Dodaj do ulubionych

Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski)

03.03.09, 12:38
Na dworze grzmiala letnia burza, w zacisznej pracowni grzmiala zas 17-letnia
Gaba. Imponujaca ta atletka falowala z wscieklosci, a powietrze wokól niej az
iskrzylo. Gaba przemierzala caly pokój machajac zamaszycie konczynami, we
wzburzeniu ciskajac niezrozumiale inwektywy, piorunujac wzrokiem co popadnie,
szeleszczac ortalionem i od czasu do czasu obijajac sie o sciany.
- Jak mogla mi to pani zrobic! - wrzasnela w koncu do rzeczy, precyzujac
adresatke tego wybuchu, kulaca sie oto skromnie pod sciana i zajmujaca jak
najmniej miejsca.
Oniemiala dama z przerazeniem spojrzala Gabie w oczy i zrobila mine bezradnego
zajaczka. Gaba stala teraz przed jej biurkiem, wrzac jak pyrkajacy szybkowar i
spopielala nieszczesna kobiete cala moca swej nastoletniej wrogosci i buntu.
Gdyby nie biurko, kto wie, co by sie moglo zdarzyc, gdyz pazurzaste dlonie
smaglej atletki wyciagaly sie od czasu do czasu mimochodem w strone swej ofiary.
- Alez.. o co chodzi.. czy.. herbatki? - wydukala w koncu zastraszona kobieta
glosem Bezbronnego Kurczatka.
- Satysfakcji! Zadoscuczynienia! - padla gromka odpowiedz, zeby nie powiedziec
krzyk. Gaba mimo wszystko nie byla Prawdziwym Mezczyzna, nie miala wlasciwie
zadnego hormonu plciowego i nie dzialaly na nia piski manipulacyjne.

CDN ;>


--
W Polsce zyje tylko 90 niedzwiedzi! Pomóz polskim Miszkom!
Obserwuj wątek
      • wushum jesli wolno 03.03.09, 14:56
        Przepraszam, że swoje grosze wcisnę, nie wiem czy wolno tak w cudzy fanfik
        wpisać swój pomysł, ale postaram się krótko.

        07 czerwca 2009

        Rozpalone słońcem popołudnie trwało za oknem, powietrze drgało od skwaru. Bzy w
        wazoniku chyliły się omdlałe od gorąca. W ciemnawym pokoju panował jednakże
        chłód, któremu towarzyszył intensywny zapach kwiatów z domieszką cytrusową, oraz
        swojski zapach kiszonej kapusty.
        -Uh - mruknęła kobieta przy laptopie, zauważywszy, że szklanka z zielonego szkła
        jest pusta. Musiała wypić całą mrożoną herbatkę cytrynową. Postanowiła zrobić
        sobie przerwę w pisaniu na czas zaopatrzenia się w nowy zapas herbaty. Za oknem
        wiatr lekko poruszył liśćmi. Pisarka podniosła się z drewnianego krzesła i
        kłapiąc sandałkami /oczywista/ ruszyła do kuchni. Kiedy tak stała w powiewnej
        kwiecistej sukience przy szerokim drewnianym stole, wrzucając kostki lodu do
        szklanki, firanki poruszyły się i załopotały, a gdzieś w ogrodzie złowrogo zawył
        pies. Uchylone okno z kolejnym powiewem nagle otworzyło się na oścież, aby zaraz
        zamknąć się z trzaskiem. Kobieta spiesznie podeszła i ciekawie wystawiła głowę,
        aby zobaczyć, co też dzieje się na zewnątrz. -Ocho - mruknęła widząc
        nadciągające ołowiane chmury rozcinane co jakiś czas jasnym wężykiem błysku,
        były coraz bliżej, a nawet wyglądało to jakby z oddali sunęła trąba powietrzna.
        Pies nadal wył przeciągle. Pranie łopotało wściekle na wietrze. Dwa ogrodzenia
        dalej odbywał się częsty rytuał, sąsiad - facet w przepoconym siatkowym
        podkoszulku i szortach gonił z tasakiem żonę, która jak zwykle wydawał z siebie
        dramatyczne okrzyki. Ale kto by się tam przejmował. Normalka. Postanowiwszy
        pozamykać okna, pisarka odstawiła szklankę, przed lustrem poprawiła rozwiane
        włosy w kolorze kasztanowym i zastanawiając się nad zmarszczkami w okolicach
        swoich oczu ruszyła do roboty. Kiedy uporała się już z ostatnim oknem, wichura
        szalała tłukąc o ściany i szyby wszystkim czym mogła, w pomieszczeniach
        zapanował półmrok. Zaraz też posypał się grad, grzechocąc o blaszane dachy,
        parapety, karoserie i szyby samochodów, co przyprawiało właścicieli o niemą
        rozpacz. Kobieta siorbała herbatkę przez słomkę, obserwując co dzieje się na
        zewnątrz. Grad równie szybko jak zaczął padać, tak przestał. Teraz lunął deszcz,
        a wichura szamotała mokrymi liśćmi. Potoki wzbierały w zastraszającym tempie.
        Pisarka właśnie popadła w zamyślenie nad fragmentem swojej książki, zastanawiała
        się nad miłą postacią Gabrieli, która właśnie miała gotować gołąbki, twardo
        znosząc widok swojego wnuka, o stalowym spojrzeniu Janusza Pyziaka - męża nr 1.
        Wnuk, jeden z 2 bliźniąt jakie miała powić w swej nieodpowiedzialności, córka
        Gabrieli, Laura, musiał mieć jakoś na imię...tego o uczciwych oczach jej męża
        już obdzieliła imieniem, ale tu...musi pasować do nazwiska, ale i kojarzyć się z
        tym nieuczciwym spojrzeniem...no tak, pozostaje chyba jednak lisowaty
        Witalis...zaraz, a gdyby nadać mu imię Lupo? Lupus Fidelis! - Ha mruknęła
        autorka - trzeba to dopisać - powiedziała do siebie...Huknęło przeraźliwie,
        jakby uderzyło w dom...pisaka poczuła nagły irracjonalny dreszcz -Aaa! - wyrwało
        się jej, albowiem pomyślała o laptopie który pozostał włączony w pokoju obok.
        Kolejne grzmoty waliły jak oszalałe, wichura wydzierała gałęzie, rzucając nimi i
        gniewnie rycząc. Bliska takiego ryku była również kobieta, kiedy zobaczyła
        ciemny ekran i poczuła przykry zapach spalenizny...zapachniało jakoś
        irracjonalnie...przypalonym morszczukiem. -Nie, to jakieś szaleństwo - pomyślała
        zrozpaczona pisarka i wtedy rozległ się łomot u drzwi.
        Była tak zajęta myśleniem o spalonej książce, że nie zastanawiając się z
        rozmachem otworzyła drzwi. Błysnęło, a przed nią, ociekając zimną wodą, stała
        wysoka ciemna sylweta w sztormiaku.
        - To ja, przyszłam wymierzyć sprawiedliwość - grobowym głosem oznajmiła postać.
        -Ga-gab..rysia? - wyjąkała pisarka z niedowierzaniem, czuła, że nie czeka jej
        nic miłego, sama nie zazdrościła swojej bohaterce, ale kto by się tam
        przejmował...no, do teraz - Ależ ty nie możesz zrobić mi krzywdy, jesteś
        dobra...-stękała pisarka, z nękającą myślą w tyle głowy, że chyba próbuje
        przekonać samą siebie - masz w sobie dobro, przecież przebaczasz wszystkim,
        którzy cię skrzywdzili, jesteś przecież taka yy dzielna! - dodała siląc się na
        radosny ton pani przedszkolanki - no i jesteś wzorem, wzorem dla wszystkich
        nastolatek...i..i kobiet...i jesteś taka miła! - nawet zastanawiała się, czy
        naprędce nie poklepać postaci po ramieniu, siląc się jednocześnie na nerwowy
        uśmiech.
        Nagle postać zrobiła krok do przodu, autorka zobaczyła jej ciemne, poważne oczy
        i w jednej chwili wszystko stało się jasne, zrozumiała, że przekroczyła pewną
        linię - a mianowicie, granicę.
        -Za karę znajdziesz się na moim miejscu i będziesz męczyć się na nim jak ja,
        przez najbliższe 30 lat, zadbam o to, bo będę na twoim miejscu i to ja będę
        pisać te książki - zimny okrutny uśmiech przebiegł przez tę dotąd znajomą twarz.
        -Nie, nie - jęknęła pisarka - ja ci wszystko wytłumaczę - mamrotała w panice
        cienkim nieswoim głosem, w głowie już snuła plan, zaproponuje makowczyk,
        przecież Gaba tak go lubiła...pójdą niby porozmawiać...a potem zamknie ją w
        chłodni, gdzie leżą zbiory owoców z ogrodu...albo w pokoju, dalej, wystarczy, że
        dopadnie kartki i czegoś do pisania, już się jej wtedy Gaba nie wymknie.
        Uśmiechnęła się do siebie, usłyszała szelest, zapachniało morszczukiem,
        spojrzała na Gabrielę, która patrzyła zimno i wyglądało, że bierze zamach swą
        prawicą
        Pisarka wiedziała już, że nie ucieknie, na dodatek przydepnęła sobie sandałkiem
        falbaniastą sukienkę
        -Vale! - po łacinie szepnęła postać w sztormiaku, co jednocześnie miało
        znaczenie i w jej ojczystym języku.
        Autorka poczuła, że ziemia ucieka jej spod nóg, które robią się dziwnie miękkie,
        a zewsząd otula ją szum i ciemność.
        Chwilę to trwało, aż usłyszała dźwięki niezmordowanego, wiecznie słuchanego
        Mozarta, okrzyk -Ciociu, ciociu on znowu ulał! - oraz poczuła zapach perfum i
        kiszonej kapusty. Bolała ją szczęka. -On ulał cioci na gips...albo do gipsu? -
        zastanawiała się Łusia. No tak, przypomniała sobie pisarka, przecież Gabriela
        dopiero miała wypadek i zrezygnowana otworzyła oko.
        • anutek115 jesli teraz mi wolno 03.03.09, 15:37
          wushum napisała:

          > włosy w kolorze kasztanowym i zastanawiając się nad zmarszczkami w okolicach
          > swoich oczu ruszyła do roboty.

          Bezwzględnie powinno być "nie zastanawiając, NIE", no bo kto to sie nad tym
          zastanawia? Tylko ta nowobogacka burżuazja, nieprawda.

          Natomiast:

          sąsiad - facet w przepoconym siatkowym
          > podkoszulku i szortach gonił z tasakiem żonę, która jak zwykle wydawał z siebie
          > dramatyczne okrzyki. Ale kto by się tam przejmował. Normalka.

          oraz


          > -Vale! - po łacinie szepnęła postać w sztormiaku, co jednocześnie miało
          > znaczenie i w jej ojczystym języku.

          przepiękne po prostu, dziecko się mnie spytało, czemu się śmieję przed
          komputerem (jak głupia, dopisek mój).

          Wzniosę więc okrzyk - jeszcze! jeszcze!

          --
          When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
          screaming, like the passengers in his car.
            • lezbobimbo Re: jesli teraz mi wolno 03.03.09, 16:10
              Wushum, boska wizja! Brawo!! Ten tasak, ta zemsta Gaby! Swietna kara, na to nie
              wpadlam! Jaka zaiste diaboliczna sprawiedliwosc hue hue hue
              To ja przymilkne z moja grafomanija na razie, a Ty twórz koniecznie dali!!!
              Moreeee!! :)))

              --
              Jesli niszczysz zywa Przyrode, podkopujesz wlasna egzystencje, bowiem Ona nas
              zywi, leczy i podtrzymuje nasz odbyt.
              • anutek115 Re: jesli teraz mi wolno 03.03.09, 16:27
                Ale nie zamilkaj, Boże broń! My tu już coś razem pisałysmy (swoją drogą, czy to
                nie powinno być umieszczone w "Radosnej twórczości jeżycjadowej"? Wszak nią jest
                bezwzględnie :-)) i bardzo nam wdzięcznie wychodziło...

                --
                When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
                screaming, like the passengers in his car.
            • szprota Re: jesli teraz mi wolno 03.03.09, 16:28
              E, w tym wieku to się chyba już nie zastanawia. Nie to co Gabusia, której kazała w wieku 31 lat gnębić się myślą o marszczącym się kostiumie.
              Kurczę, mam 32 i mnie się tylko marszczy minimalnie czółko krótkowidza, a nie pod oczami.
              --
              Cóż za niespodziane, a miłe zaproszenie! Oczywiście przyjmuję je z zachwytem i całuję rą... Nie, jednak nie całuję rą. (c) Kotbert
                • szprota offtop cerowo-troskliwy 03.03.09, 19:52
                  No właśnie tak się zastanawiam.
                  Wiemy o Gabie, że jest sprawna, wysportowana, troszczy się o higienę, więc jakieś minimum pielęgnacji skórze zapewnia.
                  Z drugiej strony, przy jej minimalizmie ta pielęgnacja pewnie się ogranicza do zjełczałej nivei (nic nie mam do marki, broń Boże, sama używam, chociaż raczej w niezjełczałej formie).
                  Z trzeciej, trzy z sióstr Borejko, w tym Gaba, są piegowate, co wskazuje na dość wrażliwą i chyba raczej suchą skórę (poprawcie mnie, jeśli zakładam błędnie), a taka szybciej się starzeje niż lśniąca od sebum cera tłusta. Więc może i faktycznie jej się marszczyła.

                  --
                  http://www.sesja.neostrada.pl/image018.gif
                  • dakota77 Re: offtop cerowo-troskliwy 03.03.09, 20:01
                    Ja mam taka wizje Gaby: z jednej strony dba o cialo, widzimy ja w ksiazkach, jak
                    sie gimnastykuje, bierze chlodne prysznice. Robi to dla zdrowia i sprawnosci. Z
                    drugiej strony mam niejasne wrazenie, ze dla niej pielegnacja twarzy moze nie
                    byc czyms rozumianym jako cos dla zdrowia, a wylacznie dla urody, a to juz dla
                    Gaby fanaberia. Mam wrazenie, ze na to szkoda jej czasu.
                    --
                    dakotascatsandclothes.blogspot.com
                    • ewaty Re: offtop cerowo-troskliwy 03.03.09, 20:17
                      Albo ma syndrom Ani z Zielonego Wzgórza- włosy na zielono i nos na
                      szkarłat w ramach dbania o urodę:)Ja sobie kiedyś przed randką
                      zafundowałam maseczkę piękności na włosy- żeby było mocniej
                      władowałam wszystko, co wyczytałam w pismach o urodzie:
                      żółtko+nafta+ sok z czarnej rzepy+rycyna+sok z cebuli. Uuuu!
                    • croyance Re: offtop cerowo-troskliwy 03.04.09, 20:41
                      Bo ona chce byc sprawna, czyli interesuje ja w tych sportach i
                      zimnych tuszach kwestia funkcjonalna, a nie estetyczna.
                      --
                      'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
                      violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
                      thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
                      rejection and pain and misery and loss'
            • wushum Re: jesli teraz mi wolno 03.03.09, 16:38
              W mordę jeża, nie umiem się wkleić pod posta na którego odpowiadam.

              Co do kilku słów na temat zemsty Gabrieli, to nie pisywałam chyba nigdy
              fanfików, ale miło mi, że sprawił radość :)
              Wyszedł dłuższy niż sądziłam, bo początkowo miało być inaczej, ale w trakcie
              pisania jakoś tak wyszło.
              Chętnie poczytam też inne pomysły:)
              Natomiast chwilowo dopadła mnie gorączka chyba /brak termometru, ale sama umiem,
              mniej więcej ocenić/, oraz obolałość ogólna /ile można mieć grypę czy coś?!/
              więc na razie siorbię herbatkę i ciąg dalszy przesuńmy w przyszłość.
              Właściwie potem "pisarka" będzie się rozpaczliwie szamotać w roli Gabrieli, a
              mnie chodziło przede wszystkim o tę konfrontację:)
              Ale kto wie, może jeszcze coś mi przyjdzie do łepetyny.
              Pozdrawiam :)
        • ready4freddy Re: jesli wolno 03.03.09, 23:15
          swietne :) swoja droga jakis taki trhillerowy klimat... nie wiem dlaczego, ale
          skojarzyla mi sie scena z "Simpsonow", w ktorej jakis celebryt (nie pamietam
          teraz, kto) laduje w samochodzie Moe Szyszlaka, i Moe pyta "widziales kiedys
          film "Misery"? nie. aha.. wiec to wszystko bedzie dla ciebie zupelna nowoscia" :)
          --
          lody ruszyly, panowie przysiegli! defilade poprowadze osobiscie!
        • ready4freddy Re: jesli wolno 03.03.09, 23:17
          a jeszcze zapytam, czy ta burza to nawiazanie do straszliwej burzy, po ktorej
          niejaki Warionucha, administrator z teatru "Varietes" juz nigdy nie byl taki,
          jak przedtem? tak mi sie skojarzylo :)
          --
          it's only called paranoia if you can't prove it
        • verte34 Re: jesli wolno 06.03.09, 15:45
          To piękne! Piękne! Coś podobnego (ale nie tak dobrego) czytałam u
          Stephena Kinga. Tytuł "The Word Processor of God" :))
          --
          Sen zająca

          Siła nieczysta to iloczyn masy nieczystej i przyspieszenia
          nieczystego.
        • croyance Re: jesli wolno 03.04.09, 20:38
          Swieta Mario, Wushum, usmialam sie jak norka. Jestes genialna!
          --
          'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
          violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
          thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
          rejection and pain and misery and loss'
    • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 05.03.09, 18:22
      Grafomania grypowa.

      Marzec 2009
      Stała już tak kilka minut. Jedynie chłodna łazienka zapewniała w tym domu
      odrobinę spokoju. Pisarka przypatrywała się w lustrze, swojej nowej twarzy
      Gabrieli Borejko. Jedynie wysportowanie tego, nowego dla niej ciała sprawiało,
      że była w stanie utrzymać się stojąc w ciężkim gipsie na nodze. Zza drzwi
      dobiegł cienki głos Łusi, któremu towarzyszyło nerwowe stukanie - Ciociu,
      ciociu, wyjdź koniecznie!... ciociu pospiesz się!
      Kobieta wydała z siebie głuchy jęk, cokolwiek by nie robiła, jej nowa twarz,
      miała zawsze ten sam, monotonny wyraz - zrezygnowanego uśmiechu suchotnika.
      Próbowała już wszystkiego i wyglądało na to, że Gabriela po prostu nie posiadała
      mimiki, poza tym jednym zastygłym niemal wyrazem twarzy. -Yyy, ja oszaleję -
      wyszeptała do siebie autorka z ponurą wiedzą, że jeśli spędzi w łazience dłużej
      niż 5 minut, cała rodzina zacznie się niepokoić, wszak jej dotychczasowa
      bohaterka Gabriela nie spędzała w tym pomieszczeniu więcej czasu. No, chyba,
      żeby szorowała wannę, czy fugi między kafelkami...Ale teraz prawie wszyscy
      wyszli, jest tylko Łusia - pocieszyła się kobieta. Liczyła na odrobinę spokoju,
      po wczorajszym, pierwszym koszmarnym dniu w ciele Gabrieli. Odpędzała od siebie
      uporczywą myśl, co będzie później...niepokoił ją tylko ten sen, w którym
      przedzierała się przez gęsty busz, uciekając przed postacią w żółtej pelerynie,
      dyszącej tuż za jej plecami "Zemsta nadejdzie dziś!"...popatrzyła z niechęcią na
      kostkę szarego mydła "Biały Jeleń", jak się okazało, jedyny "kosmetyk" należący
      do najstarszej z córek filologa klasycznego, Ignacego Borejko. Nasilone
      łomotanie do drzwi, oraz jakby znajomy mocny męski głos sprawiły, że
      zaciekawiona, wspierając się o kule ruszyła do wyjścia. Kiedy naciskała na
      klamkę przebiegł ją lekki dreszcz, jakby przeczucia, ale było za późno
      -Gabriello! - napadł ją tubalny okrzyk -Kobietto z noggą! Mógłbym ci coś
      wyrzeźbić w tym gipsie, chcesz? Wręczcie mi tylko dłutto! - dudnił Bernard,
      widząc jednak, że ten pomysł nie budzi spodziewanego zachwytu, szybko i z gracją
      przeskoczył do dalszego słowotoku, czując podziw w oczach drobnego ryżego
      dziewczęcia - Ale za to wymaluję ci tu gołąbka pokoju, co ja mówię, stado
      gołąbków! Nie było możliwości ucieczki, tym bardziej w gipsie. Nieustannie
      perorując Bernard zwinnie niczym Picasso upstrzył biel gipsu zaiste stadem, jak
      się upierał, gołąbków - Choć nie twierdzę, że są to jedynie gołąbki Gabriello,
      czymże jest sztuka, jeśli nie wychodzi na przeciw odbiorcy, o niejednokrotnie
      prostych gustach?! - kontynuował wdzięcznie - ...a teraz zabieram cię na
      obiecany spacer niespodziankę...no więc czymże jest taka sztuka?
      -Że cco? - wydukała pisarka w ciele rosłej koszykarki, wyłapując z serii słów
      budzący zgrozę sens. Bernard zamrugał błękitnymi oczętami - Czym jest taka
      sztuka Gabriello pytałem, ale nie musisz mi odpowiadać, gdyż oboje się zgodzimy,
      że nie prowadzi ona do niczego, za to ja tworzę dzieła na miarę każdego.
      Powiew przeciągu przyniósł zapach wiosny i ciepło tego słonecznego dnia,
      jednakże pisarka nagle poczuła, że Bernard dziwnie jej się przygląda, jakby
      właśnie coś oszacowywał, nie przestając jednocześnie mówić, nagle rzucił się w
      jej kierunku. Ani się spostrzegła jak przerzucona przez ramię krzepkiej brodatej
      postaci, wędrowała po schodach w dół
      -A ja?! Ciociu! - dopadł ją jeszcze piskliwy głos Łusi, ale kto by się tam
      przejmował.
      -Wyobraź sobie Gabriello, że jesteś branką, albo, znając twoje kobiece męstwo
      młodym Konradem Wallenrodem! - trajkotał Bernard i szybko znaleźli się na ulicy.
      Było ciepło, jak na marzec, ale jeden męski podkoszulek na grzbiecie to trochę
      mało, mimo zahartowanego ciała Gabrieli, pisarka drżała, ale nie była pewna czy
      z chłodu, czy ze strachu przed nieobliczalnym Bernardem, w którego rękach teraz
      się znalazła - Przywiozłem go specjalnie na tę okazję! - wysapał radośnie
      artysta, sadowiąc zagipsowaną na inwalidzkim wózku, oczekującym pod bramą - Czy
      wiesz Gabriello, że jesteś teraz bezbronna jak ptaszę?
      Myśli w głowie autorki biegły szybko, jak droga uciekająca spod kół, nie
      wiedziała już, co to znaczy, ale przerażona marzyła żeby zjawił się tu teraz
      ktoś z tych strasznych Borejków, żeby nie była zdana na żywiołowego artystę,
      który niezmordowanie kontynuował, robiąc jakieś dziwne ruchy - Powracając zaś do
      ptasząt, gołąbki pokoju na jednej z twoich kończyn są ptaszynami abstrakcyjnie
      potraktowanymi, aby każdy mógł odkryć w nich coś dla siebie...musimy się
      pospieszyć - i wtedy zrozumiała, że on zdejmuje koszulę.
      -Co ty robisz?! - jęknęła pisarka z rozpaczą, ale jej głos zabrzmiał bardzo
      cicho, natomiast Bernard rozwijał swoją myśl. Kiedy już zobaczyła jego tors z
      wytatuowanym "Dla ciebie Aniello", zwinnie wyjął białe zawiniątko, co wzbudzało
      jakąś bladą nadzieję, po chwili jednak zrozumiała dwie rzeczy, że nie doceniała
      Bernarda, oraz, że stworzyła potwora.
      Sztywna damska bluzka z dwiema wypustkami na biust nosorożca opinała teraz bujne
      kształty artysty, który zdawał się nic sobie z tego nie robić, ruszywszy z
      zawrotną, przyprawiającą, o zawroty głowy prędkością, pchając przed sobą wózek.
      -...wieloznaczność Gabriello! Oto droga mojej twórczości, dostępnej dla każdego,
      obalającej mury!
      Nagle zatrzymali się, zza rogu dały się słyszeć jakieś chóralne nawoływania -
      Acha, byłbym zapomniał, że mam dla nas jeszcze coś, pozwól, że przystroję nasze
      głowy leśnym kwieciem! - zadeklarował subtelnie Bernard, wygrzebując z torby dwa
      wymięte wianki z omdlałych goździków, jeden umieścił na głowie oniemiałej
      pisarki, drugim upstrzył własną - Mam tu jeszcze naręcze kwiecia, które będziemy
      mogli rozdawać innym cudownym współuczestniczkom...
      Skandowania zza rogu się nasiliły
      -Współuczestniczkom? Czego? -wyjąkała
      -Ależ Gabriello Manify! Ławicom pięknych kobiet, które w swoje święto...
      -Aaaaa!-wrzasnęła przerażona pisarka, ale było już za późno. Wyjechali zza
      zakrętu prosto na ulicę, którą ciągnęły kobiety z transparentami.
          • lutecja4 Re: milomi 09.03.09, 22:06
            wyrazy podziwu najszczerszego :)
            podobaly mi sie te "lawice pieknych kobiet" na Manifie:)))
            szczegolnie ze dzis przeczytalam,ze Mlodziez Wszechpolska nieoceniona krzyczala
            wczoraj:kazda inna,wszystkie brzydkie
            a moze kogos z bohaterow zapisac do LPR?
            --
            https://bi.im-g.pl/im/1/6286/m6286881.jpg
          • ewaty Re: milomi 14.03.09, 00:44
            Wushum, za pozwoleniem, czy Ty nie czujesz się za dobrze?Może
            jakiegoś wirusika zapodać, coby ciąg dalszy, żądany przez
            czytelników nastąpił?Biegusiem!!!!:))
            • wushum Re: milomi 14.03.09, 11:39
              Po pierwsze nie czuję się za dobrze /tak gdyby się kto niepokoił/ uspokajam -
              czuję się marnie. Nawet jeśli fizycznie lepiej, to duchowo...nie powiem, wobec
              czego nie wiem, czy jestem w stanie wykrzesać coś. Krzeszę na smutno:S Miałam
              pewien pomysł, jeśli chodzi o Pyziaka, ale dowiedziałam się, że był w CP, więc
              wypożyczyłam toto i przeczytałam...:s
              Nie chciałabym też pisać za dużo, ani na siłę. Lepiej chyba mało a dobrze, niż
              więcej, a słabo.
              Jak mi się na duchu poprawi, to pewnie coś wymyślę:)
              Pozdrawiam
              • kebbe Re: milomi 14.03.09, 12:57
                wushum. Trzymam kciuki za powrót do formy. I to wcale nie (tylko;) ) dlatego,że
                łaknę dalszej części przygód MM wcielonej. Pozdrawiam serdecznie,będzie dobrze,
                zobaczysz!
                • kaliope3 Re: milomi 14.03.09, 16:09
                  Ja się też przyłączam i jakkolwiek ogromną mam chęć poznać dalsze losy nowych
                  Borejków tak uważam że zdecydowanie nic na siłę:)Pozdrawiam Cię serdecznie i
                  życzę ogólnej poprawy wszystkiego!
    • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 20.03.09, 21:15
      12 czerwca 2006

      Zjawiska atmosferyczne nad Europą zmieniały się w zawrotnym tempie.
      Usprawiedliwione globalnym ociepleniem, mogły objawiać się trąbami powietrznymi,
      tudzież suchymi upałami. I nad Poznaniem rozgrywały się takie same, jak w każdym
      miejscu Europy, popadania pogody ze skrajności, w skrajność. Teraz, na przykład,
      rozpalony upał znad Afryki, przejawiał ciche oznaki ustępowania, na rzecz
      nadciągającej od zachodu burzy. Nikt jeszcze nie wiedział co miało nastąpić. Nie
      wiedziała tego lekko wydymająca się firanka w uchylonym oknie, ani zagrzebana w
      poduszki, śpiąca autorka w rosłym ciele Gabrieli Borejko - niegdyś zabójczo
      rąbiącej w kosza filolożki. -Mmm - mruknęła leżąca, kiedy jej telefon komórkowy
      zadzwonił melodyjką Mozarta. Obolała wygrzebała się z pościeli - Halo! Pani
      profesor! - dał się słyszeć radosny alt w słuchawce - Ja dzwonię żeby się
      umówić, wiem, że ustalono w dziekanacie termin egzaminów ustnych, które pani
      poprowadzi, na dziś o trzynastej...
      Pisarka poczuła, że ściska telefon zbielałymi palcami, jakby chciała coś z niego
      wycisnąć, a strużka zimnego potu szybko spłynęła jej po plecach. - Chciałam
      zapytać, o której po panią przyjechać, bo noga podobno jeszcze w gipsie...czy
      dwunasta piętnaście będzie pasować? - ciągnęła niestrudzenie rozmówczyni. -
      Yyyy... - zaczęła pisarka, z planem odwołania swojego uczestnictwa, ale w tym
      momencie do jej pokoju wszedł Ignacy Borejko - filolog klasyczny i zapamiętały
      erudyta bez pamięci, a w słuchawce rozległo się - No to dobrze, to przyjadę,
      wyjdę po panią na górę... - połączenie zostało przerwane, a numer, z którego
      dzwoniono zastrzeżony.
      - Zwykłem mawiać "festina lente!", ale chyba nie czas po temu...-odezwał się
      ojciec 4 córek - prowadzisz dziś egzaminy ze składni w łacinie! - przypomniał z
      dumą - Będziesz musiała jeszcze posprzątać po Kazimierzu, bo ja sobie zupełnie z
      tym nie radzę - dodał z bezradną i oddaną miną spaniela.
      W sąsiednim pokoju włączono głośno Mozarta. Czując, przemożną chęć realizacji
      strasznych czynów, Gabriela ruszyła, aby się umyć w spokojnej chłodnej łazience.
      Stukając gipsem o posadzkę wyszła z pokoju. Upał był męczący, a gips ciężki. Na
      szczęście nie musiała długo dobijać się do drzwi, które po chwili zostały
      otwatre i buntowniczo wychynęła z nich Laura - wiarołomna córka numer dwa,
      byłego męża numer jeden. Rzuciła matce pogardliwe "dzieńdobry", po czym zamknęła
      się w swoim pokoju, gdzie rozgłośnie poczęła wyśpiewywać gamy - do wtóru
      Mozartowi - oczywiście.
      Gabriela spiesznie zamknęła się w łazience. Zaduch jaki tu panował, okraszony
      słodko - ciężką wonią dezodorantu, szczodrze rozpylonego przez córkę zamienił
      pomieszczenie w nieznośnie ciasną klitkę.
      Kiedy wreszcie znalazła się w wannie, balansując nogą gipsie poza zasięgiem
      prysznica, szybkim ruchem odkręciła ciepłą wodę. Jakże bolesne było jej
      zdziwienie, gdy strumień okazał się lodowato zimny. -Aaa! - dobiegł Ignacego
      Borejko dziki ryk, jakby ze strony łazienki. Założył książkę łyżeczką od herbaty
      i szurając kapciami z rękami w kieszeniach podomki podszedł do drzwi
      pomieszczenia -Zapomniałem powiedzieć! -zawołał gromkim głosem w dziurkę od
      klucza -był tu taki sympatyczny młodzieniec..Juliusz chyba...i kiedy tak
      rozprawialiśmy o zdziczeniu obyczajów, oznajmił, że ciepłej wody nie będzie od
      10 30!
      Pisarka stała mokra w wannie - wyłączyła wodę, żeby słyszeć co woła do niej ten
      okropny człowiek. Chciała płakać, nie czuła się na siłach, by poddać się
      sadomasochistycznemu myciu lodowatą wodą... bohaterka niezłomna jak skała
      Gabriela mogła to robić, ale ona? Mozart w tym czasie, wytrwale piłował jej
      nerwy tą samą melodią ulubionego utworu słuchanego przez syna. Robił to
      codziennie - od rana, do wieczora. Laura zawodziła coraz głośniej. Trzeba to
      przerwać - zdecydowała kobieta w wannie - dokończyć mycie i uciec stąd, jak
      najdalej... Te egzaminy, przecież ja nie znam łaciny! - myślała mydląc ciało
      "Białym Jeleniem" - Wyszukanie odpowiedniego cytatu w książce, to przecież nic,
      nawet nie rozumiem co mówi do mnie ten cały stary Ignac...
      Za drzwiami rzeczywiście padł kolejny zwrot w łacinie, a następnie niezmordowany
      erudyta ciągnął swoą monotonną relację z pobytu prawdopodobnego hydraulika
      ...zagłuszyć to choć na chwilę - z tą intencją znów odkręciła kurek. Woda tak
      zimna, aż powodująca ból lunęła szybko i równie szybko przestała. Jeszcze chwilę
      autorka wykonywała rozpaczliwe ruchy, ale nic już z prysznica nie ciekło, za to
      zza drzwi dopadł ją końcowy fragment flegmatycznej wypowiedzi z
      charakterystycznym kresowym "eł" -... prosił, żeby natoczyć na zapas, bo potem
      wody już nie będzie. - zakończył Ignacy Borejko zdobnie wygięty pod drzwiami.
      Mozart nasilił swą moc.
      Wiedziona rozpaczliwym przeczuciem nadciągającej klęski zapytała - I natoczyłeś
      gdzieś wody tato?!
      Chwila ciszy wydawała się ciągnąć w nieskończoność
      -Miałem cię właśnie o to poprosić Gabrysiu, wasza mama kazała mi przed
      wyjściem... Wiesz, ja tak nie lubię kiedy ona wychodzi - uskarżał się w dziurkę
      od klucza ojciec.
      -Yyy!
      -Co mówisz kochanie? Tak, wiem, ty też nie lubisz rozstań...-kontynuował głos
      zza drzwi, Mozart ryczał za ścianą. -Co? Co mam zrobić? A, odsunąć się Tygrysku?
      Tygrysek ma dla ciebie wodę Gabrysiu. - Nie ma już innej, dziadek wypił i nie
      nazywajcie mnie...a z resztą to nic nie daje! - powiedział stalowy głos córki, a
      przez uchylone drzwi wsunięto napoczętą butelkę.
      Spłukawszy mydliny wodą o aromacie truskawkowym, lepka i opatulona w szlafrok z
      naszytym portretem Mozarta w końcu wykuśtykała z koszmarnej łazienki.
      W kuchni czekała na nią pomarańczowa zasychająca kałuża dyniowa. Mozart grał
      ciszej, Ignacy Borejko nadal perorował obficie, firanka falowała intensywniej,
      osy nadlatywały, kuszone jej zapachem i smakiem truskawek.
      Kiedy przygotowywała śniadanie - po dzwonku do drzwi, rozlegającym się w
      przepastnym mieszkaniu Mozartowską melodyjką - wpadła Natalia z synami, a z nią
      Robert i Grzegorz, który uśmiechnął się niemo i wręczył jej pudełko. Właśnie
      widział się z Elką, podobno dopiero wróciła z Wiednia. Prezent był od niej i
      Tomka. -O! Masz tu cały zestaw! - zachwyciła się Natalia, podczas, gdy jej
      synowie kierowani zdrowym instynktem, częstowali się jajecznicą, którą wydarli
      Gabrieli z ręki wraz z patelnią. Pisarka czuła że chce krzyczeć - O! Naleję ci
      do niego herbatki, to zobaczysz! -Grzegorz wyciągnął z pakunku kubek zdobny w
      miniaturkę Mozarta. Zaciskając zęby wyciągnęła białą koszulę rozmiar XL, z
      naszywką Mozarta na piersi. - Ubierz, ubierz! - ucieszyła się Natalia jak za
      dziecięcych lat. -Pójdziesz tak na egzamin! Wciągnęła więc na siebie bezosobową
      wielką jak żagiel koszulę i z rozpaczą wypakowała pojemniczek z czekoladkami
      "Mozart kugeln", długopis z Mozartem, kawę Mozarta, breloczek Mozarta...
      -O, widzisz! - rozradowany Grzegorz nalał resztkę gorącej wody z czajnika do
      kubka z Mozartem, który w tym momencie zaczął wydawać z siebie dźwięki melodyjki
      będącej utworem Mozarta...
      -Mo-zart-mo-zart - mamrotała półgłosem i przypomniała jej się scena z filmu
      "Moskwa nad rzeką Hudson", gdy zszokowany bohater zrzucił na siebie półkę kawy.
      Wśród śmiechów i okrzyków kuchennych, oraz przy dźwiękach muzyki Mozarta,
      Grzegorz odezwał się do niej cicho - I wiesz co zrobiłem?...pamiętasz naszą
      podróż poślubną? Do Wenecji?...tacy byliśmy głodni....
      -Nadal jesteśmy - jęknęła bardziej do siebie, obserwując jak Szymon wyrywa bratu
      kromkę chleba, w ramach zdrowej, braterskiej rywalizacji. -Zarezerwowałem już
      bilety...za tydzień jedziemy do Wiednia, a tam na koncert Mo...
      -Mozarta?! - zgadła z przerażeniem i wtedy ucięła ją osa, ale kto by się tam
      przejmował, stojąc w obliczu Mozarta na wieki.
      U drzwi zagrał Mozartowski motyw, zanim ogarnęły ją ciemności, usłyszała
      jeszcze radosny alt
      -A dzień dobry, ja właśnie po panią profesor!
      -Gaba! Do ciebie! Zbieraj się na egzamin! - zawołała Natalia.
        • anutek115 Re: mmm 21.03.09, 14:53
          Moja droga, nie jest chrześcijańskim uczuciem zyczenie komuś złego samopoczucia,
          ale jak ono, to samopoczucie, ma dawac takie efekty, to co ja zrobie, że życzę.
          Przed chwilą rżałam przed komputerem, smarkałłam, plułam i zachowywałam sie jak
          człowiek dogłębnie niekulturalny.

          DZIĘKUJĘ!!!!

          --
          When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
          screaming, like the passengers in his car.
        • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 21.03.09, 21:50
          Yyy? Nie zachowuję, bo tak dość "z nagła" piszę tekściki tu na Forum. We łbie
          się kotłuje, wyskoczy kilka wątków, za które można się łapsnąć no i jak widzę,
          że ze 2-3 punkty już "są", to włażę na Forum i, nieprawda, plotę co tam ślina, z
          przeproszeniem, na myśl przyniesie :)
          • kaliope3 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 22.03.09, 23:39
            Wushum-brak mi słów...Właśnie przestałam się krztusić tłumiąc spazmatyczny
            śmiech mogący obudzić biedną dziecinę ranimowaną snem po grypie żołądkowej.
            Strasznie dawno już tak szczerze,do bólu serca aż się nie uśmiałam.Miałam do
            siebie pretensje o wieczorne podjadanie a teraz mam wrażenie że odbyłam jakiś
            rewelacyjny trening mięśni brzucha i zniknęły ze mnie wszystkie kalorie:)
            Jesteś Wielka
                • croyance Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 03.04.09, 21:02
                  Dziewczyny, przeciez to trzeba wydrukowac, zrobic korekte, ladnie
                  zloczyc i wyslac MM :-D
                  --
                  'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
                  violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
                  thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
                  rejection and pain and misery and loss'
                  • anutek115 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 05.04.09, 12:02
                    croyance napisała:

                    > Dziewczyny, przeciez to trzeba wydrukowac, zrobic korekte, ladnie
                    > zloczyc i wyslac MM :-D

                    Sadystka :-))). MM nas i tak nie lubi, po co sobie jeszcze dokładać ;-)?

                    --
                    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
                    screaming, like the passengers in his car.
                    • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 05.04.09, 16:00
                      :D hehe.
                      Mam takiego doła po środku na migrenę, że możecie wysyłać, jak mnie MM zaciuka
                      /byle jakimś litościwym nożem, a nie 1000 razów długopisem/ to przynajmniej
                      wiele kłopotów odpadnie. No i migreny się skończą, bo jak kiedyś za
                      młodzieńczego buntu twierdziłam "szczęśliwe jest życie nieboszczyka":D
                      • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 06.04.09, 20:33
                        Hehe, niestety jak w tej bańce będzie dłużej, to czytelniczki z przedziału 9-12
                        na 5-8 się zmienią;)
                        Ale niech sobie tam pływa w kokoniku. Byle realizm się potem nie wdarł nagle w
                        życie.
                        Pees.: Ja nie wiem, jak z tą wrażliwością tam jest:) Ale w sumie - obojętnie mi.
                      • croyance Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 07.04.09, 13:10
                        Alez przeciez to, co pisze Wushum, wcale nie jest zlosliwe, ale
                        lekkie, dowcipne, no szkoda talentu dziewczyny na nasze forum i na
                        nas, ekhm hmm, ze tak powiem.
                        --
                        'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
                        violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
                        thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
                        rejection and pain and misery and loss'
                        • lezbobimbo Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 03.05.09, 16:19
                          croyance napisała:
                          > Alez przeciez to, co pisze Wushum, wcale nie jest zlosliwe, ale
                          > lekkie, dowcipne, no szkoda talentu dziewczyny na nasze forum i na
                          > nas, ekhm hmm, ze tak powiem.

                          To prawda, Wushum jest przeboska i niesmiertelna!!!! Wlasnie doczytuje pierwszy
                          majowy odcinek o upale jak kisiel, o pustych okladkach, o smsach, o tragicznie
                          krwawym morszczuku, o Florku w ogrodku i sarnie, o Ziutku w plastiku, o
                          instalacji Bernarda, i kwiiiiicze z czystego szczescia! Auuu!

                          Obawiam sie jednakowoz, ze MM nie ma tego samego poczucia humoru na temat swej
                          kreacji co my, i pewnie by sie obrazila ;) Skoro uwaza calkiem powaznie, ze moze
                          pisac w kazdym tomie o dzielnych grzywkach.. a tu na dodatek sama autorka jest
                          zakleta w pastisz Gabrieli i nie znosi tej cieplej, literackiej rodziny!


                          --
                          testing: http://www.sesja.neostrada.pl/image014.gif
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 22.03.09, 22:29
      Ktoś zaproponował, żeby autorka zamieniła się ciałami również z innymi
      bohaterami. Przyszedł mi tu na myśl taki motyw z "Cyberiady", gdzie kilka osób
      kolejno zamieniało się ciałami, tak że w końcu nikt nie był w swoim. Wyobraźcie
      sobie, że teraz autorka ląduje w ciele Ignaca, a Ignac w ciele Gaby. A potem
      przejście z Ignaca do Pyziaka... I tak dalej...

      --
      Świat: Jak to działa?
    • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 02.05.09, 21:38
      30 lipca 2006

      Lato trwało nad Europą, jak gorący lepki kisiel i żadna jej część, nie mogła się
      od tego uchronić. Poznańskie ulice właśnie rozpiekało białe słońce. Skwar lał
      się z patelni nieba, a drzewa parały się tym,... czym zwykle parają się drzewa.
      Firanka haftowana w Mickiewicze nawet nie drgnęła
      -Uh - mruknęła z frustracją autorka, w ciele morderczo rąbiącej Gabrieli. Upał
      był nieznośny, szczęśliwie pozbyła się już gipsu i mogła kuśtykać radośnie
      stukocząc kijem o podłogę. Kij służył jej rosłej figurze, zamiast kuli którą
      zalecał lekarz. Ignacy Borejko - filolog archaiczny, uznawał zakup kul, za
      zbędne marnotrawienie pieniędzy - Czyż nie lepiej, puellae - mówił,
      przechadzając się w brudnej bonżurce, spożywanej właśnie przez mole - zakupić za
      te pieniądze przekład Plutarcha?
      -Ale tato, masz już 21 przekładów tej samej książki Plutarcha - odezwała się
      Ida, ubierając Kazimierza w celofanową siatkę bio-degradowalną. Niedawno wpadła
      na ten pomysł. Pakowała jego pulchne ramionka w uszy siatki, na co malec
      reagował gardłowym gulgotem.
      A jednak - opcję Ignacego wsparła większość rodziny i teraz Gaba kuśtykała,
      wsparta o szczotkę. Mila przed wyjazdem do Oksfordu, gdzie wykładała gościnnie,
      wskazała jej praktyczną stronę tej sytuacji
      - Możesz pozamiatać.
      Pisarka uchyliła szerzej okno i żar buchnął jej w twarz -Ciociu, ciociu, masz
      może siatkę? Siatkę reklamówkę, ale nie siatkę w sensie siatki, tylko... - do
      mieszkania weszła Łusia taszcząc po ziemi, za uszy reklamówki hipermarketu,
      obłego Kazimierza - Wciągnęłam go tak po schodach! - pochwaliła się radośnie -
      Tylko głowa jakoś mu dziwnie skakała na stopniach, ale kto by się tam przejmował
      !Jak mawia ciocia Patrycja!
      Pisarka cofnęła się ze strachem - z Borejkami tak właśnie było, kiedy pojawiało
      się jedno, zaraz zjawiali się następni, jak nieprzejednana szarańcza. - A
      właśnie, wszyscy powinni już niedługo tu być! - wyłowiła z porywistego słowotoku
      Łusi, za którym nie nadążała, więc obmywała w nim tylko nogi uwagi.
      Czy ona czyta w myślach? - zastanowiła się patrząc niezdarcie miłymi oczami, na
      tą dziewczynkę, talerzyk w talerzyk, podobną do Idy.
      Telefonik należący do Gabrieli, odezwał się Mozartem.
      Sms od Natalii – „Tak, Łusia czyta w myślach”
      Pisarce zaschło w gardle, ruszyła do lodówki. Nalewając zimnego soku z
      pomarańczy, patrzyła, jak dziewczynka wyłuskuje braciszka z siatki. Zależało
      którą stronę zabrudził... teraz ewidentnie zewnętrzną - świadczyły o tym
      pomarańczowe mazie, podobne do tych, na obrazach Bernarda. Dziecko karmiono
      wyłącznie przecierami z dyni, które szczodrze rozdawała wszystkim Pulpecja.
      Ostatnio zastanawiała się, nad małym zakładem produkującym przeciery "Pulpa
      dyniowa"... Ciekawe, czy Bernard nie zechciałby używać ich zamiast farb? Sms od
      Natalii – „Chciałby”
      -On też zaraz przyjdzie – oświadczyła Łusia zwinnie wywracając siatkę na drugą
      stronę i wrzucając ją do kosza. Dbała, żeby się przy tym nie ubrudzić – wszak
      była estetką, a to zobowiązywało. Autorka uszczypnęła się w udo.
      -znaczy Bernard... pan Bernard przyjdzie, a nawet przyjedzie...chyba dam go do
      wanny – zdecydowała – ale nie pana Bernarda, tylko Gargulca, nie mam siatki,
      żeby go ubrać.
      Pisarka usiadła na ławie za stołem, z mocnym postanowieniem, że będzie obojętna,
      nawet jeśli wpadnie tu cały ród Borejków. Co więcej, weźmie książkę i będzie
      sobie czytała. Podeszła do sięgających sufitu półek. Minęła rząd 22 tych
      identycznych przekładów Plutarcha. Żadnego Seneki – pomyślała i pociągnęła za
      grzbiet w skórzanej oprawie...jakież było jej zdziwienie, gdy książka okazała
      się pustą imitacją. Sięgnęła po następną,...kolejną...szóstą...dziewiątą...
      -O! Co tam robisz mieszczuchu?!
      Pisarka w postaci Gabrieli, siedziała na podłodze, pośród hałdy imitacji okładek.
      -Tylko byś w tych książkach siedziała! – ciepły alt Pulpy wesoło terkotał.
      -Czy w tym domu, oprócz Plutarcha i Seneki, reszta to imitacje? Czy mamy tu
      tylko dwie książki? – pomyślała autorka, ale nie zaryzykowała pytania.
      Sms od Natalii – „Tak”
      Dzieci Patrycji wyjadały cyklopowi oko, gdy dał się słyszeć ryk głodnego wilka,
      czy też sytego niedźwiedzia.
      -To tylko Ida szyje Florka...- z lepką suchością w ustach, Gabriela mogła
      obserwować, jak Pulpecja pije jej sok - ...Wiesz, dopadły go psy w ogródku...a
      ja wtedy kosiłam...nic nie słyszałam...to znaczy słyszałam, jakieś krzyki, ale
      wiesz, na wsi...kto by się tam przejmował!? Piekę zapiekankę z ziemniaków i tej
      sarny, co to nam pod samochód ostatnio wpadła i ją za...dobiłam szpadlem, a tu
      widzę, że Florek sosny nie zasadził w lesie, jak go prosiłam...wychodzę na taras...
      Nagle od drzwi wpadł potargany Grzegorz z morszczukiem pod pachą
      -Jeszcze się rusza -wymamrotał i pobiegł do łazienki. W tle słychać było tubalne
      okrzyki zwiastujące nadejście Bernarda. Po chwili łomotu na schodach, w
      mieszkaniu zjawiła się Ida, oraz Bernard ciągnący Floriana.
      -Krwiście było, bardzo krwiście! – zawołała laryngolog cała w posoce i pobiegła
      do łazienki zmywać krew w wannie, którą Kazimierz dzielił przyjaźnie z
      morszczukiem.
      Gaba szczypała się w udo nadal. Florian wyglądał jak Przeszczep, a firanka
      wydęła się na wszystkich.
      -Zbieraj się mieszczuchu, zabieramy cię do nas! Ty tu nic nie robisz, a nam
      potrzebna jest pomoc! Zasadzisz truskawki, bo Florek musi zająć się tą
      sosną...prawda Florku!?
      -Dobrze kochanie – wymamrotał spuchniętą wargą, grubymi nićmi szyty niedźwiedź.
      –Ojca już zapakowaliśmy do waszego samochodu, może się do czegoś przyda,.. nie
      uchyliłam mu okna...pewnie ten upał już daje się mu we znaki, bo wysiąść nie
      może...Grześ zabrał kluczyki...-kontynuowała beztrosko Pulpa, teraz przeżuwając
      ostatnią kromkę chleba, jaka została. Mając w perspektywie stanięcie w obliczu
      głodowania na wieki, w towarzystwie Bernarda, morszczuka i Kazimierza, który
      ulał do tragicznie krwawej wanny, Gabriela wyraziła szybką chęć znalezienia się
      na działce Górskich.
      Mało kto zwracał uwagę na niezrażonego Bernarda
      -Zawisnę na mojej brodzie, chcesz?! - zaproponował artysta filuternie
      trzepocząc rzęsami gdy Pulpa i Florek wyszli - Będę żywą sztuką w twoim, to jest
      waszym, mieszkaniu Gabriello! - tłumaczył instalując własną brodę, na wystającym
      ze ściany haczyku, z którego uprzednio zdjął reprodukcję portretu Mickiewicza.
      -Połączenie happeningu z tradycyjnym istnieniem sztuki w domostwach! Pod
      strzechami prostych ludzi! Jestem multimedialny, wielofunkcyjny i
      wielowymiarowy! - wołała wielka żywa reklama, zadyndawszy w powietrzu nogami
      obutymi w fosforyzujące pluszowe kapcie-króliczki.
      -Gabriello! Gabriello!
      Drzwi tylko huknęły za pisarką.
      -Kto mnie zdejmie? – cicho i bezbronnie wyszeptał Bernard tonem Marlyn Monroe
      śpiewającej „Happy Birthday”, sam w zupełni pustym pokoju. Zaległa nabrzmiała
      znaczeniami cisza.
      Ledwie znalazła się na zewnątrz, a już ściana upału, na którą trafiła, nabiła
      jej guza.
      -Uch – mruknęła trąc czoło mankietem flanelowej koszuli, którą donaszała po
      Grzesiu.
      Samochód lśnił w słonecznej przystani. Ojciec czterech córek, Ignacy klasyczny,
      leżał w fotelu, z okularami nieco przekrzywionymi na wypukłym czole, wpartym w
      zamkniętą szybę samochodu. Jego posiniała, od braku tlenu twarz, miała ten
      szczególny wyraz bezbronności wokół ust, a wywrócone oczy, pokazywały szlachetne
      białka seniora rodu.
      -Popatrz, zupełnie jak u Mickiewicza! – zawołała radośnie Pulpa –Wojski tak
      robił, kiedy dął w róg! Ten nasz tata! Wiesz, tak się o niego czasem martwię –
      nagle zmieniła ton, poważniejąc, podczas, gdy za szybą, purpurowy Ignacy, wpadł
      w spazmatyczne drgawki
      – Bez niego świat byłby taki ponury. Mama, tata...o wszystkich się boję. Liczy
      się każda chwila, którą możemy spędzić razem, a przecież za chwilę może być za
      późno...
      Widząc pianę cieknącą po brodzie ojca –
      • croyance Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 02.05.09, 21:44
        Wushum, Ty sie marnujesz na tym forum, z calym szacunkiem dla nas,
        forumowiczow. To jest genialne!!!
        --
        'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
        violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
        thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
        rejection and pain and misery and loss'
      • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 02.05.09, 21:50
        – Gabriela pomyślała, że już jest za późno. Jednak w tym momencie Patrycja
        pociągnęła za drzwiczki i zesztywniała figura erudyty wypadła na zewnątrz,
        głucho uderzając o asfalt.
        -Florek, nie oglądaj sobie szwów na szyi, w lusterku, tylko podnieś ojca! Jak
        tam tato? –zapytała córka numer cztery, stojąc przed krwawiącym obliczem
        Ignacego Borejko, ojca numer jeden.
        -Czuję się jak młody efeb!- zadeklarował pytany, akcentując poprawnie każdą
        głoskę i zaciągając się swoimi kresowym „eł”.
        Już wkrótce pisarka w koszykarskim ciele Gabrieli, miała pożałować swojej
        ryzykownej decyzji. Spędziła cztery bite godziny, stojąc w wielokilometrowym
        korku, ściśnięta jak śledź, w metalowym pojemniku samochodu. Mokra, lepka od
        potu, krwawicy ojcowskiej, oraz soku gruszkowego, obficie wylanego jej na
        koszulę, przez córki Patrycji. Siedziała pomiędzy Ignacym, a Bernardem, który
        podobno, jednak odpadł od ściany, tracąc przy tym część łopaty swego zarostu i
        teraz żwawo perorował - zagłuszany łacińskimi cytatami ojca rodu. Radio grało
        Mozarta. Czuła gorący chuch Bernarda na spoconym ramieniu, woń – nie znającej
        wody, czy detergentów - podomki Ignacego, przyprawiała ją o mdłości i zawrót
        głowy, jakby mknęła serpentyną wśród górskich przepaści. Szpaler drzew za oknem
        uciekał radośnie i lekko, ale tylko dlatego, że mijał ich samochód dostawczy z
        napisem „Jabłonie Adama i inne drzewa Laurowe – Kostrzyn”.
        Ignacy nestor klasyczny, zatelepał się jakoś w kącie, ale widok przesłaniała jej
        Nora, usadowiona wygodnie na prawym kolanie Gaby. Na lewym Ania żuła krakersy.
        Patrycja położyła nogi na kolanach Floriana, Bernard żywiołowo reagując wydobył
        skądś rulonik papieru, przez, który najpierw patrzył, niczym przez lornetkę –
        Dziewczyno z nogami! Jeszcze moment, a uwiecznię twój wizerunek, kilkoma
        wprawnymi gestami mej dłoni, kondensującymi pełen czar twej osobowości, oraz
        niewątpliwej szczodrze obdarowanej, sylwetki – dudnił – A jednak tym zajmę swój
        lotny umysł za małą chwilkę, ponieważ mogę oddać się, przy pomocy tego
        wielofunkcyjnego rulonika, agitacji moich bliźnich, korzystając z tego, że
        tłoczą się oni właśnie bezmyślnie, schwytani, jak ptaszęta, w pułapkę komunikacji!
        -Zabrałem jednego z naszych – odezwał się Ignacy akcentując „eł” niemym śmiechem
        żaby Kermita. Ku swej rozpaczy, pisarka poczuła się niczym bohaterka horroru
        „Ptaki”, konstatująca nagle zwiększoną ilość tychże za swymi plecami. Nestor
        wyjął opasłą księgę, smakowicie nadgryzioną zębem Pulpecji, za jej młodości i
        niezrażony, z uniesionym w górę palcem, począł czytać
        -Nad Soplicowem słońce...
        -BRACIA!!! – ryknął Bernard z głębi swego bujnego jestestwa przez tubę z
        papieru, wystawioną przez okno, z którego żar wlewał się do samochodu. Nora
        podskoczyła, od tego krzyku, a gorąca herbata z termosu, będąca jedyną
        substancją do picia, będącą teraz w ich zasięgu, wychlapnęła się jej wprost, na
        kolano Gabrieli.
        Wysiadając, pisarka w ciele koszykarki i córki swego ojca, nie była już tą samą
        osobą. Chciała bez słowa zacisnąć ręce na czyjejś szyi, najlepiej, na jabłku
        Adama Ignacego. Zielone połacie rozciągały się wkoło, pranie chrzęściło –
        podobno ze świeżości. W cudownie chłodnej łazience nie było gdzie się umyć,
        wszędzie stała Pulpa dyniowa.
        -Tu właśnie mamy swoją produkcję – dumnie oświadczyła Patrycja, bez pardonu
        wchodząc do pomieszczenia, gdy Gaba próbowała umyć chociaż dłonie, po
        skorzystaniu z toalety – czyli dziury w podłodze. –Cenimy tu prostotę –
        zadeklarowała czwarta z córek filologa klasycznego – A ty tylko byś się
        pluskała! Ty mieszczuchu!
        Upał piekł w głowę, ramiona i plecy – obolała, otępiała pisarka, w cudzym ciele,
        zakończyła pielenie zagonów sałaty. Bernard, natomiast, leżał w polu kapusty -
        udając jedną z nich już od godziny. Gdy, nad połyskującymi w słońcu główkami,
        zbierały się ptaki, dawał upust swej żywiołowej naturze, nagle wyskakując w
        powietrze, z wierszem lub pieśnią na ustach, po czym znikał tak samo szybko, aby
        za chwilę objawić się w innym fragmencie zagonu.
        -I górnicy, i hutnicy – rozgłośnie zawył Bernard w kapuście – i murarze, kolejarze,
        i rolnicy, ogrodnicy,
        krawcy, tkacze i spawacze,
        i cywile, i żołnierze. – wił się z pieśnią na ustach -Wróg nam pieśni nie odbierze!
        Tara bam, tara bam,
        wróg nie wydrze pieśni nam!
        Jak w transie Gabriela ruszyła za dom Florków, czując, że żałośnie powłóczy
        nogami. Opuchlizna, od pogryzienia, przez zwabione plamą soku na jej koszuli,
        szerszenie, jeszcze pulsowała uporczywym tępym bólem. Słońce paliło niknąc za
        ścianą lasu. Jeszcze tylko te truskawki – myślała zmęczona, brudna i obolała,
        oczy ją zapiekły, ale skalista Gabriela nie mogła płakać – To dlatego, że hojna
        matka natura wyposażyła cię w upośledzone kanaliki łzowe – przypomniały jej się
        słowa Idy, swojej siostry numer jeden, „krwawą modliszkę z lancetem” – jak
        nazywały ją koleżanki po fachu.
        Sadzonki czekały migocząc ciemną zielenią, przywodzącą na myśl jezioro mrzące
        obietnicami chłodu, czystości i orzeźwienia. Ach jak bardzo zachciało jej się
        teraz nurzać w oceanie zimnej wody
        -Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu – zaburzył marzenie, dobrze ustawiony
        głos ojca, wzorowo trzymając rytm, bezwzględnie cedząc zgłoski, znajome „eł”
        zawibrowało i kolejny szerszeń objawił się, zaćmiewającym świadomość, bólem w
        jej łopatce.
        -Iiiiidźźź soooobieeeee – cienki skowyt popłynął z głębi jej wieloletniego
        jestestwa. –Iiiidźźź sooobieeee – powtórzyła z gorzką nienawiścią, podnosząc, z
        bólem łopatki, łopatę.
        -Ależ Gab-gabrysiu! – wyjąkał Ignacy, robiąc krok do tyłu.
        Nie miała wyboru, jedyną miną jaką dysponowała, był miły uśmiech na piegowatej
        twarzy.
        -Nie nie zrobisz tego – wzniośle zadeklarował, unosząc palec w górę, jednak po
        chwili zrozumiał jak bardzo się mylił. Gabriela, córka numer jeden, zdzieliła go
        zamaszyście łopatą w wysokie, myślące czoło, nie licząc się z wyrazem
        bezbronności wokół jego ust. Runął ciężko do dołu, wykopanego, pod plantację
        truskawek.
        -Będą doskonałe do Paluszków Aspazji! Dziękuję, że nam tak pomogłaś! – po 2
        godzinach chwaliła Pulpa, klepiąc pisarkę w ciele swej siostry, po wysportowanym
        ramieniu, jak mleczną krowę. Przed nimi rzędy sadzonek zieleniły się na czarnej,
        na oko bardzo urodzajnej glebie.
        Nie potrzeba jej było sorbetów pomarańczowych, wiatru we włosach, czy nurtu
        wartkiej rzeki obmywającej stopy – morderczo rąbiąca Gabriela zasypiała z
        tajemniczym uśmiechem na swej piegowatej miłej twarzy . Mimo, że leżała na
        twardej podłodze, jej ubranie przypominało szmatę do podłogi, a żołądek ssał z
        głodu. Przydzielonymi ojcu i ciotce, porcjami pulpy dyniowej, zajęły się córki
        głodnego niedźwiedzia, który z powodu szytej wargi, pił - li i jedynie - wodę z
        cynamonem.
        -Nasz tata gdzieś się zagubił! – skomentowała beztroska Patrycja, wyrzucając
        porcję pulpy nieobecnego, sprawnym ruchem ręki przez okno, gdzie, w ciemności,
        czekał Bernard i psy. Kłębowisko kosmatych ciał rzuciło się na pożywienie.
        • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 02.05.09, 21:51
          –Ale kto by się tam martwił! - pykniczna Pulpecja nie należała do osób
          przewrażliwionych, jej ojciec mógł wpaść do rozdrabniarki, a ona skomentowałaby
          to, jedynie lekkim westchnieniem, że ktoś będzie musiał zrobić po tym porządek.
          Gaba zasypiała kołysana szumem drzew i wyciem żywiołowego Bernarda – akurat była
          pełnia. Księżyc patrzył na nią swym krwawym obliczem, które zapowiadało upał.
          –Chyba nikt mnie nie widział, kiedy uderzyłam go tą łopatą? – pomyślała jeszcze
          przez opar snu. Telefon zaterkotał Mozartem – sms od Natalii „Wiem co zrobiłaś!”
          Uznając, że śpi, autorka zasnęła.
          Ranek nie pozostawiał złudzeń, że dzień będzie chłodny. Lazurowa płachta nieba,
          okalała słońce, które powoli sączyło żar z nieba, tylko lekki wietrzyk wzmagał
          swą moc, z chwili na chwilę, niosąc nadzieję na deszcz. Z oddali ciągnął płaszcz
          chmur. Było duszno jak w słoju.
          -Wstawaj mieszczuchu! – parsknęła siostra do Gaby. Myła się właśnie, ta zaradna
          gospodyni, płynem do prania, o zapachu porannej rosy – jak świadczyła naklejka
          na opakowaniu. Oczywiście robiła to nad balią, aby potem użyć tej samej wody, do
          prania bielizny i mycia naczyń. –Spałaś tak smacznie, że nie chciałam cię budzić
          na śniadanie!
          -Czyż smaczny sen nie przewyższa swymi walorami, choćby nie wiem jak
          kunsztownych posiłków, w ich ubogim realizmie?! – zadudnił Bernard z dachu.
          –Spójrz Gabriello! Oto znalazłem doskonałe swe zastosowanie! Pełnię funkcję,
          zarówno suszarki do bielizny...- wołał powiewając, na tle ciągnących chmur,
          naręczem gigantycznych staników - ...jak i anteny satelitarnej, multimedialnego
          dzieła sztuki, pogodynki, schronieniem jestem dla ptasząt wszelakich...
          Pisarka w ciele filolożki podniosła obolałą, acz dawno wysportowaną sylwetkę.
          Było jej tak lekko na duchu. Wiatr łopotał białym żaglem prania coraz mocniej. A
          grafitowe chmury w milczeniu sunęły nad domem.
          -O, a wiesz co Gaba? Tata wrócił! – oznajmiła Patrycja nieuważnie. Jej siostra,
          klasyczna córka filologa zamarła.
          W ciszę wbił się Bernard – Jestem też, o zamarła, niczym żona Lota, Gabriello,
          jedynym, oryginalnym i niepowtarzalnym odgromnikiem na tym domu!!!
          Gabriella zażyczyła mu burzy w duchu. – Kobieto naziemna, któż lepiej niż ja,
          nadaje się na odgromnik?! Ja, który mam burzę w duchu i umyśle, który burzę
          wszystko!...
          -Nie wiem co z tatą jest, bo nic nie pamięta – kontynuowała Pulpa, obojętna na
          wycia dzieła sztuki i odgromnika, w jednym. – Nad ranem usłyszałam skrobanie,
          myślałam, że mysz. Wzięłam łopatę, żeby się z nią rozprawić...otwieram, a tam...
          -Wielofunkcyjność! – darł się Bernard, powiewając proporcem staników na dachu,
          gdy pierwszy acetylenowy wężyk przeciął powietrze za jego plecami.
          Patrycja ciągnęła dalej swą opowieść -Leżał pod drzwiami, cały w ziemi. Chyba
          przekopał truskawki...mnie nie poznał, tylko cały czas deklamuje „Lilije”
          Mickiewicza i się ślini...
          Grube krople deszczu poczęły desant na ziemię, trawę, liście, parapety,
          karoserie, rdzę, damską bieliznę w dłoni artysty, oraz samego artystę, który
          dumnie prężył pierś przed widownią. –Czy nie przypominam statui Gabriello?! –
          dobiegło do odrętwiałej autorki, o męczenniczej twarzy, tworu swojej własnej
          wyobraźni. Pod bramą zaparkował samochód. Po chwili mogła zobaczyć Grzegorza
          oburącz przyciskającego morszczuka do piersi, Idę z Kazimierzem, który
          tradycyjnie parał się tym, czym się, i innych, paprał. Popaprana Łusia, w każdym
          znaczeniu tego słowa, właśnie wysiadła, aby otworzyć bagażnik, gdzie jej matka,
          Ida Pałys, zajadły laryngolog, przewoziła zapasowe reklamówki, oraz śpiącego
          męża. Wobec tak nabrzmiewającej publiki Bernard dumnie wyciągnął ramię z
          metalowym prętem ku niebu
          –Popuśćcie wodze swej skrępowanej wyobraźni!!! Ujrzyjcie oto ja – człowiek statua!
          Błysnęło i gruchnęło niespodziewanie blisko. Deszcz lunął.
          O, czyż potrzebny jest opis burzy, tego zjawiska atmosferycznego, które wszyscy
          znają? Nie.
          Zza węgła domu wychynął mamrocząc i świszcząc oddechem, Ignacy Borejko, ojciec -
          córkom, mąż - żonie, a dziad z wyglądu. – Zzbrodnia to niesłychana, pani zabija
          pana, zzabiffssszy grzebie w gaju, na łące przy ruczaju...-cedził jakoś
          szeleszcząco bezzębną, czarną jamą ust, głowę miał wykręconą nienaturalnie,
          szedł chwiejnym krokiem, łypiąc okiem, spod wypukłego jak kolumna, czoła.
          Pisarką wstrząsnął dreszcz, zrobiła krok do tyłu. Filologa, erudytę i
          bibliotekoznawcę prowadził Florian, wilk o źle pozszywanej skórze na
          niedźwiedziu.
          Tragiczny krwawy Ignacy śliniąc się obficie i łapczywie uśmiechając do cudzych
          krtani, budził w niej większą grozę niż wcześniej. – Yyyy – wydał z siebie
          dźwięk, wyciągając czarną rękę w jej stronę – Rośnij kwiecie wysoko, jak pan
          leży głęboko! - tu nagle dziko wybuchnął śmiechem Jacka... ale Nicholsona. Jego
          kresowe „eł” do zaciągania się, zniknęło.
          Gabriela, zdrętwiała ze strachu i obrzydzenia, cofnęła się jeszcze raz.
          Błysnęło, huk był niesamowity, poczuła irracjonalny swąd, ale nie morszczuka i
          dopiero teraz zrozumiała, że trafił ją piorun.

          „...Jak pan leży głęboko;
          Tak ty rośnij wysoko...”
    • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 04.06.09, 20:39
      Taka sobie próbka rozruchowa.

      30 lipca 2006

      Lato tego roku było zmienne. Umęczeni Europejczycy doświadczali, to fali
      bezlitosnych upałów, to nagłych chłodów, burz i gradobić. W związku z tą
      zmiennością, reumatyków łupało, sercowcy utyskiwali, a meteoropaci utyskiwali i
      chcieli kogoś łupnąć. Układy niżowe, właśnie zajęte były skupianiem się nad
      terenami Poznania. Mimo upału, który był ewidentnie dziki, za oknem zbierały się
      chmury.
      -„...Jak pan leży głęboko, tak ty rośnij wysoko”! – kończył recytować dobrze
      ustawiony głos Ignacego Borejki, zaciągając kresowo „ł”.
      Pisarka w ciele Gabrieli otworzyła jedno oko. Pachniało spalenizną, perfumami i
      kapustą. –Dziwne – pomyślała – czyżby tamto było snem? – wygrzebała z poduszek
      telefonik. Data była wciąż ta sama! Ten cały Ignacy, ojciec czterech córek,
      siedział w nogach jej łóżka i wyglądał zdrowo nienormalnie – czyli tak, jak zawsze.
      -Postanowiłem obudzić Cię jednym z naszych, Gabrysiu! – wyjaśnił dumnie prężąc
      pierś w chuderlawej podomce. – Ale teraz chyba powinnaś udać się do kuchni, bo
      kiedy ją opuszczałem Łusia próbowała ugasić firankę... – tu zobaczył jak jego
      córka niespodziewanie gwałtownym ruchem zrywa się z łóżka
      -Ale „nil desperandum” - nie należy rozpaczać! – zawołał, ruszając niespiesznie
      za nią, z pożółkłym tomem Seneki, wiecznie pod pachą. Ostatnio nie mógł się
      uwolnić od tej książki. Kilka dni wcześniej, użył nowoczesnego kleju, w takiej
      małej tubce, do naprawy okładki, po czym chciał, zaparzyć herbatkę, dzierżąc,
      Senekę pod pachą...teraz musiał twardo i nieustępliwie twierdzić, iż właśnie ten
      tom darzy szczególnym przywiązaniem. Nawet w pewnym, fizycznym, aspekcie było to
      prawdą... Seneka trzyma się mocno – mógłby sparafrazować Czepca – Wyspiańskiego,
      ale wielbił Mickiewicza, więc nie sparafrazował.
      Autorka w postaci Gabrieli, niegdyś Borejko, kuśtykała do kuchni z głęboką
      nienawiścią do całej tej rodziny. W kuchni zastała Łusię, która, trzymając na
      ręku Ziutka, jako estetka, gasiła pożar wodą, z porcelanowej filiżanki. Była to,
      oczywiście, porcelana Miśnieńska.
      -GuguguSeneka – pomyślał Kazimierz, zwany Gargulcem –Naturalia non sunt turpia –
      dodał w myśli, dla własnej otuchy i ulał, na widok miłej, dzielnej Gabrieli –
      gasząc, tym samym, płonącą firankę. Kiedy tylko w okolicy zjawiała się ciocia
      Gabriela, biedny chłopczyna nie mógł się powstrzymać i dyniowa fontanna tryskała
      z jego gardziołka. Nawet jeśli nie jadł przetworów dyniowych przez tydzień.
      -Ciociu, ciociu, firanka się sama zajęła!...czy jak firanka się zajmie, to, to
      jest zajęta firanka? – rozpoczęła wywody Łusia - ta serpentyna wyrażeń. –Jak
      tylko otworzyłam okno, to ona zaraz...
      Pisarka poczuła, że musi choć na chwilę znaleźć się w cichej chłodnej łazience,
      obmyć twarz i wymyślić, jak uciec, od tego stada wariatów. Chłodna zieleń
      kafelków przyjęła ją ciszą. Włączyła wodę, by nie słyszeć słowotoku. Postanowiła
      wziąć długą kąpiel. Zdjęła dżinsy Odra, flanelową koszulę i kiedy już była tylko
      w kusym podkoszulku – reumatyka - ojca, odsłoniła plastykowe zasłonki wanny. W
      środku leżał Grzegorz i uczył się rybiego narzecza od morszczuka.
      -Ciociu, ciociu, dziadziuś powiedział, że chyba będzie spadał! – dopadł ją
      rozgorączkowany głosik Łusi. Wiedziona przeczuciem poczucia klęski, Gaba ruszyła
      do kuchni
      -Chyba spadnę – powiedział Ignacy Borejko z nadzieją w głosie, balansując
      przyciężkawym intelektem, na czubku drabiny. Omotał się już w nadpaloną firankę.
      Gabriela wiedziała, że jest zbyt daleko, by zdążyć go złapać, lub popchnąć.
      Zobaczyła tylko, jak figura ojca czterech córek, w todze firanki, wali się w
      dół, z łoskotem pomnika przeszłego ustroju.
      W drzwiach buntowniczo zjawiła się Laura, krzesząc iskry ze stalowych oczu swego
      ojca - których ten jej użyczał. Mimo iskier, powiało chłodem. Dopiero teraz Gaba
      przypomniała sobie, że jest Seneką bez spódnicy.
      -Ciociu, ciociu, nie krzesz iskier, bo się dziadzio jeszcze zajmie! – zawołała
      przejęta Łusia.
      –Przynajmniej zająłby się czymś pożytecznym – pomyślała autorka, ale zachowała
      tę ironię dla siebie. Laura tylko uniosła brew, w sposób pełen złośliwości.
      Kiedy Gaba już miała iść po spodnie, dobiegły ją głosy nowych nadchodzących
      osób, więc wyszarpnęła nieco firanki spod klasycznego Ignacego i okryła swe
      bryłowate kształty.
      -Zdrastwujtie ja wasza tiotia – jęknął ojciec w zwojach.
      Po chwili w kuchni zjawiła się Mila Borejko o lodowatym spojrzeniu, w
      towarzystwie objuczonego zakupami Florka.
      Zagoniła natychmiast córkę numer jeden, do wieszania nowych sztywnych – podobno
      od krochmalu - firanek.
      -Nie rozklejaj się – zakomenderowała, w kierunku utyskującego małżonka,
      poniewierającego się po kuchennej podłodze – bo zamoczysz parkiet! Ja płaczę
      tylko kostkami lodu, to przynajmniej pożyteczne. Laura, chodź tu! Iskrownik się
      zepsuł! A trzeba włączyć piec, bo twoja matka będzie piekła buchty! Zaiskrz raz
      pożytecznie, trzeba być przydatnym.
      -Łaaa! Funkcjonalność! – rozległ się jakby znajomy krzyk i przez okno wpadł
      osobnik w fosforyzujących klapkach. Gaba rzuciła się zamykać rozchylone okno, a
      żar z ulicy buchnął, osmalając jej miłą grzywkę. Łoskot w przepastnych głębiach
      mieszkania, przy ulicy Roosevelta, oznajmił, że żywotny Bernard został pokonany
      przez siłę przyciągania i walczył obecnie z materią, prawdopodobnie w szafie.
      -Ignasiu, przynajmniej byś się tak nie wiercił – warknęła Mila do małżonka
      kwilącego pod ciężarem dzieży z ciastem drożdżowym. Ciasto na buchty musi być
      trzymane w cieple, a skoro już leżysz, to możesz się przydać, jako trzymająca
      ciepło podstawka.
      Ojciec cicho zamamrotał – ...some fava beans...and a nice Chianti...sss...
      -Uch...Nie mogę! – warknęła Laura po kilku usilnych próbach wpatrywania się w
      ciemną głębię pieca.
      -Pomyśl o matce, ty niedobre dziecko! – rozkazała Mila – Bo Ignacemu wkrótce
      wszystko opadnie! Chyba że... – tu Gaba zobaczyła błysk, w jasnym oku Babi. Na
      samą sugestię myśli o matce, Laura natychmiast zaiskrzyła. W piecu pełgał
      radosny ogieniek, po podłodze zaś Bernard, omotany w spadochron, który wykonał z
      różowej reklamówki, oraz obiektywnie czyste rajstopki, w które zaplątał się w
      szafie – w ferworze walki z materią.
      -Bernardzie, jako, że żywotne z ciebie stworzenie, bądź tak miły i ogrzej swą
      skumulowaną energią, dzieżę z ciastem – zainsynuowała Mila, zanim jeszcze zdołał
      on popuścić wodze swej logorei. Ignacy chrupnął przygnieciony ciężarem
      Bernardowego cielska.
      Usłyszawszy kolejne głosy od strony drzwi wejściowych, pisarka w ciele Gabrieli
      zacisnęła zbielałe palce na blacie stołu i postanowiła usiąść, zanim nadejdzie
      lawina rodziny. Do kuchni wpadła Ida
      -Ja im kiedyś...- wrzasnęła od progu, snując krwawe obietnice na temat synów
      Natalii i Roberta, którzy właśnie próbowali wydrzeć jej na schodach kobiałkę ze
      stęchłymi truskawami. Cała była ubroczona posoką – jak twierdziła - owocową.
      –Zepchnęłam ich ze stopni, ale myślę, że mimo to przylezą – zdała relację,
      przydeptując ojca na środku podłogi. Ignacy Borejko, senior i ojciec narodu, o
      minie udręczonego spaniela, słabo zamamrotał spod Bernarda. –Co? Co tam mówisz
      tato?
      Ale kto by się tam przejmował. Autorka, w kostiumie zmarszczek Gabrieli,
      ruszyła, by czym prędzej zamknąć drzwi, zanim w mieszkaniu zaroi się od Rojków
      wszelakich rozmiarów. Nie była jednak tak szybka, jak by chciała. Już po chwili,
      przed lodówką Borejków, Szymon tłukł swego brata wykręcając mu nóżkę
      -Ambitiosa non est fames – co znaczy, głód nie ma ambicji, jak mawiał Seneka! –
      zauważyła Łusia samotnie ciesząc się własnym intelektem.
      -Gabriello o kanciastych kształtach niczym rzeźba kubistów! – zawył Bernard na
      dzieży. &#
      • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 04.06.09, 20:42
        Jak widzisz przyfrunąłem tu niczym ptaszę! Gołąbek pokoju w kuchni!
        -Dobrze, ja wychodzę, za godzinę mam samolo...mmm to znaczy, mam obiecaną
        polędwicę w jednym sklepie – powiedziała schludna Mila, poprawiając kok i
        ruszając z małą walizeczką w jednej ze swych zwinnych zgrabnych dłoni, które nie
        wiadomo jak, zaganiały wszystkich do roboty, sprawiając wrażenie, że same
        wszystko robią.
        -Babi, ale po co ci walizka? – przytomnie odezwała się Natalia o wielkich oczach
        i zębach, stojąc w wejściu. Zupełnie jak wilk z Czerwonego Kapturka.
        -Ty złe dziecko! – warknęła Mila, zbierając myśli – Przecież muszę w czymś tę
        polędwicę przynieść! Nie stój tak bezczynnie, zawadzasz ludziom w... tym...w...
        pracy!
        -Ciociu, ciociu! – wołała rozgorączkowana Łusia biegnąc z łazienki – Ciociu! Ja
        byłam się umyć, bo mnie Ziutek....czy mówi się zapaskudził? A może...
        -Co się stało? – przerwała Sprężynie jej serpentynę, swym lancetem rzeczowości, Ida.
        -Ignaś mnie podglądał, chociaż gdyby był dziewczyną, to bym powiedziała, że ona
        mnie podglądała...ale czy dziewczyna by mnie podglądała?
        -No zobaczymy – rzekła żądna czynu, druga z córek Ignacego Borejki i ruszyła
        złowrogo stukocząc sandałkami po posadzce. Po chwili przytaszczyła wijącego się
        Ignasia – za jedno z motylich uszu, dzięki którym w dzieciństwie zyskał miano
        jakie zyskał, choć nie wiadomo, czy na tym zyskał.
        -Ja chcę być detektywem, muszę wobec tego ćwiczyć – ozwał się chłopiec,
        otrzepując zmierzwione białe wdzianko i przyklepując loczek na czole – Jak mam
        dorównać, a nawet przewyższyć Sherlocka Holmesa, skoro przeszkadza mi się w
        pracy! To doprawdy oburzające!
        -Co tam, mieszczuchy? Znowu robicie problem z niczego?! – ozwał się ciepły alt
        Patrycji -To przecież takie naturalne! Prawda panie Adamie? Adam jest naszym
        sąsiadem i mnie tu podrzucił furgonetką, jak tylko zobaczyłam, że mi się mój
        wilk z linki urwał – z radością poklepała Floriana o wilka zbolałej minie
        spaniela, po łopatce – Tu jesteś!
        -Hasta la vista baby – przemówił nagle senior Ignacy z podłogi. Adam milczał jak
        posąg Mickiewicza. Ignaś zaś wyrwał się Idzie i poleciał, jak zwykle,
        niezgrabnym łukiem. –Ja ci ten loczek przybiję do czoła! – ryknęła czerwona ze
        wściekłości ciotka i potykając się co rusz o złote nici, rzuciła się w pościg.
        Laura poszła włączać Mozarta, Adam snuł nici, dzieci Natalii zakończyły
        opróżnianie lodówki i odplątując się ze złotych powojów ruszyły w poszukiwaniu
        spiżarni. –Ja cię nakarmię polipami, ty zarodku z formaliny! – wrzasnęła Ida.
        Firanka w oknie wcale się nie wydęła, bo nie mogła.
        -Gabriello byłbym frunął dalej, gdyby niteczki mi się nie pourywały, a widzę tu
        wiele wspaniałych złotych nici, godnych wykorzystania, jakże pasują do tego
        barokowego różu mego spadochronu! Gabriello, czy wiesz, jak zęby trzepocą przed
        upadkiem? Ja uwielbiam...-wołał Bernard fikając nogami w fosforyzujących
        klapkach. W tym momencie Ignacy Grzegorz zderzył się z cieniem ciotki Natalii i
        runął jak długi. Uradowana Ida schwyciła nieszczęśnika i poczęła ciągnąć w
        podziemia, kierując się drapieżniczym instynktem. Cień się poruszył i założył
        wąsa za pasek w spodniach, żeby się nie potykać. –Dosyć, dosyć – pomyślała
        pisarka w ciele Gabrieli – Muszę uciekać, inaczej oszaleję. – jej umysł
        gorączkowo poszukiwał szybkiego rozwiązania.
        -Robercik nie stój tak, ugotowałbyś coś. Znasz wegetariańskie przepisy Nutrii,
        to zrobiłbyś jaki rosół na kościach – odezwała się Pulpa do cienia, poklepując
        go po ramieniu. –Florek chodź, najpierw wyjmiesz blachę z rozgrzanego pieca, na
        te buchty, a potem odwalisz Bernarda z ciasta.- zaganiała do pracy radosnym altem.
        - I'm gonna make him an offer he can’t refuse – przemówił ojciec dobrze
        ustawionym głosem, spod dzieży z Bernardem.
        Autorka w postaci może niegdyś wysportowanej Gabrieli, która może kiedyś coś-tam
        rąbała, nerwowo szarpała złote nici i wiązała je, rekonstruując rachityczny
        spadochron Bernarda. Łusia nie mogła się uskarżać na pustkę w ramionach, gdyż
        miała je zawsze napełnione Ziutkiem, który na widok miłych oczu, miłej grzywki,
        miłych piegów i miłego pochylenia miłej głowy swojej ciotki, poczuł przesyt,
        oraz posmak budyniu z soczkiem, poczym dał nie-zatamowany upust swym odczuciom.
        Pisarka korzystając z zamieszania, gdyż malec ulał, jak ulał w dziada, omotała
        się naprędce złotymi nićmi przymocowanymi do reklamówkowego spadochronu,
        wskoczyła na parapet, otworzyła okno – ognisty podmuch żaru z ulicy zajął
        firankę, a ona skoczyła w dół. Lecąc zrozumiała dwie rzeczy – że złote nici są
        bardzo subtelne i nietrwałe, oraz, że płonie firanka na jej biodrach. Czując
        zapach spalenizny widziała, jak szybko zbliża się do niej ziemia.
            • kebbe Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 05.06.09, 23:44
              Wushum, to jest fantastyczne,nie możesz nie publikować bo to zubaża ludzkość!!!
              Ja kupuję od Ciebie wszystko! Jestem Twoją fanką, miałam ogromną nadzieję, że
              jak zerknę na forum po przerwie to znajdę kontynuację "thrillera".I oto jest! I
              to jeszcze lepszy tekst! A myślałam, że lepiej nie można :)
                • andrzej585858 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 07.07.09, 12:34
                  Dopiero teraz przeczytałem thriller i jestem pod wrażeniem :-)) Skopiowałem
                  sobie cały tekst na komputer bo jeszcze gdzieś zniknie w odmętach internetu i
                  tylko pozostaje żal że długo już nie ma ciągu dalszego - czemu wcześniej
                  przegapiłem tak fascynujący wątek?
                  Warte jest to zarówno dalszego ciągu jak i wersji drukowanej - powodzenie murowane,
                          • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 09.08.09, 19:34
                            Nie sądzę aby miała powstać nowa seria - chyba, że ktoś inny ma pomysł,to proszę.
                            Nie umiem jeszcze cenzurować się na tyle, żeby nikt nie poczuł się urażony, a
                            jeśli przerabiam twórczość MM, to już pozwalam sobie na ironię, czyli robię to,
                            czego Forum nie chce.
                            Ponieważ jestem zwykłym śmiertelnikiem i nigdy nie przewidzę, co komu się nie
                            spodoba, czy, czym i kto poczuje się urażony, więc lepiej nic nie pisać.
                            Jeśli ktoś ma pomysł na "miły triller sympatyczny fanfik grafomański" - proszę i
                            chętnie z podziwem poczytam.
                            Pozdrawiam
                            • anutek115 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 09.08.09, 19:42
                              Wushum, za pozwoleniem, czy ty sie nie dajesz ponieść goryczy względnie urazonej
                              dumie? Jakie forum nie chce twoich fanfików? Te parę osób, co beztrosko wpadło
                              zrobic awanturkę, po czym przestalo sie udzielać? Ja widzę - w tym wątku, ale i
                              w innych - wyrażany bezpośrednio, entuzjastycznie i gremialnie podziw dla twej
                              twórczości i chóralne prosby o więcej - czy to znaczy, że te wszystkie osoby nie
                              stanowią forum? To czym/kim są, bo ja nie rozumiem?

                              Nie chcesz pisać, nie pisz, twoja wola, możesz nie mieć ochoty, natchnienia,
                              siły z powodu upału, ludzka rzecz. Ale nie orzekaj, że jest to wola forum,
                              która, moim zdaniem, jest dokładnie odwrotna do twoich deklaracji - i dość
                              wyraźnie sformułowana.

                              --
                              When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
                              screaming, like the passengers in his car.

                              anutek115.gallery.ru/
                              • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 09.08.09, 20:04
                                Kilka osób chciało żebym pisała, większość jest wiecznie czymś urażona i wciąż
                                ktoś się czepia, że za mało słodyczy, za mało miłych słów i ślepego uwielbienia
                                - czy wobec Gaby, MM, czy innych. Wieczny stres o każde słowo.
                                Ja już milczę, nie będę męczyć nikogo "urażoną dumą", ani niczym innym. Żegnam
                                wszystkich, miło mi było.
                                  • wushum ps serio 09.08.09, 20:19
                                    Żebym nie została źle zrozumiana - owszem, kiedyś podobało się Forumowiczom co
                                    pisałam i cieszyło mnie to.
                                    Teraz, zdaje się, że macie nowe zasady, więc nie chcę ich naruszać. Nowe osoby
                                    pojawiły się wraz z ukrywającymi się uciśnionymi, plus osoby które dotąd pisały,
                                    ale nie podobało im się jak jest na Forum, miało być Forum na Nowo. Rozumiem
                                    więc, że są nowe zasady, nie wolno tego, co wolno było kiedyś.
                                    Ja nie potrzebuję więcej problemów niż już mam, więc wolę wycofać się teraz.
                                    Tyle z mojej strony. Nie chcę Wam się wcinać w ład i porządek.
                                    Pozdrawiam
                                    • anutek115 Re: ps serio 09.08.09, 20:32
                                      Kto, do licha, ma nowe zasady? Jakie wyszarzanie? Jakie wycinanie? Jakie to
                                      osoby się ujawniły, że im się nie podoba, i teraz dzierżą ster? Jakie osoby,
                                      które dawniej pisały, i piszą nadal, żądały nowych reguł? Nicki poproszę. Bo ja
                                      widzę osoby, które rozpętały całą histerię, ale potem zniknęły, albo bardzo
                                      ograniczyły działalność, a osoby, które od dawna pisały popierały cie w stu
                                      procentach. Widzę też parę sympatycznych nowych osób, które niewykluczone, że
                                      nie mają pojęcia, o co ci chodzi, a na pewno nie brały udziału w rozróbie i nie
                                      zgłaszały potrzen zadnych zmian.

                                      Co do nowych zasad, to ja osobiście po powrocie z urlopu dla ukojenia nerwów
                                      narzuciłam sobie jedną - nigdy więcej autocenzury, Nie będę już milczeć, jak mi
                                      się cos nie bedzie podobać, ani owijac wypowiedzi w "jesteś taka wrażliwa, że
                                      może ci się wydawać, wiedz jednakże, że najprawdopodobniej, ale jakby nie, to
                                      sie nie gniewaj". I teraz napiszę bez autocenzury - moim zdaniem strzelasz
                                      gigantycznego, niczym (na forum, bo nie wykluczam, że może masz zły dzień w
                                      realu) nie umotywowanego focha. Nie widzę NIC w rozwiniętej ostatnio na forum
                                      aktywności, co mogłoby go uzasadniać.

                                      Możesz mnie wyszarzyć, proszę uprzejmie, nie zmieni to jednak zasadniczo tego,
                                      że się nie bardzo wiadomo kogo, czego i czemu czepiasz.

                                      --
                                      When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
                                      screaming, like the passengers in his car.

                                      anutek115.gallery.ru/
                                      • wushum Re: ps serio 09.08.09, 21:25
                                        Dobra, czepiam się i jestem "nie taka jak trzeba" - ja nie pamiętam wielu nicków.
                                        Ginestrze się nie podobało wiecznie, Mmaupa nie była zadowolona, Rozdziałowi się
                                        nie podobało, Panu Andrzejowi również, pani od karawany, osobie która chciała
                                        zmieniać nazwę Forum...nie robiłam spisu, były jeszcze inne osoby.
                                        Była krytyka co do ironii, krytyka co do negatywnych ocen twórczości MM, krytyka
                                        co do ocen Gaby, wiecznie jest coś źle.
                                        Ale zaczyna mi być już wszystko jedno - mogę być zła i strzelać "focha".
                                        Pisz bez autocenzury - na zdrowie.
                                        Wydzielacie miejsce na OFF-topy - to to jest cenzura, czy nie?
                                        Myśl o mnie źle, czy jak sobie chcesz. Jestem podła, strzelam co kto zechce.
                                        Zawsze komuś się nie podoba, więc lepiej zniknąć.
                                        Żegnam.
                                        • melmire Re: ps serio 09.08.09, 21:38
                                          Ale czy kazdemu musi sie podobac, zebys kontynuowala? Bo jesli tak, to program z
                                          lekka nierealny, jak mowia, nawet zupa pomidorowa ma swoich przeciwnikow.
                                          Byc moze to nasz blad, tych czytajacych-niepiszacych, ze swoj entuzjazm
                                          przezywalismy po cichu, po drugiej stronie ekranu, zamiast sie nim podzielic.
                                          Mysle ze gdybys zrobila sondaz, to zdziwilabys sie ilu osobom twoje fanfiki
                                          dostarczyly radosci.

                                          Taka specyfika forow, a i chyba niestety zycia, ze czesciej wyrazamy to co nam
                                          sie nie podoba, to z czym mamy problemy. Stad tez, gdyby przeanalizowac forum
                                          np.emamy mielibysmy obraz swiata zaludnionego przez wyrodne tesciowe,
                                          koszmarnych mezow, niewychowane bachory i inne antypatyczne typy. Jak sie ten
                                          obraz ma do rzeczywistosci, wszyscy wiemy.

                                          Wiec nie sugeruj sie tym, ze gdziesz, kiedys, komus, cos sie nie podobalo.
                                          Uroczyscie oswiadczam ci ze MNIE sie podobalo ogromnie, i moje "podobalo sie"
                                          spokojnie anuluje "niepodobalo sie" kogos innego(niech bedzie pani od karawany,
                                          nie czuje jakos do niej sympatii).
                                          --
                                          http://img525.imageshack.us/my.php?image=largegroups.gif
                                        • skrzydlate.bobry Re: ps serio 09.08.09, 21:40
                                          Ojej, ojej! Brak mi słów.
                                          Wushum, pan Andrzej to sobie na twardy dysk Twoje thrillery przegrał i obiecał
                                          donosić herbatkę, bylebyś dalej pisała. Jakieś jednostkowe głosy krytyki
                                          wyłapałaś z zalewu zachwytów. Ja jestem to nowe, co niedawno przyszło, i też
                                          skamlę o więcej oraz zielenieję z zazdrości jak Lisieccy.
                                          Ale rozumiem, że masz jakiś gorszy czas. Odpocznij, postrzelaj sobie, co tam
                                          chcesz. Liczę, że wrócisz. A - unikaj na tym urlopie domów pracy TFUrczej. To
                                          zuo! Widziałam jeden taki - wątroba się na Ciebie obrazi i truchtem dołączy do
                                          Ignacego B., żeby sobie poleżeć pod niewinnymi lelijami.
                                        • lezbobimbo Re: ps serio 10.08.09, 02:24
                                          Wushus, come on bejbe! Nie zalamuj mnie ani siebie :))))
                                          Tamte dawne spory skisly dawno i niech w slusznej niepamieci zdychaja wew swym
                                          wlasnym budyniu, a nigdy tez nie chodzilo w nich o Ciebie ani Twa tworczosc.
                                          Teraz ostaly sie jeno rozszalale groupies Wushowe, na widok Twych dziel
                                          sciagajace z zachwytu majty przez glowe, do ktorych i ja sie zaliczam, auuu! (do
                                          majt tez hyhy)

                                          Masz od nas przeciez oficycjalny list zelazny i wiekuisty, pozwalajacy Ci, a
                                          wrecz i zadajacy od Ciebie, o mistrzyni slowna, pisac jakie tylko chcesz
                                          offtopy, pastisze i fanfiki. Pamietaj o tym zawsze i nie odczytuj nigdy
                                          tropienia tutejszych trollizmow jako cos skierowane w Twa strone.
                                          Przywloklam sie specjalnie z tropikalnego kraju do podmoklego, aby Ci to
                                          oznajmic :)))
                                          PISZ!! jak sie lepiej poczujesz. Buziuchny!

                                          --
                                          W Polsce zyje tylko 90 niedzwiedzi! Pomóz polskim Miszkom!
                                        • anutek115 Re: ps serio 10.08.09, 08:52
                                          wushum napisała:

                                          > Ginestrze się nie podobało wiecznie, Mmaupa nie była zadowolona, Rozdziałowi si
                                          > ę
                                          > nie podobało, Panu Andrzejowi również, pani od karawany, osobie która chciała
                                          > zmieniać nazwę Forum...nie robiłam spisu, były jeszcze inne osoby.

                                          O, nienienienie, nie tak prędko! Ja uwielbiam spisy, proszę uprzejmie, oto
                                          kolejny w moim wydaniu:

                                          Osoby wyrażajace uznanie, podziw, często wręcz entuzjazm i żądające "jeszcze":
                                          Kaliope, ja, Jota, Lezbobimbo, Szprota, Ewaty, Ready4Freddy, Verte34 (specjalnie
                                          wróciła, by dać temu uznaniu wyraz, po czym znów zniknęła, niestety), Croyance,
                                          Is.kierka, Veranillo, Kangaroo, Kochanica-Francuza, Jhbsk, Tosia_4, Elm_m,
                                          Hotwhiskey, Lutecja, Kebbe, Ding_yun, Meg_mag, Nikusz, Alitzja (która ci robiła
                                          korekty i wstawiała przecinki), Limotini, Yowah, Mkw98, Dzidka, Denea, Aganoreg,
                                          Tin_tian, Gaudia, Skrzydlate_bobry, Melmire.

                                          Andrzej:
                                          "Skopiowałem
                                          sobie cały tekst na komputer bo jeszcze gdzieś zniknie w odmętach internetu i
                                          tylko pozostaje żal że długo już nie ma ciągu dalszego - czemu wcześniej
                                          przegapiłem tak fascynujący wątek?"

                                          Ginestra:
                                          " Ależ Wushum, to nie tak. :)

                                          Nie odbieraj, proszę, zwykłych propozycji (bo na początku wątku to były
                                          naprawdę zwykłe propozycje zanim podniosła się temperatura dyskusji) jako
                                          ataku i zmuszania Ciebie czy innych do zmiany poglądów czy do zmiany czegokolwiek. "

                                          Jeszcze Onion ci wkleje z wątku o TWA, chociaż ona nigdy nie zgłaszała zastrzeżeń:
                                          "nie rób nam tego, Wushum :-) (znaczy, nie znikaj, przyp. moje) Niech będzie
                                          wesoło, niepokornie, ciekawie - a było tak m. in. dzięki Tobie."

                                          Na 45 osób, które wyraziły podziw dla twej twórczosci (w tym także Andrzej,
                                          któremu zarzuciłas, że mu się nie podoba) 20 to - mniej lub czesciej pisząca -
                                          stara gwardia, reszta to "nowi" czy też "baaaardzo rzadko odzywajacy się", co
                                          nie oznacza, że krytyczni. Byłabym wdzięczna za podobną liste osób, którym się
                                          to, co piszesz NIE podoba, bo osobiscie trudno mi było znaleźć (poza jedną uwagą
                                          Mmaupy, dotyczacą zresztą nie fanfików, tylko regulaminu).

                                          > Była krytyka co do ironii, krytyka co do negatywnych ocen twórczości MM, krytyk
                                          > a
                                          > co do ocen Gaby, wiecznie jest coś źle.
                                          > Ale zaczyna mi być już wszystko jedno - mogę być zła i strzelać "focha".

                                          Ale, chwilę, czy tobie chodzi, że są tu osoby, którym sie nie podoba WSZYSTKO
                                          jak leci? Które wyrażaja swoje zdanie w temacie np. naszego najeżdżania na Gabę,
                                          ich zdaniem nieuzasadnionej? Czyzbyś żądała jednomyślnosci, a jak nie, to sie
                                          obrażasz i znikasz?

                                          W takim razie, wybacz, faktycznie nie powinnas tu pisać (ani na żadnym innym
                                          forum, ani, o zgrozo, udzielac się w realu), ponieważ grona ludzi stuprocentowo
                                          ze sobą zgodnego w każdej absolutnie kwestii po prostu NIE MA. Osoby, którym się
                                          nie podoba zawsze bedą, i co więcej, mają one prawo do tego, by im sie nie
                                          podobało, mają też prawo o tym mówić i bronic swojego zdania, dopóki czynią to w
                                          sposób kulturalny i mają argumenty.

                                          > Wydzielacie miejsce na OFF-topy - to to jest cenzura, czy nie?

                                          Nie. Cenzura to jest informacja "Nie poruszamy tematów takich i takich, jest to
                                          całkowicie zabronione, kto poruszy, zostanie ukarany". Przeczytaj apel
                                          Lezbobimbo w kwestii tematów religijnych, nie zauważyłam tam ZAKAZU.

                                          --
                                          When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
                                          screaming, like the passengers in his car.

                                          anutek115.gallery.ru/
                                          • kaliope3 Re: ps serio 10.08.09, 09:43
                                            Wushum, na Jowisza! Przecież nie wszystko musi się podobać
                                            wszystkim! Jak coś takiego się pojawia to ja instynktownie robię się
                                            nieufna i z czystej przekory czasem doszukuję się dziury w całym.
                                            Przecież to ma właśnie dzięki temu taką wartość,że części się tak
                                            BARDZO podoba, a część ma zastrzeżenia.
                                            Ja rozumiem że artyści do dusze wrażliwe i ulegające zmianom
                                            nastrojów:), ale na litość, dajże spokój, tylko jak Ci przyjdzie
                                            jeszcze jakiś genialny pomysł do głowy to się nim z nami podziel!
                                          • kai_30 Re: ps serio 10.08.09, 13:15
                                            Ja też do grona fanów poproszę, ja też (wushumowych, nie mmowych)! Nie wyrażałam
                                            dotychczas należnego podziwu i zachwytu i w ogóle odzywam się rzadko, bo
                                            niestety korzystam z netu blueconnectowego, i bywa, że muszę cztery razy
                                            przeładowywać stronę, zanim mi się raczy otworzyć w całości. A każde
                                            przeładowanie trwa kilka partyjek freecella :) A mimo to - przeładowuję, czytam
                                            i się zachwycam. Pisz, wushum, to jest boskie!

                                            Aha, w awanturach zazwyczaj nie biorę udziału nie z ugodowości charakteru, a z
                                            racji tego cholernego łącza - pół dyskusji mnie omija, zanim popełnię jakiegoś
                                            posta. Ale gdybym brała, to bym napisała, że forum jest cium cium, pyszulka i
                                            nic w nim zmieniać nie potrzeba.


                                            --
                                            http://tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10750;443/st/20090511/n/Antos/dt/7/k/7c62/s-age.png
                                        • mmaupa Re: ps serio 10.08.09, 18:13
                                          Wreszcie znalazłam trochę czasu, żeby spojrzeć w ten wątek. Poczytałam,
                                          porechotałam (SMSy Natalii! cudo), po czym dotarłam do momentu, gdzie Wushum
                                          ogłosiła mnie Wrogiem Ludu. Wushum, ty się nie obrażaj (też bym się mogła za
                                          twój wpis w pamiętnym wątku obrazić - obrażanie się jest zresztą całkiem
                                          przyjemną i absorbującą czynnością), tylko raczej spójrz na fejsbukową wiadomość
                                          co ci dzisiaj wysłałam, nawiasem mówiąc przed przeczytaniem tego wątku :)

                                          --
                                          Don't panic, it's organic!
                                    • melmire Re: ps serio 09.08.09, 21:20
                                      Wushum, gdybym nie byla mila i dzielna to powiedzialabym ci, jako samozwancza
                                      przedstawicielka czytaczy-niepisaczy, "nie gadaj glupot i pisz dalej, bo Ignacy
                                      wylazl z grobu i nadal straszy".

                                      Ale ze jestem MiD to pozostaje mi powstrzymac cisnace sie do oczu lzy (a na usta
                                      inwektywy), zakryc ww. oczy ryza grzywka, zerwac sie energicznie , golnac sobie
                                      pol kubka herbatki (dzielnej, swojskiej, malinowej) i rzec "nie sluchaj tych co
                                      damnat quod non intelligunt,invidia gloriae assiduus est. Pisz dalej fanfiki.
                                      Coz z tego ze pojawili sie godni nastepcy,duo cum faciunt idem, non est idem".
                                      --
                                      http://img525.imageshack.us/my.php?image=largegroups.gif
                                            • the_dzidka Re: ps serio 10.08.09, 11:12
                                              Jestem w lekkim szoku czytając to, co pisze (teraz) wushum. Ona
                                              chyba o jakims innym forum mówi. Nie przypominam sobie, żeby
                                              ktokolwiek ustanawiał słodzenie i pochwały MM i Gabryelli walutą
                                              obowiązującą na forum. Przypominam sobie mętnie jakieś pretensje
                                              osób, które wlazły, namąciły, i poszły sobie z powrotem w
                                              elektroniczny niebyt. Ale nic poza tym...
                                              Jakoś mi... przykro?...
                                              --
                                              Dzidka

                                              Zdzisiek szuka domu
                                              • dakota77 Re: ps serio 10.08.09, 18:20
                                                Mnie jakos dziwnie. I tez mam wrazenie, ze chyba nie o tym forum mowa? Albo ja
                                                na obce trafilam?
                                                Spory byly i minely, nic na forum przeciez sie nie zmienilo, oprocz apelu, by
                                                kazdy watek nie zamienial sie w dlugasna dyskusje swiatopogladowa. Wiec skad ten
                                                foch nagly?
                                                --
                                                dakotascatsandclothes.blogspot.com
                                                "You're sweet little eclair on the outside, and a pit bull on the inside"-
                                                althought, with me, it's only the pit bull part that's true:)
                                              • andrzej585858 Re: ps serio 10.08.09, 18:34
                                                No tak - jeden dzien mnie nie było i mało brakowało że zostałbym ogłoszony
                                                zwolennikiem cenzury i jedynie słusznej linii:-)))
                                                Ja naprawdę skopiowałem sobie to wszystko co wushum pisała - bi dla mnie są to
                                                perełki a zawsze zazdrościłem innym łatwości pisania a jeszcze jak bylo to
                                                pisanie o zabarwieniu sarkastycznym to w ogóle.

                                                Ale teraz to napiszę uczciwie trochę nie podoba mi się taka postawa gdyż trąci
                                                to trochę innego typu postawą - "kto nie z nami ten przeciwko nam" tym bardziej
                                                że, jak mi się wydaje, krytyka winna mobilizować a nie powodować wywieszanie
                                                białej flagi.
                                                Niedługo tutaj jestem a już kilkakrotnie zostałem w miarę porządnie
                                                obsztorcowany i co z tego?
                                                To że niektóre poglądy i sformułowania nawet bardzo mi się nie podobają nie jest
                                                chyba równoznaczne z tym że mam obrażać się na osoby które je wygłaszają?
                                                Trudno teraz nie rozumiemy się, inaczej podchodzimy do różnych problemów ale
                                                zawsze jest szansa na to że dzięki rozmowie jednak znajdziemy jakieś wspólne punkty,
                                                Moja Mama często powtarza taki wierszyk - byc może jest to jakaś parafraza -
                                                "Mamo chwalą nas! Kto? Ty mnie a ja was!" -
                                                Sami potakiwacze nie są najlepszymi przyjaciółmi jak uczy życie.

                                                Poza tym proszę nie pisać o mnie per pan bo się obrażę i już :-)))