Dodaj do ulubionych

Napraswienie JT- Trolla HIV +

19.06.18, 22:44
Pomysł narodził mi się przy okazji dyskusji o skaszanionym wątku raka w JT. Wątek wybitnie szkodliwy, propagujący głupie mity (nie chcą leczyć w PL) i nastawiony na wystawienie sympatycznej carte blanche, bo wiadomo- rak u dziecka to choroba niezawiniona.
A gdyby tak zrobić ze Staszki osobę HIV pozytywną?
Głupi kapelusz likwidujemy od razu. Staszka nie odróżnia się fizycznie od kolegów, przeniosła się właśnie do szkoły, w sumie nikt nie wie dlaczego, ale też nikogo to nie obchodzi, rodzice wyjechali na rok za granicę, opiekuje się nią wujostwo (z Teresy robimy ciotkę). Spotyka się z Józinkiem i Ignasiem w czasie przygotowań do dorocznego festynu- każdy w szkole ma jakąś rolę. Imponuje im np na szkolnej strzelnicy czytując Sienkiewicza (mieliśmy taką), uczy ich sztuczek, ma mnóstwo pomysłów, przewodzi kolegom- fajna starsza koleżanka.
Wywalamy wątek stawiania się nauczycielom. Helmuta wprowadzamy jako wolontariusza pomagającego przy cięższych pracach.

Wkładamy jakiś wypadek z krwią grubszego kalibru w wersji Staszka i Ignaś np. koncert dochodzi do skutku, rozbawione towarzystwo wraca samochodem, kamień pod koła innego wozu wybija szybę kalecząc pasażerów, Ignaś rycersko rzuca się z chusteczką. Helmut ogarnąwszy towarzystwo momentalnie poważnieje i zamiast do domu załatwia transport na zakaźną izbę przyjęć.
Józinek siedział z drugiej strony, nie oberwał, Laura z przodu- nieruszeni wracają do domu, powiadamiając rodziców, która niezwłocznie udaje się do szpitala. Jakiś czas później Józinek słyszy, że Ida odbiera telefon, stara się kogoś uspokoić coraz bardziej podniesionym głosem mówiąc o tym, że "tylko spokojnie, to nie koniec świata, "cholernych zabobonach", "wierzysz mnie czy tej kretynce ze slawistyki", w końcu rzuca słuchawką i zarzuciwszy płaszcz gdzieś wybiega.

Wraca wściekła ciągnąc za sobą zapłakaną Gabę i milczącego Grzesia, tudzież zabandażowanego Ignasia. Obaj chłopcy podsłuchują jak Gaba szlocha, a Ida miota się po kuchni krzycząc, że mamy 2004 rok a jej własna siostra przy kolegach z roku pieprzy głupoty jak przekupa z rynku. ("Grzesiu, powiedz coś, to nasz syn!", "Lekarz mówił, że" "ja już ustawię tych konowałów") Gaba mówi coś o powiadomieniu szkoły na co słyszy od siostry i że przez takich jak ona chorzy muszą się kryć jak trędowaci. Grześ podnosi głos - "opanuj się, to nie jest niczyja wina!". Gaba hamuje, dzie do łazienki, obmywa twarz i już spokojne pyta się Idy co dalej. Ta rzeczowo wyjaśnia szanse zakażenia i profilaktyki poekspozycyjnej.

Ignacy i Józinek zastanawiają się czy Staszka będzie żyła. Wraca skądś Grześ i zanim dotrze do kuchni Ignacy wciąga go do pokoju.
Przyjeżdża Teresa- na Izbie nie było jak porozmawiać... Gaba unika jej wzroku, robi herbatę. Przyjechała prosić o dyskrecję- kiedy w poprzedniej szkole Staszki dowiedzieli się o chorobie otwarte dręczenie ze strony nauczycieli i uczniów przy aprobacie rodziców doprowadziło do tego, że sprzedali co mieli i przenieśli się do Poznania. Matka Staszki zmarła kiedy była mała. Gabowie i Ida słuchają, Teresa mówi coraz więcej, zaczyna opowiadać o siostrze, o tym jak dusi ją widząc, że inne kobiety żyją, mają zdrowe dzieci, że tak niewiele trzeba było, żeby Staszka urodziła się zdrowa- "nikt nie podał jej ręki", "gdyby wcześniej dostała lekarstwa", "gdyby dowiedziała się miesiąc wcześniej, Stasia byłaby zdrowa".

Dalej można rzucić punkt widzenia Staszki, jakieś wyznania, informacje o codziennym życiu osób zakażonych, jakieś przemyslenia o tym, że boimy się chorych a umieramy z głupoty czy zaniedbania. I coś weselszego na koniec.

Może trochę ckliwe, ale myślę, że dałoby się obrobić :)
Edytor zaawansowany
  • neandertalka 19.06.18, 23:11
    Chyba zły moment wybrałaś, kooreczko - temperamenta grają w związku z czymś zupełnie innym (patrz wątek "Grzech i wstyd") :-)

    P.S. Pomysł jest.
  • tt-tka 19.06.18, 23:17
    Znaczy ktoras z nas mialaby to obrobic ? :)
    Bo przeciez nie MM...

    Bardzo bym chciala przeczytac Ide wymyslajaca Gabonowi od obskurantek i salaciarza podnoszacego glos. Ale wyobrazic sobie tego nie umiem.
  • dakota77 19.06.18, 23:23
    tt-tka napisała:

    > Znaczy ktoras z nas mialaby to obrobic ? :)
    > Bo przeciez nie MM...

    Kooreczka wymyslila, niech Kooreczka obrabia :)




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • turzyca 20.06.18, 01:00
    To ma ręce i nogi. I jest potrzebne. Mniej więcej w tym okresie, trochę później, poszłam do lekarza, mówiąc, że rozstałam się z chłopakiem, mam podejrzenia, że nie był mi wierny, więc chciałabym zrobić badania na choroby przenoszone drogą płciową. I lekarka wypisując skierowanie, powiedziała "no ale na HIV to nie?" Uświadomienie, że owszem i HiV i WZW było mało przyjemne. A powinno być w drugą stronę!
    I to mogło być nastawienie ginekologa matki Staszki, że porządnej dziewczyny się nie bada, nie wystawił skierowania mimo że przesiewowo powinno być zrobione. (Trzeba sprawdzić, czy wtedy już było w pakiecie, nie wiem, kiedy je dopisali, kiła była "od zawsze". Errata: Sprawdziłam, raczej nie było, ale poczytajcie, zgroza parenting.pl/dlaczego-ciezarne-nie-wykonuja-badania-na-obecnosc-wirusa-hiv )
    Teresa jest rodziną zastępczą, na użytek szkoły bo rodzice za granicą. Może trzeba by przesunąć akcję o rok, dwa, gdy zaczęły pojawiać się eurosieroty? Wtedy szkoła by się nie dziwiła, wręcz odetchnęliby z ulgą, że w papierach porządek.

    --
    Dzenderowy potfur A.D. 1904
  • zuzudanslemetro 20.06.18, 07:13
    turzyca napisała:
    Sprawdziłam, raczej nie było, ale poczytajcie, zgroza parenting.pl/dlaczego-ciezarne-nie-wykonuja-badania-na-obecnosc-wirusa-hiv )

    >
    Skojarzyło mi się. Jak byłam w ciąży, na badanie na obecność hiv lekarz wysłał mnie dopiero jak byłam w 8 miesiącu ciąży. Właściwie tuż przed porodem. Trochę późno, nie? Ale najlepsze zaczęło się właśnie wtedy. Najpierw w labie, pokazuję skierowanie a pani do mnie, że to skierowanie od prywatnego lekarza więc trzeba zapłacić. Mówię, że bardzo chętnie zapłacę, a ona na to, że oni robią tylko darmowe. No to niech będzie. Ale to skierowanie od prywatnego - trzeba płacić. No to zapłacę. Ale my robimy tylko darmowe. I tak sobie rozmawiałyśmy aż machnęłam ręką. Zadzwoniłam do poradni przy szpitalu zakaźnym. Rozmowa też była kuriozalna. Mówię, że potrzebuję tych badań do porodu, a pan mnie informuje, że najpierw muszę przyjść na rozmowę, porozmawiamy o profilaktyce i prezerwatywach... Mówię mu, że nie ma potrzeby odbywać tych rozmów bo ja to wszystko wiem, potrzebuję tylko badania na obecność hiv, a pan dalej do mnie, że muszę przyjść, porozmawiać, itd. Efekt był taki, że ostatecznie badanie na hiv robiłam dopiero na porodówce.
  • mamuka_z_boru 20.06.18, 10:17
    zuzudanslemetro napisała:

    Rozmowa też była kurioz
    > alna. Mówię, że potrzebuję tych badań do porodu, a pan mnie informuje, że najpi
    > erw muszę przyjść na rozmowę, porozmawiamy o profilaktyce i prezerwatywach... M
    > ówię mu, że nie ma potrzeby odbywać tych rozmów bo ja to wszystko wiem, potrzeb
    > uję tylko badania na obecność hiv, a pan dalej do mnie, że muszę przyjść, poroz
    > mawiać, itd. Efekt był taki, że ostatecznie badanie na hiv robiłam dopiero na p
    > orodówce.

    Słodki jeżu, to w XXI wieku takie coś???
    U nas, w miasteczku powiatowym prowincjonalnym badania na HIV w ciąży robi się standardowo razem z toksoplazmozą, na samym początku, bo to musi być wpisane w kartę ciąży. Jak się chodzi do ginekologa prywatnie, to za swoją kasę, jak na NFZ, to na NFZ. Przed każdym, nawet najgłupszym zabiegiem, lekarz pierwszego kontaktu wypisuje skierowania na test na HIV razem ze skierowaniem na szczepienia przeciw WZW. A co do badań "dla pewności", to już dekadę temu robiłam prywatnie (dla tych 30 pln nie chciało mi się iść po skierowanie) na samym początku kolejnego związku, zanim podjęliśmy współżycie (bo buka wie, można się zarazić choćby u kosmetyczki) i mój ówczesny partner też zrobił. I dla babek z labu to była normalna rzecz.
  • zuzudanslemetro 20.06.18, 13:01
    Mało, że w XXI wieku to w stolicy europejskiej! Mój lekarz prowadzący ciążę też nie wierzył, że mam takie przygody z tym hivem. Co ciekawe, jak 10 lat wcześniej ówczesny chłopak się wypulił, że niespecjalnie był wierny, poszłam do poradni i od ręki zrobiłam kiłę, trypra i hiv. Przyszłam, powiedziałam jak wygląda sytuacja i jeszcze przy okazji poradzono mi, co mam robić z uczuleniem skórnym, które mnie wtedy zjadało. Wszystko miło, otwarcie bez demonizowania sytuacji.
  • zla.m 20.06.18, 08:18
    To nie jest naprawianie, to zupełnie inna fabuła. Ciekawa, ale w moim odczuciu bardzo odbiegająca od Jeżycjady - nie mówię, że to źle ;-)

    Oraz nie rozumiem "gdyby wcześniej dostała lekarstwa" i "gdyby dowiedziała się miesiąc wcześniej, Stasia byłaby zdrowa". Nosicielstwo to nosicielstwo, nie ma na to lekarstwa. Owszem, trwają badania nad podobno skuteczną szczepionką, owszem coraz lepiej chorzy z HIV/AIDS egzystują, podaje im się leki przeciwretrowirusowe, co opóźnia wystąpienie pełnoobjawowego AIDS, ale to tyle. Te 15 lat temu, gdy powstawał JT, i wiedza, i leczenie, i rokowania były całkiem inne.

    --
    Pracuję z naprawdę wspaniałymi ludźmi. Są godni zaufania, uczciwi,
    nigdy nie powodują problemów. Zupełnie tam nie pasuję.
  • marutax 20.06.18, 08:28
    zla.m napisała:

    > Oraz nie rozumiem "gdyby wcześniej dostała lekarstwa" i "gdyby dowiedziała się
    > miesiąc wcześniej, Stasia byłaby zdrowa". Nosicielstwo to nosicielstwo, nie ma
    > na to lekarstwa.

    Chodzi o to, że Staszka zaraziła się od swojej matki, która była nosicielką wirusa w czasie ciąży i o tym nie wiedziała. Zarażenie takie nie jest automatyczne, najczęściej następuje dopiero podczas porodu. Jeśli kobieta wie, że jest HIV+ można przeprowadzić poród ze środkami ostrożności, które bardzo (choć pewnie nie całkowicie) ograniczą ryzyko zakażenia.
    >
  • zla.m 20.06.18, 08:45
    marutax napisała:

    > zla.m napisała:
    >
    > > Oraz nie rozumiem "gdyby wcześniej dostała lekarstwa" i "gdyby dowiedział
    > a się
    > > miesiąc wcześniej, Stasia byłaby zdrowa". Nosicielstwo to nosicielstwo, n
    > ie ma
    > > na to lekarstwa.
    >
    > Chodzi o to, że Staszka zaraziła się od swojej matki, która była nosicielką wir
    > usa w czasie ciąży i o tym nie wiedziała. Zarażenie takie nie jest automatyczne
    > , najczęściej następuje dopiero podczas porodu. Jeśli kobieta wie, że jest HIV+
    > można przeprowadzić poród ze środkami ostrożności, które bardzo (choć pewnie n
    > ie całkowicie) ograniczą ryzyko zakażenia.
    > >
    Skąd się zaraziła, to skumałam :) Ale o tym, że zarażenie następuje głównie przy porodzie nie wiedziałam, dzięki.
    A co się wtedy robi? CC?



    --
    Odkąd dostałem ostatni rachunek za prąd jestem amiszem.
  • zuzudanslemetro 20.06.18, 08:48
    zla.m napisała:

    > > >
    > Skąd się zaraziła, to skumałam :) Ale o tym, że zarażenie następuje głównie prz
    > y porodzie nie wiedziałam, dzięki.
    > A co się wtedy robi? CC?
    >
    >
    >
    Robi się cc, nie pozwala karmić piersią, profilaktycznie daje się dziecku odpowiednie leki i inaczej ustala kalendarz szczepień.
  • marutax 20.06.18, 08:55
    zla.m napisała:

    > Skąd się zaraziła, to skumałam :) Ale o tym, że zarażenie następuje głównie prz
    > y porodzie nie wiedziałam, dzięki.
    > A co się wtedy robi? CC?

    Podobno tak, choć na pozór to dopiero jest groźne... Plus matka podczas ciąży dostaje leki antyretrowirusowe od 14. tygodnia, dziecko po porodzie dostaje szczepionkę i przez kilka tygodni leki, nie może być karmione piersią...
    Wg mądrej strony "najczęściej do zakażenia odmatczynego dochodzi w okresie okołoporodowym (ok. 70% wszystkich zakażeń). Istnieje także możliwość zakażenia wewnątrzmacicznego (kilka procent) – przez łożysko, a więc po jego wytworzeniu (zwykle > 20 tygodnia ciąży). Po porodzie najczęstszą drogą transmisji wirusa jest karmienie piersią, podczas którego ryzyko wynosi średnio 1% na każdy miesiąc."
  • kooreczka 20.06.18, 10:27
    Zakażeni HIV nie egzystują, ale prowadzą normalne życie , chyba, że akurat ktoś im chce przysolić. Chorzy z AIDS mają przechlapane, choć coraz częściej udaje ich się odratować. Zakażenie HIV to zakażenie. AIDS to zakażenie z niską liczbą białych krwinek i chorobami wskaźnikowymi (swego czasu wklepałam je do Wiki)
    pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_nabytego_niedoboru_odporno%C5%9Bci#Kategoria_kliniczna_C_%E2%80%93_pe%C5%82noobjawowe_AIDS

    Wystąpienie pełnoobjawowego AIDS obecnie można opóźnić o ok 30 lat i ten czas stale rośnie. Jest grupa chorych zdiagnozowanych od początku epidemii, którzy żyją, mają się dobrze i nic nie wskazuje na to, żeby ten stan miał ulec zmianie. Niestety nadal wielu chorych ginie szybko bo diagnozuje się ich kiedy wystąpiło pełnoobjawowe AIDS (dodatkowo chorzy zakażeni przez krew często mają koinfekcję WZW, która w tym układzie jest zabójcza dla wątroby) - zakładam, że taki los spotkał matkę Trolli i Teresa czasem wyrzuca sobie, że gdyby nie lekceważyli tych przeziębień i swędzenia może jej siostra by żyła. Ale obecnie ostrożne prognozy mówią, że dla osoby zdiagnozowanej wcześnie czas przeżycia może nie różnić się od osoby zdrowej.

    Dzieci są najczęściej zakażone w czasie porodu i karmienia piersią- bariera krew/łożysko chroni przed wirusem. Zdarzyło mi się lecieć z lodówką leków na posterunek policji, bo na drugim końcu miasta kobieta rodzi a kochany tatuś wyznał, że on to w sumie ma HIVa, ale nie mówił bo nie, a karetki wszystkie w trasie.
  • mamuka_z_boru 20.06.18, 10:32
    kooreczka napisał:

    Zdarzyło mi się lecieć z lodówką leków na post
    > erunek policji, bo na drugim końcu miasta kobieta rodzi a kochany tatuś wyznał,
    > że on to w sumie ma HIVa, ale nie mówił bo nie, a karetki wszystkie w trasie.

    Eee... ale dlaczego na posterunek?
  • kooreczka 20.06.18, 10:59
    Bo karetki niedostępne, a potrzebowałam wozu uprzywilejowanego z uprawnionym kierowcą.
  • mamuka_z_boru 20.06.18, 11:16
    kooreczka napisał:

    > Bo karetki niedostępne, a potrzebowałam wozu uprzywilejowanego z uprawnionym ki
    > erowcą.

    A, jasne :)
    A jeszcze pociągnę OT, bo mnie zaciekawiło... I jak to odebrała policja? Są przyzwyczajenie do tego typu sytuacji? Kazali okazać jakieś papiery? Nie wzięli Cię za wariatkę?
  • kooreczka 20.06.18, 11:36
    Miałam fartuch i identyfikator. Jedyne co powiedzieli, to to, że jak będzie wypadek to mamy wszyscy przekichane- od nas zaczynając na ordynatorach i komendantach kończąc bo chyba właśnie gwałcimy zbiorowo wszystkie proceudry. Ja na to, że jakby co to dzwonimy do mediów i robimy z siebie męczenników. Wypadku nie było na szczęście, a ponieważ były to czasy sprzed sieci szpitalnych, nagrywania rozmów i GPS wystawiono lipny druczek transportu leków karetką, a radiowóz oficjalnie pojechał na patrol.
  • zuzudanslemetro 20.06.18, 12:51
    Kooreczka, jesteś bohaterką!
  • zla.m 22.06.18, 09:45
    kooreczka napisał:

    > Miałam fartuch i identyfikator. Jedyne co powiedzieli, to to, że jak będzie wyp
    > adek to mamy wszyscy przekichane- od nas zaczynając na ordynatorach i komendant
    > ach kończąc bo chyba właśnie gwałcimy zbiorowo wszystkie proceudry. Ja na to, ż
    > e jakby co to dzwonimy do mediów i robimy z siebie męczenników. Wypadku nie był
    > o na szczęście, a ponieważ były to czasy sprzed sieci szpitalnych, nagrywania r
    > ozmów i GPS wystawiono lipny druczek transportu leków karetką, a radiowóz oficj
    > alnie pojechał na patrol.


    Brawa dla wszystkich zamieszanych w łamanie procedur :)

    --
    Bloguję, bo lubię...
  • turzyca 20.06.18, 13:49
    >nie mówił bo nie

    Co za wuj!



    Kooreczka bohaterka!

    --
    "Zaproszenie wykonane jest z białego gładkiego papieru i ma zaokrąglone rogi. Na rzeczenie Klienta rogi mogą pozostać ostre."
  • przymrozki 20.06.18, 08:20
    Ja bym była przeciwna z następującego powodu. MM pisze o swojej klasie społecznej mieszkającej w tym samym mieście co ona. Bohaterowie są w wieku jej samej, jej dzieci i wnuków i mają mniej więcej takie samo życie. A mimo to widać, że MM nie umie już powiedzieć sobie "nie wiem tego, nie znam się, muszę sprawdzić, żeby nie strzelić babola".

    I wiecie, o ile w przypadku bzdur przy remontowaniu przyjeziornych ruin, to najwyżej ktoś zorientowany w temacie się uśmiechnie. Przecież nikt nigdy nie potraktuje książki dla dzieci jako poważnego źródła wiedzy o budowlance. Ale w przypadku opisu choroby, możliwych dróg zakażenia etc. lepiej pisać z założeniem "póki mi dwóch specjalistów nie potwierdzi, nie napiszę". Bo utrwalanie szkodliwych dla kogoś stereotypów w popularnych książkach już tak całkiem błahostką nie jest.
  • panna.ze.dworku 20.06.18, 08:39
    Dokładnie!A nawet więcej - vide scena "ratowania" Idy przez Derocię poprzez lanie nieprzytomnej w usta alkoholu! Przez Derocię, która nieomal do dyplomy z medycyny gotowa... A wszak to nie jest wiedza jakaś tajemna, skomplikowana, nie jest to scena, której napisanie wymaga bycia autorytetem medycznym, jakichś badań i poszukiwań! Litości, niech lepiej MM nie pisze o kwestiach poważnych, bo jej to wychodzi...

    --
    Dobre obyczaje – Kulturalne forum dyskusyjne o tym, jak się zachować :)
    forum.gazeta.pl/forum/f,259123,Dobre_obyczaje.html
  • marutax 20.06.18, 08:33
    Sam pomysł dobry, choć raczej nie dla Musierowicz. Ale jest jedna kontrowersja - czy nauczyciele w szkole znają prawdę? Piszesz tak, jakby nie wiedzieli o chorobie, bo wówczas zachowaliby się jak nauczyciele w poprzedniej szkole. Tymczasem wypadek "z krwią" mógłby przydarzyć się także podczas lekcji, bez obecności Helmuta. Co wtedy?
  • marutax 20.06.18, 08:46
    marutax napisała:

    > Ale jest jedna kontrowersja
    > - czy nauczyciele w szkole znają prawdę?

    Dopisuję - tak, wiem, że jeśli nauczyciele będą poinformowani, to mogą dziewczynę szykanować albo protestować, a nawet "anonimowo" zdradzić sekret rodzicom. Ale gdyby w opisywanej scenie nie było Helmuta, a Staszka straciłaby podczas wypadku przytomność...
  • turzyca 20.06.18, 09:02
    >Ale gdyby w opisywanej scenie nie było Helmuta, a Staszka straciłaby podczas wypadku przytomność...

    Dzień dobry, witamy w rzeczywistości. Niestety zdarzają się środowiska, w których chory, jeśli nie chce być wyrzutkiem społecznym, musi ukrywać swoją chorobę. Co powoduje dla członków tej społeczności realne zagrożenie, w przeciwieństwie do sytuacji gdy wszyscy wiedzą i przestrzegają zasad. No ale fobie nie są logiczne.

    --
    Pani Grzyb tlumaczy
  • marutax 20.06.18, 09:13
    turzyca napisała:

    > Dzień dobry, witamy w rzeczywistości. Niestety zdarzają się środowiska, w który
    > ch chory, jeśli nie chce być wyrzutkiem społecznym, musi ukrywać swoją chorobę.
    > Co powoduje dla członków tej społeczności realne zagrożenie, w przeciwieństwie
    > do sytuacji gdy wszyscy wiedzą i przestrzegają zasad. No ale fobie nie są logi
    > czne.

    Dokładnie o to mi chodzi. Zresztą tak było zawsze, identyczny mechanizm opisywał Grzesiuk odnośnie gruźlicy - jeśli ludzie leczyli się i chodzili na zabiegi to nie zarażali, ale ich choroba stawała się jawna, co skutkowało szykanami, zwolnieniami z pracy, odrzuceniem społecznym... Dlatego wielu rezygnowało z leczenia i ukrywało chorobę, stając się zagrożeniem dla otoczenia.
    W przedstawionym scenariuszu stajemy po stronie Staszki i Teresy, Gaba wychodzi na zacofaną idiotkę itd. Ale to tylko jedna strona medalu. I nie ma w tej sytuacji dobrego rozwiązania.
  • turzyca 20.06.18, 13:45
    Jak chcemy musiwersum i optymizm, to podsłuchujący Józinek wchodzi i mówi, że przecież wicedyrektorka ma HIV i o co w ogóle chodzi z tajemnicą, przecież to wszystkim szkodzi.


    Btw. przykład z gruźlicą idealnie trafny.

    --
    Pani Grzyb tlumaczy
  • kooreczka 20.06.18, 09:57
    Nie znają. Zgłoszono, że Staszka ma WZW C i jakby co konieczna jest profilaktyka - w razie wypadku i tak wzywa się rodziców. obu stron i już na IP można porozmawiać mając za plecami autorytet lekarza. A w wypadku jakiś wypadków gdzie koledzy wezwali higienistkę czy przyjechało pogotowie- każdego chorego personel medyczny traktuje jak potencjalnie zakaźnego. Scenariusz bardzo częsty w życiu- większość dzieci i młodzieży chorej na HIV doświadczyła ciężkiego szykanowania z powodu swojej choroby (od wykluczania z zajęć do pobicia i petycji o usunięcie dziecka ze szkoły), że za którymś razem mają dość i kłamią albo nie mówią nic. Zresztą przy obecnym leczeniu zazwyczaj udaje się utrzymać wirusa na niskim poziomie, zmniejszając ryzyko zakażenia do minimalnych wartości.
  • potworia 20.06.18, 09:24
    To świetny pomysł na książkę, jeśli się nie napisze ckliwie, to nie będzie ckliwa. I niech ją napisze Kooreczka, broń boru MM. Ta ostatnia niech się zajmuje kontrowersjami w rodzaju nieślubnej ciąży kluski i teleskopa.
  • guineapigs 20.06.18, 09:48
    Podzielam opinie Potworii. Pomysl swietny imho. Jeszcze 'tylko' trzeba to napisac. Kooreczka, do roboty.
  • dumnadanka321 20.06.18, 20:56
    Uważam, że taka książka jest bardzo potrzebna i dobrze by było ją napisać, niekoniecznie jako fanfik! Moim zdaniem powinna wejść nawet do kanonu lektur szkolnych. Dobrze napisana powieść na ten temat, pomogłaby rozprawić się z mitami i uprzedzeniami, które są powszechnie powtarzane na temat tej choroby. Proszę, niech ktoś to zrobi!

    --
    "Koniec Świata przyszedł, westchnął i wyszedł."
    (M. Świetlicki)
  • piotr7777 21.06.18, 18:24
    > Uważam, że taka książka jest bardzo potrzebna i dobrze by było ją napisać, niek
    > oniecznie jako fanfik! Moim zdaniem powinna wejść nawet do kanonu lektur szkoln
    > ych. Dobrze napisana powieść na ten temat, pomogłaby rozprawić się z mitami i u
    > przedzeniami, które są powszechnie powtarzane na temat tej choroby. Proszę, ni
    > ech ktoś to zrobi!

    Tylko, że musiałaby to być powieść z innymi postaciami i inną fabułą. Uważam, że jednak - pomijając fanfiki, które są zabawą - M.M. ma wyłączność na pisanie książek o wymyślonych przez soebie bohaterach.
  • piotr7777 21.06.18, 18:50
    A co do meritum to tak.
    1. Autorka wątku trochę się gubi - najpierw pisze, że Teresa to ciotka Staszki, potem jednak że siostra, najpierw pisze o rodzicach za granica, potem, że matka nie żyje. Przecież Staszka w wersji alternatywnej mogłaby być oficjalnie sierotą czy półsierotą i ukrywać chorobę. A zarazić mogłaby się na przykład w czasie źle przeprowadzonej transfuzji krwi - to byłby jakiś przytyk do krajowej służby zdrowia (bardziej logiczny niż brak środków na leczenie chorych dzieci).
    2. Nie do końca wiadomo kim w tym wariancie jest Helmut - czy mężem ciotki - siostry Teresy. Jeśli tak, to co robi podczas szkolnego festynu? Sugerowałbym raczej Helmuta - rastafarianina zostawić (jako element rozrywkowy) a na przykład wprowadzić jakiegoś uwielbianego przez uczniów nauczyciela (taką ulepszoną wersję Adama Fidelisa). Mógłby być na przykład wychowawcą klasy Troli, jedynym, który wie o jej chorobie, ale na prośbę opiekunów (powiedzmy jakoś tam zaprzyjaźnionych) zachował wiedze dla siebie a w szkole jest takim aniołem stróżem chorej. No i tenże powiedzmy "Adam" (niecby i był polonistą, ale bez plantacji, furgonetki i pana Gruszki) opiekuje się uczniami w czasie festynu. Można by przy okazji skojarzyć go z Laurą, która to się w nim zadurza, to jest na niego wściekła i na końcu stają się parą. W nieco sensowniejszych - niż w Spręzynie - okolicznościach. A to by uzasadniało obecność Laury - uczennicy liceum - na podstawówkowej impresie.
    3. Dziewięcioletni Ignaś - Miągwa, z trudem walczący ze spazmami u lekarza nie rzuciłby się do rannej Staszki z chusteczką. Ale ponieważ Ignaś - Miągwa i Józinek - Stary Maleńki pojawili się na dobre właśnie w JT, przyjmijmy, że będą mieli inną konstrukcję - są po prostu normalnymi dziewięciolatkami - Ignaś jest wrażliwy i przemądrzały, Józek nieco grubo ciosany, ale nie w tak karykaturalny sposób. I jak to skazani na siebie kuzyni nie przepadają za sobą, ale są w stanie ze sobą normalnie rozmawiać. Wtedy O.K., nie czepiam się
    4. Gabriela jako uprzedzona tępa histeryczka- absolutnie nie. Z punktu widzenia M.M. jest to Autorytet, który nie ma prawa się mylić. A jeśli nawet się myli to albo sama zrozumie swój błąd, albo zostanie naprostowana, ale nie przez młodszą siostrę (traktowaną przez autorkę z przymrużeniem oka), a przez kogoś, kto autorytetem jest dla niej (np. rodzice, profesor Dmuchawiec itp.)
    Raczej widziałbym to tak - Ida jest wściekła na Teresę, że zataiła chorobę siostry (czy tam siostrzenicy) i co chwila podkreśla -"ja jako lekarz" a Gabriela (wspólnie z Markiem) ją uspokaja. Tu można by dodać peany Józinka jaka ta cicoia Gabrysia dzielna - jej syn się skaleczył a ona przede wszystkim martwi się o chorą Staszkę. Potem byłby jakiś doalog z Grzegorzem, np. "Gabrysiu, byłaś wspaniała", "Ale wiesz Grzesiu, ja się jednak strasznie bałam o Ignasia", "Tak wiem i właśnie za to cię kocham" i tak dalej w tym stylu. Tak wiem, mdłe, ale w jakimś stopniu budujące.
    Wtedy mamy zachowany schemat Jeżycjady a jednocześnie historia jest sensowniejsza.
  • kooreczka 21.06.18, 22:38
    1) Ostatnie osoby zakażone w czasie transfuzji w PL są dużo starsze niż Trolla. Miałoby to równie dużo sensu jak pierniczenie o braku leczenia z oryginału.
    2) Sieroty w szkołach kłamią, zwłaszcza jeśli zostały porzucone przez ojca.
    3) miągwa jest starszy, Józinek ma 9 lat.
    4) Ida jako lekarz zdaje sobie sprawę z traktowania chorych, ryzyka zakażenia, sytuacji prawneji z sytuacjami skrywania chorób styka się na codzień. Gaba nie ma na ten temat pojęcia. Bycie wykształcony w jednej dziedzinie nie daje wszech mocnego autorytetu.
  • dumnadanka321 21.06.18, 19:43
    piotr7777 napisał:

    > > Uważam, że taka książka jest bardzo potrzebna i dobrze by było ją napisać
    > , niek
    > > oniecznie jako fanfik! Moim zdaniem powinna wejść nawet do kanonu lektur
    > szkoln
    > > ych. Dobrze napisana powieść na ten temat, pomogłaby rozprawić się z mita
    > mi i u
    > > przedzeniami, które są powszechnie powtarzane na temat tej choroby. Pros
    > zę, ni
    > > ech ktoś to zrobi!
    >
    > Tylko, że musiałaby to być powieść z innymi postaciami i inną fabułą. Uważam,
    > że jednak - pomijając fanfiki, które są zabawą - M.M. ma wyłączność na pisanie
    > książek o wymyślonych przez soebie bohaterach.

    Tak! Ja właśnie to miałam na myśli. Zupełnie nowi bohaterowie i zupełnie inna książka! Chodzi mi o sam motyw - osoby żyjącej z wirusem HIV, uczacej się we współczesnej szkole. Myślę, że " ugryzienie" tego tematu to duże wyzwanie dla autora. Gdybym miała chociaż odrobinę talentu w dziedzinie pisarstwa, bardzo chętnie bym się tego podjęła, tym bardziej że temat nie jest mi obcy. No ale niestety...


    --
    "Koniec Świata przyszedł, westchnął i wyszedł."
    (M. Świetlicki)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka