Dodaj do ulubionych

A mnie jest przykro...

25.01.06, 22:38
Mam nadzieje, ze nie zostane karnie usunieta z forum za krytyke ostatnich
książek, z "Żabą" włącznie.
W "starej" Jezycjadzie bohaterowie prezentowali różne odcienie szarości. Tata
Borejko był miły, ale gapowaty i zyciowo niezaradny, mama Borejko energiczna,
ale despotyczna, córki miały swoje dobre i złe strony. Rodzinę borejków
otaczali dobrzy ludzie, nawet wredna sasiadka okazała się pod koniec całkiem-
całkiem.
Tymczasem w "nowej" Jezycjadzie idealna rodzina Borejków otoczona jest przez
hm..., jak by to ująć - wszechogarniające chamstwo. I, niestety,
to "chamstwo", to zwykle ludzie bez porządnego, klasycznego wykształcenia.
Zwróccie uwage na dzieci w szkole - to dzieci z "dołów" społecznych,
prymitywne i zaniedbane. "niedobrzy" mieszkaja we wstretnych blokowiskach (to
już zaczęło się wcześniej), "dobrzy" w starych mieszkaniach, przestronnych i
przpastnych, a przynajmniej interesująco urządzonych. Wszyscy, poza waska
grupą Borejkowie & przyjaciele Borejków, są odrażajacy - rodzinna Hoppego,
wszyscy nauczyciele (ja sama szkoły nie znoszę, ale wybaczcie, kto z
nauczycieli w dzisiejszych czasach nie zorientuje się, że dziewczyna nie
zdejmująca nigdy nakrycia głowy ma poważne kłopoty?).
Wyglada na to, że poza naukowcami, artystami i księżmi nie ma na tym świecie
nikogo przyzwoitego.
I to mnie smuci. To nie jest dobre przesłanie. Bo ile razy czytam te książki
mam wrażenie, że i mnie i 90% czytelników zaliczyła by pani MM do kategorii
prymitywów, chamów czy filistrów.
--
Mops rośnie
img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
Edytor zaawansowany
  • k_linka 26.01.06, 00:12
    Tez mam nadzieje ze nie zostaniesz karnie usunieta :)
    Masz racje - niestety... Tez kiedys przeszlo mi przez glowe ze MM i mnie by
    zaliczyla do prymitywow. Niestety juz nie pamiatam w zwiazku z czym naszla mnie
    ta mysl. Moze chodzilo o moje niewybredne gusta muzyczne? A moze to ze ja
    jednak wole literaki:) niz partyjke scrabli z siostra (nawiasem mowiac, mysle
    ze jednak wyzszy poziom gry prezentuja stali bywalcy portalu kurnik z "ćelo" i
    innymi perelkami niz Roza z jej "bojaźnią")?
  • jhbsk 26.01.06, 11:11
    W porównaniu z latami siedemdziesiątymi chamstwo dookoła nas bardzo się
    rozpanoszyło. Stało się wręcz wszechobecne. Może dlatego wkroczyło też na dużą
    skalę do książek.
    --
    JS
  • jottka 26.01.06, 11:27
    jhbsk napisała:

    > W porównaniu z latami siedemdziesiątymi chamstwo dookoła nas bardzo się
    > rozpanoszyło.


    emm, no to jest mit jednakowoż - wytworne maniery panujące na co dzień w peerelu
    z niewielkim tylko dodatkiem fikcji można obejrzeć do tej pory w filmach barei:)

  • nchyb 26.01.06, 12:03
    ano własnie, na codzień tego rosnącego lawinowo chamstwa ja też nie dostrzegam.
    Zawsze - powtarzam ZAWSZE było mnóstwo chamów, ale nie wszyscy.I teraz tak
    samojest. I co zauważam, jak się chamsko zachowuję, to mnie chamsko traktują. A
    że się chamsko bardzo rzadko zachowuję, to jakoś wzrostu chamstwa wobec mnie
    specjalnie wokół nie dostrzegam...

    To naprawdę działa w obie strony...
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 26.01.06, 22:19

    Nawet jest przeciwnie. Uważam, że po upadku komunizmu Polacy stają się z biegiem
    lat uprzejmiejsi. A choćby i z konieczności: wspomnijcie, jak zachowywały się
    sprzedawczynie 20 lat temu, a jak teraz.

    → → → → → → → → → → → →
    Nadchodzi Era Mohera!
    ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
  • czekolada72 26.01.06, 22:30
    20 lat temu olewały wszystkich jawnie, sprzedajac znajomkom spod lady.
    Obecnie jawnie dziela klientow na bogatych i biednych
    Ci drudzy zdecydowanie nadal nie sa mile widziani
  • chiara76 27.01.06, 16:35
    anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

    >
    > Nawet jest przeciwnie. Uważam, że po upadku komunizmu Polacy stają się z
    biegie
    > m
    > lat uprzejmiejsi. A choćby i z konieczności: wspomnijcie, jak zachowywały się
    > sprzedawczynie 20 lat temu, a jak teraz.

    Teraz, jak się wchodzi do sklepu, szczególnie markowego, sprzedawczyni zjeżdża
    wzrokiem i ocenia klineta. Jak bogato ubrany, można łaskawie się nim zająć.
    Oczywiście, na szczęście, nie wszędzie tak jest, ale ciągle w za dużej ilości
    sklepów. Szkoda.
    >
    > → → → → → → → → → →
    > → →
    > Nadchodzi Era Mohera!
    > ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
    > ← ←


    --
    Japonia
    Kabaty
  • verdana 27.01.06, 16:52
    Eee., ja zwykle obłachana chodzę i też są uprzejmi.
    Chociaz widać, że trochę się dziwią, jak mówię, że biorę.
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • olaso3 28.01.06, 14:27
    A wiecie, co mi się kiedyś w sklepie przydażyło? Oglądałam w salonie firmowym
    Estee Lauder perfumy, które chciałam kupić mamie w prezencie, a sprzedawczyni
    podeszła i bez słowa palcem pokazała mi cenę! Wtedy strasznie się uśmiałam.
  • nchyb 28.01.06, 15:59
    coś podobnego przydarzyło się mojej znajomej. A wtedy ona sprzedawczyni na to:
    pewnie pani przykro, że sprzedaje pani perfumy, na które pani nie stać, a które
    ja właśnie sobie kupię...

    Ale to naprawdę nie wszystkie sprzedawczynie są takie. Bywają takie, które
    wiocznemu ubogiemu potrafią poświęcić sporo czasu, mimo iż spodziewają się, że
    i tak ci nie kupią. To kwestia głównie charakteu. I ja zauważam, że tak mniej
    więcej fifty-fifty, ludzie i buraki. I tak zawsze pamiętam, a nie wyłącznie
    teraz...
  • filimar 28.01.06, 21:59
    he he
    kiedyś w Poznaniu na ul. Paderewskiego były 2 sklepy z porcelaną- Rosentala i
    jakiś partnerski z nowocześniejszym towarem. Pewnego razu stałam w rosentalu
    właśnie i oglądałam porcelanę na składkowy prezent ślubny. I w pewnym momencie
    podszedł do mie sprzedawca i konfidencjonalnym szeptem powiedział: wie pani co,
    20 metrów obok też jest sklep z porcelaną, ale tańszą, może tam znajdzie pani
    cos dla siebie
    też się uśmiałam
  • jhbsk 29.01.06, 09:50
    Czyżby? Dwadzieścia lat temu na ulicy nie słyszałam w co drugim zdaniu słów
    wulgarnych, teraz służą za przecinki. W tramwajach i autobusach kobieta w ciąży
    mogłą liczyć na ustąpienie miejsca, teraz może pomarzyć (wiem z własnego
    doświadczenia).
    --
    JS
  • iwoniaw 31.01.06, 21:19
    Jak ja byłam w ciąży, to mi wstawali różni ludzie sami z siebie. Mało tego -
    teraz z dziecięciem też mnie czasem jakaś kolejka SPONTANICZNIE przepuści, bywa,
    że poprosić nie zdążę. Tak że bez przesady...
    --
    Ludzie nie umierają z przepracowania. Umierają z rozrzutności i zmartwień.
    (Charles Evans Hughes)
  • elwinga 26.01.06, 18:24
    Ja jeszcze mam wrażenie, że w nowszej Jeżycjadzie działają silniejsze
    stereotypy. Np. przyjaciółka (a może druga żona?) Eugeniusza Jedwabińskiego
    jest wyraźnie przedstawiona jako osoba niesympatyczna i wredna, a jej syn
    jest "urodzony w niedzielę" i interesują go wyłącznie gry komputerowe.
    Oczywiście, że takie przypadki się zdarzają, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu,
    że chodziło tylko o to, by delikatna Aurelia wyraziście wypadła na tym tle.

    Szkoda, bo można było pokazać, że małżeństwa rozpadają się z różnych przyczyn,
    nie zawsze dlatego, że ktoś zachował się wrednie. Czasem obie strony zachowują
    się wrednie. Czasem obie strony mogą być świetnymi małżonkami - tylko że nie
    dla siebie nawzajem. Albo - nie w tym momencie, bo są niedojrzali.

    A tutaj... Eugeniusz opuszcza rodzinę - ale to mu się po chrześcijańsku
    wybacza, bo zawsze był słaby i nie umiał się przyznać do błędu. Nic, tylko
    współczuć. Wrednej pani Monice współczuć nie będziemy, i zresztą babcia
    Jedwabińska jej nie pochwala, co nas utwierdza w przekonaniu, że pani Monika
    jest naprawdę be.

    Podobnie z postacią Pyziaka. Grzegorz za to chodzi w aureoli, bo pierwszą żonę
    (przepraszam za sarkazm) pochował jak należy...
  • mankencja 26.01.06, 19:01
    Ponadto zachowania bohaterow często nijak się mają do przypisywanych im
    idealnych cech, o czym wiele razy już było wspominane.
  • k_linka 06.06.06, 22:35
    ja mam wrazenie ze wybaczenie jest mozliwe bo zona mu umarla. Wiec jego nowy
    zwiazek stal sie mniej grzeszny

    > A tutaj... Eugeniusz opuszcza rodzinę - ale to mu się po chrześcijańsku
    > wybacza, bo zawsze był słaby i nie umiał się przyznać do błędu. Nic, tylko
    > współczuć. Wrednej pani Monice współczuć nie będziemy, i zresztą babcia
    > Jedwabińska jej nie pochwala, co nas utwierdza w przekonaniu, że pani Monika
    > jest naprawdę be.
  • iwoniaw 27.01.06, 13:59
    w "starych" częściach bywały gapowate, łakome, czasem uczyły się (o zgrozo!)
    czytać dopiero w szkole (Tomcio), leniwe, hipochondryczne, mające niecodzienne
    pomysły (jak wniesienie myszy na herbatkę zapoznawczą czy kłopotliwe komentarze
    przy obcych) - normalne jednym słowem. Mimo różnych wad - nie przedstawiano ich
    jako patologii. Nastolatki miewały problemy z matematyką i utrzymaniem porządku.
    Świat nie był czarno - biały, a już z całą pewnością podział nie przebiegał na
    linii główni bohaterowie - resztra świata. Verdana ma rację zauważając, że w
    nowszych częściach wystarczy mieć inny gust (muzyczny, filmowy, odzieżowy), by
    zostać zakwalifikowanym do "złych degeneratów". Dresiarze nie mieszkają w
    secesyjnych kamienicach, oni są z blokowiska. Słuchający Britney S.
    gimnazjaliści są z pewnością imbecylami, nie ma się nad czym zastanawiać. Za to
    gustujące w Szekspirze jednostki na pewno nie zniżają się do podejrzanych
    etycznie ani głupich zachowań. W przeciwieństwie do miłośników polskiego
    serialu. Ciekawe, czy Harry Potter jako lektura i film odmóżdża czy nobilituje?
    Obawiam się, że może się okazać, iż to pierwsze...
    --
    Ludzie nie umierają z przepracowania. Umierają z rozrzutności i zmartwień.
    (Charles Evans Hughes)
  • the_dzidka 29.01.06, 13:47
    Mnie sprawia przykrość zawoalowana definicja dobrego smaku w Jeżycjadzie.
    Zobaczcie, czym się interesują bohaterowie. Kini? Filmy Jarmuscha i Carlosa
    Saury. Książki? Poezja Rilkego (aaaa!!!! dla mnie zupełnie niezjadliwa, po
    prostu Ciężki Koszmar!!), "Gorączka Romantyczna" Marii Janion, biografie,
    rozprawy... Teatr? Najlepiej off na malcie (czyli latające w kółko postacie
    wydzierające się w kłębach czerwonego dymu) Nawet jak radia słuchają, to leci
    koncert na trabkę i orkiestrę, no, w najgorszym razie jakieś flamenco albo
    Leonard Cohen. Czy któraś z bohaterek Jeżycjady poszła do kina na "Nigdy w
    życiu"? Czy przeczytała jakąś książeczkę z serii "My dwudziestolatki,
    trzydziestolatki"? Czy któreś z dzieci kiedykolwiek słuchało na przykład Blue
    Cafe czy Wilków? I, pytanie perfidne: czy którakolwiek z Borejkówien sięgnęłaby
    po "Jeżycjadę"? ;)))
    Ja też czasem sięgam po literaturę/muzykę/sztukę "poważniejszą", ale proszę
    państwa, nie oszukujmy się: kreowanie bohaterów o tak skrajnie "ambitnych"
    zainteresowaniach jak Borejkowie et consortes, to jest - przepraszam - straszny
    snobizm.

    --
    Dzidka
  • posafega 30.01.06, 19:33
    Czytajac nowsze czesci, coraz bardziej mozna odniesc wrazenie, ze wszyscy sa
    przeidealizowani. Rzekabym wiecej: przeintelektualizowani. Coraz bardziej
    arealni.
    Gdzie sie podzialy czasy, kiedy Natalia nie rozumiala matmy i szla do kina?
    Kiedy Bebe, Dambo i Blizniaki szli do Zaczka, zeby wyjasnic fizyke? Kiedy ESD
    spotykalo sie u Borejkow w duzym pokoju i tanczylo?? Kiedy wszyscy byli
    NORMALNI???
    Dlaczego zaden z bohaterow nie chodzi do pubu na piwo? Przeciez Roosvelta
    znajduje sie w poblizu wspanialego Starego Rynku, ktory tetni nocnym zyciem!
    Dlaczego Pyziakowny nie maja zadnych przyjaciol?? Gdzie sa ploty przez telefon,
    wypady na zakupy, imprezy i nocne powroty?
    Dlaczego Ignacemu G. czytajacemu i wkuwajacemu slownik na pamiec poswieca sie
    caly rozdzial i przypisy a Jozinkowi kopiacemu pilke zaledwie 2 akapity? O
    braciach Rojek, ktorzy wygladaja na niezlych zawadiakow, jest zaledwie
    wspominka!
    Wychodzi na to, ze Borejkowie sa rodzina hermetycznie zamknieta w jakims
    dziwnym, cholernie ambitnym swiecie. W swiecie, gdzie dla odprezenia grywa sie
    w podwojnego skrabelka, gdzie rozmowy przy stole to przerzucanie sie i
    zaginanie cytatami z najwiekszych dziel ze wszystkich mozliwych okresow
    literatury i gdzie do kina z dziecmi chodzi sie na film o niedzwiedziu zamiast
    na najnowsza disney'owska superprodukcje.
    Czasem az glowa boli, i czlowiek czuje sie, jakby byl gorszy od nich...
    Bo gdzie tak na serio mozna znalezc ludzi, ktorzy sa kumulacja tych wszystkich,
    idealnych cech??
    --
    We're all alright!
    Hello Wisconsin!
  • baba67 30.01.06, 20:37
    Mnie ten genialny Ignas tez troche denerwuje- nawet stary Ignacy za mlodu chyba
    a z takich lotofagiem nie byl.
    --
    Nie bierzcie życia tak poważnie
    i tak nie wyjdziecie z niego żywi.
  • agnieszka_azj 30.01.06, 22:19
    posafega napisała:

    > Wychodzi na to, ze Borejkowie sa rodzina hermetycznie zamknieta w jakims
    > dziwnym, cholernie ambitnym swiecie. W swiecie, gdzie dla odprezenia grywa
    sie
    > w podwojnego skrabelka, gdzie rozmowy przy stole to przerzucanie sie i
    > zaginanie cytatami z najwiekszych dziel ze wszystkich mozliwych okresow
    > literatury i gdzie do kina z dziecmi chodzi sie na film o niedzwiedziu
    zamiast
    > na najnowsza disney'owska superprodukcje.

    Nie wnikając w meritum tego watku chciałam nieśmiało zauważyć, że "Mój brat
    niedźwiedź", to była właśnie najnowsza Disney'owska produkcja.

    --
    Agnieszka, mama Ani, Zosi i Julki,

    Książki dla dzieci i młodzieży
  • posafega 30.01.06, 22:56
    I przepraszam, za szybko poszlo :)
    Przyznaje sie bez bicia, ze nie widzialam Niedzwiedzia, ale chodzilo mi o fakt
    niepojscia na jakis film animowany :)
    Mam nadzieje, ze kontekst byl jasny.
    :)
    --
    We're all alright!
    Hello Wisconsin!
  • agnieszka_azj 30.01.06, 23:08
    Ale to JEST film animowany ;-)))

    Wiem, wredna jestem i to naprawdę nie ma znaczenia dla sensu tego watku. To
    tylko tak gwoli prawdy historycznej.
    --
    Agnieszka, mama Ani, Zosi i Julki,

    Książki dla dzieci i młodzieży
  • posafega 30.01.06, 23:21
    Moj wstyd, bo nie sprawdzilam, zanim zaczelam w szale wypisywac brednie :D
    Pozdrawiam :)
    --
    We're all alright!
    Hello Wisconsin!
  • posafega 30.01.06, 22:58
    ze Musierowicz czylatam, czytam i czytac bede :)
    Bo bardzo Ja lubie, pomimo wszystko :)
    --
    We're all alright!
    Hello Wisconsin!
  • aga857 05.06.06, 23:48
    Podpowiedz mi, jacy bracia Rojek? Bo ja kojarzę tylko Roberta Rojka, zwanego
    Robrojkiem.
  • the_dzidka 06.06.06, 08:14
    Szymon i Jędrek Rojkowie, synowie Natalii i Roberta :)

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • herbarium 29.01.06, 17:08
    Eee... po trosze racja, ale nie do końca. Bo wrednymi chamami i burakami u
    Musierowicz bywali i (ponadprzeciętnie) zamożni, i bardzo niezamożni. Zamożni -
    i w dawniejszych książkach, i aktualnie:
    W dawniejszych:
    Matylda Stągiewka, której poziom życia odbiega od wszystkich pozostałych
    bohaterów "Opium" a jej rodzina między wierszami oskarżana jest o potężne
    zaniedbania wychowawcze.
    Lisieccy - dorobkiewicze.
    W nowszych:
    Monika, nieźle sytuowana (nowa szeregówka).
    Majchrzakowie, mieszkańcy pięknej willi w centrum Poznania.

    Z kolei pozytywnym przykładem przedsiębiorcy - nie artysty lub naukowca, jest
    Piotr Ogorzałka. Pozytywnymi "blokersami" młodzi Lelujkowie i ich matka. Zmarły
    ojciec dobrze wspominany notabene był nauczycielem.

    W "Języku Trolli" autorka chyba się trochę zreflektowała, pokazując, że
    Borejkowie nie są znowu tacy idealni - Teresa Oracabessa stwierdza, że "nie
    mają takich problemów w rodzinie" jak Borejkowie - z donoszącym Ignasiem.
  • baba67 29.01.06, 20:33
    Rodzice Danki-nie wiem, czy byli zamozni, ale na pewno wspomniane byly modne
    ciuchy .Rodzice Pawla byli zamozni, ale tez w sumie w porzadku, choc tatus
    troche przemadrzaly i apodyktyczny, ale matke da sie lubic.
    Pamietajmy, ze rodzinie Jozeczka te sie niezle powodzilo- wynikalo to z tego, ze
    oboje pracowali,a mieli tylko Joanne.Tez w bloku mieszkali.
    Co do gustow-przeciez bylo wspomniane, ze Fela nie gustuje w wytworach kultury
    elitarnej(Kalamburka), a w Kwiecie ktos tam sluchal Drupiego.Przeciez Danka z
    Cesia sluchaly na tej wiezy roznych plyt, nie tylko Vivaldiego.A upodobania
    czytelnicze Dziadka (krwawy romans ?).
    Ja bym tak nie uogolniala...
    --
    Nie bierzcie życia tak poważnie
    i tak nie wyjdziecie z niego żywi.
  • verdana 29.01.06, 21:13
    Bo niedobrzy są - zwróćcie uwagę - i biedniejsi od Borejków i zamożniejsi od
    Borejków. Biedni i bogatsi to prymitywy - z tym, ze we wcześniejszej
    Jeżycjadzie odium chamstwa i drobnomieszczaństwa spływa na bogatych, a w
    późniejszej (niewątpliwie po zmianie sytuacji materialnej samej autorki) na
    biedniejszych.
    Lubię rodzine Borejków w literaturze. Ale sama mając parę podobnych egzemplarzy
    w rodzinie (tylko ambitna literatura, tylko ambitne filmy, jak poruszanie się
    po mieście, to tylko na rowerze, jak podróż zagraniczna, to tylko zwiedzanie
    muzeów, żadnych sklepów na Boga!) stwierzam, ze wolę z dwojga złego buractwo,
    mieszczańskość i kicz. Ludzie, którzy sa tak przekonani, ze sa lepsi od
    pozostałych, bo niczego "marnego" nie wezmą do ręki, zamiast mądrzeć - głupieją
    w tempie jednostajnie przyspieszonym.
    Moja córka czyta do poduszki Herodota. Ale czyta tez Norę Roberts. I to uważam
    za normalne (choć sama przez Herodota nie przebrnęłam).
    --
    Mops rośnie
    img443.imageshack.us/my.php?image=dsc02878tq.jpg
  • herbarium 30.01.06, 18:25
    Zmiana owszem, w nowszych książkach jest o tyle, że negatywnymi postaciami
    zostają także i biedniejsi, nie tylko bogaci. Ale od początku waga erudycji i
    wykształcenia w książkach Musierowicz była ogromna, może z wyjątkiem "Opium w
    rosole", gdzie - być może pod wrażeniem solidarnościowego "robotniczego zrywu"
    pojawia się sporo bohaterów pozytywnych z prostych rodzin - Lewandowscy,
    Lelujkowie, "mamusia Kopiec Arlety"...
    I - co charakterystyczne - w "Dziecku piątku", gdy z powrotem pojawia się na
    scenie Aurelia, również pojawiają się prości ludzie - babcia Marta, pan
    Jankowiak, inni mieszkańcy Pobiedzisk - pokazani podobnie i spełniający podobną
    rolę, jak w Opium: uosobienie mądrości życiowej, dający Aurelii ciepło,
    zakorzenienie i oparcie w realnym świecie, stabilność tradycyjnych wartości,
    których jest pozbawiona.

    Co do zasady, istotnie, najporządniejsi są naukowcy i artyści. Ale - np. taka
    Alma Pyziak jest pracownicą Uniwerytetu, "najlepszą w Toruniu specjalistką od
    gramatyki opisowej", mieszka w interesująco umeblowanym starociami mieszkaniu w
    kamienicy, a specjalnie sympatyczna nie jest.
  • staua 01.02.06, 21:30
    Matke Pawla? Pania Dabek-Nowacka, ktora najpierw stwarzala problemy Tosi ze
    wzgledu na przedsiebiorcze dzieci, doniosla Borejkom na Patrycje tarzajaca sie
    w sniegu, a potem na wlamywacza? Mnie wyglada ona na koszmarna histeryczke.
    A jesli chodzi o temat, to nie widze tutaj problemu. Borejkowie chodza do kina
    (na "Ogniem i mieczem", na "Rozwazna i romantyczna"), w scrabble mnostwo ludzi
    gra, a wcale nie jest latwiejsze niz wiele gier komputerowych, wiec bez
    przesady, mama Borejko czyta Ellis Peters, Laura siedzi w Internecie, Patrycja
    nie zdala matury, Roza w ciazy, co to za idealy? Dla mnie to wcale nie jest
    nienormalna ani przeintelektualizowana rodzina. Nic sie specjalnie nie zmienilo.
    Aha, to jeszcze do "Zaby", ale jak czytam Wasze komentarze o rodzinie Schoppe,
    to sie dziwie - przeciez to nie jest patologiczna rodzina, popelniaja bledy
    wychowawcze i maja poglady odmienne od Borejkow moze, ale sa normalni zupelnie.
    --
    Doslo vrijeme da se smirimo
    Pusti nek nas nosi rijeka
    Netko negdje na nas ceka.
  • baba67 02.02.06, 10:39
    Ty nie lubisz, ja moge-tym sie homo sapiens roznia miedzy soba :-)
    --
    Nie bierzcie życia tak poważnie
    i tak nie wyjdziecie z niego żywi.
  • kaprysia 04.02.06, 22:43
    Poza tym w starszych częsciach Borejkówny bywały może nie brzydkie, ale i
    niepiekne. Gaba - "kalafior" chłopakowaty, Ida chudzielec, miewały kompleksy, no
    ludzkie były. Potem się zaczęły nieziemskie piekności i tak to nadal trwa.
    --
    To ne je dobri(Jaro Cimrman)
  • czekolada72 06.02.06, 11:38
    Otototo - także Cesia niczym cielęcina, niezauwazająca swego uroku zresztą ;)
    Było to bardzo budujace, na zasadzie"kazda potwora znajdzie swego amatora", a
    teraz co - jaksie nie jestpięknościa to tylko w kompleksy wpadac ;)

    --
    ŚMIGŁO

    "Czego człowiek nie chce, to ma w nadmiarze, upragnione natomiast stawia
  • nula8 21.02.06, 17:36
    Ja jestem absolutnie przekonana, że w Jeżycjadzie byłabym czarnym charakterem i
    prostaczką. I też mi jest irracjonalnie przykro z tego powodu. Po pierwsze - w
    mojej rodzinie powyższej (tj. w starszym pokoleniu) jest tylko jedna osoba z
    wyższym wykształceniem i to nie klasycznym ani humanistycznym, niestety. I nie
    ma ani jednago arystokraty, nawet w linii bocznej. A ja sama jestem prawniczką
    (a fe, taki prostacki zawód, na dodatek wszyscy wiedzą, że prawnikom chodzi
    tylko o pieniądze) i po łacinie umiem tyle, co mnie nauczyli podczas roku zajęć
    z łaciny na studiach. Źle mi z tym, oj źle :).

    I zdecydowanie zgadzam się z the_dzidką - Borejkówny nie sięgnęłyby po
    Jeżycjadę. Oj, nie...
  • mmoni 11.06.06, 00:03
    E, bez przesady. Takie postaci jak Gizela czy babcia Jedwabińska to uosobienie
    "człowieka bez formalnego wykształcenia, lecz mądrego mądrością życiową".
    --
    Nika
  • nionczka 06.06.06, 13:57
    Tu masz racje. Pewnie wiekszosc czytelniczek Jezycjady mieszka wlasnie na
    blokowiskach, tak jak wiekszosc Polaków. Nie wiem, moze w Poznaniu jest
    inaczej, ale Warszawie wlasnie te piekne stare kamienice, wille przedwojenne
    podzielone na mieszkania zajmuja czesto menele z kwaterunku a inteligencja
    gnizdzi sie w blokowiskach.
  • anutek115 06.06.06, 21:59
    Nionczka, mam to samo! W moim mieście funkcjonowało (może i nadal funkcjonuje)
    nawet powiedzenie "dzieci Starówki" - te mieszkające w kamienicach dzieci były
    po prostu strasznie zaniedbane, brudne, fatalnie się uczyły, praca z nimi w
    szkole to była udręka.. Natomiast jakieś 95 procent moich przyjaciól mieszkało w
    blokowisku - ze mna włącznie. Pamiętam, jak w nastoletnich czasach
    "odprowadzałyśmy" się z moją najlepszą przyjaciółką, nie mogłyśmy się rozstac, i
    tak nam to odprowadzanie od jej bloku do mojego zeszło niemal do północy - nikt
    nas nawet grubszym słowem nie obraził. Moi znajomi i przyjaciele to ludzie
    kulturalni, inteligentni (chociaz nie znają łaciny) i ŻADEN nie mieszka w
    kamienicy. Ja wiem, że współforumowiczki znalazły już przykłady ludzi z bloków,
    a mimo to normalnych, ale coś w tym przekonaniu MM o kryminogenności blokowisk
    byc musi, skoro "od pierwszego przeczytania" było mi przykro, czułam się
    zakwalifikowana jako blokers, ten gorszy, biedniejszy intelektualnie gatunek
    człowieka, na którego żadna z Borejkówien oczu by nawet nie podniosła.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka