Dodaj do ulubionych

Wichura w Pulpetowie

06.01.19, 12:29
Dopieroż mnie cała absurdalność tego fragmentu uderzyła. Słuchajcie, kataklizm przechodzi, dachy i drzewa fruwają jak konfetti, a siostry B co? Zamiast chycić za telefon i wykręcić do Pulpetowa, upewnić się czy wszyscy żywi, siadają i zaczynają korespondencję uprawiać, dobrze jeszcze że elektroniczną, a nie przez umyślnego.

Cały ten wątek korespondencyjny jest kretyński, ale w tym momencie osiąga Himalaje. Chociaż nie, nie wiem czy nie osiągnął Himalajów już przy pobycie Gabona w UK... Kobita milczy tygodniami, a siostry zaczem zadzwonić do Hiltetatli, albo samej Róży, tylko strwozone maile wymieniają. Naaaaaprawdę?


--
Wiedźma
To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
http://archiwumpanahyde.laa.pl/
Edytor zaawansowany
  • tt-tka 06.01.19, 12:47
    Tak mi sie przypomnialo, bylam w Lublinie na konferencji, gdy spadl samolot w Kabatach, wiele lat temu. A tata mial zwyczaj po Kabatach wlasnie lazegowac weekendami, bo lubil. Do diabla, dzwonilam szesc razy, nim w koncu kogos zastalam w domu i upewnilam sie, ze na tate nic nie spadlo. A czasy byly przedkomorkowe (tzn komorki juz istnialy, ale mysmy nie mieli) i beznetowe (jw).
    W zeszlym roku wichura spora przeszla przez Europe, od razu zadzwonilam do siostry, do ktorej zwykle dzwonie raz na ruski rok, zeby jej powiedziec, ze zyje.
    Normalny, wydawaloby sie, odruch. Ale Borejki normalne nie sa. Co bylo do okazania wielokrotnie. Jeden dowod wiecej. Ot co.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • kocynder 06.01.19, 13:10
    O. Lat temu dwa byłam wraz z Panem Mężem podczas urlopu na Kaszubach. Wtedy przeszła akurat trąba powietrzna (na obozie harcerskim zginęły dwie dziewczynki) telefony po prostu sfiksowały! Dzwonili nie tylko nasi rodzice, rodzeństwo, ale i przyjaciele! Czy wszystko w porządku, czy żyjemy, czy jesteśmy bezpieczni... No, ok, Borejkowie przyjaciół nie posiadają spoza klanu. Ale że NIKT nie zadzwonił do Róży? Do Żaby? Kurczę, no i to znika ta cho... Chomiczkowa święta Gabryjella, która jak na trzy dni pojechała po Nutrię to "Dom bez ciebie jest taki pusty!"...Znika. Nie daje znaku życia. W sumie licho jedno wie co się z nią dzieje. Czy nie miała jakiegoś potwornego wypadku i nie leży z amnezją w ośrodku dla ubogich. Czy cokolwiek. I nikt z czułej i kochającej rodziny się tym za bardzo nie interesuje? No, może uważają, ze gdyby to by jednak Róża dała znać... Ale powiem inaczej: ja tam mieszkam w tym samym mieście w którym się urodziłam i wychowałam, i w którym mieszkają moi rodzice. I dzwonię do mamy najmarniej co drugi dzień. Chociaż na chwilę! Siostra wybyła za granicę - ale z nią też kontakt via messenger jest regularny. I nie, nie "muszę" się meldować czy opowiadać.

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • mircja 06.01.19, 19:49
    kocynder napisała:

    > O. Lat temu dwa byłam wraz z Panem Mężem podczas urlopu na Kaszubach. Wtedy prz
    > eszła akurat trąba powietrzna (na obozie harcerskim zginęły dwie dziewczynki) t
    > elefony po prostu sfiksowały! Dzwonili nie tylko nasi rodzice, rodzeństwo, ale
    > i przyjaciele! Czy wszystko w porządku, czy żyjemy, czy jesteśmy bezpieczni...
    > No, ok, Borejkowie przyjaciół nie posiadają spoza klanu. Ale że NIKT nie zadzwo
    > nił do Róży? Do Żaby? Kurczę, no i to znika ta cho... Chomiczkowa święta Gabryj
    > ella, która jak na trzy dni pojechała po Nutrię to "Dom bez ciebie jest taki pu
    > sty!"...Znika. Nie daje znaku życia. W sumie licho jedno wie co się z nią dziej
    > e. Czy nie miała jakiegoś potwornego wypadku i nie leży z amnezją w ośrodku dla
    > ubogich. Czy cokolwiek. I nikt z czułej i kochającej rodziny się tym za bardzo
    > nie interesuje? No, może uważają, ze gdyby to by jednak Róża dała znać... Ale
    > powiem inaczej: ja tam mieszkam w tym samym mieście w którym się urodziłam i wy
    > chowałam, i w którym mieszkają moi rodzice. I dzwonię do mamy najmarniej co dru
    > gi dzień. Chociaż na chwilę! Siostra wybyła za granicę - ale z nią też kontakt
    > via messenger jest regularny. I nie, nie "muszę" się meldować czy opowiadać.
    >
    Czy faktycznie jest napisane, że Gabriela nie kontaktuje się z nikim, nawet z Grzegorzem?
    Gdyby była z nim w kontakcie, to reszta jej rodziny mogłaby przynajmniej uznać, że jest żywa i z grubsza zdrowa, natomiast mogliby nie być w stanie uzyskać żadnych dokładnych informacji na jej temat.
  • bupu 06.01.19, 23:32
    Mircja napisała:

    > Czy faktycznie jest napisane, że Gabriela nie kontaktuje się z nikim, nawet z G
    > rzegorzem?
    > Gdyby była z nim w kontakcie, to reszta jej rodziny mogłaby przynajmniej uznać,
    > że jest żywa i z grubsza zdrowa, natomiast mogliby nie być w stanie uzyskać ża
    > dnych dokładnych informacji na jej temat.


    Jest napisane, że nie ma z nią kontaktu, o ile dobrze pamiętam. Zresztą gdyby ktoś z Gabonem kontakt miał, ta cala korespondencja nie byłaby tak kretyńska.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • kocynder 07.01.19, 00:00
    Jest, że nie ma z nią kontaktu. Znaczy nie pamiętam czy napisane, czy dane do zrozumienia, a książka jest tak głupia, że odmawiam powrotu, ale jest jedno - gdyby Sałata wiedział - to by nie było kwestii, bo przecież on by teściowej powiedział. Nawet nie jakoś obszernie, ale zwyczajnie "Gabrysia pisała, że coś tam coś tam.". A skoro "nie ma z nią kontaktu" - to znaczy, że nie ma nawet takiego info. Ergo = moim zdaniem usprawiedliwionym jest przypuszczenie, iż nawet do Gregorio de Calareppa nie napisała ani słóweczka.

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • sayoasiel 07.01.19, 00:25
    Pewnie było jak w Tygrysie i Róży. Była zbyt zajęta pokazowym martwieniem się by wykonać telefon na policję, to wtedy, przy Róży, też była zbyt zajęta by dać znać. A może jak i z listem od Laury, wymyślała sobie sto czynności nim przeczytała. Gdyby jej Mila nie kazała otworzyć koperty, to może wcale by nie przeczytała, że Laura ma urodziny koleżanki i kółko teatralne.
  • tt-tka 07.01.19, 00:36
    Alez, alez. Ona nie dzwonila, nie pisala i nie odbierala telefonow, zeby nie zdradzic, ze Roza ma klopoty i jakie mianowicie. Bo zadzwonic z tekstem "ladna pogoda, dzieci zdrowe, zostane jeszcze troche" bez wysypania wszystkiego, co wie i czego sie domysla oczywiscie nie da sie.
    A siostry sie martwia, ze PO DWOCH MIESIACACH starzy w koncu zapytaja, co u Gabuni i co im odpowiedziec...

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • osia83 07.01.19, 00:48
    W 1987 roku komórki?
  • tt-tka 07.01.19, 01:05
    To byl 87 ? Popatrz, jak to pamiec szwankuje, bylam pewna, ze na tej konfie bylam w 91... tak czy inaczej, komorki nie mialam, dodzwanialam sie tradycyjnie i stacjonarnie, a w domu nikogo nie bylo przez kilka godzin. Co ja przezylam, nawet nie pytajcie.
    I gdybym sie nie dodzwonila, nakichalabym na konferencje i ktoryms wieczornym pociagiem wracalabym do Warszawy.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lord_vmordevol 07.01.19, 09:03
    tt-tka napisała:

    > To byl 87 ? Popatrz, jak to pamiec szwankuje, bylam pewna, ze na tej konfie byl
    > am w 91... tak czy inaczej, komorki nie mialam, dodzwanialam sie tradycyjnie i

    W 1991 komórki? ;-)

  • tt-tka 07.01.19, 09:43
    lord_vmordevol napisał:


    > W 1991 komórki? ;-)
    >

    A nie bylo jeszcze ? takie potworne cegly z antenka i jak sie z tego dzwonilo, to pikalo w trakcie rozmowy, bylo slychac, czy ktos mowi z komory, czy ze zwyklego...
    prawie trzydziesci lat, mam prawo nie pamietac, moi drodzy, dokladnie


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lord_vmordevol 07.01.19, 10:11
    tt-tka napisała:

    > lord_vmordevol napisał:
    >
    >
    > > W 1991 komórki? ;-)
    > >
    >
    > A nie bylo jeszcze ? takie potworne cegly z antenka i jak sie z tego dzwonilo,

    Minimalnie za wcześnie jeszcze. Sprawdzając w Wikipedii - Centertel już istniał, ale sieć ruszyła w 1992, a i tak widywało się to głównie w reklamach. Koło 1996 ruszyły Plus i Era, jakiś rok później Idea i wtedy to pomału zaczęło być powszechne.

  • osia83 08.01.19, 01:13
    To nie pamięć, to względność czasu :)
    Im człowiek starszy tym bardziej zmniejsza liczbę lat jaka minęła od dawnych wydarzeń.
    Notorycznie mi się przytrafia.
  • tt-tka 08.01.19, 03:44
    Pocieszylas :)

    Tak czy inaczej wydzwanialam. I to do skutku. W przeciwienstwie do Borejkow.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • osia83 08.01.19, 18:29
    Dla mnie to wydzwanianie jest oczywiste.
    Gdyby ktoś z moich bliskich wyjechał za granicę i nie dał znaku życia to pewnie po 2 dniach zawiadomiłabym konsulat i wszelkie służby, po 2 miesiącach nie reagować to w głowie mi się nie mieści.
  • zachariasz93 09.01.19, 14:46
    osia83 napisał(a):

    > Dla mnie to wydzwanianie jest oczywiste.
    > Gdyby ktoś z moich bliskich wyjechał za granicę i nie dał znaku życia to pewnie
    > po 2 dniach zawiadomiłabym konsulat i wszelkie służby, po 2 miesiącach nie rea
    > gować to w głowie mi się nie mieści.


    Tak by się zachował każdy, ale nie w jeżycjadzie. Oni tam mają specjalną telepatyczną więź. Ktoś może zginąć nawet na pięć lat, ale matka/siostra wie, że nie ma się co martwić, bo gdyby się coś stało, to by CZUŁY!
  • osia83 09.01.19, 18:29
    A ja taka jakaś nieczuła jestem, jak widać.
  • miodowocytrynowa 08.01.19, 19:52
    tt-tka napisała:

    > To byl 87 ? Popatrz, jak to pamiec szwankuje, bylam pewna, ze na tej konfie byl
    > am w 91... tak czy inaczej, komorki nie mialam, dodzwanialam sie tradycyjnie i
    > stacjonarnie, a w domu nikogo nie bylo przez kilka godzin. Co ja przezylam, naw
    > et nie pytajcie.
    > I gdybym sie nie dodzwonila, nakichalabym na konferencje i ktoryms wieczornym p
    > ociagiem wracalabym do Warszawy.

    Katastrofa w Kabatach była dokładnie w sobotę 9 maja 1987 r, pamiętam bo przez nasz Ursynów pędziły karetki pogotowia, straż pożarna, milicja i wozy wojskowe, wszystko na sygnałach. A z nad lasu widać było kłęby dymu. O katastrofie powiedział nam sąsiad pracujący wtedy w TVP, tam już wiedzieli wszyscy- tylko pierwsza informacja poszła w świat dopiero w " Dzienniku", bo było embargo na jakiekolwiek info wczesniej. A dwa dni później dowiedziałam się, że zginął tam ojciec kolegi z klasy, który był w załodze samolotu i znajomy rodziców, który leciał na zarobek do USA zapewnić lepszy byt rodzinie.
  • tt-tka 08.01.19, 20:25
    miodowocytrynowa napisała:


    > Katastrofa w Kabatach była dokładnie w sobotę 9 maja 1987 r (...) tylko pierws
    > za informacja poszła w świat dopiero w " Dzienniku", bo było embargo na jakieko
    > lwiek info wczesniej

    Nic podobnego. wydzwanialam kilka godzin, czyli od popoludnia, wczesnego. Moze poszlo w radio, nie w TV, ale poszlo.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ciotka.scholastyka 08.01.19, 21:41
    tt-tka napisała:

    > Nic podobnego. wydzwanialam kilka godzin, czyli od popoludnia, wczesnego. Moze
    > poszlo w radio, nie w TV, ale poszlo.

    Zgadza się, pamiętam, że rano już wiedzieliśmy. Piękna pogoda, maj, święto to chyba było?
  • miodowocytrynowa 08.01.19, 23:11
    Tak, Dzień Zwycięstwa. Do dziś pamiętam to wycie syren i ten dym. Parę miesięcy później pojechałam tam z siostrą na rowerach. Cała połać lasu nierównomiernie wykoszona przez samolot, skromny krzyż a pod krzyżem kupka rzeczy zebranych z samolotu- jakiś pantofel, nadpalone książki. Przerażający widok. Podobno pilot w ostatniej chwili skierował samolot na las, aby nie walnąć w bloki Ursynowa ( przynajmniej taka krążyła legenda), dopiero byłaby masakra. Do tej pory, jak mi samololt schodzi pod oknem na Okęcie do lądowania czuję lęk.
    PS. Być może w radiu podali wczesniej, ale na pewno nie rano bo samolot spadł jakoś po 11 w południe.
  • jhbsk 13.02.19, 13:52
    Piloci próbując dolecieć na lotnisko ustawili samolot w osi pasa 33. W ostatniej fazie lotu samolot był praktycznie niesterowalny. Do lotniska zabrakło im około 5 km.
    Nad Ursynowem w ogóle nie byli.
    Discovery Historia zrealizowało film Historie lotnicze


    --
    JS
  • kooreczka 06.01.19, 13:14
    Jakbym ja zamilkła totalnie na trzy tygodnie będąc za granicą to nie tylko moi znajomi mieliby urwanie głowy, ale też ambasada i wszelkie służby. Takie nagłe zamilknięcie osoby często się kontaktującej zaraz każe myśleć o wypadku lub zagniciu.
    A co do wichury- jak jest jakiś wypadek w moim mieście zaraz mi dzwonią. Mój znajomy będąc w Japonii w marcu 2011 zorientował się, że wstrząsy to nie zwyczajna trzęsiawka, widząc nieodebrane telefony z Polski- i nie mógł się dodzwonić uspokoić rodziców. Sieć komórkowa i Internet padły z przeciążenia, w końcu znalazł jakiś hotspot ii udało mu się wrzucić status na FB. Potrzeba komunikacji jest ogólnoludzka, a Borejków dawno zastąpiły roboty.
  • tt-tka 06.01.19, 13:31
    To sie zaczelo juz dawno... IS, zniknieta 15-latka i rodzice, owszem, wydzwaniaja, tyle ze nie robia nic wiecej. Przez kilka dni nikt nie odbiera telefonu, a oni nic...
    Czterdziesci lat pozniej to juz nawet dzwonic przestali.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • marutax 06.01.19, 13:37
    kooreczka napisał:

    > Potrzeba komunikacji jest ogólnoludzka, a Borejków dawno zastąpiły roboty.

    Nie tylko Borejków, ale ogólnie bohaterów powieści Musierowicz. A tak naprawdę - wszystko sprowadza się do Autorki, która (jak już wielokrotnie wspominano) wypiera ze świadomości, że zmiany technologiczne, ekonomiczne czy społeczne wpływają także na relacje międzyludzkie. Że powszechny dostęp do telefonów oraz innych komunikatorów sprawił, że zmieniło się podejście do kontaktów z bliskimi czy przyjaciółmi. Albo że internet nie jest już ciekawostką dla półmózgich, ale często wręcz koniecznością w codziennym życiu.
  • kooreczka 06.01.19, 13:57
    Na pewno lepsze to niż telegraf kosztujący trzecią część pensji :)
  • kocynder 06.01.19, 14:16
    Aaa... Tak mi się skojarzyła, abstrahując od MM, ale w związku z tym co napisałaś. :D
    Jakiś czas temu czytałam książeczkę jakiejś skandynawskiej pisarki (ponoć ona znana jest i uznana - ale nie przeze mnie!). Fabuła była "zainspirowana" A. Christie "Dziesięciu murzynków (znana tez jako "I nie było już nikogo"). Tylko pani pisarka przeniosła akcję w czasy współczesne i sam pomysł na akcję - się rypnął logicznie. Bo ok, zgromadzono na wyspie dziesięć osób (tak jak Christie) i tak dalej... Ale w momencie kiedy zaczęły się morderstwa - czemu, na Zeusa, nikt nie zadzwonił na ląd!?!?!? Czemu nikt przez messengera nie zawiadomił bliskich? Czemu w ogóle nie można było z tej chorej wyspy skomunikować się z lądem w dobie globalnych sieci, internetu i komórek? U Christie - to było ok, ale dziś?
    Tak tez sobie myślałam nad niektórymi powieściami o Holmesie - że obecnie, przy obecnej technice musiałyby mieć zupełnie inny kształt. :) Z tym, ze głęboko wierzę, iż sir Arthur Conan Doyle - gdyby żył dziś i dziś tworzył - to nadal jego Sherlock Holmes byłby królem detektywów. :)

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • tt-tka 06.01.19, 15:06
    Czytalam kilka rzeczy pisanych w latach 60-tych i 70-tych, a teraz wznowionych czy tez wydanych na nowo jako wspolczesne. Ohyda, a jeszcze wiekszy bezsens. Bo warunki jednak maja wielkie znaczenie, byt okresla swiadomosc i to, co wtedy bylo prawdziwe i wzruszajace, teraz stalo sie niemozliwe i/lub idiotyczne

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • kooreczka 06.01.19, 15:19
    A propos uwspółcześniania- nowe wydanie Dynastii Miziołków jest pod tym względem strasznie kulawe. Zniknęły banknoty tysięczne i walkmen zastąpiono MP3...
    Tylko, że nadal tylko ojciec ma komputer (zakazany dla dzieci), zero komórek, dzienniki internetowe to pieśń przyszłości, 23 latek handluje beretami na stadionie, a szczur to oh, ah jakie egzotyczne zwierzę, a popkultura jaka była tak została- Metallicę współczesny 112 latek pewnie skojarzy, ale kto to był "Magik Johnson" albo wzoruje się na amerykańskich deskorolkowcach? Kłucie dziewczyn szpilkami jest normalne, a nauczyciele mają w nosie bicie i wyłudzenia.

    Kiedy czytałam je po raz pierwszy realia już były dla mnie historyczne, ale podobał mi się bohater mający się za najmądrzejszego i jego skomplikowane stosunki z siostrami. Dzieci przecież nie są głupie i ogarną, że to książka- świadectwo czasów. Chociaż widziałam na grupie czytelniczej oburzony komentarz młodszej nastolatki, że jak można polecać książkę, gdzie bohater pisze, że jego rodzice spierniczeli, przecież to niegrzeczne.
  • lili_liliana 06.01.19, 15:23
    Zgadzam się. Zresztą, to działa w obie strony - "Śluby Panieńskie" w których Pani Dobrójska rozmawia przez komórkę jakoś do mnie nie przemawiają. Spotkanie Don Juana z Komandorem w prosektorium zamiast na cmentarzu też. Tudzież "Straszny Dwór" w czasach Powstania Styczniowego czy po Bitwie Warszawskiej.
    Mnie w Jeżycjadzie już chyba nic nie zdziwi (poza może szczęśliwą singielką, albo kobietą szczęśliwą w związku, nie czującą potrzeby "wypełnienia ramion" w 9 miesięcy po ślubie), więc i ten pulpecjowy huragan nie zdziwił. Za to zdziwiła mnie troska seniorów o najstarszą córkę, która od miesiąca nie daje znaku życia, więc zaraz mogą zacząć pyta (ach, ta borejkowska dyskrecja) oraz Matalia gnająca w czasie huraganu do męża. No i jeszcze guziczek w pralce, który jest gdzie indziej u niej, a gdzie indziej u Pulpy. To już nawet nie jest śmieszne.

    --
    "Ich will nicht gehorsam, gezähmt und gezogen sein/ich will nicht bescheiden, geliebt und betrogen sein/ich bin nicht das Eigentum von dir/denn ich gehör nur mir"
  • tt-tka 06.01.19, 15:59
    lili_liliana napisała:

    > Zgadzam się. Zresztą, to działa w obie strony - "Śluby Panieńskie" w których Pa
    > ni Dobrójska rozmawia przez komórkę jakoś do mnie nie przemawiają. Spotkanie Do
    > n Juana z Komandorem w prosektorium zamiast na cmentarzu też. Tudzież "Straszny
    > Dwór" w czasach Powstania Styczniowego czy po Bitwie Warszawskiej.

    O Boru, podalas przyklady z sufitu czy bylo cos takiego ? jesli bylo, to wiele mnie ominelo i chyba nie zaluje... W szacownym Teatrze Polskim raz widzialam Moralnosc pani Dulskiej, w ktorej Hesia i Mela wychodzily z kredensu w pizamach, a reszta adekwatnie, i caly pomysl Zapolskiej diabli wzieli. Tak napisana Dulska musi byc w tych warunkach i w tej scenerii, ktora Zapolska napisala. Jezeli zmienia sie otoczka, zmienia sie wydzwiek i krwawa satyra staje sie nieudana parodia samej siebie.

  • kocynder 06.01.19, 19:19
    Tu (znaczy w tym opowiadanku Skandynawki) było to po prostu głupie: rok coś około 2010 - 11. Mała wyspa, niegdyś ośrodek kolonijny, obecnie wypoczynkowy. I nawet jeśli jest mgła i mróz to ktokolwiek jest w stanie uwierzyć w brak JAKIEGOKOLWIEK kontaktu z lądem? Ja - nie. W czasach Christie - jak najbardziej. Ale nie w 2010 roku!
    I WZNOWIENIA (czyli powtórne wydanie starego utworu!) mają sens, jak najbardziej. Mogą stanowić ciekawy "obraz epoki". Mogą bawić. I tak dalej. Natomiast przepisywanie starych utworów w nowe czasy, bez zmiany "enturażu" - nie ma racji bytu. Ba, czasem "intryga" jest poprowadzona tak, że NIE DA SIĘ przenieść jej w czasy współczesne i koniec. Takim utworem jest, moim zdaniem właśnie "Dziesięciu Murzynków".

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • bupu 06.01.19, 23:21
    kocynder napisała:

    > Tu (znaczy w tym opowiadanku Skandynawki) było to po prostu głupie: rok coś oko
    > ło 2010 - 11. Mała wyspa, niegdyś ośrodek kolonijny, obecnie wypoczynkowy. I na
    > wet jeśli jest mgła i mróz to ktokolwiek jest w stanie uwierzyć w brak JAKIEGOK
    > OLWIEK kontaktu z lądem? Ja - nie. W czasach Christie - jak najbardziej. Ale ni
    > e w 2010 roku!

    Ależ. Są jeszcze na tym świecie miejsca, pozbawione internetu oraz zasięgu komorkowego. Można by takich "Murzynkòw" w wersji współczesnej napisać, ale nie na zasadzie bezpośredniego transplantu intrygi, bo to niewykonalne. Trzeba po prostu wysłać bohaterów w jakąś rzetelną dzicz, na przykład na obóz survivalu na jakiejś arktycznej wysepce, następnie utopić jedyny posiadany przez nich telefon satelitarny i wuala.




    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • kocynder 07.01.19, 00:15
    Ej, no pewnie by się dało, ale nie w ośrodku wczasowym, czasowo wynajętym na zjazd rodzinny! Nota bene leżącym nie na krańcu świata, a na malowniczej wysepce o 600 metrów od sporego, turystycznego miasta na lądzie, takiej naszej Krynicy Morskiej! Serio wierzysz, że w okolicach Krynicy nagle szlag by trafił telefony (wszystkich sieci, w tym stacjonarne!), internet i NIKT nie zauważyłby w tym nic nietypowego? Bo ja jakoś nie do końca... :D Pomijam już to, że mając 600 metrów (do miasta, do lądu pewnie bliżej!) i szalejącego mordercę, to bym pewnie zaryzykowała przepłynąć choćby wpław, mimo, żem nie zawodowy pływak...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • marutax 06.01.19, 16:30
    kocynder napisała:

    > Tak tez sobie myślałam nad niektórymi powieściami o Holmesie - że obecnie, przy
    > obecnej technice musiałyby mieć zupełnie inny kształt. :) Z tym, ze głęboko wi
    > erzę, iż sir Arthur Conan Doyle - gdyby żył dziś i dziś tworzył - to nadal jego
    > Sherlock Holmes byłby królem detektywów. :)

    To akurat w serialu BBC bardzo dobrze wyszło - wszelkie nowe technologie odgrywają tam bardzo ważną rolę i np. jak kogoś szukają, to dzwonią i sprawdzają gps czy inne lokalizowanie.
    Większość uwspółcześniaczy nie ma jednak talentu i rozumu, więc rozwala fabułę, usiłując przenieść "starą" akcję w "nowe" realia". Tymczasem wiele schematów fabularnych np. w komediach pomyłek czy horrorach opierało się na określonych realiach i obecnie nie ma racji bytu.

    I tak wracamy do MM, która dokładnie to robi: powtarza stare zagrania, nie czując, że są obecnie absurdalne ;-/
  • bupu 06.01.19, 16:43
    marutax napisała:

    > kocynder napisała:
    >
    > > Tak tez sobie myślałam nad niektórymi powieściami o Holmesie - że obecnie
    > , przy
    > > obecnej technice musiałyby mieć zupełnie inny kształt. :) Z tym, ze głęb
    > oko wi
    > > erzę, iż sir Arthur Conan Doyle - gdyby żył dziś i dziś tworzył - to nada
    > l jego
    > > Sherlock Holmes byłby królem detektywów. :)
    >
    > To akurat w serialu BBC bardzo dobrze wyszło - wszelkie nowe technologie odgryw
    > ają tam bardzo ważną rolę i np. jak kogoś szukają, to dzwonią i sprawdzają gps
    > czy inne lokalizowanie.

    No bo jednak twórcy z BBC napisali praktycznie nową opowieść, zamiast wziąć fabuły z Conan Doyle'a za cztery rogi i walnąć je w nowe realia (tyle że Holmesowi osobowość została ta sama). Dlatego im wyszło.


    > Większość uwspółcześniaczy nie ma jednak talentu i rozumu, więc rozwala fabułę,
    > usiłując przenieść "starą" akcję w "nowe" realia". Tymczasem wiele schematów f
    > abularnych np. w komediach pomyłek czy horrorach opierało się na określonych re
    > aliach i obecnie nie ma racji bytu

    Twórcy horrorów nie posiadają się ze szczęścia, że można wysłać heroinę z wielkim nożem do ciemnego pokoju, z którego dochodzą podejrzane szmery, w każdych możliwych realiach. Co oni by zrobili bez tego chłytu...


    >
    > I tak wracamy do MM, która dokładnie to robi: powtarza stare zagrania, nie czuj
    > ąc, że są obecnie absurdalne ;-/


    Tak jak mówiłam, transplant czegokolwiek w nowe reakia bez zastanowienia czy ma to sens. Zła pomysła.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • marutax 06.01.19, 17:02
    bupu napisała:

    > marutax napisała:

    > > To akurat w serialu BBC bardzo dobrze wyszło - wszelkie nowe technologie
    > odgryw
    > > ają tam bardzo ważną rolę i np. jak kogoś szukają, to dzwonią i sprawdzaj
    > ą gps
    > > czy inne lokalizowanie.
    >
    > No bo jednak twórcy z BBC napisali praktycznie nową opowieść, zamiast wziąć fab
    > uły z Conan Doyle'a za cztery rogi i walnąć je w nowe realia (tyle że Holmesowi
    > osobowość została ta sama). Dlatego im wyszło.

    Bo w wielu przypadkach to jedyna słuszna metoda... Po prostu w realiach XX w. nie da się przedstawić wiarygodnie fabuły, której sens wynikał z realiów wieku XIX.

    > > I tak wracamy do MM, która dokładnie to robi: powtarza stare zagrania, ni
    > e czuj
    > > ąc, że są obecnie absurdalne ;-/
    >
    > Tak jak mówiłam, transplant czegokolwiek w nowe reakia bez zastanowienia czy ma
    > to sens. Zła pomysła.

    Był nawet wątek o schematach i pomysłach, które MM przekopiowała z lat minionych i przez to rozwaliła. Ze sztandarowym przykładem "brak kontaktu z Januszem - wiarygodny, brak kontaktu z Frycem - nierealny".
  • kocynder 06.01.19, 19:26
    Bupu - niski pokłon. Z ust, a raczej z klawiatury, mię to wyjęłaś. Twórcy serialu BBC - tak na prawdę piszą kompletnie nowe historie, zachowując tylko pewne cechy charakterystyczne bohatera (a'propos - nie oglądałam to nie wiem: czy serialowy Sherlock miewa kontakty z narkotykami i grywa na skrzypcach?). I to jest jedyna forma przeniesienia która ma sens!
    O, teraz mi się przypomniało. "Siedmiu samurajów" contra "Siedmiu wspaniałych". Ten sam motyw, ta sama historia. Właściwie ci sami bohaterowie (bo chyba każdy z samurajów ma swoje "alter ego" wśród wspaniałych). A jednak realia, język, całość - kompletnie inne. Dodatkowo OBA filmy miały genialną obsadę... :) Ale to właśnie jest dowód, że MOŻNA przenieść historię w inne czasy i właściwie w inny świat - byle przenosić historię, a nie realia. :)

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • mariamm87 06.01.19, 22:27
    kocynder napisała:
    (a'propos - nie oglądałam to nie wiem: czy seri
    > alowy Sherlock miewa kontakty z narkotykami i grywa na skrzypcach?).

    Jak najbardziej miewa, jak najbardziej grywa oraz pali papierosy zamiast fajki.
  • bupu 06.01.19, 23:12
    mariamm87 napisała:

    > kocynder napisała:
    > (a'propos - nie oglądałam to nie wiem: czy seri
    > > alowy Sherlock miewa kontakty z narkotykami i grywa na skrzypcach?).
    >
    > Jak najbardziej miewa, jak najbardziej grywa oraz pali papierosy zamiast fajki.

    Książkowy palił i fajkę i papierosy, o ile pomnę.




    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • sayoasiel 07.01.19, 00:22
    Serialowy Sherlock grywa na skrzypcach i miewa kontakty z narkotykami. Częste.I gada do czaszek.
  • kocynder 07.01.19, 00:45
    Hmmm... Chyba poszukam sobie i pooglądam... Już nawet nie dla Sherlocka, ale dla posłuchania niesamowitego głosu Benedicta C. ;)
    A serio - to faktycznie warto?

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • sayoasiel 07.01.19, 02:59
    Warto. I tyle Ci powiem jako ktoś, kto przeczytał wszystko, co było do przeczytania o Sherlocku. Jest pomysł. Dobry pomysł. Powiew świeżości. Jest humor. Nie ma ogłupiającej fabuły. Jeśli znasz oryginalne opowiadania, to co chwila znajdziesz jakieś smaczki, dużo ironii kiedy ktoś,np. odwraca sytuację, czyli to,co w książce było naiwną teorią zbywaną przez Sherlocka, tutaj ma sens, a to co w oryginale wymyślił nie ma. Postać, według mnie głębsza. Piękna przyjaźń z Watsonem, który tu ma ważniejszą rolę. Postacie poboczne dopracowane. Serial nie jest długi, więc wiele nie ryzykujesz. Owszem, pod sam koniec, w ostatnim sezonie jest pewien skandal, niewiarygodny pomysł, który wywołał u fanów zgrzytanie zębami ( u mine,niestety,też), ale to nie odbierze niczego tym poprzednim odcinkom, ten gorszy finał. Ja, osoba oderwana od rzeczywistości, rzadko mam okazję polecić komuś serial, jeszcze dobry serial inspirowany książką, zwykle oglądam wszystko jako ostatnia. Dlatego teraz, polecam serdecznie i aż się nie mogę doczekać aż zobaczysz.
  • ssssen 08.01.19, 20:31
    sayoasiel napisał(a):

    > Warto. I tyle Ci powiem jako ktoś, kto przeczytał wszystko, co było do przeczyt
    > ania o Sherlocku. Jest pomysł. Dobry pomysł. Powiew świeżości. Jest humor. Nie
    > ma ogłupiającej fabuły.

    Nic z tego w tym filmie nie zauważyłem. Pierwszy docinek obiecujący, potem głupota goni głupotę, kupy się fabuła nie trzyma. No i propaganda homoseksualna na każdym kroku.
  • ciotka.scholastyka 08.01.19, 21:47
    ssssen napisał:

    > propaganda homoseksualna na każdym kroku.

    Pomijając sformułowanie ("propaganda homoseksualna", s e r i o ? ) to ja właśnie niczego takiego nie zauważyłam. Mimo zachwyconych chórów zwolenni...czek miłości męsko-męskiej. Ja NAPRAWDĘ nie widzę w tym serialu niczego poza szczerą, mocną, mądrą przyjaźnią dwóch mężczyzn. Tak, wiem, ze to niemodne - teraz dwóch przyjaźniących się ze sobą mężczyzn musi czuć do siebie coś więcej, bullshit. Pomijając już ten detal, którego zaślepione fanki wciskania wszędzie gay love nie zauważyły: siarczystą kpinę z takiej interpretacji, właśnie w tym serialu :)
  • sayoasiel 08.01.19, 22:05
    Ciotko, jak to dobrze, że mnie uprzedziłaś, bo ja się już to rozpisałam na temat propagandy, ale aż się spaliłam. Po co. W końcu heteroseksualnej p r o p a g a n d y jest więcej.
  • ciotka.scholastyka 08.01.19, 22:19
    sayoasiel napisał(a):

    > Ciotko, jak to dobrze, że mnie uprzedziłaś, bo ja się już to rozpisałam na tema
    > t propagandy, ale aż się spaliłam. Po co.

    Uczynię teraz wyznanie osobiste, kiedyś na mocno alkoholizowanym damskim spotkaniu wspomniałam coś o tym, że mój ojciec "siedział na kanapie z sąsiadem, trzymał w dłoniach jego rękę i ją gładził". Koleżanki wybuchnęły śmiechem, hihihi, co ty wiesz a ja rozumiem. Oczywiście to były wygłupy, rozumiem i rozumiałam, ale ja jednak odczekałam, aż śmiech wybrzmiał, i dokończyłam - było to godzinę po tym, jak umarła sąsiada ukochana córka. Zrobiło się cicho i, co niektórym, potwornie głupio...
  • sayoasiel 09.01.19, 04:51
    A i tak znalazłyby się ludzie, które by się upierały, że kryptogej, który korzysta z okazji i tylko maskuje kosmate intencje chęcią pocieszenia.
  • apersona 09.01.19, 21:04
    ssssen napisał:

    > Nic z tego w tym filmie nie zauważyłem. Pierwszy docinek obiecujący, potem głup
    > ota goni głupotę, kupy się fabuła nie trzyma. No i propaganda homoseksualna na
    > każdym kroku.

    Wydumana fabuła jest z samego Conan Doyle'a (pierwszy sezon oglądałam)
  • lord_vmordevol 10.01.19, 09:02
    apersona napisała:

    > Wydumana fabuła jest z samego Conan Doyle'a (pierwszy sezon oglądałam)

    Conana Doyle'a. Artura jakolwiekbysięnamniekojarzyło Conana Doyle'a.
  • apersona 10.01.19, 18:50
    Dwojga imion A.C. Doyle czy nazwisk A. Conan Doyle?
  • bupu 11.01.19, 07:37
    apersona napisała:

    > Dwojga imion A.C. Doyle czy nazwisk A. Conan Doyle?

    Trojga imion. Arthur Ignatius Conan, nazwiskiem Doyle.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • lord_vmordevol 11.01.19, 08:48
    bupu napisała:

    > apersona napisała:
    >
    > > Dwojga imion A.C. Doyle czy nazwisk A. Conan Doyle?
    >
    > Trojga imion. Arthur Ignatius Conan, nazwiskiem Doyle.

    Tego Ignacego dyskretnie pominąłem, bo się tu źle kojarzy ;-)
  • apersona 11.01.19, 15:26
    lord_vmordevol napisał:
    > >
    > > Trojga imion. Arthur Ignatius Conan, nazwiskiem Doyle.
    >
    > Tego Ignacego dyskretnie pominąłem, bo się tu źle kojarzy ;-)

    Jakąkolwiek wybierzesz ścieżkę i tak trafisz na Borejków. Hihi
  • dakota77 11.01.19, 14:56
    bupu napisała:

    > apersona napisała:
    >
    > > Dwojga imion A.C. Doyle czy nazwisk A. Conan Doyle?
    >
    > Trojga imion. Arthur Ignatius Conan, nazwiskiem Doyle.


    Tymczasem Wiki podaje: "Doyle is often referred to as Sir Arthur Conan Doyle or simply Conan Doyle (implying that "Conan" is part of a compound surname as opposed to his given middle name)"




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • bupu 11.01.19, 21:28
    dakota77 napisała:

    > bupu napisała:
    >
    > > apersona napisała:
    > >
    > > > Dwojga imion A.C. Doyle czy nazwisk A. Conan Doyle?
    > >
    > > Trojga imion. Arthur Ignatius Conan, nazwiskiem Doyle.
    >
    >
    > Tymczasem Wiki podaje: "Doyle is often referred to as Sir Arthur Conan Doyle or
    > simply Conan Doyle (implying that "Conan" is part of a compound surname as opp
    > osed to his given middle name)"
    >
    >
    >
    >


    No i? W cytowanym przez ciebie akapicie nie ma mowy o tym, jakoby Conan był pierwszym czlonem nazwiska. A w tym samym artykule stoi jak byk, że na chrzcie dano małemu Doyle'owi imiona Arthur Ignatius Conan, to ostatnie na cześć jego ojca chrzestnego, Michaela Conana.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • mircja 12.01.19, 02:01
    bupu napisała:

    > No i? W cytowanym przez ciebie akapicie nie ma mowy o tym, jakoby Conan był pie
    > rwszym czlonem nazwiska. A w tym samym artykule stoi jak byk, że na chrzcie dan
    > o małemu Doyle'owi imiona Arthur Ignatius Conan, to ostatnie na cześć jego ojca
    > chrzestnego, Michaela Conana.

    Faktycznie podana jest tam taka informacja. W tej sytuacji zastanawiające jest, dlaczego synowie Arthura Conana Doyle'a mający swoje własne hasła w Wikipedii nazywali się Denis Conan Doyle i Adrian Malcolm Conan Doyle oraz, co najciekawsze, jego córka figuruje tam jako Dame Jean Conan Doyle.
  • lord_vmordevol 14.01.19, 08:45
    mircja napisała:

    > Faktycznie podana jest tam taka informacja. W tej sytuacji zastanawiające jest,
    > dlaczego synowie Arthura Conana Doyle'a mający swoje własne hasła w Wikipedii
    > nazywali się Denis Conan Doyle i Adrian Malcolm Conan Doyle oraz, co najciekaws
    > ze, jego córka figuruje tam jako Dame Jean Conan Doyle.

    Tradycyjne noszenie imienia jakiegoś dziadka spokojnie się w rodzinach zdarza; możliwe, że Arthur Doyle też po kimś je odziedziczył. A skoro może być kobieta imieniem Robin, Charlie, czy Harry, to i Conan, zwłaszcza jako trzecie z kolei, nie wydaje mi się jakieś bardzo ekscentryczne. To i tak znaczy "wilczek".
  • mircja 14.01.19, 21:37
    lord_vmordevol napisał:


    > A skoro może być kobieta
    > imieniem Robin, Charlie, czy Harry, to i Conan, zwłaszcza jako trzecie z kolei,
    > nie wydaje mi się jakieś bardzo ekscentryczne. To i tak znaczy "wilczek".

    Gwoli ścisłości, byłoby to drugie imię - "Dame" to angielski tytuł honorowy, odpowiednik męskiego tytułu "Sir".
  • dakota77 12.01.19, 17:55
    bupu napisała:

    > No i? W cytowanym przez ciebie akapicie nie ma mowy o tym, jakoby Conan był pie
    > rwszym czlonem nazwiska. A w tym samym artykule stoi jak byk, że na chrzcie dan
    > o małemu Doyle'owi imiona Arthur Ignatius Conan, to ostatnie na cześć jego ojca
    > chrzestnego, Michaela Conana.


    No fakt. Ale cale zycie bylam przekonana, ze to czesc nazwiska, a tu niespodzianka :)




    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • marutax 07.01.19, 09:28
    Warto, zwłaszcza dwie pierwsze "serie" (to BBC, więc "seria" oznacza trzy odcinki, za to długie ;-). Główny duet jest znakomity, postacie poboczne takoż, sprawy przeniesione we współczesne realia, ale zawsze coś z pierwowzoru w nich zostaje. Serie 3 i 4 moim zdaniem gorsze, choć zdarzają się perełki.
  • mircja 06.01.19, 23:19
    > No bo jednak twórcy z BBC napisali praktycznie nową opowieść, zamiast wziąć fab
    > uły z Conan Doyle'a za cztery rogi i walnąć je w nowe realia (tyle że Holmesowi
    > osobowość została ta sama). Dlatego im wyszło.

    Ten serial przekonał mnie że jest sens robienia filmów "na motywach" i osadzania akcji klasycznego utworu w zmienionych realiach. Na początku oglądałam "Sherlocka" zżymając się wewnętrznie i zgrzytając zębami, ale jakoś nie byłam w stanie przerwać oglądania. Potem wykonałam pewien eksperyment myślowy - wyobraźmy sobie, że w naszych czasach rodzi się człowiek o uzdolnieniach i predyspozycjach takich jakie miał Sherlock Holmes z powieści Conan Doyle'a. Oczywiście, jego wychowanie i wykształcenie będzie nieco odbiegać od wiktoriańskiego (powieściowy Holmes miał wiele cech typowego angielskiego gentelmana), nasiąknie pewnymi nawykami właściwymi dla naszych czasów, itp., jednak pewne cechy będzie miał wspólne z pierwowzorem. Potem już oglądanie poszło mi jak z płatka i bawiłam się doskonale.
  • verdana 06.01.19, 16:47
    Zagnicie strasznie mi się w tym kontekście podoba!
  • potworia 06.01.19, 15:33
    Wyobraziła mi się katastroficzna powieść epistolarna w dziewiętnastowiecznej manierze. Rodzeństwo B śle sobie gęste zapakowane manuskrypty ponad atomowym grzybem. Gabriela jako Charlotte, Ida jako Branwell, Nutria - Emily i Pulpa jako Anne. Dopuszczam roszady w obsadzie;-)
  • potworia 06.01.19, 15:34
    Zalakowane te manuskrypty miały być, zalakowane.
  • melmire 06.01.19, 17:14
    Jaki lak, nie ma laku, a jak wiadomo z braku laku dobry i oplatek. Wypiekany rzecz jasna przez Pulpe!

    --
    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
  • lord_vmordevol 07.01.19, 09:43
    potworia napisał(a):

    > Wyobraziła mi się katastroficzna powieść epistolarna w dziewiętnastowiecznej ma
    > nierze. Rodzeństwo B śle sobie gęste zapakowane manuskrypty ponad atomowym grzy
    > bem. Gabriela jako Charlotte, Ida jako Branwell, Nutria - Emily i Pulpa jako An
    > ne. Dopuszczam roszady w obsadzie;-)

    Poniekąd było. "Kantyczka dla Leibowitza"
  • potworia 07.01.19, 13:51
    Nie znam, ale poniekąd czuję się zaciekawiona (łusizm).
  • lord_vmordevol 07.01.19, 13:56
    potworia napisał(a):

    > Nie znam, ale poniekąd czuję się zaciekawiona (łusizm).

    Walter Miller, występuje to też jako "Kantyk..." - zdaje się, że nawet bardziej prawidłowo. Klasyka fantastyki postapokaliptycznej, z lat 60.
  • przymrozki 07.01.19, 10:25
    W ogóle wątek z albiońskim milczeniem Gaby jest śmieszny. Rodzina tarza się z rozpaczy po mile zakurzonym parkiecie, gdy ich słoneczko wybywa na dwa dni odebrać Natalię z lotniska. Ale gdy to samo słoneczko dwa miesiące bawi za granicą bez słowa to jest, moje drogie, żaden problem. Przychodzi mi do głowy mnóstwo ekscytujących scenariuszy, ale najpewniej prawdziwy jest inny - dla MM brak kontaktu z krewnym za granicą nie jest niczym dziwnym, tak, jak nie był niczym dziwnym brak kontaktu z Pyziakiem w stanie wojennym. Telefony drogie, poczta nie dochodzi, internet zawraca na kanale La Manche paaaaanie, koniec świata ta Wielka Brytania.

    Tylko dlatego nie stawiam krzyżyka na Frycu. Jeszcze się może okazać, że dostał w tym USA służbowego maila, więc tamtego musiał zamknąć, żeby nie marnować internetu, a mail z informacją przepadł Róży, bo była awaria prądu.
  • briar_rose 08.01.19, 05:34
    przymrozki napisała:

    > W ogóle wątek z albiońskim milczeniem Gaby jest śmieszny. Rodzina tarza się z r
    > ozpaczy po mile zakurzonym parkiecie, gdy ich słoneczko wybywa na dwa dni odebr
    > ać Natalię z lotniska. Ale gdy to samo słoneczko dwa miesiące bawi za granicą b
    > ez słowa to jest, moje drogie, żaden problem. Przychodzi mi do głowy mnóstwo ek
    > scytujących scenariuszy, ale najpewniej prawdziwy jest inny - dla MM brak konta
    > ktu z krewnym za granicą nie jest niczym dziwnym, tak, jak nie był niczym dziwn
    > ym brak kontaktu z Pyziakiem w stanie wojennym. Telefony drogie, poczta nie doc
    > hodzi, internet zawraca na kanale La Manche paaaaanie, koniec świata ta Wielka
    > Brytania.
    >
    > Tylko dlatego nie stawiam krzyżyka na Frycu. Jeszcze się może okazać, że dostał
    > w tym USA służbowego maila, więc tamtego musiał zamknąć, żeby nie marnować int
    > ernetu, a mail z informacją przepadł Róży, bo była awaria prądu.

    Jak ukochana córeczka leży z ciężką zakrzepicą, uziemiona w domu, też nagle tysiąc spraw jest od niej ważniejszych i zostaje z nią w końcu tylko ta "wredna" Ida. Seniorzy oczywiście musieli wybyć nad morze.
  • sayoasiel 08.01.19, 14:31
    Zastanawia mnie omawiany tutaj po tysiąckroć problem zakrzepu Gaby. Mnie się wydaje,że oni wyjechali,bo Gaba im nie powiedziała o prawdziwym stanie swojej nogi. Wiedziały siostry,a Gaba dzielnie milczała.
  • bupu 08.01.19, 20:16
    sayoasiel napisał(a):

    > Zastanawia mnie omawiany tutaj po tysiąckroć problem zakrzepu Gaby. Mnie się wy
    > daje,że oni wyjechali,bo Gaba im nie powiedziała o prawdziwym stanie swojej nog
    > i. Wiedziały siostry,a Gaba dzielnie milczała.

    To dlaczego Ida, lekarz w końcu, nie oswiecila seniorów? Jakim cudem nie wysypala się roztargniona poetessa Nutria, z której zresztą jedno spojrzenie Milicji wywlokloby wszelkie sekrety razem z jelitami? To się nie trzyma kupy.




    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • sayoasiel 08.01.19, 22:06
    Dlatego, że one są przede wszystkim córkami, a rodzice starzy i krusi, od Noelki stoją nad grobem, nie będą ich martwić choćby nie wiem co. Twierdzę nie z ich kruchych ciał lecz ze swych stworzą by im oszczędzić bólu.
  • ciotka.scholastyka 08.01.19, 22:20
    sayoasiel napisał(a):

    > Dlatego, że one są przede wszystkim córkami, a rodzice starzy i krusi, od Noelk
    > i stoją nad grobem, nie będą ich martwić choćby nie wiem co. Twierdzę nie z ich
    > kruchych ciał lecz ze swych stworzą by im oszczędzić bólu.

    Mogłabym cię jednakowoż prosić o cytowanie wypowiedzi, do której się odnosisz? Zupełnie nie wiem, czego dotyczy twój komentarz, za dużo już postów w tym wątku.
  • bupu 09.01.19, 10:06
    sayoasiel napisał(a):

    > Dlatego, że one są przede wszystkim córkami, a rodzice starzy i krusi, od Noelk
    > i stoją nad grobem, nie będą ich martwić choćby nie wiem co. Twierdzę nie z ich
    > kruchych ciał lecz ze swych stworzą by im oszczędzić bólu.

    Lepiej niech pozbawiona opieki Gabunia kopnie w kalendarz. Wtedy dopiero oszczędzą seniorom bólu, że ho ho.
    Ciekawa logika.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • sayoasiel 09.01.19, 02:46
    bupu napisała:
    > To dlaczego Ida, lekarz w końcu, nie oswiecila seniorów? Jakim cudem nie wysypa
    > la się roztargniona poetessa Nutria, z której zresztą jedno spojrzenie Milicji
    > wywlokloby wszelkie sekrety razem z jelitami? To się nie trzyma kupy.

    Tę oto wypowiedź.
  • ciotka.scholastyka 09.01.19, 08:34
    sayoasiel napisał(a):

    > Tę oto wypowiedź.

    Prośba dotyczy wszystkich wypowiedzi :)
  • minerwamcg 09.01.19, 01:05
    Ja nazywam takie sytuacje "chciała wysłać mail, ale nie miała znaczka".

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.