Dodaj do ulubionych

Wesele Józinka i goście

23.03.18, 20:57
Zaciekawił mnie wątek wesela Józinka, trochę już tu poniekąd omawiany- ale mnie interesują inne kwestie.
1. Goscie na weselu. No ok ja rozumiem, że wesele było huczne na ponad 100 osób ( z tego co zrozumiałam), ale na Boga skąd tak dziwaczny zestaw gości? Co robiła na weselu Lonia, koleżanka babci Borejko, przecież zapewne ani Józinek jej nie znał, ani ona jego. Na podobnej zasadzie Żakowie z dziećmi, wnukami czy prawnukami, czy Bebe Bittner ( no ta to od 1988r wzięła i przepadła). Za to ani słówka nie ma o jakichkolwiek znajomych Józwy czy Dorotki. Czyżby serio nie znali nikogo ani ze studiów, ani ze szkoły, ani z okolicy- kogo mogliby zaprosić? Tylko same stare bliżej nieznane im dziady i rodzinne dzieci?
2. Świadkowa u Dorotki. Dorotka na serio nie ma żadnej, ani to zadnej koleżanki/przyjaciółki która mogłaby być swiadkiem? Musi być zdana na rodzinę i rodzeństwo pana młodego? To strasznie smutne. Rozumiem, że jest jedynaczką, w rodzinie nie ma żadnej kuzynki ale i nie mieć żadnych koleżanek, które mogłaby poprosić o świadkowanie?
3. Kto posprzątał po tych ponad 100 gościach, a przede wszystkim kto pomył talerze, garnki, kubki, kieliszki, półmiski etc etc. Babcie Rumiankowe w swojej kuchni opalanej drewnem i marnym piecem podgrzewającym wodę? Toż one ciepłej wody żałowały Idusi, to jak sobie poradzą z tyloma naczyniami, zastawą i sztućcami? Będą to tydzień myły i dogrzewały wodę?
4. Dlaczego to wesele jest bezalkoholowe? Napić się to grzech, wino i wodka za drogie? Jak żyję w życiu nie byłam na takim weselu:))) Impra na 100 osób, które siedzą przy herbacie:))) Nie wyobrażam sobie tego?
5. Dlaczego oni do slubu nie mieli zamówionej limuzyny czy eleganckiego auta, tylko Dorka się tłukła starą powózką ciągnącą przez starą szkapę?
Edytor zaawansowany
  • krystalla 23.03.18, 21:40
    Ad. 1. W kwestii dziwacznego zestawu gości wysunęłam w innym wątku przypuszczenie, że pierwotnie dziwny spęd ten miał się pojawić na pogrzebie , ew. stypie Ygnaca - ponoć był taki zamysł, by seniora w tym tomie uśmiercić, ale Pani Wydawca tak nalegała... Więc się przerobiło stypę na wesele. IMO całkiem uprawnione to moje gdybanie, gdyż wtedy "pasowaliby" właśnie wszyscy ci luźno z Borejkami powiązani, z dalekiej przeszłości, wiekowi Mamertowie czy Lonia, przyjaciele i znajomi królika;
    Ad. 2. i Derotka, i Józwa, i Ignacy jr po prostu NIE MAJĄ zażyłych znajomych, przyjaciół, serdecznych kolegów etc.Nie mają i już - najważniejsza i jedyna jest Rodzina;
    Ad. 3. kto sprzątał - nie podano. Dla ścisłości - nie podano też, kto podawał :) Rzeczone wesel zostało już w pobocznych wątkach dość szczegółowo rozebrane i skrytykowane. IMO impreza całkowicie nierealna. OK, załóżmy, że może statki meli jednorazowe (na upartego są nawet ładne talerzyki tłoczone z otrąb, na przykład ;-) );
    Ad. 4. Takoż omówione w sąsiednich wątkach. Pomysły na wesele bezalkoholowe padają tam różne; dlaczego wystąpiło takie w powieści - nie mamy pojęcia, bo nie pada żadne wyjaśnienie ni uzasadnienie;
    Ad. 5. osobiście przypuszczam, że z oszczędności/braku grosza. Może ma też być skromnie/staropolsko/przaśnie, doprawdy nie wiem. Pomijam już, że daszek powózka miała już dawno zdemontowany, więc wszyscy pokładali nader wielką ufność w prognozy pogody chyba, a w razie nagłego deszczu/wichury nakryliby młodych państwa pewnie plandeką.
  • bupu 23.03.18, 21:57
    krystalla napisała:


    > Ad. 3. kto sprzątał - nie podano. Dla ścisłości - nie podano też, kto podawał

    Zapewne Samosię.

    > ) Rzeczone wesel zostało już w pobocznych wątkach dość szczegółowo rozebrane i
    > skrytykowane. IMO impreza całkowicie nierealna. OK, załóżmy, że może statki mel
    > i jednorazowe (na upartego są nawet ładne talerzyki tłoczone z otrąb, na przykł
    > ad ;-) );

    Jednorazowe statki z wypożyczalni? Eeeeyyyyy, chyba jednak nie.

    > Ad. 5. osobiście przypuszczam, że z oszczędności/braku grosza. Może ma też być
    > skromnie/staropolsko/przaśnie, doprawdy nie wiem. Pomijam już, że daszek powózk
    > a miała już dawno zdemontowany, więc wszyscy pokładali nader wielką ufność w pr
    > ognozy pogody chyba, a w razie nagłego deszczu/wichury nakryliby młodych państw
    > a pewnie plandeką.

    U Borejków to taka nowa, świecka tradycja, że młoda jedzie do kościoła możliwie dziwnym pojazdem. Mogła Laura furgonetką ogrodniczą jechać, to może i Derotka powózką. A właściwie to gdzie ten kościół był, co w nim Józwy ślubowały?


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • miodowocytrynowa 23.03.18, 22:03
    Kościółek był drewniany, a więc chyba ten w Łubowie do którego powózką jeździli wszyscy na msze. Ino ławki musieli chyba wziąć z innego, z innej miejscowości- bo przecież gdzie by w Łubowie goscie siedzieli podczas ślubu, na podłodze?
  • tt-tka 23.03.18, 22:27


    > Kościółek był drewniany, a więc chyba ten w Łubowie

    Raczej nie. Do Lubowa z dorotkowa kawal drogi, a mowa jest zdaje sie o kilkukilometrowej przejazdzce.
  • bupu 23.03.18, 22:31
    miodowocytrynowa napisała:

    > Kościółek był drewniany, a więc chyba ten w Łubowie do którego powózką jeździli
    > wszyscy na msze. Ino ławki musieli chyba wziąć z innego, z innej miejscowości-
    > bo przecież gdzie by w Łubowie goscie siedzieli podczas ślubu, na podłodze?

    Taż do Łubowa 17 km, a parafia panny młodej jest w Pobiedziskach...


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • miodowocytrynowa 23.03.18, 23:03
    bupu napisała:
    >
    > Taż do Łubowa 17 km, a parafia panny młodej jest w Pobiedziskach...
    >
    To po diabła w dzikim upale telepały się powózką na msze do Łubowa, skoro do Pobiedzisk miały bliżej? Co ciekawe do Łubowa na msze dygała także otyła matka Igora.
  • bupu 24.03.18, 10:23
    miodowocytrynowa napisała:

    > bupu napisała:
    > >
    > > Taż do Łubowa 17 km, a parafia panny młodej jest w Pobiedziskach...
    > >
    > To po diabła w dzikim upale telepały się powózką na msze do Łubowa, skoro do P
    > obiedzisk miały bliżej? Co ciekawe do Łubowa na msze dygała także otyła matka I
    > gora.

    Bo kościółek w Łubowie jest ładny, miły i malowniczy, ponadto autorka starannie udaje, że Promno i okolice wcale nie leżą między Poznaniem a Pobiedziskami, tylko gdzieś w jakiejś sielankowej, dziewiętnastowiecznej głuszy. Ruchliwe Pobiedziska i ich miejski kościół się z tym nie komponują. I jechał sęk realia.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • minerwamcg 24.03.18, 08:00
    Ławki są pożyczane z kaplicy, czytajcież uważnie.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • minerwamcg 24.03.18, 08:04
    Ee, czytacie po łebkach a potem się czepiacie o to, czegoście nie doczytały. Taką dyskusję to o kant rozbić. Jest napisane czarno na białym, że Teresa oprócz kateringu zamówiła do podawania dwie kelnerki. Może za dodatkową opłatą pozmywały.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • dakota77 24.03.18, 11:05
    minerwamcg napisała:

    > Ee, czytacie po łebkach a potem się czepiacie o to, czegoście nie doczytały. Ta
    > ką dyskusję to o kant rozbić. Jest napisane czarno na białym, że Teresa oprócz
    > kateringu zamówiła do podawania dwie kelnerki. Może za dodatkową opłatą pozmywa
    > ły.

    Jest jescze gorzej. Czesc osob czegos nie czytala, ale spora czesc nie przeczytala wcale, ale wie, jak sie sprawy maja ;-)




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • tt-tka 24.03.18, 11:26
    dakota77 napisała:


    > Jest jescze gorzej. Czesc osob czegos nie czytala, ale spora czesc nie przeczyt
    > ala wcale, ale wie, jak sie sprawy maja ;-)

    Wie, bo PYTA tych, ktore przeczytaly. Po to jest watek spojlerowy.
    I wiadomo - czy zaprzeczysz ? - ze oddzielnie byl zamowiny catering, oddzielnie zastawa, sprzety kombinowalo sie na ostatnia chwile, mozliwosci umycia rak przez stu biesiadnikow nie bylo, a kwestie posprzatania po imprezie altoressa zbyla milczeniem.
  • dakota77 24.03.18, 11:33
    tt-tka napisała:

    > dakota77 napisała:
    >
    >
    > > Jest jescze gorzej. Czesc osob czegos nie czytala, ale spora czesc nie pr
    > zeczyt
    > > ala wcale, ale wie, jak sie sprawy maja ;-)
    >
    > Wie, bo PYTA tych, ktore przeczytaly. Po to jest watek spojlerowy.

    Pytanie osob ktore czytaly nie zastapi jednak przeczytania ksiazki, jezeli chce sie ja rozbierac na elementy pierwsze.
    MM w ksiazce nie napisala masy rzeczy. To niewielka ksiazka, przez ktora przewija sie masa osob. Nie wiem, czy akurat kwestia tego, kto zmywal po weselu jest ta, ktora chcialabym poznac.
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • tt-tka 24.03.18, 11:36
    Dakoto, ale innych interesuja sprawy organizacyjne, skoro o to pytaja/poruszaja ten temat.
  • dakota77 24.03.18, 11:38
    tt-tka napisała:

    > Dakoto, ale innych interesuja sprawy organizacyjne, skoro o to pytaja/poruszaja
    > ten temat.

    Pprzeciez rozumiem. Nie mowie, zeby o nich nie dysutowac, ale odnosilam sie to twoich slow, ze "kwestie zmywania autoressa zbyla milczeniem". Stad moje slowa, ze gdyby ksiazka mialabyc rozbudowana, wolalabym np. wiecej informacji o Rozy i Frycu niz o tym, kto zmywal.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • iskrzy_54 24.03.18, 12:02
    dakota77 napisała:

    tt-tka napisała:

    > Dakoto, ale innych interesuja sprawy organizacyjne, skoro o to pytaja/poruszaja
    > ten temat.

    Pprzeciez rozumiem. Nie mowie, zeby o nich nie dysutowac, ale odnosilam sie to twoich slow, ze "kwestie zmywania autoressa zbyla milczeniem". Stad moje slowa, ze gdyby ksiazka mialabyc rozbudowana, wolalabym np. wiecej informacji o Rozy i Frycu niz o tym, kto zmywał.

    Nie chodzi o to kto zmywał, tylko jeszcze jedną irytację; wystarczyłoby zamówić pełny catering zamiast fefnastu różnych usług, tudzież radosnej improwizacji w postaci zbijanych stołów, obrusów ciętych z metra i okolicznych krzaczorów zamiast WC.
  • tt-tka 24.03.18, 12:13
    dakota77 napisała:


    >
    > Pprzeciez rozumiem. Nie mowie, zeby o nich nie dysutowac, ale odnosilam sie to
    > twoich slow, ze "kwestie zmywania autoressa zbyla milczeniem". Stad moje slowa,
    > ze gdyby ksiazka mialabyc rozbudowana, wolalabym np. wiecej informacji o Rozy
    > i Frycu niz o tym, kto zmywal.


    Tez bym wolala, bo ten watek jest wyjatkowo idiotyczny nawet jak na neo.
    Ale w efekcie nie mamy ani Fryca, ani tego, kto zmywal :(
    Irytuje ogrom tych niedorob zarowno w kwestiach pryncypialnych, jak i drobnych, po prostu.
  • miodowocytrynowa 24.03.18, 11:15
    minerwamcg napisała:

    > Ee, czytacie po łebkach a potem się czepiacie o to, czegoście nie doczytały. Ta
    > ką dyskusję to o kant rozbić. Jest napisane czarno na białym, że Teresa oprócz
    > kateringu zamówiła do podawania dwie kelnerki. Może za dodatkową opłatą pozmywa
    > ły.
    >
    Może pozmywały, a może i nie- w co osobiscie wątpię. Kelnerki po takiej imprezie to ledwo stoją na nogach, a nie że jeszcze gary mają myć.
  • babcia.stefa 24.03.18, 16:04
    Dwie kelnerki? Na 100 osób? Na moim miniweselu, na którym było jakieś 40 osób łącznie z kapelą i fotografem, podawały 4 osoby.
  • tt-tka 24.03.18, 16:39
    babcia.stefa napisała:

    > Dwie kelnerki? Na 100 osób? Na moim miniweselu, na którym było jakieś 40 osób ł
    > ącznie z kapelą i fotografem, podawały 4 osoby.

    Tez mi sie to zdaje zalosnie malo... nawet na weselach pod dachem , gdy nie trzeba latac z polmiskami do ogrodu, a tylko z kuchni do sali z weselnikami tej obslugi jest wiecej. Przyniesc polmiski to jedno, a zabrac sto nakryc i polozyc swieze sto... i sztucce pozmieniac, szklo do napojow takoz... no nie widzi mi sie.
  • agafiatichonowna 24.03.18, 17:19
    To wszystko jest tak kuriozalne że zgroza bierze. Tydzień przed weselem nie jest znana liczba gości i taka pozostaje do końca bo jak wiadomo - lud miejscowy ruszy na tańce. Propozycje menu składkowego czy wręcz paluszkowego to już Himalaje absurdu. Przyszłym oblubieńcom wszystko dynda i powiewa, jako że zajmuje ich li i jedynie badanie głębi ócz swych, Ida nie chce się wtrącać chociaż oblubieniec to jej pierworodny, świadek jest z łapanki, jedna kelnerka ma obsłużyć 50 osób, pląsy jak śniadanie Maneta - na trawie ( kto choć raz chodził w szpilkach po trawniku i go przy tym nie napowietrzał niech rzuci we mnie czym tam popadnie). A na koniec dziadek Borejko wznosi toast szampanem bezalkoholowym, aby się czasem Chrobot bąbelkami z procentem nie upodlił. The best.
  • guineapigs 24.03.18, 18:05
    A juz sam Chrobot unikajacy jak ognia upodlenia sie alkoholem - przecudna wizja. Mysle, ze Chrobot na tym 'bezalkoholowym weselu' zarobil na boku tyle, ze mozna by za to wystawic bardzo porzadny dach plus wsporniki. Bo ze Chrobot pije to wiemy, ale mysle, za Chrobot w potrzebie potrafi tez wyprodukowac. Nie doceniamy chemicznych zdolnosci Ludu, nie doceniamy...
  • ewa9717 24.03.18, 19:46
    babcia.stefa napisała:

    > Dwie kelnerki? Na 100 osób?

    Jednak dwie kelnerki na 100 osób to nic w porównaniu z jednym kibelkiem na tę samą setkę...


    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • anchema 23.03.18, 22:17
    miodowocytrynowa napisała:

    > Bebe Bittner ( no ta to od 1988r wzięła i przepadła).

    Bebe jest wspomniana w Dziecku piątku, Imieninach i McDusi, wiec tak całkiem nie znikła, co nie zmienia faktu, że nijak nie pasuje do zestawu gości
  • agnieszka_azj 23.03.18, 22:33
    miodowocytrynowa napisała:

    > 3. Kto posprzątał po tych ponad 100 gościach, a przede wszystkim kto pomył tale
    > rze, garnki, kubki, kieliszki, półmiski etc etc. Babcie Rumiankowe w swojej kuc
    > hni opalanej drewnem i marnym piecem podgrzewającym wodę? Toż one ciepłej wody
    > żałowały Idusi, to jak sobie poradzą z tyloma naczyniami, zastawą i sztućcami?
    > Będą to tydzień myły i dogrzewały wodę?

    A to wesele nie było robione przez firmę cateringową ? To wtedy ona i dostarcza naczynia, i potem zabiera i we własnym zakresie myje.

    > 4. Dlaczego to wesele jest bezalkoholowe? Napić się to grzech, wino i wodka za
    > drogie? Jak żyję w życiu nie byłam na takim weselu:))) Impra na 100 osób, które
    > siedzą przy herbacie:))) Nie wyobrażam sobie tego?

    Nie wiem, dlaczego było, ale dzieliłam się juz gdzieś swoim domysłem, że ta bezalkoholowośc była mniej więcej taka, jak szkolnych dyskotek czy studniówek. To znaczy - oficjalne nie ma, ale kto ma ochotę się napić, to wie gdzie szukać.
    To by wyjaśniało, dlaczego synowie Natalii po nocy płoszyli drób. Na trzeźwo by im to do głowy nie przyszło... ;-)
    --
    Agnieszka, mama Ani, Zosi i Julki

    Mały pokój z książkami czyli o dobrych książkach dla dzieci i młodzieży
  • tt-tka 23.03.18, 22:55
    agnieszka_azj napisała:

    > A to wesele nie było robione przez firmę cateringową ? To wtedy ona i dostarcza
    > naczynia, i potem zabiera i we własnym zakresie myje.

    Nie, firma cateringowa dostarczyla tylko jadlo. Zastawa byla wypozyczona skadinad, z "reliktu" :). No i zwrocic wypadaloby umyta.
  • iskrzy_54 24.03.18, 10:31
    agnieszka_azj napisała:

    > A to wesele nie było robione przez firmę cateringową ? To wtedy ona i dostarcza
    > naczynia, i potem zabiera i we własnym zakresie myje.

    Nie, firma cateringowa dostarczyla tylko jadlo. Zastawa byla wypozyczona skadinad, z "reliktu" :). No i zwrocic wypadaloby umyta.

    Znowu nam MM popłynęła - po grzyba osobno zamawiać catering i naczynia - nie uwierzę, że nie można było znaleźć firmy z własną zastawą. BTW - u mnie w szkole bale gimnazjalne obstawia właśnie firma cateringowa - mają wszystko własne - stoły, obrusy i dekoracje, zastawę, jedzenie i kelnerów. Po imprezie wszystko zwijają i znikają, no ale wtedy nie można by było wtrącić zdania o "relikcie PRL-u, nie byłoby sceny zbijania stołów i cięcia płótna na obrusy.
  • bupu 24.03.18, 10:37
    iskrzy_54 napisała:

    > agnieszka_azj napisała:
    >
    > > A to wesele nie było robione przez firmę cateringową ? To wtedy ona i do
    > starcza
    > > naczynia, i potem zabiera i we własnym zakresie myje.
    >
    > Nie, firma cateringowa dostarczyla tylko jadlo. Zastawa byla wypozyczona skadi
    > nad, z "reliktu" :). No i zwrocic wypadaloby umyta.
    >
    > Znowu nam MM popłynęła - po grzyba osobno zamawiać catering i naczynia - nie uw
    > ierzę, że nie można było znaleźć firmy z własną zastawą. BTW - u mnie w szkole
    > bale gimnazjalne obstawia właśnie firma cateringowa - mają wszystko własne - st
    > oły, obrusy i dekoracje, zastawę, jedzenie i kelnerów. Po imprezie wszystko zwi
    > jają i znikają, no ale wtedy nie można by było wtrącić zdania o "relikcie PRL-u
    > , nie byłoby sceny zbijania stołów i cięcia płótna na obrusy.


    Kelnerki Dorocina mać zamówiła, sztuk dwie. A pełnego wypasu cateringowego nie mogło być, gdyż i albowiem wtedy nie byłoby jakże umiłowanych przez autoressę prostoty oraz ubóstwa.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • iskrzy_54 24.03.18, 10:44
    bupu napisała:

    Kelnerki Dorocina mać zamówiła, sztuk dwie. A pełnego wypasu cateringowego nie mogło być, gdyż i albowiem wtedy nie byłoby jakże umiłowanych przez autoressę prostoty oraz ubóstwa.

    Za to mamy ponad 100 gości latających w krzaki za potrzebą (w tym niektórych w mocno dojrzałym wieku), dwie kelnerki obsługujące całe towarzystwo (to chyba też androidy były). Może dlatego nie było alkoholu, co by goście nie mieli potrzeb (może innych napojów też nie było?)
  • ciotka_scholastyka 24.03.18, 11:50
    iskrzy_54 napisała:

    > Za to mamy ponad 100 gości latających w krzaki za potrzebą (w tym niektórych w
    > mocno dojrzałym wieku), dwie kelnerki obsługujące całe towarzystwo (to chyba te
    > ż androidy były). Może dlatego nie było alkoholu, co by goście nie mieli potrze
    > b (może innych napojów też nie było?)

    Była herbata i kawa pewnie też, a one są bardzo moczopędne :)
    Naprawdę widzę tę jedną tojtojkę i dwie kelnerki na sto osób...
  • miodowocytrynowa 24.03.18, 12:01
    ciotka_scholastyka napisała:

    > iskrzy_54 napisała:
    >
    > > Za to mamy ponad 100 gości latających w krzaki za potrzebą (w tym niektór
    > ych w
    > > mocno dojrzałym wieku), dwie kelnerki obsługujące całe towarzystwo (to ch
    > yba te
    > > ż androidy były). Może dlatego nie było alkoholu, co by goście nie mieli
    > potrze
    > > b (może innych napojów też nie było?)
    >
    > Była herbata i kawa pewnie też, a one są bardzo moczopędne :)
    > Naprawdę widzę tę jedną tojtojkę i dwie kelnerki na sto osób...

    Nie jestem taka pewna czy tam była w ogóle tojtojka. Pewnie goscie zapchali kible u babc i może u Chrobota.
  • dakota77 23.03.18, 22:56
    agnieszka_azj napisała:


    > A to wesele nie było robione przez firmę cateringową ? To wtedy ona i dostarcza
    > naczynia, i potem zabiera i we własnym zakresie myje.

    Bylo. Wiec firma posprzatala po sobie.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • miodowocytrynowa 23.03.18, 23:01
    Ale zastawa jak napisała wczesniej TT-tka była wypożyczona z wypożyczalni. Nie wypadało oddać zafajdanej z resztkami jedzenia. Może babcie poszły do jeziora ją myć:-)
  • 3piota 24.03.18, 02:09
    Upadł pomysł by każda familia jakąś paszę przydźwigała, to może chociaż naczynia po sobie pozmywali.
    Furda te statki, ale gdzie ten tłum za potrzebą latał i ręce mył.
    Tojtoje tam postawili?
    Może Chrobot z kolegą naprędce latrynę wykopali albo sławojki z dech pozbijali i kasowali po złociszu od zadka. A osobno za wodę do miednicy, mydło i "gościnny" ręcznik.
  • piotr7777 24.03.18, 08:38
    Co do zestawu gości to M. M. zrobiła tn sam myk co przy okazji ślubu Natalii - wykorzystała wesele aby wrzucić jak najwięcej postaci nie zwracając uwagi na związek z młodymi.
    Jedyną osobą, której obecność dałoby się uzasadnić jest doktor Mamert Kowalik- jako dobry kolega z pracy Idy i Marka, a także lekarz rodzinny Borejków mógłby z powodzeniem być chrzestnym Józka. Ta hipoteza ma jedną wadę - w J.T. z perspektywy Józka opisany jest jako "doktor Kowalik" a nie "wujek Mamert" (chrzestni niespokrewnieni na ogół są dla chrześniaków "wujkami" i "ciociami").
  • yvi1 24.03.18, 16:34


    > Jedyną osobą, której obecność dałoby się uzasadnić jest doktor Mamert Kowalik-
    > jako dobry kolega z pracy Idy i Marka, a także lekarz rodzinny Borejków mógłby
    > z powodzeniem być chrzestnym Józka. Ta hipoteza ma jedną wadę - w J.T. z perspe
    > ktywy Józka opisany jest jako "doktor Kowalik" a nie "wujek Mamert" (chrzestni
    > niespokrewnieni na ogół są dla chrześniaków "wujkami" i "ciociami").

    Stoj,stopSyn Kowalika i corka KalarepyElka sa tak jakby malzenstwem.Nawet jezeli sa w Japonii.To ze byl mentorem Idy to przy tym mala pestka.
    Widzicie,nawet nasze forum skutecznie wyparlo Elke z pamieci ,😨😨😨
  • reveiled 24.03.18, 19:08
    "Stoj,stopSyn Kowalika i corka KalarepyElka sa tak jakby malzenstwem.Nawet jezeli sa w Japonii.To ze byl mentorem Idy to przy tym mala pestka."
    No nie wiem, w tym wypadku to jednak mentor/przyjaciel rodzicow na weselu ma wiecej sensu niz tesc ciotecznej siostry, chocby nawet i nie przyrodniej.
    Inna sprawa, ze w tym wypadku troche to dziwne ze Elki i Tomka nie ma - no dobrze, sa w Japonii, nie musza sie fatygowac na kazda rodzinna uroczystosc, ale ciekawe czy byli na slubie Ignacego?
  • yvi1 24.03.18, 19:28
    reveiled
    > No nie wiem, w tym wypadku to jednak mentor/przyjaciel rodzicow na weselu ma wi
    > ecej sensu niz tesc ciotecznej siostry, chocby nawet i nie przyrodniej.
    > Inna sprawa, ze w tym wypadku troche to dziwne ze Elki i Tomka nie ma - no dobr
    > ze, sa w Japonii, nie musza sie fatygowac na kazda rodzinna uroczystosc, ale ci
    > ekawe czy byli na slubie Ignacego?
    Tak,oczywiscie.Kowalik byl niejako " podwojnie uprawniony" do bycia na weselu.Bebe i Damazy oraz wnuki Hajduka nie za bardzo.
    Chodzilo mi w tym podkresleniu,ze Kowalika widzimy prawie ciagke w zyciu Borejkow,Lonie i spolke raczej nie.A brak Moniki to juz dla mnie kompletny bezzsens i wtopa .
  • marutax 24.03.18, 20:02
    yvi1 napisała:

    > Tak,oczywiscie.Kowalik byl niejako " podwojnie uprawniony" do bycia na weselu.B
    > ebe i Damazy oraz wnuki Hajduka nie za bardzo.

    Wnuki Hajduka to wnuki stryjecznej siostry męża siostry pana młodego ;-)
  • bupu 24.03.18, 20:10
    marutax napisała:

    > yvi1 napisała:
    >
    > > Tak,oczywiscie.Kowalik byl niejako " podwojnie uprawniony" do bycia na we
    > selu.B
    > > ebe i Damazy oraz wnuki Hajduka nie za bardzo.
    >
    > Wnuki Hajduka to wnuki stryjecznej siostry męża siostry pana młodego ;-)

    Wujecznej. Wujecznej siostry. Żaczek, jako brat matki Baltony był jego wujem. A wuj to wuj!


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • marutax 24.03.18, 20:21
    bupu napisała:

    > marutax napisała:

    > > Wnuki Hajduka to wnuki stryjecznej siostry męża siostry pana młodego ;-)
    >
    > Wujecznej. Wujecznej siostry. Żaczek, jako brat matki Baltony był jego wujem. A
    > wuj to wuj!

    Wiedziałam, że coś poplątałam ;-/ Ale w pierwszej opcji była cioteczna siostra...

    Poza tym trudno powiedzieć, czy MM o tym pamięta, czy też Jurek został zaproszony jako kolega Grzegorza, a Cesia jako dawna koleżanka Gaby...
  • piotr7777 24.03.18, 21:53
    O tym, że doktor Kowalik jest teściem Elki i drugim dziadkiem wnuków Grzegorza (o których ten ostatni nie pamięta) to ja wiem.
    Ale to raczej za słaby powód aby był na weselu Józka.
  • marutax 24.03.18, 22:08
    piotr7777 napisał:

    > O tym, że doktor Kowalik jest teściem Elki i drugim dziadkiem wnuków Grzegorza
    > (o których ten ostatni nie pamięta) to ja wiem.
    > Ale to raczej za słaby powód aby był na weselu Józka.

    Albo to, albo wyjdzie nam, że Borejkowie na tydzień przed ślubem zorientowali się, że trzeba zaprosić gości i obdzwonili wszystkich znajomych, których mieli w notesie z czasów przedkomórkowych z tekstem "Hej, jesteście wolni w weekend? To może wpadniecie na wesele?".
  • significado-significante 01.04.18, 00:44
    marutax napisała:

    > yvi1 napisała:
    >
    > > Tak,oczywiscie.Kowalik byl niejako " podwojnie uprawniony" do bycia na we
    > selu.B
    > > ebe i Damazy oraz wnuki Hajduka nie za bardzo.
    >
    > Wnuki Hajduka to wnuki stryjecznej siostry męża siostry pana młodego ;-)

    Dobre :) Tylko jeszcze wcięło Ci matkę ;) Wnuki wujecznej siostry męża siostry MATKI pana młodego :))
  • bupu 01.04.18, 13:49
    significado-significante napisała:

    > marutax napisała:
    >
    > > yvi1 napisała:
    > >
    > > > Tak,oczywiscie.Kowalik byl niejako " podwojnie uprawniony" do bycia
    > na we
    > > selu.B
    > > > ebe i Damazy oraz wnuki Hajduka nie za bardzo.
    > >
    > > Wnuki Hajduka to wnuki stryjecznej siostry męża siostry pana młodego ;-)
    >
    > Dobre :) Tylko jeszcze wcięło Ci matkę ;) Wnuki wujecznej siostry męża siostry
    > MATKI pana młodego :))


    Nic nie wcielo, Cielęcina jest wujeczna siostrą Baltony, a nie Wiesi Górskiej.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • bupu 01.04.18, 13:53
    bupu napisała:

    > significado-significante napisała:
    >
    > > marutax napisała:
    > >
    > > > yvi1 napisała:
    > > >
    > > > > Tak,oczywiscie.Kowalik byl niejako " podwojnie uprawniony" do
    > bycia
    > > na we
    > > > selu.B
    > > > > ebe i Damazy oraz wnuki Hajduka nie za bardzo.
    > > >
    > > > Wnuki Hajduka to wnuki stryjecznej siostry męża siostry pana młodeg
    > o ;-)
    > >
    > > Dobre :) Tylko jeszcze wcięło Ci matkę ;) Wnuki wujecznej siostry męża si
    > ostry
    > > MATKI pana młodego :))
    >
    >
    > Nic nie wcielo, Cielęcina jest wujeczna siostrą Baltony, a nie Wiesi Górskiej.
    >


    O madre, dobra, jednak wcięło. A jam się zagubila w meandrach genealogii.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 01.04.18, 13:55
    bupu napisała:

    > > Dobre :) Tylko jeszcze wcięło Ci matkę ;) Wnuki wujecznej siostry męża si
    > ostry
    > > MATKI pana młodego :))
    >
    >
    > Nic nie wcielo, Cielęcina jest wujeczna siostrą Baltony, a nie Wiesi Górskiej.
    >

    Ale Pulpa jest siostra Idy, matki Jozwy :)
  • tt-tka 24.03.18, 09:48
    3piota napisał(a):

    > Upadł pomysł by każda familia jakąś paszę przydźwigała, to może chociaż naczyni
    > a po sobie pozmywali.
    > Furda te statki, ale gdzie ten tłum za potrzebą latał i ręce mył.
    > Tojtoje tam postawili?

    Zdaje sie, ze tak, JEDNA. Na te sto osob. Czy kogos do jej oprozniania tez zamowili, nie wiadomo.
    Mycie rak to przesad. Po co myc ? Ida maniaczka zdowotnosci mogla sie kapac w jeziorze, to jak kto koniecznie chce te lapska umyc, niech tez leci do jeziora.
  • upadly_kocyk 24.03.18, 09:16
    miodowocytrynowa napisała:

    > Ale zastawa jak napisała wczesniej TT-tka była wypożyczona z wypożyczalni. Nie
    > wypadało oddać zafajdanej z resztkami jedzenia. Może babcie poszły do jeziora j
    > ą myć:-)

    Nie mam dużego doświadczenia w wypożyczaniu naczyń, ale pamiętam jeden raz, w który byłam troszkę wplątana, i wtedy naczynia oddawane były brudne, więc w ogóle da się, a co do szczegółów to i tak nic nie wiemy.
  • mia0418 24.03.18, 12:05
    miodowocytrynowa napisała:

    > Zaciekawił mnie wątek wesela Józinka, trochę już tu poniekąd omawiany- ale mnie
    > interesują inne kwestie.
    > 1. Goscie na weselu. No ok ja rozumiem, że wesele było huczne na ponad 100 osób
    > ( z tego co zrozumiałam), ale na Boga skąd tak dziwaczny zestaw gości? Co robi
    > ła na weselu Lonia, koleżanka babci Borejko, przecież zapewne ani Józinek jej n
    > ie znał, ani ona jego. Na podobnej zasadzie Żakowie z dziećmi, wnukami czy praw
    > nukami, czy Bebe Bittner ( no ta to od 1988r wzięła i przepadła). Za to ani słó
    > wka nie ma o jakichkolwiek znajomych Józwy czy Dorotki. Czyżby serio nie znali
    > nikogo ani ze studiów, ani ze szkoły, ani z okolicy- kogo mogliby zaprosić? Tyl
    > ko same stare bliżej nieznane im dziady i rodzinne dzieci?
    > 2. Świadkowa u Dorotki. Dorotka na serio nie ma żadnej, ani to zadnej koleżanki
    > /przyjaciółki która mogłaby być swiadkiem? Musi być zdana na rodzinę i rodzeńst
    > wo pana młodego? To strasznie smutne. Rozumiem, że jest jedynaczką, w rodzinie
    > nie ma żadnej kuzynki ale i nie mieć żadnych koleżanek, które mogłaby poprosić
    > o świadkowanie?

    1. MM chciała upchnąć jak najwięcej postaci, żeby nikt nie marudził jak to wszyscy tajemniczo poznikali, ale zrobiła to dość kulawo, sama napisała w Księdze Gości, że na weselu obecni byli WSZYSCY i wystarczyło tylko zasygnalizować ten fakt, a nie wymieniać wszystkie postacie po kolei, ale mogła przecież zamiast takiej Loni wspomnieć Monikę Pałys, która miała o wiele większe prawo do obecności na weselu wnuka, mogła zaznaczyć obecność Dziuby, a potem ogólnie dopisać, że oprócz bliskich znajomych Młodej Pary na weselu obecni byli też przyjaciele Borejków.

    2. Dorotka nie była SKAZANA na rodzinę Józinka, w książce jest wyraźnie napisane, że zaproponowała Łusi świadkowanie po tym, jak ta się obraziła na brata, który na świadka wybrał Miągwę. Być może Dorota chciała zaproponować to jakiejś swojej koleżance, o której nie wiemy, ale wycofała się, żeby udobruchać Łusię? Problem braku znajomych jest bardziej widoczny u Józinka, któremu zamiast Ignasia świadkuje Jacek Tanaka, kolega Łusi, nijak związany z jej bratem, a przecież Józinek, chyba jako jeden z nielicznych w Jeżycjadzie, MIAŁ kolegów we wcześniejszych tomach, grał z nimi w piłkę, pomagał wyrywać zęby obcęgami i szukał u nich pocieszenia po "zawodzie" miłosnym.
  • miodowocytrynowa 24.03.18, 12:29
    Dorotka pojawiła się w Jezycjadzie 3 tomy wstecz. I przez te 3 tomy ani razu MM nie wspomniała o jakiejkolwiek kolezance/przyjaciólce czy znajomych Dorotki. Dorotka jedno obcuje ze starymi babciami i Chrobotem, jeździ powózką z jajami i kurczakami, a jedynym wspomnianym znajomym jest Igor Bogatka, znajomym przedstawionym w negatywnym kontekscie. Nic nie wiadomo o żadnych koleżankach/kolegach z LO czy studiów. Stąd mój wniosek, że dziewucha jest samotna jak przysłowiowy palec.
  • miodowocytrynowa 24.03.18, 12:30
    Errata " jeno obcuje" powinno być.
  • tt-tka 24.03.18, 12:35
    miodowocytrynowa napisała:

    > Dorotka pojawiła się w Jezycjadzie 3 tomy wstecz. I przez te 3 tomy ani razu MM
    > nie wspomniała o jakiejkolwiek kolezance/przyjaciólce czy znajomych Dorotki.
    > Stąd mój wniosek, że dziewucha jest samotna jak przysłowiowy
    > palec.

    To juz bylo omawiane przy okazji poprzednich tomow - i tak, Dorota nawet nie majluje z nikim poza matka, nie ma sie komu poskarzyc na Bogatke, nie ma komu zwierzyc z zakochania... kolejna wyprana z kontaktow.
    Takie tradycyjne wesele to o druhny az sie prosi przeciez :) - a ten wariant, jak rozumiem, nawet nie byl rozpatrywany...
  • miodowocytrynowa 24.03.18, 12:42
    tt-tka napisała:

    > miodowocytrynowa napisała:
    >
    >
    >
    > To juz bylo omawiane przy okazji poprzednich tomow - i tak, Dorota nawet nie ma
    > jluje z nikim poza matka, nie ma sie komu poskarzyc na Bogatke, nie ma komu zwi
    > erzyc z zakochania... kolejna wyprana z kontaktow.
    > Takie tradycyjne wesele to o druhny az sie prosi przeciez :) - a ten wariant, j
    > ak rozumiem, nawet nie byl rozpatrywany...

    No właśnie, ja to wiem TT-ko, tylko chciałam podać konkretne argumenty Mii, która twierdzi,że może jednak Dorotka ma jakieś koleżanki, którym proponowała świadkowanie.
  • tt-tka 24.03.18, 12:48
    A ja podpielam sie pod ciebie celem potwierdzenia tego, ze Derota z Jozkiem sa sami jak dwa palce w nosie :)
  • agafiatichonowna 24.03.18, 14:38
    Zastanawia mnie cały czas kwestia nieproszonych gości, którzy wg babć Derotki przylezą na tańce i to w obfitości. (Ojej, rymło m się). Jak długo żyję z czymś takim się nie spotkałam - ani w mieście, ani na wsi. Owszem, czasem wiszą u płota jakieś bąble pełne nadziei na kawałek tortu lub gospodarze zaproszą na kielicha przechodzących sąsiadów, ale pakować się komuś na uroczystość bądż co bądż zamkniętą i to w ilościach hurtowych bo "jest impreza"? Serio? Jest gdzieś taki zwyczaj?
  • tt-tka 24.03.18, 14:48
    agafiatichonowna napisała:

    > Zastanawia mnie cały czas kwestia nieproszonych gości, którzy wg babć Derotki p
    > rzylezą na tańce (...) pakować się komuś na uroczystość bądż co bądż
    > zamkniętą i to w ilościach hurtowych bo "jest impreza"? Serio? Jest gdzieś ta
    > ki zwyczaj?

    Nie znam, nie slyszalam.
    Za przeproszeniem, to juz predzej na stype.
    Zasiegnelam zreszta jezyka u znajomej etnolozki, ona tez nie slyszala o takim zwyczaju - na wesele zawsze sie prosilo. Mozna bylo cala wies, a nawet okoliczne, ale zaprosic. Nieproszony nikt nie lazl, a jesli znalazl sie taki, to slusznie byl uwazany za natreta.
  • miodowocytrynowa 24.03.18, 15:35
    Byłam kiedyś na wiejskim weselu na Warmii, owszem była zaproszona cała wiocha i dwie sasiedzkie, ale nikt nie przyłaził nieproszony, nawet jesli znalazł się w pobliżu imprezy. Ale w Borejkolandzie tak jak w " Klanie" w dobie komórek, netu i telefonów wszyscy łażą do siebie nieproszeni:)))
  • guineapigs 24.03.18, 16:18
    Wydeje mie sie, ze 'nieproszenie' kogos, skoro zaproszono innych sasiadow, jest wystarczajacym powodem, by sie czuc absolutnie niezainteresowanym owym weselem.
    Nie wiem, ale mniemam: skoro zaproszono 80 proc wsi, a 20 proc nie - to te 20 proc bedzie pielilo, oralo, karmilo inwentarz, remontowalo stodole - aby tylko pokazac tej innej reszcie, ze ma to wesele w sempiternie.
    Absolutnie nie kupuje, ze jakis niezaproszony bedzie sie na sile wciskal tam, gdzie go nie tyle nie oczekuja, co wrecz nie chca.
    Wbrew pozorom, chlop ma swoj honor, tzn. taki prawdziwy chlop. Chlop wcale nie uwaza, ze trzeba sie bratac z panstwem czy oczekiwac kosci z panskiego stolu weselnego, wrecz przeciwnie. Zdaje sie, nawet ten wspomniany gdzies indziej Wyspanski o tym pisal, i to w 'Weselu'.
    Malo tego - czesto chlop uwaza, ze jest lepszy niz tzw. panstwo. Ale to juz kwestia tzw. etosu, a o tym nie czuje sie uprawniona pisac, tu trzeba siegnac do Marii Ossowskiej, ona sie w etosach lepiej czula.
    Jakbym nie byla swietnym pastuchem koni, to moze bylabym rownie swietnym socjologiem?
  • bupu 24.03.18, 20:16
    guineapigs napisała:

    > Wbrew pozorom, chlop ma swoj honor, tzn. taki prawdziwy chlop. Chlop wcale nie
    > uwaza, ze trzeba sie bratac z panstwem czy oczekiwac kosci z panskiego stolu we
    > selnego, wrecz przeciwnie. Zdaje sie, nawet ten wspomniany gdzies indziej Wyspa
    > nski o tym pisal, i to w 'Weselu'.

    Ależ oczywiście, że tak. Ma honor, ma zasady i ma swój chłopski sawuar wiwr, który, jak Polska długa i szeroka, zabraniał wjeżdżać nieproszonym na imprezę dowolnego autoramentu i pchać się niczym wieprzek ryjem w koryto. Jedno z największych faux pas jakie można było popełnić na wsi.



    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 24.03.18, 22:11
    bupu napisała:
    >
    > Ależ oczywiście, że tak. Ma honor, ma zasady i ma swój chłopski sawuar wiwr, kt
    > óry, jak Polska długa i szeroka, zabraniał wjeżdżać nieproszonym na imprezę dow
    > olnego autoramentu i pchać się niczym wieprzek ryjem w koryto. Jedno z najwięks
    > zych faux pas jakie można było popełnić na wsi.
    >

    A "okoliczni" wjezdzaja... ciekawe, czy byli w butach na weselu :)
    >
    >
  • kooreczka 24.03.18, 23:15
    Niezaproszeni to bramę mogą zrobić i zabrać za przejście (nie wiem, czy obyczaj w Wielkopolsce znany, ale IMHO sympatyczny). Albo jeśli ktoś jest w OSP, Kole Gospodyń czy innej organizacji to czasem robi nieformalną imprezę tydzień lub dwa później dla członków. W niektórych okolicach jeśli ślub odbywa się w niedzielę lub święto to rozkłada się przed kościołem stół ze słodyczami. Natomiast jako chłopka z dziada pradziada nigdy nie słyszałam się o wbijaniu na wesele bez zaproszenia. Nawet w czasach kiedy pół wsi przygotowywało imprezę to ludzi zapraszano- albo osobiście młodzi albo przez rodziców czy chrzestnych. Brak zaproszenia- wyraźny znak, że nie chcą.
  • dakota77 24.03.18, 23:46
    kooreczka napisał:

    > Niezaproszeni to bramę mogą zrobić i zabrać za przejście (nie wiem, czy obyczaj
    > w Wielkopolsce znany, ale IMHO sympatyczny).

    Mnie robienie bramy i wykupywanie panny mlodej za pomoca alkokolu kojarzy mi sie raz ze z wymuszeniem rozojniczym, dwa ze z obciachem ;-)

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • tt-tka 25.03.18, 00:00
    Kojarzyc sie moze roznie, ale zwyczaj rzeczywiscie istniejacy, praktykowany.
    W przeciwnienstwie do wbijania sie na wesele, na ktore nie bylo sie zaproszonym.
    W dodatku zostalo to powiedziane tak, jakby bylo szeroko znane i akceptowane, oczywista oczywistosc i jadlo oraz napitek trzeba koniecznie dla nieproszonych gosci przygotowac. To dopiero jest wymuszenie !
  • ciotka_scholastyka 25.03.18, 10:10
    dakota77 napisała:

    > Mnie robienie bramy i wykupywanie panny mlodej za pomoca alkokolu kojarzy mi si
    > e raz ze z wymuszeniem rozojniczym, dwa ze z obciachem ;-)

    Mnie głównie z obciachem ;) Ostatnio byłam na ślubie w sporym mieście, gdzie pannie młodej zrobiono "bramę" pod blokiem, w którym mieszkała. Megażenada :)
  • guineapigs 25.03.18, 13:09
    Kurde blaszka, jestem z chlopow i nie mam pojecia, czym jest 'robienie bramy'. Czy ktos z zacieciem antropologicznym/etnograficznym moglby mie tu doedukowac, o co chodzi w tej instytucji?
  • tt-tka 25.03.18, 13:32
    Normalnie, stawia sie na drodze/przed domem weselnym brame , ozdobna, ukwiecona, opleciona zielenia ita dalej - mlodzi i goscie chcac przejsc musza sie wykupic. Srebrem brzeknac albo stakanczyc postawic, te klimaty.
    Gdzieniegdzie wiazalo sie mlodych powroslem i tez musieli potrzasnac sakiewka :), ale tego juz sie chyba nie praktykuje.
  • guineapigs 25.03.18, 13:55
    Juz nic nie rozumie. Bo jakos wczesniej bylo, ze taka brama robia ci niezaproszeni - albo ja mylnie pojelam. Kto taka brame robi? Zaproszeni czy niezaproszeni?
    Ja pitole, dziadkowie i babcie juz w lepszym swiecie (mam nadzieje), i nie ma mi kto wytlomaczyc ...,
    Ja nawet nie wiem, czy w 'moich stronach' (Beskid Niski, tak w polowie drogi pomiedzy Krynica a Jaslem) takie bramy byly przyjete, moze to jakis lokalny zwyczaj a nie ogolny?
    Wiem, ze byly tzw. Maiki, a takze rozne tradycje swiateczne, ktore i ja nadal z radoscia praktykuje (szopki, swieconki, groby, posty, nawet nieszpory - chociaz moje spiewanie sprawia, ze Koscioly w Anglii schodza do podziemia (spiewajmy po piwnicach, zeby guineapigs sie nie zorientowala, bo jeszcze nie daj boru przyjdzie i zacznie spiewac).
    Zeby nie bylo, ze ja tak nie wiem, co sie dzeije i laze a to na groby, a to ze swieconka, a to wyc gdzie popadnie - jestem chrzescijanka, a te wszystkie dodatkowe dobra, wynikle z tradycji, to sa dla mie albo dodatkowa atrakcja, ktora lubie, albo czyms, czego nie rozumie ale albo to robie swiadomie by przykrosci komus nie sprawic, albo po prostu olewam (np. to palenie swieczek po grobach - co to WTF jest? Zrobie, bo to mie nic nie kosztuje, ale po co?
  • tt-tka 25.03.18, 14:06
    guineapigs napisała:

    > Juz nic nie rozumie. Bo jakos wczesniej bylo, ze taka brama robia ci niezaprosz
    > eni - albo ja mylnie pojelam. Kto taka brame robi? Zaproszeni czy niezaproszeni

    Niezaproszeni. Skoro sie nie napija na weselu, to sie napija przed.
    Zwyczaj dosc rozpowszechniony (byl), nie wiazal sie z zadnym konkretnym regionem. Na Slowacji tez sie z tym spotkalam, w Bulgarii...
    Mozliwe, ze to szlo nie terenowo, tylko osobowo - ktos kiedys, dawno temu, wpadl na taki pomysl, a potem goscie/obecni poniesli dalej, kazdy w swoje strony :)
  • mika_p 31.03.18, 22:19
    U nas bramy są po ślubie, w drodze na salę weselną.
    Tu wiekszy wątek na ematce na temat, z linkiem do opisu bram,w jakich brałam udzial:
    forum.gazeta.pl/forum/w,567,164442981,164442981,weselnie_o_bramach_.html?p=164443314

    --
    "Podczas każdej oficjalnej wizyty powinno być obecne dziecko jako zapasowy temat rozmowy." J.Austen
  • ciotka_scholastyka 25.03.18, 14:01
    tt-tka napisała:

    > Normalnie, stawia sie na drodze/przed domem weselnym brame , ozdobna, ukwiecona
    > , opleciona zielenia

    Żeby! Stają i normalnie blokują przejście, i tyle. Tradycja ginie w narodzie, panie.
  • tt-tka 25.03.18, 14:08
    ciotka_scholastyka napisała:


    > > Normalnie, stawia sie na drodze/przed domem weselnym brame , ozdobna, ukw
    > iecona
    > > , opleciona zielenia
    >
    > Żeby! Stają i normalnie blokują przejście, i tyle.

    Serio ? Eeee, dawniej to choc troche pracy i pomyslunku trzeba bylo w to wlozyc...

    >Tradycja ginie w narodzie, p
    > anie.

    Fuj. gdyby mi tacy staneli na drodze bez bramy, to bym obeszla albo staranowala !
  • dakota77 25.03.18, 13:47
    guineapigs napisała:

    > Kurde blaszka, jestem z chlopow i nie mam pojecia, czym jest 'robienie bramy'.
    > Czy ktos z zacieciem antropologicznym/etnograficznym moglby mie tu doedukowac,
    > o co chodzi w tej instytucji?

    A po co tu zaciecie etnograficzne, sasiedzi chca wodki :P




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • guineapigs 25.03.18, 14:10
    Dakota napisala:
    A po co tu zaciecie etnograficzne, sasiedzi chca wodki :P


    I flaczkow, i bigosu....

    Nie pojmuje tego. To nie jest naukowe. Naukowo to kazdy niezproszony oleje ten sped.
  • kooreczka 25.03.18, 14:43
    Akurat w rejonie Jasła, Gorlic i Nowego Sącza to bramy mają się świetnie i na szczęście przybierają formy stania i domagania się wódki.
    Zamysł jest taki, że dzieci i młodzież z sąsiedztwa robią symboliczną bramę/zaporę na drodze ślubnego orszaku- dzieci zazwyczaj śpiewają piosenki, młodzież namawia młodych do odstąpienia od zamiaru. Czasem robi się z tego całe przedstawienie- anioły i diabły, biuro podróży, porwanie na motocyklu. Jak się skończy szopka to młodzi wykupują się alkoholem albo słodyczami i jadą dalej.
    Może ogólnie jesteśmy obciachowi w swoim grajdołku, ale zawsze dawano młodym znać, że brama będzie (forma w tajemnicy) i nikt nie protestował, raczej brali udział w zabawie, wliczał w czas przejazdu do kościoła i przygotowywał paczki.
  • sowca 25.03.18, 20:57
    W okolicach Łodzi robi się bramy, np. ze sznurka i balonów, mogą robić zarówno zaproszeni, jak i niezaproszeni, albo ci zaproszeni tylko na ślub. Najczęściej nie płaci się za pannę młodą, tylko za parę, a nowożeńcy wykupić się muszą wódką. Imho, obyczaj żywy aż miło.


    --
    studiaparlaama.pl/ - piszę o włoskim, Włochach i Włoszech.
    www.facebook.com/studia.parla.ama?ref=hl - śledz mój blog na facebooku
    www.instagram.com/studiaparlaama/ - śledź mój blog na instagramie
    twitter.com/Studiaparlaama - śledź mój blog na twitterze
  • krystalla 26.03.18, 11:43
    kooreczka napisał:

    > Akurat w rejonie Jasła, Gorlic i Nowego Sącza to bramy mają się świetnie

    Beskid Mały zgłasza się.;-) Bramy (lokalnie chyba nazywane ślogami) istnieją, częściowo jako owo źródło napitku weselnego, a częściowo jako dowód lubienia i popularności młodych i ich rodzin przez tych nie najbliższych (czyt.: niezaproszonych) sąsiadów. U nas ma to najczęściej formę tarasowania drogi orszaku ślubnego przez przybraną żerdkę, trzymaną przez przebranych z kolei dracznie rzeczonych sąsiadów (standard to facet przebrany za kobitkę i odwrotnie). W sumie wesołe, ze śmiechem i śpiewami. Wpisane twardo w lokalny koloryt ("wiadomo, że będzie"). Druhowie z OSP posiłkują się samochodem strażackim, wężami (bywa, że z wodą) itp.
    Mnie to nie wadzi.

    > Może ogólnie jesteśmy obciachowi w swoim grajdołku, ale zawsze dawano młodym zn
    > ać, że brama będzie (forma w tajemnicy) i nikt nie protestował, raczej brali ud
    > ział w zabawie, wliczał w czas przejazdu do kościoła i przygotowywał paczki.
    Tako samo.
  • bupu 26.03.18, 17:15
    krystalla napisała:

    > kooreczka napisał:
    >
    > > Akurat w rejonie Jasła, Gorlic i Nowego Sącza to bramy mają się świetnie
    >
    > Beskid Mały zgłasza się.;-) Bramy (lokalnie chyba nazywane ślogami) istnieją, c
    > zęściowo jako owo źródło napitku weselnego, a częściowo jako dowód lubienia i p
    > opularności młodych i ich rodzin przez tych nie najbliższych (czyt.: niezaprosz
    > onych) sąsiadów.

    To ja pomacham z przeciwległego końca Polski, znaczy się z Pomorza Y Kujaw. U nas też bramy weselne miewają się znakomicie.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • druza.11 26.03.18, 07:47
    agafiatichonowna napisała:
    Zastanawia mnie cały czas kwestia nieproszonych gości, którzy wg babć Derotki przylezą na tańce i to w obfitości. (Ojej, rymło m się). Jak długo żyję z czymś takim się nie spotkałam - ani w mieście, ani na wsi. Owszem, czasem wiszą u płota jakieś bąble pełne nadziei na kawałek tortu lub gospodarze zaproszą na kielicha przechodzących sąsiadów, ale pakować się komuś na uroczystość bądż co bądż zamkniętą i to w ilościach hurtowych bo "jest impreza"? Serio? Jest gdzieś taki zwyczaj?

    Grabarka
    To się nazywało w Poznańskiem grabarka, dokładniej „iść na grabarkę”. Być może to lokalny zwyczaj, którego resztki zachowały się jako przyjście niezaproszonym na weselne tańce na dworze.

    Otóż wieś była (a pewnie i jest) niesamowicie zróżnicowana po względem pozycji i prestiżu. Każdy dokładnie wiedział gdzie jego miejsce w hierarchii i w szeregu. Każdy wiedział co mu wolno i co przystoi. To świetnie widać w Chłopach, czy w Zabić drozda.

    I teraz: na wesele prosiło się równych sobie i zacniejszych. Gdy bawili się bogaci chłopi to biedota i dzieciarnia w ściśle określonym momencie przychodziła pod płot i czekała. Młodzi wychodzili z mniej lub bardziej symbolicznym napitkiem i jadłem.

    Pozwolicie? To jedno z ważniejszych moich wspomnień z dzieciństwa.
    Poszłam i ja z wiejskimi dzieciakami na grabarkę. Dziadek i babcia bawili się oczywiście na weselu. Gdy dziadek zorientował się, że stoję w tej grupie po prostu mnie zbił. Pamiętam szczypiący ból pośladków pod skórzanym paskiem.

    Następnego dnia dziadek wrócił z kuźni w południe na obiad i PRZEPROSIŁ MNIE. Powiedział, ze niesprawiedliwie mnie ukarał, bo przecież jestem miastowa i nie wiedziałam, że źle robię. Ale zawsze mam pamiętać, żeby nie leźć bezmyślnie, tylko dlatego, że inni lezą.
    I dał mi wyklepaną przez siebie tego (tak! niedzielnego!) ranka czterolistna koniczynkę. Wyklepaną właśnie dla mnie.
    Przechowuję ją do dziś w pudełku po butach wraz z innymi życiowymi skarbami. A i radę pamiętam do dziś.
  • yvi1 26.03.18, 08:51


    >
    >
    > Grabarka
    > To się nazywało w Poznańskiem grabarka, dokładniej „iść na grabarkę”. Być może
    > to lokalny zwyczaj, którego resztki zachowały się jako przyjście niezaproszonym
    > na weselne tańce na dworze.
    >
    > Otóż wieś była (a pewnie i jest) niesamowicie zróżnicowana po względem pozycji
    > i prestiżu. Każdy dokładnie wiedział gdzie jego miejsce w hierarchii i w szereg
    > u. Każdy wiedział co mu wolno i co przystoi. To świetnie widać w Chłopach, czy
    > w Zabić drozda.
    >
    > I teraz: na wesele prosiło się równych sobie i zacniejszych. Gdy bawili się bo
    > gaci chłopi to biedota i dzieciarnia w ściśle określonym momencie przychodziła
    > pod płot i czekała. Młodzi wychodzili z mniej lub bardziej symbolicznym napitki
    > em i jadłem.
    >

    Na polskim weselu ( ani w miescie ani na wsi) nie bylam juz od lat,dlatego sie nie wypowiem.W Niemczech sa rozne zwyczaje,zalezy od kultury i pochodzenia mlodej pary.Ale zwyczaj " na bramke" znam z karnawalu.Dzieci, i tylko dzieci czesto robia ruchoma przeszkode na malo ruchliwych uliczkach albo przy wyjezdzie z parkingu i prosza o slidycze albo drobne.
    Na pewno nie jest tak w calych Niemczech,ale tu akurat tak .
    Mam pytanie,czy mloda para musi sie na taka brame zgodzic i jedzie do urzedu/ kosciola z odpowiednim zapasem wodki/ ciastaczy pieniedzy ? Mozecie to troche opisac ? Nie znam zjawiska a ciekawi mnie to,niedlugo na pewno zacznac splywac zaproszenia od odpowiednich wiekiem kuzynow i ich dzieci,sa jeszcze jakies nowe ,wazne zwyczaje ?
  • soova 26.03.18, 09:20
    yvi1 napisała:

    > Mam pytanie,czy mloda para musi sie na taka brame zgodzic i jedzie do urzedu/ k
    > osciola z odpowiednim zapasem wodki/ ciastaczy pieniedzy ? Mozecie to troche op
    > isac ? Nie znam zjawiska a ciekawi mnie to,niedlugo na pewno zacznac splywac za
    > proszenia od odpowiednich wiekiem kuzynow i ich dzieci,sa jeszcze jakies nowe ,
    > wazne zwyczaje ?

    Kiedy jechaliśmy po ślubie do restauracji, wkurzyliśmy się z mężem na osobników, którzy usiłowali urządzić taką "bramę" na drodze, i kazaliśmy kierowcy ich ominąć. Sorry, za niezamówione usługi nie płacę, a dawanie wódki jakimś menelikom, którzy chcą skorzystać z okazji, bo zwyczaj, nie jest zabawne. Osobiście uważam takie "bramy" za coś prymitywnego, tym bardziej, że nie są to żadne dzieci, które chcą słodyczy, tylko ww. osobnicy pożądający gratisowego alkoholu.
  • dakota77 26.03.18, 11:16
    soova napisała:

    > Kiedy jechaliśmy po ślubie do restauracji, wkurzyliśmy się z mężem na osobników
    > , którzy usiłowali urządzić taką "bramę" na drodze, i kazaliśmy kierowcy ich om
    > inąć. Sorry, za niezamówione usługi nie płacę, a dawanie wódki jakimś menelikom
    > , którzy chcą skorzystać z okazji, bo zwyczaj, nie jest zabawne. Osobiście uważ
    > am takie "bramy" za coś prymitywnego, tym bardziej, że nie są to żadne dzieci,
    > które chcą słodyczy, tylko ww. osobnicy pożądający gratisowego alkoholu.

    Ciesze sie, ze nie jestem jedyna osoba, ktora uwaza ten zwyczaj za okropny.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • krystalla 26.03.18, 11:47
    druza.11 napisała:

    > Grabarka
    > To się nazywało w Poznańskiem grabarka, dokładniej „iść na grabarkę”. (...)

    > Pozwolicie? To jedno z ważniejszych moich wspomnień z dzieciństwa. (...)

    Druza, ja Ci bardzo dziękuję za te reminiscencje. Cudowne. :)
  • bupu 26.03.18, 17:17
    druza.11 napisała:

    > Grabarka
    > To się nazywało w Poznańskiem grabarka, dokładniej „iść na grabarkę”. Być może
    > to lokalny zwyczaj, którego resztki zachowały się jako przyjście niezaproszonym
    > na weselne tańce na dworze.
    >
    > Otóż wieś była (a pewnie i jest) niesamowicie zróżnicowana po względem pozycji
    > i prestiżu. Każdy dokładnie wiedział gdzie jego miejsce w hierarchii i w szereg
    > u. Każdy wiedział co mu wolno i co przystoi. To świetnie widać w Chłopach, czy
    > w Zabić drozda.
    >
    > I teraz: na wesele prosiło się równych sobie i zacniejszych. Gdy bawili się bo
    > gaci chłopi to biedota i dzieciarnia w ściśle określonym momencie przychodziła
    > pod płot i czekała. Młodzi wychodzili z mniej lub bardziej symbolicznym napitki
    > em i jadłem.

    No ja widzę ogromną różnicę, a nawet wręcz przepaść, między grabarką, a zwyczajnym wbiciem na krzywy ryj na czyjeś wesele, co opisuje MM.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • ciotka_scholastyka 30.03.18, 16:41
    mia0418 napisał(a):

    > świadkuje Jacek Tanaka, kolega Łusi, nijak związany z jej bratem, a przecież
    > Józinek, chyba jako jeden z nielicznych w Jeżycjadzie, MIAŁ kolegów we wcześnie
    > jszych tomach, grał z nimi w piłkę, pomagał wyrywać zęby obcęgami i szukał u ni
    > ch pocieszenia po "zawodzie" miłosnym.

    *marzycielsko* Wyobrażacie sobie Walentego Oracabessę jako świadka na ślubie Józwy?... Ciekawe, ile razy padłoby przy tej okazji słowo "czarny"?

  • przymrozki 30.03.18, 16:53
    ciotka_scholastyka napisała:

    > *marzycielsko* Wyobrażacie sobie Walentego Oracabessę jako świadka na ślubie Jó
    > zwy?... Ciekawe, ile razy padłoby przy tej okazji słowo "czarny"?
    >

    Walenty nie był katolikiem. Niby nie jest to przeszkoda formalna, ale może sam by nie chciał uczestniczyć w obrzędzie religii, której nie wyznaje. Może by się głupio czuł stojąc na widoku i nie klękając, gdy klękają wszyscy wokół.
  • parapluie 26.03.18, 15:20
    AD. 4- wpadłam na to przy zmywaniu naczyń. Wesele jest bezalkoholowe, bo matka Agnieszki nadużywa (tak się czasem robi, tak zrobiła moja rodzona siostra, pod pretekstem o teścia in spe). Tyle, że MM się pomieszało i jednak za mąż wychodzi Dorota ;)
  • krystalla 27.03.18, 17:16
    Nie zauważyłam, czy Wyście zauważyły uzasadnienie wesela na dworze (padło przy wspólnym śniadaniu) : "Więc wesele będzie na dworze. - dorzuciła babcia Andzia. - Po dawnemu." No. Ten XIX wiek, jak nic.
  • ewa9717 27.03.18, 17:18
    O, teraz jak u Bohatyrowiczówny ;)


    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • bupu 27.03.18, 17:24
    krystalla napisała:

    > Nie zauważyłam, czy Wyście zauważyły uzasadnienie wesela na dworze (padło przy
    > wspólnym śniadaniu) : "Więc wesele będzie na dworze. - dorzuciła babcia Andzia.
    > - Po dawnemu." No. Ten XIX wiek, jak nic.

    Patrzajta ino baby jakie te Boryny i Paczesie nowoczestne były, tfu! Przecie Macieja i Jagny wesele w chałupie było, nie na dworze, toć to obrzydliwość, no!


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • krystalla 27.03.18, 17:30
    bupu napisała:
    >
    > Patrzajta ino baby jakie te Boryny i Paczesie nowoczestne były, tfu! Przecie Macieja i Jagny wesele w chałupie było, nie na dworze, toć to obrzydliwość, no!
    >
    Ale! Ależ to nie ubożęta były. :)
  • soova 27.03.18, 17:32
    bupu napisała:

    > Patrzajta ino baby jakie te Boryny i Paczesie nowoczestne były, tfu! Przecie Ma
    > cieja i Jagny wesele w chałupie było, nie na dworze, toć to obrzydliwość, no!
    >
    Akurat wesele Boryny było jesienią, i to późną. Nawet zaprawieni w trudnych warunkach życia chłopi w Lipcach nie robili go na dworze, bo wiedzieli, czym to grozi.
  • tt-tka 27.03.18, 18:57
    A wesele w CZ kiedy ? Jakos tak wrzesien, mam wrazenie. W Bohatyrowiczach tez jakos tak, ale jednak goscie siedzieli i jedli w izbie, a tance byly w stodole (przystrojonej).
    Na dworze to bylo skromniutkie wesele Szymka i Nastusi, jak raz lipiec i w dzien, do nocy sie nie przeciagnelo.
  • bupu 27.03.18, 19:24
    tt-tka napisała:

    > A wesele w CZ kiedy ? Jakos tak wrzesien, mam wrazenie. W Bohatyrowiczach tez j
    > akos tak, ale jednak goscie siedzieli i jedli w izbie, a tance byly w stodole (
    > przystrojonej).

    Mnie ciekawi co młodzi et consortes mieli zamiar zrobić z całą imprezą, gdyby pogoda się popsuła. Wrzesień w Polsce niekoniecznie bywa słoneczny. Zaczęłoby lać i co? Wychodzi Wikcia i każe gościom spadać do dom?
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • emae 28.03.18, 10:25
    Wesele bezalkoholowe, bo przecież dzielna, skromna wnusia i rycerski, wspaniały wnusio nie piją alkoholu, to takie porządne dzieci.
    Inna opcja jest taka, że bali się, że Ida zacznie we wszystkich słoikami rzucać.

    Całe to wesele to jak dla mnie najgorszy wątek książki. Reporterska relacja z tego, jak 21 tomów Jeżycjady przyjechało na imprezę organizowaną w dwa dni. Nie ma kolegów Józinka (niech by nawet ta nieszczęsna Trolla przyjechała, to jakaś logika by w tym była), nie ma babci, ale jest Lonia, nie wiedzieć czemu siwa (kiedyś przecież farbowała się na ognistorudy), jest Kreska z Maćkiem (super, że w tak krótkim czasie znaleźli loty w obie strony!), jest pięciogwiazdkowa piękność Bebe (już raz się czepiałam o tę jej wielką urodę i było to z mojej strony niesłuszne, niemniej ta Bebe to musi być naprawdę niesamowita sztuka, skoro może śmiało rywalizować z przepiękną i znacznie młodszą Laurą).

    Rozumiem, że autorka chciała zrobić spęd, ale chyba lepszą okazją byłoby zorganizowanie jakiegoś jubileuszu dla starych Borejków, jakieś nie wiem, sześćdziesięciolecie ślubu, wtedy to miałoby sens.
  • dakota77 28.03.18, 15:11
    emae napisała:

    jest pięciogwiazdkowa piękn
    > ość Bebe (już raz się czepiałam o tę jej wielką urodę i było to z mojej strony
    > niesłuszne, niemniej ta Bebe to musi być naprawdę niesamowita sztuka, skoro moż
    > e śmiało rywalizować z przepiękną i znacznie młodszą Laurą).


    Moze Laurze macierzynstwo nie sluzy ;-) Ale nie rozumiem, czemu 45-letnia Bebe, ktora zawsze byla pieknoscia, nie moglaby robic wrazenia.
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • emae 28.03.18, 18:33
    dakota77 napisała:
    >
    >
    > Moze Laurze macierzynstwo nie sluzy ;-) Ale nie rozumiem, czemu 45-letnia Bebe,
    > ktora zawsze byla pieknoscia, nie moglaby robic wrazenia.

    Wiem, mój brak wiary w urodę Bebe jest totalnie niesprawiedliwy ;) Ale przecież tyle tam było atrakcyjnych kobiet. Nie tylko Laura, ale przecież i Róża, Ania, no a sama panna młoda? Autorka tak się zafiksowała na podkreślaniu urody Bebe, mam wrażenie, że to jest jedyna rzecz, którą potrafi o tej postaci napisać.
  • bupu 28.03.18, 18:39
    emae napisała:

    > Wiem, mój brak wiary w urodę Bebe jest totalnie niesprawiedliwy ;) Ale przecież
    > tyle tam było atrakcyjnych kobiet. Nie tylko Laura, ale przecież i Róża, Ania,
    > no a sama panna młoda?

    Śmiem twierdzić, że Derocia, odziana w giezło śmiertelne z prześcieradła i z wianeczkiem wbitym na oczy, mogła lśnić urodą nieco mniej niż zwykle.



    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • przymrozki 28.03.18, 15:29
    emae napisała:

    > Całe to wesele to jak dla mnie najgorszy wątek książki. Reporterska relacja z t
    > ego, jak 21 tomów Jeżycjady przyjechało na imprezę organizowaną w dwa dni. Nie
    > ma kolegów Józinka (niech by nawet ta nieszczęsna Trolla przyjechała, to jakaś
    > logika by w tym była), nie ma babci, ale jest Lonia, nie wiedzieć czemu siwa (k
    > iedyś przecież farbowała się na ognistorudy), jest Kreska z Maćkiem (super, że
    > w tak krótkim czasie znaleźli loty w obie strony!), jest pięciogwiazdkowa piękn
    > ość Bebe (już raz się czepiałam o tę jej wielką urodę i było to z mojej strony
    > niesłuszne, niemniej ta Bebe to musi być naprawdę niesamowita sztuka, skoro moż
    > e śmiało rywalizować z przepiękną i znacznie młodszą Laurą).
    >
    > Rozumiem, że autorka chciała zrobić spęd, ale chyba lepszą okazją byłoby zorgan
    > izowanie jakiegoś jubileuszu dla starych Borejków, jakieś nie wiem, sześćdziesi
    > ęciolecie ślubu, wtedy to miałoby sens.

    W ogóle skąd Bebe na jakiejkolwiek imprezie u Borejków? Chodziła do klasy z Natalią, owszem, ale jakieś 30 innych osób też. Jej Mąż uczył Różę, ale znowu - nie on jeden. Wreszcie jej mąż kolegował się w młodości z mężem koleżanki Gaby, ale to też raczej luźny to wiąz.

    Kiedy oni się jakoś bliżej zaprzyjaźnili?
  • ciotka_scholastyka 30.03.18, 17:28
    przymrozki napisała:

    > W ogóle skąd Bebe na jakiejkolwiek imprezie u Borejków?

    Mąż Bebe, Dambo, jest instancją, gdy mają zapisać dzieci Róży do szkoły. Od razu jest mowa, że to ma być ta szkoła, załatwia Adam, ale umawia ich z Damazym. Stąd wniosek, że jakieś relacje były. Oczywiście jakie, nie wiemy, nagle się pojawiają deus ex machina, jak i Lonia.
  • przymrozki 30.03.18, 18:03
    ciotka_scholastyka napisała:

    > Mąż Bebe, Dambo, jest instancją, gdy mają zapisać dzieci Róży do szkoły. Od raz
    > u jest mowa, że to ma być ta szkoła, załatwia Adam, ale umawia ich z Damazym. S
    > tąd wniosek, że jakieś relacje były. Oczywiście jakie, nie wiemy, nagle się poj
    > awiają deus ex machina, jak i Lonia.

    Jeszcze lepiej. Kiedy trzeba zapisać dzieci do szkoły, Natalia napuszcza na Damazego Adama. Co by sugerowało, że nie byli ze sobą zbyt blisko. A tu nagle bam! Bebostwo mieści się w gronie 100 najbliższych Józkowi osób, przy czym sama tylko najbliższa rodzina Józka ze strony jego matki to 25 osób.
  • ciotka_scholastyka 30.03.18, 17:25
    emae napisała:


    > Całe to wesele to jak dla mnie najgorszy wątek książki. Reporterska relacja z t
    > ego, jak 21 tomów Jeżycjady przyjechało na imprezę organizowaną w dwa dni.

    :D

    > jest Kreska z Maćkiem (super, że
    > w tak krótkim czasie znaleźli loty w obie strony!)

    Y, nie. Z tego co kojarzę, to strona Borejkowa odpowiednio wcześniej wysłała zaproszenia. Aczkolwiek, fakt, nie zainteresowali się tym, kto przybędzie, jeszcze na tydzień przed ślubem. Ale Kreska i Maciek mogli sobie zarezerwować lot wcześniej.
    Tyle tylko, że te osoby, do których zaproszenia wysłano, powinny już wcześniej odpowiedzieć, czy będą, a tu wygląda na to, że nie zrobił tego nikt, poza Lonią, i to już jest absolutnie niemożliwe.

    > Rozumiem, że autorka chciała zrobić spęd, ale chyba lepszą okazją byłoby zorgan
    > izowanie jakiegoś jubileuszu dla starych Borejków, jakieś nie wiem, sześćdziesi
    > ęciolecie ślubu, wtedy to miałoby sens.

    I to byłby najlepszy pomysł. To miałoby 100 procent sensu, te wszystkie zaproszone osoby (chociaż może nie Cesia i Hajduk).
  • emae 31.03.18, 13:09
    ciotka_scholastyka napisała:

    >
    > Y, nie. Z tego co kojarzę, to strona Borejkowa odpowiednio wcześniej wysłała za
    > proszenia. Aczkolwiek, fakt, nie zainteresowali się tym, kto przybędzie, jeszcz
    > e na tydzień przed ślubem. Ale Kreska i Maciek mogli sobie zarezerwować lot wcz
    > eśniej.
    > Tyle tylko, że te osoby, do których zaproszenia wysłano, powinny już wcześniej
    > odpowiedzieć, czy będą, a tu wygląda na to, że nie zrobił tego nikt, poza Lonią
    > , i to już jest absolutnie niemożliwe.
    >

    W sumie mogli zarezerwować lot wcześniej. Za to na pewno nie dali znać, że przylatują, bo ich przybycie było największą niespodzianką imprezy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka