Dodaj do ulubionych

„Noelka” po latach. Zepsuta winda.

04.08.19, 19:20
Jakiś czas temu odświeżyłam sobie „Noelkę”, nawet w tym celu ją kupiłam i leży przede mną. Przyznam, że tak jak czytając ją pierwszy raz w wieku 13 lat uważałam ją, podobnie jak niemal każdą książkę, za źródło zarówno inspiracji jak i instrukcji, jakie jest życie i jak żyć, i jak mając lat 20+ znów nie dostrzegłam tam niczego rażącego, i potem też nie do końca zgadzałam się z Waszymi wypowiedziami o Rumunkach czy o komentarzu "Tygrysek się miga", tak teraz mając 30+ zaniepokoiłam się pewną kwestią, której chyba jeszcze nie było. Było o tym, czy złość Elki na Terpentulę była słuszna, ale chyba mało było o awanturze w zepsutej windzie.

Zwróciłam też większą uwagę na formę książki niż gdy byłam młodsza, i zacznę od tego, jak od dobrej wiadomości. Uważam, że konstrukcja fabuły jest przemyślana i w efekcie jedna z lepszych, z jakimi miałam do czynienia w powieściach. Elka z Tomkiem wędrują przez różne mieszkania Jeżyc, czasem jest tam sympatycznie, czasem mniej, czasem zabawnie, ale na ogół Elka nieźle bawi się i uczy, jak wygląda świat. Ta wędrówka jest harmonijnie przeplatana wydarzeniami w rodzinach Borejków i Strybów. W końcu, u Borejków, gdzie siedzą przez aż trzy podrozdziały pod rząd, coś nagle zaczyna się psuć – Tomcio spotyka swojego ojca, z którym jest w konflikcie. Kolejny rozdział, kolejne mieszkanie do odwiedzenia z gwiazdorską wizytą – a tu nic z miłej atmosfery poprzednich mieszkań, ani honorarium dla Gwiazdora, ani prezentów, ani dzieci, za to ojciec rodziny na pogotowiu, wszyscy w strachu, czy wyjdzie z zawału. I kolejny, w którym Tomek i Elka lądują w zepsutej windzie, z której nie mogą wyjść. Jeszcze rozdział o rozterkach Grzegorza, i wreszcie rozdział 42, kulminacyjny niemal. I tutaj właśnie coś mnie poruszyło.

„Głupia babo! - ryknął Tomcio, kopiąc butem numer czterdzieści pięć przeciwległą ściankę kabiny, aż łoskot poszedł w dół szybu, na parter. - Ty nic nie pojmujesz!”
Wybaczcie, że może mój post zabrzmi naiwnie, naprawdę słabo znam się na ludziach i na tym, jakie zachowania w jakim wieku są normalne. Nie wiem, czy to mnie i ludzi z mojego pokolenia wychowano źle, czy to współczesne dzieci i nastolatki są źle wychowywane. Dlatego właśnie pytam o zdanie Was. Czy zachowanie Tomka – pomijając już to, czy miał rację, ja nie popieram zachowania Elki wobec Terpentuli, więc merytorycznie mogę przyznać mu rację, że dziewczyna wykopsała zbłąkanego wędrowca – ale czy to zachowanie, biorąc pod uwagę jego młody wiek, byłoby do zaakceptowania w prawdziwym życiu? Czy to jest jedno z zachowań z gatunku „co wolno smrodzie, to nie tobie, wojewodo”? Czyli że na przykład mnie, trzydziestoletniej, nie wypada na kogoś wrzeszczeć i kopać przedmiotów wokół, choćby nawet i był wobec mnie megachamski, a nastolatkom to jeszcze wolno, pewnie też nie zawsze, ale np. w jakiejś podbramkowej sytuacji w ten sposób wyrażać emocje, bo to taki wiek, oni jeszcze się uczą, a poza tym między 13tą a 20tką szaleją hormony? (Dla jasności - mnie tak nie wychowywano, gdy miałam lat 10+, u mnie dorośli nakazywali tłumić złość. Dopiero całkiem niedawno spotkałam się z tekstami pełnymi wyrozumiałości dla dzieci i nastolatków wyrażających złość w sposób niemiły). Tomcio ma 18 lub 19, czyli jeszcze naście lat, a chłopaki dojrzewają później niż dziewczyny, więc tę agresję w windzie można jeszcze, od biedy, wybaczyć? Czy niestety nawet u nastolatka, nawet młodszego albo wolniej dojrzewającego emocjonalnie i/lub społecznie (Tomek nie ma tego problemu, ale gdyby tak?), tego rodzaju zachowanie powinno być lampką ostrzegawczą dla ewentualnej wielbicielki, żeby się w nim nie zakochiwała, bo i mając lat 20+, i 30+, będzie się podobnie zachowywał, a nawet gorzej? A może nigdy z tego nie wyrośnie? (Chciałabym w ogóle kiedyś szerzej omówić kwestię „co wolno smrodzie”, którą ktoś kiedyś poruszył).W dodatku ubodło mnie, że on tak na nią grzmi, krytykuje, bez krztyny zrozumienia, bez docenienia jej odwagi i samokrytyki, że opowiedziała mu o swoim zachowaniu, ufając, że pomoże jej jakoś coś z tym zrobić, z tym co zrobiła i z jej emocjami. A on ją tylko ukarał! Mnie na miejscu Elki byłoby okropnie przykro, no, nie powiem, jak strasznie przykro, i nie tylko. Okropny strach i złość by do tego doszły, i długo nie odważyłabym się nikomu przyznać do złego zachowania, jeśliby mi się takie przytrafiło, a byłaby potrzeba komuś powiedzieć – takiemu chłopakowi w szczególności, ale w ogóle nikomu. Na długo pozostałoby bardzo niemiłe wspomnienie.

Potrafię wczuć się w położenie zarówno Tomka, jak i Elki.
Rozumiem Elkę, że nie chciała tego słuchać, nawet jeśli nie była taka wrażliwa jak ja. I rozumiem młodego, bo wiem, że jak człowieka oburza czyjeś zachowanie, to ma ochotę wrzeszczeć, kopać, wypowiadać niemiłe słowa, a będąc młodym, lub nie nauczonym, jak się wyraża złość, można tak właśnie postąpić, tj, tak się może niestety zdarzyć.
Ale kto w tym wszystkim ma rację? Komu powinno się więcej wybaczyć, kogo powinno się bardziej zrozumieć?



--
"-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
-Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
Edytor zaawansowany
  • m.y.q.2 04.08.19, 23:32
    Myślę, że szorstka w swej szczerości wypowiedź Tomcia na temat zachowania się Elki w stosunku do starej znajomej Cyryjka i Metodego terapeutycznie podziałała na rozpuszczoną przez trzech mężczyzn dziewczynę. Ona też mu nawymyślała od świętoszkowatych baranów, więc można powiedzieć, że trafił swój na swego. Tomcio parę rozdziałów wcześniej, przy okazji rozprawy z dziećmi nuworyszy powiedział o sobie, że jest człowiekiem nieprawdopodobnie zrównoważonym, więc to, że nazwał ją głupią babą było efektem przemyślenia sytuacji, nie złości. W dalszej części wymiany zdań w windzie udowodnił Elce,że jest zazdrosna i lubi mieć ludzi na własność, co musiało być prawdą, bo dziewczyna w końcu przyznała, że "jak człowiek sam uznał, że postąpił źle, to już nie trzeba go atakować". I to koniec sceny, bo winda ruszyła.
    Myślę, że fakt, że spieszący się na wigilię bohaterowie utknęli niespodziewanie w tej klatce, stał się katalizatorem reakcji dość wybuchowej.

    --
    Niektórzy są przekonani, że ich kaganiec to przyłbica.
    St.Jerzy Lec
  • m.y.q.2 04.08.19, 23:32
    Myślę, że szorstka w swej szczerości wypowiedź Tomcia na temat zachowania się Elki w stosunku do starej znajomej Cyryjka i Metodego terapeutycznie podziałała na rozpuszczoną przez trzech mężczyzn dziewczynę. Ona też mu nawymyślała od świętoszkowatych baranów, więc można powiedzieć, że trafił swój na swego. Tomcio parę rozdziałów wcześniej, przy okazji rozprawy z dziećmi nuworyszy powiedział o sobie, że jest człowiekiem nieprawdopodobnie zrównoważonym, więc to, że nazwał ją głupią babą było efektem przemyślenia sytuacji, nie złości. W dalszej części wymiany zdań w windzie udowodnił Elce,że jest zazdrosna i lubi mieć ludzi na własność, co musiało być prawdą, bo dziewczyna w końcu przyznała, że "jak człowiek sam uznał, że postąpił źle, to już nie trzeba go atakować". I to koniec sceny, bo winda ruszyła.
    Myślę, że fakt, że spieszący się na wigilię bohaterowie utknęli niespodziewanie w tej klatce, stał się katalizatorem reakcji dość wybuchowej.

    --
    Ślepej wierze źle z oczu patrzy.
    St. Jerzy Lec
  • sayoasiel 04.08.19, 23:32
    Mnie jest bardzo trudno się odnieść do kwestii tego, co komu wolno, czy nie wolno w takim, a takim wieku. To co ja potrafię zrozumieć, co myślę, to to, że Ty tu patrzysz w punktu widzenia czytelniczki, osoby, która wie wszystko i, która ma za zadanie wszystko zanalizować, zrozumieć, bo między innymi po to czyta, żeby coś tam z tej sceny wynieść. Tomcio nie jest z boku, jest bohaterem tej akcji. Przecież i nasze zachowanie na co dzień wygląda inaczej niż nasze posty no forum, mało kto aż tak dokładnie rozbiera każde wypowiedziane zdanie, analizuje i patrzy pod każdym kątem na każdy czyjś gest i każdą możliwą konotację i konsekwencję każdziusieńkiego słowa i ruchu. Nie z automatu. Przecież tutaj niejedną osobę na forum można by po analizie dialogów i zachowań postaci wziąć za zupełnie niezłego psychologa, a przecież interakcje z ludźmi w prawdziwym życiu tak nie wyglądają. Tak wyglądają w gabinecie psychologicznym ( i to,niestety, w jednym z niewielu dobrych), w którym ktoś wie i bierze pod uwagę to wszystko, co bierzesz Ty. Ludzie czy postępują ostrożnie, z rozmysłem, czy też spontanicznie, nie zdążą w parę sekund tego wszystkiego w głowie rozpracować. Dojrzalsi przemyślą, bardziej spostrzegawczy, empatyczni i z odpowiednimi doświadczeniami, zachowają się tak dyplomatycznie i będą mieć tak zbawienny wpływ na drugą osobę, jak piszesz, ale żeby zawsze powiedzieć do kogoś, to co by było dla niego w danej sytuacji najkorzystniejsze, to jest połączyć te wszystkie cechy, które wymieniłam plus jeszcze wyczucie czasu i wyłączenie samego siebie z tej sytuacji, dołożenie dystansu. To się nie da. Nawet dojrzalsza osoba jak się zastanowi nie dojdzie przecież koniecznie do takich wniosków jak Ty byś chciała, do takich, które by na tamtą osobę podziałały tak i tak. Według mnie, z tego co w życiu widziałam, nie ma co z ludzi dorosłych, czy dojrzałych, robić takich supermanów. Nie jest to możliwe. To tłumienie złości zmienia się w pasywną agresję, z której oni często nawet sobie sprawy nie zdają (a ona nie mniej groźna). Nie wydaje mi się,żeby wybuch złości miał już zapalać czerwoną lampkę, żeby już kogoś skreślać, żeby już tworzyć w głowie obraz szalejącego po domu furiata, który obrzuca rodzinę stekiem wyzwisk i bije kablem, albo w jakikolwiek i mniej obrazowy sposób jej zagraża, czy też po prostu zawstydza. Dorośli sfrustrowani, zmęczeni, bardzo zawiedzeni, wybuchają. Z różnych powodów. Ze względu właśnie na swoje doświadczenia, które wpływają na ich stosunek do świata, na system wartości, obecny nastrój i okoliczności. Udawanie, że dorośli nie wybuchają nigdy i odbieranie im tytułu Dojrzałego Człowieka z tego powodu jest dla mnie po prostu fałszywe. Ludzie mają różne temperamenty. To jest demonizowanie. Co zrobił Tomek tak naprawdę ? Kopnął ściankę windy. Gwałtowne zachowanie, zgadzam się. Nazwał Elkę brzydko i możemy się zgodzić, że nie trzeba być wrażliwym, żeby poczuć się urażoną. Ale nic poza tym nie zrobił. Wdał się z nią w dyskusję, nie odciął się od niej (nie fizycznie, wiadomo,że byli zamknięci razem), nie urwał kontaktu, dalej starał się z nią komunikować, nie starał się jej zmieszać z błotem. Ten jego wybuch na początku to było wszystko. Elka też nie zachowała się jak biedne kurczątko, tylko od razu mu zwróciła uwagę, że przecież mu to mówi i przecież tak źle się czuła cały dzień, bo wie, że "załatwiła Terpentulę po świńsku", że nie musi jej tego mówić. Nie zabolała jej tak bardzo "durna baba", a to,że miał rację, że słusznie się wściekł. Napomniany już mówił spokojniej, ale stanowiska nie zmienił. Tomek nie był złośliwy, nie chciał jej ani poniżyć, ani jej dokuczyć. Chłopak, który właśnie zaczął się zakochiwać (pierwsza faza-idealizowanie), który przeżył z nią tak dużo w krótkim czasie, poczuł się nagle potwornie rozczarowany. Kopnął w tę ścianę z frustracji. Będąc w tej windzie zatrzaśniętym niewiele miał opcji. I jego oburzenie było w słusznej sprawie. Jak dla mnie, i raczej dla Elki też, bo się niespecjalnie przejęła,a ni raczej nie mogła mieć czerwonej lampki, ona, która mniej z frustracji, a bardziej właśnie z chęci zademonstrowania swojej złości rzucała pokrywkami, miało to pokazać, że Tomek ma mocny kręgosłup moralny i przejął się w tej chwili Terpentulą bardziej niż delikatnością wobec Elki, która właśnie...no,delikatna nie była. Krótko się znali, ale ze względu na niezwykłość tego dnia mógł sobie pozwolić na taką zażyłość, sądzę. Tomek nie jest ani rodzicem Elki, ani jej starszym bratem, ani szkolnym pedagogiem czy jej psychoterapeutą. Potraktował ją właśnie jak partner. Emocjonalnie, ale nie robiąc jej psychoanalizy. Poza tym, dogadali się, jedna i druga strona zakomunikowała, co chciała. Elka poczuła się koniec końców lepiej, a potem Tomek ją wsparł ryzykując aferę w domu. Dla mnie ta sytuacja nie nosi znamion czegoś nie zdrowego. No i ja mam pewnie bardzo liberalne poglądy, ale naprawdę nie wiązałabym tłumienia uczuć z dojrzałością. Gdyby Tomek zaczął kopać, bo zupa była za słona, albo tarzać się po podłodze (specjalnie,oczywiście,koloryzuję), bo mu Aniołek Pierwszy zachorował, to bym się zaniepokoiła. Ważne jest z jakiego powodu ktoś się złości i w jaki sposób. Tomek nie próbował się wyżyć na Elce, tylko "w przestrzeń" (trafiło się windzie,no cóż) i dlatego, że dziewczyna, którą uważał za specjalną postąpiła jak postąpiła. Sprawa, do której ma mocno emocjonalny stosunek i raczej powinien mieć.
    ...Ja zwyczajnie nie mogę, no po prostu NIE MOGĘ napisać/powiedzieć, choć bardzo mi przykro z tego powodu, że dorośli "umieją" wyrażać złość. Są zjadliwi, złośliwi,, teatralni, mszczą się na zimno, krzyczą, przeklinają, albo wyżywają się na sprzętach (oczywiście tych nie uważam za dojrzałych emocjonalnie, ale skoro spotykam ich tak wielu i nie widzą by ludzie w otoczeniu się dziwowali (jasne,często im to nie odpowiada,ale ich to nie DZIWI), tylko sami, ci w ich otoczeniu, się tak zachowują, to nie mogę uznać, że to nie jest norma, nie mogę powiedzieć, że to są odszczepieńcy, a "dorośli tak nie robią") Nawet Ci uważani za zupełnie normalnych, zrównoważonych. Znam ludzi, którzy są na ogół opanowani, zawsze wiedzą,co robić i powiedzieć (kilku), aż w końcu coś w nich pęka. Nie zawsze dlatego,że czegoś było za dużo, często właśnie, że ktoś,lub coś trafiło w ten czuły punkt. Dla zakochanego Tomka była nim postawa Elki.
    Ależ to chaotyczne wszystko,co napisałam, ale chyba lepiej nie umiałabym tego teraz napisać.
  • yasemin 06.08.19, 14:20
    To co piszesz, sayaosiel, jest bardzo ciekawe i pomocne dla mnie, i dobrze napisane. Trochę się w sumie zdziwiłam takim podejściem, bo miałam wrażenie, że i łagodniejsze zachowania bohaterów Jeżycjady były tu krytykowane - wydawało mi się, że tym większa przemoc, im gwałtowniej i głośniej ktoś się zachowuje, tj. gorzej jest wrzeszczeć i kopać ścianę niż powiedzieć coś typu "Tygrysek się miga", a najmniej szkodliwe jest np. krzywo spojrzeć na kogoś, bo to już jest najcichsze z możliwych wyrażenie złości. A co z Milą tłukącą garnkami albo 10-letnim chorym Tygrysem awanturującym się w podróży? Ale zaczynam łapać zasadę - widocznie wszystko zależy od kontekstu. Bardziej adekwatne jest wrzeszczeć czy nawet pobić, jak podobno zrobiła Wellmanowa, kogoś, kto np. znęca się nad zwierzętami, niż wrzeszczeć na dziecko, które spsociło coś zupełnie niechcący. I może takie wyładowanie złości, tak jak 18-letni Tomek na Elce, na gorąco, jest lepsze niż np. karanie kogoś na zimno, jak Mamert owego Tomcia pragnącego jako sześciolatek ubić interes w piaskownicy. Mam nadzieję, że rozumiecie, o czym mówię?

    Ja nie patrzę z punktu widzenia czytelnika, który na zimno ocenia, czy bohater zachowuje się dobrze. Przeciwnie - do wielu scen podchodzę bardzo emocjonalnie, bo większość emocji, jakie przeżywają bohaterowie, wiele zachowań i niektóre przeżycia znam z autopsji lub się ich spodziewam w przyszłości. Temat wyrażania złości mam nieprzerobiony, a ponieważ byłam wielokrotnie karana za złość i jej wyrażanie, więc właśnie zastanawiałam się, nawet się trochę obawiałam, czy nasze forum właśnie go nie skrytykuje za to kopanie windy. Jednak ponieważ to i na mnie się złoszczono, wrzeszczano i surowo karano, więc i nie chciałabym być na miejscu Elki. Co prawda ja bym tak nie wykopsała zbłąkanego wędrowca. Ale wielokrotnie zdarzyło mi się zranić kogoś zupełnie niechcący, i też otrzymać podobnie surową karę.

    Natomiast czytanie książek oraz dyskusji o książkach wykorzystuję do mojego rozwoju emocjonalnego, i widzę, że mi to pomaga.

    --
    "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
    -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
  • apersona 05.08.19, 14:34
    A wszyscy u MM muszą zachowywać się wzorowo, bo panie młodzież to czyta i się uczy. A jak już zrobią się wzorowi, to im zarzucimy że tacy nieprawdziwi
  • sayoasiel 05.08.19, 21:19
    No i przecież tak teraz jest, prawda ? Odkąd MM myśli w ten sposób, to dziewczyny się nie malują, dzieci i młodzież są zawsze z rodziną, na oku, a nie się gdzieś włóczą, żeby potem wydzwaniać do nich. Żadnych tajemnic przed rodzicami i dziadkami, żadnej prywatności. Od razu się zaręczają, żeby ktoś nie pomyślał nie wiadomo czego jak zobaczą, że na randki chodzą. Alkoholu nie piją (nawet popieram, ale fakt faktem, do trendu pasuje), z księdzem się przyjaźnią, wielkomiejskich hałasów i spalin nie cierpią, dobrze się uczą, głowy nikomu swoimi problemami nie zawracają, na wczasy pieniędzy nie wyciągają, telewizji nie oglądają, a do kina chodzą tylko pośmiać się z pospólstwa, w fast foodach nie jedzą, słowniki czytają, żeby zaimponować dziadkom, zmywarek nie używają (to dziadek używa,bo się najlepiej zna, przypominam) i wszystkie uroczystości po staropolsku, zgodnie z tradycją, tradycja przede wszystkim. Ubierają się skromnie, warkocze plotą, do Kościoła chodzą (też nic złego,sama chodzę,ale to takie podkreślane teraz jest,teraz by nie mogło być inaczej), modlą się zbiorowo i słuchają starszych jak wyroczni, wielbią swych przodków. i przestrzegają rycerskiego kodeksu. Coś pominęłam ?
  • ciotka.scholastyka 09.08.19, 09:05
    Doskonale to podsumowałaś.
  • przymrozki 06.08.19, 09:03
    Podejrzewam prosty mechanizm psychologiczny.

    Człowiek zakochany idealizuje obiekt zakochania, tym bardziej zatem czuje się rozczarowany i oszukany, gdy ów obiekt okazuje się mieć wady. Tomek wierzył, że znalazł aniołka, a tak naprawdę znalazł dziewczynę, która wpadła w złość i wyładowała ją na niewinnej Terpentuli. Tomek, z tego dysonansu, też wpadł w złość i wyładował ją na, również w tym układzie niewinnej, Elce (niewinnej, bo nie Elki to wina, że Gwizadorek ją sobie wyidealizował). Zakochani sobie pokrzyczeli, potem uznali, że wszystko między nimi zostało wyjaśnione, a związek w trybie przyspieszonym przeszedł w fazę "kocham cię mimo wad".
  • sayoasiel 06.08.19, 16:02
    Czy on się faktycznie na niej wyżył ? Był na nią zły z bardzo konkretnego powodu. Ktoś inny, nie zakochany, może by zareagował mniej gwałtownie, ale też mógłby się wściec, gdyby mu właśnie zależało. Nie trzeba by do tego idealizować (jakkolwiek do idealizowania jako czynnika znaczącego się zgadzam,jak widać w moim poście powyżej). Dla mnie wyżywanie się jest wtedy, kiedy ktoś jest zły,bo mu coś nie poszło, albo zły w ogóle na cokolwiek niezwiązanego z osobą, której się obrywa. Rykoszetem.
  • ssssen 06.08.19, 09:17
    yasemin napisała:

    > co wolno smrodzie, to nie tobie, wojewodo”?

    Przepraszam - czy to jakiś żart którego nie zrozumiałem?!
  • yasemin 06.08.19, 14:24
    ssssen napisał:

    > yasemin napisała:
    >
    > > co wolno smrodzie, to nie tobie, wojewodo”?
    >
    > Przepraszam - czy to jakiś żart którego nie zrozumiałem?!

    Padła kiedyś taka parafraza przysłowia - nie pamiętam, kto ją wymyślił - kiedy dyskutowano tu o tym, że Aniela w "Brulionie" zachowuje się na podobnym poziomie jak w "Kłamczusze", choć jest o 10 lat starsza, podobnie jak Laura w "McDusi" funkcjonuje czasami jak nastolatka. Chętnie bym odgrzebała tę dyskusję, bo chciałam się włączyć, a nic w końcu nie napisałam.



    --
    "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
    -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
  • tt-tka 06.08.19, 16:20
    ssssen napisał:

    > yasemin napisała:
    >
    > > co wolno smrodzie, to nie tobie, wojewodo”?
    >
    > Przepraszam - czy to jakiś żart którego nie zrozumiałem?!

    Chyba chodzi o to, ze pewne zachowania mozemy, a przynajmniej jestesmy sklonni wybaczyc szczeniakom, a doroslym juz niekoniecznie...



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ssssen 09.08.19, 07:58
    tt-tka napisała:

    > > > co wolno smrodzie, to nie tobie, wojewodo”?
    > >
    > > Przepraszam - czy to jakiś żart którego nie zrozumiałem?!
    >
    > Chyba chodzi o to, ze pewne zachowania mozemy, a przynajmniej jestesmy sklonni
    > wybaczyc szczeniakom, a doroslym juz niekoniecznie...

    Znam powiedzenie "co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie" i wydawało mi się niemożliwe żeby ktoś je podał w tak zdeformowanej formie - "co wolno smrodzie, to nie tobie, wojewodo” - przecież to kompletny bezsens... Sądziłem że to jakiś żart...

    Przypomina mi się stary kawał o Wałęsie, któremu dziennikarz zarzucił:
    - Fama głosi że używa pan słów których pan nie rozumie?
    - Proszę tej Famie powiedzieć że może mnie w d... pocałować i vice versa.

    ;)
  • przymrozki 09.08.19, 08:51
    ssssen napisał:

    > Znam powiedzenie "co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie" i wydawało mi się
    > niemożliwe żeby ktoś je podał w tak zdeformowanej formie -

    W jakim sensie wydawało Ci się to niemożliwe?

    Świadome modyfikowanie powiedzeń i związków frazeologicznych w taki sposób, że nawiązując do ich utartego znaczenia nadaje im się nowe (np. "tonący brzydko się chwyta"), rzeczywiście może być niestosowne np. w piśmie oficjalnym, w treści ustawy, w piśmie kierowanym do osób potencjalnie niezdolnych do ogarnięcia tekstów innych niż dosłowne.

    Ale czemu "niemożliwe"?

    Nic nie wskazuje na to, żeby autorka użyła zmienionej frazy nieświadomie, z niewiedzy lub przed pomyłkę, bo odwrócone znaczenie pasuje do myśli, którą chciała wyrazić. Zamiast "starszemu wybacza się więcej" napisała "młodemu wybacza się więcej".




  • yasemin 10.08.19, 13:45
    Tak mi się skojarzyło - pamiętam, jak na jednym z forów o wychowaniu dzieci jakaś młoda jeszcze dziewczyna dzieliła się swoimi przemyśleniami na tematy pedagogiczne, a użytkownicy najwyraźniej będący już od dłuższego czasu rodzicami odpowiedzieli jej "Nie zapomniał wół, jak cielęciem był". Brzmi zgrabnie i krótko podsumowuje to, co chcieli wyrazić, a więc - jak najbardziej możliwe.

    --
    "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
    -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
  • deszczu_kropelka 07.08.19, 15:20
    Ja tylko w kwestii "rozpuszczonej dziewczyny", o której czytam po raz kolejny. Elka w żadnym razie nie była rozpuszczona, była dzieckiem lekceważonym i niekochanym. Koszmarna jest wizja nastotki wracającej w wigilijny wieczór do domu, który okazuje się być pusty i ciemny, rodzinę wywiało razem z choinką i kolacją, i nie zostawili nawet kartki "jesteśmy tu a tu, dołącz do nas".
  • sayoasiel 07.08.19, 15:40
    A ja myślę, że to za mało, ta jedna, bardzo niefortunna wigilia, do tego,żeby tak oceniać. Piszę to jako dziecko-nastolatka-młoda dorosła, która wszystkie niemal święta spędza sama. Grzegorz budzi moje wątpliwości, jego uczucie do dziecka, które traktuje jakby nie istniało, łatwe wymówki, że ją nudzi, poddawanie się, umawianie się na Gwiazdkę na wieczorek zapoznawczy. Jednak dziadkowie Elkę kochali, mimo tej niefortunnej sytuacji, Elka wybucha złością słusznie, ale nie ma nic o tym,że czuje się NAPRAWDĘ zaniedbana, że to,co tam było,to była norma. Według mnie, ona była rozpuszczona i to świadomie. Właśnie dlatego, że niemądrzy, zakochani w niej panowie chcieli jej zrekompensować brak matki i li i jedynie fizyczną obecność ojca, brak babci, więc rozpieszczali ją jak się dało. W narracji było, że gdyby nie zamiłowanie Cyryjka do porządku i pracy, i jej sama chęć do aktywności to byłoby z nią krucho. tłumaczy też czemu Elka chce na własność mieć ludzi.
  • przymrozki 07.08.19, 15:50
    Prawdą jest, że ojca miała wyjątkowo żadnego.

    Ale dziadkowie ją kochali - widzimy przecież jej życie w domu przed pojawieniem się Terpentuli, dostajemy też mieszankę jej wspomnień z dzieciństwa. Wynika z tego, że Elka nie mogła nawet stanąć tęsknie w oknie, żeby ktoś się zaraz o nią nie zatroszczył.
  • zla.m 07.08.19, 21:06
    Tylko najpierw gwiazda rzucała pokrywkami, bo dziadek nie domyślił (!) się, że ona chciała widzieć się z mhrocznym Baltoną i z opisu narratora wynika, że nie było to jednorazowe wystąpienie...

    --
    Psycholog poradził mi napisać szczere listy do osób, których nienawidzę i spalić je.
    Zrobione. Ale co z listami?
  • verdana 08.08.19, 21:42
    Tomek znacznie mniej podobał mi się w roli Gwiazdora wręczającego komputer i przy okazji pouczającego, jak trzeba z niego korzystać. I straszącego dzieci w Wigilię. To jednak łączy się w pewną całość, niekoniecznie fajną. Mamy chłopaka, który czuje się w prawie pouczać nieznajomych czy słabo znajomych. Pewnie, ze zachowanie Elki eleganckie nie było, ale człowiek "nieprawdopodobnie zrównowazony" czasem zastanawia sie nad motywami, a nie tylko ocenia.
  • sayoasiel 08.08.19, 22:50
    verdana napisała:

    Pewnie, ze z
    > achowanie Elki eleganckie nie było, ale człowiek "nieprawdopodobnie zrównowazon
    > y" czasem zastanawia sie nad motywami, a nie tylko ocenia.

    Ale Elka nie miała żadnego motywu. Oczywiście, miała pełne prawo się poczuć wściekła i odrzucona, rozżalona. Potraktowali ją fatalnie, ale ona już odwołała gwiazdkę, samo nawrzeszczenie na Terpentulę nie miało żadnego celu niż wyżycie się. I nie było po prostu nieelegnackie. Ona ją upokorzyła i potwornie zraniła, właśnie w gwiazdkę, kobietę, z którą nawiązała wcześniej nić porozumienia, która nie wiedziała o okolicznościach jej zaproszenia, ani o tym jaka jest sytuacja rodzinna i domowa Elki. Za to Elka wiedziała, że ona nie wie. I mimo,że Elka sama nie znała sytuacji Terpentuli, to w myślach nazywała ją żebraczką, czyli dla niej nie była ona łaskawie przez los obdarowaną osobą, samotną, której się właśnie trafiła rola zbłąkanej wędrowczyni.To było obrzydliwe. Jeśli już to miałaby większe prawo tak najechać na Gabrysię,jeśli by ją spotkała wtedy,bo ona powinna akurat być bardziej empatyczna wiedząc,że Grzegorz ma rodzinę o czym an forum też wielokrotnie rozprawiano. Tomcio ocenił prawidłowo. nie Elkę, tylko to,jak postąpiła, a postąpiła "po świńsku" bez względu na okoliczności. Ocena,że Elka "nie ma serca" gwałtowna,ale w tym kontekście też jej się należała. Jak ochłonął,to przecież nie odszedł, przyznał,że się rozczarował,czyli wziął pod uwagę plusy,które Elka sobie nazbierała przez cały dzień, że jednak coś tam w tym sercu ma. On musiał myśleć,że jakieś okoliczności są,bo by nawet z nią gadać nie próbował. Mnie tylko irytuje,że jak Elka mówi "gdybym wiedziała,że chodzi o Gabrysię!" to jej nie poprawia,że Gabrysia czy nie,zachowanie ojca nie było w porządku,że jeśli jej to nie odpowiadało,to nie powinno jej odpowiadać,że to Gabrysia-nadal ojciec chciał ją zostawić samą.
  • przymrozki 09.08.19, 09:07
    verdana napisała:

    > I straszącego dzieci w Wi
    > gilię.

    Z drugiej strony, rodzice tych dzieci chcieli wykorzystać Tomka do celów wychowawczych, więc nie można powiedzieć, że on wkroczył w cudze sprawy bez pytania. Sami naskarżyli, że Waldemarek nie pomaga w domu, a Tamarka też coś tam czyni występnego (dobrze pamiętam, że zgrzeszyła okrutnie przeglądaniem się w lustrze?). Bogacze nie z Sołacza chcieli, żeby Gwiazdor swoim autorytetem naprostował im dzieci i byli z usługi bardzo zadowoleni.


  • tt-tka 10.08.19, 06:42
    Imo przegial. Dydaktyka dydaktyka, ale "wystawiac kupry, bede bil" i doprowadzenie dziecka do tego, ze na kleczkach z placzem obiecuje poprawe to za grubo. Ich rodzice mogli byc zadowolenia, ja nie jestem.
    Tak, wiem, dla altorki nie tylko grozba bicia, ale i samo bicie jest pozyteczne i wskazane.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • przymrozki 10.08.19, 09:03
    tt-tka napisała:

    > Imo przegial.

    Przegiąć to może i przegiął, zwłaszcza że efekt wychowawczy takiego jednorazowego straszenia jest raczej żaden. Natomiast Tomek nie działał wtedy z inicjatywy własnej, nie wszedł do cudzego domu z misją, obarczony brzmieniem białego człowieka. Jemu tę misję zlecono, a za jej wykonanie zapłacono.
  • tt-tka 10.08.19, 09:30
    Nie zlecono mu, by straszyl biciem i to tak plastycznie, jak to zrobil. Nawet tatus Tamarki i Waldemarka w pewnym momencie poruszyl sie niespokojnie i probowal interweniowac.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • przymrozki 10.08.19, 10:27
    Nie dogadali się co do szczegółów. Przez to ojciec był może zaskoczony środkami, ale ostatecznie w pełni zadowolony z efektu.

    Tak czy siak, nie można powiedzieć, żeby Tomek miał długą, znaną nam historię udzielania nieproszonych rad i pouczeń. Nawet jego rozmowa z Elką świadczy jedynie o wybuchowości i może nadmiernej zasadniczości sądów, ale jednak to Elka sama się mu wyspowiadała. Wcześniej Tomek nie był zainteresowany naprowadzaniem swojej pomocnicy na drogę cnoty. Zakładał, że ją dawno znalazła, a teraz po niej dziarsko kroczy.
  • verdana 10.08.19, 12:39
    To nie chodzi o szczegóły. Prwdę mówiąc ktoś, kto zamawia Mikołaja może oczekiwać, że jako święty cieszacy się szacunkiem zwróci uwagę na pewne niedociągnięcia w sposób kulturalny i sympatyczny. Nie oczekuje, ze będzie straszył dzieci. Nie oczekuje też, że będzie pouczał i dzieci i darczyńców jak mają kożystać z prezentu.
    A tego typu atak furii w zamkniętej windzie jest jednak czym innym, niż to samu na środku ruchliwej ulicy. Bycie zamknietym z kimś, kto jest praktycznie obcy i nie panuje nad sobą niesie poczucie zagrożenia.
  • yasemin 10.08.19, 13:41
    verdana napisała:

    > A tego typu atak furii w zamkniętej windzie jest jednak czym innym, niż to samu
    > na środku ruchliwej ulicy. Bycie zamknietym z kimś, kto jest praktycznie obcy
    > i nie panuje nad sobą niesie poczucie zagrożenia.

    Teraz właśnie pomyślałam o jeszcze jednej sprawie: no bo przecież zepsuta winda to sytuacja niebezpieczna, a przynajmniej mogąca wywołać panikę, ja bym się z pewnością wystraszyła, a jakiekolwiek bardziej gwałtowne zachowanie towarzysza/y zamknięcia tylko by to spotęgowało. Na tej samej zasadzie na basenie do paniki doprowadzają mnie, nawet wesołe, krzyki dzieciarni, ponieważ boję się wody. Elka może nie miała takiego poziomu lęku, ale może warto wziąć pod uwagę taką możliwość, zanim się komuś zrobi w windzie awanturę?


    --
    "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
    -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
  • przymrozki 10.08.19, 21:09
    verdana napisała:

    > To nie chodzi o szczegóły. Prwdę mówiąc ktoś, kto zamawia Mikołaja może oczekiw
    > ać, że jako święty cieszacy się szacunkiem zwróci uwagę na pewne niedociągnięci
    > a w sposób kulturalny i sympatyczny.

    Nie będąc na miejscu i nie widząc sytuacji na własne oczy, trudno powiedzieć, czego oczekuje osoba prosząca zupełnie obcego człowieka o wychowawczą interwencję. Tomek musiał jednak dobrze rozpoznać potrzeby klienta, skoro wyszedł z premią.

    A czy musiał ganiać obce dzieci po chałupie? Pewnie nie, ale w ogóle nie oceniam sensowności jego metod, tylko mówię, że Gwiazdor był poproszony o wtrącenie nosa w wychowawcze sprawy rodziny. Owszem, normalny człowiek złapałby szalejącego Tomka za frak i wystawił za drzwi, ale nie ma zakazu bycia nienormalnym i zamawiania usług utrzymanych w tym właśnie nienormalnym duchu.
  • yasemin 10.08.19, 13:35
    verdana napisała:

    > Tomek znacznie mniej podobał mi się w roli Gwiazdora wręczającego komputer i pr
    > zy okazji pouczającego, jak trzeba z niego korzystać. I straszącego dzieci w Wi
    > gilię. To jednak łączy się w pewną całość, niekoniecznie fajną. Mamy chłopaka,
    > który czuje się w prawie pouczać nieznajomych czy słabo znajomych. Pewnie, ze z
    > achowanie Elki eleganckie nie było, ale człowiek "nieprawdopodobnie zrównowazon
    > y" czasem zastanawia sie nad motywami, a nie tylko ocenia.

    Myślisz, że taka postawa i zachowanie u 18-letniego Tomka źle rokują na przyszłość, czy może jeszcze z tego wyrosnąć?

    Btw, w pouczaniu jak korzystać z komputera nie widzę nic zdrożnego. Może to było nawiązanie do Narnii, gdzie Father Christmas wręcza dzieciom prezenty mające im się później przydać i mówi coś w rodzaju "They are tools, not toys"?




    --
    "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
    -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
  • tt-tka 10.08.19, 18:00
    yasemin napisała:



    > Myślisz, że taka postawa i zachowanie u 18-letniego Tomka źle rokują na przyszł
    > ość, czy może jeszcze z tego wyrosnąć?

    Pociesze cie, moze jeszcze z tego wyrosnac :)
    Zwlaszcza gdy takie jego zachowania beda korygowane lub kontrowane przez wybuchowa Elke, zlosliwego Metodego i opanowanego, kulturalnego Cyryjka :P

    >
    > Btw, w pouczaniu jak korzystać z komputera nie widzę nic zdrożnego. Może to był
    > o nawiązanie do Narnii, gdzie Father Christmas wręcza dzieciom prezenty mające
    > im się później przydać i mówi coś w rodzaju "They are tools, not toys"?

    Nie, to bylo exkatedralne pouczenie (cytata luzna, ale sens wierny) "i zebyscie nie grali w te durne gry, niech wam rodzice program do nauki jezykow kupia".



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • sayoasiel 10.08.19, 18:05
    Ale na kogo Ty chcesz,żeby on wyrósł, Yasemin ? Na kogoś, kto się nigdy nie złości i nigdy nie krzyczy ? On krzyknął raz i raz kopnął tę nieszczęsną windę. To się nie przerodziło w prawdziwą rozmowę, nie było ciągu dalszego ,tylko emocjonalna ,szczera rozmowa. Poza tym, Elka jednak musiała się czuć bezpiecznie (mimo przelotnej myśli,że mu może co zdrożnego przyjdzie do głowy), bo mu zaufała z tym,co ją trapiło. To miała być,w zamyśle autorki jej dobra przemiana.
    Yasemin, piszesz o tym jak źle na Ciebie działają krzyki, poczucie zagrożenia, o tłumieniu złości. Nie chcę być nietaktowna i wchodzić w Twoje osobiste kłopoty, więc powiem oględnie o swoich - mam tak potężne zaburzenia lękowe (potocznie mówiąc), że nie mogę normalnie i samodzielnie funkcjonować, niepełnosprawność, rentę itd. Podobnie reaguję na krzyki, nawet na zwykłą, najzwyklejszą muzykę troszkę głośniejszą. Na złe ustawienie mebli w pokoju,nie tylko swoim, kolory ubrań, czy pojedyncze słowa, wyrwane z nawet wesołego kontekstu. Reakcje są bolesne fizycznie, sięgają od ukłucia strachu czy smutku niewidocznych dla otoczenia do potężnych ataków paniiki i "odchorowywania" nawet po kilka dni. Mimo,że zaburzenie i w ogóle choroba jest nieuleczalna i OGROMNIE potrzebuję zrozumienia i towarzystwa kogoś, kto jest wyedukowany i nie zacznie zaraz zasypywać idiotycznymi złotymi radami, albo obrażać,czy lekceważyć. MIMO to jestem uczona i naprowadzana, że nie jest zdrowo wychodzić z założenia,że każdy chce zrobić krzywdę, że moje skojarzenia, choć mnie immobilizują mówią mi o PRAWDZIWYM zagrożeniu. Kieruje się mnie na np. rozróżnianie, która reakcja, co sygnalizuje, a który okrzyk jest okrzykiem radości. Uczy się mnie też, że gniew, okazywanie frustracji jest rzeczą zdrową, a tak paniczna reakcja i przeskakiwanie do konkluzji już nie. Ludzie są ludźmi i nimi będą, emocje mają to do siebie,że są, że mogą nas ogarnąć i zapanować nad nami. Musimy je więc regulować rozumem. Jednak tak jak ktoś, kto się rozgniewa musi kontrolować się,żeby kogoś nie skrzywdzić w swoim wybuchu, tak strach też należy kontrolować, nie dawać mu się ponieść i oczekiwanie, że wszyscy 24h na dobę będą brać pod uwagę,że ktoś inny jest przewrażliwiony i,że może tak,albo tak coś odczytać. Byłoby cudownie,ale to jest niemożliwe i wręcz samolubne,żeby ktoś przy każdym zachowaniu,każdym geście (co już pisałam) brał pod uwagę swoją "widownię". Tutaj można dostać paranoi,a paranoia też z definicji zdrowa nie jest. Ktoś się może nie przestraszyć, tylko zezłościć,roześmiać. Jesteśmy różni, są nieporozumienia, nawet Ci ,którzy mają bardzo dobrą więź z kimś, świetnie się znają się nie rozumieją i nie zawsze przewidzą jak ktoś zareaguje. Po to się ze sobą komunikujemy i uczymy wyjaśniać. Masz tego typu sytuacji całą masę nawet na tym forum,podkreślam. Parę razy użytkowniczki wręcz skakały sobie do gardeł,bo jedna się czuła urażona,czy zlekceważona,a potem się okazywało,że zwyczajnie źle kogoś zrozumiała. Póki obie strony chciały się dogadać,to kłótnia kończyła się zanim się zaczęła. Czy mamy uważać,że automatycznie zawsze ''pierwsza" była zła ? Ta,która napisała post,który przez kogoś został potem źle odebrany,bo nie przewidziała wszystkich możliwych interpretacji ?
    wracając do tego,czego mnie uczą (a właściwie uczy mnie osoba,która jest najlepszym specjalistą w kraju i podobno jedną z najlepszych w Europie,więc bardzo jej ufam i szanuję jej opinię (a właściwie widzę, że skądś się jej te wysokie noty wzięły,bo normalnie żadna, nawet najlepsza fama by mnie nie przekonała, całe życie takim "specjalistom" nie ufałam) to jeszcze to ,że gniew nie jest negatywną emocją,tylko emocją czynu. Nie ma negatywnych emocji w sensie takich, których nie powinniśmy odczuwać,czy się wstydzić do nich przyznać. Tak więc Tomek nie zrobił nic złego, nikt kto pokazuje,że jest rozzłoszczony w rzeczywistości nie robi nic złego. Robi wtedy, kiedy chce kogoś skrzywdzić, kiedy ten gniew zmienia w niszczącą siłę,czyli "ja się źle czuję,to niech ta osoba,co jest teraz w moim towarzystwie też się źle poczuje,a co !" "zawiniła mi,to zaraz jej pokażę" ....i tu już może Ci wyobraźnia pracować, co takiego ta osoba,która zaczyna się na kimś wyżywać,zrobi. Jasne, Elce mogła się nie podobać scena,każdemu może się nie podobać scena, że ktoś coś kopie. Jak kto był wychowany,jakie ma przyzwyczajenia,jaka kultura. Tylko,że tu nie ma racji. I ma rację ktoś,kto kopie ściankę ,a nie Elkę (!) i mówi o co jest zły (słusznie) i rację może mieć ktoś,że mu się taka forma jak to kopanie ścianki nie podoba. Po prostu,skoro jesteśmy różni i ktoś pokazuje dużo zachowań,które nam nie odpowiadają, nie zostajemy z nim bliskim przyjaciółmi,tylko znajdujemy kogoś,czyje zachowanie tolerować możemy/jest bliże naszemu temperamentowi/bardziej zrozumiałe. Jak pisałam,różnie,ale złość nie jest negatywną emocją per se,a Ty piszesz jakby tak było. Tak samo,jak winne nie są krzyczące z radości dzieci na basenie,tak samo nie jest winny Tomek,że można to odczytać. Kontekst,kontekst,kontekst. Elka go odczytała dobrze, zagadki z tego,co czuje nie robił. znów przypominam o rzucaniu pokrywkami Elki. Skoro ona tak wyraża złość,to czy mogła poczuć się zagrożona przy Tomku ? To zachowanie było jej bliskie. Do tego Tomek się zezłościł,bo przejął się aż tak bardzo,że ona komuś innemu zrobiła krzywdę!!! Naprawdę w tym momencie byś pomyślała,że taka osoba właśnie się na Ciebie rzuci i udusi ?
    Co by było gdyby Tomek z tego nie wyrósł ? Co by było gdyby nadal był świętoszkowatym baranem, obrońcą staruszek ? Gdyby kopnął we frustracji coś,co było blisko ,albo zaklął ? A Elka by rzucała pokrywkami ? Uznałabyś go za "zwyrola"? Osobiście myślę,że obje "wyrośli", ale co przez to rozumiem,że wyrażają złość inaczej,ale nadal są wybuchowi....i jeśli zdarzy się coś odpowiednio złego w ich życiu,odpowiednio silny bodziec,to oboje mogą znów rzucić pokrywką, po prostu nie zrobiliby tego z byle powodu. To jak z małym dzieckiem - jak się przewróci, to płacze okropnie,bo "ałka". Starsza osoba nie będzie płakać z tego powodu,chociaż boli ją tak samo. Jednak znów-ona znajdzie sobie inny powód dla którego będzie płakać,np jak Ida,kiedy Klaudiusz ją odrzucił w sklepie, kiedy wymieniała butelki po pepsi, "bo gdy się ma 15 lat cierpi się bardziej". Teraz Ida się przez to by nie popłakała,ale znów schodek wyżej coś zrób,to panowanie straci (choć Ida nie jest może dobrym przykładem,bo jako dorosła uchodzi za niezrównoważoną na forum). I tak samo ze złością itd. ...uuuh. Te pytania były poważne,a urazić nikogo nie chciałam,żeby nie było,że nie myślę o tym jak kto zareaguje. Mnie uczono,ze absolutnie wszystkie emocje trzeba tłumić....dobrze się to nie skończyło. I te osoby,co to tez je tłumiły,co to "nie kopały windy" okazały się najgorszymi agresorami....

    Fajne skojarzenie z Narnią,ale chyba tamten Mikołaj tym się różnił,że dał dzieciakom prawdziwą broń i wiedział,że czeka je prawdziwa walka. Stawka zupełnie inna. A bronią można zrobić krzywdę. Tamarka i Waldemarek grając w gry ,a nie ucząc się angielskiego na komputerze, raczej nie byłyby niebezpieczne.

    Dla kontekstu z agresją pasywną, chętnie włączyłabym do tej debaty też Nutrię i jej wybuch truskawkowy przy Tuniu. Ciekawa jestem jak to widzisz w świetle wszystkiego,co było w tym wątku. To trochę inna sprawa, Nutria jest starsza i bardzo łagodna z natury. Nie tłumi często w sobie złości,bo jej po prostu nie czuje, gniew to nie jest emocja, którą produkuje jej umysł w nieprzyjemnych sytuacjach. A jednak tłumienie emocji doprowadziło ją do ogromnego wybuchu i do spektakularnej odmowy. wybuchła wtedy,kiedy obiektywnie było to nieadekwatne do sytuacji i pozostawiło jej Tunia kompletnie skonfundowanego. Gdyby wcześniej złościła się "po troszeczku", to potem by tego nie było, tylko normalna odmowa.
  • tt-tka 10.08.19, 19:04
    sayoasiel napisał(a):

    > Ale na kogo Ty chcesz,żeby on wyrósł, Yasemin ? Na kogoś, kto się nigdy nie zło
    > ści i nigdy nie krzyczy ?

    Na kogos, kto potrafi sie opanowac. A zwlaszcza opanowac sklonnosc do pouczania innych, to zreszta Igstryby z tym jego machaniem paluchem tez dotyczy.

    Poza wszystkim - inaczej odbiera sie krzyk/kopniecie w sciane czlowieka, ktorego juz choc troche znamy, inaczej kogos, z kim raptem od czterech godzin pracujemy i kto jest nam calkiem nieznany. Inaczej na otwartej przestrzeni, gdzie jest mozliwosc manewru/ucieczki, inaczej skazani na pobyt z nim (nie wiadomo jak dlugo) w ciasnym zamknietym pudelku zawieszonym na wysokim pietrze.

    Nie porownuj siebie bardzo doroslej i z pewna wiedza z niespelna 18-letnia Elka.


    > . Skoro ona tak wyraża złość,to czy mogła poczuć się zagrożona przy Tomku ?

    Tak, mogla. Czym innym jest dla niej jej rzucanie pokrywkami niz czyjes krzyki i kopanie/kopniecie sciany. Plus warunki, wlasny dom i dobrze znani ludzie kontra uwieziona winda i calkiem obcy czlowiek.

    To
    > zachowanie było jej bliskie. Do tego Tomek się zezłościł,bo przejął się aż tak
    > bardzo,że ona komuś innemu zrobiła krzywdę!!! Naprawdę w tym momencie byś pomyś
    > lała,że taka osoba właśnie się na Ciebie rzuci i udusi ?

    A co pomyslala Elka, gdy Tomek wyciagnal reke, by jej cos poprawic ? Ze jest uwieziona z nieznanym swirem. Przestraszyla sie. Czy nie tak ?
  • yasemin 11.08.19, 11:07
    Sayaosiel, na kogo Tomcio ma wyrosnąć – samej trudno mi określić, bo nawet nie wiem, na kogo i ja chcę wyrosnąć (zakładam, że ciągle dojrzewam – mimo 30+ potrzebuję sporo czasu na dojrzenie). Nie chcę być dla Tomka surowa, natomiast widzę, że ludzie tu na forum są strasznie surowi wobec postaci, nawet w sytuacji znacznie mniej gwałtownych zachowań, dlatego tu jestem ciekawa ich opinii. Faktycznie, widzę, że są różne. Wiem też, że dużo się dziś mówi o przemocy, i ja sama, także w dorosłym życiu, spotkałam się z negatywnymi reakcjami na wyrażanie gniewu. Zgadzam się, że sam gniew, jak każda emocja, jest zdrowy i nie ma nic złego w odczuwaniu go. Tylko że, tak jak jestem uczona przez książki, mądrych ludzi i samo życie, jest różnica między odczuwaniem a wyrażaniem, w związku z czym wyrażać należy go kulturalnie, i tak się też staram. Niestety, nie zawsze wychodzi, bo parę razy myślałam, że mówiłam dość spokojnie, a w każdym razie normalnie, a jednak zwrócono mi uwagę, że krzyczę i postrzegano to jako straszną zbrodnię. To dlatego tak zwracam uwagę na to, jak ktoś w literaturze podnosi głos i jak reaguje otoczenie tudzież czytelnicy dzieła.

    Zgadzam się, że dzieci na basenie nie są niczemu winne i nie wymagam od nich, by było cicho, bo lęk przed wodą jest tylko moim problemem, a moim zadaniem, by go pokonać, jest jak najwięcej tam przebywać i przyzwyczajać się do różnych nieprzewidzianych sytuacji, których w wodzie nie brakuje. Z drugiej strony, zapewne przyznasz, że to bardzo przykre, kiedy ludzie nie rozumieją i nie szanują naszych lęków tudzież nadwrażliwości sensorycznych, nawet gdy próbujemy im tłumaczyć? Ale to już byłby OT.

    Tak, wybuch Natalii rzucającej truskawkami też chciałabym omówić, tylko muszę sobie znów odświeżyć lekturę – w ogóle Natalia przypomina mi mnie samą, natomiast wydaje się też, iż tamta reakcja była o tyle gorsza, że, o ile pamiętam, nie było tam krzyku ani wyzwisk, tylko fizyczna przemoc, obrzucenie owocami, niespodziewane, lepkimi, mogło zaboleć, jakby np. jakaś truskawka trafiła w oko czy inny czuły punkt. Natomiast po podobnych doświadczeniach widzę, że to był efekt tłumionego gniewu, i zgadzam się z Tobą, że tłumienie gniewu nie jest dobre, bo może prowadzić do podobnych wybuchów. Natomiast rozwiązanie, jakie widzę, to, w sytuacji, gdy się odczuje złość, wziąć kilka oddechów i przyjrzeć się, co się dzieje tam w ciele, jak i gdzie ta złość jest odczuwana. Ostatnio udało mi się tak zrobić, poczułam złość, ona z czasem nieco się zmniejszyła, bo w międzyczasie zdążyła zmienić się sytuacja; żaden człowiek ani przedmiot nie oberwał ani nikt nie został zakrzyczany, i jestem pewna, że następnym razem też mi się tak uda.

    Co do gier komputerowych, dla mnie przekaz jest czytelny – dziś są wprawdzie nowe teorie, ale trochę jest prawdy w tym, że gry mogą ogłupiać, a przede wszystkim odrywać od rzeczywistości. No i co myślicie o kimś, kto wchodzi do autobusu, siedzi i gra, nie widząc, że obok są np. starsi ludzie, którym warto ustąpić miejsca, albo piękne młode, a samotne dziewczyny, które poświęciły kilka godzin, by się pięknie umalować i wystroić, i nikt nie zwraca na nie uwagi? Jedna taka osoba to pikuś, ale chcielibyście żyć w takim świecie, gdzie każdy tak robi jak rzeczony gracz?

    --
    "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się wyróżniać?
    -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
  • bupu 11.08.19, 13:29
    yasemin napisała:


    > Tak, wybuch Natalii rzucającej truskawkami też chciałabym omówić, tylko muszę s
    > obie znów odświeżyć lekturę – w ogóle Natalia przypomina mi mnie samą, natomias
    > t wydaje się też, iż tamta reakcja była o tyle gorsza, że, o ile pamiętam, nie
    > było tam krzyku ani wyzwisk, tylko fizyczna przemoc, obrzucenie owocami, niespo
    > dziewane, lepkimi, mogło zaboleć, jakby np. jakaś truskawka trafiła w oko czy i
    > nny czuły punkt.

    Nutria nie miotała truskawkami w Tunia. Nutria wysypała zawartość kobiałki na ziemię po czym jęła z rozmachem deptać rozsypane owoce. Jedyną ofiarą wybuchu Natalii była jej letnia sukienka, rzęsiście zbryzgana sokiem z truskawek.




    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • przymrozki 11.08.19, 16:31
    bupu napisała:

    > Nutria nie miotała truskawkami w Tunia. Nutria wysypała zawartość kobiałki na z
    > iemię po czym jęła z rozmachem deptać rozsypane owoce. Jedyną ofiarą wybuchu Na
    > talii była jej letnia sukienka, rzęsiście zbryzgana sokiem z truskawek.

    Tam była też agresja wymierzona w coś innego niż truskawki i sukienka. Natalia z rozmachem cisnęła koszyczkiem. Początkowo nawet mierzyła w Tunia, ale w ostatniej chwili zmieniła trajektorię lotu łubianki śmierci i trafiła w jakieś oczko wodne. To to sprowokowało Tunia do pytania, co z zastawem za koszyk.



  • przymrozki 10.08.19, 20:59
    yasemin napisała:

    > Btw, w pouczaniu jak korzystać z komputera nie widzę nic zdrożnego. Może to był
    > o nawiązanie do Narnii, gdzie Father Christmas wręcza dzieciom prezenty mające
    > im się później przydać i mówi coś w rodzaju "They are tools, not toys"?

    Ale on dał dzieciom w wieku Waldemarka i Tamarki miecz, łuk i nóż. Wszystko ostre i gotowe na wojnę. Komputer to była jednak zabawka, chociaż, rzecz jasna, można go też było wykorzystać jako pomoc edukacyjną lub narzędzie pracy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka