Dodaj do ulubionych

Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem???

15.02.19, 15:26
W "CZ" mamy scenę jak Nora i Gusty rozmawiają nt narodzin dziecka. 16-letnia Nora twierdzi, że gdy kobieta rodzi dziecko to doznaje połączenia z Bogiem. Już nie mówiąc o tym, że takie słowa brzmią przekomicznie w ustach szesnastolatki, to co właściwie autoressa miała na myśli? Od razu uprzedzam, ja dzieci nie mam, więc zapewne nie zostałam połączona z Bogiem i nie wiem co to jest. Znam jednakże wiele matek i żadna nie z nich nie produkowała podobnego bełkotu. A może autorka nie ma już połączenia ze swoimi zwojami mózgowymi, bo jak można wymyślić coś takiego i jeszcze wsadzić go w usta licealistki??
Obserwuj wątek
    • rosa-huberman Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 16.02.19, 08:22
      Własnych dzieci nie posiadam. Za ro są w bliskiej i dalszej rodzinie. Dla niektórych kobiet czy dziewcząt to naprawdę magiczne przeżycie. Wyrażają swoje odczucie w różny sposób. Pani Musierowicz wybrała akurat przytoczony cytat, by je wyrazić. Być może doświadczyła tego osobiście jako matka czwórki potomstwa. Nie obrażajmy cudzych poglądów, a uwaga o zwojach mózgowych zupełnie niepotrzebna, Miodowa. Podkreślam mnie też k zdanie wydaje się przesadzone, tysiącom innych pewnie nie.
      • miodowocytrynowa Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 16.02.19, 11:13
        Owszem, rozumiem, że to magiczne przeżycie, cud, wielka miłość- szczególnie dla tych co bardzo długo czekali na dziecko. Mnie niestety ze względów zdrowotnych nie było dane się doczekać. Ale nazywanie tego " połączeniem z Bogiem" to bełkot. Szczególnie, gdy jest wsadzony w usta 16-latki. 16-latki mają w głowie naprawdę co innego, a nie wzniosłe myśli nt narodzin dziecka i połączenia z Bogiem. Może z tymi zwojami mózgowymi to było za mocne, ale ja naprawdę mam wrażenie, że MM pisząc po prostu nie myśli.
        • soova Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 16.02.19, 11:41
          miodowocytrynowa napisała:

          > Ale nazywanie tego " połączeniem z Bogiem" to bełk
          > ot. Szczególnie, gdy jest wsadzony w usta 16-latki. 16-latki mają w głowie napr
          > awdę co innego, a nie wzniosłe myśli nt narodzin dziecka i połączenia z Bogiem.
          > Może z tymi zwojami mózgowymi to było za mocne, ale ja naprawdę mam wrażenie,
          > że MM pisząc po prostu nie myśli.

          Myśli, tylko swoimi kategoriami, czyli osoby z bagażem mnóstwa życiowych doświadczeń, matki czwórki dzieci. Niewykluczone, że sama takie właśnie przemyślenia miała, gdy została matką, bo to wynikało z jej mentalności, a także i zapewne z wiary. Błędem natomiast jest przypisywanie takich przeżyć i wniosków 16-latce, która zresztą nawet nie jest napisana tak, by taka egzaltacja była uzasadniona, bo wszak Nora jest dość typową nastolatką, może lekko konserwatywną, ale wcale nie jakoś specjalnie zaangażowaną religijnie, żeby takie przemyślenia na tle macierzyństwa mieć. Podobnie błędem jest utożsamianie literackiego błędu konstrukcyjnego z brakiem pomyślunku u autorki i bełkotem. To nie wiara spowodowała to nieporozumienie wiekowe, czyli Norę mającą przemyślenia, jakby sama była dojrzałą, wierzącą kobietą, która właśnie została matką i tak swoje macierzyństwo odczuwa, tylko niestaranność w ukształtowaniu konstrukcji bohaterki, a także nadmierna chęć manifestacji swoich poglądów o prymacie macierzyństwa nad wszystkim w życiu kobiety. Gdyby Nora była dorosła i doświadczona życiowo, wyglądałoby to wiarygodnie, a nawet ładnie, ale przy Norze 16-letniej - co najmniej egzotycznie.
          • gat45 Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 16.02.19, 12:52
            Różne-różniste bywają przyczyny głębokich nastoletnich przeżyć. Ja sama w wieku lat mniej więcej piętnastu doznałam strasznie dziwnego uczucia kosmicznej wprost głębi, kiedy dowiedziałam się, że u jakichś tam roślin liście na okółku rozmieszczone są zgodnie z ciągiem Fibonacciego. Styk żywej, dotykalnej przyrody z taką czystą abstrakcją, jaką są ciągi, wywarł na mnie wrażenie nie do opisania. Z perspektywy lat stwierdzam, że była to chwila, kiedy byłam najbliżej mistycyzmu. Dotknęłam czegoś, co przerosło moje dotychczasowe pojmowanie świata.
            Nie wykluczam więc, że w sytuacji z CZ Nora mogła mieć takie właśnie pół-mistyczne objawienie. Mimo to sposób, w jaki autorka kazała jej to wyrazić, nie pasuje ani do wieku, ani do osobowości bohaterki.
    • rosa-huberman Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 16.02.19, 14:40
      Uwzględniając w jakiej rodzinie wychowywała się Nora mogła odczuć taką łączność z siłami wyższymi. Nawet nieszczególnie przywiązując wagę do wiary. Ona niekoniecznie wyrażała własne poglądy. Tyle słyszała o potrzebie macierzyństwa, że pod wpływem narodzin kogoś, kogo kuzyn nazwał jej imieniem odczuła silną chęć, by uzewnętrznić to odpowiednio. Dodając do wszystkiego osobowość starszej już autorki wyszło, jak wyszło. Zresztą wiele kobiet praktykujący mogłoby zapewne przychylić się do zgodności owego stanu. O obrażaniu pani Musierowicz mówiono wielokrotnie. Unikajmy kąśliwości najlepiej.
    • lili_liliana Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 16.02.19, 19:16
      Nastolatki mówią różne poetyczne rzeczy, niekoniecznie nawet do końca wierząc, co mówią. Osoby wierzące w Boga (niezależnie od wyznawanej religii, czy będące poza religiami) w różny sposób doświadczają istnienia Absolutu, kontaktu z nim. Zresztą, to nie muszą być przeżycia związane z religią, co wynika z postu gat45. Nora jako postać nie jest do końca wiarygodna, ale jest napisana konsekwentnie w stylu "neojeżycjadowym". Przychylam się do prośby o unikanie kąśliwości i obiecuję jej unikać:)

      --
      "Ich will nicht gehorsam, gezähmt und gezogen sein/ich will nicht bescheiden, geliebt und betrogen sein/ich bin nicht das Eigentum von dir/denn ich gehör nur mir"
    • bupu Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 17.02.19, 11:59
      miodowocytrynowa napisała:

      > W "CZ" mamy scenę jak Nora i Gusty rozmawiają nt narodzin dziecka. 16-letnia No
      > ra twierdzi, że gdy kobieta rodzi dziecko to doznaje połączenia z Bogiem. Już n
      > ie mówiąc o tym, że takie słowa brzmią przekomicznie w ustach szesnastolatki, t
      > o co właściwie autoressa miała na myśli? Od razu uprzedzam, ja dzieci nie mam,
      > więc zapewne nie zostałam połączona z Bogiem i nie wiem co to jest. Znam jednak
      > że wiele matek i żadna nie z nich nie produkowała podobnego bełkotu. A może aut
      > orka nie ma już połączenia ze swoimi zwojami mózgowymi, bo jak można wymyślić c
      > oś takiego i jeszcze wsadzić go w usta licealistki??

      Nie wątpię, że dla niektórych kobiet jest to przeżycie magiczne i nie raziłaby mnie ta wypowiedź, gdyby nie dwa problemy.

      Pierwszy jest taki, że pada ona z ust szesnastolatki, co czyni tę postać zupełnie nieprawdopodobną. Drugi jest taki, że od wielu już tomów ze stron Jeżycjady płynie pochwała prokreacji i macierzyństwa, nader gromka i nachalna. Idźcie i rozmnażajcie się, kobieta po prostu musi wyjść za mąż i urodzić dziecko, gdyż wypełnienie ramion niemowlęciem to jej powołanie, bez którego zostanie niechybnie wredną starą panną, albo czym jeszcze gorszym. Nowiny prokreacyjne zawsze na pierwszym miejscu, w przyszłości dziewczyny ważniejsze jest to, ile kilo będzie miało zrodzone przez nią niemowlę, niż jej wykształcenie, a najbardziej interesująca rzecz jaką można napisać o bohaterce po latach, to to, że ma stado wnuków.

      No więc, kurczę, nie. Taki światopogląd jest mi zdecydowanie obcy i wolałabym, aby w powieściach adresowanych do młodzieży kobiety przedstawiano jak ludzi, z własnymi potrzebami, pragnieniami i celami, a nie jak, excusez le mot, krowy rozpłodowe, dla których najwyższym celem w życiu jest wydać młode.

      Na koniec zaś pragnęłabym barrrdzo poprzeć przedpiśczynie w kwestii zachowania kultury wypowiedzi.


      --
      Wiedźma
      To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
      http://archiwumpanahyde.laa.pl/
      • miodowocytrynowa Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 17.02.19, 15:38
        Przepraszam bardzo. Już w kolejnej mojej wypowiedzi zreflektowałam się, że słowa o braku połączenia zwojów u MM były za mocne ( choć znacznie gorsze obelgi pod adresem MM tu padały niejednokrotnie) i przyjęłam upomnienie Rosy. Ile z Was zamierza się jeszcze dopisać po kolei z następnymi naganami? Bo mnie naprawdę wystarczy raz zwrócić uwagę.
      • lord_vmordevol Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 18.02.19, 09:59
        bupu napisała:

        > No więc, kurczę, nie. Taki światopogląd jest mi zdecydowanie obcy i wolałabym,
        > aby w powieściach adresowanych do młodzieży kobiety przedstawiano jak ludzi, z
        > własnymi potrzebami, pragnieniami i celami, a nie jak, excusez le mot, krowy ro
        > zpłodowe, dla których najwyższym celem w życiu jest wydać młode.

        No ale nie można mieć własnej potrzeby wydania młodych? Trzeba koniecznie pragnąć dogłębnie zostania główną księgową w międzynarodowej korporacji?

        • rosynanta Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 18.02.19, 12:31
          lord_vmordevol napisał:

          > bupu napisała:
          >
          > > No więc, kurczę, nie. Taki światopogląd jest mi zdecydowanie obcy i wolał
          > abym,
          > > aby w powieściach adresowanych do młodzieży kobiety przedstawiano jak lud
          > zi, z
          > > własnymi potrzebami, pragnieniami i celami, a nie jak, excusez le mot, kr
          > owy ro
          > > zpłodowe, dla których najwyższym celem w życiu jest wydać młode.
          >
          > No ale nie można mieć własnej potrzeby wydania młodych? Trzeba koniecznie pragn
          > ąć dogłębnie zostania główną księgową w międzynarodowej korporacji?

          Chyba rozumiem Bupu. Bo nie chodzi o to, że ta potrzeba jest gorsza od innych. Tylko o jej powszechność i jednocześnie redukcję tylko do niej.
          • lord_vmordevol Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 18.02.19, 12:32
            rosynanta napisał(a):

            > > > własnymi potrzebami, pragnieniami i celami, a nie jak, excusez le m
            > ot, kr
            > > owy ro
            > > > zpłodowe, dla których najwyższym celem w życiu jest wydać młode.
            > >
            > > No ale nie można mieć własnej potrzeby wydania młodych? Trzeba koniecznie
            > pragn
            > > ąć dogłębnie zostania główną księgową w międzynarodowej korporacji?
            >
            > Chyba rozumiem Bupu. Bo nie chodzi o to, że ta potrzeba jest gorsza od innych.
            > Tylko o jej powszechność i jednocześnie redukcję tylko do niej.

            Powszechność jak najbardziej. Podobnie dziwaczne by było, jakby wszyscy co do jednego chcieli zostać kosmonautą.
        • bupu Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 18.02.19, 19:46
          lord_vmordevol napisał:

          > bupu napisała:
          >
          > > No więc, kurczę, nie. Taki światopogląd jest mi zdecydowanie obcy i wolał
          > abym,
          > > aby w powieściach adresowanych do młodzieży kobiety przedstawiano jak lud
          > zi, z
          > > własnymi potrzebami, pragnieniami i celami, a nie jak, excusez le mot, kr
          > owy ro
          > > zpłodowe, dla których najwyższym celem w życiu jest wydać młode.
          >
          > No ale nie można mieć własnej potrzeby wydania młodych? Trzeba koniecznie pragn
          > ąć dogłębnie zostania główną księgową w międzynarodowej korporacji?
          >

          Przepraszam, ale czytałeś to, na co odpisujesz? Ja przecież nie neguję potrzeby posiadania młodych, ani magii macierzyństwa, to co mi się nie podoba to prezentacja rozmnażania jako jedynie słusznego celu dla wszystkich kobiet.


          --
          Wiedźma
          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
          http://archiwumpanahyde.laa.pl/
      • kindzie Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 18.02.19, 23:09
        bupu napisała:

        > No więc, kurczę, nie. Taki światopogląd jest mi zdecydowanie obcy i wolałabym,
        > aby w powieściach adresowanych do młodzieży kobiety przedstawiano jak ludzi, z
        > własnymi potrzebami, pragnieniami i celami, a nie jak, excusez le mot, krowy ro
        > zpłodowe, dla których najwyższym celem w życiu jest wydać młode.

        Po pierwsze, autor powieści ma prawo koncentrować się na tym, co wydaje mu się ważne i piękne.
        Po drugie i ważniejsze, potrzeba i pragnienie posiadania dzieci jest bardzo ludzka i bardzo powszechna. Przy tym dla mnóstwa ludzi wydanie na świat i wychowanie dzieci jest bez wątpienia najważniejszym życiowym celem. Ubliżanie takim ludziom, jeśli są kobietami, od krów rozpłodowych jest - mówiąc bardzo eufemistycznie - godne potępienia. A ponieważ jestem feministką, to tego typu określenie na liczną rzeszę kobiet oburza mnie tym bardziej.

        > Na koniec zaś pragnęłabym barrrdzo poprzeć przedpiśczynie w kwestii zachowania
        > kultury wypowiedzi.

        Wybacz, ale przyganiał kocioł garnkowi.
        • bupu Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 19.02.19, 08:37
          kindzie napisała:

          > bupu napisała:
          >
          > > No więc, kurczę, nie. Taki światopogląd jest mi zdecydowanie obcy i wolał
          > abym,
          > > aby w powieściach adresowanych do młodzieży kobiety przedstawiano jak lud
          > zi, z
          > > własnymi potrzebami, pragnieniami i celami, a nie jak, excusez le mot, kr
          > owy ro
          > > zpłodowe, dla których najwyższym celem w życiu jest wydać młode.
          >
          > Po pierwsze, autor powieści ma prawo koncentrować się na tym, co wydaje mu się
          > ważne i piękne.
          > Po drugie i ważniejsze, potrzeba i pragnienie posiadania dzieci jest bardzo lud
          > zka i bardzo powszechna. Przy tym dla mnóstwa ludzi wydanie na świat i wychowan
          > ie dzieci jest bez wątpienia najważniejszym życiowym celem. Ubliżanie takim lud
          > ziom, jeśli są kobietami, od krów rozpłodowych jest - mówiąc bardzo eufemistycz
          > nie - godne potępienia. A ponieważ jestem feministką, to tego typu określenie n
          > a liczną rzeszę kobiet oburza mnie tym bardziej.
          >
          > > Na koniec zaś pragnęłabym barrrdzo poprzeć przedpiśczynie w kwestii zacho
          > wania
          > > kultury wypowiedzi.
          >
          > Wybacz, ale przyganiał kocioł garnkowi.


          No przepraszam, nieporozumienie grube zaszło. Bardzo grube. Nigdzie, do cięzkiej deutery, nie napisałam, że kobieta której celem życiowym jest wydanie potomstwa, to krowa rozpłodowa. NIGDZIE. Natomiast postrzeganie kobiet en masse jako istot, które spełnić się mogą wyłącznie przez prokreację i zasadniczo nie powinny mieć innych aspiracji, to jest dla mnie traktowanie ich właśnie jak krowy rozpłodowe, których wartość wyznaczają możliwosci ich macicy.

          Widzisz róznice między "kazda kobieta spełnia się w czym innym, jedna w zawodzie, druga w macierzyństwie i fajnie, to ich wybór ", a "każda kobieta powinna urodzić dziecko, bo to jedyny sposób spełnienia dla niej i wyznacznik jej wartości"? To drugie to jest właśnie traktowanie kobiet jaj zwierząt rozpłodowych i pogląd w objęcia którego dryfuje autorka.

          Uprzejmie proszę o nie przypisywanie mi słów, których nigdy nie napisałam. I o czytanie ze zrozumieniem tekstu.

          --
          Wiedźma
          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
          http://archiwumpanahyde.laa.pl/
          • kindzie Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 19.02.19, 08:40
            bupu napisała:

            > No przepraszam, nieporozumienie grube zaszło. Bardzo grube. Nigdzie, do cięzkie
            > j deutery, nie napisałam, że kobieta której celem życiowym jest wydanie potomst
            > wa, to krowa rozpłodowa. NIGDZIE. Natomiast postrzeganie kobiet en masse jako i
            > stot, które spełnić się mogą wyłącznie przez prokreację i zasadniczo nie powinn
            > y mieć innych aspiracji, to jest dla mnie traktowanie ich właśnie jak krowy roz
            > płodowe, których wartość wyznaczają możliwosci ich macicy.

            Ok, wygląda na to, ze faktycznie źle Cię zrozumiałam. W takim razie przepraszam.
      • ciotka.scholastyka Tak się zastanawiam 19.02.19, 10:49
        bupu napisała:

        > od wielu już tomów ze stron Jeżycjady
        > płynie pochwała prokreacji i macierzyństwa, nader gromka i nachalna. Idźcie i r
        > ozmnażajcie się, kobieta po prostu musi wyjść za mąż i urodzić dziecko, gdyż wy
        > pełnienie ramion niemowlęciem to jej powołanie, bez którego zostanie niechybnie
        > wredną starą panną, albo czym jeszcze gorszym. Nowiny prokreacyjne zawsze na p
        > ierwszym miejscu, w przyszłości dziewczyny ważniejsze jest to, ile kilo będzie
        > miało zrodzone przez nią niemowlę, niż jej wykształcenie, a najbardziej interes
        > ująca rzecz jaką można napisać o bohaterce po latach, to to, że ma stado wnuków.

        Tak myślę, czy MM rzeczywiście stawia na prokreację jako jedyną formę realizacji kobiety, czy też może to, co pisze, wynika z tego, że ma kompletnego fioła na punkcie dzieci, i uważa je za najpiękniejszą i najwspanialszą rzecz na świecie? Co widać w KG chociażby? I dlatego takim strasznym grzechem dla niej było to, że Pyziak przeszedł obok wózka z małą Milą i nawet do niego nie zajrzał? No bo ona by zajrzała! Założę się, że zagląda nawet do wózeczków mijanych na ulicy...
        • lululemon12 Re: Tak się zastanawiam 26.02.19, 18:43
          ciotka.scholastyka napisała:

          > Tak myślę, czy MM rzeczywiście stawia na prokreację jako jedyną formę realizacj
          > i kobiety, czy też może to, co pisze, wynika z tego, że ma kompletnego fioła na
          > punkcie dzieci, i uważa je za najpiękniejszą i najwspanialszą rzecz na świecie
          > ? Co widać w KG chociażby? I dlatego takim strasznym grzechem dla niej było to,
          > że Pyziak przeszedł obok wózka z małą Milą i nawet do niego nie zajrzał? No bo
          > ona by zajrzała! Założę się, że zagląda nawet do wózeczków mijanych na ulicy..
          > .

          Ostatnich dwóch tomów Jeżycjady wprawdzie nie czytałam, ale też coś mnie tu zastanawia. Z jednej strony pojawiają się wprawdzie kuriozalne teksty o pustych ramionach czy łącznościach z Absolutem, pęd do małżeństwa i ekspresowego rozmnażania, ale z drugiej, poza Pyzą nie ma tak naprawdę w Neo kobiety, która byłaby tylko matką. Mila znienacka okazuje się wziętym dramaturgiem, Gaba jakimś cudem dostaje profesurę, Pulpa jest biznesłumen pierwszej klasy... Tak jakby głoszącą prymat życia domowego nad karierą autorkę raz po raz podgryzała podświadomość, że wielu osobom potrzeba jednak czegoś więcej. Może stąd te absurdy w przedstawianiu ścieżek zawodowych Borejkówien? Podświadomość kłóci się z oficjalną linią?
          /nie wykluczam, że nieco bredzę, nie potrafię do końca ująć w słowa moich wrażeń/


          --
          The trouble with Dumbledore is that he somehow took a wrong turn on the way to the gruff farmer's house and wound up dropping Harry at Cinderella's instead, which is a totally different story.
          • takikurczak Re: Tak się zastanawiam 26.02.19, 19:19
            lululemon12 napisała:


            > Ostatnich dwóch tomów Jeżycjady wprawdzie nie czytałam, ale też coś mnie tu zas
            > tanawia. Z jednej strony pojawiają się wprawdzie kuriozalne teksty o pustych ra
            > mionach czy łącznościach z Absolutem, pęd do małżeństwa i ekspresowego rozmnaża
            > nia, ale z drugiej, poza Pyzą nie ma tak naprawdę w Neo kobiety, która byłaby t
            > ylko matką. Mila znienacka okazuje się wziętym dramaturgiem, Gaba jakimś cudem
            > dostaje profesurę, Pulpa jest biznesłumen pierwszej klasy... Tak jakby głoszącą
            > prymat życia domowego nad karierą autorkę raz po raz podgryzała podświadomość,
            > że wielu osobom potrzeba jednak czegoś więcej. Może stąd te absurdy w przedsta
            > wianiu ścieżek zawodowych Borejkówien? Podświadomość kłóci się z oficjalną lini
            > ą?
            > /nie wykluczam, że nieco bredzę, nie potrafię do końca ująć w słowa moich wraże
            > ń/
            >
            >

            dziękuję! już kilka razy o tym pisałam i z braku odzewu wnosiłam, że nikt nie podziela moich odczuć! dokładnie tak to widzę. od dawna podkreśla się tę gotowość dla poświęceń dla rodziny, że nic innego się w sumie nie liczy, a także ta mało subtelna niechęć do kobiet, które jasno mówią, że kariera jest ważna (Alma Pyziak, Barbara z pociągu itp.), ale w rzeczywistości w rodzinie Borejko nikt z niczego nie rezygnuje. i tu nie chodzi po prostu o pracę na utrzymanie rodziny, one muszą odnosić sukcesy. w KK Mili wystarczało dorabiać szyciem, ale teraz to już musi być dramatopisarką, i to od razu wziętą. Ida nie może być po prostu ciężko pracującą lekarką, jaki tysiące w Polsce, musi zrobić habilitację, choć przez n tomów nikt się nie zająknął o jakiejkolwiek pracy naukowej. przy Gabie były zająknięcia, to i profesura jest, a nie habilitacja.
            ale to dotyczy też postaci drugoplanowych: jak Dambo czy Jurek są nauczycielami, to zaraz dyrektorami szkoły, a jak Mamert jest lekarzem, to ordynatorem przecież, podobnie jak Marek.
            i zgadzam się z Tobą: tak, to podskórnie pokazuje, że rodzina nie jest wystarczającym sukcesem, że osoba, która ma rodzinę, potrzebuje się też realizować gdzie indziej. i z tym się zgadzam. ale drugie podskórne, co mnie odstręcza, to przekonanie, że być szeregowym pracownikiem, po prostu nauczycielem w szkole czy lekarzem w przychodni (że już o urzędniku czy sprzedawcy nie wspomnę) to nie jest wystarczająco dobre.
            przepraszam, że się tak rozpisałam jak zwykle :-)
            • reveiled Re: Tak się zastanawiam 27.02.19, 15:47
              "w KK Mili wystarczało dorabiać szyciem, ale teraz to już musi być dramatopisarką, i to od razu wziętą."
              Mam wrazenie, ze o ile w KK i w czesci nastepnych powiesci Mila byla jedna z wielu postaci, to z czasem pani MM zaczela sie bardziej z nia identyfikowac i musiala stworzyc jej zycie w jakims stopniu podobne do wlasnego - nie zbyt podobne, bo to jednak duze ryzyko np. utracenia dystansu (czy go utracila i tak to juz inna sprawa).
              Z reszta Twoich obserwacji sie zgadzam.
              • takikurczak Re: Tak się zastanawiam 27.02.19, 18:32
                reveiled napisał(a):

                >Mila byla jedna z wi
                > elu postaci, to z czasem pani MM zaczela sie bardziej z nia identyfikowac i mus
                > iala stworzyc jej zycie w jakims stopniu podobne do wlasnego - nie zbyt podobne
                > , bo to jednak duze ryzyko np. utracenia dystansu (czy go utracila i tak to juz
                > inna sprawa).

                oczywiście, to był skrót myślowy. to nie Mili ambicje wzrosły przez te lata, tylko ambicje Autorki co do Mili i całej jej rodziny :-)
                i w sumie - tylko Ignacy na tym tle tak smętnie wygląda
                • reveiled Re: Tak się zastanawiam 27.02.19, 18:40
                  "oczywiście, to był skrót myślowy. to nie Mili ambicje wzrosły przez te lata, tylko ambicje Autorki co do Mili i całej jej rodziny :-) "
                  Ale ja nawet nie mowie o ambicjach - tzn. oczywiscie sie zgadzam, ale to inna kwestia; tu chodzi mi o to, ze moze po latach Mila stala sie takim alter ego autorki, ktora raczej nie wychodzila z tego zalozenia piszac KK.
              • guineapigs Re: Tak się zastanawiam 27.02.19, 19:04
                Reveiled zacytowala Takiegokurczaka:
                'w KK Mili wystarczało dorabiać szyciem, ale teraz to już musi być dramatopisarką, i to od razu wziętą'

                A to pamietacie? Jak w KK Gabrysia sobie przypomina taka scene: mama (czyli Mila) szoruje wanne, nagle wpada w odwiedziny jej kolezanka i sie uzala nad biedna Mila, ze ta sie musi uzerac w domu zamiast - jak ona - robic kariere zawodowa. Na co Mila ze smiechem odpowiada, ze dla niej najwieksza kariera jest dobrze wychowac dzieci i dac im cieply dom.

                No i tu moim zdaniem jest jakas konsekwencja w zachowaniu Mili: dzieci wychowane i odchowane (z wyjatkiem Gabrysi Wiecznie Borejko), wiec mozna robic kariere. I Mila robi.
                Co prawda nie pamietam, kiedy sztuki Kala Amburki zaczely byc hitami scen teatralnych od Buenos Aires po Helsinki, ale odnosze wrazenie ze dopiero wtedy, gdy dziewczyny osiagnely wiek zwany szumnie 'dorosloscia'. Wczesniej Mila pisywala do kabaretow studenckich i sama w nich grala, ale to bylo raczej hobby i kariera bardzo lokalna, z pewnoscia nie na miare TEYa.
                Oczywiscie to wszystko wiemy z Kalamburki. Z KK, IS wiemy, ze Mila byla Ygnacowa Borejko Przy Mezu i okazyjnie cos tam robila dla spoldzielni Swit, by podreperowac domowy budzet.
    • rosynanta Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 18.02.19, 12:29
      Nora powtarza słowa Róży, więc sama tego nie wymyśliła.

      Mam dziecko, nie jestem religijna, więc z żadnym bogiem się nie łączyłam ani nie łączę. Ale bywały i bywają takie momenty w moim rodzicielstwie, kiedy czuję się zupełnie inaczej niż kiedykolwiek dotąd. Ta więź naprawdę jest jedyna w swoim rodzaju i pewnie gdybym chciała to w sposób egzaltowany (typowy dla nastolatki) ująć w słowa, to podejrzewam, że jakieś słowa o uniwersalnej, najwyższej miłości mogłyby się pojawić.

      Róża też niezbyt dojrzała się wydaje, tak szczerze mówiąc. W ogóle rozmowa jej z Agnieszką na temat porodu, lęków i innych stresów ciążowych, jest dość dziwna, jeśli ją przyłożyć do tego, w jaki sposób ze mną rozmawiano i w jaki sposób ja rozmawiałam z koleżankami czy kobietami z rodziny. Mniej patosu, więcej rozsądku głosu. Ale to se ne vrati chyba w tych książkach ;)
    • lichon Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 19.02.19, 09:40
      A wcale nieprawda!
      Matko,przepraszam, że tak z za rogu na was wyskakuję i od razu się nie zgadzam, ale odwiedzam tyle forów i tak rzadko coś piszę, że witanie się jest dla mnie trochę bez sensu.
      Naprawdę myślicie, że żadna nastolatka by się tak nie wyraziła? Nawet taka religijna i z domu gdzie gloryfikuje się macierzyństwo? Nastolatki przecież właśnie lubią wielkie słowa, w ich wieku najgorsze banały, wciąż jeszcze wydają się świeże. To co że ona nic nie wie o macierzyństwie, przecież słucha jak mówią o nim inni,matka, ciotki, zapewne ksiądz na kazaniu. To jej dało wyobrażenie, o tym jak powinna się czuć matka i jak ona sama powinna myśleć. Przecież nastolatki są bardzo podatne na wpływy, nie zawsze od rówieśników. Pewnie że to brzmi komicznie, tak jak komicznie brzmią wynurzenia o wielkiej, nieszczęśliwej miłości w ustach pierwszy raz zakochanej trzynastolatki. Co nie znaczy, że nie są wiarygodne.
      Dorośli ludzie też tak miewają(kilku takich znam w różnym wieku), czasem w rozmowie ktoś zasunie takim banałem, że zęby bolą, a inni kiwają głowami i chwalą jak on to pięknie powiedział. Poczytajcie sobie fora dla rodziców, może i nie wszyscy tam są tak egzaltowani, a jeśli nie mówią o jedności z bogiem, to tylko dlatego, że akurat trafiło na osobę mało religijną.
      Nie mówię, że to się zdarza jakoś strasznie często, ale się zdarza.
    • kocynder Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 19.02.19, 17:12
      A ja się do pewnego stopnia nie zgodzę z tobą, Miodowa.
      Otóż takie słowa, o tym, że dziecko to połączenie z Bogiem itepe, jak najbardziej mogłyby paść z ust egzaltowanej nastolatki w powyższych okolicznościach. Dawnemi laty, kiedy Bogowie chodzili po ziemi i różne breweryje wyczniali - miałam czas jakiś kontakt z tzw "Oazą". I tak, sporej części tamtych dziewcząt swobodnie mogło coś takiego wyjść z usteczek. Nie wszystkim, ale zapewne licznym. I tu się z tobą nie zgodzę, że takie słowa nie pasują do nastolatki.
      Natomiast masz całkowita rację, że takie słowa nie pasują do TEJ nastolatki! Rodzina B., moim zdaniem bowiem, przesadnie religijna nie jest. Owszem, biorą udział a to w jasełkach, a to z palmami latają, a to Wigilię szykują, ok, prawda. Ponoć nawet i się przyjaźnią z jakimś księdzem. Ale jakiegoś głębszego odczucia religii w nich za pięć groszy nie ma. Ignacy bardziej przeżywa Senekę niż Biblię, Mila zna Plutarcha ale nie cytuje np księdza Tischnera, ani nawet Ratzingera - a obaj mądre rzeczy pisali i warto! Młodsze pokolenie tak samo, bierze udział w zewnętrznych objawach "religijności", ale... Czy któreś z nich brało udział jakikolwiek w życiu parafii? No, jak się okazało post factum Larwa śpiewała w scholi. Ale tez ile to jej śpiewanie miało w sobie podbudowy religijnej a ile chęci popisywania? I tak, zgadzam się, że kompletnie niewiarygodna jest szesnastolatka mówiąca o mistycyzmie a będąca "letnio - religijna". Gdyby Nora została nam opisana jako "oazowa" czy tam udzielająca się w neokatechumenacie, albo aktywna rekolektantka - ok, mogłabym to przyjąć. Ale tak jak to zostało napisane - nie ma opcji. :) I tak, w związku z powyższym - w ustach TEJ nastolatki TE uwagi - to bełkot. :)

      --
      Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
        • kocynder Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 19.02.19, 23:34
          Ależ nie, nie oznacza. A w każdym razie nie musi i nie jest jednoznaczne. :)
          Ale... Jakieś przykłady religijności Borejklanu? Jakiekolwiek? Poza pustymi gestami jak latanie z wiechą palemek itp. Tak mi się kojarzy z "Kalamburki" (łba nie dam, piszę, że mi się kojarzy - jeśli mi się źle kojarzy to proszę nie bić!) - jak jest wzmianka o pielgrzymce Jana Pawła II do Polski, dla osób wierzących to było przeżycie, zwłaszcza w tamtym czasie. A ja odniosłam wrażenie, że Borejkowie bardziej mają problemy logistyczno - organizacyjne niż cokolwiek przeżywają... I tak, ja pamiętam, jako smarkacz, ale jednak, ten przyjazd JPII. I to było COŚ. Coś ważnego, wielkiego, nawet dla mnie, małolaty! Nikt nie myślał o tym, że trzeba siedzieć/stać ileś godzin, że męczące... A tu? Dorośli i nic? Mila i Ignac dzielnie miotają tymi starożytnymi (nota bene nie rozumiem czemu wyłącznie po łacinie, a greka to pies?). Czy chociaż raz zacytowali np świętego Tomasza z Akwinu, świętego Augustyna, świętego Franciszka z Asyżu, czy już nie sięgając do świętych - księdza Tischnera, księdza Pasierba czy nawet tegoż Jana Pawła II? No, jakoś ja tej "religijności", poza właśnie fasadową, pokazową formą nie dostrzegam. Ani w wychowaniu, ani w stosunku do życia, ani w czynach, ani w słowach. Jeśli masz argumenty "contra" - to chętnie...

          --
          Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
          • jakgdyby.nigdynic Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 20.02.19, 10:33
            kocynder napisała:

            > Ależ nie, nie oznacza. A w każdym razie nie musi i nie jest jednoznaczne. :)
            > Ale... Jakieś przykłady religijności Borejklanu? Jakiekolwiek? Poza pustymi ges
            > tami jak latanie z wiechą palemek itp. Tak mi się kojarzy z "Kalamburki" (łba n
            > ie dam, piszę, że mi się kojarzy - jeśli mi się źle kojarzy to proszę nie bić!)
            > - jak jest wzmianka o pielgrzymce Jana Pawła II do Polski, dla osób wierzących
            > to było przeżycie, zwłaszcza w tamtym czasie. A ja odniosłam wrażenie, że Bore
            > jkowie bardziej mają problemy logistyczno - organizacyjne niż cokolwiek przeżyw
            > ają... I tak, ja pamiętam, jako smarkacz, ale jednak, ten przyjazd JPII. I to b
            > yło COŚ. Coś ważnego, wielkiego, nawet dla mnie, małolaty! Nikt nie myślał o ty
            > m, że trzeba siedzieć/stać ileś godzin, że męczące... A tu? Dorośli i nic? Mila
            > i Ignac dzielnie miotają tymi starożytnymi (nota bene nie rozumiem czemu wyłąc
            > znie po łacinie, a greka to pies?). Czy chociaż raz zacytowali np świętego Toma
            > sza z Akwinu, świętego Augustyna, świętego Franciszka z Asyżu, czy już nie sięg
            > ając do świętych - księdza Tischnera, księdza Pasierba czy nawet tegoż Jana Paw
            > ła II? No, jakoś ja tej "religijności", poza właśnie fasadową, pokazową formą n
            > ie dostrzegam. Ani w wychowaniu, ani w stosunku do życia, ani w czynach, ani w
            > słowach. Jeśli masz argumenty "contra" - to chętnie...
            >
            Wiara i religijność mogą przejawiać się na wiele sposobów. Dla jednych będzie to chodzenie co dzień do kościoła, dla innych udział w życiu parafii, dla jeszcze innych wyjazdy oazowe, czytanie Tishnera, cytowanie świętego Abundiusza czy wreszcie... życie zgodne z naukami kościoła (sic!).
            Zakładając fragmentaryczność naszych danych o Borejkach (widzimy zaledwie UŁAMKI ich przeżyć i wydarzeń w rodzinie), to i tak możemy zobaczyć większość z tych typowo religijnych zachowań.
            Laura śpiewa w scholi, dzieci uczestniczą w jasełkach, ktoś tam czyta De Mello, chodzą do kościoła i do spowiedzi,i na spotkanie z papieżem, młodzi czekają z seksem do ślubu a rodzina jest najważniejsza.
            Pamiętajmy, proszę, że tomy Jeżycjady to raczej małe książeczki, a nie opasłe foliały sagi rodu Borejków, w których mieści się cały kosmos bohaterów i każdy aspekt ich życia może być z detalami omówiony.
            Owszem, kategorie religijne z biegiem czasu ulegają spłyceniu (kuriozalna spowiedź Laury), ale niestety, następuje to równolegle z upadkiem wszystkich innych wymiarów pisarstwa M.M., więc nie ma tu nic wyjątkowego.
            • kocynder Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 20.02.19, 11:01
              Zakładając "fragmentaryczność" naszej wiedzy - mogłabyś mieć rację. Jednakże od kilkunastu lat śledzimy ta rodzinę dość regularnie (niestety!), i jeśli przez te "naście" lat religijność ich pozostaje fasadą, pokazówką bądź wyłącznie deklaratywna - no to po prostu nie jest religijnością.
              Uczestnictwo dzieci w jasełkach SZKOLNYCH ma się do religijności jak świnka morska do fizyki kwantowej - moja bratanica takoż brała udział w jasełkach, a jej rodzice w kościele bywają sporadycznie i religijni są właśnie... Wigilia tradycyjna - owszem, śniadanie wielkanocne takoż, ale czemu to i czemu tak? A, bo tak było zawsze... Obecnie rzeczona bratanica ma lat ponad 20 i od swojego bierzmowania w kościele nie była. I co? O czym świadczy jej występ w szkolnych jasełkach? Wyłącznie o tym, że miała fajną nauczycielkę, która umiała zachęcić dzieciaki do zadań aktorskich... :)
              Laury śpiewanie w scholi... Znałam osobiście pannę, która w szkole muzycznej robiła chórki, bo była za kiepska, ale w kościelnej scholi była "kimś" i brylowała, lubiła to, mogła się tam popisywać i robić za gwiazdę. Nie wykluczyłabym takiej właśnie postawy u Laury! W szkole muzycznej swoją "cavattiną Barbariny" naraziłaby się tylko na kpiny (ja tam mam kompletnie drewniane ucho, ale tu już na forum pisały osoby znające, że ta "partia" to niemal "szkolna wprawka" a nie popis dyplomantki i ja im wierzę) a w scholi to za solistkę mogła, a Laura wszak urodzoną solistką jest... Że w "ognisku" czy tam szkole muzycznej - była jedną z licznych, może i niezłych, ale LICZNYCH panienek marzących o byciu Marią Callas czy Joan Sutherland, a w scholi - wreszcie poczuła się doceniona jako jedyna i wyjątkowa.
              Co do spowiedzi mamy tylko ta przedślubną Laury, tak kuriozalną, ze szkoda słów, osoba dorosła i mająca świadomość religijną (a Laura nie jest już wówczas nastoletnim głupim dziewczątkiem!) która pluje jadem "nie powiem ci co o tobie myślę, bo byłam u spowiedzi!"? Serio? I osoba dorosła nie zdaje sobie sprawy, że DOKŁADNIE TAK SAMO grzeszy myślą jakby zgrzeszyła słowem? Nota bene: jak dla mnie TE właśnie słowa najdobitniej świadczą, że Laura do spowiedzi regularnie nie uczęszczała. Ja jestem wierząca. I praktykująca. Przed ślubem przystąpiłam do spowiedzi - co oczywiste. I nijak tego nie przeżywałam "bo byłam u spowiedzi"! No, byłam, wielkie mi mecyje, często chodzę. A dla Laury - to jest Bóg wie jakie wydarzenie, że do spowiedzi poszła, więc nie może zgrzeszyć! Osoba, która z sakramentu tego korzysta regularnie - zwykle ma do niego po prostu inny stosunek emocjonalny.
              "Dla jednych będzie to chodzenie co dzień do kościoła, dla innych udział w życiu parafii, dla jeszcze innych wyjazdy oazowe, czytanie Tishnera, cytowanie świętego Abundiusza czy wreszcie... życie zgodne z naukami kościoła" - no i tego właśnie w życiu Borejklanu ja nie widzę! Ani chodzenia do kościoła regularnie (poza świętami czyli święceniem palm i Pasterką), ani udziału w życiu parafii, ani czytania "mądrych" Kościoła, ani cytowania CZASEM chociaż zamiast starożytnych kogoś z doktryny chrześcijańskiej, a już najmniej życia zgodnego z zasadami kościoła... I nie, całkiem serio, "nie pójdziemy do łóżka, bo Wolfi mnie szanuje" to NIE JEST życie w zgodzie z zasadami, innymi niż własne! GDYBY Laura chciała seksu z Wolfim - to ów tekst brzmiałby "Wolfi mnie pragnie tak, że nie możemy czekać." Bo dla Laury nie zasady (jakiekolwiek) są ważne, a wyłącznie ona i jej chęci.
              Proszę, podaj mi jakieś przykłady z książek religijności Borejków, innej niż objawy zewnętrzne - czyli właśnie tradycyjna Wigilia, czy szkolne występy...

              --
              Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
          • guineapigs Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 13.03.19, 18:33
            Kocynder napisala (wpis dawny, bo datowany: 19.02.19, 23:34, wiec w zasadzie niemal jak 20.02.19):
            'Ale... Jakieś przykłady religijności Borejklanu? Jakiekolwiek? Poza pustymi gestami jak latanie z wiechą palemek itp. Tak mi się kojarzy z "Kalamburki" (łba nie dam, piszę, że mi się kojarzy - jeśli mi się źle kojarzy to proszę nie bić!) - jak jest wzmianka o pielgrzymce Jana Pawła II do Polski'

            Niemal dojscie do takiego absurdu, ze 'religinosc Borejkow' polega na tym, ze nie wspolzyja przed slubem (tak ogolnie, bez Rozy...) i sie nie zdradzaja w malzenstwie. Bo, jak powszechnie wiadome i oczywiste, niechrzescijanie to sie ciupciaja bez opamietania przed slubem, a po slubie to nawet jeszcze bardziej, tyle ze nie z zona/mezem, a z sasiadka/sasiadem.
            Tak, z pewnoscia, jak ktos dochowuje wiernosci narzeczonej/zonie, a przy okazji chodzi na te najglowniejsze swieta do kosciola/cerkwii (nagle pinc razy w rok po godzince - dwie, wielkie mi halo) plus jeszcze pojechal zobaczyc JPII (tego to akurat pojechali zabaczyc wszyscy, a przynajmniej kto mogl, bo to byla niecodzienna impreza w PRL-u i pewnie niezle na tym mozna bylo zarobic - vide Lermaszewski).
            Juz nie chce byc nudna, ale jednak napisze: znam wiele osob nie-chcrzescijan, ktore uwazaja slub - niech bedzie, ze cywilny, ale jednak jakos slub - za 'pozwolenstwo' na wspolzycie i zakaz na zdrady. Z reka na sercu poiadam Wam: to, czy jestescie wierni czlowiekowi, ktoremu wiernosc przysiegaliscie, nie jest zalezne z tym,czy jestescie chrzescijanami, czy nie. To reguluje wasz wewnetrzny kodeks moralny. A tu chrzescijanstwo ma takie wykrety, ze hej... Np. 30-sto latek 'nie zdawal sobie sprawy z powagi obietnicy' - taki zapis istnieje na dokumencie rozwodu, tfu - uniewaznienia zwiazku - uznania zwiazku za niewazny.
            Ja pierdziele.. Nawet przesuac granice swiadomosci do wieku 'lat 50' nie mozna, bo wtedy to przyglusi i przyslepi.
            • rosynanta Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 18.03.19, 10:34
              guineapigs napisała:

              > plus jeszcze pojechal zobaczyc JPII (tego
              > to akurat pojechali zabaczyc wszyscy, a przynajmniej kto mogl, bo to byla nieco
              > dzienna impreza w PRL-u i pewnie niezle na tym mozna bylo zarobic - vide Lermas
              > zewski).

              W "Kalamburce" jest pielgrzymka z 97 zdaje się, więc nie PRL, choć atrakcja niewątpliwa.
            • przymrozki Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 18.03.19, 18:08
              guineapigs napisała:

              > Kocynder napisala (wpis dawny, bo datowany: 19.02.19, 23:34, wiec w zasadzie ni
              > emal jak 20.02.19):
              > 'Ale... Jakieś przykłady religijności Borejklanu? Jakiekolwiek? Poza pustymi ge
              > stami jak latanie z wiechą palemek itp. Tak mi się kojarzy z "Kalamburki" (łba
              > nie dam, piszę, że mi się kojarzy - jeśli mi się źle kojarzy to proszę nie bić!
              > ) - jak jest wzmianka o pielgrzymce Jana Pawła II do Polski'

              Florian ewidentnie ma jakieś życie duchowe, bo doradza Jędrkowi w kwestii podejścia do modlitwy. Z kolei Ignacy, jak wiemy, jest agnostykiem (na swoim domniemanym łożu śmierci wyznaje Laurze, że raczej wątpi w istnienie Boga). Na dodatek córkom i wnukom stawia za wzór cnót m.in. prześladowców pierwszych Chrześcijan, co w domach bardzo katolickich nie jest częstą praktyką. Reszta rodziny sprawia wrażenie mocno przywiązanych do wspólnotowego i kulturowego oblicza religii, ale nie bardzo wychodzi ponad to. Jeżeli już ktoś zdradza objawy poważniejszego podejścia do wiary, to, o dziwo, Laura, która śpiewa w kościele. A raczej nie sądzę, żeby chóry i schole u dominikanów były zostawione bez jakiejś duchowej formacji (przyznaję jednak, że nigdy nie śpiewałam u dominikanów, więc nie wiem tego na pewno). Chociaż, tak z drugiej strony, tygrysie podejście do spowiedzi trąca pewnymi brakami w znajomości doktryny katolickiej.

              W tym kontekście dziwi wyznanie MM z wczoraj, cytuję:

              "Ciotka Zgryzotka nie liczy się z obowiązującymi trendami (jak ja…), w nosie ma poprawność polityczną (też jak ja) i wraz ze mną nie obawia się wyznawać swoich poglądów i wiary, do czego mamy przecież konstytucyjnie zagwarantowane prawo".

              Gdzież w książkach MM jest wiara? I gdzie w książkach jest ten bunt, ta rebelia, ten wykrzyczany sprzeciw? Jakby był, to, przysięgam, przyłączyłabym się do grona obrońców NeoJeżycjady.
              • guineapigs Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 18.03.19, 19:26
                Przymrozki napisala, co napisala MM:
                "Ciotka Zgryzotka nie liczy się z obowiązującymi trendami (jak ja…), w nosie ma poprawność polityczną (też jak ja) i wraz ze mną nie obawia się wyznawać swoich poglądów i wiary, do czego mamy przecież konstytucyjnie zagwarantowane prawo".

                Moze sie czepiam, ale ... co to znaczy 'obowiazujacy trend'? Nie jestem jakims znawca, ale trend to nie norma czy nakaz. Oczywiscie ludzie pewnie tak mowia, bo to taki skrot myslowy, ale z punktu widzenia formalnego trend nie moze byc obowiazujacy czy obowiazkowy. Oczywiscie mozna powiedziec: 'jak nie napiszesz o seksie/przemocy, to ci tego nikt nie kupi wiec my tego nie wydamy' - ale trudno taki casus nazwac 'obowiazkiem pisania o seksie/przemocy'.
                Moze czym innym jest trend w technologii - skoro np. generalnie i ogolnoswiatowo zmierza sie do minimalizacji rozmiarow np. telefonow czy zuzycia wegla, to telefony w rozmiarze 'cegla' nie beda akceptowane przez fabryke bo to nie przystaje do jakichs tam norm, i to samo co do zuzycia wegla (jakies rodzaje piecow czy jakies aspekty metalurgii i ogrzewnictwa regulowane prawnie).
                Noale, my tu o sztuce, literaturze a nie o kaloryferach. Jak w sztuce moze byc cos takiego, jak 'obowiazujacy trend'? Toz to - po takim krotkim i nawet nie glebokim zastanowieniu sie - oznacza wlasciwie 'zero nowych trendow'.
                • przymrozki Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 19.03.19, 09:00
                  guineapigs napisała:

                  > Moze sie czepiam, ale ... co to znaczy 'obowiazujacy trend'? Nie jestem jakims
                  > znawca, ale trend to nie norma czy nakaz. Oczywiscie ludzie pewnie tak mowia, b
                  > o to taki skrot myslowy, ale z punktu widzenia formalnego trend nie moze byc ob
                  > owiazujacy czy obowiazkowy. Oczywiscie mozna powiedziec: 'jak nie napiszesz o s
                  > eksie/przemocy, to ci tego nikt nie kupi wiec my tego nie wydamy' - ale trudno
                  > taki casus nazwac 'obowiazkiem pisania o seksie/przemocy'.

                  Niechby nawet skrót myślowy - "obowiązujący trend" jako "moda, by pisać o seksie, przemocy i flakach przy jednoczesnym braku mody na pisanie o miłości, rodzinie i dobru zwyciężającym zło". Ale czy w literaturze dla dziewcząt w wieku 10-15 lat naprawdę MM idzie pod prąd? Bo, jak na moją znajomość tematu, jej książki są pod względem tematyki dosyć typowe - historia romantyczna z jakimiś rodzinnymi problemami w tle, a to cierpienia dziecka porzuconego przez ojca, a to nieślubna ciąża siostry, a to zakrzepica żył matki. Szkoła, wakacje i obowiązki domowe. Jedno w czym Neo faktycznie się wyróżnia, to zupełny brak przyjaźni pomiędzy nastolatkami.
        • ssssen Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 20.02.19, 07:59
          A to zależy jaka religia. Jeśłi twoja prywatna - masz rację, ale zauważ że każda zarejestrowana religia opiera się na swoim "kościele" - jeśli chcesz do niej należeć, masz należeć i do "kościoła".

          Bo potem mamy takich katolików którzy dobierają sobie z religii katolickiej to co się im podoba, a to co nie - odrzucają i dalej bezczelnie nazywają się "katolikami".
    • reveiled Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 20.02.19, 17:15
      Czytalam ten watek na biezaco przez ostanich kilka dni i nie mialam okazji sie dopisac, wiec moze cos powtorze albo moze sie odwolam do czegos co bylo powiedziane, ale nie pamietam dokladnie gdzie i przez kogo... Ale...

      Jak najbardziej wierze, ze moglaby cos takiego powiedziec nastolatka, oczywiscie nastolatka dosyc egazaltowana, religijna i zakochana w dzieciach. Zdarzaja sie takie. Mnie osobiscie moglo cos takiego wyjsc z ust w tym wieku, moze niekoniecznie na temat macierzynstwa, bo to mnie akurat wtedy nie interesowalo, zreszta nie mialam za bardzo stycznosci z niemowletami, ale gdybym miala, to kto wie. Czy pasuje to akurat do Nory? Nie wiem, bo chyba za bardzo jej nie znamy. Ja w kazdym razie czuje ze jej nie znam. Moze CZ czytalam troche po lebkach, ale ogolnie Nora jest przedstawiona dosyc powierzchownie i trudno powiedziec duzo na temat jej stosunku czy to do religii/wiary, czy to do macierzynstwa. Ale ogolnie wierze, ze mogla powiedziec cos takiego. A jesli sama tego nie wymyslila tylko powtarza za Roza to tym bardziej wierze.

      Natomiast zastanawia mnie ta cala dyskusja na temat domniemanej religijnosci Nory w swietle tego, co wiemy o Borejkach. A co wiemy to to, ze sa wierzacy, ale niekoniecznie bardzo intensywnie zwiazani z wiara czy kosciolem. I nawet to odnosi sie glownie do poznanskich Borejkow, malo wiemy pod tym wzgledem o rodzicach Nory - o Patrycji chyba nikt, Florian gdzies tam rozmawia z siostrzencem o modlitwie wiec wiemy ze sie modli i ze ma to dla niego znaczenie. Ale nawet gdybysmy wiedzieli ze sa bardzo pobozni albo wrecz przeciwnie, to niekoniecznie znaczyloby to, ze Nora tez. Jako nastolatka i dwudziesto-kilko latka obracalam sie w mocno religijnym towarzystwie, wiekszosc pochodzila z rodzin katolickich, ale nie wszyscy, a wsrod tych rodzin katolickich tez bylo duzo rozpietosci - niektore rodziny byly bardzo religijne, inne religijne powierzchownie, jeszcze bardziej niz Borejkowie, a byly i takie ktore byly wrogie religii. Dorastajace dzieci wyrobily sobie swoje wlasne przekonania - czasem troche w ramach buntu przeciwko rodzicom, czasem tak jakby pomimo rodzicow. Intensywnosc wiary niekoniecznie przechodzi z pokolenia na pokolenie. Widzimy dzieci bardzo religijnych rodzicow, ktore stosunek do wiary maja obojetny, zdarza sie i na odwrot.

      I jeszcze to, ze Nora nie mowi o religii, o kosciele, nawet o Jezusie, tylko o Bogu - to naprawde mozna bardzo szeroko interpretowac. Znam osoby, ktore od lat nie byly w zadnym kosciele, a odwoluja sie regularnie do Boga i ich osobistej z nim relacji - i co, nie wolno im?

      Jak mowie, nie uwzam, ze wiemy wystarczajaco duzo o Norze, zeby cos stwierdzic, ale wydaje mi sie, ze o ile jej milosc do dzieci (w tym przypadku fascynacja nowa kuzynka w ktorej przyjscie na swiat Nora byla dosc intensywnie zaangazowana, wiec nie dziwie sie ze ma do niej emocjonalny stosunek) ma zwiazek z tym w jakiej rodzinie wyrosla, o tyle jej wiara/ religijnosc/ odniesienia do Boga, niekoniecznie. Owszem, wychowala sie w rodzinie, ktora uwaza sie za wierzaca, wiec moze tak ogolnie Nora i te wiare przejela, ale ewentualne zaangazowanie w nia (o ile takie istnieje, bo nie zakladalabym tak sadzac z jednej wypowiedzi - poza tym Nora moze byc mniej religijna/ wierzaca/ praktykujaca niz Laura czy Ignacy) mogla wyrobic sobie sama.
      • lululemon12 Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 26.02.19, 19:01
        reveiled napisał(a):

        > Jak najbardziej wierze, ze moglaby cos takiego powiedziec nastolatka, oczywisci
        > e nastolatka dosyc egazaltowana, religijna i zakochana w dzieciach.

        Zgadzam się w teorii, ale i tak kiedy zobaczyłam cytat na forum, lekko mnie zamurowało.
        Trochę obok tematu: czy wyjaśniono, czemu córka Ignasiostwa została nazwana po Norze? Było to zaplanowane, czy wyszło znienacka? Bo jeśli znienacka, to obok samej cesarki w dramatycznych okolicznościach może dodatkowo podkręciło emocje i zwiększyło prawdopodobieństwo pełnych egzaltacji frazesów?

        --
        The trouble with Dumbledore is that he somehow took a wrong turn on the way to the gruff farmer's house and wound up dropping Harry at Cinderella's instead, which is a totally different story.
          • lululemon12 Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 01.03.19, 07:54
            lichon napisał(a):

            > lululemon12, przepraszam, że nie w temacie, ale skąd masz ten cytat w podpisie?

            Jeśli chodzi o ten z Dumbledorem, to stąd: sistermagpie.livejournal.com/41403.html

            Natomiast Pratchett i tipsy wyskoczyli spod klawiatury marutax w jakiejś dyskusji circa rok temu.

            --
            Bo Pratchett wiedział, że znajdą się ludzie, dla których idealne tipsy będą warte tyle co ocalenie świata przed zagładą.
            /marutax
        • rosynanta Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 01.03.19, 15:25
          Tak, wyjaśniono. I raczej znienacka. "Na cześć twojej kuzynki. To jest teraz osoba, której najwięcej zawdzięczamy. A na drugie imię damy jej – Róża. To jest druga osoba, której najwięcej zawdzięczamy. Ją właśnie poprosimy, żeby była matką chrzestną".

          Córka urodziła się niespodziewanie, Aga była przekonana, że będzie mieć syna, więc nie wybierali żadnych imion żeńskich. Syn miał być Metodym.
          • marutax Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 01.03.19, 20:21
            rosynanta napisał(a):

            > Tak, wyjaśniono. I raczej znienacka. "Na cześć twojej kuzynki. To jest teraz os
            > oba, której najwięcej zawdzięczamy. A na drugie imię damy jej – Róża. To jest d
            > ruga osoba, której najwięcej zawdzięczamy. Ją właśnie poprosimy, żeby była matk
            > ą chrzestną".

            No właśnie do dziś nie wiem, co takiego zawdzięczają Norze...
            • tt-tka Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 04.03.19, 10:33
              marutax napisała:

              > rosynanta napisał(a):
              >
              > > Tak, wyjaśniono. I raczej znienacka. "Na cześć twojej kuzynki. To jest te
              > raz os
              > > oba, której najwięcej zawdzięczamy.
              >
              > No właśnie do dziś nie wiem, co takiego zawdzięczają Norze...


              To, ze Norcia koniec koncow przezyla i jej matka tez ? :)
              Gdyby Nora przypadkiem nie nocowala u Igstrybow, gdyby nie uparla sie, ze pojdzie z Aga na rynek (bo ta idiotka, ktora sama nie jest w stanie zejsc z niewysokich schodow, wybierala sie samotnie na zatloczone targowisko), gdyby nie znalazla taksowki z taksowkarzem na tyle przytomnym, ze uparl sie odwiezc je od razu do szpitala, bo szybciej niz sama rodzaca zorientowal sie, co sie dzieje - to przy tym przodujacym lozysku mogloby byc calkiem niewesolo.

              --
              Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
          • przymrozki Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 04.03.19, 11:57
            rosynanta napisał(a):

            > Córka urodziła się niespodziewanie, Aga była przekonana, że będzie mieć syna, w
            > ięc nie wybierali żadnych imion żeńskich. Syn miał być Metodym.

            Tak gwoli ścisłości, gdyby Nora była Norem, to też nie miałaby wybranego imienia. Grześ próbował wcisnąć Ignasiowi Metodego, to fakt, ale przyszły ojciec jakimś entuzjazmem do tego imienia nie zapałał (znając jego relację z ojcem Grzesia aż dziw, że nie zapytał "a kto to był?"). Propozycja uhonorowania Metodego mogła w ogóle nie zostać przekazana Agnieszce.
            • rosynanta Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 13.03.19, 13:32
              przymrozki napisała:

              > rosynanta napisał(a):
              >
              > > Córka urodziła się niespodziewanie, Aga była przekonana, że będzie mieć s
              > yna, w
              > > ięc nie wybierali żadnych imion żeńskich. Syn miał być Metodym.
              > Tak gwoli ścisłości, gdyby Nora była Norem, to też nie miałaby wybranego imieni
              > a. Grześ próbował wcisnąć Ignasiowi Metodego, to fakt, ale przyszły ojciec jaki
              > mś entuzjazmem do tego imienia nie zapałał (znając jego relację z ojcem Grzesia
              > aż dziw, że nie zapytał "a kto to był?"). Propozycja uhonorowania Metodego mog
              > ła w ogóle nie zostać przekazana Agnieszce.

              Akurat wprost jest napisane, że była przekazana.

              "Spis imion, wyszukanych dla najmłodszego Stryby przez całą rodzinę, a ponumerowanych wedle preferencji Agnieszki, wydrukowano wielkimi literami i przyczepiono na wysokości oczu biesiadników, dla umożliwienia kompletnej jasności osądu. Mogli nieustannie mieć tę listę na uwa-dze i poddawać ją wyczerpującej analizie podczas dosłownie każdego posiłku. Otwierało ją imię Metody (propozycja Grzegorza Stryby). Ignaś oświadczył, że to właśnie imię wybrałby dla syna, ale Aga się waha."

              Swoją drogą, dobrze, że napisane, że Stryby, bo tych Grzegorzów tam siedmiu siedziało i jeszcze byśmy się pomylili :D
              • przymrozki Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 18.03.19, 18:12
                rosynanta napisał(a):

                > "Spis imion, wyszukanych dla najmłodszego Stryby przez całą rodzinę, a ponumero
                > wanych wedle preferencji Agnieszki, wydrukowano wielkimi literami i przyczepion
                > o na wysokości oczu biesiadników, dla umożliwienia kompletnej jasności osądu. M
                > ogli nieustannie mieć tę listę na uwa-dze i poddawać ją wyczerpującej analizie
                > podczas dosłownie każdego posiłku. Otwierało ją imię Metody (propozycja Grzegor
                > za Stryby). Ignaś oświadczył, że to właśnie imię wybrałby dla syna, ale Aga się
                > waha."

                Dzięki, zupełnie zapomniałam o tym fragmencie.

                Tak czy siak, jednak, imię Nory, gdyby okazała się Norem, nie było dogadane. Ten nieszczęsny chłopiec mógł dostać imię po taksówkarzu, który dowiózł do szpitala na czas, lub po gatunku dyni, którą Agnieszka miała w rękach przy pierwszym skurczu.
                • bupu Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 18.03.19, 19:53
                  przymrozki napisała:

                  > Tak czy siak, jednak, imię Nory, gdyby okazała się Norem, nie było dogadane. Te
                  > n nieszczęsny chłopiec mógł dostać imię po taksówkarzu, który dowiózł do szpita
                  > la na czas, lub po gatunku dyni, którą Agnieszka miała w rękach przy pierwszym
                  > skurczu.

                  Hokkaido Marian Stryba. Pierwsze po dyni, drugie po taksówkarzu.




                  --
                  Wiedźma
                  To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                  http://archiwumpanahyde.laa.pl/
                  • sayoasiel Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 19.03.19, 11:34
                    bupu napisała:

                    > przymrozki napisała:
                    >
                    > > Tak czy siak, jednak, imię Nory, gdyby okazała się Norem, nie było dogada
                    > ne. Te
                    > > n nieszczęsny chłopiec mógł dostać imię po taksówkarzu, który dowiózł do
                    > szpita
                    > > la na czas, lub po gatunku dyni, którą Agnieszka miała w rękach przy pier
                    > wszym
                    > > skurczu.
                    >
                    > Hokkaido Marian Stryba. Pierwsze po dyni, drugie po taksówkarzu.
                    >
                    >
                    >
                    >

                    Pyszne. W przypadku Agi jestem w to skłonna uwierzyć, a Ignaś przecież się JEJ nie sprzeciwi.
                    • mariamm87 Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 28.06.19, 10:50
                      ssssen napisał:

                      > bupu napisała:
                      >
                      > > Hokkaido Marian Stryba. Pierwsze po dyni, drugie po taksówkarzu.
                      >
                      > Proponuję "Mariana" zamienić na "Marcina". Byłaby to wspaniała wpadka ze strony
                      > MM, dla Japończyków imię "Marcin" jest wyjątkowo zabawne ;)

                      zdradzisz dlaczego to imię jest w Japonii zabawne? :)
                      • ssssen Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 04.07.19, 08:47
                        mariamm87 napisała:

                        > zdradzisz dlaczego to imię jest w Japonii zabawne? :)

                        Wymawiają to mniej więcej jak "maru-cin", co znaczy z grubsza "okrągły ch..."

                        PS. Znajomy zdziwił się kiedyś gdy cała grupa Japończyków dostała ataku śmiechu na widok butelki wina "Cin&Cin" ;)
    • minerwamcg Re: Urodzenie dziecka to łączenie z Bogiem??? 10.03.19, 01:10
      Może być, teraz, mając parę latek na karku i od dziesięciu lat będąc matką tak bym tego nie nazwała (choć niewątpliwie jest to prawda), ale właśnie jako nastolatka - proszę bardzo!

      --
      Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka