Dodaj do ulubionych

Z czego Gizela żyła przed wojną?

30.01.18, 20:41
Zastanawiam się, z czego Gizela żyła przed wojną.

"Za drogi ten pokoik sobie wynalazła, płaci dziesięć złotych miesięcznie, a zarabia - osiemnaście. Kto wyżyje za takie pieniądze? Musiała kupić porządny płaszcz i buciki u "Baty", żeby w ogóle znaleźć pracę - więc z komornym zalegała już dwa miesiące."

Buty kosztowały ok. 10 zł, płaszczyk pewnie co najmniej 15.

"Jeszcze tylko jutrzejsze święto do przetrwania - i wypłata. Gizela postanowiła zwrócić dług
Wojtczakowej, ale tylko za jeden miesiąc, a za resztę kupić węgla."

Węgla za 8 złotych czyli - wg ówczesnych cen - jakieś 200 kilo (tona węgla kosztowała ok. 40 zł). 8 sporych worków zwaliłaby na kupę w pokoiku. Ha, już widzę minę Wojtczakowej! Pomijając drobny fakt, że panna Gizela przez miesiąc jadłaby chyba ten węgiel.
No i dając Wojtczakowej 10 zł nie spłaciłaby długu, tylko zapłaciła czynsz bieżący.


"Dostała taniej, za 80 groszy, paczuszkę swoich ulubionych "rozmaitości", związaną zgrabnie sznureczkiem: po dwa plasterki salcesonu, wątrobianki, kawałek kiełbasy królewieckiej
i suchej. Kupiła też trzy kajzerki i teraz będzie uroczysta kolacja sylwestrowa (...). A herbata - z cukrem, bo też się kupiło dziesięć deka."

Policzmy, ile kosztowała ta kolacja - 80 groszy wędlina, 15 groszy bułki, 15 groszy cukier. Razem 1,10 zł. W jeden wieczór Gizela przejadła 13 procent tego, co jej zostawało na życie po zapłaceniu czynszu!
"Rozmaitości" (dziś nazwalibyśmy je "okrawkami") normalnie kosztowały złotówkę, Gizela kupowała je dość często. Tej wędliny było tyle, że mogło wystarczyć na góra dwa dni. No więc co ona jadła??? Zakładając, że kajzerki były od święta, a na co dzień chleb, którego bochenek wystarczał jej na dwa dni, a kosztował 30 groszy, to na sam chleb Gizela wydawała 4,50 miesięcznie! A na kawę czy herbatę, mleko, jajka, "rozmaitości", mydło, watę itp. zostawało jej 3,50. Litości.

To nie pokoik był za drogi, to pensja była rażąco niska i zdecydowanie poniżej wszelkich norm. Niewykwalifikowany robotnik "dniówkowy" zarabiał co najmniej 30 złotych, a mógł i 60. Wiem, że MM chciała pokazać, jak zaradna jest Gizela (bo jest) ale bez przesady.
Edytor zaawansowany
  • guineapigs 30.01.18, 20:54
    Ja pitole, pi.sia, napisz ten post na forum 'Historycy', jest niesamowity. Oni tam roztrzasaja juz wydatki i kwoty z 'Chlopow'.
    Ale ciagle nie wiem, ile zarabiala Gizela?
    Czym sie zajmowala? Pewnie byla tzw. sluzba - umiala szyc, robic na drutach itp., do tego normalne prace jak porzadki, zmywanie, gotowanie.
    (ja bym sie na to nie nadawala....)
    A ta kwestia z weglem - faktycznie, zabawna. 200 kilo wegla. ZA RESZTE. No to za calosc moglaby chyba kupic spore udzialy w kopalni?
    ZART OCZYWISCIE.
  • berrin 31.01.18, 07:39
    guineapigs napisała:

    > Ja pitole, pi.sia, napisz ten post na forum 'Historycy', jest niesamowity. Oni
    > tam roztrzasaja juz wydatki i kwoty z 'Chlopow'.
    > Ale ciagle nie wiem, ile zarabiala Gizela?
    > Czym sie zajmowala? Pewnie byla tzw. sluzba - umiala szyc, robic na drutach itp
    > ., do tego normalne prace jak porzadki, zmywanie, gotowanie.
    > (ja bym sie na to nie nadawala....)
    > A ta kwestia z weglem - faktycznie, zabawna. 200 kilo wegla. ZA RESZTE. No to z
    > a calosc moglaby chyba kupic spore udzialy w kopalni?
    > ZART OCZYWISCIE.


    Ja tylko w kwestii formalnej - bo w całości zgadzam się z teoria Totalnego Braku Riserczu u MM i olania realnych cen artykułów tudzież zarobków w 20-leciu międzywojennym (a to akurat sprawdzić wcale nie było trudno...). Jeśli się nie kupowało węgla na tony - a Gizela nie mogła tego zrobić nie tylko ze względu na brak kasy, ale i brak miejsca - nie miała własnej piwnicy - to im mniej się brało, tym kosztowało więcej. Na worki mogło być nawet kilka razy drożej niż na fury. Więc nie ma aż tak prostego przelicznika, zapewne za 8 złotych byłoby nie 1/5 tony a raczej worek. Może 80 kg, ale tu już zgaduję.
    Co do gromadzenia tego zasobu w pokoju, obstawiam (na bazie lektur o berlińskich stosunkach domowych w zbliżonym okresie), że obok pieca w pokoiku Gizeli stała paka/skrzynia na węgiel. To był taki powszechny niewyględny mebel gospodarczy, występujący wówczas obficie we wszystkich kuchniach (wielkie) i w samodzielnych pokojach z piecykami (mniejsze). Cos by do niej, jak obstawiam, jednak się zmieściło.
    Ale oczywiście całe to wyliczenie dochodów i wydatków Gizeli jest absurdalne i ma obrazować li i jedynie nędzę ciężko i uczciwie pracującej dziewczyny, tudzież nader skromne warunki równie ciężko pracujących i uczciwych Makowskich. A że ma się nijak nie tylko do realiów, ale i do arytmetyki, no cóż. Załucki w latach 60tych pisał, ze Polak wydaje dwa razy tyle, co zarabia, ale resztę oszczędza, może się MM zasugerowała.



    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • miodowocytrynowa 30.01.18, 20:54
    U MM to normalka. Boreje tez zyły z jednej nędznej pensji ojca, a kupowały tonami książkami, naokrągło gościly pół Poznania, zywiły jakieś dzieciaki z podwórka i jakoś na wszystko starczało:)
  • tt-tka 30.01.18, 21:20
    Juz gdzies, w jednym z tych dlugasnych watkow (Nie wierze, albo wpadki, albo inny) wytrzasala sie nad tym babka majaca pojecie o historii. Ze zarobki, nawet najskromniejsze, musialy jednak pozostawac w miare sensownym stosunku do cen zywnosci. Czy raczej odwrotnie, ceny do zarobkow. Przeliczyla, ze ta wedlina (wcale nie luksusowa, troche lepsza od najtanszej) musialaby kosztowac realnie, przeliczajac na dzisiejsze, ok 400 (czterysta) zl/kg :)
    Swoja droga nie pamietam, gdzie i jako kto pracowala Gizela. Bylo ?
  • chatgris01 30.01.18, 21:36
    Pracowala w zakladzie "Mody francuskie", a wlasciciel zadal, zeby Gizela za te 18 zlotych jeszcze codziennie posprzatala sklep.
    Wyglada, ze byla szwaczka.
  • kooreczka 30.01.18, 22:09
    Po kolei
    Gizela zarabia 18 złotych w zakładzie "Mody Francuskie"- albo szwaczka albo ekspedientka. Raczej to drugie skoro musiała inwestować w ubranie. Tragicznie mało. Robotnice zarabiały ok 30-50 złotych, faceci dwa razy więcej. Może służące "dziewki" dostawały tyle, ale one miały jedzenie i dach nad głową zapewniony. A może to była tygodniówka i MM zapomniała?
    I Gizela wcale nie jest zaradna- ona ze swoim nawet nieogrzewanym pokoikiem żyje zdecydowanie ponad stan i ówczesne zwyczaje. Dwa razy lepiej zarabiające robotnice wynajmowały łózka w "pensjonatach-noclegowniach" albo w kilka zrzucały się na pokoik na stancji. Mięso dla tej grupy było luksusem- raczej podroby i serdelki niż kiełbasa, obiady w postaci kaszy z sosem w garkuchniach (napalenie w kuchence też kosztowało). Elektryczność- kolejny luksus, świece łojowe i lampki naftowe tańsze, nie mówiąc, że elektryfikowano raczej lepsze domy. W ogóle nic się tu nie klei, ale rozumiem, że Gizela potrzebowała fabularnie własnego lokum, żeby przygarnąć Milę.
  • tt-tka 30.01.18, 22:24
    "Strachy" Ukniewskiej - w prowincjonalnym miescie (jest teatr i kino, wiec nie takie male) dziewczyny wynajmuja pokoj na spolke, we cztery chyba, i placa zdecydowanie wiecej niz 18 zl. Polbuty 18-25, dobry sweter tez 25 do 30, na mydlo, proszek do zebow, bawelne do cerowania itp wychodzi kazdej ok. 6 zeta.
    U Gojawiczynskiej, biedne miasteczko na Gornym Slasku, przygraniczne, bohaterka wynajmuje izbe na stryszku za 10 zeta, a zyczliwi jej mowia, ze moglaby znalezc i za piec. Zarabia dwie goldmarki (pracuje u bauera za kordonem) dziennie plus wyzywienie. Lozko dostatnio zaslane, poduchy i pierzyny, "garnitura kuchenne, plocienne i porcelanowe" wziete na dlugie raty. I wszyscy przyznaja, ze dobrze jej sie powodzi.
    Aha, wozek (taki, ze dzieciak moze go uciagnac) "bergow", czyli wegla gorszego gatunku i odpadow kopalnianych, pozbieranych na haldzie, kosztuje zlotowke i latem starcza na tydzien.
  • tt-tka 30.01.18, 22:38
    O, elektrycznosc ! W "Rajskiej jabloni", oficyna nowo zbudowana, zelektryfikowana, szewcowa siedzi po ciemku. Bo nie ma na zarowke.
  • kooreczka 30.01.18, 22:47
    Światło to jeden z tych luksusów na które nawet nie zwracamy uwagi- w "Pamiętnikach Położnej" w biednych dzielnicach Londynu w latach '50 położne śmigają z latarkami w torbach i drobnymi na uruchomienie gazowego oświetlenia -wrzucało się do dziury w ścianie monetę, paliło się dopóki starczyło odmierzonego gazu, co jakiś czas inkasent zbiera pieniądze. U Gojawczyńskiej matka martwi się, że piękna lampa kupiona za pierwszą pensję syna wypije mnóstwo nafty. A u Montgomery względnie zamożna ciotka Ruth zakazuje Emilce palić gaz i wydziela trzy świece na raz (pewnie parafinowe albo stearynowe- wosk albo wielorybi tłuszcz dają lepsze światło, ale dwoje kosztowały)
  • tt-tka 30.01.18, 23:38
    Tudziez woda w kranie i wucet (Gizela miala, czy chocby wspolny na karytarzu, nie pamietam ?). Bronka w budynku na Czerniakowie ma lokalna kanalizacje, ale juz w drewniaku obok wode sie nosi ze studni na koncu ulicy, a wychodek pewnie podworzowy. Na Nowolipkach tez jest wodociag w podworzu.
    Nb izba w budynku bez takich luksusow kosztowala mniej.
  • zuzudanslemetro 31.01.18, 10:43
    Bronka jak się wyprowadziła na Czerniaków to była już wysoce cenioną sekretarką i osobą niezależną finansowo, no i Ignaś zdaje się, że pomagał co nie co (w sensie już potem).
    Kałużyński w którejś ze swoich książek pisał, że tzw. czarnoszyjki, czyli niewykwalifikowane robotnice na budowie, które nosiły cegły, zarabiały 10 groszy dniówki i były zmuszone do nierządu. Oddawały się za wysokość dniówki, czyli 10 groszy. Bilet do kina kosztował 15 lub 20. Nie pamiętam dokładnie ale pamiętam ten rozdźwięk. Stanisław Czajka w swoich wspomnieniach (malarz, ale pochodził z robotniczej rodziny), Grzesiuk i inni wspominają, że normą było, że rodzina mieszkała w jednej izbie i jeszcze odnajmowała łóżko sublokatorowi w systemie, że ten kto na nockę ten śpi za dnia a ten kto na dzień ten śpi w nocy. Mamy jeszcze "Wspólny pokój" jako obraz biednego życia przed wojną. Wystarczyłoby, żeby Gizela odnajmowała łóżko w mieszkaniu Makowskich, którzy w ten sposób chcieli dorobić do skromnej pensji a już byłoby wiarygodniej.
    Co do niskiej pensji Gizeli, być może i tak miała szczęście, bo może była tam w terminie i zdobywała zawód krawcowej. Więc i tak powinna być szczęśliwa, że jej płacono i że nie musiała sama zapłacić za ten termin (te realia dla odmiany mamy w "Kobiecie z prowincji", gdzie główna bohaterka trzy lata zasuwała u krawcowej w terminie, krawcowa zarabiała na jej robocie krocie, a ona nie miała z tego ani grosza plus nie miała szans opłacić egzaminu wyzwoleńczego).
  • zla.m 31.01.18, 14:31
    zuzudanslemetro napisała:

    >
    > Kałużyński w którejś ze swoich książek pisał, że tzw. czarnoszyjki, czyli niewy
    > kwalifikowane robotnice na budowie, które nosiły cegły, zarabiały 10 groszy dni
    > ówki

    Ale to wychodzi 2zł(!) miesięcznie... (no, 3zł przy założeniu braku wolnego).

    A niżej w dyskusji jest o tym, że niewykwalifikowany robotnik zarabiał zł 30... No to niech one i zarabiają 1/3 tej stawki, ale 1/15? Trudno mi uwierzyć, że ktoś się na to w ogóle decydował, bo to nie był nawet wybór ciężka praca albo prostytucja. Tu i tak "dorabiały" prostytucją, to już lepiej chyba być tylko tą kurtyzaną na cały etat...

    --
    Odkąd dostałem ostatni rachunek za prąd jestem amiszem.
  • tt-tka 31.01.18, 16:04
    zla.m napisała:


    > > Kałużyński w którejś ze swoich książek pisał, że tzw. czarnoszyjki, czyli
    > niewy
    > > kwalifikowane robotnice na budowie, które nosiły cegły, zarabiały 10 gros
    > zy dni
    > > ówki
    >
    > Ale to wychodzi 2zł(!) miesięcznie... (no, 3zł przy założeniu braku wolnego).
    >
    > A niżej w dyskusji jest o tym, że niewykwalifikowany robotnik zarabiał zł 30...
    > No to niech one i zarabiają 1/3 tej stawki, ale 1/15? Trudno mi uwierzyć, że k
    > toś się na to w ogóle decydował, bo to nie był nawet wybór ciężka praca albo pr
    > ostytucja. Tu i tak "dorabiały" prostytucją, to już lepiej chyba być tylko tą k
    > urtyzaną na cały etat...
    >

    Nie pamietam, jakich lat dotyczyly wspominki Kaluzynskiego, 20-tych czy 30-tych, moze to tlumaczy te rozbieznosc ? W miedzyczasie byly potworna infacja, reforma zlotego, kryzys wszechswiatowy i tak dalej.
    Ale czytuje Wiecha ze smakiem, te wszystkie reportaze sadowe :) i robotnik wykwalifikowany (kawaler) z dobrym fachem, murarz albo tapeciarz wynajmuje wlasnie lozko na ogol, jest podsublokatorem :). Samodzielna izba to juz jak sie ma rodzine i niekoniecznie tylko dla dwojga, wiecznie ktos podnajmuje, szuka zmiennika na swoje lozko (ten system dzien-noc), bywa wcale czesto, ze takich sublokatorow jest trzech-czterech w jednej izbie. Mezczyzni, ktorych zarobki byly wyzsze niz szwaczki na przyuczeniu. A to sa te lata, co w kalamburce.

    Warszawskie reportaze Gojawiczynskiej, tez z tego okresu, potwierdzaja. Samodzielny pokoj mogla miec kasjerka w dobrym sklepie, na stalej posadzie i pracujaca nie od wczoraj. Nie robotnica.
  • chatgris01 31.01.18, 19:54
    tt-tka napisała:

    > Ale czytuje Wiecha ze smakiem, te wszystkie reportaze sadowe :) i robotnik wykw
    > alifikowany (kawaler) z dobrym fachem, murarz albo tapeciarz wynajmuje wlasnie
    > lozko na ogol, jest podsublokatorem :). Samodzielna izba to juz jak sie ma rodz
    > ine i niekoniecznie tylko dla dwojga, wiecznie ktos podnajmuje, szuka zmiennika
    > na swoje lozko (ten system dzien-noc), bywa wcale czesto, ze takich sublokator
    > ow jest trzech-czterech w jednej izbie. Mezczyzni, ktorych zarobki byly wyzsze
    > niz szwaczki na przyuczeniu. A to sa te lata, co w kalamburce.
    >
    > Warszawskie reportaze Gojawiczynskiej, tez z tego okresu, potwierdzaja. Samodzi
    > elny pokoj mogla miec kasjerka w dobrym sklepie, na stalej posadzie i pracujaca
    > nie od wczoraj. Nie robotnica.

    A czy to nie wynikalo nie tyle z biedy, co z drastycznego braku mieszkan w miedzywojniu?, tzn. ze w pewnych klasach spolecznych (robotniczej zwlaszcza) popyt znacznie przewyzszal podaz i stad ci sublokatorzy wszedzie. Na pewno bylo tak w Warszawie, gdzie sie pchala masowo prowincja, z tego wzgledu, ze jednak zdecydowanie latwiej bylo o prace (vide Dyzma :))) ).
    Mam ksiazke o zyciu erotycznym spoleczenstwa polskiego w miedzywojniu i tam to bylo dokladnie opisane (z tymi mieszkaniami znaczy, dane z rocznikow statystycznych itp.), tylko nie pamietam, czy te braki mieszkaniowe dotyczyly wylacznie stolicy, czy tez innych duzych miast, musze sprawdzic.
  • tt-tka 31.01.18, 20:20
    chatgris01 napisał(a):

    >
    > A czy to nie wynikalo nie tyle z biedy, co z drastycznego braku mieszkan w mied
    > zywojniu?, tzn. ze w pewnych klasach spolecznych (robotniczej zwlaszcza) popyt
    > znacznie przewyzszal podaz i stad ci sublokatorzy wszedzie. Na pewno bylo tak w
    > Warszawie, gdzie sie pchala masowo prowincja, z tego wzgledu, ze jednak zdecyd
    > owanie latwiej bylo o prace (vide Dyzma :))) ).
    > Mam ksiazke o zyciu erotycznym spoleczenstwa polskiego w miedzywojniu i tam to
    > bylo dokladnie opisane (z tymi mieszkaniami znaczy, dane z rocznikow statystycz
    > nych itp.), tylko nie pamietam, czy te braki mieszkaniowe dotyczyly wylacznie s
    > tolicy, czy tez innych duzych miast, musze sprawdzic.

    Jedno z drugim sie nie kloci - mieszkan brakowalo, byly drogie, a zarobki i nie za duze, i niepewne. Literatura wspomnieniowa i reportaze podkreslaja raczej biede.
    Grodzienska, tancerka z placa okolo setki jednego miesiaca, 60 drugiego, a byly i okresy bezrobocia, wynajmuje pokoik do spolki z kolezanka. Terese, girlse ze "Strachow" stac na samodzielny, 6 metrow a 30 zl miesiecznie (i gaz ekstra platny, przy codziennej kapieli 9 zl) dopiero, gdy zostala solistka. Cechna w "Rajskiej jabloni" z placa 60 zl miesiecznie bieduje w klitce na poddaszu,"w myslach gromadzila srodki stwierdzajac z rozpacza, ze najmniejsza ciupka dla niej i Zuzanny jest mieosiagalna"" a i tak odstepne zaplacila z pieniedzy od meza.
  • tt-tka 24.02.18, 13:59
    chatgris01 napisał(a):

    nie pamietam, czy te braki mieszkaniowe dotyczyly wylacznie s
    > tolicy, czy tez innych duzych miast, musze sprawdzic.

    Wlasnie zajrzalam do "Czerwonych wezy" Boguszewskiej, Lodz w miedzywojniu. Robotnicze mieszkanie jednoizbowe, piec kuchenny, maly piecyk "krystek" z rura, szafa, komoda, lozko, w ktorym malzenstwo spi na zmiane - ona wychodzi do pracy na szosta, on wracajac z nocnej kladzie sie na jej miejscu, dwoje doroslych, dwoje dzieci (jedno zmarlo) i jedno przygarniete na czas strajku. Inne rodziny, w tym wielodzietne, mieszkaja tak samo, w jednoizbowkach. I to sa juz rodziny. Nikt z mlodych nie mieszka samodzielnie.
    Slask, z ktorego jest to przygarniete dziecko (z krolewskiej Huty, dzis Chorzow, albo z okolic) ma mieszkania przykopalniane dwuizbowe - duza kuchnia, w ktorej koncentruje sie zycie codzienne i maly pokoik, raczej alkowka, a w niej lozko z ogromna pierzyna (bo ziab, piec byl tylko w kuchni).
    "Pamiatka z Celulozy" tez opisuje lokale jedno-, gora dwuizbowe, budowane na wieloletnie splaty z beleczego. Wloclawek. Chlopi, ktorzy tam sciagneli do roboty najpierw koczuja wspolnie w lepiankach czy chruscianych budach, potem albo sciagaja rodziny do tej jednej-dwoch izb, albo samotni nadal mieszkaja wspolnie. Dziewczyny, robotnice fabryczne, wynajmuja pokoik z kuchenka we trzy.
  • verdana 24.02.18, 14:50
    I ten pokój z "Czerwonych węży" oceniany jest jako bardzo dobre mieszkanie.
    Przed wojną w ogóle bardzo rzadko kupowano mieszkanie - większość była wynajmowana.Wiele osób zmieniało mieszkania co roku, bo właściciel odmalowywał mieszkanie przed wynajmem, bardziej się to opłacało, niż malować to mieszkanie, w którym było sie dotychczas. Jak sie czyta biografie, to uderza, ze wiele osób miało kolejno różne adresy przy tej samej ulicy.
    Nie tyle brakowało mieszkań, ile pieniędzy na mieszkanie...
  • tt-tka 15.05.18, 23:36
    verdana napisała:

    > I ten pokój z "Czerwonych węży" oceniany jest jako bardzo dobre mieszkanie.
    > Przed wojną w ogóle bardzo rzadko kupowano mieszkanie - większość była wynajmow
    > ana.Wiele osób zmieniało mieszkania co roku, bo właściciel odmalowywał mieszkan
    > ie przed wynajmem, bardziej się to opłacało, niż malować to mieszkanie, w który
    > m było sie dotychczas. Jak sie czyta biografie, to uderza, ze wiele osób miało
    > kolejno różne adresy przy tej samej ulicy.
    > Nie tyle brakowało mieszkań, ile pieniędzy na mieszkanie...

    Wlasnie zajrzalam do Broniewskiej, rok co prawda 29, nie 35, ale... ona nauczycielka na pelnym etacie, on poza poezja tlumaczy sporo i regularnie. Mieszkanie na podrzednej uliczce Mokotowa - niedogrzany pokoj z kuchenka i dorobiona antresolka tuz pod dachem (latem piekarnik). Spozywka w sklepiku na kreche, platna co miesiac po otrzymaniu pensji, buty i ubranie kupowane na raty dzieki umowie Zwiazku Nauczycielstwa Polskiego z firma braci J. i obuwnicza (nie Bata), przy czym zakup calosciowo nie mogl przekraczac wysokosci trzymiesiecznej pensji, bo taka odprawe wyplacano naucuycielowi ,gdy tracil prace.
    Zaprzyjazniony wybitny matematyk, niemlody juz, wiec od dawna pracujacy mieszka z zona na Zajeczej (malo prestizowe i tanie Powisle), w czynszowce na 3 czy 4 pietrze, pokoj z kuchnia.
    Zawodowy oficer w randze kapitana ma dwa pokoiki z ciemna alkowka, w ktorej jest kuchnio-lazienka (znaczy miednica na stolku).
    Rodzice Broniewskiej, od dawna pracujacy oboje - introligator z wlasnym warsztatem i wzieta polozna - podnajmuja jeden pokoj sublokatorom (mlode malzenstwo), zeby zwiazac koniec z koncem.
    Warszawa, Lwow, Kalisz.
  • zuzudanslemetro 31.01.18, 16:49
    zla.m napisała:


    >
    > Ale to wychodzi 2zł(!) miesięcznie... (no, 3zł przy założeniu braku wolnego).
    >
    > A niżej w dyskusji jest o tym, że niewykwalifikowany robotnik zarabiał zł 30...
    > No to niech one i zarabiają 1/3 tej stawki, ale 1/15? Trudno mi uwierzyć, że k
    > toś się na to w ogóle decydował, bo to nie był nawet wybór ciężka praca albo pr
    > ostytucja. Tu i tak "dorabiały" prostytucją, to już lepiej chyba być tylko tą k
    > urtyzaną na cały etat...
    >
    Jak się nie miało warunków, żeby być pełnoetatową kurtyzaną to zostawało oddawanie się niewykwalifikowanym w jakimś zakątku budowy.
    Kałużyński chyba pisał o latach 30tych, bo w 20tych raczej jeszcze nie miał wiedzy na pewne tematy. W latach 20tych bawił się z kumplem w św. Stanisława Kostkę.
  • tt-tka 31.01.18, 16:57
    zuzudanslemetro napisała:

    > Jak się nie miało warunków, żeby być pełnoetatową kurtyzaną to zostawało oddawa
    > nie się niewykwalifikowanym w jakimś zakątku budowy.
    > Kałużyński chyba pisał o latach 30tych, bo w 20tych raczej jeszcze nie miał wie
    > dzy na pewne tematy. W latach 20tych bawił się z kumplem w św. Stanisława Kostk
    > ę.

    No ale pisal o tym pozniej i mogl tej wiedzy nabawic sie pozniej. W latach 30-tych to stosunek skauta na obozie na Huculszczyznie, gdzie nedza byla znaczna, z miejscowa dziewczyna kosztowal 50 groszy (tez Kaluzynski)
    I ta dniowka 10 gr do lat trzydziestych zupelnie mi nie pasuje.
  • verdana 31.01.18, 20:12
    Rodzina Stanisława Czajki typowa nie była. Robotnicza, ojciec furman, matka początkowo analfabetka, nauczyła sie czytać jako dorosła i nigdy nie przestała, za cel postawiła sobie wykształcenie dzieci. Wszystkie przed wojną chodziły do gimnazjum (a gimnazjum było płatne), wszystkie skończyły studia, a Stanisław Czajka nawet dwa kierunki - polonistykę i ASP. Stac ich było na większe mieszkanie , stale im to proponował gospodarz domu, ale woleli wydać na dzieci.
    Skąd to wiem? Bo to mój osobisty teść.
  • zuzudanslemetro 01.02.18, 14:29
    Żartujesz?! :) Jest mi bardzo miło, Stanisław Czajka był przyjacielem mojego niestety zmarłego dziadka i profesorem mojej matki. Moja matka od niego zaraziła się górską pasją przez obozy przez niego organizowane i tak to nam dalej rodzinnie poszło. Ale niespodzianka! I tak, wiem też to co napisałaś bo i czytałam i przecież bywał u nas niejednokrotnie, opowiadał i się słuchało.
  • verdana 01.02.18, 14:36
    A tak, słynne obozy. Mój maz na nie chadzał. Może znać Twoja matkę.
  • zuzudanslemetro 01.02.18, 14:49
    Zna na pewno, występuje na niektórych zdjęciach w rodzinnym archiwum :) O! To pewnie widziałyśmy się w zeszłym roku na wystawie Twojego teścia na Saskiej Kępie?
  • verdana 01.02.18, 17:31
    Oczywiście!
  • emae 31.01.18, 10:57
    kooreczka napisał:

    > Po kolei
    > Gizela zarabia 18 złotych w zakładzie "Mody Francuskie"- albo szwaczka albo eks
    > pedientka. Raczej to drugie skoro musiała inwestować w ubranie.

    Gizela mówi o sobie, że jest szwaczką. W ubranie musiała zainwestować, żeby w ogóle dostać pracę. Widocznie obawiała się, że jak przyjdzie tam w codziennym stroju, to w ogóle nikt nie będzie chciał z nią rozmawiać. Może miała bardzo zniszczone ubrania.
  • bupu 31.01.18, 11:17
    emae napisała:

    > kooreczka napisał:
    >
    > > Po kolei
    > > Gizela zarabia 18 złotych w zakładzie "Mody Francuskie"- albo szwaczka al
    > bo eks
    > > pedientka. Raczej to drugie skoro musiała inwestować w ubranie.
    >
    > Gizela mówi o sobie, że jest szwaczką. W ubranie musiała zainwestować, żeby w o
    > góle dostać pracę. Widocznie obawiała się, że jak przyjdzie tam w codziennym st
    > roju, to w ogóle nikt nie będzie chciał z nią rozmawiać. Może miała bardzo znis
    > zczone ubrania.

    Bardzoz ci ona zaradna. Żeby dostać pracę szwaczki nie trzeba było się stroić jak stróż na Boże Ciało. A już uboga jak mysz panienka, która leci kupować drogie, markowe obuwie od Baty, zamiast udać się na dowolne targowisko, gdzie można było nabyć coś znacznie tańszego... Himalaje zaradnosci, panie!


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • chatgris01 31.01.18, 12:43
    bupu napisała:

    >drogie, markowe obuwie od Baty

    A buty od Baty to nie byly wtedy najtansza masowka, ktora wykonczyla indywidualnych szewcow? Pamietam taki motyw z czeskiego filmu "Miłość między kroplami deszczu", akcja toczy sie w latach 30-tych.
  • zuzudanslemetro 31.01.18, 13:47
    chatgris01 napisał(a):


    >
    > A buty od Baty to nie byly wtedy najtansza masowka, ktora wykonczyla indywidual
    > nych szewcow? Pamietam taki motyw z czeskiego filmu "Miłość między kroplami des
    > zczu", akcja toczy sie w latach 30-tych.

    Masz rację, Bata była stosunkowo tania i taka była też polityka firmy, żeby były to niedrogie acz solidne buty.
  • klymenystra 31.01.18, 23:29
    Zyciorys Baty mam oblatany i potwierdzam - to byly buty z zalozenia szyte masowo, bardzo tanie, momentami wrecz szyte po kosztach (zeby wykosic konkurencje).

    Ciekawostka - Bata byl jednym z pierwszych, ktory wprowadzil ceny typu 99 koron zamiast 100.

    chatgris01 napisał(a):

    > bupu napisała:
    >
    > >drogie, markowe obuwie od Baty
    >
    > A buty od Baty to nie byly wtedy najtansza masowka, ktora wykonczyla indywidual
    > nych szewcow? Pamietam taki motyw z czeskiego filmu "Miłość między kroplami des
    > zczu", akcja toczy sie w latach 30-tych.
  • pi.asia 01.02.18, 08:48
    klymenystra napisała:

    > Ciekawostka - Bata byl jednym z pierwszych, ktory wprowadzil ceny typu 99 koron
    > zamiast 100.

    Dla mnie kompletnie niezrozumiałe było, czemu w czasach realnego socjalizmu nie było w Polsce sklepów Baty - wszak nie dość, że z zaprzyjaźnionego narodu, to jeszcze te buty z założenia były w miarę tanią (aczkolwiek niezłą jakościowo) masówką dla niezamożnych klientów.

    Swoją drogą w Częstochowie, w ścisłym centrum, w narożnej kamienicy, przez długie lata funkcjonował sklep z butami, o którym mieszkańcy mówili "kupiłem buty u Baty", "idziemy do Baty", mimo że była to placówka handlu uspołecznionego. Zwrotu "u Baty" używała też moja mama, rdzenna Warszawianka, która do Częstochowy przyjechała tuż po wojnie. Czyżby w pierwszych powojennych latach istniały sklepy Baty?
  • marutax 01.02.18, 09:18
    pi.asia napisała:

    > Swoją drogą w Częstochowie, w ścisłym centrum, w narożnej kamienicy, przez dług
    > ie lata funkcjonował sklep z butami, o którym mieszkańcy mówili "kupiłem buty u
    > Baty", "idziemy do Baty", mimo że była to placówka handlu uspołecznionego. Zwr
    > otu "u Baty" używała też moja mama, rdzenna Warszawianka, która do Częstochowy
    > przyjechała tuż po wojnie. Czyżby w pierwszych powojennych latach istniały skle
    > py Baty?

    Chyba tylko do 47-48 r., natomiast przez cały okres PRL działały znacjonalizowane przedsiębiorstwa, które przed wojną należały do Polskiej Spółki Obuwia Bata S.A - zakłady w Chełmku i Radomiu (Radomskie Zakłady Przemysłu Skórzanego „Radoskór”). Więc jakaś ciągłość istniała i ludzie mogli posługiwać się tradycyjną nazwą, zwłaszcza, jeśli w miejscu dawnego sklepu Baty nadal istniał jakiś obuwniczy.
  • pi.asia 01.02.18, 11:40
    marutax napisała:

    > pi.asia napisała:
    >>. Czyżby w pierwszych powojennych latach istniały sklepy Baty?


    >
    > Chyba tylko do 47-48 r., natomiast przez cały okres PRL działały znacjonalizowa
    > ne przedsiębiorstwa, które przed wojną należały do Polskiej Spółki Obuwia Bata
    > S.A - zakłady w Chełmku i Radomiu (Radomskie Zakłady Przemysłu Skórzanego „Rado
    > skór”). Więc jakaś ciągłość istniała i ludzie mogli posługiwać się tradycyjną n
    > azwą, zwłaszcza, jeśli w miejscu dawnego sklepu Baty nadal istniał jakiś obuwni
    > czy.

    No właśnie tam był obuwniczy. Dzięki za wyjaśnienie.
  • lord_vmordevol 01.02.18, 09:30
    pi.asia napisała:

    > Dla mnie kompletnie niezrozumiałe było, czemu w czasach realnego socjalizmu nie
    > było w Polsce sklepów Baty - wszak nie dość, że z zaprzyjaźnionego narodu, to

    Przecież w tedy w ogóle nie za bardzo były sklepy "firmowe". Owszem, jakaś Moda Polska chyba tak, ewentualnie rzeczy w rodzaju sklep przyzakładowy jakiejś fabryki, ale zasadniczo to typowe były "sklep z butami", "sklep z meblami", "sklep z samochodami" (no, Polmozbyt to może trochę inna kategoria :-).
  • pi.asia 01.02.18, 11:59
    lord_vmordevol napisała:

    > Przecież w tedy w ogóle nie za bardzo były sklepy "firmowe". Owszem, jakaś Moda
    > Polska chyba tak

    Moda Polska nie była sklepem "firmowym", tylko nazwą sieci sklepów z galanterią od różnych producentów, głównie zagranicznych (pamiętam, jak stałam w kolejce po wymarzony sweter "szetland"). Kosmetyki też tam były.

    >, ewentualnie rzeczy w rodzaju sklep przyzakładowy jakiejś fab
    > ryki, ale zasadniczo to typowe były "sklep z butami", "sklep z meblami", "sklep
    > z samochodami" (no, Polmozbyt to może trochę inna kategoria :-).

    "Firmowych" sklepów było całkiem sporo, i to nie przyzakładowych. Wawel, Wedel, Unitra, Radoskór - to pierwsze z brzegu częstochowskie sklepy, jakie mi się przypomniały. Inna sprawa, że w sklepie Wawela sprzedawano także holenderską czekoladę Van Houtena.

    W Warszawie funkcjonował m.in lokal firmowy Hortexu, cukiernia Blikle i sklep z odzieżą Hoffland.

  • tt-tka 01.02.18, 12:20
    Oraz sklep z obuwiem "Syrena" :)
  • chatgris01 01.02.18, 12:37
    Rowniez "Polmos" :)
  • gat45 01.02.18, 13:11
    chatgris01 napisał(a):

    > Rowniez "Polmos" :)

    Były sklepy pod takim szyldem ? A nie tylko nalepki na flaszkach ?
  • gat45 01.02.18, 13:12
    za szybko...
    ... ale za to z całą pewnością była sieć sklepów Herbapolu
  • chatgris01 01.02.18, 13:32
    gat45 napisała:

    > chatgris01 napisał(a):
    >
    > > Rowniez "Polmos" :)
    >
    > Były sklepy pod takim szyldem ? A nie tylko nalepki na flaszkach ?

    W moim rodzinnym miescie jest Polmos i mam (silne) wrazenie, ze ich sklep firmowy w koncu lat 80 juz byl. Aczkolwiek glowy na pniu nie poloze.
  • pi.asia 01.02.18, 23:56
    chatgris01 napisał(a):


    > W moim rodzinnym miescie jest Polmos i mam (silne) wrazenie, ze ich sklep firmo
    > wy w koncu lat 80 juz byl. Aczkolwiek glowy na pniu nie poloze.

    Też mi się kojarzy, że były sklepy z takim własnie szyldem.
    Jeszcze był "Lentex" i "Polifarb".
  • lord_vmordevol 02.02.18, 09:02
    pi.asia napisała:

    > chatgris01 napisał(a):
    >
    >
    > > W moim rodzinnym miescie jest Polmos i mam (silne) wrazenie, ze ich sklep
    > firmo
    > > wy w koncu lat 80 juz byl. Aczkolwiek glowy na pniu nie poloze.
    >
    > Też mi się kojarzy, że były sklepy z takim własnie szyldem.
    > Jeszcze był "Lentex" i "Polifarb".

    Wychodzi na to, że miałem wtedy zupełnie inną percepcję :-) Bo fakt, te nazwy oczywiście były, ale dla mnie to brzmiało raczej na zasadzie nazwy sieci sklepów, a nie marki produktu. No, sklep "22 Lipca" ewentualnie kojarzyłby się z tąż fabryką, albo "Diora".
  • lord_vmordevol 02.02.18, 09:02
    pi.asia napisała:

    > "Firmowych" sklepów było całkiem sporo, i to nie przyzakładowych. Wawel, Wedel,

    A właśnie :-) Nie ma siły, żeby Ci się przypomniał "Wedel" :-)
  • iwoniaw 02.02.18, 10:41
    Oczywiście, że jest siła - nazwa "ZPC 22. lipca" była używana stosunkowo krótko, Wedel zniknął (choć liternictwo w logo zostawiono), ale wrócił jeszcze za PRL-u. Nawet pijalnię czekolady miał pod tym szyldem.


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • lord_vmordevol 02.02.18, 10:53
    iwoniaw napisała:

    > Oczywiście, że jest siła - nazwa "ZPC 22. lipca" była używana stosunkowo krótko
    > , Wedel zniknął (choć liternictwo w logo zostawiono), ale wrócił jeszcze za PRL
    > -u. Nawet pijalnię czekolady miał pod tym szyldem.

    Jaki był szyld na pijalni, to nie wiem, ale "22 Lipca" z całą pewnością funkcjonowało przez lata 70 i 80, a według Wikipedii to w ogóle od 1949. Owszem, z dopiskiem "d. E. Wedel".

  • tt-tka 02.02.18, 16:28
    Sklepy byly wedlowskie. Moze z dopiskiem 22 lipca, tego nie pamietam, ale wedlowskie. Mialam taki niedaleko, uroczy, staromodny, na rogu Pulawskiej i Madalinskiego.
    Jako dziecko - lata 60-te - zylam w przekonaniu, ze pan Wedel ma urodziny 22 albo uhonorowali go podlaczeniem pod panstwowe swieto za swietne czekolady, ale w mowie i pismie Wedel byl na rowni z lipcem :)
  • chatgris01 02.02.18, 16:46
    Potwierdzam, w latach 70 i 80 zawsze sie mowilo o wedlowskiej czekoladzie/czekoladkach/torcikach, nigdy sie natomiast nie zetknelam z okresleniem "czekolada z 22 lipca".
  • pavvka 02.02.18, 23:09
    chatgris01 napisał(a):

    > Potwierdzam, w latach 70 i 80 zawsze sie mowilo o wedlowskiej czekoladzie/czeko
    > ladkach/torcikach, nigdy sie natomiast nie zetknelam z okresleniem "czekolada z
    > 22 lipca".

    Oczywiście że zawsze mówiło się Wedel. Zresztą nawet na opakowaniach słodyczy ten E. Wedel był bardziej wyeksponowany niż ZPC 22 Lipca i pisany ozdobnymi literami.
    --
    Why do computer programmers confuse Halloween with Christmas?
    Because Oct 31 = Dec 25.
  • pavvka 02.02.18, 23:13
    Tutaj przykłady:
    czekolady.pxd.pl/gallery/pic300/v2014032910393213006969.jpg
    muzeumwarszawy.pl/wp-content/uploads/2017/01/wedel1.jpg
    static.myvimu.com/photo/05/58505.jpg

    --
    Although it is not true that all conservatives are stupid people, it is true that most stupid people are conservative. - John Stuart Mill
  • pi.asia 03.02.18, 00:21
    pavvka napisał:

    > chatgris01 napisał(a):
    >
    > > Potwierdzam, w latach 70 i 80 zawsze sie mowilo o wedlowskiej czekoladzie
    > /czeko
    > > ladkach/torcikach, nigdy sie natomiast nie zetknelam z okresleniem "czeko
    > lada z
    > > 22 lipca".
    >
    > Oczywiście że zawsze mówiło się Wedel. Zresztą nawet na opakowaniach słodyczy t
    > en E. Wedel był bardziej wyeksponowany niż ZPC 22 Lipca i pisany ozdobnymi lite
    > rami.

    A w jakimś kabarecie, po przywróceniu już dawnej nazwy (czyli E. Wedel) padły słowa: To teraz na tę firmę będzie się mówić "E. Wedel, dawniej 22 Lipca, dawniej E. Wedel".

    Stałam kiedyś na promocji w markecie i częstowałam klientów Delicjami (krótka seria "szarlotka" i "makowiec"). Na szkoleniu panienki z agencji reklamowej kazały nam zapraszać "do degustacji wyrobów firmy LU Polska" - bo Wedel został właśnie sprzedany tejże firmie.

    My, czyli szkolone hostessy ( wszystkie, zgodnie z zapotrzebowaniem, w wieku 30-40 lat ) zbiorowo wyśmiałyśmy ten pomysł i uświadomiłyśmy panienkom, że klienci kojarzą wyłącznie Delicje wedlowskie.

    Jak widać, nazwisko pana Emila jest tak chwytliwe i nośne, że nikomu nie udało się wprowadzić do świadomości klientów innej nazwy firmy :) I to nazwisko, pisane pięknymi literami, stało się kapitalnym logo.

  • pavvka 02.02.18, 23:25
    iwoniaw napisała:

    > Oczywiście, że jest siła - nazwa "ZPC 22. lipca" była używana stosunkowo krótko
    > , Wedel zniknął (choć liternictwo w logo zostawiono), ale wrócił jeszcze za PRL
    > -u. Nawet pijalnię czekolady miał pod tym szyldem.

    Nie wrócił. Nazwa E. Wedel została przywrócona w 1989.
    --
    Although it is not true that all conservatives are stupid people, it is true that most stupid people are conservative. - John Stuart Mill
  • significado-significante 01.03.18, 08:46
    kooreczka napisał:

    > W ogóle nic się tu nie klei, ale rozumiem, że Gizela
    > potrzebowała fabularnie własnego lokum, żeby
    > przygarnąć Milę.

    Ano nie klei się :/ A co do samodzielnego lokum to chyba nie było fabularnie tak niezbędne, z tego co rozumiem Gizela zamieszkała z Milą w mieszkaniu Makowskich.
  • tt-tka 02.03.18, 02:10
    significado-significante napisała:
    >
    > Ano nie klei się :/ A co do samodzielnego lokum to chyba nie było fabularnie ta
    > k niezbędne, z tego co rozumiem Gizela zamieszkała z Milą w mieszkaniu Makowski
    > ch.

    No i powtorze, trudno - gdyby Gizela podnajmowala kat u Makowskich, niechby nawet lozko w kuchni, byloby i sensowniej, i prawdopodobnie.
    Przy okazji - w tym mieszkaniu zostalo, co bylo, szabrownicy tam nie grasowali. To czemu Mila nie ma zadnej, ale to zadnej pamiatki po rodzinie ? Zdjecie Gizela przed nia schowala, ale jakis dzbanuszek, doniczka, cokolwiek ! A u Borejkow tylko kiejdanskie pamiatki, a to talerzyk recznie malowany, a to cukiernica i kubki od Loni. Po rodzicach Mili, za ktorymi tak tesknila, nic a nic.
  • ciotka_scholastyka 31.01.18, 09:09
    > 80 groszy wędlina, 15 groszy bułki, 15 groszy cukier. Razem 1,10 zł. W jeden wieczór Gizela przejadła 13 procent tego, co jej zostawało na życie po zapłaceniu czynszu!

    Był już kiedyś wątek, w którym i o tym była mowa; pamiętam, że czytałam z dużym zaciekawieniem. A wydawać by się mogło, że w dobie internetu znalezienie takich informacji to kajzerka z masłem!
    18 zł pensji to chyba brudny garkotłuk dostawał, i to jeszcze taki, co mówić nie umiał. Skąd MM się to wzięło, toja nie wiem...
  • tt-tka 02.03.18, 02:14
    ciotka_scholastyka napisała:

    > 18 zł pensji to chyba brudny garkotłuk dostawał, i to jeszcze taki, co mówić ni
    > e umiał.

    Z zupelnie innej rzeczywistosci, ale a propos - "Matriona (kucharka) zawsze miala siniaka pod lewym lub prawym okiem". Pani wizyty i rekoczyny kochanka Matriony tolerowala, poniewaz "kucharka z podbitym okiem jest tansza".
  • marutax 31.01.18, 12:03
    pi.asia napisała:

    > Zastanawiam się, z czego Gizela żyła przed wojną.
    >
    > "Za drogi ten pokoik sobie wynalazła, płaci dziesięć złotych miesięcznie, a zar
    > abia - osiemnaście. Kto wyżyje za takie pieniądze? Musiała kupić porządny płasz
    > cz i buciki u "Baty", żeby w ogóle znaleźć pracę - więc z komornym zalegała już
    > dwa miesiące."

    Nie grają mi tu jeszcze trzy rzeczy.
    1. Gizela by dostać pracę kupuje "porządny płaszcz" i chyba dość porządne buty, ale w ten sylwestrowy wieczór marznie w "podszytej wiatrem jesionce" i przemoczonych butach. Co stało się z kupioną odzieżą? Czemu Gizela nie nosi swojego porządnego płaszcza? Trzyma go na wyjścia "od święta"? W jej sytuacji to absurd. A może go odsprzedała? Ale wtedy jej dług u Wojtczakowej nie byłby taki wielki.
    2. Jak długo właściwie Gizela mieszka w Poznaniu? Wiemy, że zalega z czynszem za dwa miesiące, bo musiała kupić ubranie. Ale nie wiadomo, od kiedy zalega. Ze wspomnień Gizeli wynika, że mieszkała w swoim pokoiku już wiosną. A jeśli tak to...
    3. Wiem, że Wojtczakowa złagodniała z powodu kryzysu i nie ściga lokatorów tak zajadle... Ale nie wierzę, że odpuściłaby Gizeli, która przy opisanych zarobkach zwyczajnie nie jest w stanie oddać długu. Gizela musiałaby przez niemal trzy miesiące oddawać gospodyni całą pensję, by wyjść na czysto. Albo oszczędzać przez rok. To nie była sytuacja podobna do sytuacji Makowskich, gdzie Wojtczakowa mogła liczyć, że Zuzanna znajdzie w miarę dobrą pracę, natomiast nie wiedziała, że lokatorka jest w ciąży. Jeśli Gizela od niemal roku zalega z czynszem i nie ma żadnych perspektyw na polepszenie sytuacji to pobłażliwość Wojtczakowej jest wręcz anielska.

    Swoją droga, ciekawe, czy Zuzanna o tym wiedziała, bo jeśli tak, to też nie była wobec gospodyni w porządku... No ale to swego rodzaju "wyższa konieczność"

  • marutax 31.01.18, 12:28
    marutax napisała:

    > Swoją droga, ciekawe, czy Zuzanna o tym wiedziała, bo jeśli tak, to też nie był
    > a wobec gospodyni w porządku... No ale to swego rodzaju "wyższa konieczność"

    Wiedziała o swojej ciąży, nie o długu Gizeli ;-)
  • chatgris01 31.01.18, 12:50
    marutax napisała:

    > 2. Jak długo właściwie Gizela mieszka w Poznaniu? Wiemy, że zalega z czynszem z
    > a dwa miesiące, bo musiała kupić ubranie. Ale nie wiadomo, od kiedy zalega. Ze
    > wspomnień Gizeli wynika, że mieszkała w swoim pokoiku już wiosną. A jeśli tak t
    > o...
    W Poznaniu mieszka od roku. Kalamburka str.276-277:
    Wojtczakowa juz by nie mogla teraz robic takich awantur o zaplate, jak robila przed rokiem, kiedy Gizela zjechala do Poznania.

    Ja to zrozumialam, ze zalega permanentnie, ale co pare miesiecy-splaca, potem znow zalega i znow splaca, wiec ze chodzi o ostatnie 2 miesiace (bo wczesniejsze zaleglosci splacila).
  • marutax 31.01.18, 13:24
    No właśnie ;-) Stąd moja wątpliwość: jak Gizela może cokolwiek odłożyć? Przy jej zarobkach zaoszczędzenie 20 zł (plus czynsz bieżący) to mrzonka. Bardziej wiarygodne byłoby, gdyby Gizela przyjechała do poznania te trzy miesiące wcześniej, zadłużyła się, by dostać najprostszą pracę, a teraz się "odkuwa", z perspektywą zdobycia lepszych kwalifikacji i wyższych zarobków w niedalekiej przyszłości.
  • kajaanna 31.01.18, 14:24
    Natomiast buty Baty były szalenie drogie i widać było, że nie są to zwykłe trzewiki ze straganu.
    Oczywiście, zdarzają się bezdomni, którym zbywają dwa samochody, ale albo pisze się o niedoli dziewczyny, której nie stać na czynsz albo pozwalamy jej kupować buty od Manolo Blahnika.
  • chatgris01 31.01.18, 14:30
    Buty Baty wtedy to nawet poziom Rylko nie byl, gdzie im do Blahnika...
  • marutax 31.01.18, 15:07
    OT - A propos Baty, ciekawie losy tej rodziny opisał Mariusz Szczygieł w "Gottlandzie". Wyciąg można przeczytać tutaj: niniwa22.cba.pl/szczygiel_bata_szewc_swiata.htm
    O cenach w Polsce pod koniec lat 30. nic nie ma, ale całość pozwala domniemywać, że buty Baty były masówką dla wszystkich.
  • zuzudanslemetro 31.01.18, 16:51
    kajaanna napisała:

    > Natomiast buty Baty były szalenie drogie i widać było, że nie są to zwykłe trze
    > wiki ze straganu.
    > Oczywiście, zdarzają się bezdomni, którym zbywają dwa samochody, ale albo pisze
    > się o niedoli dziewczyny, której nie stać na czynsz albo pozwalamy jej kupować
    > buty od Manolo Blahnika.
    Buty Baty wtedy były nawet nie na poziomie Ryłki (chodzi o stosunek cen do siebie) tylko na poziomie CCC. Pisałam już o tym wcześniej, że takie założenie było Baty, żeby produkować tanie i dobrej jakości buty masowo.
  • tt-tka 31.01.18, 14:40
    chatgris01 napisał(a):
    > W Poznaniu mieszka od roku. Kalamburka str.276-277:
    > Wojtczakowa juz by nie mogla teraz robic takich awantur o zaplate, jak robil
    > a przed rokiem, kiedy Gizela zjechala do Poznania.



    A czemu Wojtczakowa teraz nie moglaby ? Awantury o zaplate mozna bylo robic zawsze.
    Natomiast swiezo po zjechaniu, gdy lokatorka niewyplacalna, to sie ja po prostu wyrzucalo.
    Wojtczakowa takie dobre serce miala czy jest jakies wyjasnienie ?

    I tak, gdyby Gizela odnajmowala kat u Makowskich, byloby to duzo sensowniejsze i prawdopodobne.
  • marutax 31.01.18, 15:04
    Wyjaśnienie jest takie, że na pokoje Wojtczakowej nie ma chętnych (na piętrze ma puste), a z czynszem zalegają też Makowscy. Ale - jak pisałam wcześniej - sytuacja Makowskich jest inna i Wojtczakowa ma prawo wierzyć, że pieniądze od nich odzyska. Przy książkowych zarobkach Gizeli nie ma mowy o oddaniu 20 zł (plus czynsz bieżący), dlatego dziwi mnie ugodowość właścicielki.
  • apersona 31.01.18, 19:58
    ale to była tygodniówka, tak się płaciło robotnikom
  • tt-tka 31.01.18, 20:06
    Placilo sie dniowki, tygodniowki, miesiecznie, na akord, roznie. Robotnikom fabrycznym, owszem, tygodniowo. A w uslugach niekoniecznie. Gizela, z tekstu wynika, pobierala miesieczna place w tej zawrotnej wysokosci.
  • kajaanna 31.01.18, 12:23
    Kilkanaście złotych zarabiano w tydzień, a nie miesięcznie:
    wynagrodzenia.pl/artykul/ile-zarabiali-nasi-dziadkowie-przed-wojna
  • guineapigs 31.01.18, 20:24
    Czyli Gizela mogla zarobic ok. 45 - 50 zl/mies, a nawet ponad 50 zl. Skad MM wziela to 'osiemnascie'?
    Sprawdzilam na OLX: dzis pokoj w Poznaniu za mniej niz 500 zl - to chyba u przyjaciol. Czyli dzis Gizela musialaby zarabiac 2500 zl - wiecej niz nauczyciel czy pielegniarka, ale mniej niz sprzataczka...
    Nie twierdze, ze 2500 to luksus, ale nie przesadzajmy - normalna pensja, i nikt tyle zarabiajac nie chodzi w starym paletku i jednych butach (jesli oczywiscie nie ma za to dziecka na utrzymaniu i kredytu, a Gizela nie miala).
    Dziwne te relacje cenowe. Moze i MM kiksnela sie w cenach wynajmu AD 1939?
    Jako dodatkowe zrodlo linkuje to:
    www.newsweek.pl/biznes/wiadomosci-biznesowe/panie-marszalku--jak-zyc--ceny-i-zarobki-w-ii-rp,104856,1,1.html

    Zwracam uwage na zdanie: 'Przedwojenna przyuczona do zawodu robotnica zarabiała niecałe 50 złotych' - zatem oba materialy sa zgodne co do tych piecdziesieciu zlotych Gizeli. Miesiecznie.
    No chyba ze to nie byla zadna 'moda francuska' a 'walonki z Witebska'.
    Nie mam jak juz, niestety, dopytac, ale moja Babcia opowiadala mi, ze przed wojna dostala od rodzicow lakierki, a te kosztowaly tyle, co krowa. Babcia utopila te lakierki w blocie, a rodzicow taki oczywisty w..ku...rw wzial, ze zlali jej sempiterne porzadnie. I sie nie dziwie - kto na bloto 'ubiera' tak drogie obuwie?
    Dzis cena krowy to przynajmniej 3 tys zl - toz moja babcia jako dzierlatka miala na nogach niemal Manolo Blahnika (czy jak tam sie to pisze, nie wiem, nie stac mie nawet na marzenia o tym). Jakbym takie buty w blocie utopila to bym nie czekala na reakcje rodzicow - sama bym sie powiesila.
    Byc moze tajemnica tkwi wlasnie w cenach ubran, butow itp.?

    Powaznie mysle o wyslaniu tego watku na 'historycy.org'. Bardzo ciekawy. Ale jednak wole, by to pi.asia podjela taka decyzje - to JEJ watek.
  • pi.asia 31.01.18, 21:56
    guineapigs napisała:

    > Powaznie mysle o wyslaniu tego watku na 'historycy.org'. Bardzo ciekawy. Ale je
    > dnak wole, by to pi.asia podjela taka decyzje - to JEJ watek.

    Powinnaś mi skopać tyłek, bo Twój pierwszy wpis odebrałam jakoś tak: ja pitolę, pi.asia, już nie masz się czego czepiać, weź to wyślij na inne forum, tam też roztrząsają takie pierdoły ;)

    Kluczowy był zwrot "ja pitolę" jak również fakt, że Twój wpis czytałam o 5 rano.

    Jeśli uważasz, że ten wątek może pasować na wskazaną stronę - to go wysyłaj :)

    A tak w ogóle to pisząc ten wątek byłam przekonana, że problem utrzymania Gizeli był już omawiany pierdyliard razy ;)


  • tt-tka 31.01.18, 22:02
    No wlasnie nie byl :(
    Pamietam jedna czy dwie wzmianki, ale to w dlugich watkach zbieranych (typu wpadki), oddzielnie jak dotad nie. Chyba ze w prehistorii i nie dokopalam sie.
    Nie tak dawno ktosia pytala, w jakim stopniu kalamburke mozna traktowac jako material zrodlowy co do realiow zycia przed-, wojennego i tuz powojennego. Raczej odradzam.
  • pavvka 02.02.18, 23:03
    guineapigs napisała:

    > No chyba ze to nie byla zadna 'moda francuska' a 'walonki z Witebska'.
    > Nie mam jak juz, niestety, dopytac, ale moja Babcia opowiadala mi, ze przed woj
    > na dostala od rodzicow lakierki, a te kosztowaly tyle, co krowa. Babcia utopila
    > te lakierki w blocie, a rodzicow taki oczywisty w..ku...rw wzial, ze zlali jej
    > sempiterne porzadnie. I sie nie dziwie - kto na bloto 'ubiera' tak drogie obuw
    > ie?
    > Dzis cena krowy to przynajmniej 3 tys zl - toz moja babcia jako dzierlatka mial
    > a na nogach niemal Manolo Blahnika (czy jak tam sie to pisze, nie wiem, nie sta
    > c mie nawet na marzenia o tym).

    Ale nie można tak porównywać. Relacje cenowe były wtedy kompletnie inne niż dziś. W szczególności żywność (i zapewne w związku z tym inwentarz żywy też) była duuużo tańsza w stosunku do wyrobów przemysłowych, w tym ubrań. Dlatego też ubrania i buty nosiło się przez wiele lat, a jak się popsuły, to się łatało, nosiło do szewca itp. Ciuchy na jeden sezon to już zjawisko zupełnie współczesne.
    --
    Although it is not true that all conservatives are stupid people, it is true that most stupid people are conservative. - John Stuart Mill
  • verdana 31.01.18, 20:25
    Pensja miesięczna 18 zł po kryzysie (czyli po 1935) - niemożliwe. Tygodniówka jak najbardziej. Dlaczego w takim wypadku dziewczyna nie wynajmuje pokoju z koleżanka, kompletnie niezrozumiałe. Za to 10 zł miesięcznie za pokój wydaje sie śmiesznie tanio. Codzienna gazeta kosztowała mniej-więcej 20 groszy. Czyli, porównując ceny, gdy dziś gazeta kosztuje powiedzmy 2 zł, pokój byłby za 100 zł. W Poznaniu, a nie pod Poznaniem. Za 10 zł można było mieć sublokatorskie łóżko. Płaszcz na pewno nie kosztował 15 zł, tylko znacznie więcej.
  • tt-tka 31.01.18, 20:54
    Te rachunki Gizeli to chyba przed 35 rokiem - Zuzanna dopiero jest w ciazy. Kryzys jeszcze trwa.
    Pokoj - bo ja wiem ? Samodzielny (tzn sublokatorski, ale pojedynczy), choc malenki w Warszawie w 1938 mozna bylo znalezc za 30 zl i standard nieporownywalny - centralne, lazienka w mieszkaniu (choc platna oddzielnie), ladnie i funkcjonalnie umeblowany, w srodmiesciu...
    Ceny odziezy byly bardzo rozne, inne w sklepach, inne na Kiercelaku, jeszcze inne w tzw "koszach" (handel nareczny, czesto kradzionym, wiec tanszym towarem)
    Najbardziej zgrzyta ta placa Gizeli. Miesieczna w moim odbiorze i w intencji MM.
  • marutax 31.01.18, 21:22
    Przy założeniu, że MM się pomyliła i chodziło o tydzień, nie miesiąc (zarówno w przypadku pensji jak i czynszu) wygląda to bardziej realnie. Samodzielny pokój za ok. 40-45 zł miesięcznie - prawdopodobne, podobnie jak przekonanie Gizeli, że to za wysoka cena. Na życie zostawałoby jej 8 zł tygodniowo, co mogło wystarczyć na skromną, oszczędną egzystencję, gdzie Gizela nie głoduje, ale większe wydatki wiążą się z koniecznością zadłużenia. I wtedy oczywiście nie byłaby winna Wojtczakowej za dwa miesiące, ale dwa tygodnie, co też tłumaczyłoby, dlaczego gospodyni jej nie wyrzuciła.
  • ciotka_scholastyka 02.02.18, 09:53
    marutax napisała:

    > I wtedy oczywiście nie byłaby winn
    > a Wojtczakowej za dwa miesiące, ale dwa tygodnie, co też tłumaczyłoby, dlaczego
    > gospodyni jej nie wyrzuciła.

    Prawie dobrze. "z komornym zalegała już dwa miesiące."
  • marutax 02.02.18, 18:40
    ciotka_scholastyka napisała:

    > Prawie dobrze. "z komornym zalegała już dwa miesiące."

    Chodziło mi o zamianę miesięcy na tygodnie także w tym przypadku. Gdyby Gizela zarabiała tygodniowo te 18 zł to 20 zł dług byłby realny do spłacenia, ponieważ te 8 zł (po odjęciu czynszu) musiałoby jej starczyć na jedzenie na tydzień. Mogłaby tygodniowo zaoszczędzić 1-2 zł i spłacić Wojtczakową. W przypadku 8 zł (!) na miesiąc o żadnych oszczędnościach nie ma mowy, więc pozornie ten sam dług staje się niemożliwy do spłacenia.
  • guineapigs 02.02.18, 19:15
    Moze nie sledzilam watku zbyt uwaznie, ale wydaje sie mie, ze jakos juz tu ustalone zostalo, ze Gizela nie mogla zarabiac 18 zl/mies tylko raczej na tydzien - a to akurat bylaby wysoka tygodniowka jak na kobiete. W tekscie zrodlowy jest tez (co zostalo zacytowane), ze 10 zl za lokal placila miesiecznie - co chyba znowu wydaje sie zbyt malo jak na samodzielny pokoj. No bo przy realnych owczesnych zarobkach ok. 50 zl/mies (w przypadku kobiet) oplata 10 zl za samodzielne lokum (bez kolezanek do spolki i nie 'lozko na zmiane') nie jest jakims przerazajacym wydatkiem, bym powiedziala, ze w naszych, dzisiejszych realiach absolutnie normalnym a nawet niezla okazja (pokoj sublokatorski, czyli u kogos, w Wawie to wydatek 1000 zl lekka reka, w zasadzie raczej trudniej znalezc cos tanszego niz drozszego, w Poznaniu - jak sprawdzalam - mozna trafic na niby polowe taniej, ale nie jest to hop-siup i raczej trzeba sie szykowac na osiemset, nie na pincset).
    Absolutnie nie chce tak od razu torpedowac kamieniami Pani MM, ale jakos wydaje mie sie, ze znow cos pokrecila. Chcialabym sie mylic, bo nienawidze kogos krytykowac i wytykac bledy elementarne dla akcji, ale te relacje zarobkowo-cenowe mie sie tu nie kleja - wg. stanu mej obecnej wiedzy. Wiedzy, ktora moze nie byc prawidlowa - ze tak to ujme. Nie jest to zbyt logiczne, zdaje sobie z tego sprawe, ale rozumiecie, o co mie sie rozchodzi.
  • iwoniaw 02.02.18, 19:32
    Moim zdaniem jest to klasyczny przykład spapranej redakcji. To redaktor powinien wyłapywać i sprawdzać takie rzeczy.


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • tt-tka 02.02.18, 19:52
    Redaktor byc moze nawet wylapal, kalamburke redagowala jeszcze Danuta S. I inne kiksy, chocby te Stefanie wyzwolona z obozu w zachodniej Europie, a obecna w Poznaniu w lutym 45, jeszcze w czasie wojny. Ale jak altorka wszystko wie najlepiej i w wyobrazni jej sie miesci, a wydawca popiera chodliwe nazwisko, a nie dobra redakcje, to o czym tu mowic...
  • gat45 02.02.18, 22:40
    tt-tka napisała:

    > Redaktor byc moze nawet wylapal, k[...]

    Czyli co - według Ciebie redaktorka "Kalamburki" wyłapała kiksy, a pani MM świadomie i dobrowolnie zażądała podtrzymania swojej pierwotnej wersji ? Kulawą Stefanię cudem przywróciła na ojczyzny łono ponad dwoma szalejącymi frontami i z zakrzywieniem czasoprzestrzennym, niespójność Gizelinych dochodów z Gizelinymi wydatkami kazała zachować "bo tak i już"?
    W mojej wyobraźni to się jednak nie mieści...


  • tt-tka 02.02.18, 22:52
    gat45 napisała:


    > Czyli co - według Ciebie redaktorka "Kalamburki" wyłapała kiksy, a pani MM świa
    > domie i dobrowolnie zażądała podtrzymania swojej pierwotnej wersji ? Kulawą Ste
    > fanię cudem przywróciła na ojczyzny łono ponad dwoma szalejącymi frontami i z z
    > akrzywieniem czasoprzestrzennym,

    Owszem. Stefanie musieli wyzwalac Amerykanie, nie Armia Czerwona. A jak Stefania wrocila, to juz sie w wyobrazni miesci, jej.
    Zreszta przez cale LATA nikt na to nie zwrocil uwagi, nawet tu na forum. Dopiero Ty przed rokiem.

    niespójność Gizelinych dochodów z Gizelinymi w
    > ydatkami kazała zachować "bo tak i już"?

    Bo "zeby bylo bardziej dramatycznie".


    > W mojej wyobraźni to się jednak nie mieści...

    A w mojej - biorac pod uwage stosunek MM do wlasnej tworczosci i do czytelnikow - miesci sie.
  • guineapigs 02.02.18, 20:01
    Spaprana redakcja = spaprana akcja. A co do kwestii redakcji - to wydaje mie sie, ze od dluzszego czasu redakcja ksiazek Cyklu polega tylko na wylapywaniu bledow ortograficznych i stylistycznych, bo reszte 'wyobraznia pomiesci'.
    W zasadzie podoba mie sie ten pomysl na Obyczajowy Licentia Poetica - w sensie: 'nie wazne, ile ma lat, nie wazne, ile ma metrow pokoj, nie wazne nic'. Mialoby to swoj urok, gdybysmy mowili o zupelnie roznych postaciach - tylko polaczaonych imieniem i nazwiskiem - np. 'Gizela Kalemba wczoraj i dzis' - i porownianie dwoch losow: Gizeli Kalemby, szwaczki, w 1935 i i innej GK w 1950 roku ale - TO JEST SAGA, wiec tak sie nie da. To znaczy: da sie i niby MM to zrobila, ale to sa rozne Gizele.
    Ja pierdziele, nie wiem, jak to napisac by wyszlo, o czym mysle.
  • tt-tka 02.02.18, 20:35
    Nie szkodzi, my wiemy, o czym piszesz :)
    Tak, to sa rozne postacie. Jak Pulpa leniwa sybarytka i Pulpa robocop.
    I nie mowie, ze takie przemiany sa niemozliwe. Ale nie dano nam NIC, co by wyjasnilo te i takie postacie. Zatem niedoroba, a nie rozwoj/transformacja.
  • ciotka_scholastyka 02.02.18, 22:38
    guineapigs napisała:

    > W tekscie zrodlowy jest
    > tez (co zostalo zacytowane), ze 10 zl za lokal placila miesiecznie - co chyba z
    > nowu wydaje sie zbyt malo jak na samodzielny pokoj.

    Dzisiaj oglądałam wspomniane tu przez kogoś "Strachy". Teresa chce wynająć pokój na spółkę z koleżanką, gospodyni liczy im po 45 zł od łebka. Dziewczyn na taki wydatek nie stać, i muszą sobie dobrać trzecią lokatorkę, wówczas każda z nich płaci 30 zł.
  • tt-tka 02.02.18, 22:46
    ciotka_scholastyka napisała:

    > Dzisiaj oglądałam wspomniane tu przez kogoś "Strachy". Teresa chce wynająć pokó
    > j na spółkę z koleżanką, gospodyni liczy im po 45 zł od łebka. Dziewczyn na tak
    > i wydatek nie stać, i muszą sobie dobrać trzecią lokatorkę, wówczas każda z nic
    > h płaci 30 zł.

    Filmu nie pamietam, pamietam ksiazke. One tam we cztery mieszkaly, poczatkowo, potem doszly jeszcze dwie.
  • ciotka_scholastyka 02.02.18, 22:34
    marutax napisała:


    > Chodziło mi o zamianę miesięcy na tygodnie także w tym przypadku.

    Jeśli w książce stoi, że zalegała z komornym za dwa miesiące, to nie zalegała za dwa tygodnie, jak tam wyżej się zastanawiasz. Najwyzej za osiem. Tygodni :)
  • marutax 06.02.18, 13:28
    ciotka_scholastyka napisała:

    > marutax napisała:
    >
    >
    > > Chodziło mi o zamianę miesięcy na tygodnie także w tym przypadku.
    >
    > Jeśli w książce stoi, że zalegała z komornym za dwa miesiące, to nie zalegała z
    > a dwa tygodnie, jak tam wyżej się zastanawiasz. Najwyzej za osiem. Tygodni :)

    Nie. Chodzi mi o to, że zamieniam wszędzie miesiące na tygodnie, czyli miesiące uznaję wszędzie za błąd. Czyli po poprawce wyglądałoby to tak - Gizela zarabia 18 zł na tydzień, nie miesiąc. Płaci 10 zł komornego za tydzień, nie miesiąc. I jest winna Wojtczakowej za dwa tygodnie, a nie dwa miesiące.
  • chatgris01 31.01.18, 20:43
    Tu jest troche o cenach i zarobkach w tamtych czasach.
    Ha, slusznie mi nie pasowalo, ze Makowscy tacy biedni, mialam zakodowane, ze przedwojenni nauczyciele zarabiali dobrze, o wiele wiecej od robotnikow:
    www.newsweek.pl/biznes/wiadomosci-biznesowe/panie-marszalku--jak-zyc--ceny-i-zarobki-w-ii-rp,104856,1,1.html
  • iwoniaw 31.01.18, 20:52
    Znalazłam jeszcze takie coś:
    Z kolei popularna marka Bata proponowała buty w różnym przedziale cenowym: czółenka na wysokim obcasie - 8,90 zł, pantofelki odpowiednie do noszenia w domu - jak reklamowano - 'przy kuchni i poza domem' - 7,90 zł, lakierowane czółenka na niskim obcasie - 19,90 zł

    metrowarszawa.gazeta.pl/metrowarszawa/56,141636,20892367,ile-przed-wojna-kosztowal-chleb-samochod-i-bilet-do-kina.html



    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • pi.asia 31.01.18, 22:08
    iwoniaw napisała:

    > Znalazłam jeszcze takie coś:
    > Z kolei popularna marka Bata proponowała buty w różnym przedziale cenowym: c
    > zółenka na wysokim obcasie - 8,90 zł, pantofelki odpowiednie do noszenia w domu
    > - jak reklamowano - 'przy kuchni i poza domem' - 7,90 zł, lakierowane czółenka
    > na niskim obcasie - 19,90 zł

    >
    > metrowarszawa.gazeta.pl/metrowarszawa/56,141636,20892367,ile-przed-wojna-kosztowal-chleb-samochod-i-bilet-do-kina.html
    >

    Korzystałam z tej samej strony :)
  • tt-tka 31.01.18, 21:00
    chatgris01 napisał(a):

    > Tu jest troche o cenach i zarobkach w tamtych czasach.
    > Ha, slusznie mi nie pasowalo, ze Makowscy tacy biedni, mialam zakodowane, ze pr
    > zedwojenni nauczyciele zarabiali dobrze, o wiele wiecej od robotnikow:
    > www.newsweek.pl/biznes/wiadomosci-biznesowe/panie-marszalku--jak-zyc--ceny-i-zarobki-w-ii-rp,104856,1,1.html

    A Zuzanna pracuje ? Cos mi sie ochapia, ze byla zredukowana... Nauczyciel zarabial, poki pracowal.
    Gdy Broniewska, nauczycielke z zawodu z uprawnieniami wyrzucono ze szkolnictwa z wilczym biletem, to zrobilo sie bardzo cienko. Dopiero stala posada w Plomyku (Plomyczku?) troche pozniej pozwolila finansom wyjsc na prosta.
    Co robil Wladyslaw i za ile, zabijcie, nie wiem. Oswieci mnie ktos ?
  • tt-tka 31.01.18, 21:09
    O, sie mi przypomnialo - u Rolleczek, w dalszym ciagu "Drewnianego rozanca" do zakladu dla sierot prowadzonego przez zakonnice przychodza dwie bezrobotne nauczycielki z prosba o mieszkanie na wspolnej sali i jedzenie z kotla w zamian za prace w szwalni. Odmowiono im, z braku miejsc.
    U Gojawiczynskiej nauczycielka, corka szewca zostaje zredukowana i prace (urzedniczki) dostaje dopiero wtedy, gdy owdowiala Kwiryna otwiera te swoja fabryczke czy przetwornie. Wczesniej z cala rodzina klepia biede i zalegaja z czynszem.
  • marutax 31.01.18, 21:10
    tt-tka napisała:

    > Co robil Wladyslaw i za ile, zabijcie, nie wiem. Oswieci mnie ktos ?

    Pisał w gazecie kronikę kulturalną.
  • chatgris01 31.01.18, 21:14
    A nie, odszczekuje, bylam pewna, ze Wladyslaw rowniez byl nauczycielem, ale sprawdzilam w tekscie zrodlowym i nauczycielka byla tylko Zuzanna. Wladyslaw chodzil do pracy-pisal w gazecie kronike kulturalna.

    Zuzanna wtedy nie pracowala.
  • tt-tka 31.01.18, 21:23
    Dzieki.
    No, to wiele nie zarobil... zwlaszcza jesli to byla gola wierszowka. Zalezy jeszcze oczywiscie, jaka gazeta, czy placili terminowo...
    Niemniej w tym ukladzie bieda u Makowskich jest prawdopodobna, taka, jaka nam przedstawiono. I nie zebym sie chciala czepiac, ale Wladyslaw tylko te kronike ? Nie probowal pisac czego innego, chocby do kryminalnego pismidla pod pseudonimem, jesli juz na ambitne teksty nie bylo popytu ?
    Natomiast zarobki Gizeli sa z... wziete. A jej plan ekonomiczny (splace, ale tylko jeden miesiac, wegla kupie, za co ? za te osiem zlotych, ktore zostawaly na wyzywienie, mydlo, szewca itp?) jeszcze bardziej stamtad wziety.
  • marutax 31.01.18, 21:31
    Władysław próbował łapać jakieś fuchy - worek węgla, który przywiózł przed Sylwestrem, był wygraną za reklamowy wierszyk w gazecie. Tzn. podejrzewam, że został kupiony za wygraną forsę, ale może nagrody były rzeczowe?
  • tt-tka 31.01.18, 21:53
    A, to przepraszam pana Wladyslawa. Skoro probowal, a czasem nawet zlapal :) - czasy byly ciezkie, ale operatywnosc wykazywal.
    No i czy czegos takiego nie mozna bylo dziecku opowiedziec ? "Zima byla, z pieniedzmi krucho, a twoj tata wtedy ten wegiel " i tam dalej. Czy dziecku sie takie wspominki nie naleza ? Ubyloby komus od tego ?
  • tt-tka 31.01.18, 21:55
    PS az dziwne, ze reklamowego tekstu nie napisala Zuzanna. Najlepiej o proszku do pieczenia, zeby juz bylo calkiem zielonowzgorzasto. Tak, wiem, czepiam sie.
  • pi.asia 31.01.18, 22:07
    marutax napisała:

    > Władysław próbował łapać jakieś fuchy - worek węgla, który przywiózł przed Sylw
    > estrem, był wygraną za reklamowy wierszyk w gazecie. Tzn. podejrzewam, że zosta
    > ł kupiony za wygraną forsę, ale może nagrody były rzeczowe?

    Melchior Wańkowicz w "Zielu na kraterze" opisuje, jak za wierszyk reklamujący wytwórnię kołder z wielbłądziej wełny dostał dwie piękne, błękitne, dziecięce kołderki. Wierszyk brzmiał: "Rad jest z tego byle szołdra, gdy go zwykła kryje kołdra. Ale dżentelmen zażąda, by kołdra była z wielbłąda". Czyli często płacono w naturze.
    Z takimi wierszykami biegał po całej Warszawie, i w ten sposób zarabiał całkiem nieźle.
    A jego dwunastoletnia córka za reportaż z wyprawy na Mazury (chyba drukowany w odcinkach w gazecie) zainkasowała bodajże ponad 20 złotych.
    Tak więc Makowski prowadząc kronikę kulturalną i dorabiając wierszykami był w stanie utrzymać rodzinę.
  • tt-tka 31.01.18, 22:44
    Byl w stanie, pytanie, na jakim poziomie.
    Co Poznan, to nie Warszawa, mniej tej prasy wydawanej na miejscu bylo i mniejsze zapotrzebowanie na reklame.
    PS Jurandot wspominal, ze za wymyslenie czy za tworcze przetlumaczenie tytulu do filmu mozna bylo zainkasowac, nie pamietam, 25 czy 50 zl. No ale ile tych filmow rocznie pojawialo sie ? I chetnych do wymyslania bylo sporo...
  • jentyk_trawiasty 23.10.18, 23:11
    Wyciągam stary wątek, bo czytam różne teksty o międzywojniu i Gizela drepcze mi po głowie. Toteż dorzucę swoje, nomen omen, trzy grosze.
    W 1933 r. próg nędzy wyznaczały zarobki poniżej 13 zł tygodniowo. Dzienna stawka żywnościowa więźniów Berezy Kartuskiej wynosiła 50 gr na osobę, wyżywienie składało się z kartofli, żuru, czarnego chleba. Na pewno żadnego mięsa, nabiału, cukru i można sobie wyobrazić, jakie porcje.
    Gizela i bez płacenia czynszu nie mogłaby sobie pozwolić nawet na taką dietę, skoro za 18 zł na miesiąc musiała kupić choć trochę opału za więcej niż 3 zł, nie mówiąc o takich fanaberiach, jak kawałek mydła.
    Byli ludzie, którzy mieli takie dochody - choćby rzemieślnicy i sklepikarze w okresie beznadziejnego braku koniunktury (z reportażu Konrada Wrzosa: krawiec z Zawiercia w styczniu 1928 zarobił 800 zł, w styczniu 1933, po tym jak padła większość fabryk w mieście, 4 (!) zł i za to by się wyżyć nie dało), a poniżej tego progu nędzy była 1/3 rodzin robotników. Ale oni żyli inaczej - po kilkanaście osób w jednej izbie (duża bolączka tamtych czasów), przejadali oszczędności, jeśli jakieś mieli, wyprzedawali meble, pościel, ubrania, jedli trzy razy dziennie kartofle, szukali możliwości zdobycia zasiłku...
  • jentyk_trawiasty 23.10.18, 23:34
    I jeszcze tak mi przyszło do głowy - konkrety, takie jak dokładne sumy, dobrze robią tekstowi, ale można się bez nich obejść. Jak w "Romansie Teresy Hennert", narzekania na braki finansowe jest sporo, ale nie pamiętam, żeby padły tam jakiekolwiek konkretne kwoty. Niemniej i bez tego wiemy, kto tam żyje dostatnio, kto ponad stan, kto ściubi i skrobie, żeby związać koniec z końcem. Nie mówi się, ile zarabia pułkownik, ale wiadomo, że w budżecie Omskiego - czyścioszka poważną pozycję stanowią rękawiczki, co go przy okazji zgrabnie charakteryzuje. Wiemy, że majorostwo Bielscy wyprzedają meble - nie wiadomo, za ile poszedł fortepian, ale, o ile pamiętam, major od razu przepił z kolegami połowę. Tak więc można by ponarzekać, że bieda, nędzna pensja, w zimie ciężko, bo węgiel kosztuje, że czynsz za duży, że wędlinę można tylko od dużego święta kupić, bo za drogo wychodzi - ale nie podawać tych nieszczęsnych 18 zł, 10 zł, 80 gr, które nie pasują do realiów, że tak powiem, zewnętrznych ani do siebie nawzajem. Za to buty od Baty wydają mi się takim szczegółem, który właśnie dobrze pasuje i dodaje smaku.
  • jakgdyby.nigdynic 25.10.18, 19:36
    jentyk_trawiasty napisał(a):

    Za to but
    > y od Baty wydają mi się takim szczegółem, który właśnie dobrze pasuje i dodaje
    > smaku.

    To jest chyba w ogóle utrapienie późnego musiwersum. Zbyt wiele szczegółów tam, gdzie nie są one potrzebne (a zakrawają wręcz na kiepski product placement), a zbyt mało tam, gdzie mogłyby się przydać i sprytnie scharakteryzować bohaterkę albo bohatera.
  • zuzudanslemetro 12.11.18, 20:06
    Butów od Baty bym się nie czepiała. Bardzo trafne spostrzeżenie, bo Bata była pierwszą firmą, której ideą było robienie butów dobrej jakości, aczkolwiek niedrogich. I Gizela na bank musiała chodzić w butach od Baty.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.