Dodaj do ulubionych

Jak przerabiamy Opium w rosole...

30.11.07, 18:38
Może Was to zainteresuje :)
A więc jak przerabiamy OwR


Najpierw oczywiście - czas i miejsce akcji, gł. bohaterowie, gł. wątki...potem
tematyka utworu...problematyka...

szczegółowo omawialiśmy życie bohaterów w komunistycznej ówczas Polsce -
wyszło nam tego od podpunktu a do h... potem tłumaczyliśmy tytuł - to była
praca domowa...
Doszliśmy do wniosku, że jeżeli rosół przyprawi się miłością i ciepłem
rodzinnym, to to będzie taki opium, narkotyk, który uzależnia... Chodzi
oczywiście o życie i o kontrasty między tymi rodzinami...rosół u Lisieckich
smakował zupełnie inaczej niż u Borejków czy Lewandowskich... Nawet zupa
ziemniaczana "Florida" u Maćka i Piotrka była lepsza niż zupa w domu Lisicekich...


Potem mieliśmy dość ciekawe zadanie... musieliśmy wczuć się w postać Maćka i
napisać co sądził o Matyldzie na początku znajomości i na końcu, pisząc to
potocznym językiem, jak gdyby zwracał się do Piotra.

Potem to samo tylko z Kreską - najpierw pisaliśmy co mówił o niej po całym
zajściu w operze...a potem to co na samym końcu, gdy byli już parą.

Ostatnio opisywaliśmy cztery rodziny... Lewandowskich, Borejków, Jedwabińskich
i Lisieckich... Opisywaliśmy ich sytuację życiową, zalety, wady, tradycje...

przepiszę nasz wniosek :
Aurelia uczęszczała "na obiadki" do Borejków i Lewandowskich, gdyż w jej domu
nie było tradycji i więzi rodzinnych. Genowefa szukała u tych rodzin miłości,
zrozumienia i odrobiny rodzinnej atmosfery.
O szczęściu rodziny nie decyduje jej sytuacja materialna, lecz wzajemna
miłość, poczucie więzi, wartości duchowe. W utworze przedstawiono różna
rodziny. Dwie z nich - Lewandowskich i Borejków, możemy uważać za wzorzec,
natomiast Lisieccy i Jedwabińscy - antywzorzec.

(strasznie się to rodzina, rodzinnie, rodzinnej powtarza, ale trudno...tak
zapisaliśmy wszyscy do zeszytu... To w sumie były osobne zdania....)

Na zadanie domowe mamy napisać (w takiej samej formie, jak te przedtem)
relację Matyldy o Kresce i na odwrót...


Edytor zaawansowany
  • 30.11.07, 20:38
    Wszystkie lektury tak - przepraszam - międlicie? Współczuję. Jak by
    Ci się jeszcze chciało to wrzuć do wątku te punkty od a do h...
    (hi,hi). Bardzo jestem ciekawa, jak można w 8 (ośmiu) punktach
    opisać ówczesną sytuację.
  • 30.11.07, 21:36
    Mamusiu, jak to dobrze, że czasy lekcji polskiego mam już za sobą...

    --
    Dzidka

    ~~ Outernet. To ten dziwny i niezrozumiały świat, który znajduje się
    poza Internetem. ~~
  • 30.11.07, 21:46
    "Za moich czasów" MM jako lektura istniała jedynie w lekturach
    nadobowiązkowych, KK i Klamczucha.
    Aha, i tak gwoli scislosci (i z przymruzeniem oka, zeby nie bylo, ze
    jestem zlosliwa;)) ot, jako ciekawostka), lektur sie nie przerabia
    (bo przerabiac to zmieniac strukture czegos), a omawia;) Jak
    widzę "przerabia", to mi sie przypomina moja polonistka, która
    mówiła, że przerabiać to można mak przekręcając przez maszynkę (a to
    z kolei kojarzy mi sie z 'Szósta klepka' xDDD) ;))) Ale wiem,
    wszyscy tak mowia;) Pozdrawiam!:)
    --
    Moja galeria:)
  • 30.11.07, 22:11
    Prawdę mówiąc, też sądziłam, że klaudziol zaproponuje nam napisanie
    jakiejś alternatywnej wersji Opium... :)

    --
    Dzidka

    ~~ Outernet. To ten dziwny i niezrozumiały świat, który znajduje się
    poza Internetem. ~~
  • 30.11.07, 23:32
    tak sie przyjelo, nawet na studiach tak mówią i mnie to drażni, ze
    babka potrafi powiedziec "ała, moje uszy", kiedy ktoś źle
    zaakcentuje "matematykę", a potem mówi o przerabianiu lektury;)))
    --
    Moja galeria:)
  • 30.11.07, 23:46
    Yyyyy... nie chcę tu nikogo urazić, ani uczniów, ani polonistek...
    ale omawianie OwR w szkole przyprawia mnie o dreszcz zgrozy! Moze
    dlatego, że w moim czasach szkolnych nie potrafiłam czytać książek
    pod kątem "omawiania"... wlasciwie analizowanie powieści na lekcjach
    nic mi nie dawało, nie poszerzało mojej wiedzy, nie dowiadywałam się
    niczego, czego bym nie wiedziała, a jedynie sprawiało, ze na dzieło
    potrafiłam patrzec jedynie z czystą nienawiścia :P No i czesto
    miałam wrazenie, ze robi się ze mnie idiotkę - zeby zapisywac w
    zeszycie, że Borejkowie są wzorcem, a Jedwabinscy - antywzorcem?;/
    zaiste, w zyciu bym na to nie wpadła :D
    --
    "W mojej rodzinie szalenstwo przechodzi z pokolenia na pokolenie.
    Praktycznie galopuje"
  • 01.12.07, 17:40
    hmmm.....teraz to nie wiem czy te słowa krytyki mam wziąść sobie do siebie, czy
    powinnam płakać nad moją nauczycielką ;P
    Wg. mnie nie jest to najlepsza polonistka jaką miałam... Kiedyś miałam bardzo
    fajnego i dobrze uczącego polonistę :)
    z tym przerabaniem... myślę że to już się tak przyjęło, że niewiele osób się
    tego czepia ;P
    punkty od a do h powtarzają się trochę. Owszem podam je. Nie nyło mnie jak oni
    to pisali (hihi) byłam wtedy pod wpływem antybiotyku jeszcze ;P

    Polski wcale nie jest taki fajny... sczególnie z niektórymi nauczycielami ;P;P
    W tamtym roku tak go lubiłam...
  • 30.11.07, 23:49
    A mi się fajnie czytało to co napisała Klaudziol. Dawno nie chodziłam do szkoły
    i spodobał mi się ten wgląd w to jak teraz dyskutuje się na lekcjach o
    książkach, co się pisze w wypracowaniach. Zauważcie, że uczniowie mają teraz
    inne trochę zadania, niż te, które pamiętam ja. Na przykład piszą tym potocznym
    językiem wczuwając się w daną postać (Maciek do Piotrka o Kresce na początku
    znajomości i później). I ten nacisk na więzi rodzinne też mi się bardzo podoba -
    jest to chyba potrzebne w obecnej dobie.
    Sama widzę, że nie jest z tym łatwo, że czasem się ta bliskość w domu i więź
    jakoś rozłazi (np. moja z córkami, nie zawsze umiem sobie z tym radzić, choć
    próbuję). Zwłaszcza trudno o taką regularność spędzania razem czasu, jedzenia
    posiłków, o te rytuały, przewidywalność, spokój itp. No, ale jak wspomniałam,
    staramy się. (Moje ognisko domowe, że tak powiem jest jednak trochę inne, bo
    mieszkam tylko z córkami. W pozytywnym sensie, z podziwem, a bez zawiści,
    zazdroszczę rodzinom, które czasem odwiedzam, a w których jest pełna rodzina i
    domowe ciepło, akceptacja, więź, każdy może być sobą, lubią ze sobą spędzać czas
    itp. - no, ale to taka dygresja).

    Chodziło mi o to, że podoba mi się ta notatka z lekcji, którą przepisała
    Klaudziol i to, że mówią o tych rodzinnych ideałach. Różnie pewnie jest w domach
    uczniów, ale niech mają jakiś dobry obraz, że ta więź jest ważna i bardzo
    umacnia człowieka wewnętrznie, na całe życie, jeśli ktoś jej doświadczył. Czytam
    teraz taką książkę (po angielsku, niestety nie wyszła chyba po polsku) Gerdy
    Weismann-Klein pt. "Nudny domowy wieczór" (A Boring Evening at Home). Książka
    jest wspomnieniowa, autorka w innej swojej książce (All But My Life) wspominała
    czasy wojny, pobyt w obozach itp., niesamowita to w ogóle kobieta, no i zarówno
    w tej pierwszej, wojennej, jak i w tej drugiej (Nudny domowy wieczór) pisze, że
    praktycznie wspomnienie "nudnych domowych wieczorów" w domu rodzinnym uratowało
    jej dosłownie życie. W chwilach skrajnych zwłaszcza, a każdego dnia praktycznie,
    snuła w myślach taki obraz-wspomnienie zwykłego domowego wieczoru, zwykłego dnia
    w swojej rodzinie, tak jak ją zapamiętała, gdzie był tata, mama i brat, mieli
    kota itp. I tej wizji się rozpaczliwie trzymała: że wojna się skończy, że będą
    znów spędzali tak razem czas, że będzie znów dom. I to ją trzymało przy życiu.
    Opisuje też to, że czuła różnicę: osoby, które nigdy nie zaznały takiego
    "nudnego wieczoru" nie miały skąd wziąć tej nadziei, nie miały siły na jakieś
    poczucie czego w ogóle chcą, gdzie się kończą i gdzie zaczynają, nie miały
    oparcia w sobie samych, co było konieczne do przetrwania itp.
    I w ogóle dużo by mówić.

    Tak więc podoba mi się, że omawia się Opium w rosole, że nawet tak się to
    rozkłada na czynniki pierwsze, od strony różnych postaci itp.

    A co do słowa "przerabiać", to ja nie wiem, ale mnie ono nie razi. Staram się go
    nie używać w tym sensie, ale pamiętam, że przez całe lata mojej edukacji
    szkolnej było ono praktycznie jedynym używanym słowem w kontekście omawiania
    lektur, niemalże usankcjonowanym. Ciekawe co na to Miodek, czy może to jest taki
    już "usus" językowy? (Oczywiście lepiej jest mówić "omawiać" książkę, to na pewno).
    Pozdrawiam
  • 01.12.07, 10:02
    > Sama widzę, że nie jest z tym łatwo, że czasem się ta bliskość w domu i więź
    > jakoś rozłazi (np. moja z córkami, nie zawsze umiem sobie z tym radzić, choć
    > próbuję).

    Nie martw się, Ginestro. Wydaje mi się, z własnych doświadczeń i z rozmów z
    koleżankami, że każdy rodzic staje czasem przed tym problemem. Chyba to jest po
    prostu element dorastania naszych dzieci, ich usamodzielniania się, także
    mentalnego, szukania własnej drogi. U mnie jest tak (na razie głównie w
    stosunkach z córką), że są okresy takiej w sumie przyjaźni między nami, i takie,
    kiedy mi się wydaje, że diabeł w nią wstąpił ;-) Czasami i we mnie wstępuje.

    > Zwłaszcza trudno o taką regularność spędzania razem czasu, jedzenia
    > posiłków, o te rytuały, przewidywalność, spokój itp.

    Trudno z tym, fakt. Ale wydaje mi się, że wspólne posiłki wtedy mają wartość i
    jest naprawdę fajnie, kiedy spontanicznie do nich dochodzi, np. akurat wszyscy w
    jednym czasie mają czas lub ochotę. Jeżeli ma to być wymuszone (oto rodzinny
    obiadek sobie zjemy, jak będzie miło), zaczynasz starać się na tę godzinę
    przygotować, potem wszystkich nieco na siłę odrywać od ich zajęć (przecież obiad
    stygnie), to zdenerwowanie i zamęt, który powstaje, raczej powoduje skutek
    odwrotny od zamierzonego. To już sobie lepiej spokojnie samej zjeść
    (podczytując), a oni niech sobie odgrzewają ;-) Też własne doświadczenie przeze
    mnie przemawia ;-) Jakoś nie mam talentu do utrzymywania wojskowego drylu, a i w
    jego wartość powątpiewam.
    --
    "Czekają nas spore kłopoty, jeśli zaczniemy we wszystko wierzyć" - babcia Weatherwax
  • 01.12.07, 22:04
    Dziękuję Ci Onion :)
    Wstąpiła we mnie otucha.
    Pozdrawiam serdecznie!
  • 01.12.07, 23:57
    wydaje mi sie, ze gdyby nie ta obrazowa uwaga mojej bylej polonistki
    dot przerabiania, to tez by mnie to w ogole nie razilo;)
    --
    Moja galeria:)
  • 01.12.07, 00:59
    klaudziol111 napisała:
    > Na zadanie domowe mamy napisać (w takiej samej formie, jak te
    przedtem)
    > relację Matyldy o Kresce i na odwrót...

    To bardzo fajne zadanie stylistyczne, raz -że gimnazjalista ma
    napisać tekst, jak najbardziej potoczną, mówioną polszczyzną, dwa
    zróżnicować charaktery bohaterów w tych monologach. Podpatrzeć
    powiedzonka i frazę właściwą dla postaci.
    Zastanowić się, na czym skupi się w opisie Kreski Matylda i na
    odwrót.
    Ciekawa jestem, jak to napiszesz Klaudziolu.

    A co do lektur - dobrze że tę listę się zmienia, i wprowadza
    wartościowe współczesne kawałki. No właśnie - czy współczesne-
    poślizg jest moim zdaniem zbyt duży i ta przepaść między tym, co
    młodzież czyta dla przyjemności ,a tym co z zacięciem
    hm...proktologa, proponuje szkoła jest duża. Zbyt duża. Ujmujac w
    ramy czasowe -jakieś 10-15 lat.

    Mam wrażenie, że wciągnięcie książki na listę lektur jest dla autora
    wielkim wyróżnieniem, a dla książki jakąś formą eutanazji.
    Jak świat światem, młodzież nie lubi tego co nakazane.
    Kiedyś dzieci będą ziewać przy Pratchettcie, pisać w męce ( i w
    punktach) plan rozwoju wydarzeń i wymieniać "elementy humorystyczne
    dzieła".
  • 01.12.07, 08:57
    U mnie w szkole nigdy "nie przerabiało" się książek MM. I może i dobrze, bo sama
    nie lubię rozkładu książki na czynniki pierwsze.
    A to o czym pisze Klaudziol111 jest mi kompletnie nie znane, bo my napiszemy
    punkty od a do h. Napiszemy charakterystykę, jakieś opowiadanie odtwórcze, ale
    bez żadnych dodatkowych utrudnień, ułożymy krzyżówkę i napiszemy sprawdzian z
    lektury...
  • 01.12.07, 09:45
    > Kiedyś dzieci będą ziewać przy Pratchettcie, pisać w męce ( i w
    > punktach) plan rozwoju wydarzeń i wymieniać "elementy humorystyczne
    > dzieła".

    :-D
    Dobre :-)
    --
    "Czekają nas spore kłopoty, jeśli zaczniemy we wszystko wierzyć" - babcia Weatherwax
  • 01.12.07, 09:51
    Mój syn pisał rozprawkę nt. nauczycieli w "Opium", ich stosunku do zawodu, do
    uczniów.
    Poza tym oczywiście długo i namiętnie musiałam tłumaczyć, dlaczego to był taki
    problem, że Ida (?) zgubiła kartki, ideę reglamentacji zakupów i jej przyczyny
    (jak to? nie można było kupić, ile się chciało? i grymas niedowierzania).
    No i moje dziecię (niestety, niestety) nie łapie dowcipu zawartego w
    Stendhal-Stągiewka :-(
    --
    "Czekają nas spore kłopoty, jeśli zaczniemy we wszystko wierzyć" - babcia Weatherwax
  • 01.12.07, 10:43
    Urok Opium polega na niedomówieniach, na zachowaniu milczenia w
    pewnych sytuacjach, ciszy. Proszę bardzo, oto przykłady: Maciek
    cieszy się, że jest w domu sam i może w spokoju i ciszy kontemplować
    zapach cytryny. Kreska po nieudanym wieczorze w Operze postanawia
    nie odzywać się do Maćka. Albo to: "powiesz mi jakie to sprawy? -
    Przecież sama dobrze wiesz...". A Genowefie nikt nie odpowiada na
    pytania o dodatkowe nakrycie u Borejków. Lelujka też woli pewne
    sprawy przemilczeć. Z "niechęci do zwierzeń" bierze też początek
    konflikt z Jedwabińską. A u Lewandowskich? Awantura przez to, że
    Genowefa powiedziała za dużo.
    I o tym można by z dzieciakami porozmawiać na lekcji polskiego, a
    nie walić temat "kto co o kim myślał i w drugą stronę". O właśnie, a
    co taki Maciek może mówić do starszego (dużo) brata, o dziewczynie,
    którą sam uważa za chodzący ideał, a podświadomie czuje, że brat by
    jej nie zaakceptował? A co może sobie myśleć Kreska o Matyldzie,
    kiedy sama widzi, że nie ma ani jej złotych włosów ani drogich,
    zagranicznych ubrań. Może się tylko biedactwo pocieszać, że jest
    bardziej od gwiazdy oczytana, ale też ostrożnie, bo zaraz się okaże,
    że nie jest ukochaną (przeze mnie chociażby), szlachetną Kreską... A
    Matylda? Obejrzała sobie Kreseczkę, oceniła i też nie wyobrażam
    sobie, żeby chciało jej się jeszcze o niej jakoś specjalnie
    rozmawiać.
    A ja, gdy słyszę takie historie ze szkoły, mam ochotę powiedzieć
    nauczycielom tak, jak swego czasu powiedziała Chylińska... No ale
    nie powiem ;)
  • 01.12.07, 13:23
    Ja sobie tak czytam i czytam Wasze - głównie - narzekania na sposób
    omawiania (czy też przerabiania;)) "Opium..." przez klasę Klaudiola
    i zadaję sobie jedno pytanie: "Jak, Waszym zdaniem, należałoby
    omówić tę lekturę z gimnazjalistami?". Toja737 napisała, żeby
    rozmawiać o niedomówieniach. Hm, szczerze mówiąc, nie bardzo
    wyobrażam sobie taką lekcję np. z moją rozgadaną i generalnie mało
    zainteresowaną czymkolwiek klasą.
    Sama jestem polonistką w gimnazjum i szczególnie dlatego interesuje
    mnie, na co Wy zwróciłybyście uwagę młodym ludziom w "Opium..." w
    taki sposób, aby ich nie zanudzić i nie zarżnąć całkowicie uroku tej
    książki.
  • 01.12.07, 18:01
    obiecane punkty od a-->h
    a) problemy z zaopatrzeniem - kartki na żywność, puste półki w sklepach, kolejki
    b) szarość, brzydota, siermiężność świata
    c)problemy mieszkaniowe - sutereny, kilka rodzin "gnieżdżących" się pod jednym
    dachem; wygląd mieszkań - małe, ciasne, biedne
    d) ubiory - w sklepach były ubrania identyczne, ceniono szyte własnej roboty ;P
    e) wyjazdy za granicę w celach zarobkowych i politycznych
    f) zwolnienia z pracy - praca u prywaciarzy
    g) zróżnicowanie społeczne, bogactwo dla wybranych
    h)dary z zagranicy

    nawet się nie powtarza ;P

    Co do sposobu OMAWIANIA =] lektury to nie jest on najlepszy...ale jaki byłby
    lepszy....

    Oglnie w mojej klasie lektura się podobała. Po "Krzyżakach" zresztą nie mieliśmy
    wygórowanych oczekiwań :)
    A co do Krzyżaków - przeczytałam całych i wg. mnie nie byli jakoś niesamowicie
    okropni, a gimnazjaliści po prostu lubią ponarzekać :)
    Mi się podobały także dlatego, że to powieść historyczna...a historia to mój
    ukochany przedmiot... :)
  • 02.12.07, 17:21
    Dzięki Klaudziol za punkciki. Jeszcze jedno pytanko. Czy polonistka
    przybliżyła Wam sytuację w kraju w latach 70/80? Nie tylko w
    kontekście tej lektury?
  • 02.12.07, 21:28
    toja737 napisała:

    > Dzięki Klaudziol za punkciki. Jeszcze jedno pytanko. Czy polonistka
    > przybliżyła Wam sytuację w kraju w latach 70/80? Nie tylko w
    > kontekście tej lektury?


    Jeżeli chodzi Ci o nieobecność Ignacego w domu to tak... Wiem że książki były
    cenzurowane i MM nie mogła pisać dosłownie.
    A całość tej sytuacji no to punkty...
  • 02.12.07, 21:38
    Nie jest zle. Ja bym miala w szkole ze 2-3 lekcje i jedna prace domowa.
    1. Charakterystyka postaci (prawdopodobnie Macka ze wzgledu na bogaty opis
    zewnetrzny postaci)
    2. Charakterystyka miejsca (prawdopodobnie mieszkanie Kreski, albo i nawet cale
    Jezyce jakby pani zaszalala)
    3. Przemiana wewnetrzna glownej bohaterki (wlasciwie nie wiem z czego w co, ale
    to by na pewno bylo wypracowanie, w ktorym obowiazkowo musialyby sie pojawic
    "odniesienia literackie" (np Kreska, podobnie jak Ania z Zielonego Wzgorza zyje
    po trochu w swiecie fantazji, albo cos rownie absurdalnego).
    4. Spisanie akcji w punktach na tablicy. Obowiazkowo rownowaznikami zdan:
    - Lekcja matematyki w domu Macka
    - wizyta w operze
    - Ufarbowanie sukienki przez Kreske...
    i tak dalej...
    5. Praca domowa: ktory z bohaterow wydaje Ci sie najblizszy i dlaczego (na
    przykladzie Kreski lub Macka).

    Tak by to wygladalo 25 lat temu w szk. pdst w Warszawie.
    --
    Lilka
    Ewa
  • 02.12.07, 22:08
    Ach! A ja naprawdę BARDZO bym chciała poczytać, jak Waszym zdaniem
    fajnie i ciekawie omówić tę książkę. Zdaję sobie sprawę z tego, że
    lektura = śmierć książki i najlepiej by było, gdyby OwR nigdy się
    nie znalazło na liście lektur, ale skoro już jest... Ponawiam
    pytanie, jak nie zarżnąć książki???
  • 04.12.07, 00:44
    Hehe, u mnie na podstawówkowym polskim równoważniki zdań też były
    obowiązkowe:D Polonistka namiętnie zadawała nam pisanie planów
    ramowych bądź też szczegółowych (to rozróżnienie było niezmiernie
    ważne;))

    Na szczęście w szkole nie omawiałam Jeżycjady, choć KK był na liście
    lektur obowiązkowych. Za to omawianie Ani z Zielonego Wzgórza było
    dla mnie prawdziwą traumą. To była chyba piąta klasa podstawówki,
    wszystkie części Ani miałam już wtedy wielokrotnie przeczytane, no
    i... nic. To była moja ukochana książka, a nawet nie mogłam
    swobodnie o niej podyskutować. Napisać plan, charakterystykę i tyle.
    Pamiętam, że jeden kolega odważył się wygłosić pogląd, że Ania to
    nudziara gadająca non stop przez dwie strony i jak to w ogóle można
    czytać, ale nawet to nie zostało pociągnięte.

    I pamiętam, że było mi strasznie przykro - że tak czekałam na
    omawianie Ani, a takie to było zrobione po łebkach...


    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • 01.12.07, 21:45
    Będę brutalnie szczera: moim zdaniem po prostu "Opium..." nie
    powinno się omawiać w szkole. I tyle :)Ale może to dlatego, że
    dopiero pol roku temu opuściłam szkolne mury i wciąż nie mogę bez
    dreszczu mysleć o wałkowaniu lektur :D
    Klaudziol, zarzuty nie są absolutnie do Ciebie! Przecież to nie
    Twoja wina, że omawianie lektur wygląda tak, jak wygląda...a chyba i
    tak sobie dobrze radzisz :> moze dasz sie namowic na to wklejenie
    wypracowania?:> a skoro podobali Ci się "Krzyżacy" to czytałaś juz
    moze sienkiewiczowską trylogię? Jest jeszcze lepsza!
    --
    "W mojej rodzinie szalenstwo przechodzi z pokolenia na pokolenie.
    Praktycznie galopuje"
  • 02.12.07, 17:04
    sowca napisała:
    a skoro podobali Ci się "Krzyżacy" to czytałaś juz
    > moze sienkiewiczowską trylogię? Jest jeszcze lepsza!


    Jeszcze nie czytałam ,ale myślę że przyjdzie na to czas... niedługo przerabaiamy
    Pana Wołodyjowskiego...tzn. w tem roku szkolnym..nie pamiętam dokładnie kiedy :)
    Swoją drogą to te moje lektury są dziwne...Pan Wołodyjowski w I gim. i Opium w
    rosole jako lektura obowiązkowa ;/
    Dziwne ;P
  • 04.12.07, 16:41
    rez jestem z gimnazjum i szczerze mówiąc fajnie by było jakby
    lektury były takie jak np. Opium w rosole;)
    ja nie mam Pana Wołołodyjowskiego i trylogiim ale oczywiście jest
    Pan Tadzio (jak to mówi moja pani od polskiego) nie wiem jak to
    strawię, ale spróbuje... skoro przeczytałam Dziady to i to dam rade;)
  • 20.12.07, 09:05
    anul8 napisała:

    > ale oczywiście jest
    > Pan Tadzio (jak to mówi moja pani od polskiego) nie wiem jak to
    > strawię, ale spróbuje... skoro przeczytałam Dziady to i to dam rade;)

    Ech... napiszę może herezję ;-) ale imho "Pan Tadeusz" w porównaniu do "Dziadów"
    - jeżeli chodzi o przyjemność czytania - to droga przez mękę ;)))
    "Dziady" przełknęłam jednym tchem, a "Pana Tadeusza" nie przeczytałam nawet w
    ramach przygotowania do konkursu o wieszczu... ;)

    --
    "ja rozumiem bdsm..po części, ale zdjęcia w rajtuzach na głowie z kijem w ręku..
    sorki,ale to duuże uproszczenie tematu.. ;p" - by Lena05
  • 04.12.07, 14:55
    ja, szczerze mowiac, tez nie lapie.. tego dowcipu znaczy. cos ze mna nie tak? :)
    --
    lody ruszyly, panowie przysiegli! defilade poprowadze osobiscie!
  • 18.12.07, 19:48
    W mojej szkole,polonistka miała głupią metodę sprawdzania tego czy
    przeczytaliśmy daną książkę.Zadawała takie oto pytania:W jakim stroju była
    bohaterka w takiej scenie?Gdzie bohater i z kim rozmawiał o tym? W efekcie
    czytaliśmy książki i zapisywaliśmy kompletnie nieistotne rzeczy ,by uczuć się
    ich potem na pamięć.
    Ta sama nauczycielka obrzydziła mi kompletnie szlachtę ,był to jej ukochany
    temat jak to pili ,jedli i załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne tam gdzie
    stali.Gdyby powiedziała to raz,ale ona to powtarzała na prawie każdej lekcji.
  • 18.12.07, 21:17
    Po pierwsze - ile lat ma polonistka? Pamiętam, że wówczas wcale nie były cenione
    "szyte w domu" stroje, przeciwnie. Najbardziej cenione były te "upolowane" w
    sklepie, a to, ze wszyscy mieli identyczne nikogo nie raziło. Różnice "bogactwa"
    i "ubóstwa" tez nie były znowu takie rażące, są niewątpliwie przez MM nieco
    przerysowane, ze względu na podkreślane często ubóstwo Borejków (a ich ubóstwo
    nie da się ukryć, było niezależne od ustroju, w każdym ustroju jedna osoba
    utrzymująca sześć ma kłopoty...).
    I nie podobają mi się "prawdy do wierzenia podane" , która rodzina jest wzorcem,
    a która antywzorcem. Owszem, to dobre jako punkt do przemyślenia, ale nie do
    "zapisania w zeszycie".
    Dobre byłyby może porównania "wtedy" a "dziś" - np. szare, ciasne mieszkania,
    ale możliwość ich zdobycia, wyjazdy wtedy, a wyjazdy dzisiaj, zróżnicowanie w
    OwR, a dzisiejsza bieda i bogactwo. Punkt, który mieliśmy na forum, czyli
    wyszukiwanie niedomówień. Czy wolno bez wiedzy rodziców zaopiekować się cudzym
    dzieckiem? Co to jest "dobra rodzina"? To skłania do refleksji, a nie tylko
    zapamiętania punktów.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.