Dodaj do ulubionych

Zgryzota z WPADKAMI

10.03.18, 20:26
Zakladam bez przekonania. Sadzac po spojlerach ta ksiazka sklada sie niemal wylacznie z wpadek. Ale zeby tradycji stalo sie zadosc... :)
Edytor zaawansowany
  • gat45 10.03.18, 21:39
    nieno....
    wpadki to chyba trzeba łowić samemu w tekście źródłowym. Poszukiwanie wpadek w cudzych streszczeniach to trochę karkołomne zadanie
  • dakota77 10.03.18, 21:43
    Ale chyba wlasnie chodzi o to, zeby osoby ktore czytaly ksiazke dyskutowaly tu o wpadkach? Nie na podstawie streszczen?

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • gat45 10.03.18, 21:57
    Na razie bodajże trzy przyznały się do przeczytania Dzieła :)
    A Ty masz zamiar przeczytać ? Bo ja się właśnie zastanawiałam (podczas iście wiosennego spaceru z Psinką), czy przeczytałabym, gdyby jakimś cudem książka ta dotarła do mnie. I wcale nie jestem tego pewna :(
  • tt-tka 10.03.18, 22:26
    Przeczytaly trzy, przeczyta wiecej. Choc nie recze, ze wszystkie/wszyscy.
  • dakota77 11.03.18, 00:11
    Przeczytalam poprzednie tomy, przeczytam i ten, ech. Tylko na razie w okolicznych ksiegarniach go nie znalazlam.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • asiunia311 11.03.18, 14:09
    tt-tka napisała:

    Zakladam bez przekonania. Sadzac po spojlerach ta ksiazka sklada sie niemal wylacznie z wpadek. Ale zeby tradycji stalo sie zadosc... :)


    Przyznaję się bez bicia - zawsze pierwszy raz czytam wręcz po przekątnej i dopiero w dogrywce wyłapuję różne 'smaczki'. Więc chyba dlatego jedyną wpadką zauważoną przeze mnie na dotychczasowym poziomie, to fakt, że Grzegorzowi amputowano życie przedborejkowe ( ale o tym była mowa przy wcześniejszych częściach ). Tu stosowny cytat:

    Od strony budowy nadbiegł zaraz podekscytowany wujek Grzegorz, w biegu nakładając koszulę - jakże śpieszno mu było powitać swoją pierwszą wnuczkę! Cały promieniał.
    ( "Ciotka Zgryzotka", str. 293 )

    Oczywiście, można przyjąć, że Elka nie istnieje bądź ma syna lub synów. Ale raczej sądzę, że to przeoczenie autorki. Od kilku tomów konsekwentnie została wyrugowana niepotrzebna część Strybów czy też Rojków, tak jakby Grzegorz czy Robert wypączkowali z innej galaktyki.

    Co mogę zapisać in plus? Na pewno postaci Nory i Podeszwy - pełnokrwiste nastolatki; Norze nie zaszkodziło nawet bliskie pokrewieństwo z trującymi Borejkami. Bardzo mnie zaskoczyły - w pozytywnym sensie - postaci Mili i Ignacego Seniora. Szczególnie więź pana starszego z psem była pokazana w bardzo realistyczny sposób.

    Natomiast remont wiana Dorocinego przez Idę przerósł moje możliwości. Wyobraziłam sobie ten zjadliwy turkus, którym uraczyła ona kuchnię, i odpadłam. Dobra, rozbieliła potem to cudo, ale do pełnego kompletu granatowe szafki z turkusowymi gałkami? Zwariowałabym w ciągu tygodnia. Ale ja lubię szaleć z kolorami tylko w odzieży, więc proszę mnie nie linczować, gdyby się komuś jednak to podobało:)



    --
    Jeśli jedna osoba ma urojenia, mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa się to religią.
    /R.E. Pirsig/
  • przymrozki 11.03.18, 14:25
    Elka ma dzieci, przynajmniej dwoje, a najpewniej więcej, skoro na jej ciążę sprzed kilku lat Gaba zareagowała pytaniem "znowu?".

    No ale powiedzmy, że można przyjąć, że Elka ma samych synów, a Kalarepa marzył o wnuczce. Tak dla odmiany. Wszak córka półsierota i porzucone przez biologicznego ojca pasierbice, jak wiemy, nie były dla Stryby wystarczająco poważną okazją do emocjonalnego zaangażowania się w wychowanie i opiekę.
  • kasiek8728 11.03.18, 18:09
    Tam wcześniej jest fragment, gdzie opisuje się Grzegorza jako (wkrótce szczęśliwy dziadek) z kontekstu wynika, jakoby debiutował w tej roli
  • przymrozki 11.03.18, 18:22
    No to w takim razie mamy kolejną wpadkę. Chyba że zaraz się okaże, że Elka żadnej ciąży nie donosiła. Ale w takim przypadku radosne gabrysine pytanie "znowu (jest w ciąży)?" było lekko niestosowne.
  • kasiek8728 11.03.18, 23:13
    a czy w McDusi nie było coś o podróży samolotem z dzieckiem, z Japonii? Plus dodatkowym utrudnieniem była ta ciąża i dlatego Elka na Wigilii się nie pojawiła, a nie dlatego, że ukatrupił ją inny zły niemiec Alzheimer?

    Ale mogę się mylić, rzeczony tom tudzież resztę, dałam Maci-Maci bo chce poczytać.
  • tt-tka 11.03.18, 23:21
    Bylo, ze wlasnie nie moze przyleciec, bo jest znowu w ciazy.
  • tanee 15.03.18, 22:56
    Jestem z rodziny gdzie moja ciocia nie była biologiczną córką mojej babci. Natomiast babcia wychowywała ją od 4 roku życia. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że moi kuzyni są w mniejszym stopniu wnukami babci niż ja. Chyba nikomu nie przyszło. Tez mnie uderzyło, że Grzegorz kompletnie nie traktuje dzieci Róży jak swoich wnuków, że już nie wspomnę o Elce i jej dzieciach. Nawet przy rozmowie o porodzie nie ma słowa na temat jak się czuł witając na świecie pierworodną córkę. Tak jakby jego ojcostwo zaczynało się od Ignasia.
  • maciejkowaaa 11.03.18, 14:44
    "Bardzo mnie zaskoczyły - w pozytywnym sensie - postaci Mili i Ignacego Seniora."

    A scena gdy dziadek Borejko zobaczył prawnuczkę?
    Dla mnie była obrzydliwa.
    Zepsuła całą pozytywność z relacji z psem.
    I to, o co obraziła się Mila i poszła spać do innego pokoju: ja się z nią całkowicie zgadzam, zachował się jak skończony egoista czyli dokładnie jak on. Dla mnie tu nic się nie zmieniło.
  • tt-tka 11.03.18, 15:03
    dawajcie obie sceny w spojlerowym, pliiiiz. Zobaczenie prawnuczki i obraze Mili.
    Gdyby Ygnac w tym wieku i przy jego charakterze zmienil sie na lepsze, bardzo bym sie zdziwila.
  • maciejkowaaa 11.03.18, 15:19
    Dam scenę jak wrócę, muszę wyjść.
  • asiunia311 11.03.18, 17:00
    maciejkowaaa napisał(a):

    > "Bardzo mnie zaskoczyły - w pozytywnym sensie - postaci Mili i Ignacego Seniora
    > ."
    >
    > A scena gdy dziadek Borejko zobaczył prawnuczkę?
    > Dla mnie była obrzydliwa.
    > Zepsuła całą pozytywność z relacji z psem.
    > I to, o co obraziła się Mila i poszła spać do innego pokoju: ja się z nią całko
    > wicie zgadzam, zachował się jak skończony egoista czyli dokładnie jak on. Dla m
    > nie tu nic się nie zmieniło.


    Obrzydliwa? Może nonszalancka, ale nie użyłabym słowa tego kalibru, którego Ty użyłaś. Jeśli mogę zachować votum separatum.

    --
    Jeśli jedna osoba ma urojenia, mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa się to religią.
    /R.E. Pirsig/
  • maciejkowaaa 11.03.18, 18:02
    Asiunia, rozumiem, to "obrzydliwe" to moje osobiste odczucie, na miejscu Agi byłoby mi potwornie przykro.
    A tym bardziej mi się ta scena nie podoba, że autorka przecież przedstawia nam nestora jako osobę jak najbardziej pozytywną. I opisuje takie jego zachowanie.
  • jonkar1 27.03.18, 11:02
    "Grzegorzowi amputowano życie przedborejkowe" - to także i mnie uderzyło, ale MM odpowiada na swojej stronie, że nawet w jednej z trzech początkowych wersji CZ był wątek Elki, ale ostatecznie nie trafił do wersji ostatecznej - wg MM niepotrzebnie powiększął objetosc książki. Troche do mnie to tłumaczenie nie trafia... Skoro nie zapomniała o Elce, a nie chciała rozbudowywać tego wątku - mogła choć zasygnalizować - jak w którymś z poprzednich tomów, że Elka jest, mieszka w Japonii i już.
  • kasiek8728 11.03.18, 18:11
    Pisałam również o tym, że MM wspomina suknię Laury wywiezioną do Lublina, o ile mnie pamięć nie myli Bernard wówczas jechał do Zamościa.

    Czy z perspektywy Zachodu to jest to samo?
  • ciotka_scholastyka 14.03.18, 14:38
    kasiek8728 napisał(a):

    > Pisałam również o tym, że MM wspomina suknię Laury wywiezioną do Lublina, o ile
    > mnie pamięć nie myli Bernard wówczas jechał do Zamościa.
    >
    > Czy z perspektywy Zachodu to jest to samo?

    Do Zamościa jedzie się przez Lublin, owszem. Ale Bernard jechał do Zamościa, więc i tam wywiózł suknię. No chyba że wyrzucił ja na lubelskim poboczu, o co jednak mimo wszystko go nie posądzam :)
    Wpadka, o tyle irytująca, że sprawdzenie, dokąd Żeromski, ...uj, jechał, zajmuje jakieś pięć sekund.
  • kasiek8728 14.03.18, 18:27
    ciotka_scholastyka napisała:

    > kasiek8728 napisał(a):
    >
    > > Pisałam również o tym, że MM wspomina suknię Laury wywiezioną do Lublina,
    > o ile
    > > mnie pamięć nie myli Bernard wówczas jechał do Zamościa.
    > >
    > > Czy z perspektywy Zachodu to jest to samo?
    >
    > Do Zamościa jedzie się przez Lublin, owszem. Ale Bernard jechał do Zamościa, wi
    > ęc i tam wywiózł suknię. No chyba że wyrzucił ja na lubelskim poboczu, o co jed
    > nak mimo wszystko go nie posądzam :)
    > Wpadka, o tyle irytująca, że sprawdzenie, dokąd Żeromski, ...uj, jechał, zajmuj
    > e jakieś pięć sekund.


    To zależy któędy, ale jasne ;)
    Córka zajmująca się redakcją, chyba zbyt zajęta wypełniaczami ramion, a matka jest nieomylna
  • iwoniaw 15.03.18, 22:18
    Wątek wspominania o tym, jak to Florian POZNAŁ Patrycję/ Patrycja Floriana (mówi o tym Norze Ida, mówi Florian - że się POZNALI jako nastolatki przed maturą Pulpy i zakochali ekspresowo). Tymczasem z Pulpecji wiemy, że znała ona Baltonę od dziecka, z piaskownicy jeszcze, był on poza tym od zawsze przyjacielem brata jej przyjaciółki ze szkolnej ławy i oni się nie tyle poznają, co po prostu odkrywają nieznane uczucia do znanej osoby. Mało tego, gdy Ignacy atakuje Baltonę na ulicy butelką po pepsi, a potem urządza awanturę, że nie zgadza się na żadne zaręczyny, Gaba usiłuje go uspokoić argumentem, że przecież on doskonale zna tego młodzieńca, toż to wnuk inżyniera Żaczka ze Słowackiego - co rzeczywiście Ignaca bardzo hamuje w dalszych reakcjach - więc znać to go znała cała rodzina wcześniej...


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • emae 16.03.18, 16:55
    Dla mnie dużą wpadką, która mnie oderwała od czytania, były opisy Mili i Gaby, jak tuliły główkę wnuczki dokładnie tak, jak lata wcześniej tuliły inne główki, i tu następuje (dwukrotnie) wyliczenie tych główek.
    Z wyliczenia tego wynika, że żadna z nich nie tuliła do swojej piersi główki małej Mili, ani małego Karolka, ani Juleczka, że Mila nie tuliła główki żadnego spośród licznego grona swoich wnucząt, no nie, mała Norcia jest pierwsza.

    Mała Mila jest w ogóle jedną wielką teleskopową wpadką, dziewczę ma 14 lat, a opisywane jest nadal jak malutka dziewczynka, nie wypowiada ani jednego słowa i inteligentnie żuje gumę.
  • dakota77 16.03.18, 17:04
    emae napisała:

    > Mała Mila jest w ogóle jedną wielką teleskopową wpadką, dziewczę ma 14 lat, a o
    > pisywane jest nadal jak malutka dziewczynka, nie wypowiada ani jednego słowa i
    > inteligentnie żuje gumę.

    Tam wszystkie dzieci i nastolatkowie opisani sa wyjatkowo infantylnie Kiedy IGS mowi o Mili, mowi cos o tym, ze mniej mu sie podoba teraz niz jak byla mala. Bo ciagle ma katar i wypadaja jej zeby. 14-latce wypadaja?



    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • tt-tka 16.03.18, 17:20
    dakota77 napisała:

    > Tam wszystkie dzieci i nastolatkowie opisani sa wyjatkowo infantylnie Kiedy IGS
    > mowi o Mili, mowi cos o tym, ze mniej mu sie podoba teraz niz jak byla mala. B
    > o ciagle ma katar i wypadaja jej zeby. 14-latce wypadaja?

    :D

    MM zapomnialo sie na amen w jakim wieku jest Milena. I ze to juz 14, a nie 6, ktore miala w McD.
  • przymrozki 16.03.18, 17:30
    dakota77 napisała:

    > Tam wszystkie dzieci i nastolatkowie opisani sa wyjatkowo infantylnie Kiedy IGS
    > mowi o Mili, mowi cos o tym, ze mniej mu sie podoba teraz niz jak byla mala. B
    > o ciagle ma katar i wypadaja jej zeby. 14-latce wypadaja?
    >

    To jest wspomnienie IGSa o małej Mili z czasów, w których odkrył, że już nie lubi jej tak, jak wtedy, gdy była malutka. Czyli w tym obrazie ona może mieć 6 lat.

    Ale skoro mowa o wpadkach. W "Ciotce" mówi się nam, że IGS był zachwycony małą Milą, gdy ta się urodziła. Z "Czarnej polewki" wynikało co innego. No ale.
  • dakota77 16.03.18, 17:49
    przymrozki napisała:

    > To jest wspomnienie IGSa o małej Mili z czasów, w których odkrył, że już nie lu
    > bi jej tak, jak wtedy, gdy była malutka. Czyli w tym obrazie ona może mieć 6 la
    > t.


    Ale formuluje to w czasie terazniejszym, co brzmi idiotycznie:
    "Kiedy zobaczylem po raz pierwszy mala Mile, az mi sie plakac chcialo z zachwytu. Prawde mowiac, znacznie mniej mi sie podoba teraz, kiedy podrosla i nie jest ani pomarszczona, ani lysa. Ciagle ma katar i wciaz jakies zeby jej wypadaja. I stale zuje gume. I tak glosno sie smieje. Jak kon"



    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • tt-tka 17.03.18, 17:11
    dakota77 napisała:

    > przymrozki napisała:
    >
    > > To jest wspomnienie IGSa o małej Mili z czasów, w których odkrył, że już
    > nie lu
    > > bi jej tak, jak wtedy, gdy była malutka. Czyli w tym obrazie ona może mie
    > ć 6 la
    > > t.
    >
    >
    > Ale formuluje to w czasie terazniejszym, co brzmi idiotycznie:
    > "Kiedy zobaczylem po raz pierwszy mala Mile, az mi sie plakac chcialo z zachwyt
    > u. Prawde mowiac, znacznie mniej mi sie podoba teraz, kiedy podrosla i nie jes
    > t ani pomarszczona, ani lysa. Ciagle ma katar i wciaz jakies zeby jej wypadaja.
    > I stale zuje gume. I tak glosno sie smieje. Jak kon"


    Tym bardziej ze Mili w okresie gubienia zebow IGS nie mial okazji ogladac. Byla w Oksfordzie, gdzie on nie bywal. Jedyna mozliwosc - wigilia u Pulpy w McD - raczej odpada, wtedy IGS gapil sie na Magde. Nie ma sladu ni wzmianki, ze w ogole wtedy zauwazyl siostrzenice.
  • tt-tka 17.03.18, 17:13
    Zreszta to, ze chcialo mu sie plakac z zachwytu, gdy ja zobaczyl pierwszy raz, tez mocno naciagane. Wtedy z kolei on sie zajmowal sledzeniem i kapowaniem siostr. I upajal swoja rola detektywa i straznika moralnosci (cudzej).
    Kolejny gizelizm.
  • tt-tka 16.03.18, 17:15
    emae napisała:

    > Dla mnie dużą wpadką, która mnie oderwała od czytania, były opisy Mili i Gaby,
    > jak tuliły główkę wnuczki dokładnie tak, jak lata wcześniej tuliły inne główki,
    > i tu następuje (dwukrotnie) wyliczenie tych główek.
    > Z wyliczenia tego wynika, że żadna z nich nie tuliła do swojej piersi główki ma
    > łej Mili,

    Mowilam ! Mowilam !

    > ani małego Karolka, ani Juleczka,

    Juleczka po Laurze tez nie ??? A Gabon tak obiecywal, ze bez przerwy bedzie przytulac...
  • tt-tka 16.03.18, 17:17
    ...Ucieklo - z tym ze to nie musi byc wpadka. Moze akurat mowia prawde ? W koncu nie mamy sceny tulenia wymienionych dzieci przez wymieniony tandem. W calej jezycjadzie.
  • iwoniaw 16.03.18, 17:35
    Moze akurat mowia prawde ? W konc
    > u nie mamy sceny tulenia wymienionych dzieci przez wymieniony tandem. W calej j
    > ezycjadzie.


    To możliwe. W końcu Nora, gdy myśli o tych tabunach rodziny w domu przysparzających roboty jej matce (oraz w konsekwencji także jej, Norze oraz Ani, o ile ta akurat w domu, a w domu ona ostatnio nieczęsto), to myśli także o tym, że Laura (sopran koloraturowy) ma mnóstwo zawodowych projektów i w zw. z tym podrzuca swojego Juleczka w razie potrzeby do najbliższej ciotki, czyli jej matki, Patrycji. Z jakiegoś powodu nie do swej matki, a kochającej babuni, która deklarowała pakowanie tornistra. Przedszkola, nieprawdaż, również nie istnieją, a ojciec Juleczka, nauczyciel w podstawówce, też ma najbardziej absorbującą pracę świata...


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • bupu 16.03.18, 17:30
    tt-tka napisała:

    > Juleczka po Laurze tez nie ??? A Gabon tak obiecywal, ze bez przerwy bedzie prz
    > ytulac...


    Gabrieli opadły wyciągnięte celem tulenia ręce, kiedy z kolebki spojrzały na nią oczy jak stalowe mutry...

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • iskrzy_54 21.03.18, 01:05
    Gabrieli opadły wyciągnięte celem tulenia ręce, kiedy z kolebki spojrzały na nią oczy jak stalowe mutry...

    Przeczytałam Gabrieli odpadły ... ręce i się trochę zdziwiłam tak ostrą reakcją :)
  • dakota77 16.03.18, 17:45
    emae napisała:

    > Dla mnie dużą wpadką, która mnie oderwała od czytania, były opisy Mili i Gaby,
    > jak tuliły główkę wnuczki dokładnie tak, jak lata wcześniej tuliły inne główki,
    > i tu następuje (dwukrotnie) wyliczenie tych główek.
    > Z wyliczenia tego wynika, że żadna z nich nie tuliła do swojej piersi główki ma
    > łej Mili, ani małego Karolka, ani Juleczka, że Mila nie tuliła główki żadnego s
    > pośród licznego grona swoich wnucząt, no nie, mała Norcia jest pierwsza.
    >

    W scenie z pokazywaniem Adze, jak ma tulic mala do piersi, wyliczone sa jedynie glowki dzieci Mili i Gaby. Dzieci, bo mowa o tu jedynie o relacji matka-dziecko i matczynych doswiadczeniach. Nie widze powodu, zeby na tej podstawie zakladac, ze zadna z tych kobiet ne tulila wnukow.



    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • czekolada72 19.03.18, 12:30
    O, dla mnie jest jeszcze jedna wpadka - instynkt, ktory nie pozwoli spiacej matce zgniesc niemowlaka!
    O Jezu kochany!

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • lord_vmordevol 19.03.18, 12:44
    czekolada72 napisała:

    > O, dla mnie jest jeszcze jedna wpadka - instynkt, ktory nie pozwoli spiacej mat
    > ce zgniesc niemowlaka!

    A to już było obrabiane :-) Owszem, nie zgniecie niemowlaka, ale to nie jest żaden instynkt matczyny, tylko normalne funkcjonowanie człowieka w czasie snu - nie ładuje się bez sensu na przeszkodę, czymkolwiek by nie była.
  • iwoniaw 19.03.18, 13:07
    A do ciebie nadal nie dociera argument, że zadusić noworodka można nie tylko "ładując się" na niego (to byłoby raczej zgniecenie, biorąc pod uwagę różnicę masy), tylko po prostu choćby przysuwając mu - także niechcący/przez sen - poduszkę/kołdrę do twarzy?


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • zla.m 19.03.18, 14:03
    lord_vmordevol napisała:

    > czekolada72 napisała:
    >
    > > O, dla mnie jest jeszcze jedna wpadka - instynkt, ktory nie pozwoli spiac
    > ej mat
    > > ce zgniesc niemowlaka!
    >
    > A to już było obrabiane :-) Owszem, nie zgniecie niemowlaka, ale to nie jest ża
    > den instynkt matczyny, tylko normalne funkcjonowanie człowieka w czasie snu - n
    > ie ładuje się bez sensu na przeszkodę, czymkolwiek by nie była.

    Lordzie, matka niemowlaka nie jest normalnie funkcjonującym człowiekiem :) Ja osobiście spałam z dziećmi kiedy były już ciut starsze niż te pierwsze 3 miesiące. Takiego malucha można zadusić piersią, wystarczy kimnąć podczas karmienia. Owszem, obecnie raczej lansuje się spanie z dziećmi, ale to bardzo, bardzo, bardzo zależy od danej matki i rodziny. Inaczej śpi matka, której partner włącza się jak może w opiekę nad dzieckiem, a inaczej śpi taka, która jest pozostawiona praktycznie sama sobie. Ja np. byłam koszmarnie zmęczona tym, że nawet jak spałam, to byłam prawie non-stop na standbayu i spałam bardzo czujnie. I obecność męża pozwalająca mi spać przez 2 godziny dziennie głęboko była dla mnie zbawienna, bez tego nie ręczę, czy bym kiedyś nie zasnęła tak, że "nie zauważyłabym" dziecka. Dodatkowo ja ZAWSZE miałam lekki sen, to jest kwestia osobnicza. Jeśli ktoś się boi spać z dzieckiem, to nie ma co go przekonywać, że na_pewno nic nie będzie. Odradza się takie spanie osobom z poważną nadwagą, nie wiem czy skłonna do omdleń i mająca problemy zdrowotne Agnieszka powinna tak spać.

    Podsumowując: nie, nie każdy na pewno będzie spał czujnie z maluchem w łóżku, zwłaszcza że nie mówimy o jednej nocy, tylko np o 35., a wcześniejsze 34 polegały na pobudkach co pół godziny (a wcześniej był ciężki poród, a przedtem - bezsenność w końcówce ciązy, która jest dość powszechna).


    --
    Pracuję z naprawdę wspaniałymi ludźmi. Są godni zaufania, uczciwi,
    nigdy nie powodują problemów. Zupełnie tam nie pasuję.
  • truscaveczka 27.03.18, 10:55
    Ty masz może jakieś wyniki badań, wskazujące, że można niemowlaka zadusić? Bo jedyne udokumentowane przypadki, o jakich czytałam, dotyczyły osób pod wpływem środków psychoaktywnych i/lub osób bardzo otyłych.
    Karmiłam przez sen, w ogóle się często nie budząc, bo tak to działa biologicznie.
    Mówi się natomiast, że spanie z niemowlakiem zmniejsza ryzyko śmierci łóżeczkowej, ponieważ dziecko wyregulowuje sobie prawidłowo oddech pod wpływem oddechu i/lub bicia serca rodzica.
    Serio nie postrzegam tej wzmianki jako wpadki.
    Natomiast zdecydowanie zachowaniem niewłaściwym, acz powszechnym jest namawianie ludzi do spania z dzieckiem/karmienia piersią/chustowania/niechustowania/karmienia butelką/brania na ręce/niebrania na ręce...

    --
    Ci z was, którzy myślą, że wiedzą wszystko, są bardzo irytujący dla tych z nas, którzy rzeczywiście wszystko wiedzą. /Agatha Christie/
  • berrin 27.03.18, 11:35
    truscaveczka napisała:

    > Natomiast zdecydowanie zachowaniem niewłaściwym, acz powszechnym jest namawiani
    > e ludzi do spania z dzieckiem/karmienia piersią/chustowania/niechustowania/karm
    > ienia butelką/brania na ręce/niebrania na ręce...
    >
    No własnie. Namawianie i prezentowanie exkatedralne swojego zdania jako jedynie słusznej prawdy objawionej. W tej wpadkoirytacji zresztą chodziło chyba raczej nie tyle o spanie/niespanie z niemowlakiem tylko o dwie sprawy OBOK tegoż spania:
    1. przekonywanie Agi, ze powinna tak własnie robić, kiedy ona ewidentnie nie czuje ani chęci, ani sił, obawia się i sama jest słaba i mdlejąca;
    2. przekonywanie Agi (oraz czytelników), że w chwili narodzin dziecka matka dostaje tajemne moce (w postaci czujnika), które ZAWSZE zapobiegną ukrzywdzeniu dziecka i ZAWSZE wskażą jej właściwy sposób postępowania. Tak z automatu. Magia, panie. Matka dostaje bowiem specjalny czujnik, który zapobiegnie.

    Swoja droga jak to fajnie, ze pojawiła się u MM wreszcie jakas matka NIEPEWNA siebie, która podchodzi do swego dziecka troche jak do kosmity a troche jak do jeża - bardzo je kocha, pewnie, ale ona ewidentnie żadnych supermocy z automatu nie dostała. I nawet jeśli Róża-guru wie lepiej i nawet jeśli jest nam sugerowane, że Aga to taka matka, co ja trzeba nauczyć/oświecić i jak sie to dokona, problemy same znikną, to jednak jest wreszcie ktoś, dla kogo macierzyństwo jest jednak pewnym... wyzwaniem? Zwłaszcza pierwsze w życiu.

    A co do zaduszenia oseska śpiącego z rodzicem/dorosłym w łóżku. Z protokołów sądowych wynika, że (kiedy w ogole udawało się ustalic przebieg wypadku), to zazwyczaj miewa(ło) to miejsce w sytuacji, kiedy noworodkowi względnie bardzo młodemu i niezbyt aktywnemu ruchowo niemowlęciu niechcąco przyrzucono twarz kołdrą/kocem uzywanym przez dorosłego - dorosły spał i nie zauwazył, dziecko nie umiało samo odkryć sobie buzi. Przed czyms takim żaden odruch niepchania sie przez sen na przeszkodę nie uchroni. Zapewne uzywając odpowiednich akcesoriów do spania i odpowiednio układając dziecko, da sie to ryzyko wyeliminować.

    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • tt-tka 27.03.18, 11:59
    berrin napisała:



    > Swoja droga jak to fajnie, ze pojawiła się u MM wreszcie jakas matka NIEPEWNA s
    > iebie, która podchodzi do swego dziecka troche jak do kosmity a troche jak do j
    > eża - bardzo je kocha, pewnie, ale ona ewidentnie żadnych supermocy z automatu
    > nie dostała. I nawet jeśli Róża-guru wie lepiej i nawet jeśli jest nam sugerowa
    > ne, że Aga to taka matka, co ja trzeba nauczyć/oświecić i jak sie to dokona, pr
    > oblemy same znikną, to jednak jest wreszcie ktoś, dla kogo macierzyństwo jest j
    > ednak pewnym... wyzwaniem? Zwłaszcza pierwsze w życiu.

    Przeciez mielismy Krystyne w SK z jej cudnym "Ja sie boje ! Ja sie boje jej dotknac!" :)

    Panika, niepewnosc, zadnych czujnikow, za to najgorsze wizje (ukochani koledzy jako stado brudasow roznoszacych zarazki) - i nie pomogla nawet obecnosc i chec swiadczen ze strony osob zyczliwych, znanych Krystynie dluzej i blizej niz Roza Adze i doswiadczonych w macierzynstwie i tacierzynstwie.

    Jakie to bylo prawdziwe i jakie sympatyczne :)
  • berrin 27.03.18, 12:49
    > berrin napisała:
    >
    > > > Swoja droga jak to fajnie, ze pojawiła się u MM wreszcie jakas matka NIEPEWNA siebie

    > tt-tka napisała:
    > Przeciez mielismy Krystyne w SK z jej cudnym "Ja sie boje ! Ja sie boje jej dotknac!" :)
    >
    > Panika, niepewnosc, zadnych czujnikow, za to najgorsze wizje (ukochani koledzy
    > jako stado brudasow roznoszacych zarazki) - i nie pomogla nawet obecnosc i chec
    > swiadczen ze strony osob zyczliwych, znanych Krystynie dluzej i blizej niz Roz
    > a Adze i doswiadczonych w macierzynstwie i tacierzynstwie.
    >
    > Jakie to bylo prawdziwe i jakie sympatyczne :)

    A, moja wina, nie doprecyzowałam, ze nareszcie sie taka matka pojawiła w NEOJezycjadzie, obfitujacej dotąd w macierzyństwa - zwłaszcza te najwczesniejsze - całkowicie bezproblemowe emocjonalnie, finansowo, logistycznie, medycznie... Etap SK to były zupełnie inne książki... Córcia Krystyny była normalnym dzieckiem, Krystyna normalną spanikowną matką w trudnej sytuacji życiowej, no i właśnie, żadnych magicznych czujników...




    --
    Pan przecież wie, panie psychiatro, kobieta to człowiek odporny...
  • zla.m 30.03.18, 20:30
    truscaveczka napisała:

    > Ty masz może jakieś wyniki badań, wskazujące, że można niemowlaka zadusić?

    Nie mam, przyznaję. Zrobiłam teraz mały risercz po sieci - opinie są sprzeczne. Jedne portale piszą, że SIDS zapobiega osobne łóżeczko dla dziecka, inne - to co ty, że lepiej razem.

    Akurat jeśli chodzi o Agę, która mdleje co chwila i miesiąc po cesarce nie doszła do siebie - spanie z dzieckiem może być ryzykiem.

    > Natomiast zdecydowanie zachowaniem niewłaściwym, acz powszechnym jest namawiani
    > e ludzi do spania z dzieckiem/karmienia piersią/chustowania/niechustowania/karm
    > ienia butelką/brania na ręce/niebrania na ręce...
    >
    Dokładnie. I jeśli matka ma schizy nt. spania tak czy owak, karmienia czy mycia rąk tylko mydłem glicerynowym, to i tak żadne statystyki jej nie przekonają, a jedyne co można osiągnąć, to zrobić sobie w niej wroga i/lub obniżyć jej nastrój i poczucie wartości własnej.



    --
    Bloguję, bo lubię...
  • reveiled 30.03.18, 22:30
    "opinie są sprzeczne. Jedne portale piszą, że SIDS zapobiega osobne łóżeczko dla dziecka, inne - to co ty, że lepiej razem."
    Bo SIDS to nie jest zaduszenie. I o ile rzeczywiscie u dzieci z predyspozycjami do SIDS spanie razem troche obniza ryzyko, o tyle jednak istnieje jakies ryzyko zaduszenia. Jedno i drugie zdarza sie rzadko, jedno i drugie jest tragedia w tym samym stopnium ale nie nalezy tego mieszac.
  • verdana 04.04.18, 19:48
    Niezależnie od tego, czy zdrowa kobieta moze zadusić dziecko (na pewno może, gdy jest otyła albo nietrzeźwa, to wiadomo), to kobieta, której zdarzają sie omdlenia może zadusić dziecko na 100%, bo w czasie omdleń nic jej się "nie włączy". W takim wypadku dziecko nie może spać z matką, co powinno być oczywiste.
  • turzyca 05.04.18, 10:05
    >Zrobiłam teraz mały risercz po sieci - opinie są sprzeczne. Jedne portale piszą, że SIDS zapobiega osobne łóżeczko dla dziecka, inne - to co ty, że lepiej razem.

    Ja kiedyś to zbadałam bardzo dokładnie i wyszło co następuje: jeśli chodzi o SIDS to szkodliwe dla dziecka jest spanie oddzielnie, musi słyszeć oddechy rodziców. Czyli ta sama sypialnia.

    W kwestii czy dziecko powinno być razem czy oddzielnie, we własnym łóżeczku, trzeba patrzeć na więcej aspektów. Warunek brzegowy to fakt że miejsce spania dziecka powinno spełniać określone warunki: płaski, jednolity, twardy materac, bez miękkich poduszek i innych rzeczy, które dziecko może sobie naciągnąć na twarz. Jeśli przewiduje się, że dziecko będzie spać/sypiać z rodzicami, to odpowiednio przystosowuje się łóżko rodziców, jeśli nie, to zazwyczaj rodzice nie zmieniają przyzwyczajeń, odpowiednio dostosowane jest łóżeczko dziecka. I teraz dzieci z oddzielnych, super bezpiecznych łóżeczek są wyjmowane na czas nocnego karmienia. I zdarza się, że matka w trakcie tego karmienia uśnie. I wtedy albo dziecko śpi na rękach matki siedzącej na fotelu, gdzie też może wpaść w tapicerkę albo zgoła spaść na podłogę albo śpi z nią w niedostosowanym łóżku i np. wsuwa się pod grubą pierzynę. A i noszenie przez zaspaną matkę po ciemnej sypialni też nie jest bezpieczne. Przy wszystkich regulacjach trzeba założyć, że matka też człowiek i może popełnić błąd. Szczególnie o 4 w nocy przy 6 pobudce. Problem odkładania można rozwiązać przystawką, dziecko śpi oddzielnie ale da się je nakarmić bez wyjmowania, więc nie ma ryzyka związanego z noszeniem. A poza tym z założenia zmienić po łóżko rodziców, żeby było możliwie bezpieczne dla dziecka.

    --
    "Zaproszenie wykonane jest z białego gładkiego papieru i ma zaokrąglone rogi. Na rzeczenie Klienta rogi mogą pozostać ostre."
  • czekolada72 17.03.18, 16:53
    Dla mnie totalnym nieporozumieniem jest niewiedza Idy o tym, ze niespelna 2 tygodnie wczesniej z pawiloniku u florkow zerwal huragam dach.
    Nikt nic jej nt nie wspomnial? Patrycja? Rodzice? Florek, Jozef, czy nawet Nora, ktora u niej zamieszkala. Przeciez sie musieli kontaktowac miedzy soba nawet w sprawie pobytu Nory u ciotki, a tu dopiero Nutria sensacje podaje.

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • krystalla 28.03.18, 14:36
    czekolada72 napisała:

    > Dla mnie totalnym nieporozumieniem jest niewiedza Idy o tym, ze niespelna 2 tyg
    > odnie wczesniej z pawiloniku u florkow zerwal huragam dach.
    >
    Przytulę się tutaj z tym, iż zastanowiło mnie, czy przebudowa 'letniego pawilonu' na domek całoroczny ("stały pobyt ludzi") nie jest potrzebna zmiana sposobu użytkowania?... Nie wiem, może (jeśli jest) Flobry uwzględnił to w swoich planach, niemniej z treśni wynika tak, że on wesoło i dowolnie rozbudowuje, co chce, tak o.
    Czepiam się?...
  • tt-tka 28.03.18, 15:57
    krystalla napisała:


    > >
    > Przytulę się tutaj z tym, iż zastanowiło mnie, czy przebudowa 'letniego pawilon
    > u' na domek całoroczny ("stały pobyt ludzi") nie jest potrzebna zmiana sposobu
    > użytkowania?... Nie wiem, może (jeśli jest) Flobry uwzględnił to w swoich plana
    > ch, niemniej z treśni wynika tak, że on wesoło i dowolnie rozbudowuje, co chce,
    > tak o.
    > Czepiam się?...

    Trudno powiedziec :)
    Na przystosowanie letniego na caloroczny to moze wystarczy ocieplenie :)
    Czy przebudowa wymaga zwzwolen, to nie wiem, rozbudowa na pewno. Flor rozbudowuje ? Jesli tak, to musi miec zatwierdzony projekt, kierownika budowy, dziennik budowy i te rzeczy.
  • krystalla 30.03.18, 14:09
    Ocieplenie plus instalacja jakiegoś ogrzewania, jak sądzę.
  • krystalla 30.03.18, 14:10
    A rozbudowywał stajniu. :)
  • tt-tka 30.03.18, 14:29
    krystalla napisała:

    > A rozbudowywał stajniu. :)

    Nie wiem, jak to wyglada w przypadku budynku gospodarczego, jakim jest stajnia :)
    Na rozbudowe mieszkalnego na pewno trzeba tej kupy papierow, zezwolenia, projektu, dokumentacji, kierownika budowy z uprawnieniami i calej reszty - posiedzialam troche na forum dom ( budowa, remonty i te rzeczy), ale tam o stajni nie pisza :(
  • zla.m 30.03.18, 20:39
    krystalla napisała:

    > Przytulę się tutaj z tym, iż zastanowiło mnie, czy przebudowa 'letniego pawilon
    > u' na domek całoroczny ("stały pobyt ludzi") nie jest potrzebna zmiana sposobu
    > użytkowania?... Nie wiem, może (jeśli jest) Flobry uwzględnił to w swoich plana
    > ch, niemniej z treśni wynika tak, że on wesoło i dowolnie rozbudowuje, co chce,
    > tak o.
    > Czepiam się?...

    A mnie zastanowiło, po jaki grzyb on to przebudowuje. Bo wygląda to tak - kupili ziemię niczym ta Wanda, wyprztykali się z kasy. Potem nastąpił huragan, zerwało dach. Nawet jak mieli ubezpieczenie, to nigdy nie jest tak, że odbudowa jest bezkosztowa, już "likwidatora szkody" w tym głowa ;-) I w tym momencie, kiedy z kasą jest cienko, Florek decyduje się na zmiany: ocieplenie, położenie solidniejszego dachu, może pociągnięcie jakichś dodatkowych instalacji. I po co? Potem okazuje się, że jest "jak znalazł" dla pp. Strybów, ale w momencie decyzji ta inwestycja jest w sumie... ot, tak.


    --
    Odkąd dostałem ostatni rachunek za prąd jestem amiszem.
  • bupu 30.03.18, 22:10
    zla.m napisała:

    > A mnie zastanowiło, po jaki grzyb on to przebudowuje. Bo wygląda to tak - kupil
    > i ziemię niczym ta Wanda, wyprztykali się z kasy. Potem nastąpił huragan, zerwa
    > ło dach. Nawet jak mieli ubezpieczenie, to nigdy nie jest tak, że odbudowa jest
    > bezkosztowa, już "likwidatora szkody" w tym głowa ;-) I w tym momencie, kiedy
    > z kasą jest cienko, Florek decyduje się na zmiany: ocieplenie, położenie solidn
    > iejszego dachu, może pociągnięcie jakichś dodatkowych instalacji. I po co? Pote
    > m okazuje się, że jest "jak znalazł" dla pp. Strybów, ale w momencie decyzji ta
    > inwestycja jest w sumie... ot, tak.

    Znaczy się natchnięty telepatyczną wizją misy z sałatą do wymieszania Flobry postanowił znienacka dołożyć pawilonowi oprócz nowego dachu także ocieplenie i ogrzewanie? Pomimo, że w portfelu miał głównie piastowskie pajęczyny?
    Aaaaaaha.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • marutax 30.03.18, 22:28
    zla.m napisała:
    >
    > A mnie zastanowiło, po jaki grzyb on to przebudowuje. Bo wygląda to tak - kupil
    > i ziemię niczym ta Wanda, wyprztykali się z kasy. Potem nastąpił huragan, zerwa
    > ło dach. Nawet jak mieli ubezpieczenie, to nigdy nie jest tak, że odbudowa jest
    > bezkosztowa, już "likwidatora szkody" w tym głowa ;-) I w tym momencie, kiedy
    > z kasą jest cienko, Florek decyduje się na zmiany: ocieplenie, położenie solidn
    > iejszego dachu, może pociągnięcie jakichś dodatkowych instalacji. I po co? Pote
    > m okazuje się, że jest "jak znalazł" dla pp. Strybów, ale w momencie decyzji ta
    > inwestycja jest w sumie... ot, tak.
    >

    Przyszedł przedstawiciel ubezpieczyciela i jakiś ekspert. Okazało się, że Florek wybudował pawilon na zasadzie "to altanka działkowa, tylko wymiary się robotnikom poplątały". Górscy dostali ultimatum - albo robią altankę, albo domek. A że Pulpa była u kresu sił, a ich domek i tak już się rozrósł (dwa pokoje dziewczynek), to uznali, że po przebudowie będzie można kogoś tam zakwaterować na stałe.
  • buka_z_muminkow 20.03.18, 22:46
    Dopiero zaczęlam czytac. Odkąd pamiętam, Ania miała proste włosy, a Nora kręcone. Do premiery byłam przekonana, że bohaterką będzie Ania-przez te włosy właśnie! Mogloby być tak, że Nora prostuje włosy prostownicą, po użyciu silnej pianki, ale wtedy Pulpa nie określiłaby ich jako "sypkie". Ani włosy moglyby sie lekko kręcić, bo są krotkie - ale nie aż tak. No i nie byłaby "jak zwykle cała w loczkach". MM pomyliła siostry :/

    Czytam dalej.
  • loreii 20.03.18, 23:25
    Też zwróciłam na to uwagę i zastanawiałam się czy komuś kto miał w dzieciństwie włosy proste mogły one zacząć się kręcić w starszym wieku ?
  • tt-tka 20.03.18, 23:32
    loreii napisała:

    > Też zwróciłam na to uwagę i zastanawiałam się czy komuś kto miał w dzieciństwie
    > włosy proste mogły one zacząć się kręcić w starszym wieku ?

    Moga sie lekko sfalowac, choc rzadko to robia. Na pewno nie zmienia sie w loczki.
  • iskrzy_54 21.03.18, 01:17
    Moga sie lekko sfalowac, choc rzadko to robia. Na pewno nie zmienia sie w loczki.

    Mojej kuzynce w okresie dojrzewania się (rudawe) włosy zakręciły - może niekoniecznie dostała nagle afro, ale było to trochę więcej niż falowanie (zwłaszcza na krótszych kawałkach, np. grzywka). Jednak częściej się spotyka w drugą stronę. Przez jakiś czas bałam się obcinać włosy własnemu dziecięciu, bo pamiętałam, że po postrzyżynach mój brat nigdy nie odzyskał loczków. Na szczęście moje obawy okazały się płonne. Niestety teraz sobie sama prostuje. Może ktoś sięgnie do źródła (Sprężyna np. chyba miała obrazki z Anią i Norą).
  • zla.m 23.03.18, 14:40
    tt-tka napisała:

    > loreii napisała:
    >
    > > Też zwróciłam na to uwagę i zastanawiałam się czy komuś kto miał w dzieci
    > ństwie
    > > włosy proste mogły one zacząć się kręcić w starszym wieku ?
    >
    > Moga sie lekko sfalowac, choc rzadko to robia. Na pewno nie zmienia sie w loczk
    > i.

    Zmienią, zmienią. Miałam w dzieciństwie proste włosy, a jak ruszyły hormony to... W krótkich wyglądałam jak owca (jak Ania na ilustracji) lub też - zależnie od patrzącego - jak babcia emerytka świeżo po trwałej.


    --
    Niewiele osób wie, że oprócz Międzynarodowej Olimpiady w Programowaniu istnieje również Paraolimpiada w tej dziedzinie. Z ramienia Polski startuje w niej zawsze wydział Filologii Polskiej.
  • przymrozki 21.03.18, 09:23
    loreii napisała:

    > Też zwróciłam na to uwagę i zastanawiałam się czy komuś kto miał w dzieciństwie
    > włosy proste mogły one zacząć się kręcić w starszym wieku ?

    Tego nie wiem, ale odwrotnie da się na pewno i może coś takiego spotkało Norę.

    Moje osobiste włosy w dzieciństwie były bardzo jasne i kręcone (no, nie afro, ale jednak kręcone), a obecnie są ciemniejsze (to akurat standard), ale też w zasadzie zupełnie proste. Kiedy mam włosy dłuższe niż do ramion i wysuszę je od razu po umyciu, nawet nie falują. A nigdy ich nie prostowałam.
  • emae 21.03.18, 09:40
    loreii napisała:

    > Też zwróciłam na to uwagę i zastanawiałam się czy komuś kto miał w dzieciństwie
    > włosy proste mogły one zacząć się kręcić w starszym wieku ?

    Potwierdzam na własnym przykładzie. Chociaż u mnie też było inaczej, bo jako małe dziecko miałam loczki, później (po obcięciu) przez lata włosy proste, w okresie dorastania zaczęły się dość niespodziewanie kręcić i tak mają do dziś.
  • emae 21.03.18, 09:44
    Jest też kwestia pielęgnacji włosów. Jeśli Ania Górska jest osobą, która lubi dbać o swoją urodę i zależało jej na tym, by podkreślić naturalny skręt włosów, mogła uzyskać ten efekt za pomocą kosmetyków.

    No i kwestia długości włosów. Znam osoby, które mają kręcone włosy tylko wtedy, gdy włosy są krótkie. Im dłuższe rosną włosy, tym są cięższe i się prostują. Możliwe, że córki Pulpecji tak mają. Zresztą Nora wcale nie ma prostych włosów, ma co najmniej falujące.
  • czekolada72 21.03.18, 10:32
    Ja osobiscie w dziecinstwie mialam grube i proste wlosy. w zyciu doroslym - fryzjerki zalamuja rece, bo wlosy - no nie, nie w spiralki, alle gdy nie sa mokre - natychmiast sie zaczynaja zwijac.
    Brat moj rodzony, w dziecinstwie blondynek z anielskimi loczkami - w zyciu doroslym stal sie brunetem, no ok, szpakiem obecnie , z grubymi prostymi wlosami.
    Dziecko me, we wczesnym dziecinstwie z lichymi wlosietami rcaczej prostawymi, w latach szkolnych - z wlosiskami grubymi i prostymi jak druty, w zyciu 20+ jezeli nic przy nich nie zmajstruje, wyglądają jak z obrazów Rafaela - loki, loki, loki, i to mocne loki.
    Wiec w sumie - mozliwe jest wszytko, acz przychylam sie do tezy ze generalnie, jak sie ciachnie wlosy krecone, to one raczej odrastaja proste oraz im krotsze tym bardziej krecone.

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • verdana 21.03.18, 20:29
    Bywa odwrotnie. Mój syn ma proste włosy, gdy ma krótkie, a już trochę dłuższe zwijają mu sie niemal w loki.
  • buka_z_muminkow 21.03.18, 16:58
    Refleksja z dalszej lektury-Mila mowi do Patrycji, ze wyszla mlodo z domu bez matury i to za mąż. Z tego, co pamiętam z Pulpecji i dalszych części, Florian poprosil o reke Patrycji zaraz po niezdanej maturze, ale ostatecznie najpierw była matura, potem ślub.
  • iwoniaw 21.03.18, 17:08
    Dokładnie tak było, mało tego - Ignacy wprost nie zgodził się, żeby którakolwiek z jego córek wyszła za mąż, dopóki nie zda matury i mimo focha Patrycji, która oburzona powiedziała, że i tak zrobią co zechcą, to Florian zaprotestował. Mówiąc wprost, że on nie chce się żenić wbrew zdaniu jej ojca, więc udowodni (on!), że P. maturę zda, a nawet na studia pójdzie i wtedy będzie ślub. Żadne więc "wyszłaś z domu bez matury i od razu za mąż", bo nie tak było.


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • tt-tka 21.03.18, 17:26
    Ano nie tak. Pulpa byla juz na studiach, gdy wszla za maz.
    Szpraszam, maman B. bredzi, a Pulpa nie prostuje ?
  • iwoniaw 21.03.18, 17:42
    Ano nie prostuje. Za to Ignac prostuje stwierdzenie Milicji, że "była jędzą dla Gizeli". No otóż nie była. Ignac był świadkiem jej życia na tym etapie (?!), więc wie...


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • tt-tka 21.03.18, 20:11
    iwoniaw napisała:

    > Za to Ignac prostuje stwierdzenie Milicji, że "była jędzą dla
    > Gizeli". No otóż nie była. Ignac był świadkiem jej życia na tym etapie (?!), w
    > ięc wie...

    Niemozliwe . Pojawila sie Gizela bezposrednio wspomniana ? I moze jeszcze w obecnosci corek byla ta samokrytyka i dementi ?
  • iwoniaw 21.03.18, 20:21
    W obecności Patrycji, w tym samym zdaniu co wspomnienie o wychodzeniu za mąż bez matury.


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • tt-tka 21.03.18, 20:39
    iwoniaw napisała:

    > W obecności Patrycji, w tym samym zdaniu co wspomnienie o wychodzeniu za mąż be
    > z matury.

    I co Patrycja ? Nie prostuje pierwszego, a w drugim nie robi wielkich oczu ?
  • iwoniaw 21.03.18, 20:48
    Nie, albowiem rozmowa płynnie przechodzi w bezskuteczne przekonywanie Ignaca, że skoro idzie z psem w las, to powinien wziąć komórkę.


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • dakota77 21.03.18, 20:52
    iwoniaw napisała:

    > W obecności Patrycji, w tym samym zdaniu co wspomnienie o wychodzeniu za mąż be
    > z matury.
    >
    W ktorym miejscu Ciortki jest rozmowa o niezdaniu przez Pulpe matury w jej obecnosci? Bo szukam i nie moge znalezc. Wydawalo mi sie, ze jedyny moment, w ktorym mowa o niezdanej maturze, i pada bledna informacja, ze biorac slub Pupla nie miala matury, jest rozmowa Idy z Nora.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • iwoniaw 21.03.18, 21:39
    Na stronie 157.


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • dakota77 21.03.18, 17:40
    buka_z_muminkow napisała:

    > Refleksja z dalszej lektury-Mila mowi do Patrycji, ze wyszla mlodo z domu bez m
    > atury i to za mąż. Z tego, co pamiętam z Pulpecji i dalszych części, Florian po
    > prosil o reke Patrycji zaraz po niezdanej maturze, ale ostatecznie najpierw był
    > a matura, potem ślub.

    Tak, tez na to zwrocilam uwage. Autorce zapomnialo sie, ze Pulpa jednak zdala mature przed slubem.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • ciotka_scholastyka 21.03.18, 20:32
    dakota77 napisała:


    > Tak, tez na to zwrocilam uwage. Autorce zapomnialo sie, ze Pulpa jednak zdala m
    > ature przed slubem.

    Ba, w chwili, gdy podejmują decyzję o ślubie, Pulpa pięknie zdała już wszystkie egzaminy po pierwszym roku leśnictwa.
  • reveiled 27.03.18, 11:17
    O, a tego nie pamietalam... W ktorej to ksiazce? Bo z Pulpecji pamietam tylko, ze Florian sie oswiadcza, ale zgadza sie odlozyc slub na po maturze Patrycji - ale wydawalo mi sie, ze tego, kiedy ostatecznie ten slub sie odbyl, nie wiemy...
  • tt-tka 27.03.18, 12:01
    reveiled napisał(a):

    > O, a tego nie pamietalam... W ktorej to ksiazce? Bo z Pulpecji pamietam tylko
    > , ze Florian sie oswiadcza, ale zgadza sie odlozyc slub na po maturze Patrycji
    > - ale wydawalo mi sie, ze tego, kiedy ostatecznie ten slub sie odbyl, nie wiemy
    > ...

    Nie wiemy dokladnie, ale w DP, juz rok po Pulpecji Pulpa i Florian oznajmiaja Gabie, ze wlasnie zdecydowali sie pobrac, czy tez zdecydowali o dacie slubu. Malzenstwem jeszcze nie sa.
  • buka_z_muminkow 21.03.18, 19:21
    Po jaki zbój Gabon i Grzegorz jadą do Patrycji przez Toruń? Z Poznania? Chcieli pójsc na romantyczny spacer i zjeść po drodze, tymczasem Gaba zasypia za kólkiem, a oni jadą nie wiadomo gdzie i po co... ?
  • iwoniaw 21.03.18, 19:51
    Nie, po ustaleniu, że jak wyjadą z korków, to się zatrzymają i pójdą na spacer, Gaba zasypia w aucie, a Grzegorz w tym czasie wpada na pomysł, że zmienia trasę, zmienia plany, wyłącza jej telefon i nie budząc jej wysyła sms-a Patrycji, że będą później, zjedzą po drodze, niech nie czekają na nich z obiadem - po czym jedzie nad morze. Gdzie Gaba dopiero się budzi i ma niespodziankę.


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • buka_z_muminkow 21.03.18, 20:05
    Ok, tylko to jest tak napisane, jakby najpierw przejechali przez ten Toruń, a potem Grzegorz podjął decyzję o wyprawie. Być może moja interpretacja wynika z faktu, że jestem w trakcie książki ;)
  • ananke666 22.03.18, 12:28
    Bardzo proszę o dostarczenie dokładnych informacji o tym osobniku. Na razie mi wiadomo, że ma ojca Japończyka i jest ochrzczony. Ważne jest natomiast, gdzie Jacek się urodził?
    Jeśli Jacek przyszedł na świat w Japonii, to jest bardzo mało prawdopodobne, żeby miał na imię Jacek. Powód jest prosty: tego imienia nie da się zapisać w żaden sposób japońskimi znakami. I jakoś tak wątpię, żeby japoński rodzić wyraził zgodę na kołomyję z imieniem, silnie utrudniającą dziecku życie w szkole. Chłopak zapewne miał na imię albo jakoś podobnie i spolszczono na Jacka, albo w ogóle zupełnie inaczej.
    Nie chcę zgrywać mądrzejszej niż jestem i od razu wyznam, że o języku japońskim mam pojęcie w zasadzie żadne. Ale dla rozrywki nauczyłam się podstawowego systemu znaków - tego, od którego zaczynają naukę w szkole japońskie dzieci - i zaczęłam drugi, stąd bez problemu rozpoznam, co się da po japońsku napisać, a co nie. "Jacek" odpada.


    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • buka_z_muminkow 22.03.18, 12:39
    Możliwa jest też opcja-chłopak jest synem Japończyka, który od dawna mieszka w Polsce, bo ożenił się z Polką. Chłopak urodził się w Polsce, ma polskie obywatelstwo, tylko rysy wschodnie. Żeby dzieciakowi było łatwiej, nadano mu polskie imię. Ba, znam przypadki, gdzie Azjaci - rezydenci WE/ UE(w tym przypadku Chińczycy i Wietnamczycy) nadali dzieciom polskie imiona, bo wiedzieli, że i tak zostaną w Polsce na stałe. Dzieciaki najpierw otrzymały zezwolenie na pobyt rezydenta WE/UE , potem obywatelstwo.
  • ciotka_scholastyka 22.03.18, 12:41
    buka_z_muminkow napisała:

    > Możliwa jest też opcja-chłopak jest synem Japończyka, który od dawna mieszka w
    > Polsce, bo ożenił się z Polką.

    No i chyba to oczywiste? Na boga, przecież nikt chyba nie sugerował, że to jest stuprocentowy Japończyk, który ma na imię Jacek?! :D :D :D
  • ananke666 22.03.18, 12:43
    Aaa, jeśli urodził się w Polsce, to problem oczywiście upada. Dlatego prosiłam o szczegóły :)

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • iwoniaw 22.03.18, 12:45
    Obawiam się, że "japońskość" Tanaki będzie tak samo przedstawiona jak "ciemnoskórość" Oracabessów - w stylu "małpa, a mówi". Wrzut "egzotyki" pod hasłem "jacy my otwarci na wielokulturowość", de facto popis rasizmu (który za rasizm się nie uważa, bo nieagresywny i niefaszystowski).


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • ananke666 22.03.18, 12:54
    Widzisz Ciotka, z tymi imionami jest rozmaicie. Dziecko pary mieszanej w Polsce może spokojnie nosić imię cudzoziemskie i takie przypadki są w szkole mojej córy. W grupie na angielskim ma bodajże pół-Greka. Z nielicznych wzmianek jakoś tak mi wynikło, że Jacek do Europy przyjechał, a nie się tutaj urodził. Pewnie zasugerowałam się tym, że gdzieś tam ktoś napisał, że Jacek fascynował się kulturą europejską, czy polską, nie pomnę już - a to zwykle zaznacza, że jest to kultura obca. O własnej raczej mało kto powie, że się nią "fascynuje", użyje się raczej innych słów, choćby miłość do tej kultury była na zabój i po grób.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • buka_z_muminkow 22.03.18, 16:06
    Japończyka takiego nie znam, ale stuprocentowo chińskie lub wietnamski dzieci, urodzone w Polsce-owszem :) np. Kasia i nazwisko ichnie. W przypadku Japończyka jest to o tyle mniej prawdopodobne, że oni stosunkowo rzadko przyjeżdżają do Polski w celach innych niż turystyczne i z reguły jak przyjeżdżają, to potem wracają do siebie. W przypadku Chińczyków u Wietnamczyków bywa inaczej. :)
  • buka_z_muminkow 22.03.18, 16:07
    *Chińczyków i Wietnamczyków. Nie "u". Kurczę, czy tu się da edytować posty? :)
  • krystalla 22.03.18, 16:21
    buka_z_muminkow napisała:

    > *Chińczyków i Wietnamczyków. Nie "u". Kurczę, czy tu się da edytować posty? :)

    Się chyba nie da, też nad tym boleję (spacja mi się zacina). Ale drobnymi literówkami może się nie przejmuj, poprawiaj tylko te wypaczające sens wypowiedzi. :)
  • ananke666 22.03.18, 12:42
    Może od razu napiszę, dlaczego się nie da, żeby oszczędzić Wam pytań i wątpliwości :) W japońskim prawie wszystkie sylaby są otwarte, czyli kończą się samogłoską. Jedyna spółgłoska, która może stać na końcu sylaby, to "n", jak w "san" - czyli naszym "pan, pani". Nazwy popularnych japońskich marek typu Nissan czy Mazda, gdzie teoretycznie takie sylaby zamknięte są, w rzeczywistości brzmią nieco inaczej i w tej formie wywędrowały tylko na rynki zagraniczne. "N" funkcjonuje jako osobny znak, ale poza nim wszystkie znaki oznaczają albo samogłoski, albo sylaby. "K" nie ma.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • lord_vmordevol 22.03.18, 12:52
    ananke666 napisała:

    > Jeśli Jacek przyszedł na świat w Japonii, to jest bardzo mało prawdopodobne, że
    > by miał na imię Jacek. Powód jest prosty: tego imienia nie da się zapisać w
    > żaden sposób japońskimi znakami
    . I jakoś tak wątpię, żeby japoński rodzić w
    > yraził zgodę na kołomyję z imieniem, silnie utrudniającą dziecku życie w szkole

    Ojciec pewnie porzucił jego matkę, jak to ojciec. Więc i imieniem się nie interesował.
  • dakota77 22.03.18, 16:45
    ananke666 napisała:

    > Bardzo proszę o dostarczenie dokładnych informacji o tym osobniku. Na razie mi
    > wiadomo, że ma ojca Japończyka i jest ochrzczony. Ważne jest natomiast, gdzie J
    > acek się urodził?

    Gdzie sie urodzil nie wiemy, przynajmniej na razie. "Kolega ten jest, owszem, Japonczykiem ( w polowie: tata tokijczyk, mama poznanianka), ale obywatelstwa polskiego. Ochrzczony zostal w Poznaniu jako Jacek. "

    W sumie to podkreslanie, ze ochrzczony w Poznaniu, brzmi mi teraz jak informacja, ze urodzil sie w Japonii, a jakis czas pozniej matka przywiozla go do Polski, gdzie zostal ochrzczony i otrzymal polskie imie. Wczesniej zakladalam, ze Jacek urodzil sie w Polsce.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • piotr7777 22.03.18, 19:38
    Wiem, że to bez związku, ale Azjatka w Rodzinie zastępczej (serial Polsatu z lat 1999-2009) miała na imię Zosia. I chyba jakoś to było wyjaśnione.
  • soova 22.03.18, 20:48
    Zosia serialowa była Mongołką - i w serialu i w prawdziwym życiu.
    TU SPOILER. Bo może jest ktoś, kto nie oglądał?

    W ostatnim odcinku z jej udziałem skontaktowała się z nią jej mongolska rodzina, że chcą ją zabrać do siebie, a akurat tak się składa, że w Warszawie będzie wujek i że chętnie ją pozna. Zosia zaprosiła go do Kwiatkowskich - papa Kwiatkowski nie był zachwycony perspektywą życia przybranej córki w jurcie, a tym bardziej jej bezwarunkowym entuzjazmem, ale oczywiście gościa przyjął. Że zaś wujek i inżynier po angielsku mówili w zakresie podstawowym, tłumaczką była Zosia. I właśnie podczas obiadu okazało się, że żadna jurta, tylko rodzina zaprasza Zosię do Kanady, bo tam mieszkają. Myślę, że to było bardzo sympatyczne ujęcie tematu egzotycznego cudzoziemca i roli stereotypów w życiu.
  • ananke666 22.03.18, 20:32
    "Kolega ten jest, owszem, Japonczykiem ( w polowie: tata tokijczyk, mama poznanianka), ale obywatelstwa polskiego. Ochrzczony zostal w Poznaniu jako Jacek. "

    Dziwnie to jakoś brzmi, bo dlaczego na dziecko urodzone w Polsce i z polską matką mówić per Japończyk? To byłby mniej więcej taki Polak, jak Polką byłaby Maria Smith, córka Zofii i Jamesa, urodzona w Bostonie. Mam wrażenie jednakowoż, że większość osób powie o niej "Amerykanka".
    O urodzonym w Polsce Jacku można najwyżej powiedzieć, że jest Polakiem japońskiego pochodzenia.
    U Chińczyków mieszkających poza Chinami częste jest posiadanie dwóch imion, właściwego chińskiego i drugiego, wymawialnego dla nie-Chińczyków i używanego na co dzień - info ze źródła.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • dakota77 22.03.18, 21:11
    ananke666 napisała:

    > "Kolega ten jest, owszem, Japonczykiem ( w polowie: tata tokijczyk, mama poznan
    > ianka), ale obywatelstwa polskiego. Ochrzczony zostal w Poznaniu jako Jacek. "
    >
    > Dziwnie to jakoś brzmi, bo dlaczego na dziecko urodzone w Polsce i z polską mat
    > ką mówić per Japończyk?

    A skad wiemy, ze urodzonym w Polsce? Jak pisalam wczesniej ten fragment "ochrzczony w Poznaniu" moze sugerowac, ze Jacek urodzil sie w Japonii, a gdy trafil do Poznania jakis czas pozniej, zostal w Polsce ochrzczony.


    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • ananke666 23.03.18, 20:13
    dakota77: skad wiemy, ze urodzonym w Polsce? Jak pisalam wczesniej ten fragment "ochrzczony w Poznaniu" moze sugerowac, ze Jacek urodzil sie w Japonii, a gdy trafil do Poznania jakis czas pozniej, zostal w Polsce ochrzczony.

    I tu prościutko wracamy do problemu, który ruszyłam w pierwszym wpisie - gdyby był urodzony w Japonii naprawdę mało prawdopodobne, żeby nazywał się Jacek.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • dakota77 23.03.18, 21:47
    ananke666 napisała:


    > I tu prościutko wracamy do problemu, który ruszyłam w pierwszym wpisie - gdyby
    > był urodzony w Japonii naprawdę mało prawdopodobne, żeby nazywał się Jacek.

    Oczywiscie. Ale nie daloby sie go ochrzcic pod japonskim imieniem, prawda? Wiec mielibysmy czlowieka urodzonego w Japonii, ktoremu nadano japonskie imie. Ktory potem wyladowal w Polsce, gdzie ochrzczono go imieniem Jacek.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • ananke666 24.03.18, 09:14
    dakota77: Wiec mielibysmy czlowieka urodzonego w Japonii, ktoremu nadano japonskie imie. Ktory potem wyladowal w Polsce, gdzie ochrzczono go imieniem Jacek.

    Eee i używa imienia chrzestnego, zamiast pierwszego, nadanego przez rodziców? No nie trzyma się to kupy jakoś. Zwłaszcza, że japońskie imiona w lekko spolszczonej wymowie są zwykle jak najbardziej wymawialne dla Polaka.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • upadly_kocyk 24.03.18, 09:20
    ananke666 napisała:
    >
    > Eee i używa imienia chrzestnego, zamiast pierwszego, nadanego przez rodziców? N
    > o nie trzyma się to kupy jakoś. Zwłaszcza, że japońskie imiona w lekko spolszcz
    > onej wymowie są zwykle jak najbardziej wymawialne dla Polaka.
    >

    Może chciał się mniej wyróżniać... Akurat historie z imionami - oficjalnymi i rzeczywiście używanymi - są bardzo dziwne niekiedy.
  • ananke666 24.03.18, 09:59
    upadly_kocyk: Może chciał się mniej wyróżniać...

    Z azjatycką fizys i japońskim nazwiskiem? Próżny trud. Zresztą dzisiaj, gdzie w każdym większym mieście bez trudu można obejrzeć przekrój ras to trochę anachroniczne. Może dla starszego pokolenia to coś w stylu "jak już musi być żółty, to niech się chociaż nazywa po Bożemu", ale dla młodszych problem jest z sufitu wzięty. A już zwłaszcza teraz, kiedy japońskie wpływy popkulturowe są całkiem porządnie w Europie zakorzenione. Rzekłabym, że przeciwnie - japońskie imię to dla niego +50 do atrakcyjności i durniem byłby, gdyby o tym nie wiedział.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • zla.m 24.03.18, 10:57
    ananke666 napisała:

    > upadly_kocyk: Może chciał się mniej wyróżniać...
    >
    > Z azjatycką fizys i japońskim nazwiskiem? Próżny trud. Zresztą dzisiaj, gdzie w
    > każdym większym mieście bez trudu można obejrzeć przekrój ras to trochę anachr
    > oniczne. Może dla starszego pokolenia to coś w stylu "jak już musi być żółty, t
    > o niech się chociaż nazywa po Bożemu", ale dla młodszych problem jest z sufitu
    > wzięty. (ciach) Rzekłabym, że przeciwnie - japońskie imię to d
    > la niego +50 do atrakcyjności i durniem byłby, gdyby o tym nie wiedział.
    >
    Może jest Jackiem tylko dla Borejków wraz z krewnymi i znajomymi królika. Łusia swoją rodzinę zna, więc rozumnie wyciągnęła chrzest, kazała mu wykuć kawałek Homera i przedstawiać się polskim imieniem :D



    --
    Bloguję, bo lubię...
  • ananke666 24.03.18, 12:27
    Zla.m: Łusia swoją rodzinę zna, więc rozumnie wyciągnęła chrzest, kazała mu wykuć kawałek Homera i przedstawiać się polskim imieniem :D

    Ot mądrze prawisz!

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • potworia 26.03.18, 16:07
    ananke666 napisała:

    > Zresztą dzisiaj, gdzie w
    > każdym większym mieście bez trudu można obejrzeć przekrój ras to trochę anachr
    > oniczne.

    Które wieksze polskie miasto masz na mysli? Przeprowadze sie tam bez wahania. Polske widze wciaz przygnebiajaco biala, jakby wymoczona w roztworze chloru.
  • lord_vmordevol 26.03.18, 16:13
    potworia napisał(a):

    > ananke666 napisała:
    >
    > > Zresztą dzisiaj, gdzie w
    > > każdym większym mieście bez trudu można obejrzeć przekrój ras to trochę
    > anachr
    > > oniczne.
    >
    > Które wieksze polskie miasto masz na mysli? Przeprowadze sie tam bez wahania. P
    > olske widze wciaz przygnebiajaco biala, jakby wymoczona w roztworze chloru.

    No chyba każde przynajmniej wojewódzkie. Ale co jest przygnębiającego w tym, że przeważającą, owszem, większością ludzi w Polsce są biali? W najmniejszym stopniu nie przeszkadzają mi wszelkiego rodzaju Murzyni, Azjaci, Arabowie, Eskimosi, Hindusi i inni Aborygeni, ale "białość" Polski widzi mi się najzupełniej normalną i, w sensie geograficznym, prawidłową.
  • potworia 26.03.18, 16:53
    lord_vmordevol napisała:

    > >
    > No chyba każde przynajmniej wojewódzkie.

    W Krakowie, gdzie obecnie mieszkam, sytuacje ratuja turysci. Ale juz trzy kilometry na poludnie od centrum calymi tygodniami nie widuje ani jednej kolorowej osoby. Nie mialam kolorowych znajomych na zadnych studiach (UW i ASP) ani w zadnej pracy (a wspolpracowalam z teatrami we wszystkich wiekszych miastach w Polsce). W miescie Poznan skadinad upadlo wazne i nagradzane przedstawienie teatralne, bo znalezienie kilkorga czarnoskorych statystow okazalo sie niewykonalne. Nie znam zadnego czarnego lekarza, zoltego listonosza, bliskowschodniej instruktorki tanca ani subkontynentalnego mechanika. I owszem, zwlaszcza po powrocie z zagranicy, robi to przygnebiajace wrazenie. Pewne to kwestia indywidualnej wrazliwosci.
    Pojec "norma" i "prawidlowosc" nie chce mi sie dekonstruowac, bo nie czas i miejsce.

    Ale co jest przygnębiającego w tym, że
    > przeważającą, owszem, większością ludzi w Polsce są biali? W najmniejszym stop
    > niu nie przeszkadzają mi wszelkiego rodzaju Murzyni, Azjaci, Arabowie, Eskimosi
    > , Hindusi i inni Aborygeni, ale "białość" Polski widzi mi się najzupełniej norm
    > alną i, w sensie geograficznym, prawidłową.
  • lord_vmordevol 27.03.18, 09:44
    potworia napisał(a):

    > lord_vmordevol napisała:
    > > No chyba każde przynajmniej wojewódzkie.
    >
    > W Krakowie, gdzie obecnie mieszkam, sytuacje ratuja turysci. Ale juz trzy kilom

    > e znam zadnego czarnego lekarza, zoltego listonosza, bliskowschodniej instrukto
    > rki tanca ani subkontynentalnego mechanika. I owszem, zwlaszcza po powrocie z z
    > agranicy, robi to przygnebiajace wrazenie. Pewne to kwestia indywidualnej wraz

    Pogląd, że specyfika etniczna Polski jest przygnębiająca i że potrzeba aż turystów, aby jakoś to "ratować" jest zwyczajnie obraźliwy. Tym bardziej, że jestem jakoś dziwnie pewny, że w Tokio nie przygnębiałaby Cię wszechogarniająca żółtość, a w Kinszasie nie martwiłaby Cię otaczająca czerń.

  • ananke666 27.03.18, 10:33
    Lord_vmordevol: ym bardziej, że jestem jakoś dziwnie pewny, że w Tokio nie przygnębiałaby Cię wszechogarniająca żółtość, a w Kinszasie nie martwiłaby Cię otaczająca czerń.

    Od siebie dodam, że bardzo wątpię, byś odważyła się narzekać na mieszkańców rzeczonej Kinszasy, że wszyscy wyglądają jak wymalowani melasą. Albo na morze płaskich twarzy w Tokio.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • potworia 27.03.18, 11:39
    Zapewne nie, choc moze po kilkunastu latach w tamtym zywiole... Ale Polske i polskie miasta widze raczej na tle i w kontekscie reszty Europy, ze wskazaniem na Zachód tejze.

    Lepiej sie panstwo poczuli, zrugawszy mnie z wysoka za niewlasciwe odczucia?

  • potworia 27.03.18, 11:25
    lord_vmordevol napisała:
    >
    > Pogląd, że specyfika etniczna Polski jest przygnębiająca i że potrzeba aż turys
    > tów, aby jakoś to "ratować" jest zwyczajnie obraźliwy.

    Obrazliwy? Hm, dla kogo?

    Tym bardziej, że jestem
    > jakoś dziwnie pewny, że w Tokio nie przygnębiałaby Cię wszechogarniająca żółtoś
    > ć, a w Kinszasie nie martwiłaby Cię otaczająca czerń.

  • lord_vmordevol 27.03.18, 12:25
    potworia napisał(a):

    > lord_vmordevol napisała:
    > >
    > > Pogląd, że specyfika etniczna Polski jest przygnębiająca i że potrzeba aż
    > turys
    > > tów, aby jakoś to "ratować" jest zwyczajnie obraźliwy.
    >
    > Obrazliwy? Hm, dla kogo?

    No na przykład dla mnie. Jako, cóż poradzę, białego mieszkającego na terenie Polski.
  • potworia 27.03.18, 12:30
    No to przykro mi niezmiernie. Nie bierz jednak wszystkiego tak personalnie. Tez jestem rasy kaukaskiej.
  • bupu 26.03.18, 17:39
    potworia napisał(a):

    > ananke666 napisała:
    >
    > > Zresztą dzisiaj, gdzie w
    > > każdym większym mieście bez trudu można obejrzeć przekrój ras to trochę
    > anachr
    > > oniczne.
    >
    > Które wieksze polskie miasto masz na mysli? Przeprowadze sie tam bez wahania. P
    > olske widze wciaz przygnebiajaco biala, jakby wymoczona w roztworze chloru.

    W moim malutkim miasteczku powiatowym pracuje aptekarz rodem z Bliskiego Wschodu, mamy co najmniej jednego kebsa, prowadzonego przez rodzinę też z Bliskiego Wschodu. Od dekad mamy u siebie Ormian, regularnie widuję też dżentelmenów w kolorze czekolady. Mieszkają też u nas Chińczycy. To wszystko w powiatowej mieścinie.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • potworia 26.03.18, 18:05
    bupu napisała:
    >
    > W moim malutkim miasteczku powiatowym pracuje aptekarz rodem z Bliskiego Wschod
    > u, mamy co najmniej jednego kebsa, prowadzonego przez rodzinę też z Bliskiego W
    > schodu. Od dekad mamy u siebie Ormian, regularnie widuję też dżentelmenów w kol
    > orze czekolady. Mieszkają też u nas Chińczycy. To wszystko w powiatowej mieścin
    > ie.
    >
    Ten opis, jakkolwiek sympatyczny, nijak mi nie pasuje do stwierdzenia, ze "bez trudu mozna obejrzec przekrój ras". Juz raczej "jak sie postarasz, mozesz spotkac paru cudzoziemcow, czasem nawet kolorowych". I to by sie zgadzalo.
  • ananke666 27.03.18, 00:42
    Wrocław. W centrum regularnie widuję rozmaite kolory skóry. Psa leczył najpierw weterynarz z Mali, a potem z Japonii. Obaj wciąż praktykują, sprawdziłam, nazwiskami rzucać nie będę, ale ulicami służę. Szczerze, pojęcia nie mam, czy przedstawiciele innych ras to turyści, mieszkańcy czy przejezdni (no dobrze, na spotykani na Bielanach Wrocławskich Azjaci z rodzinami pewnie najczęściej są pracownikami LG). Nie są to kolorowe tłumy, ale też nie są żadną rzadkością.
    Stwierdzenie o przygnębiającej bieli Polaków pominę, naprawdę nie wiem, jak to skomentować.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • potworia 27.03.18, 11:30
    To dobrze, ze nie komentujesz, skoro nie wiesz jak. Zwlaszcza, ze moja uwaga nie dotyczyla "bieli Polakow".
  • srebrny_lisek 01.04.18, 01:20
    Do przedstawiania Jacka Tanaki jako "Japończyka" miałam zastrzeżenia już w Irytacjach (trochę rozdęte na fali ciasteczkowego nacjonalizmu i fatalnie przedstawionych Oracabessów, brrr). Irytuje mnie to między innymi dlatego, że mój partner jest synem imigrantki z Wenezueli i Polaka, ale urodził się, został ochrzczony i wychował się w Polsce, ma polskie imię, nazwisko, lepiej mówi po polsku, niż po hiszpańsku, a w swojej drugiej ojczyźnie był jakieś 2 razy. Przedstawianie go w takiej sytuacji jako "Wenezuelczyka", przyjąłby z wyrozumiałością. ;)
  • srebrny_lisek 01.04.18, 01:22
    Matko bosko, myślałam, że odpowiadam bezpośrednio pod interesującym mnie postem! Przepraszam najmocniej i wklejam stosowną cytatę, do której się odnosiłam. ;)

    ananke666 napisała:

    > "Kolega ten jest, owszem, Japonczykiem ( w polowie: tata tokijczyk, mama poznan
    > ianka), ale obywatelstwa polskiego. Ochrzczony zostal w Poznaniu jako Jacek. "
    >
    > Dziwnie to jakoś brzmi, bo dlaczego na dziecko urodzone w Polsce i z polską mat
    > ką mówić per Japończyk? To byłby mniej więcej taki Polak, jak Polką byłaby Mari
    > a Smith, córka Zofii i Jamesa, urodzona w Bostonie. Mam wrażenie jednakowoż, że
    > większość osób powie o niej "Amerykanka".
    > O urodzonym w Polsce Jacku można najwyżej powiedzieć, że jest Polakiem japoński
    > ego pochodzenia.
    > U Chińczyków mieszkających poza Chinami częste jest posiadanie dwóch imion, wła
    > ściwego chińskiego i drugiego, wymawialnego dla nie-Chińczyków i używanego na c
    > o dzień - info ze źródła.
    >
  • potworia 01.04.18, 14:03
    srebrny_lisek napisał(a):

    > Do przedstawiania Jacka Tanaki jako "Japończyka" miałam zastrzeżenia już w Iryt
    > acjach (trochę rozdęte na fali ciasteczkowego nacjonalizmu i fatalnie przedstaw
    > ionych Oracabessów, brrr). Irytuje mnie to między innymi dlatego, że mój partne
    > r jest synem imigrantki z Wenezueli i Polaka, ale urodził się, został ochrzczon
    > y i wychował się w Polsce, ma polskie imię, nazwisko, lepiej mówi po polsku, ni
    > ż po hiszpańsku, a w swojej drugiej ojczyźnie był jakieś 2 razy. Przedstawianie
    > go w takiej sytuacji jako "Wenezuelczyka", przyjąłby z wyrozumiałością. ;)

    Moja rodzina przez pierwszy rok nie mówiła o moim chłopaku inaczej niż "Kanadyjczyk". Wkurzające niemożebnie, ale charakterystyczne dla pewnego mentalu.
  • turzyca 05.04.18, 10:26
    >Dziwnie to jakoś brzmi, bo dlaczego na dziecko urodzone w Polsce i z polską matką mówić per Japończyk? [...]
    >O urodzonym w Polsce Jacku można najwyżej powiedzieć, że jest Polakiem japońskiego pochodzenia.

    Teoria teorią a w praktyce tak właśnie mówiono o moim koledze ze studiów. Imię miał polskie i szalenie popularne, zawsze trzeba było doprecyzować o kogo chodzi i tym właśnie mianem był określany.

    --
    Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach
  • reveiled 27.03.18, 11:20
    Mieszkam w Kanadzie i tu bardzo duzo Azjatow urodzonych tu ma dwa imiona, oba legalne, jedno azjatyckie, a drugie angielskie, i uzywaja ich zaleznie od okolicznosci. W przypadku pol-Polaka, pol-Japonczyka mialoby to duzo sensu.
  • buka_z_muminkow 22.03.18, 19:16
    Nie pamiętam kontekstu, ale w pewnym momencie pada stwierdzenie, ze gdy Nutria była w wieku Nory, jej miłość "spokojnie już na nią czekała" czy jakos tak. Z tego, co pamiętam, Nutria była w tym wieku w trakcie akcji BBB. Co wiemy o Robercie w tamtym czasie? Aniella go odrzuciła, wiec zwiazal sie z flecistką, urodziło im się dziecko, małżonka umarła i Robert został samotnym ojcem. Spokojne czekanie, nie ma co... tak, wiem, czepiam się ;)
  • krystalla 22.03.18, 20:45
    Nie, IMO wcale się nie czepiasz.
    Mogę się domyślać, że chodziło tutaj o to, że owdowiawszy Robert "spokojnie czekał", nie wiążąc się z nikim nnym. Chyba o to - no ale wyszło jak wyszło.
  • ciotka_scholastyka 23.03.18, 10:28
    krystalla napisała:

    > Nie, IMO wcale się nie czepiasz.
    > Mogę się domyślać, że chodziło tutaj o to, że owdowiawszy Robert "spokojnie cze
    > kał", nie wiążąc się z nikim nnym. Chyba o to

    No ale na co czekał, na Natalię? Którą widział, jak była uczennicą pierwszych klas podstawówki, dzieciakiem z wystającymi siekaczami, bawiącą się w pociąg?
    Można to zdanie rozumieć górnolotnie "gdzieś tam czekała na nią miłość..." no ale nie że w postaci już Rojka.
  • buka_z_muminkow 23.03.18, 13:33
    Uświadomiłam sobie kolejną bzdurę-Aga przywozi do Flobrych portret córki, wykonany rzekomo w dniu narodzin dziecka. Jakim cudem, skoro Aga miała cesarkę, a wiec najpewniej znieczulenie od pasa w dół? Po punkcji się lezy, ba, nie powinno sie nawet podnosić głowy. Tymczasem w jednym z maili czytamy, że na krotko po operacji Aga siedziała osowiała w łóżku. Jakie siedziala, jakie rysowala? Nawet jesli się podniosła, połozna czy pielegniarka powinny ja sklonic do lezenia. Tym bardziej, że u slabowitej Agi, sklonnej do omdlen, nieprzyjemne nastepstwa punkcji sa bardziej prawdopodobne, niz u zdrowego czlowieka. Poza tym Aga twierdzi, ze wykonała portret, bo nie miala jak zrobic zdjecia. Tymczasem z maila Pulpy dowiadujemy sie, ze Róża zrobiła zdjecie telefonem i wyslala do Gaby. To jak? Matko, jaki babol! :D
  • mamuka_z_boru 23.03.18, 14:08
    buka_z_muminkow napisała:

    > Uświadomiłam sobie kolejną bzdurę-Aga przywozi do Flobrych portret córki, wykon
    > any rzekomo w dniu narodzin dziecka. Jakim cudem, skoro Aga miała cesarkę, a wi
    > ec najpewniej znieczulenie od pasa w dół? Po punkcji się lezy, ba, nie powinno
    > sie nawet podnosić głowy. Tymczasem w jednym z maili czytamy, że na krotko po o
    > peracji Aga siedziała osowiała w łóżku. Jakie siedziala, jakie rysowala? Nawet
    > jesli się podniosła, połozna czy pielegniarka powinny ja sklonic do lezenia. Ty
    > m bardziej, że u slabowitej Agi, sklonnej do omdlen, nieprzyjemne nastepstwa pu
    > nkcji sa bardziej prawdopodobne, niz u zdrowego czlowieka. Poza tym Aga twierdz
    > i, ze wykonała portret, bo nie miala jak zrobic zdjecia. Tymczasem z maila Pulp
    > y dowiadujemy sie, ze Róża zrobiła zdjecie telefonem i wyslala do Gaby. To jak?
    > Matko, jaki babol! :D

    Jeśli miała podpajęczynówkowe to głowę podnieść mogła...Ja po obu cesarkach usiąść mogłam - podparta podniesionym zagłówkiem łóżka - po jakichś 6 godzinach, ale nie wyobrażam sobie wtedy czego innego niż przystawienie dziecka. No i serio - na sali pooperacyjnej, odurzona ketonalem, podłączona do czujników (kilka przyklejonych do klatki piersiowej + coś natknięte na palec) i z wenflonami w każdym łokciu, Aga tak po prostu wyciągnęła przybory plastyczne (miała je w torbie w szpitalu???) i zaczęła rysować? No wonderwoman, jak nic.
  • dakota77 23.03.18, 14:12
    mamuka_z_boru napisała:

    No i serio na sali pooperacyjnej, odurzona ketonalem, podłączona do czujników (kilka p
    > rzyklejonych do klatki piersiowej + coś natknięte na palec) i z wenflonami w ka
    > żdym łokciu, Aga tak po prostu wyciągnęła przybory plastyczne (miała je w torbi
    > e w szpitalu???) i zaczęła rysować? No wonderwoman, jak nic.

    To rysunek czarna kredka na reczniku papierowym. Nie wiem, czemu Aga miala kredke, moze zawsze ja miala w torebce czy cos, ale trudno mowic o nie wiadomo jakich przyborach plastycznych.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • buka_z_muminkow 23.03.18, 14:24
    dakota77 napisała:

    > mamuka_z_boru napisała:
    >
    > No i serio na sali pooperacyjnej, odurzona ketonalem, podłączona do czujników
    > (kilka p
    > > rzyklejonych do klatki piersiowej + coś natknięte na palec) i z wenflonam
    > i w ka
    > > żdym łokciu, Aga tak po prostu wyciągnęła przybory plastyczne (miała je w
    > torbi
    > > e w szpitalu???) i zaczęła rysować? No wonderwoman, jak nic.
    >
    > To rysunek czarna kredka na reczniku papierowym. Nie wiem, czemu Aga miala kred
    > ke, moze zawsze ja miala w torebce czy cos, ale trudno mowic o nie wiadomo jaki
    > ch przyborach plastycznych.
    >
    >
    >
    >
    Ja to sobie wyobrazilam jako kredke do oczu. Takie cos da rade rysowac po reczniku. Mogla miec w kosmetyczce.
  • tt-tka 23.03.18, 14:54



    > > To rysunek czarna kredka na reczniku papierowym. Nie wiem, czemu Aga mial
    > a kred
    > > ke, moze zawsze ja miala w torebce czy cos, ale trudno mowic o nie wiadom
    > o jaki
    > > ch przyborach plastycznych.

    > Ja to sobie wyobrazilam jako kredke do oczu. Takie cos da rade rysowac po reczn
    > iku. Mogla miec w kosmetyczce.


    Mogla. Tylko powinna - a na sali pooperacyjnej musiala - miec te kredke/kosmetyczke w szafce, nie na poscieli. Przechylila sie, poszukala, wyciagnela, tak podlaczona do tego wszystkiego ?
    Bo na pewno nikt jej nie podal, pielegniarka kazalaby spokojnie lezec.
  • buka_z_muminkow 23.03.18, 15:21
    Dokladnie tak. A zeby cos wyszukac w szafce, musiałaby podniesc glowe. To jest niby takie nic, a skutki mogą byc bardzo nieprzyjemne... Bez sensu ten watek z portretem, nie mogla go namalowac juz w domu? To i tak bylby wyczyn, moim zdaniem-rysowac w pierwszych dniach po porodzie, gdy dziecko ryczy, rodzice jeszcze nie ogarniaja pieluch itd. Rozumiem, że chodzilo o to, ze Aga miala przywiezc cos na swiętą tablicę, a ze artystka, to nie zdjęcie, bo zbyt banalne... ale to rysowanie w szpitalu to kosmos :-O
  • agafiatichonowna 23.03.18, 16:04
    Przed chwilą wykonałam próbę - kredką na ręczniku papierowym rysuje się fatalnie, prawie nie ma śladu Jaki taki efekt daje węgiel lub sangwina, z zastrzeżeniem - muszą być bardzo miękkie.
  • tt-tka 23.03.18, 16:29
    agafiatichonowna napisała:

    > Przed chwilą wykonałam próbę - kredką na ręczniku papierowym rysuje się fatalni
    > e, prawie nie ma śladu Jaki taki efekt daje węgiel lub sangwina, z zastrzeżenie
    > m - muszą być bardzo miękkie.

    A w ksiazce jest mowa wyraznie o kredce ? pisala to graficzka z wyksztalcenia i zawodu ...

    Ja tez sprobowalam, wlasnie kredka do oczu, konkretnie po podczerniania brwi. Potwierdzam - niedasie.
  • agafiatichonowna 23.03.18, 16:44
    A przecięz kredka do brwi jest miękka, nieprawdaż...
  • buka_z_muminkow 23.03.18, 19:05
    agafiatichonowna napisała:

    > Przed chwilą wykonałam próbę - kredką na ręczniku papierowym rysuje się fatalni
    > e, prawie nie ma śladu Jaki taki efekt daje węgiel lub sangwina, z zastrzeżenie
    > m - muszą być bardzo miękkie.

    Próbowałam czarną kredką do oczu na ręczniku papierowym (białym, z biedry) i rysuje się ok, nawet cieniować można :)
  • buka_z_muminkow 23.03.18, 14:23
    Aga mowi, ze nie miala czym zrobic zdjecia-a wiec chyba nalezy przypuszczac, ze wykonala rysunek, zanim pojawila sie Roza! Czyli na krotko po operacji. Dziewczyny laduja w szpitalu przed poludniem / kolo poludnia (mniej-wiecej), tego samego dnia wieczorem Nora jest juz w domu. Operacja podobno trwala dlugo. Jak nic wychodzi, ze te 6 godz od cesarki jeszcze nie minelo, kiedy zaczela rysowac ;)
  • marutax 23.03.18, 20:22
    buka_z_muminkow napisała:

    > Aga mowi, ze nie miala czym zrobic zdjecia-a wiec chyba nalezy przypuszczac, ze
    > wykonala rysunek, zanim pojawila sie Roza! Czyli na krotko po operacji. Dziewc
    > zyny laduja w szpitalu przed poludniem / kolo poludnia (mniej-wiecej), tego sam
    > ego dnia wieczorem Nora jest juz w domu. Operacja podobno trwala dlugo. Jak nic
    > wychodzi, ze te 6 godz od cesarki jeszcze nie minelo, kiedy zaczela rysowac ;)

    Odpuszczając kwestię obrazka - czy Aga wróciła do domu w ten san dzień, kiedy miała cesarkę? Przy zagrożeniu życia i długotrwałej, nagłej operacji? Moja siostra miała cesarkę i pierwszy dzień po porodzie była półprzytomna, żaden doktor by jej nie wypuścił. Dziecka też.
  • buka_z_muminkow 23.03.18, 20:27
    Nie - IGS odwiedza Agę i Norę dzien po porodzie i jest mowa o sali szpitalnej.
  • marutax 23.03.18, 20:48
    buka_z_muminkow napisała:

    > Nie - IGS odwiedza Agę i Norę dzien po porodzie i jest mowa o sali szpitalnej.

    Za dużo Nor ;-) Zrozumiałam, że w zdaniu "tego samego dnia wieczorem Nora jest już w domu" chodziło o małą Norę (Norcię? Norkę?)
  • dakota77 23.03.18, 21:51
    marutax napisała:
    >
    > Odpuszczając kwestię obrazka - czy Aga wróciła do domu w ten san dzień, kiedy m
    > iała cesarkę? Przy zagrożeniu życia i długotrwałej, nagłej operacji? Moja siost
    > ra miała cesarkę i pierwszy dzień po porodzie była półprzytomna, żaden doktor b
    > y jej nie wypuścił. Dziecka też.

    Nie sadze. Nic w ksiazce na to nie wskazuje.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • lord_vmordevol 23.03.18, 14:32
    mamuka_z_boru napisała:

    > rzyklejonych do klatki piersiowej + coś natknięte na palec) i z wenflonami w ka

    Pulsoksymetr.
  • bupu 23.03.18, 18:31
    buka_z_muminkow napisała:

    > Uświadomiłam sobie kolejną bzdurę-Aga przywozi do Flobrych portret córki, wykon
    > any rzekomo w dniu narodzin dziecka. Jakim cudem, skoro Aga miała cesarkę, a wi
    > ec najpewniej znieczulenie od pasa w dół? Po punkcji się lezy, ba, nie powinno
    > sie nawet podnosić głowy. Tymczasem w jednym z maili czytamy, że na krotko po o
    > peracji Aga siedziała osowiała w łóżku.

    Agnieszka miała cesarkę awaryjną, przypominam, spowodowaną zagrożeniem życia i dziecka i matki, czyli tym nieszczęsnym łożyskiem przodującym. Należy mniemać, że podano jej znieczulenie ogólne.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • ewa9717 23.03.18, 20:37
    No ale skoro omdlewająca i anemiczna Aga tuż przed porodem robi za akrobatkę, włazi na drabinę i - stojąc na ostatnim szczeblu - maluje na suficie elfy, to czymże jest jeden rysuneczek kredką tuż po cesarce ;)

    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • minerwamcg 24.03.18, 00:06
    Nie przesadzajmy, jest gdzie napisane, że Aga po operacji była popodłączana do tego całego kombajnu? Miałam cesarkę, fakt, że planową, ale po niej pamiętam tylko kroplówkę, a i to nie non stop. Żadnych holterów, pulsoksymetrów i reszty maszynerii.
    Jeżeli miała znieczulenie ogólne, a w przypadkach nagłych takie się podaje, to nawet nie musiała czekać, aż jej wróci czucie, mogła spokojnie przewrócić się z boku na bok.
    Ja w to rysowanie wierzę, sama na porodówce pisałam ostatnie kawałki zamówionej sztuki, nawet nieźle mi szło rymowanie :)

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • tt-tka 24.03.18, 00:45
    minerwamcg napisała:


    > Ja w to rysowanie wierzę, sama na porodówce pisałam ostatnie kawałki zamówionej
    > sztuki, nawet nieźle mi szło rymowanie :)
    >

    Tego samego dnia, kiedy rodzilas ? Kilka godzin po tym, jak cie cieli i szyli ?
    Jezeli tak, to gratuluje. Ale Aga czuje sie zle i po porodzie, i miesiac pozniej. Nie wierze w to rysowanie :)
  • minerwamcg 28.03.18, 10:39
    Aga czuje się źle generalnie i z założenia, i jakoś nikt z Różdoulą na czele nie wpadł na to, że kobieta w miesiąc po cesarce jednak nie powinna się chwać na nogach i jeśli się chwieje, to dzieje się coś bardzo, bardzo niedobrego.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • mamuka_z_boru 28.03.18, 13:45
    minerwamcg napisała:

    > Aga czuje się źle generalnie i z założenia, i jakoś nikt z Różdoulą na czele ni
    > e wpadł na to, że kobieta w miesiąc po cesarce jednak nie powinna się chwać na
    > nogach i jeśli się chwieje, to dzieje się coś bardzo, bardzo niedobrego.
    >
    No cóż, karmienie bardzo osłabia organizm matki, a jeśli Aga dalej na diecie frutariańskiej, to i nic dziwnego, że się słania. Tym bardziej przemawia do mnie supozycja foruma, że Chucherko będzie o Norci-sierotce, co to ją mamusia w połogu odumarła.
  • potworia 28.03.18, 14:51
    mamuka_z_boru napisała:

    > minerwamcg napisała:
    >
    > > Aga czuje się źle generalnie i z założenia, i jakoś nikt z Różdoulą na cz
    > ele ni
    > > e wpadł na to, że kobieta w miesiąc po cesarce jednak nie powinna się chw
    > ać na
    > > nogach i jeśli się chwieje, to dzieje się coś bardzo, bardzo niedobrego.
    > >
    > No cóż, karmienie bardzo osłabia organizm matki, a jeśli Aga dalej na diecie fr
    > utariańskiej, to i nic dziwnego, że się słania. Tym bardziej przemawia do mnie
    > supozycja foruma, że Chucherko będzie o Norci-sierotce, co to ją mamusia w poło
    > gu odumarła.

    Ja sie czasem chwieje, bedac juz pol roku po. Smocze ssie coraz zachlanniej, a ja sie nie moge wygrzebac z ciazowej anemii. Nieprzyjemne i meczace, ale romantyczne zejscie mi nie grozi.
  • iskrzy_54 29.03.18, 22:46
    mamuka_z_boru napisała:

    minerwamcg napisała:

    > Aga czuje się źle generalnie i z założenia, i jakoś nikt z Różdoulą na czele ni
    > e wpadł na to, że kobieta w miesiąc po cesarce jednak nie powinna się chwać na
    > nogach i jeśli się chwieje, to dzieje się coś bardzo, bardzo niedobrego.
    >
    No cóż, karmienie bardzo osłabia organizm matki, a jeśli Aga dalej na diecie frutariańskiej, to i nic dziwnego, że się słania. Tym bardziej przemawia do mnie supozycja foruma, że Chucherko będzie o Norci-sierotce, co to ją mamusia w połogu odumarła.

    Obawiam się, że teraz w ramach dyskusji z wrażym forumem - chucherkiem zostanie Milena (Gizela?) Shoppe
  • mamuka_z_boru 26.03.18, 21:19
    minerwamcg napisała:

    > Nie przesadzajmy, jest gdzie napisane, że Aga po operacji była popodłączana do
    > tego całego kombajnu? Miałam cesarkę, fakt, że planową, ale po niej pamiętam ty
    > lko kroplówkę, a i to nie non stop. Żadnych holterów, pulsoksymetrów i reszty m
    > aszynerii.

    Ale serio? Żadnej obserwacji na sali pooperacyjnej? Przecież cesarka, planowana czy nie, to operacja, jak każda inna. I jak każdą inną operację obowiązują ją określone procedury medyczne. Obserwacja pooperacyjna zakłada właśnie pomiary ciśnienia, tętna, temperatury i diurezy (pacjentka ma przecież cewnik) przez pierwsze kilka godzin po operacji. W polskim szpitalu rodziłaś? Trudno mi uwierzyć, że ktokolwiek zaryzykowałby nieprzestrzeganie obowiązujących standardów.
  • truscaveczka 27.03.18, 11:03
    Mnie wstawili z łóżkiem do pustej salki, jakby magazynku :P Trochę prawie umarłam głównie ze zgrozy, że o mnie zapomną, dreszcze mną telepały i w ogóle :/ Po jakichś dwóch godzinach trafiłam na salę zwykłą. Polski szpital, jak najbardziej.

    --
    Ci z was, którzy myślą, że wiedzą wszystko, są bardzo irytujący dla tych z nas, którzy rzeczywiście wszystko wiedzą. /Agatha Christie/
  • mamuka_z_boru 27.03.18, 12:52
    truscaveczka napisała:

    > Mnie wstawili z łóżkiem do pustej salki, jakby magazynku :P Trochę prawie umarł
    > am głównie ze zgrozy, że o mnie zapomną, dreszcze mną telepały i w ogóle :/ Po
    > jakichś dwóch godzinach trafiłam na salę zwykłą. Polski szpital, jak najbardzie
    > j.
    >

    O matko... chyba bym umarła ze strachu. Jakbyś się uparła, to byś się mogła procesować ze szpitalem o niezapewnienie właściwej opieki pooperacyjnej. Niniejszym przestaję więc narzekać na standardy mojego szpitalika powiatowego na prowincji.Bo u mnie w obu przypadkach był pełen monitoring, grzejąca mata pod kołdrą (pewnie żeby nie telepało) i zmrożony wkład na brzuchu mający obkurczyć ranę. Plus przykazanie, że jak tylko zacznie boleć, to mam wołać o ketonal, bo nie można pozwolić, żeby ból się rozhulał. więc pierwszą dobę pamiętam dość mętnie, bo wolałam otępienie po ketonalu niż ból.
    A że zakładałam, że w Poznaniu opieka w szpitalu jest jeszcze bardziej profi, to wizja Agi, która otumaniona lekami i wyplątująca się z kabelków, ciągnąc cewnik łazi po sali w poszukiwaniu papierowego ręcznika i kredki, wydała mi się mało prawdopodobna.
  • minerwamcg 28.03.18, 10:43
    Szpital był doskonały, sala pooperacyjna też, temperaturę, ciśnienie i tętno mierzono mi regularnie, ale nie ciągle, dostawałam kroplówkę z lekami przeciwbólowymi - nie byłam jednak podłączona do żadnego "zestawu do rewitalizacji Breżniewa" bo prawdopodobnie nie było takiej potrzeby. Nie sądzę, żeby jakiekolwiek procedury i standardy tego wymagały.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • mamuka_z_boru 28.03.18, 13:41
    minerwamcg napisała:

    > Szpital był doskonały, sala pooperacyjna też, temperaturę, ciśnienie i tętno mi
    > erzono mi regularnie, ale nie ciągle, dostawałam kroplówkę z lekami przeciwbólo
    > wymi - nie byłam jednak podłączona do żadnego "zestawu do rewitalizacji Breżnie
    > wa" bo prawdopodobnie nie było takiej potrzeby. Nie sądzę, żeby jakiekolwiek pr
    > ocedury i standardy tego wymagały.
    >

    Może to kwestia sprzętu i zwyczajów szpitala zatem? Pewnie łatwiej i wygodniej okleić pacjentkę kabelkami raz i mieć spokój, niż co chwila mierzyć jej te parametry osobnymi urządzeniami. Pacjentce średnio wygodnie z tym całym zestawem, ale z drugiej strony, po operacji nie jest wygodnie i miło z założenia, więc te kilka kabelków nie czyni różnicy.
  • minerwamcg 30.03.18, 11:21
    Taaa, zwłaszcza jak pacjentce przyniosą dziecko :) Już to sobie wyobrażam - trochę jeszcze sparaliżowana od pasa w dół (znieczulenie podpajęczynówkowe nie schodzi tak hop siup), obwieszona kabelkami i rurkami, a tu ci dają takie trzy kilo szczęścia i przystawiaj do piersi - po prostu rewelacja :) Bałabym się, że mi się młoda zaplącze w te cuda techniki. No dobrze, Agnieszka prawdopodobnie miała pełną narkozę, to schodzi szybciej.
    Widziałam w życiu parę sal pooperacyjnych, w tym jedną po cc - i naprawdę nie wygląda to jak OIOM.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • mamuka_z_boru 31.03.18, 22:28
    minerwamcg napisała:
    Już to sobie wyobrażam - tro
    > chę jeszcze sparaliżowana od pasa w dół (znieczulenie podpajęczynówkowe nie sch
    > odzi tak hop siup), obwieszona kabelkami i rurkami, a tu ci dają takie trzy ki
    > lo szczęścia i przystawiaj do piersi - po prostu rewelacja
    > Widziałam w życiu parę sal pooperacyjnych, w tym jedną po cc - i naprawdę nie w
    > ygląda to jak OIOM.
    >

    Ale czego tu nie widzisz?
    Bo cytaty przewodniej brak...
    Ja po obu cesarkach leżałam z poprzyklejanymi kabelkami, i nie był to żaden OIOM, tylko zwykła sala pooperacyjna, inne pacjentki, też po cc ze znieczuleniem podpajęczynówkowym też tak leżały. I trzy kilo szczęści do piersi położna dostawiła mi jak jeszcze leżałam płasko, ale fakt - przystawiła, pokazała mężowi jak trzymać malucha przy mojej piersi i się stleniła. Jakbym była sama, to bym nie miała jak karmić.
  • monique_alt 24.03.18, 08:21
    Nie rozumiem dlaczego Ignacy Grzegorz nie mógł być świadkiem na ślubie Józefa. Ponieważ sama rodziłam 10 miesięcy temu to wiem że ciągła obecność mężczyzny jest po porodzie wręcz krępująca. Kobieta wtedy zazwyczaj źle się czuje, o krwawieniu nie wspomnę. Mam 3 dzieci i po każdym porodzie mąż siedział przy mnie max 3 godziny dziennie.
    Dodam że sprawdziłam że w szpitalu Raszei w którym rodziła Agnieszka odwiedziny są wyłącznie na korytarzu w godzinach 14.00-20.00. A ślub był o 13.00.
    I żadna położna by nie pozwoliła na przesiadywanie męża całą dobę. Czyli chyba to jest wpadka.
  • buka_z_muminkow 24.03.18, 11:09
    W książce jest wskazane, że IGS nawet nie zdawał sobie sprawy, że kuzyn własnie ślubuje. Był tak oszołomiony, że nikt poza żoną i córką dla niego nie istniał. Moim zdaniem sytuacja prawdopodobna, zważywszy na charakter IGS.
  • monique_alt 24.03.18, 18:36
    No ale mała Nora rodzi się przecież dzień wcześniej niż wesele. A ze szpitala na noc i tak by go wywalili.
  • krystalla 24.03.18, 19:33
    Powiedzcie mi, bo nie rozumiem : lukarny były w szczytowych ścianach?
  • dakota77 24.03.18, 20:00
    krystalla napisała:

    > Powiedzcie mi, bo nie rozumiem : lukarny były w szczytowych ścianach?

    Niestety tak, az znalazlam ten fragment, zeby sprawdzic. Dwie stare lukarny umieszczone w krotszych scianach usunieto wraz z murem i zastapiono polaciami szkla. I faktycznie, jakt o lukarna w szczytowej scianie? Lukarny najlepiej dzialaja w dachu z 45-stopniowym katem nachylenia.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • bupu 24.03.18, 20:08
    dakota77 napisała:

    > krystalla napisała:
    >
    > > Powiedzcie mi, bo nie rozumiem : lukarny były w szczytowych ścianach?
    >
    > Niestety tak, az znalazlam ten fragment, zeby sprawdzic. Dwie stare lukarny umi
    > eszczone w krotszych scianach usunieto wraz z murem i zastapiono polaciami szkl
    > a. I faktycznie, jakt o lukarna w szczytowej scianie? Lukarny najlepiej dzialaj
    > a w dachu z 45-stopniowym katem nachylenia.

    Ja nie architekt, ani budowlaniec, ale mnie gryzie: można sobie tak po prostu wyrzucić ściany szczytowe z poddasza, wstawić szybki i konstrukcji budynku nie zrobi to różnicy? Bo ja tu czuję swąd nadciągającej katastrofy budowlanej.




    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 24.03.18, 20:24
    bupu napisała:

    > Ja nie architekt, ani budowlaniec, ale mnie gryzie: można sobie tak po prostu w
    > yrzucić ściany szczytowe z poddasza, wstawić szybki i konstrukcji budynku nie z
    > robi to różnicy? Bo ja tu czuję swąd nadciągającej katastrofy budowlanej.

    Jozwa tez nie architekt ani budowlaniec. Zaledwie student architektury (nie zalapalam, na trzecim roku czy po trzecim roku ?), a z doswiadczen w budowlance wiemy tyle, ze stawial stajnie z Florem (tez nie budowlancem). Znaczy rozbudowywal.
    jak sie jego wiedza i doswiadczenie ma do stawiania szklanych domow, pojecia nie mam, ale nie przewiduje niczego dobrego.
    >
  • lord_vmordevol 26.03.18, 09:17
    bupu napisała:

    > Ja nie architekt, ani budowlaniec, ale mnie gryzie: można sobie tak po prostu w
    > yrzucić ściany szczytowe z poddasza, wstawić szybki i konstrukcji budynku nie z
    > robi to różnicy? Bo ja tu czuję swąd nadciągającej katastrofy budowlanej.

    Można. Konstrukcja dachu trzyma się na drewnianym szkielecie z krokwi opartych na ścianach bocznych co około metr, plus parę usztywnień żeby to się nie złożyło. Te murowane trójkąty na szczytach niczego nie podtrzymują, a w każdym razie nie muszą. Coponiektórzy to nawet dobudowują je dopiero, jak stanie więźba dachowa, żeby dobrze pasowało, ale to zdaje się takie kombinacje murzarzy i cieśli, którzy nie potrafią wykonać roboty według wymiarów z projektu, więc nie polecam ;-)
    Nie zmienia to faktu, że szklany trójkąt na całą szczytową ścianę wygląda jak pół d*py zza krzaka, jest koszmarny energetycznie, oraz upierdliwy w użytkowaniu (Jak, na Peruna, zwiesić na czymś takim zasłony? Skośnie? A bez zasłon, to można skończyć jak Brajan w "Żywocie", kiedy sobie otworzył okno i się przeciągał po obudzeniu.)
    A, no i jeszcze - jak ten szklany trójkąt jest zamocowany do konstrukcji? Bo mur to jest przymurowany. A taki wynalazek? Przysmarkany jakoś do krawędzi ściany poniżej, a co go trzyma, żeby wiatr go nie wepchnął do środka?
  • iwoniaw 26.03.18, 12:01
    Mnie się nasuwa jeszcze jedno pytanie: kto i w jaki sposób będzie to mył, zwłaszcza od zewnątrz? ;-)


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • ewa9717 26.03.18, 15:53
    Nie wiem, czy było, ale długo ze zdumienia wyjść nie mogłam, gdy na str. 47 przeczytałam, że Ignac "założył książkę zakładką wydzierganą na Gwiazdkę przez Szymona."


    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • buka_z_muminkow 26.03.18, 16:21
    ewa9717 napisała:

    > Nie wiem, czy było, ale długo ze zdumienia wyjść nie mogłam, gdy na str. 47 prz
    > eczytałam, że Ignac "założył książkę zakładką wydzierganą na Gwiazdkę przez Szy
    > mona."
    > 8

    Nie pamiętam tego fragmentu-ale czy było podane, na którą Gwiazdkę? Może to stary prezent :)
    >
  • iwoniaw 26.03.18, 16:47
    Tego bym się nie czepiała - dzierganie prezentów (np. w formie zakładki) jest nadal jednym z punktów obowiązkowej edukacji plastyczno-technicznej* na poziomie podstawowym i gimnazjalnym, więc może Szymon wykorzystał.

    (* jednym z trafniejszych opisów tej kwestii jest dzierganie kilimu widelcem w TiR i "Pyziak, gdzie twoja ramka?")


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • tt-tka 26.03.18, 20:36
    iwoniaw napisała:

    > Mnie się nasuwa jeszcze jedno pytanie: kto i w jaki sposób będzie to mył, zwłas
    > zcza od zewnątrz? ;-)

    Mowa o szklanych scianach na rumiankowym poddaszu. Jestem dziwnie spokojna, ze nad tym Jozwa nie zastanawial sie ani przez moment. Slicznie wyglada, a ze umyc kiedys bezie trzeba... no coz. Derota na orzecha wlazila, to i na dach wlezie i bedzie probowala umyc z dachu. Albo z drabiny, gabka na wysiegniku. Czyste to one od tego raczej sie nie stana :)
  • kanga_roo 05.04.18, 09:51
    myślę, że przymocowany na kątowniki stalowe do podłoża i konstrukcji drewnianej, do murłat po bokach, jętek lub płatwi raczej, bo to stara chałupa, i belki kalenicowej. plus wypełnienie z pianki, jak przy standardowych oknach.
    ale
    tego rodzaju konstrukcje wykonać można z drewna (raczej klejonego), aluminium lub stali. wszystkie warianty cenowo znacząco przekraczają wartość używanego fiata panda. to na pewno bardzo ciekawe rozwiązanie, ale nie dla pary studentów. że o kosztach utrzymania (ogrzewanie) nie wspomnę. mycie oczywiście z rusztowania :-D

    ale przecież Józef potrafi, zaraz się dowiemy, że konstrukcję wykonał z pozostałości po remoncie pawilonu, a szybki mu pan Chrobot przywiózł od szklarza i J. sam je osadzał. na kit. pojedyncze, oczywiście, żeby mróz po nich tak pięknie malował...
  • bupu 06.04.18, 18:22
    kanga_roo napisała:

    > tego rodzaju konstrukcje wykonać można z drewna (raczej klejonego), aluminium l
    > ub stali. wszystkie warianty cenowo znacząco przekraczają wartość używanego fia
    > ta panda. to na pewno bardzo ciekawe rozwiązanie, ale nie dla pary studentów. ż
    > e o kosztach utrzymania (ogrzewanie) nie wspomnę. mycie oczywiście z rusztowani
    > a :-D

    Ja się nie mogę opędzić od podejrzeń, że Derotka to nieślubna córka saudyjskiego szejka, stąd te wszystkie ekscesy architektoniczne. Szklane szczyty kosztują w pierony, dachówka ceramiczna też nietania, podłogę Józworotki mają z desek drewnianych, droższe byłyby chyba tylko marmury.

    ...a właśnie, skąd Józek wziął te deski z których zbił stoły na wesele? Same przymaszerowały, rozebrał Deroci stodołę, czy jak? Bo z moich doświadczeń wynika, że deski drewniane w liczbie wystarczającej do zbicia stołów na sto osób, nie poniewierają się po żadnym wiejskim podwórku, co najwyżej po dziedzińcu tartaku.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • molly_bloom 06.04.18, 15:43
    Można, spoko.
    Wygląda to super, czy praktyczne - inna sprawa, ale na pewno efektowne. Tu przykład (akurat konstrukcja domu drewaniana) photos.google.com/share/AF1QipOyKqjHsOjhDox4K9wGN_4AK1LpYd0e0Nl1h61Ys276t9fBU5t7PJYM7MPia-aAyg/photo/AF1QipNRSWCmsTmnpghRlwxtLDBpRqV4BmDdhPL1stBW?key=QjR5bzlQX0x4Z25rZHZzcktDYUJ6cUJEU0NJbDFB

    --
    O Matko!
  • tt-tka 06.04.18, 16:51
    Molly, ze mozna, to my wiemy. Pytanie JAK - tam to jest opisane jak szklana sciana w sensie jednej tafli oraz Za ILE.
    To, co zalinkowalas, wyglada jak zestaw okien, z ktorych kazde mozna otworzyc i umyc, i ma ramy, wiec wiadomo, na czym sie trzyma. A Jozwa po prostu wyjal mur i wstawil szklo.
  • buka_z_muminkow 24.03.18, 19:51
    monique_alt napisała:

    > No ale mała Nora rodzi się przecież dzień wcześniej niż wesele. A ze szpitala n
    > a noc i tak by go wywalili.

    IgS dociera do szpitala dzien pozniej. W dniu porodu jest w trasie w sprawach zawodowych i zakopują sie samochodem w błocie z kolega po fachu gdzies daleko od Poznania. Zostaje poinformowany o porodzie dopiero po fakcie, po tym, jak kuzynostwu udaje się namierzyć telefon do kolegi (IGS zostawia swoj telefon w kieszeni marynarki w domu).
  • minerwamcg 30.03.18, 11:25
    > I żadna położna by nie pozwoliła na przesiadywanie męża całą dobę. Czyli chyba to jest wpadka.

    Iii tam. Jeżeli się ma wykupioną jednoosobową salę, to mąż zostaje nawet na noc, normalka. Ja nie miałam, ale w naszej dwuosobowej obaj mężowie kwitli ile chcieli, wychodząc tylko na czas zabiegów i wizyt lekarskich.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • mamuka_z_boru 31.03.18, 22:32
    minerwamcg napisała:

    > > I żadna położna by nie pozwoliła na przesiadywanie męża całą dobę. Czyli
    > chyba to jest wpadka.
    >
    > Iii tam. Jeżeli się ma wykupioną jednoosobową salę, to mąż zostaje nawet na noc
    > , normalka. Ja nie miałam, ale w naszej dwuosobowej obaj mężowie kwitli ile chc
    > ieli, wychodząc tylko na czas zabiegów i wizyt lekarskich.
    >

    To też zależy od szpitala - u nas mąż mógł być do 18.00, a potem trudno- darmo, radź sobie kobieto rozpruta z noworodkiem sama. Mimo, że obiektywnie nic nie stało na przeszkodzie, żeby siedzieli choćby całą noc - po obchodzie nic się nie dzieje, łazienka przy każdej sali, więc nie narażali innych pacjentek na dyskomforty pokazywania się w rozmemłaniu obcemu chłopu... Ale regulamin zakazuje i szlus.
  • krystalla 01.04.18, 13:06
    Wybaczcie, że zmienię temat : Nora nocuje w mamkniętej stodole i rano budzi ją snop światła z okna w tejże stodole. z okna, rilly? Na moim terenie jak żyję nie spotkałam się z OKNEM w stodole. Owszem, drzwi a'la wrota, czasami na przestrzał, ale nigdy okien! Nawet skonsultowałam, w naszym rejonie na pewno nie było i nie ma stodół z oknami.
  • tt-tka 01.04.18, 13:51
    Przypominam sobie te stodoly, ktore widywalam lub wizytowalam - faktycznie, w zadnej okna nie bylo !
  • krystalla 01.04.18, 14:36
    tt-tka napisała:

    > Przypominam sobie te stodoly, ktore widywalam lub wizytowalam - faktycznie, w z
    > adnej okna nie bylo !

    Przepraszam serdecznie - ale zabrzmiało! :)
  • tt-tka 01.04.18, 14:40
    Mialo zabrzmiec ! ;) Wpisz swoją odpowiedź
  • bupu 01.04.18, 14:02
    krystalla napisała:

    > Wybaczcie, że zmienię temat : Nora nocuje w mamkniętej stodole i rano budzi ją
    > snop światła z okna w tejże stodole. z okna, rilly? Na moim terenie jak żyję
    > nie spotkałam się z OKNEM w stodole. Owszem, drzwi a'la wrota, czasami na przes
    > trzał, ale nigdy okien! Nawet skonsultowałam, w naszym rejonie na pewno nie był
    > o i nie ma stodół z oknami.


    Gwarantuje, że w żadnym regionie nie ma stodol z oknami. Stodoła ma zabezpieczać plony przed opadami, zapewniając jednocześnie przewiew. Światła tam wiele nie trzeba, więc okno potrzebne tam jak dziura w moście, poza tym mógłby przez nie lecieć do środka deszcz, czy inszy śnieg, poza tym okno zawsze zwiększa koszt budowy. To na cholerę ono komu w stodole? Snopki, czy słoma w balach będą widoki podziwiać?

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • krystalla 01.04.18, 14:38
    bupu napisała:
    > Gwarantuje, że w żadnym regionie nie ma stodol z oknami. Stodoła ma zabezpiecza
    > ć plony przed opadami, zapewniając jednocześnie przewiew. Światła tam wiele nie
    > trzeba, więc okno potrzebne tam jak dziura w moście, poza tym mógłby przez ni
    > e lecieć do środka deszcz, czy inszy śnieg, poza tym okno zawsze zwiększa koszt
    > budowy. To na cholerę ono komu w stodole? Snopki, czy słoma w balach będą wido
    > ki podziwiać?
    >
    Tak też i logika mi podpowiadała. Cóż, okno pasowało do fabuły, bowiem Norcia którędyś musiała wyleźć.
  • ciotka_scholastyka 01.04.18, 15:34
    krystalla napisała:

    > Wybaczcie, że zmienię temat : Nora nocuje w mamkniętej stodole i rano budzi ją
    > snop światła z okna w tejże stodole. z okna, rilly?

    Nie. Nora myśli, owszem, "okno", ale potem, przy zbadaniu otworu, koryguje samą siebie, że to tzw "wyłaz", czyli taka dziura, przez którą winduje się siano na górę. Stodoła, jako się rzekło, okien nie posiada.
    Dopadłam utworu na półce dziecka kuzynki :)
  • tt-tka 01.04.18, 15:57
    ciotka_scholastyka napisała:


    >
    > Nie. Nora myśli, owszem, "okno", ale potem, przy zbadaniu otworu, koryguje samą
    > siebie, że to tzw "wyłaz", czyli taka dziura, przez którą winduje się siano na
    > górę. Stodoła, jako się rzekło, okien nie posiada.

    To nie rozumiem, skad ten sloneczny blask... Gora, na ktora winduje sie siano, zwykle tez nie ma okien. Z tych samych powodow, co stodola :)
    > Dopadłam utworu na półce dziecka kuzynki :)
  • krystalla 01.04.18, 16:12
    ciotka_scholastyka napisała:

    > Nie. Nora myśli, owszem, "okno", ale potem, przy zbadaniu otworu, koryguje samą
    > siebie, że to tzw "wyłaz", czyli taka dziura, przez którą winduje się siano na
    > górę. Stodoła, jako się rzekło, okien nie posiada.

    Myślę, myślę... Ale nie, takich otworów też nie widziałam. Rozumiem, że to jakoś zamykane by musiało być? I jeszcze bloczek - tak stary, że się rozsypał - do wciągania beli siana? Rozumiem, że zbelowanego w tych zamierzchłych czasach?... ;-)
    No nie widzi mi się to. I nawet ten, hm, otwór tak radośnie otwarty teraz na pogodę i niepogodę.
  • bupu 01.04.18, 16:35
    ciotka_scholastyka napisała:

    > Nie. Nora myśli, owszem, "okno", ale potem, przy zbadaniu otworu, koryguje samą
    > siebie, że to tzw "wyłaz", czyli taka dziura, przez którą winduje się siano na
    > górę. Stodoła, jako się rzekło, okien nie posiada.

    Jeszcze lepiej. Autorce się była pozajączkowała stodoła ze stryszkiem nad oborą, w którym przechowywano siano i słomę na potrzeby bieżące. Taki stryszek owszem, posiadał otwory przez które można było go załadować do pełna, ale pod nim, piętro niżej, znajdowała się normalna obora, z krowamy, końmi i co tam jeszcze gospodarz mieli w programie. A stodoła to stodoła, napycha się ją normalnie, wjechawszy wozem przez otwarte wierzeje do środka.

    Przypuszczam, że autorka widziała kiedyś taką budowlę:

    https://thumbs.img-sprzedajemy.pl/1000x901c/1b/d4/e7/obora-od-podworza-danowo-470997016.jpg

    I albo sama sobie dośpiewała, albo ktoś jej błędnie wytłumaczył, że to stodoła. A to obora jest, tyle, że odrzwia ma duże. U zamożnych gospodarzy za tymi dużymi, podwójnymi wierzejami mógł się znajdować garaż na wozy, żeby nie zagracać stodoły, albo obora dla krów, bo jak się ma więcej niż te dwa, trzy ogony, to lepiej mieć większe odrzwia w ich pomieszkaniu, żeby przy wypędzaniu na pastwisko i spędzaniu apiać nie było ustawicznych korków.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • krystalla 01.04.18, 17:29
    O! O! Ciotko, sęks, taka właśnie budowla mi majaczyła w gufce.

    I powiem szczerze, na nowo mnie wkurza taie bele jakie pisanie, "bo coś se pomyślałam, przypomniałam". Może dlatego, że równolegle czytam Jeana Christophe'a Grange.
  • marzenna114 03.04.18, 12:06
    U mojej babci w stodole był otwór, taki z zamykanymi drzwiczkami i przez niego podawało się siano na górę. Czyli siano leżało u góry, pod stropem. Ale te drzwiczki były drewniane i zawsze zamknięte. Słoma leżała niżej w drugiej części stodoły bezpośrednio na klepisku i tę słomę faktycznie wnoszono podczas młocki przez duże wrota. Do stodoły przylegała stajnia i nawet była połączona z nią drzwiami.
  • tt-tka 03.04.18, 12:16
    marzenna114 napisał(a):

    > U mojej babci w stodole był otwór, taki z zamykanymi drzwiczkami i przez niego
    > podawało się siano na górę. Czyli siano leżało u góry, pod stropem.

    Widywalam takie, ale to byly zawsze drzwiczki z jednego bezokiennego pomieszczenia do drugiego tez bezokiennego :)
    Pojac nie moge, skad to swiatlo.
  • agafiatichonowna 03.04.18, 14:11
    Taka stodoła o jakiej pisze Marzenna, z otworem w ścianie szczytowej zamykanym drewnianymi drzwiczkami, znajduje się w skansenie w Pstrążnej.
  • mela.bruxa 04.04.18, 17:36
    Nope. Ta wielka stodoła na górze nie posiada żadnych takich otworów. Na dole przy amfiteatrze i owszem, jest chałupa ze sporym strychem z takimiż drzwiami w szczycie. Zwykle na tym strychu jest ekspozycja prezentująca suszarnię ziół.
    Moja chata z kraja, w Czermnej, przez kopeczek od skansenu.

    --
    Rodzina Poszepszyńskich, rodzina jakich wiele
  • staua 04.04.18, 20:07
    Moim zdaniem wpadką jest wyścigowy rower Józka. Na wyścigówce jeździ te 25 km po wiejskich drobach dwa razy dziennie? Znowu albo nieznajomość realiów, albo nazywanie roweru sportowego wyścigówką. Najprawdopodobniej Jozinek ma hybrydę.

    --
    Life goes on long after the thrill of living is gone
  • kanga_roo 05.04.18, 09:56
    akurat między Pobiedziskami a Kostrzynem droga jest jak najbardziej asfaltowa, nawet niezła. a na trasie Poznań - Pobiedziska co roku nam jakieś Bike Challenge jeżdżą.
  • staua 05.04.18, 10:00
    Aha, bo nie wiedziałam, że tylko pomiędzy Pobiedziskami a Kostrzynem musiał jeździć.

    --
    Life goes on long after the thrill of living is gone
  • kanga_roo 05.04.18, 10:30
    omg, czepiajmy się, ale z sensem. pomiędzy Poznaniem a Kostrzynem masz drogę krajową 92, pomiędzy Poznaniem a Pobiedziskami dawną krajową 5, obecnie drogę wojewódzką. a rumiankowa dolinka położona jest przy drodze Pobiedziska-Kostrzyn.
    więc z Poznania do Dorotki mógł dojechać na wyścigówce. a do Flobrych leciał od asfaltu piechotą, z rowerem na plecach :-D
  • marta.v 11.07.18, 12:52
    No i oczywiście porody rodzinne są be, bo stanowią poważne zagrożenie dla życia ojca, można się na przykład uderzyć w głowę w metalowy kaloryfer i upadając zatarasować drzwi. I po jakiego grzyba Ignacy w końcówce trudnej ciąży wyjeżdża do jakiejś głuszy i oczywiście zapomina telefonu! Szczyt głupoty-zachowanie Agnieszki, lekceważącej ciążowe problemy. Czy u Borejków w ogóle były kiedyś jakieś poronienia, poważne problemy poporodowe czy urodziło się jakieś chore dziecko? No i chyba najczęściej pojawiające się słowo-masło-odmienianie przez wszystkie przypadki. Tylko jedzenie z dużą ilością masła jest dobre. Ile można jeść tych ciast, ciasteczek, pieczeni itp.??!! Po lekturze miałam przekornie ochotę na coś zdrowego i lekkiego. Ale super że jest takie forum! dopiero teraz to odkryłam.
  • marutax 11.07.18, 18:38
    marta.v napisała:

    > I po jakiego grzyba Ignacy w końcówce trudnej ciąży wyjeżdża d
    > o jakiejś głuszy i oczywiście zapomina telefonu!

    Zgadzam się z telefonem, ale nie przesadzajmy z końcówką ciąży. Aga miała jeszcze sporo czasu do porodu, a w domu była Róża. Inna sprawa, że Ignaś kompletnie nie myślał i nie wyciągnął najprostszych wniosków - że skoro żona źle się czuje, to nie powinna łazić po drabinie czy chodzić po zakupy.

    >Czy u Borejków w ogóle były kiedyś jakieś
    > poronienia, poważne problemy poporodowe czy urodziło się jakieś chore dziecko?

    Oczywiście, Mila źle znosiła pierwszą i trzecią ciążę. Ale Autorka - jak Ignaś - nie wyciąga wniosków. W jednym z wątków stwierdzono, że całą fabułę można było poprowadzić niemal identycznie wysyłając Agę do lekarza i opisując inny powód przedwczesnego i zagrażającego życiu porodu - upadek, owinięcie pępowiny wokół szyi płodu...
  • tt-tka 11.07.18, 20:18
    Mila zle znosila - do tego stopnia, ze padlo jej na mozg i rzucila etatowa prace zamiast isc na zwolnienie - ale poronienia, problemow poporodowych ani chorego dziecka nie uswiadczysz. Za to - uwaga ! - zdarzaja sie porody PRZED spodziewanym terminem i bohaterowie sie z tym stykali (Kreska w domu z osoba dorosla i 200 metrow od szpitala).

    No ale jak jedno slabosilne w 9 miesiacu tkwi na drabinie, a drugie sie temu przyglada to faktycznie o czym tu mowic...
  • przymrozki 12.07.18, 08:14
    tt-tka napisała:

    > Mila zle znosila - do tego stopnia, ze padlo jej na mozg i rzucila etatowa prac
    > e zamiast isc na zwolnienie - ale poronienia, problemow poporodowych ani choreg
    > o dziecka nie uswiadczysz.

    W połogu widzimy chyba tylko Różę. Ida, odwiedzając siostrzenicą w celu zaproponowania jej pożyczki, zagaja rozmowę właśnie na tematy dolegliwości właściwych temu stanowi. Róża przyznaje, że ją boli, ale dzielnie zaznacza, że da się wytrzymać.

    Ach, no i Agę, oczywiście. I wiemy, że ma jakieś tam lęki, z którymi pomaga jej Róża.

    No i, rzecz jasna, mamy pełen kalejdoskop rad, co jeść na ciążowe mdłości.

    Za to - uwaga ! - zdarzaja sie porody PRZED spodzie
    > wanym terminem i bohaterowie sie z tym stykali (Kreska w domu z osoba dorosla
    > i 200 metrow od szpitala).

    He he. Bo przypadkowy laryngolog z pogotowia, z karetką pełną leków, medycznych sprzętów i zdolnością szybkiego przetransportowania na OIOM matki lub dziecka, jeżeli okaże się to konieczne, jest znacznie groźniejszy dla rodzącej niż przypadkowy laryngolog z podręczną walizką, w której oprócz stetoskopu i druczków niewiele się mieści.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.