Dodaj do ulubionych

Rodzicielstwo w Jeżycjadzie

16.03.18, 21:44
Rodzice w Jeżycjadzie przedstawieni są jako ci wyśnieni, wymarzeni i absolutnie modelowi. Przy czym jak przyjrzymy się temu bliżej, to już tak pięknie nie jest. Już w starej Jezycjadzie nie mogłam pojąć jakim cudem nikt nie zapytał Pulpecji jak poszła matura tuż po powrocie do domu. W normalnych rodzinach rzucają się na maturzystę już w progu.
W Ciotce Zgryzotce też jest kiepsko
1) Ida (bo o Mareczku nawet szkoda wspominać) . Nieszczęsnym Ziutkiem opiekowali się wszyscy, tylko nie rodzice. Teraz Idusia, zapracowana lekarka, zaczyna urlop na wsi dokładnie w dniu gdy jej dziewięciolatek zaczyna szkołę i musi wracać do miasta. No naprawdę, nawet jeśli nie ma ochoty, to chyba powinna się zmusić do spędzenia z tym dzieckiem choć odrobiny czasu. O swojej córce nie wie kompletnie nic. Łusia pisząc list zwraca się do niej Matkoido, co sugeruje, że nie jest ona dla niej jedyną osobą pełniącą rolę matki ;)
2) Róża- ideał matczynej miłości. Przeżywa tajemniczy małżeński dramat. Cała rodzina się nad nią trzęsie i rozczula. Natomiast kompletnie nikt nie zastanawia się, że jej dzieci też zostały porzucone przez ojca oraz zmuszone do całkowitej rewolucji w życiu. Wszyscy stwierdzają, że będzie im lepiej w Poznaniu. Czytając książkę miałam zakodowane, że to małe dzieci. Po czy dotarło do mnie, że Mila ma 13 lat, a Karolek 10. Oboje opuszczają miejsce w którym się urodzili, zmieniają kraj, szkołę, system edukacji i język nauczania. Jest to do do przeżycia, ale jednak rozczulałabym się nad nimi ciut bardziej niż nad dorosłą Różą.
Obserwuj wątek
    • bupu Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 16.03.18, 22:49
      tanee napisał(a):


      > 2) Róża- ideał matczynej miłości. Przeżywa tajemniczy małżeński dramat. Cała ro
      > dzina się nad nią trzęsie i rozczula. Natomiast kompletnie nikt nie zastanawia
      > się, że jej dzieci też zostały porzucone przez ojca oraz zmuszone do całkowitej
      > rewolucji w życiu. Wszyscy stwierdzają, że będzie im lepiej w Poznaniu. Czytaj
      > ąc książkę miałam zakodowane, że to małe dzieci. Po czy dotarło do mnie, że Mil
      > a ma 13 lat, a Karolek 10. Oboje opuszczają miejsce w którym się urodzili, zmie
      > niają kraj, szkołę, system edukacji i język nauczania. Jest to do do przeżycia,
      > ale jednak rozczulałabym się nad nimi ciut bardziej niż nad dorosłą Różą.


      Melanina akurat urodziła się w Polsce, a nawet w Poznaniu. Ponadto tradycją rodzinną u Borejków jest, że gdy mąż i ojciec daje w długą, prawo do czucia się porzuconą ma wyłącznie jego matka. Przychówek ma złożyć rączki w ciup, a usta w małdrzyk i nie zawracać gitary.

      --
      Wiedźma
      To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
      http://archiwumpanahyde.laa.pl/
      • tt-tka Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 16.03.18, 23:11
        Milena wyjechala tak mlodo (maks dwa lata miala), ze smialo mozna ja okreslic jako pochodzaca z Anglii :)
        Co do rodzicielstwa
        - Roza, ktora niczego dzieciom nie wyjasni, niczego nie ustali i o nic nie zapyta, tylko przesadza jak kaktusy. Diabla tam, kaktusy traktuje sie z wieksza dbaloscia.
        - Gabon - z corki robi nianke i panne do towarzystwa synowej, a tak generalnie w nosie ma swoje dzieci. Niby nic nowego...
        - seniorzy, ktorzy bez Gaby trzech dni nie mogli wytrzymac, a jak przepadla na dwa miesiace, to nawet nie zauwazyli
        - Miagwa, ktory jako ojciec in spe znika w przeddzien porodu bez kontaktu
        - Grzegorz, kory przypomnial sobie, ze ma syna i ze go kocha jakos tak po dwudziestu latach. O corce sobie nie przypomnial
        - Ida, ktora zdaje sie znacznie bardziej obchodzi, jaka bedzie tesciowa niz jaka jest matka.

        Na plus - Gorscy. Nie bezbledni, ale ludzcy i zwyczajnie sympatyczni.
        • tt-tka Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 16.03.18, 23:41
          to_jaaa napisała:

          > Swoją drogą, męzowie dają w tę długą dosłownie na koniec świata - albo Australi
          > a, albo USA. Dopiero tam czują się w miarę daleko od Ignacego?

          Fryc akurat Ygnaca widywal z rzadka i okazjonalnie, gdy sam wpadl do Polski. Jesli wywial, to raczej przed tesciowa i przed kuzynka zony, ktora mial miec na karku i w domu przez czas jej studiow w Oksfordzie (Luska zarzucila ten pomysl chyba juz po tym, jak Fryc zniknal, albo krotko przed)
      • bupu Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 16.03.18, 23:41
        bupu napisała:

        > Melanina akurat urodziła się w Polsce, a nawet w Poznaniu. Ponadto tradycją rod
        > zinną u Borejków jest, że gdy mąż i ojciec daje w długą, prawo do czucia się po
        > rzuconą ma wyłącznie jego matka. Przychówek ma złożyć rączki w ciup, a usta w m
        > ałdrzyk i nie zawracać gitary.

        Jego matka, co ja piszę, co ja piszę... Jego żona, oczywiście, matka wszak i tak traci wszelkie prawa z chwilą wżenienia się syna w Borejklan.




        --
        Wiedźma
        To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
        http://archiwumpanahyde.laa.pl/
    • rudziaczeq Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 16.03.18, 23:19

      > Natomiast kompletnie nikt nie zastanawia
      > się, że jej dzieci też zostały porzucone przez ojca oraz zmuszone do całkowitej
      > rewolucji w życiu. Wszyscy stwierdzają, że będzie im lepiej w Poznaniu. Czytaj
      > ąc książkę miałam zakodowane, że to małe dzieci. Po czy dotarło do mnie, że Mil
      > a ma 13 lat, a Karolek 10. Oboje opuszczają miejsce w którym się urodzili, zmie
      > niają kraj, szkołę, system edukacji i język nauczania. Jest to do do przeżycia,
      > ale jednak rozczulałabym się nad nimi ciut bardziej niż nad dorosłą Różą.
      Weez, po co im ojciec, jak mają TAKIEGO pradziadka
      • tt-tka Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 16.03.18, 23:48
        rudziaczeq napisał(a):

        > Weez, po co im ojciec, jak mają TAKIEGO pradziadka

        A maja ? Bo mi wyszlo (ciagle jade na spojlerach), ze z rodziny matki to oni maja glownie neurotyczna Age i Miagwe... Byli we Floplicowie ? I jak zostali potraktowani ?
        • tanee Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 17.03.18, 16:04
          To też mnie zastanawia. Wystarczyło miejsca, żeby niemalże każdy żeński członek rodziny wziął na ręce i przyłożył do TEGO miejsca małą Norę, a nie ma słowa o przywitaniu wnuków, które znalazły się w trudnej sytuacji. Jedna malutka scenka, w której Róża rozmawia ze swoimi dziećmi, niechby już nawet senior rodu wygłosił jakąś pocieszającą przemowę okraszoną łaciną.
          • przymrozki Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 17.03.18, 16:52
            tanee napisał(a):
            nie ma słowa o
            > przywitaniu wnuków, które znalazły się w trudnej sytuacji. Jedna malutka scenka
            > , w której Róża rozmawia ze swoimi dziećmi, niechby już nawet senior rodu wygło
            > sił jakąś pocieszającą przemowę okraszoną łaciną.

            Borejce nie powiedziano, że jest trudna sytuacja. Dużej Mili też. Oni myślą, że Róża z dziećmi przyjechali w zwykłe odwiedziny. Niewykluczone, że Różę, po której podobno widać fatalny stan psychiczny i fizyczny trzyma się z daleka od spostrzegawczej babci.



            • przymrozki Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 17.03.18, 17:11
              tt-tka napisała:


              > Niech ktos da te scene, co ? Co zostalo powiedziane, w jakich okolicznosciach ?

              To nawet nie jest scena. Kiedy Grześ wiózł Gabę, Różę i dzieci na Roosevelta (po tym jak po dwóch miesiącach niewidzenia żony nawet jej nie pocałował na przywitanie, żeby Róży nie było przykro) Róża pokazuje dzieciom Poznań za oknami i objaśnia co jest co. Nie wiemy, co dokładnie mówi. Ani co o tym wszystkim mówią dzieci.

              O samych dzieciach wiemy, że chcą słodyczy, poznają dom na Roosevelta, Mila energicznie żuje gumę, ale Ida natychmiast ją polubiłam, bo kiedy spojrzała jej wyzywająco w oczy, poczuła, że między nimi dwiema przekazywany jest wiadomość z "Białego kła" - "ty i ja jesteśmy jednej krwi". Karolek, zdaniem Idy, jest w ogóle nie wart uwagi i podobny do ojca.
              • lord_vmordevol Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 19.03.18, 12:38
                przymrozki napisała:

                > To nawet nie jest scena. Kiedy Grześ wiózł Gabę, Różę i dzieci na Roosevelta (p
                > o tym jak po dwóch miesiącach niewidzenia żony nawet jej nie pocałował na przyw
                > itanie, żeby Róży nie było przykro) Róża pokazuje dzieciom Poznań za oknami i o
                > bjaśnia co jest co. Nie wiemy, co dokładnie mówi. Ani co o tym wszystkim mówią

                TSD, takim starym koniom trzeba objaśniać miasto, w którym mieszka cała ich rodzina? Oni tam nigdy wcześniej nie byli?
                • tt-tka Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 19.03.18, 12:50
                  lord_vmordevol napisała:

                  >
                  > TSD, takim starym koniom trzeba objaśniać miasto, w którym mieszka cała ich rod
                  > zina? Oni tam nigdy wcześniej nie byli?

                  Nie wiadomo. W McD byli u Pulpy, czy wpadli do Posen, nie wiemy.
                  W F dowiadujemy sie, ze byli i zabrali, lecac do Anglii, Luske i Ziutka, ale znowu - gdzie przebywali i jak dlugo, nie wiemy. Moze caly czas za stolem u Pulpy i z Poznania widzieli tylko lotnisko...
              • ciotka_scholastyka Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 19.03.18, 13:04
                przymrozki napisała:

                > poczuła, że między nimi dwiema przekazywany jest wiadomość z "
                > Białego kła" - "ty i ja jesteśmy jednej krwi".

                Hehehe, nie ma czegoś takiego w "Białym Kle". "Ja i ty jesteśmy jednej krwi" to z Kiplinga. Księga Dżungli.
                Będzie sprostowanie w "Chucherku", czy skończy się na "pomyliłam się, i co z tego? Hm, hm, hm", jak myślicie?
              • ciotka_scholastyka Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 19.03.18, 13:07
                przymrozki napisała:


                > To nawet nie jest scena. Kiedy Grześ wiózł Gabę, Różę i dzieci na Roosevelta (p
                > o tym jak po dwóch miesiącach niewidzenia żony nawet jej nie pocałował na przyw
                > itanie, żeby Róży nie było przykro) Róża pokazuje dzieciom Poznań za oknami i o
                > bjaśnia co jest co.

                Oraz, oni przylecieli samolotem, tak? No to na trasie z lotniska na Roosevelta niewiele ciekawego jest do pokazywania. Rynek Jeżycki, gdzie babunia chadzała na zakupy, może.

                Absurdu niecałowania ukochanej żony po dwóch miesiącach niewidzenia, bo 36-letniej pasierbicy z problemami małżeńskimi będzie przykro, litościwie nie skomentuję.
    • tanee Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 17.03.18, 16:06
      Jest jeszcze kwestia szkoły Nory. Dziewczyna chce do Poznania, gdzie idzie większość jej przyjaciół (hipotetycznych, bo nie pojawiają się w książce choćby wspomnieni z imienia), ale rodzice decydują inaczej. Wydaje mi się, że w rodzinie z normalnymi relacjami 16-latka ma jednak prawo głosu przy wyborze szkoły.
      • marutax Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 17.03.18, 17:25
        tanee napisał(a):

        > Jest jeszcze kwestia szkoły Nory. Dziewczyna chce do Poznania, gdzie idzie więk
        > szość jej przyjaciół (hipotetycznych, bo nie pojawiają się w książce choćby wsp
        > omnieni z imienia), ale rodzice decydują inaczej. Wydaje mi się, że w rodzinie
        > z normalnymi relacjami 16-latka ma jednak prawo głosu przy wyborze szkoły.

        Z jednej strony to może być reakcja na zastrzeżenia wobec szkoły Doroty - drogiej i z kiepskim dojazdem. Z drugiej strony zgadzam się, że w sytuacji, gdy nie ma poważnych przeciwwskazań, nastolatka powinna mieć prawo wyboru szkoły, którą opuści wszak jako osoba pełnoletnia. A tu takich przeciwwskazań raczej nie ma - dojazd dobry, szkoła publiczna, rodzina w Poznaniu, jakby coś się stało...
        • tt-tka Re: Rodzicielstwo w Jeżycjadzie 19.03.18, 12:54
          marutax napisała:


          > Z jednej strony to może być reakcja na zastrzeżenia wobec szkoły Doroty - drogi
          > ej i z kiepskim dojazdem.

          Bo to bylo rzeczywiscie idiotyczne - nedza w domu taka, ze dziewczyna donasza drewniaki po mamie, a z drugiej strony szkola z czesnem ponad 8 czy 9 stow. Oraz dojazdy motorynka (!) do Kostrzynia i tam przesiadanie sie na autobus, kiedy mozna bylo prosciej i pewniej koleja.

          zgadzam się, że w sytuacji, gdy nie
          > ma poważnych przeciwwskazań

          No wlasnie przy Norze nie ma - szkola publiczna, dojezdza uczyc sie w Poznaniu mnostwo mlodziezy z tych okolic...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka