Dodaj do ulubionych

emocje, jakie wzbudza Laura

06.01.09, 15:31
Po raz pierwszy zetknęłam się z Tygrysem czytając "Nutrię i Nerwusa"
w 6. klasie podstawówki- i ujrzałam typ osoby, która zawsze
wzbudzała we mnie silne emocje: sprytną, zaradną, rezolutną, z
silnym charakterkiem i poczuciem niezależności, będącej faktyczną
sprężyną wilu wydarzeń (tak, to określenie bardziej pasuje do
Tygrysa niż do Łusi, tak myślę)i umiejącą tak odpowiadać, żeby
celnie trafić w słaby punkt każdego...(wiem, to ostatnie to nie jest
zbyt pozytywna cecha)JAkie emocje wzbudzały we mnie takie osoby, a
więc w tym przypadku LAura?
Trudno to określić, z jednej strony pewną fascynację, a z drugiej
swego rodzaju frustrację, że JA taka nie jestem- bo niestety rodzice
inaczej mnie wychowywali, bo moja skądinąd jednak niepokorna
osobowość była tłumiona i łamana i wyrastałam na osobę nieasertywną
i niezaradną typu Pyza. Nawet polonistka na moje przypuszczenie,
że chyba jestem podobna do Tygrysa, odpowiedziała, że wprost
przeciwnie, że jestem bardziej podobna do Pyzy.
Jednakże pomimo tej frustracji, a może właśnie dzięi niej- bo było i
jest to dla mnie skądinąd ciekawe uczucie- czytałam "Nutrię i
Nerwusa" oraz inne powieści, w których pojawiał się Tygrys z
wypiekami na twarzy.
I miałam takie w sumie mieszane oczekiwania co do tego, jak MM
będzie pisała o Tygrysie w następnych tomach. Z jednej strony
chciałam, by te wszystkie cechy, które opisałam, rozwijały się w
niej i żeby brała udział w coraz to barzdiej ekscytujących,
dramatycznych, wręcz nieraz niebezpiecznych przygodach, żeby
pozwoliła jej zaistnieć jako wyjątkowo silna osobowość, przyszła
szefowa albo polityk, a w życiu osobistym prawdziwa Scarlett O'HAra
- sama zaczęłam nawet pisać opowiadanie o niej- niestety
niedokończone. I trochę się rozczarowałam czytając "Imieniny" (Córkę
Rorojka też- że w ogóle tam Laura nie występuje, poza epizodem z
weselem Elki) - choć na początku zapowiadało się ciekawie, jak
robiła ankiety i coś tam znowu kombinowała w sprawie NAtalii i jej
faceta- ale potem, jak wielbiciele Pyzy spławili Laurę, a ona
pogrążyła się w depresji i rozmyślaniach na temat ojca- jakoś mi to
wszystko nie pasowało. Wyobrażałam sobie, że będzie np. ostra walka
między nią a Pyzą o facetów, że może któregoś jej Laura w końcu
odbije- przecież była w końcu sprytniejsza- a tu wszystko tak gładko
się kończy sprzątnięceim Pyzy sprzed nosa chłopakom przez nikomu
wcześniej nieznanego Fryderyka... Podobnie w TiR- liczyłam, że MM
pozwoli Laurze zaistnieć w o wiele bardziej dramatycznych przygodach.
Z drugiej strony zaś... OK, dokończę w następnym poście, zanim ten
mi zniknie.
--
"Każdy ma swój płatek śniegu". Orhan Pamuk
Edytor zaawansowany
  • yasemin 06.01.09, 15:46
    Więc, tak jak pisałam, miałam dość mieszane oczekiwania co do tego,
    jak MM powinna pociągnąć postać Laury. Z jednej strony chciałam, by
    jej silna osobowość się rozwijała i nadal podsycała moje dziwne
    uczucie frustracji- a z drugiej czasami chciałam czegoś zupełnie
    przeciwnego- by MM sprowadziała na nią takie jakieś wydarzenie,
    które by ją złamało, sprawiło, by stała się... by posłużyć się
    cytatem Królika z "Kubusia Puchatka"- "potulnym, małym, smętnym
    Tygryskiem" - czy jakoś tak- wtedy moje negatywne (choć tak bardzo
    lubiane przeze mnie) emocje by się uspokoiły i miałabym satysfakcję,
    że o jednego zuchwałego Tygrysa na świecie mniej, przynajmniej w
    literaturze, a więcej osób pokornych i skruszonych... Wiem, że to
    zabrzmiało jakoś nieludzko- ale takie są po prostu moje odczucia,
    którymi chciałabym się podzielić. Może ktoś to rozumie, może ktoś
    miał podobnie. A może uda się na tym wszystkim coś zbudować? Książki
    przecież nierzadko mają rolę terapeutyczną- pomagają nam poznać
    nasze emocje i oczyścić się jakoś z nich. I ja może dzięki książkom
    MM nie wszystko w sobie sobie uświadomiłam ani niewiele lepsza się
    jak na razie stałam- ale staram się korzystać z nich oraz naszego
    forum na tej drodze.

    --
    "Każdy ma swój płatek śniegu". Orhan Pamuk
  • idomeneo 06.01.09, 15:49
    Yasemin, a można spytać, tak z ciekawości - czy podoba Ci się, jak postać Laury
    została poprowadzona w Sprężynie?
    --
    Не шалю, никого не трогаю, починяю примус.
  • yasemin 06.01.09, 20:35
    Jak na razie, jestem dopiero w połowie "Sprężyny". I... cóż, to jest
    w sumie temat na dłuższy post, a ja niestety znów nie mam za dużo
    czasu- ale powiem tak: tutaj jakoś bardziej mogę się z nią
    zidentyfikować niż dotychczas. Przede wszystkim pod względem tego
    jej dramatycznego szukania miłości- w ostatnich tomach w sumie też
    jest o tym mowa i tutaj jakoś mogę odkryć pewne jej podobieństwo do
    siebie. Podoba mi się też w sumie, że się zmieniła nieco, że jest
    nieco łagodniejsza, i że w obliczu wypadku matki przejawia ludzkie
    uczucia, podobała mi się scena przy łóżku szpitalnym, jej przemowa.
    Rzeczywiście, pzry "Sprężynie" działa u mnie bardziej to drugie
    opisane przeze mnie spojrzenie- radość z tego, że Tygrys staje się
    potulnym Tygryskiem.
    Pozdrawiam i obiecuję, że jeszcze coś tutaj napiszę.
    --
    "Każdy ma swój płatek śniegu". Orhan Pamuk
  • znowuniedziela 07.01.09, 08:16
    Dorosła, zmianiła się, ale ...
    Jest to już inna osoba-problemy, które-jako dizecko-uzewnętrzniała
    bardzo chętnie, emanowała wrogością wobec rodziny , swiata-teraz
    przelewa w swój "objawiony" głos.
    Jednoczasnie boi się i pragnie byc rozumianą.
    Zmieniła się diametralnie. Da się lubic.
    Jesli chodzi o Adama-to-nie wydaje mi się, aby w realonym świecie
    sytuacja skończyła się równei romantycnzie-bo-istotnie-mógłby to byc
    utajony morderca ;))
    Mam nadzieję, że w kolejnej książce postac Laury będzie ciekawsza :))
  • idomeneo 07.01.09, 12:11
    ja myślę, że w realnym świecie raczej nie okazałby się mordercą, natomiast takie
    natychmiastowe podążanie dwudziestotrzyletniej kobiety za intuicyjnym wrażeniem,
    że oto widzianym przez nią po raz pierwszy facetem z pewnością wstrząsa Mozart -
    to jest coś zastanawiającego.
    --
    Inside a broken clock, splashing the wine with all the rain dogs, taxi, we'd
    rather walk.
  • alitzja 07.01.09, 20:31
    idomeneo napisała:

    > taki natychmiastowe podążanie dwudziestotrzyletniej kobiety za intuicyjnym wrażeniem, że oto widzianym przez nią po raz pierwszy facetem z pewnością wstrząsa Mozart - to jest coś zastanawiającego.

    Ano właśnie - to, co najbardziej tu zgrzyta, to chyba wiek Laury. Wydaje mi się, że jakoś łatwiej byłoby uwierzyć w takie latanie za facetem, gdyby zachowywała się tak jakaś 15-latka (bez większego trudu potrafię sobie wyobrazić w takiej sytuacji moje uczennice z gimnazjum).
    Tylko w prawdziwym życiu pewnie okazałoby się, że Naszpan jest raczej Na-szympan(s)em... tfu, chciałam powiedzieć - faktycznie ogrodnikiem (jak to obawiała Laura po spojrzeniu na napis na furgonetce) z niestrawnością, z którym po bliższym poznaniu nie ma o czym porozmawiać.
    Swoją drogą, ciekawa jestem jeszcze innej opcji: czy gdyby Adam w finale "Sprężyny" okazał się prostym chłopakiem po zasadniczej szkole ogrodniczej - to czy taki związek miałby szanse przetrwać w snobistycznej rodzinie B.? I czy wtedy też byłby dla starego Ignaca wzorcem z Sevres?


    --
    "Jestem teraz jak wypalony fajerwerk, ale przynajmniej byłem fajerwerkiem" (Robert Frobisher)
  • sowca 07.01.09, 21:36
    Może się jeszcze rozstaną, nie traćcie nadziei :p albo przynajmniej
    będą mieli poważny kryzys...
    I macie rację - ja też uważam,że byłoby o wiele bardziej realnie i
    ciekawie, gdyby Adam się okazał "prostym chłopakiem po zasadniczej
    szkole ogrodniczej" - miłym, ciepłym, sympatycznym, ale "zwykłym".
    Oj, wtedy byśmy mieli ciekawy wątek i być może przepiękną,
    wiarygodną miłośc ;)
    --
    Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
  • tygrys2112 26.08.09, 23:16
    niestety, mam zupełnie inne odczucie :( sprawy uczuciowy też bym
    sobie chętnie ułożyła, ale nie czuję przymusu wychodzenia za mąż,
    tak jak to odczuwa Laura. nie chcę w tej chwili zakładać rodziny i
    mieć dzieci. Niemowlęta znam z opowieści i doświadczeń znajomych...
    i to mi wystarczy. Jak czytam o Tygrysie szczęśliwym nad
    niemowlęciem, to przestaję się z nią identyfikować. Tak jak moja
    niepokorna natura i wybuchowy charakter oraz samotnictwo sprawiały,
    że się z nią identyfikowałam, tak teraz nie mogę. Okres potulności
    też miałam, w liceum, ale w tej chwili on minął. Staram się w tej
    chwili godzić przeciwieństwa - ekspansywną naturę i fakt, że życie
    wymaga kompromisów i inni ludzie mają swoje potrzeby, które musze
    szanować. Toteż metamorfoza Laury nie budzi we mnie radości - ona
    jest na etapie potulności i tyle. Może to kwestia jej rozpaczliwego
    szukania kogoś kto jej zastąpi ojca?
  • nessie-jp 06.01.09, 16:55
    Chciałaś oswoić Tygrysa! :)

    Owszem, ja też bym tego chciała -- głównie ze względu na samego Tygrysa. Ona
    jest ode mnie dużo młodsza, więc zawsze myślałam o niej jako o młodszej siostrze
    -- trochę marudnej, kłamczuchy, której trzeba pilnować, żeby się nie zaplątała
    we własne zmyślenia, zawsze w poprzek, zawsze niezadowolonej z rodziny i z
    siebie, zawsze trochę roszczeniowej, o którą KTOS W KONCU POWINIEN KURCZE
    ZADBAC!!! Wyplątać ją z tych kłujących krzaków (emocjonalnych) i w ogóle.

    --
    Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
    Borg, they learn... -- Terry Pratchett
  • wushum 06.01.09, 17:13
    A ja zawsze lubiłam Tygrysa.
    Jej zachowania nie powstają bez powodu. Obawiam się też, że niebawem
    zobaczymy "oswojonego i udomowionego" Tygrysa z radością
    podcierającego ulewjące własne stado niemowlaków /genialnych/ -
    Tygrys zostanie kurą domową i ciapą bez charakteru:( Oczywiście, nie
    lubię kiedy robi się z niej złe do szpiku kości dziecko /bywało się
    czarną owieczką domową, co ma swoje zdanie/. Zawsze się łudziłam, że
    kiedy /miałam takie poczucie/ Gabriela nagle "zejdzie", to właśnie
    Laura okaże się najsilniejszą, zdecydowaną postacią, która wszystko
    ogarnie, bez roztkliwiania się i męczeńskich min.
    Niestety zrobiono z Tygrysa jajko na miętko:P co mi zupełnie nie
    pasuje. Nie wiem, czy to kara MM dla takich, co posiadają własne
    zdanie?
    Ps.: Niedawno przypomniało mi się, że na mnie też ktoś
    mówił "Tygrysku", w czasach podstawówki /pan woźny:) jeden z
    niewielu życzliwych w mojej ponurej budzie/.
  • nessie-jp 06.01.09, 17:55
    O, ale ja protestuję -- mnie z tym oswajaniem nie chodziło o zamianę tygrysa w
    kurę! Wręcz przeciwnie! Chodziło mi o to, żeby Tygrysa -- takiego, jaki jest!!
    -- ktoś pogłaskał, nawet ryzykując utratę ręki :)

    To, o czym ty piszesz, to tresura oraz operacja zmiany gatunku :/ Zadne tam
    oswajanie. Ja bym chciała, żeby Tygrysa oswojono tak po Kiplingowsku, jak tego
    kota, co zawsze chadzał własnymi drogami. Ale jednak zdecydował się na trochę
    pójść własną drogą obok człowieka.

    --
    "Don't put your trust in revolutions. They always come around again. That's why
    they're called revolutions. People die, and nothing changes." -- (Terry
    Pratchett, Night Watch)
  • onion68 06.01.09, 18:18
    Mimo że dostrzegam, w jaki sposób Laura jest krzywdzona, jej samej nie lubię
    jednak. Może jako silnie identyfikująca się przedstawicielka nieasertywnej
    mniejszości ;-)
    W Laurze-dziecku razi mnie jej stosunek do siostry - pełen zimnej złośliwości.
    Wydaje mi się, że konflikty między rodzeństwem są normalne, jeśli pełne emocji -
    rzucanie i przedmiotami, i grubymi wyrazami miało miejsce między mną a siostrą i
    ma miejsce między moimi dziećmi, ale występuje w konkretnych konfliktogennych
    sytuacjach (łazienka, komputer, ciuchy, hałas), a na co dzień jest widoczna
    solidarność i życzenie sobie dobrze. Uważam, że postawa Laury jest nacechowana
    zimną, trwałą i beznamiętną wrogością i nie przekonuje mnie papierosowa scena w
    pociągu. W dorosłej Laurze drażni mnie (choć nie jestem pruderyjna) ciągła
    gotowość do poważnego i natychmiastowego angażowania się w znajomość z prawie
    każdym - chociaż też rozumiem, skąd się to może brać (z niedostatku uczuć
    otrzymanych w domu, co prowadzi do notorycznego poszukiwania tatusia w każdym
    napotkanym facecie).
    --
    I'm a humanist, which means I'm an atheist, the trouble with being an atheist is
    that it lets God off the hook. You really want someone to blame - T. Pratchett
  • onion68 06.01.09, 18:21
    Niemniej, chciałabym, żeby jakoś wyrosła. Wyrosła na kogoś niezależnego od
    rodziny, spełnionego i - pogodzonego ze sobą i ludźmi. Żeby przestała mnie
    drażnić ;)
    Mimo wszystko, Laura jest po prostu chyba jednak "rozwojową" postacią.
    --
    I'm a humanist, which means I'm an atheist, the trouble with being an atheist is
    that it lets God off the hook. You really want someone to blame - T. Pratchett
  • idomeneo 06.01.09, 18:47
    Cytatonion68 napisała:

    gotowość do poważnego i natychmiastowego angażowania się w znajomość z prawie
    każdym


    oj, dziś mi właśnie przeszło przez głowę, że Adam, na którego widok Laura
    rozmaśla się mozartowsko i daje okiełznać złotą nicią, równie dobrze mógł być
    gościem, który ma taką boleściwie romantyczną minę, bo go na przykład kolka
    męczy od rana i aż musiał przystanąć na chwilę. Albo zatrzymał się przy tych
    grajkach, bo mu się nagle przypomniało, ze zapomniał klientowi oddać fakturę, a
    tu trzeba zaraz jechać do szkoły na kółko polonistyczne - i teraz biedny duma
    ciężko, co tu począć.
    --
    Не шалю, никого не трогаю, починяю примус.
  • croyance 06.01.09, 20:25
    A moze mial, hi hi, sraczke :-D
    --
    'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
    violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
    thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
    rejection and pain and misery and loss'
  • meduza7 27.08.09, 13:39
    > oj, dziś mi właśnie przeszło przez głowę, że Adam, na którego widok Laura
    > rozmaśla się mozartowsko i daje okiełznać złotą nicią, równie dobrze mógł być
    > gościem, który ma taką boleściwie romantyczną minę, bo go na przykład kolka
    > męczy od rana i aż musiał przystanąć na chwilę.


    Hahaha, Chmielewska z Autobiografii opisuje, jak to kiedyś, będąc młodą mężatką,
    jechała tramwajem zastanawiając się ciężko, co zrobić na obiad, sznycle, czy
    mielone? I trwała tak w tym zamyśleniu, świata nie widząc, aż nagle jakiś facet
    pochylił się nad nią pytając głosem czułym a namiętnym "Skąd tyle smutku w pani
    oczach?".
    --
    kura z biura
    notatki na marginesie
    Piękne Miśki
  • kkokos 06.01.09, 18:38
    > Zawsze się łudziłam, że
    > kiedy /miałam takie poczucie/ Gabriela nagle "zejdzie", to właśnie
    > Laura okaże się najsilniejszą, zdecydowaną postacią, która wszystko
    > ogarnie, bez roztkliwiania się i męczeńskich min.

    tak, też bym się tego spodziewała. jest jedna szansa dla laury - kariera większa
    od marii callas, wtedy siłą rzeczy nie będzie mogła ugrzęznąć w mamusinych
    papuciach.
    no chyba że pani MM postanowi pokazać, że dla rozkoszy macierzyństwa nawet
    talent większy od marii callas warto zepchnąć na daleki plan.
  • kkokos 06.01.09, 19:21
    pomyślałam sobie jeszcze, że w sumie to wielki sukces, że postać jest tak długo
    i głęboko dyskutowana i że wzbudza tyle emocji, tak różnych (bo gaba na przykład
    też dyskutowana jest na okrągło, ale raczej mało tam przyjaznych postów; z kolei
    np. o celestynie nie gada się wcale, bo wszyscy ją lubią, więc o czym tu gadać)

    a potem pomyślałam jeszcze o innym sukcesie-nie-sukcesie związanym z laurą, nie
    mam zresztą pewności, na ile pani MM się do tego przyczyniła. mam na myśli imię
    Laura (bo że MM wyciągnęła imię Ida z mroków zapomnienia i większość Id
    urodzonych po ukazaniu się IS to zasługa pani MM, nie mam wątpliwości, choć jest
    to - jak w reklamie liona - nie poparte żadnymi badaniami :)) nie wiem, jaki
    wpływ miała pani MM na popularność imienia Laura, może żadnego. ale wczoraj
    mignęła mi w materiale z porodówki w jakimś dzienniku młoda mama o nazwisku
    Szpara, właśnie urodziła córeczkę i nada jej imię Laura. mam nadzieję, że
    dziewczynka będzie nosić inne nazwisko. ale jeśli będzie nazywać się Laura
    Szpara, to być może przekleństwo swojego życia zawdzięcza pani MM, która uważa,
    że Laura Pyziak brzmi dumnie...
  • veranillo 06.01.09, 19:23
    W pewnym sensie rozumiem, co masz na myśli. Laura zawsze budziła we mnie
    mieszane uczucia. Wiem, że gdybym spotkała podobną osobę w rzeczywistości, to
    raczej by mnie irytowała. Ale przy tym to jedna z bardziej charakterystycznych
    postaci Jeżycjady - wyrazista, "pełnokrwista", że się tak wyrażę. Wiadomo było,
    że gdy na scenę wkroczy Laura, to zacznie się przynajmniej dziać coś ciekawego,
    nawet jeśli sama bohaterka będzie zachowywała się niesympatycznie czy irytująco.
    A raczej tak było do tej pory, bo scena rozmowy Laury z Gabrielą w szpitalu mnie
    nie wzruszyła, a raczej zirytowała i wydała mi się mało prawdopodobna. Pisała
    już o tym croyance - nagle Tygrys nawraca się, uświadamia swoje "błędy" i powoli
    zaczyna gloryfikować Gabrysię... Wydaje mi się to zrobione bardzo na siłę. Już
    raczej bym się spodziewała, że w sytuacji szokującej, Laura będzie miała
    problemy ze zwerbalizowaniem swoich uczuć, ale że jakimś czynem (res non verba
    ;) pokaże, że jednak wypadek matki ją "ruszył". To by mi do niej pasowało, a nie
    monolog w stylu: "bo ty byłaś taka dobra, a ja taka zła". Litości!
  • nessie-jp 06.01.09, 19:37
    Fakt, ta rozmowa Laury z matką była idiotyczna. No chyba żeby założyć, że po raz
    pierwszy Tygrys mogła się wygadać, bo Gaba miała szczękę zadrutowaną i nie mogła
    jej miło przerywać ani dzielnymi uśmiechami zbijać z pantałyku...

    Znacznie większe wrażenie zrobiła na mnie scena na schodach -- gdy Laura po
    prostu beczy, a Ignaś ją bez słów pociesza. Tu widać rzeczywistą bliskość,
    prawdziwe zbliżenie! I nie czuć fałszu.

    --
    Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
    Borg, they learn... -- Terry Pratchett
  • truscaveczka 30.08.09, 07:44
    nessie-jp napisała:

    > Fakt, ta rozmowa Laury z matką była idiotyczna. No chyba żeby założyć, że po ra
    > z
    > pierwszy Tygrys mogła się wygadać, bo Gaba miała szczękę zadrutowaną i nie mogł
    > a
    > jej miło przerywać ani dzielnymi uśmiechami zbijać z pantałyku...

    To tylko brzmi tak zabawnie - ale w gruncie rzeczy jest w tym sporo racji. Laura
    miała pewność, że matka będzie słuchać i nie będzie o długich łyżkach opowiadać.
    --
    "Każdy tuman, który nie umie dodawać, twierdzi, że jest humanistą. Każdy
    niechluj, który robi błędy ortograficzne, twierdzi, że jest umysłem ścisłym."
    /znalezione w internecie/
    http://trus.m-bit.pl/syg/dziergam.pnghttp://trus.m-bit.pl/syg/gledze.pnghttp://trus.m-bit.pl/syg/pichce.png
  • croyance 06.01.09, 20:27
    Co by rowniez pasowalo, gdyby Laura przezywala ambiwalentne uczucia -
    czyli martwila sie o matke, denerwowala, ale i byla zla, ze 'znowu
    wszystko wokol niej'.
    --
    'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
    violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
    thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
    rejection and pain and misery and loss'
  • papieska_kremowka 11.01.09, 13:09
    > Obawiam się też, że niebawem
    > zobaczymy "oswojonego i udomowionego" Tygrysa z radością
    > podcierającego ulewjące własne stado niemowlaków /genialnych/ -
    > Tygrys zostanie kurą domową i ciapą bez charakteru:(

    Piekielnie się tego boję. Biedny Tygrys, powinna zwiewać jak najdalej, a teraz pewnie wtopi się w ramach ekspiacji w to lukrowane rodzinne piekiełko.
    --
    On second thought, let's not go to Camelot. It is a silly place.
  • seidhee 26.08.09, 12:51
    Dla mnie taka ironiczna, zdystansowana i raczej zagubiona Laura to ideał ;)
    Chyba jedyna postać z Jeżycjady, z którą mogłabym się zaprzyjaźnić. Chyba
    najbardziej podobała mi się taka zbuntowana, z zielonymi włosami - choć
    oczywiście MM przedstawiła ten bunt wyjątkowo karykaturalnie. Ja bym widziała
    Laurę dalej taką kolorową (niekoniecznie zawsze już zielonowłosą ;) ),
    śpiewającą w jakiejś alternatywnej formacji muzycznej, imprezującą, niepokorną.
    Łagodzenie jej wizerunku w Sprężynie mnie drażni, bo moim zdaniem nie ma czego
    łagodzić - w końcu, co właściwie jest takiego strasznego w Laurze? Że pyskuje?
    Dziewczyna przyzwoita i porządna do mdłości, a jak tylko okaże trochę
    charakteru, to zaraz MM dopisuje jakąś scenę, w której okazuje się, że ma
    gołębie serce, a reszta to maska.
    A przy okazji, witam forumowiczki i forumowiczów, to jest chyba mój pierwszy wpis :)
  • jamniczysko 26.08.09, 12:56
    Przy świeżym wątku o "dobrym człowieku" zaczęłam się zastanawiać, z
    którą z Jeżycjadowych postaci ja mogłabym się zaprzyjaźnić. Doszłam
    do wniosku, że z Laurą i może jeszcze z Anielą.
  • kotbert 26.08.09, 13:54
    A ja właśnie Laury nie lubię. Lubię postaci wyraziste - i Laura bez wątpienia
    taka jest. Ale poza tym ma w sobie złość i agresję, a to mnie zawsze odrzuca. Co
    innego powiedzieć komuś złośliwość, którą obie strony potraktują z humorem - a
    co innego walnąć cios między oczy. Dalej - nie znoszę ludzi kapryśnych oraz
    takich, którzy wykorzystują słabość innych. I jeszcze takich, z którymi nie da
    się po prostu rzeczowo porozmawiać.
    A ponadto cała historia z Wolfim odrzuciła mnie od tej pannicy na taką
    odległość, że przepadło.
    Podsumowując - z pewnością ożywia Jeżycjadę, natomiast w realnym życiu
    trzymałabym się od niej jak najdalej.

    --
    kotbert
  • lezbobimbo 26.08.09, 15:55
    Laura jako postac jest straszliwie posiekana przez MM wiec nie moge jej lubic -
    uwazam za zmarnowany bardzo potencjal i niemalze mord literacki :(
    Z wesolej psotniczki-Tygrysiczki w Noelce zrobic nieznosna zlodziejke, a potem
    jeszcze jej to wypominac, lol - i taka niby buntownicza a najbardziej
    borejkowska z tych wszystkich zimnych snobow.
    Udobrzenie zlej Laury juz sie zaczyna, wiec mozna sie pozegnac nawet z
    sekutnica. CP na szczescie nie czytalam wiec nie znam :P

    A przyjaznilabym sie tez z Idusia, Aniella, Juleczka i mama Zakowa :)
    Dwie ostatnie niepopsute, a dwie pierwsze popsute tylko troche, odsuniete na
    boczny tor i sluzace jako jakze komiczne sidekicks, ale jeszcze da sie je lubic
    i myslec o nich jak o tych ze Starej Jezycjady :)

    --
    testing: http://www.sesja.neostrada.pl/image014.gif
  • lezbobimbo 26.08.09, 16:01
    O i jeszcze zaprzyjaznilabym sie z Elka, zniknieta w czarnej dziurze a wiec
    przez to niepopsuta, wyrazista wsciekliczka :) Mam nadzieje, ze to ona wiedzie
    prym w stadle i ze Tomcio nie cytuje w kolko wierszy poczciwych, ale tez i sam
    tworzy ochoczo a rubasznie jak onegdaj (jedna myszka drugiej myszce,
    przybrudzony aniolek iskajacy sie w windzie itd :)

    I z Roma pokrzywdzona tez bym chciala sie znac, zjadliwie bysmy krytykowaly
    wszystkie otoczenie ;)

    --
    testing: http://www.sesja.neostrada.pl/image014.gif
  • kkokos 26.08.09, 13:56
    o, a ja bym się spokojnie mogła zaprzyjaźnić z idą - kawał cholery z
    niej, ale fajnej cholery, z jajami i z pazurem.
    z laurą trochę mniej, bo to zapewne trudna przyjaciółka, trochę za
    bardzo skierowana na siebie - natomiast egocentryzm anieli już mi
    mniej przeszkadza, bo bardziej powierzchowny on jest i łatwiej
    przyjmuje się go jako dobrodziejstwo inwentarza, zresztą aniela
    raczej przełknęłaby przyjacielski ochrzan, a laura niekoniecznie
  • kotbert 26.08.09, 13:58
    O, wyraziłaś to, co ja chciałam. Ida - tak - cholera, ale fajna. Tygrys - nie -
    tej Idowej fajności zupełnie nie ma, jest tylko cholera.


    --
    kotbert
  • dakota77 26.08.09, 15:02
    Zgadzam sie. Ja tez moglabym zaprzyjaznic sie z Ida:)
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • mim_bla13 26.08.09, 15:13
    A ja tam Laurę lubię.. i drżę aby pani MM nie zrobiła z niej
    kolejnej 'idealnej gosposi' ganiającej z poświęceniem pomiędzy
    nocniczkiem, kipiącą kaszką, i innymi, równie ciekawymi zajęciami..
    Brr, straszna wizja stłamszonego, udomowionego Tygryska. Laura ma
    osobowość niezwykle barwną i taką bym ją z chęcią widziała w
    następnych tomach;)
  • kotbert 26.08.09, 15:17
    Hmm, ale przecież jest pełna rozpiętość skali pomiędzy anielsko dobrą i do bólu
    gospodarną panią domu, a agresywnym i aroganckim babsztylem :]
    --
    kotbert
  • the_dzidka 03.09.09, 13:55
    > Hmm, ale przecież jest pełna rozpiętość skali pomiędzy anielsko
    dobrą i do bólu
    > gospodarną panią domu, a agresywnym i aroganckim babsztylem :]

    Nie u MM :)

    --
    Dzidka

    Zdzisiek szuka domu
  • jamniczysko 26.08.09, 15:19
    O, ja też.
    Laura, tak mniej więcej od "Tygrysa i Róży" (bo Laura bachor wkurza
    mnie okrutnie) jest mi bardzo bliska. Przychodzi mi teraz na myśl,
    że pewnie sama wzbudzam w bliźnich tyle antypatii, co ona...

    A już szczególnie bliska jest mi jej reakcja na próbę
    ubezwłasnowolnienia ze śpiewaniem Naszpanu. Sama bym tak zrobiła.
  • staua 26.08.09, 15:46
    Lubie Tygrysa, ale denerwuje mnie, ze ciagle jest chora! Oprocz
    "Sprezyny" - w trzech ksiazkach, gdzie wystepuje jako wazniejsza
    postac, czyli NiN, TiR oraz Zaba, jej choroby sa drobiazgowo
    opisywane i bardzo wazne dla fabuly. Czy MM sugeruje, ze maja one
    podloze psychosomatyczne? Ale grypa i ospa chyba nie moga? Migreny
    moze tak.
    Adam jest dla mnie (juz o tym pisalam) mdly i nudny. Podejrzewam
    wiec, ze ma szanse zostac tym wlasciwym, niestety.

    --
    "A large population of people, often with well-developed literary
    and scholarly tastes, [...] have been educated far beyond their
    capacity to undertake analytical thought" - Richard Dawkins
  • mama_kotula 26.08.09, 16:48
    CytatLubie Tygrysa, ale denerwuje mnie, ze ciagle jest chora!

    CytatCzy MM sugeruje, ze maja one podloze psychosomatyczne?

    Ja raczej bym była bliższa teorii "choroba jako kara za to, że jesteś ZUAA". Masz złe myśli, chcesz szukać tego twojego strasznego ojca - buch, grypa!! Kradniesz siostrze dowcip - buch, ospa!! i tak dalej.


    Laurę lubię, do tej pory się z nią identyfikuję (nota bene też posiadam świętą nieskalaną siostrę oraz świętą nieskalaną matkę), i jak mi teraz pani MM zamieni drapieżnego Tigera w jakąś nędzną udomowioną łagodną jellyfish, to będę bardzo zła.

    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • mim_bla13 26.08.09, 17:02
    A może MM opisując tak strasznie szczegółowo choroby Laury, po raz
    kolejny pokazuje, że ona taka wrażliwa na swoim punkcie? Nie
    hipochondria, tylko takie tkliwe użalanie się nad sobą.. Choroba
    chrobą, ale dzielna Pyzunia zniosła swoją ospę w milczeniu a Laura
    tak przeżywa i lamentuje nad sobą że aż trza o tym powiadomić
    dokładnie czytelników..
  • mama_kotula 26.08.09, 17:14
    Cytatdzielna Pyzunia zniosła swoją ospę w milczeniu a Laura
    tak przeżywa i lamentuje nad sobą że aż trza o tym powiadomić
    dokładnie czytelników.


    A to też możliwe.

    Bo "użalanie się nad sobą" podczas choroby jest niemile widziane. To wszakże koncentracja na własnej osobie, a koncentracja na własnej osobie to egocentryzm, egoizm i inne ego-cośtam, które z definicji są przejawem podłości wcielonej i złego charakteru.

    Kobieta ma chorobę znosić w milczeniu, zresztą, jakie to cierpienie, to tylko grypa (ostatnia moja grypa nieomal mnie zmiotła z powierzchni ziemi, ale przecież to tylko grypa, prawda), to tylko ospa (phy, ospa, co taka zje...!). Przecież wystarczy wziąć tabletkę przeciwgorączkową i można iść myć wannę, a nawet trzeba, bo sama się nie umyje, nieprawda. Do koncentracji na własnej osobie kobieta ma prawo wyłącznie w stanie błogosławionym, ponieważ - jak wiadomo - inkubator trzeba utrzymywać w dobrym stanie i nie dopuszczać do awarii. Prawo do koncentracji automatycznie wygasa w momencie wyparcia dzieciątka. Wygasa, ponieważ niezależnie od tego, czy ma nawał, czy spała dzisiaj 4 godziny, czy ciągną ją szwy na dupsku - ma być uśmiechnięta i prezentować dzidzię zachwyconej rodzinie, która to rodzina z momentem wyparcia dzieciątka zwykle automatycznie przestaje się interesować inkubatorem, znaczy się jego matką.



    Oczywiście, jak wiadomo wszem i wobec, mężczyzna ma pełne prawo umierać na kanapie przez 3 dni z powodu kataru i stanu podgorączkowego 37,3.


    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • andrzej585858 26.08.09, 18:02
    mama_kotula napisała:

    >
    > Oczywiście, jak wiadomo wszem i wobec, mężczyzna ma pełne prawo umierać na kana
    > pie przez 3 dni z powodu kataru i stanu podgorączkowego 37,3.
    >
    Zbyt pochopna opinia pozwolę sobie powiedzieć. Mnie akurat to czasem na siłę
    pakują do łóżka - nie cierpię chorowania i leżenia w łóżku - dopiero 40 stopni
    zwalało mnie z nóg - ale to tez podobno niedobrze bo kompletnie nie dbam o zdrowie.
    Tak więc nie każdy mężczyzna ma takie same cechy, no a poza tym czyz nie jest to
    taki sam stereotyp jak w przypadku dowcipów o słynnych blondynkach?
  • mama_kotula 26.08.09, 19:26
    Andrzejku, ale nie zauważyłeś, że cały mój poprzedni post był ironicznym
    stereotypem? ;-)

    Żartem - dla mnie mężczyźni dzielą się na dwie kategorie - ci umierający przy
    stanie podgorączkowym i ci, którzy z gorączką 40st. i ropiejącym wrzodem idą do
    pracy, bo jeszcze są w stanie chodzić.

    Poważnie, nigdy nie spotkałam kategorii pośredniej :D:D

    --
    I'm weird, but I'm not strange :)
  • andrzej585858 26.08.09, 20:12
    mama_kotula napisała:

    > Andrzejku, ale nie zauważyłeś, że cały mój poprzedni post był ironicznym
    > stereotypem? ;-)

    A zauważyłem, zauważyłem :-)))
    >
    > Żartem - dla mnie mężczyźni dzielą się na dwie kategorie - ci umierający przy
    > stanie podgorączkowym i ci, którzy z gorączką 40st. i ropiejącym wrzodem idą do
    > pracy, bo jeszcze są w stanie chodzić.
    >
    > Poważnie, nigdy nie spotkałam kategorii pośredniej :D:D

    Faktycznie, a na to to znowu ja uwagi nie zwróciłem - rzeczywiście tak jest -
    jeżeli chodzi o zdrowie to jakoś nie potrafię trochę chorować ani trochę być
    zdrowym . Czyli typowy facet .
  • skrzydlate.bobry 26.08.09, 21:54
    > mama_kotula napisała:
    > > Żartem - dla mnie mężczyźni dzielą się na dwie kategorie - ci umierający
    > przy
    > > stanie podgorączkowym i ci, którzy z gorączką 40st. i ropiejącym wrzodem
    > idą do
    > > pracy, bo jeszcze są w stanie chodzić.
    > >
    > > Poważnie, nigdy nie spotkałam kategorii pośredniej :D:D

    Żadne to żarty, szczera prawda, pani kochana, szczera prawda. Też zauważam te
    prawidłowość. Albo ucieka ze szpitala w kapciach, jak tylko odzyska przytomność,
    albo "umiera" na katar (co nie oznacza z automatu, że pójdzie do lekarza z
    zapaleniem płuc - będzie "umierał" w domu).
  • rozdzial43 26.08.09, 22:16
    skrzydlate.bobry napisała:

    > albo "umiera" na katar (co nie oznacza z automatu, że pójdzie do lekarza z
    > zapaleniem płuc - będzie "umierał" w domu).

    Pierwszą oznaką zbliżającego się "umierania" jest ostentacyjne szeleszczenie
    tabletkami i trzaskanie drzwiami do szafki z lekami.
  • skrzydlate.bobry 26.08.09, 22:22
    rozdzial43 napisała:

    > Pierwszą oznaką zbliżającego się "umierania" jest ostentacyjne szeleszczenie
    > tabletkami i trzaskanie drzwiami do szafki z lekami.

    ???
    Wie, gdzie jest szafka z lekami i co ma zażyć? To nie może być prawdziwy
    mężczyzna! Podszywa się!
  • meduza7 27.08.09, 14:03
    > Wie, gdzie jest szafka z lekami i co ma zażyć? To nie może być prawdziwy
    > mężczyzna! Podszywa się!

    Zgadzam się w stu procentach. To baba jak nic!

    Sztandarowa odzywka mojego męża, gdy ma wziąć jakąś tabletkę (nie uwierzycie,
    ale on tak na serio!):

    Muuuuszę? Weź ty za mnie!
    --
    kura z biura
    notatki na marginesie
    Piękne Miśki
  • verdana 27.08.09, 18:59
    Moja córka byla świadkiem rekordu świata w kategorii "mężczyzna
    niezniszczalny".
    Po dwóch godzinach wykladu, 15 minut przed koncem, profesor
    rzekł "Przepraszam, ze skończe nieco wczesniej, ale jestem trochę
    zmęczony, wczoraj wszczepili mi rozrusznik serca".
    O!
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • truscaveczka 30.08.09, 08:07
    Prawdziwy mężczyzna mówi "daj mi witaminę C i powiedz czy mam zazyć o 8 czy
    raczej o 9" :DDDDDDDDDDDDD
    --
    "Każdy tuman, który nie umie dodawać, twierdzi, że jest humanistą. Każdy
    niechluj, który robi błędy ortograficzne, twierdzi, że jest umysłem ścisłym."
    /znalezione w internecie/
    http://trus.m-bit.pl/syg/dziergam.pnghttp://trus.m-bit.pl/syg/gledze.pnghttp://trus.m-bit.pl/syg/pichce.png
  • lezbobimbo 26.08.09, 17:24
    mama_kotula napisała:
    > Ja raczej bym była bliższa teorii "choroba jako kara za to, że jesteś ZUAA".
    Ma> sz złe myśli, chcesz szukać tego twojego strasznego ojca - buch, grypa!! Kradni
    > esz siostrze dowcip - buch, ospa!! i tak dalej.

    Teoria wielce kuszaca, ale nie sprawdza sie chyba - bowiem MM chorobami obdziela tez
    reszte bohatyrow.
    Sama Pyza rowniez miala te ospe. Gaba - skrzep w nodze. Mila - tenze sam skrzep
    (przechodni), przedwczesna siwizna i rece nie dosc ze zniszczone szorowaniem to
    i pogiete reumatyzmem. Ignac - demencja, paranoja, wiencowki i tabletki plus
    spektakularny stan przedzawalowy na oczach Tygrysicy. Nutria - nerwica oraz
    grypa, kiedy Idusia stawia jej banki oraz molestuje ja Amerykanin o kluseczki.
    Dzieci - zabkujaco-ulewajace i ulegajace drobnym wypadkom (od zarowki po
    szerszenie). Zaba - poharatany jezyk.
    Wniosek nasuwa mi sie taki, ze MM jest nieco turpistka oraz lubi pisac o
    chorobach (patrz smakowite opisy Idusi).

    <i jak mi teraz pani MM zamieni drapieżnego Tigera w jakąś nędzną <udomowioną
    łagodną jellyfish, to będę bardzo zła.

    To juz szykuj szable i ostrz kly, bo Sprezyna dobrze nie rokuje - Laura juz
    grucha do ulewajacego Ziutka, juz nici zlotego dobra ja oplataja i juz ma glos
    slodki jak ulepek, gdy spiewa.
    W McDusi Tygrys juz bedzie, jak tu ktoras z drogich forumowiczek napisala,
    calkowita zona stepfordzka, polerujaca klamki i w ciazy z trojaczkami (godzaca
    to jakos z kariera w operetkach szkolnych :)
    Tigera to sama MM najwyrazniej nie lubi i pisze o niej w kolko glownie po to,
    aby miec kogo potepiac ;) A dlaczego - a to dla wychowania targetu, ze w zyciu
    wypada byc slodziutka i bezwolna jak Pyzunia, a takiego zlego Tygrysa nikt nie
    lubi, bo nie dosc ze pyskuje mamie to jeszcze buntowniczo je kisiel! I przez to
    zaden chlopak na nia nie leci, chociaz ma potezna urode, bo takiej jaszczury to
    nikt nie zechce (LMAO:)

    --
    Pomóz tez 300 ostatnim polskim Rysiom!
  • mama_kotula 26.08.09, 17:35
    Bimbo, ale Laurze choroby przydarzają się głównie wtedy, gdy knuje coś złego. Np. zamierza szukać ojca albo wyjechać z domu z kandydatem, którego rodzina nie akceptuje.

    Oooo, mam jeszcze inną teorię. Choroba jako ostrzeżenie - bo zaczynała się z reguły jeszcze przed złym czynem (poza ospą ;)), jako omen, jako przepowiednia, jak to się nazywa... no znak czy inne mistyczne cuś.

    A kły naostrzę. Bo ostatnio się cholernie tygrysiasta zrobiłam i gryzę, drapię i tego, no.. jak to było? nie mogę być tak dobra jak Pyzunia, kłuję, jak tylko się mnie dotknie. No k.wa nie mogę, sorry.


    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • mamarcela 26.08.09, 18:01
    Czasami zdarza się tak, że matki rodzą kompletnie "cudze" dzieci i wtedy nie
    jest dobrze, ani dla matek, ani dla dzieci. Tak jest w przypadku Gabrysi i Tygrysa.

    A ja to znam z autopsji, bo sama się zupełnie "cudza" własnej matce urodziłam i
    chociaż od tamtej pory minęło tysiące lat to ta "cudzość" zamiast maleć narasta
    i spiętrza się. Każda, każdziusieńka cecha jej charakteru jest u mnie kompletnie
    odwrotna. Psychicznie i emocjonalnie jesteśmy negatywami jedna drugiej.

    Sama na szczęście urodziłam "własne" dzieci i chociaż bywają bardzo męczące, a
    córka jako skrzyżowanie Laury Pyziak z Ida Borejko mniej więcej raz na tydzień
    doprowadza mnie na skraj apopleksji, to ich "okropność" jest moją własna
    "okropnością", którą ja rozumiem i szanuję.

    Co więcej wraz z tym jak moje dzieci dorastały zrozumiałam, że podział na
    "własne" i "cudze" rozciąga się także na ich przyjaciół i znajomych. Że
    wspaniale się dogadywałam z niejakim Pawełkiem, po którego każdej wizycie
    dochodziłam do siebie trzy dni, a dom wymagał generalnego remontu, natomiast
    niejaka Ania - cicha, spokojna i bezkonfliktowa - doprowadzała mnie po godzinie
    do stanu, w którym rzucałam ciężkimi przekleństwami pod nosem do własnego
    odbicia w lustrze.

    Myślę, że Laura zwana Tygrysem jest "cudzym" swoim dzieckiem Gabrielli i
    "cudzym" nieswoim dzieckiem MM. I dlatego jest opisywana tak jak jest opisywana
    nie tylko absolutnie bez sympatii, ale także bez znajomości tematu urodziwych
    jaszczurek z podłym charakterem. I dlatego moim zdaniem cały anturaż otaczający
    postać Laury jest mało wiarygodny.


    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • rozdzial43 26.08.09, 19:07
    mamarcela napisała:

    > Czasami zdarza się tak, że matki rodzą kompletnie "cudze" dzieci i wtedy nie
    > jest dobrze, ani dla matek, ani dla dzieci. Tak jest w przypadku Gabrysi i Tygr
    > ysa.
    >
    > A ja to znam z autopsji, bo sama się zupełnie "cudza" własnej matce urodziłam i
    > chociaż od tamtej pory minęło tysiące lat to ta "cudzość" zamiast maleć narasta
    > i spiętrza się. Każda, każdziusieńka cecha jej charakteru jest u mnie kompletni
    > e
    > odwrotna. Psychicznie i emocjonalnie jesteśmy negatywami jedna drugiej.
    >

    A ja - za pozwoleniem - nie wierzę i nie chcę wierzyć w żaden determinizm
    genetyczny i co do zasady neguję biologiczne podejście do rozwoju osobowości.

    Wiem, wiem, że mądre filozofy i doktory ciągle się wykłócają i licytują: geny
    czy wychowanie i ciągle nic nie wymyśliły konkretnego i ostatecznego.

    Człowiek nastawiony optymistycznie i aktywnie podchodzący do swego losu musi -
    moim zdaniem - założyć, że genetyka tylko w części odpowiada za nasze zachowanie.

    Dlatego nie zgadzam się z koncepcją, że można urodzić "cudze" swoje dziecko.
    Naturalne jest przecież, że aby sprawnie funkcjonować (na początku tylko w
    rodzinie) musisz zmieniać się i dostosowywać. Musi na skutek tych codziennych
    mechanizmów wykształcić się jakaś wspólnota wartości,poglądów.

    Zgadzam się z tym, że nasze dziecko może się od nas różnić zasadniczo wrodzonym
    temperamentem, ale to za mało, żeby uznać, że dziecko jest "cudze". Za dużo jest
    wypracowanych w trakcie długoletniego wychowania "wspólności". Dlatego - w mojej
    ocenie - taka totalna inność, obcość, czy - jak poetycznie ujęłaś - "cudzość" ma
    głębsze powody i w czym innym tkwi główna przyczyna, nie tylko w temperamencie.

    Oczywiście wszystkie te spostrzeżenia należy zawiesić na czas dojrzewania
    temperamentnego dzieciątka, ale to już zupełnie inna para kaloszy :)
  • mamarcela 26.08.09, 20:17
    A widzisz tu się na pewno nie zgodzimy, bo mnie się samo słowo "wychowanie"
    kompletnie źle kojarzy I oczywiście mojej jedynej matce udało się mnie wychować
    na w wielu kawałkach na wzór i podobieństwo swoje, co więcej koniunkturalnie się
    nawet specjalnie przeciwko temu wychowaniu nie buntowałam, się po prostu
    "zamkłam w sobie" i przy najbliższej okazji uciekłam od niej, gdzie pieprz
    rośnie. I dopiero wtedy jak już uciekłam i się z wpływów owego wychowania
    otrząsnęłam to się okazało jak bardzo jesteśmy "cudze". I to wcale nie jest w
    przypadku mojej matki i moim absolutnie różnica temperamentów, bo akurat
    temperamenty to mamy obie od jednej cholery. To jest kwestia absolutnego braku
    porozumienia. I kompletnie innego spojrzenia na świat. Mimo, że przecież
    podstawowe wartości wyznajemy podobne - nie kradniemy, nie zabijamy, nie
    chodzimy do kościoła, jesteśmy dobrze wychowane, cenimy wykształcenie, a na
    wigilię nie podajemy barszczu tylko grzybową itd.


    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • rozdzial43 26.08.09, 21:50
    mamarcela napisała:

    > A widzisz tu się na pewno nie zgodzimy, bo mnie się samo słowo "wychowanie"
    > kompletnie źle kojarzy

    A wychowanie swoich własnościowych dzieci...- w tym kontekście też Ci się
    pojęcie "wychowanie" źle kojarzy...?

    I dopiero wtedy jak już uciekłam i się z wpływów owego wychowania
    > otrząsnęłam to się okazało jak bardzo jesteśmy "cudze".

    Moim zdaniem świadczy to jak najlepiej o zdrowiu fizycznym, umysłowym i
    moralnym. To co piszesz - dla mnie - oznacza, że nastąpiła dojrzałość dziecka,
    doszło do nieodwracalnego odcięcia pępowiny i całkowitej samodzielności córki.
    Co z kolei prowadzi do wniosku - w mojej ocenie - że proces wychowawczy odniósł
    sukces: doprowadził do powstania samorządnej, niezależnej i samofinansującej się
    jednostki (kurczę, jak za dawnych lat przedsiębiorstwo państwowe, ale mam
    naleciałości).

    A że mama i córka nie zaprzyjaźniły się jako dorosłe osoby? Cóż, przyjaciel
    rzadki ptak, zawsze tak uważałam. Dlaczego w rodzinie miałoby być inaczej?

    A podawanie jednakowej zupy w Wigilię jest rozczulające.
  • verdana 26.08.09, 22:47
    A dla mnie samodzielność nie równa się ucieczce. Ucieczka nie jest
    do konca samodzielnoscia jednak, bo resztę zycia spędza sie nie
    samodzielnie, ale "wbrew". To wcale nie jest odcięcie pępowiny,
    przeciwnie - ona jest, tyle że dusi, zamiast odxywiać, ze się tak
    melodramatycznie wyrażę. .
    I nie wierze w "cudze" dzieci - wierze natomiast w dobra wolę
    połączona z nieudolnoscią wychowawcza, ktora prowadzi do kompletnej
    nieumiejetnosci porozumienia sie z dzieckiem. A jeszcze bardziej
    wierzę po prostu w nienajlepsze matki, dla ktorych kazde dziecko
    będzie "cudze".
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • rozdzial43 27.08.09, 21:25
    verdana napisała:

    > A dla mnie samodzielność nie równa się ucieczce. Ucieczka nie jest
    > do konca samodzielnoscia jednak, bo resztę zycia spędza sie nie
    > samodzielnie, ale "wbrew". To wcale nie jest odcięcie pępowiny,
    > przeciwnie - ona jest, tyle że dusi, zamiast odxywiać, ze się tak
    > melodramatycznie wyrażę.

    Zgoda co do tego, że samodzielność nie równa się ucieczce. Ale często bez
    ucieczki nie ma samodzielności. Jest bowiem pewna grupa rodziców starająca się
    usidlić dorosłe dzieci, uzależnić, wciągnąć w lepką pajęczynę emocjonalnych
    uzależnień, współuzależnień, poczucia winy i wspólnoty z rodzicami.

    Może coś takiego stało się właśnie z Gabą? NIe usamodzielniła się biedaczka
    nigdy, nawet po drugim zamążpójściu, a rodzic na peronie z okazji przybycia z
    Cypru młodszej córki wywrzaskiwał "Gaba".

    Czyli ucieczka musi w niektórych wypadkach poprzedzać dorosłość i samodzielność.

    Jest też oczywiście inna grupa rodziców, którzy jak najszybciej wykopują swoje
    jeszcze nieprzygotowane do tego dzieci z domu, zmuszają do usamodzielnienia się
    i w sumie to mnie bardziej smuci.
  • verdana 27.08.09, 22:44
    Samodzielność nie oznacza zerwania z rodzicami, tylko
    uniezaleznienie sie od ich osądow i wyborow. Osoba, ktora ucieka,
    moze nie mieć z rodzicami kontaktu, stale jednak mysli o tym, aby
    się od nich różnic. I w tym jest bardziej zalezna, niż osoba, ktora
    codziennie rozmawia z rodzicami przez telefon, ale robi, cosama
    chce.
    Gaba, nawet uciekajac, starałaby się najwyżej nie być "jak
    Borejkowie", co tez nie oznacza bycia sobą.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • emae 27.08.09, 11:24
    Hm... Spróbuję napisać, nie cytując dosłownie mojej wypowiedzi z innego wątku
    poświęconego Laurze.

    Od samego początku, czyli od "Noelki", miałam do Laury szczególny sentyment,
    jakim nie obdarzyłam żadnej innej postaci w całej Jeżycjadzie. Stworzyłam nawet
    wówczas coś w rodzaju fanfika - cała Wigilia z punktu widzenia Laury :) Przez
    niemal wszystkie późniejsze tomy mój sentyment nie osłabł. Nie przeszkadzało mi
    absolutnie to, że Laura jest kreowana na postać niekoniecznie pozytywną.
    Przyznam nawet, że mam słabość do takich postaci. Zupełnie jak Robrojek do Anieli :D

    Hm, Laura jest prawie w moim wieku, ma ciekawy i daleki do doskonałości
    charakter - w sumie jesteśmy dość podobne, w dodatku nosi prześliczne imię,
    pięknie śpiewa i wygląda zjawiskowo :) Kiedy na maturze dostałam temat "Z jaką
    postacią literacką chciałabyś się zaprzyjaźnić?", bez wahania opisałam właśnie ją.

    Kiedy przeczytałam "Język Trolli", zrobiło mi się bardzo przykro, że takie
    dziwne, najeżone i zagubione podskubane indywiduum wyrosło z mojej Laury. W
    "Żabie" odetchnęłam z ulgą i do końca już przyjmowałam wszystko, co zrobi i
    powie Laura, ze spokojem i akceptacją - tak jakby robiła to moja siostra. Nie
    podobało mi się tylko jej zachowanie wobec Bodzia. Mam w bliskim otoczeniu
    bardzo podobną relację, i jest ona dla mnie szczególnie przykra. Laura traktuje
    Bodzia zimno i nieuprzejmie tylko dlatego, że jest inny od niej. A przecież
    Bodzio nie jest zły ani jakiś strasznie dziwny, po prostu nie jest Borejkiem :)

    Laurę w "Sprężynie" bardzo lubię i identyfikuję się z nią chyba jeszcze bardziej
    niż dotychczas. Ogromnie cieszy mnie jej śpiewanie - to taki wspólny mianownik
    dla nas obu :) Też wysoki sopran!
  • mim_bla13 27.08.09, 14:19
    Hmm.. no ja też się z Laurą często identyfikuje ale nie wiem czy by
    była taka przyjaźn możliwa.. Dwie z takim charakterkiem, toż to
    masakra;) A co do Bodzia to po prostu, straszny był z niego
    minimalista. Jakby mi ktoś krytykował ulubionego poetę, czy wogóle
    artystę, bez użycia rozsądnych argumentów, na podstawie jedynie
    opinii rozczochranego indywiduum ze szklanego ekranu- oczy bym
    wydrapała;D
  • mama_kotula 27.08.09, 18:42
    CytatJakby mi ktoś krytykował ulubionego poetę, czy wogóle
    artystę, bez użycia rozsądnych argumentów, na podstawie jedynie
    opinii rozczochranego indywiduum ze szklanego ekranu- oczy bym
    wydrapała;D


    Jakie to są "rozsądne argumenty"? Konkret ;-P

    Dla mnie wystarczy argument "mnie to nudzi" (a na tym, zdaje się, bazowała argumentacja Bodzia i Wolfiego - indywiduum ze szklanego ekranu było jedynie dla poparcia tej tezy? przypomnijcie, bo nie kojarzę do końca).

    Dopuszczam możliwość, że ktoś ma inne zdanie o czymś, co lubię. I oczu nie wydrapuję za to, że ktoś nazywa Fallouta durnowatą nudną strzelanką.




    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • verdana 27.08.09, 18:53
    O, wybacz.
    Jak ktos mi mowi, ze "Diablo" jest nidne - moze byc, nie zrozumiem,
    ale kontaktow nie zerwę. Ale jak ktos mnie pyta jak ja, osoba z
    wyksztalceniem, mogę wyczekiwać części III Diablo, to ja z takim
    osobnikiem się nie bawię.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mama_kotula 27.08.09, 19:04
    CytatAle jak ktos mnie pyta jak ja, osoba z wyksztalceniem, mogę wyczekiwać części III Diablo, to ja z takim
    osobnikiem się nie bawię.


    Ale jak ktoś tak pyta, to nie krytykuje Diablo, tylko krytykuje ciebie, si? Z takim to ja się też nie bawię, choć bliższe prawdy będzie - walimito ;-). Ot, moja mamuś widząc moje dzisiejsze "dzieło" we Flashu stwierdziła, że ona nie kuma, jak stara baba może tracić czas na takie bzdury. No i tu owszem, doszło do yyy wymiany zdań. Natomiast jakby mi powiedziała, że jej się nie podoba - ok, mamy inny gust. Mnie się tam mój zmutowany smok podoba ;-).

    I tak samo, jak ktoś powie, że Diablo to nuda, dno i w ogóle kicha, no to co, zabić? Nie. Po prostu przyjmuję, że Diablo mu się nie podoba.

    Inna sprawa, że nie pamiętam dokładnie, jak przebiegała rozmowa między Bodziem, Wolfim i Laurą, a z racji remontu nie dokopię się teraz do CP. Może rzeczywiście chodziło o krytykę Laury, a nie samego Adasia.

    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • rozdzial43 27.08.09, 21:01
    mama_kotula napisała:

    > Mnie się tam mój zmutowan
    > y smok
    podoba ;-).
    >

    niezły, nie powiem. Ale gdzie ci on zmutowany?
  • mama_kotula 27.08.09, 21:18
    rozdzial43 napisała:

    Cytat gdzie ci on zmutowany?

    No wiesz - posiada jedno skrzydło, nie ma w ogóle zębów i niczego innego w jamie ustnej, a skrzydła wyrastają mu pod ramionami, Mięśnie ud podczas pracy ulegają zwężeniu, ale się nie wydłużają. I jeszcze parę rzeczy by się znalazło. A ty mówisz, że on nie zmutowany? ;-P

    No ale - jak na pierwsze ćwiczenie we Flashu ujdzie. Tyle, że ja perfekcjonistka jestem i pewnie go jeszcze 20 razy poprawię, zacznę studiować podręczniki anatomii i ruchu itp. (oczywiście pod warunkiem, że doba się wydłuży do 72 godzin).


    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • rozdzial43 27.08.09, 21:34
    mama_kotula napisała:

    > rozdzial43 napisała:
    >
    > Tyle, że ja perfekcjonistk
    > a jestem
    >

    No właśnie już jakiś czas temu chciałam Ci powiedzieć, że to mi się rzuca w te
    pozbawione blasku podkrążone oczy.
    Bardzo lubię perfekcjonistki, co tu kryć, sama tak grzeszyłam i czasem jeszcze
    grzeszę (siła natury), ale już teraz wiem, że w większości wypadków lepiej było
    sobie i innym odpuścić.

    Taka to była ogólna refleksja natury egzystencjonalnej, ale oczywiście nie
    odnosi się ona do kwestii smoka, który po Twoich wyjaśnieniach widzi mi się
    teraz bardzo niedoskonały i wymagający wielu poprawek.:)))
  • mama_kotula 27.08.09, 21:38
    Ja nie odpuszczam. Albo coś robię perfekcyjnie, albo nie robię wcale :)

    Smok jest niedoskonały, oczywiście. Teraz muszę go jakiemuś specjaliście od flasha pokazać, aby mnie wdeptał w ziemię w kwestiach technicznych :D
    A potem z tej ziemi się będę wznosić wysoko i jak najwyżej, w tempie piorunującym ;).


    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • juliet88 27.08.09, 18:43
    Ja tam nie dostrzegłam żadnej szczególnej metamorfozy Laury, dla mnie ciągle
    jest tak samo rogata jak była - wystarczy wspomnieć zachowanie wobec Łusi na
    końcu "Sprężyny". Scena przy szpitalnym łóżku wynikła moim zdaniem z ogromnego
    strachu Laury, że matce coś się dzieje, że mogłoby jej nie być, a ona tyle razy
    ją raniła i nigdy nie miała okazji jej przeprosić nawet. Jej stosunek do
    Gabrieli na pewno się zmieni, pewnie nie będzie aż taka uszczypliwa itd. ale
    myślę, że naprawdę szczerych rozmów typu "kocham Cię mamo, jesteś moją jedyną
    podporą" nie będzie.
    Ja natomiast na Adama patrzę z nadzieją mimo wszystko i na ich związek też.
    Myślę, że Laura nie zrezygnuje ze swojej kariery na rzecz funkcji kury domowej i
    myślę, że do tej kariery Adam ją będzie popychał. Mnie tam on wygląda na
    takiego, który Laury się bać nie będzie i jak trzeba to jej wygarnie co źle robi
    - spokojnie, rzeczowo i dobrze uargumentuje. Bo tak naprawdę to do tej pory
    nikogo takiego nie było. Wszystkie jej 'złe' zachowania były omawiane tylko po
    cichu, po kątach, nikt nie miał odwagi prosto w oczy z nią porozmawiać. Mnie się
    zdaje, że w "McDusi" Laura sobie będzie latać zakochana na spotkania - rzadkie,
    bo Adam ma na głowie rodzinę, będzie trochę nieobecna duchem, ale będzie się też
    złościć i zazdrościć, może nawet kłócić, kto wie... Boję się tylko relacji
    rodzina-Adam, bo patrząc na uwielbienie jakim go darzą Ignacy i Łucja, można
    naprawdę z obawą myśleć o ew. uwielbieniu wobec jego osoby Gabrieli i Mili... Bo
    on w sumie wydaje się nawet bardziej borejkowski niż sama Laura...
  • verdana 27.08.09, 18:56
    GDZIE LAURA JEST ROGATA???
    Dziecko jak dziecko - oprocz rabniecia klasowych pieniedzy zadnej
    jej zachowanie niw wykracza poza norme normalnego, w miarę
    grzecznego dziecka i bardziej niż w miarę grzecznej nastolatki.
    Przyznam si,z e w ogole nie rozumiem, co w Laurze widzicie
    zbuntowanego? Że chce się dowiedzieć czegos o ojcu? Że jak kazdy
    normalny człowiek dokucza siostrze? Że robi glupie kawały ciotce? Że
    nie ma ochoty na prace domowe i się wykręca?
    Proszę o podanie JEDNEGO zachowania Laury, ktore jest naprawde
    niedopuszczalne (poza składkami).
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • emae 27.08.09, 19:01
    Biała róża ;P Zdradza ukryty zamiar zamordowania ciotki i zdobycia jej męża,
    który jest cudny i gra w makao.

    A tak serio - Laura jest często nieuprzejma, po prostu. Częściej niż przeciętny
    człowiek, zdecydowanie częściej niż Święta Róża Od Grzywki.

    A siostry się porównuje. Wiem. Mam. Też bywałam "ta zua P.".
  • verdana 27.08.09, 19:08
    Jest nieuprzejma w sposob przeciętny. W dodatku mam wrazenie, ze
    jest nieuprzejma, jak się jej czepiają, zamiast wysluchać w pokorze.
    No cóż,mam trójke i jakbym chciaa porównywać, to niedobrze by było,
    niedobrze.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • emae 27.08.09, 19:12
    Jakoś tak skojarzyła mi się momentalnie wypowiedź brzmiąca: "Rykwo jedna ty".

    Do Ani Górskiej, za bezczelne patrzenie na kuzynkę :)

    Laura nie jest zła, bardzo ją lubię. Ale charakterek ma ostry.
  • verdana 27.08.09, 19:24
    IMO - i to nie. Ma normalny charakter, tyle ze na tle grzecznych
    Borejkówien opisywana jest jako 'czarna owca". Mam niejakie
    wrazenie, ze Gabrysia w okresie panienskim byla znacznie bardziej
    ostra.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • rozdzial43 27.08.09, 21:07
    verdana napisała:

    > > Proszę o podanie JEDNEGO zachowania Laury, ktore jest naprawde
    > niedopuszczalne (poza składkami).

    Knuje za plecami Natalii napuszczając na nią muzycznego szajbusa (intryganctwo i
    podstępność), knuje przeciwko Robertowi (egoizm i intryganctwo), opowiada
    głupoty o swoim domu pani Oleńce (kłamstwo z niskich pobudek), wręcza prezent
    kupiony przez Pyzę jako swój (prawie kradziejstwo), nie dotrzymuje obietnicy
    wymuszonej przez Łusię (łamanie obietnic).
  • andrzej585858 27.08.09, 21:22
    Zgadzam się z Verdaną całkowicie. Laura jest normalna nastolatką i jej
    zachowanie niczym nadzwyczajnym nie odbiega od normy dla tego wieku - powiem że
    jest nawet za grzeczna. Tylko przypadek kradziezy pieniędzy jest czymś co raczej
    odbiega od tej normy.
    Problem z Laura to raczej jej zbyt mocno odcinający się emocjonalnie charakter
    od ugrzecznionych Borejków.
    Poza tym cieszę się że są jednak osoby które lubią Laurę taką jaka została nam
    przedstawiona przez autorkę.
  • juliet88 27.08.09, 21:27
    a to, żeby się odciągnąć od nauki perfidnego ius, zebrałam cytaty:

    Język Trolli:
    "Laura, zwana Tygryskiem, liczyła już osiemnaście lat i mogła uchodzi za
    dorosłą. Jednakże nie uchodziła, przynajmniej we własnym domu. Była to osoba
    kapryśna, narowista i cięta, nigdy też się nie widziało, z czym wyskoczy. Józef
    Pałys cenił ostrą, barwną indywidualność Tygryska, choć na ogół, jako człowiek
    roztropny, wolał nie być obiektem jej zainteresowania. Tym, co najbardziej w
    niej lubił, była jej oryginalna powierzchowność. Laura miała w sobie
    rzeczywiście coś z dzikiego kota: może to były skośne, świecące oczy lub giętka
    talia. A może po prostu ogólny wyraz istoty groźnej, tajemniczej i pełnej
    swobodnego wdzięku. Dziwne mu się wydało, że atrakcyjna kuzynka siedzi dziś sama
    w pokoju, zamiast szaleć na jakiejś prywatce. Najwyraźniej poczyniła na wszelki
    wypadek pewne przygotowania: ostrzyła swoje bujne ciemne loki i ufarbowała
    resztki włosów na kolor zielony. Uczerniła grubo rzęsy. W uszy wczepiła srebrne
    koła. Usta pomalowała na fioletowo, podobnie jak paznokcie. I ubrała się na
    czarno. Z twarzą całą w białym pudrze wyglądała teraz tak samo mizernie i łyso,
    jak wszystkie dziewczyny.
    (...) z pretensją zwracając się do babci:
    - Podobno chcecie położyć u mnie cały ten obłąkany żłobek?
    - Kogoś chyba położymy, jest ty dzisiaj cała gromada... - łagodziła Babi, lecz
    Tygryskowi zaiskrzyły się oczy.
    - Sekundę! Sama wyremontowałam zielony pokój. Sama go urządziłam.
    Obiecywaliście, że będzie wyłącznie mój!"

    "Babcia wyniosła z łazienki otulone w jeden duży ręcznik dzieciaki i przeszła
    przez kuchnię, ciągnąc za sobą smugę mydlanego zapachu. Laura spojrzała za nimi
    i cmoknęła z niezadowoleniem, po czym przeniosła wzrok na Anię. Grubaska,
    trzymając rączki na stole, nieruchomo wpatrywała się w fascynującą kuzynkę.
    Laurze się to nie spodobało.
    - No, co tak się gapisz? - burknęła - Rykwo jedna ty.
    Ania nadęła się z obrazy.
    - Nie nadymaj się, nie nadymaj - skarciła ją Laura - Po co masz wyglądać jak
    ropucha (...)
    [do Józinka] - Co: niemożliwe? Smarkacz jesteś! - obraziła go Laura łypiąc na
    niego złym okiem - Nie kłóć się ze starszymi i mądrzejszymi od siebie. Pamiętaj
    zawsze, że dorośli wiedzą co mówią."
    "(...) Stał jak dureń, z żarówką w gębie, patrzył w drwiące oczy Laury i
    słuchał jej ironicznych uwag (...)"

    "- Tylko żebyś się nie potknął na schodach - drwiąco ostrzegła go perfidna
    Laura, wyskrobując z miski resztkę sałatki"
    "A wtedy Laura, z błyskawicznym refleksem i ku wielkiemu zgorszeniu Józinka,
    skłamała gładko:
    - Spadł taki cudny śnieg, dziadziusiu, wiec wyszliśmy sobie ulepić bałwanka
    przed śniadaniem"

    "W domu Laura rzuciła Józinkowi spojrzenie przepełnione pogardą (...)"

    "Ale ona otworzyła pośród tej papki błyszczące złością oczy i warknęła:
    - Odjazd, cymbale. To maseczka kosmetyczna.
    - Sorry. To jest... przepraszam.
    - Po coś tu właził?!
    (...) - Spokój mały skarżypyto. Nawet nie poruszaj tego tematu - warknęła -
    Jesteś wredny.
    - Uczciwy!
    - Uczciwy nie musi kłapać dziobem. Może siedzieć cicho.
    (...) - Powiemy im, że w nocy zgubiłeś u nich zegarek. I że przyszliśmy poszukać.
    Ta dziewczyna miała kłamstwo we krwi."

    "Kuzynka nie należała do tego typu bezbronnych jagniątek, które przyjemnie jest
    gonić, łapać i nacierać śniegiem. Na pewno by nie piszczała, tylko raczej
    wydrapałaby komuś oczy.
    I rzeczywiście - kiedy mijali łysków, wystarczyło, że Laura w nich strzeliła
    swoim stalowym wzrokiem - a ci już pospuszczali głowy, niby to oglądając pociągi
    przejeżdżające pod mostem"

    " - ... donos n własne wnuki! - dokończyła ze złością Laura. - Przy czym słowo
    tego zdrajcy jest więcej warte od naszego, prawda?"

    "- Nie pozwalam ci - powiedział jej cicho na stronie.
    Wybuchnęła obraźliwym śmiechem"

    Jak będę miała kolejną przerwę pokuszę się o cytaty z kolejnych części, ale
    zaczęłam od JT, bo jak dla mnie jest tu wszystko i rogatość i bunt. Rogatość
    objawia się dla mnie w tym, że Laura jest ironiczna, drwiąca i właśnie -
    nieuprzejma. Mimo, że też mi się zdarza mieć humory i w ogóle święta nie jestem,
    raczej daleka jestem od celowego doprowadzenia małych dzieci do płaczu (tak jak
    się to Laurze zdarza wobec Ani np.)i nazywaniem jakichkolwiek dzieci, nawet
    jakbym bardzo ich nie lubiła w ich obecności "obłąkanym żłobkiem" ;)
  • mama_kotula 27.08.09, 21:35
    Cytat- Powiemy im, że w nocy zgubiłeś u nich zegarek. I że przyszliśmy poszukać.
    Ta dziewczyna miała kłamstwo we krwi."


    Mówisz, że nigdy, jak byłaś nastolatką, nie zdarzyło ci się napleść coś bez sensu chłopakowi który ci się podobał, aby przypadkiem nie pomyślał, że mu sie narzucasz?
    To jest imho takie działanie.
    Albo jeszcze gorzej - Laura tak panicznie boi się odrzucenia przez kogokolwiek, że automatycznie wymyśla jakiś "poważny pretekst" swojej obecności gdzieś. Bo nie czuje się na tyle dobrze, aby powiedzieć "przyszłam, bo was lubię, bo chcę z wami spędzić trochę czasu". Sęk w tym - dlaczego Laura, tak przecież pewna siebie i buńczuczna oraz rogata podświadomie się boi odrzucenia?


    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • juliet88 27.08.09, 21:57
    ale ja nie mówię, że to złe. Akurat drobne kłamstewka mi się zdarzały i
    zdarzają, nastolatką jestem ciągle zresztą, jeszcze przez chwile, ale jednak ;)
    Wpisałam te cytaty, które mają zabarwienie negatywne. Po prostu.
    Dla mnie rogata - nie znaczy zła. Rogata była też Aniela. Zresztą sama Gabrysia
    Laurę tak określa, że to nie jest dziecko złe, tylko rogate. I imho jest to
    jedna z celniejszych wypowiedzi Gabrysi w ogóle. Laura nie jest po prostu
    niewinna, grzeczna i ułożona jak Pyza, nie jest też taka bezbarwna jak siostra.
    Nie zachowuje się jak większość dzieci, tylko jak te dzieci, które są pomysłowe
    i rozrabiają. Można zauważyć na przykładzie klasy w podstawówce - ile takich
    przypadków przypada na klasę? 1 albo 2. Nie zachowuje się jak zwyczajna
    nastolatka, bo mnie się zdaje, że większość nastolatków pod względem zachowania
    wobec rodziny wszelakiej plasuje się gdzieś pomiędzy Pyzą a Laurą. Zdarzają się
    kłótnie, awantury itd. ale mijają i stosunki w rodzinie wracają do normy,
    tymczasem Laura przez długi czas przejawia wrogość wobec każdego, kto śmie
    zachować się nie po jej myśli. Patrząc na moje klasy w gimnazjum czy liceum -
    takich przypadków też zdarzało się kilka, reszta jak mówiłam pod względem
    zachowania - gdzieś pomiędzy Laurą a Pyzą... Więc zachowanie Laury nie jest
    takie jak "zwyczajnej nastolatki".
  • mama_kotula 27.08.09, 22:03
    CytatWpisałam te cytaty, które mają zabarwienie negatywne.

    "Ta dziewczyna ma kłamstwo we krwi" - to komentarz Józinka. Który jest dzieckiem. Prostym. Nie rozumiejącym niuansu pt. "muszę mieć pretekst, usprawiedliwienie swojej obecności".

    CytatWięc zachowanie Laury nie jest takie jak "zwyczajnej nastolatki".

    Nie ma czegoś takiego, jak zachowanie "zwyczajnej nastolatki", to raz.
    A dwa - że jak już tu było powiedziane - Laura naprawdę nie robi niczego godnego potępienia, jest zwyczajnie niemiła, opryskliwa i wredna, bardzo bezpośrednia, gryzie i kłuje - ale traktowana jest jak zbrodniarka, która wyprawia niewiadomo jakie rzeczy.
    W porównaniu ze mną nastoletnią Laura to - wierz mi - anielica wcielona. I w porównaniu ze sporą grupą moich znajomych. Nie wpada w tzw. "złe towarzystwo", nie pije, nie ćpa, nie znika z domu na dwumiesięcznym gigancie, nie dostaje kuratora sądowego, nie wagaruje, nie wtranżala się w romans z facetem 25 lat starszym, jedyną jej zbrodnią jest to, że jest zwyczajnie złośliwa, niemiła i odpychająca (co znamienne - niemal wyłącznie dla swojej rodziny, prawda?).



    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • juliet88 27.08.09, 22:26
    No, ale ja przecież nie twierdzę, że jest zbrodniarką, tylko, że jest ROGATA.
    Rogata to właśnie dla mnie - nie zachowująca się jak aniołek, ale nie ma dla
    mnie dużego oddźwięku negatywnego. Raczej z przymrużeniem oka. I myślę, że dla
    Gaby, która tak określiła Laurę w rozmowie z Nutrią, też nie miało. A
    zachowania, które przedstawiłaś to pod to określenie mi już nie pasują.
    To jak jest traktowana w rodzinie, to inna sprawa. Na tle Pyzy każda siostra
    wypadłaby źle wobec Borejków.
    Gdzieś wyżej ktoś określił Laurę jako "normalna nastolatkę", źle zacytowałam.
  • mama_kotula 27.08.09, 21:29
    CytatKnuje za plecami Natalii napuszczając na nią muzycznego szajbusa (intryganctwo i podstępność), knuje przeciwko Robertowi (egoizm i intryganctwo), opowiada głupoty o swoim domu pani Oleńce (kłamstwo z niskich pobudek), wręcza prezent kupiony przez Pyzę jako swój (prawie kradziejstwo),


    Hehehe. Ale większość z tych rzeczy robi jako małe dziecko ;-)
    Ciekawe, że w przypadku Laury napuszczanie na Natalię szajbusa to intryganctwo i podstępność, a w przypadku Pyzuni zamiana telefonów nazywa się niewinną sztuczką.
    Choc mnie to w sumie nie dziwi. Przeważnie nazewnictwo działania wynika z podmiotu działania. Działania świętych sióstr - choćby niewiadomo jakim świństwem były - zawsze mają ładne nazwy i są uprawnione. Wiem, co mówię, posiadam świętą siostrę.
    Święta siostra sadzając 9-miesięczniaka przed TV "nie będzie przecież zmieniać swojego niezależnego trybu życia tylko dlatego, że ma dziecko". To samo w przypadku siostry nieświętej nazywa się "zaniedbywanie dziecka i robienie TV-niańki". Święte siostry nie mogą mieć cały czas idealnego porządku, mają wszak małe dziecko w wieku 9 miesięcy - nieświęta siostra która ma dzieci dwoje jest zwyczajną bałaganiarą i ma złą organizację. Święte siostry nie wrabiają faceta w dziecko i nie kopią go w dupę jak przestaje być potrzebny - u świętej siostry się to nazywa "instynkt macierzyński".

    Co do "opowiadania głupot o swoim domu" - ty to uważasz za kłamstwo? Z niskich pobudek? Ja to uważam za szczerą wypowiedź, nacechowaną emocjonalnie, i jeśli Laura twierdzi, że jej nikt nie kocha, to znaczy, że TAK SIĘ CZUJE i ma do tego pełne prawo.


    Cytatnie dotrzymuje obietnicy
    wymuszonej przez Łusię (łamanie obietnic).


    WYMUSZONA OBIETNICA to oksymoron. Nie ma prawa bytu. Za to w pełni sobie przyznaję prawo łamania takowej.

    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • rozdzial43 27.08.09, 21:59
    mama_kotula napisała:

    > Ciekawe, że w przypadku Laury napuszczanie na Natalię szajbusa to intryganctwo
    > i podstępność, a w przypadku Pyzuni zamiana telefonów nazywa się niewinną sztuc
    > zką.

    A mnie ciekawi z kolei - za pozwoleniem - jak w ogóle można to porównać.
    Wydzwanianie do obcego faceta (niezrównoważonego jednak psychicznie - jak się
    póżniej okazało) i wystawianie mu narowistej i naiwnej ciotki, z zamianą
    telefonów, w której uczestniczy znany od stuleci przyjaciel matki, którego się
    zna, lubi i któremu się ufa.

    > Choc mnie to w sumie nie dziwi.

    A mnie właśnie dziwi. Skala wtargnięcia w ciotczyne terytorium, pobudki
    działania i zagrożenie dla ciotki podjętym działaniem są nieporównywalne.
    Ja to zawsze stosuję mimochodem taki test: jakbym się czuła na miejscu Natalii?
    Ano w przypadku działań Tygryska z szajbniętym organistą wybuchnęłabym agresją,
    poradziłabym matce zająć się dzieckiem i zerwałabym, a już na pewno znacznie
    ograniczyłabym kontakty ze źródłem takiego zagrożenia.
    W przypadku działań Pyzy zamieniającej komórki poczułabym irytację i może
    podniesionym głosem zapowiedziałabym, że sobie jednak nie zyczę takich przysług.

    >
    > Co do "opowiadania głupot o swoim domu" - ty to uważasz za kłamstwo? Z niskich
    > pobudek? Ja to uważam za szczerą wypowiedź, nacechowaną emocjonalnie, i jeśli L
    > aura twierdzi, że jej nikt nie kocha, to znaczy, że TAK SIĘ CZUJE i ma do tego
    > pełne prawo.

    No tak, tyle że potem sama Laura prawie zwymiotowała z niesmaku, a jeszcze
    później zmieszała się, bo zapomniała co naplotła.

    > WYMUSZONA OBIETNICA to oksymoron. Nie ma prawa bytu. Za to w pełni sobie przyzn
    > aję prawo łamania takowej.

    A ja nie. Obietnica to obietnica, i to jeszcze dana dziecku. Jeśli się dała tak
    wmanewrować i zmusić, to powinna potem zadać sobie trud, żeby to odkręcić.
    Powinna pogadać, wytłumaczyć i sporo przed godziną W zdecydowanie dać dziecku do
    zrozumienia, że nie wystąpi. A nie stawiać dziecko przed faktem dokonanym.

  • mama_kotula 27.08.09, 22:11
    CytatAno w przypadku działań Tygryska z szajbniętym organistą wybuchnęłabym agresją, poradziłabym matce zająć się dzieckiem i zerwałabym, a już na pewno znacznie ograniczyłabym kontakty ze źródłem takiego zagrożenia. W przypadku działań Pyzy zamieniającej komórki poczułabym irytację i może podniesionym głosem zapowiedziałabym, że sobie jednak nie zyczę takich przysług.

    To ja proponuję inny test:
    Wyobraźmy sobie, że to Pyzunia wydzwaniałaby do Filipa. Zapewniam cię, w 100%, że Natalia nie wybuchnęłaby agresją, tylko Pyzunia okazałaby się biedną naiwną dziewczynką, która przecież chciała dobrze dla ukochanej cioci, a przecież nie mogła wiedzieć, że Filip jest szajbusem i nie zdawała sobie sprawy z konsekwencji - bo przecież jest dzieckiem, jest mała i naiwna. Dziecku się wybacza (pod warunkiem, że dziecko to nie jest Laurą).


    Rozdział, ja takie akcje przerabiam na co dzień od bodaj 15 lat.

    CytatA mnie właśnie dziwi. Skala wtargnięcia w ciotczyne terytorium, pobudki działania i zagrożenie dla ciotki podjętym działaniem są nieporównywalne.

    Ile Laura miała lat? 8, 9? Przypomnij mi, proszę.
    Sądzisz, że 9-letnie dziecko zdaje sobie sprawę z tego, że "wkracza na czyjeś terytorium" oraz że to jest jakieś zagrożenie dla ciotki? Oraz że ciotka jest "narowista i naiwna"?
    Jeśli sobie zdaje, to ja bardzo współczuję takiemu dziecku, bo oznacza to, że zbyt wcześnie dojrzało.

    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • rozdzial43 27.08.09, 22:37
    mama_kotula napisała:

    > To ja proponuję inny test:
    > Wyobraźmy sobie, że to Pyzunia wydzwaniałaby do Filipa. Zapewniam cię, w 100%,
    > że Natalia nie wybuchnęłaby agresją, tylko Pyzunia okazałaby się biedną naiwną
    > dziewczynką, która przecież chciała dobrze dla ukochanej cioci, a przecież nie
    > mogła wiedzieć, że Filip jest szajbusem i nie zdawała sobie sprawy z konsekwenc
    > ji - bo przecież jest dzieckiem, jest mała i naiwna. Dziecku się wybacza (pod w
    > arunkiem, że dziecko to nie jest Laurą).

    No ale przecież Natalia nie wybuchnęła agresją. Cyt. "zupełnie możliwe -
    pomyślała spłoszona Natalia - że facet jest zboczeńcem, a Laura, która przejawia
    nadmierną chyba w jej wieku życzliwość dla płci odmiennej, zawarła jakąś
    niewłaściwą znajomość, biedne, niewinne dziecko".
    To o Laurze pomyślała, nie o tej drugiej.

    > Sądzisz, że 9-letnie dziecko zdaje sobie sprawę z tego, że "wkracza na czyjeś t
    > erytorium" oraz że to jest jakieś zagrożenie dla ciotki? Oraz że ciotka jest "n
    > arowista i naiwna"?
    > Jeśli sobie zdaje, to ja bardzo współczuję takiemu dziecku, bo oznacza to, że z
    > byt wcześnie dojrzało.

    W NiN Laura ma niemal 10 lat (za trzy miesiące skończy).
    EEe tam, dojrzałość, Laura bystra jest, spostrzegawcza i inteligentna.
    Niech i mnie będzie wolno odwołać się tutaj do swoich wspomnień: pamiętam jak
    moja 7-letnia wówczas córka zapytała mnie, dlaczego unikam telefonów pewnej
    cioci. Kiedy zaszokowana obmyślałam panicznie jakieś wytłumaczenie, dziecko ze
    spokojem i chłodem w głosie zapytało mnie, czy ma to związek z takim, a takim
    zdarzeniem i czy powód jest taki to a taki? Nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo
    dziecię wstrzeliło się w samo sedno, a ja nawet nie wiedziałam, że ona kojarzy z
    imienia tę ciocię! A potem, w tym samym dniu zrobiła sobie manualnie wielką
    dziurę w rajstopach, niszcząc je całkowicie, bo chciała zobaczyć, jak to się
    będzie pruło. NIe uważam wcale, że była przedwcześnie dojrzała.
  • verdana 27.08.09, 22:38
    A jak ma sie zachowywac w domu dziecko, a potem nastoletnia
    dziewczyna, ktora od dziecinstwa uwazana jest za "obcą" - bo do tego
    się to wlasciwie sprowadza? Wszystko co robi jest tlumaczone nie
    tym, ze jest dzieckiem, ale tym, ze ma charakter po tatusiu. Gdy
    jest dorosla, ma podporzadkowac się odgornym zarzadzeniom rodziny -
    po moim trupie wpuscilabym "obłąkany żlobek" do mojego pokoju, gdyby
    nikt nie raczył mnie wczesniej uprzejmie zapytac o zgodę,
    tylko "ugodowo" mi to oznajmiono, jako rzecz oczywistą. Jest tez dla
    mnie oczywista niechęć do pozostalych dzieci w rodzinie - niechęć,
    ktora bierze sie z tego, ze one są akceptowane, a ona jedna nie.
    Zresztą, to co Laura mwi do ciotecznego rodzeństwa slyszę w moim
    domu czesto, a twierdzę, ze moje dzieci sa przykladem groźnej
    atrofii młodzieńczego buntu. To wszystko miesci się w absolutnych
    normach rozmowy pomiędzy dziećmi z jednej rodziny. Może
    nieeeleganckie, ale banalnie normalne.
    Jesli chodzi o telefon do Nerwusa - to ja w ogole afery nie
    rozumiem. Dobre dziecko, widzi zakochanego faceta, ciotkę, ktorej
    facet nie jest obojetny i co robi - o zgrozo!!! - mowi facetowi,
    kiedy ciotka wraca do Poznania. Straszliwa zbrodnia, zaiste. Nie
    wpuścila Nerwusa chyłkiem do sypialni ciotki, aby tenże ją zgwalcil,
    tylko pomogla zakochanemu porozmawiac z dziwcyna - w ogole nie moge
    zrozumiec tej afery. Dlaczego Nutria sie wsciekła/ Sadzila, ze Filip
    telepatycznie ja wyczuwa, czy co????
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • rozdzial43 27.08.09, 22:53
    verdana napisała:

    > Jesli chodzi o telefon do Nerwusa - to ja w ogole afery nie
    > rozumiem. Dobre dziecko, widzi zakochanego faceta, ciotkę, ktorej
    > facet nie jest obojetny i co robi - o zgrozo!!! - mowi facetowi,
    > kiedy ciotka wraca do Poznania. Straszliwa zbrodnia, zaiste. Nie
    > wpuścila Nerwusa chyłkiem do sypialni ciotki, aby tenże ją zgwalcil,
    > tylko pomogla zakochanemu porozmawiac z dziwcyna - w ogole nie moge
    > zrozumiec tej afery. Dlaczego Nutria sie wsciekła/ Sadzila, ze Filip
    > telepatycznie ja wyczuwa, czy co????

    Mnie chodziło o telefony Laury do Tunia w NiN, które odebrał organista i po
    których ruszył z kajdankami wymierzać ład i sprawiedliwość.

    A jeśli chodzi o wściekłą Nutrię po powrocie z Cypru, to myślę, że złapała
    wrażliwego artystę na perfidnym kłamstwie i dlatego się wściekła.
  • ananke666 28.08.09, 03:07
    > Mnie chodziło o telefony Laury do Tunia w NiN, które odebrał organista i po
    > których ruszył z kajdankami wymierzać ład i sprawiedliwość.

    No i cóż takiego? Zadzwoniła do Tunia, odebrał brat, który kiedyś w domu gościł.
    Brat faceta uważanego za narzeczonego ciotki. To aż tak fatalnie? Kwestię
    późniejszych idiotycznych wyskoków rozczochranego organisty pomijam, na etapie
    telefonu nikt normalny by ich nie przewidział.
    --
    Tupecik
  • mama_kotula 27.08.09, 22:55
    CytatGdy jest dorosla, ma podporzadkowac się odgornym zarzadzeniom rodziny - po moim trupie wpuscilabym "obłąkany żlobek" do mojego pokoju, gdyby nikt nie raczył mnie wczesniej uprzejmie zapytac o zgodę, tylko "ugodowo" mi to oznajmiono, jako rzecz oczywistą.

    Już o tym pisałam w innym wątku, mniej więcej w tym samym stylu. I ja autentycznie przerabiam to od 15 lat, nie dalej jak w zeszłym roku zostałam bez zapowiedzi wrobiona w goszczenie mojej siostry ukochanej z niemowlakiem, postawiono mnie przed faktem dokonanym, bo to wszakże siostra ukochana, nieprawda. I nie, nie byłam miła. Nawet nie byłam wściekła. Byłam też na "w" ;-D.

    Cytat> Jesli chodzi o telefon do Nerwusa - to ja w ogole afery nie
    rozumiem.


    No ja też nie rozumiem, ale ja jestem skrzywiona posiadaniem świętej siostry, której gorsze akcje uchodziły na sucho i automatycznie zyskiwały piękne nazewnictwo ;-D.




    --
    I'm weird, but I'm not strange
  • meduza7 28.08.09, 10:53
    Mnie zaintrygował ten cytat:

    CytatLaura, zwana Tygryskiem, liczyła już osiemnaście lat i mogła uchodzi za
    dorosłą. Jednakże nie uchodziła, przynajmniej we własnym domu.


    Czyli, jak sobie mogę wyobrazić, mieli w nosie jej zdanie, jej potrzebę
    prywatności i dawane jej obietnice - co jasno wynika z przykładu z obłąkanym
    żłobkiem. Też by mnie szlag jasny trafiał od rana do wieczora w takiej sytuacji.
    Żyć w domu pełnym dorosłych, którzy zawsze wiedzą lepiej, a jeszcze mieś świętą
    siostrę i genialnego brata... Obłęd w kratkę.
    W dodatku, tak mi się przypomniało, kiedyś dawno temu omawialiśmy tu kwestię
    tego, że Gabrysia udziecinnia swoje córki, ubierając je niestosownie do wieku.
    Chodziło o strój młodych Pyziakówien na ślubie Elki i Tomka - jakieś
    sukieneczki, podkolanka i kapelusiki dla wyrośniętych już wtedy pannic. Być może
    to nastawienie działa nadal i matka co jakiś czas uszczęśliwia córkę kolejnym
    idiotycznym ciuchem, tym razem postarzającym (tu się tylko domyślam - ale
    żebyście widzieli kapelusz, jaki sprezentowała mojej siostrze jej przyszła
    teściowa!). Albo wyciągniętą z odmętów rodzinnych szaf śmiertelnie niemodną
    bluzką po ciotce. Przy tym absolutnie nie rozumie jej pretensji - jak to, nie
    podoba ci się? Ja w twoim wieku miałam tylko dżinsy Odra i przykrótką granatową
    spódniczkę na szkolne akademie! Popatrz, Pyzunia dostała taki sam sweterek i jej
    się podoba!
    --
    kura z biura
    notatki na marginesie
    Piękne Miśki
  • mama_kotula 28.08.09, 11:33
    CytatCzyli, jak sobie mogę wyobrazić, mieli w nosie jej zdanie, jej potrzebę prywatności i dawane jej obietnice - co jasno wynika z przykładu z obłąkanym żłobkiem. Też by mnie szlag jasny trafiał od rana do wieczora w takiej sytuacji. Żyć w domu pełnym dorosłych, którzy zawsze wiedzą lepiej, a jeszcze mieś świętą siostrę i genialnego brata... Obłęd w kratkę.

    Co jest ciekawe - Laurę traktuje się jak dziecko, ale jednocześnie wymaga się od niej zachowań dorosłych. Sprzeczność oczekiwań i deklaracji. Jak ktoś wie, o czym mówię, to również wie, że to potrafi doprowadzić do hmm eufemistycznie rzecz ujmując, długotrwałej drażniącej irytacji (choć ja bym to raczej nazwała, wybaczcie, permanentnym wkurwem i zapewniam was, że wiem, co mówię).
    A w końcu człowiek zaczyna mieć w doopie dorosłe dojrzałe zachowania i uznaje, że skoro jest traktowany jak dziecko, to będzie sobie milutko korzystać ze wszystkich praw przysługujących dziecku. Amen.

    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • croyance 01.09.09, 18:36
    O o o, przerabialam we wlasnym domu: wymagania jak od doroslego, ale
    traktowanie jak dziecko (nie bede podawala przykladow, bo w kilka
    moglybyscie normalnie nie uwierzyc).
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • ananke666 01.09.09, 20:37
    Ja poproszę te przykłady, jestem łatwowierna...
    --
    Tupecik
  • mama_kotula 01.09.09, 21:23
    croyance napisała:
    nie bede podawala przykladow, bo w kilka moglybyscie normalnie nie uwierzyc

    Kochana, ja ci uwierzę we wszystko w tym temacie :D. W tym temacie wszystko się
    mieści, doskonale to znam :D


    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • ananke666 01.09.09, 22:18
    Ja niestety też sporo pamiętam, dlatego ciekawam, jak to u innych...
    --
    Tupecik
  • croyance 02.09.09, 15:42
    No nie wiem, nie wiem :-D

    Wyobraz sobie, ze jako 23-letnia kobieta ogladasz sobie telewizje, a tu
    podchodzi matka, wylacza telewizor i mowi: to nie jest program dla
    Ciebie.
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • mama_kotula 03.09.09, 11:24
    croyance napisała:
    No nie wiem, nie wiem :-D
    Wyobraz sobie, ze jako 23-letnia kobieta ogladasz sobie telewizje, a tu podchodzi matka, wylacza telewizor i mowi: to nie jest program dla Ciebie.


    OK, wygrałaś :D


    --
    http://smoki.nightwood.net/img/smoki/1_powietrze_3.gifhttp://smoki.nightwood.net/img/smoki/1_umysl_5.gifhttp://smoki.nightwood.net/img/smoki/1_natura_5.gif
  • verdana 05.09.09, 14:01
    Wcale nie wygrala..
    Co powiecie o matce, ktora ma pretensje, ze nie powiedziało sie, ze
    po poludniu wychodzi się z domu na spacer? Bo ona dzwonila i się
    niepokoiła. Chodzi o matkę córki mieszkającej osobno od lat, matki
    dwojga dzieci, lat trzydzieści parę.
    Wygrywam czy nie?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • croyance 05.09.09, 14:29
    No, w tej konkurencji zdecydowanie chcialabym przegrac, wiec sama nie
    wiem :-)
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • mama_kotula 05.09.09, 18:31
    CytatCo powiecie o matce, ktora ma pretensje, ze nie powiedziało sie, ze po
    poludniu wychodzi się z domu na spacer? Bo ona dzwonila i się
    niepokoiła.


    Że to norma? :P
    Bo ona dzwoniła i jeden telefon milczał, komórka milczala, druga komórka
    milczała i na pewno coś się stało... (córka lat prawie 30, ale może też się
    liczy) :P

    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • verdana 05.09.09, 18:50
    Czasy przedkomorkowe były. To sporo zmienia, bo oznacza, ze nie
    można było wyjść z wlasnego domu bez zawiadomienia matki.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamarcela 05.09.09, 19:21
    hihi, czasy przedkomórkowe to były dobre czasy :)

    Dlatego ja nie mam od trzech lat oficjalnie komórki tzn. gdy potrzebuję kupuję
    kartę, a potem ją likwiduję. Albowiem moja jedyna matka i mój niejedyny były mąż
    uważają, że komórki się posiada, coby non stop z nich dzwonić, albo esemesować.
    I zadręczają moje dziecka trylionem telefonów i wiadomości dziennie. Babcia
    nijak nie może zrozumieć, że dorosła wnuczka, albo dorastający wnuk nie dlatego
    nie odbierają od niej telefonu, ze jej nie kochają, nie szanują, albo, że
    umarli, ale po prostu dlatego, że mają swoje życie i ważniejsze, albo po prostu
    ciekawsze sprawy od pogaduszek z babunią.
    Mniej więcej trzy razy w miesiącu wybucha dzika awantura z płaczem i śmiertelną
    obrazą albowiem wnuczce się wyładowała komórka, albo tej komórki nie odebrała,
    albo nie daj Boże powiedziała "babciu, nie mogę teraz". Następuje wówczas seria
    tragicznych i krwawych esemesów o treści mniej więcej takiej: "Wiem, że już
    nikomu nie jestem potrzebna, ale żeby jedyna wnuczka rzucała słuchawką na dźwięk
    głosu starej babki".

    Moja jedyna matka ze swoja nokią spowodowała u mnie taka traumę, że ja nawet nie
    pamiętam numerów komórek do dzieci i do nich dzwonię ze dwa razy w miesiącu.
    Córka natomiast posiada dwa telefony - jeden ogólnodostępny, a drugi dla ojca i
    babki - ten zazwyczaj leży wyłączony w domu z zapchaną codziennie skrzynką.
    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • verdana 05.09.09, 20:15
    Mój dorosly syn spowodował zmniejszenie telefonow od babci metoda
    skuteczna, acz nieco drastyczną. Ile razy babcia dziwonila, zaczynał
    rozmowe od przerazonego "Co się stało???".

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • croyance 05.09.09, 23:12
    Dlatego ja zawsze powtarzam, ze przetrwalam nastoletnie i dzieciece
    lata tylko dlatego, ze nie bylo jeszcze komorek :-) Gdyby moja matka
    miala do takiej dostep 20 lat temu, nie uszlabym z zyciem :-D
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • verdana 06.09.09, 09:55
    A dla mnie komorzeciwnie - oznaczaja wolność. Moge wyjść z domu bez
    zastanawiania się, ze mama bedzie się denerwować. Mogę się spóźnić -
    mama nie toleruje nawet 1 minutowego spóźnienia, wiec w mlodosci
    musiałam być w domu ok. godziny przed umówiona porą, bo tramwaj mógł
    się zepsuć. No i czesto komorki nie odbieram. Mama na szczęcie
    rozumie, ze w bibliotece nie wolno, wic czesto jestem w
    bibliotece...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • juliet88 28.08.09, 12:25
    Wydaje mi się, że 'te kapelusiki i rajstopki' to kolejna wpadka MM, która
    zapomniała, że Laura i Pyza w tym okresie nie są już małymi dziećmi i nie
    doszukiwałabym się w tym czegoś więcej, naprawdę. Gaba nigdy nie przejmowała się
    swoim strojem i myślę też, że wobec córek w tej kwestii też nigdy nie stosowała
    większego przymusu - zresztą wystarczy sobie przypomnieć Imieniny i Laurę ubraną
    na czarno, której stroju nikt jakoś nie komentował. Domysł w sprawie
    obdarowywania Laury częściami garderoby imho zupełnie nietrafiony - podejrzewam
    raczej, że jak Gaba znalazłaby jakąś starą bluzkę po ciotce sama by sobie ją
    przywłaszczyła, jako rzecz wygodną i wytrzymałą, która przecież przetrwała taką
    próbę czasu ;)Nigdy nie wpadłabym na to także, że Gaba udziecinnia swoje córki
    (ale myślę, że to zachowanie uskuteczniać będzie raczej wobec Ignacego G.), u
    niej raczej zauważam zachowanie typu: jak tylko Laura przestaje być małym,
    słodkim Tygryskiem, to w ogóle trzeba się wycofać i odsunąć, niech sobie radzi
    ze wszystkim sama, ja tylko będę przeszkadzać. A Pyza to dla niej zawsze była
    dojrzała i miało dziecinna.
  • emae 28.08.09, 11:55
    mama_kotula napisała:

    > Co do "opowiadania głupot o swoim domu" - ty to uważasz za kłamstwo? Z niskich
    > pobudek? Ja to uważam za szczerą wypowiedź, nacechowaną emocjonalnie, i jeśli
    Laura
    > twierdzi, że jej nikt nie kocha, to znaczy, że TAK SIĘ CZUJE

    Laura zasugerowała pani Oleńce bardzo wyraźnie, że Grzegorz ją molestuje, a Gaba
    jest zbyt zajęta, by to zauważyć.

    Można ją usprawiedliwiać wiekiem, naiwnością i burzą hormonów, niemniej kłamstwo
    jest naprawdę brzydkie i mogło mieć nieporównywalnie gorsze konsekwencje niż
    dezaprobata w oczach Robrojka.
  • mama_kotula 28.08.09, 12:30
    CytatLaura zasugerowała pani Oleńce bardzo wyraźnie, że Grzegorz ją molestuje, a Gaba jest zbyt zajęta, by to zauważyć.

    Ranyboskie, aż musiałam sprawdzić, bo dawno nie czytałam TiR. Chodzi o ten fragment?

    "- Gdyby pani wiedziała! - zakrzyknęła więc. Zgodnie z jej ocze¬kiwaniami Pani Myszka natychmiast na nią spojrzała, a w oczach miała głód wiedzy. - Mam takiego okrutnego ojczyma - użaliła się Laura, nieomal wierząc w to, co mówi. - Ile to razy już mnie skrzywdził!
    - A mama? Nie protestuje? - bez tchu, wstrząśnięta, spytała pani Oleńka.
    - Nie protestuje. Ona mnie nie kocha. Poza tym jest zajęta - tym ich wspólnym dzieckiem, robieniem kariery... Właściwie, to nic jej nie obchodzi, poza wspinaniem się na nowe szczeble naukowe."


    Przysięgam, nigdy przenigdy bym nie zinterpretowała w tym kontekście "ile to razy ojczym mnie skrzywdził" jako molestowanie. Ale faktycznie tak to może być odczytane.

    Natomiast wszystko, co robi Laura, jest w komentarzu odautorskim oceniane jako wynikające ze złych intencji, niskich pobudek i w ogóle złe.
    A ja mam poczucie, że MM tak naprawdę nie zna Laury i jej faktycznych pobudek.

    PS. Niemniej druga część tego, co mówi Laura o Gabie, to niestety prawda i szczera prawda. Może poza tą karierą. Ale Laura ma prawo czuć sie niekochana, odepchnięta na rzecz nowego dziecka mamy i tak dalej. I celnie - być może przypadkiem - zauważa że Gaby nic nie obchodzi (ale nie poza wspinaniem się na szczeble kariery, tylko poza swoją własną osobą).
    No i kolejne pytanie, dlaczego Laura tak pragnie zainteresowania i współczucia pani Oleńki. Autorka twierdzi w komentarzu, że to wynika z tego, iż dla Laury jest to miły dreszczyk poczucia się bohaterką romantycznej powieści (czyli znowu intencja zuaaaaaa i płytka). No może, ale ja dalej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że MM Laury zwyczajnie nie zna.

    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • dakota77 28.08.09, 13:00
    Reakcja Olenki moim zdaniem moze wskazywac na to, ze o molestowaniu
    pomyslala. Nie wiem, czy to jest jedyny fragment rozmowy z Olenka,
    ktory dotyczy relacji rodzinnych Laury, ale pamietam, ze czytajac te
    ksiazke tez mialam wrazenie, ze Laura w paskudny sposob sugeruje
    nawey molestowanie.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • meduza7 28.08.09, 14:42
    Nie mówiąc o tym, że Oleńka wygląda mi na taką, co sporo swej wiedzy o życiu
    czerpie z seriali - a tam, jeśli pojawia się pytanie "czy on cię nie
    skrzywdził?" - to zawsze jest to eufemizm na określenie gwałtu.
    --
    kura z biura
    notatki na marginesie
    Piękne Miśki
  • kkokos 28.08.09, 14:49
    w ogóle do głowy mi nie przyszło molestowanie!
  • emae 28.08.09, 15:30
    Ups. Przysięgam, że nigdy przenigdy nie zinterpretowałabym tej wypowiedzi
    inaczej... Jak jeszcze okrutny ojczym mógłby krzywdzić nastoletnią dziewczynę?
    Bić ją okrutnie? Też nieładne.

    Myślę, że to zostało napisane przez autorkę właśnie z taką intencją, jaką
    odczytałam. Wyobrażacie sobie MM piszącą bardziej wprost o molestowaniu? Taki
    eufemizm jest moim zdaniem bardzo w jej stylu. I wszystkie reakcje i późniejsze
    wypowiedzi Pani Oleńki na taką interpretację właśnie wskazują.
  • mama_kotula 28.08.09, 15:52
    CytatJak jeszcze okrutny ojczym mógłby krzywdzić nastoletnią dziewczynę?

    Psychicznie, kochana. Psychicznie.
    Zresztą w wieku nastoletnim wszystkie spięcia i niechęci urastają do miana
    "krzywdy", a miano "okrucieństwa" otrzymują takie działania jak np. zakaz
    wyjazdu na koncert do sąsiedniego miasta.

    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • verdana 28.08.09, 16:27
    MM chyba nie miała na mysli molestowanie - jej książki sa tak
    wyprane z seksu i aluzji do niego, ze nagle kazirodztwo byłobu
    zgrzytem nie do wyobrażenia.
    To raczej cos takiego jak okrutna macocha.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mama_kotula 28.08.09, 16:32
    CytatTo raczej cos takiego jak okrutna macocha.

    I takoż to zrozumiałam.

    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • kkokos 29.08.09, 13:53
    dokłądnie
    grześ mógłby na przykłąd zmuszać laurę do prac fizycznych kosztem
    szkoły, odmawiać jej kieszonkowego, prawa wyboru w wielu dotyczących
    bezpośrednio jej sprawach, podporządkowywać jej potrzeby potrzebom
    brata; mógł być chorobliwym pedantem, miłośnikiem wojskowego drylu
    zmuszającym do odrabiania lekcji od godz. 16.23 do 18.11, bo tak mu
    się podoba; mógł również stosować kary fizyczne, klasyczne bicie
    pasem za złe stopnie lub nie dość uległy ton głosu - tym by się pani
    oleńka nie przejęła?
  • iwoniaw 30.08.09, 22:59
    jest b. dokładnie przedstawione na początki TiR, gdy to Grześ - okrutny ojczym
    ;-) zmusza biedną pasierbicę do wspólnego tachania zakupów i jeszcze sugeruje,
    iż porządne botki powinna założyć, botki, w których wszak żadna 13-latka nie
    pokazałaby się publicznie ;-)

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot
    odechciało"
  • marslo55 30.08.09, 16:04
    A ja pomyslalam, ze okrutny macoch Grzes skojarzyl sie Olence z
    Okrutna Pyziacza Siostra Alma i tak sobie wlasnie jego okrucienstwo
    wyobrazala 'po trzech minutach lekcje ciagle nieodrobione? To co ty
    robilas przez ten caly czas?'
    Czyli traktuje Laure jak smiecia, ale bron Boze nie molestuje. Z
    drugiej strony w pociagu Laura ma wizje przestepcy wyrzucajacego jej
    pohanbione zwloki z pociagu, wiec MM nie jest chyba az TAK
    dyskretna, jak by sie zdawalo.
  • dakota77 30.08.09, 16:07
    Tylko w takim razie szkoda, ze Ignacy nosi inne buty niz sandaly, uzywa
    szamponu i pasty do zebow... Przeciez Seneka tego nie robil:)
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • ananke666 30.08.09, 22:20
    dakota77 napisała:

    > Tylko w takim razie szkoda, ze Ignacy nosi inne buty niz sandaly, uzywa
    > szamponu i pasty do zebow... Przeciez Seneka tego nie robil:)

    Może nie używa? ;)
    --
    Tupecik
  • aphoper1 31.08.09, 12:30
    Szczerze mówiąc, Laura nie budzi we mnie najmniejszej pozytywnej emocji. Sama
    nie chciałabym taka być i mam nadzieję, że moja Córka też taka nie będzie.
    Ale zauważyłam, że nie wszyscy mają do niej tak jednoznacznie negatywny
    stosunek. Ciekawe.
    --
    http://tickers.baby-gaga.com/p/dev263pr___.png

    http://www.fotografmarzen.pl/
  • ananke666 01.09.09, 20:41
    > Ale zauważyłam, że nie wszyscy mają do niej tak jednoznacznie negatywny
    > stosunek. Ciekawe.

    Pewnie dlatego, że nie jest jednoznacznie negatywna.
    --
    Tupecik
  • piotr7777 02.09.09, 13:58
    > Pewnie dlatego, że nie jest jednoznacznie negatywna.
    Moim zdaniem jest. A w każdym razie ma kilka jednoznacznie
    negatywnych cech.
    Po pierwsze egocentryzm. To właściwie przewija się przez cały cykl i
    już choćby ocenianie absztyfikantów ciotek pod kątem własnej
    przyjemności (najlepszy jest ten kto pozwala wygrywać ze sobą w gry
    towarzyskie) jest tego przejawem. Ale szczególnie uwidacznia się to
    w Tygrysie i Róży. Oto np. Laura ma żal do Grzegorza, że każe jej w
    czasie mrozu taszczyć ciężkie zakupy piechotą zamiast wziąć
    samochód. Pada tu stwierdzenie, że ojczym ma więcej serca dla nowego
    forda (w którym widzi osobę zywą) niż dla chorej pasierbicy. Jest w
    tym pewnie trochę racji, ale Laura widzi tylko swoją krzywdę.
    Grzegorz przecież nie wysyła jej po zakupy, ale tylko krozysta z jej
    pomocy czyli dla siebie jest równie wymagajacy.
    Po drugie ekspansywność. Laura uważając się za pokrzywdzoną
    faktycznie osiąga wszystko to co chce. Na przykład zawłaszcza
    zielony pokój po wyprowadzce Natalii pozostawiając siostrze, jak
    mniemam, dawny wspólny pokój dziecinny. Potem wypomina dziadkom, że
    sama ten pokój wyremontowała więc powinien być jej. Nie widzi tego,
    że kto inny, jak sądzę, za tę renowację zapłacił. Laura ma prawo być
    wkurzona na dziadków, że narzucają jej towarzystwo młodszych
    kuzynów, ale ostrze agresji kieruje przeciw Bogu ducha winnym
    dzieciakom. O jej ekspansywności może świadczyć też nadreprezentacja
    jej kolegów na ślubie Natalii (choć poniekąd to wynik niedbalstwa
    autorki).
    Po trzecie brak empatii. Laurze sprawia przyjemność zadawanie innym
    (przede wszystkim matce) bólu i obserwowanie bezsilności ofiar. Przy
    czym ostrych słów nie wypowiada w złości, kiedy człowiek ulega
    emocjom, ale na zimno i z wyrachowaniem.
    Po czwarte skłonność do użalania się nad sobą, bardziej dla
    przyjemności niż z poczucia krzywdy. Znowu przykład z TiR - Laura
    uważa, że Ignaś jest faworyzowany przez matkę, ale właściwie nie
    bardzo wiadomo na czym by to faworyzowanie miało polegać. Na
    przykład widzi młodego na łóżku rodziców w kapciach i od razu
    konkluzja, że jej to nie wolno nawet na swoim a ten to może
    wszystko. Tylko że w tej scenie Gabriela nie jest obecna, więc nie
    ma dowodów przyzwolenia, po drugie jak wynika z opisu Ignaś nie
    zdjął owych kapci przez roztargnienie a nie celowo, po trzecie gdy
    siostra zwraca mu uwagę natychmaist się do niej dostosuje. Mimo to
    dobrze oskarżyć matkę o nierówne traktowanie. Poza tym fakt, że
    później Gabriela staje po stronie Ignasia, nie świadczy, że jest ona
    harpią a raczej to naturalne u rodziców że instynktownie bronią
    młodszych dzieci przed starszymi. O ile np. Wolfi ma powody by czuć
    się odtrąconym średniakiem (choć akutar on się nad sobą przesadnie
    nie użala) o tyle Laura stwarza je sobie sama.
    Po piate snobizm. Pomimo, że Laura buntuje się przeciw rodzinie
    Borejków ta borejkwoska cecha u niej wystepuje w najwyższym stopniu.
    Niechęć Ignacego do kultury masowej nie wiąże się z pogardą względem
    jej odbiorców, Laura natomiast gardzi wszystkimi, którzy nie
    podzielają jej fascynacji kulturą wysoką (vide Bodzio).
    I wreszcie po szóste nie jest to osoba życzliwa.
  • mama_kotula 02.09.09, 14:09
    CytatLaura ma żal do Grzegorza, że każe jej w
    czasie mrozu taszczyć ciężkie zakupy piechotą zamiast wziąć
    samochód. Pada tu stwierdzenie, że ojczym ma więcej serca dla nowego
    forda (w którym widzi osobę zywą) niż dla chorej pasierbicy. Jest w
    tym pewnie trochę racji, ale Laura widzi tylko swoją krzywdę.
    Grzegorz przecież nie wysyła jej po zakupy, ale tylko krozysta z jej
    pomocy czyli dla siebie jest równie wymagajacy.


    Laura jest wtedy nastolatką, przypominam.
    Nastolatki SĄ egocentryczne i lubią się użalać nad sobą. Nie jest to cecha negatywna jednoznacznie tylko NORMA ROZWOJOWA.

    CytatPo drugie ekspansywność. Laura uważając się za pokrzywdzoną
    > faktycznie osiąga wszystko to co chce. Na przykład zawłaszcza
    > zielony pokój po wyprowadzce Natalii pozostawiając siostrze, jak
    > mniemam, dawny wspólny pokój dziecinny. Potem wypomina dziadkom, że
    > sama ten pokój wyremontowała więc powinien być jej. Nie widzi tego,
    > że kto inny, jak sądzę, za tę renowację zapłacił.


    Primo, dlaczego wyprowadzkę do innego pokoju nazywasz "zawłaszczeniem"? To sugeruje, że Róża miała większe prawa do tego pokoju, bo...? bo jest starsza, czy jak?

    I tak, pokój JEST Laury. W dodatku - sama go wyremontowała, co sprawia, że jest jeszcze bardziej JEJ. Sugerujesz, że pokój można nazwać własnym tylko wtedy, kiedy się własnoręcznie go wyremontuje za własnoręcznie zarobione pieniądze? Wolne żarty. 99% znanych mi nastolatków i dzieci nie ma w takim razie swojego pokoju :P.


    CytatO jej ekspansywności może świadczyć też nadreprezentacja
    > jej kolegów na ślubie Natalii (choć poniekąd to wynik niedbalstwa
    > autorki).

    Czy przyszli oni bez zgody zainteresowanej, znaczy - panny młodej?

    CytatPo trzecie brak empatii. Laurze sprawia przyjemność zadawanie innym (przede wszystkim matce) bólu i obserwowanie bezsilności ofiar. Przy czym ostrych słów nie wypowiada w złości, kiedy człowiek ulega emocjom, ale na zimno i z wyrachowaniem.

    Z czego wróżysz, że jej sprawia to przyjemność?
    Z tego, że tako rzecze klan Borejko?
    Pytanie - dlaczego matka nie nauczyła dziecka empatii? Empatia nie jest nawykową rzeczą wrodzoną, jakby się wydawało.

    CytatPoza tym fakt, że później Gabriela staje po stronie Ignasia, nie świadczy, że jest ona harpią a raczej to naturalne u rodziców że instynktownie bronią młodszych dzieci przed starszymi

    Rodzic, który zawsze instynktownie broni młodszego dziecka przed starszym, to - wybacz - dupa a nie rodzic. Żaden to instynkt, a jak nawet - to trzeba nad tym pracować.


    Co do reszty nie chce mi się w ogóle odnosić, bo czuję głęboką niechęć do tego, iż ocenia się dziecko (potem nastolatkę) w kategoriach oceny osób dorosłych, usprawiedliwia się niewłaściwe zachowania matki, i generalenie ma się spojrzenie na osobę oraz kontekst i kotekst płaskie jak talerzyk deserowy.

    --
    http://smoki.nightwood.net/img/smoki/1_powietrze_3.gifhttp://smoki.nightwood.net/img/smoki/1_umysl_5.gifhttp://smoki.nightwood.net/img/smoki/1_natura_5.gif
  • kkokos 02.09.09, 14:18
    piotr7777 napisał:

    > już choćby ocenianie absztyfikantów ciotek pod kątem własnej
    > przyjemności (najlepszy jest ten kto pozwala wygrywać ze sobą w
    gry
    > towarzyskie)

    jak miło wiedziec, piotrze, że ty jako ośmio-dziewięciolatek
    oceniałbyś absztyfikantów rodzeństwa głęboko zastanawiając sie,które
    cechy charakteru rodzeństwa i absztyfikantów do siebie pasują, które
    elementy wróża harmonijne pożycie, a które wręcz przeciwnie, który
    absztyfikant wydaje się odpowiedzialny...
    moim zdaniem laura i tak fajny sposób oceny wybrała, mogła przecież
    oceniac pod kątem "ładny-nieładny". albo, co gorsza, "dał mi prezent-
    nie dał mi prezentu".
  • kkokos 02.09.09, 14:26
    > Po piate snobizm. Pomimo, że Laura buntuje się przeciw rodzinie
    > Borejków ta borejkwoska cecha u niej wystepuje w najwyższym
    stopniu.
    > Niechęć Ignacego do kultury masowej nie wiąże się z pogardą
    względem
    > jej odbiorców, Laura natomiast gardzi wszystkimi, którzy nie
    > podzielają jej fascynacji kulturą wysoką (vide Bodzio).

    mnie się tam zawsze wydawało, że laura nie znosiła bodzia, bo
    śmierdział i zakłócał jej wycieczkę, która miała być we dwoje, co
    gorsza, wpływ bodzia na wolfiego uświadamiał jej, że z wolfim ma
    coraz mniej wspólnego.

    > Niechęć Ignacego do kultury masowej nie wiąże się z pogardą
    względem
    > jej odbiorców,
    próbuje sobie przypomnieć jakieś sceny, w których ignacy ma kontakt
    z odbiorcami kultury masowej. mam z tym kłopot, wydaje mi się, że to
    raczej gdzies półzdaniami było, że ignac bywał zadziwiony, ze tak
    mozna, inaczej niż on. od odbiorców kultury masowej dzieliła go
    szklana ściana, zero przenikania. z wyjątkiej jednej sytuacji, kiedy
    to odbiorcy kultury masowej oblali go wodą, a w odwecie on stłukł
    baltonę, wziętego za odbiorcę kultury masowej bardzo mylnie. czy
    szufladkowanie innych po wyglądzie, co w tym wypadku niewątpliwie
    miało miejsce, uważasz za przejaw braku snobizmu?
  • piotr7777 02.09.09, 15:05
    Rozumiem, że Laura dorastając staje się mniej egocentryczna,
    bardziej współczująca i otwarta na innych? Jakoś tego nie widzę.
    Osoba trzynastoletnia jest chyba w stanie zauważyć, że ojczym jest
    tak samo narażony na przeziębienie jak ona. Albo że poranna toealeta
    nie jest własciwym momentem na dokładny makijaż w sytuacji gdy z
    łazienki chce korzystać jednocześnie kilka innych osób.
    Jeżeli ma się dzieci w róznym wieku od tego, który jest starszy i
    mądrzejszy z reguły wymaga się więcej. Jeśli na przykład starsze
    dziecko bije młodsze to nawet w sytuacji gdy ma powód (bo to młodsze
    bezmyślnie zniszczyło jakiś jego przedmiot albo weszło nieproszone
    do pokoju i nie chce wyjść) nalezy uzmysłowić mu, że to niewłasciwe
    a zarazem postarać się by ta sytuacja nie miała miejsca. W scenie
    w "TiR" Ignaś stracił okazję by siedzieć cicho, ale w żaden sposób
    nie naruszył wcześniej przestrzeni siostry. Być może później
    Gabriela wytłumaczyłaby mu, że nie powinien mieszać się do spraw
    miedzy nią a jego siostrą. Tyle że przez zachowanie Laury zapewne
    już nie miała do tego głowy.
    Borejkowie na ogół są życzliwi względem osób o niższym
    wykształceniu, Laura na rówieśników nie znających kultury antycznej
    patrzy z góry - to miałem na myśli.
    To nie jest wrażenie Borejków - Laura naprawdę upaja się zadawaniem
    bólu bliskim. Autorka przedstawia to z jej perspektywy oraz z
    perspektywy Róży, która siostrę zna dobrze.
  • verdana 02.09.09, 15:16
    Ale ojczym chciał się narazic na przeziebienie, bowiem zal mu było
    samochodu. Pasierbicy nie było zal - akurat tu laurę całkowicie
    rozumiem. W dodatku trzymanie - o ile pamietam - pasierbicy na
    zimnie, z cięzkimi siatami, bo się chce z kims pogadać -o, to jst
    egocentryzm. Jest zasadnicza rżnica, czy sama decyduje, ze wole
    zmarznąć i nosic siaty, bo tak - czy zmuszam do tego inna osobe,
    choć mozna by zakupy zrobic latwiej i bez wysiłku.
    Jesli chodzi o łazienke, to winna jest nie Laura, tylko
    przeludnienie. Bitwy o łazienke w tego typu domach sa elementem
    krajobrazu, nie winą uzytkownika.
    Borejkowie nie sa życzliwi wobec żadnych osób o nizszym
    wyksztalceniu, za wyjątkiem tych, ktorzy grzecznie tkwią nizej w
    hierarchii spolecznej. To znaczy - sasiadka może być, ale kolezanki
    z klasy, dzieci niewykształconych rodziców - apage!
    Młodsze dziecko nie powinno mieć przywilejów z racji tego, że jest
    mlodsze. Rodzeństwa biją się we wszystkich niemal domach, a bliźniat
    za dużo nie ma. Czego dowodem jest, ze w normalnych rodzinach
    starsze bije mlodszego, mlodsze starszego, a rodzice wtracają się w
    wypadkach drastycznych i nie zawsze w obronie mlodszego... Tylko
    winnego. Moja slodka coreczka zwykla byla z uroczym usmiechem kopać
    starszego brata po kostkach, on oddawał - mialabym go skarcić za
    lanie mlodszego i jeszcze siostrzyczki???
    Laura niczym sie nie upaja - jakoz to ona ból zadaje bliskim? O ile
    pamietam, najwieksza zbrodnią było odebranie siostrze możliwosci
    opowiedzenia dowcipu.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • rozdzial43 02.09.09, 17:43
    verdana napisała:

    > Jesli chodzi o łazienke, to winna jest nie Laura, tylko
    > przeludnienie. Bitwy o łazienke w tego typu domach sa elementem
    > krajobrazu, nie winą uzytkownika.

    To oczywiście prawda. Ale zamykanie się nastolatki na długie kwadranse celem
    makijazu w "krytycznym" momencie dnia, kiedy inni domownicy MUSZĄ, no po prostu
    muszą z niej skorzystać, to już inna para kaloszy.

    >
    >Rodzeństwa biją się we wszystkich niemal domach,

    I znów święta prawda. Tłuką się, donoszą na siebie, znieważają się słowem i nogą
    i czym ta jeszcze.
    Ale wobec obcych - są wobec siebie lojalni, przynajmniej moi. A Laura wobec Róży
    nie jest. Na przykład kpiny w obecności Lelujków (chłopaków!!!) z odchudzania
    siostry, wyrazy kpiny i szyderczego pobłażania kierowane do Filipa po
    demonstarcyjnej ucieczce Róży. Brzydko, fe.

    > Laura niczym sie nie upaja - jakoz to ona ból zadaje bliskim? O ile
    > pamietam, najwieksza zbrodnią było odebranie siostrze możliwosci
    > opowiedzenia dowcipu.

    A tu - za pozwoleniem - pamięć Cię zawiodła. A jak Laura "dofasoliła" Pyzie
    opowieścią o planach matrymonialnych Wolfiego, chcociaż nawet nie mają
    niemowlęcia", bo on ją po prostu szanuje? Po tym tekście (CzP) Różna
    zaczerwieniła się i siąpała w wózek z Milą.
    A wspomniane już teksty o odchudzaniu? "Odchudzać się możesz zacząć jak zawsze
    od jutra" Co to miało być, jak nie dowalenie siostrze?
  • verdana 02.09.09, 18:07
    Takie "dowalanie" siostrze jak teksty o odchudzaniu sa chyba na
    porzadku dziennym wśrod normalnego, kochajacego się rodzenstwa, albo
    mam w domu patologię.
    Poza tym osoba, ktora wiecznie mowi o odchudzaniu, a nie żaluje
    sobie - jest cholernie denerwująca. Nie da sie ukryć...
    Jesli chodzi o niemowle, to brak slubu+niemowle jest najwyraxniej
    problemem nie tylko dla Laury. Taka jest atmosfera domowa. W tym
    widze raczej chcęć pokazania swojej wyższosci (normalne, niestety,
    może nie godne pochwały, ale normalne) niż jakąś szczególna
    perfidię.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • croyance 03.09.09, 15:03
    O, my z bratem uwielbialismy sie bic i czesto urzadzalismy bijatyke,
    gdy nie mielismy nic innego do roboty. Szarpalismy sie za wlosy,
    wpychalismy palce do nosa, rwalismy ubrania - ale jak, nie daj Boze,
    ktos interweniowal, podnosilismy zgodnie wielki krzyk, zeby nam nie
    przeszkadzac.

    Moj brat polowal na moj pamietnik (kiedys wykradl go, i chodzil za
    mna po domu cytujac fragmenty o tym, jak bardzo pozadam prezentera
    MTV Paula Kinga :-D), ja z kolei przekupywalam go, by poodkurzal za
    mnie i wyszedl na spacer z psem.

    Uwazamy sie za normalne, kochajace sie rodzenstwo, i nie przyszloby
    mi do glowy, ze bylo w tym cos nienormalnego. W stosunku do osob z
    zewnatrz zawsze sie bronilismy, a jak raz jakas pani interweniowala,
    jak pobilismy sie na podworku, oboje krylismy swoje tylki, chociaz
    potem w domu mu oddalam.
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • kkokos 02.09.09, 15:19
    > Osoba trzynastoletnia jest chyba w stanie zauważyć, że ojczym jest
    > tak samo narażony na przeziębienie jak ona

    widać, ze nie jesteś ojcem nastoletniego dziecka

    Albo że poranna toealeta
    > nie jest własciwym momentem na dokładny makijaż w sytuacji gdy z
    > łazienki chce korzystać jednocześnie kilka innych osób.

    widać, że nie jesteś ojcem nastoletniego dziecka

    > Tyle że przez zachowanie Laury zapewne
    > już nie miała do tego głowy.

    jasne, laury wina, że gaba nie karci swego faworyta. bardzo trzeba
    być uprzedzonym, żeby coś takiego napisać.


    > To nie jest wrażenie Borejków - Laura naprawdę upaja się
    zadawaniem
    > bólu bliskim.
    nie zgadzam się z tobą zupełnie. laura domaga się prawdy - chce się
    dowiedzieć, dlaczego rodzina karze ją za to, co zrobił jej ojciec,
    który z jej, dziecięcego punktu widzenia, skrzywdził przede
    wszystkim właśnie ją. proszenie o wyjaśnienia nic nie dało, to może
    wstrząs coś da - to jest sposób postępowania laury w tych
    nielicznych przypadkach, gdy mówiła coś świadomie, by zabolało. w
    pozostałych przypadkach była to tylko złośc, w laurze jest dużo
    złości. a to potępiasz, prawda? kobieta, a już na pewno nie
    dziewczynka, nie ma prawa do złości.
  • emae 02.09.09, 15:23
    piotr7777 napisał:

    > Albo że poranna toealeta
    > nie jest własciwym momentem na dokładny makijaż w sytuacji gdy z
    > łazienki chce korzystać jednocześnie kilka innych osób.
    >
    Hm, od piętnastego roku życia mieszkałam w internatach, od początku studiów
    wynajmuję mieszkanie z kilkoma innymi dziewczynami. W sumie mieszkałam z
    kilkunastoma dziewczynami mniej więcej w moim wieku Większość z nich nie
    rozumiała tego o toalecie :)
  • mama_kotula 02.09.09, 17:15
    CytatJeśli na przykład starsze dziecko bije młodsze to nawet w sytuacji gdy ma powód (bo to młodsze bezmyślnie zniszczyło jakiś jego przedmiot albo weszło nieproszone do pokoju i nie chce wyjść) nalezy uzmysłowić mu, że to niewłasciwe a zarazem postarać się by ta sytuacja nie miała miejsc

    Ale to oczywiste, że bicie jest niefajne i warto o tym dziecko uświadomić. Zarówno starsze, jak i młodsze.
    Ale nie chodzi o to, że młodsze ma mieć specjalne przywileje, bo jest młodsze. Owszem, od starszego można wymagać więcej, ale są tego pewne granice. A nierówne traktowanie dzieci to cudowny sposób, aby rodzeństwo się znienawidziło.
    Mój syn często dostawał opierdziel, że leje młodszą siostrę. Dopiero któregoś dnia zobaczyłam przypadkiem, że ta słodka mała żmija paskudnie go prowokuje.

    CytatW scenie w "TiR" Ignaś stracił okazję by siedzieć cicho, ale w żaden sposób nie naruszył wcześniej przestrzeni siostry.

    A Laura nie naruszyła przestrzeni jego. Tak, weszła do jego pokoju. ALe sam wcześniej napisałeś, że "własny pokój" to przywilej dla tego, kto sobie go kupi i wyremontuje za własne pieniądze, tak że zakładam, iż Laura weszła do pokoju ogólnodostępnego.

    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • verdana 02.09.09, 18:02
    Bicie jest niefajne? Tak. Ale bicie się rodzeństwa (nie pobicie
    jednego przez drugiego) JEST fajne. Tak przynajmniej zeznaje sporo
    znanych mi rodzeństw.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mama_kotula 02.09.09, 18:06
    verdana napisała:

    > Bicie jest niefajne? Tak. Ale bicie się rodzeństwa (nie pobicie
    > jednego przez drugiego) JEST fajne. Tak przynajmniej zeznaje sporo
    > znanych mi rodzeństw.

    Źle się wyraziłam, masz rację. O czym świadczy fakt, iż czasem towarzystwo ogłasza mi "idziemy się bawić w bijatykę" i wychodzi, zamykając drzwi (pomni tego, że matka nie znosi odgłosów tej zabawy :P).
    Natomiast bicie - złośliwe - jest złe.

    --
    http://smoki.nightwood.net/img/smoki/1_powietrze_3.gifhttp://smoki.nightwood.net/img/smoki/1_umysl_5.gifhttp://smoki.nightwood.net/img/smoki/1_natura_5.gif
  • ding_yun 02.09.09, 15:02
    piotr7777 napisał:

    > już choćby ocenianie absztyfikantów ciotek pod kątem własnej
    > przyjemności (najlepszy jest ten kto pozwala wygrywać ze sobą w gry
    > towarzyskie) jest tego przejawem.

    Jak każdy normalny człowiek ocenia, czy kogoś lubi czy nie. To nie jest
    egocentryzm, to normalne zachowanie.

    Ale szczególnie uwidacznia się to
    > w Tygrysie i Róży. Oto np. Laura ma żal do Grzegorza, że każe jej w
    > czasie mrozu taszczyć ciężkie zakupy piechotą zamiast wziąć
    > samochód. Pada tu stwierdzenie, że ojczym ma więcej serca dla nowego
    > forda (w którym widzi osobę zywą) niż dla chorej pasierbicy. Jest w
    > tym pewnie trochę racji, ale Laura widzi tylko swoją krzywdę.
    > Grzegorz przecież nie wysyła jej po zakupy, ale tylko krozysta z jej
    > pomocy czyli dla siebie jest równie wymagajacy.

    Bzdura. Powiedzmy sobie szczerze, że sytuacja w której idzie się piechotą
    podczas zamieci i sporego mrozu po spore zakupy, żeby nie zniszczyć samochodu
    (jak mógłby mu ten śnieg zaszkodzić, nie mam pojęcia) jest absurdalna. Grzegorz,
    jeśli lubi się w ten sposób katować, ma do tego prawo, ale byłoby miło, gdyby
    nie zmuszał do tego osób mających więcej oleju w głowie. Nie znoszę w ludziach
    tej cechy - umartwiania się na każdym kroku, odmawiania sobie wszystkiego,
    uprzykrzania życia sobie i innym w ten sposób i takiej pseudo oszczędności.
    Więcej się wyda na leki, gdy człowiek podczas takiej wycieczki się przeziębi,
    niż na benzynę.

    > Po drugie ekspansywność.

    Tak, najlepiej jakby się usunęła w kącik i nie miała żadnych własnych potrzeb.
    Od którego momentu zaczyna się dla Ciebie ekspansywność?

    Laura uważając się za pokrzywdzoną
    > faktycznie osiąga wszystko to co chce. Na przykład zawłaszcza
    > zielony pokój po wyprowadzce Natalii pozostawiając siostrze, jak
    > mniemam, dawny wspólny pokój dziecinny.

    Pyza ma ten mały pokoik do własnej dyspozycji. Natomiast zielony pokój, jako
    największy w całym domu, jest chyba nadal od czasu do czasu wykorzystywany przez
    całą rodzinę.

    Potem wypomina dziadkom, że
    > sama ten pokój wyremontowała więc powinien być jej.

    Nie. Ona wypomina im, że OBIECALI, że pokój będzie jej i nie dotrzymują do końca
    słowa. W scenie z JT, w której Laura nie chce, żeby położyć w jej pokoju całe
    obłąkane przedszkole, nikt jej nie prosi o przysługę, nie tłumaczy, tylko od
    razu wymaga. A Laura ma robić, co jej każą, choć to niezgodne z obietnicą. Z
    jakiej racji?


    > wkurzona na dziadków, że narzucają jej towarzystwo młodszych
    > kuzynów, ale ostrze agresji kieruje przeciw Bogu ducha winnym
    > dzieciakom.

    Kiedy dokładnie? Swoje pretensje skierowała wyłącznie do dziadków, nie zabiła
    żadnego ze swoich kuzynów, a w jej pokoju został ostatecznie położony tylko
    Józinek, któremu Laura wrogości nie okazywała. Nawet mu lampkę przyniosła, jak
    już mamy być tacy drobiazgowi.

    O jej ekspansywności może świadczyć też nadreprezentacja
    > jej kolegów na ślubie Natalii

    Chyba byli tam za zgodą Natalii i Roberta, prawda? I ostatecznie pomysł Laury z
    zaproszeniem Lelujków i utworzeniem osobnego stolika okazał się być bardzo
    trafiony z organizacyjnego punktu widzenia. Poza tym Laura nie tylko chciała
    sama się dobrze bawić, ale i próbowała wyrwać Pyzę z objęć nieszczęsnego Frycka
    i pchnąć w ramiona Lelujki. Może gdyby się tak stało, Pyza nie byłaby młodą
    matką przy mężu, bez żadnego wykształcenia i perspektyw.

    > Po trzecie brak empatii. Laurze sprawia przyjemność zadawanie innym
    > (przede wszystkim matce) bólu i obserwowanie bezsilności ofiar. Przy
    > czym ostrych słów nie wypowiada w złości, kiedy człowiek ulega
    > emocjom, ale na zimno i z wyrachowaniem.

    Nie zawsze, często wypowiada je właśnie w złości. Poza tym u Laury agresja jest
    postawą obronną.

    > Po czwarte skłonność do użalania się nad sobą, bardziej dla
    > przyjemności niż z poczucia krzywdy. Znowu przykład z TiR - Laura
    > uważa, że Ignaś jest faworyzowany przez matkę, ale właściwie nie
    > bardzo wiadomo na czym by to faworyzowanie miało polegać.

    Na tym, że to Ignaś dobrze czuje się w pokoju rodziców, a ona jest przez
    Gabrielę traktowana jak intruz. Zdanie "a co ty tutaj robisz?" było już na forum
    wielokrotnie wałkowane.

    > Po piate snobizm. Pomimo, że Laura buntuje się przeciw rodzinie
    > Borejków ta borejkwoska cecha u niej wystepuje w najwyższym stopniu.
    > Niechęć Ignacego do kultury masowej nie wiąże się z pogardą względem
    > jej odbiorców, Laura natomiast gardzi wszystkimi, którzy nie
    > podzielają jej fascynacji kulturą wysoką (vide Bodzio).

    Bez przesady, naprawdę. Laura nie miała najmniejszego powodu, żeby Bodzia
    tolerować i lubić. Wybierała się w romantyczną podróż z ukochanym a Bodzio
    napatoczył się i zepsuł całą atmosferę. Nie wiem kogo w tej sytuacji szlag by
    nie trafił. Poza tym, gdzie tu snobizm? Laura nie wyśmiewa Bodzia za to, że nie
    zna książki ostatniego laureata Nobla, tylko nie zgadza się z jego punktem
    widzenia odnośnie literatury w ogóle. Nie wolno jej? Wolno. A Bodzio jest
    intelektualnie 10 pięter niżej od niej i niestety żadne polityczne poprawne
    gadanie tu nic nie zmieni. Pan Taduesz to nie jest dla mnie kultura wysoka. To
    jest podstawa.

    --
    Angielskiego uczą metodą Callana, a chińskiego metodą Konfucjusza. Tao miliona
    powtórzeń.
  • mamarcela 02.09.09, 18:38
    piotr7777 napisał:

    > > Pewnie dlatego, że nie jest jednoznacznie negatywna.
    > Moim zdaniem jest. A w każdym razie ma kilka jednoznacznie
    > negatywnych cech.

    Wszystkie co do jednej negatywne cechy Laury są absolutnie charakterystycznymi
    cechami wieku adolescenctwa, który jak ostatnio donoszą psychologowie trwa w
    wielu przypadkach aż do 25 roku życia.

    Miłe, życzliwe i pomocne nastolatki wyrywające mamusi garnki z ręki to są bajki
    i patologia. To znaczy nastolatkom zdarza się być miłym i pomocnym, ale normą
    jest egocentryzm i brak zainteresowania innymi. Podręcznikowy jest przykład
    piętnastolatka potykającego się o nieprzytomną matkę w przedpokoju i idącego dalej.
    W większości przypadków uśmiechnięte nastoletnie Pyzy z dzielną grzywką to wynik
    albo tresury, albo "koniunkturalizmu".
    Nastolatki generalnie traktują swoją rodzinę i domowników jak wrogów,
    dręczycieli i totalnych przygłupów bez gustu. Co oczywiście nie wyklucza
    przywiązania, miłości i takich tam.

    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • piotr7777 02.09.09, 18:49
    Czyli że Laura jest zwyczajną nastolatką w niezwyczajnym świecie? No
    dobra niech będzie.
    Tylko że co razi mnie fakt, że jest to osoba ponadprzeciętnie
    inteligentna i trochę dziwne, że rozwój intelektualny nie idzie w
    parze z emocjonalnym. Podczas gdy Róża nie wybija się jakoś
    szczegolnie intelektualnie (w NiN ten kontrast jest szczególnie
    widoczny) a jednocześnie ma dużę inteligencję emocjonalną właśnie.
    Ktoś napisał powyżej, że za wady Laury odpowiada Gabriela bo to ona
    powinna wpoić córce empatię. MM uważa chyba inaczej, tzn. na
    przykładzie Róży i Laury pokazuje nam, że człowiek jest tak dalece
    ukształtowany przez geny, że wychowanie niewiele tu może zmienić.
    Dlatego Pyza bez pomocy Gabrieli jest pozytywną bohaterką a w
    wypadku Laury wszelkie próby wychowawcze (jak przypowieść o łyżkach
    w "Dziecku piątku") są skazane na porażkę.
  • mama_kotula 02.09.09, 19:11
    Piotrze, ty uważasz, że jedna opowieść o łyżkach wystarczy, aby ukształtować w kimś egocentrycznym empatię? Znowu śmiesz żartować.

    I o jakich próbach wychowawczych mówimy, ja cię bardzo proszę. Borejkowie byli przekonani, że ich rodzina wchłania mądrości życiowe przez osmozę i że nauka empatii i wychowanie sensu stricto nie są potrzebne. A może chodzi ci o próbę wychowawczą, jak to Gaba miała powiedzieć Laurze na temat kłamstwa, a puentą było "jesteś fioletowym tygryskiem w czerwone kropki"? A może o próbę, kiedy Laura podbierała perfumy ciociom, a jej mama powiedziała tylko, że dzieci nie potrzebują się perfumować? A może o tę próbę wychowawczą, że Laura za kradzież zostaje w nagrodę wysłana na wakacje?


    --
    http://smoki.nightwood.net/img/smoki/1_powietrze_3.gifhttp://smoki.nightwood.net/img/smoki/1_umysl_5.gifhttp://smoki.nightwood.net/img/smoki/1_natura_5.gif
  • kkokos 02.09.09, 19:16
    > I o jakich próbach wychowawczych mówimy, ja cię bardzo proszę.

    jak się matka własnego dziecka od małego boi, bo sama ze sobą ma
    problem, to o jakim wychowaniu można mówić??
  • mamarcela 02.09.09, 19:11
    Rozwój emocjonalny rzadko idzie w parze z rozwojem intelektualnym. Coś za coś
    niestety.
    Zresztą Pyza też jest mocno opóźniona emocjonalnie - nie ma kompletnie własnego
    ja. Laura przynajmniej walczy o swoje miejsce w świecie i swoje granice
    psychologiczne, czasami po trupach, ale walczy, natomiast Pyza jest bezbronnym
    cielęciem.

    Problem z naszym odbiorem Laury polega nie na tym, ze ona jest postacią
    negatywna, bo w sumie nie jest - te jej zbrodnie to pikuś mały w porównaniu ze
    zbrodniami przeciętnego nastolatka, ale na tym, ze Musierowicz opisuje ja
    negatywnie, bo się po prostu nie zna na tygrysach.
    Jak już wielokrotnie pisałam ja mam w domu tygrysa (i to skrzyżowanego z idą) i
    od środka taki tygrysizm wygląda kompletnie inaczej niż MM to opisuje.
    Przede wszystkim zewnętrzny tygrysizm (niewątpliwy intelekt, wybitna uroda,
    wdzięk, sukcesy towarzyskie, cięty dowcip, konieczność bycia górą w każdej
    sytuacji i seksapil) okupiony jest w tygrysizmie wewnętrznym niepewnością,
    kompleksami, nadambitnością i często wręcz rozpaczą.
    Poza tym MM opisuje Laurę po trosze jako aspołeczną dziwaczkę natomiast
    tygrysizm jest niezwykle pożądany towarzysko i złośliwe, "jeżdżące" po
    wszystkich urodziwe i inteligentne zołzy przewaznie ciągną za sobą korowód
    wielbicieli płci obojga.
    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • kkokos 02.09.09, 19:13
    trochę dziwne, że rozwój intelektualny nie idzie w
    > parze z emocjonalnym.

    wcale nie dziwne, to się zdarza bardzo często. mogę tylko powtórzyć:
    nie masz dzieci w wieku nastoletnim :)

    Podczas gdy Róża nie wybija się jakoś
    > szczegolnie intelektualnie (...) a jednocześnie ma dużę
    inteligencję emocjonalną właśnie.

    dla mnie to nie inteligencja emocjonalna, to raczej pragnienie, by
    wszystkim było miło (tfu) i taka ładna harmonia panowała, żeby
    wszyscy się lubili i żeby na świecie nie było wojen. to nie jest dla
    mnie pozytywna bohaterka, bo zwyczajnie nie ma jaj


    na
    > przykładzie Róży i Laury pokazuje nam, że człowiek jest tak dalece
    > ukształtowany przez geny, że wychowanie niewiele tu może zmienić.

    noż tu mi się nóż w kieszeni otwiera. wychodząc z tego założenia w
    ogóle nigdy nikogo nie warto wychowywać, bo jeśli ma złe geny (a
    każdy ma w rodzinie czarną owcę, której geny mógłby odziedziczyć,
    nieprawdaż?) i tak będą silniejsze.
    no a zwłaszcza podłe geny parszywego pyziaka. pani MM cię chyba
    kocha jako czytelnika.
  • staua 02.09.09, 19:19
    >trochę dziwne, że rozwój intelektualny nie idzie w
    > parze z emocjonalnym.

    Mnie to zupelnie nie dziwi, bardzo czesto to obserwuje.
    --
    "Predicting what is going to happen in the inanimate world is a piece
    of cake compared with predicting what is going to happen in the social
    world" - Richard Dawkins
  • andrzej585858 02.09.09, 19:33
    staua napisała:

    > >trochę dziwne, że rozwój intelektualny nie idzie w
    > > parze z emocjonalnym.
    >
    > Mnie to zupelnie nie dziwi, bardzo czesto to obserwuje.

    Dla mnie wydaje się że jest to wręcz norma, a nawet, obrazoburczo dodam, mam
    jakieś dziwne wrażenie że u mężczyzn to ten rozwój zaczyna być równomierny
    dopiero gdzieś w okolicy 40-tki.
  • staua 02.09.09, 19:42
    U niektorych (naukowcow np) nigdy sie nie wyrownuje. Znam np.
    czterdziestoletniego wybitnego bioinformatyka, ktory jest fanem
    filmu "Krol Lew", nazwal swoj samochod Cubby (wlacznie z vanity
    plate) i wozi w nim maskotki z krola lwa (chyba caly tyl ma nimi
    zawalony).
    U kobiet tez roznie to bywa... czasem dopiero potezny wstrzas
    emocjonalny doprowadza je do rownowagi.
    --
    "A large population of people, often with well-developed literary
    and scholarly tastes, [...] have been educated far beyond their
    capacity to undertake analytical thought" - Richard Dawkins
  • mamarcela 02.09.09, 20:06
    A poza tym to, co uważamy za rozwój to tez kilka spraw jest.
    Widzę to na przykładzie moich dzieci -
    Młoda jest pozornie całkowicie "rozwinięta" emocjonalnie. Od kiedy skończyła
    podstawówkę jest całkowicie samowystarczalna, sama podróżuje, sama kontroluje
    swoje wydatki, stopnie kiedyś w szkole, a teraz na studiach. Wystarczy
    powiedzieć, że ja nigdy, przenigdy (od wczesnego dziecięctwa) niczego jej nie
    odmówiłam, bo nigdy przenigdy nie postawiła mnie w sytuacji, kiedy powinnam
    odmówić. Pod większością względów jest odpowiedzialnym, dojrzałym, rozsądnym
    człowiekiem od niepamiętnych czasów. Natomiast wewnętrznie jest rozedrganą
    emocjonalnie, niepewną siebie, pogiętą małą dziewczynką, która ma trudności z
    dawaniem, a przede wszystkim z braniem.

    Młody jest absolutnie pozornie niedojrzały emocjonalnie, gdyby mu się nie
    przypomniało (wielokrotnie) nie położyłby się spać, nie wstałby, że o myciu
    zębów, czy wzięciu plecaka do szkoły nie wspomnę. Jest 180 centymetrową,
    piętnastoletnią dzidzią, stanowiącą niejakie zagrożenie dla siebie i innych. A
    jednak paradoksalnie emocjonalnie jest zdecydowanie bardziej poukładany od
    znacznie starszej siostry, łatwiej sobie radzi z uczuciami, potrafi dawać i
    brać, a także chronić swoje granice.

    href="http://wylegarnia.com/sklep/ekspozycja.php?aid=1556"
    target="_blank">"Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..." </a>
    "oraz gruba bardzo"
  • verdana 02.09.09, 20:34
    Ee...Moim ulubionym filmem są "Potwory i spółka". Tydzień temu
    matka zadzwonila, czy może wyrzucić mojego pluszowego krolika
    nadjedzonego przez mole, ktory leży w domu rodziców od lat 26. O
    malo nie doszło do matkobójstwa.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • jottka 02.09.09, 20:41
    verdana napisała:

    > Ee...Moim ulubionym filmem są "Potwory i spółka". Tydzień temu
    > matka zadzwonila, czy może wyrzucić mojego pluszowego krolika
    > nadjedzonego przez mole, ktory leży w domu rodziców od lat 26. O
    > malo nie doszło do matkobójstwa.


    przez telefon??? opisz, jak zamierzałaś to zrobić:)
  • ready4freddy 02.09.09, 23:08
    verdana napisała:

    > Matka mieszka blisko.

    verdano, nie wiem, czy to mialas na mysli, ale za genialna trawestacje cytatu o
    matce masz.. no nie wiem, order jakis, czy co? nawiasem mowiac cytat o matce
    uwielbia matka, tym razem moja. aczkolwiek zwykle siedzi z przodu, nie z tylu :)
    --
    hey, I just got a call from some crazy blankety-blank claiming he found a real
    live dead alien body.
  • croyance 03.09.09, 15:22
    Moj maz, 45-latek, ma misia Pande, ktora dostal jako chlopiec. Kiedys,
    w zlosci, rzucilam misiem, a maz bardzo sie oburzyl i kazal mi go
    (misia) pocalowac i przeprosic :-D
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • tygrys2112 02.09.09, 19:57
    > Tylko że co razi mnie fakt, że jest to osoba ponadprzeciętnie
    > inteligentna i trochę dziwne, że rozwój intelektualny nie idzie w
    > parze z emocjonalnym. Podczas gdy Róża nie wybija się jakoś
    > szczegolnie intelektualnie (w NiN ten kontrast jest szczególnie
    > widoczny) a jednocześnie ma dużę inteligencję emocjonalną właśnie.

    Piotrze, każdy jest inny. Niekiedy tak włanie jest. A wiesz że np.
    Einstein (niezwykle inteligentne, nieprawdaż) bynajmniej nie
    wykazywał empatii wobec swojej pierwszej żony oraz syna? A był wtedy
    starszy od Laury. :P Wiem, że przykład kosmiczny, ale chcę w ten
    sposób pokazać, że rozwój intelektualny i emocjonalny nie musi iść
    wcale w parze.

  • mama_kotula 02.09.09, 20:09
    Einstein miał najprawdopodobniej Aspergera, więc brak empatii nie powinien
    nikogo dziwić :)

    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • tygrys2112 02.09.09, 20:12
    Hm, może, ale to musiał być chyba skrajny Asperger...
  • mama_kotula 02.09.09, 20:21
    tygrys2112 napisała:

    > Hm, może, ale to musiał być chyba skrajny Asperger...

    Ja wiem, czy skrajny? Po prostu nieleczony ;-)
    Ja też nie mam cienia empatii z dziećmi, prędzej mnie denerwują, niż się z nimi empatyzuję. Ale ja trenuję ;-)

    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • croyance 03.09.09, 15:18
    Nasz mlody ma Aspergera, a empatyczny jest. Ale rozwoj intelektualny
    i emocjonalny ma rozjechany ho ho ho. W niektorych obszarach,
    podstawowych wrecz, jest tak niedojrzaly, ze rece opadaja - w innych
    zas, o wiele bardziej skomplikowanych, przewyzsza wrecz swoich
    rowiesnikow.

    Dajmy chociazby na przyklad matematyke: nie ma problemu z bardzo
    abstrakcyjnymi dzialaniami, geometria i funkcjami - ale dwoch do
    dwoch nie doda (doslownie - do historii przeszlo jego powiedzenie:
    'dostalem z egzaminu 97 punktow: jeszcze dwa, i mialbym sto', plus
    shock i niedowierzanie, ze 250 da sie podzielic na dwa).

    To jest zaskakujace, bo nigdy czlowiek nie wie, na ktory z tych
    poziomow trafi - z jednej strony potrafi powiedziec cos tak
    nieodpowiedniego do wieku, ze ludzie nie wiedza, jak zareagowac, z
    drugiej wymyslic bardzo nowatorska teorie z zakresu socjologii np.


    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • ginny22 03.09.09, 10:54
    > Tylko że co razi mnie fakt, że jest to osoba ponadprzeciętnie
    > inteligentna i trochę dziwne, że rozwój intelektualny nie idzie w
    > parze z emocjonalnym

    Razi cię zatem oczywista oczywistość :)
    Poza tym mam niejasne wrażenie, że o rozwój emocjonalny Laury nikt
    się nie zatroszczył (poza jedną przypowieścią o łyźkach). Uznano, że
    to taki mały Pyziak, więc i tak nic jej nie pomoże. A dziecko, które
    dorasta w przekonaniu, że jest zueee, będzie zueee. Mają co
    chcieli ;)
  • verdana 02.09.09, 22:08
    Masz racje - patologia. Jako posiadaczka trzeciego egzemplarza 15-
    latka, ktory wyrywa z reki ciężkie siaty i donosi herbate na kazde
    żądanie wcale nie piszę tego ironicznie.
    Oto typowa rozmowa "1.Obiecywałas mi, ze jak zgodzimy sie na psa, to
    będziesz go codziennie wyprowadzać! I co? Pies jest, ja musze
    wstawać wczesniej, zeby iść z nim, a nawet za nim nie przepadam. Raz
    ruszylabyś d... i poszla z nim na spacer! -2.Ale mi się nie chce,
    idz z tym psem -1. Naprawdę, tobie to mozna mowić, najpierw
    obiecujesz, a potem zwalasz na innych"
    Problem w tym, ze rozmówca nr 1.jest moj nieszczesny nastolattek, a
    rozmowca nr 2 - ja. I rozmowa jest w 100% autentyczna, powtarza się
    od czterech lat raz na dwa tygodnie.
    15-latek, ktory jest empatyczny, grzeczny i wyręcza mamusię, może i
    dla tej cholernej mamusi to skarb, ale życie sobie szykuje raczej
    ciężkie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • rozdzial43 02.09.09, 22:57
    verdana napisała:

    > Masz racje - patologia. Jako posiadaczka trzeciego egzemplarza 15-
    > latka, ktory wyrywa z reki ciężkie siaty i donosi herbate na kazde
    > żądanie wcale nie piszę tego ironicznie.

    A mnie skorciło do przywołania tu starej życiowej prawdy (znaczy dla mnie
    prawdy): ludzie som różne. I dobrze, i dzięki Bogu, uff, li i jedynie :))
  • rozdzial43 02.09.09, 22:54
    mamarcela napisała:

    > Wszystkie co do jednej negatywne cechy Laury są absolutnie charakterystycznymi
    > cechami wieku adolescenctwa,
    > normą
    > jest egocentryzm i brak zainteresowania innymi.

    Bardzo to efektowne podsumowanie, ale moim zdaniem - za pozwoleniem - stanowi
    przykład nadmiernego uproszczenia i próby prostego zdefiniowania nieprostego
    problemu.
    Absolutnie nie mogę zgodzić się z koncepcją, iżby wszystkie wredne zachowania i
    "odpały" Laury wynikały tylko z prawidłowości rozwojowej na etapie pokwitania.

    Wskazywany przez Piotra egocentryzm Laury (a przejawiający się w wyborze
    absztyfikantów ciotek pod kątem własnej przyjemności )- jeśli już mowa o
    prawidłowościach rozwojowych - wygląda bardziej na egocentryzm dziecięcy, który
    jednakowoż - jeśli mowa o prawidłowościach, powtarzam - powinien się zakończyć w
    6, no najdalej w 7 roku zycia. Potem normalne jest jednak to, że dziecko uczy
    się współżycia w grupie i zdolności do rezygnacji z zachcianek. Egocentryzm
    wieku pokwitania to jest innego rodzaju egocentryzm: wyraża się w podwyższonym
    memłaniu świadomości siebie z zainteresowaniem tym, jak oceniają delikwenta
    inni. Pokwitający bardzo się innymi interesuje w aspekcie zinteresowania innych
    sobą.

    Tego rodzaju egocentryzmu ja u Laury nie widzę, jej zachowania świadczą raczej o
    dobrze podpasionym, uhodowanym egocentryzmie osobniczym. Takie przypuszczenia
    nasuwają zachowania dążące do podporządkowania innych swoim interesom przez np.
    intrygę.

    Żadnego związku z dorastaniem nie widzę również we wskazywanej przez Piotra
    "ekspansywności" Laury, jej snobizmie, czy braku życzliwości.

    Zgodzić się mogę co do przejściowego braku empatii (chociaż to nie jest
    absolutnie żadna reguła) i skłonności do użalania się nad sobą.

    Brak empatii, który Mamarcela wiąże z pokwitaniem, nie zanika jednak u dorosłej
    Laury (np. tekst skierowany do Pyzy sugerujący, że Fryderyk jej nie szanuje mimo
    niemowlęcia i dlatego nie żeni się z nią), albo reakcja na propozycję podobno
    ukochanego Wolfiego wzięcia ślubu pod Śmiełowem.

  • ananke666 03.09.09, 01:16
    > wyraża się w podwyższonym
    > memłaniu świadomości siebie z zainteresowaniem tym, jak oceniają delikwenta
    > inni.

    Podwyższone memłanie świadomości?...
    --
    Tupecik
  • rozdzial43 03.09.09, 13:25
    ananke666 napisała:

    > Podwyższone memłanie świadomości?...

    No tak, można tego nie zrozumieć, co zmusza mnie do dodatkowego wyjasnienia
    przez przytoczenie definicji: chodziło mi tutaj o egocentryzm poznawczy wg Jeana
    Piageta - zjawisko występujące w okresie dojrzewania, a polegające m.in. na tym,
    że "nastolatki przejawiają podwyższony poziom świadomości siebie jednocześnie z
    zainteresowaniem tym, jak oceniają ich inni".

    Innymi słowy dzieci są wrażliwe na swoim punkcie i szukają w innych
    potwierdzenia własnej wartości.
  • kkokos 03.09.09, 14:07
    rozdzial43 napisała:

    > No tak, można tego nie zrozumieć,

    e tam, ja zrozumiałam od razu, jeszcze pamiętam, jak w kółko się
    zastaniałam wtedy, co inni o mnie myślą i maniacko rozwiązywałam (?)
    psychozabawy w gazetach różnych.

    ale memłanie o sobie mi się spodobało :)
  • ananke666 03.09.09, 16:29
    > No tak, można tego nie zrozumieć, co zmusza mnie do dodatkowego wyjasnienia
    > przez przytoczenie definicji...

    Nie, no ja zrozumiałam, tylko rozłożyło mnie samo wyrażenie 'memłanie
    świadomości', nieważne, podwyższone czy obniżone... pozwolę sobie pożyczyć, bo
    mi się też podoba.
    --
    Tupecik
  • mamarcela 03.09.09, 05:49
    OK. Ja wymiękam.
    Być może, iż skoro nie widzę w "straszliwych" zachowaniach Laury niczego tak
    naprawdę nagannego, sama jestem intrygującą egocentryczką.
    Być może mam problem, który wynika z tego, że obserwując od wielu lat świat
    nauczyłam się na własny użytek bardziej wierzyć intrygującym egocentryczkom niż
    deklaratywnie nienagannym altruistycznym empatyczkom. Jakoś tak mi się zdarzało,
    że więcej odkrywałam dusz anielskich w czerepie rubasznym niż dusz anielskich w
    czerepie anielskim.

    I jeszcze jedno - jeśli "pułapka biologiczna" w wykonaniu Pyzy i zwalenie się
    rodzinie na głowę z wypełnionymi nareszcie przez niemowlę ramionami nie jest
    przejawem krańcowego egocentryzmu to ja jestem miła i wiotka, a nie gruba i wredna.
    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • kkokos 03.09.09, 08:08
    mamarcela napisała:

    > OK. Ja wymiękam i pozostale akapity.


    mamarcelo, pozwolę sobie podpisać się pod tym twoim postem w
    całości.
    pozwolę sobie jeszcze dodać po raz kolejny, że wypominanie ośmio-
    czy dziewięciolatce, że ocenia absztyfikantów siostry pod kątem
    własnej zabawowej korzyści jest absurdalne. i jeśli ktoś uważa, że
    on sam jako ośmiolatka(tek) miał w sobie takie pokłady empatii i
    głębokiego pragnienia dobra rodzeństwa, że kierowałby się wyłącznie
    tym, czy dany związek wzbogaci to rodzeństwo duchowo oraz czy
    absztyfikant zapowiada się na odpowiedzialnego męża i ojca, to po
    ma zdecydowanie za wysokie memłanie o sobie.
  • rozdzial43 03.09.09, 13:34
    kkokos napisała:

    > jeśli ktoś uważa, że
    > on sam jako ośmiolatka(tek) miał w sobie takie pokłady empatii i
    > głębokiego pragnienia dobra rodzeństwa, że kierowałby się wyłącznie
    > tym, czy dany związek wzbogaci to rodzeństwo duchowo oraz czy
    > absztyfikant zapowiada się na odpowiedzialnego męża i ojca, to po
    > ma zdecydowanie za wysokie memłanie o sobie.

    Zgoda w 100 procentach.

    A z kolei - za pozwoleniem - ten kto nie widzi niczego niepokojącego w
    podejmowaniu podstępnych działań przez dziecko ingerujących w życie dorosłych w
    celu doprowadzenia dorosłego do wyboru partnera odpowiadającego dziecku z tego
    powodu, że pozwala wygrywać mu w karty, jest zdecydowanie lekkomyślny i zbyt
    optymistycznie nastawiony do życia, a także ma zbyt wysokie memłanie o dziecku.
  • kkokos 03.09.09, 14:09
    A z kolei - za pozwoleniem - ten kto nie widzi niczego
    niepokojącego w
    > podejmowaniu podstępnych działań przez dziecko ingerujących w
    życie dorosłych w
    > celu doprowadzenia dorosłego do wyboru partnera odpowiadającego
    dziecku z tego
    > powodu, że pozwala wygrywać mu w karty, jest zdecydowanie
    lekkomyślny i zbyt
    > optymistycznie nastawiony do życia, a także ma zbyt wysokie
    memłanie o dziecku.


    za pozwoleniem - gdyby mnie młodsza siotra (której nie mam) wycięła
    taki numer, jak laura z telefonem do bratka, to bym pewnie zabiła.
    ale za numer, za wtrącanie sie w moje życie i za próbę manipulowania
    mną. a nie za, na litość boską, motywację!!
  • rozdzial43 03.09.09, 13:43
    mamarcela napisała:

    > sama jestem intrygującą egocentryczką.

    Jestem skłonna uprzejmie się zgodzić z twierdzeniem, że jesteś intrygująca :))

    > I jeszcze jedno - jeśli "pułapka biologiczna" w wykonaniu Pyzy i zwalenie się
    > rodzinie na głowę z wypełnionymi nareszcie przez niemowlę ramionami nie jest
    > przejawem krańcowego egocentryzmu to ja jestem miła i wiotka, a nie gruba i wre
    > dna.

    No tak, ale rozmawiałyśmy dotąd o Laurze, nie o Pyzie.
  • tygrys2112 03.09.09, 18:25
    Ale Pyza też się przez wątek przeplata. A poza tym to jest przykład
    na to, że egocentryzm ma wiele twarzy i nie ma powodu, aby stawiać
    Pyzę wyżej od Laury.
  • mama_kotula 03.09.09, 14:24
    CytatI jeszcze jedno - jeśli "pułapka biologiczna" w wykonaniu Pyzy i zwalenie się rodzinie na głowę z wypełnionymi nareszcie przez niemowlę ramionami nie jest przejawem krańcowego egocentryzmu to ja jestem miła i wiotka, a nie gruba i wredna.

    Ależ nie jest, zapewniam cię.

    W wykonaniu Laury - oczywiście by to był skrajny egocentryzm, egoizm, niedojrzałość, chęć zrobienia na złość matce, wykorzystywanie najbliższych.

    W wykonaniu Pyzy, która należy do gatunku "święta siostra/córka/wnuczka/niepotrzebne skreślić" nazywa się to: a) zagubieniem w życiu, które każdemu się może zdarzyć oraz b) usprawnieniem machiny rodzinnej przez dodanie jednego małego trybiku.

    Alleluja.

    --
    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • mamarcela 03.09.09, 16:10
    Ale to, jakby to potraktowali Borejkowie to ja wiem.

    Chodzi mi o zdanie tych forumowiczów, co to Laurze w kolejnym wątku egocentryzmu
    nie mogą zapomnieć. Ani dziecięcego, ani nastoletniego, ani dorosłego.
    Swoja droga nawet w Sprężynie Laura jeszcze pod okres adolescenctwa podpada.
    Naukowcy tłumaczą wydłużenie się okresu dojrzewania mózgu do ról społecznych nie
    tyle zmianami genetycznymi, co tym, że młodzież teraz później wchodzi w
    dorosłość. Jak kobieta dwudziestoletnia miała męża i dwoje dzieci to nie miała
    czasu na niepokoje wieku dojrzewania (emocjonalnego mózgu:).
    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • tygrys2112 03.09.09, 17:50
    > I jeszcze jedno - jeśli "pułapka biologiczna" w wykonaniu Pyzy i
    zwalenie się
    > rodzinie na głowę z wypełnionymi nareszcie przez niemowlę
    ramionami nie jest
    > przejawem krańcowego egocentryzmu to ja jestem miła i wiotka, a
    nie gruba i wre
    > dna.

    Moim skromnym zdaniem Różyczki empatia to tylko maska, a tymczasem
    jest ona manipulatorką. O wiele bardziej autentyczna jeśli chodzi o
    nieśmiałość i łagodność jest dla mnie Bebe - bo o niej wiadomo od
    początku, że zakłada tę maskę z obawy, ale nie czuje się w niej
    dobrze, lub Cesia - taki ma sposób bycia, ale nie po to, aby grać,
    tylko dlatego, że taka jest.
  • rozdzial43 03.09.09, 18:25
    tygrys2112 napisała:


    > Moim skromnym zdaniem Różyczki empatia to tylko maska, a tymczasem
    > jest ona manipulatorką.

    Co do zasady uważam za bardzo trafne spostrzeżenie, że Róża jest manipulatorką.
    Moim zdaniem cechuje ją bardzo wysoki poziom inteligencji emocjonalnej. Jest
    gdzieś nawet takie zdanie (wygłoszone albo pomyślane przez Laurę - bystrą i
    inteligentną obserwatorkę), że Róża poddaje się ludziom, żeby potem nad nimi
    zapanować. Wszyscy bez wyjątku Różę lubią, jej wyjazd czyni wyrwę w gumowej
    chałupie.

    Ja osobiście bardzo podziwiam ludzi obdarzonych w takim stopniu inteligencją
    emocjonalną: jak to trzeba wiedzieć (skąd do ciężkiej deutery???!) co do kogo
    powiedzieć, jaki gest wykonać, w jakim momencie, żeby człowiek ów nie odtrącił
    cię, obdarzył zaufaniem, a potem nawet sympatią czy przyjaźnią.

    Oczywiste jest dla mnie, że są to umiejętności manipulacyjne, które przy złej
    woli można wrednie wykorzystać.

    Tyle tylko, że brak jest w Jeżycjadzie wzmianek (przynajmniej ja nie pamiętam),
    że Róża wykorzystuje swoje umiejętności przeciwko zdobywanym; może za wyjątkiem
    "pułapki biologicznej", chociaż wstępnie uważam, że to Róża padła jej największą
    ofiarą.
  • lezbobimbo 04.09.09, 06:13
    rozdzial43 napisała:
    > Co do zasady uważam za bardzo trafne spostrzeżenie, że Róża jest
    manipulatorką.> Moim zdaniem cechuje ją bardzo wysoki poziom inteligencji
    emocjonalnej.

    Rozyczka jest mysleniem zyczeniowym MM o dobrej coreczce-Sloneczku co kocha
    pomagac mamie i babci.
    Poniewaz sama MM nie ma zbyt wielkiej inteligencji emocjonalnej, Rozia wyszla
    jej niestrawna jak zakalec.
    Pyza jest postacia literacka, ktora wszystkim wchodzi w tylek i stara sie im
    podlozyc pod nogi, azeby zawsze bylo milo i azeby ja lubili (nawet wlasna, ponoc
    idealna macierz i takoz kochajaca baba lodowa). To strategia przezycia w oblesnej
    rodzinie, i to swiadczy jak najgorzej o tym gumowym wulkanie rzekomego dobra i
    mymlosci
    zwanym Borejkami.
    Manipulatorow bardzo dobrych zwie sie zas socjopatami.. ale co to ma do Pyzy,
    ktora jest bezwolna galareta? Owszem, jesli jej karygodne lenistwo jest z
    premedytacja, to wtedy mozemy mowic, ze manipuluje i calkiem jej to dobrze
    wychodzi - wpadla jak glupia sliwka, ale rodzina jej da za to w nagrode domek
    caly, domek bialy i Pyza nie musi ani studiowac ani pracowac juz nigdy wiecej.
    Ale watpie, zeby MM swiadomie
    chciala zrobic z Pyzy socjopatke i leniwa oportunistke, to wyszlo niechcacy jak
    zwykle :)

    Jest> gdzieś nawet takie zdanie (wygłoszone albo pomyślane przez Laurę - bystrą
    i> inteligentną obserwatorkę), że Róża poddaje się ludziom, żeby potem nad nimi>
    zapanować.

    Bua ha ha - pozwol, ze zabije Cie smiechem homeryckim. Znowu mamy MM ktora sadzi
    farmazony nieslychane - i Ty w to wierzysz?
    Znaczy, ze powiedzmy jakis napaleniec bedzie chcial zgwalcic Pyze w ciemnym
    zaulku, to ona ma sie mu poddac aby potem nad nim zapanowac? Juz to widze. Albo
    jak ktos bedzie nia dyrygowal, to ona sie poddajac bez slowa, zapanuje nad swym
    dyrygentem? Ha ha.
    Juz lepiej by sie uczyla emocjonalnego karate, jak poniewierany Kozio uczyl sie
    doslownej sztuki walki (zeby jej ludzie nie wchodzili na glowe i nie wyzyskiwali
    jej harowy).
    Pyza nie panuje nad niczym, ani nad soba, ani nad wlasnym zyciem, a co dopiero
    nad jakakolczyk inna osoba. Jakze cudownie panuje nad Fryckiem, ze ten uciekl
    czym predzej od takiej kochanej Pucuni. Owszem usilowala nim manipulowac za
    pomoca sekszenia sie, ale zrobila to tak prymitywnie, ze jeszcze glupio wpadla i
    wtedy dopiero jej zwial (nie dziwie mu sie).
    Albo jak cudownie opanowala psychopate Nerwusa w pociagu. Nawet MM wypsnelo sie
    w tym momencie ze "starsza" Pyza dziecinnie pyta w tym przedziale - ktora potem
    nie wiedziec czemu jest w oczach Laury szczesciara (znowu MM nie zna sie na
    tygrysach i co one naprawde mysla o takich poczciwych wycieraczkach).

    Wszyscy bez wyjątku Różę lubią, jej wyjazd czyni wyrwę w gumowej
    > chałupie.

    Tylko MM tak twierdzi i to nie slowa Laury ino Lusi, nastepnej kreacji
    niemozliwej i nie dajacej sie wytrzymac. MM twierdzi tez, ze Ignac wzbudza
    wzruszenie i ze to erudyta doskonaly, takoz jak i Lusia.
    Oczywiscie jest to wyzlacanie Pyzy tak jak i przedtem stawiala Neo-Gabe na
    piedestale. A dlaczego Pyza i Neogaba takie cudowne wzorce? Bo takie lagodniusie
    wycieraczki, tak sie poswiecaja, tak cierpia za miliony. Odwieczna mantra MM, ze
    nie wolno myslec o sobie tylko o innych, spotworniala z wiekiem. Szkoda, ze tak
    sie stalo i szkoda, ze coraz gorsze te opisy. Nie kupuje tego, nie wzruszaja
    mnie te historie.. tak samo jak nie kupuje odwiecznej mantry, ze Laura jest zlym
    pomiotem Szejtana, bo zajmuje Gabie lazienke. Trzeba bylo Gabe wyprowadzic z
    dziecmi z tej chalupy, to by lazienek starczylo dla wszystkich. Jak Gaba zas
    lupnie piescia w drzwi z cholera na ustach, to nadal wzorzec dobrutkiej mamuni
    wiecznie charytatywnej i swietnie wychowanej, ale jak Laura cokolwiek warknie,
    to jest to wyraz jej ohizdnego egoizmu.

    P.S. Laura dbajac o makijaz przed wyjsciem z domu przygotowuje sie do przyszlej
    pracy w korporacji, dbajac o swe CV i przyszlosc w wyscigu szczurow. Gaba zas nie
    wiadomo po co w ogole pcha sie do tej laziebni, skoro nigdy sie nie maluje. Przeciez
    powinna w kuchni nad zlewem wyszorowac pycho poczciwe, az blyszczy, w zimnej
    kranowie i przetargac slomiana strzechy zgrzeblem dla samodyszczypliny. Nie
    dosc, ze reszcie sybaryczacej sie rodziny zwolnilaby lazienke, to jeszcze by
    przy okazji mogla dogladac jakis pieczacych sie buleczek sniadaniowych dla
    wszystkich i jednoczesnie promowac prace magisterskie swoich studentow, jak to
    ona, wielofunkcyjna osmiornica..

    --
    specjalnie dla Was stękała
    Jęcząca Marta
  • the_dzidka 04.09.09, 11:07
    > Laura jest zlym
    > pomiotem Szejtana, bo zajmuje Gabie lazienke

    *szlocha bezgłośnie, usiłując opanować czkawkę, po uprzednim
    wciśnięciu w telefonie przycisku MUTE (telekonferencja!)*

    --
    Dzidka

    Zdzisiek szuka domu
  • croyance 04.09.09, 12:24
    Czytasz forum podczas telekonferencji? :-D
    Jestes od dzisiaj moim nowym role model! :-))))
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • the_dzidka 04.09.09, 13:51
    > Czytasz forum podczas telekonferencji? :-D

    No przecież coś trzeba wtedy robić :)

    --
    Dzidka

    Zdzisiek szuka domu
  • rozdzial43 04.09.09, 22:16
    lezbobimbo napisała:
    > Ale watpie, zeby MM swiadomie
    > chciala zrobic z Pyzy socjopatke i leniwa oportunistke, to wyszlo niechcacy jak
    > zwykle :)

    Z Twoimi obszernymi postami Lezbobimbo - za pozwoleniem - ja osobiście mam taki
    problem, że dużo czasu zajmuje mi wyłuskanie konkluzji, czyli tego co autorka
    chciała nam powiedzieć i jakie argumenty ją do tego wniosku doprowadziły.
    Mieszasz bowiem naraz tyle wątków i spraw, że próba podjęcia sensownego sporu
    musi byc poprzedzona żmudnym procesem oddzielania ziarna od plew. W pierwszych
    częściach postu Lezbobimbo, do którego się teraz odnoszę widzę poruszone co
    najmniej trzy kwestie:

    Po pierwsze: twierdzisz, że Pyza jest źle skonstruowaną, niewiarygodnie
    psychologicznie postacią literacką, zdradzającą marzenie MM o idealnej córeczce,
    którą jest bezwolna galareta.

    Po drugie - od razu sobie zaprzeczasz wnioskując, że postawa Pyzy ma
    psychologiczne uzasadnienie w strategii obronnej koniecznej do przeżycia w
    zaprezentowanej rodzinie, a MM mantruje spotworniale o filozofii życiowej
    poświęcania się dla innych.

    Po trzecie - oceniasz przedstawioną postać jako karygodnie leniwą bezwolną
    galaretę i jednocześnie jako poświęcającą się i cierpiącą za miliony, co ma
    stanowić o wyzłoceniu tej postaci przez MM.

    Jeśli zatem miałaby się wywiązać między nami jakaś dyskusja, to proszę Cię - za
    pozwoleniem - o uporządkowanie tej części swojej wypowiedzi i odpowiedź na
    następujące pytania: czy według Ciebie Pyza jest niewiarygodną psychologicznie
    postacią? Czy potępiasz zachwalaną w literaturze dla dzieci i nastolatek przez
    MM postawę altruizmu i empatii?

    Tyle na początek, który pozwoli mi zrozumieć, co właściwie miałaś na myśli, no
    chyba, że tak sobie zamierzałaś pozionąć niechęcią do MM i Jeżycjady, do czego
    masz zresztą święte prawo, ale w czym nie zamierzam Ci przeszkadzać.

    Odwieczna mantra MM, z
    > e
    > nie wolno myslec o sobie tylko o innych, spotworniala z wiekiem. Szkoda, ze tak
    > sie stalo i szkoda, ze coraz gorsze te opisy. Nie kupuje tego, nie wzruszaja
    > mnie te historie.

    A mnie z kolei nie wzrusza Twój wyzierający z wielu postów postulat zwiększenia
    autonomii jednostki, czego skutkiem musi być rosnąca rywalizacja, zanikająca
    solidarność, co wszystko razem - moim zdaniem - prowadzi do izolacji i zaniku
    normalnych związków społecznych.


    > P.S. Laura dbajac o makijaz przed wyjsciem z domu przygotowuje sie do przyszlej
    > pracy w korporacji, dbajac o swe CV i przyszlosc w wyscigu szczurow.

    A nie i nie. Laura nie osiągnie żadnej wielkiej kariery w pracy w korporacji,
    nigdy nie zostanie dyrektorem departamentu, działu, ani prezesem. co najwyżej
    skończy jako szeregowy urzędnik. Nie posiada żadnych umiejętności społecznych,
    brak jej zdolności empatii, zrozumienia dla potrzeb innej osoby, ludzie za nią
    nie pójdą.

    Prezeską mogłaby zostać z palcem w nosie Pyza, jak już wydorośleje, podejmie
    decyzje i zaopatrzy się we właściwe motywacje.
  • tygrys2112 04.09.09, 22:33
    Problem z tym, że nie wiadomo, co te książki promują. Empatii
    zdecydowanie nie empatię. Jak dla mnie - sztuczny uśmiech i
    zakłamanie. Tzn. nowe książki, bo te stare miały w sobie o wiele
    więcej realizmu i postacie były bardziej prawdziwe i wielopoziomowe.
  • mamarcela 04.09.09, 22:39
    Nie do mnie ten post, ale się wtrącam, bo doszło do pewnej nadinterpretacji moim
    zdaniem - w kwestii domniemanego szarego urzędnictwa Laury i prezesostwa Pyzy.
    Co my wiemy o relacjach z ludźmi i Pyzy i Laury? Nic! Tak naprawdę nie wiemy
    także wiele o relacjach z Borejkami, bo patrzymy na obie niejako oczami członków
    tej rodziny. Osobiście znam wielu ukochanych synków i cudownych córeczek, którzy
    przy bliższym poznaniu okazywali się nie-do-zniesienia. Wystarczy posłuchać
    wypowiedzi większości mamuś na zebraniach w szkole i ich opowieści o dzieciach
    cudownych, cudowniejszych i najcudowniejszych. A jeszcze lepiej babć!

    Ja absolutnie wierzę w więzy międzyludzkie, empatie, altruizm i inne takie, ale
    to wszystko nie polega na dzielnych grzywkach i deklaracjach. Miałam do
    czynienia z niejako "zawodowymi" altruistami i byli to przeważnie ludzie o
    niewyparzonej gębie, silnym charakterze i dostatecznej dawce egocentryzmu, żeby
    móc odreagować ten altruizm.
    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • rozdzial43 04.09.09, 23:05
    mamarcela napisała:

    >
    > Ja absolutnie wierzę w więzy międzyludzkie, empatie, altruizm i inne takie, ale
    > to wszystko nie polega na dzielnych grzywkach i deklaracjach.

    Eee, no nikt chyba nie ma co do tego żadnej watpliwości. Tyle tylko, że - jak
    mniemam - nie chodzi Ci teraz o emocje, jakie wzbudza Laura, czy Pyza, ale o
    rozbieżność pomiędzy światem przedstawionym a komentarzami odautorskimi.

    No musimy się zdecydować, o czym się kłócimy :))


    Miałam do
    > czynienia z niejako "zawodowymi" altruistami i byli to przeważnie ludzie o
    > niewyparzonej gębie, silnym charakterze i dostatecznej dawce egocentryzmu, żeby
    > móc odreagować ten altruizm.

    zawodowi altruiści? Jeśli nie chodzi tu o lekarzy zatrudnionych w szpitalach i
    nie mających prywatnych praktyk, to nie wiem jak to połączyć. Czy z altruizmu
    można bowiem czerpać dochody?
  • mamarcela 04.09.09, 23:28
    Ależ to Ty twierdzisz, że Pyza się nadaje na prezeskę, a Laura bynajmniej. A to
    nie ma nic wspólnego, z tym jakie emocje wzbudzają córki Gabrieli. Lubienie, czy
    nielubienie Laury przez czytelniczki nijak nie wpłynie na jej karierę zawodową
    :) Ja się odnoszę do Twoich proroctw profesjonalnych na temat Borejkówien, a nie
    do tematu wątku jako takiego.

    Natomiast użyte przeze mnie określenie odnosi się do ludzi, którzy z własnego
    wyboru pomagają innym - pracowników najrozmaitszych fundacji, organizacji
    samorządowych, street workerów, ludzi udzielających się w hospicjach itd. itp.
    Domyślam się, że wiesz doskonale, kogo miałam na myśli.

    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • rozdzial43 04.09.09, 23:36
    mamarcela napisała:

    > Ależ to Ty twierdzisz, że Pyza się nadaje na prezeskę, a Laura bynajmniej.

    A - za pozwoleniem -twierdzę, co mi tam. Siły rynkowe uzależniają w
    niespotykanej dotąd mierze sukcesy w pracy od inteligencji emocjonalnej.

    A to
    > nie ma nic wspólnego, z tym jakie emocje wzbudzają córki Gabrieli. Lubienie, cz
    > y
    > nielubienie Laury przez czytelniczki nijak nie wpłynie na jej karierę zawodową
    > :)

    No...nie może mieć, bo Laura i Pyza to postaci literackie.
    Gdyby były prawdziwe, to ich lubienie lub nielubienie przez innych miałoby wpływ
    na ich kariery w rynkowych korporacjach.

    > Natomiast użyte przeze mnie określenie odnosi się do ludzi, którzy z własnego
    > wyboru pomagają innym - pracowników najrozmaitszych fundacji, organizacji
    > samorządowych, street workerów, ludzi udzielających się w hospicjach itd. itp.
    > Domyślam się, że wiesz doskonale, kogo miałam na myśli.
    >
    Teraz już wiem.
  • mamarcela 04.09.09, 23:59
    OK. Ale na jakiej podstawie twierdzisz, że Pyzę cechuje inteligencja
    emocjonalna, anie tylko umiejętność zadowolenia Borejków?
    Nie znasz idealnych synów/córek, którzy poza domem wykazywali się nie tylko
    brakiem inteligencji emocjonalnej, ale innymi gorszymi cechami.

    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • mamarcela 05.09.09, 00:25
    A poza tym inteligencja emocjonalna to nie jest umiejętność zadowolenia
    wszystkich i bycia miłą dla wszystkich. To nie inteligencja emocjonalna tylko
    tradycyjna rola kobiety zadowalającej i troszczącej się o cały świat.
    Inteligencja emocjonalna to umiejętność radzenia sobie z i rozumienia swoich i
    cudzych uczuć, a nie bezwolne zaspokajanie potrzeb innych.

    Inteligencją emocjonalną w Jezycjadzie wykazuje się np. Aniela w rozmowie z
    ciotką Lilką, Ida radząca sobie sama w Poznaniu (a skłonienie Krzysia do
    operacji to czysty majstersztyk w tej dziedzinie), czy w końcu Cesia w
    odpowiednim momencie zamykająca się w wieży.

    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • tygrys2112 05.09.09, 00:57
    > Inteligencją emocjonalną w Jezycjadzie wykazuje się np. Aniela w
    rozmowie z
    > ciotką Lilką, Ida radząca sobie sama w Poznaniu (a skłonienie
    Krzysia do
    > operacji to czysty majstersztyk w tej dziedzinie), czy w końcu
    Cesia w
    > odpowiednim momencie zamykająca się w wieży.
    Pełna zgoda. Myślę, jednak, że Róża ma inteligencję emocjonalną. I
    uwiedzenie Fryderyka było tego dowodem. Co do konsekwencji, to już
    gorzej.

    Wiecie kto mi przypomina Różę?
    Charlotte w "Syrenach", graną przez Winonę Ryder. Kiedy myśli, że od
    pocałunku na dzwonnicy zaszła w ciążę... Różnica polega na tym, że
    Pyza myśli, że od stosunku seksualnego nie zajdzie.

    (PS. Tak mnie jeszcze naszło mimochodem. Jeśli dziewczyna czuje, że
    musi "przywiązać" do siebie faceta, co więcej ucieka się do takich
    sposobów, to chyba nie czuje z jego strony silnego uczucia, albo
    czuje, że go nie ma... To już musi być kompletna desperacja.)
  • kkokos 05.09.09, 09:27
    hm, zawsze mi się wydawało, że prezesami zostają osoby
    przedsiębiorcze, decyzyjne, wiedzące, czego chcą i jak to osiągnąć,
    umiejące oszacować ryzyko i mające odwagę je podjąć, umiejące znieść
    ciężar odpowiedzialności.
    prezesami zostają też osoby umiejące dłuuuuugo czekać na okazję,
    wykańczać konkurencję ciosami noża w plecy, zadanymi w białych
    rękawiczkach, umiejące podlizać sie komu trzeba, znakomicie
    wyczuwające, gdzie są konfitury i z której strony wieje wiatr.

    gdzie w tym wszystkim róża?
  • rozdzial43 05.09.09, 12:31
    kkokos napisała:

    > prezesami zostają też osoby umiejące dłuuuuugo czekać na okazję,
    > wykańczać konkurencję ciosami noża w plecy, zadanymi w białych
    > rękawiczkach, umiejące podlizać sie komu trzeba, znakomicie
    > wyczuwające, gdzie są konfitury i z której strony wieje wiatr.
    >

    No właśnie, te cechy to - moim zdaniem - nic innego, jak inteligencja emocjonalna.
    Trzeba odróżnić - moim zdaniem - umiejętności (dar) od motywacji i ambicji.

    Ja nie twierdzę, że Róża CHCE być prezesem. Twierdzę, że MOGŁABY BYĆ, gdyby
    chciała. A Laura ze swoim brakiem umiejętności powściągania impulsów i zerową
    umiejętnością empatii może by i CHCIAŁA, ale nie MOGŁABY tego osiągnąć.
    Bezwzględność i egoizm to za mało do spektakularnych osiągnięć.
  • kkokos 05.09.09, 15:29
    No właśnie, te cechy to - moim zdaniem - nic innego, jak
    inteligencja emocjonal
    > na.
    > Trzeba odróżnić - moim zdaniem - umiejętności (dar) od motywacji i
    ambicji.
    >
    > Ja nie twierdzę, że Róża CHCE być prezesem. Twierdzę, że MOGŁABY
    BYĆ, gdyby
    > chciała. A Laura ze swoim brakiem umiejętności powściągania
    impulsów i zerową
    > umiejętnością empatii może by i CHCIAŁA, ale nie MOGŁABY tego
    osiągnąć.
    > Bezwzględność i egoizm to za mało do spektakularnych osiągnięć.


    no ładna ta twoja wizja różyczki, aż mi ciarki przeszły

    napisałam o kilku bardzo parszywych - dla mnie obiektywnie
    parszywych i chroń mnie panie boże przed takimi ludźmi - cechach
    charateru, a ty je relatywizujesz. za to bezwzględność i egoizm
    laury są dla ciebie faktami obiektywnymi - a ja je dostrzegam tylko
    częściowo i w dużej mierze usprawiedliwiam.


    ja widzę w laurze przesiębiorczość, odwagę, umiejętność podejmowania
    ryzyka - a ty bezwględność, która nie wystarczy do bycia prezesem.
    dla mnie róży nos do tego, gdzie są konfitury i komu warto się
    podlizać to dość obrzydliwe cechy - dla ciebie cenna życiowa
    umiejętność, która prezesowi przydałaby się znacznie bardziej niż te
    wymienione na początku.

    no nie dogadamy się.

  • rozdzial43 05.09.09, 19:10
    kkokos napisała:


    > ja widzę w laurze przesiębiorczość, odwagę, umiejętność podejmowania
    > ryzyka - a ty bezwględność, która nie wystarczy do bycia prezesem.
    > dla mnie róży nos do tego, gdzie są konfitury i komu warto się
    > podlizać to dość obrzydliwe cechy - dla ciebie cenna życiowa
    > umiejętność, która prezesowi przydałaby się znacznie bardziej niż te
    > wymienione na początku.
    >

    Mówiłam o podziwie dla inteligencji emocjonalnej ludzi w kontekście umiejętności
    przeczekania, "pokojowego" rozwiązania trudnej życiowej sytuacji. Widocznie źle
    i nieprecyzyjnie się wyraziłam, skoro zrozumiałaś, że podziwiam i cenię życiowo
    umiejętności ludzi skutecznie dążących do zdobycia władzy. Precyzuję zatem: nie
    podziwiam i nie cenię życiowo.

    Co w niczym nie zaprzecza twierdzeniu, że umiejętności (dar) społeczne to jedno,
    a wola ich wykorzystania i motywacja to drugie.
  • rozdzial43 05.09.09, 10:35
    mamarcela napisała:

    > A poza tym inteligencja emocjonalna to nie jest umiejętność zadowolenia
    > wszystkich i bycia miłą dla wszystkich.

    Hm, no tak, masz rację, najpierw musimy zdefiniować pojęcie, żeby móc się potem
    konstruktywnie spierać.

    Mówiąc o inteligencji emocjonalnej mam na myśli w szerokim znaczeniu zdolność do
    hamowania impulsów emocjonalnych, odczytywania skrytych uczuć innych osób,
    gładkiego układania sobie stosunków międzyludzkich.
    W węższym znaczeniu można też to rozumieć jako umiejętność skłaniania ludzi do
    dobrowolnego zachowania w odpowiadający nam sposób.

    Wydaje mi się, że najbardziej w tym momencie będzie odpowiednia definicja
    Arystotelesa, bo po pierwsze pasuje do klimatu tego forum, a po drugie, kolejni
    mądrzy - jak dla mnie - niewiele dodali istotnego.

    Otóż Arystoteles uznał, że (rzekła Rozdział ze snobistycznym borejkowskim
    smakiem, mlask) jest to rzadka umiejętność złoszczenia się na właściwą osobę, we
    właściwym stopniu i właściwym momencie, we właściwym celu i we właściwy sposób.

    Odpowiadając na Twój wcześniejszy post wyjaśnię, iż widzę u Róży ten dar.

    Już jako niemowlę prezentowała umiejętność skłonienia matki do wyciągnięcia zza
    przemyślnej konstrukcji parówki, celem jej następczego ciamkania, w ciężkich
    czasach stanu wojennego :)))

    A poważnie, najbardziej - jak dla mnie - ten dar jest widoczny w kontaktach Róży
    z rodziną Fryderyka. Mimo, że ma prawo do złości na zbiegłego Fryca oraz na jego
    bzdurnopułapkowobiologicznych rodziców, Pyza z wielką zyczliwością i taktem
    traktuje jego siostrę. Z szacunkiem i życzliwością przyjmuje wizytę jego mamy
    (Laura się wścieka w tym czasie). Umiejętnie podtyka tobołek z Milą staremu
    Schoppe, w którym kiełkuje przywiązanie do wnusi.

    To jeden z wielu przykładów, dla mnie pokazuje on, że Pyza umie w imię wartości
    w postaci relacji wnuczki (małej Mili) z dziadkami zapanować nad słusznym
    gniewem i urażoną ambicją. Niewiele znanych mi, opuszczonych przez swoich
    partnerów, matek potrafi dokonać podobnej sztuki.

    Jeszcze (Boszsz, jaki długaśny post popełniłam) przychodzi mi do głowy sytuacja,
    w której Żaba pozwoliła się Róży ostanikować, a jej słowa dotyczące zbyt małych
    rozmiarów przyjęła jako pokrzepiające.
  • verdana 05.09.09, 10:59
    O, co do działań Rózyczki, taktownie traktującej męzowską rozine,
    mam powazne wątpliwości. Bo róża postepuje własnie - taktownie i
    potulnie. To daje efekty doraźne - czyli nie wywoluje awantury,
    wszyscy sa miło usmiechnięci, ach, cóz za radość i idylla.
    Tylko w realnym zyciu po paru miesiącach czy latach takiego taktu
    okazuje się, że potrzeby tej taktownej osoby sie nie licza. Mąż
    wyjeżdża na pół roku i nawet nie przysyla pieniedzy, bo przeciez
    dzielna matka sobie poradzi i przywita go z usmiechem, przywiazany
    dziadunio krytykuje metody wychowawcze i nie stosuje się do nich -
    bo po co?, teściowa uznaje, ze ma prawo wtracac się w zycie rodziny.
    Żadne problemy nie zostaja rozwiazane, tylko zamiecione pod dywan.
    To nie jest "inteligencja emocjonalna", to zwykly strach przez
    wyrazaniem wlasnych pragnień i nieumieejetność zrozumienia, ze można
    walczyc o swoje.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • andrzej585858 05.09.09, 12:00
    Pomimo wszelkich racji i argumentów, które wpływają na dość negatywną ocenę
    postępowania Pyzy co wyraża się w podkreślaniu jej mamałygowatości, to jakoś nie
    mam przekonania czy na dłuższy dystans nie jest to skuteczniejsza metoda na
    zycie niż ta prezentowana przez Laurę.
    W realnym życiu, jednak bardzo często osoby zachowujące się właśnie taktownie i
    potrafiące "schować pod dywan" własne racje, choć pod warunkiem że postępują
    konsekwentnie, potrafią więcej osiągnąć niż osoby które określa się jako przebojowe.
    Strach przed wyrażaniem własnych pragnień często jest pokrywany albo nadmierną
    pewnością siebie albo też wycofywaniem się w głąb siebie - zwłaszcza wtedy gdy
    jest się uzależnionym od innych osób. Tutaj to zjawisko jednak występuje.
    Jednak, pomimo wszelkich zastrzeżeń , jakoś ciągle mam przekonanie że tego typu
    osoby mimo wszystko lepiej sobie radzą w życiu. Może nie na drodze zawodowej,
    ale bardziej w zyciu prywatnym.
  • verdana 05.09.09, 12:40
    Zwykle inni po prostu nie widzą, ze te osoby sobie nie radzą. Bo sa
    mile, usmiechniete, uprzejme i serdeczne. Biorą Prozac i wiedza, ze
    zycie to poswięcenie dla innych.
    A dzieci takich matek tez wiedzą, ze mamusia dla nich poswięciła
    zycie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • andrzej585858 05.09.09, 13:00
    verdana napisała:

    > Zwykle inni po prostu nie widzą, ze te osoby sobie nie radzą. Bo sa
    > mile, usmiechniete, uprzejme i serdeczne. Biorą Prozac i wiedza, ze
    > zycie to poswięcenie dla innych.
    > A dzieci takich matek tez wiedzą, ze mamusia dla nich poswięciła
    > zycie.

    Hmm, owszem bardzo często tak jest ale pozwolę sobie na przykła z zycia. Mam w
    rodzinie dwie siostry, na dokładkę jeszcze bliżniaczki, ale na cechach
    fizycznych kończy się ich podobieństwo. Charakterem i emocami natomiast - wypisz
    wymaluj - Pyza i Tygrys.
    Owszem, zawodowo ta bardziej tygrysowata więcej osiągnęła, nawet bardzo dużo,
    druga - właśnie ta ciągle przepraszająca że żyje - ma podrzędna pracę,
    niespecjalne wykształcenie.
    Bliniaczka Tygrys - dwa nieudane małżeństwa natomiast druga - bardzo szczęśliwe
    małżeństwo o długim stażu, udane dzieci - co prawda biednie bo mąż też safanduła
    - aha Prozacu nie bierze, walczyła o swoje na miarę swoich możliwości po prostu,
    Wydaje mi się nowiem ze są ludzie którzy po prostu nie oczekują wiele od życia
    wystarczy im taka mała stabilizacja i nic więcej.

    Tak już całkiem na inny temat choć moze nie do końca. Wczoraj wieczorem na
    "Kulturze" pokazywano jeden z moich ulubionych filmów "Moskwa nie wierzy łzom"
    dzisiaj jest jeszcze powtórka - - coś można w nim znależć z klimatu tej dyskusji
    , tak mi się wydaje.
    Kino radzieckie nie było aż takie złe, szkoda że stało się teraz tak niszowe.

  • rozdzial43 05.09.09, 12:45
    andrzej585858 napisał:

    > W realnym życiu, jednak bardzo często osoby zachowujące się właśnie taktownie i
    > potrafiące "schować pod dywan" własne racje, choć pod warunkiem że postępują
    > konsekwentnie, potrafią więcej osiągnąć niż osoby które określa się jako przebo
    > jowe.
    > Strach przed wyrażaniem własnych pragnień często jest pokrywany albo nadmierną
    > pewnością siebie albo też wycofywaniem się w głąb siebie - zwłaszcza wtedy gdy
    > jest się uzależnionym od innych osób. Tutaj to zjawisko jednak występuje.


    Z przyjemnością siem muszem zgodzić :))
  • rozdzial43 05.09.09, 12:44
    verdana napisała:

    > Żadne problemy nie zostaja rozwiazane, tylko zamiecione pod dywan.
    > To nie jest "inteligencja emocjonalna", to zwykly strach przez
    > wyrazaniem wlasnych pragnień i nieumieejetność zrozumienia, ze można
    > walczyc o swoje.

    Przypuśćmy (chwilowo rzecz jasna :))), że masz rację i przyjmijmy alternatywne
    rozwiązania.

    Rozumiejąc, że można i należy walczyć o swoje Róża po ucieczce narzeczonego
    występuje o ustalenie ojcostwa, alimenty, ustalenie kontaktów przeciwko
    Fryderykowi, a kiedy on nie może się wywiązać, przeciwko dziadkom Schoppe.
    Oczywiście wygrywa. Co osiąga?

    Moim zdaniem po pierwsze - postępuje wbrew swoim pragnieniom, bo w gruncie
    rzeczy poczciwina pragnie powrotu Fryderyka i żeby kochał jej dziecko.

    Po drugie - wkracza na drogę konfliktu, walczy, sprawia, że zostają powiedziane
    i dokonane rzeczy nieodwracalne. W atmosferze wzajemnych pretensji i roszczeń
    mała Mila nie będzie miała komfortowego rozwoju, normalnych relacji z dziadkami.

    Przeprowadzona walka może sprawić, że nie będzie możliwym powrót skruszonego
    Fryderyka i nie będzie pełnej rodziny.

    Powiem od razu, że ja pewnie na miejscu i w wieku Pyzy właśnie tak bym działała
    (walcząc o swoje). I uważam, że nie byłoby to jednak mądre i dobre, tyle tylko
    że ja tego daru nie mam, ja muszę się tej inteligencji uczyć i dlatego tak
    podziwiam, jak ktoś ją ma.
  • lezbobimbo 05.09.09, 18:25
    rozdzial43 napisała:
    > Mówiąc o inteligencji emocjonalnej mam na myśli w szerokim <znaczeniu zdolność
    do> hamowania impulsów emocjonalnych,

    Hamowanie i ukrywanie uczuc to wlasnie glupota emocjonalna. Chyba ze musimy cos
    zdobyc i trzeba ukryc to, co sie naprawde czuje (chociaz to zakrawa na
    manipulacje, zaleznie od sytuacji).
    Int-Emo to po pierwsze zauwazanie i przyznawanie sie do swych uczuc, a takze
    umiejetne ich WYRAZANIE i kanalizowanie. I to umiejetne wyrazanie moze byc
    spokojne i uprzejme - taka uprzejmosc to sie nazywa zdolnosc dyplomacji (czyli
    wkurzamy sie na kolege ale mowimy mu spierdalaj w taki sposob, ze czuje on
    podniecenie w zwiazku ze zblizajaca sie podroza :))))

    <odczytywania skrytych uczuć innych osób,

    Odczytywanie skrytych uczuc innnych osob zakrawa na cud i magie czytania w myslach.

    > gładkiego układania sobie stosunków międzyludzkich.

    To zalezy, jak sie lubi - jedni lubia, zeby zawsze bylo milo, cicho i spokojnie,
    inni znowuz maja temperament i lubia niewyparzone stosunki, jeszcze inni lubia
    mieszac itd. To wszystko zaledwie rzecz gustu. Niekoniecznie inteligentni
    emocjonalnie sa wylacznie ci, co zawsze chca miec milo.

    > W węższym znaczeniu można też to rozumieć jako umiejętność skłaniania ludzi
    do> dobrowolnego zachowania w odpowiadający nam sposób.

    To juz piekna manipulacja. Czyli ideal Rozdzialu43 - jak wykorzystywac ludzi
    tak, zeby wydawalo im sie, ze to dobrowolnie?

    > Wydaje mi się, że najbardziej w tym momencie będzie odpowiednia definicja>
    Arystotelesa, bo po pierwsze pasuje do klimatu tego forum,

    A od kiedy to forum sterowane przez Ignaca Borejko? Nie wiedzialam, ze trzeba
    sie przerzucac tutaj greckimi medrcami, zamiast pisac od siebie.

    < a po drugie, kolejni> mądrzy - jak dla mnie - niewiele dodali <istotnego.

    Arysto zyl w czwartym wieku pne i twierdzil tez, ze myszy legna sie
    spontanicznie ze szmat, ze mozg czlowieka sluzy wylacznie do tworzenia sluzu w
    nosie, kobiety sa mniej warte od mezczyzn oraz rozne inne rozmaite bzdury.
    Od tego czasu wiele istotnych rzeczy odkryto i dodano.
    Moze tak zawitasz do terazniejszosci? :P

    > Otóż Arystoteles uznał, że (rzekła Rozdział ze snobistycznym borejkowskim>
    smakiem, mlask) jest to rzadka umiejętność złoszczenia się na właściwą osobę,

    Rzygla na to Bimbo z antyborejkowskim wymiotem, ze nawet snobizowac porzadnie
    nie umiesz.. Sama oto arystotelesowska nozke podkladasz swoim argumentom.
    Rozyczka nigdy sie nie zlosci, nadstawia tylko potulnie tyleczek po wiecej - i
    gniewu swego nigdy nie wyraza, chyba ze ucieczka z placzem albo chlipaniem w
    wozek. Gdzie ta inteligencja emocjonalna? Gdzie ta prezeska, gdzie to umiejetne
    powodowanie wszystkimi ludzmi?

    --
    Jesli niszczysz zywa Przyrode, podkopujesz wlasna egzystencje, bowiem Ona nas
    zywi, leczy i podtrzymuje nasz odbyt.
  • croyance 05.09.09, 13:57
    Taka zawodowa altruistka jest np. siostra Malgorzata Chmielewska, przy
    ktorej Laura to poczciwa owieczka mowiaca wierszem. Altruizm nie
    oznacza cieplych kluch - co wiecej, cieple kluchy niewiele zdzialaja,
    wiec jesli naprawde chce sie pomagac, trzeba miec i twardy tylek, i
    niewyparzony - czesto - jezyk.
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • andrzej585858 05.09.09, 14:10
    Oczywiście że trzeba mieć twardy tyłek, choc niewyparzony język to niekoniecznie
    - miałem przyjemność poznać tez takiego zawodowego altruistę - niezyjącego już
    o. Żelazka - zajmował sie przez wiele lat trędowatymi w Indiach. Mial twardy
    kark i tyłek - ale też i łagodność, taką trochę pyzowatość właśnie, ale przy tym
    nieustępliwość. Co zaś najważniejsze - wiarę w ludzi, pomimo pobytu o obozie
    koncentracyjnym.Ale to są wyjątkowi ludzie.
    Pyzowatość zaś czasem może być dobrą cechą charakteru.

    Czasem.
  • croyance 05.09.09, 14:33
    Czytalam ksiazke Chmielewskiej (pozostawiam na boku kwestie religijne
    etc.), ale pamietam, jak mowila ona, ze musi byc twarda, bo inaczej
    ludzie, ktorym chce pomoc, maja ja za nic. I ze jak jej przyjaciolka,
    lagodna i delikatna mowila 'kochane panie, czy bylyby panie tak
    uprzejme i nie sikaly na deske klozetowa', to mialo to zerowy afekt,
    wkroczyc wiec musiala Chmielewska i przetlumaczyc z 'polskiego na
    nasze'.

    Te swoja ceche wykorzystywala tez wiele razy walczac z KK,
    przekonujac do swoich racji, bedac niepokorna - inaczej zahukano by
    ja w piec minut, i tyle by bylo z jej planow.

    Cecha atruizmu ma byc jego skutecznosc: pomaga sie nie po to, zeby
    samemu dobrze wygladac, ale zeby odnioslo to jakis konkretny skutek.
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • croyance 05.09.09, 14:34
    'efekt', oczywiscie, nie 'afekt'
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • croyance 05.09.09, 14:35
    Andrzej wspomnial tu tez niedawno Kotanskiego: to jest praca w trudnych
    warunkach, i Pyza nie dalaby rady, bedac Pyza. Wyobrazacie sobie ja,
    jak pomaga ludziom wychodzic z nalogu?
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • andrzej585858 05.09.09, 14:46
    Tego to akurat rzeczywiście nie wyobrazam sobie, jezeli jest tylko i wyłącznie
    Pyzą. Chciałem tylko zwrócić uwagę, że osoby które na zewnątrz sprawiają
    wrażenie takich mamałyg, niekoniecznie w życiu takimi są. Li i jedynie.
    Tak na marginesie - jakoś często ludzie właśnie pokroju s. Chmielewskiej,
    Kotańskiego posługują się w swojej pracy metodami niekoniecznie wziętymi z
    podręcznika psychologii oraz zgodnymi z zasadami dobrego wychowania - ale efekty
    mają.
  • lezbobimbo 05.09.09, 17:13
    rozdzial43 napisała:
    > Z Twoimi obszernymi postami Lezbobimbo - za pozwoleniem - ja osobiście mam
    taki> problem, że dużo czasu zajmuje mi wyłuskanie konkluzji,

    Ach no niestety, przyznaje, moje posty sa zbyt zaawansowane dla poczatkujacych
    internautek. Zwlaszcza jak pisze krotko o tym, ze MM - niechcacy jak zwykle -
    opisala leniwa oportunistke obludna i jom jeszcze wychwala razem z Toba. Tez jak
    widac holdujesz postawie zdobywania podstepem i manipulacjami :D

    > Po trzecie - oceniasz przedstawioną postać jako karygodnie leniwą bezwolną>
    galaretę i jednocześnie jako poświęcającą się i cierpiącą za miliony, co ma>
    stanowić o wyzłoceniu tej postaci przez MM.

    Nie widze tu sprzecznosci. Tak, Pucunia jest karygodnie leniwa, bo rzuca studia
    i staje sie utrzymanka nawet nie chlopaka, ale wlasnej rodziny. Dziumdzia jest
    zdrowa i pelnosprawna, ale nie wyjdzie ona juz wiecej z domu, tylko bedzie
    darmozjadac po kres Jezycjady, nawet jak jej potomstwo wydorosleje (chyba ze MM
    dopisze i jej po latach jakies sztuki teatralne, pisane chylkiem :PPP). Jedyne
    jej poswiecenie to uslugiwanie mamie i babci, ale to bylo kiedy byla mlodsza.
    Urodziwszy, dzielnie sie tylko po domu snula, az w nagrode MM wyslala ja do
    Anglii. Cierpi za miliony to znowuz swieta Gaba szlochajaca po katach, ale
    piszemy teraz o Pyzie wiec Ci sie pomylilo (Rozyczka nie cierpi za miliony tylko
    sie podlizuje milionom).
    I tak, MM wyzlaca Pyzunie, bo pochwala jej czyny i postawy - oraz brak owych -
    na kazdym kroku.

    odpowiedź na
    > następujące pytania: czy według Ciebie Pyza jest niewiarygodną
    psychologicznie> postacią?

    Niewiarygodna powiadasz? W rzeczywistosci owszem, bywaja osoby tak
    oportunistyczne i jednoczesnie galaretowate, wiec moze sobie byc wiarygodna. W
    zyciu takich osob nie znosze, staram sie ich unikac albo przynajmniej nie dac
    sie im wykorzystywac. Nie znosze tez o tej dziumdzi czytac, zwlaszcza peanow
    opiewajacych jej karygodne czyny i oportunistyczny charakterek.

    <Czy potępiasz zachwalaną w literaturze dla dzieci i nastolatek przez
    > MM postawę altruizmu i empatii?

    Tak. Potepiam cokolwiek usiluje zachwalac MM, bo w Neojezycjadzie zwlaszcza
    wychodzi jej to tak topornie i naiwnie, ze sie nie da tego czytac. Mial byc
    altruizm, a wyszedl palec z nosa.

    > A mnie z kolei nie wzrusza Twój wyzierający z wielu postów <postulat
    zwiększenia> autonomii jednostki, czego skutkiem musi być <rosnąca rywalizacja,
    zanikająca> solidarność, co wszystko razem - <moim zdaniem - prowadzi do
    izolacji i zaniku> normalnych związków <społecznych.

    Och, jakzes mi dowalila autonomia jednostki, jakze sie pozbieram po takiej
    riposcie jakze okrutnej i jakze nie na temat :D Taa, jak bedziemy myslec o
    sobie, czego nie wolno wg. MM, to swiat sie zizoluje, po czym zanikna normalne
    zwiazki spoleczne :D

    > A nie i nie. Laura nie osiągnie żadnej wielkiej kariery w pracy w korporacji,>
    nigdy nie zostanie dyrektorem departamentu, działu, ani prezesem. co najwyżej>
    skończy jako szeregowy urzędnik.

    Hah, najpierw Laura byla wg. Ciebie inteligentna, sprytna i przebojowa a teraz b
    Co Ty dziecko wiesz o korporacjach i pracach poza domem? Buntowniczy kisiel da
    sobie rade, nie boj sie. Tzn w zyciu rzeczywistym Laura bylaby swietna,
    pracowalaby i awansowala by pewnie jak rekin, natomiast MM za chwile ja calkiem
    wykastruje, upupi i tez w domu przy dzieciach uwiaze.

    > Prezeską mogłaby zostać z palcem w nosie Pyza,

    Bua ha ha - najlepszy dowcip na forum jaki ostatnio czytalam.
    Bezwolna, potulna mameja zwana Pyza nawet studiow nie umiala skonczyc, ani sie
    przed ciaza zabezpieczyc, a jak juz wpadla, to o przyszlosc dziecka nie zadbala.
    Bez edukacji wyzszej moglaby skonczyc najwyzej w tej budce z kurczakami, ale
    nawet aby taka fuche zdobyc, trzeba jednak wyjsc z domu na rozmowe o prace. Zeby
    zdobyc prace poza domem, juz nie mowiac o awansach w korpo, nie wystarczy
    wszystkim wtykac tobolka ze swym niemowleciem, co to podbije tlumy i rozpusci
    miodem zakamieniale serca. Podstepem owszem mozna zdobyc prace, ale nie
    berbeciem w powijakach :P - to zupelnie inna liga klamstwa i manipulacji, o
    ktorej sie poczciwej MM nawet nie snilo.
    Pucunia jako prezeska coby mogla, tylko nie chce :PP woli popierdywac w domku
    cieplym, wstawac kiedy sie wyspi, jesc za darmo i cieszyc sie wypelniona pustka
    ramion. Po co mialaby byc prezeska albo w ogole pracowac, skoro rodzinka utrzyma.

    <jak już wydorośleje, podejmie
    > decyzje i zaopatrzy się we właściwe motywacje.

    Sama tu oto przyznajesz, ze Pyza jest dziecinna, bezwolna oraz nie ma wlasciwych
    motywacji. Gdzie tu prezeska, gdzie tu inteligencja, nawet juz nie emocjonalna a
    chociazby ta zwykla, logiczna.

    --
    testing: http://www.sesja.neostrada.pl/image014.gif
  • andrzej585858 05.09.09, 18:10
    lezbobimbo napisała:

    >
    > Ach no niestety, przyznaje, moje posty sa zbyt zaawansowane dla poczatkujacych
    > internautek.

    Co prawda nie do mnie było to adresowane, alem trochę nie zdzierżył. To, że masz
    łatwośc pisania i bawienia się słowem nie oznacza chyba że trzeba być niegrzecznym?
    Jak swego czasu nie moglem zgodzic się z tym co pisze Rozdzial na temat forum to
    tym razem zgadzam się prawie w całości.


    >
    > Nie widze tu sprzecznosci. Tak, Pucunia jest karygodnie leniwa, bo rzuca studia
    > i staje sie utrzymanka nawet nie chlopaka, ale wlasnej rodziny. Dziumdzia jest

    Oj żebyś jeszcze nie spotkała się z taką Dziumdzią ktora kupi ciebie i sprzeda
    :-)) Pomimo tego że chodzi tutaj tylko o postać literacką

    > Tak. Potepiam cokolwiek usiluje zachwalac MM, bo w Neojezycjadzie zwlaszcza
    > wychodzi jej to tak topornie i naiwnie, ze sie nie da tego czytac. Mial byc
    > altruizm, a wyszedl palec z nosa.

    Zawsze zastanawia mnie jedno zjawisko, gdyz dotyka to nie tylko książek MM.
    Podobny los spotykał książki Kosszak-Szczuckiej, Malewskiej że już nawet o
    Gołubiewie nie wspomnę choc tam nie można bylo przynajmniej zarzucić miałkości
    literackiej. Bohater altruistyczny lub postepujacy zgodnie z wyznawanymi
    zasadami jest nierealistyczny, oderwany od rzeczywistości i w ogole taki jakiś
    mało nowoczesny.
    Czy dlatego że sporo jest błędów popełnionych przez autorkę w opisie zarówno
    realiów jak i pewnych postaw musi wpływać na całościową ocenę a zwłaszcza na
    wartości które - być może ostatnio nieudolnie - próbuje przekazać autorka?

    Przesadzasz i to dość mocno. O ile analiza czysto literacka , z którą mozna sie
    zgadzać lub nie, to jedna sprawa - to przenoszenie tej analizy na realia życiowe
    jest co najniej przesadzone moim skromnym zdaniem.
    No i może ciut więcej empatii o której tak chętnie sie tutaj pisze bym prosił.
  • lezbobimbo 05.09.09, 18:28
    andrzej585858 napisał:
    To, że masz> łatwośc pisania i bawienia się słowem nie oznacza chyba że trzeba
    być niegrzecznym?

    Nigdy nie ukrywalam, ze jestem niegrzeczna i okropna :)

    --
    specjalnie dla Was stękała
    Jęcząca Marta
  • rozdzial43 05.09.09, 19:23
    lezbobimbo napisała:

    > Nigdy nie ukrywalam, ze jestem niegrzeczna i okropna :)

    E tam, niegrzeczna i okropna :)
    Co najwyżej chaotyczna i próżna.

    I mam do Ciebie - za pozwoleniem - uprzejmą prośbę: jeśli rzeczowe odnoszenie
    się do moich wypowiedzi przekracza Twoje możliwości, to proszę zignoruj mą
    skromną, początkującą osobę. Z góry uprzedzam, że nie będę odpowiadać na Twoje
    posty, które uznam za napastliwe.

    Z poważaniem.
  • lezbobimbo 05.09.09, 20:01
    rozdzial43 napisała:
    > E tam, niegrzeczna i okropna :)
    > Co najwyżej chaotyczna i próżna.

    To rowniez, jak najbardziej :) W odroznieniu od poukladanych i pelnych :)

    > I mam do Ciebie - za pozwoleniem - uprzejmą prośbę: jeśli rzeczowe odnoszenie>
    się do moich wypowiedzi przekracza Twoje możliwości, to proszę zignoruj mą>
    skromną, początkującą osobę.

    Prosbe Twoja oczywiscie zignoruje i nie spelnie. Bede sie odnosic do Twych
    wypowiedzi, jak zwykle chaotycznie i proznie :)

    > Z poważaniem.

    Bez powazania z tej strony.

    --
    Pomóz tez 300 ostatnim polskim Rysiom!
  • andrzej585858 05.09.09, 19:54
    lezbobimbo napisała:

    >
    > Nigdy nie ukrywalam, ze jestem niegrzeczna i okropna :)

    Owszem, tylko że czasem może to trochę być akurat mało merytoryczne.
  • lezbobimbo 05.09.09, 19:57
    andrzej585858 napisał:
    > lezbobimbo napisała:
    > > Nigdy nie ukrywalam, ze jestem niegrzeczna i okropna :)
    > Owszem, tylko że czasem może to trochę być akurat mało merytoryczne.

    No i co z tego? :)
  • andrzej585858 06.09.09, 09:31
    lezbobimbo napisała:

    > No i co z tego? :)
    Ano nic, niestety. Co stwierdzam z nieukrywanym smutkiem.
  • szprota 05.09.09, 17:46
    rozdzial43 napisała:
    cytat z Bimbo P.S. Laura dbajac o makijaz przed wyjsciem z domu
    przygotowuje sie do przyszlej pracy w korporacji, dbajac o swe CV i przyszlosc w
    wyscigu szczurow.

    A nie i nie. Laura nie osiągnie żadnej wielkiej kariery w pracy w korporacji,
    nigdy nie zostanie dyrektorem departamentu, działu, ani prezesem. co najwyżej
    skończy jako szeregowy urzędnik. Nie posiada żadnych umiejętności społecznych,
    brak jej zdolności empatii, zrozumienia dla potrzeb innej osoby, ludzie za nią
    nie pójdą.

    Prezeską mogłaby zostać z palcem w nosie Pyza, jak już wydorośleje, podejmie
    decyzje i zaopatrzy się we właściwe motywacje.

    ====
    Jak to od razu widać, że masz książkowe pojęcie o dużych firmach i korporacjach :)
    --
    http://www.sesja.neostrada.pl/image018.gif
  • ananke666 05.09.09, 18:16
    Mogę się zgodzić z tym, że Laura nie osiągnie żadnych szczytów kariery w
    korporacji. Ale ze zgoła innych przyczyn. Laura wygląda mi na taką, która
    pójdzie własną ścieżką, a nie będzie trybikiem korporacyjnym.

    Mam całkiem blisko osobę na stanowisku kierowniczym i stanowczo twierdzę, że
    Pyzia na takowe nadaje się tak, jak ja na śpiewaczkę operową. Na stanowisko
    obsługi klienta tak, jak najbardziej, na kierownicze - kompletnie nie.
    --
    Tupecik
  • mamarcela 05.09.09, 18:51
    prawda w tym jest taka, że Pyza się nadaje w ogóle do pracy w korporacji (choć
    zdecydowanie raczej tej niższego szczebla), Tygrys jeśli nawet taka pracę
    podejmie to co prawda awansuje szybciej niz Pyza, ale potem ucieknie z
    wrzaskiem, uprzednio robiąc dziką awanturę szefostwu, albo wprost przeciwnie
    pewnego dnia po prostu nie przyjdzie do pracy.
    Albowiem Tygrysy z powodu indywidualizmu, kapryśności i wybuchowego temperamentu
    nie nadają się do powolnego awansowania w machinie zwanej korporacją. Mogłyby co
    najwyżej zostać znakomitymi prezeskami, gdyby np. taka korporację odziedziczyły
    w spadku.
    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • lezbobimbo 05.09.09, 20:09
    mamarcela napisała:
    > prawda w tym jest taka, że Pyza się nadaje w ogóle do pracy w korporacji
    (choć> zdecydowanie raczej tej niższego szczebla), Tygrys jeśli nawet taka
    pracę> podejmie to co prawda awansuje szybciej niz Pyza (...)

    To zalezy pewnie od tego jaka korporacja i jakie tam zadania by wypelnialy.
    Tygrysica zreszta jest chyba nawet pracowita (jesli sadzic po tym, ze odrabiala
    w szkole chemie, dawala sciagac Arlecie itd), chadzala tez rzekomo na ognisko
    spiewacze i hoduje zainteresowanie tak, ze teraz ma z tego nawet zlecenia.
    Owszem jest indywidualistka, ale firmy bywaja tez tak rozne, ze moglaby owszem
    jakies pasujace do niej stanowisko zdobyc i utrzymac oraz czemu nie, awansowac?
    Natomiast Pyza siedzi w domu i gnije bez skonczonej edukacji. Wroze jej budke z
    kurczakiem, o ile wyjdzie w koncu z pokoju dziecinnego. W UK poszlaby zapewne na
    zmywak i inne niekwalifikowane prace.

    --
    W Polsce zyje tylko 90 niedzwiedzi! Pomóz polskim Miszkom!
  • yowah76 07.09.09, 01:13
    O, akurat w UK mozna bez wyksztalcenia dosc daleko zajsc, moze nie
    na najwyzsze stanowiska - ale u mnie taki tam sredni management
    chyba co do sztuki nie ma wyzszego wyksztalcenie, jakis college to
    maksimum plus potem kursik, papierek, uprawnienia na to czy na
    tamto - typowo, moja bezposrednia przelozona lat 27 przyszla do
    pracy jak miala 16 bo musiala dwa konie utrzymac ;) A pracujace u
    podstaw Polaczki w 3/4 po studiach ;)
    --
    ----------------*----------------
    A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.
    A ja? Co ja? Co będzie ze mną?
  • croyance 07.09.09, 16:29
    I slusznie, bo najwazniejsze jest, zeby wiedziec, co sie robi: gdybym
    to ja byla prezesem (ktorym to, z racji osobowosci, nie bede :-)i
    miala zatrudniac taka Roze, w d. bym miala, czy zna literature antyczna
    i jest 'ogolnie oczytana', tylko czy potrafi robic to, co od niej na
    danym stanowisku jest wymagane.
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • croyance 07.09.09, 18:04
    Zreszta Pyza jest, jak na prezesa, zbyt prostolinijna. Prezes ma
    SPRAWIAC WRAZENIE, ze jest mily dla wszystkich, a nie taki byc na serio
    :-P
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • lezbobimbo 07.09.09, 18:45
    croyance napisała:
    > Zreszta Pyza jest, jak na prezesa, zbyt prostolinijna. Prezes ma
    > SPRAWIAC WRAZENIE, ze jest mily dla wszystkich, a nie taki byc na serio> :-P

    Ano. Przez robienie dobrze kazdemu szybko puscilaby firme z torbami, nie mowiac
    o tym, ze jest bezwolna galaretom.

    Zreszta kto dzisiaj w ogole serio uzywa slowa prezes? Slowo z lamusa, kojarzy mi
    sie z Pegierami i innym perelowskim dziedzictwem.

    --
    Pomóz tez 300 ostatnim polskim Rysiom!
  • ananke666 07.09.09, 18:57
    Oczywiście, że się używa, często właśnie przy bardzo dużych
    firmach/korporacjach. To ten gość, którego zatrudniła rada nadzorcza, żeby
    trzymał wszystko w kupie.
    --
    Tupecik
  • lezbobimbo 07.09.09, 19:12
    ananke666 napisała:
    > Oczywiście, że się używa, często właśnie przy bardzo dużych
    > firmach/korporacjach. To ten gość, którego zatrudniła rada nadzorcza, żeby
    > trzymał wszystko w kupie.

    A to zwracam honor, nie jestem na biezaco z polskim :) Same CEO i menadzery
    pelzaja mi po glowie..

    --
    "Krolik profanuje groby. Wyciaga trumny i kradnie lancuszki." - by klymenystra :)
  • ananke666 07.09.09, 19:16
    No właśnie, CEO to po polsku prezes. Szefa u nas rzadko się spotyka, a
    dyrektorzy zwykle są piętro niżej, acz też się używa jako nazwy najwyższego
    pięterka, dyrektor zarządzający czy tam generalny. Niemniej prezesów ciągle się
    spotyka :)
    --
    Tupecik
  • ready4freddy 10.09.09, 16:54
    ananke666 napisała:

    > No właśnie, CEO to po polsku prezes. Szefa u nas rzadko się spotyka, a
    > dyrektorzy zwykle są piętro niżej, acz też się używa jako nazwy najwyższego
    > pięterka, dyrektor zarządzający czy tam generalny. Niemniej prezesów ciągle się
    > spotyka :)

    wydaje mi sie, ze sie mylisz. prezes to "president", czyli przewodniczacy rady
    nadzorczej firmy (Board of Directors). CEO to dyrektor generalny, po wlosku to
    sie nazywa amministratore delegato, czyli osoba zarzadzajaca (administrujaca),
    wyznaczona/delegowana do tego przez rade nadzorcza wlasnie.

    pzdr
    --
    miecz przeznaczenia ma dwa ostrza... scyzoryk przeznaczenia ma dwa ostrza,
    korkociag, srubokret i otwieracz do konserw.
  • tygrys2112 05.09.09, 22:01
    > Albowiem Tygrysy z powodu indywidualizmu, kapryśności i
    wybuchowego temperament
    > u
    > nie nadają się do powolnego awansowania w machinie zwanej
    korporacją. Mogłyby c
    > o
    > najwyżej zostać znakomitymi prezeskami, gdyby np. taka korporację
    odziedziczyły
    > w spadku.

    albo założyły własną firmę...
    mogą też uprawiać wolny zawód...
  • dakota77 05.09.09, 22:06
    Ale jak uprawiaja wolny zawod, to raczej nie sa w korporacji.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • tygrys2112 06.09.09, 00:11
    Na ogół tak. Chyba, że jesteś np. tłumaczem zatrudnionym na umowę
    zlecenie/o dzieło. Bo tak się chyba może zdarzyć, prawda?
  • rozdzial43 05.09.09, 19:01
    szprota napisała:

    > Jak to od razu widać, że masz książkowe pojęcie o dużych firmach i korporacjach
    > :)

    A mogłabyś to rozwinąć Szprotko, za pozwoleniem?
  • lezbobimbo 05.09.09, 20:26
    rozdzial43 napisała:
    > szprota napisała:
    > > Jak to od razu widać, że masz książkowe pojęcie o dużych firmach i
    korporacjach :)
    > A mogłabyś to rozwinąć Szprotko, za pozwoleniem?

    Szprotka poszla lofrowac w dluga, wiec odpowiem za nia, ze to przeciez oczywiste
    - skoro wydaje Ci sie, ze Pyza bylaby prezeska gdyby tylko chciala, to niewiele
    wiesz o firmach, prezesach i korpach, niestety :) Byc moze nigdy nie pracowalas
    gdzies, gdzie ma sie szefa, albo gdzie sie jest szefem osob wielu i nie
    spokrewnionych.


    --
    Jesli niszczysz zywa Przyrode, podkopujesz wlasna egzystencje, bowiem Ona nas
    zywi, leczy i podtrzymuje nasz odbyt.
  • andrzej585858 06.09.09, 09:48
    Hmm, ja pracuję długo firmie zatrudniającej kilkaset osób, szefów miałem juz
    kilku, pęd do władzy oczywiście istnieje jak najbardziej wraz ze wszystkimi
    metodami, ale aż tak żle nie jest żeby ktoś taki jak Pyza nie mógł być szefem.
    Być może dlatego że nie jest to firma, jak to się ładnie dzisiaj określa, z
    kapitałem zagranicznym,poza tym istniejąca juz sporo lat.
    Może dlatego jeszcze maja w niej racje bytu osoby nawet trochę mimozowate, no i
    bez wykształcenia nawet.
  • dakota77 06.09.09, 09:53
    O, a co ta firma? Bo korporacje, z ktorymi mialam do czynienia, nie
    zatrudnialy osob bez wyzszego wyksztalcenia.
    Nie wierze w szefowanie Rozyczki -i z racji braku charakteru i
    wyksztalcenia.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's
    true:)
  • andrzej585858 06.09.09, 10:15
    Bo to nie korporacja żadna - bardzo nie podoba mi się zresztą samo słowo. Nie
    wiem dlaczego ale jakoś mam skojarzenia z Orwellem.
    To jest najzwyklejszy w świecie zakład produkcyjny, czyli mówiąc popularnie -
    fabryka, tyle że zatrudniająca kilkaset osób.
    Dlatego też, wyzsze wykształcenie nie jest koniecznością i jego brak nie
    przeszkadza w awansie - owszem do pewnego szczebla co prawda.
  • kindzie 06.09.09, 13:32
    A ja pracowałam w kilku typowych korporacjach i często na stanowiskach kierowniczych spotykałam osoby "mimozowate" - czyli miłe i łagodne, posiadające w dużym stopniu umiejętność wzbudzania sympatii. Bez porównania częściej niż osoby aroganckie i złośliwe, rzeczonej umiejętności pozbawione. Jędzowatość i wredność jako warunek konieczny, aby zostać szychą w wielkiej firmie, to raczej hollywoodzka klisza, niewiele mająca wspólnego z rzeczywistością.
    Moim zdaniem, rozdział ma całkowitą rację twierdząc, że aby zrobić karierę w korporacji bardzo się przydaje inteligencja emocjonalna, i że osoby takowej nieposiadające marne mają szanse na błyskotliwy awans.

    Inna rzecz, że oprócz inteligencji emocjonalnej przydaje się również wykształcenie, no i oczywiście ambicja. A wiec raczej żadnej z panien Pyziakówien nie wróżyłabym wygodnego skórzanego fotela przy mahoniowym biurku ;-)
  • andrzej585858 06.09.09, 13:35
    Z tym to mogę zgodzić się jak najbardziej. Jedyne co można tak naprawdę zarzucić
    zarówno Pyzie jak i Laurze to właśnie brak ambicji. No, ale w końcu
    społeczeństwo to nie tylko kadra kierownicza?
  • kindzie 06.09.09, 14:20
    andrzej585858 napisał:

    > Z tym to mogę zgodzić się jak najbardziej. Jedyne co można tak naprawdę zarzucić
    > zarówno Pyzie jak i Laurze to właśnie brak ambicji.

    Niezupełnie to miałam na myśli. Wydaje mi się, że Laura ambicję ma jak należy - przecież szlifuje swoje umiejętności wokalne, odnosi pierwsze sukcesy, zależy jej na ukończeniu studiów. Laurze, tak jak pisała rozdział, brakuje inteligencji emocjonalnej. Z kolei Pyza tego ostatniego ma pod dostatkiem, za to ambicji raczej niewiele, a i jej wykształcenie kiepsko wygląda. O ile pamiętam, to rzuciwszy astronomię nie podjęła w końcu żadnych innych studiów?

    >No, ale w końcu
    > społeczeństwo to nie tylko kadra kierownicza?

    Pewnie, że nie, Bogu dzięki! Szczerze mówiąc, uważam, że prezesowanie czy dyrektorowanie musi być beznadziejnie nudne, a skórzane fotele i mahoniowe biurka to straszne bezguście :-)
  • rozdzial43 06.09.09, 14:43
    kindzie napisała:

    > A ja pracowałam w kilku typowych korporacjach i często na stanowiskach kierowni
    > czych spotykałam osoby "mimozowate" - czyli miłe i łagodne, posiadające w dużym
    > stopniu umiejętność wzbudzania sympatii.

    Witaj :))
    Z moich obserwacji wynika wręcz, że na najwyższym miejscu w porządku dziobania
    jest zawsze osoba o wybitnych umiejętnościach interpersonalnych, która umie
    zjednywać ludzi, a w każdym razie nie zniechęcać. Od "czarnej roboty" jest na
    ogół mocno średni szczebel zarządzania.
    Wyobrażasz sobie nieumiejącą powściągać złości Laurę w kontakcie np. z prasą?
    Albo na rozmowie z postulijącymi podwyżki pracownikami?
    W życiu. NIe i nie.

    Bez porównania częściej niż osoby aro
    > ganckie i złośliwe, rzeczonej umiejętności pozbawione. Jędzowatość i wredność j
    > ako warunek konieczny, aby zostać szychą w wielkiej firmie, to raczej hollywood
    > zka klisza, niewiele mająca wspólnego z rzeczywistością.

    No, były takie promowane w przeszłości przez speców od zatrudnienia typy szefów
    firmujących tzw. "zamordyzm". Efektywność zespołów kierowanych przez tego typu
    osoby nie była jednak per ogólne saldo zadowalająca, dlatego odchodzi się od
    tego typu przywództwa.

    > Moim zdaniem, rozdział ma całkowitą rację twierdząc, że aby zrobić karierę w ko
    > rporacji bardzo się przydaje inteligencja emocjonalna, i że osoby takowej niepo
    > siadające marne mają szanse na błyskotliwy awans.

    Pyza ma jeszcze czas na zdobycie takiego wykształcenia, jakie będzie naprawdę
    chciała mieć. Musi jednak dorosnąć i uniezależnić się. Może w tej Anglii zacznie
    się wreszcie proces dorastania Pyzy?
  • croyance 06.09.09, 21:22
    Pracowalam w londynskiej centrali BP - trudno o wieksza korporacje -
    i przyznaje, ze Roza poradzilaby sobie np. w recepcji. Jako
    asystentka mniej, bo jest nieco powolna, ale byc moze tez. Moglaby -
    gdyby miala odpowiednie wyksztalcenie (wystarczylby licencjat)
    poradzic sobie jako czlonek konkretnej grupy, manager etc. Wbrew
    mitom, atmosfera panuje w takich firmach niezwykle przyjazna,
    uprzejmosc jest procedura, i pracuje sie latwo i bezstresowo.

    Natomiast, jako prezes/szef nie dalaby sobie rady, bo nie jest
    zorganizowana, wystarczajaco stanowcza, a zbyt dba o to, zeby
    wszystkim dogodzic.
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • croyance 06.09.09, 21:35
    Jeszcze jedno, chcialabym zobaczyc Roze-prezesa organizujaca sie w
    czasie kryzysu; dajmy na to, jest wybuch w rafinerii.

    Jak poradzilaby sobie z taka sytuacja osoba, ktora nie umiala nic
    zalatwic w kwestii studiow i ciazy, i tylko czekala na zbawienie, az
    Frycek wroci z US?
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • lezbobimbo 06.09.09, 22:10
    croyance napisała:
    > Jeszcze jedno, chcialabym zobaczyc Roze-prezesa organizujaca sie w
    > czasie kryzysu; dajmy na to, jest wybuch w rafinerii.
    > Jak poradzilaby sobie z taka sytuacja osoba, ktora nie umiala nic
    > zalatwic w kwestii studiow i ciazy, i tylko czekala na zbawienie, az> Frycek
    wroci z US?

    Wystarczylby nawet mniejszy, typowy kryzys - ktorys z pracownikow nawalil tuz
    przed deadline, co wyszlo dopiero po fakcie i oddaniu produktu czy .
    Bierna Pucunia nie umiala zarzadzac nawet swoja wlasna macica, wiec dac ja na
    stanowisko zarzadzajace chociazby 2 osobami to bylby samoboj dla jakiejkolwiek
    firmy, nawet rodzinnej (moze zwlaszcza rodzinnej, w zwyklej wylecialaby szybko
    na pysk, rodzinna by zdazyla doprowadzic do bankructwa).
    W dodatku - pomijajac brak doswiadczenia, wyksztalcenia i jakichkolczyk
    zainteresowan - jest typowo musierowiczowska humanistka, co do dwoch nie umie
    zliczyc. Kto by taka chcial? :D
    Kazda Tygrysica wygryzlaby ja w piec minut nawet ze stanowiska recepcjonistki :)

    --
    Pomóz tez 300 ostatnim polskim Rysiom!
  • ananke666 06.09.09, 22:26
    A ja myślę, że Tygrysica poszłaby na tę recepcjonistkę w obliczu śmierci
    głodowej, bo tacy jak ona nie lubią się czuć podporządkowani i co tu kryć, mało
    ważni. Tygrys napluje na korpo i pójdzie szukać swojej drogi. Myślę, że Tygrys
    chce błyszczeć, do pracy w grupie nadaje się średnio, żeby nie rzec wcale.
    --
    Tupecik
  • andrzej585858 07.09.09, 19:07
    Muszę przyznać że podziwiam Twoja pewność w ocenie, nawet tej biednej Pyzy -
    zero szans na teoretyczną chociażby możliwość poprawy wizerunku.
  • ananke666 07.09.09, 19:12
    A czemu zero? Jest multum innych rzeczy, które Pyza mogłaby robić doskonale,
    jest spokojna, pogodna, solidna, dokładna, uczciwa, sumienna i iq ma na
    właściwym poziomie. Zestaw cech bardzo dobry, tylko nie do zarządzania ludźmi.
    Przypominam, że mowa jest o teoretycznym prezesowaniu.
    --
    Tupecik
  • lezbobimbo 07.09.09, 19:18
    andrzej585858 napisał:
    > Muszę przyznać że podziwiam Twoja pewność w ocenie, nawet tej biednej Pyzy ->
    zero szans na teoretyczną chociażby możliwość poprawy wizerunku.

    Wizerunek Pyzy stworzyla MM, to do niej mozna miec pretensje :)


    --
    "Krolik profanuje groby. Wyciaga trumny i kradnie lancuszki." - by klymenystra :)
  • andrzej585858 07.09.09, 20:36
    lezbobimbo napisała:

    >
    > Wizerunek Pyzy stworzyla MM, to do niej mozna miec pretensje :)

    A owszem, owszem - tylko że dyskusja zahacza także o realny wizerunek osoby
    posiadającej Pyziacze cechy.
    O ile książkowo, przynajmniej do ostatniej książki faktycznie jest trochę na
    bakier z realiami, to przekreślanie mozliwości zmiany dotychczasowego wizerunku
    jest , przynajmniej dla mnie, trochę za daleko idąca interpretacją.
    Książkowo - no nie wiemy, jaka będzie w następnym tomie, a w życiu to,
    przynajmniej ja znam co najmniej kilka osób które posiadającej w młodości
    Pyziaczą osobowość zmieniły się, czasem aż za bardzo.

    Zresztą, w jakimś stopniu tez posiadam takie cechy. Po prostu, życzeniowo, jak
    to się określa, bardzo staram się nie widzieć złych cech i uważam że każdy może
    się zmienić, tylko trzeba mu dawać na to szansę, nawet kilkakrotnie.
    Dyskwalifikuje to mnie jako potencjalnego szefa - a niestety kilku osobom muszę
    szefować :-))
  • ananke666 07.09.09, 21:27
    > O ile książkowo, przynajmniej do ostatniej książki faktycznie jest trochę na
    > bakier z realiami, to przekreślanie mozliwości zmiany dotychczasowego wizerunku
    > jest , przynajmniej dla mnie, trochę za daleko idąca interpretacją.

    ...
    > Po prostu, życzeniowo, jak
    > to się określa, bardzo staram się nie widzieć złych cech i uważam że każdy może
    > się zmienić, tylko trzeba mu dawać na to szansę, nawet kilkakrotnie.


    A ja nie wiem, czemu to myślenie życzeniowe miałoby na siłę przypisywać Pyzie
    cechy, których ona zwyczajnie nie ma. Nie twierdzę, że Pyza do niczego się nie
    nadaje, a jedynie, że nie nadaje się do zarządzania ludźmi, czyli do
    prezesowania, bo o tym toczy się rozmowa. Wymieniłam przecież - i nie doczekałam
    się zaprzeczeń - kilka cennych cech, które Rózia niewątpliwie posiada. To, że
    człowiek nie nadaje się do zarządzania ludźmi nie jest strasznie deklasujące.
    Oznacza po prostu, że do tej konkretnej pracy nie jest powołany i tyle.

    Było powiedziane, że byłaby bardzo dobrą telemarketerką, ja sama twierdziłam, że
    nadawałaby się bardzo dobrze do obsługi klienta. Gdyby interesowała się medycyną
    na przykład - chirurga ani psychiatry to bym z niej nie zrobiła, ale pediatrę na
    pewno. To w pierwszym rzędzie. W kolejnych np. internista, geriatra,
    ginekolog-położnik, neonatolog, stomatolog, zwłaszcza dziecięcy... Dzieci pewnie
    same pchałyby się jej na fotel...
    Ale prezesem-kierownikiem-dyrektorem byłaby do bani. I tyle.

    --
    Tupecik
  • croyance 07.09.09, 22:21
    Otoz to - ja tez sie nie nadaje do prezesowania, bo za miekka lufa
    jestem, a w porownaniu do Pyzy jednak super-zorganizowana.
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • turzyca 10.09.09, 15:19
    Gdyby interesowała się medycyn
    > ą
    > na przykład - chirurga ani psychiatry to bym z niej nie zrobiła, ale pediatrę n
    > a
    > pewno. To w pierwszym rzędzie. W kolejnych np. internista, geriatra,
    > ginekolog-położnik, neonatolog, stomatolog, zwłaszcza dziecięcy... Dzieci pewni
    > e
    > same pchałyby się jej na fotel...

    A ja bym postawila na pierwszym miejscu geriatrie. Ostatnio mialam z nia nieco
    wiecej do czynienia i jak tak sobie popatrzylam na prace ludzi z tej dziedziny,
    to mam wrazenie, ze Pyza moglaby sobie niezle radzic. Tam trzeba umiec ludzi
    ugadac, a jednoczesnie miec mnostwo cierpliwosci. Ale wczesniej trzeba jednak
    skonczyc studia medyczne... A jakby tak trafila do szpitala jako wolontariusz, a
    potem zrobila pielegniarstwo? To sa chyba trzy lata?
    A moze hospicjum?

    Neonatolog czy ginekolog-poloznik to jednak nie, do tego trzeba umiec podejmowac
    blyskawiczne decyzje. Wsrod znajomych moich rodzicow bylo troche takich lekarzy
    i wszyscy byli osobami o mocnym charakterze, bardzo zdecydowanymi, tam sie
    jednak czesto w minutach, a wrecz sekundach wazy zycie ludzkie. Pyzunia jest
    zbyt rozmemlana.
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • dakota77 10.09.09, 19:21
    3 lata, jesli to licencjat. Na kazdej uczelni jest inaczej z
    pielegniarstwem. Nie wiem, czy Roza jednak nie jest za duze lelum
    polelum na pielegniarke.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
    "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the
    inside"- althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
  • yowah76 11.09.09, 23:34
    ...dom opieki w Oxfordzie, duza szansa ze bez wyksztalcenia i jezyka
    tak wlasnie skonczy...
    --
    ----------------*----------------
    A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.
    A ja? Co ja? Co będzie ze mną?
  • andrzej585858 12.09.09, 00:08
    Duża szansa wcale nie oznacza realności. Jejku naprawdę ktoś kto w młodości ma
    tak Pyziacze cechy jest z góry skazany na klęskę życiową? Jakoś nie mogę zgodzić
    się z takimi wnioskami.
    Pomijam juz fakt że prostu moze niektórzy wola tak żyć? I wcale żle z tym się
    nie czują?
  • ding_yun 12.09.09, 08:53
    andrzej585858 napisał:

    > Duża szansa wcale nie oznacza realności. Jejku naprawdę ktoś kto w młodości ma
    > tak Pyziacze cechy jest z góry skazany na klęskę życiową? Jakoś nie mogę zgodzi
    > ć
    > się z takimi wnioskami.

    Pyza rzeczywiście teoretycznie mogłaby się otrząsnąć pewnego dnia i zrozumieć
    beznadzieję swojej sytuacji. Nadal jest młoda i szansa na zdobycie
    wykształcenia, zarobienie własnych pieniędzy (Pyza wszak dotąd się wszak pracą
    nie splamiła)jest jeszcze duża. Niemniej jednak takie lelum polelum mogłoby się
    zebrać tylko albo dzięki temu, że ktoś ją kopnie w tyłek, albo że życie zaskoczy
    ją jakąś trudną sytuacją i zmusi do zmiany podejścia. Wyobrażam sobie na
    przykład, że mała Mila okazuje się być ciężko chora, Frycek zdobywa namiary na
    klinikę w USA czy gdziekolwiek w której mogą przeprowadzić operację, ale jest to
    zabieg niezwykle kosztowny. Pyza niespodziewanie znajduje w sobie ogromne
    pokłady energii i zaradności i postanawia zrobić wszystko, żeby uratować swoje
    dziecko. Kiedy jest już po operacji i mała Mila jest bezpieczna, Pyza dochodzi
    do światłego wniosku, że tak nie można żyć dalej, dziecko będzie rosło, rodzice
    będą się starzeć i nie wiadomo, czym życie jeszcze ją zaskoczy. Zbiera się w
    sobie, kończy studia, znajduje swój sposób na życie, jednocześnie wie, że dba w
    ten sposób nie tylko o siebie, ale o byt swoich najbliższych

    > Pomijam juz fakt że prostu moze niektórzy wola tak żyć? I wcale żle z tym się
    > nie czują?

    Tak żyć to znaczy jak? Nie pracując, nie ucząc się, nic nie robiąc? No pewnie,
    że wolą bo to bardzo przyjemne. Terminy nie gonią, stresów mało, dużo czasu
    można spędzać na świeżym powietrzu z dzieckiem. Bardzo zdrowo. Można żyć sobie z
    dnia na dzień, nie przejmując się co będzie jutro i patrzeć z dystansu na tych,
    co tak codziennie muszą harować. Można, owszem, do czasu. Do czasu jak
    współmałżonek dobrze zarabia i nie straci pracy, nie zachoruje, nie zostawi nas.
    Do czasu jak jest rodzina, która ma pieniądze, chce nam je dawać i nie widzi
    lepszego sposobu spożytkowania ich. Do czasu jak dziecko nie podrośnie i nie
    okaże się wybitnie zdolne, ale nie będzie pieniędzy na wykształcenie go, do
    czasu jak ktoś nie zachoruje na raka i nie będzie potrzeba szalonych pieniędzy
    na terapię i tak dalej.
  • andrzej585858 12.09.09, 10:58
    ding_yun napisała:




    > Tak żyć to znaczy jak? Nie pracując, nie ucząc się, nic nie robiąc? No pewnie,
    > że wolą bo to bardzo przyjemne. Terminy nie gonią, stresów mało, dużo czasu
    > można spędzać na świeżym powietrzu z dzieckiem. Bardzo zdrowo. Można żyć sobie
    > z
    > dnia na dzień, nie przejmując się co będzie jutro i patrzeć z dystansu na tych,
    > co tak codziennie muszą harować. Można, owszem, do czasu.

    Nie chciałem propagować hedonistycznego stylu życia czyli nic nie robienia -
    choć czasem przyjemne jest to bardzo :-)))
    Raczej chodziło mi o to że są ludzie którzy po prostu nie mają ani zdolności
    ani chęci do zdobywania posad oraz super wykształcenia - żyją minimalistycznie.
    Nie mówię że jest to dobre, ale tacy są i żadna argumentacja o możliwości
    choroby, kryzysu itp. nie zmieni ich nastawienia do życia. Może i Pyza taka
    właśnie jest?
    Wypełnione ramiona dzieckiem i chłop taki jaki trafił się i cóż więcej do
    szczęścia potrzebne?
  • ateh7 12.09.09, 17:14
    Pewnie ze można tak żyć jak Pyza. To znaczy, mam na myśli: można
    zdecydować się, że się siedzi w domu z dzieckiem podczas gdy
    mąż/żona pracuje i zapewnia całej rodzinie pieniądze. Nie każdy musi
    robić karierę zawodową. Nie każdy chce tego. Niemniej moim zdaniem
    dobrze jest, gdy taka postawa wynika ze świadomego wyboru. Albo jest
    poparta refleksją.

    Prawdę mówiąc liczyłam, że MM zrobi z Pyzy osobę nieco bardziej
    praktyczną i myślącą. I trochę bardziej niezależną. I jestem
    rozczarowana.
  • rozdzial43 06.09.09, 10:35
    A ja właśnie - za pozwoleniem - widzę w Pyzie potencjał siły, a nie mimozowatości.

    Mówiąc o Pyzie w tym wątku mam na myśli tylko potencjał, jaki w niej widzę i
    możliwych dla niej rozwiązaniach w przyszłości. W Jeżycjadzie - jak dotąd - Pyza
    jest przedstawiona jako osoba bardzo dziecinna, niesamodzielna, bez motywacji.
    Ale też jest jeszcze bardzo młoda, nie wymagano od niej dorosłości, nawet w
    przypadku urodzenia dziecka rodzina zapewnia jej luksus dzieciństwa. Jak dla
    mnie - jest ona na rozdrożu. Macierzyństwo spadło na nią za wcześnie, nie
    podjęła jeszcze decyzji, co chce w życiu robić, jakim byc człowiekiem. Myslę, że
    proces doroślenia przyjdzie, bo on musi przyjść.

    I tu dopiero właśnie Pyza jest dla mnie interesująca. Moim zdaniem to właśnie
    Pyza może "odpalić" i pokazać pazur.

    Dla mnie osobiście Laura nie ma pazura, jest nudna, przewidywalna. Oceniam ją
    jako osobę nieinteligentną emocjonalnie, która - dopóki się tej inteligencji nie
    nauczy (podobno można się jej nauczyć) będzie zagubiona, ciągle nie rozumiejąca
    co się wokół dzieje i dlaczego i sfrustrowana. Wołająca: zwróć na mnie uwagę,
    określ mnie, kochaj mnie i stale wątpiąca.

    I dla jasności: Laura wcale nie jest dla mnie żadnym demonem ZUUAAAA, jak tu się
    dowcipnie mówi. Jest - dla mnie - zagubiona, niemądra życiowo i nudna. Nie widzę
    w niej potencjału możliwości, za dużo będzie miała kłopotów ze sobą.
  • andrzej585858 06.09.09, 11:01
    rozdzial43 napisała:


    > I tu dopiero właśnie Pyza jest dla mnie interesująca. Moim zdaniem to właśnie
    > Pyza może "odpalić" i pokazać pazur.
    >
    Też tak sądzę. To, że w książce jest pokazana taka a nie inaczej, wcale nie
    oznacza że taka pozostanie.
    Poza tym, nic na to nie poradzę, ale nie jest nam, na szczęście, dana wiedza jak
    potoczą się losy danej osoby w życiu.
    Czasem , po 20 latach dopiero okazuje się jak taka zahukana w młodości lilija
    niewinna zamieniła się w przebojową panią prezes - i to jeszcze jaką:-))

  • szprota 06.09.09, 15:25
    rozdzial43 napisała:

    > szprota napisała:
    >
    > > Jak to od razu widać, że masz książkowe pojęcie o dużych firmach i korpor
    > acjach
    > > :)
    >
    > A mogłabyś to rozwinąć Szprotko, za pozwoleniem?
    Bimbo mnie wyręczyło, bo i istotnie poszłam być hardkorem, czyli marznąć w 10
    stopniach i szlochać pod bollywoodzkie filmy ;)
    Rozdziale, swoją opinię opieram na własnym kilkuletnim doświadczeniu w
    korporacji. Oczywiście firmy są różne. Niemniej w tej, w której ja pracuję, nie
    awansowały ciepłe, życzliwe i bierne Pyzunie (a jeśli, to dzięki temu, że
    przespały się z kim trzeba), lecz zaradne i pozbawione zbędnych skrupułów
    Tygrysice (czyż nie tak opisuje Tygryska Mila?). W związku z czym Twoja opinia o
    tym, że w awansie liczy się empatia, ciepło i zdrowo wykorzystywana umiejętność
    manipulacji moim, jak zwykle skromnym zdaniem, jest do włożenia między bajki z
    opisem "przykład myślenia życzeniowego". Nawiasem mówiąc, wykształcenie w mojej
    firmie nie ma większego znaczenia, ale pewnie dlatego, że branża jest stosunkowo
    młoda, więc to, co w niej niezbędne i tak się poznaje na własnym grzbiecie, nie
    zaś ze studiów.
    Pyzę mogłaby moja firma zatrudnić, owszem. Na telemarketerkę. Ma niezłe cechy
    sprzedawcy, jeśli nauczy się swoją rozbudowaną empatię wykorzystywać w rozmowach
    sprzedażowych i wywrze się na niej wystarczającą presję, by finalizowała
    sprzedaż tu i teraz. Nigdzie wyżej.
    --
    http://www.sesja.neostrada.pl/image018.gif
  • mamarcela 06.09.09, 16:17
    Wydaje mi się, że w tych dyskusjach o prezeskach i telemarketerkach jest pewien
    zasadniczy błąd otóż oceniamy charakter po przejawach zewnętrznych.

    Osiecka Agnieszka napisała kiedyś taki mądry wierszyk

    "Małe kotki

    Najgorsi są ci wrażliwi.
    Co oni z nami robią -
    z ludźmi o grubej skórze,
    grubszym groszu,
    zdrowym sercu,
    żelaznej woli,
    stalowych nerwach
    i wiecznym śnie sprawiedliwych..."

    Dlatego ja się całkowicie zgadzam, że na wysokich stanowiskach w korporacjach
    widuje się milutkie, spolegliwe, empatyczne kobiety, ale naprawdę nie jestem
    do końca przekonana, czy to nie jest tylko pozór i fasada.
    Jakoś tak z doświadczeń i obserwacji widzę, że najwrażliwsze i najbardziej
    empatyczne de facto osoby (szczególnie płci żeńskiej) chowają się za fasadą
    zimnych wyszczekanych suk, a te przesłodzone mimozy to często w gruncie rzeczy
    skupione na sobie bezwzględne potwory. Kurczę, całkowicie nie ufam kobietom
    określającym się jako wrażliwe, pomocne i dzielne.
    Dlatego zdecydowanie nie dałabym sobie głowy uciąć, która z córek Gabrielli jest
    egoistyczna, a która ta wrażliwa.
    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • rozdzial43 06.09.09, 17:00
    szprota napisała:

    > Oczywiście firmy są różne.

    No właśnie. Ja na przykład - za pozwoleniem - nie odważyłabym się kategorycznie
    podważyć Twojej opinii, że tornado jest groźne i twierdzić, że nie ma czegoś
    takiego jak tornado, ponieważ ja się z tornadem nie spotkałam, bo ja się
    spotkałam tylko z silnym wiatrem halnym.

    Niemniej w tej, w której ja pracuję, nie
    > awansowały ciepłe, życzliwe i bierne Pyzunie (a jeśli, to dzięki temu, ż
    > e
    > przespały się z kim trzeba), lecz zaradne i pozbawione zbędnych skrupułów
    > Tygrysice (czyż nie tak opisuje Tygryska Mila?). W związku z czym Twoja opinia
    > o
    > tym, że w awansie liczy się empatia, ciepło i zdrowo wykorzystywana umiejętność
    > manipulacji moim, jak zwykle skromnym zdaniem, jest do włożenia między bajki z
    > opisem "przykład myślenia życzeniowego".

    Tu doznałam konsternacji, przyznam i aż przejrzałam z tej konsternacji swoje
    wypowiedzi w tym wątku. I chociaż uważam, że brak było podstaw do zdefiniowania
    mojej opinii, by w awansie liczyło się ciepło (?), bierność (?)i życzliwość, to
    sprecyzuję jeszcze raz o co mi chodziło i jaka jest moja opinia: uważam
    mianowicie, że nie ma co marzyć o wielkim awansie i karierze w pracy wymagającej
    współpracy z innymi ludźmi osoba pozbawiona inteligencji emocjonalnej. Uważam
    nadto, że Pyza ma potencjał w tym zakresie, a Laura nie. Następnie uważam, że
    czym innym są możliwości i potencjał, a czym innym motywacja i ambicja ich
    wykorzystania oraz że gdyby Pyza naprawdę chciała i dążyłaby do takiej kariery,
    to mogłaby to osiągnąć, a Laura nie.
    Bardzo trudno mi się odnieść do opisanych przez Ciebie awansujących w Twojej
    firmie Tygrysic, bo piszesz tylko o braku skrupułów i zaradności. Nie odnosisz
    się do najistotniejszej kwestii: czy są one inteligentne emocjonalnie? Przecież
    brak skrupułów i zaradność nie oznaczają braku inteligencji emocjonalnej.
  • mamarcela 06.09.09, 17:34
    Ja w tym wszystkim jeszcze jednego nie rozumiem, jakie są takie prawdziwe dowody
    na to, że Tygrysowi brak inteligencji emocjonalnej?
    Bo co? Bo się zamykał w łazience? Zamykał się w łazience na długie godziny, bo
    mu jego rodzina pozwalała na to, a że miał za przeproszeniem w dupie, że jego
    siostra i matka brudne chodzą - też się mogły zamykać :)

    Moim zdaniem Laura wykazywała się właśnie wybitna inteligencją emocjonalną taka
    z pogranicza socjotechniki - potrafiła działać tak, żeby osiągnąć wszystko co
    chciała, a jednocześnie nie stracić uprzywilejowanej pozycji. A że uciekała się
    akurat do takich metod? To były jedyne metody jej dostępne, że uzyskać
    zainteresowanie od rodziny.
    Dziecko rzuca się na podłodze w supermarkecie, żeby mama kupiła mu lizaka, a nie
    dlatego, że nie ma inteligencji emocjonalnej i chce zrobić matce przykrość.
    Jeśli trzy razy się rzuci i trzy razy matka kupi mu tego lizaka to za czwartym
    razem wykaże się przecież inteligencją emocjonalną wyczuwając bezbłędnie reakcje
    mamusi na leżenie na posadzce :))

    Emocje to także wściekłość, żal, pogarda, nienawiść, nie tylko łagodność i
    empatia. Laura znakomicie potrafiła wyczuć i wykorzystać emocje do tego, aby
    matka zwróciła na nią uwagę. A ja sobie nie przypominam, żeby kiedykolwiek
    ktokolwiek powiedział Laurze: "słuchaj córko, wnuczko, siostrzenico, siostro,
    jest mi przykro i źle, jak zachowujesz się tak i tak. Bardzo chciałabym, żeby to
    się zmieniło. może siądziemy i porozmawiamy o tym, dlaczego tak się zachowujesz
    i co powinnyśmy zmienić".
    Żalenie się w kuchni i popłakiwanie po kątach nie zastąpią takiej rozmowy. Laura
    wykorzystywała złe emocje, żeby rządzić rodziną Borejków, bo nikt z tej rodziny
    nie zachowywał się wobec niej jak człowiek dorosły.
    A podobno to jej brak inteligencji emocjonalnej?
    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • rozdzial43 06.09.09, 18:17
    mamarcela napisała:

    > Moim zdaniem Laura wykazywała się właśnie wybitna inteligencją emocjonalną taka
    > z pogranicza socjotechniki - potrafiła działać tak, żeby osiągnąć wszystko co
    > chciała, a jednocześnie nie stracić uprzywilejowanej pozycji. >

    Pozwolę sobie kategorycznie się z tym nie zgodzić :))
    To że jeździła Borejkom po głowach i nie traciła uprzywilejowanej pozycji
    wynikało tylko z ich bezradności wobec "dziecka z tygrysizmem", nieprzygotowania
    w rodzinie (w której rodziły się zawsze tylko "dzieci z borejkowizmem"), do
    postępowania z Laurą. Z tej bezradności rodziło się pewnie poczucie winy. Laura
    była bardzo kochana, a dziecku swemu wybacza się wszak wiele, o ile nie wszystko.

    Krótko mówiąc, Laura wykorzystuje słabość ludzi ją kochających, co nie świadczy
    o jej zdolnościach, tylko o ich słabości. W sprawach, na których Laurze zależy
    poza domem (jeśli chodzi o kontakty między ludźmi), nie wychodzi jej nic: casus
    z Lelujkami zwiewającymi na jej widok, wymowne milczenie unikającego umówienia
    się z nią na randkę Franza, brak umiejętności znalezienia choćby jednej bliskiej
    koleżanki (w okresie dojrzewania!), brak umiejętności do skłonienia ciotki Almy
    do puszczenia farby o ojcu itp.

    > Emocje to także wściekłość, żal, pogarda, nienawiść, nie tylko łagodność i
    > empatia. Laura znakomicie potrafiła wyczuć i wykorzystać emocje do tego, aby
    > matka zwróciła na nią uwagę.
    > A podobno to jej brak inteligencji emocjonalnej?

    Jeśli rozumieć inteligencję emocjonalną tak jak wcześniej pisałam wg
    Arystotelesa, czyli rzadką umiejętność złoszczenia się na właściwą osobę, we
    właściwym stopniu, we właściwym momencie, celu i we właściwy sposób, to Laurze
    katastrofalnie brak inteligencji emocjonalnej.
  • mamarcela 06.09.09, 18:37
    Wybacz, Rozdziale, ale Ty jakieś dziwy nad dziwami prawisz. Tłum ludzi
    dorosłych zwanych Borejkami jest bezradny wobec małej dziewczynki dotkniętej
    tygrysizmem i to jest ok. Natomiast sam tygrysizm, który wykorzystuje ta
    bezradność (w dzieciństwie!!!! podkreślam) jest bardzo nie ok.
    Zatem to Borejkowie każde z osobna i en mass wykazują się zerową inteligencja
    emocjonalną
    .

    Opisujesz tę całą sytuacje jakby Borejkom sie nie narodziła pyskata, wścibska i
    humorzasta dziewczynka o bujnym temperamencie, ale jakis antychryst, Damien z
    filmu Omen.

    Ja mam dwoje dzieci dotkniętych straszliwą przypadłością zwana tygrysizmem i na
    dodatek wychowuję je od dziesięciu lat sama, bez żadnej pomocy i wsparcia ze
    strony ich ojca, ani dziadków i jakoś mi się , kurczę pieczone, udaje. I wcale
    się za bohaterkę, ani cierpiętnicę nie uważam. Co więcej twierdzę, że mam
    fantastyczne dzieci. I wiele osób tez tak twierdzi, nie tylko ja.

    A te wszystkie wpadki emocjonalne Laury, które opisałaś, wydarzały jej się, gdy
    była dzieckiem. Podejrzewam, ze kilka lat później żaden Lelujka by nie odmówił
    pójścia z nią na randkę.

    Ja zresztą nie twierdzę, że Laura posiada umiejętności społeczne ułatwiające jej
    życie, ale to już jest w dużej mierze wina rodziny i wychowania. Jeśli złością i
    tupaniem mogła w rodzinie osiągnąć wszystko to dopiero szereg porażek
    emocjonalnych nauczy ją innych metod. Zresztą pewnie już nauczyło!
    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • rozdzial43 06.09.09, 18:54
    mamarcela napisała:

    > Aha i jeszcze jedno - w tym samym wątku twierdziłaś, że nie wierzysz absolutnie
    > w tzw. "cudze" dzieci, a teraz powołujesz się na bezradność Borejków wobec
    > tygrysizmu Laury. Czyż ta bezradność to nie jest inna nazwa tego samego zjawis
    > ka?

    No...nieudolność wychowawcza a determinizm genetyczny to nie jest to samo
    zjawisko, zdecydowanie.
  • mamarcela 06.09.09, 18:59
    Wybacz, ale uważasz mnie za kretynkę? :)))
    Ja napisałam, że borejkowie nie potrafią wychować Tygrysa, bo im się "cudzy"
    urodził, co ich nie tłumaczy, i nie usprawiedliwia.
    Ty wiele postów później piszesz, że borejkowie są bezradni wobec tygrysizmu
    wrodzonego Laury, co ich tłumaczy, i usprawiedliwia po części Twoim zdaniem.

    Piszemy dokładnie o tym samym tylko sympatia jest po innej stronie.

    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • rozdzial43 06.09.09, 19:16
    mamarcela napisała:

    > Wybacz, ale uważasz mnie za kretynkę? :)))

    Za pozwoleniem - odmawiam dyskusji z użyciem takich "argumentów".


  • mamarcela 06.09.09, 20:13
    rozdzial43 napisała:

    > mamarcela napisała:
    >
    > > Wybacz, ale uważasz mnie za kretynkę? :)))
    >
    > Za pozwoleniem - odmawiam dyskusji z użyciem takich "argumentów".
    >
    >
    I widzisz tu się nigdy nie dogadamy. Szczególnie w temacie inteligencji
    emocjonalnej, bo ja piewczyni tygrysoidalnej asertywności pytam Cie po prostu,
    czy Twoje pyzowate miłe i dzielne traktowanie mnie jak człowieka, który nie wie
    o czym pisze jest wyrazem uważania mnie za osobę niesprawną intelektualnie, czy
    może socjotechnicznym chwytem?
    Po prostu się pytam, opatrując jeszcze to pytanie emotikonem.
    A Ty jak Gabriella udajesz się na emigrację kuchenną, obrażając sie na mnie
    śmiertelnie.
    To jeszcze inteligencja emocjonalna, czy już manipulacja?

    No, to nie dyskutujmy. Trudno :)

    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • rozdzial43 06.09.09, 22:02
    mamarcela napisała:

    > ja piewczyni tygrysoidalnej asertywności pytam Cie po prostu,
    > czy Twoje pyzowate miłe i dzielne traktowanie mnie jak człowieka, który nie wie
    > o czym pisze jest wyrazem uważania mnie za osobę niesprawną intelektualnie, czy
    > może socjotechnicznym chwytem?

    Możesz być sobie piewczynią tygrysoidalnego czego chcesz, ale ustalmy jedno: nie
    jesteś nastoletnią Laurą, a ja nie jestem Twoją pyzowatą i dzielną mamusią,
    która ma w naturze zachwyt nad Twoją tygrysowatością i "wybaczalskość", bo Ty
    jesteś asertywna, wredna czy ruda i w ogóle jaka Ty właśnie jesteś.

    To, jaką jesteś w realu osobą jest dla mnie sprawą całkowicie drugorzędną i
    domagam się od Ciebie zachowania pewnej formy, pewnych granic, których
    przekroczenie Ci zakomunikowałam.

    I nie ma tu nic do rzeczy emotikon, bo gdybyśmy siedziały sobie w kawiarni i Ty
    uśmiechnęłabyś się wygłaszając tekst o kretynce, to ja mogłabym ocenić, czy
    usmiechasz się porozumiewawczo, przepraszająco, szelmowsko, czy szyderczo. W
    necie nie mam takiej możliwości i Ty musisz się z tym liczyć. Krótko mówiąc -
    powiedziałam Ci wprost, co mi w duszy gra, nieprawdaż, panie tego :))

    > A Ty jak Gabriella udajesz się na emigrację kuchenną, obrażając sie na mnie
    > śmiertelnie.

    Oszalałaś? Za pozwoleniem :)) Obrażać się i to jeszcze śmiertelnie na zjawisko
    pojawiających się liter na ekranie komputera?

    A na emigrację kuchenną owszem udano się (skąd wiedziałaś) aby się posilić w
    aspekcie kolacji. Następnie zaś zostało się poproszonym o odpytywanie ze słówek.
    Człek się przecież nie rozerwie.
  • mamarcela 06.09.09, 22:30
    Nie to ja Ci zakomunikowałam, że traktujesz mnie protekcjonalnie, co uznałam za
    uważanie mnie za kretynkę, bądź stosujesz bardzo typowy chwyt socjotechniczny
    pt. będę parafrazować do upadłego aż druga strona uwierzy, że mówiła kompletnie
    co innego, niż mówiła.

    Ale się okazało, że to ja przekroczyłam granice. Co oznacza, że można
    lekceważyć inteligencję interlokutora, ale lekceważony nie może tego
    komunikować, bo wtedy przekracza granice.
    No to żesmy sie dogadały w temacie inteligencji emocjonalnej.
    Ma być łagodnie i miło to będzie - jestem ohydna - pierwsza użyłam słowa
    kretynka. Przepraszam.
    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • rozdzial43 06.09.09, 19:11
    mamarcela napisała:

    > Wybacz, Rozdziale, ale Ty jakieś dziwy nad dziwami prawisz. Tłum ludzi
    > dorosłych zwanych Borejkami jest bezradny wobec małej dziewczynki dotkniętej
    > tygrysizmem i to jest ok. Natomiast sam tygrysizm, który wykorzystuje ta
    > bezradność (w dzieciństwie!!!! podkreślam) jest bardzo nie ok.
    > Zatem to Borejkowie każde z osobna i en mass wykazują się zerową inteligencj
    > a
    > emocjonalną
    .

    Dotąd w aspekcie inteligencji emocjonalnej rozmawiałyśmy tylko o Laurze i Róży.
    Nigdy nie słyszałam o masowej, czy grupowej inteligencji emocjonalnej. Zdefiniuj
    proszę pojęcie, bo nie rozumiem - za pozwoleniem - co masz na myśli o zerowej
    inteligencji Borejków en mass. A jeśli chodzi o pojedyncze sztuki, to kogo
    chcesz wziąć na tapetę?

    >
    > Opisujesz tę całą sytuacje jakby Borejkom sie nie narodziła pyskata, wścibska
    > i
    > humorzasta dziewczynka o bujnym temperamencie, ale jakis antychryst, Damien z
    > filmu Omen.

    Nie, być może nieprecyzyjnie się wyrażam.
    Ja uważam, że urodziło im się tępe emocjonalnie, ponadprzeciętnie egocentryczne
    (dziecięco, młodzieńczo i osobniczo), inteligentne intelektualnie dziecko.

    > Ja mam dwoje dzieci dotkniętych straszliwą przypadłością zwana tygrysizmem i na
    > dodatek wychowuję je od dziesięciu lat sama, bez żadnej pomocy i wsparcia ze
    > strony ich ojca, ani dziadków i jakoś mi się , kurczę pieczone, udaje. I wcale
    > się za bohaterkę, ani cierpiętnicę nie uważam. Co więcej twierdzę, że mam
    > fantastyczne dzieci. I wiele osób tez tak twierdzi, nie tylko ja.
    >
    Bardzo Ci gratuluję, bardzo Cię podziwiam i naprawdę życzę samych rodzicielskich
    sukcesów. Serio mówię, bo jak sobie wyobrażę, że ja miałabym zostać z całym tym
    kramem sama, to bym cienko śpiewała.

    > A te wszystkie wpadki emocjonalne Laury, które opisałaś, wydarzały jej się, gdy
    > była dzieckiem. Podejrzewam, ze kilka lat później żaden Lelujka by nie odmówił
    > pójścia z nią na randkę.

    Polucek odmówił jej ręki, kiedy była już dorosła.

    > Ja zresztą nie twierdzę, że Laura posiada umiejętności społeczne ułatwiające je
    > j
    > życie, ale to już jest w dużej mierze wina rodziny i wychowania. Jeśli złością
    > i
    > tupaniem mogła w rodzinie osiągnąć wszystko to dopiero szereg porażek
    > emocjonalnych nauczy ją innych metod. Zresztą pewnie już nauczyło!

    Ostrożnie i wstępnie się mogę zgodzić, bo ta inteligencja emocjonalna jest
    wyuczalna. Pytanie, jak pojętna jest Laura w omawianym zakresie. Bo do końca
    Sprężyny wychodzi, że nie za bardzo.
  • mamarcela 06.09.09, 19:42
    Nie rozmawiamy o inteligencji masowej rozmawiamy o inteligencji emocjonalnej
    wszystkich razem i każdego z osobna Borejków. jakąż to oni się wykazali
    inteligencją emocjonalną, że w ciągu 23 lat nie potrafili dotrzeć do swojej
    córki, wnuczki, siostrzenicy i dalej ją za aliena uważają.

    Wszyscy rodzimy się tępi emocjonalnie na swój sposób i dlatego tak ważny jest
    proces socjalizacji.
    Ja nie jestem obrończynią zachowań Laury, bo te tez nie zawsze mi się podobają,
    po prostu uważam, że Borejkom urodziła się fajna córka i tylko oni swoim brakiem
    umiejętności postępowania z nią dopuścili do tego, że zachowuje się tak jak
    zachowuje. I na dodatek jest głęboko nieszczęśliwa osobą.

    Osoby tknięte tygrysizmem choćby nie wiem jak empatyczne były mają tendencje do
    zachowań samolubnych i trzeba im to po prostu w oczy mówić. Nie dalej jak dwie
    godziny temu moja tygrysoidalna córka przekroczyła pewne normy zachowania (w
    sumie głupstwo!) robiąc mi przykrość i ja od razu "rozdarłam się" na nią, że
    jest mi przykro i, ze nie życzę sobie takiego zachowania. Moje asertywne uwagi
    nie zawsze przynoszą skutek w postaci przeprosin, ale ona wie, że mnie jest z
    tym źle. A skąd Tygrys miał wiedzieć?

    Polucek odmówił Laurze , bo tak chciała pani Musierowicz, która podobnie jak Ty
    nie lubi jej szczerze i kompletnie nie rozumie. W realu nigdy lataliby za nią
    stadami i tylko baliby się nieco.

    Tego to ja kompletnie nie rozumiem, bo z jednej strony ponoć nie wierzysz w
    determinizm genetyczny, a z drugiej twierdzisz, że wrodzony tygrysizm jest
    nieuleczalny i braku inteligencji emocjonalnej nie da się zniwelować. Otóż da
    się w wielkim stopniu.
    Zresztą zachowania Laury nie świadczą tyle o braku inteligencji emocjonalnej, co
    o braku kindersztuby i odpowiedniej socjalizacji.


    --
    "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
    "oraz gruba bardzo"
  • szprota 06.09.09, 18:18
    rozdzial43 napisała:
    No właśnie. Ja na przykład - za pozwoleniem - nie odważyłabym się kategorycznie
    podważyć Twojej opinii, że tornado jest groźne i twierdzić, że nie ma czegoś
    takiego jak tornado, ponieważ ja się z tornadem nie spotkałam, bo ja się
    spotkałam tylko z silnym wiatrem halnym.
    ====
    Czyli odnosisz się do kwestii skali porównawczej, o której w Twoim przypadku
    wiemy tyle, że najprawdopodobniej nie miałaś styczności z klasyczną, wielką
    korporacją, skoro cechy, które odnosimy do Róży, a które przypisujesz
    inteligencji emocjonalnej, według Ciebie mają wpływ na awans.
    W małej firmie, gdzie te relacje są mniej sformalizowane, a przełożony ma
    większy wpływ na sposób zarządzania swoimi ludźmi - umiejętność zjednywania
    sobie ludzi ma znaczenie.

    Odnosząc się zaś do kwestii samej inteligencji emocjonalnej, to ja ją osobiście
    wiążę również z asertywnością. Oczywiście: Pyza rozpoznaje swoje emocje.
    Rozpoznaje emocje innych. Natomiast kluczowym w osobie mającej pod sobą jakąś
    grupę ludzi jest między innymi umiejętność określania własnych granic. Tu
    zahaczamy o wspomniany brak skrupułów i zaradność, które przez ludzi nie
    szanujących granic innych (a Borejkowie mają po temu wybitne tendencje,
    zwłaszcza w odniesieniu do Tygrysa) są przypisywane osobom asertywnym.
    Zatem, podsumowując: swoje zdanie na temat możliwości awansu przez obie siostry
    opieram na własnych doświadczeniach z dużą firmą, gdzie są doceniane przede
    wszystkim osoby asertywne. Laura jest asertywna. Róża nie.
    --
    My, Szprota, musimy trzymać się razem!
  • rozdzial43 06.09.09, 18:32
    szprota napisała:

    > Czyli odnosisz się do kwestii skali porównawczej, o której w Twoim przypadku
    > wiemy tyle, że najprawdopodobniej nie miałaś styczności z klasyczną, wielką
    > korporacją,

    Pamiętam z jakiejś książki taką myśl (nie pamiętam z której książki), że jak w
    dyskusji dochodzi do argumentów, w odparciu których trzeba powiedzieć
    "nieprawda, jestem mądra, wiem niejedno, doświadczyłam tego i owego", to już
    lepiej dać sobie spokój. I powodowana tąże ideą nie odniosę się do tej części
    Twego postu.

    > W małej firmie, gdzie te relacje są mniej sformalizowane, a przełożony ma
    > większy wpływ na sposób zarządzania swoimi ludźmi - umiejętność zjednywania
    > sobie ludzi ma znaczenie.

    No z tym nie mogę się absolutnie zgodzić. W małej czy dużej szef zarządzający
    ludźmi musi mieć wpływ na sposób zarządzania. W przeciwnym wypadku nie
    zarządzaniem ci się on zajmuje. no właśnie, czym się właściwie taki zajmuje :))?

    > Odnosząc się zaś do kwestii samej inteligencji emocjonalnej, to ja ją osobiście
    > wiążę również z asertywnością.

    I pełna zgoda w tej części.

    >Laura jest asertywna. Róża nie.

    Laura jest tak asertywna, że aż nieinteligentna emocjonalnie. Róża jest
    asertywna inteligentnie, jeśli jest przekonana, że chce odmówić (np. odmówiła
    Lelujkom wyjścia do kina, bo Fryderykowi byłoby przykro, odmawia przyjęcia
    Żabowego pierścionka, nie zjawia się na swoim przyjęciu imieninowym, bo woli je
    spędzić z Frycem itp).
  • szprota 06.09.09, 19:05
    rozdzial43 napisała:

    > Pamiętam z jakiejś książki taką myśl (nie pamiętam z której książki), że jak w
    dyskusji dochodzi do argumentów, w odparciu których trzeba powiedzieć
    "nieprawda, jestem mądra, wiem niejedno, doświadczyłam tego i owego", to już
    lepiej dać sobie spokój. I powodowana tąże ideą nie odniosę się do tej części
    Twego postu.
    ====
    ...co ja osobiście odbieram jako "no tak, ponieważ nie mam doświadczenia, muszę
    sięgnąć do wiedzy książkowej".
    W dyskusji można, i trzeba, sięgać do osobistych doświadczeń. Jeśli takowych nie
    masz, sięgasz do wiedzy książkowej czy opowieści znajomych, i na ich podstawie
    przedstawiasz opinię. Z którą oponent może się zgodzić lub nie. Pokorni ludzie
    widząc, że oponent ma większe doświadczenie w danym temacie doceniają możliwość
    zapoznania się z jego przemyśleniami. Niepokorni upierają się, że to, co
    wyczytali w książkach jest bardziej prawdziwe.


    > No z tym nie mogę się absolutnie zgodzić. W małej czy dużej szef zarządzający
    ludźmi musi mieć wpływ na sposób zarządzania. W przeciwnym wypadku nie
    zarządzaniem ci się on zajmuje. no właśnie, czym się właściwie taki zajmuje :)) ?
    Pilnowaniem wyników swoich podwładnych w sposób, jaki wymagają od niego jego
    przełożeni
    . Opracowywaniem tychże wyników. Przedstawianiem ich swoim
    podwładnym z ewentualnymi wnioskami, co jest dobrze, a co może być lepiej.
    Wydawaniem zgody na ominięcie procedur obowiązujących w firmie, jeśli uzna, że
    będzie to z korzyścią dla firmy. Na samo zarządzanie ludźmi, np. motywowanie ich
    (podwyżki, nagany) ma wpływ niewielki.

    > Laura jest tak asertywna, że aż nieinteligentna emocjonalnie. Róża jest
    asertywna inteligentnie, jeśli jest przekonana, że chce odmówić (np. odmówiła
    Lelujkom wyjścia do kina, bo Fryderykowi byłoby przykro, odmawia przyjęcia
    Żabowego pierścionka, nie zjawia się na swoim przyjęciu imieninowym, bo woli je
    spędzić z Frycem itp).

    Laura jest tak asertywna, że potrafi powiedzieć, by Bodzio wyłączył telewizor.
    Wkręcić się do Lelujków z Bernardem. Odmówić Łusi występu wokalnego dla dzieci w
    sytuacji, gdy wrobiono ją w ten występ (bardzo żałuję, że w końcu ulega!).
    Róża, będąc na diecie, zjada grube tysiące kalorii na obiadach u Lelujków. Nie
    potrafi odmówić Laurze zabrania jej do Lelujków. Ucieka się do Nataliowych
    pasywno-agresywnych podstępików: ucieczka z Fryckiem, niezabranie Laury na
    imieniny do Lelujków bez uprzedzenia siostry. Asertywny człowiek mówi "nie", gdy
    jego granica zostanie przekroczona, a nie "tak", po czym robi swoje. Takie
    zachowanie cechuje osobę uległą i podstępną. To nie jest inteligencja
    emocjonalna, tylko manipulanctwo, takie kobieciątkowe sposobiki, które notabene
    utrwalają stereotyp kobiety, która sama nie wie, czego chce.
    --
    http://www.sesja.neostrada.pl/image018.gif
  • rozdzial43 06.09.09, 21:18
    szprota napisała:

    > > W dyskusji można, i trzeba, sięgać do osobistych doświadczeń.

    Osąd wg empiryzmu? Zawodne i ryzykowne. A już nieporozumieniem jest - za
    pozwoleniem - konstruowanie teorii i osądu na bazie jednostkowych doświadczeń.

    Jeśli takowych ni
    > e
    > masz, sięgasz do wiedzy książkowej

    racjonalizm znaczy? Już bliższe mojej postawie poznawczej :)), ale też zawodne,
    niestety.

    czy opowieści znajomych, i na ich podstawie
    > przedstawiasz opinię.

    UUUU, no a jak ludzie ci mają Heraklitowe "dusze barbarzyńców"? Złymi świadkami
    są ich oczy i uszy? :))

    Pokorni ludzie widząc, że oponent ma większe doświadczenie w danym temacie
    doceniają możliwość
    > zapoznania się z jego przemyśleniami. Niepokorni upierają się, że to, co
    > wyczytali w książkach jest bardziej prawdziwe.

    Pokorni przyjmują pierwszą wersję pasującą do ich wyobrażeń i mni