Dodaj do ulubionych

Pyziak i ślub kościelny

19.02.07, 12:16
Tak sobie odświeżam lekturę a propos związku Gaby i Pyziaka i zastanawia mnie
jeszcze jedno - gdy pojawia się Grzegorz, mamy wzmiankę, że Gaba i Janusz
mieli tylko ślub cywilny, gdyż Janusz obawiał się, iż kościelny "nałożyłby mu
już zbyt silne więzy". Jak dla mnie w ogóle to się kupy nie trzyma, gdyż
Pyziak albo:
1) Jest wierzący - i tylko w takiej sytuacji ślub kościelny ma dla niego
znaczenie w ogóle. Inaczej cóż to za "więzy" by go miały spętać, skoro ślub
kościelny jest dla niego tylko częścią obojętnego mu obrządku religii żony? A
więc skoro ślub kościelny w jego odczuciu byłby dopiero prawdziwie wiążący, to
chyba logiczne, że powinno mu na nim zależeć, a nie odwrotnie?
Albo też:
2) Jest niewierzący (obojętnie ochrzczony czy nie) - a wówczas cóż mu zależy,
by wziąć ślub kościelny z Gabą; mam oczywiście na myśli ślub jednostronny -
tzn. dla niego w niczym nie zmieniałoby to sytuacji, a pozwoliłoby Gabie żyć
w zgodzie z religią jaką wyznaje?

W sumie nie byłby to jakiś problem, że akurat nie brali oni ślubu kościelnego,
gdyby nie fakt, że jego brak podkreślony zostaje w momencie, gdy pojawia się
coraz więcej podkreśleń odautorskich, jaka to rodzina B. jest religijna.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że autorka usiłuje nagiąć akcję do tezy, jakoby
drugie małżeństwo Gaby miało być doskonałe pod _każdym_ względem i czystą
opozycją do małżeństwa pierwszego, w którym zły Pyziak musi okazać się zły do
szpiku kości i niemoralny od zarania.
Moim zdaniem ten manewr autorki przyniósł wiele szkody całej serii. Po
pierwsze zostają zanegowane jakiekolwiek dobre chwile w pierwszym małżeństwie
Gabrieli. Po drugie zmarnowana została możliwość przedstawienia trudnej i -
jak sądzę - wcale nierzadkiej sytuacji wierzących (a tak opisywana jest Gaba i
cała rodzina B.) osób, które wziąwszy w młodości ślub kościelny z niewłaściwą
osobą muszą potem - chcą ułożyć sobie życie inaczej - radzić sobie z
niełatwymi dylematami. Uważam, że Gabriela niepotrzebnie została pozbawiona
tych dylematów - choć z drugiej strony wówczas pewnie zaistniałaby konieczność
przyznania, że nie wszystko jest czarno-białe, a to w borejkowym świecie
skrajności byłoby zbyt mało radykalne...
Już w sumie bardziej wiarygodna dla mnie byłaby próba udowodnienia przez Gabę
przed sądem kościelnym, że małżeństwo z Pyziakiem od początku było nieważne
(skoro taki podły był i od początku nie chciał się zbytnio wiązać, to pewnie
by się nawet jej udało...)

W sumie jednak chodzi mi przede wszystkim o tę motywację Pyziaka do oponowania
przeciw ślubowi kościenemu - nie dość, że argumenty są idiotyczne, to chyba w
dodatku obrażają inteligencję nawet najbardziej zakochanej kobiety - no
jakbyście się poczuli, gdyby narzeczony/a oświadczył/a, że nie weźmiecie ślubu
_jedynie_ dlatego, że _nie chce_ się z wami wiązać _zbytnio_, ale poza tym
jest gotowa zgarnąć wszelkie profity z małżeństwa wynikające? Jak to się
stało, że Gaba nie dyskutowała z Pyziakiem w tej sprawie? Zresztą - pal sześć
zakochana Gaba - jak to się stało, że rodzice tejże nie interweniowali,
zwłaszcza, że Pulpecji np. parę lat później bronią zamążpójscia z powodu braku
matury? To jak to jest - matura jest dla nich ważniejsza niż zasady religijne?
I tacy niby gorliwi katolicy z nich? Nie jest to przekonujące, oj nie...

--
"Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
mniej awanturujący."
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 12:34
      W pelni sie z toba zgadzam co dos zkod, jaki serii wyrzadzilo takie postawienie sprawy. Jak i co do tego, ze calosc nie trzyma sie kupy.
      Nobo jak- Pyziak nie chcial wiazac sie zbyt mocno. Slub koscielny wiaze w ten sposob, ze o ile byl zawarty w sposob wazny, trwa na zawsze. Nawet jezeli para rozwiedzie sie przed sadem cywilnym, dla KK jest zawsze malzenstwem. Pyziak, nawet rozwiedziony, nie moglby wiec wziac drugiego slubu w kosciele. Ale czemu mialby nagle chciec, skoro za pierwszym razem nie chcial? Ze wzgledu na zone? W koncu Gabrysia to katoliczka, moglby chciec ze wzgledu na nia tak samo jak ze wzgledu na hipotetyczna kolejna malezonke:). Mam nadzieje, ze to jest w miare zrozumiale, jestem chora i nieco przmulona;-)))
      Faktem jest, ze skoro Borejkowie tacy religijni, i sama Gabrysia i jej rodzice powinni byli probowac o sprawie dyskutowac. Moze Pyziak zgodzilby sie na slub jednostronny chociazby. Choc wiadomo, ze skutki takie same jak w przypadku zwyklego, czyli maleznstwo na zawsze, z punktu widzenia kosciola;)
      Nie wiemy, czy do jakichkolwiek prob przekonywania doszlo, bo jak zauwazylas sprawa pojawia sie po latach, gdy pora na slub z Grzegorzem- jakies tos zyte grubymi nicmi.

      Co do tego anulowania maleznstwa- trzeba udowodnic, ze malzenstwo nigdy nie moglo zaistniec, bo od poczatku bylo niewazne z powodow formalnych. To ma miejsce np. gdy jedna strona zataja cos waznego, zalozmy chorobe psychiczna. Albo gdy sie udowodni, ze malzenstwo zostalo zawarte pod przymusem. Ale w sytuacji, o ktorej ty piszesz, to raczej Pyziak moglby udowadniac, ze zostal zmuszony do malzenstwa wbrew swojej woli.
      --
      I may be bad...but I feel goood;-)
      • jottka Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 12:52
        zaraz, ja sie nie znam, ale skoro borejkowie są religijni, to dla gaby w ogóle
        opcja ślubu jedynie cywilnego nie powinna była wchodzić w grę. tzn. albo
        normalny ślub kościelny, albo ten w wersji jednostronnej, albo cierpienie w
        samotności, bo inaczej żyła w grzechu czy jakoś tak i nie ma znaczenia, że to on
        nie chciał.

        ale to chyba rzeczywiście haftowane post factum w już podanych celach, chyba że
        doznali nawrócenia wraz z odrodzoną ojczyzną:)
        • dakota77 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 12:55
          Mas zracje, z punktu widzenia kosciola slub cywilny to zaden slub i kest to zycie z grzechu. Czlowiek bez slubu nie moze przystepowac do sakramentow, podobnie jak rozwiedziony. To chyba powinno bardzo bolec Gabe, skoro jest taka religijna? Chyba ze jest tu spory rozdzwiek miedzyw artosciami deklarownymi a rzeczywiscie pkartkowanymi;-)
          --
          I may be bad...but I feel goood;-)
          • ida198511 Re: Pyziak i ślub kościelny 27.05.07, 15:33
            Czlowiek bez slubu nie moze przystepowac do sakramentow, podobnie
            > jak rozwiedziony.

            zawsze myslałam, że nawet człowiek rozwiedzony moze przystępować do
            sakramentów, pod warunkiem, że nie jest w żadnym związku
    • limotini Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 13:05
      Jak najbardziej się zgadzam, że nagła informacja o li i jedynie cywilnym związku
      Gabrieli wydaje się mocno naciągana.

      Ja z niewiadomych względów byłam przekonana, że ślub Gabrieli z Januszem był
      konsekwencją poczęcia Pyzy. Nawet więcej, byłam przekonana, że nastąpiło ono
      podczas wakacji w Czaplinku, na których to wg Idy, powyższa para się cały czas
      całowała. Potem jakoś sobie porównałam daty i przestało mi się to zgadzać, ale
      wrażenie pozostało.

      A może było to tak: Pyziak dowiedziawszy się, że jego dziewczyna jest w ciąży
      decyduje się na szybki ślub cywilny, coby dać dziecku formalnego ojca. Z weselem
      i prawdziwym, kościelnym ślubem decydują się poczekać, aż ojciec panny młodej
      wyjdzie z więzienia. Pyziak wprowadza się na Roosvelta, czuje się coraz gorzej w
      towarzystwie samych przytłaczających kobiet, zaczyna się dusić w borejkowej
      atmosferze, chce wolności, przestrzeni, pieniędzy (ludzka rzecz). Namawia Gabę
      na ucieczkę na zachód. Ona ze wstrętem odrzuca tę myśl, Pyziaka odrzuca myśl o
      żonie, która jest a jakby jej nie było (pokój z dzieckiem w zatłoczonym
      mieszkaniu, w którym nigdy nie będzie panem domu), coraz rzadziej wspomina o
      ślubie kościelnym, aż w końcu na delikatne pytanie Gaby odpowiada, że taki ślub
      to dla niego zbyt mocne więzy (mając na myśli, że już dłużej w tej szalonej
      rodzince nie wytrzyma).

      Mogło tak być?
      • jottka Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 13:11
        no zaraz, ale tę piękną wersję można by ewentualnie przyjąć jedynie wtedy
        (abstrahując już od dorabiania jej kilka tomów po fakcie:), gdyby pyziak do
        więzienia trafił za jakieś szlachetne czyny, typu działalność opozycyjna czy cuś
        - a on zdaje się miał tam był trafić za kradzieże samochodów? i rodzice typu
        borejków godzą się na szybki ślub, żeby ukochaną córkę z pospolitym kryminalistą
        związać? i jeszcze do tego grzeszne życie jej zapewnić? to już lepsze nieślubne
        bobo, z czym przecież problemów nie mają:)

        i w ogóle to więzienie chyba później nastąpiło, nawet przy założeniu mętnej
        chronologii jeżycjady
            • ready4freddy Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 15:30
              wszystkie macie racje, jak zwykle!
              a teraz dosyc podlizywania sie i do rzeczy, panie, do rzeczy :) tez mi cos nie
              gralo z tym wiezieniem, ale doszedlem, ze to przecie o Ignaca chodzi. tym
              niemniej Ignac siedzi w OwR, a Pyziak jest wtedy w Australii, czyli dal noge
              wczesniej (potem byloby mu z deczka trudniej). wersja limotini tez mi sie
              podoba, ale nie pasuje chronologologologicznie :)
              --
              it's only called paranoia if you can't prove it
              • mmoni Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 15:35
                Czekaj, to czemu Mila snuje rozważania na ślubie Idy o tym, że gdyby Ignaca nie
                uwięziono, to by zapobiegł ślubowi Gaby z Pyziakiem, a tak biedna Gaba leciała
                "jak ćma w ogień" ? Znowu jakaś obsuwa chronologiczna?

                Nawiasem mówiąc, to wyjaśnia nadaktywność Ignaca na polu zapobiegania
                nieodpowiednim związkom w "Czarnej polewce" - nadrabia stracony czas :-).
                --
                Nika

                Londyn – Z niewiadomych przyczyn od ośmiu tygodni nie może się rozpocząć I
                Międzynarodowy Zjazd Pechowców. Nowy Pompon
                • ready4freddy Re: Pyziak i ślub kościelny 20.02.07, 14:57
                  masz racje i ty! :) w "Pulpecji" Mila rozwaza tak: w 1982 Ignaca aresztowali. i
                  wtedy zaczely sie rozne nieszczescia, m.in. Gaba wyszla za Pyziaka. a
                  jednoczesnie w OwR Ignac siedzi, a Pyziaka juz nie ma. podsumujmy fakty: stan
                  wojenny trwal od 13 grudnia 1981 do 22 lipca 1984, wiec teoretycznie Pyziak mogl
                  ozenic sie z Gaba w 1982 roku (powiedzmy, ze w poczatkach), sprokurowac - juz to
                  przed slubem, juz to zaraz po nim - Pyze, a potem nawiac. powiedzmy, ze pobrali
                  sie w marcu, a Gaba byla wtedy w 3 miesiacy ciazy, bo Pyze poczeli akurat w
                  Sylwestra :) w takim ukladzie Pyza rodzi sie we wrzesniu/pazdzierniku '82. OwR
                  dzieje sie zima '83, zgadza sie? tzn. poczatek, nie koniec. i to by pasowalo:
                  Pyza jest malutka, Pyziak juz dal noge, Ignac jeszcze siedzi. czy sie zgubilem w
                  liczeniu?
                  --
                  hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real
                  live dead alien body.
        • dakota77 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 13:18
          jottka napisała:


          to już lepsze nieślubne
          > bobo, z czym przecież problemów nie mają:)

          No nie maja, kwestia wprawy i przyzwyczajenia- w koncu troje dzieci w rodzinie pochodzi z nieprawego loza, z punktu iwdzenia kosciola oczywiscie:)


          --
          I may be bad...but I feel goood;-)
      • ida198511 Re: Pyziak i ślub kościelny 27.05.07, 15:38
        > Ja z niewiadomych względów byłam przekonana, że ślub Gabrieli z Januszem był
        > konsekwencją poczęcia Pyzy.

        bo był, a przynajmniej tak wynika z rozmowy Róży z babcią w JT: kiedy Gaba
        zaszła w ciążę, Mila przekonała Pyziaka, żeby ożenił się z matką swojego
        dziecka
    • limotini Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 13:27
      Jeszcze jedno. Życie nie jest czarno-białe, logika psychiki jest bardziej
      złożona niż tak/nie. To co napisałaś na temat pytania, czy Pyziak był wierzący,
      jest bardzo logiczne, ale...

      Mnie się wydaje, że jest dużo więcej odcieni niż wierzący/niewierzący. Może być
      na przykład osoba wierząca tak sobie, odświętno-niedzielnie, która w sobie godzi
      spokojnie związek niesakramentalny (tzn. nie spędza mu snu z powiek świadomość,
      że żyje z kobietą, która nie jest jego żoną), a mimo to ślub kościelny uważa za
      ważniejszy/bardziej decydujący niż cywilny. I taka osoba nie musi tego nawet
      sobie wewnętrznie nigdy tłumaczyć, nie zada sobie pytania "czemu tak sądzę",
      tylko po prostu żywi takie odczucia, które pewnie wynikają z wychowania,
      tradycji itp.

      Podobnie można być strasznie zakochanym w kobiecie, pełnym dobrych chęci w
      stosunku do niej i jednocześnie nie czuć się dojrzałym do ślubu. Czy to jest
      logiczne? Nie. Czy się zdarza? Jasne, że się zdarza.

      • jottka Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 13:35
        ale ty cokolwiek mieszasz pojęcia - rzecz jasna, można się czuć niedojrzałym do
        formalnych ślubów w dowolnym obrządku, podobnie jak i można sobie dowolnie
        poczucie religii koncypować (choć co na to mówią poszczególne kościoły, to co
        innego:), ale nie o tym tu mowa.


        dziwna jest przede wszystkim postawa gaby (i pośrednio jej rodziców), bo skoro
        są wierzącymi katolikami, to opcja ślubu tylko cywilnego nie wchodzi w grę. a
        jeśli przyznajesz się do jakiegoś wyznania, to nie ma tak, że sobie wybierasz
        parę przykazań i dogmatów, a inne odpuszczasz:) przekonanie o możności czynienia
        sałatki z prawd religijnych jest faktycznie rozpowszechnione, ale nie ma wiele
        wspólnego z tymi ostatnimi, dla wyznawcy to są w dosłownym znaczeniu śmiertelnie
        poważne sprawy. a borejkowie to jednakowoż intelektualiści, musieli sobie zdawać
        sprawę z tego typu subtelności.

        tzn. nie ma tak dobrze, żeby prawowierny katolik (czy inny metodysta:) uznał za
        wierzącą osobę, która radośnie łamie w codziennym życiu wiele istotnych
        przykazań. a do tego jeszcze zaakceptował faceta, który na wejściu składa, że
        tak powiem, deklarację rozwodu.
        • limotini Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 13:59
          Ale, ale! My przecież zaczęliśmy rozważania od właśnie motywacji Pyziaka! I na
          ten temat się wypowiadałam.

          Poza tym, nie wiemy wcale, że Borejkowie są doskonale wierzącymi osobami.
          Zgadzam się, że odrzucanie pewnych prawd wiary jest sprzeczne z zasadami
          Kościoła, tzn. z punktu widzenia KK osoba która jakieś prawdy wiary odrzuca, nie
          jest uważana za członka. Natomiast w drugą stronę nie ma sprzeczności: można
          czuć się bardzo mocno wierzącym i związanym z Kościołem i jednocześnie odrzucać
          jakieś prawdy wiary (uświadamiając sobie lub nie, że sam KK takiego delikwenta
          odrzuca). Czyli: można się przyznawać do jakiegoś wyznania i odrzucać część
          zasad i na dodatek wcale nie czuć wewnętrznej sprzeczności (choć "zarządca" tego
          wyznania mógłyby tej postawy nie zaakceptować).

          A o Borejkach wiemy tylko tyle: chodzą do Kościoła, odwołują się do Boga i reguł
          moralnych w rozmowach na poważne tematy i... to wszystko. Resztę sobie
          dopowiedzieliśmy.

          To trochę tak, jakbyśmy na podstawie relacji w dzienniku pokazującej jak jakiś
          poseł przystępuje do komunii wierzyli, że nie jest on w stanie odezwać się
          brzydko do kobiety, bo to przecież byłoby nielogiczne.
          • dakota77 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 14:04
            limotini napisała:

            > Ale, ale! My przecież zaczęliśmy rozważania od właśnie motywacji Pyziaka! I na
            > ten temat się wypowiadałam.
            >
            > Poza tym, nie wiemy wcale, że Borejkowie są doskonale wierzącymi osobami.
            Natomiast w drugą stronę nie ma sprzeczności: można
            > czuć się bardzo mocno wierzącym i związanym z Kościołem i jednocześnie odrzucać
            > jakieś prawdy wiary (uświadamiając sobie lub nie, że sam KK takiego delikwenta
            > odrzuca). Czyli: można się przyznawać do jakiegoś wyznania i odrzucać część
            > zasad i na dodatek wcale nie czuć wewnętrznej sprzeczności (choć "zarządca" teg
            > o
            > wyznania mógłyby tej postawy nie zaakceptować).

            Nie bardzo moge sie z tym zgodzic- Ok, mozna byc wierzacym, ale pewne prawdy odrzucac. Tu sie moge zgodzic. Ale nie odczuwac przy tym rozdarcia, to juz byloby dziwne. W tym momencie ta wiara staje sie taka pusta deklaracja.
            Rozumiem sytuacje- nie akceptuje zasad kosciola, wiec nie mam z nim nic do czynienia. Ale takie sztukowanie- to biore, a tego nie, wydaje mi sie dziwne.

            --
            I may be bad...but I feel goood;-)
            • limotini Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 14:25
              A co w momencie, kiedy twoje wewnętrzne przekonania są sprzeczne z tym, co
              kościół głosi? Np. jesteś przekonana, że komunię powinno się przyjmować częściej
              niż parę razy w roku a kobiety powinny mieć większy wpływ na życie kościoła (św.
              Tereska), że władze kościelne są zbyt bogate (św. Franciszek), że kobiety mogą
              studiować nawet matematykę (akurat nie święta, Hypatia).

              Wiara nie jest zjawiskiem statycznym, wiara jest czymś żywym. Wiara wynika z
              doświadczenia członków kościoła, przekonanych, że Bóg od nich czegoś oczekuje.
              Jest Katechizm Kościoła Katolickiego (a także inne księgi nauki), który mówi,
              jakie jest obecne przekonanie Kościoła na dany temat. I tak naprawdę DOGMATÓW
              jest tam bardzo niewiele, kilka zdań może. Reszta to właśnie takie uzgodnione
              przekonania.

              Z tematów takich bardziej aktualnych, to na początku lat pięćdziesiątych trwała
              w Kościele intensywna dyskusja na temat tego, czy antykoncepcja jest grzechem.
              Wcześniej pojęcie nowoczesnej antykoncepcji nie istniało, więc można było
              potępić wszystko w czambuł. Kościół musiał wybrać, jaka jest właściwa droga.
              Wybrał, ale myślący i nawet bardzo wierzący człowiek ma świadomość, że była to
              decyzja podjęta przez ludzi (a nie przez Boga) i że jako ludzie mogliśmy się
              pomylić.

              Podobnie jest ze szczepieniami, transplantacją serca, sztucznym załodnieniem,
              homoseksualizmem, eutanazją, karą śmierci, zbawieniem/potępieniem dzieci
              nienarodzonych, duszą ludzką. To wszystko są bardzo, bardzo śliskie tematy i
              wbrew pozorom wcale nie jednoznaczne. Decyzja kościoła w żadnym z nich nie jest
              dogmatem, prawdą wiary, tylko mocnym, popartym autorytetem kościoła "prawem".

              Potrafię sobie wyobrazić człowieka mocno wierzącego, który codziennie poświęca
              kilka godzin na medytację, wciela w życie przykazanie miłości bliźniego (np.
              prowadząc schronisko dla bezdomnych z dworca) i np. nie jest przekonany o
              słuszności zakazu rozwodów. Albo np. zakonnika, który jest wewnętrznie
              przekonany, że ślub posłuszeństwa, który złożył, nie zawsze nalezy przestrzegać
              (o. Pio), bo czasami są sprawy ważniejsze.

              Myślę, że nasz świat jest bardziej skomplikowany, niż byśmy sobie tego życzyli -
              ale może dzięki temu jest ciekawszy :)

              • dakota77 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 14:29
                Moje wewnetrzne przekonania sa bardzo sprzeczne z tym, co KK glosi, dlatego nie jestem jego czlonkiem:).
                Ja swietnie rozumiem, jak trudne sa te zagadnienia, ktore tu przedstawilas. Ale mowie o tym, jak wyglada sytuacja idealna- uwazasz sie za czlonka kosciola, przyjmujesz jego prawdy, nie wybierajac lepszych. Nie zgadzasz sie z nimi- niestety, ten kosciol nie bardzo widzi dla ciebie miejsce.
                --
                I may be bad...but I feel goood;-)
                • ready4freddy Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 15:41
                  i tu sie, dakoto, mylisz :) widzi, co ma nie widziec. mam kumpla, mocno
                  koscielny, tu pielgrzymka, tam jaselka, tu jeszcze jakies inne cuda, co jakis
                  czas meczy, zebym "wpadl do kosciola" (jasne.. tylko traktora by trzeba i mocnej
                  liny, zeby mnie zawlec :), a mimo to jakos zyje nie tylko z tym, ze sie rozwiodl
                  (a raczej z nim sie rozwiedziono), ale i z tym, ze zyje z nowa baba bez slubu.
                  pewnie jest rozdarty, ale kosciol go bynajmniej nie odrzuca, przynajmniej
                  kosciol w osobie jego znajomych ksiezy, zakonnic i zakonnikow. ale to jeszcze
                  nic! co tam jednostka - slyszalyscie o tym "skandalu" tu u nas, o to
                  dziennikarze z L'epresso chodzili do spowiedzi z Powaznymi-A-Wielce-Aktualnymi
                  Grzechami? i co, w konfrontacji bezposredniej spowiednicy okazywali sie
                  zdecydowanie bardziej wyrozumiali i przede wszystkim "zyciowi" niz oficjalna
                  wykladnia. jednym slowem, tak latwo cie nie wyklna :)
                  --
                  hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real
                  live dead alien body.
                  • dakota77 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 15:43
                    Owszem, ale trzeba trafic na odpowiednich ludzi, takich bardziej zyciowych i wyrozumialych. Zwykle to wyglada gorzej. Zreszta nie o odrzucenie chodzi, ale o to, z ejednak czlowiek nie jest w pelni czlonkiem wspolnoty przez sam fakt, ze nie przyjmuje sakramentow.
                    --
                    I may be bad...but I feel goood;-)
                  • onion68 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 16:00
                    Moja siostra jest w takiej samej sytuacji jak ten Twój znajomy i została w
                    pewnym sensie wykluczona (brak prawa do sakramentów). Ale słyszałam, że jest
                    sposób na to właśnie (żenujący moim zdaniem), może Twój znajomy z niego
                    skorzystał. Polega na tym, że przystępując do spowiedzi deklaruje się silne
                    postanowienie absencji seksualnej w nowym związku, jako nawrócony grzesznik
                    dostaje się więc rozgrzeszenie. A że człowiek ułomną istotą jest... itd., itd.,
                    w koło Macieju.
                  • anutek115 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 19:13
                    Twój kumpel ma szczęście, Freddy. Moja siostra (też we Włoszech pomieszkująca
                    obecnie, nawiasem mówiąc) swojego męża doprowadziła do bierzmowania,
                    przyprowadziła na nauki przedślubne i praktycznie nawróciła, bo na ślubie
                    kościelnym jednakowo przeżywanym przez oboje bardzo jej zależało. Ślub cywilny
                    jednak wzięli parę miesięcy przed kościelnym - raz, że było to zanim Polska
                    weszła do Unii i bez ślubu miałaby problemy ze zgodą na pobyt, a dwa, że
                    "nawracanie" szwagra trochę trwało. Powinieneś słyszeć, jak na wiadomość, że
                    nowożeńcy są już po ślubie cywilnym i przez parę miesięcy "żyli w grzechu"
                    zareagował proboszcz parafii. Mało brakowało, a do ślubu by nie doszło. Nic do
                    niego nie docierało, żaden argument (nawet ten o prawie pobytu, który doccierał
                    do całej reszty świata), tylko czekaliśmy, aż ich ekskomunikuje. Tak więc można
                    trafić bardzo, bardzo źle i raz na zawsze zniechęcić się do kościoła i jego sług.
            • laura-gomez Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 15:01
              a wszystko przez MM, która chcąc wydać Gabę po raz drugi za mąż, stanęła przed
              takim oto dylematem:
              - pozwolić swojej bohaterce żyć w grzechu do końca życia
              - nawrócić ją, ale tez przyznać, że zyła w grzechu mimo tego, że wychowywała
              się w katolickiej rodzinie
              wybrała tę drugą opcję
              • limotini Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 15:09
                Wcale nie! Mogła jeszcze pozwolić Pyziakowi wrócić na stałe! Mogło się np.
                okazać, że Grzegorz to tak naprawdę Janusz, który podczas działań opozycyjnych
                trafiony w głowę zapadł na amnezję, ze względów bezpieczeństwa przeszedł
                operację plasytczną i został adoptowany przez Cyryla i Metodego!
                  • meduza7 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 15:24
                    A mnie się wydaje, że brak ślubu kościelnego pp. Pyziaków to taka typowa
                    fastryga, kiedy to trzeba było wydarzenia z późniejszych tomów jakoś dowiązać
                    do poprzednich i MM, jak już wspomniano, stanęła przed dylematem, czy Gaba ma
                    żyć w grzechu obecnie, czy też obarczyć grzechem jej przeszłość. Łatwo było
                    wowczas wspomnieć, że z Januszem ślubu kościelnego nie miała i spokojnie może
                    sobie żyć z Grzesiem po bożemu. Na tej samej zasadzie postać Gizeli została
                    przyfastrygowana do marginalnie wspomnianej pani Trak, z czego później
                    rozwinęły się wielkie dyskusje dlaczego Borejkowie tak bardzo się od niej
                    odsunęli i jak to się ma do ich wielokrotnie podkreślanego rodzinnego
                    przywiązania.
                    Poza tym, o ile dobrze pamiętam, stwierdzenie, że Janusz nie chciał nakładać
                    sobie zbyt silnych więzów pojawiło się we wspomnieniach mamy Borejko, a więc
                    osoby, która może patrzeć na sprawę dość stronniczo. Może "tak naprawdę" tam
                    całkiem inne argumenty padały, a ona po prostu wyciągnęła sobie takie wnioski...
                    --
                    Monkey in red is dancing with me cheek to cheek...
                    • dakota77 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 15:26
                      Alez przeciew jestesmy swiadomi tego fastrygowania w obu przypadkach, Gizeli i Pyziaka;-). Te dyskusje o tym, ze z ksiazek wynika, jakoby Borejkowie nie utrzymywali z tak bliska im osoba mialy na celu pokazanie, ze MM sama wpedzila sie w slepy zaulek, dodajac po latach postac Gizeli, ktora nijak nie pasowala do wczesniejszych tomow.
                      --
                      I may be bad...but I feel goood;-)
                      • nikadaw1 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 15:56
                        ja sobie wonczas tak to sobie w glowie ulozylam, ze kiedys nie bylo takiego
                        parcia na slub koscielny czy chrzczenie dzieci. tzn. ateisci byli jakos przez
                        ustroj tolerowani. w starych filmach z PRL pelno jest sytuacji gdzie jest
                        pokazywany tylko slub cywilny (ze zrozumialych wzgledow). warto przypomniec, ze
                        Jolanta Kwasniewska zostala ochrzczona jako dorosla, a Jacek Kaczmarski wrecz na
                        lozu smierci (chyba). czy dzisiaj rosnie takie pokolenie?
                        wtedy rodzina katolicka bardziej byla zmuszona przez czynniki zewnetrzne
                        tolerowac zwiazki niesakramentalne. dzis, zwlaszcza po konkordacie, slub
                        koscielny jest norma. i to niekoniecznie wynika ze wzgledow religijnych, tylko
                        dlatego ze koscielny slub "lepiej wyglada", bo taka norma sie wytworzyla, bo
                        choc oboje mlodzi nie bardzo wierzacy, to niechca dyskutowac z rodzina itp. a
                        wtedy trudniej bylo dyskutowac z niekatolikiem - albo slub cywilny albo zaden. i
                        tyle.
                        a Pyziak mogl byc wlasnie takim czlowiekiem niekoscielnym i moze nawet
                        nieochrzoczonym. co nie znaczy ze byl pozbawiony wszelkiej moralnosci. patrz
                        posiedzenia ESD. a moze po prostu koniecznosc pzystapienia do chrztu, komunii i
                        bierzmowania po to by wziac slub to zbyt duzy konformizm byl dla niego. slub
                        jednostronny nawet dzis nie jest zbyt chetnie praktykwoany przez proboszczy. to
                        co dopiero wtedy.
                        • ready4freddy Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 15:58
                          > a Pyziak mogl byc wlasnie takim czlowiekiem niekoscielnym i moze nawet
                          > nieochrzoczonym. co nie znaczy ze byl pozbawiony wszelkiej moralnosci.

                          uff, ulzylo mi..:)
                          --
                          lody ruszyly, panowie przysiegli! defilade poprowadze osobiscie!
                        • iwoniaw Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 16:10
                          > a Pyziak mogl byc wlasnie takim czlowiekiem niekoscielnym i moze nawet
                          > nieochrzoczonym.

                          No właśnie, zatem jakież to więzy na nałożyłby na niego ślub kościelny?
                          Zwłaszcza, że w takiej sytuacji (nieochrzczony pan młody) w grę wchodziłby w grę
                          tylko ślub jednostronny - tzn. Gaba by mogła przyjąć sakrament i żyć zgodnie z
                          przekonaniami w jakich została wychowana, a dla Pyziaka nie byłoby żadnej
                          różnicy - on miałby tak czy owak tylko ten ślub cywilny (no nie mówcie że pół
                          godziny na tę ceremonię w prywatnym gronie to takie poświęcenie...)

                          > a moze po prostu koniecznosc pzystapienia do chrztu, komunii i
                          > bierzmowania po to by wziac slub to zbyt duzy konformizm byl dla niego. slub
                          > jednostronny nawet dzis nie jest zbyt chetnie praktykwoany przez proboszczy. to
                          > co dopiero wtedy.

                          Akurat entuzjazm proboszcza ma w takiej sytuacji niewielkie znaczenie, a w
                          przypadku zaprzyjaźnionych z całym klasztorem Dominikanów Borejków to w ogóle
                          chyba żadne przeszkody nie wchodziłyby w grę...

                          --
                          'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
                          'It's the prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
              • iwoniaw Właśnie o to mi chodzi 19.02.07, 16:04

                > a wszystko przez MM, która chcąc wydać Gabę po raz drugi za mąż, stanęła przed
                > takim oto dylematem:
                > - pozwolić swojej bohaterce żyć w grzechu do końca życia
                > - nawrócić ją, ale tez przyznać, że zyła w grzechu mimo tego, że wychowywała
                > się w katolickiej rodzinie
                > wybrała tę drugą opcję

                Wybrała opcję, która jest moim zdaniem o wiele mniej prawdopodobna i w dodatku
                kiepsko uzasadniona.
                Co do dyskusji na temat postrzegania zasad i zaleceń kościoła przez wiernych i
                pozostałych - wszystko, co tu napisano, to prawda; niemniej w omawianej sprawie
                mamy sytuację, w której (nie po raz pierwszy zresztą) wyznawane przez bohaterów
                pozytywnych (rodzina B.) wartości deklarowane wprost i poprzez komentarze
                odautorskie okazują się... no właśnie, deklarowane jedynie.

                --
                "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
                mniej awanturujący."
        • croyance Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 17:02
          Niekoniecznie!
          Czesto deklarowane poglady maja sie nijak do praktyki i to nie wzgledu na
          hipokryzje, ale dlatego, ze szufladka "poglady na zycie" a szufladka "co robie"
          nie maja ze soba zadnej stycznosci.
          Podobno wystepuje to u osobowosci dogmatycznych :-D
          Moja matka, jakby ja zapytac, powiedzialaby, ze zwiazek bez slubu jest
          absolutnie niedopuszczalny.
          Jednoczesnie w ogole jej nie przeszkadzalo, ze dziewczyna brata zaszla w ciaze
          przed slubem, albo ze ja mieszkam z facetem, za ktorego jak na razie sie nie
          wybieram, w dodatku innego wyznania. Bardzo go lubi, i NIE WIDZI zwiazku
          miedzy "moje poglady na temat zwiazkow" a "realna sytuacja". Nie jest
          hipokrytka. Po prostu to dla niej wlasnie dwie szuflady.Nie wiem, jak Ci to
          wytlumaczyc.
          To jak np. ja na poziomie intelektualnym uwazam rozne rzeczy, a na emocjonalnym
          co innego. Bardzo czesto sama sie ze soba nie zgadzam, albo wierze gleboko w
          cos, co odrzuca moj umysl. Albo wierze w cos bardzo mocno, majac jednoczesnie
          swiadomosc, ze fakt, ze wierze, nie oznacza automatycznie, ze tak
          jest "naprawde".
          Ponadto, jak uczy psychologia, postawy bardzo rzadko maja wplyw na zachowanie
          (vide eksperyment z pytaniem wlascicieli hotelow, czy przyjeliby u siebie
          chinska pare - odpowiadali, ze nie - kiedy para sie pojawiala, oczywiscie nie
          bylo zadnych problemow z jej przyjeciem). Z badan wynika, ze przewidywanie
          ZACHOWANIA na podstawie tego, co wiemy o POSTAWACH wlasnie, jest niemozliwe :-)

    • elwinga Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 15:54
      Mam wrażenie, że w tej dyskusji, skądinąd bardzo ciekawej, nie bierzecie pod
      uwagę jednego (chyba że nieuważnie czytałam :)) - tego, że ludzie się zmieniają
      i poziom religijności też się w życiu może zmienić. Faktycznie, gdyby Gabriela
      była bardzo wierzącą i praktykującą katoliczką, wówczas powinna się była upierać
      przy ślubie kościelnym. Ale skąd macie pewność, że była? Że miało to dla niej
      wtedy jakiekolwiek znaczenie? Nie zapominajmy, że uwaga o "więzach" pochodzi nie
      od Gabrieli, tylko od Mili...
    • tygrys2112 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 15:59
      wniosek z tego taki, że Pyziak nie był pewien swojego uczucia do Gabrieli.
      Obecnie prawdopodobnie zaproponował by jej życie na kocią łapę. Byliby ze sobą
      przez ileś lat, a potem by ją zostawił dla innej kobiety. Prawdopodobnie jednak
      nie decydowaliby się na dzieci, a wtedy konsekwencje ich rozstania nie byłyby
      tak duże.

      Albo i nie? Może w którymś momencie dojrzałby do tej decyzji? Może życie
      Gabrieli potoczyłoby się inaczej, gdyby pozwoliła Pyziakowi dojrzeć do ślubu, a
      nie obstawała przy nim na siłę? Co o tym myślicie?
      • dakota77 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 16:01
        Hmm. Jezeli sytuacja wygladala tak, jak twierdzi mama Borejko ( a to wszystko, co wiemy na ten temat i moze byc faktycznie tylko jej ogladem sprawy) to ja nie chcialabym byc z czlowiekiem, ktory z gory zaklada, ze bedzie sie chcial rozstac.
        Zwykle czlowiek w zwiazku, czy to sformalizowanym czy nie zaklada, ze zwiazek ten bedzie trwal, a on sam bedize sie o to staral. To, ze czasem nie wychodzi, to juz inna rzecz.
        Co do samego parcia na slub, wielu parom nie wychodzi to na zdrowie, do tego trzeba dorosnac.
        --
        I may be bad...but I feel goood;-)
        • magda_b Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 16:04
          ja mam niejasne wrażenie, ze to sama Mila przyparła Januszka do muru i wpłynęła
          na jego ostateczną decyzję- mówi o tym chyba w rozmowie z Pyzą, kiedy ta
          zwierza się, że będzie miała dziecko...
        • tygrys2112 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 16:15
          > Hmm. Jezeli sytuacja wygladala tak, jak twierdzi mama Borejko ( a to
          wszystko,
          > co wiemy na ten temat i moze byc faktycznie tylko jej ogladem sprawy) to ja
          nie
          > chcialabym byc z czlowiekiem, ktory z gory zaklada, ze bedzie sie chcial rozst
          > ac.
          > Zwykle czlowiek w zwiazku, czy to sformalizowanym czy nie zaklada, ze zwiazek
          t
          > en bedzie trwal, a on sam bedize sie o to staral. To, ze czasem nie wychodzi,
          t
          > o juz inna rzecz.

          no właśnie - dlatego też dziwię się Gabrieli. Ale może była tak zaślepiona
          uczuciem, że nie dostrzegała w postawie Janusza niczego niepokojącego lub nie
          chciała niczego dostrzegać? Może liczyła, że zdoła go przekonać do ślubu
          kościelnego w trakcie małżeństwa?
          • nikadaw1 ślub jednostronny 19.02.07, 18:17
            kos tu zakłada, ze skoro ona wierzaca, a on niewierzacy, to mu wszystko jedno i
            powinien sie poswiecic. otoz nie wszystko jedno.
            mozna wziac slub jednostronny. ale wtedy:
            - po pierwsze primo jest potrzebna dyspesna od biskupa
            - ow niewierzacy w swej przysiedze jedynie nie odwoluje sie do Boga
            - przysiega, ze pozwoli na katolickie wychowanie dzieci
            - przysiega, ze nie opusci az do smierci.

            moim zdaaniem, Pyziakowi chodzilo o to ostatnie. jako pragmatyk, nie chcial
            dozgonnej przysiegi bo dopuszczal zaistnienie okolicznosci, w ktorych jedna
            osoba albo obie moga byc zwolnione z przysiegi. moga to byc czynniki zewnetrzne
            (co sie potem stalo) albo zwykle dopuszczenie mysli, ze jednak mozna przestac
            kochac. nie oznacza to (moim zdaniem) ze kochal mniej albo byl mniejj dojrzaly.
            po prostu w sumieniu swym nie chcial obiecac czegos czego mogl nie dotrzymac.
            • dakota77 Re: ślub jednostronny 19.02.07, 18:23
              Co do pierwszej czesci zgoda, na to mogl sie nie chciec zgodzic.

              Ale argumentu, ze nie chcial obiecywac czegos, czego mogl nie dotrzymac niestety nie kupuje. Malzenstwo polega miedzy innymi na tym, ze zaklada sie, ze z ta jedna osoba chce sie spedzic zycie. jak pisalam wczesniej, nie kazdemu sie to uda. Ale naprawde nie widze sensu zwiazku, w ktorym jedna strona mysli sobie- Ok, na razie jest dobrze, ale lepiej sobie zostawic luke, jak tu sie cos popsuje lub znajde cos lepszego. Dla mnie ani to dojrzale, ani mile. O wielkiej milosci tez jakos nie swiadczy.

              --
              I may be bad...but I feel goood;-)
              • nikadaw1 Re: ślub jednostronny 19.02.07, 18:35
                widze ze to straszny problem, ze ktos optuje jedynie za kiepskim slubem
                cywilnym. sa ludzie, ktorzy latami zyja w niesformalizowanych zwiazkach, i
                mnostwo takich co maja tylko slub cywilny. niekoniecznie chca dac noge przy
                pierwszej okazji. zakladaja hipotetycznie, ze zwiazek moze sie rozpasc, bo to
                kwestia miedzy nimi, a nie miedzy nimi i Bogiem. moga byc okazje, kiedy
                zwolnienie z przysiegi jest nawet wskazane. przy slubie koscielnym nawet jakbys
                chciala, nie masz takiej mozliwosci. skladasz przysiege i klamka zapadla, chocby
                maz pil i bil, ty masz go wspierac w jego slabosciach.
                przysiega cywilna i koscielna roznia sie zasadniczo wlasnie w tym punkcie. ale w
                moim odczuciu przysiega cywilna nie jest gorsza. tez obiecujesz lojalnosc,
                szacunek, i nie ma nigdzie slowa, ze to na "tymczasem". nie masz nigdzie
                mrugniecia okiem, ze mozesz sie mniej starac. jednakze - nie ma tej dozgonnosci,
                bo moze sie okazac ze to niemozliwe.
                  • nikadaw1 Re: ślub jednostronny 19.02.07, 18:44

                    ludzie czesto biora slub gdy jest dziecko w drodze. w odczuciu wielu, slub -
                    jaki by nie byl - porzadkuje nieco ich sytuacje, reguluje kwestie prawne,
                    ojcostwa, spadku itpp. malzonkowie staja sie rodzina, nabywaja wobec siebie
                    roznych praw, sa inaczej traktowani np. w urzedach, szpitalach, szkolach.
                • dakota77 Re: ślub jednostronny 19.02.07, 18:41
                  Alez mnie tego nie musisz tlumaczyc, sama mam slub cywilny, innego nie planuje:).
                  Dla mnie ta urzedowa przysiega znaczy tyle, ile dla innych kolscielna.
                  Ja nie mam problemu z tym, ze Pyziak nie chcial wizac slubu koscielnego- po prostu w tym watku rozwazamy, czemu autorka akurat tak uzasadnila jego decyzje.

                  Za to przeszkadza mi to, ze Pyziak zakladal z gory, ze moze sie nie udac, ze nie chcial wiazac sie za mocno. Dla mnie to jednak, bede sie upierac, jakas marna milosc:)
                  --
                  I may be bad...but I feel goood;-)
                  • nikadaw1 Re: ślub jednostronny 19.02.07, 18:50
                    ale to jest zdanie Mili, ze on nie chcial wiazac sie za mocno. tak to chyba
                    (niechec do slubu koscielnego) odbiera wielu ludzi, ze slub cywilny to jak nie
                    slub, tylko "rejestracja". i ze sam delikwent sie czegos boi. i niekoniecznie to
                    wynika z religijnosci, tylko z tradycji - parwdziwa przysiege sklada sie przed
                    bostwem a nie samym soba. tak jest w naszej kulturze (i nie tylko naszej) od
                    ladnych paru wiekow.
                    • dakota77 Re: ślub jednostronny 19.02.07, 18:54
                      U Borejkow te niechec widac bardzo wyraznie w Czarnej POlewce, kiedy Igacy straszy Laure wizja okropnego slubu cywilnego w PRL. Dla mnie jak pisalam taki slub nie jest w niczym gorszy, innego nie zamierzam brac.
                      Za to nie podoba mi sie, ze wiele par, ktore kosciol widzialy ostatni raz w dziecinstwie i nie zyly wedlug zasad KK nagle przed slubem dostaje ataku religijnosci i pedzi przed oltarz, bo to ladniejsza oprawa:]
                      --
                      I may be bad...but I feel goood;-)
                      • yowah76 Re: ślub jednostronny 19.02.07, 19:03
                        Hi, hi, moja osobista matka przezywala w mlodosci meki, ze jest z nieprawego
                        loza, bo urodzila sie po slubie cywilnym jeno, a koscielny byl pozniej...
                        --
                        ---------------------------------------------------
                        - To wspaniale przyjecie - powiedzial Kwestor do krzesla. - Szkoda, ze mnie tu
                        nie ma.
    • anutek115 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 19:05
      Wyjdzie na to, że bronie Pyziaka, ale nie o to mi tu idzie - idzie zaś o to, o
      czym nikt z tu piszących dotąd nie wspomniał... że może Pyziak nie chciał slubu
      kościelnego BO BYŁ NIEWIERZĄCY? Znam taką sytuację osobiście - dla niewierzącej
      osoby ślub kościelny był, w jej pojęciu, nieuczciwy. Nie umiała sobie wyobrazić,
      że staje przed ołtarzem i przysięga - bo w jej mniemaniu postępowałaby, no cóż,
      użyjmy tego słowa, niehonorowo. Nawet ślub jednostronny był trudny do przyjęcia,
      bo to wychowanie katolickie dzieci... Tak też bywa. Ponieważ Pyziak jest bardzo
      złym człowiekiem zakłada się, ze nie miał aż tak sprecyzowanych poglądów (no i w
      odbiorze ogółu - jak można aż tak nie chcieć ślubu kościelnego? Cóż to komuś,
      zwłaszcza niewierzącemu, szkodzi? Wierzący nie chcący ślubu tylko cywilnego
      budzi zrozumienie, ale niewierzący nie chcący ślubu kościelnego się po prostu
      czepia), ale może właśnie miał? Z dyskusji ESD wynika, że mógł je mieć, moim
      zdaniem...
      • iwoniaw Nie, to nie o to chodzi 19.02.07, 19:15
        Pyziak oczywiście mógł nie chcieć ślubu kościelnego, tyle że argumenty jakie
        podałaś są o wiele sensowniejsze niż przedstawiane przez autorkę.
        Chodzi jednak nie tylko o Pyziaka - ale i o Gabę i całą rodzinę B. Którzy są
        deklaratywnymi jedynie katolikami, jak z epizodu ze ślubem wynika. Co oczywiście
        "w naturze" zdarza się nierzadko, ale chyba nie było zamierzeniem autorki,
        kreującej bohaterów na niezłomnych, moralnych i przykładem świecących. I o to,
        że ten brak ślubu kościelnego jawi się jako ręka opatrzności nieomal, Gaba może
        sobie życie z Grzegorzem ułożyć "właściwie", dylematów zero, Pyziak potępiony
        doszczętnie - choć w zasadzie w świetle wszelkich faktów chyba powinni być mu w
        sumie wdzięczni, że się nie zgodził na ten ślub kościelny, dzięki czemu
        szlachetna Gaba nie ma problemu światopoglądowego...
        Przeszkadza mi właśnie wymykanie się autorce materiału z rąk i ta gruba
        fastryga, nie fakt, że bohater podjął taką czy inną decyzję.

        --
        'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
        'It's the prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
      • nikadaw1 Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 19:15
        no przeciez o tym wlasnie mowie caly czas! dlaczego niby mialo mu byc wszystko
        jedno? slub koscielny byl niezgodny z jego sumieniem,i tyle. nie mogl
        zaakceptowac przysiegi w takim ksztalcie, jaka proponowal kosciol.
        • iwoniaw O widzisz, to byłoby coś! 19.02.07, 19:20
          > jedno? slub koscielny byl niezgodny z jego sumieniem,i tyle. nie mogl
          > zaakceptowac przysiegi w takim ksztalcie, jaka proponowal kosciol.

          Niezgodność światopoglądowa bohaterów by mnie przekonywała. Podobnie
          jakiekolwiek rozterki jednej czy drugiej strony. Argumenty o "zbyt silnych
          więzach", jakie miałyby pętać niewierzącego małżonka po (zwłaszcza
          jednostronnym) ślubie kościelnym wydają mi się mocno naciągane i nie do
          przyjęcia. Uważam takie przedstawienie sprawy, jakie ma miejsce w Jeżycjadzie za
          ewidentną niedoróbkę autorską, nie chodziło mi tutaj o rozpoczynanie dyskusji
          czy ślub kościelny ma sens albo czy cywilny ma wartość.

          --
          "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
          mniej awanturujący."
          • dakota77 Re: O widzisz, to byłoby coś! 19.02.07, 19:23
            Nie przejmuj sie, to byl tylko produkt uboczny;-). A autorka naprawde popelnila niedorobke, jak widac dalo sie to sensowniej przedstawic. Ale tak to jest, jak sobie iles lat i t6omow pozniej przypomniala, ze trzeba by Gabe postawic przed oltarzem. Wczesniej jakos tematu, a wiec probolemu nie bylo. A powinien byc, skoro to tak niby gryzlo MIle:]
            --
            I may be bad...but I feel goood;-)
    • k_linka Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 20:47
      Zgodze sie ze wszystkimi piszacymi ze kiepsko MM wymyslila po czasie ze slub z
      Pyziakiem byl zaledwie cywilny (bo strasznie pachne to proba coby zycia Gabrieli
      po bledach mlodosci bylo calkiem swiete), nie moge sie tylko zgodzic ze to malo
      prawdopodobne bylo. Decyzja o slubie zostala podjeta szybko ze wzgledu na ciaze
      Gaby. Trwal stan wojenny, ojciec narzeczonej siedzial w wiezieniu... Gaba byla
      "mloda i glupia", Mila stracila swoje "oparcie" (moim zdaniem Ignacy to pierdola
      a nie oparcie, ale dla Mili bylo inaczej). Ciaza do dzis jest popularnym
      "powodem" slubu, kiedys zdarzalo sie to jeszcze czesciej. Sadzac po edukacji
      seksualnej Rozyczki Gabriela nie bardzo orientuje sie w temacie. Moglo jej zajac
      troszke czasu zorientowanie sie ze jest w ciazy (zwroccie prosze uwage - ja juz
      kiedys pisalam i przepraszam ze sie powtarzam - ale Roza informuje Frycka o
      ciazy jak jest w 3 miesiacu, z Gaba pewnie bylo podobnie jak nie gorzej). I
      teraz pomyslcie - Gaba w 4-5 miesiacu, pewnie czuje wstyd, matka naciska na
      slub, ojca jej brakuje, rodzina jest w trudnym polozeniu... Pyziak mogl
      zaproponowac szybki slub cywilny, a po rozwiazaniu czy wyjsciu Ignaca z
      wiezienia koscielny z uroczystoscia weselna (zanim wprowadzono sluby
      konkordatowe czesto zdarzalo sie ze termin cywilnego roznil sie od terminu
      koscielnego i chyba dla nikogo nie bylo to problemem). Dla mnie mozliwe....





      --
      You can't always get what you want...
    • ginestra Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 22:56
      Bardzo ciekawa dyskusja!
      Ja to się i tak cieszę, że pani MM poszła w stronę takiego rozwiązania, że Gaba
      i Pyziak mieli ślub cywilny, a nie na przykład kościelny, a potem na przykład
      "Bóg powołał nieszczęsnego Pyziaka do siebie" czy coś w ten deseń. To by
      oczywiście też zgrabnie uwolniło Gabę od wszelkich dylematów, ale byłoby
      przecież bardzo niesprawiedliwe (równie dobrze Bóg mógł powołać Gabę do siebie i
      uwolnić Pyziaka od przysięgi, gdyby takową składał w kościele). Piszę tak, bo
      spotkałam się z tego rodzaju pocieszaniem osób po rozwodzie, które są wierzące,
      a na przykład zostały porzucone i nie zachwyca ich perspektywa spędzenia reszty
      życia w samotności dla utrzymania więzi z Kościołem i dla bycia w porządku. Mi
      osobiście takie pocieszanie mrozi krew w żyłach po prostu i nie mieści się w głowie.
      A co do tego co pisaliście w wątku, to zgadzam się ze wszystkimi postami (czy
      można tak napisać, że ze wszystkimi?), no, że fastryga, oraz że mógł być
      niewierzący a chciał być uczciwy, że Ignacy w więzieniu, że ogólna sytuacja
      chaotyczna, że ciąża, że przysięga cywilna jest praktycznie taka sama itp.
      Bardzo to przekonujące. No i bardzo też podoba mi się teza, że Pyziak na
      Roosevelta 5 doznał swoistego szoku i chciał z Gabą i Pyzą zamieszkać osobno,
      tylko ona nie bardzo chciała. Też to uważam to za bardzo prawdopodobne.
      Pozdrawiam serdecznie!
      • iwoniaw Re: Pyziak i ślub kościelny 19.02.07, 23:10
        > Bardzo to przekonujące. No i bardzo też podoba mi się teza, że Pyziak na
        > Roosevelta 5 doznał swoistego szoku i chciał z Gabą i Pyzą zamieszkać osobno,
        > tylko ona nie bardzo chciała. Też to uważam to za bardzo prawdopodobne.

        A tego to bym była niemal pewna :-/ Za wyjątkiem może Pulpecji siostry B. po
        wyjściu za mąż nadal za swą rodzinę uważają przede wszystkim rodziców i siostry,
        a nie własnych mężów i dzieci. Nie dziwię się, że nie pogodził się z tym Pyziak,
        który akurat nie jest typem wiecznie śpiącym ani podporządkowanym-teściowi-dla
        zasady-bo-szacunek-trzeba-okazywać-bez-względu-na-okoliczności. Podejrzewam, że
        małżeństwo Patrycji mogłoby się skończyć podobnie, gdyby młodzi zamieszkali na
        Roosevelta, jako że Baltona też zdradza objawy zdrowej samodzielności.

        --
        'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
        'It's the prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
        • magda_b co do samego ślubu 20.02.07, 09:49
          my przecież wcale nie wiemy, kiedy on był, nawet jakiś czas temu sama
          zakładałam wątek na ten temat :P Cała ta kołomyja wynika jak zwykle z
          niedoróbek i przekombinowań autorki.
          Jakoś domyślnie chyba większość przyjęła rok 1982, bo o tej dacie wspomina Mila
          na fali rozmyślań podczas ślubu Idy. Więc jeśli ten rok i podczas nieobecności
          Ignaca, to nie ciąża Gaby była powodem, gdyż Pyza szczęśliwie już żyła na tym
          świecie(urodzona listopad 1981), ale sam fakt posiadania nieślubnego dziecka.
          Co w tym momencie jest o tyle dziwne, bo jeśli już jest jakies parcie na ślub,
          to przed urodzeniem dziecka, a nie po tym fakcie, nieprawdaż?
          W CR Gaba sama mówi, że Robrojek był jej świadkiem na ślubie, po czym zaraz
          pada stwierdzenie, że nie widzieli się 16 lat, czyli ślub musiałby być w 1980
          r, zdecydowanie PRZED narodzinami Róży...
          • prezerwator2 Re: co do samego ślubu 20.02.07, 13:14
            Podsumowywując to, co na pewno wiemy:
            -Gaba i Pyziak zawarli ślub cywilny
            -powodem ślubu była ciąża Gabrysi
            -tata Ignacy siedział wtedy we więzieniu
            -Pyza urodziła się w listopadzie 1981 roku

            Więc albo Ignac został aresztowany jeszcze przed wybuchem stanu wojennego, albo
            ślub odbył się juz po narodzinach Pyzy (trochę bez sensu). Nie mogę w tej
            chwili sprawdzić, ale czy gdzieś w Jeżycjadzie jest wzmianka o miesiącu, czy
            chociażby porze roku tegoż wydarzenia?

            A tak poza tym, witam po przerwie:)
            • magda_b Re: co do samego ślubu 20.02.07, 14:01
              w TiR Robert wspominając cały ten ślub stwierdza tylko, że nie był to czas na
              zakładanie rodziny, co sugerowałoby rzeczywiście stan wojenny, bo nie sądzę, ze
              ten hipotetyczny rok 1980, kiedy miał ostatnią możliwość świadkować, był aż tak
              zły na tego typu decyzje...
              • prezerwator2 Re: co do samego ślubu 20.02.07, 14:21
                Jednakowoż, stary Borejko działał w opozycji od dawna i mógł być juz wcześniej
                przymykany (coś mi sie tłucze po głowie, ze była o tym mowa w „Kalamburce”, ale
                do końca nie jestem pewna)...
                A Robrojek egzystuje w innych wymiarach czasowych niż reszta, wiec nie jest
                wiarygodny.
                • nioszka Re: co do samego ślubu 20.02.07, 14:32
                  egzystencja Robrojka w jakimś innym wymiarze czasowym, jego własny związek,
                  ślub i narodziny Belli to całkiem inna bajka, o czym też już niejednokrotnie
                  była mowa.
                  Jeśli ślub był w 1982, oznacza to jednak, że Pyziak, ten marnotrawny mąż NIE
                  MÓGŁ wracać z Ausralii po "półtorarocznej rozłące" jak to było napisane w OwR.


                • ready4freddy Re: co do samego ślubu 20.02.07, 15:08
                  przepraszam, a co on robil dokladnie w tej opozycji, ze go zamkneli _na dluzej_
                  przed stanem wojennym? to sie kupy nie trzyma, zreszta Mila mowi o 1982 roku.
                  --
                  lody ruszyly, panowie przysiegli! defilade poprowadze osobiscie!
            • ready4freddy Re: co do samego ślubu 20.02.07, 15:00
              przed '81 raczej go nie wsadzili :) alternatywne wyliczenie przedstawilem
              powyzej. macie pewnosc co do tych urodzin Pyzy w listopadzie 1981? mnie pasuje
              bardziej jesien '82..!
              --
              hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real
              live dead alien body.
              • nioszka Re: co do samego ślubu 20.02.07, 15:03
                stuprocentowa,jesli wierzyc oczywiscie MM
                rozpiska na okładce to raz
                akcja Imienin 1998-Pyza skonczyła 16 lat w listopadzie roku ubiegłego i prosi,
                by ją nazwać Różą a nie Pyza
                • ready4freddy Re: co do samego ślubu 20.02.07, 15:09
                  no to w takim razie Pyziak musial sie z Gaba zenic juz po narodzinach Pyzy,
                  skoro w 1982. to nie ma sensu :)
                  --
                  hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real
                  live dead alien body.
                    • ready4freddy Re: co do samego ślubu 20.02.07, 15:39
                      no ja jestem ostrozny i nie loguje sie jako interstella5555 :D a wniosek ten
                      sam, fakt. jakos dotad nie przywiazywalem wiekszej wagi do watkow
                      "chronologicznych", zreszta w filmach tez nie przeszkadzaja mi jakies
                      drobniejsze "goofs" czaso-przestrzenne czy zgola merytoryczne, jesli tylko akcja
                      wciaga :) ale tu sa dosc precyzyjne daty z jednej strony, a z drugiej za cholere
                      sie to nie chce zgodzic :D
                      --
                      it's only called paranoia if you can't prove it
                      • nioszka Re: co do samego ślubu 20.02.07, 15:59
                        ale to NIE są drobne gafy czasowo-przestrzenne, niestety. Ja mam wnikliwą
                        naturę, więc wpadki takie jak ta czy z Robertem irytują mnie bardzo. Bo jak
                        można jakoś wytłumaczyć przyfastrygowanie Gizeli, tak podawanie tak mylących
                        informacji jest wg mnie rażącym niedbalstwem ze strony MM.
                        • piotr7777 Re: nazwisko Gabrieli - trochę off topic 01.03.07, 19:26
                          Czy kiedykolwiek nazywała się ona Pyziak?
                          Otóż Gabriela żoną Pyziaka jest tylko w jednej książce "Opium w rosole". To
                          znaczy oczywiście Pyziak ją zostawił, ale formalnie jest jej mężem. Czyli
                          powinna nosić jego naziwsko. Jednak Piotr Ogorzałka mówi o niej "Gabriela
                          Borejko". Czyli że Gabriela pozostała przy nazwisku panieńskim a to nietypowe w
                          Jezycjadzie, gdzie wszystkie boohaterki przejmują nazwiska mężów, włącznie np.
                          z Anielą, mimo że u aktorek jest akurat trend odwrotny. Choć Aniela gdy
                          wychodziła za Bernarda po pierwsze nie była znaną aktorką, po drugie mogła
                          uznać, że nazwisko Żeromska będzie brzmiało lepiej z punktu widzenia PR
                          niż "Kowalik".
                          Wyjątki w zasadzie są dwa - mama Pawła Nowackiego (vide "Kłamczucha") a także
                          jego zona Danusia Filipiak - Nowacka ("Brulion Bebe B."). To akurat nie są
                          postaci, do których MM ma szczególną sympatię.
                          Wracając do Gabrieli, w "OwR" poza wypowiedzią Piotra ani razu nie pada jej
                          nazwisko, więc może po prostu Piotr się pomylił. Jednak w kolejnych książkach,
                          np. w "Noelce" Gabriela jest przedstawiona jako Gabriela Borejko. Albo więc
                          kierując się już to poczuciem niezależności, już też niechęcią zacieśniania
                          więzów (jak widać obopólną) zachowała nazwisko panieńskie albo wróciła do niego
                          po rozwodzie (a Róża i Laura jako urodzone w małżeństwie noszą oczywiście
                          nazwisko ojca).
                          Natomiast wychodząc za Grzegorza Gabrysia już zmieniła nazwisko choć akurat
                          wtedy było to dziwne, bo była już pracownikiem naukowym a z doświadczenia wiem,
                          że panie robiące karierę naukową raczej nie zmieniają nazwisk po
                          zamążpójściu,co najwyżej decydują się na podówjne. Tu chodzi po pierwsze o to
                          aby zgadzało się z dyplomem, po drugie aby nie było wątpliwości, gdy chodzi np.
                          o ilość publikacji danej osoby.
                          • mkw98 Re: nazwisko Gabrieli - trochę off topic 01.03.07, 19:38
                            piotr7777 napisał:

                            > Piotr Ogorzałka mówi o niej "Gabriela
                            > Borejko".

                            Piotr mógł przecież nawet nie wiedzieć, jak miał na nazwisko ten wysoki facet,
                            co przychodził do Gabrieli i się w końcu z nią ożenił. No, może widział nazwisko
                            raz, na zaproszeniu ślubnym. Więc odruchowo powiedział o sąsiadce tak jak zawsze.

                            Ja o wszystkich zamężnych koleżankach mówię używając panieńskich nazwisk - jeśli
                            znałam kogoś przez wiele lat pod nazwiskiem X to trudno mi się przestawić i z
                            dnia na dzień zacząć mówić o nim używając nazwiska Y.
                            • ginestra Re: nazwisko Gabrieli - trochę off topic 01.03.07, 22:17
                              To prawda, Piotr Ogorzałka mógł tak powiedzieć z przyzwyczajenia.

                              Nie wiemy jednak czy Gabrysia wróciła do panieńskiego nazwiska po rozwodzie - ja
                              myślę, że przy zawarciu małżeństwa jednak je zmieniła i bym raczej myślała w tym
                              kierunku, że po rozwodzie wróciła do dawnego. Natomiast w życiu codziennym nie
                              spotkałam jeszcze rozwiedzionej kobiety, która by faktycznie wróciła do dawnego
                              nazwiska, zwłaszcza mającej dzieci. Myślę, że jest to jednak mało popularne mimo
                              tej oczywistej możliwości. Zresztą trzeba się na taką zmianę decydować szybko,
                              coś mi krąży po głowie, że jest na to czas 30 dni po rozwodzie.
                              Nie wiem czy Wy się z tym spotkaliście, że kobiety to nazwisko "po mężu"
                              zmieniają jednak na panieńskie. Zwykle taka kobieta już się z nim zdążyła
                              zidentyfikować, ma już jakby nową tożsamość, no i pewien też zwykle dorobek
                              zawodowy itp.
                              Gaba jeśli potem zastąpiła swoje nazwisko nazwiskiem Stryba, a nie po prostu
                              dodała do swojego, to też faktycznie dziwne, bo miała duży dorobek i wydawała
                              książki itp.

                              Pozdrawiam!
                              • jottka Re: nazwisko Gabrieli - trochę off topic 01.03.07, 23:29
                                ginestra napisała:


                                > Natomiast w życiu codziennym nie spotkałam jeszcze rozwiedzionej kobiety,
                                która by faktycznie wróciła do dawnego nazwiska, zwłaszcza mającej dzieci.


                                a to dziwne. wśród znanych mi osobiście rozwiedzionych kobiet z dziećmi spora
                                część wróciła do własnego nazwiska (o ile je zmieniała), dzieci natomiast
                                zachowały nazwisko ojca. aha, w wymienionej grupie mieści się np. pani około
                                sześćdziesiątki, która rozwiodła się będąc wdzięczną trzydziestką - żeby nie
                                było, że to jakiś nowomodny trynd:)

                                  • ginestra Re: nazwisko Gabrieli - trochę off topic 02.03.07, 14:57
                                    Ciekawe to dla mnie poznawczo, to co piszecie, że jest to częste.

                                    Choć Jottka wspominała też o jednej starszej pani, to myślę, że ta zmiana
                                    nazwiska przy rozwodzie to może być taki trend ostatnich lat. Mówi się, że jest
                                    w tej chwili ogromna wprost liczba rozwodów rocznie, a więc bardzo możliwe, że
                                    teraz kobiety rozwodzące się statystycznie częściej korzystają z możliwości
                                    zmiany nazwiska. Nie wiem jak z tym jest w istocie, ale domyślam się, że łatwiej
                                    przychodzi to osobom, które nie mają dzieci i być może miały też względnie
                                    krótki czas trwania małżeństwa. To by mi się wydawało dość logiczne.

                                    Możliwe też, że nie znam aż tak dużej liczby osób, żeby formułować wnioski, bo
                                    naliczyłam 6 kobiet, o których wiem, że nie zmieniły nazwiska po rozwodzie. Tych
                                    co zmieniły nie znam, znam też wprawdzie kilka już rozwiedzionych, ale nie wiem
                                    jak się wcześniej nazywały, więc nie wiem też czy zmieniły.

                                    Od siebie dodam, że dla mnie powrót do dawnego nazwiska wydaje się dość
                                    abstrakcyjny, może dlatego, że wyszłam za mąż bardzo młodo i od razu zmieniłam
                                    nazwisko na nazwisko męża i całe moje dorosłe życie upłynęło (i upływa) mi w tym
                                    nowym nazwisku (tzn. od kilkunastu lat, mam też dzieci). Z mojego punktu
                                    widzenia moje dawne imię z nazwiskiem brzmi już bardzo obco - mam wręcz
                                    wrażenie, że taka osoba już nie istnieje. Nie ma takiej siły, żebym kiedykolwiek
                                    miała chcieć do niego powrócić, choć było to ładne dźwiękowo i znaczeniowo
                                    nazwisko, to drugie pod tym względem jest moim zdaniem mniej szykowne. Tu chodzi
                                    jednak o tę "tożsamość".

                                    No, ale jest to oczywiście bardzo indywidualna sprawa.
                                    Tak, żeby jeszcze ten "offtopic" dopełnić wspomnę tylko, że byłam kiedyś bardzo
                                    zdziwiona kiedy mój kolega, który związał się z rozwiedzioną kobietą, był
                                    niezadowolony, że nie chciała ona zmienić nazwiska na panieńskie. Był to powód
                                    jakiegoś wręcz konfliktu między nimi, bo on nie mógł zrozumieć, że skoro
                                    rozstała się z mężem to po co jeszcze nosi "jego" nazwisko (miała też dziecko,
                                    ale niezależnie od tego przecież nie ma żadnego obowiązku wracać do
                                    panieńskiego). To mu się wydawało jakoś podejrzane, sugerował jakoby przez ten
                                    fakt pozostawienia nazwiska nie rozstała się psychicznie z byłym mężem. Ja
                                    byłam, pamiętam, mocno zdziwiona tym jego podejściem i nie tylko zdziwiona, ale
                                    poczytałam mu to wręcz na "inminus".

                                    No ale z tym wracaniem do dawnego nazwiska to rzecz gustu. Ciekawe skądinąd, że
                                    - jak mówicie - tyle kobiet chce jednak. A może to również kwestia regionu Polski?

                                    Pozdrawiam!

                                    • nioszka Re: nazwisko Gabrieli - trochę off topic 02.03.07, 15:51
                                      ja nie mam do końca jasności, czy Laura urodziła się jeszcze w małżeństwie, czy
                                      już poza nim, bo podobnie jak nie znamy tak naprawdę okoliczności (tzn daty)
                                      ślubu, tak samo nie wiemy jak i kiedy odbył się rozwód Gaby i Janusza.
                                      Jeśli Gaba przyjęła nazwisko Janusza i dała je córkom (w tym prawdopodobnie
                                      jednej już po rozwodzie), to tym bardziej dziwne wydaje mi się, ze sama wróciła
                                      do panieńskiego. Chyba była świadoma, że sama odrębność nazwisk będzie budzić
                                      pytania wśród dziewczynek, nie mówiąc już o nieobecności ojca w ich życiu.
                                    • verdana Re: nazwisko Gabrieli - trochę off topic 02.03.07, 15:59
                                      A ja mam nazwisko podwójne, ktorego używam li i jedynie podpisując prace
                                      naukowe. Poza tym wyłącznie panieńskie. I nie jest możliwe, aby osoba, ktora
                                      dużo pisze, po prostu zmienila nazwisko, tym samym musząc na swój naukowy
                                      dorobek pracować od nowa. W zyciu się z czymś takim nie spotkałam!
                                      Jeśli chodzi o małżenstwo Gabrysi, to dla mnie, jako osoby starej i
                                      doświadczonej (ślub, "jednostronny" za dyspensą 1983), nie jest to wcale taka
                                      fastryga. Wbrew temu, co sie teraz uważa, nacisk na śluby kościelne w latach 70-
                                      80 wcale nie był taki duzy, sporo moich znajomych "letnio" wierzących wzięło
                                      tylko cywilny, z najdziwniejszych powodów. Pierwszy, popularny - na złość
                                      rodzicom. Tu bardzo prawdopodobne, ze nieakceptowany Pyziak i zła z tego powodu
                                      Gabrysia nie liczyli sie z życzeniami rodziny. Dwa - z powodu kosztów. Trzy - z
                                      powodu ciąży, jedna z moich przyjaciółek powiedziała, ze przed ołtarzem w ciąży
                                      to tylko powod do nabijania sie dla znajoych.
                                      A to, ze Mila mowi, ze nie chciał zbyt się angazować oznacza tylko tyle, ze
                                      zdniem Mili DLATEGO nie wzięli ślubu kościelnego, że od poczatku Pyziak był
                                      łobuz i miał zle zamiary, a nie np. córeczka cos spieprzyla we własnym
                                      małżenstwie.
                                      --
                                      Mops i kot

                                      img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                      • laura-gomez Re: nazwisko Gabrieli - trochę off topic 28.05.07, 11:27
                                        nie jest możliwe, aby osoba, ktora
                                        > dużo pisze, po prostu zmienila nazwisko, tym samym musząc na swój naukowy
                                        > dorobek pracować od nowa. W zyciu się z czymś takim nie spotkałam!

                                        ja nie jestem pracownikiem naukowym, ale się z czymś takim spotkałam. jedna
                                        doktorantka, która mnie uczyła w zeszłym semestrze, wyszła niedawno za mąż i
                                        przyjęła nazwisko męża. może gdyby była juz doktorem, posługiwałaby sie
                                        podwójnym nazwiskiem, nie wiem. wiekszość znanych mi pań - naukowców albo ma
                                        podwójne nazwisko, albo nazywa się tak, jak mąż. te, które mają nazwisko
                                        rodowe, są raczej pannami.
                                        a co do gaby, to doktorat zrobiła już jako żona Pyziaka, ewentualnie jego była
                                        żona. nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że nigdy nie posługiwała się jego
                                        nazwiskiem, tylko swoim panieńskim. dopiero po ślubie z Grzegorzem zmieniła
                                        nazwisko na Stryba, co mnie dziwi. ja bym na jej miejscu podpisywała sie jako
                                        dr hab G. Borejko-Stryba, ew. Pyziak-Stryba, zeby kazdy wiedział, że ja to
                                        ja.
                              • laura-gomez ad Piotr Ogorzałka 28.05.07, 10:40
                                nie był on w bliskich stosunkach z Borejkami, gdyz zdziwił się, gdy Genusia w
                                OwR powiedziała mu, że mąż zostawił Gabrysię i wyjechał za granice. pewnie
                                nawet nie wiedział, jak ten marnotrawny mąż ma na nazwisko. a na ślubie raczej
                                nie był.
                            • ready4freddy Re: nazwisko Gabrieli - trochę off topic 06.03.07, 00:21
                              > Ja o wszystkich zamężnych koleżankach mówię używając panieńskich nazwisk - jeśl
                              > i
                              > znałam kogoś przez wiele lat pod nazwiskiem X to trudno mi się przestawić i z
                              > dnia na dzień zacząć mówić o nim używając nazwiska Y.

                              a to chyba normalne dosc :) to ze ja tak mowie o zameznych kolezankach (Polkach, we Wloszech praktycznie nie zmienia sie nazwiska, o ile wiem, kazdy zostaje przy swoim), to nic, ale moja mama czy ciotka o swoich kolezankach ze szkoly (dobre pare lat minelo..:) tez zwykle mowia uzywajac panienskiego nazwiska. no chyba, ze znaja rowniez meza, to chyba latwiej pokojarzyc wtedy :)
                              --
                              lody ruszyly, panowie przysiegli! defilade poprowadze osobiscie!
                          • zieleniack Re: nazwisko Gabrieli - trochę off topic 05.03.07, 22:05
                            mi sie zawsze wydawało, że to panieńskie nazwisko to tak z przyzwyczajenia

                            jeśli nie, to przecież wiadomo-można zostać przy starym nazwisku. Może Gaba nie
                            chciała nazywać się "Pyziak", bo jej się to nazwisko najzwyczajniej w świecie
                            nie podobało. Nie zapominajmy, że przecież w KK o Januszu często wyrażała się,
                            używając nazwiska, co brzmiało wręcz jak przezwisko, a więc
                            określenie 'przynależne' do jednej, konkretnej osoby... Troche to naciągane,
                            ale cholera wie ;)
                            • ginestra Re: nazwisko Gabrieli - trochę off topic 08.03.07, 19:07
                              Moim zdaniem bardzo to możliwe co pisze zieleniack - w KK Gabrysia ciągle
                              zwracała się do Janusza "Pyziaczku" (z nutką ironii zwłaszcza), a więc nazwisko
                              to mogło jej się uwewnętrznić właśnie jako jego przezwisko.
                              Poza tym na córkę potem mówiła Pyza, od nazwiska (choć też od okrągłej buzi i
                              figurki), trochę tak jakby sama nie identyfikowała się z tym nazwiskiem - a więc
                              możliwe, że pozostała przy panieńskim.

                              No i widocznie w domu Borejków przez te wszystkie lata mówiło się o Januszu
                              właśnie Pyziak, po nazwisku, skoro w Czarnej Polewce Ignacy nie pamiętał imienia
                              Janusz, tylko pomyliło mu się z Juliuszem. O tym pisaliśmy już na forum, że to
                              mało prawdopodobne, żeby do tego stopnia nie "osłuchał" się z imieniem postaci,
                              która odegrała tak dużą rolę (negatywnie, ale zawsze) w życiu jego córki i
                              wnuczek. Ja myślę, że ta pomyłką mogła jednak nastąpić dlatego, że Ignacy po
                              prostu stracił głowę.
                              Ja też byłam raz świadkiem jak mojemu tacie pomyliło się imię mojej córki (a
                              jego wnuczki) kiedy ją przedstawiał gościom, a przecież cały czas ma z nią
                              kontakt i po prostu na zdrowy rozum nie mogło mu się pomylić, zresztą jest on
                              względnie młody wiekiem, chociaż jest dziadkiem, pracuje cały czas zawodowo
                              itp., ale stres w momencie takiej dość szczególnej i chaotycznej wizyty był
                              naprawdę spory i widziałam jego zakłopotanie - stąd ta pomyłka.
                              A zatem ta scena w CP jest moim zdaniem dosyć prawdopodobna. Natomiast być może
                              poza wszystkim wcale nieczęsto padało w tym domu imię "Janusz".

                              A jeszcze o nazwiskach - przeczytałam niedawno jakąś plotkarską notkę, że Michał
                              Wiśniewski domaga się, żeby Mandaryna zrezygnowała z jego nazwiska i zmieniła je
                              na panieńskie. Oczywiście nie może tego wymóc, ale dosyć mnie to zniesmaczyło.
                              Takie szafowanie nazwiskami, że niby obecna żona ma prawo tego nazwiska używać,
                              a była już nie i tak dalej, wydaje mi się bardzo lekceważące i jest to jakieś
                              takie instrumentalne traktowanie kogoś, zwłaszcza kogoś, z kim kiedyś było się
                              blisko i kto jest matką jego dzieci. No i próba "rządzenia" tym kimś mimo
                              rozwodu. I w ogóle. :(
                              Pozdrawiam!
                  • laura-gomez Re: co do samego ślubu 28.05.07, 10:35
                    no to w takim razie Pyziak musial sie z Gaba zenic juz po narodzinach Pyzy,
                    > skoro w 1982. to nie ma sensu :)

                    no to może Pyziak reczywiście sie ożenił dopiero po narodzinach córki,
                    namówiony do tego prez Milę. Róża i Frycek tez jeszcze nie maja ślubu, a mała
                    Melania/Milena jest juz na świecie..
                    a tak w ogóle cos mi przyszło do głowy. Mila myśli w "Pulpecji", że Ida jest
                    jej pierwszą córka, która idzie do ołtarza, bo Gaba ma za sobą tylko slub
                    cywilny, gdyz na takim poprzestał Pyziak, twierdząc, że kościelny nałożyłby mu
                    więzy zbyt juz silnie.. ja to zrozumiałam tak, że Janusz nie kochał juz wtedy
                    Gabrysi, ożenił sie z nią tylko dlatego, że miała z nim dziecko, chciał dac
                    róży nazwisko itd. gdy nadarzyła się okazja, wyjechał za granice. może stracił
                    tam pracę, albo dręczyły go wyrzuty sumienia, więc wrócił do rodziny i powołał
                    do życia druga córke. nie mógł jednak wytrzymać z niekochaną zoną, okropną
                    teściową i ciągle wrzeszczącymi córkami, więc wyjechał po raz drugi. wdał się w
                    jakies ciemne interesy, poszedł siedzieć i wystąpił o rozwód. wiem, że ta
                    wersja jest mało optymistyczna, ale moim zdaniemm gdyby Januszowi zalezało na
                    Gabie, nie mówiłby nic o zbyt silnych więzach. nawet gdyby chciał wziąć slub
                    tylko cywilny, uzasadniłby to jakoś inaczej.
    • weronika753 a może... 28.05.07, 11:24
      Może oni wcale żadnego ślubu nie mieli? Pyziak dał córkom swoje nazwisko, czyli
      urzędowo przyznał się do ojcostwa, ale poza tym nic więcej? Ani przed urodzeniem
      Pyzy, ani po, po prostu - wcale?

      Wiem, zaraz napiszecie o fotografii ślubnej.
      Ale na tym zdjęciu Gabrysia nie ma szczęśliwej miny, więc może to jest rodzinne
      robienie "dobrej miny do złej gry" i Pyziak na głos powiedział "nie"? I może
      dlatego Gabrysia całe życie przetrawia swoją niechęć do Janusza P.? Tym
      bardziej, że trochę później wpadł na chwilę, ona mu znów uwierzyła, a on zamiast
      do ołtarza, to zaciągnął ją do łóżka i znów dziecko, i znów nawiał?
    • f_anka_m Re: Pyziak i ślub kościelny 29.05.07, 13:14
      A ja dla odmiany od zawsze sądziłam iż Gaba z Pyziakiem kościelnego nie miała.
      Nie dociekałam kiedy urodziła się Pyza, ale miałam wrażenie, że ślub był z
      uwagi na ciążę lub dziecko. Tak sobie to wytłumaczyłam, gdy pierwszy raz
      przeczytałam, że się pobrali. Do Pyziaka kościelny mi nie pasował po prostu,
      ani kościelny ani inny. Z różnych opisów wynika, że Pyziakowi ktoś wpłynął na
      ambicję i facet uległ, niezbyt jednak przekonany o słuszności czynu. Opis
      ślubnej fotografii a raczej pana młodego na niej o tym świadczy. Być może
      Pyziak przystał na cywilny nieco z łaski i od razu stwierdził iż kościelnego
      nie zamierza brać, bo np. instytucji małżeństwa jest przeciwny. I jak ma się tu
      stanowisko Borejków (rodziców) do zaledwie "rejestracji"? Myślę, że kwestia ich
      religijności została po prostu odsunięta, pogodzili się z tym, że kościelnego
      nie było i nie będzie jednocześnie ciesząc się z tego, że prawnie dziecko
      zostało zabezpieczone (te wszystkie regulacje urzędowe). Zapewne inaczej by
      było, gdyby Pyziak przyszedł się oświadczyć przed zajściem Gaby w ciążę -
      rodzice mogliby wypytywać o ślub kościelny, naciskać w tej sprawie itp., ale w
      tej sytuacji, gdy dzieciak był w drodze a może i na świecie to wyszli z
      założenia, że lepszy wróbel w garści ;) Lepszy mąż cywilny niż żaden a dziecko
      ślubne niż panieńskie. Zdaniem niektórych, oczywiście, a Borejków zapewne,
      skoro Mila, choć Pyziaka nigdy nie lubiła i czuła, że z niego kawał drania,
      namówiła go na ślub.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka