Dodaj do ulubionych

Potępienie ze strony światłych koleżanek

29.08.19, 12:43
"Doktor Ida Pałys (szczupła, rudowłosa i zielonooka, wciąż jeszcze ponętna i niewątpliwie pełna młodzieńczej werwy) już nieco przekroczyła bolesną cezurę czterdziestki, a to jest całkiem sporo lat w każdym przypadku, zaś bardzo dużo - w przypadku wydania na świat tęgiego noworodka o wadze urodzeniowej 4.760 gramów. Słysząc tego rodzaju komplementy Ida płonęła nieopanowanym dziewczęcym rumieńcem (Ziutek był owocem tygodnia, spędzonego przez państwa Pałysów na gorącej plaży Copacabana) i wdawała się w zawiły wywód o skutkach nagłej zmiany klimatu, mający ją uchronić przed potępieniem ze strony światłych koleżanek."

Czy wam tez się wydaje,że te ostatnie słowa ociekają ironią, żeby nie powiedzieć, jadzikiem? "Światłe" koleżanki nie doceniają uroków macierzyństwa i potępiają Idę, oj, jakie głupie to, głupie?
Edytor zaawansowany
  • sayoasiel 29.08.19, 13:43
    Myślę, że tu akurat nie chodziło o dziecko, tylko o wyobrażanie sobie przez te koleżanki chwil zapomnienia, co Idę krępowało. O Ziutku pisano, że ją odmładza i w ogóle. Z macierzyństwem akurat tego fragmentu bym nie łączyła.
  • bupu 29.08.19, 18:45
    sayoasiel napisał(a):

    > Myślę, że tu akurat nie chodziło o dziecko, tylko o wyobrażanie sobie przez te
    > koleżanki chwil zapomnienia, co Idę krępowało. O Ziutku pisano, że ją odmładza
    > i w ogóle. Z macierzyństwem akurat tego fragmentu bym nie łączyła.

    Przepraszam, a czemu chwila zapomnienia na Copacabanie miałaby być w oczach koleżanek mniej godna potępienia niż takaż chwila w Poznaniu? I w ogóle czemu chwila zapomnienia z własnym mężem miałaby być godna potępienia?


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • apersona 29.08.19, 20:59
    bupu napisała:

    > Przepraszam, a czemu chwila zapomnienia na Copacabanie miałaby być w oczach kol
    > eżanek mniej godna potępienia niż takaż chwila w Poznaniu? I w ogóle czemu chwi
    > la zapomnienia z własnym mężem miałaby być godna potępienia?
    >
    Z zazdrości o sex, Copacabanę, o dobre stosunki z mężem itp.
  • sayoasiel 29.08.19, 22:54
    bupu napisała:

    > sayoasiel napisał(a):
    >
    > > Myślę, że tu akurat nie chodziło o dziecko, tylko o wyobrażanie sobie prz
    > ez te
    > > koleżanki chwil zapomnienia, co Idę krępowało. O Ziutku pisano, że ją odm
    > ładza
    > > i w ogóle. Z macierzyństwem akurat tego fragmentu bym nie łączyła.
    >
    > Przepraszam, a czemu chwila zapomnienia na Copacabanie miałaby być w oczach kol
    > eżanek mniej godna potępienia niż takaż chwila w Poznaniu? I w ogóle czemu chwi
    > la zapomnienia z własnym mężem miałaby być godna potępienia?
    >
    >
    Bo generalnie romantyczniej. Dlatego, że Ida jest mnie "postępowa". Dlatego, że stosunki seksualne oczywistością będąc, dla niektórych pozostają sprawą intymną, a tutaj, ze względu na trzecie dziecko "w późnym wieku" są szeroko komentowane, nawet jeśli nie muszą być komentowane zjadliwie. Nawet Marek mówił żartobliwie, że to Zituka zazdroszczą, a przecież dzieci to też nie jest rzadkość.
  • ciotka.scholastyka 30.08.19, 08:40
    sayoasiel napisał(a):

    > Myślę, że tu akurat nie chodziło o dziecko, tylko o wyobrażanie sobie przez te
    > koleżanki chwil zapomnienia

    Przecież Ida nie opowiadała koleżankom o "chwilach zapomnienia", to jest komentarz odautorski. Koleżankom się tłumaczyła, imo zupełnie zbędnie, z tego, że dziecko jest efektem zmiany klimatu (i jej wpływu na cykl).
  • sayoasiel 30.08.19, 12:27
    ciotka.scholastyka napisała:

    Koleżankom się tłumaczyła, imo zupełnie zbędnie, z tego, że dzi
    > ecko jest efektem zmiany klimatu (i jej wpływu na cykl).

    A ja myślałam, że to jest po prostu o tym,że była romantyczna atmosfera.
  • kindzie 29.08.19, 13:49
    Ociekają. Ale też IMO ktoś, kto ma skłonność potępiania koleżanek, za to, że zaszły w ciążę (z takich czy owakich przyczyn) i urodziły trzecie dziecko zasługuje na ironię, a nawet i jadzik.
  • ciotka.scholastyka 30.08.19, 08:42
    kindzie napisała:

    > Ociekają. Ale też IMO ktoś, kto ma skłonność potępiania koleżanek, za to, że za
    > szły w ciążę (z takich czy owakich przyczyn) i urodziły trzecie dziecko zasługu
    > je na ironię, a nawet i jadzik.

    Ale po co ten drwiący komentarz o "światłych" koleżankach? Niemiłe to i kojarzy mi się z przedstawieniem Barbary z pociągu.
  • marutax 29.08.19, 14:16
    Mam wrażenie, że rzekome potępienie ma dotyczyć tego, że Ida zaszła w nieplanowaną ciążę po czterdziestce. Ona, pani doktor z dwójką podrośniętych dzieci, która powinna znać metody planowania rodziny, szykować się do roli babci i nie uprawiać seksu. A rzekome, bo to myślenie już mocno przestarzałe - obecnie seks po czterdziestce (a raczej przyznanie, że coś takiego istnieje) jest normalne, ciąża w takim wieku też niezbyt bulwersuje - a jeśli już, to raczej z powodów innych niż zgorszenie erotyczne.
  • miodowocytrynowa 29.08.19, 16:35
    Ociekają, oj ociekają. MM w ogóle z tego co zauważyłam nie przepada za bezdzietnymi kobietami, albo za takimi co bardzo dokładnie planują ilość dzieci w rodzinie. " Światłe koleżanki" napisane bardzo ironicznie to wg MM właśnie takie kobiety.Dzieci ma być " ile Bóg da", a bezdzietne- to albo wstrętne karierowiczki ( vide pani w pociągu, koleżanka Gaby z UAM) albo brzydkie niedojdy ( vide policjantka z CzP). Matki jedynaków też są złe i nieszczęśliwe ( vide Ewa Jedwabińska). Krzywdzące to i zacofane.
  • soova 05.09.19, 12:29
    Faktem jest, że taki nurt mentalnościowy - potępienie kobiety w wieku 40+, która urodziła nieplanowane dziecko, a co najmniej kpiny pod adresem jej niekompetencji antykoncepcyjnej - w społeczeństwie istnieje. Sama miałam się okazję spotkać z komentarzem tego typu - chodziło dokładnie o taką sytuację jak opisana, tyle że siwowłosa pani mająca już dorosłe dzieci przyprowadzała swoje najmłodsze dziecko do pierwszej komunii. I zupełnie wierzę, że koleżanki Idy, czyli panie lekarki po czterdziestce, życiowo już ustawione, mogły z wyższością uznać, że one są światłe, bo się umieją zabezpieczać, a ta narwana Ida jedzie na metodzie naturalnej, więc nic dziwnego, że w końcu zaliczyła wpadkę. Nam się oczywiście takie podejście nie podoba, ale MM uchwyciła tu pewien element rzeczywistości i całkiem udanie go przedstawiła.
  • iwoniaw 29.08.19, 16:39
    Dla mnie ta uwaga jest kompletnie idiotyczna z kilku powodów: raz, że dziecko po 40. to naprawdę w dzisiejszych czasach żadne dziwo, dwa, że jeśli "światłe koleżanki" miałyby coś w kontekście cudzej prokreacji "potępiać", to raczej stosowanie przez lekarzy metod antykoncepcyjnych podatnych na "nagłe zmiany klimatu", jeśli wykluczają kolejnego potomka. Z kontekstu wynika, że o tym, iż Kazimierz był dzieckiem nieplanowanym, ochoczo informowała je sama Idusia, więc raczej sama prowokowała owe koleżanki do co najmniej uniesienia brwi w zdumieniu, niż musiała się bronić przed "potępieniem", na czymkolwiek by ono miało polegać.



    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • piotr7777 29.08.19, 19:36
    Sens tego jest taki:
    Ida zakładała, że "światłe" koleżanki będą ją potępiać może nie wocznie (wymyślone słowo przeze mnie) ale zaocznie więc sama sobie stworzyła alibi. Coś na zasadzie:
    -Och, Iduś, gratulacje. Że też tobie i Markowi się jeszcze chciało. No, ja bym się nie odważyła.
    -Ach, bo wiesz to ta zmiana klimatu i od razu cały cykl bierze w łeb."
    Przy czym Ida ze Sprężyny liczy się z opinią koleżanek. Potem Borejkowie zamykają się w własnym świecie i ważna jest tylko opinia reszty rodziny.
    A brak dowodu, by ktokolwiek Idę potępiał.
  • ssssen 02.09.19, 07:49
    iwoniaw napisała:

    > Dla mnie ta uwaga jest kompletnie idiotyczna z kilku powodów: raz, że dziecko p
    > o 40. to naprawdę w dzisiejszych czasach żadne dziwo,

    Ale to nie działo się w "dzisiejszych czasach". Dodatkowo MM zatrzymała się mentalnie w czasach jeszcze dawniejszych...
  • iwoniaw 02.09.19, 09:12
    Ale to nie działo się w "dzisiejszych czasach".

    A niby w jakich? Kazimierz jest trochę młodszy od moich osobistych dzieci i zapewniam, że w czasach, gdy miałam na stanie niemowlaki, powicie potomka w wieku 40+ przez panią doktor w dużym mieście nie powodowało żadnej sensacji.

    Dodatkowo MM zatrzymała się mentalnie w czasach jeszcze dawniejszych...

    No z tym niestety trudno się nie zgodzić...



    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • przymrozki 30.08.19, 07:59
    Wydaje mi się, że to jest po prostu kolejna zwrotka z doskonale nam znanej piosenki pt. "Świat jest zły, a Borejki są dobre".

    Koleżanki, oczywiście "światłe" (najgorszy podtyp człowieka), nie rozumieją jakim skarbem jest Gargulec. Tylko rodzina wie, że kolejny trybik sprawia, że machina lepiej funkcjonuje. Koleżanki zatem trzeba pokazać w świetle niekorzystnym, a korzystne światło, w jakim toną Borejkowie, należy nam wcisnąć do gardła siłą i dopchnąć kolanem.
  • anchema 31.08.19, 15:57
    mi się wydaje, że to akurat jest zupełnie jasne - Ida tłumaczy się zmianą klimatu bo na 100% stosuje metody naturalne, polegające na obserwacji, wyliczaniu itd. być może nie raz chwaliła się tym złośliwym, potępianym, światłym koleżankom które oczywiście używają paskudnej antykoncepcji hormonalnej, prezerwatyw, krążków czy innych szatańskich wynalazków, że te metody to nie średniowiecze i ciemnota, tylko bardzo skuteczna metoda planowania rodziny, o proszę, ona chciała mieć tylko dwójkę i ma dwójkę, a tu taka wtopa
  • tt-tka 31.08.19, 18:30
    Ja tez odebralam to jako "te stosujace antykoncepcje inna niz dozwolona borejkom", ktore zapewne nie raz kolezanke lekarke Palysowa przestrzegaly przed zawodnoscia tego, co ona stosuje :)
    natomiast komentarz Palysa byl wredny "zazdroszcza ci biedaczki" - od razu mi zasmierdzialo Gabonem, ktory wszystkich zaluje, bo wszyscy sa tacy biedni - skoro inni niz ona i jej rodzina, to musza byc biedni i godni pozalowania, nie ma przebacz

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • sayoasiel 01.09.19, 17:51
    tt-tka napisała:

    > natomiast komentarz Palysa byl wredny "zazdroszcza ci biedaczki" - od razu mi z
    > asmierdzialo Gabonem, ktory wszystkich zaluje, bo wszyscy sa tacy biedni - sk
    > oro inni niz ona i jej rodzina, to musza byc biedni i godni pozalowania, nie ma
    > przebacz
    >

    A mnie to zabrzmiało żartobliwie i bez żadnej złej myśli w stronę kogokolwiek. Marek jest wciąż nieobecny, kiedy się pojawia robi bardzo sympatyczne wrażenie. Nie dorabiajmy mu gęby. Gaba to Gaba, a Marek to Marek.
  • tt-tka 01.09.19, 19:43
    sayoasiel napisał(a):

    > A mnie to zabrzmiało żartobliwie i bez żadnej złej myśli w stronę kogokolwiek.

    Odbieram inaczej. Interpretujemy kazda sobie.

    > Marek jest wciąż nieobecny, kiedy się pojawia robi bardzo sympatyczne wrażenie.

    Marek nie ma czasu robic wrazenia, bo spi. Natomiast gdy sie z rzadka pojawia, nie wydaje mi sie sympatyczny. To jest ten gosc, ktory nawet nie otworzy oczek, gdy topi sie jego wlasny syn. To jest ten gosc, ktory nie zmyje po sobie nawet talerzyka i kubka, tylko uklada w zlewie sterte czekajac na powrot zony, ktora pozmywa. To jest ten gosc, ktorego matki nie ma na rodzinnej wigilii ani nigdy w jego zyciu. To jest ten gosc, ktorego rodzina od lat mieszka w piwnicy, a dzieci czlowieka, dla ktorego angielski jest drugim, jesli nie pierwszym jezykiem dukaja w tymze jezyku z trudem przypominajac sobie slowka.

    > Nie dorabiajmy mu gęby. Gaba to Gaba, a Marek to Marek.

    Przeciez rozrozniam. Nie zdarzylo mi sie pomylic Gabona z Markiem. Natomiast wzenieni w borejkow przesiakaja ich sposobem myslenia i odnoszenia sie do innych i nie jest to dorabianie geby, tylko fakt.




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • sayoasiel 03.09.19, 02:42
    tt-tka napisała:

    > sayoasiel napisał(a):
    > To jest ten gosc, ktory nawet nie otworzy oczek,
    > gdy topi sie jego wlasny syn.

    Dlaczego obwiniamy go o to ? Józinek nie topił się głośno. Dostał zakaz wchodzenia do wody krótko po posiłku, a nie był w pływaniu ani amatorem ani maleńkim dzieckiem a czternastolatkiem. Tak, pod opieką osoby dorosłej, ale nie jest już ktoś, kogo nie można spuścić z oczu. Józek wiedział,że ojciec się zdrzemnął i,że w razie czego nie będzie mu mógł pomóc. Nawet się głupek przyznać nie chciał przed sobą,że nie poradziłby sobie bez Ignasia, bo już opanowywał rzekomo ten skurcz (taa). Jego własny idiotyzm i niedotrzymanie umowy. Wypadek i przypadek, nie ojciec, który porzuca dziecko w tarapatach.
    Eee. Skad wiesz,że jego dzieci dukają w tym języku ? Józinek jako wielki myśliciel duka w ogóle, Ziutek maluch a Łusia ma obsesję na punkcie polskiego. Nie słyszymy,żeby bohaterowie popisywali się innym językiem niż łaciną. Skąd pomysł,że oni dukają ?
  • tt-tka 03.09.19, 08:00
    sayoasiel napisał(a):

    > tt-tka napisała:
    >
    > > sayoasiel napisał(a):
    > > To jest ten gosc, ktory nawet nie otworzy oczek,
    > > gdy topi sie jego wlasny syn.
    >
    > Dlaczego obwiniamy go o to ?

    Dlatego, ze on odpowiadalby za brak opieki, gdyby syn sie utopil. Jozek wlazl do wody mimo zakazu - ale wlazl.

    > Eee. Skad wiesz,że jego dzieci dukają w tym języku ? Józinek jako wielki myśli
    > ciel duka w ogóle, Ziutek maluch a Łusia ma obsesję na punkcie polskiego. Nie s
    > łyszymy,żeby bohaterowie popisywali się innym językiem niż łaciną. Skąd pomysł,
    > że oni dukają ?

    Z JT. Kiedy Trolla przywozi swego angielskiego chlopaka, Jozwa "zapomina slowek" (luzna cytata) i duka z trudem. Nie dlatego, ze mrukliwy z natury, tylko dlatego, ze nie wyslawia sie w tym jezyku swobodnie. 16-letni syn anglojezycznego ojca !
    W McD jest jakas fraza, z ktorej wynika, ze Lucja "angielski poniekad juz opanowala" w szkole. Nie od ojca.



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • przymrozki 03.09.19, 09:04
    tt-tka napisała:

    > Dlatego, ze on odpowiadalby za brak opieki, gdyby syn sie utopil. Jozek wlazl d
    > o wody mimo zakazu - ale wlazl.

    W moralnym sensie by odpowiadał, bo w końcu był na miejscu, ale w kategoriach prawnych to już raczej nie. Gdyby Józinek utonął, to byłby jednak wypadek. Chłopak wyrośnięty, umiał pływać, był nauczony zasad bezpieczeństwa nad wodą. Trudno żeby któreś z rodziców miało na niego oko 24 godziny na dobę. Inaczej rodzice odpowiadaliby za każdą przypadkową śmierć nastoletniego dziecka poniesioną z jego częściowej lub całkowitej winy (wypadek drogowy, upadek z wysokości, porażenie prądem).

    > Z JT. Kiedy Trolla przywozi swego angielskiego chlopaka, Jozwa "zapomina slowek
    > " (luzna cytata) i duka z trudem. Nie dlatego, ze mrukliwy z natury, tylko dlat
    > ego, ze nie wyslawia sie w tym jezyku swobodnie. 16-letni syn anglojezycznego o
    > jca !
    > W McD jest jakas fraza, z ktorej wynika, ze Lucja "angielski poniekad juz opano
    > wala" w szkole. Nie od ojca.

    To jest w ogóle klątwa zięcia Borejki - całkowita teflonowość dzieci zrodzonych ze związku z córką Ignaca na wiedzę, doświadczenie i w ogóle rodzinę ojca. Odojcowskie dziedzictwo jest, a przynajmniej bywa, ale w magiczny sposób nie przywiera do dzieci. Tak samo syn informatyka nauczył się obsługi komputera od chłopaka przyrodniej siostry ze strony matki (w tym samym czasie mąż przyrodniej siostry ze strony ojca nie dał nawet mglistego wrażenia o swoim istnieniu gdzieś tam hen hen za morzem).
  • sayoasiel 03.09.19, 22:28
    tt-tka napisała:

    > sayoasiel napisał(a):
    >
    > > tt-tka napisała:
    > >
    > > > sayoasiel napisał(a):

    > Z JT. Kiedy Trolla przywozi swego angielskiego chlopaka, Jozwa "zapomina slowek
    > " (luzna cytata) i duka z trudem. Nie dlatego, ze mrukliwy z natury, tylko dlat
    > ego, ze nie wyslawia sie w tym jezyku swobodnie. 16-letni syn anglojezycznego o
    > jca !
    > W McD jest jakas fraza, z ktorej wynika, ze Lucja "angielski poniekad juz opano
    > wala" w szkole. Nie od ojca.
    >
    >
    >

    Zgadzam się z Przymrozki, że tak to jest z ojcami w Jeżycjadzie, ale ojciec, który śpi i jest zapracowany może zwyczajnie nie mieć czasu ich uczyć. To nie jest nic złego, że Łusia uczy się w szkole, od podstaw, po kolei, nie od ojca, który rozmawia w domu po polsku. Umiejętność bardzo cenna, ale nie przechodzi automatycznie z rodzica na dziecko. Do tego jedną rzeczą jest coś umieć, a drugą umieć tę wiedzę przekazać. Ja uczę języków i nie masz pojęcia jak wiele telefonów zaczyna się od "ja sama/sam umiem,ale nie mam czasu go uczyć,siły z nim siedzieć". To nie zawsze jest wykręcanie, to jest fakt. No i podobno rodzic nie powinien uczyć dziecka...tak,jak w szkole. Owszem, bardzo naturalną i łatwą rzeczą by było dla dzieciaków, gdyby Marek z nimi od maleńkości rozmawiał po angielsku, podłapałyby raz-dwa, jak tę nieszczęsną łacinę, ale jak wiemy Borejkowie nie uważają tego za użyteczne. Może nawet Marek dzieciakom pomagał, ale nie na tyle,żeby Łusia mogła powiedzieć, że to on ją całkowicie nauczył. U Marka wszyscy mówią po polsku i są z tego pokolenia, w którym w szkołach był rosyjski przede wszystkim. Marek naprawdę musiałby specjalnie zorganizować czas i miejsce (ehem,ehem), żeby udzielać im korepetycji, bo mówienie po angielsku by wykluczyło resztę rodziny.
    Co do Józka, to jest naprawdę niesprawiedliwe. Chłopak miał złamane serce. Był pewien,że są ze Staszką blisko i,że stanie się coś ważnego, kiedy znów ją spotka. Widok Stevena był dla niego szokiem. Nic dziwnego,że dukał.
  • tt-tka 03.09.19, 23:24
    sayoasiel napisał(a):

    > Zgadzam się z Przymrozki, że tak to jest z ojcami w Jeżycjadzie, ale ojciec, kt
    > óry śpi i jest zapracowany może zwyczajnie nie mieć czasu ich uczyć.

    On nie ma ich uczyc, tylko zwyczajnie z nimi rozmawiac w jezyku, ktorym posluguje sie tak samo jak polskim (albo lepiej). Nie wyposazyc dzieci w umiejetnosc tak przydatna, kiedy samemu sie ja posiada i wlada nia swobodnie ?



    > podłapałyby raz-dwa, jak tę nieszczęsną łacinę, ale jak wiemy Borejkowie nie u
    > ważają tego za użyteczne.

    I o tym wlasnie pisalam. Ze Marek, jak wszyscy przyszyci do Borejkow, przesiakl borejkizmem. Sta to "zazdroszcza ci biedaczki".



    > Co do Józka, to jest naprawdę niesprawiedliwe. Chłopak miał złamane serce. Był
    > pewien,że są ze Staszką blisko i,że stanie się coś ważnego, kiedy znów ją spot
    > ka. Widok Stevena był dla niego szokiem. Nic dziwnego,że dukał.

    Zapomnial slowek, co jest wyraznie napisane. A w tym wieku, majac anglojezycznego ojca, on moglby zapomniec konstrukcji gramatycznej, a nie slowek. To nie jest poziom na "slowka", tzn nie powinien byc.
    Nie mowiac juz o tym, ze "zlamane serce" po dziewczynie, ktora znal jako 9-latek, a potem przez szesc lat z rzadka i bardzo oszczednie mejlowal to tez gruba przesada. I swiadczy, ze dojrzewaniem synem, raczej zaburzonym (mowa o emocjach) Mareczek tez sie nie zainteresowal.




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • armari 04.09.19, 09:17
    Mnie zawsze dziwiło, że Marek - urodzony i wychowany w Stanach - nie ma absolutnie żadnych naleciałości językowych. Jasne, Monika mogła od maleńkości pracować nad jego polszczyzną i mogło to dać świetne rezultaty, jeżeli obojgu by na tym zależało, ale IMO jakieś oznaki życia w innej kulturze i innym otoczeniu lingwistycznym powinien jednak mieć.

    Przykład z życia - kolezanka z pracy wyprowadziła się do Kanady jako mała dziewczynka, wróciła do Polski już jako dorosła kobieta, po studiach. Mówi przepięknie; nie chodzi mi tylko o akcent czy gramatykę, ale też o slang, odniesienia kulturowe - żyjąc za granicą czytała polskie książki, ogladała filmy, robiła wszystko, żeby nie stracić płynności. A mimo to, gdy się zdenerwuje albo wzruszy, "z automatu" zaczyna wtrącać angielskie zwroty, bo jak sama mówi, jest przyzwyczajona do tego, że wyraża w tym języku swoje emocje. A u Marka nic - żadnego 'damn' rzuconego pod nosem, gdy ktos próbuje go wyrwac z drzemki (nie chodzi mi nawet o to, by było to podane wprost w tekście, wystarczyłaby jakaś wzmianka: "Marek mruknął pod nosem coś po angielsku, jak zawsze, gdy był zdenerwowany, po czym poszedł jeść śniadanie"), zadnych rozmów przez skype'a z kolegami z hajskula, absolutna pustynia. To i jak dzieci mają podłapać drugi język, skoro sam Marek nijak nie wykazuje oznak wywodzenia się z innej kultury...
  • iwoniaw 04.09.19, 10:38
    Mnie zawsze dziwiło, że Marek - urodzony i wychowany w Stanach - nie ma absolutnie żadnych naleciałości językowych.

    Mnie by to dziwiło, gdyby Marek w przeciągu ćwierćwiecza, gdy go mamy okazję widywać, wypowiedział więcej niż pięć zdań na krzyż. A ponieważ cały czas śpi, to w sumie nie wiemy, czy on aby w ogóle mówi w jakimkolwiek (i w jakim) języku płynnie. Wiemy tylko, że potrafi deklamować jakieś łacińskie wiersze pamiętane ze szkoły (amerykańskiej? I wymawia tak, że Ignac wychowany na szkole niemieckiej się zachwyca, a nie awanturuje? Już to widzę, hehe...), co w tej rodzinie właściwie czyni zbędnymi jakiekolwiek dalsze wypowiedzi, bo już "wszystko wiadomo" (i Łucję się wyda za obcego Japończyka, o którym nikt wcześniej nie słyszał, bo chłopaka sama znajomość Homera rekomenduje :-D )


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • armari 04.09.19, 10:50
    No, ale jednak w jakichś tam scenkach rodzinnych Marka widujemy - a to rąbie w makao, a to strzyże syna i dyskutuje o laniu/nielaniu kuzyna, a to jedzie pod namiot, a to pisze żonie, że musiał się kręcić wokół domu, coby nie przeszkadzać całującej się córce. I nigdy, w żadnej z tych sytuacji nie mamy bodaj wzmianki, wzmianeczki, która sugerowałaby, że Marek nie wychowywał się w Polsce - gdyby ktoś nie czytał "Noelki" nie miałby w zasadzie możliwosci, aby domyslić się tego z jakiejkolwiek innej części Jeżycjady (raz chyba w JT Józin wspomina, jak to jego gangsta ojciec zarobił w młodosci pod żebra, choć nie pamiętam, czy jest tam napisane wprost, że działo się to w Juesej). O takim Florku dało się wtracić (IMO dosyć zbyteczną) uwagę, jak to hoduje wąsy dla Chrobrego, to i chyba przez te X tomów dałoby się napisać scenkę, w której Marek wyjątkowo nie śpi, tylko np. gada/pisze ze znajomymi ze Stanów/oglada CNN/cokolwiek, co swiadczyłoby o jego korzeniach...
  • tt-tka 04.09.19, 12:36
    armari napisał(a):

    > No, ale jednak w jakichś tam scenkach rodzinnych Marka widujemy - a to rąbie w
    > makao,

    W makao rabie w noc poslubna, i chyba troche pozniej tez, ale to wiemy ze slow Larwy, nie pokazano nam.

    > a to strzyże syna i dyskutuje o laniu/nielaniu kuzyna, a to jedzie pod n
    > amiot,

    i chyba nawet przy tej okazji zamienil kilka zdan z Florkiem. Oraz ten rodzinny obiad, na ktorym Roza usiluje przebic sie z komunikatem, ze ona Fryca stypendysty nie chce, tez byl chyba z Markiem, choc nie pamietam, czy on dal wtedy glos. W JT pyta o miejsce pobytu swojego krawata. W Pulpecji wiemy, ze domaga sie wyprowadzki, ale ze slow Idy to wiemy, nie z Palysa usciech wasatych.

    W sumie az do Feblika, czyli przez (1991, Noelka - 2013, McD) dwadziescia dwa lata
    Mareczek odezwal sie okolo pieciu razy bezposrednio i ze trzy razy od innych dowiadujemy sie, ze cos mowil. Nie mielibysmy okazji dowiedziec sie nie tylko o jego amerykanskim zyciu, ale w ogole o niczym, co go dotyczy.

    PS z tych pieciu odzywek bezposrednio i kilku zaocznie do IDY, zony, skierowane sa cale dwie - o checi wyprowadzki w Pulpecji i "zazdroszcza ci biedaczki" w Sprezynie. Przez 18 lat pomiedzy Marek sie do Idy nie odzywa na zaden temat, wzglednie to, co mowi, jest niewazne i niegodne wzmianki :(



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • armari 04.09.19, 12:56
    Ależ ja doskonale wiem, że Marek robi w tej rodzinie za dekorację, na tej samej zresztą zasadzie, co poślubny wąs Robrojka - ale skoro już autorka co jakiś czas informuje nas, że Mareczka nie ma na scenie, bo śpi (zasadniczo jego jedyna stała cecha charakterystyczna), no to niechże choć raz chłop nie uczestniczy w życiu rodzinnym dlatego, że akurat plotkuje na skajpie z Jeffem o tym, jak to Richard przeprowadził się do Arizony, miast cierpieć z powodu zwyczajowej narkolepsji ;)
  • tt-tka 04.09.19, 16:37
    Ech, marzenie... nb calkiem latwe do zrealizowania, rzeczywiscie wystarczylaby cwierczdaniowa wzmianka o skajpie z Jeffem.
    podobnie jak wiele innych drobniutkich takich wzmianeczek uwiarygodniloby prace Gabona, istnienie Elki itp.
    No ale ich nie ma. Nie ma. Nie ma. (a echo wtoruje....)

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • guineapigs 04.09.19, 19:47
    tt-tka napisala:

    'Ech, marzenie... nb calkiem latwe do zrealizowania, rzeczywiscie wystarczylaby cwierczdaniowa wzmianka o skajpie z Jeffem.'

    no to jak marzyc - to marzyc na calego. Za darmo wszak.
    Marek ma blizne - pamiatke po porachunkach gangsterskich. Ale fajnie by bylo, gdyby MM napisala tom poswiecony Markowi: urodzony w USA, gdzie gang siedzi na gangu i gangiem pogania, wpadl w takie srodowisko. Ale w pore sie opamietal i jak przyszedl czas na studiowanie to powiedzial: STOP, musze z tym skonczyc i jade studiowac do Polski. I to by wyjasnialo te decyzje, nad motywami ktorej lamaly sobie glowy najtezsze mozgi tego Forum. Tym samym odcial sie zypelnie od parszywej przeszlosci i ani nie pisze, ani dzwoni, ani mejluje, ani skajpuje. Zreszta byc moze tez sie boi: gang na niego dybie i kontroluje jego dawne kontakty i jakby tylko jakos 'wyplynal' w mediach spolecznosciowych czy korespondencji prywatnej, to od razy by go zdybali - i dintojra. Moze wrecz upozorowal jakos w USA swa smierc? Oczywiscie na potrzeby jakiegos gangu z suburbiow, a nie na potrzeby Interpolu.
    Nie wiem: czy to ma sens co wymarzylam, czy plote trzy po trzy jak Blanka Lipinska w swych 'powiesciach o mafiii'? Ale gdyby MM odwazyla sie na taki pomysl - to co by bylo? Moim zdaniem: jakby se tak sama pisala, to wyszloby na pewno zabawnie. Ale jakby poprosila o pomoc i konsultacje jakiegos kryminologa czy przynajmniej dzielnicowego z ambicjami - to mogloby to zaowocowac calkiem dobrym, a przynajmniej ciekawym, tomem.
    PS. Teraz wychodze na spacer i nie siadam do kompa az do jutra, wiec prosze mie brac za usprawiedliwiona z braku odpowiedzi na ewentualne komentarze na wlasny post.
  • jakgdyby.nigdynic 05.09.19, 09:30
    guineapigs napisała:


    > no to jak marzyc - to marzyc na calego. Za darmo wszak.
    > Marek ma blizne - pamiatke po porachunkach gangsterskich. Ale fajnie by bylo, g
    > dyby MM napisala tom poswiecony Markowi: urodzony w USA, gdzie gang siedzi na g
    > angu i gangiem pogania, wpadl w takie srodowisko. Ale w pore sie opamietal i ja
    > k przyszedl czas na studiowanie to powiedzial: STOP, musze z tym skonczyc i jad
    > e studiowac do Polski.

    Bój się boga!!! Pani MM wraz z redakcją nie są w stanie zapanować na researchem w kwestiach tak podstawowych jak posyłanie dzieci do szkół oraz praca naukowca.
    Jakieś monstrualne dziwa by tam powyłaziły z lochów wyobraźni. Aż się wzdragam...

    Ale wytłumaczenie rzeczywiście, choć sensacyjne, to spójne i w świetle zaprezentowanych nam faktów - w pewien sposób realistyczne.
    Dlaczego Mareczek uparcie hoduje wąsa? Wąs wszakże zmienia lico.
    Dlaczego nie ma kontaktów z ludźmi spoza rodziny? Ogranicza niebezpieczeństwo rozpoznania.
    Dlaczego ciągle śpi? Bo wtedy nie musi w ogóle wychodzić z domu.
    itd. itd. :D
  • armari 05.09.19, 10:34
    Dlaczego nie zdziwił się, że Józin poprosił o atrapę broni ;) ...
  • przymrozki 05.09.19, 17:48
    guineapigs napisała:

    > no to jak marzyc - to marzyc na calego. Za darmo wszak.
    > Marek ma blizne - pamiatke po porachunkach gangsterskich. Ale fajnie by bylo, g
    > dyby MM napisala tom poswiecony Markowi: urodzony w USA, gdzie gang siedzi na g
    > angu i gangiem pogania, wpadl w takie srodowisko. Ale w pore sie opamietal i ja
    > k przyszedl czas na studiowanie to powiedzial: STOP, musze z tym skonczyc i jad
    > e studiowac do Polski.

    A może program ochrony świadków? Marek coś tam zeznał przeciwko lokalnej grubej rybie, więc zmieniono mu tożsamość i puszczono do Polszy. Uznano że w kraju trzeciego świata nawet rasowi, amerykańscy gangsterzy go nie wytropią.

    Słaby punkt historii - Monika. Znamy matkę Marka i to od dziecka. Więc tak całkiem znikąd to drogi Mareczek nie jest.
  • selkie 10.09.19, 15:27

    >
    > On nie ma ich uczyc, tylko zwyczajnie z nimi rozmawiac w jezyku, ktorym poslugu
    > je sie tak samo jak polskim (albo lepiej). Nie wyposazyc dzieci w umiejetnosc t
    > ak przydatna, kiedy samemu sie ja posiada i wlada nia swobodnie ?

    No nie wiem. Z doswiadczen w historii mojej rodziny wynika ze trudniej to zastosowac niz sie wydaje. Po pierwsze - laik nie zdaje sobie sprawy jak szybko zapomina sie jezyka, ktorego sie nie uzywa w normalnych sytuacjach zyciowych. Nawet jesli sie dorastalo mowiac tym jezykiem. Wielu ludzi ma takie zludzenie, ze jak sie dorastalo mowiac danym jezykiem to sie go nie zapomni. Bzdura. Najczesciej okolo roku wystarczy aby przestalo sie mowic "tak samo jak polskim" i zaczelo kulec. Naprawde. Widzialam to w rodzinie, pracy generalnie w otoczeniu bo pracuje z ludzmi wielojezycznymi. Po drugie - nawet jesli przyjmiemy ze Marek jest nadal na poziomie zaawansowanym - konwersacje z wlasnymi dziecmi nieodmiennie grawituja w strone jezyka uzywanego czesciej. (Pomijam juz fakt ze nie powinno sie zaczynac od konwersacji, osobe zupelnie poczatkujaca tylko to zniecheca a dzieci, nawet na poziomie gimnazjalnym to jednak dosc poczatkujace sa). Moja babcia byla idealnie dwujezyczna i byla tak zwana pania domu czyli nie pracowala dodatkowo w wyczerpujacym i straszliwie strresujacym zawodzie w systemie zmianowym, nocnym, za nic majacym osmiogodzinny dzien pracy. I nic z tego nie wyszlo. Ja sama jestem wielojezyczna i systematyczna nauka jezyka obcego, est szalenie trudna do wprowadzenia dla mnie i dla moich corek, nie tylko dlatego ze pracuje, dojezdzam a dzieci maja coraz wiecej pracy domowej. (U mnie jest to dodatkowo utrudnione bo jest to jezyk ktorego jeszcze w szkole nie maja). Mozliwe ze Marek ze swoja praca i jej trybem po prostu sprawdza zadania domowe i tyle. Nie mowie, ze nie ma ludzi ktorzy sie angazuja i konwersuja, wymagajacych rodzicow czesto z przerostem ambicji ale ze Marek odpuscil wydaje mi sie bardzo naturalne i ludzkie. Mogliby przyjac zasade od samego poczatku ze Marek mowi tylko po angielsku a Ida tylko po polsku mialoby to pewien sens zwlaszcza jesli dla Marka polski nie byl pierwszym wyborem a z pewnoscia po latach w Stanach przejscie na polszczyzne troche mu musialo zajac - ale konsekwentne stosowanie tej zasady jest niewiarygodnie trudne i ewidentnie Palysi podjeli inna decyzje. Sama nie przepadam za konstrukcja tej postaci ale juz naprawde nie dokopujmy z kazdej strony. Musierowicz po prostu nie zastanowila sie nad tym, przyjela poglad laika o idealnej dwujezycznosci i jechane. Ojczyzna polszczyzna i juz.

    Osobiscie najbardziej mnie wkurza "Angielski juz opanowalam, poniekad latwo poszlo" w wykonaniu Lusi. Arogancja tego dzieciaka przekracza wszelkie granice. Uczyla sie rok, moze dwa. Uczyla sie w szkole - o ktorej Musierowicz od dawna ma ustalone zdanie. I to jej wystarcza zeby uznac ze ma jezyk opanowany. No chyba ze jest jakas wyjatkowo utalentowana poliglotka (sa tacy..) albo wyobraza sobie ze konwersacja "Nazywam sie X mieszkam w Y i jestem w klasie Z" to szczyty wyrafinowania i plynnosci wypowiedzi.

  • przymrozki 10.09.19, 18:22
    selkie napisała:

    > No nie wiem. Z doswiadczen w historii mojej rodziny wynika ze trudniej to zasto
    > sowac niz sie wydaje. Po pierwsze - laik nie zdaje sobie sprawy jak szybko zapo
    > mina sie jezyka, ktorego sie nie uzywa w normalnych sytuacjach zyciowych. Nawet
    > jesli sie dorastalo mowiac tym jezykiem.

    Tylko że angielski powinien być pierwszym językiem Marka. Przecież on się urodził i wychował w Stanach. Nawet jeżeli w domu rozmawiał po polsku, to językiem, w którym się uczył, prowadził życie towarzyskie, poznawał dobra kultury wyższej i niższej etc. był angielski. Dzieci wychowywane w takich okolicznościach mogą wyjść z domu z taką sobie i raczej bierną znajomością języka rodziców. Ale już oni dobrze znają język otoczenia, w którym wyrastali.

    Poza tym zachowywanie kontaktu z językiem trudne być nie mogło. Lekarze czasopisma branżowe czytają po angielsku. To raz. Dwa, że książki po angielsku, jak wiemy, czyta Ida. Czyli oglądanie filmów z oryginalną ścieżką dźwiękową nie powinno być dla Pałysów problemem. Jestem też pewna, że ich kablówka oferowała zajmujące reportaże o sympatycznych farmerach kolekcjonujących płatki śniegu także w języku language. Nie było przeszkód, by skorupka Józinka nasiąkała i na starość miała czym trącać.










    Wielu ludzi ma takie zludzenie, ze ja
    > k sie dorastalo mowiac danym jezykiem to sie go nie zapomni. Bzdura. Najczescie
    > j okolo roku wystarczy aby przestalo sie mowic "tak samo jak polskim" i zaczelo
    > kulec. Naprawde. Widzialam to w rodzinie, pracy generalnie w otoczeniu bo prac
    > uje z ludzmi wielojezycznymi. Po drugie - nawet jesli przyjmiemy ze Marek jest
    > nadal na poziomie zaawansowanym - konwersacje z wlasnymi dziecmi nieodmiennie g
    > rawituja w strone jezyka uzywanego czesciej. (Pomijam juz fakt ze nie powinno s
    > ie zaczynac od konwersacji, osobe zupelnie poczatkujaca tylko to zniecheca a dz
    > ieci, nawet na poziomie gimnazjalnym to jednak dosc poczatkujace sa). Moja babc
    > ia byla idealnie dwujezyczna i byla tak zwana pania domu czyli nie pracowala do
    > datkowo w wyczerpujacym i straszliwie strresujacym zawodzie w systemie zmianowy
    > m, nocnym, za nic majacym osmiogodzinny dzien pracy. I nic z tego nie wyszlo. J
    > a sama jestem wielojezyczna i systematyczna nauka jezyka obcego, est szalenie t
    > rudna do wprowadzenia dla mnie i dla moich corek, nie tylko dlatego ze pracuje,
    > dojezdzam a dzieci maja coraz wiecej pracy domowej. (U mnie jest to dodatkowo
    > utrudnione bo jest to jezyk ktorego jeszcze w szkole nie maja). Mozliwe ze Mare
    > k ze swoja praca i jej trybem po prostu sprawdza zadania domowe i tyle. Nie mow
    > ie, ze nie ma ludzi ktorzy sie angazuja i konwersuja, wymagajacych rodzicow cze
    > sto z przerostem ambicji ale ze Marek odpuscil wydaje mi sie bardzo naturalne i
    > ludzkie. Mogliby przyjac zasade od samego poczatku ze Marek mowi tylko po angi
    > elsku a Ida tylko po polsku mialoby to pewien sens zwlaszcza jesli dla Marka po
    > lski nie byl pierwszym wyborem a z pewnoscia po latach w Stanach przejscie na p
    > olszczyzne troche mu musialo zajac - ale konsekwentne stosowanie tej zasady jes
    > t niewiarygodnie trudne i ewidentnie Palysi podjeli inna decyzje. Sama nie prze
    > padam za konstrukcja tej postaci ale juz naprawde nie dokopujmy z kazdej strony
    > . Musierowicz po prostu nie zastanowila sie nad tym, przyjela poglad laika o id
    > ealnej dwujezycznosci i jechane. Ojczyzna polszczyzna i juz.
    >
    > Osobiscie najbardziej mnie wkurza "Angielski juz opanowalam, poniekad latwo pos
    > zlo" w wykonaniu Lusi. Arogancja tego dzieciaka przekracza wszelkie granice. Uc
    > zyla sie rok, moze dwa. Uczyla sie w szkole - o ktorej Musierowicz od dawna ma
    > ustalone zdanie. I to jej wystarcza zeby uznac ze ma jezyk opanowany. No chyba
    > ze jest jakas wyjatkowo utalentowana poliglotka (sa tacy..) albo wyobraza sobie
    > ze konwersacja "Nazywam sie X mieszkam w Y i jestem w klasie Z" to szczyty wyr
    > afinowania i plynnosci wypowiedzi.
    >
  • selkie 10.09.19, 21:01
    Tak ja wiem, że angielski był pierwszym językiem Marka. Cóż to ma do rzeczy? Polski był pierwszym językiem mojej siostry a dziś język jej partnera zdecydowanie dominuje bo jest nim otoczona cały czas i ich dzieci takoż. To jest sytuacja opisywana w dwujęzycznych rodzinach i częsty przypadek partnera którego się określa jako minority language. Bardzo trudno jest zachować dyscyplinę i nie popaść w używanie języka większości zwłaszcza jeśli się go zna w miarę płynnie.

    Och i tak samo mam z moją znajomością niemieckiego jak Ida angielskiego. Jest bardzo płynna ta znajomość - W CZYTANIU. Mogę nawet spokojnie książki popularnonaukowe czytać. A rozmawiać to zupełnie co innego. Muszę się wdrażać i złoszczę się że nie mówię tak płynnie jak po angielsku. Więc tego. A tutaj mówimy o konwersowaniu z dziećmi nie o czytaniu artykułów branżowych. Dlatego mówiłam o języku używanym w normalnych dialogach i sytuacjach życiowych. Naprawdę trudno nie popaść w popularniejszy język.

    Powtórzę - miałoby więcej sensu gdyby Pałysowie od początku prowadzili rzecz całą dwujęzycznie, gdyby Marek mówił do dzieci po angielsku a Ida po polsku. Ale to im nawet do głowy nie przyszło bo w Boirejkowersum wszyscy mówią idealną polszczyzną i problem nie istnieje, albo jest sprowadzony wyłącznie od elementu komicznego jak u pana Oracabessy, achacha przestawoiliśmy sylabę i wszyscy śmiali się i dokazywali. To jest jedna z rzeczy o które mam żal i się trochę wywnętrzałam o Łusi - ach jacy oni wszyscy poligloci bez wysiłku świadomiego po prostu z kapelusza.

    Powtórzę 2 - bardzo trudno jest wytrwać w dwujęzyczności i nie naskakiwałabym na Marka że mu nie wyszło czy wręcz nie próbował. Inne zarzuty można stawiać konstrukcji tej postaci, to jest już naprawdę drobiazg i całkowicie zrozumiały.
  • tt-tka 10.09.19, 23:26
    A ja naskakuje. I bede naskakiwac. Dixi.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • przymrozki 11.09.19, 07:02
    selkie napisała:

    > Powtórzę 2 - bardzo trudno jest wytrwać w dwujęzyczności i nie naskakiwałabym n
    > a Marka że mu nie wyszło czy wręcz nie próbował. Inne zarzuty można stawiać kon
    > strukcji tej postaci, to jest już naprawdę drobiazg i całkowicie zrozumiały.

    I siedem razy nie dość. Też mam doświadczenia z dwujęzyczną rodziną (zresztą, kto dziś nie ma doświadczeń z jakimś dwujęzycznym dzieckiem) i, moim zdaniem, postać Marka kupy się nie trzyma. Facet musi mieć naprawdę szczery talent do języków, skoro po dwudziestu latach w USA mówił po polsku jak Polak i dał radę studiować medycynę. Musiał w mig opanować ogrom fachowego słownictwa, które poznał wyłącznie po angielsku (proste równoległe, komory serca, równoleżnik etc.). Nie mówię, że to nie możliwe, ale twierdzę, że rzadkie i wymaga jednak drygu do tematu. Tym bardziej, że, jak wiemy, doskonale szła mu również łacina, a raczej poznał ją na studiach w Polsce niż w liceum w USA. Tak, że to nie jest przypadek najmniej zdolnego wujka w rodzinie, który po półrocznym zdejmowaniu azbestu na czarno pod Chicago prosi o "cziz" na "brekfast".

    A skoro Ida czytała po angielsku, to mogła oglądać telewizję po angielsku. Dzieci i tak się wgapiały w ekran całymi dniami, z dwujęzycznym ojcem mogły mieć z tego pożytek.
  • tt-tka 11.09.19, 08:59
    Tym bardziej - i to mnie sklania do naskakiwania - ze Markowi rodzina wydaje sie byc zbedna. On sie zachowuje wlasnie jak wujek, ktory zjawiajac sie raz na ruski rok wezmie dziecko na biwak. Ale od poczatku, od pojawienia sie pierwszego dziecka, Marek popada w katalepsje - on odsypia dyzur, Ida, tez po nocnym dyzurze wiezie Jozinka na spacer. Z Lusia do szkoly Ida, z obojgiem do dziadkow na wyzerke Ida. Po Marka nawet w Wigilie trzeba specjalnie pojechac i zabrac go z pracy, bo zapomnialby wyjsc, biedaczek.
    No to skoro tak sie z zycia rodziny wymyka, niechby chociaz JEDNA, naprawde przydatna umiejetnoscia sie ze swoim potomstwem podzielil. Nie wierze, ze ja zatracil nawet na poziomie "lokcie ze stolu, jedziemy na ryby".

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • armari 12.09.19, 09:30
    Mnie u Marka nawet bardziej niż ów brak języka dziwi fakt, że z Jeżycjady nijak nie wynika, że ten facet wychował się w zupełnie innej kulturze, i to w czasach, gdy przyjazd do Polski to nie była kwestia wyłącznie zmiany adresu. Marek przyjeżdżając do ojczyzny przodków musił pożegnać się na kilka lat z pewnymi obszarami popkultury ( pa-pa ulubione seriale), przyzwyczaić się do tego, że pewne dobra, które uważał za normę, tu nie beda dostępne, wpaść w zupełnie inny system polityczny. Tymczasem autorka zredukowała go na kartach książek do roli somnambulika, tak że czytelnik patrząc na Marka w Neo nie tylko nie ma szans wywnioskować niczego o jego przeszłosci (bo i po czym? Po chrapaniu?), ale w dodatku moze się zacząc zastanawiać, po co w ogóle było tworzyć tej postaci podobną historię, skoro nijak nie wpływa ona na jej zachowanie.
  • iwoniaw 12.09.19, 11:10
    po co w ogóle było tworzyć tej postaci podobną historię, skoro nijak nie wpływa ona na jej zachowanie

    Ja widzę powód :-D Innym trzeba rodziny rozsyłać po Australiach i Japoniach, żeby je skutecznie amputować, bo inaczej pojawiają się złośliwe i czepliwe :-D pytania czytelników, dlaczego to bohaterowie pozytywni ignorują bliską rodzinę, nie mają żadnych szkolnych przyjaciół ani nawet kolegów, z którymi utrzymywaliby kontakty w dorosłym życiu, a u Marka od razu wygodnie wszyscy i wszystko zostało w dalekiej Ameryce i szlus. Co prawda niekonsekwentnie sprowadzono do kraju przodków Monikę i jeszcze zainstalowano ją na Polnej, czyli na tyle blisko, że znów się ktoś może dziwić, że matka i babcia nie jest ani zapraszana (nawet na ślub wnuka), ani wizytowana (nawet w Wigilię), ani nawet wspominana obrzeżem myśli czy to przez syna, synową i wnuki, czy swą podobnież najlepszą przyjaciółkę Milę...



    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • armari 12.09.19, 11:47
    A z drugiej strony - w przypadku takiego Robrojka czy Floriana mozna ostatecznie uznać, że mają jakichś znajomych, wyjeżdżają gdzieś z dzieciakami, tylko jest to w danym momencie na tyle nieistotne dla akcji, że dzieje sie "poza kadrem". W przypadku Marka natomiast amputacja dawnego życia musiała być całkowita, bo nie wierzę, że nigdzie w przemysleniach Józwy czy Łusi nie pojawiłaby się bodaj wzmianka o tym, że np. polecieli kiedyś z tatą odwiedzić jego przyjaciela z liceum. ..
  • przymrozki 12.09.19, 14:27
    iwoniaw napisała:

    > bo inaczej pojawiają się złośliwe i czepliwe :-D py
    > tania czytelników, dlaczego to bohaterowie pozytywni ignorują bliską rodzinę, n
    > ie mają żadnych szkolnych przyjaciół ani nawet kolegów, z którymi utrzymywaliby
    > kontakty w dorosłym życiu,

    Tutaj problem jest też taki, że brak kontaktów ze światem-złym-ach-złym uważany jest sam w sobie za dowód na podwyższoną wartość stroniącego od rówieśników egzemplarza. Najmilsza Róża, z której Laura czemu nie bierze przykładu, aktywnie unika koleżanek z klasy, bo ohydne te poczwary interesują się nie dość ambitnym kinem. Jędrek chciałby, żeby koledzy mu nie dokuczali, ale rodzina szybko uświadamia mu, że jeżeli chce być szlachetny, to MUSI być samotny (nie, że może, jeżeli czuje potrzebę samotności, on musi, mimo że jakoś tam czuje potrzebę kontaktu z rówieśnikami).

    Więc, jak myślę, to może być też element szerzej zakrojonej akcji usuwania niegodnych tego znajomych z życia borejkowskiej szlachty.
  • guineapigs 12.09.19, 15:38
    Przymrozki napisala, co mysli o braku kol towarzyskich w N-B-Jadzie:
    'Więc, jak myślę, to może być też element szerzej zakrojonej akcji usuwania niegodnych tego znajomych z życia borejkowskiej szlachty'.
    Poniewaz jest 'tez' to musi byc alternatywa. Na zasadzie: to tez, ale i tamto. I ja chyba wpadlam, co jest 'tamtym'.
    Otoz, by opisac przyjaciol/kola towarzyskie/postaci dalszoplanowe/postaci tla potrzeba przede wszystkim checi, potem konceptu, potem riserczu. To brzmi latwo, ale realizacja latwa nie jest i jak sie chce produkowac tomy niemal 'co rok to prorok' to trzeba takie ambicje odrzucic. Stad MM po prostu ucina inne watki procz 'Borejkowie Poznanscy' oraz 'Borejkowie Flobranscy' bo tak najlatwiej, a wine zwala na 'ten dziwny swiat' i lka, ze taki zly, stringowy, makdonaldowy i ogolnie nie warty uwagi i lepiej sie trzymac od niego z daleka, ewentualnie mozna to strywializowac (patrz: casus Ordynatora Kowalika i jego forda jak lodowka). Swoja droga, bardzo praktyczny zabieg w przypadku kogos, kto uwaza, ze opisuje zycie codzienne w Poznaniu na przelomie wiekow i w przelomach polityczno-gospodarczych.
    Znawca literatury nie jestem i mimo ze chcialabym byc to nie nie bede, wiec odwolam sie tylko do przykladu Lwa Tolstoja: on w czterech tomach Wojny i Pokoju opisal tyle postaci plus ich uwiklania, ze Nobla Czytelniczego temu, kto to wszystko ogarnie. Nawet opisal uklady w wojsku (tzw. fala). Oczywisce ze MM nie miala takich ambicji, bo musialaby sie przylozyc a nie o to w tym przeca biega. A zatem 'moja' alternatywa brzmi: opisywanie kol towarzyskich i ukladow towarzyskich to za wysokie progi na MM nogi. I nie dlatego, ze nie potrafilaby (KK, SK, Kalamburka pokazuja, ze jak chce to potrafi), ale dlatego, ze po prostu nie ma teraz juz takich ambicji i latwej jest jej zamknac akcje w sposob 'trzech jednosci': czasu, miejsca i akcji. I dodam czwarte: trzech bohaterow plus czwarty (Ignac, Gaba, Mila plus Dmuchawiec).
    PS. Byc moze tych Wielkich Pisarzy od tych Mniejszych rozroznic mozemy wlasnie po tym, ze ci Wielcy potrafia ogarnac akcje poza Glownymi Bohaterami? Nie po tym, ze pieknie pisza o przyrodzie czy wykopkach, ale ze potrafia pisac o innych ludziach, miejscach i czasach niz jedna rodzina, jedno miejsce i jeden tydzien z ich zycia?
  • tt-tka 12.09.19, 16:24
    Mniejsi tez potrafia. Jak im sie chce popracowac, a nie tylko postukac w klawiature. I na etapie SK Musierowicz sie jeszcze chcialo, na etapie Kalamburki juz nie - ta Gizela z Wojtczakami, Rudzikiem i nikim wiecej ! Ta Hanna zyjaca tylko codziennymi wizytami u syna !
    Akurat w Sprezynie pojawia sie sporo nowych postaci i wracaja dawniejsze, tylko bukuzmilujsie jak opisane :(
    Magda, Zeromscy, Adam z ojcem i panem Gruszka - no akurat Gruszka broni sie - te studentki nawiedzajace Gabona z szpitalu i "coraz wiecej ludzi, ktorym jej wypadek usunal grunt spod nog", Dmuchawiec guru i co tam jeszcze... material byl, tylko sp...artolony koncertowo.

    PS Ida w S to jest ta Ida, ktora pierwszy raz widzianej dziewczynie wyrywa jedzenie z reki i wyrzuca do smieci oraz jest przesladowana przez pelzajace wszedzie bakterie. Niechby Mareczek lekarz zajal sie rozchwiana psyche i/lub gospodarka hormonalna swojej zony zamiast wspierac jej paranoje gromiac kolezanki !

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ciotka.scholastyka 12.09.19, 18:34
    tt-tka napisała:


    > te studentki nawiedzajace Gabona z szpitalu i "coraz wiecej ludzi, ktorym jej w
    > ypadek usunal grunt spod nog",

    Notabene nigdy nie mogłam zrozumieć tej powypadkowej histerii. Prawie jak po śmierci Stalina. Oraz reakcji rodziny.
  • tt-tka 12.09.19, 18:37
    ciotka.scholastyka napisała:


    >
    > Notabene nigdy nie mogłam zrozumieć tej powypadkowej histerii. Prawie jak po śm
    > ierci Stalina.



    :) :) :)
    Kult jednostki tak wlasnie dziala :P



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • ciotka.scholastyka 12.09.19, 20:11
    tt-tka napisała:


    > :) :) :)
    > Kult jednostki tak wlasnie dziala :P

    "Po najdłuższym życiu" Gaby Rusfelta zostanie przemianowane na Gabrieli Borejko-Stryby. Pomnik może stać na Placu Mickiewicza, i tak będzie sobie krzepiąco na wieszcza popatrywał.
  • sayoasiel 12.09.19, 23:06
    ciotka.scholastyka napisała:

    >
    > "Po najdłuższym życiu" Gaby Rusfelta zostanie przemianowane na Gabrieli Borejko
    > -Stryby. Pomnik może stać na Placu Mickiewicza, i tak będzie sobie krzepiąco na
    > wieszcza popatrywał.
    A pielgrzymki będą składać po pomnikami maciejkę.
  • reveiled 13.09.19, 10:16
    "ta Gizela z Wojtczakami, Rudzikiem i nikim wiecej ! Ta Hanna zyjaca tylko codziennymi wizytami u syna !"
    z gory przyznaje, ze Kalamburke czytalam dawno i troche mi ostatnio pamiec szwankuje. Ale akurat Hanny za bardzo bym sie nie czepiala - widzimy ja glownie jako tesciowa, no i oczywiscie jako matke zapatrzonego w siebie Ignacego... Autorka skupia sie na punkcie widzenia Mili i Ignacego, i oczywiscie Gizeli, i szczegolnie Mila i Gizela chyba sie nie zaglebiaja szczegolnie w to, co tesciowa Mili robi w wolnym czasie. Oczywiscie, musi tego czasu miec az nadto, jesli codziennie odwiedza syna, ale nie wiemy, czy przesiaduje tam calymi dniami i co poza tym robi... Wczesniej Hanne spotykamy zaraz po wojnie, jej maz zginal, jest chyba wyrwana z dawnego otoczenia, ma tylko synow, a i tak chyba kontaktuje sie z przyjaciolka (dyrektorka szkoly). No i jest taka koszmarna tesciowa, ale taki byl zamysl autorki, i to sie zdarza. Pewnie, ze ciekawiej by bylo gdybysmy dostali punkt widzenia Hanny, moze jakies jej wspomnienia sprzed wojny, moze pozniejsze refleksje na temat synowych i wnuczek, ale nawet w najlepszej ksiazce nie da sie wszystkiego zamiescic...

    A Gizela? Coz, samotna matka, pracujaca bardzo duzo, zreszta, jak mowie, nie wszystko pamietam, ale cos mi sie majaczy ze czuje sie samotna, ale ma malo czasu poza praca i Mila, i z kolezankami z pracy nie bardzo sie dogaduje, a moze po prostu jest duzo bardziej niz one zajeta, ale z sasiadami jednak w miare utrzymuje kontakty...

    "Akurat w Sprezynie pojawia sie sporo nowych postaci i wracaja dawniejsze, tylko bukuzmilujsie jak opisane :("
    I chyba w tym wlasnie jest najwiekszy problem.
  • ciotka.scholastyka 13.09.19, 10:36
    reveiled napisał(a):

    > Ale akurat Hanny za bardzo bym sie nie czepiala - widzimy ja glownie ja
    > ko tesciowa, no i oczywiscie jako matke zapatrzonego w siebie Ignacego... Auto
    > rka skupia sie na punkcie widzenia Mili i Ignacego, i oczywiscie Gizeli, i szcz
    > egolnie Mila i Gizela chyba sie nie zaglebiaja szczegolnie w to, co tesciowa Mi
    > li robi w wolnym czasie.

    No dokładnie. To tak, jakby uważać, że Monika tylko chodzi do fryzjera.
  • tt-tka 13.09.19, 10:47
    ciotka.scholastyka napisała:


    > No dokładnie. To tak, jakby uważać, że Monika tylko chodzi do fryzjera.


    O pardon - o sporadycznie pojawiajacej sie Monice wiemy wiecej - ze jako jedyna zauwaza kiepski nastroj Pulpy (praktycznie nie znanej jej), ze urzadza u siebie sylwestry (nudne), ze bywa na weselach, ze w sytuacji krytycznej potrafi sie przytomnie zachowac (polamany Ygnac) - Hanne widzimy jako matke/tesciowa i to tylko jednego syna i synowej :P. Skoro pracujac co dzien bywa u Ignacow, to raczej nie bywa nigdzie indziej i nie interesuje sie niczym innym. A w kazdym razie czytelnik o tym nie wie.
    I nie chodzi o epopeje, ale zajecia i zainteresowania, tryb zycia, klopoty np Zaczkow dalo sie zasygnalizowac jednozdaniowymi (a nawet krotszymi) wzmiankami. Czyli jesli Hanna istnieje wylacznie w tej jednej roli, to z woli altorki, ktora ja tak wlasnie pokazala.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • reveiled 13.09.19, 10:01
    "Byc moze tych Wielkich Pisarzy od tych Mniejszych rozroznic mozemy wlasnie po tym, ze ci Wielcy potrafia ogarnac akcje poza Glownymi Bohaterami? Nie po tym, ze pieknie pisza o przyrodzie czy wykopkach, ale ze potrafia pisac o innych ludziach, miejscach i czasach niz jedna rodzina, jedno miejsce i jeden tydzien z ich zycia?"
    Hm, ciekawa koncepcja, Guin. Na pewno masz racje, tylko tak sie zastanawiam nad tym w praktyce... Na pewno wielcy czy nawet wieksi pisarze potrafia opisac wiecej i lepiej niz mniejsi. Tylko ze ja teraz cos pisze i czytam sporo o pisaniu, i wyglada mi na to, ze pisanie, dobre, zreczne pisanie to w duzym stopniu sztuka eliminacji. Ale oczywiscie eliminowac tez trzeba umiec, bo inaczej wychodza takie kuriozja jak wielopokoleniowa rodzina bez zadnych kontaktow z przyjaciolmi albo ludzie po 40-ce czy 50-ce kurczowo trzymajacy sie znajomych z liceum - co samo w sobie jest nawet przyjemne, gdyby nie fakt, ze sa to jedyni znajomi.

    I tak sie nad tym zastanawiam, bo sama pisze cos co zaczelo sie od inspiracji Borejkami (pisalam o tej inspiracji tu: forum.gazeta.pl/forum/w,25788,166034270,166034270,Nasze_pomysly_literackie_.html#p166068862) i chociaz od tamtej pory troche mi sie koncepcja zmienila, to glowne postacie i ich rodzina sa te same, i juz tu, przy oryginalnym pomysle ktos mi napisal, ze za duzo postaci, a beta czytelniczki, ktorym wyslalam pierwszy rozdzial, tez napisaly, moze nie tyle ze za duzo postaci, ale ze za szybko probuje wprowadzic za duzo osob - chociaz w tym pierwszym rozdziale wystepuje 8 osob, z czego polowa to dzieci bawiace sie tak jakby w tle, ale PRAWIE wszystkie znaczace postacie sa jakos zasygnalizowane - w rozmowie, wspomnieniach/ refleksjach, SMS-ie i wpisie na FB... I wydawalo mi sie, ze to wazne zeby te wazne postacie wspomniec jak najwczesniej. I nadal nie jestem pewna, czy moge z tego zrezygnowac... Guin, Ty czytasz po angielsku, prawda? Gdybys miala ochote przeczytac ten pierwszy rozdzial, to daj mi znac na maila moderacji (esdmod2018@gmail.com).
  • tt-tka 13.09.19, 10:31
    Nie wiem, czy ci sie to przyda, Reve, ale wlasnie mam pod reka wskazowki Prusa dla Rodziewiczowny - po tym, jak blysnela Dewajtisem, a zaraz potem dala straszna plame idiotyczna na wskros Ona - nie odmawiajac jej ani talentu, ani zamyslu, ani pracowitosci zaleca "duzo czytac (!) i myslec, bardzo uwaznie obserwowac, nie za wiele pisac, a za to bardzo wiele poprawiac"
    oraz - z pamieci, wiec niedoslownie, ale sens zachowany - Wankowicza
    "i wiesz juz, ze Kmicic przyjechal, a nie wiesz jeszcze, ze z oszmianskiego. Pisarz to nie urzednik, ktory wszystko ma wyliczyc na wstepie i po kolei - najpierw zaciekawic, potem objasnic. I o dialogach pamietaj, zwlaszcza krotkich, slow mniej, a wierszowka rosnie" :)

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • reveiled 14.09.19, 20:56
    T-tko, dziekuje Ci bardzo, ja wlasciwie do tej pierwszej rady juz sie bardzo stosuje, moze nawet troche za bardzo, bo wpadam w kolowrot poprawek, ktore powstrzymuja mnie przed pisaniem wiecej.. A co do drugiego cytatu, to tez duzo informacji zachowuje na pozniej, nawet bardzo duzo, bo wlasciwie cala powiesc jest oparta na odkrywaniu, co doprowadzilo do tego, co jest teraz, ale jednak myslalam ze te najwazniejsze postacie wypadaloby jakos blisko poczatku nie tyle przedstawic ze szczegolami, ale jakos zasygnalizowac. Ale moje trzy beta czytelniczki chyba nie calkiem sie zdarzaja, wiec nie wiem, dobrze byloby zeby ktos jeszcze spojrzal...
  • guineapigs 14.09.19, 20:10
    Reveiled napisala:
    Guin, Ty czytasz po angielsku, prawda? Gdybys miala ochote przeczytac ten pierwszy rozdzial, to daj mi znac na maila moderacji (esdmod2018@gmail.com).

    Reve, kochana, ja czytam po angielsku, ale ja nie jestem osoba, ktora ma prawo oceniac czyjas prace literacka. Ja sie juz przekonalam, ze ja nie mam tego zmyslu wlasciwego znawcom literatury i ja nie potrafie analizowac, ja moge tylko czytac i cos tam napisac o tym, co przeczytalam, ale ja nie mam zmyslu krytycznego w tej materii. Jakbym mogla cos zasugerowac, to: Bupu i Soyoasiel. Nie to, ze odrzucam Twoja propozycje, ale chodzi o to, ze ja nie jestem osoba kompetentna w takich sprawach. A tak naprawde to czuje sie zaszczycona Twoja propozyzycja. Ale znam swe mozliwosci i nie moge robic rzeczy, do ktorych Bog mie ewidentnie nie stworzyl. Nie moge podejmowac sie pouczania w materii, w ktorej nie mam rozeznania.
  • reveiled 14.09.19, 20:51
    Guin, nie chce sie narzucac, ale na tym etapie nie szukam krytyka literackiego czy redaktora, tylko beta czytelnikow, przecietnych ludzi, ktorzy wlasnie moga mi powiedziec jak przecietny czytelnik odbierze to moje pisanie ktore nie jest jakies super ambitne. Gdybys byla zainteresowana to napisz - i to samo jesli ktos inny, kto udziela sie tu niekoniecznie bardzo czesto ale na tyle zebym go kojarzyla - jesli chcecie przeczytac kilkanascie stron, to piszcie na adres moderacji, z podaniem gazetowego nicka, zebym wiedziala, z kim mam przyjemnosc. Jeszcze raz - jest to powiesc, we wczesnym stadium, o dwoch siostrach troche jakby zainspirowanych Laura i Roza, ale jednak innych, mieszkajacych w Kanadzie, i jest pisana po angielsku. Troche wiecej szczegolow w watku "Nasze pomysly literackie"
  • przymrozki 13.09.19, 15:00
    guineapigs napisała:

    > PS. Byc moze tych Wielkich Pisarzy od tych Mniejszych rozroznic mozemy wlasnie
    > po tym, ze ci Wielcy potrafia ogarnac akcje poza Glownymi Bohaterami? Nie po ty
    > m, ze pieknie pisza o przyrodzie czy wykopkach, ale ze potrafia pisac o innych
    > ludziach, miejscach i czasach niz jedna rodzina, jedno miejsce i jeden tydzien
    > z ich zycia?

    Myślę, że gdyby nie chodziło o elitarystyczny morał, dałoby się wpleść świat zewnętrzny w życie wnuków Ignacego bez większej ingerencji w fabułę. Niech Róża, zamiast schodzić ze sceny w celu prasowania niemowlęcych koszulek lub wypadów po mleko pełnotłuste, idzie na spotkanie z koleżanką. Niech Nora łazi samotnie po wertepach, wzdychając buntowniczo, bo jej najlepsza przyjaciółka pojechała na całe lato do babci w Bieszczady. Co by Łucji szkodziło poznać Jacka na imprezie u jakiejś Gośki z kursu programowania, a Ziutek mógłby zwalniać pierwszy plan na rozterki Nory wcale nie pluskając się bez dozoru w naturalnym zbiorniku wodnym, ale spędzając weekend z kolegami z klasy na działce jednego z nich. Na ślubie Józka najbardziej w ciąży Bella spokojnie mogłaby też wodzić wzrokiem po rozhulanej młodzieży akademickiej, gościach Doroty i Józefa, a nie po przyjaciołach ciotki pana młodego.

    W końcu kiedy trzeba się było pozbyć z domu Ignasia, dało się mu wymyślić kolegę-widmo, podobnie zresztą jak Grzesiowi swojego czasu (a może kolega Ignasia to syn właściciela domku z kominkiem i podzielonego na partycje dysku?).
  • apersona 03.09.19, 20:57
    Interpretacje tak różne, a ja zupełnie nie kojarzę z lektury MM światłych koleżanek Idy, w którym to tomie? Czy ktoś mógłby wkleić większy cytat z kawałkiem kontekstu?

    ciotka.scholastyka napisała:

    > "Doktor Ida Pałys (szczupła, rudowłosa i zielonooka, wciąż jeszcze ponętna i ni
    > ewątpliwie pełna młodzieńczej werwy) już nieco przekroczyła bolesną cezurę czte
    > rdziestki, a to jest całkiem sporo lat w każdym przypadku, zaś bardzo dużo - w
    > przypadku wydania na świat tęgiego noworodka o wadze urodzeniowej 4.760 gramów.
    > Słysząc tego rodzaju komplementy Ida płonęła nieopanowanym dziewczęcym rumieńc
    > em (Ziutek był owocem tygodnia, spędzonego przez państwa Pałysów na gorącej pla
    > ży Copacabana) i wdawała się w zawiły wywód o skutkach nagłej zmiany klimatu, m
    > ający ją uchronić przed potępieniem ze strony światłych koleżanek."

  • iwoniaw 03.09.19, 21:30
    Tam nie ma żadnego innego kontekstu. Światłe koleżanki pojawiają się raz, w przytoczonym akapicie. Ot, taki wywód poboczny przy wprowadzeniu postaci Kazimierza-Ziutka, jeszcze jedna okazja by pokazać, jaki świat poza Borejkami jest wstrętny...


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • apersona 03.09.19, 21:44
    > Słysząc tego rodzaju komplementy Ida ...

    A gdzie tam są komplementy?
  • tt-tka 03.09.19, 21:58
    O ile pamietam - nie chce mi sie zagladac do Sprezyny, sorki - to kolezanki twierdzily, ze Ida odmlodniala czy cos w tym stylu.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • briar_rose 06.09.19, 03:05
    Jak dla mnie jest tak w istocie i zawsze ten fragment odbierałam w ten sposób. Ida się tłumaczy światłym koleżankom, które stosują po czterdziestce normalną antykoncepcję a nie kalendarzyk małżeński. Do tego wpadła lekarka, a więc osoba która raczej powinna mieć o tych sprawach pojęcie :D A płonie rumieńcem ze wstydu, że nie umiała zadbać o antykoncepcję w tym wieku.
  • soova 06.09.19, 08:49
    briar_rose napisał(a):

    > Jak dla mnie jest tak w istocie i zawsze ten fragment odbierałam w ten sposób.
    > Ida się tłumaczy światłym koleżankom, które stosują po czterdziestce normalną a
    > ntykoncepcję a nie kalendarzyk małżeński. Do tego wpadła lekarka, a więc osoba
    > która raczej powinna mieć o tych sprawach pojęcie :D A płonie rumieńcem ze wsty
    > du, że nie umiała zadbać o antykoncepcję w tym wieku.

    Tak właśnie. Koleżanki nie są światłe dlatego, że w wieku dojrzałym seks już dla nich nie istnieje, tylko dlatego, że one stosują antykoncepcję farmakologiczną, a Ida na naturalnej wpadła. Dlatego odczuwają wyższość i dają jej to odczuć.
  • iwoniaw 06.09.19, 09:13
    one stosują antykoncepcję farmakologiczną, a Ida na naturalnej wpadła. Dlatego odczuwają wyższość i dają jej to odczuć.

    A ona, ta sama Ida, która nie ma problemu z obrażaniem nastoletniego gościa, wytykaniu wszystkim wokół prawdziwych i wyimaginowanych wad i w ogóle prezentująca niezmącone niczym samozadowolenie w każdej sytuacji, tęże wyższość uznaje i im się z rumieńcem tłumaczy, choć to akurat jest sytuacja, w której ani tłumaczyć się nie ma z czego, nie mówiąc już o opcji, iż niezbyt dziwne byłoby prawdziwe (!) zapewnienie, że jest to realizacja precyzyjnego planu. Zaprawdę zadziwiające ;-) czyżby światłe koleżanki nie wierzyły w usprawnianie logistyki poprzez sprowadzanie na świat kolejnego dziecka? :-D


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • tt-tka 06.09.19, 09:34
    Przede wszystkim - kolezanki Ide komplementuja, nic nie ma o tym, ze "daja jej odczuc wyzszosc". To sama Ida czuje sie glupio z tym, ze wpadla i tlumaczy sie, by "uchronic sie" przed czyms, co w ogole sie nie pojawilo, przynajmniej z tekstu nie wynika, by sie pojawilo !
    Byc moze Idunia nasza kochana nie szczedzilaby drwin kolezance w analogicznej sytuacji i stad jej gorace i niepotrzebne tlumaczenie sie :P

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • iwoniaw 06.09.19, 09:43
    Byc moze Idunia nasza kochana nie szczedzilaby drwin kolezance w analogicznej sytuacji i stad jej gorace i niepotrzebne tlumaczenie sie :P

    A to akurat bardzo przekonujący argument, za wyjątkiem "być może" :-D


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • soova 06.09.19, 09:51
    tt-tka napisała:

    > Przede wszystkim - kolezanki Ide komplementuja, nic nie ma o tym, ze "daja jej
    > odczuc wyzszosc".

    Chyba komplementują dziecko, że sporawe.

    To sama Ida czuje sie glupio z tym, ze wpadla i tlumaczy sie,
    > by "uchronic sie" przed czyms, co w ogole sie nie pojawilo, przynajmniej z tek
    > stu nie wynika, by sie pojawilo !

    Bo sama Ida uznaje, że to późne, a nieplanowane macierzyństwo, to jednak obciach. I jest przekonana, że skoro sama tak myśli, bo zapewne to jest mentalność jej borejkobańki, to i koleżanki mają takie samo negatywne nastawienie. Więc się im tłumaczy chwilą zapomnienia i rozregulowanym przez daleką podróż cyklem.

    > Byc moze Idunia nasza kochana nie szczedzilaby drwin kolezance w analogicznej s
    > ytuacji i stad jej gorace i niepotrzebne tlumaczenie sie :P
    >
  • briar_rose 06.09.19, 11:06
    Tak w ogóle to te jej koleżanki nie zachowują się jakoś wrednie, nawet ją komplementują:

    "- Ida! - mówiły. - Kto by pomyślał! - mówiły. - Z tym dzieckiem wyglądasz o dwadzieścia lat młodziej!"

    Za to reakcja Marka dziwi O.o

    "- Po cóż ty się tłumaczysz! - mówił, wycierając z marynarki białe ślady po Ziutku. - One ci go po prostu zazdroszczą, biedaczki. A poza tym - są zwyczajnie niegrzeczne, powiem im to kiedyś."

    Co w ich uwagach było takiego niegrzecznego to ja nie wiem.
  • tt-tka 06.09.19, 11:18

    No i znowu mam skojarzenie z Gabonem ! "Pojde, ustawie tych konowalow" i "sa zwyczajnie niegrzeczne, powiem im to kiedys" :P
    Tak, Mareczku, powiedz im to, koniecznie. A ja postoje za drzwiami i poslucham, co ci odpowiedza dorosle kobiety znienacka sztorcowane przez obcego faceta. Wzglednie popatrze, co one ci zrobia.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • iwoniaw 06.09.19, 12:51
    Jakiego obcego, toż to pan ordynator, może nawet z ich oddziału, a jak nie, to z sąsiedniego :-D
    Też bym chętnie zobaczyła tę scenę, a także następne, już w gronie wyłącznie tychże obsztorcowanych koleżanek, które ośmieliły się skomplementować Idusię, że nad podziw młodo wygląda. :-D

    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • piotr7777 06.09.19, 19:26
    > "- Po cóż ty się tłumaczysz! - mówił, wycierając z marynarki białe ślady po Ziu
    > tku. - One ci go po prostu zazdroszczą, biedaczki. A poza tym - są
    > zwyczajnie niegrzeczne, powiem im to kiedyś."

    > Co w ich uwagach było takiego niegrzecznego to ja nie wiem

    Może te "dwadzieścia lat". Ze niby wypominają Idzie jej wiek. Choć to słabe.



  • ciotka.scholastyka 08.09.19, 00:39
    briar_rose napisał(a):


    > Za to reakcja Marka dziwi O.o
    >
    > "- Po cóż ty się tłumaczysz! - mówił, wycierając z marynarki białe ślady po Ziu
    > tku. - One ci go po prostu zazdroszczą, biedaczki. A poza tym - są
    > zwyczajnie niegrzeczne, powiem im to kiedyś."

    Niegrzeczne to tutaj są "biedaczki" w ustach Marka. Pogardliwe i złośliwe.
  • przymrozki 10.09.19, 11:45
    ciotka.scholastyka napisała:

    > Niegrzeczne to tutaj są "biedaczki" w ustach Marka. Pogardliwe i złośliwe.

    To by było ekstremalnie niegrzeczne, gdyby powiedział to im. Albo w ich towarzystwie. Natomiast jeżeli żona skarży się na złośliwą koleżankę w pracy, mąż może odpowiedzieć "a to głupia krowa!". Zasadniczą funkcją takiej wypowiedzi jest wsparcie żony, a nie faktyczna ocena koleżanek.

    Nie bardzo sobie wyobrażam między bliskimi sobie osobami dialog w stylu:
    - Tak mi przykro, Tadziu, Grażka z księgowości zobaczyła mnie ze snickersem i powiedziała, że nic dziwnego, że żakiet się na mnie nie dopina!
    - Wiesz, Magdaleno, nie znam sprawy, nie było mnie przy tej rozmowie, nie będę się ustosunkowywał. Zresztą, takie konflikty w miejscu pracy są zawsze skomplikowane, włączają się emocje, zadawnione pretensje i różnorakie uprzedzenia. Absolutnie nie możesz oczekiwać po mnie, osobie jak by nie było postronnej, zajęcia stanowiska.

    Uważam, że na to się trzyma się bliskich, żeby odpowiadali oni raczej:
    - Ta Grażka to jakaś małpa, nie ma własnego życia, że się na innych wyżywa, czy co?

    Odpowiedź Marka była właściwa, a w książce zapewne miała ilustrować to, jak wspierającym mężem jest Mareczek kochany. O ile akurat nie śpi.
  • ciotka.scholastyka 11.09.19, 09:32
    przymrozki napisała:

    > ciotka.scholastyka napisała:
    >
    > > Niegrzeczne to tutaj są "biedaczki" w ustach Marka. Pogardliwe i złośliwe
    > .
    >
    > To by było ekstremalnie niegrzeczne, gdyby powiedział to im. Albo w ich towarzy
    > stwie.

    Poziom niegrzeczności wypowiedzi na czyjś temat nie zmienia się w zależności od tego, czy inkryminowana osoba słucha, czy odbywa się to za jej plecami. Naturalnie Ida może zgadzać się z Markiem i jego wypowiedzi nie potraktować jako nieeleganckiej. Natomiast ja, osoba postronna, za takową ją uważam.
  • przymrozki 11.09.19, 19:11
    ciotka.scholastyka napisała:

    > Poziom niegrzeczności wypowiedzi na czyjś temat nie zmienia się w zależności od
    > tego, czy inkryminowana osoba słucha, czy odbywa się to za jej plecami.

    Oczywiście, że poziom niegrzeczności tej samej wypowiedzi może być różny w zależności od okoliczności. Nie ma w tej kwestii skali obiektywnej niczym skala Mohsa lub Beauforta. Najmniej kontrowersyjny przykład - uwagi Idy - "powinnaś się odchudzać" rzucone podczas rozmowy z Patrycją to siostrzana zaczepka, podobne zdanie wypowiedziane wobec Magdusi to po prostu czystej wody chamstwo. Gdyby Ida powiedziała Markowi, wśród innych szeptanych tajemnic alkowy, "Magda powinna się odchudzić!" też nie mielibyśmy do czynienia z naruszeniem zasad współżycia społecznego. Ida w ramach wolności swojego sumienia ma prawo być stuknięta na punkcie diet i na to ma bliskich, by przy nich być sobą. Fakt, przy innych ma się hamować z artykułowaniem swoich arbitralnych sądów, o ile nikt jej o zdanie nie pyta.

    Tak samo można uważać czyjąś fryzurę za nietwarzową, imię dziecka za pretensjonalne, a styl życia za moralnie odpychający. Wszystko to, oczywiście, o ile nie komunikuje się tego szerokiemu światu.

    Poza tym, jak by ta rozmowa miała wyglądać? Marek powinien był powiedzieć zmartwionej żonie "nie znam sytuacji, Ido, nie będę się wypowiadał, a na przyszłość proszę cię, abyś nie wtajemniczała mnie w spory pomiędzy sobą a nieznanymi mi osobami, gdyż jestem mężczyzną aliganckim i jako taki wypowiadam się albo pozytywnie, albo wcale"? No jakoś nie mam przekonania, że to byłoby lepiej.
  • tt-tka 11.09.19, 19:14
    Ale o jakiej rozmowie w ogole mowa ???
    Kolezanki mowia Idzie, ze wyglada o 20 lat mlodziej, a Marek na to, ze one zazdroszcza i sa zwyczajnie niegrzeczne ?

    Co najwyzej moglby przytaknac, ze tak, da pysznie wyglada i w ogole nie odnosic sie do kolezanek !

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • przymrozki 12.09.19, 14:11
    tt-tka napisała:

    > Co najwyzej moglby przytaknac, ze tak, da pysznie wyglada i w ogole nie odnosic
    > sie do kolezanek !

    Ponieważ Marek w swojej szeroko komentowanej wypowiedzi odniósł się do tematu niegrzecznych koleżanek, zakładam, że sugestia ich złośliwości względem czterdziestoletniej ciężarnej została włożona przez autorkę w usta Idy. Alternatywnie, mogłaby być wypowiedziana tylko przez narratora wszechwiedzącego, ale wtedy uwaga Marka byłaby nie przypiął, ni przyłatał.

    Rozmowę, sądząc po relacji autorki, wyobrażam sobie tak:
    - Koleżanki niby mi mówią, że świetnie wyglądam, ale wyraźnie czuję, że się ze mnie śmieją. Tłumaczę się, jak mogę, że ten egzotyczny wyjazd rozregulował mi gospodarkę hormonalną...
    - A po co się tłumaczysz? jakieś niegrzeczne te twoje koleżanki, powiem im to kiedyś!

    A nie:
    - Baśka powiedziała, że pięknie wyglądam, Marta, że odmłodniałam, a Danusia, że promienieję.
    - A to bezczelne, zazdrosne krowy!
  • tt-tka 12.09.19, 15:32
    przymrozki napisała:

    > Rozmowę, sądząc po relacji autorki, wyobrażam sobie tak:
    > - Koleżanki niby mi mówią, że świetnie wyglądam, ale wyraźnie czuję, że się ze
    > mnie śmieją. Tłumaczę się, jak mogę, że ten egzotyczny wyjazd rozregulował mi g
    > ospodarkę hormonalną...
    > - A po co się tłumaczysz? jakieś niegrzeczne te twoje koleżanki, powiem im to k
    > iedyś!

    Kolezanki niegrzeczne, bo Ida "wyraznie czuje" :P

    W relacji narratora takze nie ma mowy o smianiu sie czy przytykach.
    Zatem oceniac kogos na podstawie relacji histeryczki jest gut i swiadczy o byciu dobrym, wspierajacym mezem. Hm. Hm, hm.





    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • przymrozki 13.09.19, 14:35
    tt-tka napisała:

    > W relacji narratora takze nie ma mowy o smianiu sie czy przytykach.

    Ale z narracji nie wynika też, żeby Marek (przynajmniej wówczas) uważał Idę za przewrażliwioną histeryczkę, która wymyśla sobie przytyki i inne przykrości. Skoro żona powiedziała, że koleżanki się z niej śmieją, to mąż uwierzył, że tak było w istocie. Komu ma wierzyć, jak nie jej. Jest to zupełnie rozsądna reakcja na skargi najbliższych osób, jakoś nie wyobrażam sobie troskliwego męża mówiącego "na pewno przesadzasz, wiesz jaka jesteś" lub "swoimi kanałami sprawdzę, czyt to prawda i ustosunkuję się do twojej wypowiedzi w terminie przyszłym".

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka