Dodaj do ulubionych

Fajny film wczoraj widzial(a)em

05.02.05, 10:54
- Momenty byly?
- Maaasz!
Tym cytatem z niezpomnianych Manka i Jedrka otwieram watek filmowy. Dzielmy
sie wrazeniami z obejrzanych filmow, polecajmy, odradzajmy, przypominajmy,
jak cos ciekawego ma sie pojawic danego dnia w TV. Jednym slowiem - kinomani,
telemaniacy i recenzenci do klawiatur! smile)

--
To jest moja opinia i ja ją podzielam smile)
Edytor zaawansowany
  • kanoka 05.02.05, 11:48
    W niedzielę - 6 luty- "monsunowe wesele" na TVP1.
    Bollywood cd wink
    Oczywiście - obowiązkowo obejrzę smile)
    A Wy?
    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • maryna04 06.02.05, 00:20
    Ja nic nie polecam, ale chcialam sie zapytac na okolicznosc slowa Alternatywa -
    czy serial Alternatywy 4 oglada sie tak samo dobrze jak kiedys, bo jesli nie,
    to chyba lepiej zachowac tamto wrazenie i nie wypozyczac. A moze jednak warto?
  • instant 06.02.05, 00:39
    Maryno, warto!
    Dla mnie Bareja nigdy sie nie zestarzeje. "Misia" znam niemal na pamiec i moge
    go ogladac na okraglo. Teraz juz na szczescie jako cos w rodzaju science
    fiction smile
    Dzis natomiast obejrzalam "Closer" (Blizej). Jutro napisze, jakie wrazenia, jak
    juz sobie je poukladam w calosc.
    --
    To jest moja opinia i ja ją podzielam smile)
  • onkwe 06.02.05, 04:46
    "Ray" - niesamowity film, niesamowite aktorstwo, Jamie Foxx. Legenda R&B,
    ukazana z wszystkimi jego slabosciami, ulomnosciami i demonami przesladujacymi
    go przez lata.
    Ogladaliscie?
  • instant 06.02.05, 13:03
    "Bliżej" (Closer)
    to film wybitnie dla doroslych i to niekoniecznie ze wzgledu na miejscami
    dosadne slownictwo, scene typowego sex-czatu, czy z "gabinetu" w klubie go-go.
    Do tego filmu trzeba dojrzec i miec juz pewne doswiadczenie emocjonalne, nabyte
    z wiekiem. Nie jest to zwykla historia "czworokata", czyli dwoch par bedacych
    ze soba w zmieniajacych sie konfiguracjach (zawsze jednak heteroseksualnych,
    zeby nie bylo niejasnosci). Dla mnie jest to studium zwiazkow miedzyludzkich we
    wspolczesnym swiecie, opowiesc o nieumiejetnosci kochania, zrozumienia (nawet
    swoich wlasnych oczekiwan, nie mowiac juz o oczekiwaniach partnera), o
    bladzeniu po wlasnych emocjach i uczuciach, o braku umiejetnosci sluchania
    innych i wsluchiwania sie w samego siebie i o powierzchownosci, chociaz emocje
    w nim az kipia. Kazdy z bohaterow traktuje pozostalych, a zwlaszcza aktualnego
    partnera jak wlasne lustro, w ktorym szuka swojego lepszego i bardziej dla
    siebie zrozumialego odbicia. Chciaz film jest adaptacja sztuki teatralnej, a
    obsada aktorska zostala przez rezysera (Mike Nicols) zredukowana do minimum
    (doskonali Jude Low, Clive Owen i Natalie Portman, znana z roli dziewczynki
    z "Leonie zawodowcu" oraz "cienka jak barszczyk", depresyjna Julia Roberts)
    jest on kameralny, ale nie przytlaczajacy, miejscami zabawny, miejscami
    szokujacy doslownoscia, chociaz chwilami rozlazi sie w szwach. Ale to tylko
    moje subiektywne odczucie. Tym, co najbardziej zapadlo mi w pamiec, jest tekst
    jednej z bohaterek, mlodej stripteaserki Alice, granej przez Natalie Portman. A
    brzmi on mniej wiecej tak :
    " Zawsze jest taki moment opamietania, że gdy zakochujesz sie w jakiejs osobie
    to masz szanse sie temu oprzeć i zastanowic czy tego naprawde chcesz i do czego
    to może prowadzic. W takich momentach pokazuje sie swoja siłe lub
    niedojrzalosc".
    Bohaterowie, wszyscy , bez wyjatku okazuja w filmie to drugie.
    A poza tym dobra muzyka.
    Polecam ten film wszystki, ktorzy szukaja w kinie nie tylko rozrywki, lecz
    rowniez tematow do przemyslen i lubia sobie "pofilozofowac" smile

    --
    To jest moja opinia i ja ją podzielam smile)
  • nokata 06.02.05, 13:19
    Pod sloncem Toskanii

    Choleeeera... po raz pierwszy slowa "cieply, wzruszajcy i refleksyjny film"
    wypowiedziane o filmie znacza dokladnie: cieply, refleksyjny i wzruszajacy
    film, a nie (w domysle) "gniot nie do ogladania uwielbiany przez kabotynow
    zwanych krytykami filmowymi".
    Film dla duzych i wrazliwych dziewczynek i duzych wrazliwych chlopczykow.
    Za kilka dni ogladam go jeszcze raz. Wzrusza.

    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
  • popaye 06.03.05, 08:45
    swietnie zrecenzjowalas ten film!.
    Dzieki!,-
    Twoje wrazenia moglbym tylko przepisac (slowo - w slowo!) smile).
    pozdrawiam,-
    pE
  • malgorzatka60 03.07.06, 00:03
    fajny film - z wielką przyjemnością go oglądam.
    Chociaż są to czasy o których chętnie bym zapomniała.
  • nokata 06.02.05, 13:21
    Magnolia

    Genialna Julianne Moore. Cruise mial chyba spadek biorytmu.
    Jako ze scenariusz pisal Paul Thomas Anderson, to wiadomo juz dlaczego film
    jest taki dlugi: wierszowki wszedzie obowiazuja.
    A ze i sam rezyserowal go, zapomnial w nawale zajec
    co wlasciwie jeszcze istotnego chcial pokazac.
    Deszcz zab jest calkiem uzasadniony:
    zaba zyje w srodowisku wodnym, a film mooocno rozwodniony
    (metaforyczne samokrytyka rezysera Paul-a Thomas-a Anderson-a,
    brawo za jego skromnosc!).
    Tym niemniej po odcedzeniu kartofelkow sa one smaczne,
    dobrze okraszone i gorace.
    Film jest zdecydowanie logicznym dowodem na bezsens sloganu "Jam sam sobie sterem zeglazem okretem".
    Wprawdzie dwukrotne ogladanie to strata czasu, ale majac termos z kawa
    i zdolnosc logicznego myslenia,
    film z pewna przyjemnoscia mozna obejrzec.
    Mi udalo sie i bez kawy i za piewszym podejsciem.
    I nie zaluje zbytnio

    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
  • nokata 06.02.05, 13:25
    Wszystkich cierpiacych na chroniczna bezsennosc zapraszam na film
    "Lost in translation".
    Film wybitnego fachowca usypiania odplatnego, Sofii Coppoli
    (corki TEGO Coppoli, ale widac pozytywy ojca nie sa dziedziczone przez dziecko
    - ale widac rowniez ze dobre nazwisko tuszuje doskonale pustke artystyczna).
    W filmie za grosz romantyzmu, ona - znudzona i swedzi ja pomiedzy
    duzymi palcami, on - szuka beznamietnie, a nie wie czego szuka.
    Niby mialo byc cieple, a sa cieple flaki w oleju,
    niby mialo byc wzruszajace, a wzrusza jedynie przewod pokarmowy.
    Ale, pokazac spleen to trzeba scenarzyste a nie Sofie Coppole....
    juz trzeci film jej na ktorym nacialem sie.
    Jedna jedyna warta w filmie uwagi rzecz: ujecia nocnego Tokio.
    Deczko oszalamia.
    W sumie jednak nuda wieje z filmu tak, ze zdechle rok temu komary
    prosza o zmilowanie i eutanazje.
    Polecam cierpiacym na ciezkie przypadki bezsennosci.


    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
  • nokata 06.02.05, 13:28
    Terminal

    To nie jestst film. to jest F I L M ! ! ! ! Troche z Kafki, troche z Mrozka. Cale szczescie ze i troche sentymentu (ale nie sentymentalizmu)
    znalazlo sie w nim i nieco slodyczy cukierkowej.
    Ale jest w nim i cos wiecej: Bezdusznosc urzedasow, ich tepota i debilizm.
    Jest rowniez pokazana determinacja i cierpliwosc kogos,
    kto koniecznie chce wypelnic przyrzeczenie, kogos honorowego.
    I optymizm. Ze jednak mozna, ze chodzby z nieba lecialy zaby
    (Polacy mowia ze co innego z nieba leci)
    to i tak mozna dokonac rzeczy pozornie niemozliwych.
    Pokazane, ze i wrogowie (mlotowaty szef bezpieczenstwa lotniska)
    czasami ida po rozum do glowy i zaczynaja byc ludzmi.
    Pokazana rowniez (czy to ma byc wlasnie ten infantylizm - raczej nie,
    chociaz moze i troche przerysowana) solidarnosc ludzka, chec pomocy
    bezinteresownej innym - leki dla "kozy".
    Film jak szlachetny kamien znaleziony w grudzie blotnej mazi.
    Obmyj go ze slodyczy, obmyj go z lakiery, a nagle okaze sie ze to film
    o twardym czlowieku robiony dla twardzieli.
    Dawno juz zaden film nie zrobil na mnie tak wielkiego wrazenia.
    Ale... Spielberg... Zapraszam.
    Mina 2 godziny i nie zauwazycie uplywu czasu.
    A sale kinowa opuscicie z dreszczem wzruszenia na kregoslupie.


    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
  • nokata 06.02.05, 13:32
    Mystic river

    Aktorzy - szparagi "na bosko"
    Rezyser - doskonaly groszek z marchewka
    Scenariusz - niezle przyrzadzony chrzan
    Operator - Krem pistacjowy
    Polaczcie to razem w jedno danie i zjedzcie.
    Smacznego.
    Film do ogladania na stojaco.
    Zeby nie zasnac.

    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
  • nokata 06.02.05, 13:35
    Gothika

    Dosc, a nawet calkiem zgrabnie wyrezyserowany film.
    Film troche do "bania sie"
    (ale bez przesady, kropli nasercowych nie trzeba zabierac z soba)
    a troche rozrywkowy kryminalek "kto zabil".
    Scenarius (ale jestem malkontentem!) momentami traci spojnosc,
    tyle ze taka maruda jak ja to zauwazy.
    Potwierdza sie tu moja skromna opinia:
    Halle Berry nie jest jednak aktorka wybitna, nie jest nawet bardzo dobra.
    Jest aktorka jak setki innych i to tyle mozna o niej powiedziec.
    Nie wiecej.
    To Penelopa Cruse powinna grac glowna role, a nie ta bidusia.
    To wlasnie jej, drugoplanowa, rola jest moim zdaniem najlepsza w tym filmie.
    Przeslania w nim nie znalazlem, raczej opisany realny przypadek
    z dodatkiem kropelkli zjawisk paranormalnych,
    jaki moze (i chyba w swej istocie wydarzyl sie kiedys) miec miejsce.
    Uwazam ze jezeli obejrzysz film nie zmarnujesz czasu.

    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
  • warum 06.02.05, 13:48
    Masz talent do streszczaniasmile N.powinienes tylko skatalogowac odrebnie co
    warte, a co niewarte poleceniasmile Czy cos ci moiw tytul "Dwie milosci"?
    chcialabym sie cos wiecej dowiedziec, a nic poza tytulem nie mamsad
  • nokata 06.02.05, 14:05
    Transamerican Killer

    Stary Maciascyk omawiajac ten film porownal go do herbaty:
    "A dzie ze un sie ulung? "
    Film rytmiczny.
    Scena (w roznych ubrzaniach) powtarza sie co ok 20 minut.
    Scena dosc kiepska. Druga jej powtorka jest juz niestrawna.
    A jest ich chyba z 5
    Ogolnie popluczyny.
    I to nie po jakims filmie, a po zmywaku w knajpie "Czar PGR"
    Jezeli masz szacunek dla wlasnego czasu, lepiej poloz sie sie i nic nie rob.
    Bardziej pozytecznie spedzisz czas,
    a i zaoszczedzisz bolu szczek przy ziewaniu.
    A mial to byc horror...
    Buuuuaaaaaaa

    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
  • instant 06.02.05, 17:05

    --
    To jest moja opinia i ja ją podzielam smile)
  • warum 06.02.05, 17:28
    ? Tylko tyle?smile
    Rzadko bywam w kinie, ale osttnio zrobil na mnie silne wrazenie film The
    Bridges of Madison Country z Clintem Eastwoodem i Meryl Streep. Nie powiem
    dlaczego, ale polecam wszystkim pokreconym.
  • instant 06.02.05, 17:31
    Ops, przepraszam, za wczesnie mi sie kliknelo, a potem zadzwonil telefon smile)
    Widzialam ten film kiedys w TV. Na razie wkleje streszczenie, ktore gdzies
    znalazlam, a potem sporobuje sobie przypomniec. Z tego co pamietam, to nic
    nadzwyczajnego, ale da sie obejrzec.
    Młoda niemiecka dziennikarka, Christina, ma przygotować reportaż z Mazur. W
    dniu wyjazdu do Polski jej samochód zostaje ukradziony. Babcia Christiny, Elza,
    zgadza się pożyczyć swój samochód pod warunkiem, że wspólnie odbędą tę podróż.
    Elza bowiem pochodzi z Mazur, których nie widziała od lat. Chce odszukać swoją
    pierwszą miłość, Polaka Joachima. Obie nawet nie przypuszczają, jak bardzo ta
    podróż odmieni ich życie.
    --
    To jest moja opinia i ja ją podzielam smile)
  • gaja_1 06.02.05, 19:02
    Warum, o jeden dzień za późno spytałaś.
    W piątek na Polonii leciał .
  • kanoka 06.02.05, 19:09
    A dzisiaj - przypominam miłośnikom egzotyki z bollywood - na TVP o 20.10
    Monsunowe wesele
    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • warum 06.02.05, 19:30
    Buuu, ale dziekuje za odzew. I kiedys go namierze. A malo to filmow o milosci?
    czyms sie pocieszesmile
  • onkwe 07.02.05, 00:41
    Film oparty jest na wydarzeniach spisanych w pamietniku jednego z dwoch
    bohaterow, wydarzeniach, ktore mialy miejsce na poczatku lat 50-tych w Ameryce
    Pld. Dwoch mlodych studentow medycyny postanawia przemierzyc kontynent na
    motocyklu. Podroz trwa dziwiec miesiecy, punktem startowym jest Buenos Aires, a
    trasa przebiega przez Argentyne, Chile, Peru.
    Nie jest to jednak wycieczka krajoznawcza, choc widzowie maja okazje co rusz
    podziwiania dzikich krajobrazow Sierra Maestra, rozleglych wyzyn czy "zielonego
    piekla". Jednak czynnikiem, ktory sprawia, ze film ten nabiera szczegolnej
    wartosci nie sa ciekawostki przyrodniczo-geograficzne, a ludzie. To oni,
    przecietni mieszkancy miast, wiosek, osad poludniowoamerykanskich, przez ktore
    przejezdzaja mlodzi aspiranci na doktorow, pozostaja najwazniejszym elementem
    obrazu. Na nich skupia sie rezyser, przekazujac nam, oczami mlodych bohaterow
    ich codzienna walke o przetrwanie, o prace, nie omieszkujac, co wazne
    wprowadzac elementow humorystycznych, rozladowujacych sytuacje w momentach gdy
    czujemy sie przytloczeni ogromem ludzkiego nieszczescia, biedy i problemow
    natury socjo-politycznej, z jakimi borykaja sie do dzis mieszkancy tych
    terenow.

    Nie bede tym, ktorzy nie obejrzeli filmu zdradzac jego zakonczenia i
    przeslania. Powiem jedynie, ze jeden z uczestnikow tamtej, niezapomnianej
    podrozy zyje do dzis, ma 81 lat, a nazywa sie Alberto Granado.


  • josarna 17.02.05, 21:44
    warum napisała:

    > ? Tylko tyle?smile
    > Rzadko bywam w kinie, ale osttnio zrobil na mnie silne wrazenie film The
    > Bridges of Madison Country z Clintem Eastwoodem i Meryl Streep. Nie powiem
    > dlaczego, ale polecam wszystkim pokreconym.

    Beczałam jak norka oglądając ten film ze zniszczonej taśmy. Ale z mężem nie
    powinno się go oglądać wink.

  • kanoka 07.02.05, 14:44
    "Wesele" Wojciecha Smarzowskiego - może jeszcze gdzies grają.
    Doskonała obsada i gra aktorska. Marian Dziędziel, jako ojciec wydający córke za
    mąż - super. Ale film w stylu Gogola - z samych siebie się śmiejemy.
    Podrzucam sznurek i polecam pojście do kina.
    film.onet.pl/10248,film.html
    A potem na dużą wódkę.
    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • kanoka 07.02.05, 15:16
    Pisz, pisz dalej, pierwotniaczkusmile)
    Ciekawe ile tysięcy lat będziesz musiał stukać w klawiaturę, aż wystukasz coś z
    sensem i przemówisz ludzkim głosem?
    Ponieważ nie stanie się to szybko - włączam ignor...
    pa, pa....
    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • instant 07.02.05, 17:23
    Nie wiem, jaki bedzie polski tytul - "Glowa w chmurach"? Albo "Z glowa w
    chmurach".
    Wojna, milosc, przyjazn, odwaga, granice poswiecenia dla "sprawy" - wszystko to
    znajdziecie w tym filmie. Do tego bombowa obsada w osobach "rasowej" i pieknej
    blondynki Charlize Theron, dzikiej, choc emanujacej wewnetrzne cieplo Penelope
    Cruz i przystojnego, lecz wcale nie gogusiowatego Stuarta Thownsead'a.
    Akcja tej opowieści rozgrywa się w Anglii, Hiszpanii i w Paryżu w latach 1930-
    45, tzn. przed i w trakcie II Wojny Światowej.
    Nie bede zdradzac tresci, bo odebralabym Wam przyjemnosc ogladania tego
    naprawde dobrze zrobionego i dostarczajacego wielu wzruszen i emocji filmu.
    Zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego film byl wyswietlany na festiwalu kina
    lesbijskiego? Albo z kopii, ktora ogladalam zostaly wyciete "momenty" z
    udzialem dwoch glownych bohaterek, albo...sama nie wiem. A tu jeszcze czytam, ze
    " W postać Gildy, w którą wcieliła się ostatecznie Charlize Theron, początkowo
    miała zagrać Natalie Portman. Odrzuciła ona rolę, prawdopodobnie ze względu na
    zbyt odważne sceny ".
    Eeeh ta cenzura wink Moze traficie na lepsza kopie smile)
    --
    To jest moja opinia i ja ją podzielam smile)
  • onkwe 08.02.05, 14:47
    W kazdym z nas drzemie Peter Pan wierzacy ze gdzies tam, po drugiej stronie
    teczy, czeka nas "kraina wiecznej szczesliwosci". Do niej uciekamy w trudnych
    chwilach, chowajac sie przed rzeczywistoscia.

    Johnny Depp, Kate Winslet ..i nic w zasadzie wiecej nie wiecej trzeba, aby film
    robil kase..wink)

    Panie niech nie zapomna pudelka chusteczek wink

    P.S. a nawiasem mowiac, co jest do cholery z tym kulawym tlumaczeniem, wedle
    wlasnego widzimisie, tytulow ?!
  • nokata 17.02.05, 12:19
    niestety nie ogladalem ostatnio nic, ale moze ktos z Was?
    co warto obejrzec?

    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
  • instant 17.02.05, 12:26
    Na "Marzycielu", niestety wynudzilam sie setnie. Chyba nie moja bajka.
    Z filmow "niszowych" moge polecic wegierskich "Kontrolerow" oraz szwedzki
    film "Zlo" (Ondskan). Jak mnie wena najdzie, to cos o nich napisze smile
    --
    To jest moja opinia i ja ją podzielam smile)
  • instant 17.02.05, 13:09
    ...czyli swiat "kanarow" z budapesztenskiego metra. Podziemne labirynty peronow
    i zaplecza, przypominajace swym klimatem czasami 'Pieklo' Dantego, a czasami
    wspolczesnego Matrixa. W tym podziemnym swiecie blaka sie wspolczesny Orfeusz,
    tajemniczy facet z tajemnicza przeszloscia, odnajdujac swa wspolczesna Eurydyke
    w osobie stalej pasazerki metra - dziewczyny przebranej za rozowego, pluszowego
    misia. "Kontrolerzy" to takze w pewnym sensie kino akcji. Nieustanne poscigi za
    gapowiczami, rywalizacja na smierc i zycie o panowanie w piekle miedzy dwoma
    ekipami kanarow, grozace smiercia i zapierajace dech w piersiach biegi po
    torach przed pedzacym pociagiem, uzeranie sie z cala menazeria najrozniejszych
    psycholi, czy wreszcie tajemnicza, zakapturzona postac, spychajaca
    przypadkowych pasazerow na tory.
    Sa w filmie rowniez sceny zabawne, jakby zywcem wyjete z komedii Bareji, a
    zakonczenie, jesli dobrze sie przyjrzymy ostatniej scenie - jest optymistyczne.
    Jednym slowem: dla mnie bomba. Cala gama nastrojow, od smutku i przerazenia, po
    wzruszenie i rozbawienie i mozliwosc ulozenia sobie z niego swojego wlasnego
    puzzla, czyli szerokie pole do interpretacji - to jest to, co w kinie lubie
    najbardziej. Do tego swietnie dobrana elektroniczna muzyka. Mniam mniam smile
    --
    To jest moja opinia i ja ją podzielam smile)
  • instant 17.02.05, 14:15
    Z pewnoscia nie jest to film dla grzecznych dziewczynek, ani dla tych, ktorzy
    szukaja w kinie glownie relaksu, czy rozrywki. Ogladanie tego filmu boli niemal
    fizycznie. Agresja rodzi agresje, przemoc rodzi przemoc, zlo rodzi zlo. Jednak
    nie jest beznadziejnie. W sumie film jest oczyszczajacy i pozwala uwierzyc, ze
    czlowiek nie jest zly do konca i ze moze sie zmienic. Film porusza zjawisko
    tzw. "fali", znanej i u nas, nie tylko z wojska, lecz ostatnio rowniez ze
    szkoly. Jego scenariusz oparty jest na autobiografii jednego ze szwedzkich
    pisarzy, jednak nawet gdyby zostal calkowicie wymyslony, bez trudu moglabym
    uwierzyc w te historie. Główny jej bohater – Erik, "starszy nastolatek" jest
    regularnie dreczony przez ojczyma, znajdujacego w biciu i ponizaniu chlopaka
    satysfakcje, graniczaca z seksualna ekstaza. Przemoc, ktorej jest ciagla ofiara
    odreagowuje w szkole, wdajac sie w czeste bojki i rozroby. Matka, calkowicie
    poddana mezowi, bierna i nie majaca odwagi bronic syna w inny sposob, wysyla go
    do szkoly z internatem dla "chlopcow z dobrych domow". Eric spotyka tam
    przyjaciela, milosc oraz przemoc, tym okrutniejsza, że poparta spoleczna
    akceptacją i uwazana za trwaly element szkolnego zycia. Oprawcy są bezkarni, bo
    pochodza z bogatych rodzin, które wspieraja finansowo szkołe. Erik podejmuje
    samotna walke ze zlem, ktora jest tym trudniejsza, ze musi ja prowadzic bez
    uzycia sily, gdyz kazda kolejna bojka jest jednoznaczna z wyrzuceniem ze szkoly
    i powrotem w lapy ojczyma.
    Zlo szerzy sie w tym filmie jak zaraza. Po raz kolejny uswiadamiamy sobie, jak
    bezduszny i okrutny moze byc tlum i jak trudno podjac z nim samotna walke, nie
    uciekajac sie do przemocy.
    Trudny, malo "komfortowy", przerazajacy, ale bardzo dobry film.
    ---
    To jest moja opinia i ja ją podzielam smile)
  • instant 17.02.05, 14:28
    Podobna tematyka, tylko nieco lzej przyprawiona. tez szkola z internatem, ale
    dla znacznie mlodszych chlopcow i nie w pacyfistycznej Szwecji, a w powojennej
    Francji. Tu wojenka rozgrywa sie miedzy uczniami a nauczycielami. Film jest
    kolejnym dowodem na to, ze muzyka lagodzi obyczaje smile
    Tez do obejrzenia.
    --
    To jest moja opinia i ja ją podzielam smile)
  • josarna 17.02.05, 21:50
    Ojej! Czytam i nie wiem, co wybrać! Jadę w niedzielę do Krakowa (co mi się
    zdarza raz na 1-2 miesiące) i, między innymi, chyba pójdę z mężem do kina - o
    ile coś znajdę, bo na siłę nie chcę.
  • mantra1 20.02.05, 20:43
    Na TVP1 zaczela sie pierwsza czesc nowej ekranizacji "Doktora Zivago". Na razie Lara tanczy z Komorowskim. Parowoz dziejow jeszcze nie nadjechal smile)
    Ide ogladac dalej.


    --
    To jest opinia instant i ja ją podzielam smile)
  • jan.kran 22.02.05, 23:19
    Podobal mi sie i uwazam , ze jest zrobiony bezstronnie i opiera sie na faktach.
    Bardzo duzo czytalam na temat Trzeciej Rzeszy i dlatego momentami sie
    nudzilam , bo wiedzialam co zaraz bedzie...
    Ale film jest naprawde wart obejrzenia. Kran.
  • popaye 06.03.05, 08:32
    przegladajac ten watek zaskoczylo mnie iz nikt nie napisal slowa o tym filmie!.
    A przeciez obraz ten zdobyl az 4-ry Oscary w tym roku!.

    Bardzo "amerykanski film" i dlatego rowniez wart obejrzenia przez europejczykow
    w tym nas-Polakow dla ktorych (mniej obyta w Swiecie wiekszosc) - Ameryka to
    kraj "marzen".
    Moim zdaniem film pokazuje rzeczywiste i powszechne realia USA - mozliwosci ale
    i codziennosc - obskurna sale treningowa, nieludzka prace, typy przegranej
    wiekszosci w "wyscigu szczurow" i cene ktora za to placa.
    USA to nie tylko California, Hollywood i Krzemowa Dolina ale rowniez pogrzebane
    nadzieje, przytloczone przez prozaiczne realia typy , osiedla przyczep
    campingowych i ich mieszkancy ktorych podstawa egzystencji oparta jest na
    zasilku socjalnym.
    Doceniono dobre aktorstwo Hillary Swank, jeszcze "lepszy" (moim zdaniem) Morgan
    Freeman no i... nasz "stary znajomy" - Clint Eastwood w roli glownej.
    Clint Eastwood - szczegolny typ bo On "umie" grac tylko siebie i gra ta "role"
    we wszystkich filmach z Jego udzialem smile).
    On jest zawsze "Dirty Harry" , w tym filmie - tez!, tylko, ze juz "stary"
    (doslownie!) - mimo ciagle doskonalej sylwetki - jego wieku i atrybutow
    starzenia nie idzie w zaden sposob ukryc.
    Jest rezyserem i producentem tego filmu i za rezyserie dostal Oscara, za film -
    rowniez!.
    Za swoja role - nie i...slusznie!
    Nic nie jest w niej szczegolnego to jest ciagle Dirty Harry - rola sprzed ca 20-
    tu lat smile)
    Obejrzyjcie - warto!.
  • kanoka 06.03.05, 09:17
    Na filmy oskarowe - prędzej czy później albo pójdę, albo obejrzę na DVD.
    W Polsce ten film ma tytuł "Za wszelką cenę". Ja ze swojej strony ponownie
    polecam polski film - "Wesele" Smarzowskiego, o którym juz tu pisałam
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25794&w=20268725&a=20334293
    Film został uznany za najlepszy polski film 2004 r i otrzymał szereg nagród.
    "Triumfator tegorocznych Orłów - "Wesele" - to film, który przedstawia
    współczesną polską rzeczywistość w krzywym zwierciadle. - Najkrócej ideę filmu
    można streścić następująco: to film o tym, jak nie oszaleć na punkcie kasy -
    powiedział podczas gdyńskiego festiwalu Smarzowski. Reżyser przedstawia w filmie
    wiejskie wesele, na którym alkohol leje się strumieniami. Kamera rejestrując
    zachowania i zabawę coraz bardziej pijanych gości, sama staje się niejako
    "upojona". Muzykę do filmu, nawiązującą w klimacie do utworów z lat 60., napisał
    Ryszard Tymon Tymański, za co nagrodzono go Orłem."
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2586679.html
    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • popaye 06.03.05, 09:35
    Shall we dance? (Zatanczysz ze mna?)(?).
    Dziewczyny! (A40+) - nie ogladalyscie jeszcze? - nie rozumiem tego Swiata! smile)
    Warto!!!.
    Warto bo... to film "dla kobiet" i ... w Waszej "kategorii wiekowej".
    Paczka chusteczek (do wycierania lez), wygodny fotel i (prawie) 2 godziny
    prawdy o (wiekszosci) nas (40+) w wydaniu meskim!.
    Chlop! - nie moze byc cos "dobrego"! - prymitywne to takie, glupie, niezgrabne,
    prozaiczne i duchowo "plaskie" !.
    To jest film komercyjny - bezsprzecznie! ale... "dojrzaly" juz Richard Gere
    (wreszcie!) to ... jeden z nas! (przyznaje o niebo przystojniejszy
    od "wiekszosci") i "jego" (w tym filmie) postac odzwierciedla (gleboko ukryte -
    najczesciej) marzenia - "kwiatki" naszego, meskiego prozaicznego i codziennego
    losu.
    Jak juz (zonaty)"chlop" na cos "wpadnie" to (musi tak byc!): nieudaczny romans,
    prymitywne sex-afery w biurze (byle szybko, latwo i na.... podlodze!), albo
    "cos w tym stylu" - nie TO co WSPANIALE kobiety: zony, matki i
    (zawsze "pokrzywdzone") zyciowe partnerki - tym bardziej ca. 20 lat po slubie!.
    Figa z makiem! - he, he smile)
    Obejrzyjcie ten film - mile (alternatywne) 40+
    To nie jest "cala" prawda o nas (waszych partnerach) ale blizsza (o niebo!) tej
    Waszej o "40+ w meskim wydaniu z 20-to letnim stazem malzenskim" smile))
    Richard Gere - dla Was - Dziewczyny, Jennifer Lopez - uprzyjemni Waszym
    partnerom wspolne ogladanie!.
    Chustek (papierowych) nie zapomniec! smile
  • mantra1 06.03.05, 11:04
    a duzo spiewaja w tym filmie? Bo ja, mimo swej wielkiej admiracji dla wciaz
    swietnego i pieknego Ryska G. jakos nie moge sie przekonac do filmow "spiewanych
    i tanczonych" smile
    Na Eastwooda (ktorego z kolei nie lubie jako aktora, za to bardzo cenie jako
    rezysera) zasadzam sie w tym tygodniu. Wczoraj natomiast obejrzalam "Dom z
    piasku i mgly" z Benem Kinsleyem i Jennifer Conelly, o ktorym sprobuje cos
    napisac za chwil pare, jak tylko nieco ogarne objescie i siebie smile)

    --
    To jest opinia instant i ja ją podzielam smile)
  • popaye 06.03.05, 11:26
    NIC nie spiewaja i... taniec to tez nie jest "najwazniejsze" w tym filmiesmile.
    "Rysiek" (mimo wysilkow) to tez nie Fred Astairesmile.
    Ale to nie jest film o "Dirty Harry" bo.... zapewne niewielu (w zyciu
    praktycznym) znasz rewolwerowcow a "jakies" doswiadczenia partnerskie z
    rowiesnikiem - zapewne Masz!.
    Dlatego warto (dla Pan!) obejrzec ten film smile)
    pozdrawiam,-
    pE
  • mantra1 06.03.05, 12:08
    to ostra gra na emocjach widza, w ktorej rezyser naprawde idzie na calosc. Gra,
    wzbudzajaca chwilami irytacje, chwilami bezsilnosc, chwilami smutek i
    wzruszenie. Sa w tym filmie momenty, kiedy widz az unosi sie z fotela, zeby
    wskazac uwiklanym w gleboki konflikt bohaterom najprostsze rozwiazanie, ktorego
    owe dramatis personae zdaja sie nie dostrzegac, obwarowujac sie coraz bardziej
    na swych pozycjach i nieuchronnie zmierzajac do tragedii. Przedmiotem owego
    konfliktu jest dom Kathy, mlodej, porzuconej przez meza kobiety z alkoholowa
    przeszloscia, ktora zostaje z niego eksmitowana z dnia na dzien w wyniku
    biurokratycznej pomylki. Dom kupuje na licytacji pulkownik Behrani (Ben
    Kinsley), ktory po upadku szacha zmuszony jest wraz z rodzina emigrowac do
    Ameryki z Iranu, gdzie wiodl luksusowe zycie i cieszyl sie wielkim powazaniem w
    tzw. "sferach". W Stanach musi zaczynac od zera i aby zachowac chociaz czesc
    dawnego statusu ima sie przeroznych zajec (z robotami drogowymi i sprzedaza w
    nocnym sklepiku wlacznie). To nowe zycie traktuje z dystansem, nie przestajac
    okazywac demonstracyjnej niecheci i pogardy dla amerykanskiego stylu zycia,
    podpartej dodatkowo Wschodnim i oficerskim "poczuciem honoru". Konflikt zaczyna
    wiec narastac i to zarowno na plaszczyznie osobistej (powolny "upadek"
    pozbawionej dachu nad glowa Kathy, jej romans z rozchwianym emocjonalnie
    policjantem, ktory w obronie kobiety staje ponad prawem), jak i kulturowej
    (pieknie pokazane roznice miedzy zona Behraniego - typowa muzulmanka, a normalna
    kobieta Zachodu), po czym, gdy juz mogloby sie wydawac, ze strony osiagnely
    jakies status quo - sytuacja calkiem wymyka sie im spod kontroli, kiedy, jak w
    antycznej komedii, w mniej czy bardziej planowane i przemyslane dzialania
    ludzkie zaczyna wkraczac zywiol i wtedy czlowiek niewiele ma juz do gadania.
    „Dom z piasku i mgly” jest filmem bardzo dobrym. Byc może dusznym, być może
    ciezkim, irytującym, wrecz traumatycznym. Jednak nie da sie wobec niego pozostac
    obojetnym. Mozna rezyserowi zarzucic zbyt wyrazna gre na uczuciach, lecz tylko
    taka droga, wolna od wstydliwie przytlumiajacych te uczucia konwencji moze
    prowadzic do oczyszczenia.


    --
    To jest opinia instant i ja ją podzielam smile)
  • mantra1 07.03.05, 16:07
    Drogie Panie, koniecznie zrobcie sobie ten prezent na Dzien Kobiet. Wyslijcie
    Waszych Panow do wypozyczalni, do sklepu z plytami, sciagajcie ten film z netu,
    poszukajcie, moze gdzies jeszcze graja w kinach! Obejrzalam go wczoraj i wprawil
    mnie on w dokonaly nastroj na reszte popoludnia i caly wieczor, ktory dopiero
    dzis rano zdolaly mi popsuc pogoda i kolejna korespondencja od ZUSu.
    "Calendar girls" to autentyczna historia, ktora wydarzyla sie pare lat temu w
    jednej z wiosek hrabstwa Yorkshire w Anglii. Grupa kobiet (glownie gospodyn
    domowych wieku mniej lub bardziej poprodukcyjnym), dzialajacych w lokalnym
    oddziale Women's Intitute (skrzyzowanie Kola Gospodyn Wiejskich z Liga Kobiet i
    kolkiem parafialnym) postanowila przelamac dotychczasowe formy dzialalnosci tego
    grona, ograniczajace sie do prezentacji wypiekow i przetworow, czy pogadanek na
    temat historii kalafiora, tudziez wspolnego wykonywania "Hymnu do Jeruzalem" i
    wydac kalendarz, z ktorego dochod mialby byc przeznaczony na walke z chorobami
    nowotworowymi. I nic by w tym nie bylo nadzwyczajnego, bowiem podobne kalendarze
    z widokami miejsowych mostow, kosciolow, czy sloikow z konfiturami kolko
    wydawalo corocznie, gdyby nie fakt, ze tym razem jego strony zdobic mialy fotki
    niektorych czlonkin tejze organizacji przy najnormalniejszych zajeciach
    domowych, tyle, ze...w "stroju urodzinowym" wink) I tu zaczynaja sie zmagania pan
    najpierw z wlasnym, niewiescim wstydem, pozniej z zahamowaniami zwiazanymi z
    wiekiem i niska samoocena, z wladzami organizacji, ktore sa tym ekstrawagancjom
    przeciwne, z wlasnymi rodzinami, srodowiskiem, az w koncu, gdy juz dopiely celu
    - z niesamowita popularnoscia, siegajaca az do Hollywood. Wszystko to okraszone
    ironicznym, lecz jakze cieplym, cudownym angielskim humorem.
    To, co zachwycilo mnie w tym filmie, poza cialami glownych bohaterek, ktore w
    tym kalendarzowym ujeciu sa naprawde urocze (natychmiast po obejrzeniu filmu
    wyszukalam w necie autentyczny kalendarz - zdjecia naprawde super!), chociaz nie
    przystaja do obowiazujacych kanonow piekna, to umiejetnosc Anglikow ironizowania
    na wlasny temat i pokazywanie wlasnych "wad i przywar narodowych" w sposob
    naprawde przesmieszny, bez odniesien genitalnych, czy sztucznej wesolkowatosci.
    Nie wyobrazam sobie, zeby podobny film mogl powstac np. w Polsce, nie mowiac juz
    o samej inicjatywie wink)
    Popatrzcie na te "dziewczyny" i poczujcie sie piekne, wazne i potrzebne jak one.
    Nie musze chyba przypominac, ze nasz album nadal istnieje wink)))
    --
    To jest opinia instant i ja ją podzielam smile)
  • kanoka 07.03.05, 18:43
    Przeczytałam Twoją recenzję, Mantro.
    Postaram się go pożyczyć i obejrzeć. Córka też jest zainteresowana.
    A że Anglicy potrafią ironizowanić

    > na wlasny temat i pokazywanie wlasnych "wad i przywar narodowych" w sposob
    > naprawde przesmieszny, bez odniesien genitalnych, czy sztucznej wesolkowatosci.
    to już dali wielokrotnie dowód - pamiętasz film "Goło ale wesoło"?
    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • mantra1 07.03.05, 19:22
    Jasne, ze pamietam "Golo i wesolo"! Potem przez jakis czas ogladalam regularnie
    pewien program rozrywkowy na telewizji RAI, w ktorym grupa rownie
    "sliczniastych" Chippendales, zlozona ze straznikow miejskich jakiegos
    miasteczka na poludniu Wloch przeprowadzala nabor do swojego zespolu. Zglosily
    sie setki panow w roznym wieku i o roznej posturze i mialam uciechy co niemiara
    ogladajac te castingi i zazdroscilam tym ludziom, ze sie tak wspaniale potrafia
    bawic i smiac z samych siebie smile)
    --
    To jest opinia instant i ja ją podzielam smile)
  • kanoka 07.03.05, 19:42
    smile))
    Mam te "Dziewczyny"!
    Idę oglądąć. Zrobimy sobie z córką Dwudniowy Dzień Kobietsmile)

    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • mantra1 07.03.05, 21:16
    Zycze milej zabawy! I koniecznie napisz pozniej, jakie wrazenia. smile
    --
    To jest opinia instant i ja ją podzielam smile)
  • popaye 07.03.05, 22:16
    Myslalem, ze juz wszystkie Dziewczyny (40+) znaja (ogladaly) ten film smile.
    Swietna komedia i ogladajac "widzialem" wszystkich swoich Znajomych(me) w tych
    rolach - postacie i zachowania jak z zycia wziete smile.
    Niektore z uzytych tam zwrotow np: Taaak - od dzisiaj "robie to" zawodowo -
    wzbogacily na stale repertuar okreslen mojej zony czy corki smile.
    Jeden z lepszych filmow o (nie)codziennych okolicznosciach zycia naszego
    pokolenia (40 + +) jakie widzialem, doskonaly humor i ... az sie prosi o
    wiecej smile.
  • kanoka 08.03.05, 12:01
    O kalendarzu i o filmie, słyszałam i czytałam jakis czas temu, ale nie poszłam,
    ani nie wypożyczyłam. Dopiero czytając recenzję Mantry, pomyślałam - a może by?
    Po obejrzeniu filmu, podpisuje sie pod Jej recenzją. od siebie dodam, ze dla
    mnie jest to też film o przyjaźni wśród kobiet - więc dobry szczególnie na dzień
    dzisiejszy smile)
    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • jan.kran 10.03.05, 23:42
    Typowo amerykanska produkcja o tym jak maly John widzi Afryke.
    Ale dyskusja po filmie byla swietna poniewaz brali w niej udzial ludzie ktorzy
    byli w Afryce i wiedzieli o czym mowia.
    Film mimo wszystko polecam choc warto cos przed nim poczytac na temat . Kran.
  • kanoka 11.03.05, 09:43
    Witaj Kranie Kinowy smile)
    Ostatnio filmy oglądam głównie na DVD. I raczej pogodne.
    Tego filmu pewnie nie pożyczę, bo nie chcę patrzeć na okropieństwa wojny między
    Tutsi i Hutu. Przeczytałam w necie, że jest to taka afrykańska "lista Schindlera"
    www.tiscali.co.uk/entertainment/film/reviews/hotel_rwanda.html
    Może to lenistwo umysłowe, a może zmęczenie przedłużającą się zimą i mało
    zabawnymi spektaklami na polskiej scenie politycznej?
    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • jan.kran 12.03.05, 04:51
    Ja tez nie mialam ochoty zobaczyc tego filmu, ale dzieci mnie wyciagnely no i
    ta dyskusja zachecila.
    Nie jest jakis bardzo brutalny czy okropny ale tez niewesoly.
    A wczoraj bylam na "Aguirre ,gniew Boga " doskonalego teamu Kinski\ Herzog.
    Lubie takie stare filmy, dlugie ,spokojne ujecia ,swietne aktorstwo.
    Kransmile))
  • etobicoke4 07.03.05, 17:03
    ciekawe
    tylko o czym?
  • kanoka 12.03.05, 11:06
    Na DVD przy prasowaniu "Wyścig szczurów" z Whoopi Goldberg , Johnem Cleese i
    Rowanem Atkinsonem. Nie lubię tego typu komedii. I nie lubię Jasia Fasoli -
    denerwuje mnie ten typ komizmu.
    Ale prasowanie wykonałamsmile)
    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • kanoka 28.04.05, 19:00
    Oj, nie wiem czy fajny....ale dobry."Super size me" na płytce CD dołączonej do
    "Przekroju"
    Momentów nie było. Było o tym, co niby wiemy, ale nie do końca - jesteś tym, co
    jesz.
    Istotnym zdrowotnym problemem USA, jest nadwaga > 60% społeczeństwa, i
    wyniakający z tego wzrost ilości chorób związanych z otyłością. Coraz częściej
    mówi się, że przyczyną tego jest wysokokaloryczne jedzenie z fast foodów, ale
    trzeba to bylo udowodnić. W tym celu nakręcono ten film.
    Dieta z McDonald'sa w ciągu 30 dni ze zdrowego mężczyzny zrobi ciężko
    chorego.Eksperyment dietetyczny przeprowadzono pod kontrolą lekarzy -
    kardiologa, gastrologa i lekarza ogólnego.Dodatkowo - dietetyk i wsparcie
    laboratorium.
    Jakie były skutki Mc diety? Przytycie o kilknaście kg, wzrost poziomu
    cholesterolu we krwi, podwyższenie enzymów wątrobowych i bilirubiny,
    nadciśnienie, bóle brzucha, złe samopoczucie, uzależnienie od cukru, kłopoty ze
    wzwodem....A wszystko to dzięki codziennej, 30 dniowej Mc diecie, na śniadanie,
    obiad i kolację....
    Zjadając codziennie powyżej 5 tys Kcal,(istne bomby węglowodanowo- tłuszczowe
    !!), własnymi zębami, stosunkowo tanim kosztem, można wykopać sobie
    grób....Zwłaszcza, jeśli zgodnie ze średnią amerykańską, ograniczy się aktywność
    fizyczną. I tu pytanie do Maryny - czy faktycznie, w większości szkół w USA (tak
    sugeruje film)nie ma zajęć WF?
    McDonald's to symbol fast foodów i śmieciowego jedzenia. Film jest o
    Mcdonald'sie, bo to on dominuje na rynku, ale i inni "fast foodowi karmiciele",
    wcale nie są lepsi.....
    Jaki jest ratunek? Domowe jedzenie!!! Niekoniecznie wegetariańskie, co poniekąd
    sugerował film (nasz bohater odżywiał się poprzednio wegetariańsko, bo miał
    dziewczynę vege), ale DOMOWE.
    Poczułam się dowartościowana, jako ta wieloletnia, domowa karmicielka wink
    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • maryna04 29.04.05, 03:27
    Poniewaz w Ameryce jest w wielu dziedzinach bardzo dowolnie nie wiem jak
    gdzie indziej niz w NY i okolicach. W nizszych klasach jest symboliczna lekcja
    z gimnastyki w naszym stylu. Starsze dzieci maja wyspecjalizowane zajecia.
    Rozne, np gry zespolowe, oczywiscie glownie amerykanskie pilki (gier jest
    mnostwo), klasy, szkoly graja miedzy soba, rodzice kibicuja, bardzo duzo ludzi
    spolecznie zajmuje sie dziecmi w szkolach - jesli chodzi o sport. Moj syn
    chodzil rano na tenisa w szkole publicznej sredniej, bo taka gimnastyke sobie
    wybral, ale za to musial placic, ale nie za duzo. Ale w Ameryce sport jest
    bardzo wazny w zyciu obywateli- i niekoniecznie to organizuje szkola. Jest
    wiele szkolek, klubikow, gdzie skrzykuja sie rodzice i spolecznie usportawiaja
    dzieci. Maja zawody, stroje, puchary. Ministerstwo oswiaty czy sportu (nie
    wiem czy takie jest?) w to sie nie wtraca. Wszedzie, w kazdym miescie i
    miasteczku jest wiele miejsc, gdzie tluka w pilke, rozna. Tak sobie, dla
    rozrywki. O sciane w squsha, jesli nie masz na rakietke, zawody sa "reczne",
    oczywiscie baseball, kosz, w rejonach emigrantow pilka nozna. Miejsca do
    uprawiania tych i wielu innych sportow sa pelne w weekendy od switu do nocy.
    Musze kiedys napisac o "moim" parku, ktory jest dla mnie wzorem jak wyglada
    rekreacja ruchowa dla klasy sredniej i nizszej.
    Jesli chodzi o fast foody. Na pewno jesli ktos sie stoluje kilka razy dziennie
    w Mcdonaldzie i wybiera wielokrotne porcje to tyle przytyje. Tylko ile ludzi to
    robi? To jest tak jak z alkoholem, w umiarkowanych ilosciach nie szkodzi. Wrecz
    przeciwnie, jak sie ostatnio okazalo. Ja bywam w fast foodach, w lecie kilka
    razy w miesiacu, bo w podrozy coz zastapi fast food. Wlasne jedzenie bierze
    sie na picnic. Jesli mam nieco nadwagi, to zapewne nie z Macdonalda, chociaz ja
    osobiscie preferuje Wendys,a, gdzie biore np. zupe chilli, ziemniaka
    pieczonego posmarowanego smietana (czy w Polsce jest w jakims wolniejszym czy
    szybszym foodzie jeden ziemniak jako osobne danie?). Ja za otylosc winie
    taniosc zywnosci, tez wlasnie w fast foodach, rowniez wszelkich snackow,
    chipsow kupowanych na okraglo. I najwiekszy wrog - soda. Jesli by Amerykanie
    zamiast popijac kolejna puszka sody zrobili sobie herbate, albo chociaz ja
    zamowili w szybkim foodzie to dziennie oszczedziliby sobie kilkaset kalorii.
    Nie ogladalam tego filmu, wiec nie wiem, czy porusza on temat powiazania
    dotacji na rolnictwo z nadmierna produkcja zywnosci. Prosze nie mowic: a gdzie
    indziej gloduja, na swiecie nie brakuje zywnosci, brakuje organizacji
    dystrybucji, ale to juz inny temat.
  • kanoka 29.04.05, 08:31
    Dzięki, Maryno za wyjaśnieniasmile
    Ale jak bdziesz mogła - zobacz ten film. Reżyser i aktor Morgan Spurlock. Film
    nagrodzony Grand Prix na festiwalu w Sundance (?). A o negatywnym wpływie picia
    ogromnej ilości wysokosłodzonych napojów gazowanych - też było.
    Pytasz, "czy (film)porusza on temat powiazania
    > dotacji na rolnictwo z nadmierna produkcja zywnosci" - nie. Jest mowa tylko o
    lobbowaniu na rzecz firm przetwarzajacych i sprzedajacych tę żywność.
    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • kanoka 06.05.05, 22:01
    Program TV "Ale kino!", zrobił mi frajdę i urządził festiwal Stanleya Kubricka.
    www.alekino.pl/cgi-bin/alekino/osoba/kubrick_stanley
    Oglądam z ogromną przyjemnością. Pierwsze było "Lśnienie", wg Kinga z Jackiem
    Nicholsonem i...znowu bałam sie tak samo, jak wowczas, gdy pierwszy raz
    oglądałam ten film.... a dzisiaj - "Barry Lyndon" - film, który mnie urzekł
    swoją urodą.....
    A w TVN 7 o 23.10 - "Oczy szeroko zamknięte"
    W dodatku, w poprzednim "Przekroju", był bardzo ciekawy artykuł o Kubricku. Czy
    wiecie,że "Barry Lyndon" powstał całkowicie bez użycia sztucznego oświetlenia ?
    W tym filmie, jak to było przecież w XVIII w., świecą tylko świece i w związku
    z tym, kamera filmowa była wyposażona w specjalny obiektyw o wyjątkowej
    jasności, używany przez NASA do zdjęć satelitarnych? Nadzwyczajna wierność
    Kubricka wszystkim szczegółom i realiom tamtej epoki i ....życia, spowodowała,
    że oglądając ten wyjątkowy film, miałam wrażenie, że przeniosłam się w XVIIIw.....
    Muszę go sobie nagrać na kasetę, przy najbliższym powtórzeniu w "Ale kino"
    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • wedrowiec2 06.05.05, 22:19
    Znów zapomniałam oglądaćsad
  • mantra1 07.05.05, 18:14
    "Tlumaczka" z Nicole Kidmann i Seanem Pennem. Dla mnie taka chala, ze nawet
    schlastac biczem konstruktywnej krytyki mi sie nie chce. Odradzam, jakby ktos
    mial zakusy na obejrzenie tego filmu. Szkoda swietnego aktora, jakim jest Penn
    na takie niewiadomoco.
    --
    To jest opinia instant i ja ją podzielam smile)
  • wedrowiec2 07.05.05, 18:24
    Postaram się pamietać. Zapominam nie tylko o filmach. Przedwczoraj planowałam
    posłuchać koncertu na kanale Mezzo "Hannah Schygulla à la Cité de la musique".
    Miały być "Brecht, Kurt Weill et Hanns Eisler revisités par la grande Hannah
    Schygulla". Jak zawsze skończyło się na chęciach. Brak mi nawyku oglądania
    telewizji. Ale Kino! na szczęście powtarza filny, ale Mezzo niesad
  • mantra1 07.05.05, 18:50
    Tez tak mam i jak chce koniecznie cos obejrzec, czy nagrac, to ustawiam
    przypominacz w komorce. Inaczej - zero szans, ze bede pamietac.
    Niestety, nie mam AleKina. Bylo odkodowane przez jakis czas "na przynete", ale
    teraz znowu UPC zakodowala i kaze placic dodatkowo. Juz place dodatkowo za HBO i
    jakos nie moge sie zdecydowac na kolejny kanal filmowy. Jesli lubisz klimaty
    Brechtowsko-Weilowskie, to polecam plyte "The murder ballads" w wykonaniu Nick'a
    Cave'a. Dla mnie bombasmile
    --
    To jest opinia instant i ja ją podzielam smile)
  • nokata 07.05.05, 20:57
    mantra1 napisała:

    > Tez tak mam i jak chce koniecznie cos obejrzec, czy nagrac, to ustawiam
    > przypominacz w komorce.
    yhy....
    W komorce Nokaty tongue_out
    "a przypomnisz mi, ze mam filma...?"
    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
  • mantra1 07.05.05, 21:23
    No fakt, chociaz zawsze myslalam, ze Ty w swojej szarej to zapisujesz, a nie w
    Nokii smile)
    --
    To jest opinia instant i ja ją podzielam smile)
  • wedrowiec2 07.05.05, 21:51
    mantra1 napisała:

    > Jesli lubisz klimaty
    > Brechtowsko-Weilowskie, to polecam plyte "The murder ballads" w wykonaniu
    Nick' Cave'a. Dla mnie bombasmile

    Jest w Merlinie, ale cena raczej oszałamiającasad Dodałam do przechowalni. W
    odpowiednim momencie przerzucę do koszyka, a gdy dojrzeję wydam polecenie "do
    kasy". Tak robię z promocjamismile
    Po raz pierwszy od stu lat obejrzałam film w całości. Na Hallmarku -
    Przesilenie zimowe, na podstawie powieści mojej ukochanej Rosamundy Pilcher.
    Czasami potrzebna jest ucieczka w inny świat. Jutro część druga. Pobiję własny
    rekord przedtelewizorowywink


    --
    Nie podzielam twych poglądów, ale będę walczył do ostatniej kropli krwi o twe
    prawo do ich głoszenia.
    Voltair

    Wędrowiec
  • mantra1 07.05.05, 22:23
    Hmmm, Wedrowcze, a jakbym tak zgrala ze swojej i wypalila plytke dla Ciebie, to
    byloby piractwo? Chyba nieee? wink
    --
    To jest opinia instant i ja ją podzielam smile)
  • wedrowiec2 07.05.05, 22:32
    Hmmmmm, ot i dylemat dla praworządnego wedrowcasad
    Zakładając, że to na użytek własny, to chyba można kopiować? Musiałabyś jednak
    co jakiś czas odwiedzać płytkęsmile
    Obawiam sie jednak, że nowowydawane płyty mają zabezpieczenia przed
    przegrywaniem - oryginał traci swe właściwości. Mam płytki, na których jest
    takie ostrzeżenie przed kopiowaniem.
    ps. Zawsze marzyłam o przejechaniu pewną znaną mi, krętą uliczką pod prąd.
    Nidgy tego nie zrobiłam. Może piractwo CD da mi taki sam dreszczyk emocjiwink
  • nokata 07.05.05, 22:36
    tylko sex jest lepszy od tego...
    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
  • mantra1 07.05.05, 22:48
    Nie ma zabezpieczenia, bo juz ja kopiowalam smile
    Jesli sie zdecydujesz przejechac prad, daj znac, a chetnie Cie troszke
    zdeprawuje smile)
    --
    To jest opinia instant i ja ją podzielam smile)
  • kanoka 07.05.05, 19:04
    Też nie mam tego nawyku. Naklejam na lodówkę, lub na regał obok TV kartki
    samoprzylepne z niezbędnymi danymiwink)
    Wtedy włączę, obejrzę, wysłucham.
    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • onkwe 28.05.05, 19:14
    ....tak brzmi polski tytul filmu nowozelandzkiego Lee Tamahori, "Once Were
    Warriors"...

    Bardzo mocne kino. Paniom o slabych nerwach i delikatnych pecinach nie
    polecam ..wink)
    Rzecz dzieje sie na przedmiesciach Auckland, wsrod maoryskiej, autochtonicznej
    spolecznosci zyjacej tam na pograniczu "kuroniowki" i slumsow. Ale problem
    ukazany w filmie, alkoholizm, rozpad rodzinnych wiezow, wartosci moralnych,
    fizyczne znecanie sie nad polowica to sytuacje znane nam takze z innych,
    nierzadko bardzo bliskich srodowis,k. A wiec temat uniwersalny, jakze swietnie
    ukazany i zagrany przez nowozelandzkich, maoryskich w wiekszosci, aktorow. Film
    zdobyl wiele nagrod na licznych festiwalach, wzbudzil wiele kontrowersji (
    powstal w 1994 ), a rezyserowi otworzyl bramy Hollywooda.
    Nakrecony na podstawie ksiazki ( rownie interesujacej, moze nawet bardziej
    brutalnej niz kinowa wersja )Alana Duff'a, ktora w kraju kiwi wzbudzila swego
    czasu mnostwo kontrowersji i tumultu literacko-spolecznego.
  • mantra1 28.05.05, 19:41
    Paniom o delikatnych pecinach, tym, ktore lubia na filmie sobie pochlipac, a
    takze wszystkim, ktorzy nie uwazaja, ze milosc jest juz passe', wyszla z mody i
    nie jest potrzebna do zycia w naszych malo romantycznych czasach, polecam
    natomiast "Pamietnik" Nick'a Cassavetes'a, ktory w jednej z glownych rol
    obsadzil swa wpaniala matke - Gene Rowlands. Jest to historia milosci doslownie
    do "grobowej deski", milosci, ktora pokonuje wszystko: uwarunkowania spoleczne,
    rodzinne, czas, starosc i ciezka chorobe niepamieci. "Love story" to przy tym
    wenezuelska telenowela wink)
    --
    ☺☺
  • mantra1 28.05.05, 19:56
    ..."Obled" (The Jacket) z Adrienem Brody (Pianista) i Keira Knightley (nowa Lara
    w "Doktorze Zivago") w rolach glownych.
    Uwielbiam filmy "zakrecone", "odlotowe", "odjazdowe" czy "popaprane", ale ten,
    chociaz niby z tego gatunku nie zachwycil mnie. I to wcale nie dlatego, ze
    pozostawia po sobie kilka niewyjasnionych watkow, bo uwazam, ze nie wszystko
    trzeba widzom do konca lopatologicznie tlumaczyc - od tego kazdy ma wlasna
    wyobraznie, lecz dlatego, ze ogladajac go widz ma wrazenie, jakby scenarzysta z
    calkiem niezlym pomyslem na historie w pewnej chwili stwierdzil: "eee chrzanie
    to, ide na piwo", zostawiajac dokonczenie dziela swojej sekretarce.
    O czym jest ten film? O facecie, ktory po wojnie w Zatoce cierpi na amnezje i
    laduje w psychiatryku, oskarzony o morderstwo. Wiecej nic o tresci nie napisze,
    jak ktos ciekawy - niech sobie poczyta na portalach filmowych tongue_out
    --
    ☺☺
  • jan.kran 28.05.05, 23:08


    www.storewars.org/flash/index.html

  • jan.kran 28.05.05, 23:09
    Niestety nie umiem uaktywnic linki , bo sama dostałam... Ale spróbujcie
    zajrzeć. Warto.
    Kransmile))))
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10311
  • mantra1 28.05.05, 23:45
    Sprobuje uaktywnic sznurek

    www.storewars.org/flash/index.html

    --
    ☺☺
  • mantra1 28.05.05, 23:58
    Sie nie da sad
    --
    ☺☺
  • mantra1 29.05.05, 00:18
    Oooo? smile
    --
    ☺☺
  • mammaja 29.05.05, 13:55
    idzcie do kina na Tulipany.Okazuje sie ze po 60 ce moze nas jeszcze wszystko
    spotkac - i uczucie i seks i zawal smile Ale grane przez Nowickiego,Plucinskiego i
    Malanowicza koncertowo + przesympatyczni mlodzi1 (No i M.Braunek w formie!)
  • onkwe 08.01.06, 17:02
    No widzialAm....

    Kino bylo pelne, byla nawet kolejka przed kinem, ku memu olbrzymiemu
    zaskoczeniu, bo tutejsza gawiedz co prawda do kina chadza, ale nie tabunami i
    nie na takie filmy... Grali jeszcze 'kapo-tego', wiec ta kolejka byla taka
    mniej wiecej intektualna i wyrafinowana, jak na wild west ..wink Ciezko bylo sie
    zdecydowac, na ktory film nabyc bileta, a z rozdwajaniem miewam ostatnio pewne
    klopoty..wink
    Ciagneli my wiec losy i wyszlo, ze bedziemy sie kowboic po gejowsku,
    a "zkapotowac sie" ( tyz po gejowsku?) przyjdzie nastepnom razom.

    Doszli mnie sluchy, co w kraju nad Wisla dystrybutor zaklinal sie, ze tytulu za
    zadne skarby nie zmieni. Jak w oryginale mialo byc, czyli "Brokeback
    Mountain"... I zmienil. Skarb musi spory byl... wink
    Grajo juz u Wasz ? Jesli tak, radze bereciki moherowe nabyc, coby sie w tlum
    pikietujacy wmieszac przed kinem i bez zwracania na siebie zbytniej uwagi do
    sali przecisnac.

    A sam film? Duzo gadac nie bede. Powiem jedno. Warto. Warto z kilku powodow.
    Niecodziennego i odwaznego ujecia tematu, to raz. Moherom wlos sie zjezy wink).
    Swietnej gry aktorow, takze drugoplanowych, dwa.
    Pieknych scenerii, pieknie pokazanych ( BTW, sa doskonale znane mi okolice,
    rzut kamieniem od... , w ktorych czesto wypasam swoje "owce" ...wink

    I to by bylo na tyle.
  • maryna04 08.01.06, 17:11
    No wlasnie, czy graja juz ten film w Polsce i pod jakim tytulem. Szkoda, ze
    mohery nie pojda, tylko od razu beda wiedziec, co to za.....
  • mantra1 08.01.06, 17:56
    W Polsce bedzie wyswietlany od 24 lutego pod tytulem "Tajemnica Brokeback
    Mountain". No, ale od czego mamy E-mulka smile)
    --
    ☺☺
  • ania_2000 12.01.06, 00:51
    wszyscy tak ten film zachwalaja, ze chyba pojde na niego do KINA.
    ps. okazuje sie ze mohery nie tylko w PL ale rowniez w stanie Utah, gdzie
    niektore kina TEGO filmu wyswietlac nie beda.

    osobiscie - wole filmy ogladac w domu. bo i wygodniej, i mozna winko wypic, i
    sie wysikac spokojnie - po prostu wiekszy komfort. ale rozumiem potrzebe
    ogldania filmu w kinie - szczegolnie kiedy bija, wyja i lataja - przezycia
    dzwiekowo-przestrzenno-obrazowe maja przewage nawet nad duuuzym tv z jakims
    sound systemem. Ostatnio w kinie bylam latem - na pingwinachsmile
  • onkwe 12.01.06, 02:33
    W tym Utah tylko jedno kino maja? Bo z tego, co po naszej stronie miedzy wroble
    cwierkaly, wlasciciel tylko jednego, co prawda glownego i sporego, kompleksu
    kinowego w Salt Lake City wycofal bez uprzedzenia i wyjasnienia ten film z
    repertuaru. Facet jest bonzo cala geba i oczywiscie Mormon naczalnego piona,
    wiec uwaza, ze jakies 'gieje' pieprzone moga mu nagwizdac..No i 'gwizdaja' i to
    ostro, fakt, ale filmu nima.

    Brokeback Mountain ma juz bodajze siedem nominacji do Golden Globe ( dla
    niewtajemniczonych, to taka juesejska rozgrzewka oscarowa - cos jakby "nagroda
    dziennikarzy" ).

    Aha, w weekenda przelecieli my sie po okolicy, tej bardziej plaskiej, jako ze w
    gorach juz tylko rakietami snieznymi, nartami albo psim zaprzegiem...,
    Zroblili my jakies marne 400 km z hakiem, ot taka przejazdzka za miasto, po
    wyczytaniu ze preryjne ( nie tylko gorskie ), niby wyominskie i teksanskie
    krajobrazy pokazane w filmie byly krecone na naszych rubiezach.

    Po zapoznaniu sie dokladnym z mapa, odnalezli my te zadoopia. Macie tu pare
    obrazkow, pstryknietych z preryjnych plenerow "Brokeback Mountain". Na
    pagorkowe/skaliste musicie poczekac ..oby do wiosny ..wink)

    community.webshots.com/album/539952780oWQOVp
    O, jeszcze cos. Film jest oparty (luzno) na nowelce niejakiej Annie Proulx.
    Pamietacie taki film "Kroniki portowe" bodajze po polskiemu(Shipping News), z
    Kevinem Spacey? Nakrecono go na kanwie powiesci tej samej babki. Czyta sie
    jej wypociny swietnie, wiec budujace jest tez to, ze nie wyprodukowano gniotow
    po linii i na bazie.
  • ania_2000 12.01.06, 16:58
    W tym Utah to pewnie maja wiecej kinsmile Wlascicielem tego "slusznego" kina jest
    rowniez wlascicielem klubu NBA, Utah Jazz - koszykowki - nie wiem czy mormonski
    bonzo - w kazdym razie glosno o tym jest...
    Ten film tez krecili film w Albercie? Ostatnio glosno bylo o Calgary (w temacie
    krecenia filmow) w zwiazku z Bradem Pittem i Angelina, co to niego na plan
    filmu o Jessie Jamesie przyjedzala.
  • maryna04 13.01.06, 00:38
    Takie klimaty moga byc tylko czarno biale - te same kolorowe zdjecia, to juz
    widac nie to.
    Ach, Brad i Angelina, to tam sie wszystko zaczelo ? Wczoraj na CNN oficjalna
    ciaza A z B byla chyba najwazniejsza wiadomoscia wraz z dodatkowa informacja, ze
    beda adoptowac dalej po dziecku z kazdego kontynentu. Zycie byloby szare (jak
    te zdjecia), gdyby nie takie wiadomosci.
  • onkwe 13.01.06, 16:19
    To mowicie, kolezanki, ze Calgary staje sie holy-udem polnocy? No, no, kto by
    pomyslal. Ja tu sobie spokojnie w norce wegetuje, plotek jetsetowych na biezaco
    ( mea culpa) nie sledzac, a tu tymczasem wielkim swiatem zasmierdzialo! No, ale
    skoro juz nawet gwiazdy nie z tej ziemi daja sie w cowcity zaimpregnowac
    (pozaplanowo, jakby nie bylo, dochodzi przeciez do scen lozkowych), tylko
    patrzec, a niedlugo zwali sie tutaj caly tabun parapapapapa..tego (mantra plis
    dopisz, bo boje sie walnac byka), posadza palmy wzdluz glownej trasy
    saneczkowej, rozwina czerwony dywan na skoczni narciarskiej, a rozne Pitty i
    Joliny zaczna sie przesuwac przez zimowo-trzaskajacy krajobraz, kabrioletamy.

    Pojecia nie mialAm, ze to az tak daleko zaszlo! Ale od czego ma sie czujne i
    poinformowane sasiadki z poludnia, co to nam swiat pokoloruja bardzo waznymi
    wiesciami zza wielkiego ekranu..wink)

    Ale ale. Co do plenerow albertanskich, tych gorskich szczegolnie, toz
    od "niepamietnych czasow" kreci sie tu sporo filmow i seriali, bo okolice
    malownicze (nawet te szare wink, statysci jeszcze nie rozpaskudzeni, a myto za
    uzytkowanie gruntow w celach filmowych, tudziez sprzetu i ekipy, smiesznie
    niskie, przynajmniej w porownaniu z wysrubowanymi cenami zamiedzowymi.
    Pamietacie takie filmy np jak "Jeremiasz Johnson", "Czlowiek w dziczy" , "
    Legends of Fall" (O,wlasnie. Ten Pitt sie wtedy chyba tez gzil w Calgary,
    wiecie cos na ten temat?), a pare lat temu jakies zapasy z niedzwiedziem sir
    Anthony Hopkins urzadzal (no nie kazcie mi szukac tytulu . Taki serial "North
    of 60" "dzial sie" na wybudowanym pod miastem specjalnie w tym celu planie, a
    la male polarne miasteczko( nie mam pojecia, czy szedl w Polsce, nie wiem o co
    w nim chodzilo, tyle ze rodzinnie niejako, znam kilku tubylczych aktorow w nim
    wystepujacych)..and many, many others...

    Dobrze, wystarczy tych szarych dywagacji, bo nas stad pogonia, z powrotem do
    kolorewego holy-uda..wink

    Wiec zeby bylo merytorycznie, ale z ladnym przejsciem z dziczy, w cywilizowany
    swiat filmu.. Puscili juz u was za morzem Wernera Herzoga, "Grizzly Man" ????
    Dorwijcie, bo warto. ... Film jest dokumentalny, krecony przez "sniadanko",
    czyli faceta zjedzonego ( inaczej, zagrizzonego, stad tytul wink przez
    futrzaczka. Panienka naszego bohatera tez zostala skonsumowana, na deserek.
    Herzog skleil z kilometrow tasmy, akumulowanej latami podczas dorocznych wypraw
    do alaskanskiego matecznika, fascynujaca i dajaca wiele do myslenia (i gadania)
    historie zycia czlowieka, ktory sie misiom nie klanial...
  • ania_2000 13.01.06, 21:11
    > Wiec zeby bylo merytorycznie, ale z ladnym przejsciem z dziczy, w
    cywilizowany
    > swiat filmu.. Puscili juz u was za morzem Wernera Herzoga, "Grizzly Man" ????
    > Dorwijcie, bo warto. ... Film jest dokumentalny, krecony przez "sniadanko",
    > czyli faceta zjedzonego ( inaczej, zagrizzonego, stad tytul wink przez
    > futrzaczka. Panienka naszego bohatera tez zostala skonsumowana, na deserek.
    > Herzog skleil z kilometrow tasmy, akumulowanej latami podczas dorocznych
    wypraw
    >
    > do alaskanskiego matecznika, fascynujaca i dajaca wiele do myslenia (i
    gadania)
    >
    > historie zycia czlowieka, ktory sie misiom nie klanial...
    __________________________________________________________________________

    Widzialam.... przerazajace... Przypomnialas mi rowniez dokument o wspinaczu?
    tzn - czlowieku gor? - ktory samotnie udajac sie na wedrowke w gory skaliste
    (colorado bodajze) przyskrzynil sobie w wawozie reke tak bardzo, ze po tygodniu
    agonii i stania i czekania i filmowoania siebie samego na podrecznej kamerze -
    postanowil sobie te reke wlasnorecznie obciac scyzorykiem... historia z happy
    endem, chociaz tak niesamowita, ze az niewiarygodna.

    Hollywood zakochal sie w Kanadzie - nie tylko w Cow city ale rowniez Vancuver w
    Beatifull BCsmile i pewnie wielu wielu innych pieknych kanadyjskich miastach
  • maryna04 14.01.06, 15:52
    Nie mam zdrowia ogladac takich rzeczy. Ogladalam natomiast wywiad z tym
    chlopakiem co sobie sam ucial reke. Uroczy, inteligentny chlopak (prawda?), ale
    trudno zazdroscic rodzinie takiego indywidualisty.
  • onkwe 11.03.06, 21:17


    No, widzialam....Marynie nie polecam. Skoro nie ma zdrowia, niech omija z
    daleka, bo po co ma sie denerwowac...wink

    Poza tym, to trzeba zobaczyc dwa razy, zeby przegryzc, przeanalizowac, docenic
    wszystkie niuanse i zauwazyc wszystkie nitki prowadzace do klebka...klebka,
    ktory i tak, do konca pozostaje schowany gdzies, w lepkiej, mglistej i
    przerazajacej rzeczywistosci, ktora obuchem wali nas po glowie po wyjsciu z
    kina. Niby wiedzielismy, niby zdajemy sobie sprawe, jaki brudny jest ten swiat,
    ile w nim odcieni szarosci, ale dopiero filmy takie jak ten, SYRIANA, nam to
    uswiadamiaja, na powierzchnie wypychajac wszystkie leki i koszmary...

    Obuch, ktory nas wali na koniec, nie jest wcale taki oczywisty i bolesny przez
    pierwsze 90 minut trwania filmu, kiedy siedzimy w ciemnym kinie i staramy sie
    poskladac ze strzepow obrazow, konwersacji, postaci jakas logiczna calosc i za
    cholere nam sie nie udaje...
    Dodajmy do tego niekonwencjonalne, "z reki" prowadzenie kamery ( ciut zblizone
    do Constant Gardener - drugi godny polecenia na tej samej fali, film ), ostre i
    nierealnie realne barwy, bolesnie odkrywajace kazdy niuans, powalajace
    przepychem i soczystoscia w jednym ujeciu, szaroscia i bladoscia w innym....i
    oczywiscie glownych "bohaterow-niebohaterow" ...Nie stereotypowe i jednoznaczne
    postacie, a wieloplaszczyznowe, wciagane czestow wbrew woli, wiedzy, w macki
    czegos, co znacznie przerasta ich i nasze mozliwosci percepcji...az do konca,
    prawie...

    Ta krotka, pisana na szybko, nieudolna recenzja o filmie "Syriana" kierowana
    impulsem, powstala po przeczytaniu dyskusji o Kuklinskim tutaj, dzisiaj, w
    innym temacie...
    Skad to skojarzenie? Zobaczcie film, a bedziecie wiedziec...
  • mantra1 12.03.06, 19:26
    Tez fajny widzialam, ale recenzje wrzuce do Exlibrisu, bo ksiazka bardziej
    dostepna w jez. polskim.
    --
    ☺☺
  • scoutek 17.03.06, 11:50
    onkwe napisała:

    > No widzialAm....


    tez widzialam
    wczoraj
    jestem pod wrazeniem, bo to jeden z piekniejszych filmow... i wcale nie tak
    prosto - geje i kowboje... to o tym, ze trzeba zyc w zgodzie ze soba...

    rewelacyjna rezyseria (Oscar), muzyka fantastyczna (tez), cudowna gra aktorow
    (wzruszal mnie zwlaszcza Heath Ledger - nominacja zreszta ....
    i Gory Skaliste, boskie, rozrzewnilam sie.....

    onkwe, tu dla Ciebie wielki wielki buziak
    miedzy innymi za to, ze razem ogladalysmy ich fragmenty... Gor, rzecz jasna...
    taka nasza tajemnica Brokeback Mauntain?
    wink))
    --
    z kazdym dniem mojego zycia nieuchronnie rosnie liczba tych, ktorzy moga mnie
    pocalowac w d.....
  • nokata 12.03.06, 21:50
    Po przebrnieciu ryczacych jak wsciekly slon reklam
    (ciekawe, zawsze reklamy sa glosniejsze od wybuchu 30 ton TNT)
    i skonstatowaniu ze obie zapomnialysmi zabrac szeleszczace cukierki
    i jakies ciamkacze w postaci kandyzowanych owocow,
    zaczal sie FILM

    Poczatkowo zniechecil mnie do imentu:
    zza kadru zaczyna jakies dziewcze mendzic.
    Ale...
    Zaczyna mowic jakby od rzeczy.
    Zamotuje znana wszystkim historie Benjamina
    i obu pan Robinson.
    No to jako wielbicielka filmu Absolwent poczulam ze to zamach
    na manifest wolnego kochania i nonkonformizmu w tej branzy.

    Tyle ze szybko zapomnialam o uprzedzeniach.
    Akcja zakrecona jak swinski ogon w sloiku.
    Wciaga, a wlasciwie wsiorbuje po kilku minutach
    (chodzenie po bagnach tez wciaga, ale mniej przyjemnietongue_out )
    Aktorzy nie graja, a zyja pelnia zycia.
    I to aktorzy doskonali, a nie jakies ulepkowate Bar-bi-dule cale w pretensjach.

    Benjamin Braddock (w oryginale Dustin Hoffman, tu - Kevin Costner)
    Mrs Robinson (w oryginale Anne Bancroft, tu - Shirley MacLaine)
    Sarah Huttinger - Jennifer Aniston jako 1 wnuczka Robinson,
    Annie Huttinger - Mena Suvari jako 2 wnuczka Robinson (poczatkowo pomylilam ja
    z bardzo nielubiana przeze mnie Christine Ricci, ale gra byla doskonala)
    No i inni.

    Napewno nie jest to "komedia romantyczna" (okreslenie - przepraszam za wyrazenie - tzw krytykuf filmowych)
    Jest to komedia. Sprawnie nakrecona.
    Dla uwiarygodnienia scenariusza, powiazania z wypadkami sprzed 30 lat
    i zachowania caglosci akcji
    jest nawet wstawka kilkunastosekundowa z Absolwenta, no i utwor "Mrs Robinson".
    Czeste odwolania do "Absolwenta" i nie tylko (czyli trzeba uwaznie sledzic dialogi, a niestety brak dubbingu jest tu klopotliwy).
    Doskonala Shirley McLean. Nawet wiecej niz doskonala.

    Idealna praca kamerzysty.
    Chwilami mialam wrazenie, ze nie siedze w kinie, a jestem w samym srodku akcji.
    Akcja sprawnie prowadzona, malo przewidywalna,
    Doskonale zdjecia, humor prawie francuski

    Nie czuje sie pracy rezysera.
    A jednak po chwili zastanowieia, widac ze ma leciutka jak mysl reke.
    Cale szczescie dla widzow, ze nie rezyserwala tego
    mloda Coppola (Lost in translation)
    bo wowczas nie daloby sie tego ogladac.
    A swoja droga jest ona zaprzeczeniem ludowego przyslowia,
    ze niedaleko pada jablko od jabloni.

    Uchachalam sie do lez.
    Tak pogodnej komedii nie widzialam dawno.
    Moze nie jest to oskarowe dzielo (chociaz o wiele wieksze knoty
    byly nominowane do niego
    a zupelnie pospolite aktorzynki - jak Halle Berry otrzymywaly go)

    Jak nie pojdziecie to naprawde duzo stracicie.

    Akcji nie streszczam, nie bede psula wam niespodzianek.
    Warto jednak przed filmem przypomniec sobie co wiemy/pamietamy o "Absolwencie".

    A wady filmu?
    Hmmmm no jedna chyba tylko widzialam:
    Nie gral zaden z aktorow z Absolwenta... a az prosilo sie o Hoffmana.
    Co nie umniejsza Costera umiejetnoisci aktorskich i zgrania
    z majaca swoj dobry dzien Jennifer Aniston.

    Po raz drugi nie poszlabym z jednego tylko powodu: wiem "co bylo dalej"
    Chociaz.... czy ja wiem?? smile))))))))

    Bawcie sie tak dobrze jak i obie z Manterka bawilysmy sie.
    Czas minal nawet nie wiadomo kiedy.
    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
    I pamietaj, Art. 135. § 2 KK
  • nokata 12.03.06, 22:43
    Kiedy dowiedzialam sie ze rezyser i scenarzysta tego filmu
    to jedna i ta sama osoba - George Clooney - chcialam
    (pomna kichy jaka zrobil Paul Thomas Anderson z filmu Magnolia
    gdzie scenariusz byl pisany na metry i kilogramy)
    odmowic zeznan w temacie.
    Ale nie odmowilam ani w koncu ogladania,
    ani Manterce swego towarzystwa.
    I dobrze zrobilam.

    Najpierw wady filmu:
    Dosc odlegle (na szczescie) echa "Wszystkich ludzi prezydenta".
    Trzymanie sie pewnego schematu przedstawiania pracy dziennikarzy -
    jako "burzy mozgow" i nasiadowek. Moze i w rzeczywistosci taki jest
    sposob pracy roznych redakcji, ale troche mnie to razi.
    I to chyba tyle wad.

    Wprawdzie film czarno-bialy, ale tym bardziej wiarygodnym staje sie.
    Jest to historia dobrania sie do skory szefowi
    Komisji Parlamentarnej do Spraw Dzialan Antyamerykanskich,
    Josephowi McCarthy'emu (taki ichny komisyjny Ziobro,
    oby tylko tak samo skonczyl jak McCarthy, czyli wywaleniem na zbity pysk)

    Film parabiograficzny, a wiec i z definicji i z doswiadczen wlasnch SKN
    powinien byc nudny jak flaki z olejem.
    Nic bardziej mylnego.
    Akcja spokojna, ale wcale nie usypiajaca.
    Niepostrzezenie przyklejamy sie do niej i juz po kwadransie
    nie potrafimy sie oderwac.
    Chwilami ocierajaca sie nawet o beznamietne relacjonowanie.
    Czy tez o akademickie wydanie wiwisekcji.
    Slepia jednak wlepiamy w ekran bez przerwy.

    Schemat dramatu - trywialny.
    Dziennikarz z wielkiej stajni medialnej (tu CBS) wypowiada wojne
    politykowi ktory popada w polityczna schizofrenie (tu Josephowi McCarthy'emu).
    Kumple z redakcji popieraja go, prezes stajni tez, ale glosno tego nie powie
    (kasa). Polityk chce osmieszyc i zniszczyc dziennikarza, ale Sprawiedliwy
    jest "twardy jak Roman Bratny i Bogdan Poreba" i wygrywa.
    Tyle ze mozna z tego schematu zrobic ogladanke-usypianke,
    a mozna tez zrobc ten wlasnie film.
    Jak z jajek. Ja robie zuzel, a Manterka jajecznice - poeznice.

    David Strathairn gra jak Buster Keaton - kamienna twarz.
    Intryguje i magnetyzuje.
    Chyba wlasnie taka gra powoduje ze film jest az tak wiarygodny.
    Pozostali aktorzy - conajmniej poprawnie.

    No i muzyka - spokojny jazz i wokal cieplutki,
    w polaczeniu z bezkolorowym obrazem
    (nie moge napisac "bezbarwny", bo film "ma jaja"),
    jaki pamietamy z filmow wczesnych lat '50 daje wlasciwy klimat i domyka calosc.

    No paluszki lizac. Koniecznie zobaczcie.
    I pomyslcie po filmie, czy nie brakuje w kaczolandzie takich
    Edward'a R. Murrow'a i Fred'a Friendly'ego

    A Oskar nalezal sie obu - George'owi Clooney'owi i David'owi Strathairn'owi
    A Balcerowicz (tfu, Kaczynski) musi odejsc.
    I reszta PiS-ioruff tysh.

    Pozdrawia Was SKN

    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
    I pamietaj, Art. 135. § 2 KK
  • kanoka 17.03.06, 21:07
    Może być ciekawe - TV Kultura
    „Sacrum”, reżyseria: Aliona Połonina (godz. 21.35).
    Licheń oczami Rosjanki, która szukając sacrum znalazła miejsce, w którym religia
    całkowicie została dostosowana do potrzeb współczesnego życia. Kamera pokazuje
    sanktuarium, w którym odwiedzający je pielgrzymi częściej przypominają zwykłych
    turystów. Celem ich wyprawy nie jest Licheń—sanktuarium lecz Licheń—park
    rozrywki. Centralne miejsce akcji jest filmu to labirynt Golgoty, który miał być
    symbolem poszukiwania sensu życia przez zwykłego człowieka. "
    ww2.tvp.pl/4101,20060315315367.strona
    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • onkwe 05.04.06, 08:17
    Jesli jestescie w podlym nastroju, chcecie sie rozerwac i zrelaksowac, oderwac
    od natretnych mysli, zapomniec o brudnej rzeczywistosci...nie polecam
    filmu "Capote".

    "Capote" to nie zwykla biografia pisarza, rok po roku, od pieluch do smierci,
    jak tradycyjnie kreci sie filmy o slawnych i wybitnych. Sledzimy tu,
    zaplanowany z poczatku, wymykajacy sie spod kontroli pod koniec, nieublagany
    proces, ktory jest rownoczesnie wzlotem i upadkiem. Na ekranie, przed naszymi
    oczami uplywa kilka lat z zycia czlowieka, ktory regularnie bulwersowal
    krytykow, koneserow i zwyklych czytelnikow soczysta tworczoscia. Kilka lat,
    ktore doprowadzily go na szczyt slawy i ktorych wydarzenia sprawily, ze az do
    smierci, nie byl w stanie wydac juz zadnej ksiazki... Zanurzamy sie w
    pastelowe, mgliste i senne landszafty plaskiego stanu Kansas lat 50tych ( ktore
    swietnie sie sprawdzaja w kanadyjskich preryjnych plenerach i na ulicach miasta
    Winnipeg ) , toniemy w zlocistych i mglistych bezach, zgaszonych zieleniach i
    rdzawych smugach nastrojow. Mruzymy oczy w swietle reflektorow i na zalanych
    hiszpanskim sloncem tarasach, sciszamy glos w celi wieziennej i oddychamy
    jesienna, lepka nostalgia obserwujac rownoczesnie ciemny i prawdziwy portret
    duszy moralnie wykoslawionego geniusza, spragnionego aprobaty i slawy
    czlowieka, ktory dazac do celu za wszelka cene, manipuluje ludzkimi losami i "z
    zimna krwia" wykorzystuje tych, ktorzy licza na jego pomoc wierzac w jego
    slowa o przyjazni.
    Truman nigdy nie ukrywal swych preferencji seksualnych, ale swietnie maskowal
    swoje slabosci. Film je wszystkie bezlitosnie obnaza ukazujac jak umiejetnie i
    z jakze ludzkim, wyrachowanym skurwysynstwem dazyl Capote do wspiecia sie na
    sam szczyt kariery, do tego upragnionego momentu plawienia sie w swietle
    fleszy, w szumie kamer, w entuzjastycznych oklaskach publiki. Jak wielu
    genialnych ludzi, byl egoistycznym i emocjonalnie kalekim osobnikiem. Jakze
    daleki nam, a jak bliski....
    Absolutnie i bezapelacyjnie zasluzony Oskar dla Hoffmana za role glowna,
    wspaniale, drugoplanowe role, doskonale obsadzone i blyskotliwie zagrane
    przez aktorow "drugiego i trzeciego garnituru"...Kapitalna praca kamery, dlugie
    ujecia i pelna wymowy cisza, ktora krzyczy...
    Warto rowniez wspomniec o wiernym odtworzeniu atmosfery lat 50tych, ubiorach i
    wnetrzach, ktore ozyly na ekranie dzieki naszej rodaczce, Kasi Wielickiej.
    Elegancja i prostota, filmu ktory poraza bogactwem wyrazu...

    (no ciekawe, kto wejdzie zara po mnie, ze swoimy, kinowymy momentamy wink
  • mantra1 05.04.06, 16:57
    chociaz prawie bez momentow bylosmile
    Przyznam, ze troche obawialam sie tego filmu ze wzgledu na postac glownego
    bohatera, ktorym jest gwiazda muzyki country Johnny Cash. Obawialam sie, bo
    country jest to jeden z niewielu gatunkow muzycznych, ktorego nie cierpie niemal
    organicznie. Okazalo sie jednak, ze country Cash'a niewiele ma wspolnego z
    kierowcami truckow w kraciastych koszulach, kowbojami, pedzacymi bydlo na wypas,
    czy biusciastymi blond laluniami w kowbojskich butach i falbaniastych
    spodnicach. (No wiem, ze walnelam teraz stereotypem i, ze Onkwe zaraz na mnie
    huknie wink)
    Ale wrocmy do ad remu, czyli do filmu "Spacer po linie", w ktorym muzyka Cash'a
    okazala sie dla mnie calkiem strawna, gdyz jest to raczej cos z pogranicza urban
    bluesa i rock'n rolla, a nie czyste country. Gorzej z piosenkami June Carter,
    jednak country'owe "hopsa-hopsa" w pelni rekompensuje znakomita gra aktorska
    oskarowej Reese Witherspoon, ktora wznosi sie w tym filmie znacznie ponad poziom
    "Legalnej blondynki" (gdzie tez zreszta byla dobra, chociaz w dosc kiepskiej
    roli). Sam film ukazuje losy piosenkarza od czasów dziecinstwa do szczytu slawy.
    Przedstawia narodziny gwiazdy, jej rozkwit, poczukiwania artystyczne, upadek i
    zmartwychwstanie. Narastajace alkoholowo-narkotykowe pieklo zabiera Johnny'emu
    rodzine, zdrowie, sławe i wolnosc. Jednak nie prawdziwych przyjaciol, dzieki
    ktorym w koncu udaje mu sie pokonac swe slabosci i wrocić do swiata zywych. Jego
    determinacja w walce o milosc piosenkarki June Carter jest dla niego dodatkowym
    bodzcem do wyjscia na prosta. Postac, stworzona przez znakomitego Joaquina
    Phoenix nie jest ani papierowa, ani plastikowa, jego milosc do June w niczym nie
    przypomina romansow wielkich gwiazd, opisywanych na stronach kolorowych pisemek.
    Ona sama rowniez niewiele ma wspolnego z heroinami takich historii.
    Dobre, biograficzne kino, nie gloryfikujace bohatera. Moze dlatego tak
    prawdziwe, ze scenariusz nie zostal oparty o domniemania biografow, lecz powstal
    on na podstawie dwoch ksiazek, napisanych przez samego Cash'a.
    Polecam bez zastrzezen wink

    --
    ☺☺
  • maryna04 11.04.06, 04:37
    No to ja kolejny film bez momentow chce zaanosowac "Good night and good luck"
    w rezyserii Georga Clooney. Film dzieje sie w czasach histerii McCartyzmu w
    Ameryce, w roku 53. Czarno bialy ze wstawkami z autentycznych programow Stacji
    telewizyjnej CBS. Historia autentyczna. Slynny prezenter prowadzacy swoj
    autorski program publicyctyczny walczy wlasnie poprzez swoj program z szalonym
    senatorem McCarty, ktory uzasadniona ostroznosc wobec symapatykow komunizmu
    zamienil w obsesje. Jeden z wariat z tupetem w odpowiednim momencie moze
    zmienic bieg historii. Dziennikarstwo bohatera filmu to misja spoleczna. Radze
    zobaczyc jesli bedzie, tez azeby porownac obecna uczciwosc i niezaleznosc
    dziennikarzy i mediow jako calosc z tamtymi czasami. W Ameryce potraktowany
    zostal jako bardzo wazny film.
  • nokata 11.04.06, 08:36

    • Good Night, and Good Luck
    nokata 12.03.06, 22:43
    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
    I pamietaj, Art. 135. § 2 KK
  • scoutek 11.04.06, 12:38
    zaraz, to co? tu jest zasada, ze kazdy film opowiada sie raz?
    nie mozna opowiedziec o swoim odbiorze?
    czy jak nokata opowiedzial to znaczy, ze co? koniec? juz nie mowi sie na temat
    skomentowanego przez nokate filmu?
    tak pytam, bo osmielilam sie wczesniej skomentowac film opowiedziany przez
    onkwe i nie wiem czy nie popelnilam jakies gafy...
    --
    z kazdym dniem mojego zycia nieuchronnie rosnie liczba tych, ktorzy moga mnie
    pocalowac w d.....
  • mantra1 11.04.06, 12:48
    Jasne, ze sie mowi, komentuje, dyskutuje. Po to jest wlasnie ten watek. Tylko,
    ze...post Maryny odebralam raczej jako zajawke filmu, ktory juz zostal tu
    wczesniej skomentowany, a nie jako Jej glos w dyskusji, czy komentarz na temat.
    Moze zwyczajnie przeoczyla post SKN smile)
    Gdyby tak odwrocic kolejnosc... wink
    Ale to tylko moje odczucie i nie ma co robic problemu.
    --
    ☺☺
  • alfredka1 11.04.06, 12:55
    No to ja właże nie na tematsmile to już nie po 100 a po 1000 będziemy "odliczać"
    rozmówki filmowe Szanowna Pani Instant??
    Filmów nie mogę oglądać do czasu wydobrzenia ócz, chyba że sprawię sobie
    telewizor o wysokiej technice rozdzielczej /eee, chyba jakoś to inaczej się
    określa, a w domu nie ma nikogo ktoby podrzekł/
  • alfredka1 11.04.06, 13:23
    "wcięło" mi końcówkę wpisu "wszystko czytam co Państwo tutaj piszą i na
    bieżąco dzięki temu jestem w światowej kimematografii smile)"
  • mantra1 11.04.06, 13:38
    Ano wlasnie. Jako osoba posiadajaca wszelkie pelnomocnictwa zalozycielki tego
    watku, zastanawialam sie, czy rozbijac go na setki, czy kontynuowac ciurkiem?
    To samo z FPR-em, w ktorym niebawem tez walniemy setke.
    Oczekuje zatem propozycji smile)
    --
    ☺☺
  • nokata 11.04.06, 19:20
    mantra1 napisała:

    > walniemy setke.
    > Oczekuje zatem propozycji smile)

    Rum+cola?
    Spirytus+blackburry
    advocaat?
    moge isc, puszczam czapke w kolo

    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
    I pamietaj, Art. 135. § 2 KK
  • wodnik33 11.04.06, 20:01
    Wchodzę, dorzucam się. Może być Jasio Wędrowniczek.
  • onkwe 11.04.06, 21:50
    Jak widze, w temacie kinematograficznym bardzo ladnie nam sie rozwinal watek
    obalania wszelkiego rodzaju procentowych setek i pollitrowek. Forumowicze sie
    rozkrecajo i jak nic, w takim tempie, jeszcze dzisiaj wieczorem dociagniecie
    zygzakiem do labedzia z dwoma kolami.
    Tylko pozornie nastapilo zboczenie za budkie z piwem i innemi wyskokowymi
    tronkami. Pewna jestem, ze s.p. Jasio Himilsbach und company nie mieliby nic
    naprzeciwko i pusciliby sie w Wami ochoczo w Rejs.
    Z braku biezacych informacji na temat osiagow polskiego filmu w dziedzinie
    opilstwa, podrzuce Wam tymczasem paru pijanych Czerwonoskorych, cobyscie nie
    chlali do luster.
    W filmie pt. ‘Skins’ z 2002 roku, ( tak sie mowi pogardliwie na Indian –
    tlum. 'skory' ) alkohol leje sie hektolitrami. Akcja toczy sie w
    przygnebiajacej rzeczywistosci rezerwatu Pine Ridge, nalezacego do plemienia
    Lakota ( Sioux). Dla tych, ktorzy nie orientuja sie w amerykanskiej historii
    podboju Dzikiego Zachodu, wspomne jedynie, iz jest to rezerwat slawny z kilku
    wzgledow. W nim przebywali swego czasu slynni wodzowie, np Sitting Bull. W
    poblizu znajduje sie miejsce masakry Indian, ktora miala miejsce w 1890 r.,
    znane jako Wounded Knee. W latach 70tych rezerwat byl siedziba
    indianskieg ‘ruchu oporu’ o, odbywaly sie tam demonstracje, trwala 70dniowa
    okupacja, a rozruchy konczyly niejednokrotnie smiercia po obu stronach...
    Ogladamy sobie na ekranie rudery, smietnik, brud, marazm i i ogolnie smetny
    krajobraz, przez ktory przetaczaja w stanie calkowitego 'znieczulenia'
    bekajacy, dzielni wojownicy. Glowne postacie to dwaj bracia. Jeden, ten
    starszy, grany przez swietnego indianskiego aktora Grahama Greena ( ten wodz
    z czubem, od 'Tanczacego z wilkami' Costnera ), weteran wojny wietnamskiej,
    wypelnia czas pracowicie oprozniajac flaszke po flaszce i puszke po puszce..
    Mlodszy jest policjantem i rozbija sie po zakurzonych drogach rezerwatu
    scigajac zawziecie wszelkie nieprawosci i tropiac przestepcow, ktory zwykle sa
    albo zbuntowanymi nastolatkami, albo znudzonymi mieszkancami tego pieknego
    zakatka. Policjant ma wyraznie misje do spelnienia i bawi sie w
    indianska 'niewidzialna reke'. Nie takie to jednak proste w praniu i w
    rezerwacie, jak w Teleranku... Do tego dochodza skomplikowane uklady rodzinno-
    alkoholowe powodujace emocjonalne tarcia miedzy bracmi, by w koncu doprowadzic
    do punktu kulminacyjnego... Nie sposob wspomniec, iz mimo calej tej
    przygnebiajacej rzeczywistosci, filmowi nie brakuje poczucia humoru ( rzadki to
    dar , umiec dostrzec komizm w tragicznej sytuacji i umiec smiac sie z wlasnych,
    narodowych przywar, jak w tym przypadku czyni rezyser, Indianin oczywiscie,
    Chris Eyre ).
    Sa tez momenty podniosle, symboliczne, a dajace nadzieje na przyszlosc...na
    lepsza przyszlosc.
    Calosc nakrecono dysponujac bardzo skromnym budzetem, przy pomocy wylacznie
    autochtonicznych aktorow, czesto amatorow. To widac i czuc, co moze troche
    miejscami przeszkadzac w odbiorze kinomanom koneserom. Jednakowoz prawdziwych
    pasjonatow tematyki tego rodzaju drobne niedociagnieciam na pewno nie zniecheca.

    No to luu, baby wink... i chlopy ...Po jednym!


    p.s. jesli maryna, czy ktokolwiek inny przeoczy powyzszy toast i umiesci
    tuswoja 'skore', niech jej/mu bedzie na zdrowie! smile)
  • alfredka1 11.04.06, 22:15
    Wodnikowi na wszelki wypadek juz zwiazalam rece by nie siegal wiecej, ale wezme
    go w obrone - przysiegam, że on do lustra dzisiaj nie pił, tylko to Was moi
    kochani, bo slyszalam jak ochoczo pokrzykiwal :"no to za ciebie nokatko, a
    teraz do ciebie bracie w zeglowaniu"smile)) i jakoś tak się rozczulił Twoją
    recenzją, młodość mu się przypomniała, kiedy zacztywało się powieściami o
    Indianachsad((( Pozdrawiamy serdecznie
  • maryna04 12.04.06, 03:28
    Nokato, nie tylko Ciebie nie docenilam, wczoraj polecilam tez jednemu panu,
    zeby obejrzal sobie wprawdzie nie ten, ale omawianego tu Capote. I on mi mowi,
    ze przeciez mi mowil, ze byl - kiedy ja mowilam, ze ogladnelam. Z trudem
    pamietam jak sie nazywam, tak wiec Nokato, sorry.
  • nokata 12.04.06, 15:55
    Maryno przemila, i przyjaciolko ma od serca i innych podrobuff
    szybciutko nozkami przebierajaca (znaczy zabiegana)

    ja tylko tak, z przekory i sympatii, bo jak sama wiesz
    a swiadectwotemu dawalm niejednokrotnie
    chetnie kazde slowo z ust Twych korali spijam chciewie smile))))

    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
    I pamietaj, Art. 135. § 2 KK
  • alinka333 14.04.06, 16:27
    Czy to na pewno dobry tytuł??? Szukałam go w necie... nigdzie go nie ma, a
    obejrzałabym go z chęcią.
  • onkwe 14.04.06, 16:38
    yep, Skins...

    wrzuc w gugla dwa slowa: skins movie

    zobaczysz co wylezie...do wyboru do koloru.

    A propose proofa, czyli dowoda...Nie lezal mi. Sztuczny problem, malo
    przekonywujaca Paltrow jako genialna matematyczka, takiz,schematyczny,
    odwalajacy swoja role, Hopkins. De gustibus ..smile
  • alinka333 14.04.06, 15:46
    Brzydka, ale jakże piękna Gwyneth Paltrow wkręcająca się w chorobę. Zaś Jake
    Gyllenhaal nie ucieka przed nawałem wody ani nie pilnuje owiec, które mogą się
    paść bezpiecznie, bo Hopkins zajęty jest liczeniem gwiazd i przypominaniem
    córce, że już nie żyje. Podobał mi sięsmile
  • maryna04 26.04.06, 03:27
    Nie namawiam, tylko informuje obejrzalam na dvd niemiecki film (to jest cos
    nadzwyczajnego - niemiecki tutaj) p.t. Schultze gets the blues. Zachecilo mnie
    slowo zydeco, a to jest styl muzyki z Nowego Orleanu - sentymentalne
    wspomnienia z wizyty w tamtych rejonach przed.... Bylo mi milo, bo prosty
    niemiecki emeryt zostal osadzony na festiwalu w Teksasie nie po to, zeby
    wysmiac takich samych prostych ludzi w Ameryce, co jest regula, tylko oni tez
    zostali przedstawieni cieplo i prawdziwie. Taki bardzo amerykanski momencik:
    policja wodna zbliza sie, zeby pomoc Niemcowi, ktory potrzebuje wyprowadzenia
    na szersze wody swojej barki. Policjant widzi na burcie kubek z kawa i
    oczywiscie mowi przed manewrem, uwazaj na swoja kawe.
  • kanoka 30.04.06, 08:55
    Nie film, ale telewizję. I nie telewizję, a Polską Kronikę Filmową, z
    komentarzem Ogórka. Ostatnio, o pierwszychmajach - lata 50, 60, 70. Dzisiaj
    będzie cd. Kto może, niech ogląda. Polecam.
    www.kinopolska.pl/news.php?id=81
    --
    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
  • maryna04 01.05.06, 05:42
    A ja w zeszla niedziele na kanale Uniwesytetu Stanowego obejrzalam "Czlowieka
    z marmuru" , dzis "Czlowieka z zelaza". Potem byl aktualny wywiad z Wajda.
    Moze trzeba by i w Polsce pokazac te filmy? Boooooosze, gdzie sa chlopcy z
    tamtych dni? Jak by brzmialy te filmy w dzisiejszej Polsce?
  • mantra1 27.05.06, 17:19

    --
    .....,---,.....
    .../ '' \...
    .(./.,,..,,.\.).
  • nokata 08.06.06, 19:12
    Kino Polska
    czwartek, godzina 18.30
    "Przyjaciel wesolego diabla"
    W roli glownej - diabla Piszczalki - klon Marii "1st lady" K.

    Ewentualna zbieżność imion, nazwisk lub nazw własnych
    jest zupełnie przypadkowa i niezamierzona.

    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
    I pamietaj, Art. 135. § 2 KK
  • nokata 13.06.06, 17:26
    Kino Polska
    13.06, godzina 18.30
    "Bliskie spotkania z wesolym diablem"
    W rolach: Jacek Chmielnik, Rafal Synowka, Maria K. (jako Diabel Piszczalka).
    Maria K. wystepuje bez charakteryzacji!!!!

    --
    Coito, czy cogito ergo sum.... zawsze mam klopoty z Latina Foollgarizzz
    I pamietaj, Art. 135. § 2 KK
  • alinka333 08.06.06, 19:21
    ... po polsku to będzie coś w rodzaju "Niewinne głosy" ... o irlandzkich
    szkołach prowadzonych przez księży... troszkę zalatuje "Stowarzyszeniem
    Umarłych Poetów", ale ogólnie nie dla ludzi wrażliwych na krzywdę ludzką...
    reszta dnia wyda sie im szara, jak kolor chłopięcych twarzy...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka