• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Wielkanoc po polsku - pielegnujmy tradycje.. Dodaj do ulubionych

  • 14.04.06, 15:42
    "Stara legenda mówi, że zwyczaj malowania jaj wprowadziła Maria Magdalena.
    Gdy płaczącej na grobie ukazał się anioł z nowiną, że Chrystus
    zmartwychwstał, pobiegła do domu. Tam zobaczyła, że wszystkie jajka zabarwiły
    się na czerwono. Wzięła je więc i rozdawała apostołom i znajomym na znak
    radości.
    Wśród legend mówiących o pradawnym początku pisanek jest też kilka
    łemkowskich: gdy Chrystusa przybijano do krzyża z ran pociekła krew, ścinając
    się w czerwone jajeczka (kraszanki). Stojąca pod krzyżem Matka Boska oblewała
    je łzami zmieniając w pisanki. Marta pozbierała je, a Matka Boska rozdała
    dzieciom na pamiątkę i przestrogę, żeby żyły w zgodzie i wzajemnej miłości.
    Gdy Chrystus wisiał na krzyżu uklękła przed nim kobieta z koszem jaj, a
    cieknąca krew pofarbowała jajka.
    We wszystkich kulturach jajo jest potężnym amuletem przeciw złym mocom i
    czarom. Pokryte barwnymi wzorami czczone było i w starożytnym Egipcie, i w
    Rzymie. W Polsce odkopano ślady pisanek aż z X wieku.
    Na Łemkowszczyźnie począwszy od Wielkiego Czwartku kobiety zabierają się do
    farbowania i zdobienia jaj (pisanek), którymi w czasie świąt dzieli się przy
    składaniu życzeń, a dziewczęta wykupują się nimi w drugie święto od polewania
    wodą.
    Do malowania używa się przede wszystkim naturalnych barwników. Zieleń daje
    wywar z widłaka, liści pokrzywy, barwinka, kwiatu fiołka, jemioły, a przede
    wszystkim z młodego żyta ozimego. Fiolet uzyskuje się z wywaru ciemnej malwy.
    Na czerwono farbuje się jajka w mieszaninie łupin cebuli i kory dębowej,
    krokusie, szyszkach olchowych, owocach czarnego bzu, suszonych jagodach lub w
    odwarze z robaczków zwanych czerwcami. Warto dodać, że to właśnie łuski
    cebuli dają kolor czerwony symbolizujący krew przelaną przez Chrystusa na
    krzyżu. Ciemną żółć uzyskuje się, gotując jaja w łupinach cebuli. Jasny
    odcień żółci daje kora młodej jabłonki, kwiaty majówki błotnej lub suszone
    płatki jaskra.
    Do tradycji Łemkowszczyzny należy odwiedzanie grobów w Święta Wielkiej Nocy.
    Ksiądz odprawia na cmentarzu uroczystą liturgię za zmarłych, a na grobie lub
    obok kładzie się święcone jako lub paschę.
    Tyle informacji, które wyszperałam tu i ówdzie. Tak się szczęśliwie składa,
    że w tym roku (2005) dane mi było uczestniczyć w Świętach Wielkiej Nocy na
    Łemkowszczyźnie. Nie trudno się domyślić, co było ich istotnym elementem -
    oczywiście malowanie pisanek. Było to niesamowite doświadczenie zważywszy, że
    przygotowywane były pod okiem i cennymi wskazówkami pani Marii Brylak -
    Załuskiej - etnografa z nowosądeckiego skansenu. Od samego początku jej
    wykładu odczułam, że ta czynność to jedna z licznych, własnych sztuk ludowych
    kobiet Łemkowszczyzny. Pisanki łemkowskie są zaiste perełkami w wielkanocnym
    świąteczniku, a następnie na łemkowskim stole. Sądzę, że swoimi słowami i
    fotografiami uda mi się potwierdzić mój zachwyt nad tą misterną sztuką
    łemkowskich niewiast i zachęcić do ich wykonania."

    Ciag dalszy, z fotkami i instrukcjami, w linku ponizej.

    www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/lemkowie/kultura/pisanki1
    Macie w zanadrzu inne rodzinne lub regionalne, ciekawe zwyczaje, wierzenia i
    tradycje Wielkanocne ???

    Alleluja !
    Zaawansowany formularz
    • 14.04.06, 21:29
      I coz tu dodac? Jesli nawet Onkwe wszystkiego nie wyszperala, to nikt inny nie
      wyszpera na pewno. Dzieki za ten tekscik, wiedzialam, ze tradycyjnie mozna na
      Ciebie liczyc smile)
      Ja nauczylam sie tylko skladac zyczenia po arabsku. Dostalam od zawodowego
      tlumacza tego jezyka, wiec na bank te robale znacza "Wesolego Jajka" - czego Wam
      zycze smile
      كل عام وأنتم بخير بمناسبة عيد الفصح المجيد
      --
      .....,---,.....
      .../ '' \...
      .(./.,,..,,.\.).
      • 14.04.06, 21:40
        dzieki Mantra - przyda sie!

        Moze jesze wersja fonetyczna tych zyczen - plik w mp3 albo waw ?.
        Znam kilku Arabek - muzulmanow i nawet nie wiedzialem, Wielkanoc i swiecone
        (wesole!) jajka u Nich taka tradycje swiateczna maja.
        Ale, wierze w Twoja znajomosc rzeczy i dzieki za "typ" smile)

        pozdrawiam (przed)swiatecznie,-
        pE
      • 14.04.06, 21:45
        Mialam przygotowany inny tekst... ale po waszym wejsciu...
        Zycze wszystkim fajnych Swiat, takich jak lubicie. Zeby nie odbijaly sie
        czkawka, a byly godne wspomnien.
        Matro czy moge poprosic o te robaczki wiekszym drukiem, bo te wygibasy sa chyba
        recznie pisane?smile
        • 14.04.06, 22:09
          Wiesz co, warumie? Czegos tutaj nie rozmumiem? Dlapoczemu czyjes teksty mialyby
          Ci przeszkadzac we wrzuceniu Twojego? Przypomnij sobie niedawne babskie tematy
          na tym forum, kiedy to panie przescigaly sie w zapewnieniach o tym jakie to one
          sa ambitne, jak nie obawiaja sie obciachow, jak lamia zelazne zasady, jak maja
          gdzies co inni o nich mysla czy mowia... I co? Ano pstro. Jak przychodzi co do
          czego, to "przepraszambozezesmniestworzyltomozesobiejuzpojde".

          A wez i walnij jajem na odlew, zlap zajaczka za uszy, chlusnij kublem zimnej
          wody, trzepnij palemka w nos! No ju! wink)

          Alleluja!

          ( nie bede Was dobijac i puszczac tekstow religijno-wielkanocnych w lenguydzu
          Mohawk, bo wam sie jezyki w szprychy wkreca, a patrzalki uschna na
          szypulkach wink))


          • 14.04.06, 22:27
            A dobijaj, dobijajsmile)) całe życie czegoś sie uczymy ale zajączkiem trzymanym
            za uszy nie wywiJAJmy. Tekst Twój naprawdę świetny.A przy następnym oczka
            naoliwimy. Wszystkim ,wszystkiego ,oczywiście dobrego, życzymy.
            Onkwe, nie traktuję Twojego tekstu jak wyzwanie od którego uciekam,Warum chyba
            też nie, ale pierwsza myśl po przeczytaniu była aby opisać zwyczaje na
            Wileńszczyżnie i Litwie, no i co? no i pstrosmile))chyba tak doglębnie i
            interesująco nie potrafię. Więc nie marudż ześmy takie niecharakterne a ciesz
            się ,że podoba nam się co piszesz i prosimy o jeszcze.Wodnik serdecznie
            pozdrawia.
          • 14.04.06, 22:31
            Na lingwiste nie mam zadatkowsad ale dzielnie sie przy was ucze i po
            powiekszeniu faktycznie lepiej widacsmiledzieki Popaye, jakos szybciej tu pisze niz
            mysle...
            Onkwesmile "przepraszambozezesmniestworzyltomozesobiejuzpojde" pasuje jak ulal/
            moze zmienie nick?/, ale jak zawsze tylko chwilami. Wiec za Twoja rada otrzasne
            piorka, zrobie sie na bostwo i...pomysle,ze wszystko co najgorsze juz za mna,
            wiec powinnam sie cieszyc / ale skad wziac zelazne jajka ew twarda palemke zeby
            bylo sprawiedliwie?smile/
            A zyczenia w jezyku Mohawk'ow/ ew, innym podobnie egzotycznym/ to moglbys
            /bezfonetyczniesmile/ zapodac nam na forum.
            • 14.04.06, 23:27
              Fonetycznie nie umiem, pliku dzwiekoweego do tego nie bylo smile)
              Ale ten arabski cos dziwnie wchodzi na forum i kursor ustawia sie inaczej , "od
              d... strony". W oryginale to wszystko jest w jednej linijce i nie wiem, dlaczego
              tu weszlo w trzech. Probuje jeszcze raz. Zyczen nigdy za wiele smile)
              كل عام وأنتم بخير بمناسبة عيد الفصح المجيد

              --
              .....,---,.....
              .../ '' \...
              .(./.,,..,,.\.).
              • 14.04.06, 23:31
                no i znowu w trzech weszlo, trudno porozciagajcie sobie w notatnikach smile)
                Dawaj Mohawkowe, Onkwe smile)
                --
                .....,---,.....
                .../ '' \...
                .(./.,,..,,.\.).
                • 15.04.06, 01:15
                  Po raz. Alfredko i reszta plemienia Szczecincow! Dajcie sie sprowokowac i
                  opiszcie z marszu jakies litewskie i kresowe zaJAJeczki, pliss !!! ( hmmm...a
                  moze ny jestesmy spokrewnieni? wink))
                  Po dwa. Warumku, dobrze ze sie rozumiemy..wink)) ( szeptem: dlapoczemu ciagle mi
                  wciagasz portki na tylek ? )
                  Po trzy. Z Mohawkami to jest ciekawa sprawa. Zostali "nawroceni" przez Jezuitow
                  juz w 17 wieku. Przypuszczalnie wtedy nosili w zebach swieconke i malowali
                  jaja. Pozniej znaczna ich czesc znowu sie "nawrocila", tym razem
                  na "Metodystow" i "Anglikanow" ( wszystko zalezalo od miejsca siedzenia ).
                  Dzisiaj wielu wraca do dawnych, "poganskich" wierzen, co pozwala im zachowac
                  mohawkowa tozsamosc, spuscizne kulturowa, takze jezyk.
                  Postanowilam znalezc cos, co by podchodzilo wielkanocnie, a co rownoczesnie by
                  bylo wystarczajaco "poganskie" i autentyczne - nie jakies tam modlitwy z Biblii
                  tlumaczone na mohawski.
                  Posiadam stary, "mohawski modlitewnik" i to jest wersja w zasadzie prawie pelna
                  i wierna, ktora udalo mi sie przetlumaczyc i jako tako zapisac ( nie wszystkie
                  akcenty i ogonki wchodza ). Zwracam uwage, ze ta "modlitwa" byla wypowiadana w
                  waznych momentach, w calosci, z pelnym rytualem i powaga...

                  No to jadziem:

                  Sewatahonhsi:iost ken’nikarihwesha sewakwe:kon
                  Sluchajcie wszyscy. Wszyscy niech przez chwile sluchaja uwaznie.

                  Ne kati tenshitewanonhwera:ton ne Shonkwaia’tison ne wahi
                  Temu, Ktory Nas Stworzyl okazujemy swoja wdziecznosc

                  rohsa’anion aAkwe:kon tsi naho:ten teiotawen:ier ne tsi ionhontsa:te
                  Albowiem On stworzyl Swiat i wszystko co w nim sie znajduje.

                  Tanon ne o:nen
                  A wiec:

                  Teiethinonhwera:ton ne onkwe’shon:a
                  Niechaj wszyscy Ludzie przyjma nasze pozdrowienie,
                  Teiethinonhwera:ton ne ietsinihstén:ha tsi iohontsa:te
                  Niechaj bedzie pozdrowiona Matka Ziemia,
                  Teiethinonhwera:ton ne tsi kahnekaronnion
                  Niech bedzie pozdrowiona woda,
                  Teiethinonhwera:ton ne kentsonshon:á
                  Niechaj beda pozdrowione wszystkie stworzenia zyjace w wodzie.

                  Tho kati neniohtónhake ne onkwanikon:ra
                  Tak postanawiamy, niech tak sie stanie

                  Tanon ne o:nen oni
                  A teraz rowniez:

                  Teiethinonhwera:ton ne ohtehra’shon:á
                  Niechaj beda pozdrowione wszystkie pedy i korzenie,
                  Teiethinonhwera:ton ne ohonte’shon:á
                  Niechaj beda pozdrowione wszystkie rosliny,
                  Teiethinonhwera:ton ne ononhkwa’shon:á
                  Niechaj beda pozdrowione leki,
                  Teiethinonhwera:ton ne otsinonwa’shon:a
                  Niechaj beda pozdrowione insekty,
                  Teiethinonhwera:ton ne tionhehkwen
                  Niechaj bedzie pozdrowione wszystka zywnosc,
                  Teiethinonhwera:ton ne kahihshon:a
                  Niechaj beda pozdrowione owoce i jagody.

                  Tho kati neniohtónhake ne onkwanikon:ra
                  tak postanawiamy, niech tak sie stanie.

                  Tanon onen
                  A teraz:

                  Teiethinonhwera:ton ne kontirio
                  Niechaj beda pozdrowione wszystkie zwierzeta,
                  Teiethinonhwera:ton ne otsi’ten’okon:’a
                  Niechaj beda pozdrowione wszystkie ptaki,
                  Teiethinonhwera:ton ne karonta’shon:’a tanon okwire’shon:a
                  Niechaj beda pozdrowione wszystkie drzewa i krzewy, te olbrzymie i te male,
                  Teiethinonhwera:ton ne kaie:ri kikawera:ke
                  Przekazujemy nasze pozdrowienie wiatrom

                  Tho kati neniotónhake ne onkwanikon:ra
                  tak postanawiamy, niech tak sie stanie.

                  Tanon onen
                  A teraz:

                  Teiethinonhwera:ton iethiso’tho:ken ratiwe:rahs
                  Niechaj bedzie pozdrowiony grzmot,
                  Teiethinonhwera:ton ne ietsi:‘sotha ashonthenkha karahkwa
                  Przekazujemy nasze pozdrowienie Ksiezycowi, Naszej Babce,
                  Tetsitewanonhwera:ton ne shonkwantsi’a tiehkehnekha karahkwa
                  Przekazujemy pozdrowienie Naszemu Starszemu Bratu - Sloncu,
                  Teiethinonhwera:ton ne tsi iotsistohkwaronnion
                  Niech beda pozdrowione wszystkie gwiazdy.

                  Tanon ne o:nen
                  A teraz:

                  Tetsitewanonhwera:ton ne Shonkwaia’tison
                  Niechaj bedzie pozdrowiony Stworca.

                  O:nen tho niio:re wakateriwatkwe:ni toka the:nen sonkenikonhrhen i:se ke ne’e
                  sewakwata:ko tanon aesewatera’swiiohake
                  Jesli pominelismy cos lub kogos, niechaj sie stanie, niechaj bedzie
                  pozdroowione.

                  tho nikawén:nake
                  Amen ( to wszystko ).
                  • 15.04.06, 11:28
                    Na spokrewnienie TAK, na opisanie NIE smile) może kiedyś gdy oka wydobrzeją..
                    W naszym Regionie tradycje tak się wymieszały, bo to i Wielkopolanie i
                    Wilniucy, Ukraińcy, Lemkowie, Kurpie..... i cala niegdysiejsza Rzeczpospolita.
                    Przydałby się ktoś "z Kolbergiem po kraju" ,powstała calkiem nowa kulturowośc
                    i juz trzebaby to spisywać, rozwijać...
                    I tobybylo na tyle.
        • 14.04.06, 22:14
          ja tez mam trudnosc z odczytaniem tej wielkosci litersmile.
          Ale droga Warum "my technicy" damy sobie rade.
          -zaznacz-->copy-->wklej do notatnika i... powieksz do wielkosci nawet 72 pkt.
          W lepszych edytorach tekstu niz notatnik mozna znacznie wiecej.
          pozdr.,-
          pE
    • 14.04.06, 22:17
      W Wielki Piątek mróz,
      to na górce siana wóz.
      W Wielki Piątek deszczu kropla,
      to na górce siana kopka.
      W Wielki Piątek jasno,
      to w stodole ciasno.

      "Dla niektórych górali żywieckich Wielki Piątek był dniem okazyjnym do obrony
      przed czarami, uchodził nawet za dzień niebezpieczny z powodu dużej aktywności
      czarownic, które odbierały krowom mleko. Górale mieli zakaz pożyczania z domu
      czegokolwiek. Pilnowali obejścia, aby czarownica nic nie ukradła. Niektórzy
      sporządzali kukłę słomianą - Judasza i wrzucali j ą do rzeki jako symbol
      odejścia zimy. Obrzędy Wielkiej Soboty, tak jak i dzisiaj, łączyły się dawniej
      przede wszystkim z przeżyciami religijnymi. Gospodynie przygotowywały koszyki
      ze święconką. Znalazły się w nich: barwione jajka (w kawie lub naturalnych
      wywarach roślinnych), sól, pieczywo, chrzan, kiełbasa i baranek z piernika lub
      słodkiego ciasta. Wszystko stroiło się kwiatami i świeżą zielenią. Do święcenia
      koszyki zanosiły dzieci. Na wieczornej uroczystości kościelnej święcono wodę i
      ogień. Przed kościołem płonęło ognisko, w którym spalono na popiół gałązki
      tarniny, głogu, dzikiej róży i opalano głowienki (drewienka leszczyny złożone w
      krzyżyk). Popiół ten sypano na pole przy pierwszej orce, aby oczyścił ziemię.
      Wieczorem po rezurekcji odbywała się procesja -obchodząc trzy razy kościół i
      śpiewając nabożne pieśni. "

      P.S. A czy wiecie, ze w miektorych regionach, panowalo przekonanie, ze
      czarownice nie sa w stanie, w czasie procesji w Wielki Piatek okrazyc trzy razy
      kosciola? Zwykle "odpadaly" po dwoch okrazeniach! I juz wiadomo bylo, kogo
      spalic na stosie... wink))

      cdn...

      Alleluja !

      • 15.04.06, 01:57
        Znacie zwyczaj grzebania zuru i sledzia ?

        Zwano go roznie, ale zawsze byl to ten sam, w calej prawie Polsce zwyczaj, gdy
        mlodziez, znudzona i zmeczona postem, urozmaicala sobie oczekiwanie na wyzerke
        swiateczna. Brano gliniany garnek, wypelniano go smieciem, oscmi rybymi lbem
        sledziowym etc i oczywiscie zurkiem,,, po czym wieszano na galezi i stracano
        tak, aby sie rozbil ...skorupy i resztki grzebano w ziemi. Jednym slowem
        zegnano sie z postem i dawano do zrozumienia, ze niedlugo nastapi uczta, a
        wielotygodniowy zurowa dieta wreszcie dobiega konca.
        Ksidz Jedrzej Kitowicz,ktory byl wspanialym kronikarzem obyczajow i tradycji
        polskich ,pisal o tym zwyczaju i zurku tak - "... przez sześć niedziel panował
        nad mięsem, morząc żołądki ludzkie słabym posiłkiem swoim "

        A wiecie, kto to sa Kilinszczacy, Bozogrobcy, Grobowcy, Turcy Wielkanocni ?

        Kiedys prowadzilam badania w Prochniku. Pamietam z jaka duma mieszkancy
        opowiadali mi o sadzie nad Judaszem i Kilinszczakach... A ja mialam bardzo
        mieszane uczucia sluchajac, ale przeciez jako bezstronny "naukowiec", nie
        moglam okazywac zadnych emocji, ani tym bardziej wyrazac wlasnych opinii...
        Znalazlam dla Was link ze zdjeciami.

        www.republika.pl/budzinski_1/kultura.html
        "Obrzędy ludowe jakie powstały w Pruchniku związane z Wielkim Piątkiem
        poprzedzającym święta Wielkanocne są chyba jedyne w Polsce. Tylko tu można
        zobaczyć, jak wygląda sąd i bicie Judasza. Skąd ten zwyczaj się wziął tego
        najstarsi pruchniczanie nie wiedzą. Punktualnie o północy z Wielkiego Czwartku
        na Wielki Piątek, niedaleko kościoła wiesza się na drzewie kukłę symbolizującą
        Judasza, zdrajcę Jezusa Chrystusa. Kukłę tą wcześniej mieszkańcy szyjąc ją z
        worków i wypychając słomą. Pod drzewem na którym wiesza się Judasza układa się
        30 drewnianych pałek symbolizujących 30 srebrników. Kukła pozostaje na drzewie
        do popołudnia. Wtedy to o godzinie 15-tej, ściąga się z drzewa Judasza i na 30
        pałkach niesie się go przed kościelną bramę. Tam odbywa się sąd. Sędzia
        ogłaszając wyrok mówi. "Judaszu sprzedałeś Chrystusa za trzydzieści srebrników
        i teraz za to otrzymasz trzydzieści pał". Po ogłoszeniu wyroku sędzia wymierza
        karę. Później zebrani walą Judasza ile wlezie, a resztki odnoszą nad rzekę
        Mleczkę podpalają je i puszczają z biegiem rzeki.

        Zwyczaj ten spowodował, że o Pruchniku zaczęto mówić w Polsce i na całym
        świecie. Z jednej strony w kontekście ciekawostek kulturowych, z drugiej w
        związku z podejrzeniem o antysemityzm. "




        • 15.04.06, 08:41
          To jeszcze poprosze cos "po zydowsku" ... jak/kiedy swietuja Wielkanoc Zydzi?
          Juz i tak bedziemy wykleci za to,ze szerzymy wroga propagande ale poszerzamy
          horyzonty? Dziekuje za ten watek. Naprawde wyjatkowy - swiateczny.
          • 15.04.06, 09:35
            Ty chyba zartujesz sobie Warum?.
            Twoje patanie (mam nadzieje - zartobliwe) utwierdza mnie w przekonaniu iz
            wiekszosc mych Rodakow, ponoc 100% "katolikow" nie bardzo wie CO "swietuje"
            podczas wystawnej celebracji swoich "religijnych" Swiat sad

            Zydzi swietuja wiosna (m.w: marzec/kwiecien) przypadajace (w/g Ich kalendarza)
            na 15 nisam swieto Pesach upamietniajacego wyzwolenie Zydow z niewoli
            egipskiej.
            Jest to jedno z trzech najwiekszych Swiat w judaistycznym kalendarzu -
            zobowiazujace wyznawcow do odbycia pielgrzymki do Jerozolimy.
            Swieto Pesach polaczone jest z ekstra wymogami koszernosci - dom sprzata sie
            szczegolnie dokladnie pozbywajac sie nawet okruchow by nic co "skisle"
            i brudne w nim nie pozostalo.
            Do potraw rytualnych uzywa sie specjalnego, wylacznie na ta okazje posiadanego
            zestawu naczyn.
            Jak to typowe u wyznawcow judaizmu modlitwa i specjalne potrawy oraz porzadek
            ich spozywania podczas uroczystej kolacji (sederu) stanowia religijna calosc.
            Bez zakwasu pieczona maca jako "ersatz" normalnie spozywanego chleba - jest
            obowiazkowym i jedynym pieczywem spozywanym podczas tych Swiat.
            • 15.04.06, 10:37
              W tym roku na zyczenia juz troche za pozno, bo Pesach Hag Hapesach - Święto
              Pesach (z hebrajskiego "pominiecie") wypadalo 31 marca.
              Nazwa swieta zwiazana jest z fragmentem Tory (Szemot - Księga Wyjścia), w
              ktorym nakazano Izraelitom strzezenie baranka od 10 dnia miesiaca nissan, który
              jest pierwszym miesiacem roku, aż do switu dnia 14-go, kiedy to baranek ma
              zostac zabity, a jego krwia skropione drzwi, by odroznic domy Izraelitow od
              domow Egipcjan. Potem baranek byl zjadany podczas uswieconej uczty, ktora miala
              się odbyć przed polnoca, gdyz o tej godzinie dziesiata plaga - smierc
              pierworodnych spadla na Egipcjan. Domy Izraelitow zostały pominiete.
              Zwyczaju składania ofiary pesachowej zaprzestano z chwila zniszczenia Drugiej
              Swiatyni (dotyczylo to rowniez innych ofiar). Aby uswiecic pierwszy dzien Pesach
              sederowym talerzu powinna znalezc sie opalona kosc jagniecia (zeroa). Rodzaj
              ofiary jest powiązany tekstem Hagady z pytaniami, które dzieci (i dorośli)
              zadają już od wieków.
              Chag Sameach !
              חג סמח לכולנו
              --
              .....,---,.....
              .../ '' \...
              .(./.,,..,,.\.).
              • 15.04.06, 12:06
                Popaye,nie zartuje - pytam i otrzymalam zrozumiala /dla mniesmile/odpowiedz. Dziekuje.
                Co i dlaczego ktos swietuje zupelnie mnie nie interesuje. Uwazam to za prywatna
                sprawe kazdego. Wiedzy nigdy dosc wiec nie potepiaj mnie...bo i po co?
                • 15.04.06, 14:00
                  Eeee..
                  Mila Warum,-

                  cos nie wierze iz Tobie (mnie rowniez) jest obojetne dlaczego swietujemy
                  kolejne Swieta religijne skoro wychowani jestesmy (jedni-lepiej, drudzy-gorzej)
                  w okreslonej wierze i kulturze z nia zwiazanej.
                  W naszym przypadku chrzescijanskiej (chyba).
                  Nie jestem praktykujacym katolikiem, w kosciolach bywam nieczesto i wylacznie
                  z szacunku dla rodziny i znajomych ktorych dotycza celebrowane tam religijne
                  rytualy jak sluby czy pogrzeby.
                  Nie jest mnie jednak obca geneza swiat obchodzonych moze bez zaangazowania
                  religijnego ale przynajmniej ze swiadomoscia CO sie swietuje (czy powinno)
                  bo to sa rowniez moje korzenie tradycji i zwiazki kulturowe wyssane z matczynym
                  mlekiem i Rodzice (moi) tego nie zaniedbali.
                  Wydawalo mnie sie (sorry) iz w innych rodzinach jest podobnie, szczegolnie w
                  tych gdzie zasady religijne, obrzadki, "moralnosc" i zwiazane z nia czeste
                  uczestnictwo w koscielnych celebracjach (Mszach.sw.) mialo wieksze znaczenie
                  niz w mojej.

                  Przekonany bylem tez iz Wielkanoc to swieto upamiętniające śmierć na krzyzu
                  i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa i TA "okazje" sie swietuje.
                  Byc moze sie myle, bo kilkadziesiat lat z tego powodu w kosciele nie bywalem
                  a i Radyja slucham wylacznie z okazji prezentowanej tam publicystyki polityczno-
                  spolecznej smile

                  Wiem tez iz judaizm traktuje chrzescijanizm (w tym katolicyzm) jako
                  odszczepiencza sekte religijna - wiec odpowiednikow katolickich swiat tam byc
                  nie moze.
                  Swieto Pesach nie jest wiec odpowiednikiem Wielkiejnocy a wylacznie zbiezne
                  wiosennym terminem jego obchodzenia i jak Wielkanoc jest swietem ruchomym .

                  Krytyka czyjejkolwiek (personalnie) "wiary czy niewiary" jest mnie absolutnie
                  obca a juz napewno nie Tych ktorzy dla wygody czy polityczno-populistycznego
                  kitu nie podaja swojej religijnosci jako "argument".

                  pozdrawiam serdecznie,-
                  pE
    • 15.04.06, 12:45
      ja mam zawsze i jedynie alternatywne święta wink
      • 15.04.06, 12:56
        W „Skrzypku na dachu” Tewie śpiewał TRADYSZYN ! bo tradycja jest jakby cząstką
        nas.

        Wszystkiego najlepszego Wam życzę, zdrowych i pogodnych świąt.
        --
        Ew.
        • 15.04.06, 13:52
          Oj Manterko przewalilas. W tym roku roku Passover (pisze po angielsku - bo tu
          sie tu nazywa)zaczal sie o zachodzie slonca w srode 12-tego. Trwa 8 dni,
          oczywiscie tego przetrzegaja ortodoksyjni zydzi i nie tylko w te dni chodza do
          synagogi, ale przez caly czas nie jedza chleba tylko mace. W NY to swieto co
          najmniej rownorzedne z Wielkanoca. Np. szkoly publiczne mialy wolne juz w
          czwartek ze wzgledu na to swieto. Bylam dwukrotnie na kolacji, ktora nazywa sie
          seder. Opisal to w skrocie Popaye, dodam od siebie, ze jest w niej o wiele
          wiecej elementow naprawde religijnych, niz w polskiej wigilii, gdzie juz ich
          wlasciwie nie ma. Nawet w najbardziej niereligijnych domach czytaja wszyscy po
          kolei kolejne fragmenty przejscia Mojzesza przez pustynie, (ja tez czytalam),
          odmawia sie modlitwe za nastepny rok w Jerozolimie i spiewa zydowskie piesni.
          Sa tez elementy zblizone do naszej tradycji, zawsze jest na stole jajko,
          buraczki, chrzan z jakims rytualem. Sprzatanie przypomina mi polskie porzadki
          przedswiateczne. Zawsze te swieto wypada w okolicach wielkanocy, wiec tu sie
          bardzo czesto mowi na wszelki wypadek jednym tchem Happy Easter, Happy
          Passover. Czego i ja Wam zycze.
          • 15.04.06, 14:05
            W tym okresie zawsze jest w tv okolicznosciowy film o wedrowce Zydow, w
            zwiazku z tym przypomnialo mi sie powiedzenie Goldy Meir (kiedys byla
            prezydentem Izraela). Czterdziesci lat szukalismy Ziemi Obiecanej i w koncu Pan
            Bog przywiodl nas do jedynego miejsca na Bliskim Wschodzie , gdzie nie ma ropy
            naftowej.
          • 15.04.06, 14:25
            maryna04 napisała:

            > Oj Manterko przewalilas
            ****
            Masz racje, Maryno - przewalilam. No, moze niezupelnie ja, ale jakies polskie
            zrodlo. Zreszta o Pesach, Pascha, czy Pasover niewiele sie mowi w polskich
            mediach. Ciekawe, dlaczego, bo o takim na przyklad Bozym Narodzeniu
            prawoslawnym, czy chinskim Nowym Roku w newsach zapodaja wink
            W ramach ekspiacji wrzucam link do kalendarza zydowskiego. Mam nadzieje, ze tym
            razem poprawnego:
            www.hatikvah.pl/judaizm/swieta/swieta.htm
            --
            .....,---,.....
            .../ '' \...
            .(./.,,..,,.\.).
          • 15.04.06, 17:15
            Może i przewaliła, ale temat ciekawy. Okazuje się, że z datami, to wszystkie
            religie mają kłopoty, a nie tylko "źródła", z których skorzystała Mantra
            "Szukanie daty Wielkanocy
            Jej ustalenie to odwieczny problem chrześcijaństwa, do dziś nierozwiązany
            satysfakcjonująco dla wszystkich chrześcijan. Nie absorbowałby biskupów,
            cesarzy, mnichów i uczonych, gdyby znana była data Zmartwychwstania Pańskiego.
            Niestety, żadne znane źródła jej nie podają."
            Całość - tutaj
            portalwiedzy.onet.pl/4868,12799,1322121,czasopisma.html
            Swoją drogą, co takiego jest w człowieku, że nawet wiarę(czyli to "czucie", o
            którym mówi poeta)stara się wtłoczyć w ramy racjonalizmu i wiedzy, którymi
            rządzi nie serce, a rozum? Czasami wykonanie tegoż, zahacza mimowolnie o satyrę,
            zwłaszcza,kiedy dyskutowana jest liczba archaniołów, mieszczących się na czubku
            szpilki,lub - bardziej współcześnie, "naukowo" objaśniany mechanizm cudów,
            ale.......zawsze próbujemy wyjaśniać, racjonalizować, systematyzować

            --
            Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
            • 15.04.06, 18:23
              Nasi przodkowie widzieli w zajacu i spokrewnionym z nim kroliku wazny symbol
              religijny. Tak sie bowiem zlozylo, ze rozkład plam na Ksiezycu przypomina go
              ksztaltem. A poniewaz Wielkanoc jest swietem ksiezycowym i przypada w pierwsza
              niedziele po pelni), zwierze to stało sie elementem symboliki swiatecznej.
              Idealem byloby oczywiscie spedzenie Swiat na Wyspach Wielkanocnych - chociaz raz:
              Rapa Nui to podobno najbardziej odosobniona wyspa na Pacyfiku. Najblizszy ląd to
              chilijskie wybrzeze, które jest oddalne o 3700 km.
              Historia wyspy jest zagadkowa. Do dzisiejszego dnia nie rozwiazano zagadki
              pochodzenia mieszkańców wyspy.
              Prawdopodobnie pochodzą od azjatyckich Polinezyjczyków. Legendy mówią o dwóch
              rodach: długouchych (zajecy? wink) i krótkouchych, którzy przybili na wyspę ze
              wschodu a drudzy z zachodu.
              Na wyspie panowali długousi, aż do buntu zniewolonych krótkouchych. Konflikt
              zakończył się zagładą rasy panującej.
              Rapa Nui, jak nazwali swoją wyspę Polinezyjczycy, odkrył Holender Jacob
              Roggeveen w święta Wielkanocne 1722 r. i stad jej nazwa.
              Ocenia sie, ze trzydziestu mezczyzn tyrajacych przez cały rok po osiem godzin
              dziennie mogło wykuc jeden wielki posąg.
              Później aż dziewięćdziesięciu ludzi przez dwa miesiące przesuwało moai na
              miejsce przeznaczenia, którego przygotowanie też zajmowało kilkanaście co
              najmniej osób przez wiele miesięcy.
              Gigantyczna, naturalnie ukształtowana "wytwórnia" moai, czyli posągów, w
              zboczach wulkanu Rano Raraku dużo nam mówi o sposobach ich produkcji. Okazuje
              się, że gęsty zlepieniec piasku i pyłów wulkanicznych, zwany lapilli, poddaje
              się obróbce za pomocą kamiennych narzędzi z obsydianu i bazaltu, wymaga to
              jednak mrówczej pracy. Aż trudno uwierzyć... Tu spotykamy posągi na różnym
              etapie powstawania, ale przytłoczeni skalą przerwanych nagle robót, pozostajemy
              z dylematem Jamesa Cooka sprzed 250 lat: prymitywny lud, a obok efekty jakiejś
              gigantycznej pracy tytanów. Stożek wulkanu pocięty, wyrąbano dziesiątki tysięcy
              ton kamienia, w zboczu leżą jeszcze niedokończone posągi, nie wycięte do końca,
              bryłowate, toporne. Obok spoczywają figury gotowe do drogi, inne stoją wkopane w
              ziemię. Są różnej wysokości, największe osiągają według wyliczeń Heyerdahla aż
              22 m. Naukowcy ciągle spierają się, jak cała armia wielkich posągów dotarła na
              wybrzeża wyspy. Wzdłuż wybrzeża stoi przecież blisko 250 aku - platform z
              figurami różnych wielkości, w dodatku część z nich ma twarzowe czerwone
              kapelusiki lub, jak kto woli, fryzury. Pochodzą one z Puna Pau, z tzw.
              kamieniołomu czerwonych peruk, po przeciwnej stronie od Rano Raraku. Wyspiarze
              nazywają ten element pukao, co oznacza fryzurę popularną w czasach, gdy zaglądał
              tu Cook. Podziw budzi fakt, że ważące od dwu do dziesięciu ton fryzurki trafiały
              na głowy olbrzymów o wysokości 10 m. Czy rację ma Heyerdahl, twierdząc, że
              czerwonowłose figury olbrzymów są dziełem żeglarzy, którzy przywieźli ze sobą
              doświadczenia całych pokoleń w manewrowaniu monolitami? Czeski inżynier Pavel
              wraz z Heyerdahlem robili eksperymenty z przesuwaniem posągów z udziałem 20
              mężczyzn, prymitywnych dźwigni i lin. Metoda sprawdziła się, ale była
              "rozpaczliwie powolna". Tubylcy z dziada pradziada, z pokolenia na pokolenie
              mają jedną odpowiedź na dylematy naukowców: mana - starożytna potęga, mana -
              energia, to dzięki niej posągi same szły. Możemy się pośmiać, ale wyobraźcie
              sobie, że australijski naukowiec Mark Balfour uważa, że posągi współdziałały z
              polem magnetycznym Ziemi, chroniąc i napełniając wyspę energią.
              A jak wyglada Wielkanoc na Wyspach Wielkanocnych?
              Historyk i podroznik Jerzy Socala wspomina ja tak:

              "W nowoczesnym kościółku w Hanga Roa turyści i mieszkańcy wyspy zostali mile
              powitani przez księdza już na progu świątyni. Potem zaczęła się śpiewana msza.
              Byliśmy urzeczeni muzykalnością wyspiarzy, a świąteczna, radosna atmosfera
              przypominała swojskie klimaty wiejskiej parafii, gdzie wszyscy się znają. Po
              mszy ksiądz wskoczył na konia i wmieszał się w tłum wiernych, pozdrawiając
              swoich parafian. Wielu miejscowych młodzianów wzięło z niego przykład i zrobiła
              się zaraz pokaźna kawalkada. Tu, na środku Pacyfiku, przypomniałem sobie
              zwyczaje Słowian łużyckich w okolicach Budziszyna i Chociebórza, którzy do tej
              pory kultywują swój język i zwyczaje, a w czasie Wielkanocy ksiądz prowadzi
              konną kawalkadę z wioski do wioski. W lany poniedziałek kontynuowaliśmy wędrówkę
              po wyspie. Nasi przewodnicy sypali legendami jak z rękawa, przedstawiając w
              barwny sposób żywot dwóch plemion: Długouchych i Krótkouchych, oraz konfliktu,
              który doprowadził do wojny domowej i obalania posągów. Im więcej słuchałem
              opowieści, im więcej oglądałem moai, tym bardziej myliły się tropy i wątki,
              zwłaszcza że wszędzie na świecie, a szczególnie w Ameryce Południowej,
              przewodnicy wabią turystów opowieściami o magii, tajemnych siłach lub kosmitach.
              Kosmitów już dawno wybił mi z głowy Thor Heyerdahl. Nie ukrywam, że teorie o
              istnieniu tajemniczego podłużnego kontynentu Hiva, zwanego też Pacyfidą,
              umożliwiającego pradawne kontakty kulturowe Azji z Ameryką, brzmią ciekawie, a
              dowodem mogą być tabliczki rongo-rongo, tzw. mówiące deski. Niestety większość z
              nich spalili w XIX wieku misjonarze w ramach walki z pogaństwem, kilka z nich
              spisał Maziere. Badacze doszukują się tu podobieństw do symboliki obiektów
              znalezionych w dolinie Indusu.
              Analiza mitologii ludów Pacyfiku prowadzi do wielu fascynujących teorii, łącznie
              z opisem mitycznego kataklizmu, po którym kontynent zapadł się w odmętach
              oceanu; Wyspa Wielkanocna miałaby być jego fragmentem. Teorie te ciekawie
              prezentuje David Hatcher w książce Zaginione miasta Lemurii i wysp Pacyfiku.
              Swoją teorię na ten temat ma też rosyjski kontradmirał, a zarazem oceanograf
              Nikołaj Zubow. Uważa, że Wyspa Wielkanocna była kiedyś dla Oceanii swojego
              rodzaju Mekką, gdzie gromadzili się mieszkańcy wysp zatopionych i ocalałych po
              kataklizmie, aby odbywać obrzędy religijne. Niestety, teorii antropologów nie
              wspierają geolodzy i archeolodzy podwodni. Badanie tajemnic Wyspy Wielkanocnej,
              a szczególnie zbieranie dowodów na rzecz takiej czy innej teorii, dla wielu
              badaczy stało się pasją całego życia. Heyerdahl słusznie zauważa, że specjaliści
              zagłębiają się w swoje problemy jak jamy, aż w końcu sami się nawzajem nie
              dostrzegają. Dużo w tym głębokiej prawdy, wykraczającej poza temat badań nad
              Wyspą Wielkanocną.

              Najważniejsze, że dla historyka z Polski, z Europy pobyt na Pacyfiku to
              doskonała okazja, aby odpocząć trochę od naszego europocentrycznego i
              atlantyckiego traktowania historii świata i kultury."

              Ano wlasnie smile)

              --
              .....,---,.....
              .../ '' \...
              .(./.,,..,,.\.).
              • 15.04.06, 18:24
                Ojj beda pupy bolaly, nawet na poduszkach, jak mnie zaraz Onkwe uzupelni wink
                --
                .....,---,.....
                .../ '' \...
                .(./.,,..,,.\.).
                • 15.04.06, 18:54
                  No, nareszcie - zając a sprawa polska smile)
                  Teorie są różne i poprzeczne i podłużne:
                  "ZAJĄCZEK
                  połączenie zająca z symboliką jajka wielkanocnego nie ma zbyt długiej historii.
                  Najstarsze źródła przedstawiające zająca z wielkanocnymi jajkami pochodzą z
                  końca XVII wieku. Wyjaśnień tego niezwykłego związku jest wiele - jedni widzą tu
                  nawiązanie do zwyczajów podatkowych, które dopuszczały składanie daniny w
                  naturze, co sprawiało, że często wraz z jajkami składano zwierzęta, i to nie
                  koniecznie domowe, inni próbują spojrzeć na problem oczyma dzieci. One to mogły
                  w czasie Wielkanocy zauważyć na polach biegające zające, zapowiadające nadejście
                  wiosny. Ponieważ zawsze obdarowywane były w te święta pisankami, łatwo było
                  przypisać właśnie zającom rolę roznosicieli tych prezentów.
                  W wielu kulturach, począwszy od starożytności zając kojarzony był z płodnością,
                  przyrodą, odrodzeniem, ruchliwością oraz tchórzliwością. Dopiero w XVII wieku
                  połączono ten symbol ze Świętami Wielkanocnymi. Do Polski zwyczaj ten dotarł z
                  Niemiec na początku XX wieku. Zajączek jest raczej rekwizytem niż bohaterem
                  obrzędu."
                  www.wolsztyn.pl/archiwum/marzec2005/wielkanoc/wielkanoc.html
                  Ale może to było tak?
                  "Termin obchodów świąt wielkanocnych zbiega się z czasem pogańskiego powitania
                  wiosny i świętem ku czci bogini wiosny - Ostary, czy Pergrubii ukazującej się w
                  postaci porannej mgły nad łąkami. Jej wierzchowcem i jej świętym zwierzęciem był
                  zając, a darem ofiarnym ozdobne jajko - symbol uśpionego, budzonego przez wiosnę
                  życia."
                  Znaczy, Ostara na zającu,hmmmmmm.......
                  www.domwarminski.pl/content/view/559/733/
                  A może tak, jak donoszą z Calgary?
                  "Zajączek
                  W wielu kulturach, począwszy od starożytności, zając był symbolem odradzającej
                  się przyrody, wiosny i płodności. Czczony i otaczany kultem z racji swojej
                  witalności, bywał także uznawany za symbol zmysłowości i tchórzostwa. Wierzono
                  również, że pod postacią zająca ukazują się wiedźmy na rozstajnych drogach. W
                  XVII w. skojarzono go z jajkiem wielkanocnym. Do Polski dotarł prawdopodobnie z
                  Niemiec na początku XX w. Współcześnie jest raczej świątecznym rekwizytem
                  aniżeli bohaterem obrzędu."
                  www.queenpol.org/WIELKANOC/
                  Jakby nie było, wygląda na to, że zając ma pochodzenie niemieckie. Tak jak (o
                  ile dobrze pamietam) - choinka. Tylko jaja są naszesmile)
                  Idę po poduszki.
                  --
                  Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
              • 15.04.06, 19:02
                mantra, wystawiaj pupe... ! smile)

                Masz szczescie zes guglowala w dniu kuchennego mazurkowania i babowania.
                Siekanie witkami po nogach, tudziez innych mietkich powierzchniach ciala,
                odbedzie sie za 24 godz kanadolskie...
                ( a propose, zamierzam ten nasz stary zwyczaj, wlaczanie z lykaniem bazi,
                dzielnieniem jajem etc, zainicjowac przy niedzielnym, wielkanocnym mohawsko-
                polsko-kanadolskim stole wielkanocnym, jaki zastawie jutro specjalami, w celu
                napelnienia okolo 15 wyposzczonych brzuchow ! )

                mantra1 napisała:

                > Nasi przodkowie widzieli w zajacu i spokrewnionym z nim kroliku wazny symbol
                > religijny. Tak sie bowiem zlozylo, ze rozkład plam na Ksiezycu przypomina go
                > ksztaltem. A poniewaz Wielkanoc jest swietem ksiezycowym i przypada w pierwsza
                > niedziele po pelni), zwierze to stało sie elementem symboliki swiatecznej.

                Taaa, na Marsie podobno jest krater w ksztakcie baranka, a na Jowiszu w
                ksztalcie palemki ...wink)

                > Do dzisiejszego dnia nie rozwiazano zagadki
                > pochodzenia mieszkańców wyspy.
                > Prawdopodobnie pochodzą od azjatyckich Polinezyjczyków. Legendy mówią o dwóch
                > rodach: długouchych (zajecy? wink) i krótkouchych, którzy przybili na wyspę ze
                > wschodu a drudzy z zachodu.
                > Na wyspie panowali długousi, aż do buntu zniewolonych krótkouchych. Konflikt
                > zakończył się zagładą rasy panującej.

                No dobra, jak widac, lubimy strasznie, my Europejczycy, wszelakie mity o
                zagladzie...Atlantyda nie wystarcza, trza bylo dorzucic Wyspy Wielkanocne wink)
                A swoja droga, facet pisze ciekawe, ale ma przestarzale dane dotyczace
                badan... wink) Powiem jedno, zagadke daje sie rozwiazac za pomoca...szczurow ..wink
                • 15.04.06, 19:11
                  No, to jeszcze jeden zajaczek i spadam. Tym razem z Gazety i trochę
                  przechodzowany, bo z 2002 r, ale i Wielkanocny i jak nowy
                  "Szarak, a skąd tyś? Historia wielkanocnego zająca
                  Zającem lud wręcz gardził i to nie tylko zresztą w okolicach Radomia, ale na
                  całej wsi polskiej i w ogóle w Europie.
                  Jedynym regionem, skąd zdaniem Justyny Siwiec, etnografa z radomskiego skansenu,
                  mógł przykicać do nas zając, jest Śląsk. Tam już w międzywojniu na Wielkanoc
                  dzieci bawiły się w tzw. zajączka. Dorośli ukrywali przed dziećmi tekturowe jaja
                  wypełnione słodyczami, a one potem w święta musiały je znaleźć. - Ale dlaczego
                  zajączki, skoro to były jaja? Może stąd, że w ich poszukiwaniu dzieci kicały jak
                  zające po całym obejściu? - zastanawia się Siwiec.
                  Żeby wytropić wielkanocne pochodzenie zajączka, trzeba się chyba cofnąć do
                  starożytności i czasów pogańskich. Egipska Izyda przyczyniła się do
                  zmartwychwstania zajączka, w którego ciele był bóg Ozyrys. W dawnej Grecji
                  podziwiano szaraka za płodność, dzięki której utrzymuje się przy życiu. "Poluje
                  nań każdy zwierz, ptak i człowiek. (...) Jedyne to ze wszystkich zwierzę,
                  którego samica przed wydaniem płodu zachodzi powtórnie w ciążę" - pisze Herodot
                  w "Dziejach". Jako taki zając był atrybutem bogini miłości Afrodyty (w Rzymie
                  Wenery) i Erosa. Miłość to szczęście, stąd zajączek siedzący na obrazach u stóp
                  pary symbolizował radość. Jak wiadomo, życie zająca nie jest zbyt długie, stąd
                  zwierzątko umieszczano także jako emblemat przemijania na grobach.

                  Kościół nieraz przejmował zastaną już pogańską symbolikę i tak stało się w
                  przypadku szaraka. Wielkanocny zając jest więc zarówno znakiem przemijania, jak
                  i symbolem zmartwychwstania, triumfu życia nad śmiercią, dzięki swej niezwykłej
                  płodności.
                  Jedno jest pewne, zając jest nam kulturowo obcy, tak jak walentynki, ale już na
                  dobre zakorzenił się w naszej tradycji. Nie ma zajęcy na żadnej wystawie
                  pokazującej w skansenie wielkanocne zwyczaje z Radomskiego. Jedyne szaraki,
                  których obecność jest w muzeum uprawniona, to żywe, kicające często po
                  wiosennych polach"
                  serwisy.gazeta.pl/wielkanoc/1,63249,758312.html
                  Znaczy - egipski?czy grecki? Ale nie nasz.....

                  --
                  Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
                • 15.04.06, 19:20
                  Nic nie bede wystawiac, bo zamiast witkami po nogach nasiekalam towaru na trzy
                  salatki + faszerowane jajca, siedzac na niewygodnym stolku w kuchni tongue_out
                  A czemuz-to-niby nie mieliby ludziska wierzyc w zajace na Ksiezycu, czy inne
                  kurczaki na Wenus, skoro moga w zbawienna moc lykania bazi, czy w insze
                  skorupki? smile)
                  Jesli bedzie o szczurach jadalnych, to prosze w miare szybko, pókim jeszcze
                  wyposzczona smile)
                  --
                  .....,---,.....
                  .../ '' \...
                  .(./.,,..,,.\.).
    • 15.04.06, 14:01
      Podrzucam linkę z forum JUDAICA , bardzo ciekawie i szeroko opisane zwyczaje
      pesahowe.
      Ja przeczytałam z wielkim zainteresowaniem smile


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25695&w=39410554&wv.x=1&v=2&s=0
      --
      Forum rzadkich języków
      Wielojęzyczność w rodzinie
      s8.bitefight.pl/bite/c.php?uid=74702
    • 15.04.06, 15:33
      Ale świetny wątek smile) Przeczytałam z ogromną przyjemnością o polskich i nie
      tylko obyczajach wielkanocnych. Osobliwie, urzekła mnie wielkanocna modlitwa
      mohawska – taka pomimo wszystko, „bliżej natury” – czyli pogańska. Bo dla mnie,
      Wielkanoc, pomimo zaanektowania jej przez Kościół, jest w gruncie rzeczy świętem
      pogańskim. Te jajeczka, palemki, święcenie wody, ognia, no, i samo
      zmartwychwstanie – zwycięstwo życia nad śmiercią, odradzanie się natury....
      W oczekiwaniu na wielkanocne obchody(jutro, u córki), przelotem goszczę w
      mieszkaniu nieobecnego syna, który razem z panną pojechał na święta do jej
      rodziców na wieś. A ja klikam do Was z Warszawy.
      Jaka jest ta moja "tradycyjna" Wielkanoc? Z dzieciństwa, pamiętam obowiązkowe
      wcześniejsze wysiewanie na talerzyku(obłożonym mokrą watą) rzeżuchy, żeby było
      później gdzie postawić baranka z cukru i ułożyć ufarbowane w cebuli jajka. Owe
      jajka były przeze mnie pracowicie wydrapywane igłą w różne wzorki - obowiązkowo
      z baziami i napisem "Wesołego Alleluja". Talerzyk z rzeżuchą, barankiem i
      jajkami stał przez święta na środku stołu. Baranek się stopniowo roztapiał,
      czasami, coś mu się dodatkowo odgryzło, jajka też jakoś znikały, a rzeżuchę
      ścinano nożyczkami na chleb z masłem...No i jeszcze jajkami grano w zbijaka,
      uderzając swoim jajkiem, w czubek jajka przeciwnika. Wygrywał ten, czyje jajko
      pozostało całe. A święconka w koszyczku z białą serwetką, którą do kościoła
      zanosiły dzieci(w towarzystwie kolegów i koleżanek)? Obowiązkowo: sól, kawałek
      chleba, ciasta, kiełbasy, jajko obrane ze skorupki i jajko w skorupce. Wszystko
      udekorowane gałązkami bukszpanu. No i później tym jajkiem dzielono się,
      składając sobie życzenia. I zawsze był problem, co zrobić ze skorupkami od jajka
      ze święconki, bo przecież "święcone", wiec nie można wyrzucić - trzeba spalić,
      ale jak i gdzie? Wielkanoc, to oczywiście obowiązkowo - kościół, msza, pieśni
      wielkanocne, wizyty rodzinne - my dzisiaj u was, wy jutro do nas smile). Jako
      dziecko, jednocześnie i cieszyły mnie święta i bardzo ich nie lubiłam.
      Jako osoba dorosła, z własną rodziną, często ulegałam "rodzinnej tradycji" typu
      my u was, wy u nas(za stołemwink), ale w późniejszych latach, starałam się
      spędzać Wielkanoc z mężem i dziećmi na działce, pomimo chłodu szukając wiosny i
      budzącej się do życia natury, zrywając dziki szczypior( właściwie czosnek) i
      dekorując stół osobiście zerwanymi baziami...
      Teraz wspominam z sentymentem te różne święta, patrząc, jak młodzi ćwiczą własne
      zwyczaje wielkanocne, z nami jako elementem układu - wy u nas wink
      A tutaj, fajny artykuł o staro(?)polskich wielkanocnych zwyczajach
      swieta.onet.pl/1220463,0,1,dopoczytania.html
      Nieustająco - Wesołych świąt

      --
      Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
      • 15.04.06, 16:54

        --
        Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
        • 15.04.06, 17:02
          Poleciało za wcześnie. Jak tradycja i historia, to może powrót do korzeni?
          Rodzimowiercy, polscy neopoganienie nie obchodzą Wielkanocy, ale Jare Gody:
          "Młodzi wyruszali na łąki i do lasu w poszukiwaniu wierzbowych i leszczynowych
          witek pokrytych pąkami bazi z których następnie "budowali" wiechy. Sprzątano i
          wietrzono całe domostwa oraz tzw. obejście, prano i szykowano świeże odzienie,
          pieczono placki a szczególnie wiosenne kołacze.Najważniejsze było jednak
          malowanie jajek - prasłowiański symbol życia, płodności i magicznej siły
          witalnej. Pisanka była bowiem szczególnym elementem magicznych obrzędów mogących
          zapewnić zdrowie i dorodność nie tylko domownikom ale i zwierzętom gospodarczym
          – w tym celu zwykło się nimi pocierać chore miejsca lub toczyć po grzbietach
          zwierząt.

          Dla przepędzenia złych mocy, po zakończeniu wszelkich (mogących trwać nawet
          kilka dni) przygotowań do właściwego święta, w wieczór przedświąteczny
          obchodzono całe gospodarstwo i ziołami okadzano każdy jego zakątek. Nazajutrz
          obchodzono Śmigus - rytuał który początkowo polegał na uderzaniu się nawzajem
          rozkwitłymi witkami wierzbowymi, baziami. Wierzono, iż pozwala wygonić to tzw.
          złe, oczyszcza człowieka i daje mu siłę. Kulminacją Jarego były zazwyczaj
          urządzane na świętych wzgórzach uroczyste uczty podczas których obdarowywano się
          kraszankami oraz igrzyska połączone ze śpiewem i tańcem. W pewnych regionach
          resztki jadła z tych uczt zakopywano w miedzach, celem zwiększenia płodności
          ziemi. Następny dzień rozpoczynano od obmywania się w świętej wodzie - z czasem
          rytuał ów przekształcił się w przedpołudniowy zwyczaj oblewania się zimną wodą
          zwany Dyngusem - miało to moc dodawania ludziom siły życiowej analogicznie tak,
          jak deszcz daje tę siłę roślinom (w jeszcze późniejszym okresie Śmigus i Dyngus
          połączono w jeden zwyczaj zwany dziś powszechnie Śmigusem Dyngusem). Wieczorem
          udawano się natomiast na mogiły przodków, gdzie wspominano zmarłych i
          pozostawiano dla nich jadło. Ostatnim rytuałem był zwyczaj sadzenia młodych
          drzewek, w korzeniach których zakopywano kawałki świątecznego kołacza.

          W pewnych regionach dodatkowo urządzano barwne pochody zwierząt i ludzi
          przebranych za zwierzęta. Szły też w nich dziewczęta w brzozowych wiankach i
          młodzieńcy niosący palmy. "
          www.rkp.w.activ.pl/index.php?option=com_frontpage&Itemid=1
          Brzmi znajomo wink?
          --
          Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
          • 15.04.06, 17:41
            Nie macie pojecia, jak bardzo ucieszylo mnie poruszenie w watku, wszystkie
            ciekawe wypowiedzi, a takze wyciagniecie i nawiazanie do zydowskich tradycji
            paschalnych. Dobrze jest bowiem wiedziec nie tylko co na wlasnym podworku, tym
            bardziej, ze praktycznie wszystkie religie, nawet tez tzw. prymitywne, maja
            wspolne korzenie, o czym nieraz zapominamy, lub nie chcemy pamietac...
            Otoz warumek byl wcale blisko, blizej niz wydaje sie tym, ktorzy nie widza
            zwiazku miedzy Pesach a Wielkanoca.
            Przygotujcie sobie poduchi pod pupy, bo wyklad sie zapowiada, jako ze baba
            rosnie a mazurkowe ciasto kruszeje.
            Otoz, badacze kultury wcale czesto popelniaja rozne dywagacje porownujac oba
            swieta i znajdujac w nich wiele wspolnych elementow. Nie bede wdawac sie w
            szczegolowy opis obu swiat i ich przebiegu, bo troche juz powyzej na ten temat
            wyguglowano i z wlasnego doswiadczenia opisano. Postaram sie wyjasnic troche
            symboliki i zestawic niektore ( nie wszystkie! ) ze znaczen i elementow.

            Jak wiemy, Wielkanoc jest swietem ruchomym.. Przypada zawsze na niedziele po
            pierwszej wiosennej pelni, czyli między 22 marca a 25 kwietnia.
            Pascha zydowska jest interpretowana tez w polaczeniu z wiosna.
            Zmartwychwstanie Chrystusa bywa okreslane tez jako wiosna kosmosu. Wraz z nim
            bowiem, do zycia budzi sie przyroda. We wczesnochrzescijanskiej tradycji
            poczatek wiosny, stanowil "symbol nowego świata, zapoczątkowanego w misterium
            paschalnym" ( z W. Hryniewicza, "Pascha Chrystusa..."). Z obchodami Wielkanocy
            zwiazana jest rowniez symbolika jajka, to wszyscy wiemy. Juz w kulturach
            przedchrzescijanskich jajo oznaczalo narodziny, zycie, odrodzenie i
            niesmiertelnosc.
            Jajko dla Zydow jest sederowa, swiateczna ofiara, dla chrzescijan zas stalło
            sie symbolem Zmartwychwstalego Chrystusa ( z ksiazki K. Czarneckiej: "Geneza i
            liturgia").
            Warto wiedziec, ze w pierwszych wiekach chrzescijanstwa Kosciol czesto
            nawiązywal do żydowskiej Paschy.
            Tu rzucam cytatem.
            (..) Orygenes jest autorem tekstu "O święcie Paschy", który powstał na
            przełomie VI i VII w. Pisze w min, że Pascha stanowi obraz Chrystusa, a nie
            Jego męki ["Pisma paschalne"s.23]. Powołuje się na fragment ewangelii według
            św. Jana: "Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższył
            Syna Człowieczego" (J 8,14). Rozumie więc mękę w związku z prefiguracją węża, a
            nie Paschy ["Pisma paschalne", s.24]. Jedynym doskonałym samcem baranka jest
            według Orygenesa Chrystus -bez braku i uchybienia ["Pisma paschalne", s.27].
            Paschalny baranek musi być upieczony, jego mięso nie może być spożywane na
            surowo. Orygenes uznaje mięso baranka za symbol Słowa Bożego. "Jeśli zatem
            niektórzy korzystają z samych nagich słów, to spożywają surowe ciało
            Zbawiciela" ["Pisma paschalne", s.28]. Ojciec Kościoła interpretuje również te
            słowa Księgi Wyjścia, które mówią o konieczności włożenia sandałów i trzymania
            w dłoni laski podczas spożywania baranka paschalnego. Sandały na nogach
            oznaczają gotowość, by "zadać śmierć członkom, które są na ziemi (...)" ["Pisma
            paschalne", s.33]. Laska symbolizuje prawo do roztropnego karcenia, które
            posiadają czyści i sprawiedliwi wyznawcy Chrystusa."(..) Koniec cytata...

            Pascha zydowska powinna byc spozyta w jednym domu, a mieso baranka nie moglo
            zostac wyniesione na zewnatrz. Niektorzy twierdza, ze byla to zapowiedz
            istnienia jednego Kosciola, "w którym spożywa się święte ciało Chrystusa".
            Teraz dochodzimy do roznych interpretacji przez roznych badaczy, znawcow
            religii i historykow. Wielu z nich widzi w zydowskiej Pasech, symbol meki
            Chrystusa. Np Chryzostom, ktory jest autorem trzech "Homilii Paschalnych" ,
            twierdzi ze Pascha przyniosla ocalenie zydowskich synow pierworodnych,
            a "Pascha niebieska" Jezusa ocalila wszystkich ludzi. Jego cytat : "również
            dla nas początkiem wiecznego życia jest ofiara prawdziwej Paschy"
            I jeszcze:
            "Podobnie jak krew baranka ocaliła domy żydowskie od dotknięcia śmierci, tak i
            Krew Chrystusa ochroni wierzących przed wieczną zatratą" (z K. Czarneckiej-
            "Geneza i liturgia" )
            W tradycji zydowskiej Paschy przywoluje sie ofiare Izaaka. Baranek zlozony w
            ofierze zamiast syna Abrahama jest zwierzeciem paschalnym, natomiast Izaak
            symbolizuje lud odkupiony przez ta ofiare . Ojcowie Kosciola dostrzegaja w
            ofierze Izaaka wyobrazenie meki Jezusa. Jak wiemy, motyw krwi i baranka jest
            czesto przywolywany.
            Zydzi w noc paschalna obchodza pamiatke stworzenia swiata, zawarcia przymierza
            z Abrahamem, uwolnienia Jozefa oraz wyzwolenia ich narodu z Egiptu. Wierza, ze
            te wydarzenia mialy miejsce w te sama noc. W czasie Paschy czekaja takze na
            przyjscie Mesjasza wraz z Mojzeszem i Eliaszem, zmartwychwstanie prorokow i
            koniec swiata.
            Rowniez dla chrzescijan wyjscie Izraelitow z egipskiej niewoli to nie tylko
            zapowiedz smierci i zmartwychwstania Chrystusa, ale takze Jego powtornego
            przyjscia podczas Sadu Ostatecznego.
            Chrzescijanska Pascha jest czasem nadziei i przejscia od smierci do zycia .
            Tak wiec, ani smierc Jezusa, ani baranka paschalnego nie jest powodem do
            zaloby. Obie ofiary sa zapowiedzia otrzymania wolnosci i zbawienia ...
            • 15.04.06, 18:57
              Czytam z zainteresowaniem. Wieczorem jeszcze wpadnę. Obowiazkowo - z poduszką smile)
              Pozdrawiam światecznie
              --
              Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
              • 15.04.06, 19:17
                U mnie po 1-szej w poludnie. Wlasnie chwile temu poszla delegacja swiecic,
                bo w mojej okolicy jest kosciol, gdzie swieca "po polsku" Zaczelo sie od
                Polakow. Dzisiaj o pierwszej jest juz poswiecenie jedzenia w 5 jezykach:
                polskim, angielskim, niemieckim, wloskim, hiszpanskim. Czy w tych europejskich
                krajach (hiszpanski oczywiscie dla Poludniowoamerykanow) jest taka tradycja,
                czy spodobal sie zwyczaj innojezykowcom?
            • 15.04.06, 19:54
              onkwe napisała:

              "...Otoz warumek byl wcale blisko, blizej niz wydaje sie tym, ktorzy nie widza
              zwiazku miedzy Pesach a Wielkanoca."

              poniewaz pijesz tym stwierdzeniem do mnie oswiadczam:

              nic nie pisalem o zwiazkach, szczegolnie zwyczajowych, bo moglbym (jak Ty)
              o wspolnym dla wyznawcow obydwu religii obyczaju spozywania swiatecznych
              posilkow przy stole z krzeslami czy rozwazac roznice (zwiazki) miedzy jajkiem
              pieczonym a gotowanym na twardo lub obowiazku uczestnictwa wiernych w
              celebracjach koscielnych czy w synagogach.

              "Porownywanie" judaizmu z jakakolwiek religia monoistyczna (bo tylko takie
              wchodza w rachube) moze sie odbywac wylacznie na zasadzie iz wszystkie One
              z judaizmu,- ktory z tych religii nie przejal NIC bo powstal kilka tysiecy lat
              wczesniej, a jej "dzieci" w tym chrzescijanizm: "wszystko co sie dalo!"
              + legende Mesjasza-Chrystusa i zwiazane z nia Swieta i czesc obyczajow.
              Geneza tych Swiat jest inna i o to wylacznie mnie chodzilo
              Sama mysl iz Kosciol katolicki w tym jego pracownicy Rydzyk i Jankowski mogli
              by obchodzic Purim jako oznake radosci z faktu wyzwolenia Zydow spod niewoli
              egipskiej - jezy mnie wlosy na glowie smile)
              "Niewola" - ok! ale wyzwolenie ... Zydow? - tfuj! smile)))

              Nie jestem religioznawca, ale mysle iz Onkwe - tez nie, wiec po czorta
              takie "uwagi"?

              pE
              • 15.04.06, 20:00
                jest Purim, powinno: Pesach
                sorry
              • 15.04.06, 20:13
                >poniewaz pijesz tym stwierdzeniem do mnie oswiadczam:

                No widzisz, droga kolezanko PP, tak to jest, kiedy pije sie do nie tego lustra,
                w ktorym odbicie ..wink)
                Oj, czy aby Wam sie "baba" wielkanocna nie przypalila, albo zurek nie
                wykipial ? ..wink))

                > Nie jestem religioznawca, ale mysle iz Onkwe - tez nie, wiec po czorta
                > takie "uwagi"?

                Przeslac indeks kurierem, czy wystarczy tytul pracy ? ..wink
                • 15.04.06, 20:57
                  Macham baziami i bukszpanem na odleglosc !!! Czy to widac u Wszystkich drogich
                  Forumowiczow?
                  A o tytulologii zrobimy oddzielny watek, o ile mozemy w ogole startowac przy
                  Wedrowcusmile
                  Poza tym melduje,ze...co ma byc od jutra zjedzone juz przygotowane, jajko /
                  1sztsad/ poswiecone /poszedl orzelek, sam szykowal co nalezy wlozyc wiec bardzo
                  ascetycznie to wyszlo... ze nie wspomne o stronie wizualnejsad bukszpan zostal w
                  kubeczku nietkniety, bo zapomnial/.A poza tym wszyscy zdrowi.Poki cosmile
                  • 15.04.06, 21:01
                    .. (\/)
                    (='.'=)--%%%%%o
                    (")_(")

                    A ja zajaczka z Ksiezyca posylam, przezuwajacego bazie smile)


                    --
                    .....,---,.....
                    .../ '' \...
                    .(./.,,..,,.\.).
                    • 15.04.06, 21:57
                      Pozwoliliśmy sobie uszczknąc trochę tych bazi, ale nie w całości tylko
                      ponadgryzaliśmy trochę, jak to gryzoniesmile)
                      jeżeli do jutra nie damy głosu to znaczy że zaszkodziły sad((
                • 16.04.06, 09:19
                  onkwe napisała:

                  "...Przeslac indeks kurierem, czy wystarczy tytul pracy ? ..wink"

                  przezyje bez! - rowniez te Swieta.
                  Chyba, ze udowodnilas/es w tej pracy, ze Pesach to swieto upamietniajace śmierć
                  krzyżową i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.
                  Jezeli tak, to prosze wraz z recenzjami uznanych Religioznawcow lub opinia
                  Ordynatora oddzialu szpitalnego leczacego "psyche" i wtedy nawet na moj koszt
                  (przesylka).
                  Zycze wesolych i zdrowych Swiat,-
                  pE
                  • 16.04.06, 10:02
                    Eeeee, a co Wy tutaj, jakieś wojny religijne prowadzicie? O tradycji
                    wielkanocnej miało być. I jużsmile)A że tradycja, często z religią się splata, lub
                    wręcz z niej wyrasta,to trudno te odniesienia do religii (różnych!)
                    pomijać....Czy wierzymy w jakąś religię, czy nie(jest to nasza prywatna sprawa),
                    ale o tradycji, religiach, obyczajach, metafizyce wreszcie - chyba możemy
                    rozmawiać przyjaźnie i "bez nerw", oraz bez obrazy .....W dodatku w wieku
                    40+(++....)? Hmmmmmm
                    No, to ponownie - Wesołego Jajka
                    --
                    Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
    • 15.04.06, 22:03
      Onkwe, wspaniały wąteksmile
      Przypomniały mi się zamierzchłe czasy, gdy pacholęciem będąc grzebałam w ziemi
      na szczecińskim podzamczu szukając mis z paskami, urn z prochami, śladów
      Wikingów i Wenetów. Chyba minęłam się z powołaniemsad
      • 17.04.06, 14:25
        Jastrowe zwëczi na Kaszëbach - Wielkanocne zwyczaje na Kaszubach.

        Post

        Tradycyjnie pobożni Kaszubi traktują Wielki Post bardzo poważnie. W Wielkim
        Tygodniu nie należy jeść mięsa ani nawet mleka. Niektórzy cały ten okres
        spędzają o chlebie i wodzie, słyszałem też, że dla umartwienia do bùlew
        dolewano ocet. Post rozciągał się także na same święta! Chto nie pòscëł w
        piérszé swiãto, ten jakbë nijak nie pòscëł - mawiano - a chto nawet w drëdzé
        swiãto pòscëł ten òdbëł jakbë drëdżi pòst.

        Porządki

        Okres przedświąteczny to czas porządków. Dom był gruntownie sprzątany, a
        wymiecione śmieci (do wymiatania bywała używana specjalnie w tym celu ścięta w
        Wielki Piątek brzozowa gałąź) wyrzucano za grańcã, czyli na pole sąsiada. Miało
        to zapewnić czystość we własnym domu.


        Zwyczaje powiązane z obrzędami kościelnymi

        Wielki Piątek nosi nazwę Płaczebóg. Był to dzień oficjalnego płaczu, bo w
        Płaczëbòga Pón Jezës płakał, to i lëdze mùszą płakac. Dawniej chto nie płakôł,
        tegò bilë rózgą: Płaczëta, dzys je Płaczëbòga! - wòłalë - Wstajéj - bùdzëł
        jeden drëdżégò - dzys je Płaczëbòga!

        W Wielki Piątek milkną dzwony, zamiast nich używa się kołatek. Do dziś w
        niektórych parafiach młodzi chłopcy obchodzą kościół z knarami i sznerami, by
        odstraszyć złe duchy od grobu Chrystusa.

        Węgiel z ogniska rozpalanego przed liturgią Wielkiej Soboty zabierano do domu i
        zapalano pod platą by zapewnić rodzinie szczęście, bądź rozsypywano wokół domu
        dla ochrony przed piorunami.

        W Jastarni budzono mieszkańców na rezurekcję dźwiękiem wielkiego bębna zwanego
        tołumbasem. Zwyczaj obchodzenia miejscowości z bãblem ponoć pochodzi od
        gdańskich franciszkanów i dominikanów, a korzeniami sięga Ziemi Świętej.
        Bãblowanié praktykowano do połowy lat 60. XX wieku, a obecnie zwyczaj ten jest
        ponownie wprowadzany, trochę w charakterze atrakcji turystycznej.

        Jastrë

        Kaszubska nazwa Wielkanocy to Jastrë. Nazwa ta, uderzająco podobna do
        angielskiego słowa Easter, przypuszczalnie pochodzi od misji anglosaskich,
        które funkcjonowały w VIII - IX w. na obszarze dzisiejszych dolnych Niemiec.

        Wierzono, że w wielkanocny poranek w słuńcù skacze barank abò słuńce samò
        skacze.

        Woda

        W okresie świąt należało wykąpać się w wodzie z rzeki lub jeziora - miało to
        zapewnić piękną cerę oraz chronić od chorób, szczególnie skóry i gardła. Według
        różnych źródeł kąpieli tych dokonywano przed rezurekcją, po niej bądź w
        wielkanocny poniedziałek. Idąc do wody i z powrotem nie wolno było rozmawiać
        ani oglądać się za siebie. Gdzieniegdzie również pędzono do wody również bydło
        i konie, by w ciągu roku były zdrowe. Przyniesiona wówczas woda zmieszana z
        krwią òpiégò [upiora] uwalniała chorego od dolegliwości.

        Wydaje mi się, że praktykowane w Kościele w wielkanocny poniedziałek
        pokropienie wodą w charakterze spowiedzi powszechnej jest "chrystianizacją"
        dawnego pogańskiego obrzędu - ceremonii obmycia nadano znaczenie oczyszczenia z
        grzechów. Warto dodać, że "lany poniedziałek" nie był obchodzony na Kaszubach.

        Potrawy

        Świąteczne potrawy z którymi się spotkałem to szynka gotowana i wędzona, zylc
        (galareta z posiekanego mięsa), wątrobianka, krwawô (salceson). Z ciast przede
        wszystkim babka i młodzewé (placek drożdżowy). Inne ciasta - serniki, makowce,
        mazurki - na biedne niegdyś Kaszuby przyszły stosunkowo niedawno. Świąteczną
        potrawą były też oczywiście jajka, chociaż nie było zwyczaju dzielenia się
        nimi. Jajka były farbowane w cebuli bądź w łupinach orzecha i były jednolite -
        robienie pisanek nie było rozpowszechnione.

        W Wielką Sobotę święcono w kościele jastrową jôdã.

        Mieszkańcy Półwyspu Helskiego mieli wystawne potrawy na miarę tego ubogiego,
        surowego skrawka lądu. W wielkosobotni wieczór tamtejsza młodzież nawoływała
        Wëganiajta pòst, a kladzëta wronë w grôp! [garnek]

        Dëgùsë

        Dëgùsë to poniedziałkowy zwyczaj chłostania dziewcząt i młodych mężatek
        dëgówkami - rózgami z jałowca bądź brzeziny. Zwyczaj ten do dziś jest żywy, a
        dziewczęta raczej nie starają się unikać dëgòwaniô, bo jego intensywność
        świadczy o powodzeniu. O tych, które pominięto przy chłostaniu mawiano, że nie
        znajdą szybko męża. Jeśli jednak któraś naprawdę nie chciała zostać obita, to
        mogła uciec do chlewa i wypuścić świnie - wtedy wszelczégò dëgòwaniô bëł kùńc,
        a jeśli by którzy z dëgôrzów nie zastosował się do tego prawa i òdważëł sã dalé
        dëgòwac - przed taczim bëlë na drëdżi rok zamkniãté wszëtczé dwiérze we wsë.

        Wtorek był dniem rewanżu - w dzéwczëcy dëgùs obiektem ataku byli chłopcy.

        Dëgôrzë nie dość że obijali dziewczęta, to za swą pracę jeszcze domagali się od
        gospodarzy zapłaty - przede wszystkim w jajach. Na Zaborach ùdëgòwóné jaja
        kładziono pod klukã [kwokę] obnoszoną przez dëgòwników. Dëgôrzë wygłaszali do
        mieszkańców domu specjalne oracje:

        Przyszlim my tu po dyngusie
        Powiedzieć wam o Chrystusie:
        Wielki Czwartek, Wielki Piątek
        Miał Pan Jezus wielki smutek.

        Wielki smutek, wielkie rany
        Za nas wszystkich chrześcijany.
        Dajcie, dajcie jak Bóg każe
        Po jajeczku i po parze.

        * * *

        Dyngu, dyngu, po dyngusie
        Leży placek na obrusie
        Pan Bóg daje, matka kraje,
        Proszę dać nam po dwa jaja.

        * * *

        Przyszli my tu po dyngusie
        Powiemy wam o Chrystusie
        Że się Chrystus nam narodził
        Z rózgą po dyngusie chodził.

        (podaję teksty w polskiej pisowni, bo owe oracje dla nadania powagi wygłaszane
        były w urzędowej, "wysokiej" mowie, czyli po polsku. W rzeczywistości
        oczywiście owa "wysoka" mowa była mocno skaszubiona).

        Oblewanie się wodą w "lany poniedziałek" nie było praktykowane na Kaszubach.

        Zając

        W poniedziałek do dzieci przychodził Zajc z prezentami. W tym celu w niedzielę
        trzeba było przygotować dla niego gniazdo. Umieszczano je zazwyczaj w ogrodzie
        pod drzewem, w stodole lub w sieni. Jeszcze dziś dzieciom mówi się: Widzôl të
        tegò zajca, òn pewno mùszi miec tu gniôzdo, po czym rozpoczynało sie
        poszukiwanie gniazdka.

        Życie towarzyskie

        Niedzielę spędza się w rodzinnym gronie, za to poniedziałek jest dniem wizyt u
        rodziny, sasiadów i znajomych. Mężczyzni grali w karty, pili sznaps, kobiety
        pludrowaly, a młodzież urządzała zabawy taneczne.

        Okres wielkanocny jest zwyczajowym terminem òbzórków [oględzin], czyli wizyty
        panny wraz z rodzicami w domu kawalera, podczas której oglądają oni
        gospodarstwo ewentualnego zięcia oraz uzgadniają posag i inne kwestie majątkowe
        (ale do wesela i tak jeszcze długa droga - jeszcze są zagwesninë, potem
        zrãkawinë podczas których młodzi wymieniają obrączki i dopiero po żniwach ślub
        i wesele).

        www.naszekaszuby.pl/modules/artykuly/article.php?articleid=107
        • 17.04.06, 14:29
        • 17.04.06, 14:39
          Pozniewaz komorki z przejedzenia dzisiaj nieco ospale, podpieram sie gotowcem,
          ktory bardzo ladnie wyjasnia obrzadek lania...
          Dziekuje wszystkim wielkim-nocnikom za piekne pociagniecie tematu ! naprawde
          sie nie spodziewalam, ze tyle osob zaangazuje sie w podtrzymywanie tradycji,
          chocny na pismie... wink A ze przy tym dowiedzielismy sie paru ciekawych rzeczy,
          tym bardziej plus dla nas ! smile)
          Ostrzegam, ze postaram sie napisac male podsumowanko, oczywizda o ile mnie
          wypuszcza niedlugo znowu na przepustkie. ( pan dochtor obiecal, ze da wolne na
          pare godzin, cobym mogla dokonczyc pisac prace o wyzszosci swiat....zaraz
          zaraz, o czym to ja chcialam...wink))


          "Śmigus-dyngus (zwany też lanym poniedziałkiem) jest obyczajem związanym z
          drugim dniem Wielkanocy. Do XV wieku dyngus i śmigus były dwoma odrębnymi
          zwyczajami. Dyngus (dyngusowanie) oznaczał wymuszanie datków, najczęściej w
          postaci jajek, pod groźbą kąpieli. Śmigus to uderzanie, smaganie rózgą, gałązką
          lub palmą.
          Pierwsze udokumentowane wzmianki o tego rodzaju zwyczajach w Polsce pochodzą z
          XV wieku i pochodzą z ustaw synodu diecezji poznańskich, przestrzegających
          przed praktykami, mającymi niechybnie grzeszny potencjał: "Zabraniajcie, aby w
          drugie i trzecie święto wielkanocne mężczyźni kobiet a kobiety mężczyzn nie
          ważyli się napastować o jaja i inne podarunki, co pospolicie się nazywa
          dyngować [..], ani do wody ciągnąć, bo swawole i dręczenia takie nie odbywają
          się bez grzechu śmiertelnego i obrazy imienia Boskiego". Czynność oblewania
          zdecydowanie dotyczyła młodych dziewcząt. Polewanie wodą zasadniczo nie było
          znane np. na Pomorzu, gdzie rozpowszechniło się po roku 1920. W niektórych
          regionach, np. w cieszyńskiem, łączono zwyczaje: oblewano wodą, a potem suszono
          lekkimi uderzeniami witek. Ta panna, której nie oblano bądź nie wychłostano,
          czuła się obrażona i zaniepokojona, gdyż oznaczało to brak zainteresowania ze
          strony miejscowych kawalerów. Następnego dnia, we wtorek (który kiedyś był
          również dniem świątecznym) rewanżowały się dziewczęta. Termin dyngus oznaczał
          pierwotnie wykup, co wskazuje na współistnienie dwóch, być może odrębnych
          zwyczajów. Z czasem słowa śmigus (słowo wywodzące się z niemieckiego
          Schmerckostern lub Schmackostern, od schmacken –bić i Ostern –Wielkanoc) i
          dyngus zlały się w zbitkę śmigus-dyngus, co po raz pierwszy odnotowano w
          powojennym Słowniku Poprawnej Polszczyzny Stanisława Szobera.

          Pochodzenie tego zwyczaju nie jest w pełni znane, a komentatorzy poruszają się
          na grząskim gruncie hipotez. Dla jednych zwyczaj oblewania się wodą miał
          zapobiegać chorobom i sprzyjać płodności i był obrzędem przedchrześcijańskim
          słowiańskim rodowodzie. Dla innych wziął się on z Jerozolimy, gdzie schodzących
          się i rozmawiających o zmartwychwstaniu, Żydzi rozganiali sprzed swoich okien
          wodą. Już sama wieloznaczność symbolu wody pozwala na wiele interpretacji.
          Wydaje się, że można przyjąć, że zwyczaj oblewania wodą ma korzenie w
          pogańskich tradycjach, jest znakiem radości związanej z odejściem zimy. Kościół
          dodał symbolikę oczyszczającej mocy wody. Lany poniedziałek miał też swoje
          tradycje związane z urodzajem. Gospodarze o świcie wychodzili w pola i kropili
          je wodą święconą, żegnali się przy tym znakiem krzyża i wbijali w grunt
          krzyżyki wykonane z palm poświęconych w Niedzielę Palmową, co miało zapewnić
          urodzaj i uchronić plony przed gradobiciem. Pola objeżdżano w procesji konnej.
          Zwyczaje te do dzisiaj spotyka się zwłaszcza na południu Polski."


          luuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu pa wsiech! ......
          • 17.04.06, 15:57
            No, to ja tez gotowcem, w dodatku cudzym:
            „dyngus i śmigus
            Oddajmy głos niewątpliwemu autorytetowi w sprawach obyczajów staropolskich-
            Zygmuntowi Glogerowi - autorowi „Encyklopedii staropolskiej”. Z wybitnego dzieła
            tego dowiadujemy się, odnośnie do obyczajów wielkanocnych, że „na Kujawach
            pachołek wyłazi na dach karczmy wioskowej z miednicą w ręku i, pobrzękując w
            takową, obwołuje dziewki, które będą oblewane i zapowiada, ile dla której
            potrzeba będzie dla jej szorowania fur piasku, perzu na wiechcie, grac do
            skrobania, ile kubłów wody i mydliska. Tak to wygląda - dalej Gloger - jakby
            śmigus był pamiątką umywania się na Wielkanoc po pokucie wielkopostnej,
            polegającej w średnich wiekach i na zaniedbaniu cielesnym.” W dawnej Polsce
            odróżniało się dyngus od śmigusu. Śmigus polegał raczej na wywijaniu gałązką
            palmy i laniu wodą kogo się w łóżku drugi lub trzeci dzień Wielkanocy rano zastało.
            Jędrzej Kitowicz w swym „Opisie obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III”
            tak oto te „mokre” obyczaje przedstawia: „Była to powszechna swawola w całym
            kraju tak między pospólstwem, jako też między dystyngowanymi; w poniedziałek
            Wielkanocny mężczyźni oblewali wodą kobiety, a we wtorek i w dni następne
            kobiety mężczyzn. Oblewano się rozmaitym sposobem. Amanci, chcąc tę ceremonią
            odprawić bez przykrości, skrapiali lekko różaną, lub inną pachnącą wodą po ręku,
            czasem po gorsie, małą jaką sikawką albo z flaszeczki. Ci którzy swawolą nad
            dyskrecją przekładali, oblewali i damy wodą prostą, chlustając garnkami,
            śklenicami lub dużemi sikawkami prosto w twarz albo od nóg do góry. Gdy się
            rozhulała kompania, panowie i dworzanie, panie i panny, leli jedni drugich ze
            wszelkich naczyń, jakich dopaść mogli, a hajducy i lokaje cebrami donosili wody.
            Kompania dystyngowana goniła się, oblewała od stóp do głów tak, że wszyscy
            zmoczeni byli, stoły, stołki, kanapy, łóżka pooblewane a podłoga cała
            schlustana. ... Największa była rozkosz przydybać jaką damę w łóżku,
            przytrzymana przez mężczyzn w koszulce, musiała pływać w powodzi”.
            Obyczaj ten jest pochodzenia azjatyckiego, występuje u ludów aryjskich. Pewien
            podróżnik angielski z końca wieku XVIII, bawiąc u króla Birmanów w Pegu,
            spostrzegł, że budaizm tamtejszy obchodzi z końcem kwietnia wesołą trzydniową
            uroczystość zakończenia starego roku przez oblewanie się nawzajem wodą, dla
            obmycia się z grzechów starego roku - - motywacja podobna, niemal identyczna,
            ale czas i okoliczności różne - co wcale nie przeszkadza w dopatrywaniu się tu
            podobieństw."
            www.nspj-boguszowice.katowice.opoka.org.pl/III'2002.htm
            No i jeszcze wątek współczesny:
            "Policja: Za natarczywe polewanie grożą sankcje
            Lany poniedziałek do południa przebiegał dość spokojnie, nie odnotowano żadnych
            poważnych incydentów związanych z polewaniem wodą. Policja apeluje o rozsądek,
            aby nie przesadzać z tradycją śmigusa-dyngusa."
            wiadomosci.onet.pl/1307619,11,item.html
            Ale portal chodzi tak źle, że póki co - wybywam
            --
            Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
        • 17.04.06, 15:34
          smile)
          I pozostając w ludowych klimatach:
          Po naszymy
          "Piyknie Wos witom moji mili, przyjaciele i starzy znajomi wielkanocnym
          pozdrowiyniym „Wesołego Alleluja". Do tej gawędy zaganiołech sie dość długo.
          Sami przyznocie, że powinna to być gawęda wielkanocno, bo inakszo by trocha nie
          pasowała. Czy Wy wiycie moji mili co też to ludzi nojbardzij interesuje przy
          wielkanocnych świętach? Nie pytom sie co jest nojważniejsze, bo to kożdy z nas
          dobrze wiy i kożdy prawdziwy katolik już tam te swoje wielkanocne obowiązki
          względem Boga i Kościoła spełnio tak jak sie noleży. Ale przyznejmy sie szczerze
          o czym jest nojwięcyj godki jak sie już mo ku Wielkanocy? O co sie nojwięcyj
          staromy? Z czym momy nojwięcyj roboty? Gańba nom jest powiedzieć, ale zaprzyć
          sie tyż nie idzie, że na Wielkanoc nojwięcyj nos obchodzom sprawy żołądkowe.
          Szynki, balerony, kabanosy, kołocz i parfiny. Czy też tego wszystkigo bydzie za
          tela, czy szynka bydzie dość tłusto, abo dość chudo, abo czy kołocz bydzie
          wydarzony - to som nasze przedświąteczne zmartwiynia. A we święto, jak sie yno
          przydzie z kościoła, to już kożdy patrzy dorwać sie do stoła z poświęconymi
          wielkanocnymi darami Bożymi. I żodyn niczego czego nie podaruje. Kożdy biere nóż
          i widełka i swoja norma musi wykonać, a nieroz jom i przekroczy. Żodyn sie nie
          chce dać zagańbić, bo chce być nojlepszy. I tak jest niy od dzisiej, tak sie
          dzieje już od lot i od wieków.

          Bardzo rod czytom książki o starodawnych zwyczajach. Prawiech czytoł tako
          książka o starodawnych zwyczajach, w kerej taki maszketny opis Wielkanocnego
          święconego we staropolskich dworach. Posłuchejcie yno jak na tyn przykłod
          wyglądało takie święcone u jednego szlachcica w siedymnostym wieku. Na łogromnie
          długim stole leżały upieczone sztyry dziki świnie, a kożdo dziko świnia miała w
          brzuchu upieczone prosiątko. Potym było upieczonych dwanoście jelyni, tela wiela
          jest miesięcy w roku. Zaś w jelynich brzuchach pieczone zające i fazany (w tym
          miejscu możecie sie łoblizać). Na stołach leżały pięćdziesiąt dwa kołocze - tela
          wiela jest tydni w roku. A wiela tam było pierogów i roztomajtych mimrow i
          mamrów, tego by żodyn nie policzoł. Na środku stoła stoł baranek wielkanocny
          zrobiony z masła, a oczy mioł z brylantów. W kożdym bądź razie dzisiej sie już,
          dzięka Bogu, nie zastawio stoła wielkanocnego tak rozrzutnie i marnotrawnie jak
          w downych czasach. Toch wom łopowiedzioł tak po swojimu. W kożdym bądź razie nie
          zowiszcza tym nieboszczykom szlachcicom tego ich bogatego święconego, bo
          człowiek mo yno jedyn żołądek i więcyj nie idzie jak sie pojeść. A człowiek
          choćby chcioł to 20 metrow wosztu som nie zjy, boby jęknoł i by pęknoł, co w
          downiejszych czasach doprowdy zdarzało sie na szlacheckich dworach. Ale i
          dzisiej jeszcze w niekierych rodzinach sprawy żołądkowe zajmujom honorowe miejsce.

          Czy to dobrze abo źle - może być źle, ale nie musi. Niy może być te zastawiyni
          stoła wielkanocnego takich grzychym, skoro sie w kościele ekstra poświęco
          wielkanocne potrawy. I bądź co bądź nazywomy te rzeczy „Bożymi darami”. Widać z
          tego, że Kościoł nom życzy troszka tej przyjemności dlo podniebiynia i żołądka.

          Mój znajomy, jak przychodza do niego to mie zawsze ugości i godo: „Pojydzmy se
          dobrze, bo czy to Pon Boczek yno do grzysznikow dobre jedzyni stworzoł”. Błozna
          błoznami, ale jest w tym małowiela prowdy - kożdy człowiek mo prawo uraczyć sie
          czymś lepszym, żeby sie troszka ulżyć w tym ciężkim życiu doczesnym. Ale gorszo
          sprawa jest wtedy, jak sie człowiek zagrzebie w tych sprawach żołądkowych, jak
          już zapomni o ważniejszych i wyższych rzeczach. Jak ktoś łobżarstwym i
          pijaństwym chce uczcić Pana Jezusa Zmartwychwstałego, to taki człowiek nie jest
          godziyn, żeby obchodzić te święta Wielkanocne, a już żodnom miarom niy może sie
          nazywać krześcijaninym. Bo we wszystkim człowiek musi mieć miara. Niech żodyn
          nie myśli, że jak sie skończy Wielki Post to już może bez żodnej miary używać
          jodła i picio... I na Wielkanoc musi sie człowiek umieć coś odmówić wtedy jak
          oczy jeszcze chcom, a żołądek już niy może. Kto wtedy przekroczo swoja miara,
          tyn se zdradzo wyraźnie, że jego bogiem jest brzuch.

          „Kto spożywa dary Boże niech Anioła Stróża słucha. Niech ciało nie przemoże
          świętych natchnień twego ducha.”. Pamiętejcie o tych słowach przy waszym
          Wielkanocnym stole. Cieszcie sie i radujcie sie że „Wesoły nam dzień dziś nastał”.

          Alojz
          www.nspj-boguszowice.katowice.opoka.org.pl/III'2002.htm
          --
          Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
          • 17.04.06, 17:14
            A w Ameryce Polnocnej juz w poniedzialek po swietach. Cichutko sie pochwale,
            ze bylam na Wyspie Wielkanocnej, jako przedluzenie wycieczki do Chile. W sumie
            jesli ma sie malo czasu i pieniedzy to niekoniecznie trzeba tam jechac. Mnie
            wlasnie pociagnelo, ze tam jest tak straszliwie "samotnie", troche to czuc, a
            ludzie w skromnej ilosci 3 tysiecy tacy zastygli. Przyrode z drzew ograbili
            sami, bo nie mieli innego wyjscia. Teorii na temat skad i kiedy przybyli ludzie
            i skad wziely sie posagi mnostwo. Ostatnio np. lansuje sie, ze przybysze sa
            bardzo swiezy.
            Nie szukalabym analogii miedzy swietem Zmartwychwstania, a swietem zydowskim
            Paschy. Mamy wiele wspolnych "obrzadkow", z czego nic nie wynika: jajko,
            odbywanie swieta na wiosne. Od dziecinstwa sama wykoncypowalam, ze tych jajek
            tak wiele na Wielkanoc, bo na wiosne zaczynaja sie kury w swoim naturalnym
            cyklu niesc - wiec bylo to najbardziej dostepne pozywienie. Co do innych
            podobienstw - w Ameryce kazdy wie, ze np. kiszone ogorki, kwasna smietana,
            placki ziemniaczane (odswietna potrawa na Hannukan), obwarzanki, a nawet
            czerwony barszcz to klasyczne potrawy zydowskie. I co z tego wynika? Tylko to,
            ze mieszkalismy na jednym obszarze. No to jade nad morze na rowerek, do 1-mja
            mozna jezdzic po promenadach wzdluz oceanu.
            • 17.04.06, 18:24
              U mnie wlasciwie po swietach ,nawet juz corka zrobila podchody,zeby ja puscic na
              tance z tej okazjismile Maryno jak wrocisz z rowerku moze pochwalisz sie jakimis
              fotkami Wielkanocnymi? Pogoda pod wieczor wypiekniala. Wreszcie czuc wiosne!
              • 18.04.06, 09:00
                Na wstepie chcem zaznaczyc, co nie jestem religioznawca, nie pije do nikogo, do
                lustra tez nie, a przepisana przez mojego psychiatre dzienna dawke srodkow
                psychotropowych grzecznie lyknelam.
                Pozole wiec sobie, jako absolutnemu rabnietemu nieukowi, nie znajacemu sie na
                religiach... "monoistycznych"( czy jakos tak wink, ktory ten watek zalozyl,
                podsumowac w paru zdaniach ( hehe ) nasze wspolne kopiowania, wspomnienia i
                wypociny...
                Nie bojcie, postaram sie w miare streszczac, choc przyznam, w tym temacie
                moglabym lac wode, nie tylko w Lany Poniedzialek, wiadrami.. wink
                Otoz, piszac w moim wykladzie, ktory wzbudzil tyle kontrowersji i awersji, o
                wspolnych korzeniach WSZYSTKICH religii oraz o wspolnych elementach
                wystepujacych w katolickiej Wielkiej Nocy i Zydowskiej Pasech ( albowiem
                szczegolnie do nich nawiazalismy w wypowiedziach ), chcialam Wam przede
                przypomniec i zwrocic uwage, ze w kazdej kulturze, niezaleznie od szerokosci
                geograficznej, stopnia rozwoju czy historycznych uwarunkowan, swieta maja
                wspolny mianownik, jeden lub wiele..., chocby fakt odwolywania sie do
                mitologicznych badz religijnych wydarzen. Swieta spelniaja bardzo wazna role w
                zyciu grupy i jednostki, a mianowicie odnawiaja i utrwalaja pozadany system
                wartosci, o czym troche szerzej za chwile.
                Jakby nie patrzec na swieta, jakie by one nie byly, gdzie by sie nie odbywaly
                i jak by sie nie nazywaly, Pascha, Wielkanoc, Ramadan, Wesak, czy Potlach, cel
                swiat jest zawsze zblizony i uniwersalny. Nie mozna wiec sobie tak calkiem
                beztrosko napisac, ze nie ma co szukac "analogii miedzy swietem
                Zmartwychwstania, a swietem zydowskim Paschy" , albo, ze (..) "Mamy wiele
                wspolnych "obrzadkow", z czego nic nie wynika" (..), bo tym jednym zdankiem,
                pozbawiamy chleba tysiace naukowcow i przekreslamy nie tylko ich dorobek zycia
                ale rowniez ich swietnych poprzednikow, negujemy dziesiatki lat prac
                badawczych w terenie i w zaciszu pracowni naukowych, ignorujac jednoczesnie
                istnienie wielkch dziel ( nie bede wymieniac nazwisk i tytulow, coby gromy sie
                nie posypaly ... wink.
                Albowiem, co warte podkreslenia, praca wspolczesnych religioznawcow,
                antropologow i etnografow polega nie tylko na lataniu "z Kolbergiem po kraju" i
                pracowitym kolekcjonowaniu przyspiewek, strojow ludowych czy przyslow, ale
                przede wszystkim na czerpaniu z tych 'kolbergowych' danych i doszukiwaniu sie
                analogii, na wyjasnianiu skad,w jaki sposob i dlaczego elementy wystepujace w
                roznych religiach i kulturach sa ze soba pozwiazane i tak podobne, pomimo
                dzielacych je tysiecy kilometrow, tysiecy lat lub tysiecy pozornych roznic.
                Tak jak szanujacy sie lekarz czy biolog, badajacy chory organ i starajacy
                sie wystawic diagnoze oraz rokowania, a nie skupiajacy sie tylko na analizie
                komorek wylacznie w obrebie tego organu lecz bioracy pod uwage caly zespol
                czynnikow, wplywajacych na rozwoj choroby, by odtworzyc procesy, ktore
                doprowadzily do takiego, a nie innego stanu, tak antropolog kultury przyglada
                sie i analizuje zjawiska i wydarzenia zachodzace nie tylko w obrebie jednej
                grupy spolecznej, kultury i religii, ale usiluje przede wszystkim doszukac sie
                wspolnych znaczen i symboliki, zachowan, kodow, rytualow, dzieki ktorym
                jestesmy w stanie odtworzyc nie tylko nasza wspolna przeszlosc, ale takze, a
                moze przede wszystkim, zrozumiec terazniejszosc, poznac i zrozumiec samych
                siebie, poznac i zrozumiec innych...

                "Obchodzenie swiat" w roznych kulturach/religiach , czy to chrzesciajnskiej,
                czy zydowskiej, czy maoryskiej lub w plemieniu Mohawk, spelnia podobne
                zadanie, a mianowicie, zachowanie powszechnego kosmicznego i moralnego
                porzadku. Poprzez cykliczne powtarzanie tych samych rytualow grupa ludzka
                realizuje pewien boski porzadek, zachowuje spoleczna rownowage, inaczej
                mowiac, zachowuje duchowa wspolnote, od ktorej w sumie zalezy jej egzystencja
                i dobrobyt.
                Humanista i etnolog, Mircea Elidae, powiedzial ze prawdziwa samorealizacja
                czlowieka moze nastapic tylko w realiach czasu i przestrzeni swietej.Innymi
                slowy, stan ten najpewniej mozna osiagnac odwolujac sie, czy inaczej,
                partycypujac w swietach, obrzedach, rytualach...

                Mozna polemizowac, z ironia i nad tym co bylo pierwsze, jajo czy kura...W
                podobny spowob mozna tez zastanawiac sie, skad sie wziela religia i pojecie
                boga? Czy Judaizm byl rzeczywiscie pierwsza, monoteistyczna religia? Czy
                Judaizm byl w ogole pierwsza, istniejaca religia? Zgodzi sie chyba kazdy ze
                mna, ze nie. A wiec, skoro nie powstal z NICZEGO, musial COS przejac z innych
                wierzen, rytualow i religii istniejacych przed nim. Jego powstanie i ewolucja,
                podobnie jak powstanie i ewolucja religii chrzesciajnskiej i Islamu ma swe
                korzenie i geneza glebiej, niz nam sie wydaje. Powszechne mniemanie, ze przed
                Judaizmem istnialy tylko religie politeistyczne, a wiec te uznawane za
                duchowosc nizszego stopnia, czyli wierzenia w wielu bozkow i bogow, nie jest
                takie pewne. Otoz, istnieja bardzo przekonywujace dowody i tezy naukowe na
                to, ze nasi praprzodkowie po "zejsciu z drzew" rozpoczeli swe religijne
                praktyki od czczenia jednej istoty nadprzyrodzonej, a wiec monoteizmu wlasnie,
                a politeizm byl jego wtornym, naturalnym w wyniku ewolucji, stadium.
                Fakt niezaprzeczalny, Judaizm jest "matka wszystkich wspoleczsnych
                monoteizmow", nigdy tego nie negowalam. Logiczne chyba wiec,ze chrzescijanizm
                jest bardzo z nim blisko spokrewniony, czy nam sie to podoba czy nie.
                Zaperzanie sie, wyszydzanie i negowanie moich, bardzo ogolnych i pobieznych
                prob porownan symboliki i checi wyjasniania genezy, analogii czy znaczenia
                niektorych rytualow (inaczej uproszczonego odtwarzania mitu, wydarzenia)
                Paschy i Wielkiejnocy jest tutaj troche nie na miejscu. Zeby nie bylo
                watpliwosci, pragne zaznaczyc, co onkwowy chore rozwazania, jak to ujela nasza
                nieoceniona kolezanka PP, "roznic (zwiazki) miedzy jajkiem pieczonym a
                gotowanym na twardo lub obowiazku uczestnictwa wiernych w
                celebracjach koscielnych czy w synagogach", nie sa takie z sufitu wziete,
                albowiem wielu cenionych badaczy zajmuje sie calkiem powaznie tematyka porownan
                obu swiat ( tych dwoch religii) i takze z ich opracowan i pozycji czerpalam
                niektore dane oraz cytaty.
                Dorobku Judaizmu nie moga chrzescijanie przekreslic i odrzucic, podobnie jak
                Islam nie neguje dorobku religijno-kulturowego chrzescijanizmu, z ktorego
                czerpie pelnymi garsciami. Syntetyzujac i nie bojac sie naduzycia
                interpretacyjnego, smialo mozna stwierdzic, iz wszystkie te trzy uniwersalne
                wiary, mimo roznic, wiele laczy, a wiezi tych nie mozna bagatelizowac.
                Wszystkie religie maja podobna genealogie i przechodza zblizona strukturalnie
                i historycznie ewolucje, jednoczesnie tworzac wlasne, unikalne zwyczaje,
                budujac wlasna tradycje, czesto poprzez adaptowanie symboliki z lokalnej
                obrzedowosci 'poganskiej' ....
                Starczy, bo wam pupy w poduchi wrosna wink))

                Ma zakonczenie taka cytata.. Znany badacz rosyjski, Michal Bachtin napisal
                rzecz oczywista, ale jakze trafnie to ujal: ‘Kazde swieto jest niezmiernie
                wazna, pierwotna forma ludzkiej natury. Nie mozna go wyprowadzac z praktycznych
                warunkow i celow pracy spolecznej, czy z wulgarniej jeszcze z biologicznych
                (fizjologicznych) potrzeb okresowego odpoczynku. Swieto zawsze mialo istotna i
                bardzo wazna tresc swiatopogladowa.’

                I to by bylo na tyle...
                • 18.04.06, 11:16
                  Onkwe, Miełości Ty mojawink
                  Coś w tym jest, że religią i metafizyką najbardziej przejmują się ateiści – co
                  widzę i opisuję po sobie. Dlatego, dzięki za piękny wątek, zmuszający do
                  myślenia, pisania i guglowania. Powołujesz się na Eliade "Traktat o historii
                  religii", jak sądzę? - dzieło mądre i trudne. Pozostając na dostępnym mi
                  poziomie „I człowiek stworzył bogów” P. Boyera i i „Złotej Gałęzi” J. G.
                  Frazera, też trudno Ci nie przyznać racji.
                  Miło coś takiego poczytać,jak założony przez Ciebie wątek, (i wpisy nas
                  wszystkich) , w ramach rekolekcji wielkanocnych smile))

                  --
                  Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
                  • 19.04.06, 13:21
                    kanoka napisała:
                    Miło coś takiego poczytać,jak założony przez Ciebie wątek, (i wpisy nas
                    > wszystkich) , w ramach rekolekcji wielkanocnych smile))

                    i tak Onkwe zostala pastorka
                    wink))
                    dobrze, ze na nia trafilo.....

                    --
                    z kazdym dniem mojego zycia nieuchronnie rosnie liczba tych, ktorzy moga mnie
                    pocalowac w d.....
                    • 19.04.06, 14:58
                      scoutek napisała:
                      > i tak Onkwe zostala pastorka
                      ***
                      Noo i na dodatek pasterka, biorac pod uwage, ze jednoczesnie glosila i w garach
                      mieszala, zeby napasc swoja trzodke wink)
                      A efekty i tu i tam...szapoba smile)
                      --
                      .....,---,.....
                      .../ '' \...
                      .(./.,,..,,.\.).
                      • 19.04.06, 22:42
                        Kanoku, zanim ponownie potraktujesz mnie jako obiekt swej mielosci, zwaz
                        co ‘kochanie inaczej’ w kraju Piasta nalezy ostatnio do
                        ryzykownych ‘dewiacji’ wink
                        Eliade ( szalenie ciekawy zyciorys mial ten Rumun - pogugluj se na na nim przy
                        okazji wink popelnil pare wcale ciekawych dziel. Pisywal rowniez erotycznie
                        smiale powiastki. Te pierwsze musialam zaliczac jako lekturki, z ktorych nas
                        odpytywano, te drugie juz z rozpedu wyczytywalam "pod lawka" wink
                        Traktat byl jedna z tych pierwszych, ale nie jedyna.
                        Fraser fakt, tyle ze to klasyka i troche juz myszka traci wink) Jakby Ci kiedys
                        wpadla w rece ksiazka Karen Armstrong "Historia Boga" - polecam ( mam w domu
                        po polskiemu, wiec wiem iz przetlumaczono z oryginalu ). Nie podchodz jednak do
                        niej bezkrytycznie, albowiem autorka jest ex-pingwinem i te nacielalosci, przy
                        calym szacunku dla jej wiedzy i ogromu wlozonej pracy, czasem przeswituja. Ale
                        dobrze sie czyta. Popelnila ona rowniez inne tematycznie zblizone pozycje, tyle
                        ze nie wiem, czy ukazaly sie na polskim rynku ksiegarskim. Boyera latwo sie
                        przelatuje. Facet ma letkie pioro, ale nic nowego nie wymysla, jeno przybliza
                        czytelnikom prawdy 'okularnikom' dawno znane.Takie pozycje tez sa jak
                        najbardziej potrzebne, chocby w celu nakotlowania ludziskom w glowach wink) .



                        ... a propose ateizmu.. jak powiedzial kiedys Woody Allen – 'dla was jestem
                        ateista, dla Boga opozycjonista ' ... wink)


                        P.S. do mantera i scouteka -
                        monika.univ.gda.pl/~literat/podhal/0039.htm wink
                        • 19.04.06, 23:11
                          Miełości i już ;D
                          A powiedzenie W.A. - super. Nie znałam.
                          --
                          Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
                          • 19.04.06, 23:38
                            ...konstruktywnym czy lojalnym opozycjonista ?-"to God I am the loyal
                            opposition" wink
                            --
                            .....,---,.....
                            .../ '' \...
                            .(./.,,..,,.\.).
                            • 20.04.06, 08:09
                              smile)
                              Podobno każdy przymiotnik dodany do rzeczownika, podważa lub osłabia jego
                              prawdziwe znaczenie - np "ekonomia socjalistyczna"
                              A wracajac do polecanej przez Onkwe książki Karen Armstrong,
                              www.sm.fki.pl/tematy.php?nr=Karen_Armstrong
                              to czy, że jest to coś w stylu "Biografi Boga" J. Milesa? Ten autor, to z kolei
                              - były jezuita....hmmmmm.....i jaka to będzie opozycja?
                              Ale polecaną książkę postaram sie nabyc i przeczytać.
                              --
                              Każda prawda ma dwie strony: moją i twoją
                              • 20.04.06, 18:25
                                kanoka napisała:

                                > Podobno każdy przymiotnik dodany do rzeczownika, podważa lub osłabia jego
                                > prawdziwe znaczenie - np "ekonomia socjalistyczna"

                                ..lub tworzy oksymoron ..wink))

                                > A wracajac do polecanej przez Onkwe książki Karen Armstrong,

                                Nie, nie porownywalalabym Armstrong do Milesa, bo choc ten ostatni zaliczyl
                                Pulitzera i posiada bardzo ciekawy styl, jego wywody skupiaja sie glownie na
                                interpretacji boga bibilijnego, podczas gdy pani Armstrong narazila sie wielu
                                koscielnym autorytetom stosujac bardziej uniwersalne porownania, wlaczajac w
                                swe rozwazania Islam oraz ukazujac miedzyreligijne analogie i zwiazki ( choc
                                wedlug mne, nie w stopniu wystarczajacym i nie odzwierciedlajacym w pelni
                                rzeczywistosc)..uff..Ament wink))
                            • 20.04.06, 17:50
                              mantra1 napisała:

                              > ...konstruktywnym czy lojalnym opozycjonista ?-"to God I am the loyal
                              > opposition

                              >konstruktywnym czy lojalnym opozycjonista ?-"to God I am the loyal
                              opposition" wink

                              jesli juz, to liberalnym i do tego beaardzo wyrozumialym...skoro nie irytujo
                              mnie guglowe kontrolne nawyki kulezenstfa ..wink))

                              a swoja droga, najwyrazniej starzejemy sie, bo niegdys cycatamy rzucalo onkwe
                              z pamieci na peczki... i to bez polykania "lojalnych" slowkow.. smile
                              • 20.04.06, 19:46
                                onkwe napisała:

                                > jesli juz, to liberalnym i do tego beaardzo wyrozumialym...skoro nie irytujo
                                > mnie guglowe kontrolne nawyki kulezenstfa ..wink))
                                >
                                > a swoja droga, najwyrazniej starzejemy sie, bo niegdys cycatamy rzucalo onkwe
                                > z pamieci na peczki... i to bez polykania "lojalnych" slowkow.. smile
                                ***
                                Pudelko, kolezanko tom razom. Akurat tom cycate Twoja s t a r s z a kulezanka
                                walnela z umyslu. I to nie po raz pierwszy zreszta, gwoli precyzji wink Jakbys
                                dobrze poguglowala pop forumach to moze bys znalazla smile)
                                --
                                .....,---,.....
                                .../ '' \...
                                .(./.,,..,,.\.).
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.