Dodaj do ulubionych

Wigilia... jak to ogarniacie?

15.12.18, 13:38
Dla mnie jeden z najpiękniejszych dni w roku ale i najtrudniejszych zarazem. Zresztą wiekszość chyba tak ma smile Chodzi o kwestie organizacyjne. Dla przykładu: Jaś i Małgosia mają dwie pary rodziców. Każda para rodziców chce przyjąć dzieci na kolacji wigilijnej więc umawiają się, że rodzice Jasia zapraszają na godz. 17 a rodzice Małgosi na 19. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że zarówno Jaś jak i Małgosia maja rodzeństwo i tak: Siostra Jasia nie może być u rodziców o 17 bo w tym samym czasie jej mąż chce być u swoich rodziców gdzie ma nadzieję spotkać się ze swoim rodzeństwem. Małgosia chciałaby sie spotkać o 19 u rodziców z bratem ale brat chce byc u rodziców wcześniej bo na wieczór są zaproszeni do rodziny żony gdzie spotkają się z wujkiem Eustachym i jego nową żoną Eufrozyną, którzy w ostatniej chwili przyjadą z drugiego końca Polski. Takie przywiązanie do Wigilii jako dnia gdy koniecznie trzeba spędzić z rodziną powoduje, że ludzie biegają z jednej Wigilii na drugą tak naprawde nie uczestnicząc w żadnej. Tu skubną kawałek ryby, tu śledzika (bo nie można robić przykrości) z tym zamienią dwa zdania z tym jedno a obecności kogos może nawet nie zauważą... Najeżdźą się, nabiegają, wszystko w pośpiechu, biegiem... Jak Wy to ogarniacie???!


Edytor zaawansowany
  • verdana 15.12.18, 13:45
    Prosto. Mówię dorosłym dzieciom, zeby jechały tam gdzie chcą.
  • matylda1001 15.12.18, 14:01
    No a w praktyce jak to u Ciebie wychodzi? bo ja sugeruję swoim podobnie a wychodzi jak wychodzi smile
  • aqua48 15.12.18, 14:30
    Moja teściowa zawsze strasznie przeżywała że WSZYSCY nie mogą być o jednej porze u niej na Wigilii. Bardzo to oczekiwanie było męczące (dla niej i dla innych również) i obciążające, bo nie brała pod uwagę, że ktoś chce być też ze swoimi rodzicami lub rodziną. A prawda jest taka, że Świąt jest prócz Wigilii jest jeszcze CAŁE DWA dni. I zazwyczaj lepiej spotkać się na luzie na kawie i ciastku, a nawet na tym symbolicznym opłatku w wygospodarowanym czasie tych pozostałych dni świątecznych, niż pędzić dzikim wizgiem po trzech wigiliach w dniu w którym ma się samemu masę roboty, a taksówki jeżdżą tak sobie. A potem nienawidzić takiej Wigilii i mieć na całe życie pretensję do rodziny, która wymusza na niej obecność.
    Teraz mój syn na Święta Bożego Narodzenia jeździ do rodziców synowej. A my jedziemy na Wigilię do rodziców drugiej synowej. I nikt jakoś nie robi problemów i nie przeżywa.
  • verdana 15.12.18, 18:25
    Dobrze wychodzismile Jadą tam, gdzie chcą. Serio.
  • kora3 15.12.18, 14:51
    No teraz to już nie mam takich problemów, z oczywistych przyczynsmile Jak jedziemy do mojej mamy na Świeta, to w pobliżu nie ma rodziny partnera. Moja siostra też raczej takich problemów nie ma, bo u jej męża w rodzinnym domu zwyczajowo kolacja wigilijna jest dośc wczesnie, ok. 16. 30, z kolei w moim domu rodzinnym - znacznie później, bo około 19.30 - tak zostało chyba z czasów, gdy żył mój tato i pracował ni nierzadko kończył pracę w Wigilie także około 19, więc ...no jakby czekało sie na niego z tą wigilią.

    Podobnie jak Ty nie rozumiem tego cisnienia, że absolutnie z wszystkimi, także z najbliższej rodziny koniecznie spotkać się trzeba w Wigilię. No owszem, jesli się blisko mieszka, jak moja mama z moją siostrą i swoimi swatami i organizacyjnie to ok wychodzi, to czemu nie, ale tak betonowo, że jakby nie było - trzeba, to dla mnie niezrozumiałe jest. Przecież jak ten wujek Eustachy z nową żoną zjechali z drugiego końca Polski to nie na jeden wigilijny wieczór, a po tej Wigilii są przecież dwa dni Świat! Zawsze można się podczas tych właśnie dni, dla większości ludzi wolnych, bo wolnych ustawowo spotkać

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 16.12.18, 01:12
    U mnie to bylo jeszcze bardziej skomplikowane ze względu na charakter pracy. Przeważnie w czasie świąt wypada mi jakis dyżur chociaż staram się zawsze żeby to nie była Wigilia, juz lepiej Sylwester. Młodzi chętnie idą na taki układ, szczególnie koledzy. Łatwiej było z kolei dlatego, że jestem jedynaczką więc w świątecznym "rozkładzie jazdy" musiałam uwzglednić tylko rodzinę z jednej strony. Wszystko zmieniło się gdy moje córki pozakladały rodziny. Ja nie uważam, że muszą spędzać z nami każdą Wigilię tym bardziej, że w czasie świąt tez się spotykamy ale skoro tego chcą to i ja się cieszę. Tylko, że coraz trudniej to wszystko zgrać do kupy wink
  • kora3 16.12.18, 10:40
    Wiesz Matti, ja uważam, że najlepszym doradcą w takich sprawach są u kazdej ze stron zdrowy rozsądek i zrozumienie.
    Np. u nas tak jest - rzadko bywam u mamy i swięta są taką rzadką okazją do spotkań. Tymczasem mama mojego partnera i jego siostra mieszkają znacznie bliżej od nas niż moja mama i siostra. Z nimi widujemy sie bardzo czesto - z tamtymi bardzo rzadko. Dlatego czesciej jeździmy tam na swieta, niż zostajemy tutaj. No owszem, mama może do nas wszak przyjechać - jak w tym roku i fajnie. Ale to mama, a już siostra moja, siostrzeniec - nie zawsze, niekoniecznie. Bo siostra moze i chętnie by przyjechala, ale po swietach zaraz idzie do pracy.
    W zeszłym roku dla omiany - moja mama zaraz po swietach miała umówioną dawno wizytę u specjalisty, a ja miałam unieruchomioną na całej długosci nogęsad Teoretycznie mogliśmy pojechać: - mogłam jechac na tylnym siedzeniu wygodnie i tyle. Tylko, ze noga mnie bolała, ani wysiść w trasie do WC, ani jakoś się ogarnąć... No i zostaliśmy tu, na Wigilię pojechaliśmy do siostry mego parrneta, jako i mama jego - dla niej to 5 -10 minut jazdy autem, dla nas - coś ze 40, zatem jednak nie 4 godziny, jak do mojej mamy.
    Nikt z tego nie robił żadnego problemu - bo to zwyczajna sytuacja losowa. Teraz tez - moja mama przyjedzie, no zawsze od smierci dziadków rodzinne wigilie były u nas w domu - takie duże z rodzeństwem mamy i rodzinami jej sióstr (taty rodzeństwo - mieszkało daleko), moją śp. babcią (mamą mego biologicznego taty), sąsiadem z naprzeciwka itd.
    Teraz sytuacja się zmieniła - jedna siostra i jej maż już nie zyją, druga ma sie dobrze, ale jej mąż po udarze jest, raczej szczególnie zimą - niechętny do wychodzenia z domu, kuzyn - syn zmarłej cioci ma swoją rodzinę od dawna, dzieci drugiej cioci - także, moja siostra - też, babcia nie żyje od pół roku, sąsiad teraz wigilię spędza ze swoim synem, który kilka lat temu zjechał z emigracji. I tak dom mojej mamy, a wcześniej rodziców przestał być tym rodzinnym spoiwem wigilijnym, że przecież zawsze tam wigilia i jakże inaczej smile I teraz mama przyjeżdża do nas i mama partnera mego też - o tak, by sobie razem były na tej Wigilii, bo tak chcą, lubią się a rzadko mają okazję się spotkać. I choć mama partnera blizej ma w sensie odległosci do córki i jej rodziny, to i tak bez znaczenia, po czy tu, czy tu samochodem musi się ją przywieźć, bo to pani dobrze po 70. już auta nie prowadzi. I ta siostra też włosów z glowy nie rwie, że mama z nią na Wigilii w tym roku nie będzie - ot taka tegoroczna organizacja. Jesteśmy do niej zaproszeni wszyscy na pierwsze Święto, a jakże chętnie bardzo sie wybieramy. A na drugie zaprosiliśmy do nas mego serdecznego kolegę z partnerką, który to kolega jest też od lat kilku serdecznym kolegą mej mamy, do tego moją przyjaciólkę, któar stale mieszka za granicą i na te swieta przyjeżdza oraz bliskiego kolegę mego partnera z zoną. Będzie fajnie smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 16.12.18, 14:39
    matylda1001 napisała:

    >Wszystko zmieniło się gdy moje córki pozakladały rodziny. Ja nie uważam, że musz
    > ą spędzać z nami każdą Wigilię tym bardziej, że w czasie świąt tez się spotykam
    > y ale skoro tego chcą to i ja się cieszę. Tylko, że coraz trudniej to wszystko
    > zgrać do kupy wink

    A po co cokolwiek "zgrywać"? Nie możesz powiedzieć, że u Ciebie Wigilia jest np o 17.30, kto zechce i może przyjść czy przyjechać na tę godzinę jest mile widziany i prosisz tylko by opowiedział się wcześniej czy będzie. Jeśli nie, to zapraszasz w pierwszy lub drugi dzień Świąt na kawę i ciasto, lub na obiad na 13.30. Co w tym trudnego?
  • kora3 16.12.18, 15:49
    No widzisz Aquo, choć ja nie miałam nigdy takiej sytuacji, to doskonale umiem sobie wyobrazić to co Matylda pyta...Po co zgrywać ... Np. mnie sie zdarzało kilka razy przyjeżzdać do rodziców w samą Wigilię, raz - w zasadzie z pół godziny przed siadaniem do stołu. U moich rodziców Wigilia zwyczajowo jest późno i tu nie było problemu, bo wszyscy zaproszeni przybyli w zasadzie ww czasie zbliżonym do mojego pojawienia sie zgodnie ze zwyczajem. ALE mogło być tak, że zwykle ta wigilia była wczesniej i wszyscy się tak "dogrywali" a teraz np., ja zawiadamiam ze przyjadę później i cały dogryw idzie w rozsypkę sad Jasne, jasne - mogli spokojnie zaczać beze mnie przecież, ale wiesz, jak znam życie mojej mamie byłoby przykro, że na mnie nie czekają z rozpoczęciem Wigilii. Penwie nie tylko dlatego byłoby jej przykro, że jestem jej dzieckiem, ale także dlatego, że jestem TYM jej dzieckiem które mieszka stosunkowo daleko i w rodzinnym domu od dawna bywa stosunkowo rzadko.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • aqua48 16.12.18, 20:52
    kora3 napisała:

    > No widzisz Aquo, choć ja nie miałam nigdy takiej sytuacji, to doskonale umiem
    > sobie wyobrazić to co Matylda pyta...

    No widzisz Koro, a ja przez lata miałam podobną sytuację i wiem, że "zgrywanie" trzech Wigilii nikomu nie wychodzi na dobre, lepiej odpuścić i cieszyć się Świętami, a z najbliższymi spotkać się na luzie, bez przymusu.
  • kora3 16.12.18, 23:21
    Też tak uwazam i napisałm tylko teoretycznie jesli o mnie chodzi - jak wsoomnialam - nie mialam takich sytuacji

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kocynder 15.12.18, 15:23
    Bardzo proste. I u mnie i u mego męża w rodzinie jest zwyczaj, że (polecę biblijnie): "Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem". Od założenia SWOJEJ rodziny - dzieci spędzają świąteczny wieczór ze SWOJĄ rodziną. Czyli swoim mężem/żoną. Później z dziećmi. Do rodziców zawsze "wpadamy" przed południem - na postnego śledzika, przełamanie opłatkiem, przywóz i odbiór prezentów - i wracamy do swojego domu. smile
    Wizyty "świąteczne" odbywamy w pierwsze i drugie święto - w jeden dzień u moich rodziców, w drugi - u rodziców męża. Bez pośpiechu, spiny i nerwów.

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • matylda1001 15.12.18, 17:12
    Czyli kolacje wigilijna jecie sami, w gronie domowników? A Wasi rodzice jak spędzają wigilijne popołudnia i wieczory?
  • tt-tka 15.12.18, 17:48
    Moi spedzali je gotujac co trzeba na swiateczny obiad w pierwszym dniu swiat smile, co robili po ugotowaniu, nie wiem, przeciez nie bede wypytywac doroslych osob, co robia pod moja nieobecnosc tongue_out
    Wigilia u siebie, swieta po rodzinie, wedrowne. Zawsze jakos dalo sie bezproblemowo dogadac, kto u kogo i o ktorej.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • kocynder 15.12.18, 22:51
    Skoro w gronie domowników - to nie sami. Nie dostrzegasz braku logiki? Rodzice? Zapewne po wieczerzy oboje z przyjemnością zasiądą do smakowitej lektury książek, które znajdą pod choinką, spędzą przyjemnie czas do północy, kiedy to pójdą na pasterkę, a po powrocie spokojnie pójdą spać. Może obejrzą coś w tv. Albo będą robić coś innego. Litości, Matyldo - nie kontroluję co robią w pełni dorośli, wręcz mocno już zaawansowani w leciech ludzie w spokojny wieczór we własnym domu spędzając czas z żoną/mężem!

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • matylda1001 16.12.18, 01:23
    Nie widzę tu braku logiki, sami w gronie domowników to znaczy bez gości (rodziców). I nie pytam o to co rodzice robią PO wieczerzy ale o wieczerzę, czy sami (bez dzieci) celebrują czy ktos im towarzyszy. Oczywiście nie nalegam na wycerpującą odpowiedz ale nie ukrywam, że skoro pytam to miło by było... smile
  • tt-tka 16.12.18, 02:56
    Nie celebrowali. W zasadzie u nas choinke stawialo sie tam, gdzie byly dzieci. Dzieci dorastaly, szly na swoje, rodzice z ulga rezygnowali z taszczenia choinki, a potem wyrzucania drapaka smile i z calej wigilijnej celebry. Ale my bezboznicy jestesmy i u nas zawsze to bylo swieto prezentow, ktore wreczyc/podlozyc mozna i przy okazji wizytki w pierwszy lub drugi dzien swiat. Jak znalam moich przodkow, to pewnie czytali. Zawsze byly jakies zaleglosci czytelnicze.

    Natomiast, jako ciekawostke, zapodaje z czasow, gdy bylam dzieckiem - u nas nie wreczalo sie prezentow w wigilijny wieczor. Pod choinka staly zwierzaki-pluszaki, kazdy mial swojego, i prezenty podkladalo sie noca, a rozpakowywalo nastepnego dnia przy czy po sniadaniu. Kiedy dzieci mialy juz po te 6-7 lat, dosc duzo, by samodzielnie przygotowac prezenty, biedni rodzice ok. 21 udawali sie do loznicy i symulowali sen, a dzieciaki podszczypywaly sie, zeby nie zasnac wzesniej, wyczekujac zgaszenia swiatla. Fajne to bylo.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • matylda1001 16.12.18, 13:14
    Jakie to piekne, że każda rodzina wypracowała sobie swoje własne zwyczaje smile Na takie wspomnienia czekalam w tym watku, dziękuję. U mnie prezenty przynosi św. Mikołaj i niepostrzeżenie podkłada pod choinkę przed kolacja wigilijną. Oglądać można dopiero przy deserze. U mojej kolezanki rodem z Krakowa prezenty przynosi Anioł.
    Chonka w moim zyciu jest w zasadzie elementem stałym... najpierw rodzice stroili ją dla mnie, potem dla wnuków, ja dla dzieci i teraz dla wnuków, moje dzieci dla swoich i tak przez pokolenia smile Pamiętam Wigilie w domu moich dziadków. Zbierała się cała blizsza i dalsza rodzina ale moja babcia miała stół rozkładany na 24 osoby. Teraz sie tego raczej nie powtórzy.
  • matylda1001 16.12.18, 14:26
    Kumo, a zajrzyjcie ano do Lipiec smile
    Porobili z tą pocztą tak że to trzeba zagadkami na innych forumach gadać wink


  • tt-tka 16.12.18, 14:53
    matylda1001 napisała:

    > Kumo, a zajrzyjcie ano do Lipiec smile
    > Porobili z tą pocztą tak że to trzeba zagadkami na innych forumach gadać wink
    >
    >
    A zajrze, dzieki smile
    Ostatnio tylko lub glownie jedna osoba sie tam paletala, i to taka, z ktora juz mi sie nie chce gadac, ale skoro, kumo, prosita, to lece ! I flaszke okowitki ze sobom wezne !



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • reinadelafiesta 16.12.18, 14:54
    Stół Matyldo to jeszcze właśnie nie największy problem. Gorzej z tą rodziną- coraz mniej liczną, porozjeżdżaną po świecie, czasem wybierającą narty zamiast Wigilii, zapętloną w różnych zobowiązaniach. U mnie Święta były w domu moich rodziców - poza nami- póki żyli, byli na nich dziadkowie, ich rodzeństwo. Starsze pokolenie odeszło, ale na naszą Wigilię dołączył mój mąż i jego owdowiała mama. Po śmierci mojej mamy pałeczkę w organizowaniu Świąt przejęłam ja. Teraz spędzamy je z dziećmi, szwagierką z narzeczonym i inną bliższą i dalszą rodziną. W różnej konfiguracji: przyjeżdża ten, kto chce, może, czuje potrzebę, nie jedzie akurat gdzie indziej. Przygotowaniami dzielimy się sprawiedliwie, w miarę możliwości każdy stara się dołożyć swoją cegiełkę. Z pewnością w takim spędzaniu Świąt pomaga duży dom, gdzie można wszystkich gościć. Bo u nas spędzamy razem całe Święta - jeśli ktoś w danym roku nie może, bo ma inne zobowiązania, to jedzie na całe Święta gdzie indziej. Więc nie ma miotania się między domami, miastami, jedzenia dwóch wieczerzy, ustalania godzin wizyt itd.

    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • aqua48 16.12.18, 20:54
    reinadelafiesta napisała:

    >przyjeżdża ten, kto chce, może, czuje potrzebę, nie jedzie
    >akurat gdzie indziej. Przygotowaniami dzielimy się sprawiedliwie, w miarę możl
    >iwości każdy stara się dołożyć swoją cegiełkę.

    O, i to mi się bardzo podoba smile
  • kora3 16.12.18, 12:06
    Wiesz Matti, Twój watek jakoś tam jakoś wiąże się z moim o świątecznym dylemacie. I owszem, to co napisała w tamtym wątku Mim, moze nie u wszystkich, ale u wielu - występuje. Jesli ktos jest samotny na co dzień, to w świeta szczególnie mu to pewnie doskwiera, bo ma świadomość, ze wszędzie ludzie siadają do świątecznego stołu z rodziną, przyjaciółmi, a on sam jak ten palec. W swieta to szczególnie też pewnie niemiłe, bo człowiek jakoś tam powraca wspomnieniami do tych czasów, gdzie jeszcze zyła ta czy tamta bliska osoba i siadała przy tym stole, gdy się było dzieckiem, młodym człowiekiem ...
    Sąsiad mojej mamy, a wcześniej rodziców, który jest wdowcem, a którego synowie z dekadę temu byli za granica i nie mogli być tu w kraju, ani jego zaprosić wtedy chętnie korzystał z zaproszenia moich rodziców, bo pewnie tak - czuł się samotny, żona umarła, synowie daleko, on tylko z psem. Rodzeństwo jak mówił jakieś tam ma ale o kilkaset km oddalone. Zapraszają sąsiedzi, serdeczni i pomocni jako i on im, nie na Świata tacy i wzajemnie, tylko na co dzień, więc miło z nimi i ich gośćmi , lepiej niż samemu. Oczywiste.
    Ale to jednak inna sytuacja niż w przypadku gdy rodzice są oboje, żyją. Jasne, moze woleliby przy Wigilijnym stole usiąść razem z dziećmi, na pewno, ale ze nie siadają - to zwykle dla nich nie koniec swiata. Tym bardziej, gdy wiedzą, ze te dzieci/wnuki zdrowi wszyscy, w porzadku wszystko i za parę godzin przyjadą.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • matylda1001 16.12.18, 13:47
    Nawet nie ukrywam, że Twój wątek byl dla mnie inspiracją smile Rozumiem starszą siostre i jej syna ale żal mi się zrobiło mlodszej, taka już jestem sentymentalna. Teraz juz rozumiem wiecej, miedzy innymi to, że ocena postaw "Twoich" bohaterów" wynika ze stosunku oceniających do świąt w ogóle, z domowych doświadczeń, z własnego charakteru.

    Kilkanaście lat temu poznalam pewna panią, polubiłysmy sie od razu. Pani była osobą samotna, rodziny nie zalozyła, nigdy nie była w związku. Jej mama zmarła gdy była nastolatką a ojciec zginął w koszmarnym wypadku w pracy gdy była studentką. Rodzeństwa nie miała więc została zupelnie sama. Zaprosiłam koleżanke na Wigilię (w międzyczasie na jakiejś imprezie poznala moją rodzinę, polubili się więc nie byłaby "obca") Niestety, okazało sie, że nowa koleżanka zwyczajowo spedza ten wieczor z rodziną swojego ciotecznego brata no i nie wypada jej tym razem odmówić. Zrozumiałam i przy następnej Wigilii zaproszenia nie ponawiałam az tu za którymś razem wygadała sie, że nie ma żadnego ciotecznego brata, Wigilie spędza w towarzystwie dwóch pilotów - jeden od TV a drugi od DVD smile nie przygotowuje żadnej tradycyjnej potrawy żeby sobie niczego nie przypominać. W ten wieczór nie podchodzi nawet do okna by nie widziec życia rodzinnego jakie sie toczy za firankami oswietlonych okien bo ostatni raz siedziała przy wigilijnym stole gdy po śmierci ojca została zaproszona do koleżanki ze studiów. Nie przyjęła mojego zaproszenia bo wydawało jej się, że to... z litosci. Popłakałyśmy sie obie a potem koleżanka zaczęła wyjeżdźać w czasie świąt na wczasy. Też dobre rozwiązanie.
  • kora3 16.12.18, 16:26
    Matti - tak też bywa, sąsiad moich rodziców nie odczuwał pewnie ich zaproszenia jako "litościwe" bo oni jako sąsiedzi z naprzeciwka bywali u siebie wzajemnie często gęsto, spędzali też sporo czasu z sobą np. ów pan z moim tatą na rybach. Zatem świąteczne spotykanie się nie było jednak niczym nadzwyczajnym.

    Na wyjazdy świąteczno - sylwestrowe natomiast od lat jeździ moja przyjaciółka B. Jej sytuacja jest taka, że jest jedynaczką, rodzice nie żyją już od dawna, od dawna też jest rozwiedziona, ma córkę i dwie wnuczki oraz kuzynostwo. Jednak córka i kuzynostwo mieszkają dość daleko i B. odwiedza ich, owszem, ale kiedy jest ciepłej, zimą - niechętnie. Od wielu już lat nie spędza świąt w domu - bo jak wspomniała, nie czuje takiej potrzeby. Wcześniej jeździła na wyjazdy swiateczne do zimowych kurortów z kolezankami i kolegami, teraz od kilku lat z pewnym panem, z którym spędza też zwykle długie weekendy, urlopy. Nie jest ani osobą religijną, ani szczególnie "rodzinną" - mam na mysli to, że kiedy była dzieckiem jej rodzina z racji zajęcia ojca czesto się przenosiła po Polsce na większe odległosci - nie miała wiec okazji mieszkać z dziadkami. czy kuzynostwem np. "przez płot" ani nawet nieco dalej, ale w miarę blisko. Jako dziecko/nastolatka spędzała więc swieta z rodzicami na ogół. Potem z męzem i swoją córkąi, bo nie mieszkała wtedy blisko rodziców. Po rozstaniu z mężem i gdy córka poszłą juz na studia przyjechała tu, do ostatniego miejsca zamieszkania rodziców, by opiekować się owdowiałą i schorowaną mamą i tu już po jej śmierci - została.
    Nie czuje sie wcale źle z tym, że nie ma licznej rodziny i nie zasiada z nią przy stole w święta. Nie jest miłośniczką gotowania, pichcenia, pieczenia i urządzania przyjęć w domu. Za to jest miłosniczka nart smile i bardzo czesto, gdy tylko auta pozwala łączy te swiateczno - sylwestrowe wypady w góry z tą przyjemnościąsmile
    Pomimo, ze swiat od lat nie spedza w domu, B. nie wyobraza sobie okołoświątecznego czasu bez ...choinki i bez ustrojonego swiatełkami balkonu smile Co roku ma choinke (sztuczną) w innej stylizacji, która to stylizacja jest przemyśliwana znacznie wczesniej i już tak od Mikołaja balkon mieniący się swiatełkami co wieczór (z wyjątkiem tych naprawdę swiatecznych wieczorów, gdy jej nie ma )
    Zawsze jej "brakowało" w takim okresie choinki w moim domu, w którym nie miała racji bytu ze względu na mloje kotki, które już oba niestety, jako i Twa Matylda sad nie żyjąsad Nie, zeby mi na temat przygadywała - bożebroń, ale zawsze mówi "Oj, czegoś ki tu brak u Was, aaaa wiem, choinki" - z wyjątkiem tego roku - przyszła i powiedziała, że kogoś jej brak, mojej koteczki, która niedawno odeszła sad

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kocynder 16.12.18, 21:07
    Moi rodzice akurat wieczerzę celebrują - bo lubią. Rodzice męża - nie, bo ich to nudzi. U moich rodziców przez lat kilka (jeszcze za moich lat panieńskich) na wieczerzy bywała moja ciotka - siostra mamy, która wcześnie owdowiała a dzieci nie miała. Przestała bywać nie z powodu jakiegoś konfliktu czy coś, a prozaicznie - zmarła blisko trzy lata temu.
    I, żeby nie było: nie krytykuję osób urządzających Wigilię na 80 osób i zapraszających wszystkich pociotków! Jak się lubi, ma możliwości, czas, siłę i warunki - to super! Natomiast jestem wrogiem wywierania presji, moralnych szantażyków i innych form wymuszania koniecznej obecności wszystkich w ten właśnie dzień.
    Bratowa męża tak ma - u niej jest ten "musik". Jeśli nie - to jej matka potrafi wypominać to do Wielkanocy! I nie, absolutnie nie wystarczy, że wpadną na godzinkę! Nie ma mowy! Muszą przyjechać najdalej około 17:00, zasiąść do wieczerzy, i dopiero po całej celebracji czyli około 19:30 - 20:00 łaskawie wolno im pomyśleć o opuszczeniu "zbyt gościnnych" progów. Jeśli nie, jeśli ośmiela się inaczej - to obraza śmiertelna. I nie, nie jest wytłumaczeniem, że chcą tez zajechać do jego rodziców. Kogo obchodzą jego rodzice? Wigilia jest jedna i koniec! Ot, taki lajf...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • aqua48 15.12.18, 23:12
    matylda1001 napisała:

    > A Wasi rodzice jak spędzają wigilijne popołudnia i wieczory?

    Rodzice zapewne od dawna potrafią sobie sami doskonale zorganizować czas..
    Można śpiewać kolędy, lub słuchać kolęd, czytać odłożone na ten czas świąteczne edycje ulubionych czasopism, cieszyć się prezentami, patrzeć na choinkę, sprzątać po wieczerzy, dobierać sobie makowca lub sernika, czekać do pasterki, lub iść spać z miłym poczuciem, że jutro i pojutrze też Święto.
  • matylda1001 16.12.18, 00:39
    Tak, można a ja chyba niedostatecznie wyjaśniłam o co mi chodzi.
  • basia_styk 16.12.18, 11:48
    Muszę przyznać, że ze sporym zdziwieniem czytam ten wątek. Jakoś nie zdawałam sobie do tej pory sprawy, że są rodziny, w których ewidentnie WYMAGA się odwiedzenia wszystkich dokładnie w Wigilię. W moim domu zawsze było to święto rodzinne w sensie: obchodzimy Wigilię w swoim wąskim gronie NAJBLIŻSZEJ rodziny, zaś na odwiedziny przeznaczone było zwykle pierwsze lub drugie święto. Mam wrażenie - po lekturze postów w wątku - że sporo zostało mi oszczędzone smile
  • matylda1001 16.12.18, 14:20
    basia_styk napisała:

    >Mam wrażenie - po lekturze postów w wątku - że sporo zostało mi oszczędzone smile<

    Albo, że sporo straciłaś smile



  • nchyb 16.12.18, 12:38
    Dostatecznie Matyldo, dostatecznie. Po prostu usiłują Cię przekonać, że starci rodzice, to już nie Twoja obecna najbliższa rodzina i nie trzeba z nimi spędzać czasu razem w Wigilię /czy to katolicką, czy tradycyjną bez pasterki itp/ , bo mają siebie i to ma im wystarczyć. A Babcia staruszka wdowa zapewne powinna w wigilijny wieczór przy zdjęciu męża przygotować na jutrzejsze przybycie swoich dzieci i wnuków smakowity świąteczny obiad. Bo przecież do niej na Wigilię się nie wpada i do siebie nie zaprasza, bo od tego są Święta, a nie Wigilia.

    Ale pocieszę Cię Matyldo, nie wszyscy tak mają smile
    Są również i tacy, którzy właśnie wigilijny wieczór, czy to celebrowany religijnie, czy tak tradycyjnie, a bez głębszego ducha religijności, ale rodzinnie, uważają za ważny, a dorośli ludzie własnych rodziców za bliziutką rodzinę uważają i chcą z nimi ten właśnie wieczór chociaż częściowo spędzić big_grin
  • matylda1001 16.12.18, 14:01
    Nchyb, bardzo Ci dziękuję za te słowa bo juz zaczynałam mysleć, że to ja jestem jakas nietypowa, głupio "nadsentymentalna" smile
  • aqua48 16.12.18, 14:45
    Ależ wszystko zależy od układów w rodzinie i chęci dostosowania się. Najgorzej jest gdy niezależnie od rozwiązania kwestii Wigilii wszyscy uznają je za opresyjne. I gdy na przykład wspomniana wyżej samotna staruszka wdowa uzna że ONA nie będzie od nikogo na Wigilię zaproszenia przyjmować, bo Wigilia bezwarunkowo ma być tak jak dotychczas u niej i to wszyscy inni mają się dostosować. Koniec.
  • verdana 16.12.18, 14:46
    No tak, ale czasem zwyczajnie pewnych rzeczy nie da sie przeskoczyć. Ja w tym roku idę do mamy - nie na Wigilię, bo jej nie chce, ale gdzieś na 16, żeby nie byla sama - trzy tygodnie temu zmarł mój ojciec. Oznacza to, niestety, ze nie spędzę Wigilii z własnym mężem, który do mojej mamy przyjść nie moze. Ja wigilii nie robię, wiec maż jedze do rodziców. Już od paru lat jednego dnia swiat nie spędzamy razem, bo kazde z nas musi iść do swoich rodziców. Rodzice nie sa sami. My tak.
  • kora3 16.12.18, 17:13
    Przykro mi Verdano, współczuje serdecznie

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 16.12.18, 17:29
    Nchyb, ja myślę, ze troszkę opacznie jednak niektórych zrozumiałaś... Tu nie tak chodzi o to, ze by nie traktować rodziców jako najbliższych mając już też innych najbliższych, a o to, że niektórzy bliscy, niekoniecznie zaraz rodzice wymagają, by "zaliczyć" z nimi Wigilię od a do zet. Mam na myslli: przyjść przed wieczerzą, spróbować wszystkiego i ewentualnie późnej wyjśc wczesniej niz inni, skoro już taka potrzeba.

    Na czym to polega spróbuję pokazać na przykładzie - na szczeście nie własnym. Mój kolega ma 2 rodzeństwa, oboje rodziców i jeszcze do niedawna miał oboje dziadków ze strony mamy. Jego rodzice i dziadkowie oraz jeden z braci z rodziną mieszkali dom w dom - dosłownie. Dziadkowie z rodzicami i on z rodziną tuż obok, na sąsiedniej działce budowlanej. Siostra kolegi też mieszka w tej samej miejscowości, ale już nie tak blisko, powiedzmy dwie ulice dalej. Kolega mieszka w nieodległym (jakieś 20 km ) mieście z zoną i dzieckiem. W tym samym mieście miescie mieszka mama jego zony, wdowa, zona kolegi nie ma rodzeństwa. Z przyczyn zdrowotnych mama żony kolegi nie bardzo chce i moze uczwstniczyć w Wigilii u rodziców zięcia. Nie jest z nimi skonfliktowana, ale trudno byłoby jej znieść zgiełk, który jest oczywistością gdy jest tyle osób, a poza tym niechętnie podrózuje, nawet niedaleko z uwagi na trudności z poruszaniem sie. . Kolega z zoną zatem uznali, że spędzą Wigilię w wersji podstawowej - w sensie zjedzą wieczerzę i pobedą do koloło 22 u mamy żony, a do rodziny męza wpadną przed nią, połamać się opłatkiem, zaś odwiedzą ich na dłużej w świeta. I tu nastąpił zgrzyt, bo rodzice i rodzina kolegi życzyliby sobie, by kolega z rodziną "jak ludzie" zjedli z nimi kolację i potem ewentualnie pojechali do mamy żony. Czy mozna ich zrozumieć ze chcueliby w taki wieczór miec całą trójkę swoich dzieci z ich rodzinami przy swoim stole? Ano można, tym bardziej, ze te dzieci wszystkie są na miejscu, a nie np. w pracy za granicą. ALE czy trudno jest zrozumieć kolege i jego żonę, że mając po jednej stroinie jego rodziców, którzy bedą mieć dom pełen ludzi, a po drugiej chorą i samotną mamę zony chcą być w tym czasie z nią i nie zostawiac jej samej, a z rodzicami meza spotkać się w swieta?

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
  • verdana 16.12.18, 17:42
    Ja też tak to rozumiem - nie chodzi o to, aby starą matkę zostawić samą na święta, ale o to, aby młode małzeństwo, czy małżeństwo z dziećmi nie było zmuszane do zaliczenia Wigilii u obu rodzin, bo "jak to, będziemy na Wigilię SAMI". Sami to znaczy z mężem/żoną , a czasem i z innymi dziećmi. W Wigilię dziecko, nawet dorosłe ma być i już, choćby oznaczało to, ze jego własne dzieci padają ze zmęczenia i zamiast spokojnie się bawić, sa stale poganiane i zestresowane. Zaliczyłam takie trzy Wigilie, potem powiedziałam "dość" - wigilia jest u mnie, kto chce przyjeżdża, kto nie chce - trudno. I swoim dzieciom tego nie zrobię.
  • aqua48 16.12.18, 20:57
    Ja po takim gonieniu świątecznym przez lata, też stwierdziłam, że moim dorosłym dzieciom tego nie będę fundować. Dopasowuję się do nich.
  • verdana 16.12.18, 20:59
    Ja też, przy czym wobec tego, ze dzieci mieszkają stosunkowo niedaleko i widuję je często, kompletnie mi nie zależy, aby były właśnie na swięta.
  • annthonka 17.12.18, 16:45
    Nie ogarniamy smile.

    Trzymamy się zasady, że w tym roku wigilia u rodziców Jasia, a pierwszy dzień Świąt u rodziny Małgosi. W przyszłym roku odwrotnie. Bieganie od domu do domu jest bez sensu, tylko się wszyscy denerwują, męczą i nie ma żadnej przyjemności z tych świąt.
  • majaa 21.12.18, 11:24
    U nas z powodu odległości nie wchodziły w grę wigilijne wędrówki od jednej rodziny do drugiej. Po prostu umawialiśmy się, że jednego roku spędzamy Wigilię u jednych rodziców, a w pierwszy dzień Świąt jedziemy do drugich, a w kolejnym roku odwrotnie.
  • positronium 08.01.19, 09:57
    Haha, ja od 1 grudnia nic nie ogarniam... Wracam do żywych dopiero w styczniu. wink
    A tak na serio - gdzieś w okolicach Zaduszek szersze grono rodzinne dowiaduje się, gdzie w danym roku spędzamy Święta. Całe święta, nie tylko Wigilię. Zazwyczaj jesteśmy u Dziadków, ale nie zawsze, więc jeśli odwiedzamy kuzynostwo czy wujostwo to odpowiednio wcześnie wszyscy dostają informację, że takie są plany i spotkamy się w innym terminie aby życzyć sobie wszystkiego najlepszego i wymienić prezenty. Do tej pory nie było poważnych obiekcji przed takim działaniem.
    Nie wyobrażam sobie kursowania kilkukrotnie od domu do domu w ciągu tych trzech dni. Znam za to rodziny, które z góry układają plan - w pierwszy dzień do teściów, w drugi znajomi, a w wigilię u rodziców... Sekret chyba w tym, żeby uprzedzić sporo przed grudniem jak to ma wyglądać.

    --
    Tradycje i cenna porcelana, używane w sposób niewłaściwy i nieoględny, mogą się łatwo wyszczerbić, a nawet potłuc.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.