Dodaj do ulubionych

Wrześniowe wesele

15.09.19, 19:00
Właśnie wróciliśmy z wesela. Odbywało się w eleganckim hotelu, nie pod gruszą, był alkohol, zespół, wodzirej, chyba z ośmiu kelnerów (na jakąś setkę gości), ale ja nie o tym.

Otóż, rozgrzani atmosferą, tańcami, jedzeniem i popitką, wychodziliśmy od czasu do czasu na zewnątrz - pogadać, rozprostować nogi, wypalić papierosa, ochłonąć. Po czym po maksymalnie piętnastu minutach wracaliśmy kurcgalopkiem do środka, przeraźliwie zziębnięci.

Zarówno wczoraj, jak i dzisiaj, pogoda w dzień była super (po przyjeździe wzięliśmy plecaki i jeszcze przed ślubem w kościele zrobiliśmy małe dziesięć km po górach, a dzisiaj - jako że po weselu - dostojny spacer dokoła jeziora). Świeciło słońce, było ciepło, aż żal było odjeżdżać.

A zmierzam po prostu do tego, że niniejszym potwierdziłam, że wesele pod koniec września w ogródku to kompletna bzdura. Nawet jeżeli goście rozjechaliby się o 22-giej.
Edytor zaawansowany
  • ciotka.scholastyka 15.09.19, 19:04
    Teraz sobie wyobraźcie tych wszystkich józworotkowych gości, odzianych bynajmniej nie w szuby, niektórych bardzo już wiekowych jak siedzą w ogrodzie przy stołach do późnego wieczora...
  • miodowocytrynowa 15.09.19, 19:47
    I to jeszcze bez alkoholu, który jak wiadomo rozgrzewa od środka! Ino przy kawce i herbatce
  • bupu 15.09.19, 19:48
    ciotka.scholastyka napisała:

    > Teraz sobie wyobraźcie tych wszystkich józworotkowych gości, odzianych bynajmni
    > ej nie w szuby, niektórych bardzo już wiekowych jak siedzą w ogrodzie przy stoł
    > ach do późnego wieczora...

    A reumatyzm i zapalenie płuc tym bardziej wiekowym radośnie chichoczą zza kołnierza.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 15.09.19, 19:58
    A opetana higiena Ida czy lekarz Kowalik ida do tojtojki, po czym wracaja do stolu... i nic a nic im nie przeszkadza, ze nie ma gdzie umyc rak...

    PS zmarznieci zapewne rozgrzewali sie przy tym ognisku rozpalonym w sadzie, miedzy wisniami :P

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • miodowocytrynowa 15.09.19, 20:04
    tt-tka napisała:

    > A opetana higiena Ida czy lekarz Kowalik ida do tojtojki, po czym wracaja do st
    > olu... i nic a nic im nie przeszkadza, ze nie ma gdzie umyc rak...
    >
    > PS zmarznieci zapewne rozgrzewali sie przy tym ognisku rozpalonym w sadzie, mie
    > dzy wisniami :P

    Jakiej tojtojki, myślisz TT-tko, ze chytre babunie wykosztowały się na tojtojkę? A do lasu, albo pod krzaczek, ziemię się użyźni. Do siebie do łazienki przecież nie wpuszczą, wodę trzeba spuszczać, ile to pieniędzy pójdzie;)
  • tt-tka 15.09.19, 20:14
    Do siebie babcie na pewno nie wpuszcza (no, moze Ide), ale chyba bylo o tojtojce ? Jednej na sto osob - nie mam pojecia, jaka toto ma pojemnosc, ale ciut przymalo mi sie wydaje.

    PS na siusiu to mozna isc gdzies za krzaki (sa tam krzaki w poblizu ? las na pewno jest troszke dalej), ale w grubszej potrzebie zimno i niewygodnie... a rankiem goscie zobacza posiadlosc Derotki obrosnieta podpapierczakami :)

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • m.y.q.2 16.09.19, 12:11
    tt-tka napisała:

    > A opetana higiena Ida
    W McDusi jest rysunek, na którym wracająca z zakupów Ida, trzyma w rękach cztery wyładowane artykułami spożywczymi torby, pod pachę zaś niefrasobliwie wepchnęła dwie bagietki luzem. Pani doktor przyciska pieczywko miłośnie do swego ulubionego kożuszka, zbierając bagietkami wszelkie zanieczyszczenia wierzchniego okrycia zimowego. Czy ta scenka świadczy o opętaniu higieną?
    A żeby było śmieszniej, od pierwszego kopa czepia się Magdy że na pewno nie umyła rąk po podróży.







    --
    Niektórzy są przekonani, że ich kaganiec to przyłbica.
    St.Jerzy Lec
  • tt-tka 16.09.19, 12:55
    Ale sama rece myje, a nawet szoruje !

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • m.y.q.2 16.09.19, 13:14
    Tak, po przyjściu do domu. Czy te bagietki brała czystymi rękami?
    Pieczywa się nie da umyć, chyba, że Borejkowie je opalają nad gazem, inaczej, nie ma zmiłuj - wpylają skażone niewiadomoczym bagietki.

    --
    Zanim prawda założy buty, kłamstwo obiegnie cały świat.
    Terry Pratchett
  • tt-tka 16.09.19, 13:23
    Bagietki brala nie wiadomo jakimi rekami, ale jadla czystymi. Myla rece przed jedzeniem. Czyli - zarelko moze byc przybrudzone, ale rece maja byc czyste ! A wlasnie rak umyc na tym weselu zupalnie nie ma jak.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • m.y.q.2 16.09.19, 13:29
    Nie bardzo pamiętam treść ostatnich tomików, ale coś mi się po rozumie obija ruinka Idy. Jeżeli to nie bardzi daleko, to może tam się ręce myje? Albo u Chrobota.

    --
    Najzdrowsze jest jedzenie niezjedzone.
  • m.y.q.2 16.09.19, 13:29
    Nie bardzo pamiętam treść ostatnich tomików, ale coś mi się po rozumie obija ruinka Idy. Jeżeli to nie bardzi daleko, to może tam się ręce myje? Albo u Chrobota.

    --
    Niektórzy są przekonani, że ich kaganiec to przyłbica.
    St.Jerzy Lec
  • iwoniaw 16.09.19, 22:11
    Ruinka jest zdecydowanie oddalona od domostwa Dorotki, Nora przemierza tę trasę przy użyciu roweru i nie trwa to pięciu minut, więc bardzo wątpliwe, by Ida w trakcie wesela chodziła tam w celu jakimkolwiek.


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • iwoniaw 16.09.19, 22:11
    Ruinka jest zdecydowanie oddalona od domostwa Dorotki, Nora przemierza tę trasę przy użyciu roweru i nie trwa to pięciu minut, więc bardzo wątpliwe, by Ida w trakcie wesela chodziła tam w celu jakimkolwiek.


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • turzyca 17.09.19, 11:21
    >ida do tojtojki, po czym wracaja do stolu... i nic a nic im nie przeszkadza, ze nie ma gdzie umyc rak...

    Współczesne tojtojki mają umywaleczki.
    I kosztuje taka kabina z dowozem i wywozem jakieś 200 złotych.

    --
    Dzenderowy potfur A.D. 1904
  • tt-tka 17.09.19, 12:41
    I wody w tych umywaleczkach starczyloby na ponad sto osob ? No, piecdziesiat, mozemy zalozyc, ze czesc biesiadnikow rak nie myje po skorzystaniu z toalety :)
    Serio pytam, nie korzystam, nie widzialam.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • turzyca 17.09.19, 16:04
    Zakładam że tak, to ma spory baniak, powinno wystarczyć na kilka dni.
    No i firma człowiekowi dobierze wszystko według życzenia, na ile osób, czy jakieś dodatki typu właśnie woda lub oświetlenie. To drugie zawsze powoduje u mnie problem decyzyjny, bo ciemna tojtojka nie jest fajna. Ale teatr cieni też nie bardzo.

    --
    "Zaproszenie wykonane jest z białego gładkiego papieru i ma zaokrąglone rogi. Na rzeczenie Klienta rogi mogą pozostać ostre."
  • tt-tka 17.09.19, 17:41
    Czekaj, czy takie tojki byly do wypozaczenia w czasie akcji CZ ? Bo ostatnie w Polsce ogladalam w 2016 roku i takich luksusow nie bylo... a jesli byly, to o ile drozsze od zwyklych ? Nie zapominaj, KTO by ewentualna tojke oplacal i nie sa to osoby slynace z rozmachu w sypaniu groszem :P

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • turzyca 18.09.19, 12:07
    Nie umiem udowodnić, że były w Wielkopolsce w 2016, ale były w początku XXI na lepszych mazurskich kempingach, to może w Wielkopolsce 15 lat później też były dostępne.

    Cena 200 złotych to już ta wersja luksus.

    --
    Dzenderowy potfur A.D. 1904
  • tt-tka 18.09.19, 12:31
    turzyca napisała:

    > Nie umiem udowodnić, że były w Wielkopolsce w 2016,

    Turzyca, ale ja pytam, a nie zadam dowodow :)
    Ta, ktora widzialam ad 2016 moznosci umycia rak nie dawala, ale wszystkich przeciez nie ogladalam, dlatego pytam.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • mamuka_z_boru 18.09.19, 10:19
    Tojtojki mają jakiś płyn dezynfekujcy; byłam ostatnio na imprezie plenerowej, gdzie przewidziano dwie tojtojki na osiemdziesiąt osób - moje pierwsze w życiu bliższe spotkanie z tojtojką :). I choć zarzekałam się, że nigdy nie skorzystam z oślizłego przybytku przenośnego, to musiałam zweryfikować wgrane w głowę uprzedzenia. W środku nie śmierdziało, a ręce myło się płynem dezynfekującym, płynącym do mikroumywaleczki po naciśnięciu pedału - takie zabezpieczenie, żeby uniknąć możliwości zostawienia odkręconego kranu. Takie tojtojki montowane są np. na ogrodach działkowych jako pełnoprawne zaplecze higieniczno-sanitarne, więc na wesele, choćby na 100 osób powinny wystarczyć. Tylko, psze państwa, to kosztuje piniądze! Już widzę, jak babcie ochoczo wydają parę stówek na urynarny komfort borejczych gości.
  • iwoniaw 18.09.19, 10:32
    Nie babcie, tylko Teresa, jedyna w tym towarzystwie skłonna płacić za cokolwiek i zamawiająca usługi okołoweselne za pieniądz, podczas gdy babcie snują wizję, co to kto "przyniesie", a Ida bez mrugnięcia przyjmuje stwierdzenie Teresy, że wszystko pod kontrolą i nie czuje się w obowiązku do tej "kontroli" dokładać sama z siebie. Józek i Dorota tkwią zaś w katalepsji patrząc sobie w oczy i nie obchodzi ich nic (co, w sumie, mnie nawet tak bardzo nie dziwi - wszak oni chcą ślubu, a wesele jest dla babć - bo co by ludzie powiedzieli, gdyby nie było wesela - oraz borejczych krewnych i znajomych, z których Józek część nawet miał okazję kiedyś widzieć wcześniej :-D)


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • tt-tka 18.09.19, 10:40
    mamuka_z_boru napisała:

    > Tojtojki mają jakiś płyn dezynfekujcy; byłam ostatnio na imprezie plenerowej, g
    > dzie przewidziano dwie tojtojki na osiemdziesiąt osób

    Dwie na osiemdziesiat. A tam jedna na ponad setke :)






    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • turzyca 18.09.19, 12:08
    To wyłącznie kwestia długości kolejki a nie pojemności samej tojki.

    --
    Kółka się kręcą?
  • tt-tka 18.09.19, 12:33
    turzyca napisała:

    > To wyłącznie kwestia długości kolejki a nie pojemności samej tojki.
    >

    A jaka jest pojemnosc ? Serio pytam (i tylko pytam, nie wiem tego).

    Oraz wesele spedzane w kolejce do kibelka... no, czemu nie ? Na swiezym powietrzu w koncu stoja, a tlok przed tymi drzwiami to borejcza tradycja :)


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • guineapigs 18.09.19, 19:10
    Tt-tka rozwaza mozliwosc spedzenia wesela tak:
    'Oraz wesele spedzane w kolejce do kibelka... no, czemu nie ?'

    Poruszone tu juz zostaly aspekty temperatury oraz tzw. 'potrzeby'. Owszem, sluszne argumenty tu padaly. Ja zas chce zwrocic uwage jeszcze na to, ze bez jakiegokolwiek zadaszenia goscie sa narazeni na to, ze im w zupie beda plywac liscie i inne elementy przyrody spadajace z drzew, w tym takze - pardon - potrzeby ptasie. Kiedys bylam na weselu a la piknik ale tam przyjecie zorganizowano w namiotach wojskowych, specjalnie przygotowanych (drewniana podloga, oswietlenie).
    Poza tym jakkolwiek u Borejkow sie kobiety moze nie maluja za bardzo, ale nie wyobrazam sobie, by nie zapewnic innym kobietom, tym oczywiscie pustym i proznym, jakiegos dostepu do lustra. Tusz sie moze rozmazac, szminka zjesc, fryzura podniszczyc, a po kilku tancach to trzeba i nosek przypudrowac... Ja wiem oczywiscie, ze to sa przyziemne potrzeby ludzi niskich duchem, ale z drugiej strony: byl kto na weselu, gdzie sie tylko li i jedynie dyskutuje o filozofii? Ja nie mowie, ze zupelnie nie, ale tylko?
    Ja moze jestem uboga duchem, ale siedzenia spokojnie wsrod tlumu ludzi ze swiadomoscia, ze mi tusz splywa z lewego oka i nie moge tego sprawdzic plus opanowac - sobie nie wyobrazam.
    Moim zdaniem to wesele ala MM to taka sielanka, w sensie 'gatunek literacki', czyli idealizowanie, idyllicznienie (to chyba moje slowo? Wpadl kto wczesniej na to, by tak urobic od 'idylla'?) zycia wiejskiego i jego aspektow.
    Az chce sie krzyknac: TRZA BYC W BUTACH NA WESELU!
    No i kurde, tak mi sie pokojarzylo, ze az chyba zaraz poczytam 'Wesele' Wyspianskiego (musi byc w necie). Jak to cudownie jest czytac swietne ksiazki wtedy, kiedy nie musisz (do szkoly na zaliczenie), a chcesz - bo sama widzisz, ze to swietne. Jestem chyba Marzeniem Polonisty - stara baba (46 plus), z zawodu koniarz, i siega dobrowolnie po 'Wesele' - a nie po Greya, autobiografie Kim Kardaszian etc.
  • tt-tka 18.09.19, 20:54
    guineapigs napisała:

    Ja zas chce zwrocic uwage jeszcze na to, ze bez jakieg
    > okolwiek zadaszenia goscie sa narazeni na to, ze im w zupie beda plywac liscie
    > i inne elementy przyrody spadajace z drzew, w tym takze - pardon - potrzeby pta
    > sie.

    ...co zapewne znaczaco wydluzy kolejke do slawojki, pardon, tojtojki. Wzglednie ogrodek i okolice beda ozdabiac nie tylko podpapierczaki, ale i pawie. Pawie biale, pawie niedbale...


    > Ja moze jestem uboga duchem, ale siedzenia spokojnie wsrod tlumu ludzi ze swiad
    > omoscia, ze mi tusz splywa z lewego oka i nie moge tego sprawdzic plus opanowac
    > - sobie nie wyobrazam.


    A TO ZEZUJ, MOJA ZLOTA
    tez ide Wesele poczytac. Dzieki za dobry przyklad :)



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • soova 15.09.19, 23:30
    Wróciłam właśnie ze srebrnego wesela, które po zmroku przeniosło się jednak do domu, bez względu na rozpalone ognisko, i już wczoraj miałam takie same refleksje.
  • tt-tka 16.09.19, 00:32
    A do ktorej w ogole trwala ta weselna impreza ogrodkowa i od ktorej, pamieta ktosia ? Bo mnie sie cos tak... ze sam slub byl po poludniu (a przynajmniej nie rano), pieciu minut nie trwal, tylko ciut dluzej, sam powrot powozka to tez okolo godziny...

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • przymrozki 16.09.19, 08:50
    Zależy, jaki wrzesień. Rok temu było tak upalnie, że przy organizowaniu wesela na świeżym powietrzu myśleć zawczasu to należało raczej o jakimś cieniu dla sercowców. Pytanie, jak było w 2017 r. Nie znam też podpoznańskich zwyczajów w tej kwestii, ale w mojej okolicy tradycyjne, wiejskie wesela zaczynają się w południe. Msza rano, pierwsze danie we wczesnej porze obiadowej, ostatni goście idą zbierać siły na poprawiny najpóźniej koło północy.

    Inna rzecz, że niezbyt rozsądnie jest planować uroczystość, której powodzenie zależy w 80% od wystąpienia stosunkowo rzadkiej w naszym klimacie pogodowej anomalii tzn. 20 stopni we wrześniu po zmroku.
  • armari 16.09.19, 10:21
    przymrozki napisała:

    > Inna rzecz, że niezbyt rozsądnie jest planować uroczystość, której powodzenie z
    > ależy w 80% od wystąpienia stosunkowo rzadkiej w naszym klimacie pogodowej anom
    > alii tzn. 20 stopni we wrześniu po zmroku.

    A właśnie - czy Jóźwinowie miieli jakiś plan B na wypadek burzy z piorunami (albo chociaż nagłego ochłodzenia połączonego z opadami)?
  • tt-tka 16.09.19, 10:30
    Nie mieli, a przynajmniej czytelnikowi nic w tym temacie nie wiadomo.

    Pliiiiz jeszcze raz, czy kto pamieta (w ogole czy bylo ?), w jakiej porze dnia i nocy, godziny od-do sie ta impreza odbywala ?

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • przymrozki 16.09.19, 10:53
    tt-tka napisała:

    > Nie mieli, a przynajmniej czytelnikowi nic w tym temacie nie wiadomo.

    Nie mieli prawie na pewno. Ewentualny plan B musiałby powstać w ostatniej chwili i w głowie Teersy (zawartość głowy Idy znaliśmy z jej maili i wiemy, że możliwość burz lub chłodów nie była roztrząsana nawet w rozmowie z praktyczną Patrycją). No i na czym plan ów miałby polegać? jakiś namiot-ninja wyłaniałby się z nicości?

    Oczywiście, w razie deszczu mogliby wszyscy wejść do domu. Raczej by się zmieścili, choć być może tylko na stojąco.




  • tt-tka 16.09.19, 11:00
    Bo ja wiem, czy by sie zmiescili... tam byly trzy pokoje i kuchnia. Po dwadziescia osob na pomieszczenie, dosc ciasno stloczonych - no chyba ze gore tez by mlodzi udostepnili, to wtedy tak. A stoly, nakrycia, potrawy, ciasta etc ?

    Juz widze ! Kilka osob, w tym niezawodny na kazda okazje doktor Kowalik (lat miedzy 70 a 80) stoi z parasolami w ogrodku, troskliwie awyzerke, a reszta scisnieta jak sledzie w beczce przeczekuje opady na stojaco :)

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • tt-tka 16.09.19, 11:02
    troskliwie OSLANIAJAC wyzerke mialo byc !

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • armari 16.09.19, 13:11
    przymrozki napisała:

    No i na czym plan ów miałby polegać? jakiś namiot-ninja wyłaniałby się z n
    > icości?

    Wiem! Pawilon Patrycji! Wprawdzie był w teorii skromnym pawilonem dla kilku gości, ale domek Flobrostwa tez był kiedys skromny, póki nie przemienił się w Foplicowo. Jestem pewna, że pawilon posiada równie magiczne własciwosci, co reszta włosci Pulpy i w razie potrzeby grzecznie powiększyłby się do odpowiednich rozmiarów.

    Ewentualnie właściwosci gumy mogłaby zaprezentować jadalnia Pulpecji.
  • tt-tka 16.09.19, 13:21
    A jaka jest odleglosc od dorotkowa do floplicowa ? I goscie tak truchtem w deszczu ? Bo zaparkowac kilkudziesieciu autek u Gorskich nie ma jak (u Deroty zapewne parkuja na polu Chrobota)

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • armari 16.09.19, 14:04
    tt-tka napisała:

    > Bo zaparkowac kilkudziesieciu autek u Gorskich nie ma jak (u Deroty zapew
    > ne parkuja na polu Chrobota)
    >

    Bluźnisz, dobrodziejko. Podwórza soplicowskie także dostosują się do liczby samochodów. W ostateczności Kowalik zaparkuje wsród moreli, ciężarna Bella - między porzeczkami, a Bebe obok katalpy i berberysu.
  • tt-tka 16.09.19, 14:12
    armari napisał(a):


    > Bluźnisz, dobrodziejko. Podwórza soplicowskie także dostosują się do liczby sam
    > ochodów. W ostateczności Kowalik zaparkuje wsród moreli, ciężarna Bella - międz
    > y porzeczkami, a Bebe obok katalpy i berberysu.

    No moze, moze... a polmiski i reszte zastawy goscie wezma na kolana. Masz racje, da sie przeniesc wesele do Pulpiszonow, gdyby sie rozpadalo :)


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • przymrozki 16.09.19, 15:10
    tt-tka napisała:

    > No moze, moze... a polmiski i reszte zastawy goscie wezma na kolana. Masz racje
    > , da sie przeniesc wesele do Pulpiszonow, gdyby sie rozpadalo :)

    Jak nie można zawieźć Mahometa pod górę, trzeba zawieźć górę do Mahometa. Czyli pawilon przyniesie się do Rumianków. Taką mam koncepcję.

    Zresztą, bez przesady. Dom pewnie miał przynajmniej z 70 metrów, więc sto osób się na stojąco zmieści. Problem będzie z ciężarną Bellą lub innymi gośćmi rozrośniętymi wszerz, ale im można wręczyć po pęcie kiełbasy i posłać na dalszą zabawę do ich własnych aut. W czasie burz samochody sprawdzają się doskonale, działają jak klatka Faradaya. A młodzież może ewentualnie dotrzymywać towarzystwa kurom.
  • marzenna114 19.09.19, 13:41
    Tak mi się jeszcze przypomniało, że ostatnio mama opowiadała o weselu swoim lub którejś z sióstr. Wesele było wiejskie w domu panny młodej. Przed domem była zrobiona podłoga z desek do tańca i zadaszenie (chyba z jakiejś płachty na wypadek deszczu). I dobrze zrobili, bo lało jak z cebra. Musieli chyba nawet od czasu do czasu zlewać tę wodę. Stoły dla gości były jednak w domu - ludzi było dużo, bo wynosili część mebli, żeby wszystkich pomieścić. Na pewno była też wynajęta kucharka, która przez tydzień piekła i gotowała (chyba z pomocą rodziny). Tak, że pomysł wesela bez zabezpieczenia na wypadek deszczu jest całkowicie absurdalny i nawet pół wieku temu nikt nie wpadłby na taki pomysł. Jeżeli już miało być tanie wesele, to można było napisać, że wynajęto salę (np. w remizie), zrobiono własne dekoracje, zatrudniono kucharkę i z pomocą rodziny przygotowano przejęcie. Też słyszałam, że właśnie współcześnie w ramach oszczędności tak przygotowywano wesele (a było to kilka miesięcy temu). Nawet na drugi dzień po weselu rodzina zmywała wszystkie naczynia (bo też były wypożyczone razem z salą i trzeba było sprzątać we własnym zakresie), ale za to cena wynajmu była śmiesznie niska. Tak jak opisała to autorka to można zrobić grilla w ogrodzie dla kolegów ze studiów (w ramach przyjęcia po weselnego). I mieć zabezpieczenie w domu na wypadek deszczu.
  • kooreczka 19.09.19, 15:11
    Wesela gospodarskie mają się świetnie i dziś- jako osoba biorąca udział w licznych od przygotowania do sprzątania mogę zaświadczyć, że to co MM opisała to "jak miastowe wyobrażają sobie wieś"
    -Ani jedno nie było w domu- wynajmowano zazwyczaj remizy, domy kultury (zazwyczaj siedziba KGW), czasem szkoły- ważne żeby miało miejsce pod dachem, sanitariaty i przemysłowa kuchnia na miejscu, miejsce na nagłośnienie i wysprzątać łatwo.
    -Zaproszenia są oficjalne, najpierw telefoniczne, potem papierowe, najbliższych w miarę możliwości zaprasza się osobiście. Niezproaszeni mogą robić bramy, ale nie do pomyślenia jest wbijanie na wesele.
    -Wesela składkowe to raczej miejski pomysł, budzący pewne zgorszenie. Czasem cukiernik-amator zrobi tort czy jakieś wystawniejsze ciasto w ramach prezentu, sprezentuje się świniaka albo mięsa- szczytem szyku jest zimna płyta z długo rosnącej "tradycyjnej" świni, bez pasz przemysłowych.
    -Gotuje się we wspomnianej przemysłowej kuchni rękami wynajętych kucharek plus dowolna liczba pomocników wolontariuszy do obierania ziemniaków (albo pilnowania maszyny), lepienia klusek, krojenia, ubijania, nabijania. Jest wesoło, gra muzyka, dużo alkoholu.
    -Alkohol kupiony hurtowo
    -Kolega jako DJ
    -Kelnerują i sprzątają nastolatki za relatywnie tanie pieniądze.
    -Mniej więcej do lat 80 w moim rejonie pojawiła się moda, żeby nastolatków przed maturą nie sadzać ciasno razem, bez miejsc, a potem siada kto gdzie chce
    -Rozwozi miejscowy właściciel busika (zawsze jest taki)- starsi rozlokowani po krewnych na łóżkach, kanapach i materacach, młodzież ma miejsce w śpiworze.
  • bupu 21.09.19, 14:34
    kooreczka napisał:

    > Wesela gospodarskie mają się świetnie i dziś- jako osoba biorąca udział w liczn
    > ych od przygotowania do sprzątania mogę zaświadczyć, że to co MM opisała to "ja
    > k miastowe wyobrażają sobie wieś"
    > -Ani jedno nie było w domu- wynajmowano zazwyczaj remizy, domy kultury (zazwycz
    > aj siedziba KGW), czasem szkoły- ważne żeby miało miejsce pod dachem, sanitaria
    > ty i przemysłowa kuchnia na miejscu, miejsce na nagłośnienie i wysprzątać łatwo

    Remizy OSP cieszą się wzięciem, bo strażaki ochotniki za salę biorą niewiele. A latek kilka temu byłam na weselu w Gminnym Ośrodku Kultury wyprawianym.



    > -Zaproszenia są oficjalne, najpierw telefoniczne, potem papierowe, najbliższych
    > w miarę możliwości zaprasza się osobiście. Niezproaszeni mogą robić bramy, ale
    > nie do pomyślenia jest wbijanie na wesele.

    Wbijanie nieproszonym na wyzerkę było zawsze straszliwym wykroczeniem przeciw wiejskiej etykiecie.


    > -Wesela składkowe to raczej miejski pomysł, budzący pewne zgorszenie. Czasem cu
    > kiernik-amator zrobi tort czy jakieś wystawniejsze ciasto w ramach prezentu, s
    > prezentuje się świniaka albo mięsa- szczytem szyku jest zimna płyta z długo ros
    > nącej "tradycyjnej" świni, bez pasz przemysłowych.
    > -Gotuje się we wspomnianej przemysłowej kuchni rękami wynajętych kucharek plus
    > dowolna liczba pomocników wolontariuszy do obierania ziemniaków (albo pilnowan
    > ia maszyny), lepienia klusek, krojenia, ubijania, nabijania. Jest wesoło, gra m
    > uzyka, dużo alkoholu.

    Toż już na weselu u Boryny kucharowały Jewka z Jagustynką, na tę okazję wynajęte. A dobre kucharki są polecane poszukującym za pomocą gminnej poczty pantoflowej. Często zresztą panie z lokalnych KGW dorabiają tym sposobem na działalność.



    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka