Dodaj do ulubionych

Herbata. Czajnik 133.

13.03.16, 20:41
Znów piszę
Woda na herbatę
Wygotowała się.

William J. Higginson
Obserwuj wątek
      • popaye Re: Herbata. Czajnik 133. 13.03.16, 22:42
        dobry wieczór,-

        myślałem, że zdam Wam sprawozdanie z mojego przypadku chorobowego bo
        - choroby układu krążenia to najczęstszy powód "zejść" (z tego padołu) w cywilizowanym Świecie i jak to się "przeżyło", do tego 2 x w życiu (u mnie w odstępie ca.: 30 lat!), to może być interesujące smile

        - 2 x dopadło mnie zagranica i gdy by nie ten 1-szy raz, po którym biorę cięgle betablokery, kontroluje (okresowo) ciśnienie krwi i jestem "świadomy" mych ułomności
        pewnie już dawno nie było by komu o tym pisać smile

        - W odróżnieniu ode mnie, nie mieliście "praktycznych i osobistych" doświadczeń (jako pacjenci) z pobytu w "zagranicznych" Szpitalach.
        Ja, przez 35 lat, 4-ry razy miałem ta (wątpliwą) "przyjemność".
        A ponieważ, w międzyczasie, kilkoro członków mojej bliskiej rodziny (ojciec, matka czy Jej brat) pod "opieka" polskich placówek szpitalnych zakończyło swój żywot (panowie w wieku dużo młodszym niż ja teraz!), a ja z warunkami pobytu (i leczenia!) w tych "placówkach" miałem kontakt i były to (niby!) "najlepsze" Placówki Lecznictwa Otwartego (w Warszawie): Szpitale kliniczne AM (!) - miałem "porównanie".

        Tu nigdy nie bylem w jakimś "szczególnym" Szpitalu.
        Wszystko to były ogólnodostępne Szpitale "dla wszystkich" (miejskie lub prywatne ale świadczenia opłacane ze "standardowego" Ubezpieczenia Powszechnego.

        Mam, do czego się przyznam, tzw "ubezpieczenie dodatkowe (rozszerzone)" ale....
        korzytałem z niego tylko 1 raz! ( przy operacji usunięcia guza krtani) i to wyłącznie w zakresie luksusu "pobytowego" (samodzielny, jednoosobowy pokój) a nie świadczeń medycznych!.
        Ze związanym z tym "prawem" do opieki przez Ordynatora nie bardzo chciałem korzystać bo..... uważam iż każdy, szczególnie "rutynowy" zabieg chirurgiczny jest bezpieczniejszy (dla pacjenta) gdy przeprowadza go "praktyk-wyrobnik" kilkunastu operacji tygodniowo niż Ordynator który ostatni np.: wyrostek operował kilkadziesiąt lat temu w czasach swojego "stażu" na sali operacyjnej smile
        Gdy_bym "musiał", ostatnio, przebywać w Szpitalu dłużej, pewnie tez bym skorzystał z opcji samodzielnego pokoju, ale przy tego rodzaju dolegliwościach, na początku (jak czułem się "paskudnie", nie moglem spać i miałem uczucie stałego "niepokoju") to nawet lepiej gdy ma się (szczególnie w nocy) w pokoju "towarzysza" podobnie chorego niż bez przerwy samemu "wzywać" Pielęgniarkę sad

        Wszystko to (szczerze) opisałem, sam będąc zdumiony iż "dziś" zawal i metoda leczenia którą u mnie zastosowano to.... tylko tydzień pobytu w Szpitalu.
        Jasne iż trzeba to widzieć "razem" z 3-tygodniowym pobytem w Klinice Rehabilitacyjnej.
        Tam pobyt zaczynam od piątku smile
        Jak na razie, zadzwoniłem tam i "zastrzegłem" sobie iż dojadę tam sam(autem)! i rezygnuje
        z dowożenia mnie (z domu do Kliniki) transportem "karetka".
        PopayE_owa dołączy do mnie tydzień później (ma jakieś zobowiązania "zawodowej natury") "na Święta" albo..... ja zrobię sobie przerwę z okazji Świąt i wrócę do domu smile.

        Jeśli Was interesuje "jak wygląda taki pobyt" w niemieckim Sanatorium (zakres usług i metody rehabilitacji) chętnie zdam Wam takie sprawozdanie.
        Doświadczeń jeszcze nie mam bo, mimo iż moglem korzystać np.: przy mych schorzeniach związanych z kręgosłupem, nigdy, tak na serio, nie brałem tego pod uwagę.
        No ale teraz "stary" jestem to.... czemu nie?.

        pozdr.,-
        • alfredka1 Re: Herbata. Czajnik 133. 14.03.16, 11:48
          Dzięki za odzew . a starością to niektórym z nas ocząt nie wykłuwaj.
          Z pobytu w niemieckim sanatorium mieliśmy sprawozdanie od szwagra /męża Czubatka/.
          Było to przed laty i byliśmy pełni podziwu i ... zazdrości.
          Teraz czekamy na Twoje opisanie .
          p.s. Popajku , uwierz - my naprawdę martwimy się o Ciebie /teraz już mniej smile)//


          --
          http://i46.tinypic.com/2s6v4zn.jpg
          • alfredka1 Re: Herbata. Czajnik 133. 14.03.16, 16:59
            Zamiast deseru trochę uśmiechu smile)

            Prawdy podstawowe pisu. Dodaj do ulubionych




            jaga_22 12.03.16, 12:23

            Link Podziel się
            Cytuj Odpowiedz

            Jeżeli chcesz być oddanym zwolennikiem PiS, czyli prawdziwym patriotą, uczciwym, głęboko moralnym obywatelem, wzorowym katolikiem, a także dobrze płatnym prezesem czegoś, na czym się kompletnie nie znasz, powinieneś pamiętać i przy każdej okazji powtarzać, że:

            1. Trwa zmasowany atak całego świata na Polskę.

            2. Świat boi się Polski, bo nabroił, i teraz, gdy Polska wstała z kolan, może światu przyłożyć.

            3. Komisja Macierewicza bezstronnie i fachowo dojdzie do prawdy, tzn. ogłosi, ile dokładnie bomb podłożył Tusk.

            4. Trybunał Konstytucyjny już dawno próbował zabrać po 500 zł każdemu dziecku, nie tylko drugiemu, i za te pieniądze jeździć po Chinach.

            5. Trybunał Konstytucyjny zniszczyła Platforma Obywatelska, ale szczęśliwie udało się to naprawić. Żadnego problemu już nie ma. Komisja Wenecka i Parlament Europejski idą na pasku agresorów (patrz pkt. 1.), ale my im pokażemy.

            6. Protesty KOD się kończą.

            7. Protesty KOD są opłacane z zagranicy i mają niewielką liczbę uczestników. Co to znaczy masowa demonstracja, pokaże dopiero nasz marsz poparcia dla rządu, gdy wyprowadzimy na ulice milion oceniony przez policję na pięć milionów.

            8. Polacy mają prawo poznać prawdę o swojej historii. Porozumienia Sierpniowe 1980 r. podpisywali założyciele "Solidarności", tzn. Lech Kaczyński z bratem. Niestety agent SB Lech Wałęsa zniszczył ich dorobek przy Okrągłym Stole, zakładając esbecko-niemiecko-rosyjskie kondominium pod mylącą nazwą "III RP". Na szczęście zrywem wyborczym 25 października 2015 r. Naród skruszył kajdany i Polska odzyskała niepodległość.

            9. Unia Europejska nas wydoiła.

            10. Głosowanie w Sejmie inaczej, niż głosuje PiS, jest podważaniem wyników demokratycznych wyborów.

            11. Wszystko, co robią politycy opozycji, wynika z żalu za korytem, od którego zostali oderwani. (Uwaga! Na czas sprawowania rządów przez PiS koryto przestaje być korytem, staje się miejscem bezinteresownego działania dla dobra Narodu. Miejsce to wróci do nazwy "koryto" zaraz po przejęciu władzy przez opozycję).

            Cały tekst: wyborcza.pl/1,75968,19754790,wybor-prawd-podstawowych.html#ixzz42gcOaoyX



            --
            http://i46.tinypic.com/2s6v4zn.jpg
              • mammaja Re: Herbata. Czajnik 133. 14.03.16, 22:43
                Znamy go i podziwiamy !
                Popaye, ja byłam "prawie" pacjentem przed laty w londyńskim szpitalu, gdzie operacje oka przeszedl moj synek, a ja moglam byc a nim w pokoju płacąc symbolicznego funta, z pelnym wyżywieniem, menu do wyboru i prześcielaniem nam obojgu łożek codziennie. To był rok 79 ubieglego wieku i kontrast z polskiemi szpitalami był niesamowity. Teraz jestem bardzo zadowolona z Międzyleskiego Szpitala ( dawniej kolejowy), gdzie w zeszłym roku był operowany mój mąż i pozwolili mi byc z nim caly czas, wręcz dostalismy dwuosobowy pokój. Za darmo smile Nowa część szpitala jest na poziomie eurpejskim - miło mi to napisać smile
                • popaye Re: Herbata. Czajnik 133. 15.03.16, 09:18
                  właśnie TO mnie, Mila MM, zawsze zastanawiało!.
                  Jak "pop....." trzeba mieć we łbach, by np. w sytuacji ciężko chorych dzieci, do tego nieszczęścia jeszcze dokładać izolacje od rodziców a szczególnie matek! sad
                  To jest ten pier..... komunizm i najpaskudniejsze świetojebie.
                  Świetojebie bo... znając to z własnej praktyki "znienawidziłem" (przecież niesłusznie!) w ten sposób, jako dziecko instytucje Kościoła (KK bo nie znalem wtedy "innego").
                  Jako (chyba) 6-cio latek zachorowałem na odrę i trafiłem do (do zasłużonego swoja droga) Szpitala Dziecięcego na ul.Litewskiej.
                  To było "rzut kamieniem" od mojego domu (mieszkaliśmy na Bagateli obok Pl.Unii)
                  ale matka (czy babcia która dla mnie była apoteozą ciepła i rodzinnej atmosfery) w żadnym przypadku nie mogły mnie odwiedzać !!!!.
                  W tamtych czasach (wczesne lata 50-te) większość pielęgniarek to były siostry zakonne (w habitach i "wielkich" nakryciach głowy) które "obsługiwały" to towarzystwo ca:
                  20-30 dzieci (takie tam były wtedy sale szpitalne) i... (od czasu do czasu) "odwiedzał" nas ksiądz!!!.
                  Dla tych małych dzieci (wszystkie m/w w tym wieku bo wtedy choruje się na odrę) gdy jedno zaczynało płakać i krzyczeć MAMO! to (w minutę) cala sala darła się wniebogłosy a "pocieszać nas" przychodziły te siostry-łapiduchy i... ksiądz sad((
                  Noż k..... jego mać.....
                  Jak (zaraz później) poszedłem do Szkoły, nauczycielką religii (jeszcze wtedy była w Szkole) była taka sama zakonnica i (nieraz) ..... ksiądz ("podobny" do tego ze szpitala).
                  No to.... nie dziw się iż "ja" (i mnie podobni) jak najszybciej stali się .... ateistami smile).

                  Pierwsze co "poznałem" w atmosferze zamkniętych Placówek Służby Zdrowia na tzw. "Zachodzie" (a.... znajomość z "Zachodem" rozpocząłem od.... pobytu w Szpitalu jako ofiara wypadku, dosłownie w ca.: 2-ie godz. po przejechaniu ówczesnej granicy Zach. Niemiec) to GENERALNA zasada (obowiązująca do dziś!) to nie utrudniać kontaktu chorych z rodziną (żadnych tam "ograniczanych godzin odwiedzin" a już na pewno NIGDY nie oddzielać (małych) dzieci od matek!.

                  Komfort psychiczny chorego to podstawa terapii!.
                  Stad, "otwierałem gębę", ja człowiek z "demoludów" iż w Szpitalach, na każdym oddziale, po za pokojami chorych, zawsze jest co najmniej jedno pomieszczenie gdzie można przebywać z odwiedzającym członkiem rodziny i .... kawiarnia (dla pacjentów i odwiedzających) jest tak samo ważna jak .... gabinet zabiegowy a np.: na oddziałach onkologii dla kobiet będzie zawsze gabinet kosmetyczny czy fryzjerski bo..... to równie ważne jak lekarstwa czy operacje!.
                  Żadna pielęgniarka, nawet najsympatyczniejsza, nie nakarmi czy nie uspokoi
                  pacjenta-dziecka tak jak jego własna matka!.

                  Wiem, dzisiaj i w Polsce tak jest! ale ja się z tym spotkałem "tam" przed (bez mała)
                  40-tu laty i (mam wrażenie) "zawsze" tak było! smile

                  Serdecznie pozdr.,-
    • wedrowiec2 Re: Herbata. Czajnik 133. 16.03.16, 20:59
      Popaye, trudno porównywać systemy lecznictwa, szczególnie, gdy jest się pacjentem dostającym na kolację chleb ze słonymi paluszkamismile Równie dobrze można dyskutować o zaletach oddychania atmosferą Jowiszawink
      Pojutrze jedziesz do wód - odpoczywaj i wracaj do zdrowiasmile
      • mammaja Re: Herbata. Czajnik 133. 17.03.16, 23:55
        Ja nie wiem jak mam "zajrzeć" w dzisiejsze Google sad
        Popaye, napisze kiedy indziej o ul. Bagateli, bardzo mi bliskiej smile Życzę wspaniałego odpoczynku i rekonwalescencji.
        A koszmar dziecka w szpitalu przeżyłam na Siennej, kiedy synek mial żółtaczkę i na siłe zostal wpakowany do szpitala zakażnego bez odwiedzin - tylko przez szybę. Straszne sad
      • popaye Re: Herbata. Czajnik 133. 20.03.16, 20:38
        Jeżeli chcecie, podczas pobytu "u wód", zaoszczędzić sobie wyrafinowanych wrażeń kulinarnych
        á la Wędrowiec (na kolacje: chleb ze słonymi paluszkami) to.... polecam Wam jedno z Uzdrowisk
        niemieckich (w b. zachodniej części Niemiec).
        Jestem (od piątku) kuracjuszem Park Klinik w Bad Hermannsborn smile
        www.kbh.de/die-klinik/der-park.html
        www.google.de/maps/place/Park+Klinik+Bad+Hermannsborn+GmbH+%26+Co.+KG,+Hermannsborn+1,+33014+Bad+Driburg/@51.7635581,9.0565217,16z/data=!3m1!1e3!4m2!3m1!1s0x47ba55b9b49a27a9:0xf53376d0a12cc5df
        Pisałem już o moim pobycie w Szpitalu, prowadzonym przez utalentowane (biznesowo) Siostrzyczki-franciszkanki www.franziskus.de/willkommen.html
        A ze jestem ubezpieczony w Barma Krankenkasse de.wikipedia.org/wiki/Barmer_GEK#/media/File:Barmer-gek.svg
        i Sanatorium w Bad Hermannsborn jest stałym (umownym) świadczycielem usług rehabilitacyjnych dla "mojej" Kasy Chorych, na rehabilitacje pozawałową trafiłem tu i ja.
        Czytaliście może "Czarodziejską górę" (niem.:"Der Zauberberg") Tomasza Manna?
        - jeśli nie to polecam smile a m.in. dlatego, ze atmosfera (i częściowo) "environment" Uzdrowiska w którym przebywam to .... przeniesiony w realia XXI wieku (supernowoczesna część lecznicza
        i hotelowa) rok 1924: osiemnastowieczny pałac z przepięknym 18-hektarowym parkiem i "dworskimi" zabudowaniami (była powozownia, stajnie, domki ogrodników i służby).
        Pałac, który trudno było by przerobić na nowoczesny hotel jest "bazą" administracyjno/restauracyjną
        i lekarską (gabinety zabiegowe, SPA itp.).
        Połączone z pałacem (szklanymi "łącznikami" by nie paskudzić zabytkowej architektury "nowoczesnymi" dostawkami hotelowo/sportowego przeznaczenia) budynki zabudowy są tak przemyślnie skonstruowane iż cała ta olbrzymia kubatura zabudowań można "zwiedzać" nie wychodząc na zewnątrz zabudowań: system wind i szklanych, wielopoziomowych łączników umożliwia korzystanie ze wszystkich urządzeń lekarskich i sportowych (baseny, hala sportowa czy fitness) prosto "z pokoju" bez opuszczania zabudowań smile.
        O terapii napisze Wam innym razem, wyjaśnię teraz skąd te skojarzenia z "Czarodziejską Górą" smile

        Jak się mieszka?
        - standard typowego 4-ro gwiazdkowego hotelu.
        Jeżeli mieliście okazje mieszkać w Hotelach w rodzaju Holiday Inn czy Novotel to to jest TO (identyczne pokoje i ich urządzenie).
        Różnice: nie ma barku z alkoholami sad, łazienka bez wanny za to z wygodnym prysznicem i (porównawczo) "większa".
        Nie ma barku - fakt, ale każdy pokój ma balkon z widokiem na piękny park.
        To.... Teutoburger Wald
        www.google.de/search?q=teutoburger+wald&client=safari&rls=en&prmd=ivnsm&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=0ahUKEwjVk-Dz9M_LAhXEJZoKHWBEBrIQsAQIHw
        więc, z racji ukształtowania terenu (żadnych poziomych przestrzeni = albo "w góre" albo "w dól")
        wynika fakt iż strajkują zarówno telefony jak i odbiór TV.
        Za kablowa TV (41 programów, niestety żadnego polskiego) stałe łącze Internetowe i telefon (stacjonarny) trzeba płacić!.
        Nie są to jakieś "wielkie" sumy, za miesiąc tych usług podczas mojego tu pobytu, zapłaciłem (z góry) ca.: 120 Euro.

        Posiłki:
        - w pałacu jest restauracja i elegancka "Park Café".
        jako pacjent mam wszystko All inclusive: śniadania i kolacje to tzw "szwedzki bufet", obiady
        (5 zestawów do wyboru + sałatkowy bufet) ale posiłki podawane przez kelnerów (!).
        Ten fakt czyni różnicę iż to nie "stołówka" i wymaga tez odpowiedniego ubrania (!!) przy posiłkach.
        Ew. "tolerowane" jest wejście na śniadanie "w dresie" (bo niektórzy maja zabiegi już o 7°° rano!)
        ale w porach obiadu i kolacji to (raczej) będzie "źle widziane".
        Ciekawostka: żadnego alkoholu (nawet piwa - nie! co dziwne bo to Niemcy!) - kelnerzy dolewają ....
        (do eleganckich pucharków) - wodę mineralną smile
        www.bad-driburger.de/sortiment/bad-driburger-mineralwasser.html

        "Park Café" (czynna do 22??) - dobra kawa, wielki wybór ciast i ciastek ale.... żaden alkohol!.
        Wieczorem (po 19°°) muzyczne "towarzystwo" (fortepian lub smyczkowy kwartet) studentów Szkoły Muzycznej.
        Ca.: 1/2 gości to pacjenci.
        Uzdrowisko utrzymuje się na (rel.) wysokim poziomie bo .... obowiązuje tu, powszechna w Niemczech zasada: "choroby leczy medycyna i... socjalne (rodzinne) związki"
        Mile widziane są osoby "towarzyszące" (żona, mąż, przyjaciółka, przyjaciel) i tych naturalnie traktuje się w pełni komercyjnie = koszty hotelowe czy restauracyjne pokrywa "klient" w 100% ich wartości "rynkowej".
        Ja, (pacjent) place za wszystko (z wyjątkiem "extraktów" jak Internet, tel. i TV) 10 Euro /dziennie.
        Towarzystwo małżonki (od czwartku) kosztuje ca: 90 - 100 Euro/dziennie (2-gie łóżko w pokoju hotelowym + posiłki).
        Ale ja = pacjent, zona: - "wczasowiczka" smile)

        Mimo tych kosztów, większość pacjentów jest wraz "z osoba towarzyszącą".
        Tylko hmmm.... czemu eis dziwić?, przy tych chorobach (tu rehabilitowanych): zawały, wylewy i diabetis, ludzi "młodych" tu (raczej) nie ma.
        A.... jak się (finansowo) "wytrzymało" mieć zonę (czy męża) przez .... kilkadziesiąt lat to i (wspólny)
        pobyt "rehabilitacyjny" się wytrzyma smile))

        pozdr. Was serdecznie smile
    • popaye Re: Herbata. Czajnik 133. 23.03.16, 20:12
      Drodzy Moi,-
      nie chciał bym by te moje opisy nabrały posmaku w stylu: "... Na deptaku w Ciechocinku...."
      bo to było by przekłamanie.
      Jesteśmy w Niemczech (nie w Polsce) i to fakt iż Ubezpieczyciel stwarza mi warunki terapii w luksusowych warunkach za "śmieszną" opłatę (te 10 Euro/dzień to moja częściowa odpłatność za wyżywienie i Ubezpieczyciel jest prawnie zobowiązany ta symboliczna opłatę pobierać, ale reszta, wraz ze świadczeniami lekarskimi, rekreacyjnymi i hotelowymi jest za darmo!).
      Ale, ze to Niemcy "właśnie" to kuracjusz jest zobowiązany (!!) programu terapii dotrzymywać
      i brać (aktywny!) udział we wszystkich obowiązkowych zajęciach, badaniach i ćwiczeniach.

      Nie dotrzymasz tych "warunków" - hmmm..... przecież nikt Ci głowy nie urwie, tylko OBCIĄŻĄ takiego pacjenta pełnymi kosztami: zabiegów, hotelu, wyżywienia itp.itd. - no i brachu: "trzymaj się za kieszeń" smile)

      Zabiegi "kuracyjne" to są dla osób towarzyszących. To są "miłe i sympatyczne" zajęcia (masaże, naświetlania, kąpiele błotne i dla pań: kosmetyczne "fiki miki" smile ) .
      Ja (i mnie podobni) jesteśmy na rehabilitacji (zawałów, wylewów, bypasow, wszczepianych zastawek itp. itd.) i to już inna "para kaloszy" (i mniej przyjemna ale ratująca życie).
      Każdy pacjent ma tzw. "książkę zabiegów" (musi ją zabierać na wszystkie zabiegi i terapie)
      a codziennie w jego "skrzynce pocztowej" jest wydruk planu zabiegów na następny dzień.
      Chcecie poznać mój dzisiejszy?

      (Terapeutyczne zabiegi są obowiązkowe. Wykłady, imprezy czy zajęcia "rozrywkowe" - nie)

      06:15 - Terapia "dziennego światła"
      (nie jest obowiązkowa ale służy likwidacji niepożądanych skutków działania melatoniny wydzielanej w mózgu podczas snu).
      Panie często korzystają, - ja nie jestem aż tak "wrażliwy".

      06:45 - Kontrola zaw. cukru we krwi (w laboratorium) OBOWIĄZKOWA
      następne kontrole dzisiaj: 10°° i 14°°

      08:45 - Sport "rehabilitacyjny" - OBOWIĄZKOWY!
      tylko 1/2 godziny z terapeuta w grupce 6-cio osobowej ale "pożałujecie" każdej minuty w ciągu ostatnich 45 lat (jak ja!) kiedy: NIC nie robiliście by poprawiać sprawność swoich stawów, scięgen i mięśni smile))

      09:20 - Wizyta u lekarza prowadzącego (OBOWIĄZKOWA)
      - omówienie wyników dot.badań, i "bla-bla" jak to u lekarza.....

      11:15 - Świadome odżywianie "dzisiaj" - wykład w auli
      nie jest obowiązkowy, ale warto wysłuchać specjalisty (ki) od żywienia co takim chorym (jak ja) "służy" i czego unikać "jak diabla" i ew. czym to zastąpić.

      13:00 - "Behandlung m.Gerinnungshemmern" ( stosowanie środków zwalniających krzepliwość krwi) - wykład w auli.
      Jak każdy wykład "nieobowiązkowy" ale.... jak komu Zycie miłe , miał jakiekolwiek zabiegi chirurgiczne związane z sercem (i układem krążenia) i do końca życia (jak - ja) musi brać takie środki - będzie "głupi" jak takiego wykładu nie wysłucha.
      Szczególnie Ci co biorą leki z heparyną - jak lubią (długo!) żyć, lepiej by wiedzieli "jak ten zając "biega" smile) , tu nawet zastrzyki domięśniowe są zakazane!, a uważać trzeba przy każdym "agresywnym" zabiegu (np. rwanie zęba) o chirurgicznych zabiegach już nie mówiąc.

      14:00 Erstgespräch Socjaldienst
      Hmmm..... rozmowa z referentem prawnym Sanatorium o.... sytuacji prawnej pacjenta i o tym jakie dokumenty (upoważnienia, potwierdzone notarialnie oświadczenia itp) są potrzebne w wypadku np: trwalej utraty świadomości pacjenta itp.itd.
      Propozycje pomocy (dostarczenia formularzy, dorady prawnej itp) przy załatwianiu takich formalności.

      16:00 - Gimnastyka w basenie OBOWIĄZKOWA
      Sama przyjemność (bo w wodzie: "po szyje") ale hmmm..... "beztroskie pluskanie" to to nie jest! smile

      17:00 Ergometertraining ("rower pod obciążeniem") OBOWIĄZKOWE

      17:50 Rotlichttherapie (naświetlania "czerwonym światłem") - nieobowiązkowa terapia (panie to lubią!) ponoć "zmniejszająca uczucie bólu i napięcia mięśni.


      18:30 - Kurs: "Internet dla początkujących Seniorów" - naturalnie nieobowiązkowy

      20:00 - katolicka Msza św. - w kaplicy pałacowej - jasne, ze tylko dla amatorów wieczornego hardcore (protestanci będą mieli jutro! ) smile

      W "międzyczasie" trzeba znaleźć czas na posiłki i..... "przyjemności" albo: żyć ZDROWO i NIE chorować! smile)

      I tak będzie pełne 4-ry tygodnie (u mnie - do polowy kwietnia), a jak stwierdzą (u mnie) początkowy diabetes to.... jeszcze weselej sad

      Wystarczy w gogle maps wpisać Park Klinik Bad Hermannsborn by "zobaczyć" iż to jest (w pewnym sensie) "koniec Świata" - Wsch.Westfalia, do tego Teutoburger Wald = diabeł mówi dobranoc smile
      "Największa atrakcja" to Paderborn (skrajny konserwatyzm, siedziba katolickiego biskupstwa)
      oddalony ze 30 km. (krętymi jak diabli drogami).
      Żeby tam dojechać (nie wiem po co? - chyba żeby się piwa w knajpie napić) trzeba przejść przez cały park do parkingu (z 800 m. choć "z górki" ale potem "pod górę" smile ) , wiec trzeba się "zadowalać" tym co jest na miejscu! smile
      Sympatyczna kawiarnia, baseny i sauna (dostępne dla wszystkich kuracjuszy od 18°°-22°°), kort tenisowy (kryty), spacery po (oświetlonym!) parku i ... książki (na każdym pietrze w hotelowej części "ogólnodostępne" regały z dużą iloscia literatury (w tym nowości!) na zasadzie "sięgasz i czytasz", jak skończysz: odstaw na miejsce smile, sala kinowa z codziennym wieczornym seansem starych filmów (amerykańskich przede wszystkim).
      Jakoś się "przeżyje" bo (pewnie) w domu tez by nie było (atrakcji) więcej.

      Mila Omeri,-
      Niemcy to Kraj "przyjazny" psom (do każdej knajpy, np. można wejść z "czworonoznym przyjacielem".
      Ale.....
      Sklepy spożywcze, Szpitale i (ostatnio) budynki w Uzdrowiskach są dla psów "niedostępne".
      Nie wiem w czym rzecz, ale zapanowała tu jakaś "panika" na punkcie mikrobów czy bakterii?
      To samo było w Szpitalu a tutaj "wszędzie" (np.: na korytarzach hotelowych, przy pokojach zabiegowych itp. wiszą automaty Sterilium Virugard a nad nimi "wielkie" napisy: "...Haben Sie sich schon Ihre Hände desinficiert?..".
      Nie wiem. boja się jakiejś epidemii czy co?
      Przykro mi, ale tak jest.
      Ukochany czworonóg musi zostać "w domu" sad

      pozdr.,-
    • jan.kran Re: Herbata. Czajnik 133. 05.04.16, 19:10
      Odkurzam herbaciarnię i zasiadam zkieliszkiem sherry.Wróciłam z pracy i odpoczywam.U nas sporo emocji bo Młoda pojutrze jedzie do Berlina , znalazła na dwa miesiące pokój i szuka intensywnie pracy.
      Będę tęsknić za wizytami w Monachium i Bawarią ale zarazem się cieszę na eksplorację Berlinasmile
    • jan.kran Re: Herbata. Czajnik 133. 13.04.16, 20:17
      Ja spożywam czekoladę z orzechami plus czerwone wino plus:

      m.youtube.com/watch?v=2ZfV8E6DZ0A

      Jest dobrze.
      Nie mogę się nacieszyć nowym gniazdkiem.
      I cieszę się na Berlin , córka zachwycona nowym miejscem choć Bawarka z mowy i mentalności.

      • popaye Re: Herbata. Czajnik 133. 11.05.16, 22:56
        Fakt, czas na herbatę smile

        Moja codzienna taka bardziej prozaiczna
        = torebka + woda (z elektrycznego) czajnika.
        Samowara nigdy nie mieliśmy choć sprzęt (zaparzacz BODUM-a) owszem, tylko już "gdzieś" zapakowany sad
        Mimo wszystko, to co się zaparzy (z tej torebki) pite w porcelanowej filiżance (V & B) - nie ze ja taki "elegancki" tylko wszystko inne już (dawno!) się .... potłukło! smile

        Nigdy nie lubiłem pić herbaty ze szklanki, nigdy tez takowych w (moim) domu nie było.
        Zresztą to chyba zwyczaj (herbata w szklance) typowy dla Rosji czy Turcji a herbaty "po turecku" (gotowanej, pioruńsko mocnej i zawsze! przeraźliwie słodkiej) - nigdy nie lubiłem.

        pozdr.,-
        • jan.kran Re: Herbata. Czajnik 133. 17.05.16, 23:34
          Omeri mam nadzieję że niedługo ogarną Cię weselsze myśli...
          Ja się ciągle zbieram żeby coś napisać ale albo czasu nie mam albo mnie lenistwo ogarnia.
          Nie zdążyłam zdać relacji z manifestacji siódmego maja ( była o nas wzmianka w głównej norweskiej gazecie ) a już jutro idę na spotkanie w sprawie protestu pod siedzibą premier Norwegii.Pan Prezydent Duda przybywa do Oslo 23-go majasmile
                • alfredka1 Re: Herbata. Czajnik 133. 19.05.16, 21:51
                  Wznosimy toast urodzinowy ... obyś zdrowa była , przyjaciół wokół siebie życzliwych miała
                  i oby pogoda ducha Cię nie opuszczała nawet w tych poplątanych czasach.
                  pp.s. a Pokerkowi łapki ściskamy smile)


                  --
                  http://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/ua/qd/vorf/3ObNBm7mbFY2T8v6mX.jpg
                          • popaye Re: Herbata. Czajnik 133. 24.05.16, 19:16
                            Alfredko nie załamuj mnie sad

                            Spędziłem 3 dni na Mazurach (asystowałem przy rozładunku naszych przewiezionych mebli) i....., przy okazji, "powalczyłem" (kosiarka, podkosiarką i wreszcie kosa) z zielskiem które zarosło naszą (he,he) posiadłość tak na wysokość "chłopa" sad
                            Nigdy chyba nie uda nam się tej działki doprowadzić do "jakiego-takiego" wyglądu sad
                            Żeby mi było "weselej" Ty tu takie zdjęcia wklejasz.........

                            Jestem (znów) w naszym mieszkaniu gdzie próbuję zebrać i wywieść (na śmieci) resztkę pozostałości po naszym 30-to letnim tu zamieszkiwaniu (od byle jakich mebli po piwniczne regały, i śmieci aż po..... parapetowe kwiatki których na pewno nie będziemy "ciągać" ze sobą).
                            Jeszcze tydzień i jedziemy "do domu", ja - po 38 latach od chwili gdy (w czerwcu 1978r)
                            wyjechałem na ....... 2 tygodnie do Francji by Paryż zobaczyć smile)).
                            Z Warszawy do Paryża jechałem ..... 3 lata (fakt, auto miałem "podłe" ale nie to było przyczyną tak długotrwałej drogi smile ), no to nie dziwota, ze i "w druga stronę" trwało trochę dłużej smile)

                            pozdr.,-
                            • alfredka1 Re: Herbata. Czajnik 133. 24.05.16, 20:56
                              Chwasty i nierowno porośnięte trawniki maja swój urok . Radzę wygolić tylko ścieżki , będzie oryginalnie.
                              Czy "posiadłośc jest ogrodzona ?? gdy tylko urządzicie się prosimy o zdjęcie terenu i domu .
                              Tylko nie spieszcie się, powolutku urządzicie się nie tracąc sił..
                              Pozdrawiamy Was serdecznie , oby Wam się mieszkało miło, zdrowo i bez tęsknot za tym co się zostawiło.

                              --
                              http://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/ua/qd/vorf/3ObNBm7mbFY2T8v6mX.jpg
                              • popaye Re: Herbata. Czajnik 133. 24.05.16, 22:21
                                tak Miła Alfredko, nasza "posiadłość" jest ogrodzona (na wysokość ponad 2 metrów), kamerowana i "strzeżona" (jeśli wierzyć Agencji "ochrony" z którą podpisaliśmy umowę).
                                Ścieżek, podjazdów, przejazdów i "przejść" (na szczęście) nie muszę "golić" bo wszystko jest wyłożone "klinkierem" (jasne, ze to jakaś "podróbą" bo tańsza niż oryginał!) ale nie zmienia to faktu iż wszystko co "nie utwardzone" to ZIELSKO sad
                                Ta "roślinność" jest wyjątkowo "dorodna" i zawdzięczam ja Firmie która niwelowała teren (po zakończeniu prac budowlanych) i ... nawiozła nam sporo "urodzajnej" ziemi co pewnie jest i prawdą (ta urodzajność) bo mlecz, osty, komosa i pokrzywy wyjątkowo szybko rozpoznały jej "wspaniale" właściwości plenne sad(

                                Nie chciałem (i nie chcę) nigdzie klasycznego "trawnika" bo.... nie mam ochoty ganiać po nim, co parę dni, z kosiarką i dostawać "wysypki" na widok każdego ostu, kępki mchu czy kreciego "kopca".
                                Ale,- nie posianie (czy nie posadzenie) tam "niczego" od samego początku było, jak widać, - błędem bo to co "samo" się posiało (i urodzajnie wzeszło!) - brrrrr......

                                Pewnie "kiedyś" uda się to doprowadzić do "jako/takiego" wyglądu.
                                Obawiam eis jednak, ze .... życia mnie nie starczy.
                                Dobrze, ze mam wnuki, może Im się KIEDYŚ to uda! smile))

                                pozdr.,-
                                • mammaja Re: Herbata. Czajnik 133. 24.05.16, 23:28
                                  I tak podziwiam Twoją aktywność, Popayu ! Jednak lepiej posiać trawę, bo koszenie jest latwiejsze niż koszenie chwastów smile Moj jest mocna spsiały i powinnam go zregenerować, ale to jedna z tych rzeczy odkladanych "na przyszły rok ". Fajnie byłoby zobaczyć waszą posiadlość na fotce, chociażby z daleka !
                                  • popaye Re: Herbata. Czajnik 133. 26.05.16, 22:52
                                    dzięki Kochani za porady, - "coś" pewnie się (kiedyś!) z tych pomysłów zrealizuję smile
                                    Nie umiem się (sam/siebie) oszukiwać i wiem, ze każdy "do zaakceptowania" (przeze mnie) ogród to przede wszystkim CZAS!.
                                    Nic, w naszym klimacie, a już na pewno żadne drzewa czy krzewy a i byliny nie rosną "jak w tropikach" wiec szanse na realizację moich pomysłów, z racji wieku
                                    mam hmmm...... "takie sobie" smile).
                                    Moje dzieciaki maja piękny ogród i na to potrzebowali (bagatela) ca.: 25 lat, dobrego projektu, dużo "kasy" i cały ten czas permanentnej opieki (i pracy!) profesjonalnej firmy ogrodniczej - ot i cala: "wielka tajemnica" smile))
                                    Ja (raczej) nie mam tyle czasu, na pewno takich środków (finansowych), cierpliwości, fantazji i możliwości.

                                    Do tego, są takie realia: chwasty sobie porastają, ja -w oddaleniu ca.:1.400 km. (jeszcze 5 dni!), a jak dojedziemy to....
                                    mam(y) do dokończenia: schody na antresolę nad sypialnią, wykonczy? naszą "osobistą" łazienkę (brak wanny!) , pokrycie (drewnem) 2-ch tarasów, rozpakowanie 138 kartonów z książkami (i duperelami), montaż kuchni, regałów (na książki), dokończenie instalacji 2-ch kominków, umeblowanie pomieszczeń itp., itd + 1000 innych rzeczy i wszystkie hmmm..... bardzo "WAŻNE" smile)))))

                                    Nawet nie wprowadzimy się do "domu" tylko (na czas tego galimatiasu) do małego apartamentu który w przyszłości będzie dla rodziny, Przyjaciół i znajomych - ten przynajmniej w pełni wykończony (z aneksem kuchennym, łazienką i.... pięknym widokiem na jezioro!, ale malutki (ca: 60 m.kw) i z upierdliwym wejściem na 1-sze piętro budynku garażowo/warsztatowego sad.

                                    Przez ten cały czas zielsko sobie będzie rosło i .... rosło.
                                    A mnie będzie "krew zalewała" czyli wreszcie (chciana!!!) NORMALNOŚĆ o której marzyłem dłuuuugie życie na nie-chcianej "emigracji".

                                    pozdr. serdecznie
                                    Wasz "miłośnik (pięknych) ogrodów
                                    przydomowych" smile)
        • mammaja Re: Herbata. Czajnik 133. 31.05.16, 22:45
          Jkoś zupelnie jestem w "niedoczasie'. Nawet na wieczorna herbatke nie zdążam sad Jakaś zimna kawa od poludnia tu stoi i robi za herbatkę. Ale myśł co czeka Państwa Popayow ( te kartony !) przyprawia mnie o zawrót głowy. Nie będziecie się nudzić , to pewne smile Gratuluje i wspólczuję. A 60 m to znowu nie taka malizna na dwoje smile Na przetrwania wystarczy !
    • popaye Re: Herbata. Czajnik 133. 12.06.16, 22:53
      mecz oglądałem w Warszawie ale i na Mazurach by nie było z tym kłopotu.
      Na szczęście odbiór satelitarnej (czy "cyfrowej") TV nie jest ograniczony dla jakichkolwiek (równinnych) terenów Kraju a wymaga tylko odpowiedniej instalacji antenowej.
      Ta, na szczęście, już jest smile.
      Jesteśmy, od przedpołudnia, w Warszawie bo mamy niezbyt przyjemna okoliczność rodzinną (zmarła siostra popayE_owej).
      Nie wdając się w szczegóły (okoliczności, życzeń oraz sytuacji rodzinnej i wyznaniowej zmarłej) związane z tym faktem uroczystości "około" i pogrzebowe będą trwały od jutra do środy, wiec tez następne 3 dni będziemy w Stolicy.

      pozdr.,-
      popijając Liptona z malinowym sokiem.

      • alfredka1 Re: Herbata. Czajnik 133. 16.06.16, 20:02
        Przy lampce wina i oglądaniu nagranego filmu będę spędzałaa ten wieczór.
        Porozmyślam o odchodzeniu bliskich , znajomych .....
        Ostatnio odeszła mama Josarny , Mąż Muraszki , bratanek PULINY i siostra żony naszego Tomasza sad(
        wszystkim współczuję ....i

        --
        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/ua/qd/vorf/3ObNBm7mbFY2T8v6mX.jpg
        • mammaja Re: Herbata. Czajnik 133. 19.06.16, 20:39
          Dawno mnie nie było. ale takie jest życie wypełnione rozmaitymi przewidzianymi i nieprzewidzianymi
          sprawami. Pogrzebów też niestety parę było zupelnie nieplanowanych. Koniec roku w UTW sprawozdawczość itp. Pogoda piekna, dzisiaj dzień spokojny. Cieszę się, ze macie internet nad jeziorem - w słowotok też zagrywam, przyznaję smile Okoliczności w Warszawie raczej smutne - ale cóż - wracajcie na wieś - ksiązki pewno czekaja na rozpakowywanie !
              • popaye Re: Herbata. Czajnik 133. 24.06.16, 23:40
                jestem "w domu" mila Alfredko.
                "W domu" tzn.: w (miejmy nadzieje iż krotko!) w świetnym pomieszczeniu "na urlop" ale hmmm.....to nie mieszkanie, takie jak lubimy, z wygoda łózka do którego jesteśmy przyzwyczajeni (a nie rozkładanej kanapy), normalnej kuchni (ze wszelkimi rafinesami i urządzeniami), lazienką z wanną (dla popayE_owej) i ...... ciągłym brakiem wszystkiego co "mamy" ale.... szukamy w stercie kartonów i pakunków zawalających nasz "potężny" (na 4-ry auta) garaż tak dokładnie iż moje auto stoi "na zewnątrz" smile

                Na jakim jesteśmy etapie?
                ano, hmmm..... wszędzie "coś" brakuje.
                Najczęściej to są drobiazgi ale i...... problem z tym "ale" bo w żadnym przypadku już nie damy się wpuścić w jakiekolwiek kompromisy - będzie GOTOWE to się wprowadzamy, nie - to dalej mieszkamy w apartamencie, nawet gdyby to miało trwać do sierpnia czy września (oby NIE!).

                Na nic nie mamy czasu!, ale to dotyczy (chyba?) większości emerytów, - mam jezioro "na wyciągniecie ręki" i.... od 3-ch tygodni nie bylem ani razu na naszym pomoście (!),
                łódka?- jak ja przepłynąłem z "zimowiska" do miejsca cumowania w porcie (5 min. jazdy autem od naszego domu) - tak jeszcze nie bylem bo.... kiedy? smile))))
                Eeeeehh....
                Upały, rzeczywiście wściekłe ale, na szczęście, nasze budynki jeszcze nigdy nie "wygrzewane"
                wiec (wewnątrz) miła temperatura 20-22°C gdy na zewnątrz pow. 30°.
                Dzisiaj, z perspektywy apartamentowego okna (1-sze piętro) zauważyłem iż nasze jezioro "zakwitło" (efekt upałów!) i woda w nim ze "szmaragdowej" zrobiła eis.... zielonkawa.
                (to negatywny efekt "przenawożenia" jezior, na szczęście przejściowy - potrwa ca 2-3 tygodnie).
                Od tego weekendu - Wakacje = urlopy (rodzinne z dziećmi) i początek turystyczno-wczasowego "szaleństwa" (wrzaskliwie, tłoczno i wszędzie brak np.: miejsc na zaparkowanie i jeziora "pełne" zagłówek ale i wściekle warczących, szybkich łodzi motorowych, niestety najczęściej w rękach mało rozsądnych "kapitanów" sad
                Na szczęście, jak rozwój zielonych glonów w (za!) ciepłej wodzie, spokój i miła cisza oraz (miejscowa) "normalność" wróci z końcem Wakacji.
                Byle do.... września! smile)
                pozdr.
              • omeri Re: Herbata. Czajnik 133. 24.06.16, 23:57
                Źle znosimy upały, właśnie wróciliśmy Alfredko kochana z wieczornego spacerku i wreszcie jest znośnie , bo tylko 26 stopni. Wentylatory chodzą, a w pespektywie mam pracujący weekend, bo egzaminy. Ale w firmie jest klima i nawet muszę zabrać jakiś sweterek!
                Popey, życzę cierpliwości i szybkiego wprowadzenia się do gotowego wymarzonego domu.
                Teraz jeszcze woda mineralna i prysznic.
    • wodnik33 Re: Herbata. Czajnik 133. 25.06.16, 20:40
      Obejrzałem wszystkie mecze piłkarskie naszej reprezentacji. Denerwowałem się a szczególnie dzisiaj.
      I po co mi to było? Beze mnie i tak by wygrali a o wynikach dowiedziałbym się z internetu. No ale stało się.
      Popajowi życzę spokojnego rozpakowania wszystkich kartonów. A jak opuszczą jeziora wyścigowcy motorowodni będziesz mógł od rybaków kupować pyszną rybę sielawę. O ile wiem na wędkę jej się nie łapie. Chyba że mając łódkę sam z siecią wyruszysz na połowy. Życzę sukcesów.
      A piłkarskim kibicom dalszych emocji przy oglądaniu meczów.
      Ale ja, trochę sceptyk, dlaczego tak się emocjonowałem?
      • popaye Re: Herbata. Czajnik 133. 27.06.16, 22:32
        Drogi Wodniku,-
        piłka nożna hmmm.... "aż tak" mnie tez nie emocjonuje a "honor" polskiej Reprezentacji: he, he ......

        Jasne, oglądam prawie wszystkie mecze (we "wrażej" TV), zaskakują mnie wyniki niektórych spotkań
        -fakt, ale przy "polskich" meczach ani mnie duma nie rozsadza ani nie miałem (dotychczas) powodów
        by zachwycać się szczególnym kunsztem piłkarskim naszych Reprezentantów.
        No może za wyjątkiem występów Błaszczykowskiego ale......
        Jest przecież czas "dobrej zmiany" a ponoć Kuba to wspólny syn Błaszczaka i Waszczykowskiego
        - wyróżniających się członków obecnego Rządu wiec niczego innego, w Jego wydaniu, się nie spodziewałem smile).

        Za "typ" z sielawa i wskazówki dotyczące techniki jej połowu - dzięki!.
        Po 60-ciu latach moich (świadomych!) doświadczeń z Mazurami (Regionem, historia, obyczajem
        i mieszkającymi pozostałościami "Aborygenów"), wiele takich nowości zawdzięczam radom tzw. Dobrych Ludzi.
        Jeszcze trochę pożyję i pewnie się trafi taki co mnie "przekona" by (na starość) nie zamieszkać w jakiejś Metropolii czy innym "mieście" tylko przenieść się "całkiem" na Mazury! (?).
        Jak bym siebie nie "znał" to pewnie i w takie rady bym realizował smile)).

        Z wędkarstwa "wyleczyłem" się już przed kilkunastu laty, nawet (chyba) pisałem o tym na naszym Forum.
        W odróżnieniu od wszystkich(!) członków mojej najbliższej rodziny nie jestem szczególnym fanatykiem "owoców morza" czy ryb - w ogóle, ale hmmm.... Mirek Gworek to mój sąsiad
        (z sąsiedniej Wsi!), przyjaciel mojego Zięcia (fanatyk jedzenia ryb i wszystkiego co "pływa" i to na całym Świecie) a Restauracja Gworka ponoć jedna z najlepszych w Europie jeżeli chodzi o ryby słodkowodne.

        pl-pl.facebook.com/GworekGosciniec
        www.gworek.pl/przetwórnia/nasze-produkty/28-sielawa#comments

        Gwarantuje Ci ze i sielawę tam podają! i...... (choć żaden ze mnie "smakosz") jasne, ze nie raz sielawy próbowałem.
        Chyba w postaci wędzonej "jeszcze ciepła!" mnie smakuje najbardziej.
        Jeziora Bełdany i Mikołajskie to "matecznik" tej ryby która (w okresie międzywojennym) była w całych ówczesnych Niemczech chyba najbardziej znanym artykułem eksportowym z tego Regionu Prus i pewnie stad powszechne przekonanie o jej "wyjątkowości".
        Mimo, ze u Gworka wszystkie ryby podają absolutnie bez ości (nawet "wachlarz z leszcza" czy okonie pod każdą postacią !) to osobiście wole.... węgorza (jeszcze "ciepłego" po uwędzeniu) ale to ponoć ulubiona ryba takich co to się "na rybach" (i ich smaku) nie znają smile

        pozdr. serdecznie
        Ukłony dla Małżonki i Córy,-

        pE
        • alfredka1 Re: Herbata. Czajnik 133. 28.06.16, 21:49
          Małżonka Wodnika dziękuje za pozdrowienia smile
          Popaye drogi - miód w me serce wlałeś pisząc o rybach i swoim apetycie na nie .
          Dawno temu jadłam, bez zachwytu ale i bez obrzydzenia
          .A od parudziesięciu lat nie mogę, już sam "zapach" odrzuca mnie od stoisk z rybami i od bud z rybami na Wybrzeżu. a przecież w domu jadałam i ryby /smażone/ i nawet raki /odwłoki ich !/
          Jadłam niegdyś węgorza kanadyjskiego, nawet dobry był.




          Mecze oglądałam przed 40. laty , nawet emocjonowałam się "rogalem" Szarmacha czy innymi zagraniami naszych /i nie tylko/ piłkarzy.
          Teraz będę oglądała tylko mecz o pierwsze i drugie miejsce ... ale jeżeli będą rzuty karne będę wychodziła ...
          Cierpliwosci Ci życzę do turystów maści wszelakiej . Wrzesień też jest piękny na jeziorach, a potem nastaną mrozy i bojery czekają. Niesamowita frajda . Doświadczyłam tej przyjemności kilka razy , gdy do Gizycka przyjeżdżałam .
          ojojoj rozpisałam się ale jszcze słów parę :
          zaczynamy wyjazdy na skraj Puszczy - już są jagody i pokazały się grzyby.
          Uściski dla Państwa serdeczne...


          --
          http://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/ua/qd/vorf/fyP8N2oWPTgGANVbqX.jpg
          • wodnik33 Re: Herbata. Czajnik 133. 30.06.16, 20:28
            Do wieczornej herbaty :


            WOJCIECH MŁYNARSKI
            WINA TUSKA

            Pociąg spóźnił się do Buska ? wina Tuska.
            Podupada kurort Ustka ? wina Tuska.
            Groch się jakoś marnie łuska ? wina Tuska.
            W Totku Ci nie wyszła szóstka ? wina Tuska.
            Zaszkodziła Ci kapustka ? wina Tuska.
            Cioci Zosi siadła trzustka ? wina Tuska.
            W szczerym polu uschła brzózka ? wina Tuska.
            W gardle Ci uwięzła kluska ? wina Tuska.
            Dyszel złamał sie u wózka ? wina Tuska.
            Waza stłukła się etruska ? wina Tuska.
            Zimny deszczyk w oczy pluska ? wina Tuska.
            Gorzkie łzy ociera chustka ? wina Tuska.
            Połamała nóżki kózka ? wina Tuska.
            Księdzu z głowy spadła piuska ? wina Tuska.
            Polska to kolonia ruska ? wina Tuska.
            Na stadionach rąbanina ? Tuska wina.
            Spytasz mnie publiko moja, a cóż to za paranoja?
            To katechizm jest prześliczny sporej partii politycznej.
            A dlaczego Panie święty ten mój wierszyk nie ma puenty?
            W miejsce puenty mgła i pustka ? wina Tuska.

            • mammaja Re: Herbata. Czajnik 133. 01.07.16, 00:47
              No i skończy się wreszcie szaleństwo polskich kibicow. Szkoda, bo grali bardzo dobrze - ale tak wlaśnie bywa. Natomiast stopień przeładowania TVN "strefami kibica" był juz przesadzony.
              Popaye, tak to juz jest - jak się ma dom nad jeziorem, więcej czasu pochłania codzienność niż relaks.
              Zwłaszcza na etapie urządzania się. Będzie czas jesienią, zapewne smile
        • popaye Re: Herbata. Czajnik 133. 26.07.16, 23:17
          wszystko O.K. Alfredko Miłasmile

          Fakt, upierdliwych deszczy na Mazurach raczej nie ma, choć "problem" tu to nie deszcz
          (który i owszem nieraz popada) ale gwałtowne burze czyniące potężne szkody.

          Grzyby akurat są (podgrzybki i prawdziwki) w ilościach hmmm... "znośnych" = taki nieudacznik jak ja w kole (puszczy!) o promieniu ca 100 m. potrafi znaleźć łubiankę grzybów (same kapelusze bez odnóży) w ca.: 30 min.

          To następny "ewenement" mazurski: jak są grzyby to "są" a w okresach gdy ich nie ma to.... nie znajdziesz NIC ! smile)

          pozdr.,-


Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka