Dodaj do ulubionych

Wzor Moralnosci

06.03.18, 20:28
Otoz nie zgadywujcie, czy to o Ygnaca, czy Gabriele idzie - ow Wzor Moralnosci to Ja.
Wczoraj poszlam kupic pizze, wybralam jaka chce, domowilam dwa toppingi oraz puszke coli.Policzylam: pietnascie funtow. Jak przyszlo placic, to mi mowia: czternascie funtow.
I sie zaczelo...
Ja zaczelam udowadniac, ze mam do zaplacenia pietnascie a nie czternascie - kasjer az musial uzyc kalkulatora, by mie racje przyznac...
Pozwole sobie zauwazyc, iz wiele osob by bylo zadowolonych, ze na pomylce kasjera zaoszczedza funta.
Ja do takich nie naleze, jam nie taka.
Ale mam taka zagwozdke: czy ten funt oznacza, ze zawsze zrobie to samo? A jak pomylka bedzie rzedu sto funtow, albo wrecz tysiaca - to czy ja nadal bede taka lelija?
Na razie dumna z siebie jestem jak diabli. Ale nie wiem, ze czy jak w tak malych sprawach sie sprawdzilam, to i nad wielkimi tez sie sprawdze?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Wzor Moralnosci 06.03.18, 21:34
      Nie wiem. Ja wielokrotnie zwracałam w takim wypadku uwagę i to bez świadomości, ze robię coś moralnego. Raczej to z dziedziny elementarnej uczciwości:) Na 100% nie wzięłabym ani 100 funtów, ani tysiąca (w obecnej sytuacji, jakbym głodowała, to inna sprawa) nie z powodu uczciwości, ale dlatego, że nie miałabym cienia przyjemności z tych pieniędzy, a jedynie paskudne wyrzuty sumienia. Nie warto.
    • mamuka_z_boru Re: Wzor Moralnosci 06.03.18, 21:49
      Zdarzyło mi się kilkakrotnie zwrócić uwagę sprzedającemu, że się pomylił przy wydawaniu reszty na swoją niekorzyść, albo mi czegoś nie nabił. Raz też wróciłam na targ, żeby dopłacić za zakupy, bo dopiero w domu zorientowałam się, że coś za mało zapłaciłam i wyliczyłam, że mi babka policzyła za 3 a nie za 4 sztuki. Dla mnie to - jak dla Verdany - kwestia spokoju sumienia. Jedyne co mnie zawsze w takich sytuacjach smuci, to zdziwienie i niedowierzanie sprzedających. Bo to oznacza, że z takim podejściem spotykają się ekstremalnie rzadko. A przecież powszechnie uważamy się za przyzwoitych ludzi, a w naszym kręgu kulturowym uchodzi za jedną z cnót najwyższych. A mimo to dziwi i zaskakuje.
      • verdana Re: Wzor Moralnosci 06.03.18, 22:13
        Z drugiej stronie w mojej najbliższej rodzinie pięcio czy sześciokrotnie zguilismy portfel z dokumentami, a w jednym wypadku z pieniędzmi na całe wakacje.
        Wszystkie portfele wróciły nietknięte, a w wypadku mojego portfela znalazca wyszukał mnie w internecie, znalazł moje miejsce pracy, odszukał wydział, na którym pracuję, zostawił swój numer - sekretarka do mnie zadzwoniła i podała jego telefon. Napracował się, aby zwrócić mi pieniądze.
        Więc moze jednak z uczciwością lepiej, niz sie przypuszcza
        • mamuka_z_boru Re: Wzor Moralnosci 06.03.18, 22:20
          verdana napisała:

          > Z drugiej stronie w mojej najbliższej rodzinie pięcio czy sześciokrotnie zguili
          > smy portfel z dokumentami, a w jednym wypadku z pieniędzmi na całe wakacje.
          > Wszystkie portfele wróciły nietknięte, a w wypadku mojego portfela znalazca wys
          > zukał mnie w internecie, znalazł moje miejsce pracy, odszukał wydział, na który
          > m pracuję, zostawił swój numer - sekretarka do mnie zadzwoniła i podała jego te
          > lefon. Napracował się, aby zwrócić mi pieniądze.
          > Więc moze jednak z uczciwością lepiej, niz sie przypuszcza

          Tak myślę, ale to tylko domysł, że może wynika to z trochę innego podejścia do sytuacji prywatnych a zawodowych. Bo przywłaszczając sobie czyjś portfel popełniamy ewidentną kradzież, czyli coś jednak niewyobrażalnego dla zwykłych "porządnych ludzi". A przy zakupach - no cóż, "to sprzedający ma uważać", "takie jest ryzyko w handlu", "raz mi za mało wydadzą, raz za dużo, zdarza się" - jakoś się to relatywizuje. To tak jak z np. kserowaniem prywatnych materiałów - mało komu przyszłoby do głowy skorzystać z tuszu i papieru w domu znajomych bez ich wiedzy (np. przy okazji opiekowania się mieszkaniem w czasie wakacji), ale już kserowanie swoich rzeczy w pracy (czyli okradanie pracodawcy z tuszu i papieru) jest powszechnie praktykowane.
        • kooreczka Re: Wzor Moralnosci 06.03.18, 22:28
          Moje portfele gubione na studiach wracały prosto do dziekanatu. Te zostawione w autobusach podjeżdżały pod dom. Jeden przywiozła policja z informacją, że dostarczyła go grupa przejętych przedszkolaków- mała znalazczyni wymusiła przerwanie zabawy w parku celem oddania zguby w ręce właściwych organów, "bo bez dokumentów nikt nikomu nie uwierzy, że to on" :D Ciepło mi na sercu jak o tym myślę.
          • mamuka_z_boru Re: Wzor Moralnosci 06.03.18, 22:46
            kooreczka napisał:

            > mała znalazczyni wymusiła przerwanie zabawy w parku celem oddania zguby w ręce właściwych organów, "bo bez dokumentów nikt nikomu nie uwierzy, że to on"

            Śliczne :). I wzruszające.
    • ciotka_scholastyka Re: Wzor Moralnosci 07.03.18, 08:35
      Usiłowano mi kiedyś dać łapówkę. W kopercie. O tyle zabawne, że sytuacja zupełnie tego nie wymagała, te osoby były mocno nadgorliwe :D Nie wiem, ile tego było, ale rzut oka na zachęcająco rozchyloną kopertę skłonił mnie później do zadania sobie bolesnego pytania: dlaczego ty musisz być tak beznadziejnie uczciwa?...
    • fornita111 Re: Wzor Moralnosci 07.03.18, 08:44
      Raz na woodstocku zostawilam na ziemi, bez nadzoru, plecak ze wszystkimi rzeczami. I pobieglam pod scene- taki zew, bo akurat grali cos fajnego. Jak wrocilam, plecaka nie bylo. Znalazl sie nastepnego dnia, w biurze rzeczy znalezionych. Z cennych rzeczy mialam tam perfumy, powerbank i trzysta zlotych w portfelu- nic nie zginelo. Uwielbiam takie historie. Niby uczciwosc powinna byc czyms normalnym, a nie godnym pochwaly i piania z zachwytu...ale nie jest ;)
    • gat45 Re: Wzor Moralnosci 07.03.18, 09:02
      Było to w czasach, kiedy praktykowałam bardzo ostre oszczędności - bo tyle miałam. Całe zaopatrzenie domowe odbywało się w ściśle wyznaczonych sklepach o rozsądnych cenach i na targu. Któregoś wieczoru, oczekując gości na proszony obiad zdałam sobie sprawę, że zapomniałam o słoiczku świeżej śmietany. Moje menu wymagało bezwzględnie tego składnika, więc zmuszona okolicznościami zbiegłam sześć pięter i wpadłam do położonego po sąsiedzku sklepiku z żywnością delikatesową, który znałam tylko z wystawy. Po raz pierwszy przekraczałam próg tego przybytku luksusu. Pani właścicielka konwersowała mile z elegancką klientką i zdawała się mnie nie zauważać. Po chwili, która mnie się wydała straaaasznie długa (coś zostawiłam na ogniu), pani wydała mi mój słoiczek (nie przerywając konwersacji z wytworną Klientką Właściwą), ja dałam jej banknot pięćdziesięciofrankowy, a ona wydała mi resztę - wciąż pochłonięta rozmową z kimś innym. W drodze do drzwi wkładałam tę resztę do portmonetki - i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że dama sklepowa oddała mi również moją pięćdziesiątkę - w swojej głowie wydawała mi chyba z setki. Wracam więc ja do kontuaru z pysznościami i z damą po każdej stronie i nieśmiało bąkam, że to chyba pomyłka (cały czas trzymając w jednym ręku to, co mi oddano, a w drugim portmonetkę) - a tu dama sklepowa jak na mnie nie wrzaśnie : że ja już prawie wyszłam i każdy tak może powiedzieć, że trzeba było mówić przy kasie, a nie wymyślać sobie jakieś niedopłaty po czasie... Stałam jak ta żona Lota, bo mnie zamurowało. Jak damie się dech skończył, a ja swój odzyskałam, uświadomiłam jej, że ja chciałam ODDAĆ, a nie domagać się więcej. I wiecie co? Kobita była tak zaperzona i chyba tak jej się zrobiło głupio przed koleżanką klientką, że się zaparła : ja jej dałam stówę, a ona mi wydała słusznie. No i co ja miałam zrobić ? Że ja jej stówy nie dałam, to jasne - wybiegając z domu wzięłam przedostatnią pięćdziesiątkę z pudełeczka, stówy to ja już dość dawno nie widziałam.
      Długo się zastanawiałam, co zrobić z tą "wygraną" pięćdziesiątką, bo w żadnym razie nie byłam w stanie wprowadzić jej do swojego budżetu. I to był problem, ale mniejszy niż 12 lat później, kiedy w mydełku w toalecie na Gare de Lyon coś mnie zadrapało - pogmerałam i wydłubałam regularny, wielki brylant. Najwyraźniej oczko się komuś przesunęło w stronę dłoni i wbiło w mydło przy ablucjach. Jak zidentyfikować właścicielkę bardzo cennego, szlachetnego kamienia (bez żadnej oprawki) na dworcu, przez który przewija się dziennie kilkadziesiąt tysięcy podróżnych? Miałam zagwozdkę. Ale dałam sobie radę i chyba w porządku, w każdym razie sumienie mnie nie gryzło. Brylant sprzedałam i jubilerowi kazałam wpłacić należność na konto Fundacji Rotszylda ze wskazaniem, że to na operację jakiegoś dziecka bez ubezpieczenia. I tak dzięki jakiejś zbyt intensywnie i nieostrożnie myjącej ręce na dworcu damie odzyskała wzrok dziesięcioletnia panienka z któregoś z afrykańskich krajów.
    • centrala123 Re: Wzor Moralnosci 07.03.18, 19:27
      Ja również zawsze zwracam resztę, jeśli wydano mi ją źle i na moją korzyść.

      Kiedyś w KFC kupiłam sobie małą kanapkę, która kosztowała 5 złotych, podałam dziewczynie dychę, a ona wydała mi 95 złotych. W pierwszej chwili je przyjęłam, bo pomyślałam, że może to jednak ja się pomyliłam, ale zaraz sprawdziłam i nie, moja stówka nadal siedziała w portfelu, a dychy nie było. Wracam do dziewczyny i mówię jej co zaszło, a ona, że nie, że ja jej dałam 10 złotych, a w ogóle ona już zamknęła kasę i nie ma jak sprawdzić. Nie dałam się spławić, zwróciłam jej 90 złotych i powiedziałam, że jeszcze mi za to będzie wdzięczna;) (domyślam się że szef nie byłby zadowolony z manka na prawie sto złotych).

      Innym razem dyskutowałam z dwoma kolegami na temat co byśmy zrobili, jeśli na naszym koncie pojawiłoby się nagle milion polskich złotych? Oni mówili, że oczywiście by je wydali, bo to nie ich wina, że ktoś się pomylił, ja, oburzona, obstawałam przy tym, że tak po prostu nie można postąpić. Raz, że mnie osobiście zjadłyby wyrzuty sumienia, dwa, że byłam przekonana, że za tego typu przywłaszczenie sobie cudzych pieniędzy muszą grozić jakieś poważne konsekwencje karne. Zadzwoniłam więc do mojego ówczesnego chłopaka, studenta prawa, z tym o to pytaniem: "Czy jeśli na moje konto wypłynęło z niewiadomych mi przyczyn milion złotych, to według prawa mogę je wydać, czy grozi mi za to więzienie?". A on mi na to: "Kupuj bilety na Karaiby, ja spakuję walizki!!!";) Do dziś nie znam właściwej odpowiedzi na moje pytanie.

      Święta jednak nie jestem. Dwa lata temu ukradłam nieświadomie bułki że spożywczaka. Spakowałam je do woreczka i powiesiłam na przedramieniu, idąc za koleżanką, która niosła nasz koszyk. Przy kasie zapłaciłyśmy za wszystkie zakupy (z koszyka), a ja wyszłam z tymi bułkami na ręce, które to bułki nota bene były przeznaczone dla współlokatorki mojej koleżanki. Własną kradzież odkryłam już w domu. Współlokatorka była zachwycona, bo jak powszechnie wiadomo, kradzione nie tuczy;) Nie wróciłam już jednak do tego sklepu dopłacić za bułki, nie tyle z nieuczciwości, co z lenistwa.

      Historia z diamentem w mydle niesamowita!! Szczerze przyznać muszę, że ja prawdopodobnie zachowałabym go na użytek własny, traktując jako dar od losu.
      • gat45 Re: Wzor Moralnosci 07.03.18, 19:59
        Historia z diamentem przypomniała mi epilog... Który jakoś wyparłam z pamięci.
        Fundacja Rotszylda skontaktowała się ze mną po operacji tego dziecka z informacją, że się powiodła i że zapłakani ze wzruszenia rodzice chcieliby podziękować ofiarodawczyni, która ten zabieg umożliwiła. Coś tam bąknęłam, że się zastanowię, ale moje ówczesne wątpliwości polegały głównie na tym, że wcale się ofiarodawczynią nie czułam, znalezione to nie zarobione. Przy tym telefonie była moja Mama, której się zwierzyłam ze swoich rozterek. A owa mądra i znająca życie niewiasta rzekła mi "niech cię, dziecko, ręka boska broni ! Jak ich poznasz, to do końca życia się nie wypłacisz na tę małą".
        Wtedy chyba nie za bardzo zrozumiałam Rodzicielkę, ale teraz, po latach, wiem, że miała rację. No, w 99 procentach. Żaden dobry uczynek nie może pozostać bez kary, więc dobre uczynki należy spełniać incognito. We własnym dobrze pojętym interesie. Mało która ofiara darczyńcy potrafi się zatrzymać na jednym darze :(

        W ogóle życie me było ogromnie bogate w znajdowanie. Zgubionych torebek lub/i portfeli nie liczę. Tylko raz nie mogłam zidentyfikować właściciela i odniosłam portmonetkę na komisariat. Za to jeden męski portfel (czy jak tam się zwie takie coś z dragonką, noszone na nadgarstku) zawierał zawrotną kwotę w żywej gotówce (orientacyjnie : 18 miesięcy moich ówczesnych zarobków brutto), plus kilka kart kredytowych i książeczek czekowych. Na bardzo znane nazwisko. Wizytówki były, ale i bez tego bym odnalazła właściciela bez trudu. Znaleźnego odmówiłam (eh, ta słowiańska duma), facet poprosił i wskazanie dobroczynnego celu, na który ma je przelać. Wskazałam. A nazajutrz w moim laboratorium zjawił się posłaniec niewielkiej postury, ledwie go było widać zza bukietu 60 róż :)
        Niestety to historia jednostronna, bo kiedy mnie coś ginęło, to na wieczne przepadnięcie :(

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka