Dodaj do ulubionych

Jak wykręcić się od wspólnych posiłków w delegacji

30.11.18, 17:53
Jadę na kilkudniowy wyjazd służbowy - ja, szef i nasz radca prawny. Jak grzecznie wykręcić się od wspólnych posiłków? Szczerze mówiąc, wolę jeść sama, w komforcie i spokoju... Szczególnie śniadania, których zwykle w ogóle nie jadam, i nie mam ochoty się z tego tłumaczyć. Czy wypada powiedzieć wprost, że wolę spożywać posiłki we własnym zakresie? Czy wymyślić, że jestem chora / mam specjalną dietę?
Edytor zaawansowany
  • alexxa6 30.11.18, 18:08
    Skoro to nie "obowiązkowy" lunch czy kolacja w towarzystwie kontrahentów, klientów , to normalnie. Dziękuję, teraz nie jestem głodna, zjem później/wcześniej. Chyba nie ma obowiązku jeść na delegacjach zbiorowo, grupowo?
  • aqua48 30.11.18, 18:24
    Uprzedź szefa wcześniej że posiłki będziesz jeść osobno. Na ewentualne pytanie dlaczego możesz odpowiedzieć że jadasz w innych porach i co innego niż inni. to powinno wystarczyć.
  • maligna32 30.11.18, 18:55
    Dzięki. Niestety zdaje się że będziemy przebywać cały czas razem przez cały dzień od rana do wieczora, ech... czy wypada w tej sytuacji powiedzieć szczerze i wprost że nie czuję się komfortowo w towarzystwie jego i prawnika?
  • alexxa6 30.11.18, 19:05
    maligna32 napisał(a):

    > Dzięki. Niestety zdaje się że będziemy przebywać cały czas razem przez cały dzi
    > eń od rana do wieczora, ech... czy wypada w tej sytuacji powiedzieć szczerze i
    > wprost że nie czuję się komfortowo w towarzystwie jego i prawnika?


    w/g mnie nie wypada. Bo niby jak chciałabyś to uzasadnić ? że ich nie lubisz? że coś Cię w nich razi? że czujesz się zażenowana jedząc w ich towarzystwie? Niezbyt pozytywnie by to o Tobie świadczyło. No chyba że uważasz ich za taki "majestat" że Ci kęs przez gardło nie przejdzie.Ale nie sądzę że o to chodzi. Wybierz wersję łagodną i logiczną.
  • leila_123 30.11.18, 23:25
    No właśnie ja mam tak że nie lubię jeść w towarzystwie osób obcych, wyżej ode mnie "postawionych" bo zawsze boję się, że będą mnie oceniać jak jem, czy się nie upaprzę, a jak się denerwuję to mi się ręka trzęsie i zawsze czymś się pobrudzę, rozleję coś itp. Dlatego unikam takich sytuacji. Z rówieśnikami tego problemu nie mam.
  • aqua48 01.12.18, 08:32
    maligna32 napisał(a):

    > zdaje się że będziemy przebywać cały czas razem przez cały dzi
    > eń od rana do wieczora... czy wypada w tej sytuacji powiedzieć szczerze i
    > wprost że nie czuję się komfortowo w towarzystwie jego i prawnika?

    Zdecydowanie nie wypada. Radziłabym poświęcić się i obiad zjeść z nimi, a śniadanie i kolację samej.
  • alexxa6 01.12.18, 08:51
    no nie wiem wink , ale trochę dziwne mi się to wydaje. Skoro dorosły człowiek potrafi prawidłowo posługiwać się sztućcami, skoro wie jak należy zachowywać się przy jedzeniu, to co za różnica kto mu przy tym jedzeniu towarzyszy?
  • maligna32 01.12.18, 15:56
    Dla mnie zdecydowanie jest różnica, czy podczas lunchu siedzę obok szefa albo naszego prawnika, czy obok przyjaciółki... dla Ciebie nie? Jak ktoś tu napisał, chodzi o ocenę mnie. Trzeba się pilnować, żeby broń Boże nic na obrus nie spadło... a jak są nerwy to się może zdarzyć.
  • alexxa6 01.12.18, 16:09
    maligna32 napisał(a):

    > Dla mnie zdecydowanie jest różnica, czy podczas lunchu siedzę obok szefa albo n
    > aszego prawnika, czy obok przyjaciółki... dla Ciebie nie?

    oczywiście że nie! czy szef czy prawnik czy sam prezydent. to są tacy sami ludzie jak ja. tak samo muszą jeść, trawić, wydalać . Tak samo korzystają z ubikacji, tak samo oddychają. dlaczego niby miałabym czuć się gorsza od nich? Mogę dla kogoś czuć respekt, uznanie, ale bać się go?! czy czuć się mniej wartościową?! a niby z jakiego powodu?

    Jak ktoś tu napisał,
    > chodzi o ocenę mnie. Trzeba się pilnować, żeby broń Boże nic na obrus nie spadł
    > o... a jak są nerwy to się może zdarzyć.
    a jak by jemu coś właśnie na obrus spadło to co? uznałabyś że stracił autorytez czy honor?
  • maligna32 01.12.18, 16:26
    alexxa6 napisała:

    Mogę dl
    > a kogoś czuć respekt, uznanie, ale bać się go?! czy czuć się mniej wartościową?
    > ! a niby z jakiego powodu?

    To szczerze zazdroszczę. Nie chodzi o to, że się kogoś boję, ale jednak jestem w jakiś sposób od nich zależna.

    > a jak by jemu coś właśnie na obrus spadło to co? uznałabyś że stracił autorytez
    > czy honor?

    Przyznam, że być może trochę tak.
    Zdecydowanie większy autorytet ma u mnie prawnik za biurkiem lub w todze niż prawnik wciągający spaghetti smile cóż.
    Wyobrażam więc sobie, że jak mi coś spadnie z nerwów z łyżki, to pomyślą - o, jaka niezdara, jak ona sobie poradzi w tej firmie. Wiem, że to głupie, ale tak właśnie myślę.

  • majaa 01.12.18, 16:18
    Myślę podobnie jak Aqua, że śniadania i przynajmniej większość kolacji spokojnie możesz jadać sama. Na wyjeździe służbowym naprawdę nie ma obowiązku spędzania dosłownie każdej chwili razem i nie sądzę, żeby ktoś tego od Ciebie oczekiwał. Ale tych kilka wspólnych posiłków wypadałoby jednak zjeść. Domyślam się, że to niełatwe, ale spróbuj podejść do tego z większym luzem. To naprawdę nie jest tak, że wciąż jesteś jak na cenzurowanym i wszyscy bez przerwy patrzą Ci na ręce. Szef czy prawnik to też ludzie, może wbrew pozoromwink I też chcą się od czasu do czasu odprężyć, a podczas podróży służbowych to najczęściej właśnie pora posiłku jest tą chwilą oddechu, wyluzowania, przyjemności. I tak na to popatrzsmile
  • maligna32 01.12.18, 16:38
    majaa napisała:

    > To naprawdę nie jest t
    > ak, że wciąż jesteś jak na cenzurowanym i wszyscy bez przerwy patrzą Ci na ręce

    Dzięki za pocieszenie, bo mam wrażenie że dokładnie tak się właśnie będę czuła uncertain A z tym naszym prawnikiem raz miałam dość hmmm.... nieprzyjemną rozmowę. Na początku pracy popełniłam w sumie niewielki błąd, wynikający z braku doświadczenia, i po mnie dość ostro pojechał w obecności całego zespołu. Dobrze, że mój szef okazał się jednak w porządku i wybronił mnie, mówiąc, że nic się takiego nie stało, jestem nowa i mam prawo do błędów... od tamtej pory jest między nami napięcie. Jak tu się wyluzować w takim towarzystwie...uncertain
  • aqua48 02.12.18, 09:05
    maligna32 napisał(a):

    > Dzięki za pocieszenie, bo mam wrażenie że dokładnie tak się właśnie będę czuła
    > uncertain A z tym naszym prawnikiem raz miałam dość hmmm.... nieprzyjemną rozmowę. Na
    > początku pracy popełniłam w sumie niewielki błąd, wynikający z braku doświadcze
    > nia, i po mnie dość ostro pojechał w obecności całego zespołu.

    Pomyśl sobie za każdym razem jak na niego spojrzysz, że ten prawnik postąpił BARDZO NIEPROFESJONALNIE. I pracuj nad tym, że wspólny posiłek nie jest po to by nadal Cię oceniał - równie dobrze TY możesz jakieś jego drobne błędy przy jedzeniu zauważyć i wypunktować...
    Poza tym czy na prawdę jedzenie spada Ci z widelca? Zasada jest taka - jeśli czujesz się w jakimś towarzystwie w restauracji niepewnie zamawiaj wyłącznie takie dania które nie sprawiają większych kłopotów w jedzeniu - czyli na przykład - zamiast zupy, spaghetti, czy ryby i bezy na deser, przystawkę dającą się łatwo pokroić i zjeść, kotleta z ziemniakami i mus.
  • maligna32 02.12.18, 23:39
    aqua48 napisała:

    > Pomyśl sobie za każdym razem jak na niego spojrzysz, że ten prawnik postąpił BA
    > RDZO NIEPROFESJONALNIE. I pracuj nad tym, że wspólny posiłek nie jest po to by
    > nadal Cię oceniał - równie dobrze TY możesz jakieś jego drobne błędy przy jedze
    > niu zauważyć i wypunktować...
    > Poza tym czy na prawdę jedzenie spada Ci z widelca? Zasada jest taka - jeśli cz
    > ujesz się w jakimś towarzystwie w restauracji niepewnie zamawiaj wyłącznie taki
    > e dania które nie sprawiają większych kłopotów w jedzeniu - czyli na przykład
    > - zamiast zupy, spaghetti, czy ryby i bezy na deser, przystawkę dającą się łatw
    > o pokroić i zjeść, kotleta z ziemniakami i mus.

    Dzięki za pocieszenie... niby wiem, że prawnik zachował się źle w stosunku do mnie, ale z drugiej strony on długo w tej firmie pracuje, jest prawą ręką szefa i zapewne więcej mu wybaczy... Co do "błędów" przy jedzeniu, to mam takie wrażenie że wszyscy dokoła mają nienaganne maniery, tylko ja jestem taka niezdara uncertain prawda jest taka, że jak się denerwuję, trzęsą mi się ręce i jest to zauważalne dla innych, a gardło mam ściśnięte... na bank w takim stanie coś rozchlapię, z widelca mi spadnie, ubrudzę się np. sosem (dlatego spaghetti jest najgorszą potrawą do jedzenia w towarzystwie!) i zbłaźnię się na oczach szefa i prawnika... wiem, że to nie do końca racjonalne, ale takie myśli są silniejsze ode mnie...
  • basia_styk 02.12.18, 12:02
    maligna32 napisał(a):
    Jak tu się wyluzować w takim towarzystwie...uncertain

    Wiesz co, po kilku posiłkach - do których się oczywiście przymusisz rozwijając całą swoją silną wolę - stwierdzisz, że wcale nie jest to takie straszne. Pomyśl, że ludzie z którymi jesz, mają naprawdę dziesiątki innych ważniejszych problemów niż zaglądanie Ci w zęby i krytykowanie. A poza tym niedobrze by było, gdyby taka postawa wycofywania się z nieco stresujących (dla Ciebie) sytuacji by się utrwaliła, bo faktycznie otoczenie sklasyfikuje Cię jako dziwaczkę. A takie coś jest niemal niemożliwe do odkręcenia.
  • majaa 03.12.18, 14:35
    No to się ten prawnik nie popisał kulturą... Sama widzisz, że wcale nie jest taki doskonały i profesjonalny w każdym calusmile A szef, z kolei, potrafi pokazać "ludzką twarz"wink
    To są ludzie z takiej samej "gliny" jak Ty, naprawdę. Też mają wady, problemy, wpadki. I na pewno ciekawsze zajęcia niż śledzenie i ocenianie każdego Twojego gestu, zwłaszcza podczas posiłków. Spróbuj po prostu wyłączyć myślenie o takich sprawach i niespiesznie delektuj się smakiemsmile
  • majaa 01.12.18, 16:02
    Obawiam się, Alexo, że tego dylematu nie rozwiążemysmile Najlepiej chyba po prostu przyjąć, że niektórzy tak mają i już. Sama znam taką osobę, wykształconą, inteligentną, kulturalną, którą niezwykle krępuje spożywanie posiłków w większym, obcym gronie, więc unika takich sytuacji, jak ognia.
  • alexxa6 01.12.18, 16:10
    majaa napisała:

    > Obawiam się, Alexo, że tego dylematu nie rozwiążemysmile Najlepiej chyba po prostu
    > przyjąć, że niektórzy tak mają i już. Sama znam taką osobę, wykształconą, inte
    > ligentną, kulturalną, którą niezwykle krępuje spożywanie posiłków w większym, o
    > bcym gronie, więc unika takich sytuacji, jak ognia.

    zapewne masz racje,ale normalne to na pewno nie jest. wink
  • baba67 02.12.18, 17:05
    Możesz powiedzieć że jadasz i innych porach bo musisz przyjmować leki wraz z posiłkami i tak masz ustawione. Najlepiej powiedz szefowi . Na pytanie co za leki odpowiadasz z oporem "kobiece sprawy" -faceci nie drążą.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • miacarla 02.12.18, 23:48
    baba67 napisała:

    > Możesz powiedzieć że jadasz i innych porach bo musisz przyjmować leki wraz z po
    > siłkami i tak masz ustawione. Najlepiej powiedz szefowi . Na pytanie co za leki
    > odpowiadasz z oporem "kobiece sprawy" -faceci nie drążą.
    >
    Obawiam się, że taka wymówka zdałaby egzamin, gdyby się spotykali na 2-3 godziny na lunch i każdy potem poszedł w swoją stronę. Autorka jednak pisała, że mają spędzić razem cały dzień. Jakież to choroby kobiece wymagają całodziennego niejedzenia (bo rozumiem, że ta inna pora to późne popołudnie/wieczór po spotkaniach?). Lepiej chyba zrobić tak, jak ktoś wcześniej napisał - laptop do ręki, mam dużo pracy, nie mam czasu na lunch.
  • baba67 03.12.18, 15:48
    Ale ona zje sama w pokoju o swoich rzekomych porach posiłków -nic o poście nie pisałam, czytaj uważnie.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • 10iwonka10 30.11.18, 20:31
    Co nie powiesz to wyjdzie ze z ciebie jest takie troche 'dziwadlo'. Chyba malo osob ma ochote jesc posilki z szefem ale czasem robimy rzeczy na ktore nie mamy ochoty. Tez przez to przeszlam.
  • leila_123 30.11.18, 23:16
    Współczuję. Ja ostatnio coś takiego przeżyłam na konferencji dla studentów. Działam w kole naukowym i "wygrałam" wyjazd do Włoch z jakiegoś grantu. Okazało się jednak że jedzie też profesor, mój promotor - opiekun koła, i generalnie autorytet w swojej dziedzinie. I - wyśmiejcie mnie teraz - referat który miałam wygłosić mnie tak nie zestresował, jak wspólne posiłki. Szczególnie wtedy, kiedy on się dosiadł obok mnie przy stole. Nie byłam w stanie nic przełknąć, więc siedziałam nad pustym talerzem i popijałam wodę. Masakra, bo on to zauważył i spytał, czemu nic nie jem, wtedy zmyśliłam coś że mam alergię. To była najgorsza z możliwych wymówek, bo profesor się przejął strasznie i chciał rozmawiać z organizatorem żeby zamówił dla mnie specjalne posiłki. Normalnie aż mi wstyd jak o tym pomyślę.
  • ledowa 01.12.18, 16:09
    Profesor bardzo źle się zachował. Nie komentuje się niczyich wyborów przy stole. Jakie by one nie były.
  • 10iwonka10 01.12.18, 19:43
    To jest wlasnie problem takiego forum- savoir vivre uderza na mozg. Wszyscy powinnismy sie zachowywac jak automaty zgodnie z zasadami etykiety.?????
    Profesor byl pewno starszy od autorki watku ( promotor, opiekun kola) w ojcowski sposob zainteresowal sie dlaczego nic nie je I chcial jej zamowic specjalny posilek aby nie byla glodna. Wedlug mnie to mily gest.
  • ledowa 01.12.18, 20:21
    10iwonka10 napisała:

    > To jest wlasnie problem takiego forum- savoir vivre uderza na mozg. Wszyscy pow
    > innismy sie zachowywac jak automaty zgodnie z zasadami etykiety.?????
    > Profesor byl pewno starszy od autorki watku ( promotor, opiekun kola) w ojcow
    > ski sposob zainteresowal sie dlaczego nic nie je I chcial jej zamowic specjalny
    > posilek aby nie byla glodna. Wedlug mnie to mily gest.

    Nie do końca taki miły, skoro wprawił autorkę tego wpisu w zakłopotanie. Powtórzę: nie komentuje się czyichś wyborów przy stole. Autorka jest dorosła i miała swoje powody, dla których nie jadła. Mogła być np. chora. To nie przedszkole. Ów profesor postąpił bardzo nietaktownie, bo zmusił ją do tłumaczenia się, a ponieważ nie chciała / nie mogła podać prawdziwej przyczyny niejedzenia, musiała kłamać.
  • aqua48 02.12.18, 09:07
    10iwonka10 napisała:

    > Profesor byl pewno starszy od autorki watku ( promotor, opiekun kola) w ojcow
    > ski sposob zainteresowal sie dlaczego nic nie je I chcial jej zamowic specjalny
    > posilek aby nie byla glodna. Wedlug mnie to mily gest.

    A według mnie wyjątkowo niegrzeczny.
  • verdana 02.12.18, 17:55
    Profesor dowiedział się, ze dziewczyna, jego podwładna nie je, bo dostała coś, czego jeść nie może. Jako szef zatroszczył sie, aby podano jej coś, co może zjeść. Gdzie tu jest niegrzeczność? Niegrzecznie byłoby zostawić sprawę tak, jak jest - czyli niech nie je, skoro ma fanaberie bycia alergiczką.
  • aqua48 02.12.18, 18:40
    verdana napisała:

    > Profesor dowiedział się, ze dziewczyna, jego podwładna nie je, bo dostała coś,
    > czego jeść nie może. Jako szef zatroszczył sie, aby podano jej coś, co może zje
    > ść. Gdzie tu jest niegrzeczność? Niegrzecznie byłoby zostawić sprawę tak, jak j
    > est - czyli niech nie je, skoro ma fanaberie bycia alergiczką.

    Grzecznie byłoby Verdano ZAPYTAĆ ją czy chciałaby by jej załatwić inną dietę. A w przypadku odpowiedzi odmownej zostawić temat. A nie wypytywać czego nie je.
  • verdana 02.12.18, 19:19
    Nie. Absolutnie nie wypadałoby ganiać profesora, aby załatwił inne danie, jesli nie poprosiło sie o to samemu. Profesor pytający "Czy mam załatwić co innego?" może usłyszeć tylko odpowiedź "nie". Jesli jest promotorem, to jego sytuacja jest specyficzna - magistrant czy doktorant sie go zawsze trochę boją, z drugiej strony promotor jest kimś, kto sporo o swoich studentach wie i występuje z definicji w roli opiekuna. Więc załatwi i jedzenie. Normalne i oczywiste. Trzeba było powiedzieć "Ech, referat tak mnie zestresował, ze straciłam apetyt" i tyle.
  • ola5488 02.12.18, 19:24
    Dokładnie tak.
  • ledowa 02.12.18, 23:14
    verdana napisała:

    Więc załatwi i jedzenie. Normalne i oczywiste.

    Promotor ma za zadanie wspierać studenta w pisaniu pracy dyplomowej. Nie jest od załatwiania jedzenia ani od interesowania się, czy jego magistrant jadł, co jadł, i dlaczego nie jadł. To po prostu nie jego sprawa, i tyle.
  • akina2 03.12.18, 09:44
    verdana napisała:

    > Jesli jest promotorem, to jego sytuacja j
    > est specyficzna - magistrant czy doktorant sie go zawsze trochę boją

    To najlepiej żeby nie siadał z nimi przy tym samym stole bo apetyt może odebrać smile
  • ledowa 02.12.18, 23:10
    verdana napisała:

    > Profesor dowiedział się, ze dziewczyna, jego podwładna nie je, bo dostała coś,
    > czego jeść nie może. Jako szef zatroszczył sie, aby podano jej coś, co może zje
    > ść. Gdzie tu jest niegrzeczność? Niegrzecznie byłoby zostawić sprawę tak, jak j
    > est - czyli niech nie je, skoro ma fanaberie bycia alergiczką.

    Według autorki, to profesor pierwszy poruszył sprawę, pytając, czemu nie je. A chodzi o to, że nie powinien był w ogóle o to pytać, bo to niegrzeczne. Druga niegrzeczność to zamiast spytać, czy autorka sobie życzy, sam zdecydował, że trzeba zamówić jej coś innego.
  • 10iwonka10 02.12.18, 22:48
    I tutaj sie bardzo roznimy- nie zyjemy w swiecie martwej nieludzkiej etykiety ale w swiecie normalnych ludzkich odruchow.Rozumiem ze gdyby komus zrobilo sie slabo czy zemdlal I spadl z zkrzesla tez uwazasz ze nie powinnismy sie interesowac bo to jego wybor.
  • aqua48 03.12.18, 07:39
    10iwonka10 napisała:

    > I tutaj sie bardzo roznimy- nie zyjemy w swiecie martwej nieludzkiej etykiety
    > ale w swiecie normalnych ludzkich odruchow.Rozumiem ze gdyby komus zrobilo sie
    > slabo czy zemdlal I spadl z zkrzesla tez uwazasz ze nie powinnismy sie interes
    > owac bo to jego wybor.

    Chodzi tylko o to że nadmierna troska może być bardzo krępująca i powodująca niekomfortową sytuację. Pomoc powinna być udzielana dyskretnie. Rozumiem intencje promotora, ale z wykonaniem było słabo. Studentka jest dorosłą osobą, nie dzieckiem o które troszczymy się często nie pytająco go o zdanie, bo tego zdania po prostu nie potrafi wyrazić i samo o siebie zadbać.
    W przypadku gdy studentka zemdleje, profesor również nie powinien dopytywać jej czy zdarzyło się to z głodu, czy chłopak ją rzucił, czy może akurat ma bolesny okres. Bo to nie JEGO sprawa.
  • droch 03.12.18, 08:00
    Jeśli udziela pierwszej pomocy, to owszem, powinien, ponieważ omdlenie może być spowodowane np. niewłaściwym zażyciem leków, zatruciem lub chorobą - a taką informację należy przekazać personelowi medycznemu.
  • aqua48 03.12.18, 08:17
    droch napisał:

    > Jeśli udziela pierwszej pomocy, to owszem, powinien, ponieważ omdlenie może być
    > spowodowane np. niewłaściwym zażyciem leków, zatruciem lub chorobą - a taką in
    > formację należy przekazać personelowi medycznemu.

    Mówimy o sytuacjach towarzyskich, nie rozpatrujemy sytuacji z zakresu udzielania pierwszej pomocy medycznej.
  • droch 03.12.18, 08:25
    > Rozumiem ze gdyby komus zrobilo sie slabo czy zemdlal I spadl z zkrzesla tez uwazasz
    > ze nie powinnismy sie interesowac bo to jego wybor.

    A, to przepraszam, źle zrozumiałem przykład...
    Tylko jak rozpoznać, kiedy omdlenie ze spadnięciem z krzesła jest towarzyskim incydentem, a kiedy wymaga pierwszej pomocy?
  • aqua48 03.12.18, 08:50
    droch napisał:

    > Tylko jak rozpoznać, kiedy omdlenie ze spadnięciem z krzesła jest towarzyskim i
    > ncydentem, a kiedy wymaga pierwszej pomocy?

    ZAWSZE wymaga pierwszej pomocy medycznej. To chyba nie ulega wątpliwości? Natomiast z punktu widzenia zasad towarzyskich wymaga również raczej dyskrecji zamiast robienia zbiegowiska i publicznego roztrząsania powodów omdlenia..
  • leila_123 03.12.18, 09:04
    aqua48 napisała:

    > Chodzi tylko o to że nadmierna troska może być bardzo krępująca i powodująca ni
    > ekomfortową sytuację. Pomoc powinna być udzielana dyskretnie. Rozumiem intencj
    > e promotora, ale z wykonaniem było słabo. Studentka jest dorosłą osobą, nie dzi
    > eckiem o które troszczymy się często nie pytająco go o zdanie, bo tego zdania p
    > o prostu nie potrafi wyrazić i samo o siebie zadbać.

    Wiele dyskusji jak widzę, wzbudził mój wpis dotyczący promotora. Dlatego czuję się w obowiązku sprostować, że nie było moją intencją krytykowanie go bo spytał czemu nie jem, tylko pokazanie że ja też miałam podobny problem jak autorka wątku, i że niektóre tłumaczenia jak co poniektórzy tu radzą powodują jeszcze więcej problemów... W tym dniu akurat tak się niefortunnie złożyło że spotkaliśmy się z profesorem na śniadaniu i chcąc nie chcąc musiałam z nim usiąść przy stoliku, widział więc że wypiłam tylko kawę, potem był ten lunch i jak zobaczył że też nic nie jem to się zaniepokoił mocno, i tyle. Skończyło się tym że odeszłam od stołu bo mi było strasznie wstyd, ale profesor był tym mocno zaniepokojony. Dołapał mnie po zakończeniu obrad i obiecał że porozmawiamy z organizatorem odnośnie mojej diety, że ryzykuję zdrowiem nie jedząc cały dzień, itp. Myślałam, że się spalę ze wstydu wtedy. To takie ostrzeżenie dla autorki wątku, że jej szef może zareagować podobnie widząc że np. drugi dzień odmawia lunchu wymawiając się pracą... bo to może dziwnie wyglądać...


  • aqua48 03.12.18, 10:46
    leila_123 napisał(a):

    > Dołapał mnie po zakończeniu obrad i obiecał że porozmawiamy z organizatorem od
    > nośnie mojej diety, że ryzykuję zdrowiem nie jedząc cały dzień, itp.

    No więc właśnie dokładnie takie zachowanie było niegrzeczne. Dołapywanie, pouczanie i wciąganie do rozmów z organizatorem na temat cudzej diety.
    Rozumiem intencje profesora, ale realizacja mu stanowczo nie wyszła..
  • leila_123 03.12.18, 11:22
    aqua48 napisała:

    > No więc właśnie dokładnie takie zachowanie było niegrzeczne. Dołapywanie, poucz
    > anie i wciąganie do rozmów z organizatorem na temat cudzej diety.
    > Rozumiem intencje profesora, ale realizacja mu stanowczo nie wyszła..

    No ale on tego nie powiedział publicznie. Rozmawialiśmy w cztery oczy. Nie, ja tego nie odebrałam jako negatywne zachowanie z jego strony, było mi bardzo głupio, ale byłam też pozytywnie zaskoczona jego troską. Myślę, że czuł się trochę odpowiedzialny, bo w końcu wyjechałam w ramach grantu, którego był kierownikiem... Może sie bał, że coś mi się stanie i będzie sie czuł winny, czy coś...
  • ledowa 03.12.18, 12:12
    leila_123 napisał(a):

    > No ale on tego nie powiedział publicznie. Rozmawialiśmy w cztery oczy. Nie, ja
    > tego nie odebrałam jako negatywne zachowanie z jego strony, było mi bardzo głup
    > io, ale byłam też pozytywnie zaskoczona jego troską. Myślę, że czuł się trochę
    > odpowiedzialny, bo w końcu wyjechałam w ramach grantu, którego był kierownikiem
    > ... Może sie bał, że coś mi się stanie i będzie sie czuł winny, czy coś...

    Zachowanie profesora mocno rażące i prymitywne. W żadnym wypadku nie poucza się dorosłych ludzi ani nie komentuje ich zwyczajów żywieniowych. Po raz kolejny okazuje się, że wyższe wykształcenie a nawet tytuły naukowe nie idą w parze z dobrym wychowaniem.
  • ola5488 03.12.18, 12:17
    To jeszcze można dodać, że za coś takiego ta biedna studentka mogłaby go pozwać, idźmy dalej wink
    Jak to dobrze się dowiedzieć, jak bardzo trzeba się pilnować okazując życzliwość studentom....
  • leila_123 03.12.18, 12:53
    ola5488 napisała:

    > To jeszcze można dodać, że za coś takiego ta biedna studentka mogłaby go pozwać
    > , idźmy dalej wink
    > Jak to dobrze się dowiedzieć, jak bardzo trzeba się pilnować okazując życzliwoś
    > ć studentom....

    Przykre, że kierujesz to do mnie. Ja akurat nie miałam pretensji do profesora, mimo że było mi wstyd, to jego troskę odczułam bardziej jako życzliwość niż niegrzeczność. To inni z forum wytknęli, że zachował się źle.
  • ola5488 03.12.18, 13:02
    Nie odnoszę do Ciebie, może źle podpięłam moją wiadomość. To miała być odpowiedź do komentarza ledowa z 12:12 smile
  • basia_styk 03.12.18, 13:46
    leila_123 napisał(a):
    > Ja akurat nie miałam pretensji do profesora,
    > mimo że było mi wstyd, to jego troskę odczułam bardziej jako życzliwość niż nie
    > grzeczność. To inni z forum wytknęli, że zachował się źle.

    No właśnie: czytając opis sytuacji też odczułam, że profesor zachował się po prostu z dużą życzliwością i empatią, pewnie też czuł się w jakimś stopniu odpowiedzialny za swoją "uczennicę" (myślę tu o stosunku naukowym mistrz-uczeń). Doceniłabym taką empatię i w mojej ocenie przeważa ona nad jakimiś formalnymi niedociągnięciami s-v.

    Notabene podobną sytuację obserwowałam kiedyś w rzeczywistości na spotkaniu, na którym obecny był nestor pewnego zawodu i nauczyciel wielu pokoleń uczniów/studentów, ówcześnie pan bodaj w wieku 93 lat. Bardzo sprawny umysłowo, słabszy fizycznie - stosownie do wieku. Jeden z uczniów zwyczajnie zajął się nim zajął, pomagając w przejściu do sali do sali, kierując na posiłki, do pokoju, przynosząc wodę w trakcie posiedzień itd. itp. I co, też można to ocenić jako nadużycie s-v, niegrzeczne zachowanie, wtrącanie się? W końcu starszy pan był już bardzo dorosły smile
  • verdana 03.12.18, 14:00
    Jesli ktoś nie życzy sobie nadmiernej troski, nie mówi, ze nie je, bo ma alergię, tylko ze nie je, bo nie jest głodny. Fakt, ze znajoma osoba nie je, bo nie może powinna każdego skłonić do załatwienia jej czegoś jadalnego.
  • aqua48 03.12.18, 14:18
    verdana napisała:

    > Jesli ktoś nie życzy sobie nadmiernej troski, nie mówi, ze nie je, bo ma alergi
    > ę, tylko ze nie je, bo nie jest głodny. Fakt, ze znajoma osoba nie je, bo nie m
    > oże powinna każdego skłonić do załatwienia jej czegoś jadalnego.

    Nie. Powinna skłonić jedynie do grzecznego ZAPYTANIA czy życzyłaby sobie by jej załatwiono coś innego. A w przypadku odmowy do pozostawienia osoby w spokoju bez dalszych dociekań i pouczeń.
  • tea_cher 03.12.18, 14:40
    aqua48 napisała:

    aqua48 napisała:

    > Nie. Powinna skłonić jedynie do grzecznego ZAPYTANIA czy życzyłaby sobie by jej
    > załatwiono coś innego. A w przypadku odmowy do pozostawienia osoby w spokoju b
    > ez dalszych dociekań i pouczeń.

    Ale gdyby autorka postu zasłabła z głodu to by się tutaj zaraz odezwały głosy że jak to tak, był tam jej promotor, widział że nic nie je, a ona biedna, może bała się poprosić, będąc po raz pierwszy na konferencji...

    Tak. Studentka jest osobą dorosłą ale jednocześnie była pod opieką profesora. W pracy też pracują dorośli ludzie ale są przepisy BHP i inne, których pracodawca ma dopilnować. Profesor - starszy od autorki - czuł się odpowiedzialny i jako opiekun, i jako promotor. Moim zdaniem nie było żadnego uchybienia ze strony profesora. Najmniejszego.
  • aqua48 03.12.18, 14:46
    tea_cher napisał(a):

    > Studentka jest osobą dorosłą ale jednocześnie była pod opieką profesora. W
    > pracy też pracują dorośli ludzie ale są przepisy BHP i inne, których pracodaw
    > ca ma dopilnować.

    Który przepis BHP każe pilnować co pracownik je w trakcie pracy i czy je w ogóle, nawet jak nie ma ochoty?
  • verdana 03.12.18, 15:46
    Zazwyczaj, jak osoba nie chce, aby jej załatwiono, to nie mówi, ze nie je, bo nie może, tylko że nie je, bo nie chce.
  • aqua48 03.12.18, 16:05
    verdana napisała:

    > Zazwyczaj, jak osoba nie chce, aby jej załatwiono, to nie mówi, ze nie je, bo n
    > ie może, tylko że nie je, bo nie chce.

    Moim zdaniem OBOJĘTNE jaki powód odmowy poda dorosła osoba która nie je, absolutnie nie należy dociekać dlaczego nie je, ani tym bardziej pouczać co będzie się działo jak nie będzie jadła. Można natomiast ZAPYTAĆ czy chciałaby zjeść co innego i czy jej to umożliwić, no ale właśnie - tylko zapytać. Na tym moim zdaniem kończą się grzeczne przejawy troski. Przekroczenie tej granicy już będzie niedyskretne i niekomfortowe dla osoby niejedzącej. Naprawdę nie trzeba się nikomu spowiadać z tego że się na stres, zmianę sytuacji czy wyjazd reaguje zaciśnięciem żołądka lub jeszcze gorzej - biegunką i że z to jest powód dla którego ktoś odmawia zjedzenia regularnego posiłku w standardowej porze.
  • droch 02.12.18, 21:57
    A ja uważam, że za skutki niemądrego kłamstwa nie należy winić profesora.
  • ledowa 02.12.18, 23:03
    droch napisał:

    > A ja uważam, że za skutki niemądrego kłamstwa nie należy winić profesora.

    Nie do końca zrozumiałeś post. Chodziło o to, że profesor pierwszy zwrócił uwagę, że autorka nie je, choć w żadnym razie nie powinien był tego robić. Ta, zmieszana i zawstydzona, wymyśliła naprędce kłamstwo, że ma alergię, będąc przekonaną, że to "załatwi sprawę". Niestety profesor okazał się jeszcze mniej taktowny i dalej drążył temat.
  • droch 03.12.18, 00:19
    Ależ zrozumiałem. Postawię zatem sprawę inaczej.
    Czy w przypadku przebywania z osobą sprawiającą wrażenie niezaradnej życiowo odwracasz głowę, czy próbujesz jakoś wyciągnąć pomocną dłoń? Szczególnie, gdy jesteś promotorem tej osoby?
  • ledowa 03.12.18, 00:38
    droch napisał:

    > Ależ zrozumiałem. Postawię zatem sprawę inaczej.
    > Czy w przypadku przebywania z osobą sprawiającą wrażenie niezaradnej życiowo od
    > wracasz głowę, czy próbujesz jakoś wyciągnąć pomocną dłoń? Szczególnie, gdy jes
    > teś promotorem tej osoby?

    A co ma niezaradność życiowa do tego, że ktoś nie ma ochoty jeść? Przecież to nie przedszkole. Mając obok siebie dorosłą osobę, która nie je, należy raczej założyć że z jakiegoś powodu NIE MA OCHOTY niż że np. nie potrafi sięgnąć po jedzenie z półmiska albo nie potrafiłaby sama poprosić o specjalny posiłek dla alergika...
  • droch 03.12.18, 08:04
    A ja dopuszczam sytuację, że ktoś może mieć alergię pokarmową, być głodnym i jednocześnie nie znać dobrze włoskiego/być niezaradnym życiowo/mieć zbyt dużo dumy, żeby poprosić o pomoc. Formalny SV to nie jest jedyny wyznacznik relacji międzyludzkich.
  • 10iwonka10 03.12.18, 08:55
    Otoz to niektore opinie przypminaja mi tutaj bezduszne roboty - to juz nie savoir vivre aleproblemy w telacjach miedzyludxkich. Ja uwazam ze jesli grupa ludzi zasiada do stoli i goracy osolek jest podany a jedna osoba siedzi i pije wode to jest to niewlasciwe zachowanie tej osoby. Reszta grupy czuje sie niekomfortowo w takiej sutuacji. Jak ktos ma problemy z nerwo mie chce jest to powinien isc do pokoju hotelowego, na spacer gdiekolwiek


  • ledowa 03.12.18, 09:11
    10iwonka10 napisała:

    > Otoz to niektore opinie przypminaja mi tutaj bezduszne roboty - to juz nie savo
    > ir vivre aleproblemy w telacjach miedzyludxkich. Ja uwazam ze jesli grupa ludzi
    > zasiada do stoli i goracy osolek jest podany a jedna osoba siedzi i pije wode
    > to jest to niewlasciwe zachowanie tej osoby.

    Przy stole każdy ma prawo jeść to, co chce i kiedy chce. Albo nic nie jeść tylko rozmawiać. Dalej uważam, że ów profesor zachował się mocno niewłaściwie. Naprawdę nie rozumiem, co go może obchodzić dieta magistrantki czy doktorantki.
  • en-n 01.12.18, 15:53
    Nie wypada uprzedzać, wyjdziesz na dziwaczkę. Poza tym skąd ta pewność, że będziecie jeść razem?
  • maligna32 01.12.18, 16:04
    Pewności nie mam, tak tylko zakładam, bo szef mówił że chciałby żebym uczestniczyła we wszystkich spotkaniach od rana do późnego popołudnia. Przypuszczam, że będzie zatem jakiś lunch w międzyczasie. Chyba, że nie zostanę na niego zaproszona, ale to chyba próżna nadzieja smile
  • ledowa 01.12.18, 16:16
    maligna32 napisał(a):

    > Pewności nie mam, tak tylko zakładam, bo szef mówił że chciałby żebym uczestnic
    > zyła we wszystkich spotkaniach od rana do późnego popołudnia. Przypuszczam, że
    > będzie zatem jakiś lunch w międzyczasie. Chyba, że nie zostanę na niego zaprosz
    > ona, ale to chyba próżna nadzieja smile

    Nie każdy musi mieć ochotę na lunch. Zawsze można wziąć ze sobą laptopa, poprosić o udostępnienie jakiegoś kącika i wytłumaczyć np. że chcesz jak najpilniej skończyć raport. Szef się ucieszy, że ma sumiennego pracownika, a Ty zyskasz dobrą wymówkę.
  • en-n 01.12.18, 16:24
    A może na miejscu się okaże, że nie ma wspólnych posiłków, tylko kawa i ciastka na spotkaniach. Jeżeli mieszkacie w hotelu, to śniadanie można zjeść zwykle od 6.30 do 10 - niekoniecznie musisz się natknąć wtedy na szefów. Radziłabym zjeść, bo możesz nie wytrzymać do popołudnia. A skoro wieczory masz wolne, możesz pójść na kolację gdzie i kiedy chcesz. Nie przejmuj się na zapas. Ale jeżeli cię zaproszą na lunch albo obiad, przyjmij zaproszenie.
  • ledowa 01.12.18, 16:46
    Jeszcze jest coś takiego jak batoniki energetyczne. Zawsze można się dyskretnie poratować przed omdleniem smile. Nie wierzę, że dorosła osoba nie jest w stanie wytrzymać kilka godzin bez jedzenia.
  • ledowa 01.12.18, 16:48
    en-n napisał(a):

    > A może na miejscu się okaże, że nie ma wspólnych posiłków, tylko kawa i ciastka
    > na spotkaniach. Jeżeli mieszkacie w hotelu, to śniadanie można zjeść zwykle od
    > 6.30 do 10 - niekoniecznie musisz się natknąć wtedy na szefów.

    Dokładnie, a poza tym śniadanie w hotelu można zamówić do pokoju.
  • bo_ob 03.12.18, 14:14
    Najlepiej będzie, jeśli nauczysz się jeść wspólnie z innymi ludźmi. To naprawdę nic strasznego.
  • en-n 03.12.18, 17:11
    Tak byłoby najlepiej. Nie jest to zadanie ponad siły.
  • maligna32 04.12.18, 08:22
    bo_ob napisała:

    > Najlepiej będzie, jeśli nauczysz się jeść wspólnie z innymi ludźmi. To naprawdę
    > nic strasznego.

    Ja w miarę dobrze radzę sobie z jedzeniem w obecności życzliwych mi ludzi, których znam, np. bliska rodzina czy przyjaciele. Denerwuję się strasznie gdy mam zasiąść do stołu z kimś kogo nie znam/słabo znam, więc unikam takich sytuacji. Wiem, że większości ludzi to nie sprawia problemów, ale dla mnie jest właśnie straszne. Jak trzęsą mi się ręce, wszystko leci, ostatnio tak miałam przy okazji imienin taty gdy przyszedł do niego jakiś kolega z pracy.
  • majaa 04.12.18, 11:46
    Nie obraź się za tę sugestię, ale może przydałby Ci się psycholog do pomocy. Coś takiego z pewnością uprzykrza Ci życie, i to nie tylko zawodowe, jak się okazuje. Myślę, że zdecydowanie warto nad tym popracować, bo to nie inni, ale Ty sama się z tym męczysz.
  • annthonka 03.12.18, 19:04
    Na pewno nie wypada powiedzieć czegoś takiego wprost. Wymyślanie chorób czy alergii też nie ma sensu, bo panowie mogą w odruchu dobrego serca chcieć zorganizować dla Ciebie specjalny posiłek.

    Śniadania nie są problemem. Mówisz, że zamawiasz do pokoju i już. Ewentualne kolacje też. Nie ma przecież obowiązku wspólnego spędzania wolnego czasu na delegacji. Po zakończeniu dnia pracy grzecznie mówisz "do zobaczenia jutro" i znikasz, w przypadku pytań/zaproszeń na kolację wymawiasz się zmęczeniem albo koniecznością dokończenia jakichś spraw służbowych. Z lunchem trochę gorzej. Raz się możesz wymówić koniecznością załatwienia czegoś pilnego, ale codzienne odmawianie jeżeli wszyscy jedzą razem, może zostać uznane w najlepszym wypadku za dziwactwo, a w gorszym za nietakt.

    Moim zdaniem powinnaś w lunchu uczestniczyć, a żeby sobie ułatwić sprawę, możesz zamów sobie coś "bezpiecznego", czyli nie zupę czy jakieś danie z sosem, ale np. stek z frytkami.

    A na przyszłość próbować poradzić sobie z tym problemem, bo jeszcze nie raz będziesz w takiej sytuacji. Szef z prawnikiem naprawdę nie patrzą Ci w zęby i nie czyhają, aż Ci coś z widelca spadnie. A nawet jeżeli coś rozchlapiesz to co? Przeprosisz z uśmiechem i po temacie. To są zwykli ludzie, tacy jak Ty. Myślisz, że im nigdy z widelca nic nie spadło?
  • ledowa 04.12.18, 00:45
    annthonka napisała:

    > Na pewno nie wypada powiedzieć czegoś takiego wprost.

    Dlaczego uważasz, że nie można być szczerym i powiedzieć: nie czuję się komfortowo / nie jadam lunchu / nie jestem głodna?

    > Wymyślanie chorób czy ale
    > rgii też nie ma sensu, bo panowie mogą w odruchu dobrego serca chcieć zorganizo
    > wać dla Ciebie specjalny posiłek.

    Jest takie ryzyko. Dlatego najlepszym wyjściem jest poproszenie o udostępnienie pomieszczenia w trakcie lunchu, gdzie można sobie posiedzieć z laptopem i popracować.
  • annthonka 04.12.18, 10:09
    ledowa napisał(a):

    > Dlaczego uważasz, że nie można być szczerym i powiedzieć: nie czuję się komfort
    > owo / nie jadam lunchu / nie jestem głodna?

    Założycielka posta pyta, czy może powiedzieć dyrektorowi i prawnikowi, że nie czuje się w ich towarzystwie komfortowo i wolałaby zjeść sama w spokoju. Taka szczerość raczej nie jest wskazana.

  • maligna32 04.12.18, 08:07
    annthonka napisała:

    > Szef z prawnikiem naprawdę nie patrzą Ci w zęby i nie
    > czyhają, aż Ci coś z widelca spadnie. A nawet jeżeli coś rozchlapiesz to co? Pr
    > zeprosisz z uśmiechem i po temacie. To są zwykli ludzie, tacy jak Ty. Myślisz,
    > że im nigdy z widelca nic nie spadło?

    Pewnie jest tak, jak mówisz. Tylko ja mam jakiś taki wewnętrzny opór żeby usiąść przy tym samym stole z kimś, kto od początku mojej pracy zachowuje się jakby był moim wrogiem. Krążą o nim opinie w firmie że jak kogoś nie lubi to wykorzysta każdą sytuację żeby kogoś zgnoić. Dodaj do tego mój strach zebym widelcem do ust trafiła bez usmarowania wszystkiego dokoła to masz "mieszankę wybuchową"...
  • annthonka 04.12.18, 10:13
    Twój strach naprawdę nie jest niczym uzasadniony. Po pierwsze, czy serio myślisz, że będziesz tak zdenerwowana, że trafisz widelcem w oko a nie do ust wink ? Poza tym w jaki sposób prawnik mógłby wykorzystać przeciwko Tobie fakt, że spadł Ci ziemniaczek z widelca?

    Jeżeli Ty nie będziesz sama robić z tego problemu, to zapewniam Cię, że ludzie nawet nie zwrócą na to uwagi.

    Twój strach można pokonać. Warto to zrobić, bo jeszcze niejednokrotnie będziesz w sytuacji, w której musisz zjeść jakiś posiłek służbowy z osobą, której nie lubisz.
  • maligna32 04.12.18, 11:38
    annthonka napisała:

    > Poza tym w jaki sposób prawnik mógłby wykorzystać przeciwko Tobie fakt, że spadł
    > Ci ziemniaczek z widelca?

    Na przykład tak: "taka niezdara, patrzcie jak się trzęsie, jak to głupio wygląda, może nie nadaje się do pracy" wiem że to dla kogoś z zewnątrz trochę iracjonalne ale mnie nachodzą takie myśli których nie mogę się pozbyć

    > Jeżeli Ty nie będziesz sama robić z tego problemu, to zapewniam Cię, że ludzie
    > nawet nie zwrócą na to uwagi.

    No nie wiem...

    > Twój strach można pokonać. Warto to zrobić, bo jeszcze niejednokrotnie będziesz
    > w sytuacji, w której musisz zjeść jakiś posiłek służbowy z osobą, której nie l
    > ubisz.

    Bardzo bym chciała pokonać ten strach uncertain
  • annthonka 04.12.18, 14:43
    maligna32 napisał(a):


    > wiem że to dla kogoś z zewnątrz trochę iracjonalne ale mnie nachodzą takie myśli których nie mogę się pozbyć

    Zgadza się - irracjonalne.


    > Bardzo bym chciała pokonać ten strach uncertain

    Jeżeli sama nie dajesz rady, to może warto skorzystać z fachowej pomocy?
  • maligna32 04.12.18, 08:14
    annthonka napisała:

    > Wymyślanie chorób czy ale
    > rgii też nie ma sensu, bo panowie mogą w odruchu dobrego serca chcieć zorganizo
    > wać dla Ciebie specjalny posiłek.

    Ooooo... Nasz prawnik to nie ma w ogóle serca smile pierwszy by ręce zacierał...
  • 10iwonka10 04.12.18, 09:01
    Tak sobie teraz pomyslalam ze z tego co piszesz to zachowanie tego prawnika jest na granicy mobbingu ? Boisz sie go troche i zle sie czujesz w jegp towarzystwie. To jedzenie przy jednym stole to najmniejszy problem mnie by bardziej stresowala praca z nim.
  • droch 04.12.18, 09:32
    Mobing dlatego, że pani kogoś uważa za wroga i źle czuje się w jego towarzystwie?
  • maligna32 04.12.18, 11:55
    10iwonka10 napisała:

    > Tak sobie teraz pomyslalam ze z tego co piszesz to zachowanie tego prawnika jes
    > t na granicy mobbingu ? Boisz sie go troche i zle sie czujesz w jegp towarzystw
    > ie. To jedzenie przy jednym stole to najmniejszy problem mnie by bardziej stres
    > owala praca z nim.

    Mobing to raczej nie, on nie jest moim przełożonym tylko skomentował głośno mój błąd jako prawnik. Stało się to tylko raz, wtedy po tym jak szef stanął po "mojej stronie" on się do mnie nie odzywa. W pracy spotykamy się tylko na korytarzu w biurze, mamy oddzielne pokoje więc nie jest tak źle, ale teraz to zupełnie coś innego. Nawet podróży się nie boję bo oni jadą samochodem a ja pociągiem (muszą wcześniej gdzieś jeszcze jechać), tylko przeraża mnie to siedzenie przy wspólnym stole... taki posiłek to katorga, nie przyjemność. Niestety szef mi podyktował dziś agendę i okazało się że będziemy zajęci od 9 do 18, w dodatku zaplanował od 13 do 14.30 wspólny lunch (we trójkę! pomiędzy jednym a drugim klientem)...:///// koszmar. Delikatnie spytałam czy mogę prosić o czas na zrobienie notatek i usłyszałam - A KIEDY ZAMIERZASZ JEŚĆ???? Przepraszam, że się Wam tak wyżalam na forum uncertain//
  • ledowa 04.12.18, 13:24
    maligna32 napisał(a):

    > Delikatnie spytałam czy mogę prosić o czas na zrobienie notatek i usłyszałam - A KIEDY ZAMIERZASZ JEŚĆ????

    A co to tego pana obchodzi, przepraszam bardzo? Szef zachował się niezbyt grzecznie, podobnie jak i ten profesor który na siłę chciał zamówić studentce obiad.
  • droch 04.12.18, 14:08
    A obchodzi tyle, że pracownik ma na spotkaniu pracować, a nie głodny myśleć o jedzeniu. Szef chce uzyskać potwierdzenie, że pracownik zrozumiał i również ma taki zamiar. Nic osobistego.
  • ledowa 04.12.18, 14:49
    droch napisał:

    > A obchodzi tyle, że pracownik ma na spotkaniu pracować, a nie głodny myśleć o j
    > edzeniu. Szef chce uzyskać potwierdzenie, że pracownik zrozumiał i również ma t
    > aki zamiar. Nic osobistego.

    A skąd niby wiadomo, że pracownik będzie chodził głodny? Nie każdy musi się pożywiać co godzinęsmile A poza tym, autorka zawsze może zabrać ze sobą jakiś batonik, co to szefa obchodzi. Jak nie wyraża chęci uczestnictwa w lunchu, to nie powinien nalegać, jakiekolwiek by nie były powody odmowy. Pod płaszczykiem troski można człowieka zdominować.
  • annthonka 04.12.18, 15:29
    Skoro szef wpisał ten posiłek w plan dnia, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie to lunch roboczy, na którym chce coś omówić z autorką wątku i prawnikiem - dość częsta praktyka, szczególnie podczas tak napiętego harmonogramu. I wtedy nie ma zmiłuj, wykręty nie pomogą. Nie jest to nadmiar troski ze strony szefa, tylko po prostu polecenie służbowe, które należy wypełnić.
  • ledowa 04.12.18, 15:48
    annthonka napisała:

    > Skoro szef wpisał ten posiłek w plan dnia, to istnieje duże prawdopodobieństwo,
    > że będzie to lunch roboczy, na którym chce coś omówić z autorką wątku i prawni
    > kiem - dość częsta praktyka, szczególnie podczas tak napiętego harmonogramu. I
    > wtedy nie ma zmiłuj, wykręty nie pomogą. Nie jest to nadmiar troski ze strony s
    > zefa, tylko po prostu polecenie służbowe, które należy wypełnić.

    Ale pytanie sugerowało właśnie jedzenie ("Kiedy będziesz jeść?"). Jeśli chodziło o to że w trakcie lunchu chce poruszać sprawy służbowe to przekaz powinien brzmieć: "Musisz być bo będziemy omawiać kolejne spotkanie". Tak czy inaczej uważam, że nie można robić z jedzenia przymusu polecenia służbowego. A jak ktoś nie jest głodny, to co? Ma się zmuszać do jedzenia? Siedzieć nad pustym talerzem? Albo jak jest alergikiem i wstydzi się o tym powiedzieć bo nie chce robić kłopotu? Dlatego uważam, że ów szef postąpił nietaktownie.
  • annthonka 04.12.18, 16:24
    Nie wiemy, jakie były intencje szefa.

    Jeżeli chodziło wyłącznie o kwestię posiłku, to rzeczywiście pytanie było nietaktowne.

    Jednak jeżeli lunch ma być jednocześnie spotkaniem roboczym to musi w nim również uczestniczyć autorka wątku. Nikt jej nie może zmusić do jedzenia, natomiast do uczestnictwa owszem.
  • ledowa 04.12.18, 20:06
    annthonka napisała:

    > Nie wiemy, jakie były intencje szefa.
    >
    > Jeżeli chodziło wyłącznie o kwestię posiłku, to rzeczywiście pytanie było nieta
    > ktowne.
    >
    > Jednak jeżeli lunch ma być jednocześnie spotkaniem roboczym to musi w nim równi
    > eż uczestniczyć autorka wątku. Nikt jej nie może zmusić do jedzenia, natomiast
    > do uczestnictwa owszem.

    No ale ja właśnie o tym! Zmuszanie czy jakiekolwiek naciski do udziału w lunchu biznesowym są równocześnie zmuszaniem do jedzenia, no nie? No bo co ona biedna ma robić? Siedzieć przy stole i patrzeć, jak inni jedzą? I tak źle, i tak niedobrze.

    A może właściwiej byłoby rozdzielić te dwie rzeczy - lunch na szybko (przerwa też się wszystkim przyda...) i spotkanie robocze ale już bez jedzenia?

    Dawno nie spotkałam sytuacji, żeby ktoś efektywnie pracował nad jedzeniem. Nawiązał kontakty - tak. Zgrubne omówienie tematu - też tak. Ale szczegóły omawiało się już poza talerzem. I też unikało się "ciężkich" tematów, szczególnie jak był czas porozmawiać o tym później.
  • reinadelafiesta 04.12.18, 20:59
    @Annthonka
    Ale z drugiej strony, nie dajmy się zwariować. Ileż razy grzecznościowo nawet o coś pytamy: jak ktoś się czuje, co słychać itp. A w sumie można by usłyszeć odpowiedź: "A co panią to obchodzi? " Można przecież przyjąć, że jak ktoś będzie chciał powiedzieć, to powie i bez pytania. Czym innym jakieś drążenie tematu, czym innym jedno pytanie, np.podyktowane troską.
    A potem narzekamy, że znieczulica panuje.

    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • annthonka 04.12.18, 22:36
    Dużo zależy od formy.

    "Delikatnie spytałam czy mogę prosić o czas na zrobienie notatek i usłyszałam - A KIEDY ZAMIERZASZ JEŚĆ????" - nie zabrzmiało to zbyt taktownie.
  • verdana 04.12.18, 22:38
    Brzmiało jak normalne pytanie kogoś, kto jest zaniepokojony, ze podwładnej na delegacji nie starczy czasu na jedzenie i potem bedzie miała żal. Przy okazji wyszła dziewczyna na osobę niezorganizowaną, która nie jest w stanie wykonać zadań w przeznaczonym do tego czasie.
  • maligna32 04.12.18, 22:54
    annthonka napisała:

    > Dużo zależy od formy.
    >
    > "Delikatnie spytałam czy mogę prosić o czas na zrobienie notatek i usłyszałam -
    > A KIEDY ZAMIERZASZ JEŚĆ????" - nie zabrzmiało to zbyt taktownie.

    No nie pomyślałam o tym, że to mogło być niegrzeczne... Jemu raczej chodziło o to, czy wytrzymam do wieczora bez lunchu, bo jak twierdził "to będzie długi i ciężki dzień".
  • annthonka 04.12.18, 23:16
    maligna32 napisał(a):


    > No nie pomyślałam o tym, że to mogło być niegrzeczne...

    Z pierwszego opisu odebrałam to pytanie jako niezbyt miłe - może przez te drukowane litery i kilka znaków zapytania na końcu, a może przez dobór słów?


    >Jemu raczej chodziło o to, czy wytrzymam do wieczora bez lunchu, bo jak twierdził "to będzie długi i ciężki dzień".

    A to zupełnie zmienia postać rzeczy. Miłe ze strony szefa, że troszczy się o samopoczucie pracowników podczas delegacji.
  • maligna32 04.12.18, 23:46
    annthonka napisała:

    > A to zupełnie zmienia postać rzeczy. Miłe ze strony szefa, że troszczy się o sa
    > mopoczucie pracowników podczas delegacji.

    Hehe, niepotrzebnie użyłam dużych liter. Faktycznie, podobno oznacza to krzyk smile powiedział to spokojnie. Co zresztą i tak nie zmienia mojej sytuacji...
  • annthonka 05.12.18, 10:05
    Zmienia o tyle, że szef jest Ci przychylny, więc nie musisz się stresować aż tak bardzo. Pamiętej też, że prawnik nie jest jakimś bogiem, tylko dokładnie takim samym czlowiekiem jak Ty. Wyobraź go sobie, jak na przykład chrapie czy dłubie w nosie. Zapewniam Cię, że to robi wink

    Tak jak napisałam wyżej - zamów sobie coś "mało ryzykownego". Schabowy, stek, frytki. Na pewno coś znajdziesz w menu. I potraktuj to jako pierwsze ćwiczenie na drodze do pokonania strachu.
  • majaa 04.12.18, 13:55
    I co odpowiedziałaś szefowi?
  • maligna32 04.12.18, 16:00
    majaa napisała:

    > I co odpowiedziałaś szefowi?

    Że wieczorem, po pracy.
  • 10iwonka10 04.12.18, 14:10
    Moze zbyt ostrego slowa uzylam. Ale to jest na granicy mobbingu glosne wytykaniie bledow nie odzywanie sie..... profesjonalna osoba tak sie nie zachowuje. Mobbing to nie zawsze otwarta agresja i nechec. Bo pytanie jest czy ty zawsze masz takie problemy czy tylko teraz bo ten prawnik jedzie ? Gdybys jechala rylko z szefem tez bys miala taki problem abyscie razem jedli posilki ?
  • bo_ob 04.12.18, 14:16
    maligna32 napisał(a):

    > Niestety szef mi pody
    > ktował dziś agendę i okazało się że będziemy zajęci od 9 do 18, w dodatku zapla
    > nował od 13 do 14.30 wspólny lunch (we trójkę! pomiędzy jednym a drugim kliente
    > m)...:///// koszmar. Delikatnie spytałam czy mogę prosić o czas na zrobienie no
    > tatek i usłyszałam - A KIEDY ZAMIERZASZ JEŚĆ???? Przepraszam, że się Wam tak w
    > yżalam na forum uncertain//

    Przykro mi, ale rzeczywiście nie nadajesz się do tej pracy.


  • ledowa 04.12.18, 14:55
    bo_ob napisała:
    >
    > Przykro mi, ale rzeczywiście nie nadajesz się do tej pracy.

    Co taka uwaga wnosi do dyskusji?
  • en-n 05.12.18, 12:46
    Mam wrażenie, że wyolbrzymiasz problem. Powiedz sobie, że kiedyś owszem prawnik uznał Cię za idiotkę, ale po pierwsze było to dawno temu, po drugie jesteś cenioną pracownicą, skoro jedziesz z szefami na ważne negocjacje, a po trzecie możesz prawnikowi udowodnić, że kiedyś nie miał racji. W komforcie, spokoju i samotności możesz jeść lancze po powrocie. Potraktuj całą sytuację zadaniowo: od 9 do 14 masz brać udział w rozmowach, od 14 do 15 jeść lancz, potem znów rozmowy. I już. Jesteś w pracy, do tej pracy należą też lancze z szefami. Wieczory masz wolne, więc wtedy możesz napawać się samotnością. Jak dobrze radzą, zamów sobie coś niekłopotliwego do jedzenia, siedź prosto, trzymaj łokcie przy sobie, krój jedzenie na małe kawałki, jedz z zamkniętą buzią, operuj zręcznie sztućcami i nie przejmuj się tak strasznie.
  • maligna32 05.12.18, 19:44
    en-n napisał(a):

    > Mam wrażenie, że wyolbrzymiasz problem. Powiedz sobie, że kiedyś owszem prawnik
    > uznał Cię za idiotkę, ale po pierwsze było to dawno temu, po drugie jesteś cen
    > ioną pracownicą, skoro jedziesz z szefami na ważne negocjacje, a po trzecie mo
    > żesz prawnikowi udowodnić, że kiedyś nie miał racji.

    Jadę bardziej po to, żeby się "przyjrzeć i uczyć" jak to określił szef, pewnie będę "siedzieć cicho" póki co smile Ale, ale... dzisiaj wysłałam agendę mailem do naszego prawnika, jak mnie prosił szef. A ten przyszedł do mnie osobiście i przemówił (!) pytając, czy nie chciałabym z nimi jechać autem bo właśnie odwołano spotkanie i będą jechać bezpośrednio na miejsce gdzie mamy mieć nasze spotkanie, więc nie ma sensu żebym się tłukła pociągiem... może sam się zastanowił, że skoro mamy spędzić ze sobą tak dużo czasu, to warto zadbać o milszą atmosferę.. a może szef mu kazał przełamać lody, nie wiem..smile

    W komforcie, spokoju i sam
    > otności możesz jeść lancze po powrocie. Potraktuj całą sytuację zadaniowo: od 9
    > do 14 masz brać udział w rozmowach, od 14 do 15 jeść lancz, potem znów rozmowy
    > . I już. Jesteś w pracy, do tej pracy należą też lancze z szefami.

    Masz rację... trochę się denerwuję, ale jak sobie to przemyślałam, to chyba nie mam wyjścia jak się zmusić uncertain zależy mi w sumie na tej pracy, i nie chciałabym żeby się szef do mnie zraził. Tym bardziej, że mnie dzisiaj podpytywał jaką kuchnię lubię bo trzeba pomyśleć o wcześniejszej rezerwacji miejsca...

    Wieczory mas
    > z wolne, więc wtedy możesz napawać się samotnością. Jak dobrze radzą, zamów sob
    > ie coś niekłopotliwego do jedzenia, siedź prosto, trzymaj łokcie przy sobie, kr
    > ój jedzenie na małe kawałki, jedz z zamkniętą buzią, operuj zręcznie sztućcami
    > i nie przejmuj się tak strasznie.

    smile
  • en-n 05.12.18, 19:54
    Przyglądaj się więc i ucz. Naprawdę jedzenie lanczu z szefem nie jest niczym strasznym. I powtarzaj sobie, że jesteś w pracy. Trzymam kciuki.
  • majaa 06.12.18, 12:43
    No widzisz, nie taki diabeł straszny..., tak trzymaj smile
  • annthonka 06.12.18, 13:39
    Super. Dasz radę. Trzymam kciuki.
  • aleksy-12 05.12.18, 19:20
    To ja byłem w odwrotnej sytuacji, na początku mojej tzw kariery pojechałem z dyrektorem i prezesem na delegację, głównie dlatego że posługuję się biegle angielskim i niemieckim i miałem być tłumaczem (chociaż moje stanowisko w firmie jest zupełnie inne). Wyjazd trwał cały dzień, tłumaczyłem rozmowy, nawet te nieformalne podczas lunchu. Z tym, że szef powiedział mi wyraźnie że nie zamówi dla mnie posiłku ponieważ mam tłumaczyć, myślałem że zjem cokolwiek bezpośrednio po ich lunchu ale powiedział że nie ma czasu. W sumie byłem cały dzień o wodzie i kawie, głodny jak nie wiem co. Dodam że już w tej firmie nie pracuję... Doceń jednak że szef cię zaprasza na wspólny posiłek, niegrzecznie jest odmawiać ... A tak z ciekawości, wytrzymasz bez jedzenia od 9-18? Nie będzie cię bolała głowa? Może on chce, żebyś się skupiła na pracy, a nie na myśleniu o tym, że jesteś głodna?
  • en-n 05.12.18, 19:59
    Szef się nie spisał. To, że tłumacz zwykle nie ma czasu zjeść, bo tłumaczy, nie znaczy, że nie może zamówić. Mój kolega tłumacz zamawiał zawsze omlet i wodę - tyle był w stanie zjeść i wypić w pracy. Ale nikt mu nie mówił, że ma siedzieć głodny.
  • droch 06.12.18, 10:21
    Frycowe, każdy kiedyś zaczynał. Może jeszcze szef krzywił się na wyjścia do toalety? Dziś w takiej sytuacji zapytałbym, kiedy mam zjeść, a po odpowiedzi, że po wszystkich spotkaniach - grzecznie odpowiedziałbym, że to słaby pomysł i niech wymyśli lepszy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.