Dodaj do ulubionych

Realne rady dla MM

14.11.18, 16:07
Smutek, wielki smutek. Jeżycjada się stacza i niedlugo zaora łbem o własne stopy. Były już wątki, co w ostatnich tomach jest złego, co autorce wychodzi, a co (częściej) kompletnie nie. Ale zauważyłam, że czego już by teraz nie zrobiła, jest odbierane krytycznie. Nie ma zwierząt - źle. Pojawia się pies - a czemu tak nagle? Dalej: gdzie elektronika, internet? Mamy dwóch chłopaków prowadzących kanał na yt - źle, bo mało realistycznie. Powiedzcie mi, ale biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, co MM powinna napisać, żeby było choć przyzwicie dobrze? Już widzimy, że z wczuciem się w młodego typowego, bezczółkowego nastolatka, jest problem. Uczyć młodzieży otwartości, tolerancji, empatii też autorka nie da rady, bo sama już dawno utknęła w stereotypach i zaczęła włazić innym pod kołdre (i to oceniać!). Ale może jest coś, co jeszcze jej wychodzi, czego może być więcej? Co może napisać i jest szansa, że nie wyjdzie karykaturalnie?
Edytor zaawansowany
  • miodowocytrynowa 14.11.18, 16:47
    Niech nie pisze tyle o kosciele i nie robi z młodych ludzi stetryczałych dziadów o poglądach bliskich 70-letnim babciom z radia Maryja.
  • myq1 14.11.18, 17:43
    Z ust mi wyjęłaś, Cytryno M.
  • marutax 14.11.18, 18:00
    Przede wszystkim powinna zatrudnić kogoś do researchu, korekty i redakcji. A potem słuchać ich rad. To wyeliminowałoby błędy i niedorzeczności oczywiste, które "walą po oczach". Kwestie finansowe, zdrowotne, naukowe, techniczne... Jest tego mnóstwo, łatwo to zauważyć, a w praktyce wiele niedorzeczności wpływa na odbiór fabuły i postaci. Można to napisać inaczej, bez ginących maili, rzucanych po krzakach telefonów i opylanych koni.

    Po drugie, pani MM powinna przestać tak desperacko narzucać swoją wizję bohaterów i całego książkowego świata - więcej działania, mniej opisywania. Postacie powinny bronić się same, a czytelnicy wyrabiać sobie zdanie na ich temat poznając ich w akcji, a nie wierzyć, że są wspaniali/okropni tylko dlatego, bo ktoś tak powiedział. Podobnie fabuła powinna "się toczyć", a nie "być relacjonowana". Chwilami mam wrażenie, że obecny trend mailowy w "Jeżycjadzie" wynika nie tylko z niechęci do opisywania wydarzeń, ale też z tego, że w mailach Autorka może być tak subiektywna, jak tylko zechce, bez narażania się na krytykę (większą niż obecnie, rzecz jasna).

    I po trzecie - Borejkowie powinni być odbrązowieni, pokazani jako normalni ludzie, z realnymi problemami. Bez relatywizmu typu "coś jest dobre, bo robi to Gaba" i bez stawiania ich ponad całą resztę.

    Oczywiście można wymieniać długo i nie ma żadnej gwarancji, że spełnienie tych warunków by pomogło... Ale byłyby to kroki w dobrym kierunku.



  • marutax 14.11.18, 19:42
    P.S. Oczywiście jedną z najlepszych rad byłoby: "proszę przestać pisać o Borejkach pod pretekstem wprowadzania nowych bohaterów, a zacząć pisać o nowych bohaterach z Borejkami w tle. Dalekim". Jednak realnie rzecz biorąc - nie wierzę, by pani MM była w stanie to zrobić.

    Za to mogę wyobrazić sobie np. "CZ" pisaną przy udziale redaktorki i osób od researchu.
    - Gaba siedzi w Londynie, ale jest w kontakcie z rodziną, po prostu nie mówi im wszystkiego.
    - niespodziewany poród Agi jest wynikiem nagłego i nieprzewidzianego zdarzenia, a nie olewania wizyt u lekarza
    - Józek adaptuje część strychu na pokój, ale na tyle, na ile to realne w jego sytuacji
    i tak dalej...

    I od razu odpada część zarzutów - przy czym są to nie tylko zarzuty typu "niemożliwe", ale i zarzuty "charakterologiczne" - bo co to za rodzina, w której córka, siostra, żona i matka przestaje się kontaktować z bliskimi, a ci nic z tym nie robią?
  • przymrozki 15.11.18, 21:52
    marutax napisała:

    > Przede wszystkim powinna zatrudnić kogoś do researchu, korekty i redakcji. A po
    > tem słuchać ich rad. To wyeliminowałoby błędy i niedorzeczności oczywiste, któr
    > e "walą po oczach". Kwestie finansowe, zdrowotne, naukowe, techniczne... Jest t
    > ego mnóstwo, łatwo to zauważyć, a w praktyce wiele niedorzeczności wpływa na od
    > biór fabuły i postaci. Można to napisać inaczej, bez ginących maili, rzucanych
    > po krzakach telefonów i opylanych koni.

    Najlepszy przykład - Gizela. Gdyby umarła/zginęła najpóźniej we wczesnym dzieciństwie Gabrysi, wszystko byłoby OK. A tak to latami oglądaliśmy święta i inne uroczyste okazje idealnej, ciepłej rodziny, a potem dostaliśmy obuchem w twarz, bo okazało się, że w tym samym czasie matka Mili (adopcyjna, ale jednak) była sama z mocno niedołężną dalszą krewną na głębokiej prowincji. Nikt ich na Wigilię nie zapraszał, nikt ich nie odwiedzał. Kiedy Gizela pojawiała się we wspomnieniach, to jako chytra "pani Trak", która "oszukała" naiwnych dobrych ludzi wciskając im mieszkanie z niedoróbkami (tym bardziej, że z Kalamburki dowiadujemy się, że Borejkowie bynajmniej oszukani nie zostali, wręcz przeciwnie, ocalono ich przed losem sześcioosobowej rodziny zamkniętej w dwóch malutkich pokoikach).


  • miodowocytrynowa 15.11.18, 23:17
    A jeszcze dziwniejsze było to, ze Borejkowie wprowadzili się na Roosevelta w listopadzie 77, a już w Sylwestra 77/78 Mila dostała ataku woreczka żółciowego i pojechała do szpitala. Gizeli zupełnie nie zainteresował los Ignacego i dziewczynek, ani razu nie wpadła coś ugotować, ani razu nie odwiedziła Mili w szpitalu.
  • przymrozki 16.11.18, 08:32
    miodowocytrynowa napisała:

    > A jeszcze dziwniejsze było to, ze Borejkowie wprowadzili się na Roosevelta w li
    > stopadzie 77, a już w Sylwestra 77/78 Mila dostała ataku woreczka żółciowego i
    > pojechała do szpitala. Gizeli zupełnie nie zainteresował los Ignacego i dziewcz
    > ynek, ani razu nie wpadła coś ugotować, ani razu nie odwiedziła Mili w szpitalu
    > .

    To prawda. Z "Idy sierpniowej" też wynikało, że w chwilach głodu Borejkówny mogły się zwrócić tylko do stryjostwa. Które to stryjostwo też zresztą w końcu zanikło. Już to tutaj wałkowaliśmy, ale faktem jest, że na ślubie Natalii prawie zabrakło miejsca dla Joanny (znalazła się na ławce rezerwowych razem z Kreską, czyli dawno niewidzianą koleżanką starszej siostry panny młodej i, najprawdopodobniej, z Ulką Kołodziejanką, czyli córką starszej siostry koleżanki z klasy starszej siostry panny młodej), a znalazło się miejsce dla Dmuchawca (nauczyciela starszej siostry).
  • zuzudanslemetro 12.12.18, 18:27
    Akurat miejsce dla Dmuchawca dziwnym nie jest, bo rodzina się z nim przyjaźniła. Nie wiem, jak Wy, ale ja zaprosiłam przyjaciół na swój ślub i wesele. Ale Ulka Kołodziejanka faktycznie dziwna w tej okoliczności.
  • bupu 12.12.18, 21:19
    zuzudanslemetro napisała:

    > Akurat miejsce dla Dmuchawca dziwnym nie jest, bo rodzina się z nim przyjaźniła
    > . Nie wiem, jak Wy, ale ja zaprosiłam przyjaciół na swój ślub i wesele. Ale Ulk
    > a Kołodziejanka faktycznie dziwna w tej okoliczności.

    Ale to wesele rodziny było, czy Nutrii...? Z profesorem na dobrą sprawę przyjaznila się Gaba, reszta Borejkow raczej nie.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • miodowocytrynowa 12.12.18, 23:16
    bupu napisała:

    >
    > Ale to wesele rodziny było, czy Nutrii...? Z profesorem na dobrą sprawę przyjaz
    > nila się Gaba, reszta Borejkow raczej nie.

    No właśnie oni się wszyscy raczej przyjaźnili. Dmuchawiec w " Pulpecji" i " JT" przychodził do Borejków na obiady, w OwR odwiedzała go oprócz Gabrysi mama Borejko, w McDusi Natalia wspomina, że przychodziła mu poczytać- tak więc śmiało można uznać profesora przyjacielem rodziny.
    >
    >
  • zuzudanslemetro 13.12.18, 07:14
    W BBB Nutria przychodziła jeszcze z lekarstwami i wiktuałami do profesora oraz zwierzała się ze swoich nastoletnich trosk. No mówię, ja tam na ślubie i weselu miałam mnóstwo przyjaciół rodziny i jak dla mnie obecność Dmuchawca tutaj nie jest niczym dziwnym.
  • tt-tka 13.12.18, 10:09
    zuzudanslemetro napisała:

    > W BBB Nutria przychodziła jeszcze z lekarstwami i wiktuałami do profesora oraz
    > zwierzała się ze swoich nastoletnich trosk.

    Nastoletnich. Slub bierze dobrze dekade pozniej i w TiR jest towarzystwem Dmucha raczej zniecierpliwiona niz zachwycona.
    Oraz z tymi wiktualami i lekami raczej byla posylana przez matke/siostre :P
  • kocynder 13.12.18, 10:42
    Oraz ok, można zaprosić przyjaciela rodziny, nawet takiego, z którym się samemu zżytym nie jest, ale nie w momencie, w którym nie ma miejsca dla siostry stryjecznej z rodziną!
    Mój kuzyn np na swój ślub (i wesele) zaprosił przyjaciela domu. Sam kuzyn nie był z nim zbytnio związany (bo już na etapie szkoły średniej mieszkał w internacie, potem studiował w innym mieście, tam też po studiach zamieszkał i w dobrą dekadę od obrony dyplomu brał ślub), no, właśnie miał wspomnienia z dzieciństwa głównie i tyle. Ale wiedział, ze ów człowiek jest blisko zaprzyjaźniony z jego rodzicami, że wielokroć i nie oczekując rewanżu pomagał jego rodzeństwu itp. Ale jednak Pan Marceli został dołączony do listy gości kiedy już cała bliska rodzina na niej była! A przypomnę cichutko, że Borejkowie oprócz stryjostwa Józefowstwa nie mają NIKOGO. I mają miejsce dla Dmucha a brakuje go dla JEDYNEJ siostry stryjecznej?!?!?!

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:)
  • zuzudanslemetro 13.12.18, 10:45
    Czy ja wiem? Ja na swój ślub nie zaprosiłam nikogo z kuzynostwa. Nie czuję się z nimi zżyta. Natomiast zaprosiłam kobietę, która przyjaźni się z moimi rodzicami i ta przyjaźń przeszła na mnie. Generalnie akurat tu muszę oddać MM sprawiedliwość, że w niektórych aspektach nie wierzy w drobnomieszczańskie normy. Szkoda, że nie na wszystkich niwach i wychodzą jej dziwactwa w efekcie.
  • tt-tka 13.12.18, 12:03
    zuzudanslemetro napisała:

    > Czy ja wiem? Ja na swój ślub nie zaprosiłam nikogo z kuzynostwa. Nie czuję się
    > z nimi zżyta. Natomiast zaprosiłam kobietę, która przyjaźni się z moimi rodzica
    > mi i ta przyjaźń przeszła na mnie. Generalnie akurat tu muszę oddać MM sprawied
    > liwość, że w niektórych aspektach nie wierzy w drobnomieszczańskie normy.

    ...takie na przyklad, jak zaproszenie na slub wlasnej babci - casus Jozwy, a i Natalii, na ktorej slubie nie ma Gizeli. Ale niegdysiejszy nauczyciel fizyki jest. Na slubie Natalii nie ma tez zawsze gotowego do uslug Borejkom doktora Kowalika - dosc dobry, by go wzywac do kazdej dupereli, nie dosc, by zaprosic. Albo choc przy okazji wizyty lekarskiej zapytac, co u jego corki/syna.
  • tt-tka 13.12.18, 12:04
    nauczyciel polskiego, nie fizyki, ofkors !

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • reveiled 13.12.18, 14:48
    "...takie na przyklad, jak zaproszenie na slub wlasnej babci - casus Jozwy, a i Natalii, na ktorej slubie nie ma Gizeli."
    Chwila, moment, przypomnijcie, bo chyba troche zapominam - slub Natalii odbyl sie w Kalamburce, prawda? I co, na pewno nie ma tam Gizeli? Jest jakos wspomniana w tym rozdziale? Wiem, ze nie moglo jej byc na slubie Idy, bo nie istniala, ale na slubie Natalii, w ksiazce poswieconej Gizeli... to sie juz srednio miesci w wyobrazni.
  • tt-tka 13.12.18, 15:33
    W kalamburce, tak.
    Gizeli na tym slubie nie ma, tak. Jest niemal obca Natalii Monika Palys, przylecona ze Stanow, ale Gizeli z Miloslawia nie ma.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • potworia 13.12.18, 15:52
    Ale Borejkowie zapewne doceniają subtelny takt, z jakim się nie pojawiła, chociaż dyskretnie milczą o swoim na ten temat wzruszeniu.

    PS. Za to Monika Pałys nie pojawia się na weselu wnuka. Musiała w międzyczasie wysubtelnieć i nabrać delikatności uczuć.
  • rosa-huberman 13.12.18, 17:05
    Być może się mylę, ale zdaje się Gizela w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym roku nie żyła. Stąd nieobecność na ślubie Natalia. Sprawdza w wersji pdf, ale tam nie ma dat po za pierwszą stroną. Tam napisali o początku nowego wieku. Później to kolejność biegła do tyłu. Z książki pamiętam, kiedy był ślub Nutrii.
    Tak, zmarła dwudziestego listopada, a do ślubu doszło później. zimą., Ignac się wszakże poślizgnął.
    docer.pl/doc/s5cxve. Kto ma książkę niechaj sprawdzi.


  • dziabka1 13.12.18, 17:14
    rosa-huberman napisał(a):

    > Być może się mylę, ale zdaje się Gizela w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym
    > roku nie żyła. Stąd nieobecność na ślubie Natalia. Sprawdza w wersji pdf, ale
    > tam nie ma dat po za pierwszą stroną. Tam napisali o początku nowego wieku. P
    > óźniej to kolejność biegła do tyłu. Z książki pamiętam, kiedy był ślub Nutrii.
    > Tak, zmarła dwudziestego listopada, a do ślubu doszło później. zimą., Ignac si
    > ę wszakże poślizgnął.
    > docer.pl/doc/s5cxve. Kto ma książkę niechaj sprawdzi.
    >
    >

    Zaraz, zaraz. Też nie mam książek teraz przy sobie, ale Gizela żyła w najlepsze jeszcze w 1997 roku, bo była "na papieżu". Chyba, że masz na myśli rok 1999. Sprawdzę..
  • rosa-huberman 13.12.18, 17:29
    Owszem,ślub Natalii był w dziewięćdziesiątym dziewiątym. Potem jest już chyba dziewięćdziesiąty ósmy. Aha, chyba mam rację tam jest list kuzynki Ireny. Data dwudziesty listopad 98. Prawdopodobnie.
  • tt-tka 13.12.18, 17:46
    W 99, nie 98 ? TiR to jest luty 98, mam wrazenie, ze Natalia slubowala w tym samym roku. Nie sprawdze, z braku ksiazki.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • rosa-huberman 13.12.18, 18:01
    Tygrys i Roża rozgrywa się w dziewięć dziewięć na pewno! Ida i Pulpecja urodziły dziewczynki w sierpniu dziewięć osiem. Natalia goni Robrojka furgonetką, bodajże w lutym. Ślub mają w grudniu. Dziewiędziesiąty ósmy, niet. KOńczy się marcem, imieninami Wiktoria oraz Róży. A wspomniana wyżej N. odwołuje ślub z Nerwusem. Takiej sklerozy póki co u mnie brak.
  • kocynder 13.12.18, 12:13
    Zuzu, nie wiem jak liczną masz rodzinę... Borejkowie NIE MAJĄ licznej rodziny ani licznych kuzynów. Ze strony Mili jest jedna Gizela. A właściwie jej nie ma. Ze strony Ignacego jest JEDEN jego brat z żoną i JEDNA córka tegoż brata. Niechby z mężem. To daje raptem powalającą liczbę CZTERECH osób z najbliższej rodziny. Czterech. Na weselu. Dodajmy też, że Nutria NIE BYŁA "osobiście" zaprzyjaźniona z Dmuchawcem. Nie był jej nauczycielem, o ile pamiętam. Nie ma wielu sytuacji, w których Nutria by z Dmuchem cokolwiek. Ot, niechby, był przyjacielem "domu", głównie starszej siostry. I ok. Nie widzę nic złego w zaproszeniu takiego kogoś na wesele. Ale nie w sytuacji gdy również niezbyt bliska, ale i nie skonfliktowana kuzynka nie jest brana pod uwagę, czy tam jest na liście rezerwowej! :)

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:)
  • ciotka.scholastyka 14.12.18, 12:03
    tt-tka napisała:

    > w TiR jest towarzystwem Dmucha raczej zniecierpliwiona niz zachwycona.

    Jest zniecierpliwiona i tylko dobre wychowanie nie pozawala jej porzucić go na ulicy :-P Tyle tylko, niech przypomnę kontekst sytuacji - Dmuchawiec drepce i spowalnia Natalię, a ona widzi, że Robrojek jej odjeżdża: pakuje samochód, jeszcze przez moment z kimś tam rozmawia, ale już-już wsiada do auta i zaraz zniknie. A ona przecież idzie tam, bo wreszcie zdobyła się na odwagę, aby z nim pogadać.

    Więc nie oceniałabym na podstawie tej konkretnej sytuacji, że Natalia ogólnie już ma dość Dmucha, on jej przeszkadza tylko w tej chwili. Ogólnie cała rodzina błardzo gło kłocha.


  • tt-tka 14.12.18, 13:42
    ciotka.scholastyka napisała:

    > Więc nie oceniałabym na podstawie tej konkretnej sytuacji, że Natalia ogólnie j
    > uż ma dość Dmucha, on jej przeszkadza tylko w tej chwili. Ogólnie cała rodzina
    > błardzo gło kłocha.

    Blardzo go klocha, tylko jakos nikt poza Gabonem tego nie objawia :P
    Ani z jego madrosci nie czerpia, ani nie wizytuja starszego pana, ani nic.
    Pamietalam, ze tamta chwila byla szczegolna, ale tym bardziej - staremu dobremu przyjacielowi mozna powiedziec "wybacz, bardzo sie spiesze", a on zrozumie i wybaczy. A Natalia ma w ogole dsc soecyficzne podejscie do ludzi - jak kto potrzebny, to powinien sie objawic, a jak zbedny, powinien zniknac. I nie pamietam, by Dmucha potrzebowala i pragnela, w dowolnym tomie i sytuacji.




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • turzyca 15.11.18, 07:09
    1. Zmiana bohaterów, powrót do formatu - nowa książka, nowa bohaterka. Zmiany w życiu Borsuków można opisać w dwóch akapitach, no może jednej scenie.
    2. Porządny risercz i beta testerzy. Grupka 15 osób dyskutujących o książce. Ktoś wyłapie konie w porzeczkach, ktoś zły dialog, który nierealność planów ślubnych

    --
    "Mój sąsiad uczy się grać na klarnecie, teraz już mu to jakoś wychodzi, ale wcześniej byłam przekonana, że to jakiś dziwne zwierze wydaje odgłosy godowe. " by Mondovi
  • lili_liliana 15.11.18, 16:38
    turzyca napisała:


    > 2. Porządny risercz i beta testerzy. Grupka 15 osób dyskutujących o książce. Kt
    > oś wyłapie konie w porzeczkach, ktoś zły dialog, który nierealność planów ślubn
    > ych
    >
    Oj tak:) Niech się wreszcie dowiemy, gdzie rozpłynęły się Monika z Wiesią na przykład, albo gdzie jest Elka. I niech ja wiem, czy jestem rówieśnicą Pyzy, czy nie i kiedy właściwie urodziła się Natalia:) I dlaczego podstępna pani Trak, nabijająca Borejków w butelkę to przybrana matka Milicji, która właściwie holowała ją a potem ją i jej rodzinę przez 3/4 życia. I tak dalej i tak dalej.
    A przynajmniej niech już nowych baboli nie będzie, bo wszystko rozumiem tylko nie to, czemu babcia Monika nie została zaproszona na wesele wnuka Józinka a jakaś Lonia ("jakaś" dla młodej pary) tak.
    --
    "Ich will nicht gehorsam, gezähmt und gezogen sein,
    ich will nicht bescheiden, geliebt und betrogen sein,
    ich bin nicht das Eigentum von dir,
    denn ich gehör nur mir"
  • tt-tka 16.11.18, 11:39
    Imo problemem zasadniczym nie jest brak orientacji w swiecie, nieznajomosc technicznych nowinek czy ideolo, a BRAK POMYSLU.
    MM wyeksploatowala swoich bohaterow do bebechow i od dluzszego czasu depcze po wlasnych odciskach, nie majac pojecia, co z nimi wszystkimi zrobic.
    Na to zadne rady nie pomoga.
  • briar_rose 16.11.18, 14:31
    O to to. Czuję się, jakbym czytała serialowy "Klan" lub grała w Simsy. Nudne relacjonowanie każdego dnia z życia rodziny, bez żadnego morału czy progresu w sylwetkach bohaterów.
  • miodowocytrynowa 16.11.18, 16:07
    tt-tka napisała:

    > Imo problemem zasadniczym nie jest brak orientacji w swiecie, nieznajomosc tec
    > hnicznych nowinek czy ideolo, a BRAK POMYSLU.
    > MM wyeksploatowala swoich bohaterow do bebechow i od dluzszego czasu depcze po
    > wlasnych odciskach, nie majac pojecia, co z nimi wszystkimi zrobic.
    > Na to zadne rady nie pomoga.

    No wiesz, zawsze się mogą zacząć zdradzać, rozwodzić i kłócić. Wtedy dopiero by się akcja rozkręciła:-)
  • przymrozki 16.11.18, 16:24
    miodowocytrynowa napisała:

    > No wiesz, zawsze się mogą zacząć zdradzać, rozwodzić i kłócić. Wtedy dopiero by
    > się akcja rozkręciła:-)

    Z tą zdradą i rozwodem to obyś nie zapeszyła. Róża wszak nie wie, czemu mąż się do niej miesiącami nie odzywa.
  • miodowocytrynowa 16.11.18, 16:33
    przymrozki napisała:

    > miodowocytrynowa napisała:
    >
    > > No wiesz, zawsze się mogą zacząć zdradzać, rozwodzić i kłócić. Wtedy dopi
    > ero by
    > > się akcja rozkręciła:-)

    Pewnie już ma inną. Ileż można wytrzymać z tą nudziarą.
    >
    > Z tą zdradą i rozwodem to obyś nie zapeszyła. Róża wszak nie wie, czemu mąż się
    > do niej miesiącami nie odzywa.
  • tt-tka 16.11.18, 16:52
    Tja, zdrady, rozwody, klotnie i rozstania, a czytelnik nie dowie sie ani o co sie kloca, ani jak sie rozstali, ani w ogole nic. Bedziemy mieli Roze przez kolejne dziesieciolecia szlochajaca na Rusfelta, w chwilach wolnych od gosposiowania bratowej i nianczenia bratanicy. Byly juz przeciez takie okolicznosci - rozstanie i rozwod Pyziakow, zamilkniecie Szopa - i co z tego ?
  • miodowocytrynowa 16.11.18, 16:58
    Oj tam bo były źle przeprowadzone;) Gdyby Gaba się kilka razy porządnie pokłóciła z Pyziakiem, porzucała miesem, cisnęła talerzem, Róża opieprzyła Fryderyka zamiast mamrotać " Lubię być przydatna", Grzegorz zaczął zdradzać Gabrysię a Gabrysia rozpoczęłaby śledzenie niewiernego męża i jego kochanki oraz zaangażowała do tego resztę sióstr mogłoby by być ciekawie:):)
  • zachariasz93 16.11.18, 18:53
    miodowocytrynowa napisała:

    > Oj tam bo były źle przeprowadzone;) Gdyby Gaba się kilka razy porządnie pokłóci
    > ła z Pyziakiem, porzucała miesem, cisnęła talerzem, Róża opieprzyła Fryderyka
    > zamiast mamrotać " Lubię być przydatna", Grzegorz zaczął zdradzać Gabrysię a Ga
    > brysia rozpoczęłaby śledzenie niewiernego męża i jego kochanki oraz zaangażował
    > a do tego resztę sióstr mogłoby by być ciekawie:):)


    Ciekawe i czy i wtedy by komunikowały się ze sobą drogą mailową.
  • potworia 17.11.18, 10:50
    Najlepsza rada, którą mogłabym dać MM: niechże przed przystąpieniem do pisania wymyśli (ona bądź jej akolitki) PORZĄDNĄ FABUŁĘ. A może nawet nie porządną. Jakąś.
    Przelknęlabym każdą niedoróbkę, gdyby książka była o czymś.
  • tt-tka 17.11.18, 11:18
    potworia napisał(a):

    > Najlepsza rada, którą mogłabym dać MM: niechże przed przystąpieniem do pisania
    > wymyśli (ona bądź jej akolitki) PORZĄDNĄ FABUŁĘ. A może nawet nie porządną. Jak
    > ąś.
    > Przelknęlabym każdą niedoróbkę, gdyby książka była o czymś.


    A ino. Bo poki co mamy coraz bardziej pusta pustke.
  • rosa-huberman 18.11.18, 10:47
    Radziłabym, pamiętać wszystkim, co dawniej cechowało kontakty pani Musierowicz z ludźmi. Poczuciu humoru, otwartość, wyrozumiałość. Niech nawt pokusi się o napisanie czegokolwiek, choćby krótkiej formy. Byle nie o Borejkach. Fabuła, o czym wspominali poprzednicy Tudzież ktoś od redagowania, całkowicie obiektywny.
  • jentyk_trawiasty 01.12.18, 23:37
    rosa-huberman napisał(a):

    > Radziłabym, pamiętać wszystkim, co dawniej cechowało kontakty pani Musierowicz
    > z ludźmi. Poczuciu humoru, otwartość, wyrozumiałość. Niech nawt pokusi się o na
    > pisanie czegokolwiek, choćby krótkiej formy. Byle nie o Borejkach. Fabuła, o cz
    > ym wspominali poprzednicy Tudzież ktoś od redagowania, całkowicie obiektywny.

    O tak. To, co mnie najmocniej odstręczyło od (kiedyś mojej ukochanej, do kroćset) serii, to nawet nie niedorzeczności i brak realizmu, ani turboromanse i słabości fabuły, ani sprzeczności wewnętrzne w rodzaju sprawy pani Trak vel Gizeli - chociaż to wszystko także - ale przed wszystkim atmosfera. Sączące się przesłanie, że świat współczesny jest wstrętny, a ludzie to w większości durnie, od których lepiej trzymać się z daleka. I przedstawianie wszystkiego, co robi Klan jako słusznego i uroczego, od wyboru ciastek, po akty chamstwa i przemocy. Oraz uwiąd poczucia humoru. Wszystko to w serii, która dawniej promieniowała życzliwością i pełną humoru dobrocią. Tylko rady typu "spójrz na innych serdeczniej" albo "miej poczucie humoru" chyba mają niewielką siłę oddziaływania. Takie rzeczy trzeba odnajdywać w sobie, czego szczerze MM życzę, ale "realna rada" to chyba nie jest...
  • jentyk_trawiasty 01.12.18, 23:58
    A może tak...
    Henning Mankell napisał serię dla młodzieży, która dzieje się w latach 50. Nie wiem, jak to książki były odbierane w Szwecji i ile tam jest doświadczeń autobiograficznych, ale umieszczając swojego nastoletniego bohatera w czasach własnego dzieciństwa, Mankell uniknął wielu pułapek, na które mógłby się nadziać, pisząc o dziecku współczesnym. Dotyczy to i mentalności, i zainteresowań, i warunków życia, i fabuły też. Joel na przykład potajemnie wślizguje się nocą do szkoły, dziś chyba od razu włączyłby się alarm. A gdyby tak MM napisała np. opowiadanie, które dzieje się w czasach jej młodości czy dzieciństwa? Bez związku z Borejkami. Może byłoby to bardziej przekonujące, może z lepszą atmosferą?
  • ojsok 05.12.18, 13:51
    Najlepsze wyjście pisać historię, spin offy historii z lat 70, 80!! To byłoby ciekawe dla młodzieży współczesnej i bardzo ciekawe dla.starszych wielbicieli jezycjady. Skoro do fabuły nie pasują telefony komórkowe, bo tak chętnie je autorka unieruchamia to łatwiej przenieść się do czasów w których ich nie było. Autorka mogłaby skorzystać ze swoich przeżyć no bo teraz najłatwiej w współczesnym świecie opisywać polegowanie borejkow seniorow
  • guineapigs 05.12.18, 18:46
    Ojskok zaproponowala:
    'Najlepsze wyjście pisać historię, spin offy historii z lat 70, 80!! To byłoby ciekawe dla młodzieży współczesnej i bardzo ciekawe dla.starszych wielbicieli jezycjady. Skoro do fabuły nie pasują telefony komórkowe, bo tak chętnie je autorka unieruchamia to łatwiej przenieść się do czasów w których ich nie było. Autorka mogłaby skorzystać ze swoich przeżyć no bo teraz najłatwiej w współczesnym świecie opisywać polegowanie borejkow seniorow'

    A czy rodzajem takiego spin offu nie byla Kalamburka? Pytam, bo nie za bardzo rozumiem okreslenie spin off, a wlasciwie nie wiem, jaki jest zakres tego pojecia.

    A ja tak sobie mysle, ze przeciez mozna osadzic akcje powiesci nawet mowiacej o czasach wspolczesnych lub calkiem niedawnych bez uzywania czy naduzywania gadzetow typu telefon komorkowy/komputer. Pamietacie, jak opisane zostaly romanse Pulpa-Baltona i Bebe-Dambo? Tam co prawda byl kurs komputerowy - ale w tle (rownie dobrze moglby byc to kurs rachunkowosci, jako ze Pulpa marzyla o byciu bizneslumen a Florek mial zadatki na biznesmena, czy - w wersji level 10 - kurs malarstwa sztalugowego) oraz syrenka z haslem reklamowym bodaj Fijol, ale to zaden cud techniki.
    Ale jejku,
    zapomnialam o harleyku....

    Ni teraz do adrema: a jakby tak MM opisala, jak sie zaczal a potem rozwijal romans Gaba - Grzegorz? Przeciez tam przez miesiace moglo nie byc miedzy nimi zadnego smsa, o mailu nie wspominam. Ot, poznali sie przez meza kolezanki Gaby, ktory pracowal na polipudzie z Grzesiem. Potem jakies mijanie sie gdzies tam, jakies krotkie a potem coraz dluzsze pogaduszki, w koncu kawa w jakiejs popularnej wsrod wykladowcow akademickich kawiarence. Bezpretensjonalna rozmowa o roli przypadku w zyciu - Grzegorz zasuwa statystyka a Gaba filozofia. Grzegorz rzuca, ze 'spotkanie tej samej osoby w Poznaniu na ulicy cztery razy pod rzad dzien w dzien jest rowne jeden do stu szesdziesieciu tysiecy (wale z wyobrazni, nie wiem jak to policzyc, ale zakladam na potrzeby fabuly prawdopodobienstwo malenkie), na co Gaba, ze przypadkow nie ma, wszystko jest w rekach Boga/Bogow (tu rzuca cytaty ze Starozytnych i z Biblii) - i oboje sie smieja, i ustalaja, ze spotkaja sie w tym samym miejscu za tydzien, i tak dalej. I tak to trwa, czytamy o Gaby wyobrazeniach i obawach i tak samo o Grzegorzowych. Zadnych meili po kolezankach - to do Gaby nie pasuje. Zadnych meili po kumplach - Grzegorz tak nie robi. Tylko jak wyglada wyznanie? Czy Grzegorz napisze sms-a: 'kocham cie' czy wyzna to w oczy? Czy wcale moze nie wyzna, a oboje beda wiedziec bez slow, ze TO jest TO?
    No i jak, po tej dawce romantycznosci, Grzegorz zostanie wpasowany idealnie w role blendera, a Gaba z Romantycznej Kobiety powroci do roli Oddanej I Jedynej Corki?
    Mysle, ze ten obraz mozna spokojnie namalowac nie przedstawiajac jakos zbytnio gadzetow. Wystarczy rozmowa face to face w stolowce/kawiarence, spotkania na ulicy/gdzies tam, opis przemyslen/wyobrazen/nadziei/obaw obojga amorantow.
    Moze jestem przyglupia, ale jakos wydaje mie sie, ze taki romans a la prababcia, 'z myszka' (bez maili po znajomych, bez Kafeterii, bez sms-owania dziesiec razy na dobe) jest mozliwy (tak mniej wiecej) TERAZ.
  • rosa-huberman 05.12.18, 20:00
    Oto garść informacji. - Spin-off (ang. produkt uboczny) – w terminologii związanej z produkcją filmową, telewizyjną i grami komputerowymi jest to określenie nowego produktu powstałego na bazie dużej popularności bohaterów lub wątków produkcji oryginalnych. Spin-off występuje też w książkach i komiksach (głównie amerykańskich, a rzadziej w japońskich) – najczęściej prezentuje wtedy przygody drugoplanowych bohaterów serii pierwotnej, rozwijając wątki poboczne.

    Czyli zasiedziałe można, by zbudować coś takiego na bazie Jeżycjady. Niżej podałam przykład z Małomównego Pokazać losy małego Filipa Bratka. Dzieciństwo w małym miasteczku , rozwijanie pasji muzycznej. Ko tam jeszcze z Jeżycjady mógłby pasować? Pan Karolek, na przykład i jego życie przed akcją Idy sierpniowej. Wspomniana niegdyś siostra mamy Pałysowej Majchrzakowie. Na tym da się wykreować całkiem niezłe powieści. Może jakoś spróbuję napisać szkic tego pomysłu o Małomównym Jakkolwiek nie wykazała się zbytnim talentem w waszych oczach. Nigdy też nie brałam pod uwagę cyklu M.M w tworzeniu. Na razie zamykam rok blogowy.
  • ciotka.scholastyka 06.12.18, 10:02
    guineapigs napisała:

    > Zadnych meili po kolezank
    > ach - to do Gaby nie pasuje. Zadnych meili po kumplach - Grzegorz tak nie robi.

    Zwłaszcza, że poznali się w 1991 roku. Na pewno żadne z nich nie pisało wtedy maili do nikogo ;)

    > Tylko jak wyglada wyznanie? Czy Grzegorz napisze sms-a: 'kocham cie' czy wyzna
    > to w oczy?

    Again, w 1991, gdy się poznali, ani w 1992 roku, kiedy to postanowili się ślubnąć, nie było mowy o żadnych sms-ach.

    Ogólnie jednak pomysł mi się bardzo podoba, chciałabym przeczytać zarówno o tym,dlaczego Pyziak ostatecznie zdecydował się na porzucenie rodziny, jak i o związku gabogrzesiów.
  • ojsok 06.12.18, 11:31
    Nowe historie, nowe bohaterki a w tle , dalekim tle znane nam osoby , takie smaczki Z wyjaśnieniami pewnych kwesti lub uzupełnienie niedopowiedzeń. I niech już nie wchodzi w XXI wiek, nie pasuje to do niej, dla mnie najlepsze lata to lata 90 więc jak już to opisalabym coś z tego okresu
  • guineapigs 06.12.18, 18:47
    Ciotka.scholastyka upomniala, ze przeciez:
    '(...) poznali się w 1991 roku. Na pewno żadne z nich nie pisało wtedy maili do nikogo ;) (...) w 1992 roku, kiedy to postanowili się ślubnąć, nie było mowy o żadnych sms-ach. '

    No oczywiscie! Roze prawdy wykwitaja z Ciotki klawiatury, roze prawdy! Najwyrazniej tak bardzo przyzwyczailam sie do wygod oferowanych przez galopujaca w postepie geometrycznym cywilizacje gadzetow, ze zapomnialam czasy, gdy tych wygod nie bylo.

    Ale zlapalas Ciotko, o co mie chodzi? Mozna sie pokusic na jakis inny romans, bardziej dzisiejszy, ktory rozgrywa sie bez tych gadzetow. Na przyklad: Tajemniczy Docent owdowial i Ignacostwo Borejko dyskretnie swataja go z jakas pania, na przyklad Dabek-Nowacka, ktora stracila meza. Akcja jak najbardziej dzieje sie w czasie meilow i sms-ow, ale ci panstwo stawiaja zdecydowanie na spotkania osobiste oraz tradycyjne kartki urodzinowe/swiateczne. Wyznanie nastepuje za pomoca listu wyslanego za posrednictwem Poczty Polskiej lub rozmowy przeprowadzonej za posrednictwem Telekomunikacji Polskiej (telefon stacjonarny).
    W wersji Hard: Pierog owdowial (czy my wogole wiemy cokolwiek o zyciu rodzinnym/osobistym Pieroga?) i szuka nowej zony. W czasach BBB, 1990, byl jeszcze hardym dyrektorem i nauczycielem, wiec mozna zalozyc, ze z dziesiec lat pociagnal. A Pierog, niezaleznie od krzyzyka na karku, piszacy slodkie i milosne sms-y czy maile - no to chyba sie w zadnej wyobrazni nie miesci.
    A tu sie okazuje - tam-ta-ra-dam! - ze pod ta fasada urzedasa i formalisty kryje sie romantyk, ktory wieczorami slucha Edith Piaff, a takze probuje swych sil na gitarze/balalajce, starajac sie pogrywac dumki ukrainskie czy portugalskie fado... Nawet niesmialo pisze teksty 'do szuflady'...
  • piotr7777 07.12.18, 18:03
    > No oczywiscie! Roze prawdy wykwitaja z Ciotki klawiatury, roze prawdy! Najwyraz
    > niej tak bardzo przyzwyczailam sie do wygod oferowanych przez galopujaca w post
    > epie geometrycznym cywilizacje gadzetow, ze zapomnialam czasy, gdy tych wygod n
    > ie bylo.

    No SMS-ów to faktycznie G&G nie mogli sobie wysyłać, bo pierwszy SMS w Polsce poszedł 3 grudnia 1992 r. Ale maile teoretycznie tak - pierwszy światowy mail wysłano w 1971 r. a pierwszy polski 17 lipca 1990 r.
    Natomiast jeśli -jak wszyscy w tamtych czasach - korzystali z najbardziej podstawowego sposobu komunikacji na odległość, czyli z telefonu stacjonarnego, to nie było szans by utrzymać w tajemnicy przed rodziną nie tyle związek co samo istnienie tej drugiej osoby. No bo przecież dzwoniło się do domu, nie było gwarancji, że odbierze właściwa osoba a zasady dobrego wychowania wymagały by się przedstawić i poprosić osobę, z którą chce się rozmawiać. Także sytuacja, w której Strybowie nic nie wiedzą o Gabrieli a Borejkowie o Grzegorzu była mało prawdopodobna. A jeśli oboje nie dzwonili do siebie do domu to kontaktować mogli się tylko w pracy (inne wydziały, co prawda, ale mogli być razem w jakiejś komisji socjalnej czy czymś takim) i tam ewentualnie umawiać np. do kawiarni czy na spacer. A i tak Grzegorz nic nie wie o rodzinie ukochanej (ani tego, że ojciec jest filologiem klasycznym i dobrze by się przygotować z kilku cytatów, ani, że ma trzy siostry i najmłodsza chodzi do tego samego liceum co jego córka, ani wreszcie, że ma dwie córki, którym wypada przynieść jakiś drobiazg) ani Gabriela o jego rodzinie (choć on jest introwertykiem, więc to się jakoś broni). Jedyne co wiedzą o sobie, to że są samotni a Grzegorz nadto wie, że spotkał wspaniała i jedyną w swoim rodzaju kobietę.
    > W wersji Hard: Pierog owdowial (czy my wogole wiemy cokolwiek o zyciu rodzinnym
    > /osobistym Pieroga?) i szuka nowej zony. W czasach BBB, 1990, byl jeszcze hardy
    > m dyrektorem i nauczycielem, wiec mozna zalozyc, ze z dziesiec lat pociagnal. A
    > Pierog, niezaleznie od krzyzyka na karku, piszacy slodkie i milosne sms-y czy
    > maile - no to chyba sie w zadnej wyobrazni nie miesci.
    W 1993 r. Pieróg jest na emeryturze i to już dawno (według słów woźnego Jankwoiaka). Ponieważ w roku szkolnym 1988/89 na pewno uczył a dyrektorem był raczej z klucza politycznego, więc można założyć, że stanowisko stracił w roku 1989/90 a odszedł albo od razu wtedy albo powiedzmy rok później. 2-3 lata to może nie jest dawno.
    A skoro tak musiał mieć bodajże skończone 60 lat i/lub 30 lat pracy, bo wtedy mężczyźni mogli przejść na wcześniejszą emeryturę. No chyba że dla nauczycieli była jakaś dodatkowa furtka.
    A o życiu prywatnym Pieroga nie wiemy nic, ale musiało być nieudane. Tym można wytłumaczyć jego niekorzystną ewolucję - od surowego ale oddanego pracy nauczyciela do tępego, sarkastycznego gnębiciela młodzieży, który praktycznie nie uczy, jedynie dyktuje do zeszytów zadania a następnie z satysfakcją stawia dwóje (wtedy była 4-stopniowa skala ocen).
  • ciotka.scholastyka 08.12.18, 11:02
    piotr7777 napisał:


    > No SMS-ów to faktycznie G&G nie mogli sobie wysyłać, bo pierwszy SMS w Polsce p
    > oszedł 3 grudnia 1992 r. Ale maile teoretycznie tak - pierwszy światowy mail wy
    > słano w 1971 r. a pierwszy polski 17 lipca 1990 r.

    Litości, rozmawiamy o przeciętnych zjadaczach chleba mieszkających w przeciętnie wówczas skomunikowanym Poznaniu.
  • potworia 08.12.18, 13:43
    ciotka.scholastyka napisała:

    > piotr7777 napisał:
    >
    >
    > > No SMS-ów to faktycznie G&G nie mogli sobie wysyłać, bo pierwszy SMS w Po
    > lsce p
    > > oszedł 3 grudnia 1992 r. Ale maile teoretycznie tak - pierwszy światowy m
    > ail wy
    > > słano w 1971 r. a pierwszy polski 17 lipca 1990 r.
    >
    > Litości, rozmawiamy o przeciętnych zjadaczach chleba mieszkających w przeciętni
    > e wówczas skomunikowanym Poznaniu.

    Jedno z nich było informatykiem - naukowcem z dostępem do uniwersyteckiego zaplecza, może to coś zmienia?
  • przymrozki 08.12.18, 13:59
    potworia napisał(a):

    > Jedno z nich było informatykiem - naukowcem z dostępem do uniwersyteckiego zapl
    > ecza, może to coś zmienia?

    Ale obsługi internetu syna tego wybitnego specjalisty w dziedzinie nauk informatycznych musiał uczyć chłopak pasierbicy. Teścia zaś syn. Więc on mógł być taki więcej informatyk-teoretyk.
  • ciotka.scholastyka 08.12.18, 16:20
    potworia napisał(a):

    > Jedno z nich było informatykiem - naukowcem z dostępem do uniwersyteckiego zapl
    > ecza, może to coś zmienia?

    NIE zmienia.

  • ciotka.scholastyka 08.12.18, 19:51
    ciotka.scholastyka napisała:

    > NIE zmienia.

    O matko, jaki mi skrót myślowy wyszedł. Chodziło mi o to, że nawet jeśli GS był tym informatykiem na uczelni, to nie bardzo to przystaje do Gaby/filolożki, ww sensie maili, i w ogóle, po co mieliby mailować, skoro było to czymś dziwnym, niepopularnym i niespotykanym, o ile w ogóle było na UAM w 1991 roku? Ja kończyłam studia w 1996 roku i kolega doktorant pokazywał nam coś w rodzaju komunikatora uczelnianego, ale posiadało go niewielu i traktowało coś a la ciekawostkę, działało to powoli, plików załączać się nie dało i szybciej było zadzwonić :)
  • kocynder 13.12.18, 10:58
    "o życiu prywatnym Pieroga nie wiemy nic, ale musiało być nieudane. Tym można wytłumaczyć jego niekorzystną ewolucję - od surowego ale oddanego pracy nauczyciela do tępego, sarkastycznego gnębiciela młodzieży, który praktycznie nie uczy, jedynie dyktuje do zeszytów zadania a następnie z satysfakcją stawia dwóje"
    A nie koniecznie. Może na przykład przeżył jakąś tragedię? Może jego zgorzknienie... O! Mam.

    Młody i obiecujący fizyk (?) W. Pieróg (Waldemar?) został nauczycielem w LO. Poznał tam pannę Krystynę. Krysię. Krysieńkę. Byli oboje młodzi, zakochani - szczęśliwi. A potem, nagle, matka Waldka miała wylew. Musiał się nią opiekować, wszak jego ojciec zmarł, gdy był jeszcze dzieckiem. Matka po wylewie nigdy nie odzyskała pełnej sprawności - mogła spędzić w domu ileś tam czasu sama (albo Waldek dogadał się z sąsiadką, by podczas jego pracy doglądała mamy). Krysieńka pierw deklarowała Bóg wie co, ale po dwóch miesiącach zaręczyła się z ówczesnym wicedyrektorem szkoły, w-fistą i bez zobowiązań rodzinnych... Waldek nigdy nie związał się z nikim. Matka zmarła w wieku 98 lat, kiedy już był w wieku "niestosownym". A i do dziś nosi w portfelu wyblakłe zdjęcie dziewczyny, o szerokiej opasce na blond włosach i z wyrazistym makijażem, jaki był modny w latach jego młodości - Krysieńki, z czasów, kiedy jeszcze była "jego"...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:)
  • tt-tka 08.12.18, 16:45
    ciotka.scholastyka napisała:

    >
    chciałabym przeczytać zarówno o tym
    > ,dlaczego Pyziak ostatecznie zdecydował się na porzucenie rodziny,

    Dla Ciotki wszystko !
    Gdy Pyziak wrocil z Australii i pomieszkiwal na Rusfelta, wysiadl piecyk gazowy. Ten prastary, secesyjny. I Pyziaczek, czlowiek zaradny i z dewizami, od reki kupil nowy, na lewo oczywiscie, cudo techniki i w ogole. A gdy go zamontowal, to zostal potraktowany jak Stryba przy zmywarce, i kolezanka malzonka tez zachowala sie tak jak wtedy. To Pyziaczek postawil ultimatum "wynosimy sie stad albo ja sie wynosze". No i jak dalej bylo, to wiemy...

    >i o zwią
    > zku gabogrzesiów.

    Nie-da-sie. Na to nie starcza mi wyobrazni.
  • ciotka.scholastyka 08.12.18, 20:06
    tt-tka napisała:

    > Dla Ciotki wszystko !

    Kłaniam, kłaniam!

    > Gdy Pyziak wrocil z Australii i pomieszkiwal na Rusfelta, wysiadl piecyk gazowy
    > . Ten prastary, secesyjny. I Pyziaczek, czlowiek zaradny i z dewizami, od reki
    > kupil nowy, na lewo oczywiscie, cudo techniki i w ogole. A gdy go zamontowal, t
    > o zostal potraktowany jak Stryba przy zmywarce, i kolezanka malzonka tez zacho
    > wala sie tak jak wtedy.

    - ... co na to powiedziałby Marek Aureliusz! - wrzeszczał Ignacy Borejko, podczas gdy twarz Janusza Pyziaka robiła się coraz bledsza z furii.
    - Wodę do mycia grzali mu niewolnicy - bąknęła Gabrysia, popatrując niepewnie to na ojca, to na męża (w tej właśnie kolejności).
    - Właśnie!!! - nieoczekiwanie wrzasnął Pyziak, przekrzykując łacińską jeremiadę dobiegającą z progu łazienki. - Sama mi mówiłaś, ile się z Idą nagotowałyście wody, czajnikiem, do wiadra, i do łazienki, do wanny, bo ojciec po powrocie z pierdla trzy razy dziennie musiał się kąpać, i siedzieć w tej wannie po dwie godziny z książką pod pachą!!! Nic tylko gotować i nosić, i co kilkanaście minut "Gabrysiu serce moje, bo mi tu stygnie!!!" A teraz, jak wreszcie załatwiłem porządny junkers, to co słyszę? Że tamten to była secesja!!!!!
    - To nie jest junkers, tylko Predom!!! - ryknął Ignacy. - Junkers nie jest synomimem słowa "piecyk gazowy", Juliuszu!!!! Quod erat demonstrandum!!!
    I znacząco popukał zgiętym paluchem w małą metalową tabliczkę z nazwą producenta piecyka.
  • tt-tka 09.12.18, 00:46
    O nie, dostojna Ciotko ! W tym czasie Janusz juz wiedzial, ze pyskowki z seniorem sa bezcelowe, a winny i tak bedzie on. Nieprzytomny ze ulosci, ale az tak sie nie podlozyl.

    ciotka.scholastyka napisała:


    > - ... co na to powiedziałby Marek Aureliusz! - wrzeszczał Ignacy Borejko, podcz
    > as gdy twarz Janusza Pyziaka robiła się coraz bledsza z furii.
    > - Wodę do mycia grzali mu niewolnicy - bąknęła Gabrysia, popatrując niepewnie t
    > o na ojca, to na męża (w tej właśnie kolejności).

    "udusze dziada" - pomyslal Janusz, blady z wscieklosci - "jak czyms zaraz rak nie zajme, to mu normalne..."
    - Panie Wiesiu, zdejmujemy - powiedzial nagle do fachmana z dzialu technicznego administracji - nie podoba sie, to zabieraj pan to. Pomoge panu.
    W milczeniu zdjeli piecyk i wyniesli go, po dluzszej chwili Janusz wrocil. Z lekka zionac gorzala, bo mu pan Wiesio szczodra reka nalal na ukojenie nerwow. Bez slowa wzial przybory toaletowe, w drzwiach zatrzymal sie nagle.
    - Die sie wykapac - powiedzial w przestrzen - a od jutra szukam mieszkania z funkcjonujacym piecykiem. Dla rodziny Pyziakow. NIE Borejkow.
  • jehanette 04.12.18, 14:04
    Odejść od Borejków i wprowadzić, tak jak we wczesnych tomach, nowe bohaterki i bohaterów. Trzymanie się kurczowo jednej rodziny powoduje, że mamy takie kurioza jak miłość Ignasia do Trolli, bo brakowało jej już narratorów.
    A może powinna przestać pisać Jeżycjadę w ogóle, wymyślić coś nowego...

    --
    Error 404
  • rosa-huberman 04.12.18, 16:15
    W Trolii podkochiwał się Józinek, to po pierwsze. PO drugie on nie był narratorem. Na wydarzenia Czytelnik patrzył z jego perspektywy, natomiast wszystko opisywane w trzeciej osobie. Zanem narrator jest wszechwiedzący. Na koniec witam cię jako nową na forum. Przy ewidentnej niechęci do Borejków niech wróci do początków. Mogłaby spokojnie wymyślić, co się działo w fikcyjnym Śmietankowie po ślubie Marii Ptaszkowskiej z doktorem Bratkiem. Dzieciństwo Filipa, ten wypadek choćby. Wychowywanie przez braci. A na marginesie, chciałabym przeczytać coś takiego tutaj, gdzie mamy wybitne gremium. ;-)
  • tt-tka 05.12.18, 00:29
    rosa-huberman napisał(a):

    > W Trolii podkochiwał się Józinek, to po pierwsze. PO drugie on nie był narrator
    > em. Na wydarzenia Czytelnik patrzył z jego perspektywy, natomiast wszystko opis
    > ywane w trzeciej osobie.

    To sie nazywa mowa pozornie zalezna, natomiast to, ze 9-latkowi , tak, jemu, altorka wkladala w usta wlasne swe przekonania i postulaty, a glownie wlasne zbrzydzenie, to straszny kiks. Blad, ze tak powiem, konstrukcyjny.

    A na marginesie, chciałabym przeczytać coś taki
    > ego tutaj, gdzie mamy wybitne gremium. ;-)

    Mnie tam daleko do wybitnosci, ale i tak nie chcialoby mi sie opisywac Smietankowa i Ptaszkowskich-Bratkow po tym, jak MM "poprawila" pierwotna wersje. Postacie urocze e wszytskimi swoimi wadami i zdarzenia smieszne bardzo na tych poprawkach stracily. I juz mnie do nich nie ciagnie.
  • rosa-huberman 05.12.18, 08:56
    Nie znałam wersji pierwotnej. Kiedy dostałam Małomównego jako prezent urodzinowy funkcjonowała ta z norką od autorki, w której wyjaśniała poprawki. Ale była tutaj kiedyś dyskusja i ponoć zmiany to w porównywalnie niewielkie. Zamiast Leśmiana Staf. Halinkę częstowano papierosem, a nie miętówką i tak dalej. Raczej kosmetyka. Aha Rzodkiew podobno dużo bardziej manifestowała sympatię wobec Stefana. Tyle zapamiętałam. Od samej Musierowicz natomiast wyciągnęłam, iż Peleryniarze byli inni. Chyba dużo ostrzejsi. To się działo przed erą nowej Księgi Gości, kiedy odpowiedzi nie emanowały złośliwością wobec krytykantów. Może ktoś udostępni kilka cytatów? Jeśli są posiadacze starszej wersji?
  • ciotka.scholastyka 05.12.18, 09:38
    rosa-huberman napisał(a):

    > Nie znałam wersji pierwotnej. Kiedy dostałam Małomównego jako prezent urodzinow
    > y funkcjonowała ta z norką od autorki, w której wyjaśniała poprawki. Ale była t
    > utaj kiedyś dyskusja i ponoć zmiany to w porównywalnie niewielkie.

    Zmienione zostały też kawałki narracji, niektóre dialogi, a część dialogów w ogóle została usunięta. Ja pamiętam wersję pierwotną i strasznie mi jej żal.
  • tt-tka 05.12.18, 10:56
    Te "kosmetyczne zmiany" odebraly bohaterom humor i barwnosc. Cos jak kiepski makijaz - zmiany w zasadzie niewielkie, a efekt koncowy odstraszajacy :P
  • jehanette 07.12.18, 11:20
    > W Trolii podkochiwał się Józinek, to po pierwsze. PO drugie on nie był narratorem.

    Faktycznie, pomięszały mi się te wszystkie części. Było zdaje się też coś z Ignasiem na okładce, prawda? Też słabe ;)



    --
    Error 404
  • rosa-huberman 07.12.18, 17:26
    Czarna polewka się nazywało. Kiepskie, faktycznie.
  • zachariasz93 07.12.18, 18:18
    Wtrącę swoje trzy grosze: w Staszce podkochiwali się obaj
  • rosa-huberman 13.12.18, 18:25
    Rzeczywiście, dobrze wydedukowałam. Imieniny rozgrywają się od Walentynek dziewiąć osiem doi marca tegoż roku. W Tygrysie i Roży jest rozmowa Natalii z Gabą o córkach sióstr. To luty. ucieczka Laury w dalszej części Toruń. Końcowa scena pościgu furgonetką Tomka Kowalika. Ślub zimą, bo Monika Pałys wspomina niedawne Święta. Kiedy była u fryzjera. Miesiące zim,owe tak czy inaczej. Gizela zmarła dwudziestego listopada, nawet jeśli tego samego roku, ale jesienią. Chociaż wydaje mi się, że tam była ósemka na końcu. Zapamiętałam zdanie Dzieci już jej prawie nie pamiętały. To są jednak dwie rożne daty roczne, mimo wszystko.
  • marutax 13.12.18, 18:51
    Owszem, ślub Natalii był w 1999 roku, Gizela zmarła w listopadzie 1998. Czyli żyła, kiedy za mąż wychodziła Ida.

    Tekst "dzieci jej już prawie nie pamiętały" jest jednym z gorszych w tej książce. Jakie dzieci? Dorosłe Borejkówny, które (jeśli wierzyć "Kalamburce") znały Gizelę przez większość swojego życia?
  • rosa-huberman 13.12.18, 19:05
    Zabrakło pomysłu, jak widać. Musierowicz chyba się sama wplątała w pułapkę nomen omen Kalamburką. Pytano o ślub Natalii. Sądzę, że mogło chodzić bardziej o wnuki, aniżeli córki. To jedyne tłumaczenie. Pojechali na pogrzeb sami, bo reszta rodziny miała zawodowe i szkolne plany. Listopad i trudoi, aby wszyscy hurtem jechali. Gdyby autorka robiła rozpiskę choćby koncepcji to nie istniałaby chciwa pani Trak przeistoczona raptem w Gizelę. Trak. Jakby koniecznie mąż musiał być Trakiem. Przecież nazwisk do wyboru multum. W Pulpecji też mogła wówczas zaistnieć bezproblemowo. Niestety, w pierwszych książkach pada co pada i skutek późniejszy taki, iż zaistniały niezgodności.
  • marutax 13.12.18, 19:48
    rosa-huberman napisał(a):

    > Pytano o ślub Natalii. Sądzę, że mogło chodzić bardziej o wnuki, aniżeli córki. To jedyne tłumaczenie.

    No właśnie nie jedyne, bo czytając ten fragment mam wrażenie, że Autorka uzasadnia ustami Ignacego kompletny brak Gizeli w myślach jego córek.
    Do tego ten tekst o subtelnym usunięciu się Gizeli z życia Borejków, który byłby do przyjęcia w odniesieniu do osoby młodszej i zdrowej, a nie kobiety w wieku mocno zaawansowanym... Ona mogła się usuwać, nie chcąc żądać pomocy i wsparcia, a czując, że sama nie jest w stanie pomagać w takim stopniu, jak kiedyś. Oni do takiego usunięcia powinni nie dopuścić, choćby budując i podtrzymując kontakt Laury i Róży z babcią. OK, Gizela mogła woleć niezależność i samodzielność, ale jest przepaść pomiędzy "weźmiemy mamę do siebie" a "niech znika, a my wymażemy ją z pamięci".

  • tt-tka 13.12.18, 19:56
    rosa-huberman napisał(a):

    > Zabrakło pomysłu, jak widać. Musierowicz chyba się sama wplątała w pułapkę nome
    > n omen Kalamburką. Pytano o ślub Natalii. Sądzę, że mogło chodzić bardziej o wn
    > uki, aniżeli córki.

    Wnuki nie mialy szans pamietac Gizeli, bo jej nie znaly. "Dziewczynki juz jej prawie nie pamietaly" odnosi sie do Borejkowien, nie do nastepnego pokolenia, Zwazywszy, ze w chwili zamiany mieszkania, juz mniejsza o pozniejsze lata, dziewczynka Gabunia miala lat szesnascie, a dziewczynka Ida trzynascie, moze to znaczy jedynie, ze Gizela zostala wykopana z zycia Borejkow zaraz po 68 roku, a potem zamilczana na smierc.
  • rosa-huberman 13.12.18, 20:10
    W takim razie w znalezionej przeze mnie Klamburce był błąd.
    „ Dzieci już prawie jej nie pamiętały." Różą i Laura mógłby, bo według Klamburki w dziewięćdziesiątym trzecim Gizela otrzymuje od Mili list z informacją o pijanym Januszu, który chciał odwiedzić rodzinę. Ewidentny brak rozpiski tak czy inaczej. Rozumiem, że Kwiat powstał sporo wcześniej i chciwa pani Trak mogła nią być. Tylko później wymyślono takie inne zamknięcie cyklu bez dobrej redakcji, niestety. Stąd wszystkie błędy relacji Gizela - Borejkowie.
  • marutax 13.12.18, 20:53
    Oczywiście że to błędy wynikające z "przepisania" pani Trak na Gizelę. Jak wiele osób zauważyło, dałoby się to obronić, gdyby Gizela umarła przed KK, a "Kalamburka" zaczęłaby się/skończyła przeprowadzką Borejków na Roosevelta.

    Niestety w "Kalamburce" błędy są dwojakie - głównie takie, które wynikają z dopisania Gizeli bez możliwości modyfikacji wcześniejszych tomów (KK, gdzie, pomijając już panią Trak, mieszkająca wtedy w Poznaniu Gizela nie pojawia się podczas ciężkiej choroby przybranej córki). Ale są też takie, które pojawiają się właśnie w "Kalamburce". Dlaczego o Gizeli nie myśli nikt poza Milą i Ignacym? Choćby Monika na ślubie Natalii.
    A, i jeszcze - jeśli słowa o niepamiętających dzieciach miałyby się odnosić do Laury i Róży, to rozwala to argument o zajętych w czasie pogrzebu Borejkównach. Przecież dla nich Gizela była babcią, nawet urlop okolicznościowy im przysługiwał na pogrzeb.
  • tt-tka 13.12.18, 22:18
    Slowa o niepamietajacych dzieciach nie moga sie odnosic do Pyziakowien, poniewaz, powtarzam, one jej nie znaly. Po roku 1976, czyli po zamianie mieszkan, Gizeli nie ma na Rusfelta NIGDY, takze w kalamburce.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • miodowocytrynowa 13.12.18, 23:00
    tt-tka napisała:

    > Slowa o niepamietajacych dzieciach nie moga sie odnosic do Pyziakowien, poniewa
    > z, powtarzam, one jej nie znaly. Po roku 1976, czyli po zamianie mieszkan, Gize
    > li nie ma na Rusfelta NIGDY, takze w kalamburce.

    No właśnie. Kochająca Gizela nie pojawia się u Mili i przyszywanych wnuczek, nawet miesiąc po zamianie mieszkań, gdy Mila trafia do szpitala. Z calym gospodarstwem i młodszymi siostrami musi użerać się 17-letnia Gaba i dochodzaca ciotka Fela. Naprawdę lepiej by było, gdyby MM uśmierciła Gizelę wczesniej i np Mila odziedziczylaby Roosevelta, albo pani Trak była kompletnie inną, obca osobą ( np kolezanką z pracy Ignacego co chce się zamienić na mniejsze mieszkanie). Zresztą w KK Gizela jest przedstawiona jako " stara znajoma", no kto o swojej przyszywanej matce mówi per " stara znajoma" ?
  • rosa-huberman 14.12.18, 08:33
    Dlatego właśnie powtarzam o rozpisce. Gdyby pani Musierowicz takową posiadała, to pisząc Kalamburkę zerknęłaby. "Aha, pani Trak nie może być Gizelą. Wcześniej przedstawiłam ją chytrą, złośliwą babę, o której Borejkowie nie myślą najlepiej. "Tylko co komuś fatygować się ściągaczką? Spokojnie można było zostawić imię, a dać inne nazwisko. W trzecim tomie poznajemy Borejków autorka, jak wynika z autobiografii wymyśliła ich na bieżąco. Niepotrzebnie pół wieku później stworzyła Kalembę Trtak, adopcyjną matkę Mili. Gdyby posiadała tak zwaną przypominajkę uniknęłaby błędów.
  • kocynder 14.12.18, 11:53
    Nawet i bez "przypominajki" czy "rozpiski" - dobry redaktor (nie córeczka bijąca mamusi pokłony) wyłapałby to od ręki! Wystarczyłoby wszak po prostu przeczytanie pierwszych tomów, by większość "byków" z Kalamburki - rozmyła się bez śladu. Gizela umiera nie w końcówce lat '90 a np dwa lata PRZED akcją "Kwiatu Kalafiora". No i nie ma problemu, że nikt o Gizeli nie wspominał - bo można założyć, ze wspominał, mimo iż nie stale. No, moja babcia (rodzona!) tez nie żyje od lat kilku i (słowo!) nie wspominam o niej codziennie każdemu. Można by założyć, że ot, przy jakichś okazjach zdarzało się "Pamiętasz? Ten talerz to z serwisu, który Gizela nam dała na rocznice ślubu!", albo "Och, Gizela na pewno wiedziałaby jak wywabić z jedwabiu plamę atramentu...". I tak dalej. ale że nie zamieszczono tegoż w tekście - bo i nie ma sensu opisywać każdego dnia minuta po minucie. :) Oczywiście czytelnicy wiedzieliby, że Gizeli wówczas nie było w planach, ale to by się, kolokwialnie mówiąc "trzymało kupy". Odpada tez problem jej niebywania u Borejków, nie bywania na ślubach, brak pomocy w trudnej chwili w KK - nie "taktownie usunęła się w cień z ich ócz, głów i serc", a po prostu zmarła. :) Gizela po ślubie z Kaziem Iksińskim NIE JEST panią Trak, która Borejków "oszukała" (jest to wyraźnie powiedziane w KK!). I tak dalej.

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:)
  • rosa-huberman 14.12.18, 12:29
    kocynder napisała:

    > Nawet i bez "przypominajki" czy "rozpiski" - dobry redaktor (nie córeczka bijąc
    > a mamusi pokłony) wyłapałby to od ręki! Wystarczyłoby wszak po prostu przeczyta
    > nie pierwszych tomów, by większość "byków" z Kalamburki - rozmyła się bez śladu
    > . Gizela umiera nie w końcówce lat '90 a np dwa lata PRZED akcją "Kwiatu Kalafi
    > ora".
    Jak najbardziej dobry redaktor albo notatki samej pisarki, jeśli zdecydowała powierzyć korektę córce. Niekoniecznie trzeba byłoby wówczas uśmiercić Gizelę. Gdyby koncepcja została dobrze przemyślana to Kalembowie ,młode małżeństwo, mieszkaliby z Makowskim w domu przy Polnej. Naturalną koleją rzeczy obie pary zaprzyjaźniłby się ze sobą. Makowski zaginął podczas wojny, Zuzannę zabierają Niemcy. Zostaje sierota. Ale tutaj mamy przypadkową dziewczynę, która zostaje opiekunką prawną, a wychodzi za pana Traka(bzdura do kwadratu!) bardzo, bardzo późno. Aż dziw, że wierne Czytelniczki, bywalczynie Księgi Gości nie zwróciły uwagi, choćby podczas spotkań autorskich. Grzecznie tudzież kulturalnie spytać skąd taki błąd?
  • tt-tka 14.12.18, 13:52
    rosa-huberman napisał(a):


    Niekoniecznie trzeba byłoby wówczas uśmiercić Gizelę. Gd
    > yby koncepcja została dobrze przemyślana to Kalembowie ,młode małżeństwo, miesz
    > kaliby z Makowskim w domu przy Polnej. Naturalną koleją rzeczy obie pary zaprz
    > yjaźniłby się ze sobą. Makowski zaginął podczas wojny, Zuzannę zabierają Niem
    > cy. Zostaje sierota. Ale tutaj mamy przypadkową dziewczynę, która zostaje opiek
    > unką prawną, a wychodzi za pana Traka(bzdura do kwadratu!) bardzo, bardzo późno
    > . Aż dziw, że wierne Czytelniczki, bywalczynie Księgi Gości nie zwróciły uwagi
    > , choćby podczas spotkań autorskich. Grzecznie tudzież kulturalnie spytać skąd
    > taki błąd?

    Sorry, ale albo ja nie rozumiem, co czytam, albo ty nie rozumiesz, co piszesz. jacy Kalembowie, jakie mlode malzenstwo Kalembow, jaka przypadkowa dziewczyna, jaka opiekunka prawna ???

    A nieobecnosci Gizeli w zyciu przybranej corki i jej rodziny, szczegolnie w trudnych chwilach, szczegolnie w OwR nie da sie wytlumaczyc inaczej niz robiac wredote z ktorejs ze stron, niezaleznie od inencji altorki. Albo Gizela sie wypiela, albo Borejkowie jak ostatnie bydlo wykopali matke ze swojego zycia, uprzednio biorac od niej wszystko, co mogla dac. Smierc Gizeli przed akcja KK bylaby wyjsciem nie tylko najlepszym, ale jedynym.




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • rosa-huberman 14.12.18, 15:17
    Objaśniam. Melania Kalemba po adopcyjnych rodzicach Kalembach. Stąd młode małżeństwo mieszkające wspólnie przy Polnej. A tymczasem Musierowicz wymyśla samotną Gizelę, niezamężną kobietę adoptującą cudze dziecko. Zapewne jedynie, dlatego że wybuchła wojna i została sierota. A co nie było właśnie tak? że zupełnie przypadkowa dziewczyna została opiekunką prawną? Małżeństwo bardziej bym rozumiała. Oni Kalembowie są, powiedzmy bezdzietni adoptują Milę, bo przyjaźnili się z Makowskim. Ba, nawet mogli być chrzestnymi.Otóż to pani Musierowicz w roku 1983 lub kiedy poznajemy Borejków stwarzała akcję na bieżąco. A po upływie wielu lat planowała zamknąć cykl. Przy czym całkiem nie myśląc tworzy Gizelę Kalembę późnej dojrzałą panią Trak. Gdyby Mila dostała inny życiorys, nawet niechby tych rodziców, a pani Trak pozostała tą z 1977 roku przypuszczam, że nikogo nie trzeba byłoby uśmiercać. Wyjaśniłam? Takie skutki ma tworzenie na kolanie.
  • tt-tka 14.12.18, 15:33
    rosa-huberman napisał(a):

    > Objaśniam. Melania Kalemba po adopcyjnych rodzicach Kalembach. Stąd młode małże
    > ństwo mieszkające wspólnie przy Polnej. A tymczasem Musierowicz wymyśla samotną
    > Gizelę, niezamężną kobietę adoptującą cudze dziecko. Zapewne jedynie, dlatego
    > że wybuchła wojna i została sierota.

    Gizela byla samotna. Co w tym dziwnego ? Samotnych kobiet bylo sporo. Oraz Gizela NIE ADOPTUJE, tylko przygarnia dziecko znane jej od urodzenia, dziecko jedynych bliskich jej w Poznaniu ludzi, ktore w wieku lat pieciu zostalo zupelnie samo. Wpisuje je jako wlasne, bo to bylo najprostsze i najbezpieczniejsze dla Melanii.

    >A co nie było właśnie tak? że zupełnie prz
    > ypadkowa dziewczyna została opiekunką prawną?

    Nie przypadkiem, tylko z wyboru. W sytuacji krancowej. Nie opiekunka prawna, tylko matka, na podstawie sfalszowanych dokumentow.

    >Małżeństwo bardziej bym rozumiała
    > . Oni Kalembowie są, powiedzmy bezdzietni adoptują Milę, bo przyjaźnili się z M
    > akowskim. Ba, nawet mogli być chrzestnymi.

    Mili nikt NIE ADOPTOWAL Zostala bez rodzicow, naturalne, ze zajela sie nia najblizsza sasiadka, zyta z matka dziecka, gdy tej matki zabraklo, skoro Makowscy nie mieli rodziny w Poznaniu. A wpisanie jako swojej corki w papiery zabezpieczalo Mile przed zgarnieciem jej do niemieckiego sierocinca. Wojna byla, zapomnialo sie ?

    >Otóż to pani Musierowicz w roku 1983
    > lub kiedy poznajemy Borejków stwarzała akcję na bieżąco. A po upływie wielu la
    > t planowała zamknąć cykl. Przy czym całkiem nie myśląc tworzy Gizelę Kalembę pó
    > źnej dojrzałą panią Trak. Gdyby Mila dostała inny życiorys, nawet niechby tych
    > rodziców, a pani Trak pozostała tą z 1977 roku przypuszczam, że nikogo nie trze
    > ba byłoby uśmiercać. Wyjaśniłam? Takie skutki ma tworzenie na kolanie.

    Nie, niczego nie wyjasnilas. Ktokolwiek przygarnalby Mile, trzeba byloby go usmiercic, bo w zyciu Borejkow nie ma miejsca na matke Mili, ani zadna pozaborejcza rodzine. Alternatywa jest zbydlecenie tychze Borejkow, co tez altorka wybrala.






    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • dziabka1 14.12.18, 17:21
    tt-tka napisała:


    >
    > Mili nikt NIE ADOPTOWAL Zostala bez rodzicow, naturalne, ze zajela sie nia
    > najblizsza sasiadka, zyta z matka dziecka, gdy tej matki zabraklo, skoro Makows
    > cy nie mieli rodziny w Poznaniu. A wpisanie jako swojej corki w papiery zabezpi
    > eczalo Mile przed zgarnieciem jej do niemieckiego sierocinca. Wojna byla, zapom
    > nialo sie ?
    >

    Mamy tu podwójne wyjaśnienie sytuacji, wypowiadanie przez Gizelę. Raz, jak objaśnia Stefanii, jak to z Milą jest - w czasie okupacji zaczęła pracować jako sprzątaczka i zgłosiła Niemcom, że ma dziecko. I odtąd ona jest Kalemba (jak Gizela). Dwa - jak wyjaśnia Monice - że ADOPTOWAŁA Milę. Być może, nie ma ny myśli procesu prawnego, ale po prostu tak łatwiej dziecku wyjaśnić.
    Ale być może, po wojnie usankcjonowała to, co za okupacji zaczęła i została adopcyjną matką Mili. Za tym świadczy nazwisko, jakie Mila nosi.

  • przymrozki 14.12.18, 17:53
    @dziabka1 i tt-ka (wątek o adopcji, za dużo by cytować tradycyjną metodą)

    W 1945 r., kiedy całe szeregi ludzi potraciły wszelkie dokumenty poświadczające ich tożsamość, nikt nie kwestionowałby deklaracji Gizeli, że Mila jest jej córką. Zwłaszcza, że miała na to jakieś dokumenty od Niemców. Mila mogła dostać jakiś zastępczy akt urodzenia, jak mnóstwo dzieci w tym czasie, a w kościele powiedziało się, że mała co prawda chrzczona jako Makowska, ale dziś jest Kalemba, sam ksiądz rozumie. Zresztą, księga chrztów też mogła nie przetrwać wojny.

    Gizela mogła przeprowadzić formalną adopcję, ale jeżeli tego nie zrobiła, to to i tak by się nie wydało. Byłoby to tylko potencjalne świństwo względem krewnych Mili (dziadków, rodzeństwa rodziców etc.), o ile istnieli i przeżyli wojnę. Bo w takim przypadku Gizela pozwoliła im wierzyć, że ich wnuczka/siostrzenica/bratanica nie żyje. Natomiast faktem jest, że Gizela, znając się z Makowskimi kilka lat przed ich śmiercią, mogła wiedzieć, że nie mają żadnej bliskiej rodziny. W takim przypadku przeprowadzanie adopcji mogło się Gizeli wydawać zbędne i ryzykowne (chociaż nie sądzę, żeby po wojnie ktoś kręcił nosem na dobrą, kochającą adopcyjną matkę, nawet jeżeli była panną o takim sobie dochodzie).
  • tt-tka 14.12.18, 18:13
    dziabka1 napisał(a):

    >
    > Mamy tu podwójne wyjaśnienie sytuacji, wypowiadanie przez Gizelę. Raz, jak obja
    > śnia Stefanii, jak to z Milą jest - w czasie okupacji zaczęła pracować jako spr
    > zątaczka i zgłosiła Niemcom, że ma dziecko. I odtąd ona jest Kalemba (jak Gizel
    > a). Dwa - jak wyjaśnia Monice - że ADOPTOWAŁA Milę. Być może, nie ma ny myśli p
    > rocesu prawnego, ale po prostu tak łatwiej dziecku wyjaśnić.

    Pisalysmy juz o tym, to byl kiks. Autorski. Gizela, jesli juz, powinna powiedziec "przygarnelam, przyjelam za swoja, przybrana corka".

    > Ale być może, po wojnie usankcjonowała to, co za okupacji zaczęła i została ado
    > pcyjną matką Mili. Za tym świadczy nazwisko, jakie Mila nosi.
    >

    Mila nosi nazwisko Kalemba, bo w papierach wojennych figurowala jako panienskie dziecko Gizeli Kalemby.
    Gdyby - co tez juz pisalam - Gizela chciala po wojnie sankcjonowac, musialaby zglosic do odnisnych urzedow fakt, ze Mila nie jest jej dzieckiem, przeprowadzic postepowanie sadowe lub pozasadowe o ustalenie, czy Mila ma jakas rodzine oraz wystapic o adopcje i dalej cala procedura adopcyjna. Bezsesu, skoro w oczach prawa Mila byla jej corka.



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • dziabka1 14.12.18, 18:32
    tt-tka napisała:


    > Pisalysmy juz o tym, to byl kiks. Autorski. Gizela, jesli juz, powinna powiedzi
    > ec "przygarnelam, przyjelam za swoja, przybrana corka".
    >

    Tak, pamięć mi się odświeżyła, ale już po napisaniu odpowiedzi, że temat adopcji Mili był już rozbierany na dokładne czynniki pierwsze.
  • kocynder 15.12.18, 02:29
    Nie, Roso. Śmierć Gizeli (albo też jakiejkolwiek innej opieki Melanii jest NIEZBĘDNA. Właśnie tak na rok - dwa przed akcją KK. To o czym ty piszesz - też słuszne, zwłaszcza o poślubieniu Kazia Traka (czyli kompletnie wbrew logice - i temu co się napisało było wcześniej) uczynienie z wrednej i oszukującej pani Trak - miłującą Gizelę... Ale to nijak nie zmienia faktu, że jej zgon (Gizeli znaczy) powinien był nastąpić najdalej w styczniu 1977 roku, a lepiej jeszcze wcześniej, moim zdaniem najlepiej - około 1970 roku. Inaczej nie ma opcji "ogarnięcia", bez robienia z kogoś albo świni - monstre, albo durnia do potęgi. Bo skoro Gizela spokojnie żyła we w miarę dobrym zdrowiu - czemu, na Zeusa, NIJAK nie pomogła, gdy Mila zachorowawszy wylądowała w szpitalu? Czemu NI RAZU nie pojawiła się u Borejków? Nie zrobiła obiadu? No, ani chybi idiotka, myślała że nastolatka i Ignacy (o którym opinię miała nie do końca doskonałą) ogarną wszystko? Skoro żyłą - jakim cudem nie ma jej na Wigilii, na ślubie Idy, NIGDY? Bo Mila po uborejczeniu uznała, że portki jakie bądź są ważniejsze niż matka (przybrana bo przybrana, ale JEDYNA!) i kompletnie zerwała wszelkie kontakty? Świnia - monstre...
    Dlatego moim zdaniem - jej śmierć powinna być około roku '70. Wówczas wszystko "gra" - no, nie odwiedza Borejków, bo wszak nie żyje. Że oni nie bywają na jej grobie? Pewnie bywają, ale po prostu nie ma o tym nic w tekście. Tak jak i nie ma nic o tym, że bywają na grobie Hanny Borejko czyli matki Ignacego. I nie ma o studiach Idy, jej nauce do kolokwiów itd - to nie znaczy, że dyplom kupiła na Allegro. I tak dalej. Można by uznać, że Gizela funkcjonuje jakoś w ich wspomnieniach, w ich pamięci, ale nie ma tego po prostu w tekście. I to byłoby do przyjęcia. Ale tylko pod warunkiem, że Gizela już fizycznie nie istnieje. Jeśli żyła w dniu ślubu Idy (a żyła, to wiadomo z datowania!) czemuż jej nie zaproszono?! Czemu nie przyszła już nawet nie na to wesele, ale chociażby do kościoła?!

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:)
  • loreii 15.12.18, 01:19
    Jest tylko nie wchodzi do mieszkania a przysypia przed drzwiami.
  • piotr7777 15.12.18, 11:11
    O chorobie Mili Gizela mogła nie wiedzieć. Ignacy mógł nie chcieć jej informować. Oficjalnie- nie chciał jej martwić, nieoficjalnie - nie chciał słyszeć wyrzutów, że nie zatroszczył się o zdrowie żony.
    O internowaniu Ignacego wiedzieć powinna, ale w OwR mamy tylko wycinek z tego okresu.
    W sumie to przecież jest tak, że autorka wprowadza później postaci niejako z mocą wsteczna - np. Gabriela jest jedną z koleżanek klasowych Cesi, Jurka, Pawła i Danki od samego początku (Czyli w Szóstej klepce jest milczącą resztą klasy). Borejkowie w KK mają sąsiadkę Szczepańską, Gadomskich, Łuczaków i Nowackich wyżej a potem dochodzą Lewandowscy i Piotr Ogorzałka. Co do Piotra nie wiadomo, ale Lewandowscy musieli mieszkać przed Borejkami skoro Waldek mówi Idzie, że przeczekał Waldusia, Klaudiusza i Krzyśka.
    Strybowie mieszkają w sąsiedztwie Bittnerów (obok pana Maciołki i pana Karola Paszkieta z Basią), ale w BBB ich nie ma.
    Jeśli chodzi natomiast o więź Gizeli z Milą to można powiedzieć tak - na macierzyństwo składa się więź biologiczna, emocjonalna i prawna. Tej pierwszej nie było i być nie mogła, ta ostatnia raczej była (jeśli uznamy, że Mila była oficjalnie córką Gizeli). Z tą środkową sprawa jest złożona - Gizela traktowała Milę jak córkę, ale ze świadomością, że to córka nie jest. Dla Mili Gizela była raczej niechcianą opiekunką (tak jak jej przyjaźń z Moniką, nawiasem mówiąc przedstawioną konsekwentnie jako mało bystra, wręcz opóźniona w rozwoju dziewczynka a potem jako pusta paniusia), po prostu częścią codziennego zycia. Dlatego Mila później mogła deklaracje Gizeli, że nie potrzebuje pomocy ani opieki i ogólnie jest samowystarczalna brać za dobrą monetę. Nie uważam, że to właściwa postawa, ale psychologicznie uzasadniona.
  • tt-tka 15.12.18, 12:00
    Ignac wpadl na to, by zwalic sie Feli na kark. Jak jego corka swego czasu, tyle ze wtedy Gaba miala 9 czy 10 lat, a nie czterdziesci kilka. Fela natychmiast powiadomila Gizele. GDYBY istnialy jakiekolwiek stosunki, gdyby za nieobecnoscia Gizeli nie stala jakas potezna awantura zakonczona zerwaniem stosunkow, zawiadomilaby takze i wtedy, gdy Mila wyladowala w szpitalu.
    W OwR Ignaca nie ma juz ponad rok. Gizeli nie ma. Ani w danej chwili, ani wzmianki, ze byla/bywa, ani nadziei, ze sie pojawi.
    Wiem, Gizela w KK nie istniala jeszcze, ale pisze z perspektywy kalamburki. Jak sie dopisuje takie historie, to i wyjasnienie nalezaloby dopisac. Chocby takie, ze w KK Gizela akurat byla w sanatorium po rehabilitacji czegos zlamanego, a w OwR po ataku serca.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • reveiled 14.12.18, 00:01
    "Dlaczego o Gizeli nie myśli nikt poza Milą i Ignacym? Choćby Monika na ślubie Natalii."
    Znowu nie bardzo pamietam, ale cos mi sie majaczy, ze Monika wlasnie o niej pomyslala; nie podobalo jej sie, ze oboje panstwo mlodzi sa rudzi, i myslala ze Gizela do tego by nie dopuscila... A moze sie myle?
  • rosa-huberman 14.12.18, 08:36
    Zgadze się! "Oboje rudzi, czy z takiej mieszanki nie urodzą się przypadkiem albinosy? Co by też na to powiedziała świętej pamięci Gizela?"
  • marutax 14.12.18, 16:52
    rosa-huberman napisał(a):

    > Zgadze się! "Oboje rudzi, czy z takiej mieszanki nie urodzą się przypadkiem al
    > binosy? Co by też na to powiedziała świętej pamięci Gizela?"

    Rzeczywiście, kompletnie o tym zapomniałam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka