Dodaj do ulubionych

O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opadly.

27.10.19, 23:16
Otoz jakis czas temu przeczytalam, ze dzielo B. Lipinskiej, analizowane na stronie NAKW, bedzie filmowane. Potem okazalo sie, ze Netflix to zrobi. No nie wiem, co napisac... Pewnie zapakuja to g...no w zloty papierek i sprzedadza gawiedzi. Sprytny, nowoczesny montaz, ladne widoki, piekni aktorzy - i pojdzie. Straszne to jakies, straszniejsze niz najgorsze wizje recenzentow pierwszego polskiego wydania 'Mechanicznej Pomaranczy' (kto czytal, ten wie...).
I mam kilka uwag odnosnie ekonomii i kultury (obie to nauki spoleczne, wiec sie jakos uzupelniaja):
1. Jest teoria czy wrecz prognoza. ze spoleczenstwo podzieli sie na biednych i bogatych, bez klasy sredniej. Innymi slowy, plebs versus bogacze, nic pomiedzy (brak tego, co bylo burzuazja, mieszczanstwem itp). Slowem: biedacy czytajacy gowno i bogacze czytajacy Szekspira. Nie wiem, czy sie z tym zgodzic jesli chodzi o Polske. Tu zawsze byli biedacy co czytali Szekspira - taka fanfaronada. No dobra, to koniec zartow. W Polsce nie bylo tak ostatnio, zeby cenzus majatkowy wyznaczal cenzusa kultury, wrecz przeciwnie bylo.
2. Nie bylo az takich roznic jak w Indiach czy UK, wiec bez problemu elita intelektualna Polski czula sie/byla elita intelektualna - bez wzgledu na stan posiadania majatku. Profesor literatury nie musial miac mieszkania by byc 'klasa sredna', wystarczylo, by mial etat/etaty i mieszkanie komunalne/mieszkal z tesciami.
3. Pojscie ekonomicznie w gore zawsze wiaze sie z kultura/estetyka itp. Im kto wyzej finansowo, tym sie chce ladniej/lepiej/wygodniej urzadzic. Sa wyjatki potwierdzajace regule (Nikifor swego czasu, Stryjenska - ale tu chyba mamy do czynienia z czyms zgola innym...).
4. Mozna i odwrotnie - ciagnac atrakcyjna kultura i nauka wydobyc delikwenta z nizu spolecznego, dzialajac na poczucie tej jednostki zdolnej czy ambitnej . Wsrod spolecznosci Lemkowskiej, chlopskiej, sa takie przyklady.
5. I do czego zmierzam: nie znam takich zachowan w historii, by ludzi celowo wpakowywac w worek 'niech czyta byle gowno'. Owszem, byly powiesci takie hmmm, hmmm, jak Tredowata, ale w dzisiejszych czasach Tredowata to chyba wzor jak pisac powiesc (????). Byly te Harlekiny - ale sie opatrzylo. Takie zachowania - to chyba dopiero teraz. Podle czasy.
6. Nie jestem z wielkich nazwisk, ale u mnie, w biednych klimatach, zawsze byl czas na rozmowe o literaturze, sztuce. Od rodzicow nie wymagalam wiele - byle mi dali mozliwosc czytania i uczenia sie od innych (i przystali rodzice - a dziwic sie temu? Mniej pieniedzy na inne cele!)
7. Kultura tez ma przyciagnac srodki - a nie ze tylko srodki przyciagaja kulture.
8. Hmmm... Teraz najdrozsza forma wypoczynku jest: pojechac na pustelnie/erem, bez telefonu, bez zasiegu, cieszyc sie co rano lanem zboza a co wieczor niebem, a w miedzyczasie czytac Biblie... O RYLY? Tyle to ja mialam jako licealistka bez kasy - a teraz to luksus? Czasy sie zmieniaja.
Obserwuj wątek
    • mika_p Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 28.10.19, 01:29
      Ad 5 - nie słyszałaś nigdy o literaturze dla kucharek? Za Wikipedią:
      "Literatura ta nie pozostawia po lekturze pytań ani refleksji o charakterze egzystencjalnym. Fabuła jest schematyczna i typowa dla reprezentowanego gatunku powieści (romans, powieść sensacyjna lub science-fiction). Powieści pisane były często na zamówienie, a wątki cieszące się większą popularnością przybierały formę serii wydawniczych."
      pl.wikipedia.org/wiki/Literatura_wagonowa

      Tyle, że aby czerpać zyski z masowej sprzedaży kiepskiej literatury, najpierw trzeba mieć rynek zbytu, czyli masę ludzi potrafiących czytać na tyle biegle, by czerpać przyjemność z lektury - powszechne szkolnictwo podstawowe, XIX wiek w Europie.

      W gospodarce centralnie sterowanej, a taką mieliśmy w Polsce po II wojnie światowej, zysk nie był czynnikiem specjalnie branym pod uwagę, raczej czystość ideowa, to i masówka niskiego lotu się nie pojawiała (o ile nie rozpatrujemy tzw. produkcyjniaków).

      Telenowele mają swoją stałą widownię, a disco polo słuchaczy.

      --
      Dziewczyna, która opanowała mechaniczną skrzynię biegów, poradzi sobie w życiu. Carrie Bradshaw
      • przymrozki Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 28.10.19, 08:09
        mika_p napisała:

        > Ad 5 - nie słyszałaś nigdy o literaturze dla kucharek?
        > Tyle, że aby czerpać zyski z masowej sprzedaży kiepskiej literatury, najpierw t
        > rzeba mieć rynek zbytu, czyli masę ludzi potrafiących czytać na tyle biegle, by
        > czerpać przyjemność z lektury - powszechne szkolnictwo podstawowe, XIX wiek w
        > Europie.

        Tym bardziej, że służąca, nawet w postępowych domach, pracowała od rana do wieczora. Nie miała wolnych popołudni i weekendów, które mogłaby regularnie przeznaczać na poznawanie kultury niskiej. Nie twierdzę, że teraz rynek pracy jest cudem i maliną, ale przeciętny pracownik o niskich kwalifikacjach ma dziś więcej czasu wolnego. To też jest składowa sukcesu "literatury dla kucharek" XXI wieku.
    • soova Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 28.10.19, 09:55
      <Pojscie ekonomicznie w gore zawsze wiaze sie z kultura/estetyka itp.>

      Skąd ten wniosek? Nie zawsze - patrz: Stefan Siara Siarzewski i jego żona Rysia Ryszarda III Waza. Postaci fikcyjne, ale dobrze obrazujące, że pójście ekonomicznie w górę właśnie nie zawsze się z tym wiąże.
    • minerwamcg Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 28.10.19, 14:09
      Poza tym dawniej kultura popularna i gatunki literackie uważane za pospolite (romans, sensacja, przygoda, kryminał) była - no właśnie, popularna: literatura była wydawana w dużych nakładach na podłym papierze, ale za to z bardzo kolorową okładką, w bibliotekach upchnięta wstydliwie do kąta, pomijana przez recenzentów literackich i naukę o literaturze, w rozmowach inteligencji tylko krytykowana lub wyśmiewana (profesor Ulewicz z UJ jeszcze w latach 80 ubiegłego wieku otrząsał się z obrzydzeniem wspominając powieści "detektywne") - dziś jednak jest traktowana zupełnie inaczej. Można powiedzieć, że weszła na salony, rozsiadła się wygodnie, rozgościła na dobre w dyskusjach nawet najwybredniejszych cmokierów literackich - no a w ruchu wydawniczym zdominowała tzw. literaturę wysoką dziesięciokrotnie. Mówiąc krótko, dawniej profesor kryminałów nie czytał, dziś i owszem.

      --
      Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
        • przymrozki Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 28.10.19, 20:54
          m.y.q.2 napisała:

          > Coś mi się wydaje, że to otrząsanie się na samą myśl o czytaniu literatury nien
          > ajwyższych lotów w wielu przypadkach było najczystszą hipokryzją.

          Na pewno. Poza tym akurat powieści kryminalne zaliczyły w ostatnich dekadach wyraźny awans, teraz to potrafią być zupełnie przyzwoite książki. Kiedyś to najczęściej były harlequiny, w których zamiast romansu był trup.

          A zresztą. Nawet te nieszczęsne harlequiny, których wartości literackiej bronić nie sposób. Podejrzewam, że te z dwudziestolecia międzywojennego musiały być jeszcze mniej wyrafinowane. Przecież czytelniczkami były kobiety, które, wedle dzisiejszych standardów, nie były wykształcone nawet na poziomie podstawowym. Ich gust literacki i artystyczny smak kształtowała wyłącznie kultura ludowa. Dzisiaj po prostu nie ma już odbiorców do tego stopnia niewyrobionych.
          • reveiled Re: Harlequiny - pytanie 29.10.19, 15:54
            Troche OT, ale jakie byly (sa?) te Harlequiny? Byly chyba popularne kiedy bylam mlodsza nastolatka, niektore moje kolezanki i dorosle znajome czytaly, a ja czytalam co mi w rece wpadlo, ale mialam jakos wpisane w psychike ze harlequiny (i kryminaly, ale to inna historia) nalezy miec w pogardzie. Za to ostatnio robilam troche researchu na temat wspolczesnej literatury kobiecej na pewne tematy, i polecono mi Diane Chamberlain. Przeczytalam jej dwie ksiazki, nie powiem, ze mnie olsnily, ale nie byly tez zle... i ze zdziwieniem przeczytalam, ze Chamberlain jest zwiazana z wydawnictwem harlequin... Jednak mialam troche inne wyobrazenie o harlequinach. Nie ze Chamberlain to jakas wysoka polka, ale myslalam, ze harequin to duzo nizsza. A moze wspolczesne harlequiny to nie to samo co te z lat 90tych?
            • kooreczka Re: Harlequiny - pytanie 29.10.19, 17:23
              Tak, pisała dla nich. W sumie to wydawnictwo opiera się na masowym wydawaniu romansów na każdy temat i jak brakuje Ci hajsu możesz napisać do nich, że chcesz wydać przez formularz na stronie.
              harlequin.submittable.com/submit
              • m.y.q.2 Re: Harlequiny - pytanie 29.10.19, 18:15
                Moja koleżanka zawsze twierdzi, że wszystko co wydrukowane nadaje się do czytania. Pomna jej zdania, lat temu ze dwadzieścia, wybrałam sobie w bibliotece trzy harlequiny, biały, różowy i czerwony. Przeczytałam, mam zaliczone, doszłam do wniosku, że od kilograma tekstu tym autoressom płacą, bo to twórczość na wagę jest.

                --
                Ci, co mają ideę wciąż w gębie, mają ją zazwyczaj i w pobliskim nosie,
                St. Jerzy Lec
          • verdana Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 01.11.19, 13:28
            Twoje podejrzenia są w 100% słuszne. Była Zarzycka, były idiotyczne powieści w odcinkach, były wydawnictwa zeszytowe z dennymi romansami, bylo bardzo poczytne pismo "Tajny detektyw". Literatura niższych lotów jest zjawiskiem oczywistym i pożytecznym. Jesli czytać umieją nie tylko elity, to chcą czytać coś dostosowanego do ich gustów. Powiem wiecej. Spora część czytelników literatury wyzszej czyta też literaturę popularną, bo nie sposb żyć samymi arcydziełami.
    • kooreczka Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 29.10.19, 11:05
      Wybacz Guineapigs, ale po raz kolejny prezentujesz poglądy rozczulająco wręcz naiwne, do tego stopnia, że nie wiem od czego zacząć.
      Po pierwsze- potrzeby kulturalne mają o wiele więcej wspólnego z tzw kapitałem kulturowym - tym, co przekazała nam rodzina, środowisko i wykształcenie-niż pieniędzmi. To, że u Ciebie rozmawiano, to _adna reguła-a jestem z tych samych okolic i widzę jak się sprawy mają. Zarobienie dużej sumy nie czyni nikogo nagle wrażliwym na sztukę czy zdolnego do rozumienia tekstów kultury. Bogaty może kupić wydanie Szekspira, wynająć lożę w teatrze czy nawet zasponsorować jakieś wydarzenie, ale jeśli nie będzie wcześniej miał takiej potrzeby będzie to traktował jako zdobycie artefaktu klasy, do której aspiruje, nie spełnienie marzeń, a ideałem rozrywki pozostanie dla niego piwo i wulgarny kabaret.
      Zaś to, że z przedwojennej powieści masowej kojarzysz głównie Trędowatą znaczy tyle, że inne przykłady takowej poszły w zapomnienie. U nas ze względu na względną biedę i duży analfabetyzm było to dość słabo rozwinięte, ale czas po zmechanizowaniu druku to wysyp taniutkich, prościutkich opowiastek- romansideł, Westernów, przygodowych, wczesnego SF. Cała ta "literatura jarmarczna" nie była wznawia a, a pogardą że strony wykształcone czytelnika skazała ją na zapomnienie.
      • soova Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 29.10.19, 12:18
        kooreczka napisał:

        > U nas ze względu na wzglę
        > dną biedę i duży analfabetyzm było to dość słabo rozwinięte, ale czas po zmecha
        > nizowaniu druku to wysyp taniutkich, prościutkich opowiastek- romansideł, Weste
        > rnów, przygodowych, wczesnego SF. Cała ta "literatura jarmarczna" nie była wzna
        > wia a, a pogardą że strony wykształcone czytelnika skazała ją na zapomnienie.

        Przed wojną popularyzacją takiej literatury wagonowej zajmował się np. Wańkowicz, bo to publikowało właśnie jego wydawnictwo "Rój". Z tym, że jemu chodziło nie o szmiry, a o literaturę lekką na dobrym poziomie (np. odkryciem wydawnictwa była bardzo poczytna przed wojną Zarzycka). I oczywiście podobnie jak pani Musierowicz jest lokomotywą Akapitu, takie książki były lokomotywami Roju, pozwalając na publikowanie autorów wagi cięższej, np. Gombrowicza (wydali "Ferdydurke") czy Kuncewiczowej.
        • kooreczka Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 29.10.19, 17:10
          Ja mówię o inicjatywach komeryjnych i spontanicznych- najtańszych, kioskowych wydawnictwach, dosłownej "literaturze jarmarcznej". W Polsce bardzo efemeryczne toto było, znikało szybko i prawie nie zostało zarchiwizowane- bardzo mała baza i rozproszenie czytelników, choć mieliśmy swoje zjawiska np. nielegalne tłumaczenia literatury anglosaskiej via rosyjski.
          Do tego trzeba było dużej ilości względnie czytatych (bo piśmiennych niekoniecznie), z groszem na rozrywkę, taniego papieru, skupisk ludzkich do rozprowadzania. Drukowano tak nie tylko fikcję, ale też sensacyjne "historie z życia" pełne erotyki i przemocy. W UK zachowało się tego najwięcej- słynne "Penny Dreadful" to niemal podwalina obecnej popkultury i zjawisko szeroko badane.
      • guineapigs Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 29.10.19, 20:21
        Kooreczka napisala:
        1. 'Wybacz Guineapigs, ale po raz kolejny prezentujesz poglądy rozczulająco wręcz naiwne, do tego stopnia, że nie wiem od czego zacząć.'
        Pewnie, ze wybaczam. No coz, z pewnoscia jestem naiwna i zdaje sobie z tego sprawe. I niezle mi ta moja naiwnosc dala w kosc. Taki ze mnie 'eesdesowiec' niereformowalny.
        2. 'jestem z tych samych okolic i widzę jak się sprawy mają. '
        Nie wiem, czy to czynnik geograficzny, watpie w to. Chyba wszedzie sa ludzie, dla ktorych najwazniejszym celem wydania pieniedzy jest duzy, wrecz wielki, dom z wszelkimi luksusami, grilowanie przy disco polo itd. Nie uwazam, ze manie duzego, luksusowego domu jest czyms nagannym moralnie, Martwi mnie tylko, ze tego typu grupy konsumentow utwierdza sie w przekonaniu, ze sa tak samo uczestnikami kultury jak odbiorcy tej kultury sredniej (czyli nie Szekspiry od razu, ale dlaczego nie A. Christie? Jak Christie nie jest klasyka przyzwoitej literatury - to nie wiem, co nia jest). No bo skoro o B. Lipinskiej sie dyskutuje w powaznych mediach, to chyba jest cos na rzeczy? 'Oni' maja swoje 'Boze Cialo', a my mamy swoja Lipinska, to i to bestsellery, na to i nato trudno dostac bilet do kina

        3.'Bogaty może kupić wydanie Szekspira, wynająć lożę w teatrze czy nawet zasponsorować jakieś wydarzenie, ale jeśli nie będzie wcześniej miał takiej potrzeby będzie to traktował jako zdobycie artefaktu klasy, do której aspiruje, nie spełnienie marzeń, a ideałem rozrywki pozostanie dla niego piwo i wulgarny kabaret.'
        No i wlasnie o to mi chodzi. Bogaty chce pokazac, ze jest nie tylko bogaty, ale tez mecenas sztuki. Czyli dokladnie wie - bo zazwyczaj jest kuty na cztery kopyta w temacie 'gdzie sa konfitury'. On to jeszcze potraktuje merkantylnie, ale jego dzieci juz beda doskonale widzialy roznice pomiedzy Szekspirem a Tredowata, a wnuczeta juz beda zyly tylko nie-Tredowata, bo Tredowata to obciach na solanach, ale przede wszystkim dlatego, ze zal czasu na czytanie dyrdymalow. Nie wykluczam tez w swej naiwnosci opcji, ze wiekszosc ludzi jednak woli to, co ladne, bezpieczne, wygodne, dobre dla rodziny. I z tego wzgledu wola dom kryty blacha niz sloma, murowany a nie drewniany, z kilkoma pokojami a nie tylko z izba i alkierzem, chca poslac dziecko do szkol a nie na wykopki/zniwa/wypas bydla/darcie pierza.

        I co mnie martwi: dzis juz pewnie jest inaczej, bo ta kultura niska, niziutka weszla na salony, wczesniej tego nie bylo. Jak tu wszyscy pisali: zawsze to byly niziny, a teraz juz sie to wdrapuje na poziomy empikowych i kinowych bestsellerow, na listy drukowane w powaznych gazetach i/lub czasopismach. Co z tego, ze Raczek krytykuje? Kto slucha Raczka? Za to wszyscy czytaja listy bestsellerow.

        A na marginesie dyskusji o Harlekinach i im podobnych: moj nauczyciel od Polskiego w LO mowil tak: te ksiazki nie sa zle dlatego, ze sa naiwne, ich akcja jest przewidywalna od razu a postaci sa nieprawdziwe lub polwymiarowe, tzn. sprowadzaja sie tylko do sfery 'kocha nie kocha' i nic poza tym - te ksiazki sa zle bo daja ludziom wypaczony obraz zycia, uczuc, relacji, a wam, dziewczeta, tylko dziecinne nadzieje i oczekiwania'.

        I to prawda. Bo jak sie szesnastolatki naczytaja o przystojnym brunecie/umiesnionym blondynie, inteligentnym ze o Muj Boru, do tego on odnosi niesamowite sukcesy zawodowe jako architekt/lekarz/projektant ogrodow/wlasciciel sieci tartakow/poeta rozrywany od Buenos Aires po Londyn - to czy ktoras z nich spojrzy zyczliwiej na lysiejacego pracownika banku? O nauczycielu czy innym urzedniku panstwowym nawet nie wspomne.
        • ciotka.scholastyka Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 29.10.19, 20:34
          > Bogaty chce pokazac, ze jest nie tylko bogaty, ale tez mecenas sztuki. Czyli dokladnie wie - bo zazwyczaj jest kuty na cztery kopyta w temacie 'gdzie sa konfitury'. On to jeszcze potraktuje merkantylnie, ale jego dzieci juz beda doskonale widzialy roznice pomiedzy Szekspirem a Tredowata, a wnuczeta juz beda zyly tylko nie-Tredowata, bo Tredowata to obciach na solanach, ale przede wszystkim dlatego, ze zal czasu na czytanie dyrdymalow.

          Ehehehe :) tylko że nie :)
          • guineapigs Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 29.10.19, 20:57
            Ciotko, a napiszesz cos o tym wiecej? Ja pisze o wlasnych obserwacjach, ty masz inne. Ciekawi mnie ten temat. Z moich obserwacji tak jest jak napisalam, ale ja operuje wiadomosciami powiatowymi, i nie znam sie na doborze proby w badaniach statystycznych. Pisze wiec tylko o tym, co widze w tym wycinku, i faktycznie: ektrapolacja jest nieuzasadniona, ale pisze to co widze.
            • kooreczka Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 29.10.19, 22:33
              Guineapigs, poruszamy się w obrębie tych samych powiatów i naprawdę nie wiem skąd masz swoje obserwacje, bo z rzeczywistością one nie mają wiele wspólnego. W dodatku piszesz dość zagmatwanie, tak, że mam problemyz e zrozumieniem o co tu chodzi.
              Mam wrażenie, że masz jakąś romantyczną wizję chłopka-roztropka, któremu pieniądze stoją na drodze zrozumienia jak wazna jest wielka literatura. Otóż informuję, że mamy mamy XXI wiek i obowiązek edukacji, telewizję i Internet. Jeśli ktoś nie uczestniczy w jakikolwiek formie kultury to nie dlatego, że nikt mu jej nie pokazał, ale dlatego, że ma ją w pompie.

              Oczywiście są ludzie, którzy wzbogaciwszy się wydają pieniądze na sztukę bo mają taką potrzebę, ale to osoby, dla których jest to częścią życia i w miarę możliwości i tak uczestniczyłyby w kulturze.
              Osoba wzbogacona, bez kapitału kulturowego do sztuki będzie podchodzić utylitarnie- bo wypada, bo sponsorowanie czy uczestnictwo w pewnych wydarzeniach może kupić mu respekt, pozycję, reklamę, wreszcie okazać się lokatą kapitału. Wykupi bilet VIP na festiwal czy znajdzie się w gronie sponsorów nie dlatego, że mu coś w duszy gra, ale dlatego że jest to zachowanie wymagane dla członka swojej klasy.
              Osoba taka "pośle dziecko do szkół" nie dlatego, że alternatywą są wykopki, ale dlatego, że ma to dać wymierne korzyści- umiejętności, znajomości, dyplom wreszcie- a nie umiejętność dyskusji o Szekspirze. To może się obudzić, jeśli osoba spotka na swojej drodze odpowiednich nauczycieli, ale jeśli rodzice sami nie widzą takiej potrzeby to ciężko z tym obudzeniem.

              Ludzie, którzy nie lubią trudniejszej lektury, których czytanie męczy istnieją i będą istnieć, a obecnie mają łatwiej niż kiedykolwiek, bo słowo pisane przestało być głównym nośnikiem wiadomości. 50 lat temu umiejąc z nudów sięgnęliby z koniczności po kryminał milicyjny, dzisiaj włączają TV.
              • ciotka.scholastyka Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 30.10.19, 10:13
                kooreczka napisał:



                > Osoba wzbogacona, bez kapitału kulturowego do sztuki będzie podchodzić utylitar
                > nie- bo wypada, bo sponsorowanie czy uczestnictwo w pewnych wydarzeniach może k
                > upić mu respekt, pozycję, reklamę, wreszcie okazać się lokatą kapitału. Wykupi
                > bilet VIP na festiwal czy znajdzie się w gronie sponsorów nie dlatego, że mu co
                > ś w duszy gra, ale dlatego że jest to zachowanie wymagane dla członka swojej kl
                > asy.
                > Osoba taka "pośle dziecko do szkół" nie dlatego, że alternatywą są wykopki, ale
                > dlatego, że ma to dać wymierne korzyści- umiejętności, znajomości, dyplom wres
                > zcie- a nie umiejętność dyskusji o Szekspirze. To może się obudzić, jeśli osoba
                > spotka na swojej drodze odpowiednich nauczycieli, ale jeśli rodzice sami nie
                > widzą takiej potrzeby to ciężko z tym obudzeniem.
                >
                > Ludzie, którzy nie lubią trudniejszej lektury, których czytanie męczy istnieją
                > i będą istnieć, a obecnie mają łatwiej niż kiedykolwiek, bo słowo pisane przest
                > ało być głównym nośnikiem wiadomości. 50 lat temu umiejąc z nudów sięgnęliby z
                > koniczności po kryminał milicyjny, dzisiaj włączają TV.

                O to mniej więcej mi chodziło w mojej bardzo zwięzłej wypowiedzi. Nie, dziecko bogacza nie sięgnie po Szekspira, bo mu bogactwo wdrukowało, że tak trzeba. Ono nie sięgnie po nic, jeśli wyrosło w rodzinie, w której książki stoją na półkach dla ozdoby.
                Dziwna w ogóle to wizja, tak, że człowiek bogaciejąc finansowo bogacieje także duchowo :)
        • soova Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 29.10.19, 21:33
          <Bogaty chce pokazac, ze jest nie tylko bogaty, ale tez mecenas sztuki.>

          Rzecz w tym, że właśnie nie każdy. Zasobność w dobra materialne nie czyni automatycznie z człowieka mecenasa sztuk i nie wzbudza w nim chęci, by nim zostać. Gdyby tak było, żadne wsparcie dla kultury z pieniędzy publicznych nie byłoby potrzebne, bo wszystko załatwiałby właśnie prywatny mecenat.
          • m.y.q.2 Re: O tempora, o mores. Gdzie ja zyje. Rynce opad 29.10.19, 21:57

            Pierwszym etapem bogacenia się jest inwestowanie, drugim - korzystanie z bogactwa, natomiast czas na objęcie jakiejś dziedziny sztuki lub nauki, czy jeszcze innej dziedziny życia mecenatem przychodzi wtedy, kiedy z parweniusza bogacz przekształci się w świadomego znaczenia takiego sponsoringu obywatela. Na pewnym etapie bogaczom najzwyczajniej w świecie wypada zostać mecenasami, to zjednuje im prestiż w oczach społeczeństwa.

            --
            do niedokończonych lektur
            do niedokończonych pytań
            wracać zawsze jest warto
            i czytać.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka