Dodaj do ulubionych

OT: Tworczosc wlasna: Research - czasy PRL

13.07.19, 13:37
Mam nadzieje, ze moge tu o to zapytac... Pytalam na pewnym prywatnym forum, na ktorym, jak wiem, jest czesc z Was, ale nie wiem czy ktos tam jeszcze zaglada...

Jak juz tu wspomnialam, pisze powiesc, w ktorej wystepuje kilka pokolen, i jeden ze starszych bohaterow, urodzony na przelomie lat 20 i 30 ma byc w zalozeniu profesorem uniwersytetu w jakiejs dziedzinie humanistycznej - literatura, historia, socjologia? Wiem, ze moga z tym byc powiazane jakies wymagania zaangazowania czy pogladow politycznych - ale do jakiego stopnia? Czy to mozliwe zeby ktos zupelnie nie zwiazany z partia, a nawet jej przeciwny, chociaz niekoniecznie jawnie, mial takie stanowisko w latach 50? A jesli nie, to czy moglby je miec pozniej? Kiedy? Nie jest to jeden z glownych bohaterow i nie bede za bardzo wnikac w szczegoly jego kariery, ale nie chcialabym palnac jakiegos babola.
Edytor zaawansowany
  • mika_p 13.07.19, 14:43
    Przelom lat 20. i 30. to na przykład rok 1930.
    W 1950 r. ten czlowiek ma 20 lat, w 1960 ma 30.

    --
    Po człowieku, który lubi salceson, można się wszystkiego spodziewać. Alutka Kossoń
  • reveiled 13.07.19, 16:16
    Tak, I w zwiazku z tym - mial szanse zostac tym profesorem?
  • reveiled 13.07.19, 21:04
    "Tak, I w zwiazku z tym - mial szanse zostac tym profesorem?"
    Przepraszam Cie, mika, jakos tak sie nie zorientowalam, ze zapytalam konkretnie o lata 50-te i w zwiazku z tym nie zrozumialam, o co chodzi z tymi datami. Jak napisalam ponizej, nie musialby koniecznie byc profesorem juz w latach 50-tych, chociaz raczej powinien byc w stanie jakos utrzymac rodzine w 1956, kiedy urodzilo mu sie pierwsze dziecko, natomiast wazne jest zeby wnuczki, urodzone w drugiej polowie lat 70-tych, pamietaly go jako profesora.
  • mika_p 14.07.19, 01:24
    No własnie daty mi nie pasowały i tylko to chciałam ustalić na początek, bo ja się na latach 50-tych nie znam

    --
    Dla starożytnych Rzymian algebra była niesamowicie prosta, ponieważ X zawsze było 10.
  • tt-tka 13.07.19, 17:11
    W latach 50-tych czlowiek urodzony na przelomie lat 20. i 30. to bylby szczaw i na profesure nie mialby szans z racji wieku i znikomego dorobku naukowego.
    Bezpartyjnych profesorow w latach 50-tych w ogole byla znakomita wiekszosc, jeszcze przedwojenne kadry, wlasnych sie partia jeszcze nie dorobila :), "Dom" sobie obejrzyj i zobacz, jak profesor gnebi na egzaminach mlodziezowke lewicowo przynalezna.

    A w ogole to bylo mozliwe jak najbardziej.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • reveiled 13.07.19, 18:31
    No tak, wlasciwie nie wiem, dlaczego napisalam o tych latach 50-tych, bo moja powiesc nawet tak daleko nie siega; glownie dzieje sie wspolczesnie, ale jest duzo retrospekcji z lat 70-tych, 80-tych i 90-tych - nie z punktu widzenia akurat tej postaci tylko jego corek urodzonych w latach 1956-1966 i wnuczek urodzonych w drugiej polowie lat 70-tych. Istotne jest to, zeby wnuczki, ktore mieszkaly z dziadkiem od urodzenia do lat 1991-92 pamietaly go jako profesora; mniej wazne, co robil, kiedy dorastaly corki, chociaz dobrze byloby to wiedziec, i zeby to sie nie gryzlo z reszta powiesci. Prawdopodobnie robil w tym czasie kariere naukowa - czy bylby w stanie utrzymac rodzine, biorac pod uwage, ze zostal ojcem w roku 1956, a pozniej znowu w '58, '66 i '68? Zona byla nauczycielka i oczywiscie brala urlopy macierzynskie, chociaz one wtedy chyba byly raczej krotkie?
  • tt-tka 13.07.19, 19:23
    Wtedy urlopy macierzynskie byly 3- albo 4-miesieczne.
    Wnuczki mieszkaly tylko z dziadkiem, czy z dziadkiem i rodzicami ? Znaczy byly cztery pensje w domu czy dwie ?

    Utrzymac rodzine sie dalo, jak widac na przykladzie Ygnaca :), zona przewaznie niepracujaca albo chalupnica za grosze, a rodzina zyje i mieszka, a nawet jest domyta.

    A serio - daloby sie oczywiscie , choc niebogato. Oraz zakladam, ze zarobki jego i zony wzrastaly i inaczej sie ksztaltowaly w 66 roku niz w 56. nawet taki niehandlowy kierunek jak historia sztuki* dawal mozliwosc fuch, np pogadanki w domu kultury, opracowywanie hasel do slownika tematycznego, artykuly w prasie popularyzatorskiej. Nawet rzeczywisty profesor Pisarek dawal pogadanki jezykowe w prasie codziennej, i to w Expressie, a wybitny prawnik w tymze Expressie, a moze w Zyciu Warszawy oswajal rodakow z nomenklatura i podstawami prawa :)

    Problem, gdy idzie o mlode pokolenie, to raczej bylby na poziomie ciucha z Hofflandu, adaptera czy magnetofonu, ktory kolezanka ma, a one nie i tym podobne.

    *nie wiem, czy znasz cykl o Panu Samochodziku, ale wystepuje tam niebogaty, choc i nie nedzarz historyk sztuki oraz jego kolega po fachu, niejaki Batura Waldemar, ktory kierunkowego wyksztalcenia uzywa w swoich przestepczych dzialaniach i niezle mu to profituje :)

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • tt-tka 13.07.19, 19:51
    Aha, i te krotkie urlopy macierzynskie byly platne. Nie wiem, pelnoplatne czy 80%, ale platne. Bezplatne wychowawcze trzyletnie to dopiero pozny Gierek.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • reveiled 13.07.19, 20:54
    Wnuczki mieszkaly z rodzicami i dziadkami, ale nie chodzilo mi o utrzymywanie wnuczek przez dziadka, tylko czy dziadek w mlodosci, jeszcze wspinajac sie po szczeblach kariery naukowej, bylby w stanie utrzymac - wspolnie z zona nauczycielka - powiekszajaca sie rodzine. Kiedy rodza mu sie dwie starsze corki raczej na pewno nie jest jeszcze profesorem, pewnie pracuje nad doktoratem... Nie wiem, jak jest w Polsce, a zwlaszcza jak bylo wtedy, ale tu w Kanadzie kandydaci na doktorow maja zapewniona prace na uczelni, ale w bardzo malym wymiarze godzin, i maja limit na to, ile wolno im pracowac - nie wiem dokladnie ile zarabiaja, ale nie sadze, ze sa w stanie utrzymac rodzine.

    A pamietasz moze kiedy dodano do podstawowki osma klase? Moi rodzice (roczniki '51 i '52) konczyli siedmioklasowa podstawowke, ale co najmniej jedna niewiele mlodzsza ciotka juz osmioklasowa.
  • marutax 14.07.19, 18:53
    reveiled napisał(a):

    > Wnuczki mieszkaly z rodzicami i dziadkami, ale nie chodzilo mi o utrzymywanie w
    > nuczek przez dziadka, tylko czy dziadek w mlodosci, jeszcze wspinajac sie po sz
    > czeblach kariery naukowej, bylby w stanie utrzymac - wspolnie z zona nauczyciel
    > ka - powiekszajaca sie rodzine.

    Byłby w stanie, a raczej byliby w stanie, skoro żona pracowała i możliwe, że w pewnych okresach zarabiała więcej niż mąż. Natomiast żeby historię umocnić przydałaby się jakaś prababcia, która pomagałaby w opiece nad pierwszymi dziećmi. W opiece nad "drugimi" pomagałoby już starsze rodzeństwo. No i przyszły profesor i nauczycielka prawdopodobnie jakoś by dorabiali, choćby korepetycjami. Problematyczna może być kwestia mieszkaniowa, ale wierzę, że po doświadczeniach z lektury "Jeżycjady" masz to przepracowane.

    Co do profesury, to na jej zrobienie człowiek urodzony w 1930 r. miał sporo czasu. Skoro wnuczki urodziły się w drugiej połowie lat 70. to ich pamięć sięga tak do 1980 r. Co więcej, dziecko pięcio- czy sześcioletnie nie rozróżnia pewnych niuansów. Będzie pamiętało, że dziadek był profesorem, nawet jeśli w tym czasie jedynie tytułowali go tak odwiedzający dom studenci.

    Potencjalna "mina" to wojna, a właściwie kwestia, czy dziadek i babcia kontynuowali wtedy edukację i w jakiej formie. Bo jeśli mieli jakieś przestoje to możliwe, że ich pierwsze dziecko urodziło się, gdy któreś z rodziców było jeszcze na studiach.
  • tt-tka 14.07.19, 20:31
    marutax napisała:

    żeby historię umocn
    > ić przydałaby się jakaś prababcia, która pomagałaby w opiece nad pierwszymi dzi
    > ećmi. W opiece nad "drugimi" pomagałoby już starsze rodzeństwo.

    Eee, zlobki i przedszkola to bylo popularne rozwiazanie wsrod inteligencji pracujacej zwlaszcza. Chyba ze rodzice byli pryncypialnie przeciw :), niemniej nawet Borejki to praktykowaly, Ida na pewno chodzila do przedszkola.


    > Potencjalna "mina" to wojna, a właściwie kwestia, czy dziadek i babcia kontynuo
    > wali wtedy edukację i w jakiej formie. Bo jeśli mieli jakieś przestoje to możli
    > we, że ich pierwsze dziecko urodziło się, gdy któreś z rodziców było jeszcze na
    > studiach.

    Eee, moja mama, rocznik 34, dyplom robila w 58. Nawet jesli dziadkowie powiesciowi mieli jakies przestoje, to do nadrobienia. A w ogole babcia nauczycielka mogla byc po Liceum Pedagogicznym, po trzyletnim Studium Nauczycielskim...




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • reveiled 14.07.19, 11:21
    Kiedy wprowadzono osma klase? Znalazlam w sieci wiadomosc, ze w 1961, ale wiem, ze moi rodzice, roczniki '51 i '52 konczyli szkoly siedmioklasowe. Czy to byla jakas stopniowa zmiana, zaleznie od miejsca, czy moze odnosila sie tylko do osob, ktore rozpoczely nauke po 1961?
  • tt-tka 14.07.19, 11:44
    O matko, byla tu gdzies, ale nie moge znalezc, cala dyskusja na ten temat :)
    Mozliwe, ze 61 byl tym, od ktorego zaczely sie osmioklasowe podstawowki. Ale jesli twoje bohaterki rodzily sie w latach 56, 58 i pozniej, to juz wszystkie edukacje rozpoczynaly po tej dacie, do podstawowki szly siedmiolatki.

    Co do mlodego naukowca, nie wiem, kiedy pojawily sie studia doktoranckie do rozpoczecia po zrobieniu magisterium. Wtedy to wygladalo tak, ze mlody magister zostawal na uczelni jako asystent i prace naukowa laczyl z dydaktyczna. Uczelnia albo instytut, w kazdym razie mial normalny etat.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • iskrzy_54 14.07.19, 11:54
    Rocznik 54 był pierwszy 8-klasowy, czyli 61 by się zgadzał BTW w moim Lo w roku 69/70 była 11 klasa
  • verdana 15.07.19, 15:39
    OK. Mój ojciec rocznik 31, profesor, jego przyjaciel, rocznik 30 profesor, podobnie jak wielu innych. Bez problemu dało sie utrzymać rodzinę, bo gdy ludzie z tego rocznika robili karierę naukową, sporo płacono za artykuły i ksiązki. Mój ojciec dorabiał w ten sposób praktycznie drugą pensję. Kokosów nie było, póki nie został profesorem w latach 70-tych, a potem zarabiał zupełnie nieźle, choć nie jakoś rewelacyjnie dużo. Utrzymanie czwórki dzieci byłoby bardzo trudne - tylko jeden znajomy miał troje, wszyscy pozostali 1-2. Studiów doktoranckich nie było, za to można było zostać pomocnikiem asystenta jeszcze studiując (mój ojciec zaczął tak pracować mając ok. 19 lat). Do partii nigdy nie należał, jego przyjaciel owszem. Nie przeszkodziło mu to w niczym. Moi rodzice mieli pomoc domową, gdy byłam mała, mieszkała z nami. Sporo ich znajomych też taką miało.
  • m.y.q.2 16.07.19, 00:01
    À propos pierwszego rocznika ośmioklasowej podstawówki, to były to dzieci urodzone w 1952 roku. Uczniowie z tego rocznika mogli skończyć podstawówkę po VII klasie, ale tylko ci, którzy mieli zamiar kontynuować naukę w szkołach zawodowych. Rekrutacji do liceów i techników w roku 1967 nie było. Co ciekawe, rocznik 1952 miał jeszcze w I klasie religię w szkole. Od 1960 roku już została przeniesiona do sal katechetycznych.
    Wszystko to pamiętam, bo to były dzieci o rok tylko starsze ode mnie.
    Kiedy byłam w VIII klasie, przyszedł do nas uczeń o rok starszy, który skończył naukę po klasie siódmej, poszedł do zawodówki, która mu się nie spodobała, więc wrócił do VIII klasy i zakończył edukację z młodszymi odeń dziećmi.

    --
    Niektórzy są przekonani, że ich kaganiec to przyłbica.
    St.Jerzy Lec
  • gat45 23.07.19, 10:29
    ... i dodam, że kiedy przechodzono z 7 na 8-klasówkę, tchórzliwie wprowadzono rocznik "pusty" zamiast jakże nowoczesnego i odważnego zdublowania roczników. Kłopot był, owszem, ale tylko jeden i dotyczył uczniów z ostatniego 7-klasowego rocznika, którzy nie otrzymywali promocji i musieli powtarzać klasę. Cóż, postępu ludzkiej myśli organizacyjnej nie da się zatrzymać (westchnął Gat, pełen zachwytu nad własnym gatunkiem).
  • lord_vmordevol 25.07.19, 17:21
    gat45 napisała:

    > ... i dodam, że kiedy przechodzono z 7 na 8-klasówkę, tchórzliwie wprowadzono r
    > ocznik "pusty" zamiast jakże nowoczesnego i odważnego zdublowania roczników.

    Ale jak miałoby się coś zdublować, skoro podstawówki zatrzymywało się na rok dłużej, a licea szły dalej swoim trybem? Po prostu robiła się dziura.
  • reveiled 23.07.19, 16:49
    Dziekuje Wam bardzo, przepraszam, ze nie podziekowalam od razu, ale musialam sie dosyc intensywnie zajac innymi sprawami - ale pisze, korzystam z informacji, i mam jeszcze troche pytan, z ktorymi pewnie niedlugo sie tu pojawie.
  • kajaanna 25.07.19, 19:11
    Nie było tak łatwo, aby w latach '70 czterdziestolatek mógł być profesorem.
    Może był khę... "marcowym docentem", któremu "po linii i partyjnej słuszności"w 1968 dano katedrę "nauk humanistycznych" i od tej chwili można było nazywać go "profesorem"?
  • verdana 10.08.19, 12:44
    Mój ojciec był profesorem mając lat 41 czy 42. Nadzwyczajnym, bo wtedy były dwa stopnie. Zwyczajnym został mając lat 49. Wielu jego znajomych też wcześnie zostawało profesorami. Marcowym docentem, jako Żyd raczej być nie mógł.
    Awanse wtedy były znacznie szybsze niż dziś.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka