Dodaj do ulubionych

O Janowie - niestety... :(

08.03.18, 07:17
Żeby nie było, że tak całkiem - całkiem OT: Flobrostwo "hodują" konie. Jest to opisane, pożal się Boże, jako coś miłego, niekłopotliwego i w sumie do wykonania "przy okazji" kręcenia lodów i sadzenia katalpy. No to i mamy takich co dokładnie tak widza hodowlę konia arabskiego... :(
www.kurierlubelski.pl/strefa-agro/wiadomosci/a/prezes-stadniny-koni-janow-podlaski-zostal-odwolany-kierowal-hodowla-od-czerwca-2016-roku,12988385/
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 09:48
      Flobrostwo raczej tryzmaja konie niz hoduja. O tym, by zajmowali sie ich rozrodem, jeszcze na szczescie nie slyszymy i obysmy nie uslyszeli. A temat i tak zahacza po polityke i zalecalabym ostroznosc.

      --
      "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
      • bupu Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 09:59
        dakota77 napisała:

        > Flobrostwo raczej tryzmaja konie niz hoduja. O tym, by zajmowali sie ich rozrod
        > em, jeszcze na szczescie nie slyszymy i obysmy nie uslyszeli. A temat i tak zah
        > acza po polityke i zalecalabym ostroznosc.
        >


        Autorka napisała, że Flobre mają HODOWLĘ. Hodowlę koni.

        O Janowie się nie wypowiem, gdyż w słowniku ludzi przyzwoitych nie ma słów dostatecznie obelżywych, by opisać co się tam wyprawia.
        --
        Wiedźma
        To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
        http://archiwumpanahyde.laa.pl/
      • panna.ze.dworku Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 10:54
        Określenie "HODOWLA", które w tekście pada jest, niestety, jednoznaczne. O kimś kto ma w domu jamniczka nie powiesz, że hoduje jamniki. Nawet jeśli ma suczkę jamniczkę i ją rozmnoży (z założeniem, nawet i całej "papierologii" rodowodów itd) nadal nie powiesz, że ma HODOWLĘ jamników. Hodowla to coś, co ma na celu:
        a/. zapewnienie najlepszych warunków do rozwoju i rozmnażania
        b/. poprawę populacji genetycznej zwierząt, aby pokolenie potomne było lepsze od pokolenia rodzicielskiego
        c/. pozyskanie jako źródła żywności (mięso, mleko, tłuszcz, jajka) i innych materiałów (skóra, futro, wełna, pierze), a także jako siła pociągowa, do jazdy wierzchem, jako zwierzęta juczne lub pełniące inne funkcje użytkowe
        d/. Zgodnie z ustawą o organizacji hodowli i rozrodzie zwierząt gospodarskich zwierzęciem hodowlanym jest zwierzę pochodzące co najmniej od dwóch pokoleń przodków wpisanych do księgi danej rasy, które spełnia wymagania wpisu do księgi, a w przypadku koniowatych – z wyjątkiem koni pełnej krwi angielskiej, czystej krwi arabskiej, kuców szetlandzkich, koników polskich i hucułów – zwierzę pochodzące co najmniej od dwóch pokoleń przodków wpisanych do księgi danej rasy lub ras biorących udział w doskonaleniu tej rasy, które spełnia wymagania wpisu do księgi
        e/. zwykle wiąże się to z założeniem hodowli, rejestracją powyższej we właściwym związku hodowlanym itd.
        Posiadanie konia czy dwóch, a nawet i pięciu - NIE JEST hodowlą... MM pomyliła chów koni z ich hodowlą: termin chów nie jest synonimem terminu hodowla. Nie obejmuje zagadnień związanych z rozrodem i użytkowaniem zwierząt. A MM napisała o HODOWLI koni... Inna kwestia, że mnie ciekawi jakież to konie Flobrostwo "hodują"? W czystą krew arabską czy angielską nie wierzę jakoś, bo zdaje się, że żeby coś takiego robić faktycznie Florek musiałby się okazać nieślubnym, synkiem szejka Brunei, to takie więcej kosztowne hobby jest...
        Dodatkowo mało kto widział, by z tymiż końmi cokolwiek robiono - objeżdżano je, lonżowano, czyszczono, by wzywano weta czy kowala, albo też robiono z nimi cokolwiek innego...
        • soova Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 11:02
          Język potoczny nie rozróżnia jednego od drugiego. A MM pisze książki językiem literackim, ale takim, jakim się posługuje, powiedzmy, pewien określony krąg społeczny. Zupełnie mnie nie dziwi, że nazwała chów hodowlą, choćby pomyłkowo, i chociaż jest to błąd rzeczowy, skoro większość ludzi, nawet z tego kręgu, jednak trzyma się tego braku rozróżnienia.
          • panna.ze.dworku Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 11:42
            Posiadanie siedmiu koni może już być hodowlą, tak mniemam, jako kompletny laik. Na zasadzie sześć klaczy + ogier. Przychówek tychże klaczy nie jest "liczony" jako że nie pozostaje na stałe w hodowli, a pojawia się po wyźrebieniu klaczy i znika po sprzedaży.
            Z tym, że jednak nadal nie do końca to do mnie przemawia, ta siedmiołbowa hodowla, w przypadku Floplicowa takiego, jak opisane zostało. Florek ma czas na sadzenie kwiecia i inne takie, nikt przy tychże zwierzętach literalnie nie robi NIC. Posiadanie siedmiu koni wymaga nakładów czasu i pracy, których nijak nie widać. Nawet przy założeniu, że to nie jest hodowla a chów. Kiedyś, dawno temu miałam sytuację losową, że zostałam opiekunem czasowym trzech psów różnej wielkości (owczarek berneński, szpic średni i malutki mieszaniec w typie yorka). Plus miałam swoją dobermankę i kota. I, cho... Ch... Cho. Roboty było! To nie jest tak, że trzy psy nie generują większych kosztów czasowych niż jeden - bo generują! Bo berniś, skądinąd przemiły, ale średnio umiał chodzić na smyczy, bo szpic wszczynał larum na każde kroki na klatce schodowej i uwielbiał biegać i tego tez oczekiwał na spacerze, a yorczuś był już stary i albo się wlókł ledwo ledwo, albo trzeba go było nosić, do tego moja własne psica, która w towarzystwie liczniejszym dostawała "małpiego rozumu"... A to były cztery psy i kot. Koń zasadniczo od psa ciut jakby większy, więc samo "oporządzenie" MUSI być ciut bardziej czasochłonne!No, nie ma opcji, żeby te konie były do czegokolwiek, jeśli tylko stoja w stajni i tyle. A o robieniu z nimi czegokolwiek - ja nie przypominam sobie ani jednej informacji! A wystarczyłaby wzmianka typu: "Gabrysia siedziała z książką na tarasie. Podniosła wzrok znad tekstu i przez chwilę rozkoszowała się widokiem bujnego ogrodu Pulpy. Zza zielonej ściany choinek dobiegały ją odgłosy lekcji jazdy konnej, których od dawna udzielał X, trener zatrudniony przez Florka. Odetchnęła z przyjemnością i spokojnie wróciła do lektury.", albo "Ignacy gwałtownie zahamował. Zza drzew wyjechał gęsiego sznurek koni. Na czele na swoim ulubionym Kabanosie jechał wuj Florek - on zawsze prowadził jazdy "w teren" dla szkółki jeździeckiej.". Cokolwiek. nikt wszak nie oczekuje, że MM będzie opisywała szczegółowo życie stajni, ale skoro już uparła się dołożyć Flobrym "manie" koni - to wypadałoby cokolwiek o nich wspomnieć.
            P.S. Jak sobie tak patrzę - to mi się "optycznie" chyba najbardziej podobają konie fryzyjskie... Ale nie mam pojęcia jakie one są w utrzymaniu i czy "manie" konia fryzyjskiego przez Flobrych miałoby cień sensu...
            • mozambique Re: O Janowie - niestety... :( 09.03.18, 13:04
              Fryzy to z założenia konie kareciane , najlpeij nadają sie do eleganckich zaprzęgów

              sa dosc temperamentne i mają specyficzne , wysokei, wybijające chody , choccby z tego powodu pod siodłem dla rekreantów sie srednio nadaję. Jzu nie mowiac ze pielegancja tej grzywy i ogona ( i szczotek) zabiera mase czasu

              --
              by Niezatapialna Armada :
              "Ptak zamachał skrzydłami i odleciał. Czymże , ach czymże byłby bez skrzydeł?"
              Nielotem? Pingwinem, strusiem? Jest wiele możliwości.
              Na przykład Kiwi.
              • hamerykanka Re: O Janowie - niestety... :( 11.03.18, 02:15
                mozambique napisała:

                > Fryzy to z założenia konie kareciane , najlpeij nadają sie do eleganckich zapr
                > zęgów, sa dosc temperamentne i mają specyficzne , wysokei, wybijające chody , choccby
                > z tego powodu pod siodłem dla rekreantów sie srednio nadaję. Jzu nie mowiac ze
                > pielegancja tej grzywy i ogona ( i szczotek) zabiera mase czasu
                >


                Nooo...rozmarza sie...:)
                http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/Y6z0DG76sA25YEyLGB.jpg

                --
                Przecież obowiązkiem każdej kobiety jest gotowanie. Przynajmniej w weekendy i na zapas. No nie można inaczej, bo cycki odpadają i wagina murszeje
                by Bialeem.
                • hamerykanka Re: O Janowie - niestety... :( 11.03.18, 02:23
                  Taka grzywa, ogon i szczotki to marzenie hodowcy.
                  http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/jnyMCrPuaRro6Nu0RB.jpg

                  Niestety, jak doswiadczenie ze srednio obdarzonymi wlasnymi konmi musze powiedziec, ze zeby utrzymac dosc bujne grzywy i ogony w bardziej typowej dlugosci do peciny, nalezy je przebierac palcami (bron bohu nie szczotkowac, bo wyrywa sie wlosie), co drugi dzien najmarniej; uzywac specjalnych szamponow i odzywek , zaplatac zeby nie robily sie wezly ktore ciezko rozpracowac, najlepiej w torbie specjalnej na ohon i na grzywe. I po pol godzinie rece omdlewaja od tego przebierania wlosia palcami.
                  O! (to mi zajelo dobre pol godziny, a nie mylam, nie suszylam i nie wcieralam odzywki przed. I tak, moje konie jedza bambusy:)
                  http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/J2LGuAPaNStvuzIarX.jpg
                  I dlatego (i z powodu niewygodnych chodow), pozostaja niedosieglym i oby niespelnionym marzeniem.

                  --
                  Przecież obowiązkiem każdej kobiety jest gotowanie. Przynajmniej w weekendy i na zapas. No nie można inaczej, bo cycki odpadają i wagina murszeje by Bialeem.
                  • guineapigs Re: O Janowie - niestety... :( 11.03.18, 11:00
                    Zobaczylam. Chyba juz teraz moge umrzec, bo nie wydaje mie sie, by Bory Tucholskie mialy cos lepszego w zanadrzu do pokazania. Cudne rzeczy widzialam: jezioro Wigry o poranku, Beskid Niski sniegiem zasypany, kolory Bieszczad/Bieszczdow jesienia, Baltyk skuty mrozem, Bialystok w temperaturze -48 stopni. I ciagle zylam, czekajac na cos naprawde spektakularnego.
                    No i zobaczylam - tego konia.
                    Dla takich widokow warto zyc, a jak juz sie zobaczy - to i umrzec nie zal.
                    • hamerykanka Re: O Janowie - niestety... :( 11.03.18, 16:21
                      Stad schludnie pakuje sie te grzywy w specjalne woreczki:
                      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/aySU7CaWGJkxaSED9X.jpg

                      A tak wyglada zapleciony ogon fryza (wzdycha z zazdroscia)
                      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/PBhZBUUeqatpTqcQMB.jpg

                      Swego czasu istniala rasa wyhodowana z wielu ras w Stanach, ktora cechowala sie wyjatkowo dlugim owlosieniem i hodowana byla wlasnie i tylko ze wzgledu na nie. To historyczne zdjecie jednego z tych koni (nazwy rasy zapomnialam)
                      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/A6DVhLANWxan7ClzuB.jpg

                      Ale to chyba bylo w czasach niewolnikow, bo ile czasu zajmowala pielegnacja tej grzywy i ogona tego nawet moja glowa nie ogarnia..

                      --
                      Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
                      • hamerykanka Re: O Janowie - niestety... :( 11.03.18, 16:37
                        Przepraszam za niejakie zasmiecanie wattku zdjeciami, ale trudno sie powstrzymac.
                        Znalazlam link do zdjec tych niesluchanych grzyw i ogonow
                        www.horsenation.com/2013/04/15/12-freakingly-long-manes-andor-tails/

                        A ze fryzy nadal jednak naleza do tych drozszych koni, proponuje inna rase, takze cechujaca sie bujnym owlosieniem, ktora mozna latwiej znalezc i to juz w Polsce; Gypsy Vanner. Rasa jak nazwa wskazuje, pochodzi od koni pociagowych, wyhodowanych w anglii i ciagnacych wozy Cyganskie. Mialy byc silne, lagodne, w wielkszosci laciate, no i wlasnie bujnie owlosione.
                        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/g3QHEwy9ksb7MrW3FX.jpg

                        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/xHycIc6oMRiYDNAebX.jpg

                        No czy nie wygladaja jak konie dla dziewczynek, spragniowych wlasnego, zywego "my little pony" do czesania?

                        --
                        Przecież obowiązkiem każdej kobiety jest gotowanie. Przynajmniej w weekendy i na zapas. No nie można inaczej, bo cycki odpadają i wagina murszeje by Bialeem.
                        • hamerykanka Re: O Janowie - niestety... :( 11.03.18, 16:41
                          Wiem, ze zarobie kare, ale wlasnie przegladajaz zdjecia tej rasy natknelam sie na to i po prostu musze, bo sie udusze..
                          http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/HGa1yGFQ06szB0UbgB.jpg

                          I juz sobie wyobvrazilam Flobrow biuoracych udzial w zawodach z takimi konmi..

                          --
                          Przecież obowiązkiem każdej kobiety jest gotowanie. Przynajmniej w weekendy i na zapas. No nie można inaczej, bo cycki odpadają i wagina murszeje by Bialeem.
                          • dakota77 Re: O Janowie - niestety... :( 11.03.18, 16:44
                            To ja sie wylamie, bo fryzy i inne konie z bujnym owlosieniem do mnie nie przemawiaja ( te kepki wlosow wokol kopyt!). Dajcie mi folbluta, trakena, holenderskiego konia goracokrwistego, araba bez szczupaczego pyska...

                            --
                            "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
                            • guineapigs Re: O Janowie - niestety... :( 11.03.18, 17:29
                              No bo sa konie przeznaczone do tego, by byly piekne, i sa konie przeznaczone do tego, by na nich jezdzic. Ja osobiscie tez wole jezdzic, bo tzw. groomingu nie lubie, nudzi mie to.
                              Ale absolutnie doceniam i podziwiam tych, ktorzy potrafia godziny spedzac nad tymi szczotkami, grzywami i ogonami.
                              Ale generalnie, jak tak patrze na sie, to mam juz chyba dosyc koni - poza kwestiami zawodowymi. Robie to, bo to umie i to mi daje utrzymanie, i prawdopodobnie do emerytury to bede robila (brrr) - taki fach. Ale tyle we mie entuzjazmu, co u hydraulika naprawiajacego 'kolanka' po dwudziestu latach. Podla rutyna sie wkradla.
                              Moze zaczne robic filmy o starych kosciolach, by odreagowac. I dawac je na YT.
                              • hamerykanka Re: O Janowie - niestety... :( 11.03.18, 19:33
                                Czyzbys uczyla konnej jazdy? Wyobrazam sobie, ze po pewnym czasie mozna miec dosc, jak ze wszytskim zreszta. Jak to sie mowi-i kota mozna zaglaskac na smierc:)

                                --
                                Przecież obowiązkiem każdej kobiety jest gotowanie. Przynajmniej w weekendy i na zapas. No nie można inaczej, bo cycki odpadają i wagina murszeje by Bialeem.
                                • guineapigs Re: O Janowie - niestety... :( 12.03.18, 19:59
                                  Nie ucze jazdy, zajmuje sie hodowla. Konie sa fajne, ale ....
                                  Wczesniej siedzialam w przegrodach biurowych i robilam tabelki w excelu i pisalam raporty z tego - koszmar koszmarny, niech bedzie przeklety.
                                  Zajmuje sie konmi zawodowo od lat - kiedys jako wolontariat czy amatorka na wyscigach, teraz jako manadzer stadniny w UK.
                                  Wierzcie lub nie, wasza sprawa: poltora hektara sie nijak nada na stadnine.
                                  • hamerykanka Re: O Janowie - niestety... :( 13.03.18, 15:45
                                    Dzieki za odpowiedz, bylam ciekawa. Jaka stadnine prowadzisz, huntery czy thorouhgbreds?

                                    Moje w tej chwili dwie maja poltorej ha dla siebie..i ziemia jest wydeptana do golego i wygryziona. Musze wspomagac sie kupowana pasza plus sianem, samo to kosztuje 300$ miesiecznie. Stad tez niedowierzam, liczac jakie koszty utrzymania i tylko utrzymania generuje siodemka. A gdzie czas na zadbanie o nie, szczotkowanie, sprawdzanie kopyt, czy sie nie wbil kamyczek , czy nie dostaly gnicia strzalek w czasie deszczow od stania na blotku (moj trzeci mial z tym ciagly problem). czy nie trzeba wezwac kowala, bo odlupaly kawalek kopyta (nie kuje, chodza boso), witaminy i odzywki, lizawki i sciolka, szczepienie co roku, podobnie jak koszt tarnikowania zebow (ok 120$ za sztuke u mnie).
                                    A gdzie trzymaja jakis sprzet? Bo jedno siodlo nie ogarnie siodemki, kazdy kon powinien miec dopasowane do siebie. Plus reszta sprzetu, tez zajmujaca miejsce. A sklad na pasze, siano i sciolke?
                                    Samo czyszczenie stajni i padoku zajmuje czas, pryzma rosnie i cos z nia trzeba zrobic. Nawet jesli Flobrostwo wykorzystuja to jako nawoz w ekologicznej uprawie drzewek owocowych czy porzeczek (moje konie nie sa wpuszczane, bo notorycznie ogryzaja galezie i liscie plus czochraja sie, lamiac galezie,), to tez zajmuje czas i wysilek przewiezienia tego i rozlozenia. A tu nic, maja czas na wszystko...zazdroszcze, patrzac na moje bable na rekach od przerzucania pryzmy nawozu do kompostownika...

                                    --
                                    Przecież obowiązkiem każdej kobiety jest gotowanie. Przynajmniej w weekendy i na zapas. No nie można inaczej, bo cycki odpadają i wagina murszeje by Bialeem.
                                    • guineapigs Re: O Janowie - niestety... :( 13.03.18, 19:10
                                      Dobra, przyznam sie: podkolorowalam sie nieco. Nie prowadze stadniny - a tam pracuje, a moje menadzerstwo polega na tym, ze jestem odpowiedzialna za prowadzenie danych o koniach, tzn. wpisywanie wszystkiego, co sie wydarzylo koniom, do ich kartotek, czyli jestem takim kierownikiem od baz danych, a nie od prowadzenia stadniny sensu stricto. Czyli nie podejmuje decyzji finansowych czy hodowlanych (czym kogo pokryc, jak ktorego leczyc itp) a tylko musze wpisac wszystko, co sie wydarzylo w stadninie.
                                      Ale rownoczesnie jestem tez normalnym pracownikiem, tzw. stud hand, i mam kontakt fizyczny z tym wszystkim, zatem wiem, jakie problemy ma hodowca: od pokrycia klaczy, przez wychow potomstwa, po przygotowanie tego potomstwa do wyscigow/sprzedazy. Takze tez orientuje sie w sprawach takich jak utrzymanie padokow: koszenie, nawozenie, 'trojpolowka'.

                                      Stadnina, w ktorej pracuje, zajmuje sie konmi pelnej krwi angielskiej.
                      • lord_vmordevol Re: O Janowie - niestety... :( 12.03.18, 10:55
                        hamerykanka napisała:

                        > Swego czasu istniala rasa wyhodowana z wielu ras w Stanach, ktora cechowala sie
                        > wyjatkowo dlugim owlosieniem i hodowana byla wlasnie i tylko ze wzgledu na nie
                        > . To historyczne zdjecie jednego z tych koni (nazwy rasy zapomnialam)
                        > http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/A6DVhLANWxan7ClzuB.jpg

                        No ale to, to już wygląda pokracznie.
                        • hamerykanka Re: O Janowie - niestety... :( 13.03.18, 15:51
                          Jak to sie mowi, co kto lubi...Sa ludzie, ktorych ambicja jest wyhodowanie najpiekniejszej rozy, sa ludzie, dla ktorych taka grzywa i ogon to szczyt marzen.
                          I powiem, ze konie z dluga grzywa i ogonem sa oceniane optycznie lepiej niz skapo owlosione. Stad popularnosc wszelkiego rodzaju sztucznych ogonow na wszelkich zawodach czy wystawach, ktore wplata sie w ogon wlasnego skapo owlosionego osobnika. Przy sprzedazy tez osobniki z dlugimi ogonami i grzywami osiagaja lepsze ceny, niezaleznie od reszty cech-moj kowal wlasnie sprzedawal swojego konia reiningowego za 80 k$ i oko mi w slup stanelo, jak zobaczylam jego ogon, gesty i bujny, az ciagnacy sie po ziemi. Kowal powiedzial, ze kon caly czas chodzil z workiem na ogon.

                          --
                          Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
                          • lord_vmordevol Re: O Janowie - niestety... :( 13.03.18, 16:16
                            hamerykanka napisała:

                            > I powiem, ze konie z dluga grzywa i ogonem sa oceniane optycznie lepiej niz ska
                            > po owlosione. Stad popularnosc wszelkiego rodzaju sztucznych ogonow na wszelkic

                            Oczywiście, że długi ogon i krzywa wyglądają lepiej. Ale do momentu, kiedy taki koń przestaje mieć funkcje praktyczne, bo potem to już jest tylko groteska.

                            > einingowego za 80 k$ i oko mi w slup stanelo, jak zobaczylam jego ogon, gesty i
                            > bujny, az ciagnacy sie po ziemi. Kowal powiedzial, ze kon caly czas chodzil z
                            > workiem na ogon.

                            Coś jak ci ludzie, którzy z nowo kupionego samochodu zdejmują kołpaki, zakładają inne, a potem przy sprzedawaniu z powrotem zmieniają na fabryczne.
                            • hamerykanka Re: O Janowie - niestety... :( 16.03.18, 02:41
                              Serio? I potem odsprzedaja te kolpaki za dodatkowa oplata?


                              --
                              Przecież obowiązkiem każdej kobiety jest gotowanie. Przynajmniej w weekendy i na zapas. No nie można inaczej, bo cycki odpadają i wagina murszeje by Bialeem.
        • bupu Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 11:21

          > Dodatkowo mało kto widział, by z tymiż końmi cokolwiek robiono - objeżdżano je,
          > lonżowano, czyszczono, by wzywano weta czy kowala, albo też robiono z nimi cok
          > olwiek innego...

          Do Kabanosa przyjechał weterynarz. A na jednym koniu Flobry jeździł porzeczki opryskiwac. Zważywszy ns to że areału na wszystko mają 2,5 ha, nie była to długa przejażdżka.

          Więcej aktywności nie stwierdzono, konie są niewidzialne.


          --
          Wiedźma
          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
          http://archiwumpanahyde.laa.pl/
          • kropka_zua Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 11:49
            Niewidzialne i bezkosztowe. Bo to mnie też fascynuje. Co one jedzą? Na 2,5ha to z 1 ha zajmuje padok dla nich plus jakaś łączka do pasania. Skąd siano, obrok? Utrzymanie konia w takich warunkach kosztuje krocie. Nie mówiąc o tym, że tym koniom najwyraźniej brakuje ruchu...
            Ogólnie zwierzęta Pulpy są samowystarczalne, jeden Robroj junior dawał im jakąś szynkę, ale o tym, by ktoś czyścił lub poił konie, szczotkował psy, karmił całe to tałatajstwo - ni słowa.
            • bupu Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 12:20
              kropka_zua napisał(a):

              > Niewidzialne i bezkosztowe. Bo to mnie też fascynuje. Co one jedzą? Na 2,5ha to
              > z 1 ha zajmuje padok dla nich plus jakaś łączka do pasania. Skąd siano, obrok?
              > Utrzymanie konia w takich warunkach kosztuje krocie. Nie mówiąc o tym, że tym
              > koniom najwyraźniej brakuje ruchu...

              Kropko, te siedem koni dzieli 2,5 ha z morelami, porzeczkami, pasieka, ogrodem, domem, pawilonem dla letnikow i podwórzem. Stąd moje podejrzenie że cały ten inwentarz jest z dykty i skladany, te konie, morele, porzeczki i ule, bo na normalny tam zwyczajnie nie ma miejsca.




              --
              Wiedźma
              To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
              http://archiwumpanahyde.laa.pl/
              • kropka_zua Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 18:13
                Ta pasieka z 3 stron otoczona lasem to też ni w 5, ni w 10, bo skąd te pszczoły mają pożytek? Z sosen? Katalpa i te trochę drzewek owocowych to za mało.
                Ja powiem tak - brak wiedzy MM o gospodarstwie razi, jednak tak realistyczne - Pulpowo na areale2,5ha dałoby się pomieścić, zwłaszcza, że nie wynika, czy to całość majątku ziemskiego, czy też grunty pod zabudowę, podwórze itp są liczone oddzielnie, bo zwykle tak się robi. Moi rodzice mają prawie 30 arów ogrodu, drugie tyle podwórka, ale nie wlicza się toto w powierzchnię gospodarstwa.
                Pasieka może się mieścić w kącie sadu, sam sad to pewnie z pół hektara, drugie tyle to warzywnik. Zostaje hektar dla koników i nawet coś w zapasie. Nic nie wiadomo, by Florkowie uprawiali zboże dla koni czy cuś, więc aż tyle ziemi im nie trzeba. Przy sensowym zagospodarowaniu przestrzeni to naprawdę mogą mieć spore zbiory, pozwalające nakarmić wygłodniałych krewnych.
                Natomiast wątpliwym jest, czy faktycznie 2 osoby dadzą radę, zwłaszcza w sezonie, pogodzić tyle różnych obowiązków oraz czy można się z tego utrzymać.
                  • tt-tka Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 18:26
                    Siedem tych koni maja, o ile pamietam.
                    Sad towarowy to oplaca sie od dwudziestu hektarow, nie od polowki ha. Tak twierdzil szwagier inz. Karwowskiego i ja mu wierze :)
                    Na pol hektarze to mozna uhodowac morele, cos tam jeszcze i porzeczki na uzytek wlasny i ewentualnie rodziny. A nas zapewniono, ze Flobre przystapily do hodowli koni za zyski z drzewek owocowych.
                  • kropka_zua Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 18:42
                    No to przy założeniu, że kupują siano, a konie nie są wypasane. Ten hektar miałby służyć jako taki większy padok do biegania. Ale przyznam, że z koniami miałam styczność małą, oceniam po tym, jak chowają je znajomi znajomych itp. Bo domyślam się, że zalecenia zaleceniami, a życie życiem.

                    Ja na miejscu MM zafundowałabym zamiast koni Pulpie 2 kozy, i tyle. To nie są takie wymagające zwierzaki, a do tego bywają mega inteligentne i zabawne. Doskonale pasują do takiego małego gospodarstwa, a paść je można nawet pod tymi morelami (o ile morele wyrosły na tyle, że kozy ich nie zniszczą). No i jednak są duże praktyczniejsze z punktu widzenia działalności kuchennej Pulpy, choć na oprysk nimi jechać nie można.
                      • ciotka_scholastyka Re: O Janowie - niestety... :( 10.03.18, 18:53
                        dakota77 napisała:

                        > Kozy bylyby super. I jeszcze Flobrzy mieliby za nie wyzsze dotacje unijne.

                        Noweście, kozy?! Córa Borejków musi mieć szlachetne zwierzęta, a nie takie, co się żywią tenisówkami i spodenkami gimnastycznymi (Niziurski i koza starzyka).

                        • bupu Re: O Janowie - niestety... :( 10.03.18, 19:12
                          ciotka_scholastyka napisała:

                          > dakota77 napisała:
                          >
                          > > Kozy bylyby super. I jeszcze Flobrzy mieliby za nie wyzsze dotacje unijne
                          > .
                          >
                          > Noweście, kozy?! Córa Borejków musi mieć szlachetne zwierzęta, a nie takie, co
                          > się żywią tenisówkami i spodenkami gimnastycznymi (Niziurski i koza starzyka).
                          >

                          ...kozy mojej mamusi pożarły pewnemu nieroztropnemu panu pół siodełka od roweru i sporą część przewieszonej przez ten rower kapoty. A uprzedzali my, żeby nie opierał roweru o płot, za którym kozy chodziły...


                          --
                          Wiedźma
                          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                          http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                            • aadrianka Re: O Janowie - niestety... :( 13.03.18, 11:36
                              tt-tka napisała:

                              > W zaprzyjaznionym osrodku szlachetna matka koziego rodu, Matylda sp, zezarla po
                              > l mydla, ktore ktos nieopatrznie zostawil przy pompie, a bodaj i proszek do pra
                              > nia. A czasy byla reglamentacyjne...


                              Moje szlachetne psisko (zasadniczo, bokser) gdy była odrobinę młodsza, a rodzina odrobinę bardziej nieuważna, potrafiła wtranżlolić kostkę mydła wraz z opakowaniem. No ale to pies owszem, po znanych nam rodzicach, ale całego rodowodu nie znamy, może gdzieś tam i koza na pochyłe drzewo genealogiczne skoczyła :)

                              --
                              załóż stanik...poprawnie
                              • hamerykanka Re: O Janowie - niestety... :( 13.03.18, 16:00
                                Jednas z moich dobermanek za mojego dziewcinstwa, zladla scierke gdzies znaleziona. Na szzcescie hmmm...wydalila ja szybko otworem gebowym, bo nie wiem, jak by sie to skonczylo..

                                --
                                Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
                        • ssssen Re: O Janowie - niestety... :( 10.03.18, 23:07
                          ciotka_scholastyka napisała:

                          > Noweście, kozy?! Córa Borejków musi mieć szlachetne zwierzęta, a nie takie, co
                          > się żywią tenisówkami i spodenkami gimnastycznymi (Niziurski i koza starzyka).

                          Mogłaby produkować surowiec na borejkozę.
                    • gat45 Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 18:51
                      Za recydywę z tymi nieszczęsnymi koniami powinno się wykombinować dla Kropki.zuej jakąś szczególnie dotkliwą karę. Nie mam pomysłu. Bo to co mi chodzi po głowie - nauczenie się "Kalamburki" na pamięć - to jednak zakrawa na tortury, nie na dydaktyczną karę.
                      • kropka_zua Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 19:02
                        Kropka w ramach pokuty ofiarowuje się przeczytać ponownie WdO i Feblika, bo na razie uczyniła to raz, pobieżnie, starając się nie zasnąć w trakcie lektury. Podczas najbliżej pełni księżyca wyjdzie również na łąkę i przeczyta zdumionemu księżycowi rozważania Ignasia o poezji, powstrzymując jednocześnie ziewanie.
                    • bupu Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 23:25
                      kropka_zua napisał(a):

                      > No to przy założeniu, że kupują siano, a konie nie są wypasane. Ten hektar miał
                      > by służyć jako taki większy padok do biegania. Ale przyznam, że z koniami miała
                      > m styczność małą, oceniam po tym, jak chowają je znajomi znajomych itp. Bo domy
                      > ślam się, że zalecenia zaleceniami, a życie życiem.
                      >
                      > Ja na miejscu MM zafundowałabym zamiast koni Pulpie 2 kozy, i tyle. To nie są t
                      > akie wymagające zwierzaki, a do tego bywają mega inteligentne i zabawne. Doskon
                      > ale pasują do takiego małego gospodarstwa, a paść je można nawet pod tymi morel
                      > ami (o ile morele wyrosły na tyle, że kozy ich nie zniszczą). No i jednak są du
                      > że praktyczniejsze z punktu widzenia działalności kuchennej Pulpy, choć na opry
                      > sk nimi jechać nie można.

                      Kozy mojej mamusi przerobiły nam wiśnie na akacje z afrykańskiej sawanny. Pokrojem je, znaczy się, upodobniły, bo ogryzły wszystko, co znajdowało się w zasięgu ich szczęk. Zostały same najwyższe gałązki, pięknie uformowane w płaskie, akacjowe korony. Hakuna, panie, matata. Na co bardziej pochyłe wiśnie kozy z upodobaniem skakały, potwierdzając prawdziwość przysłowia.

                      Fakt, kozuchy są mało wymagające, a przy tym szaleńczo kontaktowe i sympatyczne, więc do gospodarstw agroturystycznych nadają się bardzo.




                      --
                      Wiedźma
                      To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                      http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                • bupu Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 23:14
                  kropka_zua napisał(a):

                  > Ta pasieka z 3 stron otoczona lasem to też ni w 5, ni w 10, bo skąd te pszczoły
                  > mają pożytek? Z sosen? Katalpa i te trochę drzewek owocowych to za mało.
                  > Ja powiem tak - brak wiedzy MM o gospodarstwie razi, jednak tak realistyczne -
                  > Pulpowo na areale2,5ha dałoby się pomieścić, zwłaszcza, że nie wynika, czy to c
                  > ałość majątku ziemskiego, czy też grunty pod zabudowę, podwórze itp są liczone
                  > oddzielnie, bo zwykle tak się robi.

                  Wynika, 2,5 ha to całość ziemi nabytej przez Flobrych, na której się potem pobudowali i urządzili.

                  > Pasieka może się mieścić w kącie sadu,

                  Towarowa? W kącie? Kilka uli na własny i rodziny pożytek owszem, ale nie pasieka, która ma przynosić dochód. Poza tym nikt by nie chciał, żeby wkurzone pszczółki ganiały ludzi zbierających owoce.

                  > sam sad to pewnie z pół hektara

                  Yyyyyyy... Towarowy? Na pół hektara? Dobry dowcip, Milady.

                  > tyle to warzywnik. Zostaje hektar dla koników i nawet coś w zapasie.

                  Hektar pastwiska na siedem koni? Pani raczy żartować, w trymiga zrobiłyby z tego klepisko.

                  > iadomo, by Florkowie uprawiali zboże dla koni czy cuś, więc aż tyle ziemi im ni
                  > e trzeba.

                  A siano? Skądś muszą mieć, z własnej łąki jest najtańsze, a jak człowiek dopilnuje to będzie miał gwarancję, że będzie się bez "bonusów" typu pleśń, czy rośliny, których konie nie tykają.


                  --
                  Wiedźma
                  To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                  http://archiwumpanahyde.laa.pl/
            • hamerykanka Re: O Janowie - niestety... :( 13.03.18, 15:57
              Zaczynam myslec, ze hoduja kucyki szetlandzkie. Niskokosztowe w porownaniu do koni szlachetnych, nie trzeba ich objezdzac, odporne i malo wymagajace.
              Obstawialabym Falabella, ale te z kolei sa malo znane i drogie (pl.konie-i-kucyki.wikia.com/wiki/Konik_Falabella).
              A teraz szetlandy w Polsce sa popularne jako kosiarki do trawnikow i zwierzatka (prawie) domowe...Wystarczy przejrzec ogloszenia, jest mnostwo na sprzedaz.

              --
              Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
              • tt-tka Re: O Janowie - niestety... :( 13.03.18, 16:22
                hamerykanka napisała:

                > Zaczynam myslec, ze hoduja kucyki szetlandzkie. Niskokosztowe w porownaniu do k
                > oni szlachetnych, nie trzeba ich objezdzac, odporne i malo wymagajace.

                I dzieci sie na to nie rzucaja radosnie, Igstryba dretwieje ze strachu, a dzielny woj Flobry na tym jezdzi ? Nie wierze.

                > Obstawialabym Falabella, ale te z kolei sa malo znane i drogie (pl.konie-i-kucyki.wikia.com/wiki/Konik_Falabella).

                Weszlam. Poinformowalo mnie, ze konik Falabella nie istnieje :)
                  • hamerykanka Re: O Janowie - niestety... :( 13.03.18, 18:43
                    Nie wiem czemu. Weszlam i przeczytalam, informacje jak w wikipedii tylko duzo zdjec, ktore chcialam pokazac pogladowo.
                    Szetlandy moze nie pod wierzch, ale do wozeczka jak najbardziej...zjdecia zrobione, kiedy corka byla mala, na paradzie. Na marginesie-amerykanskie szetlandy sa bardziej podobne do koni szlachetnych niz do kucow.
                    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/Fbx0MEjQcuvdpvC55B.jpg

                    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/5E7at7OS5lrzwaMm2B.jpg

                    --
                    Przecież obowiązkiem każdej kobiety jest gotowanie. Przynajmniej w weekendy i na zapas. No nie można inaczej, bo cycki odpadają i wagina murszeje by Bialeem.
                    • mamolka1 Re: O Janowie - niestety... :( 13.03.18, 22:54
                      Już widzę Flobrego postawnego z wąsem sumiastym jak mknie robić opryski na takim okazie 😜😜... Razem z konikiem nogami pewnie przebiera coby szybciej było ..

                      --
                      Punkt G istnieje ! Kobiety maja go na końcu słowa
                      SHOPPING :)
          • panna.ze.dworku Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 11:49
            A konie lubią opryski? Jak nie to się nie dziwię, że weterynarz był potrzebny...
            Jak już pisałam - nie oczekuję, że MM napisze powieść o "stajni", bo nie o to chodzi. Ja nawet i rozumiem, że jej się porojkowały chów i hodowla, mimo, że nie są to pojęcia tożsame. Ale, no, skoro już te siedem łbów Florkom przypisała, to niechże w książce dziejącej się niemal cały czas we Floplicowie te konie jakoś tam wystąpią. Niechby Florek wstając od stołu rzucił "Muszę lecieć zobaczyć jak tam Ceres, ostatnio nie chciała jeść, jak jej się utrzyma trzeba będzie znów wzywać weterynarza", albo "Ignaś patrzył jak rządek koni z jeźdźcami oddala się i znika za drzewami - wuj Florian zawsze sam prowadził jazdy w terenie, a że okolicę znał świetnie to były to bardzo ciekawe i obfitujące w piękne widoki przejażdżki - ale Ignaś nigdy nie miał odwagi wsiąść na konia.". Albo coś w tym rodzaju.
            • tt-tka Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 12:13
              panna.ze.dworku napisała:

              > A konie lubią opryski? Jak nie to się nie dziwię, że weterynarz był potrzebny..

              Bardzo nie lubia i fatalnie znosza. Temuz zapewne Kabanos, swiezo nabyty w jednym tomie, w nastepnym juz cherla :(

              Samo posiadanie koni to bardzo kosztowna i pracochlonna zabawa. Dochod z koni juz na wstepie wymaga bardzo grubych pieniedzy i odpowiednio wiecej pracy. Podejrzewam, ze altorka nie odroznia koni od np jamnikow, ktore tez wymagaja sporo pracy, ale nakladow finansowych i powierzchni jakby ciut mniej.
        • lord_vmordevol Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 11:42
          panna.ze.dworku napisała:

          > wierzęciem hodowlanym jest zwierzę pochodzące co najmniej od dwóch pokoleń przo
          > dków wpisanych do księgi danej rasy, które spełnia wymagania wpisu do księgi, a

          A można być wpisanym do tej księgi i nie być zwierzęciem hodowlanym?
          • panna.ze.dworku Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 11:55
            Zapewne tak. Nie wiem jak u koni, ale np u psów jest opcja "rodowodowy nie hodowlany". Czyli mający jakieś wady (np umaszczenia) wykluczające to zwierze z rozrodu (czyli ulepszania rasy), natomiast nadal zwierze pozostaje rodowodowe, gdyż jego pochodzenie jest udokumentowane. Wówczas takie zwierze i owszem, jest wpisane do księgi rasy, posiada metrykę (czyli upoważnienie do wyrobienia rodowodu), ale z podkreśleniem, że ten konkretny "egzemplarz" jest NIE HODOWLANY! Czyli jego potomstwo nie będzie mogło uzyskać "wpisów" ani "papierów".
            • lord_vmordevol Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 12:02
              panna.ze.dworku napisała:

              > u), ale z podkreśleniem, że ten konkretny "egzemplarz" jest NIE HODOWLANY! Czyl
              > i jego potomstwo nie będzie mogło uzyskać "wpisów" ani "papierów".

              Czyli jak się raz wypadnie z takiej hodowlalności, to właściwie tylko do Bacutilu, bo już niczego, co się rozmnoży nie będzie można zalegalizować?
              • panna.ze.dworku Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 21:37
                Tak dokładnie to nie wiem, bo nigdy się hodowlą psów rasowych nie zajmowałam. Posiadałam natomiast właśnie rodowodową dobermankę, która się urodziła z wada zgryzu - brakowało jej dwóch ostatnich w szeregu zębów. I właśnie z tego względu miała wpis "niehodowlana". Niejednokrotnie zaś hodowcy utyskiwali, bo poza tym miała idealny eksterier, charakter itd. i GDYBY się dało ją włączyć do hodowli to mogłaby dawać równie idealne szczenięta, ale z idealnym uzębieniem - ale się nie dało. Znaczy może i by się dało jakimś kantem "obejść" przepisy, ale nie chciałabym nigdy brać w czymś takim udziału.
          • mozambique Re: O Janowie - niestety... :( 09.03.18, 13:14
            A można być wpisanym do tej księgi i nie być zwierzęciem hodowlanym?"

            zdatnosc do hodowli nie jest wieczna , wystarczy ze klacz czy ogier przejdzie chorobe lub wypadek , w wyniku której stanie sie bezpłodny , kiedys ( w Prlu byly przepisby ze urodznie ilus tam chorych/znieksztalconych lub martwych zrebaków pod rząd mogło klacz wyeliminowac z hodowli. Ogiery kiedys mozna bylo wyeliminiwac zhodowli ( czyli brakować czyli kastrować) np przez wyjątkowo zlosliwy, agresywny , niebezpieczny charakter albo niedostateczne wyniki sportowe itp . Ale z reka na sercu przyznaje , ze nie wiem czy te przepisy sie utrzymały do dzis.

            Odpowiedz Cytuj Link

            --
            by Niezatapialna Armada :
            "Ptak zamachał skrzydłami i odleciał. Czymże , ach czymże byłby bez skrzydeł?"
            Nielotem? Pingwinem, strusiem? Jest wiele możliwości.
            Na przykład Kiwi.
        • mamolka1 Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 14:18
          ~W czystą krew arabską czy angielską nie wierzę jakoś, bo zdaje się, że żeby coś takiego robić faktycznie Florek musiałby się okazać nieślubnym, synkiem szejka Brunei, to takie więcej kosztowne hobby jest...~

          Kwik i szczęście 😂😂😂.... Ciekawe gdzie Wiesia matka Floriana mogła spotkać i złapać w pułapkę biologiczną szejka Brunei...

          --
          Punkt G istnieje ! Kobiety maja go na końcu słowa
          SHOPPING :)
          • panna.ze.dworku Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 22:01
            Baltona jest 69 rocznik z tego co pamiętam? Nie wiem jak w Poznaniu, ale w Trójmieście pod koniec lat '60 i na początku lat '70 było całkiem sporo studentów z Kuwejtu czy tam innego egzotycznego czegoś. Jakieś umowy były międzynarodowe chyba, czy coś. Ja tego nie pamiętam, ale moi rodzice opowiadali, że właśnie ci studenci szastali forsa, bo ichnie dochody po przeliczeniu "na nasze" stanowiły jakieś upiorne bogactwo, a w ich kraju to było skromne i oszczędne stypendium... Ale się nie upieram, mogło być tak, że w Poznaniu nie było... Ale nie mamy, zdaje się, informacji gdzie studiowała Wiesia? Może akurat ją poniosło do Gdańska, zaszła w ciążę, jakiejś machlojki z nazwiskiem dokonali, bo ów (powiedzmy może nie sam szejk, ale jakiś tam jego kuzyn czy inny pociotek) z przyczyn spadkowo - rodowo - tronowych nie mógł sobie pozwolić na ślub i dziecię z "niewierną", pooootem się okazało, że jakoś żadna z "legalnych" żon nie może mu dac syna i w ten sposób Floryjan ostał się jedynym dziedzicem? Zresztą temu właśnie Wiesia nie skończyła studiów wymarzonych i skończyła jako pracownik retuszerni czy coś w tym rodzaju, a nie inżynier, bo ciąża, dziecko itd, a czasy nie były takie, żeby się dało pogodzić...
              • panna.ze.dworku Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 22:26
                Nie upieram się. Może Chmielewska dała radę, nie wiem co studiowała i na jakiej uczelni - wystarczy, że trafiła na życzliwego opiekuna roku i już miała "z górki". A rzucenie studiów z powodu zajścia w ciążę wcale nie było ewenementem jakimś, choć, owszem, były i takie co nie przerywały ani studiów ani ciąży i godziły jedno z drugim.
                • mozambique Re: O Janowie - niestety... :( 09.03.18, 13:17
                  studiowałą architekturę na warszawskiej polibudzie

                  --
                  by Niezatapialna Armada :
                  "Ptak zamachał skrzydłami i odleciał. Czymże , ach czymże byłby bez skrzydeł?"
                  Nielotem? Pingwinem, strusiem? Jest wiele możliwości.
                  Na przykład Kiwi.
                  • dakota77 Re: O Janowie - niestety... :( 09.03.18, 13:20
                    mozambique napisała:

                    > studiowałą architekturę na warszawskiej polibudzie

                    Domyslam sie, ze chodzi o Chmielewska, bo byla wczesniej wspomniana w dyskusji, ale tu wielka prosba: cytuj post, na ktory odpowiadasz, inaczej mozna sie pogubic.



                    --
                    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
            • tt-tka Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 22:33
              panna.ze.dworku napisała:
              Zresztą temu właśnie Wies
              > ia nie skończyła studiów wymarzonych i skończyła jako pracownik retuszerni czy
              > coś w tym rodzaju, a nie inżynier, bo ciąża, dziecko itd, a czasy nie były taki
              > e, żeby się dało pogodzić...

              Czasy byly odpowiednie. To osobom zdarzalo sie nie moc/nie chciec pogodzic.
              Poza tym 35-letnia Wiesia ma 6-letnie dziecko, wiec w czymko0lwiek jej ono przeszkodzilo, to raczej nie w zrobieniu dyplomu :)
              • panna.ze.dworku Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 22:55
                A. No fakt. No to nie upierając się przy dyplomie... Może właśnie było tak, że Wiesia ukończyła te swoje jakieś tam wymarzone studia, podjęła pracę na uczelni po czym została z niej relegowana za romans ze studentem? Owocny zresztą? I dostała "wilczy bilet" temu nie mogła pracować w zawodzie i temu ta retuszernia? Co to w ogóle było ta retuszernia graficzna? Bo mi się jakoś kojarzy, że ona(Wiesia znaczy) właśnie w retuszerni Zakładów Graficznych pracowała? Ktoś wie co to takiego i co ta Wiesia mogła tam robić?
                • tt-tka Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 23:05
                  panna.ze.dworku napisała:

                  Może właśnie było tak, że
                  > Wiesia ukończyła te swoje jakieś tam wymarzone studia, podjęła pracę na uczelni
                  > po czym została z niej relegowana za romans ze studentem? Owocny zresztą? I do
                  > stała "wilczy bilet" temu nie mogła pracować w zawodzie

                  Litosci. Za romans ze studentem ???
                  Sensu to ma tyle, co ten sultan Brunei i jest rownie prawdopodobne :)
                  Juz predzej bym sie zgodzila na rozwiedzionego tatusia, ktory dorobil sie grosza, za to innych dzieci sie nie dorobil i szarpnal sie to na harleya, to na dobry poczatek cos mlodemu malzenstwu dal ciepla reka...gdyby byla o tym choc wzmianeczka. Ale latac dziury w brakach altorskich, eee...
                  > Co to w ogóle było ta retuszernia graficzna? Bo mi się jakoś kojarzy, że ona(Wi
                  > esia znaczy) właśnie w retuszerni Zakładów Graficznych pracowała? Ktoś wie co t
                  > o takiego i co ta Wiesia mogła tam robić?
                  • tt-tka Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 23:23

                    > > Co to w ogóle było ta retuszernia graficzna? Bo mi się jakoś kojarzy, że
                    > ona(Wi
                    > > esia znaczy) właśnie w retuszerni Zakładów Graficznych pracowała? Ktoś wi
                    > e co t
                    > > o takiego i co ta Wiesia mogła tam robić?

                    ...pardon, ucieklo. To mniej wiecej robila, co teraz robi fotoszop :)
                  • panna.ze.dworku Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 23:34
                    Ej, no, Tt-tko... Oczywiście, że sensu to ma tyle co sułtan Brunei! Żartobliwie usiłuję dokleić jakoś możliwości! :D
                    Poza tym całość dywagacji się zaczęła od stwierdzenia, że hodowla koni czystej krwi angielskiej bądź czystej krwi arabskiej to dość kosztowna impreza i na takie coś to sobie może jakiś szejk pozwalać a nie Fijoł z kwiaciarenki. Nawet jeśli ma łeb do biznesów. Przy czym nie upieram się, że Florek musi akurat folbluty czy też arabki w tej stajni trzymać! I nie wierzę zbytnio by jakiś pan Górski, nawet i dorobiony, z nagła i ot tak rzucił nie znanemu de facto synkowi nie tylko harleya, ale i tyle kasy, by starczyło i na Pulpowo i na koniki i na te morele czy tam porzeczki...
                    Osobiście czekam, kiedy Flobrostwo (ciągle na tych 2,5ha) zaczną kopać stawy rybne... :D
                    • bupu Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 23:40
                      panna.ze.dworku napisała:


                      > Osobiście czekam, kiedy Flobrostwo (ciągle na tych 2,5ha) zaczną kopać stawy ry
                      > bne... :D

                      Wykopią drugie Morze Śródziemne i postawią parę kolumn z gipsu, wśród których przechadzać się będzie Ygnac Starszy w todze z prześcieradła, rzucając cytatami...


                      --
                      Wiedźma
                      To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                      http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                    • tt-tka Re: O Janowie - niestety... :( 09.03.18, 00:01
                      Panno dworkowa, przeca wiem :)
                      Tu juz byly dywagacje rozmaite, chyba nawet ten Brunejczyk juz sie pojawial :)
                      Tylko mam dosc - wytrzymalam harleya, wytrzymalam zyski z polozonej na uboczu kwiaciarni prowadzonej przez dwoch niefachowcow takie, ze w kwartal Flor odzyskal znaczna czesc kapitalu, a gospodarstwa zdzierzyc nie moge. Juz od Sprezyny.
                    • mshyde Re: O Janowie - niestety... :( 09.03.18, 18:58
                      Na przecietnej jakosci araby czy XX wcale nie trzeba duzo wiecej niz na porzadne konie polkrwi, to nieliczna elyta jest bardzo kosztowna. Tyle ze na arabie to malo kto pojezdzi z racji kurduplostwa a folbluty mentalnie i zdrowotnie niezbyt do rekreacji.
                      • guineapigs Re: O Janowie - niestety... :( 09.03.18, 23:53
                        E, nie bylabym taka ostra w ocenach. Sama na arabach jezdzilam, a do z metra cietych nie naleze, wagi dzokejskiej tez mie przypisac nie sposob. A znam takich, co zdecydowanie ciezsi i dluzsi ode mie - i tez jezdzili. Ale fakt - angliki wygodniejsze, tylko nie wiem, czy to wynika z roznic morfologicznych, czy behawioralnych.
                        Huculy jeszcze bardziej kurduplowate, a przeciez popularne bardzo w rekreacji. Kiedys, sto lat temu, jezdzilam na huculce - moze i mala, ale 'wygodna' to byla klaczka, tylko zlosliwa troche, co w przypadku huculow jest cecha behawioralna niepozadana zdaje sie, ale madrzyc sie nie bede, bo sie na huculach i oczekiwaniach co do nich nie znam.
                        A co do ceny: hodowla koni, a nawet utrzymanie tylko jednego jako pupilka - to jest dosc kosztowne (oczywiscie tu granica przebiega w portfelu: dla jednego wydanie ponad tysiaka miesiecznie minimum na zwierzaka to malo, dla drugiego - sprawa zaporowa). Jesli mowimy o hodowli, to dochodza koszta wysylania zwierzecia na 'egzaminy': pokazy, wyscigi itp. bez tego trudno mowic o hodowli, a w zasadzie nie tyle trudno, co wrecz nie mozna.
                        Jak mowimy o elicie - no to dochodzi stanowka, a w zasadzie jej koszt.
                        Nie powiem, ze na hodowli koni zeby zjadlam - ale na pewno powaznie je podniszczylam. Nie chce tu pisac elaboratow na ten temat, ale ujme to tak: to droga zabawa, i powtorze: zabawa, bo zeby zarobic na tym to trzeba miec kase, wiedze i fuksa, z naciskiem na to ostatnie. Takim przypadkiem byl kon XX Nowogrodek, kupiony za grosze bo taki bidny i wogole nic ciekawego, a zrobil piekna kariere wyscigowa. Podobna przygode przezyl Moj Osobisty Wuj: kupil jakiegos wpol zywego i slepego na dodatek araba, ktory okazal sie swietnym przekaznikiem genow wyscigowych, gdzies tam je pod ta slepota i ledwozyciem mial.
                        Ale chyba zazwyczaj jest odwrotnie: kupujemy jakies lojej, rownym lojejem to kryjemy, a wychodzi cos przecietnego.
                        Dlatego to Florkowe hodowanie, ktore zaczelo przynosic dochody - to traktuje tak samo, jakby Florek gral w totka i co tydzien wygrywal 10 tysiecy.
                        Niby mozliwe, ale.....
                        • mshyde Re: O Janowie - niestety... :( 12.03.18, 19:41
                          jezdzic mozna io wyglaa sie troche przyglupio. Na huculach dorosli ludzie tez ie ygladaja za madrze. Zeby ie bylo ja nie lubie duzych koni szczegolnie w rekreacji bo to z kolei kosztowne w utrzymaniu i meczace do jazdy na dluzsza mete (i niezdroe nawet0 ale te 10 cm mniej niz wzrost czloieka bedze w sam raz a ktos 180 cm na popierdółce 140 no nie robi za dobrego wrazenia ;)
                          • bupu Re: O Janowie - niestety... :( 12.03.18, 20:03
                            mshyde napisała:

                            > jezdzic mozna io wyglaa sie troche przyglupio. Na huculach dorosli ludzie tez i
                            > e ygladaja za madrze. Zeby ie bylo ja nie lubie duzych koni szczegolnie w rekre
                            > acji bo to z kolei kosztowne w utrzymaniu i meczace do jazdy na dluzsza mete (i
                            > niezdroe nawet0 ale te 10 cm mniej niz wzrost czloieka bedze w sam raz a ktos
                            > 180 cm na popierdółce 140 no nie robi za dobrego wrazenia ;)

                            - To dobre konie, znam ja je z dawna, okrutnie wytrwałe i zwrotne.
                            - Ba! Ale urody małej, a lud tutejszy rosły. Jak ci na takich koniach w szyku staną, to rzekłbyś: chorągiew na psach siedzi.



                            --
                            Wiedźma
                            To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                            http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                            • ssssen Re: O Janowie - niestety... :( 13.03.18, 08:47
                              bupu napisała:

                              > - To dobre konie, znam ja je z dawna, okrutnie wytrwałe i zwrotne.
                              > - Ba! Ale urody małej, a lud tutejszy rosły. Jak ci na takich koniach w szyku s
                              > taną, to rzekłbyś: chorągiew na psach siedzi.


                              Ech, kiedyś pisząc: "Potop!" może bym i komuś zaimponował, ale wczasach google nikogo to nie ruszy ;)
              • upadly_kocyk Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 22:59
                Najprawdopodobniej nie poszła na studia czy rzuciła je z kompletnie innych powodów. Jeśli dobrze pamiętam, to Balton też nie był szczególnie genialny.

                Za to teoria ta pasuje dobrze, bo tej niedawno roztrzasanej pauzy Żaczka, po której Florek śmiało dopowiada "rozwiodl się". Żaczek wiedział.
            • ciotka_scholastyka Re: O Janowie - niestety... :( 10.03.18, 19:42
              panna.ze.dworku napisała:

              > Ale nie mamy,
              > zdaje się, informacji gdzie studiowała Wiesia?
              (...) Zresztą temu właśnie Wies
              > ia nie skończyła studiów wymarzonych i skończyła jako pracownik retuszerni czy
              > coś w tym rodzaju

              A musiała w ogóle cokolwiek studiować?
        • dakota77 Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 15:07
          panna.ze.dworku napisała:


          Inna kwestia, że mnie ciekawi jakież to konie Flobrostwo "hodu
          > ją"? W czystą krew arabską czy angielską nie wierzę jakoś, bo zdaje się, że żeb
          > y coś takiego robić faktycznie Florek musiałby się okazać nieślubnym, synkiem s
          > zejka Brunei, to takie więcej kosztowne hobby jest...

          Kosztowne hobby zdecydowanie, ale czemu mieliby celowac w czysta krew? Mogliby spokojnie sobie chowac jakies konie wielkopolskie, w sam do rekreacji.

          Swoja droga, o rozlicznych absurdach tej "hodowli" koni u Flobrych juz wielokrotnie na forum dyskutowalismy.


          --
          "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
            • iwoniaw Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 17:58
              Może mają w kilku kawałkach (choć to Wielkopolska, a nie Podkarpacie, więc mniej prawdopodobne) i ten drugi, opryskiwany, hektar jest za górami, za lasami?


              --
              'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
              'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
        • guineapigs Re: O Janowie - niestety... :( 08.03.18, 23:22
          Ujme krotko: rozmnazanie niezrecznie nazwac hodowla. U mie swietnie rozmnazaja sie szczury, muchy i rozne inne - czy ja je hoduje?
          Panna ze dworku bardzo ladnie napisala o tym, iz hodowla jest po cos - by lepsze mieso dawal, by lepiej skakal, by po prostu osiagac za pomoca rozmnazania sie lepsze efekty w jakiejs dziedzinie. Rozmnazanie tym samym nie jest hodowla.
          Przytoczony przyklad jamniczki: oczywiscie, mozna ja rozmnozyc za pomoca sasiedniego jamnika - blisko, tanio etc., ale... 3000 km dalej zyje Pan Jamnik, ktory od lat przekazuje takie cechy morfologiczne i behawioralne, ze lomatulu. No ale trzeba wyczaic, zaplacic, zawiezc, poczekac az sie sobie spodobaja ... Zyski, jak sie uda, to sie pojawiaja w drugim/trezcim pokoleniu tej jamniczej pary.
          I nie inaczej jest z konmi - tzn. troche inaczej, bo koszty sto razy wieksze, jako i konie sto razy wieksze niz jamnik. Nie bez powodu krazy dowcip: jak stac sie milionerem na hodowli koni? Odpowiedz: najpierw musisz byc miliarderem.

          Do ad remu: MM uzyla slowa 'hodowla' w takim najbardziej popularnym znaczeniu, czyli: rozmnazanie. Jakos ciezko mi ja oskarzac, bo po prostu nie wiedziala, co czynila. Ale redakcja powinna jakos to ujac inaczej, bo to naprawde razi ludzi, ktorzy sie zwierzetami interesuja, a tych jest coraz wiecej i nie mozna w zwiazku z tym pisac nawet o takich niuansach byle jak.
          • tt-tka Re: O Janowie - niestety... :( 09.03.18, 00:05
            guineapigs napisała:


            > Do ad remu: MM uzyla slowa 'hodowla' w takim najbardziej popularnym znaczeniu,
            > czyli: rozmnazanie.

            Chyba nawet w tym nie. Po prostu - trzymaja konie, czyli je hoduja. Hodowluja. Dla niej stadnina to takie cos, gdzie jest duzo (cale siedem) koni.
            • gat45 Re: O Janowie - niestety... :( 09.03.18, 11:21
              tt-tka napisała:

              >
              > Chyba nawet w tym nie. Po prostu - trzymaja konie, czyli je hoduja. Hodowluja.
              > Dla niej stadnina to takie cos, gdzie jest duzo (cale siedem) koni.

              Za moich czasów wymogi hodowli spełniała STADNINA. Równolegle istniało STADO (na przykład w Białce Krasnostawskiej było ca 200 ogierów rozpłodowych). W założeniu - dla uszlachetniania włościańskiego pogłowia koni roboczych. Źrebaka nikt w tamtejszych - pięknych skądinąd, no ale to był klucz Zamoyskich, było nie było - stajniach nikt nie uświadczył. Kobyły zresztą też nie.
              Czyli stadnina była koedukacyjna, a stado jednopłciowe.
              Dalej tak jest ? Istnieją wciąż stada ?
            • tt-tka Re: O Janowie - niestety... :( 09.03.18, 00:48
              pani.owiec napisał(a):

              To prostu miało być "manie" koni. Posiadają znaczy hodu
              > ją.

              Celnie ujelas - maja, czyli hoduja.
              Zwlaszcza ze cos mi blyska, ze Kabanos byl walachem...dobrze blyska ? Na ogiera raczej by Flobry Igstryby nie wsadzal... A walach, jak powszechnie wiadomo, przy rozmnazaniu jest niezastapiony :)
              • bupu Re: O Janowie - niestety... :( 09.03.18, 00:58
                tt-tka napisała:

                > pani.owiec napisał(a):
                >
                > To prostu miało być "manie" koni. Posiadają znaczy hodu
                > > ją.
                >
                > Celnie ujelas - maja, czyli hoduja.
                > Zwlaszcza ze cos mi blyska, ze Kabanos byl walachem...dobrze blyska ? Na ogiera
                > raczej by Flobry Igstryby nie wsadzal... A walach, jak powszechnie wiadomo, pr
                > zy rozmnazaniu jest niezastapiony :)

                Taaaak, Kabanos jest wałachem.


                --
                Wiedźma
                To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                • ananke666 Re: O Janowie - niestety... :( 10.03.18, 23:01
                  bupu: Taaaak, Kabanos jest wałachem.

                  Otwartym tekstem chyba nigdzie nie jest stwierdzona płeć Kabanosa, ale na logikę wychodzi, że to wałach. Ogiery przeważnie są bardziej kłopotliwe w obsłudze, bardzo rzadki jest ogier-ciapa, na którym można wozić nowicjuszy. Chyba że wzorem Ateny Partenos jest Kobyła Kabanos.

                  --
                  http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
                  • bupu Re: O Janowie - niestety... :( 11.03.18, 17:12
                    ananke666 napisała:

                    > bupu: Taaaak, Kabanos jest wałachem.
                    >
                    > Otwartym tekstem chyba nigdzie nie jest stwierdzona płeć Kabanosa, ale na logik
                    > ę wychodzi, że to wałach.

                    Gdzieś jest stwierdzone otwarcie, że to wałach, bodajże w Makabrusi.




                    --
                    Wiedźma
                    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
            • pi.asia Re: O Janowie - niestety... :( 12.03.18, 08:49
              pani.owiec napisał(a):

              > "MM uzyla slowa 'hodowla' w takim najbardziej popularnym znaczeniu, czyli: rozm
              > nazanie."
              > Sądzę, że nawet to nie. To prostu miało być "manie" koni. Posiadają znaczy hodu
              > ją.

              Otwartym tekstem jest podane: I już mogli zacząć HODOWLĘ koni. A gdy i ona zaczęła przynosić zyski (coś tam coś tam dalej)

              Ewidentnie MM miała na myśli rozmnażanie koni i sprzedaż źrebaków. Bo zwykłe "manie" koni raczej nie przynosi zysków.
              Hodowla 7 sztuk na 2,5 hektara też żadnym cudem zysków nie przyniesie, ale o tym MM najwyraźniej nie wie.
              • panna.ze.dworku Re: O Janowie - niestety... :( 12.03.18, 09:17
                Nie do końca... Myślę, że zwykłe "manie" koni może przynosić zyski, typu prowadzenie szkółki jeździeckiej, czy hipoterapia. Z tym, że to nadal jest chów a nie hodowla. Hodowla - to jednak jest głównie rozmnażanie celem uzyskania lepszych cech u potomstwa niż prezentowali rodzice. Ale ja bym nawet dopuściła to użycie słowa "hodowla" w BŁĘDNYM acz powszechnym znaczeniu "chów". Gdyby to nie było na 2,5 hektara, od którego to areału trzeba odjąć stosowny metraż na dwór własny, pawilon letników, DOCHODOWE plantacje moreli i porzeczek czy co tam oni uprawiają, równie DOCHODOWĄ pasiekę... Znaczy gdyby MM opisała całą resztę w sposób "do przyjęcia" to zarzut zastosowania błędnego nazewnictwa uznałabym za czepianie się wyłącznie, zwłaszcza, że błąd ten, utożsamiania i traktowania jako synonimów słów "chów" i "hodowla" jest dość powszechny. Niestety - nazwanie tego co mają Flobrzy hodowlą to najmniejszy błąd jaki MM popełniła opisując owa Arkadię...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka