Dodaj do ulubionych

Zobaczcie to zdjęcie MM z 1972r

20.01.19, 21:15
poznan.wyborcza.pl/poznan/5,36001,21252168.html?i=4
A to zdjęcie widziałyście? MM jako instruktorka plastyki w Pałacu Kultury w Poznaniu 1972r. Nie rozumiem zupelnie, dlaczego ona z premedytacją pominęła ten fakt w swojej biografii " Tym razem serio". Pisze w niej jasno, że pisanie książek i ich ilustrowanie wymyśliła sobie, że " aby mieć jakąś pracę i zarobek". Czy bycie instruktorką plastyki w tamtych czasach to jakiś wstyd? Nie rozumiem.
Edytor zaawansowany
  • ewa9717 20.01.19, 21:27
    Nie był, ale może i przeszłość alternatywną autoressa sobie tworzy ;)


    --
    Świetny blog:www.nienawisc.pl/
  • tt-tka 20.01.19, 21:28
    Nie byl. Tak m. in. zarobkuje Irenka Zakowa, ale poza tym - tworzy.
    Pamietam jakas wypowiedz MM, skad, nie pomne, ze nie bylo czego ilustrowac - sformulowane to bylo tak, ze nie wiem, czy nie odpowiadaly jej tresciowo ksiazki, ktore mialaby ilustrowac, czy wydawnictwa nie kwapily sie z zatrudnieniem jej jako ilustratorki. W kazdym razie powiedziala, to juz doslownie, ze zaczela pisac, zeby miec co ilustrowac.

    Ona ilustruje, o ile mi wiadomo, ksiazki tylko swoje i Kieres. Innych propozycji chyba nie bylo.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • miodowocytrynowa 20.01.19, 21:54
    TT-tko to ja wiem, że nie był- bo większość ludzi za komuny normalnie pracowała, aby zarobić na byt na dom i rodzinę. Tak spytałam trochę ironicznie. Tymbardziej nie rozumiem faktu, dlaczego w " Tym razem serio" jest ten fakt pominięty a całość przedstawiona tak jakby MM była bezrobotną mamusią dwójki dzieci, ktora jako zarobek wymyśliła sobie pisanie i ilustrowanie książek.
  • zuzudanslemetro 21.01.19, 08:31
    Już Ci, MIodowa, tłumaczę: generalnie jest tak, że większość artystów dorabia sobie (żeby mieć mniej więcej stały dochód, bo ze sztuką jest tak, że raz masz harmonię pieniędzy a raz przez kilka miesięcy nie zarobisz ani grosza) prowadząc zajęcia dla dzieci i młodzieży. Ale nie jest to specjalny powód do dumy, przy czym jeszcze znaczenie ma fakt, gdzie się te zajęcia prowadzi. Póki uczyłam po domach kultury i przedszkolach to skrzętnie omijałam ten fakt w swoich dossiere, a od kiedy prowadzę warsztaty przy jednym z teatrów lub prowadzę warsztaty w ramach ciekawych projektów to z przyjemnością zamieszczam te fakty w swoich prezentacjach. Widocznie dla MM zajęcia plastyczne w Zamku były tym samym, czym dla mnie zajęcia w przedszkolach. Po prostu nic ważnego i specjalnie twórczego. Od razu dodam, zanim wyleje się na mnie fala krytyki, że bez względu na to, gdzie prowadzę zajęcia, robię to tak samo uczciwie i z przekonaniem. Problem polega na tym, że przy teatrze albo w specjalnych projektach są dzieci i młodzież, które autentycznie chcą się uczyć aktorstwa i powstają z tego fajne rzeczy. W przedszkolach i wielu domach kultury to jest po prostu ambicja rodziców i chęć zajęcia czymś dziecka. W przedszkolach dodatkowo wychowawczynie uwielbiają się wtrącać w pracę i efekty są często mocno średnie.
  • tt-tka 21.01.19, 09:22
    Ale czasy byly jakby troche inne, Zuzu, i tylko najwybitniejsi zyli z uprawiania sztuki glownie lub wylacznie. Pozostali mieli etaty lub stala wspolprace z jakims podmiotem (szkola, dom kultury, zaklad przemyslowy, redakcja etc) i to bylo baza zarobkowa i zawodowa. A w 1972 MM dopiero przymierzala sie do pisania albo zaczynala i to instruktorowanie wowczas bylo jej zajeciem zasadniczym.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • miodowocytrynowa 21.01.19, 11:35
    Tak, w l.70 te instruktorki były normalnie na etatach i to była ich normalna praca. Teraz mi się przypomniało, że jakaś tam daleka kuzynka mojej mamy była taką instruktorką grafiki w PKiN w Warszawie. MM też zapewne miała etat.
  • bupu 21.01.19, 11:56
    miodowocytrynowa napisała:

    > Tak, w l.70 te instruktorki były normalnie na etatach i to była ich normalna pr
    > aca. Teraz mi się przypomniało, że jakaś tam daleka kuzynka mojej mamy była tak
    > ą instruktorką grafiki w PKiN w Warszawie. MM też zapewne miała etat.


    U nasz na wsi dalej takowi istnieją.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • potworia 21.01.19, 12:42
    Widocznie nie tak zasadniczym skoro nie wspomniała o tym w TRS. I zaiste, nie miała opiwiazku. TRS to garść biograficznych anegtotek, a nie spowiedź generalna
  • potworia 21.01.19, 12:50
    potworia napisał(a):

    > Widocznie nie tak zasadniczym skoro nie wspomniała o tym w TRS. I zaiste, nie m
    > iała opiwiazku. TRS to garść biograficznych anegtotek, a nie spowiedź generalna
    >

    Obowiązku nie miała, choć opiwiązek mi się udal.:-)
  • potworia 21.01.19, 12:49
    Prowadzenie zajęć artystycznych dla dzieci młodszoszkolnych wspominam jako koszmar i nie wspominam o tych epizodach w żadnym portfolio. Nie mówiąc o tym, że zarobek żaden.
  • tt-tka 21.01.19, 13:13
    potworia napisał(a):

    > Prowadzenie zajęć artystycznych dla dzieci młodszoszkolnych wspominam jako kosz
    > mar i nie wspominam o tych epizodach w żadnym portfolio. Nie mówiąc o tym, że z
    > arobek żaden.

    Jestes o jakies poltora pokolenia mlodsza od MM. Wtedy to i zarobek byl inny, i nie portfolio pisala, i jak sie ma jej poznanska solidnosc i umilowanie pracy i prawdy :) i nauczycielstwa do tego pominiecia ?
    Jak sobie przypomne Zakow i ten zachwyt nad zdolnym czteroletnim tworca krolika w skoku zintegrowanego z laka, to zal serce sciska, ze minelo i se ne vrati.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • soova 21.01.19, 13:56
    <i jak sie ma jej poznanska solidnosc i umilowanie pracy i prawdy :) i nauczycielstwa do tego pominiecia ?>

    Może ten epizod zawodowy w jej życiorysie był króciutki i najzwyczajniej w świecie zapomniała? Lub uznała, że był na tyle nieznaczący, że go zbagatelizowała i nie wspomniała w TRS? Poza tym - dzisiaj byśmy tak powiedzieli - PR-owo lepiej brzmi: "nie miałam propozycji ilustracji książek, więc zaczęłam pisać sama, żeby je ilustrować" niż "zaczęłam pracować w zawodzie grafika jako instruktorka w domu kultury".
  • potworia 21.01.19, 14:11
    soova napisała:

    > <PR-owo lepiej
    > brzmi: "nie miałam propozycji ilustracji książek, więc zaczęłam pisać sama, że
    > by je ilustrować" niż "zaczęłam pracować w zawodzie grafika jako instruktorka w
    > domu kultury".

    Nie tylko lepiej brzmi, ale i się nie wyklucza. Pani Kredka z zajęć plastycznych nie tworzy ilustracji do książek, tylko pokazuje podopiecznym jak zrobić pieczątkę z ziemniaka. Pracą "w zawodzie" można to nazwać z dużą dozą wyrozumiałości:-)

    A instruktorką w Domu Kultury jest też Tosia Kowalik.
  • bupu 21.01.19, 14:20
    potworia napisał(a):

    > soova napisała:
    >
    > > <PR-owo lepiej
    > > brzmi: "nie miałam propozycji ilustracji książek, więc zaczęłam pisać sa
    > ma, że
    > > by je ilustrować" niż "zaczęłam pracować w zawodzie grafika jako instrukt
    > orka w
    > > domu kultury".
    >
    > Nie tylko lepiej brzmi, ale i się nie wyklucza. Pani Kredka z zajęć plastycznyc
    > h nie tworzy ilustracji do książek, tylko pokazuje podopiecznym jak zrobić piec
    > zątkę z ziemniaka. Pracą "w zawodzie" można to nazwać z dużą dozą wyrozumiałośc
    > i:-)
    >
    > A instruktorką w Domu Kultury jest też Tosia Kowalik.


    Kurcze na grillu, to ja mam pod bokiem jakiś wysoce nietypowy dom kultury, bo tam młódź na zajęciach plastycznych uczy się znacznie ambitniejszych rzeczy niż pieczątki z ziemniaka...

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • soova 21.01.19, 14:21
    Przecież to była metafora.
  • potworia 21.01.19, 14:45
    @bupu
    Ty , Bupu, nie po raz pierwszy już zauważam, żyjesz w innym uniwersum niż ja. No i fajnie, cieszę się, że na tych innych planetach przedszkolaki zgłębiają mezzotintę i brązownictwo.
  • zuzudanslemetro 21.01.19, 15:48
    In meritum nie ma żadnej różnicy, jakie to były czy są czasy. Prowadzenie zajęć choćby z najzdolniejszymi dziećmi nie jest marzeniem żadnego artysty a konieczność wykonywania tej - jakże potrzebnej - pracy jest zwykłą udręką. Nie dziwię się MM, że wymyśliła sobie cokolwiek, żeby móc rzucić te zajęcia plastyczne.
  • soova 21.01.19, 15:56
    zuzudanslemetro napisała:

    > In meritum nie ma żadnej różnicy, jakie to były czy są czasy. Prowadzenie zajęć
    > choćby z najzdolniejszymi dziećmi nie jest marzeniem żadnego artysty a koniecz
    > ność wykonywania tej - jakże potrzebnej - pracy jest zwykłą udręką. Nie dziwię
    > się MM, że wymyśliła sobie cokolwiek, żeby móc rzucić te zajęcia plastyczne.

    Tym bardziej w świetle tego nie ma się co dziwić, że o tej pracy w autobiografii nie wspomina.
  • bupu 21.01.19, 17:49
    potworia napisał(a):

    > @bupu
    > Ty , Bupu, nie po raz pierwszy już zauważam, żyjesz w innym uniwersum niż ja. N
    > o i fajnie, cieszę się, że na tych innych planetach przedszkolaki zgłębiają mez
    > zotintę i brązownictwo.

    A po co od razu ten sarkazm?
    I nie ukrywam, przykro jak cholera mnie się zrobiło podczas lektury tego wątku, niejako w imieniu moich znajomych artystów (plastykòw i nie tylko), którzy pracują w domach kultury. Przykro, że z taką pogardą piszecie o pracy, która może nie bywa dla artysty pracą marzeń, ale ktòrą oni wykonują z zaangażowaniem, dzieląc się z dzieciakami swoją wiedzą i pasją. A dla dzieci z takiej pipidòwy jak ta u mnie zajęcia w tym wzgardzonym domu kultury bywają jedyną szansą na pogłębienie wiedzy i umiejetnosci w niektórych dziedzinach, bez wydawania tony pieniędzy.

    No więc... smutno.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • zuzudanslemetro 21.01.19, 18:35
    Bupu, ja jak chałturzę ucząc dzieci, wykonuję tę pracę z pełnym zaangażowaniem, bez żadnej szkody dla dzieci, a przeciwnie - z korzyścią. Ale jednak jest to chałtura i jednak nie wpisuję jej w dossiere.
  • guineapigs 22.01.19, 12:47
    Tak sobie czytalam te dyskusje, az w koncu siegnelam do Wikipedii. Tam 'Chaltura' ma dwa znaczenia: 1. Praca stricte zarobkowa, zwiazana z pojsciem na kompromis (IMHO wielkie uproszczenie, bo zazwyczaj to nie kompromis, a sluzalczosc), ktora stanowi uszczerbek na wizerunku artysty. 2. Praca wykonana byle jak, niechlujnie.

    Jesli ktos uczy dzieci muzyki czy plastyki i robi to uczciwie, tzn. mowi rodzicom wprost: to dziecko nie ma zdolnosci, nudzi je muzyka/plastyka, Picasso czy Paganini z niego nie bedzie - to gdzie tu chaltura? Chaltura bylaby, gdyby nauczyciel wmawial rodzicom, ze dziecko to jest geniusz tylko trzeba zaplacic, by ten geniusz wydobyc. Jak nauczyciel daje frajde dzieciom, ze cos sobie kleja/spiewaja/biegaja/robia cokolwiek poza siedzeniem przed kompem, bez dawania rodzicom nadziei, ze wypusci Mozartow, Gaudich i Blaszczykowskich - to moim zdaniem jest to robota uczciwa, dobra i wrecz niezbedna, by nie wyszlo pokolenie po prostu uposledzone fizycznie, do tego bez jakichkolwiek umiejetnosci plastycznych (nie talentow a umiejetnosci) czy muzycznych (to samo: nie kazdy musi byc Bachem, ale kazdy moze rozroznic fugi Bacha od fug w lazience).
    Dlaczego uczenie dzieci to chaltura? Moze problem w tym, ze uczy sie dzieci na polecenie rodzicow, a nie te dzieci, ktore naprawde chca sie uczyc? No ale tu chaltura nie jest samo uczenie, a wybor platnika. Jak nic, nowelka 'Antek' sie klania.
    Moze, zuzu, nie ucz dzieci bogatych rodzicow, a zdolne i zainteresowane dzieci. Nie ze za darmo, ale za 1/3 ceny, plus kura czy jajka. I mow, co myslisz naprawde, a nie zeby sie podpiac pod pieniadze. Bedzie uczciwie i bez chalturzenia.
    Kazdy absolwent chemii chcialby byc kolejna Sklodowska, kazdy absolwent geografii chcialby odkrywac nowe skaly - ale prawda jest taka, ze pewnie 90 proc tych absolwentow skonczy uczac w szkole czy dajac korki. Albo w korpo, sprzedajac co badz. Tylko ARTYSCI maja jakies takie wydumane pojecie, ze oni akurat musza miec inaczej.
  • przymrozki 22.01.19, 13:15
    guineapigs napisała:

    > Tak sobie czytalam te dyskusje, az w koncu siegnelam do Wikipedii. Tam 'Chaltur
    > a' ma dwa znaczenia: 1. Praca stricte zarobkowa, zwiazana z pojsciem na komprom
    > is (IMHO wielkie uproszczenie, bo zazwyczaj to nie kompromis, a sluzalczosc),

    Tego, prawdę pisząc, nie rozumiem. Jaka służalczość? Chałtura to praca, którą się ma, żeby zarobić na życie lub na swoje pasje. Jak ktoś czyści kominy, żeby uzbierać na wyprawę na Everest może mieć poczucie, że poszedł na kompromis (dał coś, co mógł a w zamian dostał coś, na czym mu zależało), ale bynajmniej nie musi być służalczy.


    > Jesli ktos uczy dzieci muzyki czy plastyki i robi to uczciwie, tzn. mowi rodzic
    > om wprost: to dziecko nie ma zdolnosci, nudzi je muzyka/plastyka, Picasso czy P
    > aganini z niego nie bedzie - to gdzie tu chaltura?

    W tym, że nauczanie innych, kiedy chce się samemu tworzyć, jest pracą dla zarobku, nie pracą wymarzoną. To, czy taką chałturę odbębnia się uczciwie czy nie to inna kwestia.

    Chaltura bylaby, gdyby naucz
    > yciel wmawial rodzicom, ze dziecko to jest geniusz tylko trzeba zaplacic, by te
    > n geniusz wydobyc.

    To byłoby oszustwo, wyłudzenie, kłamstwo etc. Nie chałtura, tym bardziej, że podobne opinie może wygłaszać ktoś, kto czuje się nauczycielem z powołania i nigdy nic innego nie chciał robić.

    Jak nauczyciel daje frajde dzieciom, ze cos sobie kleja/spie
    > waja/biegaja/robia cokolwiek poza siedzeniem przed kompem, bez dawania rodzicom
    > nadziei, ze wypusci Mozartow, Gaudich i Blaszczykowskich - to moim zdaniem jes
    > t to robota uczciwa, dobra i wrecz niezbedna,

    Chałtura może być pracą uczciwą i niezbędną. Nawet często jest "niezbędna" lub przynajmniej użyteczna.

    Tylko ARTYSCI maja jakies takie wydumane pojecie, ze oni akurat musza mi
    > ec inaczej.

    Ta uwaga byłaby uzasadniona, gdyby któraś z artystek napisała "nienawidzę chałtur, uważam, że państwo powinno mi dać możliwość zarabiania tylko tak, jak czuję, że lubię". A podobnego głosu nie było. Spór dotyczy tylko tego, czy takie chałtury powinny być przedmiotem dumy, czy też można ich nie wykazywać w CV.
  • bupu 22.01.19, 15:18
    przymrozki napisała:


    > Ta uwaga byłaby uzasadniona, gdyby któraś z artystek napisała "nienawidzę chałt
    > ur, uważam, że państwo powinno mi dać możliwość zarabiania tylko tak, jak czuję
    > , że lubię". A podobnego głosu nie było. Spór dotyczy tylko tego, czy takie cha
    > łtury powinny być przedmiotem dumy, czy też można ich nie wykazywać w CV.


    Well, któraś z artystek napisała, że dla każdego artysty taka praca jest udręką, żaden zaś o niej nie marzy.

    Absolutnie nie upieram się, że MM powinna była wspomnieć o tej pracy, to był przecież epizod, poza tym nie pisała życiowej spowiedzi, tylko luźne wspomnienia. Ale stosunek do pracy z dziećmi jaki zaświecił w tym wątku jest, zaiste, przygnębiający. Dobrze, że instruktorzy z mojego DK nie wiedzą, że powinni czuć się udręczeni i radosnie krzewią swe pasje wśród małolactwa.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • kindzie 22.01.19, 16:39
    bupu napisała:
    > Absolutnie nie upieram się, że MM powinna była wspomnieć o tej pracy, to był pr
    > zecież epizod, poza tym nie pisała życiowej spowiedzi, tylko luźne wspomnienia.
    > Ale stosunek do pracy z dziećmi jaki zaświecił w tym wątku jest, zaiste, przyg
    > nębiający. Dobrze, że instruktorzy z mojego DK nie wiedzą, że powinni czuć się
    > udręczeni i radosnie krzewią swe pasje wśród małolactwa.

    Być może nie tyle nie wiedzą, tylko faktycznie nie jest ona dla nich udręką? Ba, może nawet ją lubią? I super. Natomiast przymrozki nie lubiła i wysunęła bardzo racjonalne przypuszczenie, że MM również nie lubiła, skoro nie wspomniała o niej w swojej autobiografii. I tylko tyle.
  • kindzie 22.01.19, 16:41
    kindzie napisała:


    > Być może nie tyle nie wiedzą, tylko faktycznie nie jest ona dla nich udręką? Ba
    > , może nawet ją lubią? I super. Natomiast przymrozki nie lubiła i wysunęła bard
    > zo racjonalne przypuszczenie, że MM również nie lubiła, skoro nie wspomniała o
    > niej w swojej autobiografii. I tylko tyle.

    Przepraszam, chodziło mi oczywiście o potworię.
  • tt-tka 22.01.19, 17:03
    Osobiscie przypuszczam, ze mimo forsowanego nuczycielskiego etosu itd MM ma awersje do nauczycieli i stawianych przez nich wymagan, okropne szkoly w jej tfurczosci pokrywaja sie czasowo z licealnymi latami jej wlasnych dzieci, moze to stad. A moze nie.
    W kazdym razie wlasnej pracy w tym charakterze - mimo ze nie bylo to szkolnictwo, tylko zajecia wylacznie dla chetnych i zainteresowanych - nie wspomina. Choc nie byl to epizod, pisac/wydawac zaczela w polowie lat 70-tych, dyplom zrobila dobrych pare lat wczesniej. I jako ilustrotarka-graficzka nie odniosla sukcesow, nie miala zdaje sie propozycji tez pozniej, juz bedac bardziej znana, ilustrowala wylacznie ksiazki wlasne i corki. A co produkuje rysunkowo obecnie, jest do obejrzenia :(, nawet tu na forum, i slabo zachwyca.
    Moze ona po prostu woli pomijac milczeniem to, w czym nie zdobyla poklasku. A brak juz tego humoru i dystansu, ktory pozwolilby to pokryc zawodowa zawiscia wobec Marii Callas.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • zla.m 26.01.19, 15:17
    Przepraszam, a z czego wnioskujesz, że nie był to epizod? To, że przez jakiś czas nie pracowała, mając 4 drobnych dzieci na stanie, to żadne dziwo i żadne lenistwo.

    --
    Psycholog poradził mi napisać szczere listy do osób, których nienawidzę i spalić je.
    Zrobione. Ale co z listami?
  • miodowocytrynowa 22.01.19, 15:42
    Oj bo artyści mają rozdęte ego, zazwyczaj wielkie wyobrażenie o sobie i sa swięcie przekonani, ze zasługują na Bóg wie co, nawet jak nie mają talentu. Kiedyś miałam do czynienia z aktorami zawodowo, no takiej frustracji to nigdzie nie widziałam. Jakieś nikomu nie znane aktorzyny przekonywały mnie, że mają wieeelki talent, a nie grają bo 1. Nie mają znajomosci 2. Nie chcą robić kariery przez łóżko 3. jest zmowa środowiska 4. Janda, Szapołowska, Kożuchowska i inni znani aktorzy to dno. Wszyscy uważają, że powinni grać tylko u Polańskiego, Zanussiego czy śp Wajdy, a telenowelami w których występują się brzydzą. Wszelkie chałturki, typu warsztaty teatralne itp- to dla nich też dno.
  • guineapigs 22.01.19, 21:55
    Miodowa napisala:
    Oj bo artyści mają rozdęte ego, zazwyczaj wielkie wyobrażenie o sobie i sa swięcie przekonani, ze zasługują na Bóg wie co, nawet jak nie mają talentu.

    Jak mam wielki szacun do ludzi, ktorzy skonczyli uczelnie artystyczne (ASP, szkoly filmowe, uczelnie muzyczne) bo to studia trudne i tam sie nie da wykuc na zaliczenie, tylko naprawde trzeba miec jakis dar (przynajmniej chce wierzyc, ze tak jest), to absolutnie nie uwazam, ze kazdy absolwent jest od razu, z definicji, artysta. Jest 'tylko' albo moze 'az' absolwenetem takiej uczelni - i tyle. Ma podstawy, warsztat by malowac/grac/spiewac. Ale zeby od razu artysta?
    Jest wielu aktorow-naturszczykow, jest wielu swietnych pisarzy, ktorzy nie maja zadnego wyksztalcenia w tym kierunku, Nikifor wogole byl nieksztalcony, a tworzyl niesamowite obrazy a jego umysl byl tak niezalezny od czegokolwiek, ze ojej. Tzn. byl zalezny od wlasnych obserwacji.
    Dlaczego absolwent muzyki uwaza, ze uczenie muzyki to chaltura? Absolwent fizyki uczy fizyki, absolwent polonistyki uczy gramatyki j. polskiego i literatury, absolwent historii uczy historii - i to sa chyba normalne prace, do tego trudne. Chyba naprawde nauczyciel to zawod okropnie lekcewazony - uczenie dzieci jako chaltura...
    Nie dziwie sie, ze Bupu zabolalo takie ujecie sprawy.
  • zla.m 26.01.19, 15:23
    Większość ludzi naprawdę nie po to idzie na studia, żeby potem dzieci uczyć. Chociażby dlatego, że na studiach zdobywa się ogromną wiedzę dziedzinową, której potem zupełnie nie da się wykorzystać w szkole, nawet średniej. Dodatkowo - ale to już jest osobny temat - studia NIE przygotowują do zawodu nauczyciela, nawet po specjalizacji ludzie wychodzą ze stanowczą za mała wiedzą i praktyką pedagogiczną. I dla przybliżenia: na moim roku było coś ponad 100 osób, na specjalizacji nauczycielskiej było może 30, z czego oczywiście nie wszyscy nauczycielami zostali.

    --
    Odkąd dostałem ostatni rachunek za prąd jestem amiszem.
  • bupu 26.01.19, 16:13
    zla.m napisała:

    > Większość ludzi naprawdę nie po to idzie na studia, żeby potem dzieci uczyć. Ch
    > ociażby dlatego, że na studiach zdobywa się ogromną wiedzę dziedzinową, której
    > potem zupełnie nie da się wykorzystać w szkole, nawet średniej. Dodatkowo - ale
    > to już jest osobny temat - studia NIE przygotowują do zawodu nauczyciela, nawe
    > t po specjalizacji ludzie wychodzą ze stanowczą za mała wiedzą i praktyką pedag
    > ogiczną. I dla przybliżenia: na moim roku było coś ponad 100 osób, na specjaliz
    > acji nauczycielskiej było może 30, z czego oczywiście nie wszyscy nauczycielami
    > zostali.


    No i wszystko się zgadza, jak najbardziej. Niemniej nawet jeśli poszło się na te studia w zupełnie innym celu, ostateczne wylądowanie na stanowisku pedagoga ujmy ni skazy przynosić nie powinno.




    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • przymrozki 26.01.19, 16:56
    bupu napisała:

    > No i wszystko się zgadza, jak najbardziej. Niemniej nawet jeśli poszło się na t
    > e studia w zupełnie innym celu, ostateczne wylądowanie na stanowisku pedagoga u
    > jmy ni skazy przynosić nie powinno.

    A co, jeżeli ktoś na myśl o uczeniu sześciolatków koła barw nie ma w oczach łez wzruszenia, że taka z niego pałeczka w sztafecie kolejnych generacji artystów? Czy samo to czyni ego człowieka rozdętym? I, jeżeli tak, to czemu tak licznie wyrażamy żal, że MM weszła w stadium "tylko jeden pomysł na życie czyni życie wartym przeżycia", skoro najwyraźniej faktycznie tylko jeden stosunek do wykonywania przez siebie samego zawodu nauczyciela jest właściwy? Wszak MM też nauczycieli bardzo poważa i z pewnością zgodzi się, że Adaaaam, Aurelia, Natalia, Tosia, mama Żakowa i Dambo są istotami szlachetniejszymi niż Kopiec Esmeralda czy nawet nędzny Fryc.

    Mam kilkoro znajomych, w tym braci i siostry w wykształceniu, którzy mają w swoim doświadczeniu zawodowym epizody dydaktyczne i większość wspomina je bez wzruszenia i dumy. Nie w tym sensie, że "ujma i skaza", ale na pewno w tym sensie, że nigdy więcej. Owszem, uczenie jest trudne, niewdzięczne, mało opłacalne finansowo i wielu osobom nie przynosi satysfakcji, co czyni je chałturą właśnie. I nie wynika z tego twierdzenia bynajmniej brak szacunku dla osób, które zawód nauczyciela wykonują z poczucia powołania i misji! Podobnie jak nie ma pogardy dla artystów w wyobrażalnej biografii nauczyciela przedmiotów artystycznych, który smutno wspomina czas, gdy zamiast nieść kaganek oświaty musiał artystycznie malować kubki albo opowiadać o balecie w radiu. Jedno i drugie może być bowiem "chałturą" w tym sensie, że jest pracą na przeczekanie, dla zarobku, wykonywaną bez szczególnej pasji i potrzeby serca.
  • tt-tka 26.01.19, 17:15
    przymrozki napisała:

    >
    > Mam kilkoro znajomych, w tym braci i siostry w wykształceniu, którzy mają w swo
    > im doświadczeniu zawodowym epizody dydaktyczne i większość wspomina je bez wzru
    > szenia i dumy.

    Tak, byc moze nawet w tonacji "nigdy wiecej", ale wspomina.
    Watek, mam wrazenie, zaczal sie od tego wlasnie, ze MM nie wspomniala. A przytoczony cytat sugeruje, ze byla bez mozliwoci zarobkowych i na bezrobociu, poki nie zaczela pisac.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • bupu 26.01.19, 18:14
    przymrozki napisała:

    > bupu napisała:
    >
    > > No i wszystko się zgadza, jak najbardziej. Niemniej nawet jeśli poszło si
    > ę na t
    > > e studia w zupełnie innym celu, ostateczne wylądowanie na stanowisku peda
    > goga u
    > > jmy ni skazy przynosić nie powinno.
    >
    > A co, jeżeli ktoś na myśl o uczeniu sześciolatków koła barw nie ma w oczach łez
    > wzruszenia, że taka z niego pałeczka w sztafecie kolejnych generacji artystów?
    > Czy samo to czyni ego człowieka rozdętym?

    A to nie ma już nic między uznawaniem uczenia za obciachową chałturę, a łzami wzruszenia? Serio? Wszystkie inne możliwości coś zeżarło z ćlamaniem?
    Ja naprawdę rozumiem, że dla kogoś, kto nie ma do nauczania ani drygu, ani chęci, taka praca jest torturą, nie gorszą od tych serwowanych przez Inkwizycję. Niemniej jednak będąc torturą wciąż może nie być obciachem.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • potworia 26.01.19, 23:44
    Ja naprawdę bardzo proszę o cytat. Gdzie ten obciach?
  • gat45 22.01.19, 13:05
    zuzudanslemetro napisała:

    > Bupu, ja jak chałturzę ucząc dzieci, wykonuję tę pracę z pełnym zaangażowaniem,
    > bez żadnej szkody dla dzieci, a przeciwnie - z korzyścią. Ale jednak jest to c
    > hałtura i jednak nie wpisuję jej w dossiere.


    Zuzu, nie obraź się, proszę, ale "dossier". Bez "e" na końcu.
    Się ośmieliłam zobaczywszy to słowo po raz drugi. Przepraszam za wymądrzanie się.
  • zuzudanslemetro 23.01.19, 06:20
    gat45 napisała:


    >
    >
    > Zuzu, nie obraź się, proszę, ale "dossier". Bez "e" na końcu.
    > Się ośmieliłam zobaczywszy to słowo po raz drugi. Przepraszam za wymądrzanie si
    > ę.

    Masz rację, nie wiem, skąd mi się wzięło to e na końcu. Oczywiście, że się nie obrażam :)
  • potworia 21.01.19, 23:29
    Trzeba się było nie czepiać, to by nie było teraz smutno. I czemu od razu z pogardą? Pieczątka z ziemniaka to świetna zabawa i idealny pierwszy krok w techniki rytownicza.
  • tt-tka 21.01.19, 23:40
    Mnie sie zrobilo nie smutno, tylko b. nieprzyjemnie. I NIE z powodu tego, co napisala Bupu, akurat ona sie nie czepiala ani troche.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • potworia 21.01.19, 23:55
    tt-tka napisała:

    > Mnie sie zrobilo nie smutno, tylko b. nieprzyjemnie. I NIE z powodu tego, co na
    > pisala Bupu, akurat ona sie nie czepiala ani troche.
    >

    Ciebie się nie czepiała z pewnością, więc dlaczego miałoby ci się rozbić smutno czy nieprzyjemnie.
  • ciotka.scholastyka 22.01.19, 08:03
    potworia napisał(a):

    > Ciebie się nie czepiała z pewnością, więc dlaczego miałoby ci się rozbić smutno
    > czy nieprzyjemnie.

    Być może z tego samego powodu, dla którego mnie się zrobiło nieprzyjemnie. I poczułam... tak, zażenowanie.
  • kocynder 22.01.19, 23:34
    A ja się z tobą, Bupu, zgadzam. I tez mi niemiło... :(
    Niezależnie od znaczenia słownikowego stricte słowo "chałtura" ma wydźwięk pejoratywny, o ile nie jest używane w żarcie. Tu - żartów brak. "Chałturzy" Bernard, ukrywający dochody przed US i robiący kapelusz z zieleniny. Oraz (zabawnie) mylący tort "dolarowców" i temu podobnych z tortem ślubnym dla córeczki "ukochanej" podobno przyjaciółki. No, niestety, niezależnie od słownika - taki wydźwięk słowo "chałtura" ma. Czyli te wszystkie "artystki" chałturzące po domach kultury po prostu lekce sobie ważą zajęcia z dzieciakami. Mogą do nich podchodzić rzetelnie (o ile są rzetelne z natury swojej - w przeciwieństwie do Bernarda), ale mają te zajęcia w nosie, bo zostały, nieprawdaż stworzone do wyższych celów. Służby sztuce. A właściwie Sztuce. I praca z bachorami nadambitnych mamusiek to żenująca konieczność, bo Szekspir rachunków za panią artystkę płacić nie chce... Konieczność, dodajmy, przykra i wręcz wstydliwa...
    Smutne, Bupu. Bardzo.
    I dawnemi laty, będąc młodym dziewczątkiem miałam przyjemność chodzić do niesławnego domu kultury, na (tfu, za przeproszeniem) blokowisku a nie w kamienicznej dzielnicy ulokowanego, gdzie warsztaty teatralne prowadził pewien znany aktor. Grywający w filmach, stale obecny w "miejscowym" teatrze. I tak mi się zrobiło niefajnie, gdy po przeczytaniu tej dyskusji przemknęło mi przez głowę, że być może on się tak samo wstydzi tych warsztatów i nie umieszcza ich w swoim "dosiere"... A ja się do dziś w Nim kocham i dla Niego właśnie chodzę do teatru... I to On sprawił, że zrozumiałam, iż "Otello" to nie tylko romansidło z mordem w tle... I że to On właśnie, na tej "chałturze" zaraził mnie uwielbieniem dla talentu scenicznego... :( Jak myślisz, czy jeśli poproszę to kadry teatru ujawnią mi czy zawarł w CV te warsztaty?

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • potworia 23.01.19, 00:55
    No, cóż, zamiast uderzać do kadr (dziewczyny zapewne wytrzeszczą oczy ze zdumienia, twoja wizyta przerodzi się w anegdotę i koledzy mogą Twojemu docinać z powodu wielbicielek) znajdź człowieka i zapytaj. Pewnie będzie mu miło, że ktoś go (Go!) darzy takim uwielbieniem.
    Co do troski o moje rachunki, dziękuję, na szczęście już od dawna nie muszę polegać na grosikach zarabianych w edukacji, z pomocą Szekspira i własnej ambicji (tak, tej strasznej ambicji, która nie pozwoliła mi poprzestać na prestiżowym i misyjnym kąciku artystycznym w świetlicy) radzę sobie całkiem nieźle. Nawet kilka nagradzanych przedstawień dla dzieci mam w portfolio, co poczytuję sobie za zaszczyt.
    Jeszcze słowo o chałturze. Otóż jest ona z zasady zajęciem dorywczym i czysto zarobkowym. Ja tam fajne chałtury uwielbiam, zwłaszcza, kiedy za taką nie nazbyt twórczą i niezbyt ambitną, choć wymagająca robótkę mogę się przez mięsiac pobujać po Wietnamie.
    Ogromnie mi przykro, że tak znacząco podniosłam poziom smutku w społeczeństwie, ale z drugiej strony - szczęśliwy kraj, w którym edukacja artystyczna najmłodszych ma tak zaangażowane rzeczniczki. Może by tak przekierować tę energię na konstruktywną walkę o lepsze warunki pracy i lepsze pieniądze dla "Pań Kredek"? (W samoobronie dorzucam, że uwielbialam telewizyjną Panią Kredkę i oglądałam jej program nawet kiedy rówieśnicy już wciągali Beverly Hills.)
    Ponieważ przerwa na lunch na mojej obecnej półkuli dobiega końca, żegnam się i pozdrawiam. Mam natomiast, że wszyscy szybko się otrząsną z zażenowania po moich tutaj występach.
  • tt-tka 23.01.19, 01:01
    Ogromnie ci przykro ? Przykro i mnie, ale czemus nie wierze.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • kocynder 23.01.19, 01:10
    Niestety, Tt-tko, ja również nie wierzę w to "ogromnie mi przykro" Potworii. Wręcz odwrotnie. Co też nijak nie poprawia nastroju tej dyskusji - raczej ją pogłębia bo "wali" fałszem na 100 mil. :(

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • potworia 23.01.19, 01:23
    Mój Szekspirze, jasne, że nie jest mi przykro:-) Toz to sarkazm był i to dość gruby:-)
  • tt-tka 23.01.19, 01:33
    Za gruby.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • gat45 23.01.19, 08:04
    Drogie Panie, może już spiszcie protokół rozbieżności i zakończcie ten temat ?
    Zawody artystyczne od zawsze są inne od całej reszty i tak już jest. Nie ma co się boczyć na różnice.

    Za nic bym się do tej rozmowy nie wtrąciła, ale kiedyś nierozważnie zgodziłam się na moderowanie. I teraz drżę, czy się ta miła i dzielna wymiana zdań nie przerodzi w coś gorszego. Jeżeli przedwczesna jest ta moja interwencja, to przepraszam.
  • kocynder 23.01.19, 08:16
    Gat ma rację. Z tym, że uważam, że "sarkazm" Potworii ani miły, ani dzielny ani "comme il faut" nie był. Oraz że jej podejście - jest przykre, i to zarówno podejście do pracy z dziećmi jak i do innych uczestników forum... I tym kończę dyskusję - co powiedzieć chciałam - powiedziane zostało...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • kocynder 23.01.19, 10:45
    A, i jeszcze jedno:
    Zasadniczo nie zgadzam się z teorią, iż MM miała "obowiązek" wspominać o swojej pracy w Pałacu Kultury w książce "Tym razem serio". Znaczy nie zgadzam się z tezą z postu startowego. Nie mam pojęcia ile czasu MM tam pracowała, ale po prostu rozumiem, iż pisząc książkę, będąca raczej zbiorkiem anegdot z życia i lat minionych a nie autobiografią w pełnym tego słowa znaczeniu mogło być tysiąc powodów, dla których TEN akurat aspekt - pominęła. Wystarczy, iż w tejże pracy miała wredną, utrudniająca życie dyrekcję, zawistną koleżankę "z plecami", albo wręcz kompletnie pozazawodowe niekorzystne zawirowania rodzinno - logistyczne - i już ten okres w życiu kojarzy się jej niefajnie, przykro i po prostu nie miała ochoty o nim wspominać. Wcale nie ze względu na jakiś wstyd, czy na najmłodszych, których tamże uczyła.
    Zgodzę się z Tt-tką, że zapewne to obserwacje tamtych dzieci były w jakimś stopniu inspiracją dla genialnie opisanych kilkulatków w jej książkach. W jakimś stopniu to nie znaczy głównie, ani tym bardziej wyłącznie. :)
    Natomiast podtrzymuję zdanie, że wypowiedzi niektórych forumowych "artystek" - są po prostu niemiłe, niefajne i przygnębiające. Ot, po prostu chałtura... :(

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • jakgdyby.nigdynic 23.01.19, 17:49
    kocynder napisała:

    > Gat ma rację. Z tym, że uważam, że "sarkazm" Potworii ani miły, ani dzielny ani
    > "comme il faut" nie był. Oraz że jej podejście - jest przykre, i to zarówno p
    > odejście do pracy z dziećmi jak i do innych uczestników forum... I tym kończę d
    > yskusję - co powiedzieć chciałam - powiedziane zostało...
    >

    A ja potworię rozumiem. Jestem osobą być może nadmiernie wykształconą w pewnej bardzo wąskiej dziedzinie. Cenię sobie tę wiedzę, choć podzielić się nią nie jest łatwo. Dla szerokiej publiczności musiałabym wykonać kompletne salto mortale uproszczeń, by przekazać choćby i trochę tej wiedzy. Dla mnie to spłycenie i pozbawienie niuansów zmienia zupełnie obraz tematu i całkowicie pozbawia naukowej radości i poczucia spełnienia.
    Oczywiście są na świecie urodzeni edukatorzy, których życiowym sukcesem jest przekazanie najbardziej skomplikowanego zagadnienia w najbardziej przystępny sposób, ale chyba nie wszyscy musimy nimi być, prawda?
  • zuzudanslemetro 23.01.19, 18:50
    To ja jeszcze, jako forumowa artystka, dopowiem coś: ani ja ani Potworia nie napisałyśmy, że ucząc kogokolwiek, olewamy uczniów. Słowo "chałtura" jakiekolwiek by nie było jego pierwotne znaczenie, oznacza pracę zarobkową, acz niekoniecznie artystyczną. Ucząc młodzież i dzieci nie rozwijam się w swojej dziedzinie tylko zarabiam pieniądze. Któraś z Was była łaskawa zwrocić mi uwagę, że może powinnam uczyć biedne ale ambitne i uzdolnione dzieci. I tu niespodzianka: niestety poważniej te zajęcia traktuje młodzież, która płaci spore pieniądze miesięcznie za zajęcia niż te, które płacą mało. I dopiero te, ktore płacą krocie, rozumieją, kiedy mowię, że się nie nadają do zawodu. Właśnie te mało płacące mają zdanie, że skoro biorę kasę to powinnam z nich za wszelką cenę zrobić aktorów. Zdarzyło mi się niejednokrotnie odmowić przygotowywania kogoś do egzaminow wstępnych, bo po prostu nie miał cienia talentu. Mało tego! Kiedy moi uczniowie oczekują ode mnie, że z nimi pogadam ponad programowo to z nimi gadam. Mają mój numer telefonu i wiedzą, że zawsze mogą liczyć na moją pomoc, podpowiedź czy cokolwiek. Ale to nadal nie znaczy, że uważam, że ta praca wzbogaca mnie jakoś artystycznie. Poza tym, drogie koleżanki, które tak chętnie oceniacie mnie lub Potworię, ile z Was wstaje dzień w dzień o szóstej rano, nie ma weekendów i dzień w dzień wraca do domu po nocy? Ile z Was musi jakoś w międzyczasie znaleźć chwilę dla męża i dziecka? Ile z Was żyje permanentnie na walizkach, bo życie artysty to życie cygańskie i ile z Was mimo wszystko nie rezygnuje z zajęć dla młodzieży bo czuje się za nich odpowiedzialna? A nadal mimo wszystko gdybym pisała autobiografię to niekoniecznie umieszczałabym ten fakt w niej. I proszę Was, jeśli nie wiecie jak wygląda życie pracującego artysty to może powściągnijcie opinie, bo to naprawdę są inne zawody niż inne. A opinie jak Wasze bolą bo się je czyta "boże! ci artyści to sobie wymyślają, że są bóg wie czym! Pożyliby tacy przez chwilę normalnie to by dopiero zobaczyli!". Myślenie Mao Tse Tunga (lub Dze Donga, jak chce nowa pisownia), który swoich laureatów konkursow szopenowskich wysyłał do łagru, żeby im się w głowach nie poprzewracało.
  • lord_vmordevol 24.01.19, 09:10
    zuzudanslemetro napisała:

    > ycznie. Poza tym, drogie koleżanki, które tak chętnie oceniacie mnie lub Potwor
    > ię, ile z Was wstaje dzień w dzień o szóstej rano, nie ma weekendów i dzień w d
    > zień wraca do domu po nocy? Ile z Was musi jakoś w międzyczasie znaleźć chwilę
    > dla męża i dziecka? Ile z Was żyje permanentnie na walizkach, bo życie artysty
    > to życie cygańskie i ile z Was mimo wszystko nie rezygnuje z zajęć dla młodzież

    Brzmi jak życiorys odnoszącego sukcesy salesa z korporacji. Albo i nie odnoszącego sukcesów. Czyli dość zwyczajnie dla pewnej grupy ludzi. (Dla mnie akurat nie, ja jestem etatowiec 40h/tydzień)

    > chwilę normalnie to by dopiero zobaczyli!". Myślenie Mao Tse Tunga (lub Dze Do
    > nga, jak chce nowa pisownia), który swoich laureatów konkursow szopenowskich wy
    > syłał do łagru, żeby im się w głowach nie poprzewracało.

    Według Internetu było ich dwóch, z czego do obozu trafił jeden, a i to po paru latach od Konkursu, więc raczej nie dlatego, że laureat, tylko po prostu masowo trafiła go Rewolucja Kulturalna.
  • bupu 24.01.19, 10:19
    zuzudanslemetro napisała:

    > ycznie. Poza tym, drogie koleżanki, które tak chętnie oceniacie mnie lub Potwor
    > ię, ile z Was wstaje dzień w dzień o szóstej rano, nie ma weekendów i dzień w d
    > zień wraca do domu po nocy? Ile z Was musi jakoś w międzyczasie znaleźć chwilę
    > dla męża i dziecka?

    Wstaję o 5:30, do domu wracam po nocy. Weekendy miewam, lub nie. I owszem, życie osobiste muszę jakoś w tym wszystkim zmieścić. Nie tylko artyści tak mają...


    Ile z Was żyje permanentnie na walizkach, bo życie artysty
    > to życie cygańskie i ile z Was mimo wszystko nie rezygnuje z zajęć dla młodzież
    > y bo czuje się za nich odpowiedzialna? A nadal mimo wszystko gdybym pisała auto
    > biografię to niekoniecznie umieszczałabym ten fakt w niej. I proszę Was, jeśli
    > nie wiecie jak wygląda życie pracującego artysty to może powściągnijcie opinie,
    > bo to naprawdę są inne zawody niż inne.


    Znam artystów, różnych dyscyplin sztuki. Znam takich artystów, którzy, jak wspominałam, uczenie innych uczynili głównym nurtem swej kariery, a w dodatku czują że rozwija ich to jako artystów.

    Ze swej strony uprzejmie proszę o poniechanie rażących generalizacji pt. "wszyscy artyści" i odrobinę szacunku dla trudnej pracy pedagogów. Tylko i aż tyle.

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • potworia 24.01.19, 15:04
    bupu napisała:


    > Znam artystów, różnych dyscyplin sztuki. Znam takich artystów, którzy, jak wspo
    > minałam, uczenie innych uczynili głównym nurtem swej kariery, a w dodatku czują
    > że rozwija ich to jako artystów.

    A wiesz, ja też takich znam, kilkoro nawet z bliska. Wykładają, prowadzą autorskie warsztaty, współpracują lub współtworzą świetne pracownie i rozbudowane, długofalowe programy edukacyjne. Mogą się poszczycić sporym gronem utalentowanych i odnoszących sukcesy wychowanków. I rzeszą ludzi, którym po prostu poszerzyli horyzonty lub rozbudzili wrażliwość.
    I oni wszyscy gdzieś zaczynali. I bardzo często mają za sobą złe doświadczenia: kiepsko zarządzane instytucje, roszczeniowych klientów/zleceniodawców/rodziców, niezbyt światłych przełożonych, mających słabe wyobrażenie o specyfice pracy. A już współpraca z placówkami oświatowymi, to najbardziej wspólne ze wszystkich złych doświadczeń na tym polu, bo w przeciętnej polskiej szkole sztuka jest piątym kołem w wozu, a osoba prowadząca zajęcia artystyczne - jakimś pętakiem i mąciwodą, z dziwnymi wymaganiami i podejrzanym sposobem bycia.

    Dane mi było doświadczyć frustracji, związanych z taką pozycją, z których największą było poczucie winy wobec powierzonych mi dzieciaków.

    strony uprzejmie proszę o poniechanie rażących generalizacji pt. "wszys
    > cy artyści" i odrobinę szacunku dla trudnej pracy pedagogów. Tylko i aż tyle.

    Jeśli w żartobliwym skrócie o Pani Kredce i pieczątce z ziemniaka wyczytalaś brak szacunku do pracy pedagogów, to jesteś mniej spostrzegawcza, niż myślalam.
  • potworia 24.01.19, 15:04
    bupu napisała:


    > Znam artystów, różnych dyscyplin sztuki. Znam takich artystów, którzy, jak wspo
    > minałam, uczenie innych uczynili głównym nurtem swej kariery, a w dodatku czują
    > że rozwija ich to jako artystów.

    A wiesz, ja też takich znam, kilkoro nawet z bliska. Wykładają, prowadzą autorskie warsztaty, współpracują lub współtworzą świetne pracownie i rozbudowane, długofalowe programy edukacyjne. Mogą się poszczycić sporym gronem utalentowanych i odnoszących sukcesy wychowanków. I rzeszą ludzi, którym po prostu poszerzyli horyzonty lub rozbudzili wrażliwość.
    I oni wszyscy gdzieś zaczynali. I bardzo często mają za sobą złe doświadczenia: kiepsko zarządzane instytucje, roszczeniowych klientów/zleceniodawców/rodziców, niezbyt światłych przełożonych, mających słabe wyobrażenie o specyfice pracy. A już współpraca z placówkami oświatowymi, to najbardziej wspólne ze wszystkich złych doświadczeń na tym polu, bo w przeciętnej polskiej szkole sztuka jest piątym kołem w wozu, a osoba prowadząca zajęcia artystyczne - jakimś pętakiem i mąciwodą, z dziwnymi wymaganiami i podejrzanym sposobem bycia.

    Dane mi było doświadczyć frustracji, związanych z taką pozycją, z których największą było poczucie winy wobec powierzonych mi dzieciaków.

    strony uprzejmie proszę o poniechanie rażących generalizacji pt. "wszys
    > cy artyści" i odrobinę szacunku dla trudnej pracy pedagogów. Tylko i aż tyle.

    Jeśli w żartobliwym skrócie o Pani Kredce i pieczątce z ziemniaka wyczytalaś brak szacunku do pracy pedagogów, to jesteś mniej spostrzegawcza, niż myślalam.
  • kocynder 24.01.19, 10:33
    Przepraszam, Zuzu, że osobiście, ale... Mamy ci współczuć ciężkiego życia? Bo musisz rano wstać? Bo nie masz wolnych weekendów? Bo późno kończysz pracę? Zatrudnij się na miesiąc w dowolnym markecie - będziesz mieć dokładnie to samo, tylko może nauczysz się nieco pokory... I tak, biedulko, kasjerka w markecie też musi znaleźć czas dla posiadanej rodziny, też ma zmienny grafik itd. A często ma też hobby, któremu by się chciała poświęcać!
    Nie, Zuzu: "to naprawdę są inne zawody niż inne". To co napisałaś - to TWOJE przekonanie, że bycie artystką powinno ci dawać od życia jakieś fory - nie wiedzieć czemu. Możesz nie czuć chęci ani powołania do bycia nauczycielką. Wolno ci, nie każdy ma, nie ma obowiązku. Natomiast wasze wypowiedzi o tych, którzy NIE TRAKTUJĄ uczenia młodych jako "chałturę do odwalenia i zapomnienia", jako coś wstydliwego i poniżej poziomu wielkiej artystki - są przykre. Właśnie przez dawkę poczucia wyższości...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • tt-tka 24.01.19, 11:10
    Bywa, ze moj dzien pracy liczy sobie osiemnascie godzin. Bywa, ze praca jest rozwijajaca, bywa, ze meczaca do otepienia. Zyje na walizkach. W dodatku w moim fachu nie tylko musze uczyc innych i nie, nie jest to nauczycielstwo, ale i sama musze sie douczac caly czas. I zycie ososbiste tez w tym jakos upycham. I musze umiec wspolpracowac z ludzmi trudnymi, a niekiedy bardzo trudnymi.
    Chcesz sie licytowac, ok, ale o co wlasciwie idzie licytacja ? Komu ciezej, czy kto bardziej niezwykly, czy czyja praca daje lub powinna dawac wieksze przywileje, bo bardziej obciaza ?

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • zuzudanslemetro 24.01.19, 11:49
    Dobra, mam dosyć! Ja tylko wytłumaczyłam Miodowej, dlaczego artysta niekoniecznie ma ochotę chwalić się pracą dydaktyczną, w zamian za to dowiedziałam się tylu przykrych rzeczy, że dzięki. Nawet nie chce mi się tłumaczyć.
  • kocynder 24.01.19, 12:11
    Zapewne Krzysztof Globisz, Anna Polony, Bogusław Linda i Maja Komorowska wstydzą się swojej pracy dydaktycznej. Na pewno. O Englercie nie wspomnę... Aaa... To nie są, zapewne, w twoich oczach artyści... Tylko nie wiem, wyrobnicy? Chałturzyści?

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • kindzie 24.01.19, 12:52
    zuzudanslemetro napisała:

    > Dobra, mam dosyć! Ja tylko wytłumaczyłam Miodowej, dlaczego artysta niekonieczn
    > ie ma ochotę chwalić się pracą dydaktyczną, w zamian za to dowiedziałam się tyl
    > u przykrych rzeczy, że dzięki. Nawet nie chce mi się tłumaczyć.

    Przecież to trolling, naprawdę, nie ma sensu się przejmować.
  • potworia 24.01.19, 13:12
    Trolling, nie trolling, ale wizja Bogusia Lindy inscenizującego ze starszakami progresywną wersję Czerwonego Kapturka i tłumaczącego (wiadomym, kultowym tekstem) rozsierdzonej mamie Helenki, dlaczego to Zosia dostała główniaka...
    Kocham.:-)
  • ciotka.scholastyka 24.01.19, 13:20
    kindzie napisała:

    > Przecież to trolling, naprawdę, nie ma sensu się przejmować.

    Jakież to wygodne: to, co nam się nie podoba, skwitować jako trolling, i już. Gratulacje, spryt level master.

    Do Zuzu natomiast, bo nie wiem: mamy ci współczuć czy co? I dlaczego twoje godziny i czas ciężkiej (to nie ironia) pracy mają cię jakoś wyróżniać pośród innych?
    Mój małż jest freelancerem. Bywa tak, że pomiędzy jedną robotą a druga spędza tydzień w domu wylegując się na sofie. Częściej jednak musi pojechać na spotkanie na popołudnie, wraca ciemną nocą, a następnego dnia wstaje o piątej, bo inny klient wyznaczył spotkanie na dziewiątą 350 km dalej. Pracujące weekendy? Owszem, jeśli akurat trzeba, to jak najbardziej.
    Ja pracuję na etacie, ale co najmniej dwa razy w tygodniu wstaję o 5:30, i co najmniej jedną sobotę w miesiącu pracuję - nadganiam zaległości (alternatywą jest siedzenie do północy). Za co, że zauważę, nikt mi ekstra nie płaci.
    Z tym że ani mój M ani ja nie narzekamy - tak sobie wybraliśmy i póki co tak nam się podoba. I nie uważamy, żeby nasze zawody mogły być argumentem w dyskusji, kto ma ciężej, a który zawód jest szlachetniejszy. Jeśli nas ten tryb życia zmęczy, trzeba będzie pomyśleć o zmianie.
  • gat45 24.01.19, 15:30
    ciotka.scholastyka napisała:

    [...]
    > Mój małż jest freelancerem. Bywa tak, że pomiędzy jedną robotą a druga spędza t
    > ydzień w domu wylegując się na sofie. Częściej jednak musi pojechać na spotkani
    > e na popołudnie, wraca ciemną nocą, a następnego dnia wstaje o piątej, bo inny
    > klient wyznaczył spotkanie na dziewiątą 350 km dalej. Pracujące weekendy? Owsz
    > em, jeśli akurat trzeba, to jak najbardziej.
    [...]

    Ciekawe, że nikt jeszcze nie wspomniał o aspekcie, który mnie się wydaje zasadniczy w tej dyskusji. Wiele jest zawodów, które nie pozwalają na beztroskie wypełnianie obowiązków od -do, przy jednoczesnej pewności comiesięcznego wpływu na konto kwoty x. Ale zawody artystyczne owiane są z dawien dawna swoistym nimbem - cyganeria i te sprawy - wobec którego nie-artyści czują się nieco niepewnie. Może nie wszyscy, ale chyba znaczna część. Według mnie - większość. Trochę w tym podziwu, trochę zazdrości... Tak więc problemy czysto zarobkowe artysty są wprawdzie bliźniaczo podobne do tych, z jakimi boryka się każdy rzemieślnik, pracujący na własny rachunek, to status tych dwóch osób w oczach otoczenia jest odmienny. Podziwiamy, więc więcej wymagamy ? Może to o to chodzi, ale pewności nie mam.
  • guineapigs 24.01.19, 19:14
    gat probuje zrozumiec, o co w tym wszystkim chodzi:

    'Tak więc problemy czysto zarobkowe artysty są wprawdzie bliźniaczo podobne do tych, z jakimi boryka się każdy rzemieślnik, pracujący na własny rachunek, to status tych dwóch osób w oczach otoczenia jest odmienny. Podziwiamy, więc więcej wymagamy ? Może to o to chodzi, ale pewności nie mam. '

    1. I tak sobie mysle, ze problem tej dyskusji lezy w tym, ze roznie rozumiemy slowo 'chaltura'. Zreszta wypowiedz Verdany wyraznie na to wlasnie wskazuje. Dla Potworii, Zuzu i Verdany 'chaltura' to praca dodatkowa, moze nie w sensie finansowym (bo z korepetycji mozna chyba wyciagnac niezly grosz?) ale - ze tak ujme - emocjonalnym. Ja mialam w glowie definicje 'chaltury' jako jakiegos przykrego obowiazku, wrecz nielubianego i robionego albo na tzw 'pol gwizdka', albo tylko dla forsy (chociaz akurat tu to chyba spory procent ludzi pracujac 'chalturzy', bo ten spory procent chodzi do roboty nie z milosci do np. faktur czy tabelek, ale po to, by zarobic na zycie - li i jedynie). Przyznam sie, ze mie ubodlo to, ze 'chaltura' zostala nazwana praca z dziecmi - ale zrozumialam, ze dziewczyny 'nie to' mialy na mysli. Tzn. nie uwazaja, ze uczenie jest czyms wstydliwym, gorszym, ponizajacym. Po prostu nie jest to ich powolanie, wolalyby robic co innego - ale jak trzeba to prosze bardzo: poucze, dam z siebie wszystko, ale nie widze w tym swej przyszlosci zawodowej/nienawidze papierologii ministerstwa/tamtejszych ukladow (a znajdzcie mi takiego nauczyciela, ktory nawidzi...). I okej. Zatem, zamykajac te kwestie: moim zdaniem poszlo tu o rozne rozumienie slowa 'chaltura' (dla lepszego zrozumienia: patrzcie na wpisy Verdany).
    2. Pewne swiatlo daje wypowiedz Bernarda, ktory co prawda kochal winobrania, ale za nic nie chcial robic Kaczorow Donaldow na nocnikach. No i tu sie tez wypowiem: wg. mie, ale tylko mie, juz wieksza chaltura w jakimkolwiek rozumieniu jest np. robienie wzorkow dla masowej produkcji ubran. Wiadomo, ze projektujacy musi zrobic to pod linijke, jakakolwiek awangarda jest absolutnie niedopuszczalna, ma byc tak, jak klient kupi/oczekuje. Przy tym musi to sprawiac wrazenie awangardy i lamania zasad - taka 'rewolucja na potrzeby MTV' jak mialam to kiedys zwyczaj okreslac, ale wiadomo w czym rzecz. No i takie 'prace' ja osobiscie uwazam za chalture - bo i zleceniodawca wie o co chodzi, i zleceniobiorca wie. I dla mie to jest chaltura. Czy potepiam? alez skad. Zyc trzeba, sztuka sie rachunkow nie zaplaci, a za te durary zarobione na koszulkach mozna wystawic Szekspira i nawet stracic na tym Szekspirze - bo sa durary z koszulek czy witryn.
    3, Cos mie naszlo ostatnio i uznalam, ze jakies talenta miec musze - no nie ma przeciez, ze nie mam zadnych... Poniewaz o muzycznych nie ma co mowic, to uznalam, ze moze plastyczne. Poniewaz mam kolezanke, ktora ma dyplom ASP i do tego ma dodatkowe kwalifikacje by uczyc sztuk plastycznych, to poprosilam ja o lekcje rysunku. Po jakims czasie okazalo sie, ze calkiem ladnie mie to wychodzi, cebule i sztucce rysuje jak prawdziwe, a konie to niemal jak sam Kossak (ciezko nie umiec narysowac czegos, z czym sie pracuje 24/7...). W tym czasie mama napisala mi, ze niestety nie kupila rekawiczek o jakie ja prosilam... Ja na to: Mamo, ja zaraz bede na takim poziomie, na ktorym sie umiera na suchoty w przytulku, a ty mi tu pierdoly o jakichs rekawiczkach! Ja mam nadzieje, ze wkrotce bede ponad to!
  • kocynder 25.01.19, 10:46
    Amen.

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • ciotka.scholastyka 25.01.19, 11:37
    gat45 napisała:

    > Ciekawe, że nikt jeszcze nie wspomniał o aspekcie, który mnie się wydaje zasadn
    > iczy w tej dyskusji. Wiele jest zawodów, które nie pozwalają na beztroskie wype
    > łnianie obowiązków od -do, przy jednoczesnej pewności comiesięcznego wpływu na
    > konto kwoty x. Ale zawody artystyczne owiane są z dawien dawna swoistym nimbem
    > - cyganeria i te sprawy - wobec którego nie-artyści czują się nieco niepewnie.
    > Może nie wszyscy, ale chyba znaczna część. Według mnie - większość. Trochę w ty
    > m podziwu, trochę zazdrości... Tak więc problemy czysto zarobkowe artysty są wp
    > rawdzie bliźniaczo podobne do tych, z jakimi boryka się każdy rzemieślnik, prac
    > ujący na własny rachunek, to status tych dwóch osób w oczach otoczenia jest odm
    > ienny. Podziwiamy, więc więcej wymagamy ? Może to o to chodzi, ale pewności ni
    > e mam.

    Ja podziwiam konkretnego artystę, jeżeli jest za co, a nie grupę zawodową jako taką. A nimby, górności i chmurności mocno mnie śmieszą, zwłaszcza że często taki artysta występuje z pozycji... wyżej... o, przepraszam, zrobię bez wulgaryzmów: wyżej robi kupkę, niż ma pupkę, lepiej brzmi niż dosadny oryginał :)
    (nie każdy, oczywiście, na wypadek, gdyby ktoś próbował mnie sekować)

    I jeszcze a propos tego, co Gatu piszesz: jakiś czas temu ktoś mi opowiadał, o cyrku, jaki rozpętała na Facebooku artystka Katarzyna S-ka, z Krakowa. Mianowicie pokazała na tymże FB pismo z ZUS-u, wyliczające jej emeryturę, na bo ja wiem - 50 zł miesięcznie? 100? Pani artystka S-ka zrobiła z tego show, głośno nabijając się z tego (wraz z uradowanymi klakierami), jak to państwo o nią dba, jak jej zapewnia godną starość... To, że artystka S-ka jest Kasią o Bardzo Małym Rozumku, to nie od dzisiaj wiadomo, dała tego dowody już wcześniej, ale żeby do tego stopnia mieć pusto w głowie, żeby nie wiedzieć, że emerytury z ZUS nikt ci nie daje, tylko sama na nią odkładasz, odprowadzając składki?... No to czego ona chce, skoro ich nie odprowadza, a te 50 czy 100 złotych to jakaś kwota odgórnie przyznawana ryczałtem?
  • potworia 26.01.19, 03:53

    > > łnianie obowiązków od -do, przy jednoczesnej pewności comiesięcznego wpły
    > wu na
    > > konto kwoty x. Ale zawody artystyczne owiane są z dawien dawna swoistym n
    > imbem
    > > - cyganeria i te sprawy - wobec którego nie-artyści czują się nieco niepe
    > wnie.

    Ten nimb, mający korzenie w modernistycznym micie artysty przeklętego, jest, niestety, wciąż żywy dzięki licealnej edukacji i popkulturze, przekształcającej według swoich modeli niektóre, naznaczone ekstremami, życiorysy. Oraz dzięki konsumującej je, aspirującej artystycznie młodzieży.
    >
    > Ja podziwiam konkretnego artystę, jeżeli jest za co, a nie grupę zawodową jako
    > taką. A nimby, górności i chmurności mocno mnie śmieszą, zwłaszcza że często ta
    > ki artysta występuje z pozycji... wyżej... o, przepraszam, zrobię bez wulgaryzm
    > ów: wyżej robi kupkę, niż ma pupkę, lepiej brzmi niż dosadny oryginał :)
    > (nie każdy, oczywiście, na wypadek, gdyby ktoś próbował mnie sekować)

    Nie sekuję, ale dopytam z ciekawości - kogo konkretnego masz na myśli? Bo po parunastu latach w branży, raz na wozie, raz pod wozem, nigdy się nie zetknęłam z żadnym praktykiem, który by ww. mit wyznawał. Pomijając mityczność, jest on zwyczajnie niemodny. Silna konkurencja i niejasne reguły gry promują raczej indywidualności bezwzględne i cynicze, co nie dziwi w realiach, gdzie trzeba powalczyć o przetrwanie, a co dopiero o zaistnienie.

    >
    > I jeszcze a propos tego, co Gatu piszesz: jakiś czas temu ktoś mi opowiadał, o
    > cyrku, jaki rozpętała na Facebooku artystka Katarzyna S-ka, z Krakowa. Mianowic
    > ie pokazała na tymże FB pismo z ZUS-u, wyliczające jej emeryturę, na bo ja wiem
    > - 50 zł miesięcznie? 100? Pani artystka S-ka zrobiła z tego show, głośno nabij
    > ając się z tego (wraz z uradowanymi klakierami), jak to państwo o nią dba, jak
    > jej zapewnia godną starość... To, że artystka S-ka jest Kasią o Bardzo Małym Ro
    > zumku, to nie od dzisiaj wiadomo, dała tego dowody już wcześniej, ale żeby do t
    > ego stopnia mieć pusto w głowie, żeby nie wiedzieć, że emerytury z ZUS nikt ci
    > nie daje, tylko sama na nią odkładasz, odprowadzając składki?... No to czego on
    > a chce, skoro ich nie odprowadza, a te 50 czy 100 złotych to jakaś kwota odgórn
    > ie przyznawana ryczałtem?

    Pomjając fakt, że jest istotnie pewnym intelektualnym osiągnięciem przeżyć życie, nie rozumiejąc systemu emerytalnego we własnym kraju, problem ubezpieczeń społecznych dla zawodów twórczych jest bardzo realny. I nie dotyczy to szczęśliwców chałturzących za sześciocyfrowe kwoty, ani innych szczęśliwców, przytulonych przez jakąś sympatyczną instytucję kultury lub nauki na zaciszny etat. Ale właśnie armii wyrobników, obskakujących przedszkola i domy kultury z tak zwanymi szumnie "warsztatami" (100 złotych za godzinę na umowę o dzieło).


    A korzystając z pojawienia się na tapecie ww. artystki, drorzucę truizm: w tej kategorii zmieszczą się tak skrajnie odmienne osobowości, zaplecza intelektualne i materialne, światooglądy i ścieżki zawodowe, Kasia Skrzynecka, Krzysztof Warlikowski, Pani Kredka, mój dziadek (waltornista i pszczelarz), chłopak z zespołu hip-hopowego, Siksa, Roman Polański i no-name projektantka biżuterii dla sieci Bijou Brigitte, że osobiście wolę jej unikać. Zwłaszcza, że ilekroć ktoś zdefiniuje się w ten sposób, poziom agresji w dyskusji znacząco wzrasta.
    Quod erat demonstrandum.

  • kocynder 24.01.19, 10:24
    "są na świecie urodzeni edukatorzy, których życiowym sukcesem jest przekazanie najbardziej skomplikowanego zagadnienia w najbardziej przystępny sposób, ale chyba nie wszyscy musimy nimi być"

    Oczywiście. Ale to nie jest powód, by o edukowaniu najmłodszych pisać z pogardą, jako o czymś żenującym i poniżej godności. Mam wyższe wykształcenie, nawet i podyplomowe. Miałam w życiu okres, że pracowałam w markecie. I NIGDY nie napisałabym z wyższością, ze byłam "panienką sklepową", "jakąś tam kasjereczką" czy że było to coś wstydliwego. Pomimo, że to nie była praca moich marzeń, pomimo, że była ona kompletnie nie zgodna z moim wykształceniem. I O TYM właśnie piszę - smutno mi nie dlatego, że forumowe "artystki" (w cudzysłowie, bo de facto nie wiemy ile z nich w realu zarabia na Szekspirze, a ile szczyci się ukończeniem uczelni plastycznej a pracuje jako drugorzędny kreślarz i to tylko na zlecenia...) nie czują powołania do "bycia nauczycielką" - sama nie czuję, więc to akurat doskonale rozumiem. Mój żal budzi postawa "ja ARTYSTKA contra chałtura z rozwydrzonymi dziubdziusiami nadambitnych mamusiek". I tylko to.

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • verdana 24.01.19, 14:11
    Ale "chałtura" , przynajmniej od czasów "Ze wspomnień chałturzystki" Grodzieńskiej naprawdę to już nie jest praca wykonywana byle jak, tylko dorabianie sobie, często poniżej własnych możliwości. Kiedy prowadziłam kursy do matury, to chałturzyłam - kursy te nic do mojego życia nie wnosiły, prócz pieniędzy. Czy to znaczy, że sie do nich nie przygotowywałam? Ależ skąd. Przygotowywałam sie niezwykle sumiennie. Tylko to nie było dla mnie ważne. Robiłam to, z braku bardziej atrakcyjnych propozycji na dorobienie w tym czasie. To była chałtura, aczkolwiek wykonywana niezwykle sumiennie.
    Mnóstwo osób, ze wspomnianą Grodzieńską włącznie, tak rozumie chałturę. Gorąco polecam lekturę wspomnień.
  • potworia 24.01.19, 16:16
    kocynder napisała:

    > Mój żal budzi postawa "ja ARTYSTKA contra chałtura z rozw
    > ydrzonymi dziubdziusiami nadambitnych mamusiek". I tylko to.
    >
    Brawo, udało ci się w jednym zdaniu zawrzeć trzy przekłamania.

    1. Nigdzie w tej dyskusji nie określiłam się jako artystki
    2.Nigdy nie nazwałam pracy z dziećmi chałturą (choć, jak zadeklarowałam, fajne chałtury bardzo sobie cenię)
    3. Nigdy nie nazwałam "swoich" dzieciaków rozwydrzonymi.

    Mam tylko nadzieję, droga Panno ze Dworku, że w całej twojej krucjacie przynajmniej żal jest prawdziwy.
  • miodowocytrynowa 24.01.19, 16:43
    potworia napisał(a):


    >
    > Mam tylko nadzieję, droga Panno ze Dworku, że w całej twojej krucjacie przynajm
    > niej żal jest prawdziwy.

    To Kocynder to Panna z Dworku vel Visan? Ludzie, skąd wy wiecie takie rzeczy?
  • potworia 24.01.19, 16:49
    miodowocytrynowa napisała:

    > potworia napisał(a):
    >
    >
    > >
    > > Mam tylko nadzieję, droga Panno ze Dworku, że w całej twojej krucjacie pr
    > zynajm
    > > niej żal jest prawdziwy.
    >
    > To Kocynder to Panna z Dworku vel Visan? Ludzie, skąd wy wiecie takie rzeczy?

    Powiedział mi mój mały paluszek:-)))
  • gat45 24.01.19, 17:23
    potworia napisał(a):

    > Powiedział mi mój mały paluszek:-)))

    No to mamy bardzo różne paluszki :)
    Bo że Panna to Visan - nie miałam wątpliwości. Ale dla mnie Kocynder jest Kocynderem i nie ma z dwoma poprzednimi nickami nic wspólnego.
  • potworia 24.01.19, 17:43
    Mój paluszek nie ma wątpliwości :-)
    Ale popiszemy, zobaczymy.
  • miodowocytrynowa 24.01.19, 19:50
    potworia napisał(a):

    > Mój paluszek nie ma wątpliwości :-)
    > Ale popiszemy, zobaczymy.

    Potworio nie bardzo mi to pasuje. Visan vel Panna z Dworku była z Gdańska, opisywała tu nawet swoją działkę na Kaszubach. Kocynder pochodzi ze Śląska i jak wskazała ogólna, forumowa wyszukiwarka bardzo dużo udziela się na regionalnych, sląskich forach. Sam słowo " kocynder" zaś oznacza po śląsku " sytuację trudną do ogarnięcia".
  • bupu 24.01.19, 21:54
    miodowocytrynowa napisała:

    > potworia napisał(a):
    >
    > > Mój paluszek nie ma wątpliwości :-)
    > > Ale popiszemy, zobaczymy.
    >
    > Potworio nie bardzo mi to pasuje. Visan vel Panna z Dworku była z Gdańska, opis
    > ywała tu nawet swoją działkę na Kaszubach. Kocynder pochodzi ze Śląska i jak ws
    > kazała ogólna, forumowa wyszukiwarka bardzo dużo udziela się na regionalnych, s
    > ląskich forach. Sam słowo " kocynder" zaś oznacza po śląsku " sytuację trudną d
    > o ogarnięcia".


    Teraz to mi oczka wylazły z głowy i mam jak żaba. Ze zdumienia. Na takim poziomie będziemy teraz dyskutować na tym forum? Miotając oskarżeniami o trolling i mnogie tożsamości na każdego kto napisze coś co nam nie leży?

    No ja cie kwitne, ależ tu się miło i dzielnie zrobiło...

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • miodowocytrynowa 24.01.19, 22:29
    bupu napisała:

    > miodowocytrynowa napisała:
    >
    > > potworia napisał(a):
    >
    >
    > Teraz to mi oczka wylazły z głowy i mam jak żaba. Ze zdumienia. Na takim poziom
    > ie będziemy teraz dyskutować na tym forum? Miotając oskarżeniami o trolling i m
    > nogie tożsamości na każdego kto napisze coś co nam nie leży?
    >
    > No ja cie kwitne, ależ tu się miło i dzielnie zrobiło...

    O przepraszam ja nic nie miotam, tylko prostuję rewelacje Potworii.
  • potworia 24.01.19, 23:17
    bupu napisała:
    >
    > Teraz to mi oczka wylazły z głowy i mam jak żaba. Ze zdumienia. Na takim poziom
    > ie będziemy teraz dyskutować na tym forum? Miotając oskarżeniami o trolling i m
    > nogie tożsamości na każdego kto napisze coś co nam nie leży?

    Nie, jasne. Lepiej pozostać na poziomie złośliwości, przytyków, przekręcania wypowiedzi z pominięciem kontekstu, wykoślawiania intencji, nie odpowiadania na wprost postawione pytania, chamstwa, insynuacji, epitetów i w razie czego walenia w dzwon świętego oburzenia.

    > No ja cie kwitne, ależ tu się miło i dzielnie zrobiło...

    Touché.
  • kindzie 25.01.19, 00:45
    bupu napisała:

    > Teraz to mi oczka wylazły z głowy i mam jak żaba. Ze zdumienia. Na takim poziom
    > ie będziemy teraz dyskutować na tym forum? Miotając oskarżeniami o trolling i m
    > nogie tożsamości na każdego kto napisze coś co nam nie leży?
    >
    > No ja cie kwitne, ależ tu się miło i dzielnie zrobiło...

    Nie wiem, czy kocynder ma lub miała inne tożsamości. Że próbuje strollować użytkowniczki, które miały to nieszczęście, że przyznały się na forum do zawodów artystycznych w połączeniu z brakiem zamiłowania pedagogicznego - nie budzi moich wątpliwości.

    A miło i dzielnie było w tym wątku jeszcze zanim poradziłam jednej z tych użytkowniczek, żeby się tym trollingiem nie przejmowała.
  • kindzie 25.01.19, 09:17
    I na koniec mojego udzielania w tym wątku dodam, że moje dzieci brały i biorą udział w różnego rodzaju warsztatach i zajęciach rozwijających różnorakie umiejętności artystyczne. Zachęcam je do tego, z dwóch przyczyn. O pierwszej z nich pisała już zuzudanslemetro: bo uważam, że to wartościowa rozrywka dla dzieci. Druga jest jeszcze dla mnie ważniejsza - chciałabym, żeby nabrały zamiłowania do tego sposobu spędzania czasu, ponieważ w mojej opinii amatorskie uprawianie szeroko pojętej sztuki jest równie ważne dla szczęśliwego i spełnionego życia jak amatorskie uprawianie sportu.
    Ale gdyby któraś z osób prowadzących te zajęcia (spośród których, notabene, wszystkie świetnie wywiązywały się ze swoich zadań) zwierzyła mi się, że traktuje je jako dorywczą pracę dla pieniędzy, natomiast jej marzeniem i ambicją jest poświecenie się w całości twórczości artystycznej, nie przyszłoby mi do głowy mieć o to do tej osoby pretensji, ani tym bardziej sztorcować ją, że jej plany i marzenia są godne potępienia.
  • potworia 25.01.19, 01:04
    miodowocytrynowa napisała:

    > potworia napisał(a):
    >
    > > Mój paluszek nie ma wątpliwości :-)
    > > Ale popiszemy, zobaczymy.
    >
    > Potworio nie bardzo mi to pasuje. Visan vel Panna z Dworku była z Gdańska, opis
    > ywała tu nawet swoją działkę na Kaszubach. Kocynder pochodzi ze Śląska i jak ws
    > kazała ogólna, forumowa wyszukiwarka bardzo dużo udziela się na regionalnych, s
    > ląskich forach. Sam słowo " kocynder" zaś oznacza po śląsku " sytuację trudną d
    > o ogarnięcia".

    Mój błysk rozpoznania może nie zniknął, ale przygasł:-/
    Może i Kocynder, to nie Panna Visan, tylko jej charakterologiczna i stylistyczna bliźniaczka ze szczególnym upodobaniem do kapitalików.
    Ale podobieństwo zaiste łudzące.
    Temperatura tutaj dobija do czterdziestu, dobrej nocy wszystkim, idę popływać.
  • ciotka.scholastyka 25.01.19, 11:43
    potworia napisał(a):

    > Może i Kocynder, to nie Panna Visan

    Ona, ona.

    > Temperatura tutaj dobija do czterdziestu, dobrej nocy wszystkim, idę popływać.

    Ja też się chwilowo żegnam, dla odmiany jadę sobie na narty do szwajcarskiego szaletu ;) Programowo odpuszczam internet, więc mam nadzieję, że jak za te 10 dni wrócę, nie zastanę tutaj zgliszcz i ruin :) :) :)
  • miodowocytrynowa 25.01.19, 11:56
    ciotka.scholastyka napisała:

    > potworia napisał(a):
    >
    > > Może i Kocynder, to nie Panna Visan
    >
    > Ona, ona.
    >
    > > Temperatura tutaj dobija do czterdziestu, dobrej nocy wszystkim, idę popł
    > ywać.
    >
    > Ja też się chwilowo żegnam, dla odmiany jadę sobie na narty do szwajcarskiego s
    > zaletu ;) Programowo odpuszczam internet, więc mam nadzieję, że jak za te 10 dn
    > i wrócę, nie zastanę tutaj zgliszcz i ruin :) :) :)

    No ale jedna jest z Gdańska, druga ze Śląska to jak?
  • potworia 26.01.19, 14:34

    > No ale jedna jest z Gdańska, druga ze Śląska to jak?

    Ja jestem jednocześnie z Krakowa i z Warszawy. Z oboma miastami łączą mnie równie głębokie i złożone więzi, w obu studiowałam, w obu mieszkałam mniej więcej tak samo długo, w sprawy obu jestem równie zaangażowana. W jednym mam adres zameldowania, w drugim zamieszkania.
  • tt-tka 26.01.19, 14:47
    Vi_san jest tylko z Gdanska, wakacyjnie z Kaszub, okresowo bywa we Wloszech. Zwiazkow ze Slaskiem nie stwierdzono.

    Zdarzalo sie nam nie zgadzac ze soba b. energicznie w jakiejs kwestii, ale nie przeszkodzilo to zadnej z nas w pozniejszych spokojnych lub mniej spokojnych dyskusjach na inne tematy.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • potworia 26.01.19, 02:04
    potworia napisał(a):

    > Mój błysk rozpoznania może nie zniknął, ale przygasł:-/
    > Może i Kocynder, to nie Panna Visan, tylko jej charakterologiczna i stylistyczn
    > a bliźniaczka ze szczególnym upodobaniem do kapitalików.
    >
    Agresorka nagle ucichła, więc jednak trafiony zatopiony. Przepraszam, mały paluszku, już nigdy w ciebie nie zwątpię;)
  • miodowocytrynowa 26.01.19, 10:22
    potworia napisał(a):

    > potworia napisał(a):
    >
    > > Mój błysk rozpoznania może nie zniknął, ale przygasł:-/
    > > Może i Kocynder, to nie Panna Visan, tylko jej charakterologiczna i styli
    > styczn
    > > a bliźniaczka ze szczególnym upodobaniem do kapitalików.
    > >
    > Agresorka nagle ucichła, więc jednak trafiony zatopiony. Przepraszam, mały palu
    > szku, już nigdy w ciebie nie zwątpię;)

    O Jezu. A może po prostu nie zagląda na forum? I nie zauważyłam , aby była agresywna w jakimkolwiek wpisie.
  • reveiled 26.01.19, 11:15
    A czy to naprawde takie wazne, jesli ktos zmienil nicka? Wiem, na forum sa rozne sympatie i antypatie, i czasem po prostu jest sie ciekawym, z kim ma sie do czynienia, ale przeciez wiekszosc z nas nie podaje swoich pelnych danych... Co innego jesli ktos zostal zbanowany za trollowanie, i wraca pod innym nickiem i dalej trolluje, ale w tym przypadku fakt ze BYC MOZE ktos kto innym moze sie podobac albo nie ale chyba nikomu krzywdy nie robi, teraz przedstawia sie inaczej.... co z tego wynika? Anegdotalnie, ciekawostkowo, moze i cos, ale to nie powod, zeby te osobe gnebic (zreszta nie mamy pewnosci, ze to ta osoba), ale tak naprawde nic.
  • potworia 26.01.19, 13:48
    Visan jakiś czas temu stwierdziła, że na moje poglądy może pomóc tylko psychiatra, za dostała od ówczesnej moderacji upomnienie. Nie wybaczyła tego nigdy - ani mnie, ani moderatorce. Ilekroć wraca pod nowym nickiem, wszczyna starą wojenkę ze mną pod jakimś nowym pretekstem.
    Gdybym od początku wiedziała, że to ona, niegdy bym się nie wdała w tę wymianę zdań. Jeśli ktoś nie widzi w jej wypowiedziach nic agresywnego, natomiast moje uważa za "gnębienie", to dla mnie wyraźny sygnał, że pora zmienić forum.
    Nowy nick to nic złego. Często sama mam ochotę na odświeżenie wizerunku, ale jakoś mi głupio.
  • kocynder 26.01.19, 15:08
    Po pierwsze: nie wiedziałam, że jest obowiązek meldowania się z częstotliwością określoną. Wybacz! Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy.
    Po drugie: możesz sobie dywagować o jakichś fantazjach swojego palucha ile chcąc, bardzo mi z tego powodu wszystko jedno.
    I po trzecie: nie widzę sensu w dyskusji, w której swoje zdanie już wypowiedziałam.

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • ciotka.scholastyka 25.01.19, 11:26
    gat45 napisała:

    > Bo że Panna to Visan - nie miałam wątpliwości. Ale dla mnie Kocynder jest Kocyn
    > derem i nie ma z dwoma poprzednimi nickami nic wspólnego.

    Gatu, poczytaj ją sobie. Identyczne zwroty, sformułowania, słowa ("cho.. cho... cho... chomiczka Pulpa"), melodia zdań, no i... jakby to elegancko ująć... nadpobudliwość leksykalna.
  • ciotka.scholastyka 25.01.19, 11:22
    miodowocytrynowa napisała:

    > To Kocynder to Panna z Dworku vel Visan? Ludzie, skąd wy wiecie takie rzeczy?

    "Nicka zmienić łatwo, styl pisania trudniej". Zwłaszcza jak się nie stara.
  • ciotka.scholastyka 23.01.19, 09:01
    potworia napisał(a):

    > Pewnie będzie mu miło, że ktoś go (Go!) darzy takim uwielbieniem.

    Ooooo, ktoś napisał "go" wielką literą? I nie dowolnego pana boga miał na myśli?
    Chyba nawet wiem, kto to był. No cóż, na niektórych nie ma rady. Zaimpregnowani na uwagi i prośby na sto procent. Można im tłumaczyć, że zaimki osobowe, poza kilkoma wyjątkowymi sytuacjami, pisze się małą literą, można im tłumaczyć jeszcze kilka innych rzeczy dotyczących pisania, a Oni :-P dalej swoje...
  • lord_vmordevol 23.01.19, 10:22
    ciotka.scholastyka napisała:

    > potworia napisał(a):
    >
    > > Pewnie będzie mu miło, że ktoś go (Go!) darzy takim uwielbieniem.
    >
    > Ooooo, ktoś napisał "go" wielką literą? I nie dowolnego pana boga miał na myśli
    > ?
    > Chyba nawet wiem, kto to był. No cóż, na niektórych nie ma rady. Zaimpregnowani
    > na uwagi i prośby na sto procent. Można im tłumaczyć, że zaimki osobowe, poza
    > kilkoma wyjątkowymi sytuacjami, pisze się małą literą, można im tłumaczyć jeszc

    Ale to chyba była właśnie wyjątkowa sytuacja, nie?
  • ciotka.scholastyka 23.01.19, 12:37
    lord_vmordevol napisał:

    > Ale to chyba była właśnie wyjątkowa sytuacja, nie?

    Nie wiem, zgaduję i gdybam. Osoba, którą mam na myśli, jest jedną z dwóch, które wygasiłam sobie jakiś czas temu, bo mi za bardzo działały na nerwy.
  • neandertalka 24.01.19, 20:13
    ciotka.scholastyka napisała:

    > potworia napisał(a):
    >
    > > Pewnie będzie mu miło, że ktoś go (Go!) darzy takim uwielbieniem.
    >
    > Ooooo, ktoś napisał "go" wielką literą? I nie dowolnego pana boga miał na myśli
    > ?
    > Chyba nawet wiem, kto to był. No cóż, na niektórych nie ma rady. Zaimpregnowani
    > na uwagi i prośby na sto procent. Można im tłumaczyć, że zaimki osobowe, poza
    > kilkoma wyjątkowymi sytuacjami, pisze się małą literą, można im tłumaczyć jeszc
    > ze kilka innych rzeczy dotyczących pisania, a Oni :-P dalej swoje...

    Oj tak, ciotko, oj tak. Teraz to już nawet My i Ja się pisze. Nie wiem, co to się porobiło :-)

    Kiedyś było wiadomo, że dużą literą, grzecznościowo, to tylko zwracając się do osoby drugiej, w listach.

    O osobie trzeciej - tylko jeśli jest zmarłym (w nekrologu), jubilatem albo osobą niezwykle szacowną (np. królem czy papieżem).

    Nie wiem, kim był w tym wypadku ten On, o którym potworia mówi "Go" (nie czytałam całego wątku), ale chyba żadnym z powyższych? ;-)
  • potworia 24.01.19, 21:35
    Potworia jest purystką. To Kocyndrer wielbi Go i kocha się w Nim.
  • ciotka.scholastyka 25.01.19, 11:39
    potworia napisał(a):

    > Potworia jest purystką. To Kocyndrer wielbi Go i kocha się w Nim.

    Nie tylko Ona :-P
  • zachariasz93 24.01.19, 12:40
    potworia napisał(a):

    > soova napisała:
    >
    > > <PR-owo lepiej
    > > brzmi: "nie miałam propozycji ilustracji książek, więc zaczęłam pisać sa
    > ma, że
    > > by je ilustrować" niż "zaczęłam pracować w zawodzie grafika jako instrukt
    > orka w
    > > domu kultury".
    >
    > Nie tylko lepiej brzmi, ale i się nie wyklucza. Pani Kredka z zajęć plastycznyc
    > h nie tworzy ilustracji do książek, tylko pokazuje podopiecznym jak zrobić piec
    > zątkę z ziemniaka. Pracą "w zawodzie" można to nazwać z dużą dozą wyrozumiałośc
    > i:-)
    >
    > A instruktorką w Domu Kultury jest też Tosia Kowalik.


    I to lubię u MM - artysta to nie jest bezrobotny, oderwany od rzeczywistości ćpun lub frustrat, tylko człowiek, który potrafi ułożyć sobie życie, pracować w zawodzie itd. Uwielbiam wręcz.
  • potworia 21.01.19, 14:22
    tt-tka napisała:

    >Wtedy to i zarobek byl inny, i
    > nie portfolio pisala, i jak sie ma jej poznanska solidnosc i umilowanie pracy
    > i prawdy :) i nauczycielstwa do tego pominiecia ?

    No, kokosów to raczej z tego nie było, nawet za Gierka:-)
    Co do solidności, to mnie najbardziej bolało to, że z kilku powodów nie dało się tego robić solidnie - dzieciaki chodziły w kratkę, materiały skąpe, czasu mało, grupa za duża i ciśnienie nadambitnych mamuś, niekoniecznie proporcjonalne do uzdolnień dziubdziusiów.

    > Jak sobie przypomne Zakow i ten zachwyt nad zdolnym czteroletnim tworca krolika
    > w skoku zintegrowanego z laka, to zal serce sciska, ze minelo i se ne vrati.
    >
    >
    Tak, też lubię. Irenka w ogóle świetna byla.
    .
  • ciotka.scholastyka 23.01.19, 08:57
    tt-tka napisała:

    > i jak sie ma jej poznanska solidnosc i umilowanie pracy i prawdy :) i nauczycielstwa do tego pominiecia ?

    Ty tak serio, serio? Wytaczasz tak ciężkie armaty, bo MM nie napisała we wspomnieniowej książce (przecież tego nawet autobiografią nazwać nie można) o jakiejś pracy, którą wykonywała mając lat 27, i która najwyraźniej nie miała wielkiego znaczenia i wpływu na jej dalsze życie?

    Różne poziomy hejterstwa w stosunku do autorki (a nie w stosunku do jej książek) się na tym forum odjaniepawlają, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałam.

    Następnym razem nie zapomnij powiesić na niej ze trzech małych piesków, bo w TRS nigdzie nie napisała, że miała robione EKG - a przecież na pewno miała, każdy kiedyś ma - a przecież to jest ważna sprawa, ważna dla zdrowia, Małgorzata Musierowicz nie propaguje dbania o serce.
  • tt-tka 23.01.19, 09:43
    ciotka.scholastyka napisała:


    > Ty tak serio, serio? Wytaczasz tak ciężkie armaty, bo MM nie napisała we wspomn
    > ieniowej książce (przecież tego nawet autobiografią nazwać nie można) o jakiejś
    > pracy, którą wykonywała mając lat 27, i która najwyraźniej nie miała wielkiego
    > znaczenia i wpływu na jej dalsze życie?

    Serio, nie serio... uwazam, ze ta wlasnie praca dala jej material na kilka pierwszych, naprawde udanych - zwlaszcza w porownaniu z pozniejszymi - ksiazek. Jej wlasne dzieci byly wowczas male lub nieistniejace, te kapitalne postaci dzieciece i nastoletnie w SK, K, Malomownym to imo poklosie jej pracy z mlodzieza w DK.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • soova 23.01.19, 09:59
    <Jej wlasne dzieci byly wowczas male lub nieistniejace, te kapitalne postaci dzieciece i nastoletnie w SK, K, Malomownym to imo poklosie jej pracy z mlodzieza w DK. >

    Jej starsze dzieci były już w przedszkolu i zaczynały edukację szkolną, kiedy te książki powstawały. Scena z początkiem roku w I klasie w "Kłamczusze" (rok wydania 1979, ale pisana byłą przecież wcześniej) jest właśnie dlatego tak realistyczna, że do szkoły poszedł chyba jej najstarszy syn, który uczył się z podręcznika "Litery". To nie marginalna praca w domu kultury dawała autorce okazję do obserwacji rzeczywistości. Choć zapewne taka, a nie inna praca Tosi może tu być pewną aluzją.
  • tt-tka 23.01.19, 10:26
    I przedszkole dalo postacie Cesi, Klamczuchy, Pawelka, Munia, Tunia i inne ?
    MiR to 75 rok, SK - 77. A pisala, rzecz jasna, wczesniej niz zostaly wydane.
    Oraz ta praca w Palacu wowczas, gdy pracowala tam, nie byla marginalna.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ciotka.scholastyka 23.01.19, 12:41
    tt-tka napisała:

    > I przedszkole dalo postacie Cesi, Klamczuchy, Pawelka, Munia, Tunia i inne ?
    > MiR to 75 rok, SK - 77. A pisala, rzecz jasna, wczesniej niz zostaly wydane.

    A skąd ta pewność, że MM pracowała w Pałacu z młodzieżą? Na zdjęciu widnieje w otoczeniu na moje oko pięciolatków.
    Po prostu pisząc SK MM nie była jeszcze tak totalnie odjechana od młodych ludzi, pamiętała pewnie dobrze jeszcze wiek swój cielęcy i wiedziała, jaka ta młodzież jest, a nie jak ją sobie babunia wyobraża.

    > Oraz ta praca w Palacu wowczas, gdy pracowala tam, nie byla marginalna.

    Skąd wiesz, skoro - jak sama mówisz - nie mamy na ten temat żadnych informacji, i dysponujemy jednym zdjęciem? Skąd wiesz, że nie miała tam zajęć dwa razy w tygodniu, trzy godziny po południu?
    Pytam, bo może gdzieś coś było na ten temat, tylko mi umknęło.

    Oraz fascynuje mnie, o czym tu można dyskutować. Możliwości są nieprzebrane, jak widać :)

  • tt-tka 23.01.19, 13:42
    ciotka.scholastyka napisała:



    > A skąd ta pewność, że MM pracowała w Pałacu z młodzieżą? Na zdjęciu widnieje w
    > otoczeniu na moje oko pięciolatków.

    Ze starszymi tez pracowala. Widziala i slyszala te mlodziez. A obserwowac umiala zawsze, w tej kwestii forum jest zgodne jak rzadko, ze MM jest swietna obserwatorka, tylko ze zrozumieniem tego, co, widzi, gorzej. Wowczas widac tego problemu (ze zrozumieniem) nie miala.



    > Skąd wiesz, skoro - jak sama mówisz - nie mamy na ten temat żadnych informacji,
    > i dysponujemy jednym zdjęciem?

    Gdzie ja cos takiego mowie ? Mowie, i to powtarzam, ze ona o tym nie informuje. W TRS. Bo wczesniej zdarzalo jej sie.

    Skąd wiesz, że nie miała tam zajęć dwa razy w t
    > ygodniu, trzy godziny po południu?

    Prowadzila kilka grup, w roznym wieku. Mowila o tym na spotkaniu autorskim pod koniec lat 70-tych, gdy ja, ciele mlode i pelne zapalu, na takie spotkania chodzilam. Padlo pytanie, jak zwykle na takich spotkaniach, czy ona to z glowy, czy z zycia i skad bierze material.

    Zapewne mozna znalezc listy godzinowe z tamtych lat w palacowym archiwum, ale az tak mi nie zalezy.



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ciotka.scholastyka 23.01.19, 13:55
    tt-tka napisała:


    > > Skąd wiesz, skoro - jak sama mówisz - nie mamy na ten temat żadnych infor
    > macji,
    > > i dysponujemy jednym zdjęciem?
    >
    > Gdzie ja cos takiego mowie ?

    Ano mówisz, w poście z 10:26, "Oraz ta praca w Palacu wowczas, gdy pracowala tam, nie byla marginalna." Stąd było moje pytanie, skąd wiesz, że nie była marginalna? Teraz wyjaśniłaś, ze spotkania autorskiego, ok, więcej pytań nie pamiętam, jak dla mnie sprawa jasna.
    Z tym że nadal uważam, że niewzmiankowanie o tej akurat pracy w TRS nie jest niczym dziwnym, widać sama MM uznała, że nie musi to nikogo interesować, i słusznie. Ja na przykład nie znoszę wstawek w Autobiografii Chmielewskiej o brydżu i wyścigach, bo się na tym nie znam, nie obchodzi mnie to i nudzi okropnie (no i co z tego, ze Staszek wyszedł w waleta trefl, nie macie większych problemów?), ale uważam, że JCh miała pełne prawo decydować o tym, o czym napisze, a o czym nie wspomni. Podobnie Grodzieńska w swoich licznych wspomnieniach całkowicie pomija okres w getcie (jakkolwiek nieporównywalne są to wspomnienia lub ich brak).
  • miodowocytrynowa 23.01.19, 16:03
    Abstrahując od Waszego sporu- a czy nie wydaje Wam się, że " Kłamczucha" której akcja toczy się bodajże w 1977r i rodzina Mamertów jest jakby odbiciem rodziny Musierowiczów? Bo i ta Tosia intsruktorka plastyki, dwójka dzieci ( Roma młodsza o rok czy dwa od Tomcia) i związane z nimi perypetie- to jej przeżycia? Tomek siedmiolatek idzie do szkoły, dokładnie tak jak synek MM Andrzej ( zdaje się, że są w ogóle z tego samego rocznika 71) te zabawy z młodszą siostrą, te świetne dialogi i pięknie zaobserwowane życie dzieci? To młode małżeństwo Mamertów borykające się z brakiem gotówki, jedzących skromne jedzenie? Tak mi się wydaje, że to był świat Musierowiczów lat 70.
  • tt-tka 23.01.19, 16:59
    Tosi byla muzyczka, tak dla scislosci.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ciotka.scholastyka 24.01.19, 13:32
    tt-tka napisała:

    > Tosi byla muzyczka, tak dla scislosci.

    NO WŁAŚNIE!!!! Akurat chciałam odpisać Miodowej, że Tosia chyba uczyła muzyki, a nie plastyki :)
  • tt-tka 24.01.19, 16:34
    ciotka.scholastyka napisała:


    > NO WŁAŚNIE!!!! Akurat chciałam odpisać Miodowej, że Tosia chyba uczyła muzyki,
    > a nie plastyki :)

    Nawet kilkakrotnie to podkreslono, i kiedy nurzala delikatne dlonie pianistki w mydlinach, piorac rzeczy Mamerciatek, i kiedy po awanturze z wicedyrektor mowila, jak trudno o prace dla pianistki.
    Niemniej ta praca byla dla niej praca zasadnicza, nie chaltura, nawet jesli wolalaby koncertowac i mialaby po temu predyspozycje.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • miodowocytrynowa 24.01.19, 16:45
    tt-tka napisała:

    > ciotka.scholastyka napisała:
    >
    >
    > > NO WŁAŚNIE!!!! Akurat chciałam odpisać Miodowej, że Tosia chyba uczyła mu
    > zyki,
    > > a nie plastyki :)
    >
    > Nawet kilkakrotnie to podkreslono, i kiedy nurzala delikatne dlonie pianistki w
    > mydlinach, piorac rzeczy Mamerciatek, i kiedy po awanturze z wicedyrektor mowi
    > la, jak trudno o prace dla pianistki.
    > Niemniej ta praca byla dla niej praca zasadnicza, nie chaltura, nawet jesli wol
    > alaby koncertowac i mialaby po temu predyspozycje.

    Wiem, pomerdało mi się z Irenką Żak.
  • soova 23.01.19, 19:19
    Tak, dla mnie te wątki są bardzo silnie osadzone w rzeczywistości. A że najstarszy syn MM zaczynał wtedy szkołę, nie wątpię, że jego szkolne perypetie - podręcznik "Litery" (sama się z niego uczyłam), zbieranie składek, uczeń dopisany w dzienniku do składu klasy ołówkiem - znalazły się w ten czy inny sposób w fabule.
  • soova 21.01.19, 14:27
    Czy masz pewność co do "pominęła z premedytacją"? Mogła najzwyczajniej w świecie zapomnieć, zwłaszcza, gdy ten epizod zawodowy był krótki. Sama miałam okoliczność przez pewne wakacje pracować na studiach w księgarni. Nie wspominam tego faktu w CV, bo nie ma on w tej chwili dla mojej drogi zawodowej większego znaczenia - a minęło od tego czasu mniej więcej tyle samo, ile okres 1972 - 1994 (wydanie TCS). Bardzo bym się zdziwiła, gdyby ktoś mi z tego robił zarzut, z wykorzystaniem słowa z terminologii prawnokarnej zresztą.
  • verdana 24.01.19, 14:13
    Wielokrotnie pisałam cv i ani razu nie wpisałam do niego prowadzenia kursów do matury. W ogóle nie przyszło mi to do głowy, to było zajecie dosyć marginalne i w ogóle o tym nie pamiętałam.
  • reveiled 21.01.19, 16:37
    Ale dokladnie co Ci sie tu nie podoba? To, ze MM tak pracowala, to, ze o tym nie wspomniala w autobiografii (bardzo krotkiej i wybiorczej zreszta), czy to, ze stworzyla wrazenie, ze "musiala" zaczac pisac, zeby miec co ilustrowac, zeby zarobic? Sadze, ze raczej nie to pierwsze. Drugie - jak juz ktos powiedzial, autobiografia to nie spowiedz powszechna, i chociaz nie sadze, ze ze pani MM zupelnie o tej pracy zapomniala, nie sadze, zeby byla dla niej tak bardzo wazna, pewnie pracowala na tej pozycji krotko i z koniecznosci, nie z powolania. Sama pracowalam w swietlicy, w sklepie, udzielalam korepetycji, i nie sadze zebym w jakiejs potencjalnej autobiografii miala o tym wspomniac - lubilam te wszystkie prace, nie wstydze sie zadnej i wszystkie cos tam do mojego zycia wniosly, ale nie na tyle zeby sie nad tym rozwodzic w krotkim tomie... A ze pani MM szukala innej mozliwosci zarobku? No, chciala zarabiac ilustracjami, nie nauczaniem, wolno jej, nauczycielom nic nie ujmujac. Zreszta wielokrotnie przedstawiala sie jako osoba niesmiala, i chyba nawet forum zaobserwowalo, ze nie jest osoba bardzo towarzyska, wiec chyba nic w tym dziwnego.
  • fornita111 26.01.19, 23:03
    Buahhhahhhaaaa- jaka piękna jatka :D Chyba będę tu częściej zagladac!
  • potworia 26.01.19, 23:50
    fornita111 napisała:

    > Buahhhahhhaaaa- jaka piękna jatka :D Chyba będę tu częściej zagladac!

    Ja zdecydowanie rzadziej. Ale cześć, Fornitta, jak miło, że wpadłaś.
  • fornita111 27.01.19, 10:25
    Nie, no, ale tak na serio: dałaś się sprowokować i zaczęłas udowadniać, że nie jesteś wielbłądem. Mogę to już szczerze napisać, skoro dawno zrezygnowałam z bycia częścią forumowej spolecznosci: inteligentne osoby (takie jak Zuzu chociażby) się tutaj marnują :P Diagnozuje, że jatki będą się cyklicznie powtarzać, bo za bardzo wsobne jest to forum.
  • miodowocytrynowa 27.01.19, 11:15
    fornita111 napisała:

    > Nie, no, ale tak na serio: dałaś się sprowokować i zaczęłas udowadniać, że nie
    > jesteś wielbłądem. Mogę to już szczerze napisać, skoro dawno zrezygnowałam z
    > bycia częścią forumowej spolecznosci: inteligentne osoby (takie jak Zuzu chocia
    > żby) się tutaj marnują :P Diagnozuje, że jatki będą się cyklicznie powtarzać,
    > bo za bardzo wsobne jest to forum.

    Nie wiem czy się dała sprowokować czy nie, sama przez cały wątek przemawia dość niemiłym tonem, a posądzanie rozmówców o trolling czy udawadnianie, ze wczesniej miał inne nicki ( nawet jak miał to co z tego?) fajne nie jest.
  • fornita111 27.01.19, 11:19
    Fajne-srajne. Po prostu ona potrafi dyskutować bez personalnych dowalanek, dopóki to jeszcze jest dyskusja na jakiś temat- a nie cyrk. Pytanie brzmi, czemu większość esd tego nie potrafi? Może za serio traktujecie to forum?
  • miodowocytrynowa 27.01.19, 11:41
    fornita111 napisała:

    > Fajne-srajne. Po prostu ona potrafi dyskutować bez personalnych dowalanek, dopó
    > ki to jeszcze jest dyskusja na jakiś temat- a nie cyrk. Pytanie brzmi, czemu wi
    > ększość esd tego nie potrafi? Może za serio traktujecie to forum?

    Nie widziałam Cię tu chyba z pól roku. Teraz przyszłaś się pokłócić i napisać, że nie umiemy dyskutować ? Bo wiesz, chyba nikt się nie da sprowokować, ja też już uciekam.
  • guineapigs 27.01.19, 11:51
    Fornitta napisala:
    'inteligentne osoby (takie jak Zuzu chociażby) się tutaj marnują :'

    O, toz wkraczamy na nowe przestrzenie. A coz to, jesli wolno zapytac, jest wg. ciebie 'inteligencja', skoro po postach jestes w stanie to ocenic?
    Czy jest to spryt, dostosowanie sie do zasad? I czerpanie korzysci z tego?
    Toz Van Gogh byl kretynem, Tesla pewnie tez - obaj umarli raczej niebogaci, chociaz Tesla mial wynalazki i patenty, oraz swoj czas bogactwa, ktory sie skonczyl tak szybko, jak zaczal. No dobra, byl moze chory psychicznie/niestabilny emocjonalnie, okej.
    Ale VG malowal co chcial i umarl biedny, a Kossak malowal, co chceli inni - i chyba biedy nie zaznal. Dobry plan. Ale tak teraz oceniajac, to ktory byl lepszy? Kossaka sobie kupisz, jego obrazki nie sa tanie, ale tez nie wymagaja nie wiem jakiej fortuny. Co prawda nie znam twej sytuacji materialnej ale pozwalam sobie przypuszczac, ze na VG, nawet miniaturowego, cie nie stac. Moze jest inaczej, nie wiem, ale jesli jest, to ci zazdroszcze.
    Jesli inteligencja to umiejetnosc adaptacji - to kazdy polityk jest po prostu gigantem intelektu w porownaniu z jakimkolwiek nauczycielem. Taki polityk w zasadzie nie musi nic umiec ani nic robic a zyje swietnie. Nauczyciel nie dosyc, ze sie musi wyksztalcic, to potem zarabia 2 tys mies/netto za cholernie trudna prace. Po prostu kretyn - nie bojmy sie tego slowa.
    A jesli inteligencja to nie tyle przystosowanie do warunkow (w koncu nawet bakterie to potrafia, o ptakach nie wspomne - patrz ostatni raport tego biura ornitologicznego gdzies w Belgii czy Holandii), co umiejetnosc laczenia faktow i wyciagania wnioskow - to najlepiej oplacana grupa zawodowa, a przynajmnie najbardziej szanowana, powinni byc policjanci typu Borewicz (ci od najgorszej roboty: morderstwa, gwalty) czy sledczy typu Lisbeth Salander - a nie sa.
    O Zuzu nie wiem nic procz tego, ze jest aktorka. O Bupu zas wiem to, ze potrafi wylapac najmniejszy szczegolik z ksiazki MM i probowac go zestawic/dopasowac z/do innych szczegolikow. Oczywiscie sie to nie udaje, bo wyobraznia MM miesci za duzo i Jezycjadowe Uniwersum obfituje w dziwne zjawiska architektoniczno-anatomiczno-czasowe.
    I na koniec: nie sadzilam, ze uczestnictwo w forum jest jakims testem na madrosc czy inteligencje. Myslalam, ze to po prostu fajny sposob spedzenia czasu, pogaduchy (czesto pogaduchy do poduchy - jako ze fajnie poczytac przed snem), a przy tym takze i rzeczowa analiza. A ze klotnie czy nieporozumienia? To chyba oczywiste w sytuacji, kiedy kilkanascie osob sie wypowiada w temacie i kazda ma inne doswiadczenia, informacje, poglady. Myslalam ze te czasy, kiedy sie wszyscy uczestnicy dyskusji zgadzali, sa slusznie minione - ale widac nie. Zreszta, jakby nasza dyskusja miala miec na celu Zbawienie Swiata Przed Armagedonem - to jak nabardziej bylabym za Jednowladztwem, a wrecz Dyktatura (bo gdzie kucharek szesc, tam nie ma co jesc), ale zdaje mie sie, ze az takich aspiracji to Forum nie ma - po prostu sobie gadamy, a przy tym klocimy sie. I nabijanie armaty przeciw mniej inteligentnym wydaje mie sie co najmniej kuriozalne, a swiadczy tylko brzydkiej zlosliwosci i checi przygadania.
  • potworia 27.01.19, 12:57
    @fornita
    Ano dałam, trudno. Wielbłądzić jest rzeczą ludzką i ale i pouczającą.

    @Guineapigs

    Powiem Ci, Guin, na pożegnanie, że gdybym miała kogokolwiek z forum spotkać w realu, to byłabyś Ty. Masz w sobie, dziewczyno, coś wzruszająco niewinnego, szczerego, podatnego na zranienie, a może właśnie zranionego, co jednocześnie jest głęboko indywidualne i unikatowe. I to coś, że nawiąże do tekstu macierzystego, prześwieca przez Twoje wypowiedzi, niezależnie od tematyki i merytoryki. Powodzenia w rysunku i w zyciu:)

    @miodowocytrynowa

    Nikomu niczego nie zamierzałam "udawadniać", słowo harcerki. To Ty więcej niż ochoczo podjęłaś temat wielonickowości (pewnie z jakiegoś powodu jest Ci bliski) i wyszło, jak wyszło.
  • fornita111 27.01.19, 13:47
    Akurat Ciebie tez uważam za inteligentna osobe ;) I bardzo oryginalna- po prostu widzisz to czego inni nie widzą i odkrywasz zupełnie nowe pola do dyskusji. Nie weszłam tutaj po dlugim czasie milczenia, żeby was obrażać i trollolowac. Po prostu: trochę to żałosne, że aż tak brak dystansu, aż tak trudno zaakceptować cudzy punkt widzenia i są osoby, które będą brnać w zaparte, byle udowodnić jakąś swoją racje... Mam wrażenie, że tematy dotyczące jezycjady juz się dawno wyczerpały i to forum zwyczajnie zjada własny ogon. A może. .. skoro lubicie ze sobą rozmawiać, poszerzcie repertuar o inne ksiazki? Ale róbcie co chcecie, mi to rybka :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.