Dodaj do ulubionych

Nasze pomysły literackie?

14.05.18, 11:35
Tak mi przyszło do głowy na fali wątku guineapigs. Wiem, że wiele osób spośród nas pisze, niektórzy zawodowo, niektórzy hobbystycznie. Może fajnie byłoby porozmawiać tutaj o naszych niewykorzystanych jeszcze pomysłach na książki/opowiadania/mogą być i fanfiki? Można by było czysto teoretycznie rozważyć, na ile pomysły są warte realizacji i jakie pułapki dla młodego pisarza/pisarki mogą się w nich kryć.

Ja chętnie opiszę swój pomysł, ale jestem ciekawa też Waszych :)
Edytor zaawansowany
  • fornita111 14.05.18, 12:02
    Dawaj! :) :) :)
    Ja tam jestem przesadna i praktykuje myslenie magiczne, wiec nigdy nie mowie o pomyslach, ktore chce zrealizowac, zeby nie zapeszyc. Ale chetnie podziele sie tymi, ktore odrzucilam, coby sie forum posmial ;D
    1. Azyl- grupa nieszczesliwych mlodych ludzi postanawia zamieszkac razem, zeby wspolnie, pomagajac sobie nawzajem, wyjsc na prosta. Jest tam seksoholik, dziewczyna, ktora sie kompulsywnie objada, dziewczyna, ktora sie tnie i alkoholik. Na poczatku wszystko funkcjonuje dobrze, ale pozniej... horror i masakra.
    2. Nasz babski swiat- dwie przyjaciolki ktorym nie uklada sie w zyciu (i zawodowo i w milosci) postanawiaja zostac "domowkami"- sprzedawac sie za pieniadze. "Biznes" niszczy ich wieloletnia przyjazn i zmienia je na zawsze. A zeby bylo juz cdd to jedna zaraza sie wirusem HIV.
    3. Nieswieta trojca- trzy kobiety walcza o wzgledy jednego mezczyzny. Jedna udaje ciaze, druga wynajmuje zbirow, ktorzy maja nastraszyc rywalki. I tak sie zarly i dziobaly przez 20 stron az mnie to zmeczylo. Na koncu facet mial wybrac inna, nowa czwarta babke :P
  • emae 14.05.18, 12:06
    fornita111 napisała:

    > Dawaj! :) :) :)
    > Ja tam jestem przesadna i praktykuje myslenie magiczne, wiec nigdy nie mowie o
    > pomyslach, ktore chce zrealizowac, zeby nie zapeszyc. Ale chetnie podziele sie
    > tymi, ktore odrzucilam, coby sie forum posmial ;D
    > 1. Azyl- grupa nieszczesliwych mlodych ludzi postanawia zamieszkac razem, zeby
    > wspolnie, pomagajac sobie nawzajem, wyjsc na prosta. Jest tam seksoholik, dziew
    > czyna, ktora sie kompulsywnie objada, dziewczyna, ktora sie tnie i alkoholik. N
    > a poczatku wszystko funkcjonuje dobrze, ale pozniej... horror i masakra.
    > 2. Nasz babski swiat- dwie przyjaciolki ktorym nie uklada sie w zyciu (i zawodo
    > wo i w milosci) postanawiaja zostac "domowkami"- sprzedawac sie za pieniadze. "
    > Biznes" niszczy ich wieloletnia przyjazn i zmienia je na zawsze. A zeby bylo ju
    > z cdd to jedna zaraza sie wirusem HIV.
    > 3. Nieswieta trojca- trzy kobiety walcza o wzgledy jednego mezczyzny. Jedna uda
    > je ciaze, druga wynajmuje zbirow, ktorzy maja nastraszyc rywalki. I tak sie zar
    > ly i dziobaly przez 20 stron az mnie to zmeczylo. Na koncu facet mial wybrac in
    > na, nowa czwarta babke :P

    O ja, nieźle :) Zło i mrok :) Ale przyznam, że "Azyl" chętnie bym przeczytała :)
  • yasemin 15.05.18, 20:51
    Też bym chętnie przeczytała Twój "Azyl".

    --
    "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
    -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
  • potworia 16.05.18, 17:26
    Ja też. Czytałaś "Opętanych" Palahniuka? Zbliżony koncept.
  • fornita111 16.05.18, 19:09
    Nie czytalam. Ale teraz wiem, ze przeczytam :) Tak szczerze-szczerze: sam pomysl wydawal mi sie naprawde ok. Mini spoleczosc miala swoj plan wyjscia z traum, regulamin postepowania w azylu. Jednak ich demony zwyciezaja i stopniowo przejmuja kontrole. I to mogloby byc interesujace w wykonaniu Kinga. Ja jednak nie potrafilam opisac najtrudniejszego- przejscia od dobrych checi, do koszmaru. Same pomysly to bardzo duzo... i bardzo malo ;)
  • przymrozki 14.05.18, 12:35
    Jak to jednak w życiu zdarzają się zbiegi okoliczności. Ja co prawda osobiście żadnej fikcji nie tworzę (nie licząc jeżycjadowych fanfików, ale to raczej dla radości z wygłupu), ale dzisiaj rano rozważałam pomysł na drugiego męża Róży.

    A co mnie natchnęło. Otóż. W mojej rodzinnej miejscowości, mieście co prawda, ale małym, większość populacji słyszała o panu X - nie wiem, czy ostatnim, ale na pewno mocno spóźnionym hipisie. Kiedy ktoś, zwykle kierując się współczuciem, oferował panu X pracę, ten przyjmował ją chętnie, ale zwykle po kilku dniach dochodził do wniosku, że powtarzalność zabija jego kreatywność, a sztywne godziny pracy odbierają mu wolność. I że nie po to został stworzony, żeby tracić życie na rzeczy, które go nie wzbogacają. Pan X żył w związku (nie wiem, czy zalegalizowanym) z panią o podobnym podejściu i, celowo lub tak wyszło, ale dorobili się rodziny wielodzietnej. Nie było tam patologii w sensie potocznym, to znaczy rodzice nie nadużywali żadnych psychoaktywnych substancji i nie stosowali przemocy. Byli jednak koncertowo niedojrzali i niesłychanie wręcz nieodpowiedzialni, a więc nie byli dla dzieci żadnym oparciem - potrafili nie nakarmić dzieci, bo jakoś im to nie przyszło do głowy, a nawet pójść na krótki spacer, z którego wracali po tygodniu, bo akurat oczy ich poniosły na drugi koniec Polski. Rodzina miała się nie najgorzej, póki żyli rodzice pani X. Potem cały ciężar utrzymania rodziny i zapewnienia młodszym dzieciom jakieś stabilności wzięli na siebie najstarsi synowie. Pamiętam ich z dzieciństwa, wtedy wydawali mi się w zasadzie dorośli, ale starszy z nich mógł mieć wtedy najwyżej 16 lat, a obaj pracowali po kilkadziesiąt godzin w tygodniu.

    I cóż z tego, ano to, że moja koleżanka spotkała ostatnio jednego z tych synów. Jest odpowiedzialny do przesady, wszystko musi załatwić sam, bo bez tego nie zaśnie - byłby naprawdę idealny dla Róży. I, co byłoby ciekawe fabularnie w zestawieniu z rodziną Borejków, facet jest chodzącą wystawą konwencji społecznej. Siedzi prosto i cierpi katusze na każdą myśl, że cokolwiek w jego zachowaniu lub wyglądzie można by uznać za "dziwaczne". Jest aktywnie przeciwny artystom i wolnym strzelcom, bo "kto tak żyje". Nie jeździ na wakacje, gdy ma ochotę, ale wtedy, kiedy "jeździ się na wakacje". Oburza się, że ktoś je obiady w pracy, bo skądś (nie wiadomo, skąd) przyszło mu do głowy, że rodzina jest wtedy, jak je się razem obiad o 17:00. Koniecznie akurat o 17:00. Na dodatek zapewne jest dostępny tylko w pakiecie z młodszym rodzeństwem, szalonymi niebieskimi ptakami wyjadającymi jedzenie z cudzych lodówek. Aż się o nich wszystkich prosi na Roosevelta. Już widzę te borejkowe żarciki z braku poczucia humoru nowego męża Róży. Przeplatane wyrazami uznania, że wziął ją "taką" i zapewnia jej bezpieczny byt.

    Trochę z Marcelka, trochę z Bebe, trochę z Fryca. MM umiałaby opisać ten typ męża.
  • emae 14.05.18, 12:56
    No, to byłoby ciekawe! A co do rodziców rzeczonego mężczyzny - to prawdę mówiąc miałam obawy, że podobnie będzie wyglądać moje rodzicielstwo... :D
  • emae 15.05.18, 09:12
    Ja od dawna nie mam czasu na pisanie, ale gdyby miało się to kiedyś zmienić - to jest jeden pomysł, na którego realizację coraz bardziej się cieszę. W zasadzie jest to pomysł, który wiele lat temu odrzuciłam jak zbyt banalny (hahaha) na rzecz zupełnie nierealnych wymysłów. Teraz zmodyfikowałam go trochę i naprawdę mam dużą ochotę to napisać.

    Chodzi generalnie o rok z życia licealistów z jednej klasy. Jeszcze nie zdecydowałam, czy to ma być pierwszy rok, czy ostatni, a może starczy mi pomysłów na opisanie wszystkich lat ich licealnej edukacji? Liceum jest dość renomowane, ale tak naprawdę ta renoma bierze się z opinii wypracowanej przez lata, a sama szkoła nie wyróżnia się niczym szczególnym. Uczniowie, jak to uczniowie, są bardzo różnorodną grupą. I głównie na tej różnorodności opiera się mój pomysł. Chcę dać się "wypowiedzieć" jak największej ilości postaci (narracja trzecioosobowa, ale mocno zależna). A wśród nich jest m.in.: klasowa kronikarka, nieśmiała, ale wnikliwa obserwatorka, wyraźnie zafascynowana koleżanką z klasy. Jest młodociany poeta-buntownik, piszący dość mroczne wiersze o poczuciu bycia kontrolowanym. Jest egzaltowane dziewczę, które wypowiada się praktycznie samymi niezbyt odkrywczymi bon-motami. Jest też zamknięty w sobie chłopak, zaniedbujący naukę, który okazuje się być wyjątkowo uzdolniony kulinarnie. Jego wielkim marzeniem jest być kucharzem, jednak rodzice nie przyjmują tego do wiadomości. Narracja z jego punktu widzenia będzie pełna odniesień do gotowania i kuchni (i będę się musiała w tym temacie nieźle dokształcić). Jest ich jeszcze więcej, ale też nie za dużo, żeby nie zrobić bałaganu - widzę jakieś 12 ważniejszych postaci, reszta to tło.

    W czasie akcji młodzi bohaterowie zawierają przyjaźnie, tworzy się zespół muzyczny (poeta gra na gitarze, jest tez perkusista i wokalistka), tworzą się grupy zainteresowań. Buntują się, ale tak naprawdę wychodzi na to, że nie do końca wiedzą, przeciwko czemu się buntują i jakie rozwiązanie dla siebie widzą. Jeden rozrabiaka klasowy zakochuje się w młodej nauczycielce (wiem, że to kalka z seriali młodzieżowych, ale bardzo pasuje mi ten wątek :) ). Gdzieś pod koniec dociera do nich, że kiedyś każde z nich pójdzie inną drogą i raczej nie będą mieli ze sobą zbyt wiele wspólnego, ale póki co są razem w jednej klasie i te różnice między nimi nie mają wielkiego znaczenia.

    Myślę, że w fabule znajdzie się też miejsce na jakieś naprawdę dramatyczne wydarzenie, ale nie zdecydowałam jeszcze, co to będzie. To raczej wyjdzie w trakcie pisania :)
  • emae 15.05.18, 11:55
    emae napisała:

    > Gdzieś pod koniec dociera do nich, że kiedyś każde z nich pójdzie inną drogą i raczej nie będą mieli ze sobą zbyt wiele wspólnego, ale póki co są razem w jednej klasie i te różnice
    > między nimi nie mają wielkiego znaczenia.
    >

    To zdanie tyczy się zbiorowości licealistów, nie nauczycielki i zakochanego w niej ucznia :) Zajrzałam jeszcze raz do tego wątku i zobaczyłam, że wyszło mi dwuznacznie.
  • fornita111 15.05.18, 12:35
    Ja bardzo lubie takie ksiazki. Mlodziezowe obyczajowki :) (Teraz lyknelam sobie na raz- po raz setny- "Tego obcego" i "Agrafke" Sowy.) Ale powiem Ci, ze 12 wyraznie zarysowanych postaci to jest wyzwanie! Mam pytanie: czy planujesz czarne charaktery? ;)
  • emae 15.05.18, 13:21
    fornita111 napisała:

    > Ja bardzo lubie takie ksiazki. Mlodziezowe obyczajowki :) (Teraz lyknelam sobie
    > na raz- po raz setny- "Tego obcego" i "Agrafke" Sowy.) Ale powiem Ci, ze 12 wy
    > raznie zarysowanych postaci to jest wyzwanie! Mam pytanie: czy planujesz czarne
    > charaktery? ;)

    Nie, z założenia nikt nie jest czarno-biały. Ktoś może kogoś lubić, a kogoś nie, ktoś może postępować mądrze, a ktoś nie, ale zasadniczo to po prostu zwykłe dzieciaki.
    Na pierwszym planie są zbuntowani uczniowie, więc siłą rzeczy rolę czarnych charakterów odgrywają w pewnym stopniu nauczyciele. Ale tak jak napisałam, zamiast jednoznacznej pochwały buntu ma pojawić się konkluzja, że w sumie to młodzi nie bardzo mają pomysł na to, jak miałaby wyglądać rzeczywistość, o którą chcą walczyć i że właściwie nauczyciele mają jednak trochę racji.
  • yasemin 15.05.18, 20:49
    Zaciekawiłaś mnie, Emae, tym pomysłem! Bardzo chętnie poczytałabym o takiej klasie. Ostatnio dużo czytam młodzieżówek, zarówno starego, poczciwego Niziurskiego czy Siesicką, jak i współczesne autorki: Nowak, Jagiełło, Tyszkę. A w Twojej powieści będzie ktoś miał zespół Aspergera lub trudności emocjonalno-społeczne i ogromną wolę ich pokonania - lub zaakceptowania siebie takim, jaki jest?
    Sama zaś ostatnio też zaczęłam pisać książkę o licealistce, w tle przewijają się jej koledzy i koleżanki z klasy, oraz w równoległym wątku o zupełnie innej nastolatce z innej szkoły, i jej klasie, z którą jest bardziej zżyta niż główna bohaterka ze swoją. Bohaterka zaś zaprzyjaźni się z dziewczynką nieco młodszą i z trudnościami emocjonalno-społecznymi właśnie, ale ta przyjaźń może obie bardzo ubogacić. Chciałabym zmieścić w książce jakieś 7-10 lat akcji na nie więcej niż 300-350 stronach, ale nie wiem, czy mi się to uda. Chciałabym poruszyć w niej parę kwestii natury pedagogiczno-społecznej oraz filozoficzno-religijnej, ale wiem, że to drugie jest strasznie trudne. Ogólnie widzę, że bohaterka i jej środowisko przypominają bohaterów MM - ale cóż poradzę, że sama pochodzę z rodziny podobnej do rodziny B., a bohaterce dałam wiele z siebie samej. Nie wiem, kto z Was i Waszych dzieci by to kupił... ale ja po prostu m u s z ę to napisać.

    --
    "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
    -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
  • emae 16.05.18, 10:10
    yasemin napisała:


    > Sama zaś ostatnio też zaczęłam pisać książkę o licealistce, w tle przewijają si
    > ę jej koledzy i koleżanki z klasy, oraz w równoległym wątku o zupełnie innej na
    > stolatce z innej szkoły, i jej klasie, z którą jest bardziej zżyta niż główna b
    > ohaterka ze swoją. Bohaterka zaś zaprzyjaźni się z dziewczynką nieco młodszą i
    > z trudnościami emocjonalno-społecznymi właśnie, ale ta przyjaźń może obie bardz
    > o ubogacić. Chciałabym zmieścić w książce jakieś 7-10 lat akcji na nie więcej n
    > iż 300-350 stronach, ale nie wiem, czy mi się to uda. Chciałabym poruszyć w nie
    > j parę kwestii natury pedagogiczno-społecznej oraz filozoficzno-religijnej, ale
    > wiem, że to drugie jest strasznie trudne. Ogólnie widzę, że bohaterka i jej śr
    > odowisko przypominają bohaterów MM - ale cóż poradzę, że sama pochodzę z rodzin
    > y podobnej do rodziny B., a bohaterce dałam wiele z siebie samej. Nie wiem, kto
    > z Was i Waszych dzieci by to kupił... ale ja po prostu m u s z ę to napisać.
    >

    Yasemin, pisz, pisz! Inspirowanie się MM to żadna ujma, w końcu to klasyka literatury młodzieżowej. Czy da się zmieścić w książce 7-10 lat akcji? Na pewno się da, w końcu MM zmieściła ich znacznie więcej na kartach "Kalamburki" ;) Pytanie, jaki masz na to pomysł. Bo w tym wszystkim musi być też jakaś akcja, fabuła, jakieś wydarzenia konkretnie umiejscowione w czasie. Pytanie brzmi, jak je umiejscowisz, żeby czytelnik nie miał wrażenia, że to wszystko w Twojej książce pędzi jak szalone. Niektórzy autorzy robią np. tak, że opisują kilka wydarzeń z dzieciństwa bohaterów, z ich pierwszego spotkania, jakichś pierwszych konfliktów i pierwszych sytuacji w których okazało się, że mogą na siebie liczyć, potem pobieżnie opisują kilka następnych lat, a właściwa akcja zaczyna się w momencie, gdy bohaterowie są już praktycznie dorośli. Zastanów się, czy chciałabyś napisać właśnie coś takiego, czy może widzisz to jeszcze inaczej.
  • yasemin 21.05.18, 10:31
    Chyba coś takiego zrobię - pierwsze 4-5 rozdziałów to pierwszy rok akcji, potem lata mogą biec szybciej. W "Małej księżniczce", o ile pamiętam, ale i tak będę musiała sobie książkę przypomnieć - w pierwszych kilku rozdziałach Sara ma 7 lat, a potem nagle kończy 11. Ale ja bym chciała jednak gdzieś po drodze między 15 a na przykład 18 rokiem życia mojej bohaterki choć trochę zaznaczyć jej rozwój (albo jego brak) w różnych dziedzinach życia, w każdym razie zaznaczyć parę zmian na różnych etapach młodości.
    A moja akcja to bardziej "plot of thought" czy też "plot of character" niż "plot of action", chciałabym pokazać pewien problem i spojrzenie bohaterki na niego w dzieciństwie (ona je czasem wspomina, ale nie tak często jak nawiązuje do przeszłości narrator w "Cudzoziemce") i wczesnej dorosłości, nie wiem tylko, czy młodzi czytelnicy go uchwycą i czy nie będzie się wydawała nudna. Ja bardzo lubię powieści Henry' ego Jamesa, w których występuje taka fabuła teorii i charakteru, ale myślę, że gdybym czytała "Portret damy" czy "Washington Square" przed 22 rokiem życia, nie przeczytałabym ich nawet do połowy, bo wydawałoby mi się nudne i bez akcji. Tak jak mając 11 lat nie byłam w stanie przebrnąć przez "Błękitny zamek", a nawet w wieku 17 lat przez "Granicę" czy "Przedwiośnie". A nawet w jeszcze starszym wieku zrozumieć, o co chodzi w "Idiocie"... Ale moją książkę muszę napisać, choćby dla siebie.


    --
    "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
    -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
  • emae 21.05.18, 10:51
    yasemin napisała:

    > A moja akcja to bardziej "plot of thought" czy też "plot of character" niż "plo
    > t of action", chciałabym pokazać pewien problem i spojrzenie bohaterki na niego
    > w dzieciństwie (ona je czasem wspomina, ale nie tak często jak nawiązuje do pr
    > zeszłości narrator w "Cudzoziemce") i wczesnej dorosłości, nie wiem tylko, czy
    > młodzi czytelnicy go uchwycą i czy nie będzie się wydawała nudna. Ja bardzo lub
    > ię powieści Henry' ego Jamesa, w których występuje taka fabuła teorii i charakt
    > eru, ale myślę, że gdybym czytała "Portret damy" czy "Washington Square" przed
    > 22 rokiem życia, nie przeczytałabym ich nawet do połowy, bo wydawałoby mi się n
    > udne i bez akcji. Tak jak mając 11 lat nie byłam w stanie przebrnąć przez "Błęk
    > itny zamek", a nawet w wieku 17 lat przez "Granicę" czy "Przedwiośnie". A nawet
    > w jeszcze starszym wieku zrozumieć, o co chodzi w "Idiocie"... Ale moją książk
    > ę muszę napisać, choćby dla siebie.
    >

    Myślę, że jeśli Twoja bohaterka będzie wiarygodna dla młodego czytelnika, a język przystępny, to jak najbardziej znajdziesz czytelników. Wartka akcja nie jest żadnym wymogiem. A nawet jeśli książka okaże się trudna dla młodzieży, może docenią ją dorośli?
    Przede wszystkim: pisz dla siebie. To jest świetne podejście :)
  • dakota77 21.05.18, 11:50
    emae napisała:

    > Myślę, że jeśli Twoja bohaterka będzie wiarygodna dla młodego czytelnika, a jęz
    > yk przystępny, to jak najbardziej znajdziesz czytelników. Wartka akcja nie jest
    > żadnym wymogiem. A nawet jeśli książka okaże się trudna dla młodzieży, może do
    > cenią ją dorośli?
    > Przede wszystkim: pisz dla siebie. To jest świetne podejście :)

    Wartka akcja wymogiem nie jest, ale jakas akcja jednak jest wskazana.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • emae 21.05.18, 12:32
    dakota77 napisała:

    > Wartka akcja wymogiem nie jest, ale jakas akcja jednak jest wskazana.
    >

    Masz rację. Muszę przyznać, że nie wszystkie powieści, o których wspomniała yasemin, są mi znajome. Ale zakładam, że jakaś akcja w nich jest, oprócz opisu przeżyć wewnętrznych.
  • emae 16.05.18, 10:29
    yasemin napisała:

    > A w Twojej
    > powieści będzie ktoś miał zespół Aspergera lub trudności emocjonalno-społeczne
    > i ogromną wolę ich pokonania - lub zaakceptowania siebie takim, jaki jest?

    Trudności emocjonalne i problemy z zaakceptowaniem siebie - jak najbardziej. W końcu to liceum :) Jeśli chodzi o ZA lub inne schorzenia - trochę za mało wiem na ten temat, by o tym pisać i mieć pewność, że nie zrobię z tego karykatury. Mam kolegę z ZA i jestem pod wrażeniem tego, w jak przedziwny sposób pracuje jego umysł. Nie wiem, czy umiałabym to wiarygodnie odtworzyć.

    Będą dwie postaci, których problemy emocjonalne i społeczne będą wynikać z trudnych doświadczeń. Chłopak, pozornie wesoły rozrabiaka, który odreagowuje fakt, że stracił kogoś bliskiego w tragicznych okolicznościach. I dziewczyna, która przeżyła groźny wypadek. Klasa nie bardzo wie, jak teraz z nią rozmawiać, ona nie bardzo wie, jak rozmawiać z klasą, wszyscy widzą, że się zmieniła i nie potrafią sobie z tym poradzić.
  • potworia 16.05.18, 22:45
    A nie dałoby się połączyć w jedno tej egzaltowanej, plotącej komunały i tej, która miała wypadek?
  • emae 17.05.18, 09:05
    One są inne. Ta po wypadku praktycznie z nikim nie chce rozmawiać, łatwo wpada w złość. Egzaltowana ma pozytywne nastawienie i raczej każdemu chciałaby pomagać, ale jest też bardzo wrażliwa na swoim punkcie.
  • potworia 17.05.18, 09:55
    Po prostu o tej egzaltowanej napisałaś poprzednio z tak wyraźną niechęcią, że pomyślałam, że szkoda tak spłaszczać jedną postać, że to jej się przydarza wypadek, egzaltacja opada, wylania się coś prawdziwego i niepokojącego. Ale to Twoja bajka:-)
    Widziałaś serial 13 reasons why? O nastoletnim samobójstwie, które wywraca do góry nogami i obnaża ciemne strony uczniowskiej spoleczności, a właściwie to społeczności w ogóle. Mogłoby być dla Ciebie inspirujące.
    No i South Park, żeby pobudzać nerw zjadliwego humoru i nie popaść w dydaktyzm (nie bierz tego do siebie, South Park doradzam wszystkim i mam wrażenie, że bez niego sama byłabym egzaltowaną dziunią).
  • emae 17.05.18, 10:05
    potworia napisał(a):

    > Po prostu o tej egzaltowanej napisałaś poprzednio z tak wyraźną niechęcią, że p
    > omyślałam, że szkoda tak spłaszczać jedną postać, że to jej się przydarza wypad
    > ek, egzaltacja opada, wylania się coś prawdziwego i niepokojącego. Ale to Twoja
    > bajka:-)

    Nie nie, jeśli to zabrzmiało jak z niechęcią, to przypadkiem :) Ja miałam takich nastolatek mnóstwo w swoim otoczeniu, w sumie ja sama chyba też w jakimś stopniu do nich należałam :D Przekonane o swojej niezwykłej mądrości i głębi, tak bardzo wyjątkowe i inne od wszystkich... Jeśli uda mi się napisać ją dobrze, to będzie fajna postać :)

    Co do seriali, o których mówisz, to "13 reasons" chyba faktycznie obejrzę, mimo smutnego zakończenia. "South Park" jakoś nigdy mnie nie pociągał.
  • zla.m 20.05.18, 15:42
    yasemin napisała:

    >Bohaterka zaś zaprzyjaźni się z dziewczynką nieco młodszą i
    > z trudnościami emocjonalno-społecznymi właśnie, ale ta przyjaźń może obie bardz
    > o ubogacić.

    Błagam... tylko nie ubogacić. Nie pisz książki z takimi brzydkimi słowami.

    --
    Dziś poznałam straszną prawdę. Okazało się, że kiedy mój facet mówi, to myśli to, co mówi, a nie to, czego się domyślam. Koszmar jakiś
  • yasemin 21.05.18, 10:17
    Nie wiedziałam, że to aż tak brzydko brzmi. Ale postaram się moje bohaterki... wzbogacić. Lepiej?


    --
    "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
    -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
  • jottka 21.05.18, 14:46
    ubogacenie się rozpleniło chyba pod wpływem kazań, czyli przedziwnej nowomowy a la ksiądz Baka, tylko bez jego wdzięku:)
  • reveiled 21.05.18, 13:57
    No to teraz ja mam pomysl… Troche niespodziewanie… Zacznijmy od tego… Ogolnie nie przepadalam nigdy za cala idea fanfikow… To forum troche zmienilo moje nastawienie do nich… Ale nie interesowalo mnie pisanie fanfikow. Dawno nie mialam czasu na napisanie czegos dluzszcego, ale ciagnelo mnie, zeby cos napisac, ale cos wlanego, na fanfiki szkoda mi czasu… Ale jednak jakos mialam ochote napisac cos o Rozy i Laurze, moze troche pod wplywem a_i_oli (bedzie dalszy ciag???) - ale stwierdzilam ze to nie ma sensu, bo po pierwsze nadal szkoda mi czasu na fanfiki, a po drugie - mieszkam od ponad 25 lat w Kanadzie i slabo znam polskie realia, a brytyjskich w ogole, wiec… Ale cos ciagle chodzilo mi po glowie, rownolegle z kilkoma innymi bardzo mglistymi pomyslami nie zwiazanymi z Jezycjada… No i teraz mam taki bardzo poczatkowy zarys, tylko mam pytanie - gdzie konczy sie inspiracja a zaczyna plagiat? Bo akcja jest raczej bardzo moja, ale bohaterowie - sami zobaczcie…

    Wiec to ma byc powiesc o dwoch siostrach. Maja tez mlodszego brata, ale siostry sa glownymi bohaterkami. Dzieje sie wspolczesnie, ale duzo jest patrzenia wstecz.

    Starsza siostra jest w moim wieku (40), mlodsza jest o cztery lata mlodsza. W wieku 14 i 10 lat przyjechaly z matka do Kanady na zaproszenie siostry matki. Matka w Kanadzie wyszla po raz drugi za maz i z tego malzenstwa ma syna. Ciotka tez ma syna, troche mlodszego niz brat glownych bohaterek i jego przeciwienstwo pod wzgledem charakteru, i duzo mlodsza corke, niespodzianke po czterdziestce.

    W Polsce zostali dziadkowie, dosyc przemadrzaly, oderwany od zycia dziadek, i babcia, nauczycielka i poetka, oraz dwie mlodsze ciotki, jedna tez bardzo oderwana od zycia i rodziny, a druga takie centrum, troche rozczarowana wyjazdem starszych siostr, ale ogolnie bardzo kochajaca i rozumiejaca.

    Wiecej o moich glownych bohaterkach - starsza to takie rodzinne sloneczko, ale czasem zmeczone ta rola, maz taki frycowaty i jego rodzina tez shopo-podobna, ale wzorowana bardziej na rodzinie meza mojej kolezanki, ktora prawde mowiac jest shopo-podobna, i czytajac wlasnie ich sobie wyobrazalam w roli Shoppow, mlodszy brat jest przeciwienstwem starszego, siostra zawsze stara sie ratowac sytuacje i bywa bardziej sloneczkowata niz glowna bohaterka, ktora to zaczyna irytowac. Glowna bohaterka ma trojke dzieci.

    Mlodsza siostra to taka troche niespelniona artystka, wzeniona w rodzine przypominajaca rodzine innej mojej znajomej (emigrantow z Polski, dorosle dzieci urodzone w Kanadzie), jej maz troche przypomina mojego meza, troche moich dwoch kolegow z pracy, tak, jest nauczycielem, ale to akurat nie ma nic wspolnego z Jadamem, wiecej z moimi zyciowymi doswiadczeniami, jestem nauczycielka, znam wielu nauczycieli, duzo bardzo interesujacych osobowosci, zreszta moje dwie glowne bohaterki tez sa nauczycielkami, chociaz bardzo roznymi - inne motywacje, inne doswiadczenia, ktore doprowadzily je do tej decyzji, inne podejscie do zawodu.

    I tak, obie maja bardzo duzo ze mnie.
    Mlodszy brat ma bardzo wyraznie to co nazywamy ZA, chociaz wedlug obowiazujacych obecnie kryteriow Asperger juz nie istnieje, jest “high functioning autism”. Tak, znam sie na tym i umiem opisac, i nie, nie uwazam, ze IGS, Fryc albo Ignacy senior maja ZA/HFA. Maz mojej starszej bohaterki ma pewne cechy, a jej syn ma wiecej, a moze i ma HFA (syn).

    Moje bohaterki maja duzo rozdrapow,watpliwosci i niejasnosci na tematy swoich malzenstw, pracy, matki, rodziny w Polsce, ambicji artystycznych, wiary, wychowania dzieci, mieszaniny kultur i jezykow, i dochodza do bardzo roznych wnioskow.

    No i co myslicie? Plagiat? Inspiracja?

    W dodatku do inspiracji Jezycjada jest troche, mniej wyraznych, inspiracji “Szklanym zamkiem”.

    I czy moja mlodsza bohaterka moze nazywac sie Laura? To dla mnie dosyc wazne, nie tylko ze wzgledu na Tygrysa, ale i na inna Laure… (Przysiegam, nie jestem Diana!)
  • emae 21.05.18, 15:14
    Reveiled, tak jak to opisujesz, to ja w ogóle nie widzę tu plagiatu :) Inspirację, owszem. Co nie jest żadnym powodem do wstydu. Autorzy na całym świecie inspirują się dokonaniami innych. BTW, czytał ktoś "Niebieski rower"? :)

    Oczywiście wiele zależy od tego, jak to napiszesz.

    Twoja bohaterka może mieć na imię Laura, czemu by nie :) Ale jeśli mogę coś zasugerować, to niech nie ma stalowych oczu ;) A starsza siostra jak ma na imię?

    Mój wyżej opisywany pomysł również opiera się w dużym stopniu na inspiracjach zaczerpniętych z innych książek, a także z filmów. A nawet z piosenek. To swego rodzaju gra literacka. Ale nie chcę zdradzać szczegółów, zwłaszcza na tym etapie.
    Muszę Wam przyznać, że odkąd opisałam ten pomysł na forum, myślę o nim coraz bardziej intensywnie. Raczej na pewno to napiszę.

  • reveiled 21.05.18, 15:57
    Ogromne dzieki, Emae. Plagiat moglby byc co najwyzej w strukturze rodziny, ale tez nie do konca. Ot, dziadkowie maja cztery corki, najstarsza corka ma dwie corki z pierwszego malzenstwa i syna z drugiego. I charaktery tych postaci troche sie pokrywaja z tymi z MM, moze nawet bardziej niz troche. Pozniej z ta struktura rodzinna tez roznie bywa. Starsza siostra (na imie ma Beata) ma trojke dzieci. Laura ma corke. I nie ma stalowych oczu. Gosia ("Ida") ma dwojke, syn troche Jozinopodobny, ale tylko troche, ot, typowy nastolatek ze sportowymi zainteresowaniami, corka toche przemadrzala, ale nie w styly Lusi. Ewa ("Natalia") ma jednego syna. Maz Laury z Adamem ma wspolny tylko zawod.

    Przy okazji stalowych oczu uswiadomilam sobie, ze jakos nie przemyslalam relacji Beaty i Laury z ojcem. To znaczy wyglada na to, ze relacji nie ma, ale jednak jakis efekt tego musi byc widoczny, szczegolnie ze relacje z dziadkami i ciotkami w Polsce sa dosyc wazne.

    Powodzenia w pisaniu, Emae. Ja tez raczej na pewno napisze.
  • dakota77 21.05.18, 16:00
    Reveiled, chetnie te powiesc przeczytam, jak powstanie :)

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • reveiled 26.05.18, 11:27
    Dziekuje, dam Ci znac!
  • buka_z_muminkow 25.08.18, 13:59
    równiez chętnie bym przeczytała :)
  • rosa-huberman 22.05.18, 12:58
    Czytał ktoś "Niebieski rower"?
    Kiedyś się tym zainteresowałam. Tylko, że tam autorka została wręcz autentycznie posądzona o plagiat. Wiele sytuacji było dosłownie powielonych. Plus nachalne, częstokroć przesadne sceny erotyczne. Bohaterka uprawiała seks synem zarządcy, dwoma braćmi naraz(!) i tym całym odpowiednikiem Retta. Wróciłam po latach i pozostał niesmak. Co nie przeszkadza nastolatce może wadzić dorosłej osobie. Za dużo podobieństw. Wychodzi za brata ukochanej, swego wybranka. Uciekają przez okupowaną Europę Jedyna różnica chyba taka, iż nie ma dzieci i dodatkowych mężów. Mało tego jeszcze na bezczelnego upchnięto fragment z Przeminęło, sugerując jakoby nic nie zaszło! Jak dla mnie Eme to był ewidentny plagiat!
  • emae 22.05.18, 13:17
    rosa-huberman napisał(a):

    > Czytał ktoś "Niebieski rower"?
    > Kiedyś się tym zainteresowałam. Tylko, że tam autorka została wręcz autentyczni
    > e posądzona o plagiat. Wiele sytuacji było dosłownie powielonych. Plus nachalne
    > , częstokroć przesadne sceny erotyczne. Bohaterka uprawiała seks synem zarządc
    > y, dwoma braćmi naraz(!) i tym całym odpowiednikiem Retta. Wróciłam po latac
    > h i pozostał niesmak. Co nie przeszkadza nastolatce może wadzić dorosłej osobie
    > . Za dużo podobieństw. Wychodzi za brata ukochanej, swego wybranka. Uciekają pr
    > zez okupowaną Europę Jedyna różnica chyba taka, iż nie ma dzieci i dodatkowyc
    > h mężów. Mało tego jeszcze na bezczelnego upchnięto fragment z Przeminęło, suge
    > rując jakoby nic nie zaszło! Jak dla mnie Eme to był ewidentny plagiat!

    Czytałam to dość dawno. Oczywiście, scen przepisanych żywcem z "Przeminęło z wiatrem" nie da się nie zauważyć. Natomiast późniejsza historia jest już inna, no i tło historyczno-kulturowe jest zupełnie inne.
    Mnie aż tak podobne zabiegi nie rażą, lubię np. kino indyjskie, które często interpretuje po swojemu motywy ze znanych filmów hollywoodzkich.
  • dakota77 22.05.18, 13:39
    emae napisała:




    > Mnie aż tak podobne zabiegi nie rażą, lubię np. kino indyjskie, które często in
    > terpretuje po swojemu motywy ze znanych filmów hollywoodzkich.

    Jasne, jest roznica miedzy plagiatem, a tworczym wykorzystaniem watkow innego dziela. Jest przeciez masa filmow i ksiazek wykorzystujacych motywy z Szekspira ( Jezycjada chociazby), Jane Austen... A propos Austem, ukazaly sie ksiazki dodajace do akcji zombie, potwory morskie itp. i nie zostaly uznane za plagiat, choc wykorzystywaly postacie, miejsca i wydarzenia z oryginalnych ksiazek.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • reveiled 21.05.18, 16:38
    I tak o tym mysle, i chcialabym, i boje sie posadzen o plagiat... A gdyby tak gdzies pod koniec Beata przeczytala neojezycjade i odniosla troche do swojej rodziny? Oni sa tacy jak my... Ale jednak moja matka nie jest az tak niestabilna... I ja jednak mialam troche wiecej szczescia niz Roza... Laura tez mogla gorzej trafic... I dobrze, ze wyjechalysmy wtedy kiedy wyjechalysmy...
  • reveiled 21.05.18, 20:38
    Albo moze Beata moglaby wrecz pomyslec: moglabym o naszej rodzinie napisac ksiazke, ale jeszcze mnie ktos posadzi o plagiat?
  • emae 21.05.18, 23:15
    Moim zdaniem możesz spokojnie wykorzystać któryś z tych pomysłów, albo nie wykorzystywać żadnego, Twoja decyzja. Oskarżenia o plagiat raczej Ci nie grożą w ogóle. Różnic jest za dużo.
  • reveiled 26.05.18, 11:26
    Dziekuje bardzo za wsparcie, bede pisac, z tym ze prawdopodobnie zaczne za dwa tygodnie, bo w tej chwili mam nawal pracy...
  • emae 28.05.18, 06:43
    reveiled napisał(a):

    > Dziekuje bardzo za wsparcie, bede pisac, z tym ze prawdopodobnie zaczne za dwa
    > tygodnie, bo w tej chwili mam nawal pracy...

    Spokojnie, ja prawdopodobnie nie zacznę pisać w tym roku. Chcę najpierw pozamykać kilka innych spraw, żeby nie koncentrować się na zbyt wielu rzeczach naraz. Ale przyznam, że ostatnio ciągle myślę o książce.
  • zla.m 30.05.18, 14:59
    Umarłam od nadmiaru bohaterów.
    No dobra, trochę zmartwychwstałam. Ale i tak jestem przytłoczona.
    Zobacz - my "znamy" Borejków od dawna, ich dzieci, partnerzy itp. dochodzili stopniowo, w kolejnych książkach. Ty chcesz rzucić czytelnikowi na twarz cała skomplikowaną strukturę rodzinną w jednej książce (3 pokolenia, 20 osób? czy jeszcze więcej?). Ogranicz trochę te osoby - nie mówię, że masz je wywalać całkiem, ale zmniejsz ich pierwszoplanowość i liczbę powikłań.
    No, chyba że planujesz Sagę rodu Forstythów czy coś w podobie. Albo Grę o tron ;-) Ale tam tez na początku człowiek wraca do pierwszego rozdziału z opisem "kto jest kim dla kogo". I weź pod uwagę, że taka duża liczba bohaterów+podobieństwo w układzie rodzinnym spowoduje, że twoi czytelnicy będą podświadomie utożsamiać twoich bohaterów z Borejkami (bo tak działają nasze mózgi, to są leniwe dranie, co się trzymają tego, co znają). Więc warto uprościć, choćby wywalić jedną cókę-nieemigrantkę.

    Sorry, dziewczyny, że tak krytykuję, pomysły są fajne, ale czytelnicy już różni ;-) No i tak z punktu widzenia czytelnika...

    --
    Bloguję, bo lubię...
  • zla.m 30.05.18, 15:00
    zla.m napisała:

    ups, nie zaznaczyłam. To do reveiled

    --
    Dziś poznałam straszną prawdę. Okazało się, że kiedy mój facet mówi, to myśli to, co mówi, a nie to, czego się domyślam. Koszmar jakiś
  • emae 30.05.18, 15:59
    zla.m napisała:

    > Umarłam od nadmiaru bohaterów.
    > No dobra, trochę zmartwychwstałam. Ale i tak jestem przytłoczona.
    > Zobacz - my "znamy" Borejków od dawna, ich dzieci, partnerzy itp. dochodzili st
    > opniowo, w kolejnych książkach. Ty chcesz rzucić czytelnikowi na twarz cała sko
    > mplikowaną strukturę rodzinną w jednej książce (3 pokolenia, 20 osób? czy jeszc
    > ze więcej?). Ogranicz trochę te osoby - nie mówię, że masz je wywalać całkiem,
    > ale zmniejsz ich pierwszoplanowość i liczbę powikłań.

    Haha, a w pierwszej chwili pomyślałam, że może do mnie - w końcu porywam się na 12 postaci pierwszoplanowych ;) (btw, wymyśliłam ostatnio, że jedną z nich będzie nauczyciel).

    Przyznam i ja, że gdy na początku książki spada na mnie zbyt dużo powiązań rodzinnych, ciotek, wujków i innych krewnych, to czuję się nieco przytłoczona i czasem nawet w pierwszym odruchu rezygnuję z dalszego czytania. Dobrym i często stosowanym rozwiązaniem jest mini-drzewo genealogiczne na pierwszych stronach książki. W razie wątpliwości zawsze można do niego wrócić i zerknąć, kto jest kim.
  • reveiled 10.06.18, 11:09
    Dziekuje bardzo, zla.m. Nie odpisywalam tak dlugo, bo mialam mnostwo pracy i robilam co moglam, zeby oderwac sie od myslenia o tej powiesci; inaczej pochlonelaby mnie bez reszty i praca na pewno by ucierpiala.

    Nie moge wywalic jednej corki, no po prostu nie moge. ALE moimi glownymi bohaterkami sa dwie wspomniane siostry, na pierwszym planie sa one i ich mezowie i dzieci, w mniejszym stopniu matka, brat i przyjaciolka albo dwie. Dziadkowie i ciotki w Polsce prawdopodobnie pojawia sie tylko we wspomnieniach i korespondencji (moze w rozmowach przez skype ale to tez tak jakby korespondencja), ale sa waznymi punktami odniesienia. Moze ciotka Ewa ("Natalia") pojawi sie osobiscie, nie jestem pewna.
  • reveiled 14.08.18, 11:16
    No wiec realizuje ten moj pomysl, pomalutku, i mam dwa pytania...

    1. Moje glowne bohaterki (siostry) urodzily sie w Warszawie w 1976 i 1979 roku. Ich rodzice rozstali sie wkrotce po urodzeniu mlodszej corki, rok pozniej ojciec zginal w wypadku. Ojciec byl w konflikcie ze swoimi rodzicami, nie utrzymywal z nimi kontaktu, nie znali wnuczek. Czy jego rodzina byla zobowiazana zeby w jakis sposob pomagac jego bylej zonie po jego smierci? Jesli tak, to czy te zobowiazania ustaly po przeprowadzce bylej synowej i wnuczek do Kanady (dziewczynki mialy wtedy 13 i 16 lat). Akcja dzieje sie wspolczesnie, wiec oczywiscie obie sa juz dorosle, ale ukladaja sobie w glowie duzo spraw z przeszlosci i jest duzo powrotow do dziecinstwa.

    2. Jedna z siostr opiekuje sie kotem przyjaciolki, ktora tymczasowo pomieszkuje z corka katem u krewnych i znajomych z powodu przemocy ze strony partnera. Kot jest dorosly, przetrwal juz jedno przemocowe malzenstwo wlascicielki i kilka przeprowadzek, ale po raz pierwszy jest z kims innym, bez wlascicielki i jej corki, chociaz obie czesto przychodza z wizyta. Jak taki kot prawdopodobnie by sie zachowywal? Szczegolnie wobec nowych opiekunow (malzenstwo i mala dziewczynka, matka i corka uwielbiaja koty, ojciec zawsze podkresla ze wolalby psa, ale jest bardzo opiekunczy - ale zdarza mu sie tez krzyknac na zone i corke).
  • reveiled 14.08.18, 11:55
    Jeszcze jedno pytanie do mojego researchu. Jak chyba wiecie, mieszkam od lat w Kanadzie. W Polsce skonczylam siodma klase. Jestem z rocznika '78 i wydaje mi sie, ze bylismy ostatnim rocznikiem z obowiazkowym rosyjskim w podstawowce; mielismy tez dodatkowy angielski, chyba nieobowiazkowy.

    Wiec tak dla upewnienia - moja starsza bohaterka, rocznik '76, prawdopodobnie skonczyla podstawowke z obowiazkowym rosyjskim; mogla sie nauczyc troche angielskiego i francuskiego na dodatkowych kursach; natomiast mlodsza, rocznik '79, prawdopodobnie miala od piatej klasy obowiazkowy angielski, tak? Na jakim poziomie bylby ten angielski po dwoch latach nauki w szkole?
  • dakota77 15.08.18, 13:38
    Probuje sie dokopac do infoprmacji, kiedy wprowadzono obowiazkowy angielski w szkolach i jakos nie moge nic znalezc. Ja jestem rocznik 1977. Mialam oczywiscie rosyjski. Angielskiego uczylam sie prywatnie, i nie znalam innego dziecka, ktore uczyloby sie tego jezyka. jakos w 7-ej klasiem rodzicie w klasie sie skrzykneli i zaczeli zrzucac na nauczyciela angielskiego, ktory przychodzil prowadzic lekcje w szkole. No ale byla to inicjatywa prywatna, nie nauczany obowiazkowo przedmiot.

    Co do poziomu jezyka w szkole, na potrzeby twojej powiesci zalozylabym, ze byl on slaby. Oczywiscie wszystki zalezalo od nauczyciela, ale malo kto wynosil ze szkoly przyzwoita znajomosc jezyka.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • aadrianka 16.08.18, 11:59
    Ja jestem rocznik '80 i mocno mi się wydaje, że byłam pierwszym rocznikiem z obowiązkowym angielskim od czwartej klasy podstawówki. Moje rok starsze koleżanki miały w czwartej klasie rosyjski. O poziomie tego nauczania nie będę się wypowiadać, angielski opanowałam wyłącznie dzięki kursom i zajęciom prywatnym.

    --
    załóż stanik...poprawnie
  • dakota77 16.08.18, 13:34
    Wlasnie tez mi sie wydaje, ze ten obowiazkowy angielski nie wszedl do szkol tak szybko. Wlasnie dlatego chcialam potwierdzic, jak to wygladalo, ale ciezko to znalezc. Ale zalozylabym, ze rocznik '79 angielskeigo w szkole raczej nie mial.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • dakota77 16.08.18, 13:41
    Tutaj ciekawe informacje o preferencjach jezykowych mlodziezy w okresie transformacji: www.ce.uw.edu.pl/pliki/pw/1-2000_Wroblewska-Pawlak.pdf

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • reveiled 16.08.18, 14:24
    Dziekuje Wam obu bardzo. Moze to zalezalo od szkoly? Wiem, ze mogli angielski miec, bo my, rocznik'78, mielismy, tyle ze rosyjski tez mielismy, i nie pamietam, czy ten angielski byl obowiazkowy, ale chyba nie. Zreszta pamietam angielski z szostej klasy, ale z siodmej juz nie... Inna sprawa, ze z siodmej klasy w ogole pamietam mniej, wiem tez, ze w siodmej klasie chodzilam na prywatne lekcje. Moge wiec zalozyc, ze moja bohaterka angielski w szkole miala, a czy miala tez rosyjski to w sumie nie takie wazne... Chociaz postaram sie dowiedziec.
  • dakota77 16.08.18, 14:55
    Moim zdaniem ten angielski nie byl obowiazkowy. Pewnie tak jak u mnie byl dodatkowym przedmiotem.
    na pewno zaloz, ze twoja bohaterka wyniosla ze szkoly mocno taka sobie znajomosc angielskiego ;-). Chyba ze miala pasje do jego nauki, a rodzice zalatwiali jej dodatkowe lekcje. Ale wtedy nie bylo jeszcze boomu na szkoly jezykowe.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • tt-tka 25.08.18, 14:26
    reveiled napisał(a):

    > Jeszcze jedno pytanie do mojego researchu. Jak chyba wiecie, mieszkam od lat w
    > Kanadzie. W Polsce skonczylam siodma klase. Jestem z rocznika '78 i wydaje m
    > i sie, ze bylismy ostatnim rocznikiem z obowiazkowym rosyjskim w podstawowce; m
    > ielismy tez dodatkowy angielski, chyba nieobowiazkowy.

    To zalezalo od szkoly - nie wszedzie udalo sie z marszu obsadzic jezykowcow innych niz rusycysci. Moja znajoma, rocznik 80, miala rosyjski w podstawowce i w technikum, w technikum dodatkowo niemiecki.


    Mlodsza wyjezdzala jako 13-latka, czyli w 92, dobrze licze ? zachodni jezyk w podstawowce mogla miec albo nie miec, obowiazkowo obsadzony byl jeden obcy. W szkole sredniej dwa obce wspolczesne.

    Od kiedy pamietam, a do podstawowki chodzilam w latach 67-75 (Warszawa), byly zajecia dodatkowe, platne, ale symbolicznie, dla zainteresowanych, z angielskiego dosc popularne, inne jezyki tez, choc rzadziej. O poziomie sie nie wypowiem, bo nie bylam zainteresowana :(
    Z jednej strony dzieci szybko lapia, z drugiej - dwie godziny tygodniowo, zwlaszcza gdy w domu nie bylo z kim w danym jezyku orozmawiac... przypuszczam, ze bylaby to znajomosc jezyka pozwalajaca spytac o godzine, o droge (bez gwarancji, ze zrozumie sie odpowiedz !), zrobic zakupy w sklepie, mniej wiecej ten poziom.

    Na pytanie zadane wczesniej - nie, rodzina zmarlego ojca nie ma obowiazkow prawnych wobec dzieci. Dzieci maja rente po zmarlym. Obowiazkow opiekunczych (na wypadek choroby/smierci/czasowej nieobecnosci matki) tez nie ma, moga, ale nie musza.


  • meduza7 23.05.18, 12:07
    Przyszedł mi kiedyś do głowy pomysł na fanfik do Harry'ego Pottera, którego raczej nie napiszę, ale gdyby ktoś chciał brać, oddaję za darmo. Otóż: grupa wsparcia dla mugolskich rodziców magicznych dzieci. Wyobrażam sobie, że życie takiego mugolskiego rodzica po tym, jak dziecko coraz bardziej wsiąka w magiczny świat i coraz bardziej traci kontakt z niemagicznym, musi być dosyć trudne. I jeszcze weź tłumacz wszystkim krewnym i znajomym, gdzie się dziecko podziało... W przypadku Harry'ego Dursleyowie bez mrugnięcia okiem tłumaczyli, ze jest w zakładzie dla trudnej młodzieży, w przypadku Hermiony pewnie też można było wymyśleć jakąś szkołę z internatem gdzieś daleko, ale pamiętam, że był tam też jakiś dzieciak z arystokratycznej rodziny, który pewnie od urodzenia miał zaklepane miejsce w Eton, i co...? Jak wyjaśnić, że nie poszedł tam, a zupełnie gdzie indziej?
    W ogóle kwestia konfrontacji magicznego świata ze zwykłym. Przyjeżdża taka Hermiona na wakacje i okazuje się, że ta zawsze doskonale przygotowana, ambitna kujonka, nie ma pojęcia np. o literaturze, matematyce, biologii itd., bo tego się w Hogwarcie nie uczy. Jej koleżanki z podstawówki wypytują o tę szkołę z internatem, a ona nic nie może powiedzieć, koleżanki się odsuwają, bo "zadziera nosa", dawne przyjaźnie się rozpadają... Magiczne dzieci mugoli musiały być bardzo samotne w pozamagicznym świecie.
  • emae 23.05.18, 12:29
    Bardzo fajny pomysł :)
  • rosa-huberman 24.05.18, 23:35
    W ramach działań twórczych forumowych autorów postanowiłam odświeżyć własny, niegdyś założony wątek: forum.gazeta.pl/forum/w,25788,164822294,164822294,Dalsze_losy_bohaterow_ksiazek_Cykl_Zez_01_Od.html. Nie spodobał się wprawnie prawie nikomu, ale teraz zaczęłam kolejny cykl, poświęcony bardzej znanej powieści. Czytanej nawet przez bohaterki Jeżycjady. Przynajmniej takie dostałam oceny prologu. Niezależnie od kilku osób po rozpowszechnieniu. Może zechcecie także się zapoznać. Z racji turnusu rehabilitacyjnego poza miejscem zamieszkania zniknę, znów na dłużej.
  • zachariasz93 30.05.18, 15:28
    Miałam pomysł na baaardzo infantylną książkę, która jednak (patrząc po sukcesie "Trędowatej") mogłaby się nawet sprzedać! :)

    Dziewczyna spotyka się z przystojengo facetem. Zachodzi w ciążę, a on ją rzuca. Nie może znaleźć sobie miejsca, próbuje iść do pracy, wynająć mieszkanie. W końcu staje na nogi, przenosi się do Pragi i tam rodzi dziecko, które okazuje się być chore. Dziewczynka w każdej chwili może umrzeć. 3/4 książki to rozmowy z nią - oswajanie się dziecka i matki ze śmiercią. Matka obiecuje małej, że jej nie opuści, mówi, że obowiązkiem rodzica jest zawsze go pilnować i iść tą samą drogą. Rozmawia z wyznawcami wielu religii, czyta o biocentryźmie, o kabale. Wszędzie poszukuje odpowiedzi o ukojenia. W międzycvasie kupuje niewielki przedmiot i chowa go w pudełku pod łóżkiem. Ostatecznie dziewczynka umiera w domu, podczas snu. Matka wyjmuje spod materaca pudełko, a z niego pistolet. Kładzie się obok córeczki, przytula ją, całuje i strzela sobie w głowę.

    A potem to już tylko ojciec szuka byłej dziewczyny, krok po kroku, wskazówka po wskazówka dociera do Pragi, trafia na cmentarz i w baaardzo łzawy sposób opłakuje obie kobiety.
  • dakota77 30.05.18, 15:47
    zachariasz93 napisał(a):

    > Miałam pomysł na baaardzo infantylną książkę, która jednak (patrząc po sukcesie
    > "Trędowatej") mogłaby się nawet sprzedać! :)
    >
    Mnie to za bardzo pachnie Coehlio, ale on zdaje sie wciaz sie sprzedaje ;-). Taka lzawa powiesc dla kucharek. I to dziewietnastowieczna. I rozumiem, ze te rozmowy o duchowosci nic nie wnosza ostatecznie, skoro kobieta sie zabija? I czemu nagle ojciec dziecka, ktory wczesniej sie nie interesowal, zaczyna szukac kobiety i dziecka? I co to znaczy, ze rodzic musi "zawsze isc ta sama droga" co dziecko?



    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • zachariasz93 30.05.18, 16:06
    Ostatecznie ani w nauce, ani w religii nie znajduje odpowiedzi. Nie chce pozostawić dziecka samemu sobie po śmierci. Dochodzi do wniosku, że jeśli śmierć jest końcem lub istnieje np. reinkarnacja, to ok, ale co jeśli trafi do nieba? Albo inna możliwość, w której będzie świadoma tego, co się dzieje? Nie będzie tęskniła za mamą? Pewnie będzie. Jeśli śmierć nie jest bezpieczna lub komfortowa, to musi z córką ją dzielić, pilnować jej przy przejściu na drugą stronę. Otoczyć opieką. :)

    A co do ojca... bo ja wiem? Coś się wymyśli. ;) Dla wzmocnienia efektu mógł ją zostawic bo myślał, że go zdradza. Bo jakaś zazdrosna przyjaciółka wysłała mu przerobione w fotoszopie zdjęcia na których migdali się z kimś innym. Potem okazuje się, że to było kłamstwo, on się załamuje, że z własnej głupoty i braku zaufania sttracił miłość życia. Rozmawia w pubie, gdzie zapija smutek, ze znajomym, który mówi mu, że widział jego ukochaną kilka miesięcy po ich rozstaniu już z lekko zaznaczonym ciążowym brzuszkiem. I wtedy gość dowiaduje się o prawdopodobnym ojcostwie i decyduje się za wszelką cenę ją odnaleźć. :)
  • fornita111 30.05.18, 16:14
    Mnie sie podoba. Bedzie z tego porzadny wyciskacz lez wg mnie :)
  • dakota77 30.05.18, 16:18
    zachariasz93 napisał(a):



    > A co do ojca... bo ja wiem? Coś się wymyśli. ;) Dla wzmocnienia efektu mógł ją
    > zostawic bo myślał, że go zdradza. Bo jakaś zazdrosna przyjaciółka wysłała mu p
    > rzerobione w fotoszopie zdjęcia na których migdali się z kimś innym. Potem okaz
    > uje się, że to było kłamstwo, on się załamuje, że z własnej głupoty i braku zau
    > fania sttracił miłość życia. Rozmawia w pubie, gdzie zapija smutek, ze znajomym
    > , który mówi mu, że widział jego ukochaną kilka miesięcy po ich rozstaniu już z
    > lekko zaznaczonym ciążowym brzuszkiem. I wtedy gość dowiaduje się o prawdopodo
    > bnym ojcostwie i decyduje się za wszelką cenę ją odnaleźć. :)

    A to juz nawet nie Coelhio. To brazylijska telenowela albo magazyn "Blaski i cienie" czy jakis podobny z lezacych w poczekalniach u fryzjera.

    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • ciotka_scholastyka 30.05.18, 20:46
    dakota77 napisała:


    > Mnie to za bardzo pachnie Coehlio

    Takim z dodatkowym "i" w środku i przestawionymi literkami?
    COELHO.
  • dakota77 30.05.18, 21:13
    ciotka_scholastyka napisała:

    > dakota77 napisała:
    >
    >
    > > Mnie to za bardzo pachnie Coehlio
    >
    > Takim z dodatkowym "i" w środku i przestawionymi literkami?
    > COELHO.

    Ach, przepraszam, kajam sie itd. :P. Nie poswiecam temu panu wiele uwagi. Wieki temu usilowalam przeczytac jedna z jego ksiazek, zeby zobaczyc czym to sie je, i nie zmoglam. Nie jest to nazwisko, z ktorym stykam sie regularnie.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • dakota77 30.05.18, 21:15
    ciotka_scholastyka napisała:

    > > Takim z dodatkowym "i" w środku i przestawionymi literkami?
    > > COELHO.

    Oraz nie trzeba do mnie krzyczec, rozumiem teksty, ktore nie sa pisane drukowanymi literami.


    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • ciotka_scholastyka 30.05.18, 21:29
    dakota77 napisała:

    > Oraz nie trzeba do mnie krzyczec, rozumiem teksty, ktore nie sa pisane drukowan
    > ymi literami.

    Nie było moją intencją krzyczeć. Przepraszam, jeśli wypadło paskudnie, ale a/ włączył mi się tryb "pedagog", jak to trafnie nazwała verdana, i co ważniejsze b/ tam na końcu miał być emotek ":-P", ale coś poprawiałam, kasowałam, i w rezultacie emotek zjadło.
  • emae 30.05.18, 16:06
    0000000zachariasz93 napisał(a):

    > Miałam pomysł na baaardzo infantylną książkę, która jednak (patrząc po sukcesie
    > "Trędowatej") mogłaby się nawet sprzedać! :)
    >

    Nie mam skojarzeń z "Trędowatą", raczej właśnie, jak napisała Dakota, z Coelho.
    Sam pomysł na rozmowy z dzieckiem o życiu i śmierci jest całkiem ciekawy i wcale nie taki infantylny (pod warunkiem, oczywiście, dobrego wykonania), ale końcówka przytłacza. Zbyt duża ilość nieszczęść i dramatów przypadających na jedną rodzinę też nie brzmi dobrze ani wiarygodnie.
  • zachariasz93 30.05.18, 16:18
    Macie rację - ale co z tego? Napisanie dobrej książki filoficzno-teologicznej wymaga warsztatu, umiejętności. I sprowadzi mi na łeb wymagających czytelników. Za to książka z założenia przerysowana i oparta na nieszczęściu i płaczu może być hitem np. wśród gimnazjalistek (tfu, uczennic późych klas podstawówki). A one przeboleją moje braki w sztuce pisania :)
  • fornita111 30.05.18, 16:26
    E tam filozoficzno-teologiczna, to brzmi strasznie ;) A temat jest bardzo dobry. Matka, ktora musi sie uporac ze smiercia dziecka. Matka, ktora poszukuje wiary, bo jej potrzebuje. Ale chciec, to nie zawsze moc, wiec czy jej sie to w koncu udaje? Co czuje, decydujac sie odejsc? Strach? No i ten motyw zabicia sie nie z rozpaczy, tylko zeby nie opuszczac corki, tez swietny. Jako czytelniczce motyw tatusia nie jest mi potrzebny :P Poswiec wiecej miejsca matce a gosia wywal ;)
  • dakota77 30.05.18, 16:33
    zachariasz93 napisał(a):

    > Macie rację - ale co z tego? Napisanie dobrej książki filoficzno-teologicznej w
    > ymaga warsztatu, umiejętności. I sprowadzi mi na łeb wymagających czytelników.
    > Za to książka z założenia przerysowana i oparta na nieszczęściu i płaczu może b
    > yć hitem np. wśród gimnazjalistek (tfu, uczennic późych klas podstawówki). A on
    > e przeboleją moje braki w sztuce pisania :)

    To ty z zalozenia chcesz marna ksiazke napisac? Ciekawe podejscie. Nie mieszcze sie w targecie, bo nie jestem gimnazjalista, a nawet nigdy nie bylam, ale moim zdaniem gimnazjalistek taka tematyka nie zainteresuje. Moze sie myle. Wiem, ze nie zainteresuje mnie, zwlaszcza ze ja raczej brakow w sztuce pisania raczej autorow nie wybaczam;-)




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • emae 30.05.18, 20:06

    >
    > To ty z zalozenia chcesz marna ksiazke napisac? Ciekawe podejscie. Nie mieszcze
    > sie w targecie, bo nie jestem gimnazjalista, a nawet nigdy nie bylam, ale moim
    > zdaniem gimnazjalistek taka tematyka nie zainteresuje. Moze sie myle. Wiem, ze
    > nie zainteresuje mnie, zwlaszcza ze ja raczej brakow w sztuce pisania raczej a
    > utorow nie wybaczam;-)
    >
    >

    Ej, ale ona dobrze kombinuje. Tak przecież pisze Michalak: bez researchu, bez szczególnych ambicji, za to porywa się na trudne tematy i wyciskanie łez. I jak wiemy, ma mnóstwo czytelników, sukces wydawniczy za sukcesem. Starać się specjalnie nie musi, nie doskonali warsztatu, po prostu pyka kolejny hit. To może być klucz do sukcesu.
  • dakota77 30.05.18, 21:03
    emae napisała:

    > Ej, ale ona dobrze kombinuje. Tak przecież pisze Michalak: bez researchu, bez s
    > zczególnych ambicji, za to porywa się na trudne tematy i wyciskanie łez. I jak
    > wiemy, ma mnóstwo czytelników, sukces wydawniczy za sukcesem. Starać się specja
    > lnie nie musi, nie doskonali warsztatu, po prostu pyka kolejny hit. To może być
    > klucz do sukcesu.

    Popularnosc Michalak nie przestaje mnie zadziwiac. Tego nie da sie czytac.




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • buka_z_muminkow 25.08.18, 13:57
    Kiedyś myślałam, żeby napisać opowieść/książkę dla młodzieży, dotykająca problemów związanych z zaburzeniami odżywiania oraz epizodami depresyjnymi nastolatków - to problemy, z którymi borykałam się jako młoda osoba. Taka opowieść miałaby przybliżyć problem, zwrócić uwagę na to, co dzieje się w głowie takiego młodego czlowieka, z czego wynikają te zaburzenia, bo wydaje mi się, że wciąż się o tym za mało mówi i przez osoby zdrowe jest to traktowane jako fanaberia itd. Mój pomysł polegał na tym, aby historia była opisywana w pierwszej osobie i momentami miała formę bloga. Zrezygnowałam, bo zdałam sobie sprawę, że bazując na swoich doświadczeniach, mogłabym sportretować prawdziwe osoby. Pomysł jednak wciąż gdzieś w glowie siedzi, być może kiedyś napiszę sama dla siebie i zobaczę, co z tego wyjdzie ;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.