Dodaj do ulubionych

Lokum po Szczepańskiej- jak trafiło do Borejków?

06.01.18, 11:06
Zaintrygowało mnie w jaki sposób lokal po sąsiadce Szczepańskiej po jej smierci trafił w ręce Borejków. O ile mi wiadomo był to pokój z kuchnią i łazienką , ale tak naprawdę nie wiadomo czy był własnością miasta/kwaterunku/ spółdzielni mieszkaniowej etc. Jesli był własnościowy- to pani Szczepańska mogła go np zapisać Borejkom w testamencie ( ciekawe z czego zapłaciliby podatek spadkowy haha), ale jeśli należał do miasta/kwaterunku- to w przypadku jej smierci lokal przejmuje właśnie ono i zazwyczaj jest na nie kolejka chętnych starających się o mieszkanie. Jakim cudem otrzymali je Borejkowie? Poza tym dlaczego to jest opisane jako tylko wielki pokój, a co Borejki zrobiły z kuchnią i łazienką? Przecież mogli miec dwie i uniknąć gigantycznych kolejek do jednej:)))
No i jeszcze jedno- w KK mamy opis, ze od klatki schodowej mieszkanie Borejków i Szczepańskiej oddzielają od klatki schodowej żółte dzrzwi i jest taka jakby sień. Potem już tych żóltych drzwi nie ma, mieszkanie Borejków wychodzi bezpośrednio na klatkę. Co się z nimi stało?
Edytor zaawansowany
  • chatgris01 06.01.18, 11:51
    Zagarneli metraz az po klatke :)))

    Tam nie bylo kuchni ani lazienki, we wczesniejszych watkach byla sugerowana wspolna toaleta razem z Gadomskimi i Luczakami, ale pozniej amba ich chyba zezarla, bo w pozniejszych ksiazkach znikneli calkowicie.
    Ide patrzec do KK.
  • chatgris01 06.01.18, 12:22
    W KK mieszkanie bylo kwaterunkowe: "(...) czynsz w owym starym mieszkaniu kwaterunkowym jest o wiele nizszy niz oplata za mieszkanie spoldzielcze".

    Opis "topograficzny" z pierwszej wizyty pani Szczepanskiej: "(...) Jej wyznanie potwierdzaly uchylone drzwi sasiedniego mieszkania. Polozone pod katem prostym do mieszkania Borejkow, stanowilo niegdys jedna calosc i przeznaczone bylo zapewne na pomieszczenia dla sluzby. Obecnie mieszkaly tam od czasow powojennych dwie rodziny. Gadomscy i Luczakowie. Trzeci zas lokal zajmowala owa siwa dama. Do wszystkich mieszkan wchodzilo sie ze wspolnego malego przedsionka (...) Ogromne, ciezkie, zoltawe drzwi z mosiezna klamka i zelaznymi ryglami prowadzily z przedsionka na klatke schodowa.


    Fragmenty z nocnej wizyty Gabrieli u pani Szczepanskiej (po tym, jak uslyszala krzyk):

    "Pani Szczepanska stala na progu swego mieszkania (...) W okno korytarzyka uderzyl porywisty wiatr (...)
    i po chwili znalazly sie obie we wnetrzu duzego, slabo oswietlonego pokoju. Na wprost wejscia widnialo okno, szczelnie zasloniete ciemnymi kotarami. Po lewej stronie stal tapczan z rozrzucona posciela, obok swiecila nocna lampka z zoltawym abazurkiem."

    I jeszcze przy okazji pozyczania tortownicy:
    "Panstwo Gadomscy byli to cisi staruszkowie, mieszkajacy gdzies w glebiach wspolnego z pania Szczepanska wewnetrznego korytarza. (...) Jednoczesnie w glebi wewnetrznego hallu, na wprost wejscia, otworzyly sie drzwi pokoju pani Szczepanskiej i ona sama dostojnym krokiem przeszla ku mieszczacej sie po lewej stronie drzwi wejsciowych nieduzej spizarni."

    Wyglada na to, ze Borejkowie przejeli nie tylko pokoj pani Szczepanskiej, ale i reszte lokali wraz z wewnetrznym hallem, korytarzykiem i przedsionkiem, stad pozniej te zawrotne 50 metrow, czy ile tam bylo, u Strybow.
    Kwestia, czy przejmowali w calosci, czy stopniowo (to drugie bardziej logiczne), wtedy Ida rzeczywiscie moglaby miec SAM pokoj po pani Szczepanskiej (majacy wspolna sciane z zielonym pokojem i nawet zamurowane drzwi pomiedzy), a pozniej ewentualnie przejmowali reszte, po smierci pozostalych lokatorow (ktorzy byli staruszkami juz w 1977 roku).
  • apersona 06.01.18, 23:01
    Moment, Roosevelta 5 to kamienica narożna, w pierwotnej wersji Borejkowie zajmowali pokoje paradne od Roosevelta i na narożniku, bliżej głównego wejścia do mieszkania z sieni, a Szczepańska i Gadomscy część od podwórza dostępną przez korytarzyk odchodzący prostopadle od głównego korytarza. Musiało tam być jakieś przepierzenie między częścią prywatną Borejków i wspólną, może i łazienka była dostępna z części wspólnej. Nijak się to nie zgadza z późniejszymi wersjami, gdzie amanci wchodzą do dziewczyn przez balkon i okno.
  • zuzudanslemetro 06.01.18, 23:36
    Hmmm, to w przedwojennych czasach w Poznaniu służba miała fajnie, skoro państwo urzędowało w pokoju zielonym, drugim z fikusem czy tam filodendronem i trzecim dziewczynek, a służba miała dla siebie hektary, z których potem można było wyodrębnić aż trzy lokale!
  • ciotka_scholastyka 07.01.18, 15:07
    zuzudanslemetro napisała:

    > Hmmm, to w przedwojennych czasach w Poznaniu służba miała fajnie, skoro państwo
    > urzędowało w pokoju zielonym, drugim z fikusem czy tam filodendronem i trzecim
    > dziewczynek, a służba miała dla siebie hektary, z których potem można było wyo
    > drębnić aż trzy lokale!

    Ktoś już tutaj, nie wiem, czy nie bupu, swojego czasu znęcał się ostro nad tym pomysłem MM, że to były zapewne pomieszczenia dla służby. Na parterze, tuż przy drzwiach do mieszkania państwa, z częścią okien od frontu i, no właśnie, tak wielkie, że potem trzy rodziny się w tym pomieściły... :)
  • ewaty 07.01.18, 17:28
    ciotka_scholastyka napisała:


    > Ktoś już tutaj, nie wiem, czy nie bupu, swojego czasu znęcał się ostro nad tym
    > pomysłem MM, że to były zapewne pomieszczenia dla służby. Na parterze, tuż przy
    > drzwiach do mieszkania państwa, z częścią okien od frontu i, no właśnie, tak w
    > ielkie, że potem trzy rodziny się w tym pomieściły... :)

    M.in. ja się pastwiłam, jako mieszkanka przedwojennej kamienicy. O takich luksusach dla służby w realnym świecie nie było mowy. U nas pierwotna służbówka została przerobiona na pralnio-suszarnię. To wysokie pomieszczenie z jednym wąziutkim oknem, ma taką szerokość, że mieści się w niej pralka i zostaje, jakieś 10 cm luzu. Poddawałam też w wątpliwość sens dwóch pieców w sąsiadujących pokojach ( u pani Szczepańskiej i Borejków). Rozwiązaniem jest jeden piec, niejako przechodzący przez ścianę i ogrzewający dwa pokoje. Służba w trzech pomieszczeniach? To chyba, że pierwotni właściciele mieszkania mieli na miejscu kucharkę, pokojówkę i nianię do dzieci....Ale i tak proporcja lokalu państwa i służby jest dziwna.




    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga długiego czasu.
    Czas i tak upłynie.
  • apersona 07.01.18, 18:26
    No chyba, że tam była wielka oryginalna kuchnia, służbówka i spiżarnia, ale to i tak mało dla Szczepańskiej i Gadomskich. Może dawny dziecinny to też część dla służby.
  • berrin 07.01.18, 18:28
    Nawet gdyby mieli te trzy służące (co raczej nieprawdopodobne w zwykłej mieszczańskiej kamienicy, ale niech tam, zgoda, ze mieliby kucharkę i pokojówkę, choć kucharka to by miała łóżko w kuchni ) i nawet gdyby służbówka byla "c.k. wielkości", czyli przeciętnych rozmiarów zwyklego pokoju z jednym oknem, położonego bezp. przy kuchni, a nie kliteczki szerokiej na rozmiar łóżka plus miejsce, zeby jakoś z niego wstawać, to bylby to jeden pokój na dwie/trzy służące. Służącej przy dobrych wiatrach należało się łóżko i komoda plus kawalek drążka w szafie, w żadnym razie oddzielny pokój dla każdej. Wszak luksus oddzielnego pokoju to mógł mieć pan domu w postaci gabinetu, a już synek sypial w stołowym, a obie córeczki w jednym wspolnym pokoiku "panieńskim". Zdaje się, że każde oddzielnie we wlasnym pokoju to ani sluzba, ani jaśniepaństwo nie mieszkali nawet w magnackich dworach.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • zuzudanslemetro 07.01.18, 20:14
    Ewentualnie jeszcze pani mogła mieć buduar. Zatem mieszczańska rodzina miała: salon (często pełniący też funkcję jadalni), gdzie sypiał syn, sypialnię państwa, pokój panienek, kuchnię gdzie spała kucharcia zgodzona do wszystkiego, spiżarnię i w niekiedy w ramach luksusu, łazienkę. Jak bogatsza rodzina to jeszcze maciupeńka służbówka. I korytarz. Wejście do służbówki i kuchni było od podwórza, od frontu wchodziło tylko eleganckie państwo.
  • zuzudanslemetro 07.01.18, 20:15
    Za szybko wysłałam. Bo jak bogatsi to jeszcze mógł się zmieścić gabinet, a już w rozpasaniu to i buduar.
  • vi_san 07.01.18, 20:49
    W książce mądrej wyczytałam, że [fakt, nie mieszczaństwo, a arystokracja, ale młody panicz, z Branickich] miał w XVIII wieku w Krakowie pomieszkanie w mieście składające się z: "przedpokoju, pokoju bilardowego, pokoju kompaniji mniejszego, gabineciku, jadalnego, sypialki niewielkiej, ubieralni, biblioteczki, pokoju do kąpieli, oraz pomieszkanie dla służków swoich.". O pomieszkaniu dla służków nie napisano ani metrażu ani ilości tychże... Oczywiście to poza dworem rodzinnym i innymi majątkami. Tak czy siak - nie wierzę, że skoro paniczyk potrzebował dla siebie jednego tyyylu pomieszczeń to porządna poznańska rodzina mieszczańska gniotła się w trzech pokojach, a służba tarzała się w niezliczonych metrach przestrzeni.
    Ale może to było tak, że mieszkanko - kawalerka pani Szczepańskiej [nie mające 50m2!!!] to była dawna służbówka. I tylko ono. Natomiast lokale Gadomskich i... Łuczaków [chyba?] to były dawne metry państwa, a po przebudowie i parcelacji tak wyszło jak wyszło? Co i tak nijak mi nie rozjaśnia co Borejki zrobiły z toaletą [niechby i wspólną] Szczepańskiej i Gadomskich, ani z ich kuchniami? We wspólną kuchnię jeszcze trudniej mi uwierzyć niż we wspólną łazienkę...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • chatgris01 07.01.18, 21:09
    Jeszcze mogli miec w tych pokojach jakies kaciki kuchenne ze zlewem i dwupalnikowa kuchenka, widzialam takie kombinacje w dzielonych mieszkaniach w starym budownictwie. A wspolna tylko toalete, gdzies w zakamarku tego wspolnego wewnetrznego korytarzyka albo hollu.
    Zreszta w ktoryms ze starych watkow na ten temat ktos wyrazil przypuszczenie, ze ta spizarnia pani Szczepanskiej to byla tak naprawde ubikacja, tylko autorka nie chciala otwarcie nazywac rzeczy po imieniu :P
    (w zestawieniu z tym, ze zaraz za drzwiami byly tam polki, na ktorych wlascicielka trzymala tortownice, i na ktorych postawila talerzyk z porcja tortu-tak wynika z tekstu KK-jednak w te hipoteze nie wierze, musialo byc inne pomieszczenie sanitarne).
  • ciotka_scholastyka 08.01.18, 09:35
    vi_san napisała:

    > We wspólną kuchnię jeszcze trudniej mi uwierzyć niż we wspólną łazienkę...

    Ależ dlaczego, na bogów różnych? Jedno podzielone mieszkanie, jedna łazienka, jedna kuchnia - jak to by inaczej miało wyglądać?
    W kuchni: rozpisane godziny korzystania z tejże, osobne garnki, sztućce i talerze w osobnych szafkach, jedzenie podpisane (w szafce pod oknem w czasach przedlodówkowych). I oczywiście awantury o nieposprzątanie po sobie :) Tak przez wiele lat mieszkał przyjaciel mojego ojca z żoną, matką i córką - w jednym wielkim pokoju w starej kamienicy. Kuchnia i łazienka wspólne dla czterech rodzin. Opis podobnej egzystencji można znaleźć w książce Ożogowskiej "Ucho od śledzia", z tym że tam w dodatku kamienica się rozsypuje.
  • zuzudanslemetro 08.01.18, 12:03
    W powieści Ożogowskiej "Ucho od śledzia" rodziny bohaterów mieszkają w takim dzielonym, przedwojennym mieszkaniu. Rzecz się dzieje co prawda tuż po wojnie i wszyscy czekają na nowe bloki i przeprowadzkę, ale nie w tym dzieło. Mają tam oczywiście wspólną kuchnię. W filmie "Skarb" też jest wspólna kuchnia. Także w "Szczęściarzu Antonim". Tam to jeszcze gorzej, bo pokoje w amfiladzie.
  • vi_san 09.01.18, 11:54
    Dziewczyny, ale "Ucho od śledzia" to kompletnie inne czasy! Jednak "KK" bliżej do stanu wojennego niż II Wojny Światowej! Z tym, że przyjmuję co napisała Chatgris, że każdy mógł sobie urządzić w swoim pokoju "kącik kuchenny".
    Co i tak nijak nie tłumaczy ani 50m2 służbówki "postszczepańskiej" ani tego co zrobiono z Gadomskimi i Łuczakami, ani też jakim cudem te metraże po nich przypadły wyłącznie Borejkom, a nie komuś "z listy oczekujących". Powiedzmy, że kwaterunek doszedł do wniosku, że kuchnia i łazienka na dziś są standardem - ale to by zrobiono jakąś przebudowę, remont czy coś, z trzech lokali zrobiono by dwa i tyle. I nijak nie widzę jakim cudem mogłoby to przypaść w udziale właśnie tej konkretnej rodzinie...
    W służbówkę o powierzchni 50m2 odmawiam wiary i koniec. Zwłaszcza taką z oknami od frontu. :D

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • ciotka_scholastyka 09.01.18, 13:21
    vi_san napisała:

    > Dziewczyny, ale "Ucho od śledzia" to kompletnie inne czasy! Jednak "KK" bliżej
    > do stanu wojennego niż II Wojny Światowej!

    Ale jakie to ma za znaczenie? Wspomniany przeze mnie przyjaciel ojca mieszkał tak jeszcze w latach 90-tych!

    (btw "Ucho..." nie dzieje się tak zaraz po wojnie, o ile pamiętam, to tylko bohaterowie mieszkają w kamienicy, która straszy rozsypując się od czasów wojny, ale to są chyba wczesne lata 60-te - to już tak na marginesie)
  • zuzudanslemetro 10.01.18, 09:54
    ciotka_scholastyka napisała:


    >
    > (btw "Ucho..." nie dzieje się tak zaraz po wojnie, o ile pamiętam, to tylko boh
    > aterowie mieszkają w kamienicy, która straszy rozsypując się od czasów wojny, a
    > le to są chyba wczesne lata 60-te - to już tak na marginesie)

    Ucho od śledzia na bank dzieje się w początkach lat 50tych i świadczą o tym i fakty biograficzne bohaterów i obyczajowość i odzież, w jakiej chodzą. Ale faktem jest, że tak jak bohaterowie wspomnianych przeze mnie pereł kultury lat 50tych mieszkali ludzie do końca XX wieku. Niektórzy rzecz jasna. Jedna moja pradawna ciotka, a właściwie ciotka mojej babci, dopóki nie zdecydowała się iść do domu opieki prowadzonego przez siostry zakonne, mieszkała w kamienicy, gdzie kibel miała na zewnątrz. Jeszcze w latach 90tych! Ale sprostuję pogląd na architekturę powojenną i sanitariaty. Otóż ostatnie czynszówki, jakie budowano z jedną toaletą na korytarzu to są lata 30te XX wieku. Gorsze czynszówki miały kibel na zewnątrz, a nowoczesne budownictwo w tamtych latach miało już normalnie i aneks kuchenny i łazieneczkę. Po wojnie faktycznie władzom i kwaterunkowi sanitariaty nie spędzały snu z powiek, ale pierwsze powojenne osiedle oddane do użytku, czyli osiedle na Kole w Warszawie (ulice Ringelbluma, Deotymy, etc.) jest po pierwsze bardzo wysmakowanym artystycznie osiedlem, a po drugie każde mieszkanie miało łazienkę i kuchnię. Mieszkałam tam, w mieszkaniu nie przebudowywanym od czasów oddania do użytku. To właśnie osiedle wizytował Picasso i machnął syrenkę na ścianie, co to ją właściciele mieszkania zdrapali i zamalowali. Był jeden jedyny pomysł tow. Gomułki, żeby osiedle Za Żelazną Bramą zrobić tak, że jest jeden kibel na piętro, ale architekci stanęli okoniem i jakoś przekonali Gomułkę, że to średni pomysł. Moim zdaniem średnim pomysłem było w ogóle robienie tego osiedla, bo jest koszmarne, ale kible i maciupcie kuchenki tam są.
  • ciotka_scholastyka 10.01.18, 10:28
    zuzudanslemetro napisała:

    > Ucho od śledzia na bank dzieje się w początkach lat 50tych i świadczą o tym i f
    > akty biograficzne bohaterów i obyczajowość i odzież, w jakiej chodzą.

    Nie będę się kłócić, książki nie mam pod ręką :) Jedno, co mnie zastanawia, że te dzieciaki - nastolatki w końcu - nie mają żadnych wspomnień wojennych czy tużpowojennych. Tak jakby urodziły się już w wolnej Polsce, co oznaczałoby, że to jednak początek lat 60-tych jest.
    Ale, powtarzam - nie wiem, to tylko moje wrażenie, spróbuję dopaść książki i sprawdzić, czy jet w niej coś, co bardziej jednoznacznie wskazywałoby na czas akcji. Dla sportu wyłącznie, bo dla naszej rozmowy znaczenia to nie ma :)
  • berrin 10.01.18, 11:13
    Nie mam książki, ale jako dziecię dotknięta byłam przekleństwem nadpamięci i sporo szczególików z lektury w głowie mi zostało. W kwestii tropów, kiedy to się dzieje: Jest opis, jak dzieciaki idą pooglądać wystawy na MDM-ie. Czyli MDM stoi. Czyli na 100% jest co najmniej 1952, ale raczej później, bo nie ma mowy o uroczystym otwarciu, tylko o oglądaniu wystaw. Potem zresztą kupuja pomarańcze, owszem, jest to dla nich luksus, ale nie egzotyka - to chyba nie może być początek lat 50-tych?
    Inny trop - któryś z lokatorów wraca do domu z informacja, że "Zamek będą odbudowywać". Pierwszy raz decyzja o odbudowie zapadła w 1948 r. - czyli dla fabuły za wcześnie, zresztą w 1948 r. taka kamienica to byłby luksus mieszkaniowy że hej, nikt by nie opisywał jej jako ewenementu. Nieźle się trzymający budynek z kuchnia i łazienką to jeszcze w latach 50-tych było niezłe lokum.
    Kolejne ruchy w sprawie odbudowy Zamku to początek lat 60-tych (uporzadkowanie terenu), i 1966 - odbudowa biblioteki. Potem - wreszcie skuteczna - decyzja Sejmu o odbudowie to dopiero styczeń 1971 r. Za późno na bank, skoro książkę wydano w 1964 r. Więc może ten +-60-ty rok, w którym po raz kolejny pod hasłem odbudowy Zamku zaczęto porządkowanie terenu?
    Kolejny trop - chłopak który przyjechał mieszkać u wuja, chodzi w watowanej na ramionach marynarce "po kimś". I w szerokich spodniach. A potem, zirytowany docinkami dziewczyn w szkole, nakłania wuja do kupienia mu czegoś modniejszego i są to wąskie spodnie i chyba sweter - i nie zostaje w tym stroju zaklasyfikowany jako bikiniarz. Więc znowu - raczej moda poodwilżowa.
    W szkole niewiele o przodownictwie pracy i nauki. Za to zbieranie makulatury. I modnie ubierające się dziewczęta. Ale znowu – cos mi się majta na temat kolorowych pończoch – i chodzi o pończochy, Ożogowska nie myliła nazw garderoby i kiedy w „Tajemnicy zielonej pieczęci” (akcja książki - 1956 r., książka wydana w 1959 r.) pisała o pończochach i nylonach, to wiadomo było, ze chodzi o pończochy i nylony. A skoro w „Uchu” pończochy, to znowu raczej początek lat 60-tych, nie później, a skoro kolorowe i nie budzące sprzeciwu „ciała”, to raczej nie lata 50-te.
    Klimat książki nasuwa mi na myśl jakiegoś "środkowego Gomułkę", małą stabilizacje ludzi, którzy okrzepli, mają dzieci, zarabiają - tylko w kwestii mieszkania nie maja nic do powiedzenia, w całości zależą od kwaterunku. A mieszkają "na kupie" już tyle czasu, ze robi się to dla nich uciążliwe, ewidentnie inni już się poprzyprowadzali w lepsze warunki, a oni ciągle czekają. Biorąc pod uwagę długaśne okresy oczekiwania na mieszkanie przez cały PRL (dla osób bez znajomości i układów, a tacy są bohaterowie „Ucha”) gdyby to był początek lat 50-tych, to w żadnym razie nie przyszłoby im do głowy, ze już czekają tak długo, zwłaszcza w kontekście ogólnowarszawskiej sytuacji mieszkaniowej. Prawdopodobnie zaraz po wojnie i po szybkim remoncie siłami własnymi kamienica okazała się być w dobrym stanie - a pierwszeństwo w przydziałach lokali mieli - przynajmniej teoretycznie - ludzie, którym domy waliły się na głowę. Tu się nie waliło, było sucho, wszystko działało, prąd był, woda była, łazienka (opis, kiedy chłopak się kąpie w wannie i omal nie ginie porażony prądem z radia) też w stanie niezłym, zgromadzeni na kupie ludzie to nie patologia, nawet, jak się nie lubili, to są przedstawieni raczej jak osoby nie piszące na siebie donosów ani nie demolujące lokalu w pijanym widzie - więc urzędniczą inercja i brakiem samodzielnych lokali stan "komunałki" mógł trwać nawet kilkanaście lat. Czyli znowu – II wojna plus kilkanaście lat i mamy lata 60-te, początek. Dzieci wojny nie pamiętają, bo urodziły się pod koniec albo już po.


    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • zuzudanslemetro 10.01.18, 13:40
    Sprawdziłam. Pierwsze wydanie jest z 64 roku a opowiada o realiach lat 50tych. Więc faktycznie dzieci mogły się już urodzić po wojnie.
  • ciotka_scholastyka 10.01.18, 14:07
    zuzudanslemetro napisała:

    > Sprawdziłam. Pierwsze wydanie jest z 64 roku a opowiada o realiach lat 50tych.

    No ale skąd wiesz, że 50-tych? :)
  • gat45 10.01.18, 14:58
    Chyba jednak lata 60'. Sięgnęłam do niezawodnego gryzonia, a tam już na pierwszej stronie jest taki akapit :

    "... I tylko w miarę upływu lat pięciu, dziesięciu, piętnastu, kiedy na Brzozowej i Bugaju ruszyły budowy, a wysoko na skarpie wyrosły staromiejskie domy, kiedy na drugim brzegu Wisły stanęły szeregiem wysokościowce Pragi II — ten strzaskany dom wydawał się po prostu jakimś przeoczeniem."

    Czyli najmarniej latek po wojnie 15, co nam daje rok pański 1960. Jako startowy, może być kilka lat później.

    Poza tym z zakamarków pamięci wyskoczyło mi, że to chyba w tym dziele w którymś momencie panienki przechadzają się "w rybaczkach na smukłych udach". A rybaczki to chyba lata 60', nie wcześniej - mylę się ?
  • dakota77 10.01.18, 16:56
    Praga II to lata 1952-1956. Tylko co tu jest punktem startowym, od ktorego narrator liczy? Koniec wojny?

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • gat45 10.01.18, 17:53
    dakota77 napisała:

    > Praga II to lata 1952-1956. Tylko co tu jest punktem startowym, od ktorego narr
    > ator liczy? Koniec wojny?
    >

    Nie wiem, ale z całą pewnością nie jest to żadna data sprzed 17 stycznia 1945, chyba się zgadzasz? Ani nawet nie sprzed 1 sierpnia 1944.
    Mnie się wydawało oczywiste, że przełomem jest tu koniec wojny, ale skoro ktoś może w to wątpić, to rzeczywiście nie wiem, jak to udowodnić.
  • dakota77 10.01.18, 18:40
    No oczywiscie, ze sie zgadzam, ze nie przed 17 stycznia 1945. Teoretycznie narrator moglby np. liczyc od wprowadzenia sie do kamienicy.

    Wg Wikipedii remont domow przy ul. Brzozowej zaczal sie w 1959 roku. Mielibysmy wiec technicznie lata 50-te jako czas akcji, ale jednak sama ich koncowke, gdzie na pewno juz do glosu dochodzily zjawiska znane nam z lat 60-tych.



    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • zuzudanslemetro 10.01.18, 18:12
    ciotka_scholastyka napisała:


    >
    > No ale skąd wiesz, że 50-tych? :)

    Z wikipedii gdyż ksiązki nie mam aktualnie pod ręką. Ale skoro budowała się Praga II to już ktoś napisał, że to pierwsza połowa 50tych.
  • gat45 10.01.18, 18:56
    zuzudanslemetro napisała:

    > ciotka_scholastyka napisała:
    >
    >
    > >
    > > No ale skąd wiesz, że 50-tych? :)
    >
    > Z wikipedii gdyż ksiązki nie mam aktualnie pod ręką. Ale skoro budowała się Pra
    > ga II to już ktoś napisał, że to pierwsza połowa 50tych.

    Praga II już stała i była zamieszkana, według samej autorki.
    Co do reszty : nie wiem, na czym to polega, ale ja osobiście wykluczam czasy sprzed odwilży. Inny klimat. O czym innym młodzież mówi, do czego innego i inaczej ją w szkole zapędzają. Inaczej dorośli ze sobą rozmawiają. Inne wiatry wieją.
    A swoją drogą sama jestem ciekawa, na czym opieram tę swoją granitową pewność - na razie mogę mówić tylko o "wyczuciu", a to trochę mało. Zaś studia porównawcze tego dzieła z innymi, których akcja odbywa się z pewnością przed 1956 rokiem, wcale mnie nie kuszą i nie podejmuję się ich przeprowadzenia na potrzeby tego wątku.
  • marutax 10.01.18, 19:10
    "Ucho od śledzia" to może być rok 1962. Michał idzie do kina na dwa filmy: "Karmazynowego pirata" i "W 80 dni dookoła świata". Wprawdzie oba powstały sporo wcześniej, ale to nic nie znaczyło w realiach PRL-u. Nie znalazłam informacji o polskich premierach tych dzieł, ale w GAPLI są polskie plakaty do obu filmów - i oba są datowane na rok 1962. To pasowałoby do Pragi II oraz planów odbudowy zamku.
  • gat45 10.01.18, 19:32
    A ja wpadłam na cytat z Michała w szkole warszawskiej :

    — Nie złość się, nie złość — powiedział pojednawczo Michał. — Po mojemu to tak: żadne takie „cud-miód--ryba-kit" nie jesteś. Co to, to nie. I do Bardotki też ci daleko. Nawet z ulgową taryfą — ucho od śledzia! Ale jak się dobrze przyjrzeć, dziewczyna z ciebie niczego.

    I też mi wychodzi, że "Bardotka" jako oczywisty punkt odniesienia w PL to nie może być wcześniej niż początek lat 60'. Przyklepuję 1962 i wracam do poważniejszych zajęć, niestety :(
  • vi_san 10.01.18, 21:10
    Gatu, początek lat 60 na pewno. Chłopcy chodzą na telewizję do jakiegoś kolegi - a codzienny program ruszył w roku '61.

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • zuzudanslemetro 10.01.18, 23:10
    aż sobie odświeżę tę książkę . :) Ok, Bardotka i tv mnie przekonały. w każdym razie dziać się musi zanim książkę wydano, bo raczej Ożogowska niczego nie antycypowała.
  • gat45 11.01.18, 12:13
    zuzudanslemetro napisała:

    > aż sobie odświeżę tę książkę . :) Ok, Bardotka i tv mnie przekonały. w każdym r
    > azie dziać się musi zanim książkę wydano, bo raczej Ożogowska niczego nie antyc
    > ypowała.

    Skoro już będziesz brnąć przez ten tekst, to przy okazji odnotuj sytuacje, które przed odwilżą nie mogłyby mieć miejsca. To może być bardzo ciekawe. Sama bym to zrobiła, gdyby nie to, że mnie różne pracowe terminy bezlitośnie gonią :(

    A Ożogowska z pewnością niczego nie antycypowała, za to może się przebić w tekście coś z bardzo bliskiej przeszłości bohaterów książki - i właśnie to mnie ciekawi.
  • chatgris01 11.01.18, 20:06
    Zgadzam sie, ze wszystko wskazuje na akcje najwczesniej w 1962 roku, ale niesmialo pisne, ze Bardotka byla w Polsce popularna od roku co najmniej 1956, gdyz moja osobista Mam jako nastolatka wzorowala sie na niej ubiorem (obcisly trykotowy bezrekawnik z dekoltem, szeroka marszczona w pasie spodnica na obfitej halce z falbankami, talia osy scisnieta bardzo szerokim gumowym pasem i balerinki, zwane wowczas wdziecznie trumniakami :))) ).
    "Przekroj" 1956 rok: przekroj.pl/archiwum/artykuly/8539?f=rok:1956,sortuj:najnowsze,rubryka:17
  • marutax 11.01.18, 12:03
    Uzupełnienie: zerknęłam do Filmowego Serwisu Prasowego i oba filmy gościły na polskich ekranach w środkowych miesiącach 1962 roku.
  • ciotka_scholastyka 09.01.18, 13:44
    PS.

    vi_san napisała:

    > Powiedzmy, że kwat
    > erunek doszedł do wniosku, że kuchnia i łazienka na dziś są standardem - ale to
    > by zrobiono jakąś przebudowę, remont czy coś, z trzech lokali zrobiono by dwa
    > i tyle.

    Patrz wyżej - kwaterunek miał to w nosie i w żadne specjalne przebudowy się nie bawił :) Dostałeś pokój, masz dach nad głowa, to się ciesz, a myć możesz się i w misce ;)
    O tym, że 50 m2 nie mogło mieć 50 m2, to już ustalono tutaj dawno. MM nie ma poczucia nie tylko czasu, ale i przestrzeni.
  • loreii 05.06.19, 22:33
    Dokładnie tak było.Moja mama wraz ze swoją matką dostały w latach 50 taki kwaterunkowy przydział.Miał on postac około 20 m2 pokoju z jednym oknem.Bez łazienki bo ta przypadła komuś innemu(całość mieszkania była podzielona między trzy rodziny).
  • bupu 08.01.18, 15:51
    zuzudanslemetro napisała:

    > Ewentualnie jeszcze pani mogła mieć buduar. Zatem mieszczańska rodzina miała: s
    > alon (często pełniący też funkcję jadalni), gdzie sypiał syn, sypialnię państwa
    > , pokój panienek, kuchnię gdzie spała kucharcia zgodzona do wszystkiego, spiżar
    > nię i w niekiedy w ramach luksusu, łazienkę. Jak bogatsza rodzina to jeszcze m
    > aciupeńka służbówka. I korytarz. Wejście do służbówki i kuchni było od podwórza
    > , od frontu wchodziło tylko eleganckie państwo.

    Zależy od stopnia zamożności jaśnie panstwa. Jak panstwo było bogate i stać ich było na lokal w wypasionej kamienicy, to się mogli tarzać w salonach, sypialniach i jadalniach wręcz do upojenia. Mniej bogate państwo miało mniej imponujące warunki lokalowe. Niezależnie jednak od ilości metrów kwadratowych na jakiej tarzało się państwo, służba miała lokale skromniutkie rozmiarowo. Takie, żeby się zmieściło łóżko, kuferek i bieliźniarka, no jeszcze ewentualnie i w ramach rozpusty krzesło. Pięćdziesiąt metrów kwadratowych jako służbówka odpada w przedbiegach, i to jeszcze z oknem od frontu.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • zuzudanslemetro 08.01.18, 16:35
    Więc właśnie, jeśli służbówka miała 10 metrów kwadratowych to już można było mówić o wypasie i zapewne mieszkała tam kucharcia, pokojówka i okresowo krawcowa.
  • chatgris01 08.01.18, 16:37
    I jeszcze nierzadko sluzace musialy spac po dwie w jednym lozku.
  • zuzudanslemetro 08.01.18, 16:39
    I jeszcze pan i panicz z nich korzystali a nierzadko i stróż z kamienicy.
  • chatgris01 08.01.18, 16:45
    A i tak te ciasne sluzbowki i zelazne lozka byly luksusem w porownaniu z warunkami sypiania sluzby w XVIII wieku i wczesniej, kiedy to zadnych osobnych pomieszczen nie mieli (szczesliwsi mogli ew. spac w jakiejs przyleglej garderobie) i sypiali (w pelnym dziennym ubraniu) na podlodze w przedpokoju pod drzwiami panskiej sypialnia (pokojowki i lokaje) albo na podlodze w kuchni (personel kuchenny). Wypas byl, jak mieli siennik.
    50 m od frontu to SF :)))
  • zuzudanslemetro 08.01.18, 17:11
    Skądś mi się kołacze, że przed sypialnią panienki służąca miała swój kuferek, na którym spała gotowa na każde wezwanie. Gdzie to było?...
  • dakota77 08.01.18, 17:55
    Kuferek, szczesciara? Sluzba spala i na podlodze obok lozka, ale to w nieco glebszej przeszlosci.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • zuzudanslemetro 08.01.18, 18:12
    widocznie zbierała posag w nadziei, że ktoś ją poprosi o rękę.
  • tt-tka 23.07.19, 02:08
    zuzudanslemetro napisała:

    > Ewentualnie jeszcze pani mogła mieć buduar. Zatem mieszczańska rodzina miała: s
    > alon (często pełniący też funkcję jadalni), gdzie sypiał syn, sypialnię państwa
    > , pokój panienek, kuchnię gdzie spała kucharcia zgodzona do wszystkiego, spiżar
    > nię i w niekiedy w ramach luksusu, łazienkę. Jak bogatsza rodzina to jeszcze m
    > aciupeńka służbówka. I korytarz. Wejście do służbówki i kuchni było od podwórza
    > , od frontu wchodziło tylko eleganckie państwo.

    Salon ni cholehy nie mogl pelnic funkcji jadalni, bo to zupelnie inne meble :P
    "Corke Tuski" sobie wlasnie czytam, co prawda lokum sprzed rewolucji 1905 roku, ale przecietny standard urzedniczej rodziny - salon, jadalnia, sypialnia panstwa. Corka spi na kozetce w salonie, syn na szezlongu (posciel za dnia sklada sie na kufrze w przedpokoju) za parawanem, kiedy syn gimnazjalista ma uczyc sie, slyszy "idz do jadalni, bo w salonie Pita bedzie cwiczyc na fortepianie", "teraz bedziemy pic herbate, mozesz isc do mojego pokoju (czyli tej malzenskiej sypialni)" oraz kilkakrotnie podkresla sie, ze w tym domu nikt nie ma swego kata, miejsca, gdzie mozny by odpoczac czy pouczyc sie w spokoju, a bodaj ksiazki polozyc.




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ciotka.scholastyka 03.06.19, 08:07
    apersona napisała:

    > Moment, Roosevelta 5 to kamienica narożna

    Nie, nie narożna. Wolno stojąca, jak zresztą pozostałe kamienice na tym odcinku Roosevelta.

  • kkokos 07.01.18, 15:09
    miodowocytrynowa napisała:

    > Zaintrygowało mnie w jaki sposób lokal po sąsiadce Szczepańskiej po jej smierci
    > trafił w ręce Borejków. (...) jeśli należał do miasta/kwaterunku- to w przypadku jej smierci lokal przej
    > muje właśnie ono i zazwyczaj jest na nie kolejka chętnych starających się o mie
    > szkanie. Jakim cudem otrzymali je Borejkowie?

    o ile nie była to głęboka komuna - a przecież nie była - to już nie dokwaterowywano ludzi sobie na głowy nawzajem. borejków było dużo, spokojnie mogli napisać podanie o przydzielenie jeszcze jednego pokoju tuż obok. w warszawie to była częsta praktyka pozyskiwania całości czy też dalszej powierzchni dużego mieszkania, w którego części gnieździła się rodzina.
  • miodowocytrynowa 07.01.18, 15:37
    Jednego pokoju? Przecież Szczepańska miała zapewne i kuchnię i łazienkę, bo jakoś nic nie wiadomo, aby dzieliła ją z Borejkami. Do tego jeszcze była spiżarnia, bo przecież poszła do niej po tortownicę.
  • chatgris01 07.01.18, 15:41
    Watpie w osobna kuchnie i lazienke, prawdopodobniejsza wydaja mi sie wspolne kuchnia i lazienka dla pani Szczepanskiej, Luczakow i Gadomskich.
  • chatgris01 07.01.18, 15:42
    * prawdopodobniejsze
  • bupu 08.01.18, 15:45
    kkokos napisała:

    > o ile nie była to głęboka komuna - a przecież nie była - to już nie dokwaterowy
    > wano ludzi sobie na głowy nawzajem. borejków było dużo, spokojnie mogli napisać
    > podanie o przydzielenie jeszcze jednego pokoju tuż obok. w warszawie to była c
    > zęsta praktyka pozyskiwania całości czy też dalszej powierzchni dużego mieszkan
    > ia, w którego części gnieździła się rodzina.

    Mogę sobie wyobrazić Borejków smarujących takie podanie. Mogę sobie nawet wyobrazić kwaterunek rozpatrujący je pomyślnie. Nie wyobrażam sobie kwaterunku oddającego razem z poszczepańskim lokalem kawałka korytarza.

    http://borejko.blog.onet.pl/wp-content/blogs.dir/588216/files/blog_lq_610922_5019640_tr_borejki1.jpg

    Wedle tego planu, uskutecznionego na bazie gryzmołów z Żaby, lokal poszczepanski znajdował się z brzegu, zaraz przy klatce schodowej, co oznacza, że po zakoszeniu kawałka korytarza przez Borejków Łuczakowie i Gadomscy musieliby chyba wchodzić do swoich mieszkan przez okno.

    Jeszcze śmieszniej się robi, kiedy uwzględnimy informacje z KK w myśl których drzwi do pokoju pani Szczepańskiej znajdowały się na samym końcu tego korytarza wewnętrznego, prostopadłego do lokum Borejków. Zresztą to, co tu autorka namachała jest kretyńskie, bo oto mamy lokal, w którym na jednej ścianie korytarza nie ma żadnych drzwi. Furt ślepa ściana po korytarz. Temu rozwiązaniu zaś autorka zaprzecza po wielekroć, w KK, IS, Pulpecji i paru innych tomach. NIemożliwością także wydaje się, żeby okna od Roosevelta miały jednocześnie pokój zielony i kuchnia, z prostego powodu. Po rozmiarze sądząc kuchnia jest w swoim oryginalnym położeniu (podobnie jak łazienka w KK oraz IS - ten zabytek niemieckiej secesji służący grzaniu wody!), a nikt nie lokował przecie kuchni od frontu. Kuchnie, służbówki i inne takie lądowały od podwórza, często gęsto mając własne drzwi wyjściowe i klatki schodowe, bo jaśnie panstwo zasadniczo nie lubiło ocierać się na schodach o dostawców, służbę ze sprawunkami, czy też z michą pańskich gaci do wywieszenia na górce.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • bupu 08.01.18, 18:15
    Bo mi się tak jeszcze przypomniało... Lokal po Gadomskich i Łuczakach występuje przecież w "Żabie", składa się jednak li tylko z dwóch pomieszczeń, mianowicie poczekalni i gabinetu. Tymczasem nawet bez lokalu poszczepańskiego to mieszkanie musiało mieć więcej pomieszczeń - pokój Gadomskich, Łuczaków, kuchnia, łazienka, spiżarnia pani Szczepańskiej, wspólny korytarz... gdzie one są, ja się pytam?

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • chatgris01 08.01.18, 18:21
    bupu napisała:

    > Bo mi się tak jeszcze przypomniało... Lokal po Gadomskich i Łuczakach występuje
    > przecież w "Żabie", składa się jednak li tylko z dwóch pomieszczeń, mianowicie
    > poczekalni i gabinetu. Tymczasem nawet bez lokalu poszczepańskiego to mieszkan
    > ie musiało mieć więcej pomieszczeń - pokój Gadomskich, Łuczaków, kuchnia, łazie
    > nka, spiżarnia pani Szczepańskiej, wspólny korytarz... gdzie one są, ja się pyt
    > am?
    >

    Chcac to logicznie wytlumaczyc, moznaby przyjac, ze te pomieszczenia powstaly wskutek podzielenia wiekszych przedwojennych na liczniejsze mniejsze, a przy kolejnej przebudowie zlikwidowano scianki dzialowe i przywrocono dawny rozklad.
    Ale i tak wszystko razem (opisy mieszkania z poszczegolnych tomow) sie niezbyt klei :)))
  • zuzudanslemetro 08.01.18, 19:00
    Yyyy, to jak się wchodziło do tej poczekalni i gabinetu? Przez pokój Gabryjeli i Grzegorza z Celofanu? Przecież wyraźnie w KK stoi, że był korytarzyk, z którego drzwi prowadziły w inny korytarzyk prowadzący do pokoi Szczepańskiej, Gadomskich i Łuczaków.
  • chatgris01 08.01.18, 19:07
    zuzudanslemetro napisała:

    > Yyyy, to jak się wchodziło do tej poczekalni i gabinetu? Przez pokój Gabryjeli
    > i Grzegorza z Celofanu? Przecież wyraźnie w KK stoi, że był korytarzyk, z które
    > go drzwi prowadziły w inny korytarzyk prowadzący do pokoi Szczepańskiej, Gadoms
    > kich i Łuczaków.

    No Bupu juz przeciez wyzej wyjasnila, ze przez okno :)))
    W swietle opisanego przez autorke rozkladu, okno naprawde pozostaje jedyna dostepna mozliwoscia :P
  • zuzudanslemetro 08.01.18, 20:41
    A faktycznie!
    E tam jedyna, biorąc pod uwagę życzliwość dla świata oraz niechęć do obcowania z własnym mężem, Gabryjela mogła wymyślić takie rozwiązanie, żeby do przychodni szło się przez ich pokój.
  • gat45 09.01.18, 11:39
    bupu napisała:

    >[...]. Tymczasem nawet bez lokalu poszczepańskiego to mieszkan
    > ie musiało mieć więcej pomieszczeń - pokój Gadomskich, Łuczaków, kuchnia, łazie
    > nka, spiżarnia pani Szczepańskiej, wspólny korytarz... gdzie one są, ja się pyt
    > am?
    >

    Z tego, co wiem o powojennym dzieleniu dużych mieszkań, to troska o dostęp lokatora do łazienki nie spędzała snu z powiek kwaterunkowi. W ogóle chyba dopiero w późnych latach 60-tych łazienka stała się standardem w nowym budownictwie, przedtem była pańską fanaberią. Sama pamiętam pojedyncze pokoje przyznawane pojedynczym osobom - bez wody i z wychodkiem w bramie na parterze.
    Dostęp do kuchni traktowany był poważniej, ale i tak ludzie robili co mogli, żeby ze wspólnej nie korzystać i we własnej części lokalu urządzić choćby dwupalnikowy kącik do gotowania.
    Tak więc z całą mocą stwierdzam, że pani Szczepańska, państwo G. i państwo Ł. w swoim "dziale" wcale nie musieli dysponować kuchnią, a już łazienką z całą pewnością nie - i nikogo by to w owych czasach nie zdziwiło. Popytajcie osób sędziwych - ale szybko, bo ci, którzy dobrze pamiętają komunałki, są na wymarciu.
  • bupu 09.01.18, 18:16
    gat45 napisała:

    > Z tego, co wiem o powojennym dzieleniu dużych mieszkań, to troska o dostęp loka
    > tora do łazienki nie spędzała snu z powiek kwaterunkowi. W ogóle chyba dopiero
    > w późnych latach 60-tych łazienka stała się standardem w nowym budownictwie, pr
    > zedtem była pańską fanaberią. Sama pamiętam pojedyncze pokoje przyznawane pojed
    > ynczym osobom - bez wody i z wychodkiem w bramie na parterze.
    > Dostęp do kuchni traktowany był poważniej, ale i tak ludzie robili co mogli, że
    > by ze wspólnej nie korzystać i we własnej części lokalu urządzić choćby dwupaln
    > ikowy kącik do gotowania.
    > Tak więc z całą mocą stwierdzam, że pani Szczepańska, państwo G. i państwo Ł. w
    > swoim "dziale" wcale nie musieli dysponować kuchnią, a już łazienką z całą pew
    > nością nie - i nikogo by to w owych czasach nie zdziwiło. Popytajcie osób sędzi
    > wych - ale szybko, bo ci, którzy dobrze pamiętają komunałki, są na wymarciu.

    Pani Szczepańska posiadała tortownicę (w spiżarni, która też zaginęła bez śladu). Gdzie jej używała, na tych dwóch palnikach w kącie, po których notabene śladu nie ma w opisie z KK? W tymże opisie nie ma też żadnej wzmiance o jakiejkolwiek misce, balii, dzbanku, wiaderku, czy czymkolwiek w co można nalać wody. Wniosek z tego, że jakieś sanitariaty i przestrzeń kuchenna były w tym lokalu.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • gat45 09.01.18, 19:38
    Być może jest tak jak mówisz, ale do absolutnego przekonania mi daleko. Tortownica - nie takie cudaczne rzeczy z dawnego życia ludzie przechowywali tylko dlatego, że się przypadkiem uchowały. Instalacje wodno-sanitarne - nie ma o nich w ogóle mowy, co dla mnie znaczy, że nie ma o nich mowy :) Nie ma też mowy o pompach na podwórkach i ludziach, noszących do swoich lokali wodę wiadrami, a gotowa jestem założyć się, że na Jeżycach takie obrazki jeszcze wtedy bywały.
    W każdym razie odmawiam tylko przyjęcia za pewnik, że kwaterunek zapewniał wszystkim lokatorom kuchnie i oddzielne wc, że o łazienkach nie wspomnę. Bo nie zapewniał. Ale poza tym nie będę się przecież spierać z najlepszą specjalistką od wyszukiwania detali u MM i nie tylko :) (to był hołd, Bupu) . Moja znajoma odziedziczyła niedawno po dziadkach lekko tylko wyszczerbioną wazę na zupę na 48 talerzy. Reszta serwisu znikła w mrokach rozmaitych przesiedleń i innych repatriacji, a toto się uchowało i nie tylko dojechało z okolic Stanisławowa do Szczecina, to i w Szczecinie siłą rodzinnych wspomnień przezwyciężyło swoją absolutną niepraktyczność i nieprzydatność przez dziesięciolecia. Przetrwało. Było, jest - ale nie wiem, czy długo będzie, bo nikt już do tego potwora nie ma serca. Kto dziś serwuje 48 talerzy zupy, no kto ? Ciekawa jestem zresztą, jak się toto wnosiło na stół, bo według mnie jedna osoba za diabła nie da rady, a dwie nie mają jak złapać. Ot, problem metafizyczny. A waza stoi.
  • chatgris01 09.01.18, 19:59
    gat45 napisała:

    > Kto dziś serwuje 48 talerzy zupy, no kto ?

    Z sila tajfunu nasunelo mi sie skojarzenie z watkiem z sasiedniego foruma o domowej imprezie na 60 osob :)))
  • gat45 09.01.18, 20:05
    Siedem i dwanaście.
    Po latach prób i błędów doszłam do tego, że siedem osób to maximum, przy którym goście [liczeni wraz z gospodarzami] mogą stanowić zwartą grupę i prowadzić jedną rozmowę, a tuzin to górna granica tego, co ja jestem w stanie wytrzymać jako gospodyni. Sprawdza mi się, choć wciąż wolę spotkania bardzo kameralne.
  • chatgris01 09.01.18, 20:18
    gat45 napisała:

    > Siedem i dwanaście.
    > Po latach prób i błędów doszłam do tego, że siedem osób to maximum, przy którym
    > goście [liczeni wraz z gospodarzami] mogą stanowić zwartą grupę i prowadzić je
    > dną rozmowę, a tuzin to górna granica tego, co ja jestem w stanie wytrzymać jak
    > o gospodyni. Sprawdza mi się, choć wciąż wolę spotkania bardzo kameralne.

    Jestes wiec mocniejsza w tej dziedzinie ode mnie, dla mnie max to 6 osob (z gospodarzami wlacznie) :)
    A i tak wole 1-2 gosci. Rowniez jestem zwolenniczka kameralnych spotkan :)
  • gat45 10.01.18, 15:02
    Wcale nie jestem mocniejsza, bo dla mnie też 7 to już spęd, a nie spotkanie :)
    Lata obserwacji jednak przekonały mnie, że 7 to maksymalna ilość sztuk, przy której udaje się utrzymać wspólną rozmowę, bez dzielenia się towarzystwa na podstoliki. A i to wymaga dużej czujności gospodarzy oraz - oczywiście - odpowiedniego doboru gości.
  • lord_vmordevol 10.01.18, 09:11
    gat45 napisała:

    > - ale nie wiem, czy długo będzie, bo nikt już do tego potwora nie ma serca. Kt
    > o dziś serwuje 48 talerzy zupy, no kto ? Ciekawa jestem zresztą, jak się toto w
    > nosiło na stół, bo według mnie jedna osoba za diabła nie da rady, a dwie nie ma
    > ją jak złapać. Ot, problem metafizyczny. A waza stoi.

    Można wozić na wózeczku. Zresztą talerz to jakieś, powiedzmy, pół litra. 25 litrów, 25 kilogramów z grubsza, pięć kilo na naczynie, razem 30 do przeniesienia. Nie jest to nic, ale da radę. Zwłaszcza jak się było kucharką w międzywojniu, co wiadra wody czasem musiała targać, albo jakieś inne fizyczne prace wykonywać.

  • vi_san 10.01.18, 09:29
    1. Jeśli dekoracyjna to przerobić na ozdobną donice dla fikusa. Filodendrona. Rododendrona. Albo paprotki. ;)
    2. użytkować w kuchni jako pojemnik na orzechy, owoce, albo te takie różne w paczuszkach - przyprawy, proszki do pieczenia itp artykuły.
    3. Mam wymyślać dalej?
    A serio - o ile uwielbiam "skarby po przodkach" to z takim tworem tez chyba miałabym problem - mieszkanie niewielkie, metraż z przełomu lat 60 - 70 w bloku nie specjalnie sprzyja urządzaniu imprez na 30 osób... Chęci na takowe też nie przejawiam.
    Chociaż z drugiej strony... Sama mam w szafie szatkę "chrzcielną" mającą lat co najmniej trzysta, a zapewne więcej [te trzysta jest "udokumentowane" i pewne]. Przydać mi się raczej do niczego nie przyda, chrztów w rodzinie nie planuję... A z drugiej strony piękna jest, ciężki adamaszek "rozszywany" koronką... No i co z tym zrobić?

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • ciotka_scholastyka 10.01.18, 09:52
    vi_san napisała:

    > Sama mam w szafie szatkę "chrzcielną" mającą lat co
    > najmniej trzysta, a zapewne więcej [te trzysta jest "udokumentowane" i pewne].
    > Przydać mi się raczej do niczego nie przyda, chrztów w rodzinie nie planuję...
    > A z drugiej strony piękna jest, ciężki adamaszek "rozszywany" koronką... No i
    > co z tym zrobić?

    Oddać do muzeum?...
  • vi_san 10.01.18, 09:56
    Taki projekt też jest rozważany. Ale na razie leży spokojnie, karmić tego nie trzeba, cicho się zachowuje... ;)

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • lord_vmordevol 10.01.18, 10:01
    vi_san napisała:

    > Chociaż z drugiej strony... Sama mam w szafie szatkę "chrzcielną" mającą lat co
    > najmniej trzysta, a zapewne więcej [te trzysta jest "udokumentowane" i pewne].
    > Przydać mi się raczej do niczego nie przyda, chrztów w rodzinie nie planuję...
    > A z drugiej strony piękna jest, ciężki adamaszek "rozszywany" koronką... No i
    > co z tym zrobić?

    Ochrzcij kogoś raz na jakiś czas, bo się zepsuje od nieużywania.
  • vi_san 10.01.18, 13:32
    No kiedy nie mam kogo, a nie urodzę dziecka tylko celem wykorzystania zabytkowej szatki "chrzcielnej"... :D

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • lord_vmordevol 11.01.18, 09:29
    vi_san napisała:

    > No kiedy nie mam kogo, a nie urodzę dziecka tylko celem wykorzystania zabytkowe
    > j szatki "chrzcielnej"... :D

    Dbanie o zabytki wymaga nakładów, wiesz...
    Ale może ministerstwo kultury dofinansuje, albo coś?
  • vi_san 11.01.18, 15:17
    Powiedzmy - rozważę to w najbliższym ćwierćwieczu. Albo nieco później. :P

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • ewaty 10.01.18, 23:06
    gat45 napisała:

    > Być może jest tak jak mówisz, ale do absolutnego przekonania mi daleko. Tortown
    > ica - nie takie cudaczne rzeczy z dawnego życia ludzie przechowywali tylko dlat
    > ego, że się przypadkiem uchowały.

    Moja rodzina, ekspresowo eksportowana do środkowej Polski z Wilna, miała limit przedmiotów do zabrania- jeden stół na rodzinę, po krześle na sztukę itp. Niedawno w czeluściach jednej z szaf znalazłam pudełko, a w nim przedwojenne zaproszenia moich ciotecznych babek na bale. Przewiozły te kilkaset kilometrów, co zajęło tydzień. I opisane wspomnienie o psie, któy wyskoczył z pociągu i nie dało się go złapać i zabrać z rodziną.


    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga długiego czasu.
    Czas i tak upłynie.
  • chatgris01 09.01.18, 20:14
    Przypominam, iz rzeczona tortownica byla "nieco przyrdzewiala" :)))
    Mogla wiec rzeczywiscie byc nieuzywana pozostaloscia z wczesniejszych czasow.

    Jest jeszcze druga teoretyczna mozliwosc-wiemy, iz pani Szczepanska miala u siebie piec, a w niektorych piecach bywalo cos w rodzaju piekarnika-tzw. szabasnik lub rura w piecu.

    Co do braku opisu balii, miski, dzbanka itp. (a takze kacika kuchennego), to tego typu strefy uzytkowe bywaly przewaznie oddzielane zaslonka lub parawanem (albo wrecz szafa), wiec Gabrysia nie musiala ich zobaczyc (opis wszak nie jest dokladny, nie ma rowniez wzmianki o szafie, stole czy krzeslach, a nie wierze, ze pani Szczepanska ich nie miala).
    To tak sie wypowiedzialam z pozycji adwokata diabla ;)
  • ewaty 10.01.18, 23:10
    chatgris01 napisał(a):


    >
    > Jest jeszcze druga teoretyczna mozliwosc-wiemy, iz pani Szczepanska miala u sie
    > bie piec, a w niektorych piecach bywalo cos w rodzaju piekarnika-tzw. szabasnik
    > lub rura w piecu.

    Ale to było w piecach kuchennych, a nie w kaflowych, w pokojach.




    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga długiego czasu.
    Czas i tak upłynie.
  • chatgris01 11.01.18, 08:00
    ewaty napisała:

    > chatgris01 napisał(a):
    >
    >
    > >
    > > Jest jeszcze druga teoretyczna mozliwosc-wiemy, iz pani Szczepanska miala
    > u sie
    > > bie piec, a w niektorych piecach bywalo cos w rodzaju piekarnika-tzw. sza
    > basnik
    > > lub rura w piecu.
    >
    > Ale to było w piecach kuchennych, a nie w kaflowych, w pokojach.
    >
    Racjum, ale w piecach kaflowych bywaly duchówki (dochówki), takie niby piekarniki tez.
    Znajoma mieszkajaca w zabytkowej kamienicy ma takie cos wlasnie w kaflowym piecu w pokoju (ale nie upieram sie, ze pani Szczepanska tez musiala miec :) ).
  • bupu 11.01.18, 18:14
    chatgris01 napisał(a):

    > Racjum, ale w piecach kaflowych bywaly duchówki (dochówki), takie niby piekarni
    > ki tez.
    > Znajoma mieszkajaca w zabytkowej kamienicy ma takie cos wlasnie w kaflowym piec
    > u w pokoju (ale nie upieram sie, ze pani Szczepanska tez musiala miec :) ).

    Duchówki spodziewałabym się w piecu pokoju stołowego, żeby ten przykładowy sztukamięs, z przeproszeniem, nie ostygł zaczem państwo się na posiłek zwloką. Jeśli Szczepańskiej przypadł w udziale kawałek stołowego, to mogła mieć i duchówkę.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • lord_vmordevol 10.01.18, 09:05
    bupu napisała:

    > Pani Szczepańska posiadała tortownicę (w spiżarni, która też zaginęła bez śladu
    > ). Gdzie jej używała, na tych dwóch palnikach w kącie, po których notabene ślad

    Może to była tortownica uratowana z barykady w powstaniu warszawskim, w ostatniej chwili przed wysadzeniem jej Goliatem?
  • lord_vmordevol 11.01.18, 09:31
    miodowocytrynowa napisała:

    > Zaintrygowało mnie w jaki sposób lokal po sąsiadce Szczepańskiej po jej smierci
    > trafił w ręce Borejków. O ile mi wiadomo był to pokój z kuchnią i łazienką , a

    A może po prostu na zasadzie zalesianych nieużytków? Zmarła, znaczy się pokój został bezpański, to można zalesić. Oni zresztą jakoś bardzo nie sprzątają, więc może ona jeszcze tam gdzieś leży dyskretnie przykurzona w kącie?
  • chatgris01 11.01.18, 12:34
    :D
  • bupu 11.01.18, 18:19
    lord_vmordevol napisała:

    > miodowocytrynowa napisała:
    >
    > > Zaintrygowało mnie w jaki sposób lokal po sąsiadce Szczepańskiej po jej s
    > mierci
    > > trafił w ręce Borejków. O ile mi wiadomo był to pokój z kuchnią i łazien
    > ką , a
    >
    > A może po prostu na zasadzie zalesianych nieużytków? Zmarła, znaczy się pokój z
    > ostał bezpański, to można zalesić. Oni zresztą jakoś bardzo nie sprzątają, więc
    > może ona jeszcze tam gdzieś leży dyskretnie przykurzona w kącie?

    A wcześniej wymalowana w róże i fiolety przez Idusię?


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 02.06.19, 17:38
    Jak juz latam po starych watkach, to podciagne...

    Upieram sie i upierac bede do smierci, ze przydzial na lokal po p. Szczepanskiej - na wniosek, a jakze - dostala mloda i rozwojowa rodzina Pyziakow, w on czas skladajaca sie z Gaby, Janusza i Pyzuni. Jako samodzielne mieszkanie.

    A po wyjezdzie Janusza corka w te pedy wrocila pod skrzydla rodzicow, pokoj przejela Ida.
    Albo jeszcze gorzej - Ida przejela ten pokoj jeszcze przy obecnosci Janusza, bo Gabunia zdecydowala, ze im w zielonym wygodniej, duza kuchnia, duza lazienka, wszystko blisko, a studentce Iduni bardziej pasuje pokoik "zachowujacy mila odrebnosc". Dopiero Grzegorz odczarowal klatwe popyziacza i mila odrebnoscia zaczely sie cieszyc Stryby.

    Nawet metraz i drugie okno daloby sie jakos wytlumaczyc, moze bylo jak w przypadku, ktory opisywala (nie pamietam w ktorym watku) Berrin, kiedy to sasiadka pokoik 9 m po zmarlym sasiedzie dolaczyla do wlasnego lokum po prostu przebijajac drzwi. Rypnelo sie po k i l k u n a s t u latach, gdy budynek szedl do wyburzenia.
    Rusfelta poki co nie wyburzaja, to i w borejczych machlojach i samowolkach nikt sie dotad nie polapal.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • przymrozki 02.06.19, 22:10
    tt-tka napisała:

    > Nawet metraz i drugie okno daloby sie jakos wytlumaczyc, moze bylo jak w przypa
    > dku, ktory opisywala (nie pamietam w ktorym watku) Berrin, kiedy to sasiadka po
    > koik 9 m po zmarlym sasiedzie dolaczyla do wlasnego lokum po prostu przebijajac
    > drzwi. Rypnelo sie po k i l k u n a s t u latach, gdy budynek szedl do wyb
    > urzenia.

    Jeżeli przyjmiemy wersję rozkładu mieszkania z "Żaby" za obowiązującą (kwestia wyboru, czy przyjmiemy), to urzędnicy budowlani muszą być nieźle skorumpowani, bo zaginął metraż średniej wielkości mieszkania oraz korytarz, z którego wchodziło się do trzech mieszkań. I to wraz z mieszkańcami tego trzeciego mieszkania!

    Natomiast jeżeli okażemy przywiązanie wersji z "Kwiatu kalafiora", to tak być mogło. Część mieszkania pani Szczepańśkiej mogła być, w pierwotnym układzie, fragmentem korytarza, który automatycznie pojawił się potem u Borejków wraz z przebiciem przejścia. Czyli ich korytarz uległ wydłużeniu i na tej przedłużonej części byłyby drzwi do Gabrysiów.
  • bupu 02.06.19, 23:14
    przymrozki napisała:

    > Jeżeli przyjmiemy wersję rozkładu mieszkania z "Żaby" za obowiązującą (kwestia
    > wyboru, czy przyjmiemy), to urzędnicy budowlani muszą być nieźle skorumpowani,
    > bo zaginął metraż średniej wielkości mieszkania oraz korytarz, z którego wchodz
    > iło się do trzech mieszkań. I to wraz z mieszkańcami tego trzeciego mieszkania!

    Nie zaginął, a przynajmniej nie w całości, przecież zalęgła się tam Ida ze swoim gabinetem. Nie wiem co zrobiła z Łuczakami i Gadomskimi, zeżarła, zamurowała żywcem w suterenie, czy cuś, ale część tego metrażu jest.

    > Natomiast jeżeli okażemy przywiązanie wersji z "Kwiatu kalafiora", to tak być m
    > ogło. Część mieszkania pani Szczepańśkiej mogła być, w pierwotnym układzie, fra
    > gmentem korytarza, który automatycznie pojawił się potem u Borejków wraz z prze
    > biciem przejścia. Czyli ich korytarz uległ wydłużeniu i na tej przedłużonej czę
    > ści byłyby drzwi do Gabrysiów.

    No raczej nie mogło. Pokój pani Szczepańskiej sąsiadował przez ścianę z pokojem zielonym i miał okno od Roosevelta a wchodziło się do niego ze wspólnego dla Gadomskich, Łuczaków i pani Szczepańskiej przedpokoju, tak stoi w KK. Wychodzi na to, że przedwojenne mieszkanie przecięto na dwie części, przy czym pierwotna kuchnia i łazienka, plus trzy pokoje, przypadły na lokal Borejczy, a w części drugiej upchnięto trzy inne rodziny, część pierwotnego hallu mieszkania przeistoczono zaś w przestrzeń zewnętrzną, jeśli mogę tak to ująć. Autorka opisuje tam mały wewnętrzny przedsionek, wyłożony spękanym linoleum i wielkie, żółte wrota, oddzielające go od klatki schodowej. To jest ten brakujący kawałek korytarza.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • przymrozki 03.06.19, 06:49
    bupu napisała:

    > Nie zaginął, a przynajmniej nie w całości, przecież zalęgła się tam Ida ze swoi
    > m gabinetem. Nie wiem co zrobiła z Łuczakami i Gadomskimi, zeżarła, zamurowała
    > żywcem w suterenie, czy cuś, ale część tego metrażu jest.

    W całości może faktycznie nie, ale w obszernych fragmentach. Sam pokój Strybów to powierzchnia niebagatelna, a niewykluczone, że jeszcze urośnie, jako że potrzebujemy na Roosevelta miejsca dla Mili i Karolka.


    > No raczej nie mogło. Pokój pani Szczepańskiej sąsiadował przez ścianę z pokojem
    > zielonym i miał okno od Roosevelta a wchodziło się do niego ze wspólnego dla G
    > adomskich, Łuczaków i pani Szczepańskiej przedpokoju, tak stoi w KK. Wychodzi n
    > a to, że przedwojenne mieszkanie przecięto na dwie części, przy czym pierwotna
    > kuchnia i łazienka, plus trzy pokoje, przypadły na lokal Borejczy, a w części d
    > rugiej upchnięto trzy inne rodziny, część pierwotnego hallu mieszkania przeisto
    > czono zaś w przestrzeń zewnętrzną, jeśli mogę tak to ująć. Autorka opisuje tam
    > mały wewnętrzny przedsionek, wyłożony spękanym linoleum i wielkie, żółte wrota,
    > oddzielające go od klatki schodowej. To jest ten brakujący kawałek korytarza.

    Nie wiemy jak ten wewnętrzny korytarz zapoczątkowany żółtymi wrotami wił się w mieszkaniu oryginalnym. Nie musiał być prosty jak w pysk strzelił, wtedy zyskalibyśmy trochę możliwości uratowania logiki połączenia. Natomiast faktycznie nic się nie da zrobić z poszczepańskim oknem na Roosevelta, jak nie ciąć, okno wypada z drugiej strony.

    No ale to zawsze jakiś luźny koniec zostanie. Sama MM przyznała na piśmie, że w opisie mieszkania srodze popłynęła.
  • tt-tka 21.08.19, 03:42
    Sie mi znienacka przypomnialo - mowa o mieszkaniu cokolwiek starszym niz Rusfelta i w Warszawie, nie w oszczednym Poznaniu, ale -
    - w "Lalce" rzadca Wirski radzac baronowej, by czesc swego siedmiopokojowego mieszkania odnajela mowi miedzy innymi "dwie kuchnie jak salony, dwa schowki". Nie mam pojecia, po co komu dwie kuchnie w jednym mieszkaniu, ale widocznie zdarzalo sie. Nb w tym 7-pokojowym mieszkaniu, w ktorym w danym momencie baronowa mieszka sama (juz od pewnego czasu sama) sluzaca spi w kuchni. A gdy sprowadza sie baron, jego kamerdynera (i ewentualnie kucharza) lokuje sie pietro czy dwa wyzej, w pokoju po studentach. No ale moze takie przywileje mial zaufany kamerdyner pana barona, na pewno nie kucharka czy sluzaca do wszystkiego.
    Pozniej studenci wracaja do dawnego mieszkania, gdzie sie podzial kamerdyner, nie wyjasniono.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka