Dodaj do ulubionych

Nie cierpię Brulionu!

26.03.09, 20:55
Zdążyłam już zapomnieć, jak bardzo. I pomyśleć, że kiedyś lekką ręką
zaliczałam toto do "starej Jeżycjady"! Już nawet Zaby i inne Polewki są
sympatyczniejsze, niż odrażające rodzeństwo Bitnerów.

Powiem wam szczerze, że na miejscu Anieli huknęłabym drzwiami i poszukała
sobie innego lokum po pierwszym dniu w towarzystwie tej upiornej,
antypatycznej parki, która wyżywa się na bogu ducha winnej Kłamczusze za to,
że mają upiorną, antypatyczną, egotyczną i głupią matkę.

Brr! Aż mną wstrząsa, jak czytam nabrzmiałe pretensjami akapity, jak to Aniela
"miała czelność" wcale-nie-uniżenie położyć swoje rzeczy na łóżku Józefiny i
podłożyć sobie pod głowę jej jasiek!

Kozio jest po prostu upiorny, a Bebe to gorsza kopia Ewy Jedwabińskiej --
równie zamknięta w sobie, ale budząca znacznie mniej współczucia i życzliwości
czytelnika. Ewa przede wszystkim była postacią żywą, a Bezradna Bebe Błe...
toż to chodzące truchło :/

Przepraszam, że tak wylewam i jątrzę i się nurzam, ale naprawdę sama się
zdziwiłam, jak bardzo antypatyczni są ci bohaterowie. Oprócz Damazego w całej
tej książce nie ma chyba ani jednej postaci, którą dałoby się polubić!

--
Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
Borg, they learn... -- Terry Pratchett
Edytor zaawansowany
  • paulina.galli 26.03.09, 21:12
    Tata Damazego był tez fajny :)
    A Bebe faktycznie nie lubiłam ...

    ps. sama książke lubię :)

    --
    http://www.sesja.neostrada.pl/image020.gif
    paulina.galli = dziewczynka_do_bicia (i na odwyrtkę):)
  • sowca 26.03.09, 21:25
    Ja też nie przepadam za Beatą i nie mogę zrozumieć, jakim cudem
    została kiedyś uznana na forum za najsympatyczniejszą bohaterkę!
    Lubię za to Kozia. Książka ma kilka fajnych momentów, ale oceniam ją
    w sumie średnio. Chociaż za Damba dodałabym jej ogromniastego
    plusa ;)
    --
    Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
  • the_dzidka 26.03.09, 21:40
    > ps. sama książke lubię :)

    A ja nie. Pisałam już o tym wielokrotnie, ale jakoś mało kto
    podchwycił temat... nie rozumiem, dlaczego :-P No to się powtórzę.
    Brulion - książka, która owszem, "kończy się dobrze"
    Nie mam na myśli wątku Anieli i Bernarda, Kozia i Bebe, Bebe i Dambo
    etc. Ilekroć czytam, te happy endy schodzą u mnie na dalszy plan,
    zmiażdżone ogólnym klimatem tej książki.
    Paskudne relacje w Liceum - tak w klasach, jak i w gronie gogicznym.
    W ogóle mamy do czynienia z tak naprawdę pierwszym tak dołujący
    opisem szkoły średniej u MM - widać, że któreś dziecko do takowej
    poszło.
    Okropne, beznadziejne opisy społeczeństwa AD 88 - ryczący
    młodzieńcy, klipsate chichoczące panienki.
    Więcej niż beznadziejne opisy innych sytuacji - ten kierowca, który
    chamsko wali bańką z mlekiem o bruk, bo znowu złapał "panę", jak to
    w P-niu się mówi. No i przede wszystkim ten lekarz ze szpitala
    Raszei, który w momencie, gdy zobaczył, że kończą mu się środki
    przeciwbólowe, podjął decyzję o emigracji. To jest straszne!
    Program telewizyjny, z gadającymi głowami i biciem piany.
    PRZEDE WSZYSTKIM: okropny, voyeurystyczny, dołujący opis ulic
    Poznania - bogaty w złe obrazy, w opis brudu, w opis niszczenia, w
    opis marazmu i beznadziejności. Już niby nie "między wierszami", ale
    jak widać, także nie wprost, skoro czytelnicy jakoś się nad nim
    prześlizgują.
    Ktoś mówił, że dołujące jest OwR - ja tego tak nie odbieram.
    Dlaczego: OwR wydane niedługo po czasach, które opisuje, a pisane w
    tychże czasach - jest w swoim wydźwięku optymistyczne, a przede
    wszystkim w pewnym stopniu zagrało na nosie cenzorom.
    A BBB - zostało wydane w ździebko luźniejszych czasach. A jednak,
    mimo że idzie odrobinę ku lepszemu - nie podnosi na duchu, o0j nie...

    --
    Dzidka
  • ananke666 26.03.09, 23:55
    > W ogóle mamy do czynienia z tak naprawdę pierwszym tak dołujący
    > opisem szkoły średniej u MM - widać, że któreś dziecko do takowej
    > poszło.

    Owszem, starsza córka, Zosia.
    --
    Tupecik
  • the_dzidka 26.03.09, 21:41
    > Brr! Aż mną wstrząsa, jak czytam nabrzmiałe pretensjami akapity,
    jak to Aniela
    > "miała czelność" wcale-nie-uniżenie położyć swoje rzeczy na łóżku
    Józefiny i
    > podłożyć sobie pod głowę jej jasiek!

    Wiesz, a ja to akurat rozumiem.

    --
    Dzidka
  • wushum 26.03.09, 21:44
    Czuję się porusona porównaniem BBB do tych paskudnych Żab,Polewek i
    innych.
    Ja lubię antypatyczne rodzeństwo, właśnie dla tego, że nie są
    doskonali, z miłym uśmiechem na piegowatych twarzach i dzielną
    grzywką. Lubię, że jako rodzeństwo, mają problem z kontaktem między
    sobą, okazywaniem prawdziwych uczuć. Wg mnie to bardzo ludzkie.
    Bardzo prawdziwe. Takich ludzi łatwiej spotkać niż robota domowego
    Milę Borejko, piszącą genialne teksty nocą, pomiędzy jednym
    cerowaniem gaci Ignaca, a drugim, skarpet dziecięcych. Tak samo jak
    bardziej prawdziwe jest dla mnie pogięte rodzeństwo, niż upiór
    Ignacy, plus resza zmór pogodnej Borejkowej rodzinki.
    Nie dziwię się, że Kozio i Bebe nie lubią na początek Anieli - po
    piersze mnie też brało obrzydzenie, jak czytałam o tym sztucznym
    podlizywaniu, noszeniu darów uwielbienia, braku godności i
    przyjmowaniu felernych prezentów. Oni po prostu widzą jak sztuczna
    jest Anielka.
    Co do zgrozy na widok nagłej przemiany z uwielbienia w tarzanie się
    w przedmiotach osoby uwielbianej...też rozumiem - po 1 to szok wobec
    tak nagłej przemiany Anieli. Po 2 mnie jest żal Kozia, który kocha
    swoją matkę bez wzajemności. Zostaje zupełnie sam, tylko przedmioty
    Józefiny mogą coś imitować...cóż więc dziwnego, że ratuje się
    chłopak jak może, robi sobie małe mauzoleum, ołtarzyk zaślepionego
    uwielbienia z którego ślepoty zdaje sobie sprawę. Ale jakie ma
    wyjście? Siostrę, która sobie nie radzi ze swoimi uczuciami? Ojca,
    którego brak? Krewnych? Panią Sznytek?
    Bebe jest zasznurowana - też mi jej żal. Z resztą, co ja będę
    powtarzać po MM, znamy powody. Ktoś musi być sztywny, poważny, jeśli
    brak oparcia wkoło. Znacznie trudniej być takim kimś bez wdzięku,
    kto nie może sobie pozwolić na nieracjonalne zachowania. Bo mało kto
    lubi takich ludzi. Bezradna Bebe jest przede wszystkim, wobec swoich
    uczuć, bo wydaje mi się, że w domu Bittnerów, to ona musi mieć łeb
    na karku i zajmować się "niewdzięcznymi" czynnościami.
    Damazy jest miły, ale trochę za bardzo świetlisty Edward Stachura z
    niego, rozmiękły święty włóczęga bez charakteru. Mi w nim brakuje
    jakiegoś konkretnego zarysu.
    Lubię BBB, bo jest pełen niedoskonałych, bezradnych,niezdarnych
    bohaterów - a to pierońsko ludzkie.
  • wushum 26.03.09, 22:07
    Co do zarzutu, że BBB dołuje - wg mnie, jest po prostu, bardzo
    prawdziwym opisem. Wspominałam już kiedyś, że miałam takie
    połączenie Ewy Jedwabińskiej z Pierogiem, w swojej szkółce. Było
    moją wychowawczynią. Chadzałam na wywiadówki brata, plastikowe
    klipsy były szczytem koszmarnego szyku końca lat 80tych, budziło
    mnie tłuczenie się mleczarza, o tej 5-6 rano...
    Realizm bywa bolesny, za to, nowe części Jeżycjady, chyba każdy
    przyzna, że mało mają styczności z prawdą. I nie jest to ich plusem.
  • gaudia 26.03.09, 22:07
    BBB to jedna z moich ulubionych części Jeżycjadu

    1. Tęsknota za matką, wyrażana nieco "artystystowsko" - całkiem zrozumiała
    2. Przygnębiające czasy - opisane pięknie. Chocby poprzez karteczki lekcyjne
    między BB i Dambo o chustce w trójkąt i agrafce
    3. Jedna z najpiekniejszych scen miłosnych (by nie rzec -erotycznych) - gdy BB
    dotyka koszuli Damba
    4. Świetna promocja bardzo zgrabnych limeryków będących niemal osia powiastki
    5. Kozio - nader udany przykad wyobcowania i realizacji potrzeb w sztuce
    6. Cholerny Bernard - doskonały przykład rzekomego altruisty, będącego w gruncie
    rzeczy toksycznym dla bliskich upiorem (ale tacy naprawdę są wśród nas potrzebni)


    Minus książki - dla mnie - niesmaczna zupełnie historia z bluzką Bernarda
  • le-lutki 27.03.09, 09:09
    Podpisuje sie pod Waszymi postami.
    Dla mnie BBB jest jedna z lepszych czesci Jezycjady, do bolu
    prawdziwa.
    W mojej wlasnej klasyfikacji jest taka "przejsciowa" ksiazka miedzy
    stara, optymistyczna jezycjada a ta nowa, ktorej generalnie nie
    lubimy. Do tej samej kategorii "przejsciowej" zaliczam np. Noelke.

    A ze opisywana rzeczywsitosc okropna - coz, taka wtedy byla. Widac w
    niej cale zgorzknienie Autorki na widok tego, co wokol. Tego
    zgorzknienia nie bylo wczesniej, w poprzednich tomach - ale tutaj
    jest ono calkiem zrozumiale w moim przekonaniu...
    Autorka nie serwuje nam tu (dzieki Bogu) jeszcze dziarskiej postawy
    bohatera-cyborga stawiajacego czola wszelkim przeciwnosciom losu, z
    milym usmiechem na piegowatej gebusi... Wrecz przeciwnie:
    zapetleni, zostawieni sami sobie (nawet przez matke), smarkaci
    ludzie nie potrafiacy komunikowac ani miedzy soba ani ze swiatem
    zewnetrznym, zagubieni w szarzyznie, pospolitosci, chamstwie,
    hipokryzji i totalnym absurdzie (vide notatki Pieroga w Brulionie...)
    I te polcienie kazdej postaci - zadna nie jest idealna, wiecej-
    przewazaja na pierwszy rzut oka cechy zdecydowanie negatywne,
    zarowno u rodzenstwa jak i u postrzelonej i takze totalnie
    zagubionej Anieli... A co dopiero u takiego Pieroga (ktory tez jawi
    sie jako totalna ofiara systemu, w ktorym funkcjonuje, uwarunkowana
    i uksztaltowana przez paskudna rzeczywistosc az do szpiku kosci).


    A limeryki sa wprost odjazdowe! To jest klasa sama w sobie :)

    --
    le-lutki

    Mamuty
  • dakota77 27.03.09, 10:53
    Ja tez z tego obozu za Brulionem:). Mnie sie akurat podoba opis rodzenstwa, sa
    autentyczniejsi niz pozytywni z pozoru Borejkowie. Z Bebe w jej wieku dosc sie
    identyfikowalam. Opis rzeczywistosci tez jest swietny i bardzo prawdziwy.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • mamapodziomka 31.03.09, 14:46
    Hmmm, Brulion to moja najulubiensza czesc Jezycjady. Pewnie dlatego, ze
    wewnetrznie do pewnego stopnia podobna jestem do Bebe i mam brata, ktory w duzym
    stopniu przypomina Kozia. I tez nigdy nie potrafilismy i nie potrafimy do dzis
    sie tak naprawde dogadac.

    Teraz juz wiem czemu tak bylo, ale kiedy czytalam Brulion po raz pierwszy
    kompletnie nie rozumialam tych relacji, a zauwazalam w sumie tylko happy end.
    Jakos nie przychodzilo mi do glowy, ze ten happy end to zaledwie poczatek a
    pojawienie sie kogos takiego jak Dambo nie moze tak po prostu naprawic swiata.
    Ale reszta uwazam byla dosc prawdziwa.
  • bat_oczir 03.04.09, 22:27
    > 2. Przygnębiające czasy - opisane pięknie.

    i kompletnie fałszywie. Nie wiem, może we Poznaniu ludzie byli tak kompletnie
    zdołowani - ale w drugiej połowie roku 1988 czuło się już, ze coś się święci,
    coś się rusza i że poprzedni ustrój zaczyna się sypać. Pojawiły się iskierki
    nadziei. A z tego wszystkiego u Musierowicz nie ma ani grama. Jakby to był rok
    1985.
  • zielony_kocur 04.01.10, 14:04
    A ja właśnie zawsze uwielbiałam ten cudowny fragment z bluzką Bernarda! Za
    każdym razem, jak go czytam to pękam ze śmiechu. W ogóle cały "Brulion.." uważam
    za fantastyczną książkę, do której chętnie wracam. Bebe wzbudza moją sympatię,
    Aniela jest taka jak zawsze, czyli kłamie i jest przy tym bardzo zabawna.
    Bernard nie kłamie, ale także jest pocieszny. Ach, zresztą wszystkie sceny z
    udziałem Bernarda są fantastyczne! No, naprawdę - bardzo się zdziwiłam, gdy
    ujrzałam jak wiele osób nie lubi BBB... Hmmmm, właściwie to trudno mi
    powiedzieć, którą książkę MM darzę najmniejszą sympatią:)

    Pozdrawiam ciepło!

    Magda Kot

  • nessie-jp 26.03.09, 22:19
    > Ja lubię antypatyczne rodzeństwo, właśnie dla tego, że nie są
    > doskonali, z miłym uśmiechem na piegowatych twarzach i dzielną
    > grzywką.

    Wiesz co, ale mi wcale nie przeszkadza ta nieidealność, tylko ewidentny brak
    kultury i dobrego wychowania! Całkowicie rozgrzeszany przez autorkę, bo "biedne
    dzieci".

    Koziowi jeszcze jestem w stanie wybaczyć brak elementarnych zasad dobrego
    wychowania, bo mały. Ale Bebe? Przecież to pannica 16-letnia, która wobec gościa
    - i to nie nieproszonego, przeciwnie, ZAPROSZONEGO przez właścicielkę domu -
    zachowuje się po prostu niewybaczalnie. Nie przyszło jej do głowy nawet, żeby
    sprzątnąć pokój Józefiny na przyjęcie Anieli -- a przecież wystarczyło pójść tam
    i schować te nieszczęsne klapki do szafy. Miała na to czas, gdy Aniela poszła po
    swoje rzeczy.

    Doskonale rozumiem tęsknotę Bitnerów za porzucającą je matką. Ale krew się we
    mnie burzy, że się tak poetycko wyrażę, gdy autorka pozwala im traktować gościa
    z lekceważeniem, pogardą, ewidentną złą wolą. Kozio-dzieciak -- OK. Ale prawie
    dorosła Bebe?! Po prostu nikt tej panny nie nauczył, że kultura osobista to nie
    jest coś, co się odwiesza do szafy, dopóki mamusia nie wróci.

    --
    "Don't put your trust in revolutions. They always come around again. That's why
    they're called revolutions. People die, and nothing changes." -- (Terry
    Pratchett, Night Watch)
  • agnieszka_i_dzieci 26.03.09, 22:27
    > Koziowi jeszcze jestem w stanie wybaczyć brak elementarnych zasad dobrego
    > wychowania, bo mały. Ale Bebe? Przecież to pannica 16-letnia,

    A może właśnie dlatego,ze 16 letnia? Buntuje się jak każda prawie panna w tym
    wieku (i nie tylko panna;)
    >Nie przyszło jej do głowy nawet, żeby
    > sprzątnąć pokój Józefiny na przyjęcie Anieli -- a przecież wystarczyło pójść tam
    > i schować te nieszczęsne klapki do szafy.
    Dla mnie jest to właśnie bunt przeciw Anieli, a nie fakt,że "nie przyszło do głowy"

    Ja lubię BBB bardzo. Lubię Bebe. I nie dziwię się jej i Kozia niechęci do Anieli.
    --
    Nasze bliźniaki mają...
    Nasze zdjęcia ;)
    http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
  • nessie-jp 26.03.09, 22:34
    > Dla mnie jest to właśnie bunt przeciw Anieli,

    No, to ja dziękuję za takie bunty, zdecydowanie wolę bunty w wydaniu Tygrysa! :)
    Postać i barwniejsza, i żywsza.

    --
    "Don't put your trust in revolutions. They always come around again. That's why
    they're called revolutions. People die, and nothing changes." -- (Terry
    Pratchett, Night Watch)
  • kotbert 26.03.09, 23:04
    A ja postępowanie Bebe rozumiem. Pewnie dlatego, że antypatyczna wydaje mi się Aniela i gdybym miała takiego intruza w domu, sama bym ją szykanowała. Niezależnie od tego, czy by się wprosiła sama, czy do tego domu zaprosiłaby ją moja nieodpowiedzialna mamusia, która nawiasem mówiąc, jak mi się wydaje, z ulgą pozbyła się balastu w postaci dzieci i zwiała gdzie pieprz rośnie.
    Bebe jest jedną z moich ulubionych postaci w Jeżycjadzie.

    --
    kotbert
  • nessie-jp 26.03.09, 23:25
    kotbert napisała:

    > A ja postępowanie Bebe rozumiem. Pewnie dlatego, że antypatyczna wydaje mi się
    > Aniela i gdybym miała takiego intruza w domu, sama bym ją szykanowała.

    Ależ ja też rozumiem! Tylko że to szykanowanie jest obrzydliwe, i w ogóle
    wszyscy w tej książce są obrzydliwi, jak jedna żona. Obrzydliwy jest lunatyk
    Kozio, pożyczający pieniądze od koleżanek i robiący z nich idiotki; obrzydliwa
    jest pani Sznytek, obrzydliwy jest Bernard w kitelku stający na palcach w cudzej
    wannie, obrzydliwa jest nieuprzejma i strupieszała Bebe, obrzydliwa jest
    fałszywa Aniela, obrzydliwy jest szczery dentysta. Obrzydliwa jest wrzaskliwa
    mamusia Mucyka bijąca dziecko, obrzydliwe są śmiejące się jazgotliwie klipsiary.

    Po prostu wszystko to jakieś wstrętne i tyle. Nie zależy mi na takim realiźmie
    ani trochę... :( Smrodek rozkładu się unosi.

    --
    Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
    Borg, they learn... -- Terry Pratchett
  • szprota 01.04.09, 20:20
    Bo, dalipan, nie mogę ich sobie jakoś przesadnie przypomnieć.
    Przeciwnie, jakoś bardziej utkwiło mi w pamięci to, że według Anielki Bebe jest koszmarny ponurak, a Kozio przemądrzały smarkul - no może być Anielka wielką aktorką, ale nie wierzę, że potrafiła zapanować nad niechęcią do tych dzieciaków. Oni, Bebe i Kozio, są szalenie prawdziwi (Kozia w późniejszych częściach nie lubię, bo emo ma dla mnie walor wyłącznie estetyczny). Zazdrośni o uwagę Józefiny, którą skupia wielbiąca ją Anielka. I z poczuciem krzywdy, że oto ich mama wyjeżdża, a ma się nimi opiekować (opiekować? a kto opieprza Bebe, że się grzebie z chłodnikiem?!) jej nielubiana przyjaciółka. Naprawdę, świetnie ich rozumiem. Mam wrażenie, że Anielka traktuje ich do pewnego momentu instrumentalnie, jako zbędny dodatek do wolnej chaty po Józefinie i dopiero ultimatum dentysty stawa ją do pionu.
    Lubię Brulion. Lubię tę jego przedburzową atmosferę. Lubię szalenie Damba, mam słabość do takich włóczykijów w spranych koszulach. Jako jedna z nielicznych na tym forum lubię nawet Bernarda za jego bezwarunkową ufność w drugiego człowieka.
    Lubię także Bebe, bo wbrew słowom Bernarda uważam, że za tym gipsem, w środku wcale nie jest tak niedużo.
    --
    Cóż za niespodziane, a miłe zaproszenie! Oczywiście przyjmuję je z zachwytem i całuję rą... Nie, jednak nie całuję rą. (c) Kotbert
  • nessie-jp 01.04.09, 20:46
    > Bo, dalipan, nie mogę ich sobie jakoś przesadnie przypomnieć.

    Ot, chociażby taka luźna uwaga Bebe:

    "Przynieść na PZU 750 zł, na podręczniki 6000 zł, na coś tam ileś tam tysięcy
    zł. Dopisek Bebe "Już sobie wyobrażam minę Anieli".

    A kurczę, niby jaką miałaby mieć minę? Jeśli Bebe zamierza pokryć te wydatki z
    pieniędzy Józefiny, to o co w ogóle chodzi i niby skąd te oskarżenia pod adresem
    Anieli o miny? Ale jeśli Bebe zamierza domagać się tych pieniędzy od Anieli,
    która - jak wiemy - nie zarabia zbyt dobrze, to... jej komentarz jest wyjątkowo
    już wstrętny.

    Aniela jak wiadomo forsy ma mało i stwierdza to raz, przyparta do muru, mówiąc,
    że nie stać jej na obiad w restauracji dla trzech osób. No i się nie dziwię, w
    końcu zastępczej suflerzycy w teatrze nie płacą tyle, żeby ją było na to stać!

    Bebe i Kozio robią od początku wszystko, żeby Anielę zantagonizować, ale MM jest
    święcie przekonana, że sympatia czytelnika będzie po ich stronie. No cóż, moja
    sympatia NIE jest po ich stronie. Jeśli się kogoś nie cierpi, pogardza nim i w
    dodatku mu się tę niechęć otwarcie okazuje przez niegrzeczne traktowanie, to
    trudno się dziwić, że jest odwzajemniana.

    Ostatecznie Aniela nie podejmuje się opieki nad malutkimi dziećmi, którym trzeba
    wytłumaczyć, dlaczego mama woli kosić forsę w luksusach, zamiast się nimi
    zajmować. A Bitnerciątka zachowują się wobec niej jak trzylatki, od sceny z
    łóżkiem i kapciami przez niszczenie mienia i wyrzucanie z domu przez
    neurotycznego somnambulika po kąśliwe komentarze Bebe typu "coś nieszczególnie
    dziś wyglądasz".

    Rozumowo WIEM, że MM chciała napisać o biednych nieszczęśliwych dzieciach,
    którym trudno bez mamy, ale wyszły jej dość paskudne bachorki, które z braku
    mamy wyżywają się na przybranej macosze.

    --
    Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
    Borg, they learn... -- Terry Pratchett
  • szprota 02.04.09, 20:20
    Ja ten komentarz odebrałam raczej jako uwagę ogólną. Że niby to szkolnictwo takie bezpłatne. Ale faktycznie, sugeruje, że Aniella dokłada także do nauki swoich podopiecznych.
    Czy ma to sens, skoro zamieszkując z nimi podjęła się także nad nimi opieki, to temat na osobną dyskusję.

    Przejrzałam ten początkowy fragment, gdy Anielka wpada do mieszkania Bitnerów z radosną wieścią, że Józefina nie wraca. Reakcja Bebe i Kozia jest dość chłodna, ale dla mnie to wszystko jest bardzo prawdopodobne psychologicznie: czekają na matkę, wbiega jej niezbyt lubiana koleżanka i zachwycona oznajmia, że oto od tej pory będzie się nimi zajmować. Jak matka. Jest tam intruzem. Stąd lunatyczna scena Konrada i awantura o kapcie z wykrzywianymi obcasami.
    No nie wiem, kurczę, ale ja ich rozumiem.
    --
    http://www.sesja.neostrada.pl/image018.gif
  • nessie-jp 03.04.09, 21:48
    > No nie wiem, kurczę, ale ja ich rozumiem.

    No więc mi właściwie chodzi o to, że ja rozumiem ANIELĘ. Doskonale ją rozumiem,
    prawdę mówiąc. Postawiona w takiej sytuacji też liczyłabym na to, że dzieci
    kuzynki będą się umiały zachować cywilizowanie, też starałabym się być miła i
    'podlizać się' -- ale do czasu. Kiedyś trzeba powiedzieć dosyć. Fochy i
    obrażalstwo Bebe i Kozia są może i zrozumiałe, ale co z tego? Równie zrozumiała
    jest reakcja Anieli, która ma gdzieś ich fochy i ich obrażalstwo, a kwestię
    wyjaśnień, dlaczego mamusia wyjechała, pozostawia mamusi (Józefina ma przecież
    wkrótce wrócić).

    Wcale się nie dziwię Anieli, że od pewnego momentu starała się maksymalnie
    unikać Bebe, że nie miała ochoty podpisywać kolejnych uwag w jej dzienniczku
    oraz że nie miała najmniejszego zamiaru rezygnować z pracy i zawalać szansy na
    rolę (po raz pierwszy dostała małą rólkę w sztuce!) tylko po to, żeby się kajać
    przed Pierogiem w imieniu krnąbrnej i wiecznie-urażonej Beaty (a przepraszam,
    BEBE! przecież tej panny nie wolno nazywać Beatą).

    Zachowanie Bebe jest może i zrozumiałe. Mnie nie podoba się nie to, że Beata
    jest przedstawiana całkowicie pozytywnie, nawet wtedy gdy zachowuje się
    odpychająco (właśnie: fizycznie odpychająco).

    Mnie przeszkadza to, że dość sympatyczna i zwariowana postać Kłamczuchy jest
    nagle zmuszana przez autorkę do odgrywania roli PODŁEJ KOBIETY, co to podle
    prześladuje niewinne dziatki.

    Szkoda po prostu, że w Brulionie zabrakło jakiegoś trzeźwego spojrzenia, kogoś,
    ktoby pannie Bebe powiedział: tak cię ludzie traktują, jak ty traktujesz ich. A
    jeśli na lekcjach zamiast uważać wypisujesz limeryki dla zgrywu i przedstawiasz
    uwagi do zgrywnego podpisu zgrywusowi Bernardowi, to potem się nie dziw, że dla
    zgrywu Bernard pójdzie na wywiadówkę w damskiej bluzce.

    Dodam jeszcze, w związku z innym tematem, że jest to pierwsza powieść z cyklu J.
    w której zaczyna mnie szlag trafiać na starych Borejków. Mila Borejko wychodzi
    na kompletną, przepraszam za słowo, kretynkę, która wypisuje córce idiotyczne
    usprawiedliwienie i nie wiem na co liczy? Ze nikt się nie przyczepi, że
    "zatrzymała Natalię w domu, bo ta była bez humoru"? Zaden nauczyciel na świecie
    nie dopuściłby takiego usprawiedliwienia. A jakakolwiek matka troszcząca się o
    samopoczucie dziecka przeniosłaby je od nowego roku do innego liceum, widząc, że
    w tym dziecko czuje się bardzo źle i jest bez humoru. Natalia wspomina też
    Dmuchawcowi ze strachem, że ojciec Borejko uważa ją za lenia i głąba, bo ma złe
    oceny. Czyli co, nikt z Borejków nie spróbował pomóc Natalii w lekacjach?
    Skontaktować ją z Zakami w celu podciągnięcia dziewczyny z fizyki? Za trudno
    było, lepiej na dwa dni zwolnić ze szkoły oraz posłać do kina i do filharmonii?
    Dziewczyna jest w szkole dręczona, nikt jej niczego nie uczy, a rodzinka pływa w
    samozadowoleniu i zadowala się wypisywaniem kretyńskich usprawiedliwień dla
    wagarowiczki? Cholera jasna no.

    --
    Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
    Borg, they learn... -- Terry Pratchett
  • turzyca 20.04.09, 23:24
    (a przepraszam,
    > BEBE! przecież tej panny nie wolno nazywać Beatą).

    Nie ona pierwsza i nie ona ostatnia wyraznie okresla jakich form swojego imienia
    nie akceptuje. I nie rozwala przy tym nikomu tabliczki na glowie. ;)
    Swoja droga w moim przypadku Aniela by mogla mowic do usmiechnietej smierci, ja
    na niewlasciwe formy imienia w ogole nie reaguje, rownie dobrze mozna sie do
    mnie zwracac per Hermenegilda, w takim samym stopniu bede to uwazala za
    skierowane do mnie. Co przy popularnosci mojego imienia zdecydowanie ulatwia mi
    zycie.

    --
    Tak wygląda turzyca. :)
  • anio_i_takie_tam 23.04.09, 18:34
    > Wcale się nie dziwię Anieli, że od pewnego momentu starała się maksymalnie
    > unikać Bebe, że nie miała ochoty podpisywać kolejnych uwag w jej dzienniczku
    > oraz że nie miała najmniejszego zamiaru rezygnować z pracy i zawalać szansy na
    > rolę (po raz pierwszy dostała małą rólkę w sztuce!) tylko po to, żeby się kajać
    > przed Pierogiem w imieniu krnąbrnej i wiecznie-urażonej Beaty (a przepraszam,
    > BEBE! przecież tej panny nie wolno nazywać Beatą).
    Obiecała się zaopiekować dziećmi tak więc to należało do jej obowiązków
    jakkolwiek by jej się to nie podobało i cokolwiek by miała na wtedy zaplanowane.
    Z tego co pamiętam miała zapewnione mieszkanie właśnie za opiekę nad Bebe i Koziem.


    A
    > jeśli na lekcjach zamiast uważać wypisujesz limeryki dla zgrywu i przedstawiasz
    > uwagi do zgrywnego podpisu zgrywusowi Bernardowi, to potem się nie dziw, że dla
    > zgrywu Bernard pójdzie na wywiadówkę w damskiej bluzce.
    A kto miał je podpisać jeśli Aniela która powinna to zrobić "nie miała ochoty"?
    Kozio?

    --
    Anioprezentuje
  • nessie-jp 23.04.09, 19:16
    > Obiecała się zaopiekować dziećmi tak więc to należało do jej obowiązków
    > jakkolwiek by jej się to nie podobało i cokolwiek by miała na wtedy zaplanowane

    Nie no, sekunda, nie popadajmy w przesadę -- Aniela nie wącha kwiatków, nie
    obija się, tylko normalnie pracuje w teatrze, mieszkając u kuzynki. W godzinach
    pracy nie może przecież biegać na wywiadówki dorosłej pannicy (o których
    wcześniej nikt jej nie powiedział).

    Szczerze mówiąc, zachowanie Bebe uważam za skandaliczne. Narozrabiała, a potem
    oczekuje, że ktoś za nią posprząta, ułagodzi Pieroga? Należało powiedzieć, że do
    szkoły na wywiadówkę nikt nie przyjdzie, bo matka wyjechała, a kuzynka pracuje.
    I tyle.

    A przede wszystkim nie należało wpisywać głupot do zeszytu, do którego Pieróg
    wpisywał uwagi.


    > A kto miał je podpisać jeśli Aniela która powinna to
    > zrobić "nie miała ochoty"?

    Nikt. Po prostu i bez zgrywów. Bebe mogła iść do Pieroga i powiedzieć, że nikt
    nie podpisze, bo nie ma komu.

    Tylko że wtedy nie byłoby śmiesznie i Bernard nie miałby szansy się popisać...


    > Z tego co pamiętam miała zapewnione mieszkanie
    > właśnie za opiekę nad Bebe

    O, nie! Miała zapewnione mieszkanie za ulżenie sumieniu Józefiny. Opieka nad
    kimkolwiek ani Józefinie, ani Anieli nawet w głowie nie postała. Aniela zajęła
    pokój zwolniony przez kuzynkę matki, i tyle.


    --
    Zakochani w zbrodni, ofiar wiecznie głodni,
    wodnik i topielica, topielica i wodnik...
  • dakota77 24.04.09, 00:41
    Szkoly przeciez nie obchodzilo, dlaczego dorosli nie maja czasu na wywiadowke,
    mieli przyjsc i juz. Przeciez wtedy, a i do dzis tak bywa, rodzic byl petentem.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • nessie-jp 24.04.09, 17:09
    dakota77 napisała:

    > Szkoly przeciez nie obchodzilo, dlaczego dorosli nie maja czasu na wywiadowke,
    > mieli przyjsc i juz.

    No, ale kto miał przyjść jako przedstawiciel Damba? Czy w ogóle to wyjaśniono?

    Zresztą, to wcale nie do końca tak było -- ja chodziłam wtedy do szkoły i
    najczęściej na wywiadówki nie przychodził nikt, bo nie było komu (mama już nie
    żyła, a tata w szpitalu). I jakoś to było -- trzeba się tylko było pilnować,
    żeby głupotami nie podpaść (a więc: nie należało wpisywać limeryków do
    zeszytu-dzienniczka).

    Ponadto, kto podpisywał uwagi Damba? I w czym? Czy Dambo miał dzienniczek, a
    skoro tak, to dlaczego nie kupił od razu drugiego dla Bebe?

    Pominę już fakt, że młodzież w tym wieku doskonale wie, że uwagi w dzienniczku
    podpisuje się samodzielnie (zamiast zezwalać dowcipnym Bernardom na dowcipne
    produkcje, które prędzej czy później zemszczą się na uczniu), to przecież Bebe i
    Dambo mogli zwrócić się do Dmuchawca o pomoc. W końcu niby taki doświadczony
    pedagog, a nie pomógł dwójce uczniów, nie umiał ich zachęcić, żeby mu się
    zwierzyli? Nie podpisywał uwag Damba? Mógł podpisać i Bebe...

    Tylko że wtedy nie byłoby "dowcipnych" wpisów Bernarda w brulionie ani
    "dowcipnej" sceny z bluzką i gumką. :(


    --
    Nie ufaj w wieczory, wstań, zaciągnij story,
    Upiory i harpie, harpie i upiory...
  • anio_i_takie_tam 25.04.09, 02:06
    Nessie, wydaje mi się że Pieróg nie był szczególnie wyrozumiały i chętny do
    dialogu ze swoimi uczniami. Ktoś ma być na wywiadówce i koniec dyskusji.
  • nessie-jp 25.04.09, 15:24
    anio_i_takie_tam napisała:

    > Nessie, wydaje mi się że Pieróg nie był szczególnie wyrozumiały i chętny do
    > dialogu ze swoimi uczniami. Ktoś ma być na wywiadówce i koniec dyskusji.

    Ale KTO miał być od Damba? Przecież oboje -- i Bebe i Dambo -- dobrze wiedzieli,
    że przyjść nie może nikt. Bebe w ostatniej chwili usiłowała wrobić nielubianą
    przez siebie i wrogo traktowaną kuzynkę, za wyskoki Damba w ostatniej chwili
    poszedł przepraszać ciężko chory na serce Dmuchawiec.

    Zresztą, jak się okazało, mogła to być dowolna osoba wzięta z marszu, nieznana w
    szkole (chyba że zwisania na małpiszona i drwienia z Pieroga), w dodatku ta sama
    dla obojga 'dzieci'. Więc taka znowu niewyrozumiała to ta szkoła nie była...

    Ja pamiętam, jak wyglądała szkoła w tamtych latach i też miałam mało
    wyrozumiałych nauczycieli, nawet bardzo mało. A polonistka była zdecydowanie
    kobietą z pierogiem. I właśnie dlatego -- wiedząc, że w razie czego nikt nie
    przyjdzie do szkoły mnie bronić -- nie wypisywałam dowcipnych wierszyków w
    zeszycie, który polonistka mogła przeczytać...

    A jak się okazało, że jednak obecność dorosłego jest wymagana, to przepraszałam
    grzecznie przed faktem i po fakcie, że niestety nikt przyjść nie może, bo ojciec
    jest w szpitalu (tu dla Damba: rodzice w dalekim mieście; dla Bebe: matka
    wyjechała za granicę).

    I co miała szkoła w tej sytuacji zrobić? Przecież nie udusić delikwenta. Kartki
    z ocenami wysyłano pocztą i tyle.

    --
    Odwróć się od szyby, rozmawiaj na migi,
    strzygi i widziadła, widziadła i strzygi...
  • the_dzidka 20.08.10, 15:27
    > Należało powiedzieć, że do
    > szkoły na wywiadówkę nikt nie przyjdzie, bo matka wyjechała, a
    kuzynka pracuje.
    > I tyle.

    Tak mi przyszło do głowy przy odgrzewaniu tego wątku, że jeżeli MM
    tak się stawiała nauczycielom córki jak Aniela czy Bernard, to się
    nie dziwię, że potem wzdychała nad "szykanowaną" biedną córeczką :-P


    --
    Dzidka
  • szprota 21.08.10, 00:12
    the_dzidka napisała:


    >
    > Tak mi przyszło do głowy przy odgrzewaniu tego wątku, że jeżeli MM
    > tak się stawiała nauczycielom córki jak Aniela czy Bernard, to się
    > nie dziwię, że potem wzdychała nad "szykanowaną" biedną córeczką :-P
    >
    >
    Mogło tak być. Inna sprawa, że za tak zwanych moich czasów rodzice, którzy
    podejmowali jakieś interwencje u nauczycieli byli strasznym obciachem i wolało
    się tonąć w miernych i trójczynach niż chować za plecami rodziców.

    --
    "Mój punkt G jest w okolicach mojej biżuterii" © Rzepicha
  • tt-tka 30.10.16, 17:32
    anio_i_takie_tam napisała:

    > Obiecała się zaopiekować dziećmi tak więc to należało do jej obowiązków
    > jakkolwiek by jej się to nie podobało i cokolwiek by miała na wtedy zaplanowane
    > .

    O-bie-ca-la ???
    Nie przypominam sobie zadnych obietnic Anieli ani zadnych ustalen z Jozefina. Aniela tak samo jak dzieci zostala zaskoczona decyzja Jozefiny, listem, w ktorym tamta zawiadamia, ze "zostanie troche dluzej".
    Wiecej, jestem pewna (po tym, jak zostala opisana Jozefina), ze w liscie nie bylo zadnych konkretow typu zakres obowiazkow. Jednostronne powiadomienie, ze wraca pozniej i ? "Zajmij sie nimi" czy "dopilnuj ich" czy moze "zamieszkaj u nas i miej na nich oko" - nie wiemy.
  • kkokos 02.04.09, 20:42
    > które z braku
    > mamy wyżywają się na przybranej macosze.
    ależ oczywiście, że tak - matka uciekła, mają do nie o to pretensję, to na kim
    się mają wyżywać??

    MM jes
    > t
    > święcie przekonana, że sympatia czytelnika będzie po ich stronie.
    i tu się z MM zgadzam, w tej sytuacji moja sympatia jest po stronie kozia i bebe


    > Ostatecznie Aniela nie podejmuje się opieki nad malutkimi dziećmi, którym trzeb
    > a
    > wytłumaczyć, dlaczego mama woli kosić forsę w luksusach, zamiast się nimi
    > zajmować.

    no właśnie, dzieci same to doskonale wiedzą, ŻE mama woli kosić forsę w
    luksusach zamiast się nimi zajmować i potwornie to te dzieci boli, natomiast
    DLACZEGO, to jest chyba pytanie za trudne dla dziecka, obojętnie w jakim wieku,
    a nasuwająca się odpowiedź jest po prostu nie do przyjęcia.
    i chciałam zauważyć, że tygrys miał dokładnie ten sam problem - dlaczego jej
    przyznajemy prawo do zadawania sobie tego pytania i przeżywania bólu, a bebe z
    koziem mają nad tym przejść do porządku dziennego??
  • nessie-jp 03.04.09, 21:36
    > i chciałam zauważyć, że tygrys miał dokładnie ten sam problem - dlaczego jej
    > przyznajemy prawo do zadawania sobie tego pytania i przeżywania bólu,

    Bo Tygrys był, zdaniem MM, postacią negatywną i podłą :P


    --
    "Don't put your trust in revolutions. They always come around again. That's why
    they're called revolutions. People die, and nothing changes." -- (Terry
    Pratchett, Night Watch)
  • senseeko 04.11.09, 20:24
    nessie-jp napisała:

    > > Bo, dalipan, nie mogę ich sobie jakoś przesadnie przypomnieć.
    >
    > Ot, chociażby taka luźna uwaga Bebe:
    >
    > "Przynieść na PZU 750 zł, na podręczniki 6000 zł, na coś tam ileś tam tysięcy
    > zł. Dopisek Bebe "Już sobie wyobrażam minę Anieli".
    >
    > A kurczę, niby jaką miałaby mieć minę? Jeśli Bebe zamierza pokryć te wydatki z
    > pieniędzy Józefiny, to o co w ogóle chodzi i niby skąd te oskarżenia pod adrese
    > m
    > Anieli o miny? Ale jeśli Bebe zamierza domagać się tych pieniędzy od Anieli,
    > która - jak wiemy - nie zarabia zbyt dobrze, to... jej komentarz jest wyjątkowo
    > już wstrętny.
    >
    /.../
    > Bebe i Kozio robią od początku wszystko, żeby Anielę zantagonizować, ale MM jes
    > t
    > święcie przekonana, że sympatia czytelnika będzie po ich stronie. No cóż, moja
    > sympatia NIE jest po ich stronie.

    /.../
    > Rozumowo WIEM, że MM chciała napisać o biednych nieszczęśliwych dzieciach,
    > którym trudno bez mamy, ale wyszły jej dość paskudne bachorki, które z braku
    > mamy wyżywają się na przybranej macosze.

    A moim zdaniem MM nie chciała dzielic BBB na czarne-białe niezaleznie od tego czy czarne to będą Bittnerciątka a białe Aniella czy na odwrót.
    BBB jest świetny właśnie przez to ze nie ma tam ani jednego ideału. (Jak w życiu, panie, ten tego ten, jak w życiu!) Czyz nie o to (Wam/nam?) chodziło we wszystkich dyskusjach i wytykaniu MM zbytniej idealizacji któregoś z bohaterów?
    --
    Poklikacie?http://dragcave.net/image/uHIk.gifhttp://dragcave.net/image/0vWd.gifhttp://dragcave.net/image/lQ6B.gifhttp://dragcave.net/image/ttLJ.gifhttp://dragcave.net/image/Xc94.gifhttp://dragcave.net/image/jAsT.gifhttp://dragcave.net/image/vI1B.gifhttp://dragcave.net/image/cvrE.gifhttp://dragcave.net/image/CD3k.gifhttp://dragcave.net/image/hpoC.gifhttp://dragcave.net/image/CajX.gif
  • mmaupa 06.11.09, 17:10
    > BBB jest świetny właśnie przez to ze nie ma tam ani jednego ideału. (Jak w życi
    > u, panie, ten tego ten, jak w życiu!) Czyz nie o to (Wam/nam?) chodziło we wszy
    > stkich dyskusjach i wytykaniu MM zbytniej idealizacji któregoś z bohaterów?

    Jak nie ma, jak jest - Święty Dmuchawiec od Zagipsowanych Panienek. Rzyg.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • lezbobimbo 14.11.09, 07:35
    mmaupa napisała:
    > > BBB jest świetny właśnie przez to ze nie ma tam ani jednego ideału. (...)
    > Jak nie ma, jak jest - Święty Dmuchawiec od Zagipsowanych Panienek. Rzyg.

    I do tego Swiety Dmuchawiec Opoka Artystow Wykletych, a takze Swietodmuchawcza
    Poradnia Matrymonialna, Doradzajaca Plomiennej Anielli Warzeche Zachowujaca sie
    jak Szczere Dziecko, w Ramach Nagrody Pocieszenia po Zlym Dentyscie, Co Obcych
    Dzieci Nie Chcial Przygarnac p 3 Tygodniach Chodzenia z Ich Blizej Nieokreslona
    Opiekunka.. lovely..

    --
    W Polsce zyje tylko 90 niedzwiedzi! Pomóz polskim Miszkom!
  • sta-fraszka 15.07.09, 18:49
    agnieszka_i_dzieci napisała:

    > > Koziowi jeszcze jestem w stanie wybaczyć brak elementarnych zasad dobrego
    > > wychowania, bo mały. Ale Bebe? Przecież to pannica 16-letnia,

    > >Nie przyszło jej do głowy nawet, żeby
    > > sprzątnąć pokój Józefiny na przyjęcie Anieli -- a przecież wystarczyło pó
    > jść tam
    > > i schować te nieszczęsne klapki do szafy.


    A kto ja mial tego nauczyc? Matka?
    Ja mysle ze zachowanie i Bebe i Kozia jest wlasnie odzwierciedleniem tego, czego
    sie nauczyli przy Jozefinie.
    --
    "I believe whatever doesn't kill you simply makes you... stranger. "
    [The Joker]
  • anio_i_takie_tam 26.03.09, 23:24
    Bo Aniela dla kontrastu była kulturalna baardzo. Od kłamstwa na temat adopcji
    rodzeństwa do głupiej głośnej muzyki wcześnie rano.
    Kompletnie się im nie dziwię, Aniela miała do nich lekceważąco sztuczny stosunek
    od początku co nie nastraja pozytywnie
    --
  • nessie-jp 26.03.09, 23:25
    anio_i_takie_tam napisała:

    > Bo Aniela dla kontrastu była kulturalna baardzo.

    O, chwileczkę. A od kiedy to nasza kultura **osobista** zależy od tego, czy INNI
    są kulturalni?

    --
    ADMIN - Antypatyczny Dreczyciel Masowo Indoktrynowanych Niewiniatek (furtive_kitten)
  • anio_i_takie_tam 26.03.09, 23:32
    Racja, w prostej linii nie zależy. Ale gdyby zachowanie Anieli było inne
    zachowanie Kozia i Bebe też byłoby wobec niej inne, to miałam na myśli.

  • tygrys2112 27.03.09, 23:38
    Nie wiadomo na ile była zaproszona, a na ile Aniela wprosiła się
    sama. Znając historie z Kłamczuchy można dopisywać różne scenariusze.
  • tygrys2112 27.03.09, 23:36
    Mnie zawsze urzekała autentyczna więź między Bebe a Koziem. Było
    widać, że jako rodzeństwo są ze sobą zżyci i dla siebie ważni. To
    nadawało im postaciom życia. Może dlatego postrzegam Beatę lepiej
    niż np Różę?
  • nessie-jp 28.03.09, 15:10
    tygrys2112 napisała:

    > Mnie zawsze urzekała autentyczna więź między Bebe a Koziem. Było
    > widać, że jako rodzeństwo są ze sobą zżyci i dla siebie ważni.

    Ale to nieprawda.

    Kozio otwarcie stwierdza, że Bebe nie zna, ani ona nie zna jego i że jest
    samotny, bo na nią liczyć nie może.

    Bebe otwarcie stwierdza, że nie umie się otworzyć i zająć bratem, bo za bardzo
    jest skupiona na ukrywaniu własnych przeżyć.

    Bebe i Kozio nie są zżytym rodzeństwem, wręcz przeciwnie, są dwójką psychulców z
    głębokimi skrzywieniami. Niewątpliwie jest to obraz prawdziwy, tylko że
    nieprzyjemny.

    --
    ADMIN - Antypatyczny Dreczyciel Masowo Indoktrynowanych Niewiniatek (furtive_kitten)
  • onion68 26.03.09, 22:53
    Padam już na nos, ale muszę napisać, że zawsze lubiłam Brulion - zachowania
    rodzeństwa Bitnerów wydają mi się zrozumiałe i ludzkie. Częściowo na pewno
    wynikają z żalu i złości na matkę, a że tej nie było pod ręką, więc dostało się
    Anieli... Nie jest to miłe, nie jest sprawiedliwe, ale tak przecież bywa.
    Lubię jeszcze Brulion za Bernarda, jego odczucia w tej właśnie powieści są mi
    bliskie, ponadto zaprezentował tu przecież prawdziwe bohaterstwo. A bywa też
    tak, że człowiek może mieć mnóstwo drobnych wad i śmiesznostek, a jakaś rzecz w
    nim lub jakiś czyn sprawia, że to wszystko może stać się nieważne.
    No cóż, trzeba sobie przypomnieć.

    > że mają upiorną, antypatyczną, egotyczną i głupią matkę

    Hi, hi - właśnie nosiłam się z zamiarem założenia wątku, którego rodzica
    jeżycjadowego przypominamy i wyznać, że najbliżej mi chyba do Józefiny. Oj.
    --
    A ja też nie od macochy i mnie kura zadnią nogą spod płotu nie wygrzebała... J.
    Chmielewska
  • nessie-jp 26.03.09, 23:02
    > Hi, hi - właśnie nosiłam się z zamiarem założenia wątku, którego rodzica
    > jeżycjadowego przypominamy i wyznać, że najbliżej mi chyba do Józefiny. Oj.

    Nie wierzę. Naprawdę napisałabyś do swoich dzieci taki okrutny i głupi list, że
    "uczcie się i bądźcie grzeczni, bo mnie tu jest świetnie"? Nie mówię o samym
    wyjeździe czy pracy za granicą, ale sposób, w jaki Józefina informuje dzieci o
    swojej decyzji jest po prostu OBRZYDLIWY. Podobnie obrzydliwy jest jej stosunek
    do Anieli (ale tu obie są siebie warte). Wstrętna egoistka, która dzieci
    traktuje jak balast, który łatwo zostawić w starym mieszkaniu wraz z
    przykurzonym popiersiem Beli Bartoka...

    --
    ADMIN - Antypatyczny Dreczyciel Masowo Indoktrynowanych Niewiniatek (furtive_kitten)
  • onion68 27.03.09, 13:31
    > > Hi, hi - właśnie nosiłam się z zamiarem założenia wątku, którego rodzica
    > > jeżycjadowego przypominamy i wyznać, że najbliżej mi chyba do Józefiny. O
    > j.
    >
    > Nie wierzę. Naprawdę napisałabyś do swoich dzieci taki okrutny i głupi list, że
    > "uczcie się i bądźcie grzeczni, bo mnie tu jest świetnie"? Nie mówię o samym
    > wyjeździe czy pracy za granicą, ale sposób, w jaki Józefina informuje dzieci o
    > swojej decyzji jest po prostu OBRZYDLIWY. Podobnie obrzydliwy jest jej stosunek
    > do Anieli (ale tu obie są siebie warte). Wstrętna egoistka, która dzieci
    > traktuje jak balast, który łatwo zostawić w starym mieszkaniu wraz z
    > przykurzonym popiersiem Beli Bartoka...

    Nie, nie to miałam na myśli - głównie z powodu mojego nieuleczalnego domatorstwa ;-)
    Chodzi mi o to, że z rodziców jeżycjadowych tylko Józefina nie ustawia się na
    pozycji kogoś z racji wieku i urzędu mającego patent na mądrość i nieomylność.
    Ze wspomnień Kozia wynika, że jej relacje z dziećmi były koleżeńskie i podobnie
    jest u mnie. Zastrzegam, że nie wiem, czy to dobrze czy źle (pewnie źle).
    --
    A ja też nie od macochy i mnie kura zadnią nogą spod płotu nie wygrzebała... J.
    Chmielewska
  • wushum 26.03.09, 22:59
    Już pisałam o pewnego rodzaju tańcu na grobie Józefiny w wątku
    sąsiednim. Które dzieci radośnie i miło przyjmują macochę? Tym
    bardziej obłudną? Wg mnie, oni są po prostu szczerzy - nie podoba im
    się obłudna Anielka o uśmiechu rekina. Gdyby ona była - nie miła -
    ale chociaż szczera... Dla mnie, to jej brak wychowania, czy taktu.
    Oni po prostu są szczerzy. Nie udają, że się cieszą.
    Myślę też, że w życiu Bebe nie przyszłoby do głowy, że ktoś będzie
    ubierał kapcie jej matki, bez chociaż zapytania. Dla tego ich nie
    schowała.
  • ginny22 27.03.09, 00:00
    Jak czytałam BBB pierwszy raz, miałam ze 12 lat i niewiele
    zrozumiałam. Generalnie - nie polubiłam tego tomu. Sięgnęłam po
    niego ponownie parę lat później, ze znacznie większą wiedzą o epoce
    i bardziej dojrzała. I mnie zachwycił. Jest dołujący, jest
    przerażająco smutny, jest. Jak pomyślę o Koziu, to mi się serce
    ściska z żalu, bo to taki biedny, samotny dzieciak. Bebe doskonale
    rozumiem, to jej zamurowanie, i też mi jej żal. Lubię te postaci,
    bardzo napisane i bez lukru.
    No i w BBB jest scena z koszulą i jeszcze dialog "Powiedz mi coś
    miłego". Piekne miłosne kawałki, jedne z najlepszych u MM.
    Lubię też to pomieszanie absolutnej czerni i beznadziei 1988 r. z
    limerykami w żółtym brulionie i happeningami Bernarda. Bezradność
    pani Sznytek wobec przemocy w szkole, to, kim się stali Lisieccy,
    paskudne lekcje w szkole, ogólnie ponuro - ale są przebłyski.
    I wten sposób doszłam do podstawowej wady BBB, czyli Bernarda,
    którego nijak nie umiem polubić. Uch, jak mnie ten człowiek wkurza.
  • kkokos 27.03.09, 04:00
    mnie się traktowanie anielli przez bebe i kozia wydaje psychologicznie bardzo
    uzasadnione i prawdopodobne w obliczu zachowania tej pierwszej. czytając to
    łykałam absolutnie punkt widzenia bebe i jej niechęć do włażenia anieli w buty
    (w tym wypadku klapki) józefiny. a kłamczucha, wbrew opinii nessie, wcale bogu
    ducha winna nie była :)
    świat przedstawiony w powieści po prostu taki był - ponury, na swój sposób
    absurdalny, jakieś poczucie schyłkowości wisiało w powietrzu. pamiętam, gdzie
    byłam, co robiłam i jak się czułam w '88, to właśnie tak wyglądało. każda z
    powieści do OwR właściwie mogłyby się dziać w dowolnym roku przed stanem
    wojennym, niekoniecznie w tym, w którym się dzieje, po BBB autorka nie do końca
    panuje nad realiami - a BBB jest idealnie osadzona w swoim czasie, który właśnie
    tak pamiętam. nawet pamiętam, że mniej więcej wtedy przetaczały się przez prasę
    - cenzurowaną - dysputy o tym, co się stało z polską szkołą, że uczniowie i
    nauczyciele się aż tak nienawidzą. byłam wtedy dwa lata po maturze i byłam
    zdziwiona, że coś się w ciągu tych dwóch lat aż tak zmieniło, że ludzie młodsi
    ode mnie o lat cztery czy pięć czują się w szkole tak dużo gorzej niż ja (choć
    oczywiście chodząc do liceum też go nie lubiłam, ale aż tak)

    nie lubię w BBB zakończenia, bo ojciec każący dumbowi skakać z pociągu jest
    żywcem przeniesiony z hollywood i naciągany okropnie. trochę mnie zmęczyły
    limeryki, bo ileż można. nie lubię i uważam za naciągane akcje bernarda na
    zebraniach w szkole itd.
    ale w sumie lubię tę powieść
  • anutek115 27.03.09, 11:19
    Ja też ją w sumie lubię, a zgadzam się z wszystkimi :-))). Rodzeństwo wkurza
    mnie niemożebnie, chociaż czytając BBB pierwszy raz identyfikowałam się z Bebe
    całkowicie - też byłam taka "zagipsowana", tyle, że nie piękna, niestety. Kozia
    znielubiłam od pierwszego kopa i tak mi zostało, już wtedy był z niego Naczelny
    Egotyk Jeżycjady, i, jakkolwiek trochę mi brakuje, by stac się Lisieckimi, chęć,
    by mu dołożyć rozkwitła we mnie niejako od pierwszego wejrzenia i nadal kwitnie
    ;-). Aniella jest okropna, ale jakoś mi jej tam żal, no i, jak pisałam w wątku o
    ulubionych fragmentach, po prostu kocham jej przemowę do Krystiana kończącą ich
    związek. Bernard mnie jeszcze tak bardzo nie irytował, ale scena z bluzką
    pozostaje na czela najbardziej niesmacznych scen jeżycjadowych w moim prywatnym
    rankingu, w dodatku zrujnowała wymowę całej sceny wywiadówkowej, czego nie mogę
    MM darować.

    Ale:

    Też pamiętam rok 1988. Teraz już nie powiem, że był to rok najszczęśliwszy, ale
    niewątpliwie jeden z najszczęśliwszych w moim życiu. Świat był w moich oczach
    jak gigantyczne ciastko, które mi kusząco podtykano pod nos. Jak ja wtedy
    cieszyłam się życiem, każdą chwilą!!! I, żeby było jasne, wcale nie byłam
    zakochana z wzajemnoscią, co zazwyczaj zaciemnia osąd sytuacji ;-). Nie pamiętam
    żadnej szarości. Nie pamiętam żadnej beznadziei. Pamietam, że jak szłam do
    szkoły na 7.45 (nie pytajcie, czemu na tak dziwaczną godzinę, sama nie wiem...)
    to się budziłam o 6, bo się doczekac nie mogłam. Tak, mój dyrektor to był
    Pieróg, a wychowawczyni - pierogopodobna. Ale moja anglistka to była super babka
    i super nauczycielka, geograficzka - fantastyczny człowiek, fizyk... mogę tak
    wymieniać i chwalić naprawdę długo. Miała masę przyjaciół i dwa razy tyle
    kolegów, koleżanek i kumpli. Moja doba powinna mieć 48 godzin, by zmieścić
    wszystko, co zmieścić powinna. To był wspaniały, wspaniały rok. Dałabym wiele,
    by móc go jeszcze raz przeżyć.

    I dlatego BBB jest dla mnie książką przede wszystkim zupełnie obcą.

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.
  • sir.vimes 27.03.09, 10:23
    szczególnie opisy upału.

    I bardzo lubię Bebe. Znam też taką Bebe w realu.

    Kozio zaś faktycznie miłych uczuć u mnie nie budzi ale czy musi?

    A Józefiny też nie oceniam tak ostro.
    --
    "Jako surówkę nie podaję przetworów tylko gotowane mrożonki" kotkamala
  • mmaupa 27.03.09, 13:20
    Niestety nie potrafię w pełni polubić żadnej książki zawierającej tak dużą dawkę
    Bernarda.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • verdana 27.03.09, 15:28
    Ja mam do tej ksiązki mieszane uczucia. Bo jest nieprzyjemna,
    dolująca - i jednoczesnie prawdziwa i nieprawdziwa.
    Dla mnie dosyć prawdziwa w warstwie psychologicznej. dzieci Józefiny
    takie wlasnie powinny być. Nie wyobrazam sobie też, aby jakakolwiek
    16 latka (czynawet 36 latka) entuzjastycznie przyjmowała w domu
    obca, nielubiana osobę, ktora ma zastapić osobę kochana - sprzatnęła
    grzecznie, usmiechała sie i była serdeczna. Tak nie bywa. Bunt w tej
    sytuacji jest uzasadniony, a wine ponosi tkaże Aniela, ktora
    zgodzila sie zastąpić Józefinę bez cienia reflekcji, jak przyjmą to
    jej dzieci. Ot, znalazła sobie tanie lokum i tyle.
    To, ze postacie nie sa sympatyczne, mnie nie razi - sa dobrze
    napisane, wiarygodne, a o to przecież chodzi.
    Natomiast razi mnie ta straszliwa, ponura rzeczywistość 1988 roku.
    Naprawdę, tak to nie wygladało.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nessie-jp 27.03.09, 16:15
    verdana napisała:

    > Ja mam do tej ksiązki mieszane uczucia. Bo jest nieprzyjemna,
    > dolująca - i jednoczesnie prawdziwa i nieprawdziwa.

    Dobrze to ujęłaś. Gdyby ta książka była po prostu nierealistyczna i głupawa jak
    Czarna Polewka, to nie budziłaby we mnie takiej niechęci.

    > To, ze postacie nie sa sympatyczne, mnie nie razi - sa dobrze
    > napisane, wiarygodne, a o to przecież chodzi.

    Ja chyba po prostu czegoś innego oczekuję od Jeżycjady. Nie zależy mi wcale a
    wcale na realizmie i na tym, żeby -- jak w życiu (a przynajmniej w życiu według
    tzw. pisarzy realistów) -- wszyscy byli głupi, okrutni, źli, niesympatyczni, a
    przynajmniej niemili dla bliźnich. Dla mnie Jeżycjada nie taką ma być historią.
    Wręcz przeciwnie -- ma być bańką mydlaną, w której zamknięty jest świat
    NIEPRAWDZIWY, ale za to pełen uroku.

    --
    Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
    Borg, they learn... -- Terry Pratchett
  • dakota77 27.03.09, 16:18
    A ja wlasnie coraz bardziej z biegiem lat mam dosc tego nieprawdziwego swiata
    Jezycjady, zwlaszcza ze coraz mniej w tej bajce uroku:). A juz na pewno domagam
    sie od autorki prawdopodobienstwa psychologicznego postaci, z czym bywa kiepsko.
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • sowca 28.03.09, 00:03
    No tak, taka na przykłąd Róża w tej sytuacji powitałaby Anielę
    herbatką i ciasteczkami owsianymi :p Rzeczywiście, mając na uwadze
    takie porównanie, wolę zdecydowanie Bebe i Kozia!
    Muszę powiedziec, że niezaprzeczalną zaletą BBB jest właśnie ta
    prawdziwość. O ile dobrze wiem, to był to kiepski czas w życiu pani
    MM - straciła zdaje się kogoś bardzo jej bliskiego. Nic dziwnego, że
    ksiązka jest smutna, dołująca, że autorka dostrzega głównie zło i
    dojmującą szarość rzeczywistości. Bardzo to doceniam, bo z Brulionu
    bije po prostu szczerość.
    Mimo to jest w BBB jakiś zgrzyt, który nie pozwala mi tej ksiązki
    pokochać. Lubię ją, szanuję, ale nie ma statusu ksiązki ukochanej ;)
    --
    Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
  • paszczakowna1 28.03.09, 00:08
    verdana napisała:

    > Natomiast razi mnie ta straszliwa, ponura rzeczywistość 1988 roku.
    > Naprawdę, tak to nie wygladało.

    Coś w tym jednak jest. Pewnie to roznica wieku, ale ja nie mam dobrych
    wspomnien, jesli chodzi o atmosfere tego okresu. (Natomiast wczesne lata 90-te
    wspominam zupelnie inaczej.) Moze to byl typowy nastoletni Weltschmeltz (ja
    jestem rocznik 1973), tym niemniej to co ja pamietam to wrazenie z jednej strony
    stagnacji i jakiejs dusznosci, a z drugiej tymczasowosci i prowizorki. No i te
    wieczne rozwazania (nie moje, doroslych) o emigracji, i to poczucie, ze nic nie
    jest na serio, ze wszystko to lipa... Jak na moj gust, Musierowicz oddala to
    bardzo dobrze.

    A 'Brulionu' swoja droga nie lubie, bo to dla mnie poczatek konca 'Jezycjady'.
    Nie moge darowac ewolucji Pieroga i Lisieckich. Zarysowala sie paskudna
    tendencja (ktora pelny wyraz znalazla w postaci Pyziaka), ze mamy postacie
    negatywne potraktowane bez krzty sympatii, i przedstawione bez cienia
    jakichkolwiek zalet. Tego przedtem nie bylo: jeszcze nawet w OwR Pieróg mial
    cechy czlowieczenstwa (w scenie wysylania Ewy do Dmuchawca).
  • nessie-jp 28.03.09, 17:30
    > Zarysowala sie paskudna tendencja (...), ze mamy postacie
    > negatywne potraktowane bez krzty sympatii, i przedstawione
    > bez cienia jakichkolwiek zalet.

    Kolejna celna uwaga.

    Dotyczy to zresztą nie tylko postaci stricte negatywnych, ale jakiegkolwiek
    antagonisty, który robi 'źle' cudnemu i pozytywnemu bohaterowi.

    Ogromnie mi się nie podoba sposób, w jaki Musierowicz opisuje Izabelę -- tę
    dziewczynkę, od której Kozio wyłudził pieniądze. Opisana została jako gruba,
    głupia, brzydka, wyłupiastooka, ociężała umysłowo, stękająca, dodająca
    spółgłoski gdzie nie trzeba, namolna, prześladująca Kozia kretynka!

    A przecież Izabela zachowuje się tak naprawdę bardzo ładnie: dowiedziawszy się,
    że cwany kolega pożyczył pieniądze nie tylko od niej i nikomu nie oddał ani nie
    podał adresu, daje mu jeszcze jedną szansę, zamiast wprowadzić do akcji
    rodziców. Izabela nie wiedziała, na co Kozio pożyczał -- wiedziała tylko tyle,
    że sprytnie wymigał się od odddania. Ale to JĄ przedstawiono jako brzydką,
    głupią i namolną kretynkę...

    Bo u Musierowicz opis przymiotów zewnętrznych jest ściśle powiązany z oceną
    przymiotów wewnętrznych. Osoby miłe zawsze są w jakiś tam sposób ładne, mimo
    drobnych mankamentów w stylu potężnych uszu (Dambo) czy gołej włochatej piersi
    (Bernard). Natomiast osoby, które autorka chce ukazać jako głupie, zawsze są też
    grube, brzydkie, mówią nosowo (Izabela) albo przynajmniej głosem zgrzytliwym
    (Matylda).

    --
    Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
    Borg, they learn... -- Terry Pratchett
  • ajakajadwa 30.03.09, 19:11
    Cześć od tygodnia podczytuję wasze forum i tylko czekałam, kiedy będę mogła
    wtrącić swoje trzy grosze. Brulion czytałam naście lat temu. Potem komuś
    pożyczyłam. Książka nie została zwrócona.

    nessie-jp napisała:
    > Ogromnie mi się nie podoba sposób, w jaki Musierowicz opisuje Izabelę -- tę
    > dziewczynkę, od której Kozio wyłudził pieniądze. Opisana została jako gruba,
    > głupia, brzydka, wyłupiastooka, ociężała umysłowo, stękająca, dodająca
    > spółgłoski gdzie nie trzeba, namolna, prześladująca Kozia kretynka!

    Faktycznie przypominam sobie tę dziewczynkę podajże w zielonej bluzce (były
    jeszcze dwie jak mnie pamięć nie myli)

    > Bo u Musierowicz opis przymiotów zewnętrznych jest ściśle powiązany z oceną
    > przymiotów wewnętrznych. Osoby miłe zawsze są w jakiś tam sposób ładne, mimo
    > drobnych mankamentów w stylu potężnych uszu (Dambo) czy gołej włochatej piersi
    > (Bernard). Natomiast osoby, które autorka chce ukazać jako głupie, zawsze są te
    > ż
    > grube, brzydkie, mówią nosowo (Izabela) albo przynajmniej głosem zgrzytliwym
    > (Matylda).

    W sumie racja, ale Ewa nie miała żadnych defektów urody. Jednak została
    uśmiercona. Bo w jednym z wywiadów pisarka wyznała, że nie umie pisać o osobach
    antypatycznych.
    Dla mnie bardziej widoczny w Jeżycjadzie był pogrom ludzi zamożnych, ale o tym
    wątek już czytałam.
  • nessie-jp 30.03.09, 19:49
    > W sumie racja, ale Ewa nie miała żadnych defektów urody. Jednak została
    > uśmiercona. Bo w jednym z wywiadów pisarka wyznała, że nie umie pisać o osobach
    > antypatycznych.

    Wydaje mi się też, że ta skłonność do fizycznego zobrzydliwiania postaci
    "negatywnych" pojawiła się w późniejszych tomach, właśnie od Brulionu w górę.
    Wcześniej tego nie było, nawet paskudna i głupia Matylda była wiotka i urocza,
    nawet antypatyczna Paulina - rywalka Idy była piękna i miała jakieś ludzkie cechy.

    A potem już każda postać antypatyczna była też brzydka, wypowiadała się
    niegramatycznie, miała podpuchnięte oczy albo co najmniej przekrwione, a jeśli
    nie, to chociaż jej stringi wystawały ze spodni... :D

    --
    ADMIN - Antypatyczny Dreczyciel Masowo Indoktrynowanych Niewiniatek (furtive_kitten)
  • ajakajadwa 30.03.09, 20:05
    Uśmiałam się z tych przekrwionych oczu. Muszę koniecznie nadrobić braki w lekturze.
  • anutek115 31.03.09, 18:32
    ajakajadwa napisała:

    >
    > W sumie racja, ale Ewa nie miała żadnych defektów urody. Jednak została
    > uśmiercona. Bo w jednym z wywiadów pisarka wyznała, że nie umie pisać o osobach
    > antypatycznych.

    A to jest strasznie, strasznie smutne. Nie to, że MM nie umie pisać o osobach
    antypatycznych, tylko ża Ewę za taką uważa. Najbardziej nieszczęśliwa,
    najdramatyczniejsza postać Jeżycjady - jest dla jej autorki antypatyczna?
    Nieswojo mi się zrobiło...




    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.
  • onion68 31.03.09, 19:07
    > A to jest strasznie, strasznie smutne. Nie to, że MM nie umie pisać o osobach
    > antypatycznych, tylko ża Ewę za taką uważa. Najbardziej nieszczęśliwa,
    > najdramatyczniejsza postać Jeżycjady - jest dla jej autorki antypatyczna?
    > Nieswojo mi się zrobiło...

    Właśnie. Dla mnie Ewa jest postacią tragiczną, w żadnym razie antypatyczną. W
    końcu ona naprawdę się starała, myślała i wyciągała wnioski, i zmieniała się i
    swój stosunek do otoczenia.
    --
    Pomiędzy niebem a ziemią toczy się walka - walka o życie
    To podróż w słońcu i mroku, w cierpieniu i zachwycie
    Maanam
  • turzyca 20.04.09, 23:40
    A ja mam swoje podejrzenie, dlaczego Ewa jest wg MM postacia antypatyczna.
    Ewa, wspominajac czasy szkolne, mysli o Dmuchawcu, ze jednym spojrzeniem
    przekreslal jej wypracowana piatke i rozmawial z zadowoleniem z jakas
    trojkowiczka. I ja sobie wyobrazam Ewe jako taka sumienna istote, z tendencjami
    do perfekcjonizmu, wrecz nieco nudna, bez polotu i wyobrazni, bez szczegolnego
    poczucia humoru. To ta, ktora bedzie oczekiwac dokladnie podanej listy wymagan,
    a potem w domu kazdy punkt listy porzadnie opracuje, stosujac wczesniej
    wymyslony schemat. Ponumerowane zeszyty, poukladane notatki, olowki pod katem
    prostym do krawedzi biurka. Brak jej w jakis sposob iskierki, jakiejs pasji.
    I jak sie jest rozbujala, utalentowana humanistka, ktora stara sie przemknac po
    nielubianych obszarach, to mozna takich osob nie lubic, bo jak wyrzut sumienia
    przypominaja, ze jak wiele mozna systematyczna praca osiagnac. A ze nie jest to
    osoba, z ktora czlowiek sie umowi na gadany wieczor przy winie (bo znam taka
    pracowita jednostke, ktora jest swietna kompanka, ale Ewa taka nie byla), to
    trudno te jej porzadnosc oswoic i przekonac sie do calej osoby.


    --
    Tak wygląda turzyca. :)
  • nessie-jp 21.04.09, 17:25
    > Ewa, wspominajac czasy szkolne, mysli o Dmuchawcu, ze jednym spojrzeniem
    > przekreslal jej wypracowana piatke i rozmawial z zadowoleniem z jakas
    > trojkowiczka.

    Nawet gorzej -- nie z trójkowiczką, tylko z NIEDBAŁĄ uczennicą, której stawiał
    piątki za całokształt, pomijając takie drobiazgi jak staranne sprawdzanie
    cytatów i źródeł czy zastanawianie się przed napisaniem czegoś.

    I chyba rzeczywiście MM taką niedbałą, roztrzepaną faworytką pana polonisty
    była. Widać to przecież w sposobie, w jaki podchodzi do swojej pracy -- bez
    staranności, bez tego, co nazywamy "researchem", bez próby zgłębienia tła akcji,
    którą opisuje, z beztroskim przywłaszczaniem sobie cudzych dowcipów i anegdot,
    myleniem cytatów, i tak dalej, i tak dalej.

    Oczywiście -- to straszne czepialstwo oczekiwać od tak błyskotliwej uczennicy,
    żeby sprawdziła źródła i nie pisała o tym, o czym nie ma pojęcia. Doskonały
    Polonista, taki Dmuchawiec, na pewno nigdy by tego nie wymagał. :P

    --
    Nie ufaj w wieczory, wstań, zaciągnij story,
    Upiory i harpie, harpie i upiory...
  • slotna 29.03.09, 16:46
    Ja bardzo lubie Brulion. Mnie rzadko cos zewnetrznego przygnebia, wiec ponura atmosfera nie wplywa mi na obraz tej ksiazki. Lubie chlodna Bebe, co sie zakleila i odkleic nie moze, lubie przemadrzalego Kozia, irytujaca niemozebnie Anielke, Damba wloczykija - moze i bym ich nie lubila jako ludzi, ale jako postaci sa wspaniali. Bernard tez mi pasuje. Wlasciwie jedynym zgrzytem w tej ksiazce jest imho ta scena z koszula Bernarda, ale musze przyznac, ze zawsze mnie ona smieszy. Moze mam zly gust ;) Zgrzytem dlatego, ze nie pasuje do calej powaznej szarej chlodnej struktury ksiazki. Przynajmniej ja to tak odczuwam.

    Ale Brulion calosciowo jest super, uwielbiam hiszpanskie stroje Anielli, i scene z koszula Damba tym razem :), i Nutrie (co juz nie jest najlepsza z matematyki) w tle.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • nessie-jp 29.03.09, 17:52
    slotna napisała:

    > Ja bardzo lubie Brulion. Mnie rzadko cos zewnetrznego przygnebia, wiec ponura a
    > tmosfera nie wplywa mi na obraz tej ksiazki.

    Mnie właściwie nie sama ponurość i brzydota przeszkadza, tylko wieczne uczucie
    zażenowania podczas czytania tej książki. Bernard jest żenujący bez przerwy w
    swojej pogardzie dla innych - mniej "wykształconych", nie nadążających za jego
    histerycznym słowotokiem; kłamstwa Anieli też są żenujące, Bebe jest jednym
    wielkim chodzącym zagipsowanym zażenowaniem. Przykrość i zażenowanie budzi scena
    z Lisieckimi, idiotyczne opisy histerii pana Maciołki, nieudany happening ze
    zwiędłym jabłuszkiem w tle.

    Uczucie zażenowania to coś, czego wyjątkowo nie lubię przeżywać podczas czytania
    książek czy oglądania filmu. (Dlatego zresztą bardzo często nie śmieszą mnie
    tzw. komedie obyczajowe, a filmy Warhola omijam jak najszerszym łukiem).

    --
    "Don't put your trust in revolutions. They always come around again. That's why
    they're called revolutions. People die, and nothing changes." -- (Terry
    Pratchett, Night Watch)
  • slotna 29.03.09, 18:31
    > Uczucie zażenowania to coś, czego wyjątkowo nie lubię przeżywać podczas czytani
    > a
    > książek czy oglądania filmu. (Dlatego zresztą bardzo często nie śmieszą mnie
    > tzw. komedie obyczajowe, a filmy Warhola omijam jak najszerszym łukiem).

    Pod tym sie moge podpisac. Tez nie lubie. Tylko widzisz, ta ksiazka mnie nie zenuje. Tak po prostu. Nie odbieram tego w ten sposob.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • nessie-jp 29.03.09, 19:04
    > tzw. komedie obyczajowe, a filmy Warhola omijam jak najszerszym łukiem).

    Boże. Ja mam chyba dzisiaj jakieś zaparcie umysłowe. Filmy Woody'ego Allena,
    rzecz jasna.

    --
    Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
    Borg, they learn... -- Terry Pratchett
  • slotna 29.03.09, 20:03
    Hyhyhy, fakt, ze troche sie zdziwilam, ze az musisz omijac filmy Warhola, bo ja mialam problem wlasnie z dogrzebaniem sie do nich - ale nie wnikalam :)))

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • verdana 29.03.09, 21:52
    Co komu zawinił Woody Allen?? I dlaczego ogladając je odczuwa się
    zazenowanie?
    No, nie rozumiem, nie rozumiem. Rozumiem, ze któś nie lubi Woody
    Allena, ale co to ma wspólnego z zazenowaniem?

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nessie-jp 29.03.09, 22:47
    > No, nie rozumiem, nie rozumiem. Rozumiem, ze któś nie lubi Woody
    > Allena, ale co to ma wspólnego z zazenowaniem?

    Bo filmy z jego udziałem często zawierają liczne sceny, w których bohater cierpi
    z zażenowania, jest przedmiotem kpin. Mnie sprawia niemal fizyczną przykrość
    oglądanie takich rzeczy, nie znoszę tego. Sam Allen nic mi nie zawinił, po
    prostu JA nie lubię takiego sposobu przedstawiania rzeczywistości.

    --
    Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
    Borg, they learn... -- Terry Pratchett
  • berek_76 25.11.09, 11:07
    > > No, nie rozumiem, nie rozumiem. Rozumiem, ze któś nie lubi Woody
    > > Allena, ale co to ma wspólnego z zazenowaniem?
    >
    > Bo filmy z jego udziałem często zawierają liczne sceny, w których bohater cierp
    > i
    > z zażenowania, jest przedmiotem kpin. Mnie sprawia niemal fizyczną przykrość
    > oglądanie takich rzeczy, nie znoszę tego.

    Ja też. Czuję się fatalnie, czytając czy oglądając takie sceny.

    -----------------------
    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

    You've got to kick a little
  • slotna 29.03.09, 23:22
    A ja rozumiem (chociaz sama Allena lubie) - w jego filmach jest mnostwo takich niezrecznosci, sytuacji kiedy bohaterowie robia z siebie glupkow, zachowuja sie nie na miejscu, takie tam. Ale to mi nie przeszkadza, bo jakos potrafie sie przestawic na te konwencje.

    Nie znosze natomiast takich sytuacji w "powaznych" filmach, kiedy bohater zostaje osmieszony, robi cos wyjatkowo glupiego. Mnie to fizycznie wrecz boli, sama odczuwam wstyd takiego biedaka.

    Z tego samego powodu nie cierpie glupawych komedyjek opartych na takich akcjach - w tym wypadku utozsamiam sie raczej z aktorami, ze musieli robic te wszystkie debilizmy.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ding_yun 29.03.09, 23:34
    Choć Brulion lubię to ogólnie też nie przepadam za filmami w których bohater
    jest obiektem kpin i stanowi to motyw przewodni. Podobnie jak nie znoszę wprost
    komedii pomyłek - no co ja mam zrobić, irytuje mnie to jak nie wiem i wcale nie
    śmieszy.
    --
    Zawisnę wzrokiem na twych ustach, chcesz?
  • nessie-jp 29.03.09, 23:45
    ding_yun napisała:

    Ding, właśnie sobie uświadomiłam, że twoja sygnaturka ("Zawisnę wzrokiem...") to
    jedna z najlepszych kwestii Jeżycjady, a pochodzi z tak nielubianego przeze mnie
    Brulionu... :D

    --
    Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
    Borg, they learn... -- Terry Pratchett
  • slotna 30.03.09, 16:26
    Moze mieli trudna sytuacje finansowa :))

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • wushum 30.03.09, 17:08
    Nie bardzo rozumiem, co znowuż złego zrobił Woody Allen? Mnie się
    podoba, że potrafi zakpić sam z siebie i nie jest 2 metrowym
    blondynem o figurze sportowca - czy wszyscy muszą być doskonali?
    Jeśli tak, to chyba Święta Gabryjela jest idealna. Zero poczucia
    humoru, chodzący ideał, wysoka i łupie w tego kosza... znaczy łupała
    kiedyś.
  • nessie-jp 30.03.09, 17:18
    wushum napisała:

    > Nie bardzo rozumiem, co znowuż złego zrobił Woody Allen?

    O Jezus Maria, nie irytujcie mnie dzisiaj!

    Czy naprawdę jest jakiś odgórny przepis, że wszystkim musi się wszystko podobać?
    MNIE SIE NIE PODOBA! NO NIE ZACHWYCA! Nie zachwyca, nie lubię, mam prawo.
    Przecież to nie umniejsza twojego prawa, żeby cię zachwycało. Czy wszyscy muszą
    kochać Allena?

    Naprawdę, tyle ludzi go uwielbia, że chyba ja jedna jedyna mam prawo sobie
    pozwolić na tę odrobinę niechęci? Krzywdy mu tym nie zrobię? Przecież nawet nie
    wie, że go nie lubię, że mnie nie śmieszy, więc na czym polega problem?

    Ciekawe, dlaczego nikt się tak nie bulwersuje, jak piszę, że nie lubię
    Krasińskiego?

    --
    "Don't put your trust in revolutions. They always come around again. That's why
    they're called revolutions. People die, and nothing changes." -- (Terry
    Pratchett, Night Watch)
  • nessie-jp 30.03.09, 17:21
    A w ogóle, to przepraszam za krzyki. Chyba mam dziś zespół napięcia. Uogólnionego :(

    Może to ta zmiana czasu...

    (Ale Allena i tak nie lubię)

    --
    ADMIN - Antypatyczny Dreczyciel Masowo Indoktrynowanych Niewiniatek (furtive_kitten)
  • slotna 30.03.09, 17:45
    Mozesz, mozesz, nie lub go sobie na zdrowie - bedzie wiecej dla mnie ;) Ja to sie sama sobie dziwie, ze go lubie, ha! Wiec twoja niechec rozumiem doskonale. A powiedz mi... dlaczego Krasinskiego nie? :P

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • nessie-jp 30.03.09, 19:29
    > powiedz mi... dlaczego Krasinskiego nie? :P

    Boże, nie pamiętam... :)

    Został mi jakiś uraz z młodości, pamiętam, że zawsze mnie szokowało zaliczanie
    tego średniego w sumie (warsztatowo) poety do grona "wielkich". Jaki on tam był
    wielki? Nieboska Komedia też w sumie taka histeryczno-narodowa. Dla mnie
    wieszczem i poetą to był Norwid, a nie jakiś blady maminsynek Krasiński... :)

    Nie lubię też Miłosza. Proszę, możecie mnie zabić. Jak Bobcia.


    --
    "Don't put your trust in revolutions. They always come around again. That's why
    they're called revolutions. People die, and nothing changes." -- (Terry
    Pratchett, Night Watch)
  • wushum 30.03.09, 20:43
    Nie musisz krzyczeć.
    Ja po prostu zapytałam.
    Ale już nie będę.
  • wushum 30.03.09, 20:46
    W ogóle nic nie będę.
  • kaliope3 30.03.09, 21:00
    Wushum,Wushum-to żarty! Nessie sama napisała że nie wie czemu krzyczy i w ogóle
    to nie jest jakieś specjalnie poważne czy coś.Nie uciekaj do czarnej dziury,błagam!
  • onion68 30.03.09, 21:02
    Dołączam do prośby Kaliope :-)
    --
    Pomiędzy niebem a ziemią toczy się walka - walka o życie
    To podróż w słońcu i mroku, w cierpieniu i zachwycie
    Maanam
  • nessie-jp 30.03.09, 23:45
    wushum napisała:

    > W ogóle nic nie będę.

    Nie gniewaj się, proszę. Naprawdę mi przykro. Jestem dziś cały dzień drażliwa.
    Nie miałam zamiaru cię urazić. Zawrzasnęłam sobie, poburczałam pod nosem, ale
    nie chciałam być przykra... :(

    --
    Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
    Borg, they learn... -- Terry Pratchett
  • wushum 31.03.09, 17:52
    To ja, Jarząbek. Nie gniewam się, po prostu jestem zmęczona, nie mam
    cierpliwości do wszelakich burczeń, bo nie dość, że rozmemłany
    remont, to jeszcze atmosfera jak zastygła galareta, z nagłymi
    erupcjami /w moją stronę/. Słowem, mam dość. A czeka mnie jeszcze
    seria dalszych "przyjemności".
  • nessie-jp 31.03.09, 20:05
    > remont, to jeszcze atmosfera jak zastygła galareta, z nagłymi
    > erupcjami /w moją stronę/.

    Ja już nie będę eruptować. Przysięgam!

    --
    Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
    Borg, they learn... -- Terry Pratchett
  • slotna 31.03.09, 13:48
    Nie-boska jakas dziwna byla, wiec nie wnikalam, ale niektore wierszydla bardzo mi sie podobaja pod wzgledem stylu. Takie mroczne i lodowe, nie wyciuckane romantycznie. Milosza tez nie lubie. A juz Szymborskiej to nie znosze po prostu. I Pilipiuka :D

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • jhbsk 31.03.09, 14:28
    nessie-jp napisała:

    >
    > Nie lubię też Miłosza. Proszę, możecie mnie zabić. Jak Bobcia.

    Ja Miłosza kompletnie nie rozumiem. Nie przemawia do mnie i już.
    --
    JS
  • ssssen 31.03.09, 11:12
    Nie "łupie", tylko "rąbie". "Zabójczo rąbie w kosza" ;)
  • wushum 31.03.09, 17:39
    Łupie czy rąbie jest mi obecnie wszystko jedno, bo kolanko do
    umywalki nie pasuje, czy jak zwał tę część, którą rodzicom sprzedali
    nie taką jak trzeba. Stanowczo nie mam nastroju do niczego poza
    nagłym wyjazdrem do Alzacji, Australii, czy gdzieś...
    Pozdrawiam
  • meduza7 22.04.09, 15:13
    Nessie, ujęłaś w słowa to, co sama dawno czułam, a nie umiałam nazwać.
    Zażenowanie! To jest właśnie to, co każe mi nieraz aż wychodzić z pokoju, kiedy
    czuję, że bohater filmu zaraz zaliczy jakąś wtopę. Dzięki!
    --
    kura z biura
    notatki na marginesie
    Piękne Miśki
  • iskrzy_54 30.12.16, 14:45
    tzw. komedie obyczajowe, a filmy Warhola omijam jak najszerszym łukiem).
    Dziwne, ale od razu przyszła mi do głowy odpowiedź "a ja uwielbiam filmy Allena" - dopiero później zauważyłam Twoje przejęzyczenie. BTW mam mieszane uczucia w stosunku do DBB. Nie mogę się odnieść do portretowania rzeczywistości schyłku PRL (nie było mnie tam), mam różne obrazy z różnych źródeł. W DBB nie lubię: zmiany osobowości Anieli - nie tak ją sobie wyobrażałam po latach, Bernarda - rozumiem kitelek i guziczki (aczkolwiek niekoniecznie popieram - tudzież widzę niekonsekwencję - stanie na paluszkach w obcej wannie vs. przechodzony kitelek i żywność w brodzie), ale jego wystąpienie w szkole odbieram jako kompletnie idiotyczne i faktycznie żenujące. Poczułam się też oszukana w kwestii Lisieckich - wiem, że scenariusz z nimi jako bandziorami jest bardziej realistyczny, ale do kroćset! zawsze czytałam Jeżycjadę "ku pokrzepieniu...) a nie, aby się dołować (niezależnie co na temat czasownika dołować sądzi upiorny Ignac). A w ogóle to mam sentyment do tej książki, ponieważ była to ostatnia książka z cyklu, którą kupiłam dla mojej Przyjaciółki. Scena z BB i koszulą Damba - piękna.
  • bupu 30.12.16, 19:31
    iskrzy_54 napisała:

    i
    > otyczne i faktycznie żenujące. Poczułam się też oszukana w kwestii Lisieckich -
    > wiem, że scenariusz z nimi jako bandziorami jest bardziej realistyczny, ale do
    > kroćset! zawsze czytałam Jeżycjadę "ku pokrzepieniu...) a nie, aby się dołować

    Pozwolę sobie wystąpić w obronie Lisieckich. W IS byli rozwydrzeni i zaniedbani wychowawczo, niewątpliwie, ale nawet biorąc pod uwagę dręczenie Lucypera, nie byli potworami. Przypominam uprzejmie, że to byli chłopcy w wieku wczesnoszkolnym, w którym z empatią jeszcze bywa różnie a pod czuprynami różne świetlane pomysły się lęgną. Nawet z nieobecnym ojcem i lekceważącą matką mieli szanse wyrosnąć na całkiem normalnych obywateli.

    Właściwie, jak się tak dobrze zastanowić, to Lisieccy byli chyba bardziej zadbanymi dziećmi niż progenitura Borejkówien. A nikt jakoś nie twierdzi, że z Laury koniecznie musiała wyrosnąć przestępczyni, skoro w podstawówce świsnęła składki. Albo, że najbardziej prawdopodobny scenariusz dla Józia, to zostanie karkiem, krojącym w ciemnych ulicach frajerów, z komórek i portfeli.

    Tymczasem taki Józwa wałęsa się po ulicach tak samo jak Lisieccy swego czasu, a może i nawet ma tego dozoru mniej. Ojciec śpi, matka ma go w nosie, dziadek z babcią uważają za ósmy cud świata i głaszczą po główce, nawet, gdy tłucze kuzyna. I nikt mu nie koryguje powziętego w dziecięctwie przekonania, że piącha jest najlepszym rozwiązaniem wszystkich problemów. No i co, ktoś uważa za najprowdopodobniejszą ścieżkę jego kariery przestępczość?

    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • iskrzy_54 30.12.16, 22:16
    Pozwolę sobie wystąpić w obronie Lisieckich. W IS byli rozwydrzeni i zaniedbani wychowawczo, niewątpliwie, ale nawet biorąc pod uwagę dręczenie Lucypera, nie byli potworami. Przypominam uprzejmie, że to byli chłopcy w wieku wczesnoszkolnym, w którym z empatią jeszcze bywa różnie a pod czuprynami różne świetlane pomysły się lęgną. Nawet z nieobecnym ojcem i lekceważącą matką mieli szanse wyrosnąć na całkiem normalnych obywateli.
    To tym bardziej nie pojmuję , czy MM nie mogła wymyślić jakiegoś innego bandyty do terroryzowania Gustawka?
  • ateh7 30.03.09, 21:43
    Ja "Brulion" i lubie i nie lubię. Troche to zależy od nastroju.
    Generalnie lubię Bebe, mimo, że nie czyta się o niej przyjemnie bo
    jest jakaś taka ściśnięta w środku. Z drugiej strony rozumiem to bo
    sama kiedyś taka byłam. Lubię Gustawka/Konradka, do Damba i Bernarda
    nie mam przekonania. Acha i lubię Aniellę.

    Rewelacyjne są dla mnie scenki z wpisami do brulionu i limerykami,
    scena z tonącym Mucykiem i scena, w której Aniella mówi Krystianowi
    że nie chce z nim być. Nie przepadam natomiast za sceną w szkole, z
    bluzką Bernarda (żenujące).

    Ta książka ma ciężką atmosferę, jest strasznie przytłaczająca
    momentami. Pamiętam, ze gdy czytałam BBB po raz pierwszy, jako
    licealistka, to nie mogłam zrozumieć skąd taki negatywny obraz
    szkoły, ja w moim liceum czułam się bardzo dobrze, mimo nawału nauki
    i wymagających nauczycieli.

    Relacja Bebe - Kozio jest dla mnie przykra w odbiorze i tak naprawdę
    nie sądzę, żeby wiele się między nimi zmieniło później.

    A Bebe zawsze mi się kojarzyła z kozą od Mickiewicza, jeszcze ten
    Kozio potęguje to wrażenie, alem w młodości myslała, że to celowo
    zastosowana aluzja :)
  • ding_yun 31.03.09, 18:08
    Jeśli chodzi o BBB jakoś nie mogę zrozumieć zachwytu nad Dambem. Owszem, podobał
    mi się jak byłam młodsza. Ale od jakiegoś czasu już tego tak nie odbieram. Nie
    chcę chłopaka źle oceniać, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby zachowywał się
    wobec Bebe tak samo, gdyby była niezbyt ładna. Już zresztą ktoś tu kiedyś o tym
    pisał. Co, tak przyszedł do nich do domu i natychmiast ogarnął mądrym wzrokiem
    całą sytuację, przejrzał Bebe na wylot i zrozumiał, że pod tą skorupką kryje się
    to, o czym marzy? Zresztą Bebe przez całą książkę nie mówi mu w zasadzie nic
    znaczącego, nic co mogłoby zbudować jego uczucie do niej. Może pamiętna scena z
    koszulą, ale trudno by na tym oprzeć miłość. Poza tym Dambo mi wygląda na
    nieuleczalnego lekkoducha. Wiem, że miał być ukazany jako ten pozytywny, który
    przeciwstawia się panującej szarzyźnie i walczy z systemem, ale nie mogę oprzeć
    się subiektywnemu wrażeniu, że taki Dambo mógłby przez całe życie niszczyć
    system, jaki by on nie był. Wiem, że potem wyrósł na dyrektora szkoły, ale ja
    mówię o tym jak się przedstawiał w BBB - dla mnie właśnie jako taki Piotruś Pan.
    To mówiła ding_yun, największa sztywniara kraju i okolic :P
    --
    Zawisnę wzrokiem na twych ustach, chcesz?
  • anutek115 31.03.09, 18:30
    ding_yun napisała: ale jakoś nie wydaje mi się, żeby zachowywał się
    > wobec Bebe tak samo, gdyby była niezbyt ładna. Już zresztą ktoś tu kiedyś o tym
    > pisał.

    Ja żem pisała, ja! Pewnie nie tylko, ale aż się zacytuję: "No i uważam, uparcie,
    że Dambo też był zainteresowany jej cielesnością. Że gdyby
    nie ta cielesność, toby mu źródełka w głowie nie były. Owszem, może znalazł na
    Bebe lepszy sposób (był otóż nachalny - ja w wieku Bebe uciekałabym przed nim na
    koniec świata, czulabym się osaczona), może jej się po prostu spodobał, bardziej
    niż kolega ze spływu ;-), ale nie wierzę, że był jedyny taki głęboki,
    doszukujący się duszy i potencjałów umysłowych w pięknym ciele. Nie od początku,
    w każdym razie. A czy w ogóle by zaczął, gdyby nie uroda Bebe... może i tak
    (Jeżycjada jest pełna takich przypadków ;-)), ale nie wywoływałby (u mnie
    przynajmniej) wrażenia, że to o tę urode głównie chodzi (jest w BBB też kawałek
    o świetnych nogach, co się nie zmieniają z wiekiem. Jak na faceta, co głęboko w
    oczy patrzył i o źródełkach nawijał, zadziwiająco dużo nasz Dambo widział... w
    nie najbliższej okolicy...) ".

    I jeszcze : "Tymczasem opis
    Bebe idzie w zasadzie wyłącznie w kierunku podkreslania jej walorów
    zewnętrznych... no i tu ten Dambo ze źródełkami i labiryntami (o, znów ta
    zgryźliwość, czujecie? Ale się robię wredna na starość) jednak wywołuje we mnie
    ironiczny usmieszek... "

    I jeszcze zgadzam się z tobą, Ding_you, co do charakterystyki Damba. Mnie by on
    spłoszył. A jakbym była pewniejsza siebie, niemożebnie zirytował. Zjawia sie
    facet i wstawia głodne kawałki, no jak ja tego nie cierpię!!!!

    Ale, jak tak się w siebie wgłębię, to ja Damba nigdy tak naprawde nie lubiłam. I
    ta miłosna historia odrobinę mi przypomina historię Pyzy i Fryca, w sensie
    "pojawił się facet i wziął sobie kobietę", niespecjalnie ją o zdanie pytając.
    Energicznie się do sprawy zabrał, to i za nim poszła. jakby był mniej
    energiczny, może do tej pory tkwiłaby w swojej gipsowej skorupce...

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.
  • nessie-jp 31.03.09, 20:06
    > Jeśli chodzi o BBB jakoś nie mogę zrozumieć
    > zachwytu nad Dambem.

    Dla mnie jest jedną z nielicznych w tej książce postaci jako-tako sympatycznych.
    Nie w odniesieniu do Bebe, której wstawia głodne kawałki, a ona leci na te
    źródełka i labirynty i kwiaty jabłoni. W odniesieniu do Kozia, którym się
    przejmuje i z którym próbuje nawiązać kontakt.

    No i jeszcze Burczykowscy są sympatyczni. O.

    --
    Every procedure for getting a cat to take a pill works fine -- once. Like the
    Borg, they learn... -- Terry Pratchett
  • wushum 03.04.09, 20:05
    Witam.
    Otrzepałam się z tynku i przychodzę posmędzić.
    To prawda, Dambo jako bohater książkowy, może być, gdybym takiego spotkała w
    rzeczywistości...hm. Kiedy słyszę takie teksty typu "a pani czemu taka
    smutna/poważna/tajemnicza", czy te z gatunku "oczy", staję się jak kostka lodu i
    to złośliwa kostka. Albo udaję miłą i podaję pomylone dane np inny numer
    telefonu, czy mail.
    Nie wiem, czy jednak Dambo nie jest w BBB jedynym statecznym i odpowiedzialnym,
    w porównaniu z Bernardem, Aniellą, Józefiną co spłynęła w siną dal, czy
    nieporadnym rodzeństwem.
    Nieco przesadnie świetlista z niego postać, ale wybaczam, bo lubię włóczące się
    postacie, jeszcze z czasów, gdy dziecięciem byłam.
    Co do wątku "miłosnego" - przecież to typowy "ideał" - czyli oni rozumieją się
    bez słów, bo mają wrażenie, jakby znali się od dawna, on zna ją, ona, tak na
    prawdę, też zna jego, jak sobie te sznurki popuści:) wiedzą, że o sobie myślą,
    wiedzą co o sobie myślą...rozumicie wicie - nieprawda:)
    I już.
  • turzyca 20.04.09, 23:48
    A mi sie z Dambem kojarzy kolega z roku o imieniu na A. Fizycznie, uszy, twarz,
    ale tez te jego koszule w krate i gitara. I A. ma w sobie cos takiego, ze jakby
    "przyszedl i wzial sobie kobiete", to ja, normalnie rogata i niepokorna,
    poszlabym za nim jak koza na rzez. No ma w sobie cos takiego, ze sie opanowac
    nie moge. Mimo ze jest niebiesko-szarooki, a ja jasnych oczu nie cierpie. Pewnie
    jakby mi zaserwowal jakis banal podrywkowy, to bym lyknela. Na szczescie nie byl
    zainteresowany, bo na jego czesc moglabym popelnic dowolna glupote. ;) I dobrze
    sie z nim milczy. I swietnie gada. I w ogole...
    Tak wiec od paru lat jak siegam po Brulion to sobie wyobrazam jako Damba A. i
    wszystko mi sie zgadza.

    --
    Tak wygląda turzyca. :)
  • onion68 21.04.09, 16:48
    > poszlabym za nim jak koza na rzez. No ma w sobie cos takiego, ze sie opanowac
    > nie moge. Mimo ze jest niebiesko-szarooki, a ja jasnych oczu nie cierpie.

    Feromony, panie tego :-)
    --
    A ja też nie od macochy i mnie kura zadnią nogą spod płotu nie wygrzebała... J.
    Chmielewska
  • emka7 17.01.10, 20:58
    A ja uwielbiam Bebe, obok Nutrii to moja ulubiona bohaterka. Przecież ona za tym
    pancerzem ukrywa ogromną wrażliwość i delikatność. Rozumiem jej stosunek do
    Anieli, bo wg mnie to ona jest najbardziej drażniącą bohaterką Jeżycjady. Bede i
    Aniela to dwie zupełnie różne osobowości - ale jak widać obie silne, bo
    dochodziło do tarć.
  • marslo55 18.01.10, 10:40
    emka7:
    "Rozumiem jej stosunek do Anieli, bo wg mnie to ona jest najbardziej
    drażniącą bohaterką Jeżycjady."
    To bardzo ciekawe, bo gros piszących tutaj dowodzi, że najbardziej
    drażniącym bohaterem jest Bernard, przy czym miałby on jakoby
    całkiem nie pasować do Anielli...
  • ananke666 21.08.10, 01:55
    > To bardzo ciekawe, bo gros piszących tutaj dowodzi, że najbardziej
    > drażniącym bohaterem jest Bernard, przy czym miałby on jakoby
    > całkiem nie pasować do Anielli...

    Zdziwiona, a? Dwie różne osoby mogą być jednako wkurzające, każda na swój
    oryginalny i sobie jeno właściwy sposób...
    --
    Tupecik
  • black-apple 21.08.10, 14:13
    Mimo wszystko Bernard jest dla mnie gorszym ze swoim nachalnym stylem bycia i
    przekonaniem o tym, że wszyscy w nabożnym podziwie będą ustawiać się rządkami
    przed nim i spijać mu słowa z dzióbka niż apodyktyczna i mająca zapędy do
    fantazjowania Aniela.

    A bliźniacy im się nad wyraz udali. Dwa potworki.
  • senseeko 21.04.09, 17:27
    nessie-jp napisała:

    > Zdążyłam już zapomnieć, jak bardzo. I pomyśleć, że kiedyś lekką ręką
    > zaliczałam toto do "starej Jeżycjady"! Już nawet Zaby i inne Polewki są
    > sympatyczniejsze, niż odrażające rodzeństwo Bitnerów.
    >
    > Powiem wam szczerze, że na miejscu Anieli huknęłabym drzwiami i poszukała
    > sobie innego lokum po pierwszym dniu w towarzystwie tej upiornej,
    > antypatycznej parki, która wyżywa się na bogu ducha winnej Kłamczusze za to,
    > że mają upiorną, antypatyczną, egotyczną i głupią matkę.
    >
    > Brr! Aż mną wstrząsa, jak czytam nabrzmiałe pretensjami akapity, jak to Aniela
    > "miała czelność" wcale-nie-uniżenie położyć swoje rzeczy na łóżku Józefiny i
    > podłożyć sobie pod głowę jej jasiek!
    >
    > Kozio jest po prostu upiorny, a Bebe to gorsza kopia Ewy Jedwabińskiej --
    > równie zamknięta w sobie, ale budząca znacznie mniej współczucia i życzliwości
    > czytelnika. Ewa przede wszystkim była postacią żywą, a Bezradna Bebe Błe...
    > toż to chodzące truchło :/
    >
    > Przepraszam, że tak wylewam i jątrzę i się nurzam, ale naprawdę sama się
    > zdziwiłam, jak bardzo antypatyczni są ci bohaterowie. Oprócz Damazego w całej
    > tej książce nie ma chyba ani jednej postaci, którą dałoby się polubić!

    Ja brulion czytałam raz, może dwa. Pamiętam że były tam sceny bardzo śmieszne (nie pamiętam jakie) pamiętam też, że nigdy nie byłam w stanie polubić Kozia (swoja drogą co to za idiotyczne miano "Kozio") Bebe była jakaś taka właśnie blada i bezpłciowa, dobrze że chociaż ładna i miałam nadzieję, że obcowanie z pełnokrwistym Dambem trochę zycia w nią wleje (nie żebym pałała jakąś specjalną sympatią do Damba, ale jak dla Bebe (też idiotyczne miano) to może sobie być)
    Ale Kłamczucha w Brulionie była fajna. Zwłaszcza (jeśli dobrze pamiętam) chodząca boso w deszczu. I dla niej, oraz owych śmiesznych scenek (zwłaszcza dla Pieroga) warto było Brulion przeczytać.
    A tfu! Kozia meee nie polubię i już
    --
    A co mi tam! Też sobie wstawię smoki do sygnaturki!
    http://dragcave.net/image/AM7S.gifhttp://dragcave.net/image/MqqV.gif
    Który ładniejszy? (Klikanie w gify przyspiesza proces rozwoju smoków.)
  • wushum 21.04.09, 19:23
    Swoją drogą MM ma manię na pkcie Mickiewicza /do pary z Mozartem:)/ nie dość że
    biedna Bebe jak koza, to Kozio jak... też koza. /Pomijam, że Konradek/ Gustawek/.
    Kłamczucha, o ile pamiętam, z gołą stopą chadzała w słoneczną pogodę, zaś w
    deszczu /nie-boso/ brodzili Dambo i Bernard.
  • nessie-jp 21.04.09, 20:31
    > Ale Kłamczucha w Brulionie była fajna.

    Owszem -- Kłamczucha w Brulionie była jedyną żywą, normalną postacią. Ona jedna
    wypaliła Bernardowi wprost, że jego demonstracja jest po prostu do bani i
    dlatego nie wypali, ona jedna nie nurza się w nihilizmie, tylko metaforycznie
    tarza w stokrotkach wskutek fałszywego uczucia zakochania, ona jedna -
    paradoksalnie - nie udaje kogoś, kim nie jest, czyli jakiejś świętoszki
    zbawiającej świat i kochającej wszystkich bliźnich.

    --
    Nie ufaj w wieczory, wstań, zaciągnij story,
    Upiory i harpie, harpie i upiory...
  • wushum 21.04.09, 21:00
    O przepraszam, A. początkowo udaje miłą ciotuchnę dla dzieciaczków Józefiny,
    potem jest sobą, czyli nadal udaje, że adoptowała B i K, a jednocześnie udaje
    sama przed sobą, że należy do żółwii /wie, że tak nie jest, ale chce pozostać
    ślepa na instynkt kobiecy, czy jaki tam bądź/.
  • andrzej585858 23.04.09, 22:25
    nessie-jp napisała:

    > > Ale Kłamczucha w Brulionie była fajna.
    >
    > Owszem -- Kłamczucha w Brulionie była jedyną żywą, normalną postacią. Ona jedna
    e - nie udaje kogoś, kim nie jest, czyli jakiejś świętoszki
    > zbawiającej świat i kochającej wszystkich bliźnich.

    Czy była fajna z tą swoją egoistyczną pozą to jest dość wątpliwa kwestia choć
    w momencie gdy musiała ponieść konsekwencje swoich kłamstw - tutaj była wspaniała.
    Ja natomiast mam problem z pozą świętoszki - czy wszystkie osoby które uważają
    ze w jakiś sposób to co robią sluży jednak zbawieniu świata i przynajmniej
    chcących kochać wszystkich bliżnich można określić tym mianem?
    Tak się zadumałem nad tym określeniem - tak łatwo nim szafujemy - właśnie chyba
    na tym polega siła twórczości MM że pokazuje być może w nieco na pierwszy rzut
    oka mało realistycznych postaciach pewne jednak bardzo uniwersalne prawdy.
    Wydaje mi się że tak naprawde czasem obok nas żyją osoby które są żywą
    ilustracją tych wszystkich norm i zasad które chciała i chce przekazywać MM
    tylko po prostu ich nie dostrzegamy albo tez obdarzamy je tym jakże pośpiesznym
    określeniem - świętoszkowate.
    Mia.łem kiedyś wielki zaszczyt poznać dwie wielkie postacie o. Piotra
    Rostworowskiego - przeora kamedułów i o Zelazka - werbistę opiekuna trędowatych
    w Indiach - postacie jakby które z powodzeniem mogłyby zostać nawet bohaterami
    Jezycjady - kochające wszystkich bliżnich właśnie - no cóż można ironicznie
    powiedzieć ze zawodowo niejako musiały ich kochać - ale czy naprawdę nie ma
    wokół nas zwykłych ludzi tych szarych którzy jednak potrafią kochać bliżnich?
    Pompatyczne? - być może. Ale wraz z upływem lat a mam ich juz co nieco wydaje
    mi się że siła Jezycjady jest własnie naiwność jej bohaterów i pewnego rodzaju
    ich nierealność.
    Choć nawiasem mówiąc trudno lubić seniora Ignacego B. i wnuka Ignacego G. a ich
    ciągoty detektywistyczne.
    Czasem warto zaś kochać wszystkich bliżnich choć jest to cholernie trudne czasem

  • nessie-jp 24.04.09, 17:04
    > Ja natomiast mam problem z pozą świętoszki - czy wszystkie osoby które uważają
    > ze w jakiś sposób to co robią sluży jednak zbawieniu świata i przynajmniej
    > chcących kochać wszystkich bliżnich można określić tym mianem?

    Ja użyłam tego słowa dość konkretnie w odniesieniu do Bernarda, Damba, Bebe i
    Kozia -- jako przeciwstawionych tej okropnej, egoistycznej, egocentrycznej,
    myślącej o sobie Anieli. Broń Boże nie mówię o ludziach, którzy ROBIĄ coś dla
    innych -- mówię o ludziach, którzy dużo mówią o robieniu.

    Dambo prowadzi długotrwałe rozmowy o honorze, godności i zbawieniu świata, ale w
    gruncie rzeczy na gadaniu się kończy -- nic mądrego ani pożytecznego chłopak nie
    robi, poza podrywaniem Bebe.

    Kozio jest wielce honorowy i boleje nad utratą godności (co jest oczywiste), ale
    to nie przeszkadza mu wyłudzać pieniędzy od koleżanek i unikać oddawania.
    "Zamierzał" oddać -- rzecz jasna -- tylko że nie oddał, a zamiast sprawę
    wyjaśnić, ucieka przed dziećmi, od których pożyczał.

    W tekście "Brulionu" jest też taka kąśliwa uwaga pod adresem Anieli, która
    stwierdza, że lubi chodzić do kościoła na mszę dla artystów i ogólnie ludzi ze
    swojego światka -- że ci inni, nieartyści, to też bliźni. Tyle tylko, że zarówno
    Bernard, jak i Dambo i Bebe traktują tych swoich mało artystycznych bliźnich z
    głęboką pogardą i drwiną (mała Izabela, pani Sznytek, nieszczęsny Pieróg nawet).

    Aniela jest egoistyczna kłamczucha, ale przynajmniej nie jest świętojebliwa,
    przepraszam za wyrażenie. Nie opowiada farmazonów o bliźnich i godności, nie
    traktuje Krystiana jak kretyna, bo ten nie nadąża za histerycznymi monologami
    Bernarda; z Izabelą też potrafi załatwić sprawę krótko i rzeczowo, nie
    naśmiewając się z dziewczynki ani nie traktując jej jak idiotki.

    Z dwojga złego wolę już uczciwego kłamcę i egoistę :) niż hipokrytę-filozofa
    nadającego na falach długich o szacunku dla ludzkości przy jednoczesnym
    manifestowaniu pogardy dla poszczególnych jej przedstawicieli.

    --
    Odwróć się od szyby, rozmawiaj na migi,
    strzygi i widziadła, widziadła i strzygi...
  • wushum 24.04.09, 20:43
    Ja bym się tu zastanawiała, czy to Ci "artyści" typu Bernard, Dambo, Bebe
    traktują owych "też bliźnich" jak upośledzony gatunek, czy jest to po prostu,
    kwestia /jak w przypadku Laury itp/ opisu pochodzącego od autorki /MM/. To - dla
    mnie - jest jak z miło dławiącą się Gabrysią, czy buntowniczo jedzącą kisiel
    Laurą. Czy Izabella ma jakiekolwiek szanse? Nie. Izabella chociażby z racji że
    ma Wuja /wiadomo gdzie/ już nie może być inteligentną, bystrą i umiejącą się
    wypowiedzieć poprawnie, porażającą urodą /pozytywnie/ dziewczynką. Tutaj szanse
    mają tylko Borejkówny, albo już znane nam postacie, ale oczywista, nie wszystkie.
    Pani Sznytek musi być kretynką, bo tak jest opisana. Szkoda, bo niezła tragiczna
    postać by z niej była.
    Ja będę bronić uparcie Bernarda, mimo, że bywa obrzydliwy. Owszem, próby są
    nieudolne - większość tego, co robi Bernard jest nieudolne - od chęci obrony
    Kozia, przez peanneu /czy jak się to pisze/ które wymalował na ścianie, po
    fanfaronadę i chodzenie na rzęsach po linie przed Anielką. I właśnie dla tego
    jest bardzo "ludzkim" bohaterem, a na dodatek, jednak, nieudolnie, ale coś robi.
    Wolę to, niż przewracanie oczami, że się człowiek tylko wygłupi.
    Jak już spadać to z wysokiego konia, zamiast nic nie robić.
    Swoją drogą może minimalnie dotarło cokolwiek do ludzi pod wiatą, już na końcu,
    kiedy panowie przyszli po Bernarda. Nie była to doskonała akcja, gdzie tłum
    włącza się entuzjastycznie - nie, bo takie jest życie.
    Swoją drogą lubię te opisy beznadziei - szczególnie ten straszny dzień Bernarda,
    kiedy widzi jakie dno namalował, a potem czyta koszmarną gazetę. Łączę ten opis
    z jeszcze dwoma które lubię /również beznadzieja/ - mianowicie opis z Noelki,
    kiedy Grzegorz zostaje sam w domu i czuje czarną dziurę, oraz z Polewki - opisy
    z obserwacji starego Schoppa:)
    I się dziwię potem, że doła mam:)
  • wushum 24.04.09, 21:10
    Ostatnio uznałam, że gdybym to ja spotkała Damba, byłabym bardziej mroźna od
    Bebe. Jakiś czas temu jechałam pociągiem. Obok nowojorskie małżeństwo z 2 dzieci
    /mąż i żona wyglądali jak kopie Woodego Allena/, a naprzeciw mnie facet
    wpatrujący się we mnie jak w kość. Wiedziałam, że chce zagadać, kombinowałam,
    żeby udaremnić. Oczywiście kiedy przestałam kryć się w wagonie Wars i wróciłam
    pełna obaw, niestety znalazł temat. Był bardzo bezpośredni i otwarty, a kiedy,
    żeby mi coś udowodnić, położył swoją gazetę na moich kolanach, poczułam chęć
    dania mu w gębę. Dobrze, że dalej tylko gadał, inaczej na prawdę nie wiem, co by
    się działo. Myślałam, że lubię bezpośrednich ludzi, a tu poczułam, że zwierz
    budzi się we mnie dziki. Chyba bardziej przeraziłam się siebie, niż jego
    namolności i traktowania mnie jak swoją /jego/ własność.
    Skończyło się moją migreną /gadał bite 2 godziny bez chwili ciszy/. Ach i te
    teksty o oczach, hehe, teraz mi się przypomniało, że też gadał o oczach...słowem
    właśnie zrozumiałam, że jestem bardziej nieczuła niż Bebe - kość lodowa:]
    A jeszcze kilka dni temu, powiedziałabym, że Dambo budził moją sympatię:)
  • lezbobimbo 26.04.09, 04:44
    Wushum, czemu nie zalozylas mu kajdanek lub kaganca na ten gadajacy dziób :)
  • wushum 26.04.09, 21:18
    Po 1 nie zdążyłabym przykuć go do mijającego za oknem słupa - refleks, jako taki
    mam, ale nie aż tak:)

    Po 2 akcesoriów takowych nie wożę ze sobą /a nawet nie posiadam/.
    Po 3 - zdrowe chłopisko, wysportowane było /dłonie jak bochny chleba, sporty
    ekstremalne/. Tu raczej trzeba podstępem jakimś.
    Ps.: Swoją drogą trzeba uważać co się myśli, bo niedawno wpadła mi idea
    "otwartego" faceta, który do mnie zagada w pociągu...brrr...
  • lezbobimbo 26.04.09, 05:02
    nessie-jp napisała:
    > Kozio jest wielce honorowy i boleje nad utratą godności (co jest >oczywiste), ale
    > to nie przeszkadza mu wyłudzać pieniędzy od koleżanek i unikać oddawania.
    > "Zamierzał" oddać -- rzecz jasna -- tylko że nie oddał, a zamiast sprawę
    > wyjaśnić, ucieka przed dziećmi, od których pożyczał.

    Mysle, ze akurat Kozia mozemy potraktowac nieco ulgowo. Jest nieznosny i
    snobistyczny, ale jest tez malym dzieckiem wyslanym na kolonie, gdzie zamiast
    wakacji ma koszmarek w postaci 2 wyrostków, którzy go fizycznie zniewazaja,
    groza mu i wyludzaja i których boi sie sama jego ukochana, dorosla
    wychowawczyni. Kto by nie pozyczal forsy w takiej sytuacji, niech pierwszy rzuci
    w Wallenrodka kamieniem ;)
    Za to owszem, MM nalezy sie chlosta pokrzywami (zdrowo:) za naigrawanie sie z
    Izabeli.. a wiadomo przeciez, ze ahtystom juz od dziecka sie wybacza
    nieoddawanie forsy.

    >tylko, że zarówn>o> Bernard, jak i Dambo i Bebe traktują tych swoich >mało
    artystycznych bliźnich z
    > głęboką pogardą i drwiną

    Snobistyczny brudas Bernard i wpatrzony w niego Dambo owszem, traktuja bliznich
    jako drobnomieszczan o ciasnych umyslach, jesli smieja miec cos tak obrzydliwego
    i dulskiego jak pralke w piwnicy (chyba ze sa ladne, drobnomieszczanki, nie
    pralki:). Bebe natomiast nie traktuje nie-artystów z pogarda, bo sama sie nie
    czuje w zadnym razie artystka. Jak sama stwierdza, nie ma zadnej pasji czy
    zainteresowan oprócz ksiazek (najwyrazniej samych humanistycznych, bo na nauki
    scisle jest obojetna, za to wie, o jakich jambach i anapestach jej prawi Dambo).
    Nie chadza tez na artystyczne msze dla freaków ;PPP tylko na zwykle, pobozne
    rano. Artystów to nawet i troche podziwia - tak jak Józefine czy Kozia czy
    wygadanego Bernarda - ale wlasciwie nie czuje z nimi kontaktu. Nie czuje tez
    kontaktu z reszta ludzi, a niechecia obdarza osoby akurat sie nawijajace, n.p.
    Anielle.

    > Aniela jest egoistyczna kłamczucha, ale przynajmniej nie jest świętojebliwa,>
    przepraszam za wyrażenie.

    Zgadzam sie co do Twych odczuc! :) Na czym zreszta polega jej egoizm? Na dbaniu
    o cialo aerobikiem i muesli? :)

    --
    "Krolik profanuje groby. Wyciaga trumny i kradnie lancuszki." - by klymenystra :)
  • nessie-jp 26.04.09, 22:22
    > Mysle, ze akurat Kozia mozemy potraktowac nieco ulgowo. Jest nieznosny i
    > snobistyczny, ale jest tez malym dzieckiem wyslanym na kolonie, gdzie zamiast
    > wakacji ma koszmarek w postaci 2 wyrostków,

    Owszem, ale zauważ, że Kozia dręczy tylko fakt, że stchórzył i płacił Lisieckim
    -- w ogóle nie ubolewa nad tym, że zrobił z Izabeli (i innych dziewczynek)
    idiotkę. Ba, on jej nawet nie przeprasza ani nic nie wyjaśnia! Bo niby po co...

    --
    Nie ufaj w wieczory, wstań, zaciągnij story,
    Upiory i harpie, harpie i upiory...
  • truscaveczka 27.04.09, 09:27
    No a ukrywanie się przed "wielbicielkami" to wcale-a-wcale nie jest tchórzostwo.
    Czy ja wspominałam, ze najbardziej żywiołowo z całej Jeżycjady nie znoszę
    Wallenrodka?
    --
    "Nie zgadzam się z tobą, ale nie było moim celem zrobienie ci przykrości." /by
    Idomeneo/
    http://trus.m-bit.pl/pict/strawberries-banner.jpg
  • kaasia_13 24.04.09, 22:16
    nie wszystkie postacie musza byc sympatyczne, madre, mile itp. ja podziwiam MM za to ze potrafi stwozyc tak rozne postacie z odmiennymi charakterami. jast to napewno trodne przy pisaniu calej jezycjady.

    mnie samej ta czesc nie podobala sie najbardziej ale do Bebe i Konrada nic nie mam ;]
  • lezbobimbo 26.04.09, 04:41
    kaasia_13 napisała:
    > nie wszystkie postacie musza byc sympatyczne, madre, mile itp. ja podziwiam MM
    > za to ze potrafi stwozyc tak rozne postacie z odmiennymi charakterami. jast to
    > napewno trodne przy pisaniu calej jezycjady.

    Masz kobieto poczucie humoru :-) To lubie!

    --
    testing: http://www.sesja.neostrada.pl/image014.gif
  • spendoria 02.06.09, 20:54
    Dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry! Przyszłam na obiadek.
    No nie mogłam się oprzeć - wybaczcie proszę (od lat i niezmiennie wielbię Genowefę).

    Niniejszym wyłażę z krzaczorów i przyznaję się bez bicia do regularnego od paru miesięcy siedzenia w tychże krzakach i podczytywanie forum.
    Dzisiaj wpadł mi w oko ten wątek no i ... bum.

    BBB wzbudzał i we mnie bardzo różne uczucia. Duszna atmosfera tego tomu, tamtej szkoły (zaczynałam wtedy liceum i było w nim równie strasznie), bród, smród i beznadzieja. Z drugiej strony sam brulion - zeszyt z limerykami zawsze mnie rozbrajał. Ale szczytem wszystkiego był Bernard. Ratunku. Nie cierpię tego faceta organicznie. Więcej - ja znam takiego Bernarda i czytając BBB czułam jak mi włosy dęba stają.
    Właściwie od BBB straciłam wcześniejsze bezkrytyczne uwielbienie dla Jeżycjady.

    Witam się zatem radośnie, choć jednak ciut nieśmiało - wszak grono zacne, nieprawdaż - potrząsając nie-dzielną grzywką.

    Spendoria (wielbicielka i opiekunka czarnej koty Melanii)
  • szprota 02.06.09, 21:09
    Dzień dobry, witaj nam, witaj!
    Obiadku wprawdzie nie ma, ale za to witamy Cię radośnie teleskopem w kształcie
    myszki i opium w kształcie rosołu.
    Cieszę się, że opuściłaś krzaczki :)
    --
    My, Szprota, musimy trzymać się razem!
  • miau78 02.06.09, 23:01
    Dzień dobry, cześć i czołem!
    --
    BYKOM stop
    *
    KNT
  • lezbobimbo 03.06.09, 14:46
    Witaj nam, ach witaj, Spendorio droga! Hey big spender - spend some time with us!
    Rozgosc sie, pisz z nami, poczestuj sie zupa ziemniaczana Floryda oraz pozwol
    sie umaic wiencem powitalnych jelitek z lisciem Bobciowym, a takze poczestuj sie
    siorbatka z suszymyszy :)))
    Dzieki za podzielenie sie wrazeniami co do metnego bulionu, pardon, brulionu!

    --
    W Polsce zyje tylko 90 niedzwiedzi! Pomóz polskim Miszkom!
  • spendoria 09.06.09, 14:21
    Bardzo dziękuję za powitanie :)
    Czuję, że umajona jelitkiem i nakarmiona Floridą będę sie
    prezentowac bardzo wytwornie:)))

    spendoria
  • wushum 11.06.09, 14:34
    Och! Witam witam!
    Obsypuję makiem, tudzież myszem w proszku niczym konfetti:D
    Pod stopy ścielę żołnierzyki, coby radośnie chrzęściły pod Twą czcigodną stopą!
  • piotr7777 14.06.09, 11:47
    Jak to się mogło stać, że do momentu starcia z Pierogiem Bernard był
    w stanie zakamuflować fakt, że ma na sobie damską bluzkę. W końcu
    męskie ubrania mają guziki po prawej a damskie po lewej stronie
    (swoją droga to dyskryminuje leworęcznych).
  • ananke666 14.06.09, 15:08
    Ona nie miała zapięcia. W ogóle nie rozumiem, jak można ją było wobec tego wziąć
    za część męskiej garderoby...
    --
    Tupecik
  • lezbobimbo 15.06.09, 00:40
    Ja w ogole podziwiam Bernarda, ze udalo mu sie tak zawiazac gumeczke na owych
    balonach, ze nie zmienily sie w 4 balony :)
  • szprota 14.06.09, 17:58
    Ja tam nigdy nie zwracam uwagi na to, czy coś się zapina na "męską" bądź
    "damską" stronę.
    --
    Dlaczego uwazasz, ze zarowka automatycznie zaczyna kwiczec w obecnosci
    nieboszczyka? © Lezbobimbo
  • anutek115 15.06.09, 10:06
    szprota napisała:

    > Ja tam nigdy nie zwracam uwagi na to, czy coś się zapina na "męską" bądź
    > "damską" stronę.

    Szprotuś, piątkę przybij! Ja też nie odróżniam. nawet jak na sobie coś mam i
    musze zapiąć inaczej to mi nie wadzi, a patrząc na kogoś/odziez na wystawie w
    ogóle bym nie zauważyła, że ma guziki po jakiejś stronie, co nie powinna ;-).

    Co nie zmienia, oczywiscie, faktu, że bluzeczka Bernarda wkładała się przez
    głowę i też nie wiem, jak mógł on przeoczyć fakt, że nie jest to bluzeczka męska
    ;-))).

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.
  • mankencja 15.06.09, 11:12
    znawca mody to on nie byl :)

    poza tym moj tata kupil sobie kiedys taka meska obszerna koszule wkladana przez
    glowe, bo chcial sie przebrac za hippisa
    --
    kot
    deviantart
  • anutek115 15.06.09, 11:27
    NIe, no pewnie, że istnieją części garderoby męskiej wkładane przez głowę
    (pulowery, golfy, koszulki polo, koszulę a la hippis mój mąż też posiada ;-)),
    ale Bernard zobaczył bluzeczkę w sklepowym oknie, potem ja w sklepie obejrzał i
    dopiero w domu przy odziewaniu się odkrył pomieszczenia na biust? To cos więcej
    niz nieznajomość mody. To albo kolosalna krótkowzroczność, albo kolejna z tych
    rzeczy, która miesci się w wyobraźni ;-D.

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.
  • dakota77 15.06.09, 13:27
    Ja tez nie zwracam na taka rzecz uwagi, bo po co? A z bluzka Bernarda racja,
    ciezko bylo nie zauwazyc roznicy:)
    --
    dakotascatsandclothes.blogspot.com
  • ginestra 15.07.09, 23:05
    Nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się, że Bernard świadomie kupił damską
    bluzkę, bo to była jedyna biała bluzka w jego rozmiarze, a w sklepach były
    wówczas ogromne braki z zaopatrzeniem. Stwierdził, że potrzebuje eleganckiej, a
    więc białej bluzki na wywiadówkę i ta była jedyna. Nie przeszkadzało mu, że
    damska, bo wykombinował podwiązanie gumką. Nie jestem pewna tego, ale coś
    takiego mi pozostało w głowie po lekturze Brulionu.

    A tak w ogóle to bardzo fajny wątek, a ja też bardzo lubię Brulion. :)
  • anutek115 15.07.09, 23:10
    Nie, Ginestro, ja to sprawdziłam przed moim poprzednim wpisem - on ja obejrzał w
    sklepie, nabył, a potem w domu odkrył pomieszczenia na biust. Jakim cudem w
    domu, nie pytaj ;-). I dopiero wtedy wykombinował gumkę. Faktycznie nie
    przeszkadzało mu, że damska, chociaż sprzedawczyni go uprzedzała, ale biustonosz
    wykrył dopiero w domowych pieleszach.

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • agrippinilla 16.07.09, 00:44
    i uznał, że rozmiar jest odpowiedni. Kolor biały, niedostępny wśród koszul
    męskich, był decydującym czynnikiem zakupu. Koszula miała być biała i nobliwa,
    damska czy męska, wsio rawno ;-))
  • anutek115 16.07.09, 09:49
    agrippinilla napisała:

    > i uznał, że rozmiar jest odpowiedni. Kolor biały, niedostępny wśród koszul
    > męskich, był decydującym czynnikiem zakupu. Koszula miała być biała i nobliwa,
    > damska czy męska, wsio rawno ;-))

    "- nie - odrzekła mu ona (ekspedientka) - białych nie ma.

    A ponieważ Bernard upierał się nadal, że to, co wisi w oknie stanowi przedmiot
    jego marzeń, ekspedientka wyjasniła mu, że rzecz, która tam dostrzegł, jest
    bluzką damską z elanobawełny.
    - Cóż, proszę pokazać - zażądał Bernard stanowczo i ująwszy wręczoną mu sztukę
    odzieży, PRZYJRZAŁ SIĘ JEJ DOKŁADNIE."

    Sprawdziłam ponownie, gdyż zwątpiłam, czy dobrze pamiętam - ujrzawszy rzecz na
    manekinie w oknie Barnard mógł istotnie tego i owego nie dostrzec. Będę się
    wszakże upierać, że jeśli po wzięciu rzeczy w ręce i przyjrzeniu sie jej juz w
    sklepie dopiero w domu zauważył dowody "żeńskosci" odzienia, coś z jego
    percepcją rzeczywistości jest bardzo nie teges ;-).


    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • ginestra 16.07.09, 23:38
    Dziękuję Wam dziewczyny, zwłaszcza Tobie Anutku za cytat! :)))

    Jednak Bernard na bardzo ekscentryczną postać wyszedł przy tym zakupie, bo żeby
    nie zauważyć miejsca na biust i to przy takim rozmiarze! Naprawdę jego percepcja
    jest wysoce artystyczna. :)

    Swoją drogą naprawdę trudno mi jest sobie wyobrazić Bernarda zarówno ubranego w
    misternie podwiązaną bluzkę damską, jak i w scenie z Pierogiem kiedy ten pusty
    biust eksploduje. : D Ale staram się tę wyobraźnię jednak uruchomić. :)
  • lezbobimbo 17.07.09, 00:04
    Po pierwsze to ja chcialam zapytac, czy rzeczywiscie w owych dzikich czasach
    istnialy tego typu bluzki dla Walkirii z wbudowanym pancerzem na biust? Olsni
    mnie ktos? Bo nie wiem, czy MM rzeczywiscie ujrzala cos takiego w sklepie i
    stworzyla na tego fiszbinu kanwie cala historie o Bernardzie z piersiami
    godzacymi w Piroga?

    A po drugie, przyjmujac, ze bluzka miala owe pancerze, to nie rozumiem nadal,
    jak Bernard za pomoca cienkiej gumeczki sprawil, ze owe pancerze magicznie sie
    splaszczyly.
    Zazwyczaj jak obwiazac taki dajmy na to biustonosz czy kostium kapielowy z
    wbudowanym pancerzem czyms cienkim, nicia czy gumka, to nie splaszcza miseczek,
    tylko je przepolawia, tworzac tzw. quadro-boobs, czyli poczworne piersi ;PPPPP
    I tu mi dopiero rusza gnusna wyobraznia :D
    Wydaje mi sie, ze Bernard musialby uzyc czegos w rodzaju gumki na szelki, aby
    rzeczywiscie splaszczyc te miseczki :)

    --
    Jesli niszczysz zywa Przyrode, podkopujesz wlasna egzystencje, bowiem Ona nas
    zywi, leczy i podtrzymuje nasz odbyt.
  • alitzja 17.07.09, 10:54
    Może on tę bluzeczkę owszem, dokładnie obejrzał, ale... od tyłu? I
    dopiero w domu ją odwrócił przodem do przodu? Trochę to naciągane,
    ale jedyne chyba wytłumaczenie.
    Swoją drogą, też mi się wydaje, że to musiała być baaaardzo szeroka
    gumka, żeby przycisnąć balony do klaty.
    --
    "Jestem teraz jak wypalony fajerwerk, ale przynajmniej byłem
    fajerwerkiem" (Robert Frobisher)
  • paszczakowna1 17.07.09, 11:24
    > Po pierwsze to ja chcialam zapytac, czy rzeczywiscie w owych dzikich czasach
    > istnialy tego typu bluzki dla Walkirii z wbudowanym pancerzem na biust?

    Ja to zdarzenie interpretuję w ten sposób, że bluzka nie miała wbudowanego
    biustonosza (tego Bernard nie mógłby nie zauważyć, a i gumka by nie pomogła),
    ale była skrojona w ten sposób, że miała z przodu sporo miejsca na biust,
    niewypełnionego w przypadku Bernarda. Oglądając bluzkę w stanie luźnym,
    faktycznie mógł na to nie zwrócić uwagi.

    Tyle, że by osiągnąc opisany efekt po pęknieciu gumki, bluzka musiała być dość
    sztywna.
  • anutek115 17.07.09, 22:47
    Lezbobimbo napisała:

    >>Po pierwsze to ja chcialam zapytac, czy rzeczywiscie w owych dzikich czasach
    istnialy tego typu bluzki dla Walkirii z wbudowanym pancerzem na biust?

    Och, Lezbobimbo, ona nadal istnieją :-)). Niekoniecznie dla Walkirii, ale dla
    odób o normalnej budowie widziałam na własne oczy. A np. stroje kąpielowe z
    wbudowanymi miseczkami (wiem, wiem, że to nie całkiem to samo) sama noszę, dla
    złudzenia, że cos tam w miejscu biustu w ogóle mam...

    paszczakowna1 napisała:

    > > Po pierwsze to ja chcialam zapytac, czy rzeczywiscie w owych dzikich czas
    > ach
    > > istnialy tego typu bluzki dla Walkirii z wbudowanym pancerzem na biust?
    >
    > Ja to zdarzenie interpretuję w ten sposób, że bluzka nie miała wbudowanego
    > biustonosza (tego Bernard nie mógłby nie zauważyć, a i gumka by nie pomogła),
    > ale była skrojona w ten sposób, że miała z przodu sporo miejsca na biust,
    > niewypełnionego w przypadku Bernarda. Oglądając bluzkę w stanie luźnym,
    > faktycznie mógł na to nie zwrócić uwagi.
    >
    > Tyle, że by osiągnąc opisany efekt po pęknieciu gumki, bluzka musiała być dość
    > sztywna.

    Nie wydaje mi się, by bluzka bez wbudowanych pojemników na biust sie rozwinęła
    tak imponująco...

    Swoją drogą, jak słusznie zauważyła Lezbobimbo, przewiązanie pojemników gumką
    musiałoby spowodować powstanie "poczwórnego biustu", która to wizja natychmiast
    skojarzyła mi się z takim odcinkiem "Wilka i zająca" (wiem, wiem! Offtop!),
    którego akcja toczy się na plaży, a jedną z plażowiczek jest świnka w poszóstnym
    biustonoszu... Ktoś pamięta?

    --
    When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep -- not
    screaming, like the passengers in his car.

    anutek115.gallery.ru/
  • kadanka 18.07.09, 22:57
    kiedys uwazalam ze brulion jest najslabszy, ale teraz po latach mam
    straszny sentyment do tej ksiazki. po 1sze dzieje sie w 89 roku.
    mialam wtedy 7 lat wiec kurcze najlepsze wspomnienia z dziecinstwa:)
    w ksiazce co chwila pojawiaja sie odniesienia do tamtej
    rzeczywistosci. kolejki, kryzys, moda tamtych lat, braki w sklepach.
    postac bebe moze i antypatyczna ale o niebo lepiej napisana niz cale
    tabuny nowych postaci w nastepnych ksiazkach.
  • the_dzidka 04.11.09, 14:22
    > skojarzyła mi się z takim odcinkiem "Wilka i zająca" (wiem, wiem!
    Offtop!),
    > którego akcja toczy się na plaży, a jedną z plażowiczek jest
    świnka w poszóstny
    > m
    > biustonoszu... Ktoś pamięta?

    Dopiero teraz doczytałam... jasne, pamiętam, dostałam wtedy histerii
    ze śmiechu :)
    --
    Dzidka
  • senseeko 03.11.09, 15:24
    ...i muszę powiedzieć, że mi się spodobał. Na poczatku bylo trochę nudno, ale potem całkiem mądrze. Kozia nie znosiłam nigdy, ale jego wątek jest doskonale poprowadzony, zwłaszcza od sceny gdy wyznaje Bebe co mu sie przytrafilo na koloniach.
    Ale najdoskonalsza scena to rozmowa Bernarda i Anielli w kuchni podczas robienia jajecznicy ze szczypiorkiem bez szczypiorku.
    Ryczałam ze śmiechu, usiłując to sobie wyobrazić i "wysłyszeć" Zresztą analogiczna scena (Aniella zrywa z dentystą, Bernard w tle) równie przednia.
    Tak więc choc znalazlam parę wpadek (vide "Wpadki") i parę rzeczy w ktore nie wierzę, to jednak BBB odhaczam na plus. Za końcówkę.
    (i nie mam tu na mysli sceny dworcowej, to tylko była wisienka na torcie)
    --
    Poklikacie?http://dragcave.net/image/ttLJ.gifhttp://dragcave.net/image/0sS2.gifhttp://dragcave.net/image/Xc94.gifhttp://dragcave.net/image/jAsT.gifhttp://dragcave.net/image/vI1B.gifhttp://dragcave.net/image/em8J.gifhttp://dragcave.net/image/CD3k.gifhttp://dragcave.net/image/hpoC.gifhttp://dragcave.net/image/CajX.gifhttp://dragcave.net/image/rMgM.gif
  • rudzik85 04.11.09, 18:48
    Też lubię Brulion (może dlatego, że też czasem jestem
    zagipsowana???). Nie przepadam za ślicznymi, łzawymi historyjkami- a
    taki BBB nie jest (no, może poza tym pociągiem- tu pani MM chyba nie
    miała pomysłu jak zakończyć...). Pełnokrwista Aniella, trudne
    relacje międzyludzkie, doskonałe osadzenie w czasie. To lubię,
    rzekłam, to lubię :)
    Mogę nawet w cichości przyznać, że lubię tego upiornego Bernarda-
    długo zastanawiałam się, dlaczego mnie w BBB jakoś specjalnie nie
    irytuje, a w "Imieninach" aż zgrzytam zębami. Myślałam....i
    wymyśliłam. Rzecz kluczowa- długość wypowiedzi. Zwróćcie uwagę jak
    koszmarnie długi jest słowotok Bernarda i braci Ż w póżniejszych
    tomach- jest ciężkostrawny i jako słuchacz zgubiłabym wątek gdzieś
    na początku. A w BBB wypowiedzi Bernarda są przeważnie jedno-
    kilkuzdaniowe- rzec można- esencjonalne- i mnie śmieszą i pasują.

    Scena z bluzeczka- mężczyżni nie zauważyliby tak subtelnego
    szczegółu jak zaszywka (z tej prostej przyczyny, że ich ubrania tego
    nie maja- i o istnieniu takowej nie zwyczajnie nie wiedzą )zwłaszcza
    w stanie sflaczałym, po zdjeciu z manekina. A na manekinie bluzka
    tylko Bernardowi mignęła. Inna sprawa, ze półgoły, owłosiony Bernard
    z wysmarowanym sercem mnie żenuje (a fuuuuj)
  • senseeko 04.11.09, 20:18
    rudzik85 napisała:


    > Mogę nawet w cichości przyznać, że lubię tego upiornego Bernarda-

    Tak, ja kiedy czytałam BBB po raz pierwszy, bardzo Bernarda polubiłam i w następnych tomach patrzyłam na niego przez pryzmat tego polubienia.
    Potem po naczytaniu się forum MM trochę mi się odwidziało, zaczęłam mu sie przyglądać krytyczniej, choć nadal mam dla niego mnóstwo sympatii, byle... na odległość ;)
    Teraz po ponownej lekturze BBB znów stwierdziłam, że to ciekawy gość, choć nadal uważam, że przy bliższym kontakcie mógłby byc męczący i podtrzymuję zdanie, ze z Aniellą doskonale do siebie pasują (wbrew temu, co się sugeruje na forum).
    Tym razem czytając BBB patrzyłam na Bernarda krytyczniej, bo nie był to dla mnie nowy osobnik, znałam go z kolejnych tomów i wiedziałam do czego jest zdolny. Scena z bluzką mnie nie zniesmaczyła choć nadal nie potrafię sobie wyobrazić w jaki sposób on użył tej gumki (ktoś wie?) bardziej mnie niesmaczyło "tykanie" Pieroga przez Bernarda. Pieróg, jaki jest, każdy widzi, ale to nie usprawiedliwia obcego człowieka do takich zachowań.
    W ogóle zachowanie Bernarda 1.IX w szkole było co najmniej dziwne i zaczęłam się, czytając to, zastanawiać czy Bernard nie jest przypadkiem lekko upośledzony umysłowo.
    Ale może ma tylko zespół Aspergera, lub coś podobnego?
    Tylko to może tłumaczyć tę dziwną odzywkę do pierwszy raz w życiu widzianego Pieroga "zawisnę wzrokiem na twych ustach, chcesz?" tudzież inne zachowania Bernarda.
    I musze się jeszcze przyznać bez bicia, że parsknęłam śmiechem, wprawdzie nie w momencie gdy Bernard zerwał z siebie koszulę, ale później, gdy o tym opowiadał w domu Bebe i cały czas utrzymywał, że nie był goły - to dla mnie niebywale śmieszny dialog. Plus owo serce, ono również zaczęło mnie śmieszyć już w domu Bebe.


    > długo zastanawiałam się, dlaczego mnie w BBB jakoś specjalnie nie
    > irytuje, a w "Imieninach" aż zgrzytam zębami. Myślałam....i
    > wymyśliłam. Rzecz kluczowa- długość wypowiedzi.

    Chyba masz rację. Ja właśnie zaczęłam Imieniny (tez po długiej przerwie) Na razie Bernarda było mało, ale faktycznie był męczący. Choć ja się raczej męczyłam zmęczeniem osób którym towarzyszył (w drodze na PKP po Nutrię). To sie dało odczuć i tu plus dla MM


    --
    Poklikacie?http://dragcave.net/image/uHIk.gifhttp://dragcave.net/image/0vWd.gifhttp://dragcave.net/image/lQ6B.gifhttp://dragcave.net/image/ttLJ.gifhttp://dragcave.net/image/Xc94.gifhttp://dragcave.net/image/jAsT.gifhttp://dragcave.net/image/vI1B.gifhttp://dragcave.net/image/cvrE.gifhttp://dragcave.net/image/CD3k.gifhttp://dragcave.net/image/hpoC.gifhttp://dragcave.net/image/CajX.gif
  • marslo55 06.11.09, 16:53
    senseeko:
    "Ale może ma tylko zespół Aspergera, lub coś podobnego?"
    Ktoś tu już sugerował, że syndrom Aspergera ma Grzegorz. Epidemia
    czy co...
    Z drugiej strony - to by tłumaczyło, czemu Bernard marnie się
    dogaduyje z Grzegorzem. Ale moim zdaniem na Aspergera jest o wiele
    zbyt ekstrawertyczny, jowialny, radosny i towarzyski.
  • jottka 14.11.09, 13:23
    o ile dobrze kojarzę, to aspergeryk w ogóle nie potrzebuje kontaktów z ludźmi,
    ten zespół to m.in. ostre odchyły socjopatyczne, bernard z maniackim pożądaniem
    akceptacji kompletnie tu nie pasuje.

    poza tym pani mm chciała zapewne ukazać artystę osobnego, zabawnego w swych
    niektórych zachowaniach, które jednakowoż dodatkowo podkreślają jego
    oryginalność. w "bb" koncepcja się jeszcze w miarę trzyma, w dalszych tomach
    mamy już karykaturę, ale to jest imho źle napisane, a nie dowodzi jakichś
    głębszych ujęć postaci bernarda:)
  • juleg 29.11.09, 15:46
    Uwielbiam Brulion! Jedna z najlepszych książek i zawsze przenoszę się w ciepłe
    wakacje, przypominam sobie własne obozy, zapach lata i swoje rozgrzane osiedle:-)
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/7u22yx8d5m2vbqt6.png

    http://www.pomoz-amelce.pl/
  • wawak1 22.11.09, 22:17
    Mnie też przed laty książka się nie podobała. Ten ogólny opis beznadziei,
    powszechna emigracja, ten kabotyn Bernard, to okropne liceum, to istne wcielenie
    zła Pieróg, ci Lisieccy z których autorka zrobiła jednowymiarowych małych
    bandytów, Aniela, która nie przypominała Kłamczuchy, papierowy dentysta,
    koszmarny happening z wykrzykiwaniem po niemiecku z dachu przystanku,
    nieśmieszne limeryki - to wszystko przed laty mnie odrzucało.

    Jednak gdy nie tak dawno przeczytałem ponownie BBB, książka mnie zachwyciła.
    Jakie to napięcie między Dambo a Bebe jest prawdziwe! I te postacie, pełnej
    zahamowań Bebe, nieprzystosowanego Dambo, małego skomplikowanego Kozia,
    pogubionej Anieli, młodzieży z problemami wprost wyskakują z kart książki. Ten
    opis dusznego i smrodliwego lata w końcówce lat 80. jest świetny, wprost
    przeniósł mnie 20 lat wstecz. Komentarz odautorski był mocniejszy niż w
    pozostałych książkach, ale mi to nie przeszkadzało. Nawet bełkot Bernarda tak
    nie drażnił.

    Jak to czas zmienia postrzeganie :) BBB to znakomity dokument czasów w których
    powstawał.
  • maryboo 25.08.10, 13:10
    A ja "Brulion..." uwielbiam, to moja najukochańsza część Jeżycjady.
    Lubię Bebe - taką prawdziwą w tym swoim zamknięciu na świat i nieśmiałości. Sama
    niedawno byłam bardzo podobna, jeśli chodzi o kontakt z innymi ludźmi,
    otworzyłam się właściwie dopiero pod koniec liceum. Wiem więc, jakie to ciężkie
    - chcieć wyciągnąć do kogoś rękę i jednocześnie bać się wyśmiania czy odrzucenia.
    Lubię Damba, który po Marku jest moim męskim faworytem w serii.
    Lubię Bernarda, który mimo wszystkich wad jest dobrym, ciepłym człowiekiem o
    wielkim sercu. W dodatku "Brulion..." to chyba jedyna cześć, w której Żeromski
    jest przedstawiony w miarę normalnie - marzyciel i fajtłapa, ale człowiek z krwi
    i kości. Co z nim MM zrobiła od "Imienin" w dół, to ludzkie pojęcie przechodzi -
    to już nie jest mężczyzna, tylko jakaś karykatura, istniejąca po to, żeby
    wciskać się znajomym na chama do malucha i wygłaszać bezsensowne monologi na mostku.
    no i strasznie, strasznie lubię zakończenie książki - może tandetne i
    hollywoodzkie, ale jakie urocze i romantyczne ;)
  • ssssen 31.10.16, 13:16
    Twój post to albo prowokacja, albo dowód na bardzo powierzchowne zrozumienie treści tej książki.
  • tt-tka 31.10.16, 13:23
    ssssen napisał:

    > Twój post to albo prowokacja, albo dowód na bardzo powierzchowne zrozumienie tr
    > eści tej książki.


    gdybys tak jeszcze zaznaczyl, do kogo/czego sie odnosisz...
  • srebrny_lisek 15.01.17, 11:23
    Rodzeństwo zachowuje się źle, ale u takich dzieciuchów jest to zrozumiałe. W samym Brulionie przeszkadza mi dziwny, sztuczny wajb wyczuwalny w narracji i pretensjonalności przekazu. Przerobienie małych Lisieckich na tępych zwyrodnialców obieram jako pierwsze podrygi MMowej mściwości na nielubianych postaciach. :D
  • fornitta69 28.01.17, 12:45
    Lisieccy zwyrodnialcy to efekt ich genow I tego jak bylI wychowywani a nie msciwosci MM.
  • verdana 28.01.17, 14:26
    Jakich genów? A wychowani byli ot, tak sobie. Nie przez mafioza i prostytutkę.
  • fornitta69 28.01.17, 14:30
    Takich genow,ze ich mama nie widziala niczego zlego w dreczeniu psa. Musieli po niej odziedziczyc wrazliwosc...
  • bupu 28.01.17, 15:48
    fornitta69 napisała:

    > Takich genow,ze ich mama nie widziala niczego zlego w dreczeniu psa. Musieli po
    > niej odziedziczyc wrazliwosc...

    Empatia nie jest wrodzona, trzeba się jej nauczyć, więc geny tu nic nie mają do rzeczy, to raz. Dwa, że od malowania psa na zielono, do zostania bandziorem droga jest dluga i kręta. Lisieccy w IS są w takim wieku, że jeszcze potrzebują uczenia zarówno empatii, jak i zasad moralnych. Innymi słowy mogą z nich ciągle wyrosnąć jednostki normalne, a nie margines. Jakoś Józin, mimo, że od lat najmłodszych maltretował swojego kuzyna (a nikt mu nigdy nie powiedział, że to źle), jednak nie kroi ludzi z kasy i komórek w ciemnych jeżyckich zaułkach.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • fornitta69 28.01.17, 15:56
    Ale jak sie urodzisz psychopata to cie nikt empatii nie nauczy- nie bedziesz jej odczuwac I kropka. Czy psychopatia moze byc dziedziczna?? Bo tak mi sie zdaje,ale moze zle mi sie zdaje. A jezeli nie bylI psychopatami-kto ich mial nauczyc empatii? Matka? Ida z panem Paszkietem probowali,ale pewnie chlopcom sie znudzilo I przestaLi przychodzic... Nie mowie,ze musieLi skonczyc jako bandziory,ale bylo to realne.
  • tt-tka 28.01.17, 16:27
    Boru, jaki psychopata ? Oni wlasnie cwicza empatie, podziekowanie dla Idy uwzglednialo jej kompleksy :), a jak przedtem dokuczali, to tez dobrze obliczyli, co zaboli.
    Nie wiemy, czy chlopcom sie znudzilo (do swietlicy w OwR chodza), czy znudzilo sie Idzie, Krzysiowi i reszcie slomianych spolecznikow.
    Nie, zdecydowana wiekszosc dzieci z rodzin takich jak Lisieccy NIE zostaje bandziorami.
  • tt-tka 28.01.17, 16:28
    Przy okazji, bo nie rozumiem - starszy Lisiecki w IS ma dziewiec lat. Do BBB mija kolejne dziesiec. To on na kolonie pojechal jako 19-latek ???
  • fornitta69 28.01.17, 16:33
    Ale psychopaci dobrze wiedza jak sprawic przykrosc/przyjemnosc, to nie jest tak,ze nie rozumieja cudzych emocji. Mlodziezy sie moglo znudzic,panu Paszkietowi niby tez,ale on byl samotny I go cieszyly te dzieciaki,dlatego obstawiam,ze to jednak Lisieccy sobie odpuscili. A z jakich rodzina dzieciaki zostaja bandziorami? Tylko z bandyckich? Zaniedbania wychowawcze to juz pikus?
  • tt-tka 28.01.17, 16:44
    Nie, niekiedy rowniez z tych uznawanych za bardzo dobre.
    Psychopata sprawia przykrosc badz odwrotnie we wlasnym interesie, tu chlopcvy ewidentnie chcieli odwdzieczyc sie Idzie. Bez widokow na dalsze korzysci. Ludzkie uczucia nie byly im obce i potrzeba tych uczuc do i od innych tez nie.
    Czemu omijasz sprawe swietlicy ? Lisieccy tam chodza. O panu Paszkiecie (niemlody byl, mogl umrzec, stracic sily) i wychowawczych zapedach towarzystwa od szwungszajby wiecej ni widu, ni slychu. Dlatego obstawiam, ze to raczej nie Lisieckim sie znudzilo.
  • fornitta69 28.01.17, 16:53
    No chodza do swietlicy,cos muszą robic po szkole ;) Moze tam jest dla nich ciekawiej niz u p. Paszkieta,a moze faktycznie staruszek stracil sily-tego nie wiemy,tylko gdybac mozemy. No ok, masz racje, maja ludzkie uczucia,wdziecznosc w obec Idy nie byla po cos. Ale widac zle instynkty w nich wziely gore,bo nie mial ich kto wychowac. Matke mieli okropna. Wystarczylo,ze wpadlI w zle towarzystwo I dalej juz samo poszlo.
  • tt-tka 28.01.17, 17:02
    Co znaczy "wpadli w zle towarzystwo" ? Jak przemocowiec Jozinek, wychowywany przez stado stoikow ? Wspolnie ze wszystkimi be-gimnazjalistami cwiczacy kuzyna ?
    Dzieci, poza borejczymi oczywiscie, podlegaja innym wplywom niz tylko rodzicielskie. Lisieccy poza matka (nb nie bandziorka, mam wrazenie) mieli ojca, klase szkolna, swietlice. Na dobra sprawe nie wiemy, jak sie potoczyly ich losy.
    Bo, daruj, w 19-latka jako koloniste szkolnego nie wierze. Tez dlatego, ze kolonie byly dla dzieci do lat 15, mlodziez podstawowkowa. Dla starszej byly organizowane inne formy wypoczynku o d r e b n i e.
    Predzej uwierze w to, ze MM byly potrzebni dreczyciele Konradka, a w calym Poznaniu nie ma nikogo poza kims, kto juz sie zetknal z Borejkami.
  • fornitta69 28.01.17, 17:10
    Normalnie-wpadlI w zle towarzystwo. SpotkaLi lobozow,ktorzy I'm zaimponowali I sie z nimI zakumplowali. Mogli ich spotkac w klasie, na swietlicy,na podworku. O ich ojcu nic nie wiemy,o mate wiemy tyle,ze choc nie jest bandziorka to dzieci nie wychowuje,tylko hoduje. Aaa- w 19 latka na koloniach z dziecmi tez nie wierze,za to w Lisieckich bandziorow wierze jak najbardziej.
  • fornitta69 28.01.17, 17:12
    Nie umiem pisac na tym urzadzeniu,przepraszam za bledy :(
  • bupu 28.01.17, 17:22
    fornitta69 napisała:

    > Normalnie-wpadlI w zle towarzystwo. SpotkaLi lobozow,ktorzy I'm zaimponowali I
    > sie z nimI zakumplowali. Mogli ich spotkac w klasie, na swietlicy,na podworku.
    > O ich ojcu nic nie wiemy,o mate wiemy tyle,ze choc nie jest bandziorka to dzie
    > ci nie wychowuje,tylko hoduje. Aaa- w 19 latka na koloniach z dziecmi tez nie
    > wierze,za to w Lisieckich bandziorow wierze jak najbardziej.

    Coś tam wiemy o Lisieckim, mianowicie, że pracuje w NRD. Wiemy także, że matka jakoś ich tam próbuje wychowywać, choć niekoniecznie właściwie (dostali manto po wizycie Idy). Takich dzieciaków w latach 80 było mnóstwo, większość z nich nie wkroczyła na drogę zbrodni. A gdyby każde zaniedbane wychowawczo dziecko miało zostawać bandziorem, to największą rodziną przestępczą na Jeżycach byliby Borejkowie.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • fornitta69 28.01.17, 17:40
    Dostali lanie- za to,ze obcy przychodza na skarge. Zero rozmowy o meczeniu psa. "Jakos tam ich probuje wychowywac"? Nie "jakos tam", nie: "niekoniecznie wlasciwie", tylko fatalnie.
  • tt-tka 28.01.17, 18:54
    No widzisz, a Jozin nawet nie dosta lania za meczenie slabszego. Co z niego wyrosnie ?
  • tt-tka 28.01.17, 19:07
    Przy okazji, co tez wyrosnie z Ani i Nory ? Bandytki ?
    Slodkie te dziewczatka pod okiem rodzicow rozgniataja nie atakujace ich owady. Tudziez obserwuja, jak ich wlasne psy ganiaja (zapewne co ktorys raz rowniez dopadaja i dusza) chroniona zwierzyne. Co ich wlasna matka, Borejkowna po lesnictwie, kwituje "normalka, mieszczuchu".
  • fornitta69 28.01.17, 22:58
    Jozin powinien wyrosnac na zbira,dziwne,ze tak sie nie stalo, no ale... sa w glowach autorow rzeczy,o ktorych sie filozofom nie snilo ;) Lubie absurdalne poczucie humoru,dlatego doceniam porównie zabijania owadow do meczenia psa. Lisieccy Lucypera dreczyli z rozmyslem- przywiazywali do drzewa,kopali,pies wyl przerazliwie. Kurcze,do dzisiaj przy tych scenach mnie telepie :/ To nie byly maluchy bezmyslnie ugniatajace gasienice- to byLi chlopcy dreczacy zwierze,sprawiajacy mu celowo cierpienie.
  • fornitta69 28.01.17, 23:06
    Z mojego doswiadczenia I wiedzy wynika,ze dzieci dreczace zwierzeta:
    A) Maja powazne problemy,sa nieszczesliwe
    B). Maja sadystyczne sklonnosci
    C) Robia to pod wplywem rowiesnikow, w owczym pedzie
    Czasem te powody wystepuja razem. Nie mowimy o pociagnieciu psa za ogon,czy rzuceniu w jego strone kamieniem. To co robilI Lisieccy to juz bylo cos duzo powazniejszego. Wiec ja juz wtedy u nich widze OGROMNY problem. No ale ubranI bylI I nakarmieni,faktycznie zadbane dzieciaki :/
  • tt-tka 28.01.17, 23:08
    A odniesiesz sie do Ani i Nory Gorskich ? Jak te punkty maja sie do nich i jaka przyszlosc mozna im wrozyc ?
  • fornitta69 28.01.17, 23:10
    Nie pamietam w Jezycjadzie scen,w ktorych Ania I Nora by dreczyly zwierzeta.
  • pi.asia 28.01.17, 23:30
    fornitta69 napisała:

    > Nie pamietam w Jezycjadzie scen,w ktorych Ania I Nora by dreczyly zwierzeta.

    Któraś z nich rozgniata sandałkiem szerszenia. Robi to tylko po to, żeby okazać politowanie Ignasiowi, bo szerszeń jest spokojny.
    Nie jestem pewna, ale coś mi się kojarzy, że owady społeczne mają system alarmowy: w agonii wydają dźwięki/wydzielają zapach przywołujący pomoc. W takim razie mała Górska sprowokowała zmasowany atak szerszeni.
    Te psy ganiające szaraka też mnie równo wkurzyły.
  • fornitta69 28.01.17, 23:39
    Podpuszczacie mnie,jestem pewna ;) Zabicie szerszenia to dreczenie zwierzat. To wlasciwie to samo co kopanie psa I pomalwonie go farba. Co ja mowie,przeciez pies przezyl a szerszen nie- zbrodnia na szerszeniu byla zatem ciezsza gatunkowo!
  • bupu 28.01.17, 23:43
    fornitta69 napisała:

    > Podpuszczacie mnie,jestem pewna ;) Zabicie szerszenia to dreczenie zwierzat. To
    > wlasciwie to samo co kopanie psa I pomalwonie go farba. Co ja mowie,przeciez p
    > ies przezyl a szerszen nie- zbrodnia na szerszeniu byla zatem ciezsza gatunkowo
    > !

    Jak ostatnio sprawdzałam szerszeń nie był rośliną, tylko zwierzęciem właśnie. Którego nie ma potrzeby mordować, o ile nikomu akurat nie zagraża. Ten nie zagrażał.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • fornitta69 28.01.17, 23:49
    A czy ja mowie,ze szerszen jest roslina? Albo,ze zabicie go bylo konieczne? Natomiast nie bylo to znecanie sie nad zwierzeciem. Inaczej sie rozmawia z maluchem,ktory depcze mrowki,inaczej z maluchem,ktory bije kota dla zabawy. Chyba wiadomo dlaczego...
  • tt-tka 29.01.17, 02:06
    fornitta69 napisała:

    > A czy ja mowie,ze szerszen jest roslina? Albo,ze zabicie go bylo konieczne? Nat
    > omiast nie bylo to znecanie sie nad zwierzeciem. Inaczej sie rozmawia z maluche
    > m,ktory depcze mrowki,inaczej z maluchem,ktory bije kota dla zabawy. Chyba wiad
    > omo dlaczego...

    Ja nie wiem, dlaczego. Uswiadomisz mnie ?

    Mam wrazenie, ze przyjelas bardzo bezkrytycznie perspektywe, ktora usiluje narzucic MM. TAKIE SAME ZACHOWANIA oceniasz i wartosciujesz inaczej w zaleznosci od tego, KTO sie zachowuje.
  • fornitta69 29.01.17, 08:07
    To nie sa takie same zachowania. To jest przeciez bardzo proste: dziecko depczace mrowki jak najbardziej moze sobie nie zdawac sprawy,ze je dreczy-mrowki tego nie pokazuja "nie widac tego po nich". Czesto trzeba mu to uswiadomic,wytlumaczyc,plus gadka,ze nie zabijamy bez potrzeby zywych stworzen. W przypadku kota,psa,myszy jest inaczej. Tu dziecko (zwlaszcza szescioletnie I jeszcze starsze!) widzi,ze sprawia bol,widzi,ze zwierze sie meczy. Nie wiem jak to jeszcze inaczej wytlumaczyc. Myslalam szczerze mowiac,ze kazdy widzi roznice pomiedzy zabiciem szerszenia a meczeniem psa,bardzo mnie zaskoczylyscie w tym temacie.
  • tt-tka 29.01.17, 09:54
    Fornitto, ona nie rozdeptuje mrowek przez nieuwage. Ona leniwie, bez emocji i tylko po to, by pokazac Ignasiowi, jaka z niego fajtlapa rozgniata szerszenia. Gdyby wyrywala skrzydelka, byloby bardziej wymownie, rozumiem, ale takie leniwe zabijanie, by pokazac swoja "lepszosc" - no, jednak mnie przeraza.
    Tak, po szerszeniu nie widac strachu ani meki. A widok zajaca szczutego przez domowe psy wystarczy ? Tam juz widac jedno i drugie. Na okrase komentarz matki "normalka".

    Lisieckim pomalowanie psa moglo sie wydawac fajna zabawa - nie bili, moze nie mieli swiadomosci, ze to jest znecanie sie, moze mieli. Dowiedzieli sie, co to jest i ze dla innych (Ida) nieakceptowalne. Przestali. Plus nauczke dostali na wlasnej skorze i nie o laniu mowie, a o tym szorowaniu ich z farrby przez kilka godzin. Dobra lekcja pogladowa.

    Natomiast rozrywek dziatwy we Foplicowie nikt nie nazwal po imieniu. Dreczenie zajaca jest normalka akceptowalna. Tak, wiem, one nie drecza, one to tylko widza. Wcale mi od tego nie lepiej.


  • fornitta69 29.01.17, 10:14
    Bili- jest scena,w ktorej Lisiecki kopie Lucypera. Ze go drecza z tego sobie doskonale zdawalI sprawe,nawet jezeli nie znali slowa "znecac sie"- wyrywajace sie,wyjace,przerazone zwierze- nie bylI uposledzeni,wiedzieLi co robia. Dostali nauczke,wydawalo sie,ze cos do nich dotarlo. Jak gleboko,na jak dlugo? Czy akcja Idusi I czytanie (nie wiemy jak dlugo ono trwalo), to juz wystarczajace zajecie sie takimI dziecmi? Na obrone Lisieckiej mozna powiedziec tylko tyle,ze ona nie widziala co dokladnie chlopcy robilI psu,nie dala tego Idzie opowiedziec ze szczegolami. Ale sygnal dostala I sprawe zignorowala. Zgroza :/
    A co do Gorskich- psy goniace zajace- okropnosc, duzo juz o tym bylo na forum I tutaj sie zgadzam z opinia wiekszosci,ze to karygodne. Ani ktos powinien jak najbardziej zwrócic uwage zeby szerszenia nie zabijala,bo nie ma takiej potrzeby. Dziwne,ze tego nie zrobil Florian pszczelarz... Norze tez ktos powinien powiedziec zeby sie gasienicami nie bawila. Ale absolutnie male Gorskie nie drecza zwierzet tak jak mali Lisieccy,to sa zupelnie inne,nie porownywalne sytuacje!
  • vi_san 29.01.17, 12:11
    A dlaczego nie są porównywalne? W czym taki szerszeń czy gąsienica są gorsze od psa? W czym Pulpunia jest lepsza od Lisieckiej, skoro ta druga info o dręczeniu przez jej dzieci psa olała, za to ta pierwsza na info o szczuciu psów podwórkowych na szaraka chichocze idiotycznie, że "normalka, mieszczuchu!"?
    W czym, poza przynależnością do "boskiej" rodziny, Ania czy Nora są lepsze od Lisieckich? I nie pisz, proszę, że nie dręczą zwierząt jak oni, bo właśnie DRĘCZĄ, tylko nie ssaki i Autoressa nie nazywa tego dręczeniem. :P

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • fornitta69 29.01.17, 12:50
    Nizej jest o tym wiecej,to juz nie bede sie powtarzac :)
  • fornitta69 29.01.17, 12:56
    Dla mnie szerszen I gasienica sa "gorsze" od psa. Jak jade samochodem I mi sie owady o szybe zabijaja to szczerze- nic a nic mnie to nie rusza. Gdybym potracila autem psa,kota,czy sarne to byloby mi z tym bardzo zle.
  • vi_san 29.01.17, 16:20
    Acha, czyli Fornitta hołduje moralności Kalego: jak JA uważam, że coś jest ładne zwierzątko - to znęcać się źle, jak JA uważam, że zwierzątko paskudne - to nie znęcanie się jest, tylko zrozumiałe ludzkie odruchy... Gratuluję samoświadomości...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • fornitta69 29.01.17, 16:35
    Ale o tym (empatia wobec owadow a empatia wobec ssakow) dalej pisalysmy wiecej,czytalas? Skoro uwazasz,ze to moralnosc Kalego to po prostu Ci sie dziwie :) Tutaj rozmawiamy o ksiazkach,ale zaintrygowalo mnie jakie Ty masz podejscie do zwierzat roznych gatunkow? Nie krzywdzisz zadnego (I jak Ci sie to udaje zrobic??) czy krzywdzisz wszystkie? Jak nadepniesz na mrowke (czy nigdy Ci sie nie zdarzylo?) to przezywasz to tak samo jakbys rozjechala psa? Wybacz wscibstwo,no ale przyprawilas mnie o opad szczeki,dlatego pytam.
  • vi_san 29.01.17, 16:49
    Nikt nie mówi o PRZYPADKOWYM zabiciu owada. Pojmij to, albo przeczytaj książki o których mowa. Szerszeń jest leniwie i powoli rozgniatany, żeby pokazać, jaki to Ignaś cielak jest, że się boi. Nie owad atakujący, nie przez przypadek. Dla sportu. Psa też można nauczyć, żeby nie gonił i nie dusił zajęcy czy innych zwierzątek. Ale święta Pulpa [w oczach Fornitty, ofkors, o niebo wyżej na drabinie społecznej niż plebs Lisiecka] nie musi uczyć, bo to, że podwórzowe "burki" na oczach wszystkich poszarpią nieostrożnego szaraka, to "normalka, mieszczuchu!"...
    I owszem, zdarza się mi [zapewne nie raz, nie dwa i nie dziesięć] przypadkiem, nieświadomie rozdeptać owada czy coś w tym rodzaju. I nawet zdarzyło mi się rozjechać samochodem wiewiórkę. I nie, nie założyłam żałoby w związku z tym. Ale jakoś psa posiadanego nauczyłam, że się zwierząt leśnych nie goni - i się dało! I nie przyszłoby mi do głowy uznać, że fakt iż mój pupilek zagryzł sarenkę to "normalka". Proste?
    Pozbieraj więc szczękę i możemy zakończyć światłą dyskusję - skoro nie odróżniasz przypadku od działania celowego...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • fornitta69 29.01.17, 16:56
    Ale Ty jestes niegrzeczna,masakra. Polece cytatem z forum emama: czytaj ze zrozumieniem a nie z nastawieniem :P Odnosilam sie caly czas do Twojego "w czym szerszen jest gorszy od psa". A "swieta Pulpa w oczach Fornitty" mnie przyprawila o kolejne opady- tym razem I szczeki I rak I biustu ;)
  • tt-tka 29.01.17, 13:19
    OK, juz (chyba ?) zalapalam, o co Fornitcie chodzi i dlaczego jestem odmiennego zdania :)

    Lisieccy nie wyszukuja specjalnie akurat zwierzaka do znecania sie, oni bija wszystkich. Taki model, sami tez obrywaja. To jest oczywisty, istniejacy element swiata, tego, ktory znaja. Kiedy to widzenie zaczyna podlegac korekcie - przyswajaja. W jakim zakresie, na jak dlugo - nie wiemy.
    Spotykamy ich 10 lat pozniej. Przemoc znowu jest elementem ich zycia, ale w ogole swiat wg MM schamial i zbrutalizowal sie. Przy czym - Lisieccy bija nie tylko slabszych, atakuja rowniez starszego i poteznie zbudowanego Bernarda. Obrywaja sami, od lalusiowatego na oko Krystiana (MM napisala to tak, jakby Krystian obezwladnil wyrostka, nie 19-latka; dla niej Lisieccy sa ciagle dziecmi, tyle ze wyrosnietymi i caly efekt sceny diabli biora, gdy sobie uswiadamiam, ile Lisiecki mial wtedy lat). Takie zycie, bijesz albo jestes bity. Lisieccy to przyjmuja.

    U Borejkow zupelnie nieznane jest pojecie braci mniejszych. Przyroda, jej elementy to tylko tlo dla ludzi. Stad ten kurczak, okreslany jako "bazowy element rosolku biega jeszcze po podworzu", rozgniatane szerszenie, szczuty zajac, wszystko przyjmowane ze stoickim spokojem, bez cienia wspolczucia, bez cienia refleksji.

    Roznica zdan wynika chyba z tego, ze Fornitta nie moze zniesc okrucienstwa z premedytacja, zamierzonego, obliczonego na zadanie bolu. Ja tez nie. Ale wiem, wieloletnie doswiadczenie stale to potwierdza, ze okrucienstwo bezmyslne jest w skutkach rownie zle lub gorsze. I nie poddaje sie ani refleksji, ani regulom. Lisiecki wie, ze jak bije, to i on moze oberwac, bo takie sa zasady. Borejki kazdy cios w nich wymierzony przyjma jako krzyczaca niesprawiedliwosc losu, bo niby za co, przeciez oni nikogo nie skrzywdzili.

    Wole zlych niz glupich. Bo zlo mozna przewidziec i wiadomo, jak mu sie przeciwstawiac, a na glupote nie ma lekarstwa.
  • fornitta69 29.01.17, 13:44
    No o to mi chodzilo wlasnie :) A u MM podejscie do zwierzet sie zmienilo z czasem na gorsze (I chyba dlatego Borejki nie maja dla zwierzat cienia empatii). W poznych tomach Jezycjady zwierzeta sa tylko dekoracja. W "Malomownym" Rzodkiew pokochala kurczaka I została wegeterianka. I niewazne,czy sama autorka patrzyla na Rzodkiew z poblazaniem,czy nawet lekka kpina- stworzyla jednak postac wrazliwego dziecka,ktore ma serce dla zwierzat. Potem piszac o gospodarstwie Patrycji poupychala w nim zwierzeta z koniecznosci,ale zrobila to dosc paskudnie (te psy I zajac). Znam mnóstwo ludzi na wsi,ktorzy podchodza do zwierzat identycznie jak Patrycja. Tylko,ze to sa ludzie,ktorym sie takie podejscie wpaja od pokolen,nie wiem skad u Patrycji (I u Florka!!! tym bardziej) taka znieczulica I bezmyslnosc.
  • pi.asia 29.01.17, 14:45
    fornitta69 napisała:

    > No o to mi chodzilo wlasnie :) A u MM podejscie do zwierzet sie zmienilo z czas
    > em na gorsze (I chyba dlatego Borejki nie maja dla zwierzat cienia empatii).

    Z chwalebnym wyjątkiem Gaby, która stadami przygarniała bezpańskie psy i koty....

    > nie wiem skad u Patrycji (I u Florka!!! tym bardziej) taka znieczulica I bezmyslnosc.

    Dodajmy - u Florka pszczelarza.
    Otóż stąd, że MM wie o zwierzętach tyle co nic, albo i jeszcze mniej. Już w szkole uczą, że pszczoła po użądleniu ginie, i to w męczarniach, gdyż aparat żądlący, zostawiony w ciele ofiary, wyrywa pszczole wnętrzności. A Florian "delikatnie zdejmuje pszczołę i odkłada na bok" - jakoś z tego opisu wynikało, że pszczoła żyje dalej.
    A może MM ma podobne poglądy jak któryś z durnych sławnych ludzi bodajże epoki Oświecenia (nie pamiętam nazwiska), który twierdził, że zwierzęta nie cierpią bo są tylko czymś w rodzaju maszyn, a to że wydają dźwięki to efekt działania ich mechanizmu.
  • fornitta69 29.01.17, 15:07
    OT: inna wspolczesna pisarka, Katarzyna Michalak,dziwila sie podobno,ze waz nie jest pusty w srodku. Brak wiedzy o zwierzetach I "riserczu" ma sie dobrze ;)
  • guineapigs 29.01.17, 15:59
    Za przeproszeniem, ale nie piszmy tu o KM i jej podobnych. Ja wiem, ja sama kiedyś temat założyłam, sama ubolewałam, sama nie wiedziałam o co chodzi - ale juz zróbmy kompletne cicho nad ta trumną, bo to jest i chyba niestety będzie. Niestety na zawsze.
    Bo niestety nigdy szkoły nie zdołają przekonać przynajmniej 50 proc uczniów, że 'Anna Kareninowa' jest lekturą o miłości i namiętności. Dla uczniów ta niesamowita powieść będzie niestety straszydłem, ramotą, czymś co się poznaje z bryków, co się czyta 'z musu'. Za to nowoczesymi o miłości - o, to będzie o twarzach greja czy Katarzyna Michalak.
    Boję się, naprawdę boję się - i nie jest to przesada czy bycie drama queen. Naprawdę się boję czasów, kiedy juz się nie będzie 'Hrabiego Monte Christo' czytało pod kołdrą w tajemnicy, a po prostu wcale się nie będzie czytało. Że Żeromski (Stefan) nie będzie tym od erotycznych opisów a starym dziadem-ramolem na siłe wepchniętym w program i RZYG!!!! Że Dostojewski nie będzie fascynował a nudził, że 'Czarodziejska Góra' to będzie tylko pisanina o huj wie czym, o jakichś księżniczkach czy innych głupotach (jak miałam 16 lat i zaczęłam 'czarodziejską górę' tak skończyłam czytać dopiero wtedy, kiedy książka się skończyła po czym gorączkowałam trzy dni - tak kiedys zwykły Kowalski czytał). Tak, boję się tego i niestety czuję, że to nadchodzi.
    Błagam, udowodnijcie mi, że nie mam się czego bać i jest dobrze.
  • zla.m 29.01.17, 16:14
    Zgłaszam się. Anna Karenina (nie Kareninowa) znudziła mnie serdecznie, jeszcze zanim doszło do romansu. Ogólnie "wielka" literatura rosyjska tak mi robi. Czytałam prawie całego Dostojewskiego, dla mnie bronią się tylko "Bracia Karamazow", "Zbrodni Ikara" nie skończyłam, nie cierpię mamrocących, nieogarniętych pseudo-inteligentów i ich pseudo-filozofii, Wojna i Pokój - podchodziłam 3 razy, no naprawdę, ci ludzie nie mogą być prawdziwi, ani jako ludzie, ani jako "typy", to jakaś galeria nieciekawych nieudaczników, Cichy Don - podobnież. I to nie jest tak, że nie lubię w ogóle - Martwe Dusze: "na kolana padłem...", Czechow - wiele razy tak, Bułhakow - pisałam o nim pracę na ogólnopolski konkurs polonistyczny, współcześni "fantaści" - o yea! Ale cały XIXw może dla mnie iść się paść. I nie, nie zastępuję Tołstoja Katarzyną M. Dziwne?

    A, Żeromski to RZYG do kwadratu, wszystko tam jest u niego ohydne, szare i nieprzyjemne. I znowu - czytałam dużo, z Popiołami włącznie, część wcale nie była lekturą, chciałam mieć swój ogląd.

    Jak dla mnie, możesz już siadać i zaczynać swoje jeremiady.

    --
    Jak to jest, że dziecku nieślubnemu zdarza się odmawiać chrztu bo "jest zrodzone z grzechu", a dziecko zgwałconej dwunastolatki jest "darem bożym"?
  • fornitta69 29.01.17, 16:26
    Oj jak ja lubilam "Zbrodnie Ikara" ;) i "Przedwiosnie"! Uwielbiam w literaturze przygnebiajace,mroczne I takie "bagniste psychicznie" klimaty,mniam. Literature "dla intelektualnego plebsu", tez uwielbiam,chociaz akurat NIE Michalak. Za to snobizmu nie lubie... I "Pana Tadusza" nie cierpie I co mi kto zrobi! :D
  • guineapigs 29.01.17, 16:47
    Kocham cię już za twój post.
    Absolutnie rozumiem niechęć do pewnych książęk - to normalne. Ale uwielbiam o tym mówić.
    Anna Kareninowa (po polsku żona Karenina to Kareninowa, nie mam pojęcia, dlaczego to jest zruszczone - tradycja czy co?) to powieść o życiu hinc et nunc, dlatego trezba trochę opisów zdzierżyć, ale opisy zycia w Rosji są dobre, nie ma co się załamywać brakiem romansu.
    Bracia Karamazow - może i za długie i za dużo opisów, ale niesamowicie ciekawa opowieść o rodzinie.
    Zbrodnia i Kara - o to w sumie chyba chodzi, że że te mamrączace typy-inteligenty sa gupie same nie wiedzą, czego chcom.
    Wojna i Pokój - wytnij i nie czytaj tych wszystkich doniesień z wojny, ja to zawsze omijam bo wiem, że i tak nie spamiętam.
    Cichy Don - ło jezu, czytać to po raz pierwszy to jest szczęśćie. Chryste coś umarł za nasze grzechy, jakież to sliczne!!! Nie, tego, że Cichy Don jest nudny nie kupuję, za nic.
    Martwe Dusze - rarytas. Cudowne, prawdziwe. Genialnie lekkie. Czytam dwa razy do roku. Muszę, bo się inaczej uduszę. List do Cziczikowa od nieznajomej - bezcenne przeżycie.

    Jakie jeremiady? Ja po prostu lubię czytać to, co napisze dobry w pisaniu rzemieslnik, a nie fuszer co się na robocie nie zna.
  • zla.m 29.01.17, 17:20
    Ja tylko w kwestii formalnej - mnie nie znudziła Karenina dlatego, że są opisy przed romansem, romans też był nudny. A opisy u takiej Austen mnie nie nudzą. No po prostu nie mój styl, ta XIX-wieczna powieść rosyjska, nie i już. To nie znaczy, że dziwię się, że ktoś lubi. Lubi, to fajnie, pewnie nawet zazdroszczę, bo ma tyyyyyle długich książek do czytania. Natomiast, owszem, dziwię się oraz irytującym znajduję, że ktoś uważa, że tylko Karenina albo Grey i nie ma nic pośrodku.

    --
    Odkąd dostałem ostatni rachunek za prąd jestem amiszem.
  • tt-tka 29.01.17, 17:24
    Karenina. On Karenin, ona Karenina. To jest rosyjskie nazwisko, a nie zruszczona forma.
    Kareninowa to tak, jakby o mnie ktos napisal powiesc pt. "Inna Iksinska", a po niemiecku czy angielsku wydali ja pt "Inna Iksinski". Won.

    Ja juz przezylam takie proby jak spolszczanie nazwiska Starodubcew na Starodebcew,pierwsze e z ogonkiem. Przezylam, ale bez szwanku nie wyszlam.

    Co do lit. ros. XiX-wiecznej - mialam szczescie. Dostalam Czernyszewskiego, zanim zdazylam przerazic sie Tolstojem. A z Tolstojow tez wczesniej czytalam Aleksego niz Lwa. (tak, wiem, ze Aleksy to nie XIX wiek). Dostojewskiego zaczelam od Gracza i Opowiadan petersburskich. Moze dlatego czytam nadal.

    Zeromskiego uwazam jak Basienka Niechcic - najciekawsze sa jego poglady i spostrzezenia ekonomiczne :)
  • verdana 30.01.17, 14:15
    Jesli chodzi o Żeromskiego Stefana to był dla mnie niestrawny lat temu 40. Egzaltowany publicysta. Fakt, ze czyta sie literaturę współczesną, a nie klasykę nie jest sam w sobie zły. Kiedyś też częściej czytano Trędowatą i Lamparcie Życie niż Żeromskiego z Dostojewskiego pospołu.
  • vi_san 29.01.17, 16:57
    Nie wiem czy jest dobrze, ale ja stara konserwa jestem...
    1. "Kareninę" czytałam z wypiekami na twarzy, acz Wroński wkurzał mnie do bólu.
    2. Dostojewski do przeczytania i tyle, wracać mnie nie kusi.
    3. Żeromski [Stefan] jest i zawsze był starym dziadem - ramolem na siłę wpychanym w program i RZYG!
    4. Monte Christa znam niemal na pamięć - tak samo jak muszkieterów, "Kapitana Fracasse", "Garbusa" i coś koło miliona innych - uwielbiam powieści "płaszcza i szpady".
    5. Greya nie dałam rady przebrnąć.
    6. Mistrza - pani Kasi Michalak szukam bezskutecznie od kiedy przeczytałam na Niezatapialnej Armadzie recenzję. Czytałam dzieło wcześniej, ale utwór uznałam za tak bezcenny, że czort wie co się z nim stało i chciałam sobie przypomnieć, a tu nici... A nie ośmieszę się w bibliotece pytając... :D

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • vi_san 29.01.17, 17:01
    A, chciałam tylko nadmienić, że rosyjskie opowiadania takie z pogranicza horroru są genialne! "Wij" Gogola łapie za serce lodowatymi szpony! "Upiór" czy "Rodzina Wilkołaka" Tołstoja tez genialne!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • guineapigs 29.01.17, 17:24
    1. Ciebie wkurzał? A pomyśl, jak musiał wkurzać starego Karenina! Wroński ogólnie wkurza, bo mu się 'nalezy prawem miłości' - niemal jak 'prawem matki'. Gdzies chyba w jakimś watku pisałam, że juz w LO z koleżankami nie mogłyśmy zrozumieć, dlaczego niby Karenin jest 'ten zły' - Karenin to wręcz uosobienie męża dbającego o dobre imię zony. Anna jest wręcz czasami jak ta podła.
    2.Dostojewski kusi ciagle - ale troszku odstrasza opisami.
    3. Żeromski jest dla mię mistrzem w opisach o emocjach. Nie umiem tego obronić. Widać jestem nieliczna, jak nie jedyna.
    4. A kto nie uwielbia? W końcu po to się litery poznaje, by czytać Dumasa. Przeca nie po to, że Ala ma kota, nie?
    5. Grey jest koszmarny, nudny, nic się nie dzieje, a jak się już nawet dzieje to w koło macieja to samo. Jest Red Tube, sa inne strony - po kiego licho to czytać jak można zobaczyć?
    6. A juz daj waćpani spokój, życia szkoda.


  • bupu 29.01.17, 17:46
    guineapigs napisała:

    > 3. Żeromski jest dla mię mistrzem w opisach o emocjach. Nie umiem tego obronić.
    > Widać jestem nieliczna, jak nie jedyna.

    Jesteś nieliczna, dla mnie Żeromski, czegokolwiek by nie opisywał jest głęboko niestrawny.

    > 4. A kto nie uwielbia? W końcu po to się litery poznaje, by czytać Dumasa. Prze
    > ca nie po to, że Ala ma kota, nie?

    Dumasowi to ja nie wybaczę wicehrabiego de Bragelonne. No nie wybaczę, tak zakończyć historię muszkieterów i jeszcze do tego mojego ukochanego Atosa obdarować tak debilnym potomkiem, nie-wy-ba-czal-ne.

    > 5. Grey jest koszmarny, nudny, nic się nie dzieje, a jak się już nawet dzieje t
    > o w koło macieja to samo. Jest Red Tube, sa inne strony - po kiego licho to czy
    > tać jak można zobaczyć?

    Sceny w zamierzeniu erotyczne w Greyu mają działanie wręcz przeciwne, to znaczy albo usypiają, albo moje libido dziękuje uprzejmie i opuszcza lokal. Nie są aż tak koszmarne jak u Michalak, po jej "erotyce" można się trwałej oziębłości nabawić, niemniej jednak podniecające są jak protokół z obrad sejmu.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • guineapigs 29.01.17, 18:14
    No fakt, jakbym była wiochna i przeczytała Michalak to pewnie zadałabym sobie pytanie: 'i o co ten zgiełk? Nie chcę klęczeć przed rozporkiem każdego faceta, fuj!'. Po czym poszlabym sprawdzać, który habit którego zakonu jest najseksowniejszy.... Siostra Morrison jest bardziej sexy niż Sonia i Andżelika z osobno i razem do - mówiąc brzydko - kupy.
  • verdana 30.01.17, 14:16
    Przprsm. Czytywałam protokoły z zapartym tchem.
  • vi_san 29.01.17, 19:10
    1. A bo on ogólnie wkurzający jest. I właśnie ma taką postawę roszczeniową jakiej nie znoszę. Więc i nawet jako małolata uważałam, że bubka ktoś powinien solidnie kopnąć w zad, albo dać po mordzie. Może jakby nieco na urodzie stracił to by mu się szare komórki uaktywniły?
    2. Dostojewski mnie nie kusi. Przeczytawszy, przyjąwszy do wiadomości - i dość.
    3. Pomińmy temat Żeromskiego - bo i tak się nie dogadamy - ja nie znoszę, ty cenisz. I bardzo dobrze, niech ci co go cenią czytają - ja nie muszę. :D
    4. Ale nie tylko Dumasa! "Kawaler de Lagardere to nie Dumas a jest rewelacyjny! Kapitan Fracasse tez nie Dumas, a też się świetnie czyta! Mam wymieniać dalej? ;)
    5. Uczciwie? Na redtuba tez mi szkoda czasu - wolę w realu. :P A Greya nie dałam rady - próbowałam zacząć chyba z pięć czy sześć razy, no ale nie dość, że głupie to beznadziejnie, cała książka o niczym, to jeszcze na dodatek tak kiepskim językiem napisane...
    6. No ale właśnie problem w tym, że "Miszcza" dostałam kiedyś, jak jechałam z Warszawy do Gdańska pociągiem na drogę. Przeczytałam z nudów, uznałam że wybitne dzieło to jest wyjątkowo, rechotałam jak jenot nad niektórymi aspektami, a potem wetknęłam utwór dokładnie i głęboko i nie mam pojęcia gdzie. A po zapoznaniu się na Armadzie - stwierdziłam, że czytanie może przynieść nową falę wesołości, nie do końca zaplanowaną przez autorkasię. :D

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • guineapigs 29.01.17, 14:48
    tt-tka się dziwi, że
    'MM napisala to tak, jakby Krystian obezwladnil wyrostka, nie 19-latka; dla niej Lisieccy sa ciagle dziecmi, tyle ze wyrosnietymi i caly efekt sceny diabli biora, gdy sobie uswiadamiam, ile Lisiecki mial wtedy lat'

    Krystian jest karateką i to chyba z sukcesami (nie chce mię się sprawdzać, ale tam było chyba nawet o jakimś pasie czy cóś) - dla karateki z sukcesami obezwładnienie nawet większego i na oko silniejszego od siebie, ale nieznającego konkretnych sztuk walki/samoobrony kogoś, to nie sztuka - to oczywistość. Ja wiem, że karateka nie może używać swoich umiejętności w bójce ulicznej, by pokonać przeciwnika, ba - chyba nawet nie może zadawać pewnych ciosów w obronie własnej kiedy ma do czynienia ze zwykłymi 'wmordedającymi' a nie równymi sobie, ale tu Krystian nie walczył, by pokonać, ale aby obezwładnić. Miałam tę miła przyjemność być świadkiem zajścia, gdy wielki, gruby, pijany facet się awanturował na ulicy i skakał do każdego - i przyszła policjantka w wersji 'subtelna nimfa' (taka Natalia) i w mgnieniu oka za pomocą kilku profesjonalnych ruchów/chwytów zakajdankowała oprycha. Ona ważyła może 55-60 kilo, on ze trzy razy tyle. A przypuszczam, że i wzrostem, i wagą Krystian był bardziej zbliżony do Lisieckich niż owa policjantka do tegoż oprycha.
    Polecam film 'karate po polsku' - tam to jest pokazane: niby artysta, niby mikry, a wie, co w nim siedzi i trzyma to w sobie długo (jest znanym karateką). Po czym w pewnym momencie nie wytrzymuje i zabija wiejskiego siłacza jednym kopnięciem. Fakt, że napada 'od tyłu' w pewnym sensie mąci wizję 'szlachetnego sportowca' (bo od tyłu się nie napada w fair play, także w Milion Dollar Baby jest ten problem, ale na ringu, nie w wiejskiej bójce), ale może tłumaczy tytuł filmu?
    W sumie 'karate po polsku' to chyba jeden z najbardziej tajemniczych polskich filmów IMHO. I wkurzyło mię niezmiernie, kiedy zobaczyłam, że Masochista się nad nim znęca. Tu Masochista racji nie miał - film jest dobry QEDAMSNC (Qued EST/tu: nie 'erat' a 'est'/ Demonstrandum Ale Mię Się Nie Chce), poza wpadkami montażowymi, ale to były czasy taśm na wagę złota a nie kart pamięci.
    PS. Czy widzicie tę subtelną aluzję do tego, jaką miałam świetną nauczycielkę łaciny w LO? 25 lat minęło a ja ciągle pamiętam to, co inni zapominali już po dzwonku. Może zamiast konie doglądać powinnam była filologiem klasycznym zostać?
  • tt-tka 29.01.17, 16:40
    guineapigs napisała:

    > tt-tka się dziwi, że
    > 'MM napisala to tak, jakby Krystian obezwladnil wyrostka, nie 19-latka; dla nie
    > j Lisieccy sa ciagle dziecmi, tyle ze wyrosnietymi i caly efekt sceny diabli bi
    > ora, gdy sobie uswiadamiam, ile Lisiecki mial wtedy lat'
    >
    > Krystian jest karateką i to chyba z sukcesami (nie chce mię się sprawdzać, ale
    > tam było chyba nawet o jakimś pasie czy cóś) - dla karateki z sukcesami obezwła
    > dnienie nawet większego


    Ja nie o tym. Obezwladnic mogl bez problemu. Idzie o to, ze Krystian prowadzi beczacego z bolu Lisieckiego tak, jakby dorosly mezczyzna wzial za ucho szczeniaka. A to sa w sumie dwaj mlodzi mezczyzni.
    Gowniarzowi mozna dac w ucho, zapowiedziec, ze jeszcze raz, a na tylku nie usiadzie, ale 19-latkowi ? To tak, jak matka mlocaca Dziube, przy czym Dziuba jest mlodszy, niz Lisiecki. MM zapomniala, ze dzieci rosna i antypatyczny dzieciak po 10 latach to juz nie jest ktos, komu da sie klapa i wystarczy.
    Jak konczyla sie ta scena, ktos ma, ktos pamieta ? Bo w realu to predzej drugi Lisiecki walnalby Krystiana od tylu w czerep. Albo obaj, zaraz po uwolnieniu reki, pchneliby na glebe Aniele/ Konrada / Bernarda, moze jeszcze przykopali i dali w dluga.
  • zla.m 29.01.17, 16:02
    fornitta69 napisała:

    > Ani ktos powinien jak n
    > ajbardziej zwrócic uwage zeby szerszenia nie zabijala,bo nie ma takiej potrzeby
    > . Dziwne,ze tego nie zrobil Florian pszczelarz...

    Akurat pszczelarz jak najbardziej powinien się szerszeni pozbyć: Szerszenie (...) do uli wchodzą tylko po mięso - larwy pszczele, jedzą także dorosłe robotnice. Martwe pszczoły wynoszą do swojego gniazda aby wykarmić młode

    I, szczerze, jak jestem przeciwko zabijaniu dla zabawy, to osobiście mając małe dzieci NA PEWNO bym się gniazda szerszeni pozbyła. Co prawda, pomijając reakcję alergiczne, jad szerszeni nie jest bardziej zabójczy niż pszczeli i są one raczej spokojne, ale mimo wszystko bym wolała się ich pozbyć.

    --
    Pracuję z naprawdę wspaniałymi ludźmi. Są godni zaufania, uczciwi,
    nigdy nie powodują problemów. Zupełnie tam nie pasuję.
  • fornitta69 29.01.17, 16:15
    Ano,ja tego nie wiedzialam (tego o pszczolach i szerszeniach). Pani MM tez widac nie. Jednak to Florek powinien te szerszenie zabic,nie Ania I chyba raczej nie sandalkiem ;)
  • bupu 28.01.17, 23:41
    pi.asia napisała:

    > Nie jestem pewna, ale coś mi się kojarzy, że owady społeczne mają system alarmo
    > wy: w agonii wydają dźwięki/wydzielają zapach przywołujący pomoc. W takim razi
    > e mała Górska sprowokowała zmasowany atak szerszeni.

    Słusznie ci się wydaje, one wydzielają zapach, który alarmuje pozostałe.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • tt-tka 28.01.17, 23:47
    Ania i Nora maja swietne wzorce w domu. Poza szerszeniami, juz pisalam, serwuje im sie jako normalke widoki typu psy ganiaja szaraka (co ktoregos dopadna i zagryza, ale co tam). I co z nich wyrosnie ? na razie tylko przygladaja sie i ucza (wtedy sa mlodsze niz byli Lisieccy), a za kilka lat ?

    9-letni Lisiecki dreczyl psa. Najoczywistsza z oczywistych konsekwencji jest to, ze 19-letni Lisiecki (nadal nie dowiedzialam sie, co 19-latek robil na koloniach) wymusza pieniadze od dzieci, popycha Konrada i daje w nos Bernardowi. No nie moglo byc inaczej, prawda ? I niewazne, ze w koncu DOWIEDZIAL SIE i ZROZUMIAL, ze zwierzecia krzywdzic nie nalezy. Bo nasze procesy socjalizacyjne to tylko dom, nic innego nie ma na nas wplywu.

    Tylko w czym zachowanie synow pustoglowej materialistki Lisieckiej rozni sie od zachowan dzieci Borejkow ? Tym, ze Jozin nie wymusza, a bije i upokarza bezinteresownie ?
    Czarno widze przyszlosc Poznania i okolic. Lisieckich przynajmniej Krystian poskromil (mialo to jakis dalszy ciag ?), potomstwa borejczego nie poskramia nikt.
  • bupu 28.01.17, 23:38
    fornitta69 napisała:

    > Jozin powinien wyrosnac na zbira,dziwne,ze tak sie nie stalo, no ale... sa w gl
    > owach autorow rzeczy,o ktorych sie filozofom nie snilo ;) Lubie absurdalne pocz
    > ucie humoru,dlatego doceniam porównie zabijania owadow do meczenia psa. Lisiecc
    > y Lucypera dreczyli z rozmyslem- przywiazywali do drzewa,kopali,pies wyl przer
    > azliwie. Kurcze,do dzisiaj przy tych scenach mnie telepie :/ To nie byly maluch
    > y bezmyslnie ugniatajace gasienice- to byLi chlopcy dreczacy zwierze,sprawiajac
    > y mu celowo cierpienie.

    To były maluchy, przypominam uprzejmie, że Lisieccy w IS mają 6 i 8, czy 9 lat. Spokojnie można założyć, że młodszy dręczy Lucypera, bo naśladuje brata, nie dlatego, że jest zwyrodniąłym sadystą. Zresztą to, co robią, acz podłe, nie nosi znamion sadyzmu jako takiego, oni nie przywiązują Lucypera do drzewa po to, żeby go bolało, tylko po to, żeby go pomalować, co wydaje im się zapewne upojnym dowcipem. Dla psa traumatyczne, owszem, ale do sadyzmu to troszku temu brakuje.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • fornitta69 28.01.17, 23:45
    Tak a kopneli go tak sobie przy okazji. Oni go mecza nie raz I nawet nie dwa. Sa na tyle kumaci,ze widza (I slysza) jego cierpienie. To juz jest sadyzm, sorry. Troche mam do czynienia z dziecmi, 6 I 8 lat to juz nie bobasy. Nie mowie,ze to juz sa mali zwyrodnialcy- ale to co robia jest BARDZO niepokojace. A dla ich matki- wcale.
  • gat45 29.01.17, 01:31
    Swoją drogą, Fornitta daje nam tu piękny przykład na słuszność tez Konrada Lorenza o "bliskości ewolucyjnej" - duże wrażenie wywarły na mnie jego prace o odczuwaniu przez nas wspólnoty z innymi gatunkami (że niby to nikt nie płacze nad ostrygą, pożeraną na żywo, mało komu włącza się empatia na widok homara, wrzucanego na wrzątek, ale już znaczny procent homo sapiensów wczuwa się w dowolne cierpienia kręgowców ciepłokrwistych, ze szczególnym uwzględnieniem ssaków. Męki zabijanego szerszenia są bagatelizowane przez ssaka naczelnego, jakim jest Fornitta, bo zbyt daleko od siebie siedzą na drzewie filogenetycznym i objawy tego cierpienia nie są podobne do naszych. Dla ssaka naczelnego Gata cierpienie szerszenia też jest o wiele bardziej znośne niż psa, ale ssak Gat zdaje sobie sprawę, że to tylko dlatego, że szerszeń nie pokwikuje żałośnie, nie kuli się z bólu i w ogóle zachowuje się inaczej, niż zrobiłby to dręczony Gat.
    Niemniej stopniowanie uczuć franciszkańskich u poszczególnych osobników ludzkich to kwestia sięgająca głębiej i szerzej niż wychowanie w danej rodzinie. To nie genetyka, to etnologia :)
    Z całego serca nienawidzę ludzi dręczących psy czy koty, ale małe dziecko, flegmatycznie i metodycznie zadające śmierć owadom, kiedy nie jest to odruch obronny, także budzi we mnie duże zaniepokojenie. A jak dzieciak z rozmysłem kopie i niszczy mrowisko, to jak do tego podchodzi Twój świr o dręczeniu słabszych, Fornitto ? Czy mrówka to nasza siostra, czy też królestwo owadów nie jest z tego świata i możemy się wyprzeć pokrewieństwa ?
  • fornitta69 29.01.17, 08:17
    Wywnioskowalas z moich wypowiedzi,ze akceptuje niszczenie mrowisk przez dzieci albo zabijanie przez nie bez potrzeby szerszeni? Moze jeszcze wyrywanie muchom skrzydelek?To troche mi smutno,chyba pisze kompletnie niezrozumiale, skoro nikt tutaj nie lapie o co mi chodzi :( A chodzi mi mniej wiecej o to co pisalas o bliskosci ewolucyjnej- ssak cierpi tak samo jak my,owad nie. Zabicie komara to dla wiekszosci ludzi "pikus", do zabicia psa czy swini juz nie wszyscy sa zdolni.
  • gat45 29.01.17, 08:40
    Jakie "wywnioskowałaś" ???? Przecież zadałam pytanie. I w ogóle rozumiem Cię chyba bardziej niż myślisz, tylko strasznie się już wczułaś w rolę jedynej obrończyni danego punktu widzenia, bez sojuszników :)
    Otóż jak najbardziej zgadzam się z Tobą (i z kolegą Lorenzem), że dręczenie psa to o wiele cięższy kaliber niż owada. Tak już jest i basta, tak jesteśmy skonstruowani. Natomiast wniosek, że od dręczenia zwierząt w dzieciństwie JEDYNA droga prowadzi do bandyterki, uważam za zbyt daleko idący. Nie zgadzam się też z Tobą w ocenie pani Lisieckiej. Owszem, jak pani Musierowicz jestem zbytnim snobem, żeby mieć takie osoby wśród swoich znajomych i niestety jestem tego świadoma. Owszem, ja też mam tendencję, żeby się z takich pań podśmiewać, ale ja się tego wstydzę i wiem, że tak się robić nie powinno :). Nie wiem, czy kocha swoje dzieci (już w sąsiednim wątku wymiksowałam się z wszelkich rozmów o miłości) ; stwierdzam tylko, że jest tak samo mało troskliwą i pozbawioną wyobraźni opiekunką swoich synów jak Gaba dla swoich dzieci.
    Może tak być ? Nie czujesz się już zaatakowana ?
    To się nazywa bodajże kompromis :)
  • fornitta69 29.01.17, 08:51
    Ale ja wlasnie nigdzie nie napisalam,ze Lisieccy "musieli"wyrosnac na zbirow,tylko,ze "mogli". Zreszta Kozio czy inne dziecko tez "moglo"- z tym,ze u Lisieckich widzimy juz jakies zadatki na oprawcow,wiec jest to tym bardziej prawdopodobne. Ja sie nie czuje zatakowana,tylko mnie frustruje jak sie czuje niezrozumiana I wtedy sie troche "rzucam" ;) Pokój nam oraz mrowkom,nie chcialam byc niemila :)
  • gat45 29.01.17, 09:00
    Ja u dręczycieli zwierząt w dzieciństwie widzę raczej drogę ku dręczeniu rodziny w domowym zaciszu przez skądinąd szanowanego powszechnie obywatela.
    A co do mrówek - zupełnie co innego rozgnieść mrówę przez nieuwagę, a świadomie rozwalać im kopiec. To drugie uważam za równie niepokojące, co rozwalanie mniejszym dzieciom zamków z piasku na plaży - czyli inna kategoria agresji niż dręczenie, ale też agresja.
  • fornitta69 29.01.17, 09:14
    Agresja,zlosliwosc,bezmyslnosc-roznie. Jedno dziecko rozwali zamek zeby zrobic na zlosc,drugie- zeby zrobil fajne "bum" (z mrowiskiem podobnie).Duzo tez od wieku dziecka zalezy. W dzieciach (ok,nie wiem czy we wszystkich) jak najbardziej tkwi jakies okrucienstwo,jednak pomieszane z dobrymi cechami charakteru. Dlatego tak wazne jest wychowywanie, reagowanie- bo dziecko zostawione samo sobie moze wyrosnac na porzadnego czlowieka,ale nie musi :/
  • gat45 29.01.17, 09:36
    Dla mnie złośliwość to forma agresji. Zwykle agresja słabszych, ale niekoniecznie.

    Czyli - agresja albo bezmyślność.
  • ciotka_scholastyka 30.01.17, 10:11
    > Czemu omijasz sprawe swietlicy ? Lisieccy tam chodza. O panu Paszkiecie (niemlo
    > dy byl, mogl umrzec, stracic sily) i wychowawczych zapedach towarzystwa od szwu
    > ngszajby wiecej ni widu, ni slychu.

    Pan Paszkiet w BBB ma się dobrze i wyzywa sąsiadów od lumpenproletariatu, więc wtedy, gdy Lisieccy są dorośli, jeszcze żył ;)
    Co do dziewiętnastoletniego Lisieckiego na koloniach, to rzekomo obu braci zaprotegowała tam pani B. Sznytek, bo inaczej żyć by jej nie dali czy coś. Pozostaje tylko pytanie, jakim cudem, właśnie zważywszy ich wybujały wiek.
  • tt-tka 30.01.17, 11:34
    ciotka_scholastyka napisała:


    > Pan Paszkiet w BBB ma się dobrze i wyzywa sąsiadów od lumpenproletariatu, więc
    > wtedy, gdy Lisieccy są dorośli, jeszcze żył ;)

    O, nie pamietalam. Milo slyszec, lubie pana Karolka.
    Niemniej w BBB on juz powienen miec ok.80 lat - mozna sie zniechecic do zajmowania dziecmi. Zwlaszcza bardzo duzymi dziecmi :)

    > Co do dziewiętnastoletniego Lisieckiego na koloniach, to rzekomo obu braci zapr
    > otegowała tam pani B. Sznytek, bo inaczej żyć by jej nie dali czy coś. Pozostaj
    > e tylko pytanie, jakim cudem, właśnie zważywszy ich wybujały wiek.

    A otoz. Starszy Lisiecki moglby ewentualnie po protekcji pojechac jako pomocnik wychowawcy czy inny pomagier, ale na pewno nie jako kolonista. 19-latek, no litosci.
  • fornitta69 30.01.17, 16:01

    > Czemu omijasz sprawe swietlicy ? Lisieccy tam chodza.
    Tak sobie teraz mysle...Czy faktycznie chodza? Czy chodza tak jak Aurelia/Geniusia? Przeciez Lisiecka nie ma pojecia ani co robia jej wlasne dzieci,ani co robi dziecko powierzone jej opiece. Aurelia chodzi do obcych na obiadki, chlopcy- nie wiadomo gdzie chodza I co robia. Moze siedzieli faktycznie w swietlicy a moze znalezli sobie ciekawsze zajecia...
  • tt-tka 30.01.17, 16:31
    Chodza, chodza. jest gdzies w OwR wzmianka, ze ktos minal sie z nimi w drzwiach wlasnie gdy wychodzili czy wchodzili; i ze kolorowy telewizor tamze to dla atrakcja.
    Akurat w tym czasie na to, co zapewne rozumiesz pod nazwa "ciekawsze zajecia" byl wyjatkowy nieurodzaj. Sporo patroli na ulicach i spoleczna dyscyplina.
  • fornitta69 30.01.17, 16:56
    Ze kolorowy telewizor to dla nich atrakcja to mowila Lisiecka do Jedwabinskiej. (I,ze niby dla Aurelii tez.) Skoro ktos sie z nimI minal w drzwiach to jednak tam chodzili,nie pamietam tego fragmentu(choc gdybyby nie chodzilI to ich matka nie mialaby o tym bladego pojecia!). Co do czasow,to Ci wierze,jestem roznik 87 wiec nie mam pojecia jak to wygladalo wtedy... Czy np Lisieccy mogli wtedy po jakichs melinach sie wloczyc,czy wtedy meliny raczej nie funkcjonowaly?
  • tt-tka 30.01.17, 17:43
    Meliny w sensie miejsca, gdzie mozna nabyc nielegalnie alkohol, funkcjonowaly zawsze, niezaleznie od czasow i restrykcji.
    Melina w sensie miejsca, gdzie zbiera sie (i ewentualnie rozrabia) podejrzany element wtedy byly niezwykle latwe do likwidacji, wystarczyl telefon na komisariat :)
    Uliczna chuliganeria takze wowczas uspokoila sie albo zeszla do glebokiego podziemia - byl to jedyny okres, kiedy po Warszawie, w tym po szemranych dzielnicach chodzilam bez strachu i bez szwanku.
  • fornitta69 30.01.17, 17:55
    Dzieki. O te drugie meliny wlasnie pytalam ;)
  • ciotka_scholastyka 30.01.17, 21:41
    tt-tka napisała:

    > Chodza, chodza. jest gdzies w OwR wzmianka, ze ktos minal sie z nimi w drzwiach
    > wlasnie gdy wychodzili czy wchodzili; i ze kolorowy telewizor tamze to dla atr
    > akcja.

    W OwR? Zresztą, ani w OwR ani w BBB nie kojarzę mijania się z Lisieckimi w drzwiach. W OwR pani Lisiecka mówi Ewie, że Aurelia pewnie poszła do świetlicy z Markiem i Jarkiem, co wcale nie musi znaczyć, że to prawda.
  • tt-tka 30.01.17, 22:03
    Przysieglabym, ze bylo, ale klocic sie nie bede, bo musialabym sprawdzac. A mnie ani OwR, ani BBB nie ciagnie, przegladalam niedawno na potrzeby innego watku i niepredko wroce. Jesli w ogole.
  • vi_san 30.01.17, 22:10
    A, Tt-tko, że tak całkiem offtop - co z Pyzofrycami? Przypomnę, że grzecznie czekam, a coś wspominałaś, że po świętach Bożego Narodzenia Anno Domini 2016...

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • clov 31.01.17, 22:54
    ciotka_scholastyka napisała:

    > tt-tka napisała:
    >
    > > Chodza, chodza. jest gdzies w OwR wzmianka, ze ktos minal sie z nimi w dr
    > zwiach
    > > wlasnie gdy wychodzili czy wchodzili; i ze kolorowy telewizor tamze to d
    > la atr
    > > akcja.
    >
    > W OwR? Zresztą, ani w OwR ani w BBB nie kojarzę mijania się z Lisieckimi w drzw
    > iach. W OwR pani Lisiecka mówi Ewie, że Aurelia pewnie poszła do świetlicy z Ma
    > rkiem i Jarkiem, co wcale nie musi znaczyć, że to prawda.

    Chyba wiem: mijanie się w drzwiach następuje, ale nie w świetlicy a na klatce bloku na Norwida, i to dużo później - w DP, kiedy pan Jankowiak szuka Aurelii pod starym adresem. Lisiecki potrąca Jankowiaka, pluje na podłogę, a z tyłu dobiega oburzony krzyk matki ("Jarek?!"*) - co tworzy jakże subtelny kontrast z późniejszą sceną tym razem w wejściu do kamienicy Kreski, kiedy Pyza i Tygrys z uśmiechem przytrzymują drzwi starszemu panu, a Gaba może zbierać pochwały jak ładnie wychowała córeczki.
    * w ogóle ten okrzyk to btw jedyne co pozwala zidentyfikować młodego chuligana jako Lisieckiego :P

    W OwR na 99% nie było żadnej sceny w świetlicy, ale z niewiadomego powodu odniosłam wrażenie, że Lisieccy bywali tam często i chętnie, może przez ten zachęcający opis (kolorowe tv, bilard i gry - Lisiecka tu brzmi jakby osobiście skontrolowała pomieszczenie gdzie chodzą jej dzieci własne i powierzone). Aczkolwiek skoro młodzi kłamali, że nie spuszczają Aurelii z oka, mogli kłamać i co do przesiadywania w świetlicy.

    --
    "Impreza zaczęła się, kiedy wymyślono Wschód - i trwa do dzisiaj."
  • tt-tka 31.01.17, 23:03
    Bardzo mozliwe, ze mi sie nalozylo.
    Ile lat maja Lisieccy w IS, 9 i 6-7, czy to tez mi sie wydawalo ? Bo jesli tyle, to w OwR maja odpowiednio 14-15 i 11-12. w takim razie swietlica tak wyposazona jak opisujesz mogla byc dla nich atrakcja, zwlaszcza z braku innych atrakcji :), natomiast dla 6-letniej Aurelii nie. Tym bardziej jesli dominowala tam mlodziez wczesnonastoletnia.
  • bupu 28.01.17, 17:12
    fornitta69 napisała:

    > Ale jak sie urodzisz psychopata to cie nikt empatii nie nauczy- nie bedziesz je
    > j odczuwac I kropka. Czy psychopatia moze byc dziedziczna?? Bo tak mi sie zdaje
    > ,ale moze zle mi sie zdaje. A jezeli nie bylI psychopatami-kto ich mial nauczyc
    > empatii? Matka? Ida z panem Paszkietem probowali,ale pewnie chlopcom sie znudz
    > ilo I przestaLi przychodzic... Nie mowie,ze musieLi skonczyc jako bandziory,ale
    > bylo to realne.

    W IS Lisieccy są za młodzi, żeby im cokolwiek diagnozować, to raz. Dwa, psychopatia nie dziedziczy się w genach, trzy, matka Lisieckich na psychopatkę z żadnej strony mi nie wygląda.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • fornitta69 28.01.17, 17:16
    Z malych Lisieckich- psychopatow sie wycofalam. Ale ich matka to nawet jesli psychopatka nie jest, to I tak jest koszmarna I ich zaniedbuje.
  • bupu 28.01.17, 17:26
    fornitta69 napisała:

    > Z malych Lisieckich- psychopatow sie wycofalam. Ale ich matka to nawet jesli ps
    > ychopatka nie jest, to I tak jest koszmarna I ich zaniedbuje.

    Jak już napisałam, to że puszcza dzieciaki samopas po dzielnicy i nie reaguje na doniesienie Idy o maltretowaniu Lucypera, to trochę zbyt mało, żeby z Lisieckich mieli koniecznie wyrosnąć bandyci. Nieprzyjemne, mało empatyczne indywidua owszem, ale od razu draby, terroryzujące całe Jeżyce? No nie widzę tego.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • fornitta69 28.01.17, 17:37
    Nikt nie twierdzi,ze koniecznie musieli z nich wyrosnac bandyci,ale spokojnie mogli ;) Nawet dzieci dobrych i troskliwych rodzicow czasem schodza na zla droge,a co dopiero dzieci takiej Lisieckiej...
  • bupu 28.01.17, 17:45
    fornitta69 napisała:

    > Nikt nie twierdzi,ze koniecznie musieli z nich wyrosnac bandyci,ale spokojnie m
    > ogli ;) Nawet dzieci dobrych i troskliwych rodzicow czasem schodza na zla drog
    > e,a co dopiero dzieci takiej Lisieckiej...

    Takiej, czyli jakiej? Kurde, pod wieloma względami lepsza z niej matka, niż z Gabuni. Jarek i Marek przynajmniej byli odziani stosownie do pogody, nauczeni podstaw dobrego wychowania, a kiedy Ida pomalowała ich na zielono, Lisiecką trafił rzetelny szlag. Nie tylko z powodu zniszczonego mienia.
    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • fornitta69 28.01.17, 17:51
    Dla mnie brak reakcji na drecznie psa jej wystawia wystarczajace swiadectwo. Mam swira na punkCie obojetnosci wobec okrucienstwa wobec slabszych.
  • vi_san 28.01.17, 19:05
    To z ciekawości: czemu nie wieszasz zdechłych psów na Idusi, która pozwala swojemu troglodycie znęcać się nad słabszym kuzynem? Czemu bronisz Gaby, która WSZYSTKICH poza sobą samą ma w zadku? Która takoż pozwala na tłuczenie ponoć kochanego synka, która ignoruje wiele zachowań przemocy psychicznej ze strony Laury... Skoro takiego "masz świra" to miej go, proszę, konsekwentnie!

    --
    Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
  • fornitta69 28.01.17, 22:46
    Na Idzie nie wieszam, bo to jakby oczywistosc dla mnie,ze ona jest fatalna matka I to jak wychowuje Jozina to koszmar. Gaby nie bronie,tylko nie uwazam jej za obojetnego CKNUKa ;) W sumie trudno mi uwazac Gabe za cokolwiek,bo jej postac jest dziwna,zmienna,niekonsekwetnie I wg mnie nieprawdopodobnie napisana...
  • verdana 30.01.17, 14:24
    Kozio, o ile pamiętam wyłudza pieniądze i nie ma zamiaru ich zwracać, jest kompletnie zaniedbany, a nikt nie mówi, ze to psychopata i winien wyrosnąć na bandytę.
  • fornitta69 30.01.17, 15:49
    Mniejsza z wyludzaniem pieniedzy,przynajmniej nie robil tego sila. Ale Kozio jako ofiara przemocy I dziecko bardzo samotne tez mial hmm...powody,zeby miec ze soba pozniej wieksze problemy niz mial ;) Dziecko swietnie sie "zapowiadajace", dziecko z dobrej,kochajacej rodziny MOZE wyrosnac na bandyte. (Albo samobojce, morderce albo ... tu sobie mozna wpisac praktycznie wszystko)Dziecko majace zle sklonnosci I do tego zaniedbywane tym bardziej moze. Wiec ja Waszego zdumienia Lisieckimi nie rozumiem.
  • zla.m 30.01.17, 19:07
    Na podstawie IS naprawdę nie można wysnuć wniosków, że Lisieccy są zaniedbani, pochodzą z patologii etc.

    Mają matkę, bo tylko matkę poznajemy - niemądrą faktycznie, skupioną na sprawach materialnych, niezbyt sympatyczną, dzieci tresującą, a nie wychowującą. Ale z drugiej strony - jakby moje dzieci przyszły ubrudzone farbą i szlochając powiedziały, że jedna ruda nastolatka je oblała, to bym się wściekła. I słabo bym słuchała jej wyjaśnień, że to za psa... Wiesz, z punktu widzenia osoby, której ani to dzieci, ani pies, sprawa jest oczywista i słuszność leży po stronie Idy. Jeśli są to TWOJE dzieci, to masz tendencję do wściekania się na agresora i lekceważenia (umniejszania) winy dzieci. Lisiecka nie widziała malowania farbą, może wyobraziła sobie, że chłopcy chlapnęli na przebiegające zwierzę, a ta smarkata robi tu aferę, jakby go do drzewa przywiązali. Lisiecka nie jest idealna, ale zachowuje się jak normalna matka kochająca dzieci i broniąca ich, nawet wbrew rozsądkowi.

    Co wiemy dalej - matka wyjeżdża zostawiając dzieci pod sensowną opieką siostry, nagły atak choroby był nie do przewidzenia. W porównaniu z Borejkówną, która w wieku lat 14-stu urywa się z Czaplinka i nikt nie szuka jej przez milicję ani nawet tyłka spod tego namiotu nie rusza, to mali Lisieccy mieli nadopiekuńczą matkę.

    I NIC WIĘCEJ NIE WIEMY. RAZ dostają lanie. Takie były wtedy standardy, owszem, już wtedy krytykowane, ale niestety, istniały (por. np. straszenie pasem Romcia i Tocmi, dzieci w wieku lat 5-7!). Ojciec jest na kontrakcie. Zły, zły. Źle tak wyjechać, jak Grześ na stypendium, gdy żona w połogu.... och, wait.

    Podsumowując - Lisieccy, jak napisała chyba gat, nie są wymarzonymi przyjaciółmi i nie chowają dzieci tak, jak - moim zdaniem - powinni. Ale nie ma w tym sugestii, że hodują młodą bandyterkę. Z Lisieckich "powinni" wyrosnąć młodzi absolwenci zawodówki/technikum, może cwaniakujący trochę, może z tendencją do "organizowania" rzeczy (pracowe=wspólne=niczyje=można brać), ale do dość daleko od wymuszania przemocą pieniędzy od dzieci.

    PS
    Poza tym Ida &co się spisała, w BBB żadnego psa nie męczą :P

    --
    Odkąd dostałem ostatni rachunek za prąd jestem amiszem.
  • fornitta69 30.01.17, 19:10
    Ale,ale...Ida przyszla opowiedziec o psie PRZED pomalowaniem Lisieckich na zielono! Tak ze ten/ takze ten ;)
  • fornitta69 30.01.17, 19:16
    zla.m napisała:

    > Na podstawie IS naprawdę nie można wysnuć wniosków, że Lisieccy są zaniedbani,
    > pochodzą z patologii etc.
    >
    > Mają matkę, bo tylko matkę poznajemy - niemądrą faktycznie, skupioną na sprawac
    > h materialnych, niezbyt sympatyczną, dzieci tresującą, a nie wychowującą.
    "Tresujaca a nie wychowujaca" TO jest dla mnie wlasnie zaniedbanie dzieci. Nie muszą chodzic brudne,glodne,nie muszą widziec pijanej matkI tarzajacej sie po podlodze.
  • pi.asia 30.01.17, 20:37
    Nie uważam, żeby Lisiecka tresowała swoje dzieci. To niewłaściwe słowo. Oni nie są przerażeni, cisi i bezwonni, odzywający się i poruszający wyłącznie na rozkaz. Ona ich naprawdę wychowuje. Chłopcy potrafią być grzeczni w sposób nieosiągalny młodym Borejkównom. Ich maniery przy stole wręcz zdumiewają Mamę Borejko. Można to od biedy nazwać wytresowaniem a można - trafniej - kindersztubą.
    Lisiecka zaniedbuje za to wychowanie społeczne swych pociech. Ona nawet nie wie co to znaczy. Kiedy Ida przychodzi ze skargą, chłopcy dostają w skórę za to, że ktoś na nich naskarżył. Czyli w sumie za to, że coś przeskrobali. Belfersko - Lisiecki skrót myślowy.

    Aha - Ida mówi, że chłopcy "przywiązują psa do drzewa", Lisiecka lekceważy to przewinienie. Ja bym też zlekceważyła, bo oczyma wyobraźni zobaczyłabym psa na smyczy, przywiązanej do drzewa. Czy to jest znęcanie, wymagające interwencji?

    Gdy czytałam BBB po raz pierwszy, byłam bardzo rozgoryczona tym, co MM zrobiła z Lisieckich. Bo wyszło na to, że wszystkie starania Idy, Krzysia, pana Paszkieta, Basi i Borejków en masse poszły się obcyndalać, a seria wstrząsów, jakie przeżyli chłopcy (wyjazd matki, choroba ciotki, zatrucie Marka) i pomoc, jaką dostali, spłynęły po nich jak woda po kaczce.
  • fornitta69 30.01.17, 20:51
    Lisiecka lekcewazy przewinienie,po to zeby zbic z tropu Ide I dlatego,ze jakis pies ja guzik obchodzi,taka smutna prawda. Chlopcy dostaja w skore, po czym dalej mecza psa- z czego wnioskuje,ze oprocz sprawienia I'm lania Lisiecka nie zrobila nic wiecej w tej sprawie. Dlatego trudno mi jakos doceniac wychowywanie w wykonaniu Lisieckiej,pomimo dobrych manier chlopcow.
  • zla.m 30.01.17, 21:38
    fornitta69 napisała:

    > Lisiecka lekcewazy przewinienie,po to zeby zbic z tropu Ide I dlatego,ze jakis
    > pies ja guzik obchodzi,taka smutna prawda.

    Lisiecka umniejsza przewinienie, bo to przewinienie jej dzieci. A dzieci nasze, ex definitione, nie mogą być złe. Naprawdę, to ten sam mechanizm, co umiejszanie swojej winy+instynkt obrony młodego. A pies faktycznie może jej specjalnie nie obchodzić.

    Chlopcy dostaja w skore, po czym dal
    > ej mecza psa- z czego wnioskuje,ze oprocz sprawienia I'm lania Lisiecka nie zro
    > bila nic wiecej w tej sprawie.

    Aha, bo jakby dostali w skórę + kazanie lub karne sprzątanie łazienki, to na pewno by to coś zmieniło. Ona ich wychowuje złymi metodami, jest (teraz) powszechną wiedzą, że dzieci karane/bite, tylko się uczą lepiej ukrywać. Ale było wtedy powszechnym przekonanie (i miejscami istnieje do dziś), że pas, to najlepsza nauka, że "ojciec mnie parę razy sprał i wyszedłem na ludzi" i takie tam. Lisieccy nie są jakoś dramatycznie złymi rodzicami, mieszczą się w niskich stanach przeciętnej.

    --
    Pracuję z naprawdę wspaniałymi ludźmi. Są godni zaufania, uczciwi,
    nigdy nie powodują problemów. Zupełnie tam nie pasuję.
  • fornitta69 30.01.17, 21:45
    Tomcio I Romcia tez bylI tymI zlymi metodami wychowywani,jak sama zauwazylas. A jednak,oprocz dawania w skore,rodzice z nimI rozmawiali I jakos inaczej to wygladalo niz u Lisieckich. Oczywiscie,mozemy snuc przypuszczenia co powodowalo Lisiecka I jaka to ona byla dobra matka "poza ekranem",ale z tekstu to jednak nie bardzo wynika.
  • gat45 31.01.17, 07:56
    fornitta69 napisała:

    > Lisiecka lekcewazy przewinienie,po to zeby zbic z tropu Ide I dlatego,ze jakis
    > pies ja guzik obchodzi,taka smutna prawda. Chlopcy dostaja w skore, po czym dal
    > ej mecza psa- z czego wnioskuje,ze oprocz sprawienia I'm lania Lisiecka nie zro
    > bila nic wiecej w tej sprawie. Dlatego trudno mi jakos doceniac wychowywanie w
    > wykonaniu Lisieckiej,pomimo dobrych manier chlopcow.

    Mam do Ciebie osobistą prośbę : wyłącz ten cholerny angielski poprawiacz intuicyjny, jak piszesz na forum, proszę!!!
    Pewnie to głupota, ale mnie to tak strasznie denerwuje, że jeszcze monitor na zielono pomaluję, albo na stare lata rozwinę się w bandyterkę, albo i co gorszego...
  • fornitta69 30.01.17, 20:56

    > Gdy czytałam BBB po raz pierwszy, byłam bardzo rozgoryczona tym, co MM zrobiła
    > z Lisieckich. Bo wyszło na to, że wszystkie starania Idy, Krzysia, pana Paszkie
    > ta, Basi i Borejków en masse poszły się obcyndalać
    Starania Idy I spolki (zwlaszcza jesli trwaly krotko) mogly nie wystarczyc zeby zresocjalizowac trwale Lisieckich. I tak,jest to smutne,jak wiele rzeczy w BBB,ale nie jest naciagane ani nieprawdopodobne.
  • zla.m 30.01.17, 21:33
    Z tym tresowaniem masz rację. Chodziło mi o takie wychowanie: trzeba być grzecznym, robić to i owo, bo tak. Bo mama powiedziała, bo tak się robi, bo inni będą się śmiali. Nie ma takiego wychowania/tłumaczenia w stylu: zasady grzeczności są po to, żeby łatwiej wszystkim było ze sobą żyć; nie wolno bić innych, bo ich to boli; nie wolno kraść, bo ktoś pewnie ciężko pracował na swoje pieniądze i robisz mu krzywdę... To nie tresura faktycznie, ale też takie wychowanie dążące do tego, żeby dziecko wzorce zinternalizowało, ale bez zrozumienia, bez poczucia sensu (możliwe, że sami wychowujący nie mają do zaoferowania nic więcej niż "bo tak się robi/nie robi"). Ale nie uważam, że da się to podciągnąć pod zaniedbanie.

    --
    Bloguję, bo lubię...
  • pi.asia 30.01.17, 23:00
    zla.m napisała:

    >To nie tresura faktycznie, ale też takie wychowanie dążące
    > do tego, żeby dziecko wzorce zinternalizowało, ale bez zrozumienia, bez poczuc
    > ia sensu (możliwe, że sami wychowujący nie mają do zaoferowania nic więcej niż
    > "bo tak się robi/nie robi"). Ale nie uważam, że da się to podciągnąć pod zanied
    > banie.
    >

    Dokładnie tak. Ida zresztą mówi to samo: że Markowi i Jarkowi nikt nie powiedział, że robią coś złego.
  • bupu 31.01.17, 09:07
    zla.m napisała:


    > robisz mu krzywdę... To nie tresura faktycznie, ale też takie wychowanie dążące
    > do tego, żeby dziecko wzorce zinternalizowało, ale bez zrozumienia, bez poczuc
    > ia sensu (możliwe, że sami wychowujący nie mają do zaoferowania nic więcej niż
    > "bo tak się robi/nie robi"). Ale nie uważam, że da się to podciągnąć pod zanied
    > banie.

    Tego typu wychowanie było wtedy modelem bardzo powszechnym, chciałam wspomnieć. Dziecko miało być przede wszystkim posłuszne, a nie tam cokolwiek rozumieć. To jest stary model wychowawczy, który kilka pokoleń na sobie przerabiało.


    --
    Wiedźma
    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    http://archiwumpanahyde.laa.pl/
  • clov 31.01.17, 23:04
    verdana napisała:

    > Kozio, o ile pamiętam wyłudza pieniądze i nie ma zamiaru ich zwracać, jest komp
    > letnie zaniedbany, a nikt nie mówi, ze to psychopata i winien wyrosnąć na bandy
    > tę.

    A nie nie nie, Kozio jak najbardziej miał zamiar pooddawać długi; celowo pożyczał tylko od dzieci z Poznania i miał wszystkie adresy. Jego nieuczciwe zachowanie wobec wierzycieli (niepodanie swojego adresu, te ucieczki przed dziewczynkami na dworcu) wynikało z prób zatajenia całej sprawy przed siostrą. Też komplikacje wprowadziła nieobecność Józefiny i to, że na początku nie mogli znaleźć pieniędzy, które matka ukryła nie tam gdzie napisała.

    --
    "Impreza zaczęła się, kiedy wymyślono Wschód - i trwa do dzisiaj."
  • fornitta69 31.01.17, 23:30
    I wyludzal nie dla zysku,tylko z desperacji.
  • tt-tka 31.01.17, 23:44
    clov napisała:

    >
    > A nie nie nie, Kozio jak najbardziej miał zamiar pooddawać długi; celowo pożycz
    > ał tylko od dzieci z Poznania i miał wszystkie adresy. Jego nieuczciwe zachowan
    > ie wobec wierzycieli (niepodanie swojego adresu, te ucieczki przed dzie
    > wczynkami na dworcu) wynikało z prób zatajenia całej sprawy przed siostrą. Też
    > komplikacje wprowadziła nieobecność Józefiny i to, że na początku nie mogli zna
    > leźć pieniędzy, które matka ukryła nie tam gdzie napisała.

    Zgadza sie. Co nie zmienia faktu, ze Kozio klamie jak z nut, nie waha sie osmieszyc i zdezawuowac kolezanek, ktore oddaly mu przysluge, kreci i miga sie. Na kogo sie zapowiadal ? zwlaszcza ze tych jego zachowan, np. potraktowania Izabelki, ktora byla wobec niego wiecej niz lojalna, nikt nie koryguje.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka