Dodaj do ulubionych

Powrót jeżycjady dla współczesnych nastolatek

06.03.19, 22:09
Cześć! Natchnął mnie ostatni fanfik i pomyślałam, że choć na forum są same osoby dorosłe, to może zamiast prześmiewczego fanfiku stworzyć coś, co rzeczywiście by było zbliżone do powieści do nastolatek? Czyli np. opisać dojrzewanie z punktu widzenia małej Mili, czyli współczesnej młodej dziewczyny, która wchodzi w dorosły wiek, a której mama jest zbyt zajęta sobą, by dostrzec, że córka jest żywą istotą, a co dopiero kobietą. W ten oto sposób powstało... to. :) Zapraszam do lektury.


Ma czternaście lat i jeszcze niewiele rozumie. Doskonale zdawała sobie sprawę, że w perspektywie całego życia i wszystkich czekających na nią doświadczeń te kilkanaście lat, z czego tylko kilka przeżytych w miarę świadomie, nie dają jej prawa do buntowania się przeciw temu stwierdzeniu. Prawda, rozumiała niewiele. Jednak te słowa stanowiły dla jej mamy jedynie przykrywkę, były pięknym sloganem, który pod sobą krył mniej patetyczne i już całkiem nieprawdziwe twierdzenie, że Milena jest tylko dzieckiem, jej uczucia nie mają najmniejszego znaczenia. Mama ma prawo płakać za tatą, czuć ból po jego starcie. Dlaczego ona nie miała prawa czuć żalu po Matthew? Czy dlatego, że znała swojego chłopaka krócej, niż mama tatę, że z nim nie mieszkała, że jest od rodziców młodsza, to jej uczucie nie jest prawdziwe? Nie boli?
Musiała wyjechać. Zostawiła przyjaciół, chłopaka, szkołę, całe swoje życie, bo jej rodzicielka postanowiła uciec. Tak, uciec. Jak zwykły tchórz. Gdyby jeszcze był ku temu powód, ale przecież nie ma pewności, że tata ją zdradził. Jedynie poszlaki. Niejasne znaki. Kilka słów zasłyszanych od starej baby stojącej przed nią w supermarkecie. Kpiący uśmiech sąsiadki. Czy to były wystarczające powody, by rujnować życie swoich dzieci i natychmiast wywozić je za granicę? I teraz Mila nie ma prawa płakać za wszystkim, co zostało jej siłą odebrane w ciągu niecałego miesiąca, a mama może wylewać potoki łez, bo dobrowolnie odeszła od męża i wróciła do rodziców? Absurd.
Szybko otarła łzę rękawem i zerknęła na matkę. Nie zauważyła. Uf. Gdyby mama przyłapała ją na smutku, to ona, Milena, by została obwiniona o płacz bez powodu. A przecież ma powody. Westchnęła cicho i spojrzała na stojący przed nią pusty talerz. Nawet nie pamiętała, kiedy zjadła jego zawartość, ani nawet co ją stanowiło. Mama w domu gotowała codziennie, ale tak paskudnie, że dziewczyna nauczyła się jeść machinalnie, nawet nie rejestrując smaku. Teraz jednak pożałowała, bo ze stojącej przed nią wazy unosił się pyszny zapach.
„Serowa!” pomyślała i z uczuciem włożyła w naczynie dużą, stołową łyżkę. O, tak. Chodź do mamusi.
- Smakuje Ci, Milu? – podniosła wzrok. Ciocia Patrycja, pulchna pani o ciepłym spojrzeniu błękitnych oczu uśmiechnęła się do niej promiennie. Miała pełne, różowe usta, równie różowe policzki i stado loczków nad średniej wielkości czołem. Milena zawsze zwracała uwagę na czoła. Sama obdarzona była tak wysokim, że robiąc selfie zawsze ustawiała smartfona pod brodą. Tylko wtedy proporcje jej twarzy się równały.
- Tak, jest pyszne. Świetnie gotujesz, ciociu. – Posłała jej spojrzenie, w którym starała się zawrzeć całą swoją wdzięczność. Tak ją lubiła. Chyba jako jedyną z całej dotychczas poznanej rodziny. Wszystkie ciotki, choć znała je krótko, zdawały się być na swój sposób szurnięte i, przede wszystkim, wścibskie. Ostatnią rzeczą, której teraz potrzebowała, to opowiadanie o swoim życiu.
Zza drzwi wejściowych dobiegł stukot obcasów. Milena zamarła z łyżką w połowie drogi do ust przerażona, że to do domu zmierza najgorsza z ciotek, wiecznie biegająca na szpilkach, ciotka Ida. Tylko nie to… znowu będzie trajkotać, machać rękami, wypytywać o rzeczy, którymi absolutnie nie miała ochoty się dzielić z kimkolwiek, a co dopiero ze wścibską ciotką. Zamknęła oczy powtarzając w myślach błagalne: „Żeby to nie była ona, żeby to nie była ona…” Skrzypnęły drzwi. Chwila prawdy. Do środka weszła wysoka, w oczach Mili, w pełni dorosła kobieta. Zdecydowanie jednak nie ruda. Odetchnęła z ulgą.
- Witam wszystkich! - oznajmiła radośnie i zatrzepotała długimi rzęsami – Jest jeszcze coś do jedzenia? Padamy z głodu.
Założyła za ucho sprężynkę platynowych loków i podeszła do stołu, a następnie przewiesiła przez niego tułów i zajrzała ciekawsko do talerza Mili. Uczyniła to jednak w taki sposób, że dziewczynka miała przed oczami nie tylko jej kręconą czuprynę, ale i doskonały widok na imponujący dekolt rodem z rodziny Kardashian.
„Jezus Maria” jęknął jej jakiś głos w głowie i gwałtownie odwróciła wzrok. Policzki i szyja niekontrolowanie napłynęły krwią i sama nie wiedziała, czy ze wstydu spowodowanego niestosownością sytuacji, czy ze zwykłego zaskoczenia.
- Serowa. Z grzankami. – Ania wyprostowała się w sposób przypominającym podskok sprężynki i pokiwała z zadowoleniem głową.
- Czosnkowymi grzankami.
Głos padł zza pleców Mili. Było w nim coś niesamowitego, jakby pochodził z innego wymiaru. Nie chodziło jednak o barwę, a o jakiś wewnętrzny, nieumotywowany biologicznie czynnik. Emanowała z niego duma, powaga, ale i pewne wycofanie, powodowanie jednak absolutnie nie nieśmiałością, a w pełni zasłużoną pewnością siebie. Jakby jego posiadacz był jakimś wielkim naukowcem lub filozofem. Tak, zdecydowanie bardziej filozofem!
Zanim zareagowała w jakikolwiek sposób, głos zabrzmiał ponownie, jednak z drugiej strony stołu.
- Cześć.
Ciekawe. Patrzyła na nią rudowłosa piękność. Dziewczyna w wieku lat, na oko, dwudziestu, z miedzianymi lokami do łopatek i delikatną, smukłą twarzą. Wszystko w niej było zwyczajne, urody zdecydowanie przeciętnej. Uwagę zwracały jedynie orzechowe oczy. Miały w sobie tę samą tajemniczość. Nic więcej, a jednocześnie wszystko, czego ta postać potrzebowała, by czarować nieopisanym urokiem osobistym.
- Cześć. – Mila uśmiechnęła się nerwowo.
- Jak tam? – usiadła i wyciągnęła szczupłą, piegowatą rękę do stojącej obok misy z gołąbkami butelki z wodą gazowana. Zacisnęła szczupłe palce na szyjce, podniosła i z gracją przeniosła tuż nad szklankę. Powoli odkręciła zakrętkę. Syknęło – Jak ci się podoba w Poznaniu?
- Fajnie. – Te słowa wypłynęły z ust Mili automatycznie. Chciała zabrzmieć dorośle, dojrzale, żeby starsze kuzynki potraktowały ją jak równą sobie, a tu takie coś. Spartoliła. I to na samym wstępie. A tyle dni planowała to pierwsze spotkanie, tak jej na nim zależało! Sprawdzała profile na facebooku dziewczyn, przeglądała ich instagrama, dokształcała się w tym, co je interesuje, żeby tylko się wkupić w ich łaski, a tu proszę. Fajnie. Łucja nie spuszczała z niej wzroku. Nie było tam jednak kpiny.
- Dyplomatyczna odpowiedź. Bezpieczna. – upiła łyk wody. Boże! Ona nawet piła z gracją! Z chwili na chwilę była pod jej coraz większym wrażeniem.

Edytor zaawansowany
  • zachariasz93 06.03.19, 22:12
    Ciąg dalszy:

    Mila stała przy włączniku próbując nacisnąć go niezgrabnymi palcami. Po piątej próbie jednak odpuściła i, unikając miejsc, gdzie podłoga piszczała lub skrzypiała, podeszła do stojącej na biurku lampki typu lawa. Dziewczyna była w tym pomieszczeniu pierwszy raz, co ją dodatkowo stresowało. Jakby wystarczającą próbą samokontroli nie był sam fakt konieczności przebywania w mieszkaniu kuzynek.
    Nacisnęła pstryczek. Lampka zaświeciła się leniwie, a spod metalowego czubka zaczęły spadać sople wosku. Dzięki dodatkowemu źródłu światła w polu widzenia Mileny znalazł się stojący po drugiej stronie pokoju mebel. „Toaletka!”. Ta myśl sprawiła, że zabiło jej szybciej serce. Prawdziwa toaletka! Z lustrem, perfumami, kosmetykami… Cały dorosły świat, którego całą sobą pragnęła, a na który uparcie nie chciała się zgodzić jej mama.
    Podeszła powoli, tym razem ignorując skrzypienie posadzki i spojrzała na rząd stojących obok siebie, przypominających kubki na długopisy i ołówki, skrzyneczek. Każda wypełniona była po brzegi czymś innym: szminkami o różnych kolorach i rodzajach wykończenia, pomadkami, paletkami cieni do powiek, zestawami do konturowania twarzy i pędzlami o wszystkich możliwych kształtach i wielkościach. Poniżej znajdował się kolumna szuflad, dużych i zdających się głębokimi. Spojrzała za siebie i zamarła w bezruchu, nasłuchując. Usłyszała dwa głosy na dole. Daleko. Dobrze. Zanim zdążą wejść na górę, to miną przynajmniej trzy minuty. Dam radę. Powoli odsunęła pierwszą z szuflad. Jej oczom ukazała się bielizna. Ale jaka! Koronkowa, przeźroczysta, półprzeźroczysta, satynowa, bawełniana, jednoczęściowa, wieloczęściowa, składająca się z tysiąca części, paseczków i sznureczków, czarna, czerwona, turkusowa, beżowa. Milenie zawirowało w głowie. Różowe światło lamki wraz z panującym półmrokiem, a także zapachem stojących w wazoniku bzów sprawiły, że te wszystkie fikuśne figi, stringi i gorsety nabrały jeszcze bardziej intymnego charakteru. W popłochu zatrzasnęła szufladę i oparła się o blat.
    - Kuźwa… - jęknęła, a po czole płynęła jej kropla potu.
  • rosa-huberman 07.03.19, 10:03
    Bardzo mi się podoba Wreszcie coś normalnego. Czułam niesmak z tych prześmiewczych fanfików często wykpiwających cykl i autorkę. Owszem, zastrzeżenia odnośnie traktowania Czytelników czy stronniczości na wiadomej stronie mogę wyrażać, ale jednak są pewne granice. Nawet uwzględniając specyficzność tego forum.
  • takikurczak 07.03.19, 13:38
    rosa-huberman napisał(a):

    > Bardzo mi się podoba Wreszcie coś normalnego. Czułam niesmak z tych prześmiewcz
    > ych fanfików często wykpiwających cykl i autorkę. Owszem, zastrzeżenia odnośnie
    > traktowania Czytelników czy stronniczości na wiadomej stronie mogę wyrażać, al
    > e jednak są pewne granice. Nawet uwzględniając specyficzność tego forum.

    ja mam w głowie historię o Ani Górskiej taką w połowie drogi, tzn. poważną, o realnej osobie z realnymi problemami, ale jednak odnoszącą się też do niezdrowych relacji w rodzinie Borejków ;-)
  • tt-tka 07.03.19, 14:34
    takikurczak napisał(a):


    > ja mam w głowie historię o Ani Górskiej

    Masz w glowie, to pisz !
    Zdaje sie, ze zdecydowana wiekszosc tu na forum woli wersje alternatywne, pastisze, kpiny i wariactwa niz oryginalna neoj. Zwlaszcza ze tych ostatnich tomow nie da sie juz czytac, tak sa nudne. Nie irytujace, tylko wlasnie nudne.




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • takikurczak 07.03.19, 17:44
    tt-tka napisała:


    > Masz w glowie, to pisz !

    porwałabym się, tylko boję się wpadki :-) potrafisz mi wrzucić, kiedy urodziła się Ania Górska, Milena i Karol Shoppe i Nora Stryba?
  • tt-tka 07.03.19, 18:03
    Ania dokladnie 1 sierpnia, a rok ? 1998 ? W kazdym razie jednego dnia z Lusia.
    Mila w czerwcu, a rok 2004.
    Karolek, hm... w wigilie 2009 Roza oznajmia, ze jest w ciazy, wiec jakos tak latem 2010. Miesiaca chyba nie znamy.
    Nora dokladnie w dniu slubu Jozwy, 2017, jesienia. Czy to byl koniec wrzesnia, czy poczatek pazdziernika ? Do CZ nie wroce !

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • rosa-huberman 07.03.19, 14:50
    Równie dobrze e można pisać o tym, czego właśnie brakuje. Dzięki temu wy stwarzacie namiastkę tego, o czym dawno zapomniała autorka, prawda? Wymyślić taką alternatywną wersję dla nielubianej Neo.
  • haszyszymora 07.03.19, 14:56
    Czegoś nie rozumiem. Najpierw określasz Łucję jako rudowłosą pięknosć, zaraz potem stwierdzasz, że była przeciętna, ale o ślicznych oczach, po czym znów wracasz do zachwycania się każdym detalem. No więc po co był ten wtręt o przeciętności i skąd się wziął w narracji Mili, której ewidentnie szczęka opadła z wrażenia?
  • zachariasz93 07.03.19, 15:28
    Tak czułam, że mało precyzyjnie :( Chodziło o to, że robiła piorunujące wrażenie, zdawała się być zjawiskową pięknością, ale było to efektem nie rysów twarzy i idealnie skrojonego nosa, a zachowania, pewności siebie, charakteru.
  • briar_rose 07.03.19, 16:02
    Coś jak Ania Shirley, ta z Zielonego Wzgórza :D
  • zla.m 10.03.19, 14:05
    Zgadzam się. Dodatkowo Mila, która przyjechała niedawno z Anglii nie powinna mówić "kuźwa". Naturalnym byłby jakiś fuck/shit. No i jakoś dziwnie - Mila spotyka pierwszy raz kuzynki i poza "cześć" Łucji nie ma żadnego początku znajomości. Przecież one mogę myśleć, że Mila nawet nie wie, która jest która! A potem nagle jest u nich w domu i przegląda rzeczy. Brakuje czegoś pomiędzy, bo skąd tam się wzięła? Ukradła klucz czy jednak ma ich zaufanie?


    --
    Psycholog poradził mi napisać szczere listy do osób, których nienawidzę i spalić je.
    Zrobione. Ale co z listami?
  • guineapigs 10.03.19, 17:31
    Zla.m napisala:
    'Dodatkowo Mila, która przyjechała niedawno z Anglii nie powinna mówić "kuźwa". Naturalnym byłby jakiś fuck/shiit'

    Hmmm. moze Mila ma tak, ze sie automatycznie przestawia jak zmienia miejsce zycia? Ale ja powiem z wlasnego doswiadczenia, ze taki tzw. 'zwykly Kowalski' to faktycznie sie nie przestawia od razu, potrzebuje czasu. Ja, ktora mieszkam w pieknym UK i nie mam zdolnosci automatycznego adaptowania jezyka, jak przyjezdzam na urlop do Polski (zawsze Polska, tyle mam tu jeszcze do zwiedzenia, ze mie zycia i urlopow nie starczy, i to jest cudowne) to pierwsze kilka dni mowie koszmarnie: najpierw mowie tylko po angielsku, potem mieszam jezyki, potem co prawda mowie po polsku, ale na imprezie jak sobie dziabne to znow przechodze na angielski lub tzw. polinglisz - taki typowy syndrom 'kara na kornerze'. Ludzie mysla, ze to taki szpan - ale to nie tak. Po prostu jak 24/7 mowisz po angielsku i nagle znajdujesz sie w kraju rodzinnym - to nie tak latwo sie zmienic 'na pstryk'.
    A mam kolezanke, ktora ma swietny sluch do jezykow, co pewnie jakos jest powiazane ze sluchem muzycznym. Jest warszawianka, ale wystarczy, ze pojedzie na Podlasie - i po jednym dniu sljedzikuje lepiej jak Solejukowa. Pojedzie na Slask - i po jednym dniu mowi jak rodowita hanyska z dziada pradziada i baby prababy, nawet uzywa typowych dla tego regionu slow i sformulowan. Pojedzie w Malopolske - i juz tego samego dnia 'idzie na pole'. Niesamowite dla mie, ona to po prostu czlowiek - gabka. Po czym po dwoch tygodniach wojazy po Slasku/Podlasiu/Malopolsce wraca do Wawy - i mowi literacka polszczyzna (jej babcia i mama to polonistki, wiec byla wychowywana w ryzach jezykowych). Fascynujace dla mie zjawisko. Ale i tacy ludzie widac sa. A raczej: zdarzaja sie. Trza miec ten sluch, prawda, panie tego...
  • jentyk_trawiasty 12.05.19, 14:33
    guineapigs napisała:

    >Jest warszawianka, ale wystarczy, ze pojedzie na Podl
    > asie - i po jednym dniu sljedzikuje lepiej jak Solejukowa.

    Niech mi powie ktoś, kto wie... Jak słyszę tę kobietę, tzn. aktorkę, grającą Solejukową, jak "robi" podlaski akcent, to dostaję gęsiej skórki. Wydaje mi się to sztuczne, natrętnie nieudolne, i przekonujące, jak charakteryzacja "Murzyna" w "Alternatywy 4". Na Podlasiu byłam, co prawda kilkanaście lat temu, ale nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek, łącznie z najstarszymi staruszkami z małych wiosek - a nawet sporo z takowymi rozmawiałam - tak mówił (dla jasności: nie twierdzę, że nie istnieje podlaski akcent, tylko że nie brzmi TAK). Słowem, drażni mnie to. Ale może źle pamiętam? I niepotrzebnie się wytrząsam? Może ktoś, kto sam jest z Podlasia albo jeździ tam często, albo zajmuje się profesjonalnie akcentami mi powie, jak to jest.
  • uteruseless 08.03.19, 10:25
    lampy typu lawa nie dają natychmiastowego porządnego światła, a sople wosku nie spadają od razu
    musi się cholerstwo nagrzać dobre paręnaście minut, na początku prawie w ogóle nie widać światła, bo jest zasłonięte twardym jeszcze woskiem
  • reveiled 08.03.19, 16:04
    Dobry poczatek. Jako niechetna emigrantka w tym samym wieku (chociaz w druga strone i wiele lat temu) z ciekawoscia czekam na dalszy ciag.
  • piotr7777 08.03.19, 18:50
    A nie lepiej stworzyć własny cykl?
    Z własnymi postaciami, własną fabuła i własnym przesłaniem. Może być lewicowo - liberalne, politycznie poprawne, antyklerykalne itd. Protagonistka może być weganką, jej najlepszy kumpel gejem, wszyscy mogą walczyć o zdrowe środowisko. Można przedstawić klasyczna rodzinę jako źródło patologii, wykpić klasyków literatury, pokazać styl zycia współczesnej młodzieży (po odpowiednim przygotowaniu rzecz jasna). Można w takiej książce polemizować z wizją świata M.M., można nawet parodiować jej styl i bohaterów, ale niech to będzie coś oryginalnego.
    Moim zdaniem nie jest w porządku wobec autorki opieranie się na postaciach stworzonych przez nią.
    Po pierwsze jest to wykorzystywanie czyjejś pracy twórczej. Niech będzie, że dla zabawy a nie dla zysku, ale mimo wszystko z zamiarem upublicznienia.
    Po drugie i tak te postaci z fanfików oprócz imion i historii nie mają wiele wspólnego z bohaterami Jeżycjady. To, że na forum są świetne analityczki nie sprawia, że są w stanie uchwycić postaci MM i przejąć jej język. Jeszcze w stylu parodystycznym tak. Na poważnie jakoś nie.
    A po trzecie- M.M. ma 74 lata. Ona już nie wróci do stylu z lat 70. Po części dlatego, że już nie musi nic udowadniać, bo jej nazwisko i cykl Jeżycjada jest pewną marką a po części dlatego, że w tym wieku człowiek raczej jest odporny na zmiany. I ogólnie nie ma już tego poczucia, że jest "u siebie" (nie przypadkiem starsi ludzie używają zwrotu " w moich czasach").
    Więc M.M. nie napisze nowej Szóstej klepki, będzie tkwić w borejkowskim sosie. I co gorsza ze szkodą dla kolejnych powieści, bo jest coraz mniej akcji, coraz mniej świeżości. Jeśli wprowadza nowe postaci to tylko po to aby je skojarzyć z borejkowskimi wnukami, nie jest w stanie stworzyć wiarygodnych nastoletnich bohaterek. To prawda.
    Ale Jeżycjada to jej cykl. Rodzina Borejków ( i inni bohaterowie) to jej prywatna własność.
    Dlatego osobom, które mają ambicje literackie sugerowałbym rywalizację z autorką na równych zasadach.
  • guineapigs 08.03.19, 19:22
    Piotr7777 napisal co napisal, cytowac nie bede bo za duzo - ale popieram w 100 proc. Fajnie posmiac sie z fanfikow i roznych takich, oczywiscie. Ale stworzyc wlasna marke - to jest wyzwanie. MM stworzyla taki a taki swiat - o tym pisza najlepsi redaktorzy i komentatorzy zycia literackiego. Ja uwazam, ze na potrzeby forum mozemy pisac roznosci, mamy prawo wychwytywac rozne kwestie nieoczywiste dla Autorki (Gabrysia - archetyp dobra, Pyziak - archetyp zla: po prostu KOCHAM TO), ale: co jej to jej, a co nasze to tez jakos jej, tyle ze po wglebieniu sie.
  • reveiled 08.03.19, 20:04
    "co jej to jej, a co nasze to tez jakos jej, tyle ze po wglebieniu sie."
    Pewnie. Dlatego chyba nikt nie probuje tych fikow publikowac pod swoim nazwiskiem albo w miejscach niezwiazanych z MM - to taka zabawa na forum.
    Ogolnie sie zgadzam, dlatego ja fanfikow nie pisze, ale jesli ktos lubi, a inni lubia czytac (sama kiedys nie lubilam, ale niektore tu - niewiele, moze 5) calkiem mnie wciagnely.
  • reveiled 08.03.19, 20:00
    "A nie lepiej stworzyć własny cykl?"
    Ja osobiscie uwazam, ze lepiej, i chociaz mi kiedys przyszedl do glowy pomysl na fanfik, to owszem, wykorzystalam oryginalny pomysl luzno oparty o rodzine podobna do Borejkow, ale uksztaltowalam ich juz w swoim stylu, i nie tak znowu duzo maja wspolnego z Borejkami/Pyziakami/Strybami, chociaz do inspiracji sie przyznaje. Ale to ja. Ludzie pisza w roznych celach, z roznych powodow, i tak dlugo jak pozostaje to w formie hobbystycznej i nie probuja np. bogacic sie na postaciach pani MM, uwazam, ze maja do tego prawo.
  • tt-tka 08.03.19, 20:14
    piotr7777 napisał:

    > A nie lepiej stworzyć własny cykl?

    A po co ?


    > Moim zdaniem nie jest w porządku wobec autorki opieranie się na postaciach stwo
    > rzonych przez nią.
    > Po pierwsze jest to wykorzystywanie czyjejś pracy twórczej. Niech będzie, że dl
    > a zabawy a nie dla zysku, ale mimo wszystko z zamiarem upublicznienia.

    Kazda publikacja staje sie publiczna, MMowska tez. I jako taka podlega publicznej krytyce, staje sie obiektem podziwu lub zartow, pastiszy, parodii, przesmiewek, a tez calkiem powaznych analiz. Taki los rzeczy upublicznionych. Mozesz wyjasnic przystepnie, co jest nie w porzadku w bawieniu sie rzecza, ktora stala sie publiczna wlasnoscia i jako taka zostala stworzona i puszczona w swiat ?


    > Ale Jeżycjada to jej cykl. Rodzina Borejków ( i inni bohaterowie) to jej prywat
    > na własność.

    Nie, Piotrze, bohaterowie literaccy staja sie wlasnoscia publiczna. Prawa autorskie chronia dochody tworcy, ale nie moga ograniczac czyichs rozrywek. Nawet jesli czytelnicy bawia sie nie tak, jak autorka by chciala.


    > Dlatego osobom, które mają ambicje literackie sugerowałbym rywalizację z autork
    > ą na równych zasadach.

    Na rownych zasadach to moga rywalizowac zawodowcy - kazda z nas ma swoj zawod, ktorego nie poswieci raczej dla rywalizacji z MM. Oraz krytyka czy pastiszowanie nie jest rywalizacja :)




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • takikurczak 08.03.19, 21:39
    piotr7777 napisał:

    > A nie lepiej stworzyć własny cykl?

    > Dlatego osobom, które mają ambicje literackie sugerowałbym rywalizację z autork
    > ą na równych zasadach.

    też w sumie o tym myślałam. na ile zabawa postaciami z ulubionych książek jest pewnego rodzaju nadużyciem. jasne, próba wydania takiej powieści jest nadużyciem, opowiadanie sobie ze znajomymi historyjek o ulubionych bohaterach jest absolutnie w porządku, a gdzie tu wypada publikowanie fanfiku na forum? mi w sumie trudno to ocenić.
    ale chciałam podkreślić, że to w sumie jest zabawa :-) i w żadnym razie nie konkuruję (ja i chyba inni autorzy fanfików też) z Autorką.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka