Dodaj do ulubionych

OT nie tylko u Musierowicz

15.01.18, 10:27
Zakładam jako osobno, bo może będzie okazja do porównań. z twórczością Musierowicz.
tóż wątek sieroctwa pojawia się często u innych pisarzy. Chciałam co nie co o tym napisać i odnieść się do różnicy między córką, a wychowanką Takowa była. Przykład pierwszy z brzegu Ania z Zielonego. Wzgórza Bez wątpienia trudno powiedzieć, że była córką Maryli czy jej brata. Nosiła nazwisko swoich rodziców poza tym w ogóle trafiła tam przez pomyłkę. Dopiero późniejsze wydarzenia sprawiły, iż została na stałe. Zresztą w tekście sama Montgomery konsekwentnie używa słowa wychowanka. Na przykład w odniesieniu do Maryli, która pomimo pozornej szorstkości bardzo dziewczynkę kochała. Analogicznie jest i powieści Zusaka, gdzie bohaterka wraz z bratem ma trafić do rodziny zastępczej. Hubermanowie pełnią dla niej funkcję opiekunów, jakkolwiek zwraca się do nich mamo i tato. Bez wątpienia ma też z obojgiem więź uczuciową, chociaż bardziej z Hansem, który potrafi to uczucie okazywać. Dlatego szkopuł nie leży w nazewnictwie, tylko w podejściu. Jeszcze przykład tym razem z brazylijskiej powieści. Można by rzec sierota społeczna. To znaczy chłopiec posiadający oboje rodziców, który ciepła szuka u obcych. W domu bieda, głód i bicie Co się dzieje? Proszę oto stosowny cytat:

Wreszcie nadeszła ta chwila. Jeśli nie powiem tego
teraz, to już nigdy.
- Portugalu...
- Taa...
- Śpisz?
- Jeszcze nie.
- Czy to, co powiedziałeś do seu Ladislaua w cukierni, to
prawda?
- Co takiego? Przecież tyle rzeczy mówiłem do seu Ladislaua
w cukierni.
- Chodziło o mnie. Sam słyszałem. Z samochodu.
- I co takiego usłyszałeś?
- Że bardzo mnie lubisz...
- Oczywiście, że bardzo cię lubię. Ale o co chodzi?
oczy. Z bliska jego twarz wyglądała na jeszcze grubszą i jeszcze
bardziej przypominał króla.
- Chodzi o to, że muszę wiedzieć na pewno, czy naprawdę
bardzo mnie lubisz?
- Oczywiście, głuptasku.
I przytulił mnie jeszcze mocniej, tak jakby chciał mi to
udowodnić.
- Tak sobie rozmyślałem na poważnie. Masz tylko jedną
córkę w Encantado. Prawda?
- Prawda.
- Mieszkasz sam w domu, z dwoma ptaszkami w klatce.
Prawda?
- Tak.
- Mówiłeś, że nie masz wnuków, prawda?
- Tak.
- I powiedziałeś, że bardzo mnie lubisz, prawda?
- Tak.
- To czemu nie pójdziesz do nas i nie poprosisz mojego
tatusia, żeby mnie tobie oddał?
Był taki wzruszony, że aż usiadł i wziął moją twarz w dłonie.
- A ty chciałbyś być moim synkiem?
- Nie można wybierać sobie ojców przed urodzeniem. Ale
gdybym mógł, wybrałbym ciebie.
- Naprawdę, smyku?
- Przysięgam. Poza tym byłoby o jedną gębę mniej do
wy-karmienia.
- Oczywiście, głuptasku.
I przytulił mnie jeszcze mocniej, tak jakby chciał mi to
udowodnić.
- Tak sobie rozmyślałem na poważnie. Masz tylko jedną
córkę w Encantado. Prawda?
- Prawda.
- Mieszkasz sam w domu, z dwoma ptaszkami w klatce.
Prawda?
- Tak.
- Mówiłeś, że nie masz wnuków, prawda?
- Tak.
- I powiedziałeś, że bardzo mnie lubisz, prawda?
- Tak.
- To czemu nie pójdziesz do nas i nie poprosisz mojego
tatusia, żeby mnie tobie oddał?
Był taki wzruszony, że aż usiadł i wziął moją twarz w dłonie.
- A ty chciałbyś być moim synkiem?
- Nie można wybierać sobie ojców przed urodzeniem. Ale
gdybym mógł, wybrałbym ciebie.
- Naprawdę, smyku?
- Przysięgam. Poza tym byłoby o jedną gębę mniej do
wykarmienia.

Ta prośba do przygodnego dosyć niezwykła wobec, przygodnego mężczyzny dobrze pokazuje potrzeby dziecka. Jeżeli kogoś kochamy, to nic innego się nie liczy.
Obserwuj wątek
    • rosa_huberman Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 10:32
      Dokładna słownikowa definicja wspomnianego powyżej słowa.

      Wychowanka- dziewczyna wzięta na wychowanie przez kogoś, będąca pod czyjąś opieką; dziewczyna, która została wychowana przez osoby nie będące jej rodzicami. Także różnica jest. Pomiędzy dzieckiem adoptowanym i rodziną zastępczą. Mam wrażenie, iż po raz kolejny wyszła na światło dzienne niestaranność Musierowicz.
        • tt-tka Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 10:52
          W ogole porownanie imho chybione.
          Po primo - sieroctwo wojenne, zwlaszcza z drugiej swiatowej nie bylo czyms wyjatkowym, niestety. Tragedia powszechna dosc.
          Po drugie - Ania zaznala pelnego sieroctwa, domu dziecka i pobytu w kilku rodzinach, u ktorych nie bylo jej dobrze, zeby dobitniej nie powiedziec. Mila wiedziala, ale nie odczula braku domu, ona ten swoj dom miala zawsze. Mimo ze bez rodzicow.
        • rosa_huberman Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 13:27
          Nie, jedynie tłumaczyłam tę różnicę między przysposobioną córką, a wychowanką. Milla nosiła nazwisko Kalemba. Natomiast Ania nie została adoptowana a wzięta na wychowanie. Niestaranność Musierowicz polegała na tym, że nie wyjaśniła dokładnie jak wyglądał aspekt formalny. W tamtym wątku też padło wychowanka i stąd mój osobny wątek.
          • zla.m Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 14:45
            O losie, co ty porównujesz? 3 historie dziejące się na 3 różnych kontynentach i w 3 różnych momentach historycznych oraz oczywiście w 3 różnych porządkach prawnych... I to jest podstawa do tłumaczenie różnicy między przysposobieniem a wychowaniem?

            --
            Dziś poznałam straszną prawdę. Okazało się, że kiedy mój facet mówi, to myśli to, co mówi, a nie to, czego się domyślam. Koszmar jakiś
      • rosa_huberman Przyżekam uroczyście 16.01.18, 00:01
        Nie zamierzałam bynajmniej wprowadzać zamieszania Te trzy przykłady, które podałam są mi po prostu najbliższe z literatury. Wątek o Gizeli po prostu spowodował, że pomyślałam o relacjach dzieci - dorośli e Nigdy więcej nie wspomnę też o Moim drzewku pomarańczowym, obiecuję. Srebrny Lisku można się z Tobą jakoś prywatnie skontaktować? Mam pewną propzycję, ale to już poza forum, bo nie chcę załatwiać publicznie swoich sprawq, jak nieprezymierzając Lidka. To wszystko.
    • gat45 bardzo proszę 15.01.18, 11:07
      Uprzedzaj, Roso, kiedy po raz x-ty będziesz nas usiłowała przekonać do swojej brazylijskiej powieści.
      U mnie udało Ci się wywołać dość intensywne uczucia wobec tej pozycji literackiej - z każdym podejściem odrzuca mnie coraz silniej od tej prozy.
      Ile można ?
      • dakota77 Re: bardzo proszę 15.01.18, 11:23
        gat45 napisała:

        > Uprzedzaj, Roso, kiedy po raz x-ty będziesz nas usiłowała przekonać do swojej b
        > razylijskiej powieści.
        > U mnie udało Ci się wywołać dość intensywne uczucia wobec tej pozycji literacki
        > ej - z każdym podejściem odrzuca mnie coraz silniej od tej prozy.
        > Ile można ?

        Hy hy. Mnie odrzuca od pierwszego razu, odkad ta powiesc zostala wspomniana na tym forum, i owszem, ta niechec cie poglebia.

        A co do watku, nie do konca wiem, w ktora strone ma isc dyskusja i o co tu wlasciwie chodzi.




        --
        "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
      • rosa_huberman Re: bardzo proszę 15.01.18, 13:26
        Nie, jedynie tłumaczyłam tę różnicę między przysposobioną córką, a wychowanką. Milla nosiła nazwisko Kalemba. Natomiast Ania nie została adoptowana a wzięta na wychowanie. Niestaranność Musierowicz polegała na tym, że nie wyjaśniła dokładnie jak wyglądał aspekt formalny. W tamtym wątku też padło wychowanka i stąd mój osobny wątek.
        • soova Re: bardzo proszę 15.01.18, 13:34
          A musiała? Przecież to nie praca naukowa z prawa rodzinnego, a powieść. Montgomery też nigdzie dokładnie nie wyjaśniła, na czym polegał formalnie stosunek między Cuthbertami a Anią, można się tylko domyślać, że była to jakaś forma opieki, a do żadnej adopcji nie doszło, skoro Zielone Wzgórze ostatecznie przejął (i zapewne odziedziczył) Tadzio jako daleki, ale jedyny męski krewny.
      • rosa_huberman Re: bardzo proszę 15.01.18, 13:31
        Spokojnie, podałam jedynie trzy różne przykłady z literatury i bynajmniej nie usiłuję do niczego przekonywać. Skoro mowa o sierotach to chyba mi wolno prawda? Po co ta irytacja?
    • srebrny_lisek Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 12:04
      Relacja Gizeli i Mili jest spójna - Mila nie chce, żeby Gizela była dla niej matką, Gizela chciałaby być dla Mili kimś więcej niż Gizelą, ale nie ułatwia jej tego swoim usposobieniem. Kochają się, chociaż samo niedomknięcie ich relacji - czyli to, że nie są dla siebie do końca jak matka i córka - rzuca cień na ich więź. U Ani i Maryli tego cienia nie ma, chociaż są podobne do Gizeli i Mili - w obu przypadkach szorstka, oddana opiekunka znienacka przygarnia dziewczynkę, do tego wrażliwą, ambitną, stworzoną przez poniekąd do wyższych celów. ;)
      • zla.m Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 14:42
        O, bardzo ładnie to opisałaś, zgadzam się.

        Dodam jeszcze, że tak sobie myślałam, że wiele błędów Gizeli w wychowaniu Mili leżało chyba właśnie w tym, że to nie była jej rodzona córka. Gizela była w stosunku do niej jednocześnie sztywniejsza i bardziej pobłażliwa.

        --
        Ja tez sie boję chorych psychicznie nawet tych z ciężką depresją, bo nie wiadomo co im strzeli - zabija się albo zrobią krzywdę sobie i innym np. (...) spadną na kogoś skacząc z wiezowca. by bergamotka77
    • srebrny_lisek Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 12:07
      O, czyżby na forum "Moje drzewko pomarańczowe" było nielubiane? Dlaczego? Ja tę książkę bardzo lubię. Czy niechęć jest spowodowana tym, że z "Moim drzewkiem..." jest trochę tak, jakby J.L. Wiśniewski zaczął pisać powieści dla dzieci?
        • srebrny_lisek Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 14:46
          Na "Rozpalmy słońce" poluję od jakiegoś czasu. :) Uwielbiam realizm magiczny i skrajne życiowe doświadczenia opisywane z perspektywy dzieci. Z tego samego powodu nieustannie wracam do książek Montgomery, cenię sobie Yanna Martela, zatruwam się socjopatyczną "Panną Nikt", a teraz przerabiam V.C. Andrews. Z Wiśniewskim mam love&hate relationship.
      • rosa_huberman Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 14:46
        Też nie rozumiem skąd taka niechęć, bo książka jest bardzo wartościowa. Ja tutaj podałam najzwyczajniej przykłady różnych sierot i tego, że ważne są uczucia. Dlatego opisy w Kalaburce wydają się takie niedoprecyzowane i niedokładne. Albo Mila nosiła nazwisko Kalemba albo jest to kolejny błąd autorki, która nie odróżniała pieczy zastępczej od adopcji.
        • dakota77 Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 14:59
          Niechec wynika z tego, ze uparcie wyciagasz ja tutaj przy kazdej okazji, poczynajac od pamietnego fanfiku z wrzuconym Pileckim, do wpychania jej w kazdym waku, jak tutaj. Zgadzam sie z przedpisczyniami, ze MM nie musiala wcale opisywac ze szczegolami, w jakiej formie prawnej Gizela sprawowala opieke nad Mila. Po co? Mila sama mowi o adpocji, ale wszystko wskazuje na to, ze miala Mile wpisana do dokumentow jako swoje dziecko od czasow wojennych, i tyle.
          Adopcja i powierzenie rodzinie zastepczej dziecka to decyzje sadu rodzinnego.

          --
          "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
          • srebrny_lisek Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 15:10
            Rety, nie wiedziałam, że częste wzmiankowane o czymś może wywołać tak silną awersję. Myślałam, że to z samą powieścią jest jakiś problem, a jej częste przytaczanie w dyskusji działa najwyżej jako wyzwalacz niechęci. :O
            • dakota77 Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 15:14
              Czeste wzmiankowanie moze wywolac awersje jesli jest czeste :D Opis ksiazki i uduchowione, pelne patosu recenzje tez nie zachecaja mnie do tej konkretnej ksiazki. Ale nie odmiawiam tobie ani innym prawa do lubienia jej- ja na pewno lubie ksiazki, ktorych nie lubia inni :)

              --
              "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
          • gat45 Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 17:03
            srebrny_lisek napisał(a):

            > Nie ukrywam, że naprawdę nurtuje mnie skąd ta niechęć, zwłaszcza że mnie ten ro
            > dzaj wrażliwości jest bardzo bliski. ;) Będę bardzo rada, jeśli któraś z szanow
            > nych forumowiczek odpowie mi na moje pytanie!

            Miły srebrny lisku !
            Gdyby Twój pierwszy kontakt z tekstem pana J.M. Vasconselosa odbył się tak jak mój, to pewnie trochę lepiej byś moją niechęć pojęła.
            A jeżeli chcesz naprawdę, to poczytaj sobie ten wątek :
            forum.gazeta.pl/forum/w,25788,164822294,164822294,Dalsze_losy_bohaterow_ksiazek_Cykl_Zez_01_Od.html#p164824240
            gdzie poprzednie wcielenie Rosy haftuje swoje przemyślenia na kanwie losów cudzych bohaterów. Tylko nie mów, że ja Cię do tej lektury zachęcam, bo nie zachęcam. Doświadczenie raczej ekstremalne.
          • pi.asia Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 20:04
            srebrny_lisek napisał(a):

            > Nie ukrywam, że naprawdę nurtuje mnie skąd ta niechęć, zwłaszcza że mnie ten ro
            > dzaj wrażliwości jest bardzo bliski. ;) Będę bardzo rada, jeśli któraś z szanow
            > nych forumowiczek odpowie mi na moje pytanie!

            Gat45 już Ci odpowiedziała. Ja dodam, że moją niechęć potęguje fakt, iż rzeczony fragment jest cytowany w dwóch równoległych wątkach, i w obu jednakowo niechlujnie. Część dialogu jest powtórzona dwa razy, od słów: "oczywiście, głuptasku" do "o jedną gębę mniej do wykarmienia".
            Poza tym jedno ze zdań zaczyna się z małej litery, i w ogóle nie wiadomo, czy jest cytowane od początku, czy od środka, a początek zaginął.

            - Oczywiście, że bardzo cię lubię. Ale o co chodzi?
            oczy. Z bliska jego twarz wyglądała na jeszcze grubszą i jeszcze
            bardziej przypominał króla.


            Trudno polubić coś, co jest przedstawiane w taki sposób.
        • vi_san Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 15:20
          Jak dla mnie stąd, że któryś raz wklejasz ten sam, przydługi fragment? Co najmniej trzeci raz, jak nie więcej. I, o ile za pierwszym razem przeczytałam, ani mnie nie zachęcił ani nie zniechęcił do wspomnianej książki - to przeklejanie go w kolejnych wątkach - budzi niechęć. Dokładnie taką samą, jak miły pan zachęcający do skorzystania z usług "superparabanku" czy "mamusia" zachwycona, że dziecko wszystko zaświniło szpinakiem, bo ona ma super proszek do prania... I tak, jeśli przypadkiem trafię na "Moje drzewko pomarańczowe" - to nie przeczytam. Bo ów fragment mnie nie zachęcił, a pchanie mi go w oczy - zniechęciło.
          A co do sytuacji przywołanych przez ciebie:
          1. Tej z "Moje drzewko pomarańczowe" nie podejmuję się analizować, bo nie znam i zapewne nie poznam.
          2. Maryla i Ania. Sytuacja jasna z prawnego punktu widzenia. Ania jest od kilku lat sierotą, jej rodzice na pewno zmarli i zostali pochowani, na pewno nie miała nikogo spokrewnionego. Spędziła x czasu w sierocińcu. Maryla i Mateusz chcieli przyjąć pod opiekę chłopca, który miał być im pomocą w gospodarstwie, ale i nie wykluczone, że kimś więcej. Myślę, ze w naszej sytuacji najbliższe byłoby określenie Maryli i Mateusza opiekunami prawnymi.
          3. Sytuacja Gizeli i Mili. Zacząć należy od tego, że nie wiadomo na 100% że jej rodzice nie żyją - jest to bardzo prawdopodobne, ale nie pewne. Słowa "Ojciec w 39, pod Kutnem..." mogą znaczyć zginął, zaginął. Tyle, że ostatnie informacje są z 39 spod Kutna. Zuzanna? Zgarnięta w łapance w 1940. Ale ludzie z łapanki bywało, że trafiali do obozu, bywało, że szli pod mur, bywało, że byli wywożeni na roboty... Nie wiadomo co się stało z Zuzanną. NAJPEWNIEJ nie żyje, ale gwarancji nie ma. Tak samo z rodziną dalszą, zapewne nie było nikogo, ale pewności co do tego - nie ma. Zapisanie Mili jako Kalemba - w czasie wojny - jest całkowicie zrozumiałe i oczywiste [nota bene - w tym MUSIAŁA brać udział, a co najmniej mieć pełną wiedzę Wojtczakowa, jako gospodyni domu to ona odpowiadała za meldunki!]. Jedno nazwisko żeby nie tylko uniknąć zabrania małej, wywiezienia jej do Niemiec i zgermanizowania, ale prozaicznie - w celu uzyskania kartek żywnościowych, uniknięcia problemów z urzędnikami. A po wojnie? Nie podejrzewam by Gizela jakkolwiek "formalnie" prostowała sytuację. Więc myślę, że formalnie, z prawnego stricte punktu widzenia - Mila była CÓRKĄ Gizeli. Nie adoptowaną, nie przysposobioną. a po prostu córką.
          Żeby była córką adoptowaną Gizela musiałaby urzędowo przyznać się do zaopiekowania sierotą wojenną, "wyprostować" kwestię w dokumentach, potem wystąpić o adopcję ze wskazaniem i czekać na decyzję urzędników. Nie sądzę, żeby zaryzykowała - zarówno to, że jej pupilka trafi do domu dziecka, jak to, że czy będzie mogła wrócić będzie uzależnione od "widzi-mi-się" jakiegoś typa, który albo będzie życzliwy albo nie... Podświadomie mogła tez się obawiać, że właśnie jakaś dalsza rodzina poszukuje Makowskich i jak zacznie wyjaśniać sprawę urzędowo - to jej Milę odbiorą i oddadzą nie jej, a jej krewnym.

          --
          Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
          • verdana Re: OT nie tylko u Musierowicz 15.01.18, 19:24
            Zmiana nazwiska w czasie wojny jako dowód na co? Na nic kompletnie Po wojnie moja babcia i mój ojciec wylądowali z dwoma różnymi nazwiskami (ojciec zatrzymał własne, babcia wojenne), w dodatku babcia, jak też część jej znajomych po wojnie była młodsza niz przed. O czym to świadczy? Że tuż po wojnie by taki bałagan w papierach,że można było dziecko podać jako własne bez żadnej adopcji. Czy oznacza to, zę formalnie była córką? Niekoniecznie, mogła być także opiekunką, bez sformalizowania sprawy mogli się na przykład przy spadku znaleźć dalsi krewni i udowodnić, ze Gizela córki nie miała.
            Adopcja ze wskazaniem to nie te czasy. Brało się dziecko z DD i adoptowało. Sieroty mogły być wychowywane przez kuzynki trzeciego stopnia, sąsiadów czy kogokolwiek, wszyscy byli szczęśliwi, ze nie trafiają do przepełnionych sierocińców. Nie widzę, dlaczego ktokolwiek miałby robić problemy przy adopcji.
            • vi_san Re: OT nie tylko u Musierowicz 16.01.18, 09:12
              A ja napisałam że zmiana nazwiska w czasie wojny to "dowód" na cokolwiek? Uznałam, że było racjonalne z różnych przyczyn. W czasie wojny.
              Z tego CO MM napisała - wychodzi jednak, że Gizela po prostu zapisała Milę właśnie jako swoją córkę. Podkreślam: nie analizując DLACZEGO, po prostu zapisała. Czy dokonała jakiejś "machlojki", podrobiła dokumenty, czy cokolwiek - nie ma to znaczenia. Od 1940 roku - Mila funkcjonuje w "urzędach" jako Mila Kalemba, córka Gizeli. I w tej sytuacji dalsza rodzina nic by nie mogła: bo że nie jest "biologicznie córką - to Mila wie od początku, a dokumenty adopcyjne mógł szlag trafić w czasie wojny. A z tego co wiem relacja adopcyjna stwarza dokładnie takie same zależności jak rodzicielstwo biologiczne, więc dalsi krewni mogliby się powiesić zbiorowo - Mila jako adoptowana córka - ma prawo do spadku po adopcyjnej matce.
              "Sieroty mogły być wychowywane przez kuzynki trzeciego stopnia" - tego tez się mogła Gizela podświadomie obawiać: że jakaś kuzynka Makowskich ich szuka. I "urzędy" jak zgłosi Milę, to oddadzą dziecko nie jej, Gizeli, a tym biologicznym krewnym... Bo jednak większość urzędów miała olej we łbach i uznawała, że jeśli rodzina się szuka - to nie ma żadnych powodów, by dziecko chowała sąsiadka.

              --
              Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
          • zla.m Re: OT nie tylko u Musierowicz 16.01.18, 09:21
            Vi, już któryś raz piszesz, że gospodyni domu była odpowiedzialna za meldunki. Serio? Zwłaszcza w czasie wojny? Czy wtedy w ogóle istniał obowiązek meldunkowy, a jeśli tak, to czy prosta "stróżka" miała go pilnować? Pytam, bo nie wiem. Bo że po wojnie 'gospodarz domu' raczej pilnował mieszkańców niż zamiatał, to insza inszość ;-)

            --
            Pracuję z naprawdę wspaniałymi ludźmi. Są godni zaufania, uczciwi,
            nigdy nie powodują problemów. Zupełnie tam nie pasuję.
            • tt-tka Re: OT nie tylko u Musierowicz 16.01.18, 10:21
              zla.m napisała:

              > Vi, już któryś raz piszesz, że gospodyni domu była odpowiedzialna za meldunki.
              > Serio? Zwłaszcza w czasie wojny? Czy wtedy w ogóle istniał obowiązek meldunkow
              > y, a jeśli tak, to czy prosta "stróżka" miała go pilnować?

              Tak, istnial. Od czasow carskich zreszta. A za okupacji zwlaszcza.
              Zawsze gdy jest system kartkowy (plus wywozki, planowe aresztowania itp) ewidencji mieszkancow pilnuje sie bardzo starannie.
              "Prosta strozka" zwykle "z urzedu" byla, a przynajmniej miala byc informatorka odnosnych sluzb, od czasow ochrany po wspolczesne. Jak sie z tego wywiazywala, to juz inna bajka.
              Meldunki prowadzil Administrator, rzadca lub wlasciciel. Wojtczakowa byla wlascicielka.

              Rzecz wielokrotnie byla opisywana /wzmiankowana w literaturze, chocby u Nalkowskiej (dozorca do Elzbiety, ze Marian ciagle zameldowany, a od kiedy nie mieszka), Dabrowskiej (dozorca do Jozefa, ze skoro Cesia zniknela, to trzeba ja wymeldowac).


              Tak, istnial. Juz za caratu zreszta.
              Tak, w czasie wojny tez. Zwlaszcza.
              Nie "prosta strozka", tylko administrator budynku, rzadca lub wlasciciel. Wojtczakowa byla wlascicielka.
              NB Stroz czyli dozorca niemal "z urzedu" byl, w kazdym razie mial byc informatorem odnosnych sluzb. Od czasow ochrany po wspolczesne. jak sie z tego wywiazywali, to rzecz inna.

              Meldunki byly wzmiankowane w literaturze, rowniez lekturze obowiazkowej :) Chocby "Granica", gdzie dozorca mowi Elzbiecie, ze Marian ciagle zameldowany, a ile czasu juz nie mieszka.
                • zla.m Re: OT nie tylko u Musierowicz 16.01.18, 10:36
                  A, dzięki. W sumie to obowiązek meldunkowy wydawał mi się dość prawdopodobny, natomiast nie wiem czemu uznałam, że Wojtczakowa była "gospodynią", nie właścicielką.

                  --
                  Ja tez sie boję chorych psychicznie nawet tych z ciężką depresją, bo nie wiadomo co im strzeli - zabija się albo zrobią krzywdę sobie i innym np. (...) spadną na kogoś skacząc z wiezowca. by bergamotka77
                  • tt-tka Re: OT nie tylko u Musierowicz 16.01.18, 10:44
                    W sumie to (wtedy) na represje, gdyby co, narazal sie nie tylko wlasciciel, ale i stroz - czemu nie meldowal, ze dany lokator jest, a niezameldowany, lub nie ma go, a w ewidencji figuruje.
                    No, ale wlasciciel - zwlaszcza obecny na miejscu - ryzykowal bardziej.
                  • rosa_huberman Re: OT nie tylko u Musierowicz 16.01.18, 11:00
                    Mnie drażni u Musierowicz jeszcze coś. Otóż trudno nie zauważyć baku opisywania w jakiś normalny sposób relacji z dziećmi. Od etapu Puplecji wszystkie uczą się łaciny, znają cytaty. Ignasia wykreowano wręcz na małego geniusza, jakby w kontraście z nieokrzesanym Józikiem. Osobiście bardzo wzruszyła mnie scena z filmu Złodziejka książek, gdzie Han wraca do domu i mówi:
                    - Jak tam, córeczko?
                    Bardzo proste słowa u Musierowicz właśnie takich deklaracj brakuje. Wobec Laury, Mili Borejko, która do swojej opiekunki mówi po imieniu.
                    Jakoś Montgomery też potrafiła pięknie ukazać więź Maryli z Anią i tak dalej. Jeżeli już coś się pojawia to przepełnione patosem wyznanie ojca Borejki w Noelce. Nie brzmi ono tak, jak te słowa Hansa lub Maryli.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka