Laura-najtrudniejsze dziecko Gaby? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Jak zapewne zauważyłyście, to Laura była chyba najtrudniejszym dzieckiem.
    Bo Pyza była dość spokojna, a I. G. też spokojny (ale jak zaczął ciągle bawić
    się z Józinkiem, to stał się bardziej ruchliwy:))
    Tylko Laura była problemem. Bo nie słuchała się, była bardzo obrażalska,
    wsyzstkiego musiała doświadczyć sama, nie wierzyła własnej matce...
    Ale co z G. Strybą? Inne wątki też o tym mówią: ze nie pojawia sie w książce,
    nie pomaga Gabrysi w wychowaniu pasierbic...
    Jest takim... cieniem. Ciągle siedzi przy komputerze, itp...
    Bardzo lubię MM i nie chcę jej krytykować, ale G. S. jest niezauważalny.
    Czasem odnosi się wrazenie, że jego WCALE nie ma.
    A co do Laury... to jakie wy macie zdanie? Co myślicie o G. Strybie?
    Czekam na komentarze:)
    • Laura moim zdaniem nie jest trudna. Ona jest po prostu normalna (no może za
      bardzo się memła w końcowych scenkach z Wolfim), ale to taka normalna
      nastolatka. Za to jej siostrzyczka to taka dupowata panna bez wyrazu,
      chołubiona przezautorkę i rodzinę, ale nie wiem dlaczego, bo totakie cielę bez
      wyrazu...
      A o Ignacym sięnie wypowiadam, bo mam w rodzinie coś podobnego i jak to widze
      koło swojeg dziecka, to mnie lekko wzdryga... :-)
      Wolę normalne dzieci od niby geniuszy...
      --
      Archeologia
      • Jako nastolatka Laura być może jest typową zbuntowana małolatą, ale jako
        dzieciak była jak dla mnie zwyczajnie rozwydrzona:0. To znaczy zdaje sobie
        oczywiście sprawę, źe Laura zawsze chciała byc w centrum uwagi, wyróżniać się,
        ale pewne jej zachowania ( kłamstwa, oszustwa) byly po prostu karygodne. Z tym
        źe wina lezy po stronie Gabrsyi, która nie próbowała nawet wychowywać
        córki.Kompletnie nie mogę pojąc zachowania Gabrysi. Aha, gdyby mnie odmawiano
        choćby rozmowy o ojcu, pokazania zdjęcia, też bym się buntowała:)
        Grzegorz faktycznie nie wykazuje sie specjalnie jesli o wychowywanie dzieci
        chodzi, ale może ma taki układ z Gabrysią? Może ona znając jego oderwanie od
        rzeczywistości przejęła bohatersko;-) wszystkie obowiązki, a jemu pozwoliła
        spokojnie pracować? W klanie Borejkow faceci zwykle są na drugim planie, to
        taki babski świat.
    • Myślę, że Laura jest nie tyle najtrudniejszym dzieckiem Gaby, co dzieckiem, na
      przykładzie którego jaskrawo widać, że Gaba jest bardzo marną matką.
    • Dakoto, człkowiciwe zgadzam się z tobą co do Laury. Toleruję ją jako nastolatkę
      (zawsze staram się pamiętac, że dla nastolatków dojrzewanie jest znacznie
      trudniejsze, niż zniesienie tegoż dojrzewania dla otoczenia!), ale gdy była
      dzieckiem, to choc naprawdę nie uznaję kar fizycznych - mój syn w życiu nie
      dostał nawet klapsa - to parę razy przełożyłabym ją sobie przez kolano... Z tym,
      że ja też winię za to Gabrysię, która na wszystkie wybryki córuni reagowała
      komentarzem "to takie dobre dziecko!", względnie płaczem pod nieobecnośc dobrego
      dziecka.

      I w sumie z tego też powodu ja raczej rozumiem Grzegorza. Nigdy nie wydawał mi
      się niewidzialny. Wyobraźcie to sobie - wszedł do bardzo zżytej rodziny, związał
      się z kobietą po przejściach, jest raczej nieśmiały i dobrze wychowany,
      początkowo nie wtrącał się, myślę, ze zwykłej delikatności, a potem, za każdym
      razem gdy próbował, jego usiłowania były solidarnie torpedowane przez klan
      Borejków, głównie przez Ignacego. Mieszkają wszyscy w jednym mieszkaniu, siedza
      sobie na głowie, nawet z Gabą trudno mu pogadac tak, by ktoś tego nie usłyszał i
      nie zaczął komentowac, jeśli nie chciał ryzykowac rozpadu małżeństwa po prostu
      musiał się usunąc (wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby zareagował tak jak
      Mamert?). Może też trochę bał się Tygrysa. Zauważyłam, że wiele osób się go bało...
      • Anutku, teraz ja z kolei muszę się z toba w pełni zgodzić:). Tak musi wyglądać
        sprawa z Grzegorzem, zważywszy na jego osobowość i stosunki rodzinne u Borejków.
        • Czy zauważyłaś, Dakoto, że my się w ogóle dośc często zgadzamy? Ja tu nowa
          jestem i piszę od niedawna, ale pamiętam, że już parę razy wyraziłaś mi swe
          poparcie (albo ja tobie). Ciekawe, jak to się dalej rozwinie... :-)
          • anutek115 napisała:

            > Czy zauważyłaś, Dakoto, że my się w ogóle dośc często zgadzamy? Ja tu nowa
            > jestem i piszę od niedawna, ale pamiętam, że już parę razy wyraziłaś mi swe
            > poparcie (albo ja tobie). Ciekawe, jak to się dalej rozwinie... :-)

            Widać mamy podobne spojrzenie na życie:).
      • Widzę, że ciągle narzekacie na Gabrysię.
        A że to zła matka, że MM robi z niej aniołka itp.
        Niektóre z was (lub niektórzy) uważają, że uciekała od problemów ze swoimi
        córkami, że była zwykłym tchórzem, że w ogóle z nimi nie rozmawiała (a jeśli
        już to tylko z Różą).
        I tu się z wami nie zgadzam.
        Gabriela poświęcała czas córkom, chociaż nie było to dużo czasu, a odkąd
        pojawił się Ignacy G.
        I tu dowód na to, że Gabrysia nie jest aniołkiem, bo poswięciała więcej czasu
        I.G.

        Ale zanim pojawił się ten mały geniuszek, Gabrysia STARAŁA SIĘ porozmawiać z
        Tygryskiem.
        Na przykład (nie pamiętam w której to książce) opowiadała małej Laurze bajkę
        (chyba) o jakiś łyżkach, potem się z nią bawiła i rozmawiała.
        Gaba naprawdę starała się wychować swoje córki i syna, ale niektórzy tego po
        prostu nie dostrzegają.
        A wiecie co wam powiem?
        Po napisaniu tego wątku pomyślałam, że lubię Laure taką, jaką jest, bo troszke
        jest podobna do mnie(:-)).
        Pyzę tez lubię, ale (jak już ktoś napisał) autorka nie zaznaczyła jej
        charakteru, więc nie wiadomo jaka jest do końca.
        • > Na przykład (nie pamiętam w której to książce) opowiadała małej Laurze bajkę
          > (chyba) o jakiś łyżkach, potem się z nią bawiła i rozmawiała.

          To jest jeden jedyny przykład na to, że próbowała. Potem już było tylko "to
          takie dobre dziecko" i koniec.
          Ona się jej po prostu boi, i dlatego przestała próbować wchodzić jej w drogę.

          --
          Dzidka

          Zwizytuj krze
    • A jednak starsi Borejkowie (np. Mila) mogli zareagować na zachowanie wnuczki.
      Bo przecież Gaba musiała wychować Róże i Laure, do tego doszedł później I.G.
      Jednak muszę się z wami zgodzic z tym, że Laura jako nastolatka nie sprawia
      większych kłopotów, ale jako dziecko była bardzo rozpieszczana i okropnie...
      niegrzeczna.
      • Mila nie bardzo lubi Tygryska - parę razy jest o tym wzmianka, może dlatego jest
        dośc powściągliwa, bo boi się, że nie będzie sprawiedliwa w ocenie?
      • Borejkowie mogli zareagować, ale przeciez i oni mają na głowie masę spraw, a
        wychowanie dzieci należy w pierwszej kolejności do rodziców, prawda?Skoro gaba
        zdecydowała się na kilkoro dzieci, powinna tak dzielic czas i uwagę, by każdemu
        poświęcić trochę czasu. A Laurę Gaba zostawiła praktycznie samą sobie. Zamiast
        ją wychowywać, wycofywała się. Wieczne tłumaczenie Laury i popłakowanie po
        kątach nie brzmi jak najlepsza metoda wychowawcza:)
        A MM wciąż nas zapewnia, źe Gabrysia to anioł, nie kobieta. I wiecie co? Pyza
        pewnie będzie taką samą matką.
        • co do Laury - lubię ją coraz bardziej, bo nie jest "papierowa".
          a co do Grzesia - cóż, wystarczy sobie przypomnieć scenę z "Tygysa i Rózy",
          kiedy chciał skarcić Laurę za nieodpowiednie zachowywanie sie przy kolacji, a
          Gaba mu na to nie pozwoliła...
          Nie znaczy to, że wcale nie wtrącał się w wychowanie swoich pasierbic - Laura
          wspomina w wyżej wymienionej książce, że dzięki jego polityce jej stosunki z
          matką nie układały się całkiem marnie.
          • za każdym razem, kiedy laura skłamała, czy coś spsociła Gaba i Mila Borejko
            usprawiedliwiały ją, mówiąc, że wdała sie w ojca. Kłamanie nie jest chyba cechą
            dziedziczną, prawda? więc skąd pomysł, że za wszsytkie problemy wychowawcze
            Tyrysa odpowiedzialny jest Janusz Pyziak?
            • A kto twierdzi, źe Pyziak jest za to odpowiedzialny? Chyba przegapiłam jakiegos
              posta...
              • A jesli się zagapiłam, podczas gdy ty zastanawiałas się, skąd taki pomysł u
                mamy i babci laury...;-). To tylko pokazuje, jak bardzo MM rozmija sie czasem z
                tym, co deklaruje o woich postaciach. Bo dla niej Gaba to anioł, matka idealna,
                MIla teź ósmy cud świata. A przecież dziecko jest jakie jest na skutek błędów
                wychowawczych Gaby, a nie genów Janusza. Owszem, ma egocentryczny charakterek,
                ale przeciez można sobie z takim dzieckiem dac radę. Tylko trzeba je
                wychowywać, a nie uciekac przed nim. No i rozmawiac, a tego Gabrysia kompletnie
                nie potrafi. Dla mnie z książek MM wyłqania sie bardzo kiepski obraz Gabrysi
                jako matli, wbrew temu, co pisze sama autorka.
              • Ciągle czytam na tym forum jaka ta Gaba marną matką jest, a MM robi z niej
                anioła, męczennicę, steraną życie, poświęcającą się dla wychowania dzieci matką
                Polką, ja to Was mdli, gdy czytacie jak przez łzy uśmiecha się do
                Tygrysa,zamiast sprać mu tyłek itp. itd. Przypominając sobie (z racji wakacji)
                Jeżycjadę miałąm te uwagi w pamięci, czytalam i powiem Wam, że do mnie to nijak
                nie przemawia ;) Dla mnie Gaba dalej jest świetną, sliną, pogodną kobietą,
                która wychowuje swoje dzieci jak umie. O niej w temacie "Najlepsza kobieta w
                Jeżycjadize" napisałam, że chcialabym byc taka jaką ona jest i utrzymuję to.
                I także Róży nie uważam za potulne cielę, które w życiu sobie nie radzi, ale
                wspaniałą dziewczynę :)
                Co do Laury - wszyscy tu piszecie, że to wina Gaby, iż Tygrys jest taki: to, że
                nie rozmawiało się z nia o ojcu, unikało jak ognia słowa "janusz", nie karało
                za kłamstwa, oszustwa sprawiło, że jest taka jaka jest. Ale wg mnie przcież to
                jacy jesteśmy nie zależy tylko i wyłącznie od wychowania! Gaba wychowywała też
                Róże, a jets ona inna przecież niż Tygrys. W bardzo dużym stopniu to sami
                siebie kształtujemy, od nas samych zależy jacy jesteśmy. Widzę u siebi w domu -
                ja a siostra - metody wychowawcze te same, a dwie całkiem inne osoby.
                • I naprawdę ci nie przeszkadza, źe nasza wspaniała gabrysia ucieka przed
                  problemem Pyziaka i nie potrafi własnym córkim pokazac jego zdjęcia?
                  Co do własnego charakteru- oczywiście, źe każdy jest inny, nawet przy tych
                  samych metodach wychowawczych.Ale to nie jest usprawiedliwienie dla rodziców:).
                  Zresztą, czlowiek bardzo mlody/dzieciak potrzebuje jakiegos pokierowania,
                  pokazania właściwej drogi. Zwykle kszatlujemy sami siebie już w troszke
                  dojrzalszym wieku.
                  • Nie, nie przeszkadza mi, ponieważ wyobrażam sobie jak Gaba musiala
                    cierpieć.Ciągle czytam tu: "Tygrys miał prawo wiedzieć, to w końcu jej ojciec",
                    a nikt nie pisze o uczuciach Gaby. Ja potrafię sobie wyobrazić co ona czuła(co
                    czuł Tygrys też rozumiem).
                    No tak, co do dzieciaka zgadzam się:)
                    Ale zauważyliście? Laura w końcu SAMA złagodniala, sama sobie pomogła, jak
                    zobaczyła ojca w korku w "JT" zrozumiala chyba zachowanie swojej matki, a
                    w "Żabie" sama znalazła swoje miejsce.Jestem zdania,że rodzice w wieku
                    nastoletnim mają już nieduży wpływ na swe pociechy, choć nie wiem jak staraliby
                    się go mieć.Wtedy zaczyna się już czas własnych poszukiwań.
                    • zgadzam się z tym, że Gaba cierpiała, bo jej córki wychowywały się bez ojca -
                      to dlatego była dla nich łagodna i wyrozumiała; starała się im w ten sposób
                      jakoś wynagrodzić nieobecność Pyziaka. Rozumię też, że bolało ją samo
                      wspomnienie Janusza,a co dopiero rozmowa o nim, ale Pyza i Laura powinny coś o
                      ojcu wiedzieć, zobaczyć jak wygląda...
                      Moim zdaniem takie "trudniejsze" charaktery jak Tygysek powinny być trochę
                      temperowane - to drugi błąd Gabrysi, nie potrafiła być wobec córki stanowcza, a
                      czasami trzeba. Po trzecie: kiedy na świecie pojawił się IG Gaba poświęcała mu
                      najwięcej czasu i uwagi - to normalne, ale Laura czuła się odsunięta na drugi
                      plan, a tak bardzo bardzo potrzebowała miłości. W końcu stwierdziła, że mama
                      jej nie kocha - to jeden z powodów jej buntu. Nie wiem, czy dało się go
                      uniknąć, w każdym bądź razie Laura nigdy nie była zła, tylko nieszczęśliwa,
                      zagubiona i samotna we własnym domu.
                      • laura-gomez napisała:

                        > zgadzam się z tym, że Gaba cierpiała, bo jej córki wychowywały się bez ojca -
                        > to dlatego była dla nich łagodna i wyrozumiała; starała się im w ten sposób
                        > jakoś wynagrodzić nieobecność Pyziaka. Rozumię też, że bolało ją samo
                        > wspomnienie Janusza,a co dopiero rozmowa o nim, ale Pyza i Laura powinny coś
                        o
                        > ojcu wiedzieć, zobaczyć jak wygląda...

                        Mnie chodziło tylko i wyłącznie o cierpienie związane z Pyziakiem: Gaba kochała
                        go, on zostawił ją, wrócił, ona wybaczyła i zawiódł ją po raz drugi. A wcale
                        nie wydaje mi się, aby wynagradzała córkom nieobecność ojca, po prostu robiła
                        co mogła, co wydawało jej się słuszne.



                        > Moim zdaniem takie "trudniejsze" charaktery jak Tygysek powinny być trochę
                        > temperowane - to drugi błąd Gabrysi, nie potrafiła być wobec córki stanowcza,
                        a
                        >
                        > czasami trzeba. Po trzecie: kiedy na świecie pojawił się IG Gaba poświęcała
                        mu
                        > najwięcej czasu i uwagi - to normalne, ale Laura czuła się odsunięta na drugi
                        > plan, a tak bardzo bardzo potrzebowała miłości. W końcu stwierdziła, że mama
                        > jej nie kocha - to jeden z powodów jej buntu. Nie wiem, czy dało się go
                        > uniknąć, w każdym bądź razie Laura nigdy nie była zła, tylko nieszczęśliwa,
                        > zagubiona i samotna we własnym domu.


                        Ależ ona nie była zzagubiona, samotna i nieszczęsliwa z winy Gaby. Raczej na
                        własne życzenie jak to określiła osoba pisząca po mnie;) Najlepszy przykład:
                        pojechala sama do Torunia, nie mówiąc nic o tym w domu,a później użalala się
                        nad sobą, że ma wyrodną matkę, która zostawiła ją samą, w obcym mieście, chorą
                        itp. Laura lubiła koloryzować, chciała żyć 'intensywnie',stąd z życia chciala
                        zrobić 'dramat'. Nie potępiam oczywiście Laury, rozumiem ją doskonale, tylko
                        nie zgadzam się z komentarzami, że Laura jest taka, bo gaba tak ją wychowała.
                        Nie - Laura jest taka, bo taki ma charakter, usposobienie, z którym to
                        charakterkiem Gaba nie potrafila sobie poradzić do końca.
                        • Rodzice, którzy sami wychowują dziecko zawsze starają się być jednocześnie i
                          ojcem i matką, żeby jakoś wynagrodzić dziecku brak drugiego rodzica i często
                          sami siebie obwiniają za to, że ta druga osoba odeszła. Nie sądzę, żeby Gaba do
                          takich osób należała, ale nigdy nie wisdomo co dany człowiek tak naprawdę czuje
                          i myśli.
                          Co do Laury - nikt nie jest nieszczęśliwy na własne zyczenie. Wszyscy chcemy
                          być szczęśliwi. Niektórzy z nas potrzebują więcej miłości i do takich osób
                          należy właśnie Laura. Gdy taki człowiek dostaje tej miłości za mało, zamyka się
                          w sobie, buntuje się, użala się nad sobą. Jasne, że każdy ma prawo wyboru -
                          nawet jeśli czuje się nieszczęśliwy, może sobie powiedzieć: będę szczęśliwy i
                          robić wszystko, żeby ten stan osiągnąć, ale do trzeba być dojrzałym i świadomym
                          siebie. Kilkunastoletnia Laura tego nie potrafiła, ale dwudziestoletnia powoli
                          sie tego uczy.
                    • jessy3 napisała:

                      >wyobrażam sobie jak Gaba musiala
                      > cierpieć.Ciągle czytam tu: "Tygrys miał prawo wiedzieć, to w końcu jej
                      ojciec",
                      >
                      > a nikt nie pisze o uczuciach Gaby. Ja potrafię sobie wyobrazić co ona czuła
                      (co
                      > czuł Tygrys też rozumiem).

                      Wiesz, ja teź sobie wyobrażam, jak musiała się czuć gabrysia, porzucona przez
                      mężą, i to w takich okolicznościach. Wiadomo, źe o takich urazach nie zapomina
                      sie w pare minut, że to są traumy, z którymi ludzie usiluja sobie poradzić
                      przez lata. Tyle źe problemy nie znikaja, jesli się o nich ne mówi. jak wiemy z
                      książek, Laura też cierpiała przez to, źe nic nie wiedziała o swoim ojcu, źe
                      nikt nie chciał powiedzieć jej choćby paru słów o nim.
                      Dorośli nie powinni przenosić swoich problemów na dzieci. Gabrysia powinan
                      zdobyć się choćby na jedną rozmowę z laurą o ojcu. Powiedzieć córce właśnie o
                      tym, że cięzko jej o nim rozmawiać, tak bolalo ją jej postępowanie. Powiedziec
                      parę zdan, ale nie uciekac przed tym. Uważam, że gaba miała duźo szczęścia, że
                      ucieczka Laury do Torunia skończyła sie tak, a nie inaczej. W nieborejkowym
                      świecie mogloby być dużo gorzej.
                      • Ale z rozmowy Laury z Gabą w "Imieninach" wynika, że te paę zdań o ojcu Laura
                        już słyszała.Gaba mówi tam, że przecież Tygrys zna całą historię jej
                        małżeństwa, wie co się stało z jej ojcem. Ja rozumiem, to dla nastolatki za
                        mało, chcialaby wiedzieć wszystko. Nie potępiam zatem ani Laury ani przede
                        wszystkim Gaby.
                        • tak, tylko że Laura musiała wszystko o swoim ojcu wyciągać od bliskich.
                          Pamiętam, jak babcia zdenerwowała się na nią, bo przeszkodziła jej w czytaniu
                          kryminału Ellis Peters,kiedy spytała o janusza Pyziaka w parku.
                          Rozumię, że lubisz postać Gabrysi, ja też ją bardzo lubię, ale nikt nie jest
                          doskonały i trzeba przyznać, że jako matka nie sprawdziła się ona w 100%, nie
                          tylko ze swojej winy, bo przecież córki wychowywała sama.
    • Może i najtrudniejsze, ale trochę na własne życzenie:-) Nie zapominajcie o tym,
      że Laura była od zawsze złośliwa, niedobra i niezwykle próżna. Nie liczyła się
      z uczuciami innych, zawsze tylko było 'ja' i 'moje'. Niby przez jakiś (krótki)
      czas chciała się zmienić, ale szybko jej to przeszło:-) Szybko znajdywała
      wytłumaczenie dla swoich wybryków;-) Oczywiście, Gabrysia też trochę zawiniła,
      wiecznie broniąc Laury i zawsze pozwalając dzieciom na wiele, a przy tym będąc
      tak nadopiekuńczą, przez co ułatwiła Laurze sytuację, ale wiele też zależało od
      Tygrysa i tego, czy będzie chciała się zmienić:-) A, no i oczywiście, Laura
      raniła innych, czasem nawet rozmyślnie, co nie było dobre, a Gabrysia chyba
      trochę za bardzo była uległa i łagodna w stosunku do Laury, przez co Tygrysowi
      łatwiej było dalej się nie zmieniać:-) No, i jeszcze może to, że Gabrysia
      panicznie unikała rozmów o ojcu, a, jak wiadomo, zakazany owoc smakuje
      najlepiej:-) Laurze potrzebny był wstrząs, żeby zrozumiała pewne rzeczy:-)
      Pozdrawiam:-)
      • A mnie się wydaje, ze Laura nie dostała od matki nic. Ani Mila, ani niestety
        Gaba jej po prostu nie lubiły. Bo byla zbyt podobna do ojca - a ojciec to
        diabeł wcielony.
        Wcale nie uważam, żeby Laura byla jakos szczególnie zła, jako dziecko - była
        raczej dzieckiem, z którym nikt sie nie liczył. (Pyza tak samo awanturuje się z
        matką o każdą rzecz i Gabrysia dla swietego spokoju kupuje zawsze dwie
        identyczne.) A Tygryska rodzina dołowała. Podział córek na "dobrą" i "złą" to
        najgorszy z możliwych model wychowania. Gaba wprawdzie córki nie karze, ale
        wwycofuje się z jej wychowywanie, z rozmow, z dania jej czego potrzebuje - np.
        z rozmow o ojcu. Nie watpię, ze każde dziecko czuje czy jest lubiane. A jak
        Tygrysek mogł normalnie sie zachowywać, skoro był "zły", bo podobny do Janusza,
        a o ojcu nie chciano mu nic powiedzieć?
        No i scena, która dobrze wryła mi się w pamięć. W czasie Wigilii rodzina
        dokucza Tygryskowi, ze się leni i ze jeszcze dobrze nie czyta. Nie jestem
        święta, ale dokuczanie dziecku przy wigilijnym stole to dla mnie horror.
        --
        Mops w naturalnym środowisku

        img182.imageshack.us/my.php?image=dsc06454rq.jpg
        • Jak dla mnie to właśnie Laura jest najbardziej udanym dzieckiem Gabrysi. Fakt,
          w dzieciństwie była potwornie rozpuszczona i strasznie mnie denerwowała, ale
          teraz jako prawie dorosła jest o wiele ciekawsza i bardziej złożona niż
          kluchowata Pyza (o wspaniałym braciszku nie wspominając). Mam tylko nadzieję,
          że nie da zbyt szybko się "zborejkować" i zamiast o rychłym ślubie pomyśli o
          karierze wokalistki:)
          • > Jak dla mnie to właśnie Laura jest najbardziej udanym dzieckiem Gabrysi
            to samo myślę, najbardziej udana, a przede wszystkim - najbardziej NORMALNA...
            --
            Archeologia
            • Normalna... hmmm... na pewno wyrazista i z charakterem:-), ale miała w sobie
              coś, co odpychało płeć przeciwną - chyba za bardzo ganiała za facetami;-) Bo,
              jak ktoś kiedyś pięknie powiedział: 'Bo czy ktoś kiedy widział, żeby pułapka
              biegała za myszą?' :-D
          • ja też zawsze lubiłam Laurę za tę jej "złożoność", za te pierwiastki dobra i
            zła, które się w niej mieszają. Taka postać nie jest "papierowa" i można się z
            nią utożsamić. Jeśli chodzi o Pyzę i Ignacego G.: tę pierwszą kiedyś lubiłam,
            od Języka Trolli mam jej dość za to, że została z tym kujonem Fryckiem, zamiast
            zacząć spotykać się z Adrianem, i zaszła z nim w ciąże (duuuuuża
            nieodpowiedzialność). A co do IG: nawet jeżeli takie ludziki istnieją w
            rzeczywistości, to są bardzo ciężko strawne i mają ciężko w życiu. Lepiej
            urodzić takiego syna jak Józinek.
            • ciężkostrawne oczywiście miało być razem
              • Różę lubię cały czas, ale też żałuję bardzo, myślałam, że może jeszcze będzie z
                Adrianem - nawet, gdy Fryderyk był w Stanach, to robiłam sobie nadzieje - że
                tak, jak Grześ pomógł Gabrysi, tak Adrian pospieszy z pomocą Różyczce;-)
      • musicbox napisała:

        > że Laura była od zawsze złośliwa, niedobra i niezwykle próżna.

        nie ma dzieci od urodzenia złośliwych, nedobrych i próżnych

        Nie liczyła się
        > z uczuciami innych, zawsze tylko było 'ja' i 'moje'.

        te z kolei cechy charakteryzują każde dziecko do pewnego wieku
        te cechy dzieci nie gubią samoistnie, tylko w wyniku wychowania

        pozdrawiam
        Judyta
        • Ok, może przesadziłam, że 'od zawsze' (od urodzenia nie napisałam), ale nad
          sobą również warto pracować, a pewne postawy są nie tylko wynikiem wychowania,
          ale także obserwowania otoczenia, odpowiednich zachowań i uczynków, z których
          należy brać przykład. Również pozdrawiam:-)
          • ale do takiej pracy nad sobą trzeba mieć motywację, tak że może warto się
            zastanowić, czemu Laura jej nigdy nie miała.
            --
            uprawiamy zapping popkulturalny! (c) ready4freddy
            • Oczywiście, to, że Laura nie miała motywacji do pracy nad sobą wynikało też
              zapewne z wychowania, nie mówię nie;-) Chodziło mi przede wszystkim o to, że
              skoro matka jej już nie wychowała, to Laura mogła spróbować przełamać swój
              charakterek. A tego nie chciała robić, poza wyjątkiem i poważnymi rozmowami z
              dziadkiem Borejko.
              • móc mogła.
                Laura ma bardzo roszczeniową postawę wobec świata. w którejś części zastanawia
                się (w Tygrysie i Róży bodaj), jak to się dzieje, że wszyscy wolą Pyzę, ten
                cholerny promyczek; i w ogóle nie ogarnia tego, w jaki sposób sama odstrasza
                innych. Zero inteligencji emocjonalnej.
                Myślę, że pomijając rozmowę o krześle i puszce farby w "dziecku piątku" nikt nie
                zadał sobie trudu przekazać Laurze prostym słowy, że ma duży wpływ na to, jak ją
                odbierają inni. Samemu na to trudno wpaść, zwłaszcza w wieku pokwitania.
                --
                Żywy trup jest jednym z największych osiągnięć realistycznej twórczości
                aktorskiej w kinie niemym
          • musicbox napisała:

            > nad
            > sobą również warto pracować,

            owszem
            młody człowiek dorasta do zdolności pracowania nad sobą (tzn. nad cechami
            charakteru, bo nad osiągnięciami w nauce, sporcie itp. potrafi pracować
            samodzielnie wcześniej) gdzieś w wieku 14-15 lat

            i to właśnie u laury widać

            pozdrawiam
            Judyta
    • Najtrudniejsze, bo jedyne jak dotąd, które się buntowało. Jednocześnie jedna z
      najbardziej udanych postaci "Jeżychady", nie jest ani "papierowa" ani nudna, a
      takie problemy jak ona ma wiele nastolatek, więc lubią się z nią identyfikować.
      • Wiele osób wspomnialo ze Gabrysia nie kochała, czy tez nie lubila Laury. Ja
        sądze ze wrecz odwrotnie, i dlatego tez na wszystko jej pozwalala a przynajmniej
        nie karala jej (tu przyklad ze gabrysia idealna nie jest, bo nie wiedziala ze ,
        by wychowac dziecko nie moze tak czynic),i musialo to dac zle rezultaty.
        Czy laura byla najtrudniejsza? Wg mnie kazdy jest trudny.... ale w prawdziwym
        swiecie:) Pyza jak dla mnie by byc normalna powinna sprawiac jakies klopoty,
        byc w malym choc stopniu trudną.
    • nie wydaje mi się, aby Gaba "nie lubiła" Laury, gdyż jest taka podobna do
      Janusza. To nie jest zbyt odpowiednie słowo. Myślę, że w dużej mierze bała się
      tego podobieństwa - tego, że córka wyrośnie na zimnokrwistą kłamczynię, która
      będzie ranić i oszukiwać ludzi, jak jej ojciec. Dlatego chodziła wokół niej na
      palcach, bojąc się, by nie wyzwolić lawiny. Jasne, że to zamykanie oczu i
      chowanie głowy w piasek, zresztą efekty są dokładnie odwrotne od pożądanych.
      Laura bardzo szybko nauczyła się, że prawda jest niewygodna i nie popłaca, a
      manipulowanie ludźmi dla własnej wygody przynosi korzyści większe niż
      poświęcanie się na każdym kroku. Ale ciężko, żeby wyciągnęła inne wnioski, skoro
      wciąż miała przykłady słuszności swoich przekonań.
      Dodatkowo jeszcze jest też element taki, że Tygrysek był dla Gabrysi dzieckiem
      szczególnym - "darem Niebios" w trudnym momencie porzucenia przez męża. Taka
      śliczna, krucha, bezbronna w szpitalu "przypominającym kolonię karną", pociecha
      dla opuszczonej i samotnej, na którą nie czeka żaden szczęśliwy mąż i ojciec.
      Potem miało już być "tylko dobro". Toteż Gaba za wszelką cenę starała się zawsze
      w to wierzyć. Tak to widzę.
      Mnie personalnie Laura zawsze irytowała. Wmawiałam sobie oczywiście, że dziecka
      nie należy sądzić miarą dorosłego, ale jednak jej organizowanie życia Natalii
      (telefony do Tunia i Filipa), zachwyt własną osobą i dramatyzowanie własnych
      krzywd działały mi na nerwy. Częściowo jednak jej współczuję - nawet nie samych
      kłopotów w relacji z matką, ale przede wszystkim - braku przyjaciół. Największy
      samotnik potrzebuje przyjaciela.
      • deina_kmf napisała:

        Myślę, że w dużej mierze bała się
        > tego podobieństwa - tego, że córka wyrośnie na zimnokrwistą kłamczynię, która
        > będzie ranić i oszukiwać ludzi, jak jej ojciec. Dlatego chodziła wokół niej na
        > palcach, bojąc się, by nie wyzwolić lawiny. Jasne, że to zamykanie oczu i
        > chowanie głowy w piasek, zresztą efekty są dokładnie odwrotne od pożądanych.
        >

        No więc właśnie. DZiecko wyrasta na tego, na kogo sie go wychowa, nie na tego,
        czyje ma geny. Szkoda że nikt tego Gabrysi nie powiedział, choć zawsze mogła
        liczyc na rady rodziców i sióstr. Szkoda, źe nikt nią mocno nie potząsnąl,
        oprócz samej Laury.

        Mnie Laura też zawsze działała na newry, choc uwaźam, źe jako postac jest
        autentyczniejsza niż ta cała święta kompania Borejków;-)
        • geny niestety mają więcej do powiedzenia niż wychowanie - tak twierdzą naukowcy
          zresztą wystarczy spojrzeć na Róże i Laurę - wychowały się razem, a z tą
          pierwszą Gaba nie miała problemów
          • Moźesz podac jakies źródła? Wedlug mnie oba czynniki sa ważne, ale każdy w
            innym zakresie. Geny mówia o tym, jak będziemy wyglądać, na jakie choroby
            będziemy podatni.
            Jeżeli wychowanie nic nie ma do rzeczy, to dlaczego dzieci adopcyjne wydaja sie
            nieraz ludziom podobne do przybranych rodziców jak rodzone? Bo przejmują ich
            pewne zachowania,sposob mówienia, gesty, w ten sposob się do nich upodabniając.
            Róźa i laura są inne jako dzieci, bo mają inne osobowości. Róźa zawsze była
            łagodnym cielęciem, łatwo idącym na kompromisy. Laura zawsze była egocentryczką
            i silna indywidualnością. Trudno byloby, źeby ich wychowanie pzebiegało tak
            samo.
            • I jeszcze jedno w kwestii genów- czy wedlug ciebie klony mają taką samą
              osobowość? Przecież mają identyczne geny. Wychowanie klonów w różnych warunkach
              da nam osobniki o zupełnie odmiennych osobowościach.
              Dlaczego więc Laura miałaby być złym dzieckiem tylko dlatego, że jest córka
              Pyziaka? Charakter ma jaki ma, reszta to skutek błędów matki.
              • Oglądałam film oparty na faktach, którego bohaterami byli bliźniacy wychowywani
                osobno. Ich ojciec był mordercą, co było z matka nie pamiętam. W każdym bądż
                razie jeden z nich przebywał do 18 roku życia w domu dziecka, po wyjściu z
                niego wpadł w złe towarzystwo: napady, bójki i tak dalej, w końcu trafił do
                więzienia za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Drugi został jako roczne dziecko
                adoptowany przez dobrą, religijną, bogatą rodzinę, skończył studia, ożenił się
                i po jakimś czasie ni stąd ni zowąd zaczął katować swoją żonę. Skąd mu się
                wzięło?
                • Wiesz, życie nie jest takie proste. Może ta dobra, religijna rodzina popełniła
                  jakies błędy/ zaniedbania wychowawcze. Moźe caly dzień się modliła, zamiast
                  zauważyć, źe syn przeżywa jakies kłopoty, albo źe okazuja mu za malo uczuć?
                  Jest bardzo wiele potencjalnych wytlumaczeń, odpowiedzą naprawde nie są złe
                  geny. bardzo wiele czynników sprawia, że jstesmy tacy, a nie inni.

                  mam rozumiec, źe jako wyznawczyni wiary w wpływ genów na nasze życie, uważasz,
                  że jesli sklonujemy teraz DNA Hitlera, dziecko, które z takich genów stworzymy
                  wyrosnie na szalonego dyktatora, tak?
                  • Niekoniecznie, występują tzw. geny recesywne i przodujące, czy jak to się tam
                    fachowo nazywa, w każdym razie są ludzie, o których się mówi, że są jak
                    koktajl: tak mają przemieszane geny, że nie wiadomo do kogo są podobne.
                    Przypomniało mi się: są geny recesywne i dominujące. Recesywne mogą się ujawnić
                    dopiero w trzecim lub w drugim pokoleniu. Przykład: żadna z córek Ignacego B.
                    nie jest tak pierdołowata jak on sam, ale jego wnuk tak.
                    • Ujawniąjce się co drugie pokolenie geny mogą sprawić, że dziecko odziedziczy
                      kolor wlosów czy oczu po dziadkach i nie będzie w ogóle podobne do żadnego z
                      rodziców. uwierz mi, że to się nijak ma do charakteru.
                      Wnuk Ignacego jest piedolowaty, bo taki sie podoba rozkochanej w nim rodzince.
                      Rodzice i dziadkowie za malo sie starają, źeby stał sie zwykłym dzieckiem, a
                      nie starym-malutkim. U IG rozwój emocjonalny wyraxnie nie nadąża za rozwojem
                      intelektualnym. Ale rodzinka i tak jest zachwycona. To nie geny, to znów brak
                      pomysłu na wychowanie i dziwna niechęc do pójścia do psychologa. Fachowiec
                      pomógłby Gabrysi wychowac tak inteligentne, ale tylko na pozor dojrzałe dziecko.
                • liliaweneda napisała:

                  > Oglądałam film oparty na faktach,

                  "Prawdziwe historie", rozumiem. Pytając cię o źródła mialam na myśli teorie
                  naukowe, nie filmy dla gospodyń..
                  • mylisz telenowele i seriale obyczajowe z filmami opartymi na autentycznych
                    wydarzeniach panno uszczypliwa
                    • Nie, nie mylę, panno protekcjonalna. PO prostu tworcy tego filmu tak a nie
                      inaczej zinterpretowali wydarzenia i wybrali im pasujące wyjaśnienia. Filmowi
                      opartemu na faktach daleko do dokumentalnego. Prosiłam o źrodła naukowe na
                      poparcie twojej teorii, że wychowanie nie ma żadnego znaczenia, i tak odezwą
                      się geny.
                      I pomyśleć, że my w tym wątku pomstujemy na to, że Gaba i MIla przy każdym
                      błędzie Laury dopatruja się w tym winy w genach Pyziaka, a tu mamy ludzi,
                      którzy tak myślą naprawdę...
                      Proponuję tu zakończyć tę pseudonaukową dyskusję.
                      • Czynniki genetyczne związane są bezpośrednio z kształtowaniem się mechanizmów
                        biologicznych, na podstawie których tworzy się osobowość człowieka. Mózg jest
                        niejako bazą do rozwoju osobowości, ale to, jak ukształtują się określone
                        cechy, zależy od wpływu otoczenia. Właśnie to, co obserwujemy jako stałość
                        zachowania, w moim przekonaniu może zależeć także od środowiska.
                        Owszem, udział czynników biologicznych jest znacznie większy niż
                        środowiskowych, ale tylko u dzieci. Wraz z wiekiem tendencje odwracają się.

                        Jest to fragment z książki "Geny i środowisko a zachowanie" pod. red.
                        Włodziemierza Oniszczenko, z którego jasno wynika, że w kształtowaniu się
                        osobowości człowieka biorą udział zarówno geny jak i środowisko (niektórzy
                        naukowcy twierdzą nawet, że większy udział mają w tym geny, ale jak wiadomo,
                        ile osób tyle teorii).
                        Aha: dzięki genom dziedziczymy nie tylko kolorów włosów, czy oczu, ale także
                        cechy charakteru Dakoto. Był o tym ciekawy artykuł w któryś numerze "Wprost",
                        ale niestey nie moge zacytować, bo nie mam go przy sobie. To wszystko, co
                        chciałam na ten temat napisać.
                        • Alez ja nie zaprzeczam znaczeniu genów w naszym zyciu, uczyłam się biologii
                          kiedyś. Oczywiście, że do jakiegoś stopnia możemy im zawdzięczać i cechy
                          osobowościowe. Ale nie wyłącznie! A ty twierdziłaś wcześniej, że geny maja bez
                          porównania wieksze znaczenie niż wychowanie, czy wręcz że wychowanie nie ma
                          znaczenia. A takiej teorii nie mogłam poprzeć.
                          Słusznie jak sie okazało w świetle przedstawionych przez ciebie dowodów:)

                          W zacytowanym przez ciebie fragmencie bardzo wyraźnie jest napisane, że od
                          pewnego momentu czynniki środowiskowe mają większe znaczenie niż geny, więc nie
                          wiem, czemu zacytowałaś właśnie ten fragment na poparcie swojej teorii...
                          Środowisko-= wpływy, ktorym podlegami, a więc i wychowanie.
          • liliaweneda napisała:

            > geny niestety mają więcej do powiedzenia niż wychowanie - tak twierdzą
            naukowcy
            > zresztą wystarczy spojrzeć na Róże i Laurę - wychowały się razem, a z tą
            > pierwszą Gaba nie miała problemów


            Poczytałam sobie bardzo dokładnie, Liliowenedo droga. I takie sa skutki. twoje
            własne slowa, czarno na bialym...
            Ja nigdy nie twierdziłam, że geny odpowiadają tylko za wygląd, ale uważam, źe w
            stosunku do osobowości ich rola jest znikoma. Jeśli uwaznie przeczytałaś
            zamieszczony przez ciebie cytat z fachowej książki, geny mają wpływ na
            osobowośc tylko u dzieci. Rozmawiałam o tym w międzyczasie nie z genetykiem co
            prawda, ale z socjologiem- i chodzi o niemowlaki. W każdym innym okresie zycia
            o naszej osobowości decydują przede wszytskim wpływy środowiskowe.
            • > > geny niestety mają więcej do powiedzenia niż wychowanie - tak twierdzą
              > naukowcy
              > zamieszczony przez ciebie cytat z fachowej książki, geny mają wpływ na
              > osobowośc tylko u dzieci. Rozmawiałam o tym w międzyczasie nie z genetykiem co
              > prawda, ale z socjologiem- i chodzi o niemowlaki. W każdym innym

              naprawde tyle teorii ilu naukowcow, ale na pewno wplyw genow widac takze po
              okresie niemowlecym
              czesto kompromisowo stwierdza sie, ze geny to 50% a srodowisko drugie 50%
              z tym, ze jako srodowisko traktuje sie tu takze wplywy "biologiczne" takie jak
              wplyw hormonow na plod podczas ciazy
              co do wychowania, to jest taka ksiazka pt geny czy wychowanie autorstwa Judith
              Rich Harris, gdzie autorka dowodzi, obficie cytujac roznorakie badania, ze tak
              naprawde wiekszy wplyw maja na ksztaltowanie sie zachowan rowiesnicy, niz
              rodzice (wplyw genow rowniez ocenia na 50%, natomiast wplyw rodzicow na chyba
              okolo 10...)
              niewatpliwie w przypadku czlonkin rodu borejko wplyw rowiesnikow wydaje sie byc
              znacznie mniejszy niz w swiecie rzeczywistym
              • nikusz napisała:


                > naprawde tyle teorii ilu naukowcow, ale na pewno wplyw genow widac takze po
                > okresie niemowlecym

                > > niewatpliwie w przypadku czlonkin rodu borejko wplyw rowiesnikow wydaje sie
                byc
                > znacznie mniejszy niz w swiecie rzeczywistym

                Ja właśnie pisalam, że wpływ genów najbardziej widać w wieku niemowlęcym, ale
                zostawmy już prosze te genetyke, nie o tym jest ten wątek, starczy dobrego:)

                Co do wplywu rowniesnikow na Borejkow- jak juz nieraz o tym pisalysmy,
                Pyziakowny nie maja kolezanek. Spotykalaja sie z rowniesnikami w szkole, ale
                nie utrzymuja z nimi kontaktow. W rodzinie Borejkow trzyma sie tylko z klanem i
                jego przyjaciolmi, osoby z zewnatrz nie zasluguja na zaszczyt kontaktow z
                nimi:)))
                • osoby z zewnatrz nie zasluguja na zaszczyt kontaktow z
                  > nimi:)))

                  chyba, że są młodymi mężczyznami, z którymi mozna załozyc rodzinę
                  • Ale ci męźczyźni i tak przestaną być potrzebni, kiedy juź spłodzą dziecko:).
                    Będą mogli się tylko snuc w tle:))
                    • albo, jak pyziak, zwiać
                      • >Co do wplywu rowniesnikow na Borejkow- jak juz nieraz o tym pisalysmy,
                        >Pyziakowny nie maja kolezanek.

                        wlasnie o tym myslalam, jak pisalam o mniejszym wplywie.

                        >Ale ci męźczyźni i tak przestaną być potrzebni, kiedy juź spłodzą dziecko:).
                        Będą mogli się tylko snuc w tle:))
                        > albo, jak pyziak, zwiać

                        no i mi sie przypomnial tekst kingi dunin, z ktorego zapamietalam najbardziej,
                        ze jezycjada przypomina momentami idee kobiecego obszaru kulturowego, z ktorego
                        mezczyzni sa wykluczeni. ale to juz sie zrobil borejkownowy obszar kulturowy,
                        niemal tylko kobiety, niemal tylko z klanu borejkow.
                        fajniej mi sie do jezycjady wraca, jak moge forum rownolegle poczytac ;)
                        • No coś w tym jest, zdecydowanie. Może i przez te kobiecość Jeżycjada jako
                          calość robi sie taka ciepła, ale z drugiej strony-ileż można:). Pierwiastek
                          męski jest bardzo potrzebny, chocby dla urozmaicenia:)

                          Swoją drogą, jak wracam do swoich wczesniejszych postów przeraża mnie ilośc
                          przypadków, w których zamiast "ż" wstawiłam "ź". Powodem tak dziwnych zmian
                          jest to, że częściej pisze na Macu, w ktorym te litery są odwrotnie:). Kiedy
                          siadam tak jak teraz do peceta, wszytsko mi się myli:)
                          • > Może i przez te kobiecość Jeżycjada jako
                            > calość robi sie taka ciepła, ale z drugiej strony-ileż można:). Pierwiastek
                            > męski jest bardzo potrzebny, chocby dla urozmaicenia:)

                            slusznie prawisz.
                            moze takim urozmaiceniem pierwiastkiem meskim jest wysuniecie na pierwszy plan
                            jozinka w jt, a w polewce prawdopodobnie miagwy? tylko jakos mnie nie tego
                            akurat brakuje ;)
                            tak sie zastanawiam - opisane sa mysli i uczucia jurka hajduka w klepce,
                            wolfiego w zabie, macka w opium, jozinka, czy kogos mi brakuje? chyba w
                            pozostalych watkach romansowych chlopakom do glow sie nie zaglada i tylko ich
                            obserwujemy/sluchamy? czy to wplywa na wasza sympatie do wyzej wymienionych?
                            • Chciałam dodać Maćka, ale przeciez o nim wspomniałaś.Szczerze mówiąc, nikogo
                              innego nie pamiętam. Ja lubię, kiedy zagląda sie bohaterowi w mysli, nawet
                              jeśli nie jest on tym głównym bohaterem książki, którego oczami oglądamy świat.
                              Jeźeli możemy być przez chwilę sami w jego głowie, odbieramy to chyba lepiej,
                              niź kiedy tylko czytamy komentarze narratora. W ogóle lubię, kiedy możemy sami
                              ocenic postac poprzez to, co mówi i co robi, a nie tylko przez komentarze. U MM
                              ostatnini czasy za dużo jest deklaracji, za mało akcji na ich poparcie. Patrz:
                              błogosławiona Gabrysia:)

                              Jeszcze Józinek jako główna postać JT był OK, dzieciak jest sympatyczny, ale
                              wizja miągwy jako głównej postaci czy narratora CP mnie przeraża:). Może IG
                              zmieni sie na lepsze, ale moim zdaniem jden tom na taką zmiane nie wystarczy:)
                              • > Chciałam dodać Maćka, ale przeciez o nim wspomniałaś.Szczerze mówiąc, nikogo
                                > innego nie pamiętam.
                                moze ktos jeszcze sie wypowie...

                                W ogóle lubię, kiedy możemy sami
                                > ocenic postac poprzez to, co mówi i co robi, a nie tylko przez komentarze. U MM
                                >
                                > ostatnini czasy za dużo jest deklaracji, za mało akcji na ich poparcie. Patrz:
                                > błogosławiona Gabrysia:)
                                wlasnie. co mowi, co robi, i co mysli, a opinie to niech juz sobie czytelnik
                                wyrabia. blogoslawiona Gabrysia to temat rzeka, dobrze juz zreszta opisany, ale
                                chyba najlepszy przyklad naddeklaratywnosci MM.
                                yyy, przeszyl mnie nagle dreszcz na sama mysl, co by bylo, gdyby MM w nastepnej
                                czesci pozwolila nam zajrzec do glowy biednego Pyziaka. bohater American Psycho
                                pewnie wypadlby na tym tle lepiej ;)

                                Może IG
                                > zmieni sie na lepsze, ale moim zdaniem jden tom na taką zmiane nie wystarczy:)
                                IG to chyba powinien wyladowac w szkole z internatem na ten jeden tom ;), moze
                                kontakt z innymi dziecmi i odciecie od rodziny go troche zmieni? podejrzewam, ze
                                takie zycie niemal tylko wsrod doroslych moze mu przynajmniej przejsciowo
                                utrudniac kontakty z rowiesnikami (choc, jak wiadomo, w swiecie borejkow
                                problemem to raczej nie bedzie), nie wiem tylko, kiedy jest juz za pozno, zeby
                                to naprawic.
                                wszystkie Gaby dzieci maja problemy, ale chyba tylko problemy Laury sa uwazane
                                za takie przez Borejkow. chociaz ja uwazam, ze Laury nie sa wcale najwieksze

    • nie wiem, pod którym postem to dopisać, bo kwestia jest natury ogolniejszej.
      Zauważyłyscie, że u Róży kwestia genów Pyziaka jest generalnie pomijana.
      Autorka umysliła sobie niepokalane poczęcie heroicznej świetej Różyczki od
      kurczaków? czy cos pominęłam?

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.