Dodaj do ulubionych

Kura od Dorotki

17.03.18, 22:29
Zaintrygował mnie wątek kury - po pierwsze wegetarianizm Ignasia stoi pod znakiem zapytania, bo zamawiał kurę u Doroty bez wyjaśnienia, czy zamierza ją spożyć. Ja rozumiem, że wegetarianom, czy weganom zdarza się "wyzerować", czyli zjeść coś niewege, a nawet powrócić do karnistycznych obyczajów, ale na ogół nie przechodzi to bez żadnej refleksji nad swoimi zasadami i życiem. Po drugie, czy kura wiejska gotowana z wnętrznościami naprawdę tak cuchnie? Zawsze mi się wydawało, że kompoty ze zwierząt można spokojnie gotować bez patroszenia.
Edytor zaawansowany
  • iwoniaw 17.03.18, 22:39
    Po drugie, c
    > zy kura wiejska gotowana z wnętrznościami naprawdę tak cuchnie?


    Chyba nie pytasz serio :-D Osobiście nie gotowałam drobiu in toto, ale tam jest wyraźnie powiedziane, że kura W OGÓLE nie została wypatroszona, miała w środku te wszystkie bebechy (czyli np. jelita z ich treścią, woreczek żółciowy itd.), a nie, że była sprawiona, umyta i z podrobami włożonymi z powrotem do środka.

    Natomiast wegetarianizm jest przez MM nie pierwszy raz pokazywany jako fanaberia, o której się nawet od czasu do czasu zapomina, więc i Ignaś gotujący kurę nie dziwi (on jej zresztą chyba nie zamawiał, tylko Józek mu przywiózł po prostu).

    Wbrew jednak zamiarowi autorki i zachwytom na jej stronie www, mnie ten wątek w ogóle ale to w ogóle nie śmieszy. Co jest śmiesznego w tym, że dorosły chłop (a pierwotnie sama autorka młodą dzieweczką będąc, jak wynika z jej wynurzeń) zalicza wtopę kulinarną tego rodzaju? Toż to jest po prostu żałosne. Jak można nie zauważyć, że kura jest niewypatroszona i nie wpaść na to, że jednak nie tak wygląda jej postać, którą się wkłada do gara, więc coś należałoby z tym wcześniej zrobić?


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • bupu 17.03.18, 22:51
    iwoniaw napisała:

    > Po drugie, c
    > > zy kura wiejska gotowana z wnętrznościami naprawdę tak cuchnie?

    >
    > Chyba nie pytasz serio :-D Osobiście nie gotowałam drobiu in toto, ale tam jest
    > wyraźnie powiedziane, że kura W OGÓLE nie została wypatroszona, miała w środku
    > te wszystkie bebechy (czyli np. jelita z ich treścią, woreczek żółciowy itd.),
    > a nie, że była sprawiona, umyta i z podrobami włożonymi z powrotem do środka.
    >
    > Natomiast wegetarianizm jest przez MM nie pierwszy raz pokazywany jako fanaberi
    > a, o której się nawet od czasu do czasu zapomina, więc i Ignaś gotujący kurę ni
    > e dziwi (on jej zresztą chyba nie zamawiał, tylko Józek mu przywiózł po prostu)
    > .
    >
    > Wbrew jednak zamiarowi autorki i zachwytom na jej stronie www, mnie ten wątek w
    > ogóle ale to w ogóle nie śmieszy. Co jest śmiesznego w tym, że dorosły chłop (
    > a pierwotnie sama autorka młodą dzieweczką będąc, jak wynika z jej wynurzeń) za
    > licza wtopę kulinarną tego rodzaju? Toż to jest po prostu żałosne. Jak można ni
    > e zauważyć, że kura jest niewypatroszona i nie wpaść na to, że jednak nie tak w
    > ygląda jej postać, którą się wkłada do gara, więc coś należałoby z tym wcześnie
    > j zrobić?

    Ekskjuzemła, mam rozumieć, że babcie Rumiankowe wręczyły Józefowi kuraka oskubanego, ale z wątpiami i on z tym kurakiem dymał na rowerze? Latem?

    Że Miągwa odziedziczył po swoim ojcu ogarnięcie kalarepy, to nie dziwi. Ale że dwie stare wiejskie baby trzymają latem nie wypatroszone kurze kadawery, ba, nawet wręczają je na drogę, to ja się dziwię bardzo. Przecież wnętrzności w upale psują się ekstracugiem!




    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • iwoniaw 17.03.18, 23:12
    Nie wiadomo, czy babcie, czy Dorota. Ale tak jest, Józek przywiózł tę kurę (oraz jajka) rowerem i na zdumione pytanie IGS "czy żywa" odparł, że nie, ale oskubana. Na co IGS odparł, że tym lepiej, na obiad się przyda (choć on ponoć wege, a Aga nie może jeść niczego poza owocami, bo jej słabo). Nie pytaj mnie, gdzie tu sens.


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • tt-tka 17.03.18, 23:27
    iwoniaw napisała:



    > Wbrew jednak zamiarowi autorki i zachwytom na jej stronie www, mnie ten wątek w
    > ogóle ale to w ogóle nie śmieszy. Co jest śmiesznego w tym, że dorosły chłop (
    > a pierwotnie sama autorka młodą dzieweczką będąc, jak wynika z jej wynurzeń) za
    > licza wtopę kulinarną tego rodzaju? Toż to jest po prostu żałosne. Jak można ni
    > e zauważyć, że kura jest niewypatroszona i nie wpaść na to, że jednak nie tak w
    > ygląda jej postać, którą się wkłada do gara, więc coś należałoby z tym wcześnie
    > j zrobić?

    Oj, mozna. Zdarzylo sie to mojemu osobistemu ojcu, juz zonatemu, gdy gotowal samodzielnie swoj pierwszy w zyciu rosol. Nie zagladal kurze do srodka, bo i po co. A z zewnatrz wygladala dokladnie tak jak ta, ktora wkladala do garnka babcia.

    PS smiesznego nie ma w tym nic. Mamie, gdy wrocila, nie bylo ani troche do smiechu.

    PS2 Wspominalam o tym na forum. Nie twierdze, ze nie zdarzylo sie to nikomu innemu, ale czy akurat i wlasnie MM ? :)
  • iwoniaw 17.03.18, 23:34
    MM na swojej stronie napisała, że to historia z jej własnego życia z nią w roli głównej.


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • srebrny_lisek 17.03.18, 23:49
    Pytam serio, najwyraźniej mi sałata z butów wyłazi jak Ignasiowi. :P Czytałam o zwierzętach gotowanych bez żadnego patroszenia, wprawdzie przez Azjatów, ale jednak. Spodziewałabym się niespecjalnego smaku, czy nieciekawego zapachu, niekoniecznie zabójczej woni. :)
  • tt-tka 17.03.18, 23:54
    Smierdzialo gotowanym goownem, jak twierdzila moja mama. W calym domu i dlugo.
  • minerwamcg 18.03.18, 09:19
    Nie, nie. Zdecydowanie tak się nie robi, nie mam pojęcia, co to byli za Azjaci i czy jeszcze żyją (czy np. nie pourywał im łbów cudowny zapach), ale zabite należy przed dalszą obróbką wypatroszyć. Nawet wegetarianom przyda się w tej prawie odrobina erudycji :) Tak etnograficznie :)

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • soova 18.03.18, 18:23
    iwoniaw napisała:

    >
    > Wbrew jednak zamiarowi autorki i zachwytom na jej stronie www, mnie ten wątek w
    > ogóle ale to w ogóle nie śmieszy. Co jest śmiesznego w tym, że dorosły chłop (
    > a pierwotnie sama autorka młodą dzieweczką będąc, jak wynika z jej wynurzeń) za
    > licza wtopę kulinarną tego rodzaju? Toż to jest po prostu żałosne. Jak można ni
    > e zauważyć, że kura jest niewypatroszona i nie wpaść na to, że jednak nie tak w
    > ygląda jej postać, którą się wkłada do gara, więc coś należałoby z tym wcześnie
    > j zrobić?
    >
    Mam takie dziwne wrażenie, że inspiracją do napisania tej sceny był fakt opisany w książce "30 lat życia z Madzią" autorstwa Zygmunta Niewidowskiego, wdowca po nikim innym jak Magdalenie Samozwaniec. Żona chciała pewnego razu zrobić przyjemność swojemu Zygmusiowi i upiec mu kupionego na rynku, oskubanego kurczaka. Efekt był taki sam jak w kuchni Ignasiostwa, bo dopiero po zapachu mąż poznał, że kurczak nie został wypatroszony, a na pytanie, czy go wypatroszyła przed upieczeniem, małżonka zrobiła wielkie oczy, bo dopiero od niego się dowiedziała, że jest to konieczne. Cóż, panny Kossakówny nikt sztuk kulinarnych nie uczył, a całe życie miała jak nie służbę, to przynajmniej gosposię...
  • agafiatichonowna 18.03.18, 19:15
    Poczynania kulinarne Ignasia jakoś mną specjalnie nie wstrząsnęły, mam bowiem w pamięci młodą gospodynię, która skubała zająca i takiego oskubańca upiekła.
  • soova 18.03.18, 19:23
    To sobie strasznie skomplikowała zadanie - przecież można było ogolić. :)
    Jako nastolatka (mama dopuszczała do kuchni, ale tylko w sprawach pomocniczych) uznałam raz, że jak każdą zupę, krupnik należy zabielić. Nie było internetu, a do "Kuchni polskiej" jakoś nie sięgnęłam.
  • czekolada72 19.03.18, 17:30
    Śmietana zabielalas? w zamierzchłych czsach, czyli jakies 40 lat temu, dodanie smietany do krupniku dziwem nie było.
    Ja sama jak chce jakakolwiek zupe zabielic - chlapię jogurt lub mleko, i nieraz nadal zdaza sie do krupnkiki (na kosciach, z miesem) takze chlapnac.

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • soova 19.03.18, 17:45
    Tak, śmietaną. Wyszła oczywiście breja.
  • ciotka_scholastyka 18.03.18, 20:33
    soova napisała:

    > Mam takie dziwne wrażenie, że inspiracją do napisania tej sceny był fakt opisan
    > y w książce "30 lat życia z Madzią"

    Niekoniecznie, mój dziadek też wywinął taki numer. I to w czasie okupacji, na zdobytym cudem kuraku dla chorowitej podobno córki. Rosołek robił :-P
    Jak widać zresztą po wpisach tutaj, to się zdarza częściej niż mogłoby się wydawać :)
  • soova 18.03.18, 20:45
    Ale MM Twego dziadka nie miała pewnie zaszczytu znać. A książkę pewnie tak. :)
  • czekolada72 19.03.18, 17:31
    W czasie okupacji wojska piekly nad ogniem cale zwierza, rowno jak leci.
    ale w Jezycjadzie to raczej nie ta tematyka...

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • ciotka_scholastyka 19.03.18, 23:57
    soova napisała:

    > Ale MM Twego dziadka nie miała pewnie zaszczytu znać. A książkę pewnie tak. :)

    Ale jak widać, taka wpadka przydarza(ła) się ludziom często, co mnie w sumie wcale nie dziwi. Chociaż MM jak zwykle przedobrzyła, bo o ile czterdzieści, pięćdziesiąt czy osiemdziesiąt lat temu łatwiej można było trafić na niewypatroszone kurczaki, o tyle w 2017 to jest naprawdę bardzo mało prawdopodobne.
  • ssssen 21.03.18, 08:22
    Kawał stary jak rodzaj kurzy... Jak widać nie wziął się znikąd.

    "- Kochanieeee... (gulp!) co włożyłaś do tego kurczaka?
    - Jak to co? Nic! Przecież tam nie było miejsca!"
  • chatgris01 15.04.18, 23:40
    soova napisała:

    > Mam takie dziwne wrażenie, że inspiracją do napisania tej sceny był fakt opisan
    > y w książce "30 lat życia z Madzią" autorstwa Zygmunta Niewidowskiego, wdowca p
    > o nikim innym jak Magdalenie Samozwaniec. Żona chciała pewnego razu zrobić przy
    > jemność swojemu Zygmusiowi i upiec mu kupionego na rynku, oskubanego kurczaka.
    > Efekt był taki sam jak w kuchni Ignasiostwa, bo dopiero po zapachu mąż poznał,
    > że kurczak nie został wypatroszony, a na pytanie, czy go wypatroszyła przed upi
    > eczeniem, małżonka zrobiła wielkie oczy, bo dopiero od niego się dowiedziała, ż
    > e jest to konieczne. Cóż, panny Kossakówny nikt sztuk kulinarnych nie uczył, a
    > całe życie miała jak nie służbę, to przynajmniej gosposię...


    Tez mi sie natychmiast z ta historia skojarzylo :)))
    Tylko (dla scislosci, bo znaczenia tu nie ma), Samozwaniec upiekla tak kaczke.
  • druza.11 18.03.18, 00:02
    nie, nie, nie,
    żadana gospodyni wiejska nie wyprawi w drogę bez wypatroszenia. Kurak się zaśmierdnie!
    Zabijasz, oparzasz, skubiesz, patroszysz. W wersji ekskluzywnej opalasz i odpypciowujesz.
    Ręczę głowa lub jakąś kończyną!
  • mamuka_z_boru 19.03.18, 22:13
    druza.11 napisała:

    > nie, nie, nie,
    > żadana gospodyni wiejska nie wyprawi w drogę bez wypatroszenia. Kurak się zaśmi
    > erdnie!
    > Zabijasz, oparzasz, skubiesz, patroszysz. W wersji ekskluzywnej opalasz i odpyp
    > ciowujesz.
    > Ręczę głowa lub jakąś kończyną!

    No otóż. Jeszcze rozumiem sytuację, że do Rumianków wpada jakaś zorientowana w temacie babka (np. Pulpa) i spiesząc się bardzo bierze tę kurę jak leci, zapowiadając, że sobie sama zaraz to truchło obrobi. Ale puszczanie martwego drobiu z zawartością ludziom z miasta to jakaś abstrakcja. No bo serio spodziewały się, że IGS albo Aga będą potrafili wypatroszyć kurę?
  • zla.m 19.03.18, 23:18
    mamuka_z_boru napisała:

    >No bo serio spodziewały się,
    > że IGS albo Aga będą potrafili wypatroszyć kurę?

    Może właśnie odwrotnie - nie przyszło im do głowy, że ktokolwiek może tego nie umieć (skoro zgodnie z ich doświadczeniem, wszyscy potrafią i wiedzą że trzeba).


    --
    Psycholog poradził mi napisać szczere listy do osób, których nienawidzę i spalić je.
    Zrobione. Ale co z listami?
  • czarna9610 18.03.18, 10:12
    O ile zrozumiałam to rosół miał być dla gości czyli Róży z dziećmi. Przyjechała rodzina trzeba im coś podać na obiad.
  • ciotka_scholastyka 18.03.18, 20:34
    czarna9610 napisała:

    > O ile zrozumiałam to rosół miał być dla gości czyli Róży z dziećmi. Przyjechała
    > rodzina trzeba im coś podać na obiad.

    I, oczywiście, to musi być rosół. "Pyszny" zapewne i "wspaniały".
  • minerwamcg 20.03.18, 09:49
    Pyszny i wspaniały zapewne by nie był, bo rosół ma swoje wymagania, które tu nie zostały spełnione ni chu. Po pierwsze, najlepiej to w ogóle gotować go na piecu, tzn. na kuchni z płytą, nie indukcyjną bynajmniej. Ale jak się jej nie ma, to trudno, na gazie też wyjdzie. Rosół trzeba gotować wolno. W otwartym garze. Szybkowary odpadają. Kurę trzeba już nie mówię, że wypatroszyć, ale odciąć łapy, opalić, odpypciować, najlepiej dołożyć jeszcze kawałek wołowego z kością, ciut posolić i dopiero gotować. Powoli! Potem odszumować, dodać jarzyny, listek bobkowy, ja dodaję ze trzy ziarenka jałowca, pieprz, przypieczoną na blasze cebulę - i dalej gotować na wolnym ogniu. Wolniutkim, ma ledwo mrugać. Długo. Jak marchew zmięknie na tyle, że ją można jeść widelcem, rosół gotowy.
    Jak więc widzimy, z powyższych warunków został spełniony jedynie listek bobkowy :) No, dobrze, jeszcze woda.
    Krótko mówiąc, potencjalnie wspaniały rosół (rosół z wiejskiej kury to cymes malyna!) został przez tę parę melepetów zmarnowany na amen. Mięso do wyrzucenia, kura zginęła śmiercią tyleż tragiczną, co niepotrzebną. Fuj. Przepraszam, uniosłam się i teraz będę mówić ex cathedra:
    Człowieku, jeśli już musisz zabijać, to zjedz to co zabiłeś do ostatniego okruszka, szanuj to życie, które poszło pod nóż, żeby cię nakarmić! Chrześcijaninie, marnowanie życia bożych stworzeń to grzech! Marnowanie jedzenia podobnie! Ktoś za tego ptopta powinien iść do spowiedzi, i raczej nie rzygająca Aga ani IGS-wegetarianin. Ktoś, komu Bóg dał rozsądek... ale on nim w tej sprawie nie ruszył, powierzając kawał znakomitego mięsa ludziom, co do których mógł mieć rozsądne podejrzenie, że go zmarnują.


    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • lord_vmordevol 20.03.18, 10:01
    minerwamcg napisała:

    > ę - i dalej gotować na wolnym ogniu. Wolniutkim, ma ledwo mrugać. Długo. Jak ma

    Jednym z najdziwaczniejszych konceptów językowo-kuchennych jest nazywanie maksymalnie przykręconego i zduszonego ognia - wolnym.
  • minerwamcg 20.03.18, 11:06
    Wolny ogień jako przeciwieństwo szybkowaru :) No i rosół to jest klasyczne slow food.


    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • lord_vmordevol 20.03.18, 11:20
    minerwamcg napisała:

    > Wolny ogień jako przeciwieństwo szybkowaru :) No i rosół to jest klasyczne slow
    > food.

    Ale ogień ma prędkość tylko w rozprzestrzeniającym się pożarze, a to raczej nie są okoliczności spodziewane podczas robienia zupy. Gotowanie na małym lub dużym ogniu - skolko ugodno. Ale gotowanie na wolnym ogniu nie może logicznie oznaczać niczego innego niż gotowanie na ogniu puszczonym bez żadnych ograniczeń.
  • guineapigs 23.03.18, 18:54
    Lord vmordevol stwierdzil, ze:

    'Ale ogień ma prędkość tylko w rozprzestrzeniającym się pożarze, a to raczej nie są okoliczności spodziewane podczas robienia zupy.'
    No i masz juz pomysl na epizod w kolejnym tomie: jakas ciamajda bedzie chciala ugotowac zupe i zrobi sie pozar.

    A jak juz rozmawiamy o osobistych doswiadczeniach kulinarnych, to ja sama dwa razy zapomnialam, ze cos pichce: raz jak gotowalam czy tam dusilam mieso, a drugi raz jak gotowalam jajka - i w obu przypadkach przypomnialo mie sie o tym fakcie jak w calej chalupie juz smierdzialo spalenizna, bo garnek sie spalil, mieso sie spalilo, co sie stalo z jajkami - nie pamietam, byc moze sluzyly pozniej za obuchy.

    We wszystkie wpadki kulinarne wierze, bo sama jestem lebiega i ciamajda w tych sprawach.

    A tak a propos nomenklatury: dlaczego gotowanie z mala iloscia wody to duszenie?
  • srebrny_lisek 20.03.18, 11:52
    minerwamcg napisała:

    > Pyszny i wspaniały zapewne by nie był, bo rosół ma swoje wymagania, które tu ni
    > e zostały spełnione ni chu. Po pierwsze, najlepiej to w ogóle gotować go na pie
    > cu, tzn. na kuchni z płytą, nie indukcyjną bynajmniej. Ale jak się jej nie ma,
    > to trudno, na gazie też wyjdzie. Rosół trzeba gotować wolno. W otwartym garze.

    Ja gotuję wegetariański rosół (czy, jak kto woli, "bulion warzywny", chcę sobie zaoszczędzić sporów językowych) pod przykryciem, wręcz jestem przeczulona na tym punkcie. W czasach, kiedy pakowałam zwierza do gara też gotowałam pod. Nigdy nic nie zmętniało. ;) Jakich walorów nadaje gotowanie bez przykrycia?
  • tt-tka 20.03.18, 15:10
    srebrny_lisek napisał(a):

    > Ja gotuję wegetariański rosół (czy, jak kto woli, "bulion warzywny", chcę sobie
    > zaoszczędzić sporów językowych) pod przykryciem, wręcz jestem przeczulona na t
    > ym punkcie. W czasach, kiedy pakowałam zwierza do gara też gotowałam pod. Nigdy
    > nic nie zmętniało. ;) Jakich walorów nadaje gotowanie bez przykrycia?

    Bulioon warzywny gotuje pod przykryciem. Wiekszosc zup tez. Rosol - nie, to znaczy niezupelnie - zagotowac sie ma odkryty, potem przykreca sie ogien na malutki i wtedy klade przykrywke, ale tak, zeby jednak zostala szparka. Bo jak woda odparowuje, to smak nabiera intensywnosci :)
  • czekolada72 20.03.18, 16:09
    A u nas dodaje sie ziele angielskie i jeden-dwa suszone grzybki - oprocz lauru, pieprzu i lubczyku :)
    Polecam!

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • krystalla 20.03.18, 18:16
    minerwamcg napisała:

    > odpypciować
    >
    Przepraszam, że tak się zainteresuję : co to jest dokładnie? :)
  • druza.11 20.03.18, 19:21

    Odpypciowanie to część procesu sprawiania drobiu.
    1. Zadajemy śmierć, pozbywamy się krwi
    2. Polewamy ptaka wrzątkiem, tak, by wrzątek dotarł do skóry
    3. Spokojnym, ciągłym ruchem wyciągamy pióra, zgodnie z ich ułożeniem
    4. Patroszymy ptaka, na tym etapie usuwamy pazury
    5. Opalamy ptaka nad ogniem (świeca, gaz, spirytus), dzięki czemu widoczniej ujawnia się miejsca po usunięciu piór – rodzaj rurek, dulek
    6. Chwytamy dulki między nóż a kciuk i wyciągamy, nie kalecząc skóry Można użyć pincety
    7. Myjemy ptaka
    8. Postępujemy zgodnie z przepisem , który znaleźliśmy w necie lub starej książce kucharskiej. Piekąc kaczkę nie sugerujemy się C. Z. bowiem nie dodajemy masła. Kaczka jest upiornie ale to upiornie tłusta pod skóra i paskudnie sucha w mięsie. Cała sztuka pieczenia kaczki polega na natłuszczaniu tego, co się poda na stół
    Punkt 6 to właśnie usuwanie pypci
  • krystalla 21.03.18, 18:35
    druza.11 napisała:

    >
    > Odpypciowanie to część procesu sprawiania drobiu.
    >
    > 6. Chwytamy dulki między nóż a kciuk i wyciągamy, nie kalecząc skóry Można użyć
    > pincety

    > Punkt 6 to właśnie usuwanie pypci

    A to przepraszam uniżenie, w moich stronach (Małopolska) pypciem nazywana jest specyficzna kurza narośl na języku :), dlatego nie mogłam dojść.
  • tt-tka 20.03.18, 19:22
    krystalla napisała:

    > minerwamcg napisała:
    >
    > > odpypciować
    > >
    > Przepraszam, że tak się zainteresuję : co to jest dokładnie? :)

    O ile pamietam - poobcinac takie rozne wyrostki, czy narosle, ktore rosna na kurze :)
  • bupu 20.03.18, 23:02
    tt-tka napisała:

    > krystalla napisała:
    >
    > > minerwamcg napisała:
    > >
    > > > odpypciować
    > > >
    > > Przepraszam, że tak się zainteresuję : co to jest dokładnie? :)
    >
    > O ile pamietam - poobcinac takie rozne wyrostki, czy narosle, ktore rosna na k
    > urze :)

    Pypcie, drogie panie, to nierozwiniete pióra. Każdy ptak ma na sobie pióra w różnych fazach wzrostu w tym takie, które ledwo co wylazły ze skóry. I to są właśnie pypcie, które przy skubaniu pior zostają, bo są za krótkie żeby je uchwycić razem z pierzem, trzeba je zatem wydłubać osobno. Czyli ptice odpypciowac.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 20.03.18, 23:39
    Dzieki za objasnienie co do pypci(ow ?). W zyciu bym nie wpadla na to, ze to piora (nawet nierozwiniete), moze dlatego, ze jednym z grozniejszych przeklenstw mojego dziecinstwa bylo "azebys dostala pypcia na jezyku" :)
  • dakota77 21.03.18, 08:33
    tt-tka napisała:

    > Dzieki za objasnienie co do pypci(ow ?). W zyciu bym nie wpadla na to, ze to pi
    > ora (nawet nierozwiniete), moze dlatego, ze jednym z grozniejszych przeklenstw
    > mojego dziecinstwa bylo "azebys dostala pypcia na jezyku" :)

    Aa, pypec na jezyku tez wystepuje. Ale o ile pypcie jako nierozwiniete piora sa jak rozumiem zjawiskiem normalnym, pypec na jezyku nie jest. To zapalenie w dziobie, ktore sprawia, ze kura nie moze jesc.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • ciotka_scholastyka 21.03.18, 10:26
    dakota77 napisała:


    > Aa, pypec na jezyku tez wystepuje. Ale o ile pypcie jako nierozwiniete piora sa
    > jak rozumiem zjawiskiem normalnym, pypec na jezyku nie jest. To zapalenie w dz
    > iobie, ktore sprawia, ze kura nie moze jesc.

    U nas pypeć na języku (ludzkim) to taka mała, bolesna krostka, która po jakimś czasie znika sama, ale jest dość przykra.
  • dakota77 21.03.18, 10:32
    Owszem, ja tez pypcia uzywam pypcia w takim znaczeniu. Ale u jury to powazniejsza sprawa.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • ssssen 21.03.18, 08:25
    A to tego się nie opala? Pamiętam jak za młodu obserwowałem cały proces przygotowywania przez babcię drobiu do spożycia i jednym z elementów było podpalenie gazety i wykonywanie nią rytualnych ruchów wokół oskubanej kury czy kaczki w celu "opalenia".
  • iwoniaw 21.03.18, 09:10
    Opala się, ale tylko te najmniejsze/najdelikatniejsze, te "grubsze" trzeba ręcznie usunąć. (u nas się opalało wykonując rytualne ruchy ptactwem nad podpalonym na metalowej pokrywce (od słoika czy pudełka po paście do butów) denaturatem).


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • druza.11 21.03.18, 09:42
    święte słowa, moja pani, święte słowa!
    Te rytualne ruchy!
    poza tym, faktycznie do odpypciowania zalicza się i to, na co wskazała Bubu, ale mnie sie w pamięć wbiły te dulki
  • bupu 21.03.18, 10:57
    druza.11 napisała:

    > święte słowa, moja pani, święte słowa!
    > Te rytualne ruchy!
    > poza tym, faktycznie do odpypciowania zalicza się i to, na co wskazała Bubu, al
    > e mnie sie w pamięć wbiły te dulki

    A tak, masz rację, większe pióra przy skubaniu nie wychodzą w całości czasami, dutka dzieli się na warstwy i część zostaje w skórze. Takie rzeczy też się wydłubuje przy odpypciowaniu.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • ssssen 21.03.18, 14:11
    iwoniaw napisała:

    > (u nas się opalało wykonując rytualne ruchy ptactwem

    Oj, a może faktycznie to gazeta była nieruchoma, a ptakiem się merdało?
    Aż się chce zaborejczyć że memoria fragilis est.

    I jeszcze pamiętam widok kotów bawiących się w przeciąganie rzuconego im jelita... To były prawdziwe koty, nie te współczesne miejskie piecuchy! Dodając do tego strzelanie pęcherzami pławnymi karpi przed Wigilią i inne tego typu wiejskie rozrywki z czasów dzieciństwa dziwię się że nie zostałem wegetarianinem...
  • morekac 20.03.18, 00:12
    Nie wiem, czy cuchnie, ale gdybym specjalnie nigdy nie gotowała kury , a jeszcze te nieliczne w całości, z którymi miewam do czynienia, miała zawsze puste w środku, to nie wiem, czy wyciągałabym im jakieś flaki. Nie przyszłoby mi to do głowy.
    I szczerze - ile osób patroszyło osobiście kurę? W mieście nie ma raczej szans na dostanie kury in toto. Takie są tylko te od małorolnego zdziercy.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • lord_vmordevol 20.03.18, 08:55
    morekac napisała:

    > I szczerze - ile osób patroszyło osobiście kurę? W mieście nie ma raczej szans
    > na dostanie kury in toto. Takie są tylko te od małorolnego zdziercy.

    Tak w ogóle, to skoro kura była już oskubana, to chyba wypatroszenie, co się, w odróżnieniu, OIMW robi z grubsza jednym cięciem i jednym ruchem, jest już tylko formalnością.
  • dakota77 20.03.18, 09:10
    lord_vmordevol napisała:

    > morekac napisała:
    >
    > > I szczerze - ile osób patroszyło osobiście kurę? W mieście nie ma raczej
    > szans
    > > na dostanie kury in toto. Takie są tylko te od małorolnego zdziercy.
    >
    > Tak w ogóle, to skoro kura była już oskubana, to chyba wypatroszenie, co się, w
    > odróżnieniu, OIMW robi z grubsza jednym cięciem i jednym ruchem, jest już tylk
    > o formalnością.

    Wypatroszenie: lamiesz mostek. Otwierasz jame brzuszna. Wyciagasz flaki. Usuwasz woreczek zolciowy. Rozcinasz zoladek i usuwasz zawartosc. Moze tego wszystkiego nie robisz, jak nie zamierzasz wykorzystac podrobow. Ale ruchow wymaga to troszke wiecej niz jeden ;-)



    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • iwoniaw 20.03.18, 09:43
    To prawda, że ruchów jet nieco więcej niż jeden, ale faktem jest, że wypatroszenie kury to jednak znacznie mniej fatygi niż oskubanie tejże.


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • lord_vmordevol 20.03.18, 09:59
    dakota77 napisała:

    > Wypatroszenie: lamiesz mostek. Otwierasz jame brzuszna. Wyciagasz flaki. Usuwas
    > z woreczek zolciowy. Rozcinasz zoladek i usuwasz zawartosc. Moze tego wszystkie
    > go nie robisz, jak nie zamierzasz wykorzystac podrobow. Ale ruchow wymaga to tr
    > oszke wiecej niz jeden ;-)

    Ja kojarzę jakąś instrukcję, że się nacinało od tylnego wylotu kury, wkładało rękę i wyciągało wszystko, ale może to wersja uproszczona, albo w ogóle chodziło o inne zwierzę :-) Fakt, że do szczegółowego wykorzystania trzeba się też pochylić z troską nad tą żółcią i żołądkiem.
    Tak, czy inaczej, wyrywanie piór z całego ptoka to nie jest.
  • ciotka_scholastyka 20.03.18, 10:25
    dakota77 napisała:


    > Wypatroszenie: lamiesz mostek. Otwierasz jame brzuszna. Wyciagasz flaki. Usuwas
    > z woreczek zolciowy.

    Zwłaszcza cholerny woreczek!!! :) Już o tym tutaj było...
    Ja kiedyś kupiłam wątróbkę kurzęcą - w sklepie, normalnie - źle oczyszczoną, żółć się rozlała. Cały obiad wyleciał do kosza, to było coś tak niewypowiedzianie gorzkiego, że opisać trudno. A pewnie było to tylko kilka kropelek, bo inaczej coś bym wcześniej zauważyła.
  • mamuka_z_boru 21.03.18, 10:06
    dakota77 napisała:
    >
    > Wypatroszenie: lamiesz mostek. Otwierasz jame brzuszna. Wyciagasz flaki. Usuwas
    > z woreczek zolciowy. Rozcinasz zoladek i usuwasz zawartosc. Moze tego wszystkie
    > go nie robisz, jak nie zamierzasz wykorzystac podrobow. Ale ruchow wymaga to tr
    > oszke wiecej niz jeden ;-)
    >
    Widać są różne szkoły. Regularnie nabywam drób wiejski od małorolnych bynajmniej nie zdzierczyń na targowisku i żadna sztuka drobiu nie miała złamanego mostka ani otwartej jamy brzusznej. Wszystkie, niezależnie od dostawczyni, mają powiększone ekhem wyloty dolne, ale nie jest to żadne rozpłatanie przez całą długość ptaka. Spokojnie można drób potem wyluzować i nadziać tak, że zachowuje kształt, zszywając tylko wcale nie taki wielki otwór dolny, no i pozbawioną szyi górę .
    Może więc technika patroszenia to kwestia regionalna? Ale niezależnie jaka by była, nigdy przenigdy nie spotkałam się z truchłem, ani nabytym, ani darowanym, niewypatroszonym.
  • dakota77 21.03.18, 10:34
    mamuka_z_boru napisała:

    > dakota77 napisała:
    > >
    > > Wypatroszenie: lamiesz mostek. Otwierasz jame brzuszna. Wyciagasz flaki.
    > Usuwas
    > > z woreczek zolciowy. Rozcinasz zoladek i usuwasz zawartosc. Moze tego wsz
    > ystkie
    > > go nie robisz, jak nie zamierzasz wykorzystac podrobow. Ale ruchow wymaga
    > to tr
    > > oszke wiecej niz jeden ;-)
    > >
    > Widać są różne szkoły. Regularnie nabywam drób wiejski od małorolnych bynajmnie
    > j nie zdzierczyń na targowisku i żadna sztuka drobiu nie miała złamanego mostk
    > a ani otwartej jamy brzusznej. Wszystkie, niezależnie od dostawczyni, mają powi
    > ększone ekhem wyloty dolne, ale nie jest to żadne rozpłatanie przez całą długoś
    > ć ptaka. Spokojnie można drób potem wyluzować i nadziać tak, że zachowuje kszta
    > łt, zszywając tylko wcale nie taki wielki otwór dolny, no i pozbawioną szyi gór
    > ę .
    > Może więc technika patroszenia to kwestia regionalna? Ale niezależnie jaka by b
    > yła, nigdy przenigdy nie spotkałam się z truchłem, ani nabytym, ani darowanym,
    > niewypatroszonym.

    Zapewne mozna miec lepsza technike niz te, ktora ja poslugiwalam sie za mlodu ;-) faktycznie ten sklepowe sa wypatroszone od zadniej strony. Za to owszem, spotkalam sie w sklepie z kura niewypatroszona. Dla mnie to niepojete. Mam ja sobie w domowej, miejskiej kuchni sama patroszyc?



    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • ciotka_scholastyka 20.03.18, 10:21
    morekac napisała:


    > I szczerze - ile osób patroszyło osobiście kurę?
    Ja. To znaczy, nie sama, bo miałam wtedy jakieś dziesięć-jedenaście lat, ale asystowałyśmy z siostrą mamie przy tej czynności. Największe wrażenie zrobił na mnie okład rozrodczy - jajka w różnej fazie rozwoju :)
    Ale wtedy jednak przywoziło się drób ze wsi częściej. W sklepach już były rozebrane tuszki, czemu trudno się dziwić.
  • morekac 20.03.18, 18:17
    Wsiowe kuzynki mojej matki dawały jednakowoż w prezencie kury nie tylko oskubane, ale i wypatroszone, , więc u mnie nawet i to nie. I naprawdę - Ignaś był wegetarianinem, nawet jeśli nie czynnym, to lata całe nie dotykał się mięcha i brzydził się nim tak, że pewnie z kuchni wychodził, gdy były tak oprawiane ptactwo (jeśli było). Dla mnie nie ma w tym nic straszliwego, że biedak tej kury nie wypatroszył. Normalnie kura jest w środku pusta... ;-)
    BTW: gdybym miała patroszyć kury, zostałabym chyba wegetarianką...


    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • jottka 21.03.18, 10:20
    bo nie czytałam dzieła - IGS zamówił tę kurę na obiad dla rodziny czy ją dostał bez możliwości odmowy? w drugim wypadku rozumiem, rodzina Borejków nie powala rozumem, ale w pierwszym to ja mam trudności z wyobrażeniem sobie wegetarianina światopoglądowego, który sam niejako uważa, że gościom trzeba dać 'coś lepszego'... ok, jestem stronnicza:), ale nie znam mięsożerców, którzy muszą zjeść codziennie na obiad mięso, bo inaczej się słaniają i giną w oczach. zwłaszcza że wieloletni wegetarianin ma w zapasie parę żelaznych przepisów, na które mięsożerca też leci z ogniem w oku.

    a w ogóle on jest dalej wege czy nie? a małżonka?
  • loreii 21.03.18, 10:51
    Małżonka chyba przeszła na frutarianizm,przez całą książke jada jedynie owoce ;)
  • jottka 21.03.18, 11:10
    to co wy się dziwicie, że ona mdleje nawykowo?:)
  • agafiatichonowna 21.03.18, 11:43
    Wiem, Dakoto, że to literówka, niemniej obrazek całego jury z pypciami na językach bardzo mnie rozweselił.
  • iwoniaw 21.03.18, 14:41
    w drugim wypadku rozumiem, rodzina Borejków nie powala
    > rozumem


    To jest właśnie ten przypadek. Oni kury nie zamawiali, dostają ją "a bo tak". Nie wiadomo, czy Ignacy jest wege, nie mówi niczego w stylu "przecież ja nie jem mięsa" ani nic, tylko ładuje kurę do gara, za oczywiste uważając, że będzie z niej rosół i to natychmiast (nie jest rozważana opcja np. pieczenia, zamrożenia na kiedyś tam ani nic podobnego). Wiemy natomiast, że Aga w ciąży je głównie owoce, bo jej niedobrze od innych rzeczy, a szczególnie od zapachu mleka, do którego ją w dzieciństwie zmuszano.



    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • lord_vmordevol 21.03.18, 14:52
    iwoniaw napisała:

    > mięsa" ani nic, tylko ładuje kurę do gara, za oczywiste uważając, że będzie z
    > niej rosół i to natychmiast (nie jest rozważana opcja np. pieczenia, zamrożenia

    Kura mrożona o tyle o ile, ale kura pieczona to byłoby chyba pierwsze, co by mi przyszło do głowy. Albo smażona. Znacznie łatwiej usmażyć czy nawet upiec niż się szarpać z robieniem zupy.

    > na kiedyś tam ani nic podobnego). Wiemy natomiast, że Aga w ciąży je głównie o
    > woce, bo jej niedobrze od innych rzeczy, a szczególnie od zapachu mleka, do któ
    > rego ją w dzieciństwie zmuszano.

    Kura daje bardzo niewiele mleka, więc z tym nie ma problemu.
  • iwoniaw 21.03.18, 15:28
    Kura mrożona o tyle o ile

    Mnie to przyszło do głowy o tyle, że gdybym dostała jakieś pożywienie, którego sama nie jadam, a nawet z lekka się brzydzę, ale reszta rodziny (np. nadciągająca siostra z potomstwem) owszem, spożywa, a rzecz da się zamrozić, to bym się nie babrała w obrzydlistwie, tylko wetknęła do zamrażary.

    No ale wówczas, nieprawdaż, nie byłoby tego jakże "komicznego" efektu - zamrożona kura z wątpiami to nie ugotowana kura z wątpiami, mimo że w obu przypadkach patroszenie byłoby wskazane...


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • yvi1 21.03.18, 16:29
    iwoniaw napisała:

    > Kura mrożona o tyle o ile
    >
    > Mnie to przyszło do głowy o tyle, że gdybym dostała jakieś pożywienie, którego
    > sama nie jadam, a nawet z lekka się brzydzę, ale reszta rodziny (np. nadciągają
    > ca siostra z potomstwem) owszem, spożywa, a rzecz da się zamrozić, to bym się n
    > ie babrała w obrzydlistwie, tylko wetknęła do zamrażary.

    Gdyby mnie uszczesliwiono czyms czego nie znam,warzywem,owocem kawalkiem krokodyla; to pierwsze co ja bym zrobila to przeszukala internet.Dostalam kiedys mieso strusie i nie mualam bladego pojecia jak to przyrzadzic.Pierwsza reakcja bylo wpakowanie tego do lodowki,druga zobaczenie jak i z czym to sie je.
    Ale wiadomo,internety ,komorki i smartfony to postrach wszystkich z klanu B.Sluza jedynie do topienia,rzucania w krzaki i bicia sie o tenze.
  • jottka 21.03.18, 17:02
    gdyby mię dawał ktoś, powiedzmy tłusty boczek, wiedząc, że musiałabym zaznać przemiany osobowości, żeby to zjeść, to bym się najpierw zaciekawiła, czy mu się coś nie pomyliło:)
  • yvi1 21.03.18, 18:24
    jottka napisała:

    > gdyby mię dawał ktoś, powiedzmy tłusty boczek, wiedząc, że musiałabym zaznać pr
    > zemiany osobowości, żeby to zjeść, to bym się najpierw zaciekawiła, czy mu się
    > coś nie pomyliło:)
    Wiem ze mialo byc smiesznie i pociesznie.Kura byla dana od serca i w dobrych intencjach.Ale,wszyscy sie z Ignasia wysmiewaja jako znanego fajtlapy.Aga jest mdlejaca ciezarna na koncowce ciazy.Tak ciezko bylo ten rosol ugotowac i podrzucic na R5 ? Tym bardziej ze to " tylko 20 minut i jestes pod Katedra"? Wiado,ze nie Jozin na tym rowerze,ale to cale stado innych kochajacych klanowiczow.
    Mogl pocukrzyc zupe,ugotowac herbate i ja posolic...Jest 1000 innych roznych mozliwosci.
    I zniwu mamy tylko puste deklaracje slowne a nie prawdziwe ciepelko.
  • bupu 21.03.18, 18:50
    yvi1 napisała:


    > Wiem ze mialo byc smiesznie i pociesznie.Kura byla dana od serca i w dobrych in
    > tencjach.Ale,wszyscy sie z Ignasia wysmiewaja jako znanego fajtlapy.Aga jest md
    > lejaca ciezarna na koncowce ciazy.Tak ciezko bylo ten rosol ugotowac i podrzuci
    > c na R5 ? Tym bardziej ze to " tylko 20 minut i jestes pod Katedra"? Wiado,ze n
    > ie Jozin na tym rowerze,ale to cale stado innych kochajacych klanowiczow.
    > Mogl pocukrzyc zupe,ugotowac herbate i ja posolic...Jest 1000 innych roznych mo
    > zliwosci.
    > I zniwu mamy tylko puste deklaracje slowne a nie prawdziwe ciepelko.

    Na litość boską, dorosły facet powinien jednak prezentować przynajmniej niezbędne minimum ogarnięcia kuchennego. Nie musi umieć przyrządzić wykwintnego obiadu z pięciu dań, ale nawet jeśli stery kuchenne twardo dzierży żona, typ powinien umieć w razie potrzeby nakarmić rodzinę/gości/siebie. A nie liczyć na to, że mu w razie potrzeby drodzy krewni catering dowiozą.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • yvi1 22.03.18, 01:08

    >
    > Na litość boską, dorosły facet powinien jednak prezentować przynajmniej niezbęd
    > ne minimum ogarnięcia kuchennego. Nie musi umieć przyrządzić wykwintnego obiadu
    > z pięciu dań, ale nawet jeśli stery kuchenne twardo dzierży żona, typ powinien
    > umieć w razie potrzeby nakarmić rodzinę/gości/siebie. A nie liczyć na to, że m
    > u w razie potrzeby drodzy krewni catering dowiozą.
    >

    Sorry,dorosly facet, Ignas ???
    >
  • tt-tka 22.03.18, 01:16
    yvi1 napisała:

    >
    > >
    > > Na litość boską, dorosły facet powinien jednak prezentować przynajmniej n
    > iezbęd
    > > ne minimum ogarnięcia kuchennego.> >
    >
    > Sorry,dorosly facet, Ignas ???


    A nie ? nawet jesli niedojrzaly, to te 23 czy 24 latka sobie liczy. I jest to wiek, w ktorym bezwzglednie powinien umiec przynajmniej jajecznice usmazyc, chleb posmarowac (nie wymagam, zeby kroil, niech kupuje krojony), ogolnie przyrzadzic cos jadalnego. Nie spodziewal sie siostry z dziecmi, ale chyba zdawal sobie sprawe, ze Aga w pologu gotowac nie bedzie ?

    Przy okazji - czy Aga ze strachu przed lekarzami miala zamiar rodzic poza szpitalem i tylko dzieki Norze sie tam znalazla ?
  • yvi1 22.03.18, 01:41

    > >
    > > Sorry,dorosly facet, Ignas ???
    >
    >
    > A nie ? nawet jesli niedojrzaly, to te 23 czy 24 latka sobie liczy. I jest to w
    > iek, w ktorym bezwzglednie powinien umiec przynajmniej jajecznice usmazyc, chle
    > b posmarowac (nie wymagam, zeby kroil, niech kupuje krojony), ogolnie przyrzadz
    > ic cos jadalnego. Nie spodziewal sie siostry z dziecmi, ale chyba zdawal sobie
    > sprawe, ze Aga w pologu gotowac nie bedzie ?

    Jajecznica nie,bo gluty 😁😁😁.Prawdziwy mezczyzna troszczy sie o swoja kobiete,marwi sie jej stanem zdrowia,troszczy o dziecko i nie zostawia komorki,opuszczajac dom,tak krotko przed porodem.Jak dla mnie to on moze codziennie pizze margarithe zamawiac i nie kroic chleba,ale w tych najwazniejszych sprawach musi byc ogarniety.Takiego Piotrusia Pana to ja bym nie chciala miec w chalupie.
  • tt-tka 22.03.18, 02:05
    Igstryby to ja tez nie chcialabym miec w domu. A gdyby mial sie prezentowac w charakterze mezczyzny, to nawet na przychodne nie.
    No ale w koncu zadna z nas nie zrobila sobie z nim dziecka, tylko panna Zyra.

    Natomiast - i tu bede sie upierac - gosc w tym wieku, nawet jesli ma dwie lewe rece i smarujac chleb pokaleczy sie, i to nawet nie nozem, a talerzykiem, ktory stlukl przy okazji, jest w stanie proste czynnosci kuchenne ogarnac. Nawet osoby niesprawne ruchowo/uposledzone umyslowo/silnie znerwicowane sa w stanie to zrobic.
    A jesli Igstryby programowo nie zamierza sie przyuczac, to niech kure wsadza do zamrazalnika, a sam leci po chinszczyzne do najblizszej budki. Dowozenie mu sloikow uwazam za absolutnie nie do przyjecia.
  • yvi1 22.03.18, 06:57

    >
    > Natomiast - i tu bede sie upierac - gosc w tym wieku, nawet jesli ma dwie lewe
    > rece i smarujac chleb pokaleczy sie, i to nawet nie nozem, a talerzykiem, ktory
    > stlukl przy okazji, jest w stanie proste czynnosci kuchenne ogarnac. Nawet os
    > oby niesprawne ruchowo/uposledzone umyslowo/silnie znerwicowane sa w stanie to
    > zrobic.
    > A jesli Igstryby programowo nie zamierza sie przyuczac, to niech kure wsadza do
    > zamrazalnika, a sam leci po chinszczyzne do najblizszej budki. Dowozenie mu sl
    > oikow uwazam za absolutnie nie do przyjecia.
    Tu tez sie z toba zgadzam👍👍👍.Mnie naprawde tutaj o ta konkretna sytuacje z kura i rosolem chodzi.Nikt mu nie ma wozic sloikow,ale skoro juz ta nieszczesna kura miala byc dla Agi,to w tej sytuacji,gotowy rosol byl by rozwiazaniem o wiele lepszym.Cos tam Mamygala umie zrobic,bo przez 2 miesiace bez Gaby nie umarli z glodu,no chyba ze Kalarepa gotiwal.A jezeli tak,to wychodzi na moje 😈😈😈.Bezzmyslna rodzina wysyla ciamajdze nie wypatroszona kure,ha,ha.
  • tt-tka 22.03.18, 12:21
    yvi1 napisała:

    .Mnie naprawde tutaj o ta konkretna sytuacje z k
    > ura i rosolem chodzi.Nikt mu nie ma wozic sloikow,ale skoro juz ta nieszczesna
    > kura miala byc dla Agi

    Aga ostatnio zdaje sie zywi sie wylacznie owocami. Kura miala byc dla przybyszow z Anglii.

    ,to w tej sytuacji,gotowy rosol byl by rozwiazaniem o wie
    > le lepszym.

    No wlasnie nie byl, jak sie okazalo. Ciekawe, co koniec koncow zjadly Szopy.


  • morekac 26.03.18, 23:24
    Zamówuli pizzę wegetariańską. Zjadły i Szopy, i Stryby.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • bupu 22.03.18, 01:48
    yvi1 napisała:

    > Sorry,dorosly facet, Ignas ???

    No przepraszam, ale osoba niedostatecznie dorosła by przyrządzić prosty posiłek, z całą pewnością nie jest też dostatecznie dorosła by zostać rodzicem. Zrobienie kanapek, jajecznicy, makaronu i prostego doń sosu, czy prostej zupy, to nie jest fizyka kwantowa, naprawdę.

    ...rrrrany bozgie, naćkałam tym prostym prawie jak Autorka miłym.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • yvi1 22.03.18, 01:58
    bupu
    >
    > No przepraszam, ale osoba niedostatecznie dorosła by przyrządzić prosty posiłek
    > , z całą pewnością nie jest też dostatecznie dorosła by zostać rodzicem. Zrobie
    > nie kanapek, jajecznicy, makaronu i prostego doń sosu, czy prostej zupy, to nie
    > jest fizyka kwantowa, naprawdę.
    >
    > ...rrrrany bozgie, naćkałam tym prostym prawie jak Autorka miłym.
    >
    Nie wiem czy ugotowanie rosolu dla wegetarianina jest takim prostym zadaniem.Mam nadzieje ze Miagwa chociaz makaron umie ugotowac.Chodzilo mi bardziej o caloksztalt tej konkretnej sytuacji.MM mogla napisac tysiace roznych smiesznych wpadek z jedzeniem,kura i robienue rosolu jakos mnie akurat nie smieszy.A cala rodzina ( tablica jest dowodem ) tez jakos szczegolnie nie wierzy w dojrzalosc Ignasia,a tu jeszcze skabowita zona pod koniec ciazy.To jest ten zestaw co mnie zniesmaczyl.Jakby Ignas przypalil morszczku i posypal go kwaskiem cytrynowym to bym sie bardziej usmiala ...
  • zla.m 23.03.18, 15:25
    bupu napisała:

    > Na litość boską, dorosły facet powinien jednak prezentować przynajmniej niezbęd
    > ne minimum ogarnięcia kuchennego. Nie musi umieć przyrządzić wykwintnego obiadu
    > z pięciu dań, ale nawet jeśli stery kuchenne twardo dzierży żona, typ powinien
    > umieć w razie potrzeby nakarmić rodzinę/gości/siebie. A nie liczyć na to, że m
    > u w razie potrzeby drodzy krewni catering dowiozą.
    >
    >
    Ale to nie jest tak, że Ignaś liczył na kurę czy tam zupę w słoiku. On kurą został uszczęśliwiony i przyrządził ją jak (nie)umiał.

    A co do cateringu od rodziny - ja gotować umiem i to dobrze, mój mąż sobie radzi z prostymi daniami oraz z telefonem, którym zamawia dania wykwintne ;). Ale to nie zmienia faktu, że z radością przyjmujemy słoiki od jednej czy drugiej mamy. I nie ma w tym nic złego czy dziwnego, że mama, ciotka czy babcia przygotują obiad dla młodych, zwłaszcza w sytuacji, gdy - nie na własne przecież życzenie - nagle w domu mają 3 dodatkowych obiadożerców, w tym nastolatki.



    --
    Ja tez sie boję chorych psychicznie nawet tych z ciężką depresją, bo nie wiadomo co im strzeli - zabija się albo zrobią krzywdę sobie i innym np. (...) spadną na kogoś skacząc z wiezowca. by bergamotka77
  • bupu 23.03.18, 18:10
    zla.m napisała:


    > Ale to nie jest tak, że Ignaś liczył na kurę czy tam zupę w słoiku. On kurą zos
    > tał uszczęśliwiony i przyrządził ją jak (nie)umiał.
    >
    > A co do cateringu od rodziny - ja gotować umiem i to dobrze, mój mąż sobie radz
    > i z prostymi daniami oraz z telefonem, którym zamawia dania wykwintne ;). Ale t
    > o nie zmienia faktu, że z radością przyjmujemy słoiki od jednej czy drugiej mam
    > y. I nie ma w tym nic złego czy dziwnego, że mama, ciotka czy babcia przygotują
    > obiad dla młodych, zwłaszcza w sytuacji, gdy - nie na własne przecież życzenie
    > - nagle w domu mają 3 dodatkowych obiadożerców, w tym nastolatki.

    Się zgadza. Ale trudno, żeby dorosły, pełnosprawny chłop jechał na rodzinnym cateringu cały czas. Aga najpierw w trudnej ciąży, potem ledwie żywa po porodzie, wręcz wypadałoby, żeby jej mąż potrafił ogarnąć gospodarstwo domowe w takiej sytuacji.




    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • dakota77 23.03.18, 18:22
    bupu napisała:

    > Się zgadza. Ale trudno, żeby dorosły, pełnosprawny chłop jechał na rodzinnym ca
    > teringu cały czas. Aga najpierw w trudnej ciąży, potem ledwie żywa po porodzie,
    > wręcz wypadałoby, żeby jej mąż potrafił ogarnąć gospodarstwo domowe w takiej s
    > ytuacji.

    Tylko czy sama scena z kura, ktora IGS ugotowal z watpiami, daje nam podstawy by sadzic, ze nie ogarnia gospodarstwa domowego? Moze w innych sytuacjach ogarnial. Trudno tez mowic o tym, by jechal na rodzinnym cateringu. Wiemy o jednej dostarczonej ze wsi kurze, nie o tym, ze bez dokarmiania przez rodzine mlodzi Strybowie przymierali glodem.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • bupu 23.03.18, 18:39
    dakota77 napisała:

    > Tylko czy sama scena z kura, ktora IGS ugotowal z watpiami, daje nam podstawy b
    > y sadzic, ze nie ogarnia gospodarstwa domowego? Moze w innych sytuacjach ogarni
    > al.

    Skoro nie wie, że z kury trzeba przed przyrządzeniem wyjąć wątpia, to gotowania nie ogarnia ani trochę.

    Trudno tez mowic o tym, by jechal na rodzinnym cateringu. Wiemy o jednej do
    > starczonej ze wsi kurze, nie o tym, ze bez dokarmiania przez rodzine mlodzi Str
    > ybowie przymierali glodem.

    Mater mea, toż ja nie twierdzę, że IGS na takowym jechał. Przedpiśczynia któraś zasugerowała, że ktoś powinien był ten rosół ugotować i podrzucić na Roosevelta w postaci gotowej. Na co ja odpowiadam, że okej, kulinarna pomoc doraźna w nagłych wypadkach jest w porządku, ale generalnie dorosły facet powinien umieć się wyżywić sam.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • yvi1 23.03.18, 18:45

    >
    > Mater mea, toż ja nie twierdzę, że IGS na takowym jechał. Przedpiśczynia któraś
    > zasugerowała, że ktoś powinien był ten rosół ugotować i podrzucić na Roosevelt
    > a w postaci gotowej. Na co ja odpowiadam, że okej, kulinarna pomoc doraźna w na
    > głych wypadkach jest w porządku, ale generalnie dorosły facet powinien umieć si
    > ę wyżywić sam.

    To bylam ja i nadal tak twierdze ,jezeli chodzi o ta konkretna sytuacje z kura.Nie twierdze ze Ignacy junior ma byc obslugiwany przez rodzine.Chodzi mi caly czas,ze zamiast calej szopki z kura,praktyczniej by bylo im podrzucic ugotowany rosol.
    >
  • dakota77 23.03.18, 18:49
    yvi1 napisała:

    > To bylam ja i nadal tak twierdze ,jezeli chodzi o ta konkretna sytuacje z ku
    > ra
    .Nie twierdze ze Ignacy junior ma byc obslugiwany przez rodzine.Chodzi mi
    > caly czas,ze zamiast calej szopki z kura,praktyczniej by bylo im podrzucic ugo
    > towany rosol.

    I masz racje :) Dawanie IGS calej, niewypatroszonej do tego gory bylo slabo przemyslane.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • minerwamcg 26.03.18, 18:01
    No i właśnie o to się tak pluję. Dla mnie było to najpaskudniejsze marnotrawstwo, przecież Dorota i Józek nie poznali Ignacego ani Agnieszki wczoraj i po pijanemu i doskonale zdawali sobie sprawę z ich indolencji w dziedzinie przyrządzania mięsa. Zmarnowano jeden kurzy żywot i sporo dobrego jedzenia.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • potworia 26.03.18, 18:26
    Gdyby ktos, wiedzac o moim ideowym wegetarianizmie, podarowal mi kurze truchlo, uznalabym to za zlosliwosc wobec siebie i brak szacunku wobec kury.
    Jedno i drugie w wypadku Jozwy niewykluczone.
  • zla.m 27.03.18, 13:49
    bupu napisała:

    > dakota77 napisała:
    >
    > > Tylko czy sama scena z kura, ktora IGS ugotowal z watpiami, daje nam pods
    > tawy b
    > > y sadzic, ze nie ogarnia gospodarstwa domowego? Moze w innych sytuacjach
    > ogarni
    > > al.
    >
    > Skoro nie wie, że z kury trzeba przed przyrządzeniem wyjąć wątpia, to gotowania
    > nie ogarnia ani trochę.
    >

    Jeżeli od małego się kury brzydził (a zwłaszcza jak miał katar) i ogólnie był wegetarianinem, to może umiejąc wspaniale gotować wege, nie mieć bladego pojęcia jak się przyrządza mięso. Że chrząstki, że skóra, że wątpia, że kroimy w tym kierunku, że kura krótko, a wieprzowe długi i wołowe też, a indyk (niby większa kura) też długo itp., itd.

    Państwo St. żyli sobie wegetariańsko i żadna brukiew nie była im straszna, a tu nagle Jóżin (no oczywiście, że on!) podstępnie z kurą...
    --
    Dziś poznałam straszną prawdę. Okazało się, że kiedy mój facet mówi, to myśli to, co mówi, a nie to, czego się domyślam. Koszmar jakiś
  • bupu 27.03.18, 14:46
    zla.m napisała:

    > Jeżeli od małego się kury brzydził (a zwłaszcza jak miał katar) i ogólnie był w
    > egetarianinem, to może umiejąc wspaniale gotować wege, nie mieć bladego pojęcia
    > jak się przyrządza mięso. Że chrząstki, że skóra, że wątpia, że kroimy w tym k
    > ierunku, że kura krótko, a wieprzowe długi i wołowe też, a indyk (niby większa
    > kura) też długo itp., itd.

    Ale nie mieszka w domu wege, tylko wśród radosnych mięsożerców, zresztą był świadkiem chociażby patroszenia ryb przez Marka na biwaku. Gdyby w kuchni bywał nie tylko wezwany na gotowy posiłek, to zapewne miałby okazję zaobserwować, że drób do przyrządzenia jest pusty w środku.

    Poza tym mówimy tu o facecie, który goszcząc u siebie dziewczynę, zapasy gościnności kuchennej wyczerpał robiąc zakupy. Potem siedział jak pień i patrzył jak dziewczę robi już to kolacyjkę, już to śniadanko i nic mu nawet w środku nie drgnęło, że to on powinien robić, albo przynajmniej pomóc. Pomidorka bodaj umyć, chleb masłem posmarować, cokolwiek. Nie, IGS ograniczył swój współudział w tych posiłkach do pożarcia tego, co przygotowała Aga. I nawet nie podziękował, o umyciu garów nie mówiąc.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • jehanette 28.03.18, 15:32
    A ja sobie wyobrazam, ze czlowiek od dawien dawna nie jedzacy mięsa, nie umie obejsc sie z kura w całości. Przestalam jesc mieso we wczesnym nastolectwie, wiec nigdy nie zaczelam sie.uczyc go przyrządzać. dZiecku nauczylam.sie.piec udka krczaka i smazyc kotlety mielone, ale wszystko z gotowycj porcji-pojedyncze.udka i gotowe mielone. Wegetariański.obiad mofe zrobic w wersji.full.wypas, chleb pieklam, ale mięsnego nie, bo kiedy i po co mialam sie.tego uczyc? Wiec nieumiejętność przygotowania kury sama z siebie IGS nie skreśla.

    --
    Piękny i Bestia - FB
  • minerwamcg 29.03.18, 00:20
    Oczywiście, że nie skreśla i nie do Ignacego mam tu pretensje, ale kochana rodzinka powinna mieć dość rozumu, żeby wpaść na to, że zarówno Ignacy jak i Agnieszka pasują do tej kury jak garbaty do ściany i można się spodziewać, że dar zmarnują, choć nie ze złej woli przecież.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • przymrozki 29.03.18, 08:04
    minerwamcg napisała:

    > Oczywiście, że nie skreśla i nie do Ignacego mam tu pretensje, ale kochana rodz
    > inka powinna mieć dość rozumu, żeby wpaść na to, że zarówno Ignacy jak i Agnies
    > zka pasują do tej kury jak garbaty do ściany i można się spodziewać, że dar zma
    > rnują, choć nie ze złej woli przecież.
    >

    Czy darczyńcy wiedzieli już, że Gabrysiowie podjęli decyzję o przeprowadzce i czczą ten fakt pijąc z gwinta na plaży? Może kura była dla Gaby.
  • iwoniaw 29.03.18, 23:59
    A skąd, Gaba była wówczas jeszcze w Oksfordzie.


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • ciotka_scholastyka 30.03.18, 16:20
    iwoniaw napisała:

    > A skąd, Gaba była wówczas jeszcze w Oksfordzie.

    A czy przypadkiem tej sceny z kurą nie opisuje Ida, która wpadła przywitać się z Różą? Czyli to byłoby już po powrocie Gaby.
  • dakota77 30.03.18, 16:27
    ciotka_scholastyka napisała:

    > iwoniaw napisała:
    >
    > > A skąd, Gaba była wówczas jeszcze w Oksfordzie.
    >
    > A czy przypadkiem tej sceny z kurą nie opisuje Ida, która wpadła przywitać się
    > z Różą? Czyli to byłoby już po powrocie Gaby.

    Przywiezenie kury przez Jozka jest opisane przez narratora, i dzieje sie bodajze 2 wrzesnia. Pzylot Gaby z Roza i jej dziecmi jest nastepnego dnia, a cala historie z kura gotowana in toto poznajemy potem w wymianie mailowej.


    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • przymrozki 30.03.18, 16:57
    dakota77 napisała:


    > Przywiezenie kury przez Jozka jest opisane przez narratora, i dzieje sie bodajz
    > e 2 wrzesnia. Pzylot Gaby z Roza i jej dziecmi jest nastepnego dnia, a cala his
    > torie z kura gotowana in toto poznajemy potem w wymianie mailowej.
    >

    Jeżeli Józek przywiózł kurę na dzień przed przyjazdem Gabrysi, to może miała być to kura dla niej?

    I do gotowania nie mogło dojść przed przyjazdem Gaby. Przecież do ratowania obiadu dla rodziny w pierwszej chwili rzuciła się Róża.
  • dakota77 30.03.18, 17:13
    przymrozki napisała:

    > Jeżeli Józek przywiózł kurę na dzień przed przyjazdem Gabrysi, to może miała by
    > ć to kura dla niej?


    Nie, Jozek przywozi jajka i kure, a kiedy slyszy, ze wkrotce przylatuje Gaba z Roza i dzieciakami, mowi "to moglem przywiezc dwie".




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • ciotka_scholastyka 30.03.18, 17:31
    dakota77 napisała:

    > przymrozki napisała:
    >
    > > Jeżeli Józek przywiózł kurę na dzień przed przyjazdem Gabrysi, to może mi
    > ała by
    > > ć to kura dla niej?
    >
    >
    > Nie, Jozek przywozi jajka i kure, a kiedy slyszy, ze wkrotce przylatuje Gaba z
    > Roza i dzieciakami, mowi "to moglem przywiezc dwie".

    No ale jak pisze Przymrozki, "do ratowania obiadu dla rodziny w pierwszej chwili rzuciła się Róża". To jak to było?
  • bupu 30.03.18, 17:44
    ciotka_scholastyka napisała:


    > No ale jak pisze Przymrozki, "do ratowania obiadu dla rodziny w pierwszej chwil
    > i rzuciła się Róża". To jak to było?


    Dzień pierwszy: przyjeżdża Józef i wręcza kurze truchło IGSowi.
    Dzień drugi: IGS dowiaduje się, że Gaba, Róża i małolaty są w drodze i niebawem wylądują na Rusfelta. Pragnąc nakarmić zgłodniałych IGS wyciąga kurze truchło z lodówki/zamrażalnika i nastawia rosołek z wątpiami. Rosołek się gotuje. Gabopyzy wkraczają na Rusfelta, uderza ich w nozdrza subtelna smuga ohydnego smrodu, IGS zaczyna mamrotać nerwowo coś o obiedzie i rosole, Róża rzuca się zatem do garów, sprawdzić co odstawił jej brat i czy obiad jest w jakimkolwiek stopniu jadalny.

    Tak to mniej więcej widzę. Dobrze widzę?

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • dakota77 30.03.18, 17:47
    bupu napisała:

    > Dzień pierwszy: przyjeżdża Józef i wręcza kurze truchło IGSowi.
    > Dzień drugi: IGS dowiaduje się, że Gaba, Róża i małolaty są w drodze i niebawem
    > wylądują na Rusfelta. Pragnąc nakarmić zgłodniałych IGS wyciąga kurze truchło
    > z lodówki/zamrażalnika i nastawia rosołek z wątpiami. Rosołek się gotuje. Gabop
    > yzy wkraczają na Rusfelta, uderza ich w nozdrza subtelna smuga ohydnego smrodu,
    > IGS zaczyna mamrotać nerwowo coś o obiedzie i rosole, Róża rzuca się zatem do
    > garów, sprawdzić co odstawił jej brat i czy obiad jest w jakimkolwiek stopniu j
    > adalny.
    >
    > Tak to mniej więcej widzę. Dobrze widzę?
    >

    Tak, dobrze. Obiad nie byl jadalny, wiec Roza chciala robic nalesniki, w koncu zdaje sie za rada Idy cos zamowili z dowozem.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • bupu 30.03.18, 17:59
    dakota77 napisała:


    > Tak, dobrze. Obiad nie byl jadalny, wiec Roza chciala robic nalesniki, w koncu
    > zdaje sie za rada Idy cos zamowili z dowozem.

    A tak swoją drogą to strasznie wielki sagan musiał IGS nastawić, że wlazła mu tam kura w całości. Ja tam zawsze denatkę kroję w kawałki, bo wtedy daje się upchnąć w posiadanych przeze mnie garnkach.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • dakota77 30.03.18, 18:01
    bupu napisała:
    >
    > A tak swoją drogą to strasznie wielki sagan musiał IGS nastawić, że wlazła mu t
    > am kura w całości. Ja tam zawsze denatkę kroję w kawałki, bo wtedy daje się upc
    > hnąć w posiadanych przeze mnie garnkach.

    To byl szybkowar.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • bupu 30.03.18, 18:39
    dakota77 napisała:

    > bupu napisała:
    > >
    > > A tak swoją drogą to strasznie wielki sagan musiał IGS nastawić, że wlazł
    > a mu t
    > > am kura w całości. Ja tam zawsze denatkę kroję w kawałki, bo wtedy daje s
    > ię upc
    > > hnąć w posiadanych przeze mnie garnkach.
    >
    > To byl szybkowar.

    A zatem był to strasznie wielki szybkowar. Do mojego cały kurzy zewłok nijak nie wchodził.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 30.03.18, 18:10
    bupu napisała:



    > Dzień pierwszy: przyjeżdża Józef i wręcza kurze truchło IGSowi.
    > Dzień drugi: IGS dowiaduje się, że Gaba, Róża i małolaty są w drodze i niebawem
    > wylądują na Rusfelta. Pragnąc nakarmić zgłodniałych IGS wyciąga kurze truchło
    > z lodówki/zamrażalnika i nastawia rosołek z wątpiami.

    RANY BOSKIE. jesli z zamrazalnija, to pol biedy, ale jesli z lodowki... watpia najpewniej zamiardly sie juz po drodze, a potem prawie doba...IGS juz wyciagajac kure, zeby ja wlozyc do gara nie poczul, ze smierdzi ? Jej Wytwornosc Artystka tez nie poczula ?
  • guineapigs 30.03.18, 18:41
    RANY JESZCZE BARDZIEJ: ja jestem kretyn kuchenny, ale nawet ja wiem, ze pewne rzeczy sie zamraza, a nie chowa do lodowki. Przeciez ta lodowka otworzona musiala takim zajechac odorem, ze lomatulu.
    Ale z dwojga zlego to lepiej, ze wtrynili juz zepsute zwloki do lodowki niz do zamrazalnika. Bo Matka Natura ich ostrzegla, by tego raczej nie jesc. Najgorsze to sa te zamrazania - niby okej, a potem problemy zoladkowe. Oczywiscie nikt z tego nie umrze (pomimo subiektywnych impresji), a po prostu przecierpi wiele i sie wylize... Ale doswiadczenie z pewnoscia okropne. Ja to mialam, jak wypilam kefir w ostatnim 'dniu do spozycia'.
    Nawet nie wiecie, ile Homo Sapiens zniesie, dopoki go nie sprawdzicie.
    Od tamtej pory od BEST BEFORE mlecznych produkow odejmuje dzien, a od ryb - dwa dni. I kazdemu polecam.
  • chatgris01 16.04.18, 00:23
    Jogurty (oczywiscie przechowywane w lodowce) zdarza mi sie jadac nawet do miesiaca po zalecanej koncowej dacie spozycia (zgodnie z zaleceniami m. in. organizacji konsumenckich) i nigdy nic mi nie bywa (i nie tylko mnie). Moze to nie byla wina kefiru? Daty na produktach mlecznych sa zalecane, nie zabraniajace spozycia bezwzglednie (jak w przypadku miesa i jego przetworow).
    Albo moze to prawda, ze w UK zywnosc jest do tego stopnia wysterylizowana z bakterii, ze ludzie stracili naturalna odpornosc na owe i choruja z powodu nawet niewielkich ilosci? (to teoria Francuzow, ja tego nie wymyslilam, tylko zastanawiam sie, czy to moze prawda-wydaje sie prawdopodobne, bo Anglicy czesto choruja na poczatku pobytu tutaj po przejsciu na francuskie produkty, np. sery z surowego mleka-potem im sie przewaznie organizm przyzwyczaja i jest ok, ale przez pierwsze 2 do 3 dni naprawde czesto maja problemy...).
  • iwoniaw 30.03.18, 18:07
    gdyż najpierw mamy scenę, jak Józek przywozi kurę i gada z Ignacym i Agą - Róża ma przyjechać następnego dnia. Następnego dnia Różę i dzieci (oraz Gabę) z lotniska przywozi Grzegorz - i z Gabą (oraz tablicą spakowaną wcześniej) odjeżdżają w siną dal, zaś wcześniej, po przywitaniu, cała rodzina zostaje poczęstowana przez Ignasia "jeszcze ciepłym sernikiem z rozmarynem czekoladą" stanowiącym "dzieło Agi" - i IGS oświadcza, że "właśnie miał się zabrać do gotowania". Następnie o "gotowaniu kury in toto" dowiadujemy się z maila Idy, która wchodząc do kamienicy poczuła smród - zaś po wejściu do lokalu na parterze zastała widok "Róży pokładającej się ze śmiechu, dzieci zatykających nosy i Agi, która poszła do łazienki wymiotować", zaś "najbardziej śmierdziało w kuchni" - czyli wynika z tego, że wszyscy obecni w domu zauważyli ten smród wraz z pojawieniem się Idy (nie zdążyli jeszcze wywietrzyć kuchni). Dla mnie to jest w ogóle niewiarygodne, że wobec tylu osób w domu (w tym Agi o węchu wrażliwym i Róży mistrzyni gospodarstwa) po otwarciu szybkowara nie zamknięto go natychmiast wobec woni z niego bijącej, tylko zasmrodzono kuchnię, nie mówiąc już o zasmrodzeniu klatki schodowej - mimo drzwi zamkniętych i nie gotowania drobiu godzinami pod nieszczelną przykrywką - lecz odwrotnie - hermetycznie zamkniętego. Coś tu się nie zgadza po prostu.


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • ananke666 11.04.18, 13:40
    Iwoniaw: mimo drzwi zamkniętych i nie gotowania drobiu godzinami pod nieszczelną przykrywką - lecz odwrotnie - hermetycznie zamkniętego. Coś tu się nie zgadza po prostu.

    Nie tak całkiem hermetycznie, część pary i wonie uchodzą przez zawór w pokrywie. Szybkowara używam często i zwykle wiadomo, co się gotuje.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • ciotka_scholastyka 16.04.18, 08:28
    ananke666 napisała:

    > Nie tak całkiem hermetycznie, część pary i wonie uchodzą przez zawór w pokrywie

    No otóż to. Słyszałam o jednej babce, której rozsadziło szybkowar, bo zatkał jej się ten zawór. Szczęście, że nikogo w tym momencie w kuchni nie było.
  • lord_vmordevol 16.04.18, 10:40
    ciotka_scholastyka napisała:

    > No otóż to. Słyszałam o jednej babce, której rozsadziło szybkowar, bo zatkał je
    > j się ten zawór. Szczęście, że nikogo w tym momencie w kuchni nie było.

    No ale szybkowar ma też zawór bezpieczeństwa.
  • krystalla 30.03.18, 18:49
    minerwamcg napisała:

    > Oczywiście, że nie skreśla i nie do Ignacego mam tu pretensje, ale kochana rodz
    > inka powinna mieć dość rozumu, żeby wpaść na to, że zarówno Ignacy jak i Agnies
    > zka pasują do tej kury jak garbaty do ściany i można się spodziewać, że dar zma
    > rnują, choć nie ze złej woli przecież.
    >
    Prawda ci to. Jednakowoż nasze rozkminy, takie miło logiczne i życiowe, wykluczają zasadniczy powód warzenia kury z bebechami : miało być, ojej, tak zabawnie! Powód nieco zakryty, acz ujawniony przez autorkę fanom - historia jest prawdziwa, jej, i taka śmieszna, ojej.
  • ciotka_scholastyka 22.03.18, 14:33
    yvi1 napisała:

    > tylko 20 minut i jestes pod Katedra

    To podkreślanie, że w dwadzieścia minut jest się pod katedrą, sensu tyż ni ma za grosz. I co z tego? Od katedry trzeba jeszcze dojechać do domu. Co zajmuje, w zależności od ruchu, od dziesięciu kolejnych minut do kwadransa. Bezkorkowo.
    To tak jakby mój kuzyn powiedział "no co ty, ja mam blisko, w ciągu trzech minut spaceru z Centralnego jestem pod Pałacem Kultury!" A że mieszkam na Białołęce, to nieistotny detal :D
  • turzyca 05.04.18, 17:39
    Dlaczego nie? Moja teściowa kiedyś przywiozła mi rowerem i zupę i zapiekankę. Wiozła też parę innych rzeczy na różne dystanse, typu pieczeń reńską autokarem, znaczy się w plecaku, jak się chce to się szuka sposobów.
    Nauczyłam się tego od niej, rosół transportowałabym albo w termosach albo w butelkach w owijce plus mięso i warzywa w pudełku. Da się przewieźć w jednej sakwie rowerowej.

    --
    Czajniczek Pana R.
  • morekac 21.03.18, 21:23
    Kurę dostał, a rosół gotował głównie dlatego, że mu zjeżdżali na chatę mięsożercy. Być może miał to być zaczątek budki z kurczakiem - marzenie Róży z czasów pierwszej ciąży...

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • meduza7 21.03.18, 23:22
    Kurczę blade, już mniejsza z tym, czy sytuacja jest prawdopodobna, czy nie, ale czy Musierowicz mogłaby przestać wtykać wszędzie anegdotki z taaaaaaaką brodą? Jak nie żarówka w paszczy to kura z flakami...
  • krystalla 22.03.18, 10:32
    meduza7 napisała:

    ale
    > czy Musierowicz mogłaby przestać wtykać wszędzie anegdotki z taaaaaaaką brodą?
    > Jak nie żarówka w paszczy to kura z flakami...

    No więc otóż to. Ale... jakie ma wtykać? Jej własne już tę brodę sobie depczą, jejdzieciowe podobnie (chyba koło 40tki mają te dzieci,nie?...); tak się tylko zastanawiam - czy ona naprawdę nie ma wnuków, żadnych albo kontaktu z nimi? Kurka, no (z wątpiami nawet)!
    Tak BTW - mam kontakt z młodzieńcami w wieku 19-26 - i NIE spotkałam takiego, który nie przeszedł etapu gier na kompie, fascynacji komórką czy nie śmigał po necie. Jej wnuki tego naprawdę nie robią?
  • ciotka_scholastyka 22.03.18, 14:47
    krystalla napisała:


    > Tak BTW - mam kontakt z młodzieńcami w wieku 19-26 - i NIE spotkałam takiego, k
    > tóry nie przeszedł etapu gier na kompie, fascynacji komórką czy nie śmigał po n
    > ecie. Jej wnuki tego naprawdę nie robią?

    Pewnie robią. Ale nie u babuni. Babunia dostaje wersję 2.0 "pocałuj babcię" ;)
  • krystalla 23.03.18, 18:35
    ciotka_scholastyka napisała:

    > krystalla napisała:
    >
    >
    > > Tak BTW - mam kontakt z młodzieńcami w wieku 19-26 - i NIE spotkałam taki
    > ego, k
    > > tóry nie przeszedł etapu gier na kompie, fascynacji komórką czy nie śmiga
    > ł po n
    > > ecie. Jej wnuki tego naprawdę nie robią?
    >
    > Pewnie robią. Ale nie u babuni. Babunia dostaje wersję 2.0 "pocałuj babcię" ;)

    Wierzę i podejrzewam. Ale naprawdę w pogaduszkach rodzinnych nie pada ani słowo na ten temat?... Czy to już wersja 2.0.1 "nie irytujmy babci technikaliami"?...
  • upadly_kocyk 22.03.18, 12:42
    srebrny_lisek napisał(a):

    > Zaintrygował mnie wątek kury

    Bardzo przepraszam za ten offtop, ale bardzo mnie ucieszyło zestawienie tematu i nicku autora :).
  • krystalla 23.03.18, 18:36
    upadly_kocyk napisał(a):

    > srebrny_lisek napisał(a):
    >
    > > Zaintrygował mnie wątek kury
    >
    > Bardzo przepraszam za ten offtop, ale bardzo mnie ucieszyło zestawienie tematu
    > i nicku autora :).
    :) :) :) No trudno, żeby nie zaintrygował... ;-)
  • srebrny_lisek 29.03.18, 23:34
    Co jak co, ale przy mnie każda kura może się czuć bezpiecznie. ;) Mam też nadzieję, że MM nie wprowadzi nigdy wątku lisa kradnącego kury z flobwarku. :D
  • tt-tka 22.03.18, 17:07
    Wiecie wy co, przypomnialam sobie caly podwatek o kurach w jezycjadzie, laczne z kuraka wyzarla, ktora idzie. Ponownie obumarlam ze smiechu, a teraz zastanawiam sie, jak w tym kontekscie zakwalifikowac niewypatroszona kure Igstryby.
  • nocna_glizda 27.03.18, 16:56
    W kwestii kurzych zwłok: Napiszę tak, z okazji zamieszkiwania wioseczki z drobiem mam do czynienia nader często zatem nieobce mi są tajniki preparowania zwłok wszelkich nielotów jadalnych w tym również owej nieszczęsnej kury :)) Jeśli kura nie została wypatroszona faktycznie śmierdzieć może a nawet wręcz powinna. Aczkolwiek jak ktoś tu już zwrócił uwagę ŻADNA szanująca się gospodyni nie wyśle w dalszą lub bliższą podróż drobiu z zawartością, najwyżej do środka zostaną wsadzone podroby jako to wątróbka, żołądek i serduszko no chyba,że klient sobie nie życzy. Ba, sąsiadka moja u której zamawiam drób tzw"ganiany" (a czasem o zgrozo sama uczestniczę w hekatombie ) przed wręczeniem mi zwłok dokładnie je płucze, odpypciowuje oraz zawsze pyta czy podroby też chcę. Z doświadczenia zaś wiem,że smród jaki udało się osiągnąć tej mamei IGS poprzez ugotowanie całej kury w szybkowarze z listkiem bobkowym jest możliwy ale tylko wtedy, jeśli kura nie byłaby oskubana wcale, o patroszeniu tejże nie wspomnę. Faktem albowiem jest niezbitym, że w trakcie oblewania wrzątkiem kurze pióra zwyczajnie śmierdzą i to czasem tak, że włosy w nosie się filcują a oranżada z komunii puka o przednie ząbki uprzejmie zapytując "Czy już można ? " A najbardziej pypciata jest kaczuszka. O gąsce nie wspomnę. Aha, kaczusia śmierdzi jeszcze bardziej choć myślałam że to nie jest możliwe. Zatem tak sobie myślę, że IGS powinien zostać komisyjnie zamknięty w piwnicy dla dobra ludzkości. No bo wyobrażacie sobie jak jego potomek podrośnie odpowiednio i ciocia Pulpa będzie podsyłać zdrowe wsiowe żarełko a on ewentualnie będzie temu dziecku gotował ? Żeby zdrowo rosło? Pomyślcie, co ta sirota kazańska może zrobić z innymi produktami...
  • bupu 27.03.18, 17:20
    nocna_glizda napisała:

    > zaś wiem,że smród jaki udało się osiągnąć tej mamei IGS poprzez ugotowanie
    > całej kury w szybkowarze z listkiem bobkowym jest możliwy ale tylko wtedy, j
    > eśli kura nie byłaby oskubana wcale, o patroszeniu tejże nie wspomnę. Faktem
    > albowiem jest niezbitym, że w trakcie oblewania wrzątkiem kurze pióra zwyczajni
    > e śmierdzą i to czasem tak, że włosy w nosie się filcują a oranżada z komuni
    > i puka o przednie ząbki uprzejmie zapytując "Czy już można ? " A najbardziej p
    > ypciata jest kaczuszka. O gąsce nie wspomnę. Aha, kaczusia śmierdzi jeszcze
    > bardziej choć myślałam że to nie jest możliwe.

    Żywa kaczka ma znacznie bardziej intensywny zapach własny niż kura. A kaczka-denatka, sparzona celem oskubania, to już jest w ogóle horrrrrorrrrr.
    ...A pypcie kacze znam ci ja bardzo dobrze. Gdy kupowaliśmy kacze kadawery od sąsiadów, z reguły były słabo odpypciowane, w związku z czym musiałam to cholerstwo doskubywać. A nie jest to łatwe, bo te cholerne pypcie się chowają w grubej, kaczej skórze.


    Zatem tak sobie myślę, że IGS
    > powinien zostać komisyjnie zamknięty w piwnicy dla dobra ludzkości. No bo wyo
    > brażacie sobie jak jego potomek podrośnie odpowiednio i ciocia Pulpa będzie p
    > odsyłać zdrowe wsiowe żarełko a on ewentualnie będzie temu dziecku gotował ? Ż
    > eby zdrowo rosło? Pomyślcie, co ta sirota kazańska może zrobić z innymi produk
    > tami...

    No raczej nie będzie sam gotował, na Rusfelta jest wszakże gosposia Różyczka, która państwo artystostwo nakarmi, opierze i oprzątnie.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • nocna_glizda 27.03.18, 17:38
    No chyba,że Różyczka nasza weźmie w końcu grzmotnie tym wszystkim w kibinimater, spali stanik publicznie na Teatralce i zostanie feministką :D Choć w to akurat wątpię, jakby nie patrzył mam wrażenie że jest ona szykowana na następczynię Gabryeli Jeżyckiej Przez Podłego Pyziaka Skrzywdzonej Bardzo, niemniej jednak perspektywa jest kusząca nader :D Co do drobiu ze szczególnym uwzględnieniem kaczusi miałam okazję niejednokrotnie odpypciowywać to diabelstwo i przysięga, po bodajże 45 miałam ochotę przejść się krokiem spacerowym na najbliższą stację paliw i zwyczajnie puścić.... Zapuścić sąsiadom czerwonego kura ( jak już przy drobiu jesteśmy ) bo serio, poświęciłam sterylną pęsetę z zestawu EDC, po paznokciach moich zostało jeno wspomnienie a na swoją kolej czekało jeszcze o zgrozo jakieś 20 sztuk... I wtedy stwierdziłam,że jednak nie lubię mieszkać na wsi a Bieszczady mają swój urok jakże nieodparty... :D
  • tt-tka 27.03.18, 17:55
    Moja mama, ktorej ojciec niekiedy przywozil drob ze wsi rozwiazala problem bardzo prosto - obdzierala zwloki ze skory i gotowala/piekla takie. Jak sie tata dopominal o wypieczona na chrupko skore z gesi, slyszal, ze bedzie skora, jak drob bedzie porzadnie oskubany i nie inaczej :)
  • guineapigs 27.03.18, 19:28
    A ja tak z innej beczki: dlaczego on dostal te kure? Nie to, zebym mu zalowala, ale chodzi mie o taka przyziemna sprawe: czy to miala byc jakas zaplata za ciezka prace przy remoncie czy jakas namiastka posagu?
    Ile w Polsce AD TERAZ kosztuje w sklepie obrobiona odpowiednio kura przecietnej wagi? Bo o dostepnosc sie nie pytam - jestem pewna, ze taki rarytas jest do kupienia w kazdym sklepie oferujacym mieso i drob. Jesli jeszcze w czasach KK czy OwR kura faktycznie mogla byc atrakcja, to naprawde watpie, by byla nia dzisiaj na tyle, ze sie 'ludziom z miasta' sprezentowuje jedna, zupelnie nieobrobiona kure. Czas to pieniadz przeciez, i iles tam czasu trzeba poswiecic na to obrobienie, a drugie tyle na sprzatanie. Czy nie taniej wyjdzie po prostu taka kure, juz obrobiona, po prostu kupic? I nie mam na mysli nawet Tesco czy Lidla, ale jakis sklep typu eko czy organic (czyli zdrowy = lepszy = luksusowy = drozszy)?
    Jest w powiesci wyjasnione, po co Igans te kure zamawial? Jaki mu cel przyswiecal? Czy chcial to jako zaplate za prace, czy Panie Starsze tak to przedstawily?
    Nie chce pisac na wyrost, ale zalateje tu mie kolejnym ... hmmm.... ze tak ujme....'watkiem nieprzemyslanym'.
  • iwoniaw 27.03.18, 20:02
    Ignaś nie zamawiał żadnej kury i nawet się lekko zdziwił na jej widok. Józek przywiózł, jako że jechał (jak co dzień) na Roosevelta - nie wiemy kto i dlaczego wpadł na ten pomysł. Przyniósł im kurę, jajka i "pozdro od Doroty".


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • mamuka_z_boru 27.03.18, 23:39
    guineapigs napisała:

    > Jesli jeszcze w czasach KK czy
    > OwR kura faktycznie mogla byc atrakcja, to naprawde watpie, by byla nia dzisia
    > j na tyle, ze sie 'ludziom z miasta' sprezentowuje jedna, zupelnie nieobrobiona
    > kure.

    Wiejska eko-kura to rarytas w czasach straszącego w handlu bladego drobiu przemysłowego, karmionego mączką rybną :). Wiem co mówię - jako że mam dostęp do wiejskiego drobiu, to w ramach różnych rodzinnych układów a wymian wdzięczności zawsze jestem proszona o jakieś ptasie truchło. Porządny, wiejski, ptasi zewłok to w kręgach smakoszowskich prezent równie doceniany jak jakieś foie gras czy inne rarytasy, zwłaszcza, że na tzw. prowincji nie ma zbyt dużych możliwości nabycia nieprzemysłowego mięsa - eko sklepy są, ale raczej z produktami o dłuższym terminie ważności, niż świeże mięso. Więc albo kupujesz drób "u baby" (jak masz sprawdzone źródło), albo zadowalasz się masówką z przemysłowych hodowli.
    Jako małomiasteczkowy laik drobiowy nigdy natomiast nie miałam okazji oporządzać ptaszyny po zabiciu, i to, co tu piszą bardziej w temacie obeznane osoby wprawia me oczy w słup - te całe sparzanie, wydłubywanie pypciów, aromaty wątpliwe... Rzucę martwą kurą, niewypatroszoną, w twarz każdemu, kto mi jeszcze kiedykolwiek powie, że 35 pln za wiejskiego kuraka, o wadze umożliwiającej wykarmienie nim dużej rodziny, to zdzierstwo. Nie wiem, ile musieli by mi zapłacić, bym podjęła się tych żmudnych, śmierdzących czynności.
  • nocna_glizda 28.03.18, 00:18
    mamuka_z_boru i uwierz mi kochana że słusznie czynisz :D Kurę z rzędem z jelitka komuś, kto namówi mnie choć jeden jedyny raz jeszcze na grzebanie w kurzym zewłoku ( bez zwłoki ). Nie nie nienienienie. Po stokroć nie. W łeb palnę bez wyrzutów sumienia, oskubię, odpypciuję,ba, nawet opalę smętne zwłoki, ale za Chiny Ludowe i pół Ameryki nie zanurzę dłoni w czeluściach martwej kury. Szczególnie w sytuacji kiedy kurzych zwłok w kolejce do patroszenia leży na przykład 30 i z kury na kurę opada temperatura... Ble. Fuj. A 35 ziko za ganianego kuraka to jest jeszcze mało, sąsiadka bierze 35 za koguta za kurę płci żeńskiej między 45 a 55 zet eł w zależności od wagi. Tak, że ten... :D ....A śmierdzi tak samo niezależnie od płci, wagi, wieku i upodobań i ma pypcie też niezależnie od, i trzeba skubać i jej wydłubywać jelitka...

    Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?


    Strasznie przepraszam, chyba za wcześnie dziś wstałam... :D
  • druza.11 28.03.18, 13:37
    nocna_glizda 2
    nie zanurzę dłoni w czeluściach martwej kury.

    Glizdo, proponuję do tych czynności przywdziać jednorazowe rękawiczki, jako ja czynię.
    Chociaż tyś przecie obślizgła i rękawiczka obślizgła i wnętrze obślizgłe to nie bardzo rozumiem skąd ta niechęć :) :) :) :)
  • druza.11 28.03.18, 13:39
    druza.11
    oślizgła czy obślizgła ????????????????????
    jak prawidłowo?
  • lord_vmordevol 28.03.18, 14:05
    druza.11 napisała:

    > druza.11
    > oślizgła czy obślizgła ????????????????????
    > jak prawidłowo?

    A to zależy, czy oślizgłość jest przy tym obrzydliwa. Jeżeli nie, to tylko oślizgła. Jeżeli tak, to obślizgła.
  • krystalla 30.03.18, 19:00
    nocna_glizda napisała:
    A śmierdzi tak samo niezależnie od płci, wagi, wieku i upodobań i ma pypcie też niezależnie od
    > , i trzeba skubać i jej wydłubywać jelitka...
    >
    O, to, too... Trauma z dzieciństwa niewyzbyta.

    Ale mam jeszcze uwagę tego typu, że (u licha) ktoś tam przecie wiedział o nastawieniu wege IGS, czyż nie? I czy w takiej sytuacji - nawet, jeśli ten wegetarianin miałby tylko zewłok przyrządzać - TEŻ się to jakby kłóci z tą ideologią? Ten IGS, którego brzydzą makrogamrty kurze NAPRAWDĘ miałby radośnie grzebać w trzewiach, wyciągać jelitka z zawartością, żołądek z zawartością (może i wole z zawartością), wątrobę z woreczkiem itd.itd.?
    Cóż, rozumiem, że chodziło o wstawienie casusu 'pełnej kury' w garnku GDZIEKOLWIEK - zatem wybrany został miągwa stroniący od mięsa. No i jest TAK zabawnie, ojej. Co my tu.
  • iwoniaw 30.03.18, 19:26
    zatem wybrany został miągwa stroniący od mięsa. No i jest TAK zabawnie, o
    > jej. Co my tu


    Tak dokładnie to jest przedstawione - ojej, jakie śmieszne, od dzieciństwa wydziwiał i jako dorosłemu chłopu mu nie przeszło, więc się nie przyjrzał kurze, tylko odwracając wzrok i zatykając nos - bach ją do gara. Jakie to śmieszne, ha ha ha. Ciotki mają ubaw po pachy w każdym razie.


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • bupu 30.03.18, 22:05
    krystalla napisała:


    > Ale mam jeszcze uwagę tego typu, że (u licha) ktoś tam przecie wiedział o nasta
    > wieniu wege IGS, czyż nie? I czy w takiej sytuacji - nawet, jeśli ten wegetari
    > anin miałby tylko zewłok przyrządzać - TEŻ się to jakby kłóci z tą ideologią? T
    > en IGS, którego brzydzą makrogamrty kurze NAPRAWDĘ miałby radośnie grzebać w tr
    > zewiach, wyciągać jelitka z zawartością, żołądek z zawartością (może i wole z z
    > awartością), wątrobę z woreczkiem itd.itd.?

    Niezgrabiasz bez wprawy w patroszeniu niechybnie by zmarnował ptaszynę, rozdyźdując ten nieszczęsny woreczek przy wyciąganiu i zaprawiając cały zewłok żółcią. Tak więc powierzenie kurzego truchła z wątpiami IGSowi było objawem zaćmienia umysłu, zwłaszcza ze strony Józwy.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • zla.m 30.03.18, 22:50
    bupu napisała:


    > Niezgrabiasz bez wprawy w patroszeniu niechybnie by zmarnował ptaszynę, rozdyźd
    > ując ten nieszczęsny woreczek przy wyciąganiu i zaprawiając cały zewłok żółcią.
    > Tak więc powierzenie kurzego truchła z wątpiami IGSowi było objawem zaćmienia
    > umysłu, zwłaszcza ze strony Józwy.

    A skąd założenie, że Jożin wie cokolwiek więcej o gotowaniu niż Ignacy? Podejrzewam nawet, że wie jeszcze mniej (Ignaś w trakcie ciąży Agi "przejmuje gospodarstwo", Rudego Rycerza w kuchni w ogóle nie widzę).


    --
    Dziś poznałam straszną prawdę. Okazało się, że kiedy mój facet mówi, to myśli to, co mówi, a nie to, czego się domyślam. Koszmar jakiś
  • bupu 30.03.18, 23:00
    zla.m napisała:

    > A skąd założenie, że Jożin wie cokolwiek więcej o gotowaniu niż Ignacy? Podejrz
    > ewam nawet, że wie jeszcze mniej (Ignaś w trakcie ciąży Agi "przejmuje gospodar
    > stwo", Rudego Rycerza w kuchni w ogóle nie widzę).

    Rudy Rycerz na kuchni się nie zna, ale własnego kuzyna a i owszem. Wie, że IGS to miągwa, że brzydzi się wszystkiego i kurzego zewłoka sprawić nie będzie umiał. A że chadzał z ojcem a ryby i te ryby nawet patroszył, powinien skojarzyć, że nieboszczce kurze też trzeba będzie co nieco wyjąć.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • marutax 30.03.18, 23:09
    bupu napisała:

    > Rudy Rycerz na kuchni się nie zna, ale własnego kuzyna a i owszem. Wie, że IGS
    > to miągwa, że brzydzi się wszystkiego i kurzego zewłoka sprawić nie będzie umia
    > ł. A że chadzał z ojcem a ryby i te ryby nawet patroszył, powinien skojarzyć, ż
    > e nieboszczce kurze też trzeba będzie co nieco wyjąć.
    >
    Ale skąd ma wiedzieć, że kura jest niewypatroszona, skoro sam nie miał z kurzymi zwłokami do czynienia? Przecież wie na pewno, że Dorotka dostarcza kury do sklepu - już gotowe do zabiegów kulinarnych. Uznał zapewne (o ile w ogóle o tym myślał), że taką właśnie kurę wiezie Ignasiowi.
  • marutax 30.03.18, 23:12
    Za szybko ;-)

    Podejrzewam, że Józef w podobnej sytuacji zrobiłby dokładnie to samo, co Ignaś. Tylko że ze względu na subiektywizm Autorki jego wpadka zostałaby potraktowana jako oznaka macho męskości i lekceważenia dla przyziemnych spraw, podczas gdy w przypadku Ignasia dostaliśmy kolejny przejaw jego niepozbierania i "miągwowatości".
  • bupu 31.03.18, 10:47
    marutax napisała:

    > bupu napisała:
    >
    > > Rudy Rycerz na kuchni się nie zna, ale własnego kuzyna a i owszem. Wie, ż
    > e IGS
    > > to miągwa, że brzydzi się wszystkiego i kurzego zewłoka sprawić nie będzi
    > e umia
    > > ł. A że chadzał z ojcem a ryby i te ryby nawet patroszył, powinien skojar
    > zyć, ż
    > > e nieboszczce kurze też trzeba będzie co nieco wyjąć.
    > >
    > Ale skąd ma wiedzieć, że kura jest niewypatroszona, skoro sam nie miał z kurzym
    > i zwłokami do czynienia? Przecież wie na pewno, że Dorotka dostarcza kury do sk
    > lepu - już gotowe do zabiegów kulinarnych. Uznał zapewne (o ile w ogóle o tym m
    > yślał), że taką właśnie kurę wiezie Ignasiowi.

    Skąd ma wiedzieć? Stąd, że sam patroszyl (ryby) i wie, że w tym celu trzeba rozciac zwłokom brzuch, ergo kura która nie ma żadnych rozcięc, wypatroszona nie jest. C'mon, nie zakładajmy, że wszystkie Borejki jak jeden to absolutni debile.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • marutax 02.04.18, 16:40
    bupu napisała:

    > Skąd ma wiedzieć? Stąd, że sam patroszyl (ryby) i wie, że w tym celu trzeba ro
    > zciac zwłokom brzuch, ergo kura która nie ma żadnych rozcięc, wypatroszona nie
    > jest. C'mon, nie zakładajmy, że wszystkie Borejki jak jeden to absolutni debile
    > .

    Przede wszystkim, skąd założenie, że Józek tę kurę oglądał?
    A nawet jeśli oglądał - wcześniej w wątku Mamuka pisze: "Regularnie nabywam drób wiejski od małorolnych bynajmniej nie zdzierczyń na targowisku i żadna sztuka drobiu nie miała złamanego mostka ani otwartej jamy brzusznej. Wszystkie, niezależnie od dostawczyni, mają powiększone ekhem wyloty dolne, ale nie jest to żadne rozpłatanie przez całą długość ptaka." Czyli nawet przy pobieżnym oglądaniu może to umknąć komuś, kto sam ptactwa nie patroszył.

    Jak nie lubię Józefa, tak tutaj nawaliła przede wszystkim Dorotka, trochę też Ignaś. Józef robił za posłańca i tyle. No chyba że narzeczona kazała mu przekazać, że kura niepatroszona - ale tak przecież nie było?
  • krystalla 01.04.18, 12:59
    marutax napisała:

    > Ale skąd ma wiedzieć, że kura jest niewypatroszona, skoro sam nie miał z kurzym
    > i zwłokami do czynienia? Przecież wie na pewno, że Dorotka dostarcza kury do sk
    > lepu - już gotowe do zabiegów kulinarnych. Uznał zapewne (o ile w ogóle o tym m
    > yślał), że taką właśnie kurę wiezie Ignasiowi.

    To być może. Rudy informuje IGS tylko, że kura jest martwa i oskubana, bo tyle pewnie zdołał zauważyć. Resztę być może założył (i nie bez cienia racji), że Aga sprawiająca kury do sklepu zawsze obchodzi się z nimi jednakowo.
    Btw - tak mi przeszło przy okazji przez myśl - tak te kury prosto z kurnika do sklepu? A tego jakoś badać nie trzeba (jako mięsa)?... A Agunia oczywiście ma wszystkie niezbędne badania i aktualną książeczkę sanepidowską?...
  • iskrzy_54 01.04.18, 13:29
    To być może. Rudy informuje IGS tylko, że kura jest martwa i oskubana, bo tyle pewnie zdołał zauważyć. Resztę być może założył (i nie bez cienia racji), że Aga sprawiająca kury do sklepu zawsze obchodzi się z nimi jednakowo.
    Btw - tak mi przeszło przy okazji przez myśl - tak te kury prosto z kurnika do sklepu? A tego jakoś badać nie trzeba (jako mięsa)?... A Agunia oczywiście ma wszystkie niezbędne badania i aktualną książeczkę sanepidowską?...

    Za pzwoleniem Dorotka nie Aga - Aga jest IgStrybowa
  • krystalla 01.04.18, 13:42
    iskrzy_54 napisała:
    >
    > Za pzwoleniem Dorotka nie Aga - Aga jest IgStrybowa

    O! Przecież! Podziękowawszy najuprzejmiej. :)
  • bupu 01.04.18, 13:46
    iskrzy_54 napisała:

    > Btw - tak mi przeszło przy okazji przez myśl - tak te kury prosto z kurnika do
    > sklepu? A tego jakoś badać nie trzeba (jako mięsa)?... A Agunia oczywiście ma
    > wszystkie niezbędne badania i aktualną książeczkę sanepidowską?...
    >
    > Za pzwoleniem Dorotka nie Aga - Aga jest IgStrybowa

    Do sklepu jej wolno jajka, natomiast zwłok bez spełnienia wymogów tyczacych miejsca uboju, sprawiania, przechowywania i transportu już nie. A tych wymogów nie spełnia.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • krystalla 02.04.18, 17:01
    bupu napisała:
    >
    > Do sklepu jej wolno jajka, natomiast zwłok bez spełnienia wymogów tyczacych mie
    > jsca uboju, sprawiania, przechowywania i transportu już nie. A tych wymogów nie
    > spełnia.
    >
    Ano właśnie, pamiętam widziane u mojego weta jakieś zewłoki czy ich części, przechowywane w lodówce lecem zbadania celem zaświadczenia. Zdaje siem.
    Ach, jak radośnie dowolnie to wszystko... Autoressa zdecydowanie przechodzi w styl powiastek dla dzieci, gdzie nikogo nie dziwi, że mięso (atestowane) rośnie na drzewie ogrodowym. :/
  • dominka1 02.04.18, 16:51
    zla.m napisała:

    > bupu napisała:
    >
    >
    > > Niezgrabiasz bez wprawy w patroszeniu niechybnie by zmarnował ptaszynę, r
    > ozdyźd
    > > ując ten nieszczęsny woreczek przy wyciąganiu i zaprawiając cały zewłok ż
    > ółcią.
    > > Tak więc powierzenie kurzego truchła z wątpiami IGSowi było objawem zaćm
    > ienia
    > > umysłu, zwłaszcza ze strony Józwy.
    >
    > A skąd założenie, że Jożin wie cokolwiek więcej o gotowaniu niż Ignacy? Podejrz
    > ewam nawet, że wie jeszcze mniej (Ignaś w trakcie ciąży Agi "przejmuje gospodar
    > stwo", Rudego Rycerza w kuchni w ogóle nie widzę).
    >
    >
    Chyba dlatego,że jako dziecko przygotowywał posiłki sobie i Łucji,przyrządzali sobie przekąski i sos czosnkowy,boczek z cebulką ,więc są szanse ,że podstawowe potrawy potrafi ugotować.W JT jest nawet napisane,że 'rządy w kuchni sprawował on''. Aż dziw ,że dzieci Idy jadły takie potrawy ;)
  • minerwamcg 28.03.18, 10:03
    Kura ze sklepu a kura z podwóra to nie ta sama kura. Kura wsiowa odpowiednio obrobiona, niekoniecznie ugotowana w rosole, to cymes i malina.
    Gdybym miała do dyspozycji taką kurę, to po wszystkich czynnościach wstępnych z patroszeniem i odpypciowaniem na czele dokonałabym podziału: szyja, udka i skrzydełka oraz cały tłuszcz do gara na rosół, z dodatkiem kawałka wołowego z kością - a szlachetniejsza reszta kury do piekarnika. Udka do gara, bo pieczonych udek nie lubię, ale są udkofani, którzy wprost przeciwnie. Czyli z jednej kury dwa dania z bonusem - bonusem jest mięso z rosołu, które po wygotowaniu można zemleć na pierogi.
    Nie wynalazłam dotąd, niestety, sposobu przerabiania kurzych kości. Zwierzętom dać wiadomo, nie wolno, samej zjeść tym bardziej niekoniecznie, a dążę do optymalnej utylizacji kurzych zwłok. Ideałem dla mnie jest Indianin z Wielkich Prerii :)
    Indianin jak upolował bizona, to wykorzystywał wszystko, mięso, skórę, kości, kopyta, rogi, no, słowem, zużywał tego bizona do ostatniego włosa w ogonie. Bo jak ci Wielki Manitou dał bizona, to masz zjeść, a nie rozpaprać i zostawić.
    To biali wprowadzili masowe polowania, po których gniły tony mięsa... No i wytępili zwierzątka. Uch. Prać w mordę i patrzeć, czy równo puchnie.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • tt-tka 28.03.18, 10:10
    Z jednej kury cztery dania, nie chwalac sie zupelnie :)
    Piers na kotlety, udka do pieczenia (udkofan jestem), na podrobach krupniczek z grzybkiem, na reszcie rosol. Jak rosolu zostanie, to jeszcze na jego bazie inna zupa nastepnego dnia. Miesko z rosolu zmielone z jarzynami - farsz do pierogow/nalesnikow. Z kosci mozna wyrzezbic wytworne spinki do mankietow :)
  • minerwamcg 28.03.18, 14:07
    tt-tka napisała:

    > Z jednej kury cztery dania, nie chwalac sie zupelnie :)
    > Piers na kotlety, udka do pieczenia (udkofan jestem), na podrobach krupniczek z
    > grzybkiem, na reszcie rosol. Jak rosolu zostanie, to jeszcze na jego bazie inn
    > a zupa nastepnego dnia. Miesko z rosolu zmielone z jarzynami - farsz do pierogo
    > w/nalesnikow. Z kosci mozna wyrzezbic wytworne spinki do mankietow :)

    No właśnie, też uważam, że ptoka należy zjeść w całości, aczkolwiek niekoniecznie z piórami i dziobem. Kurze serca i żołądki można zamrozić, żeby się uzbierało na gulasz, jak ktoś nie lubi krupniczku, a wątróbkę usmażyć z cebulką i zjeść na kanapce z bułki.
    Problem spinek pozostawiam w zawieszeniu z braku mankietów :)




    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • lord_vmordevol 28.03.18, 10:13
    minerwamcg napisała:

    > ią - a szlachetniejsza reszta kury do piekarnika. Udka do gara, bo pieczonych u
    > dek nie lubię, ale są udkofani, którzy wprost przeciwnie. Czyli z jednej kury d

    Udka to kawał mięsa, więc nie ma dziwnych, że ludzie to jedzą :-)
    Dziwne, skądinąd, jest ekscytowanie się skrzydełkami, na których nie ma praktycznie nic.

    > wa dania z bonusem - bonusem jest mięso z rosołu, które po wygotowaniu można ze
    > mleć na pierogi.
    > Nie wynalazłam dotąd, niestety, sposobu przerabiania kurzych kości. Zwierzętom
    > dać wiadomo, nie wolno, samej zjeść tym bardziej niekoniecznie, a dążę do optym
    > alnej utylizacji kurzych zwłok. Ideałem dla mnie jest Indianin z Wielkich Preri
    > i :)

    Robić biżuterię Voodoo.

    > Indianin jak upolował bizona, to wykorzystywał wszystko, mięso, skórę, kości, k
    > opyta, rogi, no, słowem, zużywał tego bizona do ostatniego włosa w ogonie. Bo j
    > ak ci Wielki Manitou dał bizona, to masz zjeść, a nie rozpaprać i zostawić.

    Obawiam się, że motywacja była znacznie bardziej praktyczna i mniej religijna.

    > To biali wprowadzili masowe polowania, po których gniły tony mięsa... No i wytę
    > pili zwierzątka. Uch. Prać w mordę i patrzeć, czy równo puchnie.

    Skądinąd wytępili zwierzątka, których rozmnożenie sami wcześniej spowodowali.
  • minerwamcg 28.03.18, 14:01
    Nie uprawiam voodoo, najwyżej wódę, a i to bardzo powściągliwie. Aczkolwiek... Tłusta, złota kura prosto z piekarnika, obłożona pieczonymi kartofelkami, do tego mizeria... mniam! Rzeczywiście, aż się prosi o wódeczkę. Ale problemu kurzych kości nie rozwiązuje w dalszym ciągu :(

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • iskrzy_54 30.03.18, 17:24
    > To biali wprowadzili masowe polowania, po których gniły tony mięsa... No i wytę
    > pili zwierzątka. Uch. Prać w mordę i patrzeć, czy równo puchnie.

    Skądinąd wytępili zwierzątka, których rozmnożenie sami wcześniej spowodowali.

    Oświeć mnie Lordzie - jak biali spowodowali rozmnożenie bizonów?
  • ciotka_scholastyka 30.03.18, 17:29
    iskrzy_54 napisała:

    > > To biali wprowadzili masowe polowania, po których gniły tony mięsa... No
    > i wytę
    > > pili zwierzątka. Uch. Prać w mordę i patrzeć, czy równo puchnie.
    >
    > Skądinąd wytępili zwierzątka, których rozmnożenie sami wcześniej spowodowali.
    >
    > Oświeć mnie Lordzie - jak biali spowodowali rozmnożenie bizonów?

    Zwłaszcza przed przybyciem do Ameryki, też mnie to ciekawi.
  • lord_vmordevol 09.04.18, 11:16
    ciotka_scholastyka napisała:

    > iskrzy_54 napisała:
    >
    > > > To biali wprowadzili masowe polowania, po których gniły tony mięsa.
    > .. No
    > > i wytę
    > > > pili zwierzątka. Uch. Prać w mordę i patrzeć, czy równo puchnie.
    > >
    > > Skądinąd wytępili zwierzątka, których rozmnożenie sami wcześniej spowodo
    > wali.
    > >
    > > Oświeć mnie Lordzie - jak biali spowodowali rozmnożenie bizonów?
    >
    > Zwłaszcza przed przybyciem do Ameryki, też mnie to ciekawi.

    Książka pod tytułem "1491". Wśród wielu innych, dość niespodziewanych dla ludzi wychowanych na "Winnetou" informacji jest i ta o bizonach. Otóż byli sobie w Ameryce ludzie, obecnie zwani Indianami a jeszcze obecniej już nie, którzy przede wszystkim utrzymywali się z rolnictwa. W tym celu wypalali olbrzymie połacie ziemi, hodowali sobie kukurydzę i inne różności, a żeby im tego zwierzęta nie wyżerały, to od czasu do czasu polowali na jelenie i bizony, utrzymując je po prostu z daleka od swoich pól.
    Po czym pojawili się Europejczycy, dla których ospa, świnka, odra i tak dalej były chorobami mało przyjemnymi, ale dość jednak codziennymi. A dla Indian nie. I, zależnie od oszacowań, 95%-98% Indian wymarło na te choroby, które po prostu unicestwiły ich społeczeństwo, w większości zanim jeszcze w ogóle zobaczyli na oczy białego.
    Siłą rzeczy nie było komu regulować populacji jeleni i bizonów, które rozmnożyły się na opuszczonych przez ludzi wypalonych wcześniej z lasów preriach. I stąd takie stada. Nie było ich przed przybyciem białych.

  • bupu 09.04.18, 12:18
    Lordzie...
    >
    > Książka pod tytułem "1491". Wśród wielu innych, dość niespodziewanych dla ludzi
    > wychowanych na "Winnetou" informacji jest i ta o bizonach. Otóż byli sobie w A
    > meryce ludzie, obecnie zwani Indianami a jeszcze obecniej już nie, którzy przed
    > e wszystkim utrzymywali się z rolnictwa. W tym celu wypalali olbrzymie połacie
    > ziemi, hodowali sobie kukurydzę i inne różności, a żeby im tego zwierzęta nie w
    > yżerały, to od czasu do czasu polowali na jelenie i bizony, utrzymując je po pr
    > ostu z daleka od swoich pól.
    > Po czym pojawili się Europejczycy, dla których ospa, świnka, odra i tak dalej b
    > yły chorobami mało przyjemnymi, ale dość jednak codziennymi. A dla Indian nie.
    > I, zależnie od oszacowań, 95%-98% Indian wymarło na te choroby, które po prostu
    > unicestwiły ich społeczeństwo, w większości zanim jeszcze w ogóle zobaczyli na
    > oczy białego.
    > Siłą rzeczy nie było komu regulować populacji jeleni i bizonów, które rozmnożył
    > y się na opuszczonych przez ludzi wypalonych wcześniej z lasów preriach. I stąd
    > takie stada. Nie było ich przed przybyciem białych.
    >

    Prerie wypalone przez ludzi? Ogromne połacie uprawnej ziemi w Ameryce Pn, obsiewane przez rdzennych mieszkancow kukurydza? Serio? Taz to jakieś fantasy jest.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/



    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • lord_vmordevol 09.04.18, 12:54
    bupu napisała:

    > Lordzie...
    > >
    > > Książka pod tytułem "1491". Wśród wielu innych, dość niespodziewanych dla
    > ludzi

    > > I, zależnie od oszacowań, 95%-98% Indian wymarło na te choroby, które po
    > prostu
    > > unicestwiły ich społeczeństwo, w większości zanim jeszcze w ogóle zobacz
    > yli na
    > > oczy białego.
    > > Siłą rzeczy nie było komu regulować populacji jeleni i bizonów, które roz
    > mnożył
    > > y się na opuszczonych przez ludzi wypalonych wcześniej z lasów preriach.
    > I stąd
    > > takie stada. Nie było ich przed przybyciem białych.
    > >
    >
    > Prerie wypalone przez ludzi? Ogromne połacie uprawnej ziemi w Ameryce Pn, obsie
    > wane przez rdzennych mieszkancow kukurydza? Serio? Taz to jakieś fantasy jest.

    Nie upieram się, że całe prerie powstały w ten sposób, ale tak, jak najbardziej, gospodarka wypaleniskowa i masowe rolnictwo na tych terenach. I gigantyczne stada bizonów jako skutek katastrofy ekologicznej spowodowanej praktycznym zniknięciem gatunku homo sapiens.
    Do tego całkiem spore miasta i struktury społeczne porównywalne z europejskimi.
  • tt-tka 09.04.18, 13:05
    Przysieglabym, ze kukurydza to raczej na poludniu, a bizony wrecz przeciwnie...
  • lord_vmordevol 09.04.18, 13:31
    tt-tka napisała:

    > Przysieglabym, ze kukurydza to raczej na poludniu, a bizony wrecz przeciwnie...

    Bizony i owszem, ale kukurydzę to oni tam wszędzie jedli. No, może nie że aż w Kanadzie. Do tego jakieś fasole, dynie, inne takie. Przecież nie przepiszę, zwłaszcza z pamięci, całej książki ze szczegółami. A południowa Ameryka swoją drogą. Może być nawet i tak, że "odwieczna" dżungla amazońska to także w dużym stopniu pozostałości zdziczałych upraw.
  • tt-tka 09.04.18, 13:38
    lord_vmordevol napisała:

    > Bizony i owszem, ale kukurydzę to oni tam wszędzie jedli. No, może nie że aż w
    > Kanadzie. Do tego jakieś fasole, dynie, inne takie.

    Lordzie, jedli i uprawiali tam, gdzie prowadzili osiadly tryb zycia. W pueblach, o. Kraina bizonow to raczej nomadowie - jesli uprawiali cos sezonowo, na letnim obozowisku, to nie byly to rozlegle plantacje.
  • lord_vmordevol 09.04.18, 13:43
    tt-tka napisała:

    > lord_vmordevol napisała:
    >
    > > Bizony i owszem, ale kukurydzę to oni tam wszędzie jedli. No, może nie że
    > aż w
    > > Kanadzie. Do tego jakieś fasole, dynie, inne takie.
    >
    > Lordzie, jedli i uprawiali tam, gdzie prowadzili osiadly tryb zycia. W pueblach
    > , o. Kraina bizonow to raczej nomadowie - jesli uprawiali cos sezonowo, na letn
    > im obozowisku, to nie byly to rozlegle plantacje.

    Zapytaj się Wikipedii o Cahokię. I zerknij, gdzie to miejsce leży, a zwłaszcza, jaka stamtąd jest odległość do rejonu, w którym bywały puebla.
  • tt-tka 09.04.18, 14:16
    lord_vmordevol napisała:

    >
    > Zapytaj się Wikipedii o Cahokię. I zerknij, gdzie to miejsce leży, a zwłaszcza,
    > jaka stamtąd jest odległość do rejonu, w którym bywały puebla.

    Zapytalam i zerknelam - ogromny (jak na tamte czasy) kompleks miejski, ktory w ruine popadl na dwa stulecia przed pojawieniem sie nosicieli swinki, grypy i reszty. Moze nawet wiecej, polnocne stany byly pozniej skolonizowane. Nijak sie ma do wzrostu populacji bizonow dzieki bialym. Oraz przez stulecia mogl sie zauwazalnie zmienic klimat i organizacja spoleczenstw - w okresie kolonizowania Ameryki polnocnej to byl kraj nomadow, nie osiedlencow. I upraw wielkotowarowych tam nie bylo wtedy.
  • lord_vmordevol 09.04.18, 14:30
    tt-tka napisała:

    > lord_vmordevol napisała:
    >
    > >
    > > Zapytaj się Wikipedii o Cahokię. I zerknij, gdzie to miejsce leży, a zwła
    > szcza,
    > > jaka stamtąd jest odległość do rejonu, w którym bywały puebla.
    >
    > Zapytalam i zerknelam - ogromny (jak na tamte czasy) kompleks miejski, ktory w
    > ruine popadl na dwa stulecia przed pojawieniem sie nosicieli swinki, grypy i re

    Kiedy popadł, to popadł, istotne jest, że na terenie Ameryki istniały społeczności zdolne zbudować coś takiego. Przecież takich budowli nie robi się nagle w szczerym polu. Przed nimi są inne, po nich też jakieś powstają. I nie nomadzi budują takie rzeczy, tylko osiadłe społeczeństwa z wysokim stopniem zorganizowania.

    > szty. Moze nawet wiecej, polnocne stany byly pozniej skolonizowane. Nijak sie m
    > a do wzrostu populacji bizonow dzieki bialym. Oraz przez stulecia mogl sie zauw
    > azalnie zmienic klimat i organizacja spoleczenstw - w okresie kolonizowania Ame
    > ryki polnocnej to byl kraj nomadow, nie osiedlencow. I upraw wielkotowarowych t
    > am nie bylo wtedy.

    W okresie kolonizowania już nie, bo oni już nie żyli od jakichś stu czy dwustu lat. Z każdych 20 przeżył tylko jeden. Nie ma dziwnych, że troszeczkę im się przeorganizowały struktury społeczne, a z nimi wpływ na środowisko, więc i owo środowisko.
  • tt-tka 09.04.18, 14:50
    lord_vmordevol napisała:

    > Kiedy popadł, to popadł, istotne jest, że na terenie Ameryki istniały społeczno
    > ści zdolne zbudować coś takiego. Przecież takich budowli nie robi się nagle w s
    > zczerym polu. Przed nimi są inne, po nich też jakieś powstają. I nie nomadzi b
    > udują takie rzeczy, tylko osiadłe społeczeństwa z wysokim stopniem zorganizowan
    > ia.

    Po czym nastepuje upadek cywilizacji, rozproszenie i organizacje spoleczna, w tym rolnictwo, diabli biora. Lordzie, naprawde w czasach, gdy biali kolonizatorzy zaczeli zarazac swinka rdzennych mieszkancow terenow, na ktorych wystepuja bizony, nie bylo tam wielkich terenow uprawnych.


    > W okresie kolonizowania już nie, bo oni już nie żyli od jakichś stu czy dwustu
    > lat. Z każdych 20 przeżył tylko jeden. Nie ma dziwnych, że troszeczkę im się pr
    > zeorganizowały struktury społeczne, a z nimi wpływ na środowisko, więc i owo śr
    > odowisko.

    No wlasnie...
  • lord_vmordevol 09.04.18, 15:46
    tt-tka napisała:

    > lord_vmordevol napisała:
    > > udują takie rzeczy, tylko osiadłe społeczeństwa z wysokim stopniem zorgan
    > izowan
    > > ia.
    >
    > Po czym nastepuje upadek cywilizacji, rozproszenie i organizacje spoleczna, w t
    > ym rolnictwo, diabli biora. Lordzie, naprawde w czasach, gdy biali kolonizatorz
    > y zaczeli zarazac swinka rdzennych mieszkancow terenow, na ktorych wystepuja bi
    > zony, nie bylo tam wielkich terenow uprawnych.

    W czasach, kiedy biali kolonizatorzy weszli na te tereny istotnie nie było tam już wielkich upraw. A nie było ich, ponieważ rolnicy wymarli sto, czy dwieście lat wcześniej. Choroby nie przenoszą się przez kontakt z białym człowiekiem, tylko przez kontakt z zarazkami. Okres wylęgania banalnych chorób oddziecięcych to jakiś tydzień - dwa. Spokojnie wystarczy, żeby donieść zarazki złapane na wybrzeżu od tych białych w miejsca, gdzie nikt o nich jeszcze nawet nie słyszał. OIDP coś można było złapać nawet od świń, które uciekły ze "spiżarni" jakichś wypraw.

    Poczytajcie sobie tę książkę, jeżeli temat Was ciekawi, ona ma kilkaset stron, przecież nie wstukam Wam teraz z pamięci wszystkich informacji. Charles C. Mann, "1491. Ameryka przed Kolumbem".
  • bupu 09.04.18, 15:14
    tt-tka napisała:

    > lord_vmordevol napisała:
    >
    > > Bizony i owszem, ale kukurydzę to oni tam wszędzie jedli. No, może nie że
    > aż w
    > > Kanadzie. Do tego jakieś fasole, dynie, inne takie.
    >
    > Lordzie, jedli i uprawiali tam, gdzie prowadzili osiadly tryb zycia. W pueblach
    > , o. Kraina bizonow to raczej nomadowie - jesli uprawiali cos sezonowo, na letn
    > im obozowisku, to nie byly to rozlegle plantacje.

    Nomadami tameczni mieszkancy stali się po przybyciu białych. Wcześniej prowadzili polosiadly tryb życia i owszem, uprawiali fasolę, dynie i kukurydzę, ale nie były to uprawy rozległe.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • bupu 09.04.18, 15:11
    lord_vmordevol napisała:

    >
    > Nie upieram się, że całe prerie powstały w ten sposób, ale tak, jak najbardziej
    > , gospodarka wypaleniskowa i masowe rolnictwo na tych terenach. I gigantyczne s
    > tada bizonów jako skutek katastrofy ekologicznej spowodowanej praktycznym znikn
    > ięciem gatunku homo sapiens.
    > Do tego całkiem spore miasta i struktury społeczne porównywalne z europejskimi.
    >

    Lordzie, na litość, kto miał rozległe tereny na preriach uprawiać, skoro przed przybyciem białych tereny dzisiejszej Kanady i USA zamieszkiwało coś 20 mln ludzi? To raz. Dwa, miasta owszem, ale w Ohio, w dolinie Missisipi i dalej na południe, czyli akurat tam, gdzie zasięg bizonów się kończy. Trzy, prerie powstały całkiem naturalnie, poczytaj co się działo jak się ostatnie zlodowacenie cofalo. Cztery, po co ludy zamieszkujace tamta część Ameryki miały zajmować się gospodarką wypaleniskowa, skoro miały do dyspozycji mnóstwo przerazliwie żyznego stepu, gdzie wystarczało skopac kawalek i voila, było pole? Pięć, są archeologiczne dowody na istnienie wielkich stad bizonów, w czasach gdy nozia bialego tam nie postala. Serio.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
  • lord_vmordevol 09.04.18, 15:32
    bupu napisała:

    > lord_vmordevol napisała:
    > Lordzie, na litość, kto miał rozległe tereny na preriach uprawiać, skoro przed
    > przybyciem białych tereny dzisiejszej Kanady i USA zamieszkiwało coś 20 mln lu

    No więc nie. Ponownie - nie pomnę dokładnych liczb, bo książkę czytałem parę lat temu, ale te mizerne oszacowania to są właśnie oparte na sytuacji z czasów już "zdobywania Zachodu". Tymczasem wygląda na to, że Nowy Świat zamieszkiwała podobna ilość ludzi, co Stary.

    > dzi? To raz. Dwa, miasta owszem, ale w Ohio, w dolinie Missisipi i dalej na poł
    > udnie, czyli akurat tam, gdzie zasięg bizonów się kończy. Trzy, prerie powstały
    > całkiem naturalnie, poczytaj co się działo jak się ostatnie zlodowacenie cofal
    > o. Cztery, po co ludy zamieszkujace tamta część Ameryki miały zajmować się gosp
    > odarką wypaleniskowa, skoro miały do dyspozycji mnóstwo przerazliwie żyznego st
    > epu, gdzie wystarczało skopac kawalek i voila, było pole? Pięć, są archeologicz

    Co ja poradzę, że jednak woleli wypalać? Nawet jeszcze w czasach kolonizatorów, chociaż wtedy już nie bardzo było wiadomo, po co, aż się ci kolonizatorzy skarżyli.

    > ne dowody na istnienie wielkich stad bizonów, w czasach gdy nozia bialego tam n
    > ie postala. Serio.

    To znaczy, w jakich czasach? Bo od katastrofy społecznej do wejścia na dużą skalę kolonizatorów to minęło ze dwieście lat. A wczesne relacje podróżników właśnie nie wspominają o - dość rzucających się w oczy - milionowych stadach bizonów.
  • tt-tka 09.04.18, 15:50
    lord_vmordevol napisała:



    > No więc nie. Ponownie - nie pomnę dokładnych liczb, bo książkę czytałem parę la
    > t temu, ale te mizerne oszacowania to są właśnie oparte na sytuacji z czasów ju
    > ż "zdobywania Zachodu". Tymczasem wygląda na to, że Nowy Świat zamieszkiwała po
    > dobna ilość ludzi, co Stary.

    Znaczy dokladnie kiedy ? Bo np liczba ludnosci Starego Swiata przed 1348 rokiem i po roznila sie dosc drastycznie...

    dowody na istnienie wielkich stad bizonów, w czasach gdy nozia bialego
    > tam n
    > > ie postala. Serio.
    >
    > To znaczy, w jakich czasach? Bo od katastrofy społecznej do wejścia na dużą ska
    > lę kolonizatorów to minęło ze dwieście lat. A wczesne relacje podróżników właśn
    > ie nie wspominają o - dość rzucających się w oczy - milionowych stadach bizonów
    > .

    Wielkie to niekoniecznie milionowe. Oraz mozna przypuscic, ze jak ktory podroznik podszedl za blisko bizonow, zwlaszcza w duzym stadzie, to potem relacjonowac nie bylo komu :)
    A serio byc moze ci od wczesnych relacji nie zapuszczali sie daleko na prerie. Zaczynali od wybrzezy i szlakow wodnych.
  • lord_vmordevol 09.04.18, 16:09
    tt-tka napisała:

    > lord_vmordevol napisała:
    >
    > > No więc nie. Ponownie - nie pomnę dokładnych liczb, bo książkę czytałem p
    > arę la
    > > t temu, ale te mizerne oszacowania to są właśnie oparte na sytuacji z cza
    > sów ju
    > > ż "zdobywania Zachodu". Tymczasem wygląda na to, że Nowy Świat zamieszkiw
    > ała po
    > > dobna ilość ludzi, co Stary.
    >
    > Znaczy dokladnie kiedy ? Bo np liczba ludnosci Starego Swiata przed 1348 rokiem
    > i po roznila sie dosc drastycznie...

    No mówimy o czasach okołokolumbowych więc raczej sporo po Czarnej Śmierci. Ale dobrze, że o niej wspominasz - Umarło 1/3 do 2/3 Europejczyków. Czy oni wszyscy mieli kontakt z tymi Chińczykami, czy skąd ta zaraza z Azji przyszła? Chyba nie bardzo.
    I to była populacja Europy, w której takie choroby zakaźne nie były niczym niezwykłym (chociaż nie na taką skalę), więc istniały jakieś podstawy odporności. W Amerykach nie. Są tacy siedzący w zapadłej dżungli Indianie Yanomani, którym przytrafiła się 50 lat temu epidemia bodajże świnki. OIDP zmarł na tę dziecięcą pierdołę co dziewiąty chory.

    > dowody na istnienie wielkich stad bizonów, w czasach gdy nozia bialego
    > > tam n
    > > > ie postala. Serio.
    > >
    > > To znaczy, w jakich czasach? Bo od katastrofy społecznej do wejścia na du
    > żą ska
    > > lę kolonizatorów to minęło ze dwieście lat. A wczesne relacje podróżników
    > właśn
    > > ie nie wspominają o - dość rzucających się w oczy - milionowych stadach b
    > izonów
    > > .
    >
    > Wielkie to niekoniecznie milionowe. Oraz mozna przypuscic, ze jak ktory podrozn
    > ik podszedl za blisko bizonow, zwlaszcza w duzym stadzie, to potem relacjonowac
    > nie bylo komu :)

    Bizony to nie są drapieżniki, można je sobie spokojnie oglądać z pewnej odległości, z której też je dobrze widać, bo są duże. A mimo to brak relacji o tak rzucających się w oczy zwierzętach.

    > A serio byc moze ci od wczesnych relacji nie zapuszczali sie daleko na prerie.
    > Zaczynali od wybrzezy i szlakow wodnych.

    Istotnie, tak zaczynali. I na przykład opisywali brzegi rzek zasiedlone kilometrami bez przerwy. Sto lat później te brzegi były puste.
  • tt-tka 09.04.18, 17:41


    > No mówimy o czasach okołokolumbowych więc raczej sporo po Czarnej Śmierci. Ale
    > dobrze, że o niej wspominasz - Umarło 1/3 do 2/3 Europejczyków. Czy oni wszyscy
    > mieli kontakt z tymi Chińczykami, czy skąd ta zaraza z Azji przyszła? Chyba ni
    > e bardzo.
    > I to była populacja Europy, w której takie choroby zakaźne nie były niczym niez
    > wykłym (chociaż nie na taką skalę), więc istniały jakieś podstawy odporności. W
    > Amerykach nie. Są tacy siedzący w zapadłej dżungli Indianie Yanomani, którym p
    > rzytrafiła się 50 lat temu epidemia bodajże świnki. OIDP zmarł na tę dziecięcą
    > pierdołę co dziewiąty chory.

    Co dziewiaty. Na hiszpanke juz w XX wieku nie pamietam, co ktory, ale sporo. A czarna smierc zredukowala ludnisc Europy o jedna trzecia albo do jednej trzeciej, zrodla roznie podaja. W tym drugim wypadku to bylby co trzeci.

    Lordzie, gdzie zjawiali sie biali, tam ludnosc tubylcza wymierala, to wiemy , ale ja nadal nie rozumiem tezy, ze obecnosc bialych wplynela na wzrost poglowia bizonow i to bardzo znaczaco.
  • marutax 09.04.18, 18:11
    tt-tka napisała:

    > Lordzie, gdzie zjawiali sie biali, tam ludnosc tubylcza wymierala, to wiemy , a
    > le ja nadal nie rozumiem tezy, ze obecnosc bialych wplynela na wzrost poglowia
    > bizonow i to bardzo znaczaco.

    1. Przed Kolumbem było dużo Indian i mało bizonów, bo Indianie kontrolowali ich populację by zabezpieczyć swoje uprawy oraz zdobyć mięso i skóry
    2. Pierwsi kolonizatorzy przywożą europejskie choroby, które roznoszą się coraz dalej, pomimo że sami biali trzymają się swoich enklaw (XVI w.)
    3. Duża część Indian stopniowo wymiera
    4. Populacja bizonów rośnie, bo zabrakło myśliwych
    5. Po ok. 200-300 latach biali zaczynają masową kolonizację przesuwając się coraz dalej w głąb kontynentu. Napotykają potomków ocalałych Indian i ogromne stada bizonów, które przez ten czas rozmnażały się bez żadnych ograniczeń
  • tt-tka 09.04.18, 20:53
    marutax napisała:

    > 1. Przed Kolumbem było dużo Indian i mało bizonów, bo Indianie kontrolowali ich
    > populację by zabezpieczyć swoje uprawy oraz zdobyć mięso i skóry
    > 2. Pierwsi kolonizatorzy przywożą europejskie choroby, które roznoszą się coraz
    > dalej, pomimo że sami biali trzymają się swoich enklaw (XVI w.)
    > 3. Duża część Indian stopniowo wymiera
    > 4. Populacja bizonów rośnie, bo zabrakło myśliwych


    No prosze. A ja wlasnie czytam, ze poglowie bizona amerykanskiego (jest jakis inny ?) w czasach przed kolonizacja szacuje sie na miliony. I to niezaleznie od mnogich Indian. W obliczu wyginiecia stanal ow bizon w XIX wieku.

    Oczywiscie to tylko wiki, poszukam w powazniejszych zrodlach. Na ile zrodlowa jest ksiazka wspomniana przez Lorda ?
  • agafiatichonowna 09.04.18, 21:05
    Kocham to forum. Tylko tu kura od Dorotki może ewoluować w bizona od Dorotki.
  • ciotka_scholastyka 10.04.18, 08:12
    agafiatichonowna napisała:

    > Kocham to forum. Tylko tu kura od Dorotki może ewoluować w bizona od Dorotki.

    Właśnie to samo miałam napisać :)
  • krystalla 10.04.18, 11:19
    http://i1378.photobucket.com/albums/ah102/KrystynaKrystal/921_1130403720312742_202540865178865126_n_zpskjebzrpp.jpg
  • guineapigs 09.04.18, 21:26
    Ja tu juz tylko dywaguje. Moze i liczono w miliony, moze nawet i byly to miliony - ale Indian bylo tez nieduzo jak na ten obszar, i oni bronili tylko tych kawalkow, ktore zajmowali/uprawiali. Gdzies tam te bizony mogly zyc, ale nie w bliskosci osad Indian. Ucieczka - to jest chyba odruch naturalny. Bizony zyjace 'gdzies' Indianom nie robily nic.
    Biali chyba wlasnie zaczeli rozprzestrzeniac znaczaco tereny upraw - i wtedy te bizony staly sie celem polowan. Poniewaz jednak biali nie potrzebowali bizoniego miesa bo mieli inne, swoje, wlasne - to zabijali te bizony dla ochrony upraw oraz skor, rogow - ale nie dla miesa.
    trzeba by zanalizowac ten okres, od kiedy biali 'tylko' przybyli i trzymali sie traktow i terenow zamieszkalych po ten moment, gdy zaczeli zdobywac nowe tereny. Jak to bylo powiedzmy 200 lat - to populacja bizonow miala wystarczajaco dlugo, by sie rozmnozyc do rozmiarow duzych.
    Clou problemu jest, moim zdaniem, to: bizony zyja tam, gdzie moga zyc i sie rozmnazac (jak kazde inne zwierze zreszta). Jak byli tylko Indianie - to bizony byly trzebione w okolicach ich siedzib. Te siedziby sie jakos nie zwiekszly zbytnio przez stulecia. Potem przyszli biali i sie po jakims czasie wszystko zmienilo. Dla bizonow zabraklo miejsca w calej Hameryce, bo tak.
    Nie znam sie na zoologii, ale czy bizony zyja tam, gdzie ludzie, jak lisy czy szczury? Bo jak bizonowi czlowiek do zycia nie jest potrzebny nijak - to moja teoria/hipoteza jakos sie trzyma.
  • tt-tka 09.04.18, 21:36
    Bizonowi czlowiek nie jest potrzebny nijak.
    I owszem, obszar upraw zaczeli bardzo znaczaco zwiekszac wlasnie biali :)
  • ciotka_scholastyka 10.04.18, 08:03
    tt-tka napisała:


    > No prosze. A ja wlasnie czytam, ze poglowie bizona amerykanskiego (jest jakis i
    > nny ?) w czasach przed kolonizacja szacuje sie na miliony. I to niezalez
    > nie od mnogich Indian. W obliczu wyginiecia stanal ow bizon w XIX wieku.
    >
    > Oczywiscie to tylko wiki, poszukam w powazniejszych zrodlach.

    Nie wiem, jak poważniejsze źródła, ale o tym, że biali doprowadzili do wytrzebienia stad bizonów "dzięki" użyciu broni palnej, to ja czytałam już w latach 80-tych. I jako żywo nigdy nie słyszałam, żeby północni Indianie zajmowali się uprawami kukurydzy czy innych zbóż.
  • lord_vmordevol 10.04.18, 09:01
    ciotka_scholastyka napisała:

    > tt-tka napisała:
    >
    > > No prosze. A ja wlasnie czytam, ze poglowie bizona amerykanskiego (jest j
    > akis i
    > > nny ?) w czasach przed kolonizacja szacuje sie na miliony. I to ni
    > ezalez
    > > nie od mnogich Indian. W obliczu wyginiecia stanal ow bizon w XIX wieku.
    > >
    > > Oczywiscie to tylko wiki, poszukam w powazniejszych zrodlach.
    >
    > Nie wiem, jak poważniejsze źródła, ale o tym, że biali doprowadzili do wytrzebi
    > enia stad bizonów "dzięki" użyciu broni palnej, to ja czytałam już w latach 80-
    > tych. I jako żywo nigdy nie słyszałam, żeby północni Indianie zajmowali się upr
    > awami kukurydzy czy innych zbóż.

    Ja też nie słyszałem jeszcze kilka lat temu, ale to, żeśmy nie słyszeli, to nie jest argument za tym, że to nie istniało, n'est ce pas? Po pierwsze nasza wiedza, obawiam się, pochodzi głównie z westernów. Po drugie sprawa w Ameryce jest dodatkowo polityczna i wcale nie wszyscy chętnie się przyznają, że tych Indian to niekoniecznie było ledwo parę milionów gołodupców na cały pusty kontynent. *) Ktoś tę przykładową Cahokię o powierzchni paru kilometrów kwadratowych postawił, przecież nie nomadowie wałęsający się grupkami po 15 osób, nie?

    *) Jest w tej książce rozdział i o tym, jak się żrą archeolodzy, skądinąd ciekawy przyczynek do obiektywności i wiarygodności środowiska naukowego w ogóle. Acz oni się głównie żarli o czasy prehistoryczne.
  • lord_vmordevol 10.04.18, 08:49
    tt-tka napisała:

    > marutax napisała:
    >
    > > 1. Przed Kolumbem było dużo Indian i mało bizonów, bo Indianie kon
    > trolowali ich
    > > populację by zabezpieczyć swoje uprawy oraz zdobyć mięso i skóry
    > > 2. Pierwsi kolonizatorzy przywożą europejskie choroby, które roznoszą się
    > coraz
    > > dalej, pomimo że sami biali trzymają się swoich enklaw (XVI w.)
    > > 3. Duża część Indian stopniowo wymiera
    > > 4. Populacja bizonów rośnie, bo zabrakło myśliwych

    No i tak właśnie. Przy czym słowo "duża" raczej nie oddaje istoty sprawy.

    > No prosze. A ja wlasnie czytam, ze poglowie bizona amerykanskiego (jest jakis i
    > nny ?) w czasach przed kolonizacja szacuje sie na miliony. I to niezalez
    > nie od mnogich Indian. W obliczu wyginiecia stanal ow bizon w XIX wieku.
    >
    > Oczywiscie to tylko wiki, poszukam w powazniejszych zrodlach. Na ile zrodlowa j
    > est ksiazka wspomniana przez Lorda ?

    Bibliografii jest w niej od 530 do 600 strony, więc na czymś się facet chyba oparł ;-)

  • bupu 10.04.18, 00:19
    lord_vmordevol napisał :

    > I to była populacja Europy, w której takie choroby zakaźne nie były niczym niez
    > wykłym (chociaż nie na taką skalę), więc istniały jakieś podstawy odporności

    Na dżume, w owczesnej Europie w zasadzie nieznaną? Lordzie, Lord sobie chyba jaja robi.



    > Amerykach nie. Są tacy siedzący w zapadłej dżungli Indianie Yanomani, którym p
    > rzytrafiła się 50 lat temu epidemia bodajże świnki. OIDP zmarł na tę dziecięcą
    > pierdołę co dziewiąty chory.

    Yanomami. Epidemia różyczki. Zmarł co piąty zarażony.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • lord_vmordevol 10.04.18, 09:06
    bupu napisała:

    > lord_vmordevol napisał :
    >
    > > I to była populacja Europy, w której takie choroby zakaźne nie były niczy
    > m niez
    > > wykłym (chociaż nie na taką skalę), więc istniały jakieś podstawy odporno
    > ści
    >
    > Na dżume, w owczesnej Europie w zasadzie nieznaną? Lordzie, Lord sobie chyba ja
    > ja robi.

    Dlatego też i wymarło około połowy ludności. Ale przynajmniej układy odpornościowe miały jakiekolwiek "pojęcie" o tego rodzaju chorobach, podczas gdy w Amerykach - nie. Oczywiście to wszystko oszacowania i poszlaki, bo ci nieodporni nijak już nie żyją, nawet jako linie genetyczne, ale jednym z czynników mogło być to, że Indianie znacznie mniej gatunków zwierząt trzymali udomowionych przy sobie, więc nie mieli od kogo łapać chorób odzwierzęcych i trenować na nich tych tam, leukocytów.
  • bupu 10.04.18, 00:07
    lord_vmordevol napisała:

    > bupu napisała:
    >
    > > lord_vmordevol napisała:
    > > Lordzie, na litość, kto miał rozległe tereny na preriach uprawiać, skoro
    > przed
    > > przybyciem białych tereny dzisiejszej Kanady i USA zamieszkiwało coś 20
    > mln lu
    >
    > No więc nie. Ponownie - nie pomnę dokładnych liczb, bo książkę czytałem parę la
    > t temu, ale te mizerne oszacowania to są właśnie oparte na sytuacji z czasów ju
    > ż "zdobywania Zachodu". Tymczasem wygląda na to, że Nowy Świat zamieszkiwała po
    > dobna ilość ludzi, co Stary

    Nowy Świat czyli...? Bo nie, materiały z wykopalisk wcale nie wskazuja na duza gęstość zaludnienia na terenie obecnego US i Kanady, w czasach przed przybyciem białych. Ani na intensywną gospodarkę rolną, zwłaszcza zaś na terenie Wielkich Równin.



    >
    >
    > Co ja poradzę, że jednak woleli wypalać? Nawet jeszcze w czasach kolonizatorów,
    > chociaż wtedy już nie bardzo było wiadomo, po co, aż się ci kolonizatorzy skar
    > żyli.

    Ale to nie na preriach, tylko na terenach zalesionych...



    >
    > To znaczy, w jakich czasach? Bo od katastrofy społecznej do wejścia na dużą ska
    > lę kolonizatorów to minęło ze dwieście lat. A wczesne relacje podróżników właśn
    > ie nie wspominają o - dość rzucających się w oczy - milionowych stadach bizonów
    > .

    Kultury rolnicze nad Missisipi i Missouri, te co to budowaly miasta, popadaly w okolicach 13 wieku. Bez udzoalu bialych i ich drobnoustrojow. Populacje bizona miewaly się znakomicie w onym czasie. A o których to wczesnych podróżnikach mowa?

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • bupu 10.04.18, 00:23
    Oraz nie, nie pisałam o czasach zdobywania Zachodu, tylko o szacunkach dotyczących liczby ludności przed przybyciem białych na kontynent amerykański. As in: zanim Kolumb doplynal do Karaibów, myśląc że to Indie.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • lord_vmordevol 10.04.18, 09:13
    bupu napisała:

    > Oraz nie, nie pisałam o czasach zdobywania Zachodu, tylko o szacunkach dotycząc
    > ych liczby ludności przed przybyciem białych na kontynent amerykański. As in: z
    > anim Kolumb doplynal do Karaibów, myśląc że to Indie.

    Tak, ja właśnie o tym mówię. Oszacowania podawane jako liczebność Indian przed Kolumbem to tak naprawdę jakieś estymacje na podstawie tego, co zobaczyli biali 200 lat później. Bo nikomu do głowy nie przyszło, że (z dokładnością do upływającego czasu) to jest te 5% ludzi, którzy przetrwali kolejne epidemie wieku XVI.
  • bupu 10.04.18, 10:41
    lord_vmordevol napisała:

    > bupu napisała:
    >
    > > Oraz nie, nie pisałam o czasach zdobywania Zachodu, tylko o szacunkach do
    > tycząc
    > > ych liczby ludności przed przybyciem białych na kontynent amerykański. As
    > in: z
    > > anim Kolumb doplynal do Karaibów, myśląc że to Indie.
    >
    > Tak, ja właśnie o tym mówię. Oszacowania podawane jako liczebność Indian przed
    > Kolumbem to tak naprawdę jakieś estymacje na podstawie tego, co zobaczyli biali
    > 200 lat później. Bo nikomu do głowy nie przyszło, że (z dokładnością do upływa
    > jącego czasu) to jest te 5% ludzi, którzy przetrwali kolejne epidemie wieku XVI
    > .


    Zaczynam się czuć jak ten dziad, co do obrazu... Dane które podaję to są najnowsze naukowe szacunki. NIE oparte na tym co widzieli pierwsi odkrywcy.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • lord_vmordevol 10.04.18, 11:08
    bupu napisała:

    > lord_vmordevol napisała:
    > > Tak, ja właśnie o tym mówię. Oszacowania podawane jako liczebność Indian
    > przed
    > > Kolumbem to tak naprawdę jakieś estymacje na podstawie tego, co zobaczyli
    > biali
    > > 200 lat później. Bo nikomu do głowy nie przyszło, że (z dokładnością do
    > upływa
    > > jącego czasu) to jest te 5% ludzi, którzy przetrwali kolejne epidemie wie
    > ku XVI
    >
    > Zaczynam się czuć jak ten dziad, co do obrazu... Dane które podaję to są najnow
    > sze naukowe szacunki. NIE oparte na tym co widzieli pierwsi odkrywcy.

    A na czym oparte? I, oraz, "naukowe szacunki" są w tej sprawie mocno polityczne, więc zależy, kto szacuje. Faktem jest, że istotnie nie wykopano dwustu milionów szkieletów datowanych radiowęglowo na rok 1500 i to są wszystko ekstrapolacje. Ale te ekstrapolacje są całkiem spójne.
  • bupu 10.04.18, 11:38
    lord_vmordevol napisała:

    > bupu napisała:
    >
    > > lord_vmordevol napisała:
    > > > Tak, ja właśnie o tym mówię. Oszacowania podawane jako liczebność I
    > ndian
    > > przed
    > > > Kolumbem to tak naprawdę jakieś estymacje na podstawie tego, co zob
    > aczyli
    > > biali
    > > > 200 lat później. Bo nikomu do głowy nie przyszło, że (z dokładnośc
    > ią do
    > > upływa
    > > > jącego czasu) to jest te 5% ludzi, którzy przetrwali kolejne epidem
    > ie wie
    > > ku XVI
    > >
    > > Zaczynam się czuć jak ten dziad, co do obrazu... Dane które podaję to są
    > najnow
    > > sze naukowe szacunki. NIE oparte na tym co widzieli pierwsi odkrywcy.
    >
    > A na czym oparte? I, oraz, "naukowe szacunki" są w tej sprawie mocno polityczne
    > , więc zależy, kto szacuje. Faktem jest, że istotnie nie wykopano dwustu milion
    > ów szkieletów datowanych radiowęglowo na rok 1500 i to są wszystko ekstrapolacj
    > e. Ale te ekstrapolacje są całkiem spójne.


    Jak mniemam na danych naukowych oparte. Na czym się opierał autor książki o której mówisz?

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • lord_vmordevol 10.04.18, 11:55
    bupu napisała:

    > > najnow
    > > > sze naukowe szacunki. NIE oparte na tym co widzieli pierwsi odkrywc
    > y.
    > >
    > > A na czym oparte? I, oraz, "naukowe szacunki" są w tej sprawie mocno poli
    > tyczne
    > > , więc zależy, kto szacuje. Faktem jest, że istotnie nie wykopano dwustu
    > milion
    > > ów szkieletów datowanych radiowęglowo na rok 1500 i to są wszystko ekstra
    > polacj
    > > e. Ale te ekstrapolacje są całkiem spójne.
    >
    >
    > Jak mniemam na danych naukowych oparte. Na czym się opierał autor książki o któ
    > rej mówisz?

    No... na danych naukowych. Opracowanych przez naukowców, on sam tego nie liczył. Ze źródeł spisanych na kilkudziesięciu stronach bibliografii. Dobra, nie wszystko było oczywiście o liczebności.
  • staua 05.04.18, 17:50
    To jest w ogóle strasznie dziwne. Drób nawet kupiony w sklepie ma w środku, w jamie po bebechach, torebkę z organami nadającymi się do jedzenia (serce, wątroba) i szyjką, więc tak czy inaczej trzeba tam sięgnąć i to wyciągnąć... Czyli kurczaka kupnego Ignaś i tak ugotowałby z tym wszystkim. Bez sensu.

    --
    "Predicting what is going to happen in the inanimate world is a piece of cake compared with predicting what is going to happen in the social world" - Richard Dawkins
  • tt-tka 09.04.18, 13:40
    staua napisała:

    > To jest w ogóle strasznie dziwne. Drób nawet kupiony w sklepie ma w środku, w j
    > amie po bebechach, torebkę z organami nadającymi się do jedzenia (serce, wątrob
    > a) i szyjką, więc tak czy inaczej trzeba tam sięgnąć i to wyciągnąć... Czyli ku
    > rczaka kupnego Ignaś i tak ugotowałby z tym wszystkim. Bez sensu.


    Tym bardziej bez sensu, ze o sieganiu do srodka mogl Igstryba nie pomyslec, ale ta kura nieodpypciowana byla. To co, nie zauwazyl, ze jakas dziwnie kostropata i cos jej spod skory wystaje, a nie powinno ?
    >

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka