Dodaj do ulubionych

Przedziwne zachowania

01.01.07, 14:00
Czy zdarza się Wam, czytając Jeżycjadę, w pewnym momencie stwierdzić, że
pewne zachowania bohaterów są bardzo dziwne i trudno je sobie wyobrazić? Mnie
w tej chwili przychodzą do głowy dwie takie sytuacje:
1. Aniela wiezie torty na składkowego sylwestra, utkwiła w korku, no ale
pojawiło się jakaś okazja ruszenia - i co robi Aniela? Plunęła gumą do żucia
w dal. To znaczy gdzie, na przednią szybę? Taka akcja w wykonaniu elegantki w
kapeluszu?
2. Patrycja z Baltoną posilają się jej drugim śniadaniem w Syrence Bosto,
Baltona jednym uderzeniem dłoni dzieli jabłko na pół, a Patrycja "aż usta
rozdziawiła". Naprawdę taki niesłychany samczy wyczyn to był? I tak niewiele
wystarczyło, aby pannie Borejko zaimponować? I w ogóle tak bardzo plastycznie
wyobrażam sobie tę scenę (rozdziawienie), i budzi we mnie zażenowanie.
Coś jeszcze przychodzi Wam na myśl?
Edytor zaawansowany
  • biljana 01.01.07, 14:14
    odnosnie sytuacji Patrycja - Baltona, to ja mysle, ze panna Borejko juz byla tak
    zafascynowana Baltona, ze rozdziawienie ust bylo jak najwlasciwszym objawem:) bo
    ona chyba byla juz na etapie pt: "ach jak on pieknie pluje.. :)"
    --
    Gucio i Maja

    Forum Kabaty-Moczydło
  • onion68 01.01.07, 14:17
    Ale aż rozdziawiać się musiała? To takie nieestetyczne ;)
  • biljana 01.01.07, 14:30
    och, zaraz tam nieestetyczne:)
    Baltonie sie na pewno bardzo podobało ;P
    --
    Gucio i Maja

    Forum Kabaty-Moczydło
  • ready4freddy 06.01.07, 22:28
    a wiecie, ze nie zwrocilem uwagi na to rozdziawienie? jak zaba doslownie..:) ale ja bym to wrzucil do kategorii "obsuwki stylistyczne". gdyby stalo napisane, ze ow wyczyn pozostawil ja z otwartymi ze zdziwienia ustami, byloby OK :) albo gdyby autorka poszla naprawde na calosc i napisala, ze Pulpie szczeka opadla z wrazenia :) bo o to wszak chodzilo, czyz nie? :) swoja droga szczegoly techniczne istotnie zastanawiaja - widac Baltona jest lepszy niz Chuck Norris, bo nawet Chuck musialby podrzucic jablko w gore i przepolowic je slynnym kopniakiem z polobrotu :)
    --
    lody ruszyly, panowie przysiegli! defilade poprowadze osobiscie!
  • mallina 01.01.07, 15:55
    dla mnie rozdziawienie Patrycji to nic, gorzej ze te bulki chyba byly z cebula
    -to znacznie bardziej mniej romantyczne:-))))
    --
    .
  • iwoniaw 02.01.07, 17:52
    Lepiej do zlewu niż na ziemię, jak Patrycja gumę do żucia na wypucowane buty
    Marcelka... Ale to oczywiście ogoleni na łyso blokersi są powodem tego, iż ulice
    brudne i zaśmiecone, nieprawdaż? A przepraszam, Patrycja nie pluła na ulicy,
    tylko w kinie, tam zapewne sprzątaczki zamiotą... Obrzydliwe.

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • onion68 02.01.07, 19:19
    Otóż to. Plucie przeżutą gumą i plucie w ogóle nie mieści się moim zdaniem w
    żadnych standardach zachowania. Rzeczywiście, mogłabym to sobie jeszcze
    wyobrazić w wykonaniu właśnie jakiegoś łysego prymitywa. Czy pannom Borejko i
    przyjaciołom rzeczywiście tylko w wyniku napięć rynkowych brakowało ogłady? ;)
    I jeszcze nasuwa mi się kolejny przykład baardzo niekonwencjonalnego w
    negatywnym sensie zachowania - to reakcja Nutrii na oświadczyny Tunia. Wynika z
    tego, że była rzeczywiście zagubiona i niezdolna do normalnych relacji, skoro
    nie umiała wyrażać braku akceptacji dla jakiejś propozycji w sposób
    nieobraźliwy dla innych, a jedyne warianty jej zachowania to milkliwe
    przyzwolenie albo histeryczny sprzeciw, nic pomiędzy.
  • verdana 02.01.07, 19:45
    W ogole zwróciłyscie uwagę, ze Borejkowie& towarzystwo plują na potegę? Co
    jest?
    Dla mnie jednak albo Platon albo plucie.
    --
    Mops w naturalnym środowisku

    img182.imageshack.us/my.php?image=dsc06454rq.jpg
  • zieleniack 04.02.07, 18:56
    co kto lubi :D
  • laura-gomez 01.01.07, 16:06
    mnie się wydaje dziwaczne i niewyobrażalnie przykucie się Filipa do Natalii
    kajdankami w pociągu oraz to, że Nutria tak przed Nerwusem uciekała. podobne
    sceny zdarzaja się tylko w komediach romantycznych, w zyciu raczej nie. szkoda
    (?)
  • rapsodiagitana 01.01.07, 20:50
    Ja tam jestem pewna, że w życiu zdarzają się rzeczy, które przerastają
    wyobrażenia wszystkich scenarzystów świata ;) Sama znam kilka historii, w które
    bym raczej nie uwierzyła, gdybym zobaczyła je w filmie albo przeczytała o nich w
    książce...
    A sam wątek ciekawy, na razie nic mi nie przychodzi do głowy... ale kwestia czasu :)
    --
    ...w czerwonym żarze rzewnych żądz / płoniemy jak pochodnie / i opadamy w niebo
    śniąc / niewinnie i łagodnie...
  • yowah76 02.01.07, 12:09
    Oj, tak, tak... ja tez znam trzy historie , przy ktorych chowa sie przecietna
    telenowela, a nie sa to opowiesci z trzeciej reki a raczej z najblizszego
    sasiedztwa.
    Dla mnie dosc dziwne technicznie jest, jak on to jablko rozlupal. Przeciez
    musial miec jakis punkt oparcia. Na kolanie? Na drugiej rece? oj, nie bardzo.
    Na desce rozdzielczej? Nie pamietam, jak to wygladalo w syrenie... chyba, ze
    podrzucil i dosiegnal celnym ciosem w powietrzu, ale to juz nie telenowela,
    ale "Jednoreki mistrz" albo inne podobne dzielo...
    --
    ---------------------------------------------------
    - To wspaniale przyjecie - powiedzial Kwestor do krzesla. - Szkoda, ze mnie tu
    nie ma.
  • ready4freddy 06.01.07, 22:30
    a owszem, zdarzaja, ale akurat na ten numer z kajdankami to sa i paragrafy, i pewnie tez odpowiednie terminy medyczne :) szczerze mowiac rozdziawilem sie ze zdziwienia bardziej niz Pulpecja w syrence, kiedy czytalem ten fragment. ten Nerwus to doprawdy niezly wariat.
    --
    it's only called paranoia if you can't prove it
  • elwinga 02.01.07, 11:46
    Mnie się kojarzą dwie rzeczy:

    1. Idy oferta finansowego wsparcia siostrzenicy (w "Czarnej Polewce") motywowana
    tym, że ona i Marek "nie mają co zrobić z pieniędzmi" (posiadając dwoje własnych
    dzieci!), tzn. chodzi mi nawet mniej o samą ofertę, co o jej motywację, która
    jest dla mnie kompletnie nieprawdopodobna;
    2. Nie wiem, czy dobrze pamiętam, ale kojarzą mi się kilkakrotne (we wczesnych
    tomach zwłaszcza) opisy Gabrysi, zrywającej się rano z łóżka "jednym wspaniałym
    skokiem" czy jakoś tak. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, jakim cudem ona
    zrywając się tak gwałtownie nie dostawała zawrotów głowy. No, ale może to moja
    prywatna przypadłość i nie każdy tak ma.
  • jamniczysko 02.01.07, 11:51
    Na okoliczność pory roku wrzuciłam wczoraj "Kwiat kalafiora" i zemdliło mnie
    przy ciepłym mleku, podanym w towarzystwie ziemniaczków, podsmażanych na
    cebuli, które spożywał był m.in. Pyziak podczas swej pierwszej kolacji w domu
    Borejków.

    Druga rzecz, to kanapki z kiełbasą czosnkową, które wyczuł z torby Patrycji, a
    następnie pochłonął Baltona tuż przed ich pierwszym pocałunkiem.
  • ginestra 02.01.07, 12:10
    Apropos kanapek Pulpy w syrence i pocałunku - ja miałam podobne odczucia podczas
    czytania tej sceny, ALE - jakoś miałam też wrażenie, że to wielkie jabłko
    schrupane po kanapkach przez tę miłą parę wprowadzone jest do fabuły rozmyślnie
    w celu zneutralizowania wszelkich aluzji do czosnkowej kiełbasy, odświeżenia
    atmosfery itp. oraz przygotowania klimatu (a zwłaszcza przygotowania czytelnika)
    do tego pocałunku...

    Pozdrawiam!
  • berek_76 03.01.07, 13:26
    > Na okoliczność pory roku wrzuciłam wczoraj "Kwiat kalafiora" i zemdliło mnie
    > przy ciepłym mleku, podanym w towarzystwie ziemniaczków, podsmażanych na
    > cebuli, które spożywał był m.in. Pyziak podczas swej pierwszej kolacji w domu
    > Borejków.

    U mnie w rodzinie występuje tzw. królewskie śniadanie - specjalny rodzaj klusek
    na mleku 9ciepłym, ofkors), a do tego ziemniaczki ze skwarkami tyou wiórki, ze
    słoniny.

    Normalni ludzie mdleją, my się zajadamy :D

    -----------------------
    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
  • jamniczysko 03.01.07, 13:40
    I nie pędzicie potem na wyścigi tam, gdzie król chodzi piechotą? (w końcu jak
    królewskie, to królewskie...)
  • baba67 03.01.07, 20:53
    Ja tez lubie kluski na mleku, ale ziemniakui to z kwasnym albo maslanka.
    Niemniej cieple z ziemniakami nie budzi zadnych odruchow.Po prostu kwestia
    smakow rodzinnych.
    --
    Czasem wydaje mi się, że wszystko rozumiem.
    I nagle odzyskuję świadomość.
  • jamniczysko 04.01.07, 09:11
    ...i z cebulą, i z cebulą... :-/
  • berek_76 04.01.07, 22:18
    No, cebuli u nas nie ma. Ale i tak uważam, że to tylko kwestia przyzwyczajeń :D

    -----------------------
    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
  • rapsodiagitana 02.01.07, 12:04
    > 2. Nie wiem, czy dobrze pamiętam, ale kojarzą mi się kilkakrotne (we wczesnych
    > tomach zwłaszcza) opisy Gabrysi, zrywającej się rano z łóżka "jednym wspaniałym
    > skokiem" czy jakoś tak. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, jakim cudem ona
    > zrywając się tak gwałtownie nie dostawała zawrotów głowy. No, ale może to moja
    > prywatna przypadłość i nie każdy tak ma.

    Oooo, dokładnie tak :) Też mnie to zawsze bawiło. I to nie tylko z powodu
    zawrotów głowy, ale dlatego, że samo wyobrażenie sobie zerwania się z pozycji
    leżącej "jednym, sprężystym skokiem" sprawia, że widzę jakąś dziwaczną akrobację
    w stylu superbohaterów z kreskówek. No bo ja, jakbym się sprężyście z łóżka nie
    zrywała, to zawsze w co najmniej dwóch ruchach... Pewnie przesadzam, ale
    naprawdę, zawsze się przy tym zwrocie uśmiecham.
    --
    ...w czerwonym żarze rzewnych żądz / płoniemy jak pochodnie / i opadamy w niebo
    śniąc / niewinnie i łagodnie...
  • soova 02.01.07, 12:16
    Niech mnie koleżanki poprawią, bo nie mam własnego egzemplarza "Szóstej klepki"
    i książkę tę czytałam, kiedy byłam zbliżona wiekiem do głównej bohaterki, czyli
    bardziej niż dawno :-), ale przypomiam sobie coś takiego. Jest tam wątek
    koleżanki pięknej Julii ze studiów (nawet nie pamiętam jej imienia), która
    zaszła w ślubną oczywiście ciążę, ale zła właścicielka sublokatorskiego pokoju
    wymówiła im mieszkanie, wobec czego młode małżeństwo przygarnęli Żakowie. I
    pamiętam dobrze, że w książce jest takie miejsce, gdzie mowa, że ta dziewczyna
    nie sprawia Żakom w ogóle żadnego problemu i że nawet nie wiedzą, kiedy ona
    zjada posiłki, bo jada głównie jakieś topione serki! Rozumiem jakieś tam
    zachcianki kobiet ciężarnych, ale z tego, co mi wiadomo, występują one raczej na
    początku ciąży, a ta dziewczyna przeprowadziła się do Żaków już na etapie
    bardzie zaawansowanym, serki pleśniowe to właśnie jest menu w ciąży niezalecane
    (może w latach 70-tych tak nie było?), a poza tym jak to jest możliwe, że w
    takiej bardzo sympatycznej rodzinie, w której są dwie matki, mama Żakowa i
    ciocia Wiesia, nikt się nie zainteresował tym, czym sie ta dziewczyna właściwie
    odżywia? Oprócz tego nie rozumiem też, jak to jest możliwe, że nikt z własnych
    rodzin tej dziewczyny i jej męża nie wykazał cienia zainteresowania ich losem -
    dziecko bądź co bądz pochodziło z wpadki, ale w legalnym związku, więc odpada
    argument o wyklęciu wyrodnej córki, co wyjechała studiować i się w dużym mieście
    puściła. To ostatnie spostrzeżenie umieszczam z zastrzezeniem, że książkę
    czytałam dawno, więc proszę o poprawienie, jeżeli coś pokręciłam.


    -------------
    Hajo Hajo Ipsenajo!
  • baba67 02.01.07, 12:38
    Serki topione nie znaczy ze plesniowe.
    Akurat w latach 70-tych ktore pamietam z wieku podstawowkowego bardzo zalecano
    serki topione jako zdrowe(a najbardziej ze dostepnie- i o to chodzilo).
    Zawieraly sporo wapnia i bywaly smacznie(bo w latach 70-tych pieczono bardzo
    smaczny chleb WSZEDZiE- moze dlatego :-)Pamietal serek tylzycki z szynka i
    dowcip: zamienie serek z szynka na szynke bez serka.Szynki i Zakow nie jadano, a
    trudno oczekiwac, zeby Krystyna po nia stala.
    Co do rodziny-Krystyna pochodzila z niezamoznej rodziny, studia to byla wielka
    szansa, przerywac ich z powodu ciazy nie chciala co zrozumiale.Ze znalezieniem
    pokoju bedac w ciazy zawsze byly problemy ze wzgledu na drakonskie przepisy
    meldunkowe i prawo,ktore przyznawalo osobie zameldowanej takie samo prawo do
    mieszkania jak dotychczasowemu wlascicielowi.Wlasciciele meszkan panicznie bali
    sie mlodych malzenstw i ja sie nie dziwie.

    Akurat watek Krystyny jest dosc prawdopodobny do momentu narodzin dziecka.
    Potem z cichej i taktownej dziewczyny wychodzi jaks wygodnicka egoistka-budzi
    Cesie po nocach, zeby jej dziecko bawila, nie mowiac juz o wyreczniu w kapieli i
    praniu pieluch! To jest dla mnie szokujace.
    --
    Czasem wydaje mi się, że wszystko rozumiem.
    I nagle odzyskuję świadomość.
  • the_dzidka 02.01.07, 14:36
    > Akurat watek Krystyny jest dosc prawdopodobny do momentu narodzin dziecka.
    > Potem z cichej i taktownej dziewczyny wychodzi jaks wygodnicka egoistka-budzi
    > Cesie po nocach, zeby jej dziecko bawila, nie mowiac juz o wyreczniu w
    kapieli
    > i praniu pieluch!

    EE! O ile ja dobrze pamiętam, Krystyna obsługiwała swoje dziecię w pełnym
    wymiarze. Wyjątkiem była pierwsza kąpiel, kiedy to Krystyna zwyczajnie bała się
    dziecka dotknąć, i zrobiła z tego takie zamieszanie, że Cesia spokojnie, nie
    niepokojona, wykąpała małą.
    Krystyna pojawia się przy każdej scenie zajmowania się dzieckiem, wąsaty Wojtek
    pomaga cioci Wiesi przy praniu pieluch... Nigdzi enie jest powiedziane, że oni
    zwalili to na Ceśkę, która też pomagała im dobrowolcem. Jeśli ktoś tutaj sie
    wyłamywał, to Julia, która zdaje się najpierw deklarowała pomoc przyszłej
    mamusi, a potem zrejterowała spać na wieżę, bo tam nie słychać wrzasków
    dzieciaka. Ale Julia zawsze była pasożytem.

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • baba67 02.01.07, 19:33

    Ja nie pisze, ze Krystyna sie dzieckiem nie zajmowala w ogole. Co do kapieli do
    nie bylo jednorazowo, bo wspomniane jest, ze Cesia przejela kapanie jako ta co
    to robi najlepiej.Kapanie i budzenie po nocy skonczylo sie, kiedy Ceska zamknela
    sie w wiezy.Nawet przyjazd meza nic w tej materii nie zmienil.
    Jeszcze pomoc w praniu to rozumiem, ale kapania i wstawania w nocy juz nie.
    --
    Czasem wydaje mi się, że wszystko rozumiem.
    I nagle odzyskuję świadomość.
  • soova 02.01.07, 14:47
    baba67 napisał:

    > Co do rodziny-Krystyna pochodzila z niezamoznej rodziny, studia to byla wielka
    > szansa, przerywac ich z powodu ciazy nie chciala co zrozumiale.

    Ale mi nie chodziło o przerwanie czy nieprzerwanie studiów, tylko o fakt, że ani
    jedna ani druga rodzina się nie zainteresowała całą sytuacją. Czasami
    rzeczywiście rodziny nie obchodzi, jak sobie radzi przyszła matka czy oboje
    rodzice, ale zwykle są to sytuacje, w których brak ślubu. Tu zaś ślub był, więc
    mogłaby być przynajmniej jakas mała wzmianka, że np. rodzicom jednym czy drugim
    jest ciężko, ale przysyłają np. córce do Poznania jakieś produkty rolne :-)
    itp., tymczasem nic takiego.




    --
    Hajo Hajo Ipsenajo!
  • dakota77 02.01.07, 15:15
    soova napisała:

    > mogłaby być przynajmniej jakas mała wzmianka, że np. rodzicom jednym czy drugim
    > jest ciężko, ale przysyłają np. córce do Poznania jakieś produkty rolne :-)
    > itp., tymczasem nic takiego.

    Racja, MM ma dziwna awersje do takich drobnych wzmianek, ktore czasem bardzo by sie przydaly. Nie trzeba pisac calej sceny czy rozdzialu, by pokazac pelna sytuacje. Tak samo drazni mnie np. to, ze nigdy chocby w jednymz daniu autorka nie wspomina, ze u Borejkow byla z wizyta Elka. Albo ze Grzegorz z Gabrysia poszedl na obiad do ojca. takie drobiazgi, ale wazne.


    --
    I may be bad...but I feel goood;-)
  • soova 02.01.07, 15:32
    dakota77 napisała:


    Racja, MM ma dziwna awersje do takich drobnych wzmianek, ktore czasem bardzo by
    > sie przydaly.

    Bo to się chyba nie tyle awersja, ile braki warsztatowe nazywa. Sa wielotomowe
    sagi (np. "Krystyna corka Lawransa", "Saga rodu Forsyte'ów", nasze "Noce i
    dnie"), w których roi się od takich postaci pobocznych :-), luźno powiązanych z
    głównymi bohaterami biegiem akcji, ale na tyle blisko np. z nimi spokrewnionych
    czy związanych, że trzeba o nich od czasu do czasu wspomnieć. I okazuje się, że
    można nad nimi "zapanować". Gdzieś czytałam, że Dąbrowska umieściła w NiD
    łącznie kilkaset postaci - nie przypominam sobie, żeby któreś wątki nagle się
    urywały czy zawieszały. Galsworthy skoncentrował akcję na losach praktycznie
    tylko dwóch z dziesięciu gałęzi rodziny Forsyte'ów, ale co jakiś czas umieszczał
    takie bardzo ogólne informacje, co się dzieje z innymi osobami (ten np. walczył
    w I wojnie we Francji, tamten został aktorem, dwie młodsze siostry głownego
    bohatera wyszły za mąż itp.). W Jeżycjadzie ta redakcyjna staranność nieco
    szwankuje. Może niesprawedliwie nieco kieruję zarzuty w strone "Szóstej klepki",
    bo to jest jedna z pierwszych ksiażek, kiedy to autorce pewnie się nawet nie
    śniło, czym to się skończy, ale takie np. wielokrotnie wypominane na tym formum
    "zgubienie" Elki już nie powinno mieć miejsca. Zwłaszcza, że, jak przypuszczam,
    autorka może pozwolić sobie i na komputer i na asystenta do opracowywania takich
    detali.

    --
    Hajo Hajo Ipsenajo!
  • dakota77 02.01.07, 15:41
    soova napisała:


    >
    > Bo to się chyba nie tyle awersja, ile braki warsztatowe nazywa.

    Nie chcialam byc okrutna, ot co:). Ale masz racje, ze to braki warsztatowe, autorce material wymyka sie niesttey z rak.
    --
    I may be bad...but I feel goood;-)
  • the_dzidka 02.01.07, 15:55
    Teraz to się czepiacie. Nie było żadnej małej wzmianki, no i co z tego? A może
    młodzi postanowili radzić sobie sami, żeby biednych rodziców nie obciążać? A
    może Wojtek ma tylko matkę, która nie jest w stanie mu pomóc, a rodzice
    Krystyny - jeszcze sześcioro dzieci w wieku szkolnym?
    Aniela też nie wisiała na ojcu, tylko sama wzięła sprawy w swoje ręce, prawda?

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • dakota77 02.01.07, 16:17
    A co zlego byloby w zamieszczeniu amlutkiej wzmianki o tej biednej rodzinie czy drobnym rodzenstwie? Zwykle ludziom pomaga rodzina, nie obcy ludzie.
    --
    I may be bad...but I feel goood;-)
  • magda_b 02.01.07, 16:38
    wydaje mi się, że wielu z nas tutaj chciałoby wiedzieć, co się dzieje z dawnymi
    bohaterami, że ich historia nie zamknęła się kiedyś tam, ale ma jakiś dalszy
    ciąg. Ja osobiście jednak nie jestm zwolenniczką krótkich wzmianek, bo
    pozostawiają pewien niedosyt, albo są pisane "na odwal"-chcecie wiedzieć co u
    tego u tej lub tego to ok, rzucimy informację i czujcie się usatysfakcjonowani.
    Poza tym MM rzeczywiscie nie panuje nad bohaterami, których stworzyła i
    zupełnie nie ma sensu wprowadzania nowych postaci. Jeśli tomów ma być równa
    liczba tzn 20, to niech to będzie rzetelnie opowiedziana historia obecnych 30-
    40 latków.
  • the_dzidka 02.01.07, 18:20
    Ale po co, skoro to niczego nie wnosi do akcji?

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • uccello 18.01.07, 11:47
    odpowiedz na post soovy
    fajne te soowie ooczy:)

    Co do opieki rodziców Krystyny i jej męża. W latach 70tych, żyło się na wsi
    nieźle. Przynajmniej wiekszej części. Wyjazd dzieci na studia nie był
    traktowany jako awans, ani szansa , ale jako_______ ucieczka_______( nomen
    omen) z roli. Może rodzice chcieli takich przemadrzałych młodzików, co to
    chcieli pójśc "w pany", głodem wziąć?
    Żeby spokornieli i wrócili gdzie ich miejsce?
  • mmk9 04.02.07, 14:38
    "małorolny ojciec w województwie rzeszowskim " tam było. Chudopachołek. Pewnie
    kiełbasy mogl przysłać 2 razy do roku i na pewno przysyłał, zaraz tam "głodem".
    Jeszcze chłopaka, to rozumiem, ale z dziewczyny co za następca w
    gospodarstwie ? NIe sądzę, żeby ten niedosyt pomocy rodziny Krystyny był
    jakiś nienaturalny czy źle świadczył o rodzinie.
  • paulla10 26.08.07, 18:11
    Może Krystyna nie miała ochoty na makaronik w sosie mediolańskim? ;)
  • tygrys2112 02.01.07, 17:24
    > 1. Aniela wiezie torty na składkowego sylwestra, utkwiła w korku, no ale
    > pojawiło się jakaś okazja ruszenia - i co robi Aniela? Plunęła gumą do żucia
    > w dal. To znaczy gdzie, na przednią szybę?
    może splunęła w bok przez otwarte okno, np. w samochód sąsiedniego kierowcy. ;)

    Taka akcja w wykonaniu elegantki w
    > kapeluszu?
    nie tylko kapelusz świadczy o elegancji. Kłamczusze zdarzały się różne
    nieeleganckie zachowania, więc nawet mnie to nie dziwi.

    Mnie osobiście niewiarygodne wydaje się chowanie się Róży i Fryderyka w stogu
    siana. :) Oglądałam kiedyś program o burzach i tam było wyraźnie powiedziane,
    że nie powinno się chować pod elementami krajobrazu, które są wysokie, np.
    drzewami itp. A stóg siana też się do nich zalicza.
  • dakota77 02.01.07, 17:38
    tygrys2112 napisała:

    > nie tylko kapelusz świadczy o elegancji. Kłamczusze zdarzały się różne
    > nieeleganckie zachowania, więc nawet mnie to nie dziwi.
    >
    Niemniej Klamczucha jest zawsze przedstawiana jako elegantka. Znow komenatrze odautorskie pokazuja cos innego, niz zachowanie samej postaci.


    --
    I may be bad...but I feel goood;-)
  • ciuszek15 02.01.07, 17:52
    > Niemniej Klamczucha jest zawsze przedstawiana jako elegantka. Znow komenatrze
    o
    > dautorskie pokazuja cos innego, niz zachowanie samej postaci.

    Zewnętrznie tak. :) Zastanawiam się właśnie, czy autorka nie pokazuje jej tak
    celowo: osoba, u której zadbany wygląd kompletnie nie idzie w parze z
    zachowaniem. :) U Anieli aż roi się od nietaktów. :)
  • lorelai30 03.02.07, 23:31
    A nie zwróciliście uwagi, że, przynajmniej w niektórych częściach, dobre maniery
    charakteryzują bahaterów negatywnych, bo pozytywni (Borejkowie) preferują
    radosną spontaniczność? W IŚ jest wprost przeciwstawione wzorowe zachowanie przy
    stole młodych Lisieckich (tych samych, co dręczyli pieska), zachowaniu Natalii i
    Pulpecji, które siorpały, wkładały za paznokcie szczypiorek itp. Estetyczne
    jedzenie w wykonaniu Paulinki wręcz napawa Idę niesmakiem (odkurzacz).
    Zachowanie Pulpy wobec Marcelka jest zwyczajnie chamskie. Kłamczucha wpisuje się
    w ten ciąg przykładów doskonale. A sposób, w jaki jej mąż narzuca swą obecność
    Grzesiowi i Grabrieli?
  • onion68 04.02.07, 08:03
    Moim zdaniem, bardzo ciekawe i trafne spostrzeżenie! Oznaczałoby to, że szeroko
    pojęta kindersztuba (zaliczam do niej szacunek dla drugiej osoby, niezależnie
    czy wzbudza naszą sympatię, czy nie) to w Jeżycjadzie synonim obłudy i
    skrępowania, tłumienia naturalności i szczerości w zachowaniu.
    Z drugiej strony, te drobne wykroczenia przeciwko niej w wykonaniu dzieci,
    przyczyniają się do przybliżenia i ocieplenia wizerunku rodzin (ach,
    Mamerciątka). Ale tylko dzieci! Zachowanie Pulpy wobec Marcela zawsze budziło
    mój niesmak. I wcale nie uważam, że jego późniejsze postępowanie to
    usprawiedliwia - robi raczej na mnie wrażenie takiego przejęzyczenia, wiecie,
    kiedy wychodzi nam wypowiedź o znaczeniu innym, niż zamierzone. Przynajmniej
    mnie zdarzyło się to kilka razy, chociaż nie do tego stopnia. A jeśli nawet
    nie, to nie musiała też Pulpa wytaczać tych wszystkich dział obrażonej cnoty,
    sytuacja spokojnie pozwalała na obrócenie jej w żart, a znajomość mogła być
    zakończona w mniej "huczny" sposób. Mówię tu o scenie wręczania prezentu na
    Walentynki. Wszystko, co było potem (te jakieś sceny w samochodzie, które
    mgliście pamiętam, przyznaję) były skutkiem postępowania Pulpy, na przemian
    robiącej chłopakowi nadzieję i upokarzającej go.
    I jeszcze zastanawiam się, za co małe Borejkówny były karcone (bo ustaliliśmy
    już, że były), skoro elementarnych zasad dobrego wychowania im nie wpojono? Za
    niechęć do studiowania Plutarcha? ;) A wzorce rodzicielskie?
  • ready4freddy 04.02.07, 13:55
    ustalmy kilka faktow :) przede wszystkim to nie Marcelek wreczal Pulpie
    popielniczke na Walentynki, tylko Jacunio, ten od czerwonego opla (Marcelek mial
    malego fiata). nic nie wiadomo o tym, czy Jacuniowi Pulpa robila jakiekolwiek
    nadzieje :) co do samego Marcelka, to jednak nie wydawa mie sie, zeby jego
    wspomniane zachowanie bylo czyms, co "mialo wygladac inaczej", czy nie, ale
    trudno je usprawiedliwic robieniem mu przez Pulpe nadziei (ktorych. o ile
    pamietam, specjalnie mu nie robila, raczej zawsze wylewala mu kubly zimnej wody
    na glowe). w "scenie w samochodzie" Marcelek strasznie gledzi, natomiast potem,
    kiedy Pulpa nie chce z im dalej jechac, probuje ja do tego zmusic przemoca.
    swietnie by sie dogadal z tym drugim psycholem, co to kajdankami w pociagu
    przykuwal.
    i nie powiem, ale jest mi dosc dziwnie przeczytac wypowiedz kobiety, ktora owa
    przemoc usprawiedliwia "robieniemu Marcelkowi nadziei". wiesz co? przeczytaj
    sobie jeszcze raz "Pulpecje" ;)
    --
    hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real
    live dead alien body.
  • onion68 04.02.07, 14:34
    ready4freddy napisał:

    > wiesz co? przeczytaj
    > sobie jeszcze raz "Pulpecje" ;)

    Wygląda na to, że powinnam ;)
    Ale zdania na temat postępowania Pulpecji nie zmienię - po co wsiadała do
    samochodu nielubianego człowieka? Na brak sympatii do kogoś jest lekarstwo
    proste lecz skuteczne - minimum kontaktów.
  • baba67 04.02.07, 14:55
    Ale dlaczego nielubianego ?
    Przeciez nie mozna powiedziec, ze ona go nie lubila do momentu kiedy sie wobec
    niej po chamsku zachowal (on, nie Patrycja), a to bylo wlasnie finalem tego
    wsiadania.
    Dotychczas staral sie byc dla niej mily, mimo kubla zimnej wody w sylwestrowa
    noc Marcelek umawia sie z nia do kina, zostawia jej kwiaty, proponuje pomoc z
    matematyki(Patrycja nie skorzysta-wie, ze mimo korzysci byloby to juz zbyt
    zobowiazujace), kwiaty zostawil, zatem nie zostawil P. miejsca na reakcje.
    Powstaje pytanie- czy wiedzac, ze Marcelek sie w niej kocha powinna sie z nim
    umawiac do kina. Nie wiemy czyja to byla propozycja, ale nie bylo to wyjscie we
    dwoje, Marcel nie byl zdziwiony kiedy zobaczylTomka, Elke i Rome, zatem mial
    swiadomoscze jest to towarzyskie wyjscie ze znanymi ludzmi.
    Nie widze tutaj niczego dziwnego ani nie fair. Moze powinna podziekowac za
    podwiezienie, ale byla w dzowacznym stanie ducha, wiec na grzecznosc zareagowala
    machinalnie.
    --
    Czasem wydaje mi się, że wszystko rozumiem.
    I nagle odzyskuję świadomość.
  • ida19851 19.05.07, 13:36
    Pulpecja nie robiła Marcelkowi żadnych nadziei, była w stosunku do niego
    chamska i niemiła. gdyby ten chłopak miał trochę ambicji, dałby sobie z nią
    spokój dużo wcześniej.
    zresztą najlepszym dowodem na to, że Pulpa nie dawała Marcelowi żadnych
    nadziei, jest to, że kiedy ten zaproponował jej szybką powtórkę materiału przed
    maturę z nadzieją, iż to ich do siebie zbliży, dziewczyna definitywnie mu
    odmówiła, mimo że naprawdę potrzebowała jego pomocy.
  • baba67 04.02.07, 14:43
    Ja tam zadnego robienia nadziei nie widze, onion inaczej patrzy na facetow niz
    ja i dlatego widzi czego ja nie widze, ale dyskusja jest otwarta.
    No bo gdzie te nadzieje jesli chodzi o Jacunia?
    Jesli sie do niej zalecal i w zwiazku z tym byl dla niej mily, to trudno, zeby
    na niego warczala.A facet jesli nie ma samokrytycyzmu po prostu wszystko bierze
    za dobra monete.
    Czy pojscie z Marcelem na sylwestra do kolezanki jest zobowiazujace? Czy ona
    robila do niego slodkie oczy? Traktuje go jak kolege z ktorym idzie na
    Sylwestra, nie chce mu dac buzi, bo niby dlaczego mialaby?
    I gdzie to chamstwo , bo tez nie widze?
    --
    Czasem wydaje mi się, że wszystko rozumiem.
    I nagle odzyskuję świadomość.
  • onion68 04.02.07, 15:25
    Przestaję się niniejszym upierać przy nadziei, bo jak kolega Freddy dowiódł,
    meandry akcji "Pulpecji" już mi się zatarły w pamięci.
    Ale chyba nie mylę się, że jednak Pulpa trochę wodziła tych chłopców za nos? I
    tak mi się widzi, że Marcela na przemian przyciągała, po czym okazywała mu
    lekceważenie.
    Ale ok, najpierw muszę odrobić pracę domową ;)
  • onion68 04.02.07, 17:33
    baba67 napisał:

    > onion inaczej patrzy na facetow niz
    > ja

    Muszę jednak przyznać się, Babo, że byty literackie traktuję pobłażliwiej, niż
    rzeczywiste ;)
  • baba67 04.02.07, 23:14
    ja chyba surowiej :-)
    --
    Czasem wydaje mi się, że wszystko rozumiem.
    I nagle odzyskuję świadomość.
  • lorelai30 04.02.07, 18:20
    baba67 napisał:

    > I gdzie to chamstwo , bo tez nie widze?

    O brak manier chodziło mi konkretnie, o brak manier. O to, jak się zachowuje
    Pulpecja, kiedy Marcelek przychodzi umówiony z nią na sylwestra. Można tę scenę
    i tak odczytać, że szczera była i nadziei mu nie robiła :). Trudno jednak uznać,
    że zachowywała się przesadnie kulturalnie.
  • baba67 04.02.07, 23:13
    No tu bym sie zgodzila, brak manier rzeczywiscie. Jednak pasuje do Pulpecji.
    Manier oczekiwabym raczej od Natalii nawet od swietej Gabrieli, bo Idusia...no
    coz tu bym taka pewna nie byla:-)
    --
    Czasem wydaje mi się, że wszystko rozumiem.
    I nagle odzyskuję świadomość.
  • onion68 04.02.07, 15:16
    Nie chciałabym jednak, aby powstało wrażenie, że usprawiedliwiam postępowanie
    Marcela, bo tak nie jest.
  • ready4freddy 04.02.07, 15:25
    no, i to by bylo wlasnie "przejezyczenie" :) domyslam sie, ze nie chcialas
    usprawiedliwiac ciagniecia Pulpy przemoca do samochodu jej "robieniem nadziei"
    Marcelkowi, ale tak troche wyszlo :) jednym slowem nie zawadzi wrocic do
    "Pulpecji" ;) a tak swoja droga to fakt faktem, ze Pulpa do tych swoich
    wzdychulcow odnosi sie czasem dosc nieprzyjemnie.
    --
    hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real
    live dead alien body.
  • tygrys2112 06.02.07, 14:59
    ale Pulpecja robiła nadzieję Marcelkowi! jeśli ktoś mnie NIE INTERESUJE, to NIE
    IDĘ z nim jako dziewczyna na Sylwestra, nie wychodzę na kawę i już. O ile
    historia Pulpy i Baltony mi się podoba, o tyle jej traktowanie mężczyzn nie
    bardzo. Uważam zachowanie Marcelka na końcu za niedopuszczalne i nie miał prawa
    traktować Pulpecji z przemocą, ale zachowania Pulpecji na pewno nie zaaprobuję.
  • baba67 06.02.07, 21:11
    Jako dziewczyna Marcela ????-naprawde uwazasz ze pojscie na Sylwestra to jak
    zareczyny? I nie robila mu zadnych nadziei od poczatku bylo jasne, ze ida tam po
    kolezensku, do kina tez.
    Moze teraz jest inaczej (jesli tak, to wspolczuje), ale za moich czasow
    studenckich czy licealnych nie trzeba bylo byc kims romantycznie
    zainteresowanymm zeby pojsc razem na impreze czy na kawe , do kina czy sie
    wspolnie pouczyc.
    --
    Czasem wydaje mi się, że wszystko rozumiem.
    I nagle odzyskuję świadomość.
  • tygrys2112 06.02.07, 21:28
    nie mówię, że jak zaręczyny, ale wyjście z kimś to sygnał, że potencjalnie może
    coś z tego być. Wątpię, żeby każdy miał taką filozofię jak ja i że moja jest
    absolutnie dobra. Może jestem staroświecka, ale z zasady nie umawiam się z
    nikim, kto mnie nie interesuje. Po co mam tracić czas jego i swój? A skoro
    ciągała Marcela tu i tam to miał prawo mieć wobec niej oczekiwania. Przyzwoliła
    na to i w tym sensie ponosi odpowiedzialność za jego frustrację. To, że on
    zachował się na końcu jak gbur to osobna kwestia.

    Wspólne uczenie się to coś zupełnie innego, więc nie wrzucałabym tego do jednej
    beczki z kawą, imprezą czy kinem.
  • jottka 06.02.07, 21:36
    tygrys2112 napisała:

    > nie mówię, że jak zaręczyny, ale wyjście z kimś to sygnał, że potencjalnie
    może coś z tego być.


    łomatko, czy ty wszystkich ludzi płci odmiennej postrzegasz przez pryzmat
    relacji seksualnych? nawet potencjalnych, wszystko jedno:) posiadam i posiadałam
    w życiu paru kolegów oraz przyjaciół, z którymi wychodziłam do kina, jeździłam
    na wycieczki i inne takie, z tego tylko prostego powodu, że sie wzajem lubiliśmy
    normalnie jak ludzie, bez dawania sobie sygnałów godowych.
  • tygrys2112 06.02.07, 21:44
    nie. ale jeśli jest to osoba obca, z którą się szczególnie nie przyjaźnię (a
    ponieważ czytałaś Pulpecję, to wiesz, że Pulpecja nie postrzegała Marcelka jako
    przyjaciela), to uważam, że ma to raczej charakter randkowy. Jeśli traktuję
    kogoś jak dobrego kolegę, to czemu nie. Ale wtedy znam tę osobę o wiele dłużej
    i bynajmniej nie postrzegam jej tak jak Pulpecja Marcelka.
  • tygrys2112 06.02.07, 21:46
    on jej akurat dawał do zrozumienia, że oczekuje czegoś więcej i ponieważ ona to
    odrzuciła, a jako kolega ją nudził, powinna była sobie dać święty spokój i nie
    bawić się jego uczuciami.
  • lorelai30 06.02.07, 23:21
    Ale to bardzo wygodny układ jest. Niby odpala się wielbiciela, ale jako
    "przyjaciel", "kolega" pozostaje, że tak powiem, pod telefonem. Bez zobowiązań
    można go potem wzywać, jak szafę trzeba przenieść, gwóźdź wbić, na imprezę lub
    do kina towarzystwo potrzebne. Ona nie ma zobowiązań, on - możliwości, żeby
    zapomnieć. Widywałam takie sytuacje ciągnące się całymi latami, zanim się facet
    otrząsnął, albo dziewczyna znalazła kogoś na stałe i to sprawę ostatecznie
    wyjaśniło.
  • ready4freddy 07.02.07, 00:25
    > Ale to bardzo wygodny układ jest. Niby odpala się wielbiciela, ale jako
    > "przyjaciel", "kolega" pozostaje, że tak powiem, pod telefonem.

    jak to ujal Karol ojciec Karoliny w pewnym bardzo glupim filmie, ktory niedawno obejrzalem "trzymam go na stendbaju 24 godziny na dobe" :)
    --
    hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real live dead alien body.
  • jottka 07.02.07, 00:36
    eno, redifredi, nie rób z idolki wrednej baby! mętnie pamiętam, ale oni się
    bodaj z patrycją znali ze szkółki i to marcelek przyplątywał się intensywnie w
    charakterze dobrego kumpla, a nie odwrotnie. w sensie - patrycja nie miała
    obowiązku robić za dobre serduszko i przewidywać jego rozdrapy uczuciowe.

    chciał się widywać, psze bardzo, miała go za drzwi wyrzucać? a że traktowała go
    raczej surowo, to on był powinien wnioski wyciągać, a nie ona:) akurat dla niej
    to nie był wygodny układ, do romy na sylwestra mogła pójść i sama.
  • tygrys2112 07.02.07, 00:38
    a to że chciał ją pocałować to nic nie znaczy prawda? ależ skąd ona mogła się
    domyślać, że się mu podoba.
  • jottka 07.02.07, 00:49
    chwilke, ale ty cokolwiek mylisz pojęcia i chronologie - z tego, co pamiętam, to
    u początku historii patrycja uprzejmie namolnego kolegi za drzwi nie wyrzuca i
    godzi sie na jego propozycję sylwestrowego wyjścia, natomiast traktuje go
    zdecydowanie chłodno, bo zdaje sobie sprawę, że marcelek żywi nadzieje, a te jej
    nie odpowiadają. człowiekowi na poziomie to wystarcza, żeby dodać dwa do dwóch,
    czyli pojąć bolesną prawdę, nie trzeba mu jej wkładać łopatą do głowy, a tak
    rzecz się ma z natrętnym marcelkiem.

    żenująca cokolwiek próba pocałunku następuje później, marcelek zdaje sobie już
    świetnie sprawę z braku uczuć patrycji względem niego, ale próbuje, no bo co mu
    właściwie szkodzi? wzruszające to nie jest, raczej na chamowatą głupotę zakrawa,
    ona już mu iks razy dała do zrozumienia, że jej nie interesuje. raczej bym
    podejrzewała, że nieszczęsna pulpa padła ofiarą romantycznych lektur, gdzie
    dżentelmenowi jedno słówko wystarczyło, żeby się z taktem usuwał:(

  • tygrys2112 07.02.07, 00:55
    a to jak marcelek przystawiał się do niej w kinie, a jak powiedział, że
    chciałby się wspólnie uczyć, bo to by ich zbliżyło? Jest masa takich momentów.
  • ready4freddy 07.02.07, 00:43
    alez skad, ja - z Pulpy? wredna babe? a gdziezby :) wlasnie chcialem napisac (i pisze), ze na "problem" mozna spojrzec z obu stron :) Marcelkowi Pupla sie podoba i fakt, ze idzie z nim tu czy tam pozwala mu myslec, ze moze cos z tego bedzie. wiec to on sobie robi nadzieje, poki co. sadzac z zachowania Pulpy i solidnych kublow wylewanych na leb, nieslusznie. z perspektywy Pulpy wcale nie musi to byc "robienie nadziei", swiadome czy nie - nie ma z kim isc, to idzie z Marcelkiem, skoro ja ze soba ciagnie. i wilk glodny, i owca tez nie calkiem cala :)
    --
    hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real live dead alien body.
  • tygrys2112 07.02.07, 00:49
    nie ma z kim isc, to idzie z Marc
    > elkiem, skoro ja ze soba ciagnie.

    czyli innymi słowy go wykorzystuje
  • jottka 07.02.07, 00:55
    tygrys2112 napisała:

    > czyli innymi słowy go wykorzystuje

    no nie mam dzieła pod ręką, ale może ustalmy rzecz podstawową - to on ją
    zaprosił? skoro tak, to czemu nie może z nim wyjść do przyjaciółki na sylwestra?
    bo może ona podejrzewać, że być może marcelek, któremu sie, jak i wielu kolegom,
    wydaje fajną panienką, poweźmie w związku z tym pewne daleko idące plany?

    no ratunku ratunku:(
  • ready4freddy 07.02.07, 00:55
    rany boskie, do czegoz znowu? na plecach ja tam zaniosl? :) jottka ma racje powyzej co do chronologii. najpierw Marcelek wyciaga Pulpe na Sylwestra, a ona "nie ma lepszych propozycji" i idzie - o ile dobrze zrozumialem - bo chce isc na Sylwestra do Romy. potem Marcelek oswiadcza, ze chce Pulpe calowac, a potem nawet, ze "chyba sie w niej zakocha", ale nie spotyka sie to z entuzjazmem zainteresowanej. potem ida do kina, nic nie wiadomo o tym, czy Pulpa wykorzystuje Marcelka do placenia za bilet, potem Marcelek chce Pulpe edukowac (edukowac pod katem matury, poki co ;), a ona.. no coz, wysmiewa (okrutnym smiechem femme fatale) jego sugestie, ze "to by ich zblizylo". potem mamy juz Marcelka jetego szalem za kierownica malucha, koniec z Marcelkiem.
    --
    hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real live dead alien body.
  • tygrys2112 07.02.07, 00:57
    potem Marcelek oswiadcza, ze chce Pulpe calowac, a potem nawe
    > t, ze "chyba sie w niej zakocha", ale nie spotyka sie to z entuzjazmem
    zaintere
    > sowanej. potem ida do kina, nic nie wiadomo o tym, czy Pulpa wykorzystuje
    Marce

    skoro nie jest nim zainteresowana i wie o jego uczuciach to po choinkę idzie z
    nim do kina?

  • jottka 07.02.07, 00:58
    no bo marcelek jest niby kreowany na dżentelmena, ale podstawowych atrybutów mu
    brakuje - taktu i delikatności. a czynienie z tego zarzutu wychowanej na
    niedzisiejszej lekturze patrycji, to co najmniej przesada, w końcu z naiwności w
    postrzeganiu mężczyzn siem wyrasta:)
  • tygrys2112 07.02.07, 00:59
    ready4freddy, nie życzę Ci takiej dziewczyny...
  • ready4freddy 07.02.07, 01:01
    bardzo ci dziekuje za dobre rady, ale w przeciwienstwie do Marcelka potrafie dodac dwa do dwoch i nieodmiennie wychodzi mi cztery :)
    --
    lody ruszyly, panowie przysiegli! defilade poprowadze osobiscie!
  • tygrys2112 07.02.07, 01:03
    widocznie nie spotkałeś jeszcze takiej kobiety. ale może jak spotkasz to sam
    się przekonasz.
  • tygrys2112 07.02.07, 01:05
    ps. to nie są rady. są przypadki nieuleczlne, którym rady nie pomogą. :P
  • ready4freddy 07.02.07, 15:23
    pewnie tak, tym niemniej chce jeszcze raz podkreslic ow bardzo wazny fakt:
    Marcelkiem nikt sie z premedytacja nie bawi, natomiast jest on, ow marcelek,
    mocno impregnowany na sygnaly z zewnatrz. nie zwraca uwagi na to, co do niego
    mowi Pulpa, ani _jak_ to mowi. nie zwraca uwagi na dosc chyba wyrazne sygnaly,
    ze cos jest na rzeczy z tym Baltona (przeczytaj sobie jeszcze raz scene w
    kinie). a stwierdzeniem wygloszonym wprost, ze "to by nas do siebie zblizylo"
    Marcelek strzela sobie juz nie tyle w stope, ani nawet w glowe, co wrecz ponizej
    pasa :) jak durnym Marcelkiem trzeba byc, zeby wyglosic taka kwestie?
    jesli koniecznie chcesz udowodnic, ze Jezycjadowe bohaterki bawia sie czyimis
    uczuciami, proponuje wziac na tapete Matylde, albo i Paulinke nawet, ale nie
    Pulpe i Marcelka.
    --
    it's only called paranoia if you can't prove it
  • tygrys2112 07.02.07, 15:32
    Marcelek jest wyjątkowym naiwniakiem. nie zmienia to jednak faktu, że Pulpecja
    tę naiwność wykorzystuje.
  • jottka 07.02.07, 00:52
    no właśnie o tym pisałam - biedna pulpa wychowana na niewłaściwej lekturze
    myśli, że każdy facet to dżentelmen:) wystarczy go chłodno potraktować, a ten
    rzecz zrozumie, a tu nic z tego, brutalnych metod trzeba sie chwytać, ona
    właśnie za delikatna była, biedaczka.
  • mmk9 04.02.07, 14:41
    Ale trochę wzorcow chyba jednak wpajano ? "Kto siorbie, dostanie po
    torbie", "kto mlaszcze, dostanie w paszczę "
  • onion68 04.02.07, 15:29
    Widocznie zabrakło tam dowcipnego tekstu o pluciu ;)
  • lezbobimbo 06.02.07, 00:51
    "Kto Plutarchem pluje, dwóje otrzymuje" - to by byla dla Borejków grozba
    apokaliptyczna, na miare kryptonitu, niweczaca calkowicie mily nastrój w
    kuchni, wiec uzywana tylko w najdrastyczniejszych przypadkach ;)
  • biljana 02.01.07, 17:49
    tygrys2112 napisała:

    > Mnie osobiście niewiarygodne wydaje się chowanie się Róży i Fryderyka w stogu
    > siana. :) Oglądałam kiedyś program o burzach i tam było wyraźnie powiedziane,
    > że nie powinno się chować pod elementami krajobrazu, które są wysokie, np.
    > drzewami itp. A stóg siana też się do nich zalicza.


    mnie tez to zawsze zastanawialo. wiem, ze stworzenie przez autorke takiej
    sytuacji mialo na celu wprowadzenie "romantycznej atmosfery", ale Frycek jako
    orzel z nauk scislych, fizyka, te sprawy:) i stog siana w czasie burzy? ;-)
    --
    Gucio i Maja

    Forum Kabaty-Moczydło
  • meme84 11.01.07, 22:47
    Ja z kolei nie za bardzo potrafię sobie wyobrazić jak Gabrysia ostatecznie
    wyglądała w sukni z zasłony, mianowicie - mama Borejko upina jej to jakoś na
    ramionach a potem Natalia upomina ją żeby założyła czysty podkoszulek bo wszyscy
    zobaczą że ma brudny. I zakłada czysty taty Borejko. Tzn że jak? Z rękawami
    udało się mamie Borejko tą suknię skonsruować jakoś? Czy taka upięta na
    ramionach i wystają spod spodu rękawy od podkoszulka?

    Druga rzecz, bardziej generalna, chociaż to można wrzucić do worka narzekań na
    CzP; skąd nagle u dziadka Borejko jazdy z zabijaniem drzwi balkonowych
    gwoździami i zlecaniem miągwie śledzenia Laury? W końcu postać opisywana już w
    tylu tomach, zawsze Autorka podkreśla stoicyzm Ignaca, że nie w ogóle niewiele
    ogarnia, na jego sprzeciwy mało kto zwraca uwagę kiedykolwiek. A tu nagle
    jakiegoś złośliwego, zaślepionego nienawiścią do rodu Shoppe, wstrętnego dziada
    mamy! Zdecydowanie mnie to zniesmaczyło.

    --
    jestem siostrą swego ojca
    prorocza to noc!
  • jedynataka 11.01.07, 23:26
    to drugie to łątwo wyjaśnieć: Ignac "zdziadział" a co za tym idzie przelał swoją
    miłość na wnuczki (że jednej się nie udało uchronić, to druga będzie miałą
    ciężkie życie ;)
    co do sukienki z zasłony, no muszę przyznać, że też zawsze miałam wrażenie, że
    Gabrysi taki biały podkoszulek spod sukienki na ramiączkach wystaje :)

    --
    feministycznie.blox.pl
    tego słucham
  • meduza7 11.01.07, 23:43
    Powrócę do Szóstej Klepki.
    Mnie się wydaje dziwna ta cała akcja z przyjęciem pod wspólny dach Krystyny. W
    tym mieszkaniu żyło przecież 7 osób, nie pamiętam ile tam dokładnie mieli
    pokoi, ale chyba nic wolnego nie było oprócz wieżyczki. Skąd u Julii ten
    pomysł, przecież zwykle patrzyła na życie dość realistycznie? Jedyne, co mi się
    nasuwa, to że chciała olśnić w ten sposób Toleczka. No i rodzina - zamiast
    rozsądnie wyperswadować córce szalone pomysły, ulega szantażowi moralnemu. Ba,
    dziadek nawet postanawia, że będzie łożył na utrzymanie dziecka ze
    swej "przesadnie wysokiej emerytury" (wczesna zapowiedź "pieniędzy, z którymi
    nie mamy co zrobić"?). Sądzę, że nikt z paczki Julii nie miałby jej za złe,
    gdyby pomoc dla Krystyny objawiła w innej formie, ostatecznie bywali u niej i
    znali jej warunki mieszkaniowe.
    --
    Monkey in red is dancing with me cheek to cheek...
  • gaudia 12.01.07, 00:51
    a mnie dziwią reakcje Laury na donoszenie miągwy (co za okreslenie!) Ignasia.
    Przeca ona sama była świetna w donoszeniu. Vide Nutria wracająca z Cypru.
    --
    pogaudiuchi
    !adoptujemy!
  • meduza7 12.01.07, 00:56
    Bo wtedy ona donosiła, a potem donoszono na nią. Różnica zasadnicza ;)
    --
    Monkey in red is dancing with me cheek to cheek...
  • the_dzidka 12.01.07, 23:25
    > gdyby pomoc dla Krystyny objawiła w innej formie, ostatecznie bywali u niej i
    > znali jej warunki mieszkaniowe.

    Ale w tragicznym momencie Krystyna i Wojtek nie mieli już żadnych warunków
    mieszkaniowych, bo "ta zołza" (zmora? zdzira?) wymówiła im, kiedy tylko
    zobaczyła, że Krystyna spodziewa się dziecka.
    Co do reszty - to były lata 70-te. Może deklaracja dziadka odnośnie "łożenia z
    emerytury" była nieco naciągana, ale fakt, że wtedy ludzie jakoś inaczej
    patrzyli na cudze nieszczęście. A już na pewno nie zgodzę się, że Julia chciała
    olśnić w ten sposób Toleczka!! Julia zabrała się za olśniewanie Toleczka dużo
    później, przy Krystynie Julia była prawdziwa i szczera.

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • jottka 11.01.07, 23:32
    meme84 napisała:

    > Tzn że jak? Z rękawami udało się mamie Borejko tą suknię skonsruować jakoś?
    Czy taka upięta na ramionach i wystają spod spodu rękawy od podkoszulka?


    mnie też to kiedyś zastanowiło:) ale po namyśle doszłam do wniosku, że może gaba
    zabrała ojcu taki podkoszulek typu robotnik na budowie, bez rękawów, tylko
    gdzieś tak od pół biustu idą cienkie ramiączka, tu coś w tym stylu, biorąc
    poprawkę na epokę:

    www.sklep.4energy.pl/product1091/newline_podkoszulek_frontier/

    - choć one w ogóle chyba w taki ażur, że tak powiem, były? siatka bieliźniana,
    akurat pod suknię wieczorową:)

  • the_dzidka 12.01.07, 22:53
    Ależ oczywiście! Pamiętajcie, że wtedy "podkoszulek" to było takie cos
    bawełniane białe na ramiączkach, co teraz jest reklamowane jako "brand new", a
    co kiedys było normą w ubiorze. Sama cos takiego nosiłam, brr!! A jak teraz
    widzę obiekt płci męskiej w takie cos ubrany, to od razu skreślam, nawet gdyby
    był to Brad Pitt.

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • jottka 12.01.07, 23:00
    the_dzidka napisała:

    > Sama cos takiego nosiłam, brr!!


    z klamerkami do bielizny?:) boże, co za lans
  • the_dzidka 12.01.07, 23:15
    Mówię o podkoszulku ;P

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • ready4freddy 14.01.07, 22:26
    > A jak teraz widzę obiekt płci męskiej w takie cos ubrany, to od razu
    > skreślam, nawet gdyby był to Brad Pitt.

    poczulem sie skreslony, chociaz zwyklem takowe nosic jedynie _pod_ koszula (nomen omen, jakby nie bylo). natomiast widzialem plakat polskiej firmy bieliznianej z facetem w takiej wlasnie podkoszulce/takim wlasnie podkoszulku, ale kolorowym. facet stal za konsoleta z ponetnym dziewczeciem u boku, wiec ekstremalnie wysoki cool factor :)

    ps. a propos tego Brada w podkoszulku - proponuje obejrzec "snatch!", zmienisz chyba zdanie..;)
    --
    lody ruszyly, panowie przysiegli! defilade poprowadze osobiscie!
  • wierszyk-pana-leara 14.01.07, 23:42
    co do reklam to wiadomo: wszystkie chwyty dozwolone, im dziwniej tym lepiej, bo
    łatwiej zapamiętać. Jak zachwalana jet skórzana, biała kanapa, za 20tys euro,
    to się kładzie na niej 5 szczeniaczków, kiedy chodzi o suknie Diora -to bach
    focimy babeczkę ze słoniem na trocinach, na tle podartej szmaty, albo stawiamy
    ją w gronie piętnastu, 70letnich chłopek z południa Włoch, albo układamy na
    mokrym asfalcie stylizujac na ofiarę wypadku, albo w tejże sukni wkładamy
    babinę do wanny i aby dodać tzw. metafizycznej he, he głębi puszczamy na to
    śnieg z góry. Także - facet w podkoszulku za konsoletą, z cud dzieweczką u
    boku ,łapie się w ten schemat jak ta z przeproszeniem lala.
  • baba67 15.01.07, 21:25
    IIIIIhihihihi :-)))))
    --
    Czasem wydaje mi się, że wszystko rozumiem.
    I nagle odzyskuję świadomość.
  • mmoni 16.01.07, 01:27
    A znacie legendę o podkoszulku Clarka Gable w filmie "Ich noce"? Ściągnął w
    filmie koszulę, pod którą nie było podkoszulka i w całych USA ponoć spadła
    sprzedaż tej przydatnej części garderoby.
    --
    Nika
  • uccello 16.01.07, 10:10
    Taaak, są jednostki ludzkie , które dobrze wyglądały by i w reklamówce
    z "Biedronki".
    Taki Brando, stał się patronem T-shirta, po filmie, gdzie na motoreczku jeździł
    w taki właśnie podkoszulek obleczon.

    A co do Gaby ,to byłam przekonana, że ona ten antyreumatyczny szczegół
    garderoby założyła tylko na "na drogę". W przedpokoju , niczym poczwarka
    zrzuciła wraz z płaszczem co trzeba,i przobraziła się w Romantycznego Motyla.
  • ready4freddy 12.01.07, 10:01
    > zakłada czysty taty Borejko. Tzn że jak? Z rękawami
    > udało się mamie Borejko tą suknię skonsruować jakoś? Czy taka upięta na
    > ramionach i wystają spod spodu rękawy od podkoszulka?

    ale dlaczego rekawy? mogl byc podkoszulek na ramiaczkach przeca, nawet bardziej
    mi sie to wydaje prawdopodobne, bo ten typ chyba jest starszy niz taki typu
    tiszert :)
    --
    hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real
    live dead alien body.
  • meduza7 12.01.07, 10:28
    A mnie tak się "przykleiła" odzywka Idy o klamerkach do bielizny, że do dziś,
    jak pomyślę o sukni Gaby, widzę oczami duszy coś w rodzaju sari ze sterczącymi
    na ramionach klamerkami. Przyczepiło się i już ;)))
    --
    Monkey in red is dancing with me cheek to cheek...
  • jamniczysko 12.01.07, 12:31
    O klamerkach to tata dorzucił przedowcipnie... :-/
  • anutek115 12.01.07, 17:32
    No jak w buzię dał mam to samo z tymi klamerkami! Tylko, że ja nie sari widzę,
    ale suknię w typie greckim (te rodzinne wpływy...). Ale przyozdobioną
    klamerkami, bez tego ani rusz.
  • truscaveczka 10.02.07, 21:12
    Trop jest dobry - sari to prostokąt upięty na "podkoszulku" z krótkim rękawem :)
    --
    Pozdrawiam, Szkiełko i oko ¬_¬
    ♥Olguś♥ #Linux power#
    "Żeby mężczyzna "zrobił coś sam z siebie" trzeba mu przedstawić pisemną listę
    czynności do spontanicznego wykonania."Azbestowa
  • ginestra 12.01.07, 10:31
    Ten podkoszulek to zgroza - dziala na wyobraznie i nijak sie go nie mozna pozbyc
    widzac oczami duszy sylwestrową Gabę. :I

    ALE - na szczęście, zawsze możemy sobie pomóc próbując wyobrazić sobie co
    następuje: że jest to obcisły czarny podkoszulek na ramiączka, który wprawdzie
    należy do Ignacego B., ale nie miał go on ani razu na sobie. Jest to nowy
    podkoszulek, "amerykański", wprawdzie męski, a więc przypadł w udziale
    Ignacemu, ale na taką wysoką, sportową dziewczynę jak Gaba świetnie się nadaje,
    a został mu on podarowany przez kogoś znajomego w dobie cyrkulacji różnych
    ciuchów otrzymywanych w tamtym okresie z paczek, darów itp. Spora zawartość
    czegoś lycro-podobnego sprawia, że świetnie się on układa na ciele (Gaby
    zwłaszcza), a Ignacy nie nosił go jeszcze, bo raczej nie gustuje w takich
    obcisławych i wynalazkowych rzeczach. Jest tradycjonalistą i woli swojskie,
    ciepłe, luźne, bawełniane podkoszulki w kolorze białym, a poza tym nie
    przywiązuje zbyt wielkiej wagi do wyglądu, a zatem do rzeczonego podkoszulka
    jakoś nie miał nigdy serca.

    A zatem w dniu tego słynnego Sylwestra podkoszulek dla Gaby był jak znalazł. :)
    Pozdrawiam!
  • agnieszka_azj 12.01.07, 10:47
    ginestra napisała:

    > Ten podkoszulek to zgroza - dziala na wyobraznie i nijak sie go nie mozna
    pozby
    > c
    > widzac oczami duszy sylwestrową Gabę. :I
    >
    > ALE - na szczęście, zawsze możemy sobie pomóc próbując wyobrazić sobie co
    > następuje: że jest to obcisły czarny podkoszulek na ramiączka, który wprawdzie
    > należy do Ignacego B., ale nie miał go on ani razu na sobie. Jest to nowy
    > podkoszulek, "amerykański", wprawdzie męski, a więc przypadł w udziale
    > Ignacemu, ale na taką wysoką, sportową dziewczynę jak Gaba świetnie się
    nadaje,
    > a został mu on podarowany przez kogoś znajomego w dobie cyrkulacji różnych
    > ciuchów otrzymywanych w tamtym okresie z paczek, darów itp. Spora zawartość
    > czegoś lycro-podobnego sprawia, że świetnie się on układa na ciele

    Zaraz, zaraz - bez przesady z tą wyobraźnią ;-))) Po pierwsze mówimy o latach
    siedemdziesiatych, kiedy o lycrze nikomu się jeszcze nie śniło (tak, tak - były
    takie czasy ;-). Po drugie - o ile mnie pamięć nie myli była w książce mowa o
    podkoszulku antyreumatycznym - więc ani lycra, ani siatka, tylko raczej swojski
    barchan wchodzi tu w grę ;-)

    A co do fasonu sukni... Wydaje mi się, że najprościej zrobić ją w dwóch
    prostokątów zszytych po bokach i na ramionach oraz przewiązać czymś w pasie.
    Robiłam kiedys taką kreację, ale to był bal przebierańców ;-)))
    --
    Agnieszka, mama Ani, Zosi i Julki

    Mały pokój z książkami czyli o dobrych książkach dla dzieci i młodzieży
  • ready4freddy 12.01.07, 11:24
    komu sie nie snilo, temu sie nie snilo :) spandex/elastan (Lycra to nazwa
    handlowa) wynaleziono w 1959 roku, w sam raz na kostiumy dla superbohaterow :)
    jak to z uzyciem bylo, tego nie wiemale w amerykanskich ciuchach moglby sie
    ewentualnie trafic..:)
    --
    it's only called paranoia if you can't prove it
  • dakota77 12.01.07, 11:42
    To prawda, ale do POlski docieral powoli:)
    --
    I may be bad...but I feel goood;-)
  • ginestra 12.01.07, 12:38
    Ja bym broniła jednak tej wersji o "amerykanskim" podkoszulku (na osłodę
    czytelniczej wizji romantycznej Gaby oczywiście, bo pani MM zapewne zamyślała
    ten jej wygląd bardziej zgrzebnie :I ). Otóż u polskich producentów ten spandex
    czy lycra pojawiły się faktycznie późno, ale w zachodnich ciuchach, mam
    nadzieję, że był jednak obecny i takie oryginalne zagraniczne ciuchy naprawdę w
    tamtych czasach krążyły i mogły się trafić.

    Na szczęście w filmie ESD wypada to lepiej, choć jest wprawdzie mowa o tym, że
    Gaba nie ma co założyć i mama jej naprędce coś szyje, ale po chwili dziewczyna
    ukazuje się oczom widza w - zaskoczę Was! - czarnej, zwiewnej sukience, która ma
    m.in. taki jakby równy pas materiału od pasa do miejsca gdzie kończy się biust
    (tj. sukienka odsłania ramiona, dekolt i plecy do wysokości właśnie tego obwodu
    "lekko nad biustem", po czym są takie cieniutkie ramiączka, a więc Gaba łyska
    nagim ciałem i tam już żaden podkoszulek (antyreumatyczny! :i ) jest wykluczony.
    No i przewiązana jest taką mocno różową, zwiewną szarfą i ma w takimż kolorze
    rajstopy. Wygląda bardzo balowo i kobieco :). A więc filmowcy zlitowali się i
    zrezygnowali z draperii, klamerek do bielizny i podkoszulka.
    Jak to miło z ich strony w tym wypadku.. Zachwyt Pyziaka Gabą na imprezie jest
    zatem wysoce wiarygodny. :)
    Pozdrawiam!
  • herbarium 22.08.07, 20:04
    Ależ absolutnie nie wystaje! Cytuję z pamięci: "tylko zepnij porządnie, żeby nie
    zleciało, BO JAK ZLECI, to wszyscy zobaczą, że Gaba ma brudną koszulę"
  • ready4freddy 12.01.07, 12:52
    wlasnie dlatego ginestra sprytnie zaznaczyla, ze to z paczki :)
    --
    lody ruszyly, panowie przysiegli! defilade poprowadze osobiscie!
  • antyludzik 07.12.07, 01:25
    Stóg w czasie burzy

    O ile pamiętam z fizyki wyładowania są na ostrych kawałkach (czytaj:
    słupach, czubkach, drzewach), bo tam jest najmniejszy promień czegoś
    co we wzorze jest w mianowniku. (Dawno było, więc używam ogólnie
    przyjętych naukowych stwierdzeń:)
    Dlatego stóg siana jako posiadacz "czubka" okrągłego i wybitnie nie-
    metalowy raczej nie wydaje mi się szczególnie narażony na uderzenia
    piorunów. Chyba że był ułożony dookoła tej sterczącej żerdzi.

    Ewentualnie ktoś w nim igiełkę bezradną, dziobatą i metalową ukrył:)
  • agnieszka_azj 12.01.07, 10:50
    onion68 napisała:

    > Czy zdarza się Wam, czytając Jeżycjadę, w pewnym momencie stwierdzić, że
    > pewne zachowania bohaterów są bardzo dziwne i trudno je sobie wyobrazić?

    Owszem - cały czas czytając "Czarna polewkę" miałam takie uczucia.
    O ile zachowania Ignacego seniora mogę wytłumaczyć starością, to całej reszty
    rodziny zwyczajnie nie rozumiem. Szczególnie ich reakcji na wiadomość o slubie
    Laury - po prostu nabywają kwiecie, wdziewają odświętne kreacje i jadą ????
    --
    Agnieszka, mama Ani, Zosi i Julki

    Mały pokój z książkami czyli o dobrych książkach dla dzieci i młodzieży
  • ginestra 12.01.07, 12:42
    Mnie też to dziwi. W "prawdziwym życiu" przypiekaliby Żabę o numer Wolfiego i
    dzwoniliby do skutku, zeby sie z Laura rozmowic i nawet ktos by od razu pojechal
    tam "co koń wyskoczy", żeby sie wszystkiego dowiedziec i ewentualnie sprowadzic
    mlodych do Poznania i zaplanowac jakos normalnie slub jak tak bardzo chca sie
    zenic, a przede wszystkim chcieliby pogadac powaznie itp.
    No ale to mial byc taki chwyt fabularny, zeby bylo ciekawiej, no i w sumie bylo :)
  • anutek115 12.01.07, 17:30
    Zagarniając po drodze ze sobą tatusia Laury, którego ta w zasadzie trzeci raz ma
    na oczy zobaczyć...
    W tym momencie zaskakuje mnie zachowanie Grzegorza, któery wreszcie powinien
    wykonać pierwszą w swoim życiu, karczemną awanturę.
  • kosheen4 12.01.07, 22:02
    kilka spraw z pulpecji:
    jakim cudem rodzina w ogóle nie wie, kiedy patrycja ma maturę? przecież z reguły
    rodzice żyją tym tematem, maturzysta o ile nie jest pilny goniony jest do
    książek, i żaden inny temat w domu nie istnieje. a tu, poza sakramentalnym 'a ty
    najpierw zdaj maturę' wszyscy mają gdzieś naukę patrycji. nawet natalia wspomina
    o niej wyłącznie mimochodem.
    i druga sprawa - gdzie i kiedy ulągł się ten młody lekarz z kliniki kowalika,
    który zainteresował się gwałtownie romą? i dlaczego rodzina w żałobie z powodu
    nagłego zamążpójścia po prostu nie przepędza kandydata (zamykając córkę
    uprzednio w pokoju na stryszku do momentu kiedy nie otrzeźwieje ;-))?



    --
    To coś jakby zobaczyć ideał zeswoich snów, tych jeszcze przedmasturbacyjnych, jak robi kupę przykucnięta zaśmietnikiem - i to w dodatku od tyłu.
  • meme84 14.01.07, 18:09
    Dokładnie, coś tam wprawdzie tata Borejko bąkał zdaje się pod nosem że (nie
    jestem pewna czy w Pulpecji właśnie czy gdzie indziej) że nigdy nie widział
    powodu żeby martwić się o matury swoich córek bo jest to bardziej niż oczywiste
    że nie będą stanowić dla niech żadnego problemu a on sam czekał z
    niecierpliwością na swoją własną (jako na okazje do wykazania się wiedzą). OK,
    ale kiedy widzi że Pulpa w ogóle się nie uczy to chyba powinien się
    zainteresowac, nie wspominając o mamie Borejko czy siostrach.

    Ablosutnie przedziwnym zachowaniem dla mnie jest najeżanie się Gabrysi kiedy
    Pulpa chce pogadać na temat miłości, związków. Rodzona siostra która ma jakieś
    pierwsze uniesienia miłosne, chce poradzić się tej "opoki" a ta nie chce jej
    odpowiedzieć na najprostsze pytania. Dokładnie nie pamiętam, ale to było coś o
    tym po czym można poznać że to miłość i skąd pewność że to ten na zawsze, coś w
    tym stylu. Okazuje się że ukochana Gaba do której wszyscy tak lgną w razie
    problemów jak przychodzi co do czego nie chce w ogóle zaczynać rozmowy na
    jakikolwiek osobisty temat.

    I tak na zakończenie; zdziwiło mnie że Aniela w Kalamburce nie zorientowała się
    że Mila to właśnie Kal Amburka, kiedy zobaczyła nie publikowaną dotąd nigdzie
    sztukę na jej laptopie. W końcu Anielka co jak co ale zawsze była przebiegłą
    kombinatorką i wydaje mi się że jakiekolwiek podejrzenia by się pojawiły.
    Chociaż rzeczywiście, to że Mila od lat robi korekty może "uśpić czujność"
    jakkolwiek sztuka była niedokończona, niekompletnych chyba się nie poprawia.
    --
    jestem siostrą swego ojca
    prorocza to noc!
  • uccello 14.01.07, 18:50
    Co do Gaby, to konsekwentnie pokazywana jest przez Autorkę, jako specjalistka
    od _______słuchania i przejmowania się________,a jej ( przez długi czas)
    nieudane życie uczuciowe było w domu tematem tabu.


    A Aniela, ma znacznie mniej informacji niż my, czytelnicy.
    Poza tym siwa, miła pani, która gotuje obiady i stuka coś w kątku ( to swetry,
    to korekty), jest dosyć daleko od obiegowego wyobrażenia Wymiatającej Gwiazdy
    Współczesnej Dramaturgii.
    Aniela, (przy całej mojej sympatii do tej postaci) dosyć schematycznie odbiera
    ludzi. Jak dramaturg , to zapewne facet z kolczykiem wpiętym tu i ówdzie,
    mieszkający w bieszczadzkiej chacie i niczym Salinger unikający kontaktu z
    mediami:)
  • dakota77 14.01.07, 21:35
    Ja widzialabym prostsze rozwiazanie kwestii sztuki na laptopie Mili. Wiadomo, ze Mila oficjalnie robi korekty dla wydawnictwa, czy mi sie cos pokrecilo? Bo jezeli tak, to dla Anieli sprawa mogla byc prosta.
    Swoja droga, jezlei nie myle sie co do tych korekt, to nie bardzo rozumiem, czemu wydawnictwo zatrudnilo do nich niedorobiona ekonomistke;-)
    --
    I may be bad...but I feel goood;-)
  • nighthrill 03.02.07, 17:42
    Jest wspomniane, że Mila uchodziła za bardzo fachową korektorkę i była
    rozrywana przez wydawców - znała się na ekonomii, antyku, posługiwała się
    francuskim, rosyjskim i łaciną. A studia przecież prawie skończyła, nie
    napisała tylko pracy.

    A propos kończenia przez nią studiów - mnie zawsze do białości oburza fragment
    Kalamburki tuż po urodzeniu Gabrysi, gdy do młodej pary wpada Lonia, która się
    już obroniła - Ignacy nalega wtedy, by Mila jak najszybciej zrobiła dyplom, a
    najlepiej i doktorat. Nawet gdyby to co mówi dzielić przez dziesięć ( bo Mila
    raczej by z tej ekonomii doktoratu nie napisała, dziedzina jej nie leżała,
    studia szły tak sobie) to widać tu wyraźnie nieżyciowość Ignacego - dziecko ma
    kilka tygodniu, ktoś zajmuje się domem, gotuje itp., a on o powrocie na studia.
    Zamieniłby się z Milą na obowiązki i porzucił/ograniczył swoją pracę? skąd! On
    tylko chce mieć wszystko zrobione w domu, ciepłą atmosferę i wykształconą żonę.
    Odrażający bubek.
    Dlatego też, wrcajaąc okrężną drogą do Patrycji, wcale mnie nie dziwi, że
    Ignacy, a z nim i cała rodzina, nie przejmowali się jej maturą - miała ją
    zrobić mimochodem, i to ze świetnymi wynikami.
  • yowah76 16.01.07, 12:07
    ...bo przeciez Roma o ile pamietam, szczegolnie piekna i pociagajaca nie
    byla... a tu tak znienacka slub? Zeby to jeszcze mialo jakis wplyw na kariere
    pana mlodego przy wspoludziale tescia. Ale moze w gre wchodzila kolejna pulapka
    biologiczna i determinacja zawiedzionego dziewczecia.
    --
    ---------------------------------------------------
    - To wspaniale przyjecie - powiedzial Kwestor do krzesla. - Szkoda, ze mnie tu
    nie ma.
  • uccello 18.01.07, 12:01
    18.01.07 w godzinach przedpołudniowych dało się zaobserwować przedziwne
    zachowania fanów MM. Porzucili wewnętrzne spory, utyskiwania, porady dla
    Autorki jak i o czym powinna pisać, żarciki, manifesty, creda życiowe, wzajemne
    przepychanki i zajęli się własnym życiem. Zrozpaczony uccello błąkał się po
    forum szukając kontaktu, czy bodaj zaczepki. Niestety był żałośnie sam.
    Naukowcy całego świata do dziś pracują nad rozwiązaniem tej zagadki.
  • ida19851 19.05.07, 13:54
    kosheen4 napisała:

    > jakim cudem rodzina w ogóle nie wie, kiedy patrycja ma maturę?

    tez mnie to zawsze dziwiło. moi rodzice nie tylko wiedzieli, w który dzień mam
    z jakiego przedmiotu maturę, ale po powrocie do domu od razu mnie pytali, jak
    mi poszło
  • kopytnik 19.01.07, 19:21
    W Noelce: nigdy nie mogłam zrozumieć jak Borejkowie mogli zgarnąć do domu
    rumuńskie dzieci nie zastanawiając się nad tym, jak zaniepokojeni bedą tym
    zniknięciem ich rodzice (dzieci, nie Borejków). O ile pamietam rodzina rumuńska
    przybyła dzieciom na odsiecz, uprowadzając je wraz z dresami potomstwa
    Borejków, gdyż własne rumuńskie ubrania były właśnie w pralce. Może coś
    pokręciłam, bo Noelki dawno nie czytałam. Tak czy owak byłam tym zawsze
    zbulwersowana.
  • the_dzidka 19.01.07, 20:44
    Rumuńskie dzieci mają to do siebie, że przeważnie latają bez opieki i nikt się
    nimi nie zajmuje.

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • iwoniaw 19.01.07, 21:57
    Zajmuje czy nie, zgarnięcie obcego dziecka z ulicy do domu i nie zainteresowanie
    się "skąd przychodzi, dokąd zmierza i kim jest" jest co najmniej
    nieodpowiedzialne. No chyba Gabriela nie sądziła mimo wszystko, że to sieroty,
    które od tej pory przysposobi na zawsze? Zatem cóż własciwie chciała uczynić dalej?

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • elwinga 19.01.07, 22:01
    No właśnie, też mnie to nieco zastanawia. A gdyby nikt się po te dzieci nie
    zgłosił?...
  • ready4freddy 25.01.07, 22:50
    rumunskie dzieci? nie sadze. dzieci rumunskich Cyganow, to sie zgodze :)
    --
    it's only called paranoia if you can't prove it
  • ginestra 25.01.07, 21:02
    Nie wiem czy już o tym pisaliście, ale mnie zafrapowała taka rzecz: w więcej niż
    jednej książce jest taki epizod, w którym bohaterka nastawia na gaz zupę czy
    coś, po czym coś nagłego się dzieje i ta osoba wybiega z domu i zostawia tę zupę
    na gazie. Jest to dla mnie bardzo dziwne i nawet zatrważające, zwłaszcza, że
    sytuacje te podane są czytelnikowi w taki sposób, że ta bohaterka właśnie jest
    zajęta nastawianiem tego obiadu, a nie jest tak, że na przykład czyta sobie
    książkę w pokoju, a tam gdzieś w kuchni gotuje się zupa, o której nie pamięta,
    tylko jest tym właśnie zajęta, dzwoni telefon, ona zaraz wybiega i nie ma
    takiego odruchu, żeby choć przekręcić ten kurek gazu i wyłączyć go. Myślę, że
    podświadomość by to człowiekowi podsunęła i zrobiłby to pół-świadomie lub
    właśnie nawet bardzo świadomie, mimo tej pilności nagłego wypadku. I nie chodzi
    o taki nagły wypadek, który miałby charakter wstrząsu dla tej osoby, tylko o
    jakąś po prostu pilną wiadomość, choć wiadomo, że budzącą silne emocje.
    Tymi osobami są: Bebe w Brulionie, która dowiaduje się przez telefon, że Dambo
    zaraz odjedzie z dworca i wybiega jak najszybciej nie zgasiwszy gazu; drugą
    osobą jest Gabrysia i nie pamiętam w jakich to było okolicznościach. Wydaje mi
    się, że jeśli ktoś ma nawyk dbania o bezpieczeństwo, to nie wyjdzie z domu,
    nawet nagle, nie zerknąwszy na gaz, zwłaszcza jeśli właśnie coś nastawia na
    gotowanie. Nie wiem co Wy o tym sądzicie?
    Podobnie Bebe rozmawia przez okno z Dambem, po czym spontanicznie decyduje się,
    żeby przez to okno wyjść i gdzieś z nim pójść. I wtedy również nic przed
    wyjściem nie sprawdza, nie zamyka, nie przypomina sobie czy wszystko wyłączyła,
    tylko po prostu wychodzi.
    Inna nieco sytuacja: Wolfi zostawia żelazko na gazie, wskutek czego płonie pokój
    Żaby - niemniej ta akurat sytuacja wydaje mi się być mniej "przedziwnym
    zachowaniem", bo czasem człowiek robi wiele rzeczy naraz, prasuje, szykuje się,
    mogło mu się wydawać, że wyłączył itp., potem zapomniał itp. Oczywiście też nie
    miał nawyku sprawdzania podstawowych rzeczy przed wyjściem, bo wtedy by to
    wykrył. Niemniej jest to sytuacja inna niż ta o gotowaniu, __w trakcie__ którego
    dzwoni telefon.
    Co w ogóle można myśleć o Autorce, że takie zachowania opisuje tak lekko?
    Przecież są one bardzo niebezpieczne. No i w przypadku Bebe biegnącej na
    dworzec, to myślę, że po tej pogoni za pociągiem, a potem cudownym i
    wzruszającym spotkaniu z Dambem zapewne nie pobiegła od razu do domu wyłączyć tę
    zupę.. Strach pomyśleć czy dom się aby nie spalił.. Chyba jednak nie, bo byśmy
    to wiedzieli z następnej części :)
    Pozdrawiam!
  • posafega 27.01.07, 23:14
    W sumie, gdyby się dobrze zastanowić, to musiał on to nieszczęsne żelazko
    położyć stopą gorącą na biurku bezpośrednio. Inaczej pożaru wytłumaczyć sobie
    nie potrafię.
    Zdarzyło mi się kiedyś włączone żelazko zostawić, co więcej, kapłam się, że ono
    wciąż grzeje dopiero kiedy przez przypadek do pokoju weszłam, jakieś 7 godzin
    później. Nic nie spłonęło, nic się nie stopiło, a jedyny ubytek to ilość obrotów
    kółeczka licznika prądu.
    Natomiast pożar w Żabie jest dla mnie cokolwiek wydumany i nienaturalny. No bo
    na miłość boską, gorącego żelazka chyba nikt o zdrowych zmysłach nie położyłby
    na biurku.
    Pomijam już fakt, że generalnie żelazko stawia się w pionie.
    A może Schoppowie mieli takie starodawne żelazko z duszą i na węgiel?? :)
    --
    Szlag trafił sygnaturkę :(
  • ready4freddy 28.01.07, 00:05
    no wlasnie, dziwna sprawa. musial polozyc stopa w dol, stawiajac "normalnie" ryzykuje sie wlasnie glownie zuzycie pradu :) o ile wiem (skromne piec lat praktyki w samodzielnym prasowaniu sobie wszystkiego ;) , zelazko rozgrzewa sie do zadanej temperatury, maksymalnie chyba jakies 250 stopni, po czym sie wylacza, stygnie, znow wlacza, rozgrzewa.. po co ja wam tlumacze, jak dziala termostat, co? ;) no wiec jesli nic latwopalnego nie ma w poblizu, to powinno byc ok... ale moze odstawil na biurko w poblize sterty papierow?
    ps. Wolfi nie byl o zdrowych zmyslach - spieszyl sie przeciez na randke :)
    --
    hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real live dead alien body.
  • uccello 28.01.07, 12:32
    To ,ze Wolfi postawił zelazko( a prasował rzadko) przy żabinych papierach ,
    misiaczkach, wiankach z suszonego kwiecia łatwo jest mi sobie wyobrazić.
    Zwłaszcza po opisach jego pokoju przypominającego entiopf.
  • posafega 28.01.07, 15:56
    "Ogień poszedł od żelazka starego typu, które wciąż jeszcze stało płasko na
    zwęglonych resztkach biurka, tam gdzie wypaliło dziurę na wylot"
    Czy te stare żelazka też termostaty miały? Kiedy takie było w domu to jeszcze
    się nim nie interesowałam, raczej się go bałam :)
    W pierś się biję i przyznaję, że racji nie miałam :) Chyba zbyt praktyczna
    (pomimo całego roztrzepaństwa) jestem :)
    Randka wyjaśnia taką pomroczność ;)
    --
    Szlag trafił sygnaturkę :(
  • ready4freddy 29.01.07, 21:07
    chyba jednak mialy jakies, inaczej rozgrzewalyby sie do czerwonosci, albo musialby byc jakis wylacznik - chodzi chyba raczej o to, ze "wciaz jeszcze stalo plasko". pomrocznosc pomrocznoscia, ale swoja droga niezly z niego cwok :) czym innym jest umiejetnosc lepsza lub gorsza prasowania, a czym innym brak wyobrazni, nawet uzasadniona pomrocznoscia emocjonalna ;)
    --
    lody ruszyly, panowie przysiegli! defilade poprowadze osobiscie!
  • ewa9717 29.01.07, 21:29
    Nie, stare żelazka nie miały termostatu. Pamiętam takie jeszcze.
  • ready4freddy 29.01.07, 22:03
    i grzaly sie do oporu, ile wlezie? wow :) niezly hardkor, musze przyznac. ale tak czy siak tu termostat nie pomoze - Zelazny Wolf zostawil zelazko stopa w dol. tylko te naprawde najnowsze maja juz (sie mie wydawa) systemy odcinajace doplyw pradu po odpowiednim (dosc krotkim) czasie w takiej pozycji.
    --
    hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real live dead alien body.
  • zieleniack 04.02.07, 19:01
    Nie pamiętam jednej rzeczy-czy Wolfi prasował na prasowalnicy? Może prasował na
    biurku, bo nie miał innego twardego podłoża (kiedyś, kiedy jeszcze nie mieliśmy
    prasowalnicy, to mama prasowała nasze dzieciece ubranka na blacie w kuchni)?
    Istnieje też możliwość, że np. postawił żelazko na biurku pionowo i gdy
    wychodził, zahaczył o kabel i żelazko upadło na papiery, a on sie nie
    zorientował-cóż, to prawdopodobne. A skoro by nie zauwazył, to by później nie
    mógl sie zorientować, jak to możliwe;)
  • lorelai30 04.02.07, 18:32
    1. Mila ma zwyczaj sadzania dzieci półtorarocznych na stosach książek ułożonych
    na krzesłach. I mam uwierzyć, że nie spadają. Nie wierzę. W ogóle impreza dla
    małych dzieci polegająca na siedzeniu przy stole?
    2. To, że Ignacemu seniorowi uchodzi na sucho to, co wyprawia w CP.
    Spodziewałabym się, że z całym należytym ojcu szacunkiem, ale rodzice Ignasia
    jakoś jednak zareagują.
    3. W SK koledzy palą w obecności ciężarnej Krystyny tak, że Cesia po wejściu do
    pokuju krztusi się dymem.
    4. SK - jak Danusia, nawet poddana intensywnej akcji korepetacyjnej, zdołała
    przyswoić niezbędną wiedzę w ciągu 6 dni? Z tylu przedmiotów? Ona rzeczywiście
    była genialna.
  • lezbobimbo 06.02.07, 01:14
    >lorelai30 napisała:
    > 1. Mila ma zwyczaj sadzania dzieci półtorarocznych na stosach książek
    ułożonych> na krzesłach. I mam uwierzyć, że nie spadają. Nie wierzę. W ogóle
    impreza dla> małych dzieci polegająca na siedzeniu przy stole?

    To sucha zaprawa do zycia mola ksiazkowego ;) W przyszlosci dzieci zaintryguje
    cóz to za tresci je tak w siedzenie uwieraja, a tymczasem wchlaniaja, ze tak
    powiem, podprogowo?
    Dobre spostrzezenie, swoja droga - dziwi mnie w tym kontekscie swiete oburzenie
    patriarchy Ignaca na pilowane ksiazki w pizzerii - skoro w jego domu knigi
    sluza do siedzenia, a moze i do podpierania chyboczacych sie mebli? ;)

    > 2. To, że Ignacemu seniorowi uchodzi na sucho to, co wyprawia w CP.
    > Spodziewałabym się, że z całym należytym ojcu szacunkiem, ale rodzice Ignasia
    > jakoś jednak zareagują.

    Coraz bardziej sie boje nabyc CzP. Ignac, którego znienawidzilam szczerze za
    akcje ze zmywarka, teraz jeszcze bardziej rozkwitnie? Czytam Wasze recenzje i
    fefry mam jak huncwot przed rakarzem!

    > 3. W SK koledzy palą w obecności ciężarnej Krystyny tak, że Cesia po wejściu
    do> pokoju krztusi się dymem.

    Za to Krystyna boi sie potem zarazków, którzy owi koledzy mieliby przyniesc
    dziecku (czy dobrze pamietam?) ;)
    Pewnie w latach 70ych zarazki byly gorsze od papierosów, które kopcili wszyscy,
    pani MM równiez?

    > 4. SK - jak Danusia, nawet poddana intensywnej akcji korepetacyjnej, zdołała
    > przyswoić niezbędną wiedzę w ciągu 6 dni? Z tylu przedmiotów? Ona rzeczywiście
    > była genialna.

    Cicha wiedza brzegi rwie..
    Moze Zakowa rodzina pomagala jej w tym czasie, owszem, ale produkowac sciagi?
  • anutek115 06.02.07, 17:05
    lezbobimbo napisała:
    >
    > Coraz bardziej sie boje nabyc CzP. Ignac, którego znienawidzilam szczerze za
    > akcje ze zmywarka, teraz jeszcze bardziej rozkwitnie? Czytam Wasze recenzje i
    > fefry mam jak huncwot przed rakarzem!
    >
    Moja droga, nie nabywaj. Wierz mi, jeśli do znienawidzenia Ignaca wystarczyła ci
    akcja ze zmywarką (w finale której Ignac przeprasza, o ile dobrze pomnę), po
    lekturze CzP odkryjesz w sobie pokłady uczuć, o które sie dotąd nie
    podejrzewałaś. Rzucanie książką w ścianę gwarantowane. Ignacy nie rozkwitnie, on
    się wręcz rozrośnie. Czasem mam wrażenie, że głównie on jest w CzP - i
    zuuuupełnie inny, niż tata Idy z "Idy sierpniowej", na przykład.
  • onion68 06.02.07, 17:20
    anutek115 napisała:

    > l Ignacy nie rozkwitnie, o
    > n
    > się wręcz rozrośnie. Czasem mam wrażenie, że głównie on jest w CzP - i
    > zuuuupełnie inny, niż tata Idy z "Idy sierpniowej", na przykład.

    Nic dodać, nic ująć :)
    Zastanawiałam się nawet nad możliwymi przyczynami takiej zmiany, a jest to
    zmiana rzeczywiście ogromna. Przyszły mi do głowy następujące możliwości:
    - andropauza,
    - zwapnienie żył i pogorszenie ogólnej kondycji organizmu tym spowodowane,
    - pogorszenie charakteru spowodowane porzuceniem jednego z ulubionych nałogów
    (palenia),
    - potajemne (oczywiście) podglądanie licznych seriali i przejęcie wzorców
    zachowania rodem z magla, szeroko w nich reprezentowanych; istnieje możliwość,
    że wobec dużej ilości wolnego czasu na emeryturze, Ignacego uwiodła jednak magia
    tv ;)
    Jak nie to, to już nie wiem :)A i tak trudno mi to zrozumieć - uważam (i
    wierzę), że jednak aż takie zmiany nie są możliwe, że kto ma przykry charakter,
    to ujawnia się on wcześniej.
    -
  • lezbobimbo 10.02.07, 21:57
    onion68 napisała:
    > Zastanawiałam się nawet nad możliwymi przyczynami takiej zmiany, a jest to
    > zmiana rzeczywiście ogromna. Przyszły mi do głowy następujące możliwości:
    > - andropauza,
    > - zwapnienie żył i pogorszenie ogólnej kondycji organizmu tym spowodowane,
    > - pogorszenie charakteru spowodowane porzuceniem jednego z ulubionych nałogów
    > (palenia),
    > - potajemne (oczywiście) podglądanie licznych seriali i przejęcie wzorców
    > zachowania rodem z magla, szeroko w nich reprezentowanych; istnieje możliwość,
    > że wobec dużej ilości wolnego czasu na emeryturze, Ignacego uwiodła jednak
    >magia tv ;)
    > Jak nie to, to już nie wiem :)A i tak trudno mi to zrozumieć - uważam (i
    > wierzę), że jednak aż takie zmiany nie są możliwe, że kto ma przykry
    >charakter, to ujawnia się on wcześniej.

    Równiez zadumalam sie nad przyczynami postepujacego upadku Demolishion Man;P
    Wymyslilam tylko to: MM chce nam tak doszczetnie obrzydzic Ignacego, ze kiedy
    opisze jego smierc, wszyscy doznaja kolosalnej ulgi zamiast smutku. Bo wydaje
    mi sie, ze nie lubi opisywac przemijania swych ulubionych bohaterów. Dmuchawiec
    gdzies zniknal po cichutku. Gdy rodzice Borejko ida na zwykly spacer, Gabriela
    ma wizje, ze odchodza oto meznie, dzien po dniu, w kraine smierci!
    Wyjatek stanowia tu babcia Jedwabinska z woznym Jankowiakiem, którzy odnalezli
    druga mlodosc ze soba, ani im sie sni umierac i tylko piatki nowych dzieci im
    brakuje. W zamian za to dorobili sie sklepu - cóz to libido nie sprawi;)
  • yowah76 11.02.07, 11:38
    Aaa, do wymyslenia obrzydzania Ignaca przez autorke w celu usmiercenia go bez
    zalu w narodzie to ja bede sobie roscic pierwszenstwo! Gdzies tam opadl
    watek "Ignac do piachu?".
    --
    ---------------------------------------------------
    - To wspaniale przyjecie - powiedzial Kwestor do krzesla. - Szkoda, ze mnie tu
    nie ma.
  • lezbobimbo 11.02.07, 12:11
    yowah76 napisała:
    > Aaa, do wymyslenia obrzydzania Ignaca przez autorke w celu usmiercenia go bez
    > zalu w narodzie to ja bede sobie roscic pierwszenstwo! Gdzies tam opadl
    > watek "Ignac do piachu?".

    Hehe - alez rósc, rósc :) Zrzekam sie i czym predzej pospieszam szukac tak
    upojnego wącika!
  • lezbobimbo 10.02.07, 21:46
    anutek115 napisała:
    >Moja droga, nie nabywaj. Wierz mi, jeśli do znienawidzenia Ignaca wystarczyła c
    > i> akcja ze zmywarką (w finale której Ignac przeprasza, o ile dobrze pomnę),
    po> lekturze CzP odkryjesz w sobie pokłady uczuć, o które sie dotąd nie
    > podejrzewałaś. Rzucanie książką w ścianę gwarantowane. Ignacy nie rozkwitnie,
    >on się wręcz rozrośnie. Czasem mam wrażenie, że głównie on jest w CzP - i
    > zuuuupełnie inny, niż tata Idy z "Idy sierpniowej", na przykład.

    Oh mater dei, to ja rzeczywiscie nie nabede!
    Dzieki serdeczne za ostrzezenie. Chyba tylko chylkiem podczytam w ksiegarni, bo
    mnie jednakoz ciekawosc neka. Ale wydawac zlocisze na pandemonium rozbuchanego,
    rozszalalego patriarchy Ignacmana to mi az szczery zal posladki sciska.
    Nadzieje pokladam w Sprezynie, moze ktos inny bedzie tym razem glównym
    bohaterem?

    P.S. O ile pamietam, to w finale akcji ze zmywarka Ignac przeprasza, ale tylko
    Grzesia, po staropolsko-sarmacku (pan tego domu przeprasza drugiego pana domu)
    Kobiety jako niewolnice od zmywania nadal pozostaja niezauwazone. Brakuje
    zaiste tylko hasla o szyi, co kreci glowa.
  • ida19851 19.05.07, 14:04
    Ignac, którego znienawidzilam szczerze za
    > akcje ze zmywarka

    ja Ignacego nie znienawidziłam za tę akcję, ale rzeczywiście krzyczenie na
    kogoś za to, że kupił swojej żonie na imieniny zmywarkę, jest co najmniej
    dziwne
  • sevilay 24.02.07, 13:41
    Ja chciałam sie odnieść tylko do pierwszego punktu Twojej wypowiedzi-też mnie
    to niezmiernie zdziwiło.Nigdy by mi nie przyszło do głowy posadzić swoje dzieci
    w ten sposób,tak samo jak nie dałabym takiemu dziecku kubka kakao do
    samodzielnego picia.No może w domu ewentualnie ale poza nim nie.
    I wybaczcie,że się jeszcze popastwię nad małym Rojkiem ale mam jeszcze dwie
    sprawy w związku z nim:
    - czy takie małe dziecko potrafi wymówić poprawnie swoje imię.A nawet więcej
    zbudować zdanie: "nie jestem żaden Polucek tylko Jędrek".No przypuścmy,że jest
    zdolne i umie już budować całe takie zdania ale co do imienia nie jetem pewna.W
    moim bliskim otoczeniu jest właśnie taki półtoraroczny Jędruś i on nazywa siebie
    "Jentluś".Nawet mój synek,który ma prawie trzy lata ma problemy z imieniem
    Jędrusia a najmłodszy Rojek nie.Jestem pełna podziwu.
    -w JT jest wzmianka o tym,że bracia Rojek poprosili Łusię,żeby im pomogła
    sprzątać naczynia ze stołu.W tym momencie mnie naszły wyrzuty sumienia,ze ja
    swoich dzieci tego nie uczyłam od niemowlęctwa.Niedobra matka ze mnie,na
    szczęście mam jeszcze trzecie dziecko mogę jeszcze to nadrobić ale mój średni
    synek to już stracony bo dopiero zaczyna sztućce rozkładać i te podkładki na
    stole a ma już prawie trzy lata.Tragedia!Czasem to na jego rozwój źle wpłynie.
    A tak na serio to póltoraroczne i trzyletnie dziecko sprzątają ze stołu a stare
    byki siedzą i nic? No owszem, Józinek się przyłączył ale reszta? Laura?
    Ignaś?Czy oni kiedykolwiek pomogli w kuchni?że już o Ignacu nie wspomne co nigdy
    nawet paluszka nie zagiął.Nagle zaczęli młode pokolenie gonić do pracy? Dziwne
    to trochę
  • anutek115 25.02.07, 19:36
    sevilay napisała:

    > I wybaczcie,że się jeszcze popastwię nad małym Rojkiem ale mam jeszcze dwie
    > sprawy w związku z nim:
    > - czy takie małe dziecko potrafi wymówić poprawnie swoje imię.A nawet więcej
    > zbudować zdanie: "nie jestem żaden Polucek tylko Jędrek".No przypuścmy,że jest
    > zdolne i umie już budować całe takie zdania ale co do imienia nie jetem pewna.W
    > moim bliskim otoczeniu jest właśnie taki półtoraroczny Jędruś i on nazywa siebi
    > e
    > "Jentluś".Nawet mój synek,który ma prawie trzy lata ma problemy z imieniem
    > Jędrusia a najmłodszy Rojek nie.Jestem pełna podziwu.

    Cha, cha! Mój synek, lat dwa, swoje imię "Mikołaj" wymawia "Kojaj". Albo, co
    gorsza, "Kojkoj". Jutro podążę z nim do logopedy! Dopiero ty zwróciłaś mi uwagę,
    że w świecie realizmu musierycznego on jest tragicznie zapóźniony!
    No bo o tym, że nie prosi kuzynów o pomoc przy sprzątaniu ze stołu nawet nie
    wspomnę...
  • lorelai30 25.02.07, 23:04
    To i pięcioletniego Józinka gotującego dla siostry kisiel żurawinowy (nie
    instant przecież) można by tu dorzucić...
  • zieleniack 04.02.07, 18:54
    ja tam nigdy nie widziałam, żeby ktoś 1 uderzeniem rozwalił jabłko na pół, więc
    tez bym usta rozdziawiła ;D
  • lorelai30 04.02.07, 22:29
    Mnie zdziwiła jeszcze jedna rzecz. Czy ma ktoś pomysł, o co chodziło
    Dmuchawcowi, kiedy w Szóstej klepce zarzucał wychowankom, że politykami nie chcą
    zostać? Było to jakoś na przełomie roku 1975 i 76. To znaczy co - działaczami
    partyjnymi jedynie słusznej wiodącej siły narodu mieli zostać i reformować tęże
    od środka? Nie za późno na takie złudzenia u tak światłego profesora? A może
    opozycjonistami? Czy trochę nie za wcześnie? I mieliby o tym pisać w szkolnej
    ankiecie? Nie za bardzo wiem, jakiego polityka chciał w ankiecie zobaczyć
    Dmuchawiec AD 1975.
  • meduza7 05.02.07, 10:41
    Może miał jakąś taką romantyczną wizję Światłego Męża Stanu. Hehe. To się
    biedaczek do dziś nie doczekał.

    Wracając na chwilę do tematu żelazek: kiedy wprowadziłam się do mojej babci,
    zastałam u niej takie właśnie stare, ciężkie żelazko, z odłączanym przewodem
    (jak do prodiża) i wlaśnie BEZ jakiegokolwiek pokrętełka do regulowania
    temperatury ani lampki sygnalizacyjnej. Balam go się strasznie i staralam się
    prasować jak najrzadziej, co mi zresztą do dziś pozostało ;) Wymogłam zresztą
    prędko kupienie "normalnego" żelazka z termostatem.
    Pralka "Frania" też u babci była...
    --
    Monkey in red is dancing with me cheek to cheek...
  • mmk9 05.02.07, 10:51
    "Ani jedna osoba nie chce byc politykiem" - powiedział Dmuchawiec. Nic wiecej
    nie znalazlam. Nie napisano, jaką minę zrobil i z jaką intonacja mowil. Może go
    to cieszyło, bo fakt, kilka lat wcześniej do licealistów chcących zostać
    politykami na pewno należał Andrzej Pęczak. Wyobrażam sobie, jakim musial być
    ohydnym karierowiczem.A może jako światly profesor śmiało spoglądal w
    przyszlośc ? Gdyby Hajduk wtedy chciał być politykiem, przygotowywał sie
    jakoś /po cichu, nie w ZMS/ do tego, w 1990 byloby jak znalazł. Byłżeby
    Dmuchawiec wizjonerem ?
  • weronika753 06.02.07, 19:07
    Dla mnie najdziwniejszym zachowaniem było to, jak Olga (sekretarka Almy P.)
    przyjęła pojawienie się Tygrysa.
    Opowieść o niegodziwym, wykorzystującym dziecko ojczymie przyjmuje jako coś
    oczywistego, nawet nie biorąc poprawki na konfabulację.
    Dziecko jest nieprzytomne od gorączki, mimo to Olga nie widzi potrzeby
    udzielenia jakiejkolwiek pomocy "lekarskiej". Przy czym jednocześnie Tygrysa
    sobie zawłaszcza - nawet nie próbuje skontaktować się z rodzicami (czy choćby z
    policją) i poinformować, że córka jest u niej, w Toruniu.
    No, tak po prostu jak w bajce, gdzie dziecko znajduje się w ogródku, za sprawą
    wróżek...
  • sowca 07.12.07, 23:50
    To nie Olga, tylko Aleksandra. Ale Laura też ją ocenia jako naiwną.
    --
    "W mojej rodzinie szalenstwo przechodzi z pokolenia na pokolenie.
    Praktycznie galopuje"
  • alitzja 07.02.07, 19:33
    Nie wiem, czy to wpadka, czy przedziwne zachowanie, ale właśnie uderzyło mnie
    coś w "Pulpecji".
    Wiadomo, Pulpa jest w klasie maturalnej, ale ANI SŁOWA nie ma o jej
    przygotowaniach do studniówki ani o samym balu. Dziewczyny zwykle bardzo
    przeżywają takie wydarzenia, a tu - nic. Czyżby nie poszła? Nie interesowało ją
    to? Nie miała dylematu, z kim iść? W czym iść? Nawet gdyby tak było, to myślę,
    że powinno być o tym choćby jedno zdanie. A Roma? Zakochana w Baltonie powinna
    z całej siły wykorzystywać okazję, żeby go zaprosić na studniówkę - a nie ma o
    tym słowa. A takie działania ze strony Romy wprowadziłyby dodatkowy smaczek do
    książki - zapewne jakieś paroksyzmy zazdrości w Pulpie.
    Trochę mi tego szkoda.
  • uccello 07.02.07, 19:53
    Studniówka najwyraźniej nie wypadła w żaden z wyjątkowych dni( Boże
    Narodzenie, Sylwester, Walentynki, Podkoziołek) a wg.takiego klucza- świąt
    powszechnie obchodzonych zamknięta jest "Pulpecja". Wzmianka, owszem być mogła,
    ale Pulpa tak uroczo i sonnambulicznie zawieszona jest poza realem, że chyba to
    można jej wybaczyć.
    O stroju maturalnym też wiemy mało( a wiele dziewczyn to przeżywa, głęboko,
    głęboko:) poza tym,że były falbany nastroszone ściągami.
  • sevilay 24.02.07, 14:25
    Zastanawiała mnie zawsze jeszcze ta sytuacja z Helmutem.
    -dlaczego p.Zajączek wpada na jego widok w popłoch? Murzyna nie widziała?
    W akademickim mieście? Zauważcie,że ona osłupiała zanim Helmut się odezwał czyli
    co? Tak ją zaskoczył jego widok? Mozna się zdziwić ale,żeby aż tak?
    Kiedy ja studiowałam w Poznaniu to nie było tygodnia,żebym jakiegoś
    czarnoskórego studenta nie widziała.A miałam wydział w samym centum ,niedaleko
    od Jeżyc.Czy ta pani Zajączek kanałami chodzi do pracy?
    Tak samo człowiek z dredami to dla mnie nie nowość, w Poznaniu nie takie okazy
    mozna zobaczyć i nikt się na nich specjalnie nie gapi.a napewno nie wrasta w ziemię.

    -dlaczego ona się dała Helmutowi zbić z tropu? Co to za vice dyrektorka.Jakby na
    jej miejscu było moj dyrektorka z podstawówki to Helmut by kukał z zaskoczenia a
    nie ona.

    -dlaczego jej nie wytłumaczyli powodu noszenia przez Trollę kapelusza? Można
    takie chore dziecko posłąc na zajęcia i nie uprzedzić wychowawczyni?

    -i w końcu nie rozumiem czemu ta rozmowa odbyła się na korytarzu? Ja osobiście
    nie chciałabym rozmawiać o problemach swojego dziećka przy połowie szkoły.

    Cała ta akcja jest może i śmieszna ale ja mam poczucie jakiegoś niedokończenia.I
    cieszę się,że w moim mieście (powiatowym) ludzie się tak nie zachowują.Jakby tak
    moich rodziców zamurowało w progu na widok mojego wtedy chłopaka a teraz męża to
    chyba bym się ze wstydu spaliła
  • anutek115 25.02.07, 19:32
    sevilay napisała:

    > -dlaczego jej nie wytłumaczyli powodu noszenia przez Trollę kapelusza? Można
    > takie chore dziecko posłąc na zajęcia i nie uprzedzić wychowawczyni?
    >
    Nie można.
    Ten temat był już gdzieś omawiany, ale nie w przedziwnych
    zachowaniach, a zachowanie to jest istotnie przedziwne - więc jako nauczycielka
    ci odpowiem (i każda nauczycielka powiedziałaby to pani MM, gdyby ta zechciała
    zapytać) - nie tylko wychowawczyni, ale całe grono pedagogiczne, o dyrekcji nie
    wspominając, wiedziałoby, czemu Trolla nosi kapelusz. Dziecko tak poważnie chore
    może zasłabnąć, może brac leki o konkretnych porach, może nie móc brać udziału
    w, powiedzmy, zajęciach WF albo wielodniowych wyjazdach szkolnych, musi byc
    ostrożnie traktowane także przez własną klasę, więc tę klasę ktoś musi
    przygotować... Mam w szkole uczniów o wiele mniej poważnie chorych, o wszystkich
    wiedzą wszyscy uczący ich nauczyciele, w mojej klasie, parę lat temu bądź co
    bądź, była dziewczyna chora na schizofrenię i też o tym zostaliśmy poinformowani
    przez wychowawczynię, bo przeciez mogła zacząć zachowywać się dziwnie i
    musieliśmy wiedzieć, co w takiej sytuacji robić.
    Tak więc cała awantura z kapeluszem Trolli jest może potrzebna dla zawiązania
    akcji powieści, ale, no cóż, bezsensowna z "życiowego punktu widzenia.
  • julki6 26.02.07, 12:19
    Mnie dziwi dlaczego Trolla właściwie poszła do szkoły, przecież jeśli nie ma
    włosów to jest po chemii, a organizm wtedy jest bardzo wyjałowiony i posłanie
    dziecka do szkoły to narażenie jej na infekcje, które u niej mogą mieć cięższy
    przebieg. Poza tym zastanawiam się nad tym jej wyjazdem do Niemiec na dalsze
    leczenie bo na oddziale nie ma dla niej miejsca i musi sobie sama radzić. Może
    mam zbyt optymistyczną wizję polskiej służby zdrowia, ale nie chce mi się
    wierzyć, żeby dziecko w sytuacji zagrożenia życia zostało nie przyjęte do
    szpitala. Po pierwsze gdzie miała robioną chemię? w Polsce czy za granicą? jeśli
    w Polsce to przecież była przyjęta do jakiegoś szpitala i trochę dziwne wydaje
    mi się wyrzucanie dziecka z oddziału w trakcie leczenia bo brak miejsc. Zdaję
    sobie sprawę że są przypadki że dziecko musi być czasami leczone za granicą, ale
    tutaj jest pokazane, że Trolla jest wyrzucona ze szpitala w trakcie leczenia
    czyli ma robioną chemię, a potem: to my już pani dziękujemy, po prostu nie chce
    mi się w to wierzyć.
  • ida19851 26.02.07, 12:31
    Poza tym zastanawiam się nad tym jej wyjazdem do Niemiec na dalsze
    > leczenie bo na oddziale nie ma dla niej miejsca i musi sobie sama radzić. Może
    > mam zbyt optymistyczną wizję polskiej służby zdrowia, ale nie chce mi się
    > wierzyć, żeby dziecko w sytuacji zagrożenia życia zostało nie przyjęte do
    > szpitala. Po pierwsze gdzie miała robioną chemię? w Polsce czy za granicą?
    jeśl
    > i
    > w Polsce to przecież była przyjęta do jakiegoś szpitala i trochę dziwne wydaje
    > mi się wyrzucanie dziecka z oddziału w trakcie leczenia bo brak miejsc. Zdaję
    > sobie sprawę że są przypadki że dziecko musi być czasami leczone za granicą,
    al
    > e
    > tutaj jest pokazane, że Trolla jest wyrzucona ze szpitala w trakcie leczenia
    > czyli ma robioną chemię, a potem: to my już pani dziękujemy, po prostu nie
    chc
    > e
    > mi się w to wierzyć.

    a słyszałaś (na pewno słyszałaś) o tej klinice onkologii dziecięcej we
    Wrocławiu? różne rzeczy się dzieją w naszym pieknym ;) kraju :(
  • jottka 26.02.07, 12:37
    a to jest jednakowoż inna sprawa - przykład kliniki wrocławskiej dowodzi raczej
    złego zarządzania służbą zdrowia w naszym kraju i tego, że jakby co, to wezwanie
    mediów na pomoc wszelką sprawę załatwi, ale nie złego traktowania dzieci w
    szpitalach. w całej tej historii trolli jest za dużo przedziwnych niedomówień,
    żeby człowiek miał się nią na serio przejąć, a nie tylko wzruszać na zasadzie
    'och jej, bo u nas to wiadomo panie!'

    no właśnie nic nie wiadomo, a za to zdziwniej i zdziwniej, jak słusznie
    koleżanki dowodzą
  • ida19851 26.02.07, 12:54
    wydaje mi się, że to złe zarządzanie służbą zdrowia w Polsce MM chciała pokazać
    pisząc JT:lekarze są w tej książce przepracowani, bo biorą dodatkowe dyżury,
    zeby sobie dorobić do żałośnie niskich pensji, szpitale sa zadłużone, brak w
    nich miejsc dla chorych, leki są drogie, a nie wszystkie refunduje Fundusz
    Zdrowia itepe.
    Wszystko z życie wziete. na miejscu Staszki też bym pojechała na leczenie do
    Niemiec, zwłaszcza że dziewczyna ma tam rodziców
  • jottka 26.02.07, 12:58
    możliwe, że chciała, ale to trzeba umieć zrobić - a z trolli wynika głównie, że
    pani mm ma raczej słabe pojęcie czy to o szkolnych, czy to o szpitalnych
    procedurach dotyczących opieki nad chorym dzieckiem i stąd trudno się przejąć
    problemem bardziej ogólnym, skoro prawdopodobieństwo zgrzyta na poziomie fabuły.
  • julki6 26.02.07, 12:57
    No właśnie ta historia jest opisana na zasadzie "wiadomo jak to u nas jest" ale
    moja siostra cioteczna ma córeczkę chorą na nowotwór i naprawdę nie było czegoś
    takiego jak czekanie na miejsce w szpitalu czy problem z pozostaniem w szpitalu
  • iwoniaw 26.02.07, 12:59
    Nie mówiąc już o tym, że tak poważnie chore dziecko to ma organizowane
    indywidualne nauczanie, a nie posyła się go do szkoły, gdzie (co już zresztą
    zostało nadmienione) nauczyciele nie mają pojęcia o jego chorobie...

    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogatie of every life form, Mr Stibbons!'
  • dakota77 26.02.07, 13:13
    I gdzie kontakt z jakakolwiek choroba mialby dla niego kiepskie skutki. Jak to juz ktos napsial, po chemii zupelnie nie ma sie odpornosci.
    --
    I may be bad...but I feel goood;-)
  • verdana 26.02.07, 13:49
    czasem dziecko może chodzic do szkoły, ale wtedy absolutna koniecznoscia jest
    powiadomienie nauczycieli. Zupełnie nie rozumiem, jak można było ukrywac przed
    szkołą, ze uczennica jest poważnie chora i narażać ją na stresy (bardzo
    niewskazane), niezrozumienie (kapelusz) i potencjalne niebezpieczeństwa - chore
    dziecko nie wszystko może robić, nie nadaje się do prac fizycznych, nie powinno
    siedziec w ławce z zaziębioną kolezanką. Czyli beztroska rodziny jest po prostu
    porazajaca.
    A wszystko to po to, by pokazać jacy wredni są nauczyciele. A ostatecznie, czy
    żądanie zdjęcia w klasie kapelusza jest takie znowu dziwne i odrażające?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • dakota77 26.02.07, 13:53
    Nie jest, skoro nauczycielka nie wie o chorobe Staszki. Nam sie kaze czuc zlosc i zazenowanie, ze taka prosba padla. Ale orzeciez to normalne. Nauczcyielka miala proawo o to prosic. Nie bylo jej wina, ze nie zostala poinformowana o chorobie Trolli.
    --
    I may be bad...but I feel goood;-)
  • the_dzidka 26.02.07, 13:59
    Czyli potwierdza się moja opinia, że JT jest koszmarnie nieudaną książką pisaną
    w pośpiechu i na kolanie. Bez zastanowienia w każdym razie.

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • lira_korbowa 26.02.07, 14:16
    Wyjątkowo nie lubię JT. Mam wrażenie, że jest to jedynie potok goryczy,
    nieujęty w żadne karby.
    Szok był tym wiekszy, że Kalamburkę odebrałam jako piękne zamknięcie cyklu.
  • dakota77 26.02.07, 14:46
    Wiec wlasnie. JT to cos okropnego. Jakby nie mozna bylo pisac ksiazek rzadziej, ale za to na spokojnie i lepiej.
    --
    I may be bad...but I feel goood;-)
  • lezbobimbo 24.02.07, 16:38
    Z przedziwnych zachowan czesto zastanawialam sie dlaczego Mila Borejko w
    czasach, gdy bieda im az piszczala na zapiecku, ona sama robila co mogla aby
    zapewnic dzieciom jako tako wartosciowe pozywienie, a egoistyczny Ignac kupowal
    coraz to nowe woluminy lacinskie, zazadala od niego czekolady dla córek?
    Przeciez po pierwsze, dawala chytremu Ignacemu furtke do wykretu, ze czekolady i
    tak nie ma,
    a po drugie, to koczelada przeciez pozywnoscia nie grzeszy. W pare minut sie
    wchlonie, szybko strawi, a jeszcze zeby spróchnicuje i trzeba bedzie leczyc.
    Czemu Mila, spec od zywienia, nie poprosila o cetnar pyrów, wór kaszy, maki czy
    cebuli? Co jak co, ale te proste specjaly to chyba jeszcze mozna bylo wtedy
    dorwac tu i ówdzie. I szesc osób mogloby sie spokojnie zapychac przez pare dni.

    Juz pomijajac zgode na argumentacje Ignaca, ze oryginalny Plutarch poczeka na
    pólce na córki - ja bym wzburzona rzekla, ze bez jedzenia te córeczki wymra
    rychlo na przednówku i kto wtedy bedzie Plutarcha poznawal..

  • meduza7 24.02.07, 20:10
    Ech jej. A jak sobie pomyślę, że w czasach, gdy po raz pierwszy świeżym,
    naiwnym umysłem pochłaniałam "Jeżycjadę", te wszystkie dziwne zachowania
    (Plutarch zamiast czekolady, przyjęcie Krystyny itp) były dla mnie światłym i
    niedościgłym ideałem. Że krzywo patrzyłam na swoich rodziców, którzy właśnie o
    te pyry i jeszcze jakieś mięsko do nich zabiegali, tata w tym celu np. jeździł
    handlować na Węgry i do ZSRR, a mnie te jego opowieści o tym co sprzedał
    korzystnie i co za to kupił wydawały się strasznie płaskie i
    drobnomieszczańskie. Że te wszystkie argumenty, które sama wysuwałam ileś tam
    postów temu odnośnie Krystyny u Żaków teraz co prawda wydają mi się
    zdroworozsądkowe, ale wówczas okrzyknęłabym je totalną dulszczyzną. To samo
    odnośnie małych Rumunek. Ech...
    --
    Monkey in red is dancing with me cheek to cheek...
  • onion68 25.02.07, 19:32
    Bo nie chciało jej się gnieść ciasta drożdżowego ;) Pisałam już gdzieś, że teraz
    zastanawia mnie motywacja Gabrieli do tego sylwestra u Joanny - było to właśnie,
    jak wiadomo, ciasto drożdżowe. Bardzo pyszne, dość pracochłonne, ale składników
    do wykonania onego nie brakowało moim zdaniem nawet w PRL-u. Nie pamiętam od
    kiedy cukier był na kartki, ale przecież smakosze herbaty na ogół piją bez
    cukru? No to do ciasta powinno im zostawać.
  • baba67 26.02.07, 11:29
    Potem na szczescie Mila nabrala ochoty do pieczenia ciast tym bardziej ze Gaba
    bardziej pomagala jej w domu.
    DZiewczynki nie byly dopuszczane do kuchni, bo to bardzo denerwowalo Mile,
    zatem nie bardzo mialy szanse sie nauczyc czegokolwiek. Mila natomiast robila
    wszystko sama, a zwazmy ze nie bylo w tych zamierzchlych czasach dostepnych
    pralek automatycznych, samemu trzeba bylo palic w piecach, skarpety sie cerowalo
    bo wszelkie ciuchy bardzo drogie, trzeba bylo sie nalatac, zeby zrobic zakupy
    zywnosciowe, zatem nie dziwne, ze Mila unikala czasochlonnych przedsiewziec
    kuchennych.
    To tak na marginesie, w jakich wspanialych czasach obecnie zyjemy...
    --
    Czasem wydaje mi się, że wszystko rozumiem.
    I nagle odzyskuję świadomość.
  • verdana 26.02.07, 15:32
    Zawsze zastanawiałam się, dlaczego aż tak ostro klasa zareagowała na
    wypracowanie "Co wiem o swoich rodzicach". Rozumiem, stan wojenny. Rozumiem, ze
    nie lubili nauczycielki. Nie sądzę, aby nawet wtedy większość mlodzieży
    uznała, ze to ma być forma donosu na rodzicow i ze wypytuje się ich o poglady
    kontakty z podziemiem... przeciez nikt nie kazał pisać wypracowania "co moi
    rodzice robili w Solidarnosci".Raczej napisaliby o zawodzie, zainteresowaniach,
    dziadkach...Ale przecież ze strony "grona" chęć poznania rodziny ucznia to
    raczej zaleta, niż wada.
    Mam wrazenie, jakby to był kolejny punkt na liscie "dlaczego nauczyciele wredni
    są" a nie powód do realnego konfliktu. Nawet wtedy miałam wrażenie, że
    buntujący się uczniowie przegięli, że była to z ich strony forma znęcania się
    nad nielubianym nauczycielem.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • iwoniaw 26.02.07, 15:51
    I tu się z Tobą zgodzę. Też odebrałam to jako zachętę do wypowiedzi na temat
    rodziny, może jakichś tradycji, zwyczajów, historii wspominanych przez starsze
    pokolenia. Może to jakiś prywatny uraz autorki, która źle wspomina odejście ojca
    i w "tym razem serio" nadmienia tylko, że to bolesny dla niej temat? No ale
    jeśli uważamy, że wobec tego ankieta na temat "co wiem o rodzicach" może
    rozdrapywać rany (a pewnie zdarza się to nie tylko w przypadku dzieci
    porzuconych czy osieroconych), to w sumie nie ma tematów "bezpiecznych", bo
    własciwie wszystko może być powodem do urazy.
    Demonstracyjna odmowa w OwR jest tym dziwniejsza, że przecież w Klepce
    licealiści, którzy nie chcieli pisać o czymś, po prostu nie pisali (to, co sądzę
    o komentarzach Dmuchawca "demaskujących" niby - anonimowych autorów oraz
    wyśmiewających "błahe" tematy, to już inna kwestia...)

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • iwoniaw 26.02.07, 15:57
    znowu mamy do czynienia z pozytywnym komentowaniem zachowań bohaterów
    "programowo" pozytywnych i potępianiem _identycznych_ zachowań u bohaterów
    "złych" (por. wątek o Matyldzie). Ewa Jedwabińska robi ankietę - demonstracyjny
    protest jest ok. Dmuchawiec robi ankietę - ci, którzy piszą banały lub chcą
    ukryć swą tożsamość są beznadziejni i wyśmiewanie przez nauczyciela jest
    uprawnione (inni wyśmiewający nauczyciele są oczywiście potworami, ten nie, bo
    jest "autorytetem" - szkoda tylko, że nie czyny o tym mają świadczyć, lecz
    opinia autorki jedynie).

    Kolejny to już przykład, że nie ma zasad obowiązujących wszystkich - zachowania,
    za które nielubiane postacie są potępione, osobom z kręgu Borejków nie tylko
    wybacza się, ale czasem są one wręcz zaletą!

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • dakota77 26.02.07, 16:16
    I wlasnie te podwojne standardy to jest cos, co bardzo mi przeszkadza w Jezycjadzie.
    --
    I may be bad...but I feel goood;-)
  • lorelai30 27.02.07, 22:59
    W pewnych sytuacjach pozornie niewinne pytania wcale nie są niewinne. Pomijając
    już aspekt polityczny, to tak sformułowane pytanie jest wchodzeniem z buciorami
    w życie osobiste uczniów. Ale i polityczny podtekst pytania też w tamtych
    czasach był nie do pominięcia. Sama pamiętam "niewinny" temat pracy domowej: Na
    podstawie rozmowy z rodzicami opisz działalność nowych związków zawodowych w ich
    zakładzie pracy. Dzisiaj już może wrednota tego pytania nie jest dla wszystkich
    czytelna, podobnie jak smaczek tekstu, który znalazł się w zeszycie mojej
    koleżanki: U mojego taty w pracy nowych związków zawodowych nie ma i nie będzie.
    W socrealu nie było ścisłego podziału na życie zawodowe, polityczne, prywatne,
    hobby etc. Moja nauczycielka potrafiła wprost kazać podnieść rękę dzieciom,
    których rodzice należą do partii. Ponieważ wydało jej się, że zgłosiło się osób
    podejrzanie mało, otworzyła dziennik na rubryce z zawodami i miejscami pracy
    rodziców (do tego nie potrzebna była nauczycielowi ankieta, miał to wypisane) i
    wodząc paluchem po liście typowała, którzy jeszcze rodzice są partyjni.
    Kierowała się oczywiście tym, że w pewnych zawodach i na pewnych stanowiskach
    bezpartyjnym być się nie dało. Podobnie jak w pewnych zawodach i na pewnych
    stanowiskach nawet bardzo okazjonalna religijność groziła usunięciem z pracy.
    Oczywiście, nie zawsze i nie wszędzie. To wszystko miało taki śliski,
    niesprecyzowany charakter, dużo zależało od bezpośredniego przełożonego np. Ale
    mój sąsiad, najbardziej szeregowy milicjant, na czas chrzcin dziecka zapewnił
    sobie alibi. Żeby się móc tłumaczyć, że on nic nie wiedział, że to żona sama,
    bez jego zgody itp.

    No ludzie, co miała odpowiedzieć Kreska, której obydwoje rodzice byli
    internowani, na pytanie, co wiem o swoich rodzicach? "Siedzą"???
    Pytanie z ankiety nie tyle ma obrazować, moim zdaniem, wrednotę nauczycieli, co
    kompletny brak wyczucia, taktu i talentów pedagogicznych Ewy Jedwabińskiej.
    Psycholog nie może zadawać pytań w ten sam sposób, co policjant.
  • verdana 28.02.07, 10:49
    Kreska mogła spokojnie odpowiedzieć "Moi rodzice sa milymi ludźmi, mama
    interesuje sie sztuka prerafaelicką i uwielbia ubierać się na niebiesko, a
    ojciec bada życie pierwotniaków i nigdy nie nosi krawata". Pytanie było tak
    sformulowane (w przeciwieństwie do zadanego przez Twoja nauczycielke), ze nie
    wymagało zadnego "donosu". I umozliwiało napisanie tylko tego, co chciało się
    napisać.
    A nauczyciele byliby lepszymi nauczycielami, gdyby znali sytuację domowa swoich
    uczniów. Przy czym, nie watpię ani przez moment, całe grono i tak wiedziało, ze
    rodzice Kreski sa internowani.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • iwoniaw 28.02.07, 13:23
    > Kreska mogła spokojnie odpowiedzieć "Moi rodzice sa milymi ludźmi, mama
    > interesuje sie sztuka prerafaelicką i uwielbia ubierać się na niebiesko, a
    > ojciec bada życie pierwotniaków i nigdy nie nosi krawata".

    Dokładnie tak. Nie ma co popadać w przesadę, jakoś trudno mi uwierzyć, że
    inteligentni nastolatkowie w dobrym liceum nie potrafili się w ten sposób -
    choćby "na odczepnego" wypowiedzieć. Ich demonstracja była jak dla mnie chęcią
    pognębienia nielubianej nauczycielki i tyle.

    > uczniów. Przy czym, nie watpię ani przez moment, całe grono i tak wiedziało, ze
    >
    > rodzice Kreski sa internowani.

    Zwłaszcza, że przecież z tego powodu przeniosła się z Wrocławia do dziadka do
    Poznania.

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • elwinga 28.02.07, 14:31

    > A nauczyciele byliby lepszymi nauczycielami, gdyby znali sytuację domowa swoich
    >
    > uczniów. Przy czym, nie watpię ani przez moment, całe grono i tak wiedziało, ze
    >
    > rodzice Kreski sa internowani.

    To jest nawet napisane expressis verbis w książce - Ewa mówi, że Kreska nie
    potrzebuje się obawiać, że niechcący napisze donos, bo sprawa jej rodziców jest
    jej (tj. Ewie) znana.
  • lorelai30 28.02.07, 22:38
    Nigdy nie sugerowałam Ewie złej woli. Ona po prostu nie rozumnie, tego jaki
    wydźwięk ma jej pytanie. Wy też, jak widać, tego nie czujecie. Tłumacząc na
    współczesne realia, to by było mniej więcej tak: Pracodawca do pracownicy
    zatrudnionej na okres próbny: A jaki jest pani zdaniem najlepszy dla kobiety
    wiek na posiadanie dzieci? Albo: A jakie są pani plany rodzinne?

    Czego się tu czepiać albo obawiać? Czyż wprowadzenie do stosunków służbowych
    elementów prywatnych nie ociepla atmosfery? Czyż to nie miłe, że pracodawcę
    interesuje moje życie rodzinne?

    Nauczyciele powinni być otwarci na problemy uczniów, ale nikt nie ma prawa
    zmuszać, żeby się ktoś obowiązkowo wywnętrzał na temat swoich problemów z matką.
    Nawet niezależnie od kontekstu politycznego. I to powinno być uszanowane,
    dlaczego uważacie za normalne, że mieliby kombinować?
  • verdana 01.03.07, 09:40
    Ale ktż tu pytał o "problemy z matką?"? Zaręczam tez, ze w okresie stanu
    woajennego kazdy temat wypraowania mógł miec podtekst polityczny, łacznie z
    takim jak "Co lepsze - powstania narodowe czy praca organiczna".
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • baba67 01.03.07, 13:11
    nie mowiac juz o kolorach...niebieski nieprawdaz czy fioletowy...
    --
    Czasem wydaje mi się, że wszystko rozumiem.
    I nagle odzyskuję świadomość.
  • hopdoprzodu 01.03.07, 22:07
    Mnie zawsze zadziwiają buty przybite do podłogi w ramach primaaprilisowych
    żartów w Pulpecji. Dziura w podeszwie to właściwie totalne zniszczenie butów,jak
    można było pominąć taki wybryk milczeniem i to w rodzinie, w której się nie
    przelewało?
  • bunny.tsukino 02.03.07, 13:10
    Zwróciliśmy na to uwagę- otóż u Borejków tylko się mówi, że się nie przelewa.
    Źródeł dochodu jest całkiem sporo.
    Mnie zastanowił Majakowski czytany przez Milę w KK. Ja czytałam Majakowskiego,
    piewcę rewolucji i Lenina i nijak mi to nie pasuje do Mili.
    --
    Oddam nianię w Krakowie :))
  • bunny.tsukino 02.03.07, 14:45
    Nie miałam go w spisie lektur.Sama z siebie czytałam. Niestety, w osiedlowej
    bibliotece były tylko 2 tomy i może stąd moje wrażenie.
    --
    Oddam nianię w Krakowie :))
  • turzyca 09.12.07, 16:46
    > Mnie zastanowił Majakowski czytany przez Milę w KK. Ja czytałam
    >Majakowskiego, piewcę rewolucji i Lenina i nijak mi to nie pasuje do >Mili.

    Mi sie zawsze wydawalo, ze Mila wziela pierwsza lepsza ksiazke z brzegu (a
    Majakowski spokojnie mogl byc sluzbowym prezentem) i utknela w niego broszurke o
    zywieniu przy chorobie wrzodowej. Jakby jej niezrecznie bylo czytac takie
    opracowanie publicznie. Pasuje mi to do opinii, ze dobrze wychowani ludzie,
    szczegolnie starej daty, o pieniadzach, polityce i chorobach publicznie nie
    informuja. Moze nie umiem tego jasno opisac, ale zawsze mialam wrazenie, ze ona
    tego Majakowskiego w ogole nie czytala, ze sluzyl tylko za okladke.
  • the_dzidka 09.12.07, 19:41
    To już jest duża nadinterpretacja. Ja jak najbardziej wierzę w
    Majakowskiego. Zwlaszcza jeśli chodzi o Milę :-)

    --
    Dzidka

    ~~ Outernet. To ten dziwny i niezrozumiały świat, który znajduje się
    poza Internetem. ~~
  • bunny.tsukino 02.03.07, 14:48
    Do Mili to mi bardziej Achmatowa pasuje:)
    --
    Oddam nianię w Krakowie :))
  • yomamakorka 22.05.07, 18:07
    Ignas [lat 4,5] jedzacy kaszke na kolacje i sniadanie w Imieninach. Moj syn ma
    mniej wiecej tyle lat [prawie 5] i odkad skonczyl rok je to co my. Kaszki
    zadnej nie tknalby w wieku powyzej 18 miesiecy, nie mowiac juz o 4 latach. W
    wieku 5 lat pojdzie do zerowki... [USA] a tu u Ignasia kaszka?!
  • yowah76 22.05.07, 18:34
    Moze lubil... ja zawsze bylam jedynym dzieckiem na koloniach, ktore radosnie
    pozeralo manne, owsianke, ryz na mleku itp. Wlasciwie to tylko wtedy moglam sie
    tego najesc, bo mojej matce sie nie chcialo gotowac. A owsianke lubie do
    dzisiaj, manne moze mniej. Moj kuzyn w dziecinstwie jadal glownie kanapki z
    pasztetem, inne rzeczy wrecz na przymus, moze IgnacyII tez sie tak zafiksowal.
    Albo dal sobie wmowic, ze kaszka dobra na rozum czy jak...
    --
    ---------------------------------------------------
    - To wspaniale przyjecie - powiedzial Kwestor do krzesla. - Szkoda, ze mnie tu
    nie ma.
  • onion68 22.05.07, 18:46
    Moja córa popadła w nałóg owsiankowy po lekturze "Tajemniczego ogrodu", gdzie
    opiekunka namawia dzieci (Colina i Mary) do jej spożywania, opisując jej
    (owsianki) zbawienny wpływ na organizm dziecka. Jest to zresztą święta racja -
    płatki owsiane to kopalnia witamin i mikroelementów, przy tym nietucząca.
    Istnieje przysłowie, że w Anglicy mają wspaniałe konie, a Szkoci wspaniałych
    mężczyzn (chodzi o skutki diety owsiankowej).
    Ja też zawsze uwielbiałam zupy mleczne, zwłaszcza owsiankę i mannę. Ostatnio
    trochę je wyłączyłam ze swojej diety ze względu na próby odchudzenia się na
    diecie niskowęglowodanowej. Ale że nie sposób na niej zbyt długo się katować, a
    powtarzana już nie jest tak skuteczna, więc sobie chyba znowu pozwolę.
    Jeżeli chodzi o dziwne upodobania kulinarne, to moje latorośle (14 i 16 lat)
    prawie każdy dzień zaczynają obecnie od mleczka z płatkami Nesquick ;)
  • yomamakorka 28.05.07, 18:58
    No tak ale mowie o tym ze to chyba nie jest typowe, szykowanie kaszki na
    standardowa kolacje dla [nad wiek rozwinietego wszak] czteroipollatka. Nie
    napisano nic o jego manii/uwielbieniu dla owego pokarmu, wrecz przeciwnie,
    napisane bylo ze "zlekcewazyl kaszke" na rzecz jedzenia z Lelujkami :)

    No i jeszcze pamietam jak w tej samej ksiazce bylo ze "Ignas zostal odsiusiany,
    nakarmiony"... To juz wybitne zdziecinnienie... Moje dziecko w tym samym wieku
    [porownuje, bo akurat mam go pod reka] samo sie odsiusiuje od co najmniej roku,
    sam tez sie ubiera rano i sniadanie z moja niewielka pomoca sam bierze. Acha,
    jest dosc typowym i przecietnym przedstawicielem chlopca w tym wieku [nie czyta
    jeszcze ksiazek, jak Ignas hihihi].
  • sevilay 28.05.07, 19:32
    Ignaś to chyba w ogole na jakiejś specjalnej diecie był, bo oprócz wspomnianej
    kaszki dostał jeszcze specjalną zupkę-w "Imieninach" Gaba zastanawia się czy
    powiedziała mamie,ze zupa dla Ignasia jest w lodówce. Nie wiem dlaczego ma on
    jeśc jakieś osobne danka.
  • onion68 28.05.07, 20:20
    Skoro już jesteśmy przy odżywianiu, to podczas lektury CzP w ostatnich
    dniach(podejście trzecie, czytanie od połowy - w tym układzie nawet w porządku,
    bo odpada cały opis rozlazłego i nudnego początku romansu Laury i Wolfiego) i
    zaraz potem Żaby, rzuciło mi się w oczy i niemile zdziwiło upodobanie Borejków
    do śmieciowego jedzenia. Owszem, jadają posiłki gotowane w domu, ale non stop
    przekąszają paluszkami, a dzieciaki zapijają się jak nie colą, to fantą albo
    orange bez żadnych uwag ze strony dorosłych, którzy powinni mieć świadomość co
    do szkodliwości tych smakołyków. A już zupełnie zaskoczyło mnie to, że Ignaś w
    szufladzie nocnego stolika rodziców znajduje paluszki i landrynki, które mają
    umilać wieczorną lekturę! Dorosłym ludziom! Te okruchy w łóżku, fuj.
  • sevilay 28.05.07, 20:41
    Mnie też to zdziwiło.Szczególnie te landrynki-i to tak na noc,a zęby chociaż
    drugi raz myli?
    Zdziwiło mnie też,ze Ida (lekarz!) jako jedyny posiłek podaje dzieciom lody? I
    jakoś tak w ogóle żywienie dzieci ma gdzieś-ten boczek,który Józinek i Łusia
    rąbią bez opamiętania to chyba nie takie zdrowe jedzenie,szczególnie dla dzieci.
  • mankencja 29.05.07, 15:42
    jako corka dwójki lekarzy muszę powiedzieć, że ta grupa zawodowa wcale na
    dzieci przesadnie nie chucha, a czasem wręcz postępuje tak, jak ilustruje to
    przysłowie o szewcu, co bez butów chodzi.

    tak więc dzieci moich rodziców (ja i brat, inna rzecz, że duzi jesteśmy):
    - coś ciepłego w ciągu dnia jedzą średnio raz w tygodniu
    - coca-colę piją, kiedy im przyjdzie ochota
    - chodzą po domu bez kapci
    - za chore zaczynają być uznawane, kiedy mają podwyższoną temperaturę.
    wcześniej mogą kaszleć, kichać etc. i nikogo to szczególnie nie wzrusza
    - uwielbiają kawę, przy czym starsze (ja) wypija tych kaw dziennie ok. 3-4
    - nigdy w życiu nie usłyszały od swoich rodziców "tylko się nie zgrzejcie"
    - szeroko pojęte etc.
  • tygrys2112 28.05.07, 20:45
    to mnie akurat nie oburza. to po prostu dodaje kolorytu powieściom. poza tym
    świadczy, że też zdarza się im zwyczajność. co do coli, to przecież sporo
    dzieciaków pije "odrdzewiacz" i choć wiadomo, że nie jest on zdrowy, to jeśli
    ma to być młodzież przypominająca prawdziwych nastolatków, to przecież nie będą
    pili mleka przez cały dzień. :)

    Picie kawy z samego rana też szkodzi, a ile osób tak robi. :)
  • onion68 28.05.07, 20:56
    Mnie to też nie oburza, tylko dziwi. Borejkowie niby są przeciwni wszelkiej
    komercji, a łykają te wszystkie reklamowane paskudztwa. Po drugie, jako osoby
    wykształcone i krytycznie myślące raczej nie powinny być osobami bezrefleksyjnie
    przejmującymi styl życia, narzucany przez koncerny za pośrednictwem reklam, no i
    powinni mieć świadomość wartości tego, co wkładają do ust własnych i swoich
    pociech. Nie twierdzę, że dzieciaki w ogóle nie powinny znać smaku coli,
    paluszków czy czipsów, ale to powinno być raczej od okazji, a na co dzień
    dorośli dbający o zdrowie dzieci powinni podsuwać do picia raczej wodę, a
    paluszków, herbatników, itd. nie trzymać w domu na co dzień. A w tych dwóch
    powieściach te produkty "występują" na niemal każdej stronie.
    Podobno picie kawy nawet trzy razy dziennie nie jest szkodliwe dla dorosłego
    człowieka.
  • tygrys2112 28.05.07, 21:53
    > Podobno picie kawy nawet trzy razy dziennie nie jest szkodliwe dla dorosłego
    > człowieka.

    ale nie z samego rana, przed posiłkiem.
  • verdana 28.05.07, 22:02
    E tam. Ja pierwszy posilek jem o drugiej i trzy kawy przed nim to norma.
    Zaznaczam, ze nie jestem mloda, a nadal żyję.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • lacitadelle 29.05.07, 16:18
    > E tam. Ja pierwszy posilek jem o drugiej i trzy kawy przed nim to norma.
    > Zaznaczam, ze nie jestem mloda, a nadal żyję.

    a mój pradziadek wypalał codzinnie paczkę extra mocnych i umarł w wieku 90 lat -
    czy to znaczy, że papierosy nie są szkodliwe?
  • laura-gomez 28.05.07, 22:12
    tygrys2112 napisała:

    > > Podobno picie kawy nawet trzy razy dziennie nie jest szkodliwe dla dorosł
    > ego
    > > człowieka.
    >
    > ale nie z samego rana, przed posiłkiem.

    dokładnie. picie kawy przed śniadaniem jest rakotwórcze
  • mamalilki 29.05.07, 11:20
    Nie przeczytalam calego wątku, ale w calej Jezycjadzie nie ma chyba glupszej
    sceny, niz kiedy Nerwus przypina sie do Natalii kajdankami. Ile razy czytam caly
    opis ucieczki Nutrii z dwojgiem dzieci, tyle razy mysle ze w powiesci
    realistycznej są jakies granice absurdu.
    --
    Lilka
    Ewa
  • yomamakorka 29.05.07, 16:09
    Dla mnie glupocie tej sceny z kajdankami dorownuje scena gdy Marcelek wlecze
    Patrycje do auta a Baltona go nokautuje - kto tak wlecze kobiety do auta bez
    powodu, czy to jakas metoda na przekonanie do siebie babeczki o ktorej sie wie
    juz ze jest srednio zainteresowana? brr... wiec chyba po to jest ta scena zeby
    pokazac jaki super meski i czaderski ten Baltona [co to nawet jablko umie
    przepolowic, o matko]
  • emae 11.12.07, 11:08
    Eh... Dla mnie ta scena jest bardzo wiarygodna, i z łatwością
    wyobrażam też sobie Marcelka, który tłumaczy później, że Patrycja
    sama wybrała się z nim na przejażdżkę i że to w ogóle wszystko przez
    nią.
  • sevilay 30.05.07, 15:52
    mamalilki napisała:

    > Nie przeczytalam calego wątku, ale w calej Jezycjadzie nie ma chyba glupszej
    > sceny, niz kiedy Nerwus przypina sie do Natalii kajdankami. Ile razy czytam cal
    > y
    > opis ucieczki Nutrii z dwojgiem dzieci, tyle razy mysle ze w powiesci
    > realistycznej są jakies granice absurdu.

    A tak,tak. Ja już też to zauważyłam w jakimś wątku.Nie prościej było iść w
    pierwszym,lepszym mieście na policję?Bardzo to mądre rozbijać z dziecmi namiot
    na jakims odludziu jak jakiś psychopata na nie dybie. A gdyby to był prawdziwy
    psychol?
  • hopdoprzodu 30.05.07, 22:02
    Mnie zawsze zadziwiało, jak Bebe mogła przebiec z własnego domu na dworzec na
    boso. Klapki zgubiła po drodze. Może jestem dziwna, ale żaden miłosny amok by
    mnie do tego nie zmusił:)Chociaż i Aniela, zdaje się, również chadzała po
    Poznaniu boso. Dla mnie to jest bardzo dziwne zachowanie! Co innego trawa lub
    inne łono natury, ale chodnik w wielkim mieście? Nie dość, że brudno, to
    pokaleczyć się można lub natknąć się na coś mało przyjemnego...
  • blanka_e 06.06.07, 09:34
    dziwne są dla mnie te gęste monologi Idy spacerujacej z wózkiem po Sołaczu w
    Córce Robrojka. Ja rozumiem, że do dziecka trzeba mówię itd, ale jakbym mineła
    taką matkę wygłaszajacą wykłady naukowe do półtorarocznego bobasa, tobym
    znacząco popukała się w głowę
  • yowah76 06.06.07, 14:54
    A mnie wczoraj sie przypomnialo, jak Aniela przez okienko wylazila...kto madry
    wystawia glowe, zaznaczam, rece zostaly z tylu, odbija sie nogami i spada z
    wysokosci no co najmniej 2 m albo i lepiej na schody? NA TWARZ? i co, ani sladu
    na niej nie zostalo?
    --
    ---------------------------------------------------
    - To wspaniale przyjecie - powiedzial Kwestor do krzesla. - Szkoda, ze mnie tu
    nie ma.
  • onion68 06.06.07, 16:09
    Racja, po upadku z 2 m to chyba tylko zawodowy kaskader otrzepałby się i pobiegł
    szukać przygód. Słyszałam o śmierci na miejscu po upadku z 2,5 m.
  • yowah76 06.06.07, 18:26
    ... a jej sie tylko rece trzesly...
    --
    ---------------------------------------------------
    - To wspaniale przyjecie - powiedzial Kwestor do krzesla. - Szkoda, ze mnie tu
    nie ma.
  • the_dzidka 20.08.07, 21:40
    > ... a jej sie tylko rece trzesly...

    ... a szczęka nie, mimo że trzymała w zębach ten tobołek z ciuchami bóg wie jak
    długo :-)

    --
    Dzidka

    ~~ Outernet. To ten dziwny i niezrozumiały świat, który znajduje się poza
    Internetem. ~~
  • isushi 21.08.07, 14:59
    Adrenalina, panie, adrenalina ;] Aniela była "w gazie" i wszystkie
    przeciwności losu musiały ustąpić przed złotym celem, tj. Pawełkiem
    N. ;]

    Aczkolwiek dla mnie sytuacja przekomiczna, acz nie przedziwna.

    To już bardziej manii Ignacego do kontrolowania wnucząt i
    przybijania gwoździ do drzwi balkonu. Wyobrażam sobie ten ból
    domowników, gdy w skwerku lata zdawają sobie sprawę z tego, że na
    balkonie nie mogą poleżakować.

  • lezbobimbo 21.08.07, 16:32
    isushi napisała:
    > To już bardziej manii Ignacego do kontrolowania wnucząt i
    > przybijania gwoździ do drzwi balkonu. Wyobrażam sobie ten ból
    > domowników, gdy w skwerku lata zdawają sobie sprawę z tego, że na
    > balkonie nie mogą poleżakować.

    Oni nie lezakuja, stronia od sloneczka przy ksiazkach w cienistym mieszkaniu z
    cala wanna mrozonej herbaty ;)
    A swoja droga dziwne wielce, jak to niezreczny Ignacy, nie potrafiacy nawet
    zdjac firan bez uszkodzenia siebie i firan, nagle chwyta za mlot, gwozdzie i
    uzywa ich do tak wymyslnej operacji, niczym Bella-Zlota Raczka niemal!

  • lezbobimbo 21.08.07, 06:29
    Aniele amortyzowal biust, niespotykany w lekturze dla chlopców. Chwile po
    odbiciu sie od podlogi, salcie i bezblednym wyladowaniu na czubkach palców,
    otrzepala sie i wyjawszy toból z zacisnietych zebów podazyla dalej dziarsko!
    Amor vincit omni!
  • 1802l 21.08.07, 08:31
    yowah76 napisała:

    > A mnie wczoraj sie przypomnialo, jak Aniela przez okienko
    wylazila...kto madry
    > wystawia glowe, zaznaczam, rece zostaly z tylu, odbija sie nogami
    i spada z
    > wysokosci no co najmniej 2 m albo i lepiej na schody? NA TWARZ? i
    co, ani sladu
    >
    > na niej nie zostalo?

    Hmmm, moja mama opowiadała mi, jak to dorabiała sobie przed wojną do
    czesnego w gimnazjum, dyżurując po nocach przy chorych po operacji.
    Siedziała przy takiej jednej (Alzheimer), która cały czas nawijała i
    strasznie denerwowała taką (już w lepszej kondyccji) prostytutkę,
    której syfilis rzucał się na móżg. W salce było ciemno, mama
    przysiadła przy drzwiach dyżurki, przy lampce, coś tam haftowała, by
    nie zasnąć, i lukała co jakiś czas do środka. Nagle prostytutka
    zatrzasnęła drzwi, zamknęła je i zaczęła dusć tę drugą. Mama
    próbowała wydostać się przez zakratowane okno, by ruszyć na pomoc.
    No i wysunęła najpierw głowę, potem ramiona i tułow - i tu utknęła.
    Zaczęła więc wczołgiwać się z powrotem - i utknęła jej głowa. A za
    drzwiami alzheimerka już ledwo-ledwo rzęziła. Na szczęście, na raban
    wleciał portier, unieszkodliwił protytutkę (alzheimerka jeszcze
    żyła). A mamę udało się uwolnić, namydliwszy głowę. Do końca życia
    zastanawiała się, że ta głowa przeszła lekko tylko w jedną stronę...
    Ps: to nie uszy przeszkadzały, bo uszka miała malutkie i
    przylegające...
    --
    Senatores boni viri, sed senatus mala bestia
  • isushi 21.08.07, 20:33
    Lezi, pewnie Ignacy dostał kopa (jak wspomniana wyżej Aniela) i
    dokonał niemożliwego ewentualnie poprosił kogoś z domonwników lub
    sąsiadów o wykonanie przysługi ;]

    Dla mnie przemiana Ignaca jest na tyle niedorzeczna i niemożliwa, że
    nawet jego następne wcielenie jako Pana Technika aka Złota Rączka
    nie byłaby tak szokująca, jak próby bycia agentem dla własnej
    rodziny. No, może troszkę ;]
  • lezbobimbo 30.08.07, 00:50
    isushi napisała:
    > Lezi, pewnie Ignacy dostał kopa (jak wspomniana wyżej Aniela) i
    > dokonał niemożliwego ewentualnie poprosił kogoś z domonwników lub
    > sąsiadów o wykonanie przysługi ;]

    Ach, pojmuje w lot! Tozto Mila uczynila po kryjomu, wbila gwozdzie na prosbe
    Ignaca, a Ignac zebral uznanie i zaslugi! Wszystko jasne ;)

    > Dla mnie przemiana Ignaca jest na tyle niedorzeczna i niemożliwa, >że> nawet
    jego następne wcielenie jako Pana Technika aka Złota >Rączka nie byłaby tak
    szokująca, jak próby bycia agentem dla własnej
    > rodziny. No, może troszkę ;]

    Po jesienno-sredniowiecznym Bombardowaniu Poznania czyli Slynnej Zmywarce
    Wszechczasów moze byc nawet potop, od tego
    czasu wiarygodnosc pana Ig.B. wyparowala wedlug mnie jak sen jaki zloty.. ;)
  • herbarium 22.08.07, 20:10
    Oj, to chyba mało matek zdarzyło Ci się spotkać:) Oczywiście, "mówienie do
    dziecka" w tym przypadku jest przejaskrawione przez autorkę celowo, ale znam
    naprawdę sporo takich rodziców, które do nie mówiących jeszcze dzieci wygłaszają
    opowieści przekraczające znacznie ich poziom intelektualny. Ot, tak - żeby pogadać.
  • justyna302 29.08.07, 21:01
    Dla mnie najdziwaczniejszym zachowaniem (biorąc nawet poprawkę na osobowość
    bohaterki) jest postępowanie Natalii, która w pogoni za Robrojkiem porywa
    samochody, pędzi ile sił z zawrotną prędkością przez Poznań bez prawa jazdy,
    łamie wszelkie przepisy. Po co, ja się pytam, po co? W realnym świecie każdy
    normalny człowiek zadzwonił by z informacją, że telefony zostały zamienione.
    Natalia mogła to zrobić jeszcze w domu, a Robrojek w dyrdy wróciłby do niej,
    nawet jeśli nie gnany miłością, to choćby po to by odzyskać aparat! Rozumiem że
    Natalia była osobą rozkojarzoną, do tego zakochaną, w tym momencie zdesperowaną.
    Rozumiem, że Autorka chciała aby finał był emocjonujący, ale u licha, w ten
    sposób zrobiła się z tego amerykańska komedia romantyczna, a nie tom swojskiej
    Jeżycjady..
  • tygrys2112 30.08.07, 00:05
    Pani Musierowicz chyba chciała w ten sposób pokazać, że Natalia też
    jest sklonna do porywów serca i szybkiego działania w chwilach
    krytycznych. :)
  • black_steed 16.12.07, 22:15
    Dokładnie! Weźmy jeszcze pod uwagę jej wcześniejszą rozmowę z Pyzą,
    w której Nutria mówi: "Mam go ścigać? Gonić za nim, narzucać się?!
    Nigdy w życiu, to nie mój styl..." itd :))
    Faktycznie, tak troszkę mało "jeżycjadowo" to wyszło, bardziej
    romantycznie i dramatycznie. Ale tam! Nie mam nic przeciwko, mi się
    ta scena bardzo podobała. :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka