Dodaj do ulubionych

Nasze pomysły literackie?

14.05.18, 11:35
Tak mi przyszło do głowy na fali wątku guineapigs. Wiem, że wiele osób spośród nas pisze, niektórzy zawodowo, niektórzy hobbystycznie. Może fajnie byłoby porozmawiać tutaj o naszych niewykorzystanych jeszcze pomysłach na książki/opowiadania/mogą być i fanfiki? Można by było czysto teoretycznie rozważyć, na ile pomysły są warte realizacji i jakie pułapki dla młodego pisarza/pisarki mogą się w nich kryć.

Ja chętnie opiszę swój pomysł, ale jestem ciekawa też Waszych :)
Edytor zaawansowany
  • fornita111 14.05.18, 12:02
    Dawaj! :) :) :)
    Ja tam jestem przesadna i praktykuje myslenie magiczne, wiec nigdy nie mowie o pomyslach, ktore chce zrealizowac, zeby nie zapeszyc. Ale chetnie podziele sie tymi, ktore odrzucilam, coby sie forum posmial ;D
    1. Azyl- grupa nieszczesliwych mlodych ludzi postanawia zamieszkac razem, zeby wspolnie, pomagajac sobie nawzajem, wyjsc na prosta. Jest tam seksoholik, dziewczyna, ktora sie kompulsywnie objada, dziewczyna, ktora sie tnie i alkoholik. Na poczatku wszystko funkcjonuje dobrze, ale pozniej... horror i masakra.
    2. Nasz babski swiat- dwie przyjaciolki ktorym nie uklada sie w zyciu (i zawodowo i w milosci) postanawiaja zostac "domowkami"- sprzedawac sie za pieniadze. "Biznes" niszczy ich wieloletnia przyjazn i zmienia je na zawsze. A zeby bylo juz cdd to jedna zaraza sie wirusem HIV.
    3. Nieswieta trojca- trzy kobiety walcza o wzgledy jednego mezczyzny. Jedna udaje ciaze, druga wynajmuje zbirow, ktorzy maja nastraszyc rywalki. I tak sie zarly i dziobaly przez 20 stron az mnie to zmeczylo. Na koncu facet mial wybrac inna, nowa czwarta babke :P
  • emae 14.05.18, 12:06
    fornita111 napisała:

    > Dawaj! :) :) :)
    > Ja tam jestem przesadna i praktykuje myslenie magiczne, wiec nigdy nie mowie o
    > pomyslach, ktore chce zrealizowac, zeby nie zapeszyc. Ale chetnie podziele sie
    > tymi, ktore odrzucilam, coby sie forum posmial ;D
    > 1. Azyl- grupa nieszczesliwych mlodych ludzi postanawia zamieszkac razem, zeby
    > wspolnie, pomagajac sobie nawzajem, wyjsc na prosta. Jest tam seksoholik, dziew
    > czyna, ktora sie kompulsywnie objada, dziewczyna, ktora sie tnie i alkoholik. N
    > a poczatku wszystko funkcjonuje dobrze, ale pozniej... horror i masakra.
    > 2. Nasz babski swiat- dwie przyjaciolki ktorym nie uklada sie w zyciu (i zawodo
    > wo i w milosci) postanawiaja zostac "domowkami"- sprzedawac sie za pieniadze. "
    > Biznes" niszczy ich wieloletnia przyjazn i zmienia je na zawsze. A zeby bylo ju
    > z cdd to jedna zaraza sie wirusem HIV.
    > 3. Nieswieta trojca- trzy kobiety walcza o wzgledy jednego mezczyzny. Jedna uda
    > je ciaze, druga wynajmuje zbirow, ktorzy maja nastraszyc rywalki. I tak sie zar
    > ly i dziobaly przez 20 stron az mnie to zmeczylo. Na koncu facet mial wybrac in
    > na, nowa czwarta babke :P

    O ja, nieźle :) Zło i mrok :) Ale przyznam, że "Azyl" chętnie bym przeczytała :)
  • yasemin 15.05.18, 20:51
    Też bym chętnie przeczytała Twój "Azyl".

    --
    "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
    -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
  • potworia 16.05.18, 17:26
    Ja też. Czytałaś "Opętanych" Palahniuka? Zbliżony koncept.
  • fornita111 16.05.18, 19:09
    Nie czytalam. Ale teraz wiem, ze przeczytam :) Tak szczerze-szczerze: sam pomysl wydawal mi sie naprawde ok. Mini spoleczosc miala swoj plan wyjscia z traum, regulamin postepowania w azylu. Jednak ich demony zwyciezaja i stopniowo przejmuja kontrole. I to mogloby byc interesujace w wykonaniu Kinga. Ja jednak nie potrafilam opisac najtrudniejszego- przejscia od dobrych checi, do koszmaru. Same pomysly to bardzo duzo... i bardzo malo ;)
  • przymrozki 14.05.18, 12:35
    Jak to jednak w życiu zdarzają się zbiegi okoliczności. Ja co prawda osobiście żadnej fikcji nie tworzę (nie licząc jeżycjadowych fanfików, ale to raczej dla radości z wygłupu), ale dzisiaj rano rozważałam pomysł na drugiego męża Róży.

    A co mnie natchnęło. Otóż. W mojej rodzinnej miejscowości, mieście co prawda, ale małym, większość populacji słyszała o panu X - nie wiem, czy ostatnim, ale na pewno mocno spóźnionym hipisie. Kiedy ktoś, zwykle kierując się współczuciem, oferował panu X pracę, ten przyjmował ją chętnie, ale zwykle po kilku dniach dochodził do wniosku, że powtarzalność zabija jego kreatywność, a sztywne godziny pracy odbierają mu wolność. I że nie po to został stworzony, żeby tracić życie na rzeczy, które go nie wzbogacają. Pan X żył w związku (nie wiem, czy zalegalizowanym) z panią o podobnym podejściu i, celowo lub tak wyszło, ale dorobili się rodziny wielodzietnej. Nie było tam patologii w sensie potocznym, to znaczy rodzice nie nadużywali żadnych psychoaktywnych substancji i nie stosowali przemocy. Byli jednak koncertowo niedojrzali i niesłychanie wręcz nieodpowiedzialni, a więc nie byli dla dzieci żadnym oparciem - potrafili nie nakarmić dzieci, bo jakoś im to nie przyszło do głowy, a nawet pójść na krótki spacer, z którego wracali po tygodniu, bo akurat oczy ich poniosły na drugi koniec Polski. Rodzina miała się nie najgorzej, póki żyli rodzice pani X. Potem cały ciężar utrzymania rodziny i zapewnienia młodszym dzieciom jakieś stabilności wzięli na siebie najstarsi synowie. Pamiętam ich z dzieciństwa, wtedy wydawali mi się w zasadzie dorośli, ale starszy z nich mógł mieć wtedy najwyżej 16 lat, a obaj pracowali po kilkadziesiąt godzin w tygodniu.

    I cóż z tego, ano to, że moja koleżanka spotkała ostatnio jednego z tych synów. Jest odpowiedzialny do przesady, wszystko musi załatwić sam, bo bez tego nie zaśnie - byłby naprawdę idealny dla Róży. I, co byłoby ciekawe fabularnie w zestawieniu z rodziną Borejków, facet jest chodzącą wystawą konwencji społecznej. Siedzi prosto i cierpi katusze na każdą myśl, że cokolwiek w jego zachowaniu lub wyglądzie można by uznać za "dziwaczne". Jest aktywnie przeciwny artystom i wolnym strzelcom, bo "kto tak żyje". Nie jeździ na wakacje, gdy ma ochotę, ale wtedy, kiedy "jeździ się na wakacje". Oburza się, że ktoś je obiady w pracy, bo skądś (nie wiadomo, skąd) przyszło mu do głowy, że rodzina jest wtedy, jak je się razem obiad o 17:00. Koniecznie akurat o 17:00. Na dodatek zapewne jest dostępny tylko w pakiecie z młodszym rodzeństwem, szalonymi niebieskimi ptakami wyjadającymi jedzenie z cudzych lodówek. Aż się o nich wszystkich prosi na Roosevelta. Już widzę te borejkowe żarciki z braku poczucia humoru nowego męża Róży. Przeplatane wyrazami uznania, że wziął ją "taką" i zapewnia jej bezpieczny byt.

    Trochę z Marcelka, trochę z Bebe, trochę z Fryca. MM umiałaby opisać ten typ męża.
  • emae 14.05.18, 12:56
    No, to byłoby ciekawe! A co do rodziców rzeczonego mężczyzny - to prawdę mówiąc miałam obawy, że podobnie będzie wyglądać moje rodzicielstwo... :D
  • emae 15.05.18, 09:12
    Ja od dawna nie mam czasu na pisanie, ale gdyby miało się to kiedyś zmienić - to jest jeden pomysł, na którego realizację coraz bardziej się cieszę. W zasadzie jest to pomysł, który wiele lat temu odrzuciłam jak zbyt banalny (hahaha) na rzecz zupełnie nierealnych wymysłów. Teraz zmodyfikowałam go trochę i naprawdę mam dużą ochotę to napisać.

    Chodzi generalnie o rok z życia licealistów z jednej klasy. Jeszcze nie zdecydowałam, czy to ma być pierwszy rok, czy ostatni, a może starczy mi pomysłów na opisanie wszystkich lat ich licealnej edukacji? Liceum jest dość renomowane, ale tak naprawdę ta renoma bierze się z opinii wypracowanej przez lata, a sama szkoła nie wyróżnia się niczym szczególnym. Uczniowie, jak to uczniowie, są bardzo różnorodną grupą. I głównie na tej różnorodności opiera się mój pomysł. Chcę dać się "wypowiedzieć" jak największej ilości postaci (narracja trzecioosobowa, ale mocno zależna). A wśród nich jest m.in.: klasowa kronikarka, nieśmiała, ale wnikliwa obserwatorka, wyraźnie zafascynowana koleżanką z klasy. Jest młodociany poeta-buntownik, piszący dość mroczne wiersze o poczuciu bycia kontrolowanym. Jest egzaltowane dziewczę, które wypowiada się praktycznie samymi niezbyt odkrywczymi bon-motami. Jest też zamknięty w sobie chłopak, zaniedbujący naukę, który okazuje się być wyjątkowo uzdolniony kulinarnie. Jego wielkim marzeniem jest być kucharzem, jednak rodzice nie przyjmują tego do wiadomości. Narracja z jego punktu widzenia będzie pełna odniesień do gotowania i kuchni (i będę się musiała w tym temacie nieźle dokształcić). Jest ich jeszcze więcej, ale też nie za dużo, żeby nie zrobić bałaganu - widzę jakieś 12 ważniejszych postaci, reszta to tło.

    W czasie akcji młodzi bohaterowie zawierają przyjaźnie, tworzy się zespół muzyczny (poeta gra na gitarze, jest tez perkusista i wokalistka), tworzą się grupy zainteresowań. Buntują się, ale tak naprawdę wychodzi na to, że nie do końca wiedzą, przeciwko czemu się buntują i jakie rozwiązanie dla siebie widzą. Jeden rozrabiaka klasowy zakochuje się w młodej nauczycielce (wiem, że to kalka z seriali młodzieżowych, ale bardzo pasuje mi ten wątek :) ). Gdzieś pod koniec dociera do nich, że kiedyś każde z nich pójdzie inną drogą i raczej nie będą mieli ze sobą zbyt wiele wspólnego, ale póki co są razem w jednej klasie i te różnice między nimi nie mają wielkiego znaczenia.

    Myślę, że w fabule znajdzie się też miejsce na jakieś naprawdę dramatyczne wydarzenie, ale nie zdecydowałam jeszcze, co to będzie. To raczej wyjdzie w trakcie pisania :)
  • emae 15.05.18, 11:55
    emae napisała:

    > Gdzieś pod koniec dociera do nich, że kiedyś każde z nich pójdzie inną drogą i raczej nie będą mieli ze sobą zbyt wiele wspólnego, ale póki co są razem w jednej klasie i te różnice
    > między nimi nie mają wielkiego znaczenia.
    >

    To zdanie tyczy się zbiorowości licealistów, nie nauczycielki i zakochanego w niej ucznia :) Zajrzałam jeszcze raz do tego wątku i zobaczyłam, że wyszło mi dwuznacznie.
  • fornita111 15.05.18, 12:35
    Ja bardzo lubie takie ksiazki. Mlodziezowe obyczajowki :) (Teraz lyknelam sobie na raz- po raz setny- "Tego obcego" i "Agrafke" Sowy.) Ale powiem Ci, ze 12 wyraznie zarysowanych postaci to jest wyzwanie! Mam pytanie: czy planujesz czarne charaktery? ;)
  • emae 15.05.18, 13:21
    fornita111 napisała:

    > Ja bardzo lubie takie ksiazki. Mlodziezowe obyczajowki :) (Teraz lyknelam sobie
    > na raz- po raz setny- "Tego obcego" i "Agrafke" Sowy.) Ale powiem Ci, ze 12 wy
    > raznie zarysowanych postaci to jest wyzwanie! Mam pytanie: czy planujesz czarne
    > charaktery? ;)

    Nie, z założenia nikt nie jest czarno-biały. Ktoś może kogoś lubić, a kogoś nie, ktoś może postępować mądrze, a ktoś nie, ale zasadniczo to po prostu zwykłe dzieciaki.
    Na pierwszym planie są zbuntowani uczniowie, więc siłą rzeczy rolę czarnych charakterów odgrywają w pewnym stopniu nauczyciele. Ale tak jak napisałam, zamiast jednoznacznej pochwały buntu ma pojawić się konkluzja, że w sumie to młodzi nie bardzo mają pomysł na to, jak miałaby wyglądać rzeczywistość, o którą chcą walczyć i że właściwie nauczyciele mają jednak trochę racji.
  • yasemin 15.05.18, 20:49
    Zaciekawiłaś mnie, Emae, tym pomysłem! Bardzo chętnie poczytałabym o takiej klasie. Ostatnio dużo czytam młodzieżówek, zarówno starego, poczciwego Niziurskiego czy Siesicką, jak i współczesne autorki: Nowak, Jagiełło, Tyszkę. A w Twojej powieści będzie ktoś miał zespół Aspergera lub trudności emocjonalno-społeczne i ogromną wolę ich pokonania - lub zaakceptowania siebie takim, jaki jest?
    Sama zaś ostatnio też zaczęłam pisać książkę o licealistce, w tle przewijają się jej koledzy i koleżanki z klasy, oraz w równoległym wątku o zupełnie innej nastolatce z innej szkoły, i jej klasie, z którą jest bardziej zżyta niż główna bohaterka ze swoją. Bohaterka zaś zaprzyjaźni się z dziewczynką nieco młodszą i z trudnościami emocjonalno-społecznymi właśnie, ale ta przyjaźń może obie bardzo ubogacić. Chciałabym zmieścić w książce jakieś 7-10 lat akcji na nie więcej niż 300-350 stronach, ale nie wiem, czy mi się to uda. Chciałabym poruszyć w niej parę kwestii natury pedagogiczno-społecznej oraz filozoficzno-religijnej, ale wiem, że to drugie jest strasznie trudne. Ogólnie widzę, że bohaterka i jej środowisko przypominają bohaterów MM - ale cóż poradzę, że sama pochodzę z rodziny podobnej do rodziny B., a bohaterce dałam wiele z siebie samej. Nie wiem, kto z Was i Waszych dzieci by to kupił... ale ja po prostu m u s z ę to napisać.

    --
    "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
    -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
  • emae 16.05.18, 10:10
    yasemin napisała:


    > Sama zaś ostatnio też zaczęłam pisać książkę o licealistce, w tle przewijają si
    > ę jej koledzy i koleżanki z klasy, oraz w równoległym wątku o zupełnie innej na
    > stolatce z innej szkoły, i jej klasie, z którą jest bardziej zżyta niż główna b
    > ohaterka ze swoją. Bohaterka zaś zaprzyjaźni się z dziewczynką nieco młodszą i
    > z trudnościami emocjonalno-społecznymi właśnie, ale ta przyjaźń może obie bardz
    > o ubogacić. Chciałabym zmieścić w książce jakieś 7-10 lat akcji na nie więcej n
    > iż 300-350 stronach, ale nie wiem, czy mi się to uda. Chciałabym poruszyć w nie
    > j parę kwestii natury pedagogiczno-społecznej oraz filozoficzno-religijnej, ale
    > wiem, że to drugie jest strasznie trudne. Ogólnie widzę, że bohaterka i jej śr
    > odowisko przypominają bohaterów MM - ale cóż poradzę, że sama pochodzę z rodzin
    > y podobnej do rodziny B., a bohaterce dałam wiele z siebie samej. Nie wiem, kto
    > z Was i Waszych dzieci by to kupił... ale ja po prostu m u s z ę to napisać.
    >

    Yasemin, pisz, pisz! Inspirowanie się MM to żadna ujma, w końcu to klasyka literatury młodzieżowej. Czy da się zmieścić w książce 7-10 lat akcji? Na pewno się da, w końcu MM zmieściła ich znacznie więcej na kartach "Kalamburki" ;) Pytanie, jaki masz na to pomysł. Bo w tym wszystkim musi być też jakaś akcja, fabuła, jakieś wydarzenia konkretnie umiejscowione w czasie. Pytanie brzmi, jak je umiejscowisz, żeby czytelnik nie miał wrażenia, że to wszystko w Twojej książce pędzi jak szalone. Niektórzy autorzy robią np. tak, że opisują kilka wydarzeń z dzieciństwa bohaterów, z ich pierwszego spotkania, jakichś pierwszych konfliktów i pierwszych sytuacji w których okazało się, że mogą na siebie liczyć, potem pobieżnie opisują kilka następnych lat, a właściwa akcja zaczyna się w momencie, gdy bohaterowie są już praktycznie dorośli. Zastanów się, czy chciałabyś napisać właśnie coś takiego, czy może widzisz to jeszcze inaczej.
  • yasemin 21.05.18, 10:31
    Chyba coś takiego zrobię - pierwsze 4-5 rozdziałów to pierwszy rok akcji, potem lata mogą biec szybciej. W "Małej księżniczce", o ile pamiętam, ale i tak będę musiała sobie książkę przypomnieć - w pierwszych kilku rozdziałach Sara ma 7 lat, a potem nagle kończy 11. Ale ja bym chciała jednak gdzieś po drodze między 15 a na przykład 18 rokiem życia mojej bohaterki choć trochę zaznaczyć jej rozwój (albo jego brak) w różnych dziedzinach życia, w każdym razie zaznaczyć parę zmian na różnych etapach młodości.
    A moja akcja to bardziej "plot of thought" czy też "plot of character" niż "plot of action", chciałabym pokazać pewien problem i spojrzenie bohaterki na niego w dzieciństwie (ona je czasem wspomina, ale nie tak często jak nawiązuje do przeszłości narrator w "Cudzoziemce") i wczesnej dorosłości, nie wiem tylko, czy młodzi czytelnicy go uchwycą i czy nie będzie się wydawała nudna. Ja bardzo lubię powieści Henry' ego Jamesa, w których występuje taka fabuła teorii i charakteru, ale myślę, że gdybym czytała "Portret damy" czy "Washington Square" przed 22 rokiem życia, nie przeczytałabym ich nawet do połowy, bo wydawałoby mi się nudne i bez akcji. Tak jak mając 11 lat nie byłam w stanie przebrnąć przez "Błękitny zamek", a nawet w wieku 17 lat przez "Granicę" czy "Przedwiośnie". A nawet w jeszcze starszym wieku zrozumieć, o co chodzi w "Idiocie"... Ale moją książkę muszę napisać, choćby dla siebie.


    --
    "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
    -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
  • emae 21.05.18, 10:51
    yasemin napisała:

    > A moja akcja to bardziej "plot of thought" czy też "plot of character" niż "plo
    > t of action", chciałabym pokazać pewien problem i spojrzenie bohaterki na niego
    > w dzieciństwie (ona je czasem wspomina, ale nie tak często jak nawiązuje do pr
    > zeszłości narrator w "Cudzoziemce") i wczesnej dorosłości, nie wiem tylko, czy
    > młodzi czytelnicy go uchwycą i czy nie będzie się wydawała nudna. Ja bardzo lub
    > ię powieści Henry' ego Jamesa, w których występuje taka fabuła teorii i charakt
    > eru, ale myślę, że gdybym czytała "Portret damy" czy "Washington Square" przed
    > 22 rokiem życia, nie przeczytałabym ich nawet do połowy, bo wydawałoby mi się n
    > udne i bez akcji. Tak jak mając 11 lat nie byłam w stanie przebrnąć przez "Błęk
    > itny zamek", a nawet w wieku 17 lat przez "Granicę" czy "Przedwiośnie". A nawet
    > w jeszcze starszym wieku zrozumieć, o co chodzi w "Idiocie"... Ale moją książk
    > ę muszę napisać, choćby dla siebie.
    >

    Myślę, że jeśli Twoja bohaterka będzie wiarygodna dla młodego czytelnika, a język przystępny, to jak najbardziej znajdziesz czytelników. Wartka akcja nie jest żadnym wymogiem. A nawet jeśli książka okaże się trudna dla młodzieży, może docenią ją dorośli?
    Przede wszystkim: pisz dla siebie. To jest świetne podejście :)
  • dakota77 21.05.18, 11:50
    emae napisała:

    > Myślę, że jeśli Twoja bohaterka będzie wiarygodna dla młodego czytelnika, a jęz
    > yk przystępny, to jak najbardziej znajdziesz czytelników. Wartka akcja nie jest
    > żadnym wymogiem. A nawet jeśli książka okaże się trudna dla młodzieży, może do
    > cenią ją dorośli?
    > Przede wszystkim: pisz dla siebie. To jest świetne podejście :)

    Wartka akcja wymogiem nie jest, ale jakas akcja jednak jest wskazana.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • emae 21.05.18, 12:32
    dakota77 napisała:

    > Wartka akcja wymogiem nie jest, ale jakas akcja jednak jest wskazana.
    >

    Masz rację. Muszę przyznać, że nie wszystkie powieści, o których wspomniała yasemin, są mi znajome. Ale zakładam, że jakaś akcja w nich jest, oprócz opisu przeżyć wewnętrznych.
  • emae 16.05.18, 10:29
    yasemin napisała:

    > A w Twojej
    > powieści będzie ktoś miał zespół Aspergera lub trudności emocjonalno-społeczne
    > i ogromną wolę ich pokonania - lub zaakceptowania siebie takim, jaki jest?

    Trudności emocjonalne i problemy z zaakceptowaniem siebie - jak najbardziej. W końcu to liceum :) Jeśli chodzi o ZA lub inne schorzenia - trochę za mało wiem na ten temat, by o tym pisać i mieć pewność, że nie zrobię z tego karykatury. Mam kolegę z ZA i jestem pod wrażeniem tego, w jak przedziwny sposób pracuje jego umysł. Nie wiem, czy umiałabym to wiarygodnie odtworzyć.

    Będą dwie postaci, których problemy emocjonalne i społeczne będą wynikać z trudnych doświadczeń. Chłopak, pozornie wesoły rozrabiaka, który odreagowuje fakt, że stracił kogoś bliskiego w tragicznych okolicznościach. I dziewczyna, która przeżyła groźny wypadek. Klasa nie bardzo wie, jak teraz z nią rozmawiać, ona nie bardzo wie, jak rozmawiać z klasą, wszyscy widzą, że się zmieniła i nie potrafią sobie z tym poradzić.
  • potworia 16.05.18, 22:45
    A nie dałoby się połączyć w jedno tej egzaltowanej, plotącej komunały i tej, która miała wypadek?
  • emae 17.05.18, 09:05
    One są inne. Ta po wypadku praktycznie z nikim nie chce rozmawiać, łatwo wpada w złość. Egzaltowana ma pozytywne nastawienie i raczej każdemu chciałaby pomagać, ale jest też bardzo wrażliwa na swoim punkcie.
  • potworia 17.05.18, 09:55
    Po prostu o tej egzaltowanej napisałaś poprzednio z tak wyraźną niechęcią, że pomyślałam, że szkoda tak spłaszczać jedną postać, że to jej się przydarza wypadek, egzaltacja opada, wylania się coś prawdziwego i niepokojącego. Ale to Twoja bajka:-)
    Widziałaś serial 13 reasons why? O nastoletnim samobójstwie, które wywraca do góry nogami i obnaża ciemne strony uczniowskiej spoleczności, a właściwie to społeczności w ogóle. Mogłoby być dla Ciebie inspirujące.
    No i South Park, żeby pobudzać nerw zjadliwego humoru i nie popaść w dydaktyzm (nie bierz tego do siebie, South Park doradzam wszystkim i mam wrażenie, że bez niego sama byłabym egzaltowaną dziunią).
  • emae 17.05.18, 10:05
    potworia napisał(a):

    > Po prostu o tej egzaltowanej napisałaś poprzednio z tak wyraźną niechęcią, że p
    > omyślałam, że szkoda tak spłaszczać jedną postać, że to jej się przydarza wypad
    > ek, egzaltacja opada, wylania się coś prawdziwego i niepokojącego. Ale to Twoja
    > bajka:-)

    Nie nie, jeśli to zabrzmiało jak z niechęcią, to przypadkiem :) Ja miałam takich nastolatek mnóstwo w swoim otoczeniu, w sumie ja sama chyba też w jakimś stopniu do nich należałam :D Przekonane o swojej niezwykłej mądrości i głębi, tak bardzo wyjątkowe i inne od wszystkich... Jeśli uda mi się napisać ją dobrze, to będzie fajna postać :)

    Co do seriali, o których mówisz, to "13 reasons" chyba faktycznie obejrzę, mimo smutnego zakończenia. "South Park" jakoś nigdy mnie nie pociągał.
  • zla.m 20.05.18, 15:42
    yasemin napisała:

    >Bohaterka zaś zaprzyjaźni się z dziewczynką nieco młodszą i
    > z trudnościami emocjonalno-społecznymi właśnie, ale ta przyjaźń może obie bardz
    > o ubogacić.

    Błagam... tylko nie ubogacić. Nie pisz książki z takimi brzydkimi słowami.

    --
    Dziś poznałam straszną prawdę. Okazało się, że kiedy mój facet mówi, to myśli to, co mówi, a nie to, czego się domyślam. Koszmar jakiś
  • yasemin 21.05.18, 10:17
    Nie wiedziałam, że to aż tak brzydko brzmi. Ale postaram się moje bohaterki... wzbogacić. Lepiej?


    --
    "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
    -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
  • jottka 21.05.18, 14:46
    ubogacenie się rozpleniło chyba pod wpływem kazań, czyli przedziwnej nowomowy a la ksiądz Baka, tylko bez jego wdzięku:)
  • reveiled 21.05.18, 13:57
    No to teraz ja mam pomysl… Troche niespodziewanie… Zacznijmy od tego… Ogolnie nie przepadalam nigdy za cala idea fanfikow… To forum troche zmienilo moje nastawienie do nich… Ale nie interesowalo mnie pisanie fanfikow. Dawno nie mialam czasu na napisanie czegos dluzszcego, ale ciagnelo mnie, zeby cos napisac, ale cos wlanego, na fanfiki szkoda mi czasu… Ale jednak jakos mialam ochote napisac cos o Rozy i Laurze, moze troche pod wplywem a_i_oli (bedzie dalszy ciag???) - ale stwierdzilam ze to nie ma sensu, bo po pierwsze nadal szkoda mi czasu na fanfiki, a po drugie - mieszkam od ponad 25 lat w Kanadzie i slabo znam polskie realia, a brytyjskich w ogole, wiec… Ale cos ciagle chodzilo mi po glowie, rownolegle z kilkoma innymi bardzo mglistymi pomyslami nie zwiazanymi z Jezycjada… No i teraz mam taki bardzo poczatkowy zarys, tylko mam pytanie - gdzie konczy sie inspiracja a zaczyna plagiat? Bo akcja jest raczej bardzo moja, ale bohaterowie - sami zobaczcie…

    Wiec to ma byc powiesc o dwoch siostrach. Maja tez mlodszego brata, ale siostry sa glownymi bohaterkami. Dzieje sie wspolczesnie, ale duzo jest patrzenia wstecz.

    Starsza siostra jest w moim wieku (40), mlodsza jest o cztery lata mlodsza. W wieku 14 i 10 lat przyjechaly z matka do Kanady na zaproszenie siostry matki. Matka w Kanadzie wyszla po raz drugi za maz i z tego malzenstwa ma syna. Ciotka tez ma syna, troche mlodszego niz brat glownych bohaterek i jego przeciwienstwo pod wzgledem charakteru, i duzo mlodsza corke, niespodzianke po czterdziestce.

    W Polsce zostali dziadkowie, dosyc przemadrzaly, oderwany od zycia dziadek, i babcia, nauczycielka i poetka, oraz dwie mlodsze ciotki, jedna tez bardzo oderwana od zycia i rodziny, a druga takie centrum, troche rozczarowana wyjazdem starszych siostr, ale ogolnie bardzo kochajaca i rozumiejaca.

    Wiecej o moich glownych bohaterkach - starsza to takie rodzinne sloneczko, ale czasem zmeczone ta rola, maz taki frycowaty i jego rodzina tez shopo-podobna, ale wzorowana bardziej na rodzinie meza mojej kolezanki, ktora prawde mowiac jest shopo-podobna, i czytajac wlasnie ich sobie wyobrazalam w roli Shoppow, mlodszy brat jest przeciwienstwem starszego, siostra zawsze stara sie ratowac sytuacje i bywa bardziej sloneczkowata niz glowna bohaterka, ktora to zaczyna irytowac. Glowna bohaterka ma trojke dzieci.

    Mlodsza siostra to taka troche niespelniona artystka, wzeniona w rodzine przypominajaca rodzine innej mojej znajomej (emigrantow z Polski, dorosle dzieci urodzone w Kanadzie), jej maz troche przypomina mojego meza, troche moich dwoch kolegow z pracy, tak, jest nauczycielem, ale to akurat nie ma nic wspolnego z Jadamem, wiecej z moimi zyciowymi doswiadczeniami, jestem nauczycielka, znam wielu nauczycieli, duzo bardzo interesujacych osobowosci, zreszta moje dwie glowne bohaterki tez sa nauczycielkami, chociaz bardzo roznymi - inne motywacje, inne doswiadczenia, ktore doprowadzily je do tej decyzji, inne podejscie do zawodu.

    I tak, obie maja bardzo duzo ze mnie.
    Mlodszy brat ma bardzo wyraznie to co nazywamy ZA, chociaz wedlug obowiazujacych obecnie kryteriow Asperger juz nie istnieje, jest “high functioning autism”. Tak, znam sie na tym i umiem opisac, i nie, nie uwazam, ze IGS, Fryc albo Ignacy senior maja ZA/HFA. Maz mojej starszej bohaterki ma pewne cechy, a jej syn ma wiecej, a moze i ma HFA (syn).

    Moje bohaterki maja duzo rozdrapow,watpliwosci i niejasnosci na tematy swoich malzenstw, pracy, matki, rodziny w Polsce, ambicji artystycznych, wiary, wychowania dzieci, mieszaniny kultur i jezykow, i dochodza do bardzo roznych wnioskow.

    No i co myslicie? Plagiat? Inspiracja?

    W dodatku do inspiracji Jezycjada jest troche, mniej wyraznych, inspiracji “Szklanym zamkiem”.

    I czy moja mlodsza bohaterka moze nazywac sie Laura? To dla mnie dosyc wazne, nie tylko ze wzgledu na Tygrysa, ale i na inna Laure… (Przysiegam, nie jestem Diana!)
  • emae 21.05.18, 15:14
    Reveiled, tak jak to opisujesz, to ja w ogóle nie widzę tu plagiatu :) Inspirację, owszem. Co nie jest żadnym powodem do wstydu. Autorzy na całym świecie inspirują się dokonaniami innych. BTW, czytał ktoś "Niebieski rower"? :)

    Oczywiście wiele zależy od tego, jak to napiszesz.

    Twoja bohaterka może mieć na imię Laura, czemu by nie :) Ale jeśli mogę coś zasugerować, to niech nie ma stalowych oczu ;) A starsza siostra jak ma na imię?

    Mój wyżej opisywany pomysł również opiera się w dużym stopniu na inspiracjach zaczerpniętych z innych książek, a także z filmów. A nawet z piosenek. To swego rodzaju gra literacka. Ale nie chcę zdradzać szczegółów, zwłaszcza na tym etapie.
    Muszę Wam przyznać, że odkąd opisałam ten pomysł na forum, myślę o nim coraz bardziej intensywnie. Raczej na pewno to napiszę.

  • reveiled 21.05.18, 15:57
    Ogromne dzieki, Emae. Plagiat moglby byc co najwyzej w strukturze rodziny, ale tez nie do konca. Ot, dziadkowie maja cztery corki, najstarsza corka ma dwie corki z pierwszego malzenstwa i syna z drugiego. I charaktery tych postaci troche sie pokrywaja z tymi z MM, moze nawet bardziej niz troche. Pozniej z ta struktura rodzinna tez roznie bywa. Starsza siostra (na imie ma Beata) ma trojke dzieci. Laura ma corke. I nie ma stalowych oczu. Gosia ("Ida") ma dwojke, syn troche Jozinopodobny, ale tylko troche, ot, typowy nastolatek ze sportowymi zainteresowaniami, corka toche przemadrzala, ale nie w styly Lusi. Ewa ("Natalia") ma jednego syna. Maz Laury z Adamem ma wspolny tylko zawod.

    Przy okazji stalowych oczu uswiadomilam sobie, ze jakos nie przemyslalam relacji Beaty i Laury z ojcem. To znaczy wyglada na to, ze relacji nie ma, ale jednak jakis efekt tego musi byc widoczny, szczegolnie ze relacje z dziadkami i ciotkami w Polsce sa dosyc wazne.

    Powodzenia w pisaniu, Emae. Ja tez raczej na pewno napisze.
  • dakota77 21.05.18, 16:00
    Reveiled, chetnie te powiesc przeczytam, jak powstanie :)

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • reveiled 21.05.18, 16:38
    I tak o tym mysle, i chcialabym, i boje sie posadzen o plagiat... A gdyby tak gdzies pod koniec Beata przeczytala neojezycjade i odniosla troche do swojej rodziny? Oni sa tacy jak my... Ale jednak moja matka nie jest az tak niestabilna... I ja jednak mialam troche wiecej szczescia niz Roza... Laura tez mogla gorzej trafic... I dobrze, ze wyjechalysmy wtedy kiedy wyjechalysmy...
  • reveiled 21.05.18, 20:38
    Albo moze Beata moglaby wrecz pomyslec: moglabym o naszej rodzinie napisac ksiazke, ale jeszcze mnie ktos posadzi o plagiat?
  • emae 21.05.18, 23:15
    Moim zdaniem możesz spokojnie wykorzystać któryś z tych pomysłów, albo nie wykorzystywać żadnego, Twoja decyzja. Oskarżenia o plagiat raczej Ci nie grożą w ogóle. Różnic jest za dużo.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.