Dodaj do ulubionych

Syndrom Pyziaka.

07.01.19, 09:23
Czy ktoś zauważył że to co robi Frycek bardzo przypomina to co zrobił Pyziak: dziecko - wyjazd - powrót - drugie dziecko - wyjazd?

Ciekawe czy MM to kontroluje czy wychodzi jej przypadkiem? Jakże ona nienawidzi tego Pyziaka...
Edytor zaawansowany
  • tt-tka 07.01.19, 09:40
    Owszem. Frycowi bardzej sie to rozlozylo w czasie i bardziej bez sensu, wzglednie bardziej jednoznaczny byl brak lacznosci - Pyziak mogl nie moc, u Fryca to nie przejdzie - ale ZUY w tej rodzinie byc musi.
    Schemat powtarzalny i byly podejrzenia, ze z zycia wziety - jakas kobieta bliska MM niewinnie, oczywiscie calkowicie niewinnie porzucona i jej maz samo zuo.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ewikk8 07.01.19, 09:45
    A czy to sama MM nie przenosi swoich losów? Ona chyba rozwiedziona?
  • przymrozki 07.01.19, 10:01
    ewikk8 napisał(a):

    > A czy to sama MM nie przenosi swoich losów? Ona chyba rozwiedziona?

    MM nie. Forumowe sugestie przenoszenia rodzinnych traum odnosiły się, jak rozumiem, do małżeństwa rodziców pani Musierowicz.
  • tt-tka 07.01.19, 10:11
    Moje nie, ona byla duzo starsza niz jezycjadowe dzieci w chwili rozstania rodzicow. Podejrzewam, ze jakas jej znajoma.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • przymrozki 07.01.19, 10:27
    Jedno drugiego nie wyklucza. Przekonanie, że rozwiedziony mąż to z definicji fuja i fubrawiec może być ugruntowane na podstawie obserwacji kilku przykładów.
  • rosa-huberman 08.01.19, 16:06
    ewikk8 napisał(a):

    > A czy to sama MM nie przenosi swoich losów? Ona chyba rozwiedziona?
    Nie mam pojęcia, skąd się wzięło takie przekonanie. Kiedyś chyba tutaj na forum ktoś już pisał o rzekomym rozwodzie Musierowicz. Było w jakimś wątku, tylko nie pamiętam dokładnie, o czym wtedy dyskutowano. Ba, nawet skomentowałam że bardzo byłaby zdziwiona takim domniemaniami. Relacje z ojcem są nieznane poza ogólnikowymi informacjami z książki Kąckiego Poznań - miasto grzechu. Jakkolwiek nie czytałam ani jednej kartki. W osobistej biografii poza nadmienieniem o ślubie rodziców takoż nie wspomina. Jedynie odniesienia dotyczą matki i pana Stanisława Brańczaka. Trochę dziwne czy to jednak świadczy o traumie? Pewnie nie byli jedynymi dziećmi z niepełnych rodzin. Chyba zatem relacje z rodzicielem nie stanowił dla pani M.M żadnego istotnego tła. Z Pyziaka starała się na siłę stworzyć szubrawca, chociaż początki nie zwiastował tego w ogóle. Owszem, kwiatuszki jabłoni, ale potem wspólne wakacje w Czaplinku, ogólna komitywa. Raptem w Noielce tragiczne losy porzuconej Gabrieli, trzydziestoletniej cierpiętnicy z dwójką dzieci. Tak samo, jak wpadka z Imienin. Mama Fryderyka troskliwie zmartwiona, w miarę ludzki ojciec zmieniają z upływem czasu oblicza.
  • tt-tka 08.01.19, 17:05
    MM i jej brat nie byli dziecmi z niepelnych rodzin. Ich ojciec odszedl od ich matki, gdy MM miala 19 lat. I tego ojca, obecnego w domu i w jej zyciu przez te lat dziewietnascie ona nie wspomina nawet slowem. Pyziak wstecznie :P

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • rosa-huberman 08.01.19, 17:57
    Zastanawiające, nie powiem. Każdy normalny człowiek ma w jakimś sensie potrzebę kontaktu z obojgiem rodziców. Nie mówię o przypadkach, kiedy w metrykach widnieje adnotacja o nieznanych danych jednego z nich czy patologiach. Dziewczynka kształtuje sobie świat na podstawie takiego wzorca. Nastolatka tym bardziej. Pamiętam jak w tuż przed komunią koleżanka z klasy straciła tatę. Ze względu na pracę był praktycznie nieobecny. Mimo wszystko mieli więź. Koleżankom później zazdrościła wszystkich obecności ojców na wywiadówkach czy imprezach szkolnych. Niezależnie od sytuacji w domu, bo nie każdy miał różowo. Niektórzy widywali się ze sobą okazyjnie albo wychowywali ich dziadkowie. Słyszałam o różnych przypadkach. Jakakolwiek miałam nauczanie indywidualne i obserwacji nie czyniłam osobiście.
  • sayoasiel 09.01.19, 18:04
    Bardzo wielu moich uczniów ma tylko jednego rodzica. Nie są z rozbitych rodzin. Nie mają, po prostu. Nigdy ich nie widzieli, matki zostały porzucone wcześnie, albo same odeszły, albo nie powiedziały nawet o ciąży. I wszyscy ci uczniowie mają zupełnie gdzieś, mówią, że właśnie nie chcą mieć nic wspólnego, odcinają się. Uparcie, ostro, ale na zimno, bez większych emocji, nawet znudzone tym, że może miałyby się tymi rodzicielami przejmować. Za to wszystkie te dzieciaki, nastolatkowie, czy tam młodzi dorośli o których piszę, mają w zamian fajnych wujków, chrzestnych, ojczymów itp. I nie przeżywają, może właśnie dlatego ? Mnie się to wydawało dziwne, że to była tak powszechna reakcja. Myślałam, że owszem, można i tak reagować, ale,że przeważają traumy typu Laury.
    Za to dwóch moich prywatnych kolegów przeżywa do dziś, jeden próbował kilka razy ojca znaleźć, znalazł, został odrzucony ponownie i się kompletnie po tym zamknął w sobie. Rozdrapuje.
  • apersona 09.01.19, 20:46
    sayoasiel napisał(a):

    > Bardzo wielu moich uczniów ma tylko jednego rodzica. Nie są z rozbitych rodzin.
    > Nie mają, po prostu. Nigdy ich nie widzieli, matki zostały porzucone wcześnie,
    > albo same odeszły, albo nie powiedziały nawet o ciąży.

    Czyli ma i zna tylko matkę, nie można tak od razu?
  • sayoasiel 09.01.19, 22:06
    Ee, napisałam tak, jak napisałam, co w tym złego ? Chciałam oddać to,jak oni sami to opisują. Nie ma i już, bez drążenia tematu.
  • anchema 09.01.19, 23:13
    nie chcę wchodzić a zakazany teren, ale w przypadku MM chyba chodzi też o to kim był jej ojciec, nie tylko o to że odszedł
  • haszyszymora 07.01.19, 10:37
    Mam wrażenie, że wszystkie wątki z Frycem to wynik zmiany koncepcji w trakcie pisania, i to od samego początku. Ot, przez 3/4 Imienin jest praktycznie nieobecny, wspomina się o nim w jednym dialogu i jak wcina bułkę sezamową, uwaga jest skoncentrowana na Lelujkach. Osobowości, relacje i zainteresowania Lelujków są stopniowo odkrywane, dwie randki już za nami - bum, materializuje się Frycu z miłością instant, cała poprzednia intryga jest nieważna.
    Potem MM jakby chciała zrobić z Róży drugą Gabę, więc zastąpiła Fryca blond Pyziakiem. Potem znów zdała sobie sprawę (a może ktoś jej podszepnął), że ociera się o autoplagiat, i Fryc doczekał się rehabilitacji. Szopowie zostali zniknięci z fabuły, nikt już o nich nie pytał.
    Ale potem wyszło, że Róża jeszcze się przyda i trzeba ją jakoś sprowadzić. Samą. Teraz pytanie, czy mąż odpadł, bo niepotrzebny, czy wróciła pokusa stworzenia Gaby Drugiej. Tak czy tak, Frycu to fabularna plastelina, którą ugniata się do potrzeb fabuły.
  • sayoasiel 08.01.19, 03:01
    A nie było tak,że MM przyznała, że chciała Różę z Adrianem Lelujką sparować ?
  • lili_liliana 07.01.19, 13:01
    Moim zdaniem MM natrzaskała postaci jak diabeł gwoździ i kompletnie nie ma pomysłu, co z nimi zrobić. Plagiatuje własne pomysły, wymyśla rzeczy, które zaistnieć nie za bardzo mają prawo (brak łączności w dobie netu, komórek etc.). Oprócz tego, że nie ma pomysłu na nowe postaci, nie ma też na stare, cierpliwie czekam, aż wąsaty Flobry poprowadzi drużynę wojów na niemiecki market. Papierowy Jadam, postać dla mnie nie do zniesienia. Mieszalnica do sałat, która przez x książek nie nic do powiedzenia, śpiący królewicz Marek, wąsaty Robrojek chichoczący pod tymże wąsem parząc herbatki. Itd, itp.
    A demonizowanie Pyziaka sprawia, że mam dla niego sporo sympatii. Akcja pt. "Człowiek który nie umie kochać" była słaba i żenująca. Zaczynam też lubić Fryca, chyba trochę na zasadzie przekory. I zgadzam się z Haszyszmorą, zmiana koncepcji (i to nie tylko w przypadku Fryca) jest ostatnio u MM wszechobecna.

    --
    "Ich will nicht gehorsam, gezähmt und gezogen sein/ich will nicht bescheiden, geliebt und betrogen sein/ich bin nicht das Eigentum von dir/denn ich gehör nur mir"
  • saxesave 08.01.19, 13:15
    A mi żal Fryderyka, lubiłam go. Introwertyk ze ścisłym umysłem, nie jest złośliwy, wiele osiąga i ciężko na to pracuje. Nic mu nie przychodzi z przypadku ja w Bojerkolandzie gdzie z ogródka robi się plantacja a pokoje w mieszkaniach samoczynnie się mnożą. Rodzina nie oznacza dla niego końca marzeń i pasji, a jest dodatkiem. Tak naprawdę nie wiadomo, czy nie proponował Róży wyjazdu do USA razem, a pracownicy w jego sytuacji najczęściej zapraszani są z rodzinami. Przypuszczam że w Anglii widywał się z Wolfim, zapewne pomógł Żabie, nie miał raczej nic przeciwko drugiemu sponsorowanemu pobytowi Ziutka i Łusi.

    Pyziak się pogubił ale w postaci Fryderyka zagubiła się MM. Przypadkiem stworzyła postać całkowicie niezależną i to ją przerosło.
  • tt-tka 08.01.19, 13:38
    saxesave napisała:

    > w postaci Fryderyka zagubiła się MM. Przypadkiem stworzy
    > ła postać całkowicie niezależną i to ją przerosło
    .

    Fenomenalna diagnoza ! :)



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • potworia 08.01.19, 15:15
    saxesave napisała:

    > Rodzina nie oznacza dla niego końca marzeń i pasji, a jest dodatkiem.

    Fajnie, fajnie, ale niezafajnie. Ja bym nie lubiła być niczyim "dodatkiem".
  • saxesave 08.01.19, 17:53
    A ja jestem dodatkiem w życiu mojego męża a on W moim. Małżeństwo jest związkiem dobrowolnym i robimy wszystko by było szczęśliwe, ale zdarza się że nie i wszystkich jest trwałe. Nie można z kogoś robić całego swoje świata bo co będzie, gdy tej osoby braknie? Rodzina to część życia ale każdy z nas jest jednostką rządzącą samą sobą. Dlatego rozumiem Fryderyka dla którego rodzina to część życia a nie jedyna wyrocznia i miejsce wzajemnej adoracji.
  • mariamm87 08.01.19, 18:05
    Ja lubię Fryderyka bo nam wrażenie że jako jedyny z całego Borejkolandu usiłuje planować dalsze kroki w swoim życiu a nie "jakoś to będzie". Może nie jest szczególnie spontanicznie romantyczny ale ja osobiście wolę osoby zorganizowane niż żyjące w wiecznym chaosie.
  • ciotka.scholastyka 08.01.19, 21:13
    saxesave napisała:

    > A ja jestem dodatkiem w życiu mojego męża a on W moim. Małżeństwo jest związkie
    > m dobrowolnym i robimy wszystko by było szczęśliwe, ale zdarza się że nie i wsz
    > ystkich jest trwałe. Nie można z kogoś robić całego swoje świata bo co będzie,
    > gdy tej osoby braknie?

    Oczywiście, ze nie można robić z kogoś całego świata, ale byłoby mi przykro, gdyby mój mąż powiedział, że jestem dodatkiem w jego życiu. Jestem - mam nadzieję - jego integralną, najważniejszą częścią, w każdym razie on jest taką częścią mnie. Mamy "swoje życia", jesteśmy autonomicznymi jednostkami, ale dla siebie nawzajem najważniejszymi. Z tym, że nie było tak od początku, w każdym razie nie w taki sposób. Do tego dochodzi się latami, myślę.
    Z kolei moja matka uczyniła z ojca centrum wszechświata, pamiętam, jak mi kiedyś było przykro, gdy powiedziała, że gdyby jego zabrakło, nie miałaby już po co żyć. W jakimś tam sensie ją rozumiem, z drugiej strony poczułam się w tym momencie mniej ważna, gorszego sortu.

    > Dlatego rozumiem Fryderyka dla którego rodzina to część życia
    > a nie jedyna wyrocznia i miejsce wzajemnej adoracji.

    Tyle że Fryderyk, przynajmniej w kreacji odautorskiej, jest przedstawiony dość paskudnie. Tak mianowicie, że on tę rodzinę zlewa. Jest - no to jest, ale jakby nagle zniknęła, to spoko. Taki był za czasów pożal się Boże "narzeczeństwa" z Różyczką, potem przez moment mignęło nam jego ludzkie oblicze po narodzinach małej Mili, a teraz znowu... Ale ja nie lubię takich typów. Typów charakteru, nie "typów".
  • potworia 09.01.19, 02:19
    saxesave napisała:

    > A ja jestem dodatkiem w życiu mojego męża a on W moim.

    Well, if it works for you:-)
    Ale rodzina to często nie tylko partner, ale i dzieci. I traktowanie ich jako "dodatków" jest grubego kalibru świństwem, z którego będą się długo wygrzebywać.
    Kocham moją pracę, ale córka jest dla mnie absolutnym priorytetem i zasadniczą treścią życia emocjonalnego.
  • saxesave 12.01.19, 00:26
    Dzieci nie mamy, miłości tak silnej jak nasza każdemu życzę :)
    Myślę, że rozbieżność istnieje nie w naszych poglądach a nazewnictwa i muszę przyznać, że wasze jest bardziej trafne.

    Ignac w przeciwienstwie do Fryca jest nieogarniety, chaotyczny, wygodnicki i nie myslu o tym,co będzie.
  • zachariasz93 12.01.19, 11:53
    saxesave napisała:

    > Ignac w przeciwienstwie do Fryca jest nieogarniety, chaotyczny, wygodnicki i ni
    > e myslu o tym,co będzie.

    Dlatego Ignac znalazł sobie zaradną żonę w postaci Mili, która ugotuje, posprząta, dopilnuje dzieci, zarobi i jednocześnie będzie miała ochotę utrzymywać męża w przekonaniu, że to on jest głową rodziny. I czuć się w takim związku szczęśliwa. Takie układy się sprawdzają. Natomiast relacja Fryc-Róża to związek twardo stąpającego naukowca i beztalencia, nieroba pozbawionego minimum ambicji w postaci Różyczki. Ładna, miła i nic poza tym. Fryderyk mógł wybrać lepiej.
  • sayoasiel 12.01.19, 16:09
    Tyle,że Fyrycek sam sobie Różę wybrał. W ogóle nie musiał do niej startować ,a tym bardziej się jej oświadczać. Gdyby nie jego zdecydowane ruchy, Róża nie pomyślałaby o nim nawet jako o przyjacielu. Widać podobała mu się naprawdę. Gdyby nie ta afera z dzieckiem,to by się nawet nie pokłócili. Róża by wiernie czekała i dopingowała. A potem....a potem nie wiem,bo po ślubach wszyscy się u MM zmieniają.
  • potworia 12.01.19, 16:38
    Jak nie znoszę Pyzy, tak Fryderyk budzi moją odrazę. Nie zdziwilabym się, gdyby poza kadrem stosował wobec Róży przemoc psychiczną i ekonomiczną. I bardzo to lubił.
    (Obraz ten jest oczywiście w 7/8 dopowiedzeniem, bo napisany przez MM Fryderyk od 10 tomów nie mial swoich 5 minut)
  • tt-tka 12.01.19, 18:11
    Dla mnie Fryc byl dla Rozy szansa na normalnosc. Wlasny dom, wlasne zycie, daleko od borejklanu.
    Niestety Roza te szanse zaprzepascila, ochoczo wskakujac w buty wlasnej matki i powielajac jej role.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • potworia 13.01.19, 00:59
    Fryderyk szansą? Noooo, to inaczej go widzimy. Róża wykazywała deficyty emocjonalne już na etapie NiN. W Imieninach była już na prostej drodze do przyszłej depresji i zaburzeń społecznego funkcjonowania. Właściwie to baaardzo logiczne, że wylądowała jako obsługa i podnóżek lekceważącego ją snobka o rozdętym i nadwrażliwym egostanie. Interpretacja jak interpretacja, ani lepsza ani gorsza, ale przyznasz, że każdy układ jest tworzony i sankcjonowany przez dwie strony. Ci dwoje stworzyli się nawzajem, mając po temu warunki i dobry materiał wyjściowy.
  • gat45 13.01.19, 08:43
    "... jako obsługa i podnóżek lekceważącego ją snobka o rozdętym i nadwrażliwym egostanie."

    Tak widzisz Fryderyka, Potworio ? Bo go nie lubisz, czy to jakoś wynika z książek ? Pytam, bo nie wiem, jakoś rozdętego ego sobie nie przypominam. Inna rzecz, że jakiś czas temu tworzył się nieco równolegle do tego forum fanfik o Róży i ten fanfikowy Frycek zapewne nałożył mi się na Frycka Właściwego. Tetetko, pomnisz te czasy ? :)
  • potworia 13.01.19, 11:13
    gat45 napisała:

    > "... jako obsługa i podnóżek lekceważącego ją snobka o rozdętym i nadwrażliwym
    > egostanie."
    >
    > Tak widzisz Fryderyka, Potworio ? Bo go nie lubisz, czy to jakoś wynika z książ
    > ek ?

    Mogę go tak zobaczyć, patrząc po pewnym kątem:-)
    Nie lubię.
    Jakoś wynika, choć niebezpośrednio; bezpośrednio nie wynika nic, bo tyle akurat wiemy o albiońskim żywocie Szopów.
    Jak zaznaczyłam- dopowiadam.
    Fryderyk, karzacy żonę lodowatym milczeniem za niedość nieskazitelnie wyprasowana koszulę, wyśmiewający jej poglądy i perfidnie bojkotujący próby emancypacji, jest wprawdzie moją fantazją, ale niesprzeczną z literą tekstu.


    Pytamnie wiem, jakoś rozdętego ego sobie nie przypominam. Inna rzecz,
    > że jakiś czas temu tworzył się nieco równolegle do tego forum fanfik o Róży i
    > ten fanfikowy Frycek zapewne nałożył mi się na Frycka Właściwego. Tetetko, pomn
    > isz te czasy ? :)

    Bardzo lubiłam ten fanfik:-)
  • tt-tka 13.01.19, 11:16
    Potworio, milo slyszec, ze lubilas fika, ale czytalas dalej, czy tylko to, co na forum ? Bo on mial dalszy ciag... choc i tak go nie skonczylam.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • potworia 13.01.19, 12:19
    tt-tka napisała:

    > Potworio, milo slyszec, ze lubilas fika, ale czytalas dalej, czy tylko to, co n
    > a forum ? Bo on mial dalszy ciag... choc i tak go nie skonczylam.
    >

    Tyle, co na forum... Co było dalej? Czyżbyś i Ty poległa, próbując przepchnąć Różyczkę przez igielne ucho emancypacji?;-)

  • tt-tka 13.01.19, 12:41
    Nie, z Roza bym sobie poradzila... wtedy. Teraz po CZ juz nie dam rady.
    A wowczas zaszkodzily mi Borejki i przeszkodzilo zycie :(
    Dalej bylo sporo, m.in. emancypacja Rozy i Fryc uczlowieczony oraz Borejki pacyfikowane :) - gdybys chciala przeczytac, uderz do Gat, bo ja i rozsylalam, i wpuszczalam chetnych przez poczte, ktorej juz nie mam. Internet pochlonal.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • potworia 13.01.19, 13:11
    Gatunku (ładne zdrobnienie, nieprawdaż?) uderzam do Ciebie w sprawie fanfika Tete. Adres mój znasz, a jeśli zapomniałaś, to potworia116@gazeta.pl
  • tt-tka 13.01.19, 13:42
    Gatunku (b. ladne zdrobnienie) wysokogatunkowy, moze najprosciej byloby, zamiast przesylac, wpuscic Potworie na naszego zdechlego forumka ?
    Bo do przesylania jest ponad 150 odcinkow, Potworio, i nie mam sumienia tym Gata obarczac... tyle ze nawet linka do rejestracji nie moge wyslac, bo nie mam.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • gat45 13.01.19, 20:08
    Potworio, wysłałam. Smacznego !
  • reveiled 13.01.19, 20:38
    Gatu, t-tko, a mialybyscie cos przeciwko temu zebym January tez przeczytala? Moze byc na maila moderacji.
  • reveiled 13.01.19, 20:43
    Mialo byc JA tez.
  • tt-tka 13.01.19, 21:12
    Nic absolutnie :)
    Z tym ze wysyla Gat i nie wiem, czy ma w jednym kawalku, czy poszatkowane... Co do wpuszczenia na forumek z zawartoscia, tez nie mam nic przeciwko.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ciotka.scholastyka 13.01.19, 23:05
    tt-tka napisała:

    > Co
    > do wpuszczenia na forumek z zawartoscia, tez nie mam nic przeciwko.

    To ja bym zechciała zostać wpuszczona. Poprosiłabym była o kap... o wpuszczenie.
  • tt-tka 13.01.19, 23:28
    Gatuuuuu ! jestes ??? Bo i kochana przez nasz Ciotka S. pragnie nasz nawiedzic !


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ciotka.scholastyka 14.01.19, 09:00
    tt-tka napisała:

    > Gatuuuuu ! jestes ??? Bo i kochana przez nasz Ciotka S. pragnie nasz nawiedzic!

    Ojej, jak mi miło <płoni się> Jako rasowa ciotka obiecuję, ze to będzie wizyta, a nie wizytacja!
  • tt-tka 14.01.19, 09:06
    Ciotko, zaproszenie juz wyslane
    na gazetowa, mam nadzieje, ze masz :)

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • reveiled 14.01.19, 16:09
    "zaproszenie juz wyslane"
    T-tko, ja tez dostalam zaproszenie, ale gdy wchodze na forum, nic sie nie pokazuje. Czy musze byc zaakceptowana?
  • gat45 14.01.19, 16:44
    reveiled napisał(a):

    > "zaproszenie juz wyslane"
    > T-tko, ja tez dostalam zaproszenie, ale gdy wchodze na forum, nic sie nie pokaz
    > uje. Czy musze byc zaakceptowana?

    Tetetka zaprosiła gości, ale nie otworzyła bramki :)
    Już jesteś dodana do listy, i Ciotka S. takoż.
  • tt-tka 14.01.19, 20:21
    gat45 napisała:


    > Tetetka zaprosiła gości, ale nie otworzyła bramki :)

    Do pol do drugiej nikt do bramki nie zastukal, a potem nie bylo mnie w necie :(

    > Już jesteś dodana do listy, i Ciotka S. takoż.

    Dzieki, Gatku-Gatunku !




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ciotka.scholastyka 14.01.19, 21:46
    gat45 napisała:

    > Tetetka zaprosiła gości, ale nie otworzyła bramki :)
    > Już jesteś dodana do listy, i Ciotka S. takoż.

    Kłaniam, kłaniam! <kłania>
  • potworia 14.01.19, 14:02
    Aaaa, dzięki, rzucam się do lektury:-)
  • sayoasiel 13.01.19, 21:49
    potworia napisał(a):

    > Nie lubię.
    > Jakoś wynika, choć niebezpośrednio; bezpośrednio nie wynika nic, bo tyle akurat
    > wiemy o albiońskim żywocie Szopów.
    > Jak zaznaczyłam- dopowiadam.
    > Fryderyk, karzacy żonę lodowatym milczeniem za niedość nieskazitelnie wyprasowa
    > na koszulę, wyśmiewający jej poglądy i perfidnie bojkotujący próby emancypacji,
    > jest wprawdzie moją fantazją, ale niesprzeczną z literą tekstu.
    >
    Dlaczego nie w sprzeczności z literą tekstu ? W chwilach, w których widzimy Frycka i Różę razem, czyli dawno, no,ale...to on jest dla Róży bardzo miły. Jest zdenerwowany tym, że Róża odbiera jego zachowanie jako kpinę z jej intelektu. Od początku mu się podoba i upiera się, że Róża ma umysł ponadprzeciętny. Czy tak jest rzeczywiście, możemy się spierać z Fryderykiem, ale on uważał, że Róża to jest ósme cudo świata. Pomagał jej w nauce i musiał udowodnić, że miał rację co do niej, bo nie wyciągał ją na dwóje, tylko na jakieś bardzo dobre oceny, skoro ją przyjęli na astrofizykę. Wątpię, żeby tam Pyza powiedziała "Ja tak dla towarzystwa, a komisja rekrutacyjna " No,to prosimy bardzo". Ona tam zdała jeden cały rok, zaczęła mieć kłopoty wtedy, kiedy faktycznie do nauki głowy nie miała. Ja nawet nie jestem w tej grupie, która uważa,że poszła na mężologię, ona była zafascynowana tym,co mówi Frycek. Możliwe, że to pokochała, tę astrofizykę, jak Patrycja (ehe) leśnictwo. Taką maniaczką i typowym ścisłowcem nie została,ale jednak. znam takie przypadki z prawdziwego życia. To złe traktowanie Róży, to były relacje Gaby i dziadków. Niechęć Jozina. Zachował się jak rumburak rzucając teksty w stylu "pułapki biologicznej" i niezbyt odpowiedzialnie, ale esejów broniących jego zachowania mamy na tym forum sporo. No i tych, które interpretują wiele nieładnych zachowań na jego korzyść.
  • tt-tka 13.01.19, 22:03
    Aczkolwiek jestem stanowczo profrycowa i mam na to licznych swiadkow, to jednak licealne zauroczenia nie musi miec przelozenia na daleka przyszlosc. Poza tym to zauroczenie tez slepe i bezkrytyczne nie bylo. "Mnie to boli, Pyziakowna, kiedy ty gadasz takie bzdury" owszem swiadczy o zaangazowaniu, ale nie o podziwie dla umyslu, bynajmniej. Poza tym Frycem mogla bardzo mocno tapnac ta ciazowa historia, kiedy Roza stanowczo za dlugo milczala, potem rabnela znianacka, potem demonstrowala obraze... a juz to, ze rzucila studia (ktorych musiala miec zaliczone co najmniej dwa lata, a najpewniej trzy, zaciazyla jako 22-latka) dla Fryca, ktory wyksztalcenie cenil i zrobil dwa lata w jeden rok - oraz w tym wieku, co Roza rzucajaca studia jest juz stypendysta prestizowej zagranicznej uczelni - moglo kazac mu mocno zwatpic w jej zdolnosci i predyspozycje umyslowe.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • kooreczka 13.01.19, 22:39
    Rzuciła studia, nie wiadomo nic o jej zainteresowaniach poza prasowaniem ubranek.
    Wbrew wyobrażeniom MM uczelni i laboratoriów nie zaludniają cyborgi i zdarza się takim organizować imieninki i inne spotkania mniej lub bardziej oficjalne, często z osobą towarzyszącą. I mam wrażenie, że Fryc zobaczył, że Pyza odstaje in minus od wykształconych koleżanek i partnerek kolegów, może dotarły do niego podśmiechujki, że taka co dwóch słów nie skleci złapała go na brzuch. Małżeństwu na pewno to nie pomaga.
  • potworia 14.01.19, 01:17
    sayoasiel napisał(l
    > >
    > Dlaczego nie w sprzeczności z literą tekstu ? W chwilach, w których widzimy Fry
    > cka i Różę razem, czyli dawno, no,ale...to on jest dla Róży bardzo miły.

    Masz na myśli te dwa spotkania z Imienin, kiedy to splawia jej znajomych, daje daje jej korepetycje i olśniewa głębią intelektu, po czym się w obliczu gwiazd oświadcza? Uszloby to jakoś u szesnastolatków, ale już parę lat później widziałam w schemacie Imienin złą prognozę dla Róży. Brak symetrii w tej parze bije w oczy nawet na etapie randki (i nie mam tu na myśli tylko dysproporcji intelektualnych).

    > Jest tym, że Róża odbiera jego zachowanie jako kpinę z jej intelektu. Od
    > początku mu się podoba i upiera się, że Róża ma umysł ponadprzeciętny.

    Jaaasne, poznał to po jej pięknych oczach i ustach jak poziomki (bo zainteresowania jej umyslowością nie zauważyłam). Mógł oczywiście tę ponadprzeciętność założyć, bo przecież j e g o wybranka nie ma prawa być istota przeciętną.

    Czyk
    > jest rzeczywiście, możemy się spierać z Fryderykiem, ale on uważał, że Róża to
    > jest ósme cudo świata. Pomagał jej w nauce i musiał udowodnić, że miał rację c
    > o do niej, bo nie wyciągał ją na dwóje, tylko na jakieś bardzo dobre oceny, sko
    > ro ją przyjęli na astrofizykę. Wątpię, żeby tam Pyza powiedziała "Ja tak dla to
    > warzystwa, a komisja rekrutacyjna " No,to prosimy bardzo". Ona tam zdała jeden
    > cały rok, zaczęła mieć kłopoty wtedy, kiedy faktycznie do nauki głowy nie miała
    > . Ja nawet nie jestem w tej grupie, która uważa,że poszła na mężologię, ona był
    > a zafascynowana tym,co mówi Frycek. Możliwe, że to pokochała, tę astrofizykę, j
    > ak Patrycja (ehe) leśnictwo. Taką maniaczką i typowym ścisłowcem nie została,al
    > e jednak. znam takie przypadki z prawdziwego życia.

    Ale to Twoja interpretacja, nie litera tekstu. Litera jest taka, że definiująca się jako humanistka Pyza wylądowała z Fryzckiem na astrofizyce, którą rzuciła po tym, jak się Fryderyk wypiął na nią i ciążę.

    To traktowanie Róży, to
    > były relacje Gaby i dziadków. Niechęć Jozina.

    Nie tylko, to fakty. Ukrywanie charakteru relacji przed rodziną, wpisywanie Róży w grafik, bynajmniej nie priorytetowo, pułapka biologiczna, wielomiesięczne milczenie. Nawet w sielskich obrazkach z CP brak mi symptomów partnerstwa, współpracy, przepracowania urazów. Wszyscy happy, bo Fryderyk zechciał wrócić i się ożenić. Bleeeh.

    Zachował się jak rumburak rzucaj
    > ąc teksty w stylu "pułapki biologicznej" i niezbyt odpowiedzialnie, ale esejów
    > broniących jego zachowania mamy na tym forum sporo. No i tych, które interpretu
    > ją wiele nieładnych zachowań na jego korzyść.

    A dlaczego ja mam się zgadzać z założeniami tych esejów? Mam swoje.
  • tt-tka 14.01.19, 01:43
    zaraz, chwila. Wpisywanie Rozy w grafik bylo od poczatku, a ona sie tym zachwycala, ze jej Frycu taki zorganizowany i dzieki temu zorganizowaniu ma dla niej az dwa popoludnia. On nigdy nie udawal, ze Roza jest dla niego priorytetetm, a ona to przyjela jako oczywistosc, nigdy dla nikogo nie byla. Niemniej wybor miala, choc taki sobie, bo i Lelujki traktowaly ja dokladnie tak samo jak Fryc.
    Co do pulapki - zarzut, do ktorego Fryc mial podstawy. To ona byla inicjatorka zblizenia, po SZESCIU latach, w trakcie ktorych najwyrazniej zadne z nich o to nie zabiegalo.
    Kilkumiesieczne milczenie bylo obustronne, przy czym ze strony Fryca niekompletne - i przyszedl, i napisal. Co wiecej tekst daje podstawy, by sadzicm ze Roza tego majla dostala, tylko wyrzucila w pierony nie czytajac. Rowniez jakas rozmowa byla miedzy jego wyjazdem a powrotem, a przynajmniej proba kontaktu, co wiemy ze slow samej Rozy. I nie wiadomo, kto komu ostatecznie co powiedzial, ale znowu Roza mowi, ze ppowiedziala mu cos, po czym moze myslec, ze to ona z nim zerwala. Tak ze tego.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • potworia 14.01.19, 02:41
    Tetetko, masz pełne prawo uważać Fryca za Supermena. Dla mnie jest on odrażającym typem, a Róza, która miała pecha urodzić się jako owoc grzechu świętej Gabrieli Borejko, wiążąc się z nim zaprzepaściła swoje szanse na normalne życie.
    I tak, czytałam dokładnie te same książki, śmiem twierdzić, że röwnie uważnie. Różnijmy się więc pięknie i bez agresji i nie bijmy piany.
    PS. Problem właśnie w tym, że Pyza była zachwycona swoim wątpliwym narzeczonym, a jemu ten zachwyt był najwyraźniej potrzebny
  • tt-tka 14.01.19, 02:51
    A jakie, twoim zdaniem i na podstawie tych ksiazek byloby NORMALNE zycie Rozy z kim innym ? I kim, ewentualnie jakim mialby byc ten inny ?
    kiedys wspolczulam Rozy, choc nie z powodu Fryca. Teraz ona wydaje mi sie odrazajaca.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • potworia 14.01.19, 12:57
    tt-tka napisała:

    > A jakie, twoim zdaniem i na podstawie tych ksiazek byloby NORMALNE zycie Rozy z
    > kim innym ? I kim, ewentualnie jakim mialby byc ten inny ?
    > kiedys wspolczulam Rozy, choc nie z powodu Fryca. Teraz ona wydaje mi sie odraz
    > ajaca.
    >

    Moja definicja normalnego życia nie jest wywiedziona z Jeżycjady. Normalne życie to takie, które dana osoba może aktywnie kształtować według własnych potrzeb, pragnień i predyspozycji. W wypadku Róży pierwszym krokiem powinno być wyprowadzenie własnej wartości z głębokości Rowu Marianskiego i osadzenie jej na rozsądnym poziomie. Drugim - akceptacja i "przytulenie"" własnej przeciętności, o co trudno w tej rodzinie patologicznych snobów. Po trzecie - ostry kurs rozpoznawania i komunikowania własnych potrzeb.
    Jeśli chodzi o to z kim, to w zasadzie mało istotne, jakiś Lelujka, podzielający Różane priorytety i z sercem na właściwym miejscu by się znalazl.
  • tt-tka 14.01.19, 13:03
    Jasne, ze twoja definicja jest skadinad rodem :), ale do Rozy to ma sie nijak. Ona przejawia jedna potrzebe, akceptacji, i dla tej akceptacji wyzbedzie sie wszystkiego. Oraz obojetne, od kogo ja otrzyma, jesli to bedzie ktos spoza rodziny.
    Pragnien i predyspozycji nie przejawia zadnych albo nie pamietam.
    Przy takim jej nastawieniu do zycia kazdy, nawet Lelujka z sercem, bedzie ja traktowac per noga, jak to zreszta mialo miejsce.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • potworia 14.01.19, 13:32
    Ale rozpaczliwe pragnienie akceptacji, brak rozpoznania własnych pragnień i predyspozycji, to wszystko są zaburzenia, które powinno się prostować, nie wykluczam, że z pomocą specjalisty. Lelujka z sercem mialby być nagrodą za odwalenie konkretnej pracy ze sobą, nie samą kuracją.
  • tt-tka 14.01.19, 13:37
    Roza nie uwaza sie za zaburzona, ani nikt tam zreszta, zatem nie bedzie niczego rozpoznawac i prostowac. Rodzina chwali ja za to, ze jest wlasnie taka, jaka jest. I to rozstrzyga.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • potworia 14.01.19, 14:02
    To akurat nic dziwnego, zaburzenia często mają źródło w rodzinnych patologiach. To rodzina na czele z Betonem, wyhodowała w Róży dysfunkcję, którą związek z "geniuszem" przypieczętował. Naprawdę wyszłoby jej na dobre, gdyby Schoppe się nią znudził kilka miesięcy po stogu siana. Dziewczę przeżyłoby załamkę i poplakawszy miesiąc, może zaczęło by myśleć. Albo gdyby nie wrócił jednak ze Stanów - samotne macierzyństwo naprawdę potrafi wyzwolić w kobiecie pokłady przedsiębiorczości, a rozgoryczenie pomogłoby zobaczyć tę nieszczęsną relację we właściwym świetle.
  • bupu 14.01.19, 16:43
    potworia napisał(a):

    > To akurat nic dziwnego, zaburzenia często mają źródło w rodzinnych patologiach.
    > To rodzina na czele z Betonem, wyhodowała w Róży dysfunkcję, którą związek z "
    > geniuszem" przypieczętował. Naprawdę wyszłoby jej na dobre, gdyby Schoppe się n
    > ią znudził kilka miesięcy po stogu siana. Dziewczę przeżyłoby załamkę i poplaka
    > wszy miesiąc, może zaczęło by myśleć. Albo gdyby nie wrócił jednak ze Stanów -
    > samotne macierzyństwo naprawdę potrafi wyzwolić w kobiecie pokłady przedsiębiorczosci

    Aha. Na przykład w Gabuni wyzwoliło wręcz całe Krakatau przedsiębiorczości...




    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • potworia 14.01.19, 16:57
    @bupu
    Aha, Gabunia to znakomita reprezentacja wszystkich samotnych matek:-/ Jak Matka Boska skrzyżowana z Rosatką. Weźmy ją na sztandary, nawet rządowi serce zmięknie.
  • bupu 14.01.19, 21:09
    potworia napisał(a):

    > @bupu
    > Aha, Gabunia to znakomita reprezentacja wszystkich samotnych matek:-/ Jak Matk
    > a Boska skrzyżowana z Rosatką. Weźmy ją na sztandary, nawet rządowi serce zmięk
    > nie.

    Ależ, ja nie mówię że wszystkie samotne matki tak mają. Ja mówię, że żelazny wzorzec borejczej kobiecości tak miał, rodzona matka Różyczki. A sama Różyczka daje się tej matce przesadzać z kraju do kraju, jakby była rozsada pomidora. Po przesadzeniu zaś zamiast zająć się własną progeniturą zamienia się w automat do prasowania niemowlęcych majtadałów. Jej nic nie ruszy do działania.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • ciotka.scholastyka 14.01.19, 22:43
    bupu napisała:

    > samotne macierzyństwo naprawdę potrafi wyzwolić w kobiecie pokłady przed
    > siębiorczosci
    >
    > Aha. Na przykład w Gabuni wyzwoliło wręcz całe Krakatau przedsiębiorczości...

    POTRAFI wyzwolić. Czyli MOŻE, ale nie MUSI :)
  • marutax 14.01.19, 21:42
    potworia napisał(a):

    > Tetetko, masz pełne prawo uważać Fryca za Supermena. Dla mnie jest on odrażając
    > ym typem, a Róza, która miała pecha urodzić się jako owoc grzechu świętej Gabri
    > eli Borejko, wiążąc się z nim zaprzepaściła swoje szanse na normalne życie.
    (...)
    > PS. Problem właśnie w tym, że Pyza była zachwycona swoim wątpliwym narzeczonym,
    > a jemu ten zachwyt był najwyraźniej potrzebny

    Wracając do Fryca - osobiście uważam, że jest antypatyczny i nie chciałabym mieć kogoś takiego w gronie przyjaciół. Nie mówiąc już o jakimkolwiek związku.
    Jednak jest pewna kwestia, która sprawia, że jeśli chodzi o Różę nie potępiam go: Fryc nigdy nie udawał, że jest inny i zawsze był szczery co do tego, jak wyobraża sobie ich związek i co może jej zaproponować. Jasno określił swoje priorytety i się ich trzymał. Owszem, jego zachowanie i wizja przyszłości były dla Róży niekorzystne, ale ona je znała i akceptowała, godząc się na te kilka godzin tygodniowo i nastawienie prokarierowe. Fryc nigdy od swoich planów nie odszedł, nigdy nie zmienił swojego nastawienia do życia czy rodziny. Zmodyfikował plan po wpadce i narodzinach Mili, jednak nie stał się innym człowiekiem.
    Róża przez 99 czasu akceptuje postawę męża, jest szczęśliwa i zadowolona. A potem nagle wpada w rozpacz, bo mąż... zachowuje się tak, jak zawsze. Mam wrażenie, że Róża stworzyła sobie jakiś fałszywy, lukrowany obraz Fryca i na co dzień widzi go przez pryzmat swoich wyobrażeń. Dopiero kryzys (ciąża, wyjazd do USA) niszczy tę iluzję: Róża nagle widzi Fryca naprawdę i jest załamana, bo prawda nie pasuje do jej matriksa. Tyle że to nie "wina" Fryca - on cały czas jest tym samym zimnym, antypatycznym, pragmatycznym egotykiem...
  • mircja 15.01.19, 10:59
    marutax napisała:

    > Jednak jest pewna kwestia, która sprawia, że jeśli chodzi o Różę nie potępiam g
    > o: Fryc nigdy nie udawał, że jest inny i zawsze był szczery co do tego, jak wyo
    > braża sobie ich związek i co może jej zaproponować. Jasno określił swoje priory
    > tety i się ich trzymał. Owszem, jego zachowanie i wizja przyszłości były dla Ró
    > ży niekorzystne, ale ona je znała i akceptowała, godząc się na te kilka godzin
    > tygodniowo i nastawienie prokarierowe. Fryc nigdy od swoich planów nie odszedł,
    > nigdy nie zmienił swojego nastawienia do życia czy rodziny. Zmodyfikował plan
    > po wpadce i narodzinach Mili, jednak nie stał się innym człowiekiem.
    > Róża przez 99 czasu akceptuje postawę męża, jest szczęśliwa i zadowolona. A pot
    > em nagle wpada w rozpacz, bo mąż... zachowuje się tak, jak zawsze. Mam wrażenie
    > , że Róża stworzyła sobie jakiś fałszywy, lukrowany obraz Fryca i na co dzień w
    > idzi go przez pryzmat swoich wyobrażeń. Dopiero kryzys (ciąża, wyjazd do USA) n
    > iszczy tę iluzję: Róża nagle widzi Fryca naprawdę i jest załamana, bo prawda ni
    > e pasuje do jej matriksa. Tyle że to nie "wina" Fryca - on cały czas jest tym s
    > amym zimnym, antypatycznym, pragmatycznym egotykiem...

    Jeżeli jednak Fryderyk w międzyczasie złożył Róży przysięgę małżeńską to wziął na siebie pewne zobowiązania wobec niej i wobec wspólnych dzieci, a to czyniłoby znaczącą różnicę między tym co wolno mu było przed ślubem i po ślubie.
  • lord_vmordevol 15.01.19, 11:11
    mircja napisała:

    > > e pasuje do jej matriksa. Tyle że to nie "wina" Fryca - on cały czas jest
    > tym s
    > > amym zimnym, antypatycznym, pragmatycznym egotykiem...
    >
    > Jeżeli jednak Fryderyk w międzyczasie złożył Róży przysięgę małżeńską to wziął
    > na siebie pewne zobowiązania wobec niej i wobec wspólnych dzieci, a to czyniłob
    > y znaczącą różnicę między tym co wolno mu było przed ślubem i po ślubie.

    Nie wydaje mi się, żeby ślub zobowiązywał człowieka do zmian w osobowości.
  • tt-tka 15.01.19, 11:37
    lord_vmordevol napisał:

    >
    > Nie wydaje mi się, żeby ślub zobowiązywał człowieka do zmian w osobowości.


    A ino.
    To, do czego zobowiazuje slub/zalozenie rodziny i co wyartykulowal Ygnac (w CP ?) - Roza ma i dostala to od Fryca. Praca zapewniajaca byt calej rodziny, wlasne lokum (jej matka, przypominam, nawet wlasnej kuchni nie ma, a miala ja raptem przez trzy lata, po wyprowadzce seniorow do Pulpowa), odrebna komorka spoleczna. Ze w tej komorce stale placza sie, i to jako obowiazki Rozy, osoby z jej rodziny, to juz nie wina Fryca.

    PS Gdyby Fryc nie zgodzil sie na wielotygodniowe pobyty babuni, mamuni, kuzynki i kuzyna, dopiero bylaby afera, ze odcina Roze od rodziny i ja ubezwlasnowalnia ! A ze Roza godzi sie na robienie pierogow pociotkom i wlasna smarkata corke zagania do opieki nad kilkulatkiem, zamiast zadbac o wakacje dla niej, to juz borejkowskie wzorce. Cala mamusia.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • mircja 15.01.19, 13:36
    lord_vmordevol napisał:


    > Nie wydaje mi się, żeby ślub zobowiązywał człowieka do zmian w osobowości.

    Złożenie przysięgi małżeńskiej jest wolnym wyborem człowieka; jeśli ktoś ma świadomość, że jego osobowość przeszkodzi mu w jej dotrzymaniu, to przecież zawsze może jej nie składać. Jeśli złoży ją mimo wszystko i nie dotrzyma, to nie będzie można uznać że jest bez winy.
  • tt-tka 15.01.19, 13:41
    mircja napisała:


    >
    > Złożenie przysięgi małżeńskiej jest wolnym wyborem człowieka; jeśli ktoś ma świ
    > adomość, że jego osobowość przeszkodzi mu w jej dotrzymaniu, to przecież zawsze
    > może jej nie składać. Jeśli złoży ją mimo wszystko i nie dotrzyma, to nie będz
    > ie można uznać że jest bez winy.

    Jesli ktos ma swiadomosc. Jesli jej nie ma i uwaza, ze wszystko z nim w porzadku, to w porzadku ? I to pytanie dotyczy po rowno Fryca i Rozy, ktora tez skladala przysiege.



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • mircja 15.01.19, 15:07
    tt-tka napisała:


    > Jesli ktos ma swiadomosc. Jesli jej nie ma i uwaza, ze wszystko z nim w porzadk
    > u, to w porzadku ? I to pytanie dotyczy po rowno Fryca i Rozy, ktora tez sklada
    > la przysiege.
    >
    Tt-tko, daleka jestem od twierdzenia, ze Róża jest bez winy, w końcu może być tak, że są po części winni oboje. Natomiast byłoby dla mnie dziwne, gdyby inteligentny Fryderyk, wychwalany za konsekwentne realizowanie swoich planów naukowych, nie był świadom tego że jest zdolny do działań dosyć skrajnych - w końcu utrzymywanie kontaktu z rodziną nie wymaga na tyle dużej ilości czasu i wysiłku, żeby mogło to faktycznie zaszkodzić jego karierze.


  • tt-tka 15.01.19, 15:44
    Mircjo, utrzymywanie kontaktu dziala w obie strony. Nie mamy zadnych prob skontaktowania sie Rozy z Frycem. Ani nikogo z rodziny.
    NIE WIERZE, ze jest to niemozliwe. Wiem, ze takie proby nie sa podejmowane.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • mircja 15.01.19, 16:54
    tt-tka napisała:

    > Mircjo, utrzymywanie kontaktu dziala w obie strony. Nie mamy zadnych prob skon
    > taktowania sie Rozy z Frycem. Ani nikogo z rodziny.
    > NIE WIERZE, ze jest to niemozliwe. Wiem, ze takie proby nie sa podejmowane.
    >

    Widzimy natomiast Różę, która łapczywie rzuca się na lapidarną wiadomość, którą Fryderyk przesłał swojemu powinowatemu Józefowi w bileciku z życzeniami ślubnymi. Wygląda na to, że Róża jest bardzo spragniona wieści od Fryderyka i przywiązuje do nich ogromną wagę - Róży zaraz po przeczytaniu tej wiadomości znacząco zmienia się nastrój.

    Nie wiem, czy dobrze rozumiem, że sugerujesz iż między tymi dwojgiem jest jakiś ostry konflikt, o którym się nie mówi, a który sprawia że Róża nie ma odwagi nawiązywać kontaktu lub też czuje się na to zbyt obrażona? Coś takiego nie przyszło mi wcześniej do głowy, ale istotnie trudno by to było wykluczyć na podstawie tych skąpych danych.

    No ale z dziećmi to już Fryderyk powinien się czasem kontaktować nie czekając na próby z ich strony, choćby drogą mailową.
  • tt-tka 15.01.19, 17:02
    Nie, niczego nie sugeruje, choc konfliktow nie wykluczam. Stwierdzam tylko, ze Roza wyczekuje, oczy wyplakuje i rzuca sie na karteczke nie do niej pisana zamiast sama do Fryca zadzwonic/napisac, albo dzieci pogonic, zeby sie skontaktowaly z ojcem. Ba, ona nawet wlasnej tesciowej nie pyta.
    Nie ma takiej mozliwosci, zeby Fryc, nawet w bardzo tajnej misji, byl nie do znalezienia, jego telefon ma nawet Matalia (tylko nie ma odwagi dzwonic), poza tym istnieja poczty, w tym sluzbowa, , konta, profile i cala masa komunikatorow.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • tt-tka 15.01.19, 18:20
    mircja napisała:

    >
    > Nie wiem, czy dobrze rozumiem, że sugerujesz iż między tymi dwojgiem jest jaki
    > ś ostry konflikt, o którym się nie mówi, a który sprawia że Róża nie ma odwagi
    > nawiązywać kontaktu lub też czuje się na to zbyt obrażona?>

    Pisalam :), tyle ze kiedys i w innym watku, ze miedzy frycostwem sprawa stanela na stosunku do Borejkow, ze mianowicie Fryc zapowiedzial, ze nie wroci, poki Roza nie ustawi swojej rodziny i nie wybije im z glowy zalegania sie w Osfordzie tygodniami i miesiacami. A to jest cos, czego oczywiscie Roza Gabonowi nie powtorzy, wiec szlocha i udaje, ze nie wie, o co chodzi. On czeka, az ona to zrobi, a ona liczy, ze on sie zlamie i stanie na jej. I tak sobie wzajemnie czekaja.

    No ale to oparcia w CZ nie ma, to tylko moje wyobrazenie, a moze pragnienie :)
    Przeciw wczesniejszym dlugim pobytom borejklanu Fryc nie protestowal. Albo protestowal, ale Roza przeforsowala swoje,




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lord_vmordevol 15.01.19, 15:01
    mircja napisała:

    > Złożenie przysięgi małżeńskiej jest wolnym wyborem człowieka; jeśli ktoś ma świ
    > adomość, że jego osobowość przeszkodzi mu w jej dotrzymaniu, to przecież zawsze
    > może jej nie składać. Jeśli złoży ją mimo wszystko i nie dotrzyma, to nie będz
    > ie można uznać że jest bez winy.

    Ale co w przysiędze małżeńskiej w ogóle przeszkadza być pracoholikiem - naukowcem?
    Już pomijając to, że przysięga małżeńska to w ogóle pusty zwyczaj i nie na tym się buduje związek.
  • marutax 15.01.19, 13:51
    mircja napisała:

    > Jeżeli jednak Fryderyk w międzyczasie złożył Róży przysięgę małżeńską to wziął
    > na siebie pewne zobowiązania wobec niej i wobec wspólnych dzieci, a to czyniłob
    > y znaczącą różnicę między tym co wolno mu było przed ślubem i po ślubie.

    Ale Fryc nie jest niedojrzałym, próbującym się wyszaleć młokosem, na którego nagle spada odpowiedzialność. Nie robi nic, co byłoby karygodne czy nieodpowiedzialne, czego nie wolno mu robić po ślubie. Ma określone plany na swoje życie, które pewnie obejmowały założenie w pewnym momencie rodziny. I jestem pewna, że nie oznaczałoby to jego nagłej przemiany duchowej. Rodzina przyszła szybciej, Fryc dopasował do tego swój plan, ale sam się nie zmienił.

    I o to właśnie chodzi. Róża znała Fryderyka od lat. Widziała go w różnych sytuacjach, nie próbował jej czarować, nie pokazywał jej innej twarzy. Nie robił nic, o czym można by powiedzieć, że "to mu minie" i "po ślubie się ustatkuje". Był tym samym zimnym, pragmatycznym, pozbawionym empatii egoistą, jakim prawdopodobnie jest teraz. A to nie są cechy, które z automatu się zmieniają, bo założyło się rodzinę.
  • tt-tka 15.01.19, 14:11
    Co wiecej, jezeli nawet Roza wczesniej sie nie orientowala, co to oznacza w praktyce - po pamietnym sylwestrze júz nie mogla miec watpliwosci, ze nauka i praca sa dla Fryca priorytetem. Sukcesem podzieli sie z rodzina, ale nie zrezygnuje z tegoz sukcesu dla rodziny. Slubowala z nim bedac tego swiadoma.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • mircja 15.01.19, 14:55
    marutax napisała:


    > Ale Fryc nie jest niedojrzałym, próbującym się wyszaleć młokosem, na którego na
    > gle spada odpowiedzialność. Nie robi nic, co byłoby karygodne czy nieodpowiedzi
    > alne, czego nie wolno mu robić po ślubie. Ma określone plany na swoje życie, kt
    > óre pewnie obejmowały założenie w pewnym momencie rodziny. I jestem pewna, że n
    > ie oznaczałoby to jego nagłej przemiany duchowej. Rodzina przyszła szybciej, Fr
    > yc dopasował do tego swój plan, ale sam się nie zmienił.

    Jeśli Fryderyk wyjechał do Stanów z zamiarem opuszczenia rodziny na dobre, jak sugerowano to na tym wątku, to nijak nie uznałabym że jest to w porządku. Jeśli zaś zamierza wrócić na łono rodziny, to powinien przynajmniej utrzymywać kontakt z żoną i dziećmi i starać się dać im choć trochę pociechy podczas rozłąki. Moi znajomi naukowcy (głównie matematycy), którzy wyjeżdżali na dłuższy czas w celach naukowych zostawiając swoje rodziny w Polsce jakoś sobie z tym radzili (chociaż większość z nich i tak stara się zorganizować wyjazdy w ten sposób, żeby zabrać ze sobą żonę z przychówkiem, choćby i licznym).
  • marutax 15.01.19, 15:14
    mircja napisała:


    > Jeśli Fryderyk wyjechał do Stanów z zamiarem opuszczenia rodziny na dobre, jak
    > sugerowano to na tym wątku, to nijak nie uznałabym że jest to w porządku.

    Ja nic takiego nie sugerowałam. Mamy tak mało pewnych informacji na temat wyjazdu Fryca, że każda hipoteza może być prawdopodobna.

    > Jeśli zaś zamierza wrócić na łono rodziny, to powinien przynajmniej utrzymywać konta
    > kt z żoną i dziećmi i starać się dać im choć trochę pociechy podczas rozłąki.

    Znowu - nie wiemy, jak jest z tym kontaktem. Nie wierzę, że zmienił numer, zablokował facebooka, skype'a oraz messengera, a na dodatek wymusił na wszystkich "wiedzących", by ukryli jego adres w USA. Biorąc pod uwagę, jak MM przedstawiała sprawę kontaktu w "Żabie" obawiam się, że i tym razem wyjdzie jej piramidalna bzdura.

    Moją ocenę opieram na znanych nam zachowaniach Fryca, zaś kwestię wyjazdu uważam za nierozstrzygniętą. Na razie wiemy, że Fryc wyjechał do pracy bez rodziny, praca została przedłużona, w związku z czym zasugerował żonie powrót do Poznania. Wszystko to wiemy od osoby postronnej czyli Gaby. Nic od Fryca, nic od Róży, nic od obiektywnego narratora.
  • mircja 15.01.19, 17:41
    marutax napisała:


    > Ja nic takiego nie sugerowałam. Mamy tak mało pewnych informacji na temat wyjaz
    > du Fryca, że każda hipoteza może być prawdopodobna.

    Nie przesądzałam, że właśnie Ty tak to widzisz, dlatego podałam odpowiedź w dwóch wariantach, od pierwszego z nich, jak zrozumiałam, zaczął się ten wątek, a drugi wariant
    też się w nim pojawiał, ja też tak odebrałam to, co zostało opisane w książce. Nie przyszło mi do głowy, ze Ty mogłaś mieć całkiem odmienny pomysł, bo zasugerowałam się tym że nie odniosłaś się wcześniej do głównych motywów z tego wątku, za którą to pomyłkę przepraszam. Faktycznie, jakaś bardzo pokrętna i optymistyczna wersja wydarzeń mogłaby jeszcze obronić Fryderyka przed postawionymi przeze mnie zarzutami.






  • marutax 15.01.19, 21:57
    mircja napisała:

    > Nie przyszło mi do głowy, ze Ty mogłaś mieć całkiem odmienny pomysł, bo zasuge
    > rowałam się tym że nie odniosłaś się wcześniej do głównych motywów z tego wątku
    > , za którą to pomyłkę przepraszam.

    Teorii na temat sytuacji Fryca i Róży było już tyle, że trudno się w nich połapać. Owszem, mogę mieć wersję, którą uważam za dość prawdopodobną, ale staram się, żeby nie rzutowała na to, co wiemy z książek.

    > Faktycznie, jakaś bardzo pokrętna i optymist
    > yczna wersja wydarzeń mogłaby jeszcze obronić Fryderyka przed postawionymi prze
    > ze mnie zarzutami.
    >
    No nie wiem, dla mnie optymistyczną wersją byłoby dojrzałe, spokojne rozstanie Róży i Fryderyka, z przepracowaniem konfliktu i załatwieniem spraw formalnych ;-) Uważam, że to związek, który nie może być zdrową, szczęśliwą relacją. Bohaterowie są całkiem różni, mają inne cele, priorytety, zainteresowania i nastawienie do życia, a jednocześnie zero autorefleksji. To małżeństwo może istnieć tylko dzięki niezrozumieniu partnera, które pozwala im żyć z klapkami na oczach, w przekonaniu, że druga osoba myśli i czuje tak samo.

    Co do wybronienia Fryca - jeśli Autorka zdecyduje się dać mu kolejną szansę to będzie to zapewne uzasadnione w sposób bezsensowny, nierealistyczny i nieprzemyślany. Typu "Fryc zgubił telefon, a miał tam internet".
  • tt-tka 15.01.19, 22:59
    Jestes dobrym czlowiekiem, Marutax :)

    Dla mnie wersja najlepsza w tej chwili, czyli po CZ, byloby definitywne odejscie Fryca. Z dziecmi. Roza zostaje gospodynia domowa jak jej babka, byc moze pod 60-tke odkryje w sobie talent literacki... ale i tak sie z nim nie zdradzi.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ciotka.scholastyka 14.01.19, 09:08
    sayoasiel napisał(a):

    > nie wyciągał ją na dwóje, tylko na jakieś bardzo dobre oceny, sko
    > ro ją przyjęli na astrofizykę. Wątpię, żeby tam Pyza powiedziała "Ja tak dla to
    > warzystwa, a komisja rekrutacyjna " No,to prosimy bardzo". Ona tam zdała jeden
    > cały rok, zaczęła mieć kłopoty wtedy, kiedy faktycznie do nauki głowy nie miała
    > .

    Ona miała kłopoty na studiach bezustannie. W chwili, kiedy okazało się, że jest w ciązy, a Fryc się wypiął, "wszyscy byli dla niej bardzo mili, zupełnie jakby znowu oblała jakis ważny egzamin". Co oznacza, że nawet jeśli Róża lekko i bezproblemowo zaliczyła pierwszy rok (jest gdzieś o tym w tekście? Pierwszy rok studiów zwykle bywa najtrudniejszy), to ta bezproblemowość była już od dawna melodią przeszłości.
  • tt-tka 14.01.19, 09:24
    Osobiscie przypuszczam, ze poki byli z Frycem na jednym roku, to on ja ciagnal za uszy i obkuwal z nia, co trzeba bylo. a od iedy Fryc zrobil dwa lata w rok i przeskoczyl wyzej, nie mial jej kto za te uzy ciagnac. Moze zreszta stracila motywacje, nie majac go n co dzien w grupie...

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • sayoasiel 14.01.19, 14:54
    Ale teraz wszystko co Wy piszecie o tym,co było na studiach, co było w ich małżeństwie, o spotkaniach z innymi studentami, o tym jak Róża się uczyła, to są wszystko dywagacje. Interpretacje tekstu. tak, na jakiejś podstawie, ale nic z tego nie zostało potwierdzone. To,że Fryderyk i Róża dobrze się ze sobą czuli do czasu, było. Wy to, teraz, z pozycji doświadczonych życiowo osób, wyśmiewacie, ale to BYŁO w tekście na pewno. Reszta nie. To,że Róża ma jakieś zaburzenia, że Fryderyk wcale nie traktował jej tak dobrze, jak ona sądziła - zgoda, ale sądzę, że to jest trochę inny problem już. Ten sam problem, który każe Borejkom postrzegać cierpiącą na pokaz Gabę jako Słoneczko Jeżyc, a Józka jako Rycerza. Zaburzona rodzina, to i zaburzone spojrzenie na świat. Co nie znaczy, że Fryc miał uważać Różę za idiotkę. Pamiętajmy też ,że według MM Pyza nie jest głupia, tylko dającą się wykorzystywać, uległą poczciwiną. Tak więc materiał na fanfic to piękny, ta przyszła relacja Róży i Fryca, ale w kanonie głupota Róży nie mogła być przyczyną frycowej pogardy.
    Wolfi i Hildegarda rozmawiają o swoich rodzicach, że wątpią czy mieliby odwagę przedstawić im swoje drugie połówki i jest to ten moment, w którym oboje są przedstawieni jako antypatyczni. MM, niestety, koncept się od "imienin" zmienił i nie była konsekwentna.
    Kwestię tego czy Róża nie skończyła studiów już podnosiłam. Odpowiedziano mi,że nie bardzo miała na to czas przy jednoczesnym złoszczeniu się,że je rzuciła. No,to jak, źle,że rzuciła,a jednocześnie te same osoby się upierają,że skończenie studiów przez nią było niemożliwe ?
    A,no i jeszcze egzamin. Znowu oblany. Róża oblała jakiś ważny egzamin na trzecim roku. Wiemy to z "Języka trolli". To bycie miłym jakby oblała znowu jakiś egzamin ciągle mogło dotyczyć tego jednego. Według mnie to wszystko jest niepotrzebny demonizowaniem.
  • ciotka.scholastyka 14.01.19, 22:28
    sayoasiel napisał(a):

    > A,no i jeszcze egzamin. Znowu oblany. Róża oblała jakiś ważny egzamin na trzeci
    > m roku. Wiemy to z "Języka trolli". To bycie miłym jakby oblała znowu jakiś egz
    > amin ciągle mogło dotyczyć tego jednego. Według mnie to wszystko jest niepotrze
    > bny demonizowaniem.

    Według mnie to słówko "znowu" wymownie świadczy o poziomie Różyczki jako studentki. Zobacz różnicę w tych dwóch zdaniach:
    "Wszyscy byli dla niej mili, jakby oblała jakiś ważny egzamin."
    "Wszyscy byli dla niej mili, jakby znowu oblała jakiś ważny egzamin."

    Przecież to drugie zdanie ma zupełnie inny wydźwięk!

  • sayoasiel 15.01.19, 01:42
    Zgadzam się,że jedno słowo zmienia tu wszystko. Wszelako skąd wiemy czy to było więcej niż ten jeden raz ? Tuż przed pójściem na dziekankę Pyza właśnie oblała egzamin. Mogło to być wciąż świeże w jej pamięci, stąd natychmiastowe porównanie.
  • potworia 15.01.19, 02:50
    sayoasiel napisał(a):

    > Zgadzam się,że jedno słowo zmienia tu wszystko. Wszelako skąd wiemy czy to było
    > więcej niż ten jeden raz ? Tuż przed pójściem na dziekankę Pyza właśnie oblała
    > egzamin. Mogło to być wciąż świeże w jej pamięci, stąd natychmiastowe porównan
    > ie.
    Problem Pyzy nie polega na oblaniu egzaminu, ale na wyborze studiów niezgodnie z zainteresowaniami, możliwościami, bez cienia pomysłu na przyszłość i szacunku dla własnej odrębności. To już nie głupota, to już upośledzenie.

    Dla porządku: nie uważam Pyzy za intelektualnie opóźnioną. Jest przeciętna, tyle że wychowana w kulcie czółek, tytułów, swoiście pojętej erudycji i edukacji. I w poczuciu, że przynależność do Borejków obliguje do naukowych sukcesów. Stąd przekonanie, że razem z Frycem złapała za nogi wiadomo kogo, a wiadomo komu można wybaczyć wszystko, byle by był i opromienial blaskiem swego geniuszu.

  • sayoasiel 15.01.19, 13:02
    Na jakich studiach widziałybyście zatem Pyzę ? Myślę,że Pyza nie musiałaby koniecznie pracować w czymś,co byłoby z nimi związane, ale Borejkówny bez studiów sobie nie wyobrażam, to jest niemożliwe, kiedy Ignacy się domaga doktoratu. No,ale jakby miała iść zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, to gdzie ? Pyza lubi czytać, grać w scrabble i lubi gotować, jak sądzę, nie dlatego, że jest rodzinnym promyczkiem, chyba naprawdę to akurat jej sprawiało przyjemność. I pieczenie. To trochę za mało o tym u niej wiemy.
  • tt-tka 15.01.19, 13:08
    Bibliotekarka ? Technolog zywienia ? Nauczanie poczatkowe ?

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • sayoasiel 15.01.19, 17:08
    Czy kochanej Pyzie dzieci pokroju Tygrysa by nie wlazły na głowę ? Technik żywienia prędzej =)
  • zachariasz93 15.01.19, 23:33
    tt-tka napisała:

    > Bibliotekarka ? Technolog zywienia ? Nauczanie poczatkowe ?
    >


    Bibliotekarka powinna ukończyć bibliotekoznawstwo - nudne studia, pełne mało porywającej teorii, Różyczka by się zaorała. Nauczanie początkowe, pedagogika, w tym ją widzę. Według MM Pyza ma coś w sobie, ludzie jej ufają, lgną do niej, może w takim razie psycholgia?
  • przymrozki 16.01.19, 08:20
    zachariasz93 napisał(a):

    > tt-tka napisała:
    > > Bibliotekarka ? Technolog zywienia ? Nauczanie poczatkowe ?

    > Bibliotekarka powinna ukończyć bibliotekoznawstwo - nudne studia, pełne mało po
    > rywającej teorii, Różyczka by się zaorała. Nauczanie początkowe, pedagogika, w
    > tym ją widzę. Według MM Pyza ma coś w sobie, ludzie jej ufają, lgną do niej, mo
    > że w takim razie psycholgia?

    Pomijając rodzinne zapewnienia, że jest dobra, uczynna i słoneczna jak południe na równiku nic nie wskazuje na to, żeby Pyza miała rozwinięte umiejętności społeczne. Widzieliśmy ją raz podczas przerwy w jej elitarnym liceum (gdzie nie spluniesz, jakiś olimpijczyk). A ona stała sama z boku, bo nie aprobowała tematów rozmów rówieśników. Panienka nie znalazła ich dość wyrafinowanymi.
    Róża nie ma przyjaciółek ani nawet koleżanek, koleżeńską relację z Lelujkami stanowczo urywa, bo przecież ma już chłopaka, któremu byłoby przykro, że zna kogoś oprócz jego (nic nie wskazuje, żeby Frycu faktycznie tego wymagał, to raczej różana projekcja). Kiedy zostaje w Oxfordzie z dziećmi i bagażem, najbliższym przyjaznym domem jest londyńskie mieszkanie jej bratowej. A przecież ona w tym Oxfordzie mieszkała kilkanaście lat.

  • gat45 16.01.19, 09:12
    zachariasz93 napisał(a):

    > Bibliotekarka powinna ukończyć bibliotekoznawstwo - nudne studia, pełne mało po
    > rywającej teorii, Różyczka by się zaorała. Nauczanie początkowe, pedagogika, w
    > tym ją widzę. Według MM Pyza ma coś w sobie, ludzie jej ufają, lgną do niej, mo
    > że w takim razie psycholgia?

    Serio ? Powierzyłabyś psycholożce Róży samą siebie albo swoje dziecko ?
    I gdzie to ludzie do niej lgną, bo jakoś nie pamiętam ? To nie znaczy, że nie masz racji, ale niczego takiego ze swojej lektury nie wyniosłam. Mogłam zapomnieć. Aha, Lelujków nie uważam z lgnięcie :)
  • lord_vmordevol 16.01.19, 10:07
    gat45 napisała:

    > > tym ją widzę. Według MM Pyza ma coś w sobie, ludzie jej ufają, lgną do ni
    > ej, mo
    > > że w takim razie psycholgia?
    >
    > Serio ? Powierzyłabyś psycholożce Róży samą siebie albo swoje dziecko ?

    Byłaby tabliczka z napisem "psycholog", to byś powierzyła. Nie każdy by się zorientował. Co prawda nie mam bezpośrednich doświadczeń z psychologami, ale jak widzę, kogo przyjmują na studia pedagogiczne, to nie mam wielkich oczekiwań co do psychicznego uporządkowania takich ludzi.
  • tt-tka 16.01.19, 10:29
    Spor bezprzedmiotowy, bo Roza na psychologie nie pojdzie !
    W jej rodzinie psychowie sa tylko i wylacznie od wmawiania ludziom frojdowskich swinstw i jasne, ze pyzate sloneczko niczym takim nie bedzie sie zajmowac ani nawet uczyc sie tego.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • marutax 16.01.19, 09:55
    sayoasiel napisał(a):

    > Na jakich studiach widziałybyście zatem Pyzę ?

    Widziałabym Pyzę:
    - w spokojnej pracy, bez konkurencji, wyścigu szczurów i potrzeby wykazywania się
    - w oswojonym, stałym środowisku, gdzie panują określone zasady i wymagania
    - pod czyimś życzliwym, ale surowym zwierzchnictwem - Róża jest z natury uległa, dobrze czuje się wypełniając polecenia a kiepsko podejmując decyzje. Życzliwość i surowość przełożonego jest konieczna, bo bez niej kobieta szybko mogłaby paść ofiarą wykorzystywania, nawet nie z czyjejś złej woli, ale z powodu własnego charakteru: chęci przypodobania się i braku asertywności

    Biblioteka pasuje, nawet jakaś praca z dziećmi, ALE zawsze z kimś nadrzędnym, z Różą jako podwładną.
  • dziennik-niecodziennik 16.01.19, 10:32
    czyli w budce z kurczakami :)

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk ;)
  • marutax 16.01.19, 10:53
    dziennik-niecodziennik napisała:

    > czyli w budce z kurczakami :)
    >

    Z budce z kurczakami może nie, bo to często działalność jednoosobowa, ale w proponowanej kiedyś kwiaciarni, piekarni, sklepie ze zdrową żywnością... Tylko nijak ma się to do studiów.

    Ogółem dochodzę do wniosku, że Róża pasuje do wielu zawodów, ale tylko do pewnego poziomu - takiego, który nie wymaga inwencji, asertywności czy podejmowania decyzji. Np. krawcowa, ale od prostych robótek typu wszycie zamka. Fotograf, ale taka od zdjęć do dokumentów. O, może praca u Fidelisów w szklarniach?
  • dziennik-niecodziennik 16.01.19, 10:59
    a ja uważam że Róża niekoniecznie pasuje do jakiejkolwiek pracy.
    ALE
    nie uwazam zeby to było cos złego. pelnoetatowe matki z powołania to jak najbardziej czesc spoleczenstwa, jak najbardziej potrzebna. o ile w danym układzie rodzinnym wszystkim to pasuje to jest ok.

    co prawda nie doczytałam najnowszych ksiązek, wiec nie wiem co tam ostatnio Szopy nawywijały (chyba sobie powypożyczam te najnowsze czesci...), ale wydaje mi się że rodzina Rózy jest przedstawiania jako wlasnie taka tradycyjna - on robi karierę i utrzymuje rodzinę, ona rodzi dzieci i dba o dom. i git. czemu nie.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk ;)
  • przymrozki 16.01.19, 11:08
    dziennik-niecodziennik napisała:

    > pelnoetatowe matki z powołania to jak najbar
    > dziej czesc spoleczenstwa, jak najbardziej potrzebna. o ile w danym układzie ro
    > dzinnym wszystkim to pasuje to jest ok.
    >
    > co prawda nie doczytałam najnowszych ksiązek, wiec nie wiem co tam ostatnio Szo
    > py nawywijały (chyba sobie powypożyczam te najnowsze czesci...), ale wydaje mi
    > się że rodzina Rózy jest przedstawiania jako wlasnie taka tradycyjna - on robi
    > karierę i utrzymuje rodzinę, ona rodzi dzieci i dba o dom. i git. czemu nie.


    Pełnoetatowa matka jest jak najbardziej OK - tego chyba nikt nie kwestionuję, a ja na pewno. Tyle że mamy uzasadniony fabułą powód do rozważań na temat różanej przyszłości.

    [SPOILER]

    Fryderyk, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, otrzymał pyziacze buty i nawiał był bez słowa za granicę (jeszcze bardziej zagraniczną niż UK, bo jest w USA). Nie daje znaku życia miesiącami, a Róża roi sobie jego powrót, bo napisał kurtuazyjny list z gratulacjami do Józka w dniu jego ślubu. Oprócz tego kontaktu brak. Róża wróciła z dziećmi na Roosevelta, gdzie w/w dzieci bezgłośnie mieszkają z nią na jednym materacu, a sama Pyza swoim zwyczajem huśta każdego przygodnie napotkanego tłuściocha.
  • lord_vmordevol 16.01.19, 11:14
    przymrozki napisała:

    > Nie daje znaku życia miesiącami, a Róża roi sobie jego powrót, bo napisał kurtu
    > azyjny list z gratulacjami do Józka w dniu jego ślubu. Oprócz tego kontaktu bra

    A skąd wie o ślubie, skoro nie ma kontaktu?
  • przymrozki 16.01.19, 11:19
    lord_vmordevol napisał:

    > A skąd wie o ślubie, skoro nie ma kontaktu?

    Fryc milczy od kilku miesięcy. Data ślubu mogła być znana wcześniej.
  • tt-tka 16.01.19, 12:07
    Gwoli scislosci, Fryc milczy od miesiaca - w koncu sierpnia dzwonil i rozmawial z Roza.
    A data slubu faktycznie mogla byc znana od dawna.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • przymrozki 16.01.19, 12:14
    tt-tka napisała:

    > Gwoli scislosci, Fryc milczy od miesiaca - w koncu sierpnia dzwonil i rozmawial
    > z Roza.
    > A data slubu faktycznie mogla byc znana od dawna.

    Fakt.

    Przecież on jakoś poinformował Różę, że nie wraca. Przy czym to, że Pyza nic z tego nie zrozumiała - tzn. ani się nie uspokoiła, ani nie pojęła, że jej małżeństwo dobiegło końca sugerowałoby raczej jakąś krótką, czysto informacyjną wypowiedź bez czasu na zadawanie pytań.

  • bupu 16.01.19, 12:25
    przymrozki napisała:

    > tt-tka napisała:
    >
    > > Gwoli scislosci, Fryc milczy od miesiaca - w koncu sierpnia dzwonil i roz
    > mawial
    > > z Roza.
    > > A data slubu faktycznie mogla byc znana od dawna.
    >
    > Fakt.
    >
    > Przecież on jakoś poinformował Różę, że nie wraca. Przy czym to, że Pyza nic z
    > tego nie zrozumiała - tzn. ani się nie uspokoiła, ani nie pojęła, że jej małżeń
    > stwo dobiegło końca sugerowałoby raczej jakąś krótką, czysto informacyjną wypow
    > iedź bez czasu na zadawanie pytań.
    >


    O wiele mnie pamięć nie myli, to Fryderyk nigdy nie strzelił oświadczeniem treści: "Zostaję w Ameryce na zawsze, czuj się porzucona". Frycowi się początkowo krótki wypad do Stanów przeistoczyl w coś dłuższego i dlatego zarządził żeby Róża zwinęła godpodarstwo w Oksfordzie i pojechała do Polski. Porzucenie jest zdaje się wyłącznym domniemaniem Gabuchny.

    Uch, jaki ten wątek porzuconej Pyzy jest kretyński, w szczegółach i ogólnie!

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • marutax 16.01.19, 12:37
    bupu napisała:

    > O wiele mnie pamięć nie myli, to Fryderyk nigdy nie strzelił oświadczeniem treś
    > ci: "Zostaję w Ameryce na zawsze, czuj się porzucona". Frycowi się początkowo k
    > rótki wypad do Stanów przeistoczyl w coś dłuższego i dlatego zarządził żeby Róż
    > a zwinęła godpodarstwo w Oksfordzie i pojechała do Polski. Porzucenie jest zdaj
    > e się wyłącznym domniemaniem Gabuchny.

    Właśnie miałam pytać, czy była gdzieś informacja, że Fryc nie zamierza wracać, więc to jego forma zakończenia związku ;-) Też mgliście pamiętałam, że chodziło o przedłużenie kontraktu.

    I tu właśnie nabierają znaczenia różnice, o których wspominałam wcześniej: Róża i Fryc mają tak odmienne temperamenty, priorytety i podejście do kluczowych spraw, że jedną sytuację mogą widzieć całkiem inaczej. Dla Fryca samotne pozostanie za oceanem przez dłuższy czas ze względu na pracę jest całkiem logiczne i naturalne. Facet nie czuje potrzeby bliskości z rodziną, uważa, że jeśli zapewni im byt to fizyczna rozłąka nie będzie problemem. Dla Róży, która dobrze czuje się tylko wśród rodziny i jest niesamodzielna życiowo, wyjazd męża na dłuższy czas równie naturalnie i logicznie oznacza porzucenie, bo ona do czegoś podobnego nie byłaby zdolna.

  • tt-tka 16.01.19, 12:52
    Informacji nie bylo, byly jedynie insynuacje Gabona. Ktora dwa miesiace pozniej pisze, ze sie pomylila i blednie zle ocenila Fryca (ale miala prawo ! a nawet wrecz obowiazek, jako tesciowa !) - przy czym czytelnik nie wie, na czym opiera Gabon przekonanie zarowno o porzuceniu, jak i o tym, ze to jednak nie bylo porzucenie.

    NB caly czas nie wiemy, jak widzi i ocenia to wszystko Roza - czy uwazala sie za porzucona, czy to szczescie na deser jest dlatego, ze maz marnotrawna jednak wraca, czy dlatego, ze okazalo sie, iz wcale nie byl mezem marnotrawnym... nic nie wiemy.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • tt-tka 16.01.19, 12:27
    Nie wiemy, o zym byla i jak dlugo trwala rozmowa, bo znamy jej tresc tylko z relacji Gabona, ktora, primo, z Frycem nie rozmawiala, secundo, referuje siostrom tylko to, co ja obeszlo. W kazdym razie zostalo powiedziane i o domu, ze termin wynajmu sie konczy, i o Poznaniu - Gabon, ktory Frycowi d...e by obrobil chetnie i z kazdym nie wzmiankuje, ze Frycu zakomuniowal "zostaje, nie wracam" i rzucil sluchawke.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • marutax 16.01.19, 11:11
    dziennik-niecodziennik napisała:

    > a ja uważam że Róża niekoniecznie pasuje do jakiejkolwiek pracy.
    > ALE
    > nie uwazam zeby to było cos złego. pelnoetatowe matki z powołania to jak najbar
    > dziej czesc spoleczenstwa, jak najbardziej potrzebna. o ile w danym układzie ro
    > dzinnym wszystkim to pasuje to jest ok.

    Problem polega na tym, że Róża sprawdza się jako pełnoetatowa matka/żona/gospodyni tylko jeśli ktoś nią kieruje i zapewnia bezpieczeństwo. Nie jest samodzielna, żyje "życiem odbitym". Kiedy coś się sypie, nie potrafi podejmować decyzji ani działać, nawet w zakresie obowiązków matki. Układ rodzinny w związku Fryca i Róży wydaje się dziwny, bo chociaż możemy się domyślać, że dom jest polem działania Pyzy, to nie wykazuje ona żadnej autonomii ani odpowiedzialności w tym zakresie.
  • tt-tka 18.01.19, 11:28
    dziennik-niecodziennik napisała:

    > a ja uważam że Róża niekoniecznie pasuje do jakiejkolwiek pracy.
    > ALE
    > nie uwazam zeby to było cos złego. pelnoetatowe matki z powołania to jak najbar
    > dziej czesc spoleczenstwa, jak najbardziej potrzebna.

    A i owszem. O ile sie ta pelnoetatowa matka faktycznie jest.


    UWAGA; SPOJLER

    W CZ Roza staje sie pelnoetatowa nianka strybiatka i gosposia braterstwa. Matka w ogole przestaje byc.

    wydaje mi
    > się że rodzina Rózy jest przedstawiania jako wlasnie taka tradycyjna - on robi
    > karierę i utrzymuje rodzinę, ona rodzi dzieci i dba o dom. i git. czemu nie.

    I tak zapewne bylo w Oksfordzie... niemniej jak sie juz objelo ten etat, to i o dzieci wypadaloby zadbac, nie tylko o dom. Przeczytaj CZ :(




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • dziennik-niecodziennik 16.01.19, 10:59
    a praca w szklarniach to jest cięzka harówa, fizyczna przede wszystkim...

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk ;)
  • marutax 16.01.19, 11:02
    dziennik-niecodziennik napisała:

    > a praca w szklarniach to jest cięzka harówa, fizyczna przede wszystkim...
    >

    Akurat Róża nie jest mimozą, więc to nie jest wielką przeszkodą. To taki charakter, że uważałaby zmęczenie za dowód, że dobrze wykonuje pracę.
  • przymrozki 16.01.19, 11:00
    marutax napisała:

    > Z budce z kurczakami może nie, bo to często działalność jednoosobowa, ale w pro
    > ponowanej kiedyś kwiaciarni, piekarni, sklepie ze zdrową żywnością... Tylko nij
    > ak ma się to do studiów.

    Borejkówna? Na kasie w biznesie jakiegoś nuworysza?!

    Swoją drogą, wiemy, że Róża kiedyś doradziła Hildegardzie w sprawie rozmiaru stanika i pocieszyła, gdy sklep nie miał tak małego rozmiaru. Może zatem sklep z bielizną dla podlotków.


  • przymrozki 16.01.19, 10:40
    marutax napisała:

    > Biblioteka pasuje, nawet jakaś praca z dziećmi, ALE zawsze z kimś nadrzędnym, z
    > Różą jako podwładną.

    Faktem jest, że Róża nadaje się raczej na etat. Tę jej ciągotę do doradzania ciężarnym, młodym matkom i małym dzieciom teoretycznie można spieniężyć na wiele sposobów. Teraz jest na rynku duże zapotrzebowanie na tzw. doule, nianie czy wychowawczynie w żłobkach (nawet w żłobkach publicznych już nie trzeba być pielęgniarką lub położną). Ale faktycznie zostaje żłobek, Róża własnej działalności gospodarczej przecież nie udźwignie.

    Nic nam nie wiadomo, żeby Pyza była staranna i zorganizowana (bez Fryderyka zapominała o sprawdzianach z chemii, tak się przecież Fryc wprosił do niej po raz pierwszy), więc nieambitne biurowe prace lub klepanie w Excelu w jakimś korpo też chyba nie dla niej... Jakiś beznadziejny z niej przypadek. Może faktycznie bycie panną respektową (w tym przypadku rozwódką respektową) to jest zupełnie dobre wyjście. By się ją ubezpieczyło jako gosposię, dawało pensję minimalną, kąt za piecem i prawa domownika. Mila z Karolkiem by IGSowi gęsi pasły, aż do dnia, gdy szczodry Flobry pańskim gestem zapłaciłby im za "szkoły". Wzruszona Róża całuje dłoń dobrodzieja, Karolek do tej pory niczym Janko Muzykant czy inny Antek nagle zyskuje szanse na niższe stanowisko urzędnicze lub posadę wiejskiego lekarza - piękna scena.
  • tt-tka 16.01.19, 11:04
    Kiedys zamarzyl mi sie survival dla Rozy, ostra szkola przetrwania w ciezkich warunkach i w SAMOTNOSCI - bez innych, ktorym koniecznie trzeba usluzyc moze ona wreszcie zmierzylaby sie z tym, czego jej samej trzeba i jak to sobie samej zapewnic. I mogloby sie okazac, ze ona ma jakies wlasne potrzeby, potrafi je rozpoznac, umie lub nauczy sie o siebie zadbac.... ale po CZ zwatpilam. Jak Gabon zawierzyl matce swoje zycie rodzinne i wybral niemyslenie i niedzialanie, tak teraz Roza powiela to samo.
    Moze zatem to nie syndrom Pyziaka, tylko Gaby ? Moze rodzinnemu slonecznemu betonowi niezbedny jest mezczyzna zuy i porzucajacy ?

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • tt-tka 13.01.19, 11:14
    Pomne, Gatu, pomne :)
    Ale mnie fanfikowy Fryc, podobnie jak fanfikowa Roza, wyszedl z jezycjady, a nie z wyobrazni. I ani nadecia, ani snobizmu w nim nie widzialam. Widzialam ambitnego, pracowitego i b. zorganizowanego mlodego mezczyzne, z ewidentnymi zaburzeniami komunikacyjnymi, a pewnie i emocjonalnymi, niemniej odpowiedzialnego za podjete zobowiazania - podjal sie uczyc, robil to solidnie i perfekcyjnie, zostal stypendysta - nic mu nie przeszkodzi wywiazac sie z obowiazku nauki, zdecydowal sie zalozyc rodzine - tez sie wywiazal. Ale wtedy, gdy sie zdecydowal, a nie gdy probowali za niego decydowac inni. Pochwalam.
    Ostatnie sceny z Frycem, jezycjadowe, to on zajmujacy sie mala Mila, spokojnie komunikujacy dziadowi, ze ozeni sie z Roza nie pytajac ani proszac owego dziada o aprobate. Potem tylko zaocznie dowiadujemy sie, ze prace za granica znalazl i ja trzyma od wielu lat i ze znosi dluzsze pobyty rodziny zony, zwykle dwuosobowe.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • bupu 13.01.19, 10:50
    potworia napisał(a):

    > Fryderyk szansą? Noooo, to inaczej go widzimy. Róża wykazywała deficyty emocjon
    > alne już na etapie NiN. W Imieninach była już na prostej drodze do przyszłej de
    > presji i zaburzeń społecznego funkcjonowania. Właściwie to baaardzo logiczne, ż
    > e wylądowała jako obsługa i podnóżek lekceważącego ją snobka o rozdętym i nadwr
    > ażliwym egostanie. Interpretacja jak interpretacja, ani lepsza ani gorsza, ale
    > przyznasz, że każdy układ jest tworzony i sankcjonowany przez dwie strony. Ci d
    > woje stworzyli się nawzajem, mając po temu warunki i dobry materiał wyjściowy.

    Snobka z rozdetym ego to ja w nim nie widzę, raczej człowieka wycofanego emocjonalnie tak bardzo, że przypomina raczej cyborga.
    Inna sprawa, że w ich relacji Róża powiela swoją rolę w rodzinie, cichego, bezwolnego podnóżka, Frycu zaś radośnie to aprobuje.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • guineapigs 08.01.19, 19:37
    Saxesave tak opisala Fryderyka:
    'Introwertyk ze ścisłym umysłem, nie jest złośliwy, wiele osiąga i ciężko na to pracuje. Nic mu nie przychodzi z przypadku'

    I nagle taka mysl przyszla mi do glowy: A czy Ignac aby jest inny? Przeciez rodzina nawet nie jest dodatkiem do jego zycia, rodzina to jest dla jego zycia jakies tlo. Ta rodzina gdzies tam jest, jakos zyje, cos tam trzeba przy tej rodzinie zrobic ale tak bez przesady i zbytniego nabozenstwa. Zona co prawda ma operacje, dzieciaki nie wiadomo gdzie i co robia, ale Plutarch to Plutarch, prawda, i jemu sie uwaga nalezy
    Ignac co prawda nie zostal wystawiony na taka probe jak Fryc, ale... Czy myslicie, ze gdyby Uniwersytet W Atenach zaproponowal mu, jako ekspertowi, prace przy odczytywaniu i tlumaczeniu jakiegos zaginionego i nagle odkrytego rekopisu Plutarcha, to Ignac by sie zastanowil chocby 5 minut, czy przyjac? Nie mowie o Ignacu Seniorze, kiedy dzieci sa juz dorosle, ale o Ignacu z KK czy IS? Moim zdaniem pojechalby bez zadnej refleksji: co z dziecmi.? Jak sobie Mila poradzi sama? (refleksja i tak bylaby jakby bezpodstawna, jako ze Mila chyba wiele pomocy od Ignaca nie miala)?
    Moim zdaniem, na taka propozycje to Ignac by pojechal od razu, bez mrugniecia okiem, a potem tlumaczylby to 'dobrem ludzkosci', powolaniem, sluzba, etc. A pewnie i najprawdopodoboniej, wcale by nie tlumaczyl, bo niby co? Jest w koncu filologiem klasycznym i musi. Ze jest mezem i ojcem tez? A co to zmienia?
    Juz sama nie wiem, czy Frycek to Pyziak-bis, czy Ignac-bis.
  • dakota77 08.01.19, 19:46
    guineapigs napisała:

    . Czy myslicie, ze gdyby Uniwersytet W Atenach zaproponowal mu, jako ekspertowi, prace przy odczytywaniu i tlumaczeniu jakiegos zaginionego i nagle odkrytego rekopisu Plu
    > tarcha, to Ignac by sie zastanowil chocby 5 minut, czy przyjac?

    Dobrem rodziny istotnie by sie nie przejmowal, ale nie, nie pojechalby :D
    . Mowimy o czlowieku, ktory pomimo swojej paski i drogi zawodowej zwiazanej ze starozytnoscia nigdy nie odczuwal potrzeby pojechania do Grecji i Wloch, zobaczenia na wlasne oczy miesc opisywanych w literaturze, tamtejszych muzeow. Tekstem moze by sie zajal, ale z Poznania.
    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • ciotka.scholastyka 08.01.19, 21:31
    dakota77 napisała:

    > Tekstem moze by sie zajal, ale z Poznania

    Zająłby się, akurat. Zrzędzeniem, że czego ci ludzie mu zawracają głowę, eheu. Ignac lubi to, co mu się podstawia pod nos, gotowe, opracowane, opatrzone przypisami.
  • kooreczka 09.01.19, 09:55
    Jeszcze w tych Atenach byłby jakiś zespół, kierownik z uwagami, a herbata nie robiłaby się sama. Już widzę go gdziekolwiek.
  • tt-tka 08.01.19, 19:50
    Racja. Dla Ygnaca rodzina nie jest nawet dodatkiem, tylko wlasnie tlem. Okresowo obiektem demoralizacji, zawsze gronem sluchaczy i potakiewiczow. A przynajmniej tym mam byc.
    Dodatkowo - Ygnac bywa zlosliwy i wredny. Wiele nie osiagnal. Sadzac po tym, jak go widzimy, to sie nie przepracowuje. Od zycia (z przypadku) dostal wiecj, niz komukolwiek w jezycjadzie zycie zaproponowalo - kolejne trzy mieszkania, meble, opieke nad zona i dziecmi, gdy zachodzila taka potrzeba ( i nie tylko Gizele mam na mysli, tez Fela w KK)

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • bupu 15.01.19, 13:39
    ssssen napisał:

    > Czy ktoś zauważył że to co robi Frycek bardzo przypomina to co zrobił Pyziak: d
    > ziecko - wyjazd - powrót - drugie dziecko - wyjazd?
    >
    > Ciekawe czy MM to kontroluje czy wychodzi jej przypadkiem? Jakże ona nienawidzi
    > tego Pyziaka...


    Tu się też inny schemat powtarza, mianowicie dziecko podobne do tatusia też zostaje przez kochającą rodzinę z mety ostemplowane jako czarna owca i niedobre.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 16.01.19, 17:27
    Wiecie co, na sasiednim forum spotkalam kogos, kim mogla stac sie Roza... dziewczyna siedzi w UK, maz wracac nie chce, bo tam ma dobra robote, dom i kredyt do splacenia, a ona od welu watkow nudzi, snuje swoja tesknote za tymi pagorkami lesnymi, lakami zielonymi, dziecielina i pociotkami, ktorych w Polsce mialaby na co dzien (tak jej sie wydaje), a tam nie ma nikogo... do pracy nie idzie, bo nie chce pracowac u i dla obcych, na zaden kurs nie idzie, bo sie czuje obco, znajomych niemal nie ma, na ulice nie wychodzi, bo wszystko obce - siedzi w domu, szlocha po katach i snuje dziecku, jak mu (temu dziecku) ru zle, a w Polsce na pewno byloby lepiej...

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.