Dodaj do ulubionych

telefonowy armageddon - ucieczka przed realiami?

16.03.18, 14:15
Oprócz kilku dla mnie widocznych wpadek i smutnych podkreśleń (np. że towarzysz Łusi jest OCHRZCZONY... jakby to miało jakiekolwiek znaczenie czy może być świadkiem czy nie. Rozumiem, że miało podkreślić "polskość" ale smutne to bo wyszło strasznie ksenofobicznie). Ale do meritum:

Ciągłe wypadeczki, które zdarzają się telefonom... jak dla mnie to manewr który MM stosuje bo nie radzi sobie ze splotem i opisywaniem fabuły w rzeczywistości gdzie każdy ma z każdym kontakt. Wiele twistów i zwrotów akcji opiera się na tym, że ktoś do kogoś się nie dodzwonił itd. na tym też opiera się budowanie napięcia (spacer seniora Borejki, wyłączony tel. Gaby, zgubiony tel. Nory, brak kontaktu z Ignacym). Za dużo tego jak na jedną książkę. 1-2 takie akcje - ok. Ale aż tyle. Strasznie mnie to raziło i jak dla mnie to jest ucieczka od radzenia sobie z tym, że żyjemy w innych czasach.

Macie też podobne spostrzeżenia?


--
www.dietaeliminacyjna.pl/
Obserwuj wątek
    • szarotkaaaa Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 14:26
      Nie czytałam jeszcze CZ, ale pilnie czytam spoilery :D Tak, to ma sens, napisałam o tym nawet pół godziny temu w innym wątku. W obecnych realiach każdy ma telefon, a w nim messengera, whatsappa, instagram, facebooka i pewnie jeszcze jakieś inne aplikacje, o których nie wiem. Jeśli nie ma telefonu jest tablet, laptop, pc, jeśli my nie mamy telefonu, to znajoma osoba obok go ma, a w jej znajomych na fb jest nasze rodzeństwo. Teraz takie sytuacje całkowitego braku kontaktu zdarzają się, ale rzadko, a z tego co piszecie to istna plaga w borejlandzie.
    • tt-tka Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 14:38
      Tak. Juz w F wydalo nam sie nieprawdopodobne, ze Igstryba caly czas spedzony w Dorotkowie obywal sie bez komorki, nie dzwoniac, nie czytajac wiadomosci, dopiero w autobusie, w drodze do Wroclawia zaskakuje go wiadomosc od Magdy.

      Przy czym - ja akurat naleze do osob bezkomorkowych ( kilkakrotnie po pare lat ), nie mam kont na fejsie i innych, nie posluguje sie aplikacjami itd. Ale zawsze ktos, komu zalezy na kontakcie jest w stanie mnie znalezc (bez dzwonienia po sasiadach) - a jesli juz MM nie ogarnia, to jej bohaterowie, moi rowiesnicy i starsi, powinni dobrze wiedziec, co robic, gdy ktos nie odbiera telefonu. Praktyke w takich sytuacjach mialy wlasnie osoby z epoki przedkomorkowej ! Niewyobrazalne, ze corka i wnuczka przepadly w UK i nikt nie wie, co sie z nimi dzieje oraz nie ma pomyslu, jak sie tego dowiedziec :)
      • szarotkaaaa Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 17:28
        Znam kilka takich osób, które nie chcą używać popularnych portali czy aplikacji, ale nawet one mają maile na gmailu (gdzie też jest czat), korzystają z komputerów, a jeśli nie one to ich dzieci/rodzeństwo. Zawsze jest jakiś sposób na kontakt, nawet jeśli ktoś mieszka w UK, tym bardziej w takich okolicznościach wydaje mi się, że mimo niechęci do technologii warto wówczas zaopatrzyć się chociażby w Skype/Whattsap, bo rodzina i przyjaciele będą się jednak martwić. No i jednak mieszkając za granicą tęskni się za rodziną (przynajmniej za niektórymi członkami). Naprawdę nikt z Borejków nie miał kontaktu z Różą? Nie potrafię sobie tego wyobrazić, zwłaszcza w świetle różnych niebezpiecznych akcji, które mają miejsce w UK, jak to, nie bali się o nich? Nie byli ciekawi, jak wnuki radzą sobie w szkole, gdzie pracuje Róża, jak wygląda ich życie?
          • tt-tka Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 18:46
            szarotkaaaa napisała:

            > Wybaczcie powtórzenia, ale się zbulwersowałam :D Sama mieszkam za granicą i nie
            > mieści mi się to w głowie!

            Tez mieszkam za granica, na zachod od Polski :)
            Da sie, a niekiedy jest to dogodne.
            Nie bulwersuje mnie nieposiadanie, ani nawet niekorzystanie, choc sie posiada, ale
            - takie zwierze jak mlody, zakochany chlopak, ktory przez iks dni nie sprawdza, czy luba nie odezwala sie, ani sam sie nie odzywa w przyrodzie nie wystepuje. (IGS w WdO).
            A osoby sprzed epoki komorkowcow mialy obcykane 1001 sposobow na skontaktowanie sie z kims, kto zamilkl niepokojaco. Gaba powinna je znac, Ida tez, seniorzy tym bardziej. A propos, czy seniorzy wiedza, ze najstarsza wnuczka i najstarsza corka zamilkly i brak kontaktu ? I coz oni na to ?
            • iwoniaw Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 19:20
              A propos, czy seniorzy wiedza, ze najstarsza wnuczka i najstarsza
              > corka zamilkly i brak kontaktu ? I coz oni na to ?


              No właśnie nie wiedzą, zaś ich córki pozostające w Polsce boją się, że za chwilę zaczną pytać i coś im trzeba będzie powiedzieć - stąd gorączkowe konsultacje mailowe trzech sióstr i dobijanie się do skrzynki czwartej, nie odbierającej telefonów. Dlaczego seniorzy sami przez te "dwa letnie miesiące" nie wykonali ani jednego telefonu/połączenia skypem/nie wysłali maila, nie wyjaśniono.



              --
              "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
              • tt-tka Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 19:45
                iwoniaw napisała:

                > [i]A propos, czy seniorzy wiedza, ze najstarsza wnuczka i najstarsza
                > > corka zamilkly
                > No właśnie nie wiedzą, zaś ich córki pozostające w Polsce boją się, że za chwil
                > ę zaczną pytać

                Za chwile po dwoch miesiacach :), i to o Gabunie, "bez ktorej dom jest taki pusty" i ktora juz nigdy miala nie wyjezdzac. Pelnia lata, Gabon nie wpada nawet na weekend, a oni nie pytaja. Mamy w to uwierzyc ? No chyba ze u seniorow co z oczu, to z serca i od kiedy nie maja najstarszej na co dzien, pokochali najmlodsza i to bez niej zyc nie moga.
            • szarotkaaaa Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 20:32
              tt-tka napisała:

              > szarotkaaaa napisała:
              >
              > > Wybaczcie powtórzenia, ale się zbulwersowałam :D Sama mieszkam za granicą
              > i nie
              > > mieści mi się to w głowie!
              >
              > Tez mieszkam za granica, na zachod od Polski :)
              > Da sie, a niekiedy jest to dogodne.
              > Nie bulwersuje mnie nieposiadanie, ani nawet niekorzystanie, choc sie posiada,
              > ale

              > A osoby sprzed epoki komorkowcow mialy obcykane 1001 sposobow na skontaktowani
              > e sie z kims, kto zamilkl niepokojaco. Gaba powinna je znac, Ida tez, seniorzy
              > tym bardziej. A propos, czy seniorzy wiedza, ze najstarsza wnuczka i najstarsza
              > corka zamilkly i brak kontaktu ? I coz oni na to ?

              To już musi być taki charakter. Borejkowie są zaś opisywani zgoła inaczej - jako osoby bardzo rodzinne i to właśnie rodzinne ciepło przewija się w każdym tomie. Jak czytelnik ma uznać je za wiarygodne, skoro rodzina wcale ze sobą nie rozmawia i nie szuka kontaktu poza mailami. To znaczy, że jedna bohaterka nie odzywa się kompletnie przez dwa miesiące i nikt nie wie, czy w ogóle dotarła na miejsce i czy żyje i nikt z tym nic nie robi? Nie do wiary.
              • tt-tka Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 20:42
                szarotkaaaa napisała:

                > To już musi być taki charakter. Borejkowie są zaś opisywani zgoła inaczej - jak
                > o osoby bardzo rodzinne i to właśnie rodzinne ciepło przewija się w każdym tomi
                > e. Jak czytelnik ma uznać je za wiarygodne, skoro rodzina wcale ze sobą nie roz
                > mawia i nie szuka kontaktu poza mailami.

                No wlasnie...

                >To znaczy, że jedna bohaterka nie odzy
                > wa się kompletnie przez dwa miesiące i nikt nie wie, czy w ogóle dotarła na mie
                > jsce i czy żyje i nikt z tym nic nie robi? Nie do wiary.

                Nie tylko nie odzywa sie , ale i nie odbiera, gdy siostry alarmuja, znaczy wydzwaniaja. Mozna sie spodziewac najgorszego. I tak, poza martwieniem sie nikt z tym nic nie robi.

                Podpowiem :) a wystarczyloby zadzwonic do Aliny, matki Fryca bylo nie bylo; albo do zamieszkalej niedaleko Oksfordu jego siostry, opanowanej i zorganizowanej osoby, w dodatku Rozy zyczliwej; albo do samego Fryca, z czym cykaja sie dwa miesiace i w koncu nie dzwonia do nikogo. Obled.
    • mama_kotula Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 17:48
      Jestem na początku ksiazki. Ojciec Borejko, który nie chce brać komórki do lasu i argumentuje: cha cha, a jak złamię nogę, to co ja wam wyślę, sms "leżę w wykrocie przy dwóch sosnach"? I inni przyznają mu rację. Ja rozumiem, że senior Borejko może nie wiedzieć o czymś takim, jak wysłanie np. lokalizacji, ale reszta?
      • ciotka_scholastyka Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 18:39
        mama_kotula napisała:

        > Ojciec Borejko, który nie chce brać komórki do lasu
        > i argumentuje: cha cha, a jak złamię nogę, to co ja wam wyślę, sms "leżę w wyk
        > rocie przy dwóch sosnach"? I inni przyznają mu rację.

        O Boże...
        Oczywiście fakt, że zięć mieszka tam od kilkunastu lat i dla niego "wykrot przy dwóch sosnach" oznacza lokalizację mniej więcej taką jak dla Milicji "przy Żabce na Dąbrowskiego, obok PZU", do nikogo nie przemawia? (Poza tym podobno jest leśnikiem, więc.)
      • lord_vmordevol Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 19.03.18, 10:19
        mama_kotula napisała:

        > Jestem na początku ksiazki. Ojciec Borejko, który nie chce brać komórki do lasu
        > i argumentuje: cha cha, a jak złamię nogę, to co ja wam wyślę, sms "leżę w wyk
        > rocie przy dwóch sosnach"? I inni przyznają mu rację. Ja rozumiem, że senior Bo
        > rejko może nie wiedzieć o czymś takim, jak wysłanie np. lokalizacji, ale reszta
        > ?

        Taki na przykład mój ojciec żadnej lokalizacji by nie wysłał, bo bałby się, że telefon mu eksploduje w ręce, a szczątki mu tę rękę do reszty odgryzą. Ale oczywiście przekazanie wiadomości, że właśnie jest się w nieokreślonym miejscu rozszarpywanym przez wilki samo w sobie jest użyteczną informacją, bo chociażby nie będą niepotrzebnie czekać z obiadem.
        • mama_kotula Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 19.03.18, 13:13
          Rozumiem, że ojciec B też by nie wysłał - nie rozumiem tego, że osoby w wieku nie starczym, w miarę ogarnięte technicznie, przyznają mu rację, że branie komórki do lasu jest bez sensu, skoro nie zna lasu i nie umie okreslić swojego położenia.

          BTW, codziennie jestem w lesie, którego w sumie nie znam (poza stałymi ścieżkami biegowymi na 10k od domu w kilka kierunków) - nie wyobrażam sobie, żeby nie brać telefonu, w ogóle mi sie w pale nie mieści, choć moje dzwonienie wygladałoby dokładnie tak - "hejka, leżę w wykrocie przy sośnie i wiewiórce".
          • iwoniaw Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 19.03.18, 13:23
            nie wyobrażam sobie, żeby nie b
            > rać telefonu, w ogóle mi sie w pale nie mieści, choć moje dzwonienie wygladałob
            > y dokładnie tak - "hejka, leżę w wykrocie przy sośnie i wiewiórce".


            No więc właśnie, najbardziej mnie w tej scenie dziwi, że gromada - zdawałoby się - dorosłych i przytomnych osób gładko dochodzi do wniosku, że taki telefon "leżę w wykrocie w lesie, helpunku" i całkowity brak informacji, co się dzieje, to w sumie jedno i to samo. Inna rzecz, że skoro już się telefonu zapomniało (choć, jak wiemy, Ignac nie zapomniał, tylko zostawił z premedytacją), a nastąpiła niespodziewana komplikacja i nie ma nas tam, gdzie wedle wszelkiego prawdopodobieństwa ktoś się co najmniej niepokoi, to wypadałoby się skontaktować i dać znać, że żyjemy. Zwłaszcza, że jak przyszło do płacenia za weta, to Ignac numer znał i dzwonił. Nie mógł wykonać tego telefonu wcześniej? I czemu właściwie ma służyć ośli upór "nie będę nosił komórki"? Chodzi o to, żeby rodzinę bez powodu irytować/martwić?


            --
            'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
            'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
            • tt-tka Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 19.03.18, 14:06
              iwoniaw napisała:


              > No więc właśnie, najbardziej mnie w tej scenie dziwi, że gromada - zdawałoby si
              > ę - dorosłych i przytomnych osób gładko dochodzi do wniosku, że taki telefon "l
              > eżę w wykrocie w lesie, helpunku" i całkowity brak informacji, co się dzieje, t
              > o w sumie jedno i to samo. Inna rzecz, że skoro już się telefonu zapomniało (ch
              > oć, jak wiemy, Ignac nie zapomniał, tylko zostawił z premedytacją), a nastąpiła
              > niespodziewana komplikacja i nie ma nas tam, gdzie wedle wszelkiego prawdopodo
              > bieństwa ktoś się co najmniej niepokoi, to wypadałoby się skontaktować i dać zn
              > ać, że żyjemy.

              Zdarza sie tez sytuacja, ze jeszcze zyjemy, ale niedlugo mozemy przestac, bo np wpadlismy w bagienko (a w tamtych okolicach jest bagnisty rezerwat) - i wtedy telefon "wciaga mnie jakies bloto" posluzy wezwaniu pomocy, jest nadzieja, ze w pore.
              Albo nawet z ta noga w wykrocie, w wieku Ygnaca nietrudno sie wychlodzic, zwlaszcza jesienia, a ktosia juz slusznie zauwazyla, ze dla miejscowych "leze w wykrocie kolo dwoch sosen" to dosc konkretna lokalizacja.

              Chociaz ... skoro Ygnac w srodku duzego miasta i w obecnosci calej rodziny slanial sie i zielenial z bolu kilka godzin (reka zlamana z przemieszczeniem), to moze wniosek, ze telefonu brac nie warto, bo i tak nikt nic...jest niebezpodstawny :)
            • przymrozki Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 19.03.18, 14:12
              iwoniaw napisała:

              Inna rzecz, że skoro już się telefonu zapomniało (ch
              > oć, jak wiemy, Ignac nie zapomniał, tylko zostawił z premedytacją), a nastąpiła
              > niespodziewana komplikacja i nie ma nas tam, gdzie wedle wszelkiego prawdopodo
              > bieństwa ktoś się co najmniej niepokoi, to wypadałoby się skontaktować i dać zn
              > ać, że żyjemy. Zwłaszcza, że jak przyszło do płacenia za weta, to Ignac numer z
              > nał i dzwonił. Nie mógł wykonać tego telefonu wcześniej?

              Nie mógł, bo zasłabł na widok pozszywanego Bobusia w narkozie. Dlatego też weterynarz poprosiła, żeby Ignac położył się na leżance i nieco uspokoił. I tak dziadek Borejko zasnął na dwie godziny. Potem już zadzwonił.
    • tanee Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 19:12
      Mnie wybitnie zdenerwowało to nieodbieranie telefonów przez Gabę i Różę. Ta szlachetna, troszcząca się o cały świat Gaba zostawiła w Polsce całą rodzinę, w tym synową w zaawansowanej ciąży i starszych rodziców, tak schorowanych, że jak się Ignacemu przyśnie w fotelu, to rodzina już przywdziewa żałobę. Nie wyobrażam sobie nie odebrania telefonu w takiej sytuacji.
            • iwoniaw Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 20:20
              A czyj to pomysl, zeby nie wygadac, ze cos sie dzieje? Gaby czy Rozy?

              Gaba twierdziła, że Róży, która ponoć nie chciała, aby matka mówiła cokolwiek nawet ciotkom. Ale szczegółów nie znamy, zwłaszcza że Róża w całej książce bezpośrednio nie mówi nic, nie jest nam też pokazana ani jedna jej myśl na temat dowolny.


              --
              "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
              • ciotka_scholastyka Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 20:21
                iwoniaw napisała:


                > Gaba twierdziła, że Róży, która ponoć nie chciała, aby matka mówiła cokolwiek n
                > awet ciotkom. Ale szczegółów nie znamy, zwłaszcza że Róża w całej książce bezpo
                > średnio nie mówi nic, nie jest nam też pokazana ani jedna jej myśl na temat dow
                > olny.

                Coś tam jednak mówi, zaraz po powrocie do domu, że dobrze znowu być w domu i dobrze miec dom.
                • iwoniaw Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 20:26
                  "Ślicznie jest w domu, dobrze jest w domu i dobrze jest mieć dom" dokładnie mówi, po wejściu do wyremontowanego mieszkania na Roosevelta, ale broda jej drga, więc Grzegorz ją kieruje ku Agnieszce i zaczynają o zasłonkach planowanych rozmawiać - i to tyle Różanych wypowiedzi.


                  --
                  "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
                  • ciotka_scholastyka Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 20:29
                    iwoniaw napisała:

                    > "Ślicznie jest w domu, dobrze jest w domu i dobrze jest mieć dom" dokładnie mów
                    > i, po wejściu do wyremontowanego mieszkania na Roosevelta, ale broda jej drga,

                    No ale mówi :) I to akurat nieźle oddaje jej stan ducha w tym momencie (choć oczywiście nie wyjaśnia, o co w tej całej historii z Frycem chodzi).
                    A w ogóle to co, ten domek w Oxfordzie przez piętnaście lat, to nie był jej dom?...
                    • iwoniaw Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 20:34
                      Może właśnie był? I żałuje? Kto ją tam wie? Cały problem polega na tym, że niby jest jakaś gigantyczna afera i armagedon, ale my - czytelnicy naprawdę nie wiemy, o co chodzi. Jedyne, co wiemy, to że najpierw Gaba histeryzuje, że Fryderyk jest CKNUKiem 2, a potem nagle przestaje histeryzować i dochodzi do wniosku (nadal nie wiemy skąd i dlaczego), że "źle go oceniła". Co czuje Róża i kto ją krzywdzi, możemy tylko zgadywać.


                      --
                      "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
              • zla.m Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 16.03.18, 22:39
                iwoniaw napisała:

                > A czyj to pomysl, zeby nie wygadac, ze cos sie dzieje? Gaby czy Rozy?
                >
                > Gaba twierdziła, że Róży, która ponoć nie chciała, aby matka mówiła cokolwiek n
                > awet ciotkom. Ale szczegółów nie znamy, zwłaszcza że Róża w całej książce bezpo
                > średnio nie mówi nic, nie jest nam też pokazana ani jedna jej myśl na temat dow
                > olny.
                >
                >
                Ja tam mogę zrozumieć, że Róża nie chciała mieć nad głową całego stada ciotek (+ dziadkowie i okazjonalnie siostra) kraczącego "ja wiedziałam, że tak będzie, ja wiedziałam...", załamującego dłonie, pomagającego, ale z wypomnieniem, że jej znów trzeba pomagać itp. Ale sposób na uniknięcie tego zamieszania jest doprawdy eksptraordynaryjnie cwany.



                --
                Dziś poznałam straszną prawdę. Okazało się, że kiedy mój facet mówi, to myśli to, co mówi, a nie to, czego się domyślam. Koszmar jakiś
                • yvi1 Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 19.03.18, 10:43
                  W najnowszych ksiazkach MM widac wyraznie,ze starsza juz autorka nie ogarnia tego calego " cyrku" z smartfonami.Wprawdzie Nora ma swoj telefon,ale rzuca nim w pokrzywy.Ok,ha,ha bardzo smieszne.Ale jak go juz odzyskuje to np. nie korzysta z niego wcale ,w sytuacjach ,ktore sa dzisiaj na porzadku dziennym.Patrz- wypad do kina z Dentym i Gustkiem.Czemu ona godzinami siedzi sama w szpitalu i nie zawiadamia nikogo jest dla mnue tez wielka zagadka.
                  Nikt nie kaze bohaterom non stop sie w te telefony wpatrywac i grac w durne gry.Ale oni ich nawet normalnie nie uzywaja.
                  A juz Ida ,ktora nie wie jak sie rozklada komorke po utopieniu jej w kuble,ha,ha.to juz zupelne przegiecie.Jak by to babcia Wikcia albo Ignac powiedzial,ok.
                  • minerwamcg Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 19.03.18, 11:12
                    Przede wszystkim, gdyby Nora nawet w przypływie kretynizmu rzuciła smartfonem, nie zostawiałaby go w pokrzywach na łaskę rosy, deszczu i innych niesprzyjających czynników, tylko dołożyła starań, żeby go odzyskać. Choćby dlatego, że wybrykiem z zumbabą już narobiła rodzicom strat - a smartfon kosztuje. Chyba, że jak wszystko w Borejklanie był używany i kosztował na allegro dwucyfrową sumę. Ale raczej nie. Ponadto nastolatka ma w smartfonie centrum sterowania wszechświatem: kontakty do psiapsiółek, ulubione piosenki, facebooka, twittera, instagram, smsy pisane z tym cudownym Sebą z III g, które tak lubi odczytywać po raz setny, słitfocie, blogaska z komciami lofcianych czytelniczek, brekekekeks. I to wszystko zostawić w pokrzywach???

                    --
                    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
                    • iwoniaw Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 19.03.18, 12:14
                      Ponadto nastolatka ma w smartfonie

                      To, co nastolatka ma w smartfonie, to jedno, to co sobie wyobraża Autorka, to zupełnie inna bajka. Czytelnikowi każe się wierzyć w zdumienie Nory, skąd szkolny kolega ma jej numer, gdyż przecież dała go ona raptem kilku osobom (!), o portalach społecznościowych i przysyłanie wiadomości via messenger czy inny komunikator to już w ogóle słowa nie ma. Ba, jak słusznie zauważono już wyżej, Nora nawet nie używa tego smartfona w takim stopniu, w jakim przeciętny emeryt używa archaicznego modelu komórki (np. siedzi sama w szpitalu godzinami (!) i ani do nikogo nie dzwoni, ani nawet sms-a nie posyła - choćby i do Róży, która wszak mogła się zdziwić, gdy się obudziła, gdzie też Nora z Agnieszką się podziały...), a pani tu z internetami wyskakujesz? ;-)


                      --
                      "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
    • minerwamcg Re: telefonowy armageddon - ucieczka przed realia 19.03.18, 10:56
      Mam na sumieniu kilka armaggedonów spowodowanych tym, że w potrzebie nie miałam telefonu, żeby do kogoś zadzwonić albo żeby ktoś zadzwonił do mnie, chociażby po to, żeby wiedzieć, gdzie jestem. Bo nie wzięłam komórki, bo kto nie wziął komórki, bo mu/mi się wyjarała do ostatniego elektrona i takie tam. Ale był to armaggedon krótkotrwały, zawsze znajdowała się jakaś pomocna dusza z rozmowami bez limitu i sytuację udawało się opanować. Dlatego w Ignacego Borejkę bez kontaktu z rodziną wierzę bez zastrzeżeń - ja na miejscu starszego pana zadzwoniłabym do domu zaraz po "no to siup, sąsiedzie", Spartanka przecież telefon miała, ale on nie pomyślał, a potem mdlał, zasypiał i w ogóle cierpiał, tak przejęty sobą i psiukiem, że nie przyszło mu do głowy, że tam się martwią. I za to nieprzyjście do głowy mu potem Mila wypruwała flaki, czym on zresztą niespecjalnie się przejmował.
      Natomiast brak kontaktu od Fryderyka, zarówno w "Żabie" jak i teraz, jest idiotyczny do kwadratu. "Żabę" podsumowałam zwięźle "chciał wysłać mail, ale nie miał znaczka" co imho wystarczająco oddawało kretynizm konceptu, a do "Ciotki" już w ogóle nie mam słów. Ciekawe, jak się MM z tego wytłumaczy :) Ja obstawiam, że w następnym tomie będzie nas przekonywać, że misja wojskowa (pomijając idiotyzm pomysłu) czy FBI (ditto) jest tak strasznie, okropnie, przeraźliwie tajna, że cudzoziemskiemu specjaliście zabroniono nie tylko zabrać z sobą rodziny, ale nawet kontaktować się z nią. Porwali go kosmici i trzymali w ciemnym schronie.
      Tak, popieram założycielkę wątku. To jest nieradzenie sobie ze zmienionymi realiami świata.

      --
      Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka