera, tylko pilnowano
                > , żeby nie były podstawą żywienia. Jest to postawa raczej typowa i rozsądna.

                A skąd właściwie, przepraszam, my to wiemy?

                > A Pyziakówny, spuszczone ze smyczy, pod opieką uległej ciotki, po prostu jadły
                > to, na co miały ochotę. Czyli cały dzień słodkie. To akurat wydaje mi się zupeł
                > nie prawdopodobne. Nawet wierzę, że Gaba oddałaby dzieci takiej opiekunce - pew
                > nie wychodziła z założenia, że te dwa tygodnie laby żywieniowej dzieciom nie za
                > szkodzą.

                Slodycze to im akurat w domu zapakowali na drogę. Oprócz tego ze słodkich pożarły pierwszego dnia ciastka w czekoladzie, a drugiego herbatniki z cukrem i miniwafelka.


                --
                Wiedźma
                To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                • przymrozki Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 23.11.17, 18:01
                  "Cały dzień słodkie", ale to przecież nie znaczy, że jadły cały dzień tylko słodkie. A o słodycze prosiły przy każdej okazji - a to o ciastka, a to o lody. Na dodatek miały jakiś zapas słodkości także drugiego dnia wyprawy. Wszak Pyza sprzedała złotko z batonika za mentosy jabłkowe.

                  Skąd wiemy, że dziewczynkom nie ograniczano słodyczy, a jednocześnie, że podstawą ich diety były domowe dania? Stąd, chociażby, że mamy wiele scen zakupu słodyczy na mieście. Wiemy, że Pyza i Tygrys kupowały sobie lody w jakiejś ulubionej budce (spóźniły się przez to do domu po zakończeniu roku denerwując tym ciężarną matkę). Ale za to kiedy wróciły, czekały na nie gołąbki. Wiemy, że babcia kupiła im na Dzień Dziecka po dużej czekoladzie i że dostawały lody "bez okazji" (pan Broneczek odnotował to z przekąsem, jego Alinka dostawała słodycze tylko w sytuacjach uroczystych). Wiemy też, że Pyza pulchnym paluszkiem wskazywała Natalii swoje ulubione marki słodyczy. To by znaczyło, że już je jadła. Grzegorz zaś kupił całej rodzinie na deser lody Opal. W ogóle lody w zamrażalniku były zawsze i dzieci mogły je sobie brać.
                  Oprócz tego, zwykle kiedy widzimy Borejków jedzących, to jedzą domowe, zdrowe obiady. Rano dorośli przygotowują dzieciom śniadanie, w szkole dziewczynki jedzą domowe kanapki (mama im robi co rano i pakuje, nawet gdy Laura miała czternaście a Pyza siedemnaście lat, co jest już jednak pewną przesadą, jak na moje oko). Obiad dostają po powrocie ze szkoły.
                  • bupu Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 23.11.17, 19:19
                    przymrozki napisała:

                    > Skąd wiemy, że dziewczynkom nie ograniczano słodyczy, a jednocześnie, że podsta
                    > wą ich diety były domowe dania?

                    Moomencik, w poprzednim poście napisałaś coś innego, cytuję:

                    Na pewno w domu dziewczynkom jakoś ograniczano jedzenie słodyczy i fast foodów.
                    Wiemy, że nie redukowano ilości niezdrowych przekąsek do zera, tylko pilnowano, żeby nie były podstawą żywienia. Jest to postawa raczej typowa i rozsądna.


                    Skąd zatem wiemy, że pilnowano?

                    > Oprócz tego, zwykle kiedy widzimy Borejków jedzących, to jedzą domowe, zdrowe o
                    > biady. Rano dorośli przygotowują dzieciom śniadanie, w szkole dziewczynki jedzą
                    > domowe kanapki (mama im robi co rano i pakuje, nawet gdy Laura miała czternaśc
                    > ie a Pyza siedemnaście lat, co jest już jednak pewną przesadą, jak na moje oko)
                    > . Obiad dostają po powrocie ze szkoły.

                    Domowe niekoniecznie równa się zdrowe, to tak na marginesie. Poza tym to, że dzieci dostają w domu obiad, nie z fastfoodu, to jest tak jakby norma, przynajmniej w Polsce. Natomiast nigdzie tu nie widzę dowodów na to, że pilnowano, aby dzieci jadły słodycze w ilościach rozsądnych (brak też dowodów, że jadały w nierozsądnych, mam wrażenie).


                    --
                    Wiedźma
                    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                    • przymrozki Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 23.11.17, 19:34
                      Skoro dziecko dostawało śniadanie, drugie śniadanie, obiad i, zdaje się, kolację to jak inaczej nazwać to niż "pilnowaniem diety"? Wszak "pilnowanie" w odniesieniu do kumatych nastolatek nie oznacza stania nad nimi z płonącym mieczem.

                      A "domowy" obiad może być na przykład zbyt kaloryczny, ale raczej nie jest niezdrowy (zaznaczam, że pod pojęciem "domowy" rozumiem "przygotowany ze świeżych surowców bez użycia gotowych półproduktów"). No chyba że gotuje się dzieciom cyjanek albo wszystko smaży w głębokim tłuszczu i nie podaje warzyw, ale wiemy, że to Borejków nie dotyczy.

                      A czy Pyziakówny jadły "rozsądne" ilości słodyczy, czy nie, to już zależy, co rozumiemy pod pojęciem "rozsądne". Przy okazji innej dyskusji pojawiły się głosy forumowiczek, w których domach słodyczy nie jada się w ogóle. Z ich punktu widzenia rzecz z pewnością wygląda inaczej niż dla mnie, bo akurat u mnie słodkie się jada. Dlatego też nie czuję zgorszenia czytając o innych jadających.
        • mika_p Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 24.11.17, 22:58
          > Ale nigdzie w książce nie jest powiedziane, że dziewczynki nigdy nie jadły zapiekanek, lodów, hot-dogów.

          Ja nie twierdzę, że nigdy

          > To jest nadinterpretacja nie mająca przesłania w tekście.

          To jest teoria mająca oparcie w tekście i życiu, na przykład:

          > Ja też piekę ciasta specjalnie dla chłopaków na niedzielę, bo lubią i denerwuje mnie, gdy ciasto leży (ich ulubione), a oni jedzą kupne słodycze (bo im się "zapomni"). Kupne można zjeść jak skończy się ciasto. Zapiekanki przed obiadem też nie pozwoliłabym zjeść - najpierw obiad, a potem inne przyjemności.
          Co do kupowania lodów dla dwóch córek, to dla mnie normalne postępowanie kochającej matki - miała kupić tylko Tygryskowi ? Dzieci w tym wieku są bardzo zazdrosne.


          Z książek zaś wiemy, że u Borejków były codziennie domowe obiady i inne posiłki. Róża i Laura w NiN były jeszcze dosć małe, nie miały okazji wybywac z domu na wiele godzin same (poza szkołą), więc i nie miały za duzo okazji do szastania własna forsą na jedzenie "na mieście", a jak były z mama czy Grzesiem to pewnie było tak jak u każdego: zaraz będziemy w domu, zaraz bedzie kolejny posiłek domowy. Tym bardziej, że to były wczesne lata 90-te, duzo mniejszy wybór fast-foodów wszelakich niż teraz, a znaczna część tych, które były, to jakies podejrzane budy :)

          A co do kupowania po równo, to ja nie neguję podejścia Gaby-matki, tylko chodzi mi o odczucia córek. Jak paczkę delicji trzeba otworzyć przy calej rodzinie i każdego poczęstować, to dla częstującego zostaje niewiele, zwłaszcza w taki licznej rodzinie jak Borejkowie. Obstawiam, że trzeba być świętym, zeby nie mieć potrzeby zjedzenia całej paczki samemu, bez dzielenia się i bez wyrzutów sumienia, że się nie podzieliło. A nawet paczka na trzy (czy może nawet dwie) to jest więcej dobra niż paczka na dziewięcioro czy dziesięcioro czy jedenaścioro (zalezy, ilu męzów przybyło za żonami)

          Podsumowując, nadal uważam, że mogło być tak, jak napisałam, bo psychologicznie jest to uzasadnione.

          --
          Odrobina strachu przed żoną jeszcze żadnemu mężczyźnie nie zaszkodziła. Alutka Kosoń
          • przymrozki Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 25.11.17, 08:39
            Na pewno było tak, że tyle kupnych słodyczy było dla dziewczynek atrakcją. Bo tyle w domu raczej na pewno nie dostawały.

            Natomiast rzeczywiście wszystko wskazuje na to, że Róża i Laura miewały słodycze tylko dla siebie. Wiemy przecież, że same sobie kupowały lody na mieście i że Gabrysia też im kupowała. Nawet Grzegorz przynajmniej raz kupił wszystkim na deser po lodzie na patyku (pamiętam, że był to Opal, stosunkowo drogi deser).
    • gat45 Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 22.11.17, 20:49
      A mnie najbardziej dziwi, że obie panienki wcinają równo, za to czerwone szorty o jednym rozmiarze na jednej pękają w szwach, a drugiej otulają pupcię łagodnymi fałdami.
      Nie masz sprawiedliwości na tem świecie... Ostatni znam jej przykład w oszmiańskim powiecie... Nie, coś mi się chyba pokręciło, bo nie znam.
        • gat45 Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 23.11.17, 04:06
          Wieszcz Adaś odnotował ten oszmiański przykład, skromnie dodając, że to on i że inni mogą znać późniejsze przypadki. Z, dajmy na to, jakiejś Mordobijskiej Gubernii czy Chandrounyńskiej obłasti. Wieszcz Adaś, choć zwykle apodyktyczny, tutaj drogi do nadziei nam nie zamyka. Radujmy się więc, siostry i bracia, bo może i sprawiedliwość któregoś pięknego dnia wypełznie nam ze słownika i zacznie grasować po rzeczywistości. Ale się będzie działo !
          No i po co mnie ten durny pies obudził w środku nocy swoim ciekawym i jakże nowatorskim układem choreograficznym ? Coś jak flamenco z hołubcami, na podkładzie muzycznym własnym, najbardziej przypominającym alpejskie jodłowanie ? Musiał ? I jak ja teraz zasnę, no jak ?
          • vi_san Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 23.11.17, 07:58
            Nie zaśniesz. Cmoki w nos dla psa i głasków sto. On na pewno miał swoje psie powody. Ważne. Tylko ci nie powie jakie, bo to tajemnica. :) Acz ja mojemu [zanim odszedł ;( ] w takich razach mówiłam, że go oddam do Vifona na chińska zupkę. Vifon to u nas chyba największy producent chińskich zupek... :D Ale nie zauważyłam by się zbytnio przejmował, więc nie polecam jako metody wychowawczej.

            --
            Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
            • gat45 Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 23.11.17, 13:55
              potworia napisał(a):

              > Po co spać, zatańcz z czworonogiem:-) Może to właśnie prawdziwa przyjaźń, hę? H
              > au.

              To JEST prawdziwa przyjaźń. Hau, hau.
              A z czworonogiem tańczyłam, to chyba jasne. Zeźliłam się dopiero, kiedy Ufff zakończył swój występ czymś w rodzaju paso doble, ułożył się wygodnie na swoim materacyku i zachrapał z przekonaniem. A do mnie sen wrócić nie chciał. No sama powiedz, czy w takim przypadku sprawiedliwość nie powinna wypełznąć ze słownika ?
            • emae Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 23.11.17, 12:32
              meg_mag napisała:

              > ten charakterystyczny spiew to jodLowanie, bo polskie slowo pochodzi od "jodeln
              > " a nie od jodły, na Zeusa!

              Niemniej ktoś kiedyś przetłumaczył to na polski jako "jodłowanie" i tak zostało, oba słowa występują naprzemiennie z przewagą "jodłowania" jednak. To nie jest błąd, a już z pewnością nie wymaga interwencji Zeusa :)
              • gat45 Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 23.11.17, 13:49
                emae napisała:

                > meg_mag napisała:
                >
                > > ten charakterystyczny spiew to jodLowanie, bo polskie slowo pochodzi od "
                > jodeln
                > > " a nie od jodły, na Zeusa!
                >
                > Niemniej ktoś kiedyś przetłumaczył to na polski jako "jodłowanie" i tak zostało
                > , oba słowa występują naprzemiennie z przewagą "jodłowania" jednak. To nie jest
                > błąd, a już z pewnością nie wymaga interwencji Zeusa :)

                Nie szkodzi, Emae. Jedni lubią strofować, a drugim to nie przeszkadza. Ja z tych drugich. Ale dzięki za obronę :)

                A tak a propos to CO szumi na gurszycie ? Może nie jodły ?
              • meg_mag Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 26.11.17, 11:50
                emae napisała:

                > Niemniej ktoś kiedyś przetłumaczył to na polski jako "jodłowanie" i tak zostało, oba słowa występują naprzemiennie z przewagą "jodłowania" jednak. To nie jest błąd, a już z pewnością nie wymaga interwencji Zeusa :)
                przetlumaczyl i uzywa zle

                w sumie spoko, sa tacy, ktorzy mowia "wziąść" i tez uwazaja, ze to poprawnie oraz "tą" zamiast "tę"

                ale ja sie wszak nie znam, a jezyk tutejszy znam teoretycznie...
                • zla.m Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 26.11.17, 12:32
                  Tak tylko cichutko: "tą" w mowie jest jak najbardziej poprawne. W piśmie - nie (przy czym dla różnych sms-ów czy forum-ów zrobiłabym wyjątek, bo zwykle traktowane są jak mowa potoczna).

                  --
                  Ja tez sie boję chorych psychicznie nawet tych z ciężką depresją, bo nie wiadomo co im strzeli - zabija się albo zrobią krzywdę sobie i innym np. (...) spadną na kogoś skacząc z wiezowca. by bergamotka77
                • gat45 Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 26.11.17, 12:34
                  meg_mag napisała:

                  > przetlumaczyl i uzywa zle
                  >
                  > w sumie spoko, sa tacy, ktorzy mowia "wziąść" i tez uwazaja, ze to poprawnie or
                  > az "tą" zamiast "tę"
                  >
                  > ale ja sie wszak nie znam, a jezyk tutejszy znam teoretycznie...

                  Jak to przyjemnie, tak sobie w niedzielny poranek poczytać coś miłego...

                  W swoim imieniu przepraszam, że nie doceniłam pouczenia i od razu nie podziękowałam za poprawienie błędu. Wprawdzie nie mówię "wziąść", ale z pewnością robię inne błędy, które mogłyby dostarczyć Ci kolejnej okazji do ustawienia mnie do pionu. Od kiedy miałam 12 lat i wyjechałam z Polski nieustannie staram się zachować poprawność języka ojczyzny-macochy, ale z pewnością nie udaje mi się to w pełni, więc pole do popisu może się okazać duże.

                  Nie zrozumiałam tylko ostatniego zdania : który język jest "tutejszy" ? I na czym polega teoretyczna znajomość jakiegoś narzecza ?
                • verdana Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 26.11.17, 14:41
                  Całkowicie teoretycznie. Słownik Jezyka Polskiego bowiem głosi. jodłowanie
                  jodłować -łuję, -łują a. jodlować
                  jodłować, jodlować «śpiewać w specjalny sposób, polegający na nagłych przejściach z piersiowego rejestru głosu na falset»
                  Ale oczywiście teoretyczna znajomość jest usprawiedliwieniem dla niewiedzy, choć nie tłumaczy nieumiejętności skorzystania ze źródeł.
                • emae Re: Apetyty Laury i Pyzy podczas podróży z Nutrią 27.11.17, 07:46
                  Zadziwiacie mnie czasami.
                  Nie, to nie jest ten sam przykład, co "wziąść", "tą" czy choćby moje ulubione "oglądnąć", które czasem jeszcze próbuję tępić w moim otoczeniu, ale jako mieszkanka okolic Krakowa jestem w tej walce skazana na porażkę. To są błędy, choć bardzo powszechnie występujące. "Jodłowanie" natomiast, choćby się komuś bardzo nie podobało, jest słowem występującym w języku polskim i jako takie jest poprawne. Domyślam się, że będę musiała uściślić moją wypowiedź, zatem na wszelki wypadek robię to już teraz - mam na myśli oficjalny, słownikowy, literacki język polski, nie mowę potoczną czy regionalizmy.

                  Dziwi mnie w ogóle myśl, że polska forma słowa "jodeln" jest niepoprawna ze względu na użycie litery Ł - dziwi mnie to ze względu na specyfikę litery Ł, która występuje dosłownie w kilku językach na świecie. W związku z tym dość łatwo uzmysłowić sobie, że większość polskich słów zawierających Ł pochodzi od słów, które oryginalnie Ł nie zawierało. Tym samym, nasza poczciwa jodła też najprawdopodobniej pochodzi od słowa, które nie zawierało Ł.

                  Taka jest specyfika języka polskiego, że występuje w nim na przykład słowo "Paryż", którym w naszym języku określamy stolicę Francji, tak naprawdę nazywającą się "Paris" (przy czym S jest nieme). Nie wiadomo, skąd wzięło się to Ż w polskiej wersji, przynajmniej dla mnie stanowi to zagadkę, niemniej trudno uznać "Paryż" za błąd i zżymać się, ilekroć ktoś tego słowa użyje. Inna europejska stolica, "Roma", po polsku nazywa się "Rzym".
                  (Wybaczcie same geograficzne przykłady, akurat tylko takie przyszły mi na myśl).

                  Kończąc tę przydługą wypowiedź:
                  Ja rozumiem, że na tym forum macie ogromną potrzebę poprawiania każdego błędu. Szanuję. Ale proponuję przed wyrażeniem swojej irytacji, że ktoś znowu pisze z błędami, zrobić ten drobny wysiłek i sprawdzić, czy na pewno ma się rację. Bo OK, macie prawo oczekiwać, że ktoś nie będzie robił błędów. Ale już oczekiwać, że ktoś nie będzie używał słów, które tylko Wy uważacie za błędne? Nie możecie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka