Dodaj do ulubionych

Gabrysia jako filolog klasyczny

25.01.19, 15:32
Dawno nie czytałam pierwszych tomów jeżycjady, ale to, co pamiętam, nie daje mi podstaw, by wierzyć w miłość Gabieli do łaciny i greki. Wyjątek może stanowić jedna scena w KK. Dotąd przyjmowałam to z naimwnym: "nie wszystko musi być w książce opisane", ale potem naszła mnie myśl, że pełniąca rolę wiecznie córki Gaba chciała w ten sposób zbliżyć się do nieobecnego duchem ojca, może nawet zasłużyć na jego miłość. Ktoś mnie odwiedzie od tej myśli? Proszę.
Edytor zaawansowany
  • verdana 25.01.19, 16:35
    Niekoniecznie. Mój ojciec był obecny duchem jak najbardziej, na jego miłość zasługiwać naprawde nie musiałam, a i tak poszłam w jego ślady. Ale zgodzę sie, ze Gaba nie jest ani filologiem klasycznym, ani naukowcem. Wszyscy znani mi naukowcy jednak pracują w domu, odpędzają dzieci co pewien czas, bo mają deadline i wszystkich zanudzają tym, co właśnie piszą.
  • tt-tka 25.01.19, 16:40
    To jedna z mozliwosci. Odwodzic nie bede :), moge zasugerowac inne.
    Zdaniem Idy Gabon jest wyjatkowo uzdolniony jezykowo, wybrala studia, ktore z racji tych uzdolnien uznala za latwe, a z jezykami starozytnymi, a przynajmniej jednym , byla osluchana.
    Do wyboru studiow natchnal ja obraz ojca, ktory nurza sie w ksiazkach i nic wiecej nie musi. Mogla to byc wizja pociagajaca :)
    Odziedziczyla profesje rodzica, jak to bywa. Nie umiem powiedziec, jak czesto, ale zdarza sie.
    Uznala, ze praca na uczelni da jej dosc wolnego czasu dla rodziny :)

    Poniewaz Gabona jako filolozki klasycznej praktycznie nie widzimy, ja tez w te milosc nie wierze. Jest chyba jedna jedyna scena, w Imieninach, kiedy Grzes walczy z maluchem, a Gabon zabija czas ukladaniem czegos tam - akrostychow ? anagramow ? takie zabawy jezykiem moga swiadczyc o zamilowaniu, ale czy o milosci ?

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • verdana 25.01.19, 16:47
    Ależ wcale nie odziedziczyła profesji, tylko wykształcenie. To zupełnie co innego
  • iwoniaw 25.01.19, 18:36
    Jest chyba jedna jedyna scena, w Imieninach, kiedy Grzes wal
    > czy z maluchem, a Gabon zabija czas ukladaniem czegos tam


    Nie pamiętam w której części, była gdzieś wzmianka o tym, że Gaba pisze artykuł o Anakreoncie (?) do "Mówią wieki"(?) i że ją do radia zapraszają na pogadanki o antyku jako eksperta, co zostało tu chyba nawet przyjęte jako łatanie dziur wytkniętych przez Wraże Forum - ale ja nie wierzę w Gabę jako profesora i pracownika naukowego raczej z tych powodów, o których wspomina Verdana (nie widzimy jej pracującej w domu, ba - nie słyszymy nawet by cokolwiek o pracy wspominała - czy to np. narzekając na studentów/dziekana/zmieniające się przepisy, czy też zachwycając się nimi). No więc nie, nie znam żadnego osobnika pracującego na uczelni (ani wybitnego, ani miernego), który by tak miał. I jeszcze zero znajomych z pracy czy choćby nazwisk kolegów po fachu, którzy czymś błysnęli akurat (Ignacy miał przynajmniej docenta, Nutria jeździła - no ok, częściowo gnana nie do końca intelektualnym bodźcem, ale jednak - na wykład dra Stali o zamku i domku, Ida opowiadała o ciachaniu brokułów migdałkowych i z Markiem brali udział w debacie o strajku - a Gaba po prostu NIC)


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • tt-tka 25.01.19, 19:02
    Artykul pisala, pogadanki wyglaszala (raczej jako popularyzator niz ekspert), ale to bylo wymienione w kontekscie dziur budzetowych, dokladnie - liczne, lecz skromnie platne chaltury, ktore wraz z dwiema uniwersyteckimi pensjami nie wystarcza na wakacje dla dzieci inne niz u Jankowiakow.
    Jesli kto ma egzemplarz, prosze o stwierdzenie, czy padlo slowo "chaltury".
    W kazdym razie - tam jest wzmiankowana praca, czy zarobkowanie, a nie milosc do antyku.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • tt-tka 26.01.19, 12:52
    tt-tka napisała:

    > liczne, lecz
    > skromnie platne chaltury, ktore wraz z dwiema uniwersyteckimi pensjami nie wyst
    > arcza na wakacje dla dzieci inne niz u Jankowiakow.
    > Jesli kto ma egzemplarz, prosze o stwierdzenie, czy padlo slowo "chaltury".

    Sama sprawdzilam, nie padlo. Byly "liczne, lecz drobne honoraria" za prace redakcyjne, tlumaczenia, artykuly i pogadanki radiowe.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • soova 25.01.19, 16:49
    Ignacy wcale nie jest taki nieobecny duchem. Jeśli chodzi o zaspokojenie jego potrzeb: herbatka, opieka lekarska po upadku z drabiny, kupowanie książek, to wykazuje tu on całkiem sporą aktywność. Zagubiony jest tylko w gospodarstwie domowym.

    Gabie natomiast ojciec na pewno imponował intelektem, oczytaniem, może i nonkonformistyczną postawą wobec dóbr materialnych (bo skoro całe życie przechodziła we fryzurze na chłopaka i kraciastej koszuli, to znaczy, że ciągot do ładnego wyglądu, który jednak generuje nieco koszty, nie miała). Niewykluczone, że to była inspiracja do wyboru przez nią studiów. Czy do zasłużenia na miłość? Nie ma się raczej wrażenia, że betonowe centrum Jeżyc, którego wyjazd na kilka dni to dla rodziców niewypowiedziany dramat, tej miłości nie ma czy ma za mało.
  • tt-tka 25.01.19, 17:58
    soova napisała:


    Nie ma
    > się raczej wrażenia, że betonowe centrum Jeżyc, którego wyjazd na kilka dni to
    > dla rodziców niewypowiedziany dramat, tej miłości nie ma czy ma za mało.


    No ale to jest juz grubo PO wyborze kierunku studiow... wczesniej wyjezdzala i chyba bez sprzeciwu czy bolu rodzicow, chocby ten wyjazd cala paczka do Leby, z ktorego wrocili opitoleni.
    Faktycznie odziedziczyla wyksztalcenie, nie rodzaj zajec, ale ostatecznie wybierajac studia mogla nie brac pod uwage tego, ze jej droga zawodowa potoczy sie inaczej.



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • zachariasz93 27.01.19, 17:28
    soova napisała:

    > Ignacy wcale nie jest taki nieobecny duchem. Jeśli chodzi o zaspokojenie jego p
    > otrzeb: herbatka, opieka lekarska po upadku z drabiny, kupowanie książek, to wy
    > kazuje tu on całkiem sporą aktywność. Zagubiony jest tylko w gospodarstwie domo
    > wym.
    >

    Ignacy to jeden z tych ojców, który nie ma pojęcia, kiedy jego dzieci mają urodziny, bo nie przywiązuje do tego wagi. Dlatego Gabrysia jako małe dziecko (które nie pojawia się nigdy w jeżycjadzie, dlatego bezwstydnie dopisuję scenariusz) mogła czuć się niekochana, odrzucona. Dodatkowo była dziewczynką, męską z obycia z i wyglądu (żeby Ignacy ją pokochał?), ale to dopiero w wieku nastoletnim. I wciąż dziewczynką.

    Nie twierdzę więc, że Ignacy była ogółem niedostępny dla świata, ale że nie była go dla córek. Zakładając, że Gaba gdzieś podskórnie czuła brak męskiej miłości, mogła chcieć zasłużyć na jego miłość i zainteresowanie - stąd próba upodobnienia się do mężczyzny, filologia klasyczna, zmiana usposobienia z energiczego na to, czym się stała.
  • tt-tka 27.01.19, 17:56
    No fakt. Widzimy swietowanie imienic Ygnaca w KK, Milicji w JT, Grzegorza (i Igstryby) w Imieninach, a z dziewczyn zadna nigdy... znaczy z Borejkowien zadna, bo np Aniela urodziny czy imieniny wyprawila :)

    Rozwazano juz przy Nutrii - jej sklonnosc do mowienia o sobie w meskim rodzaju i to po to, by wynagrodzic ojcu brak syna, ktorego nie mial... i tez az do pojawienia sie mezczyzny, ktorym sie zaintereswala, ubierala sie jak budowlaniec czy szef bazy transportowcow oraz bila z kolegami z klasy.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • saxesave 28.01.19, 09:51
    Prawda. Może Gabriela też starała się być chłopięca bo tata chciał chłopca, ale potem musiała pomóc matce z 3 młodszymi siostrami i plam wziął w łeb. W związku z tym chłopcem postanowiła być Nutria, a zacięcie miała większe niż Gaba (która rzuciła się niepoważnie na pierwszego który zwrócił na nią męską uwagę - Pyziaka), ale wybrała filologię żeby chociaż w ten sposób zasłużyć na uwagę ojca.
  • kocynder 28.01.19, 11:10
    JA "od zawsze" miałam wrażenie, że już nastoletnia Gaba swoją antykobiecą postawą, swoim niedbaniem o urodę, swoimi "męskimi" pasjami ("męskimi" - w oczach IB) usiłuje wynagrodzić ojcu fakt, iż jest dziewczynką, być takim substytutem syna...
    Nutria, moim zdaniem, nie. Mówienie o sobie w rodzaju męskim - to okres kilkulatki, psychologia dziecka jest mi równie odległa jak astrofizyka, ale jakoś mi się kojarzy, iż jest taki etap rozwojowy, właśnie u kilkulatków, kiedy to identyfikacja z płcią przeciwną jest naturalna. Nie upieram się, bo się nie znam, ale tylko coś gdzieś kiedyś na temat czytałam. Więc dopuszczam, że możliwe. :) Natomiast już jako nastolatka Nutria z tego co pamiętam była "poetyczna", pisała wiersze i się kochała w jakimś wykładowcy - ergo = przechodziła zupełnie normalny, naturalny okres dojrzewania, nie mając już problemów i poczucia "męskości". Tym czasem Gabuni zostało to w sumie do teraz, stając się de facto jej naturą. Być może ze słabości do ojca i chęci jego zadowolenia, ale (znów - moim zdaniem) głównie z wygodnictwa. Dbanie o siebie wymaga nakładów, środków materialnych, zabiegów, czasu... A nasza "święta jeżycka" woli nie robić nic tylko dzielnie ronić łzy.

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • tt-tka 28.01.19, 11:35
    No i doczekala sie pochwaly :), w ktorym to tomie Ygnac chwali "prawdziwie meski" umysl Gabrysi ? :P

    Gabon, gdy sie Pyziakiem zaintereswal, a jeszcze go sobie nie zaklepal, tez sie ciut stara - pozycza ciuchy od Joanny, usiluje sie umalowac, a nawet wczesniej, gdy sie szykuje na sylwestra, mruczy z zadowolenia, gdy Mila upina jej kiecke. Ale szybko jej przeszlo, w pozniejszych latach stara sie sporadycznie - na spotkanie ze Strybami znowu pozycza ciuchy, tym razem od Pulpy (Pulpa chyba byla zauwazalnie nizsza, nie chce wiedziec, jak Gaba wygladala w jej spodnicy i sweterku), na te nieudana randke z Grzesiem tez wklada sukienke - ale zasadniczo abnegaci. Jak jej ojciec :)

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • tt-tka 28.01.19, 11:38
    Aha, najwyzsza pochwala, przez gabe przyjeta z zadowoleniem, jest stwierdzenie ojca, ze Gaba (wtedy juz zdaje sie po habilitacji) wie i umie tyle co on. Kiepsko to o niej swiadczy, nawiasem mowiac, nawet w filologii klasycznej chyba przez 40 lat cos sie nowego zdarzylo od czasow, gdy Ygnac robil doktorat ?

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • kocynder 28.01.19, 12:14
    A z ciekawości: czy mamy gdziekolwiek cokolwiek o tym, że Ygnac interesował się pracą zawodowa Gabuchny? (oraz ze ona W OGÓLE pracowała?!)...
    Ja jestem "dzieckiem nauczycielskim". Nie akademików co prawda, a zwykłych nauczyciela w liceum i nauczycielki z podstawówki, ale jednak. I całkiem serio - całe moje dzieciństwo pamiętam uzupełnianie dziennika, sprawdzanie ton makulatury, prace, zeszyty... Miliony kartek. Powiedzmy, że postęp i że większość studentów prace przesyła via mail. Ok. Ale czy jest wzmianka jakakolwiek o gabinej pracy? Na zasadzie: "Józinek znowu kłócił się z Ignacym Grzegorzem, zaczęli się szamotać. Gabrysia nie wytrzymała, zerwała się od biurka i wyszła na korytarz. Drzwi do kuchni były szeroko otwarte a na podłodze kotłowali się chłopcy. - Czy w tym domu nie może być godziny spokoju? U licha, ja pracuję! I do tego potrzebuję koncentracji! chcecie się zachowywać jak dzikusy to wynocha na podwórko, ale już! Albo spokój, albo już was tu nie ma! - i nie czekając na efekt wróciła do sprawdzania prac swoich studentów"...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • tt-tka 28.01.19, 12:21
    Ze w ogole pracowala, to mamy, aczkolwiek oszczednie - w jednym tomie studenci z okazji Dnia Kobiet odpuszczaja sobie zajecia z nia, w innym drepcza za nia na przystanek, bo sie z nia rozstac nie moga. Raz pisze artykul i widzimy ja przy tym. Wiecej nie pamietam.
    Zeby Ygnac interesowal sie jej praca, to chyba wcale nie bylo. Ygnac jak swiat swiatm interesuje sie wylacznie soba.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • kocynder 28.01.19, 12:28
    Zdarzyło mi się studiować. I nie przypominam sobie dreptania na przystanek za nawet najbardziej uwielbianą "profesorką"... :) No, bywało kila zdań po zajęciach, jak dyskusja była wyjątkowo pasjonująca, ale na przystanek?...
    Właśnie jakoś ta praca Gaby wydaje mi się dziwna. Wątpliwa. Bo nie ma opcji, żeby praca nauczycielska nie pochłaniała czasu, miejsca, żeby nie angażowała...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • tt-tka 28.01.19, 12:46
    Nie , no o tym to bylo w wielu watkach. Ze wykladowca akademicki to i na konferencjach bywa, i w bibliotece musi posiedziec, a chocby i w necie, bywa na radach naukowych, egzaminuje, sprawdza prace, prowadzi swoich magistrantow i doktorantow, pisze, czyta (dobrze byloby, zeby rzeczy ze swojej dziedziny tez poczytal), a przede wszytskim - o swojej pracy i mysli, i gada.
    I nie ma cudow, zeby kazde popoludnie w domu nad garnkiem z zupa albo przy rodzinnym obiedzie.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • jottka 28.01.19, 14:33
    naukowiec płci dowolnej polega na tym, że go nie ma w domu:) a jak jest, to ma nos wetknięty w papiery (dzisiaj kompa) i też go nie ma. dziecko naukowca (płci żeńskiej) czasem trafia niezwykły zaszczyt i może pobawić się z mamusią w godzinach, kiedy normalnie mamusia jest zajęta, to znaczy może jej uporządkować zielniki czy cuś. dziecko naukowca od roślinek patrzy wrogo na roślinki, bo jakoś go szczególnie nie podniecają i nie widzi powodu spędzania pół dnia w ich towarzystwie na skraju jakiejś mokrej polany. i tak dalej...

    znaczy oczywiście że nigdy nie wierzyłam w to, że Gabunia jakąkolwiek robotą naukową się zajmuje, choćby i z innej działki. i że ani jedno z jej licznych dziatek nie pluje jadem na samą wzmiankę o łacinie (a któreś powinno, obciążone dodatkowo dziaduniem:)
  • minerwamcg 29.01.19, 22:51
    A ja owszem. Zdarzało mi się włóczyć po Krakowie za asystentem, bośmy się zagadali o wpływie mistrza Eckharta na Mickiewicza, on szedł na Długą do tramwaju, co mnie ni chu...lery nie pasowało, ale się nam dobrze rozmawiało, więc lazłam. I nie, wszelkie damskomęskości odpadały, byłam wtedy zakochana w kim innym, a on żonaty-dzieciaty.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • tt-tka 29.01.19, 23:01
    Ale Gabie ze studentami sie nie rozmawialo, ona juz wtedy (jak zawsze) jest mysla w domu, plus Magda, ktora ma odebrac z dworca. To oni za nia drepcza, zagaduja, nie moga sie rozstac... a to jest kilka dni przed swietami na dodatek, sam poczatek McD, ktos moze rzucic okiem na dokladna date ? W kazdym razie pora, kiedy student tez juz leci do domu, mysla i nogami, a nie drepcze za wykladowczynia. Imo.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • iwoniaw 29.01.19, 23:15
    Tak jest - 21. grudnia, poniedziałek to był. A studenci "dreptali za nią, doganiali" i "zagadywali", choć ona wyszła z pracy szybko i całą swą postawą dawała im do zrozumienia, ze się spieszy. W końcu ich "pożegnała krótko na przystanku" i pobiegła na dworzec. I mamy powiedziane wyraźnie, że ci studenci czekali na tramwaj do akademika, więc byli przyjezdni, na bank musieli na święta do domów jechać. No i Gaba nie rozmawia z nimi rzeczywiście, to oni za nią biegną i "zagadują". Nie wyobrażam sobie czegoś takiego szczerze mówiąc :-D


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • zachariasz93 30.01.19, 08:54
    iwoniaw napisała:

    > Tak jest - 21. grudnia, poniedziałek to był. A studenci "dreptali za nią, doga
    > niali" i "zagadywali", choć ona wyszła z pracy szybko i całą swą postawą dawała
    > im do zrozumienia, ze się spieszy. W końcu ich "pożegnała krótko na przystanku
    > " i pobiegła na dworzec. I mamy powiedziane wyraźnie, że ci studenci czekali na
    > tramwaj do akademika, więc byli przyjezdni, na bank musieli na święta do domów
    > jechać. No i Gaba nie rozmawia z nimi rzeczywiście, to oni za nią biegną i "za
    > gadują". Nie wyobrażam sobie czegoś takiego szczerze mówiąc :-D
    >
    >

    Och, za moją łacinniczką na studiach też tak lataliśmy!
    Pamiętam, jak raz ją minęłam na mieście, szła z siatkami do domu. Zaproponowałam poniesienie, a ona odparła: "Oh nie, sama muszę dźwigać ten życiowy ciężar.". I poszła dalej. Taki dr. House, ale w grzecznej i trzeźwej wersji. Studenci ją kochali.
  • lili_liliana 19.02.19, 16:23
    tt-tka napisała:

    > No i doczekala sie pochwaly :), w ktorym to tomie Ygnac chwali "prawdziwie mesk
    > i" umysl Gabrysi ? :P
    >
    > Gabon, gdy sie Pyziakiem zaintereswal, a jeszcze go sobie nie zaklepal, tez sie
    > ciut stara - pozycza ciuchy od Joanny, usiluje sie umalowac, a nawet wczesniej
    > , gdy sie szykuje na sylwestra, mruczy z zadowolenia, gdy Mila upina jej kiecke
    > .
    Upierać się nie będę, ale to chyba Mila mruczała z zadowolenia, upinając kieckę. Gaba skomentowała to: "jasny gwint, robię z siebie wariatkę".
    Ciuchy pożyczała (choć nie zdążyła się w nie przebrać) chciała się malować, perfumowała etc. Jednak już w IS Gaba w dżinsach i bluzie w kratę idzie "z łaski na przeklętą wizytę" do pana Paszkieta i konstatuje, że przemiana w Romantycznego Motyla lepiej wyszła Idzie, niż jej.

    --
    "Ich will nicht gehorsam, gezähmt und gezogen sein/ich will nicht bescheiden, geliebt und betrogen sein/ich bin nicht das Eigentum von dir/denn ich gehör nur mir"
  • przymrozki 28.01.19, 17:50
    Niby tak, ale praca na uniwersytecie niekoniecznie znaczy, że publikacje Gabrieli miały jakąś naukową wartość. Możliwe, że tematy jej badań jej nie pasjonowały, a na konferencje jej nie zapraszano. Wychodziła z uczelni i natychmiast zapominała, że na niej pracuje. Pytanie, jak zrobiła habilitację, ale może dostała z grzeczności albo zdecydowały względy wydziałowej polityki ("kogoś trzeba habilitować, żebyśmy nie stracili uprawnień, siadaj, Strybowa, i pisz, a my już to jakoś obronimy").

    Dziwne jest natomiast to, że dano mam do zrozumienia, że Gabrysia jest fantastycznym dydaktykiem, a studenci ją uwielbiają i po trotuarach za nią biegają. W to nie wierzę. Można być słabym naukowcem, ale dobrze uczyć, ale to zupełnie nie ten typ. Gaba jest infantylna, powtarza jak katarynka uduchowione cytaty, które bez kontekstu brzmią pretensjonalnie i jest do tego mocno zamknięta na odmienności inne niż występujące w klanie Borejków. Ciekawe, czym tych studentów tak do siebie przekonała.


  • soova 28.01.19, 18:08
    <Możliwe, że tematy jej badań jej nie pasjonowały, a na konferencje jej nie zapraszano. >

    A na konferencje dla wykładowców się zaprasza, czy może zainteresowana osoba się na nie sama zapisuje? Tak pytam, bo nie znam akademickich realiów. Udział w konferencjach z mojego kręgu zawodowego to kwestia po prostu znalezienia ciekawych, zapłacenia i udania się na nie.
  • marutax 28.01.19, 18:21
    soova napisała:


    > A na konferencje dla wykładowców się zaprasza, czy może zainteresowana osoba si
    > ę na nie sama zapisuje? Tak pytam, bo nie znam akademickich realiów. Udział w k
    > onferencjach z mojego kręgu zawodowego to kwestia po prostu znalezienia ciekawy
    > ch, zapłacenia i udania się na nie.

    Jedno drugiego nie wyklucza. W mojej dziedzinie organizatorzy konferencji zapraszają czasem (poza ogólnym zaproszeniem "kto chce, umie i może zapłacić") jakiś autorytet czy specjalistę, ale raczej na zasadzie "panie profesorze, organizujemy ..., czy zechciałby Pan...", jednak nie przekłada się to na jakieś przywileje finansowe.
    Jest za to inna kwestia - w przypadku wąskich dziedzin, przy których nie ma zbyt wielu możliwości publikacji naukowych, ludzie jeżdżą na konferencje ze względu na wydawnictwo pokonferencyjne. To się zawsze liczy.
  • przymrozki 28.01.19, 19:15
    soova napisała:

    > A na konferencje dla wykładowców się zaprasza, czy może zainteresowana osoba si
    > ę na nie sama zapisuje?

    Pojechać może każdy, chyba że konferencja jest płatna, wtedy każdy, kto zapłaci, ale Gabriela jako pracownik naukowy nie powinna jeździć tylko jako słuchacz, czasem powinna wystąpić jako prelegent. Wywodów Gabrieli mógł nikt nie chcieć słuchać.
  • verdana 29.01.19, 18:28
    Nie, nie każdy, kto zapłaci, chyba, ze konferencja stosunkowo mało istotna, ale i wtedy jest selekcja zgłoszeń. No i nie ma siły - Gaba ma habilitację (nie wiem, czy profesurę), co oznacza, ze musiała mieć liczace się publikacje, przynajmniej jedną monografię i wypromowanych doktorantów. Oraz osiągniecia organizacyjne typu kierowanie czymkolwiek, udział w Radach Naukowych itd. Poza tym praca na uczelni jest w dziwnych godzinach, a opuścić zajęć raczej się nie da, co powoduje np., że nie bywa sie na pewnych waznych uroczystościach - a to przedstawienie w przedszkolu, a to pasowanie na ucznia. I nie ma siły, aby funkcjonować przede wszystkim jako matka i pani domu.
  • kocynder 29.01.19, 19:18
    "I nie ma siły, aby funkcjonować przede wszystkim jako matka i pani domu". No i tu właśnie mam jakieś rozbieżności poznawcze w związku z treścią. Gabuchnę widujemy w kuchni gotującą zupki i inne paluszki Aspazji, czytającą nowości literackie w trzech egzemplarzach, konwersującą pseudo intelektualnie z tatuniem i mamunią, wspierającą siostrzyczki, bywającą na jasełkach czy tam innych imprezach wczesnoszkolnych dziatwy... A NIE WIDUJEMY sprawdzającej prace studentów, piszącej artykuły (poza jednym), opracowującej materiały do konferencji, konferującej z tatuniem i mamunią o tym, że grant dostała Iksińska, licho wie czemu, bo przecież jej niby - artykuł o Hypatii z Aleksandrii jest kompletnie bez sensu, a w ogóle to ukazał się w "Głosie Sandomierskim" czyli zwykłym dzienniku a nie prasie specjalistycznej, naukowej... I tak dalej. Nie wierze w nauczyciela jakiegokolwiek bądź poziomu edukacji i jakiegokolwiek bądź przedmiotu który w domu nie przeżywa sukcesów i porażek swoich uczniów, który w domu nie wspomina o układach w pracy, który ta prace ma, ale z zamknięciem za sobą drzwi szkoły/uczelni jednocześnie zamyka wszystkie sprawy z nią związane. No, mogłabym uwierzyć, w przypadku osoby z rodziną nie zżytej, nie zaprzyjaźnionej, która z tąże rodziną zamienia zwyczajowe i "obowiązkowe" uprzejmości i nic poza tym. Albo w przypadku, gdyby owa praca nauczycielska była ciężką pańszczyzną dogłębnie znienawidzoną. Ale Gaba jest rysowana jako nauczyciel lubiany, fajny, ceniony itd. No to nie, nie ma czegoś takiego, bo "nie-da-się"... A jeśli się da to ja bardzo proszę o info gdzie takie kuriozum spotkać... ;)

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
  • guineapigs 29.01.19, 22:24
    Kocynder napisala o Gabie:
    'A NIE WIDUJEMY sprawdzającej prace studentów, piszącej artykuły (poza jednym), opracowującej materiały do konferencji, (...)' i tak dalej: ze w zasadzie nie widujemy Gaby nigdzie indziej tylko w domu jako przede wszystkim corke, oraz - jakos tak mgliscie - matke. Chodzi z grubsza o to, ze Gabie nie ma jak - mimo najlepszych checi - przypisac jakiegokolwiek atrybutu nauczyciela czy pracownika naukowego.
    Moja wyobraznia od razu siegnala do Solejukowej - chyba kazdy wie, kto to i nie ma sensu wyjasniac fenomenu tej postaci. Ale to byla postac z komedii, czyli z natury konwencji przerysowana. Pamietam scene, gdy Solejukowa, zapytana o to, ile czsu moze jej zajac nauczenie sie jezyka wloskiego odpowiedziala, ze dlugo... Moze nawet ze trzy miesiace? W przypadku serialu Ranczo to bawi, ale w przypadku powiesci obyczajowej irytuje. I tak mie nieco zirytowalo stwierdzenie w IS, ze Gaba biegla wlada lacina i greka. Jak te lacine zrozumiem - miala w szkole, miala w domu - to ta greka mie sie solejukuje.
    Gdzie i jak sie ona tego mogla nauczyc? Od Ygnaca? Akurat widze, jak Ygnac uczy Gabe wieczorami greki zamiast czytac Plutarcha czy sie popisywac erudycja. Dobra, zostawmy to, bo nie ma sensu w to brnac - moze Gaba jest jak ta Solejukowa: raz przeczyta/uslyszy i juz pamieta po grob. Zna biegle greke i okej.
    Ale faktycznie: znac temat a go uczyc, w dodatku stajac twarza w twarz z wszelkimi wymaganiami - to juz co innego. Tu juz wkraczaja przepisy, uklady, zasady, no i oczywiscie kwasy... (zawodowe i towarzyskie).
    Dobra, do ad remu: Gaba jako geniusz jakos mie sie widzi, ale jako pracownik naukowy sila rzeczy uczestniczacy w panstwowym systemie edukacji - nie.
    No wiec dlaczego MM tak opisala Gabe? Chciala pokazac, ze bycie Corka Borejkow wystarczy, by robic kariere naukowa? Chciala pokazac, ze robic kariere naukowa to taka bulka z maslem - jestes zdolny to nic nie musisz, ani papierologii, ani sprawozdan, ani nic - tylko uczyc?
    No i, do cholery, jak zrozumiem jakos, ze od 40 lat nic nowego/odkrywczego sie nie pojawilo w dziedzinie filologii klasycznej (w co watpie, ale o FK mam takie samo pojecie, jak o astrofizyce, wiec zagadnienie pozostawiam otwartym), tak za nic nie dojdzie do mie, ze filolog klasyczny jak ma lat 40 to przeczytal juz wszystko, co w tej dziedzinie napisano. Gaba z pewnoscia ma wiele tomow do obczajenia, bo za nic nie uwierze, ze do tego 40 roku to obczaila juz wszystko, co napisano w tej dziedzinie.
    No wiec zatem, pod ta cala wypowiedzia, zawre pytanie zasadnicze: po co MM tak to przedstawila, ze kariere naukowa to se tak mozna robic miedzy praniem, sprzataniem i chlipaniem? Przeciez kazdy wie, ze to bujda. A juz na pewno ten, kto pracuje naukowo.
  • saxesave 29.01.19, 22:43
    Dodatkowo Gaba biegle włada angielskim (czytuje książki w tym języku). Może talent ma po matce znającej (bodajże) 4 języki?
  • bupu 30.01.19, 08:42
    saxesave napisała:

    > Dodatkowo Gaba biegle włada angielskim (czytuje książki w tym języku). Może tal
    > ent ma po matce znającej (bodajże) 4 języki

    Na wspomnienie milicyjnej znajomości języków mrok mnie przed oczy zapada mrowie a mrowie. Nie da się, no nie da się za cholerę znać biegle języka, nie mając z nim ciągłego kontaktu. Język żyje, zmienia się, trzeba za tymi zmianami choć trochę nadążać. Tymczasem Milicja magicznie posiadła znajomość tych języków raz kiedyś i trzaska tłumaczenia jak gdyby nigdy nic. Kosmiczna niemożliwość!


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 30.01.19, 11:36
    bupu napisała:

    > saxesave napisała:
    >
    > > Dodatkowo Gaba biegle włada angielskim (czytuje książki w tym języku). Mo
    > że tal
    > > ent ma po matce znającej (bodajże) 4 języki

    Czytanie w danym jezyku to niekoniecznie biegle wladanie :), czytac mozna przy pomocy slownika, wolno, litery sa wyrazne w przeciwienstwie do zywej wymowy... czytam Christie po niemiecku bez problemow, a ze zrozumieniem wspolczesnego niemieckiego kryminalu mam klopoty.
    Dla mnie biegla znajomosc jezyka i stosunkow okolojezykowych (kontekst) to bezbledne rozumienie tekstow kabaretowych :), rozumienie nie tylko slow i zdan, ale i aluzji, przytykow, odniesien.


    >
    > Na wspomnienie milicyjnej znajomości języków mrok mnie przed oczy zapada mrowie
    > a mrowie. Nie da się, no nie da się za cholerę znać biegle języka, nie mając z
    > nim ciągłego kontaktu. Język żyje, zmienia się, trzeba za tymi zmianami choć t
    > rochę nadążać. Tymczasem Milicja magicznie posiadła znajomość tych języków raz
    > kiedyś i trzaska tłumaczenia jak gdyby nigdy nic. Kosmiczna niemożliwość!

    Milicja nie tlumaczy, to Ygnac przypisuje jej biegla znajomosc rosyjskiego, francuskiego i laciny* przydatna, no smiech na sali, w jej pracy cenionej korektorki, na rowni ze znajomoscia ekonomii :P
    Milicja korekty robila w wydawnictwie A5 i to przed laty, pamietajac lub sprawdzajac, co w czasie akcji Pulpecji wydawalo A5 mozna uznac, ze poprawna polszczyzna zupelnie jej do tej pracy wystarczyla. Tlumaczeniami nie zajmowala sie nigdy, nie czyta w obcych jezykach (a przynajmniej nic o tym nie wiemy), nie slucha obcojezycznych audycji.

    *znajomosc jakiego jezyka jako czwartego jej przypisano ? Ja pamietam tylko te trzy




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • dakota77 30.01.19, 12:35
    tt-tka napisała:

    > Dla mnie biegla znajomosc jezyka i stosunkow okolojezykowych (kontekst) to bezb
    > ledne rozumienie tekstow kabaretowych :), rozumienie nie tylko slow i zdan, ale
    > i aluzji, przytykow, odniesien.

    Cos w tym jest, absolutnie. Zarty, aluzje, sporo slangu- choc tu oczywiscie ciezko nadazyc, bo kazda grupa moze miec swoj slang, zmieniaja sie mody jezykowe itd. Generalnie trzeba znac szerszy kontekst kulturowy. I znam tlumaczy, ktorym tego troche brakuje, pomimo generalnej sprawnosci.


    --
    "Nick zobowiązuje: Dakota Ameryce nie przepuści;)"-by Marslo55
  • tt-tka 30.01.19, 13:20
    dakota77 napisała:


    > Cos w tym jest, absolutnie. Zarty, aluzje, sporo slangu- choc tu oczywiscie cie
    > zko nadazyc, bo kazda grupa moze miec swoj slang, zmieniaja sie mody jezykowe i
    > td. Generalnie trzeba znac szerszy kontekst kulturowy. I znam tlumaczy, ktorym
    > tego troche brakuje, pomimo generalnej sprawnosci.
    >


    Ano wlasnie - pamietam doskonale opowiadanie Mrozka o Zygmusiu (jeden z licznych przykladow), ktory to Zygmus w wypracowaniu o slimaku napisal, ze jest to zwierzatko utrzymujace sie z wysuwania czy pokazywania rogow, za co dostaje ser, ktory nastepnie przerabia na pierogi.
    To zdanie sprawny tlumacz moze przetlumaczyc doslownie i z sensem na dowolny jezyk, ale kto nie zna wierszyka Brzechwy :), dowcipu nie zrozumie, a nawet gorzej, uzna, ze Zygmus nie jest zlosliwym zartownisiem, tylko niedouczkiem, calkowicie wbrew intencjom autora.





    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • jottka 30.01.19, 14:26
    ja chyba na stałe przygotuję sobie tekst pt. "O odróżnianiu amatora od tłumacza zawodowego i dlaczego ten ostatni służy zwykle jako chłopiec do bicia":) tłumacz nie ma znać się na wszystkim (bo tłumaczenie na pozór najprostszego tekstu obudowane jest iks wymogów), tłumacz ma dzięki nabytemu warsztatowi oraz doświadczeniu rozpoznać, że te pierogi w zestawieniu ze ślimakiem wskazują na jakiś idiom / obyczaj tubylczy / cuś w ten deseń i natychmiast rzucić się do Gugla / znajomych fachowców z branży / itp. a potem dzięki wspomnianemu warsztatowi oraz przeprowadzonym badaniom tego ślimaka adekwatnie przełożyć. i zwykle zapomnieć dzień później, bo setki nowych ślimaków już się czają w blokach startowych:)

    a tak poza tym to zgadzam się, że przypisywanie Mili bóg-wie-ilu umiejętności to merysujkizm. mogę uwierzyć w Nutrię korektorkę czy redaktorkę, bo miała skończoną polonistykę, czyli solidne podstawy (zwłaszcza jeśli jeszcze np. zrobiła specjalizację edytorską), ale w ekonomistkę sprzed - wtedy - ćwierćwiecza już trudniej.
  • marutax 30.01.19, 17:48
    jottka napisała:


    > a tak poza tym to zgadzam się, że przypisywanie Mili bóg-wie-ilu umiejętności t
    > o merysujkizm. mogę uwierzyć w Nutrię korektorkę czy redaktorkę, bo miała skońc
    > zoną polonistykę, czyli solidne podstawy (zwłaszcza jeśli jeszcze np. zrobiła s
    > pecjalizację edytorską)

    To właśnie Natalia w "Pulpecji" dorabia do stypendium tłumaczeniem kryminałów, choć nie wiadomo, z jakiego języka.
  • tt-tka 30.01.19, 18:52
    marutax napisała:

    >
    > To właśnie Natalia w "Pulpecji" dorabia do stypendium tłumaczeniem kryminałów,
    > choć nie wiadomo, z jakiego języka.

    Pracowal rowniez, chyba w NiN jest wzmianka, w bibliotece TPN czy cos takiego. Choc nie wiadomo, w jakim charakterze. A moze w samym towarzystwie, a nie w bibiotece towarzystwa ?
    W kazdym razie ta praca nie przeszkodzila jej urwac sie nad morze z dnia na dzien...


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • marutax 30.01.19, 17:46
    tt-tka napisała:

    > Milicja nie tlumaczy, to Ygnac przypisuje jej biegla znajomosc rosyjskiego, fra
    > ncuskiego i laciny* przydatna, no smiech na sali, w jej pracy cenionej korektor
    > ki, na rowni ze znajomoscia ekonomii :P
    > Milicja korekty robila w wydawnictwie A5 i to przed laty, pamietajac lub sprawd
    > zajac, co w czasie akcji Pulpecji wydawalo A5 mozna uznac, ze poprawna polszczy
    > zna zupelnie jej do tej pracy wystarczyla.

    Owszem, w "Pulpecji", zaraz po upadku "Świtu", Mila pracowała dla A5. Ale cytat o jej umiejętnościach jest z "Kalamburki" i dotyczy późniejszego okresu: "pracowała dużo, związała się z kilkoma wydawnictwami i wyrobiła sobie stałą klientelę. Bardzo ceniono jej fachowość - nic
    dziwnego, trudno o dobre korektorki, a jeszcze trudniej o korektorki znające się na filozofii, historii
    i ekonomii oraz biegle władające francuskim, rosyjskim i łaciną."

    >
  • tt-tka 30.01.19, 18:49
    marutax napisała:
    >
    > Owszem, w "Pulpecji", zaraz po upadku "Świtu", Mila pracowała dla A5. Ale cytat
    > o jej umiejętnościach jest z "Kalamburki" i dotyczy późniejszego okresu: "prac
    > owała dużo, związała się z kilkoma wydawnictwami i wyrobiła sobie stałą kliente
    > lę. Bardzo ceniono jej fachowość - nic
    > dziwnego, trudno o dobre korektorki, a jeszcze trudniej o korektorki znające si
    > ę na filozofii, historii
    > i ekonomii oraz biegle władające francuskim, rosyjskim i łaciną."

    Owszem, tylko to jest tekst/zapis mysli Ygnaca, ktory pojecia nie ma, co (i za ile) robi jego zona - w tym czasie Milicja juz trzaska dramat za dramatem, a korektami mydli oczy rodzinie. Zreszta rodzina slepa i glupia, bo widza przeciez, ze on pisze, a nie poprawia cudzy tekst i nic nikomu nie zapika.
    Czy ktos postronny w okolicach roku 2000, czterdziesci pare lat po studiach, na ktorych kontakt z jezykami obcymi ona musiala miec, potwierdza jakakolwiek, juz nie mowie ze biegla znajomosc dowolnego obcego jezyka u Milicji ?




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • guineapigs 30.01.19, 21:30
    Tt-tka odkrywa, ze rodzina absolutnie nie ma pojecia, co robi Mila mimo, ze ta robi to pod ich nosem i na ich wspolnym stole:
    'Owszem, tylko to jest tekst/zapis mysli Ygnaca, ktory pojecia nie ma, co (i za ile) robi jego zona - w tym czasie Milicja juz trzaska dramat za dramatem, a korektami mydli oczy rodzinie. Zreszta rodzina slepa i glupia, bo widza przeciez, ze on pisze, a nie poprawia cudzy tekst i nic nikomu nie zapika.'

    I tak sie zastanawiam: a moze ona wcale nie robila tych swetrow dla Switu z materialow powierzonych przez Swit, tylko robila wspaniale, cudowne, artystyczne swetry, sukienki, szale z przemyconego kaszmiru, jedwabiu i szetlandu? Juz nawet nie chodzi o jakosc (bo welna z naszych, polskich, poczciwych owiec pewnie nie jest gataunkowo gorsza niz z szetlandow, ale o tkactwie wiem jeszcze mniej, niz o zstrofizyce...) ale o KOLORY! Jak nasza rodzima welna byla z zasady i ideologii smutna w kolorze (np. kolory ziemi - BTW, mie sie to kojarzy jakos tak szaro-buro), to moze szetland byl np. czerwony, niebieski, amarantowy, pistacjowy...
    Mila miala na utrzymaniu rodzine - dwoje doroslych plus czworo dzieci. Musiala byc orlica, ktora jak lwica broni rodziny (to akurat Bernard wymyslil, wiec powstrzymajcie sie przed klaskaniem). Z tych swetrow dla Switu to by na to nie zarobila, wiec kombinowala.
    Strasznie to naciagana teoria czy moze mozliwa? Skoro latami nikt nie odkryl, ze Mila pisze wlasne sztuki, to rownie dobrze nikt nie odkryl latami, ze z kolorowych welen robi modne ubrania.
  • tt-tka 30.01.19, 22:11
    Gwoli scislosci, odkrycie :) nie jest moje, choc tez zwrocilam na to uwage. Kilka osob w kilku watkach, dokladnie nie pamietam, kto i gdzie, pisalo o tym.

    Co do reszty - znalam osobiscie pania, skromna siostre PCK, ktora dorabiala sobie, i to niezle, robiac swetry na zamowienia osob prywatnych, wcale nie z kaszmiru, tylko z tego, co bylo w sklepach dostepne. Akurat welen i wloczek, w roznych kolorach i gatunkach, bylo ile chciec i tanio do kupienia w latach 70-tych. Dzial, kto mial dwie w miare zreczne rece, druty/szydelko i ochote. Po prostu jej swetry byly wyjatkowej urody, zywe obrazy, a to okno z firanka, kwiatami w doniczkach i wyleguacym sie kotem, a to akwarium z rybkami, a to inne cuda-wianki. Druga pensje babka na tych swetrach dorabiala, albo lepiej, a robila to po swojej zasadniczej pracy i po oporzadzeniu domu i rodziny.

    Z dwojga doroslych u Borejkow Ygnac pensje do domu przynosil, poza okresem odsiadki, tak ze z tym "miala na utrzymaniu" nie przesadzajmy. Ja wiem, ze Mila jest Solejukowa Poznania :) - to chyba Ty wlasnie tak ja nazwalas, Guin ? - i ze Solejukowa na pierogach majatek zrobila, ale tez na wygladzie i poziomie zycia jej rodziny to sie od razu uwidocznilo.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • przymrozki 01.02.19, 09:27
    marutax napisała:

    > a jeszcze trudniej o korektorki znające si
    > ę na filozofii, historii
    > i ekonomii oraz biegle władające francuskim, rosyjskim i łaciną."

    Co nawiasem mówiąc jest kolejnym dowodem nadprzyrodzonych talentów pań z domu Ignaca. I Mila, i jej córki znają języki obce nowożytne w stopniu pozwalającym na tłumaczenia lub inne językowe brewerie, chociaż żadna z nich nie ma okazji do kontaktu z żywym językiem, a nauki pobierały, o ile w ogóle. to w szkołach publicznych w ramach podstawy programowej. Która, nawet obecnie, raczej nie daje wejścia ponad poziom B2.


  • tt-tka 01.02.19, 10:50
    Przy czym Mila te nauki pobierala w latach 1945-1958, ponad cztery dziesieciolecia przed tymi zachwytami Ygnaca :)
    O jej pozniejszym kontakcie z jezykami obcymi, uzywaniu tych jezykow czynnie lub chocby biernie ani slowa.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • przymrozki 01.02.19, 18:05
    tt-tka napisała:

    > Przy czym Mila te nauki pobierala w latach 1945-1958, ponad cztery dziesiecio
    > lecia przed tymi zachwytami Ygnaca :)
    > O jej pozniejszym kontakcie z jezykami obcymi, uzywaniu tych jezykow czynnie lu
    > b chocby biernie ani slowa.

    I to francuskiego!

    Chętnie wierzę, że ktoś, ktoś biegle znając i używając na co dzień angielskiego i niemieckiego nie zapomni norweskiego przez kilka lat bez okazji do wykazania się znajomością tego języka. Ale nie ma możliwości, żeby kobieta szorująca wanny i piekąca szarlotki przez 50 lat nie zapomniała subjonctif passé. Nikt nie ma takiej pamięci.
  • tt-tka 01.02.19, 18:18
    Przez kilka lat nie uzywalam rosyjskiego, ktory wczesniej znalam niezle. Latwiejszy niz francuski, ale co z tego ? Juz nie zawsze chwytalam sens, nie rozumialam dowcipow, poszczegolne slowa staly sie obce... a gdy probowalam sama sie wyslowic, dukalam jak w czasach edukacji szkolnej w stopniu niezaawansowanym :)
    I ta moja przerwa liczyla kilka lat, a nie kilkadziesiat.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • jottka 01.02.19, 18:23
    e, gramatyki się nie zapomina:) to raczej współczesnego słownictwa i frazowania, że tak powiem, ci brakuje, no i rozmaitych odstępstw od rzeczy niegdyś absolutnie pewnych. poza tym - tak już z innej bajki - zdumiewająca jest skromność Mili... początek lat 90., ludzi znających jakkolwiek języki konferencyjne brakuje rozpaczliwie, a ona korekty w poezji dziubie za pińć złotych zamiast choćby w tłumaczeniach się wykazać. mogły być literackie, mogły być użytkowe - ona hipotetycznie była ekonomistką, ktoś kto wtedy był zdolny tłumaczyć rozmaite regulacje ekonomiczne w naszym nietkniętym normalną ekonomią kraju mógł naprawdę nieźle zarabiać.
  • soova 01.02.19, 19:54
    Żeby tłumaczyć teksty ekonomiczne, warto byłoby być czynnym zawodowo. Mila w zawodzie nigdy nie pracowała, skąd ma znać aktualne poglądy, kierunki, spory, słownictwo? Tu nawet nie chodzi o to, że nie zrobiłaby tego dobrze - nie zrobiłaby tego w ogóle.
  • jottka 01.02.19, 20:29
    no i mniej więcej na tej samej zasadzie mogła być świetną korektorką, redaktorką czy inną tłumaczką:)
  • bupu 01.02.19, 21:55
    jottka napisała:

    > no i mniej więcej na tej samej zasadzie mogła być świetną korektorką, redaktork
    > ą czy inną tłumaczką:)


    Kochajcie, cytaty, dziewczęta, kochajcie do jasnej cholery! I uzywajcie, buaaaagaaaaaam!

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • ciotka.scholastyka 02.02.19, 09:23
    tt-tka napisała:

    > Przy czym Mila te nauki pobierala w latach 1945-1958, ponad cztery dziesiecio
    > lecia przed tymi zachwytami Ygnaca :)

    W dodatku chciałabym przypomnieć, że w latach 1945-1956 (mniej więcej) w szkołach nauka języków takich jak francuski, angielski, niemiecki, delikatnie mówiąc, nie była zalecana. No jakże to, imperialistyczna mowa? Więc gdzie niby Mila się uczyła, prywatnie? Teoretycznie, było to możliwe; moja ciotka, rocznik 1942, miała duże zdolności językowe po rodzinie ojca, i w końcu ta rodzina zaczęła ją uczyć, babcia francuskiego, tata angielskiego, wujek jeszcze tam czegoś, a rosyjskiego nauczyła się w szkole i dostępnych wszędzie książek bratniego narodu. No ale to można by jednym słowem o tym wspomnieć. Że Gizela, mając na uwadze czasy, w jakich przyszło im żyć... oh wait, jak to mówią imperialiści.
  • tt-tka 02.02.19, 11:03
    ciotka.scholastyka napisała:


    >
    > W dodatku chciałabym przypomnieć, że w latach 1945-1956 (mniej więcej) w szkoła
    > ch nauka języków takich jak francuski, angielski, niemiecki, delikatnie mówiąc,
    > nie była zalecana. No jakże to, imperialistyczna mowa? Więc gdzie niby Mila si
    > ę uczyła, prywatnie?

    Na studiach. Nie mam w tej chwili kogo zapytac, czy na ekonomii byly dwa obce wspolczesne, czy jeden, ale jeden byl na pewno.
    W szkolach zreszta tez, Lilka w Slonecznikach uczy sie wlasnie angielskiego, a czesc klasy francuskiego.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • verdana 02.02.19, 22:29
    Jak najbardziej uczono mowy imperialistycznej. Czasami na całkiem niezłym poziomie. Może nie niemieckiego (zakazanego na Śląsku np), ale moja matka miała w szkole francuski i wymagania były spore.
  • jentyk_trawiasty 03.02.19, 23:07
    verdana napisała:

    > Jak najbardziej uczono mowy imperialistycznej. Czasami na całkiem niezłym pozio
    > mie. Może nie niemieckiego (zakazanego na Śląsku np), ale moja matka miała w sz
    > kole francuski i wymagania były spore.
    Nawet moja babcia, chłopskie dziecko, w prowincjonalnej mieścinie, uczyła się francuskiego, więc chyba był jednak zwyczajnym elementem nauczania. Józef Tischner (matura w 1949) i Joanna Chmielewska (chyba w 1950) uczyli się w szkole francuskiego intensywnie i zdawali go na maturze (Tischner oblał pisemny).
  • soova 30.01.19, 12:49
    <No wiec dlaczego MM tak opisala Gabe? Chciala pokazac, ze bycie Corka Borejkow wystarczy, by robic kariere naukowa? Chciala pokazac, ze robic kariere naukowa to taka bulka z maslem - jestes zdolny to nic nie musisz, ani papierologii, ani sprawozdan, ani nic - tylko uczyc?>

    Od dawna mówię, że pokazała ją w konwencji "jak mały Jasio widzi pracownika szkoły wyższej". A dlaczego? Bo pewnie nie uznała za stosowne zrobienia lekkiego researchu, wtrącenia do akcji kliku zdań typu: "Gabriela zmęczona po całym dniu ćwiczeń ze studentami zakończonym spotkaniem rady wydziału już od progu rzuciła: "Są takie dni, kiedy nienawidzę mojej Alma Mater". To by ją w roli pracownicy naukowej uwiarygodniło, a tak zostaje tylko wrażenie, że praca Gaby na uczelni polega na chodzeniu na zajęcia i opędzaniu się od uwielbiających ją studentów.
  • verdana 30.01.19, 17:02
    Mozna robić między praniem a gotowaniem. Może bez chlpania. Ale nie mozna jej robić w ogóle nie siadając do pracy:)
  • abdiasz 19.02.19, 13:48
    Ponieważ z filologią klasyczną mam całkiem sporo do czynienia (i jestem przez niektórych nawet z filologiem klasycznym identyfikowany, chociaż to wierutne kłamstwo), to czuję się wywołany do odpowiedzi.
    Jeszcze nie tak dawno twierdziłem, że kariera naukowa Gaby nie ma sensu. Dzisiaj, po zapoznaniu się ze środowiskiem filologów klasycznych stwierdzam, że owszem, są w kraju takie pielesze i oczerety, gdzie filologowie klasyczni wiodą na uczelni żywot być może nie tożsamy z Gabrysinym, ale jednak dość zbliżony. Wyjazdów mało, publikacji mało, wykład odwalić, ćwiczenia przegadać, a ty studencie ucz się sam. Są to jednak ośrodki dążące ku samozagładzie i gdybym był kierownikiem poznańskiej filologii klasycznej (a znam dyrektorkę instytutu osobiście), to powinienem się na Musierowicz obrazić za szerszenie kłamstw na temat tego, jakby nie było, dość przyzwoitego w skali kraju ośrodka.
    W dziedzinie filologii klasycznej w przeciągu ostatnich 40 lat zmieniło się prawie wszystko: nowe prądy, nowe kierunki i metody badawcze, dydaktyka języków starożytnych jako żywych i nauka ich przez konwersacje, otwarcie się klasyków na zagadnienia dyskursu politycznego, zagadnienia rasy, klasowości i płci kulturowej... oh wait, to wszystko na zgniłym Zachodzie. Polska filologia klasyczna zadziwiająco mocno opiera się temu 'nowinkarstwu': będziemy uczyć tak jak w XIX wieku, bo tak uczył Willamowitz, i tak ma być! Opieramy się na nauce greki i łaciny oraz literaturoznawstwie, radośnie ignorując odkrycia religioznawców, socjologów, kulturoznawców, kognitywistów... bo po co nam jakieś bzdury- będziemy uczyć łaciny i greki, żeby przetrwała cywilizacja Zachodu (która, uwaga, też jest konstruktem myślowym, i to bardzo późnym). Tam, gdzie panuje takie myślenie, tam Gaba mogłaby się uchować.
  • aadrianka 22.02.19, 08:47
    abdiasz napisał(a):


    > to powinienem się na Musierowicz obrazić za szerszenie kłamstw na temat tego, j
    > akby nie było, dość przyzwoitego w skali kraju ośrodka.

    Wiem, że literówka/autokorekta, ale cudna!



    --
    załóż stanik...poprawnie
  • bupu 22.02.19, 10:46
    aadrianka napisała:

    > abdiasz napisał(a):
    >
    >
    > > to powinienem się na Musierowicz obrazić za szerszenie kłamstw na temat t
    > ego, j
    > > akby nie było, dość przyzwoitego w skali kraju ośrodka.
    >
    > Wiem, że literówka/autokorekta, ale cudna!
    >
    >
    >

    Szerszenie kłamstw, których nie roztrzaskasz klapkiem
    Szerszenie co pastwią się nad uczuć twych pośladkiem
    Szerszenie kłamstw!


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • przymrozki 22.02.19, 13:18
    bupu napisała:

    > Szerszenie kłamstw, których nie roztrzaskasz klapkiem
    > Szerszenie co pastwią się nad uczuć twych pośladkiem
    > Szerszenie kłamstw!

    Kwiiiiiiik!

    szerszenie kłamstw
    ich gniazda ściąga z dachów
    miłosny spazm
    strażaków z domu strachów
    szerszenie kłamstw...

    szerszenie kłamstw
    walczą o życie kłem i jadem
    a ty się pastw
    płacząc z rozkoszy nad obiadem
    szerszenie kłamstw...
  • bupu 22.02.19, 13:46
    przymrozki napisała:

    > bupu napisała:
    >
    > > Szerszenie kłamstw, których nie roztrzaskasz klapkiem
    > > Szerszenie co pastwią się nad uczuć twych pośladkiem
    > > Szerszenie kłamstw!
    >
    > Kwiiiiiiik!
    >
    > szerszenie kłamstw
    > ich gniazda ściąga z dachów
    > miłosny spazm
    > strażaków z domu strachów
    > szerszenie kłamstw...
    >
    > szerszenie kłamstw
    > walczą o życie kłem i jadem
    > a ty się pastw
    > płacząc z rozkoszy nad obiadem
    > szerszenie kłamstw...

    Piękne!!!


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • ciotka.scholastyka 23.02.19, 18:05
    > szerszenie kłamstw
    > ich gniazda ściąga z dachów
    > miłosny spazm
    > strażaków z domu strachów
    > szerszenie kłamstw...
    >
    > szerszenie kłamstw
    > walczą o życie kłem i jadem
    > a ty się pastw
    > płacząc z rozkoszy nad obiadem
    > szerszenie kłamstw...

    Śpiewał Michał Wiśniewski.
  • bupu 23.02.19, 18:28
    ciotka.scholastyka napisała:

    > > szerszenie kłamstw
    > > ich gniazda ściąga z dachów
    > > miłosny spazm
    > > strażaków z domu strachów
    > > szerszenie kłamstw...
    > >
    > > szerszenie kłamstw
    > > walczą o życie kłem i jadem
    > > a ty się pastw
    > > płacząc z rozkoszy nad obiadem
    > > szerszenie kłamstw...
    >
    > Śpiewał Michał Wiśniewski.

    No i przepadło, teraz słyszę to śpiewane chrypą Wiśniewskiego...


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • zla.m 24.02.19, 10:36
    :D :D literówka i komentarze cudne

    --
    Niewiele osób wie, że oprócz Międzynarodowej Olimpiady w Programowaniu istnieje również Paraolimpiada w tej dziedzinie. Z ramienia Polski startuje w niej zawsze wydział Filologii Polskiej.
  • przymrozki 25.02.19, 19:06
    ciotka.scholastyka napisała:

    > Śpiewał Michał Wiśniewski.

    Na forum jednak zawsze można liczyć! Miałam głębokie poczucie, że gdzieś już słyszałam równie poetycką zbitkę wyrazów. Dzięki Wam już wiem - no przecież! - szerszenie kłamstw mogą być krewnymi sępa miłości.
  • ananke666 20.02.19, 18:41
    Kocynder: A NIE WIDUJEMY sprawdzającej prace studentów, piszącej artykuły (poza jednym)...

    Artykuł, akurat. Wypracowanie chyba, na oko z gimnazjum. Wypisz wymaluj kawałek, który wpycha się do wypracowania, żeby zwiększyć objętość tekstu.

    --
    http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png Tupecik
  • przymrozki 30.01.19, 06:47
    verdana napisała:

    > Nie, nie każdy, kto zapłaci, chyba, ze konferencja stosunkowo mało istotna, ale
    > i wtedy jest selekcja zgłoszeń.

    Na konferencję filologów klasycznych? Na takich co prawda nie bywałam, ale mam za sobą sporo konferencji w dziedzinach nauk humanistycznych i społecznych i żadnej selekcji tam nigdy nie było.
  • zachariasz93 30.01.19, 08:56
    przymrozki napisała:

    > verdana napisała:
    >
    > > Nie, nie każdy, kto zapłaci, chyba, ze konferencja stosunkowo mało istotn
    > a, ale
    > > i wtedy jest selekcja zgłoszeń.
    >
    > Na konferencję filologów klasycznych? Na takich co prawda nie bywałam, ale mam
    > za sobą sporo konferencji w dziedzinach nauk humanistycznych i społecznych i ża
    > dnej selekcji tam nigdy nie było.

    Formalnie są. W praktyce biorą jak leci.
  • jakgdyby.nigdynic 30.01.19, 12:30
    zachariasz93 napisał(a):

    >
    > Formalnie są. W praktyce biorą jak leci.

    Chwila, chwila, chwila... trzeba rozróżnić obecność czynną i bierną na konferencji. Bierna jest, owszem dostępna dla każdego. W praktyce, to nawet często wymóg rejestracji jest niekonieczny, żeby wejść sobie po prostu z ulicy i posłuchać. Ale obecność czynna, a taka jest fundamentalna dla pracy naukowej, wymaga jednak akceptacji organizatorów. Nawet na konferencjach studenckich jest jakiś tam odsiew. Nigdy nie spotkałam się z tym, żeby "brali, jak leci".
  • jakgdyby.nigdynic 30.01.19, 12:33
    jakgdyby.nigdynic napisała:

    >
    > Chwila, chwila, chwila... trzeba rozróżnić obecność czynną i bierną na konferen
    > cji. Bierna jest, owszem dostępna dla każdego. W praktyce, to nawet często wymó
    > g rejestracji jest niekonieczny, żeby wejść sobie po prostu z ulicy i posłuchać
    > . Ale obecność czynna, a taka jest fundamentalna dla pracy naukowej, wymaga jed
    > nak akceptacji organizatorów. Nawet na konferencjach studenckich jest jakiś tam
    > odsiew. Nigdy nie spotkałam się z tym, żeby "brali, jak leci".

    Aj, niedokładnie się wyraziłam. Obecność czynna, czyli oczywiście wygłoszenie własnego referatu, ewentualnie prezentacja posterowa (ale to się w naukach humanistycznych nie zdarza).
  • jottka 30.01.19, 12:56
    a tu mnie się przypomniało wspomnienie (nie pamiętam czyje - Michnika?) po śmierci St. Barańczaka, jednostki znanej pani MM blisko, zatrudnionej na uczelni i niewątpliwie genialnej:) otóż ten ktoś wspominał strajk głodowy w jakimś warszawskim kościele (to byli KORowcy, ale co to konkretnie za okazja też nie pamiętam) - przyjechał Barańczak, siadł sobie na kocyku jak inni, po czym wyciągnął jakąś książkę, zeszycik i długopis. na zaciekawione pytania współgłodujących odpowiedział radośnie, że ma przecież teraz wolną chwilkę, to sobie wykład opracuje czy coś tam w tym stylu. i się pilnie zajął notatkami.

    mnie to w pamięć zapadło kompletnie bez związku z "Jeżycjadą", a właśnie na zasadzie szkicu jednym maźnięciem, który od razu pokazuje człowieka. ja rozumiem, że Gaba to może nie ten kaliber, ale w sumie pani MM wzorce akademika miała świetne i to tuż pod ręką.
  • soova 30.01.19, 13:04
    jottka napisała:

    >ja rozumiem,
    > że Gaba to może nie ten kaliber, ale w sumie pani MM wzorce akademika miała świetne i to tuż pod ręką.

    Choć z drugiej strony, jak się tak wgłębić w biografię i daty, to wychodzi, że kiedy MM ruszała ze swoją najlepszą twórczością, czyli tymi tomami, w których Gaba dopiero jest nastolatką, to Barańczaka faktycznie już nie było w kraju (wyjechał w 1981). Poza tym Wikipedia nic nie mówi, ale coś mi się kołacze, że oprócz zapisu na nazwisko Barańczaka za KOR i TKN wyrzucono z pracy na uczelni. Możliwe zatem, że te wzorce były, ale oboje się w tym punkcie jakby biograficznie minęli.
  • soova 30.01.19, 13:05
    Właśnie sprawdziłam: dobrze pamiętałam, w 1977 z uczelni go usunięto. culture.pl/pl/tworca/stanislaw-baranczak
  • jottka 30.01.19, 14:18
    nie no, jak rany, ona była jego starszą siostrą, a w Stanach też za akademika robił (a nie zmywał na stacji benzynowej:) - nie chodzi mi o to, kiedy go wyrzucili, bo to wiadomo, ale o to, że typ człowieka znała świetnie z pierwszej ręki. nie musiała dokładnie rozpisywać Gabie współczesnych wymogów kariery naukowej przeliczanej na punkty, ale ogólne zasady się aż tak nie zmieniły ani typ charakterologiczny.
  • lululemon12 25.02.19, 19:50
    jottka napisała:

    > nie no, jak rany, ona była jego starszą siostrą, a w Stanach też za akademika r
    > obił (a nie zmywał na stacji benzynowej:) - nie chodzi mi o to, kiedy go wyrzuc
    > ili, bo to wiadomo, ale o to, że typ człowieka znała świetnie z pierwszej ręki.
    > nie musiała dokładnie rozpisywać Gabie współczesnych wymogów kariery naukowej
    > przeliczanej na punkty, ale ogólne zasady się aż tak nie zmieniły ani typ chara
    > kterologiczny.

    Gaba jest jednakowoż kobietą, a dobra kobieta z karierą się nie afiszuje. Mila sztuki pisze ukradkiem (w wychodku? Niech mi ktoś przypomni, kto u Chmielewskiej jadał ukradkiem???), Ida mówiąca o swojej pracy jest wariatką... Być może plwam jadem i szkaluję, ale mam wrażenie, że kariera naukowa Gaby to element propagandowy. Proszę, prawdziwa Matka Polka, co to zupki i kupki na czele zainteresowań (deklaratywnie czy faktycznie, to już insza inszość), ale jak dziecka odchowa, to i profesura w nagrodę z nieba spadnie. I jak się nie da, skoro autorka pisze, że się da?


    --
    Bo Pratchett wiedział, że znajdą się ludzie, dla których idealne tipsy będą warte tyle co ocalenie świata przed zagładą.
    /marutax

    The trouble with Dumbledore is that he somehow took a wrong turn on the way to the gruff farmer's house and wound up dropping Harry at Cinderella's instead, which is a totally different story.
  • marutax 25.02.19, 20:13
    lululemon12 napisała:

    > Niech mi ktoś przypomni, kto u Chmielewskiej jadał ukradkiem???),

    Witek we "Wszyscy jesteśmy podejrzani". I nie ukradkiem, a tyłkiem, tfu, chyłkiem.
  • lululemon12 26.02.19, 18:07
    marutax napisała:

    > Witek we "Wszyscy jesteśmy podejrzani". I nie ukradkiem, a tyłkiem, tfu, chyłki
    > em.

    A juści, chyłkiem! Dziękuję pięknie.


    --
    The trouble with Dumbledore is that he somehow took a wrong turn on the way to the gruff farmer's house and wound up dropping Harry at Cinderella's instead, which is a totally different story.
  • przymrozki 26.02.19, 13:34
    lululemon12 napisała:

    > Gaba jest jednakowoż kobietą, a dobra kobieta z karierą się nie afiszuje.

    Z drugiej strony, u mężczyzn kariera też służy głównie za pretekst do niebycia na pierwszym planie rodzinnych wydarzeń. U Marka jest do tego stopnia nieistotna, że specjalizacja mu się zmienia jak obrazy w kalejdoskopie. A co robi Grzegorz to już całkiem nikt nie wie.
  • lululemon12 26.02.19, 18:16
    przymrozki napisała:

    > Z drugiej strony, u mężczyzn kariera też służy głównie za pretekst do niebycia
    > na pierwszym planie rodzinnych wydarzeń. U Marka jest do tego stopnia nieistotn
    > a, że specjalizacja mu się zmienia jak obrazy w kalejdoskopie. A co robi Grzego
    > rz to już całkiem nikt nie wie.

    Specjalizacja Marka to faktycznie babol (tak, teoretycznie mógł zrobić drugą, ale w żaden sposób tego nie zasugerowano). Mimo wszystko jednak było opisywane, jak odsypia dyżury czy opowiada teściowej o pracy. Grzegorza też konsekwentnie usadzano przed komputerem. Więc owszem, ich praca była gdzieś na dalszym planie, nieudolnie opisywana, ale była i zajmowała czas.


    --
    The trouble with Dumbledore is that he somehow took a wrong turn on the way to the gruff farmer's house and wound up dropping Harry at Cinderella's instead, which is a totally different story.
  • guineapigs 26.02.19, 19:17
    Lululemon napisala o pracy Marka i Grzegorza:
    ' ich praca była gdzieś na dalszym planie, nieudolnie opisywana, ale była i zajmowała czas.'

    No byla, bo pomimo wszystko trudno przedstawic nawet drugoplanowe osoby jako 'mezow /de domo/ Borejkowien'. W koncu musieli gdzies chodzic, by zarabiac jakies piniundze.
    Ale tak mie sie nasunely dwie postaci, jesli chodzi o ich prace zawodowa: Ygnac i Jurek Hajduk.

    AD Ygnac: wiemy, ze jest filologiem klasycznym i biliotekoznawca. Pracuje w Bibliotece Raczynskich. Kompletnie nie mam pojecia, na czym polega jego praca tam. Tzn. domyslam sie, ze dba o zbiory, katalogi, moze pomaga nawet - ku rozpaczy wspolpracownikow i kierownictwa - w organizacji wystaw i imprez (co w wykonaniu Ygnaca IMHO wyglada tak: 'tak bedzie, bo ja tak chce i kropka'). Uwazam, ze dbanie i organizowanie to jest praca zmudna i trudna, wymagajaca wiedzy, wprawy i pewnych okreslonych zdolnosci wspolpracy i ogarniania rzeczywistosci (terminy, przepisy, finanse, deadline'y - czyli to wszystko, co Ygnac ma w swej szanownej sempiternie) - ale w zwiazku z tym wcale a wcale nie widze tam Ygnaca z jego - mowiac delikatnie - glowa w chmurach antycznego Rzymu. No wiec co on tam robi? Trzymaja go na posadzie 'eksperta od starozytnosci', bo musza takiego miec?

    AD Jurek Hajduk: to byl drugi w klasie, obok Pawelka, prymus z fizyki, w dodatku - juz jako licealista - zarabial naprawianiem sprzetu agd/rtv. Jakos widzie mie sie, ze taki czlowiek raczej by poszedl albo droga naukowa (Pawelek poszedl - jak spotykamy Danke u Dmuchawca, to Pawelek jest na stypendium w bodajze Monachium), albo zalozyl wlasny warsztat naprawy/sprzedazy sprzetu jakiegokolwiek. Np. komis samochodowy czy kosiarek do trawy, co tam jeszcze. Nie mowie, ze dla pieniedzy, ale dlatego, ze po prostu Jurek Hajduk zostal nam przedstawiony jako zdolny z fizyki i zdolny majsterkowicz. Az sie prosi, by taki ktos mial wlasny warsztat albo kariere naukowa. A tu masz: wybral administracje, biurokracje, walki z uczniami i rodzicami o 'zaliczenie' i co tam jeszcze jest slodkiego w zawodzie nauczyciela... Nie , to mie do JH jakos nie pasuje....
  • verdana 26.02.19, 22:07
    Tylko w książkach o zyciu rodzinnym niekoniecznie trzeba opisywać pracę zawodową wszystkich rodziców, czy szerzej dorosłych. Wychodza do pracy, coś tam robią, czasem coś wspomną, ale ważne jest to, co robią w domu, bo w domu ich widzimy.
    Praca naukowa czy też pisanie sztuk teatralnych to prace, ktre wykonuje się w domu, przynajmniej częściwo, zabierają czas, powodują, ze nie ma rozróżnienia między "pracą", czasem "po pracy". To jest zupełnie inny tryb funkcjonowania rodziny. Tymczasem ani Mila, ani Gabriela w domu nie pracują, nie czują się przytłoczone tym, że dzieci czegoś chcą, a one, choć sa w domu, to nie mają czasu, ani tym, ze domownicy przeszkadzają, że sa napięte terminy i wtedy zawiedzone zostaje życie rodzinne.
  • zachariasz93 01.02.19, 13:31
    jakgdyby.nigdynic napisała:

    > jakgdyby.nigdynic napisała:
    >
    > >
    > > Chwila, chwila, chwila... trzeba rozróżnić obecność czynną i bierną na ko
    > nferen
    > > cji. Bierna jest, owszem dostępna dla każdego. W praktyce, to nawet częst
    > o wymó
    > > g rejestracji jest niekonieczny, żeby wejść sobie po prostu z ulicy i pos
    > łuchać
    > > . Ale obecność czynna, a taka jest fundamentalna dla pracy naukowej, wyma
    > ga jed
    > > nak akceptacji organizatorów. Nawet na konferencjach studenckich jest jak
    > iś tam
    > > odsiew. Nigdy nie spotkałam się z tym, żeby "brali, jak leci".
    >


    Raz (tylko raz, ale zawsze) uczestniczyłam przy organizacji konferencji. Humanistycznej. Wystąpień miało być tyle i tyle, bo tak ktoś zadecydował i tak wyszło czasowo. No i klops, bo zgłosiło się za mało osób i siłą rzeczy trzeba było wziąć każdego, kto się zgłosił. No, chyba, że ktoś by chciał wygłosić referat o układzie pokarmowym żaby, to może i by go odrzucili. Nie wiem, bo żaden biolog się nie zgłosił. :)
  • verdana 01.02.19, 14:21
    No, w moim przypadku odrzucilismy na ostatniej konferencji 1/3 zgłoszeń. I owszem, zdarzało mi się także, ze mojego zgłoszenia nie przyjęto.
  • katriel 02.02.19, 02:33
    > Można być słabym naukowcem, ale dobrze uczyć, ale to zupełnie nie ten typ. Gaba
    > jest infantylna, powtarza jak katarynka uduchowione cytaty, które bez kontekstu brzmią
    > pretensjonalnie i jest do tego mocno zamknięta na odmienności inne niż występujące
    > w klanie Borejków. Ciekawe, czym tych studentów tak do siebie przekonała.

    Ja się ostatnio strasznie zdziwiłam, kiedy się dowiedziałam, kto jest wg ankiet studenckich najlepszym wykładowcą w naszym instytucie. Okazuje się, że jest to starsza pani, tuż przed emeryturą, bez specjalnych osiągnięć naukowych, o raczej flegmatycznym i nieco infantylnym sposobie bycia. Pani, jednakowoż, każdy wykład bardzo starannie przygotowuje, mówi głośno i wyraźnie, ważniejsze rzeczy powtarzając po kilka razy, i przepięknie kaligrafuje na tablicy, tak że można cyknąć fotkę telefonem i ma się w zasadzie gotowy skrypt. Ona nikogo nie porwie, ale skutecznie i bezboleśnie przekaże potrzebne minimum wiedzy. Owszem, na każdym roku jest paru studentów-pasjonatów, których to gorzko rozczarowuje. Ale 90% jest zachwyconych...



    --
    My hovercraft is full of eels.
  • verdana 02.02.19, 22:30
    No cóż, u nas bardzo lubiana jest pani profesor dyktująca do zeszytu:)
  • marutax 03.02.19, 21:32
    verdana napisała:

    > No cóż, u nas bardzo lubiana jest pani profesor dyktująca do zeszytu:)

    Ze wspomnień studenta: dawno temu miałam wykłady z dziedziny właściwie tej samej, z tym że najpierw w skali świata, a potem Polski. Wykłady "światowe" prowadziła porywająca, inspirująca i pełna pasji pani profesor. Mówiła pięknie, emocjonalnie, świetnie się jej słuchało i wierzyło w to, co mówi. Ale podejście pani profesor przekładało się na sposób prowadzenia i zakres wykładu. Omawiała bardzo obszernie zagadnienia przez nią lubiane, niekiedy niezbyt znaczące, a tematy, których nie lubiła, traktowała po łebkach lub zrzucała na prowadzących ćwiczenia. Wykłady "polskie" prowadził pan profesor, w obejściu zdystansowany i "letni". Temat traktował równo, obiektywnie, naukowo. Przekazywał informacje, nie swoje pasje. Ćwiczenia były tylko uzupełnieniem wykładu.
    Oboje byli świetnymi fachowcami i wykładowcami. Osobiście bardziej lubiłam styl pani profesor. Jednak gdybym miała określić, kto był obiektywnie lepszym wykładowcą to miałabym kłopot. Wszystko bowiem zależy od tego, czego oczekujemy od nauczyciela akademickiego: czy jak najlepszego przekazania wiedzy, czy subiektywnego podejścia, które może inspirować, ale ma wiele słabych stron? Często te dwie opcje się wykluczają, a pragmatyczni studenci wybiorą pierwszą.
  • iwoniaw 03.02.19, 22:05
    Wszystko bowiem zależy od tego, czego oczekujemy od n
    > auczyciela akademickiego: czy jak najlepszego przekazania wiedzy, czy subiektyw
    > nego podejścia, które może inspirować, ale ma wiele słabych stron? Często te dw
    > ie opcje się wykluczają, a pragmatyczni studenci wybiorą pierwszą.


    Ja nie mam wątpliwości: o ile w szkole podstawowej bez wątpienia lepszym nauczycielem byłby opisany pan, o tyle student już czytać raczej umie i zainspirowany przez wykładowcę pasjonata powinien również umieć skorzystać z google, a nawet katalogu bibliotecznego. ;-)


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • marutax 03.02.19, 22:42
    iwoniaw napisała:

    > Ja nie mam wątpliwości: o ile w szkole podstawowej bez wątpienia lepszym nauczy
    > cielem byłby opisany pan, o tyle student już czytać raczej umie i zainspirowany
    > przez wykładowcę pasjonata powinien również umieć skorzystać z google, a nawet
    > katalogu bibliotecznego. ;-)

    Tylko że na wykłady przychodzą też studenci, którzy interesują się inną tematyką w obrębie danej dziedziny, a muszą zdobyć wiedzę z tego właśnie przedmiotu. A tu okazuje się, że otrzymują wiedzę niepełną, a właściwie to marnują czas, bo niemal całą robotę i tak muszą odwalić samodzielnie. Tych chętnych do inspirowania się jest niewielu, z 10-20 %. I nie ma w tym żadnego skandalu - ktoś będzie pasjonował się fonetyką, ktoś inny literaturą średniowieczną, kolejny poezją romantyczną albo staro-cerkiewnosłowiańskim. Wszyscy będą uczęszczać na te same studia i będą musieli zdać te same egzaminy. Wykładowca powinien uwzględnić, że nie prowadzi zajęć tylko dla kilku pasjonatów.

    Jak napisałam, do mnie trafiał styl pani profesor. Ale przy pytaniu "kto jest lepszym wykładowcą" (a nie "kogo bardziej lubisz") miałabym nielichą zagwozdkę.

  • jottka 03.02.19, 23:14
    bo trzeba jasno sprecyzować, co powinien robić wykładowca, niezależnie od dodawania skrzydeł:) pamiętam pewną panią profesor, która tryskała inspiracjami, ale jak się trzeba było przygotować do egzaminu, to grozą wiało, bo właściwie żadnego tematu porządnie nie omówiła. by nie rzec wcale. i nie chodzi tu o to, żeby studentom ktoś do zeszyciku dyktował, bo to też przegięcie, ale po to jest wykład, żeby dał podstawy - niekoniecznie w postaci pigułki wiedzy, ale orientacji, co jest istotne, do czego należy się przyłożyć na ćwiczeniach, jak wyglądają trendy, a jak rzeczy ugruntowane itp. itd. a jak ktoś przy tym porwie i zanęci, to dodatkowe 1000 punktów:)

    a tak w ogóle to lubię, jak ktoś do mnie mówi jak do inteligentnego człowieka...
  • lord_vmordevol 11.02.19, 12:34
    iwoniaw napisała:

    > Ja nie mam wątpliwości: o ile w szkole podstawowej bez wątpienia lepszym nauczy
    > cielem byłby opisany pan, o tyle student już czytać raczej umie i zainspirowany
    > przez wykładowcę pasjonata powinien również umieć skorzystać z google, a nawet
    > katalogu bibliotecznego. ;-)

    No nie całkiem. Nie po to student ma wykład, żeby po guglach potem jeszcze szukać, czego mu wykładowca nie powiedział. Zwłaszcza, że przecież no właśnie nie wie, czego on mu nie powiedział. Koncepcja "student ma studiować, a nie tylko się uczyć" to jest akurat popularna wymówka marnych lub leniwych wykładowców, którzy prowadzą słabe wykłady. Ciekawe, że jakoś nigdy nie słyszałem jej w wersji egzaminacyjnej - że przecież wszystko, czego student nie powiedział, można sobie doczytać.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.