Dodaj do ulubionych

Akcje charytatywne i wolontariaty

08.01.19, 15:17
Nowy rok jak zawsze rozpoczyna się zwiększoną ilością reklam kolejnego finału WOŚP. Nosicie serduszka w widocznych miejscach, wrzucacie drobne do puszek, licytujecie fanty?

Tak się przy okazji zastanawiam, jak ogólnie wygląda charytatywność (angażowanie się w akcje w jakiejkolwiek roli) u nas, a jak w innych krajach, które czasem odwiedzam. Odnoszę wrażenie, że nie ma zdrowej "mody" na np. regularną pracę w jadłodajniach, czy na wspieranie konkretnego celu przez cały rok. Albo po prostu takich niegramotnych mam znajomych, bliższych i dalszych. wink Poza początkiem roku i niektórymi głośniejszymi przypadkami (komuś spłonął dom, dziecko poważnie chore itp.) nie rozmawiamy o pomaganiu innym, w żadnej formie.
Edytor zaawansowany
  • tt-tka 08.01.19, 15:27
    Ja znam sporo przykladow, choc latwiej jest wolontariusza pozyskac niz przytrzymac sad
    Pracuje z osobami niepelnosprawnymi i, przykladowo wlasnie, regularne wyjscia do teatru/na koncert osoby na wozku, a jeszcze bardziej grupy osob, wymagaja regularnej wspolpracy ochotnikow-pchaczy wozkow. Zachecic, przeszkolic, pierwsze kilka wyjsc to male miki, ale takich wolontariuszy ze stazem dluzszym niz rok moge policzyc na palcach. Choc to jest aktywnosc raz w miesiacu przecietnie.
    Znam osoby regularnie placace na jakis cel, niezaleznie od poklasku czy naglasniania akcji, ale to jest malo widowiskowe, nie rzuca sie w oczy.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • positronium 08.01.19, 15:39
    tt-tka napisała:
    > Ja znam sporo przykladow, choc latwiej jest wolontariusza pozyskac niz przytrzy
    > mac sad


    No właśnie takie sytuacje mnie ciekawią, szczególnie z pierwszej reki. Mas zmoże jakiś pomysł skąd ten problem się bierze? Tak po prostu, z lenistwa? Z zabiegania? Z innego powodu?

    > Znam osoby regularnie placace na jakis cel, niezaleznie od poklasku czy naglasn
    > iania akcji, ale to jest malo widowiskowe, nie rzuca sie w oczy.
    >

    Prawda, ja sama mam swoją organizację która wspieram finansowo, po cichu, przelewem stałym. Ale przecież nie każda pomoc to tylko praca i pieniądze - czasem wystarczy przyjść na imprezę organizowaną przez fundację i dobrze się bawić. A nie słyszę zbyt często (poza karnawałem) o takich spotkaniach.
  • annthonka 08.01.19, 16:03
    Z punktu widzenia osoby wolontariacko prowadzącej fundację i niejednokrotnie próbującej pozyskać wolontariuszy - gadanie i składanie deklaracji nie boli, a człowiek czuje się wtedy taki szlachetny. Jednak jak przychodzi do konkretów (czyli do nieodpłatnego zaangażowania swojego czasu i energii) to niestety większości osób starcza zapału na jeden albo dwa razy.

    Jest kilka osób na których pomoc mogę zawsze liczyć lub które co miesiąc wpłacają drobne sumy i robią to po cichu, nie oczekując poklasku, ale to naprawdę można policzyć na palcach.
  • tt-tka 08.01.19, 16:59
    positronium napisała:


    > No właśnie takie sytuacje mnie ciekawią, szczególnie z pierwszej reki. Mas zmoż
    > e jakiś pomysł skąd ten problem się bierze? Tak po prostu, z lenistwa? Z zabieg
    > ania? Z innego powodu?
    >

    Z wielu powodow. Te, ktore wymienilas i masa innych. Najkrocej - nikt przymusu nie lubi, nawet jesli sam go sobie narzucil. I o ile pasja do teatru muzycznego i chec podzielenia sie/udzielenia tego teatru innym nie jest pasja przemozna, to w pewnej chwili ten kazdy drugi czwartek miesiaca, w ktorym trzeba wyjsc z wozkowiczem, staje sie czasem straconym, ukradzionym sobie samemu, bo przeciez w tym czasie mozna posprzatac, odrobic z dzieckiem lekcje, odpoczac, odwiedzic mame i cokolwiek innego...

    Na zasadzie - pasjonat koni bedzie latac do stajni w kazdej wolnej chwili i wlasnorecznie wyrzucac gnoj z boksow. To nie jest czlowiek leniwy. Byc moze bywajac w tej stajni zostanie wieloletnim wolontariuszem przy hipoterapii, bo to sie wiaze z konmi. Ale z ta sama osoba, ktora wozi na konie trzy razy w tygodniu, raz na miesiac gdzie indziej pojdzie moze ze dwa razy.



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • 10iwonka10 08.01.19, 20:06
    Ja pomagalam swego czasu tu w Anglii w takim maly szpitalu gdzie ludzie przywozili chore czy potracone male zwierzaki dzikie. Ludzie w okolicy pomagali przynosili jedzenie dla nich ….papiery na wysciolke pudelek. Oczywiscie wszelkie datki byly tez mile widziane no bo na weterynarza….koszty utrzymania. Teraz pomagam tak sporadycznie bo pracuje na pelen etat I mieszkam dalej . Ale mam mile wspomnienia , sympatycznych ludzi tam spotkalam . Oni bardzo polegaja na wolontariuszach a niestety oni sie wykruszaja zmienia im sie sytaucja zyciowa, przenosza sie w inne miejsce zamieszkania.
  • bene_gesserit 08.01.19, 20:21
    Kiedy pierwszy raz zgłosiłam się do centrum wolontariatu, dowiedziałam się, że nawet godzina tygodniowo pracy na rzecz innych to dużo. Kiedy pracowałam jako wolontariuszka, przekonałam się, że to, co się dostaje w zamian jest nieporównanie większe od przeciętnego wkładu pracy w wolontariat.

    Od tej pory polecam tego typu zajęcie wielu ludziom. Jedni łapią, inni - nie. Dla zainteresowanych ideą i działaniem są inkubatory wolontariatu, spotkania, konsultacje, szkolenia, debaty i festiwale wolontariatu. Można też pomagać 'prywatnie', ale imo bez profesjonalnej pomocy i opieki jest to o wiele trudniejsze. Dla pomaganych również.

    Poza tym - nie widzę problemu w tym, że ktoś wolontariatuje z doskoku, raz na jakiś czas, a nie regularnie. Noi - trudno rozmawiać o wolontariacie z kimś, kto w tym nie uczestniczył (trochę tak, jakby próbować wytłumaczyć komuś, jak smakuje egzotyczny owoc, którego nie widział, nie jadł i nawet nie powąchał).

    --
    ~herbatka u pani Dulskiej~
  • aqua48 09.01.19, 12:03
    positronium napisała:

    > Odnoszę wrażenie, że nie ma zdrowej "mody" na np. regularną pracę w
    > jadłodajniach, czy na wspieranie konkretnego celu przez cały rok. Poza początkiem
    > roku i niektórymi głośniejszymi przypadkami (komuś spłonął dom, dziecko poważn
    > ie chore itp.) nie rozmawiamy o pomaganiu innym, w żadnej formie.

    Moim zdaniem na regularną pracę w instytucjach charytatywnych nie bardzo stać czasowo ludzi którzy regularnie pracują, kończą pracę o 16.00-17.00, wracają do domu i poświęcają się swoim dzieciom, rodzinie i obowiązkom domowym. W Polsce sporo czasu wymaga taka codzienna logistyka - zawożenie i odbiór dzieci ze szkoły, zawiezienie ich na dodatkowe zajęcia, zakupy i gotowanie obiadów. Mało kogo z przeciętnie zarabiających ludzi finansowo stać na wyjścia do restauracji w tygodniu, czy zamawianie jedzenia do domu dla całej rodziny. Weekend traktowany jest jako odetchnięcie od tego kołowrotu i możliwość spędzenia większej ilości czasu z rodziną. Większość Polaków mieszka też nie w dużych miastach, lecz w okolicach w których działalność "charytatywna" z konieczności ogranicza się do sporadycznej pomocy sąsiadce, lub coraz częściej staraniom o chore, niesprawne, starsze osoby z własnej rodziny. Wśród moich znajomych i przyjaciół (wiek 55+) właściwie każdy w tej chwili ma prócz dorosłych dzieci którym w miarę możliwości stara się pomagać przy starcie życiowym i wnukach, również starszych rodziców lub teściów, wymagających stałej, regularnej pomocy. Tylko, że to nie "zdrowa moda" a konieczność. I owszem rozmawia się o tych problemach, bardzo często wśród zainteresowanych ponieważ takie sytuacje rodzą wiele problemów, trudnych do rozwiązania gdy człowiek spotyka się z nimi po raz pierwszy w życiu a jest zdany wyłącznie na własne siły, których też nie przybywa. Gdzie tu jeszcze luka na dodatkową regularną działalność?
  • bene_gesserit 09.01.19, 17:43
    Moje dwie przyjaciółki działają w fundacji na rzecz zwierząt. Obie mają rodziny, dzieci w wieku wczesnoszkolnym, domy itd - dla nich czas dla fundacji, a niechby i spędzony na sprzątaniu klatek, to odpoczynek. Od rodziny też trzeba czasem odsapnąć.

    --
    Wiara w kompleks braku członka to oczywisty przejaw kompleksu braku macicy.
  • mim_maior 10.01.19, 18:37
    Pytanie, czy rodziny podzielają ich opinie w tej sprawie. Też znam takie osoby, co regularnie wychodzą z domu, by poświęcić się szlachetnym celom. Dwie z nich nie mają już rodzin.

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • mim_maior 10.01.19, 18:39
    Ale są i tacy, co w wolontariat angażują się rodzinnie. Im życie wspólne układa się lepiej. Byłoby dziwne, gdyby musieli od siebie odpoczywać po spędzonym osobno dniu pracy i szkoły.

    --
    Nie potrzebuję dodatkowych informacji o wegeżyciu.
  • 10iwonka10 09.01.19, 20:28
    Z mojego doswiadczenia tutaj jak pomagalam w tym szpitalu ze zwierzetami to glownie byli tam mlodzi ludzie -studenci, kobiety na emeryturze I kobiety pracujace na pol etatu - to jest tu wciaz dosc popularne.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.